Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiegoi jego biografem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2

Item

Title
Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiegoi jego biografem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.143-145
Creator
Kubica-Heller, Grażyna
Date
1997
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:3470
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3693
Text
Bronisław Malinowski

Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego
i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller
Moich rozmówców, Helenę Wayne-Malinowską i prof.
Michaela Younga z Uniwersytetu w Canberrze, poznałam
ponad dziesięć lat temu podczas konferencji z okazji 100-lecia
urodzin Bronisława Malinowskiego, którą na Uniwersytecie
Jagiellońskim zorganizowaliśmy pod kierownictwem prof.
Andrzeja Palucha. Było to, jak na owe czasy, gigantyczne
przedsięwzięcie. Zaprosiliśmy antropologów ze wszystkich
znaczących ośrodków naukowych, a także uczniów Malinow­
skiego (Sir Raymonda Firtha i Lucy Mair) oraz jego trzy córki
z rodzinami.
Zespół nasz przygotował na tę konferencję serię wykładów
dotyczących życia i twórczości Malinowskiego, potem wyda­
nych w Polsce i Wielkiej Brytanii. Mnie w udziale przypadło
opracowanie biograficzne dotyczące jego polskiej młodości.
1

Wiązało się to z niemal detektywistycznym poszukiwaniem
materiałów archiwalnych; zagłębianiem się w atmosferę
Krakowa początku naszego wieku, z jego salonami pań
profcsorowych, ale także z kawiarnianym życiem bohemy.
Bardzo w tym była pomocna autobiograficzna powieść
Stanisława Ignacego Witkiewicza 622 upadki Bunga, czyli
demoniczna kobieta, w której jego przyjaciel - Bronisław
Malinowski, jest sportretowany jako jedna z ważniejszych
postaci.
Zainteresowana twórczością swego ojca jest także Helena
Wayne. Helena urodziła się w południowym Tyrolu we
Włoszech, gdzie jej rodzice mieli dom. Była reporterką
magazynu „Life", edytorem książek, producentką telewizyjną
w BBC. W 1984 roku na zaproszenie Cross Cultural Research

143

Rodzina Bronisława Malinowskiego, Oberbozen 1926. Od lewej: Józefa, Wanda, Bronisław, Elsie i Helena

on Women opracowała tekst Bronisław Malinowski: the
Influence of Various Women on His Life and Works. [którego
tłumaczenie zamieszczamy obok - przyp. red.].
Ostatnio Helena Wayne wydała dwa tomy listów swych
rodziców (The Story of a Marriage) . Jak czytamy na okładce:
„Listy (...) były pisane przez Malinowskiego i jego żonę, Elsie
Masson, od roku 1916 do jej śmierci w 1935. Stanowią one
kronikę ich spotkania, ich późniejszego nadzwyczajnego
małżeństwa, pokazując Malinowskiego w nowym świetle, nie
jako nauczyciela i uczonego, lecz jako męża, ojca i przyjacie­
la. Jego żona, jak dotąd szerzej nieznana, ukazuje się jako
kobieta obdarzona poczuciem humoru, odważna i utalen­
towana." Przeglądając te dwa grube tomy zauważyłam, że
Malinowski w czasie swego pobytu na Nowej Gwinei często
powraca wspomnieniami do swej matki, Zakopanego, przyja­
ciół, np. w liście z 17.XI.1917: „Byłem dzisiaj usposobiony
bardzo metafizycznie, szczególnie wieczorem. Poszedłem na
spacer wokół wyspy o ósmej. Jest silna południowa bryza,
i palmy kokosowe szeleszczą liśćmi w charakterystyczny
suchy sposób jak deszcz padający na blaszany dach. Byłem
bardzo smutny i samotny, i szeptałem twoje imię w ciemność
nocy i mówiłem wicie słodkich słów do ciebie po polsku.
Często zastanawiam się jak i kiedy zaczniemy uczyć się
polskiego. Niebo jest piękne: jest Wenus na zachodzie i Jowisz
wschodzi zaraz po siódmej, a Orion pojawia się po ósmej i to
jest najpiękniejsze niebo w całym roku. W Polsce to jest
zimowe niebo i tak dobrze pamiętam Orion i Syriusz wysoko
na niebie ponad pokrytymi śniegiem polami w Zakopanem.
Witkiewicz był specjalistą od konstelacji i imion gwiazd i miał
dobrą wiedzę astronomiczną i często rozmawialiśmy o gwiaz­
dach i podziwialiśmy niebo. Niebo, jak morze, ma tę doskona­
łą niezmienność i trwałość." Z listów do przyszłej żony
wynika także, że cały czas brał pod uwagę osiedlenie się
2

4

5

144

w Polsce: „O wiele bardziej chciałbym pracować w miejscu
takim jak Australia czy Polska, które wymaga pomocy, niż
w wielkim kraju takim jak Anglia czy Nicmcy." „Według
wszelkiego prawdopodobieństwa, jak tylko wojna się skoń­
czy, powinienem znaleźć jakieś akademickie stanowisko,
które będzie bardzo marnie opłacone (profesor nadzwyczajny
w Krakowie dostaje mniej niż 400 funtów rocznie) lecz my
oboje nie mamy nic przeciwko życiu w biedzie, niepraw­
daż?" Po śmierci matki pisał: „Połączenie między moją
przeszłością a teraźniejszością zostało złamane, i teraz moje
życie będzie niekompletne.(...) Przez mój umysł przelatują
kawałki i strzępki mojego poprzedniego życia i wydaje się, że
wszystko zmieniło swe oblicze. Moja matka była niezwykle
istotnym elementem w moim życiu, mimo że nie czułem tego
wyraźnie. To jest ta przeklęta cecha mojego charakteru, aby
przyjmować za rzecz naturalną to co się ma i tęsknić za czymś
czego się nie ma. Czuję się odcięty od mego kraju, od
wszystkiego co jest stabilne i trwale, od ziemi niemal.
Ostatnio wydawało mi się coraz bardziej, że chciałbym
wrócić z tobą do Polski i że nasz obowiązek a także szczęście
są z tym związane. Teraz przeraża samo myślenie o powrocie
do kraju. To już nigdy nie będzie to samo." Po powrocie
z Australii spędzili rok na Wyspach Kanaryjskich (gdzie
Malinowski pisał Argonautów Zachodniego Pacyfiku) prob­
lem powrotu do Polski ciągle był rozważany. Tym razem to
Elsie sugerowała: „Uważam, że jesteś na rozstajach dróg,
Broniu, i że to jest ten punkt, kiedy się podejmuje ważne
decyzje. Jeżeli odrzucisz krakowską propozycję w nadziei na
coś lepszego, bardziej nęcącego lub przynoszącego więcej
kudos, sądzę, że później będzie ci się to wydawało jedną
z tych 'zdrad',o których mówi Conrad, i że staniesz się kimś
w rodzaju Conrada i będziesz musiał porzucić tę fikcję, że
kiedyś znowu będziesz Polakiem..."
fi

7

8

9

Malinowski z córkami: Wandą i Heleną

Kwestia ewentualnej katedry dla Malinowskiego w Uniwer­
sytecie Jagiellońskim była jednym z problemów, które starał
się rozwikłać prof. Michael Young. Z mojej kwerendy
w Archiwum UJ wynikało, że to Malinowski po powrocie
z Australii napisał do prof. Jana Rozwadowskiego list sugeru­
jący, że chciałby objąć katedrę etnologii, gdyby UJ chciał
takową powołać. Rada Wydziału Filozoficznego, po zasięg­
nięciu opinii specjalistów, „na posiedzeniu 10.111.1922 r.
zgodnie postanowiła zwrócić się do ministerstwa o mianowa­
nie dr. Malinowskiego profesorem nadzwyczajnym etnologii
i etnografii począwszy od 1.X.1922 r. z obowiązkiem prowa­
dzenia wykładów z tego przedmiotu przez pięć godzin
tygodniowo, jak również ćwiczeń z uczniami przez dwie
godziny tygodniowo'"". W czasie swojej wizyty w kraju
jesienią 1922 roku Malinowski ostatecznie zdecydował się nie
przyjąć katedry, o czym donosił dziekanowi Dziewońskiemu:
„Przede wszystkim pragnę wyrazić jak głęboko wdzięczny
i wzruszony jestem tym zaszczytnym uznaniem mojej, bardzo
szczupłej jeszcze, pracy naukowej. Z prawdziwym żalem tedy
muszę oświadczyć, że żadnych nowych obowiązków nau­
czycielskich obecnie przyjąć nie mogę, gdyż mam bardzo
duży zapas materiałów etnograficznych, które muszę bez
zwłoki opracować. Materiały te, zebrane podczas trzech
wypraw do Nowej Gwinei 1914-1918, obejmują wszystkie
zakresy etnologii: materialną kulturę, socjologię, ekonomię,
wierzenia i rytuały, a także teksty językowe. Z jednej strony
materiał ten musi być jak najprędzej ujęty w formę skończoną,
gdyż z każdym rokiem i miesiącem świeżość wrażeń i ścisłość
wspomnień się zaciera. Z drugiej strony, jako etnograf
terenowy, pragnąłbym raz jeszcze odbyć wyprawę, ale nie
mogę nowej pracy rozpocząć przed obrobieniem materiału
z Nowej Gwinei. Wobec tego żadnych nowych obowiązków
nie mogę przyjąć, poza skromną pozycją, a raczej synekurą,
którą posiadam w Londynie jako 'lecturer in Social Anth-

ropology' przy London School of Economics and Political
Science, będącej częścią Uniwersytetu Londyńskiego. Pozy­
cja ta zabiera mi bardzo mało czasu, gdyż wykładam tylko
przez 9 tygodni rocznie, a dochód z niej wystarcza mi na
skromne całoroczne utrzymanie się za granicą. (...) Na
zakończenie chciałbym wszkże wyraźnie zaznaczyć, że od­
mowa moja nie jest powodowana niechęcią powrotu z krainy
funtem i pensem płynącej do bądź co bądź rozcieńczonych
stosunków materialnych w kraju. Na dowód tego wymienię,
że w kwietniu bieżącego roku ofiarowano mi - i to nawet nie
bez presji - stałą pozycję w Londynie z pełną płacą i całorocz­
nym zajęciem i że oferty tej nie przyjąłem z wymienionych tu
powodów,"" Nie wiem jak ostatecznie Michael Young
zinterpretuje ten cały splot powodów, dla których Malinowski
wybrał „brytyjską" a nie „polską" drogę kariery, nie będzie to
na pewno zadanie łatwe. Mam jednak nadzieję, że ostatnia
wizyta w Polsce pozwoli mu na głębsze zrozumienie „pol­
skiego tla" swego bohatera.
Biograf interesował się jednak nie tylko Malinowskiego
życiem naukowym, ale w większej nawet mierze, jego życiem
prywatnym. Staraliśmy się, na przykład, odtworzyć kalen­
darium życia i podróży z okresu wczesnej młodości Broni­
sława. Okazało się, że jako piętnastolatek, z powodów
zdrowotnych, był już dwa razy w Egipcie. Do gimnazjum
regularnie uczęszczał tylko przez rok - do IV klasy, a pozo­
stałe zaliczał jako ekstern. Później, pod koniec studiów, odbył
podróż do Włoch, a następnie, po rygorozach, na dłużej osiadł
na Wyspach Kanaryjskich. Te wszystkie podróże zorganizo­
wała, ogromnym zapewne wysiłkiem, jego matka, wdowa po
profesorze UJ, aby ratować zdrowie syna.
Jednak najbardziej intrygujące były oczywiście nasze
poszukiwania dotyczące kobiet w życiu młodego Malinows­
kiego. Był on nieodrodnym dzieckiem swej epoki, a jego
„młodopolskość" w tym zakresie była najmniej problematy-

145

czna. Michael Young chciał dowiedzieć się czegoś więcej
o kobietach, na których ślad natrafił w młodzieńczym dzien­
niku. Udało nam się ustalić nazwisko bardzo ważnej przyja­
ciółki, mianowicie Żeni Zielińskiej. Była to malarka, war­
szawianka, którą Malinowski poznał przez Żuławskich, któ­
rych była krewną lub znajomą. Była mężatką, ale nie udało
nam się ustalić kim był jej mąż. Inną kobietą była, występująca
w pamiętnikach jako „Toska", żona Retingera, konsula pol­
skiego (1913-1914), która znała Conrada i zabrała doń
Malinowskiego do Kentu. Wcześniej, dzięki opracowaniu E.
C. Martinka , wiedzieliśmy o istnieniu innych kobiet: Heleny
Czerwijowskiej i Zofii Dembowskiej. Przyjaźń z obiema
Malinowski „dzielił" z Witkacym, co nie sprzyjało bezkon­
fliktowemu rozwojowi ich stosunków. Michael Young zauwa­
żył, na podstawie dzienników, że młody Bronio wlókł te swoje
„love-affairs" w nieskończoność, nie potrafiąc ich definityw­
nie przerwać. Nieraz był uwikłany w kilka na raz.
Dzienniki właśnie są nieocenioną pomocą w opracowaniu
bigrafii Malinowskiego. Pisane były po polsku, lecz niestety
nieznane są zupełnie polskiej publiczności. Wczesne dzienniki
pochodzą z lat 1909-1914, pisane były głównie w Zakopanem,
ale także w Krakowie i Warszawie. Dają, wedle słów prof.
Younga, złożony obraz jego ówczesnego życia. Głównym
tematem są plany związane z jego pracą nad sobą, szczegółowe
opisy cierpień spowodowanych przez kolejne miłości, spotkań
z przyjaciółmi takimi jak S.I. Witkiewicz, czy Tadeusz Nalepiński; pobieżne notatki z tego co czytał i pisał. Dzienniki późniejsze,
pisane przez Malinowskiego podczas jego badań terenowych,
zostały wydane w 1967 roku przez jego drugą żonę, a wznowione
w 1988 z nowym wstępem Sir Raymonda Firtha.
12

13

Podczas swej wizyty w Polsce Helena Wayne starała się
przybliżyć biografowi ojca nie tylko związane z nim
miejsca, ale i ich ducha. W tym celu odwiedziliśmy między
innymi Cmentarz Rakowicki. Jak to ujęła później w liście:
„Nasza wizyta na starym cmentarzu była niezwykle inte­
resująca. Byłam tam już drugi raz, aby odwiedzić grób
dziadków oraz trochę pospacerować, ale teraz po raz pierwszy
odczułam jego spokój i ponadczasowość. Cieszę się, że M.Y.
to zobaczył (...), ponieważ takie miejsce daje szybką lekcję
o tych aspektach historii społecznej jak: co jest znaczące
w postawach wobec śmierci, a przez to o wierzeniach
religijnych... itd." Pisała także, nawiązując do mojej z nią
rozmowy: „Ostatnie pytanie twojego ze mną wywiadu,
dotyczyło kwestii, czy chociaż byłam już w przedtem w Kra­
kowie, jako mieście swego ojca, czy odczułam, że jest to także
'moje' miasto, i jak Ci odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że
dopiero podczas tej wizyty, poczułam, że jestem w domu,
miałam poczucie przynależności do tego miasta. To wielka
rzecz dla mnie!" .
Rozmowy, które przeprowadziłam, zogniskowałam wokół
spraw polskich, gdyż to było głównym powodem przyjazdu
moich rozmówców. Inną kwestią, o którą pytałam, były
powody ich zainteresowania się postawą i twórczością Broni­
sława Malinowskiego. Helena Wayne jako jedyna z jego
córek zajmuje się tą problematyką od wielu lat. Co zaś do
profesora Younga wydawało mi się, że jako Anglik zamiesz­
kały w Australii ma z Malinowskim pewną wspólnotę
biografii.
Rozmowy przeprowadziłam 30 maja 1996 w Domu Goś­
cinnym UJ.
14

PRZYPISY
' Między dwoma światami: Bronisław Malinowski, G. Kubica i J.
Mucha (eds.), PWN, Kraków 1985; Malinowski Between Two Worlds, R.
Ellen, E. Gellner, G. Kubica, J. Mucha (eds.), CUP, London 1988
„JASO", vol.15, nr 3. 1984. s. 189-203
Tamże, s. 189
The Story of a Marriage: the Letters of Bronisław Malinowski and
Elsie Masson, opr. Helena Wayne, Routledge 1995
Tamże, s. 59
Tamże, list z9.XII.1917. s. 59
Tamże, list z 14.V.1918, s. 147-148
* Tamże, list z I1.VI.1918, s. 159
2

3

4

5

6

7

9

Tamże, list z 20.VIH.1921. t. I I , s. 21
Listy Bronisława Malinowskiego, oprać. G. Kubica, w: Antropologia
społeczna Bronisława Malinowskiego, M.Flis, A. K. Paluch (eds), PWN,
Warszawa 1985, s. 275
" Tamże, s. 276-277
E. C. Martinek, Wstęp, w: S. I . Witkiewicz, Listy do Bronisława
Malinowskiego, PIW, Warszawa 1981, s. 5-43
" B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense of the Term, 1 wyd, New
York 1967; I I wyd. Athlone 1989
List z 12.VI.1996 w moim posiadaniu.
10

12

14

Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską)
G K H : Jak to jest mieć za ojca taką postać? Jak Pani się
Z tym

czuje?

HW: Pewne sprawy w życiu przyjmuje się za oczywiste
same przez się. [...] Jednak jest to interesujące, a czasami
nawet ekscytujące.
G K H : Dlaczego zainteresowała się Pani biografią swojego
ojca ?
H W : Szczerze mówiąc,.wiąże się to z moją pierwszą wizytą
w Polsce. Wcześniej nigdy nie zamierzałam napisać niczego
o moim ojcu, ponieważ zbyt mało o nim wiedziałam, chociaż
wiele lat temu moi angielscy przyjaciele, gdy opowiadałam im
o ojcu, namawiali mnie, abym coś napisała. Ale odpowiada­

146

łam - nie żartujcie. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do
Polski w 1970 roku w wywiadach dla radia, telewizji, prasy,
często pytano mnie, czy przyjechałam tutaj, by zgromadzić
materiał do biografii, gdy mówiłam że nie, nikt mi nie wierzył.
Gdy wróciłam do domu i opowiadałam to mojemu mężowi,
spytałam co sądzi na temat pisania biografii. Nie potrafię
napisać biografii, nie wiem niczego istotnego czy ważnego.
Nie wiedziałam niczego o Polsce, ani o polskiej młodości
mojego ojca, etc. Lecz kiedy rozmawiałam o tym z innymi,
jak np. Raymond Firth, doszłam do wniosku, że mogłabym,
skoro byłam dziennikarką i redaktorem, rozmawiać z ludźmi,
którzy byli jego uczniami, przyjaciółmi, a z których wielu

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.