Wspomnienie pośmiertne - Felicja Curyłowa (1903-1974) / / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4

Item

Title
Wspomnienie pośmiertne - Felicja Curyłowa (1903-1974) / / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4, s.252-253
Date
1974
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4307
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4636
Subject
Curyłowa, Felicja (1903-1974) - artystka ludowa
Text
W

S

P

O

M

N

I

E

N

I

E

P

O

Ś

M

I

E

R

T

N

E

FELICJA C U R Y Ł O W A
(1903—1974)
strzeni minionych trzydziestu lat Curyłowa — malarka,
k t ó r e j w y k s z t a ł c e n i e kończyło się zaledwie na umiejętności
czytania i pisania, zmieniła się w p e ł n ą poświęcenia działacz­
kę społeczną. Ona to b y ł a b e z p o ś r e d n i ą o r g a n i z a t o r k ą wszy­
stkich o d b y w a j ą c y c h się w Zalipiu k o n k u r s ó w na malowanki
ścienne. Ona zjednoczyła m a l a r k i zalipiańskie w stowarzy­
szenie pod n a z w ą „ W i e ś t w o r z ą c a " . Nie było ono wprawdzie
przez ż a d n e w ł a d z e zatwierdzone, ale posiadało w ł a s n ą pie­
częć i prezeskę w osobie Curyłowej, k t ó r a u m i a ł a znakomicie
zabiegać i w a l c z y ć o interesy malarek. Pod Jej d o w ó d z t w e m
wyszły one poza o p ł o t k i Zalipia, m a l u j ą c swe k w i a t y w Lub­
linie na wystawie 10-lecia (pawilon roślin przemysłowych),
w Warszawie na Starym Mieście (strop w sklepie Desy),
na s t a t k u „ B a t o r y " (bawialnią dziecięca). Z N i ą po­
r o z u m i e w a ł a się dyrekcja I n s t y t u t u Wzornictwa Przemysło­
wego, gdy z a p r a s z a ł a zalipiańskie m a l a r k i do pracy w zes­
p o ł a c h p r o j e k t u j ą c y c h wzory dla p r z e m y s ł u tekstylnego
oraz m a l u j ą c y c h włocławskie fajanse.

Trudno jest wyobrazić sobie Zalipie bez Felicji Curyłowej. B y ł a jego i n t e g r a l n ą częścią, j a k tamtejsze malowane
domy czy wierzby przy drogach. Przez wiele lat b y ł a sprę­
żyną, k t ó r a poruszała wieś, głośnikiem, k t ó r y sławił p i ę k n o
malowanego Zalipia i p r z y s p a r z a ł m u g o r ą c y c h s y m p a t y k ó w .
O gościnny dom Curyłowej m u s i a ł zaczepić k a ż d y , k t o
zwiedzał Zalipie lub chciał coś z a ł a t w i ć z zalipiańskimi
malarkami. W książce p a m i ą t k o w e j , k t ó r ą skrupulatnie
prowadziła, znajdziemy podpisy dostojników p a ń s t w o w y c h ,
i n t e l e k t u a l i s t ó w r e p r e z e n t u j ą c y c h różne dziedziny twór­
czości, a wśród nich cudzoziemców niemal z całego ś w i a t a .
Do niej zjeżdżały autobusy pełne młodzieży, k t ó r ą niestru­
dzenie o p r o w a d z a ł a po wsi.
K i m b y ł a Curyłowa ? Sama u w a ż a ł a się przede wszyst
k i m za a r t y s t k ę - l u d o w ą — m a l a r k ę . W ciągu swej prze­
szło 50-letniej pracy t w ó r c z e j , działalność Jej t a k mocno
spoiła się z w i e l o b a r w n ą m a l o w a n k ą , że w k o ń c u Curyło­
wa u w a ż a ł a się za pierwszą, k t ó r a do malarstwa zalipiańskiego wprowadziła polichromię. Nie było to zgodne z rze­
czywistością, g d y ż rozwinięte w pełni wielokolorowe malo­
wanki zalipiańskio znamy już z k o ń c a ub. wieku, na k i l k a
l a t przed przyjściom na świat Curyłowej. (Urodziła się
w r. 1903). Pewne jest natomiast, że Felicja W o j t y t o —
(bo tak brzmiało Jej p a n i e ń s k i e nazwisko) od m ł o d y c h lat
t r u d n i ł a się malarstwem i haftem, u p r a w i a j ą c s w ą artys­
t y c z n ą działalność z d u ż y m talentem. Od Niej właśnie
w połowie okresu m i ę d z y w o j e n n e g o , n a b y w a ł Tadeusz Se­
weryn malowanki i hafty, k t ó r e dziś s t a n o w i ą c e n n ą ko­
lekcję w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
Felicja Curyłowa wraz z R o z a l i ą Z a r ó d i M a r i ą Janeczek
m a l o w a ł y w r o k u 1939 izbę z a l i p i a ń s k ą w nie i s t n i e j ą c y m
dziś, bo zniszczonym przez okupanta, Muzeum Ziemi K r a ­
kowskiej w Krakowie.
R o z m i ł o w a n a w swej sztuce nie p r z e r w a ł a C u r y ł o w a
działalności malarskiej w czasie wojny. N a l e ż a ł a ona do
nielicznej garstki kobiet, k t ó r y m zawdzięczamy, że kwiecis­
te malarstwo ścienne p r z e t r w a ł o w Zalipiu w o j e n n ą zawie­
r u c h ę . J e d n a k ż e dopiero w Polsce Ludowej bogata osobo­
wość Curyłowej znalazła pełne polo do działania. N a prze-

252

W czasie p o b y t u we W ł o c ł a w k u w y k o n a ł a Curyłowa
kilkadziesiąt flizów ceramicznych, ozdobionych własnoręcz­
nie malowanymi k w i a t a m i . Kafelkami t y m i przyozdobiła
nagrobek swojej m a t k i i w ł a s n y grobowiec, k t ó r y sobie na
kilkanaście lat przed śmiercią p r z y g o t o w a ł a . Gdy pewnego
razu z a p y t a ł e m J ą , s k ą d wziął się u Niej t a k i b ą d ź co bądź
niecodzienny p o m y s ł , o d p o w i e d z i a ł a : „ n o słuchojcie Panie
Profesorze, c h c i a ł a m przecie, żeby to swojo renko zrobić to
wzory, żeby t a sztuka na człowieku jeszcze po śmierci le­
ż a ł a " . W y p o w i e d ź ta, w y j ę t a z nagrania magnetofonowego,
świadczy najlepiej czym dla Curyłowej b y ł a Jej twórczość
artystyczna.
W Zalipiu pełniła Curyłowa t r u d n ą rolę pośrednika
m i ę d z y malarkami a szerokim ś w i a t e m . Przy Jej udziale
i pomocy p r z e p r o w a d z a ł y t u swoje akcje powiatowy i woje­
w ó d z k i W y d z i a ł K u l t u r y i Cepelia. Dzięki Jej aktywnemu
współudziałowi u d a ł o się r e a k t y w o w a ć w s p a n i a ł e czerwonoczarne hafty, charakterystyczne dla dąbrowskiego Powiśla.
Ona b y ł a organizatorem wszelkich prac wykonywanych
przez zalipiańskie m a l a r k i poza s w ą wsią. A prac takich
w ostatnim 20-leciu b y ł o m n ó s t w o .

Społeczna działalność Curyłowej nie ograniczała się
jednak wyłącznie do zabiegania o materialne sprawy ma­
larek. Jako prezes stowarzyszenia „ W i e ś t w o r z ą c a " w y ­
walczyła dla Zalipia elektryfikację wsi o wiele lat wcześniej
niż to b y ł o przewidziane w planach. Jako radna gromadzka,
a później i powiatowa, p r z y c z y n i ł a się wydatnie do budowy
dróg w Zalipiu, k t ó r e dawniej t o n ę ł y w błocie, i do n i e z b ę d n e j ,
na t y c h p o d m o k ł y c h terenach, melioracji g r u n t ó w .
W z w i ą z k u ze s w ą działalnością społeczną i artystycz­
ną o t r z y m a ł a sporo r ó ż n y c h n a g r ó d , o d z n a c z e ń , z k t ó r y c h
na pierwszym miejscu w y m i e n i ć należy Srebrny, a n a s t ę p n i e
Złoty K r z y ż Zasługi.
Ostatnie lata swego życia poświęciła C u r y ł o w a stara­
niom o b u d o w ę „ D o m u malarek" w Zalipiu. Ma to b y ć
oryginalnie p o m y ś l a n y wiejski dom k u l t u r j s w k t ó r y m
znajdą pomieszczenie zarówno pracownie dla miejscowych
malarek, j a k i sala widowiskowa, sala do z e b r a ń oraz p a r ę
pokoi hotelowych i p u n k t gastronomiczny dla t u r y s t ó w .
W y w a l c z y ł a j u ż lokalizację i plac pod b u d o w ę oraz
projekt architektoniczny b u d y n k u . Nie d a n y m Jej było
niestety doczekać się momentu rozpoczęcia budowy, czy
choćby położenia kamienia węgielnego. W ciągu ostatniego
roku, gdy złożoną ś m i e r t e l n ą c h o r o b ą m a l a r k ę odwiedzali
przedstawiciele w o j e w ó d z t w a i powiatu, stale jako swe ostat­
nie życzenie i testament p r z e k a z y w a ł a ich uwadze s p r a w ę
budowy „ D o m u malarek", k t ó r y z a p r z ą t a ł Jej u m y s ł bar­
dziej niż beznadziejny stan własnego zdrowia. Bo C u r y ł o w a
nigdy swych osobistych spraw nie p r z e d k ł a d a ł a nad wspól­
ne sprawy malarek i swej wsi rodzinnej.

Z m a r ł a w Zalipiu 4 maja. Śmierć nie stanowiła dla
niej niespodzianki. P r z y g o t o w y w a ł a się do niej spokojnie
i metodycznie, j a k p r z y s t a ł o dobrej gospodyni. Podzieliła
więc m i ę d z y członków rodziny swój m a j ą t e k , zagrodę, dom,
pole, ż y w y inwentarz; opiekę nad malaturami i ich konser­
wację poleciła 14-letniej wnuczce, W a n d z i W o j t y t o , k t ó r a
zapowiada się na d o s k o n a ł ą m a l a r k ę .
W y d a ł a t e ż szczegółowe zarządzenia d o t y c z ą c e po­
grzebu. Jak ma b y ć ubrana do t r u m n y , gdzie trumna ma
b y ć postawiona, żeby znajomi i przyjaciele mogli się z N i ą
pożegnać. Okazało się przy tej okazji, że ma swą wcześniej
p r z y g o t o w a n ą fotografię, w y k o n a n ą na owalnej porcelanie,
k t ó r ą po pogrzebie należy w m u r o w a ć w ścianę grobowca.
Z pogrzebu swego (6.V.), g d y b y mogła go zobaczyć,
b y ł a b y bardzo zadowolona i dumna. Było i paru księży,
i dzieci szkolne idące parami, i t r z y ochotnicze straże po­
ż a r n e z Zalipia i okolicznych wiosek. P r z y j e c h a ł y z czerwo­
n y m i beczkowozami, k t ó r e w y p r z e d z a ł y kondukt i na każ­
d y m zakręcie drogi żegnały go przeciągłym rykiem syren.
L u d z i zebrał się t ł u m wielki. P r ó c z miejscowych było
sporo przyjaciół Z m a r ł e j , k t ó r z y przyjechali „ze ś w i a t a "
b ą d ź oficjalnie jako przedstawiciele w ł a d z (Ministerstwa
K u l t u r y i Sztuki, województwa, powiatu), b ą d ź prywatnie.
Nad grobem p o c h y l a ł y się haftowano przez Zalipianki stra­
żackie sztandary, a miejscowy nauczyciel w swym przemó­
wieniu p r z y p o m n i a ł zasługi Z m a r ł e j .
W i e ń c ó w i k w i a t ó w było tyle, że nie widać było spod
nich ani grobowca, ani malowanych kafelków, k t ó r e kiedyś
przed l a t y m a l o w a ł a we W ł o c ł a w k u Curyłowa z m y ś l ą o dniu
swego pogrzebu.

Bes
Fot.:

K . Reinfuss — i l . 1; R. Reinfuss — i l . 3; W ł . Werner — i l . 2

Grobowiec F . Curyłowej zdobiony malowanymi przez N i ą flizami. Zalipie, pow. D ą b r o w a Tarnowska.

253

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.