Rozmowa z Michaelem Youngiem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2

Item

Title
Rozmowa z Michaelem Youngiem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.149-153
Creator
Kubica-Heller, Grażyna
Date
1997
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:3472
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3695
Text
Paluch planował wydanie Dziel, ostatnim tomem mial być
Dziennik. Oczywiście po zredagowaniu, ponieważ są to
krótsze lub dłuższe fragmenty. Z tego powodu profesor Paluch
był u mnie w Cambridge, aby przejrzeć to wszystko, zrobić
notatki. Pokazałam także tę pełną wersję Dziennika profesoro­
wi Ernestowi Gellnerowi, z tego samego powodu. Chciałam
wiedzieć, co on na ten temat myśli. Był tak uprzejmy, że
przeczytał i powiedział, iż jest cudowny, i pewne rzeczy były
niezwykle interesujące, lecz poszczególne zeszyty nie tworzą
koherentnej książki. Wymagałoby to specjalnego przeredago­
wania dla angielskojęzycznych czytelników. Dlatego nie
sądził, że byłaby z tego niezależna książka. Taka była jego
opinia. Dziennik stanowi część biografii, którą pisze Michael
Young.

GKH: Myślę, że przyczyniły się do tego problemy z pierw­
szym wydanym po angielsku tomem „Dzienników".
H W : To było źle zaprezentowane, źle przetłumaczone
i zredagowane. Zawieszone w próżni. I dlatego uważam, że
dobre opracowanie może zmienić ten materiał w interesującą
książkę, o co należy zapytać Michaela Younga. Należałoby to
zrobić razem z ponownym opracowaniem już opublikowane­
go dziennika.
G K H : Kiedy przyjedzie Pani do Polski z dłuższa, wizyta, nie
tylko na kilka dni?
HW: Bardzo bym chciała, ale są w życiu każdego
człowieka pewne okoliczności...
GKH: Zapraszamy.
Grażyna Kubica-Heller

Rozmowa z Michaelem Youngiem
G K H : Jakie były powody Pana zainteresowania biografią
Bronisława Malinowskiego? Czy było to spowodowane jego
malowniczą osobowością czy też podobnym doświadczeniem
w pracy terenowej?
M Y : To zainteresowanie bierze swój początek w moich
studiach w University College w Londynie we wczesnych
latach sześćdziesiątych, kiedy to jedną z moich nauczycielek
była Phylis Kabery, jedna z uczennic Malinowskiego. Wy­
kładała ona o Malinowskim, a pierwszą monografią, którą
czytałem, było Życie seksualne dzikich, a zaraz po niej
Argonauci Zachodniego Pacyfiku. I ten romantyzm antropolo­
gii od razu mnie oczarował. W latach sześćdziesiątych można
było zostać oczarowanym, teraz już nie. Właśnie wtedy jako
młody człowiek, wróciłem z podróży na morza południowe.
Byłem na Nowej Zelandii, Tahiti, widziałem te miejsca, ale
nie byłem na Nowej Gwinei. Można powiedzieć, że przejąłem
trochę tego romantyzmu Malinowskiego. Przypominało to
nieco sytuację opisywaną przez niego, kiedy to przyciskając
do piersi Złotą Gałąź mówił, że przeszedł na służbę ant­
ropologii Frazera. Ja przyciskałem do piersi, idąc ulicą do
University College w Lodynie, Argonautów Zachodniego
Pacyfiku. Później zamierzałem zrobić badania terenowe w Af­

ryce, lecz dla różnych powodów nie mogłem. Podobnie
Malinowski zamierzał pojechać do Afryki i nie mógł. Phylis
Kabery wysłała mnie do australijskiego National University,
gdzie zrobiłem doktorat. I stało się oczywiste, że jedyną
rzeczą, którą mogę zrobić, jest praca na Nowej Gwinei, co też
zrobiłem. Musiałem być pod wrażeniem wizerunku mórz.
południowych stworzonym przez Malinowskiego (panny
z obnażonymi biustami, ubrane tylko w krótkie spódniczki
z trawy, stojące na wydmach, itd.), ponieważ wybrałem
wyspę bardzo blisko Trobriandów. Później z różnych powo­
dów nie poświęcałem Malinowskiemu zbyt wiele czasu ani
myśli. Lecz gdy byłem już w Cambridge, poproszono mnie
o napisanie czegoś w rodzaju „Readers Digest" o etnografii
Malinowskiego, co zostało później, razem z moją przed­
mową, opublikowane przez Rutledge. To był pierwszy krok
do czytania prac porównawczych, w których o nim mówiono,
oceniano jego teorie, było trochę informacji biograficznych,
które mogłem znaleźć, ale byl to esej raczej powierzchowny.
Potem wróciłem do Australii, gdzie pracowałem i znowu nie
myślałem zbyt wiele o Malinowskim aż do czasu, kiedy
zaczęliśmy korespondować z Heleną [Wayne] na temat
możliwości ponownego opublikowania pierwszego zapom-

Michael Young i Helena Wayne na cmentarzu

149

nianego eseju Malinowskiego, napisanej po angielsku mono­
grafii The Mailu, jego pierwszego opisu etnograficznego,
który ukazał się w ciągu pierwszych kilku miesięcy jego
pobytu na Nowej Gwinei w 1914-15. Wtedy to napisałem
pokaźny wstęp do tej monogafii i bardziej zainteresowałem się
tym tematem, ponieważ analizowałem go na o wiele głębszym
poziomie, na przykład pracując w australijskich archiwach.
Później napisałem jeden czy dwa artykuły i stałem się kimś
w rodzaju eksperta od Malinowskiego i ludzie prosili mnie,
abym napisał hasło w encyklopedii lub biografię do słownika
itp. Ale bomba wybuchła, kiedy (było to na początku 1991
roku) Helena napisała do mnie: „chciałabym abyś się zabrał za
napisanie pełnometrażowej biografii mojego ojca". To mnie
zupełnie zaskoczyło. .Zostałeś wybrany" - pokazał na mnie
wielki palec. Odpowiedziałem, że muszę mieć czas do
namysłu, ponieważ mam wiele innych obowiązków: dydak­
tyka, własne badania, mam dokorantów i nie mogę tak po
prostu tego rzucić. Lecz był to ten rodzaj propozycji, której nie
można odrzucić. Jest to wielka praca i musi być traktowana
poważnie, więc ją zaakceptowałem. Gdy odwiedziłem Helenę
po raz pierwszy pokazała mi sofę zasłaną papierami, doku­
mentami, które dla mnie przygotowała. Później pracowałem
nad dokumentami Malinowskiego w London School of Economics, gdzie jest ok. 200 pudeł, dużych pudeł, wydaje mi się
że jestem dopiero w 3/4 drogi. Ale pracując wtedy nad tymi
materiałami miałem wrażenie, że będę musiał poświęcić temu
resztę mojego życia. Dałem sobie na to 5 lat, i one właśnie
mijają a ja nie skończyłem jeszcze zbierania materiału.
Zacząłem pisać wstępną wersję książki. Nauczyłem się iść na
skróty, doszedłem do wniosku, że nie każdy kawałek papieru
jest istotny, że nie każda myśl Malinowskiego musi zostać
zanotowana czy jest warta wzmianki, nie wszystko co napisał
było wartościowe.
G K H : Z tego co wiem, jest to Pana pierwsza dłuższa wizyta
w Polsce?
M Y : Tak. Pierwszy raz byłem w Polsce z okazji konferen­
cji, kiedy to spędziłem dwa dni w Warszawie, pięć dni
w Krakowie i 2-3 w Zakopanem, było to razem ponad tydzień.

G K H : Co chciał Pan znaleźć w Polsce podczas tej wizyty,
a co Pan znalazł?
MY: Zdawałem sobie w pełni sprawę z tego, że nie mówię
po polsku, ani nie potrafię czytać po polsku. Niewątpliwie jest
to pewne ograniczenie. Peter Skalnik napisał, że żaden
biograf Malinowskiego nie zajdzie daleko bez nauczenia się
polskiego. Ja nie znam polskiego. Aby odpowiedzieć na Pani
pytanie: przyjechałem żeby przezwyciężyć swoją obawę,
dotyczącą niewiedzy o jego polskim pochodzeniu, pomimo
tego, że lak wiele na ten temat opublikowano. Obawiałem się,
że te publikacje stanowią coś w rodzaju wierzchołka góry
lodowej, a poniżej jest to, co wszyscy wiedzą na ten temat,
lecz jeszcze nie zostało to opublikowane. Teraz upewniłem
się, że w szufladach nie ma zbyt wiele rzeczy. Być może wiem
tyle co Pani polscy koledzy, choć nie znam np. polskich
listów, które Pani opracowała.
Chciałem poza tym zobaczyć miejsca, które odwiedzał
Malinowski, zanurzyć się w tę atmosferę, chociaż jest ona
zupełnie inna, tamta już minęła. Wysilić swoją wyobraźnię:
Malinowski zrobił to, poszedł tam. Poszukać adresów w War­
szawie, Zakopanem. Z prawie religijnym nabożeństwem
odwiedzaliśmy każdy z domów wymienionych w Dzienniku.
G K H : Wydaje mi się, że dużą zaletąjest to, że Malinowski
żył właśnie w Krakowie, ponieważ może Pan oglądać to
miasto właściwie niezmienione. W Warszawie mógł Pan mieć
kłopoty ze znalezieniem właściwych miejsc. W Krakowie może
się Pan rzeczywiście czuć jak w mieście Malinowskiego, czy
odczuwał Pan tę atmosferę, czy ona już rzeczywiście odeszła ?
MY: Myślę, że odeszła. To wymaga żywej wyobraźni, aby
usiąść w takim miejscu jak Mały Rynek, pić piwo i zastanawiać się jak to było gdy Bronio tutaj mieszkał. Będąc
w restauracji rozmawialiśmy o tym i staraliśmy się sobie
wyobrazić co on jadał ze swoją matką. Prawdopodobnie nie
był to stek z frytkami, raczej chleb czy kapusta.
G K H : Czy są jeszcze jakieś problemy dotyczące młodości
Malinowskiego, które pozostają dla Pana tajemnicą?
M Y : Tak, sąjeszcze duże luki. Ciągle za mało wiem o jego
dzieciństwie, w co się bawił, z kim się bawił, o jego szkolnych

M-M
.

Fragment rękopisu B. Malinowskiego

150

VwoA..
U— ¿'L

*j'.v.

i~-L ik.

t

UÍKI

*.\

-7.3fe.ri/•>

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.