-
Title
-
Józef Tkaczuk i inni, czyli o imionach widywanych na murach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.52-64
-
Creator
-
Sulima, Roch
-
Date
-
1995
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:3430
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3653
-
Text
-
Józef Tkaczuk i inni, czyli
o imionach widywanych na murach
Przyczynek do etnografii miasta
Roch Sulima
I . SASKERSI
Będzie to przyczynek do etnografii Saskiej Kępy, próba
terenowego raportu o narodzinach zjawiska, które nic tylko
wymiarze lokalnym skojarzyło się z imieniem własnym:
JOZEF T K A C Z U K , pojawiającym się w formie inskrypcji na
murach Saskiej Kępy na przełomie lat osiemdziesiątych i dzie
więćdziesiątych. Spontaniczne inskrypcje na murach, choć
towarzyszą człowiekowi od zarania kultury pisma, kojarzą się
dziś przede wszystkim z młodzieżową subkulturą graffiti.'
Rzadko zdarta się okazja, aby prześledzić konkretny, pod
miotowy wymiar takiego zjawiska, a więc żyć w osiedlu,
prowadzić rozmowy zarówno z samym panem Józefem Tkaczu
kiem, woźnym w szkole moich dzieci, jak z tymi. którzy
wykreowali swoisty mit współczesny. Mit lokalny, nad którym
nadbudowują się dziś znaczenia przekazów reklamowych
0 ogólnopolskim zasięgu, wysokonakładowych komiksów, po
wielanych masowo emblematów młodzieżowego stroju, czyli
identyfikatory wspólnoty.
Staram się także, niejako przy okazji, zwrócić uwagę na
lokalny wymiar subkultur młodzieżowych, a tym samym
przedstawić nowy typ argumentów w dyskusji nad tymi subkul
turami, które traktuje się zazwyczaj jako przeszczep z Zachodu.
Fenomen „ J T " uznaję za z. pozoru tylko banalny czy niepoważ
ny (powagę rzeczy niepoważnych uzmysłowił najlepiej Jan
Stanisław Bystroń podejmując „tematy, które mu odradzano")
pretekst do prześledzenia zjawiska kulturowego in statu nascendi.
„Witamy was Saskcrsi", „Saskcrland", „Bad Boys from
Saskerland" - to młodzieżowe graffiti, obco brzmiące wykład
niki „swojskości", nakładające się na oficjalną., administracyjną
1 publiczną, szatę informacyjną Saskiej Kępy od przełomu lat
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nadbudowują się one
nad setkami i tysiącami inskrypcji, które na większą skalę
pojawiły się na Saskiej Kępie już od początku lat siedem
dziesiątych.
Ze względu na funkcję można wyróżnić wśród graffiti:
1 - znaki d z i a ł a n i a (przezwiska, inwektywy, obelgi, na
przykład „Anica K o b y ł a " , „ S p a ś l a k " , „ Ł y s a " , „ W i e ś n i a k i " ,
„Maciek jest frajer"). Są to najczęściej operatory wewnątrz grupowych stosunków: włączania do grupy, wykluczenia, agre
sji, czyli elementy pragmatyki życia grupowego (szkoła, po
dwórko); 2 - znaki i d e n t y f i k a c j i
(nazwy zespołów
muzycznych, sportowych oraz imiona ich idoli: „ L e g i a " ,
„ L e n o n " , K U L T ) . Są lo instytucjonaliżujące się operatory
wspólnoty, które - ponawiane w zależności od sytuacji - „od
gradzają" od innych wspólnot tego samego typu ( „ L e g i a " contra
„ W i d z e w " ) ; 3 - znaki, i s t n i e n i a , czyli spontaniczne
ekspresje typu: „Lubię małe zwierzątka". W ostatnim wypadku
walor egzystencjalny inskrypcji dominuje nad walorem infor
macyjnym (funkcją referencjalną).
Trzy wyodrębnione tu wstępnie typy znaków można uznać za
uniwersalny język (inwarianl) młodzieżowych graffiti, które
w skali kraju, a nawet Europy czy świata są typowe, powtarzal
ne, monotonne, z niewielkimi lokalnymi czy też indywidual
nymi modyfikacjami.' Na tym tle zjawiskiem osobnym wydaje
:
się inskrypcja „Józef Tkaczuk", która swój rodowód bierze
z Saskiej Kępy w Warszawie. Sądzę, że to właśnie za sprawą
rozmnożonych w setkach egzemplarzy na Saskiej Kępie inskrypcji ,,JT" mogły pojawić się (i znaczyć) operatory wielkomiejskiej lokalności („Saskersi"). „ T k a c z u k l a n d " był zaląż
kiem i prototypem „Saskcrlandu", a więc znakiem naras
tającego poczucia lokalności, której idea, od lal wpisana
w program instytucjonalnych działań Towarzystwa Przyjaciół
Warszawy - Saska Kępa, szuka wciąż form realizacji, oczekuje
świadectw spełnienia.Przed „Józefem Tkaczukiem" byli na Saskiej Kępic inni.
Pierwsze spontaniczne inskrypcje, które miały związek z ,,JT",
pojawiły się lu na początku lat siedemdziesiątych, głównie
w okolicach Ronda Waszyngtona. Ponawiane na okolicznych
murach stały się wkrótce znakami „ m i e j s c a " , c h o ć w swej treści
w żaden sposób do tego „miejsca" nie musiały nawiązywać,
Były to imiona własne „ M o k o w i a k " (często z dopiskiem Łazy)
oraz „ M a t u s z c z y k " , imiona skoncentrowane wokół lego „miej
sca", niepowtarzalne w innych. Pierwszy z napisów pojawiał
się w kilku wariantach, między innymi jako „MO-kowiak czy
„ M O k o w i a k " , co wskazywało na swoistą grę skrótem „MO",
a więc bawienie się inicjałami naocznie działającej instytucji
bezpośredniego przymusu, czyli M i l i c j i Obywatelskiej. Lokal
ne wykładnie, czyli ludowe etymologie wiązały te inskrypcje
z imionami przedstawicieli oficjalnych służb mundurowych
(MO, O R M O ) , albo w samej rzeczy militarnych („Matusz
czyk"). W odbiorze lokalnym inskrypcje te funkcjonowały jako
„ujawnienie" tego, czemu przysługuje instytucjonalnie tajem
nica, choć rzeczywiste intencje piszących na murach mogły być
nieco inne. Napis znaczył „ r o z b i e r a n i e " z munduru, obnażanie
z powagi, tajemnicy i strachu.
Wyraźny próg spontaniczności zostaje ustanowiony przez
ciśnienie instytucji przymusu, zostaje ustanowiony na obrze
żach „struktury". Wkrótce zresztą, w latach osiemdziesiątych,
struktura ta „wypiętrzy s i ę " , ulegnie „nadorganizacji" w po
staci stanu wojennego, a Saską Kępę. jak inne dzielna
Warszawy i inne polskie miasta, pokryją jednoznacznie intenc
jonalne napisy „solidarnościowe", z których jeden: „WRON
won za D o n " , wymalowany był ogromnymi literami na chod
niku w pobliżu dzisiejszego napisu, „Witamy was Saskersi"N>
początku lat osiemdziesiątych, jednoznacznie antysirukturałl*
sankcja napisów osiągnie swoje apogeum w skali ostatnie?
półwiecza. Będzie lo naturalne tło dla zawrotnej karier)
i m i e n i a woźnego zc szkoły podstawowej nr 15 przy ulic)
Angorskiej na Saskiej Kępie.
0
I I . CORPUS
1NSCRIPTIONUM
1
4
52
Pierwsze inskrypcje pojawiające się od roku IWO wypełniw
przede wszystkim obszar zamknięty ulicami: Was/.yngto *
Międzynarodową, Z w y c i ę z c ó w i Francuską. Szybko jedna*
przenikały do przestrzeni ogólnomicjskiej i ujawniały '
wzdłuż tras komunikacyjnych prowadzących na Saską Kff*
i Pragę Południc. Oto najczęściej pojawiające się inskrypc'j ^
sytuacjach charakterystycznych podaję bardziej szczegów
lokalizacje): „Józef Tkaczuk"; „Józef Tkaczuk. Turek.
C K . Pf r
i "z ^
1
3
c
straż"' ..Strefa Tkaczuka"; „Tkaczuk walczy"; „Józef Tkaczuk
| rn." (napis z wzornika w postaci kierunkowskazu); „Uwaga
dzieci - Tkaczuk straszy" (na znaku ostrzegawczym przy
^jegu ulic Angorskiej i Saskiej, w najbliższym sąsiedztwie
szkoły nr 15); „Niech żyje Józef Tkaczuk"; „Tkaczuk Człowie
kiem Roku"; „Józef Tkaczuk - O . K . " (śmietnik przy ul.
londyńskiej); „ U w a g a - c z u ć Tkaczukiem" (napis oraz wizeru
nek na budce z kwiatami przy ulicy Międzynarodowej);
Tkaczuk, gdzie j e s t e ś " ; „Jestem fanem Józefa Tkaczuka";
Józef Tkaczuk - nasz i d o l " (odbiła z wzornika sylwetka
zmiotła, i szufelką w uniesionych rękach i lecące w jej kierunku
jajka); „Krawaty dla Tkaczuka"; „Oddać krawaty Tkaczukowi"
(na sklepie pasmanteryjnym); „Fryzjer - Józef Tkaczuk" (na
reklamie salonu fryzjerskiego „ K a l a m i s " ) ; „Uprasza się o za
mykanie drzwi - Józef Tkaczuk" (ulica Waszyngtona); „Szkoła
i . Józefa Tkaczuka" (przy szkole nr 15); „Ulica Walecznych
Tkaczuków" (ulica Walecznych); „Witajcie w Tkaczuklandzie" (przy szkole nr 15); „Most Tkaczuja" (przystanki na
Moście Poniatowskiego); „Park Tkaczuka" (Park Skaryszew
ski): „Józef Tkaczuk wita na Pradze Południe" (na moście im.
Berlinga); „Józef Tkaczuk - ż e g n a " (tamże); „Płoszczat'
Tkaczuka" (napis po rosyjsku w okolicach Stadionu X-lecia,
czyli „ruskiego bazaru"); „Józef Tkaczuk król M Z K " (przy
stanek w Śródmieściu Warszawy), „Tramwaj Józefa Tkaczuka"
(na tramwaju reklamującym Radio Zet, w pierwszym dniu
kursowania); „Kierowca Józef Tkaczuk" (autobus nr 111,
kursujący na Saską Kępę). „Gdzie jest Józef Tkaczuk" (najnow
szy, nieco nostalgiczny, napis z dnia 20 marca 1995 na plakacie
reklamującym „Gazetę P r a w n ą " , ulica Walecznych).
Są to napisy pasożytujące na administracyjno-publicznej
tkance miasta, na jej względnie stabilnej przedmiotowo-znakowej strukturze informacyjnej.'' Dochodzą do tego przestrzenie
o „zagęszczonej" seiniozis (bramy, przejścia podziemne, skrzy
żowania ulic, miejsca „ u k r y t e " na przykład „za garażami",,.nad
kanałkiem"). Oficjalna „struktura" miasta, jej znakowe wy
kładniki zostają jakby wywrócone na nic, zawłaszczone przez
tajemniczą dla większości formułę słowną oraz plastyczne
wyobrażenia i piktogramy ( & ) .
Oprócz stałej ekspozycji w miejskiej strukturze przestrzennej
napisy „JT* dają o sobie znać w czasie sezonowych, cyklicznych
epifanii Wielkich Struktur, takich jak wybory do parlamentu czy
wybory prezydenckie. Oto inskrypcje z czasu wyborów prezy
denckich w roku 1990: „Tkaczuk na prezydenta"; „Tkaczuk
naszym kandydatem*. Szczególnie rozmnożyły się, czytelne do
dnia dzisiejszego przy Międzynarodowej i Londyńskiej, malo
wane za pomocą wzorników napisy: „Tkaczuk prezydentem
Rz-plitej"; „Józef Tkaczuk prezydentem będzie, jak go ludzie
poprą wszędzie"; czy mniej udane: „Najlepszą z najlepszych na
świecie jest kandydatura Tkaczuka, no wiecie!*, albo też:
..Tkaczuk jedyny w swym rodzaju, musi być prezydentem tego
kraju'; „Tkaczuk dobrym Prezydentem, Demokratą i Turkiem*.
w czasie wyborów do Sejmu i Senatu w roku 1993 mieszkań
cy Saskiej Kępy byli świadkami swoistego happeningu „ K a m
pania wyborcza JT*, kampania, którą przy pomocy napisów
'Plakatów poprowadzono z całą determinacją i fachowością.
" lokalu wyborczym przy ulicy Zwycięzców, wśród obwiesz
a ł z. listami kandydatów, znalazł się plakat z wizerunkiem
kandydata Józefa Tkaczuka, startującego z fikcyjnej listy nr 68,
z następującymi tekstami: „Głosujcie bez namysłu. Józef
Kaczuk posłem. Potęga energii". Obok plakatu, którego poja*|enie się było wykroczeniem przeciwko ustawie wyborczej,
*isiał „Program wyborczy* (niestety, nie udało mi się go
**%£'). Bezpardonowa walka wyborcza rozgorzała także na
jarach. Na przykład na plakatach wyborczych Porozumienia
. 'rum (plakat z niemowlakiem) można było przeczytać: „ W
" J ! płynie krew Józefa Tkaczuka*. Na portretach znanych
' "tyków, których nazwiska zostały zamazane, widniały napi'ielki brat Józef Tkaczuk patrzy*. Na charakterystycznych
l ' Czerwonych „szczękach" KPN-u - blaszanej budce handJ przy Nowym Świecie, obok siedziby partii - widniało
H
llt
en
tez
e
hasło: „Józef Tkaczuk - premier". Hasła tej treści pojawiły się
też licznie na Sakiej Kępie. (Corpus inscriptionttm nie wyczer
puje całego zasobu inskrypcji, których blok pojawi się jeszcze
w dalszej części raportu.)
III. STRUKTURA I
COMMUNITAS
W sporządzanym tu raporcie muszę odrzucić pokusę monografizmu w badaniach terenowych, jak również monograficz
nego ujęcia narastającej lawinowo refleksji nad subkulturą
graffiti, na rzecz ryzykownej próby dotarcia do swoistych cech
zjawiska symbolizowanego przez napisy „JT", dotarcia do jego
konkretności, jednostkowości, a nawet incydentalności. Jest to
zatem próba dotarcia do paradoksalnej, dającej się obserwować
„indywidualności* zjawisk kultury masowej. T o właśnie otwar
ty dla badacza tekst t e r e n u (dziś niemodne, choć budzące
tęsknoty słowo), a tym bardziej terenu, w którym badacz żyje,
narzuca potrzebę spojrzenia na doświadczane w potocznej
praktyce życia, na przenikające się wzajemnie w lokalnym
świecie rozmaite „strukturalności* i „procesualności", a więc
realne ramy codziennej egzystencji. M o ż n a tu mówić o „rytua
łach codziennych* , a więc regułach nieustannego „ustawiania'
wszystkiego na swoim miejscu, codziennego koordynowania
różnych poziomów bytu.
Interesujące spojrzenie na dynamikę ludzkich zachowań
znaleźć można w pracach Victora Turnera, w jego koncepcji
r y t u a ł u rozumianego jako naturalny model procesu społecz
nego, jako bezinteresowny w sensie ekonomiczno-technicznym
s p o s ó b przezwyciężania napięć i konfliktów społecznych.
W nawiązaniu do formalno-procesualncj analizy rites de pas
sage van Gennepa", Turner proponuje w gruncie rzeczy teorię
zmiany immanentnej, konstruuje slrukturalno-procesualny mo
del życia społecznego, pozwalający nic tylko w rytuale, ale
także we wszelkim tekście zachowaniowym analizować to, co
jest „strukturalne", oraz to, co jest „procesualne*. W jednej
z podstawowych swoich prac The Ritual Process: Structure and
Ani-Structure'
Turner stwierdza, że wszelkie społeczności
ludzkie jawnie lub niejawnie ciążą ku dwom kontrastującym ze
sobą modelom społeczeństwa, czyli struktury i communitas. Tc
dwie biegunowe modalności stosunków społecznych można
- zdaniem Turnera - odnaleźć na wszystkich poziomach kultury
i stopniach rozwoju społecznego. W sensie typologicznym
opozycję struktury i communitas można interpretować jako
Tónniesowską opozycję Gemeinschaft i Gesellschaft, ale samo
pojęcie struktury Turner rozumie w duchu brytyjskiej an
tropologii społecznej.
Struktura to układ prawnych, politycznych, ekonomicznych
pozycji, statusów i ról społecznych, w których jednostka
występuje jako swoisty „konstrukt*. Strukturę charakteryzuje
normalywność, instytucjonalizacja i hierarchiczność pozycji,
ról i statusów społecznych oraz pragmatyzm działań.
Dla opisu wybranego przeze mnie zjawiska (fenomen „JT")
najbardziej interesujące są zależności między strukturą a com
munitas oraz samo pojęcie communitas, które Turner wydziela
ze sfery życia potocznego jako szczególną modalność stosun
ków międzyludzkich. Communitas to wspólnota konkretnych,
pozostających w bezpośrednich stycznościach jednostek, które,
choć różnią się swoimi fizycznymi czy intelektualnymi charak
terystykami, to czują się równymi przez poczucie przynależno
ści do tej samej wspólnoty. Communitas to homogeniczna
całość, w ramach której jednostki pozostają w stosunkach
integralnych, więziach emocjonalnych, nie wyznaczonych
przez statusy i role. Communitas jest więc dogłębnie doświad
czanym, a przy tym pożądanym poczuciem wspólnolowości. To
swoisty happening, gdzie każda jednostka doświadcza w całej
pełni potencjalnej obecności drugiej jednostki. Widać w tym
miejscu wyraźne nawiązania do „teorii dialogowych", między
innymi do Martina Bubcra, którego Turner obficie cytuje.
Widać też podobieństwo do koncepcji karnawału Michaiła
Bachtina, którego prac, jak można sądzić, Turner nie znal.
7
1
53
Communitas jest zatem bezpośrednią i zarazem potencjalną
(hybrydalną) siecią spontanicznych zależności. Turner dokonu
je swoistej projekcji uniwersalnych wartości humanistycznych
- takich, jak braterstwo, równość, bezinteresowność, harmonia
stosunków ludzkich, sprawiedliwość powszechna - na właś
ciwości communitas, na zachowania konkretnych ludzi i grup
społecznych, które szukają idealnych światów. Na tym polega
moc communitas i jej transgresywne funkcje. Communitas to
sfera mitów, symboli, wizji, które uobecniają się w rytuale
i obrzędzie. Struktury socjalne, sztywne hierarchie ról, pozycji
i statusów, ulegają uproszczeniu lub zawieszeniu wówczas, gdy
wzrasta znaczenie mitu i rytuału.
W koncepcji Turnera najbardziej interesują mnie zależności
między strukturą a communitas. Dynamika procesów społecz
nych, uchwytna na poziomie zachowań konkretnych grup
i jednostek, da się sprowadzić do tego, że struktura przez fazę
liminalną (progową), czyli postać swoistej alternatywności,
przechodzi w communitas, która jest „społeczną anty strukturą*.
Spontaniczna, konkretna i bezpośrednia communitas pojawia
się - i jest tylko wtedy dostępna badaniu - kiedy może być
odniesiona do struktury, widziana na tle struktury. Czytelna jest
zatem tylko poprzez strukturę, do której się odnosi i którą
przekracza.'" „Człowiek żyje w strukturze, ale tęskni do
communitas - stwierdza polski komentator myśli Turnera. - Jej
realizacją są rytuały, czy to prawdziwe laminalnc, czy też ich
zsckularyzowane pochodne - formy zwane przez Turnera
liminoidalnymi, a więc formalnie podobnymi do liminalnych.
Tc pierwsze to np. pielgrzymki, gdzie nawet strój - pozbawiona
o/dób, jednolita dla wszystkich opończa - jest operatorem
wspólnoty. Przykładem tych drugich są badane przez Turnera
i jego uczniów festiwale typu Woodstok, mecze piłkarskie i inne
współczesne formy okazjonalnych wspólnot.*
IV. L I M I N A L N I MŁODZI
Pora przyjrzeć się rozbudowanej w stosunku do ujęcia van
Gcnnepa koncepcji liminalności (liminoidalności), która w tych
rozważaniach o młodzieżowych subkulturach ulega swoistej
ontologizacji i - czego nie taję - wyraźnej kategoryzacji.
Liminalność, za van Gencpem. to stan dwurzeczywistości: coś
lub ktoś nie jest już. „tu* (izolacja, wykluczenie) i nic jest jeszcze
„tam* (brak włączenia). Społeczeństwa w swej historii wy
kształciły określone t y p y osobowości liminalnych (ludzie
..progu*); s y t u a c j e liminalne oraz i d e o l o g i e liminal
ności. Osobowościami liminalnymi mogą być prorocy, artyści.
filozofowie , dyletanci, „nawiedzeni", outsiderzy, odszczepieńcy, ludzie „luźni", dziś także ludzie tak zwanego awansu
społecznego. Interesują mnie tu przede wszystkim sytuacje
liminalne (liminoidalne) charakterystyczne dla bogatych rytua
łów kultury młodzieżowej, wśród których można wymienić
rytuały podwyższania statusu (na przykład obrzędowość zwią
zana z osiemnastymi urodzinami) studniówki, bale maturalne,
otrzęsiny i tak dalej). Mogą to być również rytuały przemiany
statusu, wśród których wymienić można, spontaniczny jeszcze
na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a dziś
wyraźnie j u ż zinstytucjonalizowany - Dzień Wagarowicza ',
nakładający się na cykle obrzędowości dorocznej. Dzień,
którego ideą jest spontaniczna communitas, czyli działanie
„anlystrukturalne* w stosunku do s z k o ł y . Sens Dnia Waga
rowicza sprowadza się ostatecznie, choć paradoksalnie, do
potwierdzania przez młodych swojego aktualnego miejsca
w społeczeństwie, gdyż - jak sądzi Turner - grupa lub kategoria
ludzi, którym pozwolono zachowywać się tak, jakby to ona
zajmowała wyższe strukturalnie pozycje i stąd mogła besztać
lub atakować ludzi „ g ó r y ' , w rzeczywistości potwierdza swój
„niski' status, ale wzbogaca się emocjonalnie, a przez tworzenie
pscudohierarchii quasi stosunków społecznych odnawia się jako
wspólnota.
12
1
W rytuałach młodzieżowych zachowania liminalne (liminoi
dalne) symbolizuje użycie maski, „przebrania się*, niegdyś za
zbójcę, pirata, kowboja (włożenie maski istoty zagrażającej
porządkowi społecznemu i ładowi moralnemu), dziś natomiast
przebranie się za strażnika tego ładu (księdza, zakonnic*
policjanta). Wystarczy przypomnieć „antystrukturalne*
brania w Dniu Wagarowicza 1995. Liminalność słabego („njj.
kiego*)lo jego siła, liminalność mocnego („wysokiego*)to jego
słabość.
Można wreszcie mówić o ideologiach liminalności, którym
Turner poświęca wiele uwagi: millcnaryzm. utopie, ruchy
sekciarskic, samookreślcnia małych narodów, kontrkultura
młodzieżowe subkultury. Turner wiele miejsca poświęcił ame
rykańskim bitnikom i hipisom. Communitas jako swoista
społeczna antystruktura może wyłaniać się w doświadczeniu
liminalności („szczeliny* w strukturze), marginalności (obrze
ża, peryferie struktury) bądź też przez doświadczenie niskiego
statusu, a więc poczucie podporządkowania lub outsiderstwa
w strukturze. W planie emocji - stwierdza Turner - nic nic
przynosi takiego zadowolenia czy satysfakcji, jak zachowania
ekstremalne (antystrukturalne) bądź leż. czasowo zdjęty zakaz.
Odnotowując tylko akademickie studia nad młodzieżą i sub
kulturami , odwołam się do języków i światopoglądów potocz
nych, artykułujących się między innymi w przysłowiach. Idj
analiza pokazuje, że kategoria „młodości" jesi odwiecznie
przedmiotem operacji przede wszystkim normatywnych, a więc
„włączających" do struktury. Przysłowia o młodzieży (o werbal
ne operatory slruklury. Rzadko pojawiają się zwroty: „młodość
bez występków jak ryba bez w o d y ' , „młodość bujna do rządów
trudna*. Dominują natomiast zwroty typu: „Młodość -bujność,
a bujność to dumość* lub „każdy młody głupi". U Kochanows
kiego natomiast mamy: „Jakoby też rok bez wiosny mieć
chcieli, którzy chcą, żeby młodzi nic szaleli", a Rey w Zwier
ciadle dopowiada: „Młody człowiek nic tam idzie, gdzie rozum
chce, ale tam, gdzie go nałomne i swawolne przyrodzenie
ciągnie*. Odnotuję jeszcze: „Młodym ludziom żarty przystoja*.
I to prawic wszystko o „liminalnych m ł o d y c h ' w monumental
nej Nowej Księdze Przysłów Polskich. Incydentalne jest zatem
przyzwolenie liminalności, dominują natomiast przyslowii
i zwroty jako wykładniki normatywnej struktury. Słowniki
gwary uczniowskiej i studenckiej nic znają kategorii: młodość
= liminalność.
Refleksja nad ruchami młodzieżowymi narastająca od lat
sześćdziesiątych pozwala mówić o kulturze młodzieżowej jako
permanentnym pożądaniu communitas. o potrzebie rytuałów
„przejść*, działań liminoiclalnych. doświadczania siły niskich
statusów i marginalnych pozycji w strukturze, akcentowani*
„teraz*. Potrzebie oblekania w czyn Wysokich Ideałów towa
rzyszy niszczycielska zazwyczaj forma wypowiadania sif
o nich. Kultura młodzieżowa jako przestrzeń liminalności
ideologicznej to zarazem przyczółek Nowego, miejsce per
manentnej zmiany. Stara to prawda, negacja jest potencj*
nowego.jest kreatywna. UtQtacommunitas przynależy Wielkiej
Teraźniejszości, choć pożądanej Przyszłości dotyczy. Tym
czasem struktura zakorzeniona jesi w przeszłości. Inspirują"
studia Margarct M e a d ' z jednej strony oraz autorefleksji
młodzieżowej kultury " z. drugiej, pozwalają wyprowadź*
wniosek, że to młodzież, za nas, rozpoznaje Nowe. To, *
nadchodzące, bada w bezpośrednim doświadczeniu, a nic piW
teorie, modele czy symulacje. Siebie uważa /a najczulsi)
instrument poznania przyszłego świata, a nawet, chciałobyś*
powiedzieć, na własnej skórze i nie bez dramatów czy on*
wypróbowujc - wymyślone według naszych najlepszych inte*
cji - systemy edukacyjne, normy rod/inne c/y orgaiiizacy) *
14
1
1
1
V. T K A C Z U K L A N D
1
Zachowanie proksemiczne ludzi młodych Ina przyk "
uczniów podstawówek, przedszkolaków) i ludzi starych (fi***"
ryci), a nie zachowanie ludzi aktywnych zawodowo,
jeszcze wyznaczają istotne parametry lokalności. ustalają s'
jej dyskretnych znaczeń. Można mówić o swoistej rytuali**
31
nfzestrzcni lokalnej związanej z lymi dwiema grupami wieko
wymi- Nierzadko rytuały starości i rytuały młodości nakładają
2 na siebie (na przykład sposoby oznaczania przestrzeni
kołodomowej). W miejskiej przestrzeni lokalnej następuje
igęszczenic" znaczeń rytualnych wokół takich instytucji
j''porządków społecznych, czyli slrukturalności, jak dom,
szkoła- dzielnica. T y m strukturalnościom przynależą określone
odmiany zachowań i sytuacji liminalnych jak też antystrukluralych communitas. czyli wspólnot emocjonalnych zawiązują
cych się na obrzeżach, marginesach i w „szczelinach" tych
rjotężnych slrukturalności. M o ż n a zatem mówić o określonych
tekstach zachowaniowych i językach communitas. Należy do
nich niewątpliwie fenomen młodzieżonych graffiti, których
lokalne znaczenie i „historie" rzadko poddaje się analizie.
Do m. Wprawdzie „ p o r z ą d k o w i " szkoły i miasta (dzielnicy)
poświęcę najwięcej uwagi, to jednak wypada zacząć od „po
rządku" pierwotnego (elementarnego), czyli od przymusów
struktury domu (tabu domowe i rodzinne, układ ról. hierarchia
statusów, struktury pokrewieństwa) oraz od czytelnych na tym
ile odmian liminalności. Należą tu na przykład rytuały „izo
lacji", z których najradykalniejszym byłby „odlot gigant"
(chwilowe lub długotrwałe porzucenie domu), a także słuchanie
głośnej muzyki, uciążliwe dla reszty d o m o w n i k ó w hobby,
zastrzeżone dla siebie przestrzenie i rzeczy, na przykład mata.
naklórcj umieszcza się pocztówki, emblematy zespołów muzy
cznych i piłkarskich i tym podobne. Bywa, że jest to jedyna
domowa przestrzeń (azyl) do wyłącznego własnego zagos
podarowania. Następnie: plakaty czy też własnoręcznie sporzą
dzone albumy, zeszyty z tekstami piosenek, zdjęciami idoli, czy
sentencjami, które przynależą raczej do sfery domu. a nic
szkoły, gdzie mogą być tylko pokazywane lub okresowo
wypożyczane rówieśnikom. Dom, jeśli jest to na przykład blok,
ma jeszcze jeden operator slrukturalności, czyli dozorcę, gos
podarza domu.
M i a s t o (dzielnica). T u wykładniki liminalności uobec
niają się w charakterystycznych tekstach zachowaniowych
(malowanie graffiti jest jednym z nich), tekstach, których istotą
jcsl przemianowywanic znaków struktury, takich jak nazwy
ulic, oznaczenia przystanków M Z K , frontony poczt, urzędów,
komisariatów i sklepów. Są to najbardziej spektakularne „przy
musy" struktury, generujące - przeniknięte żywiołem liminal
ności - teksty zachowaniowe.
Al w ł a d a n i c przydomowym podwórkiem lub fragmentem
ulicy, zawłaszczenie przestrzeni, tak zwane akty wandalizmu,
nadawanie innych (opacznych) funkcji urządzeniom publicz
nym i komunalnym ( „ b a r y k a d y " z ławek osiedlowych, kloaka
i piaskownicy, pożary śmietników), gry podwórkowe, pod
noszenie wrzawy, głośna muzyka, przekleństwa i przezwiska;
osiedlowa subkultura deskorolek, rowerów i rowerków, a dziś
•akże samochodów, które we władaniu ludzi młodych są nowym
¿jawiskiem (osiedlowe wyścigi).
B) oh c h ó d dzielnicy, „ s p o t k a n i a " : w pubach, na skrzyżowa
niach traktów pieszych (dawne „stanie na w i n k l u " ) , przy sklePtth z piwem, w „zakątkach" (za garażami), na skwerkach.
*hramach. w ogródkach jordanowskich. Są to przelotne zawład
nięcia przestrzeniami i urządzeniami komunalnymi dzielnicy,
zwane: draką, zadymą, burdą. Towarzyszą im akty tak zwanego
Wandalizmu, wszczynanie wrzawy, przekleństwa oraz graffiti.
' b a l a n g a , nawiązująca do społecznie akceptowanych
finałów „biesiadowania" i „ l o w a r z y s k o ś c i " , to tekst zachowa
m y u nas nie opisany, ale nieźle pokazany w filmie Łukasza
ylcżałka pod tym właśnie tytułem. Zakres spontaniczności
**Ma się tu na rzecz zorganizowania, które da o sobie znać
'nnych typach liminoidałności. między innymi koncercie
"kowym i meczu piłkarskim. * Należy więc, idąc za Turn , mówić nic tylko o communitas spontanicznej, ale także
(.JJ^ywnej (zakładającej obecność elementów podtrzymująych suitus quo) oraz communitas ideologicznej (świadomie
°P*yma|
2
z u j ą c c j doświadczenia wspólnoty). Dwa ostatnie typy
O
n
17
1
er
c
nul,
""""itas są j u ż we władaniu struktury, gdyż, jak powiada
Turner, spontaniczność nie może bronić się zbyt długo przed
wyhodowaniem „struktury", a to za sprawą przekształcenia
swobodnych stosunków międzyosobniczych w relacje nor
matywne. Przykłady potwierdzające znaleźć można w ewolucji
Pomarańczowej Alternatywy we Wrocławiu oraz Dnia Wagaro
wicza w Warszawie.
D) m e c z tworzy cykliczne, procesualne (dramaturgia wido
wiska i kolejki spotkań) oraz „przemieszczające s i ę " w prze
strzeni (wymarsze, przejazdy kibiców) typy communitas. Nic
podejmuję tu bliższej analizy fenomenu meczu piłkarskiego
i subkultury kibiców'*', interesuje mnie natomiast warstwa
ikoniczna i audytywna rytuałów sportowych: graffiti, plakaty,
transparenty, emblematy klubowe, „szaliki", wykrzykiwanie
haseł, obelgi, inwektywy, złorzeczenia czy wyrażanie aprobaty.
Rytuały sportowe, podobnie jak rytuały muzyki młodzieżowej,
tworzą stosunkowo najbardziej intensywne i emocjonalnie
nieobojętne pasma graffiti w przestrzeni miasta, graffiti te stają
się najbardziej znaczącymi operatorami lokalności i znacznie
głębiej od niej motywowanej l e r y t o r i a l n o ś c i .
E) k o n c e r t - „ z a m y k a j ą c e " , c z y l i utożsamiające działanie
muzyki (fani „ n a s z y c h " zespołów); stroju (nierzadko w funkcji
rytualnej maski); emblematów; plakatów: imion i wizerunków
idoli (graffiti). Także przekleństwa, przezwiska oraz udział
w koncertowej „ z a d y m i e " mogą być traktowane jako derywaty
maski. Spożywanie alkoholu, zażywanie narkotyków to dodat
kowe wykładniki liminalności i antystruklury w stosunku do
szkoły, domu i administracji publicznej.
F) b ó j k i , czyli lak zwane „ ł o m o t y " , między grupami z róż
nych dzielnic. Ten rodzaj wspólnot, charakterystyczny np. dla
międzywojennej Warszawy (por. Stanisław Grzesiuk i Stani
sław Dobiasz). zamrożony w PRL-u, gdzie pojęcie lokalności
zostało wyeliminowane przez pojęcie „ n i e - m o j e g o " , czyli
pańsiwowego, zaczyna nabierać znów znaczenia (na przykład
bójki między młodzieżą Mokotowa i Ursynowa a młodzieżą
z. Pragi Południc, jesień 1994). Może tu również, wchodzi w grę
inne ukierunkowanie wcwnątrzpokolcniowej agresji (mecz,
koncert). Od dwu, trzech lat, poczucie lokalności eksponowane
jest także poprzez graffiti. Na terenie Warszawy: „Wola dla
W o l a k ó w " (ulica Górczcwska, 1993), „Praga moim miastem"
(Aleja Solidarności koło Dworca Wileńskiego, 1995). „Skindheades - S t a r ó w k a " (ul. Miodowa). Na Saskiej Kępic wspo
mniani już „Saskersi" i inne teksty.
Mecz, koncert, bójki znamionują pogłos „bycia w drodze",
ale nawiązania do rytuałów drogi uobecniają się przede wszyst
kim poprzez tak zwany o d l o t , na przykład spontaniczny
wyjazd (do Ż y w c a na piwo), ucieczkę z domu, podroż, wakacje,
turystykę. Ludzie „ d r o g i " to ludzie o spotęgowanej liminalno
ści. Rytuały drogi (bycie w drodze) okażą się niezbędne dla
wyjaśnienia fenomenu „ J T " . W tych ośmiu wyliczonych przed
chwilą tekstach zachowaniowych oraz charakterystycznych dla
nich „językach" i tworzywach semiotycznych ustanawia się
kontekst realnych znaczeń inskrypcji „Józef Tkaczuk".ustana
wia się mapa znaczeń „ T k a c z u k l a n d u " .
V I . SZKOŁA, C Z Y L I N A POCZĄTKU BYŁ „TUREK"
2 0
Fenomen „ J T " ma swoją genezę w szkole podstawowej nr 15
przy ulicy Angorskicj na Saskiej Kępic. Józef Tkaczuk był tam
ponad dwadzieścia lat w o ź n y m . Urodził się w Drohiczynie. „ W
1953 r. przyjechał do stolicy, by budować Pałac Kultury i Nauki
Po półtora roku odszedł z pracy, bo pensje były - jego zdaniem
za niskie. Dalszych losów nie chciał wyjawić [...] W 1992
odszedł na e m e r y t u r ę . "
Szkoła jest strukturą, która od wieków wytwarzała sobie tylko
właściwe typy liminalności, charakterystyczne trwałe prze
strzenie liminalnc i określone teksty (szkolny korytarz, ubika
cja, brama wejściowa, szatnia) oraz przestrzenie póltrwałc,
okazjonalne: pulpity ławek, okładki zeszytów; teksty napisów
na tornistrach, kurtkach, ale również tatuaże. Zanikły dziś
prawic dawne operatory szkolnej struktury, czyli mundurki
i tarcze, oraz charakterystyczne dla nich typy antystruktury."
21
55
Jakkolwiek szkolną strukturę symbolizuje dziś gabinet dyrekcji
i pokój nauczycielski, to jednak „nosicielem" owej struktury,
przenikającej czynnie do przestrzeni i sytuacji liminalnych. jest
w o ź n y i jego najczęściej podziemne królestwo (stróżówka,
pakamera). Woźny uosabia czynnie system szkolny, a ponadto
związany jest ze sferą „nieczystą": piwnicą, kotłownią, śmiet
nikiem.
Woźny szkolny symbolizuje strukturę, ale jest w stałym
kontakcie z antystrukturą, funkcjonuje w przestrzeniach i sytua
cjach liminalnych, sam w jakimś sensie może stać się typem
liminalnym (medialnym). Doświadczenie szkolne uczy, że
woźny może opowiedzieć się za strukturą (regulaminem)
i otrzymuje wówczas przezwisko: Falco, Falconelti, Herta,
1 .apa, Rambo, Rom. Strupel czy Wasyl, albo też solidaryzuje się
z antystrukturą i nosi wówczas łagodne przezwanie: Klucznik.
Mięciu, Stefa i podobne. Może leż posiadać wskazujące na
„obcość" przezwisko - M a r s j a n i n . P o d w ó j n y agent (struktury
i anty struktury) nic budzi strachu i powagi, ale raczej pogardę.
Język uczniowski zbliża się do „tajnego" języka złodziejskiego,
a Henryk Ułaszyn wśród „nazw wrogów złodziei" (antystruk
turą nominuje tu agentów struktury) wymienia: „dozorca domu
- archanioł, pokutnik (kahan, szymon); stróż, dozorca - cieć,
loch, pokutnik, (miotła); stróż nocny - kukon, sowa, papuga.
strupel" .
D y r e k t o r k a szkoły G r a ż y n a U . o w o ź n y m Józefie Tkaczu
k u : „Jest bardzo sumienny. Jeśli zaczyna pracę o godz. 20 to
przychodzi zwykle dwie godziny wcześniej. Nie pije i chociaż
jest schorowany, nie korzysta ze zwolnień. Kiedy zleci mu się
przypilnowanie dzieci, aby nic biegały po szkole, rzeczywiście
pilnuje porządku na korytarzu. Może uczniów traktuje zbyt
poważnie, ale nigdy skarg od ich rodziców nie było. [...] Pracuje
u nas jeszcze od lat 70-tych. [...] Dostawał nagrody. [...] Na
pewno takiego drugiego pracownika mieć nic będziemy. [„.]
jest bardzo rygorystyczny i stanowczy. Jeśli się powie, żeby nie
wpuszczał na teren szkoły w określonych godzinach, to nikt nic
wejdzie. Pan Józef nie pozwala biegać dzieciom po korytarzach.
«Macic zajęcia - na zjęcia! Nie masz lekcji - wychodzisz!"
- mówi uczniom. No a właśnie ktoś laki nie może być przez nich
lubiany... W lej chwili wielu naszych uczniów robi te napisy, ale
przecież jeden drugiego nie wyda. Nie wiem, jak to po14
1
wstrzymać. W każdym razie nie sądzę, żeby można by|
interpretować to zjawisko w kategoriach buntu przeciw szlco.
le" .
W o ź n a p. Zofia o w o ź n y m Józefie: „Nie wiem dlaczego
dzieci robią mu te psikusy. Pracuję w tej szkole siódmy rok i nj
mogę złego słowa powiedzieć o panu Tkaczuku. Nigdy nie
siedział bezczynnie. Zbijał ławki, połamane biurka, gipsował
dziury w ścianach. To spokojny c z ł o w i e k " .
Uczniowie o Józefie Tkaczuku: „Strasznie denerwował
ludzi, więc nikt go nie lubił. Nie ma z nim dyskusji, ,
przemawiają do niego żadne argumenty... Ma dziwne zasady,
z którymi trudno walczyć. Były kłopoty z wejściem do szkoły]
On wykonywał rozkazy, więc wszystko skupiało się na nim.
Latające po szkole dzieci pewnie lak samo go denerwowały jak
wszystkich dorosłych. Starał się utrzymać porządek, a w dzie
cięcej psychice stał się wrogiem, który wiecznie zabrania
c z e g o ś " (Radek S.). „Dygotałyśmy i bałyśmy się wejść do
szkoły, bo przy wejściu głównym stał Tkaczuk. Obowiązywało
nas wejście przy szatni. Pamiętam, Tkaczuk pobił się kiedyś
z uczniem O., największym szkolnym rozrabiaką. Ale był tg
człowiek honorowy, nigdy nie kablował do dyrekcji. W ty
czasie był leż drugi woźny Górecki. Kochany człowiek!"
(Dorota S„ zapis dotyczy przełomu lat siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych).
Uczniowie, kreatorzy fenomenu , J T " , o panu Józefie:
„Zainteresowanie jego osobą wzięło się z osobliwego zachowania. Był nieprzyjemny, irytował służbisiością. Wypraszał
z sali gimnastycznej, nic pozwalał chodzić w butach, przy.
prowadzać psa. Surowy, sumienny - wydawał się sobie bardzo
ważny, tak jak niektóre nauczycielki. W sumie właściwy
człowiek na właściwym miejscu" - tyle w relacji z roku 1992.
„Jak chodziliśmy do podstawówki, lo pan Józef wywarł na nas
piętno. Ale napisów nic robiliśmy na złość. To nie był jakiś
odwcl. Coś w tym wszystkim było. P o p r o s t u : «J ó z e f!»
N a p o c z ą t k u m i a ł k s y w ę «T u r e k» [podkr. RS].
Rysy miał ze Wschodu, Turek się skojarzył... bo te wąsy! A poza
tym był Kabaret Olgi Lipińskiej w telewizji i Turecki jako
woźny. I wszyscy go tak nazywali. «Turek» (o były pierwsze
napisy. Pamiętam, ktoś wydrapał na drzwiach jego pakamery
«Turek». Myśmy nie planowali wtedy niczego rozkręcać...
Byliśmy dziećmi, chcieliśmy trochę podokuczać. On nas gonił,
a myśmy się go bali... Tam wszyscy się go bali. Nie można byk)
bezkarnie się pozgrywać. Prowadził za ucho do dyrektorki. To
nas dopingowało, żeby się przeciwstawić «Nodzyk» [ksywa
drugiego z kreatorów fenomenu „ J T " - RS| zamknął kiedyś
Tkaczuka w pakamerze. Przyblokowal drzwi ławką. Tkaczuk
tak się zdenerwował, że drzwi wywalił. Tu pokazał wschodni
temperament. To był silny chłop. [...| On byt drugim władcą..
po dyrektorce. Też. była groźna. W drzwiach szkoły trzeba było
uważać. Przejście przez próg szkoły znaczyło natknięcie się n»
Tkaczuka. Na początku nie wiedzieliśmy, że on nazywa się
Józef Tkaczuk. A w ogóle to nie myśmy to rozpoczęli. Nas
kolega z klasy zadzwonił któregoś dnia do szkoły wieczorem
Odebrał... «Tkaczuk». To nazwisko go uderzyło. «
TkaczukTkaczuk - coś trzeba wymyślić!» Od tego się zaczęło" (Man*
K„ ksywa „ K o r e k " , nagranie rozmowy: luty 1995).
J ó z e f Tkaczuk o sobie: „Nic wiem. kim jest osoba, któo
wszędzie wypisuje moje nazwisko Gdybym wiedział, lopoo^
cinałbym mu paluchy. To jakiś głupek Wiem. że chód*
o mnie" (styczeń I992). * „Mądry tego nie robi. tylko gW
Mądry to by nie mazał po ścianach. Niech lepiej na sWSJJ
pustym łbie pisze. Z początku się denerwowałem, ale p *
stałem. Mnie lo nic przeszkadza. Ale /obym lakiego złłp*
to..." (luty 1992). " „W lutym o d c h o d / ę na emeryturę, możel*
Wałęsie to j a zostanę prezydentem? Bo o reklamę nie muszę*
j u ż m a r t w i ć " (styczeń 1992)."
Z psychologicznego punktu widzenia inskrypcje „JT
swego rodzaju indentyfikacją z nosicielem lego imienia czyj*'
- jak powiada psychologia stresu - idendyfikacją ze stresore
odbieraniem mu „ c z e g o ś " (tu: zawładnięcie jego imien'^
0
25
e
26
n
ra
27
2
1
2
II. I , 2. ..Tkaczuk" w Warszawie
56
e
osłabieniem jego siły, ujawnieniem jego tajemniczej (medial
nej) funkcji. To swego rodzaju „zastąpienie" jego osoby,
nrzeje ' ' k c j i i atrybutów, a ostatecznie: przemiana statusu
j j - f - i d o l e m , premierem, prezydentem, posłem). Napisy „ J T "
moga więc symbolizować wszelkie zagrożenia, obawy i niepo
koje: szkolne, domowe, publiczne; mogą znaczyć chwilowe
przejęcie jego (dozorcy, woźnego) pozycji strukturalnej, innymi
słowy - kreację quasi rzeczywistości, zgrywę, zabawę. Jest lo
ostatecznie agresja symboliczna zamiast realnej"; agresja znana
chociażby z sytuacji karnawałowych, sprowadzająca się do
rzucania wyzwisk, obelg, inwektyw oraz aktów „przemianowywania" (maski, przezwiska)' . Jest lo więc dziecięca, sezonowa,
zabawa w „groźnego w o ź n e g o " , przemiana statusu, na którą
ivlekroc starsi udzielają przyzwolenia („niech sobie dzieci
trochę pobroją na nasz. koszt"). Status bawiących się pozostaje
ostatecznie ten sam, ale zdobywają oni w tym czasie niebagatel
ne doświadczenie emocjonalne. Struktura, jak by powiedział
Turner, poddana zostaje próbie, ale wszyscy ostatecznie po
twierdzą się na swoich miejscach.
c e
V I I . FENOMEN „ J T " A K U L T U R O W A
FUNKCJA I N W E K T Y W
u n
2
Na początku był... T u r e k ! Napis „ T u r e k " , wyryty na
drzwiach pakamery lo inskrypcja źródłowa, inskrypcja-matka.
Do niej nawiąże jeden z pierwszych ulicznych „tekstów"
wyniesionych na mury Saskiej Kępy, umieszczony prawie vis
a vis szkolnej bramy przy ulicy Angorskiej: „Józef Tkaczuk.
Turek. Przednia straż". Woźny (stersor) wychodzi olo na ulicę:
„Uwagadzieci. Tkaczuk straszy" (napis w pobliżu szkoły). Jest
w tym personifikacja „ o b c o ś c i " („człowiek ze Wschodu".
„Turek"), a przy tym spontaniczna konkretyzacja stereotypu
„obcego", konkretyzacja wyzwalająca zawsze ogromną ener
gię emocjonalną, tak jak doświadczenie bezpośredniego kon
taktu z symbolem groźnej, tajemniczej siły, otarcie się o „tajem
nicę" szkoły, a może i coś szerszego, czyli uczestnictwo w magii
imion. Napis jesl werbalizacją i wizualizacją stresora, co - jak
sami uczniowie podkreślają - odbyło się nic bez udziału
wyobrażeń zbiorowych kształtowanych przez telewizję. „Ture
cki" z kabaretu Olgi Lipińskiej to zwizualizowana metonimia
Tkaczuka (całkowita godność funkcji, atrybutów), potwier
dzająca się w kabaretowym spektaklu funkcja „pomieszania"
i „odwrócenia" statusów (rządy woźnego). Zabawowe przemia
ny („odwrócenia") statusów to istota fenomenu „ J T " , to
semantyczne centrum młodzieżowego rytuału.
Funkcjonująca przede wszystkim w uczniowskim środowis
ku Warszawy (znana też. w innych miejscach Polski) k a s e t a
z nagranym głosem Tkaczuka jest w gruncie rzeczy zbiorem
utrwalonych na taśmie inwektyw, swoistym automodelem
agresji symbolicznej w środowisku młodzieżowym. Jest to
swego rodzaju modelowanie możliwości współczesnej inwek
tywy, ożywianie jej potencjalnego zasobu, sytuacji i formuł
słownych. Inwektywy, obelgi, przekleństwa, wyzwiska, a także
przezwiska to naturalne operatory kultury, obsługujące rytuały
„ p r o g u " (liminalności), to impulsy o dużej sile performatywnej,
konstruujące dyskretne, oparte na więziach bezpośrednich
i emocjonalnych, określone typy wspólnot.
Na wgląd w uczniowskie rytuały uspołecznienia i indywidua
lizacji pozwala współczesna „polszczyzna szkolna", czyli
swego rodzaju „język nieoficjalny", zaświadczony u nas przez
Słownik gwary uczniowskiej. Autorki Słownika, nic bez odrobi
ny belferskiej goryczy, stwierdzają, że w języku tym widać, „jak
poprzez słowa ujawnia się pełen niechęci, może nawet nienawi
ści lub agresji stosunek uczniów do szkoły, do nauczycieli
i wszystkich spraw szkoły. Na podstawie słownika można by
opracować swoisty raport o stanie nic tyle oświaty, co raczej
umysłów uczniowskich, wartości pozytywnych i negatywnych
.
Inskrypcje „ J ó z e f , „ T u r e k " , „Józef Tkaczuk" to zdania
z polszczyzny szkolnej, wyrażenia funkcjonujące na tej samej
zasadzie jak przezwiska, obelgi, inwektywy. W nieoficjalnym
języku uczniowskim można wyodrębnić osobną grupę formuł
słownych, które stanowią werbalne sygnały „wyłączania" ze
wspólnoty, wyrażają dynamikę krótkotrwałych, przelotnych
wspólnot, charakterystycznych dla młodzieżowego środowiska.
Inaczej ma się natomiast sprawa z j ę z y k o w y m i wykładnikami
„włączania" do wspólnoty. Przeanalizuję w związku z tym.
w dalszej części tego raportu, tak zwany symptom echolalii jako
sposób „włączania" do wspólnoty. Formuły „wyłączania"
stanowią, pod względem funkcjonalnym, rozbudowaną synoni
mie nakazu „ o d e j d ź " („zostałeś wykluczony"), na przykład
" i d ź n a drzewo szyszki p o m p o w a ć " , „idź się zakop i przynieś
łopatę". Są to również sygnały zawieszenia kontaktów, prze-
Po prostu... Józef! Taka personifikacja stresora pojawiła się,
zanim uczniowie poznali i m i ę własne (tu: imię i nazwisko)
woźnego. W jakimś sensie „Józef" zrodził „ T u r k a " . Imiona
własne służą w kulturach „ z a m k n i ę t y c h " (uczniowskich, wię
ziennych, żołnierskich) jako najprostsze, będące „pod ręką"
pseudonimy osób i rzeczy, pseudonimy charakteryzujące się
niezwykłą konwencjonalnością. I lak w gwarze przestępczej
.Michaś" to łom lub policjant; „ T a d e k " - taboret; „ S z y m o n "
-dozorca domu; „ K a r o l " - kubeł ustępowy; „Józek" - policJ*ni- W gwarze uczniowskiej: „ J ó z e f to nauczyciel, ale
•Józefa" to nauczycielka i uczennica." „Józef" jesl więc
konwencjonalnym wskazaniem na „ o b c o ś ć " . Odsłania się
lym momencie kulturowa funkcja przezwisk jako operatorów
•wspólnoty".
w
"Uderzyło go nazwisko Tkaczuk...". Coś się zatem wydało.
urokach tajności, o pokusie zdrady, czyli więziotwórczym
: e t e r z e tajemnicy pisze wyczerpująco Georg Simmcl. C o ś ,
^ się wydało, musi być leraz w pełni upowszechnione,
Jyiesione na mury. A przy tym: „Tkaczuk... w tym było coś
Ręcznego. (...) To się nadaje do skandowania: Jó-zcf-Tka(Marek K.. luty 1995). Fomiuła: „Józef Tkaczuk"
Pełnym brzmieniu, ma nieobojętną fonemikę i prozodię,
» e semantykę. Jest doskonale wkomponowana w językowy
j , ' ° d z i c z o w y c h rytuałów i analizowanych tu tekstów
leln ^ " " ' ^ y - '
a obszarze „ T k a c z u k l a n d u " , jest także czy^
~
bardzo istotne - na tle s e m i o l y k i i m i o n
J się na slogan, hasło do skandowania, refren, zawołanie
^powc a także na logo czy piktogram.
u
7
m
4
c
a
1 1
n
o
e
57
rwania rozmowy i wyrażają niechęć lub pogardę wobec roz
mówcy, na przykład ,,jak ci przypieprzę, to ci się szyja wokół
ryja powywija"; „ m ó w i s z do mnie czy koło mnie"; „mówiłeś
coś? czy mucha pierdla". Nieliczne są natomiast w Słowniku
gwary uczniowskiej formuły obronne przed - nazwę to ogólnie
- inwektywą: „I tak mi nie dosrałeś, bo ci gówno na zębach
zostało" *.
Pogróżki, przekleństwa, inwektywy, przezwiska" prowadzą
do intensyfikowania stosunków w grupie. Demonstracyjne
„wyłączanie" kogoś lub zawieszanie kontaktu jest swego
rodzaju skazaniem na „ o b c o ś ć " i zarazem wskazaniem „ofia
r y " . Działa więc stabilizująco na grupę, przemodelowuje ją,
odnawia i potwierdza potrzebę communitas. Jest aktem płyn
nego, ale stale ponawianego (na przerwie, na podwórku, na
korytarzu) ustanawiania tożsamości. Sytuacje „zagęszczenia",
anonimowości, tłoku, szkolnego rozgwaru (zatłoczenie działa
podobnie jak stresor hałasu) aktywizują potrzebę poczucia
„siebie", zwiększają znaczenie operatorów tożsamości. Obelgi,
przezwiska, inwektywy to akty indywidualizujące, przełamują
ce anonimowość, eksponujące , j a " inwektanta i adresata
inwektywy, a zarazem wskazujące na coś „ i n n e g o " w obrębie
..znanego" (autokomunikacja). Na tym tle staje się bardziej
czytelny sens wyrażeń i inskrypcji: „ J ó z e f , „ T u r e k " , „Tka
czuk".
Inwektywy, przezwiska, obelgi to dziś pozostałości magii
słowa oraz głębokich rytuałów „ p r o g u " . Są to sygnały „ot
wierające" lub „zamykające" sekwencję zachowań, związane
wprost z doświadczaną sytuacją stresową lub katarktyczną. To
także sygnały słowne na „wejście" lub „odejście" (ekwiwalent
ne w stosunku do pozdrowień, powitań i pożegnań). Prze
klinający (inwektant) to człowiek „na progu", b u r z ą c y - c h o ć b y
na chwilę - zastany porządek, wprowadzający ambiwalencje,
kreator lokalnego chaosu, który przemija wraz z przekształ
ceniem się sytuacji (transgresje).* Przeklinanie, rzucanie in
wektyw działa na inwektanta stabilizująco. Przeklinam, to
znaczy coś osiągam, jestem tożsamy ze swoim „ j a " , które
uzewnętrzniam, wyzwalam, czyli „przeobrażam s i ę " .
Inwektywa, jak stwierdza badacz tych z a g a d n i e ń , jest
sprowadzeniem na jedną płaszczyznę dwu stron. Okrzyk czy
napis „ J T " stawia więc na jednej płaszczyźnie woźnego
i ucznia, strukturę i antystrukturę. Inwektywa jest klasycznym
językiem liminalności, powoduje krótkotrwałe, ale dojmująco
głębokie akty „przewagi" i „poniżenia". Jak twierdzi W.J.
Zclwis, a twierdzenia te uznaję za istotne dla wyjaśnienia
fenomenu „ J T " , p r z e k l e ń s t w a oraz inwektywy zmieniają płasz
czyznę oglądu świata, dokonują swoistego „cięcia" tkanki
społecznej, pojawiają się w funkcji regulacyjnej i oczysz
czającej (kataraktycznej), potrzebują eufemizmów, wprowa
dzają językową wielowartościowość społecznego świata. Naj
ważniejsze wydaje się spostrzeżenie Żelwisa, że inwektywy,
przekleństwa, wyzwiska to wykładniki progów kultury, innymi
słowy, werbalna agresja zamiast fizycznej („albo zaklnie, albo
uderzy"). Autor studium o inwektywie zwraca uwagę na fakt,
że tak zwany bezsensowny wandalizm u młodych oraz akty
czynnej agresji i brutalności należałoby łączyć z zacieraniem się
dziś funkcji i form indywidualnej agresji symbolicznej, czyli
nieznajomości starej funkcji inwektywy jako formy ataku,
agresji, znieważenia, formy decydującej o zasadach (scena
riuszach) zwykłych bójek, wielkich bitek i starć ideologicz
nych. Rytualno-magiczne znaczenia przekleństw czy inwektyw
osłabły na rzecz znaczeń katarktycznych. Katharsis leży u pod
staw inwektywy jako zjawisko socjologicznego - twierdzi
Żelwis.
3
19
VIII. FENOMEN „JT" A SEMIOTYKA IMION
Mówić o kimś to tyle, co mówić przeciw komuś, to działać na
niego. Często pochwała, uprzejmość bywa odmianą agresji
symbolicznej. „Pochwała jest brzemienną obelgą" - stwierdza
Bachtin. Agresja odczuwana jest szczególnie dotkliwie, gdy jej
58
przedmiotem stają się imiona własne (nomina propria). Ro^
mnożone inskrypcje „ J T " to operacje na imionach własnych
Ktoś, kto posiadaimię albo imię to otrzymuje, wyodrębnia sięjj
świata jako indywiduum. Jawi się w swej ograniczoności
wyłączności, przysługuje mu fenomen całościowości, stałości
i jednostkowości. Ponadto jest posiadaczem imienia, ma prawo
do w ł a d a n i a imieniem. Dysponuje więc pewnym dobrem
osobistym, łatwo rozpoznawalnym w systemie kultury.
Znaczenia inskrypcji „ J T " czytelne są w ramach semiotyki
imion ", wchodzi więc w grę również „przezwiskowa" wykład,
nia tej inskrypcji. Badacz, który przeanalizował regionalny
zasób współczesnych przezwisk w środowisku szkolnym
stwierdza: „Największy wpływ na powstawanie przezwisk
wywiera najbliższe środowisko dziecka: dom, szkoła, środowis.
ko r ó w i e ś n i c z e " ' . Stanowi to blisko 90 procent analizowanego
zasobu. Przezwisko jest szczególnym, dodatkowym identyfika.
torem w małej społeczności (szkole, podwórku). Wskazuje na
„ d o d a t k o w e " z o r g a n i z o w a n i e wspólnoty. Inskrypcje „JT",czy.
li imię własne przeniesione na mury, przestaje tylko oznaczać
(oznaczenie to klasyfikacyjna cecha przezwisk oraz imion
własnych w ogóle), a zaczyna znaczyć, semiotyzować się
w przestrzeni miejskiej, wchodzi w relacje z innymi napisami,
także oficjalnymi. Z perspektywy przechodnia, a nie doskonale
wtajemniczonego członka subkultury, staje się zagadką, jest
imieniem własnym „nie na swoim miejscu". Ostatecznie i
czyni odbiorcę (przechodnia-czytelnika) kimś obcym,
wykluczająco, czyni go niepewnym siebie w „swojej"
slrzeni. ' Mamy tu więc wykorzystanie imienia własn
w funkcji przezwiska, co - jak twierdzą językoznawcy - je
w praktyce bardzo rzadkie. „Używa się imion w fon
oficjalnej, gdy są to imiona rzadko używane, niepopula
w danym środowisku i dlatego śmieszą swoją niczwykłoi
a raczej obcością." Wskazywałem wyżej na deklarowane |
uczniów poczucie obcości i niezwykłości imienia własneg
„Józef Tkaczuk".
Warto zwrócić uwagę na szczególne właściwości •
własnych (nomina propria). stanowiących jeden z podsy
temów językowych kultury. Jest to najczulszy, najdelikau
szy, a przy tym wcielony w codzienną praktykę społecz
aksjologiczny podsystem kultury. Kultura przyznaje
imion „przejściowych" (statusowych) każdemu osobników
Ten rozwinięty podsystem imion - masek, imion - znakó
statusów stanowią dziś między innymi spieszczenia i zd
nicnia w języku rodziny; „ k s y w y " , przezwiska w przedszko
szkole, zespole artystycznym i sportowym czy grupie ró\»
niczej; „ p s e u d o n i m y " w organizacji, kręgu towarzyskim, śn
wisku pracy.
Wstępne przybliżenie, za semiotykami kultury. możliv
typów „operacji" na imionach pozwala przyjrzeć się dyna
znaczeń inskrypcji „ J T " . Kultury typu mityczno-magicz
(kultury synkretyczne) są na ogół zorientowane na system it)
własnych (Jurij Łotman, Borys Uspienski). Nie ma tu wota
wyboru imion, są one konieczne, dane, wyznaczone. Podob
w kulturach typu zamkniętego, także we współczesnych
notach „zamykających s i ę " . Tak bywa między innymi w i
kulturach młodzieżowych, środowiskowych, subkulturze sż
nej, sportowej, ale również we wspólnotach typu kommuS
nego (zakony, bohemy artystyczne, sekty, tajne sprzysięż
Tu wszelkie „ m i e n n i c t w o " (termin Aleksandra Briick
obciążone jest dodatkowymi znaczeniami. Imiona ustana*
dodatkowe pasmo skomunikowania, są więc reglamentov
i chronione (tabu imion, magia imion). Imiona własne pol
inaczej znaczą. Idąc tropem rozważań Łotmana i Uspiensk
można powiedzieć, że tego typu wspólnoty są szczególnie*
na akty m i a n o w a n i a (nominacji) i p r z e m i a n o * !
w a n i a. Akty te stanowią ingerencje w głębokie stu
znaczeń kulturowych, mogą powoływać bądź unicesW
wspólnoty. Wtopione w praktykę kulturową imiona wła_
jeden z najbardziej uświadamianych, poddających się sztu**
nym regulacjom podsystemów języka naturalnego i nie chw
4
4
42
4
1
1
0
u
u r o w e
tu iylk° k l t
zdeterminowany dobór imion, ale o świa
dome akty mianowania i przemianowywania, dokonujące się
nierzadko na drodze administracyjnej (o czym dalej). Sfera
imion własnych to przestrzeń najbardziej radykalnych, skutecz
nie zorganizowanych, interwencji w kulturę, obszar jej głębo
kiego modelowania.
Jak zatem istnieją imiona w kulturze, jak na tym tle ujawnia
ię dynamika inskrypcji ,,JT"?
1. U j a w n i a n i e imienia (tu: tajnego imienia woźnego
_ Jurek", „Józef Tkaczuk"). Mamy tu do czynienia z narusze
niem tabu imion i magią imion. W kulturach typu mitycznomagicznego, czy też kulturach „zamykających s i ę " , imię jest
projekcją losu. Warto dodać, że zasada partycypacji (opisana
przez Leyy-Bruhla) i zasada nominacji to podstawowe typy
operacji znakowych w świecie mitu i świecie dziecka. ( „ W
mowie dzieci słowo jest bardziej właściwością rzeczy niż jej
symbolem" - stwierdza L . Vygotski.)
Semiotyka kultury
podkreśla te analogie.
Levy-Bruhl przywołuje opinie, według których w społeczno
ściach typu magiczno-mitycznego imię własne traktowane jest
„nie jak zwykła etykietka, ale jako odrębna część swojej osoby,
tak jak oczy czy z ę b y " . Stąd też. znana i dziś wiara w możliwość
zadania cierpień „na skutek nieżyczliwego użycia [...] imienia,
jak na skutek rany zadanej jakiejś części [...] c i a ł a " . Ujawnienie
imienia ( „ T u r e k " , „ T k a c z u k " ) j e s t przeniesieniem i upersonifikowanicm szkolnego stresu a zarazem odebraniem „ m o c y "
stresorowi. Inskrypcja „ J T " na murach jest zastępczą „egzeku
cją" publiczną, swego rodzaju „spaleniem k u k ł y " , unicest
wieniem „w zastępstwie".
Człowieka można zranić za pośrednictwem jego imienia („Ci
umrą, których imiona nakłuto" - pisze Szekspir w Juliuszu
Cezarze). Imię nadane przy urodzeniu „jest w stanie przenieść
gdzie indziej część o s o b o w o ś c i " (Lćvy-Bruhl). Stąd też po
wszechnie znane i dziś przekonanie, że operacje na wizerunkach
(zdjęciach, portretach, podobiznach, a niegdyś także cieniu,
mają te same właściwości, jak operacje na imionach. Imię-napis
lo cień człowieka. Inskrypcje „ J T " wzmacniane były bardzo
często plastycznymi wizerunkami stylizowanymi na Piłsuds
kiego („Tkaczuk podobny był do Piłsudskiego" - Marek K.),
albo akcentującymi wykładniki statusu społeczno-zawodowego
(miotła, szufelka, beret, gumofilce). „Józef Tkaczuk nasz idol
z miotłą i szufelką, lecą rzucane na niego jajka" - objaśnia
rysunki na murach Marek K. „Człowiek pierwotny troszczy się
[...] w nic mniejszym stopniu o swój cień, jak o swą nazwę czy
obraz" (Lćvy-Bruhl). W naszej kulturze mają wciąż istotną
funkcję regulacyjną łacińskie formuły nomina sum
odiosa
'wymienianie nazwisk jest niewskazane, może spowodować
przykrości) i nomina sunt ominą (imiona są wróżbami, mają
treść wróżebną). Imię własne „Józef Tkaczuk" wyniesione na
roury podlega tym regułom. Kreatorzy fenomenu ,,JT" nie tylko
ujawnili imię, ale również nim zawładnęli. Jest to zawładnięcie
fikcyjne, zabawowe, gdyż pod czyimś zabranym imieniem
(jakby ze skradzionym dowodem osobistym w ręku) nie działa
^ttu ze społecznie doniosłymi konsekwencjami.
2. I m i ę w r y t u a ł a c h i c e r e m o n i a c h p r z e n y s t a t u s ó w („wyniesienie" i degradacja imion),
"iskrypcje „ J T " , k t ó r e pojawiły się w „zastępstwie" oficjalnych
Peronów ulic, placów, mostów czy nazw własnych urządzeń
ywiunalnych („Tramwaj im. Józefa Tkaczuka"), nawiązywały
^hierarchizującej funkcji imion własnych w kulturze, funkcji
Wwierdzanej w rytuałach i ceremoniach przemiany statusów,
tym również sezonowego podwyższania statusów, opisanego
Miedzy innymi w analizach karnawału przez Bachtina. Wynie^enie cło rzędu „ p a t r o n ó w " wspólnoty etnicznej ( , J T " wypisysnc p r z p o l s k a turystów w Europie i na innych kontynen^ ) lo usytuowanie wśród najwyższych do osiągnięcia statut * w y n i e s i e n i e jednak jest fikcyjne, zabawowe, parodysi stale występuje w funkcji inwektywy, a t a - j a k powiada
bar
~~ sakralizujc i degraduje; jest ambiwalentna, kreuje
Wzmacnia sytuacje Iiminalne. Idąc tropem Bachtina można
s
44
45
m
1a
ez
n
v
l n
powiedzieć, że wypisywanie imion znaczy tyle, co „wyczytywanie", ogłaszanie, wywoływanie imion w rytuałach i ceremo
niach przemiany statusu, zarówno mających na celu „wywyż
szenie" (tytułowanie, honorowanie, wysławianie, dedykowa
nie, wywody przodków, apele poległych, galerie patronów,
nekrologi, listy kandydatów w wyborach), jak i „degradację".
Degradujące jest odmienianie imion, czyli wygłaszanie, od
czytywanie ich na różne sposoby, po prostu pastwienie się nad
imionami, a także przeklinanie, szydzenie, natrząsanie się
i wulgaryzowanie imion.
„ J T " na murach podlega tym samym ambiwalencjom, prze
staje oznaczać, zaczyna znaczyć. Najbardziej charakterystycz
nym przejawem pobudzenia znaczeń są wybory prezydenckie
w 1990 i parlamentarne w 1993 roku. W obydwu tych
kampaniach „ J T " wziął na Saskiej Kępie niezwykle czynny
udział. Napi sow, które można sprowadzić do formuły: „Tka
czuk prezydentem", „Tkaczuk p o s ł e m " , było tak wiele, że
dominują one w całym, uchwytnym dziś, Corpus
Inscriptionum.
Rejon ulic Saskiej i Międzynarodowej pokryty był gęsto
inskrypcjami. Napisy, plakat i program wyborczy Józefa Tka
czuka znalazły się w lokalu Komisji Wyborczej w szkole przy
ulicy Zwycięzców. „Przed tamtymi wyborami prezydenckimi
(w roku 1990) to nic było tak, jak teraz, bo dziś w tym bałaganie
jest nawet bardziej pożądane zgłoszenie Tkaczuka. Były wtedy
autorytety, Wałęsa i Mazowiecki. Wtedy to było zrobione...
[chodzi o „kampanię JT" - RS] tak trochę w bok... Teraz zrobił
się taki bałagan w państwie. Nie ma kogoś takiego, kto byłby
autorytetem. Chcielibyśmy zrobić demonstrację pod hasłem:
«Chcemy Tkaczuka do Belwederu». M o ż e trochę na wzór
Pomarańczowej Alternatywy. Być może coś takiego zorganizu
jemy. Może być w e s o ł o " (Marek K., luty 1995).
Tkaczuk, imię puste dla zwykłego przechodnia, wynoszony
na „jedyny", nie dający się dublować Urząd Prezydenta, to
wyraz poczucia degradacji nie tylko samego urzędu. Odnaj
dujemy tu pogłos odwiecznego mechanizmu kultury, polegają
cego na „ujawnianiu" (degradowaniu) imion związanych z. wy
konywaniem szczególnych funkcji: mistrza, strażnika, przed
stawiciela tajnych służb. Napisy: „Tkaczuk prezydentem, po
s ł e m " miały coś z liminalnego gestu o d n a w i a j ą c e g o
„ N o w e " , były więc odniesieniem do Nowej Struktury (nowej
administracji) po roku 1989 i 1990. Ostatecznie celem był
wyłaniający się Nowy Ład, a raczej jego chaotyczna faza, jego
natarczywa ideologizacja i schematyzacja,widoczna w praktyce
administracyjnej i symbolicznej (mass media).
3. N o m i n o w a n i e i p r z e m i a n o w y w a n i e . Ko
lejny, ważny typ operacji na imionach to przemianowywanie.
czyli niszczenie zastanego świata. Inskrypcje „ J T " trafiają
właśnie
na
czas
takiego
wielkiego
przemianowania
(1980-1990). Zanim przejdę do szczegółów, chciałbym zwrócić
uwagę na jeszcze j e d n ą właściwość podsystemu imion włas
nych. W społeczeństwach wieloetnicznych (na przykład w Dru
giej Rzeczpospolitej) a także demokratycznych (pluralistycz
nych) istnieje pobudzona, intensywna świadomość imion włas
nych, na przykład wykładników etniczności. Pobudzony system
imienności pozostaje wówczas jakby w naturalnej równowadze.
W społeczeństwach wiclokulturowych mamy do czynienia
z „dialogami" imion, ich potencjalną ekwiwalencją. Stąd też
„imienność" jest przestrzenią elementarnych, dogłębnych, dia
logów międzykulturowych (widać to najlepiej w „przekładach"
narodowych mitologii, panteonów bohaterów kulturowych,
patronów i „ofiarników"). Natomiast niewola, okupacja i wią
żąca się z tym agresja symboliczna, polityczna, ideologiczna,
wzmacnia jednostronnie podsystem „ i m i e n n o ś c i " , spłaszcza
go, wyzwala konflikt imion. Mamy w ó w c z a s nierównowagę
sytemu, albo jego równowagę negatywną, czyli kontrstruklurę
w stosunku do struktury (Turner). Powstaje tu ogólniejsze
zagadnienie: dynamiki struktur i teorii zmiany immanentnej.
Odwołując się do pomysłów Tumera można powiedzieć
w największym skrócie, że struktura (na przykład instytucja czy
szerzej „społeczeństwo" w rozumieniu Tóniessa) przechodzi
59
przez fazę liminalną (antystrukturę) w strukturę zmodernizowa
ną. Jeśli taka transformacja nie zachodzi, pojawia się kontrstruktura. Rok 1956 w Polsce można uznać za przejaw transformacji
(antystruktura), a rok 1980 będzie j u ż krystalizowaniem się
kontrstruktury.
Przełom lat osiemdziesiątych w Polsce to epoka intensyw
nych przemianowań, gdy na przykład lata 1980-1981 (rok
„Solidarności") to okres chwiejnej ale dogłębnej ambiwalencji
imion, czas idealnej communitas, okres wzmożonych potrzeb
aksjologicznych, oddziaływania Wysokich Ideałów. Przełom
lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to także czas ad
ministracyjnej ingerencji w zastany system „imienności", i n
gerencji w urzędowe spisy nazw ulic i placów, nazw w książ
kach telefonicznych, informatorach o centralnych urzędach RP,
encyklopediach powszechnych, wydawnictwach typu Who is
Who. Znamy interpretację wielkich przemianowań, choćby
z wciąż ponawianych opisów rewolucji francuskiej. Łotman
i Uspienski dali semiotyczną analizę takiego wielkiego prze
mianowania w Rosji za czasów Piotra I , kiedy to dokonała się
głęboka zmiana w systemie imion: przemianowanie języka
administracji, przeniesienie stolicy i tak dalej. Imiona własne
nadawane były drogą ukazu, zarządzenia, a nie za sprawą
zwyczaju toponimicznego. Ta zmiana imion nie była konwen
cjonalna, gdyż miała w sobie coś z mitologicznego unicest
wienia desygnatów, niszczenia zastanego świata. Brak nato
miast opisu procesów przemianowania w Polsce z przełomu lat
czterdziestych i pięćdziesiątych, który zaowocował nowymi
galeriami bohaterów, pocztami przodowników pracy, swoistym
kultem portretów, cytatów i inskrypcji. Kult przodków za
stąpiony został wówczas przez kult przodowników.
Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to okres
anarchii symbolicznej pobudzanej również przez czynniki
administracyjne, państwowe i samorządowe. Prasa obwiesz
czała przemianowania ulic, placów, g m a c h ó w , dywizji, przepu
stów wodnych, fabryk i uczelni. M i m o to w Dęblinie pozostaje
chyba wciąż szkoła i m . Pułku Nocnych B o m b o w c ó w . Najbar
dziej spektakularne przemianowanie, a raczej dogłębne przeis
toczenie, zauważyłem w Parku Skaryszewskim, gdzie parkową
latrynę przemianowano na parkową kawiarnię. Świadomość
„ n o w e g o " to szokujące doświadczenie nowego imienia (nazwy
własnej). Był to czas anarchii wobec imion własnych, czas
obalania pomników, w najlepszym przypadku odsyłania ich do
skansenów (Kozłówka koło Lublina), czas spadania imion
patronów ulic, strącania bóstw komunistycznego panteonu. Do
tego dochodzi metodyczne oraz spontaniczne niszczenie (samo
zniszczenie) autorytetów w tak zwanych „wojnach na g ó r z e " ,
a więc niszczenie imion, które miałyby działać zamiast realnych
osób. Żywioł publiczny, j u ż nie podziemny, bez cenzury,
dokonał karnawalizacji imion oraz ich ikonicznych odpowied
ników. Pojawił się nowy typ wizualizacji imion własnych,
raczej nie znany przed rokiem 1989. Portrety osób biorących
udział w kolejnych kampaniach wyborczych i towarzyszące
portretom inskrypcje programowe, pojawiające się w prze
strzeniach o szczególnej „gęstości" semiotycznej, n a ł o ż y ł y się na teksty młodzieżowych graffiti, na zagospodarowane
(zdegradowane) znaczeniowo przestrzenie publiczne - i siłą
rzeczy musiały poddać się oddziaływaniu tego semantycznego
kontekstu. Stawały się więc familiarne, polemiczne, parodystyczne, wchodziły w - dopuszczalne i niedopuszczalne - scena
riusze walki wyborczej. Stąd też wybory jako swoisty rytuał
demokracji stały się jednym z najbardziej dynamicznych noś
ników znaczeń inskrypcji „ J T " . Rozprzestrzenione lokalnie
inskrypcje, plakaty, portrety i programy wyborcze „Józefa
Tkaczuka" oznaczały liminalny (parodystyczny) udział w rytu
ale wyborów, odtwarzały całość (model) procedur wyborczych.
Było w nich coś z żywiołowych nomimacji przeciw administ
racyjnemu przemianowywaniu. Tak, jak niegdyś wybierało się
króla karnawału, tak „ T k a c z u k " został kandydatem nad kan
dydatami.
Inskrypcje „ J T " , jak również wyraźna fala młodzieżowych
graffiti i subkulturowej symboliki, antycypowały ziszczenie się
60
M i t u Zachodu. M o ż n a sądzić, że to właśnie graffiti, eks
ponujące w setkach tysięcy realizacji obcojęzyczne nazwy
zespołów muzycznych, m ó d ideologicznych, politycznych,
przygotowały dzisiejszą polską ikonosferę potoczną i użytkową
polszczyzny „wolnego r y n k u " , w którą wtopiły się, nie bez
dysonansów, zachodnie reklamy, etykiety towarów, znaki urzą
dzeń publicznych i modułów cywilizacyjnych.
Demokratyzacji kultury towarzyszy inflacja imion. Zwęża się
szansa nowych przemianowań. W społeczeństwach zachodnich
nie ma potrzeby przemianowań ulic lub placów Karola Marksa,
choć i tam obwieszczono upadek komunizmu. To, że przemia
nowania takie zachodzą dziś w Polsce, świadczy o inercji
pewnych podsystemów kultury, o jej oporze, a więc czymś.co
raczej neutralizuje niż wspomaga kryzysy świadomości, co
konserwuje system aksjologiczny kultury polskiej. Wielka,
doświadczona naocznie zmiana działa destabilizująco i stabili
zująco zarazem. Kiedyś „nieliczni" byli policzeni (panteony
bóstw, poczty królów, herbarze, regestry wodzów). Towarzy
szyła i m nieogarnięta liczba „niepoliczonych". W społeczeń
stwach demokratycznych nie tylko z nazwy następuje roz
rzedzenie semantycznej gęstości systemu imion na rzecz systemowości administracyjno-prawnej. Imię mityczne czy zodia
kalne zastąpione zostaje przez imię prawne (na przykład rejestr
typu PESEL). Dopóki istnieje możliwość przemianowywania,
dopóki potencjał kulturowy jest tak różnorodny, że można
nawet mówić o nierównościach w kulturze, dopóty destabiliza
cja nie zagraża podstawowym systemom aksjologicznym.
4. P o w t a r z a n i e
imion,
czyli
symptom
e c h o 1 a 1 i i . Sposób funkcjonowania inskrypcji „ J T " przywo
łuje na myśl opisane przez psychologów, zjawisko echolalii,
czyli powtarzania, charakterystyczne dla zachowań werbalnych
dzieci. Psychologia społeczna wyodrębnia pewien typ wspól
not opartych na pogłosie echolalii, czyli powtarzaniu słowa,
okrzyku, hasła, gestu, symbolu. Zapewne w podobnej funkcji
występowały ongiś zawołania rycerskie potwierdzające przyna
leżność do jednego znaku ( " D o L i w a " , „ D o Ł ę g a " ) . Znamy dziś
podobne zawołania, chóralne okrzyki graczy przed meczem
piłkarskim, grą w rugby czy hokeja. Znają ten sposób manifes
towania krótkotrwałych wspólnot koszary, więzienia, znały go
także obozy koncentracyjne. A l e nawet w przedszkolu, kiedy
paru przedszkolaków znajdzie jakieś odosobnione miejsce, to
krótkotrwałe wyłączenie spod władzy pani przedszkolanki (jej
słownych zakazów i nakazów) kwituje powtarzaniem brzydkich
słów, na przykład d..„ d..., d... Przeklinanie lub powtarzanie za
kimś wulgarnego słowa czyni bluźniącego kimś „ s w o i m "
w grupie, nie poprzez ustalanie w niej hierachii, ale przez
poczucie bliskości fizycznej i emocjonalnej.
Pamiętam z lat studenckich (lata sześćdziesiąte) dziwne
wybuchy emocji, które zdarzały się w społeczności D o m ó w
Studenckich przy ulicy Kickiego na warszawskim Grochowie.
Najczęściej było to w godzinach nocnych, przed sesją eg
zaminacyjną lub w czasie jej trwania (choć nie było tu reguły);
za sprawą jakiegoś jednego, przypadkowego impulsu, otwierały
się okna w obydwu akademikach i kilkaset osób powtarzało,
wrzeszczało, przez dziesięć, dwadzieścia minut - jedno słowo:
L E O N . Przyjeżdżała zazwyczaj bezradna milicja, pojawiali się
mieszkańcy sąsiednich bloków, co jeszcze bardziej pobudzało
krzyczących. Było w tym okrzyku coś z rytualnej wrzawy,
manifestowania nieformalnej wspólnoty, rozładowania agresji.
Słowo L E O N personifikowało coś niewiadomego, obcego.
Doświadczało się jakiejś spajającej siły w infantylnym, chóral
nym wykrzykiwaniu bezsensownego słowa, którego znaczenia
nikt wówczas nie rozumiał, ani nie chciał tego znaczenia
d o c h o d z i ć . W rozmowach z uczniami ze szkoły nr 15, a przede
wszystkim z kreatorami fenomenu „ J T " , można odnieść wraże
nie, że ich T K A C Z U K to nasz L E O N . Inskrypcja zamiast
okrzyku, ale w tej samej funkcji powtarzanego hasła, sygnału,
zawołania.
46
47
48
Powtarzanie słowa, napisu, dźwięku, które może uchodzić za
świadectwo zaburzenia sensownego kontaktu, znaczy tu współ
brzmienie czy wtórowanie, a więc sposób radykalnej iden-
ufikacji z „ M Y " . N a p i s y „ J T " są więc pogłosem echolalii, czyli
takicg psychospołecznego mechanizmu, który wspomaga
^¡.polnoty typu emocjonalnego, oparte na doznaniu, przeżyciu
y doświadczeniu. Tak przecież działają mechanizmy mody,
siły zespalające uliczne demonstracje, pochody, ale również
-hóralnc śpiewanie Sto lat oraz Góralu, czy ci nie żal...
powtórzenie, współbrzmienie działa „ z a m y k a j ą c o " , odgradza
od innych słów, innych d ź w i ę k ó w czy napisów, a więc uwalnia
od innych wspólnot, najczęściej formalnych. Przynosi bezre
fleksyjne wprawdzie, oparte na doświadczeniu styczności bez
pośredniej, ale dogłębne poczucie tożsamości, której potrzeba
Sośnie gwałtownie w momentach społecznych przesileń, nad
miernej ingerencji struktury, sytuacjach kryzysu i stresu.
J T " jest impulsem i źródłem takich wspólnotowych za
chowań, zrazu wyraźnie przcdrefleksyjnych: „Coś takiego jest,
jakieś instynkty się odzywają, że ktoś, kto nigdy nie pisał na
murach - musi teraz «Tkaczuka» tam umieścić. Coś musi być
lakicgo w psychice. M y to dalej traktujemy jako zabawę. Napisy
„JT* robione były jeszcze czyjąś ręką. Wiele osób się do tego
przyczyniało [...]. Ktoś, kto nic był z tym związany, nigdy tego
nie robił, teraz robi. Mówili mi znajomi, że jak wyjadą gdzieś
w jakieś n o w e m i e j s c e , to mimo woli piszą «Tkaczuk»,
jak mają czym. Jak nic ma «Tkaczuka», to trzeba napisać,
szczególnie poza terenem kraju. Bo w Polsce to już nie. Poza
granicą kraju to jest s y m b o l P o l s k i [podkr. RSj. C o ś
takiego" (Matek K„ luty 1995). Mamy tu przykład znakowania
przestrzeni, jej zawłaszczania, bardzo bliskiego - jak sądzę
-rytuałom terytorialności.
Symptom echolalii
to również organizator świata typu
mitycznego, rdzeń tradycji z unieruchomioną historią. Daje on
osobie znać w sztuce kanonu („estetyka tożsamości" Łotmana).
w symbolice Księgi, kulcie patronów, zarówno świętych, jak
i politycznych, w systemie dziedzicznych imion rodowych i lak
dalej. Pogłos echolalii leży u podstaw zabiegów propagan
dowych (orientacja na „ M y " ) .
Wspólnoty, czy zjawiska kultury oparte na symptomie
echolalii osiągają ostatecznie pewne ukierunkowanie, na źród
łowe słowo, semantyczne centrum, na bohatera mitycznego czy
patrona. Sam fenomen powtarzania zasadza się na istnieniu
ogniwa, czyli słowa lub imienia „ p i e r w s z e g o " s p r z e d
powtarzania, tego samego słowa albo imienia wielokrotnie już
powtórzonego, na przykład okrzyku do naśladowania, hasła do
wtórowania. Symptom echolalii można więc sprowadzić do
językowej formuły: vade rnecum, idź. za mną, postępuj po moich
śladach, trafi aj na to samo. bądź ze mną, bądź mną.
Echoluliii organizuje zatem wspólnoty momentalne, sezono
we, wspólnoty czasu kryzysu, ale leż - określę to w wielkim
Przybliżeniu - wspólnoty „ o b c e j " (pustej) przestrzeni (horror
•"fu). Jest w tym sensie związana z rytuałami drogi, wyprawy
tznane": wędrówka, włóczęga, błądzenie (por. w staropol"czyźnie ekwiwalencję „ p u s t y n i " i „ p u s z c z y " ) . Można dziś
"Hiwić w związku z tym o alpinizmie, zejściach do grot,
wyprawach antarklycznych, ale też o bardzo niejasnych j u ż
"^ywacjach współczesnej turystyki, która jest konsumpcyjną
^ J ° z ą wśród znaczeń znanych, jest powtarzaniem indywi""ijnym tych znaczeń.
0
49
' *Pis-zawołanic „ J T " jest hasłem przewodnim w realnych
jest ?
'
realnych irasach w Polsce, Europie i świecie,
'kze swoistym zawołaniem w przestrzeniach i drogach
ulicznych czyli na drodze do dorosłości.
e n i a c r t
l 1 a
HORROR
VACUII
RYTUAŁY DROGI
b g ^ ^ f " * ^ ' młodzieżowe graffiti, podobnie jak dziecięca
"ifafika"
° w y w a n i e i mazanie na murach , także:
riiki"'^ zeszytów szkolnych czy konferencyjne „bezmyśl*°bcc ! ° ^ y o b e c n o ś c i , znakowe sposoby odniesienia
Jsca. Posiadają one odpowiedniki w takich znakach
3
z a r n a l
a ( 1
le
511
audytywnych jak wszczynanie wrzawy, nawoływania, pohuki
wania w górach, w lesie; słuchanie echa i tak dalej, a więc
w znakach, które czytelne są w ramach semantyki „błądzenia",
włóczęgi, podróży, wędrówki; odejścia i powrotu, czyli - w ry
tuałach drogi, regulujących w sposób elementarny odniesienia
człowieka do „ o b c e g o " , „ p u s t e g o " miejsca (horror
vacui).
Pojęcie horror vacui (obawa próżni, strach przed pustką)
znane jest historykom sztuki, którzy kategorię tę wyprowadzają
z filozofii i sztuki Dalekiego Wschodu, dostrzegając w nim
pogłos światopoglądów synkrelycznych. Horror \acui to rów
nież stylotwórczy pierwiastek w zdobnictwie europejskim
dziewiętnastego wieku, ważny komponent dzieł secesji, gdzie
istotną rolę pełni ornament, geometryzacja i symetria przed
s t a w i e ń . " Na znaczenie horroru vacui wskazują psychiatrzy ,
można by go również odnieść do reguł postrzegania u dzieci,
przebiegającego od hipotezy całości do szczegółu. Dziecko
- j a k twierdzi Piaget - rysuje rzeczy z otoczenia nie tak, jak je
widzi, ale jak je zna. T o , czego brakuje w rzeczywistości
postrzeganej, dopowiada sobie, g d y ż rozumie tak, jak rysuje,
czyli według pewnego wewnętrznego wzoru, podobnego do
przyrody.
51
54
Obawa pustki nakazuje zapełnić każdą wolną przestrzeń
figurami, przedmiotami lub ornamentem. Rytualne operacje
na modelach przestrzeni są sposobem modelowania osobowo
ści. Doświadczenie pustki intensyfikuje świadectwa istnienia.*'
Można przyjąć, że spontaniczne napisy, rysunki, piktogramy,
czy bazgranie na murach mają odniesienie do takich kulturo
wych modeli zachowań w przestrzeni, jakie wyraża symbolika
l a b i r y n t u , m a n d a l i * czy p e j z a ż u ' ' w sztuce
Wschodu; symbolika, która przekłada się na znaczenia pielgrzy
mki, wędrówki, podróży.
55
5 7
5
5
Konkretny, matcrialno-cielesny czy wręcz energetyczny
aspekt śladów obecności (świadectw istnienia) dominuje nad
aspektem refercncjalnym, są one zresztą bliższe oznakom niż
znakom. Najpierwotniejszą postacią świadectw istnienia jest
ślad s t o p y lub r ę k i , a więc to odniesienie do miejsca,
które wymaga bezpośredniej, cielesnej w nim obecności,
wniknięcia sobą w materialną powlokę świata: rycie w kamie
niu, odciskanie stopy czy dłoni, mazanie, bazgranie, pisanie,
a także - śmiecenie. Stajemy oto wobec istoty wszelkiego
napisu, który, jeśli nic jest napisem naszym, świadczy, że
miejscem tym zawładnęła już. cudza intencja; „Naszą ręką
pokryliśmy Saską Kępę napisami. Najpierw służyły do tego
grube flamastry" (Marek K „ luty 1995). Warto dodać, że
w przestrzeniach obcych, poza Saską Kępą nic dublowano na
ogół inskrypcji „ J T " .
m
6 1
„ J T " n a s z l a k a c h i s z l a k ó w s k a z a c h . „ J T " to
odpowiednik zawołania przewodnika: „idź. za m n ą " , „postępuj
jak j a " . T y m formułującym nakaz przewodnikiem jest ostatecz
nie lokalny mit wykreowany na murach Saskiej Kępy. M i t , który
nakazuje „ z a w ł a s z c z a ć " przestrzeń, samookreślać się poprzez
odniesienie do wciąż nowego miejsca, czyli: b y ć „ t a m "
i zostawić „ ś l a d " . W tym momencie kreacja fenomenu „ J T "
przerosła kreatorów, pchnęła ich na trasę w ł ó c z ę g i . LiminaInym młodym bliższy jest współczesny model „ w ł ó c z ę g i " niż.
„turysty", a więc człowieka-włóczęgi, dla którego ważny jest
ruch, a nie cel, ważna jest nieprzerwana pogoń za odmianą;
przekształcanie uciążliwego ładu (struktury) w podniecający
- choć ostatecznie kontrolowany - chaos (liminalność, antystruktura). Droga nie jest dla niego linearnością, ale „zyg
zakiem", a całość czy też rama wędrówki ustanawia się sama,
jako konfiguracja doznawanych chwil, miejsc i p o s t o j ó w . "
Odnawiane przez liminalnych młodych znaczenia rytuałów
drogi (horror vacui) przekładają się dziś na ideę t r a s y (szlaku,
marszruty) oraz ideę p a m i ą t k i , czyli kolekcji śladów „odklcjonych" od materialnej powłoki świata. Mapa, szlakowskaz
61
i obiektyw aparatu to podstawowe dziś instrumenty odniesienia
się wobec miejsca, zdobywania „przelotnej" t o ż s a m o ś c i . '
B y ć „t a m " znaczy ideę d r o g i , ze wszystkimi jej kulturo
wymi kontekstami, pobudzana i motywowaną przez swoistą
misję niesienia inskrypcji „ J T " w świat: „Jestem zamiłowanym
podróżnikiem. [...] Dla mnie, w tym wieku, samochód to nie jest
pełnia wolności. Trzeba go cały czas pilnować. M y ś m y dużo po
świecie jeździli. Mamy taką grupkę, paczkę swoją, ja z moją
dziewczyną i «Nodzyk» też, w sumie sześć osób, jeździliśmy
«stopem» po całej Europie. Tam, gdzie było jakieś fajne miejsce
i można było umieścić «Tkaczuka», to umieszczaliśmy" - mówi
Marek K., który swego kolegę „ N o d z y k a " (współkreatora
fenomenu ,,JT") charakteryzuje następująco: „«Nodzyk» jest
bardzo ciekawą postacią, interesuje się mapami, jest podróż
nikiem, bardzo dużo jeździ. On się interesuje różnymi szlakami.
Fotografuje i spisuje sobie różne szlakowskazy, ma tego
mnóstwo".
6
Z o s t a w i a ć „ ś l a d " znaczy tu: działać czynnie wobec
miejsca, cieleśnie i psychicznie zawłaszczać to miejsce, przemianowywać je. Często przybiera to postać happeningu. Zo
stawiać „ ś l a d " znaczy w przypadku fenomenu „ J T " działać
estetycznie
( „ N o d z y k " i Marek K. planują skonstruo
wanie monumentalnego „ T k a c z u k a " w Warszawie) oraz kolek
cjonować w r a ż e n i a , przekształcać „ ś l a d " „w pamiątkę.
«Nodzyk» postanowił kiedyś zdjąć wymiary i namalować
szlakowskaz jak w górach. Pojechał na przykład do Kampinosu
zrobić «szlak Tkaczuka». Poprowadził sobie własny szlak.
Pamiętam, jak byliśmy w Bieszczadach pod Tarnicą, na
przełęczy, «Nodzyk» zrobił specjalnie na tę okazję szlakowskaz
w Warszawie. Zamiast Ustrzyki Górne było ,«Tkaczuki Górne»,
Szeroki Wierch to «Szeroki Tkaczuk» (...]. Na szlakowskazie na
Turnicy umieściliśmy biało-czerwoną Hagę z napisem: «Jozef
Tkaczuk tańczący z wilkami». Podobne Hagi i transparenty
umieściliśmy i w innych miejscach w Bieszczadach. Zrobiłem
zdjęcia, jak «Nodzyk» umieszcza te szlakowskazy. Pomnik
w Cisnej przemianowaliśmy na «pomnik Tkaczuka». Umieś
ciliśmy lam transparent z napisem: «JT». Mam to utrwalone na
zdjęciu. «Nodzyk» stał jak żołnierz na warcie, a moja dziew
czyna składała kwiaty. [...] Jest «Most Tkaczuka» w Srebrnej
Górze w Górach Sowich, są napisy «JT» na Błędnych Skalach
w Górach Stołowych, w Barwinku i Dukli w Beskidzie Niskim.
[...] Na szczycie Krywania «Nodzyk» umieścił ładny napis.
Podobno jest też «Tkaczuk» na Giewoncie i Orlej Perci. Poza
tym była Słowacja. Tam jest nasza baza wypadowa. Co roku
jeździmy na narty do Liptovskiego Mikulaśa. Tam wszędzie jest
«Josif Tkacuk». W Talfanskiej Slrbie koło Popradu jest «Josif
Tkaćuk na hard». Pisała o tym tamtejsza prasa. [...] Część
napisów sporządziliśmy sami, ale to, czego się dowiadujemy
- szokuje. W «Teleexpressic» podawano, że «JT» jest na
piramidzie Cheopsa. Ktoś widział na gmachu opery w Sydney.
Ja osobiście umieściłem kilka napisów na wieży Eiffla w Pary
żu, ostatni raz w zeszłym (1994) roku w czasie wakacji. Pod
«Varsovie» napisałem: «Jozef Tkaczuk 1374 km». W radiu
«Eska» był nawet konkurs: co jest napisane na wieży Eiffla.
Chodziło o Tkaczuka. W londyńskim metrze to nie my.
W paryskim ja napisałem w 1992 w Sylwestra. Nie było to
łatwe, bo się dużo ludzi kręciło. Moja była dziewczyna
umieściła « J T » w Lyonie, także na Lazurowym Wybrzeżu
6 4
i w Marsylii. Tam jest go sporo. Jest «JT» w Helsinkach
w Norymberdze, no i w Berlinie. Tam z kolei znajomi
«Nodzyka» sporo «Tkaczuków» zostawili. Najdalej umieściljj.
my «Tkaczuka» w Barcelonie, na New Camp. Nie zrobiłem
wtedy zdjęcia. Ale na filmach czarno-białych mamy mnóstwo
zdjęć z całej Europy. M o i m marzeniem jest pojechać teraz ta
Wschód. W tym roku wybieram się do Turcji i Grecji [.. y>
- Marek K. (luty 1995).
X. M I T Y Z A C J E W S P Ó Ł C Z E S N E ,
C Z Y L I O I M I O N A C H W I D Y W A N Y C H NA MURACH
„ J T " lo dziś imię „ s k r a d z i o n e " przez mit, przez nieodpartą
potrzebę zadawania pytań: kto to jest..., kim jest Józef Tkaczuk,
którego imię wyniesiono na mury? Środki masowego przekazu
dołączyły jeszcze jedno pytanie: gdzie jest Józef Tkaczuk?
Zbliżamy się do progu mityzacji opisywanego tu zjawiska:
mityzacji w sensie, jaki nadaje temu pojęciu Roland Barthes.
Polska i Europa pokryła się „szlakami Tkaczuka". Imię to
widnieje na dawnych i współczesnych „cudach świata", o i
naleźć je można na różnych kontynentach.'' ' O „ J T " często
pisała i pisze prasa. Jest przedmiotem relacji radiowych i telewi
zyjnych, tytułuje się nim utwory muzyczne.'' DwutygodnJ
„sprośno-satyryczny" „ D o w c i p n i ś " zapowiada komiks Sa
Tkaczuk i zarazem informuje: „Józef Tkaczuk już wkrótce
w wydaniu k s i ą ż k o w y m ' " ' . Pisemko satyryczne „Towarzysz"
zamieszcza cykl rysunków Towarzysz Tkaczuk''*. Zbiorek dow
cipów Humor wędkarski przynosi Myśli Tkaczuka"'. Na poczajku października 1994 agencja reklamowa FCB Publicis umiesz,
cza w całej Polsce, na wielkich planszach Europlakatu i Re
klamy Polskiej pytanie: „Gdzie jest Józef Tkaczuk?" . Poi
koniec października miesięcznik „ A u t o - S u k c c s " p r z y n o s i - j i
się okazało, wcześniej niż to planowała agencja reklamom
- odpowiedź: „Wyszedł po papierosy Winns". Odpowiedi
pojawia się też na planszach. Pełny tekst reklamy drukuje
między innymi „Życie Warszawy".Tygodnik ..Wprost" wdwi
listopadowych numerach, przynosi kolorową reklamę z pełnjl
tekstem i wyobrażeniem ściany więziennego muru oraz oku
z wyłamanymi kratami i zwisającym „ s z n u r e m " sporządzony!
z powiązanych prześcieradeł. Plakat reklamowy zawiera ponad
to tekst: „Wszelkie podobieństwo osób i zdarzeń jest przypad
kowe" '.
Wszystkie te teksty pasożytują na znaczeniach rozmnożo
nych przez inskrypcję „ J T " ; znaczeniach wykreowanych zna
lokalnie przez dwu uczniów szkoły podstuw-owej na Saskiej
Kępic - Marka Koraszewskiego i Piotra NodzykowskiegOlj»
raz pierwszy ujawniamy te nazwiska'). ..JT" lo wyjawio*
groźne imię stresora, które włączone w rzeczywistość {?
i zabawy, kolportowane w zgodzie / kanonami estetyki
wpisane w strefę polityki, wtopione w praktykę lokalów
powtarzane w „ o b c y c h " przestrzeniach, stało sic ..zawołanie*
organizującym tajną rówieśniczą m i k r o w s p ó l n o i ę " . w ktwj
dokonało się rytualne „przejście" do dorosłości Imię .Jw*
Tkaczuk" lo swego rod/aju imię-hasło. magiczna torra*
„ w y k r a d z i o n a " Strukturze (oficjalności i i przemiano*"
w tajny szyfr świata alternatywnego, w swoisty „mil współcS*
ny", czyli w to, co jest widywane dziś na murach.
,
6
7
70
1
7
1
luty - kwiecień l #
PRZ
' W tekście posługuje się przede wszystkim terminem „inskrypcja"
odwołując się do ugruntowanych tradycji: Corpus Insi ripiionum l^itinarum czy naszego: Corpus Insciptionum Poloniae, natomia-sl lemun
..graffiti" odnoszę do wyodrębnionego zjawiska kultury młodzieżowej,
określonego stylu ekspresji slowno-plastycznej, który narodził się w latach
60-lych w USA (M. Pęczak. Maty słownik subkultur
młodzieżowych.
Warszawa 1992. s. 31). Dz.iś obwieszcza się, także w Polsce, zmierzch
graffiti (A. Osęka. Graffiti po latach, „Gazeta Wyborcza" 1995, nr 60.
W czasie przeszłym o sztuce graffiti wypowiadali się ostatnio wrocławscy
grafficiarze w filmie J. Sawickiego Kn.yk murów (I TVP. 24 IV 1995). Na
wrocławskim murze można było przy okazji przeczytać: „Józef Tkaczuk
zawsze żywy". Jak podał w lutym br. „Der Spiegel", w Berlinie.
62
europejskiej stolicy graffiti, powołano specjalna grupę ur/ędnikówirj
s
jantów do walki z grafficiarzami, których jest ok I s t w Grupa
posiada uprawnienia do przeszukiwania domów, szkół, a także * ' , ^
rzeczy młodych „niszczycieli" murów, W styczniu 1 9M5 pizcpro***^
specjalną obławę na grafficiarzy (Kutturell lwi Nuli, „Der Sp'*6 .
nr 6). Warto w tym miejscu odnotować proces ..Nodzyka . J**J
z współtwórców fenomenu IT" i konieczność uiszczenia I ' ! jf
złotych kary (i dwu lal w zawieszeniu! za umieszczenie iwP" '
w warszawskim tramwaju.
,ł
Szerszą argumentację przedstawiłem w tekstach: Esirtw® •
P**J*J
o s
m
8
n
2
i estetyka folkloru oraz 0 mbdzie:owyciotek rewolucji. Od kilku miesięcy w naszym mieście szerzy się zdrada.
Happeningi i ich sukces został poważnie zagrożony przez zorganizowany
na wielką skalę spisek. Kim są sabolażyści? Kto chce zniszczyć ruch
tapeningowy'' Milicja podstępnie przestała nas zamykać, wycofała się
ulicy, aby skompromitować nas brakiem pomysłów. Sami widzimy
Podczas akcji, jak trudno zastąpić milicję, klóra nie tylko dokładała
wszysikich starań, aby happening był urozmaicony, to funkcjonariusze
taktownie kończyli też każdą akcję. A teraz, bez obecności niebieskich
i'MmcImenów, jest naprawdę ciężko [...] - Komendant Twierdzy Wroc* ~ Mjr W. Fydrych. prof. zwyczajny sztuki wojennej."
. kże inskrypcja ..Józef Tkaczuk", jako leksl dominujący, doczekała
*twkrótce licznych „anlytekstów",czyli własnej anlystruktury w postaci
JP'»w: „Anna Sikorzyńska". „Katarzyna Kozyra". „Anna Zięba".
•Milczarek". „Pajonk" (lakże „Pajonk Front") i „Jacek Mayonees".
_ typcje te, pojawiające się w przestrzeniach „zajętych" przez „JT",
3 g yeliminować „Tkaczuka" z murów lakze poza Warszawą. Nie
5 jednak odebrać mu dominującej pozycji. Nie udało się zatem
^ ^ . Jawiska analogicznego, swego rodzaju „Anly-Tkaczuka".
¡I>ví"
* zagrożeniem okazała się „Anna Sikorzyńska", którą „Non_ zwalczał lakże w Słowacji.
j¿
' ' ? k i . Tabu a paradygmaty etnologii. Warszawa 1989, s.
on^,. Wasilewski pierwszy zwrócił u nas uwagę na analitycz.noyK
a m
7
1
1
fa
w
l
1
M
n
z
m
a s
w s
ń^p** *alory kategorii communitas.
ICJ5J. t a r c z y sięgnąć do J.J. Rouseau Marzeń samotnego wędrowca
j , , , ^ , ! * " " * 1983), a nade wszystko do końcowych fragmentów Prze(oitj.
• Bdzie odnajdziemy jawną deklarację lak rozumianej liminal*i| j' ''> 'y ' byłem naprawdę zdolny do życia w zorganizowanym
zenstwie, (...) moja niezależna natura nigdy nie pozwalała mi
„Koniecznego we współżyciu z ludźmi podporządkowania się
1
1
n
<
n
c
ec
I ^ ^ z e w s k i . Karnawał
wagarowicza. „Gazeta Wyborcza" 1995,
" Spontaniczna kultura młodzieżowa. Wybrane zjawiska. Pod red. J.
Wertensteina-Żuławskiego i M. Pęczaka, Wrocław 1991
M. Mead, Kultura i tożsamość. Studium dystansu miedzypokoleniowego. Warszawa 1978
Por. np. Muniek Staszczyk, T. Love. Dzieci rewolucji. Warszawa
1992
" Nawiąże do tego wyraźnie S. Bareja w serialu Alternatywy,
eksponując postać gospodarza domu Anioła, granego przez R. Wilhelmiego.
'" J . Maisonneuve (op. cit.) wymienia wśród rytuałów masowych, obok
politycznych, rytuały sportowe oraz koncerty rockowe i muzyki pop.
" Zjawiska (e analizuje wyczerpująco J. Kaczmarek Przestrzeń widowi
ska piłkarskiego (praca magisl. wykonana w Katedrze Kultury Polskiej
pod kier. R. Sulimy), Warszawa 1994. Futbolową communitas analizował
Ludwik Stomma. 1:0. czyli ludzie jako bogowie. „Konteksty", 1991,
nr 3-4
Warto w tym miejscu przypomnieć race K. Lorenza na temat
powstania rytuałów związanych z tery tori alnością (K. Lorenz. Tak zwane
zło. Warszawa 1963. rozdz. Nawyki, ceremoniały i czary) oraz ustalenia E
Halla i W Wicklera Do analizy rytuałów związanych z terylorialnością
doskonale nadają się rozbudowane pasma graffiti przy trasie kolejowej
Lowicz-Warszawa. mówiąc o poczuciu „terytorium" kibiców WKŚ
Legia i R T S Widzew. W zależności od punktu na tej trasie zmienia się
waloryzacja znaków klubowych (graffiti). Można wskazać kilka standar
dowych technik operowania tymi znakami ze względu na to, czy
umieszczone były bliżej Warszawy czy też bliżej Łowicza i Łodzi.
W. Górska, J. Szpala. Tkaczuk na prezydenta, „Gazeta Wyborcza"
1992, nr 12
" J. Maisonneuve (op. cii., s. 35) stwierdza: „Dziś daje się zaobser
wować wielość postaw młodzieży: z jednej strony opór przeciw biuro
kratycznym ustaleniom szkolnym oraz rutynowym posunięciom po
zbawionym głębszego sensu, a z drugiej nieokreślone poszukiwanie
zachowań i symboli wyrażających grupową tożsamość na poziomie
języka, ubioru oraz zabawy (np. karnawał)".
' Przykłady za: K. Czarnecka, H. Zgółkowa, Słownik gwary uczniows
kiej, Poznań 1991. potwierdzone przez studentów Polonistyki UW.
H. Ułaszyn, Język złodziejski. Łódź 1951. s. 39. Odpowiednie hasła
w Słowniku gwary warszawskiej XIX wieku (opr. B Wieczorkiewicz.
Warszawa 1966) sugerują niedwuznacznie, iż instytucja woźnego, dozor
cy, stróża, wyżej nad „opiekuńczość" stawiała „represyjność". Agenci
owej represyjności charakteryzowali się wyraźna „obcością" (np. cieć
- „kołek, prosto widać ze wsi"). Obcość była przecież islolą cudzoziems
kich gwardii przybocznych. Byli to wprost - czytamy w Słowniku gwary
warszawskiej (s. 384) - „sołdaci celowo zwolnieni na tę chwilę od
pełnienia obowiązków służbowych, policjanci, żandarmi" (chodzi tu
o stróżów skwerowych, parkowych, nocnych, kamienicznych). „Zwol
nieni na tę chwilę" albo „zwolnieni na stale" zajmowali licznie posady
dozorców i „gospodarzy domów" w peerelowskiej Warszawie (przypomi
nam także Anioła z Alternatyw). O woźnych uniwersyteckich dziś pisze
studentka polonistyki UW M. Borkowska, Maniery
„nienaukowych".
..Auditorium. Tygodnik Akademicki", Warszawa 1995, nr 8.
C . Kubaszewski, Witajcie w Tkaczuklandzie. „Nowa Wieś" 1992 nr
4 (luty).
" C . Kubaszewski, op. cit.
Zapis rozmów w zbiorach autora niniejszego raportu.
" W. Górska, J. Szpala, op. cit.
" C . Kubaszewski. op. cit.
• W. Górska, J. Szpala, op. cii.
" W wypowiedziach „obydwu stron" jednoznacznie można wyczytać
świadectwa takiej agresji, napięcia i stresu a zarazem zaprzeczenia: „W
tych napisach nic było z naszej strony żadnej zemsty" (Marek K i
Najbardziej wyrazistym przejawem agresji symbolicznej okazały się
tzw. zabawy telefoniczne oraz ich produkt, czyli kaseta, zawierająca
nagrane rozmowy z. Józefem Tkaczukiem. Zabawy i żarty lelefoniczne.
swoiste gry „w przypadek", gry z potencjalną Instancją Podsłuchującą
upowszechniły się w Warszawie w końcu lat osiemdziesiątych. Do
prowadziło to do prawdziwej eksplozji „wygłupów" telefonicznych,
wzorowanych często na modzie przywiezionej z Zachodu, polegających
m.in. na ingerowaniu w prywatność domu, na zadawaniu absurdalnych
pytań przypadkowo wybranym rozmówcom w stylu: „Czy ma pan
zapchany sedes?". Jak relacjonuje Marek K , telefony miały anonimowo
nękać bezimienną dotąd instancję (szkolnego woźnego). „Były to roz
mowy w rodzaju: «Czy sprzeda pan swój tclefon?». Nie przyniosły one
zrazu efektów W końcu, jak za dwudziestym razem zadzwonił (mowa lu
o uczniu, który prowadził te gry), to Tkaczuk się zdenerwował i posłał mu
bluzgi przez telefon. I on to nagrał. Od tego się zaczęło Stwierdził, że
trzeba teraz więcej od Józefa wyciągnąć. Wzięli więc kolesia, który miał
pewny głos, i on teraz dzwonił. Oczywiście wszystko ponagrywaliśmy.
Dziś nie mam tych kaset, większość poszła w świat. Straszyliśmy go, że
prowadzi melinę, że to skasujemy, że towarzysz taki lo a taki się nim
zainteresuje. Z jednej strony to wszystko olewał, a z drugiej odczuwał, że
coś jest nie tak. Zaczęło się od tych telefonów. Jedna z kaset, na której
cenzuralne są tylko zaimki, znajduje się w posiadaniu autora raportu
Zanotowane są na niej owe „bluzgi" oraz reakcje przypadkowo wy
branych abonentów, którym głos pana Józefa puszczano z taśmy. Jest tam
B
H
1,1
:i
:
u
3
r
n
63
również reakcja ,.JT" na jego własne nie zidentyfikowane przez niego jego
własne „bluzgi".
" K. Stępniak. Słownik tajemnych gwar przestępczych.
Londyn 1993
K. Czarnecka. H. Zgółkowa. op. cit.. s. 324
• J.w.. s. 8
" Istnieje leż lyp gestów (zachowań niewerbalnych) w funkcji inwek
tywy oraz typ gestów „obronnych". Por. na len temat m.in. K. Darwin,
O wyrażaniu uczuć u człowieka i zwierząt. Warszawa 1988 ( teoria
..rumieńca" jako swoistego operatora kultury). Por. także: J. EibllEibesfcldt. Miłość i nienawiść. Warszawa 1987
Przykłady współczesne omawia A. Dąbrowska w książce Eufemizmy
współczesnego jeżyka /ndskiego. Wrocław 1994, s. 177-190 (rozdz.
Połajanki. przekleństwa
i wyzwiska) a także w artykule: Język magii
- magia języka. Zarys problematyki, „Literatura Ludowa" 1995, nr 1
" Kwestie te dogłębnie analizował M. Bactuin. formułując znana
koncepcję karnawału i karnawalizacji kultury.
" W.J. Żelwis, Inwektiwa: Opyt teoriticzeskoj i funkcjonalno) klassifikacii. [w:| Etniczeskije stiereotip\ powiedienija. Pod red. A K . Bajhunna, Leningrad 1985, s. 296-322'
* M.J. Lotman, B.A. Uspienski, Mif - Innu - Kultura, [w:] „Trudy po
znakowym sislemam" VI, Tartu 1985 s. 296-322
" K. Długosz. Prz.ezwiska uczniów z Kielecczyzny. Analiza semantyczno-słowotwórcza.
Szczecin 1986, s. 222
'• Warto tu odnotować apel do młodzieży, który swego czasu zamieściła
na łamach dziennika „Nowy Świat" D. Wawiłow, zwracając się z prośbą
0 wyjaśnienie: „kim jest (kto to jest) Józef Tkaczuk", a nie - co znaczy to
całe zjawisko. Jedna z odpowiedzi brzmiała: , J T to kanar z M Z K "
(„Nowy Świat" 1992, nr 38)
" W związku z. uruchomieniem warszawskiego metra „Gazeta Wybor
cza" przyniosła charakterystyczną wypowiedź nadkomisarz Możajskiej,
związaną z ochroną meira przed grafficiarzami: „W «ozdobionych»
wagonikach i na stacjach pasażerowie czują się mniej bezpiecznie"
(„Gazeta Stołeczna" 1995, nr 16)
** L . Lćvy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych.
Warszawa 1992 (cytaty w tekście wg tego wydania).
• L . S . Vygotski, Myślenie i mowa. | w:] tegoż. Wybrane prace psycho
logiczne. Warszawa 1971, s. 207
• Por. m.in. M. Pilot, Lapekspołish. „Regiony" 1994. nr 4 oraz G.
Majkowska, Iż Polacy nie gęsi
Sycyna" 1995, nr 3
J. Piaget. Mowa i myślenie u dziecka. Warszawa 1992, s. 42-44
"Próbę takiej „etymologizacji" zawołania „Leon", próbę zresztą
późniejszą, dokonaną w lubelskim środowisku studenckim, przynosi: L .
Kaczmarek, T. Skubalanka, S. Grabis, Słownik gwary studenckiej, Lublin
1994. s. 21
• Pogłosy echolalii można obserwować m.in. w eksperymentalnych
badaniach wpływu informacji emocjonalnej na zachowania werbalne.
(L.A. Kitajew-Smyk, Psychologia stresu, Ossolineum 1989, s. 293 - 294).
Interesujące opinie na ten temat zestawił P. Kowalski, op. cit..
s. 84-86
" Można uznać, że tzw. „grafika konferencyjna" (zbiór takich grafik
w posiadaniu autora) jest sposobem uobecnianiu się „mowy wewnętrz
nej", struklurowania „pamięci operacyjnej", jest aktem energetycznego
pobudzania i ma w sobie coś „muzycznego"; łączy emocje i malhesis.
innymi słowy: emocje i strukturę (por. C. Dalhaus. H.H. Eggebrechl, Co to
jest muzyka. Warszawa 1992, s. 36-43). Konferencyjne „bez.myślniki"
- to termin, który zawdzięczam M. Michalskiemu, studentowi etnologii
UJ, uczestnikowi mojego warsztatu Antropologiu codzienności. Pragnę
podziękować uczestnikom lego warsztatu, przede wszystkim: M. Michals
kiemu i K. Lipce oraz studentom Wyższej Szkoły Komunikowania
1 Mediów Społecznych za pomoc w gromadzeniu dokumentacji do
niniejszego raportu.
M. Wallis, Secesja, Warszawa 1967. s. 218
• A. Kępiński, Schizjifrenia. Warszawa 1979, s. 70
J. Piaget, op. cit., s. 221-223
" Lexikon der Kunst. Architektur, bitdende Kunst, angewandte Kunst
Industrie formgestaltung, Kunstlheorie. Leipzig 1971, t. II, s. 338
* Nie wchodząc bliżej w semantykę „pustki" przywołam te kwestie
dwoma przykładami. Pierwszy z nich to najbardziej banalna na pierwszy
rzut oka inskrypcja współczesna, którą zanotowałem na przystanku linii
autobusowej 158 w Warszawie, przy Ostrobramskiej (styczeń 1995): „Czy
wsłuchaliście się może kiedyś w odgłos kopanej po pustej ulicy
0 północy, pustej puszki po piwie. Ona krzyczy" (podkr. - RS)
- podpisano: „Kamyk", 27 XII '94, godz. 0"'. Jest to spontaniczny „znak
istnienia", który pojawia się jako odniesienie do czterech „pustek".
Czwarta z nich to oznaczony czas ferii szkolnych. Drugi, biegunowo
dobrany przykład przytaczam za R. Otto, a dotyczy on relacji z Połu
dniowej Afryki: „Autorka powtarza jakieś znaczące słowa, wypowiadane
przez, jednego z tych wysokich, mocnych, o silnej woli, milczących
Boerów, który - jak słyszała - nic mówił nigdy głębiej o czymś innym niż
o owcach i bydle i zachowaniu się tygrysa-lamparta, wobec którego był
autorytetem. Po przeszło dwugodzinnej jeździe samochodem przez wielką
równinę afrykańską podczas wielkiego upału powiedział wolno w języku
taal: J e s t coś. o co od dawna chciałem cię zapytać. Jesteś uczona. Kiedy
jesteś sama w takim stepie jak ten, a słońce świeci tak silnie na busz. czy
nigdy nie wydaje ci się, że coś mówi? Nie słyszysz tego uchem, ale jest tak.
u
17
Vl
, ;
M
64
jakbyś stawała się coraz mniejsza i mniejsza, a ktoś inny coraz więks^J*
(R. Otto Świętość, Warszawa 1968, s. 51-52). W obydwu przypadkach
doznanie „pustki" jest zarazem całościujące i wspólnotowe W pierwszym
znaczy krystalizację „Ja", w drugim jego doznanie poprzez „roztopienie"
" J . Hani. Symbolika świątyni chrześcijańskiej,
Kraków 1991. Przg.
strzeń labiryntu odczytywana jest tu jako „podróż do środka", ¿ 2
„duchowe ukierunkowanie bytu", czego „zewnętrznym aspektem j « j
pielgrzymka". W slaropolszczyźnie „ogrodowe labirynty" nazywały j .
..błędnik" lub „błądyniec".
" Jak nas poucza doświadczenie, te ostatnie [mandate) występuj,
najczęściej w sytuacjach charakteryzujących się zamętem i bezradnością.
Skonstelowany przez nie archetyp stanowi schemat porządkujący, który
niby psychologiczny „krzyż podziałowy" względnie krag podzielony u
cztery części zostaje jakby nałożony na psychiczny chaos, przez co każda
treść otrzymuje swe właściwe miejsce, a chroniący opiekuńczo krj«
stabilizuje rozpływającą się w nieokreśloność całość'' tC.G Jung, Wspu.
mnienia. sny. myśli. Warszawa 1993, s. 492).
" Na temat semantyki „pustki" („drogi pustki") pisze J. Slósarska,
Mistyczne i archetypiczne obrazy kosmosu. Warszawa 1994. s. 6-7
Ślad stopy, znak stopy także obutej, posiada niezwykle żywotną
symbolikę. Znaczy min. „ujarzmienie albo wzięcie czegoś w posiadanie"
(D. Forstner O S B , Świat symboliki chrześcijańskiej.
Warszawa 1990, i.
447). Ślad stopy jest odwiecznym chwytem reklamowym Namalowane
„stopy" prowadzą od Al. Jerozolimskich, w pobliżu rondu de Gaulle'a,m
ulicę Smolną do sklepu „Sony". Znakiem reklamowym był zresztą juj
w antyczności, na co wskazuje zachowana waza grecka z rysunkiem obutej
stopy i napisem: „idź za mną" ((u: „idź do wina".do winiarni), znaleziona
w dzielnicy Aten zwanej Keramejkos (szerzej o Keramcjkos. gdzie istniała
ściana pokrywana wciąż nowymi napisami reklamowymi, por Lexika*
der Antike, Leipzig 1987).
"' W funkcji samopotwierdzania się (poprzez ..działanie sobą" ni
miejsce) pojawia się symbol „ręki",obecny od czasów paleolitu choćby
w grotach Allamiry i Castillo w Hiszpanii (por. M Hrez.illun, Łncył.
lope