-
Title
-
Recenzje i sprawozdania / LUD 1948-51 t. 39
-
Description
-
LUD 1948-51 t. 39,s.416-443
-
Date
-
1951
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:110
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:128
-
Text
-
RECENZJE I SPRAWOZDANIA
J. POTlECHIN, . Dotychczasowe
badania
ludów sachalińskich
i nadamurskich są niewystarczające z powodu różnorodnych metod badania,
co utrudnia porównawczą
analizę materiałów, odnoszących się do ludów
Amum i Sachalinu.
M G Lewin w r. 1947 zrobił pomiary Ajnów, Niwehów czyli Gi.
laków z płd. Sachalinu, Niwehów zamieszkujących
limany Amuru, Ni·
wehów z nad środkowego Amuru, Oroków Sachalińskich,
Negidalców
z nad rzeki Amguni, Ulczów czyli Olczów i Nanajców czyli Goldów.
Wśród mongoloidalnego
środowiska Ajnowie wyróżniają
się szeregiem
cech antropologicznych,
z których jedne zbliżają ich do typu australoidalnego, inne do europeoidalnego.
Materiały antropologiczne zebrane przez
ekspedycję pozwalają na podział mieszkańców nadamurskich
i sachalińskich na 3 zasadnicze typy: ajnoski, gilacki i oroko-negidalski.
Ten ostatni
27*
42
4'20
zbliżony jest do lamuckiego; gilacki typ wymaga jeszcze dokładnego zbadania Oroczów i Ude. Sprawozdanie
Lewina podobnie jak i Debeca
zaopatrzone jest w tablicę pomiarów.
N. N. Czeboksarow
referuje główne tezy swej doktorskiej dysertacji pt. (,Siewiernyje kitajcy i ich sosiedy». Podstawę pracy Czeboksarowa
tworzą materiały nie tylko antropo-etnologiczne
lecz i prehistoryczne,
etnograficzne
i lingwistyczne.
Celem badań antropologicznych
w płn.
wsch. Azji było wydzielenie typów antropologicznych,
z których składa
się ludność Azji Wschodniej, wyjaśnienie dziejów ich powstania i dalszych
przemian, jakim uległy w czasie i przestrzeni oraz wytłumaczenie zagadnienia etnogenezy narodów wschodnio azjatyckich. Analiza cech antropologicznych
dzisiejszej ludności Azji nakazuje
przeprowadzenie
podziału
jej na kilka grup różniących się od siebie morfologicznie i zamieszkujących
terytoria o wyraźnie zakreślonych granicach.
Trudno jest w tym sprawozdaniu
omówić dokładnie wszystkie tezy
uczonego radzieckiego,
przedstawione
przezeń w formie tak zwięzłej,
że należałoby je dosłownie powtórzyć, ograniczyć się więc należy do zacytowania tylko jednej z nich, w której autor mówi, że zestawienie danych
paleoantropologicznych,
etno antropologicznych,
etnograficznych
i lingwistycznych
pozwala skonstatować
w głąb sięgające zmieszanie rasowe
wszystkich współczesnych grup etno-lingwistycznych
i kształtowanie
się
ich na pod~tawie różnorodnych
antropologicznych
komponentów.
Czeboksarow odrzuca teorie o zachodnim pochodzeniu języka i kultury chińskiej.
Naród chiński ukształtował
się na przełomie I tysiąclecia przed naszą
erą w dorzeczu Huangho
na podstawie autochtoniczej
mongoloidalnej
ludności w ścislym związku z przodkami Mandżurów na płn. i Koreańczyków, Tybeto-burmańczyków
na zachodzie i Man-chmerów
na południu.
Z paleoantropologii
znajdujemy
w (,Kratkich Soobszczeniach~
referat
Ginzburga odnoszący się do ma teriału paleoantropologicznego,
znalezionego
w Azji Środkowej. Materiały te są jeszcze bardzo skąpe, obejmują jednak
okres czasu od Neandertalczyka,
znalezionego w 1". 1938 w Teszik- Tana
przez Okładnikowa
aż do człowieka dzisiejszego. Oczywiście, istnieje
w tym okresie dużo luk. W Anau znaleziono czaszki z epoki neolitycznej,
należą one w jg Sergiego do długogłowego typu europoidalnego.
Dawniejsze od nich czaszki wykopane w południowo uzbeckiej republice są
również typu dolichocefalicznego.
Wszystkie inne wykopaliska pochodzące z okresu późniejszego, zaczynając od pierwszych wieków nowej ery, aż do VII-XIII
w. to znaczy
czaszki Usuniów, czaszki z mogilnika kełnkolskiego, z cmentarzysk Dżambulskich i doliny Czujskiej świadczą, że dawni mieszkańcy tych rejonów
należeli do krótkogłowców
europoidalnych
lub mongoloidalnych
z domieszką typu europoidalnego.
Widać z powyższego, że typ długogłowy
...,
I
śródziemnomorski
istniał w Azji już w paleolicie, przyczym zasięg jego
przesunięty był bardziej ku wschodowi niż obecnie.
Ekspedycje
amuro-sachalińska,
ewenko-tunguska
i kazachstańska
przeprowadziły
prócz badań antropologicznych
również badania etnograficzne. Stosując się do ustalonego programu
badano przede wszystkim
zmiany jakie zaszły w kulturze tych ludów pod wpływem ustroju socjalistycznego. Gilacy, Oroczowie i Ulczowie skupieni są obecnie w dużych
kołchozach, budownictwo ich wzoruje się na budownictwie
wielkorosyjskim; dawne prymitywne narzędzia zastąpiono
nowoczesnymi,
hodowlę
renów prowadzi się w sposób racjonalny
pod zarządem państwowym.
Da wną odzież zastąpiono kupną. Zmieniły się na lepsze warunki higieniczne •.
Kultura
społeczna wykazuje również zmiany:
przestały obowiązywać
dawne nakazy egzogamiczne. Stare wierzenia i kulty trwają gdzieniegd?ie,
lecz w formie zmienionej jak np. święto niedźwiedzia,
które ma obecnie
charakter święta kołchoznego.
Ekspedycja ewenko-tunguzka
zbadała stopień jakutyzacji
Tunguzów i etnograficzne
właściwości
kultury socjalistycznej
w kołchozach
bardziej oddalonych
od rejonowego centrum.
Wyniki badań podaje
G. M. Wasilewicz. Zebrane materiały ilustrują egzystencję kołchozów,
ich rozwój i historię. Z dawnej kultury materialnej odnaleziono łódź pokrytą skórą łosia, szałas, z grubych desek, saneczki, na których się siedzi
jak na koniu i do których zaprzęgano renifery; istnieją jeszcze pewne
obrzędy i zwyczaje myśliwskie i hodowlane, obrzędy związane z życiem
człowieka od kolebki aż do grobu. Zebrano materiały do ornamentyki
z drzewa i kości oraz ornamenty haftu i aplikacji wykonywane przez kobiety. Ilość Ewenków wynosi mniej więcej 2000 osób, mieszkają oni w kołchozach, trudnią się myśliwstwem i hodowlą, miejscami wprowadzają
rolnictwo. Badania lingwistyczne dowiodły istnienia dwóch grup Ewenków
pmiadających
odrębny dialekt.
I. P. L a w r o w, członek Amuro-Sachalińskiej
ekspedycji zbadał
i opracował sztukę Niwehów i Ajnów. Doskonałość tej sztuki i jej ornamentyka zwracały.uwagę
niejednego badacza, temat ten opracowali dawniej
Sternberg, Schrenk, Laufer Lopatin i Iwanow. Lawrow zbadał zagadnienia
stylu, genezy i ewolucji form ornamentalnych
oraz, jako pracownik Instytutu Przemysłu Artystycznego, przygotował materiał potrzebny do wskrzeszenia i podtrzymania
zanikającej sztuki ludowo-nadamurskiej.
Lawrow
opisuje odnalezione w t. zw. spichrzach niedźwiedzich naczynia rytualne
używane podczas ('Święta niedźwiedzia>). Są to czerpaki drewniane dochodzące do długości metra, pokryte rzeźbą, której głównym motywem jest
niedźwiedź.
Czasami spotyka się r'ównież węże z głową niedźwiedzIa.
\V tym ornamencie
uwiecznił się kult niedźwiedzia
rozpowszechniony
niegdyś w całej Północnej Syberii z kultem węża przyniesionym
przez.
ł
422
\
Ajnów z południa. Pod wpływem Japończyków
niedźwiedzia znikły zupełnie.
kult niedźwiedzia
i święto
S. W. Iwanow,
jeden z członków ekspedycji ewenkijsko-tunguzkiej
pisze o sztuce Ewenków, która podobnie jak i sztuka Goldów, Niwehów,
Oroczów i Ulczów powstała i rozwijała się w jednakowych
warunkach
środowiska rybołówczo-myśliwskiego
i pierwotnie
odgrywała rolę łącznika
między ludźmi. Rysunek na korze drzewa lub sylwetka z tej kory wycięta
wskazywały drogę w tajdze lub zawiadamiały o śmierci czy chorobie krewniaka. Sylwetki z kory brzozowej odgrywały do niedawna jeszcze ważną
rolę w magii łowieckiej i leczniczej. Służą one również jako zabawki
dziecinne. Szamallską odzież rytuałną i bębny zdobią podobne figurki
wycięte z metalu.
Z innych sprawozdań zwracają uwagę G. S. Masłowej z badań nad
garncarstwem
i odzieżą w okręgu kargopolskim. Wyrobem naczyń i zabawek z gliny trudnią się kobiety, w użyciu jest ręczne kolo garncarskie.
Zabawki przedstawiają zazwyczaj kobietę, która trzyma ptaki na wzniesionych w górę rękach; kaczuszka, koń, łeś i baranek są naj typowszymi
zabawkami. Autorka daje również opis
rysunki dawnej odzieży kobiet
i dziewcząt kargopolskich.
S. P. Rusiajkina
opisuje odzież i jej ornamentykę
u Tadżyków,
E. M. Peszczerewa
podaje historię cechów w Azji Środkowej, specjalnie
zaś opisuje cech garncarski w Pedżykistanie. Garncarstwo było rzemi0słem
dziedzicznym
i wiązało się z kultem przodków. Pracownia garncarska
była miejscem poświęconym kultowi przodków, miejscem, gdzie przebywały duchy opiekuńcze, którym składano krwawe ofiary przy jej otwarciu
i poświęceniu nowego pieca. Piec garncarski posiada moc leczniczą przeciw
bezpłodności i różnym innym cierpieniom. Przewrót październikowy zreorganizował egzystencję cechów, łącząc dawnych jego członków w artele.
Przetrwał jednak pełen czci stosunek do pieca i pracowni garncarskiej.
Z innych prac umieszczonych w (,Kratkich Soobszczeniach» zwracają
uwagę prace T. A. Zdanki
o strukturze rodowoplemiennej
u Karakałpaków oraz M. W. Sa zonowej
(,O zemelnych otnoszeniach w Chiwinskom
chanstwie w XIX stoleci» ; na podstawie
materiałów
odnalezionych
w archiwum
Chanów Chiwy. A. S. Morozowa
omawia zagadnienie
niewolnictwa u Turkmenów w XIX w.
E. R. Binkiewicz
mówi o historii
czerkieskiej
siedziby.
B. O. Do łgich pisze o składzie rodowym i plemiennym ludów zamieszkujących płn. środk. Syberię i stwierdza, że podzia l plemienny odpowiada podziałowi na jednostki administracyjne.
Przy tym ród i plemię
u ludów tych posiada cechy uznane przez Engelsa i Morgana, jako klasyczne dla rodu i plemienia, a więc wspólne imiona rodowe, ado peję,
wspólne pojęcia religijne, krwawą zemstę, pomoc wzajemną. \V "KraIkich
j
',J
Soobszczeniach»
znajdujemy
też sprawozdanie
G. G. Stra tanowicza
o badaniach
robionych
u Kirgizów i Dunganów
należących do grupy
oszskiej, którzy w pocz. XIX w. uciekając przed uciskiem Mandżurów,
przekroczyli granice Rosji i tam osiedlili się na stałe.
A. A. Korbe
podaje program przeprowadzenia
etnograficznych
badań kołchozowego aułu kozackiego. Program ten należy stosować we
wszystkich badaniach terenowych. Różni się on tymod poprzednich programów, że wymaga, by uwaga badającego skoncentrowała się przede wszystkim na poznaniu procesów, jakie powstają w życiu ludu w związku ze
zwycięstwem socjalizmu i dążeniem do komunistycznego
ustroju. Należy
pozostawić na drugim planie dawniejsze zjawiska kulturowe i poznawać
je o tyle tylko, o ile one są konieczne do zrozumienia zmian jakie zaszły i zachodzą w życiu wsi i do wyjaśnienia zjawisk życia dzisiejszego. Pracownik
terenowy powinien ściśle stosować w swych badaniach metodę konkretnohistoryczną i notując zjawisko rozważyć starannie czy jest ono rezultatem
socjalistycznej
przebudowy
kultury czy też należy do przeszłości i jest
przeżytkiem, należy zbadać jego trwałość, przebieg zanikania, stwierdzić
zasięg w przestrzeni i czasie. Centrum zainteresowań badacza terenowego
powinno stanowić ustalenie nowych zjawisk i związek ich z innymi. Prócz
notowania wejścia w użycie np. traktorów należy zwrócić uwagę na stosunek ludności do mechanizacji, wpływ jej na wzrost kultury, na powstające
nowe formy pomocy wzajemnej.
P. I. Kuszner.
(Knyszew) podaje autoreferat z dysertacji doktorskiej. zatytułowany:
,'Etniczeskaja granica 'i etniczeskaja territorial).
Oba te terminy są dziś niezwykle popularne, lecz znaczenie ich nie
jest jasne, czego dowodzą pertraktacje
na temat granic prowadzone po
zakończeniu każdej wojny. Praca Kusznera składa się z 2 części: W pierwszej, rozpatruje autor zagadnienie granicy etnicznej, w drugiej - etniczego
terytorium. Granicą etniczną nazywa się zwykle rubież dzielącą terytoria
zamieszkałe przez 2 narody, przytym etnografowie i etnostatystycy wprowadzają pod to określenie pojęcie większości danego narodu czy grupy
etnicznej w stosunku do reszty ludności. Prowadzi to do ignorowania rzeczywistych granic. Lingwiści przeciwnie, uznają tylko granicę językową.
Wg Kusznera granicę etniczną stanowi nie tylko język używany przez
ludność, lecz cały kompleks specyficznych właściwości danego narodu,
na który składały się wieki. Granice etniczne nie tworzą w tym wypadku
linii prostej, lecz przecinają się i zazębiają nawzajem tworząc sieć, w której
znajdują się elementy etniczne mieszane, lub powstają mniejszościowe
wysepki. Istnieją również i pasy pograniczne
zamieszkałe przez grupę
przejściową pod względem etnicznym. Określenie więc granic etnicznych
jest możliwe tylko po gruntownym zbadaniu etnograficznym i geograficznym danego terytorium.
Badać należy rozmieszczenie gruntów, a nawet
ulic i domów. Spory międzynarodowe o terytoria etnograficzne wymagają
poznania tych terytoriów w aspekcie historycznym. Statystyka etniczna
wymaga wprowadzenia
w niej gruntownych
zmian nawet w krajach
europejskich.
Zofia lv!alewska
M. LEWIN, J. ROGIl'\SKIJ,
amerikanskij
rasizm(,.
Sowietskaja
Akad. Nauk. Z. S. R. R. Moskwa.
N. CZEBOKSAROW.
cAngłoEtnografia zesz. I, 1949 r. vVyd.
Trzech wybitnych antropologów radzieckich Lewin, Roginskij i Czeboksarow porusza sprawę anglo-amerykańskiego
rasizmu w obszernym
koreferacie umieszczonym w I zeszycie (,Sowietskoj Etnografii» za r. 1949.
Pierwsze przejawy rasizmu spotykamy w Ameryce już w r. 1844,
kiedy amerykański minister spraw zagranicznych,
w odpowiedzi na notę
państw europejskich w sprawie handlu niewolnikami,
dał uzasadnienie
tego handlu niższością rasy czarnej. W roku 1854 uczniowie Mortona,
Nott i Gliddon wydali książkę pt. (,Typy ludzkie», w której chcąc udowodnić bliskie pokrewieństwo rasy czarnej z małpami podają karykaturalne
podobizny czaszek murzyńskich. Uzupełnieniem tego dzieła jest rozprawa
Agasiza przeciwnika Darwina, twórcy teorii o różnorodnym pochodzeniu
ras ludzkich, nie powiązanych ze sobą żadnym absolutnie pokrewieństwem.
Teorie rasistowskie znalazły licznych apologetów w Anglii i Francji.
Wybitny etnolog angielski James Gent założyciel Londyńskiego Towarzystwa Antropologicznego w r. 1863 wygłasza referat o stanowisku Murzyna
w przyrodzie, w którym dowodzi, że Murzyn nie może korzystać z dobrodziejstw cywilizacji, ponieważ stoi na poziomie rozwoju nie wiele wyższym
od rozwoju małp.
Zasadnicze twierdzenie Darwina o znaczeniu doboru naturalnego
jako czynnika ewolucji w świecie organicznym, zastosowano bezprawnie
do społeczeństwa ludzkiego, tłumacząc w ten sposób wszystkie biologiczne
i socjalne różnice, jakie istnieją między ludźmi, narodami i klasami. Dobór
naturalny uznano jako główną dźwignię historii. Przedstawicielami socjalnego darwinizmu są Haeckel, Ammon, Chamberlain,
Vache de Lapouge
i Benjamin Kidd, w literaturze pięknej - Kippling. W amerykańskiej
nauce teorie o socjalnym doborze i rasach wybranych głosi Berdiess, profesor Uniwersytetu w Kolumbii. Rasizm anglo-amerykański
wzrasta do
niebywałych rozmiarów. W r. 1916 ukazuje się książka Granta pt. (,Koniec
wielkiej rasy'), książka ta jest jednym hymnem pochwalnym na cześć rasy
nordyckicj.
Rezultatem
końcowym socjalnego darwinizmu jest maltuzjanizm, potępiony jak najsurowiej przez Marksa i Engelsa.
Z socjalnym darwinizmem łączy się ściśle eugenika, ojczyzną jej jest
Anglia, twórcą Francis Galton, który wygłosił w 1904 r. w Londyńskim
Towarzystwie Socjologicznym odczyt "Eugenika jej cele i zadania'>. \V od-
,)
j
~.
!
czycie tym Galton mówi o walce ze zwyrodnieniem wyższych ras ludzkich,
drogą sztucznego doboru małżeństw, oraz stwarzania warunków wpływających ujemnie na płodność ras niższych. Poglądy Galtona rozwija dalej
Pearson, potępiony jak najsurowiej przez Lenina w jego pracy o materialiźmie i empiriokrytycyźmie.
Skutki teorii eugenicznych wyraziły się w niektórych Stanach Ameryki ustawą o przymusowanej sterylizacji. Genetycy amerykańscy i angielscy
opracowują projekty ograniczenia urodzeń w krajach kolonialnych. W litera turze angielskiej i amerykańskiej
istnieje szereg dzieł dotyczących
problemu eugeniki. W r. 1943 ukazała się książka Edwarda Thorndicka,
który twierdzi, że zdolności i działalność
człowieka zależą od genów
świadomości. Naukowe podstawy eugeniki są jednak kruche, wszystkie
prace cechuje tendencyjność
rasistowska, badania psychotechniczne
są
naciągane lub fałszowane. W r. 1939 ukazała się książka Ceona ) rozpowszechniony
na Słowacji, który
polega na tym, że od domu do domu chodzi chłop przebrany za babę ze
słomianą koronką na głowie, w asyście chłopca odzianego w łachmany
owinięte słomą i w kożuch przewiązany powrósłem. Obaj tańczą i figlują
przy dźwiękach harmonijki, a ludzie targają z ich odzienia po garści słomy
i dają ją do gniazda kurom, aby dobrze niosły.
Zaginęła na polskiej Orawie tradycja topienia Marzany tj. Moreny,
natomiast jest ona jeszcze żywa w Brezewicy, Czimhowej i Niżnej w słowackiej części tego kraju, poza granicami Polski, gdzie dziewczęta obnoszą
na Kwietną Niedzielę niewieścią kukłę, z słomianym czepkiem na głowie,
uosabiającą śmierć czy zimę i przed utopieniem jej zapytują: (,Marmowiena,
Marmowiena,
Kyselova żena, kde si prebyvała?» W Podszklu i innych
polskich wsiach święcą tylko bazie na Kwietną Niedzielę·
Z kultem słońca łączył się dawniej kult ognia. Na Zielone Świątki
rozpalają po polach sobótki, śpiewają przy nich i skaczą przez .płoI~ień.
W Piekielniku utrzymało się jeszcze dawne obrzędowe zakładame pIerwszej watry na szałasie i okadzanie koliby pasterskiej, gdy baca do niej na
wiosnę powraca. Ta pierwsza watra na szałasie musi się zapalić od (,suchego
ognia», który jest rozniecany rytualnie przez pocieranie dwóch drewienek.
Podobnie i w Podwilku są jeszcze ludzie umiejący wykrzesać ogień w sposób staroświecki posługujący się żelazną monetą z rąbkami na obwodzie,
obracaną ręcznie przy pomocy sznurka na krzemieniu,
z którego iskry
padają na suche drewienko. Że sposób ten znany był i na Podhalu o ty~
dO\\liedzialem się podczas pierwszej wojny światowej we Witowie, gdzIe
pewien sędziwy gazda prosił mię, bym mu przywiózł z krakowskich Krzemionek, krzemień potrzebny mu do krzesiwa.
Do działu duchowej kultury należą także wierzenia> przesądy> baśnie
i praktyki o charakterze magiczno-czarodziejskim.
Tak jak w okolicy Starego Hrozenkowa żyły jeszcze do niedawna ('wieszczki» i (,bohynie» zama-
wIające uroki i choroby, tak i tu na Orawie znane były (,baby», odprawiające różne gusła.
Do jednej z nich mieszkającej w Ljesku (po stronie czechosłowackiej)
przychodzi ponoć i dziś jeszcze sporo ludzi z całej Orawy po radę.
Pewne światło na tę sprawę rzuca nota tka, którą znalazłem w sprawozdaniu X~ Sokołowicza z misji odbytych w Sidzinie w r. 1902. Pisał on
między innymi: (,Wpadły mi w rękę zapiski pierwszych konfratrów
naszych
{tzn. Misjonarzy, przyp. aut.) którzy po przybyciu do Krakowa zaczęli
odprawiać misje ... W Sidzinie pod koniec czerwca 1682 r. pierwszą na ziemi
naszej odprawili misję. Nie było tu osobnego probostwa, tylko kościółek
stał drewniany;
tutejsi mieszkańcy prawie wszyscy już byli na misji w Makowie, osobno jednak do tej wioski zapuścili się konfratry, żeby pocieszyć,
dźwignąć na duchu sąsiednich Ol'awców, którzy wtenczas właśnie z powodu
wojny domowej i zaburzeń religijnych srodze cierpieli. Pisze kronikarz,
że ogromne masy narodu zbiegły się na nauki i oblegały konfesjonały,
musieli jednak pracę przerwać, gdyż tuż w sąsiedztwie, o milę po węgierskiej stronie (to będzie Zubrzyca)
heretycy kościół zrabowali ... Jakaś
wróżbitka oddała Misjonarzom kamień, którym przepowiadała
rozmaite
rzeczy, tumaniąc ludzi, a jej matka, zawołana w okolicy czarownica,
również oddała wszystkie przyrządy swojej 'niegodziwej sztuki~. (Roczniki
Obydwóch Zgromadzeń Św. Winc. a Paulo, Kraków 1903, str. 69-70).
Poprzestańmy
na tych uwagach, jakie nam się nasuwają przy czytaniu pierwszej pracy dr Bednarika, a przejdźmy do krótkiego bodaj omó·
wienia tego, co odnośnie Orawy zdołaliśmy wyłuskać z drugiej pracy tego
autora, poświęconej materialnej kulturze Słowacji.
. Dowiadujemy
się z niej, że Górna Orawa była już z początkiem
XVIII w. mocno przeludniona,
tak że w jednym tylko pięcioleciu 17 I 51720 z jej kilku wiosek należących dziś do Polski, z ogólnej liczby 643 pod.danych wyemigrowało do Dolnej Ziemi, tj. na nizinę Węgierską, świeżo
odzyskaną po ustąpieniu Turków, nie mniej jak 408 poddanych, tj. 2/3 ogółu
mieszkańców. Dodajemy od siebie, że emigracja z tych wiosek odznaczających się ogromnym przyrostem naturalnym trwała przez cały wiek XVIII
i XIX, nie mogła jednak zaradzić biedzie w warunkach ustroju feudalnego.
Znaczny
przyrost naturalny
prowadził
do zakładania
tzw. (,kopanic»
tj. stałych sadyb, zdaja od wsi wysoko w górach połoionych.
Kopanice
były początkowo szałasami, a potem przemieniły się w mieszkalne (,dwory>),
Na Orawie spotykamy je w okolicy Erdutki i Klina-Zakamiennego,
a także
w Jabłonce, na co dotychczas nikt nie zwrócił uwagi.
Dużo miejsca poświęca autor budownictwu orawskiemu, a zwłaszcza
owym chatom posiadającym charakterystyczne
«wyżki'), tworzące na licowej
ścianie rodzaj piętrowego ganeczka, nakrytego gontowym dachem pokrywającym całość budynku.
Autor cytuje urbarialne
zapiski z miasteczka
Trzciany z r. 1626 i z Twardoszyna z r. 1620 i 1665, z których wynika, że
Lud. T. XXXIX.
434
435
chaty z wyżkami byly pierwotnie stawiane na wyraźne życzenie suwerenów
orawskich na sposób miejski, którzy tego kategorycznie żądali od sołtysów,
chcąc by sołtysie domy odróżniały
się od domów
reszty poddanych.
Później moda stawiania
,} rozszerzyła
się po całej Górnej
Orawie (a nawet jak to stwierdzilem sięgnęla do Sidziny). Autor daje nam
opis «dworu» :Yloniaków w Zubrzycy
Górnej, budowanego w r. I i84'
Dwór ten jest dzisiaj obiektem muzealnym i zostal opisany przez B. Tre-
~
łl
"
)
}
i
<
l
!
w Podwilku, o garncarzu w Jabłonce i o tradycjach związanych z wyrabianiem płótna w Lipnicy Wielkiej. Płótno to farbowano w ~amiestowie
i Bobrowie, skąd orawscy płócien nicy zrzeszeni w osobnym związku, rozwozili je po dalekich komitatach b. królestwa Węgier. Ta karta domowego
przemysłu naszych Orawiaków czeka jeszcze na swojego historyka, podobnie
jak i dzieje owych pełtników spławiających
babiogórskie jodły na falach
Orawy do Kvalovan.
A cóż powiedzieć o tych stykach gospodarczych i kulturalnych
idących od Słowacji pod prąd rzeki Orawy?
Wszak jej brzegami wiodła
,'miedziana>} droga z bańskich miast węgierskich
przez celną komorę
w Twardoszynie
do Krakowa, w którym koło Mogily «jak wulkan Etna>~
buchały dymy huty miedzi wspominane w wierszu vVespazjana Kochowskiego. Wszak tu, na Orawe;: zaglądali często trenczańscy druciarze, liptowscy szklarze i turczańscy olej karze handlujący szafranem.
Budowa nowych dróg i wielkiej zapory wodnej koło Ujścia na Orawie
zmieni nie tylko krajobraz tego odciętego od świa ta zakątka, ale zmieni
także radykalnie jego charakter gospodarczy i jego stosunki ekonomiczne
i socjalne. Kilka wiosek zostanie zalanych
(Ujście, Stanica),
inne jak
Bobrów, Hamry, Osada przeglądną się w jego toni. Pogrążą się w niepamięci stare formy kulturowe,
które przetrwały
aż do naszych czasów.
Orawa w tym procesie nie będzie stanowić wyjątku. Podobny los czeka
również inne zakątki karpackie, zwlaszcza zaś wiele okolic uprzemysłowioncj Słowacji, które tak pięknic opracował dr Bednarik w obu swych
rozprawach
opublikowanych
na lamach Slovenskej Vlastivedy.
Zadaniem słowackich i polskich etnografów niech będzie podj,zcie
wyścigu pracy w inwentaryzowaniu
i opisywaniu
tego wszystkiego, ca
w naszych oczach dożywa dni swoich.
jI..farian Gotkiewicz
Dom
z wyżką
w Piekielniku.
tera
Tad. Szydłowskiego w r. 1938. Ogromne rozmiary czarnej, dymnej
izby oraz mieszczącego się w nim pieca nasuwają przypusze~eni~., że należał
on do tych domów «zadrużnych>}. Szkoda, że dr Bednank .me. dał I1ar.n
w swej pracy monografii
chat orawskich z. wyżką znaJduH,c~ch SIę
jeszcze w liczbie kilku w Pickielniku. Jedną z nIch będącą własnosClą tamtejszego sołtysa, przedstawia
załączone
zdjęcie, pochodzące z r. '939·
We wsi tej czekają i inne przedmioty
na dokładniejsze
zbad~nie:
W omawianej
pracy słowackiego etnografa
czytamy np. o. dre.wman:J
sosze i drewnianych rylcach, o żarnach i stępach na krupy, na mncJ strome
jest wzmianka o piekielnickim
kołodzieju. Dowiadujemy się o ciekawy.ch
gielotach, putniach, obrzykach i masielniczkach
w Chyżnem, o dr:wmanych kołach w Zubrzycy i Jabłonce, o plecionych koszykach wyrabtanvch
~.'
,
RAYMOND
FIRTH,
MALAY FISHERMEN:
«Their
Economy.
London 1946. Kegan Paul, str. 12
354.
+
I·
I
Peasant
Zachodnio
europejscy ekonomiści burżuazyjni,
zarówno teoretycy
ekonomii jak i historycy gospodarczy, na ogół nie zajmowali się zagadnieniami gospodarki pierwotnej. Krąg ich zainteresowań
zamykał się w ramach jednej wielkokapitalistycznej
farmacji gospodarczej, która rozwinęła
się na terenie Europy Zachodniej,
później zaś Stanów Zjednoczonych.
vVnioski czy uogólnienia
do jakich dochodzili,
czy ich opisy procesów
gospodarczych
opierały się na materiale dokumentacyjnym
pochodzącym
z oficjalnych źródeł rządowych, czy innych jakie w gotowej spisanej formie
uczeni ci mieli do dyspozycji. r-;atomiast te wszystkie ludy, które nie osiągnęły jeszcze kapitalistycznego
stopnia rozwoju gospodarczego, które znajdowały się w niższych stadiach
rozwojowych,
półfeudalizmu,
ustroju
28*'
437
rodowo patriarchalnego,
czy całkiem niskich form barbarzyństwa czy nawet
dzikości, ludy odnośnie których nie istniały spisane źródła czy dokumenty,
w ogóle eliminowano spośród kręgu zjawisk badanych. Jeżeli tu i ówdzie
pojawiał się przykładowo w podręczniku ekonomii klasycznej człowiek tubylczy, to jego obraz był tak sztuczny, pozbawiony rzeczywistości a nawet
zdrowego rozsądku, że trudno go było uważać za coś innego, jak tylko
fikcję stworzoną przez danego ekonomistę celem poparcia tym nierzeczywistym przykładem równie nierzeczywistych własnych teorii.
Tę wielką lukę w zakresie badań nad prostszymi formami gospodarczymi wypełniali do pewnego stopnia etnologowie rozmaitych szkół i kierunków, przede wszystkim jednak tych nowszych kierunków, które przerzuciły ciężar metody i problematyki
na bezpośrednie intensywne badania
terenowe oraz na socjologiczne ujęcie zagadnień. Było to rzeczą o tyle
zrozumiałą że tereny, gdzie występowały te prostsze formy gospodarki a więc kraje egzotyczne, ustroje pasterskie czy chłopskie - stanowiły,
historycznie rzecz biorąc, oddawna pole ich zainteresowań
i działań.
Etnologowie czyetnosocjologowie
jednakże nie zawsze posiadali dostateczną znajomość teorii ekonomicznej
i wielokrotnie
skazani byli na
błądzenie po omacku.
Braki na tym polu wypełniają studia Prof. Firtha z londyńskiej
School of Economics.
Jego poprzednie
studia,
w szczególności
zaś
The Primitive
Economics
of the Maori
(1926) oraz Primitive
Po l y nesi a n Eco no m y (1939), stanowiły tego rodzaju etnologiczne
prace z zakresu gospodarki pierwotnej. Podobny charakter posiada jego
obecne studium o «Rybakach Malajskich», które wyrasta z potrzeby «połączenia teoretycznego wyposażenia ekonomisty z techniką badań terenowych etnologa». Połączenie to, zdaniem naszym, stanowi największą metodologiczną zdobycz, która w wynikach swych jest płodna dla obu nauk.
A więc z jednej strony autor, ograniczywszy swój krąg badań do
niewielkiej społeczności rybackiej liczącej około 1000 dusz, dokonuje tu
codziennych metodycznych obserwacji życia i zachowania się jej członków,
z drugiej zaś, bada organizację przemysłu rybackiego w oparciu o dane
cyfrowe, dokonywuje inwentaryzacji
sprzętu, oblicza ilosć godzin przypadających na połowy, naprawę narzędzi, bada dochodowość przemysłu
rybackiego, wnika w budżety rodzinne itp. W ten sposób ograniczając
pole badania do tego rodzaju mikro-społeczności, autor uzyskuje o wiele
szerszą podstawę do badania ludzkich czynności gospodarczych,
aniżeli
na ogół posiada ją zawodowy ekonomista, zwłaszcza prowadzący swe badania w bardziej rozwiniętych ustrojach gospodarczych. Takie rozszerzenie
kręgu badawczego pozwala autorowi na dostrzeżenie szeregu aspektów
działań ekonomicznych
oraz ich szerszych powiązań społecznych, które
na ogół uchylają się spod obserwacji badacza zjawisk ekonomicznych.
Etnosocjologa bowiem interesują nie tylko rybacy malajscy w czasie wykonywania swych czynności gospodarczych,
połowów czy tranzakcji towarami itp., ale także poza sferą działań czysto gospodarczych, jako rolnicy,
członkowie rodzin, uczestnicy praktyk obrzędowych i ceremonialnych
jednym słowem jako członkowie pewnej społeczności wioskowej, powiązani
w jej ramach więzami małżeństwa i pokrewieństwa,
wspólnej rezydencji,
kręgiem jednakowo odczuwanych wartości, oraz treści etycznych czy ideologicznych. Pomiędzy jedną sferą działań a drugą istnieje szereg współzałeżności, których odkrycie staje się dopiero możliwe. przez połączenie tych
dwóch metod.
Dopiero na tej szerszej podstawie przystępuje autor do analizy zjawisk o ściśle gospodarczym charakterze, ukazując jednostkę produkcyjną
rybactwa malajskiego - to jest załogę łodzi, jej wyposażenie techniczne,
formy organizacyjne, rolę przywództwa. W tym związku bada on funkcje
kapitału w gospodarce tego typu, zarówno od strony inwestycji i amortyzacji sprzętu jak i form finansowania przedsięwzięć gospodarczych, udzielania kredytu itp. - w zakresie których nie można było uzyskać pełnego
obrazu bez wniknięcia w całokształt powiązań z systemem rodzinnym czy
dalszego pokrewieństwa. Podobnie przedstawia się zagadnienie organizacji
zbytu, przynajmniej
w swych lokalnych aspektach,
w mniejszym zaś
w przestrzennych,
gdyż okręgi nadbrzeżne zaopatrują
dalej położone tereny śródlądowe. W dalszym ciągu bada on mechanizm kształtowania się
cen na wolnym rynku, ich sezonowe fluktuacje czy wahania, mające swe
źródło w wolnej grze podaży i popytu. Podobnie autor zgromadził ciekawe
dane odnośnie stopy konsumpcyjnej oraz podziału dochodu społecznego
w społeczeństwie kolonialnym. Aczkolwiek nie ma tu jeszcze pracy najemnej i nie występuje dalej posunięta koncentracja
kapitału, występują tu
już znaczne i krzywdzące nierówności społeczne. Rządy kolonialne celowo
utrzymują tut2j wolną grę sił gospodarczych,
nie wprowadzcjąc żadnych
organów centralnego planowania,
działającego
w kierunku
zwiększenia
produkcji czy bardziej równomiernego
rozdziału bogactwa społecznego.
Narazie w tym kierunku działają jeszcze czynniki natury społecznej, religijnej czy tradycyjnej. Jest rzeczą wątpliwą czy potrafią one przeciwstawić
się na dłuższą metę koncentracji kapitału niosącej ze sobą nieuchronne,
znane nam dobrze zło społeczne.
Typ formacji społeczno-gospodarczej,
jaką znachodzimy w rybackim
społeczeństwie malajskim, określa Prof. Firth jako «gospodarkę chłopską».
Rozumie on przez nią szerszą kategorię gospodarczą czy szereg etapów
rozwoju gospodarczego, które mówiąc naj ogólniej, cechuje niskie wyposażenie techniczne w połączeniu z małą jednostką produkcyjną,
znaczny
jeszcze stopień samowystarczalności oraz daleko idące powiązanie stosunków
i tranzakcji o charakterze wymiennym czy komercjalnym z rozbudowanym
systemem stosunków społecznych, w wielu wypadkach opartym jeszcze na
związkach pokrewieństwa.
Terminem tym, niedawno wprowadzonym
do
nauki, posługują się dziś coraz częściej ekonomia burżuazyjna.
Andrzej
Zakład
J.
spektywy
Warszawa
Etnografii
l
\
!
Waligórski
U. J. w Krakowie.
CZEKANOWSKI,
(,Polska - Słowiańszczyzna,
antropologiczne,)
Biblioteko '-Yiedzy o Polsce,
1948. S. Arct. str. 389.
tom
perIII.
Książka prof. Czekanowskiego jest próbą zestawienia stanu badań
nad antropologią
Słowiańszczyzny,
głównie jednak w oświetleniu materiałów polskich. Autor stawia sobie jako cel ('wyjaśnienie stosunku Polski
do Słowiańszczyzny
w perspektywie dorobku lwowskiej szkoły antropologicznej)}. Książka daje również próbę interpretacji
terytoriów antropologicznych w nawiązaniu do zjawisk etnicznych. Podzielić ją można na
trzy części: I) wstęp, 2) ustalenie praojczyzny Słowian oraz 3) opis i interpretacja terytoriów antropologicznych
Słowiańszczyzny.
W części wstępnej daje autor między innymi historię antropologii
w Polsce oraz historię poglądów na strukturę
an tropologiczną
Polski.
W części drugiej centralnym zagadnieniem jest ustalenie praojczyzny
Słowian. Autor gromadzi tu wszystkie argumenty zmierzające do udowodnienia, iż kolebką Słowian było dorzecze Odry i Wisly. Terytorium
to
wykazuje nieprzerwaną
ciągłość zaludnienia.
Wskazuje na to do dnia
dzisiejszego istniejąca wielka prężność demograficzna
ludności tego terytorium oraz stale postępująca konsolidacja etniczna, która pozwoliła na
przetrwanie
tylu burz dziejowych. Dalszych dowodów dostarcza lingwistyka. Dowody te są na ogół znane, choćby z pięknej książki Lehra-Spławińskiego. W związku z tym autor przytacza, że jeśli chodzi o zapożyczenia
językowe, to wskazują one na to, że Słowianie zetknęli się z Finami bardzo
późno, bo około I-go tysiąclecia n. e. Zetknięcie się Bałtów z Finami
było o jakieś tysiąc lat wcześniejsze, natomiast najwcześniejsze zetknięcia
wykazują Finowie z Irańczykami.
Autor wnioskuje, że w okresie przedhistorycznym Słowianie nie mogli sięgać zbyt daleko na północny wschód,
tak samo nie mogli sięgać zbyt daleko na południowy wschód, albowiem
brak jest wszelkich śladów współżycia Słowian z Trakami,
którzy tam
siedzieli, a języki bałtyckie nie wykazują zapożyczeń irańskich. Stąd wniosek, że Słowianie zetknęli się z Irańczykami dopiero po rozpadnięciu się
Baltów i Slowian. Autor wskazuje na ciekawy krąg wzajemnych zapożyczeń
językowych, mianowicie Bałtowie wykazują zapożyczenia z jednej strony
ze Slowianami a z drugiej z Finami. Słowianie natomiast - jak i Finowiewykazują zapożyczenia językowe z Irańczykami.
Mamy zatem jak gdyby
zamknięty łal1cuch kontaktów: BałtO\"ie - Finowie - Irańczycy - Sło-
,i
439
wianie - Bałtowie. Brak jest natomiast połączeń między Bałtami a Irańczykami oraz między Finami a Słowianami.
Czekanowski przypuszcza,
że brak tych połączeń musiała powodować jakaś przeszkoda naturalna,
którą było jego zdaniem Polesie. Wszystkie wymienione wyżej ludy siedziały wieńcem dokoła tych bagien.
Jako dalszy dowód, że praojczyzną
Słowian było dorzecze Odry
i Wisły, przytacza autor argumenty florystyczne, mianowicie nazwy trzech
roślin: cisu, grabu i bluszczu, które są wszystkim Słowianom wspólne.
A zatem praojczyzna
Słowian znajdowała
się na tych terenach, gdzie
te trzy rośliny występowaly w przeszłości razem. Wskazuje to właśnie na
dorzecze '-Yisły. Jako naturalną granicę praojczyzny słowiańskiej na północnym wschodzie uważa autor granicę etnograficzną,
wykrytą przez Kazimierza Moszyńskiego, która była również granicą lasu.
Zgodnie z ujęciem Lehra-Spławińskiego
przyjmuje
Czekanowski,
że ekspansja kultury łużyckiej - utożsamiana z ekspansją wenecką - wyszedłszy gdzieś w Turyngii, czy terenów sąsiednich, osadza się na części
dawnego obszaru
bałto-słowiańskiego
powstałego
na podłożu fińskim.
Moment ten daje początek wyodrębnieniu
się Słowian od Bałtów. W dalszym ciągu autor uzasadnia, że istniała ciągłość ludności słowiańskiej na
naszym terytorium, a zanik kultury łużyckiej w połowie I-go tysiąclecia
p. n. e. był jedynie konsekwencją najazdu Irańczyków,
którzy zniszczyli
tylko warstwę panującą powodując ogólne zubożenie ludności. Natomiast
ceramika zwykłych garnków kuchennych
ludności ubogiej daje dowody
na nieprzerwaną
ciągłość zaludnienia
aż do czasów historycznych.
Na
korzyść ciągłości zamieszkania
naszych terenów przez tę samą ludność
wskazują - zdaniem autora - również granicę zasięgu kultur późniejszych
jak np. kultura grobów skrzynkowych, kultura grobów jamowych itd.
Całość tej części książki daje zwarty i przekonywujący
obraz, że
terytorium
praojczyzny
Słowian obejmowało przeważną
część dorzecza
Wisly oraz Odry z przyległym wybrzeżem Bałtyku. Zdaje się, że długa
dyskusja na temat autochtonizmu
Słowian na tych obszarach ma się już
ku końcowi, a szala zwycięstwa w tej dyskusji przechyliła się zdecydowanie
na korzyść obrońców autochtonizmu.
Po tych silnych argumentach
przedstawionych
w części drugiej,
czytelnik spodziewa się, że następnie autor będzie w części trzeciej rozwijal
argumenty antropologiczne
na korzyść tej tezy. Tymczasem część trzecia
rozpływa się w szczegółowych opisach terytoriów antropologicznych
Słowiańszczyzny
nie dając zwartej całości, czarując
natomiast
erudycją
w interpretowaniu
poszczególnych wyników. Moim zdaniem należałoby
właści wie rozpocząć od rozpa trzenia struktury
antropologicznej
Polski
jako praojczyzny Słowian, dając argumenty antropologiczne
na poparcie
tezy autochtonizmu.
,-Y dalszym ciągu dopiero rozpatrywać
peryferia
słowiańskie tego centralnego terytorium. Tego rodzaju konstrukcji spodziewa
się czytelnik, sądząc nawet
po samym tytule książki
«Polska Słowiańszczyzna'), który zapowiada naświetlenie Słowiańszczyzny
z punktu
widzenia Polski jako terytorium centralnego.
Brak tego rodzaju ujęcia nie
jest właściwie winą autora, jest to winą w ogóle antropologii
polskiej.
O kształtowaniu się ludności na ziemiach polskich w prehistorii właściwie
nic nie wiemy. Mamy jedynie niejasne wyobrażenie o tym, że w neolicie
mieszkała na naszych ziemiach ludność o przewadze śródziemnomorskonordycznej. Wiązała się ona z kulturami wstęgowymi, które w neolicie
obejmują znaczną część ziem polskich. Jednakowoż i późniejsza ludność
ceramiki sznurowej - jak na to wskazują sporadyczne wyniki - była
również śródziemnomorsko-nordyczna.
Skąd się jednak wzięła ludność
typu laponoidalnego,
której centrum zagęszczenia występuje na ziemiach
najbliższej bramie Morawskiej? - tego dotychczas właściwie nie wiemy.
Terytorium laponoidalne na ziemiach polskich wskazuje, że warstwa ta jest
starsza an"iżeli młodsza nordyczna. Uproszczona interpretacja
taka, jaką
podaje Lehr-Spławiński,
że jest to ludność nawiązująca
do prafińskiej
kultury grzebykowej, moim zdaniem nie da się utrzymać. Największe zagęszczenia laponoidów powinny iść bowiem w takim wypadku od północnego wschodu a nie przeciwnie. Zresztą i wpływy kultury grzebykowej
na kształtowanie się późniejszych kultur na terenach polskich, są jak twierdzą prehistorycy - bardzo słabe. Jest to zgodne z tym, że była to ludność
prymitywna, myśliwsko-rybacka, która nie mogła dać gęstego zaludnienia
zajmowanych terenów. Wiąże się raczej - jak słusznie przypuszcza Czekanowski z typem paleoazjatyckim,
który występuje na wschodnich
terenach Polski w nielicznych domieszkach.
J ak kształtowała się ludność ziem polskich w prehistorii wyjaśnić
to może jedynie gruntowne
zbadanie wszystkich kostnych materiałów
prehistorycznych.
Jest to obecnie najważniejsze zagadnienie,
na którym
antropologia powinna się koncentrować.
Opis antropologiczny
Słowiańszczyzny zaczyna autor od południowego wschodu. Najbardziej charakterystyczny
dla Bułgarów skład rasowy
to przewaga elementu śródziemnomorskiego
z domieszką nordycznego
i słabym śladem elementów azjatyckich. Jest niezmiernie interesujące,
że tego rodzaju skład znajdujemy
na przełomie neolitu i brązu wśród
ludności ceramiki malowanej na Podolu. Stosunki antropologiczne Bułgarii
możnaby przeto streścić w ten sposób, że dawna ludność ceramiki malowanej sięgająca aż po Dniestr na Podolu, wystąpiła później na widownię
dziejową jako wczesnohistoryczny
lud Traków i żyje dzisiaj w dalszym
ciągu w postaci Bułgarów. Ludność Macedonii to formacja bardzo mieszana,
gdzie właściwie żaden z elementów rasowych nie stanowi przewagi. Zdaniem Czekanowskiego jest to wywołane tym, że przez Macedonię szły główne,
drogi wiodące z północy na morze.
Stosunki antropologiczne
Jugosławii
autor ujmuje następująco:
na starym podłożu ludności armenoidalno-laponoidalnej,
której pochodzenie
należy wiązać bądź z Azją Mniejszą bądź z Kaukazem, nawarstwiły się
kolejno fale najeźdźców ilirskich, rzymskich i słowiańskich. Stare podłoże
w malo zmienionej formie zachowało się jedynie w Albanii. Na SerboChorwatach
zaznacza się natomiast wyraźnie wpływ zarówno najazdu
Rzymian jak i Słowian. Przejawia się to we wzmożeniu domieszki śródziemnomorskiej i nordycznej. Słoweńcy zaś są tak samo jak Macedończycy
formacją mieszaną.
Czesi i Słowacy stanowią formację laponoidalno-nordyczną.
Jednakowoż wczesnohistoryczny
skład rasowy szczątków kostnych grodziska
Levy Hradec wykazuje strukturę Słowian pierwotnych.
Autor stąd
wnioskuje, że znaleziska te przedstawiają
słowiańskich zdobywców tego
kraju, którzy tworzyli warstwę uprzywilejowaną,
nie mieszając się z autochtonami. Wobec tego autor sądzi, że organizację państwową dać musieli
Czechom Słowianie a nie legendarni frankońscy przybysze.
,
"
l
J
,
).
"
Antropologiczne
ujęcie wschodniej
Słowiańszczyzny
jest trudne
w obecnej chwili wobec braku dostatecznego
przeanalizowanych
materiałów. Na kształtowanie się podłoża antropologicznego
wschodniej Słowiańszczyzny
oddziaływały
zdaniem
Czekanowskiego
następujące
momenty: stare podłoże laponoidalne ciągnące się od Europy środkowej na
wschód, przypuszczalnie poza Dniepr, a na północy po strefę zajmowaną
dawniej przez przodków Lapończyków.
Na to podłoże wywarł prawdopodobnie swe wpływy Kaukaz, jak świadczą o tym domieszki armenoidalne nawet wśród dzisiejszych Lapończyków. Drugim czynnikiem, kształtującym jest występowanie tam ludów ugro-fińskich o przewadze składnika
paleoazjatyckiego.
Trzecim czynnikiem są Irańczycy reprezentujący
formację śródziemnomorsko-nordycką
idącą od stepów Czarnomorskich.
I wreszcie czwartym czynnikiem jest slawizacja tych terenów poprzedzona
ekspansją litewską i skomplikowana
najazdami
germańskimi
niosąca
głównie element nordyczny.
Rozdziały ostatnie dotyczą Polski i ziem sąsiednich na wschodzie.
Główną podstawę naszych wiadomości o strukturze rasowej Polski stanowi
wojskowe zdjęcie antropologiczne.
Dyskusja przeprowadzona
przez autora
na temat mojego ujęcia terytoriów rasowych w Polsce, poprzedniego ujęcia
Czekanowskiego oraz ostatnich
wyników analitycznych
Michalskiego doprowadza autora do wniosku, że właściwie różnice między tymi ujęciami
są bardzo nieznaczne i nie wpływają na ogólny obraz. Obraz ten da się
przedstawić ogólnie w następujący sposób: Przeważna część obszaru Polski
należy do prowincji nordyckiej, sięgającej południowym
klinem aż po
grzbiet Karpat środkowych a nawet wschodnich. Największe zagęszczenie
elementu nordycznego leży na Kuj'lwach wraz z przyległymi doń częściami
starego Mazowsza. ~a południowym zachodzie klin nordyczny oddziela
443
44'.1
strefę elementu laponoidalnego
od strefy zagęszczenia domieszek armenoidów idącą z półwyspu Bałkańskiego. Strefa laponoidalna
ciągnie się
od południowych
powiatów Poznańskiego przez Śląsk i Małopolskę zachodnią.
Jest to krawędź
prowincji
laponoidałnej
środkowej Europy.
Polska prowincja nordyczna
stanowi zdaniem autora podstawową
część
pierwotnego
obszaru bałto-słowiańskiego.
Na obszarze Małopołski rozmieszczenie elementu nordycznego
układa się wyraźnie w zależności od
systemu rzecznego. Zdaniem autora wzmożenie domieszki armcnoidałnej
w strefie karpackiej pozostaje w łączności z historycznym
osadnictwem
wołoskim. Znacznie potężniejsza jednak fał a armenoidów
napłynęła jego
zdaniem w końcowej fazie neołitu, a główny szłak ich wędrówek wiódł
przez bramę
Morawską.
Do tej dawnej
fali nawiązują
się smugi
wzmożonych
domieszek tego składnika
na prawym brzegu Pilicy, na
północnych
stokach gór Świętokrzyskich.
Na wschód od terytorium
polskiego autor zwraca uwagę na nordyczną
wyspę Wołynia,
którą
wiąże z pobytem
Słowian wschodnich
oraz na odkrytą przeze mnie
smugę nordyczną w Karpatach
wschodnich.
Autor przypuszcza,
że ta
ostatnia powstała jako szlaki migracyjne Słowian południowych.
Polesie,
które ma charakter antropologiczny
podobny do Pokucia, jest jego zdaniem
reliktem Europy środkowej odciętej przez ekspansję nordyczną od swojego
trzonu i stopniowo przez nią pochłanianym.
Stosunkowo szeroko autor
omawia zagadkową strukturę
antropologiczną
powiatu leskiego, w którym bardzo
łicznie występuje rasa śródziemnomorska
przewyższająca
w niektórych gminach liczebność laponoidów. Autor widzi w tych populacjach osad uchodźczej fali ruskiej ludności stepowej, która po załamaniu
się państwa Chazarów cofnęła się w Karpaty i zrutenizowała
je. Skład
rasowy bowiem tej ludności jest uderzająco podobny do wczesnohistorycznych Słowian ruskich.
Książka prof. Czekanowskiego
odd"je dzisiejszy stan badań nad
antropologią
Słowiańszczyzny.
Z tego względu jest niezmiernie
ważna
i cenna, otwiera bowiem ponadto cały szereg problemów,
które autor
podaje w formie bardzo łicznych hipotez
mogących zapłodnić liczne
rzesze badaczy zarówno w dziedzinie
antropologii jak i dziedzin pokrewnych.
Jan
Mydlarski
H. BATOWSKI,
(,Zwięzły
zarys
dziejów
Słowiańszczyzny').
Kraków 1948 r. Spółdz. pracy i użyto\vników z o. u. (,Czytelnik,). Str. 198,
skorowidz imion i nazw geograficznych,
treść (spis rzeczy) i mapy.
Autor w (,Przedmowie» śmiało, lecz trafnie zaznaczył, że praca jego,
o której mowa, (,będzie jedną z naj pożyteczniejszych
książek w danym
zakresie'). Istotnie, dziełkiem swym wypełnił H. Batowski odnośną łukę
"
naszej literatury
słowianoznawczej.
Pisząc jc zdawał sobie sprawę, 1Z
łączenie ścisłości naukowej ze znaczną przystępnością
przedstawienia
tematu stwarza poważne trudności. Trzeba przyznać, że w miarę możności
udało mu się je rzeczywiście zwalczyć szczęśliwie. (,Dodatki» wyjaśniające
popularyzują
tę ważną pracę tym bardziej.
Autor wprowadził czy~lników w atmosferę słowianoznawstwa
historyczncgo, szkicując mniej więcej równomiernie,
z logicznym naogół zachowaniem proporcji i starając się przy tym o perspektywę, zarówno dobę
najdawniejszą,
epokę prasłowiańską,
początki Słowian w hi3torii i tworzenie się pierwszych ich państw, jak i rozwój tych pallstw w średniowieczu
i dzieje ich w czasach
nowożytnych
z podkreśleniem
rozwoju ich
kultury.
Na szczególną uwagę zasługują rozdziały dalsze tzn. VIII-X
(o Słowiańszczyźnie w latach '914-39
i wobec II wojny światowej, jak i ('rzut
oka na dzieje powojenne'}). W 2. dodatkach podał zarys narodów słowiańskich i ich siedzib oraz nazwy krajów - regionów, w załączniku zaś z mapami zilustrował za ich pomocą rozdziały poprzednie, starając się skutecznie o jak największą wyrazistość.
Praca jest istotnie - jeśli się zważy warunki jej powstania
udatna. Ujawnia ona bardzo dobre przygotowanie
autora, znane zresztą
i z łicznych innych jego prac,
bystry sąd oraz pewien talent pisarski.
(Autor ogłaszał dawniej często przekłady
z poezji słowiańskiej,
które
niekiedy surowo oceniane były - przez Mierzwę).
\Vobec wyraźnych i ważnych plusów pracy bledną drobiazgi, które
można by jej wytknąć, jako to: dotyczą one głównie bibliografii, pomijając
pewną jcj dowolność, a przez to i mniejszą, aktualność, stwierdzić należy
poważniejszy brak w tym, iż nie jest rozumowana:
np. przy pracy prof. Kolbuszewskiego trzeba było wszak zaznaczyć jej tendencyjność,
umniejszającą rolę i wagę wpływów czeskich na Polskę. Zakradły się też pewne pomyłki i niedokładności
transkrypcyjne
(z tekstów rosyjskich,
np. na
str. 134, lecz i bułgarskich - str. 139). Są to jednak raczej drobiazgi.
Powitać z uznaniem - i zreałizować - powinno się apel autora o przekładach różnych monografii Z. S. R. R.
H. Batowski oddał - summa summarum - dziełkiem niniejszym slawistom (zwl. studentom) wielką przysługę, za którą należy mu się uznanie.
Jerzy
Pogonowski