Co zrobić z Gurdżijewem? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2

Item

Title
Co zrobić z Gurdżijewem? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.163-164
Creator
Prokopiuk, Jerzy
Date
2006
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5869
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6292
Rights
Licencja PIA
Subject
Gurdżijew, Georgij I. (1870-1949)
mistycyzm
Type
czas.
Text
163-164 Prokopiuk.ps - 8/31/2006 11:21 AM

JERZY P R O K O P I U K

W

edług Rudolfa Steinem (1861-1925), chrze­
ścijańskiego ezoteryka, różokrzyżowca i twór­
cy antropozofii, około roku 1840 doszło
w Świecie Duchowym do kolejnej walki między mocami
Chrystusowymi - z Archaniołem Michaelem na czele a siłami demonicznymi, zarówno lucyferycznymi, jak
arymanicznymi, czyli jednostronnie „idealistycznymi”
i równie jednostronnie „materialistycznymi”.
W niedługi czas potem następuje w Europie praw­
dziwy „wysyp” narodzin wybitnych (i mniej wybit­
nych) ezoteryków, którzy w swej duchowej misji - jak
rozumiał to polski inicjowany, antropozof Robert
Walter (1908-31) - zerwali po raz kolejny owoc
z Drzewa Poznania. Mniej więcej w tym samym czasie
wśród dawnych i nowych ezoteryków europejskich od­
była się brzemienna w skutki dysputa: „konserwatyści”
spośród nich głosili dalszą konieczność zachowania za­
sady arcanum (tajemnicy) i niepopularyzowania wie­
dzy duchowej, ciągle jeszcze zwanej tajemną, podczas
gdy ich „liberalni” polemiści uważali, że z zasady tej
należy zrezygnować i wiedzę tę udostępnić wszystkim,
którzy po nią zechcą sięgnąć; „liberałowie” ci argu­
menty swe uzasadniali nadciągającym w XX i XXI
wieku okresem dramatycznych prób, jakie oczekują
ludzkość, a zatem koniecznością oddania jej do dyspo­
zycji wiedzy duchowej jako instrumentu zarówno sa­
moobrony człowieka, jak i jego nieodzownej przemia­
ny. W dyspucie tej, jak już wiemy, zwyciężyli „liberało­
wie” - i wiedza duchowa weszła pod strzechy i do blo­
kowisk, stając się wszakże - jak to ujął C.G. Jung - ra­
tunkiem dla jednych, ale też zgubą dla innych.
Grunt pod tę nową ucztę, na której spożywamy
owoc z Drzewa Poznania, przygotowała niewątpliwie
masoneria okultystyczna już w XVIII wieku (Sweden­
borg, Martinez de Pasqually, Pernety, Willermoz,
St. Martin), później zaś przede wszystkim okultyzm
francuski (Elifas Lévi, Fabre d’Olivet, Saint Yves
d’Alveydre, Mâitre Philippe, Papus) w wieku XIX i na
przełomie XX.
Ale niewątpliwie czołową rolę odegrała tu twórczy­
ni teozofii nowoczesnej Helena Bławacka (1831-91)
wraz ze swymi współpracownikami i następcami
(H.S. Olcott, Annie Besant, W.Q. Judge, William Lead­
beater, Alice Bailey); grono to otworzyło szeroko bra­
my inwazji ezoteryki orientalnej, zwłaszcza indyjskiej,
jaka runęła na Europę i Amerykę, począwszy od koń­
ca XIX wieku. Postacią drugą w kolejności, ale - mo­
im zdaniem - najwybitniejszą, był wspomniany Rudolf
Steiner, który choć przez kilkanaście lat działał w ru­
chu teozoficznym (1902-1912/13), stał się czołowym
reprezentantem ezoteryki chrześcijańskiej. Teraz nad­
chodzi kolej na Georgija Iwanowicza Gurdżijewa
(1873-1949), ezoteryka przybyłego z Kaukazu, inspi­
rującego się m.in. gnozą suficką, czwartym w tym kon­
tekście jest Juliusz Evola (1898-1974), ezoteryk wło­
ski, mistyk faszystowski, głoszący zarówno idee orien-

Co zrobić
z Gurdzijewem?

talnej „metafizyki seksu”, jak i tradycji gibelińskiej.
Ostatnim z nich był Aleister Crowley (1875-1947),
mag „lewej ręki”, prorok eonu Horusa, uważany za sa­
tanistę, wreszcie last but not least, C.G. Jung (1875­
-1961), wielki psycholog głębi, neognostyk i interpre­
tator alchemii; wymieniam go tu poza pierwszą piątką,
gdyż lokuje się on tylko na pograniczu ezoteryki, choć
walnie przyczynił się do jej odrodzenia.
Jakże zróżnicowany to „wachlarz” ezoteryków!1
Hinduizująca Bławacka, chrześcijanin Steiner, późnosuficki Gurdżijew, orientalizujący Evola, neopogański
satanista Crowley, przyznający się do chrześcijaństwa
neognostyk Jung... Spośród nich tylko Steiner pozo­
stał w ramach europejskiej tradycji ezoterycznej (różokrzyżowej), Evola i Jung znaleźli się na jej obrzeżach,
Bławacka opowiedziała się po stronie orientalnych
Mahatmów, Crowley zajął stanowisko zdecydowanie
antychrześcijańskie.
Kim zatem, w tym kontekście, jest Gurdżijew?
Ezoterykiem pierwszej rangi - niewątpliwie. Gnostykiem? Jeśli przez „gnozę” będziemy rozumieli „po­
znawczą penetrację świata duchowego metodami
transracjonalnymi”, niewątpliwie tak. W dużym jed­
nak stopniu był także - gnostycystą, tzn. gnostykiem,
którego światopogląd podzielał szereg wątków z gnostycyzmem antycznym. Gnozę swą (i gnostycyzm)
prezentował wszakże - jeśli chodzi o źródła, na które
się powoływał - odwołując się już to do tajemnego
wywodzącego się jeszcze z Babilonu, bractwa Sarmung, być może kontynuującego arymaniczne trady­
cje ośrodków Gundiszajna (?), już to do tradycji gno­
zy i mistyki islamskiej, sufizmu. (Swych najbardziej
zaawansowanych uczniów miał - jak twierdzi jeden
z proponentów idei i praktyki Gurdżijewa, J.G. Ben­
nett - posyłać do klasztorów sufickich na pograniczu
Iranu i Afganistanu). Gurdżijew z pewnością nie był
ezoterykiem chrześcijańskim, to nie ulega wątpliwo­
ści. (Ut fama fert, był jedynym człowiekiem, którego
Steiner wyrzucił ze swego Goetheanum, siedziby T o ­
warzystwa Antropozoficznego w Szwajcarii). Niewąt­
pliwie był zarówno gnostykiem, jak i - przynajmniej
w pewnej mierze - gnostycystą. Czy jednak można
uznać go za sufiego? Nie - jeśli wierzyć takim sufic-

163

163-164 Prokopiuk.ps - 8/31/2006 11:21 AM

Jerzy Prokopiuk • CO ZROBIĆ Z GURDŻIJEWEM?

kim mistrzom, jak Hazrat Azad Rasool z tradycji Nakszbandi (urning Toward the Heart), czy Idries Shah,
którzy zdecydowanie odmawiają nu autentycznej
„sufickości”.
Gurdżijew, jak wiadomo, dał początek zróżnicowa­
nemu ezoterycznemu ruchowi, którego czołowymi po­
staciami byli - lub są - tacy ludzie, jak P.D. Uspiensky
(choć tylko do pewnego czasu), Thomas de Hart­
mann, małżeństwo de Salzmannów, Fritz Peters, A.E.
Orage, Kenneth Walker, wspomniany J.G. Bennet,
Louis Pauwels, Henri Tracol, Helen Palmer, by wy­
mienić najważniejszych. (Organizacją czuwającą obok
innych nad spuścizną Gurdżijewa jest np. Gurdjieff So­
ciety z siedzibą w Londynie.) Gurdżijew wywarł wpływ
na takich pisarzy, jak Katherine Mansfield czy J.B.
Priestly, oraz takich ludzi teatru, jak Peter Brook czy
Jerzy Grotowski. Dzięki Grotowskiemu - choć za ży­
cia, jak się zdaje, nie ujawniał swych progurdżijewowskich sympatii - i aktualnemu kierownictwu Ośrodka
Badania Twórczości Jerzego Grotowskiego we Wro­
cławiu, Grzegorzowi Źiółkowskiemi i Jarosławowi Fre­
towi, jak również tłumaczce dzieł Gurdżijewa
i Uspienskiego Magdzie Złotowskiej, nauczanie kau­
kaskiego ezoteryka znalazło przyjęcie także w Polsce.
(Tyle, dla przypomnienia, znanych skądinąd informa­
cji o Gurdżijewie i jego ruchu).
Co jednak z zrobić z Gurdżijewem?
Oto dobry moment - i sposobność - bym mógł wyra­
zić mój własny pogląd na Gurdżijewa i jego nauczanie.
Otóż w moim przekonaniu - powróćmy do począt­
ku moich wywodów - ów akt i proces „ponownego
spożycia owocu z Drzewa Poznania” miał i ma, jak
każdy akt i proces duchowego życia człowieka, dwa
aspekty: jasny i ciemny.
Za jasny jego aspekt uważam - w analogii do pra­
dziejowego, archetypowego Wydarzenia z Raju - po­
znawcze i doświadczalne otwarcie przed Człowiekiem
nowych horyzontów rozwoju. Wydarzenie to - i każ­
de jego powtórzenie - to beata culpa, „błogosławiona
wina”, do której (świadomie) doprowadzili Człowieka
Jahwe i Wąż (Lucyfer); to oni ją spowodowali, tyle że
obarczali nią Człowieka. A błogosławiony charakter
tego wydarzenia polega na wytrąceniu Człowieka
z pozaczasowej stagnacji Raju i „wrzuceniu” go
w świat czasu i przestrzeni, to znaczy daniu mu możli­
wości rozwoju przez nieustanną przemianę. Człowiek
musiał uwolnić się od Boga, by stać się bytem samo­
dzielnym - i w sposób wolny powrócić doń u kresu
czasu. (Dlatego nie ma powrotu do Raju - przed na­
mi jest tylko droga do Nowego Jeruzalem.) A każde
kolejne spożycie owocu z Drzewa Poznania oznacza
zarazem wygnanie z Raju i szansę na rozwój w drodze
do Nowego Jeruzalem. Takie samo - pozytywne znaczenie ma trwający od przeszło stu lat renesans
ezoteryki od najwyższych jej szczytów po popularną
kulturę ruchu Nowej Ery.

A aspekt ciemny? W odrodzeniu ezoteryki widzę
zarówno nurt progresywny - chrześcijański, taki jak
antropozofia, jak i nurt zdecydowanie regresywny,
który proponuje nam „cofnięcie się do Raju”, a jego
przejawami są wszelkiego rodzaju tendencje nawrotu,
czy to do szamanizmu, do ezoteryki orientalnej (taoizmu, hinduizmu czy buddyzmu), czy też do - bliż­
szych Europie - kabały, chasydyzmu czy sufizmu.
Wszystko to są propozycje nie tylko cofnięcia się do
starych form ezoteryki, ale także do form „importo­
wanych” z innych kręgów kulturowo-religijnych.
Przenoszenie tych form na grunt euroaramerykański
spełnia ogólną funkcjonalną definicję zła znaną
w ezoteryce chrześcijańskiej (także w antropozofii):
„Zło - to dobro przeniesione w niewłaściwy czas
i miejsce”. Z tych racji wszystkie te duchowe „towary
importowane” uważam za złe, bo regresywne, prze­
szczepiane tam, gdzie sami ich twórcy ich nie zaini­
cjowali. Oczywiście, ta diagnoza i konstatacja odnosi
się także do nauczania Gurdżijewa.
Wszakże ten ciemny aspekt renesansu ezoteryki
w XX i XXI wieku ma także znaczenie pozytywne.
W skali ogólnej może wywołać wzrost zainteresowania
życiem duchowym en general, w szczególności zaś
wzrost zainteresowania chrześcijańską i europejską
tradycją i praktyką życia duchowego. W skali indywi­
dualnej zaś może wprawdzie cofnąć człowieka do prze­
starzałych form życia duchowego, ale także - w przy­
padku doświadczeń nieudanych - otworzyć mu oczy
na ezoterykę jego własnego obszaru kulturowo-religijnego. (Przypomnijmy tu raz jeszcze cytowane słowa
Junga: „Co jest ratunkiem dla jednych, może być zgu­
bą dla innych”.)
Tak też jest z Gurdżijewem, jego nauczaniem
i praktyką. Któż może - w każdym poszczególnym
przypadku - powiedzieć, dla kogo są ratunkiem, a dla
kogo zgubą? N a to pytanie odpowiedzieć może tylko
sam los danego człowieka. (On sam - nie od razu.)
„Po owocach poznacie ich”.
Gurdżijew zatem - i jemu podobne propozycje - to
malum necessarium? Tak. Pamiętajmy jednak tao­
istyczny obraz taj-aitu; także w ciemnym jin znajduje
się jasna kropka jang. Wszakże ze złem nie należy
walczyć. Zło trzeba przemieniać. Aby je przemienić,
trzeba najpierw uznać sens i rację jego istnienia. Po­
tem je poznać. (To kościelna mentalność średnio­
wieczna zachowała po dziś dzień animalną reakcję na
zło - fight or flight - zwalcza je lub przed nim ucieka.)
Zło to nie tylko malum, lecz także coś koniecznego necessarium. (Bóg je zaplanował - bo przecież nie wy­
mknęło się spod Jego kontroli? - i ma ono swe miejsce
w ekonomii naszego kosmosu.)
Nie walczmy więc z Gurdżijewem i przed nim nie
uciekajmy. Poznajmy go. Welcome, Mr. Gurdjieff.

164

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.