Recenzje/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)

Item

Title
Recenzje/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)
Description
Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14),s.92-95
Date
2009
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5216
Language
pol
Publisher
Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5610
Rights
Licencja PIA
Text
recenzje

92
Historia

vitae magistra

est

Ostatnią z n a c z ą c ą polską próbą całościo­
wego ujęcia i p r z e g l ą d u historii fdozofii jest
Historia filozofii W ł a d y s ł a w a Tatarkiewicza.
Od czasu jej wydania na rynku wydawniczym
u k a z a ł o się kilka innych pozycji, ale ż a d n a nie
o d p o w i a d a ł a na tak wielkie wyzwanie, jakie
postawił przed sobą Tadeusz Gadacz. Jak zapo­
wiada autor, wydany właśnie tom ma być pierw­
szym z serii, następne są j u ż w przygotowaniu.
Z n a c z ą c y wydaje się fakt, że projekt dotyczy
X X wieku, a nie starożytności, jak ma to miej­
sce w większości przypadków. Przyczyny mogą
być dwie. Pierwsza to bardzo pobieżne i dziś
j u ż n i e w y s t a r c z a j ą c e potraktowanie fdozofii
współczesnej przez W ł a d y s ł a w a Tatarkiewicza.
Druga: słaba edukacja w zakresie współczes­
nych nurtów w filozofii, bo przecież czasy, kiedy
w polskich gimnazjach i liceach powszechnie
nauczano filozofii, minęły. M a m n a d z i e j ę , że
niebezpowrotnie.
Potocznie filozofia kojarzy się z roztrząsa­
niem nic n i e z n a c z ą c y c h spraw, które nie mają
w p ł y w u na c o d z i e n n o ś ć . K s i ą ż k a Tadeusza
Gadacza przeczy temu w y o b r a ż e n i u o filozofii,
filozofach i filozofowaniu. Przedstawia dzieje
filozofii jako niesamowitą opowieść o przygo­
dzie z wiedzą, potrzebie zdziwienia, dociekania
i zadawania odpowiednich pytań. Opowieść,
którą wbrew powszechnemu mniemaniu śle­
dzić m o ż n a z zapartym tchem, nie mogąc się
doczekać kolejnej strony. Książka pokazuje, że
potrzeba filozofowania tkwi głęboko w w i ę k ­
szości z nas, a filozofia jest fundamentem wie­
dzy zdobytej przez kulturę Zachodu. Niczym
w dobrej powieści kryminalnej Gadacz śledzi
z w i ą z k i m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i filozofami,
nurtami, teoriami, a także m i ę d z y filozofią i na­
ukami, które się z niej wyodrębniły (są to m.in.
psychologia, socjologia, pedagogika). Wszystko
to poparte jest erudycją autora (bibliografia ze
w z g l ę d u na swoją objętość została zamieszczo­
na na płycie C D dołączonej do k s i ą ż k i ) . Gadacz
udowadnia, że o filozofii m o ż n a m ó w i ć w spo­
sób jasny i zrozumiały, jednocześnie nie gubiąc
subtelności i n i u a n s ó w , które t o w a r z y s z ą od
zawsze dociekaniom filozoficznym.
Łukasz

Tadeusz Gadacz
Historia
filozofii
XX wieku. Nurty
Znak, K r a k ó w 2009

K S I Ę G A R N I A A K A D E M I C K A >u ¿ o c
zaprasza
Ofefujcmyr
- książki naukowe,
- k i ii I i i

popu lc rnonoukowe,
- czasopismo,

- belelrystykę

KSIĘGARNIA AKADEMICKA
prowadzi' sprzedaj
również w księgami
int-srrwlowej:

h11fc;//www.ako(femicka.pl

itMbhtl?C1»6

líUlttóílíBV.IIfJ

Sochacki

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

recenzje

93

„ W m u z e u m mauzoleum jest pienknie"
Powyższy wpis w księdze p a m i ą t k o w e j mogą przeczytać osoby odwiedza­
jące jedno z krakowskich muzeów. Zdanie to r o z u m i e ć n a l e ż y nie tylko jako
sztubacki żart, lecz też przyczynek do zastanowienia się, czym muzeum jest,
czym m o ż e być i j akie zmiany zaszły od powstania tak ugruntowanej instytucj i .
W skali historii kultury muzea są tworami dość m ł o d y m i . Jednocześnie, mimo
swoi ego krótkiego istnienia uzyskały silna pożycie oraz autorytet pozwalający
opowiadać o ś w i e c e , a m o ż e nawet go konstruować.
Historycy jako źródła fenomenu muzeum w s k a z u j ą starożytne tezaurusy.
Za bezpośrednich p o p r z e d n i k ó w muzeum u z n a ć n a l e ż y gabinety osobliwości,
które pojawiły się na zachodzie Europy w X V I w. na dworach królów, magna­
tów i z a m o ż n y c h mieszczan. Gabinety miały pełnić funkcję pomieszczeń pracy
u m y s ł o w e j , podręcznych bibliotek, ale także miejsc gromadzenia dzieł sztuki
oraz osobliwości świata fauny i flory. Celem zbierania przyrodniczych kurioz ó w miało być w y w o ł a n i e zdziwienia szoku m o ż e podziwu Z czasem przed
77
coraz w i ę k s z y m i kolekcjami pojawił śie problem różnorodność, KolekcionoEstetyczne przestrzenre
warne nabrało bardziej systematycznego i celowego charakteru. P r z e ł o m o w y m
.
" t l
zdarzeniem była rewolucja francuska, a wraz z nią udostępnienie szerokiej
>
publiczność, L u w r u , bogatych zbiorów królewskich. Kolekcjonowaniem k u ­
riozów i dzieł sztuki zaczęły się z a j m o w a ć nie tylko osoby prywatne - powołano w tym celu instytucje.
Do połowy X X w. muzea funkcjonowały zgodnie z o ś w i e c e n i o w y m i scjentystycznym modelem,
który przejawiał się w racjonalnym p o r z ą d k u poznawczym u k ł a d u ekspozycji, zdeterminowanym przez
n a u k ę , gdzie estetyka pełni wyłącznie funkcje pomocnicze. W niektórych p l a c ó w k a c h w c i ą ż m o ż n a do­
strzec taką tendencję.
Przełom w postrzeganiu muzeum, jego z a d a ń i sposobów wystawiania nastąpił wraz z manifestem
Pierwszej Awangardy prezentującej antyesencjalistyczne nastawienie. Pojawiła się tendencja „ u ż y w a n i a "
muzeum do komentowania bieżących w y d a r z e ń , dekonstruowania praktyk muzealnych, n a w i ą z y w a n i a
bliższych, bardziej bezpośrednich kontaktów ze z w i e d z a j ą c y m i czy wystawiania eksponatów poza m u ­
rami gmachu, w nowych kontekstach nadających eksponatom innych z n a c z e ń . Muzeum powoli prze­
staje być świątynia rezygnuje z wyłącznie kontekstowego prezentowania zbiorów oraz ewolucyjnego
traktowania r z e c z y w i s t o ś ć . Tracąc sakralny charakter, muzea coraz częściej proponują z w i e d z a j ą c y m
grę w skojarzenia, p o z w a l a j ą na interpretację, u n i k a j ą jednoznaczności.
Maria Popczyk w swojej książce Estetyczne przestrzenie ekspozycji muzealnej m i ę d z y innymi zajmuje
się tymi w c i ą ż żywo dyskutowanymi problemami dzisiejszych muzeów. Zasadniczym przedmiotem do­
ciekań jest z m i e n i a j ą c a się relacja m i ę d z y estetyką a ekspozycją m u z e a l n ą , jej efemeryczność, niejedno­
znaczność oraz problemy, które powoduje. Czy estetyka przestrzeni muzealnej, a inaczej mówiąc: sposób
eksponowania, w p ł y w a na sposób odbierania wystawy? Jak z n a l e ź ć r ó w n o w a g ę m i ę d z y jednym a drugim
żywiołem: kuratorem naukowcem a artysta ? Maria Popczyk pokazuje że ekspozycja muzealna m o ż e być
przedmiotem dociekań z zakresu estetyk. Refleksja nad tradycyjnym, praktykami wystawienniczymi oraz
dotychczasowym, hipotezami, teoriami muzealniczymi prowadzi do wniosku ze nie wszystko jest oczy­
wiste Muzea nie m u s z ą być tylko rmejscam, kontemplacji monologu skierowanego do zwiedzającego ale
przestrzeniami wielokierunkowego d alogu ze szczególnym u w z g l ę d n i e n i e m relacji muzeum z odbiorcą
Konfrontacja modelu muzeum modernistycznego z postmodernistycznym oraz sposobami wystawiania
które są z nimi z w i ą z a n e , w c i ą ż trwa w polskich muzeach, o czym przekonuje autorka.
M

a

n

a

P

o

c z

k

TT

m v e r s l t a s

r a

o

w

Bogaty materiał bibliograficzny, talent pisarski oraz krytyczne spojrzenie na współczesne muzealnic­
two sprawiają, że książkę Marii Popczyk n a l e ż y u z n a ć za jedną w a ż n i e j s z y c h polskich publikacji z za­
kresu teorii muzealnictwa i estetyki.
Łukasz

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

Sochacki

recenzje

94
N i e s y s t e m a t y c z n y spis i n w e n t a r z a

Otwieram album fotografii Andrzeja Kramarza po raz kolejny.
Przerzucam strony. Zdjęcia. Rzeczy. Zdejmowane przez dwa lata
w słoneczne niedzielne poranki, gdy pod H a l ą Targową na kra­
kowskich G r z e g ó r z k a c h odbywa się pchli targ. W y p r z e d a ż staroci.
Co p r z e d s t a w i a j ą fotografie? Ż a d n e j nie potrafię opisać w pełni.
Nie starcza m i cierpliwości. Spróbuję j a k ą ś łatwą: rzeczy. W lewym
dolnym rogu leży poziomo k r z y ż , nad n i m lalka w ludowym stroju.
Przy jej prawej ręce szklana chochla, lewą wskazuje m e t a l o w ą głowę
Chrystusa. N a prawo od niego kieliszek, dalej wierzga jednorożec. I
Andrzej Kramarz
kolejny krucyfiks, tym razem d u ż o mniejszy. Poniżej k r z y ż a znajdu* """
je się coś w w i ę k s z e j ilości, chyba jakieś uchwyty. Powyżej kieliszki.
MEK, Kraków 2008
Głowę lalki obwąchuje lwica. Za nią stoi p r ą ż k o w a n y kot. Powyżej
kota dzbanki. N a lewo od nich widelczyki i łyżeczki na drewnianej ramce... Wszystko to leży na brązo­
wym kocu. D o tej pory p r z e d s t a w i ł a m pół zdjęcia. K a r t k u j ę album. N a kolejnej stronie buty ustawione
w parach, pokrowiec do aparatu Lomo, magnetofon jamnik. N a s t ę p n e zdjęcie. Ordery, jeden podpisany:
, W i e s ł a w Kolarz, z okazji X-lecia Z w i ą z k u Socjalistycznej M ł o d z i e ż y Polskiej". N a prawo zegarki, za­
palniczka w oryginalnym opakowaniu, książka Bagnet wojskowy. K a r t k u j ę dalej: myszy komputerowe,
klucze, ż e l a z k a , suszarka do włosów, zegarki, budziki, pocztówki, zdjęcia, figurka łaciatej krowy ze zło­
tym dzwonkiem, gipsowe głowy, drewniane głowy, leżące jelonki, głowa Adolfa Hitlera, płyta Romana
Gerczaka, film Titanic, książki Seks doskonały, Pasjans erotyczny, Kamień filozoficzny, Fenomen kosmosu,
komórki, ładowarki, klawiatury, figurki kotów, figurki świętej rodziny, napis d ł u g o p i s e m „Arka 9,-" na
tekturze, wypchane z w i e r z ę na lakierowanej gałęzi, kanapki z kawiorem... Wszystko.
Fotografie fascynują i w z b u d z a j ą wstręt jednocześnie. N a spotkaniu autorskim zostały p o r ó w n a n e do
wystawy w muzeum Auschwitz. Dariusz Czaja skojarzył je ze śmiercią, Antoni Bartosz - z ż y c i e m . Dla
mnie stanowią niesystematyczny spis inwentarza - martwego od przynajmniej stu lat. Rzeczy skrzęt­
nie gromadzone, zbierane na różne sposoby, p o u k ł a d a n e starannie jedna przy drugiej, tworzą misterne
kompozycje. Ż a d n e j z nich nie m o ż n a w y r z u c i ć . Ale czy kiedykolwiek udało się którąś sprzedać? Nie
zapominajmy, że pod H a l ą Targową wystawiono je na s p r z e d a ż w ł a ś n i e . Tak przynajmniej mogłoby
się w y d a w a ć .
W p a t r u j ą c się w zdjęcia d ł u ż e j , z a u w a ż a m , że pewne przedmioty się powtarzają. Niektóre stoiska
n a j w y r a ź n i e j zostały sfotografowane dwa razy w różne niedziele. Dinozaur McDonald's, na pierwszym
zdjęciu zupełnie nowy, na kolejnym leży j u ż mocno poplamiony. M u s i a ł się p o b r u d z i ć od z a r d z e w i a ł e g o
żelastwa, pośród którego się z n a l a z ł . O b n i ż e n i e jego wartości wymiennej n a j w y r a ź n i e j nie w z r u s z y ł o
handlarza, który, na co w s k a z u j ą fotografie, wystawia go dalej.
W i ę c m o ż e nie „handel", lecz „ w y s t a w a " właśnie, to słowo klucz dla zrozumienia grzegórzeckiego
fenomenu? Rzeczy porozkładane pod H a l ą Targową stanowią swoiste trofea, efekty wieloletniego zbie­
ractwa. Początkowo skrzętnie gromadzone przez właścicieli, j a k i m ś sposobem trafiają w ręce handlarzakolekcjonera, aby w z b o g a c i ć jego coniedzielną prezentację. Zostają wyrwane z kontekstu szuflad, szafek,
serwetek, meblościanek, kredensów, stoliczków oraz półeczek, wydobyte z salonu, pokoju dziecięcego,
warsztatu albo kuchni, pogrupowane i rozłożone na plandece, tekturze czy folii.
Niech nikt m i nie m ó w i , że wśród rzeczy panuje chaos. Porozkładano je w e d ł u g różnorakich po­
rządków. Obok syfonu leży oryginalnie zapakowany filtr do oczyszczania wody pitnej, k s i ą ż k o m towa-

R z e c z y

BARBARZVNCA

1 (14) P009

recenzje

95

rzyszą okulary. N a kolejnej stronie stoisko leśne: róg m y ś l i w s k i , świątki z drewna i poroża. Ł a d o w a r k i
w wielkiej liczbie kłębią się na niebieskiej folii niczym organizmy wodne. Nie jestem do końca pewna,
czy to wprawionemu oku fotografa (a m o ż e czasem i dłoni) n a l e ż y z a w d z i ę c z a ć tę k o m p o z y c y j n ą ekwilibrystykę, czy t e ż jest to z a s ł u g a estetycznego z m y s ł u zbieraczy, którzy tak misternie porozkładali swe
zbiory. Wszak „inteligencja twórcza jest cechą ludzką, g a t u n k o w ą , m o ż e biologiczną, p o z a h i s t o r y c z n ą
i pozaspołeczną", pisał Stefan Czarnowski sto lat temu.
N i e k t ó r z y handlarze o nastawieniu semantycznym specjalizują się w zbieraniu określonej grupy
rzeczy: zegarowych tarcz i m e c h a n i z m ó w , dawnych fotografii oraz pocztówek. I n n i kolekcjonują różne
przedmioty, k i e r u j ą c się raczej estetycznym p o r z ą d k i e m . N a jednej folii obok siebie kładą różańce, k a ż d y
z w i n i ę t y w kłębek z k r z y ż y k i e m na wierzchu niczym grzechotnik, na prawo zegarki, małe wazoniki,
trochę w i ę k s z e wazoniki, d u ż y wazon, poniżej na plastikowej tacy pierścionki, sztućce, pióra i długo­
pisy, powyżej podzespoły komputerowe. K o m p o n u j ą świetnie. Kryteria rozmiaru i barwy bywają dla
nich w a ż n i e j s z e od znaczenia. Obok płaskich p a g o n ó w leżą równie płaskie podstawki pod piwo. Białe
wizerunki Serca Jezusa i Matki Boskiej rozdzielają czarne figury siedzących kotów. A wszystko to na
w s p a n i a ł y c h tłach. Złote klucze na niebieskiej plandece składają się na kolory boskie, złota b i ż u t e r i a
i inne bibeloty na czerwonym materiale - barwy monarsze. Powstaje iście muzealna ekspozycja, m u ­
zeum Kantorowskich p r z e d m i o t ó w „niższej rangi".
Swoistą cechą fotografii j est kadrowanie, wyrywanie z kontekstu. W tym wypadku mamy do czynienia
z wyrwaniem drugiego stopnia, g d y ż po raz pierwszy przedmioty wydobyli handlarze-zbieracze, roz­
kładając je z surrealistyczną fantazją na kocach i plandekach. Fotograf dostrzegł tylko efekt ich d z i a ł a ń .
A m o ż e aż dostrzegł? Sfotografował rzeczy w sposób dla nich odpowiedni. Wszystkie zdjęcia w y k o n a ł
pod kątem prostym, z góry, bez winietowania czy r o z m y ć ostrości. K a ż d y przedmiot jest dobrze widocz­
ny, oświetlony naturalnym, ale nieostrym światłem. Fotografia wykorzystywana jest tutaj jako medium
m o ż l i w i e przezroczyste, tak jak w przypadku zdjęć eksponatów muzealnych.
Rzeczy na jednym ze zdjęć zostały w albumie opisane w taki sposób, jak opisuje się eksponaty na wy­
stawie: „figurkaNajswiętsze
Serce Jezusa - porcelana, odlew z formy, malowany, złocony, wys. ok. 15 cm.
N a c z w o r o ś c i e n n y m postumencie o nachylonych ściankach w y s m u k ł a postać brodatego m ę ż c z y z n y
w długich, pofałdowanych, białych szatach, lewą ręką w s k a z u j ą c e g o na czerwone serce na piersi. 1 poł.
X X w., nieokreślony warsztat częstochowski", „ d z w o n e k kloszowy - m o s i ą d z , odlew z formy, średn.
ok. 6 cm. Niski, szeroki, z w y w i n i ę t y m na z e w n ą t r z w i e ń c e m i niewielkim, k a b ł ą k o w a t y m uchwytem.
X X w., w y t w ó r n i a nieokreślona", „ w i e s z a k - m o s i ą d z ; odlew z formy. Podwójny, esowaty, z kolistą
tarczką z dwoma otworami na śruby. 1. poł. X X w., pochodzenie nieokreślone".
Nie n a l e ż y się d z i w i ć , że w y d a w c ą albumu jest muzeum etnograficzne. Wszak stanowi on zapis dzia­
łalności rzeszy zbieraczy, etnografów amatorów, którzy u p r a w i a j ą muzealnictwo nieprofesjonalne. Nie
ma też nic dziwnego w tym, że z a u w a ż y ł ich fotograf Fotografia była ulubionym medium surrealistów.
Trzeba oka artysty, by dostrzec w starych śmieciach wartość ekspozycyjną i przenieść je na zdjęciach
z targowej graciarni do galerii ZPAF. Trzeba też etnograficznego surrealizmu, by u z n a ć je za material­
ny zapis minionego wieku równy (czy nawet lepszy, jeśliby za kryterium przyjąć cenioną powszechnie
„autentyczność") ekspozycjom muzealnym.
A m o ż e warto z a r y z y k o w a ć ? Krakowskie Muzeum Etnograficzne, oddział G r z e g ó r z k i , plac pod
H a l ą Targową, czynne w niedziele m i ę d z y 7 a 14 lub do ostatniego zbieracza.
W e r o n i k a

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

Chodacz

Item sets
Barbarzyńca

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.