-
Title
-
Artykuły recenzyjne i recenzje / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2
-
Description
-
ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.229-287
-
Date
-
1975
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:795
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:864
-
Text
-
A R T Y K U Ł Y
R E C E N Z Y J N E
I
R E C E N Z J E
„Etnografia Polska", t. X I X z. 2
LECH
M R Ó Z
N I E P R Z E S K O C Z Y S Z WŁASNEGO
Recenzja z książki: Jan Yoors, Cyganie,
CIENIA
Kraków 1973, Wyd. L i t .
Cyganie Yoorsa są książką unikalną nie tylko w literaturze cyganologicznej,
jest to rzetelna, ujęta w formę retrospektywnej opowieści relacja z kilkuletniego
przebywania autora m i ę d z y Cyganami. Opowieść dotyczy nie którejś z grup osiadłych,
ale Cyganów Lowari, w ę d r o w n y c h , przywiązanych do tradycji i niechętnych bliższym
kontaktom z innymi ludźmi. By zrozumieć, jak głęboko w n i k n ą ł w ich sprawy
i życie, należy cofnąć się do początków tej historii.
Jan Yoors jest z pochodzenia Belgiem, ale rodzina prezentowała charakter dość
kosmopolityczny. Ojciec jego, malarz, spędził wiele lat w Hiszpanii, w Andaluzji,
i Cyganie, którzy są tam liczni, stanowili jeden z stałych m o t y w ó w jego twórczości
i tematów opowieści. Atmosfera w domu, pobyty z rodzicami za granicą sprawiły,
że od młodych lat posługiwał się swobodnie kilkoma językami. To spowodowało,
że — jak pisze — nie czuł przywiązania do żadnego z nich, jak i do określonego
kraju. W domu stale przebywali artyści, pisarze, uczniowie ojca; Jan Yoors w y
c h o w y w a ł się w atmosferze wolności poglądów, poszanowania dla cudzego zdania
i fascynacji Cyganami, którzy często bywali przedmiotem rozmowy — ich swoboda
i ruchliwość były, jeśli nie wzorem, to przedmiotem zazdrości lub choćby uwagi
bohemy zbierającej się w domu Yoorsów. Nic w i ę c dziwnego, że od najmłodszych
lat ciągnęło go do Cyganów.
Kiedyś. — gdy miał dwanaście lat — do miasta przybył tabor Cyganów roz
bijając na peryferiach obóz. Poszedł popatrzeć na nich. Na wejście do obozowiska
nikt początkowo nie zareagował, pierwsze były dzieci — jego rówieśnicy; to one
wprowadziły go do społeczności. Wchodząc na teren obozu nie planował — jak
pisze — pozostać z Cyganami, ale zbliżała się noc, a gdy rano obudził się, Cyganie
zwijali namioty i przygotowywali się do drogi; wkrótce ruszyli dalej, Yoors po
jechał z nimi.
Dopiero po kilku miesiącach, późną jesienią, przejeżdżali Cyganie powtórnie
w pobliżu miasta, gdzie mieszkał. Wtedy dopiero odwiedził rodziców: „Wracałem
do rodzinnego domu po sześciomiesięcznej prawie nieobecności z poczuciem, jakbym
całe (dotychczasowe) życie spędził poza domem [...J dość w y z y w a j ą c o uwydatni
łem [...] fakt, że była to ucieczka z Cyganami. Z rzadko spotykaną przenikliwością
i rozumem odparli [rodzice], że było to powodem ich wielkiego zmartwienia, gdyż
kochają mnie, tym niemniej pragną uszanować moją osobistą decyzję, a także
ufają, że wiem, czego chcę, nawet przy moich dwunastu latach [...] Ojciec m ó j
dodał, że od dawna miał nadzieję, iż zostanę jak on artystą; ale jeśli w o l ę zostać
członkiem taboru koczowników, życzy sobie, by decyzja w tej sprawie całkowicie
należała do mnie" (s. 59). Wiosną z n ó w wyruszył i od tej pory przez wiele lat
w ę d r o w a ł z Cyganami, jedynie w zimie opuszczając czasami tabor.
230
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
Gdy podczas w ę d r ó w k i , w tym początkowym okresie, zginął przejechany przez
samochód przyjaciel autora, Pucyna — którego rodzina przygarnęła go do swojego
wozu, Yoors zajął miejsce Pucyny, otrzymał jego imię, został przyjęty do rodziny.
Od tego czasu stał się jednym z Cyganów, przestał być traktowany jak Gadżo
(nie-Cygan), uznany został za członka społeczności. Pulika, przybrany ojciec Jana
Yoorsa, m a w i a ł : „te ne khuczos perdal czo uszalin" — „nie usiłuj przeskoczyć
w ł a s n e g o cienia"; dzięki wyrozumiałości rodziców i ich poszanowaniu decyzji dwu
nastoletniego młodego człowieka oraz dzięki mądrości przybranego ojca — Puliki,
Yoors przeskoczył swój cień. Na całe lata przestał być Gadżem-Europejczykiem,
stał się — mimo jasnych w ł o s ó w i oczu — egzotycznym Romem, przybyszem z Indii.
Dopiero wojna, rozproszenie taboru przez N i e m c ó w i aresztowania oderwały go od
tych, którzy stali się dla niego na długo jedyną rodziną i z którymi w ciągu kilku
lat przemierzył całą Europę od Hiszpanii po Bałkany i od Włoch po Polskę.
Cyganie Yoorsa to nie tylko relacja z podróży, to także studium cygańskiej
obyczajowości i praw rządzących społecznością, to studium życia i osobowości,
mentalności i cygańskiego spojrzenia na mijane społeczności ludzi osiadłych, a cza
sami oskarżenie tych społeczności, ich stosunku do Cyganów i nietolerancji. Jego
informacje i opisy cygańskiego życia są zdementowaniem fałszywych opinii, jakich
sporo zawartych jest w literaturze i wiedzy potocznej, ukazaniem fałszu stereoty
p ó w i mądrości narodu, który skazany w ł a s n ą decyzją i sytuacją na życie w ę d r o w n e
wszystko robi, by nie stracić osobowości. Wędrówka z nimi, życie życiem Cygana
umożliwiły Yoorsowi zaznanie radości, jaką daje posuwanie się przed siebie, szeroka
przestrzeń, noce pod gołym niebem i poznawanie nowych ludzi i nowych miejsc.
Czasami, gdy żal było opuszczać okolice, które swoim pięknem zachęcały do pozos
tania dłużej, gdy jeszcze odzywały się cechy osiadłego Gadża, Rupa — przybrana
matka — „strofowała mnie w opryskliwy sposób. Powiadała, że tracąc je, tym
bardziej będę pielęgnował wspomnienie tego miejsca z tkliwością, jaką zachowuje
my dla pragnień, których nie zaspokoiliśmy całkowicie, powiadała też, że i j a
z czasem nauczę się w pełni i namiętnie korzystać z każdej pojedynczej przemija
jącej chwili, nie odczuwając potem żalu" (s. 50).
Nade wszystko jednak interesująca jest z Cyganach widoczna stała konfrontacja
i ścieranie się dwóch psychik, dwóch ś w i a t ó w — cygańskiego i gadżowskiego;
studium postaw i sposobu myślenia, co, może czasami nawet niezamierzenie przez
autora, wynika z jego opisów i relacji. Yoors pisze o cygańskiej kulturze, insty
tucjach i zasadach organizacji rodziny, organizacji życia, o zwyczajach; w dalszej
części mojej relacji zajmę się jednak bliżej stylem i filozofią życia Cyganów, i tym,
jak widzą Cyganie Gadżów — to bowiem wydaje mi się w książce najcenniejsze
i wyróżniające ją w literaturze cyganologicznej.
Prócz samej egzotyki grupy najbardziej uderzały autora książki reakcje i za
chowania towarzyszy wędrówki, świadczące o ich wrażliwości i delikatności w sto
sunkach między sobą. Zwracała też u w a g ę zupełna zmiana, gdy przychodziło do
zetknięcia z nie-Cyganami. Uderzała głębokość odczuć przy jednoczesnej skąpej
formie wyrażania ich — coś, co tak różniło znanych mu Cyganów od społeczeństwa,
w jakim w y c h o w y w a ł się do tej pory. Pompatyczność i powierzchowność reakcji,
ostentacja w stosunkach Gadżów między sobą uderzały i śmieszyły Cyganów n a j
bardziej, dostrzegali bowiem rozbieżność między bogatą formą i płytkością kryjącego
się za nią zaangażowania w e w n ę t r z n e g o . Dla Rom szacunek dla kogoś, poszanowanie
osobowości to przede wszystkim daleko posunięta uprzejmość i powstrzymanie swej
chęci podpatrywania czy wtrącania się w życie innych ludzi. Z tej delikatności
i poszanowania cudzych spraw w y n i k a ł o szereg norm regulujących życie społeczne,
zabraniających zbyt wścibskiego interesowania się innymi. Poszanowanie w ł a s n e j
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
231
osobowości idzie w parze z uczciwością w stosunkach w e w n ę t r z n y c h pomiędzy po
szczególnymi osobami czy rodzinami. Kradzież, oszustwo wewnątrz grupy, nielojal
ność są surowo piętnowane.
Nie do wszystkich ludzi odnoszą się surowe kanony współżycia, jedynie do
Rom. Z Gadżami można postępować inaczej, tak dziwny jest ich świat, tak śmieszne
namiętności, że człowiek wędrujący, który wiele widzi i w różnych znajduje się
sytuacjach, który ma możność porównywania — czyli Rom — nie może traktować
ich poważnie, mimo siły, którą dysponują i przy pomocy której potrafią zmusić
także R o m ó w do uległości.
Tak jak Gadżowie nie znali życia i kultury Cyganów, tak i Romom obca była
kultura europejska — filozofia i życie Gadżów. To, z czym najczęściej mieli do
czynienia, ograniczało się do brudu i nieprawości marginesu społecznego. Do osób,
które oczekiwały usług wróżbiarskich, obnażając swoje wnętrze pełne niepowodzeń
i żądz, zawiści i strachu, braku spokoju i równowagi; wnętrze ludzi, którzy — w od
różnieniu od Rom — dysponowali rozwiniętą techniką, ale wnętrze posiadali
nikczemne. Policjantów i urzędników, którzy występując w imieniu prawa sami go
nadużywali, śmiesznych etnografów czy innych miłośników, poszukujących sensacji
i wypisujących sensacyjne informacje, zabawnych misjonarzy kupczących religią
i życiem wiecznym, występujących w imieniu kogoś, o kim w ogóle nie wiedzieli,
czy istnieje, zdziecinniałych paniuś z twarzystw dobroczynnych, traktujących R o m ó w
jak krnąbrne dzieci. Czy ten rodzaj znajomości, poznanie tych stron życia Gadżów
m o g ł y inaczej nastawić Cyganów? Dlatego nie należy, zdaniem opisywanych Ro
m ó w , traktować Gadżów tak jak swoich, dlatego można zakpić sobie czasami z ludzi,
którzy, śmieszni i prymitywni — zdaniem R o m ó w — w odczuciach, nie zdają sobie
nawet ze swojej śmieszności sprawy.
Niekiedy Cyganie sami prowokowali kontakt z Gadżami, zapraszali ich do
ogniska czy obozu, siadali wokół i opowiadali naiwnemu słuchaczowi niesamowite
i nieprawdziwe historyjki. Komedia grana była poważnie, uśmiech nie zagościł na
twarzach Romów, jedynie może większa nonszalancja i rozmowność mogły wskazać
na mistyfikację. Nieświadom swojej śmieszności odchodził Gadżo urzeczony, kol
portując dalej zasłyszane opowieści. W ten sposób doszło do tak dużej ilości fan
tastycznych informacji o rzekomych cygańskich zwyczajach — dzikości, kanibalizmie;
powtarzane potem przez innych coraz szerszy zataczały krąg, coraz bardziej fał
szując obraz rzeczywistej wiedzy. Było to zgodne chyba z intencjami Romów, aletakże stało się pożywką dla różnych uprzedzeń, rasowych przesądów i stereotypów —
co nieraz odbijało się niekorzystnie i na samych Cyganach; ale tej konsekwencji
żartu chyba nie przewidzieli.
Gdy jednak w grę wchodzi faktyczna obrona interesów, niechęć do ujawnienia
swojej kultury wobec dociekliwości i prób poznania przez Gadżów, wtedy żart
przeradza się w zorganizowany, sprawny mechanizm, który nie pozwala przekroczyć
bariery podziału. Yoors podaje przykład, w jaki sposób zostały zniweczone usiło
wania przybyłych z zamiarem przeprowadzenia badań w taborze antropologów:
„Rom udawali, że niczym dzieci pełni są podziwu dla nich, a także dla wszystkich
przedmiotów, jakie posiadali — takich jak buty, odzież, zegarki, okulary, pierścionki.
Następnie zadawali im nie kończące się i szczegółowe pytania dotyczące tych
przedmiotów [...] Indagację tę skwapliwie przeprowadzało kilku Cyganów na zmianę,
powtarzając wielokrotnie to samo pytanie. Gadżowie chętnie odpowiadali uszczęśli
wieni, iż tak ł a t w o i szybko zdołali nawiązać pierwszy kontakt badawczy [...] Pod
danie wścibskich Gadżów takim kilkugodzinnym nieprzerwanym zabiegom nużyło
ich, ale zarazem też napełniało zadowoleniem do czasu, aż zorientowali się, że im
samym uniemożliwiono w ten sposób zadawanie jakichkolwiek pytań. Gdy wrócili,
232
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
by podjąć zapoczątkowany już kontakt, na miejscu przekonali się, że Cyganie
tymczasem wcześniej odjechali" (s. 72).
Staranność i precyzja w ukrywaniu prawdy widoczna jest i w rozmowach
z przedstawicielami władz i administracji. Różne, często sprzeczne wypowiedzi
poszczególnych członków grupy czy nawet tego samego Cygana prowadzą po pewnym
czasie do zupełnego ogłupienia urzędnika, który nie wie, skąd Cyganie przybyli,
dokąd chcą się udać, czym się zajmują, ile osób liczy tabor. Wykazywanie zaś
Cyganom niekonsekwencji nie peszy ich bynajmniej ani nie w p ł y w a na zmianę
sposobu rozmowy, bowiem — jak m ó w i ą — „czaczimo Romano" — prawda wy
rażona jest w języku Romani. Przymuszając Cyganów, by m ó w i l i w obcym języku,
sami Gadże są sprawcami kłamstw.
Niemożność porozumienia się nie jest regułą; jeżeli kontakt dotyczy spraw
handlowych czy uzależnione jest od niego uzyskanie przez Cyganów paszportu,
zgody na pobyt lub uprawianie działalności handlowej, przebiega on przy budującej
zgodzie i rzetelności w wykonaniu umowy. To także zrozumiałe, bowiem „maj
miszto les o thud katar i gurumni kaj tordżot" (łatwiej jest doić krowę, która stoi
spokojnie), po co w i ę c drażnić Gadża; ta pozorna niekonsekwencja jest faktycznie
tylko inną formą realizacji filozofii życia. Podobna zgodność emanuje z Cyganów
często także w czasie kontaktów z misjonarzami. Jeżeli w zamian za zgodę wstąpienia
do Kościoła można uzyskać materialną pomoc, sprawa wydaje się oczywista, ale
niekiedy pozwalają sobie na zrobienie po prostu przyjemności człowiekowi, któremu
na tym bardzo zależy. Kardynał belgijski Mercier, zaprzyjaźniwszy się z grupą
Cyganów, zaproponował im udzielenie ślubów zgodnie z liturgią Kościoła Katolic
kiego i nadanie w ten sposób ich rodzinnym stosunkom pozbawionej grzechu formy.
Zorganizowano wielkie uroczystości w bazylice w Koekelbergh, podczas których
udzielono Cyganom ślubów, „bardzo uszczęśliwiliśmy kardynała" — m ó w i ł ze
śmiechem Pulika opowiadając Yoorsowi przebieg uroczystości.
Czy należy się dziwić Cyganom, że Gadże często w y d a j ą się im śmieszni przez
chęć narzucenia swojej woli, chęć dominacji, dufne przekonanie o uniwersalności
i walorach swojej kultury, swoich instytucji, organizacji, techniki i sposobu życia,
przez nieuznawanie w a l o r ó w i brak szacunku dla innych kultur. Rozwinięta tech
nika wielokroć już w historii cywilizacji prowadziła do pogardy dla kultury i dla
subtelności życia, do agresji i wyniszczenia innych w z o r ó w myślenia.
Cygańska ocena Gadżów była dość jednoznaczna. Nie spodziewali się niczego
prócz niechęci, żadnej zmiany. Swego świata bronili barierą ruchliwości i stałej
pamięci o podziale na R o m ó w i Gadżów, „Nie oczekiwali niczego od świata, który
nie był ich światem, i z logiczną konsekwencją nie poddawali się nigdy pokusie na
dziei" (s. 173).
Przejawem tej agresywności i gadżowskiej chęci dominacji jest zakreślanie
granic, nakładanie różnych rygorów i zakazów, jako etapu poprzedzającego dalszą
ekspansję i jako obrony przed ekspansją. Dlatego dla w ę d r o w n y c h Cyganów systemy
polityczne są jedynie odzwierciedleniem obsesji Gadżów opętanych żądzą gromadze
nia dóbr materialnych, która z biegiem czasu czyni zawsze z ludzi niewolników.
Normalny, zdrowo myślący Rom nie przywiązywał zupełnie wagi do posiadania
sprzętów, stroju itd. Wielu piszących o Cyganach zwraca u w a g ę na niechlujstwo
ich stroju, noszenie postrzępionych i podartych ubrań. Można zrozumieć to właśnie
w świetle powyższej cechy. Dlatego często kupiwszy najmodniejsze ubranie Cygan
śpi w nim, pracuje, je, tak że wkrótce doprowadza je do stanu „trwałej ruiny",
póki zniszczenie nie każe pomyśleć o nowszym; wartość bowiem życia nie leży
w jego zewnętrznych cechach czy atrybutach, ale w niewyrażalnej głębi. To nie-
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
233
dostrzeganie zewnętrznych form i brak potrzeby podkreślania ich były dla Yoorsa
jedną z bardziej zaskakujących cech w początkach jego cygańskiego życia.
Sytuacja Cyganów, niemożność pogodzenia ich życia z procesami, jakie w y
stępują w kulturze i historii narodów Europy, jest zasadniczą niemożnością pogo
dzenia odmiennych światopoglądów i odmiennych filozofii — z jednej strony spo
łeczności nastawionej na ruch i płynność, a z drugiej zamkniętych, stabilnych
społeczności Gadżów. Dla Cyganów, zwłaszcza tych mniej zeuropeizowanych, życie
jest stałym ruchem, stałym przepływem: „Któregoś dnia przed zmierzchem zo
baczyłem, jak stary Bidżika pogrążony w myślach nachyla się nad paroma kałużami
pozostałymi po deszczu, który spadł poprzedniego dnia. Swoją ciężką laską, i n
krustowaną srebrem, robił rowek z jednej kałuży do drugiej. Kiedy po pewnym
czasie podniósł do góry głowę i ujrzał, że patrzę, rozbawiony tym i zdziwiony po
wiedział po prostu: «То, co dzieli, jest złem, a to, co łączy, wiąże, płynie, jest do
brem. Życie jest przepływem, dialogiem, a śmierć izolacją, oddzieleniem, prowadzi
do chaosu, a następnie do rozkładu». S ł o w a te Bidżika wypowiedział bezwiednie,
niczym uwagę, że mamy bardzo upalny dzień. Zdanie to nie padło po to, by pouczać,
przekonywać o głębi spostrzeżenia czy też mądrości wypowiadającego je" (s. 227).
Życie Gadżów jest dla Cygana życiem bezbarwnym i nieprawdziwym, „jest leżeniem
na jednym boku przez całe życie". Nietolerancja, agresywność, chęć dominacji i po
siadania nie pozwalają zwrócić uwagi na radosne, na prawdziwe piękno życia;
nie pozwalają po prostu — z punktu widzenia R o m ó w — żyć. Ten charakter życia
Gadżów nie wykształca w nich cierpliwości i umiejętnego znoszenia przeciwności,
jakie niesie życie, nie uodparnia ich. Brakuje im pasji życia, a często i siły, gdy
stają wobec niemożności realizacji programu, na jaki ich kultura i oni sami są
nastawieni; wtedy uciekają się do umierania. Pulika mawiał: „zbyt często gotowość
umierania oznacza tchórzostwo wobec życia" (s. 11): cygańskie zaś istnienie n a
stawione jest na to, by żyć.
Ta różnica — tak zasadnicza — postaw i wartości niejednokrotnie i Yoorsowi
utrudniała współżycie z Cyganami, akceptacja ich filozofii i sposobu życia pozosta
w a ł a w sprzeczności z wychowaniem i dotychczasowym jego życiem. Należało w i ę c
stopniowo w y z b y ć się tego minionego życia, odrzucić je, bowiem, jak m ó w i cygańskie
przysłowie, „jekka buliasa naszti beszespe done grastende" (nie można siedzieć
jednym tyłkiem na dwóch koniach); nie można jednocześnie b y ć Romem i Gadżem.
Chcąc być Romem, należy przestać m y ś l e ć jak Gadżo. Yoors dokonał tej drogi,
utożsamiającej go z Cyganem, „przekroczył swój cień", dzięki temu powstała ta
piękna książka. I jeżeli nawet autor czasami zbyt idealizuje życie i ludzi, wśród
których przebywał, to zrozumiałe jest to zachłyśnięcie się wartościami, jakich nie
podejrzewał będąc Europejczykiem i jakich zazwyczaj nie dostrzegamy u Cyganów;
to odkrycie głębi w kulturze tak fałszywie ocenianej jako prymitywna. Myślę, że
ta fascynacja i jednocześnie rzeczowość relacji, autentyzm dostrzeżeń i przeżyć,
stanowiąc o wartości Cyganów,
zjednają książce wielu czytelników. T y m bardziej
że, jak wykazuje historia lat ostatnich, coraz bardziej świat, jaki przedstawił
Yoors, staje się światem umarłym. Współczesne życie Cyganów coraz bardziej
różni się od opisanego i przypomina to, którym my, Gadże, żyjemy. Wielusetletnie
wysiłki złamały wreszcie opór, to, przed czym bronili się przez pięć w i e k ó w ,
dosięgło ich w naszych czasach. Udało się nam, Gadżom, złamać ich osobowość,
ich inność, która tak nas raziła, obrzydzić w ę d r o w a n i e ; udało się doprowadzić do
wypowiedzenia słów rozpaczliwych, że dość już mają bycia Cyganami, że chcą
być tacy jak inni. Powszechnie nazywa się to uświadomieniem Cyganów, ale może
właściwiej byłoby to n a z w a ć utratą świadomości. Dla coraz większej ilości Cyganów"
234
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
świat Puliki i Yoorsa-Pucyny, przedstawiany w Cyganach świat romantycznej
swobody, w ę d r ó w k i i ognisk jest takim samym nierealnym światem marzeń, jak
jeszcze niedawno dla ludzi sztuki; tym m o ż e boleśniejszym, ż e kiedyś doświadcza
nym, ś w i a t e m , który odszedł wraz z młodością.
Zastrzeżenia m o ż e budzić u ż y w a n i e w polskim przekładzie określenia horda
w odniesieniu do grupy cygańskiej. W literaturze anglosaskiej termin ten jest
stosowany także współcześnie w odniesieniu do grup zbierackich i wędrownych.
U nas ma on inne znaczenie i należałoby się zastanowić, czy nie da się go zastąpić
bardziej w ł a ś c i w y m lub przynajmniej wprowadzić przypis wyjaśniający użycie
i zakres pojęcia. W przeciwnym przypadku m o ż e się zdarzyć, że to, z czym autor
tak starannie walczy — pejoratywne rozumienie Cyganów, zostanie podważone
przez zbyt wierny, aczkolwiek różny znaczeniowo termin.
LESZEK
D Z I Ę G I E L
B U R Z L I W E D Z I E J E GÓRSKIEGO N A R O D U
Siedmiomilionowy naród kurdyjski doczekał się ciekawego studium polityczno-historycznego, które — mimo że wydane w roku 1966 — ostatnio stało się bardzo
aktualne *. Jak wiadomo bowiem, kwestia kurdyjska (przynajmniej w Iraku) ma
wreszcie doczekać się rozwiązania. Tak głoszą komunikaty Bagdadu i w podobny
sposób wypowiada się manifest rządzącej w Iraku partii Baath oraz dokumenty
rządzącej, irackiej Rady Rewolucyjnej . P o n i e w a ż jednak w samym tylko Iraku na
przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat parokrotnie uroczyście deklarowano rozstrzy
gnięcie kwestii Kurdów, a w ościennym Iranie i Turcji problem ten raz po raz
ulegał zaognieniu, przeto warto zwrócić u w a g ę na książkę Hassana Arfy zatytuło
w a n ą Kurdowie, w której autor usiłuje bezstronnie naświetlić całą sprawę. Bezstronnność jego wydaje się nieco problematyczna, ponieważ H. Arfa, generał armii
irańskiej, były szef sztabu generalnego w latach 1944-1946, a następnie ambasador
Iranu w Turcji, sam brał udział w walkach z powstaniami Kurdów irańskich, między
innymi zaś w likwidacji Kurdyjskiej Republiki w Mahabadzie, tak zwanej „Repu
bliki Komula". T y m niemniej jego uwagi na temat powstań kurdyjskich są bardzo
powściągliwe. Autor zaznacza zresztą, iż mimo że brał udział w walkach z Kurdami
po stronie przeciwnej, z wieloma z nich dziś zaprzyjaźnił się i ma dla ich sprawy
zrozumienie. Co prawda nawet w okresie najgorętszych walk powstańczych zarów
no Persowie, jak Turcy czy Arabowie iraccy mieli wśród plemion kurdyjskich
stosunkowo licznych sprzymierzeńców, którzy gorliwie zwalczali wraz z wojskami
rządowymi swoich zbuntowanych pobratymców, otrzymując potem ordery i nagrody
z rąk szacha czy też władz bagdadzkich. Zatem o n a w i ą z y w a n i e serdecznych
przyjaźni z Kurdami nie było trudno. Przynajmniej z ich częścią.
2
Pomijając wszelako te zastrzeżenia, zachęcające do ostrożności w czasie lektury
w y w o d ó w Arfy, książka tego wykształconego i dobrze zorientowanego w historii
najnowszej Azji Przedniej polityka dostarcza nam wielu informacji pozwalających
na głębsze zrozumienie sytuacji narodu kurdyjskiego. Kurdowie, naród o bliżej nie
wyjaśnionej naukowo genezie, mieszkający w górach na styku Turcji, Iraku, Iranu
i Związku Radzieckiego, tylko pozornie są mieszkańcami niedostępnego, m a ł o
znaczącego zakątka Azji. W rzeczywistości bowiem od kilkudziesięciu lat znaleźli
się oni w punkcie, który z przyczyn politycznych, gospodarczych, a nawet strate
gicznych może mieć w każdej chwili kapitalne znaczenie dla pokoju na kontynencie
Eurazji, a tym samym i dla pokoju na całym świecie. Wystarczy wspomnieć, że
1
H . A r f a , The Kurds. An Historical and Political Study, London 1966.
The Implementation
of March 11 Manifeste
— Ministry
of
Information,
Baghdad 1972.
2
236
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
pola naftowe K i r k u k u to w ł a ś n i e iracki Kurdystan oraz że na przestrzeni ostatnich
kilkudziesięciu lat podsycanie kurdyjskich ruchów niepodległościowych na terenach
sąsiada było częstą i chętnie stosowaną metodą wśród rywalizujących tu ze sobą
państw.
K i m byli jednak i s ą Kurdowie, których w jednym miejscu swoich rozważań
przyrównuje Arfa do Polaków, też niegdyś żyjących pod władzą trzech wrogich
sobie państw? Z pewnością poza rozdarciem ich ojczyzny między trzy obce orga
nizmy p a ń s t w o w e niewiele można by wynaleźć analogii do naszej historii u tych
górskich w o j o w n i k ó w . Niektórzy uczeni skłonni są ich w y w o d z i ć od starożytnych
Medów, tworzących niegdyś z Persami początki państwa staroperskiego. Nazwa
Kurdystan przyjęła się powszechnie dopiero za czasów panowania w tych stronach
średniowiecznych Turków Seldżuków. Kurdowie m ó w i ą językiem pokrewnym per
skiemu, różniącym się znacznie między sobą w co najmniej trzech odmianach
regionalnych. Hassan Arfa uważa, że modernizacja języka kurdyjskiego i szerokie
wprowadzenie jego literatury, dziś na ogół ustnej, do piśmiennictwa, wzbogaciłoby
kulturę narodów W y ż y n y Irańskiej. Wiadomo skądinąd, iż pierwsze utwory literackie
w języku kurdyjskim, zanotowane alfabetem arabskim znano już w średniowieczu.
Mimo tak zdawałoby się starożytnych tradycji, Kurdowie bardzo długo nie wy
tworzyli poczucia jakiejś ogólnokurdyjskiej wspólnoty etnicznej. Właściwie do
początków X X wieku ci nomadzi lub półnomadzi znali jedynie lojalność i poczucie
wspólnoty w obrębie rodu czy najwyżej plemienia, a czasami w obrębie lokalnej
sekty religijnej. Ciekawe, że Kurdowie, muzułmanie-sunnici, swoje pierwsze, po
w a ż n e powstanie na terenach T u r c j i rozpoczęli w obronie tradycyjnych, religijnych
prerogatyw obalonego przez wojsko ostatniego sułtana.
Hassan Arfa cały rozdział poświęca syntetycznemu zarysowi historii Kurdów
od czasów najdawniejszych do wieku X I X i tu należy uczciwie zauważyć, iż prze
czytanie go wymaga dość dobrej znajomości dziejów Persji, Turcji i Mezopotamii
z Asyrią. Czytanie utrudnia angielska transkrypcja imion poszczególnych w ł a d c ó w
i dynastii. Nie byłoby naszym celem streszczanie tych w y w o d ó w , natomiast ważna
wydaje się konkluzja, iż od czasów najdawniejszych plemiona kurdyjskie chętnie
współdziałały z w ł a d c a m i państw, które obejmowały ich terytoria ojczyste, służyły
w ich armiach, a nawet dostarczały czasami rządzących dynastii. Takim sztandaro
wym bohaterem b y ł przecież sułtan Salah-ed-Din, słynny Saladyn, pogromca krzy
żowców, a zarazem rycerski przeciwnik najsławniejszych rycerzy europejskiego
średniowiecza, sławiony na równi z nimi przez współczesnych poetów chrześcijań
stwa i islamu. Lecz ci sami Kurdowie przy wszelkich próbach ujmowania w karby
poddaństwa, opodatkowywania czy nawet ograniczania zwyczajowej grabieży sąsia
dów umykali w głąb swojej górskiej twierdzy i zaczynali nękającą rebelię, z reguły
sprzymierzając się z ościennym władcą. Ich terytorium było obszarem odwiecznych
wojen i sporów między tureckim Imperium Ottomańskim a państwem szachów
perskich, co Kurdowie znakomicie wykorzystywali. Dodajmy, że groźne burze dzie
jowe, niszczycielskie wyprawy Mongołów itp. na ogół omijały niedostępną, ubogą
ziemię Kurdystanu, nie stanowiącą dla nikogo podówczas atrakcyjnego łupu.
Rozpatrując dzieje kurdyjskich rebelii i powstań pamiętać należy o ruchliwości
tego ludu, jego koczowniczej lub półkoczowniczych obyczajach. Atakowani przez
poważniejsze siły arabskie, perskie czy tureckie górale kurdyjscy bez wahania
przenosili się z całymi rodzinami i dobytkiem (który stanowiły głównie stada bydła)
w inne okolice. Bez trudu przekraczali niemalże niestrzeżone granice sąsiadujących
ze sobą w górskich pustaciach państw, powodując tym zresztą wybuchanie lokalnych
konfliktów granicznych, wymiany not protestacyjnych i ciągnące się bez końca
ARTYKUŁY
RECENZYJNE I RECENZJE
237
rokowania dyplomatyczne. Dopiero w połowie X X wieku, w wyniku skutecznego
zamykania granic i obsadzania ich przez wyszkolone oddziały wojskowe armii
tureckiej i irańskiej, swobodnym Kurdom poczęło być w górach ciasno. Jeszcze
w latach 40-tych, w okresie I I wojny ś w i a t o w e j , klasycznym manewrem przejścia
granic był przemarsz przez granicę perską w o j o w n i k ó w mułły Mustafy al-Barzaniego, wycofującego się przed naporem wojsk irackich i wspomagającego ich R A F - u
z irackiego Kurdystanu. Uzbrojeni i świetnie dowodzeni barzańczycy stworzyli na
stępnie trzon siły zbrojnej krótkotrwałej Republiki Kurdyjskiej w Mahabadzie,
zorganizowanej w zachodniej części perskiego Azerbejdżanu, co nie przeszkodziło
Barzaniemu w parę lat później, po upadku republiki i powrocie z emigracji na
Zakaukaziu, w północnym Iraku stanąć ponownie na czele kurdyjskiego ruchu
nacjonalistycznego.
Arfa, znając z autopsji obyczaje Kurdów, opisuje ich tradycyjne sposoby wo
jowania i styl postępowania. Szkicuje też ewolucję poczucia wspólnoty etnicznej,
poczynając od lojalności w z g l ę d e m tradycyjnych w o d z ó w szczepowych, szeików,
emirów, poprzez wykształconych duchownych muzułmańskich, przebywającą na
emigracji inteligencję, aż do stworzonej w ostatnich czasach partii Part Demokrat
Kurdistan. Jeżeli wierzyć autorowi, narody i ludy tych obszarów Azji były po
I wojnie światowej o krok od uzyskania niepodległości na gruzach Imperium
Ottomańskiego. Lecz nieufność wzajemna tych nacji, animozje Ormian wobec K u r
dów, których Turcy podjudzali przeciwko ormiańskim chrześcijanom, kurdyjskie
łupiestwa w z g l ę d e m tureckich Azeri, zastarzała nienawiść między sunnickimi K u r
dami a nestorianami asyryjskimi — wszystko to doprowadziło do trwających latami
wzajemnych rzezi, lecz nie do powstania niepodległych państw. Nieuczciwa gra
mocarstw europejskich i sukcesy militarne tureckiej armii Kemala Paszy przypieczę
towały sprawę ewentualnego państwa kurdyjskiego, a także zresztą i utworzenia
niepodległego państwa dla tureckich Ormian.
Hassan Arfa opisuje krwawe stłumienie przez Turków powstania kurdyjskiego
we wschodniej Anatolu i metody policyjnej przemocy w z g l ę d e m tego narodu trwa
jące praktycznie do dziś. Tak np. obecnie w terminologii urzędowej Turcji naród
kurdyjski zupełnie nie istnieje. Kurdowie nazywani są „Górskimi Turkami". Zabra
nia się im noszenia tradycyjnych strojów narodowych, poszczególne szczepy zostały
rozbrojone, a ważniejsi przywódcy deportowani z rodzinami, lub zmuszeni do
emigracji. Sukcesy irackich Kurdów w ich powstaniu narodowym w latach 60-tych
odbiły się w tureckiej części terytoriów kurdyjskich represjami i w z m o ż e n i e m
nadzoru policyjnego. Wydaje się, iż Ankara dąży do detrybalizacji i turkizacji
obszarów w pobliżu granicy radzieckiej.
Obszerniejszy znacznie materiał historyczny daje książka na temat najnowszej
historii Kurdów irańskich, z których szczególną aktywność w y k a z y w a ł y zawsze
plemiona mieszkające nie w g ł ó w n e j ich prowincji, Kordestanie, lecz w zachodniej
części irańskiego Azerbejdżanu, na zachód od jeziora Rezayeh (Urmia). T u działał
wojowniczy watażka Simko, walczący z niemniej rozbójniczymi intruzami asyryj
skimi Dżelu, ale także z armią i policją perską. T u właśnie w okresie I I wojny
ś w i a t o w e j , gdy na terytorium Iranu stacjonowały oddziały brytyjskie i radzieckie,
powstała w Mahabadzie wspomniana Republika Komula pod przewodnictwem
prawnika i mułły zarazem, K a z i Muhammeda, z mułłą Mustafą al-Barzanim w r a n
dze generała na czele lokalnej siły zbrojnej. Podobnie jak w Turcji, tak i tu na
przeszkodzie do realizacji zamierzeń niepodległościowych stanęła nie tylko nie
sprzyjająca w latach 1945-1946 ogólnoświatowa sytuacja polityczna, lecz także
tragiczna w skutkach dla jednych i drugich w a ś ń między góralskimi Kurdami a ich
238
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
sąsiadami z nizin, rolniczym ludem tureckiego pochodzenia, Azeri, czyli Azerbej
dżanami. Z tym wszystkim łagodniejsza polityka szachów, zwłaszcza obecnego Rezy
Pahlawi, zakładająca pluralizm etniczny państwa i unikająca niepotrzebnych z a zadrażnień emocjonalnych, a także poczucie wspólnoty językowej z Persami powo
dują, iż dwu i półmilionowa rzesza Kurdów irańskich nie stanowi zagrożenia dla
całości tego wielonarodowościowego państwa. Ulegają oni stopniowej detrybalizacji
i modernizacji kulturowej. Ostrożna polityka Teheranu doprowadziła do dobrowol
nego rozbrojenia szczepów kurdyjskich, co w przeszłości było operacją ponad siły
władz centralnych. Jaką rolę przeznaczy Teheran tej etnicznej mniejszości pogranicza
zachodniego w zaognionym sporze z Irakiem — przyszłość wykaże, aczkolwiek
podsycanie nastrojów nacjonalistycznych i solidarystycznych z irackimi Kurdami
mogłoby okazać się zbyt kosztowną dywersją polityczną dla szacha. Mogłaby odżyć
idea państwa kurdyjskiego wykrojonego z Iraku, Persji i Turcji, czego politycy
tych trzech państw usiłują uniknąć za wszelką cenę i pomimo dzielących ich różnic
oraz rywalizacji. Fakt, że na północy, na radzieckim Zakaukaziu mieszka k i l k a
dziesiąt tysięcy Kurdów i że po upadku Republiki w Mahabadzie tam w ł a ś n i e
znalazł schronienie Barzani razem ze swoimi współtowarzyszami broni, odgrywa
niepoślednią rolę w ideologicznej sferze kurdyjskiego ruchu narodowego, z czym
również liczą się rządy w Ankarze, Bagdadzie i Teheranie. Na koniec i Związek
Radziecki dawał w ostatnich czasach do zrozumienia, iż nie leży w jego interesie
stan permanentnego napięcia militarno-policyjnego oraz wszelkiego rodzaju poli
cyjne akcje represyjne wobec Kurdów, rozgrywane o miedzę od Zakaukazia, na
południu.
O ile walki z Kurdami w Turcji n a d a w a ł y swoiste piętno wydarzeniom azja
tyckim lat 20-tych, a lata 40-te u p ł y w a ł y w tym rejonie geograficznym pod znakiem
ruchów narodowych Kurdów azerbejdżańskich, to w latach 50-tych i 60-tych kwestii
kurdyjskiej rumieńców nadali Kurdowie iraccy.
W chwili upadku związanego z p a ń s t w a m i centralnymi imperium tureckiego
w a ż y ł y się losy ziem, które dziś tworzą iracki Kurdystan. Tamtejsi Kurdowie od
całych pokoleń służyli w armii sułtańskiej, w czasie I wojny ś w i a t o w e j walczyli
przeciwko Anglikom na Bliskim Wschodzie, a w początkach lat 20-tych wciąż mieli
nadzieję, że znajdą się raczej w obrębie administracji tureckiej niż podporządko
wanego Brytyjczykom Iraku. Anglicy, w czasie wojny posługujący się przeciwko
Turkom i służącym w ich armii Kurdom pustynnymi szczepami nestoriańskich
chrześcijan, m. in. asyryjskimi Dżelu, nie zdołali w porę pozyskać sobie opinii
kurdyjskiej starszyzny plemiennej w obliczu zmienionej sytuacji politycznej i mili
tarnej. Zrazili sobie i zniechęcili do idei współpracy plemiona zamieszkujące w o k ó ł
górskiej miejscowości Suleymaniah, nade wszystko zaś cieszącego się dużą popu
larnością szeika Mahmudá Barzinja, który następnie przez wiele lat inicjował ruchy
antybrytyjskie i antyirackie w tym rejonie. W 1927 roku w y b u c h ł y tam poważne
rozruchy i pojawia się na widowni politycznej rodzina obecnego mułły, a zarazem
generała Mustafy al-Barzaniego. Byli to przywódcy lokalnej sekty sunnickiej, mie
szkający nad północnym brzegiem d o p ł y w u Tygrysu, rzeki Wielki Zab, w miejscu
zwanym „Bar Zan", czyli „miejsce wędrówek". Bracia Barzani wśród których dziś
sławny Mustafa bynajmniej początkowo nie odgrywał najważniejszej roli, wojowali
kolejno z Turkami, Anglikami i Arabami irackimi ze zmiennym szczęściem, prze
chodząc granice ościennych państw, rokując z przeciwnikami, kapitulując, podle
gając zsyłkom i amnestiom. Ogólnie rzecz biorąc charakterystyczną cechą tych
trwających całe lata walk i rozejmów było krzepnięcie kurdyjskiego ruchu nacjo
nalistycznego w Iraku, bez w z g l ę d u na chwilowe sukcesy jego przeciwników.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE I
RECENZJE
239
Rebelie kurdyjskie w y b u c h a ł y z caraz większą gwałtownością i w momencie kolej
nych rokowań ich przywódcy stawiali coraz ambitniejsze żądania. Wystarczy tylko
przytoczyć fakt, iż w roku 1943 za poradą angielskiego ambasadora premier k r ó l e w
skiego rządu irackiego Nuri Said godził się na żądania autonomii stawiane przez
irackich Kurdów, lecz spotkał się z kategorycznym sprzeciwem reszty arabskich
ministrów w Bagdadzie. Zadecydowano próbę zgniecenia powstania i przy poparciu
A n g l i k ó w przepędzono nawet mułłę Barzaniego do Iranu, gdzie działał •— j a k
wspomniano — w Republice Mahabadzkiej. Lecz gdy następnie już po I I wojnie
światowej króla i Nuri Saida obalił w Bagdadzie gen. Kassem i gdy uroczyście
zaproszono niesfornego Mustafę Barzaniego na powrót do Iraku, rząd bagdadzki
nadal w a h a ł się, czy warunki kurdyjskie przyjąć. Tymczasem Barzani już domagał
się udziałów w zyskach ze źródeł naftowych Kirkuku, wyodrębnionej, kurdyjskiej
siły zbrojnej itd. Dalsze dzieje kurdyjsko-irackiego konfliktu aż po dzień dzisiejszy
były nieustającym pasmem prób Bagdadu stłumienia ruchu powstańczego na pół
nocy siłą na przemian z p r z e w l e k ł y m i negocjacjami. Kolejne przewroty polityczne
w Bagdadzie pociągały za sobą kolejne uroczyste zawieszenia broni z Kurdami.
Nowe ekipy rządzące w stolicy odżegnywały się od linii obalonych poprzedników,
obiecywały dużo. Lecz żądania Kurdów prowadziły do faktycznej, chociaż niefor
malnej secesji Kurdystanu i Bagdad zawsze obawiał się, by przykład kurdyjski nie
okazał się zaraźliwy dla pewnych ludów szyickich mieszkających nad Zatoką
Perską, w rejonie Basry. Bezskutecznie próbowano — jak opisuje Arfa — zdyskre
dytować Barzaniego, wygrać przeciw niemu rywali z Demokratycznej Partii K u r
dyjskiej. Ale ó w zręczny i śmiały żołnierz okazał się niemniej przebiegłym poli
tykiem. Dziś pozycja jego i Kurdów irackich jest mocna. Kiedy w roku 1963 Rada
Bezpieczeństwa odstąpiła od zamiaru dyskutowania sprawy Kurdów, a ś w i a t arabski
zajmował wobec tego krwawego i b e z w z g l ę d n y m i środkami rozgrywanego konfliktu
postawę co najmniej dwuznaczną, Barzani w y ś m i a ł politycznych negocjatorów
międzynarodowych mówiąc: „Nie oczekujemy, by nasza sprawa zwyciężyła po
przez rokowania w kancelariach, lecz wywalczy ją oręż w naszej świętej wojnie
o wolność". Po dziesięciu latach idea, o którą walczy, zdaje się rzeczywiście zwy
ciężać. Przyszłość w y k a ż e jednak, czy tak było naprawdę.
W mądrej i zwięzłej konkluzji swojej książki Hassan Arfa reasumuje sytuację
Kurdów w trzech opisywanych państwach. W Turcji władze m ó w i ą Kurdom: nie
jesteście Kurdami, nie ma Kurdów w naszym państwie. Kurdowie zaś milczą, bo
inaczej grozi im los oskarżonych o zdradę stanu. W Iranie władze akceptują fakt
istnienia narodowości kurdyjskiej, lecz ponieważ zakładają, że państwo irańskie
złożone jest z wielu nacji i że Kurdowie są językowo pokrewni Persom, zatem
kwestia etniczna tych plemion nie jest brana pod uwagę. Podzieleni i nawet skłóceni
ze sobą Kurdowie irańscy — jak twierdzi Arfa — nie mają sprecyzowanego poglądu
wspólnego na tę sprawę. W Iraku wreszcie w ł a d z e godzą się na uznanie narodowości
kurdyjskiej, odrębnej od arabskiej. Lecz usiłują tworzyć ponadnarodowe pojęcie
Irakczyków. Skłonne są dać Kurdom autonomię, lecz bez prawa do oderwania się.
Kurdowie iraccy natomiast pragną zacząć od szerokiej autonomii, ale ich ambicje
sięgają dalej.
Badacz zjawisk społeczno-kulturowych znajdzie w książce Arfy szereg faktów,
potraktowanych niestety marginesowo, które m ó w i ą o stopniowym wytwarzaniu się
warstw oświeconych, inteligencji politycznie radykalnej i o konfliktach między tą
grupą ludzi a starszyzną rodową, posiadającą wielkie zasługi w przeszłości, lecz
hamującą nieraz proces rozwoju. Obserwujemy także charakterystyczne odrywanie
się przebywających na emigracji polityków-inteligentów od reszty społeczeństwa
240
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
kurdyjskiego, w którym obowiązuje nadal tradycyjny obyczaj i dawne zasady
lojalności. N i e u w z g l ę d n i a n i e tych faktów kulturowych kosztowało nieraz emigra
cyjnych przywódców kurdyjskich wiele i nawet decydowało czasem o całkowitej
porażce.
Autorowi można by postawić zarzut minimalizacji kwestii kurdyjskiej w Iranie.
Z drugiej strony należałoby przypuszczać, iż sporo dodatkowych informacji histo
rycznych zainteresowani tą k w e s t i ą mogliby uzyskać z jego innej książki, zatytuło
wanej Pod pięcioma
szachami , a także monografii Republiki Mahabadzkiej pióra
W. Eagletona .
Cokolwiek głosiłyby poszczególne rządy państw azjatyckich na temat istnienia
lub nieistnienia narodowości Kurdów, zgodzić wypadnie się chyba z Hassanem
Arfą, że kwestia kurdyjska pozostanie aktualna. I , dodajmy od siebie, że na długo.
3
4
3
4
H . A r i a , Under Five Shahs, London
W. E a g l e t o n , The Kurdish Republic
1964.
of 1946, London
1963.
MARIUSZ
Z I Ó Ł K O W S K I
NAJNOWSZE BADANIA NAD K O M P L E K S E M
TIWANAKU i
MIEJSKIM
Po okresie pewnego zastoju w latach pięćdziesiątych w badaniach nad kulturą
Tiwanaku wiele nowych danych dostarczyły prace prowadzone przez Centro de
Investigaciones Arqueológicas en Tiwanaku (CIAT). C I A T powstał 20 X 1958, jego
kierownikiem od początku jest Carlos Ponce Sangines. Zadaniem tej instytucji,
oprócz ściśle rozumianych prac wykopaliskowych, jest również rekonstrukcja
budowli T i w a n a k u . Wyniki dotychczasowych badań pozwoliły w dużej mierze na
wyjaśnienie wielu kwestii spornych, na które nie dały odpowiedzi poprzednie prace
m. in. A. Stubela i M. Uhle , A. Posnanskyego , W. C. Bennetta czy Stig R y d e n a .
I. Tiwanaku znajduje się w dep. L a Paz w Boliwii, na wys. ok. 3820 m, ok. 20 km
na południe od jeziora Titikaka. Poprzednicy Ponce Sanginesa uważali, iż obszar
Tiwanaku obejmuje tylko kompleks monumentalnych budowli kamiennych, i w y
nosi ok. 45 h a . Na podstawie obecnych prac ustalono, że istniał również bardzo
rozległy kompleks mieszkalny, składający się z b u d y n k ó w glinianych, rozmytych
z czasem przez deszcz (stąd i trudności w ich obecnej lokalizacji). Zatem rzeczy
wisty obszar Tiwanaku wynosi ok. 420 ha (wielobok o dł. 2,8 km i max szer. 1,6 km),
z czego na budowle kamienne przypada 16 ha (ok. 4% powierzchni ).
2
3
4
5
6
7
8
1
Zgodnie z pisownią kichwańską, C I A T wprowadziło między innymi formę
Tiwanaku zamiast dawnego Tiahuanaco. Dalej w tekście wszystkie nazwy z obszaru
stanowiska archeologicznego Tiwanaku pisane będą zgodnie z n o w ą nomenkla
turą C I A T - u , natomiast inne nazwy geograficzne podane będą według pisowni
tradycyjnej (wyjątek — nazwa Titikaka).
C. Ponce S a n g i n e s , G . Mogrovejo T e r r a z a s , Acerca de la procedencia
del material Utico de Tiwanaku, L a Paz 1970, Academia de Ciencias de Bolivia,
Nr 21, s. 52.
A. S t u b e l , M. U h l e , Die Ruinenstaette
von Tiahuanaco im Hochlande
des Alten Peru. Eine Kulturgeschichtliche
Studie, Veiiag von K a r l W. Ilierseman,
Leipzig 1892.
Głównie A. P o s n a n s k y , La cuna del hombre americano, J . J . Augus
tin, New York 1945, t. I , I I .
W. C. B e n n e t t , Excavations at Tiahuanaco, American Museum of Natural
History, Anthropological Papers vol. X X X I V , part I I I , New York 1934; także:
W. С. B e n n e t t , J . B i r d , Andean culture history, American Museum of Na
tural History, Handbook series, Num. 15, New York 1949.
S. R y d e n, Archaeological
rechearches in the highlands of Bolivia, E l a n ders Boktryckoni Aktiebolag, G0teborg 1947.
' B e n n e t t , op. cit., s. 367, opiera się głównie na Posnanskym.
С. Ponce S a n g i n e s ,
La ciudad de Tiwanaku.
A proposito del ultimo
librosobre planeamiento urbano precolombino de Jorge Hardoy, „Arte y Arqueologia", nr 1: 1969, s. 22.
2
3
4
5
6
8
16 — E t n o g r a f í a P o l s k a , X I X / 2
242
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I RECENZJE
I I . Wielkie rozmiary i staranność obróbki bloków kamiennych użytych do bu
dowli w Tiwanaku budziły podziw i zdumienie już u pierwszych kronikarzy
h i s z p a ń s k i c h , tym bardziej że nie zlokalizowano żadnych k a m i e n i o ł o m ó w w bez
pośrednim sąsiedztwie Tiwanaku. Snuto często fantastyczne teorie na temat pocho
dzenia tych głazów, sposobu ich obróbki, a szczególnie transportu. Problemy te
zostały chyba ostatecznie w y j a ś n i o n e przez C . Ponce Sanginesa i Gerardo Mogrovejo
Terrazasa .
9
10
Na podstawie dokładnych analiz pektograficznych oraz badań archeologicznych
ustalili oni pochodzenie 5 zasadniczych gatunków kamienia, używanych w T i w a
n a k u : 1) czerwony piaskowiec — podstawowy materiał budowlany z południowej
Wyżyny, w odległości ok. 8-15 km; 2) andezyt — materiał „luksusowy", u ż y w a n y do
zdobień, rzeźb, steli, portali — częściowo z półwyspu Copacabana i Catavi na
jeziorze Titikaka; 3) bazalt — głównie do produkcji narzędzi rolniczych — z ko
palni w Querimita, 8 km na pd.-zach. od jeziora Poopo; 4) w a p i e ń — z północnej
Wyżyny; 5) sodalit — ozdoby, biżuteria — Palca w departamencie Cochabamba,
Boliwia.
I I I . W jaki sposób odbywał się transport na tak wielkie odległości? O ile
bowiem bazalt i sodalit przenoszone w niewielkich, kilogramowych klockach nie
sprawiały chyba trudności transportowych , o tyle andezyt i piaskowiec dostarczane
były w potężnych blokach пр.:
a) p i a s k o w i e c — platforma Puma Punku, segment 2, nr 9 — 7, 81 X 5,15
X 1,07 m — waga 131 ton; Monolit Bennetta (tzw. stella 10) — 7,30 X 1,80 X 1,27
ok. 37 ton;
b) andezyt — blok nr 5 na pd. zachód od Akapana (zapewne miano z niego
w y c i ą ć filary) 7,20 X 2,12 X 1,12 m i ok. 41,35 tony; filar P. 143 z Chunchukala —
4,95 X 1,95 X 1,20 waga ok. 26,95 tony .
Po odrzuceniu bardzo ponętnego i prostego wyjaśnienia, że głazy zostały
przeniesione dźwiękiem t r ą b k i , czy też w wyniku ingerencji przybyszów z kos
mosu, pozostaje nam tylko wierzyć w siłę mięśni ludzkich (bowiem o ile lamy
stosowano jako zwierzęta juczne, o tyle nie nadają się one jako zwierzęta po
ciągowe).
C. Ponce Sangines wylicza następujące metody transportu lądowego, będące
w zasięgu możliwości technicznych budowniczych Tiwanaku: 1) ciągnięcie bloków
za pomocą lin po lekko zwilżonej ziemi; 2) użycie drewnianych sań; 3) toczenie
na pniach; 4) ręczne nosze; 5) stosowanie platform, równi pochyłych, ramp przy
ustawianiu głazów .
Doświadczenia przeprowadzone przez C I A T oraz inne wcześniejsze próby wy
kazały, że możliwości trakcyjne jednego człowieka wahają się w graniczach 50-100 kg.
11
12
18
14
15
9
Między innymi J Diez de B e t a n z o s , Suma y narración
de los Incas,
L i m a 1924, s. 82-83.
Ponce S a n g i n e s , Mogrovejo T e r r a z a s , op. cit.
Ibidem, s. 62, oraz С. Ponce S a n g i n e s , A propós des fouilles de Tiwanaku,
„Archeologia", nr 53: 1973, décembre, s. 65.
Istnieje przypuszczenie, że do transportu bazaltu używano lam; drogi pro
wadzące do miejsca wydobycia, na terenie Querimita, flankowane są murami,
zapewne w celu ułatwienia dostępu stadom tych zwierząt. W pobliżu odkryto
również konstrukcje interpretowane jako zagrody dla lam; patrz: Ponce S a n
g i n e s , Mogrovejo T e r r a z a s , op. cit., s. 62.
Wszystkie wymiary i uwagi w e d ł u g Ponce S a n g i n e s i Mongrovejo T e r
r a z a s , op. cit., s. 74.
В. C o b o , Historia del Nuevo Mundo, Madrid 1956, t. I I s. 197.
Ponce S a n g i n e s , Mongrovejo T e r r a z a s , op. cit, s. 95-96.
1 0
11
1 2
1 3
1 4
1 5
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
243
RECENZJE
Zatem do przetransportowania segmentu 2 z Puma Punku (131 ton) wystarczyłoby
maximum 2620 l u d z i .
Sprawa transportu andezytu jest nieco bardziej skomplikowana. Złoża tego
budulca znajdują się m. in. na półwyspie Copacabana.
P o n i e w a ż ze w z g l ę d u na przeszkody terenowe droga lądowa wzdłuż pd. zach.
brzegów jeziora byłaby niemożliwa, narzucała się konieczność transportu wodnego.
Dowodem istnienia drogi wodnej są porzucone głazy, znajdowane na Copacabana
i w Iwawe, miejscowości nad jeziorem Titikaka, 22 km na południe od Tiwanaku.
Iwane była portem docelowym, skąd dalej prowadziła droga lądowa do Tiwanaku .
Z przeprowadzonych badań źródłowych i prób na modelach wynika, że optymalnym
środkiem transportu głazów jest tratwa z drzewa balsa . I tak np. do przetranspor
towania bloku nr 5 (41,35 ton) potrzebna była tratwa o powierzchni 122 m , czyli
o wymiarach 10 m X 12,2 m i grubości 0,33 m . Tratwy, zależnie od miejsca
załadunku, przebywały 94 lub 28 k m .
IV. Odnośnie do charakteru i funkcji Tiwanaku do niedawna rozpowszechnione
było mniemanie, iż Tiwanaku nie było miastem, lecz tylko w a ż n y m ośrodkiem
kultowym, do którego przybywały rzesze pielgrzymów z całego Altiplano. Przy
bysze ci mieli pracować przy wznoszeniu ś w i ą t y ń Tiwanaku. Stałymi mieszkańcami
sanktuarium mieli być tylko nieliczni kapłani i artyści. T a interpretacja lansowana
była szczególnie przez W. C. Bennetta, a za nim przez Busnella, von Hagena .
Słuszną krytykę tego poglądu przeprowadził C. Ponce Sangines , opierając się
m. in. na pracach innych badaczy, szczególnie Jorge Hardoy'a . Dyrektor C I A T
stwierdził mianowicie, że:
1. Tiwanaku oprócz tzw. centrum religijno-administracyjnego posiadało roz
ległe „dzielnice" mieszkaniowe, co obalało tezę o nielicznych, wybranych m i e s z k a ń
cach i braku osadnictwa.
2. Teoria o pielgrzymach budujących świątynie Tiwanaku również nie wytrzy
muje krytyki, w ó w c z a s bowiem m i e l i b y ś m y w Tiwanaku do czynienia z licznymi
znaleziskami z różnych kultur Altiplano, a nie z jednolitą, bardzo swoistą kulturą
Tiwanaku .
3. W świetle ostatnich ustaleń, część monumentalnych budowli Tiwanaku (np.
tzw. pałac Putuni) miała charakter ś w i e c k i .
Sangines twierdzi dalej, że Tiwanaku było miastem od tzw. I I I okresu (Early
Tiahuanaco Bennetta), i to miastem o zaplanowanym założeniu urbanistycznym .
Jako dowód przytacza m. in. fakt, że wszystkie monumentalne budowle Tiwanaku
mają plan prostokątny i są zorientowane na osi pn. pd., przy czym ich ściany
północne i południowe są dłuższymi bokami. Stara się również w y k r y ć p r a w i d ł o M
17
i8
2
1 9
2 0
21
22
23
24
25
26
16
Ibidem, s. 96-97.
Ibidem, s. 145-146.
Ibidem, s. 129-137.
Ibidem, s. 140.
Ibidem s. 142.
B e n n e t t , B i r d , op. cit., part 2, s. 185, oraz G. К u b i er, The Art and
Architecture
of Ancient America, The Pelican History of Art. Penguin Books,
Harmondsworth 1962, s. 303.
Ponce S a n g i n e s , La ciudad
s. 11-22.
J . H a r d o y, Ciudades precolombinas, Buenos Aires 1964, oraz
tenże,
Urban Planning in Precolumbian America, New York 1968.
Ponce S a n g i n e s , La ciudad
s. 12.
Ibidem, s. 22.
Ibidem, s. 23-25.
17
18
1 9
20
2 1
2 2
2 3
2 4
2 5
26
244
ARTYKUŁY RECENZYJNE
I RECENZJE
w o ś c i w rozmieszczeniu poszczególnych budowli". Najbardziej przekonujące jest
jednak stwierdzenie, że ogromny zakres prac budowlanych, np. transport i ob
róbka budulca czy usypanie platformy Kalasasaya z 35 tys. m ziemi, w y m a g a ł
istnienia centralnego ośrodka projektodawczego. Dowodem dużej wiedzy konstruk
cyjnej i planistycznej budowniczych Tiwanaku jest chociażby doskonale zaplanowany
i zrealizowany system kanalizacyjny lub też Chunchukala (inaczej halconera —
konstrukcja przy zachodniej ścianie Kalasasaya), której ściana, zbudowana z 30 to
nowych bloków, jest odchylona o 2° do tyłu i wsparta na kamiennym cokole.
Za nieco pochopne przy obecnym stanie badań należy uznać stwierdzenie S a n ginesa, że Tiwanaku było pierwszym zaplanowanym kompleksem urbanistycznym
w regionie andyjskim i stanowiło wzór dla miast Costy, a następnie dla urbanistyki
Inków .
Nie wykryto bowiem „klucza" do planistycznego rozwiązania Tiwanaku, a suponowane przez w. w. badaczy orientowanie wszystkich monumentalnych b u d y n k ó w
Tiwanaku w z g l ę d e m Akapana jest dość trudne do udowodnienia.
V. Bardzo interesujące są prace C I A T nad periodyzacją kultury Tiwanaku,
prowadzone na podstawie w y n i k ó w b a d a ń
(tab. 1). W okresie I i I I , Tiwanaku
pozostaje osadą wiejską, podobną do osady sąsiednich kultur Wankarani (na połud
nie i Chiripa — nad jeziorem Titikaka). Ś w i a d e c t w e m utrzymywania kontaktów
3
2S
2 9
PERIODYZACJĄ K U L T U R Y
TIWANAKU
wg C. Ponce Sanginesa
ok. 1200 r. p. n. e.
(TIAHUANACO)
wg W. Bennetta
Okresy I i I I
(etap wiejski)
133 r. n. e.
374 r. n. e.
724 r. n. e.
ok. 1200 r. n. e.
Early Tiahuanaco
Okres I I I
(pocz. etapu miejskiego)
Okres I V
(tzw. klasyczny)
Okres V
(tzw. Imperialny)
Classic Tiahuanaco
Decadent Tiahuanaco
handlowych z sąsiadami są w Tiwanaku narzędzia z bazaltu, sprowadzonego
z Querimita. W początkach naszej ery, na skutek bliżej nie znanych procesów, roz
poczyna się w Tiwanaku tzw. rewolucja miejska. Powstają pierwsze monumentalne
budowle z czerwonego piaskowca (andezyt nie jest używany). Jest to tzw. okres I I I .
Okres I V , inaczej klasyczny, charakteryzuje się wspomnianym rozkwitem kultury
Tiwanaku, świątynie są przebudowane i upiększone dekoracjami z andezytu (np.
Brama Słońca), którego sprowadzanie w i ą ż e się prawdopodobnie z opanowaniem
przez Tiwanaku wybrzeży jeziora Titikaka. W p ł y w kultury dotarł do nadbrzeżnych
osad kultury Chiripa chyba wcześniej, bowiem jeszcze w okresie I I I w miejscowości
Chiripa zostaje wybudowana tzw. świątynia półpodziemna, bardzo podobna do
Templete °.
3
27
Ibidem, s. 24.
Ibidem, s. 27.
Periodyzacją w e d ł u g Ponce S a n g i n e s i Monogrovejo T e r r a z a s , op. cit.,
s. 55, oraz Ponce S a n g i n e s , A propos des fouilles
s. 27.
C. Ponce S a n g i n e s , Wankarani y Chiripa y su relación con Tiwanaku,
Academia Nacional de Ciencias de Bolivia, Nr 25, L a Paz 1970, s. 59:
26
2 9
3 0
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
245
RECENZJE
Okres V jest świadkiem ekspansji kultury Tiwanaku na obszar całego Peru,
okoliczności tego procesu pozostają niejasne, niemniej jednak w p ł y w y kultury
Tiwanaku odciskają się przemożnym piętnem na sztuce peruwiańskiej, dlatego
okres ten, ok. I X - X I I w., nazywany bywa Horyzontem Tiahuanaco. Upadek kul
tury następuje dość nagle, zapewne ok. 1200 г. п. е.; Tiwanaku zostaje opuszczone,
tak że w ok. 250 lat później nikt nie potrafi w y j a ś n i ć zdobywcom inkaskim, kim
byli jego budowniczowie. Wyniki badań C
pozwoliły uchwycić sekwencję chro
nologiczną i chyba raz na zawsze położyły kres spekulacjom na temat rzekomo
niezwykle dawnych początków Tiwanaku, które zdaniem niektórych, miałoby po
chodzić z okresu trzeciorzędu (sic!) . Dla przypomnienia podaję, że najstarsza
próbka K-16, otrzymana z wykopalisk na Kalasasaya, dała datę 1580 lat ± 120 p. n. e.
(Chodzi oczywiście o ślady najstarszej osady, a nie o świątynię zbudowaną w okre
sach I I I i I V — przyp. autora) .
1 4
31
32
Pewnym błędem podanej przez Sanginesa periodyzacji jest, co paradoksalne, jej
dokładność. W żadnym ze znanych mi dzieł nie podaje on metod, na podstawie
których osiągnął takie daty graniczne, jak np. 133 г. п. е., 374 г. п. е., czy 724 r. n. e.
Tak ścisłe datowanie za pomocą radiowęgla jest nieosiągalne, a z drugiej strony
zupełnie brak przekazów literackich, które uzasadniłyby taką p e r i o d y z a c j ę .
V I . Na zakończenie parę uwag o strukturze społecznej ludności Tiwanaku.
Posnansky, opierając się na badaniach antropologicznych (niedokładnych, jak się
później okazało) sformułował hipotezę o istnieniu dwóch grup rasowych w T i w a
naku. Pierwsza brachicefaliczna, nazwana przez niego koiła, wojownicza, miała
stanowić rasę panów, z której wywodzili się wojownicy i kapłani. Druga, dolichocefaliczna, zwana aravak, była tą „gorszą", jej przedstawiciele stanowili siłę
ludzką, dzięki której wzniesiono Tiwanaku. Hipoteza rasistowska wyrosła z nie
zbyt naukowych spekulacji i na dodatek nie poparta ż a d n y m dowodem antropo
logicznym, w s z y s t k i e bowiem odkryte w Tiwanaku czaszki są brachicefaliczne .
Sangines twierdzi natomiast, że zróżnicowanie ludności Tiwanaku było wy
łącznie natury klasowej i pojawiło się wraz z początkiem tzw. rewolucji miejskiej
po roku 133 n.e. (?). N a d w y ż k i w produkcji rolnej, uzyskane dzięki polepszeniu
techniki upraw, umożliwiły wykształcenie się grupy arystokracji, kapłanów oraz
wyspecjalizowanej grupy r z e m i e ś l n i k ó w . Sangines suponuje również, chyba nieco
pochopnie, istnienie trójpodziału własności m i ę d z y „osoby prywatne, państwo
i świątynie", jak to miało jakoby miejsce w późniejszym imperium Inków. W y r a
finowanie sztuki w okresie I V świadczy prawdopodobnie o wzroście zamożności
klas panujących i postępującej polaryzacji społecznej (porównanie monumentalnych
budowli kamiennych ze skromnymi, glinianymi chatami ludności). Uprawa roli na
Altiplano wymaga około 4 miesięcy pracy rocznie. Przez pozostałe 8 miesięcy
ludność była zapewne zatrudniona przy wznoszeniu ogromnych budowli lub innych
p r a c a c h . Sangines podkreśla, że na Altiplano nie wykształciło się niewolnictwo,
33
34
35
36
3 1
H . S. B e l l a m y , P. A l l a n , The calendar of Tiahuanaco, Ed. Faber
and Faber, London 1956, s. 18, 21, oraz t e n ż e , The great idol of Tiahuanaco,
Ed. Faber and Faber, London 1959, s. 25.
Ponce S a n g i n e s , L a ciudad
s. 63.
A. P o s n a n s k y , Antropologia
y sociología
de las razas
interandinas
y de las regiones adyacentes, L a Paz 1938, s. 32-33, cytuję za Ponce S a n g i n e s ,
Mongrovejo T e r r a z a s , op. cit., s. 147.
Czaszki, które Posnansky wziął za dolichocefaliczne są po prostu czaszkami
brachicefalicznymi, celowo zdeformowanymi. Ponce
Sangines,
MongrovejoT e r r a z a s , op. cit, s. 148.
Ibidem, s. 148.
Ibidem, s. 149.
3 2
3 3
3 4
35
36
246
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
m. in. nie ma żadnych śladów tradycji niewolniczych wśród obecnych wspólnot
ludności Aymara. Twierdzenie to nie jest w świetle ostatnich badań całkowicie
zgodne z p r a w d ą . Warto tu również w s p o m n i e ć o pewnych tradycjach ludności
Altiplano z okolic Tiwanaku, a wskazujących na istnienie interesujących analogii
pomiędzy kulturą Tiwanaku a kulturą Inków.
W obecnej osadzie Tiwanaku, założonej ok. 1570 г., istnieje nadal podział na
2 części: Arasaya i Masaya, ta druga zajmuje część południową, ta pierwsza
północną (obserwacja Bandeliera z 1894 r . . Nasuwa się tu podobieństwo do
podziału inkaskiego Cuzco na Yanan i Urin. Prawdopodobnie ten prekolumbijski
schemat został przeniesiony z Cuzco na kolonialną osadę, być może jednak samo
Cuzco otrzymało go od Imperialnego Tiwanaku. Ten wniosek Sanginesa wydaje
się być niezbyt przekonywająco udokumentowany, znacznie ciekawsza jest druga
informacją cytowana za jezuitą Anęllo de O l i v a . Zanotował on w początkach
X V I I wieku, iż w Tiwanaku wierzono w podział świata na 4 części (wg kierunków
geograficznych), i że podział ten miał zostać skopiowany przez w ł a d c ó w inkaskich
Tłumaczyłoby to n a z w ę Taypikala, która to według Bernabé Cobo miała być
wcześniejszą n a z w ą Tiwanaku, sprzed podboju inkaskiego i znaczyła w jęz. aymara
„Kamień Środka", ponieważ tubylcy wierzyli, iż Taypikala (Tiwanaku) znajduje
się w środku świata . Są to niestety przekazy dość późne i należy zachować ostroż
ność przed ich zbyt pochopną interpretacją.
Problem w p ł y w ó w Tiwanaku na Wybrzeża jest dość dobrze znany, natomiast
niewiele jak dotąd zajmowano się ewentualnymi powiązaniami Tiwanaku z ludźmi
zamieszkującymi Selvę. Sangines wymienia następujące analogie:
a) zażywanie substancji narkotycznych w formie proszków wdmuchiwanych
w nos. Max Uhle opisuje odkrytą w 1895 r. w Tiwanaku tubę-rurę (z kości lamy)
posiadającą dwa otwory na zakończeniu. Przyrząd ten miał służyć do zażywania
jakiejś substancji narkotycznej . Według tegoż autora oraz H. W a s s e n a zwyczaj
zażywania narkotyków w tej formie znany jest głównie z nizin należących do
zlewiska atlantyckiego;
b) Sangines, na podstawie analizy pewnego naczynia tiwanakockiego z okre
su V, udowodnił, że już w ó w c z a s znana była coca ;
c) w okresie wykopalisk C I A T odkryto dwie czaszki należące wg wszelkiego
prawodopodobieństwa, do m a ł p z gatunku występującego w puszczy nadamazońskiej.
Pierwsza czaszka datowana jest na okres I I I ;
37
№
39
40
42
4S
44
46
4 6
37
Ibidem, s. 149.
Ponce S a n g i n e s , La ciudad
s 27.
ibidem, s. 27.
A. de O l i v a , Historia del Peru y varones insignes en santidad de la
Compana de Jesus, ed. Imprenta y Librería S. Pedro, L i m a 1895, cytuję za Ponce
S a n g i n e s , L a ciudad
s. 27.
ibidem, s. 27.
„E1 nombre que tuvo este pueblo antes que fuese señoreado de los Inkas,
era Taypicala, tomado en la lengua aimara, que es la materna de las naturales,
y quiere decir „la piedra de en medio", porque tenían por opinion los Indios
Collao que este pueblo estaba en medio del mundo", C o b o , op. cit., s. 195.
M. U h l e , A snuffing Tube from Tiahuanaco, Bulletin of the Museum of
Science and Art, University of Pennanum, 4 vol. 1, Philadelphia 1898, s. 1.
I I . W a s s e n, Trie use of some specific kinds of South American Indian
snuff and related paraphernalia, Etnologika Studier, 28, Goteborg 1965, s. 13.
C. Ponce S a n g i n e s , Cerámica
tiwanacota. Vasos con decoración
prosopomorfa, Buenos Aires 1947, fig. 28.
Ponce S a n g i n e s , Mogrovejo T e r r a z a s , op. eii., s. 144.
3 8
3 9
4 0
4 1
4 2
4 3
4 4
4 5
4 8
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
247
I RECENZJE
d) częsty w plastyce Tiwanaku (i nie tylko) motyw w ę ż a pochodzi chyba z te
renów cieplejszych, leśnych, gdzie gady te są powszechne; na samym Altiplano
występuje tylko jeden niewielki i zupełnie niegroźny gatunek w ę ż y .
Do tych i jeszcze kilku innych, mniej przekonujących analogii wymienionych
przez Sanginesa dodać chyba można często występujący w przedstawieniach sztuki
Tiwanaku motyw ściętej i b y ć może spreparowanej g ł o w y •— trofeum, tzw. tzanza.
Zwyczaj ścinania i preparacji głów ludzkich znany jest szczególnie u plemienia
Jívaro, zamieszkującego m. in. tereny wschodnie Ekwadoru i Peru.
Jednakże z podjęciem dalszych badań zarówno nad strukturą społeczną, demo
grafią i funkcją Tiwanaku, jak i jego powiązaniami z innymi kulturami, trzeba
będzie poczekać do czasu publikacji w y n i k ó w wykopalisk C I A T , szczególnie
z terenów tzw. kompleksu mieszkalnego.
4 7
H E N R Y K A C Z A J K A , Bohaterska epika ludowa Słowian
południowych.
Struk
tura treści,
Polska Akademia Nauk, Komitet Słowianoznawstwa, Wrocław —
Warszawa — Kraków — Gdańsk 1973, ss. 220.
Epika ludowa południowych Słowian to jeden z najbarwniejszych — obok
ruskich bylin — f e n o m e n ó w kulturowych słowiańskiej części Europy. W porów
naniu z bylinami jest ona u nas stosunkowo mniej znana, toteż praca H . Czajki
zasługuje na szczególną uwagę. Szeroko sformułowany tytuł zdaje się sugerować,
że aspiracje autorki wykraczały poza analizę jednego cyklu epickiego, gdyż — jak
pisze we wstępie — badaniami objęty został przede wszystkim tzw. cykl królewicza
Marka. Wykorzystane materiały pochodzą w ł a ś c i w i e z całej południowej S ł o w i a ń
szczyzny (Serbia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Macedonia i B u ł
garia), przy czym część nie była dotąd publikowana (pochodzą z archiwów Insty
tutu Etnograficznego
w
Belgradzie oraz Instytutu Folkloru
Macedońskiego
w Skopiu).
Nadzieję na oryginalne ujęcie problemu wzbudza podtytuł pracy — Struktura
treści — oraz wiążąca się z nim deklaracja zastosowania „metody analizy pozio
mej" zamiast tradycyjnej analizy pionowej, polegającej na rozpatrywaniu od
dzielnych grup pieśniowych po ich uprzednim usystematyzowaniu. Na czym polega
ta nowa metoda? Otóż autorka „najpierw zapoznała się z całym dostępnym ma
teriałem pieśniowym, wyodrębniła warstwy, które występują w bohaterskiej epice
ludowej, następnie zajęła się każdą z nich" (s. 8). Zabieg ó w ma ujawnić strukturę
treści, przy czym „strukturę rozumie się tutaj w podstawowym znaczeniu tego
wyrazu jako budowę, układ treści" (s. 8). Dodajmy, że jest to raczej potoczne niż
podstawowe rozumienie tego pojęcia.
Już w s t ę p n e uwagi, krótko tu zasygnalizowane, rodzą szereg niejasności. Doty
czy to głównie sposobu wydzielenia warstw oraz ich zakresu, czyli — m ó w i ą c
inaczej — kryteriów klasyfikowania w ą t k ó w do poszczególnych warstw. Autorka
ogranicza się jedynie do stwierdzenia, że w epice daje się wydzielić w sposób wy
raźny pięć warstw — historyczną, mityczną, chrześcijańską, baśniową i obycza
jową — i nie poświęca tej sprawie w i ę c e j uwagi, chociaż w trakcie lektury kolej
nych rozdziałów bardzo często trudno pojąć dlaczego tu, a nie gdzie indziej, umiesz
czono dany zespół faktów. Odnosi się to zwłaszcza, ale nie wyłącznie, do warstwy
mitycznej i baśniowej. Co prawda każdy z rozdziałów otwierają ogólne dywagacje
47
Ibidem,
s. 144-145.
248
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
np. na temat mitu, baśni itd., ale nie ułatwiają one, a czasem wręcz utrudniają
zorientowanie się w zakresie danej warstwy. Do sprawy tej powrócimy jeszcze
w dalszej części recenzji.
Ponadto, począwszy od kilkustronicowego wstępu, daje się zauważyć nadmierną
deklaratywność i równocześnie niejasność pewnych sformułowań. Przykładem o m ó
wienie ustalonej kolejności warstw. Autorka pisze: „Umieszczenie na początku
warstwy historycznej jest sprawą u m o w n ą ; nie ulega wątpliwości, że warstwa
mityczna jest w epice bohaterskiej chronologicznie starsza, lecz taki układ pozwala
na ujęcie materiału pieśniowego w pewne ramy czasowe" (s. 8). Powstają tu od razu
dwa pytania: 1) na jakiej podstawie tzw. warstwa mityczna uznana została za
starszą od historycznej? — przypomnijmy, że w ramach epiki bohaterskiej, a nie
w ogóle; 2) co to znaczy, że warstwa historyczna pozwala na ujęcie pieśni w „pewne
ramy czasowe"?; czy a) najstarsze możliwe do zidentyfikowania fakty pojawiające
się w epice umożliwiają datowanie genezy pieśni, czy też b) świadczą jedynie
0 utrwaleniu się pewnych wydarzeń historycznych w tradycji ludowej? Na żadne
z tych pytań nie ma odpowiedzi. Podobnych zagadek i n i e d o m ó w i e ń jest w pracy
znacznie w i ę c e j .
Wróćmy do struktury treści bohaterskiej epiki Słowian południowych. J a k już
powiedzieliśmy, pod tym pojęciem kryje się pięć dość dowolnie wyodrębnionych
grup w ą t k ó w , m o t y w ó w i pojedynczych faktów. Metoda analizy poziomej sprowa
dziła się zaś do czynności pogrupowania ich i opatrzenia odpowiednim n a g ł ó w
kiem.
Jako pierwsza omówiona jest warstwa historyczna epiki. Rozdział ten zawiera
próbę identyfikacji faktów historycznych, których echem mają być spotykane
w pieśniach wzmianki. Nawiązują one głównie do okresu najazdu tureckiego w X I V
1 X V w. Autorka prezentuje spis i charakterystykę postaci konfrontując je w miarę
możliwości z wiadomościami historycznymi, streszcza ważniejsze teksty ludowe,
omawia problemy w nich się pojawiające — np. islamizację Słowian. W ten sposób
otrzymujemy wielostronicowy wykaz bohaterów epickich, krain i miast, których
nazwy pojawiają się w pieśniach. Wniosek z tych żmudnych dociekań jest dość
prosty, ale bynajmniej nie jednoznaczny: „Bohaterów epicznych w większości wy
padków można powiązać z postaciami historycznymi, podobnie w y g l ą d a sprawa
z nazwami miast, gór, rzek, nie znaczy to jednak, że wszystkie imiona i nazwy
są autentyczne" (s. 31). K i l k a zdań dalej czytamy zaś: „Identyfikacja bohaterów
pieśniowych nastręcza poważne trudności, a zidentyfikowanych można traktować
tylko umownie jako postacie historyczne, ponieważ ich historyczność sprowadza
się w ł a ś c i w i e tylko do imienia i nazwiska, a i one często są zniekształcone" (s. 31).
Identyfikacja historyczna faktów występujących w pieśniach, mająca na celu
osadzenie tekstów ludowych w pewnych ramach chronologicznych — tak jak można
to zrobić z dokumentem historycznym — mija się w i ę c wyraźnie z celem. Prawda,
że niektóre wydarzenia i postaci z przeszłości stały się swego rodzaju punktami
ogniskującymi wyobraźnię społeczności chłopskich i mniej lub bardziej zniekształ
cone pojawiają się w twórczości ludowej. Jednak w y ł u s k i w a n i e okruchów prawdy
historycznej przez badaczy niewiele w istocie daje, co przyznaje także H. Czajka
pisząc na zakończenie rozważań o warstwie historycznej: „Jak w i ę c widzimy,
niewiele da się powiedzieć na temat historii w pieśni bohaterskiej" (s. 30). Mimo
tego pesymistycznego stwierdzenia wydaje się, że na podstawie zebranego przez
autorkę materiału można o wiele więcej powiedzieć o historii pod warunkiem,
że nie będziemy wszystkiego dopasowywali do własnej wizji przeszłości, a zaj
miemy się ludową recepcją historii i ludowym obrazem przeszłości.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
249-
Z etnograficznego punktu widzenia najwięcej kontrowersji budzą dwa n a
stępne rozdziały, a w ł a ś c i w i e ich w s t ę p n e części. Rozdział „Warstwa mityczna"
rozpoczyna autorka od odważnego, ale niczym nie uargumentowanego stwierdze
nia: „Mit pogański przetrwał w wierzeniach, baśniach i poezji ludowej południo
wej Słowiańszczyzny do naszych czasów" (s. 32). Co w i ę c e j , stoi ono w wyraźnej
sprzeczności ze zdaniem z następnej strony (por. niżej). Po tym efektownym wpro
wadzeniu zgromadzone zostały cytaty z kilku prac, które w zamierzeniu autorki
mają być „kilkoma s ł o w a m i o mitach w ogóle", poprzedzającymi prezentację m i
tycznych elementów pieśni. Są w i ę c trzy zdania z pracy Rene Welleka i Austina
Warrena, kilka więcej autorstwa Mircea Eliadego, Claude Lévi-Straussa i wreszcie
Bronisława Malinowskiego. Trudno zaiste o w i ę k s z ą mozaikę poglądów kryjących
się za tymi nazwiskami. T y m bardziej zaskakujący jest brak jakiejkolwiek próby
ustosunkowania się do nich, najmniejszego choćby komentarza. Zresztą meryto
ryczna strona cytowanych poglądów nie ma żadnego znaczenia o czym świadczy
odautorska definicja mitu: „Mit rozumie się tutaj jako opowieść o specyficznej
strukturze narracji wchodzącą w skład pewnego systemu — mitologii" (s. 33).
Owa „specyficzna struktura narracji" brzmi jeszcze bardziej tajemniczo w kon
tekście zdania następnego: „Mit jest w i ę c opowieścią o bóstwach w starożyt
ności antycznej, o nimfach wodnych czy górskich, o mojrach". A dalsze zdanie, że
„Do rzędu m i t ó w nieznanych należą ciągle jeszcze mity słowiańskie" porównane
ze zdaniem otwierającym rozdział utwierdza tylko w przekonaniu, że autorka chce
coś ukryć przed czytelnikiem.
Do zabiegów upiększających zaliczyć wypada parę kolejnych stron miesz
czących wykaz badaczy religii i mitologii słowiańskiej z okresu przedchrześcijań
skiego oraz pobieżny skrót poglądów kilku z nich, łącznie z jakże autorytatywnym
a jednocześnie pokrętnym cytatem z popularnej książeczki T. Margula Mity z pięciu
części świata, gdzie stwierdza on: „Wszelkie Lechy, Czechy, Rusy, Wandy i Popiele,
Krakusy czy znów Boruty to tylko mity m i t ó w , to późniejsze sztuczne wytwory lite
rackie bez oparcia o narodową glebę, bez zasług kulturotwórczych" (sic, s. 35)
Wśród luźnych dywagacji nie brak śmiałych i zaskakujących w n i o s k o w a ń . Na
s. 39 przytaczając interesujący tekst (nazwany nota bene bajką) o Dabogu panu
jącym na ziemi i Panu Bogu w niebiosach autorka orzeka, że imię tego pierwszego
„świadczy o mitycznym pochodzeniu bóstwa". Co to znaczy? Zaraz potem imię
jakiegoś bóstwa Odirei „przypomina egipskiego Ozyrysa". Dlaczego nie germańskiego
Odyna? Zapewne ze względu na bliskość Egiptu (przestrzenną) albo u m i ł o w a n i e
religii egipskiej, co zdaje się potwierdzać passus na s. 42, gdzie przy okazji ma
wiania postaci w ę ż a w wierzeniach słowiańskich autorka niespodziewanie wybiera
jako analogie wierzenia egipskie.
Wszystkie wspomniane wyżej dywagacje nie mają większego związku z zasad
niczą częścią tego rozdziału, zawierającą szczegółową charakterystykę istot nad
przyrodzonych występujących w epice Słowian południowych. Właściwie mowa jest
o trzech grupach istot — rodzanicach, żmijach i wiłach. Przytoczony materiał fak1
Bezpodstawności twierdzenia T. Margula nie uzasadnia popularna forma
książki, z której zdanie to pochodzi. Jeszcze bardziej dziwi bezkrytyczność autorki,
posiadającej wykształcenie filologiczne; nawet, jeśli wszystkie wspomniane postacie
w y w o d z ą się z legend będących wytworem wyobraźni literackiej naszych kronika
rzy, bez wątpienia miały oparcie o „glebę narodową" i odegrały niemałą rolę
w kulturze polskiej. Literatura na ich temat jest obszerna, por. bibiografie przy
hasłach: „Lech, Czech, Rus", „Krak", „Popiel" oraz „Wanda" w Słowniku
folkloru
polskiego red. J . Krzyżanowski, Warszawa 1965; Cz. D e p t u ł a ,
Średniowieczne
mity genezy Polski, „Znak", R. X X V : 1973, nr 233-234 (11-12), s. 1365-1403.
250
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
tograficzny, podobnie jak i w innych rozdziałach, stanowi największą zaletę tej
pracy. Jednak celem autorki nie jest rzetelny opis; stara się ona odnaleźć genezę
i sens wyobrażeń ludowych, a nawet zrekonstruować podłoże mitologiczne, z k t ó
rego one wyrosły. I stąd mnożą się w pracy zdania trywialne bądź pozbawione uza
sadnień chociaż formułowane z dużą dozą pewności, np. s. 40: „Pieśń bohaterska
Słowian południowych zachowuje ślady dawnych wierzeń dotyczących wyznaczania
losu człowieka, co j a k w i a d o m o [podkr. moje — R T ] , wywodzi się z czasów
antycznych".
Warto zatrzymać się na moment przy postaci żmija. Sposób omówienia tej
istoty ukazuje dość dobrze, że ograniczanie s i ę do analizy utworów o charakterze
mniej lub bardziej literackim nie pozwala na w ł a ś c i w ą ocenę znaczenia danego
faktu w całokształcie wierzeń. Praktyka ta, rozpatrywanie pieśni w oderwaniu
od wierzeń i obrzędów ludowych, jest dość znamienna dla prac folklorystycznych.
Ale autorka odrzuca w zasadzie analizę literacką zgromadzonego materiału, kon
centrując się na swego rodzaju analizie kulturologicznej. Co w i ę c e j , we w s t ę p i e
znajdujemy stwierdzenie, że materiał pieśniowy „trzeba było [...] konfrontować
ze źródłami historycznymi, wyobrażeniami mitycznymi [...], zwyczajami, obycza
jami, obrzędami ludowymi" (s. 8). Niestety, znajdujemy co prawda nie najlepsze
streszczenie poglądów na religię przedchrześcijańskich Słowian nie mające żadnego
znaczenia, pominięte zostały natomiast wierzenia istniejące współcześnie z p i e ś
niami. Tymczasem wydaje się, że rzetelna znajomość niepieśniowego materiału
źródłowego pozwoliłaby uniknąć wielu braków w tej części pracy. Fragment po
święcony żmijowi jest tego dobrym przykładem. T a mityczna istota znana była na
terenie całej Słowiańszczyzny; pojawia się w wierzeniach, w ruskich bylinach,
a jak przyznaje H . Czajka także w pieśni bohaterskiej Słowian południowych
„obraz żmija" zajmuje poczesne miejsce. W dotychczasowych publikacjach etno
graficznych narosło w o k ó ł tej mitycznej postaci wiele nieporozumień spowodo
wanych przede wszystkim terminologią. Zainteresowanie się autorki żmijem oraz
bogaty materiał źródłowy, jakim dysponowała, stwarzały nadzieję na rozwikłanie
tej sprawy. Jednakże już w pierwszych zdaniach, idąc śladami swych poprzedni
ków, autorka bezpodstawnie utożsamia żmija (rodz. męski) ze smokiem, w ę ż e m
i żmiją (rodz. ż e ń s k i ) , mimo że w licznie cytowanych przez nią tekstach różnice
między tymi istotami są zwykle dość wyraźne. Prowadzi to oczywiście do niepraw
dopodobnego chaosu (na marginesie nasuwa się uwaga, czy tak często podkreślana
niejasność i brak logiki w wierzeniach ludowych nie są w jakimś stopniu wynikiem
arbitralnych interpretacji badaczy). Tymczasem zarówno w przytaczanych p i e ś
niach, jak i w opisach (strzeszczeniach) najwyraźniej chodzi o kilka (co najmniej
dwie) różnych postaci. Jedna to w ł a ś n i e żmij (zmaj), a druga smok (smok lub to
rreja). Także między żmijem a żmiją należałoby, zgodnie z pieśniami, przeprowadzić
rozdział. Przykładem następujący fragment: „Proczuła se ż m i j a
trojogława,
/ zapreła ie carewi drumowe, / zapreła ie toj tesni klisuri" itd. (s. 148). Przytoczmy
teraz tekst mówiący o żmiju, który w intymnych celach odwiedza księżnę Milicę:
„Sva planina suncem zasjajala / od prokleta o g n j e v i t a
z m a j a / on podvije
krila ispod sebe / P a mi к njome leti u čardake" (s. 144). [Podkreślenia w obu
cytatach moje •— R T ] .
2
2
Konieczność rozróżnienia tych istot wskazuje ponadto ludowa wersja genezy
s m o k ó w ; powstają one ze żmij lub w ę ż y (te dwa gady były często utożsamiane
przez ludność wiejską), por. K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, Warszawa
1968, t. I I , cz. 1, s. 580-581.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
251
RECENZJE
Oprócz wyraźnie zaznaczonej użytym rodzajem odmienności płci u w a g ę z w r ó
cić trzeba także na ognistość żmija. Jest to — obok jego pozytywnego związku
z płodnością, w pieśniach uwidocznionego g ł ó w n i e jako aktywność seksualna, w i n
nych wierzeniach także poprzez przypisanie mu piorunowładności i zabijania smo
k ó w — najistotniejsza cecha ż m i j a . O ile postać żmija w wierzeniach rysuje się
dość jasno, o tyle w twórczości ludowej nazwa ta używana jest z dużą dozą dowol
ności. Gdy jednak dokona się analizy cech przypisywanych tak nazywanym istotom
jasne staje się, że mamy do czynienia z przeniesieniem nazwy żmij na potwora
zwykle zwanego smokiem. Dobrym przykładem tego jest klasyfikacja w ą t k ó w p i e ś
niowych dokonana przez B. N. Putiłowa; analizując pieśni o walce z potworem
wyróżnił on trzy zasadnicze grupy w ą t k ó w : 1) potwór jest strażnikiem wody,
źródła, 2) potwór niszczy zasiewy, pożera ludzi, nakłada daniny, zamyka w ą w o z y ,
3) potwór zagraża orszakom weselnym odbiera dary i żąda wydania panny m ł o
dej . Wszystkie wymienione tu cechy charakterystyczne są dla s m o k ó w na terenie
całej Słowiańszczyzny, bez w z g l ę d u na to, jak je ludność wiejska nazywa — smo
kiem, lamją, halą czy wreszcie — jak to ma miejsce nieraz w pieśniach — żmijem .
Można więc sądzić, że w części pieśni i bylin nazwa ta została użyta wyłącznie jako
synonim potwora. Naszym zdaniem decydujące znaczenie posiadają cechy obu
istot, zwłaszcza te podstawowe — akwatyczność smoka i ognistość żmija. W p i e ś
niach, legendach i bajkach wschodnio- oraz południowosłowiańskich •— nawet
jeśli używa się w nich nazwy żmij — potwór ginie bardzo często od ognia lub
traci s w ą siłę przebywając zbyt długo poza wodą, na żarze słonecznym itd.
3
4
s
6
Warto ponadto zwrócić u w a g ę na inny aspekt klasyfikacji Putiłowa. Otóż
wyróżnione przez niego grupy w ą t k ó w (2) i (3) są w ł a ś c i w i e rozwinięciem grupy
(1) — strzeżenia wody, czy m ó w i ą c inaczej zamykania dostępu do wody. „Zamy
kanie" lub „wiązanie" to jedna z podstawowych cech przypisywanych smokom
i istotom smokopodobnym. W wierzeniach ludowych, gdzie smoki p o r ó w n y w a n e
3
Por. M o s z y ń s k i , op. cit. s. 464-465, 668-670.
B. N. P u t i ł o w , Russkij i jużnosławjanskij
gieroiczeskij epos, Moskwa 1971,
s. 31-38.
Warto przytoczyć pokrótce charakterystykę tych istot z terenu Bułgarii.
Christo Wakarelski w swej pracy Etnografia Bułgarii, Wrocław 1965, pisze o lamjach •— „smok rodzaju żeńskiego o wyglądzie wielkiego gada [...] Ma też skrzydła
z błony. Ciało lamji pokryte jest żółtą łuską. Spotyka się obrazy smoka z trzema
lub dziewięcioma głowami" (s. 224). W pieśniach i bajkach o smoku m ó w i się, że
„mieszka na dnie morza albo w jaskiniach, gór, że zatrzymuje wody studzien
i rzek i tym samym zmusza ludzi do składania mu ludzkiej ofiary" (ibidem).
Walczą z l a m j ą - s m o k i e m bohaterowie, m. in. królewicz Marko, Branko, Chrabro,
a zwykle św. Jerzy. Z odciętych smoczych karków „płynie często rzeka żyzności
dla rolników i hodowców bydła". Synonimem lamji jest hala. Następnie Wakarelski
pisze wyraźnie: „Wrogami lamji i hal są zmeeve (1. p. zmej) — smoki, młode istoty
płci męskiej do pasa w postaci ludzkiej, z ogonem żmii i skrzydłami" (s. 224).
Użycie i w tym wypadku nazwy smok jest już tylko uproszczeniem badacza jasno
zdającego sobie jednak sprawę z różnicy między tymi grupami istot nadprzyrodzo
nych. W języku polskim nazwa żmij w ł a ś c i w i e nie funkcjonuje i wszystkie istoty
o kształcie w ę ż o w y m zwykło się określać mianem smok. Nie powinno to jednak
w p ł y w a ć na rezultaty prac badawczych. Dodajmy jeszcze dla ścisłości, że w połud
niowej Słowiańszczyźnie żmije tworzą całą społeczność, w której istnieją równie
istoty tego gatunku płci żeńskiej, zwane w Bułgarii zmeici. Silnie podkreślaną przez
Wakarelskiego cechą żmijów jest ich aktywność seksualna. Por. fragment pieśni
bułgarskiej o zaślubinach żmija z dziewczyną ( M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 2,
s. 774).
Mówią o tym byliny i legendy ruskie przytaczane przez A. A f a n a s j e w a ,
Poeticzekija wozzrienia Sławian na prirodu, Moskwa 1858, t. I I , I I I .
t
4
5
6
252
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
są czasem do chmur lub z nimi utożsamiane, uważa się, że smoki pochłaniają wody
i zamykają je w sobie, „wiążą". Powodują w ten sposób podwójne niebezpieczeń
stwo — suszy bądź powodzi. Istoty władające piorunami, w tym także na n i e k t ó
rych terenach ż m i j e , zmuszają smoki do wypuszczenia wody albo odpędzają j e
nie dopuszczając tym samym do powodzi lub gradobicia. W pieśniach i legendach
ludowych cecha „wiązania" czy „zamykania" uległa rozszerzeniu — smoki nie
tylko zamykają wody i dostęp do nich, ale także drogi i w ą w o z y , porywają i w i ę ż ą
ludzi i orszaki weselne. Sama postać potwora uległa również transpozycjom —
już nie musi to b y ć gadopodobny smok, lecz antropomorficzny potwór w rodzaju
wspomnianego kilkakrotnie przez autorkę Arapa (np. s. 47) albo trzygłowy woje
woda Balačko z Ledjan (s. 131). Niezwykle interesującą sprawą jest przystosowy
wanie tego archaicznego obrazu do konkretnych sytuacji społecznych i historycz
nych — wspomniany Arap w y s t ę p u j e mianowicie nieraz jako element tureckiego
systemu administracyjnego, pobiera daniny od ożenku, gnębi, zabija lub uprowadza
do niewoli chrześcijan. W takich wypadkach sens w ą t k u walki z potworem ulega
zasadniczym zmianom.
7
Nie miejsce tu na szczegółowe i kompleksowe omawianie zespołu wierzeń
o żmiju, smoku i walce istoty nadprzyrodzonej lub bohatera z groźnym potworem,
choć — jak się wydaje — analiza tych w i e r z e ń ludowych rzuciłaby nowe światło
zarówno na system wierzeń religijnych ludności słowiańskiej, jak i miejsce oraz
znaczenie epiki bohaterskiej w życiu społeczności wiejskiej. Niestety, mimo dyspo
nowania ogromnym materiałem źródłowym autorce nie udało się wykroczyć poza
opis kilkunastu w ą t k ó w pieśniowych. Zaważyło na tym w dużym stopniu utożsa
mienie żmija z istotami opozycyjnymi w stosunku do niego. Pomieszanie żmija ze
żmiją doprowadziło zresztą do paradoksalnej sytuacji, kiedy autorka przytaczając
poglądy P u t i ł o w a zarzuca radzieckiemu badaczowi, ż e w swej klasyfikacji nie
uwzględnił pieśni, „gdzie żmij pojawia się jako motyw, obraz" (s. 45). Na dowód
przywołuje przykłady, w których mowa jest bez wątpienia o najzwyklejszych
gadach — żmijach (rodz. żeński). Z tej różnicy wspomniany badacz zdawał sobie
zapewne doskonale sprawę.
Niepokój autorki budzi natomiast powtarzająca się trzygłowość potwora: „Nie
wiadomo jednak dokładnie — pisze H . Czajka — czy należy to rozumieć dosłownie
jako trzy głowy, czy też jako trzy twarze, co przypisywano różnym postaciom
z mitologii i religii greckiej i rzymskiej" (s. 47). Dociekliwość godna lepszej sprawy,
świadcząca jednak niewątpliwie o lekturze znanego i w dużym stopniu nieaktual
nego już dzieła Pettazzioniego . Fragment o trójgłowych bóstwach za nim przyto
czony niczego nie wyjaśnia; żmij, który w swej klasycznej postaci nigdy nie ma
trzech głów, zostaje uznany za „pewien obraz, wzór, który prawdopodobnie ma
jakiś związek z mitologią pogańską tamtejszych Słowian [ani słowa na poparcie
tego przypuszczenia — przyp. moje R T ] , ale w poezji ludowej zatracił wszelkie
cechy archetypu". Trójgłowość zaś „podkreśla monstrualność postaci" (s. 48).
8
9
Wyłącznie opisowy charakter ma również obszerna część poświęcona charak
terystyce w i ł . I tu analizę zastąpiono bezkrytycznym p o w o ł y w a n i e m się na ustale
nia W. Klingera oraz K . Moszyńskiego. Przykładem powtórzone zapewne za tym
7
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 1, s. 486-487, 568-569, 652-654.
R . P e t t a z z i o n i , Wszechwiedza bogów, Warszawa 1967.
Istnieje szereg danych wskazujących na możliwość funkcjonowania postaci
żmija w wierzeniach religijnych S ł o w i a n w średniowieczu, por. R. T o m i c k i ,
Żmij, Żmigrody,
Wały Żmijowe.
Z problematyki religii przedchrześcijańskich
Sło
wian, „Archeologia Polska", t. X I X : 1974, z. 2.
8
9
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
253
RECENZJE
ostatnim badaczem twierdzenie, że rusałki charakteryzują się innym zespołem cech
niż wiły. Tymczasem wystarczy uważnie przestudiować odnośne rozdziały Kul
tury ludowej Słowian,
by dojść do zgoła odmiennych w n i o s k ó w .
Bardzo dokładny opis w i ł i ich swoistej społeczności nie doczekał s i ę analizy,
choć autorka — dzięki lekturze książki Mircea Eliadego pt. Sacrum, mit, historia —
trafnie odnajduje paralelę między cechą „zamykania" czy „wiązania" w ó d u tych
demonów oraz u indyjskiego potwora Wrtry. Szkoda, że własność ta nie została
zauważona u smoków, co na podstawie niepieśniowego materiału porównawczego
mogłoby doprowadzić do ustalenia między tymi dwoma rodzajami istot nadprzy
rodzonych łączących je związków. Niestety, poza konstatacją podobieństwa z Wrtrą
nie zostają z tego faktu w y c i ą g n i ę t e żadne wnioski. To samo tyczy się symboliki
św. Jerzego, jednego z bohaterów, który walcząc o dostęp do źródła pokonuje
w i ł ę (s. 71) .
Treść całego rozdziału „Warstwa mityczna" w żaden sposób nie uzasadnia
w n i o s k ó w końcowych. Czytamy tam między innymi, że „Słowianie południowi
posiadali na swój sposób rozwinięte mity, które oparły się wiekom i odegrały
olbrzymią rolę w powstawaniu epiki bohaterskiej" (s. 93). Zresztą na podstawie
przytoczonych w książce materiałów źródłowych trudno w ogóle m ó w i ć o mitach;
co najwyżej o zespole wierzeń.. Luźne dywagacje o mitach towarzyszą jednak czy
telnikowi ciągle, prowadząc w rezultacie do następującej konkluzji: „[Mity —
przyp. R T ] Nie próbują [...] wyjaśnić poszczególnych zjawisk przyrody, [...] nie
interpretują początku świata, nie doszukują się praelementu materii. Sprawy te
znajdują się poza zasięgiem mitycznego myślenia środowiska, które próbuje uczy
nić z mitu pewien obraz, wzór, nieustannie kontrolowany z aktualną rzeczywis
tością, w której bohaterowi przyszło żyć i działać" (s. 98). Trudno zaiste o więcej
nieporozumień w dwóch zdaniach. Autorka zdaje się zapominać, że ma do czy
nienia z drobną cząstką w y t w o r ó w kulturowych i do tego tych, które nie aspi
rowały do pełnienia roli mitów. Przypisywanie na tej podstawie ludności wiejskiej
braku zainteresowania kwestiami „filozoficznymi" jest zupełnie bezpodstawne,
pomijając nawet fakt, że w końcu X I X wieku zanotowano wśród Słowian połud
niowych oryginalne mity kosmogoniczne i wierzenia kosmologiczne , o których —
mimo deklaracji konfrontowania pieśni z innymi materiałami — autorka nawet
nie wspomina. T a k oczywista fałszywość w n i o s k ó w wynika przede wszystkim
z faktu, że do rangi mitu podniesiony został skonstruowany przez autorkę na pod
stawie licznych pieśni opis świata w i ł .
10
11
12
1 0
Sam K . Moszyński zwraca wielokrotnie uwagę, że istnieją cechy wspólne
pewnym grupom demonów na obszarze niemal całej Słowiańszczyzny oraz cechy
lokalne. Obok nich wyróżnić można cały szereg cech, które nazwiemy tu dla
wygody przypadkowymi; są one najczęściej wynikiem „ingerencji" informatorów
w tekst tradycyjny. Chociaż czytając odnośne fragmenty Kultury
ludowej
Słowian
odnosi się wrażenie, że autor nie starał się dokonywać hierarchizacji cech i z zało
żenia traktował je jako równorzędne, to jednak w końcu wskazuje wyraźne kilka
z nich. S ą to m. in. zawiązek demonów z księżycem oraz związek z w o d ą (Moszyński
określił ten ostatni, jako w ą t e k „prania bielizny nocną porą nad rzekami", ale
naszym zdaniem należy włączyć tu wszystkie rodzaje łączności z -wodą jako
elementem wszechświata, a w i ę c zarówno zbiornikami wodnymi jak i deszczem).
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 1, § 529.
Autorka nie uwzględnia w ogóle w ą t k u walki św. Jerzego ze smokiem, który
w wierzeniach religijnych S ł o w i a n — szczególnie wschodnich i południowych —
odgrywał w a ż n ą rolę.
Mity kosmogoniczne rejestrowane wśród słowiańskich społeczności chłopskich
w końcu X I X i na początku X X wieku nie doczekały się — o ile nam wiadomo —
szczegółowego i kompleksowego opracowania.
1 1
1 2
254
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
Wspomniane w y ż e j braki powtarzają się w kolejnych rozdziałach książki.
W „Warstwie chrześcijańskiej", gdzie wyliczone są wszystkie występujące w p i e ś
niach fakty mające jakikolwiek związek z chrześcijaństwem, autorka pisze na z a
kończenie: „Mitologia chrześcijańska jest w i ę c jednym z k o m p o n e n t ó w epiki na
południowej Słowiańszezyźnie" (s. 123). I znów trudno zgodzić się z tak ogólnym
sformułowaniem, gdyż mowa była przede wszystkim o ludowych poglądach i w y
obrażeniach, które jakkolwiek wyrosły na bazie idei chrześcijańskich (a czasem
odwrotnie — są wierzeniami ludowymi, w których tylko używanie np. słowa Bóg
jest w p ł y w e m tej religii), to jednak ani śladu nie ma jakiejś mitologii chrześci
jańskiej. Co najwyżej m ó w i ć można o elementach genetycznie chrześcijańskich,
zwykle poddanych daleko idącym modyfikacjom, na co zresztą autorka sama wie
lokrotnie zwraca uwagę. Nie brak w tym fragmencie pracy również zdań budzących
zdziwienie, takich jak choćby poniższe: „Nowa religia [chrześcijaństwo — R T ] po
sługiwała się abstrakcją i idealizacją pojęć, nie zawsze była dostępna dla szerszego
ogółu, żyjącego w sposób prymitywny" (s. 101).
Kolejny rozdział zatytułowany „Warstwa baśniowa", a w ł a ś c i w i e jego część
początkowa, gdzie jak w każdym rozdziale prócz „warstwy obyczajowej" cytowane
są poglądy słynnych badaczy, jest doskonałym przykładem naukowej niefrasobli
wości. Oto bowiem po stwierdzeniu wspólnych cech baśni, m i t ó w i legend, po
zdaniu: „klasyfikacja e l e m e n t ó w baśniowych w epice bohaterskiej południowej
Słowiańszczyzny jest rzeczą umowną, a w każdym razie nie może to być klasyfi
kacja arbitralna" (s. 124), autorka przytacza cytat z jednej z prac Claude L é v i -Straussa. Pisze on m i ę d z y innymi, iż wzajemny stosunek mitu i bajki „nie jest
stosunkiem tego, co dawniejsze, do tego co późniejsze, pierwotnego do pochod
nego". W następnym zaś zdaniu, bez najmniejszego komentarza cytowanego poglądu
czytamy: „Prawdopodobnie elementy baśni zaczęły pojawiać się, kiedy bogów
nie było jeszcze na świecie, mity istniały nieukształtowane, a postacie mityczne
nie były pojęte antropomorficznie" (s. 124). O ile można zrozumieć to skompli
kowane zdanie, jest ono zupełnym zaprzeczeniem poglądu Lévi-Straussa. A jeszcze
dalej, jakby na przekór kolejnemu cytowanemu zdaniu tego badacza, że „Bajki są
mitami w miniaturze, w których te same opozycje przetransponowane są na małą
skalę" autorka przywołuje również bez żadnego komentarza cytat ze Świata
baśni
T. Sinki. On zaś pisze: „Baśń jest ciekawym zabytkiem myślenia przedlogicznego,
ciekawym tworem pierwotnej fantazji, w której czynności są identyczne z czyn
nościami fantazji estetycznej i poetyckiej". Nawet przy maksimum dobrej woli
trudno uznać, że te wszystkie stwierdzenia łączą się, że pozwalają pojąć, jak rozu
mie autorka baśń. Mimo to w przeświadczeniu H . Czajki rozdział poświęcony mo
tywom bajkowym, w porównaniu z dotychczasowymi opracowaniami, „stanowić
będzie krok naprzód" (s. 125). Podobnie jak w poprzednich rozdziałach omówiono
tu wszystkie występujące w epice motywy tzw. bajkowe, jak np. odporność bohatera
na rany, ilość posiadanych przezeń serc, rzuty kamieniem na nieprawdopodobne
odległości, perypetie związane z poszukiwaniem żony itd. Wśród nich jest wiele
takich w ą t k ó w , które z całą pewnością można zaliczyć do innych warstw. I tak
walka ze smokiem, działalność wił, n i e z w y k ł e poczęcie bohatera i im podobne
kwalifikują się do warstwy mitycznej, różne zaś wątki obyczajowe związane z cyk
lem ż y c i o w y m bohatera pasują doskonale do rozdziału ostatniego pt. „Warstwa
obyczajowa". Wszystkie tego rodzaju niejasności są bezpośrednim wynikiem braku
jasno określonych kryteriów ograniczających zakresy poszczególnych warstw.
Książka opatrzona jest zakończeniem zawierającym wnioski z „analizy" epiki
bohaterskiej S ł o w i a n południowych. Stwierdza się tam, że głównymi komponen-
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
255
RECENZJE
tami epiki są „mit pogański i obyczajowość". Trzecie miejsce przypada warstwie
baśniowej, „Mit chrześcijański nie zajmuje w epice bohaterskiej zbyt dużo miejsca"
(s. 213). „Historia odegrała w epice rolę raczej inspirującą" (s. 214). T a k w i ę c
dowiadujemy się wreszcie, iż istota „metody analizy poziomej" polega na usta
leniu miąższości warstw wyodrębnionych w bliżej nieokreślony sposób. Natomiast
miąższość warstw jest podstawą dla ich uszeregowania i zhierarchizowania ich
ważności: „Warstwa mityczna i warstwa obyczajowa reprezentowane są w pieśni
najbardziej okazale, jedna utkana jest z e l e m e n t ó w cudownych, a w i ę c irracjo
nalna, druga natomiast jest racjonalna, powiązana silnymi nićmi z życiem, z co
dziennym bytowaniem człowieka" (s. 213). Tego, iż tzw. warstwa mityczna jest r ó w
nież powiązana z życiem codziennym, tyle że nieco inaczej, autorka nie zauważa.
Wspomniany na wstępie brak określenia kryteriów klasyfikacji faktów podważa
w znacznym stopniu zasadność tych skromnych wniosków. W zależności od nich
można by bowiem dość znacznie zmniejszać lub zwiększać objętość poszczególnych
rozdziałów książki, a tym samym ilościową zawartość warstw. Pomijając tę
sprawę i zakładając, że intuicje autorki są trafne, również trudno stwierdzić,
by w y s i ł e k H . Czajki przyczynił się w jakimkolwiek stopniu do poznania struk
tury treści epiki południowych Słowian.
Ryszard
Tomicki
J U O Z A S K U D I R K A , Lietuvos puodžiai
ir puodai, Lietuvos T S R Mokslu, A k a demija Istorijos Institutes, „Mintis", Vilnius 1973, ss. 116, fot. 53, rys. 33.
Praca Garncarstwo na Litwie omawia rzemiosło garncarskie na przełomie X I X
i X X wieku, z zaznaczeniem kierunku zmian zachodzących do 2 pol. X X wieku.
Autor opisuje szczegółowo techniki garncarskie, proces produkcji oraz warsztaty
i piece do wypalania naczyń, a także rodzaje naczyń wyrabianych w różnych
regionach Litwy, ich zdobienie i polewanie. Szczególnie interesujące jest w y
stępowanie na Litwie jeszcze do lat 30-tych X X w. techniki lepienia naczyń znanej
na terenie Polski jedynie z wykopalisk archeologicznych. W tym czasie w kilku
rejonach wschodniej i południowo-wschodniej Litwy 32 osoby w y k o n y w a ł y na
czynia tą techniką, a sądząc z dokładnych zdjęć ilustrujących proces produkcyjny
jeszcze dziś istnieją osoby znające tę technikę. Lepieniem, będącym techniką sto
sunkowo nieskomplikowaną, zajmowały się kobiety, posługując się ręcznie obracanym
kołem sponowym. Naczynia lepiono ze specjalnego gatunku gliny, występującej
w miejscach wilgotnych.
Zwraca także u w a g ę stosunkowo późne wyspecjalizowanie się rzemiosła garn
carskiego na terenie Litwy. Wiejscy garncarze na przełomie X I X i X X wieku
wykonywali naczynia w kuchni i wypalali w piecach polnych, w miasteczkach
mieli wydzielony kąt mieszkania. Dopiero w latach 20-tych X X w. zaczęto w tym
celu stawiać specjalne pracownie z piecami do wypalania. W tym także okresie
rozszerzyły się rynki zbytu na naczynia gliniane, z 20-30 km od miejsca produkcji
na obszar nieomal całego kraju. W związku z rozwojem hodowli bydła w różnych
regionach Litwy utrzymują się do dziś tradycyjne formy naczyń. Na przykład
w zachodniej Litwie używa się szerokich dzbanków, we wschodniej wąskich,
garncarze zaś przenosząc się do innych miejscowości musieli przystosowywać się
do w y m a g a ń miejscowych odbiorców. Najbardziej archaiczne, bo sięgające X w. n. e.
formy i techniki wyrobu naczyń zachowały się na wschodnich obszarach L i t w y ,
natomiast wyspecjalizowane rzemiosło rozwinęło się w częściach zachodnich.
Maria
Woźniak
256
ARTYKUŁY
RECENZYJNE I
RECENZJE
N A R O D N O J E I S K U S S T W O SSSR, wydawnictwo „Izobrazitjelnoje iskusstwo",
Moskwa 1972, 229 reprodukcji w e d ł u g wyboru W. A. J e ł k o w a i Ł. F . Romanowa,
w s t ę p 2,5 str. i tłumaczenie w języku angielskim, strony nlb.
Książkę typu albumowego przygotowaną z okazji obchodów 50 rocznicy Z S R R
przyjąć należy z aplauzem. Jest to bowiem pierwszy tego rodzaju zbiorowy przegląd
współczesnej ludowej twórczości artystycznej różnych narodów zamieszkałych na
terenach Związku Radzieckiego, P o w s t a ł on na podstawie materiałów Funduszu
Wystawowego Dyrekcji Wystaw Związku Artystów ZSSR, zebranych w ekspedycjach
Komisji Zarządu Związku Artystów Z S S R poświęconych sztuce ludowej. Widać
w nim odrębność sztuki i twórczości poszczególnych republik wyrastającej z etnicz
nego charakteru, rozwoju historycznego, sposobu życia, specyfiki środowiska oraz
pracy, która stanowi główne zajęcie i podstawę egzystencji miejscowej ludności.
Jest ona również wynikiem specyficznych w a r u n k ó w geograficznych i klimatu.
Na przykład na dalekiej północy podstawowym materiałem i tworzywem jest skóra
i futro upolowanych zwierząt oraz kość, a wśród pasterskiej ludności środkowej
Azji — w e ł n a i sierść.
W dzisiejszych czasach wiele dawnych w y t w o r ó w sztuki ludowej utraciło swoją
pierwotną wartość użytkową, niektóre z nich jednak znalazły n o w ą funkcję,
zwłaszcza ze względu na swój dekoracyjny charakter. Oto np. dymkowskie zabawki
służą obecnie za elementy upiększające wnętrza mieszkalne. Tak samo wyroby
jubilerskie, wykonywane przez rzemieślników centralnej Azji, są dziś poszukiwaną
biżuterią dla uzupełnienia modnej sylwetki kobiecej. Duże zastosowanie w deko
racji wnętrza mieszkalnego znajdują także ceramiczne naczynia rosyjskie, ukraiń
skie lub z republik centralnej Azji, czarna ceramika mołdawska nadto koronki
i hafty z północnych regionów Rosji, dagestańskie wyroby srebrne, dywany z A r
menii i Azerbejdżanu oraz wiele innych w y t w o r ó w sztuki ludowej. Żaden z m i ę d z y
narodowych festiwali, czy kongresów nie obejdzie się dziś bez w y s t ę p ó w zespołów
regionalnych, prezentacji strojów, pieśni, tańców, czy pamiątek. Fakty te świadczą
0 głęboko zakorzenionych tradycyjnych upodobaniach i nawykach.
Album zawiera tylko wybrane, najbardziej typowe prace wykonane przez różne
narody Związku Radzieckiego w ostatnich pięciu latach. Są to przeważnie prace
indywidualnych twórców oparte na wzorach tradycyjnych oraz pracach artystów,
którzy w swej twórczości nawiązują do przekazów tradycji. Materiał jest tutaj
podzielony w e d ł u g kryteriów, jakie stosuje się przy organizowaniu wystaw sztuki
ludowej narodów Związku Radzieckiego, tzn. w e d ł u g charakterystycznych grup
poszczególnych narodów. Przegląd ten otwierają wyroby republiki rosyjskiej. Są to:
malowane drewniane naczynia z regionu Gorkowskiego i Swierdłowskiego, gliniane
malowane zabawki w postaci g w i z d k ó w •— koników, kurek i babek z okolicy Tuły,
Kirowa i Archangielska oraz z surowej gliny z regionu Penza, ceramika riazańska
1 dagestańska o ozdobnej, wyszukanej formie, hafty wladymirskie, mordwińskie,
dagestańskie, czuwaskie, tatarskie, karelskie, kabarowskie, jakuckie o swoistej
technice wykonania i elementach zdobniczych oraz kolorystyce, pokrywające części
garderoby, zarówno futra, kaftany, rękawice, jak ręczniki, serwety, narzuty; dalej
haftowane i aplikowane części garderoby, zwłaszcza z rejonów północnych; misterne
o gwieździstych motywach koronki z Wołogdy, przeróżne tkaniny lniane i lniano-bawełniane o przetykanych, geometrycznych wzorach rombowych w kompozycji
pasowej, np. z rejonu Brjansk, Komi (zwłaszcza krajki), czy Karelii — w biało-czerwonym kolorze, to znów tkaniny wełniane, w postaci kilimów, dywanów,
s u m a k ó w , o zróżnicowanej kolorystyce i ornamentyce, np. z Baszkirii, Udmurtu,
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
257
Dagestanu. Te ostatnie odznaczają się szczególnym zestawem m o t y w ó w , w których
dominuje kolor czerwony, czarny i żółty oraz motywy o nieregularnej linii brze
gowej. Osobną u w a g ę zwracają dywany sukienne i w o j ł o k o w e w naturalnych
kolorach, o bardzo prostym, sercowato-ślimacznicowym ornamencie z rejonu Kabardino-bałkarskiego i futro focze z haftami z Jakucji, czy aplikowane części garderoby
z kolorowymi, esowatymi ornamentami, pochodzące z okolic Kabarowska.
Z innych w y t w o r ó w tej grupy terytorialnej w y m i e n i ć jeszcze należy filigranowe
ozdoby burjackie na kształt medalionów z dekoracyjnymi formami d z w o n k ó w
i guzów uzupełnionych koralami i drogimi kamieniami oraz precyzyjnie grawero
wane srebrne naczynia z Dagestanu i m e t a l o w ą paterę z Wołogdy o bardzo mister
nym ornamencie roślinnym. Na u w a g ę zasługują także: osetyński uroczystościowy
róg do picia zdobiony metalem i płaskorzeźba o ornamencie roślinnym; jakuckie
rzeźby w kości; dagestański drewniany, inkrustowany srebrem moździeż; kałmuckie
naczynie skórzane na kumys z tłoczonym ornamentem i srebrnymi okuciami;
archangielskie naczynia drewniane ażurowo zdobione snycerską robotą oraz malo
widła kwietne na emaliowanym metalu i malowidła ze scenami rodzajowymi na
papierze. Rzeźba nie zajmuje tu pierwszoplanowego miejsca. Z powyższego zaś
przeglądu widać, że na czoło w twórczości ludowej w y s u w a j ą się takie ośrodki, jak:
Tuła, gdzie powstają gliniane, zabawki i ceramika, Kirów, Rjazań, Penza i Archangielsk — również jako ośrodki ceramiczne, Gorkowsk i Swierdłowsk znane z malo
wanych kolorowo naczyń drewnianych, Dagestan produkujący ceramikę, hafty,
tkaniny, zwłaszcza wełniane, grawerowane metalowe naczynia, wyroby drewniane
i zdobione srebrem, Wołogda •— odznaczająca się misternymi koronkami i ozdobami
oraz naczyniami metalowymi, Władimir znany z haftów, jak Jakucja, gdzie wyrabia
się także ozdobną odzież, głównie futra.
W kolejnej części albumu pokazane są wyroby z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii,
przy czym ukraińskie zajmują najwięcej miejsca. W grupie w y r o b ó w mołdawskich
pokazano stosunkowo bardzo mało, bo tylko s i w ą ceramikę w postaci dużych
garnków i dzbanów z Kobolchina, gliniane zabawki — gwizdki w postaci jeźdźców
na koniach i kogutka z rejonu Rezin oraz wełnianą krajkę w kolorze czerwono-czarnym o romboidalnych motywach, narzutę z pasiaka z Orgiejewskiego rejonu
i obrzędowy ręcznik ze współczesnymi roślinnymi kolorowymi haftami i szydełkową
koronką.
Bardzo skromnie przedstawiona jest także sztuka ludowa Białorusi, nie pozba
wionej przecież bogactwa tradycyjnej twórczości. Współcześnie prezentuje ją je
dynie siwa ceramika z okolic Mogilewa i Brjesta, o wiele uboższa od mołdawskiej
pod w z g l ę d e m dekoracyjnym, ozdobne tkaniny z gwieździstymi i rozetowymi moty
wami zamkniętymi w rombowych i wielobocznych obramieniach z rejonu Gómela,
obrzędowe ręczniki, bardzo dekoracyjne w symetrycznych kompozycjach poziomych
pasów, również z rejonu Gómela i miniatury skrzynek drewnianych — jedna zdo
biona inkrustacją ze słomy ze Złobina, druga malowana z tradycyjnym podziałem
na dwa pola w y p e ł n i o n e trzema dużymi, kolorowymi kwiatami. Za współczesne
formy kompozycyjne uważać należy jeźdźca na koniu wykonanego ze słomy z Mo
gilewa i trzy rozpędzone konie ze szkła z rejonu Grodna, nota bene pod w z g l ę d e m
artystycznym bardzo udane, lecz nie mające związku z twórczością ludową. Po
dobny charakter mają także dwa wytwory ze szkła z okolic Lwowa, zaliczone do
grupy ukraińskiej.
Bogactwo tradycyjnej twórczości ukraińskiej znalazło potwierdzenie we w s p ó ł
czesnych tendencjach. W y s u w a j ą się tu zarówno wyroby tekstylne, jak ceramiczne,
wyroby drewniane inkrustowane i podpalane, malowidła i elementy stroju regio17 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X I X / 2
258
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
nalnego. Z jednej strony nie odbiegają one w niczym, tj. ani w surowcu, ani
w technice wykonania i technice zdobniczej oraz motywach i kompozycji od
w z o r ó w tradycyjnych, z drugiej strony natomiast poza zupełnie nowym, wspom
nianym już szkłem, pojawiają się tu także nowe kompozycje, opierające się
jednak na wzornictwie tradycyjnym. Jako ośrodki twórcze w y s u w a j ą się znane
od dawna okolice Czerniowiec, Czernihowa, Kojowa, Iwano-Frankowska, rejony
zakarpackie, połtawskie.
Odmienną twórczość grup kultury wschodu prezentują wyroby gruzińskie,
azerbejdżańskie i armeńskie. Dominują wśród nich okazy jubilerskie, ceramiczne
i tekstylne, odmienne i bogate zarówno w swej formie, jak i elementach dekoracyj
nych. W Gruzji rejon Tbilisi jest ośrodkiem srebrnictwa, w którym obok niepowta
rzalnych form naczyń zwracają u w a g ę zdobnicze filigranowe elementy koliste
i ślimacznicowe w przeciwieństwie do ozdób azerbejdżańskich z Baku o kształcie
guzikowatym, czy wachlarzowatym z licznymi zwisającymi blaszkami, kulkami
i perełkami, świadczące o wysoko rozwiniętym kunszcie rzemieślniczym. Konty
nuację tradycji widzi się także w przykładach gruzińskich dzianin z wielokolorowej
włóczki, tj. w skarpetach i bogato zdobionych częściach garderoby męskiej lub
specjalnym nakryciu g ł o w y kobiecej. Poza tym w wyrobach zdradzających zupełnie
nowoczesne tendencje twórcze w i d a ć albo archaizowanie form, np. w haftach na
wojłoku z rejonu Achmetskiego, albo korzystanie z nowszego wzornictwa z dwu
dziestych lat bieżącego wieku, czego dowodem dywan abchazki ze stylizowanymi
jeleniami. Natomiast podane przykłady ceramiki gruzińskiej nie odznaczają się
żadną specjalną cechą, a naczynie do wina z kolumną zakończoną pięcioramienną
gwiazdą rosyjską wykazuje wręcz nieporadność kompozycji.
Wypracowaną formę związaną z wzornictwem tradycyjnym wykazują za to
naczynia azerbejdżańskie i armeńskie z surowej gliny, z dyskretnym ornamentem
plastycznym lub rytym, jak w czasach archaicznych. Bogate w archaiczne motywy
zdobnicze typu geometrycznego, zróżnicowane kolorystycznie są azerbejdżańskie
wyroby tekstylne z w e ł n y , mające zastosowanie jako części tradycyjnej odzieży,
nadto dziane skarpety, dywany i batikowane szale, na których występują motywy
arabesek. Ośrodkami twórczymi są tutaj: Baku, rejon Lenkoran, Ismail, Ordubad,
Szeki.
D a w n ą formę użytkową i zdobniczą przejawiają także armeńskie w e ł n i a n e su
maki i worki na sól (rejon Gorijski i Szamszadinski) z motywami rombów, u k o ś
nych równoramiennych krzyży, rombów z odrostkami, esownic. Widać, że niemałą
rolę odgrywa tu także pasiak oraz kompozycja pasowa o urozmaiconej szerokości
pasów stanowiących także tło dla pojedynczych m o t y w ó w powtarzających się
rytmicznie.
Kolejna część albumu prezentuje uzbecką, kazachską, kirgizką, tadżycką i turkmeńską twórczość ludową •— rejonów w y s u n i ę t y c h daleko na wschód. Naturalne
środowisko oraz warunki ekonomiczne i rodzaj uprawianej gospodarki, nadto pa
nujące niegdyś stosunki społeczne są w prezentowanych wyrobach w y r a ź n y m
odbiciem zakorzenionych od pokoleń przeżyć i potrzeb, które przechodzą kolejne
stadium adaptacji do współczesnej rzeczywistości. Obok przedmiotów o w y r a ź n y m
przeznaczeniu na zbyt, jak niektóre uzbeckie ozdobne patery, rzeźbione misternie
drewniane części drzwi, naścienne kilimy, większość w y t w o r ó w ma szerokie zasto
sowanie, czy to od święta, czy też w życiu codziennym. Na czoło w y s u w a j ą się tu
uzbeckie wyroby tekstylne z w e ł n y , b a w e ł n y , jedwabiu, wzbogacone haftami o du
żych kolistych i gwiaździstych, motywach płaszczyznowych lub rombowych i r ó w
noramiennymi krzyżami. S ą to naścienne kilimy, pasy do wzmacniania jurty, części
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
259
kobiecego ubioru, ż y w e w kolorach i o bogatym wzornictwie. Drugie miejsce zaj
mują tu wyroby z gliny o funkcjonalnych, tradycyjnych formach, np. czarny
dzban, malowane i glazurowane p ę k a t e naczynia z pokrywą lub dwoma uszkami,
malowane i glazurowane talerze, naczynia o kształtach zwierzęcych — wszystkie
0 swoistym ornamencie zapełniającym niemal całe powierzchnie, pochodzące z oko
lic Chorjezmska, Kaszkadarii, Fjerganiji, Buchary, Samarkany, Urgud, Kizduwanu.
Do tego dochodzi jeszcze sprzęt w postaci ozdobnej skrzyni malowanej i srebrno-złote ozdoby jubilerskiej roboty uzupełnione koralami i turkusami z gęstym puklem
drobnych wisiorków.
Z w y r o b ó w kazachskich zaprezentowano tutaj wyłącznie tekstylia. Są to tkane
dywany o ornamentach geometrycznych z motywami w ę ż y k ó w , meandrów, linii
łamanej w różnym układzie kompozycyjnym; nadto aplikacje w e ł n i a n e na w o j ł o
kach używanych do pokrywania legowisk •— o dużych arabeskowych, symet
rycznych motywach; naścienne tkaniny haftowane o motywach roślinno-geometrycznych składających się z drobnych e l e m e n t ó w dekoracyjnych. Pochodzą one
z rejonu Kzył—Ordynskiego, Ałma-ata, Dżambulu, Karagandy, Czimkent.
Kirgizkie zdobnictwo tekstylne w i ą ż e się przede wszystkim z dekoracją wnętrza
jurty. Są to aplikacje na wojłokach i skórze oraz hafty o dużych asymetrycznych
motywach k r z y ż o w o - w o l u t o w y c h , zawiniętych rogów i arabesek, a w haftach —
w postaci wirujących gwiazd i m o t y w ó w zamkniętych w kolistym otoku. Domi
nuje w nich kolor czerwony na ciemnym — czarnym lub brązowym tle oraz od
cienie zieleni, z akcentami żółtego. Drugą gałęzią kirgizkiego zdobnictwa są prezen
towane w albumie wyroby jubilerskie w formie nausznic, grawerowane i z w i
siorkami z korali. Pochodzą one z Naryna.
Twórczość l u d o w ą republiki tadżyckiej reprezentują przede wszystkim wy
roby ceramiczne głównie o białokremowej polewie z geometryczno-roślinnym orna
mentem w postaci rozet, wachlarzy, wolut. Mają one swoiste formy czar, flako
nów, dzbanów, waz o kulistym, p ę k a t y m brzuścu i dość szerokiej stopie. Pochodzą
z kilku ośrodków, z których wyróżniają się: Czorku, Kanibadam, Gumbułak, Dasztldżum, Karatag, Ura-Tjube; z tych dwu ostatnich miejscowości pokazano gliniane
zabawki o zoo- i antropomorficznych kształtach w y w o d z ą c e się z magicznych
1 apotropeicznych tradycji. Funkcje te spełniały pierwotnie również srebrne ozdoby
z licznymi wisiorkami, na wzór których wykonuje się współczesną biżuterię. Spe
cyficzne motywy zdobnicze, wynikające z kultury regionu, o ż y w y c h kolorach
i zwartej, kolistej kompozycji wykazują współcześnie wykonane części tradycyj
nej odzieży z Nuszor.
Wyroby ludowe turkmeńskiej S S R zamykają zestaw prezentowany w niniej
szym rozdziale. Są to przykłady tekstyliów, jak gruby, w e ł n i a n y dywan o moty
wach rombowych ze spiralnie zwiniętymi rożkami i dywan strzyżony w w i ś n i o
wym kolorze o delikatnym geometrycznym ornamencie — obydwa wykonane
w Aszchabadzie, nadto delikatna, jedwabna tkanina w szeroki pas fioletowy i zie
lony z żółto-czerwonym obramowaniem przeznaczonym na część kobiecego stroju
i jedwabne wyszywane nakrycie g ł o w y kobiecej o motywie wirującej gwiazdy —
także z Aszchabadu. Natomiast g ł ó w n y m ośrodkiem ceramiki jest tutaj, jak daw
niej: K u n j a — Urgencz, gdzie wyrabia się naczynia o tradycyjnej formie i zdob
nictwie w postaci dużych rozet i gwiazd utrzymanych w kolorach żółtej i zielo
nej polewy, lub jednokolorowe z reliefowym ornamentem lekko zaznaczonych w a
łeczków, jak w przykładzie dużego naczynia na wodę.
W srebrnych ozdobach biżuteryjnych wymienionych terenów w i d a ć wyraźnie
łączenie e l e m e n t ó w starego rzemiosła z nowym. Dwa zaprezentowane przykłady ta
260
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
kwadratowy i prostokątny medalion z dużym szlachetnym kamieniem pośrodku —
jeden w filigranowej oprawie stanowi przeciwwagą dla rzędu m a ł y c h w i s i o r k ó w
0 kształcie lancetowatym, drugi w prostej oprawie na grawerowanym tle blaszki.
Centrum dla tego rodzaju w y r o b ó w jest również Aszchabad.
Nawiązanie do tradycji stanowią nadto grawerowane tabakierki wykonane
z małych owoców tykwy.
Ostatnia część albumu poświęcona jest sztuce ludowej Litwy, Ł o t w y i Estonii,
tj. krajów, gdzie bogate wzornictwo tradycyjne znalazło odbicie w szerokim asor
tymencie współczesnych w y r o b ó w . Należą do nich litewskie w e ł n i a n e krajki i ba
w e ł n i a n e lub lniane tkaniny oraz ręczniki z Radwiliszek o charakterystycznych
geometrycznych motywach kostek komponowanych w szachownicę, gwiazdy i r ó w
noramienne krzyże; dalej ceramika siwa lub malowana z Merkinje i Kurszenaj
oraz barwne palmy wielkanocne ze sztucznych kwiatów, wiązane w wydłużone
kiście zakończone pióropuszem, a pochodzące z okolic Wilna.
Ozdobne tkaniny łotewskie w różnych kolorach z motywami kostek, pasów
1 urozmaicone skomplikowanym przetykaniem pochodzą z rejonu Rygi, natomiast
kraciaki stosowane przede wszystkim na chusty — z Lepaji. Łotwa słynie również
z bursztynowych ozdób, których centrum znajduje się w Rydze. Tutaj także, oraz
w okolicy, wykorzystuje się stare techniki plecionkarskie do wyrobu koszy o no
woczesnych formach. S w ą przysadzistością i pękatymi brzuścami nawiązują do
glinianych naczyń, których bogaty zestaw o glazurze w odcieniach zielono-żółto-brązowych sugeruje, iż tradycje ceramiczne w rejonie Prejli i Ludzenu są nadal
bardzo żywotne.
Plecionkarskie tradycje w y r o b ó w z korzeni i szerokich taśm w i ó r k o w y c h oraz
technika obróbki drewna zdobionego wypalaniem lub łączeniem kontrastowych
jego odcieni charakteryzują ludową twórczość estońską. Są to drewniane, małe
i duże kufle z okolicy Talina, Hijumaa, Saaremaa, z ozdobnie w y c i ę t y m i uchwy
tami, bańki i flasze oraz puzderka. Innym przykładem są kolorowe hafty płaskie
o motywach roślinnych wykorzystane na narzutach, jak z okolicy Haapsalu lub
wyspy Muku, skąd pochodzi w e ł n i a n a torebka z popularnym na początku X X w*
barwnym, kwietnym haftem. Na końcu zestawu pokazano miedzianą, grawero
w a n ą spinkę z motywami sześcioramiennych gwiazd zamkniętych w kole, oraz
w e ł n i a n y kilim z podobnymi, gwieździstymi motywami w różnych kolorach na
czarnym tle, wykonany przez twórcę z Haapsalu.
Przykłady estońskiej sztuki ludowej zamykają ostatecznie listę współczesnych
w y t w o r ó w pochodzących z republiki rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej, m o ł d a w
skiej, gruzińskiej, azerbejdżańskiej, armeńskiej, uzbeckiej, kazachskiej, kirgiskiej,
tadżyckiej, turkmeńskiej oraz litewskiej i łotewskiej. Wykazują one kierunki roz
wojowe i dążności twórcze ostatnich paru lat zmierzające nie, jak dotąd, w kierunku
integracji w ą t k ó w , lecz podkreślenia specyfiki regionalnej i jej tradycyjnego
podłoża.
Barbara
E L L E N M A R I E M A G E R 0 Y , Norsk
treskurd,
Oslo
Bazielich
1972.
W serii Norsk Kulturarv — archiwum kultury norweskiej, publikującej wiado
mości z zakresu kultury tradycyjnej, z końcem 1972 roku ukazała się kolejna po
zycja. Jest to już dziewiąta książka tego wydawnictwa i jak poprzednie, o sta
rannej szacie graficznej i edytorskiej. Oprawiona w twardą, kolorową okładkę za
wiera tekst w układzie dwuszpaltowym i dużą ilość fotografii o wysokim poziomie
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
261
artystycznym i dokumentalnym. Do tej pory ukazały się: 1) Olav B 0 , Norsk skitradisjon, również w tłumaczeniu angielskim; 2) Arne E m i l Christensen, Fra vikingskip til motorsnekke, również w tłumaczeniu angielskim; 3) Gilde og gjestebod, pra
ca zbiorowa pod redakcją Halvor Landsverk; 4) Erling Eriksen, Vor gamie sjefartskultur; 5) Lars Reinton, Til seters. Norsk seterbruk og seterstell; 6) Leif 0sty,
Med kunstnarauge. Norsk natur og jolkeliv i biletkunsten;
7) Albert Steen, Med
lys og lampe gjennom tidene; 8) Ood Vollan, Sildefisket gjennom tusen ar; 9) Ellen
Marie Magerey, Norsk
treskurd.
Ostatnia z wymienionych pozycji jest bardzo starannie przygotowanym opra
cowaniem na temat snycerstwa zarówno sakralnego, jak świeckiego, zdobiącego
różne przedmioty codziennego użytku, portale, sprzęty, naczynia, a w kościołach:
ołtarze, ambony, stalle itp.
Norweska snycerka trwa od tysiąca lat i przeszła przez różne okresy stylowe
do czasów współczesnych. Najstarsze okazy sięgają p o ł o w y ósmego wieku. G ł ó w
nymi narzędziami były w ó w c z a s dwa typy dłut — hakowate i proste, krótkie.
W 1904 roku archeolog Gabriel Gustafson znalazł w Osebergu, u wybrzeży Oslo-fjordu starą łódź w i k i ń s k ą z 800-850 roku, której dolny brzeg kadłuba oraz ozdobne
zakończenie wysoko wystającego dzioba mają ażurowo wycięty ornament składający
się z m o t y w ó w zoomorficznych stanowiących splatający się ciąg pasowy. Motywy
te, jak i inne, zdobiące dziób łodzi, wykonane są bardzo precyzyjnie i przedsta
wiają formy antropomorficzne, b y ć może duchów i diabłów morskich, a na szer
szych płaszczyznach przyozdobione są nacięciami w formie rybiej łuski. O wiele
bogaciej ornamentowany jest kadłub drewnianego wozu z tej samej łodzi, pokryty
płaskorzeźbą w układzie pasowym. Na motywy składają się męskie i żeńskie po
stacie ludzkie, jeźdźcy na koniu, syreny, rekiny i potwory morskie, a poniżej ple
cionki z dwu splotów oraz w ę ż e i hydry; cały tył wozu natomiast pokryty jest
splatającymi się motywami antropomorficznymi.
Podobnie bogate ornamenty,
łączące się ze sobą w gęstą plecionkę, zdobią również sanie z Osebergu, zarówno
ich górną obudowę, jak płozy. Zakończenia i narożniki mają nadto rzeźby prze
ważnie w formie zwierzęcych g ł ó w lub gryfów. Reliefowe plecionki, tworzące
asymetryczne kompozycje, głównie o charakterze zoomorficznym, w tym najdaw
niejszym okresie są kompozycjami zamykającymi się w kolistych medalionach.
K o ń c o w y okres tego zdobniczego stylu można określić jako reliefowo-plastyczny,
połączony nierzadko z inkrustacją. Na szczególną u w a g ę zasługują tu g ł o w y gry
f ó w z narożników obudowy sań z bogatą plecionkową, ażurową lub inkrustowaną
ornamentacją.
Około 950 roku w zdobnictwie norweskim pojawia się w p ł y w stylu romańskiego
i kolisto-medalionowe formy zanikają na rzecz linearnych, ó s e m k o w y c h splotów
w ę ż o w y c h , łączących się z postaciami ssaków o smukłych, subtelnych kształtach.
Ś w i e t n e ich przykłady znane są z drewnianych portali kościołów np. w Urnes,
Ornes, Sogn, Ulvik. Formy te z czasem rozbudowują się w fantastyczne, ażurowe
sploty, w których motywy roślinne, zwłaszcza liści, przenikają się z zoomorficznymi — skrzydłami i g ł o w a m i ptaków, hydr, s m o k ó w , a około 1100 r. wplatają
się w to liście akantu. Grubość reliefu nie przekracza 4 cm. Bogaty w sceny figu
ralne jest portal z Hylestad. Opiewa on legendarne wydarzenia zawarte w księdze
Eddy, związane z Sigurdem Favnesbane. Autorka opisuje liczne podobne przykłady,
jakie zachowały się w wielu miejscowościach. Zwrócić przy tym należy uwagę, że
w okresie późnego gotyku wymienione motywy zdobnicze ustępują miejsca kom
pozycjom symetrycznym, zachowującym rytmiczną ciągłość m o t y w ó w . Należą do
nich obecnie formy esowate, sercowate, owalne, wiążące się z drobnymi elemen
tami roślinnymi, głównie liśćmi.
262
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
W wystroju wnętrz sakralnych znaleźć można w tym czasie również różne
rzeźbione maski, rzeźbione przęsła i wiązania konstrukcyjne, kolumny z kapitelami
0 przekroju kwadratu, na których występują półkoliste tarcze z figuralnymi p ł a s
korzeźbami. W niektórych przypadkach były one polichromowane, zwłaszcza póź
niejsze, tworzące koronkowe ażury, odznaczające się rytmiczną kompozycją i sy
metrią budowy m o t y w ó w roślinnych i zwierzęcych oraz zamkniętymi scenami,
czy postaciami świętych. W sprzętach występują też motywy krzyża i plecionek,
a w sterczynach, stanowiących np. górną część oparcia ław, foteli lub wykończenia
architektoniczne, g ł ó w n y m motywem są g ł o w y węży, gryfów, psów, l w ó w , nawet
g ł o w y postaci świętych. Nie są one pozbawione cech naturalizmu. W sterczynach
1 wykończeniach pojawiają się także duże formy kolistych tarcz ze snycerką ge
ometryczną, często skomplikowaną. Obok tego występują proste motywy geomet
ryczne, np. ryzowane, jak na sarkofagowej skrzyni o wysokich nogach, znanej
z Heddal w Telemarku. Przez zastosowanie wspomnianej techniki uzyskiwano
walory kolorystyczne surowego, jasnego drewna.
Wpływ renesansu uzewnętrznia się przede wszystkim w zdobnictwie i w y
stroju wnętrz sakralnych. Wiąże się to z doborem m o t y w ó w , tematyką religijną,
zwartą i miarową kompozycją oraz polichromią, co widoczne jest zwłaszcza na
licznych przykładach ambon, ołtarzy, stall, ław, ram itp. Dotychczasowe formy
zdobnicze wzbogacone są coraz liczniejszymi rzeźbami figuralnymi spiętrzającymi
się nieraz w kilka poziomów, rozrastającymi się na boki, a umieszczanymi w ołta
rzowych wnękach. T y m samym przybliżają się one swym charakterem do sztuki
ogólnoeuropejskiej, głównie barokowej.
Podobne tendencje obserwuje się w meblarstwie X V I I wieku, w naczyniach
i drobnym sprzęcie. Ale obok tego, poza wykształcającą się sztuką profesjonalną,
ulegającą ówczesnej modzie, zwłaszcza w architekturze i wystroju sakralnym,
rozwija się twórczość rodzima kontynuująca przekazy tradycyjne. Dowodzi tego
zdobnictwo sprzętów i mebli znajdujących się we wnętrzach mieszkalnych, jak
łoża o szerokiej, deskowatej obudowie z tarczowymi ster czynami, lub też przypomi
nające swym w y g l ą d e m postać zwierzęcą; kredensy i szafy z rzeźbionymi orna
mentami roślinnymi, krzesła, stoły, ławy, skrzynie itp.
Dopiero, gdy zdobnictwo sakralne X V I I I w. przeżywało rozkwit form akantu
i jego niesłychaną rozbudowę, w p ł y w tego obserwuje się także w sprzętach i meb
lach tradycyjnych w szczególnej mierze. Warto jednak podkreślić, że autorami
w obydwu przypadkach byli ci sami rzemieślnicy tworzący na z a m ó w i e n i e różnych
odbiorców. Po 1800 r. obserwuje się w snycerce eklektyzm i nawrót do minionych
s t y l ó w i upodobań, jak i w innych krajach Europy, i dopiero po 1900 r. zaczyna
kształcić się nowy styl, zwany powszechnie sztuką nowoczesną. Na zmiany te
w p ł y n ę ł a industrializacja i idąca z tym w parze produkcja masowa.
Na zakończenie autorka podkreśla zasługi m u z e ó w przemysłowych i etno
graficznych, które dzięki swym bogatym zbiorom są nieocenionym źródłem przy
szczegółowych opracowaniach tego typu.
Omówiona praca, podobnie jak inne z tej serii, w m y ś l jej zasadniczego zało
żenia, jest popularnym przedstawieniem jednej z dziedzin artystycznej twórczości
ludowej w Norwegii w historyczno-dokumentalny sposób od czasów najdawniej
szych po współczesne. Czytelnikowi norweskiemu ułatwia uporządkowanie wiedzy
w tym zakresie, dla obcokrajowca natomiast, interesującego się zdobnictwem
i sztuką ludową, stanowi ciekawy i cenny materiał porównawczy.
Barbara
Bazielich
ARTYKUŁY
R A N D I A S K E R , Rose-painting
Drugie, poszerzone wydanie.
RECENZYJNE
I
RECENZJE
in Norway, Oslo 1971, ss. 56 +
263
ilustracje nib.
Książka w ładnej kolorowej obwolucie i z kolorowymi w k ł a d k a m i ilustracji
dotyczy określonej dziedziny twórczości ludowej Norwegii, występującej jako
dekoracja na ścianach, stropach i meblach wiejskich oraz na wielkiej ilości m a
łych przedmiotów z drewna, nadto również jako dekoracja kościołów.
Pod nazwą rose-painting,
czyli malarstwo rozetowe, autor rozumie nie tylko
mniej lub bardziej naturalistyczne reprodukcje róż lub innych m o t y w ó w florystycznych znajdujących zastosowanie w ornamentyce, lecz ludowe malarstwo
w ogóle, łącznie z motywami figuralnymi, geometrycznymi lub krajobrazowymi
widokami. Nie chodzi tu jednak o malarstwo obrazów w dosłownym znaczeniu.
Malarstwo rozetowe w Norwegii było nieuczonym, lokalnym rzemiosłem, i to
w ł a ś n i e tłumaczy jego świeżość i niekonwencjonalny charakter. Rozwinęło się
ono zwłaszcza w X V I I I w., kiedy miasta i osiedla weszły w okres n i e z w y k ł e g o
powodzenia. Nowe metody uprawy ziemi i zwiększone rynki sprzedaży drewna
budulcowego przyniosły wsi dostatek. Wzmożona komunikacja i związki gospo
darcze z miastem znacznie oddziałały w tym względzie; wieśniacy nie byli już
tak odseparowanym społeczeństwem.
Brzmi to humorystycznie, ale pochodzenie malarstwa rozetowego przypisuje
się niechęci w i e ś n i a k ó w do marnowania czasu i pracy przy szorowaniu i czyszcze
niu sprzętów domowych wykonanych pierwotnie z niemalowanego, surowego drew
na. Jest ono również wynikiem norweskiego umiłowania barw i ornamentów
przejawiających się znacznie wcześniej w formie zdobnictwa tekstyliów i rysunków
naściennych. Tak przynajmniej podaje tradycja.
Zanim jednak rozwinęło się malarstwo rozetowe, wnętrze mieszkalne jakiego
kolwiek osiedla np. wschodniej Norwegii jeszcze do końca X V I I w. — a w nie
których, dalej położonych miejscowościach nawet do X I X w. — wyglądało zupełnie
inaczej. Było ono przeważnie ciemne, bez okien, z otwartym ogniem na środku
klepiska. Dym uchodził przez otwór w dachu, a wszystko było poczerniałe od
sadzy. Jedyną kolorową dekorację stanowiły tkaniny zawieszane z okazji świąt.
Zmiany następować zaczęły w ciągu X V I I w., a jedną z podstawowych stało się
wybudowanie komina. Piec zatem przeniesiono w kąt izby, zaczęto zakładać pod
łogi i okna. Rozjaśnienie wnętrza przyczyniło się do wprowadzenia doń ozdób
rzeźbionych i malowanych.
W zachodniej Norwegi dymne domy istniały jeszcze do 1800 г., a jedyną w nich
zmianą było przeniesienie pieca w naroże izby. W tych warunkach ozdobne tka
niny zawieszano też tylko od święta, a dodatkową dekoracją były kredowe rysunki
wykonywane przez kobiety na ciemnych ścianach. Ich geometryczne motywy w y
kazują związek z ozdobnym tkactwem.
Malarstwo rozetowe po raz pierwszy pojawia się we wschodniej i zachodniej
Norwegii w unowocześnionym wnętrzu z wybudowanym w narożu piecem z ko
minem. Najstarsze jego ślady pochodzą z czasu około 1700 r. i w niektórych
rejonach przetrwały mniej w i ę c e j do 1850 r. osiągając swój szczytowy okres przy
końcu X V I I I w. i w pierwszej dekadzie X I X w. Zwyczaj dekorowania ścian i su
fitów przejęto z kościołów i domów mieszczańskich, skąd zaczerpnięto np. szeroko
rozpowszechniony motyw akantu i inne florystyczne motywy renesansu i baroku,
zwłaszcza motyw rozetowy. Spopularyzowali je w ę d r o w n i malarze, którzy przeszli
z miast do osiedli malując najpierw w n ę t r z a kościołów. Tutaj w ł a ś n i e farmerzy
mieli możność pierwszego zetknięcia się z owymi ornamentami. Od tego czasu
coraz częściej zaczynają pojawiać się malowane skrzynie, czary na piwo, dzbany.
264
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
Kupowano je zazwyczaj na jarmarkach lub zamawiano bezpośrednio u w y t w ó r c ó w .
Wiele z tych przedmiotów posiada datowania jeszcze z końca X V I i z początku
X V I I w. Początkowo były to nawet importy z Niemiec i Holandii oraz z norweskich
miast. Charakteryzowały się one przeważnie jasnymi, przejrzystymi ornamentami
z przewagą koloru czerwonego, żółtego i zielonego.
Jeżeli początki malarstwa rozetowego odnosi się w przybliżeniu do 1700 г., to
nie znaczy, że było ono odbiciem aktualnie panującego w Europie stylu. Należy je
uważać raczej za mieszaninę cech renesansu, baroku, rokoka i empiru, lecz wyrosłą
jeszcze w swym zrębie w czasach średniowiecznych. Wiadomo bowiem, że aktualne
style europejskie nie docierały bezpośrednio od razu do twórczości wiejskiej w swej
pierwotnej formie, lecz nierzadko już nieco przestylizowane. Rezultatem był w i ę c
ani nie barok, ani nie rokoko, lecz ż y w y , S M Í generis styl wiejski, w którym mie
szało się stare z nowym. Malarstwo rozetowe jest przykładem, jak świeże impulsy
w różnej postaci przejawiają się w twórczości różnych okolic prezentując specyfikę
regionalną. Dzięki temu właśnie można określić ośrodek, z którego pochodzą. Forma
i ornamentyka przemawiają tutaj w swoisty sposób. Na przykład rozety w odniesie
niu do poszczególnych regionów występują w różnej postaci i kolorystyce.
Malarstwo rozetowe w y s t ę p u j e w Norwegii zwłaszcza w pewnych określo
nych regionach wyznaczonych linią biegnącą od 0sterdalen i poniżej ku wschodowi,
przez Hallingdal, Numedal, Tellemark, Aust-Agder włączając Setesdal, Vest-Agder
i Rogaland. Natomiast rejony zachodnie ubogie są pod tym w z g l ę d e m chyba głównie
dlatego, że w tej części Norwegii dominowały motywy geometryczne bardziej dogodne
w snycerce niż w malarstwie. Pewne dane o malarstwie rozetowym pochodzą także
z Trendelag, gdzie g ł ó w n y m centrum było Oppdal. Natomiast Gudbrandsdal znane
jest przede wszystkim ze snycerki nierzadko barwnie podmalowywanej.
Dużą rolę w malarstwie rozetowym odegrały głównie dwa ośrodki: Hallingdal
i Telemark. Tutaj działał cały zastęp lokalnych artystów i malarstwo to osiągnęło
swoisty wyraz, aczkolwiek i w innych częściach Norwegii stało ono na wysokim
poziomie. Artyści z Telemark i Hallingdal pracowali także i w sąsiednich regionach
zachodniej Norwegii, gdzie pozostawili ślady lokalnej specyfiki. Zdobiono głównie
wnętrza, tj. ściany i sufity, meble — jak skrzynie i kredensy, drobne przedmioty,
zwłaszcza czary na piwo, dzbany, misy, szkatułki itp. W starych wnętrzach motyw
akantu w i ł się przez całą długość ścian w kolorze niebieskim lub czerwonym na
białym tle. Uznać go można za bardziej rozwiniętą w e r s j ę prymitywnego zdob
nictwa kredą, stosowanego także przy dekorowaniu wieka skrzyń. Pierwotnie więc
splatało się ze sobą malowanie farbami olejnymi na ścianach z zachowanym jesz
cze na suficie rysunkiem kredą. Takie białe sufity czyniły izbę przestronniejszą.
Stopniowo na ścianach motywy stawały się coraz większe pokrywając nawet kilka
belek. Były to już różne sceny figuralne zaczerpnięte z wzornictwa rokokowego
i empirowego. W pierwszej kolejności malowano ścianę za g ł ó w n y m miejscem przy
stole przeznaczonym dla głowy rodziny, stąd w i ą z a ł o się ono często z całą genea
logią rodu, scenami rodzinnymi lub portretami. Specjalną u w a g ę Zwracano również
na zdobnictwo wokół łóżka, gdzie umieszczano motywy figuralne. Prawdopodobnie
był to relikt wcześniejszego zdobienia tych miejsc zawieszanymi tkaninami — k i
limami, na których mądre i głupie panny w e d ł u g Nowego Testamentu były po
pularnym motywem, zwłaszcza w X V I I w. Wykorzystywano także inne sceny
zaczerpnięte z Biblii, postacie królewskie lub przywódców wojskowych oraz mo
tywy dzikich zwierząt. Malowano też sceny z życia, stosownie do fantazji twórcy,
stąd obok m o t y w ó w rodzimych pojawiają się równocześnie egzotyczne. Odbicie
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
265
RECENZJE
wiejskiej rzeczywistości w malowaniu ścian jest wyraźnie widoczne, obok zdobnictwa
barokowego w y s t ę p u j ą c e g o w malarstwie Hallingdal i Telemark w X V I I I w.
Odpowiadały one temperamentowi miejscowej ludności i były stosunkowo ł a t w e
w wykonaniu.
Rzecz charakterystyczna, czym cechuje się w ogóle całokształt ludowej twór
czości norweskiej, że zachowało się wiele oryginalnych i datowanych okazów, a na
wet nazwiska ich autorów.
Autor książki wymienia najbardziej znanych malarzy, o których najstarsze
dane pochodzą z 1690 r. Było ich sporo i każdy prezentował swoisty styl bardziej
lub mniej florystyczny bądź animalistyczno-figuralny, wyróżniający się odrębną
techniką, kolorystyką i kompozycją.
W drugiej połowie X I X w. rozetowe malarstwo weszło w stadium końcowe
z dominacją motywu liści i gałęzi dębu oraz przewagą białego koloru.
Jeśli chodzi o uchwycenie specyfiki rozetowego malarstwa charakterystycz
nego dla poszczególnych regionów, to pamiętać trzeba, że zachowało się ono w Nor
wegii dzięki zróżnicowanemu położeniu geograficznemu oraz utrudnionej komu
nikacji. Nowe idee i zmiany następowały bardzo powoli i nie wszędzie r ó w n o
miernie, ponieważ wieśniacy byli konserwatywni i mieli swoisty pogląd na sztukę.
Proces adaptacji miał dlatego różne przejawy, co nie pozostawało również bez
związku z religią. Malarstwo rozetowe na ogół jednak cechowało u m i ł o w a n i e jas
nych kolorów stanowiących kontrast w stosunku do codziennego, szarego życia
ludu mieszkającego w jednym z najdalej na północ wysuniętych krajów Europy.
Barbara
A A G O T NOSS, Johannes
Flintoes
draktakvarellar,
Bazielich
Oslo 1970, ss. 104, ilustracje
nlb.
W bogatej serii wydawnictw Norsk Folkemuseum w Oslo jest również dział
poświęcony norweskim strojom ludowym. Ukazały się w nim ostatnimi czasy dwie
podobne do siebie książki przygotowane przez Aagot Noss, konserwatorkę tegoż
muzeum, zajmującą się i prowadzącą dział ubiorów i ich zdobnictwa. Obok wy
mienionej pozycji, tą drugą jest Joachim Frichs draktakvarellar, wydana w 1973 r.
Obydwie prace mają doskonałą wartość źródłową i dokumentacyjną połączoną
z walorami artystycznymi; akwarele i rysunki nie są bowiem martwym, statycz
nym odtworzeniem ubiorów pojedynczych osób i życia na wsi, lecz na przykładzie
licznych scen rodzajowych prezentujących obyczajowość w społecznej zbiorowości
sprawiają wrażenie, że ubiór jest nierozerwalną częścią składową kultury i ż y w y m
jej elementem dostosowanym do potrzeb i okoliczności. Dzięki wielości scen po
wtarzanych na kilku przykładach ilustracji z tego samego regionu artysta ukazuje
wielość odmian i wersji zarówno kobiecego, jak i męskiego ubioru stosownie do
wieku i pozycji społecznej.
Jochannes Flintoe urodził się w Kopenhadze najprawdopodobniej z początkiem
1787 r. W 1811 r. przeniósł się do Oslo (jego matka była Norweżką, ojciec D u ń
czykiem), gdzie przebywał do 1851 г.; zmarł w 1870 r.
B y ł artystą malarzem i rysownikiem, a kwalifikacje zdobywał w Kopenhadze
w Akademii Sztuki, częściowo u prywatnych nauczycieli. Między 1820 a 1851 r
;
266
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
zetknął się ze środowiskiem artystycznym w Oslo. B y ł bardzo ruchliwy i aktywny:
m a l o w a ł scenerie dla teatru oraz w y k o n y w a ł rozmaite prace dekoratorskie, malo
w a ł portrety, obrazy o tematyce historycznej, krajobrazy i widoki. G ł ó w n y m jednak
przedmiotem jego zainteresowań było życie na wsi i dlatego odbywał wiele wypraw
terenowych. W wyniku tego pozostawił po sobie 22 kolorowe ilustracje, które po
wstały między 1819 a 1830 r.
Flintoe był jednym z pierwszych artystów interesujących się strojami ludo
wymi. Jego poprzednikiem w tej materii był Joh. F . L . Dreier (1775-1883), którego
rysunki strojów opublikował w Kopenhadze między 1812 a 1815 r. Johannes Seen
pod tytułem Norské Nationale Klaededragter. Na przełomie X V I I I i X I X wieku
na tę tematykę zaczęto zwracać coraz baczniejszą u w a g ę pod w p ł y w e m rodzącego
się prądu romantyzmu, który w Norwegii miał szczególnie duże znaczenie. Flintoe
w ł a ś n i e był pierwszym z młodej generacji artystów, którego poruszyły i zafascyno
w a ł y romantyczne przeżycia i doznania wyrastające na tle zainteresowań wsią, jej
życiem, strojami i krajobrazem. W gronie tego typu artystów znaleźli się: I . C. Dahl
(1788-1857), Johan Fredrik Eckersberg (1822-1870), Joachim Frich (1810-1858) i Adolph
Tidemand (1814-1876).
Akwarele strojów ludowych Flintoe, któremu poświęcona jest omawiana książka,
powstały w wyniku dokładnych i szczegółowych obserwacji. Wielu późniejszych
artystów nie tylko go naśladowało, ale także kopiowało jego prace. Dwie kopie
opublikowano jako litografie w Norské Nationaldragter samlede og udgivene af
J. Frich tilligemed en Afhandling om Nordmaendenes aeldre Dragter af Prof.
R. Keyser, Christiania (Oslo) 1847. Poza tym dziewięć akwarel Flintoe, przedsta
wiających stroje ludowe, zostało opublikowanych jako część wydawnictwa Norské
Nationaldragter wydanego przez Chr. Tensberg'a, Christiania 1852. Z innych jego
ilustracji strojów wykonano litografie, które Georg C. C. W. Prahl opublikował
w 1827-1830 roku w serii Norské National-Dragter, a w 1848 r. w Norské Bondedrager. Istnieje także znaczna ilość nieopublikowanych prac autora. Akwarele
strojów ludowych nie zostały dotychczas wydane w całości i obecna monografia
jest pierwszą publikacją 22 ilustracji z tej serii. Większość z nich prezentuje stroje
noszone do kościoła i od święta. Wyjątek stanowi kobieta w codziennym ubiorze
z Vang w Valders oraz kobieta z Górnego Telemarku. Flintoe był oczywiście ś w i a
dom, że ubiory mają różnego rodzaju przeznaczenie i że istnieją między nimi
różnice regionalne. Świadczą o tym noty poczynione przez autora obok rycin.
Zawierają one także uwagi, dlaczego do ilustracji w y b r a ł autor mężatkę lub
dziewczynę. Jego notatki są dokładne i tylko w paru przypadkach widać, że od
stąpił od miejscowej tradycji. K i l k a przykładów znanych jest z oryginalnych za
chowanych egzemplarzy strojów.
Ryciny Flintoe przeważnie o rozmiarach 41,5 X 34,5 z lat 1819, 1821, 1822, 1826,
1828, 1830, 1831 należą do zbiorów sztuki w Oslo. W 1966 r. zostały one zdeponowane
w Norsk Folkemuseum i zarejestrowane pod numerem ŃF 7830 a — w Depositum.
Przedstawiają stroje z następujących terenów: Valdres 3, Gudbrandsdal 1, Halling
dal, 2, Telemark 5, Aomli, Aust — Agder 1, Hordaland 2, Sogn 3, Sor — Trandelag 2
oraz 3 ilustracje Lapończyków. Są to ubiory kobiet, młodej pary, pary małżeńskiej,
mężczyzn, dziewcząt, w grupach kilkuosobowych, pokazane z różnej strony i w róż
nych sytuacjach życia na wsi, a nierzadko na tle słabo zaznaczonego krajobrazu
czy b u d y n k ó w farmy. Wiele z tych ubiorów nosi się w Norwegii po dzień dzisiejszy
niemal w niezmienionej formie, co świadczy o ciągłości tradycji nie poddającej się
łatwo zmianom niesionym nurtem bieżącego życia.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
267
RECENZJE
Książka wydana jest bardzo starannie. Zawiera kolorowe ilustracje, opisy strojów
poszczególnych regionów i komentarze oraz katalog i m a p ę części Norwegii, na któ
rej zaznaczono miejsca, skąd pochodzą stroje przedstawione na rycinach. U z u p e ł
nieniem jest zestaw literatury dotyczącej strojów ludowych.
Barbara
cje
A A G O T NOSS, Joachim
nlb.
Frichs
draktakvarellar,
Oslo 1973,
Bazielich
ss. 135 +
ilustra
Drugą pozycją w y d a n ą przez Norsk Folkemuseum w serii Norské Folkedrakter
jest książka o norweskich strojach ludowych w akwarelach Joachima Fricha. Na
leżał on do grupy artystów, którzy pierwsi, pod w p ł y w e m romantycznych haseł
znajdujących ż y w y oddźwięk w Norwegii, zainteresowali się kulturą ludową,
zwłaszcza strojami. Akwarele Fricha winno się w pewnym sensie traktować jako
suplement kolorowych rycin Johanna Flintoe. Dla wprawy w tego rodzaju pracy
F r i c h skopiował 15 kolorowych rycin wymienionego autora. Niezależnie jednak od
tego Frich w y k o n a ł wiele własnych, podobnych rycin i one stanowią pryncypalną
część omawianej publikacji. Wartość jego ilustracji strojów regionalnych jest nawet
tym większa, że obrazują przykłady z takich zakątków Norwegii, do których Flintoe
nigdy nie dotarł. Znaczna ich część pochodzi przede wszystkim z zachodniej Nor
wegii, podczas gdy Flintoe koncentrował się głównie na rejonach wschodnich.
A zatem są tutaj stroje ludowe z Sunnm0re, Sogn, Fjordane, Hordaland, Tinn,
Numedal i Hallingdal, lecz z tych okolic, skąd Flintoe nie brał przykładów.
Joachim Christian Geelmuyden Giildenkreutz Frich urodził się w Bergen 24 lipca
1810 г., a zmarł w Oslo 29 stycznia 1858 r. Przez pewien czas studiował teologię,
którą jednak przerwał przerzucając się na studia sztuki i malarstwa. Od 1833 r.
do 1840 г., kiedy ostatecznie osiadł w Oslo, przebywał za granicą. Studiował na
Akademii Sztuk P i ę k n y c h w Kopenhadze, potem przeniósł się do Drezna, a w 1837 r.
k o n t y n u o w a ł studia w Monachium. Z kolei powrócił do Bergen, by wkrótce udać
się do Sztokholmu, gdzie pracował na zlecenie króla tego kraju. Oskarhall w Oslo
został wykonany przez Joachima Fricha i Adolfa Tidemanda, również czołowego
artystę owych czasów. W 1840 r. Frich osiadł w Norwegii (Christiania •— Oslo) na
stałe. Był nauczycielem w szkole artystycznej (Tegneskolen) —• obecnej Szkole
Sztuki i Rzemiosła i szybko stał się ośrodkiem życia artystycznego i kulturalnego
w Oslo. Był nadto założycielem Stowarzyszenia Ochrony Norweskich Starożytności
(Foreningen for Norské Fortidsmindesmaerkers Bevaring). Do końca swego życia
podejmował liczne podróże po Norwegii odwiedzając różne miejsca, z których
przywoził wiele prac — rysunków i akwareli. Czas jego największej aktywności
zwie się często norweskim renesansem, w którym narodowe wartości Norwegii
zostały odkryte na nowo i szeroko rozpowszechnione także poza granicami tego
kraju. Wielu badaczy i miłośników kultury narodowej zwróciło u w a g ę na język
i dialekty, pieśni, ludowe opowiadania i legendy, m u z y k ę wprowadzając te narodowe
w ą t k i do swojej twórczości. Artyści dojrzeli piękno norweskiego krajobrazu i ty
powych scen rodzajowych. Twórczość tego okresu jest wyrazem zarówno ekspresji,
jak i ż y w e g o dokumentu.
F r i c h oprócz tego typu twórczości w y k o n a ł również około 400 rysunków na
prywatne zlecenia lub jako ilustracje do książek, a tematem ich były treści za
czerpnięte z natury, krajobraz, drzewa, konary, pnie, listowie, kwiaty. Na tle tego,
częstym zjawiskiem były wierne dokumenty budownictwa, mostów, statków.
268
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
Najciekawiej oczywiście przedstawiają się jego rysunki i malunki strojów
ludowych, które do dziś mają wartość dokumentu historycznego. Od 16 marca do
9 kwietnia 1940 r. Towarzystwo Sztuki w Oslo eksponowało w y s t a w ę , na której
zaprezentowano wymienione wyżej prace.
W 1847 r. Frich opublikował ryciny strojów jako wynik studiów nad dawnymi
ubiorami norweskimi (Norské
Nationaldragter samlede og udgivne av J. Frich
tilligemed en Afhandling om Nordmaendenes aeldre Dragter av Prof. R.
Keyser).
Było w tym 9 jego w ł a s n y c h prac.
Obecna publikacja zawiera 43 akwarele i jeden rysunek Joachima Fricha,
aczkolwiek wiadomo, że w y k o n a ł ich w i ę c e j . Do dziś jednak nie zostały odkryte.
Większość z nich znajduje się w zbiorach muzealnych. Według geograficznego po
działu przedstawiają się one następująco: Sunnmore (4). Nordfjord (3), Sunnfjord (2),
Sogn (4), Hordaland (13), Telemark (5), Numedal (2), Hallingdal (3), Valdres (2),
Gudbrandsdal (1), oraz 4 akwarele z Laponii i rysunek z Kradsherad. Przegląd ten
zawiera także rysunki Fricha wykonane na wzór Flintoe.
Wszystkie akwarele są reprodukowane w kolorze, a kopie prac Flintoe, s k ł a d a
jące się z 15 przykładów (opublikowanych w książce Johannes Flintoe's water-colour
paintings of costumes — Johannes Flintoe draktakvarellar) zestawione są p o r ó w
nawczo. Tylko dwie, opierające się na nieznanych akwarelach Flintoe, są w kolorze,
reszta zreprodukowana czarno—biało.
Akwarele Fricha z 1840 r. podobne są do wykonanych przez Flintoe w 1820 r.
Szkoda, że nie udało się wykorzystać akwareli, które F r i c h w y k o n a ł w 1848 r.
w czasie podróży do Hallingdal, Numedal i Telemarku w towarzystwie Adolfa
Tidemanda, który także przywiózł podobne swoje materiały z tej wyprawy. W i a
domo bowiem, że niektóre z nich Frich skopiował. Zresztą kopiował on ryciny
również innych artystów, jak: Joh. F . L . Dreiera (1775-1833), Hansa Legangera
Renscha (1800-1854) i Adolfa Tidemanda (1814-1876).
Jak należy się spodziewać, Frich rriiał w i ę c e j osobistego stosunku do w ł a s n y c h
rycin niż do kopii. Zaopatrywał je jeszcze w bliższe określenia, пр.: strój letni,
strój zimowy, strój 7- lub 75-letniej osoby (przy czym notował jej imię i nazwisko),
albo uwagę, że jest to stary ubiór, co w sumie jest dowodem wyczucia wartości
historycznej, jakie autor posiadał. Na kopiach umieszczał również określniki m ó
w i ą c e o regionie, z którego dany strój pochodził i podawał źródło, stąd wiadomo, co
kopiował.
Datowane akwarele Fricha pochodzą z lat 1844-1850, a połowa z nich powstała
w 1845 r. Bez wątpienia mają one wartość źródłową jako oryginalne odtworzenie
stanu faktycznego. Okazuje się, że one także były kopiowane, np. przez J . F . Eckersberga (Norské Nationaldragter) w 1852 г., który jednak nie podał bezpośredniego
źródła. Toteż w badaniach nad strojami ludowymi, o ile korzysta się z podobnych
źródeł, należy zwrócić uwagę, czy ryciny są oryginalne, czy są kopiami. Drugą
w a ż n ą sprawą jest stwierdzenie, czy przedstawione stroje pochodzą z tego czasu,
kiedy wykonano ryciny, czy też są jakimś odtworzeniem lub obrazem starej, nie
używanej już od dawna formy ubioru. Nieobojętne jest także stwierdzenie, o ile
rycina jest różna od oryginału stroju.
Książka zaopatrzona w komentarze autorki daje szczegółowy przegląd i opisy
strojów z wymienionych regionów Norwegii. Oprócz kolorowych, oryginalnych rycin
podano tu jeszcze adnotacje artysty tyczące się kolorystyki poszczególnych części
garderoby oraz paralele z podobnymi rycinami innych autorów. Całość dotyczy nie
tylko pełnych kompletów strojów, ale także ich detali. W porównaniu z podobnymi
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
269
RECENZJE
rycinami polskich artystów tego czasu (Daniel Chodowiecki 1726-1809, Jan Piotr
Norblin 1745-1830, Michał Stachowicz 1768-1825, Aleksander Orłowski 1777-1832)
norweskie przykłady dają znacznie bogatszy i bardziej autentyczny zestaw ilustracji,
cenny ze w z g l ę d u na dużą autentyczność również dla studiów porównawczych
polskich badaczy.
Barbara
ss.
Bazielich
V R U L J E — G L A S I L O N A R O D N O G O M U Z E J A U Z A D R U , Zadar 1972, nr 2,
91.
Drugi numer „Vrulje" wydanego przez Narodowe Muzeum w Zadarze w Jugo
s ł a w i i poświęcony jest tematyce etnograficznej wynikającej z materiałów znajdu
jących się w zbiorach Oddziału Etnograficznego tegoż muzeum oraz problematyki
badań prowadzonych w północnej Dalmacji. Jest to pierwsza tego rodzaju okazja do
ujawniania szerszemu ogółowi stanu wiedzy z zakresu ludowej kultury tegoż
regionu. Patronują jej: dr Milován Gavazzi — profesor uniwersytetu w Zagrzebiu,
Olga Ostrić — kierowniczka Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego w Z a
darze, Zdenka Palćić — kustosz Etnograficznego Muzeum w Splicie i Andrija
Stojanovic — pracownik naukowy Zakładu Etnografii Uniwersytetu w Zagrzebiu.
Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Zadarze powstał we wrześniu 1945 r.
dzięki staraniom zasłużonego konserwatora Grga Ostrić. Za pośrednictwem gazety
„Narodni list" zwrócono się w ó w c z a s do społeczeństwa, aby dopomogło w zbieraniu
eksponatów. W formie wystawy stałej uprzystępniono je zwiedzającym w 1950 r.
w osobnym budynku — dawniej strażnicy miejskiej, gdzie po dzień dzisiejszy
mieszczą się zbiory etnograficzne. Pomieszczenie to nie odpowiada już obecnym
wymogom i w przyszłości projektuje się zaadoptowanie na cele muzealne starego
szpitala. W organizacji wystawy dopomagało etnograficzne muzeum w Zagrzebiu
pod kierunkiem pani prof. Mariny Gusić, byłej dyrektorki tegoż muzeum i kierow
niczki Zakładu Etnografii Jugosłowiańskiej Akademii Nauki i Sztuki (JAZU) w Z a
grzebiu. Inicjatorem pierwszej kolekcji b y ł Dušan Jurkovic prowadzący Oddział do
1951 г., a po jego śmierci kierownictwo objęła pani Olga Ostrić, wychowanka
uniwersytetu w Zagrzebiu i etnografka z wykształcenia. W 1952 r. Oddział został
powołany jako odrębna placówka — Muzeum Etnograficzne w Zadarze, a w 1962 r.
Muzeum Etnograficzne i pozostałe muzea miasta Zadar włączono we w s p ó l n y or
gan — Muzeum Narodowe.
Oddział Etnografii posiada obecnie 3500 okazów przede wszystkim tekstyliów
i złotnictwa wysokiej wartości ze w z g l ę d u na fakt, że są historycznym materiałem
z północnej Dalmacji o dobrze notowanej dokumentacji. Pozostałe zbiory dotyczą
kultury materialnej, narzędzi pracy, zwyczajów i wierzeń.
„Vrulje" wydane bardzo starannie na kredowym papierze, w dwuszpaltowym
układzie, prezentuje czarno-białe i kolorowe ilustracje zabytków jako uzupełnienie
kilku artykułów składających się na treść całości napisanej w języku chorwackim
i p e ł n y m tłumaczeniu angielskim.
Artykuły dotyczą różnorakiej tematyki. Tak np. Milován Gavazzi pisze o kilku
etnograficznych problemach rejonu zadarskiego zastanawiając się na przykładzie
trzech charakterystycznych nazw w y t w o r ó w kulturowych (litar, uris, staćel), etymo
logicznie obcego — greckiego pochodzenia, nad drogami kontaktów i w p ł y w ó w
oraz kulturowych zapożyczeń. Na te tereny mogły one dotrzeć drogą morską (przez
Adriatyk), za czym przemawiałby fakt, że w y s t ę p o w a n i e tych elementów nie po7
270
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
twierdza się wzdłuż wschodniego wybrzeża oraz, że elementy kulturowe, które
z basenu Morza Śródziemnego przedostają się na wschodnie wybrzeże Adriatyku,
po większej części nie docierają w rejony zaplecza dynarskiego ani w dynarską
dalmatyńską Zagorę. Mogły też dotrzeć drogą kontynentalną za pośrednictwem
bałkańskich w a ł a c h ó w (arumunów), których wprawdzie nie ma na tych terenach,
lecz istnieją ślady podobnie uprawianej gospodarki pasterskiej po tutejszych wsiach,
co wskazuje na kulturowe i j ę z y k o w e w p ł y w y greckie na całym p o ł u d n i o w y m
Bałkanie. Wreszcie trzecia droga mogła prowadzić także lądem przez przybyszów
dynarskich (szczególnie od X V w.) z południowego wschodu z Czarnogóry i okolicy
podległej od dawna w p ł y w o m greckim.
Obce także kulturowo są ślady techniki garncarskiej z Velog Iža.
Swoje zainteresowania genetyką etniczną autor ujawnia i w innym artykule
p o ś w i ę c o n y m wschodnioadriatyckim pieśniom ś p i e w a n y m przy zgniataniu i mieleniu
oliwek.
Muzykologa może także zainteresować artykuł Andrija Stojanovica o adriatyc
kiej lirze występującej niegdyś na wyspie Silba, na której nikt już dziś nie potrafi
zagrać, a której jedynie dwa zachowane okazy znajdują się w Oddziale Etnografii
Muzeum Narodowego w Zadarze i Muzeum Etnograficznym w Zagrzebiu.
Największa część „Vrulje" zawiera opracowania Olgi Ostrić. Pierwsze z nich
jest na temat zwisających metalowych ozdób przypinanych przez kobiety do warko
czy. Ze względu na formę można je podzielić na trzy grupy: 1) blaszka o kształcie
półksiężyca z pięcioma łańcuszkami i drobnymi wisiorkami; 2) w postaci nanizanych
monet i innych metalowych ozdób na skórzanym rzemyku lub mocnej nitce, po
przedzielane metalowymi naparstkami; 3) na kształt łańcuszkowatych w i s i o r k ó w
z monet, metalowych blaszek, naparstków, nicianych chwastów z obydwu k o ń c ó w
długiej witki, którą zakłada się na szyję i w połączeniu ze splotami puszcza wolno.
Wszystkie wspomniane ozdoby charakterystyczne są dla ubioru typu dynarskiego;
poza zdobniczą funkcją miały także magiczne znaczenie, ale o tym autorka już
nie pisze.
Kolejny natomiast jej artykuł poświęcony jest ozdobnej fibuli špijuda
używanej
w stroju kobiecym, w postaci zwisającej na igle do zapięcia metalowych wisiorków,
monet i filigranowych guzów.
W rzędzie o podobnej treści opracowań umieścić trzeba także o m ó w i e n i e na
podstawie zbiorów innej ozdoby stroju kobiecego, tzw. szkaplerza „Matija" z ele
mentami dekoracyjnymi, na które składają się kolorowe oczka z kamieni i korali,
metalowe grawerowane i wytłaczane o ozdobnych kształtach blaszki oraz kolorowe
w e ł n i a n e i jedwabne nici.
Następny artykuł tejże autorki poświęcony jest haftom i motywom zdobniczym
wyszytym na sukmanach i sukniach kobiecych. Wykonane są przeważnie w e ł n i a
nymi nićmi na sukiennym podkładzie, a charakterystyczne elementy zdobnicze
w postaci esownic, wąskoramiennych gwiazdek, spirali, iksów, wykonane po większej
części ściegiem łańcuszkowym, zakomponowane są w kwadracie lub prostokącie
powtarzając się rytmicznie w ciągu pasowym. Wielość tych z e s t a w ó w ilustruje
sadak Chorwatek z północnej Dalmacji, tj. długa kamizela z samodziałowego sukna,
o podobnych jak poprzednie elementach dekoracyjnych.
W omawianym numerze „Vrulja" znajduje się jeszcze artykuł Zdenki P a l ć i ć
o hodowli owiec na wyspie Pag omawiający miejsce wypasu, schronienie pasterza,
ubiór pasterza, znakowanie owiec, parzenie się owiec, w y r ó b sera i strzyżenie,
nadto krótki przyczynek do studiów nad zapustnymi zwyczajami na temat obrzędo
wych masek z Oliba, podany przez Andrija Stojanovica.
ARTYKUŁY
271
RECENZYJNE I RECENZJE
Jak wynika z przyczynkarskiego charakteru opublikowanych artykułów wy
dawnictwo nie jest nastawione na bardziej syntetyczne opracowania, lecz na
publikowanie materiałów w formie poszerzonego i w miarę możliwości udokumento
wanego katalogu naukowego zabytków. Bez wątpienia miałoby większą wartość,
gdyby zapowiadało omawianie pełnych, zwartych kolekcji znajdujących się w zbio
rach tegoż muzeum, a nie wybiórczo, ze w z g l ę d u na ciekawsze czy bardziej osobliwe,
pojedyncze okazy. Zbiory muzealne są cennym źródłem w opracowaniach różnego
typu i dokładny zestaw kolekcji z możliwie wyczerpującą dokumentacją może być
niezwykle przydatny do badań porównawczych i genetycznych.
Barbara
Bazielich
A B O R I G I N A L M A N A N D E N V I R O N M E N T I N A U S T R A L I A , Editors D. J . Mulvaney i J . Golson, Australian National University Press, Canberra 1971, s. 389,
mapy, ryciny, tabele, wykresy.
W okresie między październikiem i grudniem 1968 r. odbył się w Australian
National University cykl seminaryjny poświęcony środowisku naturalnemu Australii
i działającemu na tych obszarach człowiekowi od chwili zaludnienia kontynentu \
Efektem tego seminarium, na którym wygłosili referaty reprezentanci wielu
dyscyplin nauki (24 uczonych; specjalności: archeologia, etnologia, lingwistyka, an
tropologia, genetyka, demografia oraz geomorfologia, biologia, ekologia i klimato
logia), jest książka wydana przez D. J . Mulvaneya i J . Golsona , aktywnych uczest
ników seminarium. Jest ona dobrym przykładem badań interdyscyplinarnych.
Zagadnienie znaczenia środowiska i jego w p ł y w u na proces kształtowania się
modelu życia, gospodarki i działalności kulturotwórczej człowieka jest niezmiernie
interesujące i dające o sobie znać szczególnie wtedy, gdy rozpatruje się je w związku
z tak zwanymi kulturami prymitywnymi, prostymi. W omawianym przypadku
asumpt do szerokiego rozpatrzenia roli, jaką odegrało środowisko naturalne w kształ
towaniu się kultur plemiennych dały powolność procesów ewolucyjnych, niemal
niewidoczne zmiany w sposobach gospodarowania i stabilność poziomu kulturo
wego, jaką obserwuje się od tysiącleci u rodzimej ludności Australii.
Książka składa się z 25 artykułów; są to zarówno prace rekonstrukcyjne, jak
i klasyfikacyjne oraz porównawcze. Jakkolwiek ich przedmiotem jest przede
wszystkim Australia, to jednak już niektóre tytuły opracowań świadczą, że „ucie
kano" także poza kontynent, aby pełniej omówić niektóre problemy.
A w i ę c , są opracowania dotyczące np. prahistorii wyspy Timor (I. C. Glover,
Prehistorie Research in Timor) lub Nowej Gwinei (J. P. White, New Guinea and
Australian Prehistory: the „Neolithic Problem"), nie m ó w i ą c już o Tasmanii co jest
zupełnie zrozumiałe. Wyspy Sundajskie (Timor) i Nowa Gwinea leżą w najbliższym
sąsiedztwie Australii, na szlaku migracyjnym pierwotnej ludności, która przybyła
2
3
1
Człowiek dotarł na kontynent australijski w końcu epoki plejstoceńskiej
w okresie lodowcowym (jak stwierdzają znaleziska z wykopalisk archeologicznych
około 30 tys. lat p.n.e.).
Znani naukowcy z A N U (Australian National University). D. J . Mulvaney,
archeolog i historyk, opublikował szereg prac z zakresu archeologii Australii i hi
storii ludności tubylczej. J . Golson, profesor archeologii, ukończył w y d z i a ł arche
ologii i historii na Uniwersytecie w Cambridge, prowadził badania wykopaliskowe
w Australii i na Nowej Gwinei.
Brak tzw. „rewolucji neolitycznej" na tym kontynencie.
2
3
274
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
tubylców australijskich w porównaniu z innymi wyselekcjonowanymi grupami spoza
Australii (tubylcy z Nowej Gwinei, Ainu, Wedda). Autor po przeprowadzonych
analizach dochodzi do następującej konkluzji: tubylcy Australii są genetycznie
heterogenicznym zbiorem ludności. Niejednorodność wynika najprawdopodobniej
z 3 powodów: 1) z działającego dryftu genetycznego w m a ł e j izolowanej i wykrzyżowanej populacji, 2) z powstawania i rozprzestrzeniania się mutacji i 3) z mie
szania się genów z różnych grup.
S p r a w ą pochodzenia dzisiejszych rodowitych mieszkańców Australii zajmuje
się A. G. Thorne. W swojej pracy pt. The Recial Affinities and Origins of the
Australian Aborigines omawia aspekty porównawczej osteologii tubylców żyjących
i kopalnych. Autor przeprowadza dokładną analizę argumentów rzeczników dwóch
skrajnych teorii o pochodzeniu rodzimej ludności Australii: teorii hybrydyzacji i homogeniczności. Jeden z uczonych, którzy podtrzymują tę ostatnią hipotezę, A. A. Abbie,
wyraził się doić znamiennie obstając przy swojej teorii. Stwierdził, że T a s m a ń czycy są Melanezyjczykami i nigdy na kontynencie australijskim nie mieli b y ć .
Pracę zamyka esej jednego ze w s p ó ł w y d a w c ó w tej książki D. J . Mulvaneya
(Aboriginal Social Evolution: A Retrospective View). Zawiera on rozważania nad
„starożytnością" kultury australijskich plemion. Australię nazywano przecież „ m u
zeum żyjących kultur kopalnych". Autor przytacza szereg wypowiedzi luminarzy
nauki o człowieku i jego kulturze, dotyczących prymitywności kultur australij
skich. Na przykład, Baldwin Spencer m i a ł wyrazić się o Tasmańczykach, że są
żyjącymi reprezentantami paleolitycznego człowieka, a Australijczycy to relikt
wczesnego dzieciństwa ludzkości (Tasmanians as living represenattives of palaeolit
hic man and the Australians as a relict of early childhood of mankind, s. 371).
Ze zrozumiałych w z g l ę d ó w nie wszystkie opracowania zostały tutaj omówione,
z tego też powodu spis t y t u ł ó w pozostałych rozpraw pozwoli na pełne zapoznanie
się z treścią tej pozycji: J . H. Calaby, Man, Fauna, and Climate in Aboriginal
Australia; J . Golson, Australian Aboriginal Food Plants: Some Ecological
and
Culture-Historical
Implications; Nicolas Peterson, Open Sites and the
Ethnographic
Approach to the Archaeology of Hunter-Gatherers;
J . P. M. bong, Arid Region
Aborigines: The Pintubi; Diane E . Barwick, Changes in the Aboriginal Population of
Victoria, 1863-1966; D. T. Tryon, Linguistic Evidence and Aboriginal Origins; Robert
Edwards, Art and Aboriginal
Prehistory.
Niemal każde opracowanie w tym zbiorze zawiera mapy, diagramy, wykresy itp.,
które są bardzo pomocne w odczytaniu całości.
Tak jak praca „Australian Aboriginal Anthropology" jest jednym z podsta
wowych monograficznych opracowań dotyczących przejawów życia społecznego
tubylców australijskich, tak ta pozycja — starannie wydana i poparta szeroką bazą
źródłową — stanowi podstawowe kompendium wiedzy o przeszłości australijskiej»
8
9
Adam
8
Paluch
Jest to wyraźnie przeciwny pogląd do tego, jaki głoszą rzecznicy teorii hyb
rydyzacji, a dokładniej trójhybrydyzacji, której twórcą jest amerykański antro
polog J . B. Birdsell. Hipoteza ta zakłada migrację trójfalową zróżnicowanej pod
w z g l ę d e m antropologicznym ludności na kontynent australijski, przy czym pierwszą
falę stanowić miała ludność tasmanoidalna, która dotarła do dzisiejszej Tasmanii
przeszedłszy cały Sahul band, z północy na południe.
Australian Aboriginal Anthropology, ed. Ronald M. Berndt, Australian Instytute of Aboriginal Studies, The University of western Australia Press, Perth
1970, s. 341. T a praca, podobnie jak w y ż e j recenzowana, jest także rezultatem
sympozjum, które odbyło się w Canberze w maju 1968 roku. Organizatorem tego
spotkania był Australian Institute of Aboriginal Studies.
9
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
275
RECENZJE
A. T R E I C H E L , Unser Vatererbe. Beitrag zur Kulturgesehichte
im Dobriner Land, Braunschweig 1969, ss. 320, 24 nlb.
des
Deutschtums
Ziemia dobrzyńska nie doczekała się dotąd większych opracowań etnograficz
nych. Z końcem ubiegłego stulecia o ludzie ziemi dobrzyńskiej pisał A. P e t r ó w ,
nieco materiałów do etnografii Dobrzyniaków daje O. Kolberg . Zgodnie z ó w c z e s
nym nastawieniem obaj ci autorzy bardzo pobieżnie traktują dziedzinę kultury
materialnej, a z dziedziny kultury duchowej i społecznej omawiają tylko niektóre
zagadnienia. Niewiele nowego wnosi opublikowany już po wojnie w pracy zbiororowej Z dziejów Ziemi Dobrzyńskiej
artykuł R. Kukiera . Jest to praca niewielka,
a przy tym kompilacyjna, oparta prawie w y ł ą c z n i e na dawnych publikacjach.
W tej sytuacji każda nowa praca na temat kultury ludowej tego regionu budzi za
interesowanie, nawet w ó w c z a s , gdy obejmuje ona tylko część ludności zamiesz
kującej do 1945 roku ziemię dobrzyńską, mianowicie niemiecką mniejszość naro
dową. Jak wiemy, ludność niemiecka osiedlała się tam począwszy od X I V w. aż po
koniec X I X wieku. Większość kolonistów niemieckich przybyłych na ziemię do
brzyńską w 2 połowie X I X w. i do 1939 roku nie zdążyła z a s y m i l o w a ć się z lud
nością polską. Zachowali oni s w o j ą odrębność w y z n a n i o w ą i językową, podtrzy
m y w a n ą nb. przez istniejące w Polsce międzywojennej nacjonalistyczne organi
zacje mniejszości niemieckiej. W 1945 r. opuścili oni nasz kraj. Jednym z nich
był A. Treichel ze wsi Starorypin w pow. rypińskim, nauczyciel najpierw w po
bliskiej wsi Somsiory, a później kierownik niemieckiej szkoły powszechnej w Zgie
rzu, autor omawianej książki.
Do zebrania materiałów etnograficznych z rodzinnych stron n a m ó w i ł Treichela
jego były uczeń Albert Breyer oraz K u r t Luck wydający w Poznaniu w latach
m i ę d z y w o j e n n y c h serię Unsere Heimat, poświęconą kulturze mniejszości niemiec
kich w Polsce. Praca niniejsza ma być wg autora kontynuacją wydanej w 1942 r.
książki Geschichte des Deutschtums von Rippin und Umgegend . Książka, o której
mowa w niniejszej recenzji, została przygotowana do druku przed 1945 r. Rękopis
zaginął jednak autorowi w czasie wojny i musiał go on na nowo odtworzyć częś
ciowo z pamięci, częściowo przy pomocy swych krewnych, którzy dostarczyli mu
starych zeszytów ze zbiorami niemieckich wierszy i pieśni z omawianego terenu.
Zbadanie i przedstawienie kultury ludowej mniejszości narodowej może być
cennym przyczynkiem do teorii akulturacji, adaptacji, charakteru narodowego i in
nych pokrewnych zagadnień. Dzieje się tak w ó w c z a s , gdy autor przedstawia daną
grupę w zestawieniu ze społeczeństwem, w którym ona żyje i z którym się styka.
Niestety jednak książka Treichela zadania tego nie spełnia. Oczywiście trudno
w y m a g a ć od nieetnografa i w ogóle nienaukowca pełnego opanowania naukowego,
warsztatu badawczego, dlatego do pracy Treichela musimy przykładać tę miarę,
jaką się stosuje do monografii amatorskich. I w tym wypadku jednak stawia się
pracy pewne wymagania, przede wszystkim obiektywizmu, rzetelności i logicz
nego układu. Zobaczymy, jak ta sprawa przedstawia się w pracy Treichela.
1
2
8
4
1
A. P e t r ó w , Lud Ziemi Dobrzyńskiej,
jego zwyczaje, mowa, obrzędy,
pieś
ni, leki, zagadki, przysłowia
itp. Kraków 1878, odb. z „Rozpraw Komisji Antro
pologicznej", Z W A K t. 2.
O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 41, Mazowsze, cz. 6, Wrocław— Poznań
1969, s. 3-19.
W pracy zbiorowej: Z dziejów
Ziemi Dobrzyńskiej
(Materiały
Sesji
Popu
larnonaukowej na 900-lecie istnienia Dobrzynia nad Wisłą), Toruń 1966.
A. T r e i c h e l , Das Deutschtum von Rippin und Umgegend, Rippin 1942.
Druck, Thorner, Freiheit, Thorn.
2
3
4
276
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
Sądząc z tytułów rozdziałów pracę należy traktować nie tyle jako monografię
całokształtu kultury ludowej, co raczej folkloru niemieckiego na Ziemi Dobrzyń
skiej. Proporcjami w opracowaniu poszczególnych działów kultury przypomina ona
owe X I X - w i e c z n e monografie Kolberga czy Petrowa. Pierwsza część pracy (s. 13131) zawiera literaturę ludową, tj. teksty pieśni, r y m ó w dziecięcych, opisy gier
i zabaw oraz rymowane teksty z nimi związane, „wyliczanki", zagadki, krótkie
wierszyki. Całość poprzedzona jest krótkim w s t ę p e m , w którym autor informuje
o źródłach pozyskania wymienionych tekstów. Niektóre z nich, szczególnie pieśni,
znał od swojej matki, rodzeństwa, inne zostały zaczerpnięte z rękopiśmiennych
zbiorków rodzinnych, o których była mowa w y ż e j . Niektóre z cytowanych pieśni
poznał autor za pośrednictwem niemieckiej ewangelickiej szkoły w Rypinie, do
której uczęszczał. Pieśni zostały podzielone na: 1) pieśni poważne, 2) pieśni wesołe,
3) kołysanki i inne pieśni dziecięce.
Jest to materiał niewątpliwie ciekawy dla folklorysty, mogący posłużyć do ana
lizy porównawczej z polskimi tekstami z tych terenów o podobnym charakterze,
do wykrycia ewentualnych oddziaływań. Część druga (s. 132-313) poświęcona jest
zwyczajom: a) rodzinnym (Im Lebenslauf, s. 163-194), b) dorocznym (Im Jahreslauf,
s. 163-194), c) różnym (Verschiedenes, s. 194-259), a także tekstom literackim, jak
życzenia (Patenbriefe, Glückwünsche, s. 259-268), przysłowia i porzekadła (Sprichworter, Redensarte, s. 268-291), wreszcie wyrażeniom i s ł o w n i k o w i gwarowemu
(Ausdrücke, Plattdeutshe Ecke, s. 291-313). W rozdziale poświęconym zwyczajom
rodzinnym omawia autor tok życia na wsi poczynając od urodzin, chrzcin, poprzez
zwyczaje związane z dzieciństwem, naukę w szkole, zajęcia dzieci w gospodarstwie,
obrzęd konfirmacji, przygotowanie do małżeństwa, wesele, zwyczaje związane ze
śmiercią i pogrzebem. Przy każdym z tych zwyczajów omówione zostały dotyczące
ich wierzenia i przesądy. Wiele z nich jest identycznych z polskimi, o czym jednak
autor nie wspomina.
Protestancki rok obrzędowy jest uboższy w folklor od katolickiego. W związku
z tym w opisie Treichela dominują różne ceremonie kościelne, przytaczane są
teksty modlitw, pieśni kościelnych itp. Niektóre zwyczaje doroczne, jak smażenie
pączków we wtorek zapustny czy dyngus wielkanocny, są identyczne jak u Pola
ków. W rozdziale tym podkreśla zresztą autor pewne różnice zwyczajowe przema
wiające jego zdaniem na niekorzyść katolickich Polaków. Oburza się, że wychodzą
oni do pracy w polu w W. Piątek, choć na ogół nie zachodzi w tym czasie konieczna
potrzeba pośpiechu w pracach rolnych . Robią to nawet wówczas, gdy pogoda
jest wybitnie niesprzyjająca. W W. Sobotę, zamiast z a c h o w y w a ć się z pobożnym
skupieniem, czynią zamieszanie biegnąc do kościoła ze święconym, strzelają z pe
tard w Wielką Niedzielę. W tym rozdziale omawia również Treichel cykl prac
rolnych i zwyczaje agrarne, jak również terminy zaczynania i kończenia pewnych
prac.
Rozdział zatytułowany „Różne" liczy 65 stron. Nic w i ę c dziwnego, że zamiesz
czone w nim dość liczne działy kultury zostały potraktowane pobieżnie. Stosunkowo
najbardziej szczegółowo omówiono pożywienie, przy czym wymienia tu autor szereg
potraw identycznych z naszymi, których nazwy zdają się przemawiać za zapożycze
niem ich od Polaków, jak: zacierki (Satchirken), placki-bugaje, kluski (Klosse),
barszcz (Bartsch) itp. (s. 196-200 n.) Opis zagrody i budynku mieszkalnego jest
5
5
W niektórych częściach Polski istnieje przesąd, że gdy rozpocznie się jakąś
pracę w Wielki Piątek, wszystko będzie się wiodło. Być może i w rypińskim mamy
do czynienia z takim wierzeniem.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
277
niezbyt dokładny, m o ż e m y jednak zorientować się z niego, że nie było większych
różnic między zagrodą niemiecką a zagrodami ludności polskiej spotykanymi przez
nas na tym terenie. Podobnie, jak domy Polaków, domy niemieckie wznoszone
były przeważnie z drzewa i kryte słomą. Nieco szerzej omawia autor lecznictwo
ludzi i zwierząt, w którym — podobnie, jak u nas — praktyki magiczne odgry
w a ł y dużą rolę. Omówienie w i e r z e ń ogranicza się do pewnych opowiadań związa
nych z wiarą w duchy, diabły i sny. Nic szczególnego nie wnoszą rozdziały poświę
cone życiu towarzyskiemu i pomocy sąsiedzkiej, gdzie m ó w i się o gościnności,
stosowanych formach grzecznościowych itp.
W dalszych rozdziałach przytacza autor teksty życzeń, jakie rodzice chrzestni
ofiarowywali wraz z datkiem pieniężnym na chrzciny swym chrześniakom, tzw.
Patenbriefe , życzenia imieninowe, porzekadła, przysłowia, przepowiednie pogody,
wreszcie najważniejsze cechy gwarowe, słowniki w y r a z ó w gwarowych.
Jak z tego widzimy, układ rozdziałów nie jest zbyt logiczny. Niewiadomo dla
czego literatura ludowa została rozbita przez inne działy kultury. Ponadto mate
riały nie zostały zebrane w trakcie systematycznych badań terenowych. Autor
redagując pracę po raz drugi opierał się w dużej mierze na w ł a s n e j pamięci. Jest
to w ł a ś c i w i e wspomnienie tej kultury, z jaką autor zetknął się w młodości w swym
domu rodzinnym i ten charakter wspomnieniowy dominuje w pracy. Nie byłoby
w tym nic złego, gdyby nie to, że zatracił się w tej książce obiektywny charakter
rzeczywistości. Autor przedstawia s w ą rodzinę jako w y i z o l o w a n ą i obcą w morzu
ludności polskiej. Rodzina Treichelów była jedyną rodziną niemiecką w Starorypinie, krewni ich mieszkali w Rypinie i w okolicznych wioskach. Porównanie k u l
tury niemieckiej z polską spotyka się tylko w ó w c z a s , gdy mają one przemawiać na
niekorzyść ludności polskiej. J a k jednak wynika z relacji zebranych przeze mnie
od starszych informatorów ze Starorypina, Treichelowie znali dobrze język polski,
żyli w dobrych stosunkach ze swymi polskimi sąsiadami i często się z nimi kon
taktowali. P e w n ą barierę stanowiły zapewne różnice wyznaniowe trwające na
ogół dłużej niż różnice języka, ale i one nie były zaporą nie do przebycia.
Bardzo nieprzekonujące są również przykłady rzekomej wyższości kultury nie
mieckiej nad polską. Są to przeważnie odosobnione fakty gorszego gospodarowania
P o l a k ó w czy niedostatku w rodzinach polskich. I tak pisze autor, że ojciec jego.
kupił gospodarstwo od Polaka w stanie opłakanym i dopiero ciężką pracą i gos
podarnością doprowadził je do rozkwitu (s. 17-18). J a k wynika z relacji mieszkańców
Starorypina, jest to prawda, trzeba jednak dodać, że gospodarstwo to stanowiło
własność rządcy z majątku nb. z pochodzenia Niemca, który w nim ani nie miesz
kał, ani nie gospodarował.
Przedstawiając złą sytuację szkolnictwa polskiego (s. 138) w latach przed I
wojną ś w i a t o w ą i niechęć rodziców do posyłania dzieci do szkół nie zwraca uwagi
na fakt, że były to ziemie znajdujące się w ó w c z a s pod zaborem rosyjskim, n a
których, przynajmniej po wsiach, egzystowały, i to nie wszędzie, tylko szkoły ro
syjskie. Dowodem żenującej nieznajomości historii Polski jest wreszcie twier
dzenie autora, że najlepiej pod w z g l ę d e m gospodarczym stała Polska za rządów
królów saskich, czego wyrazem miało b y ć porzekadło „Za króla Sasa jedz, pij
i popuszczaj pasa".
6
6
Podobne kartki z życzeniami w ozdobnych pudełkach ofiarowywali rodzice
chrzestni swym chrześniakom w Wielkopolsce, zob. Kultura ludowa
Wielkopolski,
t. 3, praca zbiorowa, Poznań 1967, s. 115, 121. Od tradycyjnego daru k u m ó w dla
dziecka noszą one n a z w ę wiązanek. Zwyczaj ofiarowywania kartek z życzeniami
jest jednak w naszej kulturze n i e w ą t p l i w i e pochodzenia zachodniego.
278
ARTYKUŁY
RECENZYJNE I RECENZJE
Z różnych wzmianek i wtrąceń autora zdaje się w y n i k a ć , że nie znalazł on
sobie miejsca także w swej starej ojczyźnie, do której powrócił jako Niemiec. To
jego wyobcowanie tłumaczy może do pewnego stopnia jego rozgoryczenie i wrogą
postawę wobec tych, których dawniej za w r o g ó w nie uważał — swych dawnych
towarzyszy zabaw i sąsiadów ze starorypińskich łągów. Zastanawia jednak, że
książka powstała w tych samych latach, gdy jak wynika z relacji informatorów ze
Starorypina, toczyła się między nimi serdeczna korespondencja. Miejmy jednak
nadzieję, że tego rodzaju patologiczna postawa jest zjawiskiem ginącym wśród
dzisiejszych N i e m c ó w .
Teresa
M. W. K R I U K O W , Sistema rodstwa kitajcew (ewoliucija
Moskwa 1972 ss. 328, Instytut Etnografii A N Z S R R .
i
Karwicka
zakonomiernosti),
Książka Kriukowa wydaje się sygnalizować nowy etap w kształtowaniu pro
blematyki radzieckich badań etnograficznych, a mianowicie intensyfikację zaintere
sowania systemami pokrewieństwa. Temat ten, stanowiący tak w a ż n y dział wiedzy
o społeczeństwach ludzkich, znajdował się przez czas dłuższy na marginesie, m i
mo świetnych tradycji reprezentowanych przez prace L . Szternberga i mimo sy
stematycznego podejmowania go przez D. Olderoggego. Ten ostatni jednak nie
potrafił swym indywidualnym w y s i ł k i e m sprawić, by radzieckie studia nad pokre
w i e ń s t w e m zaczęły się liczyć w literaturze przedmiotu. Być może dokona tego grupa
autorów wykazujących od pewnego czasu poważniejsze zainteresowanie tematem,
wśród których obok Kriukowa można w y m i e n i ć M. Czlenowa czy J . Lichtenberga.
Recenzowana praca próbuje nadrobić powstałe zaniedbania systematyzując
podstawowe pojęcia i niektóre koncepcje stosowane w badaniach nad p o k r e w i e ń
stwem. Stanowi ona w ten sposób niejako wprowadzenie do tematu, niezbędne dla
wielu badaczy, którzy nie mieli z nim kontaktu przez czas dłuższy. Wskutek
tego część ogólna pracy, nie związana bezpośrednio z problematyką tytułową, jest
dość obszerna. Nie ma ona przy tym bynajmniej w y ł ą c z n i e sprawozdawczego cha
rakteru, gdyż niektóre zagadnienia przedstawia w sposób oryginalny, wnioski zaś
płynące z analizy konkretnego materiału etnograficznego odnoszone są do potrzeb
teorii pokrewieństwa. Zasygnalizowawszy tę w a ż n ą cechę pracy Kriukowa zatrzy
mamy się niżej nad jednym w zasadzie podjętym przez nią zagadnieniem, miano
wicie na propozycji taksonomii s y s t e m ó w pokrewieństwa, którą umownie nazwiemy
klasyfikacją Kriukowa.
Nie różni się ona zasadniczo od dwu poprzednio stosowanych klasyfikacji —
Lowiego i Murdocka, wnosi jednak pewne nowe elementy. Jest to klasyfikacja
kpnsekwentniejsza od przeprowadzonej przez Murdocka, gdyż operuje stale dwoma
kryteriami: 1) linii prostej i bocznych oraz 2) płci osoby pośredniczącej (tzw.
bifurkacji). Murdock tymczasem zastosował te same kryteria jedynie w odnie
sieniu do trzech klas swojej 7-członowej klasyfikacji. Dzięki tej konsekwencji próba
Kriukowa przypomina klasyfikację Lowiego i różni się od niej jedynie tym, iż
obejmuje prócz generacji w s t ę p n e j również generację ego. F a k t ten stanowi o istot
nej różnicy między dwoma wcześniejszymi oraz o m a w i a n ą próbą. Pomijamy tu
mniej ważną k w e s t i ę przyjętego nazewnictwa.
Ograniczając się do dwu wspomnianych kryteriów Kriukow pominął część
znanych etnografii s y s t e m ó w terminologii pokrewieństwa, dla usystematyzowania
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
279
których Murdock uciekł się do kryteriów dodatkowych. Zabrakło m. in. odrębnego
miejsca dla w a ż n y c h z teoretycznego punktu widzenia s y s t e m ó w typu Crow i Omaha.
Nie należy tego uważać za w a d ę propozycji Křiukowa, gdyż żadna ze znanych
typologii p o k r e w i e ń s t w a nie ma charakteru uniwersalnego i stosowana być może
zależnie od potrzeby dla rozwiązywania konkretnych zadań. Z tego też jednak
w z g l ę d u nie należy traktować ich jako klasyfikacji, a jedynie jako typologie.
Fakt, iż Kiukow podjął próbę połączenia w swojej taksonomii charakterystyk
obu generacji niosących najważniejsze informacje o systemie pokrewieństwa, spra
wia, że jest ona w pewnym sensie uniwersalniejsza od propozycji Lowiego. W prak
tyce jednak okazało się, iż może ona objąć tylko trzecią część znanych s y s t e m ó w
z próby liczącej 529 s p o ł e c z e ń s t w (por. s. 43). Oznacza to mianowicie, że w takiej
tylko liczbie społeczeństw w y s t ę p u j e zgodność typu terminologicznego w obu po
koleniach — w s t ę p n y m i ego. Brak takiej zgodności w pozostałej, tak bardzo licz
nej grupie, nie stał się na szczęście argumentem na rzecz porzucenia podjętej
próby jako nieudanej. W istocie, dopiero od tego momentu rozpoczyna się orygi
nalny w k ł a d Kriukowa.
Autor w y s z e d ł bowiem ze słusznego założenia, że dotychczasowe typologie sta
tycznie traktują opisywane terminologie, a tym samym i systemy pokrewieństwa.
Charakteryzują one tylko część systemu obserwowaną na przykładzie sytuacji
w jednym tylko pokoleniu. Tymczasem można przyjąć, że idealny model odpo
wiadający systemowi pokrewieństwa w społeczeństwie znajdującym się w stanie
r ó w n o w a g i wymaga zgodności typów w obu pokoleniach. Jej brak oznacza z a
chwianie tej równowagi i równa się stanowi przejściowemu, prowadzącemu do przy
jęcia nowego typu, wspólnego dla dwu generacji. Wychodząc z założenia, że dyna
mika rozwojowa jest tak samo prawidłowością s y s t e m ó w społecznych, jak ich chwi
lowe ekwilibrium, Kriukow wprowadził do swej typologii obok czterech t y p ó w zasad
niczych również pięć przejściowych. S t a n o w i ą one w sumie typologię, którą pro
ponuje w recenzowanej pracy. W tej wersji znajduje ona pokrycie w ponad 90%
analizowanych społeczeństw. Wynika z niej, że w stadium zmiany znajduje się
dwukrotnie więcej s y s t e m ó w terminologicznych niż pozostających w stanie stabi
lizacji .
Można wprawdzie twierdzić, że dotychczasowe typologie czyniły m o ż l i w y m i
p o r ó w n y w a n i e typów, do jakich należą terminologie w obu zasadniczych pokole
niach. Wykonanie takiego zestawienia jest praktycznie ł a t w e dla dowolnej liczby
konkretnych społeczeństw, na takim zresztą zestawieniu zbudował Kriukow swoją
propozycję. Dopiero ona jednak zawiera w sobie element dynamiki i to uspra
wiedliwia jej powstanie. Jest to w istocie model zmienności s y s t e m ó w terminolo
gicznych, tak bardzo potrzebny w sytuacji, w której zmiana pokrewieństwa zeszła
w studiach etnograficznych i etnologicznych na dalszy plan ustępując badaniom
nad samą strukturą pokrewieństwa. Model ó w Kriukow przedstawia następująco
(por. s. 64). Liczby arabskie oznaczają ilość społeczeństw, których terminologia
pokrewieństwa zalicza się do danej kategorii.
1
2
W powyższym modelu niekwestionowalne są zbiory reprezentujące poszcze
gólne typy terminologiczne. Trudna do podważenia wydaje się również teza, iż
tzw. typy przejściowe stanowią rezultat procesu zmiany. Dyskusji może podlegać
1
Dotyczy to próby przedstawionej w pracy G . P. M u r d о с к a, Kin term
patterns and their distribution, „Ethnology", 1970:2.
Gdybyśmy zresztą chcieli uwzględnić sytuację jeszcze innych pokoleń, do
czego mielibyśmy pełne prawo, mogłoby się okazać, że dynamika jest cechą stałą
wszystkich lub niemal wszystkich s y s t e m ó w terminologicznych.
2
280
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
jedynie kierunek zmienności (sugerowany zresztą przez miejsce poszczególnych
s y s t e m ó w w modelu), a zwłaszcza problem jego nieodwracalności. W tej ostatniej
kwestii autor nie wypowiada się, ponieważ całą omówioną tu konstrukcję uważa
za część składową uniwersum przekształceń ewolucyjnych kultury człowieka kie
rującego się w s p ó l n y m i prawami.
Korzystając z praw recenzenta można jednak w y s u n ą ć kilka wątpliwości pod
adresem przedstawionej tu koncepcji bynajmniej nie w celu jej bezpośredniego pod
ważania, gdyż znany nam materiał etnograficzny o przekształceniach terminologii
p o k r e w i e ń s t w a daje się pogodzić z jej założeniami. Nie świadczy to jednak na
jej korzyść, ponieważ jest to materiał ilościowo skąpy, ponadto odnosi się w z a
sadzie do jednego tylko etapu zmiany. Uzyskanie sekwencji kilku stadiów prze
kształceń jest bowiem dla etnografa — zwłaszcza terenowego — praktycznie nie
możliwe bez odwołania się do pisanych źródeł historycznych. Z kolei niewiele jest
takich społeczeństw, któreby dawały podobne możliwości. Zatem schemat rozwo
jowy Kriukowa jest praktycznie niezwykle trudny do zweryfikowania. Wynika to
m. in. z jego konstrukcji, w której typy pośrednie odgrywają rolę buforową tak
wobec zasadniczych t y p ó w terminologicznych, jak też wobec ewentualnej polemiki
merytorycznej. Sprecyzowania wymaga bowiem sam mechanizm tworzenia się typu
pośredniego (autor wskazuje na taką potrzebę i przyznaje, że przy obecnym stanie
wiedzy źródłowej zadośćuczynienie jej jest nadzwyczaj trudne). Konieczne jest też
jego zdefiniowanie, co obejmowałoby również określenie roli dwu wariantów
każdego typu. Z uwagi bowiem na w y s t ę p o w a n i e dwu pokoleń rozkład cech w wersji
pośredniej może przybierać postać xz lub zx. Wprawdzie dane liczbowe (por. tabl.
na s. 42) wskazują na zdecydowaną przewagę jednego wariantu w każdym z typów
przejściowych z w y j ą t k i e m typu I - I I I , to jednak przypadki pozostające w mniejszości
również w y m a g a j ą wyjaśnienia, ponieważ operując modelami nie wolno zbyt daleko
posuwać się w abstrahowaniu od materiału empirycznego. Warianty przeważające
pozwalają m ó w i ć o tym, że zmiana rozpoczyna s i ę od pokolenia ego na linii I - I I
oraz I I I - I V , od pokolenia zaś w s t ę p n e g o na linii I I - I V . Jednakże ilość wariantów
w trybie przejściowym I - I I I jest niemal w y r ó w n a n a (w pokoleniu w s t ę p n y m 91
s y s t e m ó w charakteryzuje się typem I I I , zaś 62 typem I). Sytuacja taka stanowczo
wymaga dalszego wyjaśnienia, tym bardziej że autor uważa, iż stwierdzona przez
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
281
niego wrażliwość na zmianę w pokoleniu w s t ę p n y m przy przejściu od typu I do I I I
może mieć szczególne znaczenie dla badania innych społeczeństw, dla których brak
materiału historycznego (s. 280-281). Wypada w tym miejscu zauważyć, że w podsu
mowaniu książki autor przewidział przejście od typu I I I do I I wskazując, że zmiana
rozpoczyna się w pokoleniu ego (s. 305), mimo iż jego model dynamiki terminolo
gicznej (por. diagram) nie zawiera takiej możliwości.
Kriukow skłania się ku traktowaniu zaprezentowanego tu modelu jako sche
matu ewolucji s y s t e m ó w terminologicznych i odpowiadających im etapów roz
woju s y s t e m ó w pokrewieństwa, utrzymując, że na podstawie tych pierwszych można
określić w z g l ę d n y stopień rozwoju społecznego (por. s. 282-283). Odrzuca przy tym
funkcjonalistyczną tezę o chronologicznej zgodności s y s t e m ó w terminologicznych
z odpowiadającymi im instytucjami społecznymi (s. 283), co osłabia poprzednie
założenie. Punktem w y j ś c i o w y m takiego ciągu ewolucyjnego byłby typ irokezki (I),
zwany inaczej bifurkacyjno-łącznym, a w ł a ś c i w i e ta jego wersja, która jest idealnie
dostosowana do symetrycznej wymiany małżeńskiej między dwoma grupami.
Właściwy typ irokezki następowałby dopiero po tym typie początkowym określonym
jako „australijski" (s. 225). Ponieważ autor uważa go za uniwersalny, być może
należałoby go wyodrębnić w przytoczonym diagramie.
Dalszy rozwój następowałby w dwu alternatywnych liniach prowadzących nie
odmiennie do typu angielskiego (IV), czyli liniowego. Etapami pośrednimi mogą
być typy hawajski (II), czyli generacyjny, albo arabski (III), czyli bifurkacyjno-boczny. W ten sposób autor wyraźnie określa swój stosunek do dawnej morganowskiej koncepcji o pierwotnym w y j ś c i o w y m charakterze typu generacyjnego („malajskiego" u Morgana) oraz do spotykanej jeszcze w etnografii radzieckiej i wśród
neoewolucjonistów amerykańskich idei uniwersalności tego typu. Kriukow nie
przewiduje bezpośredniego przejścia od typu początkowego do końcowego (we wspo
mnianej próbie Murdocka w y s t ę p u j e 5 s y s t e m ó w terminologicznych łączących
cechy obu tych typów, a w i ę c niejako stanowiących bezpośrednie przejście).
Autor nie wypowiada się na temat tego, czy w procesie rozwoju m o ż l i w e jest
ominięcie etapu pośredniego, skoro jednak schemat ma mieć walory uniwersal
ności trudno jest przyjąć takie rozwiązanie. Wynika to również z założenia, że
nierównomierność zmiany terminologicznej w sąsiadujących ze sobą pokoleniach,
jest cechą stałą (s. 236-238).
Materiał etnograficzny jest na tyle bogaty, że dostarcza różnorodnych przy
kładów sprzecznych z założeniami dowolnej hipotezy. Chciałbym w tym miejscu
przytoczyć dwie takie sytuacje powodowany nie złościwością, lecz potrzebą w s k a
zania, że nawet zamknięta i logiczna konstrukcja teoretyczna wymaga stworzenia
narzędzi dla zgodnego z jej założeniami wyjaśniania niekonwencjonalnych przy
padków.
Jeden z nich dotyczy dwukierunkowego rozwoju o rozbieżnych wektorach. We
współczesnej mongolskiej terminologii pokrewieństwa mamy do czynienia ze sta
bilizowaniem się typu liniowego (angielskiego) w pokoleniu w s t ę p n y m oraz gene
racyjnego (hawajskiego) w pokoleniu ego, przy czym punktem wyjścia jest typ
bifurkacyjno-boczny (arabski). W rezultacie tworzy się typ przejściowy I I - I V
odległy od wyjściowego (III) o trzy etapy. Drugi przypadek dotyczy kierunku roz
woju odwrotnego niż to przewiduje model Kriukowa. Mapucze mieli w X V I I I w.
terminologię odpowiadającą typowi przejściowemu I - I I , w początkach zaś X X w.
terminologia ich należała całkowicie do typu I .
s
8
Por. L . C. F a r o n, The Dacota-Omaha
continuum in Mapuche
„Journal of the Royal Anthropological Institute", 1961:91 cz. 1, s. 14.
society,
282
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
RECENZJE
Oba te wypadki można interpretować jako rezultat chwilowego anomalnego
rozwoju powracającego do stanu równowagi przewidzianej modelem Kriukowa.
Mapucze mogli inicjować zmianę od typu I i do niego powrócili. Mongołowie
rozwijają typ I I na poziomie generacji ego, lecz mogą powrócić do typu I I I . Taki
zabieg interpretacyjny wskazuje na w s p o m n i a n ą już podwójną rolę buforową typów
przejściowych. Dopóki nie będziemy dysponowali uszczegółowioną teorią wyjaśniającą
przyczyny zmian w terminologii pokrewieństwa, dopóty ranga teoretyczna podob
nych s c h e m a t ó w rozwojowych m o ż e być kwestionowana. T y m niemniej autor tych
słów sam uważa, że propozycja Kriukowa jest w zasadzie przekonująca, z w y j ą t
kiem może hipotezy o uniwersalności początkowego etapu w postaci typu „austra
lijskiego". Wspomnianą wyżej w y j ą t k o w ą sytuację w typie przejściowym I - I I I m o ż
na próbować wyjaśnić skoncentrowaniem w tym w ł a ś n i e punkcie wielu s y s t e m ó w
typu Crow i Omaha, które mogą zakłócać w ł a ś c i w y obraz.
W niniejszym o m ó w i e n i u pozostawiliśmy na uboczu zasadniczą część książki,
mianowicie analizę przekształceń chińskiej terminologii pokrewieństwa. W p o r ó w
naniu z dotychczasową literaturą przedmiotu wydaje się to być najbardziej kompe
tentna i wyczerpująca praca . Autor zadał sobie trud odtworzenia najwcześniejszych
etapów tej terminologii i śledzenia jej ewolucji przez trzy tysiąclecia. Możliwość
taka stwarza dla etnografa w y j ą t k o w ą okazję obserwowania historycznego rozwoju
terminologii przez trzy zasadnicze etapy — od bifurkacyjno-łącznego, przez bifurkacyjno-boczny po liniowy. Podnosi to znacznie wartość tej pracy i dostarcza do
statecznego materiału do szerszych uogólnień mających znaczenie dla studiów
porównawszych, dzięki czemu książka Kriukowa nie ma charakteru partykular
nego, lecz zalicza się do literatury o systemach p o k r e w i e ń s t w a w ogóle.
Pracy można zarzucić stosunkowo małą przejrzystość w prezentowaniu samej
sekwencji kolejnych etapów zmian terminologii chińskiej. T a bowiem kwestia
interesuje najbardziej czytelnika, który nie chce wgłębiać się w problemy tech
niczne zmian. T y m niemniej cały w y k ł a d prowadzony jest przejrzyście. Można też
mieć do autora pretensję o to, że stosuje pojęcie „terminów klasyfikacyjnych" nie
w rozumieniu morganowskim, lecz jako synonim „terminów zbiorowych", czym
pogłębia tylko panujące w tej kwestii zamieszanie. Autor wytyka niektórym
badaczom n i e w ł a ś c i w e rozumienie znaczenia terminów pokrewieństwa (s. 17) prze
jawiające się w prostym ich tłumaczeniu (пр.: „lud X siostrę matki nazywa matką").
Sam natomiast w podobnej sytuacji, gdy idzie o termin zbiorowy, twierdzi, że
dana relacja pokrewieństwa w ogóle nie jest nazywana (w systemach Crow i Omaha
„terminy dla kuzynów przeciwległych nie istnieją", s. 40). Tamże również błędnie
definiuje typy Crow i Omaha jako identyfikujące terminy dla kuzynów równoleg
łych z terminami dla rodzeństwa, która to cecha jest dla tych typów całkowicie
obojętna. Warto wspomnieć, że autor na s. 56-57 krótko charakteryzuje pewne
elementy współczesnej polskiej terminologii pokrewieństwa. Potencjalnych czytel
ników należy też uprzedzić, że drukarnia popełniła sporo omyłek w symbolach
notacyjnych relacji pokrewieństwa oraz przestawiła diagramy na s. 37 i 38.
4
Sławoj
4
Szynkiewicz
Na marginesie warto wskazać, że chińskiemu systemowi pokrewieństwa po
święcony jest fragment wydanej w 1973 r. polskiej wersji Istoty
kultury
A. L . К r o e b e r a. Nie przedstawia on sobą niestety większej wartości (może
poza krótkim postscriptum) i wydaje się, że w wyborze artykułów do polskiego
wydania mógł on zostać pominięty na rzecz bardziej interesującego.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
KSIĄŻKI
В i о с с a Ettore, Yanoáma.
szawa 1974, ss. 407.
Opowieść
283
I RECENZJE
NADESŁANE
kobiety porwanej
przez Indian,
P I W , War
Yanoáma to nazwa grupy plemion indiańskich, tzw. leśnych nomadów zamiesz
kujących dżungle na pograniczu Brazylii i Wenezueli. N i e z w y k ł y m dokumentem
ich życia, o dużych walorach poznawczych, jest relacja kobiety, która porwana
w dzieciństwie spędziła wśród nich wiele lat. E . Biocca, włoski uczony, uzupełnił
zarejestrowaną przez siebie opowieść unikalnym materiałem ilustracyjnym, a we
w s t ę p i e przedstawił krótko historię kontaktów z tymi mało znanymi plemionami.
R.T.
B i r k e t — S m i t h K a j , Ścieżki kultury,
ss. 574, 113 ilustr. czarno-białych.
Wiedza Powszechna, Warszawa 1974,
„[...] jak stare są składniki kultury i jak stały się one jej częścią? [...] czy
zrodziły się w środowisku, czy zostały zapożyczone? Jeśli zostały zapożyczone, to
skąd?" — oto pytania, na które ma być odpowiedzią synteza kultury napisana przez
znanego duńskiego badacza kultury Eskimosów. Książka ta, łącząca materiał arche
ologiczny i etnograficzny, mająca za cel ukazanie dróg rozwoju kultury ludzkiej,
wyróżnia się spośród współczesnych prac tego typu przystępnością wynikającą
m. in. z jej opisowego charakteru. Stąd też nierzadko spotykamy brak precyzji,
pochopne uogólnienia przy równoczesnym podziwie dla erudycji autora. Przed
mowa do wydania polskiego i w s k a z ó w k i bibliograficzne Zofii Sokolewicz.
R.T.
Bylina
Stanisław, Wizje społeczne
w herezjach
średniowiecznych.
Humiliaci,
begini, begardzi, Ossolineum, Wrocław — Warszawa — Kraków — Gdańsk 1974,
ss. 234.
Praca
historyczna
dająca
obraz wybranych ruchów społeczno-religijnych
w Europie ( X I I - X I V w.). Jest ona kolejnym w k ł a d e m do studiów nad reakcjami
społecznymi w sytuacji kryzysu s y s t e m ó w wartości. Godne uwagi jest coraz częstsze
wkraczanie n a u k o w c ó w polskich w tę trudną, ale i nadzwyczaj aktualną pro
blematykę.
R.T.
E c o Umberto, Dzieło otwarte. Forma i nieokreśloność
w poetykach
współczes
nych, Czytelnik, Warszawa 1973, ss. 307.
Autor dał się już poznać polskim czytelnikom swym kontrowersyjnym
Pejzażem
semiotycznym. T y m razem przedmiotem analizy są poetyki, które stanowią w e d ł u g
Eco model odzwierciedlający charakter kultury i obrazu świata funkcjonującego
w określonym okresie historycznym. „Zamknięte i jednoznaczne dzieło artysty
średniowiecza odzwierciedlało koncepcję wszechświata jako raz na zawsze ustalonego
hierarchicznego porządku [...] — wielokierunkowy świat kompozycji serialnej [...1
jest bardzo bliski Einsteinowskiej wizji [...] rzeczywistości."
R.T.
284
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I RECENZJE
Estudios Latinoamericanos,
Instytut Historii P A N , Ossolineum, Wrocław •— War
szawa — Kraków — Gdańsk 1974, nr 2, ss. 317.
Niepewność, jaką wzbudził pierwszy numer Estudios... wydany bez oznaczenia
numerycznego, rozwiał omawiany tom noszący cyfrę 2 na okładce i zawierający
w z m i a n k ę redakcji, że seria będzie kontynuowana. Znajdujemy w nim następujące
artykuły: J . Szemińskiego, L a insurrección
de Tupac Amaru II: guerra de inde
pendencia o revolución"?; E . Nowickiej, The Ras Tafari Movement — its Genesis
and Functions; A . Posern-Zielińskiego, Tendencias conservadoras y
revolucionarias
indígenas (Los movimientos social-religiosos
en las comunidades indígenas
margina
les del siglo XX en Sudamérica);
Z. M. Kowalewskiego, El café y la
revolución
en los valles andinos del sur del Perú. Ponadto szkic Т. Łepkowskiego o sto
sunkach polsko-meksykańskich w latach 1934-1939, polemikę A. Posern-Zielińskiego
i Z. M. Kowalewskiego w o k ó ł problemu antropologii wojny partyzanckiej, publikacje
źródeł, kronikę i recenzje.
R.T.
Euhemer.
Przegląd
religioznawczy,
Warszawa 1974, nr 3, ss. 187.
Polskie
Towarzystwo
Religioznawcze, P W N ,
W numerze tym znajdujemy kilka artykułów wkraczających w problematykę
szeroko rozumianej etnologii. Wymienić można trzy prace poświęcone kosmologii
egipskiej, hetyckiej i Starego Testamentu (I. Pomorskiej, M . Popko i W. Tylocha),
artykuł M. Nowaczyka, Schemat ewolucji religii Lewisa Henry Morgana oraz szkic
J . J . Prawdzic-Gałęskiego, Wyznaniowo-etniczna
społeczność
Knorydy,
poruszający
zagadnienie stosunków w e w n ę t r z n y c h w prawosławno-katolickich społecznościach
wiejskich na Podlasiu.
ft.T. •
Gonionskij
S. A., Kolumbia.
Istoriko-etnografiezeskije
Moskwa 1973, ss. ЗЭЗ, ilustr., 1 mapa.
oczerki,
Izd. Nauka,
Kolejna monografia z serii poświęconej krajom Ameryki Łacińskiej. Autor
prezentuje panoramę dziejów Kolumbii począwszy od X V / X V I w. i kończąc na
współczesnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Wiele miejsca poświęcono formowaniu
się społeczeństwa kolumbijskiego, problemom narodotwórczym oraz ruchom wyz
w o l e ń c z y m i sytuacji politycznej w X X w. Każdy rozdział zaopatrzony w biblio
grafię.
R.T.
G r a n e t Marcel, Cywilizacja
chińska,
P I W , Warszawa 1973, ss. 420, 74 ilustr.
czarno-białe, 9 ilustr. barwnych, mapy w tekście.
Po 44 latach od ukazania s i ę pierwszego wydania, dzięki Mieczysławowi
J . Künstlerowi przyswojone zostało językowi polskiemu dzieło należące już do
klasyki nauki o człowieku i kulturze. Granet, związany ze szkołą socjologiczną
Durkheima, ukazuje w syntetyczny sposób historię kształtowania się cywilizacji
chińskiej, zwracając u w a g ę przede wszystkim na stosunki społeczno-gospodarcze.
Tłumacz dzieła napisał we wstępie: „Książka Marcela Graneta umożliwia poznanie
tych istotnych e l e m e n t ó w cywilizacji chińskiej, bez których znajomości n i e m o ż l i w e
jest w ł a ś c i w e spojrzenie na wiele zjawisk zachodzących w Chinach dzisiejszych".
Należałoby oczekiwać na uzupełnienie tego obrazu drugim wielkim dziełem tego
autora poświęconym myśli chińskiej — La pensée
chinoise.
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
I
285
RECENZJE
Pracę uzupełnia bibliografia dopełniona wykazem dorobku polskich sinologów
oraz indeks.
R.T.
G u i r a u d Pierre, Semiología,
1974, ss. 127.
Biblioteka Wiedzy Współczesnej Omega, Warszawa
Krótki zarys ogólnej teorii znaku połączony z rozważaniami nad różnymi ko
dami — logicznymi, estetycznymi, społecznymi. Interesująca praca znanego języ
koznawcy francuskiego rozszerzająca teoretyczne podstawy semiotyki kultury. B i
bliografia.
R.T.
Kępiński
Antoni,, Melancholia, P a ń s t w o w y
Warszawa 1974, ss. 340, ilustr. w tekście.
Zakład -Wydawnictw
Lekarskich,
Rzadko się zdarza, by psychiatra łączył s w ą wiedzę fachową z głęboką refleksją
filozoficzną nad człowiekiem jako istotą egzystującą na pograniczu natury i k u l
tury. Olbrzymie zainteresowanie pracami przedwcześnie zmarłego prof. A. K ę p i ń
skiego świadczy, że niezaspokojona potrzeba tego typu przemyśleń jest głęboko
zakorzeniona wśród przynajmniej części społeczeństwa. Po Psychopatologii
nerwic,
Schizofrenii i Rytmie życia otrzymaliśmy oto kolejne dzieło, będące cennym w k ł a d e m
do dorobku nauk o człowieku. Uzupełnieniem studium o melancholii jest szkic
J . Mitarskiego Z dziejów
melancholii, który — gdyby chcieć go klasyfikować —
zaliczyć należy do dziedziny historii kultury. T a cenna pozycja wydawnicza zna
leźć się powinna w polu zainteresowań każdego etnologa.
R.T.
K o m o r o w s k i Zygmunt, Tradycje
1973, ss. 226 bibl., mapy (skrpyt).
i współczesność
Afryki
Zachodniej,
Warszawa
Jest to skrypt przygotowany w Studium Afrykanistycznym Uniwersytetu War
szawskiego, noszący podtytuł: Wstęp
do antropologii kulturowej
regionu. Składa
się on z trzech części: W pierwszej omawia autor geograficzne podstawy życia
społecznego oraz przedstawia rys historyczny Afryki Zachodniej. Część druga jest
charakterystyką grup etnicznych tego regionu, a trzecia przedstawia przemiany
społeczno-kulturowe zachodzące pod w p ł y w e m rozwoju gospodarki, oświaty i u r banizacj i.
B.
M r o z e k Bogusław, Historia
szawa 1973 г., ss. 507, bibl.
najnowsza
Azji
południowo-wschodniej,
Ż.
K i W , War
Książka jest przeglądem historii politycznej państw południowo-wschodniej
Azji. Autor wychodzi od omówienia struktur terytorialnych istniejących w danym
momencie dziejowym. Książka omawia zagadnienia szczegółowe, typowe dla jedne
go państwa, oraz ogólne, do których przede wszystkim należą: charakterystyka
ruchu n a r o d o w o - w y z w o l e ń c z e g o oraz system rządów w poszczególnych krajach,
zwłaszcza typowego dla tamtego rejonu system tzw. „demokracji kierowanej".
B.
Z.
286
ARTYKUŁY
RECENZYJNE I RECENZJE
Książka jest zbiorem artykułów przygotowanych w Instytucie Krajów Wschodu
AN Z S R R . Pogrupowane one zostały następująco: historia, ekonomika, literatura,
badania na Oceanie Spokojnym. Artykuły zawierają cały szereg nowych danych
o historii i współczesnej problematyce Australii i Oceanii. T a k w i ę c omówione
zostały mało zbadane dotychczas problemy dotyczące podróży Johna Cooka w pół
nocnej części Oceanu Spokojnego. Po raz pierwszy w radzieckiej literaturze naukowej
przedstawiono przemiany polityczne, ekonomiczno-spcłeczne i kulturowe w latach
sześćdziesiątych naszego stulecia na Samoa, Fidżi i Tonga. Zamieszczone są także
artykuły dotyczące współczesnej Australii, tj. rozwoju współczesnej literatury i k u l
tury oraz intensyfikacji rolnictwa. W bibliografii zostały zebrane radzieckie pozycje
z lat 1959-1970 dotyczące Australii i Oceanii.
B.2.
Pacific Islands Year Book, ed. Judy Tudor, Pacific Publication, Sydney 1972,
s. 542, mapy.
Już z górą od 40 lat wznawiana jest pozycja informacyjna dotycząca wysp
Oceanu Spokojnego. W styczniu 1972 r. ukazało się już 11 wydanie (pierwsze
w 1932 r.) tej wartościowej publikacji. Znajdują się tam różnorodne informacje
dotyczące obszaru Pacyfiku począwszy od historii, zaludnienia wysp, a skończywszy
na zagadnieniach politycznych, gospodarczych, turystycznych i szeregu innych da
nych, często w ujęciu historycznym. Praca zawiera ponadto, już w bardziej skróco
nej formie, informacje dotyczące wysp i p a ń s t w należących do tzw. West Pacific
Periphery. J a k przystało na dobre wydawnictwo
encyklopedyczno-informacyjne
zamieszczono tu ponad 100 map, planów wysp, regionów i miast.
A. P.
Panorama des sciences
humaines,
Paryż 1973, indeks nazwisk, ss. 667.
Kolejna publikacja serii edycyjnej L e Point du Jour spotka się n i e w ą t p l i w i e
z pochlebnym przyjęciem i szerokim zainteresowaniem. Przedstawiony w niej został
dorobek dyscyplin tradycyjnych: psychologii i socjologii, nauki o pracy oraz ekonomii,
psychoanalizy, etnologii, lingwistyki i semantyki, historii. Poszczególne części książki
odnoszą się do jednej z wymienionych w y ż e j nauk. Zostały w nich zawarte wybrane
teksty wybitnych przedstawicieli danej gałęzi wiedzy. I tak na przykład w części
dotyczącej etnologii znalazły się prace takich jej reprezentantów, jak Levi-Strauss,
Caillois, Metraux, Radcliffe-Brown, Mauss, Evans-Pritchard i inni. Z kolei socjo
logię reprezentują m. in.: Marks, Durkheim, Weber, Parsons, Mertou, a historię:
Hegel, Aron, Lukacs, Toynbee, Althusser, Panofsky, Leroi-Gourhau. Poszczególne
części pracy poprzedzają komentarze pióra n a u k o w c ó w francuskich, w s t ę p zaś do
całości napisał Denis Holliér, pod kierunkiem którego przygotowano całą publikację.
B. Z.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i Aleksander, Ruchy społeczne
i religijne Indian
hiszpań
skiej Ameryki Południowej
( X V I — X X го.), Ossolineum, Wrocław — Warszawa —
K r a k ó w — Gdańsk 1974, ss. 227.
Tak zwane ruchy społeczno-religijne to zjawisko kulturowe pojawiające się
wśród wielu ludów Trzeciego Ś w i a t a w wyniku konfrontacji z ekspansją „Białych"
ARTYKUŁY
RECENZYJNE
287
I RECENZJE
i ich kultury. W Ameryce mają one miejsce już w X V I w. przybierając na prze
strzeni kilku w i e k ó w różnorodne postaci oscylujące między typem ruchu religijne
go i ruchu świeckiego. Szkicując zmieniające się tło stosunków społeczno-ekonomicznych autor omawia różne formy ruchów społecznych Indian na terenach Peru,
Boliwii, Ekwadoru i Kolumbii, traktując je — co warte jest szczególnego podkreśle
nia — jako wyraz żywotności tubylczych kultur i siły witalnej tkwiącej w ich
systemach społecznych.
R. T.
Sołodownikow
ss. 399.
W. G., Problemy
sowremiennoj
Afriki,
„Nauka", Moskwa
1973,
Autor pracy jest znanym radzieckim afrykanistą, dyrektorem Instytutu Afryki
A N Z S R R . W swej pracy porusza on cały szereg problemów o fundamentalnym
znaczeniu dla Afryki współczesnej — politycznych, ekonomicznych, społeczno-kul
turowych. Na pracę złożyły się artykuły publikowane uprzednio na łamach czaso
piśmiennictwa radzieckiego i zagranicznego oraz teksty w y s t ą p i e ń na radzieckich
i międzynarodowych konferencjach i sympozjach dotyczących Afryki.
B.
T a r k o w s k a Elżbieta, Ciągłość i zmiana socjologii francuskiej:
Lévi-Strauss,
PWN, Warszawa 1974, ss. 278.
Durkheim,
Ż.
Mauss,
Trzy wymienione w tytule nazwiska sygnalizują trzy punkty zwrotne w roz
woju francuskiej myśli kulturoznawczej. Autorka zajmuje się analizą wybranych
aspektów założeń metodologicznych tych wybitnych uczonych oraz ukazuje ich
dorobek teoretyczny w dziedzinie badań nad m y ś l ą pierwotną (na przykładzie ana
lizy mitu i kategorii czasu). Jest to pierwsza praca, jaka ukazała się w Polsce,
poświęcona tej w a ż n e j karcie w historii etnologii i socjologii.
R. T.