-
Title
-
Epos historyczno-ideologiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.94-104
-
Creator
-
Barański, Janusz
-
Date
-
1997
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:3463
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3686
-
Text
-
Epos historyczno-ideologiczny
Gazetowa historia w służbie stanu wojennego
Janusz Barański
Clifford Geertz stwierdził, że etnografia ma pośród nauk
szczególny status. Zajmując się tak rozległą dziedziną jaką jest
kultura, nie może liczyć na stworzenie - jak to określił
- Ogólnej Teorii Interpretacji Kultury. Oczywiście taki trud
można by podjąć i niektórzy to robili, z tych teorii był jednak
niewielki pożytek (1973, s. 26). Można więc postrzegać
kulturę jako folklor i kolekcjonować jego zabytki, można też
skupić się na wyszukiwaniu jej cech, by je następnie poddawać
systematyzacji, można określać jej instytucje, by dokonywać
ich klasyfikacji, można wreszcie widzieć w niej wyłącznie
struktury, które będą poddawać się manipulacji (tamże, s. 29).
W każdym wypadku będzie to popadanie w tzw. błąd
kategorialny, przed którym przestrzegał Gilbert Ryle: uogól
nianie „ponad" poszczególnymi przypadkami (across cases).
Uogólnianie ma się natomiast odbywać „pomiędzy nimi",
„wewnątrz nich" (within them) (tamże, s. 26). W wypowiedzi
Geertza znajdujemy podobną uwagę skierowaną na ową
konkretność indywidualnego i kulturowego znaczenia wszel
kich symbolicznych przedstawień, o której pisał Cassirer, oraz
nieodłączność aktu interpretacji, na co wskazywał Gould, czy
wreszcie na kontekst sytuacji, którego ważność podkreślał
Malinowski.
Semiotyczne pojęcie kultury, takie bowiem propaguje
Geertz, jest „sporne z natury", „istotnościowo powątpiewalne" (essentialy contestable) (tamże, s. 29), a to dlatego, że jego
przedmiot - symbol - jest zmienny. Szczególnym celem
interpretacyjnej antropologii jest więc nie „dochodzenie do
zgody", a „doskonalenie sporu". „Analiza kulturowa" jest
z natury niepełna, co więcej, ta niepełność wzrasta wraz
z zagłębianiem się w przedmiot badania. W tym znaczeniu
etnografia to taka dziwna dyscyplina, której najbardziej trafne
stwierdzenia są najbardziej „miałkie" (tremendously based)
(tamże).
W tym znaczeniu poniższe rozważania potwierdzić mogą
pogląd Geertza o permanentnej niepełności etnograficznej
analizy. Z drugiej strony, są one tyleż próbą interpretacji
danego tematu, co ilustracją, na tymże temacie, pewnej zasady
interpretacji. W tym sensie artykuł ten nie pretenduje do
wyczerpania tytułowego problemu. Również prasa, jako mate
riał empiryczny, potraktowana została wybiórczo, choć - są
dzimy -jest to wybór reprezentatywny. Wybraliśmy mianowi
cie trzy pisma codzienne: „Rzeczpospolitą" (Rz, dziennik
rządowy), „Trybunę Ludu" (TL, dziennik PZPR) i „Żołnierza
Wolności" (ŻW, dziennik MON). Z racji swojego zasięgu
i politycznej rangi - w przypadku dwu pierwszych tytułów,
tudzież roli wojska, zwłaszcza w pierwszych latach dekady
- w przypadku tytułu ostatniego, wszystkie pisma, obok radia
i telewizji, odgrywały decydującą rolę w formowaniu obowią
zującej rządzących i rządzonych politycznej wykładni.
13 grudnia 198! uznać można za początek minionej dekady.
Dokonała się wówczas jakościowa zmiana, która sprawiła, że
94
nowomowa z roku 82 bliższa była w swych typowych cechach
tej z roku np. 85, niż nowomowy z roku 81. Stało się tak za
sprawą istotnej cezury, mianowicie wprowadzenia stanu
wojennego. Dodajmy jeszcze istnienie znaczących różnic
w interesującej nas materii pomiędzy okresami „przedsierpniowym" a „pogrudniowym", choć, formalnie rzecz biorąc,
była to wciąż ta sama dekada. Trzeba równocześnie zauwa
żyć, że nowomowa końca dekady ponownie, w obliczu tempa
politycznych przemian, zmieniła się znacznie w porównaniu
z tą z okresu pierwszych kilku lat po 13 grudnia.
Sam moment wprowadzenia stanu wojennego należy uznać
za pewien inicjalny akt. Zawieszenie działalności większości
organizacji (związków zawodowych, stowarzyszeń i in.)
odbywało się równocześnie z restytucją rangi i roli państwa.
Był to kolejny poważny krok w odchodzeniu od elementów
doktrynalnych marksizmu-leninizmu, a w ciągu pierwszego
roku stanu wojennego ich powrót odbywał się powoli i nigdy
już nie uzyskały one znaczenia sprzed sierpnia '80czy nawet
grudnia '81. Michał Głowiński, status rządzącej partii na
początku tej dekady określił mianem „ctatolatrii" (1992, s.
52). Partia komunistyczna ustąpiła państwu część swych
funkcji i prerogatyw, „chroniąc" się tymczasem za jego
instytucjami. W praktyce chodziło o instytucje wojska i poli
cji, w państwowotwórczej retoryce mowa była wszelako
o instytucjach: parlamentu, rządu, rady państwa, ora/, o na
wiązaniu do tradycji historycznych.
Niektórzy obserwatorzy wskazywali na ogólniejsze zjawis
ko, mianowicie: proces „faszyzacji" systemu politycznego
w całym komunistycznym bloku (por. Kaltenbrunner 1987. s.
407). Proces ten polegał na wchłanianiu elementów tradycji
narodowej, a nawet propagowaniu postaw nacjonalistycznych,
militaryzmie, pewnych cechach kultu wodza czy juwenilizmie
(por. tamże, s. 39). Jeśli chodzi o tę ostatnią, w Polsce
utworzone zostało nawet ministerstwo do spraw młodzieży,
z Aleksandrem Kwaśniewskim jako szefem tego resortu.
Znany jest pogląd Arnolda Toynbee, że komunizm to
system, w którym nacjonalistyczne idee znalazły doskonalą
inkubatornię. Z procesem faszyzacji związana była kulminacja, i schyłek równocześnie, doktrynalnego elementu realizo
wanego wszakże przez cały okres powojenny, mianowicie
formuły - „narodowy w formie, socjalistyczny w treści" - we
wszelkiego rodzaju propagandowych poczynaniach. Wpisy
wał się on w nowy nieco kształt propagandy minionej dekady.
„Jej powołaniem jest spełnienie roli handlarza-pośrednika;
partia-państwo jako mocodawca stawia propagandę przed
niewykonalnym, na pierwszy rzut oka, zadaniem upłynnienia
ideologii, na którą nie ma zbytu" - pisał Paweł Kuczyński
(1987, s. 92). Propaganda, jak nigdy dotąd, zmuszona była
wykorzystywać wszystko, co było „pod ręką", co dotyczyło
również jej własnego językowego uposażenia. „Zaczął się
swoisty dramat językowy, w którym nie tylko stawką, ale
i narzędziem była właśnie mowa. Dramat ów to walka
0 symbole i walka na symbole" (Głowiński 1990. s. 129).
Niema! równocześnie z wprowadzeniem stanu wojennego
sięgnięto po owe symbole. Nic chcemy wyczerpać ich listy,
zamierzamy natomiast na kilku przykładach zilustrować
mechanizm ich „obróbki", mechanizm mityzacji: „wędrówki"
elementów opisu świata pomiędzy różnymi kosmologiami,
różnymi poziomami znaczenia (abstrakcji), zwykle z równo
czesną zmianą kodu. Rok 1982 jest pod względem tej
symboliki wyjątkowy, ponieważ władza komunistyczna z nie
spotykaną dotychczas intensywnością zaczęła wprowadzać do
politycznej wykładni wspomniany element „narodowy w for
mie". Odbywało się to jednak z równoczesnym usztyw
nieniem polityki bieżącej. Był to rok, w którym odwoływano
się po raz pierwszy do pewnych elementów historycznej
1 narodowej tradycji, jeszcze do niedawna marginalizowanych
lub nawet zwalczanych. W tym też roku te odwołania były
bodaj najbardziej „żarliwe", jeśli chodzi o całą dekadę lat
osiemdziesiątych. Dlatego też uznaliśmy, że materiał źródło
wy pochodzący z tego roku będzie wystarczającą ilustracją
przedstawionej w poniższym artykule tezy.
O jednym z takich symboli, który pojawił się niedługo po
wprowadzeniu stanu wojennego donosiła w trzecim numerze
reaktywowana „Rzeczpospolita":
17 bm, w rocznicę wyzwolenia Warszawy, zgodnie
Z zaleceniem przewodniczącego Rady Ocalenia Narodo
wego, min. Obrony Narodowej gen. armii Wojciecha
Jaruzelskiego, żołnierze Kompanii Reprezentacyjnej
Wojska Polskiego wystąpią podczas uroczystej zmiany
warty w tradycyjnych czapkach-rogatywkach (Rz 3).
Tej informacji towarzyszył historyczny komentarz:
Krakuska dołączyła w drugiej kolejności historycznej od
czasu kosynierskich przewag pod rozkazami Kościuszki.
Wcześniej zaś, powstała z rozpowszechnionego już
w XVII wieku kroju czapek, zjawiła się jako znak
wojowników czworogranna „ konfederatka " zrzeszonych
w Konfederacji Barskiej (,..). Szli piechotą i walczyli
konno pod Napoleonem, już ze znakami Orła, rodacy
w rogatych czapkach, a brawura kawalerii nadała wręcz
„modzie wojskowej" Europy ten fason nakrycia głowy
jako strój najbardziej zawadiackich (...). Upadło Księst
wo warszawskie, wszakże rogatywki (dla konnych zwłasz
cza formacji) ostały się w Królestwie Polskim, potem
Powstaniu Listopadowym, Styczniowym... (tamże).
Jest także komentarz polityczny:
W rocznicę wyzwolenia, do uroczystej zmiany warty przy
Grobie Nieznanego Żołnierza na Placu Zwycięstwa
w Warszawie, stanie Kompania Reprezentacyjna Wojska
Polskiego, znów po latach w historycznych „rogatyw
kach". Powrót tego polskiego, wojskowego nakrycia
głowy, powrót do pięknych tradycji żołnierskich, właśnie
w tym dniu i w tym mieście - ma większe niż tylko
symboliczne znaczenie (tamże).
Oczywiście trywialny sens miałoby skonstatowanie legitymizacyjnej funkcji tych poczynań, podobnie jak to, że stan
wojenny wprowadzono w celu utrzymania istniejącego wów
czas systemu politycznego. Takie wnioski o charakterze
publicystycznym znaleźć jednak można w niektórych pracach
z dziedziny politologii czy socjologii, dotyczących podobnej,
jak rozważana w tym artykule, problematyki. Przyjęcie
natomiast antropologicznej perspektywy teoretycznej, spoj
rzenie z punktu widzenia „astronoma nauk społecznych", jak
powiedział Lévi-Strauss (1970, s. 483)- pozwoli - być może
- twórczo sproblematyzować tę kwestię. Ta astronomiczna
perspektywa głosi konieczność przyjęcia systemu kultury
jako tła, które należy uwzględnić, jeśli chce się zrozumieć
znaczenie poszczególnych wytworów; w tym również ideo
logii, propagandy, nowomowy.
Rocznica wyzwolenia Warszawy była pierwszą okazją
pozwalającą na rzucenie swoistego „historycznego mostu",
dokonania istotnego dla rządzących propagandowego porów
nania. Jest to jedna z konstytutywnych cech mechanizmu
każdej kultury: samoobjaśnianie z użyciem systemów analo
gii. Zwracał na to uwagę Lévi-Strauss, gdy pisał, że mit jako
historyczna opowieść o przeszłości służy objaśnianiu teraź
niejszości, że „diachronia, w pewnym sensie opanowana,
współpracuje z synchronią" (1969, s. 355), że „obrzędy
historyczne przenoszą przeszłość do teraźniejszości" (tamże,
s. 356). Wzrost znaczenia tej historycznej obrzędowości jest
w roku 82 bardzo wyraźny, z równoczesnym zmniejszeniem
roli obrzędowości ideologicznej.
Wspomniana uroczysta zmiana warty pokazana została,
w każdym z rozważanych dzienników, na zdjęciu przed
stawiającym żołnierski szereg w rogatywkach na głowach, co
- na ówczesne czasy - było obrazem raczej niezwykłym. Był
to bowiem jeden z pierwszych sygnałów przyjęcia przez
rządzących, niektórych odrzucanych dotychczas treści histo
rycznej i narodowej tradycji. Historycznej symbolice, wypeł
niającej cały „roczny cykl obrzędowy", przyjdzie się dokład
niej przyjrzeć. W tym miejscu chcemy zwrócić uwagę na
jeszcze jeden element, podobny w swojej formie i funkcji do
wspomnianego powyżej, zamykający ten rok obrzędowy.
Podobna uroczysta zmiana warty miała miejsce w końcu roku
- 29 Xl - w rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego:
Z okazji „Dnia Podchorążego" przy Grobie Nieznanego
Żołnierza odbyła się w poniedziałek uroczysta zmiana
warty. Żołnierze wystąpili w mundurach historycznych
z okresu Powstania Listopadowego (TL 284).
1 w tym przypadku zdjęcie przedstawiające grenadierów
gwardii, zamieszczone w rocznicę niepodległościowego zry
wu, w organie partii komunistycznej (w pozostałych dzien
nikach również), ma istotnie większe niż tylko symboliczne
znaczenie, jak to sugerował komentarz polityczny:
Warty te są widomym symbolem łączącym dzisiejszych
podchorążych szkół ludowego Wojska Polskiego z ich
bohaterskimi poprzednikami, wyrazem uznania dla bo
haterów Nocy Listopadowej, za ich wierną służbę Oj
czyźnie, męstwo w walce, odwagę, ofiarność, zdolność
do poświęceń dla kraju i narodu (TL 282).
Rogatywka czy mundur grenadiera spełniają tutaj pewną
polityczną misję. Poprzez metaforyczne odniesienie do idei
patriotycznego czynu, podejmują zadanie metonimii, ustana
wiając pewną łączność pomiędzy tą ideą, ucieleśnioną w in
surekcjach i powstaniach doby niewoli, a wojskiem polskim
doby stanu wojennego. Ten historyczny most jest więc
również mostem semantycznym: ideowa misja konfederatów
barskich czy dyktatorów Powstania Styczniowego jest toż-
95
sama z misją dyktatorów stanu wojennego. Zamieszczone
w dziennikach zdjęcia uznać należy za ikony konotujące
łączność z patriotyczną tradycją. Stan wojenny i jego adhe
renci mają zostać „wmodelowani" w większą historyczną
i znaczącą strukturę.
Symboliczna misja rogatywki (w rozumieniu semantycz
nym, w odróżnieniu od tego publicystycznego, użytego
w przytoczonym komentarzu) jako pewnej kulturowej meta
fory, możliwa jest zatem do zrozumienia, idąc tropem
Richardsa-Wheelwrighta-Ricoeura (por. Barański 1995),
w bardzo długim zdaniu wypowiadanym przez dwa stulecia
i z uwzględnieniem pewnej poetyki powtarzalności. To ona
jest częścią poetyki mitologizowania, która stawanie się,
istnienie, trwanie traktuje jako całość, wieczny cykl zdarzeń,
a nie izolowane sekwencje, działania etc. (por. Cassirer 1953,
s. 111).
Władimir Toporów napisał w eseju O kosmologicznych
źródłach wczesnohisłorycznych opisów: „Substancjalnie jeden
i ten sam element opisu historycznego może być nosicielem
różnych znaczeń, aż do przeciwstawnych włącznie, i odwrot
nie - różne elementy mogą przekazywać jedno i to samo
znaczenie" (1977, s. 105). Rogatywka-symbol, część munduru
wojskowego również w okresie międzywojennym, wycofana
w 1950 roku, stała się z dnia na dzień mocą historycznosymbolicznego reservatio mentalis, posłańcem okresu wcześ
niejszego. Jurij Łotman napisał kiedyś, że „symbol aktywnie
koreluje z kontekstem kulturowym, transformuje się pod jego
wpływem i sam go transformuje. Jego inwariantna istota
realizuje się w wariantach" (1988, s. 151). W naszym
wariancie symbol stał się operatorem zrastania - jak by
powiedział Cassirer - różnych politycznych działań, tych
XIX-wiedznych i tych ze schyłku wieku XX, zrastania jako
immanentnej cechy mito-logiki (por. Barański 1996, s. 39).
Wszelkie mitotwórstwo jest zresztą - według Marburczyka
-pierwotne wobec historii, która jest wobec mitu drugorzędna
i pochodna (1953, s. 5; por. Barthes 1984, s. 234).
W tym historycznym dorocznym cyklu obrzędowym do
łask wróciły rocznice Powstania Warszawskiego i Odrodzenia
Polski. Oto typowy tekst towarzyszący relacjom z obchodów
rocznicy Powstania:
Na barykadach stolicy walczyli żołnierze Armii Krajo
wej, Armii Ludowej, a nawet Batalionów Chłopskich
z oddziałów przybyłych z okręgu warszawskiego, har
cerze i członkowie Związku Walki Młodych, robotnicy,
inteligenci, komuniści, duchowni. Wszyscy oni, nie żału
jąc krwi i życia, myśleli o jednym - o Polsce wolnej,
sprawiedliwej i niepodległej. Ta jedność na gruncie
nadrzędnych racji socjalistycznego państwa jest nam
i dzisiaj potrzebna nade wszystko (z wystąpienia prezesa
warszawskiego oddziału ZBOWiD, TL 181).
Jeśli chodzi o 64 rocznicę Odrodzenia Polski, we wszyst
kich dziennikach, ku pierwszemu zrazu zaskoczeniu, najdłuż
sze notatki poświęcono obchodom święta w jednym z prowin
cjonalnych miast:
Uroczystości z ceremoniałem wojskowym odbyły się
w centrum Lublina. Na płycie Grobu Nieznanego Żoł
nierza, a także pod Pomnikiem Wdzięczności Żołnierzom
Radzieckim i Pomnikiem Konstytucji 3 Maja, przy któ
rych żołnierze LWP zaciągnęli warty honorowe, złożono
wieńce i wiązanki kwiatów (TL 269).
96
Towarzyszyły temu komentarze w rodzaju przytoczonego
poniżej:
Pamiętamy o wszystkich uwarunkowaniach odrodzenia
po latach niewoli naszej niepodległości, o znaczeniu dla
tego faktu Rewolucji Październikowej i uznania przez
młode państwo radzieckie prawa do samostanowienia
naszego narodu. Gdyby nie było drugiej niepodległości,
nie byłoby też Polski Ludowej w 1944 r. Te refleksje
historyczne są niezbędne dla wszystkich, zwłaszcza dla
młodego pokolenia, aby zrozumieć jaką cenę płaciliśmy
w przeszłości za swą niepodległość oraz pojąć ogrom
ostatnich zagrożeń dla bytu narodowego ze strony
wrogów socjalizmu Polski, rzeczników destrukcji
go państwa, siewców anarchii (TL 267).
Dydaktyczne zadanie tych refleksji historycznych nie
budzi wątpliwości. Oto, poczynając od pierwszego komen
tarza, zwróćmy uwagę na fakt, że z dziewięciu wymienionych
podmiotów (formacji zbrojnych, grup społecznych) biorą
cych udział w Powstaniu, tylko trzy przynależą semantycznie
do konkurencyjnego webec ruchu komunistycznego Rządu
Londyńskiego i Delegatury Rządu na Kraj - organizatorów
Powstania. Powtórzmy - chodzi o kryterium semantyczne, to
znaczy przynależność poszczególnych terminów - wskazują
cych te podmioty - do słownictwa, którym propaganda
posługiwała się opisując społeczne zaplecze ideologii. Te trzy
terminy to Armia Krajowa, duchowni i inteligenci, z tym że
w przypadku tego ostatniego można mówić o częściowej
przynależności również do tegoż zaplecza. Byłaby ona cał
kowita, gdyby napisano o inteligencji pracującej. Ten termin
mieści się bowiem w polu semantycznym nazw kojarzonych
z leksykalnym zbiorem opisującym ową społeczną bazę
ideologii. Teraz już „konotaty wny skok" do ostatniego zdania,
sformułowanego tak właśnie, jak to uczyniono, jest już tylko
dziecinną igraszką. Jeśli bowiem dwie trzecie uczestników
Powstania Warszawskiego to naturalna baza socjalistycznych
idei, powstańcze postawy winny być wzorcem dla tych, dla
których droga jest sprawa budowy socjalizmu.
Przechodząc dalej do obchodów rocznicy Odrodzenia
Polski zauważamy podobny rozkład znaczeń. I w tym
przypadku chodzi o przydanie stosownych semantycznoaksjologicznych walorów, które pozwolą to historyczne
zdarzenie umieścić w granicach ideologicznej wykładni.
Wytłumaczenie dlaczego tego dnia uczczono pamięć żoł
nierzy radzieckich znajdujemy w komentarzu, który wskazuje
na znaczenie powstania państwa radzieckiego dla niepodleg
łości Polski. Wymienienie jednym tchem - przy tej okazji
- obok siebie: Grób Nieznanego Żołnierza - Pomnik Wdzięcz
ności Żołnierzom Radzieckim - Pomnik Konstytucji 3 Maja
wzmacnia wskazaną powyżej wymowę, poprzez umiesz
czenie tych nośników pewnych idei w jednym szeregu
syntagmatycznym. Ten termin wydaje się jak najbardziej
uzasadniony. Notatka prasowa jest skrótowym opisem pewnej
sekwencji politycznego rytuału, który ma - jak każdy rytuał
- odniesienie w określonej mitycznej opowieści. W naszym
przypadku tą opowieścią jest pewien „epos historycznoideologiczny", nigdzie wszelako nie przedstawiony w kom
pletnej wersji i możliwy do rekonstrukcji tylko na podstawie
szczątków i fragmentów. W tym eposie kolejne historyczne
epizody są wzajemnymi metaforycznymi transformacjami.
Stworzenie syntagmatycznego łańcucha np. Konstytucja
3 Maja - Rewolucja Październikowa - Odrodzenie Polski
- Manifest Lipcowy pozwala dalej, czyniąc zadość wymogom
ideologicznej wykładni, ustanowić stosowne paradygmatyczno-retoryczne asocjacje (por. Leach 1989, s. 41), gdzie
związek predykacji przekształca się w związek substytucji.
Tym sposobem znaczenie Rewolucji Październikowej czy
Manifestu Lipcowego dla sprawy niepodległości Polski staje
się przynajmniej równe znaczeniu np. Konstytucji 3 Maja,
a może i większe.
Wreszcie, pozostając przy przykładzie lubelskich obcho
dów rocznicy Odrodzenia Polski, pamiętać należy, że to
w Lublinie właśnie powstał 7 listopada 1918 Tymczasowy
Rząd Ludowy Republiki Polskiej pod przewodnictwem Da
szyńskiego. Istniał on zresztą tylko kilka dni, aż do przybycia
Piłsudskiego, któremu oddał się wówczas do dyspozycji.
W skład rządu lubelskiego wchodzili nie tylko przedstawiciele
socjalistów, ale również ludowców i piłsudczyków. Wydaje
się jednak, że „języczkiem u wagi", który sprawił, że historii
tego rządu poświęcono najwięcej miejsca w prasowych
komentarzach w tę rocznicę, był ów przymiotnik ludowy. To
właśnie ta „ludowość" jest „przyczółkiem" pozwalającym
zbudować bezpieczny ideologicznie, semantyczny most po
między marskistowską historiografią a potrzebą uwzględ
nienia istotnego propagandowo wymogu obecności owego
elementu „narodowego w formie". Takich przyczółków wciąż
poszukiwano: konotatywnie spetryfikowanych terminów
określających historyczne zdarzenia, formacje, postawy etc.
Ponadto, z tym miastem właśnie wiąże się historia PKWN
i Manifestu Lipcowego, a zatem, w perspektywie historycznoideologicznego eposu, jeden z istotnych epizodów, który
kreowany był przez propagandę jako główny „akt założyciel
ski" powojennego państwa.
Powyższe mityzacyjne zabiegi mają jednak pewną ogól
niejszą podstawę. Już na podanych przykładach-cytatach
z prasy widać, że pierwszy ich plan to owe „przyczółki".
Gdzieś daleko w tle majaczy Rząd Londyński, Marszalek
Piłsudski, nie mówiąc już o tym, że pewnych faktów histo
rycznych w ogóle się nie przytacza: niedeklaratywnego
stosunku Rosji Radzieckiej do kwestii niepodległości Polski,
zaniechania udzielenia pomocy Powstaniu Warszawskiemu
i in. Nawet takie językowe zabiegi jak w ostatnim komentarzu
- Gdyby nie było drugiej niepodległości, nie byłoby też Polski
Ludowej w 1944 r. - miały czynić zadość wymaganiom
wprzód ustanowionej wykładni ideologii. Istnieje bowiem
podejrzenie, że w powyższym przykładzie usunięto w ostat
niej chwili słowo Rzeczpospolita, by na jego miejsce dać
słowo niepodległość. Istotnie, zdanie „Gdyby nie było drugiej
Rzeczpospolitej, nie byłoby też Polski Ludowej w 1944 r."
żadną miarą nie zmieściłoby się w ideologicznym obramowa
niu, wręcz by je rozsadzało.
Wielu teoretyków nowomowy wskazywało na jej dwie
stylistyczne cechy, mianowicie skłonność do hiperbolizacji
(powiększanie) i eufemizacji (pomniejszanie) (por. np. Gło
wiński 1990, s. 15). Wydaje się, że zabiegi takie mają miejsce
również w przypadku rozważanego eposu historyczno-ideologicznego. W jego narracji ma bowiem miejsce z jednej
strony semantyczne i aksjologiczne nadwartościowanie (po
większenie) pewnych historycznych zdarzeń, z drugiej strony
- niedowartościowanie, marginalizacja (pomniejszenie) in
nych zdarzeń. By ponownie nie komentować przytoczonych
wcześniej przykładów, spójrzmy na kilka innych.
Mało zgrabne językowo, żeby nie powiedzieć pokraczne,
określenie „druga niepodległość" spełnia swoją funkcję po
mniejszania. Dużo bardziej poetyckie są takie h i s t o
r y c z n e e u f e m i z m y jak np. powstańcza epopea,
określenie będące inną nazwą Powstania Warszawskiego (Rz
170) czy wrześniowa epopea - inna nazwa wojny obronnej
1939 r. (Rz 196). Znajdujemy przy tym takie oto komentarze:
Ludzie w różnym wieku o różnych poglądach nie pytają
o sens walki. Przyświecała nam jedna idea — walka
zbrojna z okupantem (z wypowiedzi uczestnika Po
wstania. TL 171).
(...) do końca, z godnością naród wypełniał swe pat
riotyczne zadania. Nawet wtedy, gdy najwyżsi dostojnicy
państwowi opuszczali już kraj uciekając przez most
zaleszczycki (Rz 197).
Te i podobne retoryczne konstrukcje konotują co następuje:
Oto rzeczywistym podmiotem tych historycznych wydarzeń
jest lud, naród. Delegatura Rządu na Kraj czy rząd polski
wrześniowej doby to tylko instytucjonalne efemerydy, prys
kające w obliczu zagrożenia jak bańka mydlana, nie mające
rzeczywistego społecznego oparcia. Czyż inaczej jak epopeą
nazwać można zbrojny wysiłek narodu, bez odpowiedniego
rządowego i państwowego wsparcia, narodu, który musiał
płacić za tego tzw. rządu i tzw. państwa decyzje? Realne
podstawy tego wysiłku mają więc wyłącznie moralny i pat
riotyczny charakter, hołd należy się narodowi, a wzgarda
decydentom. Otrzymujemy zatem i h i s t o r y c z n e h i
p e r b o l e : rząd Daszyńskiego w listopadzie 1918, naród
polski we wrześniu 1939, Armia Ludowa w Powstaniu
Warszawskim itd. Ponieważ w tym historiozoficznym sys
temie naczyń połączonych pomniejszenie w jednym miejscu
wywołuje powiększenie w innym i vice versa.
„Cechą myślenia mitycznego - tak jak bricolage'u w pła
szczyźnie praktyki - jest to, że wypracowuje zespoły
o pewnej strukturze na podstawie resztek i szczątków
zdarzeń, nie zaś bezpośrednio przy pomocy, innych
zespołów o własnej strukturze. Odds and ends, powie
działby Anglik; inaczej: okruchy i kawałki, skamieniali
świadkowie dziejów" - napisał Lévi-Strauss (1969, s. 38).
Rozważany w tym rozdziale epos historyczno-ideologiczny jest - według nas - odmianą mitotwórstwa typu bricolage.
Pozwolimy sobie na przytoczenie jeszcze jednego obszernego
fragmentu wypowiedzi Lévi-Straussa:
„Przede wszystkim jednak owe okruchy i resztki mają
ten charakter szczątkowy jedynie w oczach historii, która
je wytworzyła, nie posiadają go z punktu widzenia
logiki, której służą. Niejednorodnymi nazwać je można
tylko w odniesieniu do treści; pod względem formy
bowiem istnieje między nimi analogia, którą pozwolił
określić przykład bricolage'u. Analogia ta polega na
wcieleniu w samą formę pewnej dawki treści, równej
w przybliżeniu dla wszystkich. Obrazy znaczące mitu,
materiały bricoleura, to elementy, które można zdefinio
wać na podstawie dwojakiego rodzaju kryterium: służyły
już one jako słowa należące do mowy, którą refleksja
mityczna 'rozbiera' na wzór bricoleura przechowującego
tryby rozebranego budzika; i mogą jemu posłużyć w tym
samym zastosowaniu lub w innym, byle je choćby trochę
oddalić od ich pierwotnej funkcji" (tamże, s. 56-57).
97
Nasze szczątki, przyczółki, historyczne hiperbole, histo
ryczne eufemizmy to dawne znaczone-zdarzenia, grupy ludzi,
idee itd. - które w powyższym eposie stały się na powrót
znaczącymi. W rękach bricoleura-propagandysty poddane
zostają semantycznej konwersji, znaczą one wówczas co
innego: nieprzemijalność socjalistycznych idei i krótkowzro
czność przedwojennego rządu, polskość partyjnych działaczy
i obcość rządu emigracyjnego, waleczność żołnierzy Armii
Ludowej i nieodpowiedzialność przywódców Powstania itd.
Te historyczno-retoryczne powiększenia i pomniejszenia są,
poprzez tworzone semantyczne przyczółki (miejsca wspólne)
i zrywane mosty, równoczesnym łączeniem i rozdzielaniem,
godzeniem sprzeczności lub ich ustanawianiem. Metajęzykowość wskazanych transformacji, czasem zawoalowanych, jest
typową cechą procesu mityzacji.
Jak sugerowano powyżej, mechanizm ten jest zakorzenio
ny w pozaczasowym charakterze myśli nieoswojonej (na tę jej
cechę wskazywał Lévi-Strauss, 1969, s. 394) i w typie
świadomości, którą Aron Guriewicz określił jako „świado
mość ludową". Jest ona „niefrasobliwa w stosunku tak do
chronologii, jak i geografii, i z łatwością przenosi wydarzenia
z jednej epoki do drugiej oraz z jednej miejscowości do
drugiej" (1987, s. 84). Guriewicz miał na myśli świadomość
ludową doby średniowiecza, świadomość która nie była
przecież izolowana od całości ówczesnej kultury. Przypo
mnijmy więc określenia Bergera, opisujące rzeczywistość
społeczną krajów tzw. realnego socjalizmu: ustrój neośredniowieczny czy społeczno-feudalny, czy nawet zbliżony do
wspólnoty pierwotnej(1976, s. 13). Ustalenia zarówno Guricwicza, jak i Bergera okazują się ważne gdy rozważa się
W celu uzupełnienia dotychczasowego wywodu przed
stawimy przykład historycznej hiperboli, której treść w prze
ciwstawnej ideologicznie analogii ukazana zostałaby w formie
eufemizmu:
0 nowomowie, w tym wypadku o jej historiozoficznych
aspiracjach. Przedstawmy teraz przykład główny historyczno-ideologicznej twórczości pierwszego roku stanu wojen
nego.
Akcja tego spektaklu (wydaje się, że jest to uzasadnione
określenie) miała miejsce w pierwszych dniach maja 82,
dokładnie 1—4 maja. Ten historyczno-ideologiczny dramat
poprzedzony został - odpowiednio - pewnymi elementami
osobliwego historyczno-ideologicznego kostiumu. Były to
zatem owe rogatywki, była propozycja posła Przymanowskiego przywrócenia orłu korony, było wreszcie wprowadze
nie-podczas marcowej sesji sejmu - Trybunału Konstytucyj
nego i Trybunału Stanu, które porównywano do Straży Prawa
powołanej przez Konstytucję 3 Maja. W trakcie tego spektak
lu zarówno jego aktorzy, jak i towarzyszący chór, wypowia
dali się używając historyczno-ideologicznego metakodu, cze
go przykłady mieliśmy już w przytoczonych wcześniej
tekstach. Wreszcie w dniach 3 i 4 maja zebrał się Sejm,
którego program obrad przewidywał tematykę bliską tej
podjętej przez Sejm Wielki: kwestia realizacji porozumienia
narodowego oraz polityka państwa w dziedzinie nauki i kul
tury (Rz 93). Towarzyszyły temu odpowiednie obrzędy:
Gdy więc z perspektywy 56 lat dokonujemy oceny
przewrotu majowego i studiujemy jego następstwa, do
strzegamy nie tylko związek tego wydarzenia z klęską
wrześniową I939r. Wiele nauk i doświadczeń z tamtego
okresu rysuje się dziś, być może jeszcze ostrzej, gdy
patrzymy przez pryzmat szesnastu przedgrudniowych
miesięcy, kiedy ekstremistyczne i antysocjalistyczne
sity w naszym kraju także czyniły próby obalenia legalnej
demokratycznej władzy przy szerokim wykorzystaniu
demagogicznych haseł, które jakże podobne są do haseł
używanych w maju ¡926 r. Nie jest zatem przypadkiem, że ekstremiści spod znaku KPN tak szeroko szer
mowali legendą Józefa Piłsudskiego i usiłowali zaszcze
pić kult dla osoby marszałka jako męża opatrznoś
ciowego i jako wzór do naśladowania. Czynili jednocześ
nie wszystko, aby tylko te „prawdy" docierały do
społeczeństwa, które godziły we władzę ludową, ustrój
socjalistyczny i sojusze z ZSRR oraz innymi krajami
naszej wspólnoty obronnej. Ten spisek nie mógł liczyć na
sukces. (ŻW 110).
Oto jeszcze jedna próbka tego jak mit tłumaczy istniejący
porządek w kategoriach historycznych.
Znawca nowomowy w Polsce lat siedemdziesiątych - Jerzy
Bralczyk - podkreślał, że w tamtym okresie bardzo widoczna
była tendencja do „neutralizacji opozycji czasowych" (1987,
s. 202), zabiegu mającego wykazywać jedność przeszłości,
teraźniejszości i przyszłości, trwałość pewnych stanów. Tego
typu językowe zabiegi nie są już tak częste w rozważanym
w tej pracy okresie, pojawiają się jednak tu i ówdzie
sformułowania w rodzaju:
Rząd nigdy nie odstąpi od linii porozumienia i socjalis
tycznej odnowy (z posiedzenia rządu, ŻW210).
Wyzwoliciele Polski, ludzie radzieccy w Krakowie,
w nadwiślańskich wsiach i miastach byli, są i będą zawsze
serdecznie witani (ŻW 15).
Bralczyk napisał: „Ukazuje się oczywiście trwałość pewnych
stanów, ich niezależność od czasu, ale także powiązania
między różnymi momentami historycznymi" (tamże, s. 203).
Nie wskazał jednakowoż mechanizmu tych powiązań, który
usiłujemy zrekonstruować w niniejszym rozdziale.
100
Głównym akcentem bogatego programu obchodów 191
rocznicy uchwalenia przez Sejm Czteroletni Konstytucji
3 Maja jest uroczystość wciągnięcia flagi na maszt Wieży
Zygmuntowskiej Zamku Królewskiego w Warszawie (...).
Przybywają przedstawiciele najwyższych władz partyj
nych i państwowych, stronnictw politycznych: I sekretarz
KC PZPR, prezes Rady Ministrów,
przewodniczący
Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - gen. armii...;
tu litania dostojników w kolejności ważności (ŻW 104).
Samo posiedzenie Sejmu miało charakter wyłącznie okoli
cznościowy, dało jednak asumpt do stosownych wystąpień
1 komentarzy:
Nie jest przypadkiem, że Sejm PRL właśnie w 191
rocznicę przyjęcia słynnej „ Ustawy Rządowej" - owocu
uporczywych, wręcz heroicznych zmagań stronnictwa
reform jednego z najbardziej postępowych demokratycz
nych dokumentów ówczesnego świata - skupi uwagę na
tych wszystkich poczynaniach i dążeniach patriotycz
nych i obywatelskich społeczeństwa, które mają na
względzie dobro Ojczyzny, potrzebę przywracania nor
malnych warunków funkcjonowania państwa, gospoda
rki, życia społecznego oraz kontynuację dzieła socjalis
tycznej odnowy. Nie jest przypadkiem albowiem ludowa
Polska nawiązuje do światłych, demokratycznych warto
ści i tradycji, do wszystkiego, co nas kształtowało przez
dziesięciolecia, co jest naszym rodowodem i dowodem
tożsamości narodowej. Historia jest obecna w teraźniej
szości (Rz 93).
Realizacja idei Sejmu Czteroletniego pozostała przez
dziesięciolecia li tylko postulatem. Historyczną jednak
szansę przyobleczenia ich we współcześnie realne kształ
ty stwarza nam nasze socjalistyczne państwo (z przemó
wienia przewodnicącego CK SD, T L 105).
Wagę obecności historii w teraźniejszości podkreśla! rów
nież poscl Przymanowski na sejmowej trybunie, o czym
donosiła „Rzeczpospolita":
Przypomniał jak przed 190 laty w Petersburgu polscy
magnaci podpisali konfederację, ogłoszoną w pierwszym
miasteczku przygranicznym, która przeszła do historii
jako Targowica, jako obraz dawnej anarchii, dawnych
form. Czasy się zmieniają - stwierdził - ośrodki reakcji
przenoszą się do innych miejsc. Targowiczanie dzisiaj to
pan Giedroyć, pan Najder, Kuroń i Michnik, Ośrodki
wzywające do anarchii, do demontażu tak jak wówczas
tak i dzisiaj znajdują się za granicą (Rz 95).
„Trybuna Ludu" również podjęta ten wątek, w osnowie
stosownych ideologicznych treści, gdy pisała o opozycji:
Gotowi dla poróżnienia i skłócenia narodu wykorzystać
każdą nadarzającą się okazję, próbują niekiedy nawet
przeciwstawić dwie sąsiadujące z sobą w kalendarzu
daty: i i 3 maja. Nie trzeba być tymczasem szczególnym
znawcą dziejów ojczystych, aby orientować się jak
bliskoznaczna jest tych świąt wymowa. Ze są one sym
bolami na tym samym szlaku historycznym walki o nie
podległość i sprawiedliwość społeczną. Nawiązaniem do
wielkiej rocznicy trzeciomajowej są rozpoczynające się
dzisiaj obrady Sejmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Sejmu, który wypowie się w sprawach o ogromnym
znaczeniu, związanych z wysuniętą przez Polską Zjed
noczoną Partię Robotniczą ideą porozumienia narodo
wego (TL 103).
Wszystkie dzienniki podkreślały z naciskiem w jakich
okolicznościach odbywały się obrady tak ważnego dziejowo
posiedzenia Sejmu:
W chwili, kiedy Sejm PRL debatuje nad dalsząnormalizacją życia w kraju, grupy młodzieży dały się sprowokować
politycznym inspiracjom krajowych ugrupowań antyso
cjalistycznych i ośrodków zagranicznej dywersji, od
dawna skierowanych na wywołanie niepokojów społecz
nych (ŻW 104).
(...) wyszły
ułicę żywioły, które poprzednio i obecnie
odpowiadały na nią niezmiennie polityką konfrontacji
(Rz 95).
1984, s. 15) winien dostrzec materię poddającą się jego
refleksji. A jest to cecha propagandy, wskazana w jednym
z poradników dla propagandysty, której główną funkcje
określili autorzy jako „integracyjno-dczintegracyjną". Narzę
dziami natomiast lej propagandy są nic tylko prasa, radio,
telewizja, teatr, film, muzyka etc, ale i literatura naukowa, co
bez żenady podkreślano w podręczniku pt. Rola propagandy
w kształtowaniu świadomości historycznej (tamże). Ta integracyjna-dezintegracyjność (dezintegracyjna-integracyjność)
ma w sobie coś z działania magicznego, którego cechy
przypisywał już Ernst Cassirer, w klasycznej pracy The Myth
of the State, działaniu nowoczesnego polityka. Ten ma
bowiem w sobie coś zarówno z homo magus jak i homofaber,
magika i wytwórcy, artysty:
„Jest kapłanem nowej, zupełnie irracjonalnej i tajem
niczej religii. Ale gdy musi tej religii bronić i ją
propagować postępuje bardzo melodycznie. Niczego nie
pozostawia przypadkowi; każdy krok jest dobrze przy
gotowany i przemyślany. Oto jest ta dziwna kombinacja,
która jest jedną z najbardziej uderzających cech naszych
mitów politycznych" (1946, s. 282).
Filozof podkreśla! również, że owe mity nie wzrastają
spontanicznie i nie są wykwitem bujnej wyobraźni:
„To dzieła sztuki wytwarzane przez bardzo wprawnych
i przebiegłych artystów, charakterystyczne dla XX-go
wieku, wieku techniki, w tym również dla swoistej
techniki tworzenia mitów politycznych. Powstają one
w tym samym celu i w nawiązaniu do tych samych metod
jak jakakolwiek inna nowoczesna broń - jak karabiny
maszynowe i samoloty" (tamże).
Wspomniany poradnik wydany został czterdzieści lat po
napisaniu przez Cassirera książki o plilycznych mitach i ich
tworzeniu. Jego istnienie, jak i wielu innych, których obszer
ny wykaz można znaleźć w katalogu rzeczowym każdej
biblioteki pod hasłem „propaganda", dowodzi trafności spo
strzeżeń Cassirera na temat mitów politycznych, które są nie
tylko przejawem różnych światopoglądów, ale i wymagają
często metodycznej obróbki. Mitów, których racjonalnoirracjonalna, pragmaiyczno-dogmatyczna, rclatywistycznoabsolutystyczna ambiwalencja jest typową cechą jakiegoś
nadrzędnego genus proximum.
Skoro tak wiele miejsca poświęciliśmy 3-majowemu spek
taklowi anno domini 1982, chcielibyśmy wskazać na jeszcze
jeden, właśnie „naukowy" jego komponent. Wypowiedź,
którą przytoczymy, jest autorstwa profesora historii. Ukazała
się ona w „Rzeczpospolitej" w kilka dni po obchodach
majowych świąt:
n a
Można bez przesady powiedzieć, że przytoczony materiał
jest oczywistym przykładem manipulacji, jaką ówczesne
ośrodki władzy - via media - uprawiały. Na pewnym
poziomie ogólności i teoretycy pozostający na usługach
propagandy, i badacze dokonujący jej deszyfracji zgodni
powinni być co do jej charakteru. Każdy etnograf, gdy usłyszy
o działalności, która polega na „właściwym łączeniu faktów
z różnych dziedzin w nowe całości" (Wojtkowiak, Piontek
I
W świadomości historycznej - deformacja, zaniedbania,
instrumentalne podejście do przeszłości,
płynność
i koniunkturalizm ocen i sądów dają o sobie znać ze
szczególnym natężeniem. Doszło więc do swoistej kata
strofy umysłowej: oto znaczna część młodych Polaków
(ale także tych nie tak już młodych) pozbawiona została
elementarnej wiedzy o przeszłości własnego narodu
i państwa. Cóż za paradoks! Dzieje się tak w kraju nader
uwrażliwionym na przeszłość. Ale natura nie znosi
próżni. Tam gdzie nie był obecny mądry historyk,
nauczyciel, publicysta z uczciwą pomocą naukową'
101
- wkradały się półprawdy lub rzekomo-prawdy o tajem
nicach przeszłości, zwłaszcza najbliższej (Rz 99).
Zdanie pierwsze można by, przy odrobinie dobrej woli,
zinterpretować jako krytyczną wypowiedź o dzienniku, na
łamach którego zagościła, tudzież o wszystkich, którzy wyka
zują manipulatorskie zapędy. Jednak już w przypadku zdania
następnego nie ma wątpliwości, że profesor mówiąc o znacz
nej części młodych Polaków miał na myśli również tych,
którzy toczyli, w pierwszych rocznicowych dniach maja,
ciężkie walki z siłami porządkowymi. Miał także zapewne na
myśli całą młodzież kontestującą ówczesny polityczny stan
rzeczy. Czy ci nie tak już młodzi to dojrzali działacze opozycji,
inspiratorzy"! - nie wiadomo. Dalej, należy podejrzewać, że
mądrym historykiem jest sam profesor, który oferuje uczciwą
„pomoc naukową" i który, dyskontując niektóre półprawdy,
może zapewne wskazać prawd inne połowy. Jeśli uwzględ
nimy późniejsze przystąpienie profesora do rządu, wydaje się,
że w przytoczonej wypowiedzi rzeczywiście ma na myśli
własną osobę. Jeśli więc nasze uwagi są trafne należy uznać,
że profesor nie pił jednak do „Rzeczpospolitej", a raczej do
tych, którzy znajdowali się po drugiej stronie barykady.
W innym przypadku zresztą redakcja nie napisałaby o nim:
Znany z błyskotliwej erudycji i talentów popularyzatorskich
prof. Aleksander Krawczuk przypomniał niedawno kilka
prawd tak oczywistych i prostych, że aż— zapomnianych
(tamże).
Wróćmy teraz do przytoczonych wcześniej tekstów, które
domagają się interpretacji. Mamy zatem sformułowania w ro
dzaju:
Nie jest przypadkiem, że Sejm PRL właśnie w 191
rocznicę przyjęcia słynnej „Ustawy Rządowej" - owocu
uporczywych, wręcz heroicznych zmagań stronnictwa
reform..."; (...) ludowa Polska nawiązuje do światłych,
demokratycznych wartości i tradycji; Nawiązaniem do
wielkiej rocznicy trzeciomajowej są rozpoczynające się
dzisiaj obrady Sejmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Stworzona została tym sposobem, nie wypowiedziana
wszakże explicite, strukturalna metafora (analogia), w której
jedną stronę tworzy metonimiczny związek stronnictwa re
form i Konstytucji 3 Maja, drugą natomiast podobny związek
Sejmu, PZPR, rządu, słowem władzy PRL i programu poli
tycznego doby stanu wojennego:
stronnictwo reform : Konstytucja 3 Maja :: władza PRL : stan
wojenny
Mamy równocześnie sformułowania w rodzaju:
Historia jest obecna w teraźniejszości; (...) 1 i 3 maja. Nie
trzeba być tymczasem szczególnym znawcą dziejów oj
czystych, aby orientować się jak bliskoznaczna jest tych
świąt wymowa. Że są one symbolami na tym samym
szlaku historycznym; (...) szansę przyobleczenia ich we
współczesne realne kształty stwarza nam nasze socjalis
tyczne państwo.
Dzięki użyciu tych sformułowań powyższa analogia prze
kształca się, na mocy reguł korelacji i inwersji, w analogię
następującą:
Konstytucja 3 Maja : stan wojenny :: stronnictwo reform
: władza PRL
102
w której poprzednie związki metaforyczne ulegają przekształ
ceniu w związki metonimiczne. Wskazane bowiem wydarze
nia historyczne przedstawia się jako epizody tego samego
historyczno-ideologicznego eposu, są one zatem częściami
tego samego syntagmatycznego łańcucha.
Mamy dalej sformułowania:
(...) skupi uwagę na tych wszystkich poczynaniach
i dążeniach patriotycznych i obywatelskich społeczeńst
wa, które mają na względzie dobro Ojczyzny (•••); (•••)
nawiązuje do światłych demokratycznych wartości i tra
dycji, do wszystkiego, co nas kształtowało przez dziesię
ciolecia, co jest naszym rodowodem i dowodem tożsamo
ści narodowej.
Mówią one o wartościach, które można by określić jako racja
stanu lub patriotyzm. To one pozwalają teraz na ponowne
przekształcenie metonimii w metafory, tym razem metafory
tekstualne, gdzie Konstytucja 3 Maja będzie ekwiwalentem
stanu wojennego i vice versa, na mocy podzielanej wspólnej
cechy - racji stanu, patriotyzmu. Podobnie w przypadku
ekwiwalencji: stronnictwo reform - władza PRL (por. Croc
ker 1977, s. 58).
Z drugiej strony mamy sformułowania w rodzaju:
Targowiczanie dzisiaj to pan Giedroyć, pan Najder,
Kuroń i Michnik. Ośrodki wzywające do anarchii, do
demontażu jak wówczas tak i dzisiaj znajdują się za
granicą itd.
To one, wykorzystując podobne środki przekształceń, jak
w przykładzie wskazanym powyżej, doprowadzają z kolei do
stworzenia takich oto ekwiwalencji: Targowica = opozycja
w PRL i rosyjscy poplecznicy = zagraniczne ośrodki. Metafo
rycznym miejscem wspólnym jest w tym przypadku postawa
polityczna, którą możemy określić jako zdrada. Oczywiście
wyróżnione tu figury, na mocy podstawowej opozycji racja
stanu - zdrada, wchodzą w stosowne relacje korelacji i opozy
cji. Nie będziemy jednakże tego wątku rozwijać; byłoby to :
niepotrzebne powtarzanie wielokrotnie już stosowanych wcze- ,
śniej przez strukturalistów procedur analitycznych.
Zwróćmy jeszcze tylko uwagę na fakt, że przytoczone
teksty i opisy zdarzeń można interpretować również jako
skutek użycia pewnych klisz, które nazwiemy: mitologem
Konstytucji 3 Maja i mitologem Targowicy, podsuwających
wskazane powyżej reguły metaopisu zdarzeń mających miej
sce w owych pierwszych dniach maja 82. Uzyskujemy
wskutek lego obrazy w rodzaju: obradujący o porozumieniu
narodowym Sejm i równoczesne demonstracje uliczne. Podo
bnie jak przed 191 laty...
Powyższa interpretacja wskazuje, dla analitycznych po
trzeb, pewien ciąg transformacji metaforyczno-metonimicznych. W rzeczywistości jednak ma tu miejsce zjawisko, które
Anna Palubicka określiła jako: „logika syntetycznego wspólwystępowania" (1984, s. 48). Proces symbolizacji (prze
chodzenia do kolejnego łańcucha semiologicznego, (por.
Barthes 1970, s. 32), ma bowiem charakter niejako „momen
talny", co jest typowe dla myśli mitycznej, w odróżnieniu od
„dialektycznego ruchu myśli" w dyskursie teoretycznym
(Cassirer 1953, s. 73). Myśl mityczna zadowala się mianowi
cie wyróżnieniem początku i końca procesu (por. tamże, s.
54), np. to, co zapoczątkowała Konstytucja 3 Maja, kończy
władza doby stany wojennego itd. „Koniec zawarty jest
w początku; początek implikuje koniec" - napisał Edmund
Leach komentując myśl wielkiego francuskiego kolegi (1989,
s. 54). Tak tworzone konceptualne uniwersum jest również
wyróżnikiem działań o charakterze magicznym. Jeśli wskaza
ne związki analogii (metafory) i związki następstwa-przyległości (metonimii) przejawiają się tutaj w transformacjach
terminów i obrazów, mających swoje przedmiotowe od
niesienie w obiektach i zdarzeniach - historycznych i współ
czesnych, to zabiegi te mają niewątpliwie charakter per
swazyjny. I w tym znaczeniu dążą one do osiągnięcia waloru
magiczności: związki sympatyczne (metaforyczne) mają, już
w momencie ich ustanowienia, stać się związkami kontagialnymi (metonimicznymi) i vice versa. Takie ujęcie wszelkich
działań i treści mito-magicznych i perswazyjnych, jak powy
żej, pozwala zrozumieć, dlaczego istnieje wskazywana przez
badaczy równoczesność zabiegów magii sympatycznej i magii
konlagialnej (Patubicka 1984, s. 44).
Brak wymiaru głębokości, na który wskazywał Cassirer,
można stwierdzić zatem również w konstrukcji przedstawio
nego powyżej eposu historyczno-ideologicznego. Zorkiestrowane epizody i figuratywna ewokacja stanowią mechaniz
my owej maszyny do niszczenia czasu, jak mawiał o micie
Lévi-Strauss. Historyczno-ideologiczna obrzędowość roku 82
nawiązywała w swej formie do koncepcji historii jako wiecz
nego powrotu. Można rozumieć to również dosłownie: po
wracały usuwane wcześniej w niepamięć zdarzenia, choć
w nowym, ideologicznym kostiumie. Zaryzykować można
stwierdzenie, że społeczeństwa tzw. realnego socjalizmu
dzieliły z tzw. społeczeństwami zimnymi stosunek do historii,
z tym wszelako zastrzeżeniem, że w przypadku tych pierw
szych chodzi dokładnie o historię podawaną do wierzenia,
a nie tę, w którą rzeczywiście wierzono. Z drugiej strony, nie
można powiedzieć, że owa historia podawana do wierzenia
padała wyłącznie na jałowy grunt.
Niejednokrotnie zwracano uwagę na fakt, że w państwach
totalitarnych historię wciąż pisano od nowa. Najlepszą chyba
literacką ilustracją tej praktyki jest dzieło Orwella; sam autor
ukuł powiedzenie: „prawomyślność to bezświadomość"! Po
kuśmy się o podjęcie pewnej sylogistycznej gry i dopowiedz
my, że Henri Bergson wprowadził inne sformułowanie, znane
z jego filozofii witalizmu, mianowicie: „świadomość to
pamięć". Na koniec weźmy stwierdzenie Cassirera: „mit to
brak osobowości". Jest oczywiste, że wymienieni autorzy nie
użyli terminów „świadomość" czy „osobowość" w ich psy
chologicznym znaczeniu. Orwellowi w Roku 1984 chodziło
o pewną „bezświadomość" zbiorową pośród mas, którymi
łatwiej wówczas rządzić. Również Bergson w swojej Ewolucji
twórczej mówiąc o „świadomości" miał na myśli raczej coś
w rodzaju Diltheyowskicgo „ducha", który funduje świat
kultury. Według Cassirera natomiast obecność mitu ogranicza
sferę prywatności i indywidualności, tym samym i osobowości
- w sensie autonomii nie tylko jednostek, ale i systemów
myśli. Słowem, mit dławi krytycyzm. Jeśli zatem, kontynu
ując tę sylogistyczną grę, zgodzimy się, że państwa totalitarne
ograniczały prywatność, zwalczały krytycyzm, promowały
natomiast zbiorowe formy życia społecznego (por. Klemperer
1983), w tym - konsekwentnie - zbiorową odpowiedzialność,
to w tym dziele walka z pamięcią również miała prowadzić do
pożądanego celu: bezświadomości czyli prawomyślności.
Przedstawiony powyżej epos historyczno-ideologiczny jest
przykładem takiego oddziaływania na pamięć. Efektem dos
konałym byłoby jej całkowite zniesienie w sensie jej diachroniczności, zachowanie natomiast takiej tytko - jak
wskazana powyżej - pewnej „pamięci synchronicznej".
„Czas mityczny jest bezczasowy" - takiego paradoksalnego
określenia użył Cassirer, i chyba dobrze oddaje ono roz
ważaną problematykę.
Niech potwierdzeniem naszych intuicji będzie wypowiedź
z końca minionej dekady autora występującego pod pseudo
nimem Josef K.:
„W Europie Środkowej nie istnieje ciągłość historii. Ta
ulega wciąż rozpadowi, epoka i człowiek nie mają czasu
na osiągnięcie pełnej dojrzałości. Nie jest to wyłącznie
sprawa ingerencji zewnętrznych naruszających histo
ryczną całość, ponieważ także wewnątrz zachodzi pro
ces entropii, powolny rozpad świadomości historycznej,
erozja niespiesznej rzeczywistości. Materia historyczna
ulega korozji wewnętrznej i zewnętrznej" (1989, s. 73).
Historia est magistra vitae - można by i w przypadku
rozważanego powyżej problemu skonstatować jego ważność
z tegoż właśnie ogólnego punktu widzenia. Tak tłumaczy
niezbędność swojej pracy każdy historyk, jeśli pominiemy
zwykłą ciekawość, od której nie jest wolny nikt. Nie jest
bowiem pewne, iż problem nowomowy zniknął wraz ze
zniknięciem ideologii, którą nowomowa wyrażała, że łacińs
ką maksymę należy traktować - ot, jako ogólnikową zasłonę
dymną na użytek tych, dla których niezrozumiały jest powód
zajmowania się jakimś historycznym niebytem. Rzeczona
materia - słowo publiczne, jeśli potraktować je bardziej
ogólnie, jest - jak świat światem - problemem nieprzemijalnym, Już Filon z Aleksandrii porównywał ówczesnych
polityków do kangurów, brzuchomówców i czarowników,
i nie byli to bynajmniej politycy rodem z awangardy klasy
robotniczej. Język polityki cieszy się również nieustannym
zainteresowaniem zachodniej nauki, pewne tylko zjawiska
językowe były typowe dla nowomowy, pewne natomiast
dzieliła ona z mową publiczną w ogóle. W szczególności
przedstawione powyżej przykłady mitologizacji historii to
tylko niewielka część składająca się na proceder uprawiany
zawsze i wszędzie (por. np. Tarkowska 1992). Wreszcie, na
poziomie ogólnych modi myśli i kosmologicznych zasad
objaśniania świata dzieliła nowomowa swe konceptualne
podstawy z systemami kulturowymi nader egzotycznymi.
Problem jest zatem ponadczasowy -kwestią odrębnych analiz
byłoby wyodrębnienie symbolicznych konstrukcji języko
wych, zideologizowanych i tych uniwersalnych, obecnych
w każdym systemie politycznym. Wszędzie i zawsze jednak
symboliczne słowo funduje polityczną władzę i polityczną
iluzję (Edelman 1977, s. 155).
Chcemy przytoczyć jeden tylko przykład z ostatniej doby
pokazujący, że symbolu jako politycznej broni używa się bez
względu na okres historyczny czy system polityczny. Oto
fragment komentarza do rocznicy powstania w Getcie War
szawskim:
Zwyciężyli syjoniści z getta, którzy bronili prawa Żydów
do własnego państwa w Palestynie - i dziś tylko łajdak
kwestionuje prawa państwa izraelskiego do suweren
nego bytu (...). Spoglądając na los Ormian w Górnym
Karabachu czy Muzułmanów w Bośni odczuwamy nagle
z bólem, że tamta historia nie została zakończona. ZMÓW
trwa „czyszczenie etniczne" (Gazeta Wyborcza 90,93r).
103
Nie będziemy wdawać się w podobnie drobiazgową analizę
tej wypowiedzi, jak czyniliśmy to wcześniej, choć niewątp
liwie jest w tych paru zdaniach więcej treści niż się na
pierwszy rzut oka wydaje. Wypowiedzi redaktora naczelnego
Gazety, którego - o ironio - piętnował niegdyś, jak widzieliś
my wcześniej, poseł Przymanowski. Zauważmy tylko, że
ustanowiono tutaj metaforyczną ekwiwalencję Żydów, Or
mian, Muzułmanów i - domyślnie - odpowiednio: hitlerow
ców, azerbejdżańskich nacjonalistów i serbskich szowinistów.
Do tak spiętej historyczną klamrą i entymematycznie ustano
wionej paradygmatycznej struktury „wrzucono" - jakby mi
mochodem -państwo Żydowskie w Palestynie, metonimicznie
obecne w tekście - oczywiście - obok syjonistów z getta. Nie
mówi się jednak o Palestyńczykach w Palestynie, ponieważ
byłoby to nachalne sugerowanie w tym semantycznym kon
tekście ich ekwiwalencji z hitlerowcami, etc. Albowiem
retoryka nie kodvfikuie takich relacii zaskoczenia które
przeciwstawiają sie wszystkim systemom oczekiwań zawar
tym w kodzie lub w psychice słuchaczy" (Eco 1972 's 129)
dażv iedvnie do teeo bv ich wiedze przebudować tylko
częściowo" Słuchacze wiedza wszakże o palestyńskich obo
zach uchodźców osadnictwie na tzw terenach okunowa
ntch J ^ r i i b ^ ^ ó ^
nolityków że Palestyn
czy^ZVs3en^
czczenie
^iS^x
n
^^^^^Stl^,
n T t r / w a T tiki amhirie rlT ednak w i e l k i e rmhlirzne
słowo t
™
Zwie" t r i m i e ó w
^ ^ « 0 ^
„skib" 0969,^400™
straussowsKi
" Robin Horton zauważył, że w przeciwieństwie do po
wstających i odchodzących teorii w całej historii europejskiej
myśli, świat zdrowego rozsądku zmienił się bardzo niewiele
(1993, s. 207). To w nim zakorzenione są wszelkie formy
porządkowania rzeczywistości, kosmologie, które - paradok
salnie - o ile zdołają przekroczyć „Rubikon krytycyzmu",
stają się nawet systemami filozoficznymi. Z drugiej jednak
strony, ma miejsce szybkie zużywanie się współczesnych
mitów, ale równocześnie skuteczniej się one rozpowszech
niają Porfles 1973, s. 58). Tym bardziej, że w świecie
współczesnym, zdominowanym przez zainteresowania opa
nowaniem świata codziennego, wiedza, która wykracza poza
wąską specjalizację jej posiadacza, jest na ogół wiedzą ad
hoc, przypadkową i niejasną. „Kryteria adekwatności, reguły
proceduralne, strategie osiągania pożądanych celów są trafne
tylko w tym stopniu, w jakim muszą być trafne" - napisali
w kontekście tego problemu Zimmerman i Pollner (1989, s.
352). Europejczyk bywa wówczas często bardziej podatny na
różne formy perswazji niż afrykański tubylec. Granice krytyczności i magiczności są bowiem płynne, uwarunkowane
zarówno podmiotowo iak i przedmiotowo zarówno okolicz
nościami społecznymi, jak indywidualnymi.
Mit nie umyka przed niczym, co wydaje się skazane na brak
odpowiedzi, co więcej, aspiruje do wszechwiedzy, chce stać
się zbiorem tautologii. Albowiem odpowiada na bezwzględne
i nie znoszące sprzeciwu wyzwanie nie tylko objaśniania
świata, ale również ustanawiania społecznych kompromisów,
seksualnych norm, psychologicznych kuracji itd. (por. Gould
1981, s. 183). Bywa złowieszczy, jeśli pozostaje na usługach
polityki, lecz sprzyja również osiąganiu jej szlachetnych
celów, jakie także się zdarzają. Uznać go należy za pewien
teoretyczny i historyczny konstrukt (por. Barański 1995),
choć jako kategoria metodologiczna jest przydatny do opisu
zjawisk kultury, czego próbkę mieliśmy powyżej. Można go
traktować trochę jak hasło wywoławcze odsyłające do bar
dziej fundamentalnych ziawisk- mityczności performatywności rytualności figura ywności maeiczności stereotypowości składających sie na rozmaite kosmologie partycypacji
Tropienie tych ziawisk to trochę działalność na kształt
Barthesowskieeo Postulatu- Skoro mit kradnie iezyk czemu
nie ukraść mitu?" (1970 's. 55).
B I B L I O G R A F I A
Barański, J.
1995 Mityczność, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 3^1
1996 Kosmologie, „Prace Etnograficzne", z. 34
Barthes, R.
1970 Mil i znak. Warszawa.
1984 Dyskurs historii, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 225-236
Berger, P. L .
1976 Mit socjalistyczny (tytuł polskiego tłumaczenia), „The Public
Interest", nr 44, w pracy zbiorowej bez daty i miejsca wydania.
Bralczyk, J.
1987 O języku polskiej propagandy politycznej lat
siedemdziesiątych,
Uppsala.
Cassirer, E.
1946 The Myth of the State, New Haven.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J. D. Sapir, J. C.
Crocker (eds.), The Social Use of Metophor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dorfles, G.
1973
Człowiek zwielokrotniony. Warszawa.
Eco, U .
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
Edelman, M .
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
Geertz, C.
1973 The Interpretation of Cultures, New York.
Głowiński, M .
1990 Nowomowa po polsku, Warszawa.
1992 Pierwsze miesiące, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 1, s.
49-60.
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modem Literature, Princeton University Press.
Guriewicz, A.
1987 Problemy średniowiecznej
kultury ludowej. Warszawa.
104
Horton, R.
1993 Patterns of Thought in Africa and the West: Essays on Magic,
Religion and Science, Camabridge.
Josef, K.
1989 Europa Środkowa: anegdota i historia, „Res Publico", nr 4, s.
69S0
Kaltenbrunner, G.K.
1987 Późny komunizm jako neofaszyzm, „Arka", nr 19, s. 37-43
Klemperer, V.
1983 LTL Notatnik filologa,
Kraków-Wrocław.
Kuczyński, P.
1987 Prawie chałwa. Fikcja, pozór i milczenie w propagandzie państwa
komunistycznego, „Aneks", nr 45, s. 92-106
Leach, E.
1989 Kultura i komunikowanie. Logika powiązań symbolicznych. Wpro
wadzenie do analizy strukturalnej w antropologii społecznej, w: E.
Leach, A. J. Greimas, Rytuał i narracja, Warszawa.
Levi-Strauss, C.
1969 Myśl nieoswojona, Warszawa.
1970 Antropologia strukturalna, Warszawa.
Łotman, J.
1988 Symbol w systemie kultury, „Polska Sztuka Ludowa", nr 3,
s. 151-54
Pałubicka, A.
1984 Przedteoretyczne postaci historyzmu, Warszawa-Poznań.
Tarkowska, E.
1992 Czas w życiu Polaków. Wyniki badań, hipoatezy, impresje,
Warszawa.
Toporów, W.
1977 O kosmologicznych źródłach wczesnohistorycznych opisów, w:
E. Janus, M . R. Mayenowa (red.), Semiotyka kultury, Warszawa.
Wojtowiak, S. - Piontek, J.
1984 Rola propagandy w kształtowaniu świadomości historycznej, Łódź.
Zimmerman, D. H. - Pollner, M .
1980 Świat codzienny jako zjawisko, w: Z. Krasnodębski (red.), Feno
menologia i socjologia. Zbiór tekstów, Warszawa.