Świadomość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3

Item

Title
Świadomość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3, s.147-157
Creator
Olędzki, Jacek
Date
1989
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2906
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3104
Text
Jacek Olędzki

ŚWIADOMOŚĆ Ml RAKULARNA

„Wchodząc już tedy za granicę, każdy według swojej intencyi swoje
Bogu poślubił wota. Zaśpiewało wszystko wojsko polskim trybem
0 gloriosa Domina!"
Jan Pasek, Pamiętniki, Ossolineum 1979, s. 15

Dosyć rozmaitą dziedzinę wotów dawnych i współczesnych
można podzielić na dwa podstawowe rodzaje — wotów p r o s z a 1 n y c h albo, mówiąc inaczej, ślubowanych oraz wotów d z i ę k ­
c z y ń n у ch. Co oznaczają z jednej strony pojęcie prośby, a z drugiej
dziękczynienia w strukturze sumienia osoby religijnej, jak również
w wyznawanych prawdach każdego człowieka? Otóż — o ile się
dobrze orientuję — to prastare zagadnienie etyczne najdosadniej
i zarazem przystępnie rozstrzygają mędrcy talmudyczni. Wskazują
na różnice między braniem (prośbą) i dawaniem (dziękczynieniem)
czy, wybiegając myślą dalej, posiadaniem oraz istnieniem, prawie
jak w formule Gabriela Marcela — być i mieć :
1

„Cztery są rodzaje ludzi. Jest taki, co twierdzi, że 'moje to moje,
a twoje to twoje'. Oto cecha średnia. Są tacy, co określają ją mianem
sodomickiej (w przypisie: chodzi o ludzi, którzy nie chcą sprawić
przyjemności innym). 'Moje to twoje, a twoje to moje'. Oto cecha
właściwa prostemu ludowi. 'Moje to twoje, a twoje to twoje' — oto
cecha pobożnego. 'Twoje to moje i moje to także moje' — oto cecha
niegodziwego. (...)
Cztery są rodzaje dobroczyńców: Jeden chętnie sam daje jałmuż­
nę, ale nie chce, aby inni dawali. Taki jest zazdrosny o zasługi innych.
Drugi chce, żeby inni dawali jałmużnę, a sam nie chce dawać. Taki
jest skąpy i nieżyczliwy. Trzeci daje i chce, żeby inni też dawali.Ten
jest mąż prawy i pobożny. Czwarty sam nie daje i nie chce, by inni
dawali. Ten jest występny." To tylko niektóre mądrości Pirkej
Awot, które bezpośrednio przybliżają nam złożone pojęcie proszą­
cych (biorących) i dziękujących (dających).
Wota dzisiejsze to najczęściej, a nieraz wyłącznie dziękczynne,
gdy dawniejsze to zarówno proszalne (ślubowane, tak jak sama
etymologia słowa oznacza), jak i dziękczynne. Podział, jaki tutaj
wprowadzam, wiąże się z określonymi — właśnie poprzez intencję
prośby czy dziękczynienia — przejawami wiary, jej rodzajem albo,
mówiąc inaczej, wiąże się z systemem przekonań w kategoriach
przekazu: wierny — istota czczona, istota czczona — wierny.
Wotum proszalne, czy też ślubowane, prowokuje zdarzenie,
które nazywam mirakularnym. Wotum dziękczynne takież zdarze­
nie tylko dokumentuje, choć nieraz ukrywa też intencje tożsame z tą
charakterystyczną dla wotum proszalnego. W pierwszym przypad­
ku wotum jest wizualną informacją (rzeźbiarską, malarską, zdobni­
czą itd.) o charakterze prośby — modlitwy. Natomiast w przypad­
ku drugim dominuje podzięka, nieodłączny składnik istnienia, ro­
dzaj zachwytu, jak wiadomo, szczególnego stanu ludzkiej egzysten­
cji. Jedne i drugie wota przyjmować mogą postać daru, ofiary
symbolicznej, będącej nieraz cenną materialnie podporą dla określo­
nego kościoła.
2

3

Wota proszalne materializują intencję (w przekazie: wierny
— istota czczona), wota dziękczynne materializują akty łaski, akty
doznań cudownych (a więc w przekazie: istota czczona — wierny).
W wotach pierwszych fakt cudownych zdarzeń, cudownych interwe­
ncji jakby nie istniał lub był pewną oczywistością. Wota te są
rodzajem — można by tak rzec — pospolitego monologu osoby
o zmyśle praktycznym, zatroskanej o sprawy podstawowe, bytowe
(w przeszłości troska o sprawy gospodarcze, pomyślność w hodowli
zwierząt itd.). Natomiast wota dziękczynne są jakby znakami
cudowności, utrwaleniem w działaniu plastycznym zdarzeń o charak-

terze cudownym. Są te wota zazwyczaj przejawem wyrafinowanej
świadomości religijnej, przesyconej dewocją, spowitej egzaltacją
albo, mówiąc inaczej, są przejawem świadomości wspieranej mniej
lub bardziej wzmożoną wrażliwością mirakularną, a nie wyłącznie
zmysłem praktycznym.
W przeszłości przedstawione opozycje najwyraźniej rysowały się
w tym, że były na przykład wota woskowe, symbole próśb ludzi
ubogich (przeważnie ludności chłopskiej) i kunsztowne arcydzieła
złotników albo wizje malarskie fundatorów zamożnych. Oczywiście
zdarzały się również plebejskie wota srebrne czy ludowe obrazki
wotywne. Zdarzało się, że o to samo prosił, a nie dziękował,
zagrodnik, kmieć i wielki pan na włościach. Różnice występowały
jednak w tym, że ubodzy swoje woskowe koniki i krowy tylko
ukazywali albo obnosili w kościele, natomiast zamożni fundowali
wota, które zawisały na ołtarzu. Dzisiaj podobnych sytuacji nie
obserwujemy.
Wota współczesne nie stanowią — tak jak dawne — dzieł sztuki.
Są jednakże nadal cennym źródłem poznania jednej z ważnych cech
kultury religijnej, religijności, która utrwaliła się w urzekającym
zjawisku właśnie dawnej sztuki wotywnej. Tą cechą, jakby stałą
i niezmienną, jest oscylowanie między tym, co nazwałbym wrażliwo­
ścią mirakularną, pragnieniem cudowności, czy tylko niezwykłości,
a dążeniem praktycznym, zmysłem praktycznym, potrzebą rzeczy
nader konkretnych, niezbędnych, aż pospolitych. Jest to oscylowa­
nie między powściągliwością i egzaltacją, umiarem i niepohamowa­
niem, gorliwością i nadgorliwością.
Wota współczesne to bardzo rozmaite dobra, czy też obiekty.
Oto one: fabryczne wyroby nawiązujące do paru dawnych symboli
zdrowotnych w wotach metalowych; biżuteria, zegarki, różańce
(wykonywane z rozmaitych przedmiotów, poczynając od szyszek, na
cukierkach skończywszy), pewne przedmioty symboliczne, takie jak
tarcze szkolne, odznaczenia i ordery, ale także kieliszki; wreszcie
najbogatsza grupa, którą nazywam inskrypcjami (mogą to być
tabliczki metalowe z wyrytymi napisami, zapisane kartki i całe księgi
w rodzaju ksiąg pamiątkowych i albumów).
W informacji tej wykorzystuję materiały z kilkudziesięciu ośrod­
ków kultowych, w tym z Częstochowy, Czerwińska, Leżajska,
Midniewic, Kalwarii Pacławskiej i Zebrzydowskiej, Kodnia, Koziebrodów, Skępego, Warszawy oraz Warty w Sieradzkiem. Pragnę
zatrzymać się dłużej tylko przy jednym miejscu, jakim jest właśnie
Warta —jeden z najstarszych klasztorów oo. Bernardynów i znajdu­
jące się przy nim sanktuarium. Nie wiąże się ono z najpopularniej­
szymi w kraju kultami. Swój rozgłos zawdzięcza błogosławionemu
Rafałowi ż Proszowic. Był on w X V I wieku prowincjałem oo.
Bernardynów, swój bogaty i niezwykły żywot ukończył w Warcie.
W miejscowym kościele tegoż zakonu wzniesiony został sarkofag
poświęcony jego osobie. Sarkofag znajduje się w przedniej części
nawy głównej przed prezbiterium. Powierzchnia marmurowa sarko­
fagu lśni od pocierania. Jest w zwyczaju obchodzenie tego grobowca
wokoło i dotykanie go dłońmi. W pobliżu znajduje się skrzynka, do
której składane są wota. Są to kartki, przeważnie z zeszytów
szkolnych, na których ręcznym pismem wypisana została prośba lub
obszerniej opisane zostało dziękczynienie. Poważniejsze z dziękczy­
nień bada komisja złożona z przedstawicieli zgromadzenia. Następ4

5

147

И. 1. Ozdrowiony, który odrzucił kule. Fragment drzeworytu ze zbiorów Muzeum
Etnograficznego w Krakowie

nie wybrane zdarzenia uzyskują oficjalny opis, sporządzony na
maszynie w paru egzemplarzach. Wszystkie otrzymują odpowiednie
podpisy i pieczęcie. Oficjalne relacje-dziękczynienia (wyłącznie
dziękczynienia, albowiem prośby nie poddawane są tej administra­
cyjnej procedurze) znajdują się w miejscowym archiwum i Archi­
wum Prowincji oo. Bernardynów w Krakowie. Co jakiś czas opisy
ważniejszych wydarzeń są odczytywane z ambony. Od 1963 do 1972
roku zarejestrowano w Warcie 82 cudowne zdarzenia. Miały one
zdecydowanie indywidualny charakter, nie były to zdarzenia, w ja­
kich uczestniczy zbiorowość. Ale dzięki staraniom — zorganizowa­
nym zgodnie ze współczesnymi wymaganiami — poszczególne
zdarzenia stają się własnością ogółu i co więcej, przez swój rozgłos
(odczytywanie z ambony, nakłanianie do składania kartek) przyczy­
niają się do pojawienia wciąż nowych zapisków. Dostrzegam w tym
nie tylko fakt niepomiernego wprost pomnażania się owych współ­
czesnych wotów, lecz również, jak przekonamy się dalej, znacznego
rozszerzenia pola cudownych interwencji bł. Rafała. W polu tym
znajdują się obecnie sprawy błahe, takie które, wydawałoby się, nie
powinny zajmować niebios. Jednakże określenie błahe sprawy ma
sens bardzo względny (to co dla jednego jest dostępne dla drugiego
bywa nieosiągalne). Dlatego też użyłem tego określenia. Trzeba też
powiedzieć, że istnieje pewien zakres spraw ważnych (chociażby
związanych z otrzymaniem domu, mieszkania, stabilizacją życiową),
które nie pojawiają się zupełnie ani w prośbach, ani w dziękczynie­
niach. W tych współczesnych wotach nawet nie napomyka się
o chlebie powszednim.
Przypatrzmy się dokładniej treści kartek pochodzących z Warty.
Przed tym pragnąłbym zwrócić uwagę na poetykę, wartości zdecy­
6

148

dowanie literackie tych niewielkich zapisków, wyznań. Być może jest
to wyłącznie moje, subiektywne odczucie. Ale jeśli tak nie jest,
wówczas należałoby stwierdzić, że również współczesne wota zacho­
wały elementy twórczości artystycznej, chociaż nie plastycznej, lecz
tylko literackiej:
Ojcze Rafale weź siostrzenicę w swą opiekę sprowadź ją ze zlej
drogi.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę o nawrócenie ojca pijaka
i nawrócenie go do Boga.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę cię o zdrowie dła dziadziusia,
babci i prababci.
Pewna uczennica prosi Błogosławionego Ojca Rafała o dobrą
pamięć w nauce.
Błogosławiony Ojcze Rafale —proszę Cię o pomoc abyś przyczy­
nił się za mną i dopomógł mi w tym, aby on się nawrócił i sumienie nie
dało mu spokoju i zawarł ze mną ślub kościelny. A ta przeszkoda która
jest, abyś ją Błogosławiony Ojcze Rafale odwrócił. Błogosławiony
Ojcze Rafale opiekuj się mną i wyprowadź mnie z tego przejścia
w którym się znajduję na prostą drogę, aby za Twoją przyczyną i za
Twoją pomocą doszło do pojednania i zgody między nami.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę Cię o wyleczenie męża z nałogu
pijaństwa i o zdrowie i zgodę w rodzinie.
Błogosławiony Ojcze Rafale! opiekunie nasz. Dziękuję Ci za
otrzymane laski i opiekę nad nami, ale proszę Cię abyś uprosił łaskę dła
moich dzieci, ażeby w jego moc wierzyły przez spowiedź i świętą
komunię i szybkie przystąpienie do tych sakramentów. Prosi Cię o to
Twoja wierna sługa tej parafii, stroskana matka.

П. 2. Dziękczynne wotum kajdan przy ołtarzu cudownej Matki Boskiej w Smardzewie,
okolice Płońska

Proszę bł. Ojca Rafała o laskę dla mojego męża i synów, aby mogli
odwyknąć od tego strasznego nałogu.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę Cię o dobrą pamięć, światłość
umysłu i chęć do nauki.
W taki sposób formułowane są w Warcie prośby. Chociaż jest to
rodzaj wotów nie różnią się one w swej istocie od powszednich
modlitw. Inaczej rzecz się przedstawia w przypadku dziękczynień.
Rzadko się zdarza, aby były to podziękowania zwięzłe, sprowadzone
do kilku zaledwie wierszy. Najobszerniejsze zawierają wielostroni­
cowe opisy. W każdym z tych opisów występuje wątek cudownej
interwencji bł. Rafała. I , co jest rzeczą niezwykle charakterystyczną,
interwencje te odnoszą się zarówno do sytuacji trudnych, w których
mogą zawodzić ludzkie starania, jak też takich, w których zwykłe
starania zawodzić nie powinny. „Otrzymał za przyczyną i przemoż­
ną opieką", „za cudowne uzdrowienie", „za tę wielką łaskę", „za
opiekę i wszelkie wyjednane łaski", „za otrzymane łaski", „za
cudowny ratunek" oto najczęstsze, powtarzające się zwroty w tych
dziękczynieniach.
„W dniu 11 czerwca 1970 r. zgłosiła się do klasztoru
oo. Bernardynów w Warcie p. W. W., stanu wolnego, lat 76,
zamieszkała w Warcie, od 50 lat należąca do I I I Zak. św. Franciszka,
obecnie przełożona, i złożyła następujące oświadczenie:
W r. 1930, gdy przełożonym klasztoru w Warce był o. Piotr
Wilk-Witosławski, miało miejsce cudowne uzdrowienie oka małej,
sześcioletniej dziewczynki — za przyczyną bł. Rafała z Proszowic.
Rodzice tej dziewczynki, pp. К. zamieszkali wówczas w Warcie.
Ojciec był z zawodu urzędnikiem. Któregoś dnia matka dziewczyn­
ki, zajęta pracą kuchenną, trzymała w ręku długi, ostro zakończony

nóż. W tym momencie wbiegła do izby córeczka, by przywitać się
z matką. Nie zauważyła jednak w ręku matki noża, który nieszczęśli­
wym trafem przebił dziewczynce oko. Zrozpaczona matka przybieg­
ła za chwilę do mnie (mieszkałam po sąsiedzku), niosąc na dłoni oko
dziewczynki i wołając: 'Ach, ja nieszczęśliwa, zabiłam moje dziec­
ko...' Rzeczywiście na dłoni widać było białą ciecz, która wypłynęła
z przebitego oka. Poradziłam matce, by co prędzej dziecko odwiozła
do szpitala w Sieradzu. Lekarz w Sieradzu zrobił opatrunek,
zawiązał miejsce gdzie było oko. Dziewczynka pozostała w szpitalu
na obserwacji. Po dziesięciu dniach przyjechała matka, by odwiedzić
dziecko. Lekarz zwrócił się do niej ze słowami: 'Do kogo pani
modliła się — bo oko dziewczynki jest całkiem pełne i zdrowe?'
Matka odpowiedziała, że w momencie, gdy oko wypłynęło zawołała:
'Błogosławiony Rafale ratuj!' Rzeczywiście po zdjęciu opatrunku
okazało się, że oko jest całkiem zdrowe i dziewczynka dobrze widzi.
Lekarz upatrywał w tym wydarzeniu działania sił wyższych, nad­
przyrodzonych, gdyż medycyna była bezsilna i nie mogła pomóc
dziewczynce. Dziecko obnoszono po salach, z radością całowano,
uznając wyraźny cud. Widziałam dziewczynkę, gdy rodzice przywieź­
li ją całkiem zdrową ze szpitala. Niedługo potem rodzice z wdzięcz­
ności przybyli do kościoła klasztornego w Warcie, leżeli krzyżem
przed ołtarzem bł. Rafała oraz złożyli wotum dziękczynne (naszyj­
nik). Przed wybuchem drugiej wojny światowej rodzina K . wyjecha­
ła z Warty. Wiarygodność powyższych zeznań potwierdzam własno­
ręcznym podpisem."
Opis ten dotyczy zdarzenia sprzed półwiecza. Ale we wspomnianej
kronice kościoła oo. Bernardynów w Warcie znajduje się kilka relacji
o wydarzeniach podobnych, które rozegrały się przed paru zaledwie laty.
149

go starania samej jednostki i osób bezpośrednio włączonych w jej
los. Relacje między tymi, jakby można powiedzieć, staraniami
oczywistymi (racjonalnymi), a interwencją cudowną, najprzejrzyściej ilustrują dziękczynienia związane z postępami w nauce, zdoby­
waniem kolejnych stopni wykształcenia, wiedzy czy kwalifikacji.
W przypadku tym wszystko mogłoby rozstrzygać się przy uwzględ­
nieniu szans w systemie powszechnego nauczania oraz samych już
zdolności, pracowitości, uporu itp., reprezentowanych przez jednos­
tkę. Tak jednak nie jest.
„Pomoc w zdaniu matury i dostaniu się do szkoły wyższej.
W. G. gimnazjalista gorliwy ministrant w kościele oo. Bernardy­
nów w Warcie długo i gorąco błagał bł. Rafała o pomoc w zdaniu
matury i później prosił św. Patrona Warty o pomoc w dostaniu się do
wyższej szkoły. Za przyczyną Św. Opiekuna Warty wszystkie te
dobrodziejstwa otrzymał od Boga, zdał szczęśliwie maturę w Techni­
kum Mechanicznym w Zduńskiej Woli, gdzie uczęszczał do tej
szkoły średniej dojeżdżając PKS-em z Warty przez 5 lat, dostał się do
szkoły wyższej do Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie,
otrzymał miejsce dobre w akademiku oraz państwowe stypendium.
Obecnie bardzo dobrze uczy się w tej wyższej uczelni.

II. 3. Woskowe wota proszalne — ule. Krzynowłoga Wielka,
woj. ostrołęckie. Wykonywane jeszcze w latach sześćdziesiątych

„Uzdrowienie z ciężkiej choroby.
M . B. uczeń V I I I klasy szkoły podstawowej bardzo dobry
i gorliwy ministrant w kościele oo. Bernardynów w Warcie, w marcu
1970 r. zachorował na ciężką chorobę grożącą śmiercią. Na głowie
jego na mózgu utworzył się guz 'złośliwy nowotwór'. 20.III. matka
jego zawiozła go do szpitala Akademii Medycznej w Łodzi. W wiel­
ką sobotę dnia 28.III. poddany został bardzo ciężkiej i niebezpiecz­
nej operacji. Adiunkt dr Z. P. przez operację trwającą 5 godzin
usunął z lewej półkuli mózgu na jego głowie guz nowotwór złośliwy.
Operacja i dalsze dwumiesięczne leczenie całkowicie się udały.
Maciej został wyleczony. To nadzwyczajne i cudowne uleczenie
Maciej zawdzięcza bł. Rafałowi. Przed operacją i po operacji
w szpitalu Maciej stale błagał bł. Rafała o ratunek i uleczenie. Błagali
o uleczenie, ratunek i opiekę dla M . B. jego matka, brat A.,
dziadkowie, ciocia, ojcowie klasztoru, ks. proboszcz z Warty,
koledzy i koleżanki ze szkoły. W tej intencji rodzina jego i inni
oddani mu odprawiali nowenny do bł. Rafała, modlili się w domach
swych przed obrazkiem bł. Rafała, prosili bł. Rafała o ratunek dla
M . B. w kościele oo. Bernardynów w Warcie przed jego ołtarzem.
Prośba i błagania o ratunek (...) zostały wysłuchane przez Boga za
przyczyną wielkiego Opiekuna Warty. M . B. został wyleczony,
obecnie jest zdrowy. Niniejszym M . B. gorąco dziękuje bł. Rafałowi
za ratunek za uleczenie, opiekę i wszelkie łaski wyjednane mu u Boga
w szpitalu i teraz w domu w czasie rekonwalescencji oraz poleca się
Jego przemożnej opiece na dalsze życie."
Sprawy zdrowotne są tematem odwiecznym i nieraz zasadniczym
w kulcie wotywnym. Zwraca uwagę, że w każdym z dziękczynień
występuje zupełnie nowy wątek, niezwykle charakterystyczny dla
miejsca i czasów w jakich rozstrzygały się poszczególne zdarzenia.
W naszym przypadku wątkiem tym jest korzystanie z fachowej
pomocy lekarskiej, korzystanie z osiągnięć współczesnej medycyny.
Ale jednocześnie pomoc ta w niczym nie przysłania i nie pomniejsza
roli właściwej interwencji cudownej. W każdej sytuacji dramatycznej
pozytywne rozstrzygnięcie jest rezultatem interwencji cudownej.
Natomiast fachowa pomoc lekarska, tak jak każde racjonalne
działanie, jest zaledwie jednym z elementów zawsze bardzo złożone­

150

Niniejszym gorąco dziękuje bł. O. Rafałowi za wszystkie te
wielkie łaski uproszone dla niego u Boga i serdecznie poleca się Jego
dalszej Opiece. Warta, 18.XII.1967 r."
„Pomoc w zdaniu matury.
... uczennica Liceum Medyczno-Pielęgniarskiego... przygoto­
wując się do egzaminu maturalnego długo modliła się o to przed
ołtarzem bł. Rafała, prosiła o pomoc modląc się w domu przed
obrazem bł. Rafała i odmawiając litanię do tegoż św. Opiekuna.
Maturę w Sieradzu szczęśliwie zdała za przyczyną bł. Rafała.
Niniejszym dziękuje za tę pomoc i opiekę bł. O. Rafałowi i poleca się
lego dalszej opiece."
Przedstawione prośby i dziękczynienia obejmują bodaj całość
najważniejszych spraw, z jakimi łączy się życie większości mieszkań­
ców Warty. Poznajemy tu jedyny tego rodzaju dokument współczes­
nych problemów i trosk zaprzątających społeczność małego miasta.
Przedstawiony rejestr ukazuje zarazem troski, z jakimi spotkać się
można w każdym innym miejscu Polski. Oto one w kolejności ich
znaczenia, częstotliwości pojawiania się w zapisach miejscowego
kościoła oo. Bernardynów:
1. Sprawy związane ze zdrowiem. Wyleczenie z ciężkich scho­
rzeń lub obrażeń spowodowanych w czasie różnych wypadków,
głównie drogowych;
2. Sprawy związane z nauką. Starania o zapał i chęć do nauki,
0 „jasność umysłu i dobrą pamięć", zdanie odpowiednich egzami­
nów, dostanie się na wyższą uczelnię, otrzymanie stypendium,
internatu, akademika itd;
3. Sprawy związane z pożyciem małżeńskim i rodzinnym. Stara­
nia o szczęśliwe zamążpójście, o serdeczne więzi rodzinne i nienagan­
ne pożycie wzajemne;
4. Sprawy związane z wiarą. Starania o pojednanie się z Bogiem
najbliższych członków rodziny, o dopełnienie sakramentu ślubu
kościelnego i spowiedzi świętej;
5. Starania o wyzbycie się nałogu pijaństwa;
6. Sprawy związane z zagrożeniem życia lub wolności osobistej,
głównie w czasie ostatniej wojny;
7. Sprawy związane z godnością własną. Starania o anulowanie
niesprawiedliwych wyroków, pomówień czy posądzeń.
Tak więc relacje o zdarzeniach cudownych, prośby i dziękczynie­
nia z sanktuarium w Warcie przedstawiają się dosyć jednorodnie,
ukazują one tę samą postawę, mimo że jest reprezentowana przez
osoby starsze i młodsze, osoby bywałe w świecie, jak też takie, które
nie opuszczały okolic Warty. Jest to postawa zapobiegliwości, starań
1 troski o pewien ściśle określony zakres spraw doczesnych. Do
zakresu tego nie włączane są sprawy materialne, związane bezpośre­
dnio z poprawą bytu, a więc środkami do życia, mieszkaniem itd.
Przedmiotem zainteresowań są natomiast sprawy związane z ochro­
ną życia, zdrowiem fizycznym i duchowym, sprawy etyczne, godnoś­
ci osobistej, wolności i prestiżu społecznego. Jest to postawa, której
nie można by nazwać bezinteresowną, ale też nie interesowną
w wymiarze potrzeb elementarnych, bytowych. Częściowo tylko ten
7

schemat ograniczonej interesowności zmienia się w przypadku próśb
i dziękczynień związanych z nauką. Pojawiają się wówczas prośby
i dziękczynienia odnoszące się do stypendiów i mieszkań w akademi­
kach. Niemniej można tu mówić o pewnym trwałym, powtarzają­
cym się schemacie czy stereotypie. Nawiązuje on do wzorca moral­
ności, zgodnie z którym rzeczą wstydliwą, nie propagowaną oficjal­
nie, są zainteresowania materialne, bytowe. Wzorzec ten obowiązy­
wał większość najgłośniejszych sanktuariów w Polsce. Pewnym
odstępstwem od niego były w przeszłości prośby i dziękczynienia
związane z gospodarstwami, z rolnictwem i hodowlą. Najsilniej
dawały one o sobie znać w niewielkich ośrodkach kultowych
ludności chłopskiej. W ośrodkach tych zdarzało się, że dominowały
w praktykach wotywnych — proszalno-dziękczynnych — wyłącznie
troski materialne o trzodę i plony. Ale i w tych nawet przypadkach
określone praktyki odbywały się jakby poza oficjalną działalnością
władz kościelnych. Były to praktyki tolerowane, lecz nie propagowa­
ne. W społeczności mieszkańców Warty o podobnej sytuacji mówić
nie można. Zapisane na rozmaitych kartkach prośby i dziękczynie­
nia — rodzaj współczesnych wotów — są przejawem oficjalnie
propagowanej przez ojców Bernardynów postawy moralnej.
8

Co jest szczególnie interesującego w tej postawie, czy też
sposobie jej manifestowania przez wiernych? Przede wszystkim nie
oddzielanie wszelkich jak najbardziej racjonalnych zabiegów od
bezpośredniej interwencyjności mocy boskich, patronatu osoby
błogosławionej. Kontakt z błogosławionym Rafałem poprzez mod­
litwy, pisane prośby i dziękczynienia (wota) jest też rodzajem treningu
duchowego. Wydaje się, że może on wpływać na rozwagę i dbałość
zarówno o sprawy drobne, jak i większego znaczenia. Sprawy te
załatwiane są oczywiście przy wykorzystaniu realnych możliwości. Ich
charakter jest ziemski, społeczny (związany z realiami życia w Polsce
Ludowej), w ostateczności racjonalny. Trening duchowy, o jakim
wspomniałem, powoduje, że sprawy jednostki wplecione zostają
w życie najbliższej wspólnoty religijnej a tym samym uzyskują rangę
spraw publicznych. Sprzyja to niewątpliwie zaangażowaniu ogółu
w losy jednostki. Ostatecznie sprzyja, aby problemy jednostkowe,
prywatne, miały wsparcie społeczne: rozstrzygnięcia pozytywne.
Uzyskują też one miano rozstrzygnięć cudownych.
We współczesnych relacjach z Warty nie spotykamy opisów
wskrzeszania zmarłych, odzyskiwania życia przez topielców. Nie ma
też w ostatnich kilkudziesięciu latach w Warcie zanotowanych
cudownych uleczeń wzroku i słuchu. Nie zmienia to jednak w więk­
szej mierze postaci rzeczy. Albowiem i tak poznajemy dostatecznie
dużo opisów zdarzeń niezwykłych. A określenie to ma przecież
umowne znaczenie. Jak się okazuje może ono przysługiwać każdemu
zdarzeniu, zarówno takiemu, które nie uzyskało, jak takiemu, które
uzyskało wyjaśnienie racjonalne. Taki też sens mają zapisane
w Warcie liczne współczesne zdarzenia cudowne. Wrażliwość mira­
kularną wiernych z Warty nie wyklucza — przeciwnie — w pełni
uznaje sensowność racjonalnych zabiegów lekarskich, sądowni­
czych, egzaminacyjnych w szkołach czy najpospolitszych na co
dzień. Niemniej pozytywne rozstrzygnięcia, pomyślny przebieg
zdarzeń przypisywane są w pierwszym rzędzie nie tym racjonalnym
zabiegom, lecz bezpośredniej interwencji bł. Rafała. Przypomnijmy
jeden ze zwrotów, jaki został użyty przy opisie rozprawy sądowej, na
której rozpatrywano współudział staruszki w kradzieży 100 zł: „Była
F. K. sądzona niesłusznie w sądzie. Bł. Rafał w sposób nadzwyczaj­
ny p o k i e r o w a ł procesem, że publicznie F. K . została w sądzie
uniewinniona". W innym miejscu o tym samym zdarzeniu: „w
sposób nadzwyczajny i cudowny została uniewinniona".
Społeczność związana z kultem bł. Rafała znajduje podstawy dla
rozwoju wrażliwości mirakularnej nie tylko w nieszczęściach spowo­
dowanych chorobą, niesprawiedliwymi posądzeniami, nieodpowie­
dzialnym zachowaniem bliźnich w najrozmaitszych sytuacjach ży­
ciowych. Prawdziwymi nieszczęściami okazały się stany ducha
bliskich osób, które utraciły wiarę, odeszły od uświęconych wzorców
życia rodzinnego czy stały się ofiarami nałogów.
Pochodzące z Warty opisy współczesnych zdarzeń cudownych,
jak też sporządzane na piśmie prośby są dosyć reprezentatywne dla
innych ośrodków kultowych w Polsce. Nie znajdujemy jedynie
w tych dokumentach świadectwa pewnej, kształtującej się obecnie,

II. 4. Obraz wotywny z wizerunkiem cudownej Matki
Boskiej. Znajduje w Wambierzycach. Ol/deska, 2 poł. X I X w.

postawy, którą nazywam umownie jako b e z i n t e r e s o w n ą ,
względnie w dużym stopniu bezinteresowną. W postawie tej nie
ujawnia się potrzeba czy pragnienie doświadczenia konkretnej łaski,
mającej znaczenie utylitarne w wymiarach osobistych, prywatnych.
I jeśli prośby i dziękczynienia w sprawach zdrowia, nauki, godności
osobistej itd. są kontynuacją idei zawartych w wotach proszalnych,
to postawa bezinteresowna nawiązuje do idei formułowanych tylko
przez niektóre dawne wota dziękczynne np. wota niefiguratywne,
których intencje były ukryte w symbolach adoracyjnych inicjałów
IHS i N M P . Tę nową, bezinteresowną postawę najwyraziściej
wyraża wotum z 1970 roku, znajdujące się w kościele św. Krzyża
w Warszawie, w pobliżu ołtarza św. Tadeusza Judy:
„Św. Tadeuszu Judo / Pokornie dziękuję za szczęśliwy / powrót na
ziemię astronautów / amerykańskich ,Apollo 13' / J. Lovella F.
Haisela J. Swigerta / Z. Ł. [...] W-wa 17.IV. 1970."
Wśród kilkuset tabliczek wotywnych w kościele św. Krzyża
w Warszawie jest jedno podziękowanie tej treści . Wotum Z. Ł.
należy niewątpliwie do wyjątkowych. Ale nie znaczy to, że postawa
fundatora tego szczególnego wotum należy również do wyjątko­
wych. Można się z nią stosunkowo łatwo zetknąć wśród pielgrzy­
mów do miejsc cudownych objawień, głośnych wydarzeń, w których
uczestniczyły tysiące osób. Tu chciałbym ograniczyć się jedynie do
przedstawienia zdarzenia niezwykle kameralnego, „cudu indywidu­
alnego". „Wieść gminna" wydarzenia takie nazywa cudownym
odnowieniem się obrazu. W naszym przypadku chodzi nie tyle
o obraz co reprodukcję fotograficzną Matki Boskiej Czerwińskiej,
jedną z wielu jakie sprzedawano na odpustach. Na zdjęciu, pocho­
dzącym prawdopodobnie z początku tego stulecia, obraz Matki
Boskiej z Czerwińska ukazany jest w otoczeniu licznych zabytko­
wych wotów. Jest to szczegół nie bez znaczenia, albowiem, jak
przekonamy się dalej, każde z tych wotów w cudownych wizjach
będzie pełniło określoną symboliczną rolę. Ponieważ wydarzenie
cudownego odnowienia się obrazu Matki Boskiej Czerwińskiej
wydawało mi się niezwykle ważne dla przedmiotu naszych tu
zainteresowań, starałem się poznać bliżej biografię, charakter osoby
obdarzonej niezwykłymi doznaniami. Osobą tą jest osiemdziesięcio9

151

II. 5. Plakietka z blachy srebrnej. Wotum proszalne Ioana Georga
Tomasa z 1726 г., rzeźnika poznańskiego; il. 6. Obraz malowany
na płótnie z końca X I X w. Wotum dziękczynne wozaka, który
ocalał przy nieszczęśliwym przewożeniu karpiny. W górnym
rogu wyobrażenie cudownej Matki Boskiej Wambierzyckiej
letni emerytowany kolejarz z Płońska. Rozmowę z nim przeprowa­
dziłem w 1974 roku:
„Należę do PZPR. Należałem do PPS od 1921. Należałem do A L
od 1943 r. Potem przeszedłem do PPR. Na koniec należę do PZPR.
Byłem prezesem Z Z K . Urodziłem się pod Pułtuskiem we wsi
Pieścierogi. Tu przyjechałem pracować na kolei w 1927 г. I też tu
pracowałem do emerytury jako bagażowy, a na koniec jako
nastawienniczy. W czasie wojny to zamiatałem stację, paliłem
w piecach i nosiłem bagaże. Dom mam drewniany przywieziony ze
wsi, gdzie go kupiłem. Tu go postawiłem na wprost dworca i tu
chciałbym dokończyć życia. Zonę poślubiłem ze wsi Sarbiewo
w 1928 roku. Dom kupiłem na Opinogórze przed samą wojną i tu go
furmankami przywiozłem. Mamy syna marynarza i mieliśmy cztery
córki. Jedna umarła w czasie wojny na krwawą dezynterię. Te, co
żyją, są urzędniczkami.
Mój dziadek był człowiekiem bardzo religijnym. Umarł na
cholerę. Miał on książkę o objawieniach Matek Boskich w Grywał­
dzie, w Opacinie, Koziebrodach, we Skępem. I tam, w tej książce
były obrazy Matek Boskich i daty. Kiedy i jak się objawiła... Babka
była kobietą pańszczyźnianą... Zaś ojciec, jak dokupił ziemi, to
mieliśmy 7 ha. Było nas dzieci dziesięcioro... Dziadek był też za
potajemnego nauczyciela. Uczył czterech działań arytmetycznych,
no i pisać, i czytać. Matkę moją nauczył pisać! A ja nauczyłem się
sam z siebie czytać. Za Niemców, przed tamtą wojną, raz, jedną zimę
chodziłem do szkoły... Potem, jak miałem siedem lat, poszłem na
służbę... Modliłem się już, jak tylko wyrosłem na nogi. Kiedy jeszcze
nie wiedziałem co to Polska... Modliłem się o zdrowie babki, bo
więcej ją lubiłem niż matkę. Zawsze wyciągnęła nam kawałek chleba
spod siennika. Całowalim ją po rękach, jak wracała z kościoła...
Modliłem się i o to żebym wyrósł... Kiedy dowiedziałem się od
Babeckiego, starszego chłopca, co to Polska, co to rozbiory, wtedy
zacząłem się modlić za wolność. Modliłem się na polu. Klękałem na

152

ziemi... Za Niemca, jak pracowałem na kolei i nieraz widziałem te
okrucieństwa, to szedłem do piwnicy i leżałem krzyżem... Nasz kraj
to nieszczęśliwy. Nasz kraj to autostrada. Każdy przychodzi i coraz
to coś nowego narzuca.
W czasie wojny zginęło mi siedmiu kolegów, kolejarzy. Kiedy
obiecywali mi folksdojczostwo, zagroziłem, że rzucę się pod pociąg.
Banszuce, kiedy się o tym dowiedzieli, bili mnie tak, aż krew puściła
się ustami. Do tej pory mam szum w głowie. Uratował mnie sierżant
z Wermachtu...
W Płońsku mieszkało przed wojną 10 tysięcy ludzi, w tym aż
8 tysięcy Żydów. Kiedy likwidowano getto, gnano wszystkich na
stację... Podstawiali wagony wysypane wapnem... Dzielili zebranych
na trzy grupy, mężczyzn, kobiety i dzieci... I bagnetami upychali ich
do tych wagonów... Krzyk słychać było na 8 kilometrów... Nie
mogłem tego wytrzymać...
Poszedłem do miasta, powiedziałem, że jestem chory... Przedtem
próbowałem, co mogłem. Piekłem chleb u siebie i po kryjomu
rozdawałem. Nosiłem Żydom... Byłem w Gwardii Ludowej. Zajmo­
wałem się sabotażem. W taki sposób, że do wagonów z amunicją
idących na wschód dołączałem wagon z paszą. I do tego wagonu
podkładałem taki samozapał, który się tlił powoli... Udało mi się
wysadzić w powietrze cały skład, pod Nasielskiem. Trzy dni stacja
tam nie była czynna. Nikogo nie rozstrzelali, bo komisja uznała, że
był to samozapłon, tego siana... Dostałem za to po wojnie Krzyż
Kawalerski, a potem jeszcze Medal Zwycięstwa. A za udział
w wojnie w 1939 roku Medal za Obronę Warszawy... Mam też
Odznakę Grunwaldzką i Wzorowego Kolejarza...
... W 1968 r. poszedłem na emeryturę. W rok później wydosta­
łem obraz cudownego przedstawienia Matki Boskiej Czerwińskiej.
Powiesiłem go nad łóżkiem. Obraz znalazłem u sąsiadów porzucony
na strychu. Odkupiłem go za sto złotych. Wkrótce jak go powiesiłem
nad łóżkiem, sam się odnowił! Kiedy zacząłem się pierwszy raz

1

mocno modlić i gorąco płakać, to widziałem promienie, które biły od
Matki Najświętszej. Zobaczyłem kwiaty czerwone, kwiaty zielone.
Przeistaczały się. Jasność sięgała do ściany i na lipki w donicach,
znajdujące się w pokoju. A na obrazie były drobne czerwone,
zielone, raz takie, raz takie. J rano spojrzałem i zobaczyłem, że obraz
jest odnowiony. Sam się odnowił. A myślałem, jak go kupiłem, jak
go odnowić...
I dzisiaj, kiedy sam jestem w ciszy, przeważnie o dwunastej
w nocy, to promienie biją z obrazu i pojawiają się na nim kwiaty
czerwone... Modlę się o 12, bo to jest godzina duchów złych
i dobrych. I ja się za nich modlę. Za wierzących i niewierzących... Na
lewym rogu obrazu jest taki zaciek, a na prawym zeszło i w tych
miejscach również widzę promienie... Widzę też Króla Jagiełłę (jest
to na sukience srebrnej M . Boskiej ukazany wizerunek fundatora
— JO) na koniu z chorągwią (załamania i ornament kwiatowy
sukienki — JO). A tam — pokazuje palcem — są dwa miecze
zdobyte przez Jagiełłę od Krzyżaków (w istocie są to wota — wyob­
rażenia nóg). A tam Pan Jezus trzyma Europę i w niej oznaczona jest
Polska. Dlaczego jest taka duża? Bo Polska była od morza do
morza... (to co interpretuje rozmówca jako obraz Europy, jest
plakietką prostokątną, umieszczoną w pobliżu dłoni Jezusa; w pros­
tokącie znajduje się owal z jakimś wizerunkiem i jest on dla
rozmówcy wyobrażeniem Polski). Polska była kiedyś wielka!
... Przypuszczam, że człowiek jak umiera, to dostaje tablicę od
Anioła Stróża. Jest to tablica sprawiedliwości. Jest ona przepołowio­
na na połowę zła i dobra. Połowa dobra, to zasługi. No i kiedy
człowiek umrze, to zostaje duchem. Część duchów trafia do niebios.
A część jest wśród nas i może nas teraz słucha... U Boga w niebiosach
duchy dostają ciało, takie jak mieli za życia. Nawet takie garbate,
jeśli byli garbate... Bóg niektórych dobrych duchów rozsyła jako
Aniołów, jako rycerzy... Ale są też upiory, które pokutują, pukają,
kołaczą... Ja to uważam, że trzeba kochać najdrobniejsze nawet
zwierzę. I takie rośliny. 1 gwiazdy. Wszystko, co stworzył Bóg.

...Najbliższa jest mi Trójca Przenajświętsza, Matka Boska, Pan
Jezus i święty Józef... Bliska mi jest też św. Elżbieta, bo to kuzynka
Matki Przenajświętszej i matka Jana, który ochrzcił Jezusa... św.
Piotr, św. Józef, św. Paweł, św. Andrzej, św. Stanisław, św. Teresa od
Dzieciątka Jezus, św. Agata od spalenia, św. Małgorzata, św.
Weronika. Oni wszyscy są ważni!
... Opuszczam Mszę tylko wtedy, kiedy idę zarobić. Ale wtedy
modlę się w domu. Najważniejsze to dobry uczynek... Nie chcieli tu
nie tak dawno przyjąć dzieci do technikum, to pomogłem... Ja się
modlę i do Mojżesza i Abrahama. Mojżesz wysłany został przez
Boga i ustanowił przykazania... Historię biblijną pamiętam, przede
wszystkim z dzieciństwa... Chodziłem słuchać do starszych klas
nauki religii. No i z ewangelii czytanej w kościele kiedy tam chodzę...
Nic nie mogłem dorobić się... Mogłem dostać coś lepszego, ale
kocham to co moje. To co moje, jest mi miłe (chodzi głównie o dom
drewniak przywieziony z Opinogóry na stację w Płońsku). Jest to
ważniejsze niż pałac. To mi kontentuje. Jestem człowiekiem niewymagalnym, skromnym, wszystko opieram na prawdzie. Z człowiekiem,
który kłamie, z takim nie rozmawiam. Kocham ojczyznę i wolność.
Bardzo się gniewam, jak ktoś komuś prawa ukraca. Bo Chrystus Pan
miał krzyż za cały świat, za wszystkich ludzi wierzących i niewierzą­
cych. Był pierwszym komunistą na świecie i sprawiedliwym. I ukocha­
łem Go. Jego siły i mocy jeszcze nikt nie zbadał i nie zbada!"
Cudowne doznania emerytowanego kolejarza z Płońska znacz­
nie rozszerzają nasze rozumienie przyjętego tu określenia — wrażli­
wość (świadomość) mirakularną. Wrażliwość jego należy niewątpli­
wie do szczególnych, nieczęsto spotykanych. Koncentruje się wokół
stałego, zarazem skromnego symbolu religijnego, starej fotografii
cudownego obrazu Matki Boskiej Czerwińskiej. Może właśnie
między innymi dlatego jest to wrażliwość tak niezwykła, rozwinięta,
pogłębiona. Tego ostatniego przymiotnika używam z całym przeko­
naniem mimo jawnej mylności czy naiwności odczuć, tłumaczeń
poszczególnych zjawisk, formułowania informacji o cudownych

153

II 7. Figura cudownej Matki Boskiej Swarzewskiej. Świadectwo
popularnego na Pomorzu kultu maryjnego, wokół którego nie
powstały jednak praktyki wotywne

widzeniach, jakich doznaje kolejarz z Płońska. Jego wrażliwość kryje
elementy myślenia zdecydowanie abstrakcyjnego. Wprawdzie bazu­
je ono na wyraziście realistycznych faktach (zakup zniszczonej
fotografii, o którą ktoś przestał dbać, zawieszenie „obrazu" nad
łóżkiem, codzienne adorowanie go w modlitwach nocnych), jednak­
że nie prowadzi do określonych postanowień, czy też działań
mających konkretne, utylitarne znaczenie. Poprzez cudowne widze­
nia kolejarz nie stara się niczego rozstrzygnąć w swym życiu, niczego
„nie załatwia" modląc się pełen uniesienia. Wszystko, co miał do
rozstrzygnięcia, załatwienia, zdążył już dopełnić, głównie dzięki
cechom charakteru, odwadze, wielkiej rozwadze, głębokiemu odczu­
ciu dobra i zła, połączonych z wielką aktywnością życiową. W czasie
cudownych widzeń nie stara się formułować jakichś aktualnych
w jego obecnym życiu próśb, ślubowań, a także dziękczynień.
Odmawia podstawowe pacierze, modlitwy o sensie ogólnym. Widze­
nia jakich doznaje wypełniają go jednak ogromną siłą duchową
i najprawdopodobniej ułatwiają mu zachowanie właściwej mu
energii, optymizmu, chęci troszczenia się o los innych. I niewątpliwie
zachodzi tu zależność między wyjątkowymi — w sensie pozytywnym
— cechami osobowości, budzącą najwyższe uznanie etyką jednostki
a jej wrażliwością mirakularną, charakteryzującą się kameralnością,
zintymizowaniem, abstrakcyjną formą korzystania z dobrodziejstw,
jakie można z nią łączyć.
Mówiąc o zależnościach zachodzących między ogólną postawą
życiową jednostki a jej szczególnym i osobliwym niewątpliwie
światem doznań o charakterze mirakularnym, nie można pominąć
rzeczy —jak się wydaje — dosyć istotnej. Jest nią rodzaj posiada­
nych wiadomości. Kolejarz z Płońska jest wprawdzie analfabetą,
lecz czy określa to dostatecznie jego wiadomości? Zetknął się
w młodości ze szkołą i z tym, czego w szkołach uczą. Przyjaźnił się
z chłopcami, którym dana była możliwość uczenia się. Wystarczyło
to, aby zachował na całe życie prawdziwy szacunek dla wiedzy,
umiłowanie jej. A oto inny rodzaj zdobywania wiadomości, może
szczególnie mu bliskich. Chodzi o wiedzę religijną. Stara się
dostatecznie często uczęszczać do kościoła. Z uwagą słucha kazań...
Jednakże to, co w nich usłyszy — przetwarza, na swój własny sposób

154

II. 8. Wizerunek fotograficzny cudownej Matki Boskiej Czerwińskiej
w posiadaniu kolejarza z Płońska

interpretuje prawdy wiary. Zdarza się, że opuści mszę niedzielną, ale
będzie potem starał się odkupić to wzmożoną modlitwą w domu
przed „obrazem", który uznał jako cudowny. Podobnie, nie sam
oryginał cudownego obrazu, lecz jego skromna, przestarzała kopia
fotograficzna stała się źródłem doznań zdecydowanie mirakularnych. Zaskakujące przy tym jest, że nigdy nie był w Czerwińsku i nie
zamierzał udać się tam kiedykolwiek.
A zatem, nieograniczony na swój sposób zakres wiadomości przy
oryginalnych, nie często spotykanych cechach osobowych spełniać
zaczął ważną rolę w zaspokajaniu potrzeby „głodu wiedzy". Zrodziła
się chęć stałego zastanawiania się, pewnego rodzaju medytacja,
prowadząca do poszukiwania odpowiedzi na liczne, zaprzątające go
pytania... Należał do osób, które — dzięki wojennym i politycznym
zasługom — zdobywały zasadniczo inny standard bytowania, aniżeli
ten z jakiego korzystał (mieszkanie w blokach, stanowisko z awansu
społecznego itd.). Wybrał sposób życia w warunkach najskromniej­
szych w jego środowisku. Być może gdyby emerytowany kolejarz
z Płońska zdobył inne (wyższe) niż posiadał, szkolne przygotowanie
do życia, jego wrażliwość nie byłaby równie podatną, rodzącą
niezwykle złożony i sugestywny obraz przeżyć wewnętrznych.
Przypadek cudownych doznań kolejarza z Płońska, jego życie
duchowe, podporządkowane służeniu każdemu bliźniemu w potrze­
bie, uświadamia zanikanie dziś tej formuły religijności, która
owocowała i nadal się rozwija w kultach wotywnych. Okazuje się, że
można być głęboko religijnym i nie odczuwać potrzeby ujawniania
publicznie swych pragnień, jak też dziękczynień. Byłby to przejaw
całkiem nowej, czy też kontynuacja istniejącej również w przeszłości
postawy? Wydaje się, że odpowiedź powinna skłaniać się do tego
drugiego przypadku.
W motcie niniejszego szkicu znajduje się wyznanie Jana Chryzos­
toma Paska i jego charakterystyczne — „każdy według swojej
intencyi Bogu poślubił wota". Co to oznacza? Otóż, chyba to
mianowicie, że w X V I I w. było w zwyczaju żołnierzy, aby przed
przystąpieniem do bitwy, sposobieniem się do walki, a więc w sytua­
cjach szczególnie ciężkich, krzepić się pieśnią, modlitwą, w której
zawierało się owo ślubowanie wotów. Niekiedy były to obietnice

II 9. Cudami słynąca figura Pana Jezusa na Krzyżu (w tle wota ze srebrnej blachy) w kościele św. Jana w Toruniu
pielgrzymki do uznanych sanktuariów połączone właśnie z fundacją
wotów, specjalnym zachowaniem (przejście na klęczkach, przejście
z kamykiem w bucie, leżenie krzyżem, biczowanie, poszczenie itd.),
a więc obietnice materialne, konkretne. Ale zdarzały się niewątpliwie
inne jeszcze przyrzeczenia, mające charakter zobowiązań niespektakularnych, głębiej i poważniej obligujących o s o b ę . Niestety ślubo­
wania dokonywane we własnym sumieniu pozostają tajemnicą.
10

Można jedynie przypuszczać, że bywały one równie przejmujące swą
szlachetnością, umiłowaniem świata, jak dokonania kolejarza z
Płońska, któremu objawiają się w „godzinie duchów dobrych
i złych" świetliste kwiaty czerwone pośród promieni.
Wyznania kolejarza z Płońska, które nie są przypadkiem jednos­
tkowym, albowiem podobne wynurzenia nieraz można usłyszeć od
osób o pogłębionych przeżyciach wewnętrznych, były przez niektó155

rych moich konsultantów potraktowane jako przejaw dewiacji,
domagającej się oceny o charakterze psychologicznym. Nie umniej­
szając w niczym sensu takich analiz, ośmieliłbym się jednak mówić,
że na płaszczyźnie wyłącznie analizy socjologiczno-etnologicznej
„osobliwości" reagowania na świat zewnętrzny, czucia i myślenia
a ostatecznie postępowania stają się dostatecznie zrozumiałe, umo­
tywowane. To, co kwalifikujemy jako „osobliwość" nie jest choro­
bą, lecz cechą kultury, oczywiście określonego modelu kultury. Być
może, ta sama „osobliwość" w innych warunkach (na przykład
cywilizacji wielkomiejskiej itp.) staje się dolegliwością. Warto rów­
nież przypomnieć, że etnologia dawno już wyjaśniła pozorny
paradoks, że tak zwane społeczności (ich reprezentanci) opóźnione
w rozwoju nie były zuniformizowane wewnętrznie, że identyczność
w zewnętrznych przejawach (ubioru, mieszkania, zachowań itp.)
ukrywała niejednokrotnie wielkie bogactwo i rozmaitość typów
osobowych, tym samym postaw, dążeń i pragnień — sposobów
istnienia.
Jak wiadomo, kult wotywny jest rodzajem ofiary symbolicznej,
stanowiącej opozycję w stosunku do przede wszystkim ofiary
krwawej. W dziejach wierzeń reprezentuje nurt (proces) humanizacji
istot czczonych. Kult ten znany jest w religiach świata antycznego,
a także we wszystkich religiach światowych, rozwijających się
obecnie. Najściślej jednakże kult ten związany jest z dziejami
katolicyzmu, a najbujniejszy jego rozwój przypada na czasy kontrre­
formacji. W Polsce i niektórych krajach katolickich Europy Zachod­
niej rozwijał się również intensywnie w czasach późniejszych,
w okresie od X V I I I do końca X I X wieku. W niektórych ośrodkach
wiejskich Polski przetrwał do naszych czasów kult wotywny w po­
staci mało różniącej się od tej jaką znamy z X V — X V I wieku.

Jednocześnie pojawiły się całkiem współczesne formy tego kultu
w różnych miejscach, niezależnie od tego, czy uczestniczą w nim
środowiska wiejskie, czy miejskie, a nawet wielkomiejskie (Warsza­
wa, Kraków, Lublin, Rzeszów). Cechą charakterystyczną współcze­
snej formy tego kultu jest rezygnacja z przekazu symbolicznego
(plastycznego) na rzecz piśmiennego, mającego cechy przekazu
poetyckiego czy literackiego.
Wielofunkcyjność wotów, ich zróżnicowanie pod względem
rozmaitości i rangi idei zawartych w określonych symbolach czy
przekazach pisanych można uporządkować według zaproponowa­
nej na wstępie klasyfikacji: wota proszalne z jednej strony i z drugiej
wota dziękczynne.
Współczesne wota polskie pisane (wota, które starałem się
pobieżnie scharakteryzować, korzystając z materiałów z Warty), to
najczęściej wota dziękczynne. Wyrażają one postawę, którą nazwał­
bym ograniczoną interesownością (w przeciwieństwie do jawnej
interesowności chłopskich wotów proszalnych — w sprawach
gospodarczych i mieszczańskich — głównie zdrowotnych). Zarazem
można mówić o postawie bezinteresownej. Poznajemy tę postawę
w najrozmaitszych przejawach indywidualnych doznań o charakte­
rze mirakularnym, a także w zbiorowych psychozach religijnych,
znanych pod nazwą cudów (współczesnych zdarzeń o charakterze
cudownym, w których uczestniczą większe zbiorowości. Ten ostatni
nurt współczesnej religijności stanowi osobny przedmiot, domagają­
cy się szczegółowych badań. W ludowej kulturze artystycznej Polski
reprezentuje on zagadnienie z pogranicza obrzędu i zdarzenia
dramaturgicznego, swoistego teatru, misterium, które dzięki swej
żywiołowości, spontaniczności stanowi przejmującą, niezwykle
współczesną formułę wypowiedzi.

PRZYPISY

1

Por. Gabriel Marcel, Być i mieć, przełożył Piotr Lubicz, Pax,
Warszawa 1986; Marian Rusecki, Wierzcie moim dziełom. Funkcja
motywacyjna cudu w teologii XX w., Księgarnia św. Jacka, Katowice
1988
Sentencje ojców (Pirkej Awot), przełożył z hebrajskiego
2

Michał Friedman, „Literatura na Świecie", nr 4 (189), 1987, s. 23
Szkic niniejszy nawiązuje do wcześniejszych prac moich
i innych autorów, stanowiących od ponad trzydziestu lat stały już
w „Polskiej Sztuce Ludowej" temat badawczy. Oto niektóre pozy­
cje: Jacek Olędzki, Wota woskowe ze wsi Brodowe Łąki i Krzynowlo3

II. 10. Dziękczynienie przed ołtarzem św. Judy Tadeusza w kościele Św. Krzyża w Warszawie

156

1

ga Wielka, R. X I V , 1960, nr 1; tenże, wota srebrne, R.XX1,1967, nr 2;
lenże, Wota lwowskie, R . X V I I , 1973, nr 1; tenże, Pieśni wotywne,
R.XXIX,1975, nr 4; Jadwiga i Anatoliusz Czerepińscy, XVIII-wieczny ludowy strój biłgorajski na obrazach wotywnych z Puszczy
Solskiej, R.XV,1961, nr 2; Anna Kunczyńska-lracka, Obrazy często­
chowskie, R.XX,1966, nr 2; Stefania Krzysztofowicz, Ewa Snieżyńska-Stolot, Obrazki wotywne z kościoła Bożego Ciała w Krakowie,
R.XXI.1967, nr 1; S. Krzysztofowicz Źródła ikonograficzne przed­
stawień «Ока Opatrzności» R.XXII.1968, nr 3; Ryszard Brykowski,
Sukienka — volum metalowe z Parczewa, R . X X V I , 1972, nr 1; Anna
Kunczyńska-lracka, Woskowe wota z Krypna, R.XLI,1987, nr 1—4,
s. 65—80. Ponadto, mego autorstwa, Kwietlechy z ohelu Elimelecha
w Leżajsku. Prośba i dziękczynienie w judaizmie i katolicyzmie,
R . X L I I I , 1989, nr 1—2 (w druku).
* Znaczną część materiałów zawdzięczam grupie byłych stu­
dentów Katedry Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego, przede
wszystkim Andrzejowi Hemce, następnie Magdzie Lipińskiej, Ma­
riannie Ignatowicz, Krzysztofowi Stanisławskiemu, Tomaszowi
Strączkowi, Magdzie Zowczak. W 1975 roku w grupie tej prowadzi­
łem zajęcia proseminaryjne: Wybrane zagadnienia kultury religijnej
w Polsce.
Bł. Rafał zmarł w 1534 roku. Marmurowy nagrobek ufundo­
wany został w 1640 roku przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jana
Lipskiego. W kościele znajduje się również płyta nagrobna zmarłego
wcześniej (w 1480 roku) również bernardyna bł. Melchizedecha. Por.
Katarzyna Szczepkowska, Powiat Sieradzki, „Katalog Zabytków
Sztuki w Polsce", t. I I , Warszawa 1954, s. 318. Bł. Rafał nie zos­
tał dotychczas beatyfikowany. Oficjalny tytuł z jakiego korzysta
— sługa boży. Por. O. Kajetan Grudziński, Rafał z Proszowic, (w:)
Hagiografia Polska, pod red. O. Romualda Gustawa O F M , t. I I ,
Poznań 1972, s. 261—270
Nie zachowały się w kościele wota zabytkowe. W Archiwum
oo. Bernardynów w Krakowie odnalazłem jednak poświadczenie
blisko stu wotów ufundowanych w czasie ponad 150 lat. Por. wyciąg
z Archiwum kościoła oo. Bernardynów w Warcie, Archiwum
Pracowni Sztuki Nieprofesjonalnej IS PAN. Najgłośniejsze zdarze­
nia związane z życiem i cudami bł. Rafała, a pośrednio również
z niektórymi dawnymi wotami, są treścią polichromii z 3 ćwierci
X V I I I w. na przęsłach sklepienia nawy. Malowidła pędzla Walente­
go Żebrowskiego. Współczesne 82 cudowne zdarzenia w czasie 10 lat
stanowią liczbę imponującą. Por. przypis 9
W kościele św. Krzyża w Warszawie, o czym piszę dalej,
pojawiają się często prośby związane z mieszkaniem (także z zamia­
ną mieszkań), a nawet zdarzyło się wotum proszalne za zdrowie
ciężko chorego pieska. Proboszcz kościoła św. Krzyża, któremu
serdecznie dziękuję za informacje, uznaje ten rodzaj spraw za
„niedostatecznie beznadziejny", aby mogły one stanowić treść
tabliczek wotywnych umieszczanych w kościele.
5

6

1

8

Z określeniami tymi najdosadniej zetknąłem się w czasie
rozmowy z proboszczem kościoła we Władysławowie. W rozmowie
chodziło o percepcję ze strony wiernych nowoczesnej budowli oraz
użytych w niej środków wyrazowych. Otóż, abstrakcyjna rzeźba
Ukrzyżowanego w głównym ołtarzu (i zarazem jedynym) nie
zadowalała do tego stopnia, że powstała konieczność urządzenia
osobnego ołtarza (przed którym gromadzili się ci wierni), przypomi­
nającego w nastroju skromne kapliczki wiejskie. Inne szczegółowe
przypadki rozmijania się życzeń wiernych i władz kościelnych
w odniesieniu do praktyk wotywnych podaję w pracach cytowanych
na początku.
Pojawienie się i rozwój kultu św. Tadeusza Judy w kościele św.
Krzyża w Warszawie jest osobistą zasługą jego proboszcza w latach
powojennych x. Tadeusza Olszańskiego. Najstarsze wota składane
przed obrazem świętego pochodzą z lat pięćdziesiątych. Praw­
dopodobnie kult ten datuje się z czasów ostatniej wojny, łączy się on
z obrazem św. Tadeusza Judy namalowanym przez Pia Górską ok.
1938 roku. Por. Elżbieta Kowalczykowa, Kościół Św. Krzyża, PWN
Warszawa, 1975, s. 74, 100
W Pamiętnikach zapisuje Pasek dwa swoje ślubowania wo­
tów, obydwa w 1658 roku: pierwsze przed przekroczeniem z wojs­
kiem Czarnieckiego granicy państwa (patrz motto), drugie przed
szturmem na zamek w Klodyndze. Dopełnia tych ślubowań dopiero
w 1662 roku w czasie kolejnych odwiedzin wioski rodzinnej. Udaje
się wówczas pieszo na Jasną Górę: „Prosiłem się pptym (króla prosił
Pasek — JO), żebym mógł do domu odjechać na Święta Wielkanoc­
ne, mil 12 od Warszawy, powiedając votum solenne żem obiecał, za
morzem będąc, chwałę Bogu oddać za dobrodziejstwa w tamtych
okazyjach (...). Odpocząwszy w domu, proposuimus explere votum
do Częstochowy (postanowiliśmy wypełnić ślub — JO.); wybraliśmy
się tak, żeby na Boże Wstąpienie tam stanąć. Jechała matka, jam
szedł piechotą, a konie za mną prowadzono, na których miałem
nazad powracać (...). Spowiedałem się też w Częstochowie za tą
bytnością i prosiłem rozgrzeszenia ex voto promissi (jakom wyżej
napisał) z jedną damą matrimonii, które że nie doszło, a stanęło
protunc temerario ausu (wówczas nieroztropną odwagą — JO), a po
prostu mówiąc, z zakochania. Rozgrzeszono-ć mię wprawdzie, ale
pamiętam i długo pamiętać będę zadaną pokutę i egzortę, którą
usłyszałem, i dziesiątego nauczyć bym umiał, jako to z tym wyrwać
się słówkiem: „Ożenię się z tobą". Pamiętniki, s. 328—329. Tak więc
Pasek wypełnił swoje ślubowanie wotywne w akcie pielgrzymki
i spowiedzi świętej. Nie pozostawił na Jasnej Górze żadnego wotum
w rodzaju metalowej plakietki czy jakiegoś symbolicznego przed­
miotu. Niewątpliwie był to z jego strony wybór poważnie umotywo­
wany. Wskazuje na to fakt znaczenia jakie przywiązywał do
niekonwencjonalności daru przywiezionego z zagranicy do Polski
pannie Teresie Krosnowskiej. Darem tym były „trzewiki drewniane
lipowe", Pamiętniki, s. 98
9

1 0

Fot.: H. Gordon — il. 9; Jacek Olędzki — 2—5, 7, 8, 10, 11; Krzysztof Sabak - - il. I; Witalis Wolny — il. 6

11.11. Stopy. Fragment sarkofagu bł. Rafała w kościele oo. Bernardynów w Warcie. Lśniące od dotykania przez
wiernych

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.