Z życia / /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.3

Item

Title
Z życia / /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.3
Description
Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.3 ; s.186-187
Creator
Kroh, Antoni
Date
1972
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4317
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4648
Rights
Licencja PIA
Text
Z

Ż

Y

C

I

A

.

Począwszy od niniejszego numeru wprowadzamy do naszego k w a r t a l ­
nika r u b r y k ę pn. „Z Życia...". B ę d z i e m y w niej zamieszczać zwięzłe informacje
o zjawiskach pozornie marginesowyoh, ale i l u s t r u j ą c y c h naszym zdaniem
n i e k t ó r e charakterystyczne przejawy w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y ludowej.
Prezentujemy jedynie fakty autentyczne, bez ż a d n e g o retuszu. B ę d z i e m y
wdzięczni naszym czytelnikom za n a d s y ł a n i e takich w ł a ś n i e m a t e r i a ł ó w do
tej r u b r y k i .
REDAKCJA

I
Brata znanego działacza regionalistycznego zapytano
k i e d y ś , dlaczego nie chodzi do świetlicy „ l u d o w e j " .
— Nie jestem Indianinem — odpowiedział — i nie
b ę d ę siedzieć w rezerwacie.

*
Gorzkie refleksje uczestnika konkursu g a w ę d z i a r ­
skiego:
— Profesor m i zarzucił, że nie m ó w i ę czystą g w a r ą ,
że kaleczę g w a r ę . No dobrze, ale czy to moja wina, że
mnie ojciec posyłał do szkoły i mam m a t u r ę ? Ile się
w szkole n a w y ś m i e w a l i z tej mojej gwary, nauczyciel
co i raz to m i z a p o d a w a ł o p i ę k n i e języka polskiego
i zachwaszczaniu mowy, a teraz m i m ó w i ą , że m a m z ł ą
g w a r ę . M ó w i ę t a k jak ludzie u nas w wiosce, przecież
był pan u nas, niech pan sam powie. C h ę t n i e b y m się
poduczył tej naszej gwary, ale przecież z naszego terenu
nie ma ż a d n y c h publikacji j ę z y k o z n a w c z y c h . J u ż więcej
na konkurs nie p r z y j a d ę , mam w i e l k i żal, dosyć mam
tego.

Z w i ą z e k Podhalan w Zakopanem p r o j e k t o w a ł zorga­
nizowanie dla swych członków kursu gwary p o d h a l a ń ­
skiej.

*
Pewien znany poeta i g a w ę d z i a r z wiejski, w y s t ę p u ­
jący wiele razy na r ó ż n y c h imprezach, zawsze w garni­
turze, p o j a w i ł się nagle na festiwalu w stroju l u d o w y m .
Czerwiec. Gorąco. G a w ę d z i a r z
wiek, poci się n i e m i ł o s i e r n i e .
— Ale p i ę k n a
koszulę i dżinsy.

ów, stary już

pogoda —• z a g a d u j ę . Marn

na

czło­
sobie

— Niech to szlag trafi z t a k i m u p a ł e m , jeszcze w tej
w e ł n i e — odpowiada. Ociera sobie c h u s t k ą pot z czoła
i dodaje:
— Ale, k u r w a , trzeba p o p i e r a ć s z t u k ę l u d o w ą .

Prasa doniosła, że pewien r o l n i k z pow. S ł o m n i k i
przebiera się w s t r ó j ludowy, ilekroć jedzie do K r a k o w a
z a ł a t w i ć j a k ą ś s p r a w ę w urzędzie. P o w ó d : u r z ę d n i c y są
do niego o wiele przychylniej nastawieni i szybciej go
z a ł a t w i a j ą , niż gdyby był ubrany normalnie.

286
1

Rozmowa z w y t w ó r c z y n i ą plecionych w e ł n i a n y c h r ę ­
kawic, tzw. „sabałówek".
— Czy te r ę k a w i c e zawsze się n a z y w a ł y
„sabałówki"?
— Zawsze.
— A do czego się je u ż y w a ł o ?
— Do lasu, do r ą b a n i a drzewa zimą.
— A jak się' wtedy n a z y w a ł y ?
— Łapawice.
— A od kiedy n a z y w a j ą się „ s a b a ł ó w k i " ?
— Od kiedy robię je dla p a n ó w .
— A czemu tak Się n a z y w a j ą ?
— Ż e b y panowie wiedzieli, że to r ę k a w i c e czysto
góralskie.

Pewien dom k u l t u r y w K r a k o w i e w y s t a w i ł amator­
s k i m i siłami wodewil Antoniego K r u m ł o w s k i e g o
Prze­
wodnik Tatrzański,
z m u z y k ą Jana Tesarzika. Premiera
odbyła się wiosną 1970 г.. plakaty rozlepiono w całym
mieście.
Dla tych czytelników, k t ó r z y nie obejrzeli tego spek­
taklu, a nie p a m i ę t a j ą już prapremiery (1919 г.), d r u k u ­
jemy n i e k t ó r e fragmenty wodewilu:
Chór gości i g ó r a l i :
Jak upaja i zachwyca
Tej przyrody górskiej cud.
Taka p i ę k n a okolica
T a k i rosły, dzielny lud!...
G ó r y w wieczny śnieg odziane
T o n ą szczytem pośród chmur —
To jest nasze Zakopane
To jest p e r ł a naszych gór!
(...)
Hanka: Mój chłopiec nie dla panny!
Irena: Daruje ci go c h ę t n i e !
H . : Nie sztuka d a r o w a ć to, co nie swoje!
I . : Moja Hanko, nie jestem taka zła, j a k sądziłaś! Ja nie
c h c i a ł a m cię s k r z y w d z i ć ! C h c i a ł a m tylko p o z n a ć du­
szę góralską — psyche! Rozumiesz mnie?
H . : Nie.
(...)
Dymalskii (do gromady górali): Hej chłopcy! K t ó r y z was
chciałby wyjść na człowieka?
G ó r a l e (oglądając się): Kaz ten cłowiek?
D.: Nie rozumiecie mnie! K t ó r y z was chciałby zrobić
szczęście, wielkie szczęście?
G ó r a l I-szy: To ja!
Góral I i - i : Albo i j a !
D.: Cicho! P o t r z e b u j ę do mojej restauracji kelnera!

G ó r a l e (rozczarowani): Eeeee!
(...)
Przewodnik (wchodząc): Niech będzie pochwalony!
Irena (do Doremi): To on!
Doremi (przygląda mvi się): O superbe!... Irenko, w i n ­
szuję ci...
*

Rozmowa d w ó c h
skiego:

uczestników

konkursu

gawędziar­

pluje w obiektywy kamer, żąda 500 lub 1000 złotych w
monetach, ucieka w pole, kryje się w sianie w stodole
itp.

Historia z p o c z ą t k u lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h : do pewnego
wiejskiego rzeźbiarza zaapelowano, aby sztuka jego bar­
dziej służyła t r e ś c i o m socjalistycznym. A r t y s t a p r z e j ą ł
się i po pewnym czasie z d u m ą przyniósł do muzeum
rzeźbę, p r z e d s t a w i a j ą c ą człowieka na koniu.

—i Staszek, czy ty jesteś autentyczny?

— No i co, podoba się? — spytał z widoczną

— Nie,

— A kto to jest? — spytano.

bo

mam

maturę.

(Uczestnicy konkursu b y l i podzieleni na
a u t e n t y c z n ą i ogólną).

— Jak

kategorie:
z

*

Pewna etnografka, autorka prac o medycynie ludo­
wej,
o p u b l i k o w a ł a w popularnym
czasopiśmie
serię
felietonów na temat k o ł t u n ó w , jakie z d a r z y ł o się jej
widzieć na terenie w o j . białostockiego. Np. dziecku za­
puszczono k o ł t u n a , aby w y g n a ć z ciała paraliż, stara
kobieta b y ł a zdrowa dzięki k o ł t u n o w i i t p . R e p o r t a ż e te
w y r a ź n i e o k r e ś l a ł y stanowisko autorki, b y ł y opisem tzw.
patologii społecznej, m i a ł y działać jako odstręczający
przykład.
Odzew na a r t y k u ł y był dość n i e z w y k ł y . Do redakcji
n a d s z e d ł list mieszkanki Poznania, proszącej o k o n t a k t
z k o ł t u n a m i białostockimi celem w y m i a n y doświadczeń.
Nadawczyni t a k ż e chce zapuścić sobie k o ł t u n a , ale nie
wie, jak to zrobić; pragnie więc n a w i ą z a ć k o r e p o n d e n c j ę
z bohaterkami r e p o r t a ż y .
Etnografka odpisała poznaniance, że nie może nie­
stety spełnić jej prośby, p o n i e w a ż jest z w i ą z a n a dzien­
nikarską tajemnicą.

dumą.

to, nie poznajecie? to m a r s z a ł e k Rokossowski.

— Л widzieliście m a r s z a ł k a osobiście, czy to portret,
fotografii?

— A jakże, widziałem. Jak przed w o j n ą służyłem
w u ł a n a c h , t o ś m y defilowali w Warszawie przed mar­
s z a ł k i e m . Miał na sobie szary mundur i nosił wtedy
duże, siwe wąsy.

Etnograf w prywatnej rozmowie, ż a r t o b l i w i e :
— M a m y w sąsiedztwie b a b k ę , cały dzień nic nie
robi, chodzić nie może, Warto by jej k u p i ć t r o c h ę pa­
pieru i farby, ma wiele czasu, niech maluje, a potem
odkryjemy p r y m i t y w a , zrobimy sensację w gazecie, b ę d ą
do nas ludzie w a l i ć drzwiami i oknami, zarobimy k u p ę
forsy.

Siedzi babcia przed

kościołem. Przechodzi

wczaso­

wiczka, częstuje babcię cukierkami z torebki i prosi:
— Z m ó w c i e babciu za mnie

zdrowaśkę.

— Ty stara k r o w o — odpowiada babcia —
Pytanie studenta na uniwersyteckim obozie etnogra­
ficznym:
—• Panie magistrze, czy
z żydowskiego

kamienna

cmentarza, u ż y w a n a

płyta

*

nagrobna

przez chłopa

zdro­

w a ś k ę za jednego cukierka? A n i m i się śni.

jako

osełka do ostrzenia siekier i noży, to jest eksponat etno­

Mieszkańcy

pewnej

szlacheckiej wsi na

wybudowali sobie' kościół, aby

graficzny?

Podlasiu

nie chodzić do

kościoła

w sąsiedniej, chłopskiej wsi i nie n a r a ż a ć się na k ą ś l i w e
uwagi i

drwiny.
*

:

Dziennikarz o znanym rzeźbiarzu wiejsk m,
watnej

w pry­

rozmowie:

— On

Jeszcze z Podlasia. Chłop

jest strasznie zmanierowany. Rzeźbi niby

stare autentyczne

prymitywy,

a

ma

willę

z

to

łazienką,

centralnym ogrzewaniem i telewizorem, jeździ na moto­
rze, a na niedzielę w k ł a d a czarny garnitur. I to ma b y ć
twórca

ludowy!

szlachcie,

Było

wybudował
to

sobie

wyzwanie

p o n i e w a ż wg miejscowego

nowy

rzucone

zwyczaju

domy

z ganeczkiem „ w ł o ś c i a n o m " nie p r z y s ł u g i w a ł y . Oburzona
szlachta z o r g a n i z o w a ł a tzw. zajazd, czyli k u p ą s w a w o l n ą
złożyła chłopu wizytę i z d e m o l o w a ł a ganeczek. Miejsco­
we w ł a d z e wolały się nie mieszać — śledztwo przeciw­

*
Józef

budynek z ganeczkiem.

ko sprawcom umorzono, aby nie w y w o ł y w a ć niepotrzeb­

Janos, znany rzeźbiarz z D ę b n a na

Podhalu,

nych

zadrażnień.

znów

zapanował

Chłop

zrozumiał

swój

błąd,

na

wsi

spokój.

reaguje na licznych o d w i e d z a j ą c y c h go m i ł o ś n i k ó w sztu­
k i ludowej w sposób n a s t ę p u j ą c y :

szczuje psem, klnie,

Antoni

Kroh

187

Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.