Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy/ LUD 2010 t.94

Item

Title
Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy/ LUD 2010 t.94
Description
LUD 2010 t.94 s.263-284
Creator
Mroczkowska, Joanna
Date
2010
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5759
Language
pol
Publisher
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6174
Rights
Licencja PIA
Subject
Kirgizja
małżeństwo
porwania kobiet
Type
czas.
Text
Lud, t. 94, 2010

JOANNA MROCZKOWSKA
Instytut Badań Interdyscyplinarnych Artes Liberales
Uniwersytet Warszawski

KIRG ISKIE M AŁŻEŃSTW A PRZEZ PORW ANIE
DO ŚW IA D C ZEN IE CZASU, KO LEK TY W N O ŚC I I PRZEM OCY

Wprowadzenie
Turysta czy podróżnik, planując podróż do danego kraju, sięga przeważnie
po przewodniki i zapoznaje się z podstawowymi informacjami na stronach inter­
netowych. Jeśli zamierza odwiedzić Kirgistan1, napotka zdjęcia gór i opisy ko­
czowniczych tradycji tego kraju. Przewodniki zachęcają do pobytu w jurcie czy
do odbycia górskich wędrówek. Możemy przeczytać informacje o burzliwych
wydarzeniach politycznych, niedawnych rewolucjach i rodowych układach.
Wśród tych wstępnych wiadomości, które prezentuje się potencjalnemu turyście,
są i wzmianki o pewnym zwyczaju przedstawianym diametralnie różnie: jako
ginąca lub odradzająca się tradycja. Jest to - spotykany również w Kazachstanie,
Uzbekistanie, a w nieco odmiennej formie także w Chinach - zwyczaj porywania
kobiet. Udokumentował go Peter Lom w filmie Ala Kachuu: Bride Kidnapping12,
wyświetlanym między innymi w programie Discovery, pokazywanym też w Pol­
sce podczas przeglądu filmowego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka „Prawa
człowieka w filmie”. Stąd właśnie dowiedziałam się o tym zjawisku i o jego
złożoności.
Porywanie kobiet w Kirgistanie służy zdobyciu żony. Zwyczaj ten opisywany
jest przez niektórych jako pewna forma obrzędu weselnego czy gry, przez innych
jako dramat kobiety, przejaw przemocy łamiącej prawa człowieka. Charaktery­
styczne jest natomiast to, że Kirgizi m ówią o nim jako o „tradycji” czy „oby­
czaju”. Współczesne kirgiskie media niejednokrotnie opisują porwania, które są
skądinąd, przynajmniej oficjalnie, potępiane i penalizowane przez państwo.
W niniejszym artykule analizuję pewne aspekty tego kontrowersyjnego zwy­
czaju. Jest on niezwykły ze względu na częstość występowania; ponadto praktyka
ta, choć oceniana negatywnie przez dużą część kobiet, w skali społecznej należy
1 W latach 60. XIX w. tereny dzisiejszego Kirgistanu dostały się pod wpływy, a następnie pano­
wanie rosyjskie, a po rewolucji październikowej weszły w skład Związku Radzieckiego. W 1991 roku
Republika Kirgiska uzyskała niepodległość.
2 Tytuł oznacza, po kirgisku oraz po angielsku, „porwanie panny młodej”.

264

Joanna Mroczkowska

do akceptowalnych zachowań prowadzących do zawarcia małżeństwa. Według
danych Russella Kleinbacha, około połowa wszystkich kirgiskich małżeństw za­
wierana jest poprzez porwanie. Z tych porwań około dwie trzecie następuje bez
zgody dziewczyny (Kleinbach, Salimjanova 2007: 217-233). To wszystko spra­
wia, że porwania są zagadnieniem prowokującym wiele pytań.
Nie podejmuję się całościowej analizy zjawiska, nie mogę też przedstawić wy­
czerpująco zróżnicowanych okoliczności i uwarunkowań porwań w Kirgistanie3.
Staram się natomiast opisać to, co uważam za trzy kluczowe współrzędne porwań:
ich aspekt czasowy, kolektywność oraz przemoc. Terenem moich badań, których
wyniki są podstawą tego opracowania, była północ Kirgistanu: miejscowości Tałas, Czołpon-ata (położona nad jeziorem Issyk-kul) oraz stolica kraju - Biszkek4.
W Republice Kirgiskiej językiem rosyjskim posługuje się do tej pory większa część
ludności. Nawet Kirgizi często lepiej niż kirgiskim władają językiem rosyjskim, co
pozwoliło mi na przeprowadzenie badań właśnie w tym języku5.

Ogólna charakterystyka zjawiska porwań we współczesnym
Kirgistanie

Terminy używane do opisania porwań
Rozmawiając w języku rosyjskim, nigdy nie spotkałam się z określeniem
„porwanie” (ros. pohisenie). Słowo to usłyszałam w trakcie moich badań tylko
raz - podczas rozmowy z pracownikiem fundacji zajmującej się w alką z porwa­
niami. Użyte ono było wtedy jako kalka z artykułów o prawach kobiet, słowo
3 Z braku miejsca oraz dla zachowania klarowności wywodu ograniczę się tutaj do wymienienia
kilku ważnych publikacji dotyczących zjawiska „małżeństw przez porwanie” na tym terenie. Opis tego
zwyczaju oparty na przekazach historycznych znaleźć można w pracy klasyka etnografii kirgiskiej,
S. Abramzona (1990: 245 i n.). L. Handrahan opisuje zjawisko tak z perspektywy historycznej, jak
i współczesnej (Handrahan 2000, 2004). Na szczególną uwagę zasługuje obszerny artykuł C. Werner
(2004), poświęcony analogicznemu fenomenowi na sąsiadujących z terenem moich badań obszarach
południowego Kazachstanu.
4 Badania prowadziłam w czerwcu i lipcu 2005 r. w ramach stażu naukowego, ufundowanego przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu, związanego z projektem badawczym „Współcześni miesz­
kańcy Kirgistanu”. Możliwe były one również dzięki pomocy Fundacji Universitatis Varsoviensis oraz
Koła Naukowego Studentów Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskie­
go. W oparciu o wyniki badań napisałam pod kierunkiem prof. Jerzego S. Wasilewskiego pracę magi­
sterską obronioną w Instytucie Etnologii i Antropologii UW w 2009 r.
5 W czasie rozmów posługiwałam się także ważniejszymi terminami w języku kirgiskim, które
odnotowuję w niniejszym artykule. Wszystkie słowa w oryginale zapisywane cyrylicą - czy to rosyj­
skie, czy kirgiskie - transliteruję przy użyciu międzynarodowej normy ISO 9 (http://www.iso.org/
iso/iso_catalogue/catalogue_tc/catalogue_detail.htm?csnumber=3589). Norma ta została przyjęta jako
Polska Norma PN-ISO 9 obowiązująca od 1 lutego 2000 r.: Transliteracja znaków cyrylickich na znaki
łacińskie. Języki słowiańskie i niesłowiańskie (zob. http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629694).

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

265

z języka oficjalnego. W rozmowach z Kirgizami słyszałam raczej eufemizm
„kraść” (kraza nevestki, u Kirgizov kradut devuśki itp.). Porwania kobiet nazywa
się w języku kirgiskim (kyz) ala kaćuu. Czasownik al- oznacza „brać”, „wziąć”,
na przykład algan to dosłownie „wzięty”, „wzięta”, co również oznacza „mąż”,
„żona”, a wyrażenie kyz al- - „brać dziewczynę” - pokrewne jest naszemu „brać
za żonę”6 (Udahin 1999: 43, 476). W dokładnym tłumaczeniu samo słowo kaćuu
to imiesłów i bezokolicznik pochodzący od słowa kac-, które oznacza „uciekaj”,
„unikaj” (Udahin 1999: 362).
Funkcj onuj ąrów nież wyrażenia takie, j ak alyp kac-, czyli „wziąwszy uciekać”
lub ala kaćty kyl, czyli dosłownie „uciec po zabraniu”. Te wyrażenia w słowniku
kirgisko-rosyjskim tłumaczone są terminem umykał’, który oznacza „porwać na­
rzeczoną w celu zawarcia małżeństwa”, oraz utasit’, oznaczającym między inny­
mi „porwać”, „zabrać”, „zaciągnąć kogoś siłą”, a potocznie - „wykraść” (Udahin
1999: 361).
A zatem wyrażenie ala kaćuu sugeruje: po pierwsze, zabieranie komuś cze­
goś, odebranie własności, po drugie - szybkość i tempo, i po trzecie - oszustwo
i spryt. Mówi ono bardzo dużo o znaczeniach przypisywanych porwaniu i jest
ważne dla zrozumienia tego fenomenu. Słowo „ukraść”, tak popularne (w języku
rosyjskim) dla określenia tego zwyczaju, jest jego uproszczeniem, które zawęża
znaczenie do jednego tylko aspektu - odebrania „własności”, czyli dziewczyny,
jej rodzicom.

Akt uprowadzenia
Porwanie służy zawarciu małżeństwa, jego przebieg jest podporządkowa­
ny głównie celowi, którym jest zdobycie żony, tym samym nie zawsze można
mówić o pewnej stałej „rytualizacji” tej tradycji. Porwaniem może bowiem być
umówione w tym celu spotkanie z dziewczyną i wspólna przejażdżka samocho­
dem do niespodziewających się niczego rodziców przyszłego pana młodego.
Może nim być także zaplanowane przez mężczyznę i jego kolegów uprowadzenie
dziewczyny, na którą w jego domu czeka już przyszła teściowa, nowa rodzina,
a często również mułła (kirg. moldo). Nie można więc mówić o „wersji idealnej”
czy też o scenariuszu porwania, można natomiast spróbować opisać najczęściej
występujące sposoby uprowadzenia i wyodrębnić pewne najczęściej pojawiają­
ce się elementy. Warto zauważyć, że warstwa znaczeniowa „małżeństwa przez
porwanie” jest niejednokrotnie pewnym przeformułowaniem lub zapożyczeniem
z o wiele bogatszych znaczeń obrzędu towarzyszącego małżeństwu bez porwania
(za zgodą rodziców obydwojga oraz samych młodych).

6 Słowo k yz

znaczy: dziewczyna, panna, narzeczona, panna młoda (Udahin 1999: 152, 476).

Joanna Mroczkowska

266

Porwanie, w jego wersji „nieumówionej”, polega na uprowadzeniu dziew­
czyny przez chłopaka - potencjalnego pana młodego. Przeważnie planuje on je
wcześniej, najczęściej z kolegami, ale często również z całą rodziną, która sama
namawia syna, by wreszcie znalazł sobie żonę. Co interesujące, w wielu przypad­
kach osobą, która najbardziej obstaje przy porwaniu, jest matka chłopca, która
sama w przeszłości mogła być ofiarą porwania.
Zazwyczaj inicjatorem jest rodzina, bardzo rzadko chłopak. I przede wszystkim,
zazwyczaj matka. Bo matce zależy, żeby jej obowiązki wykonywała synowa (N.A.,
kob., ok. 351., Biszkek).

W samym akcie uprowadzenia mężczyźnie pom agają najczęściej jego kole­
dzy, rzadziej krewni, a jeszcze rzadziej krewne lub koleżanki. Nie wypada, aby
mężczyzna już żonaty uczestniczył w tym przedsięwzięciu; jest to raczej sprawa
kawalerów. Chociaż zazwyczaj w porwaniu nie biorą udziału dziewczęta, chło­
pak nieraz zabiera swoją kuzynkę czy koleżankę, by podkreślić, że ma dobre,
poważne zamiary, by zmniejszyć strach swej „narzeczonej” lub po prostu - „by
było jej raźniej”. Opowiadano mi również o przypadkach, gdy koleżanka (pory­
wacza lub dziewczyny) pomagała w uprowadzeniu, oszukując potencjalną pannę
młodą, na przykład prosząc ją, by wyszła na chwilę na ulicę.
W ogólnym zarysie porwania opisywane były przez moich rozmówców na­
stępująco: Dziewczyna zostaje porwana najczęściej z ulicy, gdy wraca ze szko­
ły, z zajęć na uczelni albo z pracy. Na ulicy podchodzi do niej kilku młodych
mężczyzn i siłą wciąga do samochodu, którym przyjechali. Równie częste bywa
oszukanie dziewczyny, na przykład propozycją podwiezienia lub umówieniem
się z nią na wspólne odwiedziny u znajomych, które faktycznie okazują się po­
rwaniem. Do uprowadzenia wykorzystuje się samochód chłopaka lub jego kole­
gi, ale nierzadko wynajmuje się w tym celu taksówkę. Należy dodać, że bardzo
często porwanie dokonywane jest pod wpływem alkoholu, co jednak nie oznacza,
że w takim stanie podejmowana była o nim decyzja.

W domu porywacza
Dziewczynę zawozi się do domu rodziców chłopaka lub jego krewnych. Tam
zazwyczaj oczekuje na nią jego rodzina.
Krewne porywacza przekonują dziewczynę, by zgodziła się zostać jego żoną,
a kandydatka na teściową próbuje nałożyć jej na głowę białą chustkę, która jest
znakiem zgody na małżeństwo. O dziewczynie, która pogodzi się z losem i po­
stanowi zostać w domu porywającego, mówi się: „dała sobie założyć chustkę”
(Udahin 1999: 261). Do domu przyszłego męża dziewczyna powinna wejść już
w chustce - w praktyce jednak bardzo często dopiero w domu udaje się nakłonić

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

267

dziewczynę do jej założenia. Kolor chustki ma oznaczać czystość dziewczyny,
sama chustka znamionuje natomiast kobietę zamężną, ale nie tylko - jest bo­
wiem również symbolem szacunku, jaki młodzi obowiązani są okazywać star­
szym. Nierzadko można zaobserwować w miejscach publicznych dwie kobiety
- teściową i synową - z których tylko młodsza nosi chustkę. Nałożenie chustki
oznacza więc również zgodę dziewczyny na podporządkowanie się swojej teś­
ciowej i rodzinie.
Zanim ona przestąpi próg domu swojego narzeczonego, powinna wyjść z domu
teściowa i nałożyć jej chustkę. A potem, zanim panna młoda wejdzie jeszcze, teś­
ciowa wynosi takie topione masło - obowiązkowo tym topionym masłem częstuje
swojąprzyszłą synową. To znak tego, żeby życie było jak masło. Jak masło dobre.
Tak, koniecznie częstuje teściowa tę przyszłą synową topionym masłem i zakłada
jej białą chustkę, właśnie żeby życie było u nich białe, żeby wszystko było w po­
rządku (Ajnagul, kob., ok. 55 1., Tałas).

Każda kobieta kirgiska ma w domu dziesiątki chustek; jest to najbardziej
popularny prezent, jaki można kobiecie podarować przy każdej właściwie oka­
zji7. Jedna z moich rozmówczyń opowiedziała mi, jak ą przywiązuje się do nich
wagę:
Babcie, wiesz, ile mają chustek?! I 100 mogą mieć! Jak starsze babcie umierają,
to w jurcie się te wszystkie chusty kładzie. Jak ma córki, to im się część daje,
po 10 może. A tak to pozostałe się kładzie. Że ona taka była, ta babcia (D.S., kob.,
ok. 301., Tałas).

Wypowiedź ta pokazuje, że chustki stanowią swego rodzaju symboliczną
walutę kobiety. Ich ilość świadczy o tym, „jaka to była kobieta”. Tak jak córki
dziedziczą po matce pewne cechy charakteru czy umiejętności, tak dziedziczyć
m ogą również, po jej śmierci, część tego „kapitału”. Dodać trzeba, że podczas
ceremonii ślubnej goście również ofiarowują pannie młodej chustki. Im liczniej­
sza i bardziej wpływowa jest rodzina oraz im więcej osób zaproszonych jest na
wesele, tym więcej chustek uzbiera panna młoda.
W tym kontekście, nałożenie młodej dziewczynie chustki staje się wyraźnym
znakiem jej wejścia do nowej rodziny. Fakt, że chustka nakładana jest właśnie
przez kobiety z tej rodziny, świadczy, iż przyjmują one dziewczynę do swego
grona. Jest to przejście w zupełnie nowy świat: w świat życia mężatki, w świat
innej rodziny i innych kobiet.
7
Chustki noszone przez kobiety w Kirgistanie bardzo przypominają te spotykane dawniej w pol­
skich wsiach - są kolorowe, z cienkiej lub trochę grubszej tkaniny, nieraz z frędzlami, zwykle z nadru­
kowanymi wzorami, często kwiecistymi na czerwonym tle. W sklepach z pamiątkami sprzedaje się je
jako typowo kirgiskie.

Joanna Mroczkowska

268

Po nałożeniu chustki porwana dziewczyna zasadniczo powinna zostać już
w domu porywacza. Nawet ta, która nie akceptuje zaistniałej sytuacji, ma już
małe możliwości jej zmiany.

Dlaczego porwane zostają?
Porwana dziewczyna, która odejdzie z domu porywacza, przynosi w ielką hań­
bę swojej rodzinie głównie dlatego, że ludzie będą mówić już o niej jako o tej,
która „pobyła z mężem”. Jej szanse na powtórne zamążpójście będą mniejsze. Do
tej pory zdarzają się przypadki, że rodzina, z której pochodzi porwana, nie przyj­
muje jej do siebie z powrotem. Jest to pierwszy powód, dla którego decydują się
one zostać z porywaczem. Kolejny to presja wywierana na dziewczynę przez ro­
dzinę chłopca. Zbierają się wokół niej jego starsze krewne, które zapewniają, że
taki jest właśnie los kobiety, że one doświadczyły kiedyś tego samego. Starają się
też przekonać j ą do małżeństwa, obiecując, że w tym domu będzie jej dobrze8.
„Modelowe” porwanie, według słów moich rozmówców, powinno odbyć się
bez ranienia czy krzywdzenia dziewczyny, ale niekoniecznie zupełnie bez uży­
cia siły. Trzeba jednak podkreślić, że dziewczyna powinna przebywać w domu
potencjalnego pana młodego wyłącznie w towarzystwie kobiet. Relacjonowane
niekiedy przypadki, w których porywający dopuszczali się na dziewczynie gwał­
tu lub okaleczali ją, traktowane są powszechnie jako odstępstwo od normy.
Gdy okazuje się, że krewne chłopaka nie zdołają jej przekonać, do działania
przystępują najstarsi w domu - przeważnie dziadkowie i babki. Stają lub siadają
w progu, m ów ią dziewczynie, że aby wyjść, musi „przejść po nich”. Na progu
kładzie się również chleb, by zniechęcić dziewczynę do wyjścia. Kolejną metodą
jest grożenie rzuceniem klątwy i ewentualne jej wypowiedzenie, jeśli porwana
ucieka. Przeklina się ją, by nigdy nie miała męża, by jej życie było nieszczęśliwe,
by wyszła za alkoholika, by jej dzieci urodziły się kalekie lub by była bezpłodna.
Przekleństwa te traktowane są bardzo poważnie. Nie odchodzi się więc także
ze względu na strach przed możliwymi następstwami. Poniższy cytat pochodzi
z rozmowy, którą przeprowadziłam z m ężczyzną przeciwnym porwaniom.
Potem przychodzą takie staruszki - stare takie, które mają po dziewięćdziesiąt lat,
którym pora już umierać [śmiechy obecnych - J.M.], mówią: „No już, córuś, pój­
dziesz sobie, to źle ci będzie”. To, wiecie, też jest bardzo złe. Ich też nie trzeba
słuchać, tych starych ludzi (Ramisbek, mężcz., ok. 30 1., Tałas).

8
O tym, że podstawowymi powodami, dla których porwane zostają, są presja rodziny i obawa przed
ostracyzmem społecznym, pisali również inni autorzy (Abdulaeva, Arjomand, Tursunov 2004).

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

269

Jego wypowiedzi przysłuchiwały się kobiety, jego krewne, i w tym momencie
jedna z nich skomentowała słowa mężczyzny:
Kirgizka: Tak, my szanujemy.
Kirgiz: Po pierwsze szanujemy, a po drugie boimy się, że to jakiś urok [ros. porća
- J.M.], że to jakieś przekleństwo, że to jakieś rodowe przekleństwo (matka Ramisbeka, kob., ok. 50 1.; Ramisbek, mężcz., ok. 30 1., Tałas).

Mój rozmówca sprowadził dosyć ogólną i abstrakcyjną wypowiedź kobiety
do poziomu namacalnych konsekwencji. Nieuszanowanie staruszek prowadzi do
wymiernych szkód „rodowego przekleństwa”. Jakie są implikacje potraktowania
klątwy rzuconej na odchodzącą dziewczynę właśnie jako przekleństwa rodowe­
go? Oznacza to, że konsekwencje jej czynu ponosi nie tylko ona, ale również ród,
do którego w przyszłości wejdzie. Jej mąż może stać się alkoholikiem. Ród męża
może być narażony na wygaśnięcie z powodu jej bezpłodności. Ciężar zemsty
polega więc na tym, że dziewczyny, na którą nałożono taką klątwę, nikt nie bę­
dzie chciał uczynić swoją żoną.
Powyższa wypowiedź jest cenna również dlatego, że pokazuje, iż za klątwą
musi stać realne przekonanie stron o jej sile. Ten realny strach przed jej konse­
kwencjami należy uwzględniać, rozpatrując problem porwań.
Ale bodaj najważniejszym utrudnieniem dla dziewczyny niechętnej małżeń­
stwu jest ograniczenie czasowe: dziewczyna, która przenocuje w domu pana mło­
dego, uważana jest już przez rodzinę i innych członków społeczności za mężatkę.
Nie ma właściwie znaczenia, czy małżeństwo zawarto (w obecności mułły), czy
też nie. Dziewczyna taka postrzegana jest jako kobieta, która „była już z mężem”;
ucieczka i powrót do domu rodzinnego są wtedy dużo trudniejsze, a przeważnie
niemożliwe. Decydujący jest tym samym dzień, w którym odbyło się porwanie.
Porwana, która nie zgadza się na małżeństwo, ma faktycznie tylko kilka godzin
na opuszczenie domu niedoszłego męża.
Oprócz podjęcia próby ucieczki, jedyną jej szansą jest uzyskanie pomocy ze
strony własnej rodziny. Wedle przyjętego zwyczaju, rodzina chłopca powinna
powiadomić rodziców dziewczyny, że porwano ich córkę. Często czyni to sam
chłopak lub jego krewni, którzy odwiedzają dom rodziców dziewczyny i, pokło­
niwszy się jej ojcu, mówią: „Prosimy o wybaczenie, to my ukradliśmy w aszą
córkę”. Przywożą aćuulasar, czyli „pieniądze ofiarowane rodzicom dziewczyny
dla przebłagania ich gniewu” (K.T., mężcz., 47 1., Bosteri).
Przynoszący wiadomość o porwaniu powinni także dostarczyć list od dziew­
czyny, w którym pisze ona, że zgadza się na zawarcie małżeństwa. W praktyce,
z jednej strony, często zwyczaj ten jest ignorowany, z drugiej zaś - dziewczyna
bywa zmuszana do napisania listu. Członkowie jej rodziny (nie powinni to jed ­
nak być rodzice; najczęściej są to bratowe) m ogą przyjechać do domu „narzeczo­
nego”, by dowiedzieć się, czy dziewczyna wyraża zgodę na zawarcie małżeństwa

270

Joanna Mroczkowska

(w przypadku braku listu) lub też czyjej zgoda jest autentyczna (jeśli list nie roz­
wieje wszystkich wątpliwości). Jeżeli rodzina od samego początku jest przeciw­
na małżeństwu, bywa, że, wbrew przyjętemu zwyczajowi, przyjeżdżają właśnie
rodzice. W rzeczywistości sytuacja może więc wyglądać różnie. Poniższa relacja
jest tego przykładem:
Zbiera się grapa ludzi (rodzina), jadą do rodziców porwanej dziewczyny i powia­
damiają ich, że została ona porwana przez ich chłopaka, pytając, co oni o tym
sądzą? Matka wpada w histerię, ojciec im grozi, jednym słowem panika, ale ro­
dzice młodego zaczynają namawiać, m ów ią że i tak muszą wydać córkę za mąż,
a „nasz chłopak wcale nie jest zły”. Zaczynają ich prosić, wtedy, jak już namówią
rodziców, to jedzie rodzina młodej, wszyscy razem do młodego i jak już przyjadą
to czasem bywa, że matka przyjeżdża i bije córkę: „Czemu nas zawstydziłaś, zhań­
biłaś, czemu poszłaś za tego chłopaka?!”. Albo pyta córkę: „Czy ty poszłaś sama,
dobrowolnie, czy chciałaś?”. Jeśli ona chce, to oni się wszyscy uspokajają. A jeśli
ona mówi, że ją tu na siłę przywieźli, a ona nie chce, wtedy oni złoszczą się i jadą
z powrotem, zabierając córkę. Ale w 90% dziewczyna zostaje (właściciel hotelu,
mężcz., ok. 40 1., Osz).

Istotne jest, czy dziewczyna znała porywacza, „chodziła z nim ”, czy też jest
on osobą obcą. Ponadto, gdy jest on, zdaniem krewnych, odpowiednią partią dla
dziewczyny, często to właśnie oni będą nakłaniać j ą do zgody na zawarcie m ał­
żeństwa. Natomiast jeśli oczywiste jest, że dziewczyna nie trafiła do odpowied­
niej rodziny, jej rodzina stwarza możliwość uniknięcia małżeństwa. Taka sytua­
cja należy jednak do wyjątków.
Zadaniem krewnych dziewczyny jest również wynegocjowanie jak najlep­
szych warunków kontraktu małżeńskiego. Są oni jednak w niekorzystnej pozycji,
bowiem panna została już porwana i „krach negocjacji”, czyli jej powrót, ozna­
czałby szkodę głównie dla niej i dla jej rodziny. Niemniej rozmowy takie m ają
miejsce, a dotyczą one głównie wysokości kałymu (kirg. kalymf. Krewni pana
młodego starają się również w inny sposób przekonać rodzinę dziewczyny, na
przykład wyrażając zgodę na ukończenie przez nią szkoły czy uczelni.
Kolejną przeszkodą bywa to, że rodzinę często informuje się o porwaniu do­
piero wtedy, gdy dziewczyna wyrazi zgodę na zawarcie małżeństwa. Z tej dosyć
paradoksalnej sytuacji dziewczęta ratują się, próbując w jakiś sposób powiado­
mić swoją rodzinę, braci czy na przykład narzeczonego.
Jak już wspomniałam, większość dziewcząt ostatecznie zostaje. Po pierwsze,
ze względu na własnych rodziców, „przez szacunek” do nich, by nie przynieść im 9
9
Kałym to wartości materialne przekazywane rodzicom dziewczyny przez rodziców pana młodego
(zob. Szynkiewicz 1987: 275). Pan młody/rodzina pana młodego zobowiązana jest przekazać odpo­
wiednią sumę pieniędzy rodzicom panny młodej. W czasie, kiedy prowadziłam badania, kałym wynosił
ok. 5-10 tys. somów (10 somów odpowiadało wtedy wartością 1 złotemu).

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

271

wstydu. W styd i szacunek są tu niezmiernie ważnymi pojęciami. Można mówić
wręcz, że życie rodzinne i społeczne jest postrzegane głównie w tych właśnie
kategoriach.
Pierre Bourdieu pisał, że honor kobiet może podlegać jedynie obronie lub
utracie (Bourdieu 2004: 65) - w przypadku Kirgizek może on podlegać tylko
utracie. Dziewczyna, która odejdzie, hańbi nie tylko siebie - co istotniejsze, hań­
bi ona swoją rodzinę (a ściślej mówiąc, swoją dawną rodzinę). Przynosi ona rów­
nież wstyd niedoszłemu mężowi i jego rodzinie:
Bywa, że dziewczyna sobie poszła. Wszyscy się śmieją z chłopaka, że ona poszła.
A do dziewczyny już dragi chłopak nie przyjdzie. Powie: „aa, to ta głupia, co ją
wygnali od młodego”. Ma zhańbione imię. Ona traci swoją twarz (D.M., mężcz.,
57 1., Tałas).

Zauważmy, że z wypowiedzi tej wynika pewna dwuznaczność: z jednej strony
ucieczka dziewczyny w pewien sposób ośmiesza „narzeczonego”, z drugiej zaś
wśród ludzi i tak tworzy się przekonanie, że to j ą wygnano.

Przebieg ceremonii zawarcia małżeństwa
Jeżeli dziewczyna wyrazi zgodę na zawarcie małżeństwa, sadza się j ą w osob­
nym pokoju lub w części pokoju oddzielonej od reszty domu białą zasłonką
kóśók. Siedzi tam wraz z innymi kobietami na rozesłanych kołdrach, zwanych
tóśók, które, jak podkreślają rozmówcy, powinny być nowe. „Wszystko powinno
być nowe tego dnia” - to dosyć jednoznaczna symbolika, rzeczy nowe, najlepszej
jakości, całkowite i „nienaruszone” powinny przyczynić się do pomyślności tego
dnia i „nowej drogi życia”.
Narzeczona na głowie ma białą chustkę, którą, jak pisałam wcześniej, przyjęła
na znak zgody na małżeństwo. W przypadku nieumówionego porwania, dziew­
czyna ubrana jest najczęściej w zwykłą sukienkę lub też w sukienkę ślubną, która
była już w tej rodzinie.
Pod kołdry krewni kładą cukierki, „żeby życie było słodkie”. A potem:
żeby urodził im się syn, w tej pościeli tarzają małego niemowlaka [płci męskiej
- J.M.]. Biorą i przeciągają w tę i z powrotem na tej pościeli. „Żeby wasz pier­
worodny był synem”. To robi teściowa. A potem ona ich zostawia, z tej strony
stoją krewni żony, z tej krewni tamtego i wyczekują za zamkniętymi drzwiami.
Potem, jak już pośpią. wychodzi mąż. I on swoim wyjściem ogłasza, że wykonał,
co do niego należy. I potem wchodzą. Prześcieradło wyciągają krewni męża i mó­
wią: „Siijimciil Wasza córka jest dziewicą”. I obdarowują krewnych prezentami
(T., kob., ok. 40 1., Biszkek).

Joanna Mroczkowska

272

Ślub odbywa się przeważnie tego samego lub następnego dnia, a udziela go

moldo. Oto jak wygląda:
On \moldo - J.M.] bierze duże naczynie, nalewa wody i coś tam zamawia, mod­
litwę mówi i młodzi mówią takie słowa: Tuttum, tuttum, to znaczy: „Zgadzam się
wyjść za ciebie za mąż”, „A ty, czy zgadzasz się wziąć ją za żonę?”, „A ja, czy
zgadzam się wyjść za mąż za niego?”. No i moldo bierze to, coś tam mówi, jakieś
słowa, a siedzą tam młodzi i wszyscy krewni, i teściowa, i teść, a potem tę wodę po
kolei... dają panu młodemu, pan młody mówi: Tuttum. Tuttum znaczy „zgadzam
się”. Po kirgisku „Zgadzam się z nią ożenić, będę całe życie jej bronił”. Słowo
tuttum znaczy „nigdy nie będę jej zdradzać”. Że jestem gotowy się z nią ożenić,
że będę całe życie z nią żył, w miłości, w smutku i radości, i bierze tę wodę, i pije.
A potem daje się pannie młodej i ona też mówi: Tuttum, i koniecznie powinna tę
wodę wypić. A potem to naczynie z wodą jest podawane wszystkim, którzy tam
siedzą. I wszyscy po kolei z niego piją. To są świadkowie, że to widzieli, że to
miało miejsce (Ajnagul, kob., ok. 50 1., Tałas).

Potem odbywa się toj, czyli uczta i poczęstunek, na którym tradycyjnym da­
niem jest beś barmak, potrawa przyrządzana z makaronu oraz gotowanej barani­
ny i flaków.
Zwykle nikt tam nie siedzi, wszyscy zaczynają tańczyć. Po tym, jak wszystko się
kończy - no, o tej dwunastej, pierwszej, koledzy chłopaka jadą razem z chłopa­
kiem i dziewczyną no - z panem i panną m łodą do nich do domu, biorą chłopaka
na ręce i tam, gdzie leżą te tósóki, go wrzucają. To jest jakby obowiązek jego kole­
gów, oni to powinni zrobić (B., mężcz., ok. 25 1., Osz).

Tradycyjnie powinno zostać dowiedzione dziewictwo dziewczyny, jej „czy­
stość”. Dlatego też, po nocy poślubnej gościom pokazywano prześcieradło ze
śladami krwi, na którym spała młoda para. Prześcieradło to powinny rozłożyć
wieczorem bratowe narzeczonej. Róg prześcieradła przyciskają kamieniem, by
dziewczyna została w tym domu, „jak i ten kamień został”. To właśnie do tej
sytuacji odnosi się przysłowie Taś zatkan zerinde oor, czyli „Raz wyrzucony ka­
mień gdzieś upadnie”. Moje rozmówczynie tak tłumaczyły znaczenie tego przy­
słowia:
Ona powinna jak ciężki kamień tutaj zostać. Zostać członkiem tej rodziny. Na całe
życie. I synowe koniecznie... Dziewczyna nie powinna wychodzić z domu, swojej
cioci, siostry nie powinna odprowadzać. Żegnają się: „No, to my jedziemy, a ty zo­
stań” i biorą brzeg zasłony i przyciskają kamieniem (D.S., kob., ok. 30 1., Tałas).

Chociaż obecnie rzadko wystawia się prześcieradła na widok publiczny (częś­
ciej praktykowane jest to na południu kraju), kwestia dziewictwa panny młodej do

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

273

tej pory jest bardzo ważna. W przypadku porwań taka procedura nie zawsze jest
możliwa, często po prostu dlatego, że krewne dziewczyny nie zawsze są zapro­
szone. Ceremonia ta bywa więc uproszczona, a czasem wręcz zaniechana. Kiedy
jednak tak nie jest, to nawet w przypadku, gdy do ślubu doszło poprzez porwanie
nieznajomej, oczekuje się od dziewczyny, że okaże się dziewicą. W przeciwnym
razie spoczywa na niej wina i wstyd, a pan młody może unieważnić małżeństwo,
odsyłając zhańbioną dziewczynę.
Wtedy: „Ty jesteś panną jesteś młoda, to wstyd dla ciebie tak chodzić, nie dziewi­
cą”. I oni ją wyprowadzają do domu. Odprowadzają do domu - przy czym z taką
bezczelnością... To przecież oni ukradli! I to ona jest winna. Widzicie, jaką my
mamy mentalność! (kob. pochodząca z Oszu, ok. 40 1., Biszkek)

Jeśli chłopak podtrzyma jednak chęć pozostania z dziewczyną brak dziewictwa
stawia j ą w sytuacji, w której ucieczka od małżeństwa jest o wiele trudniejsza.
Właśnie ze względu na to, że nowa rodzina może wygonić pannę m łodą jeśli
okaże się, że nie jest dziew icą prześcieradło sprawdzają dwie osoby - po jednej
bratowej ze strony dziewczyny i ze strony chłopaka. Potem dopiero ogląda je
reszta krewnych, zaczynając od rodziców, a niekiedy również goście. Jeśli dziew­
czyna jest dziew icą bratowa, która miała się nią opiekować i która sprawdzała
prześcieradło, dostaje prezent, wspomniany sujunću (kirg. „podarek za przeka­
zanie dobrej nowiny”), za to, że zachowała dziewczynę w stanie niewinności,
że jest ona „czysta” i „niezepsuta”. Prezent to zwykle chustka i pieniądze; suma
jest symboliczna, około 100-200 somów (ale w wypadku bogatych rodzin może
wynosić nawet 5 tys. somów). Oto jak wspomina to jedna z moich rozmówczyń,
pochodząca z południa kraju:
Na przykład młodsza siostra męża wyszła za mąż. Ja, jako synowa, prowadziłam
ją do zamążpójścia... To znaczy - z dwóch stron synowe - z jej strony i z męża
strony. I kiedy oni się kładą spać - noc poślubna - to jeśli ona jest dziewicą to nas
obdarowująprezentami. (...) To się nazywa sujunću. To znaczy: „Wasza dziewczy­
na jest dziewicą niezepsuta i my się odwdzięczamy”. A jeśli się okaże, że nie jest
dziewicą to wie pani - my byśmy tam nie stały. Nas by obrazili i wygnali. Taki
to jest obrzęd. Jeśli jest dziewicą to wywieszają prześcieradło na ulicy. (...) Ono
tam wisi dwa dni. Potem wszyscy wiedzą. Wszyscy krewni, którzy przychodzą
gratulują i to prześcieradło się przechowuje (kob. pochodząca z Oszu, ok. 35 1.,
Biszkek).

Sprawdzanie prześcieradła ma miejsce praktycznie podczas wszystkich cere­
monii małżeńskich. Jeśli się tak nie dzieje, to dlatego, że chłopak wie, że dziew­
czyna dziewicą nie jest. Zdarza się tak w dwóch przypadkach: albo on sam miał
z nią stosunek przed ślubem, albo też przed ślubem dziewczyna powiedziała mu,

274

Joanna Mroczkowska

że nie jest dziewicą, a on mimo to zgodził się z nią ożenić. Najmłodsza z uczest­
niczących w przytaczanej rozmowie kobiet powiedziała: „Jeśli naprawdę kocha,
to się zgadza” (kob., ok. 20 1., Biszkek).
Jeśli dziewczyna nie jest dziewicą, istnieją sposoby wyjścia z tej sytuacji.
Można użyć krwi jakiegoś zwierzęcia albo dokonać u ginekologa zabiegu zaszy­
cia błony dziewiczej. Jest to zabieg, którego popularność wzrosła podobno od
czasu upadku Związku Radzieckiego.
Opowiedziano mi o przypadku, kiedy porwana dziewczyna okazała się nie
być dziewicą. Jej ciotka ubłagała wtedy chłopaka, by zachował to w tajemni­
cy i skaleczył się sam, żeby poplamić prześcieradło. Narzeczony zgodził się,
ale dziewczyna okazała się potem „złą żoną”. „Nie umiała nic robić”, a przede
wszystkim - co podkreślała moja rozmówczyni - źle gotowała mięso. Było to
bardzo poważne uchybienie, ponieważ godziło bezpośrednio w teściową, która
była już bardzo stara i nie miała zębów. Należy pamiętać, że teściowa ma w ro­
dzinie kirgiskiej szczególne miejsce - jest ona nie tylko „zarządcą” domu i ko­
biet, lecz również strażnikiem moralności.
Dziewczynę, o której mowa, odprawiono ostatecznie do domu, jako główny
powód podając to, że nie była dziewicą. Co prawda żyła ona już ze swoim m ę­
żem, ale można było dowieść braku dziewictwa, ponieważ przyznała się ciotka,
która prosiła chłopaka, żeby się skaleczył. Matka dziewczyny też o tym wiedzia­
ła, dlatego zbyt mocno nie protestowała. Tak więc, chociaż porwana dziewczy­
na nie okłamała nikogo, i tak stała się swego rodzaju zakładniczką, bo rodzina
porywającego mogła j ą (jak widać, w dowolnym czasie) okryć hańbą w oczach
ludzi.
Możliwy jest też inny wariant. W przypadku, gdy porwana dziewczyna nie
zgodzi się na małżeństwo i odejdzie, krewni pana młodego m ogą w okolicy roz­
puścić plotkę, że nie była ona dziewicą i dlatego oni sami j ą odprawili. Czynią
tak, by uniknąć ośmieszenia, jakie łączy się z odejściem dziewczyny (Pusurmankulova 2004).

Różne wymiary porwania

Doświadczenie czasu: raptowność porwania
Na wstępie pisałam o trzech aspektach czy może wymiarach stanowiących
o wyjątkowości opisywanego zjawiska. Pierwszym jest czasowy wymiar porwań
- wydarzają się one błyskawicznie, nagle i są dla porywanej kobiety nieprzewi­
dywalne.
Porwanie, tak jak i obrzęd zaślubin, do którego prowadzi, może trwać dłużej
lub krócej. W czasie, nieraz długiej, podróży do domu porywacza, dziewczy­

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

275

na przechodzi m entalną drogę uświadamiania sobie swojej nowej sytuacji. Ale
szczególny charakter porwania przejawia się w jego raptowności. Mężczyźni
zwykle wyskakują znienacka, wciągając dziewczynę do samochodu, w jednej
chwili definiując sytuację: porwanie - ślub - opuszczenie domu rodzinnego - ży­
cie zamężnej kobiety. Sprawy i obowiązki, których przed chwilą nie było, stają
się aktualne w krótkim czasie.
Ta raptowność sprawia, że przeżycie to jest tak silne, opisywane w katego­
riach zaskoczenia, szoku, niedowierzania. Wiąże się to nie tyle z czasem trwania
porwania, ile z nagłością zmiany.
Nagłe zrozumienie, co się stało, może też wystąpić w innym momencie po­
rwania.
W Kirgistanie transport nie funkcjonowałby bez „marszrutek” (ros. marśrutka, czyli minibus kursujący na ustalonej trasie) ani bez instytucji autostopu.
W miejscach, do których autobus dojeżdża raz czy dwa razy dziennie, transport
bez autostopu nie byłby możliwy. Nie jest on bezpłatny, cenę negocjuje się przed
podwiezieniem. Tym samym, widok samotnej dziewczyny wsiadającej do za­
trzymanego właśnie samochodu nie budzi zdziwienia. Tak było w przypadku
nauczycielki, którą poznałam w Tałasie. Przytaczam jej opowieść o powrocie
z pracy:
Córka: Zła tradycja, że kradną panny młode.
Matka: Mnie samą ukradli! Ja wam opowiem z własnego doświadczenia. Byłam
młodą dziewczyną o - jak moja córka. Po uniwersytecie, wykształciłam się na
pedagoga, przyjechałam do swojej wsi, mama moja jeszcze żyła wtedy. No i po­
tem pracowałam w szkole - młoda, miałam gdzieś tak 22-23 lata. Z nikim się nie
przyjaźniłam, no, ogólnie pracowałam w szkole i już. To już była zima. Wycho­
dzę wieczorem z pracy i przyjeżdża jakiś samochód, i zatrzymuje się. I wychodzi
z niego kolega z klasy mojego brata. Nazywał się Talant. A ja go znałam, on do
nas często przyjeżdżał do domu (...). I on do mnie: „Ajnagul, cześć, dokąd jedziesz?”. Ja mówię: „Do domu jadę”. „No to chodź, siadaj, podwieziemy cię”. I ja
bez niczego, bez podejrzeń siadłam, jedziemy - ja tam mieszkałam na wsi, jest tam
taka wieś Wodnoje - no i do domu nie jedziemy, a prosto jedziemy. Koło domu
się nie zatrzymali. Ja mówię: „A dokąd wy jedziecie? Zimą wcześnie zaczyna się
ściemniać”. „A zaraz” - mówi - „do Kirovki pojedziemy, a potem odwieziemy cię
z powrotem”. No, ja bez podejrzeń siedzę, jadę. A potem jak mnie zawieźli, oj! Ja
potem zaczęłam płakać, mówię: „Ja chcę do domu, do domu muszę!”. Zaczęłam
ryczeć, zaczęłam ryczeć, płakać, a Talant mówi: „My ciebie wieziemy za mąż”.
Za mąż. Ja mówię: „Nic podobnego, ja nikogo nie mam, z nikim się nie przyjaź­
nię”. A tam z przodu siedział jeden taki, no chłopak jeden siedział, taki... rudy, no
w ogóle nieładny, nieładny. Taki niski, nieładny był. On ze mną żartował, a ja bez
podejrzeń też - żartowałam, Talanta przecież znałam. „O - mówi - za niego za
mąż wyjdziesz”. Ja mówię: „Już ja wam dam, za mąż, nie ma mowy, za mąż nie
wyjdę!”. I oni mnie siłą zawieźli (Ajnagul, kob., ok. 55 1.; jej córka, 20 1., Tałas).

276

Joanna Mroczkowska

W tym wypadku kobieta uzmysłowiła sobie swoją sytuację w drodze, która na
początku przypominała zwykłą drogę do domu.
W pewnym sensie małżeństwo jest już zawarte w momencie porwania - jak
wspominałam, ucieczka jest wprawdzie możliwa, ale za cenę wzięcia na siebie
winy pohańbienia całej rodziny, jak również za cenę utraty, w przeświadczeniu
innych ludzi, najważniejszego kapitału, jakim dysponuje dziewczyna - czystości.
Jest to cena wysoka. Świadomość, że wychodząc z domu porywacza dziewczyna
ściąga na siebie klątwę, że może już nigdy nie ułożyć sobie życia, jest ogromnym
obciążeniem. Dodatkowo wie ona, że zostanie potępiona przez ludzi, wie rów­
nież, że zhańbi swoją w łasną rodzinę, nawet jeżeli ta przyjmie j ą z powrotem.
Poniższy cytat uwidacznia sposób, w jaki postrzega się małżeństwo i moment,
kiedy można je uznać za zawarte.
Bywały przypadki, że ona nogami się zapierała i rękami, żeby się stamtąd wyrwać.
Ale i tak ją siłą zmuszali. Do tej pory, jak rodzice lub krewni dziewczyny się nie
dowiedzą o tym, że ją zabrali, porwali, ona będzie się wyrywać, odpychać, płakać
cały czas. A potem, jak przychodzą krewni i zaświadczają bywa, że ją zostawiają
bywa, że po prostu wywożą (A.S., kob., ok. 50 1., Tałas).

Opowieść nauczycielki prowadzi ku kolejnemu niezwykle istotnemu tropowi
w analizie porwań: kolektywności.

Kolektywność - porwana kontra grupa: porywających, własnych
krewnych, „prawdziwych Kirgizów”
Drugim aspektem stanowiącym o trwałości porwań jest ich kolektywność. Tu
grupa stoi ponad jednostką zarówno w odniesieniu do samej sytuacji porwania,
jak i w znacznie szerszym znaczeniu. Najpierw grupa mężczyzn używa wobec
dziewczyny siły podczas samego porwania, poza domem; potem grupa kobiet
(najczęściej starszych) nak łan iają do pozostania w domu przyszłego pana m ło­
dego. Kobiety opisujące swoje doświadczenia w trakcie porwania bardzo często
wracają do tego aspektu. Kilku mężczyzn, którzy siłą zmuszają dziewczynę, by
wsiadła do samochodu, odciska bardzo silne piętno w pamięci dziewczyny. N ie­
koniecznie musi być to zdarzenie szczególnie brutalne (choć oczywiście zdarzają
się i takie porwania), wystarcza tutaj przewaga liczebna, kontakt fizyczny i sta­
nowczość. Porwana jest zupełnie sama, w potrójny sposób: sama wśród niezna­
jomych, sama wśród starszych i, co chyba najistotniejsze, sama wśród mężczyzn.
Doświadczenie tej sytuacji dzieli wyłącznie ze swoimi przeciwnikami.
Cytowana już nauczycielka podkreślała fizyczną przewagę porywaczy i włas­
n ą bezbronność. Wiele z kobiet, z którymi rozmawiałam, mówiło o porwaniu
jako o pierwszym naprawdę przykrym doświadczeniu w życiu młodej dziewczy­

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

277

ny, potężnym wyłomie w życiu beztroskiego dziecka. Ta pierwsza przemoc jest
przemocą mężczyzn; zaraz po niej dochodzi jeszcze oddziaływanie całej grupy,
w większości kobiet, odbierane również niezmiernie silnie:
A tam już ludzi było bardzo dużo, widać już wcześniej zaplanowali sobie, jak mnie
przywieźć. Tam i staruszki, i starcy. Siłą mnie wyjęli z samochodu. Ja taka mała,
chudziutka byłam, jak moja córka. Ja płaczę, ryczę, no i co - trzech facetów, takich
dużych, potężnych mnie zaniosło do pokoju. Zaprowadzili mnie i ubrali w suknię.
W suknię ubrali, chustę założyli, tę zasłonę już wcześniej przygotowali. A ja pła­
czę, ryczę: „Nie, ja do domu pojadę, na mnie mama czeka w domu” (Ajnagul, kob.,
ok. 55 1., Tałas).

Najczęściej kobiety i starsi otaczają dziewczynę, przytrzymują j ą za ręce, za
ramiona, próbują przekonać, że ucieczka w takiej sytuacji jest hańbą i brakiem
szacunku. Ten etap porwania opisałam już powyżej. Tutaj pragnę podkreślić,
w jakiej sytuacji znajduje się dziewczyna i jak potężny wpływ ma na nią grupa,
która j ą otacza. Nie jest to przecież zbiorowisko nieznających się nawzajem lu­
dzi, lecz grupa krewnych, którą kieruje wspólny, często wcześniej ustalony cel
- pozyskanie nowego członka rodziny. Oczywiście, motywacje poszczególnych
osób są różne, na przykład w wypadku kandydata na pana młodego - pragnienie
znalezienia żony, chęć stania się dorosłym mężczyzną, wypełnienia woli rodzi­
ców, a w wypadku jego rodziny - zamiar pozyskania nowego „pracownika” czy
też chęć ominięcia obowiązku płacenia wysokiego kałymu.
Co ważne, dziewczyna znajduje się pod wpływem nie tylko rodziny poten­
cjalnego męża, lecz również swojej. Pisałam już o upokorzeniu, jakim jest dla
rodziny powrót córki, która przebywała w domu „męża”. Dochodzi do tego jesz­
cze pogląd, że dziewczyna, wchodząc do nowego domu, przestaje być człon­
kiem swojej dawnej rodziny10. To pokazuje, jak pojmuje się rodzinę i małżeństwo
w społeczeństwie kirgiskim. Dziewczyna, jeszcze przed ceremonią zaślubin,
uważana jest za żonę, ale nieraz dopiero po kilku latach staje się prawdziwym
członkiem rodziny. Natomiast jeżeli nawet nie odbyła się ceremonia zawarcia
małżeństwa i porwana wróci do domu swoich rodziców, najczęściej nie będą już
oni uważać jej za swoją krewną.
I tak większość porwań kończy się ślubem, a w przeciwnym przypadku stają
się one sprawą wstydliwą, najchętniej chowaną pod kocem. Opowieść nauczy­
cielki jest na tym tle nietypowa:

10 Tłumacząc mi to, moi rozmówcy powoływali się na wspomniane już wcześniej przysłowie „Raz
wyrzucony kamień gdzieś upadnie”. Dziewczyna, która jest w domu porywacza, uważana jest za mę­
żatkę, nie należy już do rodziny, w której się urodziła. Tak, jak wyrzucony kamień sam nie wróci, tak
i miejsce dziewczyny jest tam, gdzie „kamień upadnie”.

278

Joanna Mroczkowska

Co mnie uratowało - tego dnia załadowali samochód: krowę tam, konia załadowa­
li - kalym... Tego samego dnia, za kilka godzin... A tam była sąsiednia wioska,
wioska obok. No i wszyscy staruszkowie, mojego przyszłego męża [śmieje się
- J.M.], tam ojciec, wszyscy oni przyjechali do moich rodziców. A moja mama
zaczęła płakać: „Moja córka nie m iała... z nikim się nie przyjaźniła. Ja powinnam
się upewnić, czy wszystko dobrze. Jak dobrze, to [ją - J.M.] zostawię, a jak pan
młody się nie podoba, ja nie zostawię swojej córki”. I mama nie przyjechała, naj­
pierw przyjechała moja ciocia. Ciocia z moim bratem. Ich nie wpuścili, do mnie
nie dopuszczają. Tam ludzi... tam i kobiety zaczynają ich częstować, ciągnąć tu,
ciągnąć tam. A ja płaczę, mówię: „Ciociu, wywieź mnie stąd, ja nie chcę, za nic nie
będę żyć, jeśli mnie tutaj zostawicie, ja się... ja nie wiem, co ze sobą zrobię”. Ja
byłam gotowa tego dnia, no, nożem się pchnąć, albo zabić się. I ona to zrozumiała
od razu i mówi: „Dobra, zaraz znów przyjadę”. I oni siedli do samochodu i poje­
chali z powrotem do mnie do domu. I mamie m ówią że płaczę, że położyłam się
i płaczę. I ojciec pojechał. A jak już ojciec przyjechał, oni nie mogli go zatrzymać.
On jak zaczął na nich krzyczeć. Jak ja stamtąd wyskoczyłam, siadłam do samo­
chodu i przyjechałam do domu. A następnego dnia od razu złożyłam doniesienie
w prokuraturze. Doniosłam do prokuratury, do milicji i jak oni zaczęli ich się py­
tać, przesłuchiwać! Apotem oni przyjeżdżali, przepraszali ile. Takie są przypadki.
I teraz takich przypadków jest bardzo dużo. A ze swoim mężem się przyjaźniłam,
znaliśmy się. Ale chociaż ja tylko kilka godzin przebywałam w tym domu, we
wsi wszyscy wiedzieli, że już przebywałam. Widzicie! We wsi plotkowali o mnie,
że już tam przebywałam - chociaż nie nocowałam tam, kilka godzin tylko by­
łam, aw e wsi już wiedzieli, że ja byłam zamężna już, zaczęli o mnie plotkować...
Przez pierwsze dni nawet z domu nie wychodziłam. Wstyd mi było patrzeć lu­
dziom w oczy. I w swoim kolektywie, ja pracowałam w szkole, wydawało mi się,
że wszyscy o mnie mówią. Idę drogą jakby wszyscy na mnie palcem pokazywali.
To był dla mnie stan szoku, te pierwsze dni. A potem chciałam w ogóle stamtąd
wyjechać, wyjechać do Biszkeku i tam żyć (Ajnagul, kob., ok. 55 1., Tałas).

Reakcja rodziców nauczycielki była wtedy wyjątkowa. Obecnie coraz częś­
ciej zdarza się, że rodzice decydują się na zabranie dziewczyny z domu porywa­
cza, ale i teraz przypadki takie stanowią mniejszość. Również fakt, że to ojciec
przyjechał po córkę jest wyjątkowy. Nauczycielka zwraca uwagę na to, że gdy
przyjechał jej ojciec, „jego nie mogli zatrzymać”, i raczej nie chodzi tu o siłę fi­
zyczną lecz o jego status. Najrzadziej natomiast zdarza się zawiadomienie policji
o fakcie porwania.
Warty podjęcia jest kolejny wątek. Jest nim przypisanie porwań wyłącznie
Kirgizom. W oczach moich rozmówców przestrzeganie tego zwyczaju jest czę­
sto równoznaczne z byciem Kirgizem. Małżeństwo przez porwanie niejednokrot­
nie przeciwstawia się sposobowi, w jaki zawierane są małżeństwa wśród Rosjan
czy, ogólniej, Europejczyków. Co ciekawe, choć opisana przed chwilą uciecz­
ka nauczycielki była dosyć nietypowa, jednak i ich autorka uznaje porwania za

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

279

element „kirgiskości”. Jak mocno wiąże się ową tradycję z przynależnością do
grupy etnicznej, świadczy poniższa wzruszająca wypowiedź, która była podsu­
mowaniem jej opowieści.
Ja tak sobie myślałam w końcu: dlaczego jestem Kirgizką? Dlaczego nie jestem
Rosjanką? Już lepiej, żebym była Rosjanką. Do takiego stanu dochodziłam! (...)
Wspominam do tej pory z goryczą. Takie to były sowieckie czasy i teraz też to
barbarzyństwo trwa (Ajnagul, kob., ok. 55 1., Tałas).

Wiele kobiet, z którymi rozmawiałam, potępia porwania, ale większość roz­
mówców zdaje się być pogodzona z tym, że stanowią one przejaw „kirgisko­
ści”.
Szeroki wymiar kolektywności porwań nie oznacza więc tylko przewagi li­
czebnej porywaczy wobec dziewczyny ani też pogodzenia się rodziców dziew­
czyny z porwaniem, ale kolektywność w wymiarze całego społeczeństwa (a na­
wet narodu) kirgiskiego.
Należy jednocześnie podkreślić, że porwania tak długo będąjednym z akcep­
towanych sposobów zawarcia związku małżeńskiego, jak długo istnieć będzie
dla nich poparcie społeczne. Uprowadzenia brutalne, wykonywane w pojedyn­
kę, w których dziewczyna nie jest przywożona do domu rodziców porywacza,
spychane są w opowieściach na margines, ponieważ nie m ieszczą się w ramach
uznanego społecznie modelu.
W tym, że porwanie uważane jest za normę, a w każdym razie za coś mieszczą­
cego się w ramach normalności, codzienności, leży siła tego zwyczaju i wpływ,
jaki ma on na ludzi w nim uczestniczących. Świadomość, że robi się tak, „jak się
zawsze robiło”, ma w sobie coś ponadjednostkowego, co do pewnego stopnia
zdejmuje odpowiedzialność z uczestniczących w porwaniu, a jednocześnie sta­
nowi dla dziewczyny przeszkodę w ucieczce. Niezależnie od dużej grupy nacisku
- krewnych, sąsiadów - równie silnie, a może najsilniej, działa świadomość spo­
łecznego poparcia dla tego zwyczaju.

Przemoc i sposoby je j sankcjonowania
W kolektywność wpisany jest trzeci aspekt porwań, który nie występuje jed ­
nak zawsze. Jest nim przemoc, która przejawia się w rozmaitych formach - od
brutalności, różnego stopnia przemocy fizycznej aż po bardziej subtelne formy
przemocy symbolicznej. W tej części zajmuję się fizycznymi aspektami przemo­
cy praktykowanej podczas porwań oraz sposobami mówienia, które sankcjonują
tę przemoc.
Pierre Bourdieu pisze, że sposoby mówienia um acniają symboliczną władzę
(Bourdieu 2004: 8). To, jak mówi się o porwaniach - że określa się je w katego­

280

Joanna Mroczkowska

riach „kradzieży” - sugeruje, że dokonuje się wtedy czynności zabronionej, bu­
dzącej czyjś sprzeciw, będącej w opozycji do kogoś. Krótka, lecz wiele mówiąca
jest odpowiedź mężczyzny z Tałasu na pytanie, ile ukradł dziewcząt: „Dziesięć
sztuk ukradłem! Nawet więcej, już nawet nie pamiętam ile!” - i komentarz jego
żony: „Dziesięć sztuk, jakby owce kradł! Biedne dziewczyny!” (Ałma, mężcz.,
ok. 35 1.; jego żona, ok. 30 1., Tałas).
Dość oczywiste wydaje się stwierdzenie, że zdanie dziewczyny nie jest raczej
brane pod uwagę, a ona sama traktowana jest przedmiotowo. Samo wyrażenie
„kradnie się dziewczyny” umniejsza ewentualną brutalność wydarzenia, a za­
razem uprzedmiotawia porwaną. To nie jest porwanie, lecz kradzież. Podmiot
można porwać, lecz raczej nie ukraść. Inaczej jest oczywiście w przypadku po­
rwań uzgodnionych, ale i tu m ogą występować takie elementy, jak udawany opór
dziewczyny, płacz itp. Porwania uzgodnionego nie można zrównać ze zwykłym
sposobem zawierania małżeństwa. Tu również istotne jest „pochwycenie” i „za­
branie”.
Kontakt fizyczny jest istotnym elementem porwania. Najczęściej wyrywająca
się dziewczyna jest przyprowadzona, przyciągnięta, czy po prostu przeniesio­
na do samochodu, którym zostanie zawieziona do domu pana młodego. Nawet
w przypadku, gdy wiedziała ona o porwaniu i mogła się go spodziewać, zda­
rzeniu temu towarzyszą często jej łzy i opór. Mimo że dramatyzm tej sytuacji
dla porywanej jest widoczny, sposób mówienia o zdarzeniu i reakcji dziewczyny
pozwala na bagatelizowanie tych odczuć, a co za tym idzie - niewypowiadanie
się o porwaniach w kategoriach przemocy. Mówi się powszechnie, że kobieta
wchodzi w małżeństwo z płaczem, jak również, że właśnie ten płacz prowadzi
do szczęścia.
Kiedyś bardzo często to było, teraz dzieje się to rzadziej, niemniej jednak są takie
przypadki, że kradną dziewczynę. I, czy chce, czy nie chce, ta dziewczyna zostaje.
Bywa, że zbierają się stare kobiety i mówią: „Myśmy też tak przyszły”, „Dziew­
czyna wychodzi, z płaczem wychodzi - mówią - to szczęście dla nich będzie, dla
dziewczyny i pana młodego”. „Dziewczyna tam, gdzie będzie szczęśliwa, idzie ze
łzami”. No, ze łzami zostaje w tym domu, gdzie czeka ją szczęście (A.S., kob., ok.
50 1., Tałas).

Jak już pisałam, moi rozmówcy mówili, że modelowe porwanie powinno zo­
stać przeprowadzone bez użycia przemocy, co nie oznaczało jednak nieposługiwania się w ogóle siłą. Faktu, że dziewczynę wciągnięto do samochodu, nie
interpretowano jako przemocy, a często nawet nie uznawano za użycie siły. Jak­
kolwiek działanie to jest oczywiście mniej drastyczne niż gwałt czy bicie, rodzi
się pytanie, w jaki sposób osoby, z którymi rozmawiałam, rozum ieją przemoc.
Pojęcie przemocy według moich rozmówców odnosi się, jak można sądzić, jedy­
nie do jej najbardziej drastycznych, fizycznych przejawów.

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

281

Z przeprowadzonych rozmów wynikało, że zdarzają się również wypadki tej
najbardziej drastycznej przemocy, w których dziewczynę zmuszano do małżeń­
stwa zdecydowaną siłą, biciem bądź gwałtem. O takich zdarzeniach mówi się
jednak bardzo niechętnie, stanowią one kulisy porwań. W ydają się nie mieścić
w sposobach mówienia o porwaniach. Trudno jest ocenić skalę tego zjawiska,
ale przywołując dane Kleinbacha, według których dwie trzecie małżeństw przez
porwanie to małżeństwa bez zgody dziewczyny lub zawierane po wymuszeniu
zgody (Kleinbach, Salimjanova 2007: 217-233), można przypuszczać, że liczba
gwałtów jest zbliżona do tego wskaźnika.
Przemoc stanowi temat tabu i o ile wiele kobiet otwarcie mówi o tym, że
porwanie było dla nich dramatem, że w jego wyniku są lub były nieszczęśliwe
w małżeństwie, to o samych aktach przemocy opowiada się niechętnie. Otwarte
relacje na ten temat uzyskałam między innymi od pracownicy fundacji, zajmują­
cej się w alką z porwaniami i pom ocą kobietom, które doświadczyły porwań.
Chłopak siłą ją bierze i jeśli ona będzie się przeciwstawiać, to jego koledzy będą
trzymać dziewczynę, żeby on ją zgwałcił. U nas był taki wypadek, że panna młoda
siedziała na weselu cała posiniaczona, pobita. Wydaje mi się, że teraz rzadziej się
to zdarza, boją się kary za przemoc, znęcanie się, za gwałt. Nawet jeśli ona znaj­
dzie w sobie siłę, żeby odejść od jego rodziny, to jest jej bardzo trudno wrócić do
swojej rodziny, dlatego że wszyscy dookoła uważają, że ona już nie jest dziewicą,
nawet jeśli do niczego nie doszło; wszystko jedno, to jest taki stygmat, taka niepi­
sana zasada. Bardzo ciężko jest jej potem żyć i obcować z ludźmi (Ajnura, kob.,
ok. 35 1., Biszkek).

Sytuacja ta jest szczególnie trudna właśnie ze względu na fakt, że dziewczyna
jest świadoma, iż wracając do rodziny, ściąga na nią złe imię. W istocie, ten gwałt
na niej jest już niejako przem ocąw nowej rodzinie. Ona już do tej rodziny należy.
Trudno jest więc wymagać, by jej bliscy - rodzina, z której odeszła - bronili jej.
Przemoc fizyczna, brutalność leży często u samych korzeni myślenia o m ał­
żeństwie. Opowiadano mi wielokrotnie, a często relacja ta miała zabarwienie
humorystyczne, o tym, jak poznaje się, czy dziewczyna gotowa jest do ślubu.
Czasem opowiadanie to miało usprawiedliwić przemoc podczas porwań, innym
razem służyć jako dowód na to, że dziewczęta m ogą we wczesnym wieku wy­
chodzić za mąż:
Jedenastolatki też kradli. U nas dawniej taki był zwyczaj, że jak ktoś był bogaty,
i ktoś taki jechał na koniu i patrzy - ładna dziewczyna, to uderzy ją pejczem, o tak
po plecach, i jeśli dziewczyna się nie przewróci to znaczy, że dobra, że już można
się z nią żenić! Jeśli nie upadnie, to znaczy, że może być już żoną a jak upadnie, to
znaczy, że cokolwiek za młoda (Ałmas, mężcz., ok. 35 1., Tałas).

Joanna Mroczkowska

282
*

*

*

Podkreślić trzeba, że chociaż w zarysowanym powyżej schemacie porwania
występują stałe wątki, same uprowadzenia są bardzo zróżnicowane. Pod pojęciem
porwania kryć się m ogą diametralnie różne zdarzenia: wspólna ucieczka młodych,
których rodzice nie udzielili zgody na ślub; odgrywane porwanie, wcześniej przez
narzeczonych ustalone; porwanie dziewczyny, z którą się chodzi, bez jej wyraźnej
zgody; porwanie niczego niespodziewającej się znajomej w drodze ze szkoły czy
z pracy; aż do uprowadzenia siłą nieznajomej dziewczyny widzianej raz w życiu.
Przemoc stosowana przy porwaniach jest w różnym stopniu nasilona: od odgrywa­
nego wciągnięcia dziewczyny do samochodu (przy porwaniach za obopólną zgo­
dą młodych), po bicie, uwięzienie, uniemożliwienie kontaktu z rodziną, a nawet
gwałt.
Na koniec przywołam pewną opowieść, która nie pochodzi z moich badań, lecz
opublikowana została w zbiorze Zenśćiny Kirgizstana i stanowi rzadki przykład tak
otwartego potępienia porwań, a zarazem opisania konkretnych przykładów opar­
tych na doświadczeniu. Podczas badań takie relacje otrzymywałam raczej o oso­
bach trzecich. Oto historia zanotowana przez Damirę Abdykadyrovą. W okręgu
naryńskim porwana została dziewczyna - studentka. Krewni pana młodego posta­
nowili przymusić ją do zgody siłą. Przez sześć dni trzymano j ą zamkniętą w stodole,
nie podając jedzenia. W tym czasie do porywaczy przyjechali krewni dziewczyny.
Powiedziano im, że dziewczyna przebywa obecnie na letnich pastwiskach, a samą
dziewczynę groźbami zmuszono do napisania listu do rodziców, w którym informuje
ich o swojej zgodzie na ślub. List ten przekazano krewnym, którzy wkrótce potem
odjechali. Czterech przyjaciół pana młodego trzymało dziewczynę, na której pory­
wacz dokonywał gwałtu. Obecnie są oni małżeństwem, mają trójkę dzieci, a żona
opisuje swojego męża jako dobrego i troskliwego człowieka. W rozmowie z autor­
ką przytaczanego artykułu dziewczyna ta zwierzyła się, że do tej pory wspomnienie
o tym, jak „poznała” męża, wzbudza w niej odrazę, a za każdym razem, gdy spotyka
przyjaciół męża, odczuwa wobec nich wstyd (Zenśćiny... 1995: 69).
Trudno jest oceniać, czy faktycznie uważa ona swojego męża za dobrego czło­
wieka - oczywiste jest skądinąd, że dziewczyna, która zostaje, musi znaleźć jakiś
sposób, by pogodzić się z tą sytuacją. Jak powiedziała jedna z dziewcząt pokaza­
nych w filmie Petera Loma: „po ślubie zaczynasz kochać, nawet jeśli nie chcesz”.
Jeden z moich rozmówców, zapytany, co ma zrobić dziewczyna, która nie chce
zostać po porwaniu, odpowiedział: „No, co ona może zrobić? [śmiech - J.M.] Nie
wiem, co ma zrobić. Jak zostanie, to się zakocha. Tak myślę” (mężcz., 47 1., Bosteri). Ten fakt - zmiany, które dokonują się w dziewczynie, pogodzenie się z sytuacją,
a często wewnętrzna chęć przemiany uczucia nienawiści w uczucie cieplejsze, jest
dla mnie najbardziej szokującym aspektem porwań.
Słowa kluczowe: Kirgistan, małżeństwo, małżeństwo przez porwanie, porwania kobiet,
przemoc

Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

283

LITERATURA
Abdulaeva S., Arjomand V., Tursunov N.
2004
Bride Kidnapping: What Makes Women Stay, http://faculty.philau.edu/
kleinbachr/why women stay.htm (20.10.2010).
Abramzon S.M.
1990
Kirgizy i ih ètnogeneticeskie i istoriko-kul’turnye swâzi, Frunze: Kyrgyz­
stan.
Bourdieu R
2004
Męska dominacja, przeł. L. Kopciewicz, Warszawa: Oficyna Naukowa.
Handrahan L.M.
2000
International Human Rights Law and Bride Kidnapping in Kyrgyzstan,
„Eurasia Insight”, http://www.eurasianet.org/departments/insight/articles/
eavO 12400.shtml (28.01.2010).
2004
Hunting fo r Women. Bride-Kidnapping in Kyrgyzstan, „International Femi­
nist Journal of Politics” 6: 2, s. 207-233.
Kleinbach R., Salimjanova L.
2007
Kyz ala kachuu and Adat: Non-Consensual Bride Kidnapping and Tradi­
tion in Kyrgyzstan, „Central Asian Survey” 26: 2, s. 217-233.
Pusurmankulova B.
2004
Bride Kidnapping. Benign Custom or Savage Tradition?, http://faculty.
philau.edu/kleinbachr/freedom.htm (20.10.2010).
Szynkiewicz S.
1987
Płatności małżeńskie, w: Z. Staszczak (red.), Słownik etnologiczny. Ter­
miny ogólne, Warszawa, Poznań: Państwowe Wydawnictwo Naukowe,
s. 275-277.
Ûdahin K.K.
1999
Kyrgyzća-orusća sôzdùk. Kyrgyzsko-russkij slovar ’, Biskek: Sam.
Werner C.
2004
Women, Marriage and the Nation-State: The Rise o f Non-Consensual
Bride Kidnapping in Post-Soviet Kazakhstan, w: P Jones Luong (ed.), The
Transformation o f Central Asia: States and Societies from Soviet Rule to
Independence, Ithaca: Cornell University Press, s. 59-89.
Zensciny...
1995
Zensciny Kirgizstana - tradiciâ i nowaâ real ’nost ’, Biskek: Uckun.

Joanna Mroczkowska

284

Joanna Mroczkowska
MARRIAGE BY CAPTURE IN KYRGYZSTAN - THE EXPERIENCE
OF TIME, COLLECTIVITY AND VIOLENCE
(Summary)
The article discusses the practice of bride kidnapping in Kyrgyzstan. The article was
written on the basis of ethnographic studies conducted in Kyrgyzstan in summer 2005.
The author describes this controversial practice and analyses some of its aspects - vio­
lence, temporal dimension and collectivity. This practice, common in modem Kyrgyz­
stan, although many women have a very negative opinion about it, is an accepted form
of marriage.
Bride kidnapping is a much diversified phenomenon, having many meanings and re­
presenting different motivations of the actors. It also assumes many forms - from forceful
kidnapping of the girl who has been seen for the first time to an arranged meeting with
the fiancee, who is taken to the groom’s family home, in which case it can be a way of
circumventing the disapproval of the parents. The article describes marriage by capture as
a dramatic and multidimensional event, which radically changes the life of the kidnapped
victims.
Key words: Kyrgyzstan, marriage, marriage by capture, bride kidnapping, violence

Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.