Drogi w zaświaty. Materiały do eschatologii Azteków / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2

Item

Title
Drogi w zaświaty. Materiały do eschatologii Azteków / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.109-114
Creator
Tomicki, Ryszard
Date
1986
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:3047
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3251
Text
Ryszard Tomicki

D R O G I W Z A Ś W I A T Y . MATERIAŁY D O E S C H A T O L O G I I

M n i e j więcej w polowie X V I w i e k u , kiedy cywilizacja zatecka

AZTEKÓW

ocenić, porównując jej w a l o r y poznawcze n a przykład z relacjami

w przyśpieszonym tempie niknęła z powierzchni ziemi, w skoloni­

XVIII

z o w a n y m przez Hiszpanię M e k s y k u doszło do prawdziwej erupcji

stanowiącymi główną podstawę źródłową etnologii we wczesnej

zainteresowań

fazie j e j r o z w o j u , a nawet z materiałami dostarczanymi przez

dziejami i kulturą

niedawno p o d b i t y c h społe­

czeństw indiańskich. Zjawisko t o , owocujące nadzwyczaj
piśmiennictwem

o charakterze

etnohistoryeznym,

bogatym

miało

podróżników, kupców i misjonarzy,

etnografów jeszcze w pierwszych dekadach X X stulecia.

dwa

zasadnicze źródła. P i e r w s z y m było dążenie przybywających zza

i XIX-wiecznych

Znaczenie

zapisów zgromadzonych

w X V I w i e k u w środ­

k o w y m M e k s y k u jest wszakże daleko większe niż t o b y mogło

oceanu misjonarzy i urzędników k o l o n i a l n y c h — głównie zaś t y c h

wynikać

pierwszych, dość długo rekrutujących się wy łącznie z zakonu

dzięki n i m istnieje dziś możliwość nieomal bezpośredniego do­

z

jakiegokolwiek

porównania,

albowiem

wyłącznie

franciszkanów — do możliwie wszechstronnego poznania i „oswo­

tarcia do w i e l u sfer k u l t u r y nahuatlańskiej, których nie sposób

j e n i a " Nowego Świata. D r u g i m źródłem było narastające z czasem

byłoby zrekonstruować a n i n a podstawie zabytków archeologicz­

dążenie e l i t indiańskich do zachowania, u t r w a l e n i a , a w końcu

n y c h , a n i w oparciu o obserwacje

także do zaprezentowania

n o w y m wladeom k r a j u zarówno od­

ległej h i s t o r i i swoich narodów, j a k też p o p r o s t u własnych praw­
do ziemi i władzy.
J a k k o l w i e k p o w o d y i cele zainteresowania dziedzictwem k u l ­
t u r o w y m I n d i a n były u obu tycłi g r u p rozbieżne, fenomen nowohiszpańskiego

1

pieśmiennictwa etnohistorycznego

pojawić się

mógł wyłącznie w w y n i k u interferencji różnych dążeń i w w a r u n ­
kach daleko posuniętej współpracy hiszpańsko-indiańskiej. Bez
tego t r u d n o wyobrazić sobie powstanie relacji i k r o n i k spisywa­
n y c h przez I n d i a n w r o d z i m y m języku, ale p r z y użyciu alfabetu
łacińskiego, czy też w i e l u dziel stworzonych przez Hiszpanów,
lecz o p a r t y c h n i e m a l całkowicie na materiałach (przekazach ust­
n y c h , rękopiśmienniczyeh relacjach w języku n a h u a t l , p i k t o graficznych księgach) u z y s k a n y c h o d I n d i a n .
Jest rzeczą ogólnie wiadomą, że epoka w i e l k i c h odkryć geo­
graficznych i początków k o l o n i a l n e j ekspansji E u r o p y dostarczyła
przesłanek do r o z w o j u etnologii. Wówczas to właśnie powstawać
zaczęły dzieła, których autorzy u z n a w a n i są dzisiaj za prekurso­
rów tej dziedziny wiedzy. Jednakże nigdzie c h y b a poza Meksy­
k i e m — a szczególnie M e k s y k i e m środkowym, gdzie znajdowały
się centra c y w i l i z a c j i azteckiej — t u b y l c y nie m i e l i równie wiel­
kiego udziału w t w o r z e n i u tego, co obecnie nazw ać można k o r ­

Hiszpanów.

Jedną z t a k i c h dziedzin jest eschatologia. W przeciwieństwie
do genezy ludów środkowego M e k s y k u , i c h m i g r a c j i , dziejów
wojen, genealogii rodów, r o z w o j u s t r u k t u r p o l i t y c z n y c h , prawo­
dawstwa,

różnorodnych

sztuk i t p . , „pogańskie"

wyobrażenia

0 zaświatach i pośmiertnych losach dusz l u d z k i c h nie były tema­
t e m specjalnie a t r a k c y j n y m dla samodzielnie sięgających p o pióro
I n d i a n . N i e znaczy t o , b y umyślnie p o m i j a n o tę problematykę
1 oczyszczano opisy wydarzeń h i s t o r y c z n y c h l u b życia codziennego
z wszelkich odniesień do eschatologii. Przeciwnie, każda n i e m a l
z większych relacji czy k r o n i k indiańskich zawiera jakieś infor­
macje

dotyczące „tamtego świata" i pozaziemskich

sposobów

istnienia. Cywilizacja aztecka z b y t silnie powiązała archaiczną
ideę życia dzięki śmierci z a k t e m i n d y w i d u a l n e g o umierania —
zwłaszcza na p o l u w a l k i l u b w charakterze o f i a r y

składanej

bogom — aby mogło być inaczej. W o l n o wszelako sądzić, że te
wszystkie

drobne informacje rozproszone po różnych tekstach,

często metaforyczne

albo po p r o s t u wieloznaczne

z uwagi n a

k o n t e k s t w j a k i m występują, nie byłyby w stanie zastąpić naj­
ogólniejszego choćby, lecz w miarę całościowego opisu azteckiej
eschatologii, w ramach którego one same zyskiwałyby właściwy
w y m i a r i sens.

T

pusem

Nigdzie też k o r p u s ów nie

Jeżeli dła indiańskich neofitów — ze zrozumiałych powodów

zaczął powstawać t a k wcześnie i nie objął t a k szerokiego zakresu

źródeł etnohistorycznych.

—- religia i c h ojców i dziadów nie stanowiła p r z e d m i o t u godnego

rzeczywistości spoleczno-kulturowej.

jakiejś szczególnej u w a g i , t o w p r z y p a d k u misjonarzy musiało

2

Było t o niewątpliwą zasługą misjonarzy

franciszkańskich.

Owładnięci utopijną wizją idealnego państwa, nominalnie podpo­

być

akurat

odwrotnie.

Przyśpieszona

chrystianizacja,

którą

franciszkanie zapoczątkowali w 1524 r o k u , kierowała się prostą

rządkowanego K o r o n i e hiszpańskiej, faktycznie zaś rządzonego

zasadą: „ a b y móc zniszczyć wroga, trzeba go poznać". Głównego

przez następców Biedaczyny z Asyżu i oddanych i m potomków

wroga, D i a b l a , misjonarze znali doskonale i bezpośrednio przeciw

dawnej szlachty azteckiej, nie t y l k o wykształcili o n i szybko sto­

n i e m u skierowane było niszczenie miejsc k u l t u indiańskich bogów,

sunkowo liczną grupę młodzieży indiańskiej, czyniąc z niej swych

wznoszenie krzyży, umieszczanie w d a w n y c h świątyniach wize­

pomocników, informatorów i potencjalnych autorów" różnego ro­

runków świętych oraz

dzaju dziel, lecz również — już o d l a t 30-tych X V I w i e k u —

jednak Błąd, który dzięki Diabłu zalągł się w sercach i opanował

masowe c h r z t y . D r u g i m wrogiem

był

rozpoczęli systematyczne i g r u n t o w n e studia n a d językiem, k u l ­

umysły l u d z i . Początkowe nadzieje, że da się go wykorzenić naj­

turą i historią mieszkańców przyszłej Republica I n d i a n a .

p r o s t s z y m i m e t o d a m i — głosząc prawdę, a więc

Zarówno wieloletnie badania prowadzone przez t a k i c h l u d z i j a k

zasady w i a r y k a t o l i c k i e j , oraz

dając

osobisty

podstawowe

przykład życia

Motolinia,

bogobojnego, ubogiego, wypełnionego żarliwą miłością do Boga

M a r t i n de la Coruna, Francisco de Las Navas, Alonso de M o l i n a ,

i ufnością w Jego sprawiedliwość — dość szybko pogodzić m u ­

czy B e r n a r d i n o de Sahagun, j a k i prace podjęte przez I n d i a n ,

siano się z wnioskiem, iż także Błąd należy poznać, a b y móc

Andres

którzy

de

Olmos,

Toribio

franciszkanom

de

Benavente

zawdzięczali

zwany

przynajmniej

umiejętność

z n i m skutecznie walczyć. Cel t e n realizowano

konsekwentnie,

pisania, przyniosły w rezultacie tysiące — jeśli nie dziesiątki t y ­

gromadząc materiały niejednokrotnie u n i k a l n e , o j a k i c h marzyć

sięcy — stronic tekstów będących w znacznej części m n i e j l u b

mogą jedynie n a przykład badacze r e l i g i i Słowian, Prusów czy

bardziej

Litwinów — ludów żyjących przecież w bezpośrednim kontakcie

dosłownym

zapisem

wierzeń, poglądów, poezji

indiańskiej

tradycji,

wiedzy,

i t d . Wagę tej d o k u m e n t a c j i łatwo

ze

światem

chrześcijańskim,

a

chrystianizowanych

niewiele

109
I

wcześniej

( p r z y n a j m n i e j jeśli chodzi o Litwinów) niż meksy­

p ana mogliśmy poznać się i rozmawiać z sobą podczas tego życia,
a

kańscy I n d i a n i e .

teraz oto już cię zabrał bóg, który zwie się M i c t l a n t e c u t l i ,

Z pewnością, obok wielu różnorodnych czynników, które wa­

a także A e u l n a h u a c a t l i Tzontemoc, oraz b o g i n i o i m i e n i u M i c ­

runkowały — b y t a k rzec, o b i e k t y w n i e — intensywność i rozleg­

t e c a c i h u a t l . Już umieścił cię o n w swej siedzibie, ponieważ m y

łość zainteresowania misjonarzy dziedzictwem c y w i l i z a c j i aztec­

wszyscy t a m pójdziemy, jest t o miejsce d l a wszystkich, bardzo

k i e j , wymienić również trzeba c z y n n i k i s u b i e k t y w n e : fascynację

obszerne, i zaginie pamięć o tobie.

egzotyczną, wysoko rozwiniętą kulturą oraz iście benedyktyńską

Odszedłeś już do najciemniejszego miejsca, gdzie nie m a a n i

pracowitość niektórych franciszkanów. Obie te cechy charakte­

światła, a n i okien. N i g d y nie powrócisz, nie wyjdziesz stamtąd,

ryzowały B e r n a r d i n a de Sahagńn (1499—1590), o którym nie bez

nie będziesz więcej troszczył się i zabiegał o swój powrót.

pewnej r a c j i pisze się w w y d a n e j niedawno radzieckiej encyklo­

Ochodząc n a zawsze pozostawiłeś swoje dzieci, biedne i osie­

p e d i i — „hiszpański etnograf i językoznawca", a dopiero p o t y m

rocone, swoje w n u k i . N a w e t nie wiesz j a k skończą, a n i j a k i e kło­

i n f o r m u j e — „ o d 1529 misjonarz w M e k s y k u " . Nio bez racji, bo

p o t y będą przeżywać w s w y m obecnym życiu. A l e i m y pójdziemy

chociaż B e r n a r d i n o b y l przede w s z y s t k i m z a k o n n i k i e m i misjo­

t a m , gdzie t y będziesz już znacznie wcześniej".

3

narzem, czego świadectwo daje n i e j e d n o k r o t n i e n a k a r t a c h swej
m o n u m e n t a l n e j Historia

general

de las cosas de Nueva

Espafia,

t o j e d n a k przeszedł do h i s t o r i i przede w s z y s t k i m j a k o człowiek,
który w X V I w i e k u stworzył p o d s t a w y m e k s y k a n i s t y k i .
Historia

„ O , s y n u ! Nabierz o t u c h y , nie upadaj n a d u c h u , nie odrzucaj
jedzenia i p i c i a , niechaj u s p o k o i się t w o j e serce. Cóż możemy rzec

dzieło które w ostatecznej, hiszpańskiej

general...,

Następnie rozmawiano z k r e w n y m zmarłego i przemawiano
do n i e g o t a k i m i słowami:

na t o , co c z y n i bóg? Czyżby śmierć t a nastąpiła dlatego, że

wersji zredagowane zostało w l a t a c h 1569—1582, ale powstawać

ktoś źle n a m życzy albo k p i sobie z nas ? Jest pewne, iż stało

zaczęło w końcu l a t 4 0 - t y c h , k i e d y B e r n a r d i n o de Sahagńn roz­

się t a k , ponieważ nasz p a n chciał, a b y t o był jego koniec. K t o

począł

może sprawić, żeby nasze obecne życie, n a t y m świecie, przedłu­

gromadzenie

materiałów

źródłowych,

wypełnia

wiele

t a k i c h l u k , o j a k i c h wspomniałem p r z e d chwiłą mówiąc o nahuatlańskiej

eschatologii.

Dostarcza

całościowe,

żone zostało o godzinę czy o dzień?

syntetyczne

A skoro już t a k jest, okaż cierpliwość w znoszeniu trudów

zarysy w y b r a n y c h przez badaczy dziedzin k u l t u r y nahuatlańskiej

tego życia oraz pustego odtąd i mrocznego d o m u , w którym o n

(na wzór współczesnych n a m etnograficznych m o n o g r a f i i w s i czy

żył w o c z e k i w a n i u n a wolę boga. I nie m i e j nadziei ujrzeć więcej

regionów), podając n i e m a l i n extenso materiał u z y s k a n y o d i n ­

twego zmarłego.

formatorów, z r z a d k a t y l k o k o m e n t o w a n y i t o z w y k l e we wstę­

N i e w y p a d a byś dręczył się z b y t n i o sieroctwem i biedą, j a k i e

p a c h l u b uwagach końcowych, nie zaś w t r a k c i e opisu. W dwunas­

c i pozostały. Nabierz sił, s y n u , niechaj nie zabija cię s m u t e k .

t u składających się n a dzieło księgach t e m a t y k a „religioznawcza"

M y przyszliśmy t u t a j , żeby cię odwiedzić i pocieszyć t y m i k i l k o ­

zajmuje bodaj najwięcej miejsca, n i e t y l k o dlatego, że relacja

m a słowami, j a k przystało czynić sędziwym o j c o m , którymi jes­

człowiek (społeczeństwo) — bogowie stanowiła oś organizującą

teśmy, b o w i e m nasz p a n zabrał już i n n y c h , starszych i bardziej

wszystkie bez wyjątku sfery życia ludności indiańskiej. Proporcje

sędziwych, którzy

t e m a t y k i uwzględnionej przez f r a y B e r n a r d i n o są również swego

l u d z i o m ogarniętym s m u t k i e m .

r o d z a j u s i g n u m temporis, gdyż w czasach, k i e d y pracował n a d
Historia

general...

było już oczywiste, iż znacznie łatwiej walczyć

z s a m y m Diabłem, niż z jego t w o r e m — Błędem, ciągle z b y t mało
znanym.

potrafili

lepiej

wyrażać

słowa

pocieszenia

N a t y m kończymy naszą mowę, m y , którzy jesteśmy t w y m i
ojcami i m a t k a m i . Bądź zdrów".
A p o t e m w i e k o w i s t a r c y , specjaliści w cięciu p a p i e r u , p r z y ­
5

c i n a l i , sposobili i wiązali p a p i e r y będące w i c h gestii, a prze­

T o czego próżno b y szukać w tekstach samodzielnie pisanych

znaczone d l a zmarłego. P o w y k o n a n i u i p r z y g o t o w a n i u papierów

przez I n d i a n , p o w i n n o się znaleźć i znalazło się w kręgu zainte­

b r a l i zmarłego, p o d k u r c z a l i m u n o g i , o k r y w a l i p a p i e r a m i i wiązali.

resowań misjonarza-etnografa. B e r n a r d i n o de Sahagńn umieścił

W t e d y b r a l i trochę w o d y i p o l e w a l i nią głowę zmarłego mówiąc:

w s w y m kwestionariuszu p u n k t dotyczący eschatologii azteckiej

„ O t o woda, z której korzystałeś żyjąc n a t y m świecie".

i uzyskał o d I n d i a n informacje, które umożliwiały ogólną orien­
tację w s t r u k t u r z e zaświatów oraz prowadzących t a m drogach.
T e n p o d s t a w o w y dziś t e k s t źródłowy znalazł się w d o d a t k u do
Księgi I I I zatytułowanej O początku, jaki

mieli

bogowie,

ujęty

w

pozaziemskim

krai­

t r z y rozdziały

odpowiadające

trzem

n o m i t r z e m r o d z a j o m pośmiertnych losów. N i e jest t o tekst
n a z b y t obszerny, dlatego też w a r t o przytoczyć go w całości, t y m
b a r d z i e j , iż n i e był dotąd p u b l i k o w a n y p o p o l s k u " :

Brali

też dzbanuszek

napełniony wodą i d a w a l i m u go

mówiąc: „Widzisz o t o , z c z y m będziesz wędrował"; i s t a w i a l i go
pośród przeznaczonych d l a zmarłego rzeczy. I o b l e k a l i zmarłego
w jego pośmiertne płaszcze oraz p a p i e r y , związując go mocno.
D a w a l i też zmarłemu wszystkie p a p i e r y , j a k i e były przygotowane,
kładąc je przed n i m p o k o l e i i mówiąc: „Widzisz o t o , z c z y m bę­
dziesz przechodził między d w o m a górami, które zderzają się ze
sobą".
D a w a l i też zmarłemu inne p a p i e r y , mówiąc do niego: „ W i ­

Rozdział I . O t y c h , którzy szli do piekła i o sposobie, w j a k i się
z nimi

obchodzono

dzisz o t o , z c z y m będziesz szedł drogą, gdzie jest wąż, który drogi
strzeże".
D a w a l i też inne p a p i e r y , mówiąc: „Widzisz o t o , z czym bę­

„ O t o co d a w n i mieszkańcy oraz władcy tej ziemi powie­
dzieli i co wiedzieli o umierających l u d z i a c h : że duszo zmarłych
udawały się do jednego z trzech miejsc.
P i e r w s z y m jest piekło, gdzie przebywał i żył diabeł i m i e n i e m
M i c t l a n t e c u t l i , n a z y w a n y także Tzontemoc, oraz b o g i n i o i m i e n i u
M i c t e c a c i h u a t l , żona M i c t l a n t e c u t l i .
D o piekła szły dusze t y c h zmarłych, którzy u m i e r a l i z p o w o d u

dziesz szedł t a m , gdzie znajduje się zielona jaszczurka, która
zwie się

xochitonal".

Mówili do zmarłego: „Widzisz o t o , z c z y m będziesz przemie­
rzał osiem p u s t y n n y c h stepów".
D a w a l i też kolejne papiery, mówiąc: „Widzisz o t o , z c z y m
będziesz przechodził przez osiem w z g ó r z " .
Mówili też dc zmarłego: „Widzisz o t o , z c z y m będziesz mijał

choroby, czy b y l i o n i władcami l u b n o b i l a m i , czy też ludźmi

w i a t r noży, który n a z y w a się ,,itzegecayan",

p r o s t y m i . I w d n i u , w którym ktoś umarł — mężczyzna, k o b i e t a

t a k silny, że niósł kamienie i kawałki k r z e m i e n n y c h noży.

albo dziecko — mówiono do nieboszczyka leżącego w łożu, z a n i m
jeszcze go pochowano:

ponieważ był t o w i a t r

Z p o w o d u t y c h wiatrów oraz (panującego t a m ) z i m n a palono
wszystkie tobołki i broń, cały łup z d o b y t y n a jeńcach p o j m a n y c h

„ O , s y n u ! Przebyłeś już, przecierpiałeś już t r u d y tego życia.

podczas w o j n y oraz wszystkie u b i o r y j a k i c h (zmarli) używali.

Już zdecydował się p a n nasz zabrać ciebie, albowiem nie żyjemy

Powiadano, iż rzeczy te szły razem ze zmarłym i w o w y m miejscu

ciągle n a t y m świecie, lecz życie nasze krótkie jest n i c z y m c h w i l a ,

okrywały go, żeby nie ucierpiał z b y t mocno. T o samo r o b i o n o

którą się poświęca b y ogrzać się w słońcu. Dzięki łasce naszego

jeśli umierały

110

k o b i e t y ; palono wszystkie p r z e d m i o t y

służące

Rozdział I I . 0 tych, którzy szli do raju ziemskiego

do t k a n i a i przędzenia, i całą odzież j a k i e j używały, a b y chroniło
je t o w o w y m przejściu o d z i m n a i wielkiego w i a t r u , który zwano
itzehecuyan.

A k t o nie posiadał żadnego d o b y t k u , bardzo cierpiał

od w i a t r u w t y m przejściu.

I n n y m miejscem, do którego — j a k powiadano — odchodziły
dusze zmarłych, jest raj ziemski o nazwie Tlalocan. Panuje w n i m

P o n a d t o dawano zmarłemu pieska o jasnoczerwonej sierści,

w i e l k a radość i wesele, bez żadnych t r o s k . N i g d y nie b r a k t a m

a b y go zabrał ze sobą, na szyi zaś psa wiązano luźną bawełnianą

zielonycłi k o l b k u k u r y d z y , d y n i i gałązek komosy, zielonego

nić. P o w i a d a n o , że z m a r l i — płynąc n a piesku — p r z e b y w a l i

i pomidorów, zielonej fasoli w strąkach i kwiatów.

rzekę piekielną, która n a z y w a się Chiconahuapan.

aji

s

Żyją t a m bogowie, którzy zwą się T l a l o q u e ; są o n i p o d o b n i

G d y z m a r l i docierali do diabła i m i e n i e m M i c t l a n t e c u t l i , da­

do bałwochwalczych kapłanów noszących długie włosy.

w a l i m u i o k a z y w a l i p a p i e r y , które m i e l i n a sobie, a także pęki

Udają się t a m c i , którzy giną o d p i o r u n a albo topią się

s m o l n y c h szczap, wypełnione wonnościami r u r k i , luźną bawełnia­

w wodzie, a także trędowaci, s y f i l i t y c y , ludzie p o k r y c i świerzbem,

ną nić i drugą nić — czerwoną, i płaszcz oraz maxtle

albo spódni­

chorzy n a podagrę i puchlinę wodną. Umierających n a choroby

ce, koszule i cały d o b y t e k zmarłej k o b i e t y pozostawiony przez

zakaźne i nieuleczalne n i c palono, lecz grzebano ciała t y c h cho­

nią n a świecie; wszystko t o o d c h w i l i jej śmierci było zwinięte

r y c h i kładziono i m nasiona komosy n a szczęki, n a t w a r z . Kła­

6

w tobołek.

dziono i m też n a czole niebieski b a r w n i k i pocięte papiery, także

Rzeczy te palono p o osiemdziesięciu d n i a c h i to samo czynio­
n o p r z y końcu r o k u , po dwóch l a t a c h , p o trzech l a t a c h i po czte­
rech l a t a c h . Wówczas, zgodnie z i c h zwyczajem,

kończyły się

i dopełniały o b c h o d y pogrzebowe, a l b o w i e m mówili, że wszystkie

na p o t y l i c y kładziono i m papiery i odziewano i c h w papiery,
a w dłoń (wkładano) laskę.
I t a k właśnie powiadano — że w r a j u ziemskim, który zwał
się T l a l o c a n , zawsze było zielono i stale trwało l a t o .

o f i a r y j a k i e za zmarłych składano n a t y m świecie szły przed
oblicze diabła, który nosił imię M i c t l a n t e c u t l i .

Rozdział Ш . 0 tych, którzy szli do nieba

Po upływie zaś czterech l a t zmarły w y c h o d z i i udaje się do
dziewięciu piekieł, gdzie płynie bardzo szeroka rzeka. N a brzegu
t e j r z e k i przez którą z m a r l i przepływają n a pieskach, żyją i bieg­
ają p s y .

K o l e j n y m miejscem, do którogo odchodziły dusze zmarłych,
jest niebo, gdzie mieszka słońce.
D o nieba idą c i , którzy zabici zostali n a w o j n i e oraz jeńcy,

Powiadają, że zmarłego, który p r z y c h o d z i n a brzeg rzeki,

którzy z m a r l i będąc we władzy swych wrogów — j e d n i u m i e r a l i

n a t y c h m i a s t spostrzega pies i jeżeli rozpozna swojego pana, skacze

przebici nożem, i n n i

do w o d y , płynie t a m , gdzie znajduje się jego p a n i przeprawia go

o s t r y m i t r z c i n a m i , zatłuczeni s o s n o w y m i k i j a m i ałbo zabici w po­

na s w y m grzbiecie.

j e d y n k u z w r o g a m i ; niektórym do całego ciała przywiązywano

D l a t e g o k r a j o w c y z w y k l i w t y m właśnie celu trzymać i ho­
dować p i e s k i .

żywcem

spaleni, jeszcze i n n i p o r a n i e n i

smolne szczapy, podpalano je i w t e n sposób się spalali.
P o w i a d a się, że wszyscy o n i przebywają n a równinie i do­

P o w i a d a l i jeszcze, że psy o sierści białej i czarnej nie mogły

kładnie o wschodzie słońca podnoszą o n i k r z y k i wrzask, uderzając

pływać a n i przebyć tej r z e k i , bo — j a k u t r z y m y w a n o — pies

(jednocześnie) w tarcze. I k t o m a tarczę podziurawioną strzałami,

0 sierści białej mówił: , , j a się umyłem", a pies o sierści czarnej:

t e n p a t r z y przez d z i u r y w tarczy n a słońce, a k t o n i e m a tarczy

,,ja poplamiłem się n a ciemno i dlatego nie mogę cię przewieźć".

podziurawionej strzałami, nie może patrzoć n a słońce.

T y l k o pies o sierści jasnoczerwonej

był w stanie przeprawić

zmarłego n a grzbiecie.

W niebie jest zagajnik i moc r o z m a i t y c h drzew.
O f i a r y j a k i e żywi składają i m n a t y m świecie, docierają do

I t a k t o , w t y m miejscu piekła, które zwie się Chiconaumict l a n , z m a r l i znajdowali swój kres i ginęli.

n i c h i t a m je o n i otrzymują.
Po upływie czterech l a t dusze t y c h zmarłych zamieniały się

Powiadają p o n a d t o , że zaraz po obleczeniu zmarłego w całe

w różnego rodzaju p t a k i o wspaniałym u p i e r z e n i u i fruwały w y ­

jego pośmiertne wyposażenie z papierów i i n n y c h rzeczy, zabijano

sysając n e k t a r z wszelkich kwiatów — t a k w niebie, j a k i na

psa zmarłego i o b u niesiono n a miejsce, gdzie zmarły miał być

t y m świecie — podobnie j a k t o czynią

zinzones."

9

N i e oceniajmy jakości materiału zdobytego przez B e r n a r d i n a

wraz z psem spalony.
D w a j spośród starców specjalnie d b a l i o spalenie zmarłego
1 z a j m o w a l i się t y m , i n n i zaś starcy śpiewali. A k i e d y zmarły
płonął, c i d w a j starcy p o s z t u r c h i w a l i ciało k i j a m i . Po jego spale­
n i u zbierali popiół, węgiel i kości zmarłego, b r a l i wodę mówiąc:
„Niechaj zmarły się u m y j e " , i polewali wodą węgiel i kości zmar­
łego. Następnie k o p a l i okrągły dołek i grzebali je.
C z y n i l i t a k zarówno p r z y pochówkach szlachty, j a k i p r o s t y c h
l u d z i . Kości wkładali do dzbana l u b g a r n k a wraz z zielonym k a ­
m i e n i e m , który n a z y w a się chalchihuitl,

zakopywali w jednym

z pomieszczeń jego d o m u i codziennie składali o f i a r y , umieszcza­
jąc je t a m , gdzie pogrzebane były kości zmarłego.

m y n a t e n zapis inaczej. Załóżmy m i a n o w i c i e , iż mógłby o n być
j e d y n y m istniejącym zapisem dotyczącym azteckiej eschatologii,
co zdarza się nioraz w w y p a d k u etnograficznych relacji spisywa­
n y c h w m i n i o n y c h stuleciach. J a k w t e d y zostałby oceniony ?
Ogólny obraz azteckiej koncepcji byłby w zasadzie j a s n y .
Mielibyśmy do czynienia z d w o m a r o d z a j a m i śmierci: śmiercią
naturalną, która p r e d y s t y n u j e dusze do pełnej trudów i przeszkód
wędrówki do k r a i n y zwanej M i c t i o n (do „piekła", j a k mówi misjo­
narz), gdzie czeka

je unicestwienie; oraz

śmiercią w

jakimś

sensie nienaturalną, która w zależności od swoj k o n k r e t n e j f o r m y
p r e d y s t y n u j e dusze do b y t o w a n i a w jednej z dwóch k r a i n szczęśli­

Powiadają też, że jeśli u m i e r a l i władcy i nobile do u s t kła­
dziono i m zielony kamień, który zwie się chalchihuitl.

de Sahagun z p u n k t u widzenia współczesnych kryteriów. Spójrz­

wości — w Tlalocanie, r a j u boga deszczów i wegetacji Tlaloca

A prostym

albo w T o n a t i u h i l h u i c a c , niebie Słońca c z y l i boga T o n a t i u h a .

l u d z i o m wkładano do ust kamień, który nie był t a k cenny i miał

Ze względu n a formę pochówku podział wyglądałby nieco inaczej,

małą wartość, zwany texoxoctli

c z y l i kamień do w y r o b u noży.

ciałopalenie obowiązywało b o w i e m zarówno w p r z y p a d k u śmierci

Kamień — j a k mówią — kładziono zamiast serca zmarłego.

n a t u r a l n e j , j a k też jednej z f o r m śmierci „nienaturalnej" (za-

D l a zmarłych władców w y k o n y w a n o toż liczne i różnorodno

bicio n a wojnie l u b w niewoli), grzebano n a t o m i a s t ciała t y c h

p r z y b r a n i a z p a p i e m , które tworzyły długi n a cztery

brazas

7

proporzec, zrobiony z p a p i e r u a p r z e t y k a n y pękami różnych piór.
Zabijano

p o n a d t o dwudziestu niewolników

i

ludzi,

których

forma

śmierci kwalifikowała

do

przebywania

w Tlalocanie.

dwadzieścia

Pozostawałoby wprawdzie bez odpowiedzi p y t a n i e , w j a k i e j

niewolnic, mówili b o w i e m , że t a k j a k służyli o n i swemu p a n u na

mierze obraz t e n jest wyczerpujący i zgodny z r z e c z y w i s t y m

t y m świecie, podobnie służyć będą w piekle. I tego d n i a , k i e d y

stanem rzeczy, ale w o l n o sądzić, że g d y b y relacja f r a y B e r n a r d i n a

spalano władcę, zabijano również niewolników i niewolnice prze­

była f a k t y c z n i e j e d y n y m dostępnym źródłem naszej wiedzy, nie

szywając i n gardło strzałami. N i e palono i c h razem z władcą,

budziłaby ona większych zastrzeżeń. Po pierwsze

lecz grzebano w o s o b n y m miejscu.

koncepcja j a k a się z niej wyłania wydaje się być dostatecznie

dlatego, że

111

Wśród

spójna i wystarczająco s k o m p l i k o w a n a . A po drugie, z uwagi n a

kilkudziesięciu

wspaniałych

istnego

huehuetlatolli,

sposób uzyskania materiału (wieloletnie, systematyczne badania,

zwierciadła wszystkich niemal sfer życia nahuatlańskiego spo­

łącznie z weryfikacją dany cli u różnych informatorów), j a k rów­

łeczeństwa (łącznie z życiem e r o t y c z n y m ) , znajduje się m o w a ,

nież kompetencja badacza i a u t o r a zapisu (doskonała znajomość

jaką zwykł b j d wygłaszać ojciec do syna, aby m u wpoić zamiło­

języka i k u l t u r y n a h u a t l ) .

wanie do życia godnego i c n o t l i w e g o .
10

O d r a z u p o w i e d z m y , że stanowisko t a k i e byłoby całkowicie

Odwołując się do t r a d y c j i i mądrości przodków ojciec roz­

słuszne, gdyż opis fray B e r n a r d i n a jest bez wątpienia w i a r y g o d n y

tacza przed synem panoramę postaw i sposobów życia specjalnie

i

zaświatów

g o d n y c h pochwały. W p e w n y m momeńeie.,'"po wygłoszeniu peanu

oraz sposobów przekraczania g r a n i c y życia ziemskiego. Jednakże

na cześć dzieci dorastających w świątyniach p o d o k i e m kapłanów

zawiera

zasadnicze

elementy

azteckiej

koncepcji

dzięki wyjątkowo „źródłorodnej" s y t u a c j i powstałej w M e k s y k u

i spędzający-ch czas n a modłach, ćwiczeniach i posługach, ojciec

po konkwiście, dzięki rzadko spotykanej intensywności zaintere­

mówi:

„aktywności

„Jest także i n n y rodzaj l u d z i , którzy są m i l i bogu oraz bliź­

i n f o r m a c y j n e j " samych I n d i a n , w i e m y dziś również j a k dalece

n i m . Są t o dobrzy kapłani żyjący w czystości, mający serca zacne

sowań zdobywców kulturą p o d b i t y c h ludów oraz

uproszczony i u b o g i jest obraz wyłaniający się z relacji francisz­

i nieskalane, dobre i czyste, białe j a k śnieg. I c h sposób bycia

kanina.

jest nienaganny, żadnego b r u d u , ani śladu grzechu nie m a w i c h

Wspomniałem już wcześniej, że oprócz materiału zebranego
przez B e r n a r d i n a de Sahagńn — wyjątkowego, bo gromadzonego
celowo — istnieje stosunkowo dużo i n f o r m a c j i dotyczących aztec­
kiej eschatologii w różnego rodzaju zapisach zazwyczaj

tema­

tycznie nie mających nic. wspólnego z tą dziedziną k u l t u r y . Otóż
one właśnie, aczkolwiek n i e k i e d y same nabierają sensu dopiero
w zestawieniu z opisem f r a y B e r n a r d i n a , pozwalają też dostrzec
jego ograniczenia.
Z a l e t y , ale i w a d y , tego t y p u i n f o r m a c j i wynikają z para­
doksalnej s y t u a c j i , j a k a decydowała o i c h p o j a w i e n i u się w zapi­
sach sporządzanych przez I n d i a n i Hiszpanów. Dostawały się one
bowiem d o różnorakich tekstów w zasadzie p r z y p a d k o w o , a. zara­
zem — można b y powiedzieć — siłą rzeczy. P r z y p a d k o w o , po­
nieważ pojawiały się na marginesie zupełnie odmiennej proble­
m a t y k i (np. w relacjach historyczny-ch), nie mając z nią najczęś­
7

ciej żadnych istotniejszych związków

i będąc bez

z p u n k t u widzenia celów przyświecających

znaczenia

autorowi

danego

zapisu. Stąd też bierze się lakoniczność, fragmentaryczność i nie­
jasność w i e l u z t y c h i n f o r m a c j i . A jednocześnie pojawiały się one
silą rzeczy, gdyż częstokroć decydował o t y m nie t y l e świadomy
zamysł indiańskiego a u t o r a l u b i n f o r m a t o r a przekazującego swą
wiedzę H i s z p a n o w i , ile l o g i k a treści k u l t u r o w y c h będących przed­
m i o t e m zapisu. T o k o n t e k s t wymuszał niejako dodanie t y c h p a r u
i n f o r m a c j i — n i e i s t o t n y c h ze względu na cel i p r z e d m i o t zapisu,
lecz kojarzących się nieodparcie z którymś z elementów relacji
na s k u t e k istnienia między n i m i u k r y t y c h więzi znaczeniowych.
N i e m a potrzeby nikogo przekonywać, jaką wagę mają te sko­
jarzenia,

niespodziewane

odwołania,

okruchy informacji dla

r e k o n s t r u k c j i nahuatlańskiej w i z j i świata, a w j e j r a m a c h także
eschatologii. O d dawna wiadomo, że j e d n y m z warunków powo­
dzenia badań n a d e t n i c z n y m i w i z j a m i świata jest przestrzeganie
zasady,

która b r z m i : pozwolić i n f o r m a t o r o w i mówić

(w jego

r o d z i m y m języku), jeśli już dał się do tego n a kłonić. W M e k s y k u
w X V I w i e k u nie brakowało a n i nakłaniających, a n i chętnych
do mówienia i pisania.

obyczajach. A ponieważ są tacy, są też dobrze przez boga w i ­
d z i a n i i ofiarowują m u kadzidło oraz m o d l i t w y i zanoszą doń
prośby w i m i e n i u l u d u .
Władca mawiał: „ci są sługami m o i c h bogów", albowiem
p r o w a d z i l i stateczne i przykładne życie: starcy zaś, ludzie sędziwi
i mądrze-, znający się n a księgach zawierających naszą naukę,
przekazali n a m , że ci co mają zacne serce i żyją z dala od wszelkich
rozkoszy cielesnych i b r u d n y c h , wielce są g o d n i miłości. A ponie­
waż c i , co w t e n sposób żyją, są ludźmi s z l a c h e t n y m i , bogowie
i c h pożądają, i pragną i c h zdobyć, i wzywają do siebie t y c h ,
którzy są bez najmniejszej

skazy. I

o n i umierają n a wojnie.

P o w i a d a l i starcy, że w z y w a i c h do siebie Słońce a b y żyli
razem z n i m t a m , w niebie, i żeby go cieszyli, śpiewali przed n i m
i s p r a w i a l i m u przyjemność. Dzięki Słońcu są o n i stale zadowoleni,
żyją w niekończącej się radości, delektują się zapachem i n e k t a ­
rem

wszelakich

kwiatów

ponętnych

i

wonnych,

n i g d y nie

zaznając s m u t k u , bólu czy z m a r t w i e n i a , gdyż żyją w d o m u Słońca
pełnym upajających

rozkoszy.

L u d z i e tego p o k r o j u , ginący n a w o j n a c h , cieszą się w i e l k i m
szacunkiem t u t a j , n a ziemi, a t e n rodzaj śmierci jest przez w i e l u
pożądany. I w i e l u zazdrości t y m , którzy t a k umierają, a wszyscy
pragną tej śmierci dlatego, że c i co t a k umierają są wielce chwa­
leni.
Jest i n n y jeszcze rodzaj l u d z i , którzy również są przez boga
miłowani i pożądani. Są t o c i , co utonęli w wodzie z p o w o d u n a ­
paści jakiegoś wodnego stworzenia, j a k ahuizotl

11

albo

ateponaztli' ,
2

l u b czegoś innego, a także c i , którzy zostali zabici przez p i o r u n .
O n i c h w s z y s t k i c h p o w i a d a l i starcy, że bogowie i c h miłują i dla­
tego zabierają i c h do siebie, do ziemskiego r a j u , a b y żyli razem
z bogiem zw anym T l a l o c a t e c u t l i , którego czci się p r z y p o m o c y
T

oraz

ulli

13

yauhtli'*

i który jest bogiem

roślin w a r z y w n y c h .

L u d z i e z m a r l i w t a k i sposób są bardzo szczęśliwi p r z y bogu
T l a l o c a t e c u t l i , gdzie zawsze mają w a r z y w a , zielone poła k u k u ­
rydziane,

najrozmaitsze

rośliny, k w i a t y i owoce. N i g d y

nie

więdną w o w y m miejscu rośliny i k w i a t y , t r w a t a m stale l a t o .
Rośliny są ciągle zielone, a k w i a t y świeże i pachnące.

N i e jest m o i m celem przeprowadzanie analizy eschatologii

Także o chłopcach i dziewczynkach, którzy umierają zanim

azteckiej, nio miejsce t u również n a jej całościową prezentację.

zetkną się z j a k i m k o l w i e k grzechem, umierają w niewinności,

W a r t o wszakże n a p a r u choćby przykładach pokazać, j a k dalece

prostoduszni i dziewiczy,

uzupełniają i komplikują znaną n a m już w ogólnych zarysach

w i e l k i c h łask naszego pana, boga, są b o w i e m n i c z y m szlachetne

powiadają

starcy, że dostępują o n i

koncepcję owe dodatkowe informacje rozsiano po całym nowo-

kamienie i udają się przed oblicze boga czy-ści i nieskalani.

hiszpańskim piśmiennictwie e t n o h i s t o r y c z n y m . P i e r w s z y m przy­

Posłuchaj też o k o l e j n y m r o d z a j u l u d z i , którzy są szczęśliwi,

kładem niech będzie fragment t e k s t u pochodzącego także z opus

są miłowani, i których bogowie zabierają do siebie. Są t o dzieci

magnum

B e r n a r d i n a de Sahagńn.

Księga V I jego dzieła nosi tytuł 0 retoryce, filozofii
i teologii

narodu

umierające w bardzo wczesnym w i e k u , będące n i c z y m szlachetne
moralnej

meksykańskiego, gdzie znajdują się rzeczy nader

ciekawe tyczące doskonałości jego języka oraz kwestie wielce subtelne
dotyczące cnót moralnych.

T y m razem m a m y przed sobą nie t y l e

misjonarza tropiącego ślady Błędu i badającego jego postacie,
ile wrażliwego humanistę, miłośnika k u n s z t u oratorskiego i apo­

kamienie. One nie odchodzą do przerażających miejsc piekiel­
n y c h , lecz idą do d o m u boga, który zwie się Tonaeatecutli, do
ogrodów

o nazwde

T o n a c a q u a u h t i t l a n , gdzie

rosną

o d m i a n y drzew, kwiatów i owoców. I t a m żyją j a k

wszelkie
tzintzones,

maleńkie wielobarwne p t a s z k i , które fruwając wysysają k w i a t y
drzew.

logetę I n d i a n , usiłującego p r z y p o m o c y z b i o r u m o r a l i z a t o r s k i c h

I k i e d y umierają c i maleńcy chłopcy i maleńkie d z i e w c z y n k i ,

o r a c j i — jeszcze, n a szczęście, pamiętanych — ukazać własnym

nie bez racji grzebie się i c h obok spichrzy, w których przecho­

r o d a k o m , j a k cenne wartości poszły w ruinę wraz z i m p e r i u m

w y w a n a jest k u k u r y d z a i i n n a żywność. A l b o w i e m oznacza t o , że

azteckim.

i c h dusze znajdują się w miejscu pełnym rozkoszy i pożywienia,

112

ponieważ u m a r l i czyści i nieskazitelni j a k drogooonne kamienie,
szlachetne szafiry.

(...)

Pvuszyli garbaci wraz z tequitque

n a poszukiwanie miejsca,

w którym znajdowała się j a s k i n i a Cincalco, kierując się wskazów­

Jest jeszcze- jeden rodzaj l u d z i miłowanych i pożądanych

k a m i j a k i e d a l i m sam Motecuhzoma, gdzie mają szukać. A było

przez bogów. Są n i m i mężczyźni i k o b i e t y o d o b r y m charakterze,

to — j a k mówili niektórzy — między M e k s y k i e m i Cuyuacan,

żyjący c n o t l i w i e , którym wszyscy ufają i których wszyscy szanu­

w miejscu z w a n y m A t l i x u a c a n (...).

ją, i nie mający w sobie n i c nagannego, żyjący w s p o k o j u i w zgodzio ze w s z y s t k i m i i przez w s z y s t k i c h l u b i a n i . "
Pozostawmy

H i s t o r i a p o w i a d a , że do tego miejsca wysłał Motecuhzoma
swoich posłańców. A o n i , wszedłszy do j a s k i n i , która t a m była,

bez koai'enfflrza t e n m i n i - t r a k t a t o w y b o r a c h

natknęli się n a bardzo czarnego człowieka z laską w dłoni, który

d o k o n y w a n y c h przez l u d z i i przez bogów, zauważając j e d y n i e , iż

nazywał się Totec. G d y i c h zapytał czego chcą, o d p a r l i , że p r z y ­

p o j a w i a się w n i m n o w a pozaziemska k r a i n a — Tonacaquauli-

chodzą mówić z p a n e m j a s k i n i . I poprowadził i c h , trzymając za

t i t l a n , rajski

egzystują

rękę, w głąb j a s k i n i aż d o t a r l i do Uemaca, który miał straszny

dusze zmarłych niemowląt. T o już c z w a r t y region zaświatów,

wygląd. Korząc się przed n i m , złożyli dziesięć przyniesionych

całkowicie pominięty w materiałach o azteckiej eschatologii ze­

skór l u d z k i c h . "

ogród boga

T o n a c a t e c u t l i , w którym

b r a n y c h przez f r a y B e r n a r d i n a . Czy o s t a t n i ? Otóż nie, b o w i e m

Pierwsza g r u p a posłańców przyniosła Motecuhzomie

nega­

w indiańskich relacjach h i s t o r y c z n y c h k i l k a k r o t n i e wspomina

tywną odpowiedź Uemaca, za co zapłacić musieli życiem. P o d o b n y

się jeszcze jedną, zagadkową krainę o nazwie Cincalco, z którą

los spotkał kolejną grupę. Dopiero za t r z e c i m razem posłańcy

łączy się najbardziej c h y b a niezwykły sposób odchodzenia z tego

wrócili ze zgodą władcy Cincalco, ale uzależnioną o d spełnienia

sw'iata, a mianowicie znikanie. Łączy się z nią również najbardziej

k i l k u warunków. Motecuhzoma musiał odprawić osiemdziesięcio-

t a j e m n i c z y epizod z życia M o t e c u h z o m y X o c o y o t z i n a ,

dniową pokutę, wyrzec

władcy

się w y t w o r n e g o

jadła, napitków

oraz

T e n o c h t i t l a n u w l a t a c h 1502—1520, który — j a k twierdzą k r o ­

l i c z n y c h żon i k o n k u b i n . N i e mógł zasiadać n a t r o n i e , a n i wystę­

n i k a r z e — chciał uniknąć grozy hiszpańskiego p o d b o j u , odchodząc

pować p u b l i c z n i e w r o l i władcy. Zamiast b o g a t y c h

do Cincalco. P r z y t o c z m y n a koniec f r a g m e n t y opisu tego w y d a ­

insygniów władzy i klejnotów, miał włożyć ubiór p o k u t n i k a . G d y

rzenia, zaczerpnięte z dzieła d o m i n i k a n i n a f r a y Diego D u r a n a , ale

w a r u n k i Uemaca zostały spełnione, Motecuhzoma otrzymał p o ­

pochodzące z niezachowanej relacji w języku n a h u a t l . Pozwalają

lecenie — za pośrednictwem kolejnej g r u p y posłów — stawienia

1 5

strojów,

one dostrzec, poza w s z y s t k i m i n n y m , sposób w j a k i informacje

się w w y z n a c z o n y m miejscu, skąd miał być zabrany do Cincalco.

dotycząco eschatologii uwikłane są w relacje t y p u historycznego.

Jednakże zamiar n i e został ostatecznie
,,(...)

„Motecuhzoma był mocno zaniepokojony i miał t a k p o r u ­
szone serce, że ilekroć widział kometę albo słyszał l a m e n t , j a k i j e j

texiptla

zrealizowany:

ze świątyni, będący podobizną b o g a , usłyszał
16

podczas s n u głos, który mówił: „Obudź się, t e x i p t l a , p a t r z że

pojawienie się wywoływało wśród I n d i a n , nie mógł uciszyć serca

twój król Motecuhzoma ucieka, odchodzi do j a s k i n i

i uspokoić duszy, m i m o że był mężny i wielce odważny. Aż pewne­

T e x i p t l a zbudził się i otworzywszy oczy ujrzał jasność, j a k b y był

Uemaca!".

go d n i a , k i e d y b y ł pogrążony w myślach i zatroskany, wezwał

dzień, i ponownie usłyszał, że Motecuhzoma ucieka, że oczekuje

swych garbusów i karły, którzy usługiwali m u w pałacu. Ostrzegł

na Uemaca w miejscu z w a n y m T l a c h t o n c o , i żeby zawrócić go

ich

do m i a s t a , przemówić m u do r o z u m u i zganić go za t a k wielką

i uprzedziwszy

najpierw,

żeby

zachowali

w

całkowitej

t a j e m n i c y — p o d groźbą śmierci — t o , co chciał i m powiedzieć,

lekkomyślność.

rzekł do n i c h :

T e x i p t l a ruszył sam ze świątyni i znalazłszy łódź n a brzegu

„Powinniście wiedzieć, że jestem bardzo s m u t n y i wielce

w o d y skoczył do niej i wiosłem, które w niej było, zaczął wiosłować

n i e s p o k o j n y . Boję się tego, co — j a k m i powiedziano — spaść m a

z całą siłą. Wkrótce dotarł do miejsca T l a c h t o n c o i t a m znalazł

n a m n i e i co się m a zdarzyć za mego życia. Postanowiłem zatem

Motecuhzomę oraz jego garbusów, będących p r z y n i m : wszyscy

ukryć się w jakiejś j a s k i n i w lasach, gdzie więcej m n i e n i k t nie

(...) b y l i wspaniale odziani i ozdobieni k l e j n o t a m i . Zbliżywszy

u j r z y . D l a t e g o , jeżeli zechcecie pójść ze mną, będą w a m wdzięczny

się do M o t e c u h z o m y , powiedział:

mając was za t o w a r z y s z y " .
Garbusi i karły odpowiedzieli m u , iż jest o n p a n e m , niech

„Cóż t o znaczy, potężny panie ? Co t o za ogromna lekkomyśl­
ność u osoby o t a k i m znaczeniu i wadze, j a k t w o j a ? Gdzie idziesz ?

więc rozkaże co zechce, a o n i będą m u posłuszni i pójdą gdzie

Co powiedzą ludzie z T l a x c a l a , z H u e x o t z i n c o , z Cholula i z T l i -

t y l k o zapragnie i c h zabrać. (...)

liuhquitepec, i c i z Michoacan i z M e t z t i t l a n ? Z a co uważać będą

Po p e w n y m czasie Motecuhzoma „zawołał swych garbusów

M e k s y k , (miasto) które jest sercem całej ziemi ? T o pewne, w i e l k i

i kazał wezwać k i l k u czarowników i wróżbitów, którzy zwani są

będzie w s t y d d l a twego m i a s t a i d l a nas w s z y s t k i c h , którzy w n i m

przez n i c h ( I n d i a n — R T ) tequitque. I polecił i m , a b y n a t y c h m i a s t

pozostaniemy, g d y odezwio się głos i rozniesie się wieść o t w e j

o b d a r l i ze skóry dziesięciu mężczyzn i przynieśli m u skóry, których

ucieczce. Gdybyś umarł, g d y b y u j r z e l i cię m a r t w e g o i pogrzeba­

potrzebował.

nego, t o rzecz n a t u r a l n a , ale żebyś uciekał? Cóż p o w i e m y ? Co

K i o d y m u przyniesiono l u d z k i e skóry, kazał je zanieść do

o d p o w i e m y t y m , którzy nas spytają o naszego króla? Będziomy

swej u b i e r a l n i . I wziąwszy dwóch garbusów spośród t y c h , którzy

m u s i e l i odrzec i m ze w s t y d e m , że uciekł... Wróć, panie, n a twój

m u usługiwali, rzekł i m , iż znalazł już miejsce, gdzie się u k r y j e .

urząd i miejsce, porzuć podobną lekkomyślność; zważ n a hańbę,

Nazywało się ono Cincalco (...). Było t o miejsce bardzo przyjemne,

jaką przynosisz n a m w s z y s t k i m ! " .

zapewniające w y t c h n i e n i e , gdzie ludzie żyli bez końca, nie u m i e ­
rając; a zgodnie z t y m , co m u przekazano, były t a m również
krystalicznie czyste w o d y , wszelkiego r o d z a j u pożywienie rodziło
się w ogromnej obfitości, k w i a t y zaś i rośliny b y t y stale świeże.
I żc t a m postanowił odejść.
Ale chciał, żeby n a j p i e r w o n i poszli pozdrowić pana tego

Motecuhzoma uległ i wrócił do M e k s y k u do T e n o c h t i t l a n . M y
zaś, b y uczynić p r z y t o c z o n y t e k s t bardziej zrozumiałym, m u s i m y
dodać, że władca, który zginął ostatecznie z ręki własnych p o d ­
d a n y c h podczas antyhiszpańskiego powstania w T e n o c h t i t l a n
w

1520 r o k u , usiłował postąpić t a k , j a k niegdyś postępowali

z n a n i m u z legend i mitów ludzie-bogowie, znikający po p r o s t u

miejsca, który nazywał się Uemac, i żeby w jego (Motecuhzomy —

pewnego d n i a spośród żywych i przenoszący się w zaświaty. T e n

K T ) i m i e n i u d a l i m u owe skóry l u d z k i e i oświadczyli, iż król

archaiczny wzorzec, trwający w t r a d y c j i azteckiej do X V I w i e k u ,

Motecuhzoma prosi o przyjęcie do jego otoczenia i n a służbę,

nie był j e d n a k najwyraźniej a k c e p t o w a n y , o c z y m świadczy prze­

gdyż pragnie tego bardzo, a b y wyzwolić się o d tego, co T z o m -

m o w a texiptli

p a n t o c u t l i , władca Cuitlahuac, i król Tezcuco zapowiedzieli m u

wcześniej p r z y t o c z o n y c h t e k s t a c h jest też wyraźnie powiedziane,

uosabiającego główne bóstwo T e n o c h t i t l a n . W e

przed swą śmiercią, a co uważał za nieuchronne p o u j r z e n i u t y l u

j a k i ideał śmierci obowiązywał w i m p e r i u m a z t e c k i m tuż przed

znaków n a niebie oraz po t y l u przepowiedniach i wróżbach n a

przybyciem

ziemi. I że prosi go o łaskawe przyjęcie n a służbę do siebie.

z Motecuhzoma jest t y l k o literacką fikcją, u j a w n i a ona nieba­

I nakazując surowo, żeby nie w y j a w i a l i tego n i k o m u , dał i m
n a drogę wszystko, czego p o t r z e b o w a l i .

Hiszpanów. A zatem,

nawet

jeżeli cała h i s t o r i a

g a t e l n y , ściśle związany z eschatologią p r o b l e m , który musiał
nurtować jakąś część e l i t y azteckiej skoro k l u c z o w y dlań d y l e m a t :

113

jak powinien odchodzić w zaświaty władca?, po konkwiście

ludów N a h u a stanowią ciągle żywe problemy badawcze i przed­

zdecydowano

miot rozlicznych interpretacji. B r a k źródeł nie rodzi problemów,

sią połączyć z dramatem

Motecuhzomy.

brak problemów nio przyciąga uwagi badaczy. Rozwój meksykaPowstać może pytanie, w j a k i m stopniu podkreślana t u wie­

nistyki, zwłaszcza w okresie powojennym,

świadczy, że liczba

lokrotnie obfitość materiałów źródłowych umożliwia rekonstrukcję

problemów jakie pozwala formułować zebrany w X V I wieku ma¬

azteckiej eschatologii. Myślę, że odpowiedzi n a nio udzielić nie

teriał jest większa niż kiedyś sądzono. J a k odległy jost wszakże

sposób, można natomiast powiedzieć, iż tylko dzięki owej obfi­

ton coraz bardziej zawiły k o n s t r u k t od niodosięgłej rzeczywistoś¬

tości zarówno eschatologia, j a k i wiele innych dziedzin kultury

ci, nigdy nie będzie wiadomo.

17

P E Z Y P I S Y

„Nowa H i s z p a n i a " to nazwa kolonii powstałej n a gruzach
imperium azteckiego.
Pierwsza znana relacja spisana w języku nahuatl pochodzi
już z 1528 roku, a więc powstała siodem lat po podboju.
Latinskaja
Amerika. Enciktopedieeskij
spravotnik,
Moskwa
1080, t . 2, s. 407
Tłumaczenie autora n a podstawie: B . de Sahagun, Historia
general de las cosas de Nueva Espana, Mexico: Editorial Роггйв,
1979, е. 205—208
» Malowany papier stanowił częstą ofiarę Bkładaną bogom.
Przepaska biodrowa.
Miara długości: 1 braza = 1,6718 m.
Rodzaj ostrej papryki.
Kolibry.
Tłumaczenie autora n a podstawie: B . de Sahagun, op.
cit., s. 356—357
Fantastyczne zwierzę wodne.
I

г

3

4

6
7
8
9

1 0

I I

" P t a k wodny identyfikowany jako Botauros
(Montagu).
Żywica używana jako kadzidło,

lentiginosue

1 3

1 4

W o n n a roślina używana jako kadzidło.

" W i d a ć to nawet w przytoczonym niżej tekście, gdzie
w pewnym momencie autor pisze „historia powiada...". Tekst
pochodzi z D . Duran, Historia de las Indias de Nueva
Espaha
e Islas de la Tierra Firmę, Mexico: Editorial Роггйа, 1967,
t. 2, s. 491—496
Chodzi t u o człowieka, którego przez pewien czas trakto­
wano jako wcielenio boga, a następnie składano w ofiorze.
1 6

Por. ostatnio A. López Austin, Cuerpo humano e ideologią.
Las concepciones de los antiguos nakuas, t. 1—2, Mexico 1984
(wyd. 2)j D . B . Carannyk, An Exploration of the Nahua Nether­
world, „Estudios de Cultura N a h u a t l " , vol. 15: 1982, s. 2 1 9 —
236
1 7

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.