-
Title
-
Pamiętniki poetyckie pustyń / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.85-99
-
Creator
-
Olędzki, Jacek
-
Date
-
2004
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:5024
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5406
-
Rights
-
Licencja PIA
-
Text
-
Z
nając
z autopsji petroglify syberyjskie, mongolskie z Gobi, a także afrykańskie, głównie z Sahary, mogę z pełnym przekonaniem używać
w stosunku do rytów naskalnych z Ameryki Foludniowej określeń: n aj n i e zwyklej s z e czy wyjąt
kowe i niepowtarzalne. W stosunku do petroglifów
z Azji i Afryki, amerykańskie wyróżnia przede wszystkim obecność wyobrażeń drobnych i najdrobniejszych zwierząt (owadów, pająków, ślimaków) oraz
długość samej ekspozycji naskalnej, 7 tys. km, a w samym Peru 2 tys. km.
JACEK
OLĘDZKI
Pamiętniki
poetyckie pustyń
Peru, ikonosfera petroglifów
najniezwyklejszych
W Ameryce nie
byłem
i już nie
będę
Chociaż już dawno bez trudności mogłem się tam
znaleźć i dostatnio bytować. Żyją jeszcze w Northridge
w Kalifornii ostatni znani sprzed wojny bliscy krewni,
potomkowie Dyjecińskich z ul. Bednarskiej, dzieci dzisiaj staruszkowie - znanego generała od Ligi Morskiej i Kolonialnej II RP. Opuścili kraj całą piątką
w 1939 roku
Wszelako od jakiegoś czasu sympatyzuję z amerykanistami z Instytutu Krajów Rozwijających się i czę
sto korzystam z ich dobrego słowa i merytorycznej pomocy. Zatem moja wiedza w interesującym mnie
przedmiocie, między innymi peruwiańskich petroglifów, wiele ma do życzenia. Zawsze zajmowała mnie
"kwestia kultury Polski" i jeśli ulegałem młodzieńczym
pokusom interpretacyjnym, to bliżej, w krajach europejskich, w Azji i na koniec w Afryce. Jednakże, wciąż
ulegając niepokojącym zaciekawieniom, od kilkunastu
lat jestem niepokojony urzekającym fenomenem naskalnej sztuki Ameryki Łacińskiej. A w dziedzinie
dawnej i współczesnej kultury artystycznej na świecie
jestem - jak mi się wydaje - jakimś tam, intuicyjnie
pojmującym rządzące nią prawa czy reguły, a bardziej
jeszcze kształtujące ją odrębności i podobieństwa ści
śle formalne. A więc bezwzględnie najistotniejsze
w SZTUCE.
Proszę amerykanistów o pobłażliwość, szczególnie- rozumienie mej spontanicznej ignorancji. Czasami w procesie poznania, w zbliżaniu się do prawdy
w zainteresowaniach, ignorancja może być trochę
pożyteczna, nie obezwładnia, nie paraliżuje woli.
Nie potrafiłem być badaczem gabinetowym, ale
w wieku zaawansowanej, błogosławionej starości,
pozostaje bezruch i praca wyobraźni, dająca poczucie wolności ...
Ponadto nieco pocieszające dla ignoranta jest to,
że wczytując się w bibliografie znanych dysertacji fachowych, raz po raz natrafiasz na jawne uchybienia.
Oto badacze od lat pracujący ze sobą w jednym zakła
dzie naukowym nie cytują się, bo po prostu "nie wiedzą". Istnieją inne rozgrzeszające mnie osobliwości.
Dlatego zacznę od bardzo ważnej dla mnie lektury,
a przeoczanej przez doborowych znawców przedmiotu.
Ambasador Republiki Kuby w Peru
W kraju ojczystym był dyrektorem Muzeum Narodowego Antropologii i Archeologii, a w Peru, pełniąc
dostojną funkcję ambasadora, był... niestrudzonym,
mozolnym badaczem petroglifów w 72 miejscach
wzdłuż Kordyliery Wschodniej Andów (2 tys. km). Oto
on i jego monumentalne dzieło. ANTONIO NUNEZ
JIMENEZ, PETROGLIFOS DEL PERU. Panorama
mundial del arte rupestre, Editorial Cientifico-Technika
Ciudad de La Habana, 1985, t. 2. Oprawa płócienna,
papier kredowy, najwyższy poziom wydawniczy, blisko
1400 s. w tym 4000 ilustracji.
1985, o roku ów! Pojawienie się dzieł Jimeneza (wcześniej wydanych we Włoszech jego dwóch znakomitych,
barwnie ilustrowanych książek poświęconych kubańskie
mu malarstwu jaskiniowemu) w księgozbiorach UW
rodziło nadzieję. W tym czasie, oczekiwanie na wydanie
dysertacji habilitacyjnej trwało nawet sześć lat! A jak je
wydawano? Po prostu wstydzę się powiedzieć.
Miałem okazję poznania wielu polskich ambasadorów, żaden z nich nie daje się porównać do formatu
człowieka reprezentowanego przez Jimeneza. Widać
Polacy na placówkach to nie Latynosi, nawet z pięt
nem komunistycznym.
Od 1985 roku dzieło Jimeneza nawiedza mnie
i prześladuje.
Dzieło to odbiega od znanych mi "mądrzących" się
dokonań. Może stanowić wzór niezwykle starannej
i rozważnej pracy, przede wszystkim dokumentacyjnej.
Wiadomo że w dziedzinie tak tajemniczej - jaką jest
malarstwo i ryty naskalne czy na koniec geoglify z Nazca, albo innej części świata - łatwo, bardzo łatwo,
w próbach objaśnień, tworzenia ogólnych interpretacji,
dokonywać nadużyć, błądzić, by nie rzec, bredzić ...
Chyba każdy coś wie o tym, jeśli czytał Wspomnienia
z przYszłości, z powrotem do gwiazd albo czY się myliłem?
Dzieło Jimeneza jest przemyślnie zbudowane. Po
lakonicznych informacjach o petroglifach w innych
częściach świata oraz oszczędnych- niczym przypisy porównaniach z odrębnymi rodzajami sztuki peru-
wiańskiej następuje prawdziwa lawina przerysów zarejestrowanych piktogramów. Można na ich podstawie
mówić o ikonosferze. Oczywiście wyobrażeń, ale przy
okazji też myślenia.
I tu wielce przydatna staje się jedna z myśli i zarazem ważnych konkluzji Claude'a Levi-Straussa: zwierzęta bardziej się nadają do myślenia niż do jedzenia. Dlaczego przydatna? Albowiem, jak było powiedziane na
początku tego tekstu, petroglify z Peru wyróżniają się
spośród naskalnych rytów i malowideł z innych stron
świata tym, że ukazują wyobrażenia najdrobniejszych
zwierząt, aż po pająki czy owady (insekty).
C. Levi-Strauss wyartykułował swoją bezcenną
myśl, wykorzystując dane pochodzące głównie z zachodniej półkuli. A to być może dlatego, że kiedy pisał, sławny Smutek tropików, obezwładniły go zjawiska
przetwarzania po konkwiście, zjawiska w kulturze Indian Ameryki Południowej z zakresu adaptacji i twórczego przetwarzania europejskich wzorów. Może, tak
ongiś sądząc i po części dzisiaj, uniknąłem kontaktów
z Nowym Światem, chociaż jedyny brat po każdym powrocie stamtąd (habilitacja w Cleveland, wykłady
w Aims itd.) roztaczał mi ujmujące i do jakiegoś stopnia zachęcające wizje. Ale ad rem.
Człowiek w pewnych okolicznościach nawet dzisiaj,
w pełni- jak studenci afrykańscy- uwspółcześniony zjada z wielkim smakiem (na surowo) gromadnie zlatujące
się do lamp ... termity. Pod lampami na najnowocześniej
szych kampusach pozostają rano do uprzątnięcia tylko
kopczyki skrzydełek. Gnębienie zębami pędraka w buzico kojarzy się z żuciem gumy - przez dziewczyny z Konga tłukące stępami sorgo - i to nie jest nam obce. Być
może i pająki dają się wprowadzić do przełyku.
Dlatego każda genialna myśl etnologiczna może
być tylko genialna pozornie. Stąd wszelkie dalsze moje dywagacje proszę traktować jako przypuszczenie czy
wręcz domniemanie.
Co najbardziej
urzeka w petroglifach z Peru?
Odpowiadam od razu. Lapidarność formy obrazowania rzeczy, rzeczywistości, charakterystyczna dla kultur chłopskich. Czyli związanych przez pokolenia
z uprawą ziemi w ekstremalnie nieraz trudnych warunkach. Ale tym cięższych, że bez użycia sprzężaju, czyli
pomocy zwierząt. Mówimy więc o kopieniactwie, kopieniaczach, niezwykłych ludziach, którzy najprostszymi
ręcznonożnymi narzędziami umieli pola na stopniach
przygórskich tarasów zazielenić kukurydzą, ziemniakami i innymi roślinami. Oczywiście, sztuka naskalna to
niekoniecznie dzieło chłopów. Przeciwnie, najczęściej,
jak w Europie, Azji i Afryce, - łowców lub pasterzy.
Wszelako mówimy o części Ameryki Południowej.
I pod Saharą, i pod Nazca potrafiono stworzyć zdumiewający system podziemnych ujęć wodnych, niczym
86
"lochy Watykanu" albo warszawskie kanały. Uczynili to
kopieniacze! W przypadku afrykańskimto-jak wiadomo - dzieło przybyszy, ich doświadczeń w stwarzaniu
kwitnących oaz na pustyniach, ale w przypadku, który
nas tu najbardziej interesuje, mamy możliwość poznania całkiem lokalnej, rodzimej wynalazczości. Być może
miała ona związek z comunidades campesinas, czyli rzeczą
niezwykłą - istnieniem wspólnot chłopskich · władają
cych ziemią, jako jej właściciele. Mówię o tym, bowiem
dzieje rolnictwa są niezwykłe jak zmiany klimatu itd.
Sahara, nim spustynniała, była miejscem niczym
sawanna, gdzie żyły słonie i żyrafy. Na stepach środko
wej Mongolii, kiedy trawy jeszcze nie wyrosną, łatwo
dostrzec ślady po ... zagonach i bruzdach. Twarcizi ewolucjoniści a za nimi marksiści, sądzili, że zawsze pasterstwo poprzedza w rozwoju rolnictwo. Dzisiaj powiada
się, że Nazca jest sucha jak pieprz. Ale w 2002 roku
jedna z pustyń na tym kontynencie, Atakama w Chile, ku zdumieniu świata pokryła się nie tylko trawą,
lecz również ... kwiatami roślin raczej nietrawiastych.
Zatem, szanowny Czytelniku, powracając do mówienia, że petroglify, a przy okazji należy - jak się wydaje- dodać również, sławne geoglify peruwiańskie, to
dzieło wspólnot rolniczych i że to sztuka iście chłop
ska ... Tylko chłopi na świecie od Starożytnego Egiptu,
poprzez Japonię, Indie, aż po dawne Peru wiedzieli, co
oznacza dla wegetacji roślin obecność ranidae, żab i ropuch. I stąd ich szczególna, więcej - zdumiewająca
obecność w sztuce, o której wciąż mówię.
Niczym leluja kurpiowska
Oto jeden z rytów (il. l). N a kaktusie saguaro siedzi
ptak, u dołu zaś, u podstawy, wyobrażenie żaby lub może ropuchy. W tym związku rośliny i dwu odmiennych
zwierząt kryje się wiedza, jaką mają ludy uprawiające
ziemię. Nieprawdopodobne ujęcie o charakterze syntetyzującej wiedzy o środowisku. Proszę zwrócić uwagę,
jak realistycznie, a zarazem w zredukowanej do minimum formie, ukazany został ów komunikat.
Patrząc na ryt, ptaka, saguaro, żabę, badacz Kurpiowszczyzny natychmiast skojarzy go z wczesną wycinanką z użyciem nożyc do strzyżenia owiec, równie lapidarną, syntetyczną formą lelui. Nazwa ma swój zwią
zek - jak wiadomo - z gwarową odmianą słowa lilia,
ale również z alleluja, czyli wielkanocnym śpiewem.
Wiadomo zaś, że takie wycinanki pierwotnie tworzono
do przystrajania izby w chacie przed Wielkanocą.
W owej wczesnej lelui- niczym saguaro- jest ... wyobrażenie monstrancji. Z lewa i prawa u podstawy
ukazywano serce gorejące. Wkrótce nazywano te religijne symbole burakami, bo pamięć nasza, nawet zbiorowa, jest zawodna. Nieważne są szczegóły, liczy się
wielkie podobieństwo w twórczym, artystycznym myśleniu chłopów, bez względu na to, w której części
świata żyli i z jakich korzystali środków przekazu.
jacek Olędzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ
Inny ryt,
Metafora
*
żaba pląsająca
w koronie (il. 2), albo
wyobrażenia niewielkich ptaków (il. 3-4), wywołują
skojarzenia z podobnymi w swej istocie, a przede
wszystkim w sposobie formalnej symbolizacji, ornamentyce ludowych wyrobów garncarskich z 2. pał.
XIX w., chociażby tylko z Iłży czy Łążka Ordynackiego.
Zbliżamy się do postawienia podstawowego pytania, w czym się kryje niezwykłość, o której jeszcze dalej będzie, czucia i badawczego determinizmu Antonio
Nunez Jimeneza. Ale jeszcze przed tym pytaniem konieczna jest mała dygresja też komparatystyczna, pozwalająca docenić wielkość dokonania naukowego
Kubańczyka Jimeneza.
Geopoetyka
Otóż, zacny Czytelniku, wyobraź sobie, że Antonio
Nunez Jimenez, jest również autorem Geopoetyki (Hawana 1992).
Trzeba mi było zająć się petroglifami amerykański
mi, aby do mej słabej geograficznej wiedzy trafił ów odkrywczy, wręcz genialny termin. Obcując z warszawskimi geografami na co dzień, od wielu lat nie spotkałem
się z podobnym spojrzeniem na jeden z możliwych
aspektów tej doniosłej nauki. Jimenez nie jest geografem, raczej historykiem, ma na swym koncie książkę
sławiącą rewolucję kubańską, zapewne też dlatego
mógł pojawić się ów odkrywczy termin geopoetyka.
Wprawdzie na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych mamy dwie poetki, jednego geografa humanistę, ponadto autorów geografii różnorodności,
ale ów kierunek i owe poetki obezwładnia konwencja,
sciencji czy zawodowych stałych powinności.
U Jimeneza się tego nie czuje, może dlatego że jest
Latynosem, jak Marquez, Borges i członkowie środo
wiska literackiego Argentyny, które na lata w swym
czarodziejskim świecie uwięziło, a może usidliło, naszego wielkiego Gombrowicza.
Geopoetyka kojarzy się ze znanym określeniem "pejzaż semiotyczny", czy z myśleniem Osipa Mandelsztama
w jego Slowie i kulturze, pozwalającym mi przed laty
ukuć sformułowanie "poetycka teoria kultury".
Dzięki Jimenezowi zakres poezji należy poszerzyć .
Otóż można być poetą nie pisząc, lecz kując w skale,
czynić to nie indywidualnie, ale zbiorowo. Nie wykluczam, że owa skłonność do poetyckiego postrzegania rzeczywistości jest tak prastara jak dzieje czło
wieka.
Geopoetyka Jimeneza prezentuje się znakomicie.
Książka wydana została na Kubie, tak jak dzieło poświęcone petroglifom z Peru. To niezwykłe, jeśli
weźmie się pod uwagę, jak w latach 80. wydawano
książki naukowe w europejskim kraju dyktatury komunistycznej.
Zdaje
się, że
poezja
sięga
do
myślenia określanego
między innymi tym jednym słowem. Otóż
w naszych petroglifach odnajdziemy takie metafory: chwytanie przez
człowieka, ręką lub za pomocą prymitywnej chwytki,
promienia słońca lub gwiazdy. Niczym w tekście jakiegoś śpiewanego u nas niegdyś szlagieru, uchwycić promień słońca... Można te przedstawienia interpretować
tak jak, to uczynił zwięźle Jimenez: "pomnażanie dobra słońca". Ponieważ przy gwieździe podobnej uwagi
nie ma, uzupełniam. To odwieczne nasze pragnienie,
aby gwieździstego nieba nie przesłaniały nocą chmury.
To pragnienie ludzi na Ziemi, bez względu na miejsce,
w którym żyć im przyszło. Pragnienie odwieczne, niezmienne, powszechne. Tak mi się wydaje.
Fostrzegamy w rytach naskalnych z Peru, niczym
w poetyckim poemacie, eksplikacje, w których - niestety - rozpoznawalne i jako tako zrozumiałe są pojedyncze wyobrażenia, np. żaby, jaszczurki, jakiegoś
czworonoga czy człowieka w przebraniu wieńczącym
głowę (masce?) . Nie ma w tych petroglifach elementów kronikarskich, dotyczących sfery wpływów kulturowych czy cywilizacyjnych, jak w rytach z Mongolii,
ukazujących często chińskie dwukołowe wozy ze
szprychami, z budą na wierzchu dla dostojnika.
I nie odnajdziemy "lirycznych" wyobrażeń kobiet,
jak w odkrytych malowidłach naskalnych na Saharze
w Tassili.
To surowsza lub oszczędniejsza w swych uniesieniach poezja. I tak jak w tego rodzaju poezji liczy się
przede wszystkim słowo, tak i w tych rytach występują
lapidarne skróty formalne, zawsze wykute jednym, cią
głym działaniem, bez jakichkolwiek świadectw kłopo
tów związanych z twardym tworzywem i posługiwaniem
się prymitywnym narzędziem. Również w tych słowach
rytach nie występują jakieś - o zgrozo - upiększenia.
Metaforą pośród rozmaitych, obficie występują
cych w omawianych petroglifach przedstawień jest
przede wszystkim znak krzyża równoramiennego, nieraz wyłaniający się z wyobrażenia żaby z rozłożonymi
kończynami (il. 5-6). Ostatecznie znak ów będzie pojawiał się w rytach samoistnie, a podobne do niego
można, o dziwo, spotkać na świecie, w Skandynawii
czy Nowej Zelandii, oczywiście w realizacjach bez
wpływów chrześcijańskich.
Uczestniczące w plenerach Murzynowa dwie malarki w jednym znaku dostrzegły ów osobliwy związek
wyobrażenia realistycznego z abstrakcyjnym i swoje
obrazy, ukazujące Matkę Boską Bolesną i Jezusa
w Ogrójcu, "przyozdobiły" nimi. Obraz Matki Boskiej
jest prezentowany w ekspozycji Pod wiosłem zielonym
na ul. Karowej. To dzieło Beaty Jaszczak.
Nasi uczeni, antropolog historyczny i opromieniony sławą znawca światowych megalitów archeolog,
objaśniając ryt ukazujący krzyż, korzystają z terminu
kosmogram (Z. Krzak 1981, J. Trzeciakowski 1987).
t
~
4
·~
........ .... ...
~·.
·::..:·..
·. :· :::
...
-.·
...:........ .·.:..
.
·.·.·:
.. ... ......
.·;; • 9
..
•••!. •••••
~
.....
5-6
~. -..-.. .. ..
~
~
.... -.
··--.
·--' ..
• •••
._
7
......
.
/!3:,;
11
12
l. Saguaro, żaba i ptak. Reprodukcja z A. N. Jimenez, Petroglifos del Peru, fig. 1486, Cochineros, wys. ok. 40 cm.
2. Żaba w koronie, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 473, Yonan, wys. ok. 30 cm.
3-4. Ptaki, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 696, Al to de la Guittara, fragment kompozycji szer. ok. 1,20 m., fig. 1717, Huancor, szer. ok. 50 cm.,
fig. 1813,tamże, wys. ok. 80 cm.
5-6. Krzyże równoramienne i żaba, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1268, Checta, szer. ok. 20 cm., fig. 621, Altode la Guitara, wys. ok. 20 cm.
7. Komar, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 866, Queneto, wys. ok. 160 cm.
8-9. Deszcze, strugi i krople, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 117, Cerro Mulato, wys. ok. 60 cm., fig. 143, tamże, wys. ok. 70 cm., lub fig. 88,
tamże (z zwierzętami), wys. ok. 40 cm.
10-11. Pająki, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1930, La Caseta, wys. ok. 70 cm., fig. 148, Cerro Mulato, wys. ok. 20 cm.
12-13. Chwytanie promienia gwiazdy, A. N. Jimenez, Petroglifos ... , fig. 158, Cerro Mulato, szer. ok. l m, chwytanie promienia słońca, Huanacor, fig. 1791, szer. ok. l m.
14. Roślina, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1582, Huari, wys. ok. 50 cm.
15-16. Tancerze sławiący powrót wojowników z trofeami ściętych głów wrogów, Jimenez, Petroglifos .. ., fig. 2303, Toro Muerto, dł. ok. 2m.,
fig. 2304, tamże, jeden z wojowników, ryt zachowujący szczegóły.
17. Tancerze, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 2223, Toro Muerto, dł. ok. 220 cm.
88
jacek Olędzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ
14
Wyczuwam w twórczości naskalnej rytownictwa
czy malarstwa jako ważny, a może najważniejszy, czynnik sprawczy, autoteliczną chęć czy wewnętrzną potrzebę dania świadectwa istnienia. Niekoniecznie
świadomie, lecz zawsze spontanicznie i bezinteresownie ... Tak. Co innego geoglify ... Tu mogły dojść do
głosu czynniki heteroteliczne, związane z mocarstwem
królestwa Inków.
Poezja należy niewątpliwie do najbardziej wyrazistych przejawów owej czułej, spontanicznej potrzeby
dania świadectwa. Podobnie jak muzykowanie dla
własnej przyjemności.
Stąd określenie Poetyckie pamiętniki pustyń, zainspirowane bezpośrednim spotkaniem z Geopoetyką Jimeneza (dzięki nieocenionej Beacie Maciejewskiej).
Wspomniane wcześniej tajemnice sztuki mogą nieraz być, ale nie zawsze, stosunkowo -jak się wydaje łatwe do rozpoznania, wśród jeszcze żyjących artystów,
i dodać należy- tam, skąd kulturowo badający pochodzi. Gorzej jest ze szwajcarskim bogatym hotelarzem
"na wyjazdach" czy z Niemką Marią Reich, która poświęciła 40 lat życia w Peru na zgłębianie astralnych
kalendarzy w tamtejszych geoglifach.
Kultury artystyczne, szczególnie ludów pierwotnych, dla nas kształconych, żyjących w zupełnie innym czasie, pozostaną na długo, a może na zawsze,
TAJEMNICĄ NIEODGADNIONĄ. Każda próba
czyniona w tej dziedzinie -jak to postanowił rozgłosić
na cały świat Daniken - może być chybiona, a nawet
graniczyć z brednią.
Stąd dzieło A. N. Jimeneza stanowi wzór postępo
wania badawczego. Proszę zwrócić uwagę, że autor
ograniczył się do minimum interpretacji czy jakichś
komentarzy z własnej strony. Czasami korzysta z krótkich tekstów innych osób. Natomiast dokonał zdumiewającej, nieprawdopodobnej, użyję tego nieeleganckiego w środowiskach akademickich słowa, roboty. Roboty dokumentacyjnej. I jeszcze jeden ważny
szczegół w jego niezwykłym dla poznania sztuki Peru
dziele: dosyć dyskretnie wprowadza zdjęcia geoglifów
oraz wyobrażeń w wyrobach ceramicznych, pochodzących z wykopalisk archeologicznych. Odczytuję to
jako rodzaj kompleksowego rozumienia dziedzictwa
artystycznego Peru, inaczej mówiąc, traktowania tego
dziedzictwa, w jego bogatych i rozmaitych przejawach, jako modelu kultury jednorodnej z cechami
b
a.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
c:l
c
Skały
wapienne w Cerro del Samuario de Cumbemayo. Reprodukcje zdjęć z A. N. }iminez, Petroglifos del Peru
Wielka rozmaitość skal, grubo i drobnoziarnistych, granity,
piaskowce i wapienie. Rumowisko granitowe w Huaricanaga.
Kamienie, siedlisko zmarłych w Alto de la Guitarra.
Głaz granitowy z wyobrażeniami żab i deszczu w Palamenco.
Tancerze sławiący powrót wojowników z trofeami ściętych
głów wrogów, Jiminez
Narzędzia rolnicze według: M. Frankowska, Podstawy gospodarki wiejskiej Peru. Motyka i tłuk kamienny, a i c mogły słu
żyć przy pracach kamieniarskich, sporządzaniu rytów.
~l