10/Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)

Item

Title
10/Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)
Description
Barbarzyńca - pismo antropologiczne
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5204
Publisher
Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5597
Text
Maria


I

Magdalena
M orawi ecka

u

n w

19

8

6 n

> studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m i ASPP

„Abrys" w e W r o c ł a w i u . Działa w Studenckim Kole N a u k o w y m Kulturoznawców

\ i współpracuje z u g r u p o w a n i e m

Dziennikarzy W ę d r o w n y c h i w y d a w a n y m przez

nie i n t e r n e t o w y m pismem .Wędrowiec" ( w w w . d z i e n n i k a r z e - w e d r o w n i . o r g ) .
Zainteresowania badawcze: teoria i historia kultur/, aksjologia, praktyki kartograficzne
jako ź r ó d ł o wiedzy o kulturze, tradycje wokalne słowiańszczyzny.

Język Zagłady - język
świadectwa. Relacja ocalałego
jako komunikat
„Zaprawdę, wargami jąkałów
i językiem obcym przemawiać będzie do tego narodu
ten, który mu powiedział:
»Teraz odpoczynek! Dajcie wytchnąć strudzonemu! A teraz, spokój!«.
Ale me chcieli Go słuchać.
Wtedy będzie do nich mowa Pana:
»Saw lasaw, saw lasaw; kaw lakaw, kaw lakaw;
zeer szam, zeer szam *,
żeby szli i upadli na wznak i rozbili się,
żeby uwikłali się w sieci i byli schwytani.
Iz 28, 11-13
1

Holocaust nie ma i nie moie mieć swojego języka
I. Kertesz

Jak podaje Biblia Tysiąclecia,
są to „onomatopeiczne
wyrazy hebrajskie naśladujące mówienie dzieci lub
pijaków (...) mogłyby mieć taki sens: »Rozkaz za
rozkazem, rozkaz za rozkazem; reguła za regułą, reguła
za regułą; trochę tu, trochę tam«". Biblia Tysiąclecia pod
1

1

red. benedyktynów tynieckich, Wydawnictwo Pallottinum,
Poznań-Warszawa 1980, s. 871.
I . K e r t e s z , / ^ na wygnaniu, W A B , Warszawa 2004,
s. 194.
2

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

Język Zagłady - język świadectwa

65

agłada miała nie pozostawić po sobie
świadków. Nikt nigdy nie miał, nie po­
winien był opowiedzieć historii ofiar obo­
zów . Ich los miało okryć milczenie. Stało się
inaczej. Kiedy okazało się, że nie wszystko stra­
wił ogień krematoryjnych pieców, zapadła przej­
mująca cisza. Poszukiwania pośród wszystkich
słów, we wszystkich językach, które rozbrzmie­
wały w obozach, nie przyniosły rezultatu. Pozo­
stawały równie bezsilne wobec próby opisania
tego, co się wydarzyło. Świadkowie przeżyli, ale
byli niemi. Słów zabrakło.
Pisanie o języku stawia zawsze autora tekstu
w dwuznacznej sytuacji, ponieważ zacierają
się granice pomiędzy materiałem stanowiącym
obiekt analizy a materią, z której utworzona jest
sama analiza. Pisanie o języku, którego istnienie
jest kwestionowane (język Zagłady), oraz języ­
ku, który kwestionuje własną zdolność do wyra­
żenia tego, do wyrażania czego został powołany
(świadectwo), zakrawa więc na paradoks przy­
najmniej w podwójnym sensie. Ponieważ jednak
świadkowie domagają się mówienia o Holokau­
ście, nie sposób pominąć ich głosu milczeniem.
Czym - jeśli takowy istnieje - charaktery­
zowałby się język świadectwa i w jakiej relacji
pozostaje do „języka Zagłady"? Czy można je
ze sobą utożsamiać? Jak możliwe jest i czemu
służyć może mówienie o czymś, co z góry uzna­
ne zostaje za niemożliwe do wypowiedzenia?
W jakim sensie świadectwo jest komunikatem?
- to tylko wybór z szeregu pytań, które można

by stawiać w kontekście tematu niniejszej pracy,
które legły u jej genezy, na które z całą pewnością
nie udzielę w niej wyczerpujących odpowiedzi i na które cały ten tekst (mimo wszystko) próbą
odpowiedzi pozostaje.
Język w obozie (jak niemal wszystko) funk­
cjonował w odmienny sposób niż zwykle. Dla
w i ę ź n i ó w był przede wszystkim n a r z ę d z i e m
zdobywania niezbędnych do przetrwania infor­
macji. Niedostateczna znajomość języka utrud­
niała aklimatyzację, u n i e m o ż l i w i a ł a szybkie
zorientowanie się w obozowej rzeczywistości
i rozumienie rozkazów, drastycznie zmniejsza­
jąc szanse na przeżycie. Dla strażników stanowił
w relacjach z więźniami medium, za pomocą
którego narzucali rygor. O charakterze całej sy­
tuacji komunikacyjnej przesądzała dominacja
trybu rozkazującego. Większość wypowiedzi
kierowanych przez przedstawicieli pierwszej
grupy do drugiej
była rysem impe­
ratywu. Dodatkowy czynnik, jakim było uprzy¬
wilejowanie pozycji języka niemieckiego (jako
jedynego pełnoprawnego), sprawiał, że status
pozostałych iezyków narodowych iako ludzkiei
mowy zostawał podważony co z kolei łączy sie
z podaniem w wątpliwość przynależności do
ratunku ludzkie™ wszystkich którzy me po
trafia wykazać sie znaiomościa niemieckie™
lezyk wysteouie tu iako fayterium oodziału na
udzi i nie ludzi (traktowanych iak zwierzęta
czy wręcz nrzedmioty) nrzy czym można za'
ryzykować tezę ze tym' co wyróżniałoby mowę

Primo Levi pisze pięknie, acz niejednoznacznie:
„Nie, my nie wrócimy. Stąd nie powinien wyjść nikt, kto
mógłby zanieść światu wraz ze znamieniem wypalonym
na skórze złą nowinę: ile potrzeba było w Oświęcimiu
odwagi człowiekowi, aby pozostał człowiekiem". P. Levi,
Czy to jest człowiek?,
Państwowe Muzeum w Oświęcimiu,
Książka i Wiedza, Warszawa 1996, s. 61.

i przeraził; rozkaz (...) powtarzali głosem donośnym
i wściekłym, a w końcu wykrzykiwali go z całych sił, jakby
mieli do czynienia z głuchymi, czy raczej ze zwierzętami
domowymi, które przecież reagują na ton głosu, a nie treść
nakazu. Kiedy ktoś mimo to ociągał się (...), zaczynało
się bicie i stawało się oczywiste, że w grę wchodzi tu j u ż
inny wariant języka - posługiwanie się słowem, czynność

Istnienie owego mechanizmu zaświadcza również
P. Levi, komentując zachowanie esesmanów w obozie
przejściowym w Fossoli: „Do tych, którzy ich nie
rozumieli, zwracali się w sposób, który nas zdumiał

konieczna i wystarczająca, żeby człowiek okazywał się
człowiekiem, zostawało odrzucone. Był to dla nadzorców
widomy znak, że nie jesteśmy ludźmi". P. Levi, Pogrążeni
i ocałeni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 110.

Z
3

3

4

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

4

67

Język Zagłady - język świadectwa

pierwszych od mowy drugich, nie byłaby tu jak w przypadku koncepcji filozoficznych czy
antropologicznych - jej zdolność do wyrażania
abstrakcyjnych praw, ale do stanowienia prawa.
Odebranie wartości mowie uwięzionych w pew­
nym sensie oznaczało okradzenie ich z języka, aż
po pozbawienie ich najprywatniejszej jego części
- imion. Po dokonaniu tego aktu (i uprzedmio­
towieniu, do jakiego nieuchronnie prowadzić
musiało zastąpienie imion numerami) zatraca
się sensowność pisania słów, takich jak „Żyd"
czy „Polak" wielką literą - stają się nazwami
pospolitymi, tak samo jak „pies" czy „krzesło".
Odmówienie więźniom człowieczeństwa osta­
tecznie zdejmowało z oprawców obowiązek
podejmowania dialogu .
5

Czapliński sugeruje, że za taki element można
by uznać kreacyjny aspekt języka. Jak pisze:
„Jeśli w Zagładzie objawiła się jakaś istota ję­
zyka, to najpewniej wiązała się ona z magicz­
ną jego funkcją - stwarzaniem rzeczy poprzez
słowa. I właśnie ona - moc kreacyjna - okazała
się całkowicie obojętna rozumieniu. Ten, kto
może używać języka tak, jak bóg, ten, kto może
poprzez język stanowić o czyimś życiu, nie dba
o to, czy jest rozumiany. (...) I na odwrót: język
skrajnej przemocy pojmujemy bez rozumienia;
wiemy, co on nam mówi, nie rozumiejąc słów
-wiemy, że nakłada na nas obowiązek całkowi­
tego posłuszeństwa (...). Aby taki język mógł być
narzędziem komunikacji, jego »istota« musia­
łaby być nie tyle przekładalna, co symetryczna,
przechodnia zwrotna to znaczy musiałaby
w równej mierze przysługiwać »stwórcy« co
przedmiotom stwarzanym Bez tej przechodniościiezyk okazuje sie przede wszvst iCim 113.""
rzędziem dyscyplinującym" .

Ktoś, kto wydaje dyrektywy, nie musi trosz­
czyć się o to, by wyjaśnić ich sens podkomend­
nemu. Mamy tu do czynienia z typem działania
nakierowanym na wpływ, nie porozumienie .
Rozkazywanie bowiem nie pociąga za sobą ko­
nieczności podjęcia choćby próby zrozumienia
drugiej strony, nie wymaga też wytwarzania wię­
zi pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Język zatraca więc swą, zdawałoby się, pier­
wotną funkcję, jaką jest właśnie komunikacja
(communico, comunicare - uczynić wspólnym,
połączyć; udzielić komuś wiadomości, naradzać
się, omawiać).
To jednak oznaczałoby, że przyjął on jakąś
funkcję odmienną, być może dotąd nazbyt czę­
sto umykającą uwadze lingwistów. Przemysław

Jeśli więc Primo Levi przywołuje metaforę
wieży Babel w kontekście Auschwitz, to jest to
porównanie niepozbawione pewnej dozy prze­
wrotności. Biblijna figura, choć nadal rozpozna­
walna, jawi się tu w koszmarnym, zakrawającym
na groteskę odwróceniu. Obozy koncentracyjne
nie miały nigdy służyć budowaniu wspólnoty,
ale zagładzie. Celem ich istnienia była destruk­
cja, nie konstrukcja. Powstały nie za przyczy­
ną porozumienia zawartego przez ludzką rasę

„Mówienie do zwierzęcia byłoby czynnością niemądrą,
jak mówienie do samego siebie, lub aktem śmiesznym
i patetycznym; a przy tym i tak nie zostałoby się
zrozumianym". P. Levi, op.cit., s. 111.
Nawiązuję tu do podziału zaproponowanego przez
J. Habermasa. Patrz: J. Habermas, Pojęcie
działania
komunikacyjnego (uwagi wyjaśniające),
„Kultura

porozumienia, nazywania świata i wyrażania uczuć
- im pełniej służy bowiem tym celom, tym bliższy
jest narzędziu dominacji i metodzie stwarzania
świata. O istocie języka nie decydują bowiem znaki
i znaczenia, lecz relacje między tymi, którzy coś do
siebie mówią [podkreślenie M . M . ] . Z punktu widzenia
języka i przekładu Holokaust był pojednaniem różnic

i Społeczeństwo" 1986, nr 3, s. 21-44.
Czapliński pisze też dalej, że wszelkie działania
porządkujące napotykają, odsłoniętą przez Holokaust,
zakrytą stronę języka: nie jest on narzędziem

lingwistycznych i usunięciem tej cząstki każdej
wypowiedzi, której nie da się przełożyć. P Czapliński,
Zagłada jako wyzwanie dła refleksji o łiteraturze,
„Teksty
Drugie" 2004, nr 5, s. 14.

6

5

6

7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

7

Maria Magdalena Morawiecka

68
{nomen omen), ale elementarnego niezrozu­
mienia (i braku chęci zrozumienia) między jej
przedstawicielami. „Pomieszanie języków" nie
owocuje wyodrębnieniem rozmaitych dialektów,
lecz wykształceniem się lagersprache.
Gdybyż przynajmniej chodziło tu o prostą
antytezę starotestamentowego toposu: ale pro­
jekt nazistów jawi się nie tyle jako lustrzane
odbicie biblijnego obrazu, co raczej jako odbi­
cie w krzywym zwierciadle. Kierunek wiedzie
od wielości ku eliminacji owej pierwotnej róż­
norodności za pomocą najbardziej radykalnej
z metod - eksterminacji. Jedność, która byłaby
efektem wykonania w pełni tego planu, zasa­
dzałaby się nie na zjednoczeniu, a na jedyności.
Jeśliby formułować na tym gruncie postulat
wprowadzenia wspólnej mowy dla całej ludzko­
ści, to jedyną drogą do jego realizacji byłaby eli­
minacja wszystkich obcych języków wraz z tymi,
którzy się nimi posługują. Jedynym elementem
metafory niezmiennym w z g l ę d e m biblijnego
pierwowzoru okazuje się pycha architektów.
Nic też dziwnego, że ostatecznie w świadectwie
Leviego miejsce rzucającej wyzwanie niebiosom
wieży zaimuie - zeodnie z loeika symetrii - lei
danteiskLo niekła kształtem zbieżny z wszyst­
kimi zbiorowymi mogiłami świata
Spróbujmy sobie zatem uświadomić sytuację
kogoś, kto podejmuje się zadania świadczenia
o Zagładzie. Paradoksalnie można stwierdzić, że
język Zagłady mógłby obyć się w ogóle bez słów,
jako że skrajna przemoc wyraża się w znacznej
mierze w aktach niewerbalnych. Treść świadectw
ocalałych nie różnicuje się znacząco w zależno­
ści od języków, w jakich zostały one spisane .
Pobyt w obozie sytuuje się w sferze doświadczeń
pozajęzykowych, wobec której wszelkie próby
obleczenia w słowa ponoszą fiasko, a która za¬
razem pozostaje wspólna dla wszystkich ocalo-

nych, niezależnie od języka, którym się posługu­
ją. Wiążąca się z tym osławiona niewyrażalność
przeżyć ofiary staje się problemem w momencie,
gdy ta ostatnia decyduje się przekuć je na opo­
wieść. Stwierdzenie to, samo w sobie banalne,
pozostaje jednak nieodzowne dla refleksji nad
zagadnieniem języka świadectwa.
Trudność, przed jaką staje świadek, wynika
z faktu, że jego dotychczasowy język, język ojczy­
sty, który go kształtował, nie pochodzi ze świata
obozu, w związku z czym okazuje się do niego
równie nieprzystawalny co zewnętrzna rzeczy­
wistość, w której powstawał. Za wzór nie mogą
mu również posłużyć przemiany, jakim podlegał
język w samym obozie: j u ż wówczas w istocie nie

Nie chcę przez to powiedzieć, że treść wszystkich
świadectw jest jednakowa, przeciwnie, jestem jak
najdalsza od takiego twierdzenia. Skłaniam się natomiast
ku poglądowi, że istniejące różnice (zarówno w treści,

dominującym nastroju utworu, jak i stylistyce, w jakiej
jest utrzymana) wiązać należy bardziej z kwestiami
indywidualnymi (tj. biografia i osobowość autora) niż
z narodową i „językową" tożsamością świadka.

8

8

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

Język Zagłady - język świadectwa

69
cjonowały wówczas niektóre zwroty, ponieważ
dopiero świadectwo podejmuje próbę wypowie­
dzenia zarówno tego, co działo się w obozach,
jak i tego, co znaczyło to dla więźniów. A nie wy­
starczy sama znajomość faktów, by to zrozumieć.
Dla takiego odbiorcy użycie niektórych zwrotów
i słów może być mylące: rozpoznaje znajome
frazy, więc ma wrażenie, że opowiada mu się
o czymś, co doskonale potrafi pojąć, podczas
gdy rzeczy mają się zupełnie inaczej. Emblemat
pozostał niezmieniony, chociaż przysługują mu
różne desygnaty. To właśnie pozwala Elie Wieselowi stwierdzić:

był on wystarczającym narzędziem dla wyraża­
nia przeżyć więźniów, co jednak nie miało więk­
szego znaczenia, dopóki obracali się we własnym
gronie. Wspólnota doświadczeń umożliwiała
wzajemne zrozumienie, jednocześnie ograni­
czając potrzebę opowiadania o nich. Wchodząc
do obozów, więźniowie dysponowali j u ż ściśle
określonym materiałem językowym, za pomocą
którego (nie mając innych narzędzi) w otaczają­
cej ich nowej rzeczywistości starali się nazywać
zjawiska i warunki radykalnie odmienne od
znanych im dotychczas. Dochodziło więc do sy­
tuacji, w której na oznaczenie niewspółmiernie
intensywniejszych i bolesnych doznań używano
starych słów, z racji ich powierzchownego podo­
bieństwa z opisywanymi zjawiskami.
Odbiorca nie może być w pełni zaznajomio­
ny z całym upiornym kontekstem, w j akim funk-

9

„Miałem tyle do powiedzenia, a brakowało
mi słów. Świadom ubóstwa środków, czułem,
że ogranicza mnie język. Ktoś powinien był
wymyślić inny. Czy można oczyścić i ucywili­
zować język wypaczony i zatruty przez wroga?
Głód, pragnienie, strach, transport, selekcja,
ogień, komin - każde z tych słów coś znaczy,
ale w tamtych czasach znaczyło coś całkiem
innego. Pisząc w ojczystym, też okaleczonym
języku, TclZ pO TclZ dochodziłem do wniosku, że
»to nie to«. (...) Wciąż było »nie to«. »To«, czyli
co? (...) Słowa zaczerpnięte ze słownika wyda­
wały mi się płytkie, tandetne, nijakie" .
9

Status ofiary nie jest tożsamy ze statusem
świadka, przejście od jednej roli do drugiej wią­
że się z radykalną zmianą nastawienia. Język
przemocy nie jest i nie może być tym samym
językiem co język opisu przemocy. Analogicznie
język świadectwa nie może być językiem Zagła­
dy, bo ten ostatni pozostanie dla czytelników na
zawsze językiem obcym i niezrozumiałym. Za­
danie świadka przypomina więc nieco zadanie
tłumacza i polega na tym, by zakomunikować
(z naciskiem na znaczenie, do którego odsyła
łacińska etymologia słowa „komunikacja") in11 y 111 coś, co właściwie nigdy komunikatem nie
było i być nie miało, co w samej swojej istocie

E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 15-16.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

Maria Magdalena Morawiecka

70
sprzeczne jest z ideą komunikowania i opiera
się próbom przekształcenia w komunikat. Jego
własny obraz świata uległ nieodwracalnej prze­
mianie, dla wyrażenia której niezbędne wydaje
się w konsekwencji wprowadzenie zmian rów­
nież w języku (i w językowym obrazie świata).
Chaos, który zapanował wśród pojęć i wartości
na skutek podważenia fundamentalnych (jak się
zdawało) i niekwestionowanych dotąd prawd
i zasad, domagał się nazwania i ponownego
uporządkowania . Poszukiwaniu adekwatnej
formy dla świadectwa towarzyszą emocje i pole­
miki związane z obawą, by nie uchybić w niczym
pamięci ofiar. W szczególnej formie odżywa tu
dawny spór o decorum.
Wbrew zapowiedziom tworzenie nie tylko
prozy, ale i poezji po (i o) Holokauście okazało
się możliwe, choć stało się jasne, że może ona
przybierać odmienne formy niż te, do których
się przyzwyczailiśmy. Wśród utworów podejmu­
jących tematykę Zagłady znalazły się prawdziwe
arcydzieła. Analiza wielu z nich potwierdza, że
wobec trudności, jakie rodzi mówienie o H o ­
lokauście, pojawia się potrzeba poszukiwania
zupełnie nowego, adekwatnego języka, również
wprost zgłaszana przez autorów (jak choćby
w cytowanym powyżej fragmencie książki Elie
Wiesela). Taki język byłby w stanie oddać to
wszystko, czego nie dało się wyrazić dawnymi
środkami, i juz sama jego struktura w jakiś spo-

sób naprowadziłaby odbiorcę na nieujmowalną w żadnym ludzkim języku, nieludzką treść
tamtych w y d a r z e ń . Bardzo szybko okazuje
się jednak, że aby przekaz w ogóle mógł zostać
odczytany, musi posługiwać się znanymi sym­
bolami, bodaj w minimalnym stopniu, niezbęd­
nym dla zaistnienia jakiejkolwiek płaszczyzny
porozumienia. Chcąc nie chcąc - ze względu
na rolę, jaką stara się pełnić - świadectwo z ko­
nieczności odwołuje się do zastanych, wypraco­
wanych form. Z jednej strony bowiem poczucie
obcości u odbiorcy, jakie może być wywoływane
przez innowacyjność czy też niekonwencjonalność środków, którymi operuje, jest zjawiskiem
pożądanym - pozwala zwrócić jego uwagę u a
swoistość i odrębność opisywanego świata, wraz
z tymi jego elementami, które pozostają nieprzekładalne Z drueiei zaś sama ieeo funkcia - która
jest wszak zaświadczanie, nieuchronnie wiążące
sie z notrzeba dostrzeżenia adresata przekazu
(który zazwyczai sam nie iest świadkiem) - spra­
wia ze używany iezvk nie może bvć iezykiem
radykalnie nowvm Nieustanne naoiecie miedzy
tymi sorzecznymi wymorami określa warunki
w iakich nowstaie każdorazowo ma skutek indy'
widualnych zmagań autora) język świadectwa

T. Różewicz pisze w swoim najbardziej znanym
wierszu: „Szukam nauczyciela i mistrza/ niech przywróci
mi wzrok słuch i mowę/ niech jeszcze raz nazwie
rzeczy i pojęcia/ niech oddzieli światło od ciemności".
T. Różewicz, Poezje wybrane, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1994, s. 6. J u ż sam proces nazywania może
być traktowany jako rodzaj działania ładotwórczego,
pomocnego przy próbie ogarnięcia i zapanowania nad
opisywanymi wydarzeniami. Wybór języka, w jakim
będzie się o nich opowiadać, ma wpływ nie tylko na
formę świadectwa, ale i (pośrednio) na jego treść. Jak
zauważył J. Jedlicki, „Fakty mówią same za siebie, ale
autorzy świadectw nazywają je, ujmują w kategorie,

komentują i osądzają, a więc włączają w schemat
poznawczy i aksjologiczny". J. Jedlicki, Źle urodzeni,
czyli o doświadczeniu historycznym. Scripta i postscripta,
Aneks, Londyn-Warszawa 1993, s. 16. A „wybór formy
jest zawsze - na tym obszarze tematycznym szczególnie
- wyborem perspektywy poznawczej i poglądu na świat".
J. Jedlicki, op.cit., s. 15.
Przyjmując szerokie rozumienie języka (nie
ograniczając tego pojęcia wyłącznie do znaków
występujących w fonosferze oraz ich graficznego zapisu),
nie waham się przed włączeniem do opisywanego
zjawiska nie tylko dzieł literackich, ale też poszukiwań
podejmowanych w obszarze powojennej sztuki.

10

10

11

W świetle powyższego świadectwo jawi się
jako zjawisko, którego istnienie jest warunkowa­
ne w równym stopniu przez istnienie świadka, co
istnienie tego, wobec kogo się zaświadcza. Bez

11

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

71

Język Zagłady - język świadectwa

ukonstytuowania się „audytorium", bez zaistnie­
nia kontaktu między tymi dwiema stronami da­
wanie świadectwa traci jakikolwiek sens. Kształ­
tując się w przestrzeni pomiędzy podmiotami,
poszukuje ono takiego języka, który zdolny był­
by przerzucić pomost między światami ich do­
świadczeń . Pomost taki byłby wprawdzie zbyt
kruchy, aby dało się po nim przejść i faktycznie
spowodować ich uwspólnienie, wystarczający
jednak, by je związać i doprowadzić do spotkania
się ich granic. Jeżeli nawet granice te nie staną się
przez to przekraczanie, to przynajmniej istnie­
je szansa, że uwidocznią się ich zarysy. W tym
sensie opowieść ocalałego, przywołując elementy
zamkniętego świata obozu, w pewnym stopniu
również je kształtuje - poprzez wspomniane
wcześniej ujmowanie faktów za pomocą języ­
kowych kategorii, umiejscawianie ich w systemie
poieć a wiec wpisanie ich w pewien porządek
Odtwarzanie jest też rodzajem tworzenia .
12

13

Okrężną drogą dochodzimy więc znów do
kwestii kreacyjnej mocy języka, tym razem jed­
nak zupełnie inaczej pojmowanej i czemu in­
nemu służącej. W przeciwieństwie do sytuacji
komunikacyjnej, jakiej doświadczali więźnio­
wie w obozie, świadectwo jest przykładem ko­
munikatu nakierowanego na osiągnięcie (po)
rozumienia i powstaje na skutek świadomej
Światy te można porównać do zaproponowanej
przez Jedlickiego kategorii „światów wyłączonych
- o odmiennych prawach życia i śmierci (...),
w których nawet język jest różny". Jak pisze Jedlicki,
„ludzie, którzy przekraczali wówczas granicę dwóch
światów wyłączonych, odczuwali zrazu całkowitą
niekomunikowalność swoich doświadczeń i ich
nieprzystawalność do ekonomii innego świata" (op.
cit., s. 10). Wprawdzie Jedlicki, pisząc o „światach
wyłączonych", miał na myśli światy współistniejące obok
siebie podczas wojny (getto, partyzantka, obóz etc),
jednak sytuacja świadka, który stara się opowiedzieć
o wydarzeniach z przeszłości komuś, kto nie podziela jego
doświadczeń, wydaje się analogiczna.
To samo spostrzeżenie odnieść można do obecności
w świadectwie nieodłącznego składnika literatury
12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

próby wytworzenia u odbiorcy poczucia więzi
z nadawcą.
Język pozostaje narzędziem, bez którego nie­
możliwe byłoby osiągnięcie owego celu - celu,
który przecież ostatecznie można, upraszczając,
sprowadzić do wytłumaczenia sobie i innym
(a z pewnością jest to jedno z trudniejszych
zadań translatorskich, przed którymi stawała
ludzkość) znaczenia jednego tylko słowa: „Ho­
lokaust". Oczywiście podejmując się próby prze­
łożenia na logiczne - w podwójnym tego słowa
{logos) znaczeniu - terminy czegoś, co wydaje
się nielogiczne, świadek nie ma żadnej gwarancji
powodzenia przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie:
wszystko każe mu przypuszczać, że pełny suk­
ces jest nieosiągalny. Dlaczego więc, wiedząc,
że reszta zawsze jest milczeniem, mimo to nie
ustaje w wysiłkach? Odpowiedź (o ile w ogóle
istnieje jedna odpowiedź) pozostaje tajemnicą
świadka. Na koniec oddajmy więc głos jednemu
z nich:
„Czułem w głębi duszy, podobnie jak czasem
dziś, że moje świadectwo nie przekona ludzi.
Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedzą, co
naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego
nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują
to pojąć?" .
14

- fikcji, której tak obawiają się autorzy świadectw.
Ryzyko wystąpienia „kłamstwa literatury" okazuje
się mniej paraliżujące, jeśli skojarzymy fikcję nie
tylko z zafałszowaniem (w którym to znaczeniu
najczęściej bywa współcześnie to słowo u ż y w a n e ) , ale
też z jej twórczym aspektem - podobnie, jak uczynił
to Geertz, dowodząc, że etnografia jest rodzajem fikcji
w pozytywnym sensie. Użycie typowo literackich
środków wyrazu nie musi prowadzić do zniekształcenia
(zakłamania) wspomnień o Zagładzie, ale właśnie
do ich ukształtowania (nadania im kształtu, formy).
Patrz: C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005.
E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,
s. 16.
14

Item sets
Barbarzyńca

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.