-
Title
-
Recenzje / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.2
-
Description
-
ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.2, s.178-202
-
Date
-
1983
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:1017
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1107
-
Text
-
R
E
C
E
N
Z
J
E
„Etnografia Polska", t. X X V I I , z. 2
P L I S S N 0071-1861
I. M. K A M I Ń S K I . The state of ambiguity. Studies of Gypsy refugees (Anthro
pological research). University of G0thenburg, Sweden 1980, ss. 495.
„Gadże Gadie
«t taj
ame
(Gadźowle to Gadżowle, my
ż e j e s t e ś m y Rom)
Rom
tam"
pamiętajmy,
Psychologiczne ujęcie ambiwalencji ukazuje ją jako rodzaj konfliktu polega
jącego na jednoczesnym w y s t ę p o w a n i u pozytywnych i negatywnych emocji w sto
sunku do tego samego obiektu, np. osoby czy sytuacji . Przekładając tę definicję
na język etnologii można by ambiwalencję kulturową przedstawić jako jednoczesne
bycie „w" i „poza" w ł a s n ą kulturą i systemem społecznym. „Rom wypracowali
przemyślne formy zachowania swojej tożsamości i ciągłości kulturowej. [...] «Wewnatrz», w osobności, w z a m k n i ę t y m środowisku, rzeczywistość była p r z e c i w i e ń
stwem pozorów, jakie stwarzali dla ludzi «z zewnatrz». Stać ich było tutaj na
n i e s k r ę p o w a n e okazywanie sobie głębokich uczuć przywiązania, delikatności i tro
ski, a także wzajemnego szacunku" *.
Problem egzystencji na pograniczu d w ó c h ś w i a t ó w jest problemem nie tylko
Cyganów, ale również i badacza. Świadomość własnej ambiwalencji stanowi dla
I . M. Kamińskiego istotny czynnik warunkujący nie tylko w y b ó r metody badaw
czej, ale także zrozumienie badanej rzeczywistości.
Cyganie są przedstawicielami społeczeństw o jednorodnym systemie społecz
nym, ale o niejednorodnej kulturze (model HmHt) *. Działanie tradycyjnych insty
tucji cygańskich broni przed „obcymi". Należy przy tym pamiętać, iż Cyganie nie
tworzą jednej grupy etnicznej i podział na „swoich" i „obcych" może przebiegać
także w obrębie tej społeczności cygańskiej (np. niechętny czy wręcz wrogi sto
sunek Polskich Roma, L o w a r ó w czy Kełderaszów do Bergitka Roma). Z drugiej
zaś strony Cyganie są całkowicie uzależnieni od społeczności niecygańskich, oczy
wiście zależność ta ma charakter ekonomiczny . Tak w i ę c Cyganie egzystują
w dwóch równoległych systemach klasyfikacyjnych: w e w n ę t r z n y m (cygański —
czysty) i zewnętrznym (niecygański — skalany). Dla każdego z nich obowiązują
inne mechanizmy działania, inne systemy wartości opierające się o przestrzeganie
(Romania — rytualny zespół cech stereotypu Cygana-Rom) i ł a m a n i e (marime —
skalanie) obyczajów własnej społeczności.
1
4
„Metodą, którą przede wszystkim posługuje się antropologia społeczna w celu
uzyskania informacji, jest życie wśród ludzi, których badanie dotyczy, uczenie się
ich języka, który jest najskuteczniejszym środkiem komunikowania się oraz u w a ż
ne obserwowanie zachowań ludzkich w codziennym życiu. Antropolog społeczny
interesuje się zarówno tym, co ludzie robią, mówią, jak i tym, co mówią, że
robią. Rozróżnienie między s ł o w e m a działaniem ma dla niego często ogromne
znaczenie. Bliski kontakt badacza z badaną społecznością może się przerodzić
1
Słownik psychologiczny. Red. W. Szewczuk, Warszawa 1979 s. 15.
' J . Y o o r s, Przeprawa, Kraków 1978, s. 13.
' L . M r ó z , Some remarks on changes in the Gipsy culture, „Ethnologia
Polona", vol. 4: 1979, s. 141-153.
Fakt ten wielokrotnie podkreślają badacze zajmujący się problematyką cy
gańską, np. A. Bartosz, L . Mróz.
4
12 — Etnografia Polska, X X V I I / 2
178
RECENZJE
w metodą obserwacji uczestniczącej (participant observation).
Oznacza to, i ż
antropolog współpracuje z ludźmi biorąc udział w ich działaniach — towarzyszy
im w połowach, uczestniczy w obrzędach religijnych, przestrzega obowiązujące ich
nakazy i zakazy, prowadzi z nimi w y m i a n ę posiadanych przedmiotów tak, jakby
był członkiem tej społeczności" . Opis obserwacji uczestniczącej jako metody b a
dawczej przedstawiony przez R. Firtha jest bardzo niewystarczający.
Sprawą
otwartą w takim ujęciu pozostają rozważania nad typem społeczności, która ma
być poddana tego rodzaju badaniu; nad długością czasu potrzebnego do jegoprzeprowadzenia, czy wreszcie nad celem, w osiągnięciu którego ma ono p o m ó c .
5
Analiza semantyczna pojęcia „obserwacja uczestnicząca" określając zakres by
cia obserwatorem uczestniczącym, wyznacza jednocześnie role, jakie może on przy
jąć w badanej społeczności. Prof. M a r t i n wyróżnia np. trzy typy obserwacji
uczestniczącej: bycie członkiem danej wspólnoty (native sense, living-in
sense,
assimilation sense), pozowanie na członka grupy (posing as a member of a com
munity), przyjęcie roli obserwatora (role of an observer in a community).
Kon
kluzja wywodu, jakkolwiek niezbyt przychylna dla tej metody, zawiera stwier
dzenie, iż w pewnych kulturach, pod pewnymi warunkami i w stosunku do pew
nego typu informacji, obserwacja uczestnicząca może b y ć najkorzystniejszą me
todą dla naukowego zrozumienia danej społeczności.
6
Tego typu rozważania metodologiczne pomijają etyczną płaszczyznę b a d a ń ,
która w znacznej mierze w p ł y w a na wybór roli, jaką badacz przyjmie. Dla autora
recenzowanej pracy te problemy są na tyle ważne, iż poświęca im wiele miejsca
w swojej książce.
Antropolog bardzo często przeżywa stany psychiczne, które można nazwać szo
kiem kulturowym w y n i k a j ą c y m z faktu umieszczenia między „obcymi". Aby prze
zwyciężyć ó w stan napięcia identyfikuje się w pewnym stopniu z obiektem swoich
badań, uzyskując tym samym możliwość endogenetycznego poznania danej spo
łeczności. Wątpliwości budzą śię w momencie przejścia do analizy antropologicz. nej — czy można fakiy zbierane z pozycji uczestnika danej kultury, będącej prze
cież autonomicznym systemem, analizować egzogenetycznie? Czy informacje uzy
skane metodą obserwacji uczestniczącej są wiarygodne i adekwatne do rzeczy
wistości, której dotyczą? Pytania te są konsekwencją wybranej strategii badaw
czej. Wybór jest w i ę c tym elementem, który uzasadnia cel podejmowanych badań,
ale jest to zarazem sprzężenie zwrotne.
Praca I . M. Kamińskiego powstała na podstawie materiałów zebranych pod
czas badań terenowych prowadzonych przez autora w Polsce,
Czechosłowacji
i Szwecji w latach 1966-1979.
Podczas badań prowadzonych w Polsce i Czechosłowacji posługiwał się metodą
jawnej obserwacji uczestniczącej. Zdaniem niektórych badaczy dla antropologów
ten typ obserwacji jest jedynym m o ż l i w y m do zastosowania, co wynika ze specy
fiki społeczności, które są obiektem badań — grupy etniczne, w których nie
m o ż l i w e jest dla antropologa ukrycie jego tożsamości jako „obcego". Dla autora
recenzowanej pracy stosowanie tej techniki badawczej łączy się z niebezpieczeń
stwem manipulowania badaczem przez informatorów, szczególnie w społecznościach,
izolowanych. Z jednej strony badacz wybierający tę metodę nie powinien by&,
7
5
R. F i r t h, Social Antropology, {w:] Encyclopaedia Britannica, Chicago 1960,
vol. 20, s. 862.
M. M a r t i n a , Understanding
and participant observation in cultural and.
social anthropology, [w:] Boston studies in the philosophy of science, Dordrecht
1969, s. 303-331.
Na przykład J . B. A g a s s i , Comments: theory and pracice of paricipant_
observation, [w:] Boston studies in the philosophy of science, Dordrecht 1969,
s. 331-340; B. B e r e l s o n , G . A. S t e i n e r , Human behavior. An inventory of.
scientific findings, New York 1964.
8
7
179
RECENZJE
w żaden sposób uzależniony od grupy, którą bada. Wszelkie związki, np. osobiste
lub zawodowe, mogą w p ł y w a ć na treść informacji, których przekazywanie w spo
sób celowy i zamierzony będzie realizowało stereotyp ogólnie funkcjonujący i po
chodzący z centralnego ośrodka dyspozycyjnego. Z drugiej zaś strony brak tych
z w i ą z k ó w czasami wręcz uniemożliwia poznanie grupy, a z pewnością znacznie
wydłuża czas badań. Wątpliwa jest również skuteczność tej strategii, gdyż pewne
poziomy systemu społeczno-kulturowego pozostają zamknięte. T a k w przypadku
C y g a n ó w było np. z instytucją marime (skalanie) i jej znaczeniem dla funkcjono
wania grupy.
Studia szwedzkie I . M. Kamińskiego zostały zdeterminowane jego osobistą sy
tuacją. Przybył do Szwecji pod koniec 1972 r. i na skutek różnych okoliczności
uzyskał status imigranta „cennego dla państwa" tylko i w y ł ą c z n i e ze w z g l ę d u na
fakt bycia przezeń antropologiem. W Polsce autor zajmował w stosunku do C y
g a n ó w pozycję „obywatel", w Czechosłowacji „reprezentant" liczącej się mniej
szości. Nawet, jeśli w jakiś sposób identyfikował się z Romami (Cyganami), to
zawsze mógł wrócić do swojej rzeczywistości kulturowej i społecznej, odzyskać
swoje przywileje, gdyż reprezentował „normę", od której „odstępstwem" byli .wła
śnie Cyganie. W Szwecji ta perspektywa uległa zmianie: Cyganie byli ci sami —
nadal stanowili mniejszość we wrogim im otoczeniu; zmieniła się sytuacja I . M. K a
mińskiego. Stał się imigrantem w społeczeństwie, które wcale nie pałało chęcią
przyjęcia go w poczet swoich członków. Nie mógł w i ę c już wracać do „swojego"
układu. Cóż miało zatem stanowić dla niego o w ą „normę", jeśli sam mieścił się
w zbiorze „dewiacja"? Jak przeżyć będąc i jednocześnie nie będąc członkiem
społeczeństwa szwedzkiego? Znalazł się w sytuacji, w której stale tkwili Cyga
nie — permanentny stan ambiwalencji.
Eksperymenty z wykorzystaniem niekonwencjonalnych technik badawczych*
oraz antropologiczna koncepcja strategii badań M a r u y a m y zadecydowały o wy
borze identyfikacji z obiektem badań jako sposobie, poznania rzeczywistości, w k t ó
rej żyją Cyganie. Identyfikowanie się że stylem myślenia tej grupy nie oznacza,
iż myślał tylko jak Cygan, b y ł to sposób myślenia jak przedstawiciel tych grup,
które w jakikolwiek sposób odbiegają od powszechnego modelu. I . M. Kamiński
przestał pretendować do spełniania wśród Cyganów roli „obywatela", bo nim
przecież (jeszcze) nie b y ł — żył na marginesie społeczeństwa tak, jak żyli Cyga
nie. Własna sytuacja stała się nie tylko czynnikiem wyznaczającym strategię ba
dawczą; pomogła również w rozpoznaniu i zrozumieniu pewnych m e c h a n i z m ó w
decydujących o kontynuacji kulturowej grup cygańskich, mechanizmów, które za
pewniły przetrwanie mimo różnych zmian nieuniknionych w społeczności tak uza
leżnionej od ludności osiadłej.
9
We wcześniejszych opracowaniach dotyczących problemu identyfikacji indywi
dualnej
I . M. Kamiński przedstawił model struktury tradycyjnego cygańskiego
ośrodka dyspozycyjnego, którym jest społeczność cygańska, działająca według
nakazów Romani. Analizując grupę cygańską „z zewnątrz" dostrzegł zmiany za
chodzące w instytucjach cygańskich — rozbicie więzi etnicznej, działalność w insty
tucjach popieranych przez niecygańską administrację, co stanowiło jedno z symulacyjnych zachowań pożądanych przez większość. „Gra" jest spełnieniem jej ocze
kiwań, mimo iż pomiędzy rolą a rzeczywistością brak jakiejkolwiek łączności.
1 0
8
Autor cytuje eksperymenty Goffmana (instruktor sportowy w szpitalu dla
psychicznie chorych), Griffina (wymiana pigmentu, aby być białym, ale interpre
towanym jako czarny), S. Estroff (poddanie się leczeniu farmakologicznemu).
Owa koncepcja metodologiczna nazywana jest w języku angielskim polyocular anthopology.
I . M. K a m i ń s k i , Sprzężenia
akulturacyjne:
Cyganie-Romowie,
„Etnogra
fia Polska", t. X X I I : 1978, z. 2, s. 37-53.
9
1 0
180
RECENZJE
Wrogość i niechęć to najczęściej spotykane postawy w stosunku do C y g a n ó w
i jakkolwiek trudno upatrywać w ich zachowaniu przemożnego dążenia do bycia
akceptowanym przez środowisko niecygańskie, to przecież owo akceptowanie może
d a w a ć świadomość „wolności", aby b y ć „innym". Cyganie realizują tę „grę" ś w i a domie — wiedzą, jacy są naprawdę, potrafią sterować swoją rolą i wykorzysty
w a ć ją dla w ł a s n y c h celów. Wielość lojalności przy jej silnym rozwinięciu wobec
w ł a s n e j grupy powoduje traktowanie wszystkich innych grup jako obce .
Relacje międzygrupowe nasycone sympatią, niechęcią czy wrogością nie w y
znaczają zakresu k o n t a k t ó w tylko Cyganie — nie-Cyganie. Termin „polscy C y ganię", jakim określają niecygańscy przedstawiciele administracji R o m ó w mieszka
jących na terenie Polski, jest mylący — zakłada w e w n ę t r z n ą jednorodność tej
społeczności. W rzeczywistości składa się ona z różnych, obcych sobie rytualnie
grup. To właśnie rytuał i jego centrum — marime — wyznacza granice między
Cyganami a gadéami,
między różnymi grupami cygańskimi, między interesami
jednostki a grupy, między mężczyzną a kobietą.
Na płaszczyźnie kontaktów z ludnością niecygańską pojawił się, już wkrótce
po ich przybyciu do Europy, problem narzuconej z zewnątrz władzy — przy
wódca „obcy" (choć mógł nim być także Cygan) znalazł się w opozycji do przy
w ó d c y „swojego". Dwuznaczność pozycji tego pierwszego była likwidowana po
przez jego rytualne podporządkowanie się przywódcy w e w n ę t r z n e m u . Przeocze
nie owego faktu d w u w ł a d z y przyczyniło się do powstania przekonania, iż dzia
łanie narzuconej władzy wśród C y g a n ó w stanowi objaw zmiany ich społecznej
ekologii.
Przejście (passing) stanowiąc znalezienie i w y r a ż e n i e formy
uczestnictwa
w społecznych i kulturowych atrybutach grupy różnej od w ł a s n e j traktowane by-.__
wa jako symptom akulturacji. Dla I . M . Kamińskiego koncepcja passing, ś w i a d o mie realizowana przez Cyganów, jest mechanizmem obrony kulturowej, a nie re
zultatem akulturacji. Przystosowanie się do środowiska oznacza
przetrwanie.W przypadku C y g a n ó w owo przystosowanie się Jest procesem ciągłym. Jak zatem-.*
mogą żyć jako określona kulturowo społeczność, będąc bez przerwy w s t a n i e j
przejścia?
Przejście — owo przekraczanie siebie i swojej grupy — zakłada kontakt z nie-v,
-Cyganami. Podstawę owych kontaktów wyznacza rytuał — tabu i jego konse-V'
kwencja — skalanie. Jak zostało już wspomniane poprzednio, z punktu widzenia—
Cygana istnieją dwie kategorie ludzi: Cyganie-Roma i nie-Cyganie-gradźoune, ca
w konsekwencji daje dwa opozycyjne systemy wartości: Romania i marime. C y
ganie funkcjonują w tych dwóch systemach jednocześnie: cygański—czysty, nie*, .
cygański—skalany, świat w e w n ę t r z n y i świat z e w n ę t r z n y . Innymi słowy, bycid;'
Cyganem oznacza równoczesne bycie nie-Cyganem i Cyganem, który w obrębie^ «
własnej społeczności postępuje zgodnie z zasadami Romani, a poza nią (w myflU.
tychże samych zasad) łamie je, symulując zachowanie akceptowane i pożądane
przez większość.
..........
11
v
14
t
D ą ż e n i e m autora było przedstawienie rzeczywistości jego informatorów. C4»£J
jest to możliwe?
„Kim jestem? — pytasz mnie i oczekujesz odpowiedzi. Ale powiedz mi, ja«C4"
kiej odpowiedzi oczekujesz ode mnie... Posłuchaj, mogę tobie opowiedzieć k i l k i ^ . ;
prawdziwych zdarzeń, ale potem ty będziesz chciał dorobić do tego tłumaczenie .
gadźa.
'. ;
Nie jesteś pierwszym, który zadaje mi tak głupie pytanie. Jestem Rom, cztó*j*-¿; \
wiek oczywiście — jak to powiedział pewien dziennikarz «ludzka istota z Indii»""Ł«
^
f
R. E . L a n e , D. O. S e a r s , Public opinion, New Jersey 1964.
'.
K a m i ń s k i , Sprzężenia
akulturacyjne
Cyganie-Romowie.
*
I . M. K a m i ń s k i , The stote of ambiguity. Studies of Gypsy refugee*?/
(Antropological research), Univ. of. Gothenburg 1980.
ЭНЩ
1 1
1 2
1 S
RECENZJE
181
Jeśli już padła nazwa praojczyzny Cyganów, to rys historyczny przedstawiony
przez I . M. Kamińskiego w recenzowanej pracy ukazuje ich dzieje na terenie
Polski od końca X I V w. na tle polityki władz w stosunku do tej' mniejszości.
Ten sposób prześledzenia historii grup cygańskich jest podporządkowany założe
niom pracy tzn. funkcjonowanie koncepcji passing i zachowań symulacyjnych,
jakże często branych za rzeczywistość i oznakę „cywilizowania się" Cyganów. Nie
jest łatwo, nawet przy użyciu drakońskich metod, zmusić kogoś do całkowitej
zmiany jego społecznej i kulturowej rzeczywistości. Powiedziałabym, iż tym trud
niej, im mniej zna się tę rzeczywistość, którą chce się zmieniać.
Ustrukturalizowanie społeczności Cyganów identyfikuje jednostkę poprzez wy
znaczenie jej w ł a ś c i w e g o i przynależnego miejsca w grupie, rodzie, rodzinie.
I . M. Kamiński definiuje każdą z tych wspólnot posługując się terminologią cy
gańską (natsia, vitsa, familija, tsera, tabor, kumpania) podkreślając jednocześnie
ich determinujący w p ł y w na zachowanie jednostki.
Drugim elementem zapewniającym w ł a ś c i w e funkcjonowanie grupy jest jej
przywódca odpowiedzialny za dobrobyt członków vitsy (rodu), podejmujący w i ą
żące decyzje i umacniający solidarność grupy. Ze względu na znaczenie tej funkcji
dla przetrwania grupy musi nim b y ć mężczyzna, który pod w z g l ę d e m „czystości"
k r w i i pozycji społecznej zajmuje w systemie pokrewieństwa w y s o k ą pozycję, cie
szy się szacunkiem, co jest już uzależnione tylko od jego w a l o r ó w osobistych, od
znacza się umiejętnością szybkiego działania, a przede wszystkim posiada do
świadczenie, którego miarą jest znajomość Romani. Obserwacja stanowi jedyną
drogę poznania zwyczajowego systemu prawnego. W związku z tym przywódcą
grupy cygańskiej zostaje człowiek w wieku i o doświadczeniu, które gwarantują,
iż sprosta odpowiedzialności, jaka łączy się z pełnieniem funkcji przywódcy.
Ponadto autor omawia mechanizm społecznej kontroli — marime, traktując
go jako klucz do zrozumienia kulturowej trwałości grup cygańskich. Marime jest
jedyną sankcją, jaką dysponuje grupa wobec jednostki, ale niezwykle silne jest
jej .oddziaływanie — wykluczenie ze społeczności jest karą najcięższą. Żyjąc w oto
czeniu innych grup, Cyganie stają w obliczu dwóch kodeksów postępowania —
Romani i Prawa. Rodzi się w ó w c z a s konflikt. Prawo bazuje na rozpatrywaniu
całych kategorii zjawisk, Romania interpretuje precedensy. Stanowi ona broń, k t ó
rej stosowanie ukazuje wymiar etyczny posługującego się nią — interpretacja
pojedynczych przypadków stwarza możliwość manipulowania decyzjami biorących
udział w rozpatrywaniu sprawy przez przywódcę. Nie ma on co prawda prawa
jednostkowego ferowania wyroku i ogłaszania kogoś magerdo (skalany), ale jego
pozycja pozwala na „sugesię".
Inne formy podniesienia prestiżu jednostki i rodziny, przejście na inny po
ziom w ramach własnej grupy, stanowią instytucje małżeństwa i kumostwa. Są
one w ł a ś c i w i e instytucjami mężczyzn służącymi nawiązaniu więzi ekonomicznych
i politycznych. Nie są one egalitarne, ale umożliwiają rozszerzenie bazy kontak
tów, które poprzednio nie były możliwe do nawiązania.
Świat kumpanii
(odpowiednik taboru po osiedleniu) Sławomira, w który
wszedł autor, oferował mu wizję przeżycia i bezpieczeństwa. Jadał u Cyganów,
ponieważ był głodny; uczestniczył w ich działalności, nie jako obserwator, ale
jako współuczestnik, choć nie zawsze były to przedsięwzięcia legalne. W sytuacji,
w jakiej znalazł się I . M . Kamiński, byli również Cyganie, ale ich pozycja była
uprzywilejowana — oficjalnie byli emigrantami. Ten status, zgodnie z ustawodaw
stwem szwedzkim , dawał im prawo do pracy, mieszkania, bezpłatnej opieki le
karskiej, szkoły i korzystania z usług tych instytucji, które miały im z a p e w n i ć
lepszą i szybszą adaptację w nowym środowisku. „W Szwecji, większa część ro14
1 4
Problemy legislacyjne dotyczące Cyganów skandynawskich porusza
M. G r o n f o r s , Blood feuding among Finnish Gypsies, Helsinki 1977.
także
182
RECENZJE
dzin cygańskich otrzymała mieszkanie, a dzieci uczęszczają do szkół p a ń s t w o
wych; często pomaga im odpowiednio przeszkolony nauczyciel, udzielając im ko
repetycji i rozwijając ich szczególne zainteresowania. Ponadto istnieją obszerne
programy alfabetyzacji dorosłych" . Poza tym w Szwecji znaleźli się grupą, której
członkowie zobowiązani są do wzajemnej pomocy i współpracy; grupą, która m i a
ła już zakodowany system przeżycia w obcym i wrogim sobie otoczeniu.
Rzeczywistość cygańska weszła w życie I . M. Kamińskiego nie na zasadzie
jego poddania się eksperymentowi — bycie z Cyganami na co dzień dawało szansą
przetrwania i zarabiania na chleb. Charakterystyczną cechą właśnie tego opraco
wania jest przewijające się powiązanie osobistej sytuacji autora z losami bada
nych przez niego Cygnów. Wydaje mi się, iż w ł a ś n i e ten czynnik zadecydował
o tak w y r a ź n y m zaakcentowaniu etycznej strony badań antropologicznych.
Oczywiście udział w różnorakiej działalności C y g a n ó w nie b y ł m o ż l i w y n a
tychmiast po „wejściu" do grupy. Lojalność I . M. Kamińskiego była w różny spo
sób sprawdzana; powoli przechodził ze świata skalanego do świata rytualnie czy
stego — na jego margines. B y ł w i ę c marginal native w dwojakim sensie: wobec
społeczeństwa szwedzkiego i wobec grupy cygańskiej.
Tytułową ambiwalencję położenia C y g a n ó w i ich passing w trzech krajach,
z których pochodzą materiały, przedstawił autor w czwartej części swojej pracy.
Analizując dane statystyczne z terenu Czechosłowacji stwierdził, iż w okresie 2 lat
nastąpiło g w a ł t o w n e zmniejszenie liczby C y g a n ó w w tym k r a j u * . Hipoteza brzmia
ła: zmniejszenie było konsekwencją procesu przejścia. Pojawiła się cygańska inte
ligencja, która została wykorzystana przez władze w ich polityce wobec mniej
szości etnicznych. Korzyści, jakie d a w a ł o przyjęcie nowego stereotypu, przyczy
niło się jednocześnie do odrzucenia przez wielu Cyganów swojego cygańskiego po
chodzenia. T y m samym dobrowolnie wyszli poza układ w ł a s n y c h grup, przez co
zarówno oni, jak i członkowie ich rodzin, stali się w m y ś l przepisów Romani
magerdo. Analizując zebrany materiał biograficzny I . M. Kamiński stwierdza, iż
pierwsze pokolenie owej inteligencji przestrzega jeszcze pewnych zasad Rom*ni;
druga generacja, mieszkańcy miast, nie poczuwała się już do żadnej lojalności wo
bec vitsa, ograniczając jej zasięg i to też nie zawsze, tylko do poziomu familiji.
W taki sposób ludzie, którzy przez niecygańską społeczność byli określani jako
Cyganie, przez członków społeczności cygańskiej posługującej się kategorią rosej
uważani byli za skalanych^ W ich postępowaniu zabrakło wzorca zachowań „we-*..
wnątrz" własnej grupy, a za brak lojalności karą jest marime. Drogą powrotu "
mogło się stać, jak to opisuje autor, rytualne podporządkowanie się narzuconegoprzywódcy w e w n ę t r z n e j władzy poprzez np. instytucję kumostwa.
1S
1
W Polsce, do dnia dzisiejszego, Cyganie drogo płacą za I I w o j n ę światową:,
rozbicie poczucia solidarności, dowolność przestrzegania zasad Romani. T a sytua
cja jest konsekwencją przypadków zdrady, fizycznej zagłady, elastyczności stoso- •
wania się do kodeksu postępowania — zagrożenie życia nie pozwalało na ujęcie
różnych działań w zasady Romani. „[...] musisz grać s w o j ą cygańską muzykę,—
ale bez m ó w i e n i a komukolwiek, je żestem Cyganem {...]. B y ć Irańczykiem, P a k i - _
stańczykiem. Kimkolwiek. Nie głupim Cyganem"
¡~
Podsumowanie raportu ze stanu badań można w ł a ś c i w i e uznać za podsumo
wanie pracy: najogólniejszy podział, j a k i istnieje w świadomości Cyganów, p r z e - „
biega na poziomie Cyganie — nie-Cyganie. Granica między tymi dwoma światami
jest kontrolowana przez mechanizm marime. Koncepcja marime istnieje we wszyst-';
kich grupach cygańskich, choć wykazuje zróżnicowanie w zależności od grupýí~
1 5
A . R. I v a t t s , Istruire gli Zingari, „II Corriere", vol. 11: 1974, s. 8.
ш
Dane statystyczne dotyczące tego zagadnienia zawiera cytowany już a r t y k i d ¿
I. M. Kamińskiego dotyczący sprzężeń akulturacyjnych Cyganów.
K a m i ń s k i , The state of ambiguity...
¿1 6
1 7
:
183
RECENZJE
Autor cytuje Anne Sutherland: „Kategorie skalania odgrywają ważną rolę w dwóch
wymiarach struktury społecznej. Po pierwsze są one kluczową koncepcją do t ł u
maczenia struktury na działanie i zrozumienie sposobu działania w ł a ś c i w e g o dla
danej struktury. Po drugie — kategorie skalań są j ę z y k i e m społecznych g r a n i c "
w y z n a c z a j ą c y m zakres możliwego dla Cygana przejścia; mechanizmem pozwala
j ą c y m przetrwać pomimo stałego bycia w stanie passing. Cyganie przez wieki
tępieni rozwinęli sztukę przeżycia — jawić się światu z e w n ę t r z n e m u w pewnym
stereotypie realizującym zapotrzebowanie większości, a jednocześnie b y ć Cyganem
„wewnątrz" własnej grupy. Jak stwierdza autor, nie tylko Cyganie rozwinęli w so
bie tę umiejętność przetrwania jako grupa społeczna określona kulturowo, wyko
rzystując migracje, zgadzając się na funkcjonowanie narzucanej im władzy. Na
wet te narody, które znalazły się pod obcym panowaniem, dążyły do utrzyma
nia swojej ciągłości kulturowej, działając w e d ł u g podobnych zasad: migracja,
kompromis, dobrowolna izolacja, współpraca lub zorganizowana opozycja. Są to
mechanizmy uniwersalne, a Cyganie są tylko przykładem grupy posługującej się
nimi i właśnie tak rozumie tę społeczność autor. B y ć może radzą sobie lepiej od
innych, ale oni są stale poddani presji wrogiego otoczenia.
18
Trudno oczekiwać, iż odtąd wszyscy antropologowie badający procesy spo
łeczne zaczną traktować analogie pomiędzy sobą z grupami badanymi jako obo
w i ą z u j ą c ą metodę. Technika, którą wykorzystał I . M. Kamiński, nie jest dobra
na wszystko, ale z pewnością jest to nowa droga poznawania rzeczywistości ba
danej grupy. Każdy odmienny system kulturowy posługuje się innym kodem,
posiada inną epistemologię i nie jest przekładalny na inny system. T y m , co może
je łączyć, są pewne mechanizmy uniwersalne wyrażane w różnej formie. Odnale
zienie tych m e c h a n i z m ó w kryjących się pod wieloma postaciami ludzkich zacho
w a ń stanowi w ł a ś n i e istotę naukowego poznania rzeczywistości. Jej opis jest tylko
w s t ę p e m . Etyczna płaszczyzna rozważań metodologicznych autora znalazła swój
wyraz w zastosowanej metodzie badawczej. Istotną rolę odgrywa fakt, iż jest to
kolejna już praca będąca osobistą relacją badacza, swoistym dialogiem prowadzo
nym przez antropologa i imigranta w jednej osobie (o ile dialog może prowadzić
jedna osoba). Ten typ relacji bardzo często w y s t ę p u j e w pracach etnologów za
chodnich.
Jest to praca n i e w ą t p l i w i e trudna, o wielu poziomach m y ś l o w y c h i jako, iż
Sternowi kontynuację poprzednich badań I . M. Kamińskiego, wymaga sięgnięcia po
jego wcześniejsze opracowania. U w a ż a m , iż tę książkę należałoby przetłumaczyć,
i to nie tylko ze w z g l ę d ó w metodologicznych czy merytorycznych, ale również
z uwagi na styl przekazywania naukowej treści.
Renata
V I L M O S V O I G T , Úvod do semiotiky,
tyka społeczna Vilmosa Voigta.
Hryń
Tatran, Bratislava 1981, ss. 260. Semio
Semiotyka, skupiająca swe zainteresowanie na świecie znaków, o g l ą d a n y m
w c a ł y m swym bogactwie i wszelkich uwarunkowaniach, znajduje się ciągle na
etapie rozwoju i twórczych poszukiwań. Liczne badania ustalają związki między
własnościami znaków, znakowych s y s t e m ó w czy znakowych procesów (na bazie
1 8
Za I . M. K a m i ń s k i m , A. Sutherland,
London 1975.
Gypsies:
the
Hidden
Americans,
184
RECENZJE
teorii komunikacji). Jednakowoż rozstrzelenie metodologiczno-epistemologiczne tej
dyscypliny wyraźnie ilustrują spory o zakres podstawowych pojąć (np. znaku),
czy o możliwości i granice poznawcze semiotyki. Równocześnie powstają prace
systematyzujące dorobek semiotyki, ukazujące jej źródła i historyczny rozwój, k l a
syfikujące różne tradycje metodologiczne rozwijane w badaniach semiotycznych.
Do takich prac należy książka Vilmosa Voigta Úvod do semiotiky.
Vilmos Voigt (1940), kierownik Katedry Folklorystyki Uniwersytetu Loránda
Eotvósa w Budapeszcie zajmuje sią g ł ó w n i e badaniami literatury ludowej, korzy
stając z dorobku wielu dyscyplin: folklorystyki, semiotyki, etnografii, j ę z y k o
znawstwa, literaturoznawstwa i teorii komunikacji. Niektóre prace z jego pokaź
nego dorobku naukowego ukazały sią w obcych przekładach.
Systematyczną prezentację panoramy semiotycznej przeprowadza Voigt anali
zując pojęcie znaku jako podstawowego terminu semiotyki. Znak wpleciony zo
staje w komunikacyjną sferę ludzkiej aktywności, gdzie aspekty semiotyczne zna
ku powiązane są z jego użyciem, społecznym obiegiem. Tło społecznej a k t y w n o ś c i
komunikacyjnej człowieka związane jest z całokształtem społeczno-historycznej
działalności ludzi przekształcającej rzeczywistość przyrodniczą i społeczną. Wska
zuje to na marksistowskie proweniencje stanowiska Voigta, zresztą do k l a s y k ó w
marksizmu odwołuje się on często. Drugim fundamentem semiotyki Voigta jest
tzw. triadyczna koncepcja znaku wprowadzona przez amerykańskiego filozofa C h a r lesa S. Peirce'a. Znak jest tu ujmowany jako trójczłonowa relacja łącząca środek
przekazu (medium, materialny nośnik), przedmiot i znaczenie. Tylko połączenie
tych e l e m e n t ó w tworzy znak. Środkiem przekazu może b y ć każde empiryczne
zjawisko zmysłowe, które wejdzie w trójczłonowa relację znakową, przedmiot
znaku nie musi być zjawiskiem realnym, jego sposób istnienia poza triadą jest
tu nieistotny, jest on bowiem odniesieniem znaku — istnieje w i ę c w tym sensie,
w jakim istnieje znak; natomiast znaczenie, czyli interpretant znaku, odnosi ś r o
dek przekazu do przedmiotu znaku, gdzie z tą mediacją łączy sią pewna treść.
Znak nie zastępuje przedmiotu, a dotyczy tylko jego jakiejś cechy lub funkcji.
W znaczeniu (interpretancie znaku) zawarte jest w i ę c to, w jakim sensie znak
odnosi się do swego przedmiotu. W ten sposób triada zostaje scalona. Z konstruk
cji triady wynika podział znaków na: znaki związane ze swoim przedmiotem
(ikon, indeks, symbol), znaki z punktu widzenia interpretanta (remat, dicent, argu
ment) i znaki same w sobie (quali-, sensi-, legi-znaki). Triadycznej koncepcji zna
ku przeciwstawia się koncepcja diadyczna, w y w o d z ą c a się z lingwistyki F . de
Saussure'a (koncepcja dominująca zwłaszcza w tradycji semiologii francuskiej).
P o d s t a w o w ą kategorią u de Saussure'a była opozycyjna para pojęć: znaczące i zna
czone (w semiotyce: plan wyrażania i plan treści). Znak zastępował tu coś innego.
4
Wydaje się, że te dwie różne koncepcje znaku określają dwa podstawowe
nurty, dwie tradycje uprawiania semiotyki. Voigt widzi większe możliwości w przy
jęciu triadycznej koncepcji znaku. W ten sposób analizie semiotycznej przywró
cony zostaje społeczny świat zewnętrzny, tworzy się możliwość przełamania opo
zycji synchronu i diachronii, czy uchwycenia różnicy między poznaniem symbolicz
nym a intuicją. Z tymi problemami badacze o orientacji „diadycznej" nie mogli
się uporać.
Wyróżnione przez C h . Morrisa trzy kategorie relacji ustanawiające -zjawiska
znakowe: semantyka, syntaktyka i pragmatyka, służą do typologii dziedzin wiedzy
o znakach. Semiotyka dzieli się w i ę c na trzy autonomiczne, analityczne dziedziny:
semantykę — skupiającą się na znaczeniach znaków (ich pozasystemowych desygnatów), syntaktykę — badającą w e w n ę t r z n ą budowę zjawisk semiotycznych (struk
turę tekstu) i pragmatykę — analizującą użycie znaków (stosunek u ż y t k o w n i k ó w
znaków do tych znaków) i ich znaczenia w konkretnej, historycznej kulturze (trze^
ba poznać kod danej kultury, by interpretować znaczenia).
RECENZJE
18&
W takiej koncepcji semiotyki przyjmuje się systemowy charakter z n a k ó w ,
gdzie znaki w jednorodnych systemach cechuje wzajemne zrelacjonizowanie. S y
stemy semiotyczne (znakowe) są społecznie i historycznie uwarunkowane. K a ż d y
znak związany jest ze swym obiektem, określa nosiciela znaku i ma swego interpretanta. Społeczny charakter tych zjawisk określa zarazem społeczny charakter
s y s t e m ó w semiotycznych. Na takich podstawach opiera Vilmos Voigt swoją semio
tykę społeczną.
Oprócz konsekwentnej prezentacji własnego stanowiska badawczego, walorem
książki Voigta jest skrótowe ukazanie filozoficznych i naukowych źródeł semio
tyki, a także próba całościowego objęcia i oceny sytuacji we współczesnej semio
tyce.
Początków semiotycznej refleksji poszukuje Voigt w filozofii starożytnej ( K r u sippos, Arystoteles, Platon), w średniowiecznych sporach o powszechniki, w filo
zofii Kartezjusza, Leibniza, Locke'a. Wskazuje na istotną rolę, jaką w k s z t a ł t o w a
niu oblicza semiotyki odegrały współczesne kierunki filozoficzne (m. in. pragma
tyzm Peirce'a, angielska szkoła analityczna, neokantyzm, fenomenologia, symbo
liczna logika, marksizm, strukturalizm). Podkreśla rolę psychologii (behowioryzm,
psychologia postaci, psychoanaliza), socjologii (interakcjonizm G . H . Meada), etno
logii, teorii komunikacji, teorii informacji, logiki. Szczególną rolę odegrało j ę z y k o
znawstwo (teoria de Saussure'a, rosyjski formalizm, czeski strukturalizm, szkoła
strukturalna — Hjelmslev, teoria gramatyki generatywno-transformacyjnej —
Chomsky).
Interesująco przedstawia się prezentacja dominujących szkół we współczesnej
semiotyce. Omówiona zostaje: radziecka szkoła Moskwa—Tartu, w y w o d z ą c a się
z formalizmu rosyjskiego i strukturalizmu (główni przedstawiciele: J . Ł o t m a n ,
W. Iwanow, W. Toporów, E . Mieletynski, B . Uspienski), niemiecka szkoła M . B e n sego, rozwijająca Peirce'owski program na podstawie teorii komunikacji, w ł o s k a
semiotyka skoncentrowana w ośrodku Urbino (m. in. U . Eco, С. Serge, Т. de
Mauro, Dorfles), francuska semiología w całej swej różnorodności i fuzjach ze
strukturalizmem (R. Barthes, A. Greimas, L . Prieto, С. Bremond, J . Kristeva
i inni), a także anglosaska semiotyka (T. Sebeok, K . Pike). Na tym tle o m ó w i o n a
jest międzynarodowa działalność naukowa s e m i o t y k ó w (kongresy światowe) i w y
dawnicza (podstawowe periodyki). Mimo krótkiego stażu semiotyki (właściwie od
początku lat sześćdziesiątych) jej dorobek jest imponujący.
Pewnym brakiem książki Voigta, zwłaszcza z punktu widzenia etnografii, jest
niekonsekwentne wykazanie związków semiotyki ze strukturalizmem, co impliko
w a ł o powstanie dwóch istotnych nurtów w badaniach semiotycznych: nurtu for
malnego (zwłaszcza semiologia francuska) i funkcjonalnego (semiotyka radziecka).
Semiotycy formalni (znajdujący inspirację w pracach W. Proppa, C . Levi-Straussa,
L . Hjelmsleva, N. Chomsky'ego), przeprowadzając analizy na poziomie g ł ę b o k i m
(nieuświadamianym), w istocie poszukują uniwersaliów kulturowych, czy reguł
generujących teksty semiotyczne. Semiotycy funkcjonalni natomiast
przyjmują
e k w i w a l e n c j ę struktur tekstowych i ich funkcji w kulturze.
Badania semiotyczne na gruncie etnografii często przejmują metodologiczne
dezyderaty tych nurtów semiotyki. Skrajnie formalne podejście niesie w ó w c z a s
niebezpieczeństwo przeceniania roli głębokiej struktury tekstu kosztem kontekstu
kulturowego, kodu kosztem zachowania się, czy myśli kosztem działania. Szuka
nie natomiast tylko socjologicznych w y z n a c z n i k ó w tekstów semiotycznych m o ż e
prowadzić do skrajnego sytuacjonizmu lub ustalania zbieżności typu statystycz
nego. Semiotyczna analiza trójaspektowa, którą lansuje Vilmos Voigt, rozwiewa —
jak się wydaje — te niebezpieczeństwa, wprowadzając perspektywę użytkownika
186
RECENZJE
z n a k ó w i świata zewnętrznego. W studiach etnograficznych może to doprowadzić —
na płaszczyźnie metodologicznej — do zespolenia czynnika empirycznego, logicz
nego i racjonalnego.
Krzysztof
Mify narodów
mira. Enciklopiedija.
t. I - I I , Moskwa 1980-1982.
Piątkowski
Izdatielstwo „Sowietskaja Enciklopiedija",
„Publikacja niniejsza stanowi bodaj czy nie pierwszą w nauce światowej próbę
całościowej i usystematyzowanej prezentacji twórczości mitologicznej wszystkich
l u d ó w świata". Takim zdaniem przedstawia czytelnikom swoje dzieło komitet re
dakcyjny encyklopedii, złożony z 11 osób z nestorem etnografii radzieckiej S. A. T o kariewem jako redaktorem naczelnym, i przyznać trzeba, iż niezależnie od wszel
kich uwag, do jakich skłaniają dwa potężne tomy — liczące łącznie ok. 1400 stron
dużego formatu — przytoczone słowa nie są wyłącznie chwytem reklamowym ani
tym bardziej czczym samochwalstwem. Mity ludów świata
są faktycznie publi-.
kacją pod wieloma względami w y j ą t k o w ą , która z pewnością zajmie poczesne
miejsce w zestawie różnego rodzaju słowników i encyklopedii poświęconych mito
logii oraz mitoznawstwu. Dla wszystkich zaś, którzy śledzą ożywiony rozwój inter
dyscyplinarnych studiów nad mitologią w Z S R R , zapoczątkowany w latach 60-tych,
encyklopedia ta stanowić będzie swego rodzaju efektowne zwieńczenie imponującej
liczby publikacji z tej dziedziny, jakie ujrzały światło dzienne w minionych k i l
kunastu latach .
1
Autorzy każdej encyklopedii, ogólnej czy specjalnej, stoją zawsze przed trud
nym zadaniem wyznaczenia granic zbioru wiadomości z jakiegoś zakresu czy
dziedziny. Zazwyczaj decyduje o tym hierarchia ważności f a k t ó w i problemów,
wynikająca ze stanu wiedzy o danym zakresie rzeczywistości, a ponadto pewne
dodatkowe założenia — ujawnione bądź nieujawnione explicite — przyjęte przez
autorów. Często już pierwsze kryterium, a drugie z reguły należą do kwestii dy
skusyjnych. T a k też jest w przypadku omawianej publikacji. Aby osiągnąć cel
całościowej prezentacji mitologii świata, zrębem encyklopedii uczyniono serię
artykułów poświęconych „poszczególnym ludom i regionom", opatrzonych dodat
kowo mapkami ułatwiającymi ich lokalizację. Mamy zatem np. hasło „Mitologia
l u d ó w afrykańskich", a oprócz tego hasła dotyczące mitologii Dahomejeżykowi
Aszanti, Bambara, Beninu itd. Kolejny poziom ogólności stanowią hasła szcze
gółowe (bogowie, inne postaci mityczne, zdeifikowane pojęcia itd.). Hasła o cha
rakterze ogólnym obejmują rzeczywiście „cały świat", zarówno w sensie prze
strzennym, jak i czasowym, chociaż istnieją między nimi dość znaczne różnice.
O ile bowiem wspomniana mitologia ludów Afryki doczekała się omówienia ogól
nego, etniczno-regionalnego i w końcu szczegółowego, o tyle ludy Ameryki po
dzielone zostały wyłącznie na trzy grupy (Ameryka Północna, Środkowa i P o ł u d
niowa), przy czym bliżej przedstawiono jedynie mitologię Indian Keczua. O mito
logii Azteków, Majów, Tarasków, Zapoteków dowiedzieć się można albo z hasła
ogólnego, albo z haseł szczegółowych dotyczących postaci mitycznych, co uderza
1
W y m i e ń m y przykładowo wielotomowe serie Skazki i mify narodów
Wostoka
oraz Issledowanija po folkloru i mifologii Wostoka, w których publikowano prace
i materiały dotyczące Azji, Afryki, Australii i Oceanii. Pierwszą serię firmował
Institut Wostokowiedienija, drugą zaś — Institut Mirowoj Litieratury im. A. M.
Gorkogo Akadiemii Nauk SSSR.
RECENZJE
187
szczególnie mocno, gdy porównać to z artykułami na temat mitologii l u d ó w k a u kasko-iberyjskich, malgaskich, samojedzkich, czy też choćby Prusów i Ketów. Do
dajmy, iż w wypadku Ameryki Środkowej całkowicie pominięto ludy żyjące obec
nie, których mitologia jest nie mniej znana niż np. B u s z m e n ó w .
Trudno powiedzieć, czy tego rodzaju dysproporcje w y n i k a j ą ze ś w i a d o m i e
przyjętych założeń, czy są raczej odbiciem zróżnicowania stanu wiedzy w środo
wiskach naukowych, których przedstawiciele uczestniczyli w opracowywaniu ency
klopedii. B y ć może w grę wchodziły jeszcze inne, bardziej indywidualne czynniki,
gdyż inaczej nie sposób zrozumieć m. in. zasad, jakimi kierowali się autorzy za
mieszczając lub nie zamieszczając bibliografii. Towarzyszy ona wszystkim hasłom
ogólnym, ale czytelnik hasła „mitologia Indian Ameryki P o ł u d n i o w e j " odsyłany
jest do 7 pozycji (wśród których nota bene brak kilkutomowych
Mitologiąues
C . Lévi-Straussa!), podczas gdy bibliografia do hasła „żmij" zajmuje w i ę c e j niż
kolumnę druku. Múlúngu — praprzodek i gromowładca bantujęzycznych l u d ó w
Afryki Wschodniej — otrzymał 4 pozycje bibliograficzne, natomiast Quetzalcóatl —
postać tak charakterystyczna dla mitologii Mezoameryki i tak kontrowersyjna, że
poświęcono jej dziesiątki, jeśli nie setki publikacji —- nie zasłużył w ogóle na
odsyłacz do literatury. Przy okazji nasuwa się pytanie ogólniejsze, o funkcje
bibliografii w wydawnictwach encyklopedycznych. Czy ma ona odsyłać czytel
nika do literatury podstawowej, bez względu na czas i miejsce jej powstania, czy
w pierwszym rzędzie do literatury w rodzimym języku czytelnika? I w tej kwestii
pomiędzy autorami haseł dają się zauważyć poważne rozbieżności.
Powyższe uwagi dotyczą znacznie większej liczby haseł, choć przykłady wy
brane zostały z zakresu najbliższego autorowi recenzji. Z drugiej wszakże strony,
dysproporcje rażące nieco z punktu widzenia całości encyklopedii mają również
swoje plusy, p o n i e w a ż szereg rozbudowanych artykułów poświęcono takim mito
logiom, o których rzadko lub wcale nie wspominają publikacje autorów zachodnio
europejskich i amerykańskich (nie dlatego, by o nich nie wiedzieli, lecz z prostego
powodu, że dla Anglosasów mitologia K e t ó w jest równie odległa, jak dla Rosjan
mitologia Huicholów).
Jak wspomnieliśmy, hasła etniczno-regionalne tworzą zasadniczy zrąb dzieła,
a wraz z hasłami szczegółowymi stanowią jego dużą część. I c h uzupełnieniem są
a r t y k u ł y dotyczące mitologii tzw. wielkich religii (judaizmu, chrześcijaństwa, bud
dyzmu i mahometanizmu), z których każdy posiada odpowiednie „zaplecze" w po
staci haseł szczegółowych. Nie wnikając w sprawy merytoryczne ze względu na
brak kompetencji, należy jednak wyrazić zdumienie, iż w bibliografiach „mito
logii judaistycznej" i „mitologii chrześcijańskiej" nie figuruje Biblia jako dzieło
samo w sobie, a nie przedmiot rozważań takich czy innych badaczy i komenta
torów, do których zaliczono m. in. Z . Kosidowskiego!
Osobną grupę stanowią hasła poświęcone „obiektom" mitologicznym (takim
jak zwierzęta w ogóle i poszczególni ich reprezentanci, ptaki, rośliny, jadło, łuk,
okno, smok, drzewo życia itp.) oraz kategoriom myśli mitologicznej (np. lewy/pra
wy, góra/dół). Koresponduje z nimi ostatnia chyba możliwa do wydzielenia grupa
haseł — nazwijmy je problemowymi, które są swego rodzaju przewodnikiem po
mitologii jako takiej (np. „mity kosmogoniczne", „mity astralne", „czas mitycz
ny", „bohater"), a równocześnie po ogromnym, z w i ą z a n y m z nią obszarze proble
matyki antropologicznej (np. „archetypy", „kalendarz", „model świata", „historia
i mity", „sztuka przedstawiająca i mitologia", „religia i mitologia"). Nie sposób
w y m i e n i ć tu wszystkich haseł, których dobór zasługuje na osobne podkreślenie
i uznanie, i nie na tym rzecz polega. Faktem jest wszakże, iż ta część encyklopedii
w istotny sposób rzutuje na całość publikacji, czyniąc z niej nie tylko opasłe
tomy, po które sięga się od czasu do czasu, gdy należy dowiedzieć się czegoś kon
kretnego lub sprawdzić jakąś informację, lecz prawdziwie zajmującą pozycję, k t ó -
188
RECENZJE
rej lektura pozwala także zrozumieć wiele z m e c h a n i z m ó w rządzących ludzką
w y o b r a ź n i ą i historią „kultury duchowej".
Byłoby zapewne przesadą, gdyby powiedzieć, że Mity ludów świata
stanowią
sui generis podręcznik mitoznawstwa, już choćby z tego powodu, iż pośród 73 auto
r ó w reprezentowane są różne podejścia do mitologii, czasem diametralnie od
mienne orientacje teoretyczne. Ale bez wątpienia cechy takie recenzowane dzieło
posiada i to nawet nie dlatego, że otwiera je wielostronicowy w s t ę p pt. Mitologia
pióra S. A . Tokariewa i E . M. Mieletinskiego, a hasła zaliczone do d w ó c h ostatnich
grup tworzą pokaźny ilościowo zespół. O wiele większe znaczenie ma dominacja
w ł a ś n i e w hasłach dwóch ostatnich grup ujęcia strukturalno-semiotycznego, czego
powodem jest nieustanne pojawianie się wśród ich autorów W. N. Toporowa,
a obok niego W. W. Iwanowa, E . M. Mieletinskiego, rzadziej innych. Także wielu
autorów, piszących hasła z grupy etniczno-regionalnej, ujawnia w sposób mniej
lub bardziej w y r a ź n y w p ł y w y tej orientacji. Skutek jest taki, że czytelnik —
chcąc nie chcąc — poznaje oprócz f a k t ó w z dziedziny mitologii określone instru
mentarium pojęciowe, jakim operują autorzy, otrzymuje pewne punkty odniesie
nia, dzięki k t ó r y m lawina encyklopedycznych danych, miast stać się swoistym
panopticum, zyskuje porządek, hierarchię i w e w n ę t r z n ą spójność. Przynajmniej
częściowo. Oczywiście, takie wyraźne „piętno" teoretyczne odciśnięte na sporej
części haseł rodzi dwojakie uczucia. U tych, którzy je akceptują, będzie to nie
dosyt, rodzaj żalu, że zabrakło go w innych wypadkach. U z w o l e n n i k ó w „czystych"
f a k t ó w — bez względu na to, co określenie to oznacza — wzbudzi niechęć. Zwo
lennicy odmiennych orientacji będą się zżymać. Niżej podpisany upatruje w tym
dużą zaletę encyklopedii.
2
Dwie jeszcze rzeczy zasługują na podkreślenie. Zgodnie z t y t u ł e m publikacji,
nie przewidującym ograniczeń czasowo-przestrzennych, autorzy starali się —
aczkolwiek z różnym skutkiem — uwzględnić wszystkie większe grupy ludzkie
i sięgnąć od paleolitu aż po dzień dzisiejszy. Temu ostatniemu celowi służą m. in.
zazwyczaj krótkie, ale dość częste sygnały o sposobach wykorzystania (czy też
o sposobach pojawiania się) obrazów i m o t y w ó w mitologicznych w literaturze pięk
nej, plastyce, teatrze i muzyce. Dwie pierwsze dziedziny twórczości o m ó w i o n e zo
stały pod tym k ą t e m również w osobnych artykułach autorstwa J u . M. Lotmana,
Z. G . Minca i E . M. Mieletinskiego (Literatura
i mity) oraz W. N. Toporowa
(Sztuka przedstawiająca
i mitologia). Druga ze wspomnianych rzeczy łączy się
ściśle z poprzednią — jest nią przebogata, świetnie dobrana i nie najgorzej w y
drukowana szata ilustracyjna, będąca integralną częścią odautorskiego tekstu,
a zarazem samodzielnym przeglądem sztuki mitologicznej od wczesnodziejowych
malowideł i rzeźb po dzieła artystów niemal nam współczesnych.
Encyklopedia opatrzona została ponadto indeksem nazw i pojęć pojawiających
się wielokrotnie, w różnych hasłach. Warto dodać, że nakład jej w y n o s i ł 100 000
egzemplarzy.
Ryszard
8
Tomicki
Wśród autorów haseł znajduje się, prócz uczonych radzieckich, znany etnosemiotyk węgierski Mihály Hoppál z Budapesztu.
•t
RECENZJE
189
A . J O N A I T I S , Tlingit halibut hooks: an analysis of the visual symbols of
a rite of passage, Anthropological Papers of the American Museum of Natural
History, New York 1981, vol. 57, part 1, ss. 48, ilustr.
Niewielka rozprawa Aldony Jonaitis z Department of Art, State University
of New York at Stony Brook, pomimo wąskospecjalistycznego tematu, stanowi
godny uwagi przyczynek do gigantycznego wręcz problemu, jakim są relacje po
między materialnymi wytworami kulturowymi a tzw. kulturą duchową. Przed
miotem analizy są rzeźbione haki do p o ł o w u halibutów u ż y w a n e przez Indian
Tlingit z południowo-wschodniej Alaski i autorka z r o z m y s ł e m utrzymuje się
w granicach, które wyznacza hasło „sztuka Indian Północno-Zachodniego Wybrze
ża". Jednak poruszone przez nią kwestie wykraczają poza te ramy* i prowokują
każdego, kto nie jest szczególnie zainteresowany kulturą Tlingitów czy sztuką
Północno-Zachodniego Wybrzeża Ameryki Północnej do pytań ogólniejszych: co
i w jaki sposób odzwierciedlają zdobienia na narzędziach pracy?, czy, a jeśli tak,
to w jaki sposób, odczytać można pozatechnologiczne i pozatechniczno-użytkowe
Informacje zakodowane w tego typu wytworach? Omawiana praca dostarcza na
nie odpowiedzi jednostkowej, lecz nader interesującej.
A. Jonaitis dążąc do wyjaśnienia semantyki w y o b r a ż e ń na hakach rybackich,
0 których od dawna wiedziano, że były obiektami posiadającymi w opinii u ż y t
k o w n i k ó w „moc magiczną", przeprowadza dwojakiego rodzaju analizy. Po pierw
sze — rekonstruuje i konceptualizuje społeczno-kulturowy kontekst badanego wy
tworu, po drugie — dokonuje analizy w i z e r u n k ó w umieszczonych na samym w y
tworze. Podstawowe znaczenie dla rezultatów pracy ma ustalenie, iż p o ł o w y hali
buta są zajęciem szczególnym, pod wieloma względami opozycyjnym w stosunku
do połowów łososia, w y m a g a j ą c y m od rybaków opuszczenia „swojego świata"
1 podjęcia działań w „świecie innym, obcym". Do określenia tych dwóch przeciw
stawnych obszarów rzeczywistości autorka używa terminów sacrum i
profanum
(za E . Durkheimem), z czym można polemizować: nie w y d a j ą się one bowiem do
statecznie adekwatne, lecz co nie przeszkadza uznać za w pełni uzasadnione od
w o ł a n i a się do teorii rytuałów przejścia A. van Gennepa i V . Turnera, które pro
w a d z ą autorkę do wniosku, że tlingicki rybak łowiący halibuty znajduje się
w stanie liminalnym, czasowo upodabniając się do szamana. Wskazują na to r ó w
nież analogie pomiędzy wyobrażeniami w ł a ś c i w y m i „sztuce szamańskiej" i wize
runkami umieszczanymi na hakach, których styl jest ponadto całkowicie odmien
ny od stylu zdobnictwa przedmiotów należących do „sfery profanum".
Symboliczne funkcje h a k ó w nie ograniczają się jednak po prostu do magicz
nego „wspajcia" rybaka. Analiza rzeźbionych wyobrażeń oraz tworzonych przez
nie m o t y w ó w ikonograficznych wskazuje, iż jedne i drugie odnoszą się do po
szczególnych faz rytuału przejścia (tj. separacji, stanu liminalnego-granicznego,
inkorporacji), przy czym w wypadku samych wyobrażeń dominują symbole liminalności, natomiast w motywach ikonograficznych — symbole inkorporacji. W kon
sekwencji haki na halibuty okazują się złożoną strukturą symboliczną, której
funkcje — oprócz magicznego wzmocnienia rybaka — obejmują także zabezpie
czenie mu powrotu ze „świata obcego" do „świata własnego", a ponadto wpro
wadzenie określonego porządku (właściwego „światu swojemu") w „świat obcy",
czy m ó w i ą c inaczej — strukturyzację obszaru nieoswojonego przez człowieka.
Wnioski A. Jonaitis korespondują wyraźnie z w y s u n i ę t ą wcześniej przez C . L é v i -Straussa tezą, iż w sztuce plastycznej, gdzie nie istnieje możliwość uwzględnienia
elementu temporalnego, symbole syntetyzują niejako różne fazy rytuału czy mitu.
Quasi-szamanistyczne cechy w zdobnictwie h a k ó w stanowią zatem implikację tego
samego modelu świata, są zjawiskiem typowym w y n i k a j ą c y m z u n i w e r s a l i ó w
190
RECENZJE
myślenia mitologicznego. Niemniej jednak tego rodzaju generalizacja nie wychodzi
spod pióra autorki, albowiem dostrzega ona jeszcze wiele kwestii w y m a g a j ą c y c h
wyjaśnienia, takich chociażby jak ta, dlaczego plemiona południowe nie dekorują
swych h a k ó w na halibuty, nawet jeśli narzędzia te uważane są za przynależne do
„sfery sacrum". I znowu można powiedzieć, iż pytanie to jest faktycznie istotne,
nie tylko z perspektywy studiów nad kulturą Indian Północno-Zachodniego W y
brzeża.
Ryszard
M A R C I N K U L A , Polonia brazylijska,
Tomicki
Warszawa 1981, ss. 230.
Problematyka polonijna jest nader rozległa, a badania w tym zakresie pro
wadzone są dość „szerokim frontem". Współcześnie bowiem są one udziałem h i
storyków, socjologów, etnografów i stanowią przedmiot zainteresowania wyspecja
lizowanych placówek lub zgoła fascynacji indywidualnych badaczy, którzy na mar
ginesie swoich podstawowych zajęć zawodowych znajdują czas na „drążenie" tęga
zagadnienia. Wprawdzie daleko nam jeszcze do jakiegoś syntetycznego ujęcia pro
blematyki polonijnej, jednak książki na ten temat, które ukazały się w ostatnim
okresie, posuwają znacznie do przodu stan naszej wiedzy o różnych aspektach
tego zagadnienia. Do książek takich należy w ł a ś n i e recenzowana praca, mimo tego,
że na temat polonii brazylijskiej posiadamy stosunkowo obfitą literaturę. Publi
kacja ta powstała w ramach kontaktów naukowych autora z Zespołem D z i e j ó w
Ameryki Łacińskiej Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk oraz Instytutem
Badań Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wykorzystano w niej zupełnie
nowy zasób źródeł przechowywanych w Archiwum Akt Dawnych w Warszawie,
tj. zespół akt i d o k u m e n t ó w przedwojennego Ministerstwa Spraw Zagranicznych,
Ś w i a t o w e g o Związku P o l a k ó w z Zagranicy, Związku Harcerstwa Polskiego, I . J . P a
derewskiego i inne, w wyniku czego otrzymaliśmy książkę ciekawą, w której za
znacza się szacunek autora dla rzetelnej dokumentacji, wypowiadanych opinii
i sądów ogólniejszych. W zamyśle piszącego książka stawia sobie bowiem „za cel
pójście w kierunku oparcia naszej wiedzy o emigrantach w ich kraju osiedlenia
na danych empirycznych i obiektywnie sprawdzalnych. Stąd jej oparcie przede
wszystkim na mniej dotychczas wyzyskiwanym materiale archiwalnym". Taki punkt
widzenia okazał się niezwykle interesujący i płodny poznawczo, zwłaszcza ż e
często toczą się jeszcze u nas dyskusje na temat faktycznych osiągnięć i klęsk
polskiego osadnictwa w Brazylii, a ponadto spotkać też można w literaturze róż
niące się między sobą informacje o tych samych faktach. W odniesieniu do nie
których z tych spornych' kwestii poczynione przez autora książki ustalenia są
z całą pewnością ścisłe, sięgnął on bowiem — najgłębiej jak tylko mógł — opie
rając się na źródłach, które zweryfikował, nadając swej pracy naukowy i rzetelny
charakter.
Książka składa się z trzech rozdziałów poprzedzonych krótkim w s t ę p e m . We
wstępie ukazane zostały motywy podjęcia tej problematyki przez autora z zazna
czeniem dotychczasowych dokonań w tym przedmiocie. Choć autor doskonale
zdaje sobie sprawę z pewnych ograniczeń źródłowych dla omawianego tematu,
chciałby jednak, aby jego książka „była czymś więcej niż kolejnym głosem w n a
miętnych dyskusjach, jakie — często na podstawie obserwacji wycinkowych bądź
pobieżnych — toczyły się na temat osiągnięć i klęsk polskiego osadnictwa w B r a
zylii od samego jej początku. Można mieć nadzieję, że kroki, może większe, w tym
samym kierunku uczynią historycy i socjologowie brazylijscy, niekoniecznie zresztą
polskiego pochodzenia".
RECENZJE
191
Faktycznie polska sprawa w Brazylii to temat niezmiernie ciekawy, w k a ż
dym bądź razie na ten temat powinni w y p o w i a d a ć się nie tylko historycy ale
i socjologowie. Zjawisko emigracji nie jest bowiem w y ł ą c z n i e zjawiskiem histo
rycznym i towarzyszy mu szereg faktów i zjawisk — zarówno jednostkowych j a k
i społecznych, które czynią je doskonałym polem badawczym dla socjologów. J a k
do tej pory te aspekty polskiej emigracji zarobkowej do Brazylii, ale nie tylko,
stanowią szeroki margines w badaniach związanych z problematyką polonijną.
Myślę jednak, że w miarę dalszego postępu w zakresie poznawania problematyki
polonijnej i te obszary zostaną objęte badaniami, a m ó w i ą c najogólniej chodzi
tutaj o więzi Polonii z krajem pochodzenia, świadomość narodową e m i g r a n t ó w ,
tendencje integracyjne i dezintegracyjne wśród Polonii itp. Obserwacja dotych
czasowych dziejów Polonii w rozmaitych krajach osiedlenia skłania do przyjęcia
poglądu, że na równi ze sprawami historycznymi w a ż n e są w obszarze polonij
nym sprawy o charakterze psychologiczno-socjologicznym, warte szerszej pene
tracji i szczegółowszych badań.
Jak wiadomo polska emigracja do Brazylii miała charakter w ę d r ó w k i za
chlebem i zrodzona została w e w n ę t r z n y m i potrzebami tego kraju, z w i ą z a n y m i bez
pośrednio z uprawą kawy. Sprawy te stosunkowo obszernie naświetlił autor re
cenzowanej książki i stanowią one tło do rozstrzyganych w pierwszym rozdziale
z a t y t u ł o w a n y m „Sukcesy i porażki", kwestii imigracyjnych oraz u w a r u n k o w a ń go
spodarczych, jakie ziemia ta zgotowała przybyszom. Trzeba tutaj bowiem pod
kreślić, że obok P o l a k ó w ciągnęli do Brazylii Włosi, Portugalczycy, Hiszpanie, J a
pończycy i Niemcy. Gdy pojawiła się owa „gorączka brazylijska", na ziemiach
polskich trwał strukturalny i długotrwały kryzys gospodarczy, w y w o ł a n y dużą
ilością zboża na rynkach Europy Zachodniej, pochodzącego z Kanady i S t a n ó w
Zjednoczonych. Załamały się w i ę c nasze tradycyjne rynki zbytu, a nędza chłopa
polskiego spotęgowana została tym zjawiskiem. Za chlebem w i ę c w ę d r o w a ł on
do Brazylii, gdzie wcale niełatwe czekały na niego warunki bytowania, o czym
świadczą chociażby cytowane przez autora listy osadników słane do swych bli
skich w kraju. Warte podkreślenia jest tutaj zjawisko, że emigrant polski nie
chciał wiązać się z pracą na plantacjach. W trudniejszych nieraz warunkach by
towania od tych, które p a n o w a ł y na plantacjach, podejmował się zakładania w ł a
snego gospodarstwa. Ó w urok i smak ziemi, który pchał go za morze, p o w o d o w a ł
nim, że podejmował się trudnej pracy kolonisty osadnika, aby tylko gospodaro
w a ć na swoim. Wszystko to rodziło wiele spraw trudnych początkowo do przewi
dzenia, ale upór i zaciętość w dochodzeniu do własnego k a w a ł k a ziemi łagodziły
stressy i nostalgie zrodzone z dala od ziemi ojczystej. Wprowadzając czytelnika
w tę problematykę czyni autor słuszne podkreślenie, że chłopi polscy w Brazylii
„uchronili się przed proletaryzacją, która stała się udziałem znacznej części ich
współziomków czy to w Polsce, czy to na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych.
Uchronili się przed proletaryzacją, która stała się udziałem znacznej części w ł o
skich emigrantów w stanie Sao Paulo. W swej masie chłopami pozostali i dodzisiaj stanowią przeważający procent społeczności polskiej w Brazylii. Te u m i ł o
wanie ziemi, które gnało ich za morze, stało się też p o w a ż n y m czynnikiem pro
wadzenia własnej gospodarki, inwestowania w nią i kolejnego modernizowania.
Tutaj w Brazylii polski chłop zobaczył nagle całkiem realną możliwość doścignięcia
ideału w Polsce nieosiągalnego, tj. pana folwarcznego. Stąd też w listach słanych
do kraju tyle jest pochwał Brazylii i optymistycznych sądów w rodzaju: „ja mam
lepi jak dziedzic w Polsce, ktury ma dziesięć folwarkuw", „teras ja jesdem Pan,
to nie tak jak w Polsce było" lub „Dzięki ci Boże, żeś pokierował kroki moje
w te stronę, a proszę cię tylko o zdrowie" czy „Brazylia jest to kraj obszerny,
że wszystkich Polaków może pomieścić i jeszcze miejsce będzie, zarazem kraj mle
kiem i miodem płynący".
192
RECENZJE
A jak było w istocie. I l u tych zachwyconych emigrantów zostało naprawdę
„dużymi panami"? Trudno o jakieś szczegółowe dane na ten temat, chociaż w s p ó ł
czesna Brazylia jawi się m. in. dużym postępem kultury agrarnej. Spotkać tam
m o ż n a wioski zasobne i dostatnie, a niemało ich również w regionach, gdzie mie
szkają emigranci polscy. Niektórzy z nich posiadają dobrze prosperujące gospo
darstwa rolne i są klasycznymi farmerami, w k a ż d y m bądź razie i pod tym
w z g l ę d e m notuje się duże różnice, a także uszczypliwe opinie i sądy o polskich
emigrantach, które przytacza autor w książce cytując badania socjologa brazylij
skiego O. Ianniego. Faktem jest również i to, że wyniesiony z zacofanych ziem
polskich poziom kulturalny emigrantów nie pozostawał bez w p ł y w u na zaniżenie
ich poziomu aspiracji. Niekorzystnym zjawiskiem dla tej ludności b y ł również
przez długie lata brak jakiejkolwiek pomocy z ich kraju rodzinnego. Nieistnienie
p a ń s t w a polskiego równało się z brakiem takiego wsparcia, jakie o t r z y m y w a ł y
inne grupy emigrantów, np. Włosi czy Niemcy. P a ń s t w a te zawarły bowiem, sze
reg u m ó w z rządem brazylijskim gwarantujących emigrantom odpowiednie w a
runki bytowania. Wprawdzie z chwilą odzyskania niepodległości przez Polskę
stan ten uległ zmianie, zawsze jednak w kraju zdawano sobie sprawę z niedo
skonałości pomocy, jaką odradzająca się Ojczyzna mogła świadczyć w y c h o d ź c o m .
Podejmowano różne próby niesienia takiej pomocy, była to jednak kropla w mo
rzu potrzeb. W sukurs tym potrzebom przychodziły różnego rodzaju organizacje
polonijne i stowarzyszenia grupujące emigrantów, one też położyły duże zasługi
na rzecz rozwoju życia kulturalno-oświatowego oraz szkolnictwa. Chłop polski
w Brazylii ostał się w i ę c w masie innych emigrantów jako ten, który zachował
świadomość swojego pochodzenia, k u l t y w o w a ł tu też swoje zwyczaje i obyczaje
-oraz religię. Sprawom tym w recenzowanej książce poświęcony jest drugi roz
dział zatytułowany „Odrębność czy asymilacja". Badania socjologiczne wielokrot
nie potwierdzały, że większą szansę asmil^acji posiadają jednostki bądź grupy sto
jące na w y ż s z y m szczeblu hierarchii. Wspomina o tym autor książki zaznaczając
przy tym, że cechy polskiej grupy wniesione do Brazylii oraz jej bagaż kultu
rowy działały wprawdzie opóźniająco na jej gospodarczy awans, a przez to od
działywały też niekorzystnie na proces asymilacji. Dodać do tego również należy
zwarte skupiska polskiego osadnictwa, gdzie nieraz całe wioski b y ł y czysto pol
skie i rządziły się swoimi tradycyjnymi normami wyniesionymi z ojczystego kraju.
Oczywiście z czasem następował powolny proces asymilacji zdeterminowany miej
scowymi warunkami administracyjnymi, nigdy jednak nie prowadził on do utraty
świadomości swojego pochodzenia i odrębności etnicznej. Sytuacja ta stała się na
wet w pewnym okresie bardzo kłopotliwa dla emigrantów wszystkich nacji. W l a
tach trzydziestych naszego stulecia doszło w Brazylii do zamachu stanu i na czele
p a ń s t w a stanął ponownie Getulio Vargas, b y ł y tymczasowy prezydent. Wprowa
dzone przez niego rządy nosiły silny charakter i charakteryzowały się dążnością
do stworzenia jednolitego państwa, w którym zniknąć miały partykularne inte
resy mniejszości narodowych. W ślad za taką koncepcją ustrojową zmierzającą
do upodobnienia Brazylii do większości p a ń s t w burżuazyjnych w Europie wszyst
kie nieomalże dzienniki podniosły zarzut politycznej konspiracji cudzoziemców,
tworzenia przez nich państwa w państwie i pielęgnowania odrębności narodowych.
Głoszono hasła „jesteśmy panami we w ł a s n y m kraju", „goście są wrogami" lub
„Brazylia dla Brązy li jeżyków". Przez cały kraj powiało falą nacjonalizmu, atako
wano ludzi m ó w i ą c y c h swoim w ł a s n y m językiem, ograniczano działalność o ś w i a
tową skupisk emigracyjnych, napiętnowano rodzinę jako instytucję podtrzymującą
odrębność narodową dzieci, starano się ograniczać łączność emigrantów z krajem.
Akcja ta dotknęła również środowiska polonijne, doszło do wymiany not dyplo
matycznych i zarzucano Polsce chęć stworzenia swojej kolonii w Brazylii. W archi-
193
RECENZJE
wach policyjnych z tego okresu zachował się nawet dokument, ostrzegający, że
rząd polski przygotowuje lotniczą inwazję stanu Parana. Dopatrywano się tutaj
podobnej praktyki, jaka miała miejsce swego czasu ze strony Polski na Zaolziu
i Litwie. Z czasem jednak tego typu akcje osłabły, sytuacja zaczęła się stabili
zować, zwłaszcza w odniesieniu do miejscowej Polonii. Wybuch I I wojny ś w i a t o
wej zapoczątkowany napaścią Niemiec na Polskę odbił się dużym echem w B r a
zylii, która będąc od roku 1942 sojusznikiem Polski w tej wojnie zezwoliła nawet
na prowadzenie werbunku wśród ludności polonijnej do armii polskiej na Z a
chodzie.
Wiele jest jeszcze ciekawych kwestii w tej książce, która wzbogaca naszą
wiedzę o problematyce Polonii brazylijskiej, mimo że na ten temat posiadamy sto
sunkowo obfitą literaturę. W sumie otrzymaliśmy książkę naprawdę bogatą infor
macyjnie, rzetelną i kompetentną. Wśród tych bezsprzecznych zalet wysunąć je
szcze należy bogactwo faktów i tu leży bodaj główna waga omawianego dzieła,
napisanego prostym i komunikatywnym językiem.
Antoni
J O H N P I C T O N , J O H N M A C K , African Textiles.
London 1979, ss. 208, rye. 232 w tym 28 barwnych.
Looms, Weaving and
Kuczyński
Design,
Książkę napisaną przez etnografów zajmujących się ogromnym zbiorem afry
kańskich tekstyliów w Museum of Mankind, etnograficznym dziale British M u
seum w Londynie, wydano przed otwarciem wystawy o podobnej tematyce. Sta
nowi ona pierwsze, przeprowadzone na tak wielką skalę, wprowadzenie do złożo
nego problemu historii i geografii afrykańskiego włókiennictwa. Tradycyjne roz
wiązania techniczne tak w zakresie najprymitywniejszych na kuli ziemskiej kro
sien, jak i technik pozatkackich były dotychczas zbyt mało zbadane i brak było
ujęcia obejmującego prawie cały olbrzymi kontynent tak zróżnicowany pod w z g l ę
dem rozwoju cywilizacyjnego. Omawiana książka ukazuje materiały z całej pół
nocnej Afryki, poza mało zbadaną Saharą, jej środkowej części i podlegającego
silnym w p ł y w o m azjatyckim Madagaskaru. Brak informacji o rozwoju w ł ó k i e n
nictwa w południowej części kontynentu. Jednakże mapy ukazują najogólniejsze
dane techniczne odnoszące się do całej Afryki. We wprowadzeniu autorzy ukazali
stan badań i zachowane materiały pochodzące na ogół najdalej z ubiegłego stu
lecia. Przyjmują oni klasyfikację techniczną w y r o b ó w włókienniczych z podręcz
nika I . Emery. G ł ó w n y m przedmiotem ich zainteresowań są najbardziej rozpo
wszechnione techniki tkackie i tkaniny, uwzględniają oni jednak także wyroby
pozatkackie.
Ukazanie włókiennictwa afrykańskiego autorzy rozpoczynają od przeglądu
surowców. W Afryce używano w e ł n y owczej i koziej, bawełny, jedwabiu w za
chodniej części kontynentu, w Etiopii i na Madagaskarze łyka i rafii, a także kory
drzewnej. Wyliczyli oni także stosowane barwniki, przede wszystkim zajęli się
bezzaprawowym indygiem. Klasyfikacja krosien tkackich wzbudziła już dyskusję
w 11 tomie Textile History z 1980 r. Autorzy podzielili krosna na urządzenia beznicielnicowe, używające jednej, dwóch i więcej nicielnic. Krosno paronicielnicowe
znaleziono na Madagaskarze podlegającym w p ł y w o m bardziej złożonego tkactwa
azjatyckiego. Można było oczywiście przyjąć inne kryteria klasyfikacyjne krosna
tkackiego. W tym złożonym narzędziu do pracujących części należy zarówno me
chanizm uruchamiania osnowy, jak przerzucania wątku. Można jednak bronić
przyjętego przez autorów kryterium podziału podkreślającego jedynie czynność
13 — Etnografia Polska, X X V I I / 2
194
RECENZJE
tkania. Chcieli oni uniknąć skomplikowanych sporów terminologicznych związa
nych raczej z budową krosna i pionowym lub poziomym położeniem osnowy.
Tkactwo wzorzyste w swych bardziej złożonych wariantach nie było bardzo
rozpowszechnione w czarnej części Afryki. Wymagało ono bowiem krosna wielonicielnicowego. Tkaniny wyrabiane na Madagaskarze cechuje szczególne bogactwo
ornamentu geometrycznego i jaskrawe zestawienia barw. Podobnie jak w niektó
rych częściach Afryki wyrabia się tam specjalny typ wzorzystych tkanin u ż y w a
nych jedynie do celów pochówkowych. W Afryce rozpowszechnione były różne
techniki zdobienia gotowych już tkanin drogą pokrywania ich drukiem bezpo
średnim za pomocą klocków czy stempli, rysowaniem czy malowaniem. Znano
także mniej złożone techniki druku pośredniego przy zastosowaniu rezerważu,
a więc zakryciu woskiem, czy inną substancją, przeznaczonych do barwienia partii
tkanin lüb przędzy. Te rozwiązania zdobienia tkanin były dość rozpowszechnione
na całym prawie badanym kontynencie afrykańskim. Natomiast ikat, czyli bar
wienie nici w ą t k u lub osnowy przed tkaniem, znano na Madagaskarze. Poza dru
kowaniem i malowaniem tkanin stosowano niewiele zabiegów wykończalniczych.
Wśród technik pozatkackich na pierwszym miejscu w y m i e n i ć trzeba różne
rozwiązania z zakresu aplikacji, a w i ę c naszywania na tkaninach innych barw
nych jej k a w a ł k ó w lub też klejnotów, ozdób z metalu, skóry, paciorków, muszli
i wszelkiego rodzaju przedmiotów traktowanych jako elementy dekoracyjne. O ile
aplikacja różnego rodzaju tkanin czy barwnych włókien jest szeroko rozpowszech
niona w ś w i a t o w y m włókiennictwie, o tyle dekorowanie innymi przedmiotami
jest charakterystyczne dla w y r o b ó w afrykańskich. Nasuwa się tu dygresja, że
tak modne obecnie dekorowanie artystycznych tkanin różnego typu przedmiotami
rozwinęło się może pod w p ł y w e m barwnych aplikacji afrykańskich. Rzadko stoso
wano natomiast pikowanie czy zszywanie kołder z barwnych łatek tak charakte
rystyczne dla włókiennictwa amerykańskiego. Szczególnym typem filcownictwa
jest ubijanie kory z drzewa stanowiącego specjalny gatunek figi. Z płatów tej
kory zeszywano części odzieży. Technika ta jest najbardziej rozpowszechniona
u plemion afrykańskich nie znających tkactwa, lub tam gdzie rozpowszechniło się
ono późno, np. w Kongo, Ugandzie i Zambii.
*
Wśród innych technik pozatkackich należy w y m i e n i ć haft na tkaninach upra
wiany w zachodniej i północnej Afryce. Rozpowszechnił się on wraz z islamem,
nie znała go kultura murzyńska. Nieznane było także dziewiarstwo i techniki po
krewne, jak szydełkowanie czy ścieg igłowy. Techniki te rozpowszechnione są
tylko w północnej Afryce w powiązaniu z w ł ó k i e n n i c t w e m arabskim. Na pod
kreślenie zasługuje znakomita szata graficzna omawianej książki. Znaleźć można,
niezwykle czytelne ilustracje wszelkich zdobionych tkanin ze zbiorów Museum of
Mankind: wzorzystych, drukowanych, malowanych, zdobionych aplikacjami i haf
towanych. T a bogata dokumentacja uzupełnia nowatorski tekst książki, która za
wiera informacje w a ż n e dla każdego afrykanisty.
Irena
AAGOT
NOSS, Statuane
i Nordmandsdalen,
Oslo 1979,
ss.
189
Turnau
i ilustracje.
Badacze tradycyjnych strojów ludowych, poszukując materiałów historycznych,
bardzo często odwołują się do rycin, czy obrazów wykonanych przez mniej lub
więcej znanych artystów malarzy, którzy zainteresowani kulturą ludową, zwłaszcza strojami regionalnymi, szkicowali i portretowali wieśniaków. W literaturze
naukowej nie brak opracowań specjalnie temu tematowi poświęconych, czego przy-
^
;
195
RECENZJE
1
kładem w Polsce może b y ć artykuł A. Jacher-Tyszkowej , a w Norwegii książkowe
opracowania A. Noss, omawiające twórczość norweskich malarzy .
Aagot Noss w swych poszukiwaniach i dociekliwości badawczej natrafiła na
jeszcze inne, ciekawe źródło dotyczące norweskich strojów regionalnych i dała
temu wyraz w kolejnej książce, poświęconej statuom o Nordmandsdalen, czyli
w tzw. Norweskiej Dolinie należącej do terenu zamku Fredensborg w Północnej
Zelandii w Danii, które skompletował podczas swoich rządów Fryderyk V (17461766) — król Danii i Norwegii. Cały komplet składa się z 70 figur, z których
60 przedstawia farmerów i rybaków z różnych regionów Norwegii, odzianych
w ich typowe stroje. Monumentalne statuy, wykonane z piaskowca gotlandskiego
na postumentach, zostały usytuowane amfiteatralnie na trzech tarasowate roz
ciągających się gruntach, w lewo i prawo od centralnie umieszczonego tzw. pom
nika zwycięstwa. Pracę nad nimi rozpoczęto w 1760 r. i większość figur (41) umie
szczono tutaj w 1764 i 1765 r. Wykonał je niemiecki rzeźbiarz Johann Gottfried
Grund (1733-1796), któremu poruczono to zadanie. Za modele posłużyły mu małe
figurki z kości słoniowej Jub kłów morsa, które wyrzeźbił J0rgen Garnaas z H a l lingdal w Norwegii, urodzony w 1723 г., a zmarły ok. 1803-1804 г., znany także
jako Jargen-poczmistrz, gdyż był zatrudniony przy transporcie poczty. Miał on
nieprzeciętny talent do wykonywania lalek w ludowych strojach norweskich oraz
do rzeźbienia w drewnie, o czym pisał Lexow, podkreślając jego zręczność, dzięki
której misterne, maleńkie, rzeźbione figurki, przedstawiające norweskich w i e ś n i a
ków, znalazły miejsce w królewskiej kolekcji dzieł sztuki w Kopenhadze*. Król
obiecał Jorgenowi w y s o k ą nagrodę, którą wypłacano mu regularnie w latach 17641771. Jorgen Garnaas mieszkał w Bergen, lecz odwiedził Kopenhagę i Fredens
borg w 1764 i 1766 r.
г
Po dzień dzisiejszy zachowało się 29 małych figurek, z których 22 korespon
duje ze strojami statui znajdujących się w Nordmandsdalen. Wiadomo jednak, że
Jorgen Garnaas w y k o n a ł jeszcze inne, które posłużyły rzeźbiarzowi Gottfriedowi
Grundowi jako wzory.
Autorka była zainteresowana konfrontacją tych dwu twórców oraz ich war
tością jako źródła w badaniach nad norweskimi strojami regionalnymi. Dla wzbo
gacenia tych rozważań zwróciła uwagę także na stroje ludowe drewnianych lalek
J0rgena, jakie znajdują się w zbiorach Historycznego Muzeum w Bergen, po
równując je z figurkami z kości i kamiennymi statuami Grunda, nadto z porce
lanowymi figurkami produkowanymi przez Duńską Królewską Pracownię Porce
lany, dla której modelami były statuy w Nordmandsdalen. Wszystkie te wytwory
omawiane są i prezentowane na ilustrajach w kolejnych częściach książki.
Kamienne statuy wykonane przez Grunda przedstawiają stroje ludowe nastę
pujących regionów: Valdres — 2 mężczyzn, Buskerud — 7 figur z różnych miej
scowości, tj. mężczyzn i tańczące pary, Telemark (4) — mężczyznę, kobietę i m a ł
żeńską parę, Setesdal (5) — pracującą kobietę, parę małżeńską, kobietę i męż
czyznę, Vest-Agder — kobietę i mężczyznę, Rogaland (3) — dwu mężczyzn i ko
bietę, Hordaland aż 18 postaci — mężczyzn i kobiety z różnych miejscowości, Sogn
i Fjordane oraz Sar — Trandelag — po sześć różnych figur, Nord Tr0ndelag —
dwie figury, tj. kobietę i mężczyznę oraz z Laponii — 2 mężczyzn i kobietę.
W Nordmandsdalen brak przykładów z pięciu regionów, tj. z Hedmark, 0st-fold,
Vestfold, M0re i Romsdal oraz Nordland. Widać stąd, że przedmiotem zaintereso-
1
A. J a c h e r - T y s z k o w a , Grafika polska XIX wieku jako źródło do badań
nad strojem ludowym, „Polska Sztuka Ludowa", nr 4: 1975, s. 199-224.
A. N o s s , Johannes Flintoes draktakvarellar, Oslo 1970; t e j ż e ,
Joachim
Frichs draktakvarellar, Oslo 1973.
' E . L e x o w , Jorgen Garnaas and Nordmandsdalen, Oslo 1915-1916, s. 9.
2
196
RECENZJE
w a ń wspomnianych autorów były przede wszystkim regiony z bogatymi tradycjami
strojów, jak Valdres, Hallingdal, Telemark, Setesdal i Hordaland.
Porównując materiał, który prezentują statuy z innymi obecnie dostępnymi —
ilustracyjnymi i pisanymi źródłami, stwierdzić należy, że ukazują nierzadko całe
komplety strojów lub części czy mniej bądź więcej znane detale. Ale spotyka się
tutaj także odzież i jej detale nie mające innych odpowiedników. Wskazuje to
na fakt, że albo nie dokumentują należycie ówczesnej rzeczywistości, albo też nie
zostały one nigdzie dotąd uwzględnione i dlatego są bliżej nie znane. Wiarygod
ność jednak autentyzmu przedstawionych strojów podnoszą różne rekwizyty umie
szczone w rękach rzeźbionych postaci, charakterystyczne dla poszczególnych regio
nów. Poza tym uzupełnia je jeszcze w ł a s n y komentarz Grunda oraz konfrontacja
z istniejącym materiałem faktograficznym. Nie ma w i ę c wątpliwości, że stroje
ludowe przedstawione na statuach mają duże znaczenie dokumentacyjne. Jak przy
puszczają niektórzy badacze (Lexow, Uldall) w kreacji figur z Nordmandsalen nie
małą rolę odegrały drewniane i kościane laleczki Jorgena.
Autorka książki poświęca sporo uwagi tej koncepcji, starając się w niej upew
nić. Figurki Jergena przechodziły różne koleje losu i stąd budzić się mogą wątpli
wości co do ich autentyzmu i korzystania Gurunda z tych wzorów. Aagot Noss
stwierdza jednak, ż e dla Gurunda wzorem były tylko kościane figurki, a nie drew
niane laleczki znane ze zbiorów w Bergen. Natomiast nie ma wątpliwości, że te
ostatnie posłużyły za modele w produkcji porcelanowych figurek, które w y s z ł y
z Duńskiej Królewskiej Pracowni Porcelany w latach 1777-1814.
Omawiana książka, bardzo bogato ilustrowana, przedstawia statuy oraz —
w zbliżeniu — ich fragmenty dla dokładniejszego obrazu detali strojów, w któ
rych artysta uwzględnił nie tylko formę, ale także miejsca zeszycia, cięcia, za
pięcia, wiązania, sprzączki (np. w męskich spodniach do kolan), marszczenia i fał
dowania kobiecych spódnic, układ nakrycia głowy kobiecej i m ę s k i e j , ozdoby
biegnące wzdłuż obrzeży, uczesanie głowy, okrycie nóg oraz różnego rodzaju ele
menty zdobnicze i biżuterię. Artysta z dużą wiernością starał się oddać w k a
mieniu gatunek, a nawet fakturę stosowanych w stroju surowców i zdobin. Nadto
uzewnętrznił inne jeszcze szczegóły związane z życiem i zajęciami norweskiej lud
ności mieszkającej na prowincji.
Dzięki wielkiemu realizmowi, te jedyne w swoim rodzaju rzeźby mają znacze
nie dokumentu, a tym samym wartość materiału źródłowego.
Barbara
Bazielich
N I L S E L I N G S G A R D , Norsk rosemálig,
Oslo 1981, wyd. Det Norské
laget, ss. 264 oraz ilustracje dwubarwne i kolorowe bez numeracji.
Sam-
W 1971 r. ukazało się w Oslo drugie poszerzone wydanie książki Randi Asker,
Rose — painting (rec. „Etnografia Polska", X I X : 1975, z. 2, s. 263-265). Autor pisał
o tym nie po raz pierwszy, podobnie jak inni badacze, którzy podejmowali ten
temat parokrotnie. Do nich należy także Nils Georg Brekker, Ragnar Nordby
oraz badacze szwedzcy, np. Harry Fett, Anne Marie Franzeen. Nie sposób wymie
niać tutaj wszystkich, ale warto podkreślić, że zainteresowanie tematem jest sze
rokie nie tylko w krajach skandynawskich. Prace te są napisane zarówno w ujęciu
monograficznym, dotyczącym określonego rodzaju wytworu, na którym występuje
rozetowe malarstwo, jak regionalnym — gdy chodzi o zaprezentowanie szerokiego
wachlarza w y t w o r ó w z tego typu zdobnictwem, bądź wreszcie syntetycznym, ujmu-
RECENZJE
197
jącym zagadnienia w różnych aspektach i na obs żarze całego kraju. Na tym miej
scu warto dodać, że w 1974 r. ukazało się w języku angielskim opracowanie ro
syjskiej autorki T. J . Jemieljanowej, (Khokhloma folk painting, Leningrad 1974)
omawiające bogactwo florystycznego malarstwa na wyrobach drewnianych zna
nych ośrodków w rejonie wołżańskim, zwłaszcza w okolicy Gorki i w północno-wschodniej części rejonu Niżni Nowgorod. Natomiast Slovenski etnografski muzej
w Ljubljanie wydał w 1973/74 roku Cvetlice v ljudski umetnosti albumowy prze
wodnik po wystawie pod tym samym tytułem, w którym zdobnictwo florystyczne
potraktowane jest szeroko, wychodząc także poza drewno jako główny surowiec.
Publikacja Nilsa Ellingsgarda, Norsk rosemálíng,
jaka niedawno się ukazała,
dotyczy malarstwa rozetowego tylko na sprzętach domowych, tj. meblach, puzdrach, naczyniach wytworzonych w różnych ośrodkach na terenie całej Norwegii.
Jest to książka obszerna, pięknie wydana, z kolorowymi ilustracjami.
W 1978 r. Nils Ellingsgard w y d a ł inną, o regionalnym zasięgu pracę z tego
zakresu, a mianowicie Rosemdling i Hallingdal. Obecna natomiast praca jest uję
ciem syntetycznym, które składa się z dwu części. Pierwsza poza w s t ę p e m trak
tuje o wytworach kultury materialnej zdobionych rozetowym malarstwem. N a
stępnie przedmiotem rozważań są ornamenty jako wynik twórczości wykształconej
na podstawie określonych stylów historycznych, tj. renesansu, baroku, okresu re
gencji i rokoka, Ludwika X V I i empiru; dalej jest rozdział zatytułowany „z mia
sta na wieś", gdzie autor wskazuje na drogę przejścia tego typu zdobnictwa i kie
runki jego rozwoju. W tej części znajduje się też rozdział mówiący o artystach i po
dejmowanych przez nich tematach zdobniczych oraz rozdział o materiale i tech
nice wykonania.
Jak wiadomo, malarstwo rozetowe wiąże się tematycznie nie tylko z moty
wami roślinnymi i kwietnymi, zwłaszcza róż, pąków, tulipanów i liści akantu,
czy girland, ale także często pojawiają się w nim postacie ludzkie, zwłaszcza żoł
nierze i jeźdźcy na koniach, tj. ułani, dobosze, znane osobistości i postacie wio
dące w społeczności wiejskiej, sceny z życia wsi, np. z obchodu zwyczajów, czy
z pracy, domy, kościoły i inne budynki, nadto krajobrazy, sceny biblijne, np. w y
pędzenie z raju, motywy alegoryczne. To samo zresztą cechuje malarstwo na
przedmiotach codziennego użytku znane z Z S R R , Austrii, Słowenii i innych k r a
jów.
Podobnie jak tematyka, tak materiał i technika wykonania przedostały się
na wieś po większej części za pośrednictwem rzemieślników, którzy pierwotnie
dekorowali wnętrza kościołów i domów mieszczańskich. Umiejętności te podpa
trzyli niektórzy ludowi malarze, wypróbowując swoje zdolności. W różnych rejo
nach Norwegii pracowały grupy wtajemniczonych malarzy i ich „szkoły", które
rozwijały się przez dziedzictwo przekazywane z ojca na syna, czy też przez m i
strza na uczniów. Na ogół jednak zazdrośnie strzeżono wszelkich sekretów warszta
towych. Dlatego nie wszyscy malarze ludowi mogli dokładnie poznać stronę tech
niczną, by odpowiednio z niej korzystać. Sztukę w ł a ś c i w e g o postępowania zabie
rali niektórzy mistrzowie ze sobą do grobu, stąd wiele zależało od sprytu i zdol
ności ich naśladowców. Nie dziw zatem, że przykłady starszego malarstwa oka
zują się często nietrwałe, w y m a g a j ą c e szczególnej konserwacji, gdyż ludowi mala
rze nie potrafili lub nie stać ich było na stosowanie trwałych surowców. Niejedno
krotnie spotyka się przykłady malarstwa, które z czasem ściemniało i straciło
swój koloryt lub niemal całkowicie się zatarło. W tym negatywnym przypadku
przyczyną była nieznajomość reakcji chemicznych oraz umiejętności mieszania
farb, tudzież innych jeszcze tajemnic warsztatowych. Są jednak i takie stare oka
zy, które po dzień dzisiejszy zachowały swoją świeżość i jasność kolorów.
ne.
Jeżeli chodzi o farby, to w Norwegii stosowano tempery łub farby olej
Tempera była droższa od farb olejnych ale za to o wiele łatwiejsza
198
RECENZJE
w użyciu, natomiast nietrwała w myciu, przez co dość szybko się ścierała.
Dlatego u ż y w a n o
jej przede wszystkim do malowania sufitów, a nierzad
ko także do malowania większych płaszczyzn ścian. Często używano jej tak
że do malowania wewnętrznej strony wieka skrzyń. Rozprowadzano ją za
pomocą rożka wykonanego z rogu, kości lub skóry.
Znany artysta Truge
Gundhildgard do zdobienia sufitów używał kredy albo roztworu powstałego z go
towanych w wapiennej wodzie lub k w a ś n y m mleku kości cielęcych. Popularnym
spoiwem była kazeina bądź ekstrakt serowy, które stosowano także przy farbach
olejnych; roztwory te stanowiły doskonały grunt dla farb. Elementy dekoracyjne
wykonane np. farbami olejnymi nanoszono na podkład kazeinowy albo z roztworu
z kości cielęcych lub jajeczno-temperowy. Jaja, olej, woda były g ł ó w n y m i skład
nikami w temperowej emulsji od średniowiecza do czasów współczesnych. Olej
w y k a z y w a ł wiele praktycznych właściwości. Posługiwano się nim przy dekorowa
niu mebli, przedmiotów codziennego użytku, ścian i sufitów. Proces jego pozyski
wania był stosunkowo łatwy i szybki (np. przez staranne gotowanie siemienia lnia
nego, nie doprowadzając jednak do wykipienia lub przegotowania, bo trudno się
go potem rozprowadzało). W czasie gotowania dodawano różne chemiczne skład
niki, jak cerusyt, ołów, miedź, glejtę dla wzmocnienia i uzyskania odpowiedniej
gęstości oleju. W znanym ośrodku Chochłoma w Związku Radzieckim drewniane
tło przed malowaniem werniksowano, a potem polerowano aluminiowym pro
szkiem z dodatkiem srebra i malowano olejnymi farbami oraz lakierowano. Olej
lniany był zatem podstawowym surowcem nie tylko w Norwegii.
Ellingsgard powiada, że farbę kupowano w prętach, grudach lub grubych ziar
nach czy kostkach, które następnie ścierano na miałki proszek, co w y m a g a ł o wiele
pracy i cierpliwości. U ż y w a n o do tego żaren, kamieni, a w końcu butelki, którą
zgniatano najmniejsze grudki. Do startej na proszek farby dodawano odrobinę
oleju i nadal ją ucierano. Chodziło o to, aby uzyskać gładką masę o czystym ko
lorze i dobrze wiążącą się z tłem. Przygotowaniu farb do malowania poświęcano
szczególnie dużo uwagi, a potem starannie je przechowywano. W niektórych rejo
nach farby pozyskiwano we w ł a s n y m zakresie z substancji mineralnych lub orga
nicznych. Syntetyczne środki stosowane w malarstwie znane były od czasów antycz
nych, a przykłady ich używania na terenie Norwegii spotyka się od czasów śred
niowiecznych. Po 1800 r. pojawiają się tutaj coraz częściej sztuczne barwniki pro
dukcji fabrycznej. Pierwotnie niektóre z farb były niezwykle drogie, stąd rzadko
pojawiają się w twórczości ludowej. Częściej korzystano z farb przygotowanych we
w ł a s n y m zakresie.
Popularnie u ż y w a n y m i kolorami w rozetowym malarstwie w Norwegii były:
a) czerwień pozyskiwana z substancji naturalnych lub syntetycznych. Stosowano
ją tak do malowania tła, jak i ornamentów. Na tło używano często tlenku ołowiu,
tj. minii mieszanej głównie z innymi pigmentami czerwieni; b) żółty kolor (arsenie
sulphides) odgrywający także ważną rolę. Stosowano przede wszystkim blendę lub
ciemną ochrę, a w ciągu X I X w. kolor żółtocytrynowy organicznego lub mineral
nego pochodzenia; c) błękit pruski, znany w Norwegii pod nazwą błękitu pary
skiego, który bez porównania był najważniejszy. Zarówno starsza ultramaryna,
jak nowszy kobalt okazały się zbyt drogie. Dlatego znacznie bardziej rozpowszech
nione było — stosowane w tkactwie — indygo, znane od czasów starożytnych.
I ten barwnik występuje w starszym malarstwie rozetowym; d) przez mieszanie
błękitu pruskiego z żółtym uzyskiwano kolor zielony. Hiszpańska zieleń była też
często używana, a mieszana z czernią stosowana była na tło; e) biały
kolor
w y s t ę p o w a ł w postaci bieli ołowianej lub bieli cynkowej. W sprzedaży ok. 1850 r.
pojawiła się najpierw biel cynkowa; f) czarny kolor uzyskiwano z organicznych
substancji, z sadzy, kopcia lampy CZ3- z popiołu; g) złote i srebrne płatki stoso
wane były tylko okazjonalnie i to w znikomym stopniu, np. dla podkreślenia cen-
199
RECENZJE
tralnego miejsca ornamentu. Smugi złote podkreślano czerwienią, a srebrne
zielenią lub błękitem, naśladując tym zdobnictwo sakralne.
Pędzle były rozmaitych rozmiarów i grubości, krótsze lub dłuższe, zawsze
okrągłe i nierówne, lecz stopniowo ku końcowi ścinane. Powszechnie sporządzano
je z w ł o s ó w wiewiórczego ogona. Z w ł o s ó w z końca krowiego ucha sporządzano
pędzle do wykonywania liter lub konturów.
Farby nakładano cienko, po czym tło powlekano jeszcze olejem, aby uzyskać
idealnie gładką powierzchnię i łatwość w nałożeniu ornamentu, który wykonywano
zawsze z tzw. wolnej ręki, bez patronu, czy uprzedniego rysunku. Malowanie było
improwizacją, której podstawowe założenia autor miał w swej wyobraźni, a po
tem, w trakcie pracy rozwijał. Stąd brały się różne warianty oparte na stale
powtarzających się motywach, a ich kompozycja rozwijała się stosownie do formy
przedmiotu, na które je nakładano. Forma przedmiotu bowiem determinowała roz
mieszczenie i układ oraz dobór e l e m e n t ó w zdobniczych. W ten sposób rodziła się
specyfika lokalna czy charakterystyczna dla danego twórcy, wyrażająca się w do
borze m o t y w ó w florystycznych i innych detali, jak formy pierzaste, rożkowe, fa
liste, na kształt litery С lub S, czy arabeski. Takie swobodne prowadzenie, pędzla
umożliwiało uprzednie pociągnięcie tła olejem, który podsychał do następnego
dnia i dopiero wtedy zabierano się do dalszej roboty. W rejonie Telemarku dla
ozdobienia skrzyni bogatym ornamentem potrzeba było ok. 4 dni. Dla nadania
farbom trwałości nierzadko je po wyschnięciu werniksowano. U ż y w a n o do tego
kopalu lub innych środków w połączeniu z olejem terpentynowym. Najlepiej do
tego nadawał się roztwór z bursztynu, który jednak nie zawsze b y ł dobrej j a
kości. Z u p ł y w e m lat powodował on ciemnienie, zacierając niemal całe malowidło.
Dla twórczości ludowej charakterystyczne było marmurkowanie, znane od X V I I I w.
Z czasem przybrało ono rozmaite fantastyczne formy.
Druga część książki, znacznie obszerniejsza od poprzedniej, poświęcona jest
malarstwu rozetowemu w poszczególnych regionach Norwegii: 0sterdalen, G u d brandsdalen, Valdres, Hallingdal, Numedal,
Telemark, Aust-Agder (wschodni
Agder), Vest-Agder (zachodni Agder),. Rogaland, Hordaland, Sogn i Fjordane, More
i Romsdal, Trondelag. Osobne miejsce zajmuje tu o m ó w i e n i e twórczości wiejskiej
wschodnich terenów oraz m o t y w ó w kwietnych w okresie zanikania malarstwa ro
zetowego.
Książka zawiera ponadto spis literatury, streszczenie w języku angielskim,
indeks nazwisk i pokaźny spis autorów fotografii.
Barbara
A A G O T NOSS, Adolph
stracje.
Tidemand
Bazielich
og folk han matte, Oslo 1981, ss. 249 i ilu
Po trzech pracach, jakie ukazały się w serii Norsk Folkedrakter (Norweskie
Stroje Ludowe) w 1970, 1973 i 1977 Aagot Noss publikuje w 1981 r. czwartą z kolei
książkę pt. Adolph. Tidemand og folk han motte (Adolf Tidemand i jego ludowe
modele). T y m razem Norsk Folkemuseum jako dotychczasowy główny wydawca
podjęło edycję przy współpracy Universitetsforlaget w Oslo, przez co jednak ani
format, ani szata graficzna nie uległy zmianie. Oprawa skóropodobna ma kolo
rową obwolutę z akwarelą przedstawiającą stojącą kobietę w stroju ludowym,
1
1
Porównaj recenzje
z. 2, s. 265-269.
B. B a z i e l i c h
w: „Etnografia
Polska", t. 19: 1975,
200
RECENZJE
trzymającą w płachcie małe dziecko. Obok niebieskimi i czerwonymi literami
wydrukowane jest nazwisko autorki i tytuł oraz firmy w y d a w c ó w . Całość edy
torsko bardzo starannie przygotowana, a kolorowe ilustracje niemal wiernie od
dają ducha i treść reprodukowanych obrazów.
Książka zawiera reprodukcje 62 akwareli, 53 rysunków i 34 obrazów olejnych,
częściowo w kolorze, które przedstawiają stroje norweskie w ujęciu Adolfa Tidemanda. Większość z tych prac znajduje się w zbiorach Narodowej Galerii w Oslo
w dziale druków i rycin oraz w dziale malarstwa. Tylko 1 akwarela, 1 rysunek
i 8 obrazów olejnych stanowią prywatną własność. Obok tych ilustracji zamieszczo
ne są opisy sporządzone przez samego mistrza, które autorka książki tylko w y g ł a
dziła słownikowo i zaopatrzyła interpunkcją dla jasności całego obrazu. Ilustracje
przeplatają się z tekstem według podziału geograficznego z uwzględnieniem kolej
nych regionów, a nawet miejscowości, z których pochodzą stroje regionalne i por
tretowane w nich osoby. Na końcu znajduje się katalog ilustracji opracowany
stosownie do wymienionego podziału terytorialnego, tłumaczenie w języku angiel
skim, lista osób, które Adolf Tidemand portretował, z odniesieniem ich do odpo
wiednich stron, oraz lista nazwisk ludzi służących za modele, znanych z później
szych fotografii. Ponadto jest spis fotografii innych jeszcze osób, pokazanych dla
porównania strojów. Książkę kończy wykaz literatury.
Tidemand bardzo często obok swych rysunków notował nazwiska osób por
tretowanych, co wskazuje na jego osobisty stosunek do modeli i wiarogodność.
Zapisywał przy tym, skąd strój pochodzi, co umożliwia określenie regionu. Autor
ka próbowała w swej pracy dociec, kim były te osoby i z jakiej okazji swoje
stroje nosiły oraz, jak wyglądają stroje i stosunek do nich obecnych ich sukce
sorów. Tidemand zwracał nierzadko u w a g ę na ludzi spokrewnionych ze sobą:
rodziców i dzieci, dziadków i wnuki. Autorce w dużym stopniu ułatwiło to do
tarcie do dat urodzenia tych osób, dat ich konfirmacji, ślubu i śmierci. Pomogły
jej w tym materiały archiwalne, lokalna tradycja oraz niektóre rekwizyty. W w i ę
kszej części potomkowie tamtych ludzi sprzed ponad stu lat żyją po dzień dzi
siejszy.
Artysta bardzo często rysował i malował ludzi żyjących w sąsiedztwie lub
w pobliżu miejsc, gdzie się zatrzymał w czasie swoich w ę d r ó w e k po kraju. Tak
np. obrazy z Flá w Hallingdal wszystkie można zlokalizować w Narum, farmie
należącej do rodziny Gulsvik oraz w farmach lub mniejszych posesjach leżących
w pobliżu (s. 184-196). Kiedy zatrzymał się w górskiej farmie Messelt, rysował
gospodarzy Messelt w Stor-Elvdal (s. 208-210), rodzinę Bolkesjo w Gransherad,
kiedy tam przebywał (s. 106-107) i podobnie — właścicieli Vassenden w Granvin
(s. 58-62). Również większość obrazów z Hardanger pochodzi z Vikoy, gdzie arty
sta mieszkał na probostwie. Wszystkie postacie Tidemanda należą do społeczności
farmerskiej z w y j ą t k i e m sterników i rybaków, z którymi zetknął się przebywając
w Nevlunghamn w 1861 г., a pochodzących z różnych warstw społecznych. Ma
lował nadto członków parlamentu, urzędników i innych lokalnych notabli, ich
żony i córki, zagrodników i ich rodziny, starców w ostatnich godzinach życia,
ubogich i dziewczęta, które miały nieślubne dzieci. Wszyscy przedstawieni są
w strojach zakładanych do kościoła lub na inne uroczystości.
Powstaje zatem pytanie, skąd ludzie posiadali taką wspaniałą odzież? Możliwe,
że niektórzy ją pożyczali, jak np. zagrodnik Rasmus Kármoviken w Flá, kiedy
pozował z Anną Gulsvik, żoną urzędnika do obrazu „De ensomme gamie" (Sa
motni starcy). Wynika stąd, że istotną rzeczą dla Tidemanda było dobranie w ł a
ściwego typu ludzkiego, a dopiero potem odzianie go w strój odpowiadający danej
okolicy.
Inną ważną sprawą, łączącą się z twórczością Tidemanda, jest wartość jego
prac jako niezawodnego źródła w studiach nad strojami ludowymi. W zacho-
RECENZJE
201
wanych do dzisiaj strojach występują jeszcze formy, których u ż y w a n o w czasach
Tidemanda. Jego ilustracje są też jedynym drogowskazem, jak je w ó w c z a s no
szono i zestawiano ze sobą. Okazuje się bowiem, że w stosunku do obecnych cza
sów zaszły w tym względzie pewne zmiany. Przykładem tego są akwarele przed
stawiające dwie kobiety z Numedal z farmy Moen w Flesberg (s. 164) i Maria
Pálsdotter Ebderud w Uvdal (s. 153), które mają w różny, a nie zanotowany do
tąd sposób, nakrytą głowę i tylko dzięki Tidemandowi istnieje możliwość odtwo
rzenia tego szczegółu. Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku dwu kobiet
z Setesdal (s. 100 i 101), których sposób nakrywania g ł o w y od dawna nie jest
praktykowany i brak jakichkolwiek innych materiałów ilustracyjnych i opiso
wych obrazujących te detale.
Stroje przedstawione przez Tidemanda zostały zarejestrowane w różnym cza
sie i w różnych regionach Norwegii i prezentują bogactwo form oraz ich roz
maitość. Dzięki temu poszerza się znacznie wiedza w tym zakresie. Z jednej
strony potwierdzają się sposoby ubierania, znane już z innych źródeł, a po dru
gie — w wielu przypadkach odkrywają całkiem nieznane fakty; materiały te są
też jedynym pośrednikiem pomiędzy minioną rzeczywistością a obecnymi czasami.
Znaczenie dokumentacyjne prac Tidemanda podkreślają nadto fotografie jego mo
deli, wykonane niejednokrotnie w sześćdziesiąt lub nawet siedemdziesiąt lat póź
niej. Ludzie na tych fotografiach noszą stroje, jakich używano w czasach działal
ności artysty i często zakładano je w taki sam sposób. Warto zwrócić uwagę np.
na rysunki przedstawiające dwie kobiety z Flá — Berit Amundsdotter i Annę
Trulsdotter w strojach, które potwierdzają też ich fotografie (s. 192 i 194). Nie
zapominając nigdy o artystycznych kryteriach twórczości, nawet n a obrazach du
żych rozmiarów Tidemand z precyzją przedstawiał stroje regionalne, a także różne
ich detale.
Adolf Tidemand urodził się w Mandal 14 sierpnia 1814 r. i zmarł w Christianu
(Oslo) 25 sierpnia 1876 r. Studiował najpierw w Akademii Sztuk w Kopenhadze
(1832-1837), a potem w Akademii Sztuk w Dusseldorfie (1837-1841). W 1845 r. po
ślubił Claudine Marie Jaeger, którą znał od dzieciństwa. Osiedlili się w Dussel
dorfie, gdzie spędzili wiele lat. Tidemand przez długi okres młodości przebywał
za granicą (1842-1845 i 1848-1849), a następnie zapuszczał się na dalekie wyprawy
w rodzinnym kraju. W sumie odbył 17 wypraw po Norwegii, datując swe prace
poświęcone strojom ludowym na lata 1843-1874. Wiele kolejnych podróży odbył
po południowej Norwegii, np. 0sterdalen, Gudbrandsdalen, Valdres, Hallingdal,
Numedal, Setesdal, Telemark, Nevlunghamn w Vestfold, Rogaland, a także Hordaland w ukochanym Vikoy, do którego stale powracał. Liczne miejsca jego pobytu
zaznaczone są na mapie pd. Norwegii, zamieszczonej w tekście książki. W czasie
swych podróży artysta w y k o n a ł 150 prac przedstawiających ludzi w strojach regio
nalnych, co jest n a j w i ę k s z y m tego rodzaju spadkiem, jaki pozostał po którymkol
wiek artyście. Niektóre z nich nigdy dotąd nie były publikowane. Zwracają u w a g ę
swą żywością i barwnością nie tylko jako dzieła artystyczne, ale dokumenty o zna
czeniu społeczno-historycznym. Ukazują codzienne życie ludu w najdrobniejszych
szczegółach: jego domy i wnętrza mieszkalne, sprzęty i narzędzia pracy, obyczaje,
radości i smutki.
W omawianej książce Aagot Noss, stosując metodę analityczno-porównawczą
z dużą dokładnością weryfikuje prezentowany materiał. Wykazuje przy tym sze
roką wiedzę nie tylko w zakresie strojów ludowych, ale także tradycyjnej k u l
tury. Dzięki pracowitości i dociekliwości autorce udało się już nie po raz pierwszy
uzasadnić wartość źródłową twórczości artystycznej. Czyni to na przykładzie czwar
tego odkrytego przez siebie twórcy, który — dla badań etnograficznych pod
względem ikonografii — ma niemałe znaczenie. Odkrywa przy tym rzeczywistość
•
202
RECENZJE
sprzed ponad stu lat, a pomocne są jej tutaj inne metody i środki badawcze po
zwalające przybliżyć owe realia czasom współczesnym. Równocześnie w swym
cyklu badawczym autorce udało się ogarnąć ponad 200-letni okres sięgający aż
1760 г., w którym zostały wykonane statuy w Nordmandsdalen (1977); druga jej
praca obejmuje początek X I X w., czyli lata ok. 1820 r. (1970) ujęte w akwarelach
J . Flintoe, następna — lata ok. połowy X I X w. w akwarelach J . Frich'a (1973)
i ostatnia praca obejmująca okres 1843-1874. Jest to stosunkowo rzadkie zjawisko
w literaturze europejskiej, dlatego tym większa zasługą autorki, nie tylko jeśli
chodzi o dorobek norweskiej nauki w badaniach nad regionalnymi strojami, lecz
także w aspekcie międzynarodowym, rozszerzającym historyczną i komparatystyczną wiedzę w tym zakresie.
Barbara
Bazielich
W tomie X X V I I , z. 1 „Etnografii Polskiej" w artykule Wandy Paprockiej T r a - ~
dycja ludowa a świadomość
społeczna warstwy chłopskiej
w okresie II Rzeczypospo- '
litej na s. 42 w wierszu 9 od góry powinno być wydrukowane słowo ruralizacji zamiast realizacji.