-
Title
-
Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45
-
Description
-
ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45, s.247-255
-
Date
-
2001
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:1582
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1709
-
Text
-
K
R
O
N
I
K
A
„Etnografia Polska", t. X L V : 2001, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861
Z A P O M N I A N Y O D Ł A M DAJÓW W C H I N A C H ,
X I N P I N G , J U N N A N , 3-8.02.2001
Konferencja była wydarzeniem interesującym nie tylko z powodu treści merytorycznych, lecz
może bardziej nawet ze względu na towarzyszące jej aspekty administracyjno-polityczne oraz
stosunek chińskich intelektualistów do kultury mniejszości etnicznych. Uznałem zatem, że po
czynione w jej trakcie obserwacje będą godne uwagi czytelnika polskiego. Konferencja nosiła
nazwę „Kultura Huayao Dajów" i miała charakter międzynarodowy. Odbyła się na terenie
autonomicznego powiatu Xinping dla grup etnicznych Y i oraz Dai, należącego do prefektury
Yuxi w prowincji Junnan. Spośród ponad 40 zagranicznych uczestników większość stanowili
uczeni z Tajlandii, w dalszej kolejności plasowali się Japończycy i obywatele Tajwanu.
Dajowie południowych Chin liczą około miliona dwustu tysięcy osób i wchodzą w skład
zespołu ludów tajskich, które w Chinach przekraczają 25 milionów. Zamieszkują oni prowincję
Junnan, w większości pograniczne obszary z Tajlandią i Birmą. Podobnie jak ich tajscy pobratym
cy za granicą, wyznają buddyzm i posiadają pismo, w którym stworzona została bogata literatura
religijna, historyczna oraz prawnicza (kodeksy). Uważa się, że ludy tajskie przybyły na obecne
tereny swego rozsiedlenia w pierwszym tysiącleciu naszej ery z północy, najprawdopodobniej
z obszarów na południowy wschód od Tybetu.
Hipotezę tę uprawdopodobnia fakt, że na przypuszczalnej trasie ich wędrówki znajdują się
niewielkie enklawy Dajów, znane pod chińską nazwą Huayao Dai, której pierwszy człon oznacza
w przybliżeniu 'wielobarwny strój'. Wszystkie one charakteryzują się tym, że wyznają animizm
i nie znają pisma, co dowodzi wczesnego oderwania się od zasadniczego trzonu migrujących
Tajów. Są więc swego rodzaju maruderami, którzy przechowali archaiczne cechy tąjskiego kom
pleksu kulturowego. Nie byli oni dotąd przedmiotem badań naukowych i dopiero w ostatnich
latach zainteresowali się nimi językoznawcy .
Na terenie powiatu Xinping zamieszkują trzy grupy Huayao spośród dziewięciu znanych
z terenu Junnanu. W Xinpingu liczą one ponad 40 tys. osób. Różnią się zrozumiałymi wzajemnie
dialektami, szczegółami stroju i pewnymi zwyczajami. Mimo bliskości kulturowej i przestrzennej
zachowują względem siebie endogamię a ich wioski w całości składają się z przedstawicieli
konkretnej grupy. Uprawiają dobrze nawodnione doliny ( m i n . chińskiego odcinka rzeki Czer
wonej), dzięki czemu uzyskują dwa plony ryżu w roku. W wyższych partiach rozlokowała się
przybyła później ludność chińska, a na górskich halach dominują Y i . Ci ostatni są liczniejsi od
Dajów, jednak przewodniczącym władz powiatu jest Daj. Mniejszości stanowią 70% ludności
powiatu, która wynosi ok. 260 tysięcy .
Formalny prymat Dajów jest swego rodzaju kompensacją historycznej podległości wobec Y i ,
którzy na tym terenie odgrywali rolę feudalnych suwerenów ściągających daniny dla siebie i poda
tki dla administracji chińskiej, którą reprezentowali. Ta ostatnia nie zapuszczała się na owe
obszary z powodu ich malaryczności, obecnie zlikwidowanej. Kłopoty zdrowotne nie odstraszyły
1
2
1
Z tego też względu wystąpienia na konferencji dotyczyły raczej innych ludów, o podobnym
do Huayao Dai statusie etnicznym lub społecznym. Były też eseje historyczne w dowolny sposób
powiązane z Huayao i stosujące metodologię porównawczą trudną do zaakceptowania w Europie.
Powiaty chińskie są znacznie większe od polskich i porównywalne są jedynie miejscem
w strukturze administracyjnej.
2
248
KRONIKA
jednak protestanckich misjonarzy, którzy usadowili się tu w początkach X X wieku. Kierownik
misji opisał wspomnienia z pracy , której rezultaty przetrwały po części do dziś, o czym świadczy
niedawne wznowienie działalności parafii wokół na nowo zbudowanego kościoła.
Konferencja zorganizowana została staraniem miejscowych władz, z finansowym wsparciem
prefektury (województwa) oraz prowincji. Za stronę naukową odpowiedzialność wziął na siebie
Instytut Etnologii Akademii Nauk Społecznych Junnanu. Polski czytelnik odnajdzie tu więc nie
tylko egzotykę miejsca, ale też stosunku do nauki jeśli chodzi o docenienie jej przez państwowych
decydentów. Pieniądze na konferencję nie zostały jednak wyłożone bezinteresownie. Niegdyś
zacofany powiat wszedł na ścieżkę szybkiego rozwoju, o czym świadczy unowocześnienie krajob
razu urbanistycznego, dotyczące zwłaszcza stolicy powiatu - Guishanu, budowa hoteli, a przede
wszystkim drogi szybkiego ruchu na miejscu dawnego traktu terenowego. Powiat, który do
niedawna nie miał bitych dróg, i do którego nie zaglądali obcy nawet w celach handlowych,
szczęśliwie nie został dotknięty industrializacją. Ale też dlatego należy do ubogich.
Inwestycje winny się opłacić i w tym celu powstał plan przyciągnięcia ruchu turystycznego
zorientowanego etnicznie. Jego centrum ma się stać specyficzna kultura Daj ów rozwijająca się
wśród przyciągających swym pięknem gór Ailao. Władze powiatu liczą przede wszystkim na
turystów krajowych, a po rozbudowie bazy hotelowej także na zagranicznych. Nie jest to plan
nierealny, biorąc pod uwagę stosunkową bliskość stolicy prowincji - Kunmingu i trasy prowa
dzącej do muzeum archaicznych brązów z czasów poprzedzających kulturę chińską na danym
terenie (dwa tysiąclecia wokół przełomu er), które znajduje się w Lijiashan.
Zainwestowano już nawet w 'wieś kulturową', swego rodzaju skansen otaczający żywą wioskę
i złożony z wielu elementów kultury materialnej związanej z rzemiosłem ludowym (np. kieratowa
tłoczarnia soku z trzciny cukrowej, wodna stupa do łuskania ryżu, również poruszana wodą
kaszarnia ryżowa, farbiarnia, warsztat garncarski bez użycia koła, warsztaty tkackie i inne).
Uczestnicy konferencji mogli ją oglądać w detalach. Więcej nawet; w słusznym przeświadczeniu,
że część z nich stanie się propagatorami turystycznych walorów powiatu, zaproszono ich do
przeprowadzenia badań terenowych przez dwa pełne dni poprzedzające konferencję. Dostarczono
transport, profesjonalnych tłumaczy i pozostawiono pełną swobodę w doborze rozmówców i po
ruszanych tematów.
Autor tych słów zaskoczony był tak pełną otwartością, bowiem dotychczasowe jego doświad
czenia obfitują w przykłady dyskretnej opiekuńczości ze strony miejscowych władz, która utrud
nia swobodne planowanie badań. Chiny dzisiejsze nie są państwem zamkniętym w skali, w jakiej
potocznie postrzega się je w Europie. Toteż owa opiekuńczość częściej jest wyrazem troski
0 wygodę cudzoziemca niż przejawem kontroli. Ta ostatnia jednak również występuje, nic więc
dziwnego, że moi chińscy koledzy zapowiadali, że w Xinpingu nie będę miał okazji zobaczyć
pewnych istotnych rzeczy, np. związanych z pierwotnymi wierzeniami czy krwawymi ofiarami ze
zwierząt. K u obopólnemu zdziwieniu, żadnych ograniczeń nie napotkaliśmy. W konsekwencji,
przez dwa dni badań w czterech wioskach mogłem zebrać materiał porównywalny z dwutygod
niowym niemal plonem zwykłej pracy w innych miejscowościach. Tę efektywność zawdzięczam
przede wszystkim doskonałym tłumaczom.
Teren badań był oczywiście wcześniej przygotowany. Tradycyjne, izolowane od wielkiego
świata wioski zostały uprzedzone o czekającym je napływie fali gości, jakiej nigdy w swej historii
nie przeżyły. Byli wszak wśród nich przedstawiciele władz, chińskich uczonych, nawet mediów
z nieoglądaną tu nigdy aparaturą filmową i na koniec cudzoziemcy. Nastąpiła swoista konfrontacja
dwu stron, z których każda przyglądała się drugiej na zasadzie pełnej równorzędności. Przewagę
jednak mieli goście, co jest naturalne w każdej społeczności. Oni też częściej zadawali pytania
1 wchodzili bez żenady tam, gdzie w normalnych warunkach wymagana jest zgoda gospodarza.
Przygotowanie terenu zawierało także element aranżacji. Jeden z jej przejawów polegał na
tym, że olbrzymia większość miejscowej ludności wystąpiła w strojach ludowych, z wyjątkiem
3
3
Dodd, W.C., The Tai race, elder brother of the Chinese, Cedar Rapids: Torch, 1923.
KRONIKA
249
mężczyzn, którzy zachowali jedynie prosty strój roboczy. Z rozmów z niektórymi dziewczętami
można było przekonać się, że wolą one ubierać się na co dzień bez etnicznego nacechowania. Tym
razem wszyscy otrzymali polecenie świątecznego przyodziania się (w warunkach chińskich polece
nie przyjmuje formę sugestii). Nie skaziło to jednak rzeczywistości w sposób istotny, gdyż wszyst
kie stroje były własne, nie wypożyczone, bowiem płeć żeńska (choć nie wszystkie małe dziew
czynki) jest w nie wyposażona.
Istotniejsza interwencja z zewnątrz dotyczyła zaplanowanego programu ceremonialnego. Zo
staliśmy dopuszczeni do obserwowania trzech obrzędów odbywających się w różnych wioskach,
z których tylko dwa przypadały zwyczajowo w danym dniu, trzeci zaś został przyspieszony o pięć
dni w stosunku do tradycyjnego kalendarza. Pierwszą uroczystością był rytuał wyjścia w pole,
czyli ceremonia wiosennej orki, drugą ofiara dla smoka (sprowadzająca się do wypędzania ze wsi
złego ducha), trzecią zaś młodzieżowe święto wiosny połączone z miłosnymi spotkaniami na
odosobnieniu. To ostatnie oglądaliśmy w wersji folkloryzowanej w postaci koncertu powiatowego
zespołu artystycznego i połączonych z nim wydarzeń o charakterze jarmarku. Była to jednak
wersja o tyle naturalna, że odbywała się w tej formie już po raz jedenasty jako doroczny festiwal
wiosny, nałożony na tradycyjne święto młodych, któremu ciągle towarzyszy swoboda seksualna.
Dwa pierwsze rytuały były okazją do przeprowadzenia badań nad wspólnotowym charak
terem wsi dajskich oraz ich obrzędowością. Tę ostatnią trzeba było jednak śledzić indywidualnie,
z odwołaniem się do instynktu badacza terenowego. Uroczystości bowiem odbywały się w róż
nych miejscach, a ich program znany był tylko ludności miejscowej. Można stąd wnosić, że nie
został on poważnie zakłócony obecnością obcych, których nie zapraszano specjalnie na każdą
sekwencję obrzędową, ale też obecnych stamtąd nie wypraszano. Najogólniej mówiąc, zachowane
zostały warunki dla obserwacji uczestniczącej i często od szczęśliwego zbiegu okoliczności zależało
zetknięcie się z interesującą praktyką, jak na przykład interwencja wiejskiej czarownicy chroniącej
wieś przed magiczną szkodliwością napływu masy obcych ludzi.
Powierzchowne siłą rzeczy badania bez wątpienia przekonały o sukcesie procesu odrodzenia
kultury etnicznej Huayao po okresie represji z czasów Rewolucji kulturalnej, której ekscesy
dotarły także do tego, podówczas głuchego zakątka kraju. Odrodzenie to pozwoliło nie tylko na
przywrócenie dawnej obrzędowości wraz z jej funkcjonariuszami (kapłani, czarownice), ale także
pewnych instytucji życia wiejskiego związanych z konserwacją urządzeń publicznych (irygacja pól,
wewnątrzwiejska infrastruktura), ze szczególnym akcentem na funkcjonowanie samorządu, który
stał się możliwy dzięki wyborom do rad wiejskich. Wszystkie te elementy składają się na od
tworzenie, przynajmniej w ogólnych zarysach, wspólnoty wiejskiej. Relacja między współczesną
i dawną wspólnotą z pewnością nie sprowadza się do tożsamości. Odnalezienie różnic wymaga
jednak głębszych badań.
Interesujące były także spostrzeżenia na temat inicjatywy handlowej w odwiedzanych wsiach.
Na każdym niemal kroku w Chinach, gdzie gromadzą się z jakiegoś powodu przybysze, wykwitają
stragany drobnych kupców. W słabszym stopniu dotyczy to mniejszości etnicznych, natomiast
Huayao w ogóle nie dostrzegli w napływie gości okazji do zarobienia. Jedna tylko wieś, w której
corocznie odbywa się festiwal wiosny, przyciągający też mieszkańców sąsiednich wiosek, była na
tę okoliczność przygotowana, choć w bardzo skromnym wymiarze. W pozostałych przyjmowano
nas jak autentycznych gości, nie podejrzewając, że tłum przybyłych to potencjalni klienci i de
monstrując w ten sposób własny niemerkantylny etos. Może on skończyć się z napływem tury
stów. Już obecnie młodzi mieszkańcy wsi, którzy po gimnazjum nie kontynuują z reguły nauki
i pozostają w domu, marzą o życiu urozmaiconym technicznymi wynalazkami współczesności,
o których dowiadują się ze swych najczęściej czarno-białych telewizorów. Zapowiada to istotne
zmiany w przyszłości.
Stały się one przedmiotem gorącej debaty na konferencji, zwłaszcza na jej sekcji poświęconej
turystyce. Zaskakiwała niemal powszechna jednomyślność mówców ze strony chińskiej, zarówno
uczonych, pisarzy (także pochodzenia mniejszościowego), jak i dziennikarzy. Wszyscy ostrzegali
przed niebezpieczeństwem utraty 'tradycyjnej' kultury i specyfiki etnicznej, optując za utrzyma
niem swego rodzaju skansenu kulturowego. Nie dotarły do nich, wyraźnie słyszalne w rozmowach
250
KRONIKA
z młodzieżą głosy o tym, że chcą żyć jak pozostali Chińczycy w wygodnych nowych domach
i korzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Jeśli zaś dotarły, to odrzucili oni ten punkt widzenia
i nawoływali do wznoszenia barier przed zgubnym wpływem świata zewnętrznego.
Podobną retorykę znamy również z nieodległego polskiego doświadczenia. Jej motywy są
przypuszczalnie w obu wypadkach podobne. Nie jest jednak wykluczone, że w przypadku inte
ligencji chińskiej dochodzi jeszcze poczucie winy za wielowiekowy proces asymilowania mniej
szości, lub przynajmniej odrzucania tych, którzy nie godzili się na upodobnienie do Chińczyków.
Dziś ta inteligencja, w przypływie ekspiacji, nie tylko daje mniejszościom przyzwolenie na po
zostawanie sobą, ale stara się nawet uwiązać je do swojej tożsamości. Nie dostrzega najprawdo
podobniej tego, że ową tożsamość można zachować przy jej zmienionych znakach zewnętrznych.
Konserwacja dawnych znaków staje się nagle sprawą priorytetową. Niepokoi myśl, że taka sama
postawa przyjęta zostanie przez miejscowe władze administracyjne, tyle że motywowana chęcią
podtrzymania źródeł dochodu dla całego powiatu, gdyż swoiste zacofanie Dajów urosło do rangi
towaru na rynku turystycznym.
Sławoj Szynkiewicz
„ K R O N I K I SEJNEŃSKIE". O Ś R O D E K POGRANICZE
- SZTUK, K U L T U R , N A R O D Ó W
Scenariusz, reżyseria i prowadzenie pracy z dziećmi: Bożena Szroeder.
Współpraca: Małgorzata Sporek-Czyżewska, Urszula Wasilewska,
Jerzy Czyżyński i Wiesław Szumiński.
Scenografia: makieta przedwojennych Sejn wykonana z wypalanej gliny
przez dzieci oraz patchwork owe „Anioły Sejneńskie".
Grają dzieci z Sejn - Litwini, Rosjanie-staroobrzędowcy i Polacy.
Forma działania Ośrodka „Pogranicze - sztuk, kultur, narodów" jest „formą ogarniającą
różne dziedziny życia w jednym, czyli zagarniającą różne praktyki, różne sfery życia w jednym"
(Czyżewski 2001, s. 9). Tak też „Kroniki Sejneńskie" to nie tylko przedstawienie - jest to
kilkuetapowe przedsięwzięcie mieszczące się w nurcie animacji kultury. Przedsięwzięcie poprzedził
konkurs dla dzieci pt. „Nasze dobre, stare Sejny", w wyniku którego wyłoniono grupę kilkunastu
autorów najciekawszych prac i podjęto z nimi dalszą pracę. Najpierw było to poznawanie historii
własnej rodziny. Na podstawie rozmów z krewnymi i ich wspomnień dzieci wyrysowały na
wielkim płótnie mapę przedwojennych Sejn, na której zaznaczyły wszystkie ważne dla opowieści
miejsca. Tak powstała mapa: zarówno realnego miasta, jak i miejsca mitycznego. Następnie na
piaskowej podstawie stworzona została makieta Sejn - gliniane domki, świątynie, postaci.
Kolejnym etapem przedsięwzięcia były „badania etnograficzne" - dzieci udały się do najstar
szych mieszkańców, aby zebrać ich wspomnienia i opowieści o przedwojennych Sejnach. Roz
mówcami byli często członkowie własnej rodziny, sąsiedzi, znajomi. Pozwoliło to dzieciom wejść
w sytuację prawdziwej rozmowy , gdyż - jak pisze Gadamer - „współprzynależność zawsze
1
2
1
Krzysztof Czyżewski jest kierownikiem i założycielem Ośrodka „Pogranicze - sztuk, kultur,
narodów".
„Prawdziwą rozmową" nazywam rozmowę rozumianą zgodnie z filozofią Martina Bubera
i Hansa-Georga Gadamera. Najistotniejszą kwestią jest tu otwartość uczestników rozmowy: „Ta
otwartość jednak nie jest tylko otwartością na tego, od kogoś chce się coś usłyszeć. Raczej ten,
kto chce w ogóle coś usłyszeć, jest w zasadniczy sposób otwarty. Bez takiej otwartości na siebie
nawzajem nie ma rzetelnego związku między ludźmi" (Gadamer 1993, s. 336) oraz podmiotowe
2
KRONIKA
251
oznacza zarazem możność słuchania się nawzajem" (Gadamer 1993, s. 336). Dzieci nie były
obciążone bagażem metodologii i naukowych przed-sądów. W ten sposób proces zbierania opo
wieści zbliżył się do postulatów etnografii nieprzezroczystej (patrz: Tokarska-Bakir 1995). Przede
wszystkim kontakty takie jedynie w minimalny sposób są zagrożone przekształceniem się w wiwi
sekcję. Nie służą też spisaniu historycznego raportu, który uprzedmiotowiłby tak rozmówców, jak
i same opowieści. Nie ma tu miejsca dla obiektywnego skryby rodem z paradygmatu moderni
stycznego - są dzieci wsłuchane we wspomnienia dziadków. Następuje powrót do ustnego prze
kazu tradycji, charakterystycznego dla kultury oralnej. Dzięki temu nie jest ona „po prostu
procesem, który poznajemy poprzez doświadczenie i który uczymy się opanowywać, lecz języ
kiem, t j . mówi ona sama z siebie niczym jakieś t y " (Gadamer 1993, s. 333). Tym bardziej nie jest
tradycją wyuczoną z podręcznika, zewnętrzną i obcą wobec doświadczeń poznających j ą dzieci
- staje się czymś bliskim i w pewnym sensie własnym.
Opowiedziane podczas „badań" historie zostały przez dzieci spisane w postaci kilkunastu
maleńkich książeczek. Są one pozbawione jakichkolwiek dat, co - jak stwierdził prof. Roch
Sulima - nadaje im wymiar absolutny. W tym sensie, mimo że są zapisane, nabierają charakteru
bezczasowego, typowego dla tekstów kultury oralnej (por. Zumthor 1986, s. 42). Warto zauważyć,
że książeczki tracą swoją rolę informacyjną, jako że zapisane w nich historie są już czytelnikom
znane z przedstawienia. Stają się one w dużo większym stopniu przedmiotem niż przekaźnikiem
treści, skupiają uwagę na swej fizyczności, aspekcie materialnym. Następuje tu zatem przesunięcie
od tematyczności ku rematyczności .
W efekcie powstała barwna opowieść o przedwojennych Sejnach. Nie są to Sejny historyków,
socjologów czy nawet etnografów - choć może tych ostatnich najbardziej. To miasto widziane
oczyma dzieci. Rozmówcy, opowiadając o przedwojennych Sejnach, wracają do czasów, gdy byli
dziećmi, do krainy dzieciństwa. W tej krainie ważniejsza od bohaterów oficjalnej historii staje się na
przykład młoda żydowska dziewczyna, piękna Rachela. Gdy umarła, zakochany w niej młodzieniec
odkopał jej trumnę, aby się z nią pożegnać. Widziana z tej perspektywy historia Sejn jest „historią
nie zbudowaną z dat i wydarzeń, ale ze wspomnień dawnego życia miasta, zapamiętanego
z dzieciństwa i wczesnej młodości", jak głosi ulotka informująca o przedstawieniu „Kronik
Sejneńskich". Ostatnim etapem przedsięwzięcia jest bowiem, jak zostało to zasygnalizowane na
początku, przedstawienie pod tytułem „Kroniki Sejneńskie". Grają w nim dzieci, które brały udział
w projekcie. Scenografię stanowi gliniana makieta Sejn i patchworkowe anioły sejneńskie - również
dzieło młodych twórców. Przedstawienie jest zazwyczaj wystawiane podczas innych imprez kultura
lnych, które odbywają się w ośrodku „Pogranicze" . Przedstawienie otwiera postać Latarnika
gaszącego na noc światła. To od jego Pomocnika widz słyszy pierwsze opowieści o mieszkańcach
Sejn. Następnie zjawiają się Anioły, które wprowadzają widza w świat religijny - a w zasadzie
wieloreligijny - tych ludzi. Podnosząc z makiety miasta kolejne świątynie, opisują i odśpiewują
modlitwy poszczególnych wyznań. Potem pojawiają się opowieści o codziennym życiu miasta
- łącznikiem między obiema częściami jest wspomniana już wyżej historia śmierci Racheli.
3
4
traktowanie partnera dialogu: „Każdy rozmówca rozumie tutaj partnera, do którego [...] się
zwraca jako to osobowe istnienie. Rozumienie kogoś oznacza w tym kontekście zarazem realizację
możliwego dla rozmówcy w danej chwili stopnia uobecnienia. [...] Rozmówca jednak nie tylko
postrzega tego, który w ten sposób jest dlań obecny, lecz przyjmuje go jako swego partnera, a to
znaczy: potwierdza na ile jest do tego zdolny, ten drugi byt" (Buber 1992, s. 151).
Terminy „tematyczność" i „rematyczność" stosuję za J. Tokarską-Bakir, która pisze:
„W przyjętym tu znaczeniu remat jest tym, co się mówi, temat zaś - tym, o czym jest mowa. W sferze
zachowań zachowaniem rematycznym będzie zauważanie materialności tekstu, jego formy rzeczowej
(kult księgi jako rzeczy świętej), zachowaniem tematycznym - skupienie na jego treści, podczas gdy
forma jest dla analizującego przezroczysta semantycznie" (Tokarska-Bakir 1997, s. 8-9).
Autorka mniejszego omówienia miała okazję zobaczyć to przedstawienie podczas konferencji
„Animacja kultury - doświadczenie i przyszłość", zorganizowanej przez Instytut Kultury Polskiej
U W we współpracy z Ośrodkiem Pogranicze, która miała miejsce w Sejnach w dniach 5-8.04.2001.
3
4
252
KRONIKA
Wszystkie opowieści przedstawiane są w poetyce małomiasteczkowych plotek i sensacji.
Konwencja ta jest doskonale uchwycona i odgrywana przez młodych aktorów. Anioły zamieniają
się w rozplotkowane Kumoszki. Została tu w pełni wyzyskana specyfika przekazu ustnego.
Jak pisze Bartmiński, „nawrót do form mówionych wynika z narastającego przekonania o nie
dających się niczym zastąpić humanistycznych wartościach komunikacji ustnej, jej natural
ności, jej głębokim związku z osobowością człowieka. Mówienie bardziej niż pisanie jest auten
tycznym świadectwem postawy, wrażliwości, mentalności" (Bartmiński 1989, s. 3). Dlatego
relacje o przedwojennych Sejnach są nie tylko barwne, ale też brzmią bardzo prawdziwie - nie ma
się t u wrażenia „literackości". Miasto, którego obraz wyłania się ze sztuki „Kroniki Sejneńskie",
zostaje ożywione w wyobraźni widzów. Ważnym elementem przedstawienia są pieśni. „Ach, jak
oni się pięknie - modlą!" wołają Anioły i słychać pieśni Rosjan-staroobrzędowców, Polaków-katolików, Żydów-chasydów. Okrzyk „Cyganie przyjechali!" wprowadza romską pieśń o tułaczym losie. Opowieści o litewskim weselu towarzyszą pieśni weselne i korowodowe. Dzieci
polskie, litewskie i starowierskie uczyły się nawzajem swoich pieśni, razem poznawały żydowskie
niguny i muzykę cygańską.
Całe przedsięwzięcie doskonale mieści się w nurcie działalności kulturalnej Ośrodka „Po
granicze - sztuk, kultur, narodów". Jest to uprawianie „kultury czynnej, czyli tej kultury, która
nie jest kulturą prezentacyjną, nie jest oparta na prezentacji i odbiorze, tylko współuczestnictwie,
czy współistnieniu w jednym strumieniu" (Czyżewski 2001, s. 9). Zgodnie z nazwą ośrodka, przez
który zostało zrealizowane, omawiane przedsięwzięcie znajduje się na pograniczu sztuk, kultur
i narodów. Sztuk - bo samo przedstawienie „Kroniki Sejneńskie" jest tylko, jak zostało powie
dziane, częścią większego przedsięwzięcia kulturalnego, w skład którego wchodzi nie tylko działal
ność teatralna, ale w szerokim rozumieniu artystyczna (gliniana makieta, patchworki, książeczki).
Kultur - przede wszystkim ustnej i pisma. Ale też przedwojennej kultury małego miasteczka
i współczesnej kultury masowej, której uczestnikami są - chcąc nie chcąc - dzieci będące realiza
torami tego projektu. Narodów - nie tylko polskiego, litewskiego i rosyjskiego, których przed
stawiciele brali udział w przedsięwzięciu, ale również żydowskiego, niemieckiego i romskiego.
Choć nie ma ich w dzisiejszych Sejnach, nie mogą więc uczestniczyć w przedstawieniu, to zostali
przywołani we wspomnieniach, w których odgrywali istotną rolę.
Na koniec warto przywołać sytuację współczesnej etnologii, rozdartej między nauką a sztuką.
Oczywiście przedsięwzięcie, które zaowocowało przedstawieniem „Kronik Sejneńskich" nie poma
ga w rozwiązaniu dylematu, czy uprawiając etnologię, uprawiamy (lub uprawiać powinniśmy)
dziedzinę należącą raczej do nauki czy do sztuki (science czy art). Pokazuje jednak, że czasem
sztuka może stać się etnologią.
Zuzanna Grębecka
LITERATURA
B a r t m i ń s k i J. 1989, Opozycja ustności i literackości a współczesny folklor, Literatura Ludowa,
nr 1, s. 3-11.
B u b e r M . 1992, Ja i Ty. Wybór pism filozoficznych, Warszawa.
C z y ż e w s k i K . 2001, Funkcjonowanie niezależnej instytucji kultury, referat wygłoszony podczas
konferencji „Animacja kultury - doświadczenie i przyszłość", Sejny 5-8.04.2001, mps
w posiadaniu autorki mniejszego omówienia.
G a d a m e r H . - G . 1993, Prawda i metoda, Kraków.
T o k a r s k a - B a k i r J. 1995, Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt etnografii nieprzezroczy
stej, Polska Sztuka Ludowa. Konteksty, nr 1, s. 13-22.
- 1997, Wyzwolenie przez zmysły. Soteriologiczne aspekty religijności tybetańskiej, Wrocław.
Z u m t h o r P. 1986, Właściwości tekstu oralnego, Literatura Ludowa, nr 1, s. 41-58.
KRONIKA
253
WYSTAWA „WIGILIA - CZAS O C Z E K I W A N I A , CZAS M A G I I "
Muzeum Etnograficzne im. Marii Znarnierowskiej-PrufFerowej w Toruniu,
12.12.2000 - 11.03.2001., komisarz wystawy: Teresa Okoniewska,
scenariusz: Hubert Czachowski, Iwona Święch
Wigilia Bożego Narodzenia w kalendarzu świąt polskich zajmuje pozycję szczególną. W Polsce
otoczona jest splendorem, który w świecie chrześcijańskim przysługiwać powinien raczej Wielka
nocy. To jednak Wigilia jest punktem centralnym polskiego świętowania, najbardziej oczekiwa
nym i cenionym. Kojarzy się z ciepłem i bezpieczeństwem rodzinnego domu. Samotność i brak
serdecznego kontaktu z innymi ludźmi są wówczas najdotkliwiej odczuwane. Większość Pola
ków byłaby w stanie określić, jaka Wigilia powinna być, jaka zaś z pewnością nie. Potrafili
by naszkicować scenariusz tego święta oraz wyodrębnić (wymienić) jego istotne elementy, choćby:
pierwszą gwiazdkę, choinkę, dzielenie się opłatkiem, wieczerzę, prezenty, kolędy, być może wyjście
na pasterkę.
Często, kiedy religijny wymiar tego święta zaciera się lub zanika zupełnie, jest ono nadal
obchodzone, choć na innej już płaszczyźnie. Uzasadnieniem jego ciągłej obecności staje się przy
pisywana mu dawność.
W Wigilii splata się i nakłada na siebie wiele wątków wywodzących się z różnych źródeł
(z tradycji chrześcijańskiej, antycznej czy starosłowiańskiej). Mamy tu do czynienia z ogromnym
nagromadzeniem sensów symbolicznych, często niezrozumiałych dla współczesnego człowieka,
a przecież kultywowanych. Jednocześnie każdy z nas nosi w sobie pewien mityczny obraz Wigilii,
do którego się odwołuje. Jest on zbudowany z elementów o różnym pochodzeniu, ale w naszej
świadomości funkcjonuje jako niezmienna, harmonijna całość, mająca status odwiecznej, danej na
samym początku. Próbą pokazania, że to, co postrzegamy jako jednolite i niezmienne, było bardzo
zróżnicowane i ulegało wielu przeobrażeniom w czasie, była prezentowana w toruńskim Muzeum
Etnograficznym wystawa pt.: „Wigilia - czas oczekiwania, czas magii". Już samo sformułowanie
tytułu wskazywało na postrzeganie Wigilii jako święta wielowarstwowego, w którym splatają się
elementy różnego pochodzenia. Z jednej strony, jest to czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela,
a więc przede wszystkim ma wymiar chrześcijański. Z drugiej strony, jest to okres, w którym
dawniej wykonywano wiele praktyk magicznych, mających korzenie w czasach przedchrześcijań
skich. Ich rola polegała na zabezpieczaniu urodzaju, życia ludzi i hodowanych zwierząt oraz
gwarantowaniu zdrowia i pomyślności... a także zamążpójścia w przypadku panien na wydaniu.
Wystawa była próbą przełamania dominującej dotychczas w muzealnictwie konwencji prezen
towania obrzędów. W przypadku Wigilii ograniczano się zazwyczaj do przedstawienia tradycyj
nego stołu wigilijnego danego regionu. W dużej mierze umacniało to przekonanie odbiorców
o jednorodnym charakterze tego święta i jego niezmienności w czasie. Autorzy zdecydowali się
zerwać z jednowymiarowym wizerunkiem Wigilii, proponując w zamian zróżnicowany, polifoniczny
obraz tego święta. Uzyskali go tworząc na ekspozycji wystawowej osiem aranżacji przedstawiają
cych wieczór wigilijny w różnych miejscach i czasie. Na parterze przedstawiono dziewiętnasto
wieczne wigilie rodzin chłopskich z czterech wybranych regionów zróżnicowanych przede wszyst
kim pod względem wyznaniowym, a także majątkowym. Można było obejrzeć wigilię katolickich
Kurpiów, prawosławnych mieszkańców Podlasia, Hucułów wyznania greckokatolickiego oraz
ewangelików, Górali Śląskich z Beskidu. Na piętrze zaś znalazły się wigilie prezentujące różne
czasy i stany społeczne: szlachty wileńskiej z końca X I X w., podkrakowskich chłopów z początku
X X w., Kaszubów zajmujących się rybołóstwem z okresu dwudziestolecia międzywojennego oraz
mieszkańców miasteczek wielkopolskich z 60. lat wieku X X .
Takie ujęcie tematu pokazało jak to samo święto, w zależności od wielu czynników, mogło
w różny sposób być rozgrywane. To, co większość z nas nosi w sobie jako obraz „tradycyjnej
Wigilii polskiej" zostało skonfrontowane z wieloma obliczami tego święta. Autorzy wystawy
zaproponowali widzowi dyskusję z tym popularnym, zwłaszcza w mediach, mitem. Okazało się
bowiem, że to, czemu przypisywaliśmy miano odwiecznego i typowego, wcale takim nie jest,
np. zwyczaj dzielenia się opłatkiem nie funkcjonował ani na Podlasiu, ani u Hucułów, Górali
254
KRONIKA
Śląskich, czy Kaszubów. Obowiązujący na wieczerzy post również okazał się nie mieć charak
teru powszechnego, nie przestrzegali go Górale Śląscy. Różnie wyglądał stół wigilijny, którego
funkcję zresztą pierwotnie spełniała ława. Odmiennie przebiegała wieczerza, różną formę i in
tensywność miały zabiegi magiczne. Przykłady można by mnożyć, ale mija się to z celem. To
wszystko pięknie i dogłębnie prezentowała wystawa, jednocześnie pokazując wyższość obrazu nad
suchym opisem i wyliczaniem.
Oczywiście, mimo całego zróżnicowania obecne są pewne elementy wspólne w obchodzeniu
święta: przede wszystkim jest to szczególny wymiar tego wieczoru. Wszędzie był on ukoronowa
niem i kulminacją czasu oczekiwania. Powszechnie wierzono również w skuteczność wszelkich
podejmowanych w tym czasie praktyk magicznych. Wieczór miał skodyfikowany charakter, jego
punktem centralnym była zawsze wspólnie spożywana uczta. Pojawiały się, co prawda w postaci
odmiennych potraw, te same produkty: przede wszystkim miód, mak, ziarna zbóż. Powszechne
były również postacie kolędników.
Jako, że uczta była kulminacyjnym momentem wieczoru, centrum każdej z aranżacji stanowił
zastawiony stół bądź ława. Był to element podstawowy, jednak w przeciwieństwie do powszechnej
dotychczas praktyki muzealnej, nie jedyny. W tej wystawie zadbano o umieszczenie go w kontekście,
w którym funkcjonował, czyli w pomieszczeniu. Dlatego właśnie każda aranżacja to wnętrze domu.
Wywoływało to wrażenie intymności i poczucie ciepła, a anonimowego widza przemieniało w wigilij
nego gościa. Przestrzeń domowa została wypełniona elementami kreującymi świąteczny charakter, ale
również tymi, które były tu obecne na co dzień. Piec, meble, inne sprzęty stały się niezbędnym tłem
wydarzenia. Widoczne było ogromne skupienie twórców wystawy na każdym ze szczegółów. Nic nie
trafiło tu przypadkowo, nie zajęło również przypadkowego miejsca.
W koncepcji wystawy ważną rolę pełniła również przestrzeń zewnętrzna w stosunku do
zaaranżowanych wnętrz. Jej obecność, układ i charakter stworzyły wrażenie wchodzenia i opusz
czania domowej przestrzeni, jednocześnie widzowi dały możliwość „oddechu", oddzielenia wra
żeń, jakie wywoływała każda z aranżacji. Na parterze część tego obszaru zajęły świerki i sosny,
przywołując obraz lasu, przestrzeni silnie związanej z życiem dziewiętnastowiecznych chłopów.
Przestrzeni niebezpiecznej, ciągle ujarzmianej, pozostającej w opozycji do tego, czym jest dom
i rodzina skupiona przy ognisku domowym. Na piętrze pojawiły się w tej strefie reprodukcje
grafik, przedstawiające sceny świąteczne. Czyżby miało to sugerować zmniejszanie się roli krajo
brazu przyrodniczego w życiu grup tu zaprezentowanych?
Wigilia wieńczy okres oczekiwania, jednocześnie jest zapowiedzią i rozpoczęciem czasu o in
nej jakości: czasu świątecznego. Ten aspekt został również zaakcentowany w wystawie. Opisy
towarzyszące każdej z aranżacji nie ograniczyły się wyłącznie do samego wieczoru wigilijnego,
wykroczyły poza jego ramy. Podkreśliły związek z poprzedzającym go adwentem oraz świątecz
nym czasem, który rozpoczyna. Opisy te stanowiły integralną część każdej z aranżacji, bez nich
prezentowany obraz byłby nie do końca czytelny. W jednym przypadku jednak zastrzeżenia
mogło budzić usytuowanie planszy z opisem; zasłoniła ona nazbyt huculski piec, co zubożyło
w dużym stopniu pieczołowicie przygotowany obraz. Wszystkie elementy budujące dramaturgię
wieczoru zaznaczono w tekstach tłustym drukiem. Jednocześnie w samych aranżacjach to, co
uznano za najistotniejsze, wyeksponowano operując światłem.
W celu uwypuklenia zróżnicowania w świętowaniu Wigilii, zdecydowano się zestawić ze sobą
jak najbardziej kontrastowe obrazy. Uczyniło to całe przedsięwzięcie bardziej widowiskowym
i barwnym, a przez to bardziej interesującym dla widza.
Wystawie towarzyszyła muzyka korespondująca z poszczególnymi aranżacjami. Dźwięk speł
niał tu ważną rolę, intensyfikując wrażenie świątecznego nastroju, łagodził także dominację wizu
alnych wrażeń.
Elementem pomagającym w poruszaniu się po wystawie był katalog, w którym można było
znaleźć m.in. analizę Wigilii jako święta oraz charakterystykę i genezę konstytuujących j ą elemen
tów. Jego lektura pozwalała widzowi zorientować się w wielowarstwowości znaczeń, pomagała
uporządkować wrażenia. Z jednej strony wzmacniała czytelność obrazu, z drugiej - konieczność
korzystania z niego mogła wywoływać znużenie.
KRONIKA
255
To, co zawsze wywołuje u większości widzów irytacje we wszelkiego rodzaju muzeach,
to niemożność dotykania eksponatów oraz konieczność respektowania granic wyznaczonych
różnego rodzaju linkami, tasiemkami, czy sznurkami. Z pewnych względów zrozumiała jest ich
obecność, ale chyba nigdy nie zdobędą sympatii zwiedzających. Możliwość znalezienia się w ob
rębie zaaranżowanych wnętrz oraz obejrzenia eksponatów z różnych perspektyw wprowadziłaby
więcej dynamiki, byłaby impulsem do zadania wielu nowych pytań i sformułowania spostrzeżeń.
Przez jej brak, potencjał wystawy został nie do końca wykorzystany.
Przygotowania do wystawy zajęły dwa lata. Pierwszy etap polegał na żmudnym „wertowniu"
literatury w poszukiwaniu opisów Wigilii oraz penetrowaniu muzeów, by ustalić jakie eksponaty
są do dyspozycji. Na podstawie tego powstały scenariusze wielu aranżacji, z których wybrano
ostatecznie osiem. Kolejnym punktem była już praca nad ich realizacją. Na wszystkich tych
etapach pojawiał się w praktycznym wymiarze problemem wielokrotnej interpretacji, który jest
tak żywo analizowany w ramach współczesnej antropologii. Przy realizowaniu tego typu wystawy
autorzy na bazie dostępnych opisów etnograficznych mających charakter kreacji literackich i za
wierających subiektywny obraz opisywanej rzeczywistości, tworzą swoją wizję. Jakby tego było
mało, każdy widz na podstawie wykreowanej rzeczywistości w obszarze muzeum, konstruuje sobie
prywatny obraz prezentowanego tematu. Trudno tego uniknąć, nie o to w gruncie rzeczy zresztą
chodzi. Istotne jest raczej bycie świadomym tego faktu. Autorzy wystawy z pewnością nimi byli.
Rzetelnie informowali, że każda z ich aranżacji to pewien model, nie twierdzili, że odzwierciedlają
one rzeczywistość, na którą wskazują.
Obecność tego rodzaju refleksji jest bardzo ważna, jednocześnie interesujące jest czy i na ile
wpłynęło to na sposób patrzenia zwiedzających.
Pojawienie się na wystawie aranżacji związanych ze szlachtą czy z mieszkańcami wielkopol
skich miasteczek z lat 60. wydaje się być nowością w takim miejscu, jak muzeum etnograficzne.
Świadczy to o wyzwalaniu się tego typu instytucji z ograniczeń tematycznych, zawężonych dotych
czas do kultury zwanej chłopską.
Dużym walorem wystawy była jej siła oddziaływania na widza. Temat oraz sposób jego ujęcia
wywoływał u wielu zwiedzających uczucie nostalgii, przywoływał wspomnienia, korespondował
z indywidualnymi doświadczeniami. Można się było o tym przekonać przysłuchując się głośnym
komentarzom widzów, czy wertując księgę pamiątkową. Najwięcej emocji budziła aranżacja
przedstawiająca Wigilię z lat 60. XX-go wieku. Działo się tak, prawdopodobnie, z dwóch powo
dów. Przede wszystkim dotyczyła ona czasów przez większość pamiętanych. W przypadku mło
dych osób, obraz ten wiązał się często ze wspomnieniem domu dziadków, z czasem spędzonego
u nich dzieciństwa. Po drugie, usytuowanie tego, co ciągle tak obecne i żywe we wspomnie
niach, w przestrzeni muzealnej, kojarzonej z przechowywaniem tego, co bezpowrotnie minione,
wywołuje wstrząs, każąc patrzeć na prywatny świat wspomnień z innej perspektywy.
Olga Kwiatkowska
WARUNKI PRENUMERATY - „RUCH" S.A.
1. Wpłaty na prenumeratę przyjmowane są na okresy roczne. Cena prenumeraty
krajowej na 2002 r. wynosi 25.00 zł., a cena prenumeraty ze zleceniem dostawy za
granicę jest o 100% wyższa od krajowej.
2. Wpłaty na prenumeratę:
- na teren kraju - przyjmują jednostki kolportażowe „Ruch" S.A. właściwe dla
miejsca zamieszkania lub siedziby prenumeratora.
3. Cena prenumeraty ze zleceniem dostawy za granicę:
Cena prenumeraty + rzeczywiste koszty wysyłki.
Zlecenia na prenumertę dewizową, przyjmowane od osób zamieszkałych za
granicą, realizowane są od dowolnego numeru.
Wpłaty przyjmuje Oddział krajowy Dystrybucji Prasy „Ruch" SA na konto:
Pekao SA IV O/W-wa 12401053-40060347-2700-401112-001 lub kasa Oddziału.
4. Informacji o warunkach prenumeraty i sposobie zamawiania udziela „RUCH"
SA OKDP, 00-958 Warszawa, skrytka pocztowa 12, ul. Jana Kazimierza 31/33
lub telefonicznie: (22) 5328-731, 5328-820, 5328-816; fax 5328-732; internet:
www.ruch.pol.pl; e-mail: prenumerata@okdp.ruch.com.pl
5. Terminy przyjmowania wpłat na prenumeratę krajową i zagraniczną:
do 5.12 - na pierwszy kwartał roku następnego, na I półrocze i na następny rok.