Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.1

Item

Title
Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.1
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.1, s.161-219
Date
1992
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1358
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1468
Text
R E C E N Z J E

I

O M Ó W I E N I A
„Etnografia Polska", t. XXXVI: 1992, z. 1
PL ISSN 0071-1861

ETNOLOGIA

W

ROZTERKACH

Metodologiczne problemy badań nad kulturą i tradycją, red. Teresa Karwicka,
Toruń 1991, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Recenzowany tom obejmuje referaty, które wygłoszone zostały na kon­
ferencji pod tym samym tytułem, zorganizowanej przez Katedrę Etnografii
Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu w 1986 roku. Jak za­
znaczają we wstępie Wojciech Burszta i Krzysztof Piątkowski konferencja ta
poświęcona była refleksji nad teoretyczno-metodologicznymi podstawami
etnologii, głównie polskiej, przedstawieniu kluczowych problemów tej dys­
cypliny, a ostatecznym jej celem było zbliżenie intelektualne pomiędzy róż­
nymi ośrodkami etnologicznymi w kraju.
Było to więc przedsięwzięcie nader pożyteczne i pożądane o dużym
znaczeniu teoretycznym i praktycznym, zwłaszcza w świetle nie do końca
sprecyzowanego kształtu tej dyscypliny w Polsce. Przez długie lata miała ona
trudności w określeniu własnego miejsca w zespole nauk o człowieku i jego
kulturze. Paradygmat antropologii anglosaskiej, tak wspaniale i od zarania
stulecia się rozwijającej, nie zapuścił głębszych korzeni w etnografii polskiej,
nie przeniknął do niej w stopniu na tyle dostatecznym, aby nadać jej od razu
kształt dyscypliny wyraźnie odrębnej, o własnym obliczu teoretycznym, włas­
nych metodach i celach. Zadecydował o tym zapewne charakter materiału,
z jakim mieli do czynienia etnografowie polscy (jakże różny od wielości
i różnorodności kultur, z jaką na co dzień spotykali się antropologowie
anglosascy) gdzie badana kultura ludowa była tylko częścią kultury ogólno­
narodowej, korelatem - jak to wykazywał Kazimierz Dobrowolski - szerszej
struktury gospodarczo-społecznej. Stąd model chłopskiej kultury tradycyjnej
czy kultury ludowej musiał być modelem eklektycznym, jak słusznie zauważa
Czesław Robotycki (s. 8).
Etnografia polska, której niejednokrotnie zarzucano rozbrat z teorią
i brak wystarczającej świadomości teoretyczno-metodologicznej, musiała być
jednak od samego początku bardziej wrażliwa na wpływy płynące z innych
dyscyplin - historii, socjologii, psychologii, filozofii, historii lite­
ratury, sztuki, muzykologii, ostatnio w coraz większym stopniu za wzorem

162

RECENZJE I OMÓWIENIA

nauki zachodniej - lingwistyki. I w tym być może tkwi jej szansa rozwinięcia
własnego paradygmatu ujmującego badane zjawiska bardziej całościowo,
także w znaczeniu podkreślanym niegdyś przez Maussa, który przez „cało­
ściowy fakt społeczny" rozumiał nie tylko funkcjonalną relację pomiędzy
elementami kultury, ale również ujmowanie rzeczywistości w aspekcie międzydyscyplinarnym (nierespektującym formalnych granic podziału nauk)
(Tarkowska 1974).
Lektura prac zamieszczonych w recenzowanym tomie pozwala, jak sądzę,
na sformułowanie wstępnej obserwacji ogólnej, że współczesna antropologia
kultury w Polsce wydaje się być zdominowana przez par excellance filozoficz­
ną orientację, jaką stanowi kulturoznawstwo rozwijane głównie, choć nie
tylko, przez poznański ośrodek naukowy. Ma to swoje dobre i złe strony
- od strony pozytywnej, niepomiernie poszerza ogólnometodologiczną, metanaukową refleksję i świadomość etnografów polskich, po stronie negatyw­
nej oznacza często próbę podporządkowania badanej rzeczywistości wysoce
formalnemu schematowi pojęciowemu, który nie wyrósł ani z empirii, ani
z koherentnego i zwartego teoretycznego modelu wyjaśniania zjawisk (choć
wyraźne są tu wpływy marksizmu). Jest to być może refleksja, która wywoła
sprzeciw - tym bardziej, że w omawianym tomie znaleźć można przykłady,
gdzie wyżej wspomniany schemat pojęciowy dostarcza interesujących i uży­
tecznych ram koncepcyjnych dla empirycznego ujmowania niektórych aspek­
tów kultury ludowej, jaki np. stanowi ludowy system światopoglądowy (por.
Hanna Burszta, System kategorii moralnych tzw. światopoglądu ludowego
- propozycje badawcze.). Niewątpliwą zasługą tego kierunku jest próba
dostarczenia ram koncepcyjnych dla badania różnych form świadomości
społecznej przy założeniu, że systemy światopoglądowe stanowią regulator
czy waloryzator działań praktycznych, choć w ostatecznej instancji deter­
minowane są przez sposób produkcji (s. 113).
Podniesione wyżej, niejako pierwsze odczucie, usprawiedliwione jest
przez inny niepokojący problem, omówiony w ostatnim (rzecz charakterys­
tyczna) krótkim szkicu Marcina Piotrowskiego z Łodzi: jak to wszystko ma
się do empirii, do badań terenowych i narzędzi badawczych, jakimi winien
posługiwać się etnograf, o których etnologowie na ogół coraz rzadziej piszą
i co więcej, obserwuje się coraz luźniejszy ich związek z terenem. Zaczyna się
obecnie zapominać oczywisy skądinąd fakt, że jedynie dobra znajomość
realiów życia wiejskiego (czy innych kultur) wydaje się być gwarancją, że nie
wyciągamy wniosków zbyt pochopnych, ogólnych, opartych na wyrywko­
wym materiale (s. 168), że nie popadamy w spekulacje, które rażą sztucznoś­
cią języka, logistycznymi wywodami, które przesuwają ciężar analizy z prze­
jawów realnego życia w sferę rozważań czysto akademickich. Do problemu
tego jeszcze powrócimy.
Cofając się jednak do zawartych w niniejszym tomie - referatów Krzysz­
tofa Piątkowskiego, Wojciecha Burszty, Michała Buchowskiego i Stanisława
Węglarza, musimy uznać pozytywny walor takiej ogólnometodologicznej,

RECENZJE I OMÓWIENIA

163

metanaukowej refleksji, nawet jeśli roztrząsane dylematy mają w dużej mie­
rze pozorny charakter.
Krzysztof Piątkowski podkreśla, że nauka na ogół w niewielkim stopniu
jest świadoma swoich metod (s. 16) i etnologia stanowi tu przykład szczegól­
nie instruktywny.
Najogólniej można powiedzieć, że od strony metody obowiązywał dotąd
model etnografii empirycznej, co w płaszczyźnie ontologicznej oznaczało
redukcję bytu do rzeczywistości przyrodniczej, w płaszczyźnie epistemologicznej
- ograniczenie się do myślenia racjonalistycznego wykluczającego sądy subiek­
tywne, w płaszczyźnie logicznej - ograniczenie się do logiki formalnej i natural­
nej, ostro artykuującej problemy i przyjmującej ścisłe i obiektywne kryteria ich
uzasadniania, w płaszczyźnie metodologicznej oznaczało postępowanie induk­
cyjne dopuszczające poszerzenie wnioskowania drogą dedukcji.
Jednym słowem, obowiązywał model wyjaśniania racjonalistycznego
przyznającego priorytet myśli logicznej, analitycznej i dyskursywnej nad
myślą subiektywną, symboliczną, doznaniową. Były to więc postulaty neopozytywistycznego modelu nauki, który, jak wiadomo, znajduje się obecnie
w odwrocie. Nie oznacza to bynajmniej kresu wyjaśnień racjonalnych - to
co z racjonalizmu pozostało to dążenie do ścisłości i niesprzeczności for­
mułowanych sądów w granicach narzuconych przez język oraz świadomość
ograniczeń językowych i innych uwarunkowań własnych poglądów (wiąże się
z tym otwartość na inne poglądy, samokrytycyzm etc).
Racjonalimu jednak nie można utożsamiać z nauką i to jest w tej chwili
najistotniejsze. Nauka jest jedną z form intelektualnej aktywności człowieka,
ale nie jedyną - symbole, jakie tworzymy w snach, poezji, sztuce, magii
i religii, uważane dotąd za przejaw irracjonalności ludzkiego myślenia są tak
samo tworem umysłu ludzkiego i określenie ich jako nieracjonalnych jest
przebrzmiałą konwencją językową.
Wojciech Burszta podnosi inny dylemat o podstawowym dla etnologii
znaczeniu, mianowicie opozycję pomiędzy relatywizmem a obiektywizmem
poznania (właściwiej należałoby powiedzieć uniwersalizmem). Relatywizm
kulturowy pojawia się w antropologii wraz z postulatem ścisłej czasowo-przestrzennej lokalizacji badanych zjawisk. Następuje to właściwie dopiero
wraz z funkcjonalizmem, choć wcześniejsze próby dyfuzjonizmu amerykań­
skiego można uznać również za pewien krok w tym kierunku. Tendencje
uniwersalistyczne właściwe były głównie ewolucjonizmowi, chociaż nieobce
są one również strukturalizmowi antropologicznemu. Dlatego autor niezbyt
słusznie mówi o przewrocie funkcjonalno-strukturalistycznym (są to dwa
bardzo odrębne przełomy), podobnie jak niecałkiem słusznie sprowadza się
do wspólnego mianownika koncepcje ewolucjonizmu i szkoły kulturowo-historycznej (s. 28). Jest to zbyt duży skrót myślowy. Sami ewolucjoniści też
dostrzegali przestrzenne i czasowe zrelatywizowanie zjawisk kulturowych,
starali się jednak zanegować ten fakt przez wprowadzenie koncepcji psy­
chicznej jedności rodzaju ludzkiego i jednakowości jego postępu. Jeśli jednak

164

RECENZJE I OMÓWIENIA

przez relatywizm rozumieć będziemy ujmowanie kultury tylko w jej własnych
niepowtarzalnych kategoriach to najpełniejszy wyraz znalazł on w szkole
Boasa i wyrosłej z niej „amerykańskiej szkole kultury i osobowości".
Wojciech Burszta pisze dalej, że tym co decyduje o niepowtarzalnej od­
rębności danego systemu kulturowego jest proces akulturacji (s. 31). Termin
akultuarcja ma w etnologii bardzo ściśle sprecyzowane znaczenie i odnosi
się do przemian, jakie mają miejsce w wyniku przepływu treści kulturowych
czy to w wyniku kontaktów bezpośrednich i ciągłych, czy też pośrednich.
Nie wiadomo więc, czy mówiąc o akulturacji autor ma na myśli unikalny
proces historyczny, przez jaki przeszedł dany lud, czy obowiązujące w danej
kulturze techniki enkulturacyjne, czyli praktyki wychowawcze. Termin akulturacja jako synonim enkulturacji (autor powtarza to za Herskovitsem)
rzadko już dziś bywa stosowany (jest to tradycja amerykańska) i jak
sądzę, wprowadza to niepotrzebne zamieszanie w świecie właściwych an­
tropologii pojęć.
Wracając jednak do relatywizmu - skoro mimo coraz powszechniejszych
tendencji uniwersalistycznych w badaniach nad kulturą stanowi on wciąż
ważny (jeśli nie podstawowy) postulat metodologiczny antropologii, istotne
wydaje się wyraźne sprecyzowanie co się pod tym pojęciem rozumie. Burszta
wyróżnia tu sześć form relatywizmu: etyczny (E. Westermarck), pojęciowy
postrzegania, prawdy, rozumu oraz językowy (s. 31-33). Wszystkie te typy
relatywizmu sprowadzić można w zasadzie do relatwizmu pojęciowego,
który stanowi dziś coraz bardziej powszechny kanon postępowania badaw­
czego, ujmującego kulturę jako „całość myślową", charakteryzującą sposób
postrzegania, pojmowania i wartościowania otaczającego świata. Tendencja
ta właściwa jest nowszym kierunkom etnologii, takim jak etnonauka, an­
tropologia symboliczna, do pewnego stopnia strukturalizm, obca jest nato­
miast takim kierunkom, jak materializm kulturowy czy szkoła ekologiczna,
które uważają cały spór wokół relatywizmu za rozważania o czysto akade­
mickim charakterze. Nie jest to pogląd słuszny, zubaża bowiem nasze rozu­
mienie kultury o cały tak właściwy jej współczynnik humanistyczny. Jednak­
że podejście relatywistyczne ma również swoje negatywy. Oznacza ono
w swojej skrajnej postaci niemożność porównania kultur na podstawie ja­
kiejś jednolitej płaszczyzny analizy, a tym samym niemożność formułowania
praw ogólnych. Dlatego też bez wątpienia wygodniej jest przyjmować po­
stawę uniwersalistyczną, a relatywizm w traktowaniu kultury traktować jako
stopniowe poszerzenie perspektywy zmierzającej do pełniejszej i głębszej
koncepcji człowieka i stworzonej przez niego kultury. Gdy spotykamy się
z obcymi kulturami, wszystko wydaje się nam inne; potrafimy jednakże te
różnice sformułować i w dużym stopniu zaakceptować, co świadczy, że
gdzieś tam w najgłębszych podstawach myślimy podobnie. Zwracał na to
uwagę i Malinowski, i Lévi-Strauss. Świadomość tego dylematu mieli też
wcześni badacze kultur pierwotnych (Bastían). Relatywizm nie wyklucza
więc tendencji uniwersalistycznych w badaniach nad kulturą.

RECENZJE I OMÓWIENIA

165

Znaczenie innego przeciwieństwa w sferze poznawczej podnosi Stanisław
Węglarz - „empiryzm kontra racjonalizm". Spór to nie nowy i oczywiste
dziś wydają się stwierdzenia, że nie istnieją „czyste", „nagie" fakty, że
nasza percepcja nie jest po prostu czystym odbiciem postrzeganego faktu
lecz także jego konstruowaniem na podstawie przyjętych z góry założeń
interpretacyjnych. Stąd przeciwieństwo „empiria" - „teoria" wydają się
również pozorne. Rozważania na ten temat miały swoje znaczenie w prze­
szłości, gdy trzeba było walczyć z idiografizmem etnografii ograniczającej
się do prostego zbieractwa faktów, nie podporządkowanego żadnej refleksji
teoretycznej. W etnografii polskiej wczesnego okresu tendencja ta była
wyraźna, ale należy pamiętać, że tendencje nomotetyczne właściwe były już
pierwszym kierunkom etnologii światowej, a więc np. ewoluqonizmowi.
Autor omawianego szkicu podkreśla jednak istotny moment, że każdy
stworzony przez naukę model teoretyczny jest modelem cząstkowym,
wyjaśniającym tylko pewne aspekty rzeczywistości. Dotychczas zwykło się
przyjmować, że odrębne modele teoretyczne stworzone przez jakąś gałąź
wiedzy znoszą się niejako i każdy następny jest po prostu lepszy i bliższy
prawdy obiektywnej. Tymczasem założenie, że wszystkie przedsięwzięcia
teoretyczne stanowią pewną idealizację, ujmującą tylko pewne sfery rzeczy­
wistości - dopuszcza możliwość traktowania ich jako równorzędnych
i komplementarnych „zdjęć" kultury. Przyjęcie tzw. postawy paradoksalnej
w ujmowaniu rzeczywistości kulturowej uwzględniającej jej złożoność,
paradoksalność i sprzeczność, wydaje się być bardzo płodną perspektywą
poznawczą w badaniach nad kulturą, pozwalającą na przezwyciężenie
jednostronności poszczególnych stanowisk teoretycznych (Olszewska-Dyoniziak 1991).
Michał Buchowski z kolei rozważa zakres, znaczenie i stosowalność
takich, obecnych w antropologii od samego zarania, kategorii pojęciowych
jak: etnocentryzm - europocentryzm - scjentocentryzm. Każda z tych kate­
gorii jest szczególnym przypadkiem poprzedniej. Historia etnografii stanowi
proces powolnego wyzwalania się z etnocentrycznej, europocentrycznej
i scjentocentrycznej postawy na rzecz akceptacji innych od własnych, kul­
turowo uwarunkowanych przekonań, przywracania równorzędności i wza­
jemnego przenikania się myślenia racjonalistycznego i mistycznego, a także
na rzecz relatywizmu poznania.
Z wszystkich omówionych tu kolejno rozważań wynika, że główne dyle­
maty metodologiczne antropologii zostały dziś już całkowicie przesunięte na
płaszczyznę epistomologiczną. Jej podstawowe problemy metodologiczne
plasują się gdzieś na styku takich przeciwieństw jak obiektywizm i subiek­
tywizm poznania, racjonalizm i relatywizm, naturalizm i antynaturalizm,
realizm i instrumentalizm czy wreszcie nomotetyzm i idiografizm. Współczes­
na metodologia unika jednoznacznych rozstrzygnięć, co stanowi szczególnie
charakterystyczne znamię współczesnej świadomości metodologicznej antro­
pologii, przyjmującej postawę paradoksalną.

166

RECENZJE I OMÓWIENIA

Spośród wymienionych wyżej opozycji najistotniejsza wydaje się opozycja
pomiędzy relatywizmem i racjonalizmem.
Relatywiści, jak już powiedzieliśmy, negują możliwość poznania obiek­
tywnego opartego na kategoriach pojęciowych i wiedzy właściwej kulturze
europejskiej, opowiadając się za równoprawnością uwarunkowanych kul­
turowo przekonań.
Racjonaliści natomiast opowiadają się za istnieniem wspólnego mianow­
nika dla systemów przekonaniowych różnych kultur, za istnieniem sądów
uniwersalnych i obiektywnych oraz idei bazowych właściwych każdej kul­
turze. O różnicach kulturowych decydować mają idee i teorie wtórne (przy­
wodzi to na myśl „Elementargedanken" i „Kulturgedanken" Bastiana, co
dowodzi, że świadomość tej opozycji ma już długą historię).
Jednakże opowiedzenie się za jedną lub drugą postawą jest już dziś
niemożliwe, przyjmując postawę relatywizmu, antropolog nie może wyrzec
się europocentryzmu, scjentocentryzmu i racjonalizmu, które ukształtowały
jego percepcję w takim stopniu, że wyrzeczenie się ich uniemożliwiałoby
w ogóle wszelkie poznanie. Dlatego uważa się, że ujmowanie danej rzeczy­
wistości kulturowej z całkowicie emicznego punktu widzenia tzn. wolnego od
własnych kategorii pojęciowych badacza, jest zadaniem niewykonalnym.
Można tylko starać się minimalizować ich wpływ, całkowicie wyeleminować
się go nie da.
Wspomniane wyżej tendencje, cechujące świadomość metodologiczną
współczesnych etnografów, podsumowała krótko w swoim referacie Ka­
tarzyna Kaniowska („Surrealizm a etnografia") - etnografia przestaje
być nauką (odwrót od pozytywistycznego ideału nauki), a staje się ak­
tywnością (chodzi tu o aktywizację wyobraźni). Kulturę ujmuje jako
rzeczywistość myślową (w większej mierze subiektywną niż obiektywną),
poznawalną w większym stopniu przez ogląd intelektualny i doświadczenie
wewnętrzne niż przez doświadczenie zewnętrzne. Wyznacza to nowe obszary
poszukiwań i preferencję do zajmowania się mitem, snem i sztuką, ero­
tyzmem i magią, czyli kulturą symboliczną. Jest to znamię współczesnych
czasów, ale w związku z tym nasuwa się pytanie, czy te nowe antypozytywistyczne tendencje mogą całkowicie przekreślić znaczenie analiz
funkcjonalnych i scjentycznej orientacji w badaniach nad kulturą? Wydaje
się, że nie.
Rzeczywistość ludzkiego świata jest niejednorodna. Jest ona:
1) obiektywna, uniwersalistyczna i naukowo poznawalna, i to usprawied­
liwia analizy funkcjonalne, historyczne, materialistyczne, usprawiedliwia
scjentyczną orientację w badaniach nad kulturą, mimo całej niechęci, jaką
pozostawiła ona po sobie;
2) kulturowo-subiektywna i zrelatywizowana lecz koherentna i logicznie
uporządkowana (i to usprawiedliwia analizy strukturalistyczne, etnonauki,
antropologii symbolicznej, ukazujące sformalizowane cechy ludzkiego myś­
lenia i wszechobecność mitu);

RECENZJE I OMÓWIENIA

167

3) podmiotowo-subiektywna, a więc nieuchwytna, niejasna, dopuszcza­
jąca różne formy czysto indywidualnych impresji i ekspresji, (co usprawied­
liwia analizy fenomenologiczne najbliższe odkrywaniu podmiotowych i psy­
chicznych treści w kulturze).
Stąd kontrowersyjna być może teza, że wszystkie te typy analizy są
równoprawne, a jedynie niepokojący wydaje się fakt coraz większego od­
dalania się etnografów od konsekwentnie empirycznego stanowiska, które
przecież decydowaało o tym, że tak wiele mieli oni do powiedzenia o kulturze
ludzkiej i decydowało o ich wyjątkowej pozycji w zespole nauk o człowieku.
Czy akademickie spory w sferze ogólnoepistemologicznej mogą zastąpić tę
rzetelną wiedzę, którą w cichym trudzie zbierali badacze terenowi, uprzednio
wprawdzie teoretycznie przygotowani, ale mający zawsze na uwadze teoriotwórczą rolę terenu?

Literatura
O l s z e w s k a - D y o n i z i a k B.
(1991)
O kulturze raz jeszcze - główne kontrowersje i podstawowe pojęcia, „Przegląd
Humanistyczny", nr 1, s. 11 -27.
T a r k o w s k a E.
(1974) Durkheim.Mauss, Levi-Strauss.Ciąglość i zmiana w socjologii francuskiej, War­
szawa.
Barbara Olszewska-Dyoniziak

Ewa Nowicka Świat człowieka - świat kultury. Systematyczny wykład prob­
lemów antropologii kulturowej, PWN, Warszawa 1991.
Ukazanie się w ostatnim roku w Polsce aż trzech podręczników an­
tropologii kultury (Brozi 1992; Olszewska-Dyoniziak 1991) w sytuacji, gdy
przedtem ich w ogóle nie było, jest faktem znamiennym. Dowodzi, że
dziedzina ta dopiero teraz zaczyna w Polsce, zyskiwać charakter dyscypliny
wyraźnie już ukształtowanej, wyróżniającej się nie tylko lub raczej nie tyle
przedmiotem, co raczej właściwym sobie aparatem pojęciowym, metodami
oraz typami wyjaśniania naukowego. Dowodzi także tego, że zapotrzebowa­
nie na tę dyscyplinę wzrasta, o czym decydują nie tylko względy ogólnopoznawcze i szczególny klimat intelektualny, jaki antropologia wnosi do badań
nad człowiekiem i kulturą (s. 26) ale również w coraz większym stopniu
względy praktyczne.
O tym szczególnym klimacie intelektualnym, którego znaczenie autorka
słusznie podnosi decydują trzy względy: 1) Antropologia, w przeciwieństwie
do socjologii oraz innych dyscyplin społecznych i humanistycznych zajmują­
cych się kulturą człowieka, przedmiotem badań czyni wszystkie kultury

168

RECENZJE I OMÓWIENIA

ludzkie bez względu na czas i miejsce, w których się zrodziły, a nie tylko
kultury z kręgu cywilizacji europejskiej i amerykańskiej - z fascynaq'i różno­
rodnością kultur się zrodziła i koncentrując się na badaniu tego fenomenu
znacznie poszerzyła perspektywę poznawczą nauk o kulturze wytykając im
niejednokrotnie pochopność w formułowaniu uogólnień opartych jedynie na
badaniach własnej zachodniej kultury; 2) Po drugie, czyniąc społeczności
pierwotne czy plemienne głównym przedmiotem swoich badań zwróciła
szczególną uwagę na ich odmienność, co wiązało się z postulatem uchwyce­
nia subiektywnego aspektu badanych zjawisk tzn. właściwego badanym lu­
dziom sposobu postrzegania i konceptualizacji otaczającego świata, wolnego
od kategorii pojęciowych, którymi posługuje się sam badacz.
Ta „emiczna" postawa charakteryzująca zwłaszcza nowsze kierunki an­
tropologii - etnonaukę, antropologię kognitywną i symboliczną (choć nie
obca również funkcjonalizmowi i strukturalizmowi), pozwalająca wyzwolić
się z własnych stereotypów myślowych, zwiększająca humanistyczny współ­
czynnik badań nad człowiekiem i kulturą, prowadzi niejednokrotnie do
nader interesujących obserwacji (por. np. prace amerykańskiego antropologa
Edwarda Halla 1976, 1984, 1987), wiąże się jednak z szeregiem kłopotliwych
problemów metodologicznych, gdyż zbadanie całej percepcji danej jednostki
jest zadaniem niemal niewykonalnym, podobnie jak całkowite wyzwolenie
się z własnych nawyków myślowych i przyswojonych kategorii pojęciowych;
3) Trzecią wreszcie przyczyną, która decyduje o owym szczególnym klimacie
intelektualnym, jaki wnosi antropologia jest całościowe (można dodać: uni­
kalnie szerokie) spojrzenie na człowieka i stworzoną przez niego kulturę.
Owa całościowość wyraża się zarówno w integralnym traktowaniu biologicz­
nego i kulturowego wymiaru rzeczywistości ludzkiej, środowiskowego i kul­
turowego, jak też w całościowym ujmowaniu samej kultury, wykrywaniu
wzajemnych zależności pomiędzy dziedzinami i elementami kultury.
Jak słusznie zauważa autorka, „Antropologia chętniej i częściej analizu­
je zjawiska kultury w związku z człowiekiem - istotą myślącą, przeżywają­
cą, odczuwającą, cierpiącą, nienawidzącą" (s. 34). Uwzględnianie tej emoc­
jonalnej strony życia w największym być może stopniu decyduje o owym
szczególnym klimacie, jaki wnosi antropologia do rozważań nad kulturą,
o tym, że jest nauką żywą, zdolną do dokonywania obserwacji, dostrzega­
nia faktów i dostarczania wyjaśnień, które wymykają się przedstawicielom
innych dyscyplin badających bardziej zobiektywizowany świat wytworów
człowieka.
Dalej, autorka dokonuje oglądu dyscypliny z perspektywy innych, zwią­
zanych z nią nauk: archeologii, lingwistyki, religioznawstwa, antropologii
filozoficznej, socjologii, historii (rozdz. II), wprowadzając własny, w moim
przekonaniu słuszny, podział antropologii akademickiej na: antropologię
społeczności pierwotnych, antropologię społeczności chłopskich (wiejskich),
antropologię społeczności miejskich oraz antropologię historyczną (antropo­
logię dawnych cywilizacji). Jest to podział słuszny, dokonany wedle jedno-

RECENZJE I OMÓWIENIA

169

litego kryterium, jakie stanowi typ badanej społeczności, kryterium istot­
nego, gdyż odmienny typ materiału, jakiego na ogół dostarczają te cztery
typy społeczeństw prowadzi do znacznych różnic w konceptualizacji pro­
blematyki badawczej, w stosowanych metodach badawczych, a nawet osią­
ganych wynikach badań (szczególnie instruktywnego przykładu mogą tu
dostarczać np. różnice pomiędzy etnograficznymi badaniami społeczeństw
chłopskich, powiedzmy w Polsce, a antropologicznymi badaniami społe­
czeństw plemiennych. To charakter materiału zapewne zadecydował o tym,
że antropologii społeczeństw plemiennych przyświecały w większym stopniu
cele nomotetyczne, etnografia społeczeństw chłopskich zaś miała przez długi
czas charakter opisowy, konkretno-historyczny). Wprowadzone przez
autorkę rozróżnienie jest także słuszne ze względu na to, że znaczenie
podziałów między etnografią, etnologią, antropologią społeczną i kulturową
zaczyna się już współcześnie zacierać wobec komplementarności metod i ce­
lów, jakie przyświecają wszystkim badaniom antropologicznym i braku jed­
noznacznych rozstrzygnięć pomiędzy takimi dylematami poznawczymi nauki
jak nomotetyzm i idiografizm, relatywizm i uniwersalizm etc. (etnografia
była dotąd uważana za naukę idiograficzną, etnologia i antropologia kultury
za nauki nomotetyczne).
Rozdział I I zawiera analizę podstawowych pojęć, jakimi posługuje się
antropologia. Autorka traktuje antropologię jako dyscyplinę na tyle już
ukształtowaną, że rozpatruje je w oderwaniu czy raczej niezależnie od szkół
i kierunków, na gruncie których powstały, jako trwale związane ze schema­
tem pojęciowym antropologii. Jest to oczywiście uprawniony sposób po­
stępowania i akcent niewątpliwie optymistyczny -próba wprowadzenia pew­
nego ładu i ujednolicenia do rozbieżnie niejednokrotnie definiowanych pojęć.
Słuszna jest też zasada ich klasyfikacji na te, które związane są z sys­
temowym podejściem do kultury, na te które służą do badania związków
pomiędzy osobowością a kulturą oraz te, które służą badaniu dynamiki
przemian. Jednakże abstrahowanie od założeń teoretycznych, z których te
pojęcia wyrosły prowadzi do pominięcia całego ładunku krytycznego, jaki
historycznie rzecz biorąc z tymi pojęciami się wiązał (np.dyfuzja jako mecha­
niczne pojmowanie przepływu treści kulturowych, abstrahujące od wszelkich
procesów społecznych, jakie temu zjawisku towarzyszyły, wzór kulturowy
jako pewna idealistyczna koncepcja, model stworzony w umyśle badacza, do
którego się później nagina obserwowane zachowania, nawet samo pojęcie
instytucji wprowadzone do antropologii głównie przez Malinowskiego, rów­
nież w wielu punktach było krytykowane). Rzecz charakterystyczna, wśród
wymienionych przez autorkę pojęć nie pojawia się tak istotne dla szkoły
kultury i ososbowości pojęcie charakteru narodowego. Brak też pojęć: „po­
trzeby", „funkcji" (?!), „standardu kulturowego", bez których trudno byłoby
sobie wyobrazić jakiekolwiek funkcjonalne podejście do kultury, pojęć,
których operacyjna przydatność w konkretnych badaniach, nie tylko same­
go Malinowskiego, została już wielokrotnie potwierdzona. Dalej. W świetle

170

RECENZJE I OMÓWIENIA

wzrastającego znaczenia analiz strukturalnych w badaniach antropologicz­
nych, niezrozumiałe wydaje się także pominięcie przez autorkę pojęć - „zna­
ku" i „symbolu", tak charakterystycznych i nieodzownych dla wszelkich
semiotycznych analiz kultury. Autorka zapewne uznała, że pojęcia te definowane są na ogół na gruncie semiotyki i socjologii, jako, że dotyczą semiotycznej interakcji: nadawca - odbiorca, ale nie jest to stanowisko słuszne.
Współczesna antropologia ujmuje również kulturę jako system komunikacji,
a rozróżnienia pomiędzy sygnałem, oznaką, znakiem i symbolem zostały
precyzyjnie określone przez Edmunda Leacha (1989) i powinny wejść do
trwałego arsenału pojęć antropologicznych. Nie sposób sobie bez nich
w ogóle wyobrazić współczesnej antropologii, toteż to abstrahowanie od
prezentacji konkretnych szkół i stanowisk i w tym przypadku stało się
przyczyną istotnych pominięć.
Należy się zatem zastanowić czy świadoma najprawdopodobniej rezygna­
cja przez autorkę z wykładu dotyczącego poszczególnych stanowisk teore­
tycznych była zabiegiem słusznym - zwłaszcza początkujący adept dyscyp­
liny może się poczuć zagubiony w tym świecie nie do końca, właśnie przez
ten fakt, wyjaśnionych pojęć. Gdyby były one wyraźniej osadzone w teore­
tycznej kontekście, z jakiego wyrosły, stałyby się bardziej zrozumiałe i łatwiej
przyswajalne.
Z drugiej strony,za niewątpliwie słuszne uznać należy stanowisko, że
nadszedł czas by niezależnie od wewnętrznych sporów, jakie miały miejsce
pomiędzy różnymi szkołami, stworzyć pewien uniwersalny język antropolo­
giczny, przy pomocy którego antropolog mógłby atakować interesujące go
problemy. Pojęcia te wymagałyby jednak głębszej krytycznej analizy także
w kontekście historycznego kształtowania się ich znaczeń.
Z faktu, że wprowadzenie podziału na nurt historyczny i scientystyczny
w antropologii dalekie jest od ścisłości autorka w pełni zdaje sprawę (s. 116).
Wręcz przeciwnie, najczęściej obserwuje się w praktyce łączenie tych dwóch
postaw (monografie historyczno-socjologiczne) i jeśli można mówić o jakichś
przeciwstawnych postawach, to raczej należałoby zaakcentować opozycję
pomiędzy postawą scjentystyczną (pozytywistyczną) i antypozytywistyczną.
Pierwsza charakteryzuje takie kierunki jak funkcjonalizm, materializm,
druga takie kierunki jak strukturalizm czy fenomenologia. Kładzie się tu
raczej nacisk na przeciwieństwo pomiędzy obiektywizmem i subiektywizmem
poznania, aniżeli na różnice pomiędzy podejściem historycznym i scientystycznym. Podejście historyczne uważa się dziś za niezbędny postulat
wszelkiego typu badań antropologicznych, nie wykluczające ujęcia scientystycznego. Gdy np. porównujemy dane historyczne dotyczące grup ludzkich
z różnych terenów, którego celem jest formułowanie ogólnych praw rozwoju
społecznego, nasze postępowanie jest na wskroś scientystyczne - wykorzys­
tując na pewnym poziomie analizy dane historyczne, odrywamy się następnie
od nich, by formułować prawa uniwersalne wolne od korelatów czasu
i przestrzeni.

RECENZJE I OMÓWIENIA

171

Typologię sposobów wyjaśniania naukowego w antropologii uważam
natomiast za słuszną. Istotnie, wyjaśnianie przyczynowe, teleologiczne (funk­
cjonalne) i kontekstowe (strukturalne) należy uznać za trzy podstawowe typy
wyjaśnień spotykanych, na gruncie antropologii, z tym, że wyjaśnianie teolo­
giczne może być (i najczęściej jest) również kontekstowe, o czym nie należy
zapominać.
Pisząc o technikach badań terenowych - tej domenie, z której antropolo­
gowie byli na ogół szczególnie dumni, Ewa Nowicka zwraca uwagę na
niebezpieczną mitologizację terenu i metody terenowej, która jakoby powo­
dowała groźbę zaniku refleksji teoretycznej (s. 161). O ile z pierwszą częścią
zdania nie sposób się nie zgodzić, o tyle druga jego część budzi istotne
wątpliwości.Teoriotwórcza rola terenu była szczególnie podkreślana nie tyl­
ko przez takich badaczy jak Malinowski, ale została już ponad wszelką
wątpliwość sprawdzona w wielu innych badaniach.
Nadal więc specyfika antropologicznych technik badawczych wiąże się
z tradycją bezpośrednich badań terenowych, wymagających długiego kon­
taktu z badanymi ludźmi. Na specyfikę tę składa się też patrzenie na kulturę
przez pryzmat jednostek, ujmowanie jej od strony wewnętrznych treści kul­
tury, co nazwać możemy interpretacją humanistyczną. Te cechy różnią
podejście antropologa od badań socjologicznych i historycznych, poza tym
jednak wiele metod dzieli antropologia z tymi dwoma blisko z nią spokrew­
nionymi dyscyplinami, starając się jednak zachować swoją specyfikę i docie­
rać do tych sfer rzeczywistości, które wymykają się na ogół czysto socjo­
logicznym czy historycznym analizom.
Rozdział V: „Problemy praktyki badawczej i zastosowania wyników
badań", omawiający etyczne problemy antropologii, kulturowe, społeczne
i instytucjonalne uwikłania antropologa, praktyczne efekty badań antropo­
logicznych i antropologię radykalną - zamyka Część I pracy, stanowiącą
wnikliwy, mimo podniesionych wyżej niedostatków, przegląd problemów
wiążących się z samym charakterem dyscypliny, właściwym jej schematem
pojęciowym, metodami badawczymi, charakterem przedmiotu badań, wresz­
cie praktycznymi wynikami ekspertyz antropologicznych. Należy z uznaniem
podkreślić, że rozważania te uczulają czytelnika na problematykę nigdy
dotąd w naszej literaturze antropologicznej nie podnoszoną lub uwzględ­
nianą w niedostatecznym stopniu. Są to m.in. takie problemy jak: dystans
kulturowy, kulturowy solipsyzm - czyli zasada uczestnictwa (kwestia stopnia
poznawalności obcej kultury), istota natury ludzkiej, dylematy psychologicz­
ne badacza obcych kultur etc. Autorka uczula tym samym przyszłego ant­
ropologa na ogólnometodologiczne, ogólnopoznawcze i etyczne problemy
dyscypliny, co może mu oddać cenne usługi w jego własnych badaniach.
Tak się dotąd składało, że absolwenci antropologii dowiadywali się wiele
o założeniach głównych kierunków teoretycznych antropologii, niewiele jed­
nak otrzymywali wskazówek co do tego, jak samemu prowadzić badania,
jakim zestawem pojęć się posługiwać, na jakie problemy natury teoretycznej

172

RECENZJE I OMÓWIENIA

i praktycznej być uczulonym. Sądzę, że ta książka przynajmniej częściowo,
choć zapewne w stopniu niewystarczającym, spełnia rolę takiego drogo­
wskazu, mimo że daje się w niej odczuć wspomniany już kilkakrotnie brak
pogłębionej analizy krytycznej dotychczasowych stanowisk i ustaleń teore­
tycznych antropologii. Skoro jednak zrobione to zostało gdzie indziej, czytel­
nik ma prawo oczekiwać zrębu pozytywnej wiedzy na temat współczesnych
metod i technik badawczych oraz aktualnych problemów dyscypliny, skoro
„dyskusje i spory pomiędzy szkołami zastąpiło wzajemne korzystanie z do­
świadczeń", a „wstępny etap podziału na szkoły i kierunki zaowocował
względnym zaawansowaniem dyscypliny" (s. 128).
Część I I pracy stanowi prezentację zasadniczego trzonu wiedzy, jaką
na przestrzeni przeszło stuletniego okresu rozwoju dyscypliny udało się
antropologom zgromadzić odnośnie takich dziedzin kultury jak: gospo­
darka, struktura społeczna, religia, magia i systemy światopoglądowe
(rozdziały V I I I - X ) , jak też bardziej współczesnych problemów zmienia­
jącego się świata społeczeństw pierwotnych (rozdział XI). Dwa pierwsze
rozdziały I I części pracy, zatytułowanej „Społeczeństwo pierwotne" - do­
tyczą: Genezy kultury (rozdział VI) oraz „Najwcześniejszych okresów
rozwoju kultury ludzkiej" (rozdział VII). Wprowadzają nas one w takie
zagadnienia jak: Miejsce człowieka w świecie przyrody - anatomiczne,
fizjologiczne, behawioralne i intelektualne atrybuty człowieczeństwa, rozwój
przedludzkich hominidów, punkty zwrotne w biologicznej ewolucji gatunku
ludzkiego, pojęcie rasy etc. Rozdział poświęcony najwcześniejszym okresom
rozwoju kultury ludzkiej omawia rudymentarne formy kultury, a przede
wszystkim gospodarkę górnego paleolitu oraz neolitu, istotę rewolucji
neolitycznej, okres powstawania wczesnych cywilizacji. Obecność tych
dwóch rozdziałów w omawianym podręczniku sprawia, że można go
uznać za nawiązanie do tradycji podręczników amerykańskich ujmujących
przedmiot antropologii akademickiej bardzo szeroko w ścisłym jego po­
wiązaniu z antropologią fizyczną i archeologią (przykładowo można by
wymienić: A.L. Kroebera, Anthropolgy, New York 1948, J.M. Herskovitsa,
Man and his works, New York 1956 oraz tegoż autora Cultural An­
thropology, New York 1955, R. Lintona, The Study of Man, New York
1936, E.D. Chappie, C.S. Coona, Principles of Anthropology, New York
1953, E.A. Hoebla, Man in Primitive Worlds. Ar. Introduction to An­
thropology, New York 1955, M . Titieva, The Science of Man, An Introduction
to Anthropology, New York 1956 i wiele, wiele innych). We wszystkich
tych podręcznikach zagadnienie miejsca człowieka w przyrodzie, jego
cech somatycznych i biologicznego podłoża zdolności kulturotwórczych,
zajmują poczesne miejsce, podobnie jak rozwój przedludzkich hominidów
i wczesne fazy rozwoju kultury ludzkiej rekonstruowane na podstawie
danych archeologii. Jest to tradycja wywodząca się jeszcze od X V I I I -wiecznych historiozofów zakładających jedność świata organicznego i praw
jego rozowju, właściwa Boasowi i antropologom wyrosłym z jego szkoły.

RECENZJE I OMÓWIENIA

173

Antropologowie brytyjscy byliby mniej zadowoleni z takiego ujęcia przed­
miotu, gdyż zagadnienie tak odległej historii pozostawały na ogół poza
zasięgiem ich uwagi. Przyjęcie jednak takiej szerokiej (a w tym wypadku
należałoby raczej powiedzieć głębokiej) chronologicznie perspektywy wydaje
się jednak nieodzowne dla zrozumienia osobliwości człowieczeństwa na
tle świata przyrody i genezy kultury. Wiele gatunków zwierzęcych posiada
rozwinięte życie społeczne, posługuje się znakami umożliwiającymi pewien
stopień komunikacji, można by też wskazać na pierwsze próby posługiwania
się u nich narzędziami - jednakże dopiero człowiek stworzył wtórne,
sztuczne środowisko pozwalające mu na pośrednie przystosowanie się
za pomocą przedmiotowych wytworów, na pozabiologiczny sposób prze­
kazywania norm i reguł życia społecznego z pokolenia na pokolenie
za pośrednictwem języka, który pozwala na akumulację wiedzy i do­
świadczeń oraz powstawanie kultury. Cechą kultury ludzkiej jest jej zmien­
ność i przestrzenne zróżnicowanie, tylko człowiekowi właściwe są pewne
normy etyczne i estetyczne, tylko człowiek posiada zdolność przewidywania
następstw swoich czynów, świadomość, czasu, przemijania, śmierci, prze­
szłości i przyszłości - wszystkie te formy świadomości obce są przed­
stawicielom innych gatunków zwierzęcych. Człowiek wreszcie ma w więk­
szym stopniu rozwinięte uczucia altruistyczne, które odgrywają bez wąt­
pienia ważną rolę kulturotwórczą (s. 214). To tylko przykładowo wy­
mienione cechy człowieczeństwa, których wagę dla powstawania i tworzenia
się kultury autorka podkreśla.
W dalszej części rozdziału przedstawia się etapy ewolucji biologicznej
gatunku ludzkiego (Australopithecus, homo habilis, Homo erectus, Homo
sapiens), Rozdział V I I , na podstawie danych archeologii ukazuje typy gos­
podarki z okresu paleolitu i neolitu, a także powstawanie pierwszych cywili­
zacji, których rozwój nastąpił ok. 4600 lat temu (Mezopotamia, Egipt,
Chiny, później Ameryka Północna, Peru).
W omawianych dwu rozdziałach, a także w kolejnym (VIII) dotyczącym
roli środowiska i gospodarki pierwotnej autorka stara się odpowiedzieć na
podstawowe pytania stawiane na ogół przez antropologów:
1) W jaki sposób przebiegała ewolucja biologiczna człowieka i jaki jest jej
wpływ na powstawanie kultury ludzkiej?
2) jaki był przebieg ewolucji kulturowej począwszy od najwcześniejszych
okresów rozwoju kultury ludzkiej?
3) w jaki sposó środowisko przyrodnicze wpływa na kulturę i odwrotnie
(w jaki sposób kultura wpływa na środowisko naturalne) oraz relacje pomię­
dzy człowiekiem a środowiskiem, w którym żyje?
Temu ostatniemu zagadnieniu głównie poświęcony jest rozdział VIII:
„Gospodarka i sposoby adaptacji do środowiska naturalnego", gdzie mimo
swojej niechęci do zajmowania się poszczególnymi szkołami antropolo­
gicznymi, autorka stosunkowo szeroko omawia kierunek ekologiczny, za­
początkowany przez Juliana H, Stewarda. Dowiadujemy się, że uboższe

174

RECENZJE I OMÓWIENIA

środowisko w większym stopniu determinuje system gospodarczy społe­
czeństwa niż środowisko bogate, że różne dziedziny kultury są w nie­
jednakowym stopniu determinowane przez środowisko, że kultura pozo­
stawia zawsze znaczny margines swobody, jeśli chodzi o rozwiązywanie
podstawowych ludzkich problemów. Samą gospodarkę przedstawia w spo­
sób opisowy (poprzez opis narzędzi, domostw, ubiorów najczęściej spo­
tykanych w społeczeństwach pierwotnych) wskazując też np. na zależność
budownictwa nie tylko od środowiska naturalnego, ale i od struktury
społecznej i politycznej danego społeczeństwa. Podobnie jest ze strojem,
który obok funkcji czysto praktycznych pełni też funkcje estetyczne, jest
wyróżnikiem społecznym etc. Dalej autorka omawia podstawowe typy
zdobywania środków do życia - myśliwstwo i zbieractwo, kopieniactwo
i pasterstwo, następnie zasady rządzące własnością, dystrybucją i wymianą
dóbr. Nie wnikając w bliższą charakterystykę treści dalszych rozdziałów
poświęconych strukturze społecznej (rozdział IX) czy systemom wyobrażeń
0 świecie (rozdział X), ogólnie można stwierdzić, że nie przedstawiają
one wyników badań określonych szkół lecz stanowią bezpośredni opis
zagadnień nie wolny oczywiście od uogólnień lecz wypływający z syn­
tetycznej wiedzy, stanowiącej podsumowanie wyników wielu badań o róż­
nych orientaqach. Należy jednak podkreślić, że zasługą autorki (w całej
zresztą pracy) jest wprowadzanie pewnych własnych interesujących po­
działów i klasyfikacji (np. płaszczyzny kultury, podział antropologii, podział
na tradycję marksizującą i socjologizującą w ujęciu struktury społecznej,
określenie specyfiki myślenia pierwotnego przez wyartykułowanie kilku
jego podstawowych cech itp.). Są to podziały i propozycje klasyfikacyjne
uczulając na pewne problemy i porządkujące zagadnienia w określony
sposób. Oczywiście można by wskazać na pewne luki w prezentowanej
problematyce (np. na pewno nie wystarczająco potraktowane zagadnienie
pierwotnego prawa), czy też samych pojęciach porządkujących (wspomi­
naliśmy o tym już wyżej, można tu jeszcze dodać, że np. nie tylko synkretyzm
może być wynikiem akulturacji itd.), ale w tej chwili są to zarzuty mniej
istotne. Ten bezpośredni, jeśli tak można powiedzieć, syntetyczny sposób
przedstawienia kultury społeczeństwa pierwotnego, ilustrowany bogatym
materiałem faktograficznym oswaja nas niejako z tym społeczeństwem,
pozwala w większym stopniu skoncentrować się na przedmiocie badań,
niż na ocenach uczonych, przez co zachęca do samodzielnych studiów
1 własnych przemyśleń, których obecność w wydaniu autorki jest w całym
tekście wyraźnie widoczna.
W sumie przybyła jeszcze jedna, wartościowa pozycja dotycząca pro­
blematyki u nas zaniedbanej (etnografia polska z opóźnieniem i w niedo­
statecznym stopniu przenosiła na grunt polski zdobycze antropologii za­
chodniej), książka wyraźnie artykułująca problemy i stanowiąca ambitną
próbę wypełnienia dotkliwej luki, jaką do niedawna stanowił brak akademic­
kiego podręcznika antropologii kultury w Polsce.

RECENZJE I OMÓWIENIA

175

Literatura
B r o z i K.J.
1992
Antropologia kulturowa. Wprowadzenie, 1.1, Zarys historii antropologu kulturowej,
Lublin.
H a l l E.
1976
Ukryty wymiar, Warszawa.
1984
Poza kulturą, Warszawa.
1987
Bezgłośny język, Warszawa.
Leach E.
1989
Kultura i komunikowanie. Logika powiązań symbolicznych. Wprowadzenie do ana­
lizy strukturalnej w antropologii społecznej, [w:] E. Leach, A J . Greimas, Rytuał
i tradycja, Warszawa.
O l s z e w s k a - D y o n i z i a k B.
1991
Człowiek - kultura - osobowość. Wstęp do klasycznej antropologii kultury, Kra­
ków.

Barbara Olszewska-Dyoniziak, Człowiek - Kultura - Osobowość. Wstęp do
klasycznej antropologii kultury, Kraków 1991, ss. 297
Książka, jak pisze autorka, „pomyślana jest jako wprowadzenie w pod­
stawowe pojęcia i zagadnienia antropologii kulturowej" (s. 15). Na tle jej
historycznego rozwoju B. Olszewska-Dyoniziak przedstawia tradycyjne za­
gadnienia antropologii i stara się podsumować jej dotychczasowe osiągnięcia
w różnych dziedzinach badania kultury. Autorka wywodzi się ze szkoły
funkcjonalnej, reprezentowanej u nas przez ucznia B. Malinowskiego - An­
drzeja Waligórskiego, którego pamięci książka została zadedykowana. Nic
więc dziwnego, że „głos Bronisława Malinowskiego przewija się przez karty
tej książki" (s. 15). Autorka twierdzi, że funkcjonalizm „stanowi wciąż żywą
i twórczą inspiraqe i może oddawać usługi w konkretnych badaniach"
(s. 15). Książka ma charakter podręcznikowy i stanowi „prezentację klasycz­
nych stanowisk antropologii kultury i tych jej koncepcji empirycznych, które
opierały się na tradycyjnym przedmiocie badań antropologii, zwłaszcza an­
glosaskiej, jakim była pierwotna kultura społeczeństw plemiennych lub ro­
dowych" (s. 16). Założeniem jest „podanie czytelnikowi podstawowego ma­
teriału dla zrozumienia istoty i zakresu prezentowanej dyscypliny (...), by na
tej kanwie mógł on prowadzić dalsze już samodzielne badania nad bardziej
złożonymi, specjalnymi czy nowymi problemami" (s. 16). Rzecz składa się
z dziesięciu rozdziałów podzielonych na podrozdziały. (Omówienie podsta­
wowej terminologii dotyczącej dyscypliny w powiązaniu ze skrótową charak­
terystyką rozwoju tej dyscypliny w Polsce, daje autorka we wstępie). Roz­
dział I i I I traktują o przedmiocie, zakresie, metodzie oraz historii badań
antropologicznych. W rozdziałach I I I - V I I omówiono najważniejszą te­
matykę antropologii (gospodarka, organizacja społeczna, prawo, magia i re­
ligia, zmiana kulturowa) i różne podejścia do niej w najważniejszych now­
szych orientacjach badawczych. W rozdziale VIII - X natomiast powraca

176

RECENZJE I OMÓWIENIA

(szczegółowego tym razem) omówienie trzech szkół (funkcjonalnej, amery­
kańskiej szkoły kultury i osobowości oraz strukturalizmu C. Lévi-Straussa).
Taki układ może budzić pewne wątpliwości. Czy słuszne jest powracanie
w końcowej części do tematyki, która już skrótowo została potraktowana
w rozdziałach wstępnych? Czy nie lepiej byłoby potraktować omówienie
kierunków łącznie a potem przejść do pola badań i pokazać, jak się one
w nim realizują? Może jednak takie podejście autorki znajduje wytłumacze­
nie w chęci wykazania poprzez trzy najbardziej reprezentatywne współcześ­
nie (choć nie synchroniczne) kierunki, zmian, jakie zachodzą w spojrzeniu
badaczy na przedmiot badań, o czym mowa w zakończeniu?
Przejdźmy jednak do omówienia poszczególnych rozdziałów. W rozdziale
pierwszym przedstawiony został zakres antropologii sensu largo. Dyscyplina
ta zajmuje się wczesnymi formami rozwoju człowieka" w oparciu o dane
archeologii antropologii fizycznej, jak też wszystkimi współcześnie istnieją­
cymi i historycznie opisanymi społeczeństwami ludzkimi"(s. 18). W myśl
wzorca amerykańskiego, autorka dzieli antropologię na cztery podstawowe
działy: antropologię fizyczną, społeczno-kulturową, archeologię i antropolo­
gię lingwistyczną (czyli naukę wykorzystującą w zasadzie te same techniki,
co antropologia społeczno-kulturową do badania języków ludzkich i wza­
jemnych relacji między językiem a kulturą). Następnie omówiono różne
podejścia do tej dyscypliny w Stanach Zjednoczonych (ze szczególnym
uwzględnieniem jej prekursora F. Boasa oraz R. Piddingtona; wskazano
również na istotne aspekty kultury: zjawisko społeczne, rzeczywistość histo­
ryczna, zespół form świadomości społecznej, system symboli, zjawisko psy­
chologiczne. Przedmiot badań przedstawia się w ujęciu autorki bardzo sze­
roko, gdyż, jak stwierdza, zainteresowania antropologów coraz bardziej
przesuwają się na teren społeczeństw industrialnych czy rozwijających się.
W rozdziale I I (zatytułowanym: „Drogi rozwoju w antropologii kulturo­
wej") przedstawiono w zarysie dzieje badań etnologicznych, poczynając od
starożytności po czasy współczesne. Zasługą autorki jest tu obszerne, nie
spotykane w dotychczasowych podręcznikach omówienie antropologii ame­
rykańskiej (m.in. takich kierunków jak: materializm kulturowy, antropologia
kognitywna, etnonauka). Niezbyt przejrzyście natomiast została przedsta­
wiona metoda geograficzna i jej rola w innych kierunkach poza szkołą
kulturowo-historyczną.
Rozdział I I I traktuje o człowieku „ekonomicznym" i antropologicz­
nych badaniach nad gospodarką. Nawiązano tu znów do funkcjonalizmu
R. Firtha, twórcy antropologii ekonomicznej. Podkreślony został również
wkład B. Malinowskiego w tę dziedzinę. Podważył on twierdzenia niektórych
ekonomistów, że w działaniu gospodarczym człowiek stawia sobie za cel
osiągnięcie jak największych korzyści osobistych. Z badań Malinowskiego
wśród Trobriandczyków wynikało, że „człowiek prymitywny często zainte­
resowany jest daleko bardziej wypełnianiem swoich zobowiązań moralnych
niż osobistymi korzyściami" (s. 79). Założenia antropologii ekonomicznej

RECENZJE I OMÓWIENIA

177

zostały ściślej sprecyzowane przez Firtha, który stawia tej gałęzi wiedzy za
cel badanie sposobów organizacji działalności dla-możliwie pełnego wyko­
rzystania ograniczonych możliwości, jakich dostarcza środowisko naturalne,
a także sposobów przekształcania tego środowiska przez kulturę (s. 80).
Uważa on, że wiele cech uznanych za charakterystyczne dla społeczeństw
pierwotnych można też obserwować w społeczeństwach uprzemysłowionych,
choć w społeczeństwach pierwotnych nie znajduje się m.in. takich kategorii,
jak kapitał czy zysk. Ten pogląd Firtha został zakwestionowany przez wielu
autorów podkreślających, że propozycje formalnej ekonomii nie mają uniwe­
rsalnego zastosowania. Trudno ustalić czy różnice między gospodarką pry­
mitywną a przemysłową są granicami stopnia czy rodzaju. Autorzy polemi­
zujący z Firthem (Dalton, Bohanan) proponują wydzielenie trzech typów
systemów ekonomicznych: gospodarki bezrynkowej, gospodarki z rynkiem
peryferyjnym i rynkowej w pełnym tego słowa znaczeniu. W społeczeństwach
pierwotnych spotyka się jedynie pierwsze dwa typy gospodarki. Zasadnicze
różnice między organizacją ekonomiczną społeczeństw industrialnych i pry­
mitywnych przejawiają się natomiast w prostocie procesów technologicznych
oraz w skomplikowanym często systemie dystrybucyjnym u społeczeństw
pierwotnych i odwrotną sytuacją w społeczeństwach industrialnych. Dal­
szymi wyróżnikami gospodarki prymitywnej są: oparcie podziału pracy na
grupach płci i wieku, oraz wykonywanie pracy w grupach rodzinnych i krewniaczych, będących zazwyczaj grupami wielozadaniowymi nie nastawionymi
tylko na produkcję. W rozdziale tym zostały też omówione funkcjonalne
badania nad gospodarką pierwotną i ich rezultaty stanowiące egzemplifikację omawianych tez. Autorka przedstawiła także analizę marksistowską
w odniesieniu do gospodarki pierwotnej ze szczególnym uwzględnieniem
problemu alienacji, występującej jednak dopiero w społeczeństwach indust­
rialnych. Autorka dodaje, że nawet antropolodzy o orientacji marksistow­
skiej stwierdzili nieadekwatność i dezaktualizację koncepcji Marksa w wa­
runkach neokapitalizmu, co jednak nie usunęło problemu alienacji człowie­
ka. Uznano, że jej przyczyn należy szukać w warunkach społecznych, a więc
nie przez ekonomię a przez socjologię, psychologię społeczną, antropologię.
„Homo oeconomicus" musi ustąpić miejsca „homini sociológico", czyli
człowiekowi, którego tożsamość jest określana przez role społeczne. Syg­
nalizuje tu autorka różne koncepcje człowieka wkraczając też na grunt
filozofii i poprzez Freuda, Sartre'a, Lévi-Straussa dochodzi do wniosku, że
ostatecznie w całościowej wizji człowieka największą rolę ma do spełnienia
antropologia.
W rozdziale IV przedstawione zostało antropologiczne podejście do
zagadnień organizacji społecznej. Omówiono w nim podstawowe pojęcia
z tego zakresu, m.in. pojęcie statusu jako zbioru praw i obowiązków,
pojęcie jednostki, osoby, zbiorowości społecznej. B. Olszewska-Dyoniziak
opiera się na definicjach podanych przez J. Szczepańskiego. Następnie
przedstawia organizację społeczną na szczeblu pierwotnym, omawiając

178

RECENZJE I OMÓWIENIA

poszczególne zasady łączenia się ludzi w grupy wg kryterium płci, wieku,
pokrewieństwa, miejsca zamieszkania, pozycji społecznej, systemu władzy,
siły politycznej. Najobszerniej omówiony został najbardziej znaczący czyn­
nik, tj. pokrewieństwo. Przedstawiono więc kolejno najważniejsze terminy
dotyczące pokrewieństwa i zasad pochodzenia a także podstawowe ugrupo­
wania, jak: rodzina nuklearna poszerzona, lineaż, ród, wreszcie plemię.
W tym ostatnim przypadku autorka podaje ciekawe przykłady dotyczące
Afryki współczesnej, wykazujące płynność i zmienność koncepcji plemienia
na skutek tworzenia się nowych granic państwowych, nieraz rozdzielają­
cych plemię. Tym niemniej poczucie przynależności plemiennej jest tam
wciąż jeszcze bardzo silne i dominuje nad poczuciem przynależności
narodowej. Autorka wspomina o ciekawym zjawisku państw-miast af­
rykańskich istniejących od starożytności i średniowiecza nieraz do czasów
nowożytnych.
Rozdział V dotyczy zagadnień prawa pierwotnego. Nawiązano tu znów
do koncepcji Malinowskiego, który pierwszy zwrócił uwagę na to, że badając
prawo pierwotne musimy przyjąć znacznie szerszą definicję prawa i badać nie
tylko to, co nazywamy prawem karnym, lecz wszystkie siły, które zapewniają
konformizm społeczny. „Badania nad prawem winna poprzedzać socjolo­
giczna analiza konkretnego zachowania ludzi w codziennych sytuacjach
życiowych". Wszystkim bowiem zachowaniom towarzyszą pewne reguły,
normy postępowania, obwarowane określonymi sankcjami, które na szczeb­
lu pierwotnym niekoniecznie muszą przyjmować postać kary. Autorka oma­
wia następnie trzy podstawowe definicje prawa stosowane w antropologii:
1) - przyjęta przez Radcliffe-Browna - prawo to systematyczne stosowanie
siły przez politycznie zorganizowane społeczeństwo. Badaczy interesuje tu
głównie problem prymitywnych zbrodni i kar, przypadki łamania reguł
i sposoby ich karania; 2) - ujęcie Malinowskiego - które zalicza do prawa
istniejące w danym społeczeństwie reguły i zobowiązania zmierzające do
zachowania ładu i porządku społecznego (zasada wzajemności, sankcje
opinii publicznej, które czasem mogą doprowadzić do samobójstwa, także
nagroda sprawiająca, że tubylcom nie opłaca się łamać reguł; 3) - G. Wilson
- prawo występuje wszędzie tam, gdzie w rozstrzyganie sporu jest zaan­
gażowany ktoś niezainteresowany. (Forma decyzji wydawana przez legalną
władzę). Omówiona też została klasyfikacja reguł prawnych wg Malinows­
kiego, a także zagadnienie sankcji. Kulturowy kontekst zbrodni przedstawio­
no natomiast na przykładzie książki hinduskiego autora S.C. Varmy, doty­
czącej zabójstw w jednej z prowincji Indii. Nie wiem czy jest to przykład
najlepiej dobrany do zilustrowania przyczyn zabójstwa u społeczeństw ple­
miennych. Bądź co bądź szczep ten obraca się już od dawna w kręgu
cywilizacji. Przykład zabójstw w przypadku zagrożenia głodem dla zdobycia
pożywienia nie byłby chyba aktualny dla wielu społeczeństw zbieracko-łowieckich, u których często dopuszczalne jest korzystanie z obcego terytorium
łowieckiego czy nawet z upolowanej przez innego łowcę zwierzyny w przy-

RECENZJE I OMÓWIENIA

179

padku takiego zagrożenia. Autorka zastrzega zresztą na końcu rozdziału, że
stopień konformizmu wobec norm społecznych wygląda różnie u różnych
społeczeństw.
Rozdział V I poświęcony jest magii i religii w badaniach antropologicz­
nych. Autorka omawia problem definicji religii poczynając od Tylora (teoria
animizmu, wiary w istoty duchowe). Istotny moment, na jaki zwrócili uwagę
pierwsi badacze religii to - według autorki - pojmowanie jej jako specyficz­
nej formy interpretacji i porządkowanie uniwersum oraz próby przystosowa­
nia się do niego. Zaczęli oni również wyjaśniać religię poprzez funkcję, jaką
pełni ona w ludzkim życiu. Ten funkcjonalny charakter pojmowania religii
- zrozumienie roli, jaką pełni ona w życiu indywidualnym i zbiorowym, zdaje
się być dla autorki najważniejszy i jemu poświęca najwięcej uwagi. Orientację
podkreślającą niezależność zjawisk życia religijnego od innych dziedzin kul­
tury uważa za właściwą głównie dla strukturalizmu. Pomija natomiast mil­
czeniem kierunek fenomenologiczny, który odegrał tak ważną rolę w pracach
religioznawczych. Nie zostali też wymienieni autorzy, tacy jak: G. van der
Leeuv czy G. Widengren. Spośród reprezentantów tego kierunku został
jedynie przedstawiony bardzo pobieżnie M . Eliade. Nie powiedziano jednak
o jego koncepcji symboli i mitów jako wyrazu ludzkiego odwiecznego prag­
nienia unieruchomienia czasu, zatrzymania czasu potocznego życia przez
czas sakralny. Dość obszernie omawia natomiast autorka wierzenia i rytuały
magiczno-religijne oraz strukturę religii, w tym również rolę wierzeń w bez­
osobową, niematerialną siłę przenikającą wszystkie żywe i martwe obiekty,
także ludzi, nadając im moc i siłę. Przy omawianiu rytuałów religijnych
zabrakło szerszego omówienia zagadnienia ofiary, zjawiska bardzo często
spotykanego we wszystkich prawie kultach. W osobnym podrozdziale przed­
stawione zostało zagadnienie totemizmu.
Rozdział V I I dotyczy antropologicznych badań nad zmianą kulturową.
Zostały w nim przedstawione podstawowe typy zmiany kulturowej, jak:
akulturacja, asymilacja, adaptacja. Procesy zmian kulturowych zaprezento­
wano w diagramach. Autorka omówiła też teorię kontaktu kulturowego
Malinowskiego, wyrosłą na gruncie badań społeczeństw afrykańskich. Wią­
zało się to z przeświadczeniem o praktycznej funkcji, jaką ma do spełnienia
antropologia. „Nauka naprawdę zaczyna się od jej zastosowania" (s. 168).
W dalszym ciągu przedstawiono stanowisko A.R. Radclife-Browna i T. Parsonsa w zakresie teorii zmiany kulturowej. U tego ostatniego punkt wyjścio­
wy teorii zmiany społecznej stanowi pojęcie równowagi systemu i mechaniz­
mów kontroli społecznej. Źródeł zmian doszukuje się on na styku czterech
systemów: społeczeństwa, kultury, osobowości i organizmu biologicznego.
Równowaga systemu społecznego może, według niego, zostać zakłócona, ale
nigdy nie bywa unicestwiona. Zostaje ona z czasem przywrócona, gdyż
zachodzi proces dynamiczny polegający na stałym przełamywaniu i przywra­
caniu procesu równowagi. Bezpośrednim czynnikiem zmiany społecznej są
- zdaniem Parsonsa - dewiacyjne zachowania jednostek. Autorka odnosi się

180

RECENZJE I OMÓWIENIA

krytycznie do tego twierdzenia uważając słusznie, że akty indywidualnego
zachowania wprowadzającego zmiany niekoniecznie muszą wynikać z proce­
sów dewiacyjnych. Koncepcja Parsonsa budzi, według niej, zastrzeżenia
również ze względu na źródła, z jakich on korzysta. Parsons, jak twierdził
Waligórski, nie przywiązywał większej wagi do przekładania wypracowanych
przez siebie kategorii modelu na język konkretnych badań. Malinowski
dysponował skuteczniejszymi metodami analizy ze swymi prostymi katego­
riami instytucji, standardu kulturowego i in. Jednak zarzut ahistoryczności
dał assumpt dla szeregu stanowisk opozycyjnych antropologów brytyjskich
(Evans-Pritchard, Max Gluckmann, E. Leach). Wskazują oni na koniecz­
ność wprowadzenia do modelu funkcjonalnego wymiaru czasowego. Autor­
ka omawia kolejno ich poglądy i zasady postępowania. Przedstawia ponadto
stanowisko Lévi-Straussa w kwestii zmiany kulturowej.
Rozdział V I I I poświęcony jest szkole funkq'onalnej w antropologii i kry­
tyce tego kierunku, a rozdział LX - amerykańskiej szkole kultury i osobowo­
ści. Rozdział X traktuje o strukturaliźmie antropologicznym Lévi-Straussa
i jego badaniach nad sztuką.
W zakończeniu autorka rozpatruje przyczyny zmian, jakie zaszły w kate­
goriach analiz antropologicznych w ostatnich czasach. Zostały one spowo­
dowane, jak twierdzi, przejściem antropologów do badania wielkich, wysoko
rozwiniętych społeczeństw. Zwraca się dziś przede wszystkim uwagę na
kulturę symboliczną. „Bardziej niż zobiektywizowany świat wytworów in­
teresują badaczy tworzone w umyśle ludzkim struktury idei, bardziej niż
dyskursywna, interesuje ich myśl symboliczna" (s. 259).
Można na zakończenie powiedzieć, że książka spełnia cel, jaki autorka
sobie postawiła. Dodatkowym walorem są tak potrzebne w opracowaniach
podręcznikowych wykazy ważniejszych lektur, obszerna bibliografia, indeks
nazwisk a także słownik ważniejszych terminów z zakresu antropologii
kultury.
Teresa Karwicka

Jerzy Damrosz, Rozwój pojęć podstawowych w polskiej nauce o kulturze
ludowej do 1939 roku, Wrocław 1988, Ossolineum, ss. 183
Świadomość problemów i kondycji teoriopoznawczej uprawianej dyscyp­
liny naukowej stanowi trudną do przecenienia wartość; każda próba po­
szerzenia czy pogłębienia tej świadomości winna zasługiwać na uwagę. Błę­
dem byłoby zatem niezauważenie czy jedynie zdawkowe odnotowanie stu­
dium J. Damrosza, które jest właśnie taką próbą, tym cenniejszą, iż w znacz­
nej mierze stanowiącą dokonanie w swoim rodzaju pionierskie. Celem tej
pracy jest historyczny przegląd kształtowania się aparatu pojęciowego pol-

RECENZJE I OMÓWIENIA

181

skiej nauki o kulturze ludowej od pierwszych lat X I X w. do 1939 r. Nie jest
to jednak, jak podkreśla autor, ani „historia myśli etnologicznej (etnograficz­
nej)" (s. 9), ani też analiza gramatczna czy logiczna sensu stricto (s. 11).
Pierwsze zastrzeżenie pozwala uniknąć zarzutu niewyczerpania problema­
tyki, drugie jest równie zrozumiałe i oczywiste: tego typu analiza mogłaby
być interesująca dla badaczy języka, teoretyka kultury zmuszałaby jednak
do uwzględnienia wszelkich znaczeń badanych kategorii pojęciowych bez
względu na to, jak dalece sięgałyby rozbieżności między ich poszczególnymi
przypadkami. Z drugiej strony konsekwentne jej stosowanie zmuszałoby
autora do wyłączenia z obszaru zainteresowania badaczy, którzy choć
znacznie przyczynili się do wzbogacenia dorobku intelektualnego omawianej
dziedziny, nie posługiwali się terminami stanowiącymu tu swoiste kryterium
kwalifikacyjne. Taki punkt widzenia prowadziłby - analogicznie - „do
historii socjologii bez Marksa, bez Tocqueville'a, bez Freuda oraz bez
dziesiątków innych autorów, którzy do postępu wiedzy o społeczeństwie
przyczynili się bardziej, aniżeli rówieśni im profesjonalni socjologowie"
(Szacki 1981, s. 16).
Jakie rozwiązanie teoretyczne proponuje zatem autor, pragnąc prześledzić
rozwój pojęć w polskiej nauce o kulturze ludowej? Przede wszystkim chce on
osadzić swe rozważania w kontekście koncepcji teoretycznych, problemów
badawczych, szkół naukowych i powiązań z innymi dyscyplinami oraz w kon­
tekście dokonujących się równocześnie przemian społecznych. Ta opcja zbliża
się w pewnym przynajmniej stopniu do historii myśli etnograficznej, co
- mimo pewnej niekonsekwencji wobec założeń wcześniejszych - jest jedyną
sensowną decyzją dotyczącą ogólnych ram analizy. „Analiza socjokontekstu
znaczeniowego", jak nazywa swą procedurę badawczą autor ma dotyczyć
czterech naczelnych kategorii pojęciowych: 1) zakres „kultury ludowej" i pojęć
pokrewnych, jak „kultura chłopska", „kultura wiejska" itp.; 2) zakres dyscyp­
liny naukowej i ujęć dyscyplinarnych - „etnografia", „etnologia" itp.; 3)
zakres kategorii zróżnicowania przestrzennego, jak „region" itp.; 4) zakres
kategorii zróżnicowania przestrzennego, jak „region" itp.; 4) zakres kategorii
zróżnicowania w czasie, jak „zmienność i ciągłość kulturowa", „tradycja" itp.
(s. 29). Wyszczególnienie opatrzone jest komentarzem, który kłóci się z wcześ­
niejszą oceną przydatności „analizy gramatycznej czy logicznej". Przedmiotem
uwagi autora jest bowiem każda refleksja teoretyczna i wszelki materiał
źródłowy dotyczący „kultury ludowej" (również pojęć synonimicznych i po­
krewnych), który obejmuje nawet odosobnione czy kontrowersyjne jej definic­
je (s. 29-30). O skutkach konsekwentnej realizacji tego typu podejścia była już
mowa. To, że autorowi udało się ich uniknąć, dzięki czemu prowadzona przez
niego analiza wolna jest od jałowych roztrząsań nad obszarem przypadków
semantycznie niespójnych, to rezultat wprowadzenia - implicite - pewnych
założeń teoretycznych ograniczających przedmiot rozważań do kultury ludo­
wej pojmowanej jako kultura społeczności lokalnych, przede wszystkim
środowisk chłopskich i robotniczych (s. 30). Druga kategoria pojęciowa

182

RECENZJE I OMÓWIENIA

dotyczy dyscypliny, którą autor określił ogólnym terminem „nauka o kulturze
ludowej". Dziedziną, która za swój główny przedmiot obrała kulturę ludową
jest oczywiście etnografia (etnologia), ale nie tylko ona zajmuje się jego
eksploracją. W mniejszym czy większym stopniu są nimi zainteresowane:
socjologia, antropologia kultury, archeologia, muzykologia, historia kultury
materialnej, historia sztuki i inne. Stąd zastosowanie tak ogólnego terminu
wydaje się w pełni uzasadnione.
Rozdziały I I i I I I poświęcone są kwestii podstawowej, tzn. przeglądowi,
zgodnie z zasadami wymienionymi w rozdziale I , pojęć, problemów i kon­
cepcji teoretycznych dotyczących kultury ludowej. Ogromną zaletą tej części
jest udana próba powiązania rozwoju aparatu pojęciowego etnografii i za­
kresu jej zainteresowań (również dyscyplin pokrewnych) z jego społecznymi
uwarunkowaniami. Nie jest to prosta charakterystyka stanowisk i teorii,
wyizolowana i oczyszczona z wszelkich zewnętrznych zależności, co często
ma miejsce w tego typu opracowaniach. Geneza i proces instytuq'onalizacji
etnografii jako dyscypliny naukowej czy diagnoza kryzysu dyscypliny w ob­
liczu zaniku jej tradycyjnego przedmiotu (lud, chłopstwo itd.) to tylko
przykłady problemów wnikliwie opracowanych przez J. Damrosza. Autor
nie poprzestaje jednak na socjologicznym spojrzeniu na historię etnografii.
Od czasu do czasu porzuca tę metaanalizę, by zająć własne stanowisko
wobec metodologicznych problemów nauki o kulturze ludowej. Splotu od­
miennych punktów widzenia nie uzupełnia co prawda informacja o świado­
mym i celowym zastosowaniu dwu komplementarnych języków interpreta­
cyjnych, ale to formalne uchybienie nie powinno jednak przesłaniać przede
wszystkim walorów socjologicznego opisu losów etnografii. Towarzyszy mu
więc wątek dotyczący kondycji etnografii jako dyscypliny naukowej, jej
dylematów metodologicznych, miejsca pośród innych gałęzi humanistyki,
wreszcie roli i zadań stojących przed nią w nowej sytuacji kulturowej.
Rozważaniom o swoistości i odrębności badań etnograficznych, jakie
snuje autor, towarzyszy jednocześnie świadomość ogromnego uwikłania tej
nauki w związki z innymi pokrewnymi dyscyplinami, jak filozofia, socjo­
logia, antropologia, archeologia, geografia (s. 103, 123). Wydaje się, że
koneksje te są oczywiste, a nawet w niektórych przypadkach istniejąca
relaq'a wykracza znacznie poza luźne „pokrewieństwo". Autor skupia jed­
nak swój wysiłek w głównej mierze na przedstawieniu racji mających wyka­
zać specyfikę nauki zwanej etnografią, etnologią, folklorystyką czy niekiedy
ludoznawstwem. Powołuje się przy tym głównie na proces jej instytucjonali­
zacji (pierwsza wzmianka o „etnografii", pierwsze opisy kultury ludowej,
przyjęcie w poczet nauk akademickich, wydawnictwa, w tym periodyki
poświęcone kulturze ludowej, stowarzyszenia i organizacje powoływane do
prowadzenia badań etnograficznych i opieki nad tradycją społeczności wiej­
skich, itp.), który obok swego wymiaru socjologicznego nabiera teraz nowe­
go znaczenia. Rozważanie problemu, czy etnografia jest czy nie jest nauką,
a jeśli nią jest, to gdzie tkwią jej początki (wedle autora było to w roku 1802,

RECENZJE I OMÓWIENIA

183

za sprawą H. Kołłątaja) (s. 54) i czy jest nauką autonomiczną, trudno uznać
za merytorycznie istotne. Po części świadom tego J. Damrosz stwierdza:
„Pozorny jest spór o to, czy etnografia (etnologia) powinna być częścią nauk
historycznych czy też społecznych (socjologii) - nauka o kulturach ludowych
(regionalnych) i plemiennych zawiera różne perspektywy metodologiczne
[...]". Zaraz jednak dodaje: „Właściwsze byłoby przyjęcie tezy o równorzędności nauk etnologicznych wobec nauk historycznych i nauk społecznych"
(151 -152). Autor przyznaje więc, że etnografia posługuje się perspektywami
metodologicznymi zaczerpniętymi z nauk społecznych, historii, geografii itd.,
co nie przeszkadza mu jednak wysunąć tezę o r ó w n o r z ę d n o ś c i tej
dyscypliny wobec nauk historycznych i społecznych. Przyczyny tego stanu
rzeczy należy chyba upatrywać w silnej potrzebie nadania etnografii jedno­
znacznego statusu odrębnej dyscypliny naukowej. Równorzędny jest np. opis
środowiska przyrodniczego, w jakim żyją Eskimosi, sformułowany przez
geografa, z opisem ram kulturowych, w jakich funkcjonuje ta społeczność,
dokonanym przez etnografa. W obrębie samych nauk o kulturze (przyjmijmy
to ogólne określenie jako obejmujące zarówno to, co autor nazywa naukami
historycznymi, jak i społecznymi) równorzędne jest badanie kultury rozumia­
nej „jako system znaków i znaczących przekazów" z badaniem kultury
rozumianej , jako konfiguracja wzorów myślenia i zachowania ludzi w danej
zbiorowości" (Nowak 1985, s. 122). Są to perspektywy różne, ale równorzęd­
ne, odmienne, ale mające tę samą rangę heurystyczną.
Należy więc postawić pytanie, na czym polega specyfika stanowiska
(stanowisk) teoretycznego etnografii w stosunku do nauk o kulturze, w czym
tkwi jej oryginalność. Inspirujące dla polskiej etnografii były, jak pisze
J. Damrosz, założenia socjologii humanistycznej (Diłthey, Simmel, Tónnies,
Weber), koncepcja grup pierwotnych Cooleya, praca Thomasa i Znanie­
ckiego Chłop polski w Europie i Ameryce, szkoła Durkheima, fenomenologia
Husserla, funkcjonalizm Malinowskiego i Radcliffe-Browna, historyzm
Boasa, kulturalizm Kroebera, idea animal symbolicum Cassirera. Przytoczo­
ny tu zestaw stanowi wybór klasycznych już dziś pozycji nauk o kulturze
i filozofii. Koncepq'e tych autorów stanowią źródło metodologicznych roz­
wiązań, z których czerpią nie tylko etnografowie, ale badacze zajmujący się
najrozmaitszymi fragmentami i problemami rzeczywistości społecznej. Zasa­
dnicze pojęcia poszczególnych, prezentowanych przez autora, kierunków
w etnografii polskiej trudno uznać w najmniejszym chociaż stopniu za
swoiste i-obce kulturom nie-ludowym. Rozwój i postęp (Moszyński), więź
kulturowa (Poniatowski), tradycja i zderzenie kultur (Dobrowolski) czy
wreszcie przestrzeń i czas, kategorie które autor włączył do zestawu naczel­
nych pojęć, nie tylko niczym nieznanym nie szokują, ale dawno już weszły
do kanonu teoretycznego zarówno nauk o kulturze, jak i filozofii.
Przedstawiona w książce J. Damrosza historia podstawowych pojęć i my­
śli etnografii stanowi zarazem prezentację dorobku intelektualnego tej dys­
cypliny. Pomińmy romantyczne wezwanie Z. Dołęgi-Chodakowskiego, by

184

RECENZJE I OMÓWIENIA

„pójść i zniżyć się pod strzechą wieśniaka w różnych odległych stronach",
choć dla autora stanowi ono „postulat badań terenowych" (s. 55) czy od­
biegające już znacznie od mody na ludowość stwierdzenie R.W. Berwińskiego: „Lud nie ma nawet samodzielnej twórczości ducha, a jeśli ją ma, to
w takiej tylko mierze, mutatis mutandis, jak dziecko" (s. 71), gdyż ciężar
gatunkowy tych sformułowań niezbyt dobrze świadczy o kondycji dziedzic­
twa teoretycznego etnografii, a nie są one przecież dla niego reprezentatyw­
ne. Przytoczenie przez autora tego typu treści usprawiedliwić może jedynie
chęć w miarę pełnego przeglądu wydarzeń związanych z dziejami etnografii.
Pozostały materiał empiryczny, gdzie przeważa większa dbałość o wyrażane
myśli, nie obfituje jednak w twórcze koncepcje. Są to najczęściej twierdzenia
wtórne, dość oczywiste, by nie powiedzieć trywialne i nie wykraczające poza
doświadczenie nauk o kulturze w ogólności. Jedynym bardziej interesującym
rozwiązaniem - wyróżnionym także przez Damrosza - jest koncepcja „treści
kulturalnych" Bystronia, która odnosi się jak twierdzi sam jej autor, do
różnych kultur, nie tylko ludowej, ale także szlacheckiej czy mieszczańskiej.
Przyjęcie tezy o równorzędności nauk etnologicznych wobec nauk o kul­
turze nie jest więc zasadne i nie wynika to nawet - w głównej mierze - z tych
powodów, które wymieniliśmy przed chwilą, ale z relacji o charakterze
logicznym, jaka występuje między tymi dziedzinami. Kultura ludowa jest
zaledwie j e d n ą z w i e l u form praktycznego istnienia kultury jako całości.
Tę wielość stanowią np. kultura młodzieżowa, elitarna, masowa, mieszczań­
ska czy wielkoprzemysłowej klasy robotniczej. Ich podmiotami są każdora­
zowo konkretne zbiorowości społeczne wyróżniane w oparciu o takie stan­
dardowe kryteria, jak pochodzenie społeczne, rodzaj wykonywanej pracy,
status ekonomiczny, styl życia, wykształcenie. Tworzenie odrębnych auto­
nomicznych dyscyplin naukowych do badania każdej z tych form byłoby
pozbawionym sensu mnożeniem bytów pozornych, ponieważ jako jedynie
fragmenty, różne postaci jednoczącej je całości, jaką stanowi właśnie kultura
en bloc, nie mogą być badane z pominięciem podstawowej bazy metodolo­
gicznych i teoretycznych idei, jaką jest o g ó l n a n a u k a o k u l t u r z e .
Równie nieuzasadniona byłaby np. próba obrony tezy o równorzędności
socjologii pracy czy socjologii sztuki wobec socjologii ogólnej. „Etnografia"
jest w istocie jedynie nazwą pewnego działu nauki o kulturze, działu doty­
czącego kultury ludowej.
Z zagadnieniem tym wiąże się problem „kryzysu etnografii" polegający
na zaniku jej przedmiotu badawczego w rezultacie procesów industrializacji
i urbanizacji. Zdaniem autora takie kategorie jak „lud", „chłopstwo", „kul­
tura ludowa" „nie są adekwatne do rzeczywistości, ponieważ nie istnieje już
pojęcie »ludu« czy »chłopstwa« w znaczeniu wyodrębnionej kategorii stanu
społecznego jak niegdyś".
Proponuje w związku z tym, by określenia te i odpowiadająca im pro­
blematyka pozostały domeną „etnografii historycznej", która zajmowałaby
się właśnie badaniem „tradycji ludowych i jej współczesnych reliktów"

RECENZJE I OMÓWIENIA

185

(s. 149). Trzonem „nauki o kulturze ludowej" powinny być jednak, zdaniem
Damrosza, badania nad kulturą „małych grup indywidualnych producentów
rolnych lub w ogóle mieszkańców wsi bez względu na rodzaj pracy zawodo­
wej [...] i to niezależnie od tego, w jakim stopniu kultura ta nawiązuje do
tradycji ludowych [...]. W tym wypadku proponować można nazwę: »kultura
wsi«, »kultura wiejska«, a także »kultura społeczności lokalnych« oraz »kultura regionalna« (cały obszar wsi i miast wyodrębnionych regionów kulturo­
wych)" (s. 149-150). Należy również uwzględnić pięć „kategorii ponadwiejskich", do których zaliczono: „etnos, etos, ludowość, regionalność, ciągłość
i zmianę kulturową". Tak więc „etnografii historycznej" winna towarzyszyć
nauka o współczesnej kulturze wiejskiej i kategoriach ponadwiejskich czyli
etnologia.
Propozycja wyjścia z kryzysu zarysowana przez Damrosza, a głównie
jego koncepcja „etnologii" nasuwa kilka wątpliwości. Pierwsza z nich doty­
czy zasadniczego w jej formule pojęcia wsi. Kryterium jej wyróżniania nie
może być bowiem kultura ludowa, która ulega zanikowi; poza tym autor
sam wyznaje, że więź z tradycją nie jest tu istotna. Nie jest nim także
charakter wykonywanej pracy, gdyż nie chodzi tylko o producentów rol­
nych. W dalszym ciągu wywodu dowiadujemy się, że nie tylko kultura
- trudnej do zidentyfikowania - wsi, ale także miast, jeśli znajdują się one
w jednym „regionie kulturowym" wchodzi w zakres zainteresowań „etnolo­
gii". I znów pojawia się pytanie o kryterium wyodrębniania takich regionów
w dobie powszechnej unifikacji kulturowej, hegemonii kultury środków
masowego przekazu, ruchliwości przestrzennej i społecznej, a więc zjawisk
w pełni docenionych przez autora, które, paradoksalnie, zrodziły u niego
potrzebę określenia nowego przedmiotu „nauki o kulturze ludowej". Po
trzecie wreszcie w zakres „etnologii" wchodzą takie zagadnienia, jak etnos,
etos czy ludowość, a więc problemy, które zgodnie z wcześniejszym po­
glądem J. Damrosza miały być raczej badane przez „etnografię historyczną".
Zmierzch tradycyjnej kultury ludowej jest faktem; w obliczu procesów
urbanizacji, industrializacji i innych im towarzyszących jest to zjawisko
nieuchronne. Nie oznacza to jednak, że niejako mechanicznie następuje
zanik przedmiotu badań etnograficznych, że tracą one rację istnienia.
W przeszłość odchodzi bowiem kultura ludowa jako pewien zamknięty,
spójny układ norm i wzorów wspólnych określonym przestrzennie wydzielo­
nym społecznościom etnicznym, istnieją zaś jej rozproszone, mniej lub bar­
dziej zniekształcone relikty oraz ogół nowych tworów będących efektem
zderzenia ludowej tradycji z nowoczesnością kultury masowej. Zakładając,
że proces neutralizacji ludowości będzie się pogłębiał, zasadniczym przed­
miotem etnografii pozostaną badania historyczne. Taka jest rzeczywistość
kultury ludowej i taką należałoby ją przyjąć dostosowując programy badaw­
cze do jej charakteru i zakresu, a nie odwrotnie. Tak jak pozorny jest spór
o to, „czy etnografia (etnologia) powinna być częścią nauk historycznych czy
też społecznych (socjologii)" (s. 151), tak równie złudne jest dokonane przez

186

RECENZJE I OMÓWIENIA

autora „wzbogacenie" etnografii historycznej „etnologią" badającą „współ­
czesną kulturę wsi i kategorie ponadwiejskie". Należy przypuszczać, że jego
celem było udzielenie odpowiedzi na, „przeniesione z poprzedniej epoki",
pytanie: „Czy ograniczyć się do etnografii historycznej [...], czy zająć się
szczególnie współczesnością, stosując metodologię nauk społecznych?"
(s. 151). Pytanie to zostało w zasadzie źle postawione, a dowodem tego jest
stanowisko samego autora, który znosi tak sformułowaną alternatywą i oba
zakresy badań (i „tradycje ludowe" i jej „współczesne relikty") włącza po
prostu w ramy etnografii historycznej. Ten sam autor jest zarazem zdania,
że „nauka o kulturze ludowej" winna jednak silniej zaakcentować swą
obecność w badaniach nad współczesnością, tzn. objąć swym zasięgiem
większy obszar aktualnej rzeczywistości społecznej, niż tylko „współczesne
relikty". Ambiwalencja poglądów między trzeźwą oceną sytuacji a próbą
dowartościowania „nauki o kulturze ludowej" przy pomocy co najmniej
dyskusyjnych posunięć jest następstwem nie tyle rzeczywistego zmierzchu
etnografii, co raczej pochopnej i sformułowanej na fali ogólnej metody
intelektualnej nauk humanistycznych diagnozy.
Na zakończenie kilka słów na temat postulatu J. Damrosza dotyczącego
wspólnego języka komunikaqi społecznej. Porozumiewanie się teoretyków
i praktyków, badaczy i dziennikarzy, działaczy społecznych, urzędników itd.
wymaga nie „ujednolicenia poglądów i postaw", nawet nie „wspólnej ter­
minologii", a jedynie „rozumienia pojęć i znajomości nazw (terminów)"
(s. 21). Rzeczywistość znacznie odbiega jednak od tego wzorca; podstawowe
kategorie, jak „lud", „kultura" czy „region", powszechnie stosowane nie
oznaczają niestety zawsze tego samego. Język praktyki skażony jest stereo­
typowym sposobem myślenia, język teoretyków zaś narastającą hermetycz­
nością (s. 128, 146, 154). W tej sytuacji lansowany przez autora postulat
nabiera szczególnego znaczenia, zwłaszcza w przypadku takiej dziedziny jak
kultura ludowa, gdzie działalność praktyczna jest równie doniosła jak anali­
zy teoretyczne, a obustronnie korzystne byłoby zaistnienie płaszczyzny po­
rozumienia pozwalającej na swobodną przekładalność perspektyw.
Przedstawione tu uwagi polemiczne nie powinny przesłaniać niekwestionowalnych zalet pracy J. Damrosza: przede wszystkim chodzi o udaną
próbę naszkicowania rozwoju nie tylko podstawowych pojęć „nauki o kul­
turze ludowej", ale także wybranych koncepcji teoretycznych oraz procesu
instytuq'onalizacji etnografii jako dyscypliny naukowej z zastosowaniem
soqologicznego punktu widzenia. Dla samych etnografów będzie ona miała
zapewne jeszcze większy walor, nie tylko bowiem zawiera historyczny prze­
gląd i zarazem uporządkowanie siatki pojęciowej, ale zainspiruje ich być
może do studiów nad szeregiem problemów zasygnalizowanych jedynie przez
autora. Jeśli nawet niektóre propozycje ich rozwiązań nie są wolne od
mankamentów i budzą pewne wątpliwości, to istotniejsze jednak wydaje się
samo postawienie ważkich pytań (jeśli prawdziwa jest myśl Heideggera,

RECENZJE I OMÓWIENIA

187

wedle którego „pytanie jest pobożnością myśli"), wskazanie interesujących
kwestii, jakich wiele odnajdziemy na kartach tej książki.

Literatura
N o w a k S.
1985
Metodologia badań społecznych, Warszawa.
Szacki J.
1981
Historia myśli socjologicznej, 1.1, Warszawa.

Aleksander Lipski

Andrzej Sakson, Mazurzy - społeczność pogranicza, Przedmowa Jana Szcze­
pańskiego, Poznań 1990, Wydawnictwo Instytutu Zachodniego, Ziemie Za­
chodnie - Studia i Materiały Nr 15, ss. 342
3 października 1990 r. rozpoczęła się nowa epoka w dziejach Niemiec.
Data ta jest również ważną cezurą (nie tylko historyczną) dla pozostałych
państw Europy. Mimo wielu wysuwanych hipotez i spekulacji na temat
zjednoczenia, dalszych losów państwa niemieckiego, nikt obecnie nie może
przewidzieć następstw, jakie wynikną z tego faktu dla naszego kontynentu.
Zwłaszcza państwa sąsiadujące z Niemcami starają się dostrzegać wszelkie
nowe aspekty, pojawiające się w polityce zagranicznej zjednoczonych państw
niemieckich i uaktualnić bilateralne stosunki z nimi. Nowe płaszczyzny,
w oparciu o które przebiegać będą wzajemne kontakty, szczególnej wymowy
nabiorą dla naszego kraju. Znajdujemy się w sytuacji, gdy za zachodnią
granicą znika jedno państwo (utrzymujące z Polską stosunki na podstawach
utrwalonych nienaruszalnym przez dziesięciolecia układem sił w Europie)
i pojawia się drugie, wraz z innymi dążeniami i oczekiwaniami. Zaskakująca
szybkość procesu zjednoczeniowego ujawniła w wielu wypadkach brak kon­
cepcji racjonalnego rozwiązania niektórych zapomnianych bądź przemilcza­
nych procesów i zjawisk, występujących teraz z nową siłą. Jednym z nich jest
problem mniejszości niemieckiej w Polsce. Dla wielu obywateli naszego kraju
ta tematyka dawno została złożona do lamusa historii przy czynnym udziale
powojennej propagandy, przekonującej o definitywnym rozwiązaniu pro­
blemu niemieckiego w Polsce. O istnieniu i o zasięgu tego zjawiska mogliśmy
się przekonać naocznie podczas pierwszej wizyty kanclerza Helmuta Kohla
w Rzeczypospolitej Polskiej oraz w czasie wyborów samorządowych. Za­
skoczenie było tym większe, im mniej do tej pory poświęcano w naszych
środkach przekazu miejsca społecznościom lokalnym i mniejszościowym.
Również na rynku księgarskim przez wiele lat ta tematyka była poruszana
nader skąpo. W dużej mierze był to wynik błędnej polityki wydawniczej
i społecznej. Paradoks polegał na tym, iż z jednej strony badania naukowe

188

RECENZJE I OMÓWIENIA

nad różnymi grupami społecznymi (w tym narodowościowymi) były pro­
wadzone już od pierwszych lat powojennych przez naukowców z różnych
ośrodków krajowych. Rezultaty ich poczynań niestety nie były w stanie
przeniknąć przez coraz bardziej gęstniejące sito doktryn i wytycznych do
szerszego kręgu odbiorców. Ci właśnie, z drugiej strony złaknieni rzetelnej,
obiektywnej informacji, dysponowali przeważnie całą gamą stereotypów,
utrwalanych przez propagandę oraz niewielką ilością opracowań prze­
znaczonych raczej dla wąskiego grona specjalistów. Kolejne zmiany ekip
rządzących w minionych dziesięcioleciach nie wpływały bynajmniej na
wielkonakładową politykę wydawniczą, nieodmiennie stojącą na straży
jednolitego społeczeństwa socjalistycznego. Nie było tam miejsca na przed­
stawienie wewnętrznych odmienności i rozbieżności, nurtujących poszcze­
gólne grupy społeczne i narodowe. Przełom, jaki dokonał się jesienią
1989 r. w Polsce i jego dalsze etapy pozwalają żywić nadzieję na wyrównanie
wieloletnich zaniedbań w tym względzie. Czy przybiegać to będzie z szyb­
kością zbliżoną do tej, jaka towarzyszyła zjednoczeniu Niemiec - należy
wątpić. Niemniej jednak nowy układ sił w Europie, powstały u progu
lat dziewięćdziesiątych winien przynieść polskiemu czytelnikowi poza
masą literatury „solidarnościowo - niepodległościowo - rozliczeniowej"
(zalegającej już półki księgarskie) również tytuły poświęcone obywatelom
polskim, poczuwającym się poza przynależnością państwową do swego
odmiennego pochodzenia lub przynależności do określonej grupy społeczno-kulturowej.
Cieszy zatem fakt, iż niedawno mogliśmy powitać na rynku wydaw­
niczym książkę, wychodzącą naprzeciw oczekiwaniom szerokiego kręgu czy­
telników, dotyczą mniejszościowych grup społecznych. Są to Mazurzy - spo­
łeczność pogranicza pióra Andrzeja Saksona. Pozycja wydana przez Instytut
Zachodni w Poznaniu jest kolejnym krokiem na drodze socjologicznych
badań Ziem Odzyskanych. Zamierzeniem Autora było przedstawienie szer­
szemu kręgowi odbiorców wyników własnych badań, poczynionych w latach
1982-1986 wśród ludności mazurskiej zamieszkałej w Polsce oraz w RFN.
Pierwszoplanowym zadaniem tej pracy jest niewątpliwie wyodrębnienie
i scharakteryzowanie mechanizmów, funkcjonujących wśród grup pograni­
cza społecznego o niejednoznacznie wykształconym poczuciu tożsamości
narodowej. Specyfiką tego problemu jest i to, że społeczności te były przez
stulecia odcięte od macierzystego pnia, by dzięki przekształceniom dziejo­
wym po 1945 r. znaleźć się w ramach macierzystego organizmu pań­
stwowego. Zetknięcie się Mazurów z odrodzonym po I I wojnie Państwem
Polskim obfitowało w wiele niespodzianek i problemów, rzucających najczęś­
ciej długi cień na powojenne stosunki społeczne w tym regionie. Złożyło się
na to wiele przyczyn - od przemian ustrojowych aż po zwykłe, jednostkowe
zatargi sąsiedzkie. Te i inne zagadnienia kształtujące przez dziesięciolecia aż
do czasów nam współczesnych współżycie „polsko-mazurskie" przedstawił
Andrzej Sakson w sposób na miarę możności obiektywny, popierając swe

RECENZJE I OMÓWIENIA

189

ustalenia rzetelną bazą faktograficzną i dobrym warsztatem naukowym. Jest
to tym bardziej cenne, iż właśnie na Mazurach występowało wzajemne
przenikanie się licznych sprzeczności w stopniu znacznie wyższym, niż na
pozostałych Ziemiach Zachodnich.
Mazurzy - społeczności pogranicza są także udaną próbą zapisania kolej­
nej „białej plamy" na gruncie społecznych przekształceń ludności Polski.
Impulsem do szerokich, wielopłaszczyznowych badań Autora nad społeczno­
ścią mazurską była również szybko zmniejszającą się ilość jej przedstawicieli
w naszym kraju (z około 80 tys. w 1947 r. do około 10 tys. obecnie).
Istotnym było wyodrębnienie dla potrzeb badawczych Mazurów jako samo­
istnej grupy w przeciwieństwie do poprzednich badań socjologicznych, ujmu­
jących zazwyczaj Mazurów i Warmiaków jako jedną zbiorowość mającą te
same problemy. Pomysł potraktowania Warmiaków jako społeczności po­
równawczej, alternatywnej, poza znaczeniem naukowym wydaje się ciekawy
pod względem samej koncepcji. Dzięki niej skuteczniej można unaocznić
różnice historyczne, kulturowe, lingwistyczne, psychospołeczne i inne, wy­
stępujące pomiędzy tymi dwiema grupami. Właściwe oddanie proporcji mię­
dzy poszczególnymi zagadnieniami prezentowanymi w książce jest rezul­
tatem m.in. ośmioletniego pobytu i pracy w Olsztynie -stolicy regionu.
Obcowanie „na co dzień" z problematyką mazurską zapewniało łatwiejszy
i pełniejszy dostęp do badanej społeczności, skądinąd nieufnej lub wręcz
wrogo nastawionej do obcego otoczenia. Wcześniejsze artykuły Autora,
publikowane też w wydawnictwach regionalnych, stanowiły dobry paszport
do przekroczenia mazurskiego interioru. A rozciągał się on na rozległym,
zróżnicowanym pod wieloma względami obszarze. Poza Olsztynem, będą­
cym naturalną stolicą mazurszczyzny (grupuje się tam przeważająca część
inteligencji mazurskiej) A. Sakson przeprowadził swe badania w 38 miej­
scowościach regionu. Eksploracje porównawcze na Warmii objęły 4 repre­
zentatywne ośrodki. Dla Autora podstawowym kryterium wyboru miejsca
była „wielkość skupiska ludności mazurskiej", lecz nie pomijał takich wsi
i miast, w których autochtoni stanowili mniejszość lub też nie było ich
w ogóle. Kreślony na tym tle obraz przemian, zachodzących zwłaszcza po
I I wojnie światowej, jest dzięki temu pełniejszy i pozwala mieć zaufanie do
kompetencji badającego.
Poza kontaktami bezpośrednimi, wysiłek badawczy Autora przyniósł
również bardzo pokaźny materiał archiwalny - niezbędny dla właściwego
kształtowania ocen i refleksji. Doskonałym, lecz jakże często przykrym
komentarzem do wielu dokumentów i postanowień władz (cytowanych ob­
szernie) są liczne wypowiedzi i opinie ich adresatów - Mazurów. Momentami
można odnieść wrażenie jakby przeglądało się wielki, rozpisany na okresy
historyczne akt oskarżenia, złożony przez ludność mazurską polskim ośrod­
kom władzy państwowej na ręce przyszłych pokoleń Polaków. Wyjazdy na
stałe do Niemiec są tylko smutnym finałem rozgrywającego się od
45 lat dramatu. Nasuwa się jednak i inna refleksja. Przedstawiając zderzenie

190

RECENZJE I OMÓWIENIA

autochtonów z ludnością napływową, autor mimo zajęcia obiektywnego,
wyważonego stanowiska popartego licznymi dokumentami i wypowiedziami,
nieco za mało zaprezentował racje tych ostatnich. Poza przypadkami ewiden­
tnego bandytyzmu i szabrownictwa (godnych jednoznacznego potępienia)
w jakie obfitowały pierwsze lata powojenne, przybysze z innych stron Polski
a zwłaszcza z terenów włączonych do ZSRR byli w podobnym stopniu
poszkodowani, co ich mazurscy sąsiedzi. Wielu z nich musiało pogodzić się
z utratą ukochanej ojcowizny na zawsze. Groby ich przodków także pozos­
tały za kordonem. Oderwani brutalnie od własnych pni kul­
turowych zostali nagle rzuceni w inny, nieznany i często nieprzyjazny świat
obcej cywilizacji i umysłowości. Tragedią jednych i drugich było wzajemne
niezrozumienie i uleganie stereotypom z góry klasyfikujących każdego w ka­
tegoriach: swój - dobry, obcy - wróg. Nie można dziwić się zbytnio, iż
wychowani od wieków na katolickim podłożu przybysze nie od razu byli
w stanie rozeznać się w niuansach religijnych ewangelickich w większości
Mazur, przeplatanych tkwiącym gdzieniegdzie elementem niemieckim. Po­
nadto cierpienia, jakie były udziałem nowych osiedleńców przede wszystkim
ze strony Niemców (utożsamianych najczęściej z protestantyzmem) oraz
Rosjan, uniemożliwiały skutecznie racjonalne spojrzenie na otaczające zawi­
łości. Była to przecież grupa żądna rekompensaty, zadośćuczynienia za
krzywdy wojenne, będące ich nieszczęsnym udziałem. Stąd można zrozumieć
tendencje do zajmowania najlepszych gospodarstw, mieszkań itd., mimo
istnienia ich prawnych właścicieli. Uważam, że trochę ten problem przem­
knął się bokiem. A szkoda. Byłby to jeszcze jeden obraz (poza mazurskim
i warmińskim) wynikający nawet pośrednio z przeprowadzonych badań. Za
to absolutnie można się zgodzić z poglądem, iż jedną z czołowych przyczyn
trwania antagonizmów, rezygnacji połączonej najczęściej z regermanizacją i emigracją była nieudolna, nieodpowiedzialna a przez to wysoce
szkodliwa polityka władz centralnych i lokalnych w odniesieniu do problemu
mazurskiego.
Mimo niewątpliwych walorów o charakterze historyczno-poznawczym
nie należy zapominać, iż książka jest przede wszystkim pozycją socjologicz­
ną. Być może niektórzy czytelnicy nie w pełni zaspokoją swą ciekawość na
temat Mazurów,ale przecież praca A. Saksona nie pretenduje do miana
wyczerpującego wszystkie aspekty kompendium. Interpretacja zjawisk spo­
łecznych jest przeprowadzona przez pryzmat socjologicznych kategorii teorii
dezintegracji społecznej i teorii trwania, wraz z wydobyciem cech wyznacza­
jących adaptację, dezintegrację i trwanie społeczności mazurskiej. Warto
zaznaczyć, iż na ostateczny kształt pracy znaczny wpływ miało prowadzone
przez wiele lat studium przypadku czterech rodzin mazurskich wraz z wy­
stępującymi w ich ramach małżeństwami mieszanymi.
Bardzo trafnym wydaje się zaznajomienie czytelników ze swym warsz­
tatem badawczym i sposobami zbierania informacji przez Autora w pierw­
szej części pracy oraz jasne sprecyzowanie jej zadań i dróg ich rozwiązania.

191

RECENZJE I OMÓWIENIA

Uważam, że uwzględniając te właśnie formalne wymogi pracy naukowej
książka może służyć jako modelowy przykład właściwego rozłożenia i uję­
cia wyżej wymienionych zagadnień dla studentów nauk historyczno-społecz­
nych, piszących prace magisterskie i inne. Żałuję za to, iż przy okazji
przeprowadzonych badań terenowych (połączonych z obserwacją uczestni­
czącą) Autor nie zebrał materiałów, obrazujących tę sferę kultury Mazurów,
która swój wyraz znajduje w obrzędowości, obyczajach, twórczości ludowej
itp. Uwzględnienie tych nieodłącznych elementów egzystencji badanej społe­
czności, ich zanikania, przechodzenia w nowe jakości, przenikania do innych
grup bądź trwania z ich nosicielami nadałoby pracy znacznie szerszy zakres
poznawczy oraz dokumentacyjny. Mazurzy wręcz na naszych oczach zdają
się zanikać we mgle przeszłości i zapomnienia. Z jednej strony zaważył na
tym ich wielki exodus do Niemiec w poszukiwaniu bardziej dostatniego
i spokojnego życia, z drugiej coraz większym piętnem odciska się unifikujący
wpływ cywilizacji technicznej. Dlatego tak ważnym jest działanie dokumen­
tujące rozpływające się obrazy niektórych historycznie ukształtowanych spo­
łeczności. Mazurzy -społeczność pogranicza A. Saksona rolę tę spełnia dodat­
kowo w wymiarze twórczym. Pobudzając do refleksji zda się zachęcać do
kolejnych badań, wskazując wnikliwym odbiorcom nowe pola eksploracji
naukowej, dotąd słabo lub zupełnie niezagospodarowane. W moim odczuciu,
w odniesieniu do Mazurów jest to wielkim przesłaniem tej książki.
Iwo Nowak

Krzysztof Renik, Podpolnicy. Rozmowy z ludźmi Kościoła na Litwie, Łotwie,
Białorusi i Ukrainie 1990-1991, Warszawa 1991, Oficyna Przeglądu Pow­
szechnego, ss. 350
Połączenie zawodu etnologa i dziennikarza nie jest zjawiskiem wyjąt­
kowym. W przypadku Krzysztofa Renika jest ono jednak szczególnie udane.
Wykorzystanie dziennikarskiego talentu, pasji, wyczucia tematu idzie tu
w parze z rzetelnym przygotowaniem warsztatowym, umiejętnością pracy
w terenie, wśród ludzi reprezentujących różne kultury, grupy etniczne, spo­
łeczności.
Znawca i miłośnik Indii, autor wielu artykułów, wystaw, fotografii, tym
razem wyruszył na Litwę, Łotwę, Białoruś i Ukrainę. Podtytuł najnowszej
książki K. Renika jednoznacznie określa krąg informatorów, wśród których
ten nieprzeciętny badacz szukał odpowiedzi na pytania nurtujące z pewnoś­
cią także wielu polskich czytelników. Nie każdemu jednak dane jest uzys­
kanie odpowiedzi na miejscu. K. Renik spełnia więc rolę pośrednika między
uczestnikami i świadkami procesów zachodzących za naszą wschodnią gra­
nicą a tymi, którzy chcieliby dowiedzieć się jak najwięcej o dokonujących się

192

RECENZJE I OMÓWIENIA

tam przeobrażeniach, zmianach postaw wobec religii (nie tylko katolickiej),
o pękających tamach zmowy milczenia wokół kwestii istnienia Boga
(w wymiarze absolutnym i pojedynczego człowieka).
Termin „podpolnicy", będący zarazem tytułem książki, brzmi raczej
obco. Uprzedzając prezentację materiałów i garść osobistych refleksji Autor
wyjaśnia więc, że chodzi tu o ludzi, którzy działali w podziemiu. „Podpolie,
to po prostu podziemie. Książka jest zatem o ludziach Kościoła, którzy przez
kilka, a niekiedy i kilkanaście lat prowadzili podziemną działalność kościelną
[...]. Określenie to [...] przysługiwało głównie kapłanom, którzy kończyli
podziemne seminaria i byli tajnie wyświęcani oraz tym duchownym, którzy
po powrocie z zesłania lub obozu nie rejestrowali się u radzieckich władz
wyznaniowych, by uzyskać prawo prowadzenia działalności duszpasterskiej,
ale podejmowali taką działalność sekretnie, bez wiedzy i zgody władz ad­
ministracyjnych" (s. 5).
Z książki tej trudno napisać recenzję, a jeszcze trudniej byłoby to uczynić
uzbroiwszy się „w mędrca szkiełko i oko". O Podpolnikach można tylko
mówić bardzo osobiście, zachęcając zarazem gorąco do sięgnięcia po
tę wyjątkową pozycję, by spojrzeć na przemiany zachodzące na ziemiach
b. ZSRR oczyma ludzi, którzy przeżywają je bezpośrednio, dla których są one
częścią własnego, nierzadko dramatycznego i okrutnego życia. Z poszczególnych
wypowiedzi układa się wyraźnie specyficzny, trójpłaszczyznowy wizerunek
kościoła katolickiego na Litwie, Łotwie, Białorusi i Ukrainie. Pierwsza z tych
płaszczyzn to przeszłość - porewolucyjna, stalinowska, poststalinowska - czas
walki z Kościołem, prób wykorzenienia religii z ludzkiego życia, prześladowania
kapłanów, zamykania i niszczenia budynków kościelnych, rozwiązywania
seminariów duchownych itp. W tych czasach, mimo gróźb i represji, znaleźli się
księża, ryzykujący życiem dla Kościoła i wiary, pełniący swe obowiązki nawet
w ekstremalnych warunkach (obozy pracy, więzienia). To dzięki nim Kościół
przetrwał, choć okoliczności wybitnie temu nie sprzyjały. Ocalili go też ludzie,
którzy zachowali w pamięci modlitwy, przekazując je swym następcom, którzy
pod nieobecność księdza udzielali chrztu i chowali zmarłych, celebrowali
nabożeństwa, nierzadko z okazji różnych od tych, jakie występują w kościele
katolickim w Polsce (np. dzień św. Agaty, Św. Błażeja). W warstwie historycznej
mieszczą się więc nie tylko życiorysy księży, wspomnienia o ich rodzinach,
drodze do duszpasterstwa, warunkach, w jakich zdobywali wiedzę i wykształce­
nie, otrzymali święcenia kapłańskie, lecz także ogólne informacje o polityce
władz wobec religii i zjawiska religijności, wobec kleru i Kościoła, która
ukształtowała los księży, zwłaszcza „podpolników". Uświadamiamy sobie
zarazem, jak szczególnego charakteru, uporu, determinacji i odwagi, jak
wielkiego umiłowania Boga wymagało zostanie i bycie księdzem na tamtych
terenach, w nie tak jeszcze odległych czasach. Jak prawdziwie można tu mówić
o powołaniu do kapłaństwa.
Druga, wyraźna warstwa narracji obejmuje czas obecny, czas przełomu,
większej swobody działania, odzyskiwania kościołów i budynków klasztor-

RECENZJE I OMÓWIENIA

193

nych, otwierania seminariów, zainteresowania ludzi kościołem, religią, ros­
nącej potrzeby uczestnictwa we mszy Św., korzystania z sakramentów. Jest
to zarazem czas wielkiej próby i czas przeobrażeń w życiu duchowym
mieszkańców wymienionych terenów.
Jak zgodnie twierdzą księża - wiedza religijna ludzi pozbawionych przez
dziesięciolecia słowa bożego, kontaktu z instytucją Kościoła (zwłaszcza mło­
dego pokolenia) jest niewielka. Katechizację trzeba właściwie zaczynać od
początku, od znaku krzyża i podstawowych modlitw. Nauczanie religii
utrudnia nie tylko brak odpowiednich podręczników, dobrych przekładów
Pisma Świętego, modlitewników, lecz także - co może jest nawet ważniejsze
- przyzwyczajenie ludzi do stylu życia, którego Kościół nie jest w stanie
zaaprobować. Zerwanie z tym stylem, z życiem w grzechu, wymaga nie lada
pracy, siły woli, jest próbą, przez którą nie każdy potrafi przejść. Nieodpar­
cie nasuwa się też pytanie, czy zainteresowanie religią (nie tylko katolicką)
ogranicza się wyłącznie do udziału we mszy św. i korzystania z sakramentów
(zwłaszcza chrztu) czy też idą za tym głębsze przemiany świadomości, moral­
ności, charakteru, stosunków społecznych? W wielu przypadkach jest to
zapewne chwilowa moda na przeżycia duchowe, religijne...
Poza pracą duszpasterską, ewangelizacją, księża wkraczają też na zupeł­
nie niezorganizowany obszar działalności charytatywnej - prowadzenia szpi­
tali, domów opieki, sierocińców. Niełatwo sobie z tym poradzić, dysponując
szczupłą, dalece nie wystarczającą kadrą duchownych, obsługujących nie­
rzadko kilka parafii rozrzuconych na ogromnych przestrzeniach.
Narodzinom potrzeby kontaktu ze sferą sacrum, wzbogacenia życia po­
przez religię, towarzyszy wzrost świadomości narodowej. Problem ten zary­
sowuje się znakomicie w wypowiedziach informatorów K. Renika. Okazuje
się też m.in., że nasze na ogół stereotypowe wyobrażenia kreślące granicę
między narodami tożsamą z granicą między wyznaniami - nie znajdują
potwierdzenia w rzeczywistości. Katolikami są bowiem nie tylko Polacy
mieszkający na Litwie, Łotwie, Białorusi czy Ukrainie,lecz także przedstawi­
ciele innych narodowości. Problem katechizacji, odprawiania mszy Św., wy­
głaszania homilii jest na tych wieloetnicznych obszarach niezwykle złożony,
trudny i delikatny. Można sobie z nim poradzić tylko wówczas, gdy zna się
i rozumie miejscową specyfikę: warunki życia, charakter kontaktów między­
ludzkich. Łatwo tu o błędy, których nie ustrzegli się np. księża przybywający
okazjonalnie z Polski, przenoszący żywcem stosowane u nas wzory zacho­
wań na odmienny grunt. Było to nierzadko powodem zadrażnień, niepo­
trzebnego upolityczniania kościoła, gdy tymczasem, co zgodnie podkreślali
informatorzy K. Renika - najważniejsza jest ewangelizacja, głoszenie jed­
ności kościoła przy jednoczesnym wspieraniu dążeń poszczególnych narodo­
wości do zachowania rodzimej kultury.
Na terenach zróżnicowanych etnicznie i wyznaniowo niezwykle istotną rolę
odgrywa język jako instrument porozumiewania się ludzi ze sobą, a także
najważniejszy chyba wyznacznik świadomości i identyfikacji narodowej. Trzeba

194

RECENZJE I OMÓWIENIA

przyznać, ze księża „podpolnicy" radzą sobie z tym delikatnym problemem
doskonale. Przekazują wiernym katolikom - nie-Polakom streszczenia kazań
w ich rodzimych językach, rozpowszechniają modlitewniki zawierające teksty
modlitw w językach występujących na danym terenie, dającym wiernym
możliwość wyboru języka modlitwy, organizują wspólne śpiewania, odprawiają
niektóre msze po polsku, inne - po litewsku czy białorusku. W ten sposób
budują poczucie wspólnoty religijnej, wznoszącej się ponad podziały językowe,
etniczne, narodowościowe, państwowe i polityczne. „Podpolnicy" rozumieją
swoje posłannictwo. Wiedzą, że kapłan ma służyć ludziom w takim języku,
w którym jest dla niego zrozumiały. „Nie być Polakiem, nie być Litwinem - być
katolikiem, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi..." (s. 87) - oto prosta prawda,
którą, niestety wielu odrzuca, wyolbrzymiając kwestie narodowościowe, identy­
fikując poczucie narodowości z określonym wyznaniem i wykorzystując kościół
dla własnych interesów politycznych. Szczególnie jest to widoczne na Białorusi
(np. s. 96,219 i in.) a także na Litwie i Ukrainie, gdzie próbuje się wywoływać
nastroje antypolskie i antykatolickie głosząc hasła o zagrożeniu polonizacją.
W wywiadzie dla Anny Baczewskiej, dziennikarki „Życia Warszawy",
K. Renik powiedział: „Książka powstała z mojego sprzeciwu wobec dwóch
obiegowych sądów. Wedle pierwszego, wszyscy na tamtych terenach garną
się teraz do kościoła, drugi sugeruje, że tam kompletnie nie ma życia
religijnego". Informacje księży - „podpolników" obalają ten obraz, nie
mniej zakorzeniony w świadomości przeciętnego zjadacza chleba niż stereo­
typ: Polak - katolik, Białorusin - prawosławny itp. Weryfikuje go też życie,
obnażając nieprawdziwość obiegowych sądów. Sami dziś bowiem doświad­
czamy kontaktów z przybyszami z b. ZSRR reprezentującymi skrajne po­
stawy wobec życia i religii, a wychowanymi w takich samych warunkach.
Z jednej strony - rozmodlone tłumy młodzieży spieszącej na spotkanie
z Ojcem Świętym, do religijnych sanktuariów, z drugiej - budzące grozę
hordy handlarzy, przemytników i innych pospolitych przestępców. Jak wszę­
dzie bowiem, tak i na Litwie, Łotwie, Białorusi i Ukrainie żyją ludzie dobrzy
i źli, wierzący i niewierzący.
Trzecią warstwę relacji księży tworzą prognozy na przyszłość. Są one
raczej optymistyczne, choć księża zdają sobie sprawę z głębokiego spus­
toszenia duchowego, z rozległego zasięgu demoralizacji, zatarcia granicy
między grzechem i moralnością, ze strachu, który dziś jeszcze nie pozwala
ludziom w pełni cieszyć się religijną wolnością, manifestować związku z koś­
ciołem, z określoną wiarą. Wiedzą też, że czekający ich ogrom pracy nie
wyda owoców od razu. Ziarno rzucone w glebę wzejdzie być może dopiero
w następnych pokoleniach...
Wiele informacji zawartych w książce K . Renika ma charakter unikalny.
Ich bezsprzecznym walorem jest też fakt pochodzenia z tzw. pierwszej ręki.
Mimo coraz większej jawności, otwierania się na Wschód - problemy,
o których mówią rozmówcy Autora nie należą do powszechnie znanych, ani
nagłaśnianych. Myślę tu m.in. o charakterystyce stosunków etniczno-naro-

RECENZJE I OMÓWIENIA

195

dowościowych i wyznaniowych, o ocenach roli księży z Polski w pierwszym
okresie odradzania się religijności na Wschodzie, o reakcjach ludności pol­
skiej na próby wprowadzenia innych języków do liturgii kościelnej, o od­
radzaniu się autorytetu księdza i in. To ostatnie zjawisko prowadzi do
koncentracji pewnej grupy ludzi (także młodych) wokół postaci duchow­
nego, a zarazem nierzadko powoduje konflikt np. z tymi, którzy tracą swą
dotychczasową pozycję, którzy przez całe lata zastępowali księdza w części
jego obowiązków religijnych, a teraz - w czasach bardziej sprzyjających
religii - muszą usunąć się w cień.
Wypowiedzi księży wskazują, że sytuacja kościoła katolickiego na po­
szczególnych terenach jest odmienna. Wynika to m.in. z odrębnych jego
losów w przeszłości. Szczególnie dramatyczne wydają się dzieje kościoła
katolickiego na Białorusi. Nieco, ale tylko nieco lepiej, przychylniej patrzono
na działalność kościoła na Litwie czy Łotwie. Inaczej też układały się sto­
sunki między przedstawicielami różnych wyznań na Litwie, Łotwie, Białorusi
i Ukrainie. Problem ten jest związany z określoną strukturą etniczną, naro­
dowościową i religijną. Współżycie przedstawicieli różnych wyznań nie jest
pozbawione napięć i konfliktów. Jest to też, niestety, sfera umiejętnie wyko­
rzystywana przez tych, którym nie na rękę pojednanie i spokój.
Niektóre wątki powtarzają się wyraźnie w kolejnych wywiadach. Są to
przede wszystkim pytania o kwestie narodowościowe i wyznaniowe, o dzia­
łalność księży z Polski, ocenę aktualnego stanu religijności i jej perspektywy.
Mimo to książka nie jest nużąca w czytaniu. Poszczególne kwestie ukazywa­
ne są bowiem z indywidualnej perspektywy osób, których obserwacje i do­
świadczenia odnoszą się do różnych miejscowości, parafii, skupisk ludzkich,
różnych terenów b. ZSRR. Pozwala to na pokazanie lokalnych odmienności,
stanowiących ilustrację generalnych procesów.
Informacje o specyfice poszczególnych terenów mogą być przydatne nie
tylko osobom, które z różnych względów interesują się tym, co dzieje się na
zachodnich rubieżach b. ZSRR, lecz także tym, którzy wybierają się do
rodzin, znajomych, organizują akcje charytatywne itp. Książka przestrzega
przed popełnianiem błędów, przed lekceważeniem miejscowej specyfiki, wa­
runków życia i ich korzeni, uświadamia konieczność postępowania ze szcze­
gólnym wyczuleniem. Księża, z którymi rozmawiał K. Renik niejednokrotnie
mówili o lęku i niedowierzaniu towarzyszącym odradzaniu się życia religij­
nego na Wschodzie, o obawach przed ułudą, chwilowością odwilży. Lęk ten
nie jest też obcy ludziom pochodzącym z tamtych terenów, a mieszkających
po polskiej stronie granicy. Kiedy w rozmowie z pewną panią powiedziałem
o badaniach polskich etnologów na kresach wschodnich - zawołała z prze­
rażeniem: „żebyście tylko czegoś nie zepsuli!"
Właśnie dlatego, by nie zniszczyć tego, co tak ważne i dla naszych
sąsiadów, by zrozumieć to, co dzieje się za polską granicą trzeba wziąć do
ręki książkę K. Renika, szukając w niej nie tylko dramatycznej, nierzadko
sensacyjnej warstwy politycznej wplecionej w konkretne ludzkie życiorysy,

196

RECENZJE I OMÓWIENIA

lecz także, a może nawet przede wszystkim - rzetelnych faktów ukazujących
i środowisko ludzi należących do kościoła katolickiego, i zmieniające się
również środowisko, w którym ten kościół istniał i istnieje nadal, próbując
się rozwijać, pokonywać bariery i problemy, ciesząc się też niekłamanymi
osiągnięciami.
Niewątpliwym walorem książki są mapki poszczególnych państw (czte­
rech dawnych republik radzieckich), na których zostały zaznaczone stolice
i granice archidiecezji i diecezji oraz ważniejsze miejscowości, także te, gdzie
prowadzone były wywiady.
K. Renik szykuje się już do kolejnego wyjazdu. Tym razem obszarem
jego peregrynacji będzie Kazachstan, Kirgizja, Uzbekistan i Tadżykistan.
Jestem przekonana, że owoce tej podróży będą równie dojrzałe i znaczące,
przybrane zarazem w tak niebanalną formę, jak książka o „podpolnikach".
Iwona Kabzińska-Stawarz

Zaolzie. Studia i materiały z dziejów społeczności polskiej w Czecho-Slowacji,
M.G. Gerlich, D.K. Kadłubiec (red.), Katowice 1992, ss. 115.
Publikacja, którą przedstawiam zasługuje na omówienie z co najmniej dwu
powodów. Po pierwsze, w sposób odważny - przy wykorzystaniu istotnych
materiałów naukowych - autorzy tego opracowania zbiorowego podjęli
problematykę ciągłości kulturowej społeczności polskiej na spornym (od 1920 r.)
terytorium, usytuowanym na pograniczu dwóch państw powstałych po I wojnie
światowej. Po drugie, jest to pierwsza publikacja utworzonego niedawno
Społecznego Centrum Badań Naukowych i Dokumentacji w Katowicach. Obie
okoliczności wymagają krótkiego chociażby komentarza.
W kwestii pierwszej należy zauważyć, że w omawianej pracy znalazły się
opracowania wytrawnych badaczy Zaolzia, czy w ogóle Śląska Cieszyń­
skiego, jako pewnej całości historyczno-kulturowej. Zamieszczone w tomie
artykuły nie budzą zastrzeżeń od strony źródłowej, warsztatowej. Są też
interesujące poznawczo, wnosząc nową jakość do naszej dotychczasowej
-jakże niepełnej, wręcz ubogiej - wiedzy o Polakach Zaolzia.
Tom otwierają dwa artykuły Stanisława Zahradnika. W pierwszym z nich
autor prezentuje szkicowo losy Polaków na Zaolziu w latach 1920-1990,
w drugim natomiast dokonuje rzeczy stanowiącej pewne novum - zestawia
podstawowe ustalenia historiografii Zaolzia (po 1945 г.): czechosłowackiej,
polskiej i osobno zaolziańskiej. Taka właśnie prezentacja literatury przed­
miotu dobrze orientuje zainteresowanego czytelnika w dotychczasowych
próbach badania, ale też i fałszowania historii Zaolzia.
Pozostałe artykuły poświęcone są ukazaniu i wykazaniu - na wybranych
przykładach - istotnych cech trwałości kultury polskiej na Zaolziu, szczegół-

197

RECENZJE I OMÓWIENIA

nie w okresie ostatnich 50 lat. I tak, z jednej strony Daniel Kadłubiec dość
obszernie przedstawia historię i współczesny rozwój badań nad cieszyńską
kulturą ludową (ze szczególnym uwzględnieniem problematyki zaolziańskiej), z drugiej zaś Jan Szymik kreśli obraz tradycyjnych ludowych ob­
rzędów dorocznych Lachów Cieszyńskich. Niezwykle cenne poznawczo są
też końcowe opracowania poświęcone językowi. Najpierw Janina Raclavska
przedstawia szkic dziejów polszczyzny cieszyńskiej, a następnie Bożena Madecka zajmuje się bliżej scharakteryzowaniem zakresu funkcjonowania języ­
ka polskiego na Zaolziu (w świetle ankietowych badań socjolingwistycznych
przeprowadzonych w latach 1988-89).
Artykuły prezentowane przez wymienionych autorów są z jednej strony
syntezą wcześniejszych ustaleń (i ich częściową przynajmniej weryfikacją),
z drugiej zaś - próbą wzbogacenia ogólnego obrazu całości problemu o no­
we, znaczące elementy. I chociaż znaczenia tej interesującej pracy nie można
przeceniać - z naukowego punktu widzenia - to trzeba na pewno uznać jej
pionierski charakter i znaczne walory poznawcze, mimo fragmentaryczności
ujęcia niektórych ważnych zagadnień. Ale, co może jest jeszcze ważniejsze
- i tu wypada się zgodzić z Marianem G. Gerlichem piszącym w „Posłowiu"
- iż praca ta „mówi o ludziach, którzy są zanurzeni, mimo różnych wirów
historii, w polskości, a wyrazem ich tożsamości jest kultura i język". I właś­
nie fascynacja żywotnością języka i kultury Polaków zaolziańskich inspiro­
wała autorów do opracowania książki o Zaolziu w takim a nie innym
kształcie. Nie wykluczone zatem, że konkluzje tej pracy zainspirują dalsze
pożyteczne studia nad Zaolziem. Zadanie takie staje zapewne i przed Spo­
łecznym Centrum Badań Naukowych i Dokumentacji w Katowicach. Biorąc
pod uwagę kompetencje i predyspozycje zespołu związanego z tym Centrum,
jestem przekonany, że Ośrodek ten jest w stanie podjąć w niedługim czasie
szeroko zakrojone badania nad procesami trwania i przebudowy tożsamości
kulturowej nie tylko Zaolzia, ale całego Śląska, jako swoistego pogranicza
etnicznego.
Andrzej Stawarz

J. Ligęza, Dzieła, 1.1, Katowice 1991, ss. 176; t. I I , Katowice 1992,
ss. 126 + 96+152+lOnlb.
Podjęta ostatnio, a zbiegająca się z 20 rocznicą śmierci Autora, inicjatywa
opublikowania Dzieł Józefa Ligęzy (1910-1972) zasługuje na szczególną
uwagę nie tylko znawców czy miłośników kultury Śląska, ale także znacznej
części fotkorystów i etnografów.
Rozpoczęte właśnie przedsięwzięcie, zakrojone na pięć tomów, zaowo­
cowało już dwiema istotnymi pozycjami. Tom pierwszy, przygotowany

198

RECENZJE I OMÓWIENIA

wspólnie przez Dionizjusza Czubalę i Mariana G. Gerlicha, wypełniają bajki
zapisane przez J. Ligęzę, w latach 50-tych na Górnym Śląsku, a incydentalnie
także w Zagłębiu Dąbrowskim, Beskidzie Żywieckim czy w okolicach Czę­
stochowy. Publikacja została przygotowana na podstawie maszynopisów
opracowanych niegdyś przez J. Ligęzę. Według ustaleń D. Czubali, Autor
zapisów nie ujednolicał tekstów bajek stylistycznie, zachowując ich archaicz­
ny najczęściej charakter, a także dialektyzm, nieporadności stylistyczne i błę­
dy gramatyczne. Okazany szacunek dla autentyku niepomiernie podnosi
wartość prezentowanego zbioru bajek. Osobną i wcale niełatwą sprawą było
przygotowanie tego zbioru do druku. Sam Ligęza gromadząc latami teksty
nie segregował ich wedle gatunków. Z tego względu należy w pełni docenić
trud D. Czubali, który uporządkował zbiór zgodnie z systematyką bajek
Juliana Krzyżanowskiego, z dodatkowymi oznaczeniami według klasyfikaqi
międzynarodowej AT oraz niemieckiej. Dodatkowo D. Czubala zabezpieczył
się przed ewentualnym zarzutem subiektywnego wyboru motywu przewod­
niego bajek jako kryterium klasyfikacji, oznaczając wątpliwe czy dyskusyjne
klasyfikacje wątków stosownymi odsyłaczami.
Po odrzuceniu tekstów niekompletnych D. Czubala uwzględnił w 1.1
Dzieł J. Ligęzy 78 bajek w następującym układzie: 1) bajki zwierzęce
(poz. 1-11), 2) bajki magiczne (12-55), 3) bajki religijne - legendy (56-62),
4) bajki nowelistyczne - nowele (63-66), 5) bajki łańcuszkowe (67-69),
6) bajki ajtiologiczne (70), 7) bajki nie sklasyfikowane (71-78).
Nie przeceniając wartości zbioru, w którym wyraźnie dominują bajki
magiczne, trzeba zauważyć, iż sam fakt pierwodruku zbioru może mieć
istotne znaczenie zarówno dla pewnych uzupełnień w zakresie badań porów­
nawczych, jak i dopełnienia wiedzy o folklorze Górnego Śląska.
Innym istotnym walorem 1.1 Dzieła jest szkic M.G. Gerlicha poświęcony
biografii i osiągnięciom badawczym Józefa Ligęzy. Opracowanie M.G. Ger­
licha jest napisane w sposób obiektywny i wyważony, z należnym szacun­
kiem dla dorobku Autora, nie zawsze przecież docenianego, a w przypadku
kilku prac i cennych iniq'atyw badawczych - przemilczanego. Nie do końca
też chyba etnografowie polscy uświadamiali sobie do tej pory fakt, iż
J. Ligęza był jednym z pionierów badań nad społecznościami robotniczymi,
przystępując jako pierwszy do współczesnych prac tego typu na Górnym
Śląsku. Niemniej największe zasługi niewątpliwie poniósł on na polu badań
nad folklorem górniczym tego regionu. I z tego właśnie względu wydawcy
serii postanowili przypomnieć zainteresowanym ważniejsze prace Ligęzy
publikowane przed laty. Pomieszczono je w I I tomie Dzieł (przygotowanym
do druku przez M.G. Gerlicha) jako przedruki w następującej kolejności:
„Ludowa literatura górnicza" (pierwodruk 1958 г.), „Śladami tradycji"
(1968) oraz „Podania górnicze z Górnego Śląska" (1972).
Prace te, w dużej mierze pionierskie ze względów poznawczych, nie były
zbyt szeroko rozpowszechnione z uwagi na kształtujący się w PRL klimat
polityczny wokół sprawy Śląska.

RECENZJE I OMÓWIENIA

199

Udanie zapoczątkowana edycja Dzieł rodzi nadzieję na to, że bogata
spuścizna rękopiśmienna Józefa Ligęzy, wokół której narosło wiele niepo­
trzebnych nieporozumień, emocji czy mitów, ujrzy niebawem w całości
światło dzienne. Zapewne z wielkim pożytkiem dla etnografii i folklorystyki
polskiej.
Andrzej Stawarz

The Conservation of Culture: Folklorists and the Public Sector, Burt
Feintuch, (ed.), Lexington: The University Press of Kentucky, 1988, s. 288
Troska o zachowanie kultury (conservation of culturé), jej ciągłości
i zróżnicowania stanowi znaczący ruch we współczesnej rzeczywistości
amerykańskiej. Obejmuje on zarówno zachowanie (preservation) dziedzictwa
kulturowego lokalnej społeczności, jak i popularyzację poprzez publikację,
programy edukacyjne czy publiczne wydarzenia, przy udziale sił akade­
mickich i społecznych. Oznaką dbałości państwa o zachowanie folklife
(kultury, stylu życia i pracy danej społeczności lokalnej) stało się usta­
nowienie dekretem Kongresu z 1976 r. „American Folklife Center" za­
angażowanego w dokumentowanie i prezentowanie amerykańskiej wielokulturowości, przedstawianie modelowych projektów jej ochrony, pomoc
lokalnym agencjom kultury ludowej. Obecnie realizowanych jest w USA
ok. 40 stanowych programów zachowania folklife (pierwszy powstał w Penn­
sylvania w 1966 r.) w ponad 80% stanach, pobierających ok. 12% budżetu
sponsorujących ich agencji. Jedną z głównych wartości takich programów
są stawiane pytania, dotyczące stymulowania do refleksji nad miejscem
przeszłości w teraźniejszości, utrzymania lokalnych tożsamości w sytuacji
globalizacji kultury, przekształceń demokratycznych i pluralistycznych idei
społecznych w kwestie polityki kulturalnej. Zdaniem fińskiego folklorysty
L. Honko bowiem wiele współczesnych narodów rozwiniętych czerpie nowe
siły intelektualne z rodzimych kultur ludowych jako sposób przeciwdziałania
hegemonii kolonializmu, zachodniego komercjalizmu i mass mediów. Ze
zjawiskiem tym współistnieje równocześnie świadomość kontrowersji i po­
laryzacji wynikających z napięć pomiędzy narodem i społecznością lokalną,
społeczeństwem masowym i folklife.
Wielość problemów, możliwości działań instytucjonalnych i ich koor­
dynacji, a jednocześnie refleksje nad bogactwem tradycji i kultur lokalnych
stały się impulsem db zorganizowania przez B. Feintucha w Western Ken­
tucky University w 1985 r. konferencji pt. „Folklife and the Public Sector:
Assessment and Prognosis" (Życie ludowe a sektor publiczny: ocena i prog­
noza), której pokłosiem jest prezentowana edycja. Konferencja skupiła pra­
wie 100 folklorystów z terenu USA reprezentujących stanowe i lokalne rady

200

RECENZJE I OMÓWIENIA

sztuki, muzea, systemy szkolne, Bibliotekę Kongresu, uniwersytety, National
Endownment for the Arts, towarzystwa historyczne, centralne i lokalne
centra folklife, centralne agencje historycznego preservation, rady humanis­
tyczne, Smithsonian Institution. Zaprezentowane na niej 53 referaty skon­
centrowały się na roli folklorystów w zachowaniu kultury, a zwłaszcza na
zbadaniu stanu amerykańskiej folklorystyki sektora publicznego. Obecny
tom zawiera wybór 16 tekstów dających szerokie spektrum zagadnień: od
problematyki historycznej po współczesną, jak też reprezentujących wielość
perspektyw: od akademickich do praktycznych. Omawiana książka jest za­
tem obszernym głosem w dyskusji nad rolą w warunkach amerykańskich
folklorystyki zorientowanej praktycznie (w publicznym sektorze), jej po­
trzebami, problemami, konkretnymi osiągnięciami, sytuując się tym samym
opozycyjnie wobec badań akademickich opierających się głównie na doku­
mentowaniu i komentowaniu, a w tym kontekście szczególnie opozycyjnie
wobec przydatności fińskiej metody historyczno-geograficznej stwarzającej
fałszywy obraz folkloru amerykańskiego poprzez studiowanie przede wszyst­
kim zachowania w Ameryce form przeniesionych z Europy.
Aspekt historyczny zaangażowania instytucji państwowych w zachowa­
nie i dokumentowanie ekspresji kulturowych zagrożonych przez wielość
społecznych, ekonomicznych i politycznych presji prezentują eseje E. Brady
„The Bureau of American Ethnology: Folklore, Fieldwork, and the Federal
Government in the Late Nineteenth and Early Twentieth Centuries" (Biuro
amerykańskiej etnologii: folklor, badania terenowe i rząd federalny w końcu
XIX i początku X X stulecia) oraz J. Hirsch „Cultural Pluralism and Applied
Folklore: The New Deal Precedent" (Kulturowy pluralizm a folklor stoso­
wany: precedens okresu New Deal). E. Brady podkreśla zwłaszcza rolę Bu­
reau of American Ethnology (działającego od r. 1879), stanowiącego pierw­
szą amerykańską agencję rządową zaangażowaną w systematyczne zbieranie
i publikowanie materiałów etnograficznych (głównie z zakresu kultury ma­
terialnej) oraz jego zasadnicze znaczenie dla późniejszych programów sek­
tora publicznego, które oparte były już na innych celach i instytucjach.
Natomiast J. Hirsch przywołuje historię folklorystyki sektora publicznego
w okresie New Deal, stawiając tezę, iż stworzenie American Folklife Center
w znacznej mierze bazuje na wizjach folklorystów właśnie tego znaczącego
w dziejach Stanów Zjednoczonych AP okresu. Wśród idei z przeszłości
aktualnych obecnie dostrzega np. przeciwstawianie się wzrostowi standary­
zowanej kultury masowej, relacje między folklorem a współczesnością i po­
trzebą korzeni, folklorem, romantyzmem i nacjonalizmem, folklorem i plu­
ralizmem kulturowym, folklorem i prowincjonalizmem, kosmopolityzmem,
grupą, jednostką - sprawy te były bliskie centralnej problematyce badań
prowadzonych przez folklorystów okresu New Deal. Autor eksponuje rów­
nież prace prowadzone nad folklorem w ramach Federal Writers'Project
(FWP), którego przedstawiciele, opierając się na ideach R. Bourne'a
i H . Kallena o kulturowym pluralizmie, „międzynarodowej" Ameryce, jej

RECENZJE I OMÓWIENIA

201

federacji kultur, orędowali zwłaszcza za pluralizmem i egalitaryzmem warto­
ści poszczególnych grup kulturowych, etnicznych i rasowych. Byli oni zwo­
lennikami kulturowego relatywizmu, akcentując raczej pluralizm historycz­
nie uwarunkowanych kultur niż hierarchiczno-ewolucyjny schemat kultury
uniwersalnej, w której poszczególne grupy zajmowały niższe lub wyższe
szczeble. Wyznawali idee kultury jako siły integrującej oraz pojęcie akul­
turacji, tak charakterystyczne dla F. Boasa i R. Benedict, uznali oni istnienie
bogatych kultur lokalnych, które wyrosły z „American experience". Zda­
niem Hirscha, spuścizna tego nurtu badawczego to przede wteystkim okreś­
lony bagaż teoretyczny (nie tylko cała masa materiałów folklorystycznych)
dotyczący roli, jaką mogą odegrać folkloryści sektora publicznego w warun­
kach ustrojowych państwa demokratycznego. Zatem FWP i cała reforma
kulturalna New Deal miały istotne znaczenie dla powojennego ukształtowa­
nia się pluralistycznego obrazu kultury amerykańskiej - także dla widzenia
tej kultury jako zarówno różnorodności, jak i całości.
Obecne przesunięcie zainteresowań amerykańskich folklorystów w stronę
sektora publicznego stanowiło więc kontynuację tendencji, które zaznaczyły
się w okresie New Deal. Czymże zatem charakteryzuje się współczesna
amerykańska folklorystyka sektora publicznego - spróbujemy dostrzec jej
specyfikę w świetle dalszych esejów zawartych w „The Conservation of
Culture". Wiele cennych informacji i ustaleń wprowadza już referat pro­
gramowy A. Greena „A Keynote: Stitching Patchwork in Public" (Myśl
przewodnia: pozszywana pstrokacizna w sferze publicznej) omawiający kon­
cepcję publicznego sektora oraz rolę folklorystów w programach kultural­
nych wiążących estetyczną tradycję z narodową misją, wartości jednostkowe
kultury ludowej ze społecznymi obligacjami. Pojęcia „sektor publiczny",
„służba publiczna" kojarzą się zdaniem Greenea obecnie z nowymi znacze­
niami: zachowaniem zagrożonych form ekspresji, obroną praw mniejszości,
równością kulturową, poszukiwaniem łączości pomiędzy ochroną środowis­
ka, zachowaniem historii i etnograficzną dokumentacją. Folkloryści sektora
publicznego o jasno sprecyzowanym profilu zawodowym pojawili się w USA
niedawno, bo dopiero od 1981 г., a legislacyjnym zwycięstwem tak zorien­
towanej folklorystyki było ustanowienie w 1976 r. American Folklife Preser­
vation Act. Istotne stało się więc dostrzeżenie rangi czynności zbierackich
i komentarzowych oraz widzenia jednostkowych zjawisk kulturowych
w kontekście zachodzących aktualnie szerszych trendów społeczno-politycz­
nych, a nawet biurokratycznych. Kluczowymi elementami folklorystycznego
credo Greenea są: jednostkowość (particularity), zachowanie (preservation),
pluralizm. Zastanawia się on także zarówno nad kompetencjami folklorystów-praktyków, jak i trudnościami związanymi z ich pracą terenową. Otwar­
te pozostawia pytanie czy folkloryści tak zorientowani przyczyniają się do
utrwalenia „wielokolorowej" kultury narodowej czy też raczej do tendencji
separatystycznych w niej. Na specyfikę prac sektora publicznego folklorys­
tyki wpływa też, zdaniem autora, brak prostej definicji pojęcia „folk" - jest

202

RECENZJE I OMÓWIENIA

ono badzo szerokie, obejmuje wiele różnorodnych przejawów kultury lokal­
nej, niesie konotacje potęgi i marginalności, siły i słabości. W swoich dąże­
niach do uznania doniosłości działań folklorystów sektora publicznego prze­
ciwstawia się poglądowi, iż powinni oni jedynie przekazywać te stare, zmur­
szałe praktyki do muzeum, gdyż grupy lokalne chcą się wtopić w zunifiko­
waną społeczność. Jest to pogląd fałszywy, albowiem właśnie owa
różnorodność nadaje im niepowtarzalną tożsamość.
Analizę promocji kultury ludowej poprzez programowanie publiczne
na 3 konkretnych przykładach obejmujących bardzo zróżnicowane w cha­
rakterze kulturowym obszary: wieloetniczną (z ludnością zamieszkałą też
sezonowo) Florydę, stan Vermont (zamieszkały przez dwie osadnicze grupy:
autochtonów i ludność napływową z nizin), oraz również wieloetniczną
metropolię Baltimore przywołują szkice P.A. Bulger „Folklife Programs
in Florida: The Formative Years" (Programy „folklife" na Florydzie:
lata formatywne); J.C. Beck „Public Sector Folklore in Vermont" (Folklor
sektora publicznego w stanie Vermont) i E. Eff „Birth of a New Tradition:
A City Folklorist for Baltimore" (Narodziny nowej tradycji: foklorysta
miejski dla Baltimore). Eseje te łączą elementy analizy historycznej, opisowej
i komentarze osobiste w prezentowaniu ewolucji programowania „folklife"
na wybranych terenach. Stanowią też określoną sumę doświadczeń wy­
nikającą z realizacji konketnych programów, które przyniosły sukces oraz
perspektywy przyszłej działalności folklorystów sektora publicznego w zróż­
nicowanych etnicznie społecznościach. Specyficzne środowisko Florydy
zaakceptowało rolę folklorysty publicznego przede wszystkim w związku
z organizowanym tam (cyklicznie od lat 50-tych) i cieszącym się dużą
popularnością Florida Folk Festival, stanowiącym zdarzenie o znaczeniu
rytualnym, które nadawało sens estetycznym wyborom, odnawiało więzi
pokrewieństwa, umożliwiało publiczne ukazanie spopularyzowanej wersji
tradycyjnej ekspresji podbarwionej sentymentalnością. Właśnie festiwal ten
był katalizatorem programu „folklife". Zdaniem P.A. Bulger jej sukces
wiązał się nie tyle z wiedzą naukową, co z umiejętnością rozwiązywania
problemów praktycznych, prawnych i finansowych, przygotowania sen­
sownego programu i wywiązywania się z terminów narzuconych przez
kalendarze rządowe.
Inny charakter przybrała realizacja programu „folklife" w stanie Ver­
mont, która doprowadziła do ustanowienia w roku 1984 Vermont Folklife
Center (tego typu forma organizacyjna, bazowa dla działalności folklorystów
zmierzających do zachowania i propagowania kultur regionalnych, stanowi
najnowsze zjawisko w folklorystyce sektora publicznego). Jego celem stało
się zorganizowanie archiwum gromadzącego wszystkie materiały związane
z tradycyjnymi kulturami stanu Vermont: zbieranie, badanie, dokumentowa­
nie i interpretowanie tradycyjnych kultur społeczności zamieszkującej ten
stan oraz spożytkowanie materiałów archiwalnych do oddziaływania eduka­
cyjnego na szkoły i szerszą publiczność. Osiągnięcie tego sukcesu poprzedziły

RECENZJE I OMÓWIENIA

203

liczne prace rekonesansowe zmierzające do kulturowego „oswojenia" i roz­
poznania terenu, identyfikacji informatorów, twórców kultury, np. poprzez
obserwację głównego domu towarowego, miejsca gdzie spotykali się wszyscy
okoliczni mieszkańcy, poprzez prelekcje, wystawy, wywiady, działalność
edukacyjną w szkołach (lekcje o sztuce ludowej, wywiady z artystami ludo­
wymi, wystawy sztuki ludowej, konspekty i lekcje do przeprowadzenia przez
nauczycieli).
O działalności folklorysty sektora publicznego w warunkach wielkomiej­
skich traktuje szkic E. Eff. Baltimore było pierwszym miastem amerykańs­
kim, które ustanowiło w 1985 r. stanowisko miejskiego folklorysty, został
on podporządkowany nie lokalnym agencjom artystycznym, jak zdecydo­
wana większość folklorystów sektora publicznego, lecz urzędowi miejskiego
planowania i przebudowy. Program „folklife" wiązał się z wyeksponowa­
niem związku pomiędzy kulturą zamkniętych społeczności etnicznych
w obrębie metropolii Baltimore, a urbanistyczną transformacją miasta, np.
przebudowa North Avenue dokonała się z uwzględnieniem naturalnych
i historycznych więzów skupisk ludzkich na tym terenie. E. Eff wskazuje na
typowe metody pracy folklorysty w warunkach dużego miasta, tj. prze­
glądy, dokumentacje fotograficzne i video, nagrania dźwiękowe, dokument
fotograficzny historyczny, identyfikowanie i zbiór obiektów kultury (ar­
tifacts), formami zaś jego działalności są: wycieczki, festiwale, forum,
warsztaty, wystawy, kursy rzemiosła ludowego, audycje radiowe, publika­
cje. Program obecny realizowany przez autorkę dotyczy Bożonarodzenio­
wych ogródków z choinkami (,,Christmas gardening", wyprowadzone
z tradycji germańskiej), czyli konkretnie polega na nauce uprawiania tej
postaci sztuki ludowej.
Z form pracy folklorysty sektora publicznego zwłaszcza dwie poddane
zostały szczegółowemu oglądowi: stanowe wystawy sztuki ludowej:
R.T. Teske „State Folk Art Exhibitions: Review and Preview" (Stanowe
wystawy sztuki ludowej. Przegląd a prapremiera) oraz tzw. „żywe cele­
bracje" - living celebrations J. Santino, „The Tendency to Ritualize: The
Living Celebrations Series as a Model for Cultural Presentation and Va­
lidation" (Tendencja do rytualizowania: serie „żywych celebracji" jako
model dla kulturowej prezentacji i uprawomocnienia). Celem eseju
R.T. Teske stało się prześledzenie trendów rozwojowych stanowych wystaw
sztuki ludowej (zapoczątkowanych obchodami 200-lecia Ameryki), wśród
których ponad 100 zorganizowanych było przez folklorystów sektora pu­
blicznego dokumentujących regionalne, etniczne i zawodowe tradycje. Ewo­
lucja struktury tych wystaw przebiegała od koncentracji na formach sztuki
poszczególnych grup osadniczych do przesuwania organizacyjnego punktu
ciężkości ku elementom wspólnym, łączącym różne środowiska, różne et­
niczne, regionalne, zawodowe i religijne tradycje. Nacisk przesunął się
następnie z tych elementów sztuki ludowej, które łączą wielu przedstawicieli
różnych grup na artystę ludowego jako jednostkę pracującą w ramach

204

RECENZJE I OMÓWIENIA

tradycji cementującej określone środowisko społeczne. Stanowe wystawy
sztuki ludowej ujawiniły zatem przesunięcie badań folklorystycznych z do­
minującego nacisku na grupę i jej rolę w kształtowaniu i utrzymywaniu
tradycji w kierunku większego uwrażliwienia na umiejętności indywidu­
alnego artysty ludowego tworzącego i eksperymentującego w ramach stru­
ktur danej tradycji. Ujawniły również przesunięcie z wcześniejszego hi­
storycznego rozumienia sztuki ludowej w kierunku jej współczesnego poj­
mowania lub kompromisu pomiędzy jej rozumieniem z perspektywy historii
sztuki i folklorystyki. Wśród postulatów dotyczących korekt tego rodzaju
przyszłych prezentacji znalazła się konieczność wypracowania intelektualnie
uzasadnionej definicji sztuki ludowej, która pozwoliłaby na precyzyjną
identyfikację produktów sztuki kolektywnej i indywidualnej - zatem problem
otwarty nie tylko dla współczesnego środowiska amerykańskich wspólnot
kulturowych.
Na szczególną uwagę wśród nowych form pracy folklorysty sektora
publicznego zasługują zwłaszcza tzw. „żywe celebraq'e", transformacje pry­
watnego rytuału w zdarzenie, publiczne połączenie świata sztuki i rytuału,
odgrywanie przed oczami uczestników rytualnych scen z maksymalną mini­
malizacją podziału ról na wykonawców i publiczność. J. Santino przeprowa­
dza analizę tego sposobu zachowania i popularyzacji folklife w kontekście
zorganizowanej w 1982 r. w Smithsonian Institution wystawy pt. „Celebration: A World of Art and Ritual". Istota tych „żywych celebracji" jako
zjawiska kulturowego wiąże się z ideą organizowania w USA tzw. muzeów
„żywej historii", którego doskonałym przykładem może być chociażby Fort
Snelling zbudowany w latach 20-tych poprzedniego stulecia u zbiegu rzek
Mississippi i Minnesota dla ochrony ówczesnej północno-zachodniej granicy
Stanów Zjednoczonych Ameryki. Stanowi on klasyczną twierdzę obronną
z owych czasów, zarówno w swym wystroju zewnętrznym jak i wewnętrz­
nym. Urządzone w nim w istocie stereotypowe muzeum historyczne zostało
ożywione przez grupę występujących w nim aktorów w kostiumach z ówczes­
nej epoki, zachowujących się według ówczesnych norm, reprezentujących
ówczesną mentalność i odgrywających rytualne role, jakie pełnili w tym
forcie jego mieszkańcy w latach 20-tych XIX wieku. W ten sposób muzealna
prezentacja historii uzyskuje olbrzymią atrakcyjność, narzucając turystom
współuczestnictwo w niej.
Prezentowanie tradycyjnych świątecznych celebracji w sposób sformali­
zowany w warunkach muzeum (galerii) przybrało charakter rytuałów inten­
syfikowania grupowej jedności i tożsamości. Owe rytuały intensyfikacji miały
także pewne cechy obrzędów przejścia ze względu na rzeczywiste transfor­
mare postaw uczestniczących w nich osób: poprzez wymienność ról wyko­
nawców i publiczności, aż do pełnej integracji w części finalnej celebracji:
zatem od separacji poprzez liminalność, do ostatecznej agregacji. Jednakże
ta końcowa asymilacja odbywała się nie do dominującej kultury amerykań­
skiej, lecz do kultury mniejszościowej, etnicznej. Zdaniem autora, tego typu

RECENZJE I OMÓWIENIA

205

zrytualizowane serie „żywych celebracji" odgrywają bardzo dużą rolę w two­
rzeniu nowych symboli i rytuałów, mogą być interpretowane jako symbolicz­
ne procesy, które powstały w odpowiedzi na nowe społeczne sytuacje (imig­
racja, zmiana klasy społecznej, urbanizacja, itp.). Zjawiska te można również
interpretować w płaszczyznach symbolu i rytuału, jest to zatem działalność
symbolotwórcza, która powinna być rozpatrywana w kategoriach antropo­
logicznych i semiologicznych. Jednakże patrząc z innej perspektywy prak­
tyka ta jest niebezpieczna, albowiem wiąże się z upublicznianiem lokalnych
wierzeń, zmianą społecznego tła oraz z wielopoziomowym skomplikowaniem
tych wielokroć sakralnych wydarzeń.
Problemom metodologicznym i etycznym badaczy i działaczy sektora
publicznego w sferze folkloru zawodowego, transformacji kultury miejsca
pracy w prezentację publiczną poświęca swe refleksje R. McCarl „Occupational Folklife in the Public Sector: A Case Study" (Zawodowe „folklife"
w publicznym sektorze: studium konkretnego przypadku). Stara się on
wskazać na niesłuszność obiegowego sądu, iż folklor zawodowy ginie w ob­
liczu wzrastającej automatyzacji i komputeryzacji. Za kluczowy czynnik
w stworzeniu i utrzymaniu kultury zawodowej uznaje sposób produkcji,
który daje badaczom realistyczne podejście do zmieniających się zajęć oraz
form kulturowej ekspresji. Owa ekspresja grupy zawodowej przybierać może
bardzo wiele postaci: od żargonu do pełnych opowieści, od indywidualnych
zwyczajów do skomplikowanych rites de passage, od prostego rękodzieła do
złożonych technologicznie czynności. W pezentacji folkloru zawodowego
0 charakterze festiwalowym za najważniejsze uważa umiejętność przetłuma­
czenia zawiłości procesu wytwórczego w jego metaforyczne ekspresje, skon­
centrowanie się na prezentacji nie tyle samej wiedzy i doświadczeń zawodo­
wych, ile symboliki pracy (rzemiosła), zatem przesunięcie akcentu na meta­
foryczny opis rzeczywistych zachowań. Ten kierunek działania w upowszech­
nianiu folkloru zawodowego {occupationalfolklore) pozwala wyjść poza krąg
stereotypów i martwych eksponatów i ukazać tkwiących za nimi praw­
dziwych ludzi i ich kulturowy dynamizm.
Na relację między pracą na rzecz folklife a zachowaniem (preservation)
historii i środowiska naturalnego wskazują szkice: O.H. Loomis „Links
Between Historie Preservation and Folk Cultural Programs" (Związki po­
między zachowaniem historii a ludowymi programami kulturalnymi);
M.A. Williams „The Realm of the Tangible: A Folklorist's Role in Architec­
tural Documentation and Preservation" (Strefa tego co namacalne: rola
folklorysty w zachowaniu i dokumentacji architektury); M . Camitta „The
Folklorist and the Highway: Theoretical and Practical Implications of the
Vine Street Expressway Project" (Folklorysta a autostrada: teoretyczne
1 praktyczne implikacje programu budowy autostrady Vine Street) oraz
M . Hufford („Stalking the Native View: The Protection of Folklife in
Natural Habitats" (Zbliżanie się do poglądu autochtonicznego: ochrona
folklife w środowiskach przyrodniczych). Ruch zachowania historii w swej

206

RECENZJE I OMÓWIENIA

początkowej fazie dotyczył ochrony unikalnych struktur o znaczeniu
narodowo-historycznym. Obecnie folkloryści argumentują za utrzymaniem
nie tylko tych struktur, ale również ożywiającej ich ludzkiej tkanki. Istnieje
zatem zbieżność pomiędzy tymi dwiema początkowo całkowicie różnymi
perspektywami: zachowaniem historii a programami folklife. Zdaniem
O.H. Loomisa dialog folklorystów z historycznymi peservationists pozwala
wyraźnie artykułować wartość nieuchwytnych elementów kultury, które są
również historycznie istotne. Autor omawia też przykłady działań z zakresu
historie preservation, w których mogliby partycypować folkloryści, np.
przygotowanie narodowego rejestru starych budynków rolniczych w rejonie
Jacksonville (koncepqa przekształcenia go w muzeum żywej historii i miejsce
folklorystycznych prezentaq'i) czy program zachowania, udokumentowania
i zinterpretowania kompleksu architektonicznego budynków w Ybor City,
jednego z pierwszych kubańskich osiedli na Florydzie, ze znajdującą się tam
fabryką cygar, również jako miejsca na festiwale etniczne. Połączenie
wysiłków nad zachowaniem folklife i historycznego dziedzictwa regionu
służy jednemu celowi - ochronie kulturowej różnorodności amerykańskiego
społeczeństwa. Zadanie to ma tym istotniejsze znaczenie w świetle za­
chodzących przemian, których adwokatem stają się amerykańskie agendy
rządowe. Ich legislaq'e nie zawsze właściwie oceniają lokalne wartości, jak
np. w przypadku dezintegracyjnego, negatywnego wpływu budowy auto­
strady na społeczność jednej z dzielnic w Filadelfii. Studium folkloru
w środowisku, które zostało przeobrażone przez taką inwestycję - studium
etycznych, teoretycznych i praktycznych implikacji tej transformacji, przy­
wołuje właśnie praca M . Camitty. Stanowi ona jednocześnie głos-apel
0 przemyślenie konsekwencji podobnych programów urbanistycznych,
doprowadzających do uwiądu zastane społeczne i kulturowe struktury. Ów
głos wskazuje również na rolę folklorysty sektora publicznego i konieczność
przedkładania kulturowych preferencji nad ekonomiczną i społeczną uży­
teczność. W podobnym duchu kształtuje rolę folklorysty W.A. Williams
w odniesieniu do architektonicznej dokumentaqi i ochrony zabytków
przeszłości, które to działania powinny być elementem szerszego programu
zachowania folklife uwzględniającego kryterium typowości bądź niepo­
wtarzalności, indywidualności danego obiektu (utrzymanie równowagi
pomiędzy tymi elementami). Za najważniejsze w najbliższej przyszłości
w zachowywaniu zabytków architektury uważa określenie praw jednostek
1 społeczności w obliczu interwencyjnej natury działań dla utrwalenia
architektury, badanie sposobów zrozumienia wartości przypisywanych
obiektom architektonicznym oraz zdefiniowanie nowych kryteriów doku­
mentacyjnej adekwatności. Natomiast w świetle szkicu M . Hufforda folklife
należy postrzegać jako przedłużenie skarbnicy historycznej, archeologicznej
i przyrodniczej, czyli określenie jej relacji do zasobów historycznych
i naturalnych danego terenu. Konieczna jest zatem współpraca również
z ruchem ochrony środowiska.

RECENZJE I OMÓWIENIA

207

Jednym z centralnych aspektów działalności folklorysty sektora publicz­
nego jest świadomość jej interwencyjnego charakteru. Zwracają nań uwagę
zwłaszcza: S. Staub „Folklore and Authenticity: A Myopic Marriage in
Public Sector Programs" (Folklor a autentyczność: krótkowzroczne małżeń­
stwo w programach sektora publicznego); J. Haskell Speer „Unshared
Visions: Folklife and Politics in a Rural Community" (Odrębne wizje:
„folklife" i polityka w wiejskiej społeczności); D.E. Whisnant „Public
Sector Folklore as Intervention: Lessons from the Past, Prospects for the
Future" (Folklor sektora publicznego jako interwencja: lekcje z przeszłości,
perspektywy na przyszłość), którego konsekwencje mogą być bardzo
różnorodne: kształtowany obraz danej kultury poprzez realizację okeślonych programów badawczych może polegać na wiernym zachowaniu jej
rzeczywistych wartości lub np. na podporządkowaniu jej potrzebom roz­
maitych grup nacisku zewnętrznego, chociażby polityczno-ekonomicznego.
Inna kwestia to dokonywane wybory - zarówno konkretnych społeczności,
jak tych spośród ich kulturowych czynności, które należy prezentować
(priorytet muzyki, tańca, rzemiosła i sztuk dekoracyjnych z uwagi na ich
widowiskowość). Poprzez wybór (kogo i co prezentować) kształtowana jest
zatem publiczna świadomość zakresu folklife, często rozbieżna z akademic­
kim jego widzeniem. Według S. Stauba, folkloryści sektora publicznego,
wykształceni w uniwersytetach i pracujący w agendach rządowych powinni
służyć lokalnej społeczności, która nie jest zorientowana ani na gusta
akademickie, ani na biurokrację instytucji państwowych, powinni być
orędownikami kultury tej społeczności, transponować tradycyjne wartości
i praktyki na formy zrozumiałe dla szerokiego odbiorcy. Zasadniczą
bowiem rolą każdego publicznego programu folklorystycznego jest jego
oddziaływanie edukacyjne, jednym zaś z kluczowych pojęć staje się w tym
kontekście „autentyczność", pojmowana wszakże wieloznacznie: w ujęciu
uniwersyteckim jako spuścizna przeszłości, tradycja, w potocznym zaś
rozumieniu jako symboliczna konstrukcja obejmująca ciągłość i nieciągłość
kulturową. Używając terminu „autentyczność" folklorysta sektora publicz­
nego konotuje swój dystans wobec społeczności, których kulturę i folklife
określa tym mianem. Z punktu widzenia tej kategorii, artystów ludowych
można zatem podzielić na tradycyjnych (autentycznych) oraz tych, którzy
z pozycji środowiska bliskiego folklorysty zajmują się utrwalaniem tradycji
ludowych (zawodowych).
Na moralny aspekt interwencji kulturowej zwraca uwagę J. Haskell
Speer. Ingerencja w życie danej społeczności może prowokować wewnętrzne
konflikty społeczne, ujawniać złożoność etycznych napięć w obrębie badanej
społeczności, jej politycznych zaangażowań i etycznych wyborów, stwarza
często konieczność przezwyciężenia sprzeczności interesów publicznych
i prywatnych (np. pomiędzy dążnością do eiitaryzmu w działalności lo­
kalnych ośrodków kultury). Moralne dylematy towarzyszą i realizatorom
publicznym programów folklife: czy celem ich poczynań ma być głównie

208

RECENZJE I OMÓWIENIA

włączenie lokalnej społeczności w aktywne działanie na rzecz zachowania
swej tradycji, czy też raczej stworzenie materiałów o dużej wartości nauko­
wej, lecz o małej praktycznej użyteczności przez daneśrodowisko.
Zasadniczy problem wynikający z powyższych refleksji wiąże się więc
z podstawowymi pytaniami, które stawia D.E. Whisnant: jak interweniować
i z jakimi skutkami, w jakich okolicznościach historycznych, politycznych
i kulturowych, i w służbie jakich wartości i wizji społecznych; nawet najlepsze
bowiem intencje folklorysty sektora publicznego nie gwarantują pewnych
pozytywnych następstw jego interwencji w życie danej społeczności. W zwią­
zku z tym bardzo istotnym jego celem jest nie poddawanie się tendencji do
nadmiernego romantyzowania, lecz rozumienie, interpretowanie i wzmac­
nianie żywotnych i twórczych procesów kulturowej adaptacji i zmiany,
właściwe wartościowanie kulturowych preferencji w obliczu ekonomicznej
i społecznej rzeczywistości, a tym samym obrona pojęcia tradycji przed
ahistorycznym ujmowaniem i polityczną manipulacją (tu krytyka kursu
prawicowego, konserwatywnej władzy Reagana; wskazanie na konieczność
przyjęcia przez współczesnych folklorystów sektora publicznego bardziej
zdecydowanej postawy, wykroczenia poza liberalno-konserwatywną opcję
swych poprzedników).
Zachowanie folklife w warunkach postępujących procesów cywilizacyj­
nych, industrializacji środowisk wiejskich staje się obecnie problemem nie
tylko społeczeństwa amerykańskiego i wspólnot zachodnioeuropejskich
o wysokim stopniu rozwoju gospodarczego, lecz w coraz większym zakresie
obejmuje również społeczności krajów Europy Środkowej i Wschodniej.
Dlatego wydaje się, iż wartościowe i inspirujące doświadczenia amerykań­
skich folklorystów sektora publicznego można włączyć w ogólną dyskusję
dotyczącą form ochrony zróżnicowanych zjawisk współczesnej kultury śro­
dowisk wiejskich i zawodowych, a zwłaszcza dyskusję o folkloryzmie, które
to pojęcie notabene nie funkcjonuje w świadomości autorów prezentowa­
nych szkiców. Należałoby tu mówić o folklorze „żywym", lecz już z pewnoś­
cią w bardzo zredukowanych formach, folklorze „potencjalnym", żyjącym
jeszcze w świadomości starszego pokolenia autochtonów czy emigrantów,
folklorze „reanimowanym" na podstawie istniejących źródeł bądź praktyki
terenowej, jak też folklorze „nowym" tworzącym się pod wpływem zacho­
dzących zmian współcześnie (zob. Lubelska rozmowa o folkloryzmie, „Lite­
ratura Ludowa" nr 4/6: 1987, s. 73-103). Amerykańscy folkloryści sektora
publicznego (ukierunkowani głównie pragmatycznie), jakby tych istotnych
subtelności, nie tylko terminologicznych, nie dostrzegali, również pozo­
stających w tej sferze „grzechów" folkloryzmu (w ujęciu O. Sirovátki), spro­
wadzając swoje działania głównie do „reanimacji" i edukacji pro publico
bono, a więc „kultury prezentacyjnej", pozostawiając kwestię łączenia do­
świadczeń akademickich z praktyką terenową bardziej w sferze postulatów.
Anna Brzozowska-Krajka, Wiesław Krajka

RECENZJE I OMÓWIENIA

209

Vladimir Vaclik, Lidové Betlémy v Čechách a na Moravě, Praha 1988, wyd.
Vyšehrad, s. 127, ilustr.
W roku 1988 upłynęło blisko 80 lat od wydania pierwszej (i jedynej) pracy
o jednej z dziedzin czeskiej kultury ludowej, a mianowicie książki K. Procházky
„O betlémech" (O szopkach). W ciągu tego czasu wprawdzie bardzo wiele się
zmieniło w ludowym szopkarstwie, lecz nie zaniknęło ono zupełnie. Równocześ­
nie stan wiedzy na jego temat poszerzył się, wymagając opracowania nowej
syntezy zagadnienia. Naprzeciw istniejącym potrzebom wyszedł, zajmujący się
szczegółowo problematyką ludowych szopek, profesor Vladimir Vaclik, pracow­
nik naukowy w Trebechovicih. Po długoletnich badaniach wymagających
wielostronnych studiów, zgromadzenia ogromnego materiału faktograficznego,
szerokiej wiedzy o warstwach rzemieślniczych przygotował on opracowanie
zatytułowane Szopki ludowe w Czechach i na Morawach.
Przedmiotem rozprawy są szopki ludowe i artystyczne wykonywane przez
profesjonalistów w wielu regionach etnograficznych Czech i Moraw. Szopkarstwo ludowe rozwijało się na tych terenach od drugiej połowy X V I I I w.,
gdy pod wpływem prądów i reform Oświeceniowych z kręgu kultury elitarnej
szopki przeniknęły do ówczesnych mieszkań, stając się ich ozdobą w okresie
Bożego Narodzenia. Tym bowiem stały się sceny narodzenia Zbawiciela,
których liczne przykłady sięgają do naszej tradycji. Ich realizm opierający się
na obserwacji spraw codziennych w połączeniu z naiwną fantazją są przede
wszystkim dziełem twórców ludowych.
Bogato ilustrowana kolorowymi i czarno-białymi fotografiami książka
Vaclika składa się właściwie z 2 części, z których pierwsza poświęcona
została omówieniu ogólnych problemów związanych z szopkarstwem w jego
rozwoju historycznym i technicznym, druga natomiast zawiera analizę kon­
kretnych przykładów tej twórczości z poszczególnych regionów etnograficz­
nych Czech i Moraw.
Jak czytamy w części I , we wspomnieniach z dzieciństwa zachowaliśmy
obraz świąt Bożego Narodzenia, z zielonym drzewkiem, pod którym czekały
podarki, oraz życzenia spokoju i szczęścia składane domownikom.
Symbolem Bożego Narodzenia w Czechach, tak jak i w wielu innych
europejskich i zamorskich krajach jest zielone drzewko (choinka), bogato
przyozdobione. Nie zastanawiamy się nad tym, że pierwotnie było to tylko
drzewko, które dopiero z czasem przybierano jabłuszkami, orzechami, cu­
kierkami, własnoręcznie wykonanymi ozdobami, świeczkami, zimnymi og­
niami, a wraz z rozwojem techniki i elektrycznymi lampkami.
Na temat genezy zwyczaju stawiania drzewka bożonarodzeniowego jest
wiele teorii, z których autorowi najbliższe jest wyjaśnienie, że żywy świerk,
w dzień zimowego przesilenia, dzięki swej zieleni miał symbolizować zwycięsto życia nad śmiercią.
Jedna z pierwszych wzmianek o drzewku bożonarodzeniowym w Cze­
chach pochodzi z 1845 r. od Václava Krolmuse, który w Opowieściach

210

RECENZJE I OMÓWIENIA

staroczeskich pisze, że: w wieczór wigilijny w pomieszczeniach trzymali ludzie
świerczek lub jodełkę ubraną owocami, pieczywem i innymi smakołykami,
a wśród nich piernikami i rodzynkami. Drzewko zawieszone było szpicem do
ziemi. Krolmus słusznie zauważył, że strojenie bożonarodzeniowego drzewka
nie jest zwyczajem słowiańskim. Obecnie przeważa pogląd, iż przyszedł on
do Czech z Austrii lub Niemiec ok. 1815 r. Początkowo zagościł w domach
szlachty i bogatego mieszczaństwa dużych miast (Praha), w dalszej kolejności
przeniknął do miast mniejszych, aż w końcu trafił do wiejskich chat, przy
tym w niektórych regionach górskich dopiero w XX w. Wraz z rozpowszech­
nianiem się zwyczaju stawiania i strojenia drzewka bożonarodzeniowego
kurczyły się zasięgi występowania ludowych jasełek i szopek, które miały
znacznie starsze rodowody i tradycje na ziemiach Czeskich.
Obecnie nie jest możliwe prześledzenie genezy i rozwoju rozmaitych form
ludowych jasełek i szopek. Ważną sprawą jest natomiast ustalenie tego, gdzie
się pojawił zwyczaj wytwarzania i stawiania szopek, uzależniony od ist­
niejących potrzeb najszerszych warstw ludowych - przede wszystkim przez
rzemieślników i twórcow-chałupników. Następnie należy ukazać rozwój his­
toryczny tych form, jeśli stały się wzorem dla ludowego twórcy. Wreszcie
przeanalizować literaturę przedmiotu, czyli prace badaczy zajmujących się
historią jasełek, którzy koncentrują swoją uwagę nie tylko na szopkach, ale
i kontekście kulturowym bożonarodzeniowych zabaw, gier i misteriów w od­
ległej przeszłości. Przy tym należy dodać, że w okresie Bożego Narodzenia
w antycznym Rzymie obchodzono święta pogańskie, które zawierały wiele
elementów przypominających narodzenie Chrystusa. Niektóre z nich zostały
zaadoptowane i wykorzystane przez Chrześcijaństwo zanim jeszcze zrodził
się zwyczaj stawiania szopek.
Biblijna przypowieść o narodzeniu Chrystusa - tak jak ją przekazuje
Ewangelia i późniejsze apokryfy - była przedstawiana za pomocą trzech
głównych kompozycji postaci: dziecka leżącego w stajence między dwoma
zwierzętami lub dziecka na matczynych kolanach, dalej - kłaniających się
pasterzy i trzech mędrców ze wschodu, którzy przyszli pokłonić się nowona­
rodzonemu i przynieśli mu dary. Analiza tych zasadniczych kompozycji
postaci jest podstawą badań niektórych historyków śledzących genezę jasełek
i ich przemiany.
Jednym z układów postaci, który zachował się w jasełkach i szopkach do
naszych czasów, są trzej królowie. Malarze przedstawiali ich, aż do X I w.
w strojach, które świadczą o tym, że trzej królowie dostali się do społeczności
figurek jasełkowych najprawdopodobniej z terytorium ówczesnej Persji. Przy
tym interesujące jest, że nie zawsze było trzech króli, bywali i czterej, a są
przykłady występowania nawet 12 i 14 władców.
Mędrców kłaniających się małemu Jezuskowi przedstawiano najpierw
jako powabnych młodzieńców. Był to bez wątpienia wpływ antyku, gdzie
uważano, że starcy nie mogą sprawiać swymi podarunkami szczęścia dziec­
ku. Następnie trzej królowie byli przedstawiani jako mężczyźni w różnym

RECENZJE I OMÓWIENIA

211

wieku, a jeszcze później jako reprezentanci trzech ras ludzkich. Stara arysto­
kracja widziała w trzech mędrcach - królach uosobienie swojej potęgi i do­
stojeństwa, trudno więc było jej pogodzić się z faktem skojarzenia i ob­
razowania jej majestatu uosabianego przez czarną rasę. Z tego powodu, jak
twierdzą historycy, do grona trzech króli Mauretanin dostał się znacznie
później. Upłynęło blisko 1000 lat zanim mędrcy ze wschodu pozbyli się
perskich szat, zaczęli upodabniać swój ubiór do stroju szlachty i założyli
królewskie korony.
W najstarszych przedstawieniach sceny w Betlejem nie jest jeszcze
widoczna żadna stajnia ani jaskinia. Tylko dziecko zawinięte w chustę leży
między osłem a wołem, a dookoła Niego kłaniają się pasterze. Maria Panna
i święty Józef na tych obrazach nie byli obecni. Do całej sceny narodzenia
Chrystusa zostali dodani później. Równie interesujące jest przedstawienie
obu zwierząt. Jeszcze na długo przed tym zanim zostały wprowadzone do
sceny betlejemskiej w apokryficznej przypisywanej św. Mateuszowi Ewan­
gelii, widzimy je na rzeźbach sarkofagowych, leżące koło nowo narodzone­
go Chrystusa. Antyczny byk, który w czasach starożytnych na terenie
całego basenu Morza Śródziemnego był symbolem siły i płodności przemie­
nił się w lichego kastrata. Na podstawie analizy źródeł, jak zauważa Vaclik,
można stwierdzić, że oba zwierzęta dostały się do betlejemskiej scenerii nie
tylko dlatego, aby utrwalić twierdzenie, że Chrystus narodził się w stajni,
lecz żeby udokumentować pogląd, iż starzy, antyczni bogowie wzięli udział
w nowym obrządku oraz wyrazili posłuszeństwo i oddanie nowo narodzo­
nemu dziecku - Bogu.
W literaturze czeskiej i obcej poświęconej genezie jasełek często powtarza
się opinia, że autorem pierwszej z nich, jest św. Franciszek z Asyżu, który
z pomocą swoich przyjaciół - zwierząt, przedstawił ją przed Bożym Naro­
dzeniem 1223 r. w jaskini leśnej nieopodal Greccio w Umbrii. Był to żłób
z sianem, przy którym jak przy ołtarzu stały dwa żywe zwierzęta: osioł i wół.
Do tej pory nowo narodzony Jezus był malowany w ołtarzach i na obrazach
jako cesarz, otoczony przepychem i dobrobytem. Czyn św. Franciszka był
zatem oceniany jako bardzo nieobyczajny i sprzeczny z tradycją. Jednak
tajemnicza atmosfera tej chwili, fantazja i pewna powaga mistyczna sprawiły,
że misterium Franciszkańskie, będące jakby preobrazem jasełek, po śmierci
świętego zaczęto wystawiać w różnych klasztorach pod Jego wezwaniem.
Rozwój tych form, ściśle związany z początkiem i rozwojem tak zwanych
zabaw liturgicznych, możemy śledzić od połowy X V I w. aż do dnia dzisiej­
szego. Prawdą jest, że jasełka narodziły się na terenie kościoła, ale zanim to
nastąpiło, już w dobie gotyku ich elementy występowały w kościelnych
zabawach bożonarodzeniowych, chociaż nie można jeszcze mówić, że właś­
nie z nich wywodzą się późniejsze jasełka kościelne. Figury Jezusa, Marii
i św. Józefa były tu odtworzone z drewna, wosku, ale inne postacie grali żywi
ludzie. Później, w okresie baroku, te zabawy kościelne przemieniły się w ża­
kowskie, ówcześni studenci chodzili od domu do domu i kolędowali.

212

RECENZJE I OMÓWIENIA

Istnieje przypuszczenie, że Franciszkanie byli jedynie twórcami pomysłu
stawiania jasełek i szopek. Według źródeł, których Vaclik podaje liczne
przykłady, ich budowę w kościołach Czeskich i Morawskich rozpoczęli
Jezuici pod koniec X V I w., w okresie kontreformacji. Od ok. drugiej połowy
X V I I w. - oprócz kościołów - pojawiają się jasełka w majątkach prywat­
nych, na początku X V I I I w. obserwujemy rozszerzanie się zasięgu ich wy­
stępowania na siedziby drobnej szlachty, a od połowy X V I I I w. - także
w domach mieszczańskich.
Wykonywali je na zamówienie kościołów profesjonalni rzemieślnicy,
oraz poddani chłopi w dobrach prywatnych i kościelnych. Po 1780 г., na
skutek oświeceniowych reform józefińskich (Józefa II) m.in. w kościołach
zabroniono wystawiania jasełek jako zwyczaju nie stosownego w tym
miejscu. Przyczyną tych restrykcji był zaobserwowany fakt coraz większego
zagęszczenia w nich elementów świeckich, które bardziej oddziaływały
i przyciągały wiernych niż figury i obrazy świętych. Jasełka musiały więc
opuścić teren kościołów, ale nie zostały wymazane z pamięci ludu, który
w biblijnej opowieści narodzin Chrystusa w ubogiej stajni czerpał podniety
dla własnej wyobraźni i stwierdzania wielu analogii z osobistą sytuacją.
Rzemieślnicy i uzdolnieni chłopi, zgodnie ze swą fantazją, wrażliwością
estetyczną i umiejętnością patrzenia na otaczającą rzeczywistość zaczęli
tworzyć malowidła i figury ze scenami betlejemskimi i przechowywać je
w domach. Szopkarstwo ludowe stawało się dla wielu ludzi pasją i zajęciem
przez całe życie.
Autor, poświęcając oddzielny rozdział ludowym i profesjonalnym twór­
com szopek, pisze m.in., iż ich wyrób i stawianie jest przede wszystkim
wyrazem kultury ludowej małych miasteczek o rzemieślniczej tradycji, sta­
rych centrów przemysłowych (np. tekstylnych, obuwniczych itd.), zwłaszcza
tych, gdzie długo zachowała się kultura tradycyjna. Wiele miejscowości
szopkarskich w Czechach i na Morawach zamieszkiwała ludność etnicznie
zróżnicowana: Czesi, Polacy, Niemcy.
Analizując i szczegółowo charakteryzując figurki występujące w szop­
kach Vaclik stwierdza, że poza tymi, które przedstawiają podstawowy mo­
tyw akcji narodzin Chrystusa, wszystkie inne postacie rozwiązywane były
z ogromną fantazją oraz odzwierciedleniem lokalnych cech kultury danego
regionu, widocznych m.in. w stroju, charakterze gospodarki (np. pasterstwa)
czy wykonywanych zajęciach.
Na ziemiach Czech i Moraw występowała ogromna różnorodność typów
i konstrukcji szopek. Autor szczegółowo omawia te formy, zwracając szcze­
gólną uwagę na to czy są one stałe czy przenośne, skrzyniowe, malowane,
czy figurki są mechaniczne-obrotowe, czy przenoszone przez kolędników itd.
Wskazuje na ich genezę i cechy charakterystyczne. Oddzielnie Vaclik pisze
o tworzywie, z jakiego wykonywane były figury szopek. Przede wszystkim
stosowano w tym przypadku: papier, drewno, szkło, glinę, ciasto, cukier,
czekoladę. Za każdym razem zaznacza jego rodzime lub obce pochodzenie.

RECENZJE I OMÓWIENIA

213

Najbogaciej rozwijało się szopkarstwo ludowe na przełomie X I X i X X w.,
chociaż jego początki sięgają ostatnich lat X V I I I stulecia, uzyskując mno­
gość form i bardzo wysoki poziom artystyczny tej dziedziny sztuki ludowej.
Jedak w 1895 r. na praskiej wystawie sztuki ludowej nie ma o nich nawet
najmniejszej wzmianki. Tym większa więc zasługa ówczesnego muzeum kul­
tury ludowej w Pradze, które z inicjatywy Karla Procházky zaczęło w pierw­
szych latach naszego stulecia kompletować ludowe jasełka i szopki z całego
terenu Czech, Moraw, Śląska i Słowacji. Zbiory te w następnych latach
znakomicie rozrosły się w niezwykle cenną ekspozycję ludowych szopek,
którą znawcy uważają za jedną z największych i najcenniejszych w Europie.
Część I I pracy Vaclika poświęcona została omówieniu szopkarstwa
16 regionów etnograficznych Czech i Moraw na podstawie konkretnych
kolekcji. Każdy zbiór został opatrzony krótkim rysem historycznym, infor­
macjami o twórcach oraz charakterystyką szopki zawierającą m.in. opisy jej
konstrukcji, technicznych zasad budowy figurek, ich ubiorów i cech szcze­
gólnych, częstokroć będących wyrazem odrębności regionalnych i różnych
zajęć gospodarczych mieszkańców. Uzupełniają te dane liczne, znakomite
technicznie i artystycznie, w większości barwne ilustracje, krótki wykaz
literatury przedmiotu i indeks miejscowości, z których pochodzą eksponaty.
Ta niezwykle interesująca, oparta na szerokim materiale źródłowym
i pięknie graficznie wydana stricte naukowa praca posiada jeszcze jeden
bardzo rzadki walor, a mianowicie - język, którego forma zapewnia jej
szerokie kręgi czytelników nawet o odmiennych zainteresowaniach.
Mirosława Drozd-Piasecka

P. Salner a kolektiv, Taká bola Bratislava, Bratislava 1991, s. 199
Nakładem wydawnictwa Słowackiej Akademii Nauk „Veda" ukazała się
urocza książka popularnonaukowa o przedwojennej Bratysławie. Jej auto­
rzy, w tym trzech etnografów (V. Feglová, D. Luther i P. Salner), historyk
(V. Obuchová) oraz archiwistka (E. Mannová), opierając się głównie na
literaturze pamiętnikarskiej oraz współcześnie zapisanych relacjach 50 infor­
matorów, starali się odtworzyć obraz życia codziennego i odświętnego Braty­
sławy sprzed kilkudziesięciu lat.
W dwunastu rozdziałach ukazane zostały chyba wszystkie ważniejsze
przejawy aktywności społecznej, kulturalnej i towarzyskiej mieszkańców
Bratysławy od schyłku X I X w. aż po lata 30-te. Wiele form aktywności
bratysławian zaniknęło w okresie I I wojny światowej lub też niedługo po
1945 г. I może właśnie z tego powodu intencją redaktora i autorów było
stworzenie dzieła o niekoniecznie przesadnych ambicjach naukowych, świet­
nie natomiast wypełniającego zadanie ukazania młodemu pokoleniu miasta

RECENZJE I OMÓWIENIA

i jego tradycji w niedawnej przecież epoce ich rodziców czy dziadków. Nie
dziwi zatem bardzo osobisty stosunek autorów do rodzinnego i dla nich
miasta (wszyscy urodzili się po 1945 г.), a także dbałość o uchwycenie (na
podstawie relacji i wspomnień) klimatu, rytmu, swoistych smaków i zapa­
chów - specyficznego powabu Bratysławy. A że było to miasto o wielu
swoistych cechach niech świadczy fakt ukształtowania się ciekawej struktury
etnicznej. Przestrzeń i klimat miasta, cała niemal jego kultura, były w X I X
w. i początkach naszego stulecia kształtowane przez Niemców, Węgrów
i Słowaków oraz, w małym stopniu, Żydów. Jeszcze u schyłku X I X w.
przeważali Niemcy (do 60% ogółu ludności miasta), żartobliwie nazywani
tutaj „kraxelhuberi". Ale już około 1910 r. proporcje między Niemcami
i Węgrami wyrównały się (odpowiednio 42% i 40,5%). Słowacy stanowili
nadal mniejszość (do 15%), na pozostałe grupy (Żydzi, Czesi i in.) przypa­
dało mniej niż 2,5%. Proporcje te w dużej mierze odwróciły się po utworze­
niu Republiki Czechosłowackiej. W krótkim czasie zaczęli przeważać Słowa­
cy (40-42%), na niekorzyść Niemców, a głównie Węgrów.
Bratysława lat międzywojennych, to - w pamięci indagowanych przez
etnografów informatorów oraz przedwojennych pamiętnikarzy - miasto
licznych winiarni, kawiarni, restauracji, także piwiarni. Miasto miało sto­
sunkowo niewielką grupę bogatych przedsiębiorców (ze słynnym Batą na
czele), a przede wszystkim dość zamożną i ruchliwą klasę średnią (kupcy,
rzemieślnicy, drobni producenci, właściciele winnic) oraz warstwę urzę­
dniczą. Było ponadto ośrodkiem uniwersyteckim o poważnych tradycjach.
Wpływy kultury niemieckiej były tutaj wszechobecne, odnosiło się to także
do sfery rozrywki i życia towarzyskiego. Bardzo liczne winiarnie czy ka­
wiarnie, a także pięknie usytuowane restauracje, stanowiły prawdziwe oś­
rodki spotkań wielu bratysławian, czy to w kręgach przyjaciół i dobrych
znajomych, czy też miejscowej bohemy. Okazją do ciągłych spotkań i biesiad
był nie tylko czas wypoczynku sobotnio-niedzielnego, ale także liczne
ceremonie i święta miejskie.
Bodaj najbardziej demokratycznym miejscem towarzyskich zebrań były
wewnętrzne podwórka domostw właścicieli winnic. Wspólne picie wina „pod
viechou" było powszechne. Takich „lokali" istniało w Bratysławie końca lat
30-tych już ponad 800 - przy 35 ulicach! „Pod viechou" spotykali się ludzie
wszystkich narodowości i wielu zawodów. Przy winie zacierały się podziały
społeczne, różnice polityczne, etniczne. To były miejsca integracji społecznej
o niebagatelnym znaczeniu. Ale do czasu. Wszystko upadło z nastaniem ery
niemieckiego faszyzmu: wszak właścicielami ogromnej większości winnic byli
przed wojną... Niemcy. To tylko jeden z charakterystycznych rysów ówczes­
nej rzeczywistości życia społecznego i kulturalnego Bratysławy. Innym była
niezwykła wręcz akywność publiczna mieszkańców skupionych w ponad
600 różnego rodzaju stowarzyszeniach: oświatowych, kulturalnych, społecz­
no-politycznych, charytatywnych, kombatanckich, zawodowych i in. Wiele
stowarzyszeń miało swoje doroczne uroczystości, jubileusze, święta. Wszyst-

RECENZJE I OMÓWIENIA

215

ko to dodawało miastu blasku i koloru. A trzeba jeszcze wspomnieć chociaż­
by o wspaniałym Dunaju, który i tutaj - podobnie jak w pobliskim Wiedniu
(dokąd jeździło się po prostu „električkou") czy Budapeszcie - spełniał
rozliczne funkcje. Autorzy nie pominęli także tematu osobliwych postaci,
typów i fizjonomii, z typowym dla Bratysławy Schóner Náci na czele.
Miniona rzeczywistość, może nieco idealizowana przez wielu wspomina­
jących tamte czasy, miała też swoje niedostatki, a także cienie życia społecz­
nego. Nie zapomnieli o tym autorzy pisząc rzetelnie o dzielnicach lumpenproletariatu i biedoty, pladze prostytutek czy żebraków. W ten sposób obraz
przedwojennego życia bratysławian stał się pełniejszy, bliższy obiektywnej
prawdzie.
Na koniec kilka uwag o szacie edytorskiej, która zwraca uwagę niezwykłą
starannością i dbałością o dobór interesujących (w tym wielu kolorowych)
ilustracji. Co ciekawe, obok licznych fotografii znalazły się też reprodukcje
ogłoszeń i reklam prasowych, co wydatnie podniosło atrakcyjność publikacji.
Praktycznie, jak do tej pory, jest to jedyne opracowanie tego typu w naszej
części Europy. I co jest jeszcze ważne, autorzy daleko wykroczyli poza
problematykę kultury środowisk robotniczych, dotychczas dominującą
w czecho-słowackiej (a także i polskiej) etnografii miasta. Z tego punktu
widzenia należy dostrzec istotne walory omawianej pozycji, trudnej do prze­
cenienia jeżeli chodzi o możliwości inspirowania następnych tego rodzaju
badań i studiów, także w Polsce.
Andrzej Stawarz

Svod etnografičeskich ponjaüj i terminov. Ětnografija i smežnye discipliny.
Etnografičeskie subdyscypliny. Školy i napravlenija. Metody, Moskva 1988,
ss. 223
Pozycję tę, będącą rezultatem współpracy etnografów radzieckich i nie­
mieckich (b. NRD) warto chyba przypomnieć w momencie przelewającej się
właśnie przez środowisko polskich etnografów kolejnej fali dyskusji o nazwie
dyscypliny. Jest to druga część z serii pod nazwą: „Svod etnografičeskich
ponjatij i terminov". Pierwsza ukazała się w 1986 r. i nosiła tytuł: Socjal'no-ekonomičeskie otnošenija i socionormativnaja kul'tura.
Zestaw prezentowanych haseł ma przede wszystkim służyć ukazaniu
związków etnografii z innymi dziedzinami nauki, dyscyplinami wiedzy. Stąd
m.in. hasła: paleoetnografia, etnografia historyczna, etnografia etniczna,
etnogeografia, etnozoologia, demografia etniczna, etnografia agrarna, ekologia
etniczna, etnografia normatywna, etnoarcheologja itp. Nie zabrakło, rzecz jasna,
rozważań o takich podstawowych pojęciach, jak: Etnografia, Etnologia,
Volkskunde, Vólkerkunde, Folklorystyka, Antropologia kulturowa i społeczna

216

RECENZJE I OMÓWIENIA

i in. W sumie w części poświęconej związkom etnografii z innymi dyscyplinami
oraz subdyscyplinom etnograficznym znalazło się 35 haseł. Omówienie po­
szczególnych terminów wzbogacono informacjami o najważniejszych pozycjach
bibliograficznych.
Druga część książki poświęcona jest przeglądowi głównych kierunków
i szkół etnograficznych. Przegląd rozpoczyna się od radzieckiej szkoły etno­
graficznej i szkoły mitologicznej. Nie pominięto żadnego z klasycznych już
dziś kierunków, poświęcając też nieco miejsca prądom mniej znanym, mniej
popularnym w nauce światowej, które nie zdobyły tak powszechnego uzna­
nia, jak ewoluq'onizm, funkqonalizm czy strukturalizm, dyfuzjonizm, szkoła
kulturowo-historyczna i in. Myślę tu m.in. o freudyzmie i neofreudyzmie,
antropologii działania (action athropology, antropología dejstvija), teorii
holokulturalizmu (holocultural theory) i in. Wśród haseł zwracają uwagę
omówienia etnografii narodowych: radzieckiej, francuskiej, holenderskiej
(szkoła amsterdamska i lejdeńska), fińskiej, szwedzkiej i chińskiej, stanowią­
cych - jak można przypuszczać - przykład wypracowania oryginalnych
metod badawczych i zastosowania ich w badaniach naukowych, najczęściej
dla ściśle określonych celów (zwłaszcza praktycznych - widać to wyraźnie
na przykładzie szkoły chińskiej i holenderskiej). W tej części znalazło się
39 haseł charakteryzujących ważniejsze kierunki i szkoły etnograficzne.
Można się jednak zastanawiać nad kryteriami doboru niektórych przy­
kładów, zwłaszcza dla prezentacji szkół narodowych. Czyżby etnografowie
i etnolodzy innych krajów (poza wspomnianymi) ograniczyli się tylko do
naśladownictwa? Czyżby nie wnieśli niczego nowego, oryginalnego do skarb­
nicy ogólnoświatowej wiedzy etnologicznej? W tym miejscu można by
się także oddać rozważaniom nad - podnoszonymi nie tylko w naszym
środowisku - kwestiami centrum i peryferii nauki, a zarazem zastanowić
głęboko nad dorobkiem polskiej etnografii, etnologii, antropologii kul­
turowej oraz reprezentujących te dyscypliny (subdyscypliny?) ośrodków.
Myślę, że trwająca obecnie dyskusja prędzej czy później zmusi nas do
gruntownego rachunku sumienia, podsumowania dotychczasowych osią­
gnięć. Jestem przekonana, że nie mamy się czego wstydzić ani przed
Zachodem, ani przed Wschodem. Dla wszystkich możemy być partnerami
w dyskusji, w długofalowej współpracy badawczej, w wymianie publikacji.
Nie należymy do bogatych krajów świata i większość ośrodków badawczych
funkq'onuje na skromnym poziomie ekonomicznym. Naszym bogactwem
jest natomiast spora grupa naukowców o głębokiej wiedzy, nieprzeciętnych
zdolnościach i pracowitości, umiejętności oryginalnego i twórczego myślenia,
o dorobku, którego nie powstydziłby się żaden uczony z wielkich - cen­
tralnych ośrodków naukowych.
Ostatnia część pracy ma być w zamyśle poświęcona prezentacji metod
etnograficznych. Część zamieszczonych tu haseł (wywiad, obserwacja, an­
kieta, kwestionariusz itp.) ukazuje jednak bardziej techniki badawcze. Wy­
daje mi się również, że i tu autorzy nie zastosowali jednolitych kryteriów

RECENZJE I OMÓWIENIA

217

doboru haseł. Omówili bowiem zaledwie cztery metody (funkcjonalno-strukturalną, porównawczo-historyczną, typologiczną i analizę składnikową),
włączając omówienie pozostałych do haseł, których zadaniem jest prezenta­
cja kierunku lub szkoły.
Te drobne, kosmetyczno-kompozycyjne usterki nie obniżają jednak zna­
cząco ogromnych walorów książki - podręcznika, encyklopedii, zestawu
haseł, który - moim zdaniem - powinien znaleźć się na półce każdej podręcz­
nej biblioteki etnologicznej i w spisie podstawowych lektur etnografów,
etnologów, antropologów (każdy znajdzie tu z pewnością wiele podstawo­
wych informacji ukazujących w sumie dorobek i interesujące dzieje naszej
dyscypliny).
Iwona Kabzińska-Stawarz

„Ethnologia Europae Centralis. Časopis pro národopis střední, východní
a jihovýchodní Evropy", Nr 1: 1992, ss. 93
Zła sytuacja ekonomiczna, brak sponsorów i dotacji nie przeszkodziły
grupie czeskich i słowackich etnologów w wydaniu pierwszego numeru
nowego czasopisma poświęconego - najogólniej mówiąc - etnologii Europy
środkowej, wschodniej i południowo-wschodniej. Zamiarem członków Ko­
mitetu Redakcyjnego, wśród których znajdują się znane dobrze m.in.
w Polsce nazwiska Václava Froleca (redaktor naczelny), Josefa Vařeki, Jany
Volfovej, Bohuslava Beneša, Jána Botíka i in. - jest publikacja studiów
i artykułów ukazujących procesy etnokulturowe i zmiany zachodzące w wa­
runkach i sposobie życia ludności zamieszkującej wymienione obszary Euro­
py. Redakcja zachęca ponadto do współpracy, dyskusji i rozważań nad
zagadnieniami teorii, metodologii i szeroko rozumianej problematyki an­
tropologicznej.
Jak wyjaśniono we Wstępie, impulsem do wydania „Ethnologia Europae
Centralis" było poczucie konieczności naukowej integracji krajów Europy
należących do byłego „bloku wschodniego" z resztą naszego kontynentu.
Nie chodzi przy tym o zwykłą fuzję i naśladownictwo, lecz o lepsze wyko­
rzystanie teoretycznych i metodologicznych osiągnięć etnologii europejskiej,
a także amerykańskiej antropologii kulturowej, przy jednoczesnym zachowa­
niu własnego, narodowego charakteru dyscypliny i dotychczasowych tradycji
badawczych. Współczesny obraz etnologii europejskiej jest złożony i bogaty.
Etnologia byłych krajów socjalistycznych zajmuje w nim miejsce szczególne.
Mimo pewnego skażenia ideologią, ma ona przecież niekwestionowane
osiągnięcia i wyraźną specyfikę.
„Ethnologia Europae Centralis" ukazuje się w okresie burzliwych prze­
mian zachodzących na naszym kontynencie i nowych prób samookreślenia

218

RECENZJE I OMÓWIENIA

się, nie pozostających bez wpływu na kulturę poszczególnych narodów
(w tym także - na kulturę ludową). Istnieje dziś pilna konieczność wyjścia
poza dotychczasowe obszary eksploraq'i, poszukiwania nowych metod
pracy, przede wszystkim jednak - zaakcentowania obecności i roli etnologów
w badaniu współcześnie występujących procesów. Etnolog nie może pozos­
tać obojętny wobec takich zjawisk jak: budzenie się świadomości odrębności
etnicznej, określanie własnej tożsamości kulturowej, etnicznej, powstawanie
regionów i in. Redaktorzy przyznają, iż procesy narodowościowe nie były
dotychczas wnikliwie badane przez etnologów w naszej części Europy.
Koncentrowano się też raczej na szukaniu podobieństw, tego co wspólne
w kulturze poszczególnych państw i grup dowodząc, iż nastąpiła niemal
całkowita unifikacja wzorów i integracja kulturowa, gdy tymczasem - co
widzimy wyraźnie - pod przykrywką owej rzekomej unifikaqi toczył się
proces utrwalania cech specyficznych dla kultury np. określonej grupy
etnograficznej.
Temu co wspólne i co odmienne w kulturze Europy, jej korzeniom, roli
niektórych obszarów o szczególnym znaczeniu dla współczesnego obrazu
kultury europejskiej (m.in. Karpaty, Bałkany), zmianom mentalności doko­
nującym się pod wpływem określonych wydarzeń historycznych i poszukiwa­
niom własnej tożsamości, inspirującym nowy humanizm, poświęcony jest
artykuł Václava Froleca pt. „Przestrzeń kulturowa Europy środkowej i połu­
dniowo-wschodniej. Sfera kultury ludowej".
Soňa Švecová natomiast ukazuje na przykładzie Słowacji jakże dziś
aktualny problem istnienia grup etnograficznych i kształtowania się regio­
nów, dowodząc iż mimo silnych, odgórnych dążeń unifikacyjnych grupy te
zachowały wyraźną odrębność kulturową (artykuł ilustrowany jest dwoma
mapkami).
Kolejny artykuł (Josefa Vařeki i Aleny Plessingerovej) jest próbą okreś­
lenia kierunków, rezultatów i celów badań tradycyjnego budownictwa wiej­
skiego w Czechach. Autorzy podkreślają m.in. konieczność zastosowania
semiotyki do badania budownictwa, które jest nie tylko obiektem tzw.
kultury materialnej lecz także swoistym centrum kulturowym, nadto - zja­
wiskiem ekonomiczno-społecznym.
Zmiany w czeskiej obrzędowości weselnej i różne warianty wesela, roz­
patrywane w dwóch planach: znaczeniowym i ekspresyjnym, są natomiast
tematem artykułu Václava Froleca. Integralną część tekstu stanowią foto­
grafie pochodzące z 1980 i 1986 г., które dokumentują ciągłość i aktualność
pewnych tradycji, widocznych m.in. w stroju i obrzędach.
Podstawowe problemy czeskiej etnografii: wypracowania nowych teorii
i ich zastosowania do systematycznych badań tradycyjnej kultury ludowej
rozważa Jan Souček. Wskazuje on niektóre dziedziny kultury, takie jak:
muzyka, pieśni i szeroko rozumiany folklor, gdzie tradyq'e ludowe zachowa­
ne są do dziś. Ich przekaz a zarazem utrwalanie następuje m.in. poprzez
rozmaite festiwale folkloru i ruch amatorski na wsi. Zastanawiając się nad

RECENZJE I OMÓWIENIA

219

przyczynami długotrwałego kryzysu w etnografii czeskiej i słowackiej autor
nie wini wyłącznie sytuacji politycznej lat 1948-1989, lecz twierdzi, iż przy­
czyny te tkwią w konkretnych ludziach i mają czysto subiektywną naturę.
Jin Langer zastanawia się natomiast nad nowymi koncepcjami i moż­
liwościami organizacji skansenów, które znalazły się obecnie na rozdrożu.
W pierwszym numerze „Ethnologia Europae Centralis" zamieszczono
ponadto wspomnienia o dwóch znaczących dla etnografii postaciach: An­
tonina Václavíka i Petra Bogatyreva. Odrębny dział stanowią Recenzje,
omawiające najnowsze osiągnięcia wydawnicze etnografii czeskiej, słowackiej
i węgierskiej.
Miejmy nadzieję, że - zgodnie z zamierzeniem twórców pisma - „Ethno­
logia Europae Centralis" stanie się platformą wymiany myśli, doświadczeń
i obserwacji oraz naukowej dyskusji i miejscem integracji etnologów europej­
skich, a także tytułem, po który sięgać się będzie równie chętnie, jak po
czasopisma mające już ugruntowaną pozycję w świecie etnologicznym.
W imieniu własnym i Redakcji „Etnografii Polskiej" życzę twórcom i współ­
pracownikom nowego pisma, by ich marzenia spełniły się i by wprowadziło
ono nowe, ożywcze prądy do etnologii europejskiej.
Iwona Kabzińska-Stawarz

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.