-
Title
-
Papież chodzi po Podhalu / ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44
-
Description
-
ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44, s.155-172
-
Creator
-
Prosińska, Magdalena
-
Date
-
2000
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:1546
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1671
-
Text
-
„Etnografia Polska", t. X L I V : 2000, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861
M A G D A L E N A PROSINSKA
Warszawa
PAPIEŻ CHODZI PO P O D H A L U
Wielokrotnie podczas badań terenowych mogłam przekonać się jak trudno
uchwytne są zjawiska dzisiejszej kultury. Narzędzia badawcze i schematy,
którymi posługiwali się uczeni przestały być wystarczające do badania złożo
nej współczesnej rzeczywistości. Informatorzy, których trudno znaleźć, bo już
nie jest oczywiste kto na przykład jest autorytetem badanej grupy, często
odpowiadają na pytania w sposób powierzchowny, bez przekonania, wymyś
lają odpowiedzi na poczekaniu, silą się na oryginalność albo nigdy wcześniej
nie zastanawiali się nad poruszanym zagadnieniem. Nie znają wielkiej sztuki
dyskutowania o życiu na forum rodzinnym i publicznym - z zebranego mate
riału nie da się odczytać jednoznacznej prawdy. Wyjątkowym doświadczeniem
było więc dla mnie prowadzenie badań na Podhalu. Niezachwiana góralska
pewność siebie, trwałość poglądów i umiejętność ich artykulacji powodują, że
badacz nabiera pewności co do autentyczności materiałów zebranych w tere
nie (choć z drugiej strony jako osoba obca - paniusia, ceperka z Warszawy
- do dzisiaj nie jestem pewna, czy wszystkie wypowiedzi zrozumiałam prawi
dłowo, czy nie dałam się zwieść góralskiemu sposobowi bycia, podszytemu
dwuznacznością, humorem, gdzie każde zdanie, czy słowo ma swoiste, trudne
do uchwycenia przez osobę nie mieszkającą w tej kulturze, znaczenie. Mam
nadzieję, że powaga tematu nie pozwoliła moim rozmówcom na całkowite
puszczenie wodzy wyobraźni i złośliwości).
Biesiadowanie to ważny element kultury podhalańskiej. Nie będzie prze
sadą stwierdzenie, że towarzyskość, gościnność, zabawa, dyskutowanie, picie,
jedzenie to pojęcia-klucze przenikające wszystkie zakamarki życia górala.
Ważną podhalańską postacią historyczną jest Jan Krzeptowski Sabała, góral
ski bajarz. Jego nazwisko pojawiało się w trakcie wywiadów. Ten człowiek-legenda słynął jako ten, który potrafił w długie zimowe wieczory zabawiać
zebranych ciekawymi opowieściami o przygodach np. podhalańskich bohate
rów - zbójników. Zdarzało się, że w trakcie wywiadu ktoś mnie zapytał, czy
opowiada interesująco, czy przypadkiem opowieści innych nie były ciekawsze.
Po zapewnieniu że nie, zaczynał mówić z jeszcze większą przyjemnością. Sia
daliśmy wygodnie, praca zostawała odłożona na potem, zaczynała płynąć
historia z zamierzchłych czasów: No, Tata był znajomom z Papieżem z dawna...
156
MAGDALENA PROSIŃSKA
Byli zadowoleni, że mogą mnie zachwycić umiejętnością snucia pięknych i cie
kawych opowieści. To przecież na Podhalu sztuka z dawna ceniona. Opowia
da się o czynach dzielnego Janosika, o życiu partyzanckim i o niezwykłości
Papieża. Ale przede wszystkim opowiadali o sobie.
W góralskich rozmowach istnieje postać, która wywołuje wielkie emocje
- Ojciec Święty, który jest swoim człowiekiem - góralem. Jego losy są z uwagą
śledzone: Ludzie już nad tym perswadowali, że On człowiek dobry i że chyba
zostanie Papieżem, Jak przyjdzie niedziela to wszyscy o Nim mówią, ugadają
nad tym, że On to sycko przyjął na siebie i dał radę i błogosławił. Mówi się
o nim nie tylko w dzień święty, jest wśród ludzi w powszednim życiu: Jak się
dowiedzieli, że Ojcem Świętym będzie Polak to dzwony biły wszędzie i ludzie
jedni gonili do drugich. A słyszeliście - leciało się opowiadać - że mamy Papieża,
Ojca Świętego i w dodatku Karola Wojtyłę! Wielkie to było przeżycie. Wnuczki
jednej z informátorek, obecne przy wywiadzie, po wyjściu z chałupy babci
powtarzały całymi zdaniami fragmenty jej wypowiedzi. Mówiły, że słyszały to
już sto razy. Przy każdej rodzinnej okazji babcia opowiada o tym, jak w mło
dości spotkała Papieża w górach... Na pytania kwestionariusza otrzymywałam
odpowiedzi pewne. Można powiedzieć, że poszczególne wypowiedzi czerpały
z ogólnogóralskiego poglądu ukształtowanego podczas wieloletnich dyskusji.
Rzadko zdarzały się rozbieżności zdań. Miałam ułatwione zadanie, bo nie
trzeba było zmuszać ludzi do rozmowy. Temat mieli obgadany, był dla nich
ważny i istniał w codziennej rzeczywistości. Gdy formułowałam pytanie w spo
sób niezrozumiały lub gdy pytałam o sprawy, na temat których informator nie
miał wyrobionego zdania, nie wahał się powiedzieć: Nie radziłem się na ten
temat, nie miałem takiej dyskusji - 70-letni mężczyzna z Witowa na jedno
z pytań, które było dla niego zaskakujące, a w innym miejscu rozmowy: Nie,
ja takiego nie słyszał tu, to nie mogę gadać.
Wszystkie góralskie sprawozdania były na podobnym poziomie emocjonal
nym, tzn. wszyscy kochają Papieża, pielgrzymka 1997 roku była dla nich
ważnym wydarzeniem. Rozmawiałam z kilkoma starymi góralami, np. ze wsi
Ząb. Byli pewni siebie, mieli ukształtowane poglądy, można powiedzieć, mniej
zakłócone przez nowoczesność. Nie wstydzili się wiary w nadprzyrodzone moce,
nie dystansowali się do udzielanych odpowiedzi, mniejszy wpływ miała na nich
telewizja, wielu z nich nie ukończyło szkoły podstawowej i pamiętali czasy, kiedy
boso szli raz w tygodniu na targ do Zakopanego. Wypowiedzi informatorów
średniego pokolenia nie zawsze były identyczne z tym, co opowiadali starcy.
Różnice wynikały z tego, że ci pierwsi byli np. po studiach w miastach poza
Podhalem - to znacznie zmieniło perspektywę ich wypowiedzi. A niektórzy,
szczególnie młodzież, mówili z większą podejrzliwością, że być może z nich
szydzę, gdy pytam o to czy Papież jest święty. Uczennica liceum plastycznego
miała indywidualne podejście do spraw religijnych, zgodność z własnym sumie
niem była jej kryterium moralności. Starsi ludzie z wykształceniem podstawowym
odczuwali pielgrzymkę przede wszystkim jako spotkanie całej społeczności. Jedna
góralka, studentka, krytykowała starszych za zamiłowanie do spędu i pokazywania
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
157
się na mszy świętej. Były osoby po studiach, np. organizatorzy pielgrzymki
z ramienia Urzędu Miasta, którzy o postaci Papieża mówili w odniesieniu do
wydarzeń historycznych i porównywnali go do postaci z historii Polski bądź
świata. Organizację przyjazdu Papieża uważali za misję historyczną.
Wyobrażenie dzielnego męża, wojownika wzbogaconego o elementy wzoru
chrześcijańskiego, który przybędzie, aby wyzwolić ojczyznę spod zaborów jest
jednym z głównych wątków polskiej literatury X I X wieku. Maria Janion
uważa, że dzisiejsze postawy Polaków wobec historii najnowszej wciąż sięgają
korzeniami romantyzmu (Janion, Żmigrodzka 1978, s. 567). Podobne wnioski
płyną z pracy magisterskiej Kingi Łozińskiej, studentki z Krakowa:
Romantyczny styl odczuwania ciągle odpowiada na grupowe zapotrzebowanie, określa rodzaj
narodowych zachowań, nadaje kształt zbiorowej wyobraźni. Teksty będące popularną realizacją
XIX-wiecznej ideologii, mimo że posługują się głównie kliszami i stereotypami, świadczą o trwałej
sile romantycznego sposobu myślenia i odczuwania, odciskającego swój ślad w polskiej kulturze
masowej (Łozińska 1990, s. 45).
Autorka pisała pracę poświęconą romantycznemu wizerunkowi Papieża,
analizując również teksty z Podhala.
Więc najpierw były zabory i romantyzm, później I I wojna, jeszcze później
50 lat komunistycznego zniewolenia, które w opinii górali zakończyło się
w momencie, gdy Karol Wojtyła został wybrany na Papieża. A wolność cenią
oni ponad wszystko. Był im potrzebny bohater (w dalszej części pracy prezen
tuję materiały z Podhala, które świadczą o tym, że góralskie pojęcie bohater
nie do końca pokrywa się z wyobrażeniem Papieża z opowieści górali. Ja,
badacz, użyję do analizy zjawiska pojęcia bohater kulturowy), tym bardziej, że
przez wiele lat nie wolno było mieć takich bohaterów. Chcieli, by był to ktoś
wyjątkowy, o kim powiedzieliby, że wywodzi się z ich ojczyzny, że uratował ją
i cały świat - kogoś, z kim mogliby się utożsamiać. Papież jest identyfikowany
ze sprawą narodową, spełnia rolę mesjańską, co wyraźnie odczuwa się w rela
cjach górali, grupy o silnej megalomanii regionalnej.
Bohater kulturowy to konstrukcja teoretyczna. Przy analizie materiałów
odwołałam się do pojęcia, o którym pisał Eleazar Mieletyński w Poetyce Mitu:
Aktom pratworzenia odpowiadają w archaicznych mitologiach bohaterowie, żyjący i działający
w czasach mitycznych; nazwijmy ich praprzodkami-demiurgami - bohaterami kulturowymi [...]
W tym zespole podstawowy element stanowi praprzodek - rodu, fratrii, plemienia. Ten ostatni
bywa czasem uważany za przodka całej ludzkości, ponieważ w świadomości wspólnoty pierwot
nej granice plemienne pokrywają się z ogólnoludzkimi. Praprzodek-^lemiurg-bohater kulturowy
całkowicie w zasadzie modeluje społeczność pierwotną utożsamianą z „prawdziwymi ludźmi"
(Mieletyński 1981, s. 221).
Model bohatera kulturowego w Poetyce mitu odnosi się w dużej mierze
do pozaeuropejskich mitologii archaicznych, co nie oznacza, że tylko do ich
interpretacji można go stosować. Również Magdalena Zowczak opiera się nie
tylko na polskim micie bohaterskim, który - jej zdaniem - nie rozwinął
się w pełni. Konstruując kulturową kategorię bohatera autorka sięga do mitów
158
MAGDALENA PROSIŃSKA
europejskich, co później pomaga jej zinterpretować wyniki współczesnych badań
prowadzonych na polskiej wsi. Jej zdaniem, antynomie takie jak: śmiertelność-^iieśmiertelność, siła-słabość, wolność-uległość, władza-podporządkowanie,
wiedza-niewiedza określają kategorię bohatera i zakres jego działań. Bohater
znajduje się na przecięciu tych podstawowych dla ludzkiej egzystenqi i ogranicza
jących ją granic - mit bohaterski jest paradygmatem ludzkich możliwości.
Bohater to ten, który przekracza granice człowieczeństwa (Zowczak 1991). Jako
że bohater kulturowy jest ogólną, ponadczasową kategorią myślenia ludzkiego,
pomógł mi uporządkować materiały zebrane na współczesnym Podhalu. Mitycz
ny heros - bohater kulturowy - dobroczyńca, zbawca, obrońca ludzi, uosobienie
porządku-kosmosu, nauczyciel kultury, który modeluje społeczność, postać,
która oscyluje na granicy sakralnego i niesakralnego, przypomina Papieża
z opowieści góralskich - tego, który wywiódł swój lud ukochany z „Czerwonej
niewoli", Ojca Świętego, który posiada magiczną władzę pośredniczenia między
góralami, „prawdziwymi ludźmi", (Mieletyński 1981, s. 221) i Bogiem. Od tego
najważniejszego pośrednika zależy ich pomyślność - oddają mu więc cześć,
obdarowywują go, składają hołd, obiecują posłuszeństwo, stosują się do wyzna
czanych przez niego lub poprzez niego praw. On błogosławi ich rodziny
i gospodarstwa, uzdrawia, godzi, jednoczy. Góralskie opowieści o „Papieżu-wędrowniczku" przypominają apokryficzne historie o Panu Jezusie i Świętym
Piotrze, którzy chodząc po świecie zaglądali do biednych wiejskich chat, testując
moralność i gościnność mieszkających tam chłopów, których później nagradzali
bądź karali. Górale opowiadają o tym, jak Papież został wysłany przez Pana
Boga na „niskość ziemi" jako następca Pana Jezusa, aby nawracać ludzi przed
końcem świata. W trudnym zadaniu wspiera go Matka Boska. Dokładniej o tym
pisałam w rozdziale I V pracy magisterskiej Opowieści o życiu Ojca Świętego
(patrz: Biblioteka Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW), który jest
próbą opisania bohaterskiego życia Papieża-górala. Opowieści mówią o jego
niezwykłości, o wędrówkach po świecie, o naprawianiu go, zbawianiu, urządza
niu. Gdy zaczął przyjeżdżać na Podhale w młodości i potem, gdy już został
Papieżem, wszystko zaczęło się zmieniać - zwyczaje, moralność, Polska, czyli
Podhale, odzyskała wolność: Ojciec Święty z komunizmem, walczył wiarę kato
licką zakładał i kapitalizm przywracała Zaraz jak tu Papież był pierwszy raz, zaraz
na następny rok już zaczyna się zmieniać, Solidarność powstała. Papież trans
formuje świat, przetwarza chaos (komunizm, laicyzacja?) w nowy lub może
w bardzo stary (już raz stworzony - przez Chrystusa, czy samego Boga Ojca),
tylko dawno zapomniany przez niedoskonałych ludzi porządek: Przeszedł Papież
po Podhalu pod góry, to już ludzie mają inne poglądy życia, ludzie pozmieniali się,
zmieniają się. Papież-pielgrzym wędruje po świecie i sprawia by był idealny: On
ma odwagę, wszędzie jedzie gdzie są wojny. Przez Niego się dużo rzeczy dzieje
w świecie, nie na gorzej tylko na lepsze.
Rozdział I I I mojej pracy, Święta przestrzeń, to przewodnik po miejscach
związanych z Ojcem Świętym. Niektóre z nich były święte z dawien dawna
i w naturalny sposób łączone są z osobą Papieża. Należą do nich kapliczki,
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
159
stawiane w miejscach objawienia się Najświętszej Panienki, które odwiedzał
podczas swoich młodzieńczych wypraw w góry (kapliczka na Wiktorówkach,
kaplica w Dolinie Chochołowskiej, sanktuarium w Ludźmierzu). „Zgodnie
z tradycją polskich bohaterów i świętych, Jan Paweł I I nieustannie daje świade
ctwo szczególnemu kultowi Matki Boskiej" (Zowczak 1991). Inne stały się
święte za jego sprawą niedawno, gdy wsie Skalnego Podhala dotknął swoją stopą
czy wzrokiem - mówi 30 letni z-ca burmistrza (kapliczka pod Turbaczem).
Natrafiamy na szlaki, którymi wędrował zostawiając za sobą niezatarty ślad.
Nazywane są odtąd papieskimi (szlaki papieskie w Chochołowskiej, czy z Za
kopanego przez Gubałówkę i Ząb do Ludźmierza). Zobaczymy kościoły zbudo
wane jako wotum dziękczynne za ocalenie jego życia (sanktuarium na Krzeptówkach), kaplice powiększone dla upamiętnienia wizyty tego najważniejszego
z gości (kapliczka na Gubałówce). Fakt odwiedzin często wystarczy, nawet jeśli
Karol Wojtyła nie był jeszcze wtedy najwyższym namiestnikiem Kościoła, choć
takie wydarzenia mają szczególne znaczenie. Gdy mowa o wizytach biskupa,
czy nawet młodziutkiego studenta z Krakowa, informatorzy mimo wszystko
używają określenia „Ojciec Święty" w ten sposób dodając owej chwili ważności.
Nie sposób wymienić wszystkich, bo Papież, wędrując po Podhalu, zostawił
w ludzkiej świadomości niezliczone ilości momentów i miejsc, gdzie codzienność
zetknęła się z jego mocą. Gdy sacrum styka się z naszym codziennym otocze
niem, uwzniośla je. Polny kamień, strumyk lub ścieżka zaczynają błyszczeć
jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nabierają nie-zwykłości, tajemni
czości, robią się groźne i pociągające - przestrzeń staje się niejednorodna. Ale
w tym samym czasie to nieznane groźne sacrum, które zamieszkało obok ludz
kiej siedziby przybiera postać figurki Matki Boskiej przypominającej kobietę
góralską, zaczyna być trochę bardziej swojskie. Teraz obserwuje z bardzo bliska
codzienne uczynki człowieka, który musi stosować się do reguł ustanowionych
przez to sacrum. Wędrując po znajomych zakątkach Zakopanego i okolicz
nych wsi, szlakami górskimi, słuchając opowieści mieszkańców tutejszej ziemi
odkrywamy zupełnie inny wymiar. Miejsca, w których pod wpływem kon
taktu z Ojcem Świętym zaszła dogłębna zmiana, zamieszkała w nich jego
świętość, a ludzki stosunek do nich uległ przemianie. Bohater kulturowy po
siada bowiem umiejętność porządkowania przestrzeni. Miejsca jego wizyt stają
się niesamowite. Są to pomosty między światem ludzkim i światem świętych
- oknem na świat boski. T u człowiek kontaktuje się ze świętością, ma szansę
spojrzeć w jej prawdziwe oblicze.
Święty, bohater - te określenia mogłyby się wydać najbliższe, jeśli chcieli
byśmy znaleźć dla Karola Wojtyły odpowiednio opisaną w kategoriach infor
matorów przegródkę. Jednak w ich kategoriach te pojęcia są czasem zbyt
wąskie, a czasem zbyt szerokie w odniesieniu do tej postaci, w niektórych
miejscach sprzeczne z jego wizerunkiem, bądź z portretem własnym grupy.
Ich formaty - święty-katolicki i góralski bohater-łotrzyk, zawsze z którejś
strony okazują się niedopasowane. Z jednej strony ludzie mieli wątpliwości,
czy Papież jest bohaterem, bo widzą go jako osobę idealną, blisko związaną
160
MAGDALENA PROSIŃSKA
z sacrum, pozbawioną wad, którymi odznacza się góralski bohater, z drugiej
mają wątpliwości, czy jest święty - jest za bardzo swój (a swojskim, czy
bohaterem nazywają też Janosika i jego/ich własne „przysmyki"). Portret
własny grupy i wizerunek jej przedstawiciela muszą się ze sobą pokrywać. „Ten
ostatni bywa czasem uważany za przodka całej ludzkości, ponieważ w świado
mości wspólnoty pierwotnej granice plemienne pokrywają się z ogólnoludzki
m i " (Mieletyński 1981, s. 221). Jan Paweł I I , postać współczesna, wymyka się
tradycyjnym podhalańskim schematom.
Moja praca magisterska jest próbą odpowiedzi na pytanie o elementy,
jakie złożyły się na mitologizację osoby Karola Wojtyły, człowieka uosobiającego pewne idee i nadzieje, który pojawił się w sprzyjającej sytuacji politycz
nej. Jakie jest miejsce Papieża w podhalańskiej kulturze? Jak przeplatają się
w jego postaci świętość i swojskość? Jak chcą górale, aby ich widzieć w kon
tekście rozmów o Ojcu Świętym - tożsamość kształtowana wobec sacrum, czy
sacrum kształtowane przez tożsamość? Jak te dwa wizerunki - tożsamość
i sacrum - są do siebie dopasowywane?
Sytuacja polityczna w Polsce w dniu konklawe oraz w momencie, gdy Jan
Paweł I I przyjechał na pierwszą pielgrzymkę do ojczyzny w 1979 roku, a także
jego image spowodowały, że na Podhalu, regionie o specyficznej historii i kul
turze, zdobył niezwykłą popularność: My Go kochamy jak Chrystusa, tak Jego.
W fantastycznych obrazach mitologii odbijają się szeroko realne obrazy otaczającego świata.
W takim odzwierciedleniu rzeczywistości w micie zawarta jest nawet szczególna „pełnia", jako że
wszelkie - nawet najmniej istotne - realia naturalne i społeczne muszą być zakorzenione w micie,
winny znaleźć w nim swoją przyczynę, uzasadnienie i sankcję (Mieletyński 1981, s. 211).
Mityczny wizerunek Jana Pawła I I charakteryzuje górali - ich tęsknoty,
nadzieje, których następstwem jest mityczny portret osoby uważanej za na
stępcę Jezusa, ale jednocześnie swojskiej - człowiek gór, który przeszedł wszyst
kie tatrzańskie szlaki i spędził wśród górali wiele momentów swojego dawnego
życia. Wracając do królestwa młodości ukradkiem ociera łzę. Cienka linia
góralskich opowieści oscyluje między dwoma biegunami - sacrum i profanum.
Zbliżając się raz do jednego, innym razem do drugiego, opisując osobowość,
która wpisuje się w góralski etos.
ŚWIĘTY CZAS
Przewinął się przed nami wielki barokowy teatr, podczas którego dokonywała się
magiczna przemiana życia codziennego w czas odświętny, uroczysty (Rożek 1976, s. 263)*.
Opisując kilkudniowy pobyt Jana Pawła I I na Podhalu 4-7 czerwca 1997 r.
starałam się pokazać jak sięgające starożytności, europejskie tradycje witania,
oddawania czci wielkim postaciom (bramy tryumfalne, dekoracje, hołd, uro* Cytaty z gwiazdką pochodzą z siążki Michała Rożka (1976).
161
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
czysty przejazd) zostały zsynkretyzowane podczas tej pielgrzymki. Chciałam
oddać atmosferę wielkiego święta przyjazdu króla i zbawcy na Podhale - cza
su zawieszenia życia codziennego, czasu uniesienia i demonstracji narodowych
tęsknot. Góralskie święto można opisać w kategoriach communitas (Turner
1978). Pielgrzymka została uznana za ważny moment otwierający nowy etap
historii regionu. Mircea Eliade nazwałby go czasem prapoczątku. Rocznica jest
uroczyście obchodzonym świętem, podczas którego wydarzenia z 1997 r. są
odtwarzane z wielką pieczołowitością.
Myślę o tamtych dniach i mam przed oczami mieszaninę barw, dźwięków,
gestów. Ważne było przeżycie duchowe, ale także jego niezbędne dopełnienie
- ceremonialność, oprawa plastyczna i muzyczna, które stworzyły arcydzieło
- wielkie święto ludowej gromady. Póbowałam znaleźć sens obserwowanych
zdarzeń i ludzkich zachowań, zastanawiałam się, jaka jest ich natura, dlaczego
są takie. Uczciwie muszę przyznać, że podniosła atmosfera i ogrom wydarze
nia nie pozostały bez wpływu na moje uczucia. Znalazłam się w niesamowitym
jak świat na scenie teatralnej otoczeniu, z którego atmosfery starałam się
czerpać pełną piersią. Podhale zmieniło się nie do poznania. Krótkie chwile,
podczas których Papież pojawiał się na ulicach miasta i wiosek w swoim
zamkniętym niczym laboratoryjna klatka pojeździe, graniczyły z szaleństwem.
Nie wiadomo skąd zbierały się nagle setki gapiów, którzy uwieszeni na usta
wionych wzdłuż drogi barierkach niecierpliwie oczekiwali na przejazd. Na jego
widok wpadali w amok wymachując wszystkim, co znajdowało się pod ręką,
krzyczeli, płakali, doznawali olśnienia, aby w chwilę później uspokoić się
i z nową siłą życiową rozejść, pozostawiając ulicę pustą, trochę zaśmieconą.
Żałowali, że bliskie spotkanie trwało tylko moment. Ojciec Święty popatrzył/
nie-popatrzył w ich stronę, pobłogosławił/nie-pobłogosławił, już zniknął.
W dali słychać jeszcze hałas, widać ruch, powiewają chorągiewki, żółte czapki
w górze - teraz przejeżdża na tamtym odcinku drogi, podczas gdy ten po
wrócił do normalności. Jeszcze raz biegnijmy za nim, śledźmy go, być może
uda się na niego zaczaić! Od przyjazdu była taka atmosfera, że pracą to się nikt
nie przejmował, tylko w tą i w tamtą ludzie latali za Papieżem.
Ludzie pielgrzymowali na różne sposoby - na piechotę, samochodem,
samolotem z Ameryki. Przeżywali mszę świętą za sprawą radia i telewizora.
Góralski świat deklarujący konserwatyzm okazał się rozczłonkowany, jak
mozaika w kalejdoskopie. Wydarzenia rozgrywały się blisko mnie. Obserwacje
prowadziłam sama i nie potrafię pokazać ich „z lotu ptaka' . Zdam więc mój
własny raport - obraz widziany z perspektywy jednostki w tłumie.
Równolegle do wypowiedzi góralskich umieściłam opisy wjazdów ważnych
osobistości do Krakowa doby baroku oraz na XIX-wieczne Podhale. Może
przez niektórych uznane zostaną za nieprzystawalne, za mgłą rysują fragmenty
historii, sugerują raczej i nie nadają wydarzeniom trójwymiarowej głębi, pro
wokują, a nie objaśniają wprost. Wszystkie relacje opowiadają o uroczystym
wjeździe ważnych osobistości, można powiedzieć tryumfujących władców,
którzy otrzymali władzę od Boga i o hucznym powitaniu przez mieszkańców
5
162
MAGDALENA PROSIŃSKA
miasta, o budowie bram tryumfalnych, oddawaniu czci, hołdu, dawaniu poda
runków, strojeniu dróg.
Wykorzystałam fragmenty książki Michała Rożka (1976). Opisuje on wjazdy
koronacyjne, ślubne, pogrzebowe, a także wizytacje legatów papieskich, np.
Hipolita Aldobrandiniego, późniejszego papieża Klemensa V I I I , który w 1588 r.
wjechał do Krakowa na osiołku witany przez tłumy po obu stronach drogi.
Schemat wjazdu obejmował powitanie [...] przez okoliczne satelitarne miasta, dalej przejazd
ulicami [...] przez dwie bramy tryumfalne, obustronnie ozdobne, potem pogrzeb poprzednika,
ekspiacyjną procesję na Skałkę, koronację, w której miasto nie uczestniczyło i na zakończenie
homagium na Rynku kończące się fajerwerkami (Rożek 1976, s. 263).
Autor pokazuje strukturę tradycyjnych XVII-wiecznych wjazdów. To po
mogło m i uporządkować materiał zebrany na Podhalu i zauważyć historyczne
odniesienia. Czterodniowy pobyt Ojca Świętego w Zakopanem przypominał
mi schematem te uroczystości: miesiące przygotowań, wielki przejazd przez
okoliczne wioski i miasto, bramy tryumfalne, homagium na rynku, czyli Hołd
Górali Polskich, wygłaszany donośnym głosem przez przystojnego burmistrza.
Nawet jeśli każdy góral powie, że hołd był czysto góralski, ja widzę Kmicica
klęczącego przed Janem Kazimierzem i wierzącego w moc Najjaśniejszego
Pana, który wrócił do Ojczyzny, aby ją ocalić od zagłady. Król, ojciec i obroń
ca, Kmicic gotów poświęcić życie, aby go ratować. Ale przede wszystkim, to
przepych i barwność pielgrzymki wydały mi się iście barokowe.
Wykorzystałam również fragmenty pamiętników pierwszego zakopiań
skiego proboszcza, górala, ks. Józefa Stolarczyka, spisywanych od 1848 roku,
wydanych w roku 1997. Stolarczyk wspomina przyjazd biskupa Albina Duna
jewskiego w roku 1886 do Zakopanego i huczne powitanie tej ważnej persony
przez mieszkańców miasta. Jakże podobne są jego relacje do rzewnych wspom
nień wizyt Wyszyńskiego i Wojtyły, które znajduję w swoich materiałach.
Wjazdy należały do ulubionych widowisk w okresie baroku. Były uro
czystościami państwowymi, wzorowano je na rzymskich i nowożytnych po
chodach tryumfalnych, obliczonych przede wszystkim na efekt propagandowy
i wizualny.
W uroczystych wjazdach uczestniczyło całe społeczeństwo, aby obejrzeć barwne widowisko i no
wego monarchę. Wszystkie wydatki związane z wjazdem i hołdem pokrywało ze swej szkatuły
miasto, rozumiejąc ich konieczność i propagandowy charakter. Zdawano sobie też sprawę, że
dzięki nim można zapewnić sobie przychylność nowego monarchy i uzyskać przy tym potwier
dzenie dotychczasowych przywilejów, a w przyszłości nowych (Rożek 1976, s. 263).
Władze Zakopanego podkreślają, że Ojciec Święty przyjechał na ich zapro
szenie. Trasy przejazdów Jana Pawła I I po Podhalu, hołd, msza pod Wielką
Krokwią i uroczysty przejazd z Zakopanego do Ludźmierza, były starannie
wyreżyserowane. Spodziewano się, że w trakcie jego obecności, drogi, wioski,
ludzie i ich gospodarstwa otrzymają liczne łaski i błogosławieństwa. W ukła
daniu schematu brał udział Urząd Miasta Zakopane i władze kościelne. Do
zaprojektowania oprawy ideowej i plastycznej papieskiej pielgrzymki zatrud-
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
163
niono znanych artystów, intelektualistów i rzemieślników. Pracowały setki
ludzi: Spółki są tutaj takie gminne, drzewo mają ludzie, drzewo z lasów prywat
nych dawali. No inni mieli zrobić co innego. Każdy ksiądz był wyznaczony do
innego zadania. U nas w Kościelisku więcej wsi jest to zwieźli drzewo i od
powiadali za budowę sektorów. W kościele było ogłoszone. Szkoła odpowiedzial
na była za ołtarz. Przygotowania rozpoczęły się wiele miesięcy wcześniej. Brali
w nich udział nie tylko opłaceni specjaliści, ale cała góralska społeczność.
Relacje mówią o entuzjazmie, jaki panował w trakcie pracy, w którą ludzie
wkładali serce, czasem duże pieniądze: Ze wszystkich domów porządkowi po
szli, a każdy góral od nas z drewna robił. Tu na Gubałówce zrobiliśmy Mu
piękne oscypki i orkiestra grała, ale On nie mógł się zatrzymać. [...] Wszystko
dla Niego. Z ogromnym entuzjazmem, jakby to był sam Bóg, myli chałupy,
spowiadali się, sprzątali nawet jak koło ich domu nie jechał, na najwyższy
poziom nawieszali po płotach [na płotach wstążki, flagi, zieleń - МР]. Szyły
sobie góralki staroświeckie stroje. Z wypowiedzi informatorów wynika, że
podczas przygotowań, modlitw w kościołach i odmawiania różańca w intencji
pomyślności pielgrzymki, który wędrował po podhalańskich wsiach przez pół
roku, w społeczności zapanowała zgodność: Tu po wsi mieliśmy różaniec od
domu do domu i niektórzy ludzie się tak nienawidzili. Takie kłótnie jakieś i na
starość jedna sąsiadka się mściwa zrobiła. Miał przyjść różaniec niby od sąsiadki
do nas, a od nas do tamtej. Ona powiedziała, że nie będzie brała różańca od nas.
Przyszła druga sąsiadka i ja do niej mówię, że ja pójdę do tamtej po różaniec,
pochwalę Pana Boga. [...] Przecież Ojciec Święty w Polsce, my musimy wszyscy
mieć zgodę. Potem ta sąsiadka powiedziała tamtej i ona przyszła z mężem po ten
różaniec. Ja jom ucałowała, powitała, witojcie, dawnoście u nas nie byli. Teraz
już jest zgoda i rozmawiamy i przez podwórko przechodzimy, ale do mojego się
nie odzywa. On ją przeprosił, a ona nie, to jest nieładnie. Ojciec Święty tu
w Polsce, żeby nie dopilnować, żeby się pojednać. Po to Papież przyjechał, żeby
nas zjednoczyć wszystkich, bo nie ino my, ale na całym świecie tak jest. Pano
wało przekonanie, że podczas pielgrzymki musi zapanować zgoda, harmonia
i porządek, mówiąc słowami Victora Turnera - communitas.
Pojechałam do Zakopanego kilka dni przed pielgrzymką, obawiając się
utrudnień w komunikacji. Słyszałam, że drogi mają być zamknięte. Zgodnie
z prawami rynku ceny za nocleg poszły w górę. Specjalne komunikaty radziły
mieszkańcom Zakopanego zrobić zapasy prowiantu na najbliższe dni. Oczeki
wano najazdu, a ja miałam dziwne jak na taką okazję skojarzenia - odcięte od
świata miasto w czasach... np. wojny {Ten pobyt to dla nas wstrząs większy niż
wojna), ale ludzie byli szczęśliwi.
Domy, płoty, słupy, samochody poubierane - powiewają papieskie i pol
skie flagi, wszędzie kwiaty, sztuczne bądź prawdziwe, okna „umajone" z wiel
ką starannością. Stoją w nich ołtarzyki z portretami Ojca Świętego. Obrazki
przywiezione z Rzymu są bardziej święte od tych z veritasu w Zakopanem, czy
Nowym Targu. Jeszcze nie przyjechał, a już jest obecny. Przez cały czas jak był
Ojciec Święty to my musieli trzymać obraz w oknie i kwiatami ustroiła. Do okna
164
MAGDALENA PROSIŃSKA
był twarzą i to wszędzie po oknach było. Niektórzy mu nawet świeczkę zaświecili
w oknie i piknie było w każdziutkim domu, nie bylo jednego domu. Nawet jak
jeszcze idę gdzieś przez wieś to jeszcze nie sprzątane, jeszcze jest w oknie widok
Ojca Świętego [...], a w kościele Ojciec Święty po prawej stronie wystawiony był.
W każdym podhalańskim domu znajdziemy kapliczkę. Wśród innych świę
tych będzie tam obrazek z podobizną Ojca Świętego, ustawiony obok Pana
Jezusa i Matki Boskiej - Ludźmierskiej najczęściej w okolicach Ludźmierza,
Fatimskiej w sąsiedztwie Sanktuarium na Krzeptówkach, Częstochowskiej
w wioskach otaczających kościół na wzgórzu zwanym Bachledówką koło
Czerwiennego. Szczególny jest stosunek informatorów do obrazków z Papie
żem - są święte, on na nich jest traktowany niemal jak żywa istota. O obrazku
mówi się: Mamy w domu Ojca Świętego, zapalmy świeczkę Ojcu Świętemu, nasz
Ojciec Święty jest wystrojony elegancko. Sąsiadki prześcigają się w strojeniu
okien - czyj Ojciec Święty wygląda ładniej i robi większe wrażenie. Tak pisze
0 zjawisku kultu świętych obrazków Jacek Olędzki:
Charakterystyczną cechą ludowego kultu świętych był sensualizm przejawiający się w traktowaniu
obiektów kultu, a więc wyobrażeń tych postaci jako realnych istot obdarzonych zmysłami. [...]
Innymi przejawami tej postawy wobec wizerunków świętych mogło być osłanianie figur daszkiem lub
wnęką kapliczki, odziewanie ich w sukienki, składanie do kapliczek darów (Olędzki 1971, s. 76).
Na Podhalu to stwierdzenie byłoby przesadzone. Górale czczą przedsta
wienia Papieża, ale nie uważają, że np. gipsowa figurka Jana Pawła I I jest
realną postacią. Jest ona uobecnieniem świętego, przypomnieniem jego praw
dziwego oblicza.
Tym samym prawdziwe obrazy pozostają na granicy światów zmysłowego i duchowego, niczym okna
otwarte ku niebiosom. [...] Zarówno funkcjonowanie bożych stów, jak i prawdziwych wizerunków
dowodzi, iż pojęcia autentyku i kopii, oryginału i plagiatu tracą sens w kontekście religijnym.
Schemat raz uznanego objawienia staje się własnością powszechną (Zowczak 1998, s. 35).
Wynajęłam pokój na szczycie Gubałówki. Widzę stamtąd krzyż na Giewon
cie i całe Zakopane. Mam poczucie, że mieszkam na szlaku Zakopane - Niebo.
Nocą szeroko otwieram okno i słyszę śpiewy unoszące się z czuwających
kościołów. Tu, na wysokości odbijają się od gór i mieszają ze sobą. W dole
tysiące światełek, wyglądają jak gorąca lawa, każde oznacza oczekiwanie.
Ojciec Święty, Ojciec Święty słychać od rana na ulicach. W rozmowach nie
brak wątków paraapokaliptycznych: Zadepczą nas, trzeba zrobić zakupy, bo
wszystko wykupią, co to będzie. Wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu
1 surowego mięsa. Górale mówią, że nie sprzedają wódki, bo święta osoba
przyjeżdża do ich ojczyzny, wiedzą że wódka może oznaczać awantury (z dru
giej strony, gdy Papież zachorował opowiadali dowcipy, że to z powodu
zakazu picia za jego zdrowie). Po mieście biegają małe smyki, sprzedają
różnego rodzaju rekwizyty: papierowe biało-żółte chorągiewki i baloniki z her
bem papieskim, różnego rodzaju żółte czapki na wypadek słońca i żółte pele-
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
165
ryny na wypadek deszczu, choć deszcz jest mało prawdopodobny, bo Niebo się
z nami raduje, obrazki z Ojcem Świętym, kufle do piwa z jego podobizną, gip
sowe główki Papieża (hurtownia jednego z producentów tych dobrze sprzeda
jących się główek została okradziona przed pielgrzymką).
Ochroniarze jak szaleni jeżdżą parami na białych, błyszczących motorach,
ćwiczą trasy przejazdu. Czasem podąża za nimi samochód udający papamobile. Kilka razy dziennie samochody-wykrywacze bomb robią objazd poten
cjalnych tras przejazdów. Ciągle słychać warkot silników samochodowych,
a w górze helikopterów, które też mają ćwiczenia. Panuje psychoza, że ktoś
będzie chciał zabić Papieża i świat oskarży ich o zabójstwo. U nas nic nie
groziło Ojcu Świętemu, ale wszyscy myśleli, że przyjezdni mogą być. Mityczny
bohater również często ginie z ręki najbliższych.
Powitanie króla*
„Witamy Cię zmęczony Baco, Pasterzu nasz i Ojcze" (radio Aleks)
Zakopane jest coraz bardziej kolorowe, na ulicach kłębią się tłumy han
dlarzy, wojska, pielgrzymów, dziennikarzy i mieszkańców Podhala, z których
wielu już chodzi w strojach góralskich, często szytych specjalnie na tę okazję.
Ci, którzy nie mają ich jeszcze skompletowanych teraz biegają i pożyczają od
rodziny lub sąsiadów. Każdy na mszy chce wyglądać elegancko. W powietrzu
czuć zapach czegoś wielkiego, co ma już za kilka godzin nastąpić. Słychać
podniecone szepty: [Papież] na Podhalu wreszcie prawdę powie, bo On górali
kocha najbardziej; Przyjeżdża do nas, trzeba Go uroczyście powitać (podsłucha
ne na Gubałówce). Emocje sięgają szczytu.
Po kilku dniach pobytu na Podhalu, ja także nie mogę się doczekać, aby
zobaczyć, jak będzie wyglądało powitanie gościa.
Dnia 31 Lipca 1886 przybył po południu Jego Exellencyja ks. Biskup krakowski Albin Dunajewski
z Wizytą Kanoniczną do Zakopanego - wyjechało naprzeciw 120 koni - po drodze strzelano.
Powitalną mowę przy bramie miałem następującą: Już to 21 lat temu - jak podnosimy oczy na góry
za pokrzepieniem się duchowym oglądając - Czekaliśmy i doczekaliśmy się - Dzięki Bogu dzisiaj
nas to szczęście spotyka z przybyciem Twoim Arcypasterzu nasz! Nic dziwnego, że jak kania na
deszczu spragnieni i rozradowani i do głębi rozczuleni jesteśmy, tern więcej, że się spodziewamy
z rąk Twoich błogosławionych darów - jakich świat dać nie może - bo darów niebieskich.
Wierzymy bowiem że dary - jakie z sobą dla nas przynosisz - ulżą nam w doczesnej niedoli
i ubezpieczą nas na żywot wieczny - A teraz racz przy tern spotkaniu i powitaniu nas pobłogo
sławić (Stolarczyk 1997, s. 59).
Tak relacjonował przyjazd do Zakopanego szanowanego biskupa ksiądz
Stolarczyk. A oto już X X wiek i równie emocjonalne wspomnienie. 80-letnia
góralka z Gubałówki opowiada o wydarzeniu sprzed kilkudziesięciu lat, o wjeź
dzie innej niezwykle ważnej persony, tak ważnej jak Papież dzisiaj, zresztą
informátorka myli się nazywając go papieżem (to zdarzało się również w innych
wywiadach). Mowa o kardynale Wyszyńskim, który właśnie wyszedł z więzienia,
gdzie był więziony przez komunistów:
166
MAGDALENA PROSIŃSKA
Wtedy powiedzieli, ze 1000 zł kto konia da, bo na koniach jechali. Bo tak
jechali tego Papieża, nie, tego Wyszyńskiego witać. A tak straszny deszcz lał, a to
było sto koni, bo to oni już przyjechali do Szaflar przed Zakopanem. I potem
jechali na wprost przez Czarny Dunajec i tu przyjechali przez Chochołów i coraz
więcej tych koni było. I tak jechali i już była noc. Już ciemno było i ja też byłam
tam. Co to było narodu, a deszcz lał jak z cebra i wszyscy byli mohrusieńcy.
A światła wyłączyli, miasto wyłączyło światła, bo tak robili, to przecież nikt nie
mógł się sprzeciwić. I wtedy jechali po cichu, tak jak wojna, takie to straszne
było i te konie. Oni jechali tu od Kościeliska do tego kościoła, właśnie naszego,
Św. Rodziny. I wołał tak głośno, i mówił tak pięknie. I mówił tak pięknie, i myśmy
tam wszyscy byli. Boże, i płakali ludzie jak mówił...
4 czerwca 1997 roku, o godzinie 21.00, na Gubałówce przed domami, albo na
dachach stoją ludzie. Patrzą w niebo: Nie wiedzieliśmy, w którym to helikopterze,
bo tych helikopterów było, wszędzie białe, białe, białe, same białe te helikoptery
leciały, nikt nie wie, w którym był. My liczymy, że w ostatnim, albo w przedostat
nim. Przed każdym gospodarstwem pali się ognisko, na Giewoncie też: przy
każdym domu z miłości do Papieża paliło się ognisko. Flaga na Giewoncie, ognisko
i flaga była, ktoś odważny to powiesił, mógł się zabić; wszędzie ogień był okropny.
„Powitanie przez okoliczne satelitarne miasta i przejazd ulicami przez dwie
bramy tryumfalne, obustronnie ozdobne"*,
czyli przejazd Ojca Świętego z Zakopanego przez Gubałówkę, Ząb, Bańską,
Sierodzkie aż do Ludźmierza, Szlakiem zwanym odtąd Papieskim
Widziałem, jak przejeżdżała Bozia przez Gubałówkę i ręką do mnie machała
- m ó w i 4-letni chłopczyk, dla którego dzień 7 czerwca 1997 roku był pełen wrażeń.
Kilka wieków temu „w mroźny styczniowy poranek (141) przy pięknej pogodzie stanął Król
Jegomość w Łobzowie, by obyczajem ojca i brata wjechać do Krakowa. Na spotkanie króla
wyszli mieszkańcy miasta i przyległych osad. Barwny tłum z chorągwiami cechowymi, pod bronią,
zajął obszar od łobzowskiego zamku aż po Kleparz i mury miejskie. Wśród tego szpaleru miał
przejechać Jan Kazimierz (Rożek 1976, s. 83).
I podobnie w 2 połowie X I X wieku:
Były dwie Bramy - jedna na starej Polanie - druga gotycka zaraz za mostem - lud wielki i cała
publiczność była zgromadzona. Strzelano z moździerzy i torpedy z Krakowa sprowadzono - Przyjęcie
było tak wspaniałe - że nawet innowiercy byli poruszeni - jak sami zeznawali (Stolarczyk 1997, s. 58).
Przyjęcie zorganizowane przez samego autora wspomnień, ks. Stolarczyka,
było barwne i huczne, wzięli w nim udział wszyscy mieszkańcy Zakopanego,
którzy niecierpliwie oczekiwali na przejazd biskupa Dunajewskiego. Na trasie
przejazdu Papieża z Zakopanego do Ludźmierza również ustawiono bramy.
Jedną na Gubałówce, drugą w Zębie: Tam Mu zrobili jak się Ząb zaczyna
bramę. Z gontu była i pięknie i napis Witaj Arcypasterzu i Kochamy Cię Ojcze
Święty. Jak przyjeżdżał na bierzmowanie dwa razy to robili na granicy Zębu
bramę i pisali Witaj Arcypasterzu, bo to osoba duchowna. Nad ulicą Kościeli
ską, w drodze do Sanktuarium na Krzeptówkach, wisiały niebieskie i żółte
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
167
transparenty, które górale nazywali bramami, napisy na nich głosiły: Ojcze
Święty ratuj naszą Ojczyznę; Ojcze Święty ratuj nasze rodziny; Ojcze Święty
nie opuszczaj nas, pomóż przezwyciężyć problem; Kochamy Cię Ojcze Święty.
Bramy tryumfalne, które budowano już w antyku, np. dla zwycięskiego cesa
rza powracającego z wojny, stawiano również w barokowym Krakowie dla
przyszłego króla wjeżdżającego na koronację. Te ostatnie nawiązywały treś
cią dó ciągłości dynastii i podkreślały, że król otrzymał władzę od Boga.
Oddawały naród pod jego opiekę.
Tak jak są podania ludowe z poszczególnych miejscowości, że tędy Św. Woj
ciech szedł do Polski, albo tędy wracał Jan Kazimierz, więc sobie wyobrażam, że
jak za 500 lat przyjdzie dziennikarz i w Zębie mu opowiedzą, że Papież rzymski tą
drogą jechał do Ludźmierza, to historycy wyjmą mapy z tego okresu i powiedzą, że
to była peryferyjna wtedy droga, że to niemożliwe. [...] To było świadomie wybrane,
żeby jak najwięcej wsi Skalnego Podhala dotknął swoją stopą lub wzrokiem. Mają
to w swojej historii zapisane - mówi z-ca burmistrza Zakopanego. Przejazdy i loty
helikopterem zostały tak zaplanowane, aby jego świętość zawitała do wszystkich
wiosek. Relacje z przejazdu Ojca Świętego w lipcu roku 1997 były bardzo
emocjonalne, mimo że z niektórymi osobami rozmawiałam kilka miesięcy
później. Dla wielu górali to był najważniejszy moment pielgrzymki, spodziewano
się wyjątkowych błogosławieństw dla rodzin i domostw: Taki ruch był, że nie
wiem, nie widziałam, co w domu robić, co sprzątać, ludzie het aż pogłupieli.
Informátorka z Gubałówki, czekając na spóźniającego się Papieża, który miał
przejechać koło jej domu, co pół godziny zmienia kwiaty, którymi przyozdobiła
front chałupy, aby były świeże. Jest stara i ledwo chodzi. Za każdym razem
wdrapując się po drabinie ryzykowała życiem. Wystrojone domy i koło dróg było
ludzi, o wszystko, od takiego małego dziecka, było po góralsku ubrane. Wszystko
w kwiatach ubrane, w żółte i w białe już były całe płotki, tam pełno kwiatów było
w tym, same kwiaty były, taką bramkę dla niego zbudowaliśmy. No i wszyscy
czekali, Boże, bili brawa. No ale co z tego, ino moment, a wszyscy byli załamani.
A jechało ich tutaj ogromnie, moc co tych samochodów, motorów i całego tego i ten
z trąbką na przedzie, taki młody ksiądz w pierwszym samochodzie i trąbił,
oznajmiał, że ten Ojciec Święty jedzie. A ja tak patrzyłam i ta moc samochodów
i nie widziałam tego Ojca Świętego, aż go zobaczyłam tego papamobile. A orkiestra
jak grała tu przy kapliczce aż po lesie się rozlegało. 80-letnia mieszkanka
Gubałówki, która wiele lat temu znała kardynała Wojtyłę, od wczesnych godzin
rannych siedziała na chłodzie czekając na błogosławieństwo. Podobnie jak wielu
innych, miała nadzieję, że ukochany Papież zatrzyma się koło jej domu, miała
naszykowane oscypki i kilimek w prezencie i przygotowała ten jej kościółek
zbudowany z kapliczki. Ona strasznie na niego czekała, a jak się nie zatrzymał
to płakała, tak się szykowała, miał się zatrzymać, później długo chorowała
- opowiada sąsiadka. Gubałówka nie była wystarczająco strzeżona, dom
informatorki znajduje się przy lesie. A papież nie miał czasu na odwiedzanie
dawnych znajomych, był spóźniony na różaniec do Ludźmierza, gdzie, jak
zwykle, niecierpliwie czekały na niego tłumy śpiewając:
168
MAGDALENA PROSIŃSKA
Góralu czy Ci nie żal,
Odchodzić od stron ojczystych?
Świerkowych lasów i hal,
I tych potoków srebrzystych?
Góralu czy ci nie żal?
A Góral?
Góral na lasy spoziera
I łzy rękawem obciera,
I rzekł: „Ha darmo, kiej trzeba! [...]".
Zakopane powoli pustoszało, robiło się coraz bardziej ponure - codzienne,
takie, jakiego nie było dane oglądać Ojcu Świętemu, który już odjechał daleko
od ojczystych stron. Ksiądz Stolarczyk tak wspomina smutne chwile odjazdu
biskupa Dunajewskiego do Krakowa:
Znów po południu odjazd nastąpił do Poronina. Dnia 3-o była wycieczka do Kościeliskiej Doliny
- Jego Exell. ks. Biskup - wybierzmował przeszło 1400. Był z wszystkiego zadowolony, bardzo
serdecznie do ludu przemawiał - lud płakał - a przy odprowadzinach do Bramy na głos beczał
- rozstanie było bardzo rzewne - bo też Biskup jakich mało może jest w kościele bożym - Jego
ślachetne - ojcowskie prawdziwie apostolskie obchodzenie się w każdym kierunku było do
podziwiania - nie mam słów na to określenie - wszystkich nas oczarował - niech mu Bóg da zdrowie
(Stolarczyk 1997, s. 59).
Z „wysokiej" katolickiej teologii, głoszonej przez Jana Pawła I I , odbierana
jest jej uproszczona wersja. Ludzie zapamiętali, że burmistrz klęczał, że Ojciec
Święty patrzał w kierunku gór i był wzruszony, że prawie nas błogosławił, to było
przepiękne, że pogłaskał po głowie małe dzieci, to jest takie wzruszające, że ruszał
dłonią w takt muzyki góralskiej, że biły dzwony, a na Giewoncie paliło się dla
niego ognisko, które rozpalił z narażeniem życia góralski śmiałek - zapamiętali
gesty, obrazy, symbole - w tych kategoriach rozumieją i opisują najważniejsze
w ich ojczyźnie wydarzenie: Ze mszy najbardziej mi się podobało przywitanie, aż
się płakało takie wzruszające było jak Go przyjmował burmistrz, jak klęczał przed
Nim uroczyście z wiarą, nadzieją i miłością. Z kazań górale wyłowili słowa-klucze
mocno zakorzenione w ich systemie wartości. Mówili, że w kazaniu było
o krzyżu na Giewoncie, o tym, że krzyża trzeba bronić, co zrozumieli bardzo
dosłownie (później burmistrz Zakopanego pisał odezwę broniącą krzyża na
Żwirowisku w Oświęcimiu), o pokoju, nadziei, miłości, o 10 przykazaniach.
Papież w czasie homilii potępił narkomanię. Wielu cytowanych fragmentów, jak
ten o narkomanii, w ogóle w kazaniu nie było, jeśli spojrzeć na treść dosłownie.
Duże znaczenie miało to, co było widoczne dla innych - góralskie stroje,
udekorowane domy i płoty. Najbardziej mi się podobało, że każdy dom był
udekorowany, jak przejeżdżał tędy, ludzi pełno stało koło drogi.
Na ten stosunek ludności wiejskiej do kultu religijnego zwracano wielo
krotnie uwagę. Pisał o nim, z pewną jednak przesadą, S. Czarnowski:
Obrzędy stają się w ich oczach zespołem gestów i formuł potrzebnych i świętych, ale nie zawie
rających innej treści pojęciowej niż ta, którą nadaje im codzienne życie chłopa rolnika. Zrozu
miałe wydaje się przeto, że mimo, iż akty religijne zajmują w życiu ludu polskiego wiele miejsca,
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
169
religia tego ludu jest niesłychanie uboga z punktu widzenia doktrynalnego. Wyraża się to w sto
sunku włościanina do zagadnienia osobistego życia religijnego i osobistego zbawienia. Wystarczy
mu wiara w to, że go Jezus odkupił i że opiekuje się nim Matka Boska, on zaś sam łamać sobie
głowy nie potrzebuje nad nauką prawd objawionych - to rzecz księży - aby tylko zacho
wywał starannie nakazy obrzędowe, śpiewał w kościele, zdejmował czapkę i żegnał się przed
krzyżem (1956a, s. 105).
U źródeł tej postawy leżała głęboka wiara w dany raz na zawsze porządek rzeczy, do którego
wystarczyło się przystosować, aby zapewnić sobie osiągnięcie podstawowych celów (Tomicki
1981, s. 48).
Informatorzy przywiązują wagę do ceremonii, formuł, gestów. One są nie
zbędne, by wejść w kontakt z sacrum i je obłaskawić.
Czy ludzie nie rozumieją filozofii Jana Pawła II? Czyżby on nie zdawał
sobie z tego sprawy, może mówi tylko do wykształconych odbiorców, a do
reszty - do prostych chłopów nic nie dociera? Ważne jest co innego - słowo
jest tylko magiczną, tajemniczą formułą, w której od czasu do czasu pojawiają
się bliskie sercu, wiarygodne elementy - symbole. Każdy mszę zrozumiał na
swój sposób: jako spotkanie całej społeczności, jako wydarzenie przełomowe
w historii, bądź jako wielkie przedstawienie artystyczne.
Najważniejsze jest, że uczestnicy spektaklu spotykają się razem, stają się
równi, zapominają o smutnej codzienności, przez chwilę są szczęśliwi, nieskoń
czenie silni wśród braci i sióstr. Jak z orkiestry śpiewali to ludzie z sektora też
dołączyli się i śpiewali. A niektórzy, łezki, wiesz, niesamowite... Liczy się zjedno
czenie wokół czegoś, co człowiek bardzo potrzebuje, co wszystkich elektryzuje,
przyciąga, jednoczy wokół wspólnej idei, którą dzisiaj uosabia Papież: On jest
następcą Pana Jezusa, dawno też się zgromadzali po tych wioskach, po tych
wszyćkich miastach. A tu teraz to samo. On święty już dziadziula, święty. Ludzie
może rozumieją tę ideę na różnych poziomach, a im jest bardziej tajemnicza,
nieosiągalna dla umysłu, tym głębiej sięga w duszę. Pojęciem najlepiej określa
jącym ten stan jest communitas będące opozycją struktury społecznej, na tej
opozycji oparł swoje rozumienie mitu Victor Turner. Communitas opisuje on
jako stan pełnej komunikacji, komunii, który tworzy się spontanicznie. Autor
nazywa go fenomenem marginalnym, w którym łączą się takie jakości jak
świętość, homogeniczność, braterstwo, kameraderia. Różnica pomiędzy struk
turą - u Wasilewskiego społeczeństwem (Wasilewski 1989) - i communitas nie
jest taka jak pomiędzy profanum i sacrum. Communitas jest nieformalnym
esencjalnym, ogólnoludzkim związkiem. Więzy są niezróżnicowane, równe,
bezpośrednie, ciągłe, nieracjonalne, egzystencjalne. Communitas jest sponta
niczna, natychmiastowa, konkretna, nieabstrakcyjna, jest, jak mówi Turner,
częścią „prawdziwego życia". Ona nie scala tożsamości, osobowości. Ona
prowadzi od komformizmu do ogólnych zasad. Jest emocjonalna, jest w niej
coś magicznego, a ci, którzy jej doświadczą mają poczucie nieskończonej
siły. Pielgrzymka, według Turnera, ma wiele wspólnego z communitas - jest
przeciwieństwem struktury społecznej. M a cechy liminalności obrzędów przejś
cia, takie jak: uwolnienie z przyziemnych struktur, homogenizacja statusu,
170
MAGDALENA PROSIŃSKA
ujednolicenie ubioru i zachowania, communitas, głębokie przeżycia, refleksja
nad znaczeniem podstawowych religijnych i kulturowych wartości, związek
pomiędzy religijnymi paradygmatami i wspólnym ludzkim doświadczeniem,
wydobyciem integralnej osoby ze skomplikowanej osobowości, poruszanie
z ziemskiego centrum na święte peryferia, które nagle tranzystenejalnie stają
się centralne dla jednostki, stają się axis mundi przeznaczenia (Turner 1978,
s. 34). Człowiek żyje w ustrukturyzowanym społeczeństwie, ale marzy o wspól
nocie, którą udaje mu się osiągnąć w sytuacjach wyjątkowych, świętych, w trak
cie pielgrzymki na przykład.
LITERATURA
C a i l l o i s R. 1995, Człowiek i sacrum, Warszawa.
C l i f f o r d J. 1988, The Predicament of Culture. Twentieth-century etnography, literature and art,
Harvard University Press.
E l i ad e M . 1970, Sacrum, mit, historia, Warszawa.
J a n i on M., Żmigrodzka М. 1978, Romantyzm i historia, Warszawa.
K r och A. 1971, Zbójnik Podhalański, Polska Sztuka Ludowa, nr 2, s. 79.
Ł o z i ń s k a K . 1990, Więc oto idzie papież słowiański - romantyczne tło mitycznego wizerunku
Jana Pawła I I , Prace etnograficzne, Zeszyt 27, Kraków, s. 37-46.
M i e l e t y ń s k i E . 1981, Poetyka mitu, Warszawa.
O l ę d z k i J . 1971, Kultura artystyczna ludności kurpiowskiej, Wrocław.
R o ż e k M . 1976, Uroczystości w barokowym Krakowie, Kraków.
S t o l a r c z y k J . 1997, Kronika dawnego Zakopanego, oprać. Maciej Pinkwart, Zakopane.
T o m i c k i R. 1981, Religijność ludowa, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej,
M.Biernacka, M . Frankowska, W. Paprocka (red.), t. 2, Wrocław, s. 29-70.
T u r n e r V. 1978, Image and pilgrimage in christian culture. Anthropological perspectives, New York.
W a s i l e w s k i J.S. 1989, Tabu a paradygmaty etnologii, Warszawa.
Z o w c z a k M . 1991, Bohater wsi - mit i stereotypy, Wrocław.
- 1998, Modlitwa ludowa, Polska sztuka ludowa, nr 1, s. 33-39.
M A G D A L E N A PROSIŃSKA
WANDERS HOLY FATHER IN PODHALE
Summary
One of the main motives and figures of Polish literature of the nineteenth century was that of
a brave man-warrior enriched with some attributes of the Christian figure of a holy man. He was
supposed to arrive one day and liberate the country from the oppressors. Maria Janion, in her
essays on history of Polish literature, maintains that some of the attitudes of the Poles to what
happened in their most recent history still reach back as far as the romanticism and its ideas.
The partition of Poland and romanticism preceded the World War I I , followed by fifty years
of communist oppression terminated, according to the peasants from Podhale, in the election of
Karol Wojtyła the Pope John Paul I I .
Freedom is the top value in the value system of the Tatra highlanders. The Pope is identified
with the national cause, his function is a messianic one. This kind of view can be clearly inferred
from what the people from Podhale (Tatra region) say.
PAPIEŻ CHODZI PO PODHALU
171
The concept of cultural hero refers to one of the universal categories of human thought.
I realized that it could be the most helpful frame of reference for me in interpreting the ethno
graphic material collected recently in Podhale (region in the Tatra mountains, southern Poland)
The cultural hero is conceived as benefactor, saviour, protector of people, personification of the
cosmic order cultural teacher, the figure that exists on the border between the sacred and the
profane.Resemblance to the figure of John Paul I I such as he is described by the highlanders of
Podhale can be ascertained. Holy Father is perceived as the one who has led his beloved people
out of the "red thraldom" and who is believed to have the magic power of mediating between the
highlanders and God. Their welfare depends on him , so they give him gifts, pay him homage,
promise obedience and abide by the rules given by him. The Pope blesses his people, heals and
unites them. The stories told by rural people in Podhale about "Pope the peregrinator" resemble
apocryphal stories about Jesus Christ and St. Peter who were believed to have peregrinated across
the world calling at poor peasants' cottages testing people's morality and hospitality, rewarding
the good and punishing the evil. The Pope is said to transform the chaos (communism? secular
ization?) into a new order - new or the very old, once created by God but later forgotten by
imperfect human race.
In the article the Pope's visit to Zakopane in June 1997 is described. In the part called "the
sacred time" the author trys to prove the process of syncretization of old European traditions,
namely in the ways of greeting, welcoming and paying reverence, traditions reaching back as far
as ancient times. She intended to set forth adequately the tone of the arrival of the "king-saviour". It became the time of suspending ordinary, everyday life which was then replaced
by exaltation and demonstration of national dreams.The ceremony can be described in terms of
communitas (Turner 1978). The Pope's pilgrimage to his homeland was considered an opening
of a new stage in the history of the region. Mircea Eliade would call it "the time of first origins".
As another system of reference author used the structure of the traditional seventeenth
century ceremonial entries of celebrities (as the historian Michał Rożek describes them). She tried
to prove that the ceremonies of the welcome of the Pope in Podhale resembled to a great extent
those historical happenings.
Appearing of the cultural hero imposes order on time and space .As an outcome of the
contact with Holy Father deep changes were supposed to take place in everyday life and in
otherwise common places. The space became differentiated, mysterious and alluring. At the same
time that unknown sacrum which took up its residence near to people's settlements took on
a more familiar form of the image of Holy Mother resembling "an ordinary peasant woman".
There were wayside shrines, chapels and churches which the Pope had visited once during his
mountain trips when he was young. There were other places which became "sacred" more recently
when "he touched the villages of Podhale with his foot or his sight".
The Highlander's stories oscilate on a thin line dividing the sacred and the profane. In
interpreting their discourse the meaning of terms "saint" or "hero" seems often either too broad
or too narrow. They sometimes oppose to the local image of the Pope or to the self-image of the
community .The Catholic saint and the "rouge-hero" of the local folklore - neither of them seems
to fit perfectly. On the one hand the people the author asked were not sure if the Pope can be
called a "hero" since he is perceived as an ideal person, closely connected with sacrum, devoid of
the faults characteristic for the folk heroes of the highlanders' culture. On the other hand Holy
Father is defined as familiar, "one of us" (like, for example Janosik the brigand, the most famous
hero of folk tales). Self-image of the group and its representation, i.e. the hero should be
consistent. The figure of John Paul I I evades all established patterns.