Moja wieś opolska. Z etnograficznych badań w Dzierżysławicach koło Głogówka / ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.2

Item

Title
Moja wieś opolska. Z etnograficznych badań w Dzierżysławicach koło Głogówka / ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.2
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.2, s.65-82
Creator
Szromba-Rysowa, Zofia
Date
1989
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1256
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1360
Text
„Etnografia Polska", t. X X X I I I : 1989, z. 2
P L I S S N 0071-1861

ZOFIA

SZROMBA-RYSOWA

(Pracownia Etnografii I H K M P A N ,

Kraków)

MOJA WIEŚ OPOLSKA.
Z ETNOGRAFICZNYCH BADAŃ
W DZIERŻYSŁAWICACH KOŁO GŁOGÓWKA
Z a m y s ł zrodzony z inicjatywy prof. dr. Mieczysława G ł a d y s z a opra­
cowania etnograficznych monografii G ó r n e g o Śląska sprawił, iż p r z y p a d ł a
m i w udziale jedna z wybranych do b a d a ń wsi, k t ó r ą u z n a ł a m z czasem
za swoją. P o c z ą t k o w o była to wieś przydzielona m i „ s ł u ż b o w o " w 1958 г.,
tak jak i innym pracownikom, rozpoczynającym wówczas badania w miejsco­
wościach leżących w różnych regionach geograficzno-gospodarczych Ś l ą s k a .
W m i a r ę prowadzenia w niej szeroko zakrojonych, co rok rozszerzanych,
b a d a ń stacjonarnych, n a w i ą z a n i a ściślejszych k o n t a k t ó w z mieszkańcami i fas­
cynacji śląską k u l t u r ą l u d o w ą , wieś m o g ł a m rzeczywiście u z n a ć za swoją,
a przy tym mieszkańcy jej z czasem zaakceptowali w swym środowisku
moją obecność.
P o c z ą t k i jednak nie były łatwe. Mieczysław G ł a d y s z pisząc o trudnościach,
jakie napotyka na tych terenach badacz, p o d k r e ś l a ^kwestię wzbudzenia
zaufania u ludności rodzimej, dotarcia do informatora poprzez osady pow­
stałe z różnego rodzaju specyficznych dla tych o b s z a r ó w przeżyć i nawar­
stwień ideologicznych, aby zebrać okruchy faktów i zdarzeń tkwiących w jego
pamięci. Z tych samych przyczyn napotyka badacz opory przy gromadzeniu
m a t e r i a ł ó w do ujmowania aktualnie przebiegających p r o c e s ó w i występujących
faktów kulturowych" (Gładysz 1961c, s. 302). Opory p o c z ą t k o w o były duże,
j a k i trudności ze znalezieniem we wsi mieszkania, i n f o r m a t o r ó w i wery­
fikacją uzyskanych danych. L u d n o ś ć miejscowa nie wspomina dobrze pierwszych
miesięcy po zakończeniu I I wojny światowej, kiedy to napływali do wsi
osadnicy ze wschodu, a m i e s z k a ń c o m groziło wysiedlenie . P o m y ł k i w tych
1

2

1

Badana przeze mnie m i e j s c o w o ś ć należała do grupy obejmującej „wsie związane z glebami

urodzajnymi, pszenno-buraczanymi, o przewadze gospodarstw samowystarczalnych, które w prze­
szłości i nadal bazują na produkcji rolnej" ( G ł a d y s z
2

1961c, s.

300).

T a k wspomina te przykre dla m i e s z k a ń c ó w Dzierżyslawic chwile jeden z informatorów:

„Generał

Goliwoda obronił

nas

przed chadziajami.

Na

zebraniu

w Prudniku

powiedział,

że są to polskie ziemie, to musieli wyciągnąć ku Grodkowi". Na tym zebraniu z udziałem

5 -

Etnografia Polska t. ХХХШ/2

66

Z O F I A SZROMBA-RYSOWA

czasach zdarzały się często, a wieś b ę d ą c a najdalej na p o ł u d n i e wysuniętą
miejscowością z a m i e s z k a n ą przez l u d n o ś ć r o d z i m ą , stykającą się do 1945 r.
z wsiami zasiedlonymi przez k o l o n i s t ó w niemieckich, doświadczyła s k u t k ó w
nieporozumień i konfliktów .
W t y m k r ó t k i m artykule, opartym na m a t e r i a ł a c h zebranych przeze mnie
w czasie 10-letnich b a d a ń , chciałbym wskazać na elementy śląskiej kultury
ludowej, k t ó r e utrwaliły się w świadomości ludności miejscowej i s t a n o w i ą
ślady tradycyjnego stylu życia. One to przede wszystkim rzucały się w oczy
młodemu- wówczas badaczowi, k t ó r y szukał w kulturze m i e s z k a ń c ó w wsi
charakterystycznych dla niej cech rodzimych, zestawiając je ze znanymi
d o t ą d realiami z innych stron kraju.
A n n a Kutrzeba-Pojnarowa pisze, iż „ s p r a w ą p a l ą c ą staje się [...] zachowanie
bodajże w rysunku i opise, w fotografii, pomiarze ostatnich ś l a d ó w tego
stylu życia, k t ó r y właściwy był innym wcześniejszym epokom i różnił między
s o b ą społeczności kraju. [ . . . ] Dziś obraz tego z r ó ż n i c o w a n i a ulega zatarciu
nie tylko w życiu, lecz r ó w n i e ż w pamięci. [•..] A b y m ó c o d t w o r z y ć modele
charakterystyczne dla danej epoki, trzeba ich realiów s z u k a ć we współ­
czesności" (Kutrzeba-Pojnarowa 1986, s. 25). Współczesność ta p o d koniec
lat pięćdziesiątych X X w. była nasycona jeszcze wieloma treściami, pozwa­
lającymi na ukazanie obrazu wsi z k o ń c a ubiegłego i p o c z ą t k u bieżącego
wieku. Te właśnie treści są przedmiotem niniejszego a r t y k u ł u , a r t y k u ł u będą­
cego zarazem etnograficzną — p i s a n ą z perspektywy 30 lat — refleksją nad
śląską k u l t u r ą l u d o w ą jednej wsi opolskiej. Przedstawiony t u opis daje rzut
oka na wybrane tylko zagadnienia, odtworzone na podstawie relacji najstar­
szych m i e s z k a ń c ó w wsi, urodzonych w ostatniej ćwierci ubiegłego wieku.
Informatorzy ci dawno j u ż nie żyją, a wraz z n i m i odeszła wiedza o ó w ­
czesnych stosunkach i tradycyjnej kulturze wsi.
Wsią, o której mowa, są Dzierżysławice p o ł o ż o n e w byłym powiecie
prudnickiem nad rzeką O s o b ł o g ą k o ł o G ł o g ó w k a . Od niego też rozpo­
czynał się kontakt z o d d a l o n ą o 3 k m wsią. T a m był przystanek kolejowy
linii K r a k ó w — Jelenia G ó r a , od k t ó r e g o dalszą d r o g ę należało j u ż przebyć
pieszo, p r z e c h o d z ą c k o ł o tzw. P a u l i n ó w we wsi M o c h ó w , b ę d ą c y c h parafią
3

wojewody śląskiego Aleksandra Zawadzkiego i A r k i B o ż k a uzgodniono, ż e repatrianci opuszczą
wieś i pojadą na zachód. „Od tej pory — wspomina informator — j u ż lepiej się nam żyło. Przedtem
my siedzieli cicho, b o ś m y się bali, że nas wysiedlą do Niemiec. Jak by tu zostali chadziaje,
by sila do Reichu wyciągli, bo to nie da się d w ó c h na jednej gospodarce
stwierdzał jeden z m i e s z k a ń c ó w

to

być". W 1959 r.

wsi: „nie mamy za co specjalnie lubieć tych

chadziajów.

Oni nas Niemcami nazywają i nie są gospodarni".
3

Trudną sytuację pogłębiał fakt, iż w sąsiednich, zasiedlonych przez repatriantów, R a ­

cławicach

Śląskich znajduje się urząd gminny.

W samych Dzierżysławicach

po

I I wojnie

światowej było wielu zdezorientowanych mieszkańców. W 1952 r. przy zakładaniu Rolniczej
Spółdzielni Produkcyjnej, przed w s t ę p o w a n i e m do której bronili się mieszkańcy Dzierżysławic,
nastawieni proniemiecko m ó w i l i : „niech Polocy idą", a „twardzi Polocy" stwierdzali: „ m y ś m y
się j u ż d o s y ć namęczyli, niech idą oni".

67

MOJA WIEŚ O P O L S K A

dla Dzierży sławie. Miasteczko G ł o g ó w e k w z b u d z a ł o zainteresowanie licz­
nymi zabytkami i związkami z historią Polski (Chrzanowski 1977), na tamtejszym
zamku bowiem przebywał w czasie najazdu Szwedów król Jan Kazimierz.
W pobliżu wsi założony został wspomniany klasztor P a u l i n ó w , sprowadzonych
w 1388 r. przez W ł a d y s ł a w a Opolczyka, w k t ó r y m w 1655 r. przechowy­
wany był cudowny obraz M a t k i Boskiej Częstochowskiej. Przed n i m to
modlił się przebywający wówczas w G ł o g ó w k u król Jan Kazimierz, goszcząc
u hr. Franciszka Euzebiusza Oppersdorfa, k t ó r e g o rodzina w 1593 r. weszła
w posiadanie Dzierżysławic, utrzymując tam swe dobra do k o ń c a I I wojny
światowej .
Oppersdorfowie zasłynęli w okresie reformacji j a k o o b r o ń c y wiary ka­
tolickiej, co utrwaliło się w świadomości m i e s z k a ń c ó w w s i . Tradycja ustna
wiąże nawet nazwę wsi z „dzierżeniem sławy" wsi katolickiej i nieprzechodzeniem na protestantyzm. I n n i łączą nazwę z właścicielem m a j ą t k u , co
tak opisuje jeden z m i e s z k a ń c ó w wsi: „gdy po brzydkiej pogodzie nastał
jeden dzień słoneczny, wtedy chłopi zwrócili się do groufa, aby w teń dzień
mogli p o p r a c o w a ć u siebie na polu w zamian za co o d p r a c u j ą w inny
dzień. Grouf się zgodził, a gdy w oznaczony dzień c h ł o p i zgłosili się
do pracy, wtedy pan rzekł, że są to ludzie, którzy dzierżą s ł o w o " . M i e ­
szkańcy wsi na ogół dobrze wspominają kontakty z d w o r e m , k t ó r e g o
ostatni właściciel ożeniony był z ks. Radziwiłłówną. O niej to m ó w i o n o
we w s i : „groufka dobra b y ł a . . . po polsku m ó w i ł a " .
Urodzajne pszenno-buraczane gleby okolic G ł o g ó w k a były wcześnie i sto­
sunkowo gęsto zasiedlone. Codex diplomaticus Silesiae notuje nazwę wsi
Dirislawicz j u ż w 1321 r. Inne ź r ó d ł a wymieniają nazwy: Dzierżislow,
Dzierżysławice, Dzierżysław, przy czym ta ostatnia nazwa u t r z y m a ł a się
wśród miejscowej ludności, u r z ę d o w o b r z m i ą c do 1945 r. Dirschelwitz,
a po I I wojnie światowej Dzierżysławice.
4

5

6

7

Słownictwo wsi — w e d ł u g ostatnich b a d a ń dialektologicznych — „wykazu­
je p o l s k o ś ć w swym zasadniczym zrębie gwary śląskiej, k t ó r a o p a r ł a się wielo-

4

5

Źródła dotyczące historii wsi podaję

w pracy: S z r o m b a - R y s o w a

zana z nawróceniem na katolicyzm protestantów z G ł o g ó w k a
1977,

1969,

s.

31-36.

W sąsiedztwie wsi, na tzw. Glinianej G ó r c e , stoi kamienna kapliczka z 1779 r. zwią­
s. 26 п.,

180 п.). Mieszkańcy

wsi opowiadają,

(zob.

iż wypędzeni

m. in. C h r z a n o w s k i
z miasta

innowiercy

doszli do wspomnianej górki, gdzie czekali na „nawrócenie na naszą wiarę, i potem dopiero
mogli wrócić do miasta". Stąd górka ta nosi również nazwę „Czekaj".
6

Dlatego też z powszechnym

oburzeniem

opolan (wyd. w 1954 r.) wspomnienie

spotkało się wydrukowane w

byłego robotnika dworskiego,

stawił stosunki panujące w majątku. Artykuł ten przyczynił się zresztą do
początkowo

nastawienia

do

mnie

informatorów

w czasie

Pamiętnikach

który fałszywie prze­
nieprzychylnego

zadawania im pytań

na

temat

sytuacji na wsi b. proletariatu rolnego.
7

W latach 1957-1961 w Dzierżysławicach i okolicy prowadził badania

dialektologiczne

dr F . Pluta z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Opublikował on s ł o w n i c t w o

gwarowe

Dzierżysławic ( P l u t a 1973) i kilka o p o w i a d a ń spisanych w tej wsi ( P l u t a 1964, s.

134-145).

68

Z O F I A SZROMBA-RYSOWA

8

wiekowej germanizacji" , m i m o że do 1945 r. w pobliskich wsiach o czym
j u ż wspomniano — mieszkała l u d n o ś ć niemiecka (Pluta 1973, s. 6).
Z p o c z ą t k u X I X w. na terenie Śląska przeprowadzona była ankieta
kościelna na temat j ę z y k a u ż y w a n e g o w parafii, wygłaszanych k a z a ń , śpie­
wanych pieśni i t p .
Wtedy to, po kasacji klasztoru P a u l i n ó w w 1810 г.,
wieś przez j a k i ś czas należała do parafii w Wierzchu, w której — według
ankiety z 1814 r. — nie tylko l u d n o ś ć posługiwała się językiem polskim, ale
i w t y m języku wygłaszane były kazania, śpiewane pieśni, posługiwał się
nim ksiądz i u ż y w a n o go w szkole (Gierowski 1948, s. 444). Jednak naj­
starsi z i n f o r m a t o r ó w , urodzeni w 1871 i 1876 г., pobierali n a u k ę j u ż
tylko w szkole niemieckiej . Najdłużej, bo do 1939 г., możliwe było używanie
j ę z y k a polskiego w kościele, w k t ó r y m jednak j u ż od 1934 r. tylko co
d r u g ą niedzielę odprawiano mszę świętą, przy czym raz była to msza ranna,
drugi raz suma zwana wielką.
W miejscowej tradycji zachował się podział wsi na dwie części i dwie
o d p o w i a d a j ą c e mu gminy. Znajduje to potwierdzenie w źródłach archiwalnych
i publikowanych, k t ó r e wymieniają część h r a b i o w s k ą i b a r o n o w s k ą („Graflich"
i „Freiherrlich"), przy czym jednak mieszkańcy najczęściej m ó w i ą o „ m a ł e j "
i „wielkiej" gminie. T ę ostatnią o k r e ś l a n o j a k o „ W i e ś " , pierwszą natomiast
nazywano „ C h a ł u p k a m i " . P o d z i a ł ten wynikał z ustroju i prawa feudalnego,
k t ó r e pojęcie gminy wiązało z ziemią i „polegało na przeciwstawianiu
ziem dworskich [...] i chłopskich. [...] Ustawodawstwo pruskie szło w tej
dziedzinie d o ś ć daleko [...] i u z n a w a ł o , że posesje chłopskie utworzone
na gruntach dworskich nie w c h o d z ą w skład gminy wiejskiej" (Orzechowski
1959, s. 132). Z a k ł a d a n i e w starych wsiach osad chałupniczych, określane
w literaturze j a k o kolonizacja wewnętrzna, wiązało się z r o s n ą c y m zapo­
trzebowaniem dworu na wolnonajemnych r o b o t n i k ó w rolnych.
9

1 0

11

8

„Szczególnie w ostatnim okresie r z ą d ó w hitlerowskich rugowano jeżyk polski nie tylko

z życia publicznego (kościół, szkoła, urzędy),
w życiu rodzinnym" ( P l u t a
tym

1973,

s. 203).

ale

zabroniono nawet posługiwanie

Mieszkanka wsi

bardziej nas mocno dzierżyli. Ale j a na złość robiłam i m ó w i ł a m po

dłużej musiałam c z e k a ć po

się

nim

dodaje: „im bliżej wojny,

to

polsku. Zawdy

urzędach, bo nie chcieli załatwiać, a jak pytali, czemu m ó w i ę

po polsku, tom o d p o w i a d a ł a : bo mi taki język urósł".
9

Od południa wieś sąsiaduje z Racławicami Śląskimi, w których mieszkająca do

1945 r.

ludność różniła się m o w ą , strojem, zwyczajami. L u d n o ś ć Dzierżysławic m ó w i o nich: „oni
byli prawi Niemcy, a my

ino ze szkoły". Przedrzeźniając nie

zrozumiałą dla

mieszkańców

wsi gwarę racławiczan w o ł a n o za nimi: „ h o n d a d o ń d a hoca ploca, fistia wo da pilca woksa
mit

da

lana

sztila", podkreślając

w ten

sposób

charakterystyczne dla

ich języka

użycie

wyrazów z a k o ń c z o n y c h na s a m o g ł o s k ę a.
1 0

Ankieta p o c h o d z i ł a z 1814

r. i o b e j m o w a ł a następujące pytania: 1) parafia, 2)

należąca do parafii, 3) język panujący na terenie parafii, 4) język

kazań,

5) język

wieś

pieśni,

6) język księdza, 7) język używany w szkole (Gierowski 1948).
1 1

Tylko w 1921

r. przez dwa miesiące o d b y w a ł a się we wsi nauka w języku polskim.

Dłużej, bo do 1934 г., utrzymała się szkoła polska w pobliskim Wierzchu. M o ż n a usłyszeć, iż
„pierwej

o

polskość

barzyj

dbali, jak

teatralne. Do plebiscytu w 1921

teraz",

wystawiając

w

r. działało też k ó ł k o śpiewacze.

sali

„u

szynkierza"

sztuki

69

MOJA WIEŚ O P O L S K A

Rye.

1. Widok centrum wsi
Fot. J Rys. 1961

Podział na dwie gminy nie objął j u ż żadnej z żyjących generacji. L u d n o ś ć
Dzierżysławic podaje odmienne od pisanych źródeł usytuowanie wspomnia­
nych części wsi, wiążąc słowo „Gráflich" z „ C h a ł u p k a m i " i uzależnieniem ich
m i e s z k a ń c ó w od dworu, a „ F r e i h e r r l i c h " z kategorią ludzi w o l n y c h .
W X I X w. oddzielna też była numeracja d o m ó w w obydwu gminach.
W jednej było ich w 1863 r. 67, a w drugiej 13 . Oddzielnie też
usytuowane były grunty. Jednak na skutek zmian m a j ą t k o w y c h , bankru­
ctwa gospodarstw wielkorolnych, parcelacji dworu itp., podział ten został
naruszony i j u ż przed I I wojną światową nie m o ż n a było w n i o s k o w a ć
z p o ł o ż e n i a pól ornych o przynależności społecznej ich właścicieli.
12

13

Dawny podział wsi znalazł odbicie również w tradycyjnym budownictwie
i układzie zagród. N a „ C h a ł u p k a c h " domy stojące ścianą licową do drogi
są bardziej zindywidualizowane, gdy tymczasem we „ W s i " budynki usytuowane
szczytem do drogi stanowią zwarty kompleks zabudowy (rye. 1). Wszystkie
budynki mieszkalne, łącznie z najstarszym datowanym na 1823 r. (do 1870 r.
k r y t y m słomą, a potem d a c h ó w k ą ) , są murowane, dając przegląd pod­
stawowych kategorii społecznych wsi — t j . siodłaków, z a g r o d n i k ó w i c h a ł u p -

1 2

Źródła określają większą i starszą część wsi n a z w ą „hrabiowskie" — Gráflich", i taki
stan przedstawia plan wsi z 1905 r. ( S z r o m b a - R y s o w a 1969, s. 33 п.).
13

nr 217.

Wojewódzkie

Archiwum

Państwowe

we

Wrocławiu,

Komisja

Generalna,

sygnatura

70

Z O F I A SZROMBA-RYSOWA

n i k ó w — kategorii, k t ó r e stosowane były jeszcze w okresie międzywojennym,
czego p r z y k ł a d e m m o ż e być wymienianie ich przy nazwiskach odczytywanych
z ambony zapowiedzi ślubnych. Jeszcze p o d koniec lat pięćdziesiątych b.w.
m o ż n a było s p o t k a ć nie zmienione od czasu budowy domy, m i m o że w okresie
międzywojennym w budownictwie n a s t ę p o w a ł y liczne zmiany. Polegały one
przede wszystkim na powiększaniu części gospodarczej, zwłaszcza chlewu i staj­
ni. I tak na p r z y k ł a d w domach zagrodniczych zamieniano na nie pomieszczenia
wycużne, mieszczące się w tylnej części domu. Gospodarstwa siodłacze miały
oddzielnie stojące domy wycużne, zwane też chałupkami. Wyjaśnić wypada,
iż wycug był sądownie w y m ó w i o n ą formą utrzymania r o d z i c ó w (i niewydanego rodzieństwa) przez spadkobiercę, k t ó r y z o b o w i ą z a n y był zapewnić
im dożywocie w postaci mieszkania, opału, światła i jedzenia.
W czasie rozpoczynania przeze mnie b a d a ń we wsi istniał na „ C h a ­
ł u p k a c h " jedyny domek byłych r o b o t n i k ó w dworskich. N a ś r o d k o w y m tragarzu
izby miał wyryty napis „ J o K o 1869". Rozebrany z p o c z ą t k i e m lat sześć­
dziesiątych X X w. był ostatnim p r z y k ł a d e m ubiegłowiecznego budownictwa
tej części wsi. Stojący w centrum wsi d o m chałupniczy z 1864 r. (skła­
dający się z kuchni, wielkiej izby, sieni z piecem piekarskim zwanym
wieloukiem, komory „ d o j a d ł a " i komory „ n a wągier oraz gumna) z a c h o w a ł
się j a k o nieliczny we wsi — w niezmienionej formie do k o ń c a zamieszkania
go przez właścicielkę. Była nią jedna z najlepszych informátorek, należąca
do tzw. „ t w a r d y c h P o l o k ó w " , urodzona w 1871 г., a z m a r ł a w 1969 г.,
Marianna Zając, zwana Kasperka (ryc. 2). Mieszkała samotnie w domu,
w k t ó r y m — j a k o jedynym we wsi zelektryfikowanej w 1921 r. — nie było zain­
stalowanego światła. O b y w a ł a się r ó w n i e ż bez zegara orientując się w czasie
po miejscu rzucanego przez słońce światła. W k a ż d e sobotnie p o p o ł u d n i e zamia­
tała — tak, j a k wszyscy mieszkańcy wsi — d r o g ę przed swoim domem, dbając
o czystość w n i m i s c h l u d n o ś ć noszonego przez siebie stroju. Nieraz też
była przez bogatych nazywana z tego powodu „pyszną", na co o d p o w i a d a ł a :
„ja nie pyszno, ale akuratno", w dawnym znaczeniu tego słowa 'staranna',
' d o k ł a d n a ' , ' p o r z ą d n a ' . Należała do i n f o r m a t o r ó w , którzy głęboko zapadają
w p a m i ę ć badacza nie t y l k o dzięki wiedzy, b a r w n o ś c i j ę z y k a , życzliwości,
ale właśnie „ a k u r a t n o ś c i " . w przekazywaniu wiadomości i stosunku do rze­
czywistości.
I n f o r m á t o r k a ta p o c h o d z i ł a z rodziny komorniczej, p r z e c h o d z ą c po ślubie
w 1900 r. do kategorii c h a ł u p n i k ó w . P r e z e n t o w a ł a ona liczną w tutejszej
wsi warstwę proletariatu rolnego, k t ó r y w połowie ubiegłego wieku obejmował
1/3 m i e s z k a ń c ó w . Z n a j d o w a ł on zatrudnienie z a r ó w n o „ n a p a ń s k i m " , t j .
w folwarku hr. Oppersdorfa, j a k i w statkach, czyli wielkorolnych gospodar­
stwach kmiecych, k t ó r e w 1831 r. skupiały 3/4 ogólnej powierzchni g r u n t ó w .
14

1 4

gruntu

W tym roku bylo we wsi 26 gospodarstw kmiecych w wielkości od 32 do 104 juter
(jutro,

czyli morga pruska,

miało

0,25

ha), 23

zagrodniczych

i 7

chałupniczych

( W o j e w ó d z k i e Archiwum P a ń s t w o w e we Wrocławiu, Komisja Generalna, sygnatura nr 123).

MOJA WIEŚ O P O L S K A

71

Całe swe życie ciężko p r a c o w a ł a w statku, p o c z ą t k o w o służąc za dziewkę,
j a k o tzw. czeloutka, a po wyjściu za m ą ż j a k o „ d n i ó w k o w a robotniczka".
Służba siodłacza godzona była na rok, „ o d G ó d do G ó d " , otrzymując
kolendę w postaci chusty, poszwy na pierzynę lub materiału na suknię
oraz pewnej kwoty pieniężnej. Zatrudniona była na ogół tylko w zagrodzie,
ale nie w kuchni. Zarobek o t r z y m y w a ł a raz na k w a r t a ł , dostając dodatkowo
coś z ubrania lub pieniędzy „ n a l e p s z ą " (dolę) w wypadku sprzedaży konia,
krowy i z a k o ń c z e n i a żniw, a „ n a p r z y w i t a n ą " z okazji wesela i przyjścia
nowej gospodyni. Pracując następnie j a k o „ d n i ó w k o w a robotniczka" m i a ł a
m o ż n o ś ć sadzenia dla siebie z i e m n i a k ó w na polu gospodarza i zbierania

Ryc.

2.

Kasperka
Fot. J. Rys. 196.1

w ż n i w a kłósek z b ó ż . M ó w i ł a wówczas do p o m a g a j ą c y c h jej dzieci: „ c o
owies nazbieracie, to będzie na strzewiki, pszenicę i żyto — zemleć na m ą k ę ,
a jęczmień — wieprzkowi". Przywilej ten, istniejący jeszcze z p o c z ą t k i e m X X w.,
z a s t ą p i o n o później bochenkiem chleba w r ę c z a n y m robotniczkom przy k a ż d o ­
razowym pieczeniu, k t ó r e p r z y p a d a ł o na ogół raz na dwa tygodnie. O k o ł o
1924 r. z a s t ą p i o n o też dawny zwyczaj zabierania przez r o b o t n i k ó w rolnych
jednego snopa jęczmienia, żyta i pszenicy przez „ ż n i w o w e " w postaci jednego
cetnara pszenicy i żyta. Gospodarstwa siodłacze zatrudniały też w zimie
miejscowe kobiety do m ł ó c e n i a zboża, w czasie k t ó r e g o trzynasta miara

72

Z O F I A SZROMBA-RYSOWA

przeznaczona była do podziału p o m i ę d z y młócących. Z k o ń c e m ubiegłego
wieku młóceniem z b o ż a w największych statkach siodłaczych trudniły się
cztery kobiety, k t ó r e c h o d z ą c z cepami „ o d statku do statku" młóciły
„ n a m o r d " , j a k wówczas m ó w i o n o . D o tych c z a s ó w odnosi się używanie
we wsi cepów >, k t ó r y c h stukot odmierzany rytmem na „ r a z — d w a " oznaczał
młócenie „we d w ó j k ę " , a na „już przy — s z o ł " — „we t r ó j k ę " . Pierwszą czyn­
nością było „ p r z e k r u s z a n i e " związanych s n o p ó w , k t ó r e następnie r o z k ł a d a n o
knowiem do gumienicy, a kłosem do ś r o d k a , uderzając cepami raz z jednej,
a raz z drugiej ich strony. O s t a t n i ą czynnością było młócenie zgarniętego
do ś r o d k a zboża, co nazywano młóceniem „ n a ż e b r o u k a " w znaczeniu,
że z w y m ł ó c o n e g o wówczas ziarna będzie chleb dla chodzących po p r o ś b i e
żebraków.
1 5



L u d n o ś ć miejscowa szukała pracy również „ n a p a ń s k i m " , czyli w folwarku
hr. Oppersdorfa, otrzymując zapłatę w gotówce i naturze, pracując m . in.
przy sianokosach „ n a trzecią k u p k ę " , przy kopaniu z i e m n i a k ó w „o śćwiertnię",
a przy burakach „ o n a ć " . L u d n o ś ć wiejska m o g ł a również dzierżawić dworskie
pole, o d p r a c o w u j ą c w żniwa 3 dni od 1 morgi.
Z końcem X I X w. p o z o s t a ł o ś ć s t o s u n k ó w feudalnych w rolnictwie wiel­
kiej własności ziemskiej stanowili chałupnicy dworscy, zwani w Dzierżysławicach „ k o n t r a h n i k a m i " . Zamieszkiwali o n i w s p o m n i a n ą j u ż wyżej część wsi
z w a n ą „ C h a ł u p k a m i " . W zamian za otrzymany od d w o r k u kawałek gruntu
(około 2-3 morgi), zwanego pouszowy, k t ó r y hr. Oppersdorf nabył po kasacji
klasztoru P a u l i n ó w , z o b o w i ą z a n i byli o d r a b i a ć panu od jednej morgi 11
dni w roku w czasie najpilniejszych prac w żniwa i sianokosy. D o pracy
z o b o w i ą z a n e też były żony c h a ł u p n i k ó w d w o r s k i c h .
1 7

18

1 5

Określenie

iż kobiety

„na mord młócić" m o g ł o

te młóciły

„choćby

o z n a c z a ć według ur. w 1896 r. informatorki,

na zabicie". B y ć m o ż e jednak, iż niezbyt dokładnie zapa­

miętane s ł o w o „mord" oznaczało dawną miarę z b o ż o w ą : małdrat.
1 0

ojca

Urodzony w 1876 r. informator mając 14 lat po raz ostatni widział w gospodarstwie

młóckę

cepami.

zakończonej sforą,
na

60 cm, ze

Były

to cepy

kapicowe.

Składały

się z louskl

czyli drewnianym pałąkiem, i cepu (zwanego

skórzaną

kapicą.

Długość

cepu

mierzyło

o długości

1.30

inaczej bijokiem),

się r ę k o m a ,

m,

długiego

wypowiadając

obejmowaniu nimi drążka następujące s ł o w a : „szoł chłop do lasa. Po co? Po drzewo.

przy
Na

co? N a cep". Pierwsze młockarnie poruszane za p o m o c ą kieratu zwanego giplem wprowadzano
we wsi z początkiem

X X w.

(pierwsza była prawdopodobnie

w 1909

г.). C e p ó w

długi

czas u ż y w a n o w gospodarstwach do młócenia zboża „na długą słomę", z u ż y t k o w y w a n ą na
powrósła.

Z chwilą

wprowadzenia

snopowiązałek

z tzw. bindapresą,

prasującą

i

wiążącą

słomę, wyszły one zupełnie z użycia.
1 7

Ziemia na pouszowy o b c i ą ż o n a była hipoteką kościelną. Chłopi posiadający tam ziemię

z o b o w i ą z a n i byli do płacenia proboszczowi 8 fenigów na Nowy

R o k i dawania 6 fenigów

na ofiarę.

kościoła

1 8

Musieli też „przyczyniać się do

nowego budowstwa

i naprawy fary".

D o pracy tej m o ż n a bylo wynająć u b o g ą kobietę ze wsi. Wydana na

„Chałupki",

ur. w 1898 г., córka siodłaka (z braku pieniędzy — jak m ó w i — nie m o g ł a „oglądać się na
duży statek") wspomina, iż duma nie p o z w a l a ł a jej p r a c o w a ć we dworze: , j a nie przyszłam
ze statku,
ze wsi.

cobym

do dwora chodziła".

Dlatego

angażowała

do

tych prac u b o g ą

kobietę

73

MOJA WIEŚ O P O L S K A

D w ó r z a t r u d n i a ł — poza u b o g ą ludnością miejscową — stałych r o b o t n i k ó w ,
zwanych dworoukami lub dworzanami. Ta kategoria proletariatu rolnego,
p o c h o d z ą c a spoza wsi, w poszukiwaniu lepszych w a r u n k ó w często zmieniała
miejsce pracy. „ K a ż d e Gody — m ó w i mieszkanka wsi — to się ludzie kłudzili
[przenosili] po dworach ze szrankami a ł ó ż k a m i " , godząc się na r o k w zamian
za wynagrodzenie (tzw. myto) wypłacane raz na miesiąc i deputat w po­
staci chleba, ziemniaków, mleka, drzewa i węgla. Ich sytuacja społeczna
była we wsi najniższa, a społeczność nie u w a ż a ł a ich za swoich. „ O n i
nie mieli nic ze wsią do czynienia" — m ó w i ą mieszkańcy wsi — „dworoucy byli
przed sia, a ludzie ze wsi przed sia, nie kamracili się, nie mieli spółki,
nie było prziacielstwa", a pozycja miejscowego proletariatu rolnego była
„wdycki stąpel [stopień] lepsza, j a k tych ze dwora". P o d o b n ą pozycję zaj­
mowali tzw. Galicyjoki, czyli sezonowi robotnicy r o l n i spoza Prus. W k o ń c u
ubiegłego i p o c z ą t k u bieżącego wieku p o w a ż n y bowiem odsetek zatrudnionych
w górnośląskich gospodarstwach wielkoobszarowych stanowili robotnicy obco­
krajowi. Zjawisko to wiązało się m . i n . z o d p ł y w e m miejscowych sił ro­
boczych do przemysłu niemieckiego i przejściem gospodarki rolnej na praco­
c h ł o n n ą u p r a w ę b u r a k ó w cukrowych. W Dzierżysławicach element ten stano­
wili Galicjanie zatrudniani do I wojny światowej od marca do p a ź d z i e r n i k a .
Kobiety pracowały najczęściej przy uprawie b u r a k ó w cukrowych, a mężczyźni
przy ręcznym koszeniu łąk, gdyż ze względu na liczne rowy melioracyjne
utrudnione było stosowanie narzędzi mechanicznych. D o pracy używali przy­
wiezionych ze s o b ą kos niezwykle cenionych we wsi i dlatego chętnie
nabywanych przez l u d n o ś ć miejscową. Pod n a z w ą „galicjonek" jeszcze obecnie
m o ż n a je s p o t k a ć w gospodarstwach wiejskich.
Po I I wojnie światowej sytuacja s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z a m i e s z k a ń c ó w wsi
uległa decydującej zmianie. Parcelacja m a j ą t k u ziemskiego i reforma rolna
s p o w o d o w a ł y wzrost gospodarstw o obszarze od 5 do 10 ha. W 1960 r.
gospodarstwa takie stanowiły 41,28% ogółu gospodarstw wsi, najmując 49,64%
całego jej o b s z a r u . Z rolnictwa u t r z y m y w a ł o się 70,87% mieszkańców,
k t ó r y c h w 1960 r. było łącznie 594, z czego w zawodach pozarolniczych
p r a c o w a ł o 89, najczęściej na terenie sąsiedniego G ł o g ó w k a . W samych
Dzierżysławicach było wówczas 2 d r ó ż n i k ó w P K P , kowal, uczeń kowalski,
krawiec, 3 nauczycieli, przedszkolanka, 2 stolarzy, pracownik stolarski,
piekarka i s t u d n i a r z .
Wieś o k r e ś l a n a w ź r ó d ł a c h z 1861 r. j a k o kmiecio-zagrodnicza (Rajman
1965, s. 98) należy do r e j o n ó w o lepszej wartości użytkowo-rolniczej, gdzie
iy

2 0

21

1 9

Dane według powszechnego spisu z dn. 6 X I I 1960 r.
W 1960 r. na 89 o s ó b zatrudnionych poza rolnictwem w G ł o g ó w k u p r a c o w a ł o 40,
przede wszystkim w P K P , cegielni i zakładach roszarniczych lnu. G ł o g ó w e k był także miej­
scem cotygodniowych targów i pobierania nauki m. in. rzemiosła.
2 0

2

> Źródła archiwalne dla 1907 r. notują we wsi 2 karczmarzy, grenadiera, szewca, sto­
larza, 3 murarzy, kupca i strażnika kolejowego (Woj. Archiwum P a ń s t w o w e we Wrocławiu,
Komisja Generalna, sygnatura nr 225).

74

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

Rye. 3. Trzy pokolenia

informátorek
Fol. J. Rys. 1961

użytki rolne zajmują ponad 80% ogólnej powierzchni, a w strukturze upraw
przeważają rośliny o dużych wymaganiach glebowych i uprawowych, t j .
pszenica ozima, i buraki cukrowe. Przed I wojną światową na znaczną
skalę rozpowszechniła się uprawa jęczmienia, na k t ó r y wówczas było d u ż e
zapotrzebowanie w przemyśle browarnianym, a który miał znaczny udział
też w ówczesnym pożywieniu ludności wiejskiej. Intensywnie rozwiniętej
produkcji rolnej towarzyszył wysoki poziom hodowli, w d u ż y m stopniu
nastawionej na zbyt. C h ó w trzody chlewnej, a w gospodarstwach m a ł o ­
rolnych k ó z i k r ó l i k ó w oraz tak specyficzna dla Śląska hodowla gołębi
wiązały się z pożywieniem m i e s z k a ń c ó w wsi, uzależnionym od samowystar­
czalnej gospodarki wiejskiej . Długi czas kluski jęczmienne stanowiły pod­
stawowy składnik wyżywienia ceniony ze względu na walory sycące. One
22

2

- Pożywienie ludności Dzierżysławic o m ó w i o n o w pracy: Szromba-Rysowa

1978.

75

MOJA WIEŚ O P O L S K A

to według słów i n f o r m a t o r ó w mogły „barzyj leżeć w ż o ł ą d k u a nie przele­
cieć j a k kartofel". K l u s k i te wraz z p o d a w a n ą do nich mouczką (tj. sosem)
j a g o d o w ą , p o w i d ł o w ą , c h r z a n o w ą , grzybową, p a s t e r n a k o w ą czy inną stanowiły
nieodłączny element tradycyjnego jadłospisu. Były n i m też gomułki robione
z twarogu zmieszanego z solą i k m i n k i e m . Ususzone w kształcie osełek
na słońcu, a w zimie k o ł o pieca w k ł a d a n o do dużych kamiennych garn­
ców, przewracając co kilka d n i i polewając z i m n ą k a w ą z b o ż o w ą lub w o d ą .
Po uzyskaniu żółtego koloru i specyficznego zapachu n a d a w a ł y się do spo­
życia. W okresie międzywojennym wzrost hodowli trzody chlewnej, z u ż y t k o wującej w dużych ilościach mleko, i pojawienie się w sklepach zbliżonego
w smaku sera zgliwiałego, s p o w o d o w a ł o zanik wyrobu tego cenionego skład­
nika codziennego pożywienia tradycyjnej wsi.
23

„ K r ó l e s t w e m niebieskim" Ś l ą z a k ó w — obok klusek i suszonych o w o c ó w —
było mięso, k t ó r e s p o ż y w a n o przede wszystkim w formie gotowanej wędzonki.
D o ubiegłego wieku odnosi się tradycja przygotowywania na Wielkanoc
szołdry, t j . w ę d z o n k i zapiekanej w żytnim chlebie, pod k t ó r ą to n a z w ą
w Polsce średniowiecznej znana była szynka ( D e m b i ń s k a 1963, s. 97).
N a tych terenach j u ż z k o ń c e m ubiegłego wieku w rodzinach lepiej sytuo­
wanych r o l n i k ó w zaczął r o z p o w s z e c h n i a ć się posiłek ranny złożony z kawy
i chleba, stając się na G ó r n y m Śląsku d o ś ć szybko wzorem p o ż ą d a n e g o
jadłospisu. Zastąpił on r ó ż n e g o rodzaju polewki, wśród których jednak brak
tradycji s p o ż y w a n i a żuru, tak rozpowszechnionego na innych terenach G ó r ­
nego Ś l ą s k a . Większość wypowiedzi sprowadza się do stwierdzenia uro­
dzonej w 1898 r. -mieszkanki wsi: „żuru tu nigdy nie znali", c h o ć spotkano
się też z informacją: „piyrwyj starzy ludzie poradzili żur warzić z ukisonej
m ą k i , z kwasu, j a k na chleb". Słowa te i obchodzony w Wielką Środę
zwyczaj „palenia ż u r u " są śladem w y s t ę p o w a n i a tej polewki. Zwyczaj po­
legający na paleniu w polu ogniska i „gonieniu Judasza" z zapalonymi
m i o t ł a m i , często nazywany jest także „ p a l e n i e m " lub „łowieniem p o d światłem
Judasza" , a sam dzień przez n i e k t ó r y c h nadal „ ż u r o w a ś r o d ą " .
Z innych zwyczajów dorocznych wymienia się chodzenie po wsi z „ m o i k i e m " i „ m a r z a n n ą " , od której d r u g ą niedzielę przed W i e l k a n o c ą zwie się
m a r z a n n ą . W ten dzień uboższe dziewczyny stroiły k o l o r o w y m i w s t ą ż k a m i
c h o i n k ę , zawieszając na jej wierzchołku wyciętą z papieru sarnę. O b c h o d z ą c
wieś śpiewały: „nasz moik zielony, pienknie ustrojony, na naszym moiczku
siedzi sarnia, wyszczyrza ząbki, bo by j a d ł a " , zbierając jajka, kołacze lub
pieniądze. Bardziej zatarte jest wspomnienie chodzenia z m a r z a n n ą , czyli
słomianą kukłą u b r a n ą w strój chłopski, k t ó r ą następnie topiono w rzece.
2 4

25

2 3

Literatura w języku niemieckim z G ó r n e g o Śląska wymienia pod nazwą 'Himmelreich'

potrawę z klusek, mięsa i suszonych

owoców

(zob.

np.

Finkenstein

1863,

s.

390 п.).

2 4

N a ten temat zob. m. in. F i n k e n s t e i n 1863, S z r o m b a - R y s o w a 1978, s. 71 n.

2 5

Nazwa ta jest nowsza. Z k o ń c e m X I X w. A . Hytrek pisał, iż na G ó r n y m

chłopcy biegną po polach z pochodniami, wołając: „żur palę, buchty c h w a l ę " ( H y t r e k
s. 52).

Śląsku
1879,

76

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

K)t.

-t

1'1Лч1 pii'k.il 111.)
Fot. J. Rys. 1%1

W tej wybitnie rolniczej wsi zwyczaje i wierzenia wiązały się przede
wszystkim z rolnictwem, podstawowym dla jej m i e s z k a ń c ó w zajęciem, od
poziomu k t ó r e g o zależała z a m o ż n o ś ć i prestiż w społeczności wiejskiej.
Zwyczaje te miały c h r o n i ć plony przed zniszczeniem i z a p e w n i a ć u r o d z a j n o ś ć
oraz wiązane z nią szczęście, j a k to s c h a r a k t e r y z o w a ł jeden z m i e s z k a ń c ó w :
„ k t o j ą [ziemię] ma, ten szczęśliwy i bogaty". Między innymi więc, aby
z a p e w n i ć jej p ł o d n o ś ć , w wigilię 1 maja wynosiło się na pole trzy krzyżyki
zrobione z poświęconych w Wielką S o b o t ę gałązek. Wierzono również,
że pomyślności w zagrodzie i na polu strzegli trzej „ g r o m a d z c y święci":
św. Florian (4 V ) chronił dom i zbiory od ognia, św. A n t o n i (13 V I ) od
gradu, a św. Urban (2 V I I ) miał w swej opiece pole i bydło. W dni
tych p a t r o n ó w nie wykonywano żadnej pracy w polu, o b c h o d z ą c je z pro­
cesją i uczestnicząc we mszy św. Święcono też trzy, przypadające po św.
Urbanie, soboty zwane „Urbańskimi", a do dnia dzisiejszego przestrzega
się zakazu wywożenia na pole obornika w k a ż d ą s o b o t ę . Zakaz ten wywo­
dzący się z odległego w czasie z o b o w i ą z a n i a związanego z z a r a z ą na
bydło, jest niezwykle mocno ugruntowany w świadomości nawet m ł o d e g o
pokolenia r o l n i k ó w . D o p o c z ą t k u bieżącego wieku odnosi się zawieszanie
nad chlewem w wigilię św. Jana (24 V I ) trzech w i a n u s z k ó w z liści klonu
lub k w i a t ó w chabru i kąkolu, mających zapewnić p o m y ś l n o ś ć w hodowli
bydła.

77

MOJA WIEŚ O P O L S K A

W życiu społecznym miała swe reperkusje zasada, iż „siodłakowi nie
idzie się przed wsią z a w s t y d z i ć " i że „ r ó w n y r ó w n e g o ma sobie b r a ć " ,
o d n o s z ą c a się do wszystkich m i e s z k a ń c ó w , jednak ze szczególną siłą do naj­
większych gospodarzy. Niedopuszczalne w gospodarstwie mieszanie plew
z pszenicą l u d n o ś ć wykorzystała do zademonstrowania niezadowolenia z po­
wodu niestosownego związku małżeńskiego robotnika z c ó r k ą siodłaka, .wrzu­
cając do jej domu plewy, a pszenicę do domu narzeczonego. W pamięci i n ­
f o r m a t o r ó w z a c h o w a ł o się inne, głośne z p o c z ą t k i e m X X w. wydarzenie,
j a k i m był ślub syna największego gospodarza we wsi, właściciela d w ó c h
par koni, z c ó r k ą szynkarza. D u ż y posag dziewczyny i p o k a ź n y spadek
otrzymany przez nią po krewnej z sąsiedniej wsi sprawiły, iż m a ł ż e ń s t w o
m o g ł o dojść do skutku. Jeszcze dziś m ó w i się z ubolewaniem o jej trudnej
i upokarzającej sytuacji w domu męża, k t ó r e g o siostry „za nic j ą miały".
W pamięci najstarszych i n f o r m a t o r ó w zachowały się ślady dawnych wierzeń
i praktyk związanych z okresem ciąży i p o ł o g u . Kobiecie „ z a w i ą z a n e j "
nie wolno było m . i n . s t a n ą ć na progu, przechodzić pod sznurem, patrzeć
na ogień i k r a ś ć . Położnica, czyli „ k o b i e t a w niedzielach" — j a k we wsi
m ó w i o n o — przez 6 tygodni do wywodu miała nosić przy sobie „święcone
rzeczy", nie m o g ł a o p u s z c z a ć domu bez chustki na głowie i zostawić
samego dziecka w obawie, aby „zły duch" nie podmienił go na podciepa,
k t ó r ą to n a z w ą o k r e ś l a n o „ u ł o m n e a nieprawe na u m y ś l e " d z i e c k o .
Zwyczaje weselne i poprzedzające je zoulyty zachowane w pamięci i n ­
f o r m a t o r ó w mają treści znane z innych stron Polski. Jeszcze z p o c z ą t k i e m
X X w. praktykowany był zwyczaj targowania się o p a n n ę m ł o d ą między
starostą z jej strony i strony pana m ł o d e g o , k t ó r y „za wieniec" zobowią­
zany był uiścić p e w n ą k w o t ę pieniędzy. Śluby brano wówczas „ n a wianuszki"
z m i r t u , k t ó r e przechowywano wraz z wiankiem i woniaczką
(tj. bukie­
cikiem z m i r t u przypinanym do klapy marynarki pana m ł o d e g o ) w ramkach
za szkłem.
Ze zwyczajów związanych z pogrzebem wymienia się — o d n o s z ą c e się jednak
2 6

27

2 6

Urodzona w 1898 r. informátorka będąc w ciąży zerwała na nie swoim polu

kilka

garści koniczyny dla królika. Zdarzenie to o p o w i e d z i a ł a matce wywołując jej ogromne zdener­
wowanie przekonaniem, iż dziecko urodzi się złodziejem.
miała chwili spokoju [...)

Informátorka

m ó w i : „odtąd

nie

na szczęście synek mi zmarł, to Bogu d z i ę k o w a ł a m , bo by m o ż e

kradł".
2 7

Z innych wierzeń starsi informatorzy pamiętali, iż po zachodzie słońca („po Z d r o w a ś

Maryja" — jak się m ó w i ) , w obawie przed zaczarowaniem nie m o ż n a było niczego
z domu, a przekazywaną

z konieczności

wydać

rzecz należało posolić. Przed zaczarowaniem in­

wentarzu ż y w e g o , „coby czarownica do chlewa nie wlazła", chronił p o ł o ż o n y przed nim w dniu
1 maja trawnik posypany

piaskiem,

miała obetrzeć się „na opak",
przyjściem

w nocy,

mory,

a zaczarowana

z lewej

która

m. in.

strony

„złym

na prawą,

gniotła

urodzoną

wzrokiem" osoba
spodnią
w

1898

częścią
r.

trzykrotnie

odzieży.

leżało p o s t a w i ć na drzwiach izby, w której się spało, miotłę do góry korzonkami,
morę

Przed

informatorkę,

na­

a samą

zaprosić na śniadanie (mówiąc do niej: „przyjdź jutro na śniadanie"), aby ujrzeć ją

nazajutrz w przychodzącej do domu kobiecie.

78

Z O F I A SZROMBA-RYSOWA

j u ż do c z a s ó w staników
(czyli d z i a d k ó w ) urodzonej w 1888 r. informatorki —
posyłanie z okazji pogrzebu bogatego siodłaka ubogim m i e s z k a ń c o m wsi
(których „pierwej sila b y ł a " ) „ k ą s k a omasty i pecynek [bochenek] chleba"
ze s ł o w a m i : „masz, co byś rzykał |modlił się] za niego". Jeszcze z po­
czątkiem X X w., „kiedy nie było takiej pychy, jak teraz", z m a r ł e g o cho­
wano tylko w lnianej koszuli, zwanej śmiertelnicą,
a później w odświętnym
ubiorze. Najstarsza mieszkanka wsi, urodzona w 1871 г., miała j ą przy­
g o t o w a n ą do trumny obok odświętnej, czarnej mazelunki i jupy, k t ó r e
stanowią dwa podstawowe elementy tradycyjnego stroju chłopskiego. Jest
on jeszcze powszechnie noszony przez te mieszkanki, k t ó r e j a k o ostatnie
szły w nim w 1914 r. do Pierwszej K o m u n i i . Pokolenie to nie wkładało
j u ż jednak ani czepców, ani siucheji, należących do ubiegłowiecznych, od­
świętnych n a k r y ć głowy. Siucheje, noszone przez panny, były uszyte z tiulu
i k o r o n k i oraz z a k o ń c z o n e dwoma k o l o r o w y m i , długimi wstążkami, zwi­
sającymi do przodu. T y l k o bardzo z a m o ż n e kobiety wkładały w zimie na
duże uroczystości kościelne mycki z aksamitu, haftowane złotymi nićmi od
tyłu i otoczone futrem w o k ó ł twarzy.
Chustki, zwane szatkami, powszechnie wiązało się pod b r o d ą , p o d n o s z ą c
do góry jeden ich koniec (zob. ryc. 2), a podczas prac w polu, do tyłu
na tzw. żurak. D u ż e chusty (czyli tuchy) zarzucano na ramiona „ n a
k o z ę " , t j . składając je ukośnie w 1/3 długości i spinano pod szyją spinką.
Różniły się one między s o b ą wzorem, kolorem i m a t e r i a ł e m , z jakiego
były wykonane, nosząc nazwę każmierowskich,
barankowych, tureckich lub
francuskich *.
Tę ostatnią c h u s t ę z a k ł a d a n o tylko w wielkie święta (Bo­
żego Narodzenia i Wielkanocy) oraz z okazji ślubu. W pamięci najstarszych
informátorek zachowały się noszone przez ich babki i matki ciasnochy.
Był to rodzaj lnianej, p r z y r ó w n y w a n e j do worka, wąskiej koszuli opinającej
ciało, tak, „co tylko krok się d a ł o z r o b i ć " , na k t ó r ą w k ł a d a ł o się koszulę
z k r ó t k i m i r ę k a w a m i . S p o d n i ą część stroju stanowi hyńderouk, odpowiadający
krojem wierzchniej sukni, zwanej mazelunką. Jest to szeroka s p ó d n i c a przy­
szyta do lajhika zapinanego na 4 guziki. D ó ł mazelunki, szeroki na o k o ł o
3 metry, zdobiono — w zależności od panującej mody — naszyciami w postaci
tasiemek, marszczeń, falban, wstążek i haftów. Suknie te były w r ó ż n y c h
kolorach, w zależności od m a t e r i a ł u nosząc n a z w ę kaźmierowskiej,
kartunkowej, aksamitki, durkuli, zaterguli itp. W niedzielę i od święta w k ł a d a
się na nią jedwabny fartuch, a w dzień powszedni zopouskę, inaczej z w a n ą
zopośnicą. G ó r n ą część stroju stanowi jupa z marszczonymi r ę k a w a m i i za­
pinana z lewej strony na co najmniej 10 guzików. W X I X w. kobiety
z „wielkiego statku''' wkładały na d u ż e święta kościelne kabacik z czerwonego
sukna z „ p u c h a t y m i r ę k a w o m a " , na szwach ozdobiony kolorowym sznurkiem
2

2 8

Tuch francuski miał na jasnym tle w środku
wzorem, który odbijał się na jasnej chuście.

tzw.

źradlo,

czyli

lustro z czarnym

MOJA WIEŚ O P O L S K A

79

Rye. 5. Pierwszoklasiści w dniu rozpoczęcia nauki
I oí. J, R)s.

196]

i zapinany na złote guziki. N a nogach noszono wełniane, robione na dru­
tach p o ń c z o c h y i wysokie, sznurowane strzewiki. Włosy pleciono w warkocze
upinane w ó s e m k ę na tzw.
kołtunko.
Ten przedstawiony w d u ż y m skrócie strój kobiecy nie różnił się od no­
szonego w pobliskim G ł o g ó w k u , odbiegając od tego, j a k i m c h a r a k t e r y z o w a ł y
się wsie zamieszkane przez element niemiecki, w tym w najbliższej, sąsia­
dującej od p o ł u d n i a , wsi Racławice Śląskie. Zasiedlenie tych ziem po 1945 r.
przez r e p a t r i a n t ó w ze wschodu utrwaliło przedział, o k t ó r y m m ó w i ą miesz­
kańcy wsi: „przedtem nas zwali Polokami, a teraz Szwabami". Wzajemna
nieufność, różnice kulturowe i powstające na tym tle konflikty powoli
zanikały tworząc n o w ą rzeczywistość tych ziem, d o ś w i a d c z o n y c h tak ciężko
przez historię.
Mieszkając w czasie moich długoletnich b a d a ń w domu, w k t ó r y m
mieścił się sklep i piekarnia, m i a ł a m okazję przysłuchiwać się rozmowom
przychodzących tam kobiet. M o g ł a m wówczas usłyszeć, że „dzieucha od [...]
była schwalona\ bo przez całą zabawę przetańczył z nią jeden kawaler;
że na muzyce wybuchła bójka, gdyż pod okna gospody podeszła p o ł o ż n i c a ;
że „ J o r g od [...] był wyposażony jak dzieucha\ bo przyniósł ze sobą
meble do kuchni, sypialni i jadalni, dwa komplety bielizny pościelowej.

80

Z O F I A SZROMBA-RYSOWA

konia, k r o w ę i j a ł ó w k ę ; że gdy w 1961 r. „zgorzało zmagazynowane siano
u [ . . . ] , to cała wieś przyszła poszkodowanemu z p o m o c ą " , a największy
siodłak prosto z łąki zwiózł dwie fury siana, itp., i t d . W najbliższym są­
siedztwie „ m o j e g o " domu była kuźnia, w której spędzałam wiele czasu
na rozmowach z gospodarzami. Omawiali tam o n i najnowsze r o z p o r z ą d z e n i a
„ w y d z w a n i a n e " po wsi przez wachtyrza, k t ó r y jeszcze w latach czterdzie­
stych b.w. obchodził w nocy wieś, pilnując spokoju i p o r z ą d k u . Ubolewali
nad t r u d n o ś c i a m i z zakupem maszyn rolniczych i ich wysoką c e n ą stwier­
dzając, iż w 1961 r. za kosiarkę trzeba było d a ć aż 42 cetnary pszenicy,
gdy w okresie międzywojennym tylko 28. Radzili nad sprowadzeniem z za­
granicy maszyny do uprawy b u r a k ó w cukrowych i możliwością zgromadzenia
na ten cel marek zachodnioniemieckich. T u m o g ł a m usłyszeć, że w 1964 r.
największy siodłak kupił sobie ł a d o w a c z przenoszący obornik z gnojownika
na przyczepę, a liście z b u r a k ó w do silosa, i że j u ż w 1958 г., j a k o
pierwszy, miał we wsi d m u c h a w ę , wyciągającą siłą m o t o r u siano do po­
mieszczenia nad d o m e m .
2 9

W czasie moich b a d a ń w tej małej wsi p o z n a w a ł a m s p o s ó b myślenia
i zachowania jej m i e s z k a ń c ó w , u k t ó r y c h u d e r z a ł a k o n k r e t n o ś ć , odpowiedzial­
n o ś ć za wypowiadane słowa, poszanowanie czasu i pracy oraz przywiązanie
do ziemi, gwary i religii.
Ostatni kontakt ze wsią m i a ł a m w 1979 г., zatrzymując się w drodze
powrotnej z urlopu. Nie brak było i zdumienia na m ó j w i d o k : „ t o wy
jeszcze żyjecie?", i radości, i wspólnie wymienianych uwag, i moich nie­
cierpliwych p y t a ń : „ k t o wyjechał?". Wtedy też m u s i a ł a m s p r o s t a ć prośbie
syna zaprzyjaźnionej rodziny, pytającego o Helenę Modrzejewską, o której
miał n a p i s a ć wypracowanie szkolne. Z pytającej stałam się i j a indagowana,
co zresztą nierzadko zdarza się w trakcie naszych b a d a ń . I wówczas, po
10-letniej nieobecności we wsi, p o c z u ł a m się związana mocno z tą bliską
m i społecznością. Myślę, że i teraz, kiedy tych lat m i n ę ł o znacznie więcej,
nie b y ł a b y m jej obca.
W artykule t y m c h c i a ł a b y m wyrazić wdzięczność wszystkim m i e s z k a ń c o m
wsi opolskiej, od k t ó r y c h tak wiele m o g ł a m się nauczyć. Nie byłoby to
jednak możliwe bez niezwykle cennej inicjatywy prof. Mieczysława Gładysza,
k t ó r e m u wielu z nas zawdzięcza rozbudzenie zainteresowań badawczych,
zamiłowanie do kultury ludowej Śląska i poszanowanie dla jego mieszkań­
ców.

2 9

D u ż e gospodarstwa rolne we wsi posiadają pełny zestaw maszyn rolniczych, pozwalających

na mechanizację rolnictwa. Socjolodzy p r o w a d z ą c y badania nad funkcjonowaniem indywidual­
nych gospodarstw rolnych w najbliższym sąsiedztwie wsi Dzierżysławice piszą: „stopień umaszynowienia gospodarstw w gminie G ł o g ó w e k znacznie przekracza nasze potoczne wyobrażenia
o polskiej wsi [...] gospodarze posiadają tutaj całe zestawy urządzeń, f...] T a k wysoki stopień
wyposażenia gospodarstw g ł o g ó w e c k i c h w maszyny rolnicze musi mieć duży w p ł y w na wiele
dziedzin życia rodzinnego i w e w n ą t r z w i o s k o w e g o " ( K o c i k . S z e r ę g a

1985, s. 16).

81

MOJA WIEŚ O P O L S K A

LITERATURA
C h r z a n o w s k i T.
1977

Głogówek,

Wrocław.

D e m b i ń s k a M.
1963

Konsumpcja żywnościowa

w Polsce średniowiecznej.

Warszawa.

F i n k e n s t e i n R.
1863

Das gesunde und kranke Schlesien, „Schlesische Provinzialblátter", t. 2, s. 389393.

G i e r o w s k i J . A.
1948

Polskość

Śląska

w początkach

XIX wieku w świetle

nieznanej ankiety

kościelnej,

i usposobienia ludności,

„Przegląd

..Sobótka", R . 3, s. 409-445.
H y t r e k A.
1879

Górny

Śląsk

pod względem

obyczajów,

języka

Polski", t. 54.
Kocik

L . . S z e r ę g a Z.

1985

Problemy funkcjonowania gospodarstw
wej gospodarki

indywidualnych w warunkach

rolnej. Studium socjologiczne gminy Głogówek,

wysokotowaro-

Opole.

K u t r z e b a - P o j n a r o w a A.
1986

Przemiany

tradycyjnej

kultury chłopskiej

(wieś

Trześniów

na Podkarpaciu),

„Et­

nografia Polska", t. 30. z. 2, s. 25-94.
Orzechowski K.
1959

Uwagi o komornikach

na Górnym

Śląsku

u schyłku

epoki feudalnej.

„Zeszyty

Naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego", Seria A , nr 6, s. 119-160.
Pluta F.
1964

Dialekt

1973

Słownictwo

glogówecki,

cz. I I : Slowotwórstwo,

Dzierżysławic

fleksja,

w powiecie prudnickim,

teksty gwarowe,

Wrocław.

Wrocław.

Rajman J.
1965

Uprzemysłowienie

a przemiany

ludnościowo-osadnicze

województwa

opolskiego, K a ­

towice.
S z r o m b a - R y s o w a Z.
1961

Wieś

Dzierżysławice.

Z

etnograficznych

badań

stacjonarnych

w 1958-1959

г.,

„Etnografia Polska", t. 4, s. 316-322.
1969

Proletariat rolny w społeczności
wiecie Prudnik),

1978

Pożywienie

wiejskiej (na przykładzie

wsi Dzierżysławice

w po­

Opole.

ludności

wiejskiej na Śląsku,

Wrocław.

Zofia Szromba-Rysowa

M E I N D O R F IN D E R O P O L E - R E G I O N .
AUS ETHNOGRAPHISCHER

FORSCHUNG

IN DZIERŻYSŁAWICE B E I GŁOGÓWEK

Zusammenfassung
Das im Gebiet von Weizen- und Riibenbóden gelegene Dorf Dzierżysławice war seit
1958 10 Jahre lang Gegenstand ethnographischen Direktstudiums, dessen Ziel Vorbereitung
einer Monographie des Dorfs in Oberschlesien (Górny Śląsk) war. Die autochtone Bevólkerung des Dorfes hatte bis 1945 Kontakt mit den Ortschafteri, die von deutschen Ansie-,
dlern und nachher von den Repatrierten aus Osten bewohnt waren, und viele Inhaltselemente

6 -

Etnografia Polska t. XXXIII/2

82

ZOFIA SZROMIiA-RYSOWA

des Begriffs D o r f , die in í h r e m BewuBtsein aufbewahrt
des Dorfes aus dem Ende des vergangenen
Diese

Inhaltselemente

bilden den

Gegenstand

mit den i n dem letzten Viertel des

wurden, haben es erlaubt. ein Bild

und Beginn diesen

Jahrhunderts zu schildern.

des A r t i k e l s , der

19Jh. geborenen

auf

interviews stiitzt.

Das auf fruchtbaren Boden gelegene D o r f , in dem selbstgeniigsame
überwogen,

die vorher

zum

des

Ende

2.

und

GroBbauernwirtschaften

Bauernwirtschaften

heute auf landwirtschaftlicher P r o d u k t i o n basieren,

Weltkrieges

eine

angestellten

zahlreiche

die

Dorfsbewohnern durchgefiihrt wurden.

Schicht

Bauernproletariats.

des

im hiesigen

Die soziale

Gut

besaB

und

in

bis
den

Differenzierung d r ü c k t e

sich u.a. in der traditionellen Baukunst, N a h r u n g und Sitte aus.
In diesem deutlich landwirtschaftliehen D o r f blieben die Sitten und Glauben vor allem
mit

der

Landwirtschaft

verbunden,

die für

die Einwohner

von deren Niveau das Wohlhaben und Prestige in der
B r á u c h e soilten Ernie vor Vernichtung s c h ü t z e n ,

íhre

Hauptbeschaftigung

Dorfgesellschaft

war,

a b h á n g i g war. D i e

Fruchtbarkeit und das mít i hr

verbundene

G l ü c k sichern. Drei Schutzheilige der Gemeinde — F l o r i a n , A n t o n und U r b a n sowie V e r o r d n u n gen und Verbote, die am Vorabend des

I . M a i . des H I . Johannes und wahrend der sog. 3

Urban-Sonnabende zu beachten waren, s c h ü t z t e n das

Wohlergehen

i m Haus u n d a u f dem

Feld.
I m gesellschaftlichen Leben herrschte die Regel, daB „ d e r Gleiche einen Gleichen nehmen
soli", die sich mit besonderer Starke a u f die GroBbauern bezog. deren Verhaltensweise

unter

dffentlichem Urteii stand, w á h r e n d sie im Z e n t r u m der Interesse der D o r f b e v ó l k e ř u n g blieb.
In der

Erinnerung der

áltesten

Informatoren

haben

sich Spuren

alter

Glauben

und

Familien- und Jahressitten aufbewahrt. die íhre Analogien in anderen Gebieten Polens linden.
Bei den Vertretern der einheimischen Bevolkerung rielen folgende Qualitaten auf: Sachlichkeit. Verantwortlichkeit für das Gesagte. Wertschatzung der Zeit und A r b e i t sowie A n h i i n glichkeit für Boden. M u n d a r t , Religion und bei alteren Frauen fur die getragcne
Die Tatsache, daB die Forschung a u f einem durch Geschichte

Bauerntracht.

geprüften Gebiet

gefuhrt

wurde. Faszination für schlesische V o l k s k u l t u r , und Freundlichkeit der hiesigen Bevolkerunghaben das bewirkt, daB die A u t o r i n das von ihr erforschte

D o r f für ihr erkennen

konnte,

und seine Einwohner ihre Anwesenheit unter ihnen a l l m á h l i c h akzeptiert haben. Die A n f á n g e
der Forschungen

waren namlich nicht leicht.
Cfbersetzt von Barbara

Kocowska

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.