Przeobrażenia kulturowe Indian Montanii peruwiańskiej pod wpływem kontaktów z kulturą europejską / ETNOGRAFIA POLSKA 1966 t.10

Item

Title
Przeobrażenia kulturowe Indian Montanii peruwiańskiej pod wpływem kontaktów z kulturą europejską / ETNOGRAFIA POLSKA 1966 t.10
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1966 t.10, s.376-396
Creator
Kowalska-Lewicka, Anna
Date
1966
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:534
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:584
Rights
Licencja PIA
Text
ANNA

KOWALSKA-LEWICKA

PRZEOBRAŻENIA K U L T U R O W E I N D I A N M O N T A N U
PERUWIAŃSKIEJ POD W P Ł Y W E M K O N T A K T Ó W Z KULTURĄ
EUROPEJSKĄ
1

Nazwą Montanu obejmuje
się najniższe, t r o p i k a l n e już partie
wschodnich stoków K o r d y l i e r y i puszcze leżące u i c h podnóża, na o b ­
szarze dzisiejszego P e r u i E k w a d o r u . Jest t o k r a i n a l e k k o pofalowana,
nawet zdarzają się pasma łagodnych wzgórz, a r z e k i i p o t o k i płyną t a m
jeszcze s z y b k i m n u r t e m . Cała M o n t a n i a pocięta jest gęstą siecią rzek,
s t r u m i e n i , jezior i łączących j e kanałów, których bieg po każdej co­
rocznej powodzi ulega zmianie. Zachodnia granica M o n t a n u to równo­
cześnie granica t r o p i k a l n e j wegetacji i początek p u s t y n n y c h gór. Prze­
biega ona wzdłuż poziomicy miedzy 1000 a 1200 m nad poziom morza.
Jedynie w dolinach większych rzek, w głębokich i c h kanionach, k l i m a t ,
puszcza i ludzie tropików dochodzą w głąb gór do wysokości 1800—
2000 m . Natomiast o d wschodu M o n t a n i a przechodzi niepostrzeżenie
w puszcze basenu A m a z o n k i . Są t a m t y l k o 2 p o r y r o k u : „letnia" pora
deszczowa o d stycznia do czerwca i „zimowa" pora sucha od lipca do
g r u d n i a . Średnia t e m p e r a t u r a w y n o s i 35° C, a w a h a n i a między „zimą"
i „latem" są m i n i m a l n e . Całą Montanię p o k r y w a gęsta, nieprzebyta
puszcza tropikalną. Sieć rzeczna to j e d y n e d r o g i k o m u n i k a c y j n e na
t y m terenie. Ponieważ puszcza jest p r a w i e niedostępna, a równocześnie
pozbawiona większej z w i e r z y n y , która mogłaby dostarczyć wyżywie­
nia l u d o m łowieckim, jest t y m s a m y m bezludna. Osady indiańskie z r e ­
guły usytuowane są w pobliżu spławnych wód.
W t a k i m to krajobrazie mieszkają liczne szczepy I n d i a n . I c h pocho­
dzenie jest bardzo różne. W ciągu tysiącleci docierały t a m fale m i g r a ­
cyjne, które posuwając się od wschodu w górę A m a z o n k i i j e j dopły-

1

w

S t u d i u m n i n i e j s z e oparte jest głównie n a materiałach z e b r a n y c h p r z e z autorkę

czasie

w 1948 r.

badań

terenowych

przeprowadzonych

wśród

Indian

i

kreoli

Montanu

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

377

w ó w dochodziły aż do terenów M o n t a n u , a napotkawszy barierę A n ­
dów pozostawały na stałe u i c h stóp. Stąd o l b r z y m i a ilość zupełnie nie
s p o k r e w n i o n y c h ze sobą r o d z i n językowych i języków izolowanych,
j a k i e t a m spotykamy. Pod względem językowym żaden i n n y obszar
A m e r y k i Południowej nie posiada większej różnorodności i bogactwa.
Wśród ludów M o n t a n u spotkać możemy przedstawicieli najstarszych
f a l m i g r a c y j n y c h , zepchniętych t a m w ciągu wieków, j a k n p . należą­
cych do paleoamerykańskiej g r u p y antropologicznej i językowej Pano,
a równocześnie l u d y niedawno przybyłe w głąb i n t e r i o r u amerykań­
skiego, j a k I n d i a n i e K a r i b czy A r a w a k .
M i m o t a k różnego pochodzenia, dzięki i d e n t y c z n y m w a r u n k o m m o r ­
fologicznym i k l i m a t y c z n y m , a p r z y t y m dużej ruchliwości większości
szczepów M o n t a n u , co ułatwiło i m wzajemne k o n t a k t y , dzięki wreszcie
unifikującemu wpływowi m i s j i , które działały t a m przez przeszło 200
lat (o czym m o w a będzie niżej), wytworzyła się pewna wspólnota mię­
dzy k u l t u r a m i tego obszaru, co pozwoliło uczonym zaliczyć j e do wspól­
nej g r u p y ludów M o n t a n u . Należą one do w i e l k i e j p r o w i n c j i k u l t u r o ­
wej puszcz t r o p i k a l n y c h dorzecza A m a z o n k i , n i e m n i e j posiadają sze­
reg cech, które j e wyodrębniają.
L u d y M o n t a n u to kopieniacze uprawiający systemem gospodarki ża­
r o w e j ogrody rozrzucone w puszczy. Sadzi się t a m głównie k r z a k i yuca,
c z y l i słodkiego m a n i o k u . Po n i m idą różne g a t u n k i plátanos, których
owoce zbiera się, zanim dojrzeją, i spożywa j a k o w a r z y w o pieczone l u b
gotowane. N a t r z e c i m miejscu w u p r a w i e i spożyciu stoi k u k u r y d z a ,
po niej wiele i n n y c h roślin u p r a w i a n y c h już w n i e w i e l k i c h ilościach.
Z p r z y p r a w powszechnie u p r a w i a n a i spożywana jest p a p r y k a , z n a r k o ­
tyków tytoń, z roślin przemysłowych bawełna. Obok k o p i e n i a c t w a d r u ­
g i m źródłem u t r z y m a n i a jest łowiectwo wodne. I n d i a n i e łowią r y b y ,
żółwie i wszelkie inne zwierzęta i p t a c t w o żyjące w wodach i nad w o ­
d a m i . Ogrody są głównie domeną pracy kobiet, g d y tymczasem męż­
czyźni całe dnie spędzają na łodziach zaopatrując rodzinę codziennie
w świeże mięso. Doskonale rozwinięte są t a m też przemysły, j a k g a r n ­
carstwo, t k a c t w o , plecionkarstwo, w y r o b y z piór i drewna. I n d i a n i e c i
mieszkają na ogół nie w e wsiach, ale w dużych samotnie stojących
domach zajmowanych przez k i l k a s p o k r e w n i o n y c h ze sobą rodzin.
Większość szczepów nie m a z w a r t e j organizacji a n i i n s t y t u c j i naczelni­
ków o silnej władzy. Charakterystyczne d l a I n d i a n M o n t a n u jest i c h
zżycie z w o d a m i . Używają o n i głównie wąskich długich łodzi dłuba­
n y c h z jednego p n i a drzewa i na n i c h odbywają bardzo nieraz odległe
podróże. Dzięki doskonałej znajomości n a w i g a c j i rzecznej i w i e l k i e j
ruchliwości m o g l i przemierzać duże przestrzenie. Od początku zasiedle­
nia t y c h ziem do l a t ostatnich szereg szczepów wędrowało i wędruje

378

ANNA

K O W A L S K A - L E W I C K A

nadal szukając n o w y c h korzystniejszych dla siebie terenów. Dzieje się
to p o d wpływem różnych przyczyn, j a k napór i n n y c h szczepów, b i a ­
łych osadników czy po p r o s t u system gospodarki żarowej, który zmusza
I n d i a n do przenoszenia się w p o s z u k i w a n i u nie wyjałowionej jeszcze
uprawą puszczy. T y m sposobem kontaktują się o n i z coraz t o i n n y m i
g r u p a m i przejmując od n i c h l u b udzielając i m elementów własnej k u l ­
tury.
B r a k natomiast t y m l u d o m t a k t y p o w y c h dla k u l t u r t r o p i k a l n y c h
A m a z o n i i elementów, j a k u p r a w a gorzkiego m a n i o k u , p i o n o w y w a r ­
sztat t k a c k i , trąby, m a s k i i organizacja k l a n o w a . Inne zaś elementy
amazońskie, n p . hamak czy w i e l k i e wspólne domy-osady zamieszkałe
przez kilkadziesiąt osób, są t a m mało rozpowszechnione .
2

Ryc.

1. Kuźnia indiańska. Mężczyzna w a c h l a r z e m

r o z n i e c a ogień. N a p i e r w s z y m

planie

kamienne

z piór

kowadło,

młot i kawałki żelaza
Fot.

A.

Kowalska-Lewicka

D l a zrozumienia p r z e m i a n k u l t u r o w y c h , j a k i e dokonały się t a m na
przestrzeni ostatnich 400 l a t , c z y l i w czasie, odkąd I n d i a n i e po raz
pierwszy zetknęli się z białym człowiekiem, konieczna jest znajomość
i c h dziejów — a dzieje te są n a m względnie dokładnie znane dzięki
opisom podróży, k r o n i k o m m i s y j n y m i i n n y m zapiskom. Podzielić j e
możemy za Stewardem na t r z y okresy:
3

2

J . H. S t e w a r d ,

of South
3

American

Tribes

Indians,

of the Montana.

t. 3, W a s h i n g t o n

S t e w a r d , op. cit., s. 510.

An

Introduction,

1948, s. 508.

[w:]

Handbook

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

379

1. Okres w y p r a w zdobywczych (1532 — ok. 1600 г.).
2. Okres m i s y j n y (1630—1830 г.).
3. Okres współczesnego k o l o n i z o w a n i a puszczy (1830 r . — dziś).
Ad) 1. Okres w y p r a w zdobywczych był dalszym ciągiem k o n k w i sty. Fantazja Hiszpanów podniecona o g r o m n y m i skarbami, j a k i e znaleźli
w państwie Inków, pchała i c h do coraz bardziej r y z y k o w n y c h przed­
sięwzięć. Po opanowaniu wybrzeży P a c y f i k u i wyżyn andyjskich roz­
poczęła się seria w y p r a w w puszcze leżące n a wschodnich stokach K o r ­
d y l i e r y , których celem było znalezienie
legendarnego El
Dorado,
a f a k t y c z n y m osiągnięciem o d k r y c i e A m a z o n k i i j e j dopływów. K o n ­
t a k t y konkwistadorów z I n d i a n a m i były wyłącznie wojenne; n i c też
dziwnego, że n i e miały wpływu n a kulturę I n d i a n . W ślad jednak za
p i e r w s z y m i zdobywcami szli koloniści, którzy już o d 1560 r. zakładali
małe osady w dorzeczu Huallaga i górnego Marañon. I n d i a n i e , podobnie
jak ludność pozostałych k o l o n i i hiszpańskich, przydzielani b y l i na
encomiendas*.
Zle t r a k t o w a n i e , choroby i ciężka praca stały się p r z y ­
czyną buntów I n d i a n , t a k że już około 1600 r. osady hiszpańskie zo­
stały opuszczone. Także i t e n krótki a b u r z l i w y okres w z a j e m n y c h k o n ­
taktów, podobnie j a k w y p r a w y zdobywcze, n i e pozostawił śladów
w k u l t u r z e indiańskiej.
A d 2. W przeciwieństwie do poprzedniego, 200 l a t liczący okres p r a ­
cy m i s y j n e j wywołał w k u l t u r z e tubylczej n a obszarze M o n t a n u bardzo
głębokie zmiany. Rozproszenie I n d i a n mieszkających w puszczy w n i e ­
w i e l k i c h grupach r o d z i n n y c h oddalonych od siebie i u k r y t y c h w mało
dostępnym terenie utrudniało pracę misyjną, a już zupełnie uniemożli­
wiało kontrolę duszpasterską n a d świeżo nawróconymi. Bardzo więc
wcześnie powstała wśród m i s j o n a r z y koncepcja osad m i s y j n y c h , które
ułatwiłyby dostęp do I n d i a n , j a k i późniejszą opiekę n a d n i m i . K o n ­
cepcja t a realizowana jest do ostatnich czasów w całej A m e r y c e ŁaE n c o m i e n d a była to duża posiadłość z i e m s k a n a d a n a p r z e z króla hiszpań­
skiego w k o l o n i a c h . E n c o m e n d e r o n i e był j e d n a k j e j f a k t y c z n y m właścicielem,
l e c z miał p r a w o władania ziemią i ludźmi n a niej mieszkającymi do s w e j śmierci
l u b do c h w i l i , k i e d y król cofnął n a d a n i e . I n d i a n i e mieszkający w obrębie e n c o m i e n d y m i e l i własne działki z i e m i , ale prócz tego b y l i zobowiązani pracować
określoną ilość c z a s u n a r z e c z s w e g o p a n a , który z k o l e i miał obowiązek o p i e k o ­
w a ć się n i m i i dbać o i c h potrzeby. W p r a k t y c e e n c o m e n d e r o miał bezwzględną
w ł a d z ę w s w y c h włościach, a I n d i a n do n i c h p r z y p i s a n y c h traktował j a k n i e w o l ­
ników ( m i m o że n i m i f o r m a l n i e n i e byli). E n c o m i e n d a , w z o r o w a n a n a s t o s u n k a c h
panujących w H i s z p a n i i w X V I w., została w p r o w a d z o n a w e w s z y s t k i c h k o l o n i a c h
hiszpańskich bezpośrednio po podboju, a zniesiono ją dopiero w 1720 г., nadając
ziemię n a własność. Jeśli j e d n a k c h o d z i o I n d i a n mieszkających w obrębie w i e l ­
k i e j własności, to użycie i c h j a k o bezpłatnej siły roboczej i s t n i e j e do d n i a d z i s i e j ­
szego, choć o b e c n a k o n s t y t u c j a tego n i e p r z e w i d u j e .
4

380

ANNA

K O W A L S K A - L E W I C K A

cińskiej, a szczyt r o z w o j u osiągnęły osady m i s y j n e w j e z u i c k i m pań­
stwie założonym w X V I I w. na pograniczu Paragwaju, U r u g w a j u i B r a ­
z y l i i . W t y m okresie m i s j e zakładano na terenach zupełnie dotąd nie
tkniętych wpływami Białych, żeby nie wchodzić w k o n f l i k t z k r e o l s k i m i
posiadaczami z i e m s k i m i , którzy potrzebowali I n d i a n j a k o siły roboczej
i niechętnie p a t r z y l i na odciąganie ze s w y c h p l a n t a c j i robotników
indiańskich i osadzanie i c h w osiedlach m i s y j n y c h . Stąd misjonarze
sięgali Z reguły do najbardziej oddalonych o d c y w i l i z a c j i szczepów.
Zakładali t a m osady, b u d o w a l i kościoły, po c z y m namową i obietnicą
ściągali I n d i a n . Osady t a k i e liczyły o d k i l k u s e t do k i l k u tysięcy miesz­
kańców. M i s j e pozostawały głównie w rękach zakonów: jezuitów, f r a n ­
ciszkanów i w m n i e j s z y m s t o p n i u dominikanów. Szczególną jednak
aktywnością wyróżniali się j e z u i c i , którzy aż do czasu kasaty i c h za­
k o n u w 1767 r. objęli s w y m wpływem n i e m a l wszystkie szczepy M o n ­
t a n u . D l a zobrazowania
rozległości wpływów m i s j i podam, że t y l k o
na obszarze dorzecza Huallaga i U k a j a l i w X V I I I w. było aż 160 k a t o ­
l i c k i c h m i s j i . W П42 r. franciszkanie, będący w t e d y u szczytu s w y c h
sukcesów, m i e l i 10 000 I n d i a n zebranych na 10 m i s j a c h . Praca m i s y j n a
napotykała duże trudności, wśród których najgroźniejsze okazały się
epidemie ospy, szczególnie niebezpieczne dla w i e l k i c h skupisk l u d z k i c h ,
j a k i m i były osady m i s y j n e . Wedle ówczesnych k r o n i k na ospę w y m i e ­
rały nieraz całe wsie, a każda epidemia pociągała za sobą śmierć tysię­
cy I n d i a n . Zarówno lęk przed chorobami, j a k i p r z y m u s obserwowania
chrześcijańskich zwyczajów i tępienie zwyczajów t u b y l c z y c h wywoły­
wały masowe ucieczki, gdy zaś zaczęto na opustoszałe misje ściągać
I n d i a n przemocą, podniosły się b u n t y . M i m o t y c h w s z y s t k i c h trudności
działalność m i s y j n a była bardzo ożywiona, a w miejsce opustoszałych
m i s j i powstawały następne.
5

W osadach m i s y j n y c h , wobec dużego zróżnicowania językowego
t y c h okolic i mało l i c z n y c h g r u p szczepowych, gromadzeni b y l i n i e ­
rzadko I n d i a n i e należący do zupełnie sobie obcych k u l t u r o w o i języko­
wo, nieraz wręcz w r o g i c h szczepów, żyjących na różnym stopniu k u l ­
t u r y . Misjonarze, żeby ułatwić sobie porozumienie z różnojęzycznymi
I n d i a n a m i , a równocześnie porozumienie I n d i a n pomiędzy sobą, u c z y l i
i c h języka quechua, który przyjęli jako rodzaj lingua franca d l a wszyst­
k i c h I n d i a n dawnego obszaru i m p e r i u m Inków i ziem sąsiednich. Poza
religią i wspólnym językiem misjonarze przynieśli ze sobą wiele ele­
mentów k u l t u r y europejskiej. Między i n n y m i , żeby wyżywić duże s k u ­
piska ludzkie, m u s i e l i wprowadzić pewne g a t u n k i wysoko plonujących
roślin (np. ryż i trzcinę. cukrową). A l e w p ł y w y europejskie były sto5

S t e w a r d , op. cit., s. 512.

A N N A

381

K O W A L S K A - L E W I C K A

sunkowo słabe i nietrwałe w porównaniu z rolą, jaką osady m i s y j n e
odegrały w u n i f i k a c j i k u l t u r indiańskich. Przez dłuższe pokojowe współ­
życie w t y c h osadach I n d i a n różnych języków i k u l t u r i dzięki możli­
wościom porozumienia w języku quechua zaczęły upowszechniać się
różne elementy k u l t u r o w e znane dotąd t y l k o niektórym szczepom.
Uważa się dzisiaj, że r e z u l t a t e m d w u w i e k o w e j działalności m i s y j n e j są
między i n n y m i : zlanie się i n d y w i d u a l n y c h r o d z i n w szersze p a t r y l i n e a l ne r o d y , upowszechnienie k a n u jako najprostszego narzędzia k o m u n i ­
k a c j i wodnej, w y p i e r a n i e łuku przez dmuchawkę; a już za wyraźne
wpływy europejskie niektóre przemysły, j a k obróbka żelaza, wreszcie
elementy chrześcijańskie w zwyczajach r o d z i n n y c h .
6

R y c . 2. Strzały i oszczep d a w n e g o t y p u o o s t r z a c h z t w a r ­
dego

drzewa
Fot.

Stanisław

Poborski

Okres m i s y j n y kończy się w początkach X I X w . Po o d e r w a n i u się
A m e r y k i Południowej od Hiszpanii misje tracą zaplecze, j a k i m była
dla n i c h metropolia i jedna po d r u g i e j upadają, a zakony trudniące się
pracą misyjną opuszczają młode r e p u b l i k i , ' których nastawienie jest
w t y m czasie wyraźnie demokratyczne i postępowe.
A d 3. Trzeci okres, wedle chronologii Stewarda okres współczesnego
kolonizowania puszcz, zaczyna się po u z y s k a n i u niepodległości przez
dawne kolonie A m e r y k i Łacińskiej, około 1830 r . (różne wicekrólestwa
i k a p i t a n a t y w różnym czasie zrzucały władzę kolonialną). W t y m t o
czasie młode państwa południowoamerykańskie pochłonięte całkowicie
p r o b l e m a m i , j a k i e wyrosły w związku ze zrzuceniem władzy Hiszpanii,
6

Steward,

op. cit., s. 515.

382

A N N A

K O W A L S K A - L E W I C K A

niewiele miały czasu na interesowanie się l u d a m i puszcz; misje zaś
w t y m okresie n i e m a l n i e istniały. Dopiero na przełomie X I X i X X w .
unormowały się stosunki w Peru, które od czasu w y z w o l e n i a spod
wpływu Hiszpanii przechodziło przez ustawiczne rewolucje i w o j n y .
Od końca X I X w . ruszyła też masowa emigracja do puszcz nadamazońskich. Ważną j e j przyczyną było między i n n y m i przeludnienie P e r u .
M i m o rozległości tego państwa t e r e n y zdatne pod uprawę są stosun­
k o w o n i e w i e l k i e ; nieumiejętna r a b u n k o w a gospodarka zmniejszyła j e
jeszcze w porównaniu z czasami p r z e d k o l u m b i j s k i m i . Równocześnie
bieda i przeludnienie panujące w Europie oraz „odkrycie" A m e r y k i
dla e m i g r a c j i z końcem X I X w . dostarczyły całych- rzesz n o w y c h e m i ­
grantów; obok k r e o l i zaczęli osiedlać się w puszczy przybysze z E u r o p y .

Ryc.

3. „Nowoczesne"

żelazne

ostrza

Fot.

strzał

Stanisław

Poborski

Oba podane wyżej powody były w a r u n k a m i sprzyjającymi szybkiej
kolonizacji M o n t a n u , lecz m o m e n t e m wyzwalającym je stała się go­
rączka k a u c z u k u , która rozpoczęła się po 1890 r. Pchnęła ona w n a j ­
odleglejsze zakątki puszcz tysiące poszukiwaczy f o r t u n y . N a j s i l n i e j
ucierpiały n a t y m l u d y znad rzek Marañon, Napo, P u t u m a y o , M a d e i r a
i J u r u a — P u r u s , natomiast szczepy znad Huallaga i U k a j a l i inwazję
tę. odczuły zrazu t y l k o pośrednio, przez przesunięcie szczepów miesz­
kających na wschód o d n i c h — n i e m n i e j i t u t a j d o t a r l i caucheros,
choć
nieco później, k i e d y po załamaniu się k o n i u n k t u r y n a kauczuk r u s z y l i
w górę rzek w poszukiwaniu i n n y c h źródeł zarobków. W t y m czasie
powstało wiele n o w y c h osad i ożywiła się k o m u n i k a c j a s t a t k a m i na
rzekach. Choć okres t e n minął stosunkowo szybko, ludzie odpłynęli

A N N A

K O W A L S K A - L E W I C K A

383

a większość osad opustoszała, t o j e d n a k gorączka k a u c z u k u była ostat­
n i m o d k r y c i e m puszczy t r o p i k a l n e j dla białego człowieka. Wykazała,
że w puszczy można żyć, że k r y j e ona w sobie niespodziewane bogactwa.
M i m o wycofania się większości caucheros pozostała z tego okresu część
dzisiejszych mieszkańców M o n t a n u . Są t o d a w n i zbieracze k a u c z u k u
l u b ludzie p r z y b y l i wówczas za n i m i jako handlarze,, właściciele statków
przewozowych i t d . , a którzy stanowią coś w rodzaju a r y s t o k r a c j i białej
M o n t a n u , warstwę pierwszych pionierów.
Poza p r z y c z y n a m i n a t u r y ekonomicznej w skolonizowaniu M o n t a n i i
grały w t y m czasie rolę i inne, n a t u r y ideowej — a mianowicie misje.
Wzmożenie, a raczej wznowienie i c h działalności o d początku X X w.,
może częściowo spowodowane p o n o w n y m o d k r y c i e m A m a z o n i i przez
caucheros,
utorowało drogę w i e l u białym osadnikom i pokryło M o n t a nię siecią ekspozytur k u l t u r y europejskiej.
Pierwsza w o j n a światowa przyniosła ogromne
wzbogacenie się
państw południowoamerykańskich, a co za t y m idzie, wzmocnienie i c h
wewnętrzne, wzmogła więc. i c h siłę ekspansywną, zwracającą się teraz
głównie w k i e r u n k u własnych nieskolonizowanych terenów. Ostatnia
w o j n a z 1939 r . spowodowała dalszy wzrost bogactwa i silniejszą jeszcze
organizację państwową w P e r u , które poza i n n y m i odłogiem leżącymi
dziedzinami zajęło się z a p o m n i a n y m i dotąd d e p a r t a m e n t a m i puszczań­
s k i m i . Dążąc do i c h gospodarczej eksploatacji postanowiono w o s t a t n i m
ćwierćwieczu „ucywilizować" tubylczą ludność, co dałoby w rezultacie
wciągnięcie j e j w produktywną gospodarkę państwową.
Ważnym wreszcie c z y n n i k i e m sprzyjającym skolonizowaniu M o n t a ­
n i i w o s t a t n i m ćwierćwieczu jest o g r o m n y rozwój t e c h n i k i . W p r o w a ­
dzenie udoskonalonych parowców i statków m o t o r o w y c h przyspieszyło
komunikację na wodach i zmniejszyło niepomiernie niebezpieczeństwo
podróży. Wprowadzenie samolotów, które łączą ze stolicą najodleglejsze
p u n k t y , nie wymagając p r z y t y m większych wkładów poza wycięciem
kawałka puszczy pod lotnisko, połączyło ostatecznie
Montanię ze
z dawna już s k o l o n i z o w a n y m i d e p a r t a m e n t a m i n a d p a c y f i c z n y m i P e r u .
Obok wynalazków technicznych wspomnieć m u s i m y o i n n y c h zdoby­
czach dzisiejszej wiedzy, zwłaszcza m e d y c y n y . Wynalezienie
szybko
i skutecznie działających środków przeciw chorobom t r o p i k a l n y m
i wprowadzenie n a wielką skalę szczepień o c h r o n n y c h przeciw żółtej
febrze usunęło, a p r z y n a j m n i e j niepomiernie zmniejszyło niebezpie­
czeństwo p r z e b y w a n i a w dżungli. Wszystkie te c z y n n i k i nie t y l k o
ułatwiają obecnie życie białemu osadnikowi, ale dają m u poczucie bez­
pieczeństwa i k o n t a k t u z b l i s k i m m u k u l t u r a l n i e zapleczem.

384

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

C z y n n i k a m i , które w dobie obecnej oddziaływują na I n d i a n M o n ­
tanu, są misje, b i a l i osadnicy i państwo. Postaramy się omówić każdy
z n i c h oddzielnie, j a k k o l w i e k w p ł y w i c h sumuje się i uzupełnia.
Misje, które t a k doniosłą rolę odegrały w życiu I n d i a n ubiegłych
stuleci, dziś nadal przyspieszają proces i c h europeizacji. O i c h wpływie
była już m o w a poprzednio. T u t a j chciałabym jednak zwrócić uwagę
na inną dziedzinę — na to, w j a k i m k i e r u n k u misjonarze działają na
psychikę I n d i a n i j a k i e m a to znaczenie dla dalszych i c h losów.

Ryc.

4. K u c h n i a indiańska.

ście ułożone ognisko,
do

pieczenia

mięsa

Charakterystyczne

promieni­

a n a n i m s i a t k a z żelaznego
i

jarzyn.

Obok

wielki

nóż

drutu
zwany

macheta
Fot.

A.

Kowalska-Lewicka

Już przez samo zjawienie się biały człowiek musiał zachwiać od
wieków ustaloną równowagę panującą na obszarze M o n t a n u . Zetknię­
cie t y c h d w u światów było t y m bardziej katastrofalne dla t r a d y c y j n e j
k u l t u r y indiańskiej, że w samym charakterze m i s j i leżała dążność do
przebudowy światopoglądu i u s t r o j u społecznego I n d i a n . Wśród licz­
n y c h z m i a n w p r o w a d z o n y c h przez misje najbardziej może brzemienne
w następstwa stało się zniszczenie a u t o r y t e t u miejscowych naczelni ków-czarowników. Jako najlepsi znawcy t r a d y c j i , ludzie doświadczeni
i służący radą b y l i o n i stróżami dawnego porządku, w y r o k o w a l i w e
wszystkich sprawach związanych z obyczajowością, moralnością i t d .
Teraz m u s i e l i ustąpić miejsca białemu m i s j o n a r z o w i , który n i e t y l k o
został władcą wszystkich I n d i a n zgromadzonych w osadzie m i s y j n e j ,
ale także dzięki s w y m znajomościom t e c h n i k europejskich a u t o r y t e t e m

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

385

w sprawach p r a k t y c z n y c h , wreszcie — i to przede w s z y s t k i m — w y ­
rocznią w sprawach r e l i g i i , moralności, a więc w sprawach związanych
z układem społecznym. Misjonarz stał się pośrednikiem między n o w y m
bogiem a I n d i a n a m i , dyktującym w imię tego boga prawa moralne
i społeczne, a wpływy jego obejmowały w s z y s t k i c h t y c h , którzy p r z y ­
jęli chrzest, bez względu n a to, czy żyli w zasięgu jego bezpośredniej
fizycznej władzy.
A u t o r y t e t misjonarza zaciążył w dziedzinie społecznej głównie n a
rodzinie. Zabronione zostało wielożeństwo i rozwody. Liczne obrzędy
związane z n a r o d z i n a m i , osiąganiem dojrzałości, małżeństwem i śmiercią
zostały zniesione l u b zamienione na chrześcijańskie. Przez zmianę d o ­
tychczasowej s t r u k t u r y społecznej, zniszczenie p i e r w o t n e j r e l i g i i i w y ­
tworzenie się n o w y c h f o r m współżycia, przez zagęszczenie I n d i a n
w osadach m i s y j n y c h , co n i e odpowiadało t y p o w i i c h osadnictwa i w z a ­
jemnego współżycia, wreszcie w s k u t e k stosowania przez m i s j o n a r z y
n a d m i e r n e j ilości niezrozumiałych d l a I n d i a n zakazów i równie i m
obcych nakazów obyczajowa t r a d y c y j n a moralność doznała zupełnego
załamania. Najdrastyczniej u w i d a c z n i a się to w stosunku do cudzej
własności, w prawdomówności i moralności seksualnej, które u I n d i a n
ochrzczonych i u c y w i l i z o w a n y c h pozostawiają w i e l e do życzenia, w prze­
ciwieństwie do społeczeństw indiańskich żyjących t r a d y c y j n i e .
Załamanie się dotychczasowego światopoglądu nie jest j e d y n y m
r e z u l t a t e m działalności m i s y j n e j . I n d i a n i e żyjący nieraz z pokolenia
w pokolenie w obrębie osad m i s y j n y c h , o i l e w ciągu tego czasu nie
w y n a r o d o w i l i się, z a t r a c i l i całkowicie samodzielność. M i s j o n a r z brał
na siebie wszelkie decyzje. Przede w s z y s t k i m on regulował stosunki
z otaczającym światem, z Białymi i I n d i a n a m i , o n decydował o spra­
w a c h k u l t u i rodziny, leczył c h o r y c h , dostarczał wyrobów europejskich,
które stały się już teraz niezbędne w gospodarce I n d i a n (np. żelazo).
Z chwilą u p a d k u m i s j i I n d i a n i e stawali się zupełnie bezradni. Zacho­
w a l i wprawdzie, n a w e t w niektórych dziedzinach rozwinęli, umiejętno­
ści techniczne, znali n a d a l w a r u n k i b y t o w a n i a w t r o p i k a l n e j puszczy,
ale ciążył n a d n i m i lęk przed samodzielnym zetknięciem się z otacza­
jącym światem, przed powzięciem j a k i e j k o l w i e k decyzji, w y t w o r z o n y
przez długotrwałe przyzwyczajenie do szukania oparcia i o p i e k i u j e d ­
n o s t k i silniejszej psychicznie. D a w n i w i e l o l e t n i mieszkańcy osad m i ­
s y j n y c h n i e m a l z reguły dostawali się p o d władzę patronów, którzy
p r z e j m o w a l i obowiązki opiekunów i pośredników z kulturą europejską,
eksploatując w zamian w sposób bezprzykładny swoich klientów.
Chcę t u podkreślić, że instytucję patronów, j a k k o l w i e k w y w o d z i
się ona z f e u d a l n y c h stosunków panujących w A m e r y c e Południowej
od czasów Pizzarra, na terenie M o n t a n i i zgodnie z odczuwaniem j e j
25 —

Etnografia

Polska,

t.

X

386

ANNA

K O W A L S K A - L E W I C K A

przez I n d i a n uważam za konsekwencję działalności m i s y j n e j , za rodzaj
k o n t y n u a c j i m i s j i , oczywiście o i l e weźmiemy p o d uwagę j e d y n i e i c h
stronę polityczno-gospodarczą.
Z p u n k t u widzenia białego osadnictwa na terenie M o n t a n u można
traktować m i s j o n a r z y j a k o t y c h , którzy u t o r o w a l i drogę n o w y m k o l o ­
n i z a t o r o m puszczy. O n i p i e r w s i zapuszczali się w odległe, n i e tknięte
stopą białego człowieka okolice, odkrywając j e d l a s w y c h współplemieńców. M i s j e stały się później oparciem d l a osadników, którzy pod

Ryc.

5.

Europejskiego

pochodzenia

warsztat

do

wyrobu

Stanisław

Poborski

sznurków
Fot.

i c h osłoną zakładali swe plantacje. Dziś nadal obserwować można zja­
wisko powstawania wokół osady m i s y j n e j rozrzuconych chacras, któ­
r y c h mieszkańcy są w stałym kontakcie z misją. Misje wreszcie przygo­
towały psychiczny g r u n t dla zjawienia się białego osadnictwa świec­
kiego, wytworzyły wśród I n d i a n , o i l e nie p r z y c h y l n y , t o w każdym
razie t o l e r a n c y j n y nastrój d l a przybyszów. Doskonale c h a r a k t e r y z u j e
t o najlepszy p o l s k i znawca stosunków peruwiańskich J a n Sztolcman,
który na te s p r a w y p a t r z y oczyma białego mieszkańca A m e r y k i Po­
łudniowej. Wedle Sztolcmana I n d i a n i e „białych nienawidzą i wszelkich
z n i m i związków unikają. Ojciec gotów jest córkę, a mąż żonę zabić,
jeśli się t y l k o dowie, że z Białym stosunek miała. W każdym razie n i e ­
ocenione prace m i s j o n a r z y przygotowały t e r e n do zlania się obu ras,
gdyż niewątpliwie I n d i a n i e przez ciągłe współżycie z Białymi p o w o l i
się do n i c h przyzwyczajają, a stąd do kompletnego zlania się k r o k już
tylko jeden" .
7

7

J . S z t o l c m a n , Peru,

t. 2, W a r s z a w a — K r a k ó w 1912, s. 253.

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

387

W ostatnich latach rola m i s j i znacznie się zmieniła, bo też zmieniła
się sytuacja w M o n t a n u . Dziś, j a k k o l w i e k w dużej mierze przyczyniają
się do w y n a r o d o w i e n i a I n d i a n przez chęć nadmiernego i niewłaściwego
ich c y w i l i z o w a n i a , przecież posiadają znacznie większą znajomość k u l ­
t u r y I n d i a n i i c h potrzeb, i wobec powszechnego w y z y s k u patronów
stanowią pewne oparcie i ochronę dla ludności t u b y l c z e j .
W p ł y w świeckich białych osadników na I n d i a n M o n t a n u odnieść
można do ostatnich 100 l a t , a większe jego natężenie do czasu, g d y po
załamaniu się gorączki k a u c z u k u zastępy pozbawionych zarobku daw­
n y c h caucheros zaczęły szukać i n n y c h sposobów urządzenia sobie ży­
cia w puszczy. Reprezentowali oni d w a odrębne t y p y — ubogich, m n i e j
przedsiębiorczych d r o b n y c h plantatorów, żyjących głównie ze swej
plantacji, którą u p r a w i a l i własnymi rękami, czyli t z w . chacreros,
oraz
element bardziej przedsiębiorczy, plantatorów na wielką skalę, t r u d ­
niących się ponadto handlem, którzy potrzebowali dla u p r a w y swych
rozległych terenów w i e l u rąk roboczych. Chacreros
żyją bardzo p r y m i ­
t y w n i e . C h a t y i c h t y m t y l k o różnią się o d indiańskich, że mają ściany
z bambusu i czasem podniesioną ponad poziom g r u n t u podłogę. Ludzie
ci trzebią puszczę systemem indiańskim, uprawiają te same co t u b y l c y
rośliny, podobnie j a k o n i polują i łowią r y b y , z t y m jednak że przy
p o l o w a n i u używają wyłącznie b r o n i palnej, a p r z y połowie r y b obok
wędki posługują się zarzutnią nie znaną I n d i a n o m , nie używają nato­
miast łuku i oszczepu. T y m , co najbardziej wyróżnia i c h w zakresie
k u l t u r y m a t e r i a l n e j , jest strój i c h kobiet. Za to w dziedzinie obyczajo­
wości, t r a d y c j i i t p . różnią się krańcowo od I n d i a n , bliscy są natomiast
k u l t u r z e kreolskiéj sierry i wybrzeża. Chociaż chacreros
często znają
język I n d i a n , korzystają z i c h pomocy przy budowie d o m u i oczyszcza­
n i u p l a n t a c j i , czasem nawet mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie chat
indiańskich, słowem mają dużo okazji do w z a j e m n y c h zetknięć, n i g d y
nie dochodzi między n i m i do większej zażyłości. Żyją obok siebie ży­
ciem odrębnym, nie wykazując zbytniego zainteresowania dla k u l t u r y
drugiej g r u p y . Obie strony żywią p e w i e n rodzaj pogardy dla siebie.
B i a l i wszystko^co indiańskie uważają za barbarzyńskie, Indianie nato­
miast z odcieniem wyższości wyrażają się o o w y c h blancos, którzy pod
względem znajomości puszczańskiego życia stoją od n i c h niżej. B i a l i
b o w i e m nie są t a k d o b r y m i r y b a k a m i , łowcami, b u d o w n i c z y m i , i c h
k o b i e t y nie umieją tkać, robić garnków, w w i e l u też w y p a d k a c h muszą
korzystać z pomocy I n d i a n ; w k o r z y s t a n i u zaś z dobrodziejstw c y w i l i ­
zacji są n i e m a l w równej mierze co I n d i a n i e zależni od plantatorów-patronów, u których za drogie pieniądze kupują w y r o b y przemysłowe.
Od chacreros

I n d i a n i e przejęli nieliczne t y l k o elementy

kulturowe,

388

ANNA

K O W A L S K A - L E W I C K A

i to raczej drugorzędne, j a k n p . pewne z m ia ny w b u d o w i e domostw,
siatki z d r u t u do pieczenia żywności na o g n i u , dzięki n i m zaznajomili
się bliżej z żelaznymi narzędziami, n a u c z y l i się robić sznury p r z y uży­
c i u kołowrotu. N i e można zresztą tego generalizować, gdyż różne
szczepy w różnym s t o p n i u wzbogaciły stąd swój i n w e n t a r z k u l t u r o w y .

R y c . 6. I n d i a n k a S h i p i b o w b l u z c e z f a b r y c z n e g o
Fot.

Stanisław

perkalu
Poborski

Zupełnie i n n y t y p przedstawiają przedsiębiorczy B i a l i , wywodzący
się w dużym stosunkowo procencie nie z kreolów, lecz Europejczyków
przybyłych t a m w p i e r w s z y m pokoleniu. Ludzie c i dochodzą n a terenie
M o n t a n u do w i e l k i c h nieraz f o r t u n , a powodzenie zawdzięczają b y s t r o ­
ści i ruchliwości ( w przeciwieństwie do m n i e j na ogół przedsiębiorczych
k r e o l i ) oraz szybkiej o r i e n t a c j i w w a r u n k a c h miejscowych połączonej
z bezwzględnością wobec I n d i a n . Najczęściej mają o n i w i e l k i e plantacje
i równocześnie uprawiają handel. I c h duże gospodarstwa wymagają
w i e l u rąk do pracy i dlatego muszą starać się o pomoc ludności t u b y l ­
czej. Zazwyczaj stosunki wzajemne rozpoczynają się odętego, że Biały
zaopatruje I n d i a n w e wszystkie potrzebne i m p r z e d m i o t y , j a k machety,
siekiery, u b r a n i a , b a r w n e perkale, k o r a l i k i i t p . Rzecz prosta, że c i
ostatni n i e mają środków na zapłacenie tego wszystkiego. Zmuszeni są
więc, w f o r m i e zapłaty, odpracować pewien okres na p l a n t a c j i Białego.
Z chwilą, g d y już udało się uzyskać tą drogą robotników, kwestią
s p r y t u pracodawcy jest zatrzymać i c h j a k najdłużej. I n d i a n i e zupełnie
nie orientują się w wartości n a b y w a n y c h przedmiotów, a t y m bardziej
nie umieją j e j przeliczyć na d n i robocze i n i g d y nie wiedzą, i l e czasu

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

389

mają pracować d l a wypłacenia długu. G d y p o b y t I n d i a n i n a na p l a n t a c j i
t r w a już zbyt długo i zachodzi możliwość jego ucieczki, p a t r o n , bo t a k
nazywa się jego biały „opiekun", w m a w i a m u jakiś n o w y przedmiot
i w t e n sposób z a t r z y m u j e na następne tygodnie i miesiące n i e w o l i .
T a m nawet, gdzie wypłata o d b y w a się w pieniądzach, j e d y n y m sposo­
b e m i c h w y d a n i a jest zakup towarów u patrona po cenach przez niego
p o d y k t o w a n y c h . P o l i t y k a patronów idzie w k i e r u n k u stworzenia j a k
największej ilości n o w y c h potrzeb, przyzwyczajenia miejscowej l u d ­
ności do użycia europejskich wyrobów f a b r y c z n y c h w miejsce w y t w o ­
rów p r o d u k c j i własnej. I m I n d i a n i n potrzebuje i c h więcej, t y m silniej
jest uzależniony od tego, który m u i c h dostarcza. Najniebezpieczniej­
szym z importów jest a l k o h o l . Rozpijanie I n d i a n , którzy bardzo szybko
stają się nałogowcami, to najpewniejszy sposób u t r z y m a n i a i c h w za­
leżności o d Białego.
M i m o t y c h w s z y s t k i c h wypróbowanych sposobów n a d p l a n t a c j a m i
w i s i zawsze groźba ucieczki robotników. I t e j ewentualności potrafiła
j e d n a k zaradzić europejska pomysłowość. I n d i a n i e na ogół znają t y l k o
dorzecze r z e k i , n a d którą mieszkają. D a l e j nie zapuszczają się z obawy
przed w r o g i m i szczepami. P a t r o n stara się więc zakładać plantacje
w d w u bardzo odległych p u n k t a c h , n a d d w u nie łączącymi się rzeka­
m i — n p . n a d Ukajali i M a d r e de Dios. I n d i a n z dorzecza U k a j a l i
t r a n s p o r t u j e się wówczas za pomocą motorowego s t a t k u patrona n a d
M a d r e de D i o s i o d w r o t n i e , zapobiegając w t e n sposób ucieczce. Często
tacy ludzie już n i g d y n i e wracają do s w y c h siedzib.
Każdy zamożny Biały stara się rozciągnąć w p ł y w na j a k największą
ilość I n d i a n . Jako i c h p a t r o n m a wyłączne p r a w o prowadzenia z n i m i
h a n d l u i eksploatowania i c h przede w s z y s t k i m jako siły roboczej. W za­
m i a n za pobieranie produktów puszczy, wytworów i c h rzemiosł, d r o b i u ,
wreszcie r o b o t n i k a p a t r o n dostarcza I n d i a n o m produktów f a b r y c z n y c h
i roztacza n a d n i m i opiekę. Polega ona na obronie przed gwałtem, r e ­
k w i z y c j a m i i p o r y w a n i e m dziewcząt przez i n n y c h Białych, którzy w i ­
dząc, że dana g r u p a m a już swego patrona, wolą nie wchodzić z n i m
w k o n f l i k t i nie atakują jego I n d i a n . To właśnie poczucie pewnego bez­
pieczeństwa, j a k i e daje f a k t należenia do grona klientów białego pa­
trona, który stał się pośrednikiem między I n d i a n a m i a całym światem
k r e o l s k i m , sprawia, że i n s t y t u c j a patronów m a jednak pewną p o p u l a r ­
ność wśród I n d i a n . Zdają sobie o n i sprawę, że p a t r o n nie będzie eks­
ploatował i c h aż do u t r a t y podstaw egzystencji, bo wówczas straciłby
siłę roboczą, podczas g d y p r z y g o d n i b i a l i rabusie nie mają żadnych
skrupułów. Wyglądać może t o na absurd, ale istotnie p a t r o n m i m o
całego w y z y s k u i aktów gwałtu, j a k i c h sam się dopuszcza, jest jedno-

ANNA

390

К OW A L S K A - L E WICK A

cześnie j e d y n y m opiekunem swoich I n d i a n , i c h obrońcą przed
w i e m i równie dla n i c h bezwzględnym p r a w e m .

bezpra­

8

R y c . 7. I n d i a n i n S h i p i b o w n a s z y j n i k u z b a r w n y c h
koralików i s r e b r n y c h t a r c z e k . N a głowie zawiązaną
n i a chustkę fabryczną do n o s a
Fot.

Borys

Malkin

D l a t r a d y c y j n e j k u l t u r y i n s t y t u c j a patronów jest m n i e j groźna od
m i s j i , gdyż j a k k o l w i e k doprowadziła do przyjęcia w i e l u elementów
I n s t y t u c j i patronów p r ó ż n o b y szukać w k o d e k s i e p r a w n y m P e r u . S t o s u n e k
między p a t r o n e m a k l i e n t e m z p u n k t u w i d z e n i a p r a w a może być t r a k t o w a n y j a k o
s t o s u n e k : p r a c o d a w c a — p r a c o w n i k l u b w i e r z y c i e l — dłużnik. N i e m n i e j
sto­
s u n k i te są dokładnie kreślone p r z e z p r a w o z w y c z a j o w e i r e s p e k t o w a n e p r z e z
p r z e d s t a w i c i e l i władzy państwowej w M o n t a n u . P r a w o z w y c z a j o w e n o r m u j e r ó w ­
nież s t o s u n k i pomiędzy białymi o s a d n i k a m i , zabraniając m . i n . o d b i e r a n i a sobie
klientów czy p r z e p r o w a d z a n i a r e k w i z y c j i wśród I n d i a n należących do kogoś i n ­
nego. N i e j e d e n r a z k r w a w o kończyły się p o r a c h u n k i między Białymi, którzy c h c i e l i
„ukraść" sobie n a w z a j e m I n d i a n .
8

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN.

M O N T A N U

391

P E R U
80-

75»

70

392

A N N A

K O W A L S K A - L E W I C K A

europejskiej k u l t u r y m a t e r i a l n e j , p r a w i e nie interesuje się kulturą spo­
łeczną i duchową i n i e stara się na nią zadziałać.
M i m o współżycia I n d i a n z białymi chocreros i m i m o ucisku p a t r o ­
nów istniała pewnego rodzaju równowaga na terenie M o n t a n u , a proces
a k u l t u r a c j i postępował stale, ale wolno. Poziom b o w i e m życia nawet
patronów, m i m o i c h pokaźnych nieraz f o r t u n , n i e różnił się wiele o d
poziomu życia I n d i a n . Rozwój i c h bogactw szedł w k i e r u n k u pomno­
żenia ilości p l a n t a c j i , k u p n a stateczku motorowego i powiększenia k o n ­
ta w b a n k u , ale n i e podniesienia stopy życiowej i wprowadzenia no­
w y c h m e t o d gospodarowania. B r a k też było na terenie M o n t a n i i
większych osiedli, z wyjątkiem stolicy d e p a r t a m e n t u Iquitos, gdyż t y p
gospodarki opartej na u p r a w i e ziemi, a posługującej się h a n d l e m j e d y ­
nie j a k o środkiem pomocniczym, wymagał osadnictwa rozrzuconego.

%

D o tego rozwijającego się dotąd niejako n a t u r a l n i e procesu w y p i e ­
r a n i a i w y n a r o d a w i a n i a I n d i a n dołączyła się w ostatnich 25 latach i n ­
gerencja władz państwowych, co wywołało zasadniczą zmianę w sto­
sunkach panujących na terenie M o n t a n i i . N a c z e l n y m zadaniem pań­
stwa stało się teraz gospodarcze j e j związanie z resztą k r a j u .
Dotąd M o n t a n i a posiadała bodajże silniejszy k o n t a k t z Brazylią niż
z m a c i e r z y s t y m k r a j e m , od którego odcięta była barierą Andów. D o ­
s t a w y handlowe, t a k wyrobów f a b r y c z n y c h przychodzących do M o n t a n i i ,
j a k i bogactw puszczy odchodzących stamtąd, musiały odbywać długą
drogę od A t l a n t y k u poprzez całą Amazonkę do I q u i t o s , ważnego cent r u m handlowego leżącego na terenie P e r u , ale b l i s k o g r a n i c y b r a z y ­
l i j s k i e j , n i e m a l u z l e w u Maroñon i U k a j a l i . O d I q u i t o s handlarze wę­
d r o w a l i dopiero w górę t y c h rzek i i c h dopływów, dzięki czemu wyższe
partie M o n t a n i i , bliższe już Andów, znalazły się niejako na p e r y f e r i a c h .
Rządowi peruwiańskiemu zależało j e d n a k na połączeniu stolicy pań­
stwa L i m y , leżącej n a d P a c y f i k i e m , i j e j p o r t u Callao z górnym b i e ­
giem U k a j a l i , aby w t e n sposób uniezależnić p o d względem h a n d l o w y m
Montanię o d B r a z y l i i . Zbudowano więc już po I I w o j n i e światowej
szosę łączącą Limę z Pucallpą, osadą leżącą nad samą U k a j a l i . Połą­
czenie U k a j a l i z wybrzeżem P a c y f i k u zmieniło zupełnie dotychczaso­
w y k i e r u n e k dróg h a n d l o w y c h . Teraz już nie I q u i t o s , ale Pucallpą stała
się najżywotniejszym, choć dopiero w początkach swego r o z w o j u ,
p u n k t e m h a n d l o w y m . T o w a r y nie wędrują już o d A m a z o n k i w górę
U k a j a l i , ale spływają w dół tej r z e k i k u Amazonce. Powstanie tego r o ­
dzaju ośrodka j a k Pucallpą m a kolosalne znaczenie d l a całej M o n t a n i i
peruwiańskiej, a szczególnie korzystne jest d l a białych mieszkańców t y c h
terenów. Istniejące t a m przedstawicielstwa władz, wojsko i policja,
szpital, szkoła, poczta, duża m i s j a k a t o l i c k a i misje protestanckie, r e g u ­
l a r n a k o m u n i k a c j a samolotowa z Limą i możliwość przedostania się

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

M O N T A N U

393

autem na drugą stronę Andów stworzyły dla n i c h potężne zaplecze.
Świadomość siły podnieciła przedsiębiorczość i agresywność Białych.
Państwo rozpoczęło także bardziej intensywną działalność c y w i l i zatorską wśród t u b y l c z e j ludności wyrażającą się w zakładaniu hisz­
pańskich szkół dla I n d i a n oraz postanowiło zrównać i c h w obowiązkach
z o b y w a t e l a m i reszty k r a j u wprowadzając przymusową służbę wojsko­
wą. W p ł y w szkoły i wojska na kulturę tradycyjną I n d i a n może stać się
bardzo groźny w s k u t k a c h . Szkoły są na ogół misyjne, choć zdarzają
się i świeckie, u t r z y m y w a n e przez państwo. Główny i c h cel to naucza­
nie a l fa b e t u i języka hiszpańskiego, który zastąpił teraz, n a w e t w szko­
łach m i s y j n y c h , język quechua. Chodzi wyraźnie o zbliżenie I n d i a n do
k u l t u r y białego człowieka, o możliwość porozumienia się z n i m i i o d ­
działywania na n i c h za pomocą l i t e r a t u r y . Wedle wszelkiego p r a w d o ­
podobieństwa ostatecznym ciosem d l a k u l t u r y t u b y l c z e j będzie służba
wojskowa, o ile — m i m o znanej niekonsekwencji — władze zdołają
wprowadzić ją w życie na większą skalę. N i e l i c z n i młodzi I n d i a n i e ,
którzy w drodze p r z y m u s o w e j b r a n k i , a raczej łapanki, dostali się do
wojska, wracają już zupełnie w y n a r o d o w i e n i . Prócz znajomości języka
i zwyczajów Białych wynieśli o n i lekceważące nastawienie do wszyst­
kiego, co indiańskie, i skłonność niewolniczego naśladowania wszystkiego,
co kreolskie. Wpuszczenie do wnętrza indiańskiego o r g a n i z m u szczepo­
wego czy rodzinnego t a k i c h wrogów t r a d y c j i jest bodaj najgroźniej­
szym z dotychczas o m a w i a n y c h czynników niszczących kulturę tubylczą.
Istnieją różne źródła tego rodzaju zarządzeń. Na pierwszy p l a n w y ­
suwa się t u m o m e n t gospodarczy. Montanię zamieszkują głównie I n d i a ­
nie, którzy są n i e m a l samowystarczalni, a więc nie można brać i c h
w rachubę jako konsumentów fabrycznej p r o d u k c j i . Równocześnie nie
są o n i p r o d u k t y w n i , bo z chwilą, g d y niczego n i e potrzebują od Białych,
nie ma ceny, za którą można b y i c h nakłonić do pracy najemnej. To
co dotąd na małą skalę r o b i l i patronowie, c z y l i europeizowanie I n d i a n
w sensie stwarzania i m n o w y c h potrzeb, b y można urobić z n i c h p o w o l ­
ne narzędzia pracy, dziś n a większą skalę stosuje państwo. Rozporządza
ono jednak skuteczniejszymi środkami i stosuje bardziej dalekowzrocz­
ne metody. Rząd zdaje sobie sprawę, że najbardziej celową akcją jest
zeuropeizowanie i c h światopoglądu, co w konsekwencji doprowadzi do
zatracenia t r a d y c j i we wszystkich dziedzinach k u l t u r y .
Poza c z y n n i k a m i gospodarczymi grają rolę jeszcze inne, związane
z ogólnoindiańskim p r o b l e m e m na terenie P e r u . W o p i n i i Peruwiańczyków Indianie są czymś n i e w y g o d n y m , a wobec zagranicy wręcz
w s t y d l i w y m . W statystykach podaje się na ogół zmniejszoną i c h liczbę
l u b całkiem przemilcza i c h istnienie. P r z y w i e l k i m zamiłowaniu do
indiańskiej archeologicznej przeszłości k r a j u , która b y w a nawet glo-

394

ANNA

K O W A L S K A - L E W I C K A

r y f i k o w a n a , nie ma najmniejszego
zainteresowania dla współcześnie
żyjących spadkobierców t y c h półmitycznych m i n i o n y c h czasów. P o l i ­
tykę w y n a r a d a w i a n i a prowadzi się w równym stopniu wśród I n d i a n
górskich, j a k i leśnych. Zrównanie wszystkich o b y w a t e l i pod wzglę­
dem językowym i k u l t u r o w y m — oto idea przewodnia władz p e r u ­
wiańskich, które nie chcą dopuścić, aby w przyszłości, k i e d y I n d i a n i e
na t y l e wyemancypują się,, że będą m o g l i upomnieć się o swoje prawa,
powstał na terenie P e r u p r o b l e m mniejszości n a r o d o w y c h .
Nie zawsze j e d n a k p o b u d k i działania pozbawione są n u t y a l t r u istycznej i poczucia interesu I n d i a n . Wśród t y c h , którzy prowadzą akcję
hiszpanizowania tubylczej ludności, spotkać można j e d n o s t k i szczerze
I n d i a n o m życzliwe. D o t a k i c h należą n i e l i c z n i mieszkańcy M o n t a n u ,
którzy przez wiele l a t p r z e b y w a l i wśród I n d i a n , poznali i c h wartość
i p o t r a f i l i ją ocenić. Trzeba jednak pamiętać, że i u t y c h Białych, m i m o
szacunku d l a I n d i a n i n a jako człowieka, n i e spotyka się szacunku i zro­
zumienia d l a jego k u l t u r y . I m większa s y m p a t i a dla I n d i a n i n a , t y m
gorętsza chęć k u l t u r a l n e g o „podniesienia" go. W r o g o w i e I n d i a n chcą
z n i c h zrobić swych zeuropeizowanych niewolników, i c h przyjaciele
swych zeuropeizowanych b r a c i .
Wszystkie te c z y n n i k i działają w j e d n y m k i e r u n k u — zniszczenia
rodzimej k u l t u r y I n d i a n . T r u d n o podać jakiś, choćby przybliżony sche­
m a t przemian zachodzących w k u l t u r z e indiańskiej pod wpływem
zetknięć z cywilizacją europejską. K i e r u n e k t y c h p r z e m i a n zależy od
tego, z jaką grupą Białych stykają się I n d i a n i e . Jeśli i c h p i e r w s z y m
zetknięciem będzie k o n t a k t z misją, wpływom e u r o p e j s k i m ulegnie
zwłaszcza s t r u k t u r a społeczna danej g r u p y , i c h wyobrażenia r e l i g i j n e
i obyczajowość. Natomiast jeśli dostaną się p o d wpływ patrona, przejmą
głównie szereg g o t o w y c h f a b r y c z n y c h wyrobów i nauczą się pić wódkę.
W o b u w y p a d k a c h przejmą ubiór białych osadników. N a ogół jednak
wpływ świeckich i d u c h o w n y c h przedstawicieli k u l t u r y europejskiej
działa jednocześnie i nie zawsze proces przejmowania obcych elemen­
tów k u l t u r o w y c h jest t a k i prosty. W p ł y w y te w w i e l u w y p a d k a c h mają
starą, co n a j m n i e j kilkudziesięcioletnią, jeśli nie starszą, tradycję.
Ogólnie rzecz biorąc, do najstarszych europejskich elementów k u l ­
t u r y m a t e r i a l n e j , j a k i e s p o t y k a m y u I n d i a n M o n t a n u , należy pewna
ilość roślin u p r a w n y c h , dalej idą narzędzia żelazne i znajomość obróbki
żelaza. Z w p r o w a d z e n i e m i c h uległy przeobrażeniu niektóre miejscowe
t e c h n i k i , zwłaszcza obróbka drewna. Trzecia domena, gdzie bardzo w i ­
doczny jest w p ł y w k u l t u r y europejskiej, to ubiór I n d i a n . Większość
szczepów, które mają częste k o n t a k t y z Białymi, przejęło strój e u r o ­
pejski. U mężczyzn są t o zazwyczaj drelichowe u b r a n i a robocze. K o ­
b i e t y żyjące w większej izolacji rzadziej ubierają się po europejsku.

PRZEOBRAŻENIA

K U L T U R O W E

INDIAN

MONTANII

395

W t a k i m w y p a d k u nie kupują, j a k mężczyźni, g o t o w y c h ubrań, ale
same szyją je, czasem nawet z t k a n i n w y p r o d u k o w a n y c h przez siebie.
Podczas g d y mężczyźni u b r a n i są zgodnie z współczesną modą kreolską,
w ubiorach kobiet w i d z i m y dalekie echo m o d y europejskiej, j a k a pano­
wała w czasach, g d y dany szczep przyjął zwyczaj noszenia odzieży.
Ogromnie rozpowszechnione wśród I n d i a n są również ozdoby: branso­
lety, n a s z y j n i k i , diademy i t d . w y r a b i a n e z małych k o l o r o w y c h pacior­
ków szklanych.
Na t y m wyczerpalibyśmy z grubsza w y k a z t y c h elementów k u l ­
t u r y europejskiej, które Indianie włączyli w swą tradycyjną kulturę,
nie burząc j e j zasadniczej s t r u k t u r y .
Podczas g d y w zakresie k u l t u r y m a t e r i a l n e j , w pierwszej p r z y n a j ­
m n i e j fazie a k u l t u r a c j i , k u l t u r a rodzima uległa p e w n e m u wzbogaceniu,
t o w zakresie u s t r o j u społecznego, obyczajowości, mitów i wierzeń
wpływy europejskie zadziałały wyraźnie d e s t r u k c y j n i e . Przede wszyst­
k i m pod wpływem m i s j i I n d i a n i e zaczęli ukrywać się, a później zanie­
chali obyczajów i obrzędów r o d z i n n y c h . Przeobrażeniu uległa t r a d y ­
cyjna rodzina i powiązany z nią system gospodarczy. W ślad za t y m
poszło załamanie się n o r m m o r a l n y c h .
Najbardziej istotna w tempie i k i e r u n k u p r z e m i a n k u l t u r o w y c h
okazała się psychiczna postawa samego I n d i a n i n a , jego reakcja na ota­
czający go coraz ciaśniej krąg europejskiej k u l t u r y . W pierwszej fazie
t a k i c h kontaktów, zwłaszcza jeśU nie są one połączone z bezpośrednim
w y z y s k i e m czy agresją, I n d i a n i e traktują Białych j a k o równych sobie
obcoplemieńców. N i e czują się o d n i c h zależni, bo sami potrafią w y ­
produkować wszystko, czego i m potrzeba. I n d i a n i n w t e j fazie czuje się
s i l n y , w i e , że lepiej od Białego dostosowany jest do życia w puszczy,
lepiej zna k r a j , lepiej r a d z i sobie z nawigacją rzeczną, na łowach,
z budową domu. I m jednak bliższe i częstsze k o n t a k t y , t y m I n d i a n i n
jaśniej zdaje sobie sprawę z potęgi t e j pozornie nieporadnej istoty, jaką
jest Biały. Za białym osadnikiem stoi wyższa technika wyrażająca się
w b r o n i palnej i szybkich statkach m o t o r o w y c h , a przede w s z y s t k i m
jego bezwzględność i brutalność, która znajduje oparcie w n i e u c h w y t ­
nej dla I n d i a n i n a , ale potężnej sile, jaką jest państwo z w s z y s t k i m i
jego i n s t y t u c j a m i — administracją, policją, w o j s k i e m . U I n d i a n już
o m o t a n y c h n i e w i d z i a l n y m i nićmi p r z y m u s u stosowanego przez białego
patrona rodzi się lęk przed obcą, nie zrozumiałą dla niego cywilizacją.
I m mocniej zaciska się wokół danej g r u p y I n d i a n krąg k r e o l s k i e j prze­
mocy, t y m bardziej wzrasta poczucie własnej bezsilności. Świadomość,
że i c h k u l t u r a jest słabsza, że nie może dać i m żadnego oparcia —
przeciwnie, że to właśnie ona jest źródłem wszystkich niepowodzeń,
przeradza się w k o m p l e k s niższości, w apatię i bierność. W t e j sytuacji

396

ANNA

K O W A L S K A - L E W I C K A

są t y l k o d w a rozwiązania — albo trwać w stanie półniewolnictwa, bez
nadziei j a k i e j k o l w i e k p o p r a w y b y t u , albo zapomnieć o s w y m indiań­
s k i m pochodzeniu i połączyć się z grupą silniejszych, skoro nie można
znieść życia w g r u p i e słabszych. I n n y m i słowy stać się j a k i n n i kreole,
przemienić się w jednego z chacreros,
przyjąć język i obyczaj z w y ­
cięzców. Nie zawsze jest t o możliwe, bo skoro I n d i a n i n raz popadł
w niewolę u patrona, t e n już nie dopuści do jego usamodzielnienia.
J e d y n y m r a t u n k i e m staje się ucieczka, i t o ucieczka w odległe strony,
bo za p a t r o n e m stoi prawo, które będzie ścigać „dłużnika" (a każdy
r o b o t n i k jest w i e c z n y m dłużnikiem swego patrona). N i e m n i e j młodym,
przedsiębiorczym i t y m , którzy dobrze poznali język hiszpański, t a k i e
w y z w o l e n i e udaje się czasem. Znaczy ono jednak zupełne w y n a r o d o ­
wienie.
D l a pełniejszego zrozumienia procesu a s y m i l a c j i należy nadmienić,
że w P e r u blanco, c z y l i biały, nie oznacza b y n a j m n i e j człowieka euro­
pejskiego pochodzenia o białym kolorze skóry. Ludność P e r u jest t a k
silnie wymieszana, t y l e wpłynęło t a m k r w i indiańskiej, zwłaszcza
w p i e r w s z y c h w i e k a c h po konkwiście, k i e d y t o n i e m a l zupełnie n i e było
białych kobiet, a Hiszpanie powszechnie żenili się z I n d i a n k a m i , że
pod pojęciem „białości" k r y j e się raczej przynależność językowa i k u l ­
t u r o w a niż rasowa. Dzięki t e m u w P e r u nie m a a n i uprzedzeń rasowych,
ani t y m bardziej pogardy rasowej. Ta pogarda, którą spotyka się w sto­
s u n k u do I n d i a n , odnosi się do i c h k u l t u r y , a nie rasy. Przejście więc
z g r u p y I n d i a n do g r u p y Białych jest stosunkowo łatwe, w y m a g a t y l k o
przejęcia języka, zewnętrznych cech k u l t u r o w y c h i z m i a n y poczucia
przynależności narodowej. Uzyskanie jeszcze pewnej f o r t u n y działa
ostatecznie „wybielająco".
Obraz, j a k i t u nakreśliłam, jest może pesymistyczny, ale p r a w d z i w y .
Z każdym r o k i e m M o n t a n i a , j a k i i n n e p a r t i e t r o p i k a l n e A m e r y k i Po­
łudniowej, coraz bardziej europeizuje się, coraz t r u d n i e j znaleźć t a m
I n d i a n , którzy jeszcze n i e u l e g l i d e s t r u k c y j n e m u wpływowi k u l t u r y
europejskiej. Całkowity zanik k u l t u r indiańskich zdaje się być w M o n ­
tanu nieuchronny i bliski.

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.