Sanktuarium maryjne w Bardzie Śląskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

Item

Title
Sanktuarium maryjne w Bardzie Śląskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.159-163
Creator
Olędzki, Jacek
Date
2002
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2676
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2871
Text
Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

W

ydaje się, że spośród w i e l u najsławniejszych,

JACEK

ośrodków k u l t o w y c h w Polsce, t a k i c h jak
Jasna G o t a czy Skępe, Bardo stanowi m i e j ­

OLĘDZKI

sce szczególne, a może wprost wyjątkowe, jedyne. D o ­

k o n a n o w Bardzie rzeczy niezwykłej, a zarazem jakże
oczywistej w kategoriach współczesnej świadomości,

Sanktuarium
maryjne w Bardzie
Śląskim

rozumienia boskiej opiekuńczości, cudów, pobożnych
obyczajów i t p . Otóż w k a t o l i c k i c h p r a k t y k a c h religij­
n y c h wszelkie świadectwa chwały czczonych wizerun­
ków (głównie w o t a , ale również rekwizyty, takie jak
chociażby kule, kajdany, zegarki) przetrzymywane są
w samej świątyni w pobliżu o p r o m i e n i o n y c h c u d a m i
postaci. Tylko najcenniejsze ofiary czy dary wyłączane
są z t y c h ekspozycji i c h r o n i o n e w odrębnych m i e j ­
scach, skarbcach, skrytkach, jakichś schowkach. N a ­
tomiast w Bardzie, w przylegającym do kościoła b u ­
d y n k u klasztornym, znajduje się m u z e u m . Dominują

zrozumiałym, własnym zaintetesowaniem. O obrazach

w n i m obrazy wotywne, które wcześniej znajdowały się

nie próbuje mówić, zbyt zawiłe kryją one treści. Po­

w kościele, w sąsiedztwie ołtarza głównego.

n a d t o opisy przedstawianych zdatzeń c u d o w n y c h zapi­

W k r ó t c e po fascynacjach meksykańskimi

sane zostały po n i e m i e c k u . Obecny jest przy zwiedza­

retablos,

r o k u znalazłem się p o n o w n i e , po

n i u ksiądz w starszym w i e k u , ale nie k w a p i się służyć

ćwierćwieczu, w tymże muzeum, aby odświeżyć sobie

jakąś informacją. Przez niedomknięte d t z w i obserwuje

pod koniec 2001

wcześniejsze wrażenia, a najważniejsze, spojrzeć na

zwiedzających, ale jest nas tylko dwóch. Kradną czy

n o w o , z perspektywy odległej, bo aż amerykańskiej, na

nie kradną, bo fotografować mogą.

ów jedyny w kraju zbiór m i r a k u l a r n y c h dokumentów.

Figura M a t k i Boskiej z Barda z drewna bukowego,
p o l i c h r o m o w a n a na podkładzie k r e d o w y m z początku

Szatki

X I I I w. ma zaledwie 43 c m wysokości. M a d o n n a ze
Skępego jest o o k . 10 c m niższa. Z a t e m są to f i g u r k i .

K u l t świętych figur, a właściwie - jak za chwilę po­

D o d a ć należy, przeznaczone p i e r w o t n i e dla k u l t u pry­

w i e m - figurek, między odległymi światami, Polską,

watnego, a nie publicznego. Płaszcze królewskie, j a k i ­

M e k s y k i e m czy E k w a d o t e m l u b Peru, łączy pewien po­

m i są okryte, owe szatki albo s u k i e n k i , kształtują o d ­

wtarzający się obyczaj. S t a n o w i go zakrywanie rzeźby,

czucia w i e r n y c h i zarazem utrwalają w wyobraźni w i ­

z reguły niezwykłej wartości artystycznej i zarazem h i ­

zerunek czczonej postaci. Rzeźba z Barda to bezcenny,
unikatowy, tylko jeden z dwóch w kraju zabytków

storycznej, specjalnym o k r y c i e m . Może się o n kojarzyć
' z płaszczem królewskim albo uroczystą kapą. O w e

sztuki

i

okrycia w y k o n a n e z c e n n y c h materii w rodzaju atłasu,

padku Skępego niewielka rzeźbka jest gotycka. O k r y ­

romańskiej;

rzeźby pełnej w d r e w n i e ! W przy­

b r o k a t u , altembasu, nieraz specjalnie haftowane, bat-

cia, sposób ekspozycji, w znacznym o d d a l e n i u i sto­

; dzo często mają charakterystyczny kształt, a m i a n o w i ­

sownym oświetleniu, w Batdzie za wspaniałą kratą o d ­

cie - stożkowy. D o l n a część tego okrycia jest nader

dzielającą prezbiterium o d nawy, kształtują nastrój,

szeroka, w górze zaś zwężona do rozmiarów samej gło­

uczucia, pomagają w rodzeniu się wspaniałych przeko­

wy l u b szyi. Ten wzór powtatza się z nieprawdopodob­

nań. W interesującym nas przypadku - przekonań m i ­

ną konsekwencją przez wszystkie dawne kraje k a t o l i c ­

rakularnych.

kie na świecie i spotykamy go w ikonografii miejsc k u l ­

N i m przedstawię obrazy z k o l e k c j i w Bardzie, jedy­

t u maryjnego, zarówno Polski, i n n y c h krajów europej­

nej tego rodzaju w kraju i zarazem najdosadniej k o m u ­

skich, jak też w s p o m n i a n y c h miejsc w A m e r y c e Ła­

nikującej o charakterze m i r a k u l a r n y c h uniesień, ko­

cińskiej.

nieczne są uszczegółowienia dotyczące samej tzeźby
M a t k i Boskiej trzymającej Jezusa przed sobą, a nie

W Bardzie owe okrycia, zmieniane na większe świę­
ta, nazywane są szatkami M a t k i Boskiej. W

z b o k u na ręce. Ten archaiczny wzorzec ikonograficz­

innych

ny ma swoją nazwę oraz teologiczną interpretację.

częściach Polski mówi się o sukienkach. Tylko w Batdzie, w o w y m przykościelnym muzeum, pobożny piel­

M a t k a Boska trzymająca przed sobą, na swym łonie,

grzym czy tylko zwykły przybysz, dowiedzieć się może

Jezusa jest dlań t r o n e m , thronus Dei, będąc zarazem

o uroczym obyczaju „ubierania" czczonej postaci. N a

„stolicą mądrości", sedes sapientiae,

dwóch lub trzech oszklonych tabliczkach pokazane są

m a n d o r l i , aureoli.

a także rodzajem

dawne, dosyć już zetlałe i zszarzałe szatki M a t k i Bo­

M a d o n n a Tronująca jako Królowa z Jezusem błogo­

skiej Bardzkiej Strażniczki W i a r y . D w a razy w r o k u , na

sławiącym umieszczonym centralnie, to typ grecko-bi-

święta, zmieniano szatki. Są więc dosyć różne. Prze­

zantyjski N i k o p o j i , obdarzającej zwycięstwem. Oprócz

wodniczka, miła nastolatka, zwraca na nie uwagę ze

Barda, na N i k o p o j i natrafiamy w kraju w t y m p a n o n i e

159

Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

zarówno symbol władzy, jabłko królewskie, jak też wła­
dania światem, kulą ziemską. N a t o m i a s t Jezus wznosi
prawą rękę w geście Pantokratora, mając wyraziście
ukazane trzy pierwsze palce dłoni, która udziela błogo­
sławieństwa światu.
Istnieją jednak pewne drobne, ale jakże istotne róż­
nice.
Stopki Jezusa w rzeźbie z Monserrat są ukazane w po­
ziomie z palcami lekko wzniesionymi do góry, co może
oznaczać wznoszenie się do nieba. Natomiast stopki Je­
zusa w rzeźbach z Barda oraz Ołoboku są opuszczone.
Zdaje się to świadczyć o zamyśle ukazania Dzieciątka
schodzącego ze swego sedes sapiendae i t y m samym włą­
czającego się w rzeczywistość ziemską. To chyba szale­
nie ważna cecha polskich rzeźb romańskich.
Bardo znaczy w staropolskim „góra", „warownia".
To pospolite zjawisko wznoszenia wczesnych świątyń
na wyniesieniu. Pierwszymi byli j o a n n i c i , kanonicy re­
gularni, następnie cystersi. Obecnie gospodarzami są
redemptoryści. Sam obiekt był w i e l o k r o t n i e przebudo­
wywany, obecny

należy do jednej

z największych

w kraju b u d o w l i późnobarokowych. Występuje pod
wezwaniem Najświętszej M a r i i Panny. Korzysta jednak
z dodatkowego, wiele mówiącego tytułu, N . M . Panny
Strażniczki Wiary. To tytuł wyjątkowy. Częstsze są ta­
kie nazwy, jak M a t k a Boska Bolesna, Płacząca, Łaska­
wa czy Miłosierna. Zaskakujące, ale M a d o n n a z Barda,
słynąca c u d a m i , mająca od początku wyraźnie okre­
ślone, najwznioślejsze miejsce w kulcie i p r a k t y k a c h
religijnych, nie była przez papieży k o r o n o w a n a . D r e w ­
niana k o r o n a na jej głowie to zamysł samego rzeźbia­
rza, wynikający z całości ideowej wyobrażenia. Fakt
nieuzyskania p a p i e s k i c h wyróżnień

może j e d y n i e

świadczyć o cystersach, różniących się o d bernardy­
nów, szczególnie dbałych o koronację.
Jednakże w 1966 r o k u , w czasie obchodów tysiącle­
cia państwa polskiego, ks. kardynał Bolesław K o m i n e k
dokonał a k t u k o t o n a c j i bezcennej i zarazem wspania­
łej rzeźby.
Posłuchajmy Tadeusza Chrzanowskiego, historyka
sztuki, autota m o n o g r a f i i o Bardzie Śląskim (Ossoli­
n e u m , Wrocław 1980):
(...) Do czasu kasaty zakonu w 1810 r. mieszkali tu zakon­

Obraz wotywny, 1796, olej na płótnie, Bardo

nicy cysterscy pełniący funkcję proboszczów (superiorów) i wika­
rych. Później większą część budynku przekształcono

Obraz wotywny, polowa XIX wieku, olej na płótnie, Bardo

na szkołę,

świeckiemu proboszczowi pozostawiając w użytkowaniu jedynie
część przyległą do kościoła. Bardzo ważny dla dziejów zespołu
romańskiego kościoła św. Stanisława w Starym Z a m ­

był rok 1900, kiedy to biskup wrocławski, kardynał Jerzy Kopp

k u , Dolnośląskie oraz w romańskiej świątyni Panny

uzyskał zezwołenie na osadzenie tu redemptorystów (był to jeden

M a r i i w Goźlicach, Świętokrzyskie.

Z zakonów szczególnie zwalczanych w okresie „Kulturkampfu".

T e n wzorzec odnajdujemy w słynnej M a d o n n i e

Dopiero jednak w 1923 r. zakonnicy przejęli cały budynek

z katalońskiego M o n t s e r r a t (Przepiłowana G ó r a ) , do

i wkrótce potem dokonali remontu oraz wbudowania w kondy­

której przybywają m i l i o n y pielgrzymów. M o r e n a M a ­

gnację dachową skrzydła poprzecznego piętra mansardowego.

donna, albo M o n e r e t a (Czarnulka), czyli Neustra Senora. W p o l s k i m i hiszpańskim zabytku M a t k a Boska

Najważniejszy jednak dla naszych rozważań jest

dzierży w wysuniętej prawej dłoni kulę, może to być

opis kaplicy w o t y w n e j , głównej części m u z e u m .

160

Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

Wnętrze

kaplicy ma specyficzny, niepowtarzalny

nastrój

je się skomponowana w 7 „linijkach" statannie wykona­

wnęki

na inskrypcja opisująca zdarzenie i wyrażająca wdzięcz­

nie dzięki ołtarzowi, ale przez to, że ściany, a nawet
okienne obwieszone są gęsto obrazami wotywnymi.
tu 54, a w całym klasztorze ilość tych malowanych
czynień przekracza

Obraz w o t y w n y n r 344 wisi p o n a d 343, pochodzi

dzięk­
ob­

z 1776 r o k u . Przed obrazem w r a m a c h (!) M a t k i Bo­

biegłych

skiej z Barda klęczy kobieta w czepcu, trzymając przed

liczbę stu. Są w tym zbiorze i duże

maleńkie, jedne malowane przez

razy, i całkiem

ność za c u d ocalenia. 1736 rok, eksponat n t 343.

Jest ich

Ten

sobą dziecko w p o w i j a k u położone na czymś w rodza­

dzielić się zwykło na vota i eks-vota, czy­

j u łóżeczka. To szlachcianka, w p r a w y m d o l n y m rogu

li dary składane jako prośba o laskę, oraz na te, które są już

znajduje się, starannie namalowany, kartusz herbowy.

dziękczynieniem

Zamiast godła widnieje na n i m lapidarna notacja o da­

malarzy cechowych,
typ przedstawień

inne przez naiwnych

za spełnienie

przytłaczająca

większość

zów wotywnych
Najstarsze

próśb.

amatorów.

Wedle tego

zgromadzonych

Z po­

m i herbowymi bogatej rodziny, oddającej się p o d opiekę

w 1650 r.

M a t k i Boskiej z Barda. Świecznik z płonącą świecą na

W sąsiedztwie tych obrazów okazałe płótno ze znaka­

kilka: l) fundowany

Vilhabera,

cesarskiego

rządcę Nysy, przedstawia
na tle perspektywicznie

dworzanina

wieloosobową

ku); 2) fundowany
ra w podzięce

nie, inaczej aniżeli poznane w odległych stronach. Z o ­

Głogów­

stały oprawione w czarne, kunsztowne ramy. Czuje się

r. przez Waleriana

Darthe-

tu ślad bardzo dbałej ręki. A l e jest jeden obraz skom­

syna z wy­

ponowany w poziomie. T r u d n o się dziwić, b o w i e m

fundowany

przedstawia płonące miasto. Płonie kościół, ratusz

kościoła

niewidomego

pod krzyżem;

w 1667 r. przez Annę Katarzynę
czącą na tle starego kościoła

3)

Klink z fundatorką

duje się inskrypcja, osiem kobiet. Jedna stoi i rozkłada

w." niż sążniste
wątki narracyjne:
ratującą

nastowiecznych. N r eksponatu 333.

krajobrazowe.

zostali chorzy leżący w

w typowych dla tej epoki pomieszczeniach,
sto lepszą ilustracją

ręce, i n n e siedzą, a jedna leży. Panie w strojach osiem­

interesują szczegółnie te,

w sobie pewne elementy

Np. w kilku wyobrażeni

i wysokie b u d y n k i . N a dole obrazu, gdzie zwykle znaj­

klę­

bardzkiego.

Pośród tego zbioru obrazów
ktdre zawierają

Obrazy, które oglądamy, są k o m p o n o w a n e w pio­

(schemat

za uzdrowienie

obu klęczących

klęczącą

w

ujętego wnętrza

w 165[.]/

t y m obrazie może oznaczać niegasnącą wiarę.

i za­

rodzinę,

częsty w tej epoce, np. obrazy Oppersdorfów

łóżkach,

To niebywała kolekcja i zarazem przykład mało

czę­

w kraju znanej dbałości, nie mówiąc już o trosce

będących

„życia codziennego na Słasku w X V I I

opisy. Zdarzają

się też dość

tu przedstawiono
się z pożaru,

o o c h r o n ę dóbr k u l t u r a l n y c h . W i e l e poznałem w k r a ­
j u klasztorów, w niektórych sypiałem, w Skępem m i a ­

niespodziane

łem okazję zmieniać sukienkę tamtejszej M a t c e Bo­

osobę tonącą w rzece,

a Elżbietę

no w momencie gdy, przechodząc
kołkiem

cie zdarzenia. To również w o t u m dziękczynne.

należy do tej drugiej grupy.

łowy X V I I w. Wyliczmy

ówdzie

obra­

w Bardzie

zachowane obrazy wotywne pochodzą

przez Urbana

obrażeniem

podziału

Furman

skiej, ale spotkanie z t y m , na co się natrafia w Bardzie,

pokaza­

przez plot, przebiła

przyćmiewa wszelkie i n n e doświadczenia, z Rzeszowa,

się

O p a t o w a , M i e d n i e w i c , Radomia, Łowicza i z samej Ja­

/1736/.

snej Góry.

Kolek z płotu

W Bardzie po sąsiedzku i zawsze elegancko, z peł­
n y m uszanowaniem występują świadectwa wiary ubo­
gich i bardzo, bardzo bogatych.

Salkę M u z e u m z obrazami w o t y w n y m i otwiera tuż
za d r z w i a m i szczególnego rodzaju płótno. Jest to obraz

Ufność

z poł. X V I I I w., już pociemniały, w k o n w e n c j i naiw­
n y c h wyobrażeń, podobnie j a k sąsiadujące dzieła. K o ­
bieta przechodząc przez płot chruściany się przewróci­

Intrygujące wszelako jest podobieństwo w postawach

ła. D o obrazu dołączony jest na górze, poziomo przy­

fundatorów obrazów w o t y w n y c h . Chodzi przede wszyst­

wiązany, kołek długości blisko jednego metra. Jest to

k i m o fundatorów indywidualnych, prywatnych. Otóż

kołek z płotu, który spowodował zdarzenie. N i e trzeba

to podobieństwo wyraża się głównie w ufności do posta­

wielkiej dociekliwości, aby domyślić się, że jest to i n ­

ci czczonej i zarazem m o c n e m u przekonaniu, że się pod­

dywidualne w o t u m dziękczynne z tytułu szczęśliwego

lega jej opiece. Towarzyszy temu żarliwa wiara w udzie­

pokonania przeszkody. Ofiarodawczyni składa podzię­

laną, natychmiastową pomoc w sytuacji zagrożenia,

kę, że oczywiście c u d o w n i e została o b t o n i o n a . Przed

niebezpieczeństwa i t d . W y m o g i e m jest tylko przywoła­

czym? Ciężkim zranieniem. Jej suknia długa do kostek,

nie nazwy czy imienia postaci opiekuńczej i czczonej.

pewnie wplątała się w k o ń c e sterczących kołków pło­

O w o przywołanie - jak można się domyślać - bliskie

t u . I pewnie tylko westchnienie do M a t k i Boskiej przy­

jest spazmu, graniczy bądź jest prawdziwą rozpaczą.

wróciło nieszczęsnej rozwagę, jak znaleźć się na ziemi

Można się jednak zastanawiać, że skoro występuje

zdrową będąc.

tak wyraźne podobieństwo w postawie fundatorów

N a d całością przedstawienia - jak w meksykańskich

z naszych stron i tak odległych, jak M e k s y k , dlaczego

retablos - znajduje się stereotypowy wizerunek M a t k i

w j e d n y m i d r u g i m przypadku pojawia się potrzeba w i ­

Boskiej z Barda. Natomiast na dole obtazu - jak w zna­

zualizacji zdarzenia, nieraz drobiazgowej, uzupełnianej

n y c h n a m z odległego świata przedstawieniach - znajdu­

często

161

szczegółowym

jej

opisem. Wydaje

się, że

Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

w o w y c h postawach, jak je ogólnie nazywam, ufności'

Odmienności

i żarliwej wiary występuje jeszcze element przeżyciaL
emocjonalnego, z reguły niezwykle silnego, nieraz

Dziwnie rzecz by się miała, gdyby i c h nie było.

:

obezwładniającego czy może zdecydowanie głębokie­

W

go. Współcześni i oświeceni, doświadczający poprzez

Polsce o d sanktuariów w części północnej, jak

C h e ł m n o , przez środek Czerwińsk oraz dalej na połu­

:

przekazy środków masowych przeżyć o skali przerasta­
jącej własne nieszczęścia i jakieś dramaty, zapewne je'
tłumią albo osłabiają i c h możliwą o b e c n o ś ć . Retablos
;

meksykańskie dowodzą, że wciąż jest żywa postawa,>
której poświęcam uwagę.

dnie, Kraków i samo Bardo, odnajdujemy wota, wyjątk o w o okazałe, związane z historycznymi dla tych miejsc
pożarami. Każdorazowo przyczyną pożaru był, jak się
pospolicie mówi, p i o r u n . W Czerwińsku d o k u m e n t e m
zdarzenia jest dużych rozmiarów trybowana i repuso-

Czy w Polsce jest inaczej? Niezupełnie. Władze ko­

wana blacha srebrna. O b i e k t z Barda już znamy. A l e

ścielne, w szczególności sławnych sanktuariów słyną­

jest wart uwagi, trochę podobny, bo też malowidło,

c y c h c u d a m i mają nie lada p r o b l e m z wielością d o k u ­

a nie plakietka srebrna. Posiada go Kraków. O t ó ż jest

m e n t o w a n y c h świadectw uzyskania przez swych wier­

to w o t u m dziękczynne, za co? Za to, że udało się pożar

n y c h bożej laski. N a Jasnej Górze już w latach sześć­

ugasić, albo że dzięki m o d l i t w o m sam wygasł? N i e !

dziesiątych nadmiar srebrnych czy srebrnopodobnych,>
współczesnych wotów gromadzono w parcianych w o r ­

traktaty o naszej słabości narodowej do tolerancji.

kach, aby ostatecznie uległy przetopieniu, a z uzyska­

Uprzedzam, to w o t u m nieszczęsne, mówiące więcej niż
Otóż, dzięki g r o m a d n y m m o d l i t w o m parafian kościoła

nego surowca można było wykonać efektowne naczy­

św. Katarzyny i drugiego, sąsiedniego, udało się uprosić

n i a na k w i a t y dekorujące ołtarze.

Pana, aby pożar zmienił swe miejsce i przeniósł się

Powstanie

M u z e u m malarstwa w o t y w n e g o przy'
s a n k t u a r i u m w Bardzie jest niewątpliwie świadectwem

w i n n e . D o pobliskiej dzielnicy żydowskiej.

nie tyle wygasłych postaw ufności i m o c n y c h przeżyć

jących jakąś zbiorową potrzebę, był fundowany przez

1

;

e m o c j o n a l n y c h w i e r n y c h , ile kłopotu z n a d m i a r e m i c h

Ten rodzaj wotów, nie indywidualnych, ale wyrażalicznych zainteresowanych. Wspomagały realizację ta­

1

potrzeby „dania świadectwa".

kiej potrzeby i władze kościelne, i miejskie. Z t y m rodza­

To świadectwo w s a n k t u a r i u m bł. Rafała z Proszo­

j e m zbiorowych wotów w M e k s y k u nie miałem możno­

wic w Warcie mogą w i e r n i wyrażać na k a r t k a c h papie­

ści się spotkać. Również nie ma świadectw na występo-

r u (często są to niewielkie karteluszki) i składać do

wanie wotów zbiorowych w t y m kraju, dotyczących i n -

specjalnej skrzynki w kościele. C o jakiś czas treść t y c h

n y c h klęsk żywiołowych. A jak wiadomo, jest to rejon

zapisków jest odczytywana przez ojca bernardyna

huraganów oraz erupcji wulkanów. Okazuje się więc, że

z ambony.

Polacy już w przeszłości potrafili być solidarni.

1

1

1

W Warszawie, w kościele Świętego Krzyża, a więc

A l e - jak się wydaje - to nie tyle polskie dziedzic -

w sercu stolicy, o d okresu międzywojennego rozwija

t w o k u l t u r o w e , co zdecydowanie zachodnioeuropej-

się i wciąż jest żywy k u l t św. Tadeusza Judy, p a t r o n a

skie, stworzone w długich dziejach działalności insty­

spraw beznadziejnych. W ł a d z e kościoła rozstrzygnęły

tucji

p r o b l e m obecności świadectw tego k u l t u w tablicz­

a z czasem R A T U S Z (na dobrą sprawę u nas o d rene­

1

1

kościelnych

i świeckich.

Kościół,

kościoły,

k a c h niedużych, m e t a l o w y c h , na których intencje zo­

sansu) , to symbole europejskiego pejzażu semiotyczne-

stały wygrawerowane. A l e kiedyś, również i dla n i c h

go miast. W pejzażu meksykańskim, t y m d a w n y m ,

zabraknie miejsca na ścianie w keściele.

oczywiście kościół odnajdziemy, lecz ratusza nie. C h y ­

1

Zatem, m i m o wielkiej odległości w przestrzeni,

ba że za jego e k w i w a l e n t uzna się w n i e p o z o r n y m d o ­

dzielących katolików różnic w tradycji k u l t u r o w e j , h i ­

m u , j a k i c h w mieście wiele, areszt, albo - też z czasem

storii najnowszej, osobliwie i c h świat doznań, przeżyć

- w miarę przyzwoite budowle więzienia.

religijnych może być bardzo podobny, chociaż wyraża­
ny n i e j e d n a k o w o . I można na koniec

tych

uwag'
stwierdzić, m i m o n i e p r a w d o p o d o b n y c h przeobrażeń
o d X V I I I w i e k u na wszelkich p o z i o m a c h życia ludz­

Dziękczynne w o t a z p o w o d u wyładowań atmosferycznych i skutków, jakie mogą one powodować, to
iście europejska specjalność. I n n y m n a c j o m raczej nie­
znana i pewnie niedostępna.

kiego, t u i t a m , że w duszach katolików i chyba nie
t y l k o , t r w a stała ufność, wiara. W Bardzie p o n a d sto



lat t e m u ktoś przez płot przechodził i . . . szczęśliwie.

Istota przeżyć m i r a k u l a r n y c h się nie zmieniła. Przez

W W a r c i e już w naszych czasach pewna starsza n i e ­

ponad 300 lat powtarza się t e n sam rodzaj ufności, m o ­

wiasta jadła kaczkę. Mogła się udławić c i e n k ą k o ­

że już nie tak powszechny jak niegdyś. Zmieniły się je­

steczką tego ptaka, lecz wezwany n a p o m o c bł. Rafał

dynie realia. Pojawiły się nowe choroby i zagrożenia.

z Proszowic interweniował, do udławienia „nie d o ­

W Polsce problemy alkoholizmu, w M e k s y k u , a raczej

szło". W t y m s a m y m czasie pewnej zacnej M e k s y k a n -

w U S A bandytyzmu. Pewnie i one są już obecne w kra­

ce z s y n k i e m udało się przejść szczęśliwie przez tory

j u , w skrytych - jak w Warcie - wyznaniach w i e r n y c h .

kolejowe, zdążyła wezwać na p o m o c swoją Panienkę

U nas sztuka malarstwa w o t y w n e g o wygasła już przy

z Jose de los Lagos.

końcu X I X w i e k u . W M e k s y k u rozwija się do tej pory.

162

Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

Dlatego w porównaniach stylu, fotmy, wystąpią różni­

kanonika oznaczone również analogicznym jak na obrazie

ce. Nasze d o k u m e n t y uniesień m i t a k u l a t n y c h są ro­

herbem i monogramem, na

którym ukryta była

data jego

dzajem naśladownictwa dzieł epoki. A więc są w y m u ­

śmierci:

sądzić,

wyznacza

skane, olejne, statannie malowane lasetunkowo. C h o ­

termin a quo powstania owego

ciaż nie we wszystkich ośrodkach. Meksykańskie reta-

1508.

Cornelius

Należałoby
Mueller,

że data ta

malowidła.

który opublikował

blos z lat sześćdziesiątych-dziewięćdziesiątych X X wie­

stwa XVI wieku na Śląsku,

k u , powstały ptzy użyciu nowej fatby, akrylu, farby

oddziaływania

w o d n e j , ale krzepnącej jak olejna i ttwałej. Najważ­

czym mianem: „Mistrz kręgu Cranacha

niejsze, nie ma w n i c h śladu jakichś prób naśladownic­

Pewne cechy stylu weimarskiego

t w a w i e l k i c h dzieł, są spontaniczne, zamaszyste, p r o ­

zwłaszcza

stota i szczerość z nią związana tzuca się w oczy, jak

pokutującym

Łukasza

w głównej

krucyfiksu,

esowatym udrapowaniem

do którego

a także

przewiązanego

go za nim św. Jana Ewangelistę,

klęczącym,
z

typowym,

na węzeł

polecany przez

a całość zamykają

reliefowo opracowane pozłacane

zwieńczeń

cji d a l e k i c h o d sztuki n a i w n e j , bliskiej l u d o w e j . C h o ­

ślinną pucołowaty

tryptykowych.
aniołek

miastem i górami,

do tradycji

orna­

masu/erkourych

Pod tą ornamentalną
dmie w

klę­
stojące­

w tle roztacza się rozle­

pejzaż, Z kościołem,

włącza kultutę religijną Polski do europejskich trady­

periso-

wiarygodnością

gły, „romantyczny"

menty roślinne nawiązujące

W Bardzie przekonuje nas o t y m jeden obraz, który

r."

znaleźć,

przedstawieniu

modli się anachoreta,

czy w prawym dolnym narożniku,

podboju.

w

w

robo­

1508

mistrza można

nium. Kanonik oddany z portretową

n y m znacznie wcześniej i nie w w y n i k u

z około

postaci kompozycji:

św. Hieronimie,

w tęcznie pisanych na karteluszkach papietu relacjach

U nas chrześcijaństwo stało się f a k t e m historycz­

kręgiem

Cranacha starszego i określa

o cudzie.

Dzieje wszelako zasadniczo odmienne

katalog malar­

łączy ów zabytek z

wicią

ro­

trąbę.

dzi o obraz również wotywny, jednakże związany nie



z m a l a t s t w e m domorosłym czy nawet c e c h o w y m . Tak
oto o t y m obrazie pisze Tadeusz C h r z a n o w s k i , w przy­
taczanej już pracy (s. 108-113):
Muzeum. Oczywiście
w naszym przeglądzie
niezbędne

znajdujących

jest zasygnalizowanie

tym scharakteryzowanie

Bardo to miejsce pogranicza między Śląskiem, Cze­

nie sposób

omówić

się tu eksponatów,
najcenniejszych,

pewnych

z XVIII

zabytek to bardzo

piękny

obraz

oznaczonego

ten znajdował

się przed wojną

lifornię. Skala t y c h pogranicznych związków jest oczy­
wiście i n n a . Takie pogranicza sprzyjają więziom mię­

obrazy

w. (około dwudziestu).

JO] kanonika

tuaria M e k s y k u , które łączą obszary o d Teksasu po Ka­

ale

a poza

zespołów.

W dziedzinie malarstwa przeważają
zwłaszcza

c h a m i , M o r a w a m i , ziemią lubuską, podobnie jak sank­

szczegółowo

Jedyny

wotywny

monogramem

starszy

mienności religijnej. Poprzez owe więzi kształtuje się

[podkr.

bogactwo i rozmaitość oryginalnych faktów k u l t u r o ­

Obraz

w y c h . Przestrzeń ludzkiego bytowania była i pozosta­

Głogowie,

nie do końca c z y n n i k i e m przyjaznym, chociaż nie za­

„LG".

w kolegiacie w

dzyludzkim, szczególnie jeśli nie dzielą i c h bariery o d ­

barokowe,

każ­

wsze zbawiennym. N a t o m i a s t , czy praktyka kompara-

dym razie dobrze się stało, że nie pozostał w kościele, dla

tystyczna wspierana p r a w e m k o n w e r g e n c j i jest dzisiaj

a kiedy przeniesiono go do Barda, trudno ustalić. W
którego

był przeznaczony,

wypaleniu w czasie działań

bowiem ten uległ
wojennych,

metodologicznie w poznawaniu i

całkowitemu

więc ocalony

Datowanie

kultur

dacz statej daty - ptzywiązalem się do niej dosyć ser­

bytek tym bardziej raduje oczy.

decznie.

owej kompozycji jest o tyle łatwe, że inwen­

tarz Lutscha wymienia w kolegiacie w Głogowie

rozumieniu

słuszna, t t u d n o jest powiedzieć, poza t y m że - jako ba­

za­

epitafium

163

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.