-
Title
-
Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze LUD 2008 t.92
-
Description
-
LUD 2008 t.92, s.245-254
-
Creator
-
Mróz, Lech
-
Date
-
2008
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:5710
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6123
-
Rights
-
Licencja PIA
-
Subject
-
kolekcjonerstwo
-
Ukraina - sztuka ludowa
-
Hulcuszczyzna - kolekcjonerzy
-
Hreczko, Iwan - kolekcjoner sztuki ludowej
-
Type
-
czas.
-
Text
-
Lud, t. 92, 2008
LECH MRÓZ
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Warszawski
CZTERY OPOWIEŚCI O L W O W S K I M KOLEKCJONERZE
Kolekcjonowanie wytworów sztuki ludowej — ikon, krzyży drewnianych,
ceramiki, tkanin, nawet sprzętów domowych, stało się w Ukrainie pasją sporej
grupy inteligencji. Od pewnego czasu, kiedy okazało się, że obecny prezydent
także jest kolekcjonerem, wielu sprawujących funkcje państwowe uznało, że
również oni powinni coś kolekcjonować. Kolekcjonowanie stało się w Ukrainie
modą. Kilkanaście lat temu na bazarach, wiejskich targach, nawet na tak zwa¬
nym Wernisażu — targowisku pamiątkarskim w pobliżu Opery we Lwowie, lub
w galeriach i antykwariatach można było zobaczyć ceramikę huculską, metalowe
i drewniane krzyże huculskie, ozdoby, fragmenty ubiorów, oferowane po niezbyt
wysokich cenach. Od kilku lat wszystko, co cenniejsze i mniej cenne, ale ludowe,
wywożone jest na największe w Ukrainie targi antykwaryczne do Kijowa, ceny
zaś wzrosły w tym czasie co najmniej kilkakrotnie. Szczególnie pożądanymi
przedmiotami są wytwory sztuki huculskiej.
Gromadzenie wytworów rodzimej chłopskiej twórczości niegdyś, w czasach
radzieckich, interesowało nieliczne grono ludzi; szczególnie pośród inteligen¬
cji lwowskiej można było znaleźć tego rodzaju kolekcjonerów. Wędrowali po
wioskach huculskich i pokuckich, za niewiele kopiejek czy rubli kupując obrazy
na szkle, świeczniki, misy i kafle — nawet najwybitniejszego mistrza Bachmińskiego. Ich zbieractwo miało jednak pewien szczególny rys. Nie było to tylko
zbieranie — ze względów estetycznych i by uchronić przed zniszczeniem to, co
technika i moda na nowoczesność skazywała na śmietnik. Była to także forma
niepokorności wobec ZSRR, ochrony ukraińskości. W tym kręgu ludzi wędru¬
jących z plecakami po Ukrainie, zwłaszcza po Karpatach, gromadzących przed¬
mioty kultury ludowej, powstały niebywale bogate kolekcje. Niejeden też z nich
doświadczył prześladowań ze strony radzieckiego aparatu represji. Bowiem ta
aktywność turystyczno-kolekcjonerska, zainteresowanie rodzimą kulturą ludo¬
wą, traktowane było przez władze jako przejaw nacjonalizmu i działanie nie¬
zgodne z pryncypiami ustrojowymi.
Przed dwoma laty Naukowe Towarzystwo im. Szewczenki, a ściślej — krąg
kolekcjonerów działających w tym towarzystwie, postanowił pokazać najciekaw-
Lech Mróz
246
sze kolekcje prywatne i opowiedzieć o ich twórcach. Jako pierwszy wydany zo
stał album przedstawiający lwowskiego kolekcjonera Iwana Hreczkę — wybitną
postać lwowskiego życia kulturalnego — i jego zbiory: Ivan Grecko, Ukrains'ki
Kolekcioneri, Institut Kolekcionerstva Ukrains'kih Mistec'kih Pam'ätok Pri
NTŚ , L'viv, Kiiv: Vidavnictvo „Oranta" 2006.
Album tworzą przede wszystkim fotografie prezentujące przedmioty z kolek
cji. Dopełniają go fotografie prywatne i teksty przyjaciół Iwana Hreczki, mówią¬
ce o nim samym, jego dokonaniach i walorach zgromadzonych zbiorów. Można
dodać, że album jest wydany pięknie — pokazuje ogromną staranność wydawcy
i bardzo wysoki kunszt sztuki wydawniczej. Fotografie przedmiotów — dzieł
wytwórczości ludowej, sztuki nieprofesjonalnej, ale też dzieł znanych artystów,
zdjęcia ilustrujące różne sytuacje z życia tytułowej postaci albumu, teksty po¬
święcone Hreczce, tworzą właściwie kilka opowieści o tym niezwykłym — jak
można się przekonać — człowieku.
1
Opowieść pierwsza, najkrótsza
Album otwiera fotografia brata Iwana Hreczki i dedykacja: Bratovi Aroslavu
äkij zaginuv 03.03.1946za volü Ukrainiprisväcuü. Wiele daje do myślenia. Iwan
Hreczko miał 17 lat, gdy zginął jego brat. Wystarczająco dużo, by wiedzieć, o co
walczył i w jakim był wojsku partyzanckim. Wystarczająco także dużo, by rozu¬
mieć i powiedzieć o tym w dedykacji; jednak nie ograniczył się do samej dedy
kacji, zamieścił też zdjęcie brata Jarosława. Zdjęcie zaskakujące — nie w ubiorze
partyzanckim, nie z dystynkcjami UPA i tryzubem na czapce. Może nie dyspono¬
wał takim zdjęciem brata, ale zapewne zachowały się jakieś fotografie z czasów
szkolnych czy już z dorosłego życia. Iwan Hreczko zamieścił jednak zdjęcie bra¬
ta w polskim mundurze wojskowym, zrobione w roku 1937 w Poznaniu. Brata,
który zginął jako żołnierz Ukraińskiej Armii Powstańczej.
Prawda, że pomiędzy datą wykonania fotografii w Poznaniu a śmiercią bra¬
ta Jarosława minęło dziesięć lat. To dość znaczny okres, zwłaszcza gdy jest się
młodym; wtedy często krystalizują się poglądy, kształtuje świadomość — także
narodowa. Ale Iwan Hreczko zamieścił zdjęcie brata w polskim mundurze woj¬
skowym, przy dedykacji, mówiącej, że zginął za wolność Ukrainy. Staram się to
zrozumieć, ten dziwny paradoks. Przecież — jak myślę — to nie przypadek. Jest
w tym jakaś myśl, którą usiłuję pojąć. Coś, co fascynuje bardziej, niż zadziwia.
Iwan Hreczko mówi pięknie po polsku. Dużo ładniej, niż znaczna część moich
rodaków żyjących w Polsce — posługujących się językiem zwulgaryzowanym,
jakąś mieszaniną języka literackiego i żargonu. Iwan Hreczko mówi tak, jak
1
NTŚ — Naukowe Towarzystwo im. Szewczenki.
Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze
247
przedwojenny lwowski inteligent. Tak mówić nie nauczył się zapewne w szkole,
w huculskiej wiosce — rodzimej Nadwórnej. Tak mówić musiał nauczyć się od
bliskich, od środowiska, w którym działał, z którym był związany, takiego języka
uczył się z literatury pięknej. A przecież nie zaprzecza to jego ukraińskości, jego
fascynacji sztuką i kulturą ziemi, gdzie urodził się, skąd wypędzono daleko na
Syberię jego matkę i siostrę, gdzie zginął brat, i dokąd on sam stale powraca.
Intryguje to zestawienie munduru brata z informacją o okolicznościach jego
śmierci. Zastanawia, co młodszy brat Iwan, a dziś tak znakomita postać lwow¬
skiego i ukraińskiego odradzającego się życia narodowego, mówi nam przez to
zestawienie — brata w polskim mundurze, który poległ za Ukrainę. Być może
uświadamia nam, że polskość i ukraińskość nie musi być zabarwiona wrogością,
że może istnieć bliskość, choć należy szanować poczucie tożsamości i odrębność
— nie polonizować, ani nie ukrainizować.
Opowieść druga — fotografie
Towarzyszą one tekstom, ale jest to zabieg wyłącznie koncepcji i kompozycji
albumu; zamieszczone zdjęcia nie są ilustracją tego, o czym mówi tekst, chociaż
wiele ze scen na fotografiach odnosi się do sytuacji, o jakich jest mowa w teks
tach poświęconych Iwanowi Hreczce. Nie wiem, w jakim stopniu można na pod
stawie zamieszczonych fotografii wyobrazić sobie życie Iwana Hreczki — nie
w każdej sytuacji fotografował, czy jego fotografowano, w wielu momentach,
nawet ważnych, mogło nie być fotografa-dokumentalisty. Mógł też uznać niektó¬
re zdjęcia za zbyt osobiste, takie, które można oglądać w kręgu rodziny i przyja¬
ciół, ale nie muszą być pokazywane publicznie. Niemniej, nawet tak ograniczony
wybór mówi nam wiele o osobie i formach działalności Iwana Hreczki. Pośred¬
nio pokazuje kraj i czasy; to fotografie mówiące także o Ukrainie. O czasach i ko¬
lejnych etapach życia, o tym, co było wolno, a co stało się możliwe dopiero po
rozpadzie ZSRR i powstaniu niezależnego państwa ukraińskiego. Te fotografie są
same odrębną opowieścią.
Niewiele jest tu fotografii opowiadających o młodzieńczych latach Iwana
Hreczki — latach szkolnych i początkach dorosłego życia. Tym bardziej jest
ważna ta ze strony 18, pokazująca młodego chłopaka w marynarce i ukraińskiej
wyszywanej koszuli. To zdjęcie, wykonane w Nadwornej, jest pewną manifesta¬
cją—nie wiem, na ile świadomą, na ile naśladowczą — ukraińskości kilkunasto¬
letniego Iwana. Tym bardziej widoczną, że obaj stojący obok koledzy nie noszą
do marynarek tego typu koszul. Nie wiemy też, czy była to decyzja młodego
Iwana Hreczki, czy rodziców.
Jednakże to dawne zdjęcie z czasów młodości Hreczki ma zapewne także inną
wymowę, podkreśla stosunek do swojej tradycji, swojej kultury. Tym bardziej
znaczącą wymowę, że w wieku, w jakim wówczas był, naturalna jest chęć odrzu-
248
Lech Mróz
cenia wzorów wpajanych przez rodziców, niechęć do „starego" i potrzeba bycia
„modnym" i nowoczesnym. Na kolejnych fotografiach, już z lat 50. i początku
60., widzimy człowieka w garniturze, pośród znajomych na ulicy.
Tu pozwolę sobie na podzielenie się spostrzeżeniem — obserwacją z początku
lat 90. X X wieku, gdy Ukraina była już państwem niezależnym. Uczestniczyłem
w odbywającej się w Warszawie sesji, organizowanej przez historyków z Polskiej
Akademii Nauk. Przybyli naukowcy z kilku krajów byłego już ZSRR, wśród nich
wyróżniała się grupa z Ukrainy. Niektórzy z przybyłych z tego kraju naukow
ców do poważnego, oficjalnego garnituru w ciemnej tonacji wkładali wyszywane
ukraińskie koszule. Robiło to dość dziwne wrażenie, egzotyki, odświętnej prowincjonalności, pomieszania rozmaitych wzorów estetyki ubioru. Niewątpliwie
tak było. Zarazem te koszule — może niezbyt fortunnie zestawione z ciemnym,
tak zwanym europejskim garniturem — były wyrazistą manifestacją ukraińskości. W owych latach kilkakrotnie widziałem tak ubranych Ukraińców w Polsce,
na rozmaitych spotkaniach. Teraz już raczej nie spotykam się z tym. Dlaczego
— czy ci, którzy tak się ubierali zauważyli, że jest to oznaka pewnej prowincjonalności? A może uznali, że już nie jest potrzebna tego rodzaju manifestacja, że
Ukraina jest krajem o ugruntowanym istnieniu, jednym spośród wielu krajów eu¬
ropejskich, i podkreślanie swojego istnienia, manifestowanie odrębności i włas¬
nej ludowej kultury, nie jest potrzebne?
Niewiele jest tych prywatnych fotografii. Znacznie więcej jest natomiast zdjęć
obrazujących istotną cechę charakteru Iwana Hreczki — chęć poznawania, wę¬
drowania, kontaktu z przyrodą, z naturą. Pośród zdjęć z podróży i różnych tury¬
stycznych wypraw, są także zdjęcia dokumentujące wyprawy nad Bajkał i w ota¬
czające to jezioro góry. Ale najmocniej pociągały go obszary znane z dzieciństwa
— Karpaty i ziemie zachodniej Ukrainy. Najwięcej fotografii zrobiono podczas
wypraw na te właśnie tereny — spływy Dniestrem, częste wędrówki po Huculszczyźnie są potwierdzeniem serdecznego związku z tą częścią Ukrainy. Nigdzie
też poza Huculszczyzną nie fotografował się Hreczko z tubylczymi mieszkańca¬
mi. Ukraina Zachodnia, zwłaszcza Pokucie, Huculszczyzna, jest tym szczegól¬
nym przypadkiem. Tu interesuje go wszystko — pejzaż i przyroda, ludzie i ich
ubiory, zwyczaje, religia i sztuka.
Kościół greckokatolicki został po wojnie zlikwidowany. Istniał nielegalnie,
ograniczony do niewielkiego kręgu ludzi. Kiedy powstała wolna Ukraina, także
Kościół zaczął się odradzać. To także widać na fotografiach. Iwan Hreczko uczest¬
niczy w spotkaniach wiernych z duchownymi, jest zaangażowany w działalność
Cerkwi greckokatolickiej, w jej odrodzenie. Szczególne miejsce zajmują spotkania
z papieżem Janem Pawłem I I w Watykanie, z hierarchami, duchownymi Kościoła
greckokatolickiego oraz uczestnictwo w świętach i uroczystościach kościelnych.
Otwarcie granic niepodległej Ukrainy przyczyniło się także do wyjścia Iwana
Hreczki w świat ukraiński poza krajem. Fotografie pokazują także tę innąjeszcze
stronę działalności Iwana Hreczki, związaną z ukraińską diasporą i aktywnością
Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze
249
ukraińskiej Cerkwi greckokatolickiej pośród Ukraińców żyjących w Europie Za¬
chodniej, Ameryce i Australii.
Kolekcjonerska pasja Iwana Hreczki wiąże się przede wszystkim ze sztuką
Huculszczyzny i Pokucia — ale szczególnie ze sztuką sakralną. Fotografie poka¬
zują, że nie tylko o sztukę samą w sobie idzie, ale o sztukę jako wyraz łączności
z religijnością ludową, z wiarą mieszkańców tych ziem, a również z instytucją
Kościoła. Ukraińskość tych ziem, kultura tej części Ukrainy, wiąże się wyraźnie
dla Iwana Hreczki z Kościołem greckokatolickim, z cerkwiami jako miejscem
kultu, z obrazami i ludowymi wyobrażeniami przedstawionymi w ikonach i krzy¬
żach, z duchownymi, którzy kierują tym Kościołem, i jego zwierzchnikiem, pa¬
pieżem rzymskim — głową Kościoła katolickiego rzymskiego i greckiego.
Jeżeli przyjąć, że zwykłe statystyczne zestawienie fotografii coś nam mówi,
0 czymś informuje, to widzimy, że najliczniejsze są zdjęcia pokazujące Iwana
Hreczkę w towarzystwie osób duchownych — zarówno hierarchów Kościoła
greckokatolickiego, jak rzymskokatolickiego, a szczególnie akcentowane są (np.
wielkością fotografii i szczególnym ich wyeksponowaniem) te, które pokazu¬
j ą Iwana Hreczkę z papieżem Janem Pawłem I I . Drugą pod względem liczby
grupę stanowią fotografie wykonane podczas różnych wypraw turystycznych,
z plecakiem, w kajaku, na biwaku. Natomiast zdjęcia przedstawiające mieszkań¬
ców Huculszczyzny w tradycyjnych ubiorach, przed cerkwią, i samego Hreczkę
w ubiorze huculskim, są mniej liczne. Fotografii rodzinnych, czy z lat młodości,
jest zaledwie kilka. Nie wiem, czy wybierając fotografie i zestawiając je do tego
albumu, kierował się Iwan Hreczko jakimś scenariuszem. Raczej przypuszczam,
że wybierał te, do których sam największą przykłada wagę, które uważa za re¬
prezentatywne, które sam uznał za najważniejsze. Być może nawet mimowolnie
świadczą one o hierarchiach, o wewnętrznym sposobie oceny własnej działalno¬
ści. Zarówno tej osobistej, prywatnej, jak i ukierunkowanej na innych, na sprawy
pozaprywatne, społeczne. Analizując fotografie, porównując daty wykonania,
widzimy, jak Iwan Hreczko z turysty, zbieracza rzeczy ludowych i przedmiotów
sztuki, coraz bardziej staje się działaczem społecznym, osobą oficjalną.
Opowieść trzecia
Tworzą j ą relacje i wspomnienia przyjaciół i uczniów; to opowieści o życiu
1 dokonaniach Iwana Hreczki, których autorami są: Ihor Kałynec', Ołeh Sydor,
Roman Jaciw, Roman Czmełyk i Kost' Czawaha. To także opinie o jego działal¬
ności kolekcjonerskiej i ocenie zgromadzonych zbiorów, uwagi o pożytkach ko¬
lekcjonerstwa jako formy wspierania muzealnictwa. Autorzy przedstawiają dzia¬
łalność Hreczki, aktywność kolekcjonerską, fascynację Huculszczyzną. Drogę
dojrzewania — opuszczenie rodzinnej Nadwórnej, przybycie do Lwowa, podjęcie
studiów, potem pracy i początki kolekcjonerstwa. Różne są to teksty. Jest też w tych
250
Lech Mróz
opowieściach wiele patosu, słów niezmiernie podniosłych. Odnoszę wrażenie, że
autorzy są przekonani, że właśnie tak należy przedstawić postać Iwana Hreczki
i jego dokonania, że nie wypada pisać inaczej, jak tylko z patosem. Jest to swoista
hagiografia, mitologia, a nie opowieść o skromnym, choć niezwykłym człowieku.
Niektórzy piszący widzą w kolekcjonerstwie Iwana Hreczki jakiś bardzo podniosły
cel i sens jego pasji. Ich zdaniem, u podstaw kolekcjonerstwa leżała chęć zacho¬
wania dla wnuków przejawów geniuszu ludu ukraińskiego. Tym, co wyjaśnia owo
zamiłowanie Iwana Hreczki i jego pasję kolekcjonerską, jest dzieciństwo spędzone
w huculskiej chacie, dorastanie w „czarownej" przyrodzie Huculszczyzny.
Jeżeli przywołuję sformułowanie, z jednego z zawartych w albumie tekstów,
o „geniuszu narodowym", to dlatego właśnie, by zwrócić uwagę na dokonania
Iwana Hreczki. Dorastał w domu, gdzie wszystko — sprzęty, ubiory, obrazy —
było huculskie, jak podkreśla jeden z autorów. Setki czy tysiące mieszkańców
Huculszczyzny także żyło w otoczeniu sprzętów, ikon, ubiorów huculskich, ale
podczas gdy inni je wyrzucali, on je zbierał. Zatem nie samo przebywanie w „cu¬
downej, bajkowej" — jak pisze jeden z autorów, poeta Ihor Kałynec' — atmosfe¬
rze przyrody Karpat Huculskich jest ważne. Inni mieszkańcy huculskich wiosek
żyli w tym samym otoczeniu, ale tylko wyjątkowo wrażliwe jednostki gromadzi¬
ły te kolorowe, intrygujące przedmioty i sprzęty, i chroniły je przed spaleniem
czy wyrzuceniem. Zapewne nawet nie tworząc ideologicznej podbudowy owego
gromadzenia. Usuwanie sprzętów, nawet jeśli dziś oceniamy je jako piękne, jest
czymś oczywistym. Jest naturalnym dążenie do wygodniejszego życia, do posłu¬
giwania się sprzętami, które wytwarza rozwijająca się technika, do posiadania
rzeczy uznawanych za modne, za nowoczesne. To nie tylko znak upływu czasu,
potrzeb młodszych generacji i konfliktu pokoleń. To często wymóg praktyczny.
Jest oczywiste, że wiąże się z tym zubożenie rozmaitych lokalnych wariantów
kultury, że prowadzi to do unifikacji. Ale technika, nowoczesność, moda, powsta¬
ją, tworzą się w dużych ośrodkach, a nie w małych osadach górskich.
Powszechnym zjawiskiem jest migrowanie do miasta młodzieży z odległych
nieraz, zapomnianych i tradycyjnych wiosek. W poszukiwaniu pracy, lżejszego
życia, możliwości edukacyjnych. Jednak edukacja to także pęd do nowego i za¬
grożenie dla tradycji, i dla wszystkiego tego, pośród czego wyrastało się w rodzi¬
cielskiej chacie, w Karpatach. Trudno łączyć własny rozwój, poznawanie nowe¬
go, edukację, z przekonaniem, że to przeszłe, stare, też należy chronić. Do tego
potrzeba dorosnąć, dojrzeć, potrzeba też szczególnej wrażliwości. Iwan Hreczko
chciał być malarzem, i choć został z zawodu inżynierem związanym w leśni¬
ctwem, to przecież właśnie malarska wrażliwość — na barwy, kształty, pchała go
do kolekcjonowania. Bardziej pewnie niż ideowe założenia, przynajmniej u po¬
czątków kolekcjonerstwa.
Nie mogę wypowiadać się na temat źródeł estetyki i twórczości huculskiej
— nie czuję się wystarczająco kompetentny. Jednak rozmaite opracowania wska¬
zują na wpływy węgierskie i rumuńskie w sztuce tego regionu — to było przecież
Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze
251
kiedyś jedno państwo, a miejsca targów, jarmarki, gdzie sprzedawali swoje wy¬
roby mistrzowie huculscy, leżały także poza Huculszczyzną, i spoza Huculszczyzny przywożono również wyroby, które wywierały wpływ na miejscowych twór¬
ców. Wystarczy przyjrzeć się motywom na kaflach, by widzieć tam i cesarskich
urzędników, i cerkwie rusińskie, Cyganów i Żydów. W okresie poprzedzającym
pierwszą wojnę światową (a nawet już u schyłku X I X wieku) zaczyna się coraz
silniejsze zainteresowanie walorami turystycznymi Karpat Wschodnich, a przy
okazji i mieszkańcami tych ziem. W okresie międzywojennym turyści i letnicy
to istotny czynnik ekonomiczny w egzystencji Hucułów. A turyści nie tylko kon¬
templują przyrodę i pejzaże, są też nabywcami. To pobudza rozwój rękodzieła
— przecież nie trzeba głębokich studiów ekonomicznych, by wiedzieć, jak bar¬
dzo na rozwój rzemiosła i wytwórczości rękodzielniczej (snycerskiej, garncar¬
skiej, tkackiej) wywarła wpływ turystyka i letnicy. Polacy i Żydzi — bo nie tylko
Ukraińcy przyjeżdżali latem i zimą na Huculszczyznę, i nie oni byli najliczniej¬
szą grupą turystów.
To wszystko, ten wielokulturowy wpływ i rozmaitość czynników historycz¬
nych, kulturowych, a także ekonomicznych, przyczynił się do rozwoju hucul¬
skiej i pokuckiej sztuki. Nie chcę przez to stwierdzenie umniejszać wrażliwości
estetycznej samych mieszkańców tych ziem i ich twórczego wykorzystywania
rozmaitych motywów zapożyczonych od sąsiadów. Jednak trzeba pamiętać, że
w codziennej trosce o przeżycie, o plony, o zwierzęta gospodarskie, o zapewnie¬
nie codziennej egzystencji, potrzeby estetyczne i ich zaspokajanie są na dalszym
miejscu — nie jest to potrzeba najpilniejsza, egzystencjalna, i Huculszczyzna nie
jest wyjątkiem.
Piszący o narodzie, o specyfice „ukraińskiego geniuszu", nie definiują tych
pojęć, przyjmują, że czytelnik intuicyjnie zrozumie, co mają na myśli. Intuicja
odgrywa wprawdzie niemałą rolę w badaniach naukowych i określaniu zjawisk,
ale nie może ona zastąpić potrzeby definiowania. Użyte w tym albumie sformu¬
łowania dotyczące narodu świadczą, że autorzy używający ich, jeśli posługują
się jakąś literaturą, to zapewne ogromnie przestarzałą, z innej epoki. Wiele już lat
temu jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów, Isaiah Berlin, stwier
dził: „Naród to grupa ludzi, którzy pozostają w tym samym błędnym przekonaniu
na temat swojego pochodzenia". Zresztą, tak bliski naukowej tradycji ukraińskiej
i polskiej, wybitny badacz Polesia, Józef Obrębski, podobne miał spostrzeżenia.
Mówienie więc dzisiaj o „narodowym geniuszu" jest mówieniem o fikcji, jest
fantazjowaniem, mówieniem w duchu nauki XIX-wiecznej.
Tak na marginesie, zastanawiam się nad fascynacją Huculszczyzną i nad jej
mitem. Bo jest to rzeczywistość zmitologizowana. Zarówno wśród Ukraińców,
jak i Polaków, wśród dawnej lwowskiej i nie tylko lwowskiej inteligencji (nie¬
zależnie od poczucia identyfikacji etnicznej), wśród artystów, turystów, krajo
znawców, etnografów, miłośników ludowości. Świadczą o tym tematy obrazów
z lwowskich, krakowskich, warszawskich muzeów, świadczy zainteresowanie
252
Lech Mróz
współczesnych turystów, również z Polski — także tych młodszych, którzy nie
pochodzili z Galicji i których rodzice też nie mieli z obszarami Huculszczyzny
kontaktu. Nie wyjaśnia tego pisarstwo Vincenza ani innych polskich czy ukraiń¬
skich pisarzy. Jeśli miarą zainteresowania jest tak nowoczesny środek, jak Inter¬
net, to zaskakuje już samo wejście do portalu internetowych aukcji „Allegro";
wpisanie hasła: „Huculszczyzna, Huculi, huculski" od razu pokazuje, jak wiele
przedmiotów kojarzonych z Huculszczyzną jest w obiegu aukcyjnym, antykwa¬
rycznym (choć najczęściej są to tylko pocztówki). W niektórych przypadkach
jest oczywiste, że oferowany przedmiot nic wspólnego z Huculszczyzną nie ma,
ale określenie „huculski" jest uzasadnieniem wyższej ceny sprzedażnej — sporo
wyższej niż przedmioty niehuculskie. Nie ma też porównania z innymi towarami,
opatrzonymi „etnicznymi" metkami. Są to przedmioty jednostkowe (wyjąwszy
może „żydowskie" i „cygańskie") i to nieliczne, w porównaniu z dziesiątkami
„huculskich".
Opowieść czwarta
Co mówią fotografie przedmiotów z kolekcji Iwana Hreczki? Przyjrzyjmy się
zawartości kolekcji — przyjmując, że zamieszczone fotografie są reprezentatyw¬
ne dla zbioru, że przedstawiają nie tylko najcenniejsze przedmioty. Przeanalizuj¬
my najpierw układ zdjęć prezentujących zbiory. Sposób prezentowania kolekcji,
kolejność pokazywanych przedmiotów i liczebność poszczególnych kategorii
wytworów artystycznych mówią przecież także o samym autorze i o tym, jaka
jest jego hierarchia „sympatii" (używając jednej z socjologicznych kategorii war¬
tościowania), co jest mu najbliższe, w gromadzenie jakich przedmiotów włożył
najwięcej serca i uporu, a zapewne też czasu i pieniędzy. Na ponad 360 prezen¬
towanych przedmiotów, więcej niż trzecia część (ponad 140), to przedmioty po¬
chodzące z Huculszczyzny i Pokucia — wyroby, które można nazwać sztuką lu¬
dową, rzemieślniczą, nieprofesjonalną. Do tej kategorii można jeszcze dołączyć
ponad 100 różnych tkanin z Pokucia, Podola i Bukowiny. Zatem około 2/3 zbioru
stanowią przejawy tak zwanej twórczości ludowej: malarstwo, rzeźba, wyroby
z metalu i skóry, tkaniny — koszule, ręczniki, spódnice, pasy itd.
Prezentację zbiorów otwiera kolekcja huculskich i pokuckich ikon na szkle.
Jest ich około 80, w tym wiele (około %) to ikony wielopolowe, najczęściej po¬
dwójne. Pochodzą z różnych warsztatów, większość z nich z przełomu X I X i X X
wieku, z okresu, kiedy ten rodzaj twórczości przeżywał swój „złoty wiek", czas
wyjątkowego rozkwitu. Sam zestaw zgromadzonych przedmiotów informuje nie
tylko o twórcach, lecz także o odbiorcach. Przecież huculscy i pokuccy artyści
tworzyli przede wszystkim na sprzedaż. Malowali to, na co było zapotrzebowa¬
nie, natomiast styl, sposób wyrażania, to cechy indywidualne twórcy, sąjego „wi¬
zytówką", wyrazem poziomu mistrzostwa. Pośród ikon na szkle, jakie widzimy
Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze
253
w pracowicie zgromadzonej kolekcji Hreczki, najczęstszym motywem jest po¬
stać Matki Boskiej — choć różnie wyobrażonej. Następnie, scena z Chrystusem
na krzyżu jako motywem głównym. Często, choć nie tak licznie, przedstawiani
są święci — św. Barbara, św. Jerzy, św. Mikołaj. Czasami oddzielnie, czasami
razem. Te właśnie wyobrażenia: Matka Boska, Chrystus Ukrzyżowany, święci:
Barbara, Jerzy, Mikołaj, tworzą zasadniczy panteon postaci ubóstwionych w kul¬
turze huculskiej i pokuckiej, w tradycji mieszkańców tych ziem. Tak przynaj¬
mniej można sądzić na podstawie ikon na szkle z kolekcji Iwana Hreczki.
Przepiękną kolekcję tworzy zbiór 23 drewnianych krzyży. Mistrzostwo wy¬
konania niektórych wskazuje na niezwykle wysoki poziom artystyczny, niezwy¬
kły kunszt niektórych twórców, a właściwiej będzie powiedzieć — artystów. Te
dwustronne krzyże (w albumie ukazane są obie strony) potwierdzają popularność
w sztuce huculskiej wyobrażeń Matki Boskiej i Chrystusa Ukrzyżowanego.
Huculsko-pokucką kolekcję dopełniają drewniane świeczniki i sprzęty uży¬
wane najczęściej przez mężczyzn — laski, torby, pasy zdobione metalem. Zbiór
wytworów rękodzieła ludowego uzupełniają także podolskie, pokuckie i buko¬
wińskie wyroby tkackie — tkane i wyszywane przez mieszkanki tamtejszych wsi.
Prezentowanych jest także kilka rzeźb drewnianych i ikon — obrazów olejnych;
choć noszą one wyraźnie cechy obrazów ludowych i zapewne pochodzą z jakichś
warsztatów cechowych, są przedmiotami o wysokich walorach artystycznych.
Malarstwo profesjonalne artystów z początku X X wieku i współczesnych —
polskich, ale przede wszystkim ukraińskich — to drugi, bardzo ważny dla Iwana
Hreczki cel kolekcjonerskich zabiegów. Bardzo wyraźnie unaocznia to nie tylko
kolekcjonerskie, ale artystyczne potrzeby zbieracza. Przecież do Lwowa przy¬
szedł w 1945 roku, by uczyć się malarstwa. Potem wchodził w świat lwowskiej
inteligencji — już może nie bohemy artystycznej, bo zubożałej przez wojnę, roz¬
pędzonej, poddanej radzieckiej i ideologicznej obróbce, ale jednak zachowującej
wiele z przedwojennej tradycji. Obracał się Hreczko pośród ludzi sztuki i sam to
środowisko z czasem zaczął współtworzyć. Tematyka obrazów świadczy, że wąt¬
ki kojarzące się z Ukrainą, jej przeszłością i pejzażem, szczególnie go pociągają,
choć wiele jest też uniwersalnych wątków — portretów i scen rodzajowych.
Nie wydaje się celowe wymienianie wszystkich grup przedmiotów pokaza¬
nych w albumie, na przykład medali czy współczesnych rzeźb (stanowią one
zresztą niewielki procent zbiorów). Na jeszcze jeden natomiast fragment kolek¬
cji Hreczki chcę zwrócić uwagę. Na tanki — ikony malowane na płótnie i na
książki modlitewne, zapisane tybetańskim alfabetem. Jako inżynier leśnictwa,
jeździł służbowo po Związku Radzieckim. Był nad Bajkałem, w Buriacji. Przed
rewolucją Buriacja była krajem, gdzie dominowało nie prawosławie, ale bud¬
dyzm lamajski, przeniesiony z Tybetu, choć towarzyszyły mu niekiedy praktyki
szamańskie. Dacany — lamajskie klasztory, były zarazem miejscami studiów.
Tam przepisywano księgi, malowano tanki, wytwarzano dewocjonalia. Ta kul¬
tura i sztuka przyniesiona z Himalajów jest specyficzna. Innymi kanonami este-
254
Lech Mróz
tycznymi kierowali się mnisi buddyjscy, inną, skomplikowaną ikonografię mu¬
sieli poznać. Iwan Hreczko nie prowadził specjalnych studiów w tym zakresie,
ale z podróży syberyjskiej przywiózł kilka charakterystycznych dla tamtejszej
kultury religijnej wytworów.
Staram się i to zrozumieć, bo przecież nie wszystko, co zgromadził w życiu,
pokazał w tym albumie. Zwracając, tam w Buriacji, na nie uwagę, przywożąc do
domu, pokazuje nam zarazem, że nie tylko bliska mu jest ludowość Galicji. Że
ważna w jego aktywności i kolekcjonerskiej pasji jest wrażliwość na wytwory
sztuki (bo pismo ksiąg tybetańskich jest także wyrafinowaną formą sztuki). Prze¬
cież nie wyrósł pośród tej sztuki, nie znał jej wcześniej, nie rozumiał znaczenia
symboli, nie czcił wyobrażonych tam postaci. Reagował na nie jak na dzieła in¬
tuicyjnie. Prezentując je teraz w albumie, także daje do myślenia — nie ogranicza
się do przedmiotów i wytworów nawiązujących do tradycji ukraińskiej. Pokazuje
także inną religię, inną estetykę, inną kulturę i jej oryginalne piękno, choć zupeł¬
nie nie ukraińskie.
To mówi wiele o Iwanie Hreczce, o jego sposobie myślenia o innych ludziach
i kulturach, o tolerancji i niezamykaniu się w regionalnych czy narodowych ra¬
mach, w obszarze własnego języka czy religii. To przecież wcale nie oznacza
braku patriotyzmu, a jedynie otwartość na innych. Widać w tym człowieka nie
ograniczającego się wyłącznie do swojej tradycji — łącznie z jej kompleksami;
jest to spojrzenie dawnego lwowskiego inteligenta, a zarazem jak najbardziej
współczesnego Europejczyka.