-
Title
-
Recenzje i noty recenzyjne/ LUD 2009 t.93
-
Description
-
LUD 2009 t.93 s.273-328
-
Creator
-
PTL
-
Date
-
2009
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:5738
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6152
-
Rights
-
Licencja PIA
-
Subject
-
recenzje
-
Type
-
czas.
-
Text
-
Lud, t. 93, 2009
IV. RECENZJE I NOTY RECENZYJNE
Kirsten H a s t r u p , Droga do antropologii. Między doświadczeniem a teorią,
przeł. E. Klekot, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2008,
ss. 224, ISBN: 978-83-233-2449-2.
Książka Kirsten Hastrup, A Passage to Anthropology: Between Expérience and
Theory, która ukazała się w 1995 roku, doczekała się także wydania polskiego. Jest to
jedna z najważniejszych prac duńskiej antropolożki, która swą karierę naukową roz
poczęła w 1976 roku jako wykładowczyni na Uniwersytecie w Ârhus, mając w pla
nach prowadzenie badań w Islandii. Udała się tam w 1982 roku, zaś wyniki jej pracy
stanowiły podstawę dla doktoratu, który obroniła w 1990 roku na Uniwersytecie Ko
penhaskim, uzyskując tytuł doktora nauk społecznych. W latach 1985-1990 Hastrup
pracowała jako profesor na Uniwersytecie w Ârhus, a w 1998 roku otrzymała stano
wisko pierwszego dyrektora badań w duńskim Centrum na Rzecz Praw Człowieka.
Wielokrotnie gościła na Uniwersytecie Kalifornijskim, w latach 1989-1993 pełni
ła funkcję przewodniczącej European Association of Social Anthropologists, była
też członkiem The Royal Anthropological Institute of Great Britain oraz American
Anthropological Association. Obecnie antropolożka skupia swoje zainteresowania
na zagadnieniach teorii antropologicznej, epistemologii, antropologii historycznej,
antropologii teatru, praw człowieka oraz antropologii środowiska i topografii. Naj
nowsze badania Hastrup dotyczą początków duńskiej antropologii, wpływu zmian
klimatycznych na życie społeczności Arktyki, a także relacji między postrzeganiem
siebie, społeczeństwem i naturą. Wszystko to wpisuje się w nurt antropologii zorien
towanej topograficznie, badającej wzajemne przenikanie się przestrzeni fizycznych
i społecznych.
Można powiedzieć, że Droga do antropologii to próba przerzucenia mostu pomię
dzy pozytywistyczną i postmodernistyczną wizją naszej dyscypliny. Z jednej strony
autorka kładzie nacisk na rolę doświadczenia w uprawianiu antropologii, z drugiej
zaś podkreśla znaczenie języka w procesie formułowania teorii naukowych doty
czących odmiennych sposobów konceptualizacji rzeczywistości. Jakkolwiek książka
porusza przede wszystkim kwestie istotne z antropologicznego punktu widzenia, nie
brak w niej też rozważań o charakterze bardziej filozoficznym oraz j ęzykoznawczym.
Dzięki temu wnioski dotyczące postulowanego kształtu antropologii osadzone są
w szerszym kontekście nauki jako takiej. Zgodnie z tytułem układ pracy nawiązuje
do idei podróży — autorka już na wstępie informuje czytelnika, iż zachęca go do
wyruszenia w drogę, by odnaleźć na nowo sens uprawiania antropologii (s. 20). Jako
że zgodnie z zasadą kompozycji klamrowej epilog nosi tytuł „Powrót do domu”, ca
274
Rezenzje i noty recenzyjne
łość sprawia wrażenie pracy spójnej, o dobrze przemyślanej strukturze. Główną tezą
książki jest stwierdzenie, że antropologia jako nauka empiryczna nie skończyła się
wraz z nadejściem zwrotu lingwistycznego, lecz przeciwnie — dzięki postmoderni
stycznej krytyce wzrosła jej samoświadomość, dzięki której teorie formułowane na
podstawie doświadczeń terenowych pozbawione są wcześniejszych imperialistycz
nych sentymentów i naiwności (s. 16-17). Praca składa się z przedmowy, prologu,
dziewięciu rozdziałów, epilogu, bibliografii i indeksu. W prologu czytelnik zapo
znaje się z „trasą podróży” (s. 13), czyli historią rozwoju myśli antropologicznej
oraz głównymi problemami omawianymi w książce. W kolejnych rozdziałach au
torka rozwija poszczególne zagadnienia z zakresu języka, epistemologii oraz etyki
antropologa zmuszonego do przełożenia doświadczenia zmysłowego na słowa. Roz
ważania zamyka epilog, w którym badaczka czyni podsumowujące uwagi na temat
formułowania i charakteru teorii antropologicznych.
Najważniejsze w pracy Kirsten Hastrup jest, moim zdaniem, oryginalne podejście
do problematycznego związku między doświadczeniem w terenie a teorią antropolo
giczną. Autorka nie kryje swego optymistycznego nastawienia względem przyszłości
dyscypliny, które uzasadnia wiarą w to, iż jest możliwe przezwyciężenie kryzysu
przedstawienia poprzez powrót do empirii z pełną świadomością ograniczeń po
znawczych badaczki, wynikających z jej kondycji człowieka. W ujęciu Hastrup owo
ograniczające człowieczeństwo jest zresztą tym, co gwarantuje badaczce wspólnotę
doświadczenia zmysłowego z badanymi ludźmi, bez względu na odmienne sposoby
opisu tego doświadczenia. Antropologia jako nauka o człowieku istnieje dzięki przy
jętemu u jej podstaw założeniu o posiadaniu przez każdego z nas pewnych uniwersal
nych cech gatunkowych, do których należy przede wszystkim odbieranie bodźców
ze świata zewnętrznego za pomocą tych samych zmysłów. Tak postrzegane doświad
czenie broni się przed zarzutami postmodemistów co do jego małej wiarygodności
i uprawomocnia stosowanie w antropologii empirycznych metod zbierania informa
cji o świecie. Dotyczy to również całej wiedzy teoretycznej formułowanej na pod
stawie danych empirycznych — użyte przez autorkę pojęcie radykalnej interpretacji
(s.75) oznacza opis zakorzeniony w zmysłowym doświadczeniu, a więc pozbawiony
przypisywanej mu przez konstruktywistów dowolności. Cenne jest przy tym przy
wrócenie przez Hastrup prawomocności etnograficznemu czasowi teraźniejszemu.
Subiektywne ze swej natury doświadczenie dane badaczce tu i teraz wymaga opisu
w czasie teraźniejszym, co nie oznacza ahistoryczności badanych grup, a jedynie od
daje specyficzne warunki bycia w terenie. Badana rzeczywistość jest współtworzona
przez obecną w niej antropolożkę, staje się ona na jej oczach, a proces ten uchwytny
jest tylko w języku chwili bieżącej (s. 21-38).
Według autorki użycie czasu teraźniejszego w tekście etnograficznym nie jest
tożsame z dążeniem do obiektywnego przedstawienia rzeczywistości. Jak słusznie
zauważa, nie istnieje spojrzenie „z zewnątrz” i tym samym każdy opis jest tylko
interpretacją, bardziej lub mniej adekwatną do rzeczywistości i tym samym możliwą
do przyjęcia lub nie przez społeczność naukowców. Co przy tym ważne, owa ade
kwatność oceniana jest nie w odniesieniu do jakiegoś zewnętrznego układu współ
rzędnych, ale właśnie do z trudem poddającego się werbalizacji doświadczenia cie-
Rezenzje i noty recenzyjne
275
leśnego ludzi. Jest to zgodne z teorią rozwoju nauki Thomasa Kuhna, według której
jedne paradygmaty zastępowane są przez inne dlatego, że istnieje większa zgoda co
do ich względnej prawdziwości. Jak pisze Hastrup, każda teoria, aby zostać uznaną
za obowiązującą, musi pozytywnie przejść próbę intersubiektywności i intertekstualności (s. 196), co oznacza spełnianie przez nią warunków zrelatywizowanych do
kontekstu historyczno-społecznego.
Czy wobec tego jest sens w uprawianiu antropologii, skoro nie potrafi dać ona od
powiedzi na pytanie o obiektywny kształt rzeczywistości? Autorka książki uważa, że
tak, bowiem zadanie antropologii polega nie na rozwiązywaniu problemów zachod
niej filozofii, ale na burzeniu iluzji ludzi na temat świata, w którym żyją. Poprzez
opis doświadczenia owego świata i jego naukową interpretację, antropolog uświa
damia ludziom ich złudzenia i zwraca uwagę na niedostrzegane przez nich rzeczy
istotne. Przypomina to działalność proroka, który opowiada o odległych, nieznanych
rzeczywistościach, stwarzając dla nich przy tym nowe określenia w starym języku
(s. 35-37). Dzięki wyobraźni, antropolog tworzy metafory będące pomostem między
odmiennymi światami, służące poszerzeniu horyzontów i zrozumieniu inności. Tym
sposobem metafora przestaje być kłamstwem w rozumieniu Friedricha Nietzschego
(1993: 183-199) — przeciwnie, jest ona tym, co przybliża do prawdy. Podkreślenie
tego znaczenia metafory w opisie antropologicznym wiąże się u Hastrup z konstruk
tywną krytyką postmodernistycznych postulatów oddania głosu Innemu. Według
autorki książki jest to nowa odmiana dobrze znanego naiwnego realizmu, która nie
ma nic wspólnego z równouprawnieniem — zawsze bowiem nad redakcją tekstu tu
bylczego czuwa antropolog, zajmując przez to pozycję nadrzędną wobec badanych.
Lepiej zatem pogodzić się zarówno z niemożnością dosłownego przekładu, jak i wy
równania relacji badacz — badany w tekście i zamiast tego skupić się na tworzeniu
możliwie adekwatnych opisów Innych w oparciu o zmysłowe doświadczenie antro
pologa wzbogacone jego wyobraźnią.
Warto również wspomnieć o oryginalnej próbie zdefiniowania przez Hastrup isto
ty doświadczenia antropologicznego poprzez odwołanie się do pojęcia teatru. Użycie
tego pojęcia ma jednak niewiele wspólnego ze znaną w naukach społecznych kon
cepcją Ervinga Goffinana (2000). Autorka nie tłumaczy ludzkich działań poprzez
porównanie ich do gry na scenie, ale opisuje własne spotkanie z teatrem po to, by
zobrazować charakter relacji badacz - badany (s. 137-158). Antropolog interpretu
je Innych na tej samej zasadzie, co odgrywający role obcych ludzi aktor teatralny.
Hastrup, która stała się główną bohaterką sztuki Talabot, w reżyserii dyrektora duń
skiego Odin Teatret, Eugenio Barby, odczuła boleśnie, jak to jest, gdy ktoś przepro
wadza na innej osobie badania terenowe. Tym razem to antropolożka została poznana
i zinterpretowana. Gdy oglądała siebie na scenie, nie była w stanie utożsamić się
z obserwowaną postacią, ale też nie mogła całkowicie się od niej zdystansować. Nie
potrafiła już zdefiniować siebie bez odniesienia do bohaterki sztuki teatralnej, i gdy
zespół odjechał, by odgrywać Talabota w innych częściach świata, Hastrup poczuła
się nikim. Przeżyła kryzys tożsamości, znany osobom badanym, które przejrzały się
w lustrze antropologa i zostały przez niego pozostawione sam na sam z nową, nie
pokojącą wiedzą o sobie. Teatr i antropologia objawiają, lecz nie odbywa się to bez
Rezenzje i noty recenzyjne
276
bólu. Jak słusznie stwierdza autorka książki w jednym z najpiękniejszych, według
mnie, zdań w tej pracy: „Świat zachwyca i rani” (s. 184).
Jakkolwiek D roga do antropologii ma wiele zalet wynikających zarówno ze
struktury tekstu, jak i zawartości merytorycznej, to jednak można doszukać się w niej
kilku słabych punktów. Przede wszystkim, używany przez autorkę język jest niekie
dy niezrozumiały. Z jednej strony wynika to z faktu, iż ma ona tendencję do snucia
filozoficznych rozważań, które nie zawsze w prosty sposób nawiązują do omawia
nych problemów naukowych. Z drugiej zaś strony, powodem niejasności niektórych
fragmentów pracy jest używanie zbyt literackiego, obfitującego w metafory języka,
który poprzez swą wieloznaczność oddala czytelnika od istoty poddawanych reflek
sji zagadnień. Niestety, bardzo często stwierdzenia o takim charakterze pojawiają
się w zakończeniach rozdziałów, przez co można odnieść wrażenie braku podsu
mowania tez stawianych na początku. Sądzę, że warto byłoby zrezygnować czasem
z zamieszczania literackich sformułowań — świadczących wprawdzie o wysokich
umiejętnościach pisarskich autorki, ale zaciemniających znaczenie tekstu — i uciec
się zamiast tego do mniej efektownego, ale za to bardziej uporządkowanego i jasnego
przedstawiania wniosków zamykających poszczególne części książki.
Podsumowując, omawiana książka Kirsten Hastrup to pozycja godna polecenia
każdemu, kto pragnie twórczo podchodzić do uprawiania antropologii. Przejrzysty
układ treści, nawiązujący do motywu podróży, zachęca do czytania i pozwala czytel
nikowi wczuć się w rolę odkrywcy nowych antropologicznych przestrzeni. Co wię
cej, zawartych jest tu sporo oryginalnych, czasem wręcz odkrywczych wniosków,
które mogą stać się inspiracją do stworzenia przez odbiorcę własnej wizji uprawianej
nauki, za którą będzie podążał. Przywrócenie wiary w możliwości poznawcze an
tropologii, podkreślenie na nowo znaczenia doświadczenia i dostrzeżenie potencjału
tkwiącego w na pozór ograniczonym języku to bodaj najistotniejsze elementy tej
pracy. W obliczu postmodernistycznego kryzysu w antropologii obrona doświadcze
nia badań terenowych i jego opisu jest trudnym wyzwaniem, a zarazem ma ogromne
znaczenie dla przyszłości naszej dyscypliny. Warto zatem sięgnąć po tę lekturę, gdyż
nie tylko tchnie ona dodającym motywacji do uprawiania antropologii optymizmem,
ale też pokazuje konkretne rozwiązania problemów, z jakimi spotyka się prawie każ
dy badacz społeczny we współczesnym świecie.
N atalia Weimann
BIBLIOGRAFIA
Goffman E.
2000
Człowiek w teatrze życia codziennego, przeł. H. Datner-Śpiewak, P. Śpiewak,
Warszawa: Wydawnictwo KR.
Nietzsche F.
1993
Pism a pozostałe 1862-1875, przeł. B. Baran, Kraków: Inter-Esse.
Rezenzje i noty recenzyjne
277
Michael W. Yo u n g, Bronisław Malinowski. Odyseja antropologa 1884-1920,
przeł. P. Szymor, Warszawa: Wydawnictwo Książkowe Twój Styl 2008, ss. 808,
ISBN: 978-83-7163-452-9.
Biorąc do ręki pracę Michaela Younga, jeszcze zanim sięgnąłem do jej, jak się
potem okazało, bogatego treściowo wnętrza, odniosłem wrażenie, że przyszło mi
obcować z dziełem monumentalnym. Opasły, ciężki tom robi spore wrażenie na czy
telniku, w dzisiejszych czasach już odwykłym od tak obszernych opracowań. Ale to
nie objętość z górą ośmiuset stron żywego tekstu, uzupełnionych dodatkowo kilku
nastoma czarno-białymi fotografiami, wprowadzającymi nas w „obrazowy” kontekst
życia Bronisława Malinowskiego, sprawia, że o książce Younga, brytyjsko-australijskiego antropologa, bez wielkiej przesady da się powiedzieć, iż jest wyjątkowa.
Czynią z niej taką inne jej cechy. Wśród nich na pierwszym planie jawi się — wy
zierająca spomiędzy kolejnych wersów — determinacja autora w dotarciu do niezli
czonych wprost źródeł, które poddane wyraźnie wizjonerskiej selekcji i inteligentnej
interpretacji sprawiają, iż źródła owe dają interesujący (nie tylko zresztą dla profesjo
nalistów) wgląd w zawiłe biograficzno-myślowe meandry jednego z ojców-założycieli akademickiej antropologii w jej wczesnodwudziestowiecznym wydaniu. Young
powiada nawet — mając, jak sądzę, na uwadze podkreśloną wyżej tytaniczną pracę
kwerendalną — iż Odyseja sama może „posłużyć za źródło dla badaczy” (s. 20).
Trudno się z tym nie zgodzić, doceniając wysiłek włożony w dociekania badawcze,
skutkujące wyłożeniem na światło dzienne materiałów, które przez kilka dziesięcio
leci pozostawały skrzętnie ukryte w archiwalnych kartotekach, bądź otoczone aurą
nienaruszalności prywatnych pamiątek.
Niniejsza biografia (łącząca w sobie zarówno cechy, jak sugeruje autor, biografii
naukowej i psychologicznej, ale przede wszystkim literackiej, bo Odyseja z pewnoś
cią jest literaturą i to literaturą niezłych lotów) powstała z inicjatywy Heleny Wayne,
córki, a jednocześnie spadkobierczyni spuścizny po Bronisławie Malinowskim. Naj
młodsza z potomkiń słynnego badacza Wysp Trobrianda, niespodziewanie w 1991
roku zwróciła się do Younga z propozycją przygotowania przez niego pełnej biografii
jej ojca, zarzucając tym samym pierwotny pomysł napisania tejże własnym piórem.
Jakiekolwiek powody stały za taką właśnie decyzją wybór powiernika, przed któ
rym stanęło niezmiernie trudne zadanie odpowiedzialnego zmierzenia się z legendą
jednego z najwybitniejszych przedstawicieli nauki o człowieku okazał się — co po
kazuje końcowy efekt projektu — ze wszech miar słuszny.
Struktura Odysei antropologa 1884-1920 jest zbudowana zgodnie z zasadą
współbieżności zdarzeń biograficznych z ułożonymi chronologicznie zdarzeniami
historycznymi (u Younga tekstowy czas biograficzny nakłada się bardzo wyraźnie,
jak powiedziałby Michaił Bachtin, na realny czas historyczny).
Część pierwsza zaczyna się od roku 1884, kiedy to na świat przychodzi mały
Bronio, i kończy się w 1910 — roku wyjazdu młodzieńca na studia do Londynu.
Znajdujemy tutaj liczne nawiązania do lokalnych (tzn. krakowsko-zakopiańskich)
i rodzinnych kontekstów; Young podróżuje razem z chorowitym Malinowskim na
Podhale, do północnej Afryki i nad Adriatyk; opowiada o przyjaźni „Lorda Never-
278
Rezenzje i noty recenzyjne
morę” z Bungiem (czyli Stanisławem Ignacym Witkiewiczem); napomyka o skom
plikowanych, podszytych syndromem Edypa, relacjach łączących późniejszego
autora Życia seksualnego dzikich z ojcem; wyjawia sekrety pierwszych zauroczeń
kobiecością i kobietami; przybliża też świat uniwersytecki, mówiąc o jakże ważnych
dla rozwoju dalszej kariery Malinowskiego fascynacjach naukami ścisłymi i filozo
fią (w tym epistemologią Ernsta Macha, służącą za podstawę rozprawy doktorskiej
przyszłego twórcy metody funkcjonalnej).
Część druga Odysei opisuje natomiast anglosaskie „przygody” nieokrzepłego
jeszcze na dobre naukowca. Spotkania z tuzami wzorcowej naonczas brytyjskiej an
tropologii kulturowej, reprezentowanej m.in. przez Alfreda Corta Haddona, Edwarda
Westermacka, Charlesa Gabriela Seligmana czy Williama Halse’a Riversa, uzmysła
wiają Malinowskiemu, na czym polegają podstawowe zasady uprawiania antropolo
gii w jej klasycznej postaci oraz dają asumpt do dalszych, już samodzielnych prze
myśleń prowadzących do wypracowania, a następnie udoskonalenia własnej metody
badań i teorii kultury. Także i w tych ustępach Young ponownie prowadzi nas zako
piańskimi ścieżkami i zdaje sprawozdanie z duchowo-erotycznego wymiaru życia
młodopolskiej bohemy artystycznej, do której należał również — nieco buńczucz
nie, bardziej jednak prowokacyjnie, obwołujący samego siebie Josephem Conradem
antropologii społecznej — Bronisław Malinowski. Biograf nie zapomina również
odnotować kolejnych miłosnych zachwytów trawiących podatne na zranienia serce
„Bronia”, upatrując w nich jednego z wiodących rysów osobowościowych tego nie
tuzinkowego człowieka. Cezurą tej części opowieści są wspólne przygotowania Wit
kacego i jego przyjaciela do podróży na drugi koniec świata, do dalekiej Australii.
Część trzecia, a zarazem ostatnia, przybliża nieco przypadkową w gruncie rzeczy
(bo ufundowaną na nieszczęśliwym zbiegu okoliczności w postaci nagłego wybuchu
wojny i dość niejasnych powodach rozpadu zażyłej znajomości dwojga bliskich so
bie osób) wyprawę w teren, wyprawę skutkującą jednak, jak świetnie wiemy, stwo
rzeniem zrębów uznawanego po dziś dzień za profesjonalny wariantu antropologii
kulturowej. Czytelnik — co celnie wychwytuje we wstępie do wydania polskiego
Odysei Grażyna Kubica — obcuje tutaj z trzema komplementarnymi obrazami: obra
zem psychologicznym (konstruowanym głównie w oparciu o zapisy dzienników
Malinowskiego), obrazem etnograficznym (posiłkującym się notatkami terenowymi
i oficjalnymi publikacjami) i obrazem instytucjonalno-politycznym, wypracowanym
między innymi na podstawie danych przechowywanych w australijskich archiwach,
takich jak na przykład teczka antropologa założona przez wywiad. Biograficzna ody
seja kończy się opisem powrotu głównego bohatera, wraz ze świeżo poślubioną żoną
Elsie, do Itaki — rodzinnej Europy, w 1920 roku.
Omawiane dzieło ma jeszcze jednego, cichego bohatera. Są nim, w mym prze
konaniu, dzienniki Malinowskiego. Tę warstwę Odysei uważam za najbardziej in
spirującą.
Michael Young zauważa we wstępie, że owe prywatne zapisy, wzbudzające liczne
kontrowersje, stanowią znaczny problem dla tworzonej przez niego narracji biogra
ficznej, jednakże bezpośrednio w ślad za tym stwierdzeniem idzie przyjęcie przez
autora bardzo osobliwej strategii, polegającej na pisaniu własnego tekstu niejako
Rezenzje i noty recenzyjne
279
„pod dyktando” dzienników! Dzieje się tak głównie dlatego, iż te prowadzone na
przestrzeni dekady (od 1908 do 1918 roku) intymne albo nawet arcyintymne wyzna
nia (Kubica 2007), rzucają światło na „styl uprawiania etnografii i techniki badań
terenowych Malinowskiego” (s. 21). Young odkrywa wszakże nie tylko tę — dziś
uznawaną przecież powszechnie za oczywistą— prawdę na temat ścisłych powiązań
zachodzących między doświadczeniami terenowymi a doświadczeniami osobistymi
badacza; podąża zdecydowanie dalej, do punktu, który wydaje mi się niezmiernie
intrygujący, a mianowicie do postawienia tezy, iż oto autobiografia wpływa na etno
grafię. Więcej nawet: sama autobiografia jest etnografią!
Young twierdzi, iż Malinowski przyglądał się własnemu życiu równie skrupulat
nie, jak życiu australijskich Aborygenów, do jednego i drugiego podchodząc z podob
ną (naukową) starannością i powagą1. W rozdziale 21 („Melbourne — stan chorobo
wy”), znajdujemy mikropowieść „Zawsze scalać”, barwnie przybliżającą wypadki
z listopada 1917 roku, kiedy to autor Argonautów Zachodniego Pacyfiku utyka wSamarai, oczekując na statek, który ma go przewieźć na Trobriandy. Dysponując sporą
ilością czasu, zaczyna wtedy specyficzną pracę nad swą pamięcią, sporządzając tak
zwane „tablice synoptyczne”. Przedstawione są one w formie ciągu kolumn, porząd
kujących wspomnienia z okresu spędzonego w Melbourne (1915-1917); mają wstęp
nie zapełnić lukę powstałą w dziennikowych notatkach, ale finalnie — w złożeniu
z notatkami terenowymi — wykazują współzależność pierwiastków publicznego
i prywatnego, i ich mocne związki. Konkluzja, na jaką zdobywa się Malinowski, j est
uderzająca (podobnie jak uderzające jest miejsce, gdzie się ona pojawia, a są to od
wrotne strony dzienników!): „Głównie należy zastanowić się nad dwoma działami:
moją pracą etnologiczną i moim dziennikiem i braniem wskazówek z nich obu. Są
one bardzo blisko, dopełniają się tak, jak tylko dopełniać się można” (Malinow
ski 2007: 666, podkr. — M.A.K.).
W Odysei znajduje się także inny znaczący akcent, mogący świadczyć o tym, iż
idea autobiografizmu traktowanego jako metoda badań antropologicznych nie była
efemeryczną, ale mieściła się wyraźnie w horyzoncie wizji nauki o człowieku bliskiej
Malinowskiemu. Young w trakcie swych kwerend źródłowych napotkał konspekt ni
gdy nienapisanej książki, powstały w latach 30. minionego wieku (a więc po ponad
dziesięciu latach od powrotu antropologa do Europy), przy okazji zawierania umowy
z wydawcą amerykańskim, wyrażającym chęć opublikowania podręcznika socjologii
i antropologii. Jego przyszły autor przewidywał przygotowanie trzech rozdziałów,
z których pierwszy nosić miał znamienny tytuł: „Kultura jako doświadczenie oso
biste”. Zagłębiając się w passusy zaczerpnięte przez Younga z siedmiostronicowego
dokumentu, można się zastanawiać, czy gdyby rzeczywiście doszło do zrealizowania
zaplanowanego przedsięwzięcia (i gdyby — dodatkowo — w taki czy inny sposób
1Pogląd Michaela Younga jest w tym względzie zbieżny ze spostrzeżeniem Marii Danielewiczowej,
która w recenzji A Diary in the Strict Sense o f the Term zaznaczyła jakże trafnie, pomimo ograniczone
go dostępu do dzienników (miała do dyspozycji jedynie dwa ostatnie, „czysto terenowe” zeszyty), iż
„Malinowski uważał samego siebie za przedmiot badań naukowych” (Danielewiczowa 1968, podkr.
— M.A.K.).
Rezenzje i noty recenzyjne
280
została ujawniona zawartość sekretnych dzienników), losy antropologii potoczyłyby
się znanym nam torem.
Podejmując ten wątek w konwencji wypowiedzi recenzyjnej, warto pamiętać
o dwóch istotnych, wzajemnie powiązanych ze sobą sprawach. Po pierwsze, chodzi
o rosnący systematycznie, od początku lat 80., wykwit literatury antropologicznej
bacznie przyglądającej się różnym rodzajom tak zwanych dokumentów osobistych
— life-history, life-story, case-history, biografii i autobiografii, w tym także doty
czących samych antropologów (Victor Turner, Barbara Myerhoff, Renato Rosaldo,
Paul Rabinów, Vincent Crapanzano i in.). Po drugie, idzie o brak podobnej dyskursywnej przestrzeni w końcu XIX i na początku XX wieku. A przecież Malinowski
nie był całkiem osamotniony w dążeniu do wyrażania wewnętrznych przeżyć. Na
myśl przychodzą od razu: Wilhelm Dilthey wraz z jego postulatami zajęcia się przez
humanistykę rozumieniem życia, z uznaniem autobiografii za bodaj najbardziej instruktywną jego formę; Michel Leiris, uprawiający ethnographie de soi-m êm e, et
nografię podmiotu, czy wreszcie Florian Znaniecki, domagający się uwzględnienia
współczynnika humanistycznego, by wymienić tylko pierwszych z brzegu badaczy
wyłamujących się ze sztywnych ram nauki wspartej na szkielecie obiektywizmu.
Moje rozważania domknę motywem odnalezionym we wstępie do Odysei. Young
nie bez powodu opowiada tam o przypadku, jaki leżał u początków jego własnej
przygody z antropologią. Zrządzenie losu, którym było spotkanie ze studentem an
tropologii, napotkanym na bezdrożach Australii, pcha go ku antropologicznym stu
diom w college’u i w London School of Economics. Poznaje tam nauczycieli, którzy
obcowali twarząw twarz z twórcą metody funkcjonalnej — Darylla Forde’a i Phyllis
Kaberry, Raymonda Firtha oraz Lucy Main Orientuje się także, iż jego podróż na
Antypody odbywała się tą samą drogą, co wyprawa Malinowskiego: „nie miałem
najmniejszego pojęcia, że mniej więcej czterdzieści lat wcześniej płynął tym samym
szlakiem, tą samą linią — statkiem, który zawijał do tych samych portów: Neapo
lu, Port Saidu, Adenu, Colombo, Fremantle, Adelajdy, Melbourne i Sydney” (s. 22).
O powinowactwie duchowym istniejącym między dwojgiem ludzi można zaświad
czać na wiele sposobów — Michael Young uczynił to, uzmysławiając nam dobitnie,
że antropolog jest nie tylko badaczem, ale też zwykłym człowiekiem.
M arcin A. K afar
BIBLIOGRAFIA
Danielewiczowa M.
1968
M ałość w wielkości, „Kultura” (Paryż) 243-244.
Kubica G.
2007
Wstęp, w: B. Malinowski, D ziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu,
wstęp i oprać. G. Kubica, Kraków: Wydawnictwo Literackie, s. 5-39.
Malinowski B.
2007
Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu, wstęp i oprać. G. Kubica,
Kraków: Wydawnictwo Literackie.
Rezenzje i noty recenzyjne
281
Yves W i n k i n, Antropologia komunikacji. Od teorii do badań naukowych,
przeł. A. Karpowicz, wstęp W.J. Burszta, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersyte
tu Warszawskiego 2007, ss. 252, ISBN: 978-83-235-0290-6.
W jednej z książek Ervinga Goffmana znaleźć można pewien pouczający opis.
Oto główny kelner szacownej restauracji ruga swoich struchlałych podwładnych.
Stłoczeni na zapleczu, poza zasięgiem wzroku i słuchu gości, przyjmują na swoje
głowy gromy potulni niczym baranki. Szef piekli się, ciska inwektywami, wygraża
i złorzeczy. Po kilku minutach starannie poprawia fryzurę, wygładza poły uniformu
i ściera ślinę z ust... po czym z promiennym uśmiechem człowieka o gołębim sercu
pokonuje przejście między zapleczem a salą restauracyjną, gdzie na prawo i lewo
rozdaje pozdrowienia, ukłony i uprzejmości. Uchylenie kotary jest przejściem od
prywatności (wspartej przywilejem władzy) do bycia publicznego. Przekroczenie tej
granicy jest początkiem teatru i gry, wkroczeniem w przestrzeń konwencji i styliza
cji, przywdzianiem maski tego, co badacz określił akademickim mianem „rytuału
interakcyjnego”.
Yves Winkin, belgijski antropolog społeczny i profesor w École Normale Supé
rieure Lettres et Science Humaines w Lyonie, autor pracy Antropologia komunikacji.
Od teorii do badań terenowych, jest admiratorem podejścia Goffmana. Przypomniana
przeze mnie scenka musi bodaj należeć do jego ulubionych lektur i inspiracji, Winkin
bowiem proponuje podobny sposób oglądu rzeczywistości społecznej i prezentuje
jej opisy zbliżone do powyższego. Tak samo jak poprzednik uważa, że w momencie,
kiedy przestajemy być w łazience sami, albo kiedy wychodzimy z kabiny przebie
ralni na otwarty basen, zasadniczo transformujemy swoje zachowanie: inaczej sta
wiamy stopy, inaczej poruszamy rękoma, spoglądamy, siadamy itp. Przestajemy być
wyłącznie dla siebie, jesteśmy odtąd dla innych i to przez wzgląd na owych innych
modyfikujemy w swoim postępowaniu niemal wszystko. Od niezobowiązującego ry
tuału prywatności (czasem pełnego dziwactw i wstydliwych nawyków) przechodzi
my do obligatoryjnego rytuału interakcji. Priorytetem staje się odtąd komunikacja,
skomplikowana sieć znaków służących porozumiewaniu się: od słów, poprzez gesty,
dzwonek telefonu, pukanie do drzwi, styl prowadzenia rozmowy, chrząkanie, aż po
znaczące na wiele sposobów milczenie.
Słowo komunikacja jest dzisiaj raczej nadużywane i kojarzone przede wszystkim
z mediami, z czego Winkin doskonale zdaje sobie sprawę. W swojej książce — po
myślanej jako rodzaj manifestu — proponuje własne ujęcie antropologii komuni
kacji. Projektuje „antropologię przez komunikację, antropologię «komunikacyjną»,
na wzór antropologii kognitywnej, wizualnej, symbolicznej i innych” (s. 22). Ramą
analityczną jest dlań komunikacja rozumiana w kategoriach „odgrywania kultury”,
a nie tylko przekazywania komunikatu. Z takiego założenia wynika, że antropologia
komunikacji to orientacja bez właściwego sobie przedmiotu badań; ważniejsze od
zakresu przedmiotowego jest bowiem specyficzne odczytywanie i interpretowanie
życia społecznego. Badacz jest bezwzględnie zobowiązany do pracy w terenie, bez
praktykowania (skądinąd niebywale złożonej teoretycznie i psychologicznie) obser
wacji uczestniczącej projekt ten nie ma racji bytu.
282
Rezenzje i noty recenzyjne
Kreśląc autorski program antropologii komunikacji, Winkin przypomina i odnosi
się do wcześniejszych projektów badań w tym zakresie. W części pierwszej książki
autor skupia się na dwóch podstawowych koncepcjach komunikacji jako takiej. Roz
poczyna od schematu komunikacji zbudowanego na bazie prac Norberta Wienera
i Claude’a Shannona z końca lat 40. XX wieku. Badacze z Massachusetts Institute of
Technology oparli swojąkoncepcję na analizach funkcjonowania telegrafu, stąd w li
teraturze przedmiotu nazywa się j ą — i ujęcia pokrewne — „koncepcją telegraficz
ną”. Programowi temu Winkin przeciwstawia „koncepcję orkiestralną”, zakładającą
aktywne uczestnictwo w sytuacji komunikacyjnej. Ważnymi przedstawicielami tej
koncepcji są dla niego Gregory Bateson, antropolog szeroko stosujący instrumenta
rium psychiatrii, oraz Ray Birdwhistell, skupiony na lingwistyce i kinezyce. W części
drugiej, zatytułowanej „Wynurzanie się antropologii komunikacji”, autor przybliża
czytelnikom pojęcia i postaci kluczowe dla uksztahowania się nurtu antropologii ko
munikacji (których czuje się spadkobiercą i twórczym kontynuatorem). Jest zatem
Dell Hymes i jego „etnografia mówienia”, jest oczywiście nieodzowny i na nowo
obecnie przypominany Erving Goffman.
W części trzeciej książki, zatytułowanej „Postępowanie etnograficzne”, autor
próbuje zastosować przywołane wcześniej założenia oraz metody; co więcej, część
ta pisana jest głównie z myślą o studentach. „Jak nakłonić studentów, by porzucili
swój przytulny pokój, kawalerkę lub bibliotekę i wyszli w teren — pyta autor — sta
nęli twarzą w twarz z nieznanym, z drwiącymi «informatorami», pytaniem «co ja tu
robię»?” (s. 107). W przejrzysty sposób pisze się tutaj o wybranych dylematach pracy
terenowej, wyjaśnia pożytki płynące z prowadzenia dziennika terenowego, podpo
wiada, jak uniknąć wrażenia nadmiaru faktów, które się obserwuje. Winkin świado
mie opiera się na przykładach najprostszych, jego opowieść skierowana jest bowiem
do debiutantów, a nie badaczy doświadczonych przez teren wielokrotnie. Dlatego nie
kreśli wizji odległego wyjazdu do obcego społeczeństwa, ale zaprasza do obserwacji
zdarzeń potocznych w codziennym, zwyczajnym otoczeniu. Ta część ilustrowana
jest dodatkowo rysunkami przedstawiającymi właśnie tego rodzaju zdarzenia.
Aby nie pozostać tylko na poziomie formułowania dyrektyw i analizy „rozrzedzo
nych” zdarzeń, Winkin prezentuje efekty kilku własnych analiz. Im właśnie poświę
cono czwartą część pracy — „W terenie”. Winkin opisuje zachowania w akademi
ckiej stołówce; reflektuje nad tym, w jaki sposób marokański handlarz sprzedał mu,
zupełnie niechciany, dywan: analizuje turystyczną wyprawę na Wielki Erg Wschodni
w poszukiwaniu autentyczności; prezentuje wreszcie nieco ogólniejszą wizję działa
nia pewnego uniwersytetu w Stanach Zjednoczonych.
Ostatnia część Antropologii komunikacji — najmniej obszerna z wszystkich pięciu
— jest w istocie powtórzeniem najważniejszych założeń. Mowa jest o wielu znacze
niach, o kontekstach, w jakich współcześnie używa się terminu „komunikacja”, Winkin
próbuje wpisać ów termin w kontekst „wymiany daru”, raz jeszcze podkreślając wagę
szczegółu w badaniach mieszczących się w nurcie antropologii komunikacji.
Operacyjną definicją kultury jest dla Winkina formuła Warda Goodenaugha:
„istotą kultury jakiegoś społeczeństwa jest to wszystko, co jego członkowie muszą
wiedzieć albo w co muszą wierzyć, by zachowywać się w sposób akceptowalny (...)
Rezenzje i noty recenzyjne
283
w każdej z akceptowalnych ról” (s. 102). Zakłada on zatem to, że jesteśmy przewidy
walni i powtarzalni, że każde społeczne zachowanie ma swój sens i jest racjonalne,
gdy poznamy je od wewnątrz, gdy uda się zidentyfikować jego kulturowe i społecz
ne motywy. Przyjęcie tego rodzaju założenia pozwala empirycznie zorientowanemu
Winkinowi na obserwacje i interpretacje codziennych zachowań, sytuacji banalnych,
przyziemnych obrotów ciał społecznych. Belgijski badacz całym sercem namawia
do radosnego przyjęcia postawy antropologa „endotycznego”: przecież te same rze
czy, które jako badacze robimy na obcej ziemi, z powodzeniem możemy realizować
u siebie. Mniej tu etycznych zasadzek, a życie tak samo — jeśli tylko uważnie mu się
przyjrzeć — obfite w sensy, sekrety i dyskretne prawidła.
Najlepszą jak sądzę, partią— pisanej z wyraźnym nachyleniem dydaktycznym —
Antropologii komunikacji jest jej część trzecia. Jak ryba w wodzie Winkin czuje się objaś
niając tajniki rzetelnego i efektywnego postępowania „w terenie”. I rzeczywiście, sporo
można się od niego dowiedzieć. Jakie miejsca wybierać winien „endotyczny” badacz
komunikacji? — dostępne i bliskie, podpowiada Winkin, na przykład pobliski park, koś
ciół albo publiczny basen. Jaki zabierać ze sobą sprzęt? — najlepiej żaden, bezcenne jest
wszak bystre oko i sporządzane wieczorem notatki; aparaty i kamery funkcjonują niczym
odkurzacz, który wszystko zbiera, niczego nie pozwalając wyróżnić. Czy ukrywać swoje
zadanie? — stanowczo nie, przyjmowanie wymyślonych ról zawsze kończy się demaskacją a do naukowego obserwatora wcześniej czy później wszyscy przywykają. „Sztu
ka patrzenia, sztuka bycia, sztuka pisania. To trzy kompetencje które powinien posiadać
etnograf’ (s. 111), stwierdza Winkin. Trudno z tym zdaniem na serio polemizować.
Winkinowska A ntropologia kom unikacji nie j est pracą znaczącą teoretycznie. Au
tor odsuwa — lub przegapia — wszelkie problemy epistemologiczne, nie kłopocze
się fikcjonalnością naukowych opisów i ich konstruktywizmem. Oryginalności po
szukuje w podejściu do świata raczej niż w zestawie nowych narzędzi służących jego
okiełznaniu i usensownieniu. Mimo cennych wskazówek praktyka — które warto
przekazywać studentom etnologii i antropologii kulturowej także w Polsce — jego
projekt ani nie onieśmiela, ani nie zachwyca. Nazbyt wiele tu powtórzeń, zbyt dużo
również wiary w wyjaśniającą moc detalu obyczajowego. Zajmowanie się banałem
ma widać czasem ten skutek, że często do banału zbliża. Wyraźnie widać to w autor
skich analizach zawartych w czwartej części książki. We wszystkich tych „jednoak
tówkach”, Winkin zawarł wiele interesujących szczegółów, mało jednak konkretów,
wykraczających poza silnie skontekstualizowaną doraźność, tyleż zdarzeń, co i oso
bistych emocji. W opisie zachowań uczniów w klasach komputerowych przydarza
mu się nawet znienacka „odkryć” regułę m edium is the message.
Mimo tych uproszczeń, Antropologia kom unikacji Yvesa Winkina jest pracą po
żyteczną wypełnia bowiem lukę w polskojęzycznej literaturze o nachyleniu antro
pologicznym, lukę dotyczącą kwestii komunikacji, którą tak ochoczo zajmują się
przedstawiciele studiów nad mediami, ekonomią reklamą performensem czy innymi
dziedzinami sztuki. Szkoda zatem, że w książce o ambicjach pomocy naukowej (uzu
pełnionej dodatkowo o wykaz prac po polsku) znalazło się tyle błędów w bibliografii.
Waldemar K uligow ski
284
Rezenzje i noty recenzyjne
Wiktor S t o c z k o w s k i , Ludzie, bogowie i przybysze z kosmosu, przeł.
R. Wiśniewski, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 2005, ss. 480,
ISBN: 83-06-02986-0.
Kosmici, jakich ujrzał Stoczkowski któregoś dnia w angielskiej bibliotece, nie za
mieszkiwali Marsa ani żadnej z odległych planet — były to jedynie twory ludzkiego
umysłu zaludniające niezliczone księgi w Cambridge. Stąd oczekiwania czytelnika
chwyta jącego za recenzowane dzieło mogą nie pokrywać się z tym, czego dostarcza
jego lektura.
Sama początkowo sądziłam, iż książka opowiada głównie o teorii na temat sta
rożytnych astronautów. Musiałam wrócić do jej lektury ponownie, by docenić bo
gactwo przedstawionych faktów i ich powiązań, i dostrzec inne przesłanie książki
— kosmici byli jedynie tłem, osnową na kanwie której Stoczkowski przekazuje
swoje przemyślenia nad funkcjonowaniem myśli ludzkiej.
Wiktor Stoczkowski pochodzi z Polski, jest absolwentem archeologii i etnolo
gii Uniwersytetu Warszawskiego. Doktoryzował się w Paryżu, w École des Hautes
Études en Sciences Sociales, gdzie obecnie wykłada w Laboratoire d’Antropologie
Social. Jest także kierownikiem interdyscyplinarnej Groupe de recherches sur les
savoir, która skupia się wokół czterech głównych zagadnień: antropologii wiedzy,
kosmologii nauk społecznych, etnologii rasizmu i antyrasizmu oraz historii antro
pologii. Jako jeden z nielicznych polskich naukowców potrafił „zaistnieć” w sto
sunkowo zamkniętym środowisku zachodnioeuropejskich badaczy. Autor posiada
niezwykle analityczny umysł, nadto erudycję i pasję zgłębiania tego, co go intryguje.
Dodatkowo styl książki czyni ją szczególnie zajmującą. Wprawdzie polski czytelnik
dysponuje jedynie tłumaczeniem z francuskiego, niemniej przypuszczam, że wersja
oryginalna jest równie soczysta.
Budowa książki jest nietuzinkowa — autor najpierw obrazuje problem przykła
dem, a następnie cofa się do jego źródeł. Mamy nowe dane, nowy problem i... autor
znów się cofa. Potem jednak łączy wszystkie fakty ze sobą i powraca do punktu wyj
ścia. Piszę „nietuzinkowa” nie dla zaznaczenia nowatorstwa tej konstrukcji, ale dla
podkreślenia jej wpływu na lekturę książki. Co chwilę dokonujemy wraz z autorem
nowego odkrycia, zostajemy „porażeni” nowymi faktami i płynącymi z nich wnio
skami, zastanawiając się, jak to się stało, że „tego” jeszcze nie wiedzieliśmy i ciesząc
się na „to”, co książka wciąż dla nas chowa.
Tytułowi przybysze z kosmosu to jedynie pretekst dla głębszych problemów nur
tujących Stoczkowskiego. Książka jest refleksją nad zasadami ludzkiego myślenia,
nad racjonalnością i irracjonalnością nad stanem zachodnioeuropejskiej nauki i zna
czeniem lekceważonej kultury masowej.
Stoczkowski wychodzi od pojęć racjonalności i irracjonalności, a także od za
gadnień warsztatu etnologa badającego Obcych na swoim własnym terenie. Dopiero
potem prezentuje koncepcję zwaną danikenizmem i jej wręcz „epidemiczne” roz
przestrzenienie się na całym globie. Kolejnym krokiem jest przyjrzenie się nurtom
krytyki tego zjawiska prowadzonym w celu odkrycia jego przyczyny — tu autor
dochodzi do wniosku, że istniejące do tej pory wyjaśnienia były jednoprzyczynowe
Rezenzje i noty recenzyjne
285
i stąd niedostateczne. W następnym rozdziale, zastanawiając się nad pochodzeniem
teorii o roli starożytnych astronautów, dociera do literatury fantastyczno-naukowej,
która częściowo stała się dla niej pożywką. Zauważa jednak, że dänikenizm to coś
więcej niż chwytliwa, zarabiająca na siebie powiastka — to po części teologia, ma
jąca swe źródło w gnozie. Stąd już blisko do podjęcia (w siódmym rozdziale) tematu
twórczości Madame Heleny Bławatskiej i jej teozofii. Poruszając zagadnienie lata
jących talerzy, odkrywa uwikłanie literatury masowej w subkulturę okultystyczną.
Sumując zgromadzoną wiedzę na temat dänikeizmu, podaje przyczyny powstania
tego fenomenu, podkreślając, że zarówno twórcy, jak czytelnicy tych koncepcji to
z reguły ludzie potrafiący używać swego mózgu całkiem sprawnie. Zauważa wpływ
koniunktury na rozprzestrzenienie się „epidemii” po obu stronach globu, pojawiające
się mody i sprzyjający marketing. Zagadka teorii o starożytnych astronautach zosta
je rozwiązana po to, by zmusić nas w dwóch ostatnich rozdziałach do przyjrzenia
się sobie samym, czyli sposobowi uprawiania zachodnioeuropejskiej nauki — bar
dzo często odbiegającego od deklaratywnego wzorca racjonalności i mechanizmów
rządzących naszym sposobem rozumowania. „Racjonalność” bynajmniej nie jest tą
racjonalnością idealną, którą postuluje nauka. Rozwiązaniem jest nie tyle wiedzieć
wszystko na pewno, ale zostawić sobie swobodę wątpliwości. Bowiem „idee mogą
stać się straszliwą bronią w rękach mężczyzn i kobiet nieznających wątpliwości i niepotrafiących dostrzec błędów swojego rozumowania. Ogromna jest różnica między
tymi, którzy wiedzą, że wierzą, a tymi, którzy wierzą, że wiedzą” (s. 409).
Stoczkowski zadaje dwa pytania, na które potem konsekwentnie stara się odpo
wiedzieć: 1. Jak coś takiego mogło narodzić się w ludzkiej głowie?, 2. Dlaczego
i w jaki sposób mogła zrobić karierę idea równie irracjonalna, dziwna, hybrydyczna,
która (ze zdroworozsądkowego punktu widzenia) nie miała szans na przetrwanie?
Dänikenizm rozwinął się w latach siedemdziesiątych XX wieku, po ukazaniu się
w 1968 roku książki Ericha von Dänikena Wspomnienia z przyszłości. Książka zapo
czątkowała ogromny sukces wydawniczy tego typu pozycji i na dobre wpisała w kul
turę masową przekonanie o pozaziemskim pochodzeniu człowieka. Śmiała i urzeka
jąca teza poparta wieloma „dowodami” archeologicznymi zrobiła karierę, mimo że
naukowcy grzmieli nad głupotą autora i czytelników. Czy aby wymyślić podobną
teorię, trzeba być głupcem i ignorantem, jak chciano widzieć Dänikena? Stoczkow
ski stanowczo sprzeciwia się takiemu podejściu. Stara się dojść do sedna sprawy me
todą trzystopniową. Najpierw analizuje tradycję kulturową, z której Däniken czerpał
wybrane elementy, by później połączyć je „po swojemu”; następnie — indywidualne
operacje myślowe wpływające na narodziny kolejnej innowacji kulturowej, w tym
przypadku teorii Dänikena; na koniec — śledzi współczesną autorowi atmosferę spo
łeczno-kulturową i polityczną, która dostarczyła bodźców odpowiedzialnych za osta
teczne ułożenie wszystkich elementów „układanki”. Stoczkowski musi się cofnąć
w czasie, by odnaleźć wszystkie elementy genezy dänikenizmu.
Tak więc, pierwszym zaskoczeniem dla niewtajemniczonego czytelnika jest do
strzeżenie podobieństwa między książką Dänikena a wcześniej szą o kilka lat publika
cją francuskiego pisarza Roberta Charroux. Plagiat wydaje się oczywisty. Większość
przytaczanych dowodów pochodzi z jego książek, w tym te najmniej weryfikował-
286
Rezenzje i noty recenzyjne
ne. Ale cofając się o jeszcze kilka lat widzimy, że Charroux jest także spadkobier
cą innej, istotnej dla gatunku, książki napisanej przez Louisa Pauwelsa i Jacąuesa
Bergi era.
Stoczkowski stawia ciekawą hipotezę o bazie teologicznej danikenizmu. W teorii
o starożytnych astronautach dopatruje się pytań o początek świata, o pochodzenie
człowieka, o sens jego istnienia — podobne pytania stawia chrześcijaństwo i nauka.
Jednakże danikenizm stwarza tylko pozory, że jest nauką. Odrzuca także zbyt wiele
chrześcijańskich koncepcji, żeby mieć z nimi coś wspólnego. Jedyny trop prowadzi
zatem do gnozy, z jej koncepcją Boga, który byłby tożsamy raczej z energią niż by
tem osobowym, i z jej kosmogonią, która wyprowadza istnienie świata i wszelkich
bytów z rozproszenia się tego „bóstwa” w materii. Duch pochodzi od owego Boga,
jest boską iskrą, ciało zaś w tego typu wierzeniach zawsze jest stworzone przez istotę
niższą — jakiegoś pośledniejszego demiurga. Dla Danikena jest jasne, iż demiur
gami byli kosmici, których wdzięczna ludzkość uznała potem za bóstwa. Jedyne,
czego chce, to odkrycia tej prawdy, odrzucenia bogów ziemskich religii — po to, by
przyjąć wiedzę o rzeczywistych początkach i przeznaczeniu człowieka. Jak zauwa
ża antropolog, wizja ta to kosmetyczny retusz idei chrześcijańskiego zbawienia lub
gnostyckiego wyzwolenia z ciała. Nowym wyzwoleniem dla ludzkości ma stać się
podbój kosmosu przez rasę ludzką.
Stoczkowski doszukuje się także źródeł teorii o starożytnych astronautach w li
teraturze fantastyczno-naukowej. Wykazuje, iż wszyscy czterej autorzy byli pod jej
wpływem, a niektórzy sami zasilali ją jako pisarze. Wiele motywów koncepcji Da
nikena wykluwało się na łamach magazynów science fiction, a nawet pojawiło się
jeszcze wcześniej w książkach przygodowych, na przykład Juliusza Veme’a. Zagi
nione cywilizacje, zatopione kontynenty, sekretne księgi, tajemnicze labirynty, wy
marłe języki, poszukiwacze przygód itd. Kiedy szuka się jeszcze głębiej, znajduje
się powiązanie tych wątków z XIX-wiecznym ezoteryzmem, którego najważniejszą
przedstawicielką jest Madame Bławatska i jej teozofia.
Teozofia jest systemem teologicznym wyrosłym na gnozie. Zawiera koncepcję
Boga nieosobowego i hierarchii bytów (od duchowych po materialne). Inspirowana
poza tym literaturą fantastyczną, archeologią, ewolucjonizmem, spirytyzmem, reli
giami Wschodu, jest kompilacją różnorodnych idei i odkryć naukowych, dokonaną
przez Helenę Piotrownę Bławatskąw jej dziełach: Izyda odsłonięta i Doktryna tajem
na. Stworzony przez nią system j est tak skomplikowany i wielowątkowy, iż można tu
wspomnieć tylko niektóre. Bławatska wierzy w istnienie jakiejś pierwotnej doktryny,
wiedzy, która została zapomniana, a którą nauka — wespół z intuicją ludzi takich jak
ona, posiadających kontakt z istotami duchowymi — jest w stanie odtworzyć, i która
tym samym może, i wręcz powinna, stać się ratunkiem dla świata. Miałaby istnieć
uniwersalna symbolika kodująca tę pradawną naukę. Dlatego w pracach Bławatskiej
pojawiają się „dowody” archeologiczne na potwierdzenie tezy o istnieniu w pra
dziejach rozwiniętych technicznie cywilizacji, które posiadały ową wiedzę. Ponadto
wierzyła ona w reinkarnację (kładła nacisk na ewolucję duchową — przechodzenie
w byty wyższego rzędu i gromadzenie coraz większej wiedzy), którą w dość śmiały
sposób dostosowała do odkryć Darwina. Jako szczęśliwa posiadaczka daru czytania
Rezenzje i noty recenzyjne
287
na falach światła astralnego, poznała rzekomo całą prahistorię człowieka, prezento
wała się także jako wybitna znawczyni ras ludzkich.
Odniosłam wrażenie, iż autor pomimo ironii, z którą pisze o Bławatskiej, po
dziwia jej bujną wyobraźnię, na tym tle Daniken i jego poprzednicy rozczarowują
Jakby wciąż powracał do nurtującego go pytania — jak wszystko to mogło się na
rodzić w ludzkich głowach? Niemniej zaznaczyć trzeba, iż Helena Bławatska jest
najważniejszym elementem całej tej intelektualnej układanki. Po pierwsze, będąc
niezwykle płodną pisarką i wizjonerką, nadto zaś czerpiąc ze wszelkich dostępnych
jej źródeł i kultur, powołała do życia dzieła, które stały się jakby przechowalnią mi
tów, toposów i pomysłów wykorzystywanych po dziś dzień w książkach i filmach.
Po drugie, jako jedna z założycielek Towarzystwa Teozoficznego przyczyniła się do
rozpowszechnienia idei ezoterycznych w kulturze masowej, a tym samym do zwią
zania z nią subkultury okultystycznej.
Idee nie unikają bowiem związków kazirodczych, a im bliżej są spokrewnione,
tym bardziej jest prawdopodobne, że ponownie się skrzyżują i spłodzą wspólne
potomstwo. Mechanizm ten wyjaśnia, dlaczego literatura fantastyczna i okultyzm
mogły mieszać się tak łatwo i często, dając hybrydowe potomstwo, którego jed
nym z najlepszych przykładów jest teoria starożytnych astronautów (s. 247).
Stoczkowski nie oszczędza także nauki. Wyjaśniając sposób naszego rozumowa
nia, specyfikę dostrzegania faktów poprzez przyjmowane uprzednio założenia, docho
dzi do wniosku, że wiara w paradygmat nie różni się zasadniczo od wiary w dogmat.
Z reguły dostrzegamy to, co wpisuje się w nasz światopogląd, zgrabnie pomijając
wszystko, co się w nim nie mieści. Obiektywność w nauce nie istnieje, mimo że
wciąż pokutuje jej mit. Nie znaczy to jednak, że nauka, w całym swym podobień
stwie do danikenizmu i innych tego rodzaju koncepcji, nie ma racji bytu. Przeciwnie,
bowiem „praktyczne zastosowania odkryć naukowych są tak liczne i różnorodne, że
trzeba by wiele złej woli, by odmawiać wszelkim procedurom naukowym zdolności
wytwarzania wiedzy stosunkowo wiernie odzwierciedlającej obiektywną rzeczywi
stość” (s. 336). Autor proponuje operowanie pojęciem racjonalności, traktowanym
jako skala, której jednym końcem jest racjonalność ograniczona, a drugim wydajna.
Ta druga powinna przyświecać nauce, ale w życiu całkiem dobrze sprawdza się ta
pierwsza. Byle tylko racjonalność ograniczona nie pretendowała do czegoś więcej.
Książka tego polsko-francuskiego antropologa jest godna polecenia zarówno
adeptom nauki akademickiej, jak i laikom. Przyznam, że mnie także nieobcy był dy
lemat istnienia lub nieistnienia kosmitów. Zazwyczaj, gdy wieczorem spoglądałam
w niebo, pojawiało się pytanie: Więc jesteśmy sami, czy nie... w tym wszechświecie? Jako dziecko wierzyłam w kosmitów, z wiekiem doszłam do wniosku, że ich nie
ma, bo nie wypadało wierzyć w „coś takiego”. Niemniej, zdarzały się chwile wątpli
wości... Dlatego lektura książki Stoczkowskiego okazała się tak niezwykłą przygo
dą. Rozbrajała krok po kroku infantylną i przeszkadzającą mi „wiarę” w możliwość
egzystencji Obcych. Takich Obcych, jakich wizerunek kreują media. To fascynujące
cofać się wraz z autorem do źródeł powstania koncepcji głoszących istnienie kos
micznych demiurgów, śledzić ich metamorfozy i dociekać przyczyn popularności.
288
Rezenzje i noty recenzyjne
Snując swoje rozważania, Stoczkowski zaprzecza poglądom o irracjonalności
towarzyszącej jakoby tylko wielkim kryzysom; przeciwnie — jest ona stałym ele
mentem naszego zachodnioeuropejskiego intelektualnego pejzażu. Otacza nas w kul
turze masowej i zakrada się nawet w akademickie progi. Czy nadszedł już czas, by
racjonalność XXI wieku przyznała się do tego niechcianego związku? Pomogłoby to
zrozumieć złożoność ludzkiego umysłu i być może przełożyło się na jakość osiąg
nięć naukowych. Autor uczula także na to, że myślenie nie jest niewinną zabawą,
i że wypada wziąć odpowiedzialność za to, co stworzyło się „w ciszy biblioteki”. Bo
zazwyczaj tam wszystko się zaczyna...
Samochód zabija, ponure statystyki przypominają nam to bezustannie; kto jednak
potrafi policzyć ofiary idei? (...) Zdarzają się bowiem katastrofy spekulacji meta
fizycznej podobne do wypadków, w których najostrożniejsi kierowcy giną z winy
nieodpowiedzialnych piratów drogowych. Niebezpieczne kolizje idei są niekiedy
bardziej dramatyczne niż najstraszniejsze karambole, o czym nie sposób zapo
mnieć podsumowując historię minionego wieku, który wzbogacił leksykę potwor
ności słowem ludobójstwo. Zanim śmiercionośne doktryny naszej epoki wcieliły
się w programy polityczne, zanim opętały masy, zanim usprawiedliwiły ekstermi
nację milionów istnień ludzkich, poczęto je w ciszy bibliotek, według klasycznych
procedur racjonalności ograniczonej. Ta zaś przetrwała upadek zrodzonych z niej
niesławnych doktryn XX wieku i wciąż wyznacza tory zarówno myśli zwykłej, jak
i uczonej. Skoro metoda nadal istnieje, trudno się dziwić temu, że wydaje właściwe
sobie owoce. Wystarczy na chwilę powrócić do zawiłych pism Roberta Charroux
(...), by pokazać, że nie chodzi tu o niebezpieczeństwo wyimaginowane (s. 392).
M arta Zyśko
Galina L i n d q u i s t , Conjuring Hope: Healing and Magic in Contemporary
Russia, Epistemologies of Healing, vol. 1, New York, Oxford: Berghahn Books
2006 (paperback repr. 2007), ss. 251, ISBN: 1-84545-093-0.
Galina Lindquist to badaczka urodzona w Rosji, która w 1986 roku zamieszkała
w Szwecji. Zdobyła tam wykształcenie antropologiczne i stopień doktorski za pracę
nad miejskim neoszamanizmem w Skandynawii. Pracowała w Instytucie Antropolo
gii Społecznej Uniwersytetu Sztokholmskiego. Jej zainteresowania badawcze skupia
ły się na problematyce antropologii medycznej i religii; zajmowała się uzdrawianiem
magiczno-religijnym na obszarze byłego Związku Radzieckiego i neoszamanizmem
w różnych kontekstach kulturowych — na Zachodzie oraz wśród ludów współcze
snej Syberii. Jej przedwczesna śmierć w 2008 roku przerwała studia, które prowadzi
ła nad tymi ważnymi, nie tylko dla antropologii medycznej, problemami.
Rezenzje i noty recenzyjne
289
Książka Galiny Lindquist, Conjuring Hope: Healing and Magic in Contemporary
Russia powstała w rezultacie badań prowadzonych przez nią w Moskwie w końcu lat
90. XX wieku. Autorka wykorzystała już wcześniej część zebranych materiałów w inte
resujących artykułach (publikowanych po 2000 roku w tak znaczących czasopismach,
jak „Ethnos”, „Urban Anthropology”, „Anthropology & Medicine” czy „Anthropology
Today”), dostrzeżonych przez antropologów zajmujących się religią i medycyną.
Omawiana praca daje systematyczny, przemyślany wykład problemów współcze
snej miejskiej magii w Rosji, wraz z jej ważną częścią, jaką jest uzdrawianie. Rozpatru
je to zagadnienie w kontekście problemów społeczno-gospodarczych postradzieckiej
Rosji, rzutujących również na zachowania ludzi, którzy nierzadko poszukująrozwiązania swoich problemów, zwracając się do „współczesnych magów” i uzdrowicieli.
Autorka podporządkowuje swój wywód wyraźnie sformułowanym założeniom
metodologicznym. Sięga do „fenomenologii społecznej” Pierre’a Bourdieu oraz,
w obrębie antropologii medycznej, Arthura Kleinmana, opowiadając się za badaniem
codziennych procesów i praktyk w celu odkrycia „socjodynamiki doświadczenia
kulturowego” (s. 5). Lindquist, rozpatrując ważne dla swych rozważań pojęcie na
dziei, zwraca uwagę, że można ją traktować jako „egzystencjalny aspekt sprawczości
{agency)” (s. 8). Podkreśla, że jej celem jest pokazanie, iż magię w Rosji można trak
tować jako jeden ze sposobów „wytwarzania nadziei” (s. 8). Nie pomija szczegól
nych problemów, jakie napotyka badacz zajmujący się delikatną materią ludzkiego
cierpienia i bólu — utrzymuje, za Kleinmanem, że klasyczne już w antropologii po
dejście interpretacyjne nie daje zadowalających efektów w takich badaniach; chodzi
tu nie o interpretowanie doświadczeń ludzi (w terminach komentarza moralnego albo
odniesień do relacji władzy), lecz o śledzenie ich własnych procesów interpretacji.
Jako narzędzie analizy, które ma jej pomóc w osiągnięciu tego celu, autorka wy
korzystuje założenia semiotyki Charlesa Peirce’a (powołuje się przy tym na prace
Thomasa Csordasa, który wcześniej zastosował, ze znakomitym skutkiem, ową stra
tegię metodologiczną). W swojej książce przekonująco wykazuje, że mechanizmy
magii w Rosji są nie tylko natury symbolicznej, ale przede wszystkim ikonicznej
i indeksowej, zatem w badaniu tej dziedziny rzeczywistości mniej ważne jest zna
czenie przypisywane danemu znakowi, a bardziej — społecznie podzielane sposoby
przypisywania znaczenia. Można się jednak zastanowić, czy zastosowanie w analizie
triadycznej koncepcji znaku Peirce’a nie jest także sposobem interpretacji, a nie tylko
metodą odkrywania interpretacji podmiotów.
Lindquist, zgodnie ze swoimi założeniami metodologicznymi, bada magię, rozpa
trując jej elementy jako „ikony władzy”, znaki homologicznie odpowiadające innym
kulturowym wzorcom władzy i siły. Takimi „ikonami władzy”, w jej ujęciu, są prak
tycy — uzdrowiciele i „magowie”, których siła wypływa z faktu, że tak właśnie sami
siebie postrzegają i są postrzegani przez innych.
Konstrukcja książki jest przemyślana i logiczna. Autorka stopniowo wprowa
dza czytelnika w świat miejskiej, moskiewskiej magii, charakteryzując ją najpierw,
w rozdziale o tytule „Urynkowienie magii”, jako zjawisko o charakterze publicznym,
upowszechniane przez media i regulowane przez gospodarkę rynkową. Przedstawia
również źródła współczesnej magii i uzdrawiania, w których mieszają się różnorodne
290
Rezenzje i noty recenzyjne
tradycje, od medycyny ludowej, przez koncepcje bioenergii i zdolności paranormal
nych, do rozmaitych idei i praktyk zaczerpniętych z medycyny niekonwencjonalnej
Wschodu i Zachodu. Ukazuje działalność „centrów” medycyny komplementarnej
i magii oraz sylwetki uzdrowicielek, spośród których najwięcej uwagi poświęca Katerinie (uzdrowicielka ta, z którąbadaczka nawiązała przyjaźń, stała się centralną po
stacią książki). W kolejnych rozdziałach koncentruje się na spotkaniu „maga’Vuzdrowicielki z klientem/pacjentem, człowiekiem poszukującym pomocy w rozwiązaniu
różnych problemów życiowych — zdrowotnych, rodzinnych, finansowych.
Ważna część pracy dotyczy magii jako instrumentu służącego przemianie klienta
— przekształceniu jego osobowości. Lindquist stosuje tukonsekwentniePeirce’owską
semiotykę, pokazując w sugestywny sposób, jak już samo określenie, nazwanie pro
blemu, a następnie narzędzia używane w trakcie uzdrawiania, czyli proste rytuały,
działają symbolicznie, ikonicznie i indeksowo. Prezentuje szeroki wachlarz pojęć
stosowanych przy stawianiu diagnozy — do najbardziej popularnych należą sglaz
(„złe oko”), porca (czary), a także „zaburzenie biopola”, „przekleństwo rodowe” czy
„korona celibatu” albo „pieczęć samotności”. W ujęciu autorki określenia te „jako
znaki są symboliczne i ikoniczne w odniesieniu do (...) kultury, repozytorium za
równo obrazów, jak i języka, oraz indeksowe w odniesieniu do wewnętrznego świata
pacjentów; np. korona celibatu jest indeksem samotności” (s. 72). Działania uzdro
wicieli służą usunięciu tych „obiektów”, co może prowadzić do zmiany nastawienia
pacjenta, transformacji osobowości i ulżenia cierpieniom.
Ten tok rozumowania Galina Lindquist nie tyle ilustruje, co wypełnia żywymi,
wciągającymi czytelnika obrazami seansów uzdrawiania oraz nasyconymi emocjonal
nie narracjami pacjentów i uzdrowicieli. Książka jest wypełniona emocjami — nierozdzielnie złączonymi z doświadczeniem choroby, bólu, nieszczęścia; jeden z rozdziałów
nosi wymowny tytuł: „Magia jako zarządzanie (management) emocjami”.
Niezwykle sugestywna jest również część pracy przedstawiająca sposoby two
rzenia się charyzmy uzdrowiciela, „szczególnego przyciągania”, na przykładzie Kateriny, uznanej przez autorkę za bliską Weberowskiemu typowi idealnemu autorytetu
charyzmatycznego. Kolejny rozdział, „Charyzma urzędu: Siła uzdrowicielska i legi
tymizacja biomedyczna”, w interesujący sposób przedstawia inne niż charyzmatycz
ne źródła autorytetu praktyków magii — często obserwowane współcześnie odwoły
wanie się do instytucji i osiągnięć naukowych biomedycyny.
Książka Galiny Lindquist zasługuje na uwagę także dlatego, że ukazuje, poprzez
opisy losów ludzi — „magów” i ich klientów — zmagających się z trudami życia
w postsowieckiej Rosji, jak przekładają się na język codziennego doświadczenia
tak często wypowiadane sądy o szczególnym znaczeniu magii, okultyzmu, wierzeń
w zjawiska paranormalne w okresach przełomów, kryzysów, utraty poczucia bezpie
czeństwa. Autorka nie ukrywa, że ludzie ci, wraz z ich problemami i nieszczęściami,
są jej bliscy; jest im wdzięczna, że dopuścili ją do intymnego świata (światów) ich
przeżyć. Pozwolę sobie na koniec wyrazić mój osobisty żal, że życie Galiny Lind
quist, badaczki mądrej i pełnej empatii, zostało przerwane tak wcześnie.
Danuta Penkala-Gawęcka
Rezenzje i noty recenzyjne
291
Maria W r o ń s k a - F r i e n d , Sztuka woskiem pisana. Batik w Indonezji
i w Polsce, Warszawa: Wydawnictwo Gondwana 2008, ss. 255, il., ISBN: 978-83-920366-4-7.
Po wielu latach „chudych”, w których opracowania poświęcone jakiejś dziedzinie
kultury reprezentującej tak zwany materialny jej aspekt były rzadkością, pojawiło się
ostatnio na naszym rynku sporo publikacji z tego zakresu. O ileż więcej było jednak
tekstów dotyczących obiektów sztuki — obrazów, rzeźb itp., przygotowanych przez
historyków sztuki, niż publikacji o charakterze etnologicznym czy antropologicznym.
Zważywszy na moje wieloletnie doświadczenia pracy w muzeum etnograficznym
oraz stałe zainteresowania, jestem szczególnie wyczulona na wszelkie wydawnictwa,
które odnoszą się do przedmiotów, w tym obiektów muzealnych i wystaw. Mam na
myśli nie tylko opracowania z zakresu antropologii czy socjologii przedmiotów, ale
także dotyczące historii kolekcji, zdobnictwa, wytwórczości określonych „rzeczy”
czy wreszcie inspiracji polskiej sztuki użytkowej (i nie tylko) wzornictwem i tech
nikami typowymi dla innych obszarów świata bądź sztuką zwaną ludową. Dlatego
też z radością powitałam opracowanie autorstwa Marii Wrońskiej-Friend, które tu
omawiam. Jest to, moim zdaniem, praca podwójnie interesująca. Po pierwsze, ze
względu na temat raczej rzadko pojawiający się na naszym rynku, po drugie z racji
swojego „międzykulturowego” charakteru. Książka dotyczy bowiem polskich inspi
racji jawajską sztuką i rzemiosłem1. Autorka przygotowała ją w oparciu o pogłę
bione, wieloletnie badania, mając zarazem pełną świadomość nowatorstwa tematu.
W przedmowie, zatytułowanej „Łączy nas wosk”, czytamy:
Istotnie, niewiele osób, nawet w Polsce, słyszało o niezwykłym spotkaniu sztuki
jawajskiej i polskiej, jakie nastąpiło w początkach XX w. W Krakowie, za pośred
nictwem techniki barwienia tkanin z zastosowaniem rezerważu z wosku, zwanej
batik. Choć Polska była jednym z wielu krajów Europy, które ponad sto lat temu
uległy fascynacji jawajską metodą dekorowania tkanin, to właśnie u nas artyści
skupieni w stowarzyszeniu Warsztaty Krakowskie, w latach 1913-1926 osiągnęli
szczególnie ciekawe rezultaty w zakresie twórczej adaptacji tej techniki.
Wraz z techniką i zasadami technologii barwienia do polskiej sztuki dekora
cyjnej przeniknęły ornamenty i zestawy kolorystyczne zaczerpnięte z tkanin in
donezyjskich, w wyniku czego powstał swoisty styl dekoracyjny, często określa
ny jako jawajsko-krakowski. W latach dwudziestych polskie batiki cieszyły się
wielką popularnością odnosząc sukcesy na wielu międzynarodowych wystawach,
ale w późniejszych latach technika ta uległa prawie całkowitemu zapomnieniu.
Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych XX w., w wyniku działalności Akademii
Łucznica koło Garwolina, nastąpił renesans tej techniki, która dziś jako dziedzinę
malarstwa na tkaninie uprawia kilkudziesięciu polskich artystów (s. I).
1
Problematyka ta jest od dawna przedmiotem zainteresowań autorki. W 1987 r. obroniła ona dy
sertację doktorską poświęconą tym zagadnieniom, którymi zajmowała się także w następnych latach
(Wrońska-Friend 2000, 2001).
292
Rezenzje i noty recenzyjne
Ten atut publikacji podkreśla także prof. Irena Huml, która poprzedziła opraco
wanie wprowadzeniem. Jest zdania, że książka:
Wypełnia (...) istniejącą od lat lukę w literaturze przedmiotu i wprowadza polską
tematykę w obieg międzynarodowej informacji. Prezentuje bowiem po raz pierw
szy syntetycznie przedstawioną dawną i współczesną twórczość w tej dziedzinie.
Ukazuje ją przy tym na europejskim tle jako jedno z najciekawszych historycznie
i artystycznie zjawisk — obok batiku holenderskiego, które wniosło nowe wartości
do zdobienia tkanin. W polskich batikach rozszerzono bowiem skalę motywów,
a także wzbogacono paletę kolorystyczną dzięki licznym udanym eksperymentom
farbiarskim z zastosowaniem barwników roślinnych (s. V).
I kolejny aspekt, czyli wspomniana wcześniej „międzykulturowość” opracowa
nia. Autorka, przez cały czas wieloletniego, stałego pobytu za granicą — początko
wo na Nowej Gwinei, a od lat 90. XX wieku w Australii — starała się łączyć swoje
zainteresowania i działania zawodowe ze ścisłą współpracą z polskim środowiskiem
etnologicznym, a w szczególności z polskimi muzeami posiadającymi etnologiczne
kolekcje pozaeuropejskie. Efektem podjętych wspólnie działań są interesujące zbiory
nowogwinejskie i australijskie, które trafiły do tych muzeów2, kilka publikacji oraz
wystawy opracowane według scenariusza Marii Wrońskiej-Friend, z których ostatnią
autorka poświęciła właśnie batikowi. Ekspozycja miała dwie realizacje: w roku 2006
w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie i rok później w Centrum
Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” w Krakowie3.
Zamknięciem tego tematu badawczego, łączącego oba nurty działań autorki, jest
właśnie omawiana książka. Znajdujemy tu bowiem rozwinięcie problematyki batiku
i powiązań polsko-indonezyjskich. Pierwszy rozdział poświęcono genealogii i cha
rakterystyce batiku jawajskiego. Kolejny opisuje zarówno jego przemiany, rozwój
i zróżnicowanie, jak i techniki, wzornictwo, symbolikę itd. W dalszej części zapre
zentowano materiały związane z polskimi podróżnikami i kolekcjonerami sztuki
jawajskiej: Jarosławem Waszakiem, Marianem Raciborskim, Michałem Siedleckim
i Feliksem „Mangghą” Jasieńskim. Następne fragmenty pracy przybliżają polskie
inspiracje batikiem. Autorka omawia techniki i motywy wzornicze Warsztatów Kra
kowskich, a także międzynarodowe sukcesy polskich artystów zajmujących się tą
twórczością. Ostatni rozdział Maria Wrońska-Friend poświęciła współczesnej twór
czości polskich artystów, dla których batik stał się inspiracją. Przedstawiła okres do
1980 roku, a następnie skupiła się na twórczości współczesnej, omawiając działania
Akademii Łucznica i pokazując, w jaki sposób technika batiku jest wykorzystywana
między innymi w kształceniu plastycznym dzieci.
2 Między innymi do Muzeum Narodowego w Szczecinie oraz Muzeum Archeologicznego i Etno
graficznego w Łodzi.
3 Wystawa pokazywała, w jaki sposób i w jakim zakresie batik jawajski stał się przedmiotem zain
teresowania polskich podróżników i kolekcjonerów, ale przede wszystkim polskich artystów, zarówno
tych działających w okresie międzywojennym, jak i współcześnie. Prezentowane były polskie zbiory
muzealne oraz prywatna kolekcja Rudolfa G. Smenda (Wrońska-Friend 2006, 2007).
Rezenzje i noty recenzyjne
293
Warta uwagi jest także zawartość aneksu, w którym odnajdujemy liczne zdjęcia
pokazujące szczegółowo proces wykonywania batiku na środkowej Jawie, a także
— jak sądzę, bardzo potrzebny i użyteczny nie tylko dla muzealników — słownik
terminów jawajskich związanych z tą techniką.
Książka zawiera streszczenie angielskie każdego z rozdziałów i opatrzona jest
specjalistyczną bibliografią Ponadto poszczególne rozdziały ilustrowane są zdjęcia
mi archiwalnymi i fotografiami obiektów muzealnych oraz wybranych przykładów
batiku pochodzącego z kolekcji prywatnych. Jest to nie tylko pięknie wydana książ
ka, stanowiąca dobre źródło wiedzy dotyczącej historii batiku, jego cech formalnych,
motywów i technik, ale także historii polskich zainteresowań tą techniką oraz kulturą
Indonezji.
Warto tę książkę wziąć do ręki. Po to, by poznać technikę i wytwory batiku jawajskiego oraz po to, aby się przekonać, jak bardzo Indonezja i jej kultura stały się
obiektem fascynacji i źródłem inspiracji artystycznej Polaków, aby zrozumieć, w jaki
sposób tak odległe geograficznie i historycznie kultury znalazły wspólną płaszczyznę
zainteresowań. Wynika z niej także, że współczesne zainteresowanie Polaków kultu
rą Indonezji ma swoje dawne, wielopokoleniowe korzenie.
Anna Nadolska-Styczyńska
BIBLIOGRAFIA
Wrońska-Friend M.
2000
Parang Rusak Design in European Art, w: M. Hitchcock, W. Nuryanti
(eds.), Building on Batik. The Globalization o f a Craft Community, Lon
don: Ashgate, s. 109-117.
2001
Javanese Batik for European Artists. Experiments at the Koloniaal Labo
ratorium in Haarlem, w: I. van Hout (ed.), Batik — Drown in Wax. 200
years Batik Art from Indonesia at the Tropenmuseum Collection, Amster
dam: Royal Tropical Institute, s. 106-123.
2006
Woskiem malowane. Batik jawajski i polski, Warszawa: Państwowe
Muzeum Etnograficzne.
2007
Niezwykłe spotkania. Jawajski batik w Krakowie, Kraków: Centrum Sztuki
i Techniki Japońskiej „Manggha”.
294
Rezenzje i noty recenzyjne
Karolina B i e l e n i n - L e n c z o w s k a , Rodzina, ród, pokrewieństwo w per
spektywie lingwistyczno-antropologicznej. Analiza języka polskiego XV I wieku
i elementów słowiańskiej kultury tradycyjnej, Warszawa: Wydział Polonistyki
Uniwersytetu Warszawskiego 2008, ss. 261, ISBN: 978-83-6663-83-2.
Karolina Bielenin-Lenczowska zajmuje się problematyką bałkańską oraz języ
koznawczą. Od wielu lat prowadzi badania terenowe w Macedonii, uczestniczyła
również w ekspedycjach terenowych w Bułgarii i Serbii. Omawiana praca powstała
na podstawie jej rozprawy doktorskiej, w której znalazły odzwierciedlenie szero
kie zainteresowania autorki, pogłębione w ramach kilku dyscyplin uniwersyteckich
— polonistyki, slawistyki i antropologii kulturowej. Przygotowanie merytoryczne
i metodologiczne autorki zadecydowało o wyjątkowości omawianej pozycji. Z ko
nieczności koncentruję się jedynie na wybranych jej fragmentach.
Do głównych celów pracy, zaprezentowanych szczegółowo we wprowadzeniu,
zaliczyć należy opisanie językowo-kulturowych stereotypów kobiety i mężczyzny,
zawartych w XVI-wiecznej literaturze polskiej oraz zestawienie ich z podobnymi
stereotypami, funkcjonującymi na pozostałych obszarach Słowiańszczyzny (rozdział
IV). Ustalony przedział czasowy — wiek XVI — nie jest przypadkowy. W części
zatytułowanej „Rodzina w XVI-wiecznej Polsce” autorka wyjaśnia motywacje tego
wyboru, rysując przed czytelnikiem sytuację społeczno-kulturową ówczesnej Polski
i zwracając uwagę na zmieniającą się (m.in. w związku z reformacją) pozycję kobiety
w społeczeństwie, czego konsekwencją były przemiany relacji „kobieta-mężczyzna”
oraz przekształcenia modelu rodziny. Zjawiska te znalazły odbicie również w języku
XVI-wiecznych dzieł polskiej literatury (rozdział III).
Zebrany materiał autorka postanowiła przeanalizować, stosując teorie genderowe. Posądzanie autorki o kierowanie się ideologią feminizmu (co często zarzuca się
pracom z zakresu gender studies) jest bezzasadne. Właśnie spojrzenie na literaturę
i język XVI-wiecznej Polski z tej odmiennej perspektywy metodologicznej umożli
wiło autorce odkrycie i opisanie specyficznie polskich modeli kobiety — matki, żony
i gospodyni oraz mężczyzny — ojca, męża i gospodarza (rozdział IV). To z kolei
pozwoliło między innymi podać w wątpliwość słuszność tezy o nieistnieniu w ów
czesnej Europie pozytywnego wzoru miłości rodzicielskiej. Powołując się na wyniki
swoich badań, Karolina Bielenin-Lenczowska stwierdza wprost, że podobne sądy są
„przesadzone, albo mają zastosowanie tylko we francuskich (czy ogólnie zachod
nioeuropejskich) realiach” (s. 68-70). Istotne, iż materiału do analizy dostarczyły
autorce nie tylko dzieła literatury pięknej z tamtego okresu, ale również inne gatunki,
takie jak kazania, poradniki, literatura okolicznościowa (epitalamia, testamenty) oraz
pisma religijne, w tym pierwsze przekłady Biblii na język polski.
Przemiany społeczne i kulturowe w Polsce XVI wieku przyczyniły się do osłabie
nia tradycyjnych więzów rodowych na rzecz wzmocnienia więzi między najbliższy
mi członkami rodziny. Konsekwencję tego zjawiska w XVI-wiecznej polszczyźnie
stanowiło rozmywanie znaczeń tradycyjnych terminów pokrewieństwa i powinowa
ctwa lub wręcz ich zanikanie (rozdział III). I tak na przykład zlewanie się znaczeń
terminów „świekr” i „teść” oraz „świekra” i „teścia” wiąże autorka z zanikaniem
Rezenzje i noty recenzyjne
295
lewiratu. Z kolei zastępowanie starych terminów nowymi zilustrowane zostało mię
dzy innymi analizą etymologiczną słowa „szwagier”. W tej części pracy znajdziemy
ponadto analizę określeń dziecka w ówczesnej polszczyźnie, w tym staropolskiego
„otrok”, („ten, który nie może mówić”, por. „niemowlę”), „robieniec” (robionek, robięta — „istota mała”, por. „robak”) oraz „dziecko”, a także wiele innych przykła
dów przemian terminologii związanej z rodziną i domem.
Bogaty materiał etnograficzny zaprezentowała autorka we fragmentach pracy po
święconych kulturze społecznej Słowian (rozdziały III i IV). Zainteresowanie budzi
zwłaszcza opis instytucji domazeta i muśkobany (zob. też Bielenin 2008), charakte
rystycznych dla tradycyjnych kultur Europy południowo-wschodniej. Domazet — to
mężczyzna, który wprowadza się do domu swojej żony w sytuacji, gdy ta nie ma
braci; instytucja ta utrzymywała się podobno do lat 30-40. XX wieku. Mężczyzna był
adoptowany przez rodziców żony, dzięki czemu kontynuował ich ród i mógł po nich
dziedziczyć. Niemniej „pozycja domazetów była bardzo niska, najczęściej stawali się
nimi słudzy, biedni, sieroty, czy mężczyźni, którzy musieli się chronić przed krwawą
zemstą” (s. 152). Natomiast instytucją absolutnie wyjątkową w tradycyjnych kultu
rach patriarchalnych była muśkobana:
W przypadku gdy nie było męskiego potomka, zdarzały się sytuacje, gdy jedna
z córek przysięgała dziewictwo, przywdziewała męski strój, strzygła włosy oraz
zobowiązywała się wykonywać męskie zadania. Taka kobieta była traktowana
przez społeczność jak mężczyzna, mogła uczestniczyć z mężczyznami w biesia
dach czy zgromadzeniach, choć nie miała prawa głosu. Taka „kobieta-mężczyzna”
(virgjina — „dziewica” po albańsku, po serbsku muśkobana — „chłopczyca”)
miała zwykle wysoki prestiż w społeczności lokalnej, a jej decyzja o pozostaniu
panną i przyjęciu roli męskiej była jej własną, przez nikogo nie narzuconą decyzją
i związana była zwykle z niechęcią dziewczyny do małżeństwa oraz skłonnościami
do zachowań postrzeganych jako męskie (s. 152-153).
Autorka programowo odchodzi od jednostronnego obrazu kobiety w społecznoś
ciach tradycyjnych, przedstawianej zwykle w literaturze jako bezwarunkowo podle
głej mężczyźnie. Za macedońską badaczką Anetą Svetievą wprowadza rozróżnienie
na role społeczne idealne i rzeczywiste:
Kobiety niemalże w każdej sytuacji potrafiły znaleźć wyjście, dzięki któremu zdo
bywały więcej praw i przywilejów. O ile rzeczywiście tradycja nakazuje kobiecie
uległość i posłuszeństwo względem mężczyzny (ojca, męża, brata), o tyle wiele
było przypadków, w którym model idealny się załamywał. Prowadziły do tego
zarówno czynniki zewnętrzne, np. brak dorosłego mężczyzny (jego śmierć, po
dróż, choroba), jak i przebiegłość niewieścia. Svetieva mówi o tzw. mechanizmach
subkultury kobiecej, do których należy: kradzież, kłamstwo, dwulicowość i obłu
da (...). Za pomocą pewnych zakazanych w danym społeczeństwie mechanizmów,
niewiasty omijały wiele ograniczeń. Np. panny nie miały żadnego prawa decydo
wania o swoim przyszłym mężu. Niemniej jednak, w związku z tym, że istniała
296
Rezenzje i noty recenzyjne
w kulturze instytucja ucieczki z ukochanym, dziewczęta nierzadko z niej korzysta
ły. W ten sposób begalki (uciekinierki) niejako przymuszały swoich rodziców do
zgody na ślub z wybranym przez siebie mężczyzną, ponieważ zhańbionej ucieczką
dziewczyny nikt inny nie chciałby pojąć za żonę (s. 180-181).
Dalej następują przykłady z literatury etnograficznej, ilustrujące realne role spo
łeczne kobiet. Znane są zatem przypadki, kiedy kobiety władały zadrugą czy posia
dały swój własny majątek (np. ten wniesiony w wianie). Poza tym, niezależnie od
władzy społecznej, kobiety posiadały również realną władzę magiczną. W trakto
waniu kobiet ogromną rolę odgrywał „czynnik ludzki”, czyli osobowość ojca rodu
i podległych mu członków rodziny. Wspomina o tym pośrednio prof. Bronisława
Kopczyńska-Jaworska, nawiązując do polsko-bułgarskich badań we wsi Gramada
(płn.-zach. Bułgaria), prowadzonych w latach 1966-1970. Świat tamtych tradycji od
szedł już w zapomnienie, chociaż w latach 60. XX wieku żyli jeszcze członkowie
unicestwionych w okresie kolektywizacji zadrug. Dzisiaj obraz dawnych społeczno
ści tradycyjnych odtwarza się na podstawie zastanych materiałów etnograficznych,
często świadomie czyszczonych przez samych etnografów w chwili zapisu „z jakich
kolwiek subiektywnych ocen czy komentarzy” (Kopczyńska-Jaworska 2003: 103).
Tym cenniejszy wydaje się wysiłek Karoliny Bielenin-Lenczowskiej, która zadała
sobie trud nowego odczytania materiałów zastanych. Dzięki temu odnalazła moty
wy przechodnie wizerunku kobiety i mężczyzny, spotykane nie tylko w rozmaitych
gatunkach XVI-wiecznej polskiej literatury, ale i w materiale etnograficznym z całej
Słowiańszczyzny:
[istnieje — A.K.] wiele wspólnych cech, występujących na tym obszarze geograficzno-kulturowym, jak podrzędność kobiet i dzieci, te same kobiece przywary (...)
i zalety (...) czy narzekanie na życie w małżeństwie przy jednoczesnym potępieniu
i braku akceptacji dla starych kawalerów i starych panien (s. 245).
Zestawienie danych językowych i etnograficznych nie uprawnia — co autorka
wielokrotnie podkreśla — do uogólniania, jednakże potwierdza istnienie pewnych
uniwersaliów ludzkiego myślenia, a z drugiej strony — relatywizmu językowego
i kulturowego.
Stare porzekadło głosi, że „każda pliszka swój ogonek chwali” — podobnie każ
dy etnolog z przygotowaniem lingwistycznym podkreślać będzie doniosłą rolę znajo
mości języków badanych kultur oraz umiejętności analizy językowej. Pozwolę sobie
w związku z tym na pewną uwagę. Otóż językoznawca na ostatnim roku studiów ma
głowę nabitą informacjami z dziedziny gramatyk opisowych i historycznych kilku ję
zyków (na polonistyce jest to język polski i staro-cerkiewno-słowiański, a co dopiero
na filologii słowiańskiej!). Jakże rzadkie są natomiast okazje, w których może on tę
wiedzę wykorzystać całościowo... Dziś trzymam w ręku pracę Karoliny Bielenin-Lenczowskiej, dzięki której zsyntezowałam znaczną część swojej wiedzy slawi
stycznej i etnograficznej, co — nie ukrywam — wymagało ode mnie niemałego wy
siłku. Niektóre części omówionej pracy mogą się wydać etnologowi zbyt oczywiste,
Rezenzje i noty recenzyjne
297
niemniej należy pamiętać, że owa „oczywistość” dla przedstawicieli dziedzin filolo
gicznych już tak „oczywista” nie jest. Mamy wszak do czynienia z pracą o charakte
rze interdyscyplinarnym, co pociąga za sobą konieczność zestawienia teorii i meto
dologii kilku odmiennych dyscyplin. Wyjaśniając we wstępie swoje naukowe cele,
autorka podkreśla, że analiza terminologii pokrewieństwa wymaga nowego spojrze
nia, uwzględniającego współczesne metody badawcze. I właśnie wykorzystanie naj
nowszych teorii językoznawczych, społecznych i kulturowych stanowi o metodolo
gicznej wartości i nowatorstwie pracy Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. Sprawia to,
iż dla współczesnej etnologii, antropologii kulturowej oraz slawistyki jest to pozycja
szczególna, dowodząca, że wspomniane dyscypliny wciąż mają sobie wzajemnie
wiele do zaoferowania.
Anna Kijewska
BIBLIOGRAFIA
Bielenin K.
2008
Muskobana, virgjina, tobelija, „(op.cit.,). Maszyna interpretacyjna. Kwartal
nik kulturalno-społeczny” 1 (38), s. 19-21.
Kopczyńska-Jaworska B.
2003
Badania a obraz zapamiętany. Uwagi na marginesie badań w Bułgarii,
w: J. Kowalska i in. (red.), Czas zmiany — czas trwania, Biblioteka Et
nografii Polskiej, t. 56, Warszawa: Instytut Archeologii i Etnologii PAN,
s. 91-104.
Elizabeth C. D u n n , Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie
i restrukturyzacji pracy, przeł. P. Sadura, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Poli
tycznej 2008, ss. 213, ISBN: 978-83-61006-11-4.
Książka Elizabeth Dunn jest niezwykła. W prowadzonej w mediach debacie do
tyczącej transformacji wypowiadali się zwykle ekonomiści, socjologowie, a przede
wszystkim publicyści, komentujący ten proces z olimpijskich wyżyn swej popular
ności. Głosem najsłabiej słyszalnym był i jest głos badaczy terenowych — ludzi, któ
rzy ruszyli w teren, aby zobaczyć ten proces z „oddolnej” perspektywy, z punktu wi
dzenia ludzi doświadczających transformacji. Tymczasem, jak tego dowodzi książka
Dunn, takie nietypowe — antropologiczne — spojrzenie może ukazać znacznie głęb
sze aspekty problemu niż rozważania prowadzone na gruncie teorii ekonomicznych
czy socjologicznych.
Za Davidem Ostem, autorem słowa wstępnego, można wyrazić zdziwienie, dla
czego to Amerykanka z Uniwersytetu Kolorado prowadziła badania, które wydają
298
Rezenzje i noty recenzyjne
się powinnością polskich badaczy społecznych. Winą za taki stan rzeczy Ost obciąża
utrwalony w Polsce „etos inteligenta”, któremu „po prostu nie wypada jechać do pro
wincjonalnego miasta i pracować ramię w ramię z «miejscowymi»” (Ost 2008: 10).
W tej sytuacji tym bardziej należy wyrazić podziw dla uporu i wytrwałości Elizabeth
Dunn, która nauczywszy się polskiego, zatrudniła się w prywatyzowanym przed
siębiorstwie przetwórstwa owocowego Alima w Rzeszowie, żeby z tak zdefiniowa
nej grassroots perspective prześledzić proces prywatyzacji zakładu produkującego
bobofruty. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Michał Buchowski, zastanawiając
się, dlaczego funkcjonujące w anglojęzycznym dyskursie antropologicznym książki
0 polskiej transformacji zostały napisane przez zachodnich badaczy, wskazuje na zu
pełnie inne przyczyny niż Ost. Buchowski wypunktowuje między innymi założenie
„większości badaczy anglosaskich”, że „ich antropologia jest lepsza od tubylczej”
oraz nadawanie „rodzimym antropologom (...) statusu przedmiotu studiów”, a także
odmienności techniki prowadzenia badań terenowych (Buchowski 2008: 176, 178).
Zastosowanie antropologicznej metody badań, choć wymagało od autorki ogrom
nego osobistego zaangażowania, doprowadziło do zaskakująco głębokich, wręcz fi
lozoficznych wniosków. Ukazało te aspekty procesu transformacji, które przy innych
metodach badawczych umykały. Najciekawszym spostrzeżeniem, pojawiającym się
w wyniku interpretacji materiałów terenowych, jest postawiona przez Dunn teza, że
nowy system gospodarczy wdrażany w latach dziewięćdziesiątych odwołuje się do
zupełnie innej koncepcji jednostki ludzkiej niż wyobrażenia na ten temat podzielane
przez polskich robotników.
Zakład, w którym Elizabeth Dunn prowadziła swoje badania, został sprzedany
amerykańskiemu koncernowi Gerber w 1992 roku. Nabywając przedsiębiorstwo, fir
ma z Fremont w stanie Michigan rozpoczęła restrukturyzację i wdrażanie technologii,
które sprawdziły się w jej fabrykach. Przy tym „technologie” odnoszą się nie tylko
do nowych taśm produkcyjnych, lecz także do nowych systemów kontroli, sposobów
zarządzania personelem, zasad wyceny pracy. Wdrażane techniki organizacji można
scharakteryzować kilkoma hasłami, takimi jak rozliczalność, elastyczna ekonomia,
zarządzanie uczestniczące czy marketing niszowy. Są to strategie charakterystyczne
dla postfordowskiej, neoliberalnej postaci kapitalizmu.
Analizując wprowadzane rozwiązania i ich uzasadnienia, Dunn starała się od
tworzyć podstawowe założenia, kluczowe idee, które ów neoliberalny ład legitymi
zowały i uprawomocniały. Sięgając do przeszłości, scharakteryzowała wcześniejsze
formy kapitalistycznego zarządzania przedsiębiorstwami, określane mianem fordyzmu i tayloryzmu, po czym zestawiła je z zasadami organizacji przedsiębiorstw so
cjalistycznych, aby pokazać, że przy fundamentalnych odmiennościach gospodarki
rynkowej i nakazowo-rozdzielczej „fordyzm i państwowy socjalizm posługiwały
się tym samym projektem modernizacyjnym, a jednak skończyły jako dwie róż
ne nowoczesności. Prowadziło to do radykalnie odmiennego doświadczenia pracy
1 sprawiało, że robotnicy w tych systemach byli konstruowani jako osoby różnego
typu” (s. 33).
Obserwując sposoby samokonstruowania się jednostek, autorka stwierdziła, że
menedżerowie i przedstawiciele handlowi Alimy-Gerber w latach dziewięćdziesią
Rezenzje i noty recenzyjne
299
tych starali się dostosować do nowych ideałów, kreując swój wizerunek tak, by był
zgodny z propagowaną ideologią „elastycznych ciał”. W procesie autokreacji posłu
giwali się, dla kontrastu, wizerunkiem robotnika przedstawianego jako „uosobienie
socjalizmu” — Dunn nazywa te zabiegi „postsocjalistycznym wariantem orientalizmu” (s. 114). Autorka uzupełnia opis tych menedżerskich strategii charakterysty
ką procedur, za pomocą których kierownictwo Alimy-Gerber wdrażało, utrwalało
i uprawomocniało hierarchię zawodową w firmie. Nazywa te techniki „władzą bez
podmiotu” (s. 141), podkreślając, że jest to rodzaj władzy utrudniający jakiekolwiek
formy protestu i rozbijający robotniczą solidarność.
Dunn charakteryzuje punkt widzenia pracowników produkcji Alimy-Gerber jako
podkreślający aspekt moralny i uwydatniający pierwiastek wspólnotowy. Robotni
cy nie chcieli stać się „osobami sprywatyzowanymi o ustalonej wartości w pienią
dzu” (s. 74). Swoją wartość konstytuowali poprzez odniesienie do wspólnoty pracy,
w oparciu o koncepcję osoby „społecznie zanurzonej” (s. 108), osoby, której pod
miotowość konstytuowana jest „dzięki wartości relacji międzyludzkich, które [jed
nostka — A.M.-S.] tworzy, produkując dla innych i przekazując im część siebie”
(s. 201), osoby będącej „całkowitym przeciwieństwem jednostki zindywidualizo
wanej i utowarowionej” (s. 188). Pracownice zakładu, w swoim mniemaniu, „były
matkami przygotowującymi żywność dla dzieci, a nie robotnicami wypracowujący
mi zyski dla «Gerbera»” (s. 171). W ten sposób, akceptując prywatyzację zakładu,
przeciwstawiały się prywatyzacji ludzi i starały się zachować godność pracy i osoby
ludzkiej, rozumianą zgodnie z katolicką nauką społeczną.
Opisując te wyobrażenia, autorka upatruje ich źródeł w polskim katolicyzmie
(s. 149, 168), dostrzegając też oczywiście wpływ socjalistycznego kontekstu gospo
darczo-społecznego. Absolwent etnologii polskiego uniwersytetu, znający polsko
języczną literaturę dotyczącą tradycyjnej kultury wsi, poszerzyłby wachlarz wyjaś
nień, wskazując na zakorzenienie wielu przekonań i postaw opisanych przez Dunn
w mentalności i kulturze ludowej. Trudno jednak czynić zarzuty z nieznajomości
polskiej literatury etnograficznej Amerykance podejmującej badania nad współczes
nymi procesami gospodarczo-społecznymi.
Tym bardziej, że rekonstrukcja odmiennych wyobrażeń dotyczących osoby ludz
kiej nie prowadzi autorki do kolonialnego pochylenia się nad zacofanymi pogląda
mi tubylców, należących mentalnie do innej epoki i innego kontekstu kulturowego.
Przeciwnie, Elizabeth Dunn opisuje robotniczą koncepcję człowieka, akceptując ją
i podkreślając jej wartość. Szacunek dla przekonań robotników, traktowanych jako
partnerzy w rozmowie o przyszłym kształcie prywatyzowanego przedsiębiorstwa,
prowadzi badaczkę do wniosku, że polska transformacja mogłaby być mniej boles
na, gdyby decydenci wzięli pod uwagę tę perspektywę, modyfikując nieco wdra
żany model. I właśnie to poszanowanie i poważne potraktowanie przekonań słabo
wykształconych ludzi, wśród których autorka prowadziła badania, czyni jej książkę
niezwykłą i odmienną od wielu opracowań publikowanych przez polskich badaczy
społecznych.
Anna Malewska-Szafygin
Rezenzje i noty recenzyjne
300
BIBLIOGRAFIA
Buchowski M.
2008
Trudny dialog: relacje wiedzy między antropologią zachodnią a środkowo
europejską etnologią, w: H. Czachowski, A. Mianecki (red.), Do Torunia
kupić kunia, Toruń: Wydawnictwo UMK, s. 161-187.
Ost D.
2008
Wstęp, w: E.C. Dunn, Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim bi
znesie i restrukturyzacji pracy, tłum. R Sadura, Warszawa: Wydawnictwo
Krytyki Politycznej, s. 5-12.
Małgorzata L i s o w s k a - M a g d z i a r z , Media powszednie. Środki komu
nikowania masowego i szerokie paradygmaty medialne w życiu codziennym Po
laków u progu XX I wieku, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
2008, ss. 429, ISBN: 978-83-233-2636-6.
Autorka publikacji jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie nauk o po
lityce. Jej zainteresowania badawcze to szeroko rozumiana teoria komunikowania,
w tym teoria mediów, a także semiotyka. Najbardziej znane dotychczasowe publi
kacje Lisowskiej-Magdziarz to: Bunt na sprzedaż. Przemysł muzyczny — reklama
— semiotyka (2000), w której analizuje związki między przemysłem muzycznym,
reklamą i kulturą popularną — ze szczególnym uwzględnieniem strategii marketin
gowych, polegających na zawłaszczaniu przez przemysł muzyczny autentycznych
przejawów subkultur, kontrkultur czy tak zwanego młodzieńczego buntu; Analiza
zawartości mediów —przewodnik dla studentów (2004), która z kolei jest pierwszym
w języku polskim przewodnikiem po analizie treści i zawartości mediów. Lisowska-Magdziarz jest adiunktem w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej
Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Publikacj a składa się z dwóch zasadniczych części oraz aneksu poświęconego me
todologii. Część pierwsza, „Media w strukturze codzienności”, składa się z sześciu
rozdziałów. W tej części, jak pisze sama autorka, „opisywany jest kontekst kulturowy
i społeczny, na tle którego odbywa się zmiana relacji Polaków z mediami i kulturą
popularną” (s. 22). W poszczególnych rozdziałach Lisowska-Magdziarz przedsta
wia założenia i efekty badań pod nazwą „Projekt ulica”. Nazwa wzięła się stąd, że
w badaniach uczestniczyły osoby mieszkające przy jednej ulicy. Ulica ta znajduje się
na obrzeżach Krakowa, a większość budynków przy niej się znajdujących powstała
w latach 90. XX wieku. Autorka charakteryzuje badaną zbiorowość, przedstawia jej
stan posiadania i, co najważniejsze, analizuje sposób, w jaki media funkcjonująw ży
ciu codziennym badanych gospodarstw domowych. Obserwacje dotyczące miejsca
i roli prasy, radia, telewizji, Internetu oraz książek w codziennym życiu badanych są
Rezenzje i noty recenzyjne
301
poparte statystykami dotyczącymi badanej populacji, a także obszernymi cytatami
z przeprowadzonych przez Autorkę wywiadów.
Część druga publikacji: „Szerokie paradygmaty medialne i ich interpretacje” za
wiera charakterystykę „najważniejszych paradygmatów” medialnych i opinie na ich
temat wyrażane przez badanych. W dziesięciu rozdziałach drugiej części LisowskaMagdziarz charakteryzuje między innymi gatunki medialne, tabloidy i tabloidyzację,
infotainment, talk-show, teleturnieje, prasę skierowaną do kobiet i prasę skierowaną
do mężczyzn, opery mydlane czy reklamy. Każdy z rozdziałów składa się z szerokie
go omówienia danego „paradygmatu” i opinii badanych na jego temat. Dla przykła
du, rozdział 14 — „Opera mydlana: melodramat w mediach” zawiera informacje na
temat źródeł opery mydlanej, jej rodzajowego charakteru, cech gatunkowych i grupy
docelowej, a także gatunków pokrewnych. Druga część rozdziału to opinie badanych
na temat obecności tego gatunku w programie telewizyjnym i w ich życiu codzien
nym (przywołajmy tu chociażby niezwykle interesujący fragment: „Widzowie opo
wiadają seriale” — s. 353-356).
Oprócz dwóch zasadniczych części, książka zawiera aneks, w którym autorka
prowadzi rozważania na temat użytej podczas prowadzenia badań metody. Rozważa
nia te są osadzone w szerokim kontekście teoretycznym. Książkę kończy wykaz osób
uczestniczących w badaniach, bibliografia i skrupulatny indeks rzeczowy.
Książka Lisowskiej-Magdziarz łączy w sobie cechy dwóch rodzajów opracowań
dotyczących mediów i komunikowania masowego. Pierwszy rodzaj to książki, które
starają się w sposób systematyczny przedstawić teoretyczne podstawy nauki o me
diach i komunikowaniu masowym. Przykładem mogą być chociażby opracowania
Macieja Mrozowskiego (2001) i Tomasza Gobana-Klasa (1999). Drugi rodzaj to
książki, w których w centrum zainteresowania są odbiorcy przekazów medialnych;
wykorzystuje się w nich popularną na Zachodzie, a słabo reprezentowaną w polsko
języcznej refleksji nad mediami metodę etnograficzną. Najbardziej znanym polskim
raportem z badań tego rodzaju jest opublikowana w 2006 roku praca Mateusza Halawy Zycie codzienne z telewizorem. Z badań terenowych. Nakierowanie refleksji
na odbiorcę, a dokładniej na wykorzystywanie mediów w życiu codziennym, połą
czone z solidną bazą teoretyczną, wydaje się największym atutem omawianej pu
blikacji.
Warto przyjrzeć się metodzie badawczej zaproponowanej przez autorkę. Jak już
wspomniałem, badane rodziny mieszkają przy jednej ulicy w podmiejskiej dzielnicy
Krakowa. Autorka, mieszkanka tej ulicy, przez trzy lata przeprowadzała ze swoimi
sąsiadami wywiady na temat mediów. Były to rozmowy na temat „używania przez
nich prasy, radia, telewizji i Internetu w domu; roli mediów w życiu codziennym i we
wzajemnych interakcjach ludzi”, a także o „użytkowaniu i rozumieniu przez respon
dentów” (s. 43) wybranych gatunków, tematów i dyskursów medialnych. Metoda
obserwacji (nierzadko uczestniczącej) połączonej z wywiadami z członkami bada
nej społeczności nosi wszelkie znamiona badań etnograficznych. Autorka zastrzega,
że badana populacja nie jest reprezentatywna w sensie statystycznym, ale „jest ona
reprezentatywna w ten sposób, że zawiera w sobie elementy charakterystyczne dla
znacznej części społeczeństwa polskiego [miejskiego, przyznajmy, co stanowi bar
302
Rezenzje i noty recenzyjne
dzo poważne ograniczenie tej pracy — M.H.] w dobie transformacji: powstawanie,
budowanie nowego i rozpad starego, płynność więzi i struktur, przewartościowania
i zmiany hierarchii i perspektyw, elementy nowe i charakterystyczne dla tzw. dłu
giego trwania” (s. 45). W tym punkcie wypada się z autorką zgodzić, zwłaszcza po
zapoznaniu się z ustaleniami, których w trakcie badań dokonała, i które przedstawiła
w omawianej publikacji.
Lisowska-Magdziarz, opisując „szerokie paradygmaty medialne” w życiu co
dziennym Polaków, wielkimi garściami czerpie z dorobku nauk społecznych, od
wołując się do rozmaitych orientacji badawczych. W bibliografii możemy znaleźć
zarówno przedstawicieli studiów kulturowych, feministycznych, jak i socjologów,
antropologów kultury czy teoretyków komunikacji i dziennikarstwa. W ten teore
tyczny kontekst wpisane są obserwacje autorki badań i wypowiedzi badanych. Dla
przykładu przywołajmy kilka obserwacji i ustaleń Lisowskiej-Magdziarz, które wy
dają się interesujące.
Strategia blokowa, podmiejska i altematywno-buntownicza, to trzy sposoby
rozwiązania kwestii usytuowania odbiornika telewizyjnego w domach badanych.
W pierwszym wypadku telewizory ustawione są w meblościankach, gdzie odbiornik
jest elementem czegoś w rodzaju domowej wystawy; w drugim wypadku telewi
zor zajmuje miejsce wcześniej dla niego przewidziane na głównej ścianie w pokoju
dziennym, nie towarzyszą mu inne meble czy pamiątki; w przypadku trzeciej strate
gii telewizor znajduje się na uboczu, w rogu pokoju bądź wręcz w piwnicy. Autorka,
na postawie wywiadów i obserwacji, przedstawia też długą listę czynności, które
badani wykonują oglądając telewizję. Są tu robótki ręczne, pedałowanie na rowerze
stacjonarnym, ale też czytanie książek i gazet czy odrabianie lekcji z dziećmi. Po
dobnych ustaleń i obserwacji w Mediach powszednich są dziesiątki. Lisowska-Mag
dziarz opisuje między innymi modele korzystania z mediów, omawia domowe walki
0 pilota, rejestruje opinie na temat czytania tabloidów czy oglądania oper mydlanych
1 teleturniejów. W każdym z przypadków czytelnik otrzymuje podpartą literaturą
analizę konkretnej części rzeczywistości medialnej, wzbogaconą o opinie badanych
i (nierzadko zaskakujące) obserwacje autorki. Książka ma więc charakter zbioru ma
łych opowieści o odbiorze treści przekazywanych przez media; można więc ją czytać
fragmentami, wybierając poszczególne ze względu na interesujący czytelnika temat.
To, co jest zaletą książki — jej wielowątkowość — może być przez niektórych
czytelników odebrane jako wada. Wielość wątków i pojawianie się refleksji nad kon
kretnymi aspektami funkcjonowania mediów w wielu miejscach pracy może prze
szkadzać w całościowym odbiorze prezentowanego zagadnienia. Autorka stara się
temu zapobiec poprzez liczne odnośniki znajdujące się w tekście (podające „drogę”
do innych rozdziałów bądź podrozdziałów książki opisujących dane zagadnienie, np.
-> OD ADAPTOWANIA DO SERIALIZACJI -> KULTURA KONWERGENCJI,
-> NOWE GATUNKI MEDIALNE A KULTURA KONWERGENCJI), które mogą
pomóc w zrozumieniu opisywanego zjawiska, ale też przeszkadzać w lekturze pu
blikacji.
Na zakończenie wypada pogratulować autorce koncepcji badań oraz ich efek
tu, czyli opisywanej publikacji, która łączy teoretyczne rozważania na temat natury
Rezenzje i noty recenzyjne
303
mediów z obserwacjami zachowań i zapisami opinii odbiorców. Książka na pewno
będzie ważną lekturą dla wszystkich, którzy interesują się mediami, a także życiem
codziennym. Może być inspiracją do dalszych badań nad „mediami powszednimi”.
Marcin Hermanowski
BIBLIOGRAFIA
Goban-Klas T.
1999
Media i komunikowanie masowe. Teorie i analizy prasy, radia, telewizji
i Internetu, Warszawa, Kraków: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Halawa M.
2006
Zycie codzienne z telewizorem. Z badań terenowych, Warszawa: Wy
dawnictwa Akademickie i Profesjonalne.
Lisowska-Madziarz M.
2000
Bunt na sprzedaż. Przemysł muzyczny — reklama — semiotyka, Kraków:
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
2004
Analiza zawartości mediów — przewodnik dla studentów, Kraków:
Wydawnictwo NiF.
Mrozowski M.
2001
Media masowe. Władza, rozrywka i biznes, Warszawa: Oficyna Wydawni
cza ASPRA-JR.
Maria L i b i s z o w s k a - Ż ó ł t k o w s k a (red.), Tożsamości religijne w spo
łeczeństwie polskim. Socjologiczne studium przypadków, Warszawa: Wydawni
ctwo Engram 2009, ss. 240, ISBN: 978-83-7641-021-0.
Książka jest zbiorem tekstów powstałych w oparciu o referaty wygłoszone pod
czas II Międzynarodowego Kongresu Religioznawczego, który odbył się we wrześ
niu 2008 roku w Poznaniu. Celem ich autorów jest próba odpowiedzi na pytanie
0 rolę religii w kreowaniu tożsamości.
Publikacja składa się z czterech części: „Społeczne wymiary kształtowania tożsa
mości religijnej”, „Dylematy tożsamości religijnej w Kościele katolickim”, „Tożsa
mość religijna a tożsamość etniczna i narodowa” oraz „Tożsamość religijna: centra
1 peryferie”. W każdej z nich czytelnik znajdzie zarówno opracowania teoretyczne,
jak i analizy materiału empirycznego opisujące tożsamość z punktu widzenia socjo
logii czy antropologii religii.
W pierwszej części znalazł się tekst Haliny Mielickiej, Tożsamość indywidu
alna a tożsamość społeczna jako wymiar religijności. Autorka w szczegółowy
sposób ukazuje mechanizmy nabywania postawy religijnej w wymiarze indywi
dualnym i społecznym. Za jej kształtowanie odpowiadają trzy komponenty: emocjo
304
Rezenzje i noty recenzyjne
nalny, kognitywny i behawioralny. Mielicka zauważa, że religijność współczesnego
człowieka jest podporządkowana doświadczeniu wewnętrznemu jednostki oraz jej
przekonaniu co do istnienia rzeczywistości pozaempirycznej. Wysuwa wniosek, iż
współczesna religijność jest przesiąknięta pluralistycznym systemem wartości, w któ
rym koniecznością stało się dokonywanie wyborów zarówno w sferze religijnej, jak
i codziennej.
Z kolei w artykule Dylematy kształtowania tożsamości religijnej młodzieży a edu
kacja religijna, Aniela Różańska stawia pytanie, jak w dzisiejszej dobie pluralizmu
religijnego powinna wyglądać edukacja religijna dzieci i młodzieży, pozwalająca nie
tylko na zachowanie własnej tożsamości religijnej, ale także na bezpośrednie doświad
czenie Innego, różniącego się pod względem religii. Autorka zwraca uwagę na fakt, iż
współczesna młodzież coraz częściej staje przed dylematami dotyczącymi sensu ży
cia, spotyka się z postawami braku zaufania wobec Kościoła, poszukuje tożsamości
w wymiarze religijnym. Głównym celem edukacji religijnej stało się podtrzymywanie
i umacnianie wiary, jak również religijności jako dziedzictwa kulturowego i narodo
wego. Tymczasem młodzież coraz częściej oczekuje od nauczyciela-katechety nie tyl
ko informowania o innych religiach, ale także możliwości bezpośredniego spotkania
z człowiekiem o innej religii oraz nauki porozumiewania się z nim. Według autorki,
w praktyce szkolnej można by wykorzystać choćby poznawanie innych religii poprzez
okazjonalne uczestnictwo w życiu religijnym uczniów innych wyznań.
W ostatnim artykule tego rozdziału, Religiajako determinanta tożsamości studen
tów i konwertytów, Maria Libiszowska-Żółtkowska stawia pytanie, na ile i w jakich
okolicznościach religia warunkuje poczucie tożsamości. Posługując się wywiadami
ze studentami i konwertytami, pokazując człowieka jako wędrowca poszukującego
nie tylko swojego miejsca w życiu, ale także wartości, ukazuje religię jako świadomy
i dobrowolny wybór, w którym spotkanie z osobą inaczej wierzącą bądź niereligijną
może zaowocować rewizją własnych przekonań.
W drugiej części książki, poświęconej dylematom tożsamości kapłańskiej księży,
Józef Baniak (Źródła i przyczyny kryzysu tożsamości kapłańskiej księży rzymsko
katolickich w Polsce) uzmysławia czytelnikowi, czym jest kapłaństwo oraz jakimi
regułami się ono kieruje. Wyniki swoich badań nad źródłami kryzysu zawodowego,
a także kryzysu tożsamości kapłańskiej księży przedstawia w odniesieniu do dwóch
grup badanych — „byłych” księży oraz księży czynnych zawodowo. Przyczyn kry
zysu upatruje zarówno w czynnikach religijnych (m.in. celibat i samotność, problemy
z osobistą pobożnością, brak powołania kapłańskiego, osłabienie więzi z Kościołem
i parafią), jak i świeckich („laicki tryb życia”). Autor zwraca uwagę na wpływający
na opisaną sytuację kryzys współczesnej rodziny katolickiej.
Natomiast Ewa Miszczak, w artykule Instytucjonalizacja apostazji w Polsce, sta
ra się odpowiedzieć na pytanie, czy w Polsce rzeczywiście zapanowała „moda na
apostazję”, czy też stała się ona symptomem choroby toczącej współcześnie Koś
ciół katolicki. Zaznajamia czytelnika z definicją apostazji, formalnymi jej warunka
mi oraz sankcjami kościelnymi (m.in. zakaz przyjmowania sakramentów świętych,
pozbawienie prawa do katolickiego pogrzebu), oraz społecznymi (głównie ze strony
rodziny i najbliższego otoczenia). Wysuwa tezę, iż apostazja jest znakiem czasów
Rezenzje i noty recenzyjne
305
— przejawem subiektywnego sposobu myślenia, jak również objawem kryzysu hie
rarchii Kościoła. Niemniej, odejścia ze stanu kapłańskiego zdarzały się zawsze, i za
wsze stanowiły temat do rozmów, rodzaj lokalnej sensacji, którą osłabiało zazwyczaj
stwierdzenie, iż ksiądz to też człowiek pragnący mieć własną rodzinę.
Wojciech Pawlik, w tekście Tożsamość religijna a etyka niezależna — społeczny
wymiar dyskursu, prowadzi czytelnika przez historyczne meandry sporu pomiędzy
systemami religijnymi a etycznymi. Sporu, który sięga początków oświecenia, kie
dy etyka niezależna (ujmowana często jako przeciwieństwo „etyki chrześcijańskiej”
i jako przejaw „etyki świeckiej”) podważyła religijne uniwersum, a po latach gene
rowania napięć na linii Kościół — władze świeckie, w czasach postmodernizmu,
stała się moralnością o charakterze sytuacyjnym. Autor porusza także problem rozdźwięku między sferą moralną i religijną w Polsce, ukazując oczyma księży próbę
poszukiwania równowagi między religią przepełnioną nakazami moralnymi a „etyką
bez Boga”.
W trzeciej części, poświęconej tożsamości etnicznej i narodowej, na szczególną
uwagę zasługuje artykuł Włodzimierza Pawluczuka, Tradycja religijna a etnicznocywilizacyjna tożsamość, w którym autor na przykładzie krajów bałkańskich rozpa
truje, jak ważną rolę w kształtowaniu się tożsamości narodowej i etnicznej odegrała
tożsamość cywilizacyjna, określana często jako tradycja religijna. Pokazuje, jak trud
nym do zinterpretowania jest pojęcie religii, która w procesie historycznym ulega
ciągłym zmianom, a mimo to nadal stanowi rdzeń cywilizacji.
Ten sam wątek, na przykładzie środowiska polonijnego w powojennej Argenty
nie, przedstawia Anna Popielarczyk-Pałęga w opracowaniu Rola czynnika religijne
go w zachowaniu tożsamości narodowej polskich emigrantów na przykładzie powo
jennej Argentyny. Stawia hipotezę, że czynnikiem scalającym środowisko polonijne
jest religia, podpierając ją wynikami badań, wskazującymi na ścisły związek mię
dzy czynnikiem narodowym a religijnym. Aktywność duszpasterska w środowisku
polonijnym jest ukierunkowana na działalność patriotyczną, oświatową, kulturalną
i naukową. Kościół poprzez organizację licznych pielgrzymek, świąt narodowych
czy obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski pragnie zachować tożsamość narodową Po
laków przebywających na obczyźnie. Ze swoim przesłaniem trafia tak do osób star
szych, jak i do młodzieży, budując więź z Polską i ułatwiając znalezienie odpowiedzi
na pytanie „Kim jestem?”.
Dorota Ziętek (Tożsamość przez małe i duże „k” na przykładzie karaimskim), za
stanawia się, co umożliwia Karaimom zamieszkałym w różnych państwach uniknąć
asymilacji i zachować poczucie odrębności narodowej. Siedzi historię Karaimów, ich
pochodzenie, religię oraz obyczaje. Opierając się na literaturze i badaniach własnych
wysuwa tezę, że źródłem karaimskiej tożsamości jest to, co Antonina Kłoskowska
nazywa „Walencją kulturową” — poczucie związku z własną kulturą etniczną, sta
nowiące dziedzictwo kulturowe grupy uznanej za własną. Dla Karaimów to właśnie
religia, obyczaje oraz udział w zbiorowych rytuałach zapewniają przynależność do
tej grupy. Bycie Karaimem to nie tylko poczucie wspólnoty biologicznej, religijnej,
ale także wspólna nazwa — pisana z wielkiej litery oznacza grupę etniczną, z małej
zaś — religijną.
306
Rezenzje i noty recenzyjne
Czwarty rozdział książki otwiera artykuł Grzegorza Pełczyńskiego, Wspólnoty
ewangeliczne w Polsce. Problem tożsamości. Autor zapoznaje czytelnika z historią
wspólnot ewangelicznych od lat 50. XIX do lat 90. XX wieku. Pokazuje, że ewangelicyzm to nie tylko rozmaite wspólnoty (jak np. baptyści, metodyści czy zielono
świątkowcy), ale przede wszystkim ludzie, którzy — mimo iż nie łączą ich więzy
krwi — tworzą świadomie wybraną rodzinę. Ich silne poczucie przynależności wy
nika z identyfikacji z własnym zborem, denominacją, oraz ze świadomości, że należą
do mniejszości, która chcąc przetrwać, musi podtrzymywać kontakty ze współwy
znawcami z innych krajów.
Opracowanie Andrzeja Kasperka, o socjologicznym charakterze, nosi tytuł Wy
miary zaangażowania religijnego mieszkańców Katowic — studium socjologiczne.
Autor, porównując wyniki badań przeprowadzonych wśród dorosłych mieszkańców
Katowic w 2007 roku z badaniami młodzieży szkolnej z lat 2007-2008, a następnie
zestawiając je z wynikami badań z lat 80. XX wieku, określa „parametry religijności”,
do których zalicza między innymi stosunek do wiary i praktyk religijnych czy udział
w nabożeństwach. Przeprowadzona analiza wykazuje, iż pomimo przemian ustrojo
wych nie doszło na Górnym Śląsku do istotnych zmian w zakresie religijności.
Ostatni artykuł, Stelli Grotkowskiej, Dyskursywne wytwarzanie tożsamości: Ra
dio Maryja w polskiej prasie opiniotwórczej, wpisuje się w nurt prac o charakterze
empirycznym. Autorka, stosując krytyczną analizę dyskursu, bada opinie na temat
działalności Radia Maryja zawarte w artykułach zamieszczonych na stronach inter
netowych trzech gazet: „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej” oraz „Dziennika”.
Opinie te, wyłącznie negatywne, ukazują Radio Maryja jako „orędownika PIS”, za
wsze uwikłanego w politykę.
Jak pisze redaktorka tomu, każda książka o tożsamości jest pisana z innego teore
tycznego punktu widzenia. W tym przypadku jest to podejście socjologii religii, na
uki zajmującej się związkami między religiąa społeczeństwem. Książka jest godna
polecenia wszystkim, którzy pragną zgłębić, w jaki sposób życie religijne splata się
ze społecznym. Ukazuje, jak różne mogą być oblicza tożsamości religijnej.
Katarzyna Miądowicz
Barbara O g r o d o w s k a , Witaj dniu uroczysty. Wielkanoc w Polsce. Trady
cje, obrzędy i zwyczaje, Warszawa: Verbinum 2007, ss. 192, il., ISBN: 978-83
7192-318-0.
Wielkanoc można rozumieć jako manifestację życia dokonującą się w Zmartwych
wstaniu Chrystusa oraz w budzącej się do życia przyrodzie. Barbara Ogrodowska
w swojej książce ukazuje połączenie elementów religijnych z ludowymi w zwyczajach,
obrzędach i wierzeniach, które swą genezą niejednokrotnie sięgają odległych czasów
przedchrześcijańskich. Wiele obrzędów ludowych występujących w naszym kraju ule
gło procesowi asymilacji z elementami przedchrześcijańskimi rodzimymi i obcymi.
Rezenzje i noty recenzyjne
307
Na współczesną obrzędowość składają się zjawiska o różnym pochodzeniu czasowym,
historycznym, kulturowym oraz o zróżnicowanej treści obrzędowo-wierzeniowej,
magicznej czy społeczno-prawnej. Kultura ludowa uległa znacznemu przeobrażeniu
podczas chrystianizacji Polski. Wiele dawnych zwyczajów i obrzędów ludowych zo
stało włączonych do liturgii Kościoła po nadaniu im chrześcijańskiej interpretacji.
W opracowaniu obrzędowości okresu wielkanocnego autorka korzystała z literatury et
nograficznej, etnologicznej, religioznawczej, a w przypadku ceremonii kościelnych —
z Biblii, Mszału niedzielnego i świątecznego oraz komentarzy liturgicznych.
Zaprezentowana w książce tradycja ludowa charakterystyczna dla okresu wielka
nocnego przedstawia się w całym bogactwie i złożoności. Praktykowane obrzędy łą
czą w sobie elementy zaduszkowe, agrarne, matrymonialne oraz płodnościowe. Ge
neza wielu z nich sięga czasów odległych, ale w obrzędowości ludowej wyposażone
są w swoistą symbolikę. W monografii autorka przedstawia bogactwo zwyczajów
i obrzędów mieszkańców wsi, które niejednokrotnie przyczyniły się do pełniejszego
zrozumienia treści wiary. Przekazywane przez Kościół stawały się inspiracją do two
rzenia i podtrzymywania przy życiu obrzędowości ludowej.
Barbara Ogrodowska w sposób chronologiczny prezentuje w dziewięciu roz
działach okres od Środy Popielcowej po Niedzielę Przewodnią, nazywaną też Białą
Niedzielą, która przypada tydzień po Wielkanocy. Opracowanie rozpoczyna szkic
o genezie i historii Wielkanocy. Analizując to najważniejsze święto w tradycji chrześ
cijańskiej, autorka zwraca uwagę na podobieństwa, jakie łączą je z Paschą żydowską.
Baranka starotestamentowego zastępuje Syn Boży, Jezus Chrystus. Ludowe wyobra
żenia męki Pańskiej Ogrodowska ilustruje staropolską XV-wieczną pieśnią pasyjną
Jezusa Judasz przedał za pieniądze autorstwa Ładysława z Gielniowa z 1488 roku.
Przedstawia rys historyczny świąt wielkanocnych oraz ich symbolikę. Twierdzi, że
w symbolice i w świętowaniu Wielkanocy można znaleźć wiele punktów stycznych
oraz analogii z kulturami starszymi niż chrześcijaństwo (wierzenia związane z po
witaniem wiosny, świętami ku czci zmarłych, obchodzonymi na przełomie pór roku;
kult przodków w obchodach wielkanocnych przetrwał w prawosławiu do czasów
współczesnych). Związki dostrzega się także ze świętami cyklu wiosennego, za
równo z żydowskim Pesach, jak i z obrzędami wielu starożytnych religii Wschodu
(s. 12-15). Rozdział kończy ogólna charakterystyka Wielkanocy w Polsce jako świę
ta religijnego i domowego, głęboko zakorzenionego w naszej kulturze i obyczaju.
Drugi rozdział to „Środa Popielcowa, czyli początek postu i nowego wiosennego
cyklu świątecznego”. Autorka łączy zwyczaje religijne (symbolika popiołu, pokuty,
postu) ze świeckimi, wiosennymi, w który to okres wprowadzają zapusty, odznacza
jące się wesołością milknącą o północy wraz z rozpoczynającą się Środą Popielcową.
Omawia relikty praktyk mających zapewnić urodzaj, tzw. kłodę popielcowąoraz wkupno do bab, regulujące życie rodzinne i społeczne (do „babskiego cechu” wkupywały się
młode mężatki), wspomina także żur i śledzia — symbole wielkopostnych umartwień.
W części poświęconej obrzędowości Wielkiego Postu Ogrodowska przedstawia
historię kształtowania się postu w tradycji Kościoła, zaznaczając, że jest to czas po
kuty i oczyszczenia, którego znakiem w polskiej tradycji są śpiewane Gorzkie żale
(po raz pierwszy wydane drukiem w 1707 roku w zbiorku pod nazwą Snopek mirry).
308
Rezenzje i noty recenzyjne
Zamieszcza też staropolski jadłospis wraz z procedurą przygotowania potraw (np.
wielkopostna kapuścionka, postna zupa czosnkowa z miętką, kapusta sotlawa, klus
ki tarciochy, lebiodka, kasza ze śliwkami). W poście obyczaj nakazywał skromny
ubiór, powstrzymywanie się od palenia fajki, picia alkoholu; zamykano instrumen
ty muzyczne do szaf, a wieczorami odmawiano różaniec, pacierze, śpiewano pieśni
wielkopostne. Autorka opisuje hałaśliwe obchody półpościa, zwanego śródpościem,
który wyróżniał się z głośnym klekotem drewnianych kołatek, grzechotek, terkotek,
w czasie wykrzykiwania przez chłopców „Półpoście, półpoście”. Wtedy to o drzwi
domów zamieszkałych przez panny rozbijano czerepy garnków glinianych z popio
łem (s. 47). Autorka zwraca też uwagę na ludowe obrzędy i rytuały wiosenne, pole
gające na niszczeniu zimy — śmierci i przywoływaniu wiosny — życia.
W tradycję ludową Niedzieli Palmowej, zwanej też Kwietniową lub Wierzbo
wą, wprowadza rys historyczny, w którym szeroko uwzględniono symbolikę palmy.
Ponadto rozdział opisuje uroczyste procesje, podczas których na małej platformie
obwożono figurkę Chrystusa na osiołku, Obchody Jezusa Palmowego oraz znany
w Krakowskiem zwyczaj chodzenia na puchery (chłopcy chodzą od domu do domu
i recytują wierszowane oracje będące połączeniem dawnych pieśni wielkopostnych,
kolęd kantyczkowych i dialogów komicznych).
Ostatnią część rozdziału o Wielkim Poście autorka poświęca Wielkiemu Tygo
dniowi, którego dni nazywa się wielkimi. W Kościele jest on poświęcony nabożeń
stwom pasyjnym. Kościelne widowiska pasyjne — Misteria Męki Pańskiej — odby
wają się w kilku polskich sanktuariach, zwanych kalwariami albo Nowym Jeruzalem.
Opisuje trzon misteriów i widowisk pasyjnych będących wielkimi dramatami męki
Pańskiej. Omawia także domowe przygotowania do świąt (generalne porządki, goto
wanie i pieczenie, kraszenie jaj), wspomina o tradycji, która nakazywała w połowie
Wielkiego Tygodnia zakończyć najcięższe prace domowe. Szczegółowo opisuje wy
strój świątecznie przystrojonych mieszkań. Przedstawia nastrój ostatnich trzech dni
Wielkiego Tygodnia, zwanych Triduum Świętym, Wielkanocnym lub Paschalnym
i charakterystyczne dla niego nabożeństwa oraz uroczystości religijne i zwyczaje
ludowe. W Wielką Środę wypędzano diabła (chodząc po wsi, stukając kołatkami czy
uderzając kijami w płoty). Wielki Czwartek w liturgii Kościoła akcentuje święcenie
olejów, obmywanie nóg, zawiązanie dzwonów oraz obrzędy Wieczernika — usta
nowienie Eucharystii i sakramentu kapłaństwa. Tego dnia występował też zwyczaj
wieszania, palenia lub topienia Judasza. Wielki Piątek to dzień żałoby w Kościele,
jedyny w roku, w którym nie odprawia się mszy świętej. Ogrodowska zwraca uwagę
na widoczne znaki tej żałoby: nieozdobione kwiatami i światłami ołtarze, puste ta
bernakulum, zasłonięte kirem wizerunki ukrzyżowanego Chrystusa oraz wielkopiąt
kową liturgię z tekstami żałobnymi o męce Pańskiej i boleści Matki Bożej. Ponadto
adoracja Krzyża, procesje zakapturzonych pokutników, zwanych też biczownikami,
groby Pańskie i straże grobowe. W zwyczajach gospodarskich i domowych autorka
zwraca uwagę na smaganie się o świcie żywymi gałązkami brzozy, agrestu, porzecz
ki lub tarniny oraz na praktyki magiczne. Uważano, że tego dnia złe moce i demony
stają się bezkarne i usiłują wyrządzić ludziom i trzodzie różne szkody. Wielka Sobo
ta to dzień błogosławieństw. W kościołach święci się ogień, ciernie, wodę i pokar
Rezenzje i noty recenzyjne
309
my; autorka omawia więc ich symbolikę i znaczenie w Kościele oraz w zwyczajach
ludowych.
W następnej części książki Ogrodowska prezentuje Wielkanoc, czyli WielkąNiedzielę. Omawia święto rozpoczynając od mszy świętej, zwanej rezurekcją, której to
warzyszą wystrzały petard, ładunków wybuchowych, a współcześnie też faj erwerków.
Symbolizują one zmartwychwstanie Chrystusa lub są pamiątką łoskotu usuwania się
kamienia grobowego. Autorka ukazuje atmosferę tego dnia, który rozpoczyna się
wielkanocnym śniadaniem, zwanym święconką. Opisując święconkę, zwraca uwagę
na symbolikę baranka wielkanocnego, pisanek i kraszanek, wiele miejsca poświęca
sposobom wykonywania i zdobienia jaj oraz praktykom magicznym związanym z jaj
kami. Rozdział kończy opisem tradycyjnych wielkanocnych dań, nie ograniczając się
tylko do ich wyliczenia, ale również podając sposoby ich przyrządzania (s. 128-140).
Poniedziałek Wielkanocny, zwany lanym poniedziałkiem, to dzień pod znakiem
wody. Nie brakowało też obrzędów rolniczych i zaduszkowych. Ślady praktyk zadusz
kowych autorka śledzi u wyznawców prawosławia, świętuj ącychpominalnicę. Ze zwy
czajów agrarnych zwraca uwagę na święcenie i procesyjny objazd pól, podczas którego
modlono się o urodzaj. Głównym atrybutem zabaw i zwyczajów tego dnia była jednak
woda i oblewanie nią dziewcząt. Zwyczaj ten zwano śmigusem-dyngusem. Wspomina
również o chodzeniu po dyngusie z pasyjką (figurką zmartwychwstałego Chrystusa),
haczykiem wielkanocnym (figurka tracza z piłą) i chodzeniu z barankiem symbolizują
cym Chrystusa — Baranka Bożego. Pochody te miały charakter religijny, gdyż śpiewa
no pieśni o zmartwychwstaniu Jezusa. Bardziej zabawowym charakterem wyróżniały
się obchody z kogutem, konopielką, z gaikiem. Ogrodowska kończy opis tradycji i ob
rzędów okresu wielkanocnego, prezentując Wtorek Wielkanocny z krakowską rękaw
ką i babskim śmigusem-dyngusem oraz Niedzielę Białą, zwaną Przewodnią, pierwszą
po Wielkanocy (obecnie Niedziela Miłosierdzia Bożego, w Kościele prawosławnym
zwana Przewody, od przeprowadzania dusz zmarłych na „tamten świat”).
Barbara Ogrodowska, omawiając chronologicznie święta czy koncentrując się
na głównych symbolach oraz ich atrybutach, przedstawia najpierw genezę i histo
rię. Podtrzymując ten schemat w całej monografii, wprowadza czytelnika w istotę
święta, przez co łatwiej jest współczesnemu odbiorcy zrozumieć łączące się z nim
zwyczaje i obrzędy. Umiejętnie prezentuje funkcjonowanie dawnych przedchrześci
jańskich zwyczajów w liturgii Kościoła, ukazując w ten sposób także proces inkulturacji Kościoła na ziemiach polskich. Odtwarzając dawne tradycje, powołuje się na
wiele opisów zamieszczonych w literaturze, co dodaje barwności przekazywanym
przez Autorkę treściom. Na szczególną uwagę zasługuje piękna szata graficzna książ
ki oraz różnorodność tematycznie dobranych fotografii, które dopełniają przekaz. Pu
blikacja jest adresowana do szerokiego grona Czytelników zainteresowanych kulturą
ludową naszego kraju, a także do wszystkich, którym bliska jest tradycja ludowa
oraz spuścizna narodowa naszych przodków. To ona stanowi o naszej odrębności
i tożsamości narodowej w dzisiejszym zglobalizowanym świecie. W rzeczywistości,
w której szczególnie pielęgnować trzeba tożsamość — tę indywidualną, ale też reli
gijną i narodową.
Zdzisław Kupisiński
310
Rezenzje i noty recenzyjne
Barbara O g r o d o w s k a , Radość wszelkiego stworzenia. Rzecz o Adwencie
i Bożym Narodzeniu — historia, tradycja, obyczaj polski, Warszawa: Verbinum
2008, ss. 366, il., ISBN: 978-83-7192-383-8.
Książkę, poświęconą tradycjom adwentowym i bożonarodzeniowym, wyróż
nia bogactwo faktograficzne, pogłębiona interpretacja obrzędowości, kontekstowe
ujęcie tematu oraz ciekawe praktyczne porady (dotyczące przygotowania świątecz
nych, obrzędowych posiłków), które stanowią swoistą nowość w tego typu opraco
waniach. W dorobku naukowym autorki prezentowanej pracy jest wiele artykułów
z zakresu polskiej obrzędowości ludowej, muzealnictwa i plastyki obrzędowej, sce
nariuszy wystaw muzealnych, folderów, przewodników i katalogów oraz publikacji
książkowych.
Barbara Ogrodowska przedstawia w książce zwyczaje, obrzędy i wierzenia ad
wentowe oraz bożonarodzeniowe, charakterystyczne dla obyczajowości polskiej
oraz kultury europejskiej. Okres ten obejmuje czas od Adwentu do Matki Boskiej
Gromnicznej, gdyż to święto w dawnej liturgii i tradycji ludowej kończyło świę
towanie Bożego Narodzenia. Czas ten cechuje się bogactwem zwyczajów i obrzę
dów świątecznych, z których wiele sięga tradycji przedchrześcijańskich, a te z kolei
— w nowej interpretacji — przetrwały do czasów współczesnych. Autorka ukazuje
obrzędowość z różnych regionów Polski, a przywołuj ąc ich genezę, sięga do źródeł
znaków i symboli występujących w obrzędowości. W opracowaniu tematu korzysta
ła z wielu materiałów i źródeł, takich jak: Pismo Święte Starego i Nowego Testamen
tu, apokryfy, literatura piękna, materiały etnograficzne i etnologiczne, opracowania
religioznawcze i liturgiczne oraz własne, etnograficzne badania terenowe. Godna
podkreślenia jest dbałość o rzetelność warsztatu badawczego, potwierdzona bogatym
materiałem faktograficznym. Starania te miały na celu jak najpełniejsze odtworzenie
genezy święta, korzeni świętowania oraz jego miejsca w tradycji i kulturze ludowej,
a także dostrzeżenie przemian zachodzących w obrzędowości.
Rozdział pierwszy, „Słowo o historii i genezie święta Bożego Narodzenia”, ma
charakter wprowadzający. Zagadnienie jest o tyle istotne, że temat Bożego Narodze
nia stał się inspiracją do analizy zwyczajów, obrzędów i wierzeń ludowych w naszym
kraju oraz w świecie chrześcijańskim. Dlatego autorka najpierw przedstawia historię
i genezę świąt Bożego Narodzenia w oparciu o świadectwa Starego i Nowego Te
stamentu oraz dzieła historyków zajmujących się tą problematyką. Barbara Ogro
dowska, niczym biblistka, stara się dotrzeć do istniejących źródeł mówiących o tym
wydarzeniu. Nie jest znany dzień narodzin Chrystusa, Autorka przedstawia więc ter
miny, w których obchodzono Boże Narodzenie w pierwszych wiekach chrześcijań
stwa (2 I; 6 1; 18 IV; 28 V; 25 XII). Zaznacza, że w IV wieku biskupi rzymscy celowo
wprowadzili do liturgii święto Bożego Narodzenia w dniu 25 grudnia. Miała to być
przeciwwaga dla obchodzonego w tym terminie święta Narodzin Niezwyciężone
go Słońca. Obecne już w staroirańskiej tradycji symbole słońca i światła otrzymały
nową interpretację z chwilą narodzin Chrystusa. Z książki można się dowiedzieć
o historii powstania tego święta. Gruntowne jej ukazanie jest konieczne, gdyż ła
twiej czytelnikowi zrozumieć powstałą wokół tego wydarzenia obrzędowość ludo
Rezenzje i noty recenzyjne
311
wą. W dotychczasowych opracowaniach etnograficznych zagadnienie to nie było tak
dogłębnie i merytorycznie przedstawiane.
Autorka przytacza także barwne opisy narodzin i dzieciństwa Jezusa, znajdujące
się w apokryfach (np. w Ewangelii dzieciństwa ormiańskiej, Ewangelii dzieciństwa
arabskiej czy Protoewangelii Jakuba). Chociaż apokryfy nie zostały włączone do
kanonu Pisma Świętego, to jednak zawdzięczamy im, jak stwierdza Ogrodowska,
„piękne, literackie, baśniowe wręcz opisy i poetyckie wizje narodzenia Bożego, któ
re opowiadają np. o tym, jak to świat cały znieruchomiał w zachwycie, o różnych
niepojętych zjawiskach i cudach, jakie miały się dziać, gdy w marnej grocie, w pu
stej pieczarze skalnej, służącej wcześniej za schronienie dla spędzonego z pastwisk
bydła i trzody, rodził się Jezus, Syn Boży, Król, Zbawiciel świata” (s. 14). Autorka
zamieszcza i analizuje fragmenty tych apokryfów.
Po apokryfach powołuje się na podobne w treści i klimacie podania oraz legendy
ludowe, w których zawarta jest historia narodzenia Bożego, a wśród nich przytacza le
gendy polskie (np. legendę o osikowym drzewie, w którego cieniu próbowała schronić
się Święta Rodzina uciekająca do Egiptu). Autorka, przedstawiając cud narodzenia Bo
żego, przytacza także teksty liturgiczne i znajdujące się w nich cytaty z Pisma Świętego.
Zamieszcza także rys historyczny ukazujący obchody Bożego Narodzenia w Kościele.
Umiejętnie przedstawia kształtowanie się świąt Bożego Narodzenia w liturgii Kościoła
i zwyczajach ludowych, zaznaczając, że w Europie kult narodzenia Bożego, Świętej
Rodziny oraz Dzieciątka Jezus rozwinął się w średniowieczu. Rozwój kultu i liturgii
Bożego Narodzenia przyczynił się do rozkwitu sztuki sakralnej, co można dostrzec na
płótnach wielu mistrzów, a także na freskach, mozaikach, w rzeźbie i płaskorzeźbie.
Następna część książki jest poświęcona Adwentowi. Autorka daje jego zwięzły
rys historyczny i prezentuje polskie tradycje adwentowe, wśród których zwraca uwa
gę na zwyczaje gospodarskie (skubanie czy darcie pierza, przędzenie lnu, wełny,
przebieranie fasoli, grochu). Prace te sprzyjały rozwojowi życia rodzinnego i są
siedzkiego. Pisząc o zwyczajach religijnych, zwraca uwagę na mszę św. zwanąroratnią, przedstawiając jej historię oraz powstałe wokół niej zwyczaje (świeca roratnia
i wieniec adwentowy). Wyjaśnia znaczenie wypowiadanych podczas mszy św. słów
w pierwszą niedzielę Adwentu: „Gotów jestem na sąd Boży” (s. 46). Przytacza różne
porzekadła (np. matrymonialne: „W Adwencie same zięcie”), przypomina zwyczaje
charakterystyczne dla niektórych regionów Polski (odwiedzanie domów przez prze
bierańców, np. gwiozdki na Kaszubach). Charakteryzuje adwentowe święta kościel
ne: św. Marcina, św. Andrzeja, św. Katarzyny, św. Barbary, św. Mikołaja, św. Łucji
oraz Niepokalanego Poczęcia NMP Prezentuje postacie świętych według określone
go planu: przedstawia krótką historię życia świętego, następnie ukazuje, jak ta postać
zapisała się w tradycji polskiej, jakie miejsce zajmuje w zwyczajach i wierzeniach
ludowych. Z wieloma postaciami wiązano przysłowia i wróżby. Podobny schemat
prezentacji Autorka stosuje także do omawianych świąt kościelnych. Wychodząc od
tradycji Kościoła, kończy na polskiej tradycji ludowej. W rozdziale prezentuje za
jęcia domowe i przygotowanie się na święta (wykonywanie ozdób choinkowych,
struganie szopkowych figurek, gotowanie i pieczenie wigilijnych oraz świątecznych
potraw i wiele innych).
312
Rezenzje i noty recenzyjne
Wigilia Bożego Narodzenia z jej różnorodnymi obchodami i zwyczajami domo
wymi, gospodarskimi, wegetacyjnymi, wierzeniami i legendami, a nawet z polskimi
tradycyjnymi potrawami opisana jest w następnej części książki. Omawiając wigilię,
nazywaną też „przedświecie”, czyli oczekiwanie i czuwanie, autorka wyjaśnia jej
znaczenie historyczne i kościelne, aby skoncentrować się na wigilijnych tradycjach
polskich. Przytacza wiele legend i podań mówiących o nadzwyczajnych zjawiskach
podczas tej szczególnej nocy, kiedy nawet „dusze zmarłych mogą, z łaski Bożej,
w Wigilię opuszczać zaświaty, nawiedzać domy, obejścia i przebywać w pobliżu
swych bliskich” (s. 94). W opisie wystroju izby do wieczerzy wigilijnej wspomina
0 znajdujących się w niej snopach zboża, słomie czy sianie. Barbara Ogrodowska
szczegółowo przedstawia rytuały i ceremonie towarzyszące wieczerzy wigilijnej,
rozpoczynającej się łamaniem opłatkiem oraz wzajemnym składaniem sobie życzeń.
Opisuje wigilijne dania regionalne, wspomina o przebierańcach i kolędnikach, cho
dzących tego wieczoru i śpiewających pod oknem kolędy.
Następna część książki jest poświęcona Bożemu Narodzeniu, zwanemu też Godami
1Godnymi Świętami. W tradycji ludowej ich początkiem jest msza św., zwana pasterką,
podczas której śpiewane są kolędy o narodzeniu Jezusa. Od tego czasu zwyczajowo roz
poczyna się karnawał i z nim związane figle i psoty w wykonaniu młodzieży. Autorka
wspomina także dzień św. Szczepana i łączącą się z nim w Kościele tradycję święcenia
owsa. Okres ten, do święta Trzech Króli, najlepiej charakteryzuje przysłowie „Od Go
dów do Nowego Roku siedź prządko do zmroku, a od Nowego Roku aż do wieczerzy”
(s. 178). Ogrodowska prezentuje obchody kolędnicze trwające do święta Trzech Kró
li, a czasami do Ofiarowania Pańskiego; zwraca uwagę, że polskie obchody kolędnicze
odznaczały się różnorodnością grup „chodzących po kolędzie, jak i kreowanych przez
nie postaci, własnoręcznie wykonywanych kostiumów i akcesoriów, a przede wszystkim
wątków fabularnych odgrywanych scenek i całych przedstawień” (s. 183). Opisuje grupy
kolędnicze chodzące z Turoniem, Konikiem, Kozą, Niedźwiedziem. Te postacie spotyka
się także w korowodach zapustnych. Autorka przytacza teksty oracji i pieśni kolędników.
Podając jadłospisy, daje praktyczne wskazówki, jak przygotować potrawy wigilijne czy
świąteczne „sojki”, bądź na przykład mazowiecki noworoczny groch z kapustą.
W prezentacji obrzędowości sylwestrowo-noworocznej autorka na początek przy
tacza rys biograficzny papieża św. Sylwestra oraz historię i legendę Nowego Roku.
Podkreśla, że przejście ze starego do nowego roku łączył wieczór wróżb. W tradycji
ludowej dzień Nowego Roku był ściśle powiązany z obchodami świątecznego cyklu
Bożego Narodzenia. Przedstawiając święto Trzech Króli, Ogrodowska opisuje histo
rię i tradycję tego święta, polskie tradycje kościelne, domowe i liczne zwyczaje lu
dowe. Po nim następuje Niedziela Chrztu Pańskiego i prawosławne święto Jordanu.
Autorka przedstawia historię tego święta w liturgii Kościoła katolickiego oraz zwy
czaje ludowe z obrządku Kościoła prawosławnego. Omawianie okresu bożonarodze
niowego kończy świętem Matki Boskiej Gromnicznej, opisując zwyczaje i obrzędy
koncentrujące się wokół poświęconej świecy. Przytacza wiele przysłów i legend lu
dowych, które wnoszą osobliwy urok w to święto.
Ostatni rozdział jest zatytułowany „Najważniejsze atrybuty i tradycje polskich
obchodów Bożego Narodzenia. Geneza i symbolika”. Są w nim przedstawione ta
Rezenzje i noty recenzyjne
313
kie tradycje i atrybuty świąteczne, jak: siano, słoma i ziarno, gałęzie „zimozielone”,
podłaźnik, choinka, opłatki świąteczne i ozdoby z opłatka w polskiej tradycji, kolędy,
żłóbek, szopka, jasełka. Autorka nie ogranicza się tylko do kwestii funkcjonowania
zwyczajów i obrzędów ludowych, ale wskazuje też na etymologię ich nazw, na ge
nezę, żywotność w minionych wiekach oraz współcześnie. Zwraca uwagę na zacho
dzące przemiany oraz zanik wielu zwyczajów.
Na uwagę zasługuje bogata oprawa graficzna. Liczne fotografie i rysunki stano
wią dopełnienie tekstu i przybliżają czytelnikowi przekazywane treści. Zgromadzona
faktografia tworzy najobszerniejsze opracowanie okresu bożonarodzeniowego, jakie
dotychczas powstało w literaturze polskiej. Książka przeznaczona jest dla szerokiego
grona czytelników, gdyż ukazuje dziedzictwo i dorobek życia religijnego oraz kultu
ry ludowej naszych przodków.
Zdzisław Kupisiński
Irena B u k o w s k a - F l o r e ń s k a , Rodzina na Górnym, Śląsku, Katowice: Wy
dawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 2007, il., ss. 328, ISBN: 978-83-226-1655-0.
Każda recenzja wyrasta z dialogu czytelnika, któremu powierzono ocenę, z autorem
tekstu. Dobrze, kiedy taka „rozmowa” okazuje się przeżyciem skłaniającym do reflek
sji. Lektura książki Rodzina na Górnym Śląsku nie pozostawia w tej kwestii niedosytu.
Jej autorka zaprasza bowiem czytelnika do dyskusji nad światem wartości.
Wbrew temu, co sugeruje tytuł, nie tyle rodzina, co ten właśnie aspekt ludzkiej
egzystencji jest punktem wyjścia do refleksji. Jak z niej wynika, „rodzina” i „warto
ści” to sfery współzależne, tworzące rozległy zakres znaczeń. Z tego powodu, oce
niając pracę, należałoby wziąć pod uwagę wielki dorobek studiów antropologicznych
zarówno nad pokrewieństwem, jak i nad systemami światopoglądowymi. Proponu
ję jednak odnieść analizę do prac etnografów eksplorujących środowiska w ramach
„własnej kultury” (w kraju, regionach, z którymi identyfikowali się prywatnie). Irena
Bukowska-Floreńska prowadziła badania w takim właśnie, bliskim jej kontekście.
Jednocześnie ważne dla książki pojęcia nawiązują do innego wątku — „osobistej tra
jektorii” motywującej do badań. Nie wystarczy stwierdzić, że tworzy ją wyczuwalny
związek badaczki z obszarem Górnego Śląska, z czego wynika jej potrzeba zrozu
mienia zjawisk kulturowo-społecznych tam zachodzących. Kolejne części monogra
fii skrywają też inne ważne przesłanie. Autorce jest wyraźnie bliski chrześcijański
system wartości, który właśnie poprzez rodzinę gwarantuje człowiekowi właściwe
rozpoznanie „tego, co dobre i tego, co złe”. Przyjmując, że w refleksji antropolo
gicznej indywidualne uwarunkowania i motywacje odgrywają istotną rolę, warto się
przyjrzeć, w jaki sposób wpłynęły na ujęcie tematu i ku jakiemu stylowi uprawiania
antropologii prowadzą. Praca ta prowokuje do zastanowienia się nad jeszcze innymi
pytaniami. Na ile jest ona ważna dla etnologicznych badań nad rodziną i systemem
314
Rezenzje i noty recenzyjne
wartości? Jak autorka definiuje te pojęcia i jakie stawia problemy? W jakim kontek
ście opisuje i interpretuje dostrzeżone fakty społeczno-kulturowe?
Poszukując odpowiedzi na pierwsze i drugie pytanie, zakładam, że badaczka opi
suje pojęcia i odpowiadające im działania jako społecznie konstruowane. Badania
nad pokrewieństwem i rodziną to klasyczny temat antropologiczny, podejmowany
już u progu rozwoju naszej dyscypliny. Również w drugiej połowie XX wieku antro
polodzy europejscy dostrzegli szczególne znaczenie tych badań. W Wielkiej Brytanii
pojęcia dotyczące pokrewieństwa pozwoliły im na problematyzację kategorii klasy
społecznej. Z kolei badacze francuscy, rozwijając studia nad rodziną współczesną,
gromadzili dane etnograficzne z życia wspólnot lokalnych. Wyniki interpretowali
w perspektywie historycznej, uwzględniając zmienne wzorce społeczne. Także w Pol
sce dostrzegano konieczność analizy środowisk lokalnych i rodzinnych, szczególnie
wobec nasilającej się urbanizacji i industrializacji. Zastanawiając się więc, na ile
omawiana książka jest ważna ze względu na ów zakres badawczy, należy uwzględnić
zastosowane w niej podejście metodologiczne.
Otóż Irena Bukowska-Floreńska, wymieniając pionierów antropologii zajmują
cych się zasadami doboru partnerów i formowania więzi krewniaczych (Morgana,
Tylora czy Westermarcka), przede wszystkim odnosi się do polskich badań z tego
zakresu. Jej uwagę zwracają monografie regionalne poświęcone kulturze tradycyj
nej (wiejskiej). Koncentrując się na teorii funkcji rodziny, omawia rozwój nurtów
badawczych rozwijanych w krajowych ośrodkach naukowych, w tym — w ośrodku
śląskim. Dokonuje również przeglądu literatury na temat relacji pomiędzy systemem
wartości a rodziną, wskazując na ujęcia interdyscyplinarne. W związku z tym czytel
nik otrzymuje do rąk pozycję syntetycznie i krytycznie omawiającą rodzime zainte
resowania problematyką więzi rodzinnych.
Podstawę treści dalszych rozdziałów tworzy ogromny materiał etnograficzny.
Jako dowód solidnej pracy terenowej stanowi on niewątpliwą wartość książki. Dzięki
takiej dokumentacji czytelnik poznaje szczegóły tworzące specyfikę życia codzien
nego Górnoślązaków. Autorka wskazuje tak na wyobrażeniowy aspekt ich życia, jak
i na zachowania codzienne. Jest to warte podkreślenia, gdyż wiąże się z kluczowym
dla treści książki pojęciem „wzorzec”, odnoszonym do wartości przekazywanych
nawykowo. Jednakże, co budzi pewne wątpliwości, według autorki grupa wyraża
swój system wartości „wprost”, a zatem jest on bezpośrednio dostępny etnografowi.
Pozostaje to jakby w sprzeczności z jednoczesnym twierdzeniem, że wzorce przeka
zywane są nawykowo, a zatem bezrefleksyjnie. Warto by zapytać o kwestie bardziej
ogólne (nie poruszane w książce): co etnograf może wywnioskować na podstawie
obserwowanych zachowań, j ak może uchwycić reguły kieruj ące grupą i j ak dowiadu
je się o przekazywanych w niej wzorcach? Podejście metodyczne autorki nie wiedzie
do próby odpowiedzi na te pytania. Prowadząc obserwację, „przyglądała się” tylko
grupie, „osobiście w formie długotrwałego procesu badawczego” (s. 17). Ujmuje
przy tym rodzinę górnośląską nie tylko z perspektywy „tu i teraz”, ale również z per
spektywy historycznej, która tłumaczy współczesne procesy identyfikacyjne. Odwo
łując się do tak szerokiego kontekstu, w nim odnajduje źródło wzorców budujących
odrębność wielopokoleniowych rodzin. Irena Bukowska-Floreńska pozostaje zatem
Rezenzje i noty recenzyjne
315
bliższa podejściu badaczy francuskich, dla których „robienie etnografii współczes
nej” opierało się na zastosowaniu podobnej, historyczno-społecznej perspektywy.
Odpowiedź na pytanie drugie, dotyczące definicji najważniejszych pojęć, wy
maga uwzględnienia głównych problemów poruszanych w pracy. Przede wszystkim
badaczka rozpatruje, na ile rodzina w czasach kryzysu „świadomości tego, co jest do
brem, a co złem” (s. 9) jest miejscem, które zapobiega rozkładowi systemu wartości.
Proponuje więc definicję wartości rozumianych jako zespół jasno wytyczonych reguł
życia i praktyk społecznych, które służą klarownej wykładni egzystencjalnej. Wyni
kła z tego odważna myśl, że gwarantem wartości jest przede wszystkim rodzina. Ire
na Bukowska-Floreńska zauważa, że w antropologii dominowało podejście traktują
ce rodzinę jako jedną z instytucji społecznych, wyznaczającą jednostkom określone
(przez szerszy system, jakim jest społeczeństwo) funkcje. Systemowe ujęcie rodziny
uznaje jednak za niewystarczające. Nie uzasadniając szerzej tego poglądu, twierdzi,
że rodzinę należy ująć „podmiotowo” jako określoną „wartość dla jej członków”
(s. 11). Jednocześnie, nie zrywając z systemowym ujęciem, autorka formułuje tezę,
że rodzina funkcjonuje prawidłowo wtedy, kiedy posiada system wartości pozosta
jący w spójności z „tradycją kulturową” grupy (s.ll), której jest integralną częścią.
Myśl ta kieruje ku pytaniu, czym jest owo „prawidłowe funkcjonowanie”? Do ja
kiej sfery należy je odnieść: psychologicznej (jednostki czują się emocjonalnie bez
pieczne) czy społecznej (grupa zachowuje spójność, bo jej członkowie przestrzegają
ważnych dla niej norm)? Kolejne rozdziały dostarczają pośrednio odpowiedzi na te
wątpliwości. Ich treść ma także wyjaśnić jasno sprecyzowany problem badawczy
— zależność pomiędzy tradycją, realizowaną w wartościach, a funkcjonowaniem ro
dziny. Autorkę interesuje, na ile zachowania tradycyjne podtrzymują więzi rodzinne,
lokalne i regionalne, i jak wpływają na budowanie tożsamości zbiorowej na tych
poziomach.
Badaczka rozpatruje rodzinę w kontekście pogranicza kulturowego i polityczne
go, terenu o burzliwej historii. Skoro za centralny punkt odniesienia uznaje wartości,
ważne jest pytanie, jak owe wartości były i są przez rodziny górnośląskie postrzega
ne i praktykowane. I wreszcie, jak zostały one przez autorkę zinterpretowane?
Już sama konstrukcja książki wskazuje na istnienie wzorców „długiego trwania”.
W skomplikowanych losach regionu autorka dostrzega liczne przestrzenie kształ
towania charakteru rodzin górnośląskich (sferę rytuał izacj i życia rodziny, trwałość
osiedlenia, wyposażenia wnętrz, rozwój wspólnot lokalnych, folklor górniczy).
Szczególną wartością jest praca (dotyczy jej rozdział czwarty). Wokół niej rodziny
i społeczności lokalne budowały odrębność i poczucie wyjątkowości, które pozwoli
ło im na zachowanie tożsamości, przede wszystkim regionalnej. Między innymi spe
cyfika zawodów górnika i hutnika, traktowanych jako przedłużenie „boskiej opieki”,
umocniła patriarchalny charakter rodzin (kobiety stały się opiekunkami ogniska do
mowego). Badaczka zauważa jednocześnie, że brak pracy staje się przyczyną patolo
gii rodzinnych. Wskazując na anomalie, uwypukla tym samym treść reguł typowych
dla tego środowiska. W tej części pracy przeprowadzona została najbardziej spójna,
w porównaniu z pozostałymi rozdziałami, analiza mechanizmu budowania odręb
ności społeczności lokalnych wokół wartości. Autorka właśnie w wartościach widzi
316
Rezenzje i noty recenzyjne
możliwość przeciwstawienia się zagrożeniom, jakie niesie obecny kryzys świadomo
ści. Wartości przyświecające życiu rodzin górnośląskich są nadal aktualne, co gwa
rantuje przetrwanie tradycyjnego systemu etycznego w czasach rozprzestrzeniania
się koniunkturalnych wzorców bycia. Powinny być także przykładem w dążeniach
do podtrzymywania naszej narodowej tożsamości.
Taka interpretacja „z przesłaniem” skłania, by zapytać o osobiste motywacje au
torki. Ich ślady są wymowne, pomimo powściągliwego stylu narracji, i wskazują
na określony sposób uprawiania antropologii. Badaczka umieszcza w pracy własne
zdjęcie (wraz z córką) — to subtelna wskazówka, że identyfikuje się z kulturą, którą
poddaje naukowej analizie. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że liczba cytowanych
określeń gwarowych (niezależnie od imponującego słowniczka gwary) jest przeja
wem sentymentu, jakim darzy ona region. Wreszcie kwestia wartości. W tle ich defi
nicji stoją odwołania do etyki chrześcijańskiej, na przykład do myśli św. Augustyna
(s. 60) czy dzieła Józefa Tischnera (s. 88). Zwrócenie się do tego światopoglądu
wynika głównie z wychowania Ireny Bukowskiej-Floreńskiej w rodzinie śląskiej.
Niewątpliwie opisywane w książce wartości ujawniają autorce swój głęboki sens,
gdyż zostały przez nią doświadczone. W sumie osobiste pobudki badaczki to dla niej
impuls do „wejścia w teren”. Choć odgrywa ją w opisie drugoplanową rolę, stają się
jednak istotnym punktem w dyskusji nad wartościami. W ten sposób, oprócz mono
grafii problemowej, otrzymujemy przykład uprawiania „antropologii z przesłaniem”.
Prowokuje ona do głębszej refleksji nad tym, co nadaje życiu sens, lecz nie zmusza
czytelników, przez moralizatorstwo, do przyjęcia obranej przez autorkę perspektywy.
Po prostu stwarza im pole do dyskusji; tylko tyle... i aż tyle.
Agnieszka Chwieduk
Zuzanna G r ę b e c k a , Słowo magiczne poddane technologii. Magia ludowa
w praktykach postsowieckiej kultury popularnej, Kraków: Nomos 2006, ss. 351,
il., ISBN: 83-60490-26-0.
Zuzanna Grębecka jest doktorem filologii i zarazem antropologiem kultury. Jej
szeroki zakres zainteresowań obejmuje folklor tradycyjny i współczesny, histo
rię i teorię teatru i filmu w XX wieku, historię idei, antropologię słowa, widowisk
i audiowizualności. W swoim dorobku badaczka ma interesujące publikacje, jak na
przykład Pałac Kultury i Nauki. Między ideologią a masową wyobraźnią (Grębecka,
Sadowski, red., 2007).
Omawiana książka powstała na podstawie rozprawy doktorskiej (o podtytule:
„Magia ludowa w praktykach współczesnej kultury popularnej na pograniczu polsko-białorusko-litewskim”). Centralnym zagadnieniem jest tu magia ludowa, a właś
ciwie kultura oglądana przez pryzmat magii. Autorka metaforycznie podsumowuje
zagadnienie, pisząc, że to książka o życiu, ponieważ: „magia, będąc ze swej istoty
Rezenzje i noty recenzyjne
317
odpowiedzią na bolączki egzystencji, pozwala lepiej zobaczyć kształt współczesnej
kultury wraz z wieloma jej problemami” (s. 15). Podobne sformułowania, podkre
ślające wagę magii, znaleźć możemy w publikacjach Michała Buchowskiego (1987,
1993), dorobek którego Grębecka uwzględnia w swoich rozważaniach.
Autorka opiera analizę na zróżnicowanym materiale źródłowym. Wykorzystuje
liczne wywiady etnograficzne przeprowadzone na pograniczu polsko-białorusko-litewskim, a przede wszystkim na Białorusi Zachodniej oraz różne rosyjsko- i białoruskojęzyczne źródła, takie jak czasopisma ezoteryczne, poradniki magiczne, strony
i fora internetowe. Nie używa zatem terminu teren, lecz przestrzeń badań. O atrakcyj
ności tej przestrzeni dla etnografa decyduje między innymi peryferyjność względem
dwóch ośrodków cywilizacji — Wschodu i Zachodu. Tutejsze pogranicze ma wiele
wymiarów: religijny, etniczny, językowy, mentalnościowy. Zderza się tu oralność
z piśmiennością, ponieważ — jak dowodzi Grębecka — kultura krajów postsowieckich, formalnie będąc zalfabetyzowaną, w istocie ma wiele cech oralności.
Książka podzielona została na osiem rozdziałów. Pierwszy, to rozdział wstępny,
określający przedmiot badań, a więc magię ludową oraz cel — analizę sposobów jej
przenikania do praktyk współczesnej kultury popularnej pod wpływem różnych me
diów. Fragment ten zawiera również wstępne informacje o terenie badań i źródłach
wiedzy. Szczegółowa charakterystyka badanej przestrzeni została jednak przesunięta
do czwartego rozdziału, w którym czytelnik poznaje historyczne uwarunkowania wy
tworzenia szczególnej świadomości lokalnej „miejscowych”. Dowiaduje się o silnym,
choć noszącym znamiona zeświecczenia, wpływie Kościoła wschodniego oraz o pięt
nie doktryny komunistycznej, mającej cechy kultu religijnego. Grębecka podkreśla,
że nakładające się na to podłoże procesy globalizacyjne, które przekształcają kultury
na całym świecie, tu nabierają specyficznego regionalnego charakteru. Czynnikiem
kształtującym tę odrębność jest stosowanie odmiennego alfabetu — cyrylicy.
Autorka zdecydowała się poprzedzić ową charakterystykę poszerzonym wpro
wadzeniem w specyfikę swoich rozważań (rozdziały drugi i trzeci). Tu obrazowo
ukazuje, co dzieje się z kulturą oraz jej nosicielami, kiedy znajdą się na styku dwóch
cywilizacji o znacząco odmiennym poziomie zaawansowania technologicznego.
Dowodzi, że takie właśnie zjawiska i procesy obserwować można na terenie Za
chodniej Białorusi. Pokazuje, jak ważkie są uwarunkowane kulturowo, niskie kom
petencje percepcyjne członków takiego społeczeństwa. Opisuje mechanizm „utradycyjniania” nowych treści oraz następującą „alfabetyzację wzroku i narracji”,
a także zjawisko mylenia kreacji medialnej z rzeczywistością. Następnie omawia
współczesne konteksty pojawiania się magii — od feminizmu, przez New Age, aż po
fantastykę.
W oddzielnym rozdziale pokazane są osoby parające się magią— specjaliści lu
dowi (szeptuni) i „popkulturowi”. Opis obejmuje czynniki wpływające na ich popu
larność, sposoby autokreacji oraz techniki uwierzytelnienia, którymi się posługują.
Należy do nich głównie budowanie wizerunku eksperta, a także legitymizowanie się
swoją „trądycyjnością” lub „religijnością” (prawosławną). Grębecka zwraca uwagę
na zagadnienie mitologizacji nauki, podkreślając wpływ sposobu edukacji uzdrowi
ciela na jego późniejszy stosunek do wiedzy.
318
Rezenzje i noty recenzyjne
Ostatnie trzy rozdziały są zwrotem ku rozważaniom nad magią, tym razem w kon
tekstach wyznaczonych przez specyfikę badanej przestrzeni. Autorka konfrontuje
magię z nowymi mediami — szczególnie Internetem. Wykazuje, że zestaw współ
czesnych usług magicznych traktować można jako „katalog problemów społecznych”
(s. 246) i szczegółowo je omawia. Końcowy rozdział traktuje o związkach między
magią i religią, ukazując, jak ta pierwsza się „ureligijnia”, a druga „umagicznia”.
Religia zostaje „odarta” z sacrum, co powoduje, że pozostaje jedynie jej magiczny
wymiar. Grębecka uwzględnia także pojęcie energii i w ten sposób te rozważania
reasumuje:
Pojęcie energii, będące „naukowym” wyjaśnieniem działania magii i słowa magicz
nego (a także pewnych praktyk religijnych), przywraca słowu jego substancjalność
(utraconą częściowo w wyniku „chrystianizacji” magii), ale odbiera uprzywilejo
waną pozycję (s. 319).
Autorka postawiła sobie za cel prześledzenie sposobów wnikania magii ludowej
do kultury popularnej, przy uwzględnieniu przekształceń, którym w tym czasie owa
kultura podlega. To zadanie oparte na przejrzystych przesłankach, acz niełatwe ze
względu na mnogość pojawiających się wątków. Grębecka porusza problem bar
dzo aktualny i ważki, jakim jest wkraczanie w cyberprzestrzeń różnych sfer kul
tury. W polskiej antropologii nie powstało dotychczas wiele tej rangi opracowań
tematu. Autorka sprawnie wykorzystuje dotychczasowe koncepcje, a liczne cytaty
sankcjonują jej wywody. Praca jest ciekawym zastosowaniem sposobu analizy za
proponowanego przez Waltera Onga (1992). Do jego spostrzeżeń autorka odwołuje
się niejednokrotnie w toku swoich rozważań, prawdopodobnie stąd zaczerpnęła też
inspirację dla tytułu książki. Badaczka posługuje się pojęciem „magii” w klasycznym
już w polskiej nauce rozumieniu (Buchowski 1986: 6). Używając pojęcia „kultura”
w odniesieniu do badanego obszaru, odwołuje się do terminu mającego już ugrunto
waną pozycję w antropologii, a mianowicie „kultura typu ludowego”.
Postawione na wstępie zadanie autorka systematycznie realizuje w kolejnych roz
działach. Należy jednak zaznaczyć, że struktura książki nie jest prosta. Powodem tego
jest zarówno obszemość pracy, jak i konwencja przyjęta przez Grębeckąprzy tworzeniu
tytułów poszczególnych jej części, a także pewne odwrócenie czy przemieszczenie nie
których treści w stosunku do typowego porządku prac naukowych (np. opis przestrzeni
badanej). Bez wątpienia jednak autorka dołożyła wszelkich starań, aby te komplikacje,
wynikające ze złożoności problemu magii w dzisiejszym świecie, zrekompensować czy
telnikowi. Wyraża się to w skrupulatności, dbałości o rzeczowość i przejrzystość tekstu:
każdy kolejny akapit mieści oddzielny wątek i jest „krokiem w przód”, każdy rozdział
podsumowany jest wnioskami. Grębecka unika dalekich dygresji, dzięki czemu nić nar
racji nie rwie się — przeciwnie, prowadzona jest w sposób płynny i zręczny. Zamieszczo
ne na końcu książki ilustracje doskonale obrazują sens opisywanych zjawisk.
Metody pracy terenowej nie zostały w publikacji omówione szczegółowo, przy
puszczalnie ze względu na mniejszy nacisk kładziony przez filologa (w porównaniu
z etnologiem) na te kwestie. Niemniej Grębecka opanowała warsztat etnologiczny,
Rezenzje i noty recenzyjne
319
sprawnie operuje aparatem pojęciowym. Ponadto przywiązuje dużą wagę do proble
mu etyki badacza. Wybór literatury uwzględnia materiały drukowane oraz internetowe.
Są to pozycje w językach: polskim, angielskim, niemieckim, rosyjskim, ukraińskim,
białoruskim i estońskim, a ich zakres tematyczny obejmuje tak szeroki wachlarz za
gadnień, jak rozległe są powiązania magii z innymi sferami kultury. Podstawową ba
rierą dla czytelnik a-antropo1oga są terminy, głównie filologiczne, których Grębecka nie
tłumaczy. Pewnym utrudnieniem może być zamieszczanie oryginalnych, gwarowych
wypowiedzi informatorów bez translacji, choć autorka każdorazowo je omawia — są
zresztą niezwykle interesujące i bez nich praca byłaby znacznie uboższa.
Jak tłumaczy Grębecka, celem jej badań było zarejestrowanie i analiza aktualnych
przemian kultury, a więc „stawania się”. Wydaje się, że dalsza obserwacja i ocena ewo
lucji zachowań magicznych w cyberprzestrzeni byłaby wystarczająco ambitną konty
nuacją zawartych w Słowie magicznym... rozważań. Sama autorka skromnie nazywa
swą pracę „raportem z rekonesansu” i (za Jarosławem Drużyckim) „etnodziennikiem
poniewczasie” (s. 321). Wciąż jednak nie wszystkie warstwy społeczeństwa przeszły
przez ten ciąg przemian, jaki powoduje upowszechnianie się kolejnych mediów — od
pisma po Internet. Wszak procesy, które opisuje Grębecka, jeszcze wiele razy będą
miały miejsce w lokalnych światach. Antropolog ma więc szansę pisać swój etnodziennik w odpowiednim czasie, bogatszy o zawarte w tej książce spostrzeżenia.
Małgorzata Anna Charyton
BIBLIOGRAFIA
Buchowski M.
1986
Magia. Jej funkcje i struktura, Poznań: UAM.
1987
Magia, w: Z. Staszczak (red.), Słownik etnologiczny. Terminy ogólne,
Warszawa, Poznań: PWN, s. 218-222.
1993
Magia i rytuał, Warszawa: Instytut Kultury.
Grębecka Z., Sadowski J. (red).
2007
Pałac Kultury i Nauki. Między ideologią a masową wyobraźnią, Kraków:
Nomos.
OngW.
1992
Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii, przeł. J. Japola, Lub
lin: KUL.
320
Rezenzje i noty recenzyjne
Petr J a n e c e k, Ćerna sanitka a jine desive pribehy. Soućasne povesti a famy
v Ćeske republice, Praha: Plot 2006, ss. 367, il. Toy_box, ISBN: 80-86523-74-8;
Petr J a n e c e k, Cema sanitka. Druha zeń — Perak, ukradena ledvina a jine po
vesti, Praha: Plot 2007, ss. 335, il. Stanislav Setinsky, ISBN: 978-80-86523-82-8.
W fachowej literaturze określenie „nasze mity współczesne” ma wiele konota
cji. Plotki, pogłoski, sensacje, nowiny, wieści, legendy miejskie, opowieści z życia,
opowieści nieprawdopodobne, makabryczne czy „wampirowe”, legendy faktu — to
tylko część z nich. Także zachodnie modern legend, contemporary legend, urban
legend, rumor legend oraz modern myth, pojawiły się we współczesnej folklorystyce
w momencie włączenia w zakres jej zainteresowań dwóch, pomijanych wcześniej
gatunków folkloru — opowieści biograficznej (zwrócenie na nie uwagi było zasługą
folklorystów rosyjskich) oraz legendy miejskiej.
Termin „legenda miejska” (urban legend) został użyty po raz pierwszy w 1968
roku przez amerykańskiego folklorystę Richarda Dorsona, który określił w ten spo
sób nieprawdopodobne opowieści, krążące — jak sama nazwa wskazuje — wśród
mieszkańców miast, zaś za sprawą Harolda Brunvanda oraz jego książki Znikający
autostopowicz. Amerykańskie legendy miejskie oraz ich znaczenie (The Vanishing
Hitchhiker: American Urban Legends and their Meanings) pojęcie to rozprzestrzeni
ło się i zyskało na popularności. Choć pierwsze takie opowieści zapisano już w latach
30., poważniejsze badania nad nimi rozpoczęły się dopiero w latach 80. XX wieku.
Szczegółowego przeglądu badań nad amerykańską, angielską, francuską, niemiec
ką oraz polską legendą miejską dokonał Dionizjusz Czubala, który jest na gruncie
polskim najbardziej znanym (obok Józefa Ligęzy i Doroty Simonides) badaczem
współczesnych legend miejskich (Czubala 1985, 1993, 1996; Ligęza 1954; Simoni
des 1984).
Jak wynika z prac wspomnianych badaczy, opowieści sensacyjne są relacjami
0 zdarzeniach realistycznych; zwykle dotyczą wydarzeń niedawnych. Ich bohaterem
jest zazwyczaj sam opowiadający bądź jego krewny, znajomy, także znajomy znajo
mego. Źródła legendy miejskiej są przeważnie nieznane, zawsze jednak opowiada
na jest jako historia prawdziwa. Często podkreśla to narrator, zaczynając bądź koń
cząc opowieść, mimo że legenda taka nie podlega w zasadzie weryfikacji, ponieważ
opartajest na wierze osób, które jąsobie opowiadają. Ta wiara tworzy więź społeczną
1zbiorową tożsamość, i tak jak dawne mity łączyły małe społeczności, tak w czasach
globalnej wioski legenda miejska oraz więzi międzyludzkie są globalne. Innymi ce
chami charakterystycznymi tego gatunku są krótka żywotność oraz wariantywność.
Jej zasięg jest w zasadzie nieograniczony, rozprzestrzenia się błyskawicznie — nie
tylko w komunikacji bezpośredniej — lecz także przez prasę, radio, telewizję oraz
Internet. Ciekawe, że opowieść tego typu, dotąd kojarzona wyłącznie z kulturą lu
dową, doskonale funkcjonuje w przestrzeni miejskiej. Wbrew jednak temu, co mówi
nazwa gatunku, nie każdy tekst lokuje swą akcję w mieście. Współczesna legenda
miejska — wzmocniona elementami emocjonalnymi — ostrzega przed czyhającym
niebezpieczeństwem, a tym samym wyzwala napięcie i skumulowany stres. Bywa
również środkiem i zarazem wynikiem walki politycznej oraz konkurencji ekono-
Rezenzje i noty recenzyjne
321
micznej, a także wyjaśnia zaskakujące i kuriozalne zdarzenia, niezwykłe w szarej
rzeczywistości.
Udaną próbę zebrania legend miejskich na gruncie czeskim podjął Petr Janecek,
młody folklorysta z Muzeum Narodowego w Pradze. Jego kolejna obszerna an
tologia, będąca zapisem zbiorowej podświadomości, obaw, nadziei i uprzedzeń,
spotkała się z niespotykanym dotąd czytelniczym zainteresowaniem w Czechach.
Liczne badania naukowe i archiwalne, jakie Janecek prowadził podczas badań te
renowych w USA, Austrii, Polsce i Słowenii, zaowocowały zainteresowaniem ro
dzimym folklorem słownym, w wyniku którego w 2006 roku na rynku księgarskim
w Republice Czeskiej pojawiła się interesująca i szeroko komentowana1praca tego
autora, o tajemniczym tytule Czarna karetka pogotowia i inne przerażające hi
storie. Współczesne opowieści i plotki w Czeskiej Republice, a już rok później jej
kontynuacja Czarna karetka pogotowia: drugi zbiór. Wolant, kradzieże nerek i inne
legendy.
Obie antologie prezentują współczesne legendy miejskie oraz plotki, zgroma
dzone w latach 2005-2007 przez Petra Janecka, jego studentów oraz czytelników
pierwszej autorskiej książki. Złożyły się na nie głównie teksty przekazywane w tra
dycji ustnej, uzupełnione o teksty elektroniczne, zebrane na forach dyskusyjnych czy
przesłane przez użytkowników Internetu na podany adres e-mailowy. W badaniach
brała udział imponująca liczba 164 informatorów w różnym wieku, o różnej płci, wy
kształceniu i pozycjach zawodowych. Autor zadbał, by każdy tekst został opatrzony
obszernym komentarzem, w którym znajdziemy między innymi informacje o wybra
nych pozycjach bibliograficznych, szczegóły o informatorach oraz podsumowanie,
uwzględniające międzynarodowe i rodzime badania nad współczesnym folklorem
ustnym. Czasami komentarz staje się częścią szerszej interpretacji, jak wtedy, gdy
Janecek śledzi istotne różnice, które pojawiają się w wariantach opowiadanych przez
dzieci i młodzież, bądź podkreśla brutalizację współczesnych plotek, zdecydowanie
większą w tradycyjnej legendzie miejskiej. Badacz nie stroni także od odniesień do
kultury popularnej, zainteresowani czytelnicy mogą więc sprawdzić w umieszczonej
na końcu książki filmografii, czy opowiadane historie lub ich warianty znalazły swe
odzwierciedlenie w sztuce filmowej i literaturze.
Antologia Czarna karetka pogotowia i inne przerażające historie. Współczesne
opowieści i plotki w Czeskiej Republice jest podzielona na trzynaście rozdziałów
zorientowanych tematycznie i zawiera w sumie 136 opowieści, zebranych od ponad
sześćdziesięciu informatorów z całej Republiki Czeskiej. Każda z nich jest opatrzona
obszernym komentarzem, w którym Janecek podaje także, prócz wspomnianych już
informacji, dane porównawcze o rozwoju i ekspansji konkretnej legendy lub plotki,
informacje na temat ich odbioru, a także stałych i zmiennych motywów. W myśl
zasady „dla każdego coś dobrego”, tytuły rozdziałów zorientowane są tematycznie,
a w każdym znajduje się od siedmiu do szesnastu miejskich legend, plotek i plo
teczek. Każdy rozdział dotyczy pewnej grupy stereotypów, uprzedzeń, strachów,
1 Odsyłam na stronę internetową, poświęconą obu antologiom Petra Janecka, http://www.cemasanitka.cz (5.05.2009).
322
Rezenzje i noty recenzyjne
zebranych pod nagłówkami, takimi jak: „Zabójcy, resort i duchy”, „Podstępni cu
dzoziemcy”, „Nieoczekiwane składniki”, „Fauna i flora”, „Płeć i erotyczne”, „Alko
hol i narkotyki”, „Wypadki, nieszczęścia i błędy”, „Samochód; autobusowe i kole
jowe”, „Zakłady i kolonie dla dzieci”, „Dla średniego i wysokiego”, „Ku pamięci”
oraz „Agencje i biura”. Oprócz komentarzy na temat sklasyfikowanych plotek oraz
uzupełnienia teoretyczno-metodologicznego, kończącego każdy rozdział, Janecek
zawarł w swej pracy także trzynastostronicowe omówienie współczesnych legend
miejskich, spis wątków, informatorów, obszerną bibliografię oraz filmografię. Nie
zabrakło podziękowań, zwłaszcza pod adresem informatorów i zbieraczy oraz apelu
do nich, by „jeśli słyszeli, że znajomemu znajomego znajomej coś się ciekawego
przydarzyło” — przysyłali co smaczniejsze „kąski”. Na końcu antologii znajdziemy
krótką notę o autorze oraz ilustratorce, ukrywającej się pod pseudonimem Toy box,
która opatrzyła książkę obrazkami jak z „pulpowych” komiksów, co — moim zda
niem — nadało opowieściom dynamikę.
Kontynuacja Czarnej karetki pogotowia..., która spotkała się z dużym zainte
resowaniem zarówno opinii publicznej, jak i specjalistów, ukazała się w 2007 roku
i stanowi wybór 174 nowoczesnych legend i plotek, popularnych między innymi
w Republice Czeskiej. Nowa antologia również składa się z trzynastu rozdziałów
tematycznych, lecz nowością jest niewątpliwie to, iż prócz opowieści o maniakach,
zwierzętach czy katastrofach, znajdują się w niej rozdziały poświęcone reżimowi ko
munistycznemu, II wojnie światowej i przerażającym historiom, opowiadanym przez
najmłodszych uczestników letnich szkół i obozów. Janecek skrupulatnie dokumentu
je zebrane opowieści — każda opatrzona jest komentarzem, informacjami dotyczą
cymi rozprzestrzeniania się, wari antywn ości oraz recepcji. Podobnie każdy rozdział
kończy się krótkim omówieniem funkcjonowania danego wątku w kulturze, a na
końcowych stronach zamieszczono spis informatorów (wraz z metryczką, zawiera
jącą — poza inicjałami imienia i nazwiska — wykonywany zawód, datę rejestru
oraz miejscowość), natomiast w wypadku tekstów pozyskanych drogą elektroniczną
— internetowe pseudonimy informatorów. Dołączono również wybraną bibliografię
oraz filmografię.
Ponieważ zbiór ten, w założeniu autora, ma przedstawiać nowoczesny folklor jako
potencjalne pole odniesienia do socjologicznych, antropologicznych oraz psycholo
gicznych badań nad ksenofobicznymi i rasistowskimi lękami, na początku omawia
on specyfikę oraz funkcję współczesnej mitologii. I tu, podobnie jak w przypadku
części pierwszej, na końcowych stronicach odnaleźć można krótką notę o autorze
oraz — tym razem ujawnionym — ilustratorze, Stanislavie Setinskym, który podob
nie jak Toy box uzupełnił zbiór zabawnymi i odważnymi rysunkami.
Obie części Czarnej karetki pogotowia... sąpierwszymi w Czechach antologiami
poświęconymi tak zwanym legendom miejskim i wpisują się tym samym w między
narodowy nurt badań nad tym złożonym i interesującym gatunkiem. Petr Janecek
proponuje czytelnikowi lektury zawierające wiele niebanalnych historii o dużej róż
norodności tematycznej, często przyprawiających o dreszcz emocji.
Agata Jaskot
Rezenzje i noty recenzyjne
323
BIBLIOGRAFIA
Czubala D.
1985
1993
1996
Opowieści z życia. Z badań nadfolklorem współczesnym, Katowice: Uni
wersytet Śląski.
Współczesne legendy miejskie, Katowice: Uniwersytet Śląski.
Nasze mity współczesne, Katowice: Fundacja dla Wspierania Śląskiej Hu
manistyki.
Ligęza J.
1954
Ludowa literatura górnicza, Katowice: Towarzystwo Zachęty Kultury.
Simonides D.
1984
Śląski horror. O diabłach, skarbnikach, utopcach i innych strachach, Ka
towice: Śląski Instytut Naukowy.
Źródła internetowe:
http://www.cemasanitka.cz (5.05.2009).
Łukasz L u c z a j (red.), Dzikie rośliny jadalne — zapomniany poten
cjał przyrody. Materiały z konferencji Przemyśl — Bolestraszyce, 13 września
2007 r., Bolestraszyce: Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach 2008,
ss. 251, il., ISBN: 978-83-924691-4-8.
We wstępie do tomu czytamy: „okres kilku ostatnich pokoleń zaowocował dra
matycznym wręcz spadkiem wiedzy i świadomości dotyczącej wartości odżywczej
dziko rosnących roślin i grzybów mogący [mogących — M.K.] stanowić wartoś
ciowy suplement codziennego pokarmu (...). Dobrze więc się stało, że grono osób
od lat pasjonujących się dziko rosnącymi roślinami jadalnymi przybliżyło nam wy
niki swych badań na ten temat podczas doskonale zorganizowanej międzynarodo
wej konferencji”. Słowa te należą do Zbigniewa Mirka, dyrektora Instytutu Botaniki
PAN w Krakowie. Stan obecnej wiedzy na temat dziko rosnących roślin jadalnych
odzwierciedlił się w tematyce i perspektywie czasowej artykułów zamieszczonych
w tomie. Prawie wszystkie odnoszą się do przeszłości, w większości są analizą źródeł
etnobotanicznych, etnograficznych, przyczynkarskich oraz literatury pięknej z XVIII,
XIX i pierwszej połowy XX wieku. Są wyjątki, a więc prace napisane w oparciu
o badania terenowe zrealizowane w ostatnich latach. Niemniej dominującą kategorią
czasową jest „dawniej”. Zbigniew Mirek nie sprecyzował, o czyją wiedzę dokładnie
mu chodziło, jednak autorzy prac skupili się przede wszystkim na wiedzy ludowej
w Polsce i na Ukrainie. „Grono osób, od lat pasjonujących się dziko rosnącymi ro
ślinami jadalnymi”, to przedstawiciele różnych dziedzin nauki. Temat konferencji
zachęcił zarówno biologów, ekologów, technologów żywienia, jak i etnologów oraz
literaturoznawców do prezentacji wyników swoich badań. Czytaj ąc artykuły, ma się
324
Rezenzje i noty recenzyjne
wrażenie, że niektórzy autorzy to rzeczywiście pasjonaci tematu. Na przykład Woj
ciech M. Szymański, autor opracowania z zakresu archeobotaniki „eksperymental
nej”, dotyczącego efektywności zbioru organów podziemnych dzikich roślin jadal
nych w Polsce, sam wypróbował działanie większości przez siebie opisanych roślin;
niektóre z nich są trujące w formie surowej. Zaś redaktor tomu, Łukasz Łuczaj, autor
i współautor czterech prac zamieszczonych w książce, odwoływał się również do
prowadzonych przez siebie warsztatów kulinarnych, propagujących wykorzystywa
nie roślin dziko rosnących do wzbogacenia codziennej diety.
Tom obejmuje osiemnaście artykułów, w tym piętnaście autorów polskich i trzy
ukraińskich, prezentujących różnorodne perspektywy badawcze. Dominują prace
etnobotaniczne, analizujące wiedzę i sposoby użytkowania dzikich roślin w celach
konsumpcyjnych przez różne społeczności wiejskie obecnie i w przeszłości. Intere
sujące dla etnologa są artykuły Elżbiety Szot-Radziszewskiej, Dziko rosnące rośliny
jadalne na Kielecczyźnie w XIX i XX wieku w świetle źródeł etnograficznych; Marii
Marciniak, Dzikie rośliny jadalne w kulturze wsi wschodniej części polskich Karpat,
oraz Urszuli Janickiej -Krzywdy, Rośliny dziko rosnące zbierane w okolicach Babiej
Góry. Artykuły te powstały w oparciu o badania terenowe oraz źródła pisane histo
ryczne i etnograficzne, dotyczące omawianych obszarów. Autorki wyliczają gatunki
roślin oraz omawiają ich obróbkę i formy spożycia, z zaznaczeniem roli płci i wieku
osób pozyskujących surowce roślinne. Szot-Radziszewska włącza w opis przepisy
potraw i nalewek, zebrane podczas prac terenowych. Do pewnego stopnia badaczki
konfrontują wiedzę dawną z obecną, skupiając się głównie na przeszłych sposobach
wykorzystania roślin w kuchni ludowej. Opisują też nowe zastosowania kulinarne
roślin dzikich oraz zjawisko rewitalizacji starych praktyk, na przykład pojawienie się
w menu gospodarstw agroturystycznych potraw z pokrzywy (wspomniane w pracy
Szot-Radziszewskiej). Z rzadka podają, do jakiego czasu dane rośliny były użytko
wane. Maria Marciniak pisze, iż na Podkarpaciu obfitość orzechów laskowych była
tak znaczna, że zbieranie ich było zajęciem powszechnym. Do lat 70. XX wieku
organizowano wycieczki zakładowe „na orzechy laskowe”. Obecnie zaś kupuje się
je w sklepie, importowane z Turcji. Autorka niestety nie wyjaśnia, dlaczego zwy
czaj zbierania laskowych orzechów niemal zanikł. Można jedynie zgadywać, że jest
to efekt przemian społeczno-ekonomicznych, w wyniku których ludzie angażują się
w pracę zarobkową w większym wymiarze niż jeszcze kilka dekad temu; skutek
masowej migracji ludności wsi do miast, być może także zmniejszenia się areałów
występowania orzechów, parcelacji i prywatyzacji ziemi.
Prace przywołanych autorek są opisowe, z zarysowanym kontekstem społecznokulturowym. Mieszczą się w nurcie studiów etnobotanicznych, badających relacje
człowieka ze światem roślin. W czasopismach etnobotanicznych wyznaczających
trendy światowe, tego typu prace opisowe, wyliczające gatunki i sposoby ich używa
nia, bez wyraźnego zarysowania problemu, nie prowadzące do istotnych wniosków
(poza kilkoma stwierdzeniami ogólnymi) nie są już akceptowane. W Polsce jednak
studia etnobotaniczne wciąż są rzadkością, brak kursów, warsztatów etnobotanicz
nych oraz podręczników metodologicznych w języku polskim do prowadzenia tego
typu badań. Artykuły stanowią z pewnością dobry punkt wyjścia do dalszych badań
Rezenzje i noty recenzyjne
325
— pogłębionych, porównawczych, wysuwających śmiałe tezy, takich, które włącza
łyby zagadnienia użytkowania roślin dziko rosnących w problematykę przemian po
litycznych, społeczno-ekonomicznych i środowiskowych. W badaniach tego rodzaju
analiza jakościowa i zestawienia ilościowe powinny wzajemnie się uzupełniać.
Artykuł Iwony Kołodziejskiej-Degórskiej, Z czego „uwarić harbatę”? Dzikie
rośliny jadalne w polskich wsiach na południowej Bukowinie (Rumunia), jest wyjąt
kowy ze względu na to, że w całości został oparty na wynikach badań empirycznych
przeprowadzonych na Bukowinie w latach 2005-2006. Stanowi on najaktualniej
szą analizę wiedzy i praktyk dotyczących wykorzystywania roślin dzikich w diecie
mieszkańców dwóch wsi Bukowiny rumuńskiej. Analiza wyników ma charakter ja
kościowy i jest uzupełniona zestawieniami ilościowymi. Choć we wstępie Kołodziejska-Degórska pisze, że w artykule przedstawi wiedzę mieszkańców polskich wsi na
Bukowinie na temat roślin jadalnych, to de facto prezentuje różne sposoby użyt
kowania roślin, które dzieli na następujące kategorie: herbaty; nalewki i konfitury,
ciasta; zupy i dania obiadowe; przyprawy; rośliny podjadane w lesie. We wnioskach
pisze, że różne nazwy lokalne tego samego taksonu oraz nieznajomość nazw, który
mi posługują się sąsiedzi, wskazują na fakt, że wiedza o roślinach jadalnych dziko
rosnących jest kształtowana indywidualnie. Jest to bardzo ciekawy wniosek, choć,
według mnie, ma on status roboczy. W świetle dociekań Brenta Berlina (1992), ro
śliny, które mają wiele nazw lokalnych, to te o mniejszym znaczeniu ekonomicznym
i kulturowym dla danej społeczności. Być może dzikie rośliny, o których pisze Ko
łodziej ska-Degórska, lub przynajmniej część z nich, nie ma ją zbyt dużego znaczenia
dla ludności lokalnej.
W tomie znalazły się prace, będące omówieniem wybranych gatunków roślin
używanych do celów kulinarnych i leczniczych. Należą do nich artykuły Łukasza
Łuczaja, Zapomniane dzikie rośliny pokarmowe południa Polski — czyściec błot
ny, paprotka zwyczajna, bluszczyk kurdybanek i ostrożeń łąkowy, Ivana Kosenko,
The medicinal significance o f hazelnut Corylus spp. and its economic use, i Jerzego
Pióreckiego, Kotewka orzech wodny, zapomniana roślina jadalna. Autorzy dokonali
analizy wymienionych gatunków roślin pod bardzo różnym kątem. Łuczaj skupił się
na ich użyciu w kuchni ludowej, przy czym źródłem informacji była dla niego XIX-wieczna literatura etnograficzna i przyczynkarska, zaś Piórecki zaprezentował wyni
ki badań własnych nad biologią i ekologią Trapa natans. Natomiast Kosenko odniósł
się przede wszystkim do badań nad rolą orzecha laskowego w profilaktyce chorób
serca, przedstawiając mniej znane zastosowanie owoców roślin z rodzaju Corylus.
Istotnymi źródłami informacji na temat spożywania roślin dzikich przez ludność
wsi w przeszłości są ankiety przeprowadzone w roku 1934 na polecenie Kuratorium
Oświaty we Lwowie. Dotąd wyniki tych badań zostały jedynie częściowo wyko
rzystane przez Adama Fischera do omówienia pożywienia głodowego w Polsce po
łudniowo-wschodniej. Uzyskane w ten sposób informacje nie mają sobie równych
w przedwojennej etnobotanice, a to dzięki dużemu zasięgowi i liczbie miejscowości
objętych badaniami. Łukasz Łuczaj, w opracowaniu Dzikie rośliny jadalne używa
ne w okresach niedoboru żywności we wschodniej części Karpat (powiaty Krosno,
Sanok, Lesko, Nadworna, Kosów i Kołomyja) według ankiety szkolnej z 1934 roku,
326
Rezenzje i noty recenzyjne
przedstawił wyniki analizy 235 „kwestionariuszy informacyjnych”, które znajdują
się obecnie w archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. W innym arty
kule, Dzikie rośliny jadalne — materiały, mapy, i opracowania tekstowe Pracowni
Polskiego Atlasu Etnograficznego, Zygmunt Kłodnicki i Anna Drożdż przedstawili
historię pracy nad PAE, a ściślej nad ankietą dotyczącą użycia roślin dzikich do ce
lów spożywczych. Ankieta, autorstwa Józefa Gajka, została przeprowadzona w la
tach 1948-1949 oraz 1964-1969. Zebrane materiały (informacje, zbiór zielnikowy)
mają charakter unikatowy w skali europejskiej.
Na wyróżnienie zasługuje artykuł Łukasza Łuczaja, Polska, Włochy, Japonia
i Ameryka, czyli kilka kulturowych porównań dotyczących użytkowania kulinarnego
dzikich roślin, w którym autor porównuje użytkowanie różnych typów roślin oraz
części tych roślin w wyżej wymienionych krajach i obszarach geograficznych. Łuczaj
uważa, że w Polsce stosunkowo słabo wykorzystywano potencjał przyrody dla ce
lów kulinarnych. Jego wnioski poparte są analizą ilościową danych zgromadzonych
podczas przeglądu literatury etnograficznej i etnobotanicznej. Stwierdza on również,
że w porównaniu z Europą południową i Dalekim Wschodem w polskiej kulturze lu
dowej nie było zbyt silnej tradycji spożywania części zielonych roślin dzikich, poza
okresami głodu, oraz używania wielu przypraw. Dla opisania kultur takich jak japoń
ska, chińska czy włoska wprowadza on określenie „herbofilia”. Autor zastanawia się,
czy właściwe byłoby określenie przeciwne do tego, czyli „herbofobia”, dla opisania
kultur takich jak polska. Dochodzi jednak do wniosku, że herbofobia wskazywałaby
na negatywne konotacje, których w kulturze ludowej nie znajduje, dostrzega jedy
nie słabe wykorzystanie zielonych części dzikich roślin i ziół w celach kulinarnych.
Dlatego Łuczaj proponuje wprowadzenie określenia „kulinarna aherbia”. Są to cie
kawe spostrzeżenia, stanowiące próbę uchwycenia pewnych zjawisk i nazwania ich
w sposób możliwie precyzyjny. Podobnie Anna Kuzemko, w pracy Wildfoodplants
in the meadow communities o f Ukrainę, wysunęła stwierdzenie, że na Ukrainie dzi
kie rośliny łąkowe nigdy nie cieszyły się popularnością wśród ludności wsi, mimo
że spośród 811 oznaczonych przez badaczkę gatunków 188 jest jadalnych. Chłopi
ukraińscy, podobnie jak polscy, dzikie rośliny spożywali w większej ilości jedynie
w latach nieurodzaju, i to zwykle tylko kilka gatunków.
Omawiany tom stanowi dość eklektyczny zbiór tekstów, co wynika z faktu, że za
gadnieniem użytkowania dzikich roślin dla celów konsumpcyjnych interesują się bada
cze wywodzący się z bardzo różnych dziedzin, przyjmujący różną optykę patrzenia na
ten problem i posługujący się odmiennymi metodami badań. Stąd w tomie znalazły się
omówienia wartości odżywczycli roślin dzikich, ich obecności w motywach literatury
pięknej czy na łąkach Ukrainy. Tom zdominowały prace etnobotaniczne, będące ana
lizą źródeł pisanych bądź omówieniem wyników badań terenowych. Jest to najwięk
szy zbiór tekstów etnobotanicznych od czasów wydanego w 1985 roku opracowania,
które powstało w rezultacie I Ogólnopolskiego Seminarium Etnobotanicznego (Paluch
1985). Jego pojawienie się jest dobrą zapowiedzią kontynuacji tradycji etnobotanicznej
w Polsce, która mocno podupadła w ostatnich dwóch dekadach.
Monika Kujawska
Rezenzje i noty recenzyjne
327
BIBLIOGRAFIA
Berlin B.
1992
Ethnobotanical Classification, Princeton: Princeton University Press.
Paluch A. (red.)
1985
Etnobotanika. Materiały I Ogólnopolskiego Seminarium Etnobotanicznego, Kolbuszowa 19-20. VII. 1980 r, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu
Wrocławskiego.
„Studia Etimológica” t. 11-14, 2001-2008, red. M. Tomandl, Ustav etnologie,
Univerzita Karlova v Praze, ISSN: 0567-8293.
„Studia Etimológica” są wydawnictwem naukowym Instytutu Etnologii Uniwer
sytetu Karola w Pradze. Redaktorem naczelnym jest dr Milos Tomandl, pracownik
praskiego ośrodka etnologicznego. Do 2001 roku pismo ukazywało się jako „Studia
Ethnographica”. Nowa nazwa była bardziej związana z reorganizacją Instytutu Etno
logii UK w Pradze niż ze zmianami w profilu samego periodyku. Ten zasadniczo nie
zmienił się od jego powstania w 1972 roku.
Czasopismo publikowane jest w języku czeskim. Niemniej, niektóre teksty —
w przypadku autorów z zagranicy, zamieszczane są w języku angielskim. Dodatko
wo periodyk opatrzony jest zawsze spisem treści w tym języku, a w dziale „Studia”
streszczeniami i informacją o afiliacji autorów.
Wydawnictwo jest podzielone na następujące działy: „Studia”, „Materiały”,
„Sprawozdania i recenzje”. Każdy tom podejmuje szeroki wachlarz problemów: od
zagadnień z zakresu teorii i metodologii nauk etnologicznych, do prezentacji mate
riałów z badań terenowych. Trzeba też dodać, iż czasopismo ukazuje nie tylko do
robek praskiego ośrodka etnologicznego, ale też zamieszcza artykuły autorów za
granicznych, głównie z takich krajów, jak Słowacja, Niemcy, Słowenia czy Polska.
Co warto podkreślić, opracowania nie odnoszą się wyłącznie do tematyki czeskiej
(nierzadko dotyczą Polski) czy profilu zainteresowań pracowników Etnologii UK
w Pradze. Artykuły są odbiciem indywidualnych zainteresowań autorów, nierzadko
traktują o obszarach odległych, jak Krym, Papua-Nowa Gwinea czy Meksyk. Publi
kacje, w przeważającej części, koncentrują się jednak na rzeczywistości kulturowej
Europy Środkowej i Wschodniej. Teksty takie stanowią z reguły co najmniej połowę
opracowań w każdym tomie. I właśnie ze względu na ten profil zainteresowań „Stu
dia Etimológica” nie powinny umknąć uwadze polskiego środowiska etnologicz
nego. Mogą bowiem stanowić doskonałe uzupełnienie dla wielu podejmowanych
aktualnie w kraju tematów (np. warunków życia w czasach realnego socjalizmu).
Nie sądzę jednak, iż muszę kogoś do tego specjalnie przekonywać. Świadczy o tym
grono naukowców z naszego kraju współpracujących z wydawnictwem (R. Godula,
328
Rezenzje i noty recenzyjne
M. Tracz, J. Kukuczka). Niestety, do grona stałych współpracowników pisma nie
można zaliczyć już, zmarłego w 2005 roku, prof. Leszka Dzięgla. Mało kto chy
ba wie, że ten wybitny polski etnolog niezwykle często publikował na łamach tego
właśnie czeskiego czasopisma naukowego. Większość tekstów spod jego pióra doty
czyła etnologicznych obserwacji życia w komunistycznej Polsce.
Szkoda może tylko, iż czasopismo nie zamieszcza fotografii. Brakuje ich zwłasz
cza w przypadku opracowań empirycznych, co w dzisiejszych czasach wydaje się co
najmniej dziwne.
Maciej Kurcz