-
Title
-
Postkomunizm. Ideowe i społeczne płaszczyzny dialogu / ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46
-
Description
-
ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46, s.5-28
-
Creator
-
Drozd-Piasecka, Mirosława
-
Date
-
2002
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:1584
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1712
-
Text
-
A
R
T
Y
K
U
Ł
Y
„Etnografia Polska", t. X L V I : 2002, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa
POSTKOMUNIZM. IDEOWE
I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
Wyrazy: 'postkomunizm', 'postkomunistyczne' weszły na trwałe do naszego
języka (potocznego, literackiego i naukowego) bezpośrednio po upadku „bloku
sowieckiego" i związanego z nim ustroju politycznego. Stosowane są one dość
dowolnie, zwykle dla podkreślenia trwałości - uznanych za komunistyczne
- sposobów myślenia lub działania konkretnych osób i instytucji .
W trakcie kilkunastoletnich zainteresowań procesami obecnej transformacji
społeczno-gospodarczej polskiej wsi miałam niejednokrotnie do czynienia z róż
nie artykułowanymi wypowiedziami i zapisami określającymi postkomunizm.
Dotychczasowe definicje postkomunizmu są w większości opisowe. Przy czym
najszersza i najbardziej oczywista stwierdza, że jest to wszystko to, co nastąpiło
po systemie komunistycznym (Kofman, Roszkowski 1999, s. 142). W literaturze
naukowej niektórzy autorzy zachodni używają określenia postkomunizm do łącz
nego opisania sytuacji krajów byłego bloku radzieckiego po 1989 r. i samej trans
formacji ustrojowej. Rzadziej pojęcie to jest stosowane jako składnik procesu
transformacji i wówczas znaczy tyle, co zbiór reliktów przeszłości. W przed
stawionym tu tekście postaram się uporządkować, a także przybliżyć konteksty
i okoliczności występowania słowa 'postkomunizm'. Chciałabym też ukazać
realia społeczno-ekonomiczne, w jakich ma miejsce dyskurs o postkomunizmie.
Za podstawę do wniosków posłuży mi analiza przekazów prasowych, uzupeł
niona wynikami najnowszych badań socjologicznych nad społeczeństwem polskim.
1
INTELEKTUALNA PŁASZCZYZNA POSTKOMUNIZMU
W żargonie politycznym 'postkomunizm' jest jednym z najczęściej używanych
słów. Jego zakres nie jest jednak dokładnie sprecyzowany. Pojęciu temu przypisuje
się wiele różnorodnych znaczeń. Paweł Śpiewak, historyk idei, socjolog, w jed
nym z wywiadów wyraził głębokie przekonanie o istniejącym nadal problemie
1
Z całą świadomością pozostawiam do innych studiów rozważania, na ile satelitarne pań
stwa ZSRR, w tym także Polska, były socjalistyczne, a na ile komunistyczne. Istotne jest dla
mnie w tym miejscu głównie stwierdzenie, że w konkretnej rzeczywistości historycznej zaistniał
termin 'postkomunizm'.
6
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
postkomunizmu. Określił go mianem choroby, która przenika cały ustrój państwa
i dotyka całą sferę publiczną, która sprawia, że mamy dzisiaj niemal dokładnie
takie państwo, jakie próbowaliśmy pokonać przed 1989 r. Przy tym nie jest to pro
blem formacji politycznych wywodzących się ze starego reżimu, ani [...], jaka par
tia będzie rządzić, ale programu politycznego zapewniającego wolność polityczną
oraz codzienny porządek i ład organizacyjny (Informacja Polityka 2000, s. 112).
Jerzy Surdykow ski, w felietonie pt. „Niewola z wyboru", zastanawia się czy
postkomunizm odnosi się do byłych komunistów i krajów, które nie w pełni
wyzwoliły się z upadłego ustroju, czy też Polska jest dlatego krajem postkomu
nistycznym, że nadal nie sprywatyzowano ogromnej części gospodarki, czy też
dlatego, że rządzące koalicje przejęły od komunistów zasadę nomenklatury
(Surdykowski 1999, s. 32).
Francuski historyk, specjalista od Rosji i Europy Wschodniej, profesor Alain
Besancon uważa, że - podobnie jak 'postmodernizm' - 'postkomunizm' jest
terminem właściwym. Istotne jest tylko dokładne zdefiniowanie tego, co się
kryje pod tym pojęciem. Może ono wyjaśniać czy postkomuniści mają analo
giczny cel z komuną (wszechświatową rewolucję) czy stosują identyczne metody
terroru i fałszu, wierzą w te same prawdy, w walkę klas i gospodarkę planową,
czy też odnosimy je do tego, co nas szczególnie irytuje, a mianowicie - do
samych ludzi, wyznających i realizujących określone idee. Jego zdaniem, okreś
lenie postkomunizm odnosimy przede wszystkim do ludzi, którzy coraz to
nowym językiem zabiegają o to samo. Najpierw używali oni języka ideologii,
potem - kiedy zdobyli władzę - języka siły, by teraz używać języka interesów.
Ale ich celem jest niezmiennie władza (Czerwony... 1999, s. 34). Przerwanie tej
ciągłość zależy od polityki i biologii.
Od zmiany ustroju upłynęło ponad dziesięć lat. Komuniści, którzy na prze
łomie lat 80. i 90. rządzili w Europie Wschodniej są już ludźmi starymi i scho
rowanymi. To pokolenie komunistów w większości dbało o władzę, a nie o włas
ność, bo nomenklatura i tak miała wszystko, czego potrzebowała. Ci, którzy
pozostają obecnie na kierowniczych pozycjach - w krajach, w których post
komuna jest u władzy - za czasów realnego socjalizmu byli młodzi i naiwni,
nie zdążyli pobrudzić sobie rąk (tamże, s. 34). Ci młodzi, jak uważa Besancon:
są jeszcze gorsi od poprzedników. Jako pierwsi wykorzystali sytuację i okopali
się w szańcach własności [...]. Mają wszystko: pozycję, bogactwo i demokra
tyczną legitymizację (Czerwony... 1999, s. 34).
Andrzej Szczypiorski, zastanawiając się nad procesami transformacji, dostrze
gał ten sam sposób myślenia i te same nawyki u obecnych przedstawicieli socjal
demokracji, jak u dawnych komunistów. Pisał: Ale jestem naiwny, jeśli się jesz
cze dziwię i zdumiewam, że to są przecież dokładnie ci sami ludzie. Te same
r
2
2
Członek Institut de France, autor kilku książek o komunizmie. Jego Anatomia widma
- ekonomia polityczna realnego socjalizmu była wydana u nas w drugim obiegu podczas stanu
wojennego, a kolejną, Przekleństwo wieku: o komunizmie, nazizmie i wyjątkowości Shoah, opubli
kował w 2000 r. Czytelnik.
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
7
nawyki, ten sam sposób myślenia. Mogą sto razy powtarzać, iż nawrócili się
z komunizmu na socjaldemokratyzm, lecz tacy z nich dzisiaj socjaldemokraci,
jak niegdyś komuniści [...] Ludzie dzisiejszej władzy są wychowankami epoki
gierkowskiej, kiedy kwestie ideowe już literalnie żadnej roli nie odgrywały,
bo wtedy szło tylko o władzę, o socjotechnikę sprawowania władzy, o korzystanie
z przywilejów władzy, o uczynienie z władzy jedynego sensu i celu działań,
o rozkosz posiadania władzy, słowem - o władzę dla władzy, czyli najbardziej
nihilistyczny i demoralizujący światopogląd polityczny, jaki w ogóle może być
przedmiotem ludzkiego myślenia [...] (Szczypiorski 1996b, s. 86).
Polscy komuniści, według Besancona, znakomicie opanowali umiejętność
przywdziewania patriotycznego kostiumu. Jeśli nie od razu, w 1945 г., to już od
czasu Gomułki (1956 r.) wmawiali narodowi, że powinien ich kochać, bo są
mniejszym złem niż Sowieci (Czerwony... 1999, s. 35). Mistrzem w stosowaniu
tej hipokryzji był, jego zdaniem, generał Jaruzelski, którego - po odczycie na
paryskiej Sorbonie - studenci uważali za bohatera.
Wśród różnic między komunistami a postkomunistami zwraca uwagę całko
wity brak u tych ostatnich więzi poziomych, tzw. internacjonalizmu proletariac
kiego. Komuniści jeździli głównie do Moskwy, ich następcy natomiast nie odwie
dzają się nawet po sąsiedzku. Można to interpretować jako wynik braku ośrodka
kierowniczego, ale także jako manifestację patriotyzmu, według Besancona,
bardzo ostentacyjną po tylu latach uległości wobec Moskwy.
Dążeniem partii postkomunistycznych w krajach byłego bloku wschodniego
nie jest wspólna ojczyzna proletariacka, ale Unia Europejska. Może się wydać
paradoksem, że dzięki kapitalistycznej unii możliwe się stanie odrobienie strat
spowodowanych przez komunizm.
Leszek Kołakowski w tekście Upadek komunizmu jako problem filozoficzny
napisał, że wbrew oczekiwaniom klęska komunizmu nie spowodowała przeło
mu, lecz była czasem pomieszania i konfuzji. Krajobraz polityczny ze Związkiem
Sowieckim i blokiem komunistycznym wydawał się stosunkowo przejrzysty. Jasny
był podział na totalitaryzm, demokrację i wszystkie sprawy można było odnieść
do tego fundamentalnego przeciwstawienia. Gdy upadł blok komunistyczny, za
nikły proste punkty odniesienia i orientacji (Wiek... 1999, s. 19). Nasiliło się
uczucie niepokoju o dalsze losy cywilizacji.
Leszek Kołakowski wyznaje w wywiadzie przeprowadzonym przez B. Wildsteina, że już sam nie wie, co jest na prawicy, a co na lewicy i - kontynuując
- stwierdza, że mało go to w ogóle interesuje. Oczywiście, istnieją jakieś trady
cyjne podziały, ale ich ideologiczna treść jest już nieważna. Również w Polsce.
Mówi się wprawdzie: lewica-prawica, ale gdzie jest ta ideologia lewicowa czy
prawicowa? Wśród osób określających się dziś w Polsce jako prawica najwięcej
jest takich, które chciałyby zwiększenia państwowego interwencjonizmu, czyli
starej, lewicowej, socjalistycznej zasady [...] (Wiek... 1999, s. 20).
Komunizm był utopią, wcieleniem uniwersalnej tęsknoty za rajem na ziemi.
Pozostaje zatem pytanie: jaką formę realizacji znajdzie sobie ta tęsknota po
jego upadku?
8
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
Kołakowski nie obawia się powrotu komunizmu w takim sensie, w jakim
istniał w ideologii i praktyce bolszewickiej. Niezależnie od swoich intencji ko
munizm bolszewicki (leninowsko-stalinowski) stał się ideowym zapleczem
Czwartego Rzymu. Był kolejną próbą uczynienia z Moskwy ośrodka duchowej
przemiany świata [...] Mogą się pojawić inne formy totalitaryzmu (Wiek... 1999,
s. 19). Na razie wydaje się to niemożliwe z racji upowszechnienia internetu,
telewizji satelitarnej, komputeryzacji, radiofonizacji etc. Jednym z fundamentów
komunizmu był bowiem monopol informacji i komunikacji. Obecnie powrót
totalitaryzmu w tradycyjnej postaci jest więc nieprawdopodobny. Ale równo
cześnie pojawiają się niepokojące siły mentalne i społeczne. Zastanawiamy się
np. nad fenomenem polegającym na występowaniu tzw. globalizacji przy jedno
czesnej eksplozji nacjonalizmów i trybalizmów.
Świadomość utopijna jest częścią psychiki człowieka, nie ma więc powodu
do jej zaniku. Jej podstawowym elementem jest próba stworzenia techniki,
dzięki której osiągniemy powszechne ludzkie braterstwo. Wiara w taką technikę
otwiera już drzwi do niewolnictwa, gdyż tylko poprzez zniewolenie powszechne
można uzyskać pozory owego powszechnego braterstwa (Wiek... 1999, s. 19).
Dobrowolne łączenie się małych grup na zasadzie idei braterstwa jest możliwe.
Przykładem tego są klasztory, czy - kiedyś - izraelskie kibuce. Jednak idea
instytucjonalnego braterstwa na wielką skalę jest drogą do rządów totalitarnych.
Ale mimo to utopijna świadomość, rozpaczliwa wiara, że można ustanowić
niezawodną, braterską wspólnotę ludzi za pomocą technicznych środków, nie
zginie (Wiek... 1999, s. 19).
Jerzy Surdykowski zwraca uwagę na podstawową cechę utrwaloną przez
komunizm - mentalność niewolniczą. Komunizm upadł z wielu powodów,
m.in. dlatego, że obiecywał ludziom warunki życia, których zrealizować nie był
w stanie, co wywołało bunt nawet początkowo przekonanych do jego idei,
a także dlatego, że jego struktura okazała się całkowicie niewydolna. Upadek
komunizmu nie oznacza jednak kresu mentalności niewolniczej.
Mentalność niewolnika nie jest wyłącznie cechą jednostek. Widoczna jest ona
także w zachowaniach różnych organizacji i ugrupowań partyjnych oraz związ
kowych, ściślej w ich programach, deklaracjach, wystąpieniach przywódców
i innych tekstach. Świadczyć o tym może obserwacja Wacława Wilczyńskiego
dotycząca AW„S".
Charakteryzując to ugrupowanie i jego zachowanie, napisał on m.in.: [...] Jest
to audytorium na ogół słabo wykształcone, żywiące się złudzeniami, oczekujące
wszystkiego nie od normalnych demokratycznych instytucji, nie od siebie, lecz od
przywódców, od państwa, które wszystko da lub w jakiś cudowny sposób zapewni
rozmnożenie dóbr, ukarze winnych, odbierze wyzyskiwaczom, zagwarantuje rów
ność, sprawiedliwość itd. (Wilczyński 1997, s. 54).
Rodzi się, zatem pytanie o różnicę między niewolnikiem a człowiekiem wol
nym. Zdaniem Jerzego Surdykowskiego, nie należy jej upatrywać w wykształ
ceniu czy zamożności, lecz w predyspozycjach psychicznych - „w duszy".
Niewolnik może obalić najbardziej represyjną władzę. Czyni to, aby „odegrać
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
9
się" za wcześniejsze poniżenie. Zaraz jednak potem oddaje rządy pierwszemu
lepszemu krzykaczowi, który uwiedzie go kolejną obietnicą „świetlanej przy
szłości" [...]. W ten sposób niewolnik zrywa jedno jarzmo tylko po to, aby
nałożyć sobie drugie, może jeszcze gorsze (Surdykowski 1999, s. 32). Inaczej
postępuje człowiek wolny. Wie on, że „świetlanejprzyszłości"
nie ma, a prorocy,
którzy ją obiecują pod warunkiem powierzenia im rządów to tylko spragnione
władzy watażki albo odurzeni własnym kłamstwem szarlatani. Człowiek wolny
wie, że po obaleniu lub abdykacji tyrana nie oczekuje go nowa, barwna i fascy
nująca utopia, że nie ma sposobu, aby szybko „zrobiło się dobrze", że trzeba
będzie mozolnie borykać się tak z niedoskonałością ludzkiej natury, jak i z po
zostałościami upadłego systemu (Surdykowski 1999, s. 32).
Wobec tych okoliczności i predyspozycji natury ludzkiej objawienie się
wolności (z jej nową ofertą) może zostać odrzucone lub przyjęte niechętnie jako
trudne, odstręczające, oczywiście mniej przyjemne od kłamstwa i złudy, które
oferuje „szarlatan kolejnej niewoli" (s. 32). Efektem jest „ucieczka od wol
ności" , która kusiła człowieka już od początku świata. Wolność zawsze, jak
jabłko Ewy, złożona jest w ręce człowieka i tylko od niego zależy czyją odrzuci,
czy odważnie nadgryzie.
Kuszenie odrzuceniem wolności na rzecz bezpieczeństwa niewolnika, tęsknota
za dobrym wodzem nie ustaje nawet w demokracji. Pisał o tym już 150 lat temu
wnikliwy obserwator młodej demokracji amerykańskiej, Alexis de Tocqueville:
Naszych współczesnych ustawicznie zżerają dwie sprzeczne ze sobą namiętności:
potrzeba, żeby ktoś prowadził ich za rękę i pragnienie zachowania wolności.
[...] Marzą więc o jednej opiekuńczej i wszechobecnej władzy, którą wybieraliby
jednak wszyscy obywatele. Mylą centralizację z suwerennością ludu. To im przy
nosi ulgę (cyt. za: Surdykowski 1999, s. 32). Ta myśl, według Surdykowskiego,
znakomicie pasuje do naszych czasów i dzisiejszej Polski. Jego zdaniem, sednem
komunizmu nie była ani władza komitetów partyjnych, ani presja sowiecka,
ani nawet wszechobecność bezpieki. Była nią mentalność niewolnika, [...] nie
skłonna do podjęcia ryzyka wolności. [...] Nie warto więc mozolnie borykać
się z niedoskonałościami demokracji, której się nie zna i nie pojmuje, lepiej
i łatwiej byłoby dostrzec takiego proroka i oddać mu się w wiodącą do szybkiego
błogostanu niewolę (s. 32).
Mentalność niewolnika powoduje, że wraz z postępem demokracji wręcz ma
leje odsetek chętnych do podjęcia trudnego dylematu wyboru. Wyrazem tego
jest niska frekwencja Polaków w wyborach, skłonność wielu z nich do wiary
w zapewnienia o dobrobycie przypadkowemu, ale brutalnie krytykującemu
to, co jest i barwnie roztaczającemu miraż utopii, kandydatowi i wyniesienie go
do godności „wodza narodu". To, że jest to utopia, która nie ma żadnych szans
realizacji nie ma znaczenia. Przykładem takich zachowań jest przypadek Stana
3
3
Zawarta w tytule głośnej książki Ericha Fromma. W Biblii - Adam, odmawiając jabłka,
może pozostać w uległości i niewiedzy, przyjmując je zyskuje wiedzę, bierze swój los we własne
ręce, skazując się na samodzielne borykanie się z nim.
10
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
Tymińskiego (1990 г.), Lecha Wałęsy (1993 г.), Mariana Krzaklewskiego
(1997 г., chociaż tej roli nie podjął), a obecnie Andrzeja Leppera.
W jednej z prac L. Kołakowskiego czytamy: Klopot z demokracją jest taki, że
nie wydziela żadnych ideologicznych czadów zniewalających umysły młode i na
iwne (cyt. za: Surdykowski 1999, s. 33). Wciąż więc dorastają kolejni fałszywi
prorocy, którzy będą zyskiwać fanatycznych zwolenników i stawać na ich czele.
Do wolności trzeba dorosnąć. Nie przychodzi ona wraz z wolnymi wybo
rami, ale z wykształceniem mechanizmów demokratycznych. W Polsce są już
zręby społeczeństwa obywatelskiego, istnieją organizacje pozarządowe, samo
rząd lokalny, ale droga od komunizmu do demokracji jest jeszcze daleka. Pod
tym względem Polska jest krajem mocno postkomunistycznym. Co więcej,
rozbudowana „mentalność niewolnicza", tęsknota za „dobrym wodzem", będzie
spychać nas z drogi do demokracji w każdym kryzysie, powodującym frustracje
i spadek zaufania do aktualnych ekip rządzących-władzy (Surdykowski
1999, s. 33). Człowiek wolny, świadomy obywatel państwa demokratycznego,
pojmuje znaną maksymę Winstona Churchilla, że demokracja jest „najlepszym
z kiepskich ustrojów".
Według Surdykowskiego (1999, s. 33) demokracja jest ustrojem najtrudniej
szym, ponieważ wymaga odpowiedzialności wolnego człowieka. Tylko dyktatura
jest łatwa, bo wymaga posłuchu niewolnika, którego „dobry król", albo wódz
wyzwala od ciężaru ponad siły - od wolności wyboru. W czasie kryzysów („za
krętów politycznych") ma on przede wszystkim świadomość, że nie ma „łatwych
recept" na opanowanie sytuacji. Wie on także, że człowiek jest tworem niedo
skonałym, omylnym i grzesznym, a zatem nigdy nie będzie idealnie. Dobrze,
jeśli będzie trochę lepiej. Władza jest tak samo niedoskonała, jak i rządzeni, nie
należy zatem w porywie gniewu występować brutalnie przeciwko niej, ale nie
ustannie „patrzeć jej na ręce". Obywatel ten rozumie, że decyzje podejmuje się
na drodze kompromisów, w których wszyscy trochę tracą, ale więcej zyskują.
Nie wierzy w opowieści o genialnych decyzjach i rozwiązaniach przynoszących
oszałamiające, natychmiastowe zyski pod warunkiem przepędzenia kilku pod
stępnych wrogów i „jak ognia" wystrzega się charyzmatycznych kandydatów
na zbawców narodu. Ta wiedza jawi się w praktyce jako bardzo gorzka, przy
wołująca powiedzenie „gorzki smak wolności", a powściągliwa postawa wobec
rzeczywistości jest niezwykle trudna do osiągnięcia.
Andrzej Szczypiorski uzasadniał: Państwo dyktatury, które arbitralnie decy
dowało o sposobach zachowań oraz granicach samodzielności swych poddanych,
dawało jednocześnie ludziom słabym i niedojrzałym pewien niebywały komfort,
którego świat wolny i demokratyczny stanowczo odmawia. Tamto państwo nie
4
4
Wolność - pisał Andrzej Szczypiorski - jest dla wielu ludzi ciężarem, nie mogą sobie zna
leźć miejsca w kraju, gdzie każdy ma prawo dokonywania takich wyborów, jakie mu dogadzają
i gdzie już nikt nie ma przywileju dyrygowania wyborami współobywateli. Są u nas ludzie, którzy
po prostu boją się wolności [...] Pewni ludzie nie chcą zrozumieć i zaakceptować, że każdy ma
prawo żyć tak, jak mu się podoba [...] (Szczypiorski 1996a, s. 99).
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
11
tylko decydowało o wszystkim, ale także za wszystko brało odpowiedzialność.
„Nieopisana lekkość bytu" - mówiąc słowami Kundery. Dziś przyszedł czas
duchowej dojrzałości i suwerenności. Dla pewnych ludzi to jest sytuacja nie do
zniesienia, ponieważ odpowiedzialność traktują jako ciężar ponad siły. Tacy
ludzie nigdy nie zaznają spokoju w demokratycznym państwie [...] Uczynią
oni wszystko [M.D.-R] byle tylko się uchylić od przywileju samodzielnego,
swobodnego wyboru, bo on nakłada na człowieka ciężary
odpowiedzialności
(Szczypiorski 1996a, s. 99). Dopiero, gdy dostatecznie duża liczba obywateli
dorośnie do demokracji, państwo przestanie być postkomunistyczne czy też
posttotalitarne (Surdykowski 1999, s. 33).
Zdaniem Surdykowskiego, odpowiedź na pytanie o kres komunizmu w Polsce
nie jest obecnie możliwa. Dzisiejszy model demokracji zachodniej, bardzo
odbiegający od swego klasycznego pierwowzoru, nie daje dobrych wzorów do
naśladowania. Współczesna „demokracja telewizyjna" Ameryki i Europy Zachod
niej nie zostawia czasu na dialog świadomych obywateli, w którym krystalizują
się sądy o sprawach publicznych, dochodzi się do kompromisu. W demokracji
telewizyjnej nie głosuje się na programy, bo albo nie są znane, albo nie traktuje
się ich poważnie, lecz na osobę przywódcy, jego wygląd, uśmiech (także żony),
na sprawność wizażystów i techników od public relations. Tymczasem „zakręty
na drodze do wolności" - jak ostrzega Surdykowski - będą ostre (s. 33).
Zwracał już na to uwagę A. Besancon, że tam, gdzie w demokratycznych
wyborach oddawano głosy na postkomunistów, w rzeczywistości oddawano je
przeciw twardym wymogom życia, przeciw kosztom wychodzenia z realnego
socjalizmu, a w niektórych wypadkach przeciw niezręcznym politykom prawicy
(Czerwony... 1999, s. 34) i niemal we wszystkich krajach byłego bloku wschod
niego po okresie rządów poskomunistów do władzy dochodziła prawica.
Płaszczyzna intelektualnych rozważań o postkomunizmie, jak się okazuje, jest
bardzo szeroka. Oscylują one między filozoficznymi problemami totalitaryzmu,
wolności, natury ludzkiej i demokracji, a realiami życia społecznego byłych
krajów komunistycznych. Jakie postawy społeczne pozostawił po sobie ustrój
komunistyczny w Polsce i w jakim kontekście są one najbardziej widoczne?
Będzie to przedmiotem moich dalszych refleksji.
SPOŁECZNA PŁASZCZYZNA POSTKOMUNIZMU
POSTKOMUNIZM SOCJALNY
Za kosztowny, a zarazem spektakularny relikt komunizmu uważane są różnego
rodzaju osłony socjalne, określane potocznie jako spadek po PRL. Socjalizm miał
„przyzwyczaić" do nich różne grupy zawodowe, które teraz nie tylko żądają
ich utrzymania, ale wręcz domagają się kolejnych przywilejów. W opracowa
niach naukowych i publicystyce postawy te są interpretowane jako zachowania
typowo postkomunistyczne.
12
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
Profesor Jan Winiecki, z Uniwersytetu Europejskiego we Frankfurcie,
porównując gospodarkę Starego Kontynentu i Ameryki, pisał: W świecie postko
munistycznym upowszechniły się postawy żebraczo-roszczeniowe. Ale te postawy
nie są czymś obcym w Europie Zachodniej (Olejnik i inni 2000, s. 28). Sedno
problemu, jego zdaniem, polega na tym, iż: Państwo opiekuńcze powoduje koro
zję moralną wolniej niż komunizm, ale działa w ten sam sposób (s. 28). Efektem
państwa opiekuńczego w Europie jest wzrost poziomu bezrobocia. Podczas, gdy
najlepsze wyniki w walce z bezrobociem osiągają kraje, w których obciążenia
socjalne są najniższe.
W tym miejscu nie jest istotne to, że także w krajach o starej i rozwiniętej
demokracji istnieją w obrębie branż przywileje pracownicze, ani też ich rodowód.
Przypomnę tylko, że polski chłop pańszczyźniany, a także robotnik folwarczny
w I I Rzeczypospolitej, otrzymywał od dworu konkretne deputaty. Przywileje nie
są więc „pomysłem" czy „wynalazkiem" komunistów, faktem jest natomiast, że
socjalizm adaptował je do swojego systemu społeczno-ekonomicznego i rozbu
dował w szczegółach. Część z nich dotąd utrzymała się, bowiem dotychczasowi
beneficjenci, bez względu na zmianę ich sytuacji, nie zgadzają się na jakiekol
wiek ograniczenia i wyrzeczenia. Faworyzowanie jednych grup pracowniczych
wywoływało i nadal wywołuje negatywne nastawienie i reakcje pozostałych.
Wszak robotnicy Stoczni Gdańskiej, podejmując walkę z komunizmem, głosili
m.in. hasło: „wszyscy mamy jednakowe żołądki".
Wśród różnych przywilejów zawodowych w PRL do najpoważniejszych nale
żała możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę. Szeroka opinia społecz
na akceptowała to prawo w przypadku ciężko pracujących fizycznie górników,
hutników, kolejarzy itp., ale już nie przyznawała go pracownikom dokumentacji
i informacji naukowej, kustoszom, bibliotekarzom, wokalistom, muzykom grają
cym na instrumentach klawiszowych i smyczkowych, chórzystom czy komikom
cyrkowym. Dla hołubionych w latach 70. i 80. górników ukoronowaniem
przyznawanych przywilejów było ustanowienie „Karty górnika". „Kartę" uzy
skali także hutnicy i nauczyciele (Boruc 1998, s. 40) . Kolejarze i inne osoby
pracujące w PKP (wraz z emerytami), a także ich dzieci, posiadali przywilej
bezpłatnego przejazdu pociągami. Kolejarze otrzymywali też deputat węglowy:
3,6 tony węgla rocznie, mundur, bądź dodatek mundurowy. Znacznie bardziej
wymierne korzyści materialne w postaci zniżkowych biletów lotniczych mieli
pracownicy PLL LOT. Zawodowi wojskowi i policjanci mieli zagwarantowane
nie tylko 50% zniżki kolejowe, dodatek mundurowy, ale i korzystniejsze niż inni
pracownicy „budżetówki" zasady naliczania emerytur i możliwość przejścia
na emeryturę po 15 latach służby. W ich przypadku magnesem przyciągającym
5
5
Gwarantowała im ona m.in. pensum należące do najniższych w Europie (21 godzin tygo
dniowo), a ich dzieciom pierwszeństwo przyjęcia do internatów, burs i szkół ponadpodsta
wowych oraz prawo do 50% ulgi na przejazdy pociągami osobowymi. Zachowała też, anachro
niczny w czasie gospodarki rynkowej, zapis o prawie do dodatkowej powierzchni mieszkalnej
w postaci jednej izby.
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
13
miały być mieszkania służbowe, ale w praktyce pozostały one jedynie martwym
zapisem (Boruc 1998, s. 40).
Odrębne miejsce wśród uprzywilejowanych przypada rolnikom. Wprawdzie
rolnictwo jest sektorem prywatnym, jednak emerytury rolników były w PRL
(i są nadal) nieomal w całości finansowane przez budżet państwa. Rolnicy nie
płacą też podatku dochodowego i wielu z nich korzysta z preferencyjnych kredy
tów. Rolnicy otrzymali Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego - KRUS,
do której 96% pieniędzy wpłaca budżet państwa, a właściciele gospodarstw opła
cają symboliczną (w porównaniu z ZUS-em) składkę, taką samą w przypadku
gospodarstwa 4-jak i 500-hektarowego. Składki zróżnicowanej nie mogą płacić,
nikt bowiem nie wymyślił sposobu oszacowania ich dochodów. Nie płacą więc
podatku dochodowego i z tego względu składkę na ubezpieczenie zdrowotne
rolników od 1999 r. również opłaca budżet państwa (Cichocka 1998, s. 18).
Raz przyznane przywileje i ulgi trudno jest odebrać, o czym przekonują się
rządzący, przedstawiając kolejne projekty zmiany Kodeksu Pracy oraz praco
dawcy podczas negocjacji ze związkami zawodowymi. Związkowcy pytają m.in.
dlaczego rządzący chcą im odebrać część przywilejów, skoro sami z nich korzy
stają [...] posłowie mają prawo do darmowych przejazdów krajowych, a upo
sażenia parlamentarzystów i wydatki związane z utrzymaniem biur poselskich
nie są opodatkowane - argumentują (Boruc 1998, s. 41).
Zdaniem wielu liberalnie zorientowanych publicystów, związki zawodowe,
w poczuciu postkomunistycznej sprawiedliwości społecznej, toczą zawzięte boje
0 wzrost wynagrodzeń, nieograniczanie gwarancji socjalnych. Wszelkie inge
rencje w zakresie zdobyczy socjalnych świata pracy zasługują - według nich
- na jednoznaczne potępienie. Standardy, o które walczą związki zawodowe
są konsekwentnie „propracownicze". Chcąc ochraniać miejsca pracy, torpedują
restrukturyzację przemysłu, żądają wysokich zasiłków, odpraw, organizowania
robót publicznych. Skutek jest taki, że zamiast chronić pracowników, utrwala się
strukturalne bezrobocie (Balicka 1999, s. 62).
Koncepcje państwa opiekuńczego ponoszą na naszych oczach porażkę za
porażką - pisał w felietonie Wacław Wilczyński (1998, s. 47). Kontynuując do
wodził, iż pochopna rozbudowa najrozmaitszych gwarancji osłabiła tak bardzo
finanse publiczne, nawet najbogatszych państw [jak Niemcy i Francja - M . D.-P],
że nieuchronne staje się wycofanie ze świadczeń uznawanych za stałe zdobycze
państwa opiekuńczego [...] Najkrótsza odpowiedź na pytanie o głębsze źródła
kryzysu państwa opiekuńczego jest prosta - za dużo gwarancji! Za dużo obietnic
egzystencji bez wysiłku [...] (s. 47).
Doskonale już znane zachodnie doświadczenia z państwem opiekuńczym
1 sektorem państwowym, niestety, nie wpłynęły w dostatecznej mierze na poglądy
i preferencje większości polskich kół politycznych. Nie docenia się jeszcze
zależności między poziomem produktu społecznego a dopuszczalnym ekonomicz
nie stopniem jego redystrybucji. Nadal utrzymuje się przesocjalizowana mental
ność utożsamiająca perspektywy z gwarancjami [...] Od państwa nie tyle ocze
kuje się tworzenia warunków sprzyjających przedsiębiorczości,
racjonalnemu
14
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
gospodarowaniu, ile działań interwencyjnych na rzecz grup nacisku, konkuru
jących ze sobą w wyścigu do naszych wspólnych pieniędzy [...] Gospodarka
z natury swej nie jest charytatywna. Nadmiernie rozbudowane gwarancje w isto
cie ograniczają perspektywy i podkopują warunki rozwoju (s. 47).
Przytoczone tu wypowiedzi i przykłady jednoznacznie wskazują na to, że
postkomunizm socjalny ma wciąż trwałe zaplecze w postawach obywatelskich,
tak rządzących, jak i rządzonych, co gwarantuje mu długą jeszcze obecność
w naszej przestrzeni społecznej.
POSTKOMUNIZM SENTYMENTALNY
Innym, wysuwanym przez publicystykę, przykładem myślenia w kategoriach
postkomunistycznych jest gloryfikowanie okresu PRL, kiedy sekretarzem КС
był Edward Gierek (1970-1980). Sam Gierek do końca (zmarł w 2001 r.) bronił
swojej polityki: Huty Katowice, która miała być dobrodziejstwem dla zadymio
nego Śląska, Portu Północnego, uniezależniającego nas choć trochę od dostaw
radzieckiej ropy, Bełchatowa i dziesiątek innych inwestycji. Bronił planu uregu
lowania Wisły i żałował, że następne ekipy rządzące nie poszły jego śladem.
Mówił: dzisiaj macie przynajmniej co prywatyzować i sprzedawać. - Historia
uczciwie oceni mnie i lata siedemdziesiąte - powtarzał (Dziadul 1999, s. 26).
Jeszcze w ostatnich latach życia byłego I sekretarza PZPR (zwłaszcza w roku
1999) w publicystyce prasowej przybrała na sile obrona postaci E. Gierka
i jego historycznej roli. Pochlebne opinie o nim wyraził Andrzej Lepper. Maciej
Szczepański (szef telewizji w latach 70., wieloletni bliski współpracownik
I sekretarza КС, jeszcze w okresie pracy w Katowicach, na Śląsku) poświęcił
Gierkowi obszerny elaborat drukowany w odcinkach w Trybunie i wiele cie
płych słów w wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej. Wygłaszane wówczas
słowa i opinie zdawały się dobrze współbrzmieć z przekonaniami społecznymi
artykułowanymi nie tylko w różnych sondażach i badaniach opinii. W plebiscy
cie ogłoszonym przez Gazetę w Katowicach - lokalny dodatek Gazety Wyborczej
- na Stu Najwybitniejszych Ślązaków i Zagłębiaków X X wieku, Gierek zajął
drugie, po Korfantym, miejsce. Rolnik z Kułakowic pod Hrubieszowem postawił
Edwardowi Gierkowi pomnik, ale po roku go zburzył, bo rozgłos zaczął prze
szkadzać w karierze dzieciom zatrudnionym na państwowych posadach. Miesz
kańcy wsi Waszkowskie koło Zduńskiej Woli podjęli budowę sali gimnastycznej
imienia byłego sekretarza partii. W Łomży powstało Stowarzyszenie Społeczne
Uhonorowania Edw arda Gierka. Podobnego typu akcje zmultiplikowały się po
śmierci Edwarda Gierka w 2001 r. Jego pogrzeb stał się prawdziwą manifestacją
narodową. Wrócono też do oceny prowadzonej przez niego polityki.
Nieodparcie nasuwa się pytanie o przyczyny trwałości tej, jakże żywej dotąd,
dekady komunistycznych dziejów Polski i jej przywódcy.
Wyniki rankingów OBOP dowodzą, że (przy pytaniu o ocenę Gierka) akcep
tacja ankietowanych rośnie wraz z wiekiem, przy czym jest ona największa
w grupie 40-49 lat (69% przy 15% negatywnych), czyli w pokoleniu, które
r
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
15
w latach 70. wchodziło w swoją dorosłość, kończyło szkoły, zakładało rodziny
i jakoś wkomponowuje Gierka w to doświadczenie. Jest ona najwyższa tam,
gdzie gorsze wykształcenie i sytuacja materialna respondentów. Podobnie
z miejscem zamieszkania. Im mniejsze miasto, tym cieplejsza pamięć. Nie
mówiąc już o wsi (61% ocen pozytywnych przy 12% negatywnych). Tę pra
widłowość wzmacnia podział według kryterium społeczno-zawodowego:
78%o rolników jest za, 7% przeciw, potem renciści, emeryci, robotnicy i bezro
botni. Przy tym nie ma większego znaczenia fakt czy ktoś jest wierzący, czy
nie. Pewne znaczenie ma orientacja polityczna (prawicowe poglądy osłabiają
nieco poparcie). Podobnie kształtują się odpowiedzi dotyczące oceny dekady
Gierka (Władyka 1999, s. 20).
Argumenty „za" wszędzie są te same: za Gierka chłopom powodziło się do
brze, dostali renty, emerytury, mogli brać tanie kredyty. Chłop był wtedy chło
pem, teraz jest dziadem. Jacek Soska, w radiu „Z", w listopadzie 2001 r. powie
dział, że ze szczegółowych analiz wynika, iż w tym czasie standard życia
i osiągnięć pracy polskiego chłopa były analogiczne jak francuskiego. Nie tylko
wieś wspomina Gierka z sentymentem. Burmistrz Ustronia (gdzie do śmierci
mieszkał Gierek) - Szwarc - mówił, że w Ustroniu mało kto uważa lata 70. za
czas przegrany dla kraju czy przejedzony, bo żyliśmy na kredyt. Dotąd są
, z tamtych lat szpitale, sanatoria, domy wypoczynkowe, przyzwoita droga, która
dochodzi do miasta. Setki ludzi indywidualnie się pobudowało. Może to wszyst
ko było za kredyty, ale pieniądze „nie poszły w błoto", przynajmniej tu (Dziadul
1999, s. 24). Nie ulega zatem wątpliwości, że dla współczesnych Polaków
pamięć o dekadzie Gierka i o nim samym jest funkcją tego, jak żyją i jak prze
żywają Polskę współczesną. Ich świadomość rzeczywiście określa byt. Prawdą
jest też, że ta akurat przeszłość i ta postać zdają się świetnie pasować do społecz
nej potrzeby mitotwórstwa (Władyka 1999, s. 22).
Gierek rządził między Gomułką i Jaruzelskim. Znalazł się ze swoją polityką
konsumpcji i relatywnego liberalizmu między siermiężnym, doktrynalnym socja
lizmem poprzednika a stanem wojennym i pustymi półkami. Polacy przez chwilę,
zwłaszcza w pierwszej pięciolatce Gierka uwierzyli, że mogą sobie pożyć na
prawdę, zamieszkać w normalnych mieszkaniach, jakoś się urządzić, pojeździć
własnym samochodem po świecie (Władyka 1999, s. 22).
Program budowy nowej Polski, jej gospodarczej modernizacji, upadł. Zrodził
kolejny kryzys i zostawił długi, które dotąd musimy spłacać. W porównaniu
z poprzednią i następną dekadą Polska może się jednak jawić jako eldorado. Jak
pisze Wiesław Władyka: dla wielu grup społecznych i zawodowych wzór ten nie
będzie mógł już nigdy być odtworzony. Dla wsi polskiej na pewno (w latach 70.
rzeczywiście przeżywała ona swój najlepszy okres, biorąc pod uwagę cały PRL
i pierwsze dziesięciolecie III RP), dla wielu gałęzi przemysłu i dla wielu regio
nów (ze Śląskiem na czele) także. Tak czy inaczej Gierek otworzył Polskę na
Zachód, wymykał się, chcąc nie chcąc, z realkomunizmu rekompensując Moskwie
te straty demonstrowanym serwilizmem i orderami dla Leonida Breżniewa
(s. 22). Rządy Gierka odznaczały się też stosunkowo łagodnym traktowaniem
16
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
opozycji i Kościoła, mimo że po 1976 r. zaostrzył represje wobec środowisk
kontestujących. Od władzy odszedł bez większych oporów, a po latach twierdził,
że padł ofiarą spisku wewnątrz partii, wspieranego przez Moskwę.
W świadomości społecznej opowieść o Gierku i dekadzie lat 70. jest wy
koślawiana i przykrawana do dzisiejszych wyobrażeń i oczekiwań. Z przeszłości
wybiera się to, co wydaje się ludziom lepsze, od tego, co jest teraz. Mniejsza
0 prawdę rzeczywistą, o prawdę historyczną. Ta świadomość jest składnikiem
prawdy o dzisiejszej Polsce. Chociaż trzeba przyznać, że ludziom o małych
aspiracjach i potrzebach żyło się wówczas lepiej, teraz jest odwrotnie.
W toczącej się dyskusji o historycznym znaczeniu postaci byłego I sekretarza
КС i latach jego rządów ważny jest głos Leszka Moczulskiego, wieloletniego opo
zycjonisty ustroju socjalistycznego, przywódcy Konfederacji Polski Niepodległej,
historyka i publicysty. W 1999 r. powiedział on m.in.: [...] ze wszystkich sekretarzy
КС Gierek w słabszym stopniu realizował podporządkowanie się hegemonii ZSRR
1 dążył do poszerzenia zakresu autonomii Polski wobec Moskwy [...] nie chciał
brutalnej rozprawy ze społeczeństwem. Jedynym cieniem może być 1976 r. [...] na
serio podjął rozbudowę gospodarki. To co zostało zbudowane w latach 70., zostało
potem zmarnowane w stanie wojennym. Mieliśmy więc dobrą jak na tamte warunki
i wyróżniającą się na tle obozu sowieckiego gospodarkę. Pod kierownictwem
Gierka była to dość nowoczesna gospodarka, a w złym systemie szereg mechaniz
mów było trafnie dobranych. Jeśli zaś chodzi o negatywy, to uważam dwa: [...] nie
widział innego rozwiązania, jak bycie satelitą wobec ZSRR. Uważał, że hegemonia
Moskwy jest nie do usunięcia [...] oraz nie próbował bardziej odważnej polityki.
Mógł doprowadzić do bardziej fundamentalnych zmian w systemie gospodarczym,
by nieuchronne odejście od systemu zostało lepiej przygotowane. Nie potrafię
jednak ocenić, na ile sam tego nie chciał, a na ile nie pozwolili mu na to jego
polityczni współpracownicy (cyt. za: Władyka 1999, s. 22).
POSTKOMUNIZM
EGZYSTENCJALNY
W 1996 r. pisarz Edward Redliński w jednym ze swoich wywiadów powie
dział m.in.: Epokowym, historycznym osiągnięciem PRL było coś, co nie udało
się Meksykowi, Pakistanowi oraz Indiom: pokonanie ubóstwa. Podczas siedmio
letniego pobytu w USA spotkałem tylko jednego Polaka, który przybył tam, aby
wydobyć rodzinę z nędzy. Wszystkim innym dobrze się wiodło w Polsce, ale przy
jechali po to, by powodziło się im jeszcze lepiej [...] to paradoksalnie świadczy
na korzyść PRL [...] Sama Polonia w USA dzieli naszą emigrację na trzy fale
historyczne: emigracja chlebowa, emigracja wojenna, emigracja szynkowa [...]
Ilu Polaków w 1996 r. chce przyprawiającego
o nerwicę kapitalizmu, a ilu
opiekuńczego socjalizmu? Ilu pragnie i jednego i drugiego? Jak to pogodzić?
Czy warto? To oddzielny temat [...] Ameryka dzieje się teraz w Polsce, w nas, tyle
że wolniej i mniej widowiskowo [...] (Za... 1996, s. 84).
W 2000 roku opublikowano obszerny raport „Diagnoza społeczna 2000"
- z badań na temat wpływu reform na warunki i jakość życia Polaków. Wzbudził
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
17
6
on wielkie zainteresowanie i oddźwięk w mediach . Zaszokował zwłaszcza skraj
ny pesymizm, z jakim Polacy oceniają swoją sytuację. Na całość transformacji
patrzono przez pryzmat indywidualnych doświadczeń wyniesionych także z czte
rech reform (służby zdrowia, oświaty, emerytur, administracji kraju), które funk
cjonowały od ponad roku. Wśród badanych rodzin - 47,4% stwierdziło, że refor
my nie udały się, a zaledwie 7,7% oceniło je pozytywnie (Nowakowska 2000a,
s. 16). Zadowolenie z sytuacji finansowej własnej rodziny, z poziomu dostęp
nych dóbr i usług, sytuacji w kraju, perspektyw na przyszłość spadło do poziomu
początków dekady, gdy szok po pierwszej reformie Balcerowicza spowodował
dramatyczne załamanie nastrojów.
Nasuwają się nieodparcie pytania o powody najniższego od 1994 r. zado
wolenia społecznego. Wyniki przeprowadzonych badań jednoznacznie wskazały
na przyczyny materialne. Wiosną 2000 r. ponad 45% rodzin zadeklarowało,
że stałe dochody nie wystarczają im na zaspokojenie bieżących potrzeb (Nowa
kowska 2000a, s. 16).
Z „Diagnozy" wynikało, że w 2000 r. Polacy najgorzej oceniali sytuację
finansową własnej rodziny oraz ogólną sytuację w kraju. W szczegółowym oglą
dzie składało się na tę opinię to, że:
- Ponad 20%) rodzin nie opłacało w terminie czynszu, 18%) zalegało z opła
tami za gaz i elektryczność, 10 % miało zaległe spłaty kredytu mieszkaniowego.
- Blisko 30%) nie mogło sobie pozwolić na zaspokojenie potrzeb żywnościo
wych rodziny, w zakresie mięsa, drobiu, owoców i ich przetworów.
- 80%) rodzin nie posiadało żadnych oszczędności. Ci, którzy coś odło
żyli mówili najwyżej o równowartości trzymiesięcznych dochodów. Ponad 58%o
miało długi.
- Ponad 35%> rodzin z braku pieniędzy zrezygnowało w 1999 r. z takich form
uczestnictwa w kulturze jak: kupno gazet, kaset, wyjście do kina.
- Ponad 51%o rodzin z tego samego powodu nie wysłało dzieci na wakacje,
zaś w 64%o rodzin z wypoczynku zrezygnowali dorośli.
Wyniki badań przyniosły także negatywną ocenę reformy służby zdrowia,
zwłaszcza przez emerytów i rencistów (ogółem 29% ankietowanych zrezygno
wało z usług medycznych z braku pieniędzy) oraz reformy oświaty. Nieprzy
chylne opinie pochodziły najczęściej ze wsi. Im więcej dzieci w rodzinie, tym
częstsze niezadowolenie, ponieważ „bezpłatna" nauka kosztowała coraz więcej.
Po tym zestawieniu „Diagnozy" nie dziwi, że na pytanie: kiedy respondento
wi żyło się łatwiej? przeważały odpowiedzi: - przed 1989 r. (53%), podczas gdy
w 1997 r. takie deklaracje składało 45 % badanych (Nowakowska 2000a, s. 17).
Prowadzone stale sondaże, badania socjologiczne, ukazują zjawisko nie
spotykanego w PRL ubóstwa, które niewątpliwie wpływa na ocenę procesów
transformacji i resentyment za czasami komunizmu.
6
Badaniami sondażowymi „Diagnoza społeczna 2000" objęto 3007 gospodarstw domowych.
Były one wspólnym przedsięwzięciem Rady Monitoringu Społecznego i grupy ekspertów finan
sowanym m.in. przez kancelarię premiera. Radzie przewodniczył prof. Janusz Czapiński (Uni
wersytet Warszawski).
18
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
Z badań CBOS wynika, że najzamożniejsi Polacy upatrują przyczyn biedy
w lenistwie, niezaradności życiowej i alkoholizmie. Biedacy natomiast jako
główne przyczyny nędzy wymieniają bezrobocie, niskie emerytury i renty,
chorobę i kalectwo.
Do głównych przyczyn ubóstwa socjologowie społeczni zaliczają: bezrobocie,
zatrzymanie migracji do miast, wielodzietność, choroby, niski poziom edukacji.
Bezrobocie wystąpiło równolegle z procesami restrukturyzacji gospodarki
i od samego ich początku obserwujemy jego wzrost. Jest ono szczególnie dot
kliwe na wsi i w małych miasteczkach, gdzie padły PGR lub lokalne zakłady.
W marcu 2002 r. GUS podał, iż w lutym 2002 r. było w Polsce 3 min 277,9 tys.
bezrobotnych, czyli 18,1% zdolnych do pracy (Informacja, Gazeta Wyborcza
2002, s. 4). Problemy z zatrudnieniem miały nie tylko osoby słabo wykształ
cone, ale też absolwenci wyższych uczelni. Większość badanych najbardziej boi
się utraty pracy. W dawnym województwie suwalskim stopa bezrobocia jest
dwudziestokrotnie wyższa niż w dawnym warszawskim (GUS operuje jeszcze
starym podziałem administracyjnym). Są obszary w kraju, gdzie na jedną ofertę
pracy przypada 300-350 bezrobotnych (Janicki 2000, s. 30).
Zagadnienia związane z bezrobociem, sposoby i środki ekonomiczne po
wstrzymujące jego wzrost czy też przeciwdziałające temu zjawisku są przedmio
tem licznych analiz i opracowań ekonomistów, tak niezależnych, jak i związa
nych z Krajowym Urzędem Pracy, Centrum im. Adama Smitha, Instytutem Badań
nad Gospodarką Rynkową, Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej, które
opracowało „Narodową Strategię Wzrostu Zatrudnienia", przyjętą w I kwartale
2000 r. przez Radę Ministrów (Solska 2000, s. 54).
Po zlikwidowaniu hoteli robotniczych w miastach przybysze ze wsi i małych
miasteczek nie mają się gdzie zatrzymać, aby szukać zajęcia lub pracować. Na
wsi zaś ubywa miejsc pracy. Elżbieta Kryńska, autorka opracowania „Średnio
okresowe i długookresowe prognozy rynku pracy dla Polski", ostrzegała, że
w latach 2006-2010 podaż na rynku pracy najszybciej wzrastać będzie w regio
nach, gdzie już teraz występuje wysoka stopa strukturalnego bezrobocia. Jedno
cześnie sytuacja mieszkaniowa nie pozwoli na przemieszczenie siły roboczej
z regionów zacofanych do szybko się rozwijających (Szczęsny i inni 1998, s. 26).
W rodzinach wielodzietnych nawet wyższa od przeciętnej pensja jednego
z rodziców zmusza rodzinę (np. 2 + 8) do życia na poziomie poniżej granicy mini
mum socjalnego. W ubóstwie żyje ponad 70% tego typu rodzin.
Z badań Elżbiety Tarkowskiej wynika, że wielodzietności towarzyszy syn
drom ubóstwa jako zjawiska w skali całego kraju. Istnieje ścisła zależność między
biedą a liczbą dzieci. Im więcej dzieci, tym większa bieda. Jest więc ona nadreprezentowana na przykład w koszalińskiem, w regionie upadłych PGR-ów. Jest
ona generalnie obecna na terenach nazywanych umownie Polską B. Istnieje tak
że przekonanie, podzielane m.in. przez pracowników służby zdrowia i opieki
społecznej, o tym, iż wielodzietność jest cechą dziedziczną - przechodzi z po
kolenia rodziców na dzieci. Prawdopodobnie wychowanie w rodzinach wielo
dzietnych uczy dzieci, że należy mieć dużo potomstwa; działa tu więc jakiś
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
19
mechanizm socjalizacyjny, chociaż nie każda wielodzietność jest synonimem
ubóstwa (zasada ta nie występuje np. w Małopolsce); (Co... 2000, s.19).
W Polsce żyje 5 min osób niepełnosprawnych. Za większość usług medycz
nych trzeba płacić. Często choroba w rodzinie oznacza jej finansową katastrofę.
38% Polaków ma wykształcenie ponadpodstawowe. Pozostałym (62%) trudno
się poruszać na nowym rynku pracy (Informacja, Polityka 1999, s. 8).
Zakres i charakter obecnej biedy w Polsce sprawiają, że jest ona istotnym
tematem badawczym, tak z poznawczego, jak i praktycznego punktu widzenia.
W badaniach prowadzonych od kilku lat w Instytucie Filozofii i Socjologii
PAN podejmowano m.in. kwestię odrębności ubóstwa poszczególnych grup de
mograficznych, w tym młodzieży, trudności edukacyjnych młodzieży z biednych
rodzin, w tym rodzin dawnych pracowników PGR. Najpełniej problem biedy
został przeanalizowany w badaniach: „Historia biedy - dwa studia przypadków",
stanowiących fragment międzynarodowego programu „Poverty, Ethnicity and
Gender in Transitional Societies", kierowanego przez Ivana Szelenyi'ego z Yale
University. Polską część badań przeprowadzono w latach 1999-2000; miały one
charakter monograficznej analizy społeczności dotkniętej ubóstwem.
Autorzy zbiorowego opracowania pt. Zrozumieć biednego. O dawnej i obec
nej biedzie w Polsce, przygotowanego pod red. E. Tarkowskiej (Warszawa 2000),
podejmują problemy dotyczące źródeł obecnej biedy, związane z jednej strony
z zachodzącymi właśnie przemianami, z drugiej - mocno zakorzenione w prze
szłości. Zajmują się zróżnicowaniem obecnej biedy pod względem ekonomicz
nym, demograficznym, społecznym i kulturowym. Analizują rolę czynników kul
turowych w mechanizmach trwania i odtwarzania się ubóstwa w obrębie rodzin,
a także w strategiach radzenia sobie z tego rodzaju trudnościami. Starają się usta
lić, czym jest bieda w bezpośrednim doświadczeniu jednostek - kobiet i męż
czyzn, dzieci i ludzi starych.
Z tych studiów wyłoniło się pewne kontinuum: na jednym krańcu płytka
bieda ludzi dotkniętych krótkotrwałym bezrobociem, którzy szukają nowych
sposobów zarabiania na życie i wierzą w korzystną odmianę losu, na drugim
- chroniczne ubóstwo, trwała zależność od instytucji pomocy społecznej, brak
perspektyw i aspiracji.
Modelową reprezentację drugiego bieguna stanowią rodziny byłych pracow
ników PGR-ów. Zdaniem badaczy, właśnie tam kształtuje się polska odmiana
underclass, podklasy - środowiska dziedziczącego biedę z pokolenia na pokole
nie, zdegradowanego cywilizacyjnie, trwale wykluczonego z życia szerszej spo
łeczności (Nowakowska 2000b, s. 94).
Przyczyną obecnej biedy stała się likwidacja PGR-ów. Z dziejów badanych
rodzin wynika jednak, że dotkliwe ubóstwo było także udziałem wcześniejszych
pokoleń. Okruchy pamięci o przodkach - robotnikach folwarcznych i wiejskich
wyrobnikach - mówią o zabiegach o przetrwanie nędzy okresu międzywojen
nego. Najstarsze pokolenie badanych osobiście doświadczyło powojennej biedy.
PGR-y okazały się jedynym miejscem, do którego można było od niej uciec
- Ziemią Obiecaną dla ludzi bez atutów, nie posiadających żadnej własności,
20
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
kwalifikacji zawodowych ani aspiracji awansu. Tu czekało minimum stabilizacji
w postaci mieszkania i pracy, wprawdzie nisko płatnej, ale gwarantującej osłonę
socjalną w formie rozmaitych deputatów: mleka dla dzieci, ziemniaków na zimę,
taniej paszy dla przydomowej hodowli (Nowakowska 2000b, s. 94). Opiekuńczy
PGR organizował życie, a zarazem „konserwował" tradycyjne obyczaje, nawy
ki, niski pułap aspiracji. Dzieci w rodzinach byłych robotników PGR kończą
edukację na szkole podstawowej albo wcześniej i podejmują pracę w PGR (przed
wojną „chodziły po ludziach, żeby zarobić", a po likwidacji PGR-ów „szły na
kuroniówkę"). Rodzina żyje z dnia na dzień, pasywnie, nie oszczędza i nie inwe
stuje w przyszłość dzieci. Po likwidacji PGR-ów i wyczerpaniu się kuroniówek
„przeżywanie" stało się wegetacją na łasce opieki społecznej. Gdy zabrakło opie
kuńczego pracodawcy, okazało się, że problemem jest nie tylko brak dochodów
z pracy, ale również brak samodzielności życiowej, niegospodarność, pasywność,
życie z dnia na dzień. Przekształcanie postaw, zachowań i aspiracji ludzi
żyjących w opisywanych warunkach może dać tylko wykształcenie. Kształcenie
dzieci jest zatem, według socjologów, jedyną drogą wyjścia z błędnego koła
dziedziczonej biedy (Nowakowska 2000b, s. 94).
Badacze wskazują nie tylko na niebezpieczeństwo utrwalania się w niektórych
grupach społecznych biedy jako stanu chronicznego, ale i na niebezpieczeństwo
swoistego „dziedziczenia" bezrobocia i innych negatywnych zjawisk z tym zwią
zanych. Niebezpieczeństwo to jest obecnie w Polsce pochodną „dziedziczenia"
niskiego poziomu wykształcenia. Z analiz statystycznych wyłania się obraz
biedy jako stanu przedłużającego się lub chronicznego, przede wszystkim w ro
dzinach żyjących na wsi. W szczególnie trudnej sytuacji są rodziny byłych
pracowników dawnych PGR-ów. Dostrzega się wśród nich zjawisko bezrobocia
„rodzinnego" (np. gdy wszystkie osoby dorosłe w rodzinie pozostają bez pracy)
lub „dziedziczonego" (gdy bezrobotni są nie tylko byli pracownicy dawnych
PGR-ów, ale także ich dorosłe już dzieci).
POSTKOMUNIZM W PROCESACH TRANSFORMACJI
Postawy i działania postkomunistyczne w zachodzących obecnie procesach
transformacji nie stały się, jak dotąd, przedmiotem odrębnych, metodycznych
studiów. Można o nich jednak wnioskować na podstawie wyników analiz socjo
logicznych dotyczących zachowań ekonomicznych i społecznych w ostatniej
dekadzie (Por. np. Jak... 2000; Zmiany... 1999). Podkreślają one rozwarstwienie
w wymiarze zamożności, jakie nigdy nie występowało w takim stopniu w PRL
(Jak... 2000) oraz rozchodzenie się biegunów hierarchii społecznej .
7
7
Proces ten obrazowo wyjaśnia socjolog, profesor Henryk Domański: jeśli na jednym bie
gunie wyobrazimy sobie takie kategorie jak inteligencja i wyższe kadry kierownicze, dodajmy
do tego jeszcze właścicieli firm, a na przeciwległym biegunie ulokujemy chłopów i robotników, to
spostrzeżemy, że tak zbudowana hierarchia rozwarstwia się. Rozchodzi się w górę i w dół poziom
zamożności mierzony wielkością dochodów. W latach 90. nastąpił wręcz skokowy wzrost tej
rozpiętości. Wzięło się to z odmiennego mechanizmu wynagradzania łączącego
wykształcenie
i złożoność wykonywanego zawodu z zarobkami (Co... 2000, s. 18).
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
21
Jednym z najsilniejszych związków wynikania, jakie ukształtowały się w mi
nionej dekadzie jest zależność między wykształceniem a pozycją społeczną, mie
rzoną wysokością zarobków, trwałością zatrudnienia i perspektywami awansu .
W 1999 r. ukazało się socjologiczne opracowanie pt. Zmiany w życiu Pola
ków w gospodarce rynkowej (Warszawa 1999), przygotowane pod redakcją Lidii
Beskid, zawierające studia dotyczące zachowań różnych grup społecznych w ob
liczu transformacji gospodarczej. Sporządzono je na podstawie analizy wyników
wielu prac badawczych wykonanych w ostatniej dekadzie, których przedmiotem
było rejestrowanie nowego rozwarstwienia materialnego oraz subiektywnie
postrzeganego bogactwa i ubóstwa. W rezultacie ukazano społeczny obraz współ
czesnych Polaków, na który składają się trzy grupy o zbliżonej liczebności.
Pierwszą z nich stanowią ludzie sukcesu - wygrani w procesie transforma
cji. Są relatywnie młodzi, wykształceni, osiągają najwyższe dochody. Od nich
zależy dynamika zmian gospodarczych. Na przeciwległym biegunie znajduje
się liczebnie podobna grupa - ludzi przegranych, pasywnych i zniechęconych.
Są relatywnie starsi i słabo wykształceni. Co druga z tych osób wypadła z ryn
kowej gry o sukces, są to emeryci, renciści i bezrobotni. Ich dochody są niskie,
aż 26% spośród nich twierdzi, że żyje w trwałym ubóstwie. Transformację ustro
jową postrzegają jako zmiany na gorsze. Biernie oczekują od państwa zabez
pieczenia socjalnego.
Pozostała (1/3) część społeczeństwa usytuowana jest między tymi biegunami.
Grupa ta skupia różnych ludzi „skołowanych", nie umiejących odnaleźć się
w nowej rzeczywistości gospodarczej. Tworzą j ą z jednej strony zawiedzeni
indywidualiści, z drugiej - uzależnieni kolektywiści .
Wyniki niektórych polskich badań zestawiono z efektami analogicznych prac
przeprowadzonych w Czechach, byłej NRD, na Węgrzech i Słowacji. W rezulta
cie tej konfrontacji okazało się, że w Polsce nastąpiła największa polaryzacja
warunków życia - transformacja gospodarki miała najsilniejszy wpływ na
społeczne zróżnicowanie dochodów. Ubogich (o dochodach na poziomie 50%
średnich i poniżej) jest u nas kilkakrotnie więcej niż w pozostałych krajach.
Bogatych (200%) średniej i powyżej) mamy tyle samo, co Czechy i Węgry,
a więcej niż Słowacja i Niemcy Wschodnie.
Obiektywne informacje statystyczne pokrywają się z odczuciami subiektyw
nymi. Znacznie więcej Polaków, niż obywateli krajów sąsiednich, ocenia zmiany
8
9
8
Blisko 90% badanych Polaków podziela opinię, że najlepszą inwestycją jest dobra szkoła
dla dziecka. Równocześnie 96% uważa, że zarobki winny być zróżnicowane w zależności od
poziomu wykształcenia (Nowakowska 1999, s. 82).
Ewa Nowakowska napisała w Polityce, że socjologowie zrelacjonowali różne reakcje
gospodarstw domowych na zmieniającą się sytuację ekonomiczną. Nakreślili m.in. aktywną „stra
tegię lisa" polegającą na podejmowaniu prac dodatkowych, wytwarzaniu czegoś na sprzedaż,
zaciąganiu kredytów na rozruch własnej firmy. Opisali też pasywną „strategię jeża" sprowadzają
cą się do ograniczania wydatków, rezygnacji z różnych dóbr, usług i uczestnictwa w kulturze,
a w jej skrajnej postaci wyprzedaży przedmiotów domowych, zaciąganiu pożyczek lombardo
wych, korzystaniu z zasiłków pomocy społecznej (Nowakowska 1999, s. 82).
9
22
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
ustrojowe w sposób skrajny: jako przyczynę własnej klęski życiowej lub otwar
cie drogi do indywidualnego sukcesu. Na pierwszym z tych biegunów dominują
bezrobotni i rolnicy. Drugi skupia relatywnie najwięcej osób wykształconych.
Socjologowie bardzo ostrożnie formułują tezę o nieodwracalnym charakterze
dokonanych zmian. W tezie tej należy bowiem odnieść się do dwóch aspektów:
ludzi i struktur (instytucji, hierarchii i organizacji życia publicznego), w których
jednostki funkcjonują. Takie stanowisko jest ze wszech miar uzasadnione w obec
nej rzeczywistości społecznej. Potwierdzają to wahania nastrojów i postaw
społecznych wobec bieżących wydarzeń, rejestrowane przez dziennikarzy, pu
blicystów i badania opinii publicznej.
Inną sprawą jest stosunek ludzi do zmian. Z badań wynika, że są oni skłonni
akceptować pojawiające się nierówności społeczne, jeśli równocześnie zagwa
rantowana jest równość szans w dostępie do wykształcenia, równość startu
w karierze zawodowej oraz wynagradzanie proporcjonalne do specjalistycznych
kwalifikacji. Po ponad dziesięciu latach realizowania w Polsce tych trzech
fundamentalnych haseł zachodniego liberalizmu jedno jest pewne (tak wynika
z badań): masowy awans społeczny, równość szans i walka z nierównymi warun
kami życia nie stały się ani wizytówką, ani magnesem przyciągającym ludzi do
nowego ustroju (Co... 2000, s. 19).
Próbom odejścia od rzeczywistości PRL towarzyszy dość duże niezadowole
nie ze zmian. Nie jest ono jednak równoznaczne z pragnieniem powrotu do PRL.
Jednym z wniosków wynikających z analiz socjologicznych jest to, że akcep
tując konieczność zasadniczej przebudowy w systemie politycznym i ekonomii
(przekonanie, że „warto było zmieniać ustrój" wyraziło w 1999 r. 67% badanych
przez CBOP) można być niezadowolonym ze zmian. Bezrobocie, zjawiska
korupcji, zagrożenie bezpieczeństwa życia codziennego i niejasność reguł są
najczęstszymi przyczynami frustracji. Niezadowolenie wzbudzają te zjawiska,
które są nieuchronnymi konsekwencjami zmian aprobowanych przez dwie trze
cie ludności. Źródłem niezadowolenia nie jest więc brak, ale powodzenie trans
formacji. Nie oznacza to odrzucenia kapitalizmu, do którego wymogów Polacy
zdają się coraz lepiej dostosowywać, ale nie zawsze czynią to z entuzjazmem.
Można postawić hipotezę, że na poziomie realnych zachowań i strategii dosto
sowawczych Polacy radzą sobie lepiej z rynkiem, niż z demokracją. Bolesne kon
sekwencje rynku krytykują, a zarazem uczestniczą w nim przez swoje zachowania.
W polityce jest poniekąd odwrotnie: demokracja jako hasło zdaje się nie wzbudzać
zastrzeżeń, ale zarazem poziom realnego uczestnictwa w niej jest niski.
Fenomen jednoczesnego niezadowolenia i behawioralnej akceptacji ma inte
resujący aspekt. Analizy wykazały, że protest w ostatnich latach stracił w Polsce
charakter „antysystemowy", co znaczy, że niezadowolenie jest już do pewnego
stopnia „włączone w system". W dzisiejszej Polsce mało kto dokonuje bilansu
zysków i strat w kategoriach zmiany ustroju politycznego (Co... 2000, s. 19; Jak...
2000). Taka konstatacja nie zmienia faktu, iż w zakładach pracy w całym kraju
wciąż mają miejsce zwolnienia grupowe, zapowiadane są dalsze. Coraz mniej
osób ma prawo do zasiłków, zresztą są one żenująco niskie (300-400 zł.). Różne
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
23
kręgi społeczne zaczęły ostatnio ponownie wiele mówić o dwóch Polskach,
0 pogłębiających się podziałach ekonomicznych, niemożliwych do złagodzenia
w przewidywalnej przyszłości. Niektórzy publicyści (np. Marcin Król) dopusz
czają nawet możliwość wybuchu społecznej, być może krwawej, rewolty. Nie
ustannie polepszający się byt mniejszości, wygranej w procesie transformacji,
ujawnia przez kontrast niedostatki większości. Po kompromitacji idei państwa
opiekuńczego już nie próbuje się na nowo zdefiniować roli państwa w niwelo
waniu nierówności. Dyskusja zamarła, tak jakby została uznana za niesłuszną,
ideologicznie przestarzałą. Chociaż problem się nie zestarzał, ubóstwo i bez
robocie wzrasta (Janicki 2000, s. 30-31).
Elity w tej sytuacji tworzą - zresztą dobrze psychologicznie umotywowane
- pewne stałe schematy myślowe. Zgodnie z nimi, emeryci na przykład mają się
zupełnie nieźle; praca jest, tylko trzeba być bardziej mobilnym. Do pewnych
ofert nie można znaleźć chętnych, a więc bezrobocie nie jest znowu takie duże,
ludzie „kombinują na czarno", rolnicy też przesadzają w protestach, przecież
1 tak tyle do nich dokładamy itd.
Jeśli wziąć pod uwagę rzeczywisty, przygnębiająco niski poziom życia eme
rytów, rolników, pracowników sezonowych - to widać, o jak różne, nieprzy
stające światy tu chodzi. Współczucie dla niższych warstw jest czasami po
strzegane wręcz jako godne pogardy dziwactwo, specyficzne złamanie klasowej
solidarności zamożnych.
Mitem nie wytrzymującym konfrontacji z faktami jest twierdzenie, iż rośnie
akceptacja społeczna (Janicki 2000, s. 32) dla nierówności dochodowych jako
ustrojowej konieczności. W 1997 r. 48% respondentów badań opinii publicznej
(CBOS) zgadzało się z opinią, że nierówności dochodów są niezbędne dla postępu
gospodarczego. W 1999 r. już tylko 32%. Na pytanie, czy badany akceptuje
zasadę, iż energiczni przedsiębiorcy muszą dobrze zarabiać dla dobra gospodarki,
„tak" w 1997 r. odpowiedziało 73%, a dwa lata później już tylko 58%.
W ciągu ostatnich trzech lat średnio o 10%> wzrosła (i tak już ogromna) liczba
osób uważających, że „różnice zarobków w Polsce są zbyt duże", a także takich,
które sądzą, że „obowiązkiem rządu powinno być zmniejszenie różnic pomiędzy
dobrze i źle zarabiającymi" (Janicki 2000, s. 32). Nie powinno więc dziwić, że
prawie 40%o Polaków twierdzi, że za PRL było lepiej i tyleż uważa, iż kapitalizm
nie jest optymalnym systemem dla naszego kraju. Charakterystyczne, że wśród
zwolenników egalitaryzmu jest niemal tyle samo ludzi o poglądach prawicowych,
jak i lewicowych, co świadczy o tym, że nie chodzi tu o ideologię i resentymenty, ale o miejsce na drabinie społecznej.
POSTKOMUNIZM R U S T Y K A L N Y
Z badań, sondaży i obserwacji wiejskiej rzeczywistości wynika, że wśród śro
dowisk najbardziej dotkniętych kosztami obecnych przekształceń ustrojowych
jest bezsprzecznie polska wieś. Tu mieszka najwięcej ludzi będących z różnych
powodów ofiarami zachodzących przeobrażeń. Wiele rodzin cierpi tu ogromny
24
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
niedostatek. Ze statystyk samobójstw można sądzić, że bieda na wsi dla wielu
osób staje się ciężarem nie do udźwignięcia. Dlatego też nie dziwią wyniki
badań stwierdzające, że właśnie wśród chłopów najliczniej występują postawy
i tęsknoty za obalonym systemem komunistycznym.
Elżbieta Cichocka napisała: Żadna dziedzina życia nie obrosła tak w mity,
mistyfikacje i demagogię jak rolnictwo. Narzekanie na ciężkie czasy zdaje się być
zawarte w genach polskiego rolnika i są po temu uzasadnienia. Przez całe lata,
desperacko opierając się kolektywizacji, nauczył się ukrywać swoje prawdziwe
dochody. To, co się dzisiaj udaje wyszarpać od państwa, traktuje jak swego
rodzaju rewindykację (Cichocka 1998, s. 17). Postawa taka jest charakterystyczna
dla wszystkich chłopów. Przy czym niemal każdy z nich gotów jest powiedzieć
z pełnym przekonaniem, że niczego od państwa nie dostaje .
Nikt naprawdę nie wie, ile zarabia rolnik, ani z czego żyje. W Polsce prak
tycznie brak jest wiarygodnych danych o dochodach rolników i kosztach produk
cji, zróżnicowanych regionalnie i wg rodzajów produkcji, co wyklucza nawet
potencjalną możliwość oceny stopnia ich wyrównywania - napisali autorzy przyję
tej przez rząd w kwietniu 1998 r. „Średniookresowej strategii rozwoju rolnictwa".
Według badań socjologicznych, sytuacja chłopów, mierzona ich dochodami,
jest zła. Przy tym jednak dochody chłopskie nie są dobrze porównywalne z do
chodami innych, szczególnie miejskich grup. Jeżeli już je porównywać, to
w stosunku do średniej krajowej. W tym zestawieniu sytuacja chłopów i robotni
ków rolnych pogorszyła się i nie ulega poprawie. Jeśli natomiast charakteryzujemy
pozycję chłopów przez posiadanie dóbr materialnych, to lokują się oni znacznie
wyżej, nie ustępując robotnikom wykwalifikowanym. Na przykład 49% właś
cicieli gospodarstw rolnych ma samochody, przy średniej dla Polski wynoszącej
53%. Są oni też często właścicielami domów, a średnia powierzchnia mieszkalna
przypadająca na członka rodziny jest wyższa niż w mieście. Nie zmienia to
jednak faktu, że dochody przeciętnego gospodarstwa są coraz niższe, a chłopi
jako warstwa społeczna mają powody, by odczuwać dyskomfort.
W latach 80. wśród chłopów odsetek ludności czynnej zawodowo kształtował
się na poziomie 19%, w latach 90. spadł on gwałtownie do 10-11%). Część osób
zajęła się biznesem, zakładając firmy i działając na własny rachunek. To są ci
- w sumie kilka procent - którzy z nowych możliwości skorzystali. Część jednak
- głównie chłoporobotnicy - powiększyła szeregi bezrobotnych. Zdecydowaną
większość spośród tych 11% stanowią ciągle właściciele niewielkich, kilku
hektarowych gospodarstw. Warstwa prawdziwych farmerów, w zachodnim stylu,
mimo że rośnie, pozostaje w zdecydowanej mniejszości (Co... 2000, s. 18).
Rolnictwo - pisał Edmund Mokrzycki - jest jedynym wielkim działem gospo
darki, w którym od czasów realnego socjalizmu nie nastąpiły żadne istotne zmia10
1 0
Kategoriami rewindykacji rozumował Artur Balazs, minister rolnictwa w rządzie Tadeusza
Mazowieckiego, kiedy forsował nowy system emerytur dla rolników. Józef Slisz, chłopski sena
tor z tamtego okresu, przekonywał wówczas, że taki system emerytalny jest wyrazem sprawiedli
wości dziejowej. Pani dostała za darmo mieszkanie od państwa, a rolnicy przez całe lata musieli
realizować obowiązkowe dostawy - argumentował (Cichocka 1998, s. 18).
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
25
ny jeżeli nie liczyć upadku najbardziej deficytowych gospodarstw państwowych
i pseudospółdzielczych.
Proces przekształcania
się gospodarki
chłopskiej
w gospodarkę towarową nie uległ przyspieszeniu i jest jak dawniej niewidoczny
w perspektywie jednego pokolenia. Koncentracja własności ziemskiej jest ciągle
zjawiskiem śladowym. Polityka rolna państwa zamyka całą klasę chłopską
w cywilizacyjnej niszy. Daje wszystkim, jak w czasach PRL, szansę przeżycia
i pozbawia wszystkich szansy na rozwój (Mokrzycki 1997, s. 13).
W socjologii zachodniej karierę zrobiło pojęcie underclass ('podklasa'). Naj
istotniejszą cechą podklasy jest to, że niejako nie mieści się w strukturze danego
społeczeństwa; jest jak gdyby sprzeczna z nią, nie pasuje do jej logiki określonej
przez społeczny podział pracy. Jest to klasa ludzi zbędnych, których system nie
potrzebuje. Ludzie z podklasy są rażąco biedni, żyją na społecznym marginesie,
z zasiłków, a czasem i z tego, „co im wpadnie w ręce". Ich ubóstwo nie jest
chwilowym, złym darem okoliczności życiowych, lecz cechą systemowo repro
dukowaną. Przechodzi w sposób naturalny z pokolenia na pokolenie, jak rzecz
niezbywalna, odporna na różne programy naprawcze (affirmative actions).
W tym właśnie kierunku zmierza znaczna część polskich chłopów, choć jest
to sprzeczne z chłopską tradycją, ideologią bycia „na swoim" i pogardą dla
„dziadowania" (Mokrzycki 1997, s. 12).
Andrzej Koraszewski, znakomity znawca społecznych problemów polskiej
wsi, już w połowie lat 90. alarmował w paryskiej Kulturze (styczeń-luty 1996,
artykuł „Ludzie zbędni na swoim"), że „podklasa" wkracza na polską wieś za
sprawą błędnej polityki państwa, pojmującego swoją powinność względem wsi
zgodnie z najgorszymi wzorami państwa opiekuńczego. Państwo, przekazując
ogromne sumy na rzecz wsi, w rezultacie hamuje jej rozwój, zamiast go sty
mulować, a system zasiłków powoduje powszechną demoralizację i wpycha
uboższą część ludności wiejskiej jeszcze głębiej w stan apatii i inercji.
Z analizy zachodnich programów wyciągania z biedy na drodze zasiłków
adresowanych do całych warstw społecznych wynika, że warstwy w ten spo
sób wspomagane nie wychodzą z biedy Przeciwnie, następuje nieodwracalna
degradacja ich tkanki społecznej, uruchamiają się mechanizmy samoczynnej
reprodukcji nieszczęścia, a subkultura zależności i przestępczości, przeka
zywana z pokolenia na pokolenie, staje się trwałym atrybutem warstwy i nie
zbywalnym elementem życia społecznego kraju. Wyciągnięta na ślepo ręka
państwa, zamiast zamierzonej pomocy w rezultacie daje zależność, bezradność
i demoralizację.
Koraszewski, biorąc za podstawę gospodarstwa mniejsze niż 5 ha ziemi
ornej, oszacował liczbę kandydatów do wiejskiej podklasy na 5-6 min ludzi. To
w tych właśnie gospodarstwach, tradycyjnie niewydajnych, zaobserwowano
na początku lat 90. zanik praktycznie wszelkich oznak gospodarki towarowej.
Obecna polityka rolna jest ze swej istoty polityką z tamtych czasów, realizo
waną nieco odmiennymi - „rynkowymi", środkami. Jest to polityka łagodząca
symptomy społecznego i ekonomicznego zacofania wsi, ale całkowicie bezradna
wobec jego przyczyn. W jej wyniku chroniczna bieda wiejska z socjalistycznego
26
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
rozdzielnika przemienia się w chroniczną biedę wiejską z „kapitalistycznych"
dopłat, zasiłków i ceł zaporowych. Samo jej źródło pozostaje natomiast nietknięte.
Obrany sposób „ochrony" chłopskich interesów jest nierealny i nieskuteczny.
Nierealny, ponieważ społeczny koszt podtrzymywania przez państwo „opłacal
ności" produkcji rolnej jest u nas wielokrotnie wyższy niż w Europie Zachod
niej. Decyduje o tym: duża liczebność ludności rolniczej, niska wydajność jej
pracy i dominacja wydatków na żywność w strukturze spożycia ludności miej
skiej (charakterystyczna cecha biednego kraju). Nieskuteczny, ponieważ przenosi
w dzisiejsze czasy i instytucjonalizuje w innych warunkach ustrojowych ekono
miczne anachronizmy gospodarki chłopskiej, czego efektem jest społeczne poni
żenie chłopów jako klasy.
Trudno wyrokować, czy i jaka część polskich chłopów zejdzie ostatecznie do
poziomu „podklasy". Należy się jednak obawiać o los jeszcze szerszej kategorii
osób niż ta, o której pisał Koraszewski. Zgodne szacunki ekspertów mówią, że
ok. 30 proc. polskich gospodarstw rolnych ma szanse utrzymania się w otwartej
konkurencji z rolnictwem zachodnim.
Chłopi płacą najwyższą cenę za normalizację - cenę społeczno-ekonomicznej marginalizacji. Wyjście z tego zaułka zapewni im jedynie mechanizm
selektywnego rozwoju. Oczywiście, daje on lepsze szanse tym, którzy „i tak są
bardziej konkurencyjni", ale jest też jedynym realnym sposobem na stworzenie
cywilizowanych miejsc pracy dla tych, którzy konkurencyjni nie są - również
na pozarolniczym rynku pracy. Przed działaniem tego mechanizmu - po
wszechnego w krajach rozwiniętych - bronią chłopów (zgodnie z ich życze
niem) kolejne rządzące koalicje. Demokracja polega na wyrażaniu i uzgadnia
niu partykularnych interesów, sprzyja więc stabilizacji istniejącej struktury,
a nie jej radykalnym przeobrażeniom. Szansa polskich chłopów na wyjście
z cywilizacyjnej niszy, w której tkwią nie z własnej winy, polega na tym, że
polityczna obrona ich obecnych, klasowych, interesów okaże się w dłuższej
perspektywie nieskuteczna.
*
Obecnie, w środkach masowego przekazu - tak powszechne w pierwszych
latach nowego ustroju - intelektualne wypowiedzi i dyskusje o postkomunizmie wyraźnie ustępują miejsce innym aktualnym problemom, w tym zwłaszcza
globalizacji, terroryzmowi czy Unii Europejskiej. Z punktu widzenia nauko
wego poznania pozostaje natomiast nadal frapujący problem postkomunizmu.
Czeka on na swoją szczegółową analizę etnologiczno-antropologiczną, w której
wzięto by pod uwagę każdy z jego elementów składowych, rozpatrzono je
w szerokim kontekście wszelkich uwarunkowań, zdiagnozowano i wręcz mo
nograficznie opisano.
POSTKOMUNIZM. IDEOWE I SPOŁECZNE PŁASZCZYZNY DIALOGU
27
LITERATURA CYTOWANA
B a l i c k a M . 1999, Droga robota, Polityka, nr 48, 27.09, s. 62.
B o r u c R. 1998, Spadkobiercy PRL, Wprost, nr 29, 19.07, s. 40-41.
Changing Rules... 1997, Changing Rules .Polish Political and Economic Transformation in Com
parative Perspective, L.T. Holmes, W. Roszkowski (red.), Warszawa.
C i c h o c k a E. 1998, Żniwa na torach, Gazeta Wyborcza, 29-30.08, s. 17-18.
Co... 2000, Co się z nami dzieje (rozmowa Z. Żbikowskiego z profesorem H. Domańskim), Życie
(Wołka), 12-13.02, s. 18-19.
Czerwony... 1999, Czerwony kod (rozmowa Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego z profesorem
Alainem Besancon, francuskim historykiem), Polityka, nr 49, 4.12, s. 34-35.
D z i a d u l J. 1999, Sąd historii, Po//(vb, nr47, 20.09, s. 24-26.
D z i ę g i e l L. 1996, Swoboda na smyczy. Wspomnienia 1946-1956, Kraków.
- 1998, Paradise in a Concrete Cage. Daily Life in Communist Poland. An Ethnologist's
View, Kraków.
Informacja 1996a, Wprost, nr 32, 11.08, s. 9.
- 1996b, Wprost, nr 44, 3.11, s. 9.
- 1999, Polityka, nr 41, 9.10, s. 8.
- 2Ш, Polityka, nr 50, 9.12, s. 112.
- 2002, Gazeta Wyborcza. Dodatek Gospodarka, 22.03, s. 4.
Jak... 2000, Jak żyją Polacy, H. Domański, A. Ostrowska, A. Rychard (red.), Warszawa.
J a n i c k i M . 2000, Biedaszyb, Polityka, nr 29, 15.07, s. 30-32.
K o f m a n L , R o s z k o w s k i W. 1999, Transformacja i postkomunizm, Warszawa -Białystok.
K o r z e n i e w s k a K. 2002, Biedni (i) emeryci: o ekonomicznej zależności biednych rodzin od
pomocy z zewnątrz i o „underclass po polsku" [w:] Lata tłuste..., s. 141-160.
Lata tłuste... 2002, Lata tłuste, lata chude. Spojrzenie na biedę w społecznościach
lokalnych,
A. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.), Warszawa.
K o r a s z e w s k i A. 1996, Ludzie zbędni na swoim, Kultura (paryska): styczeń-luty.
M o k r z y c k i E. 1997, Klasa z przeszłości, Gazeta Wyborcza, 5-6.07, s. 12-13.
N a ł ę c z T. 1998, Widmo Szeli, Wprost, nr 39, 27.09, s. 17.
N o w a k o w s k a E. 1999, Lisy, jeże i inni, Polityka, nr 47, 20.09, s. 82.
- 2000a, Dolna strefa stanów średnich. Kondycja Polaków 2000, Polityka, nr 34, 19.08,
s. 16-17.
- 2000b, Dzieci się sypnęli. Dziesięć lat badań nad polską biedą, Polityka, nr 50, 9.12, s. 94.
Od komunizmu... 1999, Od komunizmu do...? Dokąd zmierza III Rzeczpospolita?, J. Kłoczkowski
(red.), Kraków.
O 1 ej n i к К. i inni 2000, Skazani na bezrobocie, Wprost, nr 11, 12.03, s. 26-30.
Pochwała... 1996, Pochwała rozumu. Pentor dla „Wprost": kim są młodzi Polacy, Wprost, nr 22,
2.06, s. 25-26.
Postcommunism... 2001, Postcommunism and the Theory of Democracy, (R.D. Anderson i inni),
Wstęp G.W. Breslauer, Princeton, Oxford.
S k i d e l s k y R. 1999, Świat po komunizmie: spór o nasze czasy, Kraków-Warszawa.
S o l s k a J. 2000, Goło, niewesoło, Polityka, nr 14, 1.04, s. 54-56.
S t a n i s z k i s J. 1999, Post-communism: the Emerging Enigma, Warszawa.
- 2001, Postkomunizm: próba opisu, Gdańsk.
S u r d y k o w s k i J. 1999, Niewola z wyboru, Wprost, nr 40, 3.10, s. 32-33.
S z c z ę s n y J. i inni 1998, Bomba demograficzna, Wprost, nr 43, 25.10, s. 26-29.
S z c z y p i o r s k i A. 1996a, Nuda Demokracji, Wprost, nr 52, 29.12, s. 97-99.
- 1996b, Pomniczek z błota, Wprost, nr 10, 10.03, s. 85-86.
The Roundtable..., 1996, The Roundtable Talks and the Breakdown of Communism, J. Elster (red.),
Chicago-London.
T a r k o w s k a E. 2000a, Z biedy w przyszłość. Drogi i wybory młodych ludzi, Więź, X L I I I ,
nr 6 (500), s. 95-103.
28
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
- 2000b, Zróżnicowanie biedy: wiek i płeć, [w:] Jak żyją Polacy, H . Domański,
A. Ostrowska, A. Rychard (red.), Warszawa, s. 259-280.
Wiek... 1999, Wiek utopii (rozmowa Bronisława Wieldsteina z profesorem Leszkiem Kołakow
skim), Wprost, nr 45, 7.11, s. 19-21.
W i l c z y ń s k i W. 1997, Socjalistyczny nacjonalizm, Wprost, nr 17, 27.04, s. 54.
- 1998, Pytanie z przeszłości, Wprost, nr 35, 30.08, s. 47.
- 1999, Cena sektora nierynkowego, Wprost, nr 49, 5.12, s. 51.
W ł a d y k a W. 1999, Przeszłość zaklęta, Polityka, nr 47, 20.11, s. 20-22.
Za... 1996, Za szynką (rozmowa z Edwardem Redlińskim), Wprost, nr 10, 10.03, s.84.
Zmiany... 1999, Zmiany w życiu Polaków w gospodarce rynkowej, L . Beskid (red.), Warszawa.
Zrozumieć... 2000, Zrozumieć biednego. O dawnej i obecnej biedzie w Polsce, E. Tarkowska (red.),
Warszawa.
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
POST-COMMUNISM. IDEOLOGICAL AND SOCIAL PLANES OF THE DEBATE
Summary
The terms "post-communism" and "post-communistic" came into common use within differ
ent areas of our language: literary and scientific as well as colloquial language, as soon as the
communist system had collapsed. These terms are applied optionally, in different meanings; most
often they are meant to define ideas, attitudes and activities considered as long lasting relics of
the departed system.
For over ten years the author has been meeting the mentioned terms and concepts while study
ing written and oral texts connected with her subject of research, i.e. the socio-economic transfor
mations in Polish peasant life and culture. Because of the variety of usages and meanings, now the
author aims at introducing some conceptual order. She also wants to present real contexts in which
the notion appears and the socio-economic circumstances of the "discourse on post-communism".
The study is based on press publications and on results of recent sociological surveys.
The article consists of two parts. The first one concerns intellectual consideration of "post-communism". In her research the author has realized how wide is the area where the concept is
applied. A l l the analysed texts range between general philosophical problems of totalitarism,
freedom, democracy, human nature and the presentations of the realities of social life in post-communist countries.
In the second part post-communism is presented on its social plane - the author shows social
attitudes shaped and left by the communist system. The attitudes are ordered according to the
contexts in which they usually appear. Particular contexts are defined by the author as the "so
cial", "sentimental", "existential" or "rustical" post-communism.
Translated by Anna
Kuczyńska-Skrzypek