Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42

Item

Title
Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42, s.205-228
Date
1998
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1495
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1615
Text
R E C E N Z J E

I

O M Ó W I E N I A
„Etnografia Polska", t. X L I I : 1998, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

S . R . Barrett, Anthropology: A Student's Guide to Theory and Method, University of Toronto Press,
Toronto 1996, ss. 270
N a temat antropologii uprawianej w ośrodkach kanadyjskich wiemy stosunkowo

niewiele.

Kształtujące się w naszym kraju ś r o d o w i s k o antropologiczne zwraca u w a g ę g ł ó w n i e n a osiąg­
nięcia amerykańskie i brytyjskie, a całkiem od niedawna n a niektóre ośrodki antropologiczne we
Francji oraz w Holandii. Z tego między innymi powodu warto przybliżyć pracę pod tytułem d o ś ć
o g ó l n y m i skromnym Anthropology:

A Student's

Guide

to Theory

and Method.

Jej autor

S . R . Barrett - profesor antropologii n a uniwersytecie w Guelphi, autor kilku książek - nie jest
m o ż e g w i a z d k ą w tej dyscyplinie, lecz jest badaczem d o ś w i a d c z o n y m i uznanym. W n a j w i ę k s z y m
stopniu jest on z w i ą z a n y z F . G . Bailey'em, jednym z g ł ó w n y c h reprezentantów „transakcjonalizm u " (social action theory), podkreślającego rolę aktywności ludzi i w niektórych ś r o d o w i s k a c h
bardziej znanego n i ż inny klasyk tego nurtu - F . Barth. S . R . Barrett poświęcał się w równej
mierze teorii, j a k i badaniom empirycznym, które prowadził m.in. w Kanadzie (miasto w Ontario
ukryte pod kryptonimem „Paradise"), n a Korsyce oraz w delcie Nigru.
O p r ó c z ponad czterdziestu stron „ W s t ę p u " , w k t ó r y m wyjaśniona została

terminologia,

w e w n ę t r z n y p o d z i a ł antropologii, jej usytuowanie w ś r ó d innych nauk, cel i układ pracy, k s i ą ż k a
zawiera cztery części, a w nich łącznie dziewięć rozdziałów. W każdej z czterech partii powtarza
się podział n a fragment d o t y c z ą c y teorii i fragment o d n o s z ą c y się do metod. Podjęcie się r ó w n o ­
ległej analizy teorii i metod m o ż n a u z n a ć za największą zaletę recenzowanej pracy. Dalej nato­
miast u k ł a d staje się j u ż bardziej dowolny, nie zawsze zadawalający i czytelny, lecz stanowią o nim
mniejsze p o d r o z d z i a ł y d o t y c z ą c e pojedynczych orientacji badawczych, metodologicznych refleksji,
pojedynczych p r z y k ł a d ó w (case studies) oraz biografii badaczy. N a najniższym szczeblu tego
u k ł a d u znajdują się bardzo krótkie i rzeczowe fragmenty, do których nie s p o s ó b dotrzeć inaczej
niż z a p o ś r e d n i c t w e m indeksu.
K s i ą ż k a m a czytelny u k ł a d diachroniczny - pierwszy rozdział dotyczy powstawania dys­
cypliny (ewolucjonizm, dyfuzjonizm, funkcjonalizm strukturalny), drugi traktuje o okresie moder­
nizacji i „podpierania" zbudowanego j u ż gmachu (ekologia kulturowa, teoria konfliktu, teoria
aktywności społecznej), trzeci natomiast odnosi się do etapu burzenia i rekonstrukcji. W tym
fragmencie znajdują się charakterystyki trzech orientacji: strukturalizmu, postmodernizmu i an­
tropologii feministycznej. D o takiej konfiguracji n u r t ó w badawczych ł a t w o jest zgłaszać zastrze­
żenia, mając n a względzie c h o c i a ż b y w y b ó r orientacji, ich zaklasyfikowanie (np. objęcie d w ó c h
n u r t ó w funkcjonalnych jednym określeniem), zasadność zaliczania do jednej grupy, nadmierne
eksponowanie niektórych z nich, co j u ż samo w sobie stanowi zafałszowanie obrazu. Zastrzeżenia
rodzić m o ż e inne uproszczenie, to znaczy kwitowanie sprawy metod analitycznych przez zamiesz­
czanie p o d r o z d z i a ł ó w z a t y t u ł o w a n y c h "The Methods Literature", bez koniecznych p r ó b uszcze­
g ó ł o w i e n i a , podobnie j a k to m a miejsce w przypadku metodyki terenowej ("The Fieldwork
Situation"). W sensie analitycznym jest to nieco za m a ł o w sprawie metod, o których więcej
informacji rozproszono w innych partiach książki - często są to w s k a z ó w k i d o ś ć
-

"Some New Rules of Thumb", co w dobie daleko p o s u n i ę t e g o relatywizmu

agresywne
badawczego

i triumfu miękkich „ m e t o d " musi polskiego czytelnika zastanawiać.
Praca ma wiele zalet. Z o s t a ł a ona napisana językiem przystępnym, zawiera bardzo d u ż o
ciekawych, niekiedy zaskakujących przykładów, proporcje między warstwą faktograficzną i teoretycz­
n ą w y d a j ą się b y ć dobre, a cała książka jawi się j a k o w y j ą t k o w o klarowna i systematyczna.

206

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Zdaniem autora, ekologia kulturowa odznacza się dziewięcima podstawowymi

cechami,

w ś r ó d k t ó r y c h są: docenianie w p ł y w u technologii, prymat podejścia „etic", traktowanie kultury
jako sfery zjawisk praktycznych i użytecznych, znaczenie podejścia nomotetycznego (dyskusyjne),
zwracanie uwagi g ł ó w n i e n a systemy nie zaś n a jednostki. I n n ą ciekawą cechą opracowania jest
przedstawianie pewnych kontrowersji ("The Redfield-Lewis Controversy") lub konfrontacji róż­
nych n u r t ó w , np. „feminizm i postmodernizm" lub „feminizm i marksizm".
Problematyka antropologii feministycznej - jeszcze tak trudno zrozumiała dla naszych czytel­
n i k ó w - zajmuje w książce wiele miejsca, prawie pięćdziesiąt stron. Autor przedstawia założenia
tej orientacji, konfrontuje j ą z niektórymi innymi orientacjami, omawia stan o p r a c o w a ń , przy­
kłady z d w ó c h odległych części świata, krytykę tego nurtu ze strony a n t r o p l o g ó w i reprezentantów
innych dyscyplin, rozważając także wcale s e n s o w n ą kwestię czy kobiety radzą sobie w badaniach
terenowych lepiej niż mężczyźni (tutaj bardziej celowe b y ł o b y wskazanie n a specyficzne tematy,
które kobiety m o g ą realizować z w i ę k s z y m powodzeniem niż mężczyźni, a nie traktowanie sprawy
w wymiarze o g ó l n o a n t r o p o l o g i c z n y m ) . T a właśnie partia książki - przyznać należy, że jest ona
ciekawa i cenna - ujawnia pewne specyficzne d l a całości niedostatki, eksponowanie niekiedy d o ś ć
j a ł o w y c h kwestii (predylekcja żeńskiej części środowisk akademickich do stosowania metod jakoś­
ciowych), wykorzystywanie kalek interpretacyjnych z odległych sfer rzeczywistości kulturowej
jedynie ze względu n a ich zewnętrzną atrakcyjność ( „ k o l o n i a l n y charakter relacji m i ę d z y płcia­
mi"), n i e z n a j o m o ś ć kilku podstawowych z tego zakresu prac (np. fundamentalnego,
odczuciu, brytyjskiego opracowania Feminism

and Anthropology,

w moim

H . L . Moore z roku 1988),

wreszcie kierowanie się w wyborze sylwetek badawczych subiektywną opinią - „ o d tych o s ó b
najwięcej się n a u c z y ł e m " (s. 167). Warto d o d a ć , że w ś r ó d scharakteryzowanych bliżej przed­
stawicielek „feministycznej antropologii" znajdują się: Marjorie Shostak (badania w Botswanie),
M a r l y n Strathern (badania n a Nowej Gwinei, ponadto teoretyk kultury), E l v i Whittaker (badania
na Hawajach).
Przedstawianie zalet oraz n i e d o s t a t k ó w pracy m o g ł o b y trwać dłużej, m u s z ę w i ę c p o p r z e s t a ć
na stwierdzeniu, że książka Anthropology. A student's Guide to the Theory and Method jest p r a c ą
w a r t o ś c i o w ą , zasługującą n a d o k ł a d n ą lekturę. Przytacza wiele interesującego materiału z historii
antropologii, j a k również wystarczająco d u ż o ciekawych ( m o ż e nie zawsze g ł ę b o k o zinterpretowa­
nych) informacji o jej aktualnym kształcie. Jednocześnie łączy ona w jednym ujęciu sprawy teorii
i metod, r o z w a ż a n i a teoretyczne i przykłady terenowe, a autor interesująco przedstawia nie tylko
sylwetki badaczy, ale r ó w n i e ż umiejętnie posługuje się pojęciami, wykazuje s k ł o n n o ś ć do kon­
struowania modeli (np. model zmiany w środowisku o złożonej strukturze postetnicznej i zawo­
dowej) oraz uwrażliwienie na czyhające n a współczesnego antropologa przeszkody, których nie
n a p o t y k a ł w dobie rozwiniętych s y s t e m ó w kolonialnych. Tego rodzaju refleksje zgromadzone
zostały w ostatnim rozdziale książki.
Sądzę, że recenzowana praca powinna b y ć bardzo pomocna w studiowaniu niezbyt odległej
przeszłości

antropologii,

szczególnie w ś r o d o w i s k a c h akademickich. Gdyby została przetłu­

maczona n a język polski, studenci nasi otrzymaliby ciekawy materiał i z d e c y d o w a n ą pomoc
w zgłębianiu tajemnic tej dyscypliny, o wiele bardziej przejrzystą i konkretną, n i ż niektóre
rodzime opracowania.
Mieczysław

Fieldwork

and Footnotes.

Studies

in the History

of European Anthropology,

Trojan

H . F . Vermeulen,

A . A . R o l d a n (red.), L o n d o n - N e w Y o r k : Routledge 1995, ss. 261
W kontekście etnologii europejskiej/antropologii Europy rzadko się do tej pory słyszało
o d o ś w i a d c z e n i a c h specjalistycznych środowisk w Holandii. Ostatnio jednak poczyniono w tym
kraju wiele w interesującym nas zakresie. Przejawia się to szczególnie w studiach d o t y c z ą c y c h
strefy ś r ó d z i e m n o m o r s k i e j , etniczności i sytuacji grup imigrantów oraz w badaniach nad historią

207

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

etnografii/antropologii

Europy. Niewiele jednak b r a k o w a ł o , aby w a ż n a praca z tej

dziedziny, j a k ą jest Fieldwork

ostatniej

and footnotes. Studies in the history of European anthropology, nie

o d b i ł a się w Polsce ż a d n y m echem. N a realność tego niebezpieczeństwa zwrócił mi u w a g ę jeden
z jej r e d a k t o r ó w , p r o s z ą c jednocześnie o skreślenie w tej sprawie paru uwag i refleksji.
Rzecz charakterystyczna, książka zaskakuje czytelnika j u ż przy pierwszym zetknięciu. Nie
chodzi przy tym jednak o „ e g z o t y c z n e " postacie z okładki (okazują się one bardziej swojskimi
- to rysunki naskalne z V a l Camonica), lecz o nazbyt skromny tytuł, słabo przystający do całości
dzieła. Praca dotyczy bowiem nie tylko znaczenia b a d a ń terenowych - c h o c i a ż m y ś l ta została
dobrze zaakcentowana, a w i ę k s z o ś ć artykułów to c o ś znacznie więcej n i ż jedynie o d n o ś n i k i
i przypisy, to często wcale udane ujęcia analityczne. Drugie zaskoczenie, czekające niechybnie
polskiego czytelnika, wynika ze swojskiego klimatu, jaki w tej książce panuje. Nie płynie to
głównie z obecności w niej artykułu "Ethnography and anthropology, the case of Polish ethno­
logy", k t ó r e g o autorami są Z . Jasiewicz i D . Slattery (stąd w i e l o ś ć polskich nazwisk w indeksie),
ale przede wszystkim zdecydowanego n a w i ą z y w a n i a do osiągnięć B . Malinowskiego przez trójkę
zagranicznych a u t o r ó w - P. Skalnika, A . A . R o l d á n o oraz H . F . Vermeulena.
N i e k t ó r e z a r t y k u ł ó w to jednak d o ś ć przypadkowe, chociaż przydatne przyczynki, poszerza­
j ą c e i pogłębiające zarazem stan naszej wiedzy o pra- i p o c z ą t k a c h refleksji etnograficznej (dla
zachodniej Europy raczej antropologicznej) na naszym kontynencie. Chodzi tutaj o opracowa­
nia d o t y c z ą c e dzieła Orang Outang L o r d a Monboddo - inaczej Jamesa Burnetta (1714-1799)
- autorstwa A . Barnarda, j a k również o artykuły d o t y c z ą c e studium H . J . Nieborera (1873-1920)
0 niewolnictwie (tekst J . J . de Wolfa) oraz o ś w i e c e n i o w y c h i romantycznych inspiracji A . Bastiana.
W grupie tej korzystnie w y r ó ż n i a się artykuł na temat p o c z ą t k ó w i instytucjonalizacji etnografii
1 etnologii w Europie oraz w U S A w okresie 1771-1845 H . F . Vermeulena, w k t ó r y m p o d j ę t o się
analizy t y t u ł ó w preetnograficznych o p r a c o w a ń i pojawiania się nazwy dyscypliny (np. pierwsze
użycie określenia „ e t n o l o g i a " przez s ł o w a c k i e g o historyka A . F . K o M r a w roku 1783). Autor
niewiele jednak wykracza poza wczesne dzieje „etnografii" w środkowej Europie, lecz w tym
kontekście jego tekst jest zdecydowanie w a ż n y , dobrze udokumentowany

i zasługiwałby na

obszerny komentarz.
S p o ś r ó d czternastu a r t y k u ł ó w skupionych w trzech partiach książki m o j ą u w a g ę zwróciło
tylko kilka. Chodzi konkretnie o teksty o d n o s z ą c e się do takich zagadnień, jak: relacja etnologia
- antropologia w Szwecji ( T . Gerholm), wczesne niemieckie relacje z p o d r ó ż y ( M . Harbsmeier),
dzieje etnologii w Słowenii (Z. Šmitek, B . Jezernik), a przede wszystkim artykuł Т.К. Schippersa
„ A history of paradoxes: Anthropologies of Europe". W pierwszym opracowaniu słusznie pod­
k r e ś l o n o centralną w z g l ę d e m antropologii pozycję entologii w Szwecji (sytuacja n a tle Europy
d o ś ć specyficzna), c h o c i a ż egzemplifikacja tego zjawiska i wyjaśnienie jego przyczyn w y d a j ą mi się
d o ś ć fragmentaryczne. W artykule M . Harbsmeiera o niemieckich p o d r ó ż n i k a c h z p ó ź n e g o oświe­
cenia („Spataiufklarung") zabrakło właściwie p r z y k ł a d ó w ciekawych p o d r ó ż y po peryferiach
Europy, a g ł ó w n i e z rejonu ś r ó d z i e m n o m o r s k i e g o , B a ł k a n ó w oraz ze Skandynawii. Relacji z po­
d r ó ż y po tych obszarach b y ł o d o ś ć d u ż o i dla pierwszych, przednaukowych „ s y n t e z " były one
w a ż n e . W tym kontekście autor zwrócił u w a g ę jedynie na obszerne dzieło S.P. Pallasa z p o d r ó ż y
po Rosji (1771-1776).
W

ciekawym

opracowaniu

dotyczącym

antropologii/etnologii

w

krajach

europejskich

Т.К. Schippersa r ó w n i e ż nie zabrakło n i e d o p o w i e d z e ń , uproszczeń, a nawet p o m y ł e k . T a k n a
przykład ojciec niemieckiego ludoznawstwa J . W . Riehl b y ł związany z tradycją „statystyki topo­
graficznej", bracia Grimmowie natomiast z filologią; nie jest natomiast p r a w d ą , że w przypadku
k a ż d e g o z nich istniały r ó w n i e znaczące p o w i ą z a n i a z tymi dwoma nurtami. B ł ę d n e jest r ó w n i e ż
zdanie, że m ł o d z i europejscy antropologowie wystartowali do b a d a ń w Europie w latach pięć­
dziesiątych, w tym samym czasie, j a k młodzi antropologowie kulturowi ze S t a n ó w Zjedno­
czonych" (s. 241). Nieprecyzyjnie określono również relacje między n i e m i e c k ą „ V o l k s k u n d e "
a s z w e d z k ą szkołą e t n o l o g i c z n ą S. Erixona, jak r ó w n i e ż zakres jej w p ł y w u n a m a ł e etnologie
niektórych krajów. Ciekawe jest natomiast zwrócenie przez autora uwagi na niektóre (specyficzne)
uwarunkowania w k s z t a ł t o w a n i u się międzywojennej etnologii we Francji - np. n a niechęć m i ę d z y

208

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

zwolennikami szkoły E . Durkheima a środowiskiem folklorystycznym (Van Gennep) - jak rów­
nież na p o c z ą t k i antropologicznych b a d a ń wsi na Wyspach Brytyjskich.
Zbyt fragmentaryczne wydaje się również „ W p r o w a d z e n i e " do pracy, napisane przez jej
r e d a k t o r ó w . Problem ukryty w tytule: „ T h e history of anthropology and Europe" m o ż n a rozu­
m i e ć wprawdzie d o ś ć dowolnie, powinien on jednak wykraczać znacznie poza prezentację g ł ó w ­
nych tez z konkretnych artykułów.
Recenzowana praca jest jednak ciekawa, w a ż n a i konstruktywna. D l a studiujących dzieje
etnografii (antropologii) w Europie stanowić powinna istotną pomoc.
Mieczysław

Nigel Barley,

Niewinny antropolog.

Notatki

z glinianej chatki, Prószyński i S-ka,

Trojan

Warszawa

1997, ss. 211
„ N i e w i n n y antropolog" Nigela Barleya jest zapisem d o ś w i a d c z e ń i naocznych obserwacji
etnografa b a d a j ą c e g o system wierzeń i o b y c z a j ó w niewielkiego k a m e r u ń s k i e g o plemienia D o w a y ó w . Relacja Barleya m a p o s t a ć zbeletryzowanego reportażu, którego język odznacza się nieby­
w a ł ą giętkością i plastycznością. Znamienny dla relacji Barleya jest także autentyzm spostrzeżeń
służący rzeczowemu i wielostronnemu przedstawieniu realiów pracy w terenie. W ten s p o s ó b autor
demistyfikuje romantyczny p o g l ą d osadzający świat społeczeństw plemiennych w onirycznej sce­
nerii miejsca szczęśliwego, w k t ó r y m antropolog nawiązuje ż y w ą więź porozumienia z miejscową
l u d n o ś c i ą . Barley z iście d e m a s k a t o r s k ą pasją o b n a ż a p o z o m o ś ć tego przekonania; pokazuje, jak
wiele istotnych r ó ż n i c oddziela krąg kultury prymitywnej od świata cywilizacji Zachodu. Dyso­
nanse te stają się źródłem psychicznego niepokoju i rozterek antropologa starającego się przywyk­
n ą ć do nowego ś r o d o w i s k a kulturowego. Jego o d m i e n n o ś ć zauważa Barley jeszcze w Wielkiej
Brytanii. Skrajna biurokratyzacja i brak subordynacji widoczny w zachowaniach p r a c o w n i k ó w
linii lotniczych „Air Cameroon" oraz u r z ę d n i k ó w ambasady kameruńskięj, gdzie udaje się przed
p o d j ę c i e m ekspedycji, świadczą jak dalece afrykański kodeks norm i w z o r ó w

postępowania

l e k c e w a ż y rygory europejskiej obyczajowości. D o ś w i a d c z e n i e Barleya pokazuje, iż nie m a nic
bardziej b ł ę d n e g o od p r ó b y ekstrapolacji s p o s o b ó w myślenia i zachowania kultywowanych w gra­
nicach orbis interior n a świat obcej kultury. Postrzeganie i organizowanie rzeczywistości

ma

bowiem niejednakowy charakter w odniesieniu do różnych społeczeństw. Zależy ono w dużej
mierze od rozumienia p o j ę ć o g ó l n y c h , takich jak „przestrzeń" i „czas", które wyznaczają ludzką
orientację w świecie. O b e c n o ś ć antropologa w wiosce D o w a y ó w stwarza warunki do konfrontacji
r ó ż n y c h s p o s o b ó w percepcji rzeczywistości. Jeden z nich właściwy jest dla ponowoczesnego świata
cywilizacji Zachodu, drugi o b o w i ą z u j e w świecie kultury prymitywnej.
Czas. C z ł o w i e k a wychowanego w tradycji
są w

europejskiej uderza fakt, iż Dowayowie

stanie precyzyjnie określić swojego wieku. Formalne miary czasu, takie jak

nie

tydzień

i miesiąc, s t a n o w i ą tutaj bowiem produkt akulturacji i są inaczej interpretowane przez starszych
c z ł o n k ó w plemienia. Starsi Dowayowie odliczają dni „ o d chwili obecnej". Aby ustalić chro­
nologiczny porządek zdarzeń posługują się sformułowaniami typu: „dzień przed dniem przed
przedwczoraj". Nieznany jest im europejski nawyk planowania czasu i dysponowania

nim

jak c z y m ś materialnym.
W kraju D o w a y ó w rytm zajęć wyznaczany jest przez periodyczność zjawisk przyrody. Po­
śpiech jest w tym świecie działaniem zbędnym. C z ł o n k o w i e plemienia robią wszystko w stosow­
nym dla siebie czasie. Monitowani do pokazania c z e g o ś w konkretnej chwili odpowiadają: „ T o
nie jest dobra pora" (s. 89). Brak tu jakichkolwiek paraleli do europejskiego sposobu przeżywania
t e m p o r a l n o ś c i zjawisk, k t ó r e g o manifestacją jest traktowanie czasu jako czegoś niezwykle cennego
o pozorach d o t y k a l n o ś c i i atrybutach u ż y t k o w o ś c i . Jest to znamienna cecha kultury europejskiej,
w której łonie d o k o n a ł o się uprzedmiotowienie czasu. Paradoksalnie, czas w kulturze D o w a y ó w
pozbawiony jest aspektu, k t ó r y sugerowałby k o n i e c z n o ś ć oszczędzania go. „ L u d z i e dziwią się

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

209

- pisze Barley - ż e m o g ę czuć się obrażony, kiedy zjawiają się o dzień albo o t y d z i e ń p ó ź n i e j lub
kiedy pokonawszy 15 k i l o m e t r ó w , nie zastaję ich w domu" (s. 89).
N i e h o m o l o g i c z n o ś ć d w ó c h koncepcji czasu: obowiązującej w świecie kultury europejskiej
i związanej ze światem kultury tradycyjnej ujawnia się t a k ż e w tym, iż w doświadczeniu człowieka
świeckiego natura czasu jawi się jako jednorodna. Homo religiosus natomiast w y r ó ż n i a w czasie
metafizyczne granice, momenty mocne i szczególne. Istnieje dla niego czas zwykły, powszedni
i czas święty, niecodzienny. Czasem n i e z w y k ł y m jest w świecie D o w a y ó w inicjacja. Wszystkie
momenty w a ż n e , p r z e ł o m o w e , inaugurujące nowy okres w życiu plemienia, wszystkie święta
kalendarzowe o d n o s z ą się tutaj do ceremonii obrzezania. Jest ona szczególnie istotna, g d y ż
rytualne odrodzenie - wieńczące akt inicjacji - związane jest z periodycznym stwarzaniem czasu
na nowo; stanowi symboliczne znoszenie starego p o r z ą d k u i kreację nowego świata.
Inicjacja m a zwykle miejsce p o m i ę d z y 10 a 20 rokiem życia. Wszyscy chłopcy z wioski
poddawani są zabiegowi w tym samym czasie. Celem inicjacji jest uwolnienie obrzezanego od
skazy kobiecości, zamiana „ m o k r e g o " c h ł o p c a w „ s u c h e g o " mężczyznę. Pierwsza faza obrzędu
oznacza s y m b o l i c z n ą śmierć uczestnika inicjacji. W chwili opuszczenia wioski, które rozpoczyna
ten etap, c h ł o p c y są jeszcze „ w i l g o t n i " i dlatego wymaga się od nich, aby przez trzy kolejne dni
klęczeli zanurzeni w rzecznym nurcie. Zabiegowi obrzezania zostają poddani, kiedy zaczyna
p a d a ć . N a s t ę p n i e opuszczają nadrzeczne obozowisko i udają się w kierunku g ó r . Kolejne dziewięć
miesięcy jest okresem społecznej bezczasowości, który konotuje wejście obrzezanego w czas święty
i niezwykły. M ę ż c z y z n a jest w ó w c z a s skrępowany tabu zakazującym mu n a w i ą z y w a n i a kontak­
t ó w z płcią przeciwną oraz nakazującym mu pozostawanie poza obszarem osady. Uczestnicy
obrzędu, ze względu n a osobliwy stan w j a k i m pozostają - stan przejściowej dzikości - u w a ż a n i
są z a obdarzonych niezwykłymi właściwościami magicznymi i j a k o tacy s t a n o w i ą niebezpieczeńs­
two dla t k w i ą c y c h w p o r z ą d k u życia codziennego w s p ó ł p l e m i e ń c ó w . Po zakończeniu okresu
odosobnienia c h ł o p c y powracają do wioski. M o g ą uczynić to jedynie w porze suchej, co jest
k o n s e k w e n c j ą symboliki przypisywanej obrzędowi obrzezania. Jego finalna faza oznacza w ł ą c z e ­
nie inicjowanych c h ł o p c ó w w porządek plemienia, jest znakiem ich naturalnego

odrodzenia

i wejścia w n o w ą erę czasu.
Umieszczanie dziewczynki podczas pierwszej menstruacji w chacie, w której proso jest ściera­
ne n a m ą k ę stanowi ekwiwalent izolacji c h ł o p c ó w poddawanych zabiegowi obrzezania. T u r ó w ­
nież mamy do czynienia z aktem okresowego wyłączenia z życia w s p ó l n o t y , w czasie k t ó r e g o
dokonuje się przeistoczenie dziewczynki w d o r o s ł ą kobietę. Miesiączkująca dziewczynka, podob­
nie j a k inicjowany chłopiec, znajduje się w czasie sakralnym i tak jak on zostaje wyrwana
z ustalonego rytmu działań powszednich i skazana na odseparowanie od reszty w s p ó ł p l e m i e ń c ó w .
W czasie n i e z w y k ł y m umieszczane jest także - organizowane przez D o w a y ó w dla zmarłych
- święto czaszek oraz żniwa. Ich rozpoczęcie wyznaczane jest przez rytmy kosmiczne, co zgodne
jest z przekonaniem, iż człowiek kultury archaicznej inicjuje nowe zdarzenie wtedy, kiedy znak do
tego daje natura, nigdy wcześniej. „ N a t u r a dostarcza wzoru działalności, modelu egzystencji"
- powiada M a r i a Janion (1975, s. 256). Stoi to w jawnej sprzeczności z predylekcją Europejczyka
do planowania przyszłości i ścisłego przestrzegania harmonogramu zajęć. D l a człowieka Zachodu
najbardziej k o n s t y t u t y w n ą cechą czasu jest bowiem trwanie. T o , że m o ż e b y ć on percypowany
inaczej wydaje się Europejczykowi kuriozalne. Tymczasem - z a u w a ż a Edward Hall - czas jest dla
c z ł o n k ó w kultury prymitywnej „[...] tym, co zdarza się, kiedy z b o ż e dojrzewa albo owoce doras­
tają, charakterystyczną sekwencją zdarzeń. Jest naturalnym procesem, który objawia się, kiedy
ż y w a substancja odgrywa swój w ł a s n y dramat ż y c i o w y " (Hall 1987, s. 146).
Przestrzeń. Przynależność do d w ó c h odrębnych s y s t e m ó w kulturowych implikuje nie tylko
r ó ż n y stosunek mentalny do czasu, ale i odmienny rodzaj doświadczenia przestrzennego. P o g l ą d
na świat w ł a ś c i w y dla kultury tradycyjnej zakłada dychotomiczny podział przestrzeni n a przeciw­
stawne sobie obszary. Są nimi: terytorium życia codziennego, n a k t ó r y m sacrum objawia s w ą moc
jedynie poprzez obrzędy i obszar świętości n i e u p o r z ą d k o w a n e j . Jest to przestrzeń znajdująca się
poza granicami zamieszkanego terytorium: bezkształtna i nieokreślona, pełna zgubnych i destruk­
cyjnych sił duchowych. Czasem, w k t ó r y m terra ignota staje się szczególnie niebezpieczna jest noc.

210

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

C i e m n o ś ć zawsze w a r t o ś c i o w a n a jest repulsywnie. Jest znakiem śmierci, martwoty, inercji. Ciem­
n o ś ć p o t ę g u j e stopień entropii, rodzi apokaliptyczny lęk.
Dowayowie unikają opuszczania wsi n o c ą . Wierzą, ż e okolice nawiedzają w ó w c z a s złe moce.
W y s y s a j ą one krew ludzi i b y d ł a p o w o d u j ą c choroby, a nawet śmierć. Człowiek przebywający
n o c ą poza granicami wioski n a r a ż o n y jest na ataki dzikich bestii; grozi mu także

spotkanie

z olbrzymem Pieprzową G ł o w ą , który - j a k wierzą tubylcy - o k ł a d a p o d r ó ż n y c h razami. (Strach
przed P i e p r z o w ą G ł o w ą skutecznie zapobiega „wałęsaniu s i ę " kobiet po okolicy. „Wałęsającym
się" kobietom imputuje się c u d z o ł ó s t w o . ) Jedynie człowiek wyrosły w świecie municypalnych
o b s z a r ó w kultury Zachodu, wolny od resentymentów, a takim jest badacz, ma o d w a g ę ł a m a ć
endemiczne tabu. „ D o w a y o w i e szczerze się dziwili - pisze Barley - że wędruję przez busz po
ciemku i uznawali to za ryzykancką śmiałość" (s. 89).
Nieprzyjaznym i niszczycielskim mocom wstępu do wioski broni palisada z ł o d y g prosa
i k a k t u s ó w . Przed k a ż d ą w i o s k ą mieści się również okrągły plac, który jest miejscem celebrowania
o b r z ę d ó w . N a placu tym znajduje się centralne drzewo, które pełni funkcję symbolicznej osi
świata. Tutaj także eksponowane są utensylia i przedmioty istotne dla życia religijnego plemienia.
Plac przed wsią, na k t ó r y m znajduje się drzewo centralne nie jest jednak jedynym świętym
miejscem w s p ó l n o t y . Przestrzeń egzystencjalna m o ż e b y ć bowiem przerywana nieskończenie wiele
razy. Miejscami sakralnymi s ą także domy D o w a y ó w , których architektura odwzorowuje geome­
tryczną b u d o w ę centrum. M a j ą one kształt rotundy, a w y d ł u ż o n e s t o ż k o w a t e dachy imitują obraz
axis mundi, słupa kosmicznego, który umożliwia łączność p o m i ę d z y trzema poziomami wszech­
świata. W ten s p o s ó b dom mieszkalny kosmizuje świat, znosi chaos poprzez nadanie mu kształtu
i struktury. Cechy miejsca świętego posiada również chata stanowiąca miejsce fizycznej i sym­
bolicznej izolacji miesiączkującej kobiety oraz sanktuarium, w k t ó r y m przechowywane są konse­
krowane czaszki. Fragmentem przestrzeni j a k o ś c i o w o r ó ż n y m od innych jest także znajdujące się
niedaleko zagrody dla b y d ł a miejsce, gdzie zakopane są święte kamienie. M a j ą one z a p e w n i ć
z d o l n o ś ć do r o z m n a ż a n i a zwierzętom, ale m o g ą oddziaływać także na p ł o d n o ś ć człowieka i dlate­
go wolno zbliżać się do nich jedynie osobom starszym, które nie m o g ą j u ż m i e ć potomstwa.
Święte kamienie i naczynia przechowywane są również poza terytorium osady, w miejscach
szczególnie n i e d o s t ę p n y c h , takich jak górskie jaskinie i w y ł o m y skalne. Pozostają one pod opieką
osoby o specjalnym statusie, j a k ą jest zaklinacz deszczu.
Istotne dla r o z w a ż a ń nad organizacją i sposobami w a r t o ś c i o w a n i a przestrzeni w kulturze
D o w a y ó w jest również zwrócenie uwagi na występujący w tej społeczności podział przestrzeni
w e d ł u g kryterium płci. Jest to p o ś r e d n i o związane z wyróżnianiem przez w s p ó ł p l e m i e ń c ó w lat
m ę s k i c h i żeńskich. Przestrzeń dzieli się tu zatem n a obszary, na których toczy się życie kobiet i na
terytoria b ę d ą c e wyłączną w ł a s n o ś c i ą mężczyzn. Kobiety chowane są po śmierci w innym miejscu
niż obrzezani, a w i ę c p e ł n o w a r t o ś c i o w i mężczyźni. Nie wolno im także p r z e b y w a ć w miejscach
z w i ą z a n y c h z rytem obrzezania. M ę ż c z y ź n i i kobiety mieszkają w osobnych chatach. A k t seksual­
ny pary nie związanej ślubem odbywa się zawsze w domu kobiety. Sytuację tę zmienia diametral­
nie zawarcie m a ł ż e ń s t w a . Miejscem intymnych s p o t k a ń m a ł ż o n k ó w jest odtąd chata mężczyzny.
Zachowania. O d m i e n n o ś ć obyczajowości charakterystycznej dla kultury D o w a y ó w od przy­
j ę t y c h w świecie Zachodu w z o r ó w p o s t ę p o w a n i a ujawnia się r ó w n i e ż w preferowaniu w granicach
tych ś w i a t ó w różnych t y p ó w z a c h o w a ń przestrzennych.
Dowayowie okazują k o m u ś sympatię siadając mu na kolanach, głaszcząc po głowie i obej­
mując. M ę ż c z y ź n i tego plemienia c h o d z ą trzymając się za ręce, sypiają spleceni w uścisku. Nie jest
to jednak odbierane w kategoriach z a c h o w a ń seksualnych, co sugerowałaby norma zwyczajowa
regulująca stopień bliskości k o n t a k t ó w w kulturze europejskiej. M y , wychowani w świecie Z a ­
chodu - m ó w i Hall - „[...] nie lubimy d o t y k a ć innych poza chwilami intymnymi" (Hall 1987,
s. 164). Zachowanie D o w a y ó w jest więc dla Barleya p o g w a ł c e n i e m konwencji, jaka obowiązuje
w świecie jego kręgu kulturowego.
Ź r ó d ł o konfuzji badacza stanowi r ó w n i e ż s p o s ó b , w jaki Dowayowie demonstrują różnice
statusu p o m i ę d z y zwykłymi członkami plemienia a białym przybyszem. „ L e d w o przysiadałem na
kamieniu n a tym samym poziomie, co wszyscy - raportuje Barley - a robiło się okropne zamieszanie.

211

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Ludzie rozpaczliwie usiłowali coś zmienić, znaleźć

się niżej ode mnie albo nalegali, żebym spoczął n a

macie, co p o d n o s i ł o m ó j status" (s. 53). Postponowanie miejscowych norm odbierane jest j a k o
despekt. Badaczowi, k t ó r y u w a ż a n y jest za o s o b ę o wyjątkowej pozycji społecznej, zabrania się
kontaktu z miejscowym pospólstwem, kobietami i dziećmi. Jego partnerami w konwersacji m o g ą b y ć
jedynie osoby społecznie uprzywilejowane: naczelnik wioski, starcy i czarownicy.
T a k ż e prowokowanie
odpowiednimi

sytuacji komunikacyjnej regulowane jest w społeczności

Dowayów

normami. Lokalny zwyczaj zakazuje poruszania w obecności niektórych

osób

t e m a t ó w d o t y c z ą c y c h intymnej sfery życia. Dlatego pytanie Barleya o m o ż l i w o ś ć podejmowania
s t o s u n k ó w seksualnych w czasie polowania, zadane mężczyźnie, k t ó r e g o siostra z n a j d o w a ł a się
w strefie objętą konwersacją, potraktowane

zostało jako afront. Z zachowaniem w sytuacji

komunikacyjnej w i ą ż ą się także określone reguły d o t y c z ą c e sposobu prowadzenia konwersacji.
Dowayowie w y m a g a j ą od swego r o z m ó w c y ciągłych reakcji s ł o w n y c h oraz ekspresyjnych g e s t ó w .
Nierealizowanie takiego modelu rozmowy powoduje, iż skonsternowany interlokutor milknie.
Przytoczone przykłady społecznych z a c h o w a ń i postaw stanowią spektakularne dowody n a
to, j a k odmienne prawidła i wzorce p o s t ę p o w a n i a obowiązują w świecie społeczeństw prymityw­
nych i współczesnej kultury Zachodu. T a wzajemna nieprzystawalność d w ó c h s y s t e m ó w kulturo­
wych jest w ę z ł o w y m zagadnieniem sprawozdania Barleya. Angielski antropolog u z m y s ł a w i a nam
także, jak ł a t w o wpadamy w zasadzki własnej cywilizacji absolutyzując swój p o g l ą d na świat, i j a k
trudno jest nam p o g o d z i ć się z myślą, że m o g ą istnieć środki o d w o ł a w c z e od tego, co w świecie
naszego kręgu kulturowego uznane zostało za prawomocne.

LITERATURA
Hall E.
1987

Bezgłośny

język,

P I W , Warszawa.

Gorączka

romantyczna,

Janion M.
1975

P I W , Warszawa.
Aleksandra

Rzepkowska

Halina Rusek, Kulturowe wzory życia polskich rodzin na Zaolziu a asymilacja, Katowice 1997,
W y d . Uniwersytetu Śląskiego, ss. 167
Jedno z najnowszych o p r a c o w a ń d o t y c z ą c y c h Zaolzia - jak zaznacza we Wstępie jego
autorka, Halina Rusek - w ł ą c z a się w dyskusję nad p r o b l e m a t y k ą mniejszości narodowych oraz
zagadnieniami związanymi z procesami asymilacji. Kwestie P o l a k ó w żyjących nad Olzą, podobnie
jak w innych krajach socjalistycznych przed 1989 г., były rozwiązywane teoretycznie

pozytywnie,

w rzeczywistości jednak mieliśmy do czynienia z cichym wynaradawianiem społeczności mniej­
szościowej. Silną b y ł a też presja społeczeństwa w i ę k s z o ś c i o w e g o d ą ż ą c e g o do j e d n o r o d n o ś c i .
Sytuacja polskiej grupy, która p o w s t a ł a w wyniku działania m e c h a n i z m ó w wielkiej polityki, to
d o s k o n a ł y przykład ilustrujący „przebieg współczesnych p r o c e s ó w asymilacyjnych z a c h o d z ą c y c h
w społeczności, k t ó r a d o s y ć wyraźnie na wszystkich płaszczyznach życia zaznacza s w o j ą odręb­
n o ś ć etniczno-kulturową, c h o c i a ż nieustannie asymiluje się ze społeczeństwem czeskim" (s. 8). Jest
to r ó w n o c z e ś n i e przykład regionu pogranicza, gdzie stale mamy do czynienia z przenikaniem się
kultur a miejscowa l u d n o ś ć uczestniczy w co najmniej trzech wymiarach kultury: regionalnej
śląskiej, polskiej i czeskiej. T o właśnie na kulturę regionalną nakładają się kultury narodowe,
polska i czeska. „Treści i wzory kultury, których nosicielami są różne grupy społeczne - w y r ó ż ­
nienie grup n a r o d o w o ś c i o w y c h to wskazanie tylko jednego aspektu zróżnicowania s p o ł e c z n e g o
tego regionu - mieszają się ze sobą, d o p a s o w u j ą do nowych sytuacji i t w o r z ą coraz to nowy
wymiar zjawiska nazwanego kulturą z a o l z i a ń s k ą " (s. 8).

212

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

A u t o r k a pracy stawia wiele pytań d o t y c z ą c y c h t o ż s a m o ś c i narodowej, etnicznej i kulturowej
m i e s z k a ń c ó w tego zakątka pięknej Ziemi Cieszyńskiej, ich świadomości narodowej i podstaw
samoidentyfikacji. Pojawiają się one w momencie, kiedy p a ń s t w o czeskie oficjalnie deklaruje
w swojej polityce n a r o d o w o ś c i o w e j zasady, że bogactwo kraju leży w jego r ó ż n o r o d n o ś c i . Jest to
sygnałem udzielenia jakby większej autonomii w sprawach kultury mniejszościom narodowym.
Zastanawiając się nad zagadnieniem asymilacji polskiej grupy narodowej do czeskiej większości
A u t o r k a konstruuje socjologiczne studium - w y k a z u j ą c się przy okazji d o s k o n a ł ą z n a j o m o ś c i ą
literatury przedmiotu tak polskiej, czeskiej, j a k i zaolziańskiej - „ g ł ó w n y c h p r o c e s ó w wyznaczają­
cych podstawy egzystencji polskiej społeczności zaolziańskiej" (s. 9). Jak czytamy: „ P r z e d m i o t e m
pracy są kulturowe wzory zachowania składające się n a s p o s ó b życia polskich rodzin oraz
poszukiwanie w nich z a c h o w a ń nieobojętnych d l a p r o c e s ó w asymilacyjnych" (s. 9).
P o d s t a w ą opracowania stała się relacja z b a d a ń empirycznych, towarzyszy im część teore­
tyczna z u p o r z ą d k o w a n ą wiedzą o rzeczywistości zaolziańskiej, skonstruowany opis s p o ł e c z n o -kulturowych u w a r u n k o w a ń omawianych zjawisk. K s i ą ż k a m a przejrzystą strukturę, składa się
z siedmiu rozdziałów, które w logiczny s p o s ó b snują w y w ó d na temat kulturowych w z o r ó w życia
polskich rodzin na Zaolziu i ich p o w i ą z a ń z procesami zwanymi asymilacją. Jest rezultatem
wieloletnich b a d a ń . W rozdziale p o ś w i ę c o n y m s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m uwarunkowaniom proce­
s ó w asymilacyjnych n a Zaolziu poznajemy elementy opóźniające procesy asymilacji, a więc: spora
l i c z e b n o ś ć polskiej grupy, jej z a w a r t o ś ć terytorialna, pokrywanie się, do jakiegoś czasu, struktury
etnicznej z k l a s o w ą , czy silnie określone poczucie tożsamości z kulturą macierzystego narodu.
Obok tego to, co j ą przyspieszało: prowadzona polityka n a r o d o w ś c i o w a , brak bieżących kontak­
t ó w z Polską, szkody górnicze (rozproszenie P o l a k ó w w d u ż y c h miastach), systematyczne „roz­
rzedzanie" polskiego ś r o d o w i s k a poprzez osadnictwo czeskie i słowackie n a pograniczu, charakter
rynku pracy, m a ł ż e ń s t w a mieszane. Religia, zdaniem Autorki, w tym przypadku nie stymuluje
w znaczący s p o s ó b s t o s u n k ó w n a r o d o w o ś c i o w y c h .
Z o s t a ł a r ó w n i e ż z w r ó c o n a uwaga n a rolę życia organizacyjnego P o l a k ó w n a Zaolziu jako
istotnego wyznacznika odrębności kulturowej. Dlatego też w dalszej części pracy brakuje mi
o d w o ł a ń do tego kręgu zagadnień, szczególnie gdy Autorka - pisząc o „ w z o r a c h życia rodzin­
nego, towarzyskiego i sąsiedzkiego" (rozdz. I I I ) wyróżniając m.in. kontakty rodzinne, przyjaciel­
skie, sąsiedzkie, jakby zapomina o wspaniałych tradycjach właśnie w s p ó l n e g o , rodzinnego spędza­
nia czasu wolnego, np. w ramach imprez typu Gorolskie Święto, czy wizyt w teatrze (Scena
Polska). R ó w n i e ż w tym rozdziale, k t ó r e g o tytuł sugeruje ukazanie funkcjonujących

wzorów

realizowanych w e w n ą t r z rodziny trochę m a ł o jest, moim zdaniem, - a m o ż e nie ma? - informacji
o wzorach polskiej rodziny. M o ż e szczególny szacunek dla o s ó b starszych? M o ż e rola ż o n y -matki? M o ż e w i e l o p o k o l e n i o w o ś ć tych rodzin, a m o ż e - i n a to jest wiele p r z y k ł a d ó w - pewne,
jakby zakodowane wzory aktywności kulturalno-oświatowej czyli społecznikostwo, pokoleniowy
udział w pracach c h ó r ó w , z e s p o ł ó w itp. C z y wystarczy tylko w ramach w z o r ó w wychowawczych
w y m i e n i ć w y s y ł a n i e dzieci do klas czy szkół polskich? Autorka pisze o roli społecznej funkcji
rodziny jako punktu odniesienia dla jej c z ł o n k ó w a nie wspomina o zawodach, które są w s p ó l n e
dla wielu p o k o l e ń (praca w kopalni, hucie, nauczyciel itp.). Podobnie pisząc o roli

tradycji

(rozdz. I V ) i m i ę d z y p o k o l e n i o w e g o przekazu jeszcze bardziej należało podkreślić z jednej strony
znaczenie z n a j o m o ś c i dziejów rodziny (kroniki rodzinne, drzewa genealogiczne, hymny rodzinne
itp.) a z drugiej przekazywanie wiedzy o przeszłości Zaolzia. Niestety, należy to z a u w a ż y ć z żalem,
to drugie w obrębie współczesnej rodziny coraz częściej przestaje b y ć realizowane. A l e właśnie czy
to oznacza, że nikt tego nie robi?
W bardzo ciekawym rozdz. V I (1) „ K u czy przeciw asymilacji? Podsumowanie

badań"

A u t o r k a o m a w i a j ą c źródła wiedzy historycznej skupia się przede wszystkim n a roli ś r o d k ó w
masowego przekazu. M o i m zdaniem, w przypadku Zaolzia bardzo w a ż n ą , żeby nie rzec najważ­
niejszą wręcz byla i jest działalność Polskiego Związku K u l t u r a l n o - O ś w i a t o w e g o . Jego imprezy,
festyny, festiwale, przeglądy to bardzo istotne i znaczące formy przekazu tradycji. T o one m.in.
d o p r o w a d z i ł y w latach 80-ych do zmiany stosunku m ł o d y c h ludzi do stroju ludowego. A polityka
wydawnicza? Literatura regionalna, historia regionu, j e d n o n i ó w k i , materiały

okolicznościowe

213

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

- wszystko to historia, dzieje tych ziem. O d lat m o ż e m y o b s e r w o w a ć wielką d b a ł o ś ć o zachowanie
d o k u m e n t ó w życia polskiej grupy.
Podsumowaniem

r o z w a ż a ń jest rozdział

V I I („Dwuwymiarowość

tożsamości

etniczno-

-kulturowej społeczności pogranicza - p r ó b a generalizacji"), który wskazuje generalnie n a po­
d w ó j n ą identyfikację n a r o d o w ą i biwalencję kulturą, chociaż pisząc o roli i znaczeniu samoidentyfikacji m i e s z k a ń c ó w Zaolzia A u t o r k a podkreśla, i ż jest to przede wszystkim samoidentyfikacja regionalna.
Pracę uzupełniają tabele statystyczne, w z ó r realizowanego kwestionariusza wywiadu oraz
bogata bibliografia. Dodatkowym walorem pracy jest fakt, iż Autorka od lat mieszkając na
Zaolziu w i ę k s z o ś ć prezentowanego w recenzowanej pracy materiału m o g ł a zweryfikować w prak­
tyce. Jest bowiem nie tylko badaczem czy obserwatorem analizującym polskie życie na Zaolziu,
ale także jego uczestnikiem.
Urszula

Niemieckimi

śladami po „Ziemi

Obiecanej". Auf deutschen Spuren im „Gelobten

Kaczmarek

Land", Ł ó d ź 1997,

Wydawnictwo Literatura, ss. 208
Praca przygotowana przez grono studentów germanistyki Uniwersytetu Ł ó d z k i e g o pod re­
dakcją Krystyny Radziszewskiej i przy konsultacji naukowej Stefana Pytlasa, Ryszarda B o n i s ł a w skiego oraz M a r k a Budziarka jest efektem zajęć z przedmiotu Landeskunde,

prowadzonych pod

kierunkiem dr K . Radziszewskiej, a mających n a celu zainteresowanie studentów historią w ł a s ­
nego miasta i regionu. K s i ą ż k a jest rodzajem przewodnika po zabytkach Ł o d z i , o m ó w i o n y c h
w sześciu nienumerowanych rozdziałach, w których przedstawiono: fabryki i pałace, k o ś c i o ł y
i zabytki związane ze w s p ó l n o t a m i parafialnymi, budynki szkolne, teatry, redakcje gazet, instytu­
cje dobroczynne oraz cmentarze. R o z d z i a ł s i ó d m y , przynoszący krótkie informacje o sześciu
p o d ł ó d z k i c h miejscowościach zamieszkałych w znacznej mierze przez N i e m c ó w ,

odbiega od

zasadniczej koncepcji książki, p o ś w i ę c o n e j przecież Ł o d z i . Z kolei w rozdziale ó s m y m zawarto
noty biograficzne wybranych o s ó b . Tekst pracy uzupełniają współczesne fotografie opisywanych
o b i e k t ó w . D o b ó r ilustracji nie zawsze wydaje się trafny, np. p a ł a c Juliusza Heinzla, w k t ó r e g o
opisie wskazano na walory architektoniczne budowli, pokazany został od strony m a ł o efektow­
nego dziedzińca (s. 25).
K s i ą ż k a , której wydanie sponsorowane b y ł o przez W y d z i a ł strategii U r z ę d u Miasta Ł o d z i ,
w zamierzeniu A u t o r ó w jest zaproszeniem - j a k piszą na wstępie - na matą ucztę
odkrywały

łódzkie

zabytki, które

warte są odkrycia,

w Ł o d z i , przedstawia ich kulturę oraz pokazuje gdzie rozwijało
związkowe

i działały

instytucje

charytatywne.

dla oczu,

by

ale zarazem informuje o historii N i e m c ó w
się [ich] życie kulturalne,

sportowe,

Wszystkie te miejsca, budynki i instytucje,

do

których powstania lub działania przyczynili się w jakimkolwiek stopniu ludzie p o c h o d z ą c y z Nie­
miec - uznane zostały z a ślady niemieckie w Łodzi. Jest rzeczą powszechnie w i a d o m ą , że do
powstania p r z e m y s ł o w e j Ł o d z i , zwłaszcza w pierwszym okresie jej rozwoju, przyczynili się walnie
„ p o ż y t e c z n i cudzoziemcy", w ś r ó d których było wielu przybyszy z krajów niemieckich. Wiadomo
również, ż e zwłaszcza Niemcy przyczynili się w pierwszym rzędzie do rozwoju ł ó d z k i e g o prze­
m y s ł u . Byli t e ż obok znacznej ilości Ż y d ó w sponsorami r ó ż n y c h inicjatyw społecznych i kultural­
nych (licznie przybyli Czesi zasilili z czasem raczej szeregi proletariatu p r z e m y s ł o w e g o ) . Pisze
o tym zresztą w króciutkim, jednostronicowym wstępie prof. Stefan Pytlas.
Czytelnik omawianej książki otrzymuje szereg pożytecznych informacji o budowie, projektan­
tach i czasie powstania omawianych o b i e k t ó w oraz o ich u ż y t k o w n i k a c h . W i a d o m o ś c i te, zebrane
pracowicie, c h o ć j a k w y k a ż ą dalsze uwagi - po amatorsku, zaczerpnięte zostały przez s t u d e n t ó w
z r ó ż n e g o rodzaju polskich i niemieckich źródeł, uzupełnionych niekiedy wspomnieniami star­
szych Ł o d z i a n . Z a p o z n a j ą c e m u się z pracą etnografowi nasuwa się jednak pytanie: co m o ż e m y
u z n a ć w ogóle z a ślad niemiecki oraz kiedy jest to wyłącznie i tylko wyłącznie ślad niemiecki?

214

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Nie m o ż e chyba ulegać wątpliwości, że jeżeli fabrykę zakładał i b u d o w a ł świeżo przybyły do
k r ó l e s t w a Polskiego Niemiec, to budynek założonej przez niego fabryki m o ż n a t r a k t o w a ć jako
ślad działalności Niemca w Łodzi. Autorzy pominęli jednak istotną (zwłaszcza n a użytek czytel­
nika tekstu niemieckiego) informację, że koncepcja uprzemysłowienia Łodzi p o w s t a ł a w gronie
P o l a k ó w - ministrów rządu K r ó l e s t w a Polskiego. Szukając śladów działalności N i e m c ó w przed­
stawili Autorzy miasto, w k t ó r y m zabrakło w o g ó l e P o l a k ó w ! Podkreślając, kto d a ł pieniądze na
b u d o w ę p o s z c z e g ó l n y c h o b i e k t ó w pominęli np. to, że inicjatywa budowy szpitala i m . A n n y M a r i i
była wynikiem społecznej działalności lekarzy zrzeszonych w łódzkim oddziale Warszawskiego
Towarzystwa Higienicznego, czy że działalność charytatywna w Łodzi nie wynikała tylko ze
zrozumienia [ N i e m c ó w ] dla działalności

społecznej

(s. 124), lecz była o g ó l n ą c e c h ą epoki, w której

brak zorganizowanej p a ń s t w o w e j czy samorządowej działalności socjalnej w y m u s z a ł inicjatywy
indywidualne. U t o ż s a m i a n i e wszystkiego, co ewangelickie z niemieckością pokazuje w krzywym
zwierciadle stosunki etniczne w mieście. T o uogólnienie jest szczególnie rażące w przypadku
w c i ą g n i ę c i a na listę „ ś l a d ó w niemieckich" kościoła ewangelicko-reformowanego,

do

którego

w Ł o d z i należeli przede wszystkim Czesi, Polacy oraz nieliczni Francuzi czy Szwajcarzy, a tylko
w y j ą t k o w o Niemcy. Z opisu szkół niemieckich wynika, że p o w s t a w a ł y one na pustyni oświatowej,
podczas gdy skądinąd wiadomo, że w Łodzi j u ż w 1863 г., a więc wcześniej n i ż niemiecka,
p o w s t a ł a pierwsza polska ł ó d z k a pensja z a ł o ż o n a przez Teofilę S c h m i d t o w ą , a prowadzona
„ w duchu patriotycznym". S z k o ł a ta, kilkakrotnie zmieniająca właścicielki, była zalążkiem zna­
nego w okresie m i ę d z y w o j e n n y m gimnazjum J . Pryssewiczówny, a następnie J . Czapczyńskiej.
Autorzy, zapewne z racji swego filologicznego wykształcenia, pominęli s k o m p l i k o w a n ą pro­
blematykę asymilacji i poczucia tożsamości o s ó b pochodzenia niemieckiego, nie licząc się z tym,
że dla niektórych z nich wymienianie ich p r z o d k ó w (nie m ó w i ą c o nich samych) wyłącznie
w k o n t e k ś c i e n a r o d o w o ś c i i kultury niemieckiej m o ż e b y ć wręcz szokujące, czy nawet bolesne.
Zdajemy sobie sprawę, że problem t o ż s a m o ś c i etnicznej jest zagadnieniem niezwykle delikatnym
i trudnym do k r ó t k i e g o o m ó w i e n i a . Jednakże przemilczenia i brak informacji zwłaszcza o samoidentyfikacji niektórych z wymienianych o s ó b rzeczywiście niemieckiego pochodzenia, ale w swo­
im poczuciu P o l a k ó w , jest przekłamaniem. Pastor R u d o l f Gundlach (s. 58) założył pierwszy polski
ewangelicki chór kościelny w 1916 r. W kościele Św. Jana, dzięki przychylności pastora parafii
ks. Juliusza Dietricha o d b y w a ł y się n a b o ż e ń s t w a liczącej ok. 5000 wiernych Polskiej

Parafii

Ewangelickiej (por. s. 60-61). Przemilczenie bez jakiejkolwiek wzmianki tego, że jednak w Ł o d z i
zachodziły procesy asymilacji kulturowej, polonizacji rodzin pochodzenia niemieckiego, zwłaszcza
gdy w e ź m i e się pod u w a g ę cenę, jaką ludzie ci zapłacili za swą p o l s k o ś ć podczas ostatniej wojny,
wydaje się nierzetelne i niesprawiedliwe. Przykładem m o ż e b y ć informacja o ks. Aleksandrze
K a r o l u Falzmanie, pastorze ze Zgierza (s. 188), który zginął, jak to podano w Dachau, ale właśnie
dlatego, że u w a ż a ł się za Polaka i nie chciał przyjąć Volkslisty! Nie wiem również, czy umiesz­
czenie w podobnym kontekście spolonizowanej rodziny dr. K a r o l a Jonschera obok o s ó b de­
klarujących s w ą n a r o d o w o ś ć niemiecką tak, jak czynił to np. Ernst Leonhardt (s. 191) nie jest
pewnego rodzaju niezamierzoną manipulacją. A b y u n i k n ą ć n i e p o r o z u m i e ń , we wstępie powinny
b y ć c h o c i a ż zasygnalizowane trudności związane z podjęciem tak skomplikowanej tematyki. T a m
też n a l e ż a ł o b y w s p o m n i e ć o trudnych do uniknięcia błędach, które m o g ł y p o w s t a ć

podczas

gromadzenia m a t e r i a ł ó w przez zespół autorski nie znający metody pracy historyka.
U badacza dziejów Łodzi i s t o s u n k ó w polsko-niemieckich omawiana tu książka rodzi p o k u s ę
napisania obszernej glosy prostującej długą listę błędów, pomyłek i mylnych interpretacji. I nie chodzi
tu o p o p r a w n o ś ć „ n a u k o w o - h i s t o r y c z n e g o ujęcia", do k t ó r e g o Autorzy nie rościli sobie pretensji
(s. 7), lecz o szacunek dla prawdy o przeszłości, szacunek dla ludzi, których dorobek

został

przypomniany, wreszcie o szacunek dla czytelnika, któremu w głowie mieszać nie należy. O d
przewodnika k a ż d y czytelnik m a prawo oczekiwać, że będzie go rzetelnie informował. W y b ó r
obiektów i s p o s ó b ich opisu jest przywilejem autora. Natomiast udokumentowanych j u ż faktów, dat
i nazwisk zmieniać mu nie wolno. Swoiste kuriozum stanowi opis kamienicy Roberta Schweikerta
(s. 27-28), której pod wskazanym adresem nie ma! Nie jest to skutkiem błędu literowego, bowiem
mylny adres p o w t ó r z o n y jest w spisie treści rozdziału i na planie umieszczonym na wyklejce.

215

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Po lekturze książki trudno m i e ć p e w n o ś ć , gdzie leży Monschau, m i e j s c o w o ś ć rodzinna naj­
w i ę k s z e g o ł ó d z k i e g o p r z e m y s ł o w c a K a r o l a Scheiblera. R a z umieszczono j ą w zachodniej Nadrenii
(s. 201), raz (s. 202) w Saksonii, a w tekście polskim p o s ł u ż o n o się francuskim brzmieniem tej
nazwy (s. 192), co stwarza jeszcze większe zamieszanie. N i e p r a w d ą jest, że Beniamin Krusche
przybył do Pabianic w 1830 r. (s. 175). M i a ł o to miejsce we wrześniu 1825 г., po rezygnacji
z osiedlenia się w T u r k u (Kunitzer 1942, s. 326). F i r m a „ K r u s c h e i Ender" nie p o w s t a ł a w 1830 г.,
lecz 54 lata p ó ź n i e j . A b y nie p o p e ł n i ć tych podstawowych b ł ę d ó w , należało wyjść poza lekturę
jubileuszowego numeru „ L o d z e r Zeitung" z 1913 r. O d tamtego czasu napisano n i e m a ł o n a temat
przemysłu w ł ó k i e n n i c z e g o w Ł o d z i i okręgu. Jeśli prawdziwym m a b y ć twierdzenie, ż e K a r o l
Rajmund Eisert b y ł największym w Łodzi w y t w ó r c ą w y r o b ó w w e ł n i a n y c h (s. 150), to j a k określić
Juliusza Heinzla? (Pytlas 1972, s. 15). W krótkiej wzmiance o Ł ó d z k i m Towarzystwie Strzeleckim,
najstarszej i najdłużej nieprzerwanie działającej organizacji niemieckiej (s. 131-132) znalazły się
dwa błędy. N i e p r a w d ą jest, ż e Towarzystwo z o s t a ł o rozwiązane w 1905 r. w wyniku w y d a r z e ń
rewolucyjnych. Liczyło w ó w c z a s blisko 100 c z ł o n k ó w , a lata poprzedzające wybuch I wojny
1

światowej były okresem jego w z m o ż o n e j a k t y w n o ś c i . N i e p r a w d ą jest, że budynek Towarzystwa
został wybudowany w 1859 r. Pojawił się w ó w c z a s p o m y s ł budowy, ale przez długi czas nie
potrafiono u p o r a ć się z biurokratycznymi przeszkodami. Budynek stanął dopiero w 1877 r. A b y
to stwierdzić nie trzeba sięgać do archiwaliów. S ą n a ten temat publikacje w d o s t ę p n y c h perio­
dykach ( W o ź n i a k 1987).
B r a k ł o konsekwencji w sposobie używania dawnych i współczesnych nazw ulic. Nie m o ż n a
pisać, że Tytus K o p i s c h w y b u d o w a ł bielnik przy ul. Tymienieckiego (s. 191) nie p o d a j ą c obok
ówczesnej jej nazwy. O dacie budowy tego najstarszego w Ł o d z i obiektu p r z e m y s ł o w e g o książka
przynosi dwie sprzeczne ze s o b ą informacje. R a z są to lata 1824-1826 (s. 31), a raz r o k 1828
(s. 191). K t ó r a wersja jest poprawna? W tym przypadku wystarczyło o d w o ł a ć się do jednego
z wielu p r z e w o d n i k ó w po mieście. P r z y k ł a d ó w wzajemnie przeczących sobie informacji m o ż n a
niestety p o d a ć więcej.
Trudno znaleźć uzasadnienie dla stosowania w książce całkiem dowolnych t e r m i n ó w w miej­
sce jednoznacznych i powszechnie przyjętych. W 1820 r. Ł ó d ź stała się o s a d ą fabryczną, nie
miastem fabrycznym, istniały komisje wojewódzkie nie o k r ę g o w e (s. 14), R a d a Administracyjna
w y d a w a ł a postanowienia, nie zarządzenia (s. 55), a j a k m o ż e w y g l ą d a ć „ p ó ł n o c n o - p o ł u d n i o w e
skrzyżowanie w a ż n y c h tras" (s. 14) trudno się d o m y ś l i ć . Mylne jest przypisanie policji udziału
w przygotowaniu miasta pod osadnictwo p r z e m y s ł o w e (s. 14). Błędne jest rozróżnienie m i ę d z y
„ W i e l k i m K s i ę s t w e m P o z n a ń s k i m " a „ziemiami znajdującymi się pod panowaniem pruskim"
(s. 176), p o n i e w a ż Wielkie K s i ę s t w o P o z n a ń s k i e s t a n o w i ł o część tych ziem.
Nieporozumieniem jest szkic Niemieckie osadnictwo w Łodzi
treści wstępem,

(s. 13-15), nazwany w spisie

e k s p o n u j ą c y powyrywane z k o n t e k s t ó w fakty drugo- i trzeciorzędne, a pomijający

podstawowe uwarunkowania tego procesu. Pomawianie w ł a d z K r ó l e s t w a Polskiego o to, ż e były
przeciwne prywatnej własności z a k ł a d ó w p r z e m y s ł o w y c h (s. 13) jest f a ł s z o w a n i e m historii lub
dowodzi niezrozumienia istoty uprzemysłowienia K r ó l s t w a Polskiego w latach 1820-1830. W rze­
czywistości, na wiele s p o s o b ó w opisany j u ż protekcjonizm rządowy, p o ł ą c z o n y n a gruncie łódz­
kim ze skrajnym wręcz prywatyzmem tutejszych przedsiębiorców, czerpiących d o d a t k o w ą siłę
z protestanckiego

etosu pracy, zadecydowały o gospodarczym i kulturalnym sukcesie miasta.

Marginesowe znaczenie m i a ł o przedłużenie osadnikom prawa do wyrębu lasu (s. 14). Wszak
nie byli drwalami, lecz w ł ó k i e n n i k a m i i życiowe znaczenie miały dla nich przemilczane w tekście
licencje n a b e z c ł o w y p r z e w ó z surowca, nisko oprocentowane

kredyty, bezzwrotne

pożyczki

i otwarcie c h ł o n n y c h r y n k ó w zbytu w Rosji. T a m tkwił klucz do bogactwa łódzkich przedsiębior­
c ó w . Bez jednozdaniowej c h o ć b y wzmianki o tych czynnikach, atrakcyjność Łodzi i jej n i e p o r ó w ­
nywalny z niczym r o z w ó j p o z o s t a n ą niezrozumiałe dla nieprzygotowanego czytelnika.

1

Swego rodzaju demonstracją siły i znaczenia Towarzystwa b y ł portret zbiorowy jego człon­
k ó w , zamieszczony w „ T y g o d n i k u Ilustrowanym", 1907, nr 25, s. 511, jako ilustracja do artykułu
S. G ó r s k i e g o , Niemcy w Polsce, t a m ż e , s. 511-514.

216

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Z a g a d k ą s a m ą w sobie jest rozdział O nich się mówi.

Sprawia on wrażenie „ d o k l e j o n e g o " do

przewodnika, informatora o miejscach, nie o osobach. Autorzy nie ujawnili, jakie kryterium
wyboru postaci zastosowali. M ó w i ć o k i m ś m o ż n a dobrze, ale m o ż n a i źle. M o ż n a też, jak
zrobiono to w przypadku pastora Juliusza Dietricha, p o d a ć jedynie daty i miejsca urodzin
i śmierci. W tekście książki p o ś w i ę c o n o jego osobie dwa o g ó l n i k o w e zdania. C o zatem m ó w i się
o pastorze J . Dietrichu? Nie wiadomo. Jeśli wśród wspomnianych w rozdziale duchownych nie
wymieniono pastora G u s t a w a Manitiusa, a tym bardziej biskupa Juliusza Bursche, o których
rzeczywiście „się m ó w i " , a także pisze, to koncepcję tego rozdziału trudno zrozumieć.
B ł ę d a m i szczególnie przykrymi są deformacje nazwisk. Dotyczy to głównie postaci istotnych
dla treści książki - architektów i budowniczych: np. na s. 29 Bakke zamiast Balcke, n a s. 63
Minikiel zamiast Mimikel (Strzałkowski 1997), ale i innych: Szczawiscy zamiast Szczawińscy,
Zanhder zamiast Zahnder (s. 208). Nie wszystkie nazwiska znalazły się w indeksie (np. Leopold
Zoner, Paulina Volkman, której nazwisko zniekształcono ortograficznie, s. 189). N i e k t ó r y c h
nazwisk nie m o ż n a znaleźć n a stronach, do których odsyła indeks (m. in. Antoni Potempa, s. 98).
M i m o ż e tekst pracy jest j ę z y k o w o paralelný, indeks temu przeczy. T . K o p i s c h np. w tekście
polskim m a b y ć wymieniony 5 razy, z a ś w niemieckim tylko 3, co jest oczywistą nieprawdą.
Podobne dysproporcje d o t y c z ą szeregu innych o s ó b . Jest w i ę c indeks p o m o c ą z a w o d n ą , szczegól­
nie w części niemieckojęzycznej i nie ułatwia poruszania się w treści książki.
Blisko 20 r ó ż n y c h b ł ę d ó w obciąża j e d n o s t r o n i c o w ą bibliografię (s. 204). Nie wypada nie
d o s t r z e g a ć różnicy między autorem a redaktorem książki (poz. 15), a przypisanie Alfredowi
Lattermannowi (poz. 13) autorstwa pracy zatytułowanej rzekomo „Sonderdruck" ( = nadbitka)
brzmi j a k dowcip. Tekst, z a r ó w n o polski jak i niemiecki, obciążają bardzo liczne błędy literowe,
z których pierwszy traktujący Ł ó d ź m a ł ą literą mamy j u ż na pierwszej stronie w s t ę p u . Erratę
b ł ę d ó w literowych (nie wszystkich!) w tekście niemieckim otrzymają ci czytelniej', którzy pofaty­
gują się po n i ą do wydawcy książki.
Szkoda, że tak potrzebna i ciesząca się zainteresowaniem czytelników publikacja budzi
wielorakie wątpliwości, a po części dezinformuje. Wobec zamiaru wznowienia książki warto chyba
ponownie przemyśleć jej koncepcję, a n a pewno trzeba u s u n ą ć błędy.
LITERATURA
Kunitzer
1942

E.
Der Vater der Stadt Pabianitz. Gottlieb Krusche
ger, [in:] Deutsche

(1769-1851)

und seine

Nachfol-

Gesatalter und Ordner im Osten, hrsg. von K . Luck, Leipzig.

P y t l a s S.
1972

Geneza

i początki

w Łodzi,

działalności

zakladu przemysłu

wełnianego

Juliusza

Heinzla

„ Z e s z y t y N a u k o w e Uniwersytetu Ł ó d z k i e g o " , seria I , z. 86, Ł ó d ź .

S t r z a ł k o w s k i J.
1997
Woźniak
1987

Architekci

i budowniczowie w Łodzi

do 1914 roku, Ł ó d ź .

K.
Towarzystwa strzeleckie w miastach Polski środkowej

w XIX i na początku

XX wieku,

„ Ł ó d z k i e Studia Etnograficzne", t. 29, s. 137-162.
Bronisława

Dariusz Matelski, Mniejszość

Kopczynska-Jaworska,

niemiecka w Wielkopobce

Krzysztof

Woźniak

w latach 1919-1939, P o z n a ń 1997, W y ­

dawnictwo Naukowe U A M , ss. 576
P o 1989r. opublikowano w Polsce wiele prac naukowych, które zapisywały tzw. „białe
karty" w najnowszej historii naszego kraju. Nie zawsze ich autorom u d a w a ł o się oddzielić emocje
od rzeczowej analizy ź r ó d ł o w e j . Jest to w pewnym sensie zrozumiałe, p o n i e w a ż piszący o wyda-

217

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

rżeniach sprzed kilkudziesięciu lat byli w nie często osobiście z a a n g a ż o w a n i . O d n o s z ą c się z należ­
nym szacunkiem do tego dorobku, należy o d n o t o w a ć nowe zjawisko, jakim jest pojawienie się
w ostatnim czasie o p r a c o w a ń p i ó r a przedstawicieli m ł o d e g o pokolenia historyków. B e z o b c i ą ż e ń
spowodowanych emocjami podejmują oni próbę opisu i wyjaśniania p o s z c z e g ó l n y c h p r o b l e m ó w
badawczych, u s t o s u n k o w u j ą c się często krytycznie do istniejącego dorobku naukowego. Omawia­
na praca wpisuje się właśnie w ten nurt.
Problematyka mniejszości narodowych w I I Rzeczypospolitej była jednym z najważniejszych
e l e m e n t ó w polityki odrodzonego p a ń s t w a polskiego. W y n i k a ł o to ze składu etnicznego p a ń s t w a ,
k t ó r e g o o k o ł o 60% obywateli b y ł o n a r o d o w o ś c i polskiej. R e s z t ę stanowili przedstawiciele kilku­
nastu mniejszości, z których najliczniejsze były: ukraińska, ż y d o w s k a , białoruska i niemiecka.
M o ż e to dziwić, ale nie zmieni faktu, że żadna z wymienionych grup nie d o c z e k a ł a się do tej pory
całościowej polskiej monografii naukowej. Potrzeba powstania takich o p r a c o w a ń jest oczywista
nie tylko w aspekcie naukowym, lecz także w kontekście dzisiejszych polskich w y s i ł k ó w skierowa­
nych n a utrzymywanie poprawnych s t o s u n k ó w z sąsiadami. Bez rzetelnej wiedzy opartej n a
własnych badaniach oraz odrzucenia wielu m i t ó w i stereotypów nie uda się tego zrobić. Prezen­
towana k s i ą ż k a jest pierwszą pracą tego rodzaju w polskiej literaturze naukowej. J u ż c h o ć b y
z tego w z g l ę d u zasługuje n a odnotowanie i o m ó w i e n i e .
Dariusz Matelski jest wychowankiem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Jako pracownik naukowy tej uczelni zajmował się badaniami archiwalnymi oraz p r o b l e m a t y k ą
s t o s u n k ó w n a r o d o w o ś c i o w y c h w I I R P ze szczególnym uwzględnieniem s t o s u n k ó w polsko-niemieckich w X X w. Jest autorem wielu publikacji i edycji źródłowych p o ś w i ę c o n y c h tej pro­
blematyce. Opierając się n a w ł a s n y c h badaniach źródłowych, p o d e j m o w a ł w nich często p o l e m i k ę
z utartymi, jednostronnymi sądami dotyczącymi s t o s u n k ó w polsko-niemieckich w X X w. O m a ­
wiana praca jest efektem b a d a ń prowadzonych w latach 1990-1994. Warto przy tym podkreślić,
że literaturę przedmiotu aktualizowano a ż po 1996 rok.
K s i ą ż k a Mniejszość

niemiecka w Wielkopolsce w latach 1919-1939 u k a z a ł a się w niewielkim,

bo liczącym zaledwie 900 egzemplarzy, nakładzie. Utrudni to z p e w n o ś c i ą sięgnięcie po n i ą wielu
uczonym. Dlatego warto, moim zdaniem, p o ś w i ę c i ć nieco więcej miejsca o m ó w i e n i u jej konstruk­
cji i zawartości. K s i ą ż k ę tworzy siedem rozdziałów poprzedzonych w s t ę p e m i wykazem s k r ó t ó w .
Jednak łącznie z z a k o ń c z e n i e m zajmują one ledwie nieco ponad p o ł o w ę objętości pracy (do
s. 366). W dalszej części, n a ponad dwustu stronach, umieszczono obszerny aparat naukowy:
aneks, spis map i tabel, wykaz ilustracji, bibliografię, indeksy osobowy, nazw geograficznych,
rzeczowy oraz streszczenie w języku niemieckim. Prawie w całości część t a pełni rolę pomocy
ułatwiającej korzystanie z tekstu. Jedynie w przypadku prawie czterdziestostronicowego

aneksu

m o ż e m y m ó w i ć o istotnym uzupełnieniu treści p o s z c z e g ó l n y c h r o z d z i a ł ó w przez umieszczenie
w nim osiemnastu tabel zawierających szczegółowe dane liczbowe ilustrujące kolejne rozdziały,
uzyskane przez autora dzięki kwerendom ź r ó d ł o w y m .
W e „ W s t ę p i e " Matelski uzasadnił p r z e k o n y w u j ą c o przyjęte ramy chronologiczne (1919-1939)
i terytorialne ( w o j e w ó d z t w o p o z n a ń s k i e nazywane zamiennie W i e l k o p o l s k ą ) określając, ż e j a k o
mniejszość n i e m i e c k ą rozumie „ o s o b y n a r o d o w o ś c i niemieckiej będące obywatelami polski­
mi zamieszkujące wtedy n a terenie w o j e w ó d z t w a p o z n a ń s k i e g o i przyznające się do niemieckiej
tradycji

narodowej (kryterium języka ojczystego).

Polskę uznawały one za kraj

osiedlenia,

a R z e s z ę N i e m i e c k ą za ojczyznę" (s. 9). Cele rozprawy zostały zebrane w o ś m i u punktach
i obejmują one, uogólniając, próbę odpowiedzi n a pytania d o t y c z ą c e p r o b l e m ó w : polityki pol­
skich i niemieckich w ł a d z w stosunku do tej mniejszości oraz stosunku do niej Wielkopolan.
Osobne miejsce zajmuje opis różnych form aktywności N i e m c ó w w Wielkopolsce: od życia
codziennego po działalność organizacji politycznych, kulturalnych, wyznaniowych i gospodar­
czych. Przyjęcie takiej koncepcji pisania p o z w o l i ł o autorowi zaprezentować w pełny s p o s ó b udział
tej grupy ludności w życiu regionu w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
Pierwszy rozdział - „ L i c z b a i rozmieszczenie N i e m c ó w wielkopolskich", prezentuje w d w ó c h
częściach proces narastania do 1918 r. i słabnięcia (po tej dacie) i l o ś c i o w e g o mniejszości nie­
mieckiej w Wielkopolsce. Bogaty materiał statystyczny prezentują tabele i mapy, w których

218

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

zaprezentowano dane statystyczne kolejnych spisów ludności, przeprowadzonych w latach: 1921,
1926, 1931, 1934, 1936, o d n o s z ą c je do przedwojennego

spisu z 1910 r. W mapach, chyba

z przyczyn redakcyjnych, d o s z ł o do „ n a ł o ż e n i a się" d w ó c h przedziałów wielkości 1-3% z 3-5%
(wykropkowane). Utrudnia to korzystanie z nich. C a ł o ś ć ilustruje jednak wyraźnie proces repolonizacji Wielkopolski po 1918 r. Tylko w dekadzie 1921-1931 (dwa spisy statystyczne)

udział

ludności polskiej zwiększył się z 83,2% (z 1 967865 o s ó b ) do 90,5% (z 2113 783 o s ó b ) . R o z d z i a ł
stanowi dobre wprowadzenie do dalszych r o z w a ż a ń . I c h tematem jest stosunek władz Polski
i Niemiec do mniejszości niemieckiej w Wielkopolsce.
O m a w i a j ą c o c h r o n ę p r a w n ą N i e m c ó w w I I Rzeczypospolitej, Matelski podkreślił znacze­
nie podpisanego przez Polskę tzw. m a ł e g o traktatu mniejszościowego (ratyfikowany przez sejm
31 grudnia 1919). N a tym tle p o k a z a ł d ą ż e n i a obu krajów do przeniesienia tych spraw n a forum
s t o s u n k ó w dwustronnych. I c h efektem było podpisanie w 1937 r. wspólnej deklaracji w sprawie
ochrony mniejszości niemieckiej w Polsce. Autor podkreślił dwa elementy. Po pierwsze o g r o m n ą
zmianę, j a k a nastąpiła po dojściu do władzy Józefa Piłsudskiego w 1926 r. Wyznaczono wtedy
jasne wytyczne dla polityki p a ń s t w a w stosunku do mniejszości, które w następnych latach
realizowano. O b e j m o w a ł y one: bezstronność władz, ścisłe przestrzeganie traktatów, dążenie do
uregulowania spraw przynależności p a ń s t w o w e j . Po drugie, pewien dysonans, jakim były działa­
nia niektórych w o j e w o d ó w p o z n a ń s k i c h , którzy nie znając specyfiki regionu dopuszczali się
wielokrotnie n a d u ż y ć w stosunku do N i e m c ó w w Wielkopolsce.
Opisując politykę p a ń s t w a niemieckiego w stosunku do N i e m c ó w osiadłych w Polsce, Matelski
wydzielił dwa jej etapy: w czasach Republiki Weimarskiej i w okresie I I I Rzeszy. W s p ó l n ą cechą
obu e t a p ó w była d w u t o r o w o ś ć tej polityki. Przy oficjalnych wezwaniach do wyjeżdżania z Polski
(nasilenie zwłaszcza w i a t a c h 1918-1919), strona niemiecka starała się równocześnie o wzmocnienie
ekonomiczne i prawne tej grupy, jako oparcia dla wszelkich ewentualnych roszczeń terytorialnych.
Wykorzystywano do tego celu p o c z ą t k o w o instytucje m i ę d z y n a r o d o w e , j a k L i g a N a r o d ó w . Po
dojściu Hitlera do władzy i wycofaniu się Niemiec z organizacji m i ę d z y n a r o d o w y c h , politykę
w stosunku do r o d a k ó w mieszkających w Polsce prowadziły one w oparciu o instytucje pozarządo­
we. R o z d z i a ł k o ń c z ą r o z w a ż a n i a n a temat stosunku społeczeństwa Wielkopolski do mniejszości
niemieckiej. Matelski p o s t a w i ł tu d o ś ć kontrowersyjną, moim zdaniem, tezę d o t y c z ą c ą istoty
tego problemu. Stwierdził mianowicie, że Polacy w Powstaniu Wielkopolskim walczyli nie tyle
z Niemcami, co z p a ń s t w e m niemieckim. Ich stosunek do samych N i e m c ó w od p o k o l e ń mieszkają­
cych w p o z n a ń s k i e m b y ł przy tym bardziej pozytywny niż do P o l a k ó w z Galicji i K o n g r e s ó w k i ,
„[...] którymi władze [polskie po 1918] zastąpiły administrację pruską. Wśród tej grupy ludności
n a p ł y w o w e j b y ł a spora liczba o s ó b nieuczciwych lub drażniących swym podejściem do pracy
sumiennych na o g ó ł rodowitych P o z n a n i a k ó w , przyzwyczajonych do porządku i solidności.
Przybysze nie posiadali cenionych przez Wielkopolan cech, jak: m r ó w c z a pracowitość, staranność
p o s u n i ę t a do pedantyzmu, o b o w i ą z k o w o ś ć , a nawet uczciwość nazywane przez nich błędnie
«przejawami i pozostałościami prusactwa». Wprowadzili oni do urzędów ł a p o w n i c t w o i nepotyzm.
Byli oni przez m i e j s c o w ą l u d n o ś ć pogardliwie nazywani «bosymi Antkami z K o n g r e s ó w y » oraz
« G a l o n a m i ze w s c h o d u » , a także «Galicjakami z K o n g r e s ó w y » " (s. 63). N a d o w ó d prawdziwości
tego wywodu autor przytoczył fakty braku odwetu n a Niemcach po zwycięstwie powstania przy
r ó w n o c z e s n y m spontanicznym likwidowaniu starych p o m n i k ó w i nazw ulic. Dopiero brak uregulo­
wania p o s z c z e g ó l n y c h p r o b l e m ó w (np. sprawa k o l o n i s t ó w ) z a n t a g o n i z o w a ł z czasem stosunki
polsko-niemieckie

w Wielkopolsce. Programowo antyniemiecka Narodowa Demokracja oraz

Związek Obrony K r e s ó w Zachodnich w i o d ł y prym w tych działaniach po stronie polskiej. I c h
p o s t a w ę przejęła później, zdaniem Matelskiego, historiografia P R L , blokując odmienne punkty
widzenia, starające się ukazać zróżnicowanie wewnętrzne mniejszości niemieckiej. Rozumowanie to,
c h o c i a ż oparte na prawdziwych przesłankach, d o p r o w a d z i ł o autora chyba do zbyt daleko idących
w n i o s k ó w . R ó ż n i c e regionalne istnieją w Polsce po dzień dzisiejszy. Funkcjonują przecież nadal
pewne stereotypy i określenia typu „krakowskie centusie", „warszawskie Antki", „ p o z n a ń s k i e
Pyry", „szczecińskie śledzie". Nie oznacza to jednak wcale, że mieszkańcy wymienionych miast są
bardziej obcy p o z o s t a ł y m Polakom niż n a przykład Niemcy czy Rosjanie.

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

219

Trzeci rozdział jest najobszerniejszy w całej pracy (ponad 100 stron i 600 p r z y p i s ó w ) i m ó g ł b y
z powodzeniem u k a z a ć się jako osobna książka. Omawia życie polityczne N i e m c ó w wielkopols­
kich w okresie m i ę d z y w o j e n n y m . Matelski przeanalizował s z c z e g ó ł o w o działalność kolejnych
w p o r z ą d k u chronologicznym organizacji od Niemieckich R a d Ludowych p o w o ł a n y c h w 1918 r.
przez Deutschtumsbund p o w s t a ł y wl921r., Deutsche Vereinigung in Westpolen, organizacje m ł o ­
d z i e ż o w e a ż po działalność N S D A P n a tym terenie. Osobne miejsce zajęło przedstawienie udziału
mniejszości niemieckiej w wyborach parlamentarnych i s a m o r z ą d o w y c h . Oparte na bardzo szero­
kiej bazie źródłowej r o z w a ż a n i a s ą chyba najlepszą częścią omawianej pozycji. R o z d z i a ł po­
ś w i ę c o n y życiu politycznemu k o ń c z ą uwagi p o d s u m o w u j ą c e . Podkreślając, że „życie polityczne
N i e m c ó w Wielkopolskich b y ł o najbardziej r o z b u d o w a n ą formą uzewnętrzniania aktywności spo­
łecznej" (s. 173) A u t o r dodaje, że chociaż wielobarwne, to b y ł o ono jednak zdominowane przez
ugrupowania konserwatywne. W rozdziale znajdujemy p o l e m i k ę z d o m i n u j ą c y m w polskiej
historiografii p o g l ą d e m o agenturalnej proweniencji tych u g r u p o w a ń politycznych. Matelski pisze,
że „nie zagrażały [one] integralności terytorialnej Rzeczypospolitej" (s. 173). Szkoda, że w z a k o ń ­
czeniach p o z o s t a ł y c h r o z d z i a ł ó w nie znajdujemy takich krótkich p o d s u m o w a ń , prezentujących
jasno wnioski wyciągnięte przez A u t o r a z przedstawionego materiału.
Czwarty rozdział omawia zagadnienia życia gospodarczego N i e m c ó w w Wielkopolsce w okre­
sie m i ę d z y w o j e n n y m . R o z p o c z y n a j ą c analizę od s t o s u n k ó w w ł a s n o ś c i o w y c h na wsi z w i ą z a n y c h
z działalnością przed 1918 r. K o m i s j i Kolonizacyjnej, Matelski przechodzi do wyjaśnienia przy­
czyn silnej pozycji ekonomicznej tej grupy, wskazując na o g r o m n ą pomoc, j a k ą otrzymywała ona
w postaci k r e d y t ó w w niemieckich bankach funkcjonujących w Wielkopolsce i wprost z Rzeszy.
W rozdziale o m ó w i o n o ich działalność dokładnie, chociaż brak źródeł bankowych nie p o z w o l i ł n a
pogłębienie tej analizy. Wywody te w j a k i m ś stopniu podważają, moim zdaniem, funkcjonujący
nadal w polskiej ś w i a d o m o ś c i społecznej mit Niemca-dobrego gospodarza, potrafiącego o s i ą g n ą ć
wszystko s a m ą pracowitością i wytrwałością. Prawda jest bardziej z ł o ż o n a . Nawet najlepsza
organizacja pracy nie na wiele się zdaje, gdy brakuje nowoczesnych ś r o d k ó w produkcji i od­
powiedniej technologii. M o ż n a to prześledzić w pracy n a przykładzie rozwoju niemieckiej spół­
dzielczości w Wielkopolsce (głównie mleczarskiej).
N a s t ę p n e dwa rozdziały n a prawie stu stronach prezentują życie religijne i kulturalno- o ś w i a t o w e mniejszości niemieckiej w Wielkopolsce. A n a l i z ą objęto nie tylko d o m i n u j ą c y k o ś c i ó ł
ewangelicki (unijny, augsburski i luterański), który w 1910 r. skupiał 80,99% N i e m c ó w miesz­
kających na tym terenie. Osobno przedstawiono także siedem mniejszych o d ł a m ó w ewangelickich:
b a p t y s t ó w , z i e l o n o ś w i ą t k o w c ó w , adwentystów, m e t o d y s t ó w , Badaczy Pisma Świętego, „ F r o m m e
Gemeinde" i W s p ó l n o t y Chrześcijańskiej. M a m wątpliwości, czy określenie ich w książce, zgodnie
z t e r m i n o l o g i ą z okresu I I R P , mianem sekt jest słuszne. Obecnie mają w większości status
o d r ę b n y c h K o ś c i o ł ó w . Osobno przedstawiono działalność k a t o l i k ó w niemieckich i N i e m c ó w
wyznania m o j ż e s z o w e g o . Prezentując życie kulturalno-oświatowe autor skupił się n a jego formach
zorganizowanych - od szkolnictwa, przez prasę, teatr, film i sztukę po towarzystwa oraz sto­
warzyszenia naukowe i sportowe. C o charakterystyczne - zmniejszeniu się liczby szkół (tabela
na s. 263) i instytucji oficjalnych (np. teatry zawodowe) towarzyszyło zwiększanie się liczby
instytucji amatorskich tego typu (teatry, chóry) i r o z w ó j innych form działalności (prasy). Z a ­
brakło w tej części nieco opisu o b y c z a j ó w c z ł o n k ó w tej grupy etnicznej i kultywowanych przez
nich e l e m e n t ó w kultury p r z o d k ó w . L u k ę t ę tylko w m a ł y m stopniu wypełniają fotografie, których
jest w pracy ponad 70 (np. nr l „ D o m rodziny bamberskiej na p o d p o z n a ń s k i m D ę b c u w 1911 г.",
nr 2 „ B a m b e r k i p o z n a ń s k i e w strojach ludowych" i nr 36 „Bamberki w czasie procesji B o ż e g o
Ciała") oraz opis działalności niemieckich grup m a s o ń s k i c h (zdjęcia nr 54-56 p o k a z u j ą ich sie­
dziby i insygnia z terenu Wielkopolski). Charakterystyczny s p o s ó b zabudowy, tzw. pruski mur,
prezentuje fotografia nr 60. Szkoda, że nie u z u p e ł n i o n o jej informacją n a temat prezentowanego
obiektu (podobnie j a k innych). Fotografia nr 60 przedstawia zatem kościół ewangelicki w Wie­
leniu nad N o t e c i ą , mieszczący się przy ulicy Nowe Miasto. Po wojnie zamieniono go n a magazyn.
S p ł o n ą ł kilkanaście lat temu od uderzenia pioruna. Podobnych, niepełnych o p i s ó w zdjęć jest
w pracy więcej. N a przykład fotografia nr 59 przedstawiająca siedzibę Niemieckiego Konsulatu

220

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Generalnego w Poznaniu pokazuje znany mi budynek przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu,
w k t ó r y m mieści się obecnie siedziba jednego z o d d z i a ł ó w Polskiej Akademii Nauk. Podobnie
rzecz się m a z prezentowanymi na fotografiach „ B a m b r a m i p o z n a ń s k i m i " . N a s. 23 autor pisze,
co prawda, o przesiedleńcach z Bambergu, a w bibliografii znajdujemy pracę Marii Paradowskiej
(aktualnie jest p r z e w o d n i c z ą c ą Z w i ą z k u B a m b r ó w Poznańskich) Bambrzy. Mieszkańcy
wsi miasta Poznania

dawnych

( P o z n a ń 1995), jednak brak informacji obok zdjęć utrudni z p e w n o ś c i ą

czytelnikowi mniej zorientowanemu skojarzenie tych danych.
W z a m y k a j ą c y m książkę s i ó d m y m rozdziale Matelski zmienia kierunek narracji: zamiast
opisu samej mniejszości, omawia jej stosunek do państw: niemieckiego i polskiego. Po przed­
stawieniu metod działania u g r u p o w a ń niemieckich w okresie m i ę d z y w o j e n n y m , Autor przechodzi
do najbardziej kontrowersyjnych p r o b l e m ó w działalności irredentystycznej od k o ń c a 1938 r. i ist­
nienia V kolumny w 1939 r. Opisowi przejawów wrogości N i e m c ó w w stosunku do Polski
(propaganda szeptana, zwalnianie P o l a k ó w z pracy, bojkot świadczeń, ucieczki do Rzeszy itp.)
towarzyszy w książce prawdziwe zapewne stwierdzenie, że nie wszyscy Niemcy zajmowali t a k ą
p o s t a w ę . N a potwierdzenie tej tezy Matelski przytacza dane liczbowe d o t y c z ą c e w y s o k o ś c i świad­
czeń n a rzecz Funduszu Obrony Narodowej i Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej. Procentowy
udział w w y s o k o ś c i wpłat N i e m c ó w b y ł nieco wyższy od ich odsetka w stosunku do o g ó ł u
ludności Wielkopolski. M o i m zdaniem, jest to zbyt wątła przesłanka, aby m o g ł a służyć do
w y c i ą g a n i a zbyt daleko idących w n i o s k ó w . T a k i stan rzeczy wynika raczej z w y ż s z e g o poziomu
z a m o ż n o ś c i tej mniej licznej grupy etnicznej (podobnie rzecz się miała w odniesieniu do Ż y d ó w ) .
U s t o s u n k o w u j ą c się do problemu V kolumny, Autor uznał, że j e d n ą z przyczyn jej powstania b y ł o
„brutalne p o s t ę p o w a n i e z ludnością niemiecką" (s. 340), które przejawiało się w wystąpieniach
antyniemieckich i niezręcznym p o s t ę p o w a n i u wojewody L u d w i k a B o c i a ń s k i e g o . „ R e p r e s j o m " ze
strony w ł a d z przypisuje Matelski zanik niemieckiej aktywności politycznej i p o d w a ż e n i e pozycji
ekonomicznej tej grupy w 1939 r. Wysiedlanie 85 tys. N i e m c ó w z 30 kilometrowego pasa przy­
granicznego, rozpoczęte w czerwcu 1939 г., odegrało także d u ż ą rolę w antagonizowaniu stosun­
k ó w polsko-niemieckich w przededniu wojny. Faktem pozostaje jednak, co przyznaje sam Autor,
że zdecydowana c h o c i a ż s p ó ź n i o n a akcja w ł a d z polskich w Wielkopolsce była skuteczna i dzięki
niej n a tym terenie nie d o s z ł o do wystąpień antypolskich w sierpniu, j a k to m i a ł o miejsce c h o ć b y
n a G ó r n y m Śląsku.
Czytelnik pracy Dariusza Matelskiego wiele razy jest zaskakiwany o d m i e n n ą od przyjętej
interpretacją znanych mu f a k t ó w z historii s t o s u n k ó w polsko-niemieckich. Z interpretacją t ą nie
zawsze m o ż e (i chce) się zgodzić. I nie o to chyba chodzi Autorowi. Zawsze przecież pozostaje
pytanie: co k i e r o w a ł o autorem, że właśnie w taki s p o s ó b prezentuje swoją wizję tego fragmentu
historii. N a pytanie to o d p o w i e d z i a ł sam Matelski w zakończeniu, pisząc: „Odrzucenie uprzedzeń,
jakie niejednokrotnie musiały towarzyszyć licznym badaczom polskim tego okresu, ciężko do­
ś w i a d c z o n y m przez rasistowską politykę Trzeciej Rzeszy, pozwoli na rezygnację z widzenia
N i e m c ó w w Polsce okresu m i ę d z y w o j e n n e g o jedynie j a k o forpoczty imperializmu niemieckiego.
Z drugiej strony również rezygnacja historiografii niemieckiej z pomijania drażliwych dla P o l a k ó w
p r o b l e m ó w związanych z działalnością irredentystytczną i s z p i e g o w s k ą N i e m c ó w w Drugiej
Rzeczpospolitej wpłynie na rozpoczęcie rzeczowej dyskusji w o k ó ł omawianych w rozprawie
zagadnień. K a ż d e uproszczenie jest przecież zarzewiem mniej lub bardziej planowanych zafałs z o w a ń i n i e d o m ó w i e ń , a nawet u ż y w a n i a inwektyw i p o m ó w i e ń " (s. 364).
Oparta n a obszernym materiale ź r ó d ł o w y m praca Matelskiego z p e w n o ś c i ą m o ż e s t a n o w i ć
dobry punkt odniesienia w takiej dyskusji. Odnotowane z o b o w i ą z k u niedociągnięcia, redakcyjne
nie zmieniają ogólnej, pozytywnej oceny pracy p o z n a ń s k i e g o historyka. M o ż n a sobie tylko
życzyć, żeby podobnego c a ł o ś c i o w e g o opracowania d o c z e k a ł y się w najbliższej przyszłości także
inne mniejszości n a r o d o w o ś c i o w e w s p ó ł t w o r z ą c e n a j n o w s z ą historię Polski.
Andrzej

Furier

221

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

W stepie dalekim. Polacy w Kazachstanie.

W stepi dalekoj. Poljaki w Kazachstanie,

M . Gawęcki,

J . Jaskulski (red.), P o z n a ń - A ł m a t y 1997, ss. 144, 29 fot.
Przemiany polityczne w Europie Ś r o d k o w e j i Wschodniej umożliwiły w ostatniej dekadzie
otwarcie nowego rozdziału w historii k o n t a k t ó w Polski z jej wschodnimi sąsiadami. Charak­
teryzuje się on o b u s t r o n n ą otwartością i dążeniem do wyjaśniania trudnych m o m e n t ó w

we

w s p ó l n e j historii. D z i a ł a n i a te, określane mianem zapisywania białych plam w historii naszych
krajów, napotykają na liczne trudności. S ą one z reguły mniejsze w krajach, które podobnie jak
Polska w y z w o l i ł y się z zależności od Rosji. Największe problemy napotykają te procesy w samej
Rosji i krajach nadal blisko z nią związanych. Zajęci roztrząsaniem trudności, często zapominamy
0 ogromnych dokonaniach w tej dziedzinie w ciągu ostatnich lat. N a pierwszym miejscu należy
w y m i e n i ć o d k ł a m y w a n i e historii najnowszej. Przykładem dobrze ilustrującym te działania jest
sprawa mordu k a t y ń s k i e g o . N a drugim miejscu p o s t a w i ł b y m nawiązanie bliskich więzi z Polaka­
mi mieszkającymi n a Wschodzie i otoczenie ich opieką p r a w n ą przez polskie placówki dyplo­
matyczne. Jednym z następstw tego procesu jest powstanie ogromnej liczby organizacji polonij­
nych na Wschodzie oraz r o z w ó j działalaności kulturalno-oświatowej, z zakładaniem polskich
szkół n a czele. Osobne miejsce zajmuje odbudowa struktur K o ś c i o ł a katolickiego, który w wyniku
d ł u g i e g o procesu historycznego zajął w y j ą t k o w e miejsce jako element kształtujący ś w i a d o m o ś ć
1

narodową Polaków w Rosji .
Tematem politycznych dyskusji pozostaje nadal problem zorganizowanego powrotu do kraju
r o d a k ó w , którzy trafili w głąb Rosji w wyniku zesłań i deportacji. D o tej pory w ł a d z e p a ń s t w o w e
nie potrafiły, niestety, w y p r a c o w a ć spójnej polityki określającej jasno zasady takich d z i a ł a ń .
Niepowodzenie w tej dziedzinie prowadzi często do niesprawidliwych u o g ó l n i e ń (celują w nich
publicyści) sprowadzających się do stwierdzenia, że Polska zapomniała o Polakach mieszkających
n a Wschodzie. C z ę ś c i o w o tę lukę w polskiej polityce zagranicznej wypełnili działacze

samo­

r z ą d o w i , którzy - nie czekając n a odgórne decyzje - umożliwili przyjazd do kraju i osiedlenie się
w nim wielu polskim rodzinom ze Wschodu.
W i o d ą c ą rolę w organizowaniu k o n t a k t ó w z krajem r o d a k ó w mieszkających n a Wschodzie
spełniają polskie p l a c ó w k i dyplomatyczne funkcjonujące w krajach ich zamieszkania oraz polskie
organizacje społeczne i instytucje naukowe. Nie zawsze dobrze sobie one radzą ze stojącymi przed
nimi problemami. W ś r ó d wielu przyczyn takiego stanu rzeczy są trudności obiektywne, wynikają­
ce z w a r u n k ó w panujących n a miejscu (np. t o c z ą c a się wojna) oraz subiektywne, mające swe
ź r ó d ł o w umiejętnościach i operatywności konkretnych ludzi. Wiele ciekawych w y d a r z e ń w życiu
P o l a k ó w mieszkających n a Wschodzie przechodzi w Polsce jakby bez echa. W wyniku tego
powstaje fałszywe wrażenie, ż e nic tam się nie dzieje. Dlatego tym ważniejsze wydaje się od­
notowanie w y d a r z e ń zasługujących n a u w a g ę i popularyzację. Jednym z takich w y d a r z e ń jest,
moim zdaniem, wystawa W stepie dalekim. Polacy w Kazachstanie,

zorganizowana w 1997 r.

w A ł m a t y . Opierając się n a jej katalogu i relacjach organizatorów spróbujemy ją o m ó w i ć .
Zorganizowanie wystawy W stepie dalekim stanowi nawiązanie do 60 rocznicy przesiedlenia
P o l a k ó w z Ukrainy do Kazachstanu w latach 1936-1937 i 750-lecia p o d r ó ż y do

Karakorum

Benedykta Polaka. K o n c e p c j ę i scenariusz ałmackiej wystawy o p r a c o w a ł kierownik Muzeum
Etnograficznego w Poznaniu - Janusz Jaskulski. U d a ł o mu się w c i ą g n ą ć do w s p ó ł p r a c y przy
zorganizowaniu wystawy cztery instytucje: Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwer­
sytetu i m . A d a m a Mickiewicza w Poznaniu, Centralne P a ń s t w o w e Muzeum Republiki K a z a c h ­
stan w A ł m a t y , Stowarzyszenie „ W s p ó l n o t a Polska" w Warszawie i Muzeum Narodowe w Po­
znaniu (którego o d d z i a ł e m jest Muzeum I n s t r u m e n t ó w Muzycznych w Poznaniu). Z n a c z ą c ą
pomoc o k a z a ł y organizatorom: Ambasada R P w A ł m a t y , Wielkopolskie Muzeum Historyczne
1 Wielkopolskie Stowarzyszenie Pomocy Polakom n a Wschodzie „ O s t o j a " z siedzibą w Poznaniu.
Katalogowy spis o b i e k t ó w zaprezentowanych n a wystawie, zamieszczony n a k o ń c u jej katalogu,
1

T r u d opracowania Słownika organizacji i działaczy polonijnych podjęła ostatnio K o m i s j a
ds. P o l a k ó w n a Wschodzie warszawskiego Stowarzyszenia P o l s k a - W s c h ó d .

222

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

prezentuje ponad sto o b i e k t ó w : od odzieży i p r z e d m i o t ó w codziennego u ż y t k u po dokumenty
i zdjęcia. Organizatorzy wykonali o g r o m n ą pracę zwracając się o w y p o ż y c z e n i e p o s z c z e g ó l n y c h
o b i e k t ó w do kilkunastu m u z e ó w i a r c h i w ó w w Polsce i Kazachstanie. U z u p e ł n i o n o ten zbiór
fotografiami

p o c h o d z ą c y m i z licznych publikacji (zebrano je w bibliografii zamieszczonej na

k o ń c u katalogu). Osobne miejsce w ś r ó d e k s p o n a t ó w zajęły przedmioty przekazane do izby
pamięci w kazachskich miejscowościach: Krasnokamionka, Letowocznoje, Oziernoje, Zielony G a j
przez osoby prywatne - P o l a k ó w zamieszkałych w Kazachstanie.
Wystawa w A ł m a t y stała się także okazją do podsumowania polskiego dorobku naukowego
w dziedzinie b a d a ń nad pobytem P o l a k ó w w Kazachstanie. J . Jaskulski uznał we „Wstępie", że
przynajmniej dwie prace, wydane dawniej, zasługują na odnotowanie: Z . Jasiewicza, z a t y t u ł o w a n a
Polacy jako badacze i obserwatorzy ludów

Azji Środkowej

i Kazachstanu

(Warszawa 1976) oraz

G . Sapargalijewa i W . Djakowa, Obszczestwienno - politiczeskaja diejatielnosť
w dorewolucjonnom

Kazachstanie

ssylnych

Polaków

( A ł m a - A t a 1971). D r u g a pozycja pod zmienionym

tytułem

2

u k a z a ł a się później w Polsce .
N o w y rozdział w polskich badaniach nad t ą p r o b l e m a t y k ą rozpoczął w 1990 r. zespół
kierowany przez M a r k a G a w ę c k i e g o . Zajęto się wtedy określeniem liczebności grupy polskiej
w Kazachstanie i badaniami stanu świadomości etnicznej polskich zesłańców z Ukrainy, zamiesz­
kujących od 1936 r. w okolicach Kokczetawu, A k m o ł y i A ł m a - A t y . Po 1993 r. do prac tych
włączyli

się pracownicy

poznańskiego

Muzeum

Instrumentów

Muzycznych -

i M . K o s k o . W pewnym sensie wystawa „ W stepie dalekim" jest podsumowaniem

J . Jaskulski
polskiego

dorobku naukowego w dziedzinie b a d a ń polskiej obecności w tej części Azji Centralnej,

ze

szczególnym uwzględnieniem tego ostatniego ich okresu. W ś r ó d licznych o p r a c o w a ń n a temat
pobytu P o l a k ó w w Kazachstanie, które opublikowano w ostatnich latach (ich przegląd zawiera
„ W s t ę p " cytowanego katalogu wystawy) n a wyróżnienie zasługują wspomnienia samych zesłań­
c ó w . D o s k o n a ł y m przykładem takiego opracowania jest praca Teofila Mikulskiego,
zbiorowa Polaków

Fotografia

deportowanych do okręgu pawlodarskiego (Wrocław 1995).

Wystawa zaprezentowana w listopadzie i grudniu 1997 r. w stolicy Kazachstanu w n a s t ę p n y m
roku trafiła do polskich sal wystawowych. Jest ona kolejną z cyklu wystaw na ten temat
zorganizowanych przez ośrodek poznański. Już w 1993r. w Uniwersytecie im. A . M i c k i e w i c z a
zorganizowano pierwszą ekspozycję p o ś w i ę c o n ą współczesnej sytuacji P o l a k ó w w Kazachstanie.
Kolejna wystawa Polacy

w kazachstańskim

stepie o d b y ł a się w 1994 r. w Muzeum Henryka

Sienkiewicza n a p o z n a ń s k i m Starym R y n k u . W 1996 r. wystawa W 60 rocznicę
ludności

do Kazachstanu

deportacji

polskiej

została przygotowana przez „ W s p ó l n o t ę P o l s k ą " i zaprezentowana

w salach jej krakowskiego oddziału. W y b ó r n a miejsce pierwszej prezentacji ałmatyńskiego
Centralnego P a ń s t w o w e g o Muzeum Kazachstanu b y ł celowy. N a w i ą z y w a ł do historii kazach­
skiego muzealnictwa, w której odznaczyli się Polacy: Tomasz Z a n (1832), Seweryn Gross (lata
80-е, X I X w.), W ł a d y s ł a w N i e d ź w i e d z i a (pocz. X X w.). Podkreślało to w k ł a d P o l a k ó w w zacho­
wanie z a b y t k ó w kazachskiej kultury materialnej.
Wystawie W stepie dalekim. Polacy w Kazachstanie

towarzyszył dwujęzyczny katalog (red.

J . Jaskulski, M . G a w ę c k i ) pod tym samym tytułem. Obok wstępu i w i a d o m o ś c i o g ó l n y c h , j a k spis
o b i e k t ó w , bibliografia, kalendarium i indeksu nazwisk, zawiera on także ciekawe aneksy. Katalog
jest interesującym kompendium wiedzy o losach P o l a k ó w w Kazachstanie. Prezentuje on historię
kolejnych zesłań, pionierski w k ł a d P o l a k ó w w zagospodarowanie stepów, związki polsko-kazachskie, przemiany z a c h o d z ą c e w ostatnich latach. Takie ujęcie problematyki b y ł o m o ż l i w e dzięki
bogatemu materiałowi archiwalnemu, który u d a ł o się zgromadzić w ciągu siedmiu lat b a d a ń .
O b e j m o w a ł y one z a r ó w n o kwerendy archiwalne w kraju i za granicą, jak też badania terenowe.
W ś r ó d e k s p o n a t ó w zaprezentowanych n a wystawie przeważają fotografie i dokumenty (głównie
kopie i duplikaty), których wystawiono ok. 150 (w katalogu opisano ok. 100). Osobne miejsce
zajmuje ponad 200 pamiątek historycznych, określanych przez organizatorów mianem „ o k r u c h ó w

2

G . Sapargalijew, W . Djakow, Polacy w Kazachstanie

w XIX wieku, Warszawa 1982.

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

223

przeszłości". Znalazły się w ś r ó d nich XIX-wieczne obrazy, książki i drobne sprzęty codziennego
u ż y t k u (stroje, ordery, tkaniny, rękodzieło) oraz pamiątki po p o w s t a ń c a c h styczniowych ( g o d ł o
Polski z masy p e r ł o w e j , intarsje).
W katalogu warto zwrócić u w a g ę n a znajdujące się n a k o ń c u spisy k a p ł a n ó w , którzy pracują
obecnie w Kazachstanie (43 osoby) i tych, którzy tam zmarli (19) oraz spis polskich nauczycieli
pracujących w Kazachstanie (31).

Szerokie tło historyczne pobytu P o l a k ó w w Kazachstanie

zaprezentowane z o s t a ł o w pięciu artykułach-esejach napisanych przez z n a w c ó w przedmiotu.
Dokonajmy k r ó t k i e g o przeglądu ich zawartości. Gąjrat Sapargalijew w artykule „Jedni z pierw­
szych" podkreślił, że Polacy przybywający do Kazachstanu nie ulegli naciskom rosyjskim i nie
zwrócili się nigdy przeciwko Kazachom. Kazachowie, „naród niehistoryczny", zawdzięczają Pola­
kom rozpoczęcie b a d a ń nad ich kulturą i historią. R o z p o c z ę ł o to współpracę p o l s k o - k a z a c h s k ą
j u ż w X I X w. Szczególne słowa uznania n a l e ż ą się, zdaniem Sapargalijewa, Adolfowi Januszkiewiczowi, który w y d a j ą c w Berlinie i Poznaniu swoje wspomnienia z Kazachstanu zapocząt­
k o w a ł w Europie zainteresowanie tym krajem. Podobne znaczenie miała także t w ó r c z o ś ć innych
polskich literatów i uczonych w X I X w.
Antoni K u c z y ń s k i w „ P o l s k i m opisaniu kraju stepowego" kontynuuje myśl swojego po­
przednika, sięgając do działalności w k o ń c u X V I I I w. konfederata barskiego, K a r o l a Lubicz-Chojeckiego. Interesujące wydaje się podkreślenie kolonizacyjnej akcji rosyjskiej w X I X w. n a
stepach zauralskich, prowadzonej przy użyciu polskich zesłańców. Kuczyński podkreślił w k ł a d
P o l a k ó w w organizowanie życia kulturalnego i oświaty n a terenie Kazachstanu. C h w a l e b n ą kartę
zapisali n a tym terenie także polscy lekarze: J . Kiszeński, N . Wyszpolski, J . Domaszewicz i inni.
Artur K i j a s , pisząc o „ N a r o d z i e ukaranym", skupił się na opisaniu l o s ó w P o l a k ó w , którzy
zostali deportowani do Kazachstanu z Ukrainy w okresie w ł a d z y radzieckiej. Nasilenie represji
w stosunku do P o l a k ó w n a s t ą p i ł o po 1926 r. Interesujące dane statystyczne uzupełnia opis metod
stosowanych przez władze radzieckie w czasie wysiedlania P o l a k ó w . Autor o d n o t o w a ł rolę K o ś ­
cioła katolickiego w walce P o l a k ó w o przetrwanie. Po pierwszej fali zsyłek w latach 30-tych,
kolejne nastąpiły w czasie I I wojny światowej i po niej. O d n o t o w u j ą c brak zainteresowania w ł a d z
P R L tym problemem, autor podkreślił zasadniczą zmianę, j a k a nastąpiła od lat

1987-1988.

Interesująco przedstawiono trzy g ł ó w n e współczesne skupiska P o l a k ó w w Kazachstanie: o b w ó d
kokczetawski, okolice A ł m a t y i Karagandy.

Poruszony przez A . K i j a s a problem działalności

K o ś c i o ł a katolickiego w Kazachstanie rozwinął A d a m Hlebowicz w materiale „ K o ś c i ó ł w stepie".
Skupił się przy tym na jego losach w X X w.
W

ostatnim materiale „ « W s p ó l n o t a » i inni..." Jolanta W r o c z y ń s k a zebrała podstawowe

informacje o organizacjach polskich zajmujących się niesieniem pomocy Polakom mieszkającym
w Kazachstanie. Obok „ W s p ó l n o t y Polskiej" wymieniła kilkanaście takich organizacji, mają­
cych swoje siedziby w w i ę k s z y c h miastach Polski: Warszawie, Poznaniu i G d a ń s k u . T e n krótki
przegląd u ś w i a d a m i a , j a k powszechna jest w kraju g o t o w o ś ć niesienia pomocy Polakom na
Wschodzie i c h ę ć zachowania łączności z nimi. Jest jakże wymownym dowodem nieprawdziwości
s ą d ó w , m ó w i ą c y c h o pozostawieniu P o l a k ó w na obczyźnie samym sobie.
Wystawa W stepie dalekim była g ł ó w n y m punktem o b c h o d ó w Święta N i e p o d l e g ł o ś c i Polski
w Kazachstanie, dlatego jej otwarcie nastąpiło w listopadzie 1997 r. Zorganizowana przy pomocy
Ambasady R P w Kazachstanie m i a ł a bardzo uroczystą oprawę w postaci d w ó c h k o n c e r t ó w .
Podczas wernisażu m i a ł o miejsce polskie prawykonanie trzech pieśni kazachskich w opracowaniu
Aleksandra Zatajewicza n a g ł o s i fortepian (Benigna Jaskulska i Iwona Sawicka). N a drugim
koncercie zaprezentowano m u z y k ę polskiego baroku w wykonaniu artystów polskich i kazach­
skich (B. Jaskulska i Prezydencka Orkiestra Kameralna z A ł m a t y ) . Istotne znacznie dla prze­
prowadzenia c a ł e g o przedsięwzięcia m i a ł udział s p o n s o r ó w : Polskiej Nafty i G a z u z Warszawy.
Wystawie t o w a r z y s z y ł o d u ż e zainteresowanie kazachskich ś r o d k ó w masowego przekazu oraz
świata nauki i kultury. Przykładem dobrego odbioru wystawy jest komentarz zamieszczony przez
poczytny miesięcznik „ A ł m a t y A r t " (w grudniu 1997).
Organizatorzy wystawy W stepie dalekim planują jesienią 1998 r. otwarcie jej w Polsce. Po
ekspozycji w Poznaniu ma ona zawitać do Warszawy, G d a ń s k a , K r a k o w a i Rzeszowa. Otwarciu

224

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

wystawy w Poznaniu m a towarzyszyć sesja naukowa p o ś w i ę c o n a aktualnym problemom P o l a k ó w
w Kazachstanie i ich m o ż l i w o ś c i o m powrotu do kraju. Życząc organizatorom powodzenia w re­
alizacji tych zamierzeń należy podkreślić, że j u ż teraz omawiana wystawa zrealizowała stawiane
jej cele. Zaprezentowano w Kazachstanie szeroką p a n o r a m ę z w i ą z k ó w polsko-kazachskich przez
pryzmat l o s ó w konkretnych ludzi. P o z n a ń s k i e Muzeum Narodowe w z b o g a c i ł o swoje zbiory
0 c e n n ą kolekcję i n s t r u m e n t ó w muzycznych i o b i e k t ó w etnograficznych (m.in. kazachska jurta
z p e ł n y m w y p o s a ż e n i e m ) . D z i ę k i dotacji Prezydenta Miasta Poznania wiele o b i e k t ó w pozyska­
nych na w y s t a w ę zostało zakupionych przez Wielkopolskie Muzeum Historyczne. M o ż n a w i ę c
p o w i e d z i e ć , że p o w s t a ł a pierwsza tego rodzaju kolekcja w historii polskiego muzealnictwa. Warto
o d n o t o w a ć to wydarzenie, jakby wieńczące bogaty dorobek naukowy o ś r o d k a p o z n a ń s k i e g o w tej
dziedzinie b a d a ń .
Andrzej

Grzegorz Pełczyński, Ormianie polscy w wieku XX. Problem odrębności

Furier

etnicznej, Warszawa 1997,

K o ł o Z a i n t e r e s o w a ń K u l t u r ą Ormian przy Oddziale Warszawskim Polskiego Towarzystwa L u d o ­
znawczego, ss. 183, ilustr.
W dawnej Polsce, w wieku X V I - X V I I , Ormianie stanowili niewielką, ale pod w z g l ę d e m
kulturowym bardzo wyrazistą grupę etniczną. Osiadając na p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i c h krańcach
Rzeczypospolitej zachowali nie tylko odrębne wyznanie i język (nie będący j u ż zresztą czystym
j ę z y k i e m ormiańskim), lecz r ó w n i e ż w ł a s n e prawa i obyczaje. Ormiańskie kolonie we Lwowie,
K a m i e ń c u Podolskim, Barze, Tyśmienicy czy Z a m o ś c i u cieszyły się licznymi przywilejami i sa­
m o r z ą d e m . O d g r y w a ł y d u ż ą rolę w handlu i kontaktach dyplomatycznych

ze Wschodem,

z w ł a s z c z a zaś z Turcją, Persją i Zakaukaziem a ormiańscy kupcy i rzemieślnicy
przyczynili się do orientalizacji smaku artystycznego i kultury materialnej w

znacznie

XVII-wiecznej

Polsce. Ormiańskie dzielnice, charakterystyczne postacie ich m i e s z k a ń c ó w , przydawały w prze­
szłości kresowym miastom Rzeczypospolitej kolorytu, dzięki k t ó r e m u były one

„skrawkiem

Orientu pod polskim niebem".
Czynnikiem najsilniej podtrzymującym więzi między polskimi Ormianami i ich poczucie
odrębności grupowej była religia. P o c z ą t k o w o przynależność do monofizyckiego K o ś c i o ł a ormiańs­
kiego, później po unii z K o ś c i o ł e m katolickim, j u ż tylko osobny ormiański obrządek w ciągu X V I I I
1 X I X w. ulegający coraz silniejszej latynizacji. W r a z z latynizacją Ormian. Najznaczniejsze rody
ormiańskie zdobywały w nowej ojczyźnie nie tylko majątek, ale i w y s o k ą niekiedy pozycję społeczną,
w c h o d z ą c do stanu szlacheckiego i zyskując wszystkie jego przywileje. W X I X w. ci ziemianie
o r m i a ń s k i e g o pochodzenia niewiele j u ż różnili się od swych polskich sąsiadów. W i ę k s z o ś ć z nich
o d z n a c z a ł a się patriotyzmem, przywiązaniem do kraju osiedlenia, z a a n g a ż o w a n i e m w jego sprawy
a wiele ormiańskich nazwisk trwale zapisało się w dziejach kultury polskiej.
Dzieje Ormian w dawnej Polsce znane są d o s y ć dobrze. Już w X I X w. p o w s t a ł o parę
obszernych prac p o ś w i ę c o n y c h tej tematyce, a w ś r ó d nich najbardziej chyba znany, ks. Sadoka
Barącza, Rys dziejów

ormiańskich

(1869). O tym wcześniejszym okresie dziejów Ormian polskich

wiele pisano r ó w n i e ż w okresie m i ę d z y w o j e n n y m . W latach 60-ych podjęła t ę tematykę, wzboga­
cając j ą o parę fundamentalnych o p r a c o w a ń , M i r o s ł a w a Zakrzewska-Dubasowa, która s w ą pracę
Ormianie w dawnej Polsce (1982) zamyka stwierdzeniem, i ż nowsze ich dzieje dopiero czekają n a
opracowanie.
T o trudne i pod pewnymi względami pionierskie zadanie podjął właśnie Grzegorz Pełczyński
w swojej książce, której pierwsza zasadnicza część jest właściwie historią etniczną Ormian polskich
w X X wieku, c h o ć - j a k sam autor podkreśla - pracą historyczną sensu stricte nie jest. Jej celem
jest stwierdzenie, jaki status etniczny przysługuje polskim Ormianom. Ó w status grupy wyznacza
jej o d r ę b n o ś ć etniczna, ulegająca w X X wieku p o w a ż n y m przemianom. Śledzenie p r o c e s ó w , które
je p o w o d o w a ł y p o ś w i ę c o n a jest znaczna część rozprawy.

225

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Podkreślić jednocześnie trzeba, że chociaż inni autorzy poświęcali niekiedy nieco uwagi
zagadnieniom specyfiki etnicznej Ormian polskich, to książka G . Pelczyńskiego jest pierwszą
pracą n a u k o w ą w całości p o ś w i ę c o n ą tej tematyce. Jest też pierwszym, jak się wydaje, w bogatej,
mającej p ó ł t o r a w i e k o w ą tradycję literaturze dotyczącej tej grupy, tak obszernym opracowaniem
etnograficznym, w przeszłości bowiem Ormianami polskimi częściej zajmowali się historycy,
historycy sztuki czy j ę z y k o z n a w c y , niż etnografowie.
K s i ą ż k a G . Pelczyńskiego składa się ze wstępu, trzech podzielonych na rozdziały (i niekiedy
p o d r o z d z i a ł y ) części, podsumowania i obszernej bibliografii. We „Wstępie" wyjaśnia autor treść
etnonimu „Ormianie polscy", określa obszary względnie zwartego niegdyś osadnictwa tej grupy
i r o z w a ż a z a s a d n o ś ć u ż y w a n i a w stosunku do niej terminu „grupa etniczna". Następnie przed­
stawia stan b a d a ń nad Ormianami polskimi od p o ł o w y X I X w. do współczesności, zastanawia się
nad miejscem problematyki etnicznej w naukach humanistycznych, formułuje cel pracy, omawia
wykorzystane w niej źródła i uzasadnia jej strukturę.
Część pierwsza, najobszerniejsza, stanowiąca blisko p o ł o w ę pracy, nosi tytuł

„Tradycja

i zmiana wśród Ormian polskich w wieku X X " i jest, jak to określa autor „historią etniczną"
grupy w omawianym okresie. Przedstawione w niej zostały procesy etniczne zachodzące wśród
polskich Ormian w ciągu naszego stulecia. W części drugiej ( „ Ś w i a d o m o ś ć etniczna") zajmuje się
autor zagadnieniem odrębności etnicznej Ormian polskich w aspekcie ś w i a d o m o ś c i o w y m . W czę­
ści trzeciej („Status etniczny") stara się określić ich miejsce wśród innych mniejszości w Polsce,
w społeczeństwie polskim i w ormiańskiej diasporze oraz przedstawić problem w świetle wy­
branych koncepcji klasyfikacji etnicznej. Zamyka pracę krótkie podsumowanie

omawianych

w niej kwestii, w k t ó r y m autor stwierdza, że koncepcją uwzględniającą najwięcej

aspektów

sytuacji etnicznej Ormian polskich jest bromlejowska teoria hierarchii w s p ó l n o t etnicznych, „której
poziomy dają m o ż l i w o ś ć adekwatnego ustalenia miejsca danej grupy etnicznej wobec wszystkich
innych, w kontekście których się ona znajduje. Poziomem odpowiednim dla Ormian polskich jest
w s p ó l n o t a subetniczna czyli subetnos. M ó w i ą c przeto, iż Ormianie polscy w ciągu X X wieku są
subetnosem narodu polskiego, wyraża się chyba najlepiej ich status etniczny" (s. 161).
Ormianie polscy w XX wieku Grzegorza Pelczyńskiego to X X V I I publikacja niezwykle prężnie
od lat działającego K o ł a Zainteresowań Kulturą Ormian przy Oddziale Warszawskim Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego, z k t ó r y m autor od dawna współpracuje i k t ó r e m u zawdzięcza
szerokie kontakty ze środowiskiem polskich Ormian oraz możliwości etnograficznej penetracji
skupisk ormiańskich w r ó ż n y c h miastach Polski (s. 12). M y ś l ę wszakże, że ta interesująca i po­
trzebna praca znajdzie licznych czytelników również poza gronem Ormian polskich, od dawna na
jej wydanie oczekujących.
Andrzej

Woźniak

„Zabawy
i zabawki". Kwartalnik poświęcony
zagadnieniom ludyzmu i ludyczności,
Kielce 1997,
Ryszard K a n t o r (red.), W y d . Muzeum Zabawkarstwa w Kielcach i Towarzystwo Rozwoju
Zabawkarstwa w Kielcach, ss. 183, il.
M u z e u m Zabawkarstwa w Kielcach oraz mające w tym mieście siedzibę Towarzystwo R o z ­
woju Zabawkarstwa r o z p o c z ę ł o w 1997 roku wydawanie kwartalnika o tematyce bezpreceden­
sowej n a polskim prasowym rynku wydawniczym. Redaktor naczelny, prof. Ryszard Kantor, we
„ W s t ę p i e " do pierwszego numeru określił tematyczny zakres czasopisma jako najszerzej rozumia­
ną p r o b l e m a t y k ę ludyzmu i ludyczności, a więc to wszystko, czym z w y k ł o się określać ludzką
s k ł o n n o ś ć do zabawy oraz - jakże często niedocenianą - kulturową rolę tej sfery działalności
człowieka. Potrzebę wydania podobnego czasopisma R . Kantor uzasadnił również niedostatkiem
wiedzy o zabawce i jej roli kulturowej z a r ó w n o w polskiej nauce, jak i całym społeczeństwie,
podkreślając zapóżnienie pod tym w z g l ę d e m do reszty świata, a także niedocenianie

ekonomicz­

nego znaczenia tych gałęzi wytwórczości krajowej, które służą zaspokajaniu potrzeb związanych

226

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

z uprawianiem gier i zabaw, zwłaszcza, gdy coraz częściej - jak pisał - skazani jesteśmy n a import
b u d z ą c y zastrzeżenia estetyczne. „ C h c e m y , aby nasze pismo zachowując swój naukowy charakter,
stało się także źródłem fachowej informacji o stanie rynku zabawkarskiego, o kondycji polskich
p r o d u c e n t ó w zabawek, o miejscu polskiej zabawki na rynku ś w i a t o w y m . " Kreśląc tak p o m y ś l a n e
cele, Redakcja zaprosiła do współpracy z a r ó w n o badaczy ludyzmu - h i s t o r y k ó w kultury, so­
c j o l o g ó w , e t n o l o g ó w , p s y c h o l o g ó w , p e d a g o g ó w - jak i p r a k t y k ó w - projektantów, e k o n o m i s t ó w ,
k o l e k c j o n e r ó w i p r o d u c e n t ó w zabawek.
U k ł a d pierwszego p o d w ó j n e g o numeru (artykuły i rozprawy, materiały z b a d a ń , źródła
i informacje, recenzje) zapowiada przejrzysty i u p o r z ą d k o w a n y charakter czasopisma. Z a r ó w n o
opracowania teoretyczne (J. G r a d , „ Z a b a w a - analiza pojęć i koncepcji"; T . Paleczny, „ S p o ł e c z n e
p o d ł o ż e zabawy") jak i r ó ż n o r o d n e tematycznie monografie

(I. Kabzińska, „ Z a b a w a a zakaz

magiczny"; J.S. Łątka, „ G r y i zabawy w haremie"; B . Plichowska, „ Z a b a w y i zabawki chłopięce
w X I X - w i e c z n y m Krakowie"; U . Janicka-Krzywda, „Zbójnicka biesiada") z a p o w i a d a j ą c i e k a w ą
treść. W ś r ó d materiałów z b a d a ń terenowych Czytelnik znajdzie prace o odpustach n a G ó r n y m
Śląsku ( D . Świtała), zabawach dzieci na Śląsku Cieszyńskim (B. Jasińska), tradycyjnych i w s p ó ł ­
czesnych zachowaniach ludycznych m i e s z k a ń c ó w Jaworzynki ( G . Odoj), a także artykuł ze świata
kultury żydowskiej (A. Ciałowicz, „ O ż y d o w s k i m trefnisiu"). Ponadto zespół redakcyjny przed­
stawił zarys dziejów i charakterystykę działalności Muzeum Zabawkarstwa w Kielcach

oraz

informacje o Towarzystwie Rozwoju Zabawkarstwa.
Warte podkreślenia jest również ogłoszenie przez Redakcję stałego konkursu kwartalnika na
wspomnienia, prace, dokumentacje związane z zabawkami, zabawami i grami.
W polskiej literaturze tematu zauważalny jest brak teoretycznego zarysu historii b a d a ń nad
ł u d y z m e m . Prace podobne do zamieszczonego w omawianym numerze artykułu „ Z a b a w a - ana­
liza pojęć i koncepcji" wydają się b y ć niezbędne do uzupełnienia wielu luk w polskich opracowa­
niach b a d a ń historii ludyzmu. Cenna jest r ó w n i e ż k a ż d a monografia czy przyczynek do poznania
polskich tradycji zabawkarskich, zwłaszcza tych, które bez zewnętrznej pomocy m o g ą przestać
istnieć. Zawsze z u w a g ą będą przez nas czytane również artykuły dotyczące obcych kultur.
Celem tego kwartalnika nie jest wszak b y ć jedynie skryptem akademickim czy zbiorem źródeł
do b a d a ń naukowych. A b y dobrze spełnił swoją rolę, powinien dotrzeć do j a k najszerszego grona
Czytelników, zwłaszcza do tych, którzy w c h o d z ą c w świat dorosłych zaczną k s z t a ł t o w a ć p o l s k ą
kulturę m a s o w ą . B y przestała zagrażać ponura wizja obrazu współczesnej kultury prezentowana
w zamieszczonym artykule T . Palecznego: „ W s p ó ł c z e s n a kultura w dziedzinie zabawy oferuje
bowiem połączenie Hyde Parku z Disneylandem, salony gier elektronicznych z siecią Internetu,
lokale z peep show oraz teatry uliczne, pornograficzne filmy w sieci wypożyczalni wideokaset oraz
happeningi « P o m a r a n c z o w e j Alternatywy)), subkulturę p u n k ó w , a także kino familijne w nie­
dzielne p o p o ł u d n i e , kult i d o l ó w w rodzaju Madonny oraz antyestetyzm rapu i amoralizm sata­
n i s t ó w , kameralną partyjkę bilarda z zadymami k i b i c ó w piłkarskich, golf z w a l k ą bokserską
Bowe-Gołota".
Ż y c z ą c Redakcji powodzenia w wydawaniu tak ciekawego czasopisma chciałabym na koniec
zwrócić u w a g ę n a zbyt skromny materiał ilustracyjny, co m o ż e , w e d ł u g mnie, w p ł y n ą ć na gorszy
o d b i ó r zamieszczanych t e k s t ó w .
Joanna Bar

Rzeki - kultura, cywilizacja, historia, Jerzy K o ł t u n i a k (red.), Katowice 1992-1995
Jerzy K o ł t u n i a k , z którego inicjatywy r o z p o c z ę t o wydawanie omawianej tu serii, z wykształ­
cenia polonista, d a ł się p o z n a ć szerszemu gremium j a k o dziennikarz i autor kilkuset publikacji
oraz audycji radiowych p o ś w i ę c o n y c h g ł ó w n i e problematyce historycznej i socjologicznej, ściśle
p o w i ą z a n e j z kulturą ziem nadodrzańskich. Jest on również inicjatorem i koordynatorem działań
m a j ą c y c h n a celu utworzenie

P a ń s t w o w e g o Muzeum Odry. D z i ę k i d u ż e m u

zaangażowaniu

227

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

J . K o ł t u n i a k zdołał zainteresować swoją inicjatywą szereg instytucji pozornie mających niewiele
w s p ó l n e g o z n a u k ą . Sponsorami wydawnictwa, poza K B N i Ośrodkiem B a d a ń

Społeczno-

-Kulturowych Towarzystwa Zachęty Kultury w Katowicach, są bowiem także S p ó ł k a Akcyjna
„ O d r a - T r a n s " we W r o c ł a w i u , G ó r n o ś l ą s k i e Przedsiębiorstwo W o d o c i ą g ó w w Katowicach i in.
Celem wydawnictwa - jak wynika z formularza z a m ó w i e n i o w e g o - jest upowszechnianie,
w ujęciu interdyscyplinarnym, wiedzy o rzekach, wzajemnych zależnościach p o m i ę d z y przyrodą,
kulturą i t e c h n i k ą . Wydawcy stawiają sobie ponadto za cel wykazanie: a) przyrodniczego,
geograficznego i kulturowego fenomenu rzek; b) znaczenia rzek w rozwoju kultur i cywilizacji;
c) dziedzictwa przestrzeni kulturowej rzek oraz zagadnień jego ochrony, żywotności i m o ż l i w o ś c i
s p o ż y t k o w a n i a m.in. w rozwiązywaniu współczesnych p r o b l e m ó w miast i r e g i o n ó w nadrzecznych.
N a d r z ę d n y m jednak celem, j a k wynika z tej ulotki, jest wypracowanie „Karty kulturowej rzeki"
- swoistego instrumentu opisu i analizy przestrzeni kulturowej rzeki.
O p r ó c z r o z w a ż a ń teoretycznych - jak stwierdza J . K o ł t u n i a k -

zainteresowany

znajdzie

w tym wydawnictwie artykuły poruszające kwestie i tematy, które w przyszłości będą w y m a g a ć
szerszego opracowania monograficznego.

Zwraca u w a g ę szeroki wachlarz zainteresowań nauko­

wych a u t o r ó w artykułów. Obok przedstawicieli nauk przyrodniczych i historycznych w kolejnych
tomach znajdujemy opracowania architektów, p r a w n i k ó w a także a u t o r ó w

reprezentujących

nauki ścisłe. D o b ó r a u t o r ó w jest zresztą m o c n ą stroną wydawnictwa. Zawiera ono publikacje tak
wybitnych a u t o r y t e t ó w j a k Gerard Labuda, Dorota Simonides, Lech Leciejewicz, Jerzy Topolski,
Andrzej Piskozub i in.
E t n o g r a f ó w z oczywistych w z g l ę d ó w interesują przede wszystkim publikacje z zakresu tej
dyscypliny.
W tomie I znajdujemy interesujący artykuł Doroty Simonides, „ O d r a - folklor - pogranicze
kultur", s. 83-119). A u t o r k a omawia w nim stan b a d a ń nad folklorem flisaków odrzańskich,
poczynając od roku 1843, a k o ń c z ą c n a materiałach z w ł a s n y c h b a d a ń z grupą s t u d e n t ó w W S P
z Opola. Kreśli zakres problematyki uwzględnionej w badaniach folklorystycznych, a następnie
przechodzi do przedstawienia zwyczajów, o b r z ę d ó w , wierzeń i p o d a ń flisaków z Odry. W k o ń ­
cowej części artykułu autorka uwzględniła pieśni flisaków oraz tzw. wolanki, czyli krótkie,
rymowane teksty, odzwierciedlające ich stosunek do ludzi nie związanych z w o d ą .
Zygmunt K ł o d n i c k i w artykule „Przestrzenne ujęcie zjawisk kulturowych" (t. I I I , s. 45-65)
zajmuje się s z c z e g ó ł o w o problemami techniki kartografowania oraz m e t o d ą

etnogeograficzną

i retrogresywną s t o s o w a n ą w kartografii etnograficznej. Artykuł ten zawiera ponadto podsumo­
wanie dorobku kartografii etnograficznej w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem zastosowania
metody etnogeograficznej w badaniach nad kulturą prasłowiańską. Autor formułuje wnioski m.in.
na podstawie analizy pracy K . M o s z y ń s k i e g o O sposobach badania kultury materialnej
W t y m ż e tomie I I I odnotowujemy

Praslowian.

również obszerny artykuł Aleksandra Posern-Zieliriskiego

„ Ś r o d o w i s k o naturalne i rzeki w amerykańskiej antropologii kulturowej" (t. I I I , s. 15-43). Autor
szeroko omawia w nim teorię areałów kulturowych charakteryzując j e d n o c z e ś n i e różne p o g l ą d y
na t ę kwestię. D a l s z a część jego wywodu nawiązuje j u ż wyraźnie do problemu roh rzek z a r ó w n o
w procesie kolonizacji Ameryk, jak i ich znaczenia kulturowo-gospodarczego
Ciekawe są r o z w a ż a n i a d o t y c z ą c e koncepcji neo-ewolucjonistycznej,

i cywilizacyjnego.

która, rozwijana przez

J . H . Stawarda i K . A . Wittfogela, d o p r o w a d z i ł a do powstania orientacji zwanej w amerykańskiej
antropologii kulturowej - e k o l o g i ą kulturową.
W tomie I V znajdujemy artykuł Janusza Bohdanowicza „ D e m o n y wodne w polskim folklorze
(ujęcie przestrzenne)"; (t. I V , s. 221-243). N a podstawie materiałów zgromadzonych w archiwum
РАЕ

autor zajmuje się demonem zwanym w kulturze ludowej topielcem, utopcem, itp. Zasięg

w y s t ę p o w a n i a wierzeń z w i ą z a n y c h z działalnością utopca jest w d u ż y m stopniu p o w i ą z a n y z siecią
rzek n a terenie kraju. O d r ę b n y m w ą t k i e m wierzeniowym jest przekonanie co do istnienia tzw.
rusałek, występujących w e d ł u g wierzeń w dwojakiej postaci - jako istoty leśne i wodne. A r t y k u ł
zawiera 6 map obrazujących rozmieszczenie na terenie Polski różnych wierzeń związanych z rze­
komym istnieniem d e m o n ó w wodnych. M a p y utrzymane są w konwencji obowiązującej w Pol­
skim Atlasie

Etnograficznym.

228

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

D l a czytelników zainteresowanych wydawnictwem podajemy wykaz a r t y k u ł ó w zamieszczo­
nych w p o s z c z e g ó l n y c h tomach:
T o m I : Gerard L a b u d a - „Rzeki w dziejach n a r o d ó w " ; Jacek Kolbuszewski -

„Szczęście

w i o s ł e m wyliczone - motyw rzeki w myśleniu symbolicznym i w literaturze"; W ł a d y s ł a w Filipowiak -

„ Z najstarszych dziejów Odry j a k o szlaku komunikacyjnego i handlowego"; Dorota

Simonides - „ O d r a - folklor - pogranicze kultur"; Julian Janczak - „Odrzańskie archiwalia
kartograficzne"; Lech Leciejewicz - „ R o l a mniejszych rzek w dziejach dawnych społeczeństw na
przykładzie Parsęty"; M i c h a ł Parczewski - „Sieć rzeczna a rozmieszczenie osadnictwa wczesno­
ś r e d n i o w i e c z n e g o we wschodniej części polskich Karpat"; Przemysław Smolarek -

„Muzeum

W i s ł y w Tczewie"; Stanisław Januszewski - „Zabytki techniki odrzańskiego szlaku wodnego";
Janusz K o r z e ń - „Park Krajobrazowy Doliny Bobru".
T o m I I : Andrzej Pisk ozub - „Wielkie cywilizacje rzeczne"; B o l e s ł a w Orłowski - „Rzeki j a k o
wyzwanie dla techniki"; Janusz Bogdanowski - „Problem architektury krajobrazu

rzecznego";

E w a Jakus-Borkowa - „Europejski program badań nazw wodnych"; Wiesław Drobek - „Zagadnie­
nia kompleksowego wykorzystania i ochrony z a s o b ó w wodnych rzek U S A " ; M a r t a Ruszczycka-Mizera - „Geografia wobec rzek"; Alicja Karłowska-Kamzowa - „ D o b r a kultury w dolinie Warty";
S ł a w o m i r M o ź d z i o c h - „Znaczenie „ p o ż y t k ó w wodnych" w życiu codziennym

mieszkańców

wczesnośredniowiecznego Śląska"; Maciej Łagiewski - „Rzeczne przeprawy"; Jerzy Litwin - „ M u z e a
rzek i żeglugi śródlądowej n a świecie"; Jerzy K o ł t u n i a k - „ C z y powstanie karta kulturowa rzeki?"
T o m 111: Aleksander Posern-Zieliński - „ Ś r o d o w i s k o naturalne i rzeki w amerykańskiej
antropologii

kulturowej"; Zygmunt K ł o d n i c k i -

„Przestrzenne ujęcie zjawisk kulturowych";

Stefan K a ł u s k i - „ R z e k i a granice polityczne"; Stanisław Januszewski - „ D z i e d z i c t w o hydrotech­
niczne K a n a d y - problem ochrony i prezentacji"; Zdzisław Mikulski - „ Z dziejów b a d a ń rzek
w Polsce - ludzie i ich dzieła"; Andrzej Jankowski - „ G e n e z a współczesnej sieci dolnorzecznej na
obszarze Polski"; Jerzy Wyrzykowski - „ R z e k i jako przedmiot zainteresowań turystycznych";
Alfred Kaniecki -

„ R o l a wody w średniowiecznym mieście"; Stanisław C z a j a -

„Przemiany

s t o s u n k ó w wodnych w przestrzeni cywilizacyjnej G ó r n e g o Śląska od X I V do X V I I I w."; Artur
Magnuszewski - „ S y s t e m y geoinformacyjne ( G I S ) jako baza danych hydrologicznych"; Marian
D r u ż k o w s k i - „ K o m p l e k s o w e badania krajobrazowe w małych zlewniach rzecznych".
T o m I V : Jerzy Topolski -

„Przestrzeń i historia"; Stanisław Kurnatowski -

„Interdys­

cyplinarność w badaniach przestrzeni dorzecza. Przemiany i wzajemne oddziaływanie środowisk
- przyrodniczego i kulturowego"; Tadeusz Margul - „Święte rzeki świata"; Ernest Niemczyk
- „ M o t y w y akwatyczne w architekturze"; Stanisław Liszewski - „ G e o g r a f i a miast nadrzecznych";
Józef Stanielewicz - „Rzeki jako warsztat pracy"; Andrzej Piskozub - „ R e n - rzeka Europy";
Piotr Fast - „ R z e k i w literaturze rosyjskiej. Rekonesans"; Janusz Bohdanowicz -

„Demony

wodne w polskim folklorze"; Marian M i ł k o w s k i - „ D r o g i wodne i żegluga ś r ó d l ą d o w a w wy­
branych czasopismach europejskich"; Joanna Dynus-Angiel - „Rzeki w edukacji szkolnej".
K a ż d y z t o m ó w jest bogato ilustrowany, zawiera szereg map i w y k r e s ó w oraz odrębną dla
k a ż d e g o artykułu bibliografię. Uzupełniają to dwujęzyczne streszczenia (angielski, niemiecki) oraz
krótkie notki o autorach artykułów. Kredowy papier i gustowna o k ł a d k a sprawiają dodatkowo
korzystne wrażenie.
Janusz

Bohdanowicz

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.