Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45

Item

Title
Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45, s.223-246
Date
2001
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1581
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1708
Text
R E C E N Z J E

I

O M Ó W I E N I A
„Etnografia Polska", t. X L V : 2001, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

George E . Marcus, Ethnography through thick and thin, Princeton 1999, Princeton University Press
1

2

Gdy Writing Culture i Anthropology as Cultural Critique stały się przedmiotem wzmożonej
dyskusji wewnątrz etnografii, zarówno ich przeciwnicy, jak i po części badacze utożsamiający się
z wiodącymi ideami „krytycznego zwrotu w atropologii" zaczęli się zastanawiać nad tym, co
stanie się z dyscypliną, gdy ta zrezygnuje z empirii na rzecz badania wyłącznie własnych tekstów
- tak bowiem zaczęto postrzegać antropologię krytyczną, najczęściej uruchamiając do jej rozumie­
nia kliszy odwróconego ja. Towarzyszyły temu liczne, dramatyczne gesty, które pojawiają się
zawsze w momentach przełomowych. Ten jednak przełom był postrzegany bardzo jednoznacznie
jako destrukcja podstaw etnografii. Przedwcześnie, ponieważ to, co jeszcze 15 lat temu było
„przewrotem", jest dziś dobrze zadomowioną praktyką, a ci którzy jawili się jako „destruktorzy"
etnograficznej narracji, obecnie są jej klasykami, „wychowującymi" następne pokolenie antropo­
logów - wbrew czarnym scenariuszom o wyjałowieniu i ślepej uliczce, w jaką wprowadziła
etnografię antropologia krytyczna. Jednym z owych „klasyków" jest niewątpliwie autor recen­
zowanej książki, George Marcus.
Z całą pewnością próba charakterystyki „przewrotu krytycznego", jaki dokonał się w antro­
pologii lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie mogłaby obejść się bez przywołania nazwiska
George'a Marcusa. Nie sposób bowiem myśleć o tekstualizmie, czy antropologii krytycznej bez
przywołania dzieł, których był autorem lub współautorem. W jego opinii to, co części środowiska
antropologów jawiło się jako podważanie podstaw, w rzeczywistości było wzbogaceniem kano­
nicznych sposobów pisania etnografii o „wymiar eksperymentalny" i „wietrzeniem" katalogu
etnograficznych pewniaków. Marcus sam ze zdziwieniem odkrywa, na co - jak twierdzi - po­
zwoliło mu zestawienie artykułów pisanych przez niego na przestrzeni ostatniej dekady, w recen­
zowanym tutaj opracowaniu, całą tę twórczość łączy wspólny rdzeń - czyli niegasnąca fascynacja
możliwościami (tymi realizowanymi i potencjonalnymi), jakie przed antropologią otworzył „kry­
tyczny zwrot" i zróżnicowanie nie tylko w obrębie przedmiotu badań (m.in. badania „na miejs­
cu") ale i jego podmiotu (zwielokrotnienie perspektywy badawczej). Zatem antropologia krytycz­
na jawi się nie tylko jako dyskurs o dyskursie, ale konkretna propozycja, nowy projekt badań
empirycznych. Autor jest wręcz zaniepokojony przeteoretyzowaniem współczesnej antropologii
i zastanawia się dlaczego „zwrot krytyczny" miał tak niewielki wpływ na sposób przemyślenia,
przeprojektowania organizacji i prowadzenia badań terenowych.
Według Marcusa, przedmiot badań nie jest już lokowany w jakimś pragmatycznym T A M , nie
tylko dlatego, że ono się zmieniło (choćby na skutek procesów globalizacji), lub że T U stało się
równie egzotyczne, ale po prostu paradygmatyczność T A M jako przedmiotu stała się problema­
tyczna (choćby przez jej zależność od strategii przedstawiania). Toteż , jednostronna" obserwacja
uczestnicząca, jako element dyskursu różnicy, również powinna być zrewidowana, w kierunku
zwielokrotnienia punktów obserwacji (multi-sitedfieldwork),co jest prostą konsekwencją zmian
w relacji podmiot-przemiot. Według Marcusa, to właśnie czynniki takie jak: „badania tu",
„wielogłos", zmiana pozycji podmiotu i przedmiotu, zdecydowały o zmianie sposobu pisania

1

J . Clifford, G . E . Marcus (eds.), Writing Culture. The Poetics and Politics of Ethnography,
Berkeley 1986.
G . E . Marcus, M.M.J. Fischer, Anthropology as Cultural Critique. An Experimental Moment
in the Human Sciences, Chicago 1986.
2

224

RECENZJE I OMÓWIENIA

i myślenia o pracy badawczej oraz o współczesnym nauczaniu antropologii, wykształciły nowy typ
wyobraźni badawczej. W jego ramach konstytutywne dla antropologii „oddalenie" jest także
odmową konstruowania przedmiotu od samego początku badań jako pochodnej znajomych,
znaturalizowanych kategorii. Przecież przedmiot badań „zawsze już" jest ograniczony i do pew­
nego stopnia opisany nim jeszcze zacznie się etnograficzna praca interpretacyjna. Tym, co etno­
graf może jeszcze odkryć jest wiążąca badany fragment rzeczywistości kulturowej sieć związków,
połączeń, asocjacji z innymi elementami tejże rzeczywistości przez pryzmat kulturowego „zawsze
już", które nigdy nie istnieje w jednym miejscu, ale jest rozproszone w różnych instytucjach
kulturowych i co ważniejsze nie jest wyłączną własnością żadnej z nich. Stąd też w badanie
etnograficzne angażowane są inne niż dotąd (uznawane za kanoniczne), konkurencyjne sposoby
reprezentacji (eksperymentalne), również te oferowane przez inne dyscypliny . Antropolog
jest tylko jednym z wielu „kulturowych wytwórców" - inni, określani dotąd jako infor­
matorzy/źródła, czy badani/przedmiot badań, stają się równoprawnymi (?) wytwórcami dyskursu
na „zadany" przez antropologa temat.
Co ma to w istocie oznaczać dla reorganizacji badań? Marcus zauważa słusznie, że for­
mułowanie postulatów i proste stwierdzenie faktu nieświadomego używania „znaturalizowanych
kategorii" w projektowaniu badań i definiowaniu przedmiotu jest o wiele łatwiejsze niż za­
proponowanie pozytywnego programu w postaci technik i alternatywnej strategii badawczej.
Dodatkowo, sformułowane dotąd przez antropologię krytyczną postulaty wywołują obawy, że
„znaturalizowane kategorie" zostaną zastąpione przez jakąś postać „myślenia życzeniowego" czy
„widzimisiowatości", przez które przedmiot badań nie stanie się bliższy i zrozumiały, ale jeszcze
bardzej obcy. Powstrzymać mają tę tendencję badania o zwielokrotnionym punkcie obserwacji.
Wszystkie zamieszczone w recenzowanej książce artykuły naświetlają tę kwestię również wielo­
stronnie, tak że ostatecznie wyraźnie rysuje się pozytywny program badań. Irytującą stroną takiej
ekspozycji jest jednak powtarzalność wątków w poszczególnych artykułach. Jest to z pewnością
konsekwencja tego, że książka jest zbiorem artykułów a nie z góry zaplanowaną całością.
Recenzowane dzieło podzielone zostało na trzy części. W pierwszej Marcus stara się nakreślić
wizję „Nowego Starego Realizmu" etnograficznego, czyli realizmu opartego na nowym sposobie
definiowania samej pracy terenowej. Autor proponuje zwielokrotnienie perspektywy badawczej
tak, aby dysponując wieloma punktami widzenia naraz móc „powiedzieć więcej" . To „powiedze­
nie więcej" ma być osiągalne m.in. przez „użyczenie głosu innym" tylko, że inny to nie sam
informator ale i instytucje (miejsca) związane z badanym zjawiskiem (bachtinowski wielogłos
i dialogiczność), miejsca będące wytwórcami dykursu. Zestawianie ze sobą wielu poziomów
i stylów analizy (skoro każdy typ analizy odkrywa jedynie prawdę częściową, to zastosowanie
różnych metod do tego samego przedmiotu, np. hermenautycznej i strukturalnej, może prowadzić
do osiągnięcia efektu trój- zamiast dwuwymiarowości przedmiotu) . Relatywizację praktyk Za­
chodu w stosunku do praktyk nie-Zachodnich przez zestawianie tych przedmiotów, instytucji,
które się wzajemnie i krytycznie komentują (lecz bez karykaturowania żadnej z nich, bez używania
jednych jako instrumentów krytyki drugich). Najlepiej proces ten uwidacznia druga część pracy,
3

4

5

3

Proces nieobcy etnologii polskiej, która już w początku lat osiemdziesiątych porzuciła wizję
wąskiej specjalizacji dyscypliny, jej „profesjonalizacji", która wiąże się raczej z zahamowaniem
krytycznego zaangażowania we własną twórczość, a w efekcie prowadzi do ugody z brakiem
„zadziwienia rzeczywistością".
Jeżeli więc ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy antropologia interpretatywna ma coś wspól­
nego z dekonstrukcją i postmodernizmem, teraz już nie powinien mieć wątpliwości, że niewiele.
Ideał Derridy, aby „mówić tak, aby nic nie powiedzieć" jest od tak zarysowanej perspektywy
bardzo odległy.
Fragmentaryczność metody, m.in. w sensie zawierzenia „dziennikarskiemu nosowi", zwielo­
krotnienie równoprawnych miejsc obserwacji, jak i nietrzymanie się jednej metody w badaniu,
powoduje pozbycie się złudzenia, co do jednolitości przedmiotu badań, niejako „odczarowuje"
przedmiot służąc zatem większemu realizmowi przedstawienia.
4

5

RECENZJE I OMÓWIENIA

225

w której Marcus stara się zarysować możliwości zastosowania „zwielokrotnionej perspektywy
badawczej" do konkretnych przykładów, wykorzystując własne badania nad amerykańskimi for­
tunami dynastycznymi i elitami Wysp Tonga. „Powiedzenie wszystkiego" (niestety, bez intelek­
tualnego radykalizmu Markiza de Sade), a to oznacza przedstawienie całości lokalnego świata
równolegle z procesami wykraczającymi znacznie poza lokalność, a oddziałującymi na nią. „Po­
wiedzenie więcej" przez typową dla dziennikarstwa (chodzi o typ wyobraźni badawczej) umiejęt­
ność docierania do możliwie szerokiego spektrum miejsc wytwarzających dyskurs. Część trzecia
zawiera dotąd niepublikowane eseje, w których autor próbuje zastanowić się nad samą ant­
ropologią (kulturą profesji), inspirującym oddziaływaniem feminizmu, studiów postkolonialnych,
czy tradycji własnej dyscypliny, analizując również wpływ zmian „demograficznych" w obrębie
antropologii, w szczególności fakt, że antropologowie nie są już niemal wyłącznie ludźmi z kręgu
euro-amerykańskiego, co powoduje m.in. problemy z tożsamością badacza w relacji do badanego,
czy choćby definiowaniem standardów nauczania.
Książka z pewnością nie stanowi małej rewolucji w rodzaju tej, którą wywołały wcześniejsze
publikacje współautorstwa Marcusa, wymienione przeze mnie na początku. Powodem jest częś­
ciowe powielenie znanych już treści z tych wcześniejszych publikacji. Niewątpliwie natomiast
demityzuje i odczarowuje tzw. antropologię postmodernistyczną, wskazuje też na możliwości
(jedną z możliwych dróg) przekładu rozbudowanej teorii, w którą obrosła antropologia interpretatywna na praktykę badawczą. Z tych dwóch powodów praca ta może być dla wielu in­
teresująca i inspirująca.
Marcin Brocki

Polskie opisywanie świata. Od fascynacji egzotyką do badań antropologicznych, A. Kuczyński
(red.), Katedra Etnologii Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2000, ss. 289
Książka Polskie opisywanie świata. Od fascynacji egzotyką do badań antropologicznych jest jak
dotąd jedyną publikacją, która omawia tę problematykę wieloaspektowo. Zawiera ona bowiem
materiały z interdyscyplinarnej konferencji naukowej, zorganizowanej we Wrocławiu w dniach
4-5 października 1996 roku. Uczestniczyli w niej etnografowie, historycy, geografowie i socjo­
logowie, którzy zajmowali się przeszłością i teraźniejszością polskich zainteresowań ludami świata.
Wygłaszane przez nich referaty ukazywały nie tylko dorobek badaczy obcych kultur w kontekście
całokształtu ich dokonań, ale też uwarunkowania zróżnicowanego charakteru relacji etnograficz­
nych, sporządzanych przez uczonych i amatorów. Konferencja zamykała cykl imprez towarzy­
szących wystawie Polskie opisanie świata, otwartej we wrocławskim Muzeum Etnograficznym we
wrześniu 1995 roku. Powyższy fakt miał istotny wpływ na tematykę wystąpień. Obok omówienia
i oceny „polskiego opisywania świata", drugim wyróżniającym się blokiem problemowym było
tworzenie pozaeuropejskich kolekcji w rodzimych placówkach muzealnych.
Większość referatów koncentrowała się na prezentacji sylwetek i dorobku polskich badaczy,
obserwatorów obcych kultur oraz kolekcjonerów egzotycznych wyrobów, którzy prowadzili swoją
działalność w różnym czasie na przestrzeni kilku stuleci.
W pierwszej części książki zamieszczone są artykuły poświęcone staropolskim opisom sporzą­
dzonym przez podróżników i duchownych. Franciszek M . Rosiński omawia tu udział Benedykta
Polaka w legacji do chana mongolskiego, Dariusz Rott charakteryzuje pierwszy opis Islandii
opracowany przez Daniela Vettera. Wiktoria Blacharska przedstawia obraz krajowców z mórz
południowych zawarty w książce Jerzego Forstera, Podróż naokoło świata, Filip Wolański zaś
ocenia wartość relacji Andrzeja Jordána o Ziemi Świętej. Należy podkreślić, że niektóre fragmenty
staropolskich tekstów jeszcze dziś stanowią cenne źródło wiedzy etnograficznej. Zwraca na to
uwagę Wiktoria Blacharska, prezentując dokonania Jerzego Forstera, uczestnika wyprawy Jamesa
Cooka. Zdaniem autorki, sporządzone przez niego opisy, szkice narzędzi i ozdób tubylców wraz
z rysunkami podróżującego z nim Hodgesa umożliwiają rekonstrukcję zewnętrznego obrazu

226

RECENZJE I OMÓWIENIA

ludności odwiedzanych przez ^Resolution" wysp. Jednak podstawową konkluzją, jaką można
wynieść z lektury zamieszczonych w książce opracowań, jest stwierdzenie, że najwcześniejsze relacje
zawierają interesujące, choć nie zawsze wiarygodne wiadomości o nieznanych dotąd krajach; dla
współczesnych badaczy są one przede wszystkim ważnym świadectwem mentalności i wiedzy ich
autorów. Wyrażane w dawnych relacjach opinie pozwalają też ocenić wpływ środowiska, z jakiego
wywodzili się podróżnicy, na sposób postrzegania przez nich obcej kulturowo rzeczywistości.
Artykułem podsumowującym staropolską wiedzę etnograficzną jest „Wyobrażenie ludów
świata w kalendarzach polskich w XVIII wieku", autorstwa Bogdana Roka. Zawiera on przy­
kłady charakteryzowania obcych społeczności w popularnych drukach wychodzących w War­
szawie i Krakowie oraz ukazuje wpływ zawartych tam informacji na kształtowanie się etnicznych
stereotypów.
W dalszej części książki omawiane są dokonania osób zajmujących się kulturami tubylczymi
w X I X i X X wieku. Wśród nich znaleźli się podróżnicy, emigranci, zesłańcy, badacze specjalizujący
się w różnych dziedzinach wiedzy, dla których poznanie obcych ludów stanowiło główny lub tylko
marginesowy cel wypraw. Działalności ich wszystkich nie sposób przedstawić w jednej książce.
Dlatego zaprezentowano tu sylwetki wybranych osób, których prace dają wyobrażenie o kierunkach
i charakterze polskich zainteresowań etnograficznych. Szkoda, że w tomie zabrakło omówienia
dokonań Aleksandra Lecha Godlewskiego, choć publikacja jest poświęcona właśnie jego pamięci.
W książce zostało wyraźnie zaakcentowane, że badacze, podróżnicy i ludzie jeżdżący po
świecie w rozmaitych celach pozostawili po sobie różnorodną spuściznę. W opracowaniach po­
święconych Konstantemu Podhorskiemu, Bogdanowi Szczygłowi, Marianowi Raciborskiemu
i Borysowi Małkinowi uwaga autorów koncentruje się na ich działalności kolekcjonerskiej. Inne
omawiane postacie - Antoni Muchliński, Jan Grzegorzewski, Bronisław Zaleski, Jan Czekanowski i Michał Siedlecki - charakteryzowane są pod kątem ich naukowych dokonań. Artykuły te,
obok wiadomości o życiu i działalności badaczy, zawierają wiele wnikliwych uwag dotyczących
wkładu, jaki wnieśli w rozwój wiedzy etnograficznej. W najszerszym kontekście została zaprezen­
towana sylwetka Bronisława Zaleskiego. Antoni Kuczyński przedstawił go jako skazańca wcielo­
nego do carskiej armii oraz badacza historii i etnografii Kazachów. Jego dokonania doceniono
dopiero dziś, m.in. dzięki studiom rosyjskich uczonych. Na artykuł warto zwrócić uwagę również
z tego względu, że Zaleski jest w książce jedynym reprezentantem pokaźnej, i co ważniejsze,
bardzo zasłużonej dla nauki, grupy dziewiętnastowiecznych zesłańców.
Ciekawym uzupełnieniem tekstów ukazujących dorobek obserwatorów, badaczy czy miłoś­
ników lokalnych kultur są opracowania, w których zostały omówione różne aspekty działalności
poznawczej. W artykule Stanisława Czarnieckiego, „O Rudolfie Zuberze i jego rewelacjach z ba­
dań w Argentynie" zawarte są np. bardzo interesujące stwierdzenia dotyczące postaw naukowych.
Autor opisuje tu dokonania wybitnego geologa, który jako ekspert naftowy zyskał uznanie
w skali światowej. Nauka stanowiła dla niego najwyższą wartość, ocena innych badaczy zaś
uzależniona była od ich przydatności w budowaniu własnych teorii. Scharakteryzowaną w arty­
kule „postawę zuberowską" przeciwstawił Czarnecki poglądom Stanisława Staszica, według
którego nauka powinna służyć człowiekowi. Ciekawym ujęciem wyróżnia się artykuł Zbigniewa
Wójcika, „Problematyka etnologiczna w XIX-wiecznych publikacjach polskich badaczy przy­
rody". Autor zwraca w nim uwagę na właściwy tej grupie sposób postrzegania lokalnych kultur,
polegający na ukazywaniu związków między ich osobliwościami, a specyfiką środowiska natural­
nego. Ów determinizm przyrodniczy widoczny jest w pracach wybitnych geologów - Ignacego
Domeyki i Józefa Siemiradzkiego oraz biologów - Jana Sztolcmana i Konstantego Jelskiego.
Innym opracowaniem, omawiającym kwestię uwarunkowań określonego widzenia rzeczywis­
tości, jest artykuł Marka Tracza, „Świeckie oblicze Świętego Miasta. Obraz Jerozolimy w polskich
relacjach pielgrzymich z połowy X I X wieku". Przedmiotem rozważań są tu spostrzeżenia pątni­
ków podróżujących do Ziemi Świętej. Ich dalekie od obiektywizmu relacje stanowią przykład
oceniania faktów w kontekście dziejów biblijnych. Autor pisze, że „[...] pielgrzymka to specyficzny
rodzaj podróży, rządzący się swoistymi prawami, które rzutują na sposób postrzegania i rela­
cjonowania otaczającej pątnika rzeczywistości. Jest to droga do jasno określonego, znanego

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

227

i „zadanego" celu, w którym chodzi nie tyle o eksplorację nieznanego, ile intensywne przeżywanie
i utwierdzenie się w prawdach już głęboko zinternalizowanych. Stąd relacje pielgrzymie koncen­
trują się z reguły na treściach religijnych, a ubogie są w wątki świeckie" (s. 66).
Inne elementy rzeczywistości interesowały turystów. Ewa Kulak, w artykule „Hiszpańskie
tańce ludowe w relacjach polskich podróżników na przestrzeni X I X i X X wieku" pisze, iż obok
corridy, największą atrakcją pobytu w Hiszpanii były popisy artystów występujących w spek­
taklach organizowanych dla cudzoziemców. Dlatego też „echa fascynacji tańcem znajdujemy
w niemal wszystkich relacjach osób podróżujących po Półwyspie Iberyjskim" (s. 87), przy czym
własne impresje przeważają w nich nad rzeczowym opisem. Na koniec autorka stwierdza, że
„raczej osobista kultura niż wiedza kierowała postrzeganiem wymowy tańca i ona przesądzała
0 jego akceptacji lub odrzuceniu" (s. 96).
Obydwa wymienione tu teksty dowodzą, że refleksje przygodnych obserwatorów, zawierające
charakterystyki obcych społeczności, są bardziej świadectwem mentalności piszących, niż wartoś­
ciowym materiałem etnograficznym. Inną wymowę ma obszerny artykuł Mieczysława Trojana,
„Cywilizacyjny wymiar różnic kulturowych na kontynencie europejskim w opiniach polskich
podróżników ( X I X - X X stulecie)". Dowodzi on bowiem, że relacje amatorów poszerzają zakres
wiedzy etnograficznej i są przydatne w poszukiwaniu różnorodnych kontekstów, uzupełnień
1 porównań. Autor pisze, iż „w większości z nich informacje, chociaż nie zawsze doniosłe,
dokładne i bezstronne, pochodzą zazwyczaj z pierwszej ręki i stanowią średniej wartości materiał
źródłowy" (s. 54). Powyższe wnioski zostały oparte na analizie wielu opracowań sporządzonych
przez podróżników. Materiały te pozwoliły autorowi określić zakres i znaczenie relacji dotyczą­
cych cywilizacyjnego wymiaru zróżnicowania tradycyjnych kultur europejskich oraz wyodręb­
nić charakterystyczne przykłady postrzegania określonych ludów. Oprócz tekstu M . Trojana
w książce zamieszczono kilka innych ważnych opracowań ujmujących syntetycznie lub prze­
krojowo dokonania Polaków w poznawaniu kultur różnych stron świata. Taki charakter mają
artykuły Arkadiusza Żukowskiego, „Polskie badania etnologiczne w Afryce Południowej - próba
syntezy", Marii Paradowskiej, „Polskie XIX-wieczne penetracje etnograficzne w Ameryce Łaciń­
skiej" oraz Edwarda Pietraszka, „Etnografia polska na Kresach do lat trzydziestych X X wieku".
Ostatnią wyróżniającą się w książce grupą tematyczną są omówienia prac prowadzonych
przez współczesnych badaczy. Warto tu przede wszystkim zwrócić uwagę na artykuł Iwony
Kabzińskiej, „W kierunku zrozumienia i interpretacji. Polska ekspedycja etnograficzna w Mon­
golii". Autorka prezentuje w nim efekty najszerszego w naszej powojennej historii programu
badań terenowych realizowanych poza granicami kraju; omawia zakres prowadzonych prac,
dokonania poszczególnych uczestników ekspedycji oraz ocenia ich znaczenie dla rozwoju świato­
wej mongolistyki. Z kolei Aleksander Posern-Zieliński w artykule „Polskie badania etnologiczne
w Ameryce Łacińskiej po 1945 roku" odtwarza historię naukowych zainteresowań kontynentem
latynoamerykańskim oraz charakteryzuje ich główne tendencje i osiągnięcia. Warto dodać, że
w obydwu opracowaniach została podkreślona rola wybitnych inspiratorów pozaeuropejskich
badań terenowych - prof. Witolda Dynowskiego, organizatora i kierownika ekspedycji mongolskiej
oraz prof. Marii Frankowskiej, która była inicjatorką szeroko zakrojonych prac na kontynencie
amerykańskim i skupiła wokół siebie grono ludzi zainteresowanych problematyką indiańską.
Nieco inny charakter ma artykuł Jacka Łapotta, „Etnologiczne ekspedycje afrykańskie Mu­
zeum Narodowego w Szczecinie - zbiory muzealne jako źródło etnograficznego poznania kon­
tynentu". Autor omawia w nim rezultaty badań penetracyjnych prowadzonych przez tę placówkę
i charakteryzuje pozyskane obiekty. Ciekawym ujęciem wyróżnia się opracowanie Ryszarda
Verbicha, „Afryka z bliska i z dala. Szkice z historii poznańskiego ośrodka etnograficznego".
Został w nim przedstawiony wpływ realiów PRL-u i czasów nam współczesnych na możliwości
realizowania badań pozaeuropejskich. Problem ten jest omówiony na przykładzie doświadczeń
Instytutu Etnologii U A M .
Choć publikacja zawiera materiały z konferencji międzynarodowej, prace zagranicznych auto­
rów prezentowane są ubogo. Oprócz artykułu Tamary Bairasauskaite o Antonim Muchlińskim
zamieszczono tu jeszcze tekst Oksany Sapelak, „Początki zainteresowań badawczych uczonych

228

RECENZJE I OMÓWIENIA

ukraińskich obcymi kulturami etnicznymi". Na drugie opracowanie warto zwrócić uwagę z tego
chociażby względu, że działalność reprezentantów innych narodów na wschodnich kresach Rze­
czypospolitej, nie należy u nas do tematów szeroko znanych. Inna sprawa, czy opublikowanie go
właśnie w tej książce jest całkiem zasadne, jako że dotyczy ona polskiego opisywania świata.
Zabrakło w niej natomiast szerszego omówienia historii zainteresowań ludoznawczych niektórymi
regionami oraz podsumowania dorobku kilku wybitnych znawców kultur pozaeuropejskich, że
wspomnę tylko Bronisława Malinowskiego, Benedykta Dybowskiego, Wacława Sieroszewskiego,
Józefa Kowalewskiego czy Jana Stanisława Kubarego. Ich najważniejsze osiągnięcia zostały tu
jednak przynajmniej zasygnalizowane, dzięki czemu czytelnicy otrzymują w miarę pełny obraz
wkładu Polaków w rozwój wiedzy etnologicznej o świecie.
Anna Milewska-Młynik

Andrzej Bieńkowski, Ostatni wiejscy muzykanci. Ludzie, obyczaje, muzyka, Warszawa 2001, Pruszyńki i S-ka
Choć książka Andrzeja Bieńkowskiego nie jest z założenia pozycją naukową, warto ją polecić
badaczom społecznym, a badaczom kultury wiejskiej w szczególności. Album ten zawiera nie
tylko interesujący i kompetentnie zebrany materiał, ale jest także przykładem wspaniałej postawy
badawczej.
Środowisku miłośników i badaczy polskiej muzyki ludowej nie trzeba przedstawiać Andrzeja
Bieńkowskiego. Z wykształcenia artysta malarz, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie,
stał się z zamiłowania etnografem i cenionym znawcą kultury muzycznej Polski centralnej. Jego
wysiłki, by zachować przed zapomnieniem twórczość wiejskich muzykantów zostały docenione
- Andrzej Bieńkowski jest laureatem nagrody imienia Oskara Kolberga. Wydany w tym roku
album wraz z płytą kompaktową stanowią uwieńczenie dwudziestu lat poszukiwań i prób za­
chowania twórczości odchodzącego już pokolenia wiejskich muzykantów okolic Radomia, Rawy
Mazowieckiej, Tomaszowa Mazowieckiego i Łowicza.
Wydawnictwo to, jak już wspomniałam składa się z albumu i płyty kompaktowej. Sam
album, oprócz zdjęć wykonanych w latach 1981-2000, zawiera krótkie wprowadzenie w świat
kultury muzycznej wsi oraz „Zeszyty Etnograficzne", swego rodzaju dziennik z wypraw, prowa­
dzony od 1982 roku. Całość uzupełnia mapa obszaru badań z zaznaczonymi regionami i mikro­
regionami etnograficznymi oraz schemat odzwierciedlający muzyczny ród Kędzierskich z Rdzuchowa i ich uczniów.
Album ten, choć z założenia nie jest pracą naukową, cechuje się systematycznością i wnikli­
wością badań. Dwadzieścia lat niemalże penetracji środowiska wiejskiego, nieustanne wypyty­
wanie o skrzypków i nie zrażanie się odpowiedzią: „już poumierały", dało wspaniałe archiwum
kultury tego regionu.
We „Wstępie" Andrzej Bieńkowski żywym językiem i w sposób bardzo interesujący wprowa­
dza czytelnika w świat muzyki wiejskiej. Zgodnie z tytułem albumu, jest to opowieść o ludziach,
ich obyczajach i wierzeniach oraz muzyce, która w tym wszystkim jest głęboko osadzona. Opo­
wieść o świecie, który w dwudziestym wieku uległ rozkładowi pod wpływem postępu technicz­
nego, a zwłaszcza pojawienia się radia, a potem telewizji (proces ten nasilił się po II wojnie
światowej). Świecie, w którym żywa muzyka grana i śpiewana stanowiła nieodłączny element
życia i budziła wielkie emocje. Świecie, w którym każdy mieszkaniec wsi potrafił przybębnić
skrzypkowi i zaśpiewać mu do ucha motyw ulubionego mazura. Jest to też smutna opowieść
o tym, co zostało z tej pięknej, żywej kultury, gdy wtłoczono ją na scenę.
Choć Andrzej Bieńkowski zaznacza, że jego książka nie jest pozycją naukową, stawia on ważne
dla etnomuzykologu i etnologii pytania i zabiera, moim zdaniem, ważny głos w tej dyskusji.
Pokazuje, że często kategorie badaczy muzyki ludowej nie przystają do badanego przez niech
świata muzyków i śpiewaków wiejskich. Dlatego autor podkreśla, że bada muzykę wiejską, a więc

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

229

także grane prze muzyków wiejskich fokstroty i rumby. Stawia pytanie: czy to naprawdę ostatni
wiejscy muzykanci? Odpowiedź na nie zależy od tego, co uznamy za muzykę wiejską - skoro
„wiejskie" są grane w wiejski sposób rumby, to dlaczego nie grane na syntezatorze oberki. Wobec
zanikania pokolenia muzyków grających w tradycyjny sposób, na kulturę muzyczną wsi składać się
w przyszłości będą tylko zespoły folklorystyczne oraz współczesne już zespoły muzyczne, grające na
weselach i zabawach, często przyjeżdżające z miasta. Jak sam Andrzej Bieńkowski stwierdza: „Nie
jest łatwo odpowiedzieć jednoznacznie na te pytania wobec tego, co stało się z folklorem w ciągu
kilkudziesięciu lat instytucjonalizowania, komercjalizowania i edukowania wiejskich muzyków
i śpiewaków." Od samych badaczy zależy odpowiedź na pytanie, co stanowi przedmiot ich badań
- czy podtrzymywana przez zespoły folklorystyczne tradycja muzyczna (często rekonstruowana,
a nie przekazana przez starsze pokolenie), czy też faktyczna kultura muzyczna wsi.
Andrzej Bieńkowski posługuje się w swych badaniach nie tylko zapisem magnetofonowym,
ale także fotografuje i filmuje muzykantów. Fotografie wspaniale dopełniają opowieść o kulturze
wsi. Album ten stanowi interesujący zapis zmieniającego się oblicza wsi, począwszy od lat dwu­
dziestych i trzydziestych dwudziestego wieku, ponieważ autor zamieścił nie tylko własne zdjęcia,
ale także te dawne, należące do samych muzykantów. Są to pozowane zdjęcia u fotografa,
portrety ślubne sporządzane ze zdjęć z dowodów osobistych oraz okolicznościowe zdjęcia wyko­
nywane przed domem. Najliczniejsze są zdjęcia par młodych z gośćmi weselnymi i muzykantami.
Co ciekawe, ostatnie takie zdjęcia, gdzie pojawia się skrzypek wraz z kapelą, pochodzą z lat
sześćdziesiątych. Wnikliwy aparat Bieńkowskiego ukazuje nam skrzypków w nowej sytuacji, już
nie w otoczeniu weselników czy uczestników wiejskiej zabawy, ale w czasie nagrań. Choć jest to
dla nich nowa sytuacja, otoczenie jest naturalne - własny dom lub obejście. Poznajemy muzyków,
ich twarze - czasem skupione, pełne napięcia, czasem zaś rozświetlone radością z tworzenia.
Twarze artystów. Ich ciała w naturalnej pozycji do gry. Poznajemy wnętrza ich domów i ich
obejścia, choć niejedna żona zabrania fotografowania starego domu, „kiedy jest nowy". Muzycy
grają często w strojach roboczych, choć niejeden prosi, by poczekać z nagraniami i fotografowa­
niem, aż się umyje i przebierze. Zdjęcia te będą miały kiedyś znaczną wartość, tak przecież
wygląda dzisiejsza wieś.
Choć nie ma już tradycyjnego współuczestnika „muzyki", czyli śpiewających przyśpiewki
uczestników zabawy czy wesela, własna wieś i zagroda stanowią wciąż naturalną scenerię dla tej
muzyki. Muzykanci, choć są często starymi, schorowanymi ludźmi, gdy już się uda ich namówić do
gry, powracają do lat swej młodości. Muzyka, która znalazła się na płycie jest pełna energii
i radości z gry. Co najważniejsze, nie jest to muzyka dostosowana do miejskich gustów, ugładzona,
nie jest to muzyka sceny festiwalowej. Andrzej Bieńkowski zawsze prosił o te najstarsze mazurki
i obery. Niektórzy skrzypkowie uczyli się od mistrzów urodzonych i dorastających w dziewiętnas­
tym wieku. Tradycja tych melodii i sposobu ich wykonywania jest więc bardzo długa. Nagrania
Andrzeja Bieńkowskiego są zapisem tego, czego być może już za kilkanaście lat na wsi nie
spotkamy. Ostatni wiejscy muzykanci to roczniki lat trzydziestych i nikt się już od nich nie uczy
grania. Może tylko pojedynczy, młodzi, zafascynowani tą muzyką „kawalerowie" z miasta.
Jednak to, co najcenniejsze w działalności Bieńkowskiego znajduje się na końcu albumu. Są
to „Zeszyty Etnograficzne", lakoniczny zapis licznych, często męczących wypraw do muzykan­
tów. Zapis pełen nazwisk, nazw miejscowości. Jednak ten, kto zada sobie trud wczytania się w te
dzienniki, odkryje niejako dopełnienie poprzednich stronnic. Andrzej Bieńkowski potrafił wejść
w ten nieufny świat starych, schorowanych, często biednych i samotnych ludzi. Wraz z nim
wchodzimy w skomplikowane niuanse antagonizmów między muzykami, problemy rodzinne,
gdy żona nie pozwala grać, wzajemne oskarżenia o pijaństwo. Odkrywamy smutną prawdę, że
wieś, a nawet własne wnuki, nie chcą już ich słuchać, co więcej - śmieją się z nich.
I tu po raz kolejny odkrywamy banalną prawdę - to, jakim się jest badaczem zależy od tego,
jakim się jest człowiekiem. Sam autor przyjął pozycję uczeń-artysta - mistrz-artysta. Jak pisze:
„Przyjąłem następujące zasady działania: 1. Nie znam się na muzyce ludowej ani na muzykantach.
2. Nauczyć mnie jej mogą tylko muzykanci i ludzie ze wsi. 3. W mojej pracy chcę przyjąć ich
(muzykantów) punkt widzenia". Taka i tylko taka metoda okazuje się skuteczna w przypadku

230

RECENZJE I OMÓWIENIA

badania zjawisk tak skomplikowanych, jak środowisko artystów, a w tym przypadku byli to wiejscy
muzykanci. Pasja Bieńkowskiego, jego upór, pozwoliły dotrzeć nawet do tych, którzy przez 19 lat
wzbraniali się przed nagraniami. Jego umiejętność słuchania i autentyczne zainteresowanie ich życiem
pozwoliły wysłuchać interesujących historii o konszachtach muzyków z ciemnymi mocami.
Wielką zasługą Andrzeja Bieńkowskiego jest nie tylko ogromne archiwum, które pozwoliło
ocalić tę bogatą twórczość odchodzącego pokolenia muzykantów, ale też to, co wniósł on w życie
ludzi, których nikt nie chciał już słuchać. To dzięki jego nagabywaniom wydobywali ze strychów
instrumenty i na nowo powracali - grając - do lat swojej młodości. Wielu z nich pod wpływem
nagrań zaczęło grać dla siebie, a czasem nawet dla sąsiadów. Andrzej Bieńkowski po prostu, po
ludzku, zaprzyjaźnił się ze swymi mistrzami-muzykami, którzy, gdy odjeżdża, proszą, by o nich
pamiętał i czasem odwiedził.
Zapewne pięknych historii ze spotkań z ludźmi wsi oraz ich opowieści ma Andrzej Bieńkowski
w swej pamięci i zapiskach więcej. Czytając pierwszą część książki czułam niedosyt, pewne wątki
można było z pewnością rozwinąć, pewne zjawiska z życia wsi zauważone przez autora mogą
stanowić inspirację do dalszych poszukiwań. Są to пр.: wątek o współczesnych weselach, na
których do dziś odśpiewuje się oczepiny; interesujący wątek opowieści o muzykach i ich wiedzy
magicznej. Jednym z ciekawszych jest też problem wpływu miasta, badaczy tej muzyki i festiwali
folklorystycznych na twórczość wiejskich muzykantów i śpiewaków. Pozostaje nam tylko czekać
na następne wydawnictwa Autora.
Małgorzata Bujak

Dariusz Matelski, Niemcy w Polsce w XX wieku, Warszawa-Poznań 1999, Wydawnictwo Nauko­
we PWN S.A., ss. 464
Kilka lat temu moją uwagę zwróciła książka Dariusza Matelskiego Mniejszość niemiecka
w Wielkopołsce w latach 1919-1939 (Poznań 1997), która opisywała ważny fragment historii mojej
„małej ojczyzny". Dlatego w „Etnografii Polskiej" (t. X L I I : 1998) opublikowałem jej omówienie,
zwracając uwagę na brak monograficznych opracowań losów mniejszości narodowych zamiesz­
kujących w I I Rzeczypospolitej. Z innych względów publikacja ta zwróciła uwagę specjalistów
zajmujących się badaniami stosunków polsko-niemieckich i została przez nich zrecenzowana.
Jedną z najciekawszych recenzji opublikował w Przeglądzie Zachodnim Jerzy Krasuski, podkreś­
lając „przedstawienie w książce problemu mniejszości niemieckiej ze zrozumieniem racji obu
stron" (nr 3 (288): 1998, s. 237). Podkreślił on również, że niezależnie od realnego zagrożenia,
jakie stanowiły dla polskiego bytu państwowego poczynania Niemiec, nie wolno się godzić na
usprawiedliwianie tym nierzetelności historiografii .
Kontynuując badania niemcoznawcze prowadzone na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu, D. Matelski opublikował dwa lata później książkę, która opisuje losy Niemców
zamieszkujących na ziemiach polskich w całym X X stuleciu. Znaczące poszerzenie ram czaso­
wych, podkreśla chęć powiązania nieodległej przeszłości z teraźniejszością. Przyjęcie za cezury
czasowe lat 1918 i 1998 jest w pełni uzasadnione, co autor precyzyjnie wyjaśnił we „Wstępie".
Zrozumiałe jest również wyznaczenie zasięgu terytorialnego rozważań zgodnego z obszarem, jaki
w danym czasie historycznym obejmowało państwo polskie.
Przeglądając polskie periodyki naukowe, ze zdziwienie stwierdziłem, że brak w nich recenzji
omawianej pozycji. Chociaż nie specjalizuję się w problematyce niemcoznawczej, postanowiłem
przedstawić koncepcję całości i podzielić się refleksjami, do jakich skłoniła mnie lektura. Uważam
bowiem, że niezależnie od oceny całości - akceptacji bądź dezaprobaty dla zawartych w niej
poglądów, pozycja ta zasługuje na upowszechnienie.
1

1

Por. także recenzja Stanisława Żerko w Dziejach Najnowszych, r. X X X : 1998, nr 3.

RECENZJE I OMÓWIENIA

231

Książkę tworzy sześć rozdziałów, w których autor zaprezentował chronologicznie dzieje
Niemców mieszkających w Polsce w X X w. Tylko rozdział pierwszy ma charakter wprowadze­
nia ukazującego osadnictwo niemieckie przed 1918 r. W kolejnych znajdujemy opis działalności
Niemców w czasach: I I Rzeczypospolitej, okupacji hitlerowskiej 1939-1945, Polski Ludowej
i Ш Rzeczypospolitej. Chronologiczny tok narracji burzy rozdział szósty, w którym przedstawio­
no przegląd historiografii badanego problemu. Autor zapewne uznał, że w ten sposób lepiej
podsumuje wcześniejsze dywagacje. Zamiast tego otrzymaliśmy jednak coś w rodzaju podwójnego
zakończenia. Czy zabieg ten był konieczny? Wydaje się, że nie, ponieważ książka została zaopa­
trzona w niezwykle rozwinięty aparat naukowy (bibliografia, indeksy, aneksy, wykaz skrótów),
który łącznie zajmuje ponad sto dwadzieścia stron. Sama bibliografia, co prawda obejmująca
wyłącznie pozycje cytowane, to kilkaset pozycji na trzydziestu sześciu stronach (s. 362-398).
Książkę wzbogacają również bardzo rozwinięte, miejscami może nawet z przesadą, przypisy.
Została ona jednak pomyślana jako synteza i dlatego nie mogła zostać pozbawiona aparatu
naukowego. Trzeba w tym miejscu dodać, że niezwykle staranne opracowanie edytorskie jest
mocną stroną książki (czytelne i dobrze opisane mapy, tabele, zdjęcia).
Pisząc o losach ludności niemieckiej w Polsce w X X w. D . Matelski musiał przedstawić
również stosunek Polaków (i polskich władz, gdy takowe istniały) do niej. Podjął się więc zadania
niezwykle trudnego, bo obciążonego ogromnym bagażem emocji, uprzedzeń, stereotypów i ra­
chunków wzajemnych krzywd. Dlatego niezwykle ważne było zachowanie dystansu do opisywa­
nych wydarzeń. Czy autorowi udało się to w pełni? Na to pytanie z pewnością odpowie sobie
każdy czytelnik po zakończeniu lektury. Moim zdaniem, w książce widoczna jest dbałość o wielo­
stronną prezentację kontaktów polsko-niemieckich w opisywanym okresie. Przytoczenie licznych
przykładów antyniemieckich zachowań polskiej strony (głównie w pierwszej połowie X X w.)
stwarza miejscami pewien dyskomfort czytelnikowi nieprzygotowanemu do przyjęcia takiej trud­
nej prawdy. Jednak właśnie to jest zasługą autora, który podjął próbę walki ze stereotypami
i funkcjonującymi nadal zafałszowaniami historii. Przykładem może być sprawa działalności tzw.
V kolumny w 1939 г., z której uczyniono w okresie P R L ideologicznego straszaka, służącego
utrzymywaniu antyniemieckich nastrojów .
Obok przeglądu wydarzeń politycznych w omawianej publikacji znajdujemy również opis
działalności gospodarczej Niemców i ich wkładu w rozwój kulturalny ziem polskich. Z podobną
starannością zaprezentowano represje i prześladowania ludności polskiej podczas okupacji, jak też
wysiedlenia Niemców po zakończeniu wojny. Co ważniejsze, autor nie poprzestał na analizie
wpływu polityki państwa polskiego i niemieckiego na kształt stosunków między oboma narodami,
ale pokusił się również o przedstawienie postaw ludzkich, czyli działań, na jakie się owa polityka
przekładała w praktyce dnia codziennego. Wykorzystał do tego celu kwerendę prasową i badania
socjologiczne, powtarzając niekiedy swoje wcześniejsze ustalenia, na przykład dotyczące podzia­
łów społecznych występujących w Wielkopolsce po 1918 г., gdy miejscowych Niemców uznawano
za „swoich", a napływowych Polaków z Małopolski za „obcych" (s. 138-139).
Konstrukcja omawianej książka różni się znacząco od wcześniejszej publikacji, poświęconej
Niemcom w Wielkopolsce. O ile tam w kolejnych rozdziałach omawiano poszczególne dziedziny
działalności mniejszości niemieckiej (organizacje polityczne, życie gospodarcze, religijne itd.), to
znacznie dłuższy okres historyczny badany w tym przypadku, skłonił autora do ścisłego pod­
porządkowania narracji układowi chronologicznemu. W efekcie rozdziały od drugiego do piątego
prezentują, obok analizy wydarzeń politycznych, także wydarzenia kulturalne i związane z życiem
religijnym Niemców zamieszkujących na ziemiach polskich. Fragmenty te z pewnością zainteresu­
ją nie tylko historyków, ale także etnologów, religioznawców i specjalistów z innych dziedzin.
Niemcy w Polsce w XX wieku to książka, której znaczenie upatruję w sposobie podjęcia
ważnego problemu historycznego, związanego z obecnością niemieckiej grupy etnicznej na zie­
miach polskich w ubiegłym stuleciu. Autor uczynił to nowatorsko, nie przemilczając trudnych
2

2

Problem V kolumny omówił Jerzy Krasuski w cytowanej wyżej recenzji opublikowanej przez
Przegląd Zachodni.

232

RECENZJE I OMÓWIENIA

momentów we wzajemnych stosunkach. Zaprezentowany przez D . Matelskiego wywód sprowa­
dza się w istocie do ukazania splotu niezwykle skomplikowanych wydarzeń historycznych, które
postawiły na początku stulecia oba narody naprzeciw siebie. Dopiero przemiany polityczne
ostatniej dekady X X w. - likwidacja P R L i zjednoczenie Niemiec, diametralnie zmieniły ten stan
rzeczy. Wyraziło się to w całkowitej zmianie statusu prawnego mniejszości niemieckiej w Polsce,
usankcjonowanej przez podpisanie 17 czerwca 1991 r. traktatu polsko-niemieckiego o dobrym
sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.
Bezsprzecznie, po 1991 r. historia kontaktów Polaków z Niemcami przestała być dla władz
polskich i niemieckich elementem kształtującym ideologiczne podstawy wzajemnej wrogości.
Stworzyło to nie tylko nową jakościowo sytuację polityczną w stosunkach wzajemnych, ale
wyznaczyło również lepsze warunki funkcjonowania mniejszości niemieckiej w Polsce. Oma­
wiana książka dowodzi dynamizmu tych przewartościowań i zaangażowania w nie obu stron
(druk wsparły: Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej i Instytut Historii Uniwersytetu im.
A. Mickiewicza w Poznaniu).
Warto na koniec dodać, że autor z godną odnotowania otwartością zaprezentował również
trudności, jakie występują obecnie w kontaktach wzajemnych. Uczynił to miejscami z dużym
poczuciem humoru. Przykładem niech będzie przytoczona w rozdziale piątym frapująca sys­
tematyka nielegalnych metod nabywania przez Niemców ziemi w Polsce. Obejmuje ona sześć
sposobów, określonych kolokwialnie, jako: „na nieboszczyka, na polską żonę, na pętlę kredy­
tową, na fundację, na ewangelika, na spółkę mniejszościową" (s. 290-291).
Wysoko oceniając prezentowane dzieło nie mogę się powstrzymać od kilku uwag dotyczących
tego, co zakłócało mi nieco lekturę. Mam na myśli nie zawsze chyba do końca przemyślane
wtręty, z przesadą podkreślające np. wkład Niemców w rozwój cywilizacyjny Polski (s. 37).
W tekście podane zostały wytłuszczonym drukiem, co jakby zawiera w sobie domniemanie
o braku intelektualnego przygotowania czytelnika do przyjęcia tej informacji. Wydaje mi się, że
znaczenia owego wkładu nikt rozsądny (nie mówię wykształcony) nie mógłby nawet próbować
zanegować. Trzeba również uprzedzić czytelnika, że znajdzie w książce powtórzenia informacji
z niektórych wcześniejszych publikacji autora. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe, jako że losy
Niemców w międzywojennej Wielkopolsce np. są częścią całego obrazu wzajemnych kontaktów
polsko-niemieckich w X X w. i dlatego należało o nich również opowiedzieć.
Polecając lekturę książki Dariusza Matelskiego dodajmy, że wymaga ona od czytelnika
sporego skupienia. Zamiast utartych sądów i kształtowanych przez wiele pokoleń stereotypów,
opisuje bowiem dzieje trudnego sąsiedztwa zawierające racje obu stron - polskiej i niemieckiej.
Konkluzje, do jakich dochodzi autor nie zawsze są łatwe do zaakceptowania, a często nawet
prowokują do sprzeciwu i skłaniają do polemiki. Zapewnia to czytelnikowi lekturę nie tylko
pouczającą, ale również interesującą. Dzięki temu książka wypełnia istniejącą dotąd poważną lukę
w naszej wiedzy o grupie etnicznej, która wniosła istotny wkład w rozwój wielonarodowej Rzeczy­
pospolitej i wpłynęła na jej wielokulturowe oblicze .
3

Andrzej Furier

Antoni K r oh, Sklep potrzeb kulturalnych, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, ss. 274
Podhale to miejsce symboliczne, region-mit, znak rozpoznawany przez ludzi nauki i sztuki,
a także przez odbiorców ich dzieł. Opisywanie tego fragmentu przestrzeni Polski nie jest z pewnoś­
cią wyłączną domeną etnografów, ale przede wszystkim mitografów. Otóż, zwyczajowo przyjęło się,
3

Na pierwszej konferencji na ten temat, zorganizowanej przez U J w 1997 г., podkreślano
brak polskich publikacji z tej dziedziny. Por. A. Furier, Problemy wielokulturowości społeczeń­
stwa polskiego. Konferencja w Instytucie Polonijnym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie,
Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny, t. L I X : 1997, z. 3, s. 205-207.

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

233

że góralskie znaczy piękne, bo odwieczne, archaiczne, cudem dochowane do naszych czasów.
Niewiele jest krain, które kochano by tak namiętnie, natarczywie i w sposób tak bardzo zaślepiony.
Fenomenowi Podhala postanowił stawić czoło Antoni Kroh, urodzony w 1942 roku, historyk
kultury, etnograf, tłumacz literatury czeskiej i słowackiej. W środowisku etnologicznym dał się już
poznać jako autor Współczesnej rzeźby ludowej Karpat Polskich (1974) i „Prywatnego leksykonu
współczesnej polszczyzny", który był drukowany na łamach Polskiej Sztuki Ludowej. Konteksty
(1991, nr 1). Wspomnianemu regionowi poświęcił także najnowszą pracę zatytułowaną Sklep
potrzeb kulturalnych. Może on zaskoczyć wszystkich czytelników przywykłych do lektury klasycz­
nej prozy etnograficznej.
Kroh, w bardzo przystępnej formie, snuje swoją opowieść o latach dorastania spędzonych na
Podhalu, w Bukowinie, gdzie przybył do swojej ciotki w związku z przewlekłą astmą, którą
uleczyć miał górski klimat. Nieco uważniejsza lektura dwudziestu czterech rozdziałów, z których
składa się cała praca, wskazuje jednak, że mamy w tym przypadku do czynienia z niezwykle
poważną rozprawą antropologiczną opartą na trzech powiązanych ze sobą ujęciach. Pierwsze
z nich autor poświęcił przenikaniu się kultur, opisując trudne do zburzenia mury, jakie wyrastały
pomiędzy swoimi - wychowanymi i urodzonymi na Podhalu, a obcymi - letnikami, panami,
a nawet najbliższymi sąsiadami - Łemkami. Na uwagę zasługuje bardzo odważne domaganie się
prawdy o akcji „Wisła", a szczególnie o wysiedlaniu Łemków i Podhalanach, pośpiesznie zaj­
mujących dopiero co opuszczone przez sąsiadów gospodarstwa. Drugi wątek ukazuje kulturę
ludową i jej, wasalne czasem, uzależnienie od ideologii PRL-u, czego kwintesencją było utworze­
nie muzeum Lenina w Poroninie. Ujęcie trzecie ogniskuje się na materialnych atrybutach tego, co
uważa się za cechę charakterystyczną kultury ludowej Podhala.
Zasadniczym spoiwem wymienionych powyżej wątków jest, jak sądzę, demitologizacja kul­
tury ludowej Podhala. Pozostałą część książki wypełniają fragmenty autobiograficzne, które
- czyniąc lekturę bez wątpienia przyjemną - nie wpływają jednak na zasadniczy przekaz.
Relacja swój-obcy stanowi, jak już wspomniałam, jeden z kluczowych wątków książki. Swoi
- dla górali - to ci, którzy mówią tym samym językiem, myślą 'po góralsku', są tutejsi i wierzą
w tego samego Boga. Wszyscy, którzy nie mieścili się w tym schemacie uważani byli za dziwaków,
przedmiot niewybrednych kpin, a nawet obiekt słusznej agresji. Byli po prostu obcy.
Autor omawianej pracy dużo uwagi poświęca poszukiwaniu granic kultury góralskiej. Występo­
wał tutaj wyraźny konflikt między ideologicznymi ustawami kolejnych rządów (od Austro-Węgier po
P R L ) a lokalnym poczuciem przynależności. Elity naukowe i artystyczne związały górali z kulturą
polską dopiero w drugiej połowie X I X wieku; samym góralom kwestia powyższa dość długo była
raczej obojętna. Tatry bowiem, wraz z najbliższą okolicą, stanowiły kulturalną i gospodarczą całość,
wewnętrznie zróżnicowaną, ale należącą do wielkiej kultury karpackiej. Ojczyzna duchowa ważniejsza
była, mówi Kroh, od podejmowanych gdzieś daleko decyzji urzędników i etnografów. Wyłomem w tej
idealnej wspólnocie byli Łemkowie: wyznawcy obrządku wschodniego, „ludzie ruscy", właściciele
nieznanych wcześniej sadów, hodowcy zwierząt innych, niż odwieczne owce. Ta urozmaicona
gospodarka sprawiła, że wiodło im się lepiej od miejscowych. Akcja „Wisła" spadła góralom, jak
z nieba: pozbyli się obcych, zajęh część ich gospodarstw, resztę porosła trawa i zmowa milczenia.
Czasy PRL-u to drugi z wyraźnych motywów całej książki. Romans góralszczyzny z ideologią
socrealizmu, a potem PRL-u, był długi i owocny. Jego początki sięgają czasów pobytu Lenina na
Podhalu. Muzeum ojca rewolucji utworzono w najpiękniejszej poronińskiej chacie, a w rzeczy­
wistym miejscu jego pobytu w Białym Dunajcu powołano do życia stałą wystawę, urządzoną
w klasycznym, cepeliowskim stylu. Socrealizm ujednolicił kulturę górali, sprowadził ją do maso­
wych i powielanych wyrazów produkowanych przez oficjalną Cepelię. Uzyskany w wyniku tej
manipulacji polski, socjalistyczny góral w odpowiednim stroju stał się nieodzownym elementem
państwowych świąt, a góralskie zespoły przygrywały zagranicznym delegacjom. Uległość górali
okazała się jednak złudna. Co prawda, stroje, które można było zobaczyć w czerwcu 1979 roku
podczas mszy koncelebrowanej przez Jana Pawła I I na nowotarskim lotnisku były identyczne
z tymi, które towarzyszyły centralnym dożynkom, ale ludzie je noszący zmienili się diametralnie.
Polskość górali stała się antyrządowa, jawnie religijna.

234

RECENZJE I OMÓWIENIA

Trzecim wątkiem przewodnim pracy jest atak wymierzony w mit archaiczności kultury Pod­
hala. Co ważne - autor swoje argumenty wspiera rzeczowo, wielostronnie, z dobrze pojętą pasją
polemisty. Na pewno nie brak mu brawury, ponieważ godzi w samo jądro utrwalonego stereotypu
archaicznej góralszczyzny. I tak, za niewątpliwy atrybut każdego górala powszechnie uchodzi
odpowiedni strój, taniec zbójnicki oraz aura 'zbójowania'. Podtrzymywana przez dziesięciolecia
koncepcja, wyrażana przy pomocy wierszy, prozy, płócien, fotografii i filmów, przekonywała
0 tym, że w atrybutach tych tkwi szczególna moc obyczajowa. K r oh pamięta dobrze, że pierw­
szym strojem każdego górala był wigon, czyli zwyczajna koszulka do połowy łydek. Znane
z występów estradowych stroje dzieci góralskich zostały wymyślone w latach dwudziestych nasze­
go stulecia przez osiadłą na Bukowinie nauczycielkę. To ona założyła przyszkolny zespół i wyna­
jęła krawca, by szył stroje według jej pomysłu. Bardzo wiele wysiłku kosztowało tę animatorkę
kultury przekonanie dzieci do występowania w kierpcach. Wolały one 'pańskie' buty, bo kierpce
były oznaką ubóstwa. Ongiś wykonywano je z niewyprawionej skóry, nie zdobiono, a w czasie
głodu służyły jako namiastka pożywienia. Wprowadzenie dziecięcych strojów do kultury Podhala
było naruszeniem symbolicznych znaczeń wpisanych w jej funkcjonowanie. Przykładem mogą być
tutaj góralskie portki. Pierwsze cyfrowane portki były dla górala oznaką dojrzałości, kupowano
je za pierwszą otrzymaną wypłatę. Dziś są tylko atrakcją turystyczną, a górale wolą nosić dżinsy.
Ciągle odnawianą i atrakcyjną legendą pozostają postacie zbójników i ich zbójnicki taniec.
Popularny obrazek przedstawia zbójników skaczących przez ognisko w ogromnych czerwonych
czapkach obszytych złotą lamówką. Taki wizerunek powielany jest przez cały przemysł pamiąt­
karski. Skąd wszelako wziął się pomysł na czerwone czapki w środku lasu? Jego rodowód sięga
węgierskich hajduków z południowej strony Tatr. To oni właśnie nosili wysokie czapy, na które
zbójnicy polowali, jak na skalpy. W rzeczywistości były one jednak dużo mniejsze, ich powięk­
szenie zawdzięczamy właściwemu kulturze ludowej przerysowaniu. Po raz kolejny okazuje się
zatem, wbrew przyjętemu przekonaniu, że to zwykły przypadek a nie uświęcona tradycja Pod­
halan jest twórcą wzorów kulturowych.
Taniec zbójnicki w obecnej postaci to także wynik ingerencji, a nie autochtonicznego trwania.
Został on stworzony, jak ustalił Kroh, przez Szczęsnego Połomskiego, naczelnika Towarzystwa
Gimnastycznego „Sokół" z Nowego Targu. Pragnął on w sposób oryginalny uczcić pięćsetną
rocznicę bitwy pod Grunwaldem i z tej okazji przygotował specjalny pokaz pod nazwą „Ćwicze­
nia toporkami wraz z tańcem górali tatrzańskich". Były to zaaranżowane popisy gimnastyczne,
lekko „podmalowane" na ludowo, z użyciem góralskich ciupag. Swój pomysł Połomski rozrysował i zaplanował do najdrobniejszego szczegółu. Rzecz ogłoszona została drukiem i rozwiewa
ona jak mgłę wizję swobodnej zabawy zbójnickiej, w jaką długo kazali nam wierzyć zarówno
pisarze, jak i etnografowie. Kroh wielokrotnie uświadamia czytelnikowi, że kultura Podhala nie
powstała na skutek odcięcia jej od zniekształconej rzeczywistości, tylko w wyniku kontaktów
z innymi kulturami, z których jedną z najważniejszych była, niestety, kultura etnografów. Dzięki
próbie rekonstrukcji rodzimej kultury podhalańskiej przełamał stereotyp o nadzwyczajnej rasie
silnych ludzi o orlich nosach i barwnych strojach. Przy okazji zadrwił z potrzeby egzotyzmu,
właściwej tak wielu z nas.
Sklep potrzeb kulturalnych wpisuje się w utrwaloną już w polskiej etnografii tradycję demitologizacji kultury ludowej. Za tekst założycielski dla tego nurtu uznać można wspólny artykuł
Czesława Robotyckiego i Stanisława Węglarza, „Chłop potęgą jest i basta" . Kultura ludowa
opisana przez etnografię jest w nim przedstawiona jako twór zmityzowany, podległy ideologiom
1 paradygmatom stworzonym jeszcze przez XIX-wiecznych ludoznawców. To oni skanonizowali
obraz „wsi spokojnej, wsi wesołej", z którego drwił w Antropologii kultury wsi polskiej XIX wieku
Ludwik Stomma. Pokazał on, w jakim stopniu kolbergowski świat jest światem „roztańczonym
do skretynienia", w którym nie ma miejsca na pracę, codzienność, szarą rzeczywistość. Do1

2

1

Cz. Robotycki, S. Węglarz, Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji kultury ludowej w nauce,
Polska Sztuka Ludowa. Konteksty, 1983, nr 1-2.
L . Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku, Warszawa 1986.
2

235

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

ciekliwy czytelnik mógłby w tym momencie zapytać o to, czy przebogata mozaika anegdot
o przewodnikach tatrzańskich, partyjnych dygnitarzach, działaczach kulturalnych, jasnych i ciem­
nych podhalańskich sprawkach, nie jest w istocie utajoną formą tworzenia mitu? Ten przecież,
aby trwał musi być podtrzymywany i opowiadany wciąż na nowo. Co, moim zdaniem, Sklep
potrzeb kulturalnych czyni.
Nieco zabawne jest zatem to, że gawędy Kroha spotkały się z ostracyzmem samych górali:
informowano o ich oburzeniu w serwisie „Teleexpresu" i w specjalnym reportażu emitowanym
przez I program PR. Z drugiej strony, na łamach Gazety Wyborczej, pochlebnie oceniła Sklep
potrzeb kulturalnych noblistka Wisława Szymborska, a program II PR nadał książkę w odcinkach.
Ilu etnografów może poszczycić się takim wyróżnieniem?! Szkoda zatem, że nie można tej pracy
uznać za dzieło naukowe napisane przez zawodowego etnografa. Brak w niej bibliografii, scjentystycznej metody analizowania, a w wielu miejscach przypisów oraz źródeł. Jest to zatem raczej
zgrabny mariaż reportażu, wspomnień i krytyki, połączenie autobiografii i etnograficznego eseju
niż klasyczny przykład monografii regionu. Katarzyna Kaniowska (odwołująca się do usta­
leń Michała Głowińskiego) zaliczyłaby pracę Kroha do kategorii dokumentu-powieści. Jest to,
według tej badaczki, jeden z najważniejszych, narracyjnych nurtów współczesnej antropologii.
Dokument musi w takim przypadku spełniać warunki literackości, a są nimi beletryzacja lub
upowieściowienie . Kroh - jak sądzę - poprzez przyporządkowanie i niesystematyczne stosowanie
ujęć i procedur właściwych narracyjnym formom literackim, skłania się zdecydowanie wyraźniej
ku beletrystyce, niż naukowej monografii. Tak czy owak, Antoni Kroh jawi się jako kolejny
- chociaż przewrotny i mimowolny - popularyzator kultury Podhala. Cóż bowiem z tego, że autor
Sklepu potrzeb kulturalnych pozbawia aury odwieczności i autentyczności takie elementy rzekome­
go dziedzictwa Podhala, jak obrazki na szkle, ciupagi, kierpce, a nawet gazdowska gościnność.
Mimo tej demaskatorskiej pracy i krytycznej wrażliwości pisze o nich z wielką miłością. Omawia­
ną książkę przesycił Kroh wyczuwalną tęsknotą za krajem lat dziecinnych, a także, co zapewne
nie mniej istotne, za miejscem swoich najintensywniejszych, być może, badań terenowych.
3

Mariola Kuligowska

Wielka Syberia Małych Narodów, Ewa Nowicka (red.), Kraków 2000, Zakład Wydawniczy
„NOMOS"
Dla przeciętnego polskiego czytelnika pod pojęciem „Syberia" kryją się przede wszystkim
rozległe (i odległe zarazem) przestrzenie oraz miejsce zsyłki tysięcy rodaków. Ewa Nowicka wraz
z współautorami książki Wielka Syberia Małych Narodów proponuje zupełnie inne spojrzenie na
te tereny. Redagowana przez nią praca różni się od dostępnych, „klasycznych" publikacji o tema­
tyce syberyjskiej. Historię traktuje się tu jedynie jako środek do wyjaśnienia procesów zachodzą­
cych współcześnie (teraźniejszość jest bowiem dla autorów najważniejsza) a największy nacisk
kładzie się na sytuację ludności autochtonicznej (z przyczyn politycznych do tej pory marginalizo­
wanej, uważanej za przeżytek kulturowy i co najwyżej punkt wyjściowy w dziele tworzenia
„człowieka radzieckiego").
Autorzy słusznie wyszli z założenia, że wspólne losy historyczne, związane z ekspansją car­
skiej Rosji w głąb Azji a następnie powstaniem i upadkiem ZSRR, tworzą z ziem syberyjskich
obszar na tyle jednolity, by toczyły się tu obecnie te same procesy kulturowe i polityczne.
Układają się one w jeden wzór, który odczytać można jako narodziny bądź też... odrodzenie
narodowe. Wokół tego problemu, przełożonego na sytuację w konkretnych republikach, kon­
centrują się rozważania Agnieszki Halemby, Zoji Morochojewej, Ewy Nowickiej, Łukasza
Smyrskiego, Pawła Trzcińskiego, Roberta Wyszyńskiego i Stanisława Zapaśnika.

3

K . Kaniowska, Opis - klucz do rozumienia kultury, Łódź 1999, s. 162-163.

236

RECENZJE I OMÓWIENIA

Stanisław Zapaśnik i Zoja Morochojewa ukazują trudności, przed jakimi staje badacz przy
próbie wyodrębnienia niezmiennych elementów kultury buriackiej. Wynikają one z tego, że ple­
miona buriackie nigdy nie wytworzyły wspólnej kultury a ciągłość ich i tak niejednolitej tradycji
była wielokrotnie zakłócana. Autorzy zwracają uwagę na negatywne dla buriackiej tożsamości
skutki radzieckiego systemu oświaty, który kulturę rdzenną ujmował jako kulturę niższą i przez
to prowadził do braku identyfikacji z nią . Podkreślają także znaczenie zmian struktury społecznej
dla analizy tradycji buriackiej.
Celem Ewy Nowickiej jest poznanie tożsamości społecznej Buriatów poprzez określenie ich
postaw względem grupy własnej i obcej. Rdzeniem przeprowadzonych przez nią badań jest
założenie mówiące, iż dopiero zaistnienie „obcości" umożliwia nam wyznaczenie tego, co „swoj­
skie". Autorka przedstawia między innymi autostereotyp Buriata i utkany na zasadzie przeciwień­
stwa obraz grupy obcej (Rosjan). Mierzy dystans etniczny, używając do tego takich wskaźników
jak - stopień akceptacji małżeństw mieszanych i dzieci pochodzących z takich związków. Zaobser­
wowana przez nią wysoka pozycja Rosjan jako potencjalnych partnerów skłania do refleksji.
Uwypukla znaczenie bliskich, bezpośrednich kontaktów dla zmniejszania poczucia obcości.
Robert Wyszyński zajmuje się analizą kilku rodzajów więzi społecznej występującej wśród
Buriatów, szczególny nacisk kładąc na więź narodową i panmongolską. Zastanawia się, czy
możliwe jest wyodrębnienie kanonu kultury buriackiej. Dużą wartość przypisuje działaniom
instytucjonalnym podejmowanym przez rdzenną inteligencję (należy do nich np. organizacja
konkursu na flagę narodową, wykreowanie festiwalu opartego na realizacji wątków eposu ludo­
wego). Omawiając przebieg procesów odrodzenia (narodzin?), zwraca uwagę na pojawienie się
w kulturze buriackiej nowego zjawiska - neotradycjonalizmu, rozumianego jako tworzenie nowa­
torskich symboli na bazie tradycyjnych znaków. Kwestię tę porusza w swych rozważaniach także
Łukasz Smyrski.
Również na innym terytorium syberyjskim - w republice Ałtaj - podejmowane są, jak
wskazuje Agnieszka Halemba, próby stworzenia jednolitej kultury narodowej. Zadanie to utrud­
nia stale utrzymująca się autoidentyfikacja mieszkańców na poziomie rodowo-plemiennym. Duże
zróżnicowanie wewnętrzne nie sprzyja tworzeniu jedności. Faktu tego nie chcieli przyjąć do
wiadomości badacze radzieccy , pomijają go także współcześni ideologowie ałtajscy. Czynnikiem
pozytywnym dla procesu narodowotwórczego wydaje się natomiast być odrodzenie religijne.
Autorka zauważa, iż miejscowi intelektualiści mają jednak problem z określeniem, która z wy­
znawanych w republice religii najlepiej nadaje się do konsolidacji ludności Ałtaju.
Łukasz Smyrski śledzi instytucjonalne przejawy zjawiska odrodzenia narodowego w Tuwie.
Uwidaczniają się one między innymi w poparciu władz dla projektu szkoły narodowej (której celem
ma być zaznajomienie młodzieży z tradycją), kreacji symboli narodowych, odgórnym tworzeniu
warunków dla rozwoju rdzennej kultury oraz organizowaniu świąt narodowych i religijnych.
Autor ostatniego z rozdziałów omawianej publikacji - Paweł Trzciński - skupia się na
problemie już wcześniej sygnalizowanym, polegającym na oddziaływaniu Rosjan na kultury auto­
chtoniczne. Analizę swą prowadzi na przykładzie sytuacji w republice Sacha (Jakucja). We
wdrażanych programach odrodzeniowych wyróżnia dwa nurty. Pierwszy z nich sprowadza się do
reinterpretacji wybranych elementów kultury tradycyjnej tak, by zaspokajały one współczesne
potrzeby. Drugi natomiast zasadza się na działaniach prowadzących do zmiany sposobu po­
strzegania własnej pozycji, uwolnieniu rdzennej kultury od negatywnego wartościowania, będą­
cego efektem propagandy radzieckiej.
Autorzy, których prace złożyły się na książkę „Wielka Syberia Małych Narodów", wskazali
w swych publikacjach na kilka podstawowych problemów, z którymi styka się socjolog czy
antropolog prowadzący badania. Dobrze byłoby je w tym miejscu zebrać. Po pierwsze, badania
1

2

3

1

Sytuacja ta jest typowa również dla innych republik syberyjskich.
Narzucili oni grupom nie poczuwającym się do wspólnoty jedną nazwę - Ałtajczycy (s. 99).
W Republice Ałtaj, w zależności od regionu dominują: buddyzm, szamanizm, burchanizm
bądź prawosławie.
2

3

RECENZJE I OMÓWIENIA

237

naukowe mogą zostać wykorzystane do celów ideologicznych. Co więcej, istnieje ryzyko, że
względy ideologiczne znacząco wpłyną na ich wyniki. Sytuacja taka jest możliwa w przypadku,
gdy badacz angażuje się w ruch na rzecz odrodzenia narodowego. Dlatego dobrze, że studiami
nad kulturą syberyjską zajmują się także osoby bardziej neutralne z racji swego pochodzenia - na
przykład Polacy. Nie można zapominać również o tym, iż wyniki badań mogą wpływać na obraz
własny grupy. Poza tym, pewne cechy i pojęcia podlegają odmiennemu wartościowaniu w różnych
kulturach i rażącym błędem byłoby niezauważenie tego faktu. Badacze, których pracę mam przed
sobą, takiej pomyłki nie popełnili.
Na pozytywne wyróżnienie zasługuje pomysł umieszczenia w książce fotografii (szkoda, że
nie kolorowych). Przybliżają one czytelnikowi tematykę stosunkowo odległą. Dzięki nim omawia­
na praca wydaje się być bardziej przystępna. Jednym z niewielu zarzutów, jakie można skiero­
wać pod jej adresem, jest nieumieszczenie procesów toczących się w republikach syberyjskich
w ramach szerszej perspektywy. Zjawisko określane mianem odrodzenia narodowego nie ogra­
nicza się jedynie do tych terenów, występuje również w innych jednostkach administracyjnych
Federacji Rosyjskiej a także szeroko poza nią - stanowi ogólnoświatową tendencję ostatnich
lat. Być może warto byłoby to podkreślić. Ponadto, wydaje mi się, że zbyt mało głosu w tej publi­
kacji udzielono badanym. Tylko w niektórych miejscach pozwolono im zaistnieć w sposób pod­
miotowy, cytując ich wypowiedzi.
Względy polityczne ograniczały możliwości prowadzenia badań naukowych na terenach
Związku Radzieckiego. Przemiany, jakie dokonały się w ostatnich latach, otworzyły przed bada­
czami nowe perspektywy. Autorzy omawianej pracy wykorzystali je bardzo dobrze. Podjęli się
analizy problematyki dotychczas pomijanej (kwestie etniczne w ZSSR stanowiły temat tabu, gdyż
nie pasowały do oficjalnej doktryny). Dzięki temu udało im się zapełnić lukę istniejącą od wielu
lat na rynku książki naukowej. Ich publikację można polecić wszystkim zainteresowanym zagad­
nieniami etnicznymi. Syberia stanowi bowiem niezwykłe laboratorium etniczne, jest polem służą­
cym obserwacji dokonujących się współcześnie procesów narodowotwórczych. Pozycję tę powinny
wziąć do ręki także osoby, które chcą po prostu poszerzyć swoją wiedzę o tych terenach.
Katarzyna Kulikowska

Lech Leciejewicz, Nowa postać świata. Narodziny średniowiecznej cywilizacji europejskiej, Wrocław
2000, Monografie Fundacji Na Rzecz Nauki Polskiej, ss. 491
Od wielu lat obserwujemy wzmożone zainteresowanie dziejami Europy. Obejmujące nasz
kontynent procesy integracyjne, jak i prowadzące do rozpadu starych struktur, skłaniają do
refleksji nad tym, co wspólne i co odmienne dla jego mieszkańców, co ich łączy, co dzieli, jakie
są korzenie europejskiego dziedzictwa kulturowego, jak kształtowało się pojęcie 'Europy', jakie
były skutki procesów historycznych dla kultury europejskiej (a może raczej należałoby mówić
o kulturze Europy?).
Najnowsza książka prof. Leciejewicza jest pasjonującym, głęboko refleksyjnym wykładem
europejskich dziejów, w których wyniku ukształtowały się podwaliny naszej kultury, tkwiącej
korzeniami w antycznej tradycji helleńsko-rzymskiej i w chrześcijaństwie. Autor znakomicie uka­
zał rolę tych trzech elementów w formowaniu cywilizacji europejskiej, w tworzeniu wspólnoty,
z której może nie do końca zdajemy sobie dziś sprawę i która zapewne nie ma żadnego zna­
czenia dla wielu mieszkańców Europy. L . Leciejewicz ukazał również, jak doszło do podziałów
chrześcijańskiego świata, a w ich następstwie - kontynentu, i uformowania się odrębnych (istnie­
jących do dziś) „kręgów": wschodniego i zachodniego, różniących się nie tylko pod względem
religijnym, społeczno-politycznym, etnicznym, lecz także kulturowym. Widzimy też, jak wielką
rolę odegrało chrześcijaństwo, m.in. jako opozycja wobec islamu, w kształtowaniu europejskiej
tożsamości i poczucia przynależności do jednej wspólnoty religijnej, mimo istniejących w niej
podziałów wewnętrznych.

238

RECENZJE I OMÓWIENIA

Przez wiele wieków Europa podzielona była między Imperium Romanům i barbaricum. Autor
doskonale scharakteryzował wewnętrzne zróżnicowanie tych terenów, np. kulturową odmien­
ność należących do barbaricum Bałtów, ludów ugrofińskich, mieszkańców części Skandynawii
i „wyspiarzy" (Irlandia, Szkocja). Wskazał też na istnienie pogranicza kulturowego na styku tych
dwóch potężnych obszarów, zanim jeszcze barbaricum zostało włączone w nurt przemian obej­
mujących zachodnią część Europy. L . Leciejewicz zwrócił również uwagę na trwałość wzorów
kultury duchowej, które wyróżniały barbaricum, i na ich korzenie, sięgające niekiedy epoki brązu.
Ważne miejsce zajmują tu kulty solarne, zwyczaj palenia zwłok, sztuka naskalna. Autor stawia
wiele istotnych pytań badawczych. Dotyczą one np. możliwości kultywowania własnych wzorów
życia przez ludność autochtoniczną barbaricum, korzystania z dorobku cywilizacyjnego Imperium
przez barbarzyńskich przybyszy, zakresu erozji tradycyjnych struktur kulturowych w zmieniającej
się rzeczywistości i in.
Europa ukazana przez prof. Leciejewicza jest kontynentem podlegającym nieustannym zmia­
nom, procesom integracji i dezintegracji, kontynentem zróżnicowanym, a przecież posiadającym
wspólne korzenie, przyjmującym liczne fale migracji i poddającym się masom najeźdźców, pusto­
szących ją, a jednocześnie wnoszących nowe wzory do wspólnego dziedzictwa. Część z nich
adaptuje się do miejscowych tradycji, część ulega asymilacji lub przyswaja sobie nowe wzory.
Przykładem mogą być wpływy cywilizacji śródziemnomorskiej na kulturę islamu.
Książka dotyczy średniowiecza, skłania jednak do przemyśleń nad współczesnością. Nad
tym, co pozostało z fundamentów naszej cywilizacji. Na ile są one dla nas ważne na początku
X X I wieku? Jaki jest nasz stosunek do europejskiej spuścizny? Brak miejsca nie pozwala
na szczegółowe omówienie pracy. Chciałabym jednak polecić ją wszystkim, którzy pragną
poznać i zrozumieć europejskie dziedzictwo, jego źródła i procesy, których efektem jest przecież
także dzisiejsza Europa.
Iwona Kabzińska

Gerard Labuda, Święty Wojciech, Biskup - męczennik, patron Polski, Czech i Węgier, Wrocław
2000, Monografie Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, ss. 334
W 1997 roku minęło 1000 lat od męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Obchody jubileuszowe
stały się okazją do przypomnienia tej postaci. Powstało wiele opracowań książkowych, setki
artykułów, wystaw, przeprowadzono liczne badania (zaangażowali się w nie również archeolodzy
i etnologowie z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN). Zainteresowania prof. Labudy znacznie
wyprzedziły swoistą „modę" na św. Wojciecha. Rozpoczął on bowiem swoje badania i gromadze­
nie materiałów dotyczących Świętego już w roku 1937.
W książce, będącej podsumowaniem wieloletnich prac Autora, wykorzystano wiele bezcen­
nych, unikalnych źródeł archiwalnych pochodzących z różnych krajów, księgi pamięci, kroniki
i liczne opracowania. Sam spis literatury zajmuje 17 stron tekstu. W pracy omówione zostały
szczegółowo kolejne etapy życia Świętego. Ukazano środowisko rodzinne i szkolne, w jakim się
wychowywał, działalność duszpasterską, misyjną, pątniczą, wreszcie - okoliczności śmierci oraz
powstanie, rozwój i przejawy kultu. Obszerny rozdział poświęcony jest prezentacji stanu badań,
wiedzy historiograficznej.
G . Labuda znakomicie wpisał życie świętego Wojciecha w realia historyczno-polityczne Europy.
Poznajemy też wiele osób z bezpośredniego otoczenia Świętego. Osób, które miały wpływ na
podejmowane decyzje, kształtowały Jego osobowość i drogę życiową. Wiele uwagi poświęcił Autor
związkom Kościoła z polityką oraz procesom chrystianizacyjnym, obejmującym kolejne obszary
kontynentu. Książka została napisana z wielką pasją i nieukrywaną sympatią dla jej Bohatera.
Zabrakło mi jednak rozdziału ukazującego stosunek współczesnych mieszkańców Polski i innych
krajów, choćby wymienionych w tytule Czech i Węgier, do tej postaci, a także informacji
o występujących obecnie śladach kultu. Zabrakło odpowiedzi na pytanie, czy Święty Wojciech,

RECENZJE I OMÓWIENIA

239

czczony w różnych krajach, stał się rzeczywiście postacią łączącą różne obszary Europy, czy też Jego
wspomnienie (i związane z Nim uroczystości) ma charakter lokalny. Jakie znaczenie ma dziś Jego
życie i śmierć? Czy kult św. Wojciecha ogranicza się do Kościoła, czy też wychodzi poza jego mury?
Odpowiedź na niektóre z tych pytań przynoszą badania etnologiczne, prowadzone w Instytucie
Archeologii i Etnologii P A N . Na pełną publikację ich wyników musimy jednak jeszcze poczekać.
1

Iwona Kabzińska

Anna Engelking, Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, Wrocław 2000, Monografie Fundacji Na
Rzecz Nauki Polskiej, ss. 315
Przedmiotem książki jest ludowy, słowny rytuał klątwy, analizowany w różnych kontekstach
sytuacyjnych, jak też w szerokim kontekście kulturowym: mitologii ludowej, religii oraz w od­
niesieniu do obowiązujących w tej kulturze norm i wartości. W polskiej humanistyce nie było
dotychczas pracy tak szeroko omawiającej wspomniane zagadnienie, prezentującej strukturę,
funkcje i semantykę klątwy, ukazującej „wewnętrzny system" ludowych rytuałów słownych.
Jednym z jej walorów są ponadto niezwykle interesujące materiały zgromadzone podczas badań
terenowych, przeprowadzonych przez Autorkę (częściowo z grupą studentów) w latach 1980-1998
„na szeroko rozumianym pograniczu polsko-wschodniosłowiańskim (białoruskim i ukraińskim):
od Podlasia i Grodzieńszczyzny po Przemyskie i Łemkowszczyznę" (s. 7). Bazę źródłową stanowi
również bogata literatura etnograficzna, antropologiczna, folklorystyczna i językoznawcza.
Zjawisko omawiane przez Autorkę należy do sfery magii. Część książki poświęcona więc
została nieprofesjonalnej magii ludowej, wyjaśnieniu znaczenia samego terminu 'magia', omówie­
niu jego ujęć językoznawczych, ukazaniu magii jako specyficznego sposobu działania, a także
- określonego światopoglądu. Autorka scharakteryzowała również zasadnicze elementy teorii
magii słowa, wiary w jego moc sprawczą, w oddziaływanie na rzeczywistość. Wśród przywoła­
nych prac znalazły się m.in. dzieła Jana Stanisława By stronia, Kazimierza Moszyńskiego, Jana
Karłowicza, Michała Buchowskiego, Ryszarda Tomickiego, Toshihiko Izutsu, Jeyaraja Tambiaha,
Mircei Eliadego, Marcela Maussa i wielu innych. Autorka skoncentrowała się na pracach przedsta­
wicieli różnych dyscyplin humanistycznych, pomijając - z niezrozumiałych dla mnie względów
- teksty biblistów (nazwiska kilku z nich zostały zaledwie wymienione w przypisie na s. 5-6),
a przecież - jak sama słusznie zauważyła - klątwa od dawna stanowiła obiekt ich zainteresowań
(s. 5-6). Należałoby dodać, że w Biblii bardzo wyraźnie akcentowana jest wiara w moc sprawczą
słowa/Słowa. Podkreślana jest też odpowiedzialność za wszystko, co mówimy. W Ewangelii św.
Mateusza czytamy пр.: „A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą
ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na
podstawie słów twoich będziesz potępiony" (Mt 12, 33-37). O mocy słowa czytamy m.in. w Księdze
Rodzaju, Księdze Przysłów i Księdze Psalmów. W Biblii też wielokrotnie jest mowa o wojowaniu
językiem, przeklinaniu, obelgach, podstępach, fałszywych świadectwach i oszczerstwach, a także
o złych wieściach i - przeciwstawnej im - mowie, która buduje*. Bez uwzględnienia, choćby
pobieżnego, tekstów biblijnych praca dotycząca teorii i znaczenia słowa, ilustrowana przykładem
klątwy, jest niepełna, nawet jeśli w zamyśle odnosi się ona tylko do kultury ludowej.
1

Patrz пр.: M . Paradowska, / szedł przez pola, łąki, lasy. Święty Wojciech w tradycji ludo­
wej, Poznań 2000, Wyd. W drodze; tejże, St. Wojciech (Adalbert) the Patron Saint of Europe
and Poland. His Image in Polish Folk Culture, Ethnologia Polona, vol. 21:2000, s. 103-118;
A. Urbańska, Saint Vojtěch in Bohemia, Ethnologia Polona, vol. 21:2000, s. 119-126; A. Woźniak,
Kult św. Wojciecha we wsi mazowieckiej X V I I I i pierwszej połowy X I X wieku na tle kultu innych
świętych, Etnografia Polska, t. 42: 1998, z. 1-2, s. 141-159.
* Popularny wykład na ten temat można znaleźć np. w książce Marka Kinzera, Panowanie
nad językiem, Kraków 1995, Wydawnictwo WAM, Księża Jezuici.

240

RECENZJE I OMÓWIENIA

Niezwykle ciekawe są te partie książki, w których A. Engelking - odwołując się do bogatego
materiału etnograficznego, folklorystycznego i literatury - ukazuje działania oparte na wierze
w magiczną moc słowa, omawia przekonania o poważnych konsekwencjach słów wypowiadanych
świadomie lub bez udziału świadomości. Wspomina także o sposobach ich odczarowania, unie­
ważnienia, np. przez nazywanie rzeczy po imieniu, zastanawiając się zarazem, czy jest to zawsze
możliwe, skoro „słowo pociąga za sobą rzecz w sposób konieczny" (s. 89).
Zasadnicza część książki poświęcona jest klątwie, sposobom jej rozumienia, przypisywanym
funkcjom (np. wyłączenie ze społeczności, zaklinanie). Formą klątwy jest przeklinanie, łamiące
„regułę nazywania rzeczy po imieniu" (s. 119). Autorka podkreśla, iż niezależnie od tego, czy
mamy do czynienia z przeklęciem, zaklęciem, przeklinaniem, wyklęciem, zaklinaniem czy zakli­
naniem się (przysięganiem), zawsze poruszamy się w sferze przywoływania mocy (s. 131).
Najbardziej rozpowszechnionym w kulturze ludowej typem rytuału klątwy jest klątwa rodzi­
cielska. Materiały przytaczane przez Autorkę, często pełne emocji i ogromnego dramatyzmu,
ukazują uczestników tego typu rytuału i skutki wypowiedzianych przez nich słów. W pracy
zamieszczono również przykłady zachowań, których uczestnikami są osoby nie połączone więzią
rodzicielską, rzucające np. klątwę na tego, kto wyrządził im krzywdę.
Odrębny rozdział poświęcony jest semantyce klątwy, językowej strukturze dyrektyw magicz­
nych, wypowiedzeniom żądająco-życzącym i zaklinająco-życzącym oraz różnym formułom wy­
stępującym w funkcji klątwy. Autorka ukazuje także „egzekutorów klątwy" - Pana Boga, Matkę
Boską, diabła. Cytowane materiały znakomicie ukazują ludowe sposoby postrzegania tych po­
staci, ich specyficznego „uczłowieczenia".
Efektem rzucenia klątwy może być choroba, „niedobra" śmierć, konieczność pokutowania
w czyśćcu, rozmaicie pojmowana niedola. Klątwa może też przechodzić na kolejne pokolenia, jest
dziedziczna. Skutki klątwy są też zazwyczaj nieodwracalne. Tylko wówczas, gdy osoba, która
rzuciła klątwę natychmiast tego pożałuje i poprosi Boga o wybaczenie (zamawiając w tym celu
Mszę w kościele) nie zacznie się ona realizować. Autorka słusznie podkreśla, że „w istocie nie ma
mowy o odwracaniu czegokolwiek; raczej mamy do czynienia z zapobieganiem, a więc z rytuałem
zażegnującym" (s. 272).
Unikalna książką A. Engelking zachęca do zadumy nad ludową mądrością, wizją świata,
w którym słowo ma moc sprawczą i porządkuje rzeczywistość. Skłania też do refleksji nad sposobem,
w jaki sami posługujemy się słowami i nad współczesnym światem: Jak daleko odeszliśmy od biblijnej
i ludowej troski o słowo, od namysłu poprzedzającego jego użycie, od świadomości skutków raz
wypowiedzianego słowa, od wiary, że może ono tworzyć i zabijać, leczyć rany lub skazywać na
udrękę? Jak dalece współczesny świat stał się królestwem pustosłowia, bełkotu, agresywnych
dźwięków, bezmyślnych popisów, które można określić jako „chlapanie językiem" lub „mielenie
ozorem"? Ile w nim pogardy dla ciszy i dla słów niosących dobro, ukojenie, nadzieję...
Iwona Kabzińska

Magdalena Zowczak, Biblia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej, Wrocław
2000, Monografie Fundacji Na Rzecz Nauki Polskiej, ss. 527
O wartości tej książki stanowi m.in. przebogata, imponująca baza źródłowa - setki wykorzys­
tanych opracowań i zapisy 900 rozmów przeprowadzonych w latach 1986-1996 przez Autorkę
oraz studentów Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW na Litwie, Białorusi, Ukrainie,
jak też w różnych częściach Polski.
Autorka podkreśla, że Biblia ludowa należy do dziedzictwa kultury staropolskiej, jej korzenie
zaś sięgają europejskiego średniowiecza (s. 6). Teza ta znalazła znakomite potwierdzenie w cyto­
wanych w pracy materiałach porównawczych pochodzących z różnych miejsc i okresów. W książ­
ce omówione zostały ludowe sposoby adaptacji tekstów i tradycji biblijnych, najczęściej różniące
się znacznie od pierwowzoru. Odmienna jest w nich np. relacja między Bogiem Ojcem i Synem,

RECENZJE I OMÓWIENIA

241

Jezusem, a także między Bogiem i diabłem. Różni się też od biblijnego kanonu ludowa wizja
stworzenia świata i człowieka oraz grzechu pierworodnego. Bogata wyobraźnia ukazała własną
wizję Potopu, pozwoliła na utożsamienie Noego i jego żony z Adamem i Ewą, wykreowała wiele
historii o diabłach i świętych, o wędrówce dusz. Wyrazem ludowych sposobów widzenia wątków
biblijnych są m.in. pieśni, kolędy, pastorałki, modlitwy. Drobiazgowo analizowane przez Autorkę
ukazują m.in. bogactwo wierzeń oraz zachowań obrzędowych związanych z Bożym Narodzeniem
i okresem Godów. Ludowa wyobraźnia dopisała też nowe karty do biblijnych wydarzeń, przydała
nowe funkcje występującym w Biblii postaciom. Szczególnie wzruszające jest przypisanie Matce
Boskiej roli opiekunki dziewcząt, które urodziły nieślubne dziecko (bo przecież Maryja także
rodziła, będąc panną). Rzucenie przez Nią klątwy na kukułkę, która swym głosem mogła zdradzić
miejsce pobytu Świętej Rodziny uciekającej przed prześladowcami lub na drzewo, które odmówiło
uciekinierom schronienia, świadczy o pojmowaniu Matki Bożej na sposób ludzki. Ukazując różne
sposoby funkcjonowania Biblii ludowej, M . Zowczak poddała analizie teksty ludowych modlitw,
nie ograniczając się - w przeciwieństwie do wielu badaczy - do wyrażonej w nich, czy za ich
pośrednictwem, postawy magicznej.
W ludowej kulturze chrześcijański cykl świąt łączy się z obrzędami rodzinnymi i dorocznymi,
prowadząc do syntezy nadającej kulturze spoistość i kształtując silne poczucie tożsamości u jej
uczestników (s. 478). Można też, zdaniem Autorki, mówić o specyficznym systemie ludowej
teologii, w której to, co nadnaturalne łączy się z tym, co człowiecze, a to, co ziemskie, dotykalne,
przenika się ze światem duchowym.
Badania przeprowadzone przez Autorkę, wraz z grupą studentów, w znacznym stopniu
uzupełniają naszą wiedzę o ludowej interpretacji wątków biblijnych (w różnych kulturach). Po­
zwoliły one także na ocalenie istotnego fragmentu świata ludzkich wierzeń, występujących współ­
cześnie nie tylko w ludzkiej pamięci, lecz także funkcjonujących na co dzień, nie poddających się
„nowoczesnemu" myśleniu.
Iwona Kabzińska

Jarosław Komorowski, Kresowym szlakiem: kapliczki, pomniki, groby. Część I - Polesie, Świdnica
1997, ss. 42, Część II- Nowogródczyzna, Świdnica 2000, ss. 62
Zainteresowanie problematyką kresową w jej wielowątkowym wymiarze, po eksplozji popu­
laryzatorskiej i memuarystycznej początku lat dziewięćdziesiątych, zdaje się zanikać. Po egzalta­
cjach nieznanym oraz potrzebie niejako wykrzyczenia długo tłumionej krzywdy, co zaowocowało
setkami artykułów, wspomnień, wywiadów oraz wielością literatury martyrologicznej, w tym
całymi seriami wydawniczymi, jak wrocławska Biblioteka Zesłańca, nastąpiło wyciszenie tej tema­
tyki. Tak oto po początkowym boomie publicystycznym oraz literackim, wspartym szczątkowo
i na samym początku zjawiska przez dokumentalistykę telewizyjną (tylko T V publiczna!), rzecz
wraca do początku. Zainteresowane problematyką pozostały jedynie środowiska ziomkowskie,
nieliczne stowarzyszenia problemowe oraz naukowcy specjalizujący się w tematyce wschodniej.
Przykładem połączenia tych dwu ostatnich zainteresowań jest Jarosław Komorowski - nau­
kowiec oraz pasjonat społecznego działania na rzecz ochrony pamięci o tym, co pozostało
w Krainie dzisiejszemu społeczeństwu polskiemu nie znanej, a o której Wieszcz powiedział:
Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny,
Jak świat jest boży, tak on był nasz własny!
Tym wyimkiem z Inwokacji, Jarosław Komorowski podsumował wprowadzenie do drugiego
ze swych Zeszytów poświęconych kapliczkom, grobowcom, pomnikom, jakie pozostały realnie lub
w pamięci Polaków do dziś żyjących na Polesiu oraz w części Nowodgródczyzny, na lewym, dziś
w większości prawosławnym, brzegu mickiewiczowskiej rzeki domowej - Niemna.
Opracowania Komorowskiego to efekt jego studiów dokumentacyjnych oraz praktycznych
studiów w terenie. Ich oryginalność oraz znaczenie polegają przede wszystkim na tym, że autor

242

RECENZJE I OMÓWIENIA

podjął się upamiętnienia oraz dokumentacji fotograficznej i opisowej (informacyjnej) tak zwanych
małych obiektów znajdujących się dotąd poza głównym nurtem powojennych (II wojna światowa)
zainteresowań badawczych, takich jak fundamentalne dzieła Romana Aftanazego czy cenne,
pionierskie opracowania popularyzatorskie G . Rakowskiego . Opracowania J. Komorowskiego
dotyczą podróżnych kapliczek i pojedynczych pomników oddających charakter Ziemi, na jakiej
powstały. Charakter, jaki nadawali jej tutejsi mieszkańcy - parafianie, którzy poprzez swoje
skromne vota określali swój światopogląd. Zewnętrzny wyraz wyznawanych wartości oraz przy­
należności kulturowej. Ów wyraz chrześcijaństwa oraz deklarowanej przynależności do kultury
łacińskiej Zachodu, a zatem tradycji I i I I Rzeczypospolitej - Polski, mszczony przez orientalną
Rosję carów a następnie z totalną bezwzględnością przez Rosję bolszewików niemal do ostatnich
godzin istnienia ZSSR, był szczególnie bezbronny. Bo był maluczki. Był za to wielki, bo przeczył
ideologicznemu założeniu, iż katolicyzm i polskość na tych ziemiach to skutek pańskiego przymu­
su i pańskiego budownictwa. Budownictwa pałaców, dworów i kościołów, rzekomo narzuconej
polskiej wiary. Te dewastowano (za caratu konfiskowano na cerkwie lub koszary) niejako natural­
nie. Panów i ich dzieło likwidowano fizycznie. Co innego z chłopami. Ci mieli być podporą
nowego ustroju. Najpierw caratu, bo wyzwolił z pańszczyzny, później bolszewików, bo wyzwolili
od zabobonu oraz opium dla mas. Kapliczki i pomniki dewastowano i niszczono ze szczególną
zaciekłością, bo były dziełem ludu, który tworzył je sam, dając w ten sposób wskazane wyżej
świadectwo. Zaprzeczał ideologicznemu modelowi. Bo na tych Ziemiach, jak je opisywał półtora
wieku temu rosyjskojęzyczny świadomy Białorusin, Paweł Szpielewski, co J. Komorowski przypo­
mina we wstępie do I I zeszytu, „przy wjeździe do Nieświerza wzrok podróżnika napotyka prawie
na każdym kroku drewniane krzyże, krzyżyki i kapliczki albo wielkie słupy z rzeźbionymi wyob­
rażeniami Matki Bożej, Zbawiciela i św. Jana Chrzciciela. Patrząc na te pomniki wiary chrześ­
cijańskiej, już za wczasu zyskujesz pojęcie o nabożności mieszkańców nieświeskiej ziemi i możesz
nazwać ją Krainą Krzyży" . To właśnie charakter tej ziemi, ogniem i żelazem chciał wymazać
zaborca . Przetrwałym mimo wszystko i odradzającym się na nowo po roku 1989 pomnikiem
wiary i historii poświęcone jest opisanie Jarosława Komorowskiego. Wcześniej autor wielokrotnie
publikował swe ustalenia i spostrzeżenia, głównie na łamach miesięcznika Spotkania z Zabytkami.
Do obecnego opisania autor przygotował się naukowo studiując stosowną literaturę i doku­
mentację (jej wykaz podaje w zakończeniu). Swe ustalenia weryfikował następnie w trakcie
licznych naukowych i krajopoznawczych wędrówek w terenie. Tam, na Białorusi, kierując się
wiadomościami z literatury, informacjami mieszkańców oraz nierzadko odkrywając zabytki nie­
mal przypadkowo (np. w Puszczy Nalibockiej, w miejscu nieistniejących już wiosek), fotografował
je, opisywał oraz oznaczał terenowo. W obu Zeszytach, w zakończeniu, zamieszczano mapki
z naniesionymi miejscowościami „dowiązanymi" do granic administracyjnych oraz na tle ozna­
czonych rzek. W ten sposób J.Komorowski zaprezentował stan aktualny zabytków i innych
znaków pamięci odnośnie do zachowanych obiektów, wskazał na ubytki (częstokroć publikując
archiwalne fotografie lub ryciny) w poszczególnych miejscowościach oraz odnotowywał pomniki
powstałe współcześnie, jak np. AK-owskie kwatery wojskowe czy krzyże i kapliczki Stowarzysze­
nia Straż Mogił Polskich - na Wschodzie lub obiekty memorialne ufundowane przez warszawską
Fundację Ochrony Zabytków albo, coraz częściej, przez Oddziały Związku Polaków na Białorusi.
1

2

3

1

G . Rakowski Ilustrowany przewodnik po zabytkach kultury na Białorusi, Warszawa 1997.
P.M. Szpilewski, Putešestvie po Polesiu i belorusskomu kraju, Minsk 1992.
O tym, do jakiej zapiekłości antychrześcijańskiej i przede wszystkim antypolskiej dochodziło
i nadal dochodzi świadczy przykład z okolic Baranowicz, przywołany jeszcze w roku 1992 przez
prezesa Związku Polaków na Białorusi, Tadeusz Gawina: „Wracając zauważyłem obok osady
Żemczużnaja spiłowany krzyż. Okazało się, że ten krzyż niedawno postawili parafianie w celu
upamiętnienia osadników wywiezionych z tej wsi w 1940 r. na Syberię. Nikt nie powrócił. Trzeba
być pozbawionym serca i duszy, aby zdecydować się na taki czyn. Właśnie takich ludzi przez
wszystkie lata wychowywała komunistyczno-faszystowska ideologia o radzieckim obliczu";
T. Gawin, Ojcowizna, Grodno 1993, s. 131.
2

3

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

243

Komorowski opracował dwa obszary. W Zeszycie I - przedwojenne województwo Poleskie,
w II - tzw. węższą Nowogródczyznę, czyli obszar na południe od lewego brzegu Niemna, na
odcinku pomiędzy Stołpcami a Dziemi ano wieżami.
Zeszyt I, w układzie alfabetycznym, prezentuje 98 obiektów opatrzonych krótkimi opisami.
40 spośród nich ilustrują fotografie, głównie obrazujące stan obecny. Większość z nich wykonał
autor omawianej pracy. Zeszyt II, to opisanie 126 pamiątek zobrazowanych 60 zdjęciami. Oba
tomiki spełniają istotną rolę. Są materiałem inwentaryzacyjnym, dokumentacyjnym i stanowią
swego rodzaju przewodnik po tego typu zabytkach na części Polesia oraz Ziemi Nowogródzkiej.
Podstawowym mankamentem obu części jest jakość wydań (broszurowe okładki, zupełny brak
kolorowych reprodukcji) oraz bardzo niski nakład (każdy tomik w ilości 250 egz.). To zapewne
skutek ubóstwa społecznego stowarzyszenia Bractwa Krzyżowców i Oddziału P T T K w Świdnicy,
które opracowania wydały. Nie mniej i ten wysiłek zasługuje na wyróżnienie, bo tylko dzięki nim
opracowania J. Komorowskiego mogły się ukazać. Autorowi życzyć należy, by nadal prowadził
swe badania a ich efektami dzielił się z zainteresowanymi instytucjami i czytelnikami. Poza tym
utrwalił to, co jeszcze pozostało, a co świadczy o dziejach i kulturze dawnych Kresów Wschodnich.
Zdzisław Julian Winnicki

Studia Angerburgica, 1.1 (1996), ss. 100; t. II (1997), ss. 96; t. III (1998), ss. 192; t. I V (1999),
ss. 184, Węgorzewo, wydawca: Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie, Komitet Redakcyjny:
Barbara Grąziewicz-Chludzińska, Jerzy Marek Łapo (w tomie I również Krzysztof Braun)
Studia Angerburgica to ukazujące się nieregularnie pismo przeznaczone dla etnografów, hi­
storyków i archeologów. Radę Redakcyjną tworzą profesorowie będący autorytetami w tych
dziedzinach: Stanisław Achremczyk - profesor z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, historyk
zajmujący się między innymi Prusami Książęcymi, Jerzy Okulicz-Kozaryn - profesor z Uniwer­
sytetu Warszawskiego, archeolog pradziejowy, specjalista od etnogenezy Bałtów i Słowian oraz
Marian Pokropek - również profesor z Uniwersytetu Warszawskiego, etnograf, którego główne
zainteresowania to sztuka ludowa i kultura materialna Słowiańszczyzny.
Dla historyka interesujące mogą być artykuły dotyczące historii ważnych rodów z tych
okolic: „LehndoriTowie - władcy «wielkiej głuszy nad jeziorem»", Magdaleny Bartos (SA II) czy
„Kownaccy herbu «Pielesz odmieniony» - nieznana szlachta polska", Roberta Kosteckiego
(SA III). Archeolog przeczyta pewnie z zainteresowaniem publikacje Jerzego Marka Łapo, „Gro­
dziska gminy Węgorzewo" (SA I) czy Wojciecha Nowakowskiego, „«Syrenka» z Kruklanek
- zagadkowa fibula z okolic Węgorzewa" (SA IV). Szczególnie interesujące dla siebie teksty może
znaleźć w SA etnograf. Nie tylko ciekawe artykuły, jak np. cykl poświęcony strojom i tkaninom
ludowym, ale też materiały źródłowe. Od 1997 r. Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie
organizuje konkurs pt. „Losy nasze..." Wyróżnione prace konkursowe - wspomnienia, pamięt­
niki, fotografie - są publikowane w SA i mogą być cennym źródłem informacji dla etnografa
zainteresowanego historią tego regionu.
Choć Studia Angerburgica są silnie związane z obszarem Warmii i Mazur, adresowane są do
szerszego kręgu odbiorców. Wynika to z założeń programowych wydawcy pisma, Muzeum Kul­
tury Ludowej w Węgorzewie. W swoich zbiorach zgromadziło ono około ośmiu tysięcy eks­
ponatów związanych z geografią, archeologią, historią oraz dawną i obecną kulturą ludową. Ze
względu na wielokulturowość Prus Wschodnich zbiory te dotyczą nie tylko terenów północno-wschodniej Polski, ale i macierzystych regionów osadników, którzy od lat współtworzą specyfikę
tego regionu. Takie podejście pozwala lepiej poznać i zrozumieć kulturę Warmii i Mazur, gdyż
np. „staroobrzędowcy, którzy osiedlili się w I. połowie X I X w. w okolicach Mrągowa, byli
nosicielami tej samej kultury i religii, co ich pobratymcy na Suwalszczyźnie czy na Brasławszczyźnie. Na koloryt pruskiej krainy, zwłaszcza jej północnych części, silnie wpływał etnos litewski,
obecny przecież i wśród mazurskich jezior już od średniowiecza, a korzenie wielu obecnych

244

RECENZJE I OMÓWIENIA

mieszkańców Krainy Wielkich Jezior Mazurskich tkwią głęboko w Wilnie i jego okolicach"
(SA IV, s. 7). I tak np. w I edycji wspomnianego już konkursu wyróżniony został między innymi
Marian Olechnowicz, prezentujący zbiór 173 fotografii autorstwa Władysława Piotrowskiego,
dokumentujących dzieje Białostocczyzny i Wileńszczyzny z lat dwudziestych-trzydziestych X X w.
Jak czytamy w nocie „Od Redakcji" w tomie czwartym SA, „Mazury i współcześnie i dawniej
były swoistą małą wieżą Babel" (s. 7). Ową różnorodność i złożoność kultury dawnych Prus
Wschodnich widać w wielu artykułach publikowanych na łamach Studia Angerburgica. Barbara
Grąziewicz-Chludzińska, pisząc o pisankarstwie w województwie suwalskim (SA I), zwraca uwagę
na przenikanie się wzorów i technik oraz materiałów (barwników) stosowanych przez suwalskie
pisankarki. I tak, tradycyjne pisanki suwalskie charakteryzują się bogactwem ornamentu, zagęsz­
czeniem elementów zdobniczych, czystymi, zdecydowanymi kolorami. Pisanki litewskie z okolic
Sejn zachowały natomiast we wzorach dawną symbolikę magiczną - krzyże, gwiazdy itp. Są one
również barwne, ale subtelniejsze od poprzednich.
Dariusz Kubinowski, omawiając adaptacje kulturowe tańca na terenie północno-wschodniej
Polski, zauważa że „sfera kultury tanecznej stała się płaszczyzną różnorodnych wpływów i zapo­
życzeń. Taniec bowiem, jako element kulturowy nie wymagający komunikowania się na płasz­
czyźnie werbalnej, w sposób szczególny oddziaływuje integrująco na ludzi" (SA II, s. 38). Zwraca
też uwagę na regularności w procesie adaptacji - tendencję do uniformizacji (przejmowana forma
jest dostosowywana do aktualnego repertuaru muzycznego), odwoływanie się do wzorców medial­
nych, nawarstwianie się kolejnych adaptacji tego samego tańca, przejmowanie najpierw samej
muzyki, a dopiero potem ruchów tanecznych. Interesujący jest opisany zwyczaj zamawiania na
wesela dwóch kapel - tradycyjnej i nowoczesnej. Wynika to stąd, że starzy tancerze nie umieją
dostosować ruchów do współczesnych melodii.
W SA ukazują się artykuły związane z bogatą działalnością prowadzoną przez Muzeum. Co
roku organizowane są tam liczne imprezy folklorystyczne. Kilka z nich zasługuje na szczególną
uwagę. W styczniu odbywają się „Herody" - przegląd widowisk związanych z obrzędowością
okresu zimowego. W czasie kwietniowego „Święta Wiosny" prezentowane są z kolei widowiska
wielkanocne. W lipcu mają miejsce warsztaty i plenery ceramiczne, w sierpniu Wojewódzki
Jarmark Folkloru - występują na nim zespoły śpiewacze, instrumentalne i taneczne, sprzedawane
są wyroby ludowego rzemiosła i rękodzieła. W listopadzie można obejrzeć przegląd prac twórców
ludowych. Przy Muzeum odbywają się też Międzynarodowe Festiwale Dziecięcych Zespołów
Folklorystycznych Mniejszości Narodowych. Wszystkie organizowane przez Muzeum imprezy są
wymienione w „Kronice", która ukazuje się w SA w opracowaniu Zofii Rycharskiej.
Przy Muzeum działa pracownia ceramiczna, odbywają się kursy i pokazy zanikających rze­
miosł, takich jak tkactwo, koronkarstwo, hafciarstwo czy plastyka obrzędowa. Tworzony jest też
park etnograficzny. Docelowo znajdzie się w nim siedem obiektów: trzy chałupy podcieniowe,
budynek gospodarczy, kuźnia, remiza strażacka i wiata na wozy. Szerzej o założeniach tego
projektu można przeczytać w artykule Adama Żulpy, „Park etnograficzny przy Muzeum Kultury
Ludowej w Węgorzewie" (SA I). Zasługi Muzeum dla popularyzacji kultury regionalnej zostały
docenione. W roku 2000 w konkursie im. Zygmunta Glogera, honorującym twórców i badaczy
kultury, za całokształt wieloletniej działalności kulturotwórczej została wyróżniona dyrektor
Muzeum, Barbara Grąziewicz-Chludzińska.
Na naukowy charakter SA ma wpływ fakt, że Muzeum jest nie tylko instytucją popularyzu­
jącą kulturę ludową - ma ono też charakter jednostki naukowo-badawczej. Posiada bibliotekę
zawierającą prace o tematyce etnograficznej, archeologicznej i ogólnie związane z regionem Polski
północno-wschodniej. Są to publikacje zarówno w języku polskim, jak również po niemiecku,
ukraińsku, białorusku, litewsku, rosyjsku, angielsku i romsku. Muzeum prowadzi własne badania
terenowe. Można tu wymienić np. etnograficzny obóz studencki na Ziemi Trockiej, który miał
miejsce w roku 1992 lub prowadzone w roku 1995 wykopaliska archeologiczne na kurhanie
z wczesnej epoki żelaza w Skomacku Wielkim. Sprawozdania z aktualnie prowadzonych badań są
publikowane na łamach pisma. O wynikach dwóch ekspedycji archeologicznych zorganizowanych
w 1998 г., w czasie których przebadano kurhany w Kamieńskich i Dziwiszewie, można przeczytać

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

245

w artykule autorstwa kierownika tychże ekspedycji, Jerzego Marka Łapo, zamieszczonym w to­
mie trzecim Studiów.
Muzeum organizuje też konferencje naukowe oraz seminaria dotyczące mniejszości narodo­
wych. Na konferencje i seminaria zapraszani są naukowcy z Polski i państw ościennych, jako że
Muzeum nawiązało też współpracę naukową z licznymi instytucjami i organizacjami krajowymi
i zagranicznymi. Są to przede wszystkim Institut für Heimatforschung i Kreisgemeinschaft Angerburg w Rotenburgu, Piedagogiczieskij Kolledż w Czerniachowsku, Związek Polaków na Litwie,
Muzeum Etnograficzne w Toruniu, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie oraz Muzeum Okrę­
gowe w Suwałkach.
W 1998 r. miała miejsce Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Dzieje tkactwa i ubiorów
na obszarze dawnych Prus Wschodnich". Prezentowane referaty dotyczyły zarówno dziejów
tkactwa i tkaniny, jak i strojów ludowych poszczególnych grup etnicznych i etnograficznych
- Ukraińców, starowierców, Warmiaków. Część referatów została opublikowana w Studia AngerburgicaTV. W jednym z ciekawszych z nich autorka, Małgorzata Rusińska, podnosi kwestię,
dlaczego na Wileńszczyźnie nie można mówić o stroju ludowym. Stwierdza ona, że w tym rejonie
„rozwój stroju ludowego, będącego reprezentatywną wizytówką stanu chłopskiego został zahamo­
wany przez dominującą kulturę drobnoszlachecką, a następnie i miejską" (SA IV, s. 90). Dlatego,
choć wykształcił się na tych terenach rodzaj odzieży odświętnej, to jednak nie można go nazwać
strojem ludowym.
Większość artykułów pochodzących z tej konferencji jest bogato ilustrowana. Można więc
obejrzeć przykłady litewskich krajek wielowzorowych (T. Jurkuviené, „Krajki Małej Litwy",
SA IV, il. s. 72, 73, 75), piękne wyszywane wstawki chust ze stylizowanym ornamentem roślinnym
(D. Alekniené, „Stroje Litwinek pruskich od schyłku XVIII w. do początku X X w.", SA IV, il.
s. 67), czepce i fartuchy warmińskie (E. Kaczmarek, „Strój warmiński", SA IV, il. s. 35, 40, 42)
czy tkaniny użytkowe chłopów kłajpedzkich (E. Nenartavičiúté, „Tkanina nieubraniowa chłopów
kłajpedzkich z końca X I X w. i początku X X w.", SA, il. s. 80-83).
Do udziału w seminariach dotyczących mniejszości narodowych zapraszani są zarówno badacze,
jak i przedstawiciele mniejszości. Wydaje się to być bardzo dobrym pomysłem, gdyż dzięki temu głos
mają nie tylko badający, ale i „obiekty" badań. Jak dużego taktu i wrażliwości wymaga omawianie
w takiej sytuacji wyników własnych badań przekonała się autorka niniejszego tekstu uczestnicząc
w seminarium „Staroobrzędowcy - historia i kultura". Również część referatów wygłoszonych
podczas tego seminarium została opublikowana w SA. Na szczególną uwagę zasługuje tu artykuł
Urszuli Nalaskowskiej, „Wesele u staroobrzędowców w Suwalskiem - dramaturgia i muzyka
obrzędu" (SA IV). Oprócz zagadnień zapowiedzianych w tytule, autorka porusza też inne interesujące
kwestie, jak np. wybór dziewczyny na żonę. Opisuje tu dawny zwyczaj porywania panien z jarmarku
w sytuacji, gdy rodzina odnosiła się niechętnie do wyboru młodych. Autorka przytacza też ciekawe
wróżby przedmałżeńskie, od zabaw-zgadywanek, aż po czary w bani (łaźni). Na podstawie tych
ostatnich dochodzi do wniosku na temat „dwoistości duchowej natury tych kobiet: z jednej strony
cechuje je głęboka religijność, z drugiej - wierzą w magię, złe moce i uroki" (SA IV, s. 47).
Studia Angerburgica to pismo znakomicie redagowane również pod względem technicznym.
Umieszczenie na końcu każdego tomu indeksu nazwisk i miejscowości ułatwia znalezienie in­
teresujących czytelnika informacji. Również cenne jest podawanie adresów autorów, co umożliwia
osobom zainteresowanym skontaktowanie się z nimi. Szkoda natomiast, że od trzeciego numeru
redakcja zaprzestała drukowania streszczeń artykułów w języku niemieckim - gdyż, jak się
wydaje, podnosiło to rangę pisma, zwłaszcze że ma ono również niemieckich czytelników.
SA można kupić w Redakcji pod adresem: Muzeum Kultury Ludowej, ul. Portowa 1, 11-600
Węgorzewo, tel. (0-87) 427 3242. Można też zostać subskrybentem kolejnego tomu, wpłacając
15 zł na konto M K L (PKO BP O/Węgorzewo, nr 10204779-31860-300-1, dopisek „Studia
Angerburgica tom 6"). Subskrybenci otrzymają pismo zaraz po wydrukowaniu, ponadto zostaną
umieszczeni na liście na końcu tomu.
Zuzanna Grębecka

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.