Polskie postulaty kolonialne na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego"/ Antropolog wobec współczesności

Item

Title
Polskie postulaty kolonialne na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego"/ Antropolog wobec współczesności
Description
tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej
Antropolog wobec współczesności; pod red.anny Malewskiej Szałygin i Magdaleny Radkowskiej-Walkowicz s.333-365
Creator
Kowalski, Marek Arpad
Date
2010
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4651
Language
pol
Publisher
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5014
Rights
Licencja PIA
Subject
czasopismo
kolonializm
historia Polski
Ilustrowany Kurier Codzienny
Text
Marek A r p a d Kowalski
Warszawa

Polskie postulaty kolonialne
na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego"

Opracowania dotyczące historii Polski w latach 1918-1939 w większości pomijają
sprawę wysuwanych wówczas postulatów kolonialnych . Być może z perspektywy
lat inaczej widzi się problemy polityki zagranicznej i wewnętrznej kraju. Ówczesne
postulaty kolonialne postrzega się obecnie jako jej margines. Lecz wówczas była to
sprawa żywo dyskutowana i także łącząca się z polityką zagraniczną. Zaskakująco
żywo, biorąc pod uwagę obecną powszechną znajomość (czy raczej nieznajomość)
tej problematyki. Rzadkie lub marginesowe poruszanie owego zagadnienia w pra­
cach historycznych zajmujących się dziejami II Rzeczypospolitej i w pracach antro­
pologicznych podejmujących temat ówczesnych zagadnień kulturowych może wy¬
nikać i z tego, że władze (kolejne rządy) wydawały się wzdragać przed bezpośred¬
nim zaangażowaniem w dyskurs kolonialny, a t y m bardziej w podejmowane akcje
kolonialne,- ich głównym eksponentem była Liga Morska i Kolonialna . Ale, co cieka­
we, wiele miejsca poświęcała temu prasa. Także ta najbardziej popularna, najbardziej
poczytna - najchętniej i najczęściej czytana. D o takich tytułów należał „Ilustrowa­
ny Kurier Codzienny".
1

2

Krakowskie, zrazu lokalne pismo, powstałe w 1910 r., jego założyciel Marian Dą­
browski uczynił po 1918 r. bodaj najbardziej znaczącym dziennikiem polskim. Za¬
równo pod względem wysokości nakładu, jak popularności, zasięgu społecznego
i wpływu na opinię publiczną. W każdym razie „IKC" szybko zajął, pod względem
znaczenia, jedno pierwszych miejsc w kraju. Nakłady dziennika stale wzrastały by
osiągnąć 100 tysięcy egzemplarzy i dojść w 1937 r. do 150 tysięcy zaś niektórych
numerów wyszło 200 tysięcy.
Opiniotwórcza rola „IKC" nie polegała jednak tylko na imponującej na owe czasy
wysokości nakładu. Pismo potrafiło bowiem dostosować się do upodobań czytel¬
ników, nie rezygnując wszakże z bardziej ambitnych tekstów. Doskonale zorgani-

1

W ś r ó d nielicznych opracowań poświęconych temu t e m a t o w i wymienić należy

Garlicki 1969,-Białas 1983, Łossowski 2 0 0 1 , Tomaszewski i Landau 2005.
2

Sygnalizuję jedynie t o zagadnienie, zasługuje ono b o w i e m na odrębne omówienie.

333

przykładowo:

M a r e k A r p a d Kowalski

zowano system kolportażu (nakład każdego numeru był rozprowadzany po całym
kraju, w największej jednak liczbie w województwach południowych, centralnych
i zachodnich) i druku (często się zdarzały kolorowe zdjęcia - ewenement tech­
niczny w owym czasie). Czytelników przyciągały również dodatki specjalistyczne;
w każdym numerze jeden lub kilka, ukazujące się codziennie albo co jakiś czas,
zazwyczaj w regularnych odstępach co tydzień (były to „Kurier Filmowy", „Kurier
Gospodarczy", „Kurier Kobiecy", „Kurier Metampsychiczny", „Kurier Sportowy" by wspomnieć tylko niektóre). Liczny zespół, zarówno redakcyjny jak i techniczny
administracyjny i usługowy (pod koniec lat 20. - ponad tysiąc zatrudnionych osób,
w latach 30. - około 1500 osób) składał się z renomowanych dziennikarzy
a współpracowało z pismem wielu uznanych publicystów i pisarzy (np. Jalu Kurek,
W i t o l d Zechenter, Ferdynand Hoesick, Konrad Wrzos, L u d w i k Rubel, Zygmunt
Nowakowski, Ksawery Pruszyński, Jerzy Giżycki, Mieczysław Lepecki, popularny
autor powieści historycznych Wacław Gąsiorowski). N a łamy zapraszani byli też
naukowcy rozmaitych dziedzin wiedzy i z rozmaitych (co starannie podkreślano)
uniwersytetów. Podnosiło to w opinii publicznej powagę i rzetelność pisma.
Zapewne popularność tego dziennika łączyła się i z tym, że nie był związany for¬
malnie z żadną partią czy ugrupowaniem politycznym, uchodził tedy za neutralny,
acz jego lektura przekonuje, że był życzliwy obozowi rządzącemu po 1926 r., tyle że dy­
skretnie; był przy t y m od początku raczej antyendecki. Z pewną ostrożnością moż­
na określić pismo jako liberalne i przeciwne etatyzmowi, zarazem patriotyczne.
„IKC" miał również kilka oddziałów krajowych - w Warszawie, Łodzi, Poznaniu,
Katowicach, Wilnie, Lwowie, Bydgoszczy Grudziądzu, Lublinie i Kielcach - i k i l ­
kunastu korespondentów zagranicznych. Dziennik wyrobił sobie także swój styl: po¬
ważne artykuły i publicystyka podane w tonie zasadniczym, ale lekkim, czy też
przystępnym, i sąsiadujące z sensacją. N i c dziwnego, że pismo należało do naj¬
bardziej znaczących w kraju (Maślanka 1976, Władyka 1988) .
Skoro pismo o takim profilu sporo uwagi poświęcało polskim aspiracjom kolo¬
nialnym, można przypuszczać, że tematyka ta interesowała czytelników. Acz nie
można wykluczyć, że pojawiające się na łamach „IKC" publicystyka kolonialna,
sprawozdania, informacje i reportaże tego typu miały służyć popularyzacji idei
kolonialnej w społeczeństwie. Być może wreszcie oba te aspekty łączyły się z sobą:
„Ilustrowany Kurier Codzienny" odpowiadał na zainteresowania czytelnicze,
zarazem służyły one propagandzie idei kolonialnej w społeczeństwie.
3

Trzeba w t y m miejscu wyjaśnić znaczenie słowa „kolonia", „kolonie" i pochod­
nych, tak jak je wówczas (w latach 1918-1939) pojmowano. Oznaczało ono zarów¬
no posiadłość, przeważnie zamorską, metropolii, podporządkowaną jej politycznie,
3

W swoich wspomnieniach Edward Mariusz Sokopp (1997, s. 54) określa „Ilustrowany Kurier

C o d z i e n n y " jako d z i e n n i k popularny, trochę silący się na sensacyjność. A l e wiele ówczesnych tytułów
uważających się za poważne nie stroniło o d pewnej dawki sensacyjności - trzeba było zdobywać
i utrzymywać czytelników.

334

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

jak i grupę osób przebywającą na emigracji, a na ogół utrzymujących ze sobą kon¬
takty z racji wspólnego pochodzenia etnicznego (narodowego), wspólnoty języka, hi¬
storii, kultywowanych tradycji (pomijam określenie „kolonie" oznaczające obóz czy
ośrodek wypoczynkowy dla młodzieży albo nowe przysiółki znajdujące się w pew­
nym oddaleniu od wsi właściwej, wreszcie miejskie nowo powstałe zespoły osadni­
cze - istnieją np. w Warszawie nazwy: kolonia Staszica czy Lubeckiego). Termin „ko¬
lonia" był więc wówczas wieloznaczny. W omawianym okresie stosowano po¬
wszechnie to określenie na przykład wobec emigrantów w Brazylii: „polska kolonia
w Brazylii" czy też „polscy koloniści w Brazylii", mówiąc o Polakach, którzy osiedli
w t y m kraju, słowo to obejmowało drugie lub nawet i trzecie pokolenie emigran¬
tów, poczuwających się jednak mniej lub bardziej wyraźnie do związków z krajem .
Ówczesna prasa poświęcała tego typu koloniom sporo uwagi. Może i dlatego, że np.
w Ameryce Południowej „kolonistów" uważano za pepinierę „kolonizacji", czyli za
przyszłych ewentualnych pionierów zdobywających dla kraju nowe tereny - kolo¬
nie. Również „Ilustrowany Kurier Codzienny" często zamieszczał relacje o polskich
kolonistach (czyli emigrantach i ich potomkach) w Brazylii i pozostałych państwach
Ameryki Południowej, ale także w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i innych kra¬
jach świata (tam „koloniści" byli uważani jedynie za emigrantów).
4

Należy o t y m pamiętać, ponieważ postulaty kolonialne w II Rzeczypospolitej łą¬
czyły się ze sprawą emigracji: ambicja pozyskania dla Polski kolonii politycznych
w jakiejś mierze była spowodowana także chęcią zwiększenia oraz usprawnienia
czy ułatwienia emigracji z powodu - jak uważano - przeludnienia kraju . Emigracja
osadnicza do Brazylii czy innych krajów Ameryki Południowej (a nawet do niektó­
rych państw europejskich) ograniczona była kwotami liczbowymi kraju imigracyjnego,
regulującymi dopuszczalną liczbę rocznie przyjmowanych przybyszów. W przypadku
własnych posiadłości tego typu ograniczenia administracyjne nie wchodziłyby w grę.
Wracając do głównego nurtu rozważań: przez kolonie należy rozumieć, zgodnie
z pojęciami omawianego okresu, posiadłości (zazwyczaj zamorskie) podległe p o l i ­
tycznie metropolii i przez nią zarządzane. Innymi słowy:
5

K o l o n i e p o l i t y c z n e są o b s z a r a m i s t a n o w i ą c y m i w ł a s n o ś ć jakiegoś państwa, n i e uważa­
jącego tego obszaru za c z ę ś ć własnego, właściwego obszaru państwowego. [ . . . ] ludność
a u t o c h t o n i c z n a k o l o n i i nie jest l u d n o ś c i ą państwa kolonię posiadającego i w państwie

4

W ówczesnym języku, i w opracowaniach naukowych, i w tekstach popularnych, odróżniano nie­

k i e d y „kolonistów", pojmowanych jako osiedleńców-emigrantów, od „kolonizatorów" czy „kolonialistów"
- zdobywców nowych terenów podległych politycznie krajowi, do tej grupy zaliczano „kolonistów"
osiadłych w A m e r y c e Południowej czy plantatorów osiadłych w Afryce. C z ę ś c i e j mianem „kolonistów"
obdarzano jednych i drugich.
5

Czasem negowano tezę o przeludnieniu Polski i sprzeciwiano się emigracji. N i e były t o zinstytucjo­

nalizowane ośrodki, lecz naukowcy i publicyści uważający, że Polska nie powinna uganiać się za mirażami
kolonialnymi, ale dążyć do rozwoju gospodarczego, i że emigracja osłabia potencjał ludnościowy Polski.
O s o b y te wywodziły się z tych samych kręgów politycznych i społecznych, co zwolennicy idei kolonialnej.

335

M a r e k A r p a d Kowalski

t y m nie posiada p r a w r ó w n y c h o b y w a t e l o m c z y t e ż p o d d a n y m państwa m a c i e r z y s ­
6

tego ( Z a ł ę c k i 1930, s. 5 2 3 ) .

Wypadałoby w t y m momencie podjąć próbę wyjaśnienia, jakie motywy decy¬
dowały o podjęciu w Polsce w latach 1918-1939 postulatów kolonialnych, by zrozu­
mieć, dlaczego ta tematyka gościła stosunkowo obficie na łamach „Ilustrowanego
Kuriera Codziennego". Mianowicie: poczucie mocarstwowości Polski czy też dąże¬
nie do osiągnięcia takiego statusu (posiadanie kolonii było uważane za jedną z jego
legitymizacji); uporządkowanie spraw emigracyjnych (posiadanie kolonii rozładowa¬
łoby domniemane przeludnienie kraju, a emigranci-osiedleńcy w koloniach utrzy¬
maliby siłą rzeczy związki z polskością, nie podlegając procesowi wynarodowienia);
rozwiązanie kwestii tzw. żydowskiej (argument łączący się z emigracyjnym - osied­
lenie Żydów w koloniach zlikwidowałoby przeludnienie wsi i małych miasteczek,
które zarazem stałyby się jednorodne etnicznie/narodowościowo); dostęp do su­
rowców i rozwój handlu (względy ekonomiczne).
7

Wszystkie te argumenty pojawiały się w publicystyce kolonialnej „Ilustrowanego
Kuriera Codziennego". Czasem omawiane łącznie, czasem oddzielnie, zależnie od
tego, który z nich autor postrzegał jako najważniejszy M i m o że szczegółowa eksplikacja tych motywów jest odrębnym zagadnieniem, należało je w skrócie podać, by
pojąć ówczesne zafascynowanie postulatami kolonialnymi (pomijając zawsze pocią¬
gające tchnienie wielkiej przygody).
Trudno precyzyjnie określić, kiedy sprawy kolonialne zaczynają wyraźnie po­
jawiać się w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym". N i e zachowały się bowiem peł­
ne roczniki „IKC" z lat 1918-1919, jedynie kilka poszczególnych numerów. To samo
dotyczy roku 1920 - istnieją jedynie numery: 1-32, 94, 162, 301. Zresztą można
przyjąć, że w latach 1918-1920, co zrozumiałe, nie ma w piśmie żadnego zaintere¬
sowania koloniami. Dziennik koncentrował się na wojnie z Rosją Sowiecką, powsta¬
niach śląskich i walkach z Niemcami, plebiscycie na Śląsku, Śląsku Cieszyńskim,

6

Przyjmuję tę definicję jako obowiązującą w latach 1918-1939 w Polsce, jak i dla lepszego z r o z u ­

mienia p u b l i c y s t y k i kolonialnej na łamach „IKC". Była ona w t e d y powszechnie przyjmowana.
7

N i e należy tego stanowiska utożsamiać z a n t y s e m i t y z m e m , t a k i m jak dziś jest pojmowany. B y ł o

ono, jak uważano, podyktowane konkurencją gospodarczą, przekonaniem, że Żydzi niejako „zmonopoli¬
zowali" w w i e l u wsiach i miasteczkach, szczególnie we wschodniej części kraju, handel i drobne rze¬
miosło, powodując bezrobocie, a zatem przyczyniając się pośrednio d o w z r o s t u l i c z b y t z w . zbędnych
rąk do pracy. Była t o opinia niespójna i nielogiczna, lecz tak postrzegano sytuację w kraju. Pojawiające
się w latach 1937-1938 hasło „Żydzi na Madagaskar" nie było hasłem warstw rządzących, mających
wpływ na formułowanie oczekiwań kolonialnych, lecz N a r o d o w e j D e m o k r a c j i . Dążenia d o osiedlenia
kolonistów-emigrantów na Madagaskarze miało na celu zapewnienie tam p o l s k i m b e z r o l n y m włas¬
nych gospodarstw. C h ę ć osiedlenia się na Madagaskarze wyrażali również Żydzi związani z ośrodka¬
m i syjonistycznymi szukającymi możliwości stworzenia namiastki własnej „siedziby narodowej", g d y
B r y t y j c z y c y ograniczyli emigrację żydowską d o Palestyny: Polscy Żydzi przyłączyli się w t e d y do p o l ­
skich postulatów przewidujących emigrację (osadnictwo) na Madagaskarze.

336

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

Spiszu, Orawie, w regionie czadeckim i na Mazurach oraz na tworzeniu adminis­
tracji i rządu w kraju, wreszcie na scalaniu Rzeczypospolitej z trzech zaborów oraz
Pomorza, Śląska i Kresów Wschodnich. Także rocznik 1921 jest wybitnie niepełny
Zachowały się numery: 81, 153, 155, 157, 161, 182-183, 188-189, 199, 219-220,
222, 284, 322, 331-352. N i e c o bogatszy jest rocznik 1922 - zachowało się z tego
okresu kilkadziesiąt (około 80) numerów. W żadnym z nich nie ma wzmianki o ko­
loniach. Roczniki 1923, 1924, 1925 - praktycznie nie istnieją; zachowały się jedynie
poszczególne strony nielicznych numerów z tych lat, a i to w stanie szczątkowym.
Nieco lepiej wygląda zawartość rocznika z 1926 r. - kilkadziesiąt numerów; bra­
kuje w nich wszelako wzmianek o polskich zainteresowaniach kolonialnych. Jedynie
w nr. 280 z 11 października znajduje się redakcyjna informacja zatytułowana Nie­
mieckie apetyty kolonialne,, w kontekście jednak stosunków polsko-niemieckich.
Rocznik 1927 jest prawie pełny, ale i w nim nie ma wzmianek o dążeniu do uzy¬
skania kolonii przez Polskę, jedynie kilka tekstów na temat emigracyjnego osadnict­
wa polskiego w Ameryce Południowej.
W roczniku 1928 jeden tekst z nr. 293 (z 22 października) dotyka jakoś spraw ko­
lonialnych. Jest to zamieszczona pt. Konieczność dalszej propagandy idei morskiej w Polsce
informacja ze zjazdu Ligi Morskiej i Rzecznej (poprzedniczki Ligi Morskiej i Kolo­
nialnej) - czytając o postulatach umocnienia Polski na morzu, można pośrednio d o ­
czytać się (raczej domyślać), że Polska powinna zainteresować się terytoriami za¬
morskimi.
Dopiero roczniki 1929-1939 są pełne. Można z niejaką pewnością przyjąć, że
problematyka kolonialna była nieobecna w „IKC" do 1926 r. Dopiero po maju 1926 r.
zaczyna funkcjonować pojęcie Polski mocarstwowej i mowa jest o dążeniu do uzy¬
skania przez Rzeczpospolitą Polską statusu mocarstwa, co wiązało się z postulata¬
mi kolonialnymi (m.in.: Łossowski 2001; Tomaszewski i Landau 2005).
C o prawda już w kalendarzu „IKC" na rok 1919 pojawia się artykuł A. Gadom­
skiego poświęcony wyprawie Stefana Szolca-Rogozińskiego do Kamerunu, niemniej
tekst ten nie zapoczątkował dyskursu kolonialnego na łamach pisma. Było to - w okre­
sie walki o granice i scalania odradzającego się państwa - przypomnienie chwaleb­
nej historii Polski i dokonań Polaków w X I X w., mimo ucisku i nieistnienia kraju na
mapie. Miał na celu raczej wzmożenie poczucia narodowego i państwowego, do¬
starczenie powodów do dumy z dziejów ojczystych. U progu odradzającej się nie¬
podległości był rodzajem propagandy, przypominał, że Polska nie powstaje na nowo,
lecz odradza się, ma bowiem własną, dawną historię i osiągnięcia; jeśli nie formalnie
jako państwo (Polska), to udział Polaków w tych osiągnięciach był niewątpliwy
i rzutuje na współczesność. Inna sprawa, że w późniejszych latach postacie Stefana
Szolca-Rogozińskiego i wcześniej działającego Maurycego Beniowskiego służyły
jako uzasadnienie polskich praw do posiadania kolonii. Odwoływało się ono do
praw - jak je określano - prawno-historycznych. Jak pisano: Beniowski był zdobyw¬
cą Madagaskaru, a Rogoziński - Kamerunu, z tego więc również tytułu należą się
337

M a r e k A r p a d Kowalski

Polsce posiadłości w tych dwu krajach, a przynajmniej należałoby wykroić (w przy­
padku Madagaskaru będącego kolonią Francji - przecież sojuszniczki Polski) frag¬
ment terytorium dla polskich plantatorów i osiedleńców, mających na t y m obsza¬
rze autonomię językową, gospodarczą i administracyjną, choć formalnie wyspa po¬
dlegała Francji. Ale to było już później, w artykułach i publicystyce drukowanej
w dalszych latach.
W 1921 r., w nr. 157 z 13 czerwca „Ilustrowany Kurier Codzienny" zamieszcza
krótką informację zatytułowaną Niemcy marzą o zwrocie kolonif, w której wyraża się
zaniepokojenie pogłoskami, jakoby w Berlinie miały się toczyć rokowania w sprawie
zwrotu N i e m c o m Kamerunu. Lecz jeszcze nie było to związane z polskimi aspirac¬
jami kolonialnymi. „IKC" przez cały okres swojego istnienia był antyniemiecki
i uczulał czytelników na niebezpieczeństwa zza zachodniej granicy (był zresztą
w równym stopniu antysowiecki, ostrzegał przed bolszewizmem) oraz dokumen¬
tował nieustannie niegodziwości polityki niemieckiej wymierzone w Polskę. W ko¬
lejnych zaś latach skrupulatnie odnotowywał wszelkie fakty, zdarzenia, plotki i spe¬
kulacje wiążące się z dążeniami Republiki Weimarskiej i następnie I I I Rzeszy do
odzyskania niegdysiejszych niemieckich kolonii. A to już wiązało się z polskimi as¬
piracjami kolonialnymi.
N i e m c y utraciły w wyniku I wojny światowej swoje kolonie. N i e zostały one jed¬
nak zajęte bezpośrednio przez zwycięskie mocarstwa, lecz przejęła je formalnie
Liga Narodów i jako mandaty Ligi Narodów zostały przekazane w zarząd Wielkiej
Brytanii, Francji i Belgii (mowa o interesujących nas tu posiadłościach afrykań¬
skich). Polska, jako członek Ententy, zaczęła się domagać swojego udziału w spra¬
wowaniu jakiegokolwiek mandatu, a przynajmniej wykrojenia dla Polski fragmentu
terytorium mandatowego z już istniejących. Roszczenia swoje uzasadniała przy¬
należnością części państwa (zabór pruski, Pomorze, Górny Śląsk) do cesarstwa nie­
mieckiego w okresie rozbiorów, przeto - argumentowano - miała w tych koloniach
swój udział z racji płacenia podatków przez Polaków, mieszkańców zaboru, do skarbu
państwa niemieckiego, służenia Polaków z tego terenu w oddziałach wojska i policji
kierowanych do kolonii, ponoszenia kosztów utrzymania tych kolonii. Oczekiwania
swoje określiła na 1/10 udziału w byłych koloniach niemieckich, co wynikało z prze¬
liczenia wielkości obszaru niegdyś należącego do Niemiec, obecnie polskiego, sta¬
nowiącego dziesiątą część byłego cesarstwa i podobnego odsetka ludności polskiej
w Niemczech przed 1918 r.
Zarazem była to dla rządów Rzeczypospolitej akcja antyniemiecka, mająca na
celu zablokowanie rewizjonistycznych zamiarów Berlina - chodziło o przeciwsta¬
wienie się niemieckim dążeniom do rewizji traktatów wersalskich dotyczącym nie
tylko spraw kolonialnych, lecz i kwestionowania przebiegu granicy polsko-niemiec¬
kiej, a to już było realnym zagrożeniem dla kraju. Sprawy kolonii były przez M S Z
8

C y t a t y z „IKC" przytaczam według p i s o w n i i gramatyki wówczas obowiązującej.

338

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera

Codziennego"

traktowane przeto instrumentalnie, jako część większej akcji przeciw niemieckim
próbom rewizji ustaleń wersalskich. Wszystkie te czynniki spowodowały baczne przy¬
patrywanie się przez „IKC" dążeniom Niemiec do odzyskania dawnych kolonii, do¬
kładne odnotowywanie roszczeń i informowanie o nich opinii publicznej. Kolejny
taki alarm, zatytułowany Niemieckie apetyty kolonialne, ukazał się w nr. 280 „IKC" z 11 paź¬
dziernika 1926 r.
Pierwszy tekst dotyczący już własnych aspiracji kolonialnych, formułowanych w kon­
tekście nie akcji antyniemieckiej, lecz polskich dążeń, pojawił się w „IKC" w 1928 r.
pt. Konieczność dalszej propagandy idei morskiej w Polsce (w nr. 293 z 22 października).
Zawierał on informację ze zjazdu Ligi Morskiej i Rzecznej w Katowicach . Poświę¬
cony był on umacnianiu Polski nad Bałtykiem i konieczności zwiększenia propagan­
dy dotyczącej spraw morskich w społeczeństwie, lecz zaczęły t u pobrzmiewać echa
aspiracji kolonialnych; morze jawiło się jako droga ekspansji gospodarczej Polski na
inne kontynenty, a wraz z ekspansją gospodarczą możliwa miała stać się ekspansją
kolonialna.
Niebawem ukazał się w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym" (nr 5 z 5 stycznia
1929 r.) artykuł wprost określający aspiracje kolonialne: Czy Polska ma prawo do zamor­
skich kolonij?, niepodpisany Czy to znaczy, że wyrażała się w nim opinia redakcji? Znak
zapytania w tytule ma charakter retoryczny. Z treści wynika, że naturalnie, Polska
ma prawo.
Warto zatrzymać się nad t y m artykułem, nie tylko dlatego, że po raz pierwszy
tak otwarcie padło sformułowanie o koloniach dla Polski. Również dlatego, że znaj¬
dujące się w nim argumenty będą, niekiedy z pewnymi modyfikacjami, powtarzały
się w dalszej publicystyce kolonialnej na łamach „IKC". Jest więc powoływanie się na
wspomniane już prawa historyczne - odwołanie się do Szolca-Rogozińskiego, przez
przypomnienie artykułu o nim w wymienionym wcześniej kalendarzu „IKC" z 1919 r.
Ze swojej strony autor (autorzy? redakcja?) przypomina, że „w swoim czasie flaga
polska powiewała także nad Madagaskarem" - a więc mamy odwołanie się także do
Beniowskiego , a następnie, że w 1931 r., w myśl postanowień traktatu wersalskiego,
przypada termin rewizji mandatów kolonialnych. Przeto aktualna staje się kwestia
uzyskania kolonii dla Polski (tzn. powierzenia jej mandatu nad którymś z terytoriów),
a dzieje wyprawy Rogozińskiego stanowić mogą nie tylko historyczny, lecz i praw¬
ny, co budzić może wątpliwości, punkt wyjścia do rokowań w sprawie uzyskania
9

10

9

Liga M o r s k a i Rzeczna została założona w 1923 r. W 1928 r. liczyła ponad 20 tysięcy członków

i 111 oddziałów. N a s w o i m I I I W a l n y m Z j e ź d z i e 2 5 - 2 7 października 1930 r. w G d y n i uchwaliła n o w y
statut i przyjęła nową nazwę: Liga M o r s k a i Kolonialna.
10

N i e ma żadnych świadectw, b y nad Madagaskarem powiewała polska flaga. Beniowski wywieszał

polską flagę na okręcie „Św. Piotr i Paweł", którym zbiegł z zesłania na Kamczatce i na którym
dożeglował d o M a k a u (czasem podaje się, że była t o flaga konfederacji barskiej). N a Madagaskarze
zaś wywieszał flagę własnego pomysłu, mającą świadczyć, że jest panem w y s p y nie zaś jej administra¬
t o r e m , i nie z ramienia Polski.

339

M a r e k A r p a d Kowalski

11

mandatu . Czas więc najwyższy, by podjąć (to apel do rządu) energiczne działa¬
nia.
W kolejnych numerach i latach wezwania takie są częste i formułowane bardzo
zdecydowanie. Autorzy zaś bardziej ostrożni wprawdzie zastanawiają się nad sen¬
sem posiadania kolonii przez Polskę, jednakże często w takich przypadkach postu¬
lują, by Polska miała wolny dostęp do surowców znajdujących się w posiadłościach
innych państw, a potrzebnych krajowi do rozwoju gospodarki (zwłaszcza przemy¬
słu, ale i rolnictwa), także piszą o potrzebie wolności emigracji (zniesieniu kwot
liczbowych imigrantów) dla chętnych do osiedlenia się w tropikach i konieczności
otoczenia osadników opieką państwa polskiego, wraz z utrzymaniem ich kontaktów
z krajem.
Można przyjąć zatem, że postulaty kolonialne pojawiają się w „Ilustrowanym
Kurierze Codziennym" w pełni z dużą częstotliwością po 1926 r. Początkowo sto­
sunkowo rzadko, lecz od 1929 r. nieustannie gościły na łamach pisma. Było to skut¬
kiem, jak można przypuszczać, wzmożenia akcji przez Ligę Morską i Rzeczną.
Częstsze pojawianie się owej problematyki w rocznikach 1935-1939 wynikało zaś
z przekształcenia się L M i R w Ligę Morską i Kolonialną, co obligowało organizację
do podjęcia akcji popularyzatorskiej.
Doszło zresztą do współpracy między „IKC" a Ligą Morską i Kolonialną. Na po­
czątku 1935 r. utworzony został nowy dodatek „IKC", „Kurier Morski i Kolonialny".
Można się zastanawiać, czy stało się tak na skutek odgórnych, rządowych sugestii.
Wydaje się jednak, że była to własna inicjatywa redakcji. W końcu tematyka poru¬
szała wyobraźnię czytelników, zaspokajała ich ambicje państwowe, dumę z osiąg¬
nięć Rzeczypospolitej, krzewiła poczucie mocarstwowości, zatem przyczyniała się
do zwiększenia popularności pisma. Po raz pierwszy „Kurier Morski i Kolonialny"
pojawił się w 1935 r., jako dodatek do nr. 42 (z 11 lutego):
W 15-tą r o c z n i c ę u r o c z y s t y c h zaślubin Polski z Bałtykiem, odzyskania przez odrodzoną
R z e c z p o s p o l i t ą d o s t ę p u d o m o r z a , o t w i e r a m y na łamach „Ilustrowanego K u r i e r a C o ­
d z i e n n e g o " n o w y stały d o d a t e k , p o ś w i ę c o n y p r o b l e m o m ekspansji m o r s k i e j państwa
p.t. „Kuryer M o r s k i i Kolonjalny". W ciągu t y c h lat 15-tu, k t ó r e dzielą nas o d pamiętne­
go dnia 10 lutego 1920, przezwyciężyliśmy n i e t y l k o o l b r z y m i e trudności, stworzyliśmy
z n i c z e g o własny wspaniały p o r t , własną marynarkę w o j e n n ą , naszą straż na Bałtyku,
własną flotę h a n d l o w ą - ale poza t e m dokonał się z a s a d n i c z y p r z e w r ó t w m e n t a l n o ś ­
ci s p o ł e c z e ń s t w a , k t ó r e dziś r o z u m i e w a ż n o ś ć d o s t ę p u d o m o r z a dla ż y c i a p a ń s t w o ­
w e g o i interesuje się ż y w o z a g a d n i e n i a m i z t e m związanemi. „Kuryer M o r s k i i K o l o njalny" b ę d z i e właśnie uważał za swe zadanie z a s p o k o j e n i e tego

zainteresowania

najszerszych w a r s t w ludności s p r a w a m i m o r s k i e m i i z a g a d n i e n i a m i k o l o n j a l n e m i .

11

W istocie na 1931 r. przypadał czas nie rewizji mandatów, lecz złożenia przez państwa zawia­

dujące sprawozdania z wykonywania na t y c h t e r y t o r i a c h czynności m a n d a t o w y c h . W propagandzie
prasowej nie zwracano uwagi na tę r ó ż n i c ę , dostrzegano zaś m o ż n o ś ć zintensyfikowania polskich
dążeń kolonialnych.

340

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

W t y m samym artykule wstępnym zarząd okręgu krakowskiego L M i K wyraża
podziękowanie za wydawanie owego dodatku:
A k c j a szerzenia w ś r ó d s z e r o k i c h sfer s p o ł e c z e ń s t w a polskiego, z r o z u m i e n i a dla s p r a w
m o r s k i c h i k o l o n j a l n y c h jest doniosłym c z y n e m o b y w a t e l s k i m , za k t ó r y R e d a k c j i „Ilu­
strowanego Kuryera C o d z i e n n e g o " [ . . . ] należy się serdeczna podzięka i w y r a z y uznania.

O d tego momentu wszelkie teksty dotyczące postulatów kolonialnych przenie­
sione zostały z zasadniczych stron pisma do dodatku. „Kurier Morski i Kolonialny".
Ukazywał się w „IKC" regularnie, zawsze w środy. Jednakże tylko do czerwca. W „IKC"
nr 168, z 1935 r. (19 czerwca) ukazał się nr 18 „Kuriera Morskiego i Kolonialnego",
po czym dodatek znikł, zaś sprawy kolonialne wracają na normalne, redakcyjne
i publicystyczne strony dziennika. Tak było już do końca, do września 1939 r.
Zniknięcie dodatku nie zostało wytłumaczone żadną notą ani oświadczeniem
redakcji. Można się zastanawiać, czy było to podyktowane kwestiami organizacyj¬
nymi (redakcyjnymi?) „Ilustrowanego Kuriera Codziennego" albo Ligi Morskiej
i Kolonialnej. Może i t y m , że „IKC" i wcześniej, i później dopuszczał na swoje łamy
artykuły kwestionujące sens posiadania przez Polskę kolonii, a przynajmniej wątpią¬
ce w ideę tzw. osadniczej kolonizacji (emigracji) zamorskiej w tropikach. Takie ar¬
tykuły były sprzeczne z ideami kolonizacyjnymi głoszonymi przez L M i K . Przyczyn
można szukać i w nieporozumieniach finansowych, a był już wcześniej taki prece¬
dens. O t o w 1931 r., kilka lat przed powołaniem dodatku „Kurier Morski i Kolonial­
ny", doszło do konfliktu między „IKC" a L M i K - Liga zażądała (wedle informacji re­
dakcji) pieniędzy od Kuriera za druk artykułu propagandowego (więcej: IKC 1935a,
s. 4), a redakcja odmówiła. Mógł i t y m razem zajść podobny konflikt.
Podane poniżej zestawienie rozmaitych tekstów dotyczących spraw kolonial¬
nych na łamach „IKC" zawiera te, które są samodzielnymi polskimi postulatami ko¬
lonialnymi. N i e zawsze były one wyrażane wprost, większość jednak formułowano
zdecydowanie: Kolcuje dźwignią rozwoju Polski (IKC 1929, nr 91, s. 8), Czy Polska „otrzy­
muje" w Afryce portugalską kolonję: Angolę? (IKC 1930, nr 94, s. 2), Czy Polska zdobędzie
kolonje zamorskie? (IKC 1932, nr 97, s. 3), Polska musi zdobyć się na odwagę własnej polity­
ki kolonjalnej (IKC 1933, nr 70. s. 3), Polska ma prawo do części kolonij niemieckich (IKC
1933, nr 114, s. 16), Dlaczego należą się nam kolonje (IKC 1935, nr 51, s. 21), Co nam może
dać Liberja (IKC 1935, nr 79, s. 23), Musimy rozpocząć walkę o kolonje dla Polski! (IKC
1936, nr 74, s. 3), Żądamy dla Polski kolonij (IKC 1936, nr 328, s. 7), Polska wobec wiel­
kiej batalji o nowy rozdział kolonij (IKC 1937, nr 334, s. 5), Cała Polska żąda kolonij (IKC
1938, nr 102, s. 5), Musimy dostać kolonje! (IKC 1939, nr 63, s. 15).
Przytoczone tytuły dobrze pokazują język, jakiego używała propaganda kolo¬
nialna, przynajmniej ta bardziej radykalna.
Okazją do przenoszenia postulatów kolonialnych na forum publiczne i dociera¬
nia z nimi do jak największych rzesz społeczeństwa były D n i Kolonialne, ustano341

M a r e k A r p a d Kowalski

wione przez Ligę Morską i Kolonialną, niezależnie od Święta Morza. Odnotowywał
je „Ilustrowany Kurier Codzienny". Po raz pierwszy odbyły się w listopadzie 1936 r.
Zostały zrelacjonowane pt. Zą&amy dla Polski kolonij (IKC 1936, nr 328). Lecz już
w następnym roku odbyły się 9 kwietnia, a w piśmie pojawił się tytuł: Cała Polska
żąda kolonij. Wielkie manifestacje w Warszawie i w całym kraju z okazji „Dni kolonjalnych"
(IKC 1938a, nr 102). D n i Kolonialne miały być świętem niezależnym zarówno od
rocznicy ustanowienia Polski nad Bałtykiem (10 lutego 1920 r.), jak i od Święta (od
1932 r. D n i ) Morza. Obchody D n i Kolonialnych w rozmaitych terminach w latach
1936-1938 tłumaczy się t y m , że szukano dla nich odrębnej daty w porach roku bar¬
dziej sprzyjających ulicznym manifestacjom i pochodom.
Publikowane były na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego" również arty¬
kuły podające w wątpliwość domaganie się kolonii dla Polski. Zazwyczaj bywały
formułowane ostrożnie i odwoływały się do argumentów klimatycznych i demogra­
ficznych. Ich autorzy sugerowali, że klimat tropikalny nie sprzyja masowemu osiedla¬
niu się białych na tych terenach, nie ma więc mowy o licznej kolonizacji; a taka była¬
by niezbędna, by realnie władać zamorskimi posiadłościami. Ponadto nim plantatorzy
czy osadnicy zaczną osiągać zyski, będą musieli szalenie dużo pracować w nie¬
sprzyjających warunkach, wyczerpujących siły organizmu, zatem lepiej kierować
emigrantów do państw „cywilizowanych", gdzie przybysze z Polski łatwiej dorobią
się majątku, a przynajmniej łatwiej osiągną godziwy poziom życia.
Druga grupa przeciwników obstawała przy tym, że kolonie będą wyciągały z kra¬
ju rzesze ludności, osłabiając przeto jego potencjał demograficzny, tak potrzebny
tu, na miejscu, w Polsce.
Niektóre teksty, oddalone od spraw kolonialnych, w istocie dotykały tego prob¬
lemu, chociaż w sposób nieco zaskakujący. O t o w sobotę 11 lutego 1939 r. w Teatrze
im. Juliusza Słowackiego w Krakowie odbyła się premiera sztuki (dramatach w trzech
aktach) Władysława Smólskiego Pieśń o Beniowskim (Narodziny Wodza). W „IKC"
(1939, nr 39) Zdzisław Jachimecki, recenzent teatralny dziennika, ostro skrytyko¬
wał tę sztukę. N i e chodziło t u o reżyserię, inscenizację czy grę aktorów, acz i do
tych elementów miał zastrzeżenia. Zarzucił przede wszystkim jej autorowi, że ten
bezkrytycznie dał wiarę we wszelkie opowieści Beniowskiego o sobie. A przecież
- pisał Jachimecki - Beniowski był łgarzem i ponosiła go fantazja. Chcąc nie chcąc,
krytyk podważał więc argumenty zwolenników postulatów kolonialnych, którzy
powoływali się na Beniowskiego i twierdzili, że jego obecność na Madagaskarze
daje podstawy historyczno-prawne, jak je określano, do ubiegania się o kolonie dla
Polski. Zwłaszcza że zwolennicy pozyskania chociażby części Madagaskaru po¬
czuli się zagrożeni nowymi odkryciami historycznymi dotyczącymi wyspy: „Coraz
więcej spadkobierców króla Madagaskaru. Brak tylko wśród nich spadkobierców
Beniowskiego" ( I K C 1939, nr 26); przy czym nie chodziło t u o konkretnych ewen¬
tualnych spadkobierców hrabiego Maurycego, mieli nimi być w ogóle Polacy, cały
naród jako rodzaj spadkobiercy zbiorowego.
342

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

Niezależnie od haseł i formułowanych tytułów do grupy otwartych postulatów
kolonialnych zaliczyć można i te wyrażane w tekstach, które nie określały sprawy
jednoznacznie. Na przykład relacje z wystąpień ministrów spraw zagranicznych
Augusta Zaleskiego, a następnie Józefa Becka przed komisjami Ligi Narodów czy
też Sejmu i Senatu RP wskazują, że domagano się dla Polski wolnego dostępu do
surowców lub też wyjaśniano parlamentarzystom założenia polityki zagranicznej.
Wystąpienia te dotyczyły zazwyczaj emigracji lub wspomnianego dostępu do
surowców. N i e padało w nich żądanie, a chociażby oczekiwanie kolonii dla Polski,
lecz bywały one opatrywane takimi tytułami przez redakcję i tak relacjonowane, by
czytelnik odniósł wrażenie podejmowanej przez polityków akcji kolonialnej.
Inne jeszcze teksty, których autorzy też nie domagali się kolonii wprost, tworzy¬
ły atmosferę, dzięki której czytelnik miał się zainteresować sprawą postulatów ko¬
lonialnych. Były to podróżnicze relacje, opisy rozmaitych obyczajów ludów Afryki,
ciekawostki z tamtych stron, relacje misjonarzy z ich pracy w krajach tropikalnych
czy wreszcie artykuły historyczne przypominające osiągnięcia polskich badaczy
i podróżników. Szczególną okazją stały się obchody 50-lecia wyprawy Stefana
Szolca-Rogozińskiego do Kamerunu, z wykorzystaniem Leopolda Janikowskiego,
jedynego żyjącego wówczas uczestnika wyprawy, dyrektora warszawskiego
Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, poprzednika obecnego Państwowego Muzeum
Etnograficznego (IKC 1932, nr 342, Mróz 1932).
D o tego typu tekstów można zaliczyć reportaże i wnioski z wystawy kolonialnej
w Paryżu w 1931 r., zamieszczane w „IKC" z 1931 r. w numerach: 108, 126, 128, 129, 197,
316, 321. Także niektóre wiadomości agencyjne, np. Śladami Livingstona pędzi dziś pociąg
od brzegów do brzegów Afryki (IKC 1931, nr 191), donosząca o otwarciu linii kolejowej od
Lobito w Angoli do Beira w Mozambiku, lub Samolotem z Francji na Madagaskar... w czte­
ry dni (IKC 1931, nr 353), o uruchomieniu połączenia lotniczego metropolii z kolonia­
mi. Doniesienia uspokajały, że kandydaci na osadników nie muszą obawiać się trudne­
go życia, gdyż i do Afryki dociera współczesna cywilizacja. Niektóre szły jeszcze da­
lej. Taki oto tytuł daje swojemu reportażowi inżynier Wiesław Kuake: I w czarnej stolicy
Somalisów nie jedzą ludzi na obiad. Pierwsze wrażenia z „dzikiej" Afryki (IKC 1933, nr 119).
Pojawiały się również teksty, których uwaga nie była zwrócona na obszary znaj¬
dujące się w polu polskich zainteresowań kolonialnych, lecz dotyczyły innych tery¬
toriów, nie w kontekście aspiracji kolonialnych, raczej zintensyfikowania wymiany
handlowej, chociaż też pośrednio zwracały uwagę czytelników ku aspiracjom kolo¬
nialnym Polski: Ludwik Tomanek, Egzotyczny kraj - egzotyczni ludzie. Polacy w ko­
loniach holenderskich (IKC 1937, nr 16) - reportaż z Indii Holenderskich, Andrzej
Krasicki, Cejlon, wyspa tysiąca cudów ( I K C 1937, nr 28), Peregrinus, Echa z dalekiego
Iranu. Dlaczego nas tu nie ma? Jak Polska pozostaje w tyle w wyścigu narodów (IKC 1938,
nr 7), Jedynej kolonji polskiej w Azji Mniejszej - Adampolowi - grozi zturczenie (IKC 1937,
nr 203) - t u motywem przewodnim było uchronienie od wynarodowienia p o t o m ­
ków osadników polskich w Turcji.
343

M a r e k A r p a d Kowalski

Inspiracją do niekoniecznie bezpośredniego propagowania akcji kolonialnych
były różne wydarzenia. I tak redakcja zamieściła nekrolog generała Gustawa Orlicz-Dreszera (IKC 1936, nr 198), następnie tekst Ludwika Rubla, Złamane orle skrzydła
(IKC 1936, nr 199), będący wspomnieniem o generale - prezesie zarządu głównego
Ligi Morskiej i Kolonialnej - który zginął w katastrofie lotniczej nad Bałtykiem
w Orłowie, w pobliżu Gdyni; zaś w nr. 202 z tego roku redakcja publikuje „Tak dalej
być nie może". Ostrzegawcza mowa śp. Qen. Dreszera - obszerne fragmenty przemówienia
wygłoszonego na zjeździe Ligi Morskiej i Kolonialnej. W żadnym z tych tekstów nie
pada słowo o konieczności zdobywania kolonii dla Polski, lecz kontekst obu wydaje
się oczywisty: trzeba podjąć ekspansję gospodarczą - oto testament generała.
„Ilustrowany Kurier Codzienny" w sprawach kolonialnych odwoływał się rów¬
nież do autorytetów naukowych. Nazwiska autorów opatrywał, gdy tylko istniała
taka możliwość, tytułami naukowymi: doktor, docent, profesor, i podawał miejsce
ich pracy: Uniwersytet Jagielloński, Lwowski, Warszawski (Józefa Piłsudskiego);
zresztą zabiegał o obecność tych autorów na swoich łamach. Informował także
o obejmowaniu patronatem akademickim spraw kolonialnych . Zamieszczano arty¬
kuły i reportaże z posiadłości brytyjskich, francuskich, włoskich, niemające związ¬
ku z polskimi postulatami kolonialnymi, jednak z uznaniem wypowiadające się o ad­
ministracji tych państw w ich terytoriach zamorskich, podkreślające wagę władania
owymi posiadłościami dla mocarstwowego znaczenia metropolii.
„Ilustrowany Kurier Codzienny" skrupulatnie też śledził wojnę włosko-abisyńską 1935-1936. Zrazu w tonie powściągliwym, bez wyraźnego angażowania się po
którejkolwiek ze stron konfliktu, a po upadku Etiopii i zawładnięciu nią przez Wło¬
chy z pewną sympatią dla Włoch, jako państwa, które radykalnie i samodzielnie
podjęło swoją inicjatywę kolonialną, mimo co najmniej powściągliwości wielu
znaczących mocarstw (Francja, Wielka Brytania). Relacje z tej wojny wynikały nie
tylko z tego, że - co oczywiste - było to wydarzenie na miarę światową, więc każda
licząca się gazeta musiała śledzić uważnie ów konflikt, lecz i z tego, że postępowanie
Włoch mogło służyć jako wzór dla Polski: nie tylko werbalne domaganie się kolonii
w publicystyce czy w zawoalowanych wystąpieniach polityków na forum Ligi Na¬
rodów, lecz zdecydowane przedsięwzięcie. Interesujące, na ile akcja W ł o c h miała
wpływ na tzw. sprawę Liberii i poczynania Polski, a właściwie Ligi Morskiej i Kolo12

12

Korespondent dziennika dotarł w L o n d y n i e do znanego dobrze już wówczas w kraju Bronisława

Malinowskiego, który powiedział: „Zdaniem m o j e m etnografja p o w i n n a dawać p o d s t a w y naukowe d o
skomplikowanej p o l i t y k i i sztuki kolonizacyjnej". Dalej pytany o możliwości emigracyjne d o domi¬
niów b r y t y j s k i c h odpowiedział m.in.: „Gdyby się Australijczycy z g o d z i l i na znaczne zwiększenie i m i ­
gracji europejskiej, t o chłopi polscy okazaliby się d o b r y m i kolonistami" ( I K C 1938, nr 78). Pojawia się
także w piśmie informacja o powołaniu S t u d i u m M e d y c y n y i H i g i e n y Tropikalnej p r z y W y d z i a l e
Lekarskim U J , z zapowiedzią, że w następnym r o k u akademickim s t u d i u m t o ma stać się częścią
składową Międzywydziałowego Studium Kolonialnego UJ, z wykładami z zakresu geografii, filologii (na¬
uczanie języków afrykańskich), etnologii, botaniki oraz kursu rolnictwa tropikalnego ( I K C 1939, nr 61).

344

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

nialnej w t y m kraju ( I K C 1934, Gadomski 1935, IKC 1935b, Oszelda 1936, IKC
1937).
Polskie postulaty kolonialne wysuwane były przez L M i K (wcześniej zaczynała to
czynić jej poprzedniczka, Liga Morska i Rzeczna) lub ośrodki zainteresowane akcją
kolonialną: pozarządowe, społeczne, półoficjalne, formalnie niezwiązane z władzami
państwa. Jeśli jednak w publicystyce pojawiały się nazwy instytucji rządowych lub
nazwiska osób piastujących stanowiska rządowe, teksty tego rodzaju były wezwa¬
niem pod adresem władz, by te oficjalnie i energicznie domagały się na forum mię¬
dzynarodowym kolonii dla Polski, a na forum wewnętrznym, by jasno i otwarcie sta­
wiały sprawę, jako żywotną i ważną dla kraju i obywateli. Była to forma publicystycz¬
nego nacisku.
Pismo zasadniczo jednak przestrzegało zasad, by nie wikłać oficjalnych władz
w kwestie kolonialne. Wypowiadało się na temat postulatów kolonialnych w artyku¬
łach (reportażach, publicystyce) osób zainteresowanych tematem, w zagranicznych
doniesieniach agencyjnych oraz depeszach swoich korespondentów krajowych
i zagranicznych, wreszcie w publikacjach autorów związanych z Ligą Morską i Ko¬
lonialną czy też innego typu organizacjami i stowarzyszeniami zainteresowanymi
pozyskaniem dla Polski posiadłości zamorskich. Można sądzić, że w t y m ostatnim
przypadku teksty, chociaż autorskie, były inspirowane przez owe organizacje i przez
nie kierowane do druku na łamach „IKC".
Należy dodać, że w dzienniku były publikowane teksty nie tylko za podjęciem
przez Polskę akcji kolonialnej, lecz i przeciwne jej. Te ostatnie znacznie skromniej
reprezentowane, jednak i takie były. Można domniemywać, że poza celami czysto
dziennikarskimi (nic tak nie ożywia pisma, jak polemika na jego łamach), świadczyć
miały o obiektywizmie „Ilustrowanego Kuriera Codziennego" dopuszczającego na
swoje strony zarówno teksty domagające się kolonii, jak i przeciwne takim postula¬
tom. Nawiasem mówiąc, taka polityka redakcyjna również przyczyniała się do zwięk¬
szenia poczytności i popularności dziennika. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwni¬
cy postulatów kolonialnych znajdowali w piśmie potwierdzenie swoich poglądów.
Jednak - jak już zostało powiedziane - publikacji kolonialnych było znacznie
więcej. Poza t y m „Ilustrowany Kurier Codzienny" zamieszczał sprawozdania z D n i
Kolonialnych. Można powiedzieć, że był to zwykły obowiązek dziennika, by infor¬
mować o wszelkich wydarzeniach w kraju. Ale nie wszystkie tego rodzaju imprezy
były odnotowywane na łamach pisma, opisywano przede wszystkim te, które redak¬
cja uważała za istotne. D n i Kolonialne były pomyślane jako powszechna propaganda
idei kolonialnej. W pierwszych relacjach z 1936 r. kładziono nacisk na sprawy pozy­
skiwania surowców: „kolonie dostarczają surowców dla przemysłu, równocześnie
zaś są rynkiem dla fabrykatów przemysłowych. [ . . . ] import surowców kolonialnych
stale wzrasta, [ . . . ] w imporcie surowców kolonialnych silnie zwiększa się udział kon¬
tynentu afrykańskiego", wraz ze statystycznymi wyliczeniami eksportu i i m p o r t u
owych surowców (włókiennicze, tłuszcze roślinne, kauczuk, ziarno kakaowe, nasiona
345

M a r e k A r p a d Kowalski

oleiste, sizal, rudy żelaza i miedź), by dopiero skończyć stwierdzeniem, że „handel
zagraniczny bowiem wiążąc ze sobą pewne terytoria może doprowadzić do uzależ­
nienia ekonomicznego i politycznego terenów surowcowych od państwa polskiego"
(IKC 1936, nr 328). Relacje z D n i Kolonialnych w 1938 r. miały inny charakter.
Argumentowano nie statystyką (acz i ta jest widoczna), lecz przede wszystkim po¬
wszechnością domagania się kolonii przez społeczeństwo. Wyliczano, w ilu mias¬
tach odbyły się demonstracje, wiece i przemarsze pod hasłem pozyskania kolonii
dla kraju, ile osób brało udział w tych imprezach, kto brał w nich udział. Wymienione
są m.in. Warszawa, Kraków i Poznań (liczne akademie, wiece, manifestacje), Lublin
(20 tysięcy osób), Radom (10 tysięcy), Łódź, Łuck, Kielce, Tarnów, Chorzów, ale
także mniejsze miejscowości: Szczuczyn, Suwałki, Łomża, Grajewo, Ostrołęka. Po¬
dawano, że w wielu miastach robotnicy zakładów przemysłowych gremialnie zgła¬
szali swój akces do Ligi Morskiej i Kolonialnej (pytanie, na ile było to postępowanie
realne, na ile zaś spowodowane odgórnymi naciskami, by zapisywać się do L M i K ) .
Ogólna liczba uczestników tych manifestacji określona została na co najmniej 10 mi¬
lionów, a w każdej relacji powtarzano, że w owych imprezach brali udział masowo
robotnicy rzemieślnicy, chłopi, drobni kupcy (IKC 1938a, nr 102).
D n i Kolonialne były więc okazją, by upowszechnić tę ideę w całym społeczeń¬
stwie, by z postulatami kolonialnymi dotrzeć do małych miejscowości oraz do wsi,
do szkół, do wszystkich warstw ludności. Wielką wagę przywiązywano do szkół
wiejskich - ich nauczyciele mieli być w środowisku wiejskim popularyzatorami idei
kolonialnej. Chodziło o to, by idea ta nie ograniczała się tylko do dużych miast. Te¬
go rodzaju relacje, jak zamieszczane w „IKC", przekonywały zapewne, że jest to rze¬
czywiście akcja masowa, popierana przez całe społeczeństwo.
„Ilustrowany Kurier Codzienny" zdecydowanie zaangażował się w popularyza¬
cję polskich postulatów kolonialnych. Świadczyć może o t y m zarówno duża liczba
publikacji na ten temat, jak i dobór ich autorów - znanych powszechnie pisarzy, dzien­
nikarzy i naukowców, a wreszcie takie relacje, jak te z obchodów D n i Kolonialnych.
Świadczyć o t y m może także różnorodność formalna tekstów: publicystyka postulatywna, publicystyka przywołująca rzeczywiste lub domniemane przykłady histo¬
ryczne o polskich zdobywcach zamorskich, reportaże z Afryki i Ameryki Południo¬
wej, artykuły o życiu polskich plantatorów i osadników w tropikach (Angola, L i b e ­
ria, Brazylia, Argentyna, Peru), rozważania nad klimatem, gospodarką i obyczajami
miejscowymi rozmaitych terenów (Angola, Kamerun, Liberia, Madagaskar, państwa
Ameryki Południowej) oraz nad możliwościami emigracji do tych krajów, rozmowy
z działaczami kolonialnymi, ale także z plantatorami czy osadnikami żyjącymi czas
jakiś już na tych terenach, rozmowy z naukowcami - lekarzami specjalistami od me¬
dycyny tropikalnej, klimatologami, geografami, historykami, geologami, ekonomis¬
tami, specjalistami od rolnictwa, handlu, przemysłu, wszelkich innych dziedzin.
Ważne jest, co zostało wcześniej podniesione, że dziennik nie stronił od sensa¬
cji, ale jednocześnie nie uchylał się od publikowania poważnych tekstów. Obie te
346

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

konwencje - sensacyjna i poważna - były stosowane przy publikacji artykułów
0 sprawach kolonii. Goszczący na łamach pisma naukowcy zapewniali swoim auto¬
rytetem powagę sprawy. Te teksty skierowane były do wyrobionych czytelników.
Mniej wyrobieni mogli znaleźć rozmaite ciekawostki czy sensację w reportażach,
opowieściach plantatorów, przedrukach z pism zagranicznych mówiących o świę¬
tych wężach, ludożerstwie albo dziwacznych obyczajach plemion afrykańskich,
a wreszcie w powieściach drukowanych w odcinkach (np. Haszysz Czarnego Lądu
Antoniego Dębczyńskiego czy powieści-reportaże Arkadego Fiedlera).
Trzeba zauważyć, że w publicystyce „IKC" (a także innych pism popularnych)
kolonie stały się synonimem tropików. Zapewne dlatego, że te obszary uznawano za
możliwe do skolonizowania. Inne, ze względów gospodarczych i klimatycznych, nie
nadawały się do tego, by kierować tam osadników i plantatorów i zapewniać i m
własne gospodarstwa (wśród kolonii formalnie była wymieniana Grenlandia, należą¬
ca do Danii, lecz to terytorium określano jako kawał lodu z garścią Eskimosów). Po¬
nadto obszary północne należały już do innych państw jako ich części, a do tro¬
pików, jak mniemano, można było jakoś „wcisnąć się" i zapewnić tam ewentualnym
osadnikom względnie godziwe warunki bytu, w nieokreślonej zaś przyszłości tere¬
ny zajęte przez osadników-emigrantów mogłyby stać się polskimi koloniami.
Całe to bogactwo form dziennikarskich stosowanych do upowszechniania po¬
stulatów kolonialnych na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego", różnorodność
autorów oraz przywoływanych argumentów, wreszcie liczba tekstów poświęconych
zagadnieniu - wszystko to zdaje się przekonywać, że „IKC" należał do czołowych
pism propagujących ideę kolonialną w Polsce. Naturalnie istniały wyspecjalizowane
w zagadnieniu pisma, np. naukowy „Kwartalnik Instytutu Naukowego do Badań Emi­
gracji i Kolonizacji" (od 1930 r. „Kwartalnik Naukowego Instytutu Emigracyjnego
1 Kolonialnego") czy bardziej popularne „Morze". Jednak „Ilustrowany Kurier Co¬
dzienny" był - chociażby jako wysokonakładowy i dobrze dystrybuowany dziennik
- pismem rzeczywiście popularnym i poczytnym, docierającym do wielkiej masy
odbiorców. Z racji swojej formuły postulaty kolonialne często obecne na jego łamach
mogły zainteresować sprawą kolonialną ogromną część społeczeństwa. „IKC" bo¬
wiem nie tylko opisywał omawianą kwestię, ale i ją popularyzował.

Bibliografia
Białas T.
1983

Liga Morska i Kolonialna 1930-1939, Gdańsk

Dębczyński A.
1935
Haszysz Czarnego Lądu, Warszawa
347

Marek Arpad

Kowalski

Gadomski A.
1935

Co nam może dać Liberja, „Ilustrowany Kurier Codzienny", nr 79

Garlicki A .
1969

Problemy kolonialne w opinii MSZ w 1936 r, w: Naród i państwo: prace ofiarowane Hen­
rykowi Jabłońskiemu w sześćdziesiąte urodziny, red. Tadeusz Cieślak, Warszawa
Fiedler A.
1935
Ryby śpiewają w Ukajali, Warszawa
1939
Jutro na Madagaskar, Warszawa
Maślanka J. (red.)
1976
Encyklopedia wiedzy o prasie, Wrocław
IKC
1918-1939 „Ilustrowany Kurier Codzienny", Kraków
1939
Kraków ogniskiem studjów kolonialnych, nr 61
1938a Cała Polska żąda kolonij, nr 102
1938b Chłop polski jest doskonałym kolonistą, nr 78
1937
Legenda o „polskim Lawrence, nr 4
1936
Żądamy dla Polski kolonij, nr 328
1935a Propaganda Pomorza - Liga Morska i Kolonialna i odgłos artykułu IKC, nr 211
1935b O co bije się biała ludzkość w Lidze Narodów, nr 262
1934
Umowa kolonizacyjna między Polską a Liberią, nr 330
1932

50-lecie wyprawy polskiej do Kamerunu. Uroczysta akademia w Warszawie, nr 342

Lepecki M .
1986
Maurycy August hrabia Beniowski, zdobywca Madagaskaru, Warszawa
Łojek J., Myśliński J., Władyka W
1988
Dzieje prasy polskiej, Warszawa
Łossowski P.
2001

Dyplomacja polska 1918-1939, Warszawa

Makarczyk J.
1936

Liberia, Liberyjczyk, Liberyjka, Warszawa

Mróz S.
1932

50-lecie „Polskiego Kamerunu", „Ilustrowany Kurier Codzienny", nr 349

Nadolska-Styczyńska A.
2005

Ludy zamorskich lądów. Kultury pozaeuropejskie a działalność popularyzatorska Ligi
Morskiej i Kolonialnej, Wrocław
Oszelda W.
1936
Włochy i Polska - dwa najbardziej przeludnione kraje Europy. O męskie i stanowcze
348

Polskie p o s t u l a t y k o l o n i a l n e na ł a m a c h „ I l u s t r o w a n e g o Kuriera C o d z i e n n e g o "

wystąpienia Polski w sprawie emigracyjnej i kolonjalnej, „Ilustrowany Kurier
Codzienny", nr 20
Pawłowski S.
1936

Domagajmy się kolonii zamorskich dla Polski, Warszawa

Sokopp E . M .
1997

Pisane na kolanie. Pamiętnik bez patosu 1914-1997, Warszawa

Szumańska-Grossowa H .
1967

Podróże Stefana Szolca-Rogozińskiego, Warszawa

Tomanek L .
1937

Egzotyczny kraj - egzotyczni ludzie. Polacy w koloniach holenderskich, „Ilustrowa¬
ny Kurier Codzienny", nr 16
Tomaszewski J., Landau Z .
2005
Polska w Europie i świecie 1918-1939, Warszawa
Władyka W.
1988

Prasa Drugiej Rzeczypospolitej, w: Dzieje prasy polskiej, Warszawa

Załęcki G.
1930a
1930b

O kolonialno-polityczną kulturę mas polskich, Warszawa
Korzyści posiadania własnych kolonij politycznych, „Kwartalnik Naukowego In¬
stytutu Emigracyjnego i Kolonialnego", t. 1
Ząbek M .
2007 Biali i Czarni. Postawy Polaków wobec Afryki i Afrykanów, Warszawa

349

Kamila Baraniecka-Olszewska
Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i PAN

Męka Pańska symbolicznie czy dosłownie?
Dwa typy współczesnej wrażliwości religijnej

P r z e ż y w a n i e Pasji
Pisząc o współczesnej polskiej religijności, stajemy przed koniecznością zrewido­
wania pojęć i przekonań wykorzystywanych we wcześniejszych rozważaniach na
ten temat, zwłaszcza na temat religijności ludowej. Kariera terminu, mimo jego roz­
licznych wad z lubością wytykanych przez kolejnych badaczy wcale się nie zakoń­
czyła i choć może nie nabiera już rozpędu, wciąż stykamy się z tekstami, które sta­
nowią świadectwo wiary w możliwości redefinicji, odświeżenia i powtórnego zasto­
sowania pojęcia religijności ludowej (por. Bukraba-Rylska 2008, s. 30). Kariera nie
kończy się też w takim sensie, że ta kategoria pozostaje głównym, jeśli nie jedynym,
punktem odniesienia w tekstach o polskiej religijności. Mój artykuł nie będzie t u
wyjątkiem. Lecz zamiast walczyć z demonami przeszłości, a autorom tekstów po¬
święconych religijności ludowej wytykać niewłaściwe podejście do omawianych za¬
gadnień, mam zamiar skorzystać z luki, jaką stworzyły pozostawione przez nich opi¬
sy, i w pewnym stopniu ją wypełnić.
Mam na myśli lukę, na którą wskazuje Magda Zowczak:
C h o c i a ż istnieją e t n o g r a f i c z n e d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e

świadectwa g ł ę b o k i e g o p r z e ­

żywania Pasji w religijności l u d o w e j , a w s z t u c e l u d o w e j o d p o w i a d a i m p o p u l a r n o ś ć
i b o g a c t w o p r z e d s t a w i e ń pasyjnych, b a d a c z e religijności l u d o w e j nie

poświęcili

s z c z e g ó l n e j u w a g i t e m u a s p e k t o w i ( Z o w c z a k 2 0 0 8 , s. 3 3 ) .

Zdaniem autorki brak zainteresowania t y m tematem wynika z przekonania autorów
zajmujących się religijnością ludową o braku mistycyzmu w t y m rodzaju religijnoś­
ci, jak też z podkreślania w niej aspektu magicznego oraz pragmatycznego, podczas
gdy „głębokie przeżywanie Pasji" było znakiem szczególnej wrażliwości religijnej
(Zowczak 2008, s. 32-33).
Informacje o roli Pasji i praktykach z nią związanych w dawniejszej religijności
znajdujemy tylko w kilku akapitach rozrzuconych po różnych tekstach zawierają-

350

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

cych opisy które możemy potraktować jako etnograficzne. Jedno z barwniejszych
przedstawień zwyczajów wielkanocnych zostawił nam Jędrzej Kitowicz. Opisał nie
tylko nabożeństwa związane z okresem wielkanocnym, ale także pełne ekspresji i po­
święcenia zachowania kapników umartwiających się postem, biczowaniem czy nie­
sieniem ciężkiego krzyża w wielkopiątkowej procesji (Kitowicz 2003, s. 43-54). Już te
kilka stron opowiadających o zachowaniach wielkanocnych informuje nas, że prze¬
żywaniu męki Chrystusa towarzyszyła szczególnie głęboka pobożność . W z m i a n ­
ka o przeżywaniu Pasji pojawia się także u Stefana Czarnowskiego. Choć zasadniczo
odmawiał on religijności ludowej głębi i refleksyjności, dostrzegł szczególny charak¬
ter pielgrzymek na kalwarie.
1

2

G o r l i w o ś ć zaś, z jaką l u d p o l s k i p i e l g r z y m u j e d o k a l w a r i i , ś w i a d c z y o t y m , jak b a r d z o
o d p o w i a d a mu t o u z m y s ł o w i e n i e t a j e m n i c y M ę k i , O d k u p i e n i a i Z m a r t w y c h w s t a n i a ,
tak jak z a c h o w a n i e się jego w czasie w ę d r ó w k i o d stacji d o stacji oraz n a s t ę p n e w y ­
p o w i e d z i u c z e s t n i k ó w p i e l g r z y m e k pozwalają stwierdzić, ż e p r z e ż y c i a i c h są nie t y l k o
g ł ę b o k i e , ale ż e nie o d r ó ż n i a j ą i c h o n i o d p r z e ż y ć , k t ó r y c h b y d o z n a w a ć musiał r z e ­
c z y w i s t y w i d z M ę k i Pańskiej, t o w a r z y s z h i s t o r y c z n e j w ę d r ó w k i Jezusa o d W i e c z e r ­
nika, p o p r z e z G ó r ę Oliwną, więzienie, sądy aż na G o l g o t ę i d o Ś w i ę t e g o G r o b u
( C z a r n o w s k i 1958, s. 9 3 ) .

W owym nieodróżnianiu doświadczeń własnych od przeżyć rzeczywistych
świadków męki Chrystusa Czarnowski dostrzega ułomność chłopskiej religijności,
1

K a p n i c y - nazywani tak o d swojego stroju - t o o s o b y zrzeszone w bractwach religijnych lub p o ­

zostające poza n i m i , oddające się szczególnego rodzaju p r a k t y k o m religijnym, np. biczowaniu, posz­
czeniu, z okazji świąt bądź w ramach pokuty. C z ę s t o t e ż uczestniczyli w procesjach religijnych.
2

„Kładli się wszyscy krzyżem i poleżawszy tak d o p e w n y c h słów w śpiewaniu kościelnym nad­

chodzących, za takimże znakiem o d marszałka danym p o d n o s i l i się na kolana i zawinąwszy kaptura
z pleców na ramię - biczowali się w gołe plecy dyscyplinami r z e m i e n n y m i albo nicianymi, w powrózki
kręte splecionymi. N i e k t ó r z y końce d y s c y p l i n r z e m i e n n y c h przypiekali w ogniu dla dodania większej
twardości albo szpilki zakrzywione w d y s c y p l i n y niciane i rzemienne zakładali, ażeby lepiej ciało swo­
je wychłostali, które czasem t a k o w y m ćwiczeniem, silno przykładanym, aż d o żywego mięsa i szkar­
łatów wiszących sobie szarpali, brocząc krwią suknię, kapę i pawiment kościelny. [...] N i e ze wszyst¬
k i c h kościołów, ale z niektórych tylko, procesyja kapników - o p r ó c z krzyża z w i z e r u n k i e m Chry¬
stusowym na czele procesyi niesionego, miewała drugi krzyż w i e l k i , grubości belki, z tarcic spajanych
dla letkości zrobiony, który w pośrodku kapników dźwigał jeden kapnik, idąc nie wyprostowany, ale
w pół człeka p o c h y l o n y tak, jak nam malarze wystawują Chrystusa krzyż na Kalwaryją niosącego. D l a ­
tego p o d ten krzyż dobierali chłopa mocnego. Miał na głowie, c z y l i raczej na czapce kapturem p r z y ­
k r y t e j , koronę cierniową, łańcuch długi i g r u b y przez ramię p o d pachę przepasany koniec krzyża uno¬
sił za n i m i n n y kapnik, wyrażający Cyreneusza, a dwaj kapnicy d o b y t e pałasze niosący na ramieniu
oznaczali żołnierzów, na Kalwaryją Chrystusa prowadzących, z których jeden trzymał w r ę c e koniec
łańcucha. W y o b r a ż a j ą c y Chrystusa kapnik udawał także Jego p o d krzyżem upadania, a na ten czas je¬
den żołnierz targając łańcuchem i bijąc n i m o krzyż, czynił duży łoskot, d r u g i uderzając płazem p o
krzyżu i po plecach l e k k i m i razami nosiciela krzyża, wołał na niego głosem donośnym: postępuj Jezu!
Wtenczas nosiciel, w samej rzeczy pochyłym c h o d e m znużony, odpocząwszy nieco powstawał i dal­
szą drogę, czyli procesyją, kończył" ( K i t o w i c z 2003, s. 4 6 - 4 9 ) .

351

K a m i l a Baraniecka-Olszewska

3

ja będę jednak chciała pokazać, że w t y m właśnie tkwić mogło jej bogactwo . Po­
wyższy fragment z tekstu Czarnowskiego cytuje też w swoim artykule na temat re­
ligijności ludowej Ryszard Tomicki. Ponadto zamieszcza on informację, że podczas
pielgrzymek na kalwarie i odprawiania drogi krzyżowej pątnicy powszechnie d o ­
datkowo (ponad trud samej pielgrzymki) udręczali swe ciała. Wkładali na głowy
wieńce uwite z ciernistych gałązek, a kieszenie wypełniali kamieniami i tak obciąże­
ni wchodzili na górę ukrzyżowania (Tomicki 1981, s. 55). Czarnowski dopatrzyłby
się zapewne w tego rodzaju zachowaniu szczególnego pragmatyzmu - przez zwięk¬
szenie ofiary pielgrzym zwiększał prawdopodobieństwo, że jego prośba zostanie
wysłuchana. W moim przekonaniu jednak podobne zachowania wynikają nie tylko
ze swojego rodzaju wymiany z Bogiem, ale również z konkretnego typu wrażliwości
religijnej.
Zawarte w wymienionych, klasycznych już tekstach informacje na temat prze¬
żywania męki Pańskiej są skąpe, lecz wystarczają, by wyobrazić sobie, że doświad¬
czanie Pasji mogło być niezwykle głębokie, a co więcej, towarzyszyć mu mogła za¬
duma nad losem zarówno Chrystusa, jak i nad własnym. Wierni rozpamiętywali ży¬
wot Jezusa, ofiarowali mu swój trud, by choć w ten sposób towarzyszyć mu na dro¬
dze krzyżowej, płakali nad jego losem, a mistyczne uniesienia, tak wypatrywane
przez badaczy w religijności ludowej, nie są przecież jedynym świadectwem głębi
przeżycia. Towarzyszące opisywanym praktykom emocje mogły równie silnie zbli­
żać do Boga.
Być może ze względu na wyjątkowo emocjonalny charakter przeżyć związanych
z upamiętnianiem męki Chrystusa badacze religijności ludowej pominęli ten temat.
Ich zabieg wydaje się jednak niezrozumiały. Wszak męka Chrystusa, odkupienie
i zmartwychwstanie to wydarzenia podstawowe, a nawet założycielskie dla chrześ¬
cijaństwa. Poświęcenie szczególnej uwagi t y m rozdziałom z historii życia Zbawi¬
ciela już od średniowiecza stanowiło element zalecanego modelu religijności. Pisane
wówczas podręczniki medytacji nakazywały rozpamiętywanie męki i wręcz wczuwanie się w sytuację Chrystusa (por. Freedberg 2005, s. 170-176). W t e d y też zro­
dził się ruch devotio moderna, a na jego fali powstał postulat naśladowania Chrystusa.
Dobroć, cierpliwość, wytrwałość Zbawiciela miały być wartościami obecnymi w ży­
ciu każdego wiernego. Jak zaznacza David Freedberg, niepoślednią rolę w podob­
nych medytacjach czy uczynieniu z Chrystusa wzoru do naśladowania odegrały wi¬
zerunki przedstawiające mękę.
Staje się nam bliższy [ C h r y s t u s ] i łatwiej jest nam k s z t a ł t o w a ć nasze ż y c i e na w z ó r
jego życia i życia jego świętych, k i e d y z n i m c i e r p i m y - a najlepiej r o b i ć t o za p o m o c ą

3

Inaczej do nieodróżniania znaczącego i znaczonego p o d c h o d z i Joanna Tokarska-Bakir. Wykazuje

ona, że jest t o jedna z podstawowych cech opisywanej przez nią religijności t y p u ludowego, a co więcej,
przeciwnie d o Czarnowskiego, waloryzuje t e n proces p o z y t y w n i e (Tokarska-Bakir 2000, s. 5 3 - 5 7 ) .

352

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

wizerunków. D o c h o d z i m y d o w s p ó ł o d c z u w a n i a , k o n c e n t r u j ą c się na w i z e r u n k a c h
C h r y s t u s a i jego ś w i ę t y c h oraz na i c h c i e r p i e n i u ( F r e e d b e r g 2 0 0 5 , s. 166).

U podłoża medytacji leżała zatem empatia rozbudzana przez wizerunki. Tym sa¬
mym aspekt wizualny był od początku wpisany w kult pasyjny. Dziś przypominają
nam o t y m rozliczne przestawienia męki Chrystusa - krucyfiksy, obrazy rzeźby itp.
Wystarczy przyjrzeć się krajobrazowi Polski, by dostrzec, że Pasja w badaniach nad
współczesną religijnością nie może pozostać białą plamą.

W s p ó ł c z e s n a w r a ż l i w o ś ć pasyjna
Przeżywanie Pasji nie jest cechą jedynie dawnej religijności. C h o ć możemy odnieść
wrażenie, że obecne w krajobrazie wsi i miast krzyże czy kaplice na tyle spowszed¬
niały, iż nikt, patrząc na nie, nie przywołuje w myślach obrazów męki Chrystusa,
rola Pasji we współczesnej religijności pozostaje niezwykle żywym tematem. Jak
pisze Z o w c z a k :
W i e l e c e c h i p r a k t y k p r z y p i s y w a n y c h m o d e l o w o religijności l u d o w e j w s p ó ł c z e ś n i e
jeszcze b a r d z i e j się u m o c n i ł o , a p i e l g r z y m k i , m i s t e r i a i k u l t o b r a z ó w c i e s z ą się
nieustającą p o p u l a r n o ś c i ą ( Z o w c z a k 2 0 0 8 , s. 4 1 ) .

Rzeczywiście, pielgrzymki, zwłaszcza te na kalwarie, stanowią jeden z elementów
dzisiejszego kultu męki Pańskiej. Wpisują się w niego także wszystkie nabożeństwa
upamiętniające wydarzenia z ostatnich dni życia Chrystusa - gorzkie żale, droga
krzyżowa, także rekolekcje wielkopostne, liturgia Niedzieli Palmowej. Coraz więk¬
szą popularnością cieszą się też w Polsce misteria męki Pańskiej wystawiane w sank¬
tuariach, klasztorach i kościołach. Współczesność rządzi się swoimi prawami, więc
wśród wymienionych zjawisk składających się na obraz dzisiejszego kultu męki
Pańskiej nie może zabraknąć też filmów prezentujących i interpretujących całość
Pasji, jej wybrane fragmenty bądź losy konkretnych postaci.
By przedstawić znaczenie kultu męki Pańskiej we współczesnej religijności, po­
stanowiłam wykorzystać pojęcie „wrażliwości pasyjnej". Inspirowana tekstem A n ­
drzeja H e m k i i Jacka Olędzkiego zamierzam przedstawić szczegółowe ujęcie wraż­
liwości religijnej (Hemka, Olędzki 1990). O n i skupili się na „wrażliwości mirakularnej", owej potrzebie cudowności towarzyszącej życiu religijnemu. M i m o że
wrażliwość pasyjna niejednokrotnie wkracza na teren zarezerwowany dla mirakularnej, jest nakierowana na inne treści. Tym, co wyróżnia wrażliwość pasyjną, jest
określony stosunek do ostatnich scen z życia Chrystusa oraz ich znaczenie dla wier­
nych. Wrażliwość pasyjna zakłada pewien stopień zaangażowania w kult męki Pań­
skiej, nie tylko powierzchowne z nim zetknięcie. W historii prezentowanej w Pasji
ludzie doszukują się odpowiedzi na wiele pytań, dotyczących losów zarówno świa­
ta, jak i własnych; dopatrują się w postawach jej uczestników wzorów postępo­
wania, i pozytywnych, i negatywnych; niejednokrotnie też w ostatnich scenach
353

Kamila

Baraniecka-Olszewska

z życia Chrystusa znajdują swój klucz do wiary. Wrażliwość religijna stanowi oczy¬
wiście kryterium subiektywne, lecz jak zauważają Hemka i Olędzki, powiązane
z określonym modelem religijności (Hemka, Olędzki 1990, s. 13), a przez to łatwiej
uchwytne dla etnologów.
Opisywaną w t y m tekście wrażliwość pasyjną zawężę jednak do badanych prze¬
ze mnie zjawisk, dwóch elementów współczesnego kultu męki Pańskiej - uczest¬
nictwa w misteriach wielkanocnych oraz oglądania filmów poświęconych śmierci
Chrystusa, przede wszystkim zaś Pasji w reżyserii Mela Gibsona. Takie ogranicze¬
nie zakresu wrażliwości pasyjnej wynika z przedmiotu badań, które prowadzę od
kilku lat - właśnie nad polskimi misteriami męki Pańskiej. Podczas tego rodzaju stu­
diów nie sposób uciec od rozmów o innych możliwościach przedstawiania czy upa­
miętniania Pasji. Badania objęły więc także nabożeństwa drogi krzyżowej czy prze­
żywanie liturgii Niedzieli Palmowej. Dotknęły także zjawiska niezwykle żywot¬
nego we współczesnej kulturze, mianowicie oglądania filmów. Podczas rozmów,
które prowadziłam, okazało się, że niejednokrotnie najsilniejszymi bodźcami bu¬
dzącymi w wiernych ową wrażliwość pasyjną jest obejrzenie misterium i uczestni¬
ctwo w n i m lub obejrzenie i przeżywanie filmu opowiadającego o męce Chrystusa.
Wrażliwość pasyjna, o której piszę, wręcz rodzi się wskutek zetknięcia z jednym
albo z obydwoma z wymienionych rodzajów przedstawienia Pasji.

Specyfika b a d a ń nad przedstawieniami męki Chrystusa
O d 2006 r. prowadzę badania nad misteriami wielkanocnymi w Polsce. D o tej pory
zgromadziłam materiały na temat misterium w Poznaniu, w Zawoi Przysłop, w Kal­
warii Pacławskiej, w Bydgoszczy Fordonie oraz w Miejscu Piastowym. Obserwo¬
wałam też misteria w Lądzie, Otwocku, Zakroczymiu. W każdej z tych miejsco¬
wości przedstawienie wielkanocne wygląda inaczej, inne jest miejsce wystawiania,
inny zestaw scen, inna scenografia, stroje, aktorzy . We wszystkich przypadkach
4

4

Z e względu na ogromną rozmaitość misteriów badania nad poszczególnymi przedstawieniami

zasadniczo się różnią. W Poznaniu rozmówcami b y l i przede w s z y s t k i m b y l i członkowie duszpaster­
stwa akademickiego salezjanów, a więc ludzie młodzi. C z ę ś ć z nich p r z y g o t o w u j e m i s t e r i u m , c z ę ś ć
t y l k o w n i m uczestniczy, lecz t y m , co ich wiąże, jest nie t y l k o m i s t e r i u m , ale także rodzaj wspólnoty
powstałej p r z y salezjanach. W Z a w o i Przysłop badania wyglądały już zupełnie inaczej. Przedstawie¬
nie wielkanocne jest p r z e d m i o t e m zainteresowania całej w s i , silnie wiąże się z jej lokalną tożsamoś¬
cią. Wystawiane jest tam o d około 60 lat, więc miałam okazję porozmawiać z osobami zarówno star¬
s z y m i , jak i młodymi i porównać ich odczucia oraz opinie związane z m i s t e r i u m . Z kolei w K a l w a r i i
Pacławskiej m o i m i rozmówcami b y l i mieszkańcy miejscowości położonych wokół sanktuarium,
młodsi i starsi, traktujący m i s t e r i u m jako wydarzenie t y p o w e , nieco już spowszedniałe, na stałe wpi¬
sane w kalwaryjski kalendarz. W Bydgoszczy F o r d o n znów miałam okazję rozmawiać przede wszyst­
k i m z ludźmi młodymi. M i s t e r i u m organizują tam osoby zrzeszone w różnych grupach powstałych
p r z y fordońskiej parafii. Jeszcze i n n y c h r o z m ó w c ó w spotkałam w M i e j s c u Piastowym. Tam zetknęłam
się przede w s z y s t k i m z młodzieżą, grającą i uczestniczącą w m i s t e r i u m , gdyż przedstawienie organi­
zowane jest przez uczniów l i c e u m p r z y niższym seminarium michalitów.

354

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

miałam jednak do czynienia z osobami związanymi z misterium, czy to przez orga¬
nizowanie go, czy przez uczestnictwo w nim. Fakt ten zapewne uwrażliwiał ich na
historię Chrystusa, a przez to czynił ich ciekawszymi rozmówcami. Stąd też pre¬
zentowana przeze mnie wrażliwość pasyjna jest obrazem religijności osób szcze¬
gólnych - zaangażowanych w przedstawianie samej Pasji.
Jednocześnie opisywana wrażliwość pasyjna stanowi pewien znak czasu. Z a n i m
rozpoczęłam swoje badania, miało miejsce przynajmniej jedno - tyleż szczęśliwe
dla jakości badań, co istotne - wydarzenie. W 2004 r. odbyła się światowa premiera
filmu Pasja reżyserowanego przez Mela Gibsona. Jak się okazało, zdarzenie to zna¬
cząco wpłynęło na przebieg moich badań. Z rozmówcami prowadziłam rozmowy
już nie tylko o misteriach, ale też o słynnej Pasji Gibsona; na palcach jednej ręki
mogę policzyć osoby, z którymi się zetknęłam podczas badań, deklarujące, że nie
widziały tego filmu. Porównania, komentarze, a także wzajemne relacje między t y m
filmem a przedstawieniami wielkanocnymi pojawiały się niemal w każdej rozmowie.
D o dziś brak wzmianki o Pasji Gibsona w opowieściach na temat misterium pozo¬
staje rzadkością. Postanowiłam zatem badania nad misteriami poszerzyć o odbiór
innego rodzaju przedstawienia męki Pańskiej - filmu Pasja. Wyłącznie jednak o o d ­
biór tej jednej ekranizacji losów Chrystusa, gdyż w oczach moich rozmówców cał¬
kowicie przyćmiła ona inne, wcześniejsze filmy.
Przeżywanie misterium i przeżywanie dzieła Gibsona nie wygląda oczywiście
identycznie w przypadku każdego rozmówcy, nie zawsze prowadzi też do podob¬
nych wniosków. Wśród osób, z którymi rozmawiałam, zarysowały się dwie ogólne
postawy: zwolenników misterium i zwolenników filmu Pasja. Rozmówcy podzielili
się ze mną swoimi odczuciami, że jedno z wydarzeń oddziałuje na nich silniej niż
drugie i t y m samym zapewnia im, ich zdaniem, poczucie większego zaangażowania
w losy Chrystusa czy lepszego zrozumienia ich. N i e zdarzyło mi się jednak spotkać
osoby, która stanowczo stwierdziłaby, że jeden z wymienionych sposobów przed¬
stawiania męki Chrystusa w ogóle na nią nie wpływa. Mamy tu zatem do czynienia
z sytuacją modelową, kiedy porównywanie doświadczeń z uczestnictwa w misterium
oraz wrażeń z filmu Pasja pozwala na utworzenie pewnych typów idealnych. Jeden
będzie opisywał maksimum uczuć, emocji, przeżyć religijnych wzbudzonych przez
film Gibsona, drugi zaś przez dane misterium; postawy uczestników przedstawień
wielkanocnych w większości lokują się gdzieś pomiędzy tymi typami, nie odpowia¬
dając całkowicie jednemu bądź drugiemu. M i m o to można wyraźnie zauważyć, że
jednym łatwiej jest przeżywać i rozważać mękę Pańską wskutek impulsu danego
przez uczestnictwo w misterium, innym przez obejrzenie Gibsonowskiej Pasji.

D w a typy idealne wrażliwości pasyjnej
Wyraźnie zarysowują się nam dwa typy wrażliwości pasyjnej, które nazwałabym
nieco górnolotnie symbolicznym (większe oddziaływanie misteriów) i dosłownym
(większe oddziaływanie filmu Pasja). Oba niewątpliwie wiążą się z deklarowaną
355

Kamila

Baraniecka-Olszewska

przez moich rozmówców potrzebą wizualizowania treści religijnych, umożliwiają
bowiem zobaczenie męki Pańskiej. Freedberg wskazywał na niebagatelną funkcję
statycznych wizerunków, być może współcześnie wobec gwałtownego rozwoju
kultury popularnej podobną rolę należy przypisać dynamicznym wizualizacjom
(zob. Zowczak 2008, s. 41). Wielu moich rozmówców podkreślało, że zobaczenie
męki Chrystusa umożliwia im, jak i innym, głębsze jej przeżywanie. By tego do¬
świadczyć, trzeba jednak być osobą wierzącą.
Jeśli k t o ś jest r e l i g i j n y t o b ę d z i e m ó g ł p r z e ż y ć t e ż film [Pasję G i b s o n a ] . Jeśli nie, t o
t y l k o g o o b e j r z y I t a k samo jest z m i s t e r i u m . C h c e m y ż e b y w s z y s c y p r z y j e c h a l i . A l e
to, c o z n i e g o . . . no, wyniosą, t o sprawa i n d y w i d u a l n a . Jedni p ó j d ą tam, b o są w i e r z ą c y
i n n i z o b a c z y ć , b o c o ś się d z i e j e ( k o b i e t a , lat 27, Poznań, marzec 2 0 0 6 ) .

Z siły oddziaływania wizualnych przedstawień męki Pańskiej zdają sobie sprawę
twórcy misteriów. Dlatego też sięgają po środki, które w ich przekonaniu podkreślą
istotę pokazywanej historii.
Tak, właśnie dlatego t e ż używamy t y c h r ó ż n y c h ś r o d k ó w w m i s t e r i u m . W i a d o m o , że
jest t o w i d o w i s k o teatralne jako takie, ale r o b i o n o inne wrażenie. Jest l u d z i o m bliskie.
Te efekty pomagają l u d z i o m t o p r z e ż y ć . Z jednej s t r o n y jest t o teatr, ale z d r u g i e j
właśnie p r z e ż y c i e religijne, i t o naprawdę silne. T o w r a ż e n i e

jest

niesamowite

( m ę ż c z y z n a , lat 35, Poznań, marzec 2 0 0 6 ) .

Zarówno uczestnictwo w misteriach, jak i oglądanie Pasji Gibsona zdaniem
moich rozmówców niesie w sobie ogromny potencjał. Pozwala na lepsze zrozumie­
nie znaczenia ofiary Zbawiciela, na pogłębienie wiary na wywołanie empatii, na od¬
nalezienie w Chrystusie lub innych postaciach swoistego wzorca osobowego. „Wi¬
dzowie" męki Pańskiej szukają postaci, z którą mogliby się porównać, by zgłębić
własne życie.
T o C h r y s t u s prosił swojego ojca, b y ł B o g i e m i prosił swojego O j c a . N i e umiał
p r z e ż y ć tego, tej męki. O n tą m ę k ę widział, p o c i ł się k r w a w y m p o t e m . I prosił ojca,
ż e b y t o oddalił. Proszę panią, pani sama zobaczy. Jak pani b ę d z i e m y ś l e ć o t y m .
I jeżeli k t o ś myśli, ł ą c z y się d u c h o w o , t o jest się n a d c z y m z a s t a n o w i ć - n a d własnym
ż y c i e m . P o r ó w n a ć go d o męki C h r y s t u s a (kobieta, lat 6 5 , Z a w o j a Przysłop, k w i e c i e ń
2006).

C z ł o w i e k jest słaby co m o ż e sam z r o b i ć , t o nie w i e m , bez Boga. Ja tak uważam. N o
ale ja tam, n o i n o i Pan B ó g go uznał [św. P i o t r a ] , a p o t e m stał się świętym, go całował
i płakał, a wyparł się. N o t o tys c z ł o w i e k nie n i e r o z tam g o d a : j o b y m tego nie zrobił,
a p ó ź n i e j c z ł o w i e k jakoś zgłupnie c z y jak i r o b i . T a k myślę (kobieta, lat 85, Z a w o j a
Przysłop, l i p i e c 2 0 0 6 ) .

356

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

B o z samego siebie t o jest przeżycie, m o ż n a tak p o w i e d z i e ć . B o tak c z ł o w i e k tak
m o ż e p o r ó w n a ć siebie, ż e jest t y m kimś, k t o się p r z y c z y n i ł d o t e g o [ u k r z y ż o w a n i a ] .
T o w t e d y widać ( m ę ż c z y z n a , lat 40, K a l w a r i a Pacławska, marzec 2 0 0 7 ) .

Przeżycia te stanowią pewne bogactwo, które moi rozmówcy wynoszą z uczest¬
nictwa w misteriach bądź oglądania filmu Pasja. Ale by mogli je pozyskać, potrze¬
bują określonego rodzaju bodźców. Jedni znajdują je w przeżywaniu misterium,
żałując, że wcześniej nie mieli możliwości uczestniczyć w podobnym zdarzeniu, in¬
ni doszukują się ich w oglądaniu Pasji Gibsona, zawierzając prezentowanej tam in¬
terpretacji losów Chrystusa.
Typ wrażliwości pasyjnej, któremu większy impuls do refleksji nad męką Pańską
daje uczestnictwo w misteriach, nazwałam symbolicznym, by skontrastować spo¬
sób przedstawiania historii Jezusa w przedstawieniach wielkanocnych z brutalną
i werystyczną formą prezentacji w filmie Gibsona. Twórcy misteriów nie dysponują
ani wystarczającymi środkami, ani możliwościami technicznymi, a często też chęcia¬
mi, by losy Chrystusa przedstawić z dbałością o każdy szczegół. Jednocześnie też
część organizatorów świadomie unika prezentowania zbytniego okrucieństwa.
W niektórych misteriach (np. w Lądzie, w Zawoi Przysłop) w ogóle nie ma scen bi¬
czowania i krzyżowania, pokazanie ich zastępują odgłosy tych czynności. W in¬
nych przedstawieniach wielkanocnych, choć sceny te są prezentowane (Poznań,
Kalwaria Pacławska, Miejsce Piastowe, Bydgoszcz Fordon) i Chrystus wspina się na
Golgotę umazany sztuczną krwią, umowność tych scen (niezależna od wrażeń, ja¬
kie wywołują) jest z daleka widoczna. Ponadto twórcy misteriów nie dążą do abso­
lutnego odtworzenia realiów. Zdarza się, że Chrystusa gra 18-latek (Zawoja Przysłop), apostoła 70-latek (Kalwaria Pacławska). Chleb podczas ostatniej wieczerzy
może być z powodzeniem zastąpiony blatem do pizzy (Zawoja Przysłop), a jej
przebieg mogą całkowicie zakłócić fotoreporterzy podtykający aktorom obiektywy
pod nos (Kalwaria Pacławska). Uczestnik sam wie, na czym się skupić i jak przeżyć
dane wydarzenie, by nie przeszkadzały mu pomyłki aktorów, błyski fleszy i nawoły¬
wania porządkowych.
- C z e m u starszy c z ł o w i e k nie m o ż e z a g r a ć Piłata?
- Pewno, że może. T o nieważne, ile ma lat. A k t o r z y są m n i e j ważni. O n ma p o k a z a ć ,
p r z e c z y t a ć w e r d y k t . T o jest rola. A c z y on tam stary, c z y młody. Ja t e r o z

mógłbym

g r a ć ( m ę ż c z y z n a , lat 75, Z a w o j a Przysłop, k w i e c i e ń 2 0 0 6 ) .

I jeśli t o się t a k przeżywa, t o n a w e t jak k t o ś się p o m y l i raz c z y dwa, t o nie zważa się
na to. C h o ć w i e m , ż e się pomylił, b o znam tekst, ale jak się c z ł o w i e k w c z u w a , t o m u
nie p r z e s z k a d z a . T o c z ę s t o było, ż e jak już k t o stary, t o się zatkoł, t o nie wiedział t e g o
słowa. A l e t o nic. M y i t a k przeżywamy. T o a k t o r jak z a p o m n i t o nic, b y l e on t a k się
w c z u ł w te rolę ( k o b i e t a , lat 55, Z a w o j a Przysłop, k w i e c i e ń 2 0 0 6 ) .

357

K a m i l a Baraniecka-Olszewska

U nas nie musi b y ć tak p o d o b n y d o Pana Jezusa, w y s t a r c z y żeby się w c z u w o ł . M y t o
i tak p r z e ż y w a m y (kobieta, lat 55, Z a w o j a Przysłop, k w i e c i e ń 2 0 0 6 ) .

Odmienną konwencję przyjęli twórcy filmu Pasja. Odcięli się od dotychcza¬
sowej tradycji pokazywania w kinematografii męki Chrystusa - łagodnie, bez epa¬
towania okrucieństwem. Stworzyli dzieło, które swoją brutalnością, dosłownością
niektórych scen przypomina co krwawsze horrory. Lecz częściowo to właśnie okru¬
cieństwo, bezpośredniość prezentowania tortur, poniżania Jezusa przyniosły filmo¬
wi taki rozgłos. Także wśród moich rozmówców te sceny podawane są za przykład
tych najprawdziwszych - przecież tak cierpiał Chrystus i dzięki Pasji Gibsona od
tej świadomości już nie uciekniemy: Kaźń pokazana w filmie dla wielu osób stanowi
o jego wartości, otwiera i m oczy, uzmysławia, jak te wydarzenia mogły wyglądać.
Dopiero tak silny bodziec sprawia, że starają się oni zgłębić znaczenie ofiary C h r y ­
stusa. Pasję Gibsona niejednokrotnie traktują jako najwierniejsze przedstawienie
męki Pańskiej. Wszak sam papież Jan Paweł I I po projekcji tego filmu miał powie¬
dzieć: „To jest tak, jak było" (Lis 2005, s. 337).

Typ symboliczny
Typ symboliczny wrażliwości pasyjnej cechuje osoby, którym uderzająca dosłow¬
ność w prezentowaniu męki Chrystusa nie jest potrzebna, by skłonić je do rozwa¬
żań nad losem Zbawiciela, a wręcz i m w t y m przeszkadza.
N o właśnie, Pasja jest mocniejsza i t o p o d t a k i m , t a k i m kątem t a k i e g o p r z e ż y c i a ta¬
kiego, j a k b y strachu, t a k i c h n e r w ó w p o p r o s t u . Ź l e się czułam, jak oglądałam tą Pasję.
B a r d z o źle. A t u [na k a l w a r y j s k i m m i s t e r i u m ] s p o k o j n i e (kobieta, lat 75, K a l w a r i a
Pacławska, marzec 2 0 0 7 ) .

Misteria przybliżają historię Chrystusa w sposób, jaki wpisuje się w charakter
nabożeństw wielkanocnych - ukazują mękę, niejednokrotnie wskazując na jej
okrutny wymiar, lecz nie epatują o w y m okrucieństwem, nie zmuszają do wyobra¬
żania sobie Jezusa jako bohatera krwawej jatki. Dopowiedzenie, jak dokładnie mo¬
gła wyglądać męka Pańska, zostawiają wyobraźni i wrażliwości wiernych, którzy tę
historię rozpamiętują. Pozwalają też na wyłowienie z przedstawianych scen innych
treści niż niepojęcie krwawa ofiara Chrystusa - a ta u niektórych osób zostaje w pa¬
mięci jako główna scena Gibsonowskiej Pasji.
N i e dooglądałem Pasji d o końca i nie c h c ę oglądać. To, co t u r o b i m y [ m i s t e r i u m ] , w y d a ­
je m i się dobre. A Pasji nie c h c ę w i d z i e ć . [ . . . ] N i e dooglądałem i nie c h c ę , b o t r o s z k ę
m i się w y d a j e . . . m o ż e t o też jest t o przejaskrawienie, że G i b s o n chciał t o p o k a z a ć w ja­
kiś taki s p o s ó b b a r d z o przejaskrawiony tą mękę, ale t o nie jest właściwe. T o b u d z i u mnie
niesmak, p r z y n a j m n i e j u mnie, t a k i jakiś. M o i m z d a n i e m t o nie p o w i n n o tak wyglą¬
dać, t a k s t r a s z y ć ( m ę ż c z y z n a , lat 37, Z a w o j a Przysłop, sierpień 2 0 0 6 ) .

358

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

Misteria pozwalają też na zatarcie granic czasowych między wydarzeniami jero¬
zolimskimi sprzed dwóch tysięcy lat a dzisiejszymi. Podczas misteriów wytwarza
się pewna szczególna atmosfera, którą moi rozmówcy na równi z samym ogląda¬
niem męki Pańskiej identyfikują jako szczególny bodziec do zastanowienia się nad
sobą w kontekście ofiary Chrystusa.
N o b o jest c i e m n o , t o jest takie i n d y w i d u a l n e , n o jest taka atmosfera, nie w i e m , n o in¬
t y m n o ś c i , n o o s o b n o ś c i , ż e tam się jest. N o jest się w tłumie, ale jest się w ciemnoś¬
ci, że nie w i d a ć t y c h w s z y s t k i c h l u d z i , ale z d r u g i e j s t r o n y jest ta ś w i a d o m o ś ć cały
czas t y c h l u d z i , nie. Przy f i l m i e tego n i e ma, nie. N o nie no, b o t o na ekranie nie m o ż n a
o d d a ć tego, co jest w m i s t e r i u m , n o b o c i l u d z i e t e ż b i o r ą w t y m udział, nie (mężczy¬
zna, lat 25, Poznań, marzec 2 0 0 6 ) .

Właśnie możliwość określonego typu uczestnictwa, którą daje misterium, bez
względu na to, czy jest ono wystawiane w przykościelnej salce, czy na kalwaryjskiej
drodze krzyżowej, jest wartością, której żadna projekcja filmowa nie zagwarantuje.
Uczestnictwo w misteriach budzi troskę zarówno organizatorów, jak i „widzów";
dla obydwu tych grup jest niezmiernie ważne i poświęcają mu wiele uwagi. Osoby
przygotowujące przedstawienia wielkanocne starają się zorganizować je tak, by jak
najbardziej wciągnąć wiernych w uczestnictwo. W przypadku filmu takie zabiegi nie
są możliwe.
A l e c h o d z i t e ż o to, ż e b y t y m l u d z i o m dać t a k i udział a k t y w n y . C o k o l w i e k , c h o ć b y
najmniejszą rolę, ż e b y i n n y c h t e ż jakoś wciągnąć. Jak p o d c z a s wieczerzy, d a j e m y lu¬
d z i o m chleb [ k i e d y C h r y s t u s łamie chleb, p o n a d tysiąc b o c h e n k ó w zostaje r o z d y s t r y b u o w a n y c h w ś r ó d w i d z ó w - K . B - O . ] . T o właśnie w t e d y m o g ą p o c z u ć , ż e u c z e s t n i c z ą
w t y m , ż e t e ż mają w t y m swój udział, t a k m i się w y d a j e (kobieta, lat 25, Poznań, kwie¬
cień 2 0 0 6 ) .

Uczestnictwo w misterium i namysł, do jakiego ono skłania, są przez część
moich rozmówców postrzegane jako główne zalety przedstawień. W ich braku z ko¬
lei upatrują głównej wady filmu Pasja.
Tak, widziałam, c h y b a w s z y s c y w i d z i e l i t e n f i l m . A l e m o m e n t a m i miałam wrażenie, że
już n i e w y t r z y m a m , ż e t o za dużo. M i się wydaje, ż e t o nie o t o c h o d z i , ż e b y t a k krwią
z a r z u c i ć , p o to, ż e b y z r o b i ć w r a ż e n i e na l u d z i a c h . T o nie w y s t a r c z y Bo m y w i e m y że
t o c z ł o w i e k b y ł u k r z y ż o w a n y i m ę c z o n y ale f i l m p o w i n i e n p o k a z a ć c o ś w i ę c e j , p o c o
była ta męka. T o ważne, ż e b y p o k a z a ć wnętrze, b o t o jest t y l k o w tej r e l i g i i . I m y się
i tak n a d t y m zastanawiamy, i t a k t o przeżywamy. A jak się t o w i d z i t a k b r u t a l n i e , tak
bez t e g o . . . n o ,wnętrza, t o człowiek już się tak nie zastanawia, nie, b o już ma t o wszyst­
ko d o k ł a d n i e pokazane (kobieta, lat 25, Poznań, k w i e c i e ń 2 0 0 6 ) .

Wyższość uczestnictwa w misterium nad oglądaniem filmu wiąże się też z ko¬
niecznością zaangażowania się czy to w przygotowanie, czy w wyprawę na przed359

K a m i l a Baraniecka-Olszewska

stawienie wielkanocne. Oglądanie filmu postrzegane jest jako czynność prostsza,
nie tak odświętna i wymagająca mniej osobistego zaangażowania - niekoniecznie
emocjonalnego, ale organizacyjnego.
L u d z i e są n i e c i e k a w i . W o l ą film o b e j r z e ć . T y l k o m y jesce w o l i m y swoje [ m i s t e r i u m ]
i sami z r o b i ć dla Pana Jezusa (kobieta, lat 55, Z a w o j a Przysłop, k w i e c i e ń 2 0 0 6 ) .

Jednocześnie jednak w świadomości organizatorów i uczestników misteriów ist¬
nieje przekonanie, że film pozwala na o wiele bardziej precyzyjne odwzorowanie
wydarzeń. W przedstawieniu wielkanocnym nie sposób osiągnąć podobnej do¬
kładności. Film Pasja, mimo całej swej brutalności, pozostaje pewnym ideałem po¬
kazywania męki Pańskiej właśnie ze względu na szczegółowość przedstawienia, bo¬
gactwo strojów, scenografii. Gibsonowska ekranizacja stała się więc pewnym punk¬
tem odniesienia także dla uczestników misteriów.
A jak przeżywali, te pirse jak m y oglądali i przeżywali, t o w s z y s t k o w y s z ł o jak z tego
filmu, z Pasji. Bo się l u d z i e w c z u w a l i w t o [ w m i s t e r i u m ] . Bo t o nase ludzie. T o l u d z i e
tutaj t a k lubią. Jak b y ł o t o m i s t e r i u m , t o się garnęli d z i a d k i , b a b k i . W s z y s t k o i prze¬
żywało. T o t a k i ogrojec, n o i t e n Pan Jezus w t e m o g r o j c u , i t e n sąd Piłata t o się prze¬
żywało w e w n ę t r z n i e i c z u ł o się tak, j a k b y się b y ł o w J e r o z o l i m i e ( k o b i e t a , lat 55,
Z a w o j a Przysłop, k w i e c i e ń 2 0 0 6 ) .

Części osób, z którymi rozmawiałam, oglądanie Pasji Gibsona podobnych prze¬
żyć jednak nie zapewnia. Jednym dlatego, że razi ich brutalność przedstawienia,
innym dlatego, że potrzebują szczególnego, odświętnego charakteru misteriów, by
zaangażować się w przedstawianą historię.
Symboliczny typ wrażliwości pasyjnej jest też naznaczony dozą wrażliwości
mirakularnej. Podczas misterium ludzie wręcz oczekują odrobiny cudowności, nie­
zwykłości, gdyż doskonale pasuje ona do całości sytuacji - zdarzenia niecodzienne­
go. Uczestnictwo w przedstawieniu wielkanocnym, jak pisałam, wiąże się ze szcze­
gólną atmosferą. Inaczej rzecz się ma w przypadku czynności tak powszedniej jak
oglądanie filmu, zwłaszcza w domu, nawet jeśli filmem t y m jest Pasja. Jeśli chodzi
o ekranizację męki Chrystusa, świętość nie uobecnia się w filmie tak, jak dzieje się
to w czasie trwania misterium, kiedy ludzie mają wrażenie, że mogą tej świętości
niemal dotknąć.
D l a t y c h l u d z i n i e k t ó r y c h t o jest tak, że j a k b y d o t k n ę ł a tego płaszcza [ C h r y s t u s a ] ,
t o b y z o s t a ł a u z d r o w i o n a , t o b y jakąś ł a s k ę d a ł o ( m ę ż c z y z n a , lat 4 0 , K a l w a r i a
Pacławska, marzec 2 0 0 7 ) .

Wieloma osobami rządzi potrzeba wykazania, że zdarzenie, w którym brali udział,
było cudowne. Większość opowieści dotyczy ingerencji opatrzności w przedsta¬
wienie wielkanocne poprzez znaczące zjawiska pogodowe czy prowadzenie akto360

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

rów tak, by ich działania zyskiwały dodatkową symbolikę. Najczęściej jednak po­
wtarzają się historie o gwałtownej zmianie pogody podczas sceny ukrzyżowania
i śmierci Chrystusa.
T o jest taka b a r d z o wzruszająca rzecz. T a k c h w y t a za serce. K i e d y ś t a k było, ż e w t y m
m o m e n c i e z a c z ą ł p a d a ć deszcz. T o serce tak b i j e coraz słabiej, coraz ciszej. O n o d d a ­
je ż y c i e w r ę c e O j c a i w t e d y gaśnie całe światło, jest taka tajemnica ( m ę ż c z y z n a , lat 35,
Poznań, marzec 2 0 0 6 ) .

A tutaj G o l g o t a jest na tej takiej g ó r z e naszej i tam s z c z e g ó l n i e jakiś t a k i prąd p o w i e ­
trza jest, t a k w t e n c z a s [ p o d c z a s ukrzyżowania] jakiś t a k i wiatr, jakoś t a k d z i w n i e ( k o ­
bieta, lat 75, K a l w a r i a Pacławska, marzec 2 0 0 7 ) .

Tak, t o zawsze. I te p i o r u n y jak, jak, przepraszam, ja zaraz muszę iść. Tam jest k w e s ­
tia, jak on t r a c i życie, i w t e d y te p i o r u n y co są s z t u c z n e takie na te, a p o c h w i l i z c h m u r
takie w y c h o d z ą ciemne, t a k i e uczucie, j a k b y t o b y ł o z a ć m i e n i e ( m ę ż c z y z n a , lat 50,
K a l w a r i a Pacławska, marzec 2 0 0 7 ) .

W 2006 r zaś, podczas poznańskiego misterium wystawianego w rocznicę pogrze­
bu Jana Pawła II, śmierć Chrystusa, jak sprawdzili organizatorzy nastąpiła dokład­
nie o godzinie 21.37, czyli tej samej, o której nieco ponad rok wcześniej zmarł papież.

Typ d o s ł o w n y
Zwolennicy Pasji Gibsona nie deprecjonują oczywiście emocji i wrażeń, jakich d o ­
starcza, także im, uczestnictwo w misterium. Ci, z którymi miałam okazję rozmawiać,
niejednokrotnie byli twórcami bądź uczestnikami misteriów i bardzo cenili sobie
możliwość doświadczenia przeżyć, które zapewnia obecność na przedstawieniu
wielkanocnym. I choć misterium oddziaływało na nich, nie pozostawiało obojętny¬
mi, oni sami w filmie Pasja upatrywali odpowiedniego dla swej wrażliwości religijnej
sposobu pokazywania męki Pańskiej. Jednych do refleksji pobudzało właśnie okru¬
cieństwo, z jakim Gibson zekranizował drogę krzyżową, innych precyzja przedsta¬
wienia, dbałość o szczegóły, pozwalająca rozeznać się w realiach ówczesnej Jero¬
zolimy. Jeszcze inni dostrzegali w Pasji wysoko przez nich wartościowaną prawdzi¬
wość, realizm prezentacji, nieobecny w umownych jednak misteriach.
Co ciekawe, to samo, co dla jednych stanowi główną wadę tego filmu, w oczach in­
nych staje się jego zaletą - dosłowność i brutalność przedstawienia samej męki Chry­
stusa. Dopiero taki rodzaj bodźca, zdaniem części moich rozmówców, porusza na
tyle mocno, by sprowokować do refleksji religijnej. Więcej nawet, dopiero tak dra¬
styczna prezentacja męki Pańskiej prowadzi do odczuwania empatii z Chrystusem.
N o tak, ale t o p r z e c i e ż właśnie o t o chodziło. W ł a ś n i e o cierpienie. M y ś l ę , ż e dzięki
t a k i m s c e n o m l u d z i e lepiej m o g ą z r o z u m i e ć c i e r p i e n i e C h r y s t u s a . P r z e c i e ż , wiesz,

361

Kamila

Baraniecka-Olszewska

w s z y s c y wiedzą, że za nas cierpiał i cierpiał. A l e n i k t nie zdaje sobie s p r a w y z tego
c i e r p i e n i a . A tak m ó g ł się n a d n i m jakoś z a s t a n o w i ć . Z r o z u m i e ć , jak o g r o m n e b y ł o t o
cierpienie. Pasja miała t o p o k a z a ć , m o ż n a tak p o w i e d z i e ć . Bo l u d z i e się nad t y m nie
zastanawiają. A jak z o b a c z ą , t o t r o c h ę t o t e ż t a k o d c z u j ą (kobieta, lat 25, Poznań,
marzec 2 0 0 6 ) .

Powszechne wśród moich rozmówców jest przekonanie, że dziś ludziom nie
wystarczy mówić o ofierze Chrystusa, nie wystarczą i m nabożeństwa drogi krzy¬
żowej, by dotarła do nich istota męki. Trzeba i m tę historię pokazać, a co więcej,
pokazać tak, by odpowiadała ich wrażliwości, niekiedy odpornej na bardziej sub¬
telne przedstawienia. Dla takich osób niemal idealnym rozwiązaniem jest właśnie
film Pasja.
M i się Pasja b a r d z o p o d o b a ł a . Z n a c z y nie ze względu, ż e tam b y ł y te d r a s t y c z n e sce¬
ny ukazywane, ale ze w z g l ę d u na to, ż e Pasja jest bliska r e a l i z m u , bliska tej p o s t a c i .
M e l G i b s o n m o ż e posunął się za daleko w t y m realizmie, n i e m n i e j t e n f i l m w y w o ł a ł
coś. Ja słyszałem taką dyskusję na t e m a t c i e r p i e n i a tego C h r y s t u s a i m i się wydaje, że
Pasja jakiś p o z y t y w n y s k u t e k wywołała. D l a t e g o ż e w i e l e o s ó b sobie nie uświadamia
dokładnie, co t o jest właśnie droga krzyżowa, tak naprawdę. C o t o jest ukrzyżowanie,
tak naprawdę. I t y m l u d z i o m trzeba t o p o k a z a ć . M o ż e n a w e t t a k t r a g i c z n i e jak w Pa­
sji, ż e b y z r o z u m i e l i ( m ę ż c z y z n a , lat 37, Poznań, marzec 2 0 0 6 ) .

Bo studiując Pismo, m o ż n a o d c z y t a ć , ż e t o m n i e j w i ę c e j t a k m o ż e wyglądać. Te sce¬
ny, k t ó r e nas przerażają, takie p o p r o s t u były. I m o i m z d a n i e m trzeba t o p o k a z a ć .
Z b l i ż y ć się jak najbardziej d o tego o b r a z u , k t ó r y r z e c z y w i ś c i e się tam rozegrał. Ja my¬
ślę, ż e d o b r z e , d l a t e g o ż e c z ę s t o się t o w o g ó l e u k r y w a . T o się p o k a z u j e tak, ż e do¬
brze, że go ukrzyżowali, że go kopali, ale t o w s z y s t k o jest takie ugładzone. Takie ładne.
Tam g o t r o c h ę ciągnęli, t r o c h ę g o k o p a l i i g o ukrzyżowali (kobieta, lat 26, B y d g o s z c z
F o r d o n , marzec 2 0 0 8 ) .

W pewnym sensie film Pasja odkrywa przed nami realia męki Pańskiej, uzupełnia
wszelkie inne przedstawienia o dosłowność, okrucieństwo, których brak mógł wier¬
nych w niedostatecznym stopniu pobudzać do rozważań nad Chrystusową ofiarą.
Ofiarą, na którą składało się nieludzkie cierpienie. Gibsonowska ekranizacja wręcz
wymusza zastanowienie się nad sensem cierpienia Chrystusa, ponieważ po obejrze¬
niu kilkudziesięciu minut krwawej jatki nie sposób myśleć o niczym innym. Dlatego
też osoby, które w filmie Pasja widzą ten najwłaściwszy sposób oddania męki Pań¬
skiej, niejednokrotnie oglądają ten film po kawałku, rozmyślając nad kolejnymi sce¬
nami i wydarzeniami; traktują go niemal tak jak zespół biblijnych czytań, z których
każde można potraktować jako odrębną część.
A on o g r o m n i e cierpiał. I dlatego d o b r z e , że t a k i f i l m powstał, n a w e t jeśli dla niektó¬
r y c h jest z b y t drastyczny Ja sama niektórych scen nie widziałam jeszcze, m i m o że go d r u ­
gi raz oglądam. Bo ja t o oglądam p o kawałku, rozważając (kobieta, lat 26, B y d g o s z c z
F o r d o n , marzec 2 0 0 8 ) .

362

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

Takie podejście do Pasji Gibsona czyni z oglądania jej głęboko religijne prze¬
życie. To już nie jest oglądanie filmu, to doświadczanie Pasji. Dla wielu osób szcze¬
gólnie istotne w okresie wielkiego postu i Wielkanocy Pozwala i m się bowiem przy¬
gotować zarówno na nadejście świąt upamiętniających wydarzenia prezentowane
w filmie, jak i na misterium, które choć inne od Gibsonowskiej Pasji, dla tych ludzi
też stanowi istotny element obchodów Wielkanocy.
Bo dla m n i e t o są naprawdę t a k i e p r y w a t n e rekolekcje. Z jednej s t r o n y właśnie przy¬
g o t o w a n i e się d o tego [ m i s t e r i u m ] , ale t e ż t a k i e rekolekcje p r y w a t n e (kobieta, lat 26,
B y d g o s z c z F o r d o n , marzec 2 0 0 8 ) .
O g l ą d a ł e m Pasję, tak, ale dla m n i e t o p r z e ż y c i e z b y t osobiste, nie b ę d ę o t y m m ó w i ł
( m ę ż c z y z n a , lat 35, B y g d o s z c z F o r d o n , marzec 2 0 0 8 ) .

Oglądanie Pasji jest nie tylko doświadczeniem intymnym, to także przeżycie
niezwykłe ze względu na wspomniany już przeze mnie odwzorowany w filmie ideał
przedstawienia losów Chrystusa. Ideał, do którego, inaczej niż w przekonaniu osób
prezentujących typ symboliczny, misteriom daleko.
N i g d y się nie sugerowaliśmy Pasją, n o b o nie ma sensu, no, p o d r a b i a ć c o ś , c o jest c h y ­
ba doskonałe ( m ę ż c z y z n a , lat 35, B y d g o s z c z F o r d o n , marzec 2 0 0 8 ) .

Na zakończenie
Oba przedstawione typy wrażliwości pasyjnej mogą się zazębiać. Osoby, z którymi
miałam okazję rozmawiać, uczestniczą w misteriach, ale oglądały też film Pasja,
przy t y m jedno z tych wydarzeń zrobiło na nich większe wrażenie niż drugie. Trze¬
ba jednak pamiętać, że nie chodzi t u o rywalizację między dwoma przedstawienia¬
mi męki Chrystusa. Musimy też cały czas mieć świadomość, że nie są tutaj istotne
rozważania, k t o woli film, a k t o teatr, a raczej komu jakiego rodzaju impuls religijny
odpowiada. N i e jest to też wyłącznie kwestia sądu estetycznego. Ocena zarówno
Pasji Gibsona, jak i poszczególnych misteriów wiąże się przede wszystkim z prze¬
życiem religijnym, ze wzruszeniem, poruszeniem, ale także z przyrównaniem tych
reakcji do odczuć, jakie wywołuje uczestnictwo w nabożeństwach, w innych prak¬
tykach religijnych. Niejednokrotnie bowiem moi rozmówcy, choć film wywoływał
w nich o wiele większe emocje niż misterium, mówili, że sposób przedstawiania
męki Chrystusa w misterium jest i m bliższy.
Wrażliwość pasyjna, którą przedstawiłam, pozostaje pod dużym wpływem kul¬
tury popularnej. Z jednej strony wyraża się on w cenieniu przez wiernych rozbudo­
wanych, wizualnych przedstawień męki Pańskiej i w twierdzeniu, że ich treści trafia¬
ją do nich o wiele skuteczniej niż czytania na mszy czy nabożeństwa wielkopostne.
Z drugiej strony wyraźnym znakiem mariażu dzisiejszej religijności z kulturą popu¬
larną jest niezwykły sukces filmu Pasja. Z powodzeniem spełnia on wymogi dzisiej363

K a m i l a Baraniecka-Olszewska

szej superprodukcji - gwiazdy w obsadzie, napięcie, wartka akcja, rozmach sceno¬
grafii. Pod tą wpisaną w kulturę masową formą przemyca jednak treści, które dla
wielu osób stanowią inspirację do głębokiej refleksji. Dzisiejsza religijność to pole
przecięcia wielu porządków. To, co lokalne - organizacja swojego misterium - nie
funkcjonuje już bez tego, co popularne - wszak nawet lokalne misterium niejedno¬
krotnie nosi ślady inspiracji Pasją, a podczas odprawiania drogi krzyżowej w koście­
le przypomną się sceny z tego filmu. Stąd też współczesna religijność zyskała miano
religijności popularnej. W badaniach nad nią nie należy jednak pomijać wątku pa¬
syjnego i skupiać się wyłącznie na tematach dyktowanych przez model religijności
ludowej. Zaryzykowałabym twierdzenie, że w religijności popularnej kult męki Pań¬
skiej zajmuje pozycję kluczową.
Jak zauważa Magdalena Zowczak, w t y m typie religijności obraz odgrywa jedną
z głównych ról (Zowczak 2008, s. 41). Taką też odgrywa we współczesnej wrażli¬
wości pasyjnej. Kultura popularna dostarcza mnóstwa bodźców kształtujących ten
rodzaj wrażliwości, bodźców przede wszystkim wizualnych. Coraz więcej jest mis¬
teriów męki Pańskiej. Scenariusze do znacznej części z nich powstały w ciągu kilku¬
nastu ostatnich lat i ich realizatorzy pełnymi garściami czerpią z zasobów kultury
popularnej - czy to przy produkcji scenografii, strojów, czy przy doborze muzyki,
efektów dźwiękowych oraz świetlnych. Kolejną grupę stanowią ekranizacje męki
z Pasją na czele. Film stał się źródłem dogłębnych przeżyć religijnych. Statyczny
wizerunek - krucyfiks, obraz - umieszczony w d o m o w y m zaciszu czy na krańcu
miejscowości nadal przypomina o męce Chrystusa, lecz coraz więcej osób zamiast
wpatrywać się w martwy przedmiot, woli włączyć sobie mękę Chrystusa „na żywo"
- choćby w postaci Pasji Gibsona.

Bibliografia
Bukraba-Rylska I .
2008

Religijność ludowa i jej niemuzykalni krytycy, „Znak", r. L X , nr 3 (634), s. 11-30

Czarnowski S.
1958

Kultura religijna wiejskiego ludu polskiego, w: Kultura religijna wiejskiego ludu pol­
skiego, Warszawa
Freedberg D.
2005

Potęga wizerunków. Studia z historii i teorii oddziaływania, Kraków

Hemka A., Olędzki J.
1990

Wrażliwość mirakularna, „Polska Sztuka Ludowa", t. XLIV, nr 1, s. 8-14

Kitowicz J.
2003
Opis obyczajów za panowania Augusta JJJ, t. I, Wrocław
364

M ę k a P a ń s k a s y m b o l i c z n i e czy d o s ł o w n i e ?

Lis M .
2005
Film pasyjny: doświadczenie misterium, w: Liturgia w świecie widowisk, red. H.J. Sobeczko, Z . Solski, Opole
Tokarska-Bakir J.
2000

Obraz osobliwy: hermeneutyczna lektura źródeł etnograficznych, Kraków

Tomicki R.
1981

Religijność ludowa, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, red. M . Bier¬
nacka, M . Frankowska, W. Paprocka, Wrocław
Zowczak M .
2008
Między tradycją a komercją, „Znak", r. L X , nr 3 (634), s. 31-44

365

Item sets
Książki

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.