-
Title
-
Recenzje i noty recenzyjne / LUD 2008 t.92
-
Description
-
LUD 2008 t.92, s.289-402
-
Creator
-
Bielenin-Lenczowska, Karolina
-
Date
-
2008
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:5716
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6129
-
Rights
-
Licencja PIA
-
Subject
-
Lud - recenzje
-
Type
-
czas.
-
Text
-
Lud, t. 92, 2008
IV. R E C E N Z J E I NOTY R E C E N Z Y J N E
Gender. Perspektywa antropologiczna,
t. 2: Kobiecość,
męskość,
seksualność,
red. Renata E. H r y c i u k, Agnieszka K o ś c i a ń s k a, przeł. K. Gawlicz i in.,
Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2007, ss. 250, ISBN:
978-83-235-0381-1.
Kobiecość, męskość, seksualność to drugi tom antologii przekładów, zaprojekto
wanej jako podręcznik akademicki: Gender. Perspektywa antropologiczna. Wyboru
i redakcji naukowej dokonały Renata E. Hryciuk i Agnieszka Kościańska. Książka
jest objętościowo skromniejsza od pierwszej, ale bogactwem inspirujących tekstów
nie odbiega od tamtej i na pewno znajdzie czytelników zarówno wśród studentów,
jak i wykładowców antropologii oraz wszystkich zainteresowanych problematyką
płci i seksualności w kulturze.
Tom składa się z dwóch części: „Konstruktywizm społeczny: ciało i seksualność"
oraz „Wizerunki męskości". Omówię bardziej szczegółowo tylko kilka wybranych
artykułów, z pierwszej i drugiej części książki.
W pierwszej części ważny jest teoretyczny tekst Carole S. Vance, Konstruktywizm
społeczny. Kłopoty z historią seksualności, w którym autorka porusza kwestię spo¬
łecznie konstruowanej płci, nie tylko w rozumieniu „płci kulturowej", ale również
tego, że poprzez kulturę konstruowane jest samo ciało człowieka oraz blisko związa¬
ne z nim pojęcia pożądania czy popędu płciowego. W innym świetle stawia to przede
wszystkim badania nad homoseksualnością, biseksualnością i transseksualnością, na
co bardzo wyraźnie wskazują dwa, opisane przeze mnie niżej, artykuły, zawierające
materiał etnograficzny z Meksyku i Ameryki Północnej. Konstruktywizm społeczny
został w badaniach nad płcią i seksualnością zapoczątkowany w latach 60. XX wie
ku, jednak prekursorem i głównym inspiratorem tekstów i refleksji na ten temat jest
Michel Foucault i jego Historia seksualności. Bezpośrednio do Foucaulta odwołuje
się również artykuł Sandry Lee Bartky Foucault, kobiecość i unowocześnienie
wła
dzy patriarchalnej, w którym autorka porusza problem władzy dyscyplinarnej doty¬
czącej kobiet. Kobieta, dyscyplinując swoje ciało, aby być postrzegana jako kobie¬
ca, poddaje się de facto władzy patriarchalnej. Obecnie jednak, pisze Bartky, wiele
kobiet otwarcie buntuje się przeciw współczesnym kanonom kobiecości, nie dbając
o uznaną za zgrabną figurę, nie nosząc modnych ubrań czy nie starając się ukryć
oznak starzenia. Niemniej: „My, kobiety, nie możemy rozpocząć zmiany stosunku
do naszych ciał, dopóki nie nauczymy się odczytywać kulturowych przekazów, które
wpisujemy w ciało każdego dnia, i dopóki nie zaczniemy dostrzegać, że nawet jeśli
Recenzje i noty recenzyjne
290
mistrzowskie opanowanie dyscyplin kobiecości prowadzi do sukcesów, wciąż pozo
stajemy tylko kobietami" (s. 73).
Społecznym i kulturowym sposobem postrzegania ludzkiego ciała przesiąknięty
jest również naukowy dyskurs medyczny, o którym w trudnym dla nieobeznanego
z medyczną terminologią odbiorcy artykule, Jajo i plemnik. Naukowy romans, pisze
Emily Martin. Żeńskie procesy fizjologiczne postrzegane są jako porażka (np. men
struacja to „odpady" błony macicy, wynik śmierci tkanki, chaotyczna dezintegracja
itp.), podczas gdy męskie, jak dojrzewanie plemnika, to ogromna produkcja, która
trwa w ciele mężczyzny od okresu dojrzewania do późnej starości (zob. cytat z jedne
go z podręczników: „Być może najbardziej zdumiewająca cecha spermatogenezy to
jej czysty ogrom: przeciętny mężczyzna może produkować nawet kilkaset milionów
plemników dziennie" — s. 34). Jajo w organizmie kobiety nie jest „produkowane",
lecz jedynie „uwalniane". Podkreśla się, że jaja obecne są w jajnikach już od na¬
rodzin kobiety: „w przeciwieństwie do mężczyzny, nowo narodzona kobieta nosi
już w sobie wszystkie komórki jajowe (...). Niewiele z nich (...) osiągnie dojrzałość
podczas jej aktywnego życia reprodukcyjnego. Pozostałe zdegenerują się na pewnym
etapie rozwoju, tak że niewiele, jeżeli w ogóle jakiekolwiek, przeżyją do czasu, kiedy
kobieta osiągnie menopauzę w wieku około 50 lat" (s. 34). Plemnik jest opisywany
jako aktywny penetrator, który przenika przez osłonkę dużego, biernego jaja. Pojawia
się tu metafora jaja jako księżniczki, która czeka na swojego wybawcę. Tymczasem
nowe badania wskazują na to, że to jajo ma moc przyciągania plemnika i że w zasa¬
dzie dochodzi do interakcji pomiędzy nimi poprzez wytwarzanie odpowiednich wią¬
zań komórek. Powstał zatem nowy stereotyp i nowa metafora — jajo, a więc kobieta,
jako agresor, który chwyta plemnik swoją lepką osłonką i wchłania w siebie.
Szczególnie interesujący wydał mi się także artykuł Judith Okely, Uprzywile
jowane, wyćwiczone
i ułożone.
Szkoły z internatem dla dziewcząt
— zarówno ze
względów metodologicznych, jak i merytorycznych. Autorka za główną informatorkę obrała samą siebie, co więcej — siebie kilkadziesiąt lat wcześniej. Istotna zatem
okazała się sama pamięć antropolożki i jej wspomnienia oraz refleksje, a zwłasz¬
cza uczucia związane z pobytem w szkole z internatem. Okely zwraca uwagę na
to, jak szkoła kształtuje wzorzec kobiety i mężczyzny z wyższej klasy społecznej.
Zarówno dziewczynki, jak i chłopcy poddawani są surowej dyscyplinie oraz wyma
ganiom w zakresie nauczania. Cel nauki obu płci okazuje się jednak diametralnie
różny — chłopcy mają po szkole robić kariery zawodowe, dziewczęta zaś — wy¬
rosnąć na odpowiednie partnerki tych chłopców. Dziewczynki są wręcz zniechęcane
do ambitnej nauki, ponieważ nie uniwersytet i kariera są im przeznaczone, a raczej
wejście w odpowiednie dla ich klasy społecznej sfery, z czym związane są tylko nie
które, akceptowane profesje. Sama Okely wspomina, jak została wezwana do wycho¬
wawczyni, gdy postanowiła zdawać cztery egzaminy na poziomie zaawansowanym
(„A" — Advanced Level). Nauczycielka „oznajmiła, że byłoby z mojej strony «samolubne wstąpić na uniwersytet, nawet w Aberystwyth>>, zajęłabym w ten sposób miej¬
sce godniejszej osobie. Zasugerowała, że owszem, mogłabym wykorzystać w pracy
zawodowej moje egzaminy na poziomie «A> z francuskiego i sztuki, jeśli szkoliła¬
bym się na projektantkę gorsetów i bielizny damskiej, a potem podjęłabym pracę
Recenzje i noty recenzyjne
291
w słynnej szwajcarskiej pracowni" (s. 81). Z takim podejściem wiąże się również
separacja od innych grup społecznych (autorka pisze wręcz, że dziewczynki gardziły
dziećmi z państwowych liceów), wyrażająca się między innymi w odmiennym akcen
cie. Surowej dyscyplinie były także poddawane ciała — dziewczęta musiały ukrywać
swoją seksualność pod workowatymi mundurkami i krótko ostrzyżonymi włosami,
jednocześnie ucząc się przyjmowania „odpowiedniej" postawy i sposobu poruszania
się. O ile chłopców dyscyplinowano poprzez stosowanie kar cielesnych, dziewczyn
ki karano za nieposłuszeństwo (pod tym kryło się np. spóźnienie czy bieganie po
korytarzu), każąc im publicznie przyznawać się do winy. Było to, zdaniem Okely,
znacznie gorsze, ponieważ zakładało „nieuchwytne i metaforyczne wpływanie na
duszę" (s. 94).
Druga część książki jest również niezwykle inspirująca, ponieważ zawiera rza¬
dziej podejmowane w studiach nad płcią kulturową tematy dotyczące społecznie
i kulturowo konstruowanej męskości.
Dwa wspomniane już wyżej teksty poświęcone są kwestii homoseksualności, biseksualności i transseksualności: Annick Prieur, Dominacja i pożądanie. Homoseksualność i konstrukcja męskości w Meksyku oraz Harriet Whitehead, Łuk i nosidełko.
Nowe spojrzenie na zinstytucjonalizowany homoseksualizm wśród Indian Ameryki
Północnej. Homoseksualizm w rozumieniu meksykańskich mężczyzn dotyczy tylko
tych, którzy podczas stosunku seksualnego są pasywni, to jest poddawani są penetra
cji. Ci zaś, którzy penetrują, są „męskimi", „normalnymi" mężczyznami. Wyróżnia
się kilka typów mniej lub bardziej „męskich" mężczyzn, gdzie podstawową kategorią
definicyjną jest właśnie penetracja. To na przykład mayate, mężczyzna o męskim
wyglądzie, który uprawia seks ze zniewieściałymi. Strona bierna kojarzona jest z ko¬
biecością czy zniewieściałością — tak ubierają się i zachowują mężczyźni, którzy
poddawani są penetracji (homosexuales). Męsko wyglądają z kolei ci, którzy są stro¬
ną aktywną. Biseksualni to ci, którzy mają męski wygląd, ale jakąś kobiecą cechę,
na przykład noszą kwieciste koszule, a w związku są raz aktywni, raz pasywni. Takie
definiowanie pojęć heteroseksualności, homoseksualności i biseksualności pozwala
na zrozumienie sprzecznego, z naszego punktu widzenia, połączenia kultury macho
i częstych związków mężczyzn z mężczyznami w Meksyku, a także bardzo silnego
potępienia dla homoseksualizmu. Wyszydzana jest bowiem sytuacja, w której m꿬
czyzna podczas stosunku jest stroną penetrowaną — te osoby nazywa się pejora¬
tywnie puto (wulgarne określenie męskiej prostytutki) lub maricón (męska forma
imienia María). „Normalny" jest jedynie mężczyzna, który wygląda jak mężczyzna
i w związku jest stroną aktywną — niezależnie od tego, kto jest jego partnerem.
Z kolei Harriet Whitehead analizuje historyczne i wczesne etnograficzne opisy
berdache (z francuskiego dosłownie „męska prostytutka) — osób, określanych w tych
tekstach jako homoseksualista, transwestyta czy hermafrodyta. Autorka dowodzi,
że berdache był raczej osobą przekraczającą płcie kulturowe (gender-crosser), po¬
nieważ istotne było to, jakie role pełnił i jak był odbierany przez otoczenie. Płeć
kulturowa, pisze Whitehead, jest definiowana poprzez cechy związane z anatomią
i fizjologią z jednej strony, oraz z zachowaniem i rolą społeczną, z drugiej. Berdache
był zatem istotą mieszaną — anatomicznie pozostawał mężczyzną, jednak ubierał się
292
Recenzje i noty recenzyjne
jak kobieta oraz wykonywał prace uznane za żeńskie. Taka osoba miała również czę¬
sto relacje seksualne z innymi mężczyznami. Ze względu na swój niezwykły status,
berdache'owi w niektórych kulturach przypisywano szczególne umiejętności. Na
przykład u Nawaho, Czejenów i Mohave zajmował się on swataniem, uprawianiem
magii miłosnej czy leczeniem chorób wenerycznych, a u Yokutów opiekował się
zwłokami. Bycie berdache było społecznie akceptowane — chłopiec już w dzieciń¬
stwie ujawniał skłonności do ubierania się i zachowywania jak dziewczynka. Sym¬
bolizowało to, na przykład, wybranie przez niego nosidełka — postrzeganego jako
kobiecego, zamiast męskiego łuku.
Moją uwagę zwrócił jeszcze jeden tekst — Sofki Zinovieff, Myśliwi i zwierzy
na. Kamaki a wieloznaczność
seksualnych łowów w pewnym greckim mieście. Upra¬
wianie kamaki polega na adorowaniu turystek z Europy Zachodniej i Stanów Zjed¬
noczonych w celu uprawiania z nimi seksu. Wielu jednak kamakia (liczba mnoga
od kamaki) żeni się ze swoimi wakacyjnymi kochankami lub przynajmniej dąży do
osiągnięcia korzyści materialnych z tej znajomości (oczekując na prezenty lub za¬
proszenie do kraju, z którego pochodzi partnerka). Tak naprawdę jednak, poprzez
bycie kamaki ustalają się relacje między mężczyznami oraz jest określany prestiż
wewnątrz grupy. Kamakia nie rywalizują między sobą, ale z członkami wyższych
pod względem ekonomicznym i społecznym klas. Jak pisze Zinovieff: „Mimo że
głównym celem jest podrywanie cudzoziemek, to właśnie męska przyjaźń, plano¬
wanie, dyskusje i uczciwe współzawodnictwo stanowią podstawę tego zajęcia"
(s. 161). Kamaki uprawiają zwykle mężczyźni mający niską pozycję społeczną i ma¬
terialną, którzy pracują w zawodach związanych z turystyką jako barmani, kelnerzy,
pracownicy hoteli czy sklepów z pamiątkami. Ważnym elementem bycia kamaki jest
opowiadanie (już po zakończeniu sezonu turystycznego) w gronie innych kamakia
o swojej działalności. Język tych opowieści jest wulgarny i zwykle wyraża pogardę
w stosunku do „zaliczonych" kobiet. Zdaniem Zinovieff, taki sposób traktowania
turystek jest swego rodzaju ekspresją wrogich uczuć w stosunku do Europy Zachod¬
niej, względem której Grecja pozostaje uboższa i mniej znacząca.
Redaktorki zaznaczają we wstępie, że jest to podręcznik akademicki — tak samo
zresztą zdefiniowały cel pierwszego tomu. Ze względu na ów dydaktyczny charakter,
podobnie jak w pierwszym tomie, umieściły na końcu książki angielsko-polski słow¬
niczek pojęć z zakresu gender studies. Jest to bardzo istotne, ponieważ nadal (choć
dzięki tomom Gender. Perspektywa antropologiczna już w mniejszym stopniu) ta
dziedzina nauki funkcjonuje w języku angielskim, a w rozproszonych tłumaczeniach
lub cytatach w polskich publikacjach terminy z jej zakresu przekładane są na różne
sposoby. Oba tomy uzupełniają się nawzajem, ponieważ dotyczą różnych aspektów
badań nad płcią, seksualnością oraz postrzeganiem (czy raczej konstruowaniem) ko¬
biety i mężczyzny. Dają przegląd tekstów teoretycznych, jak i opartych na badaniach
terenowych czy źródłowych. Dla uzyskania w miarę pełnego obrazu zakresu badań
nad płcią i seksualnością w kulturze, należy sięgnąć po obie książki, do czego z peł¬
nym przekonaniem zachęcam.
Karolina
Bielenin-Lenczowska
293
Recenzje i noty recenzyjne
„DOTKNĄĆ N E W A G E "
Massimo I n t r o v i g n e, Le New Age des origines à nos jours. Courants,
mouvements, personnalités, Paris: Editions Dervy 2000, ss. 300, ISBN: 2-84454¬
-348-0;
Anna E. K u b i a k, Jednak New Age, Warszawa: Jacek Santorski & Co 2005,
ss. 256, ISBN: 83-60207-06-2;
Dorota H a l l , New Age w Polsce. Lokalny wymiar globalnego zjawiska, Warszawa: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne 2007, ss. 433, ISBN: 978-83¬
-60807-27-9.
Czego może oczekiwać czytelnik od książek, których tytuły brzmią zachęcająco?
Przede wszystkim efektu zaskoczenia i oczarowania. Bo chyba to właśnie miewa się
potocznie na myśli, kiedy mowa o „wciągającej" lekturze. Czy z takim właśnie „czy
telniczym zawrotem głowy" mamy do czynienia w przypadku trzech zapowiedzia¬
nych pozycji, skoncentrowanych wokół fenomenu New Age? Warte lektury uważnej
i krytycznej, prezentują one określone, i odmienne, wizje tego zjawiska społeczno-kulturowego. Czy jednak czytelnik „spod akademickiego szyldu" odnajdzie w nich
inspirację do refleksji nad światem, w którym, jak twierdzą autorzy tych publikacji,
przejawy New Age dotyczą mniej lub bardziej bezpośrednio jego codziennej egzy¬
stencji?
Nie sposób w jednej recenzji szczegółowo przyjrzeć się trzem obszernym, rzetel¬
nie zaprojektowanym książkom, które — każda z osobna — zasługują na wnikliwe
i wyczerpujące omówienie. Pomysł zestawienia tych trzech publikacji wynika z fak¬
tu, że „przeczytane razem", tworzą ważny trójgłos w naukach społecznych, w de¬
bacie nad wieloma problemami związanymi nie tylko z New Age, ale także ze spo¬
sobem badania zjawisk, których nolens volens doświadczamy w naszych lokalnych
światach, a których, jako badacze, nie umiemy albo boimy się dotknąć. Moim celem
jest zatem zwrócenie uwagi na wybrane aspekty tych publikacji, które pozwolą oce¬
nić oryginalność podejścia do kluczowego zagadnienia, stronę faktograficzną oraz
warsztat metodologiczny.
Recenzowane książki powstały pod koniec XX wieku i w pierwszej dekadzie
X X I wieku, kiedy według przekonań i proroctw orędowników „Ery Wodnika", miała
już trwać globalna przemiana duchowa ludzi. Właśnie to niespełnione oczekiwanie
zwolenników New Age zainspirowało Massima Introvigne'a, włoskiego socjologa
i religioznawcę, by swą pracę w edycji angielskiej opatrzyć znamiennym tytułem
New Age & Next Age . Książka Jednak New Age, autorstwa Anny E. Kubiak — socjo¬
loga i antropologa kultury, stanowi pokłosie pionierskich w naszym kraju badań nad
przejawami New Age. Dwa lata później, do rąk zainteresowanych tym fenomenem
czytelników, trafiła kolejna publikacja: New Age w Polsce. Lokalny wymiar globalne1
Pierwsze wydanie tej książki zostało opublikowane w języku włoskim, w 1994 roku (Storia
del New Age 1962-1992).
1
294
Recenzje i noty recenzyjne
go zjawiska, napisana przez Dorotę Hall, także antropologa kultury, także czerpiącą
z bogactwa faktów zebranych w terenie.
We wszystkich trzech przypadkach mamy do czynienia z reprezentantami określonej,
jednak wartościującej, wizji New Age, do czego nie zawsze przyznają się otwarcie. Jest
ona budowana na solidnych podstawach źródłowych. W każdej z tych pozycji odnajdzie¬
my dyskusję z najbardziej liczącymi się autorytetami „zachodnimi" w zakresie badań
nad New Age. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w rozważaniach terminologicznych
oraz w omówieniu głównych koncepcji. Zwraca uwagę długa lista cytowanych prac
i bogata bibliografia, z wydzieloną w przypadku polskich autorek „Biblioteczką New
Age" i „Notą bibliograficzną" zaproponowaną przez Massima Introvigne'a. U wszyst¬
kich trzech autorów uderza skrupulatna analiza rozmaitych ujęć teoretycznych głównego
zagadnienia. Polskie antropolożki, co szczególnie zasługuje na zaakcentowanie, wyko¬
rzystują ponadto dane z badań terenowych. Ukazują New Age z perspektywy „oddolnej",
nie tylko w Polsce (szczególnie D. Hall), ale także w Anglii, Danii, USA (A.E. Kubiak).
Dostarczają konkretu, jakim jest dla każdego czytelnika „epizodyczność" opisanego ży¬
cia innych ludzi. W tym sensie ich publikacje mają przewagę nad propozycją włoskiego
badacza, który przy prezentacji historii danego ruchu czy stowarzyszenia przytacza roz¬
budowane biografie osób, uznanych za porte-paroles New Age.
Autorów tych pozycji wiele różni. Reprezentują oni odmienne kultury narodo¬
we, co warunkuje ich pole badawcze (inne okoliczności kształtowania się New Age
w tych krajach). Są przedstawicielami, choć pokrewnych, to jednak odmiennych
dyscyplin naukowych: socjologii, religioznawstwa i antropologii kulturowej. Przy¬
czynia się to do różnic w konstruowaniu narzędzi badawczych. Proponowane inter¬
pretacje wiążą się z różnicami światopoglądowymi. Introvigne — katolik, Kubiak
— „zdystansowana sympatyczka New Age" i Hall — „zdystansowana badaczka",
postrzegają badane zjawisko z wyraźnie odmiennych perspektyw, co prowadzi do
różnych efektów finalnych.
Massimo Introvigne zaproponował przede wszystkim historyczno-socjologiczne
podejście do problemu, czy nadal można mówić o New Age. Zapowiedź powszech¬
nej odnowy duchowej ludzkości, mającej nastąpić na progu X X I wieku, nie spraw¬
dziła się. Nie znaczy to jednak, że jej orędownicy, odwołujący się do różnych trady¬
cji filozoficznych (głównie wschodnich), wyznający rozmaite, stojące w opozycji do
oficjalnych nurtów kulturowych światopoglądy, zaprzestali swych działań. Stają się
one, według tego badacza, ukierunkowane „do wewnątrz" i tworzą trzon Next Age,
w którym przemianie ma ulec nie cała ludzkość, ale indywidualnie każdy z nas, w ra¬
mach rozmaitych religii, przekonań i praktyk.
Ukazanie New Age przez włoskiego socjologa ma dwa poziomy. Pierwszy z nich
to klarowna prezentacja poszczególnych wątków i nurtów kulturowych zaliczanych
przez badaczy do tego złożonego fenomenu. W ten sposób docieka źródeł zjawisk,
które funkcjonują współcześnie w naszej codzienności, niezależnie od tego, czy inni
badacze określają ją jako „ponowoczesną" albo „globalną". Introvigne w przystępny
sposób tworzy katalog terminów, które zrozumie nie tylko wprawny akademik, ale
i „zwykły" człowiek. Introvigne, w przeciwieństwie do polskich badaczek, twier¬
dzi, że New Age można definiować. Czyni to, wprowadzając do narracji o New Age
Recenzje i noty recenzyjne
295
„figury sprawcze". Według tego badacza, pewne ważne i kreatywne osoby nie tylko
przyczyniły się do rozwoju określonych poglądów naukowych i kulturowych koja
rzonych z New Age, ale gwarantują wręcz jego trwanie. Fenomen ten, choć wielo
wątkowy (holizm, pogłębiona świadomość, buddyzm, sufizm, głęboka ekologia, ma
gia biała i czarna, antropozofia, ezoteryka, medycyna komplementarna, uzdrawianie,
psychologia transpersonalna, psychotronika i in.), istnieje nie dzięki jasnej wykładni
ideologicznej i klarownej organizacji, ale dzięki aktywności wielu ważnych osób,
których idee i praktyki stały się punktem odniesienia (np. słowa aktorki Shirley MacLaine: „wszyscy jesteśmy Bogami" i jej działalność). Drugi poziom, to komentarz do
poszczególnych przejawów New Age w świetle dokumentów Kościoła katolickiego.
Zabieg ten jest w zasadzie przysłowiowym „kijem wsadzonym w mrowisko", jakim
jest wielość podejść badawczych do New Age. Introvigne zdaje się tym nie przej¬
mować, gdyż już w przedmowie zapowiada, że książkę swą napisał nie z pozycji
„relacjonującego" badacza, ale zaangażowanego katolika.
W zdecydowanej opozycji ideologicznej do pracy Massima Introvigne'a należało
by umieścić propozycję Anny E. Kubiak. Już od pierwszych stron tej pracy czytelnik
może odnieść wrażenie pewnego rozdarcia narracyjnego. Zdradza ono sympatię do rze¬
czywistości określanej jako New Age i wskazuje na napięcie pomiędzy scjentyzmem
a próbami jego przełamania (rola badacza w czasie prowadzenia badań terenowych).
Badaczka ta proponuje oryginalną interpretację kluczowego fenomenu poprzez
zastosowanie kategorii kultury ponowoczesnej w jego analizie. W rezultacie, New Age
określa jako kulturę komplementarną. Jednak nie tylko to sprawia, że autorka potrafi
zaintrygować swym tekstem poszukujących czytelników. Jej punkt widzenia warunko¬
wany jest przede wszystkim zastosowaniem metody obserwacji uczestniczącej. Autor¬
ka, uczestniczka kultury, w której tropi przejawy Nowej Ery, przechodzi przez liczne
warsztaty, kursy i treningi w wielu ośrodkach Europy i traktuje swoją samoświadomość
(nie wyjaśnia przy tym, jak rozumie ten termin) jako narzędzie poznania. Jest to więc
„wejście" w New Age, nie tylko intelektualne (weryfikacja tez Luckmanna, Hanegraaffa, Heelasa), ale i emocjonalne. Ten rodzaj autoprowokacji z trudem jednak przekłada
się na wnioski z terenu. Wynika z nich jasno, jaki społeczny zasięg ma to zjawisko
w Polsce i jakie są jego przejawy. Natomiast zdanie relacji z obserwacji uczestniczącej
jakby przegrywa z prezentacją rozmaitych podejść teoretycznych, obecną niemalże we
wszystkich rozdziałach książki. Z nich właśnie czytelnik dowiaduje się, że New Age
jest wpisane w ponowoczesność i stanowi jej odbicie. Zjawisko Nowej Ery interpreto¬
wane jest zatem przez kontekst, który je tworzy. W efekcie Kubiak proponuje interesu¬
jącą podróż teoretyczną, której silnym punktem jest wydzielenie pola antropologiczne¬
go i socjologicznego badanego zjawiska (demarkacja rzadka w tekstach antropologów
kulturowych). Problematyzacja zjawiska polega między innymi na „wielokrotnym
obróceniu" pojęcia New Age, czemu służą cztery perspektywy interpretacyjne: para¬
dygmatów, kulturowego kontekstu, metafor „klimatu" i „fragmentu". Ta mieszanka
faktu i literackiej wyobraźni antropologicznej (choćby rozdziały z ostatniej części pra¬
cy) wymaga określonych kompetencji czytelniczych, by odczytać, jak doświadczenie
terenowe, zwłaszcza psychologiczne, przekłada się na tekst. Wynika z tego, że książ¬
ka Jednak New Age skierowana jest przede wszystkim do antropologów.
296
Recenzje i noty recenzyjne
Do tego samego grona czytelników jest zaadresowana książka autorstwa Doroty
Hall. Badaczka ta jest zdystansowana i do opisywanego zjawiska, i do siebie samej.
Pociąga ją bowiem najbardziej przejrzystość formułowania głównej myśli, zgodnie
z którą New Age tworzą ludzie, przede wszystkim w swych lokalnych kontekstach.
Hall prezentuje New Age na dwa sposoby. Najpierw ukazuje heterogeniczność zjawi
ska, następnie zaś, zamiast badać jego „elementy", bada ludzi. Taka strategia pozwa
la jej ukazać specyfikę polskiego New Age, nie tylko z perspektywy historii idei, ale
przed wszystkim w potocznym, co więcej — naznaczonym „ludowością", codzien¬
nym „obiegu". Lokalny krajobraz Polski wpisany jest zatem w wymiar globalny.
New Age istnieje przede wszystkim w swej planetarnej wersji, gdyż główne kana
ły, gdzie może się realizować, powstają nie w sieci ludzkich „wnętrz" (detradycjonalizacja i odejście od dominujących zinstytucjonalizowanych systemów religijnych),
lecz w sieci elektronicznej, konsumpcyjnej i medialnej (zwraca na to uwagę także
Kubiak i Introvigne). „Targowisko różnorodności" (o którym pisze także Kubiak),
jakim jest New Age, choć w wielu krajach Zachodu wygląda podobnie, to jednak
w każdym z nich nacechowane jest specyfiką lokalnej kultury. To nasycenie lokalnościąjest silniejsze niż suma podobieństw. Według Hall, większość badaczy zwykle
dostrzega wyłącznie elementy podobne i poprzez nie właśnie definiuje to zjawisko.
W efekcie jawi się ono jako luźny zbiór idei, postulatów, technik mających na celu
przemianę duchowości, spotykanych jakoby wszędzie. Co więcej, takie podejście
doprowadza do substancjalizacji pojęcia — badacze zgłębiają „New Age" jako ideę
i pojęcie, a nie ludzi, którzy tworzą ten fenomen.
Przyjmując perspektywę lokalną, Hall wychodzi natomiast z założenia, że istnieje
wiele postaci New Age. Jednocześnie badaczka ta nie do końca wykorzystuje szansę,
jaką daje zabieg „glokalizacji" tego fenomenu. Nie dostrzega bowiem, że podobnie,
jak różnicuje się on dzięki lokalnym środowiskom, może też różnicować się w nie¬
skończoność — w zależności od typu relacji, w jakie wchodzą ze sobą ludzie.
W swojej książce Hall kreśli także historię New Age w Polsce. W ten sposób
powstało nie tylko kompendium wiedzy o ludziach (często pasjonatach) i stowa¬
rzyszeniach promujących alternatywny obraz świata, ale został nakreślony szeroki
kontekst kulturowy, stanowiący ramy dla kontekstów lokalnych, w których autorka
umieszcza dane z terenu. Jest to zgodne z założeniami antropologii interpretatywnej,
której perspektywę przyjęła. Zabieg mnożenia faktów etnograficznych, zagęszczania
sensu wypowiedzi informatorów poprzez osadzenie ich w odpowiednich konteks¬
tach, odbywa się w czytelnej stylistyce.
Mając na uwadze powyższy „trójgłos o New Age", można stwierdzić, że jest on
wielobarwnym esejem o ponowoczesnej kulturze Zachodu, w której indywidualizm
i subiektywizm służą „odwiecznemu" (mitycznemu) pragnieniu posiadania władzy
nad sobą i innymi. Poznanie przejawów takiej „kondycji" jest kuszącą perspektywą,
którą otwierają wymienione tu książki. Powinny one nie tylko „zaskoczyć i oczaro¬
wać", ale i skłonić czytelników do refleksji. Może dzięki tym publikacjom uda się im
wreszcie „dotknąć New Age"?
Agnieszka
Chwieduk
Recenzje i noty recenzyjne
2
9
7
Tomasz S i k o r a , Euoi. Studia z symbolizmu i metaforyzacji katoptrycznej,
Kraków: Nomos 2004, ss. 311, ISBN: 83-88508-70-9.
„Na przechowywanej w Museo Civico Archeologico w Bolonii płytce z kości
słoniowej (V w. p.n.e.), która zawiera cztery sceny z życia Dionizosa, bóstwo uka¬
zano w postaci siedzącego na tronie dziecka. Wokół niego tańczą kureci. Między
nimi znajduje się tajemnicza postać z lustrem skierowanym w stronę dziecka. Mar¬
tin Litchfield West (1983: 156) dopuszcza możliwość, że w ramach rytuału mogła
występować sekwencja powstania inicjowanego z tronu i podążania za lustrem. Jak
podaje jedno ze źródeł hellenistycznych, fakt jego wynalezienia tytani mieli powitać
okrzykiem: Euoi?" (s. 183). W ekstatycznym rytuałach bachicznych znajduje tedy
Autor pierwowzór dla tytułu pracy. Niemniej to nie starożytna Grecja, ta Kolebka
Zachodu, i jej rytuały są jedynym przedmiotem jego rozważań, albowiem jest ich
wiele. Podróż w poszukiwaniu motywu zwierciadła, symbolizacji katoptrycznej (od
greckiego catoptros, lustro — s. 311) rozpoczynamy w zupełnie innych czasach
i miejscu, a mianowicie na Dachu Świata, czyli w Tybecie, gdzie w szamańskich
rytuałach pojawia się lustro jako część szamańskiego stroju i element utensyliów
obrzędowych. Odgrywają one ważną rolę nie tylko w działaniach, ale i wierzeniach
na temat świata nadprzyrodzonego ludów, postrzeganych jako praktykujące szama¬
nizm właśnie. Podobnie rzecz ma się w innych wersjach tak szeroko rozumianego
zespołu wierzeń: tungusko-mandżurskim, Indian Tukano, w religii azteckiej (a więc
w Nowym Świecie), w inicjacji Bwiti Fangów z Gabonu (na Czarnym Lądzie),
voodoo oraz szintoizmie (w Kraju Wschodzącego Słońca). Następna kategoria wie¬
rzeń rozpatrywanych w perspektywie obecnych w nich wyobrażeń katoptrycznych,
to systemy medytacyjne Wschodu (Upaniszady, joga i śiwaizm kaszmirski, taoizm
oraz buddyzm). Kolejny rozdział poświęcony jest tytułowym zagadnieniom w dok¬
trynie kabalistycznej i mistyce żydowskiej. Nawiązanie do mitografii greckiej (Perseusz oraz Gorgona, Zagreus i Tytani, a w szczególności Narcyz), jak pisze Autor,
jest niezbędne, aby móc przejść do ostatniej partii książki, czyli do kwestii katoptryzmu w psychoanalizie. Ta część poświęcona jest rekapitulacji poglądów wielu psy¬
choanalityków, począwszy od Zygmunta Freuda przez Carla Junga i Jacquesa Lacana
po Leonarda Shengolda i innych. Pod względem konstrukcyjnym praca nie budzi
żadnych zastrzeżeń i każdy rozdział kończy się podsumowaniem, które zaprawdę
celnie wychwytuje najważniejsze motywy katoptryczne pojawiające się w określo¬
nym kręgu kolejnych form kulturowych.
Przegląd zawartości książki oraz pozornie ironicznie brzmiące wskazanie na wie¬
lość stron świata, z jakich pochodzą dyskutowane przypadki, ma pośrednio wskazać
na rodzaj interpretacji, którą Tomasz Sikora stosuje w swej pracy, posługując się
metodą fenomenologiczną. W doborze materiału kieruje się on „kryterium repre¬
zentatywnej kontrapunktowości danych" (s. 9) Kurta Rudolpha. Zarzuca obszerną,
a jednocześnie gęstą sieć, w którą łowi wszelkie istotne wzmianki na temat luster/
/zwierciadeł w różnych epokach i kontekstach kulturowych. Układ chronologiczno-tematyczny organizuje całość dzieła. Stąd pogrupowanie motywów według klucza
światopoglądowego, definiowanego dość arbitralnie, bez specjalnej troski o uzasad-
298
Recenzje i noty recenzyjne
nienie takiego porządku (np. domyślać się tylko możemy, że w niektórych przypad¬
kach o kwalifikacji do kompleksu szamanistycznego decyduje stosowanie w prak¬
tykach kultowych środków halucynogennych). Jako fenomenologa Tomasza Sikorę
interesują idee, które same w sobie tworzą pewien system o różnym stopniu złożo¬
ności i zapętleń. Stwierdzenie, że zebrany materiał pozwala „na ideacyjne wyodręb¬
nienie głównych struktur, które organizują szamańską wizję zjawisk katoptrycznych"
(s. 76) odnosi się nie tylko do tego kompleksu wierzeń, lecz do wszystkich dyskuto¬
wanych religii oraz poglądów psychoanalitycznych. Nie zajmuje Autora powiązanie
tych idei z czymś, co na przykład dla antropologa byłoby najbardziej intrygujące,
a mianowicie z ich kontekstem społecznym i funkcjami pozamyślowymi, kulturowy¬
mi konsekwencjami oraz uwarunkowaniami istnienia i kształtowania się określonych
światopoglądów. Chyba tylko w jednym momencie natykamy się na wzmiankę, iż
system katoptryczny stał się elementem dynastycznej ideologii cesarskiej w Japo¬
nii (s. 64). Nie jest to rzecz jasna zarzut, lecz jedynie stwierdzenie faktu. Takie są
bowiem reguły postępowania fenomenologicznego, stosowanego już na początku
XX wieku — przynajmniej na gruncie religioznawstwa — przez Rudolfa Otto, a póź
niej Gerardusa van der Leeuwa. Swoistą nowością jest włączenie w zakres rozważań
o użyciu i matrycującym aspekcie metafory lustra również psychoanalizy, w tym
jej współczesnych transformacji uwzględniających osiągnięcia neurokognitywistyki.
W ten sposób dzieło wykracza poza teren religioznawstwa (pierwsze cztery rozdzia¬
ły), wchodzi na tereny filozofii nauki i przekonuje nas, że te oddzielane powszechnie
sposoby konceptualizowania świata, jak pokazują studia „katoptrologiczne", łączy
metaforyka, choć nie tylko ona. Ciągłość myślenia religijnego i naukowego dotyczy
także szeregu idei, a to świadczy o sztuczności takiej dysjunkcji.
Praca mieni się od przykładów i wszechstronnych nieraz opisów, naszpikowana
jest informacjami różnego rzędu, szczegółowymi i syntetyzującymi. Przyznać trze¬
ba, że Autor prowadzi nas przez meandry przekonań, w których lustro jest metafo¬
rą, sposobem wyrażania różnych koncepcji i pojęć, a jednocześnie matrycą myśle¬
nia. Ogrom zgromadzonego materiału i proponowanych tez jest zaiste imponujący.
W płaszczyźnie ogólnej są to chociażby wielorakie rozważania etymologiczne czy
przykłady świadczące o ambiwalencji podobnych bądź identycznych symboli. Nie
ma możliwości oddania mnogości tych konstatacji, ani nawet omawiania wnio¬
sków zamykających poszczególne partie rozważań, niemniej w celu zilustrowania
ich charakteru pozwolę sobie przytoczyć przynajmniej kilka wybranych stwierdzeń
wyłowionych z każdego rozdziału, by w ten sposób spróbować oddać ducha prowa¬
dzonych rozważań. W wierzeniach o charakterze szamanistycznym lustro staje się
jednym z czynników pozwalających na narodziny ego, świadomości i uformowanie
się społecznej podmiotowości (s. 48 i nast.), natomiast w voodoo otchłań wyobra¬
żona jest pod postacią lustra (s. 62). W systemach medytacyjnych mamy na przy¬
kład do czynienia z „wykorzystaniem analogii pomiędzy uzyskaniem ostatecznego
wglądu a oczyszczeniem zwierciadła" (s. 83). Z kolei „świadomość absolutu jest
kreatywnym zwierciadłem, które niejako samo w sobie wytwarza własne odbicia"
(s. 88). W kabale lustro jest ważnym elementem koncepcji systemu sefir, będącego
„znakową strukturą matrycującą pamięć zbiorową" (s. 125). Greckie mity pokazują
Recenzje i noty recenzyjne
299
między innymi, że w lustrze dostrzec możemy „fantazmat cudzej obecności" (s. 198)
i przekonać się o istnieniu semiozy bez referencji (s. 197). Psychoanalitycy rozto
czyli przed nami całą gamę przemyśleń odnoszących się do opowieści o Narcyzie;
Freudowi zawdzięczamy „analogizację stanów śnienia i śmierci" (s. 205); dla Jun¬
ga „lapis jako symbol jaźni reprezentuje przestrzeń katoptryczną, w której zachodzi
semantyczna translacja treści nieświadomych na świadomą i odwrotnie" (s. 221);
u Lacana następuje „przekształcenie podmiotu wywołane interioryzacją obrazu"
(s. 242), zaś „życie społeczne jest oczywistą ekstensją fazy lustra" (s. 248). Okazuje
się także, że „zwierciadło [to]... uprzywilejowana scena halucynacji" (s. 277).
Cytaty te przytaczam nie bez kozery, choć nie z wszystkimi się zgadzam (zwłasz
cza z ideą „prefiguracji" rozwoju społecznego przez rozwój psychiczny jednostki,
czyli odpowiedniości ontogenezy ifilogenezy).Ujawniają one fenomenologiczne za¬
cięcie Autora pracy, które pozwala mu swobodnie wędrować w czasie i przestrzeni.
Umożliwia również prześledzenie niezwykle istotnego, jak się okazuje, wątku katoptrycznego w konceptualizacji kondycji człowieka w świecie, która — o czym wspo¬
mniałem — rozciąga się od psychoanalizy i psychiatrii po wyobrażenia „pierwotne"
i wierzenia szamanistyczne. Kształtowanie się podmiotu, jego relacja do przedmio¬
tu i innych podmiotów, inwersja katoptryczna (s. 63), katoptryczna metaforyzacja
(s. 83), homonimiczność, konceptualizacja słów jako fonicznej reprezentacji (od¬
zwierciedlenia) sądu, bezprzedmiotowa świadomość w buddyzmie jako autointencjonalność podmiotu lub zanik (różnicy) podmiotu i przedmiotu (s. 106), analogia
między wyobrażeniami znajdowanymi w alajawidźnianie a archetypami Junga
(s. 107). To wszystko prowadzić ma do stanu, w którym, by użyć słów Leibniza,
„człowiek zaczyna istnieć jako «trwałe, żywe zwierciadło wszechświata^" (s. 233).
Tego typu konstatacje mają charakter i metodologiczny, i epistemologiczny, nawet
jeśli się ich tak w religiach nie nazywa.
Przytoczone sądy to, jak się rzekło, wierzchołek wierzchołka góry lodowej w mo¬
rzu stwierdzeń. Jest to dzieło na wskroś naukowe i pełne faktów przedstawionych
w określonym i z góry założonym porządku. Raz jeszcze, podziwiam ilość materia¬
łów, które Autor uwzględnił oraz wnikliwość analiz. W niektórych przypadkach miał
wprawdzie zadanie ułatwione, kiedy całymi garściami czerpał z ustaleń innych bada
czy (np. Anzieu, Vernanta, Reichel-Dolmatoffa, Waymana, Fernandeza, Mishry i in.).
Nie do końca dałem się jednak przekonać o zasadności włączenia w krwiobieg myśli
argumentów dostarczanych przez neurobiologię i neuropsychiatrię (partie rozdzia¬
łu V, a w szczególności „Zakończenie"). Jeśli nie otwarcie, to podskórnie sugerują
one, że istnieją naturalne, psychosomatyczne podstawy symbolizmu i metaforyzacji
katoptrycznej. Nie zgadzam się z tym. Traktowana przez Lacana jako uniwersal¬
na „faza lustra", wcale taką nie musi być. Tomasz Sikora słusznie podnosi argu¬
ment ludzi niewidomych. Niemniej, jako antropolog wskazać mogę społeczeństwa,
które lustra jako takiego nie znały, a nawet odbicie w wodzie nie było możliwe ze
względu na jej deficyt i konieczność zdobywania jej z piasków pustyni. Oczywiście,
można za Bice Benvenuto i Rogerem Kennedym, broniąc Lacana, przyjąć, że obec¬
ność medium w postaci zwierciadła nie jest konieczna dla przejścia tej fazy (s. 251).
Wszakże synestetyczna translacja wchodzi w grę w społeczeństwach, które operują
300
Recenzje i noty recenzyjne
tego rodzaju „wyobraźnią symboliczną", nie odnosi się jednak do przypadków, gdy
tego rodzaju przedstawień w ogóle brak. Podnosząc ten problem, podważam jedy
nie uniwersalistyczne, a niekiedy wręcz filozoficznie europocentryczne zapędy wielu
myślicieli. Być może zastanowić by się warto, czy katoptryczna konceptualizacja
nie jest przejawem operowania stosownym kodem myślowym, charakterystycznym
dla partykularnych kultur. Przyjęta w pracy międzykulturowa i interdyscyplinarna
perspektywa stanowiła ponadto dodatkowy asumpt, by w zakończeniu pokusić się
0 bardziej wnikliwe i syntetyzujące całokształt zagadnienia wnioski. Spodziewałbym
się bardziej uzasadnionej i opatrzonej polemicznym komentarzem próby „wyodręb¬
nienia interkulturowych inwariantów analizowanego modelowania katoptrycznego
1 konstrukcję jego idealnego typu" (s. 283). Przedstawione dziesięć elementów owe
go modelu swym statusem przypomina nieco dziesięć przykazań, które są i już! Poza
tym, to być może osobliwa narracja religioznawcza połączona ze skomplikowaną,
w swej „naturze", terminologią psychoanalityczną sprawia, iż język — ze wszech
miar płynny i precyzyjny (poza dwukrotnym użyciem zwrotu „okres czasu": s. 149
i 209) — jest w swym stylu i wydźwięku skrajnie scjentystyczny. Czy, na przykład,
„ucieleśnieniami" nie można by zastąpić „impersonatorów" (s. 63, p. 58), a „działa
jącymi osobami/ludźmi" „aktantów magicznej akcji" (s. 231)?
Są to pomniejsze uwagi krytyczne, często o charakterze polemicznym, wypływa¬
jącym z faktu poruszania się przeze mnie w odmiennej tradycji dyscyplinarnej i pre
ferencji metodologicznych. W ramach swego paradygmatu Tomasz Sikora wykazuje
duży stopień biegłości. Przystosowując się do języka używanego w książce i innych
jego pracach, stwierdzam jednoznacznie, iż „stopień admiracji dla jego konstatacji
jest explicite akceptujący, a minimalne obiekcje dotyczące uniwersalizacji katoptrycznych wizualizacji i konceptualizacji oraz ich aktualizacji, jakoż i eksplikacji
epistemologicznych analogii nie subwersują wysokiego stopnia asercji dla dysputowanej publikacji". Wprawdzie od dziś, nie tylko pomny na ostrzeżenia zawarte
w myśli ludowej, iż nie należy zbyt długo przeglądać się w lustrze, bo można w nim
zobaczyć diabła, lecz wiedząc też, że stanowi ono odbicie immanentnej natury świa¬
ta, bał się będę spojrzeć w jakiekolwiek lustro. Niemniej, lęki takie warto pokonać,
gdyż są sowicie kompensowane. Po przeczytaniu książki czuję się, jakbym prawie
osiągnął dharmakaję — „ostateczny stan aktualizujący mądrość podobną zwierciad¬
łu" (s. 110).
Michał
BIBLIOGRAFIA
West L.M.
1983
The Orphic Poems, Oxford: Clarendon Press.
Buchowski
Recenzje i noty recenzyjne
301
Grażyna K u b i c a , Siostry Malinowskiego, czyli kobiety nowoczesne na po
czątku XX wieku, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2006, ss. 462, il., ISBN:
83-08-03850-6.
Charakter dzieła Grażyny Kubicy odbiega nieco od „ogólnie przyjętego" w na¬
ukach społecznych pod względem stylu pisarskiego, w warstwie materiałowej, w ro¬
dzaju prowadzonej narracji i w sposobie argumentacji. Mamy tu do czynienia z lekkim
i literackim językiem, potoczystą opowieścią, wieloma nierozwikłanymi zagadkami,
momentami wręcz sensacyjną realistyczną powieścią, w której Autorka prowadzi nas
po autentycznych jednak tropach. Ta odmienność świetnie zredagowanej i wydanej
książki domaga się też szczególnego rodzaju oceny. Dlatego też inaczej, niż nakazuje
akademicki zwyczaj, pozwalam sobie ją zbudować i dostosować do formuły niejako
podyktowanej przez Autorkę.
Kilkaset stron dzieła to opis losów czternastu kobiet, które w jakiś sposób pojawi¬
ły się w życiu Bronisława Malinowskiego (Zofia Szymberska z d. Benówna, Eugenia
Zielińska z d. Bentkowska, Maria Czaplicka, Helena Protasiewiczowa z d. Czerwijowska, Zofia Romerowa z d. Dembowska, Halina Nusbaumówna, Paulina i Dora
Wasserbergówny, Aniela i Karola Zagórskie, Maria Zambrowska, Maria Hammar
z d. Zielewicz i Zofia Zielewiczówna oraz Otolia Rettingerowa z d. Zubrzycka). Punk¬
tem wyjścia jest konstatacja, że zawsze pozostawały one w cieniu mężczyzn, u boku
których się pojawiały, z którymi żyły lub którymi były zafascynowane. Skupienie się
na przedstawicielkach „płci pięknej" wykreować ma „kobiece pole kulturowe" (s. 8),
któremu Autorka przez swe poszukiwania chce nadać sens bez udzielania ostatecz¬
nych odpowiedzi (s. 9). Całe przedsięwzięcie jest jakby stworzeniem tych postaci,
ponownym powołaniem ich do życia, wydobyciem z otchłani niebytu, możliwym
dzięki mrówczemu dziełu zebrania i poskładania w nową całość drobin rozproszo¬
nych w pamiętnikach, archiwach, odręcznych notatkach, powieściach, książkach,
wierszach, tłumaczeniach dzieł, obrazach i szkicach, wspomnieniach, listach, pamięci
żyjących oraz w zachowanych śladach bytności zmarłych na ziemi i na cmentarzach.
Widoczna w wielu miejscach refleksja na temat roli badaczki w procesie tworzenia to
niewątpliwie duża zaleta pracy. Przesunięcie perspektywy z dotychczas dominującej
na kobiecą jest natomiast świadomym wyborem, który - jak dowodzi tego tekst - nie
jest bynajmniej prostą zamianą jednej perspektywy na drugą.
Dramatyczne nieraz perypetie życiowe poszczególnych bohaterek nie są jednak
osią przewodnią dzieła; innymi słowy, to nie kolejne biografie stanowią zasadę je
organizującą. Kubica tka swą opowieść na osnowie dwunastu zasadniczych tema¬
tów, które są kombinacją kategorii chętnie stosowanych w dyskursie feministycznym
(np. „cielesność", „niezależność", „kobiecość", „miłość", „dojrzałość"), nawiązują¬
cych do wydarzeń historycznych („wielka wojna", „wojna druga", „po katastrofie"),
miejsc geograficznych („Zakopane", „Londyn", ale też i „Paryż" i „inne miejsca"),
rodzinnych („dom") i statusowych („nauka"). Strategię snucia wątków wokół tych
zagadnień odbieram jako wyjątkowo udaną. To prawda, że „nie jest to... opowieść li¬
nearna" (s. 416), lecz czytając ją, czytelnik ma i tak wrażenie, iż posuwa się w czasie,
jako że dom rodzinny, czas nauki i subiektywna doniosłość pierwszych pocałunków,
302
Recenzje i noty recenzyjne
namiętnej miłości i przywiązywania wagi do kulturowo określonego piękna ciała
wiążą się raczej z okresem młodości bohaterek, natomiast czasy dojrzałości, migra
cji, wojennych tułaczek i tragedii, no i wreszcie śmierci, niekiedy nawet spowodo
wanej pustką po ukochanym mężu (jak to miało miejsce w przypadku Zofii Szymberskiej, co przypomina indyjski zwyczaj sati), to lata późniejsze. Opowieść zaczyna się
jednak w XIX wieku, a kończy w drugiej połowie XX wieku. W sumie konstrukcja
pracy sprawia, że następujące po sobie rozdziały są kolejnymi przybliżeniami histo¬
rii kobiet uwikłanych w kontekst strukturalny epoki „tu/tam i wtedy", widzianych
z perspektywy osoby żyjącej hic et nunc, skazanej na budowanie swej narracji na
podstawie wydartych historii śladów. Wspomniane skupienie się na kobietach, do¬
tychczas pojawiających się niejako w tle świata definiowanego przez mężczyzn, jest
natomiast aktem rzucenia nowego światła na nieustannie powtarzający się koniec
świata wartości europejskich. Jest zatem intelektualną próbą podważenia pewnej he¬
gemonii kulturowej lub co najmniej zrównoważenia dominującego oglądu przez jego
uzupełnienie o nową perspektywę. W tym sensie jest to przypadek w zawoalowany
sposób wyrażonej krytyki kulturowej. Uzyskany obraz jest barwny i tylko pozornie
kalejdoskopowy, albowiem w gruncie rzeczy wyłania się zeń opis historii, obycza¬
jów, kultury i relacji społecznych.
W tym ostatnim względzie znaleźć można bez liku konstatacji, które same w so¬
bie, wypreparowane z biograficznych opowieści, warte są uwagi. Nie sposób omówić
wszystkich, więc pozwolę sobie na wskazanie najważniejszych.
Po pierwsze, jest to opis transformacji stanu szlacheckiego w inteligencję w szczególności w ówczesnej Galicji - wątek, który przewija się w ten czy inny spo
sób przez całą pracę, a explicite występuje w rozdziale II („Dom", w szczególności na
s. 53-54). Kubica wychwytuje kilka cech charakterystycznych tej szczególnej grupy
społecznej: wielkopańskość, w której życie na pokaz bez zaplecza materialnego było
normą, obawę przed deklasacją, brak etosu self-made man, skłonności biurokratycz¬
ne, wykształcenie jako formę ucieczki przed schłopieniem, a także pewną otwartość
na inne grupy społeczne, takie jak tradycyjne mieszczaństwo, chłopi lub Żydzi, ale
pod warunkiem, że odetną się od swych korzeni społecznych i całkowicie przejmą
inteligenckie wzory kulturowe. To także opis życia ziemiaństwa (s. 85-88), stosun¬
ków panujących w folwarkach szlacheckich, wyłaniający się z dzienników pisanych
przez Eugeniusza Romera (rozdział IX), jak choćby corocznego spisywania umów ze
służbą (s. 318). Nawiązując do ustaleń historyków kultury i społeczeństwa, Autorka
dochodzi do tych wniosków w oparciu o własne dociekania, które tym samym ilustrująjej wnioski. Czyż to nie zasada, by w pracy naukowej nie tylko coś powiedzieć,
ale i udokumentować zebranymi materiałami? Z takim właśnie przypadkiem mamy
tu do czynienia.
Po drugie, mam na uwadze cały wątek feministyczny lub, wyrażając rzecz w języ
ku antropologii, problem płci kulturowej (gender). Właściwie jest to motyw wiodący
całej pracy, który wyziera niemal z każdej jej stronicy. Pojawia się otwarcie w wie¬
lu momentach, chociażby w przedstawieniu ówczesnego ideału kobiety (s. 321),
w opisie życia publicznego w międzywojennej Polsce (s. 338), w kwestiach pracy
zawodowej kobiet, jak to miało miejsce w przypadku Marii Czaplickiej (s. 280-281),
Recenzje i noty recenzyjne
303
w opisie walki o umożliwienie kształcenia i otwarcie edukacji dla kobiet, zazwyczaj
powiązanym z motywem patriotycznym (rozdział III) czy w męskim postrzeganiu
Rzeczy Ważnych, czyli wojny (s. 246). Szczególnie jasno widać refleksję tego typu
w podsumowaniu rozdziału o cielesności, w którym Autorka odwołuje się do ustaleń
Pierre'a Bourdieu po to, by móc pokazać, że to męska dominacja stwarza kobietę
jako przedmiot symboliczny; kobieta „jest widzianą" i istnieje przez i dla męskie¬
go spojrzenia, a jej widzenie siebie samej jest przyjęciem tej męskiej perspektywy.
W rezultacie uroda staje się kapitałem symbolicznym i zarazem społecznym kobiet
wplątanych w sieć znaczeń kulturowych, utkanych przez społeczeństwo rządzone
przez mężczyzn (s. 27). Notabene, zabieg podsumowywania rozdziałów ustaleniami
wybranych autorytetów jest w Siostrach Malinowskiego normą. Treść rozdziałów
jakby nieuchronnie do nich prowadzi i zgadywać możemy, czy skonstruowane są
tak, by skończyć się taką a nie inną konkluzją, czy też wnioski są rezultatem żela¬
znej konsekwencji rozdziału. Tak czy owak, jest to każdorazowo dowód na erudycję
Autorki, która bynajmniej nie szermuje nimi bez potrzeby, tylko w logicznie uzasad¬
nionym, czytelnym celu.
Po trzecie, chodzi o obraz globalnych wstrząsów zarówno pierwszej, jak i drugiej
wojny światowej. Oczywiście, nie pierwsza i nie ostatnia to próba ich odmalowa¬
nia. Niemniej w książce Grażyny Kubicy uzyskujemy wielowymiarową interpretację
kryzysu egzystencjalnego, która z jednej strony pokazuje strukturalne, będące poza
kontrolą jednostek mechanizmy wojny, grozę machiny jakby niezależnej od jakich¬
kolwiek aktorów społecznych, a z drugiej strony subiektywne i indywidualne jej do¬
świadczanie. To nie tylko w miarę lokalne peregrynacje związane z przesuwaniem
się linii frontu, ale i tułaczka na obczyźnie od Syberii przez Kujbyszew, Iran i Egipt,
Francję i Wielką Brytanię, po Stany Zjednoczone. To także okropności eksterminacji
Żydów w Generalnej Guberni, pokazane w jej ludzkim, detalicznym wręcz wymia¬
rze, który Autorka rekonstruowała również na podstawie rozmów z miejscowymi
ludźmi, prowadząc w ten sposób swoiste badania terenowe, oraz relacji świadków.
I tu znów kapitalna puenta w postaci refleksji Zygmunta Baumana zaczerpniętej
z książki Nowoczesność i zagłada, która pozwala postrzegać losy wojenne i powo¬
jenne wszystkich żyjących jeszcze wówczas kobiet w kategoriach okrutnej logiki
kulturowej modernizmu zwanej „ogrodnictwem", a polegającej na eliminowaniu rze¬
komych społecznych „chwastów".
Po czwarte, mam na myśli przywrócenie nauce polskiej Marii Czaplickiej. Właś¬
ciwie opisanie losów i dorobku samej tej postaci mogłoby stać się tematem odrębnej
publikacji. Grażyna Kubica przedstawia kompleksowo sylwetkę kobiety i badaczki,
która z determinacją, aż do swej tragicznej śmierci w Bristolu w Anglii, walczyła
o należne jej miejsce w ówczesnym świecie. Poznajemy przebieg jej wypraw badaw¬
czych, karierę naukową i popularyzatorską, poglądy naukowe mieszczące się w nur¬
cie antropogeografii, stanowisko w kwestiach etnicznych i rasowych, w sprawach
narodowych i narodowościowych, i wreszcie zaangażowania w „sprawę Polską".
Doprawdy, dla Czaplickiej samej warto było pisać tę książkę, która z tego choćby
względu wpisuje się w ciąg znaczących pozycji z zakresu historii antropologii spo¬
łecznej i etnologii.
304
Recenzje i noty recenzyjne
Po piąte, wspomnieć należy, iż praca ta to istotny przyczynek do antropologii,
studiów nad płcią kulturową, historii kultury i społeczeństwa oraz dziejów wojen¬
nych, w szczególności Żydów polskich, lecz także do historii literatury i malarstwa,
filozofii i translatoryki. Obok kobiet opisanych w książce, Joseph Conrad jawi się
jako piętnasty jej bohater. Pojawiają się też historie związane z Witkacym. Jedno¬
cześnie bohaterki tomu same tworzyły dzieła naukowe i artystyczne. Na przykład,
Wielkopolanka Zofia Zielewiczówna to autorka sztuki Trębacz na ratuszu, a jej sio
stra Maria Zielewicz wydała dramat Nawojka, była przy tym poetką i tłumaczką
pracy Haralda Hóffdinga oraz znawczynią pracy Ralpha Waldo Emersona, o którym
napisała książkę. Aniela Zagórska to aktywna członkini Związku Literatów Polskich,
wybitna tłumaczka dzieł Conrada na język polski. Zofia Dembowska była znaną ma¬
larką, twórczość której zaczęto odkrywać na nowo w ostatnich dekadach w wolnej
Polsce i Litwie. Również inne panie wniosły swój wkład w dziedzinę sztuki i nauki,
były społeczniczkami i oddanymi sprawie wszelakich umiejętności bądź przysiędze
Hipokratesa. Mnogie, ciągle przeplatające się wątki i fakty tego typu, to także istotny
wkład Grażyny Kubicy w odtworzenie historii kultury.
Są trzy kwestie, które jeszcze na koniec poruszę. Pierwsza dotyczy pewnego
zamysłu konstrukcyjnego, które rozwiązałbym trochę inaczej, niż ma to miejsce
w pracy. Lektura od razu zaczyna się jakby od problemowego, zasygnalizowanego
na wstępie, przybliżania duchowych sióstr Bronisława Malinowskiego. Czytelnicy
zostają skonfrontowani z postaciami, które nie bardzo potrafią umieścić w całości
obrazu. Dopiero w miarę, jak brniemy głębiej w las, powoli rozjaśnia się sytuacja.
Niemniej, sieć powiązań i kontaktów międzyludzkich jest tak gęsta, że bez ciągłego
jej pojęciowego rozrysowywania trudno się w niej zorientować. Uważam, że skró¬
towe przedstawienie „rodowodów" bohaterek na samym początku dzieła ułatwiło¬
by czytanie pracy. Druga uwaga odnosi się do pewnych niedokończonych wątków.
To zrozumiałe, albowiem w natłoku informacji nie sposób do końca śledzić każdy
trop (co można by np. czynić przez dalsze poszukiwania aktów zgonu lub potom¬
ków krewnych). Nie mam o owe nie całkowicie prześledzone wątki nawet cienia
pretensji do Autorki, ponieważ praca i tak naszpikowana jest faktami. Zachowany
jest przy tym cały niezbędny sztafaż naukowy, z niezwykle rzetelnymi przypisami
i odniesieniami do podstawy stwierdzeń, choć zdarzają się zwroty w rodzaju „uda¬
ło mi się ustalić na podstawie kwerendy archiwalnej" (s. 68), bez podania nazwy
owego archiwum. To jednak zarazem literacki charakter publikacji nie raz decyduje
o jej kształcie. Nieuchronna niemożność „domknięcia" źródeł powoduje, iż czasami
Kubica zdana jest na przypuszczenia i domysły. Ma do tego prawo. Niekiedy jed¬
nak tak zwane fakty, na przykład okupacyjna opowieść o przemycaniu Czesława
Nusbauma, brata sióstr Nusbaumównych i przepuszczeniu go przez patrol niemiecki
(s. 379-380), mówią poniekąd same za siebie, a tymczasem Autorka pozwala sobie
na własną, niezbyt popartą faktami interpretację. Cóż, licentia poetica. Trzecia kwe¬
stia jest bardzo szczegółowa. Język rozprawy jest płynny i zaiste literacki. Jak grom
z jasnego nieba pojawia się określenie „góralscy aborygeni" (s. 149-150). Wiem, że
ma to być metafora, lecz raczej chybiona. Utarło się, nie tylko w języku polskim,
że termin „aborygeni", znaczący dosłownie „tubylców", odnosi się do autochto-
305
Recenzje i noty recenzyjne
nicznych mieszkańców Australii. Cóż miałoby znaczyć „góralscy (autochtoniczni)
Australijczycy" w kontekście rozważań o podhalańskich góralach?
Powyższe uwagi nie mogą podważyć niekwestionowanej jakości dzieła. Los bo¬
haterek jest zwierciadłem świata, obyczajów i czasu, w którym żyły. Grażyna Kubica
stawia problemy i rozwiązuje zagadki, o jakich bez niej nikt z nas przypuszczalnie
nawet by nie pomyślał. Tylko dzięki wielkiemu wysiłkowi woli i poświęceniu oso¬
bistego czasu dociera do dokumentów ukrytych w archiwach w różnych krajach.
Wydobywa na światło dzienne zapoznane urywki ludzkich doświadczeń i splata je
w spójną opowieść. Obecna w narracji, staje jakby jednocześnie obok niej. „Z rezer
wuaru czyjejś pamięci" (s. 357) odzyskuje zapomniane historie. Autorka w harmo¬
nijny sposób dostraja swe wywody do ducha czasów, o których pisze, a czytelniczka
może mieć doprawdy wrażenie, że jest wręcz kongenialna z bohaterkami książki.
W 1914 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim przeprowadzono ankietę na temat
studentek, jakże rzadko naonczas pobierających tam nauki. Nie odmawiano im zdol¬
ności, niemniej jeden z profesorów stwierdzał, że „kobiety często idą na studia, bo nie
wiedzą, co ze sobą począć. Nie chcą próżnować, odczuwają żądze zdobycia wiedzy
i ulegają modzie na samodzielność... Profesorowie zgodnie stwierdzili, że uniwer¬
syteckie wykształcenie nie jest odpowiednie dla kobiet... " (s. 74). Parafrazując Mar¬
shalla Sahlinsa, powiedzieć by można, „jakie czasy, takie obyczaje mentalne". Dziś
taka esencjalizacja płci budzi oczywisty sprzeciw. Jeśli jednak przystaniemy na tego
rodzaju rozumowanie, to od razu widzimy, jak nietrafna to była diagnoza. Książka
Siostry Malinowskiego pokazuje, że chybiona ona była już całkowicie w odniesieniu
do jej bohaterek „na początku XX wieku". One wiedziały, „co ze sobą począć" i to
w wielce sensowny sposób, dowodząc hartu ducha, mądrości i broniąc człowieczeń¬
stwa w jakże trudnych dla nich czasach. Pisząca o nich Grażyna Kubica dowodzi
zarazem, że ona sama nie tylko ma wielką „żądzę zdobycia wiedzy", lecz zdobywa ją
w naukowo przepisany sposób, a „samodzielność" nie jest dla niej bynajmniej kwe¬
stią „mody", ale imperatywem myślenia, modus operandi i stylem pisania.
Michał
Buchowski
Alon C o n f i n o , Peter F r i t z s c h e (eds.), The Work of Memory. New Di
rections in the Study of German Society and Culture, Urbana & Chicago: The
University of Illinois Press 2002, ss. 280, ISBN: 978-0-252-02717-8.
Obserwowane obecnie, także na gruncie humanistyki (w tym etnologii i antropo¬
logii), zainteresowanie pamięcią przybiera rozmiary swoistej obsesji. Termin, który
jeszcze kilkadziesiąt lat temu znajdował nikły rezonans społeczny, dziś jest jednym
z czołowych pojęć zarówno w obszarze rozmaitych dyskursów profesjonalnych, jak
i mowy codziennej. Wybitny francuski historyk, współtwórca pisma „Le Debat",
306
Recenzje i noty recenzyjne
Pierre Nora — śledząc owo zaaferowanie współczesnej kultury kategorią pamięci
— sformułował tezę, że żyjemy w „erze upamiętniania", która stanowi przejście od
dotychczasowej świadomości historycznej do świadomości memorialnej (społecz
nej) (Nora 2001: 39). Zacytujmy jego słowa: „Na całym świecie przeżywamy nadej
ście czasu pamięci. W ciągu ostatnich dwudziestu lub dwudziestu pięciu lat wszyst
kie kraje, grupy społeczne, etniczne, rodzinne przeżyły głęboką przemianę stosunku,
jaki tradycyjnie utrzymywały z przeszłością. Przemiana ta przybrała rozmaite formy:
krytyka oficjalnych wersji historii, odkrywanie zepchniętych w niepamięć fragmen
tów dziejów, rewindykowanie śladów przeszłości wymazanej lub skonfiskowanej,
kult korzeni (roots) i rozwój badań genealogicznych, gorączka wszelkiego rodzaju
obchodów rocznicowych, sądowe rozrachunki z przeszłością, mnożenie się najroz¬
maitszych muzeów, zwiększona uwaga poświęcana przechowywaniu archiwaliów
i udostępnianiu ich w celu konsultacji, odrodzenie się przywiązania do tego, co Anglosasi nazywają «dziedzictwem», a Francuzi «spuścizną». Niezależnie od tego, jaką
postać przybiera kombinacja tych elementów, można powiedzieć, że jakaś głębinowa
fala pamięci rozlała się ostatnio po świecie, wszędzie wiążąc ze sobą bardzo ści¬
śle wierność rzeczywistej lub wyobrażonej przeszłości z poczuciem przynależności,
świadomość zbiorową ze świadomością jednostkową, pamięć z tożsamością" (Nora
2001: 37; por. Ricoeur 2007: 533-545).
Recenzowana przeze mnie praca to zbiór esejów poświęconych specyfice pamięci
w kulturze współczesnych Niemiec. Z racji swej trudnej i powikłanej historii kraj
ten stanowi ze wszech miar wyjątkowy przedmiot tak pomyślanych analiz. Pierwsza
wojna światowa, tragiczna w skutkach eksplozja nazizmu w latach trzydziestych XX
wieku, I I wojna światowa, Holokaust oraz powojenny, trwający równo czterdzie
ści lat podział terytorium Niemiec na dwa państwa: NRD (obejmującą obszar byłej
strefy okupacyjnej Związku Radzieckiego) oraz RFN (utworzoną z połączenia stref
opanowanych przez Francję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię), to wydarzenia,
które wycisnęły głębokie piętno na pamięci niemieckiego społeczeństwa, stały się
źródłem wielu indywidualnych oraz zbiorowych traum, lęków i obsesji.
Składające się na omawiany tom teksty wnoszą bez wątpienia nową jakość do
badań nad niemieckimi Erinnerungen. Większość wcześniejszych publikacji na ten
temat penetrowała bowiem dziedzinę pamięci zinstytucjonalizowanej, a więc ujętej
w ramy różnego rodzaju kulturowych artefaktów, takich jak muzea, pomniki, byłe
obozy koncentracyjne czy też dzieła literackie o charakterze komemoracyjnym. Tutaj
natomiast mamy do czynienia z pamięcią „żywą", wyprowadzoną poza mury mu¬
zeów i oderwaną od nieruchomych brył pomników. Zapowiada to zresztą sam tytuł
opracowania — The Work of Memory można by przetłumaczyć jako „pracę pamięci",
co wskazuje na pamięć ujmowaną w ruchu, w działaniu, w jej wymiarze praktycz¬
nym. Tym samym, tradycyjne w refleksji nad fenomenem niemieckiej pamięci pyta¬
nie o to, jak jest ona wyobrażana, przedstawiana i symbolizowana w kulturze, czyli
jak wyglądają jej reprezentacje, zostało poddane swoistej inwersji i zastąpione pyta¬
niem o to, jak pamięć wpływa na kulturę — na życie codzienne, na relacje społeczne
(w tym na tworzenie się wspólnot), na proces percepcji rzeczywistości przez czło¬
wieka oraz konstruowania przezeń swej tożsamości. W ślad za tym poszerzony został
Recenzje i noty recenzyjne
307
znacznie teren obserwacji badawczej. Wzbogacono go o nowe, ważne przestrzenie
i obszary, jak choćby świat życia codziennego, rodzina, doświadczenie rozmaitych
przełomów we własnej biografii, konsumpcja, ekonomia, polityka oraz państwo jako
jedno z miejsc, w których „dzieje się" i manifestuje wszechobecny żywioł pamięci.
Jeśli chodzi o strukturę recenzowanej pracy, to jest ona podzielona na trzy części.
W pierwszej z nich, zatytułowanej „Historicity", zamieszczone zostały cztery studia:
From Presence to Remembrance: The Transformation of Memory in the German Re
formation, Craiga Coslofsky'ego; Memory, History, and the Jewish Question: Universal
Citizenship and the Colonization of Jewish Memory, Jonathana M . Hessa; How Nos
talgia Narrates Modernity, Petera Fritzschego oraz Masters of Memory: The Strategic
Use of Autobiographical Memory by the German Nobility, Marcusa Funcka i Stephana
Malinowskiego. Wszystkie one opisują historię pamięci w Niemczech, przy czym nie
chodzi tu o analizę form upamiętniania historii, lecz o pokazanie, jak zmieniały się
w kulturze niemieckiej (począwszy od okresu Reformacji) pojęcia i kategorie odno¬
szące się do temporalności, a także jak były one używane oraz jak wpływały na proces
zapamiętywania i przypominania określonych faktów i wydarzeń z przeszłości.
Część druga, opatrzona nagłówkiem „Everyday Life", odnosi się do pamięci roz
patrywanej w kontekście życia codziennego. W otwierającym tę część eseju Andrew
Stuarta Bergersona, Hildesheim in an Age of Pestilence:
On the Birth, Death, and
Resurrection of Normalcy, poruszony został problem rozprzestrzeniania się ideolo¬
gii narodowego socjalizmu w społeczeństwie niemieckim. W następnym, autorstwa
Elizabeth Snyder Hook, Awakening from War: History,
Trauma, and Testimony in
Heinrich Boll, podjęta została kwestia trudnego (bo skażonego wirusem poczucia
winy oraz traumatycznych wspomnień wojennych) powrotu do „normalnego" życia
po 1945 roku. W ostatnim z tego bloku tekstów, Memory and Existence: Implications
of the Wende, Elizabeth A. Ten Dyke, jest zaś mowa o problemie zakłóceń, jakie
wniósł do codzienności niemieckiej upadek muru berlińskiego oraz związany z nim
przełom polityczno-ustrojowy. Jak wynika z tego krótkiego wyliczenia, w centrum
pomieszczonych w tej części rozważań znalazła się kwestia zależności między świa¬
tem powszedniej egzystencji a zmieniającymi się warunkami historycznymi; pytanie
o to, w jaki sposób ludzie integrują swoje dotychczasowe doświadczenia (nawyki,
zwyczaje oraz wspomnienia) z nowymi wzorami życia, jak dostosowują się do ule¬
gającej często drastycznym przemianom rzeczywistości zewnętrznej.
Trzecia, a zarazem ostatnia część niniejszego tomu nosi tytuł „Materiality" i obej
muje trzy teksty: An Economy of Memory: Psychiatrists,
Veterans, and Traumatic
Narratives in Weimar Germany, Paula Lernera; Public Relations as a Site of Memo¬
ry: The Case of West German Industry and National Socialism, S. Jonathana Wiesena
oraz Gender, Public Policy, and Memory: Waiting Wives and War Widows in the Post¬
war Germanys, Elizabeth Heineman. Autorzy tych opracowań przedmiotem swoich
dociekań uczynili materialny aspekt pamięci, a ściślej rzecz biorąc fakt, iż tocząca
się w sferze publicznej retoryczna batalia rozmaitych grup społecznych i instytucji
o określoną wizję czy też wersję minionej rzeczywistości ma często podtekst ekono¬
miczny — jest walką o prawo do pieniędzy (rent, odszkodowań, przywilejów itd.)
z tytułu doświadczeń i roli odgrywanej przez te podmioty w przeszłości.
308
Recenzje i noty recenzyjne
Największa wartość książki The Work of Memory wynika ze świeżości zaprezen
towanego w niej spojrzenia na specyfikę pamięci w rzeczywistości społeczno-kulturowej Niemiec. Odmienna, od do tej pory przyjmowanej, optyka badawcza przyczy¬
niła się do rzucenia światła na sprawy, które były na ogół pomijane i przemilczane we
wcześniejszych opracowaniach naukowych, a których ukazanie ma niewątpliwą war¬
tość poznawczą. Dzięki swemu nowatorstwu, a także dużej rozpiętości poruszanych
wątków i tematów książka ta może stanowić cenne źródło wiedzy i inspiracji dla ba¬
daczy zajmujących się problematyką pamięci, w tym dla etnologów i antropologów.
Podobieństwo pamięci historycznej Niemiec i Polski (nie tyle w sferze konkretnych
faktów, co w obszarze emocji i psychologii, nasycenia różnego rodzaju traumami,
kompleksami i urazami z przeszłości) decyduje zaś o jej przydatności w studiach
odwołujących się do polskich doświadczeń historycznych i politycznych — zarówno
przeszłych, jak i współczesnych.
Aleksandra
Rzepkowska
BIBLIOGRAFIA
Nora P.
2001
Ricoeur P.
2007
Czas pamięci, przeł. W. Dłuski, „Res Publica Nowa" 7, s. 37-43.
Pamięć, historia, zapomnienie, przeł. J. Margański, Kraków: Universitas.
Marshall S a h l i n s , Wyspyhistorii,pvzeł. I.Kołbon, Kraków:Wydawnictwo Uni
wersytetu Jagiellońskiego 2006, ss.196, ISBN-10: 83-233-2182-5; ISBN-13: 978¬
-83-233-2182-8.
Marshall David Sahlins jest wybitnym antropologiem amerykańskim o różno
rodnych zainteresowaniach. Obecnie jest emerytowanym profesorem antropologii
kulturowej (Charles F. Grey Distinguished Service Professor) na Uniwersytecie
Chicagowskim. Badania terenowe prowadził w Polinezji, a w trakcie swojej karie
ry naukowej zajmował się zarówno strukturą społeczną, procesami transformacji
struktur mitycznych, jak i systemami gospodarowania i wymiany oraz systemami
klasyfikacji, które analizował przez pryzmat ujęć ewolucjonistycznych, strukturalistycznych, a także antropologii historycznej. Wraz z Elmanem R. Service'em był
współredaktorem tomu Evolution and Culture (1960), gdzie dominowało podejście
ewolucjonistyczne. Jego inne prace to Stone Age Economics (1972) i Culture and
Practical Reason (1976). Zwrot w stronę antropologii historycznej na dobre dokonał
się wraz z książką Historical Metaphors and Mythical Realities (1981), był kontynu
owany w opublikowanych w 1985 roku Wyspach historii oraz Jak myślą „tubylcy".
O kapitanie Cooku, na przykład (1995, wyd. polskie 2007).
Recenzje i noty recenzyjne
309
Jak na ironię, polski przekład Wysp historii, książki, w której podważa się do
tychczasowy sposób patrzenia na historię, ukazał się ponad dwadzieścia lat po jej
opublikowaniu. Ma to ogromne znaczenie, gdyż praca Sahlinsa powstała w czasach,
kiedy spory o tę kwestię były stosunkowo żywe. Obecnie omawianym zagadnieniom
towarzyszy o wiele mniej emocji. W Wyspach historii wyróżnić można dwie części.
Na pierwszą składa się „Wprowadzenie" oraz rozdział 5, który jako podsumowanie
tez i rozważań ma raczej charakter teoretyczny. Drugą część stanowią rozdziały 1-4,
gdzie proponowany przez autora sposób patrzenia na niektóre wydarzenia historycz¬
ne został wykorzystany do stworzenia nowej interpretacji tego, co wydarzyło się
podczas spotkań Europejczyków z okresu kolonialnego z rdzennymi mieszkańcami
Nowej Zelandii, Fidżi, a także Hawajów.
Esej „Uzupełnienie do podróży Cooka, czyli le calcul sauvage" to zarys kultury
hawajskiej ukazujący logikę postaw (a także zmian w postawach) w stosunku do
białych przybyszy. Kolejny rozdział, „Różne czasy, różne zwyczaje: antropologia hi¬
storii", stanowi rozwinięcie myśli najpierw przedstawionej we „Wprowadzeniu", iż
„różne porządki kulturowe mają własne tryby działania historycznego, świadomości
i rozstrzygnięcia — własną praktykę historyczną" (s. 55). Kolejny z esejów, „Obcy-król, czyli Dumézil wśród Fidżyjczyków", jest nie tyle propozycją nowej tezy, co
przetestowaniem koncepcji zaprezentowanej w rozdziale poprzednim w oparciu o nowe
analogie — w tym przypadku z terenów Polinezji. W ostatnim rozdziale drugiej czę
ści, „Kapitan James Cook, czyli Umierający Bóg", Sahlins ilustruje paradoks nauki
historycznej: „przypadkowe okoliczności — zdarzenia biograficzne lub geograficzne
— stanowią warunki konieczne" (s. 126) dla określonego rozwoju sytuacji. Wszystkie
cztery eseje to niezwykle szczegółowe i skrupulatne analizy wydarzeń historycznych,
które w świetle interpretacji Sahlinsa zyskują przekonujące uzasadnienie.
W kulturze takiej jak euroamerykańska pewna starannie pielęgnowana wizja
przeszłości jest bardzo istotnym — jeśli nie kluczowym — elementem budowania
tożsamości narodowej. Sahlins słusznie zauważa, iż historia jest sekwencją przy¬
padkowych zdarzeń, które jednak, z późniejszej perspektywy, stanowią warunki ko¬
nieczne takiego, a nie innego rozwoju „historii", rozumianej jako wersja zdarzeń,
a nie — dziedzina naukowa (s. 126). Najważniejszym postulatem autora jest zaprze¬
stanie utrzymywania sztucznego, dychotomicznego podziału na historię i strukturę,
ponieważ oba te elementy są od siebie uzależnione i wzajemnie z siebie wynikają.
Historia, czyli wizja przeszłości, jest uwarunkowana strukturą, powstałą w kontek¬
ście kultury i , często wbrew przekonaniom tubylców, niestabilną. Struktura z ko¬
lei powstaje w wyniku interpretowania i umiejscawiania pewnych wydarzeń i nie
istnieje bez przeszłości, a wręcz dopasowuje się do niej. Sahlins pisze: „świat nie
ma obowiązku dostosowywać się do logiki, z pomocą której ludzie go postrzegają"
(s. 155). Tak postrzegana historia jest jedynie pewnym wariantem wydarzeń, widzia
nym na tle przeszłości wytwarzającej j ą społeczności. Autor proponuje spojrzeć na
historię przez pryzmat antropologii, a na antropologię — przez pryzmat historii, by
odkryć nowe perspektywy i lepiej wyjaśnić pewne wydarzenia. Współpraca antropo¬
logii i historiografii — między innymi poprzez analizę mitów i legend — może po
zwolić na odkrycie dziejów ludów, o których uprzednio myślano jako o Lévi-Straus-
310
Recenzje i noty recenzyjne
sowskich „bezhistorycznych", czyli nie pamiętających swojej historii (rozdział 2).
Kierując się powyższymi postulatami, Sahlins odkrywa przed czytelnikami nowe
aspekty (mniej lub bardziej tragicznych) spotkań przedstawicieli kultury europejskiej
z tubylcami wysp Pacyfiku.
Dzięki nowemu podejściu do interpretowania wydarzeń, czytelnik ma szansę
znaleźć logiczne — choć niekoniecznie z perspektywy współczesnej kultury euroamerykańskiej — uzasadnienie zabicia kapitana Cooka czy wielokrotnego zdobywa¬
nia masztu przez maoryskiego przywódcę Hono Hekego. Ponieważ Wyspy historii
ukazały się już ponad 20 lat temu, wyjaśnienie śmierci kapitana Jamesa Cooka za¬
proponowane przez Sahlinsa stało się rutynowo uwzględniane we wszelkich antro¬
pologicznych (i nie tylko) artykułach prasowych czy książkach na temat Wielkiego
Żeglarza (np. Kalicki 2005; Horwitz 2005; Thomas 2007). Jedynym wyjątkiem jest
nierzadko krytykowana praca pochodzącego ze Sri Lanki antropologa, Gananatha
Obeyesekerego, Apoteoza Kapitana Cooka. Europejskie
mitotwórstwo
w rejonie Pa
cyfiku (1992, wyd. polskie 2007), w której autor polemizuje z Sahlinsem, utrzymując,
iż niemożliwe jest, aby tubylcy pomylili Cooka z hawajskim bogiem płodności Lono.
Na ten atak Sahlins odpowiedział w 1995 roku w książce Jak myślą „tubylcy". O ka¬
pitanie Cooku, na przykład (wyd. polskie 2007), gdzie uzasadnił istotę dostrzegania
różnic w postrzeganiu świata przez przedstawicieli różnych kultur.
Ważnym elementem pracy Sahlinsa jest również wielokrotnie podkreślane przeko¬
nanie, iż odnajdywana w kulturze struktura niezmiennie ulega twórczym przekształ¬
ceniom na skutek wydarzeń, do których jest dostosowywana, czyli, że struktura jest
procesualna. Tym samym autor proponuje do struktury włączyć jej wewnętrzną — im¬
plikującą zmiany — diachronię. Krytyce poddanych zostało także „wiele skostniałych
opozycji, za pomocą których pojmujemy zarówno historię, jak i porządek kulturowy"
(s. 160), na przykład stałość/zmiana, struktura/historia, system/zdarzenie, a także po
strzeganie przeszłości jako radykalnie odmiennej od teraźniejszości. O tych niełatwych
kwestiach Sahlins pisze językiem wymagającym, lecz precyzyjne i konsekwentne sto¬
sowanie pojęć wynagradza intelektualny wysiłek podejmowany w trakcie lektury.
Mimo wielu zalet, Wyspy historii mają również wady. Najpoważniejszą z nich
jest — moim zdaniem — wymuszona struktura pracy wynikająca z połączenia kil¬
ku wykładów w książkę (czego Sahlins ma jednak świadomość), a w konsekwencji
— chaotyczna struktura pracy. Nieporządek panuje także w obrębie rozdziałów, które
odwołują się do niezaprezentowanych wcześniej teorii różnych badaczy, a także do
bardzo szczegółowych danych etnograficznych. Dla czytelnika skutkiem jest wielo¬
krotne przywoływanie tych samych interpretacji wydarzeń historycznych w wielu
miejscach pracy (śmierć Cooka jako boga Lono, zanim zostanie przedstawiona w ca¬
łej okazałości w rozdziale 4, jest pokrótce opisywana w prawie każdym rozdziale).
Bez względu na to, jaką wartość wykłady te przedstawiały same w sobie — a jestem
przekonana, że były niezwykle inspirujące — uważam, że na potrzeby książki można
było pokusić się o nieco prostszy układ treści, w którym analizy teoretyczne następo¬
wałyby po prezentacji danych etnograficznych i historiograficznych.
Patrząc na to bogactwo informacji na temat etnografii i historii omawianych wysp
Pacyfiku, można przypuszczać, że Sahlins odwołuje się do wiedzy swoich anglo-
311
Recenzje i noty recenzyjne
języcznych odbiorców. Być może ma to swoje uzasadnienie, gdy weźmie się pod
uwagę miejsce i czas opublikowania książki. Jednak przeciętny polski czytelnik
tej pozycji jest w niekorzystnej sytuacji, ponieważ prawdopodobnie nie dysponuje
gruntowną wiedzą na temat dziejów kolonizacyjnej działalności Wielkiej Brytanii,
nie mówiąc już o bardzo szczegółowych informacjach o rdzennych kulturach wysp
Oceanu Spokojnego. Dlatego też można dotkliwie odczuwać brak dodatkowych ob¬
jaśnień, które naświetliłyby pewne kwestie, szczególnie historiograficzne.
Zastrzeżenia można mieć również do „Wprowadzenia". Z założenia ma ono
przedstawiać teoretyczny aspekt Wysp historii, w praktyce jednak zawarte są w nim
analizy treści, do których szczegółowe dane odnajdujemy dopiero w kolejnych roz¬
działach. Odnosi się wrażenie, że Sahlins droczy się z czytelnikiem, udzielając mu
pewnych informacji — fragmentów układanki, które trudno złożyć w całość lub ulo
kować w odpowiednim miejscu, nie przeczytawszy dalszych części (w których zresz¬
tą informacje te się częściowo powtarzają). Naturalnie, autor ma tego świadomość
i mówi, iż książka ma raczej charakter cylindryczny, nie linearny i że po przeczytaniu
całości można śmiało wrócić do początku (s. 17). Jednak moim zdaniem, duża część
„Wprowadzenia" ma charakter typowego podsumowania i z powodzeniem mogłaby
znaleźć się na końcu pracy. Wszystko to sprawia, że książka wymaga bardzo wnikli¬
wej i uważnej lektury, co nie oznacza, że nie jest warta tego wysiłku.
Proponowany przez Sahlinsa sposób patrzenia na przeszłość przez pryzmat an¬
tropologii oraz historii od lat z powodzeniem jest wykorzystywany, między innymi
w etnologii Ameryki Łacińskiej (np. Tomicki 1990; Taylor 2007) i przyczynia się do
lepszego zrozumienia odległych w czasie wydarzeń, dziejących się na styku odmien¬
nych kultur. Propozycje zawarte w książce były odważne, a być może niekiedy nawet
obrazoburcze, ale sposób argumentacji i poparcie jej dobrze dobranymi przykładami
spowodowały, że z tego starcia Sahlins wyszedł obronną ręką. Moim zdaniem, Wyspy
historii to niełatwa w odbiorze, choć bardzo wartościowa pozycja i godny ubolewa¬
nia jest fakt, że trafiła na polski rynek tak późno.
Karolina
Kuberska
BIBLIOGRAFIA
Horwitz T.
2005
Kalicki W.
2005
Błękitne przestrzenie, przeł. B. Gadomska, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.
14 II1779. Śmierć kapitana Cooka, „Duży Format" (dodatek do „Gazety
Wyborczej"), 14.02.
Obeyesekere G.
2007
[1992]
Apoteoza Kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo
w rejonie Pacy-
fiku.
przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Ja
giellońskiego.
312
Recenzje i noty recenzyjne
Sahlins M.D.
Jak myślą „tubylcy". O kapitanie Cooku, na przykład, przeł. W. Usakie2007
[1995]
wicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Taylor A.-Ch.
2007
Sick of History. Contrasting Régimes of Historicity in the Upper Amazon,
w: C. Fausto, M . Heckenberger (eds.), Time and Memory in Indigenous
Amazonia: Anthropological Perspectives, Gainesville: University Press of
Florida, s. 133-168.
Thomas N .
2007
Odkrycia. Podróże kapitana Cooka, przeł. J. Szczepański, Poznań: Dom
Wydawniczy Rebis.
Tomicki R.
1990
Ludzie i bogowie. Indianie meksykańscy wobec Hiszpanów we wczesnej
fazie konkwisty, Wrocław: Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk.
Gananath O b e y e s e k e r e , Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo w rejonie Pacyfiku, przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwer
sytetu Jagiellońskiego 2007, ss. 369, il., ISBN: 978-83-233-2389-1.
Gananath Obeyesekere jest profesorem antropologii na Uniwersytecie Princeton,
autorem znamienitych książek, między innymi Medusa's Hair (1981) i The Work
of Culture: Symbolic Transformation
in Psychoanalysis
and Anthropology (1990).
W skali światowej zasłynął przede wszystkim jako badacz, który podjął niezwykle
żywą i sensowną polemikę z tezami Marshalla Sahlinsa, autora wydanej niedawno po
polsku pracy Wyspy historii (2006). Wyrazem tej dyskusji jest komentowane dzieło
Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie
mitotwórstwo
w rejonie Pacyfiku. Już choćby
ze względu na zachowanie ciągłości owej polemiki, dobrze, że książka Obeyesekerego ukazała się na naszym rynku. Zresztą nie było to ostatnie słowo w tej wymianie
poglądów. Wkrótce potem Sahlins odpowiedział pracą How „Natives" Think: About
Captain Cook, For Example (1995; tłum. polskie 2007), zaś Obeyesekere w następ¬
nym, stanowiącym podstawę tłumaczenia polskiego, wydaniu Apoteozy dopisał roz¬
dział „O desahlinizacji".
Od kontrowersji pomiędzy Sahlinsem i Obeyesekere wypada więc zacząć tę re¬
cenzję. Poprzez opisanie wydarzeń związanych z przybyciem kapitana Jamesa Coo¬
ka na Hawaje i jego gwałtowną śmiercią w 1779 roku, Sahlins — w swych dwóch
pierwszych pracach z „trylogii hawajskiej": Historical Metaphors and Mythical
Realities (1981) oraz rzeczonych Wyspach historii, pragnął ukazać, w jaki sposób
mity stanowią scenariusze dla ludzkich działań. Uogólniając, ludzie postępują tak,
jak podpowiada im kultura, jak zapisane to jest w jej wzorach, często najbardziej ot¬
warcie wyrażonych w opowieściach mitycznych. Zjawisko to nazwał mitopraktyką.
W terminach teoretycznych była to próba pogodzenia ahistorycznego w swej istocie
Recenzje i noty recenzyjne
313
strukturalizmu z oczywistością występowania zmian w procesie historycznym. Jak
się okazało, doprowadziło to Sahlinsa do stworzenia antropologicznie sformułowa¬
nych tez na temat niezwykle żywotnej dziś teorii praktyki, kojarzonej głównie z na¬
zwiskami Pierre'a Bourdieu i Anthony'ego Giddensa. Ludzie kierują się wskazaniami
zawartymi w owych szeroko rozumianych mitach, lecz interpretacja tych ostatnich
zależy od interesów poszczególnych grup i osób, a poza tym owe schematy mityczne
muszą być na tyle elastyczne, by móc akomodować niezwykłe wydarzenia, takie jak
na przykład przybycie statków Cooka. Tak też się stało na Hawajach i w wyniku tego
wydarzenia, wystąpienia — jak powiada Sahlins — „strukturalnego splotu okolicz
ności", nastąpiła lawina zmian w życiu Hawajczyków, która przekształciła cały ich
sposób życia, relacje społeczne, wierzenia i powszednią praktykę.
Podstawą tego niezwykle ciekawego wywodu było jednak założenie, że kapitan
Cook został potraktowany przez tubylców jako wcielenie boga Lono. Sahlins szcze¬
gółowo dokumentował swe sądy, wskazując, jak przypadkowo obrany przez okręty
brytyjskie kurs zbiegał się z trasą powrotu mitycznej postaci Lono, który udał się na
morze i obiecał, iż powróci; jak uroczyście i wręcz bałwochwalczo witano Cooka
w Zatoce Kaleakekua, z jaką nabożnością goszczono przybyszów, jak Cooka zabito
i potraktowano jego zwłoki i wreszcie jak stał się boską legendą na Hawajach. Tym¬
czasem Obeyesekere rozważa szczegółowo kolejne stwierdzenia i podważa więk¬
szość z nich. Całość książki jest wzorcowym przykładem rzetelności warsztatu an¬
tropologicznego i historycznego. Uwzględnione są praktycznie wszystkie dostępne
źródła dotyczące podróży mini-flotylli Cooka, dzienniki pokładowe oraz dzienniki
osobiste uczestników wyprawy, w której byli też rysownicy i uczeni, mający doku¬
mentować odkrywany świat i opisywać napotykane ludy. Obeyesekere uwzględnia
też mnóstwo podobnych materiałów pozostawionych przez następnych żeglarzy (np.
Vancouver, Zimmermann), a potem misjonarzy i kupców. Jego uwadze nie uszedł
chyba żaden strzęp informacji publikowanej bądź archiwalnej. Dane i teksty te są
wprzęgnięte w narrację antropologiczną, która pokazuje, na czym polegały wzajem¬
ne relacje między Białymi Ludźmi a Tubylcami, przedstawicielami Zachodu a Inny¬
mi. Ten problem ma zaś ważkie implikacje filozoficzne i moralne.
Tezę o rzekomym postrzeganiu i traktowaniu Jamesa Cooka jako żywego wciele¬
nia boga Lono, Obeyesekere uważa za absurd i dostarcza szeregu dowodów na to, że
angielski kapitan przyjęty został wprawdzie jako wielki przywódca, lecz nie jako bóg.
Świadczą o tym, odpowiednio zinterpretowane, te same wydarzenia, które opisywał
Sahlins, a więc sposób powitania Cooka w świątyni Lono, odnoszenia się do niego
przez tubylców, poćwiartowania jego zwłok i na odjezdnym zapytania skierowanego
do oficerów, czy Cook przypłynie za rok. Obeyesekere szczegółowo i przekonują¬
co argumentuje, że interpretacje Sahlinsa oraz innych antropologów i historyków są
wyrazem etnocentrycznego widzenia świata, w którym Białych spontanicznie trak¬
towano jako Nadludzi. Jest to sposób myślenia i eurocentryczny, i mito-logiczny, jak
powiedziałby Claude Lévi-Strauss, sam w sobie. Gananath Obeyesekere, antropolog
kulturowy pochodzenia srilankijskiego, pracujący na amerykańskim uniwersytecie,
staje się poniekąd wyrazicielem opinii wszystkich ludów spoza kręgu cywilizacji
Zachodu.
314
Recenzje i noty recenzyjne
Idea, w myśl której mieszkańcy odkrywanych lądów traktują Europejczyków jak
bogów, jest europejskim mitem. Wynika on z poczucia wyższości cywilizacyjnej, bę¬
dącej ważną cechą myślenia epoki oświecenia, której produktem i przedstawicielem
był Cook. Niesienie maluczkim zdobyczy cywilizacji, jak na przykład kóz i owiec,
było zresztą wpisane w odkrywczą misję wyprawy i na pokład zabrano kilka par
różnych zwierząt hodowlanych, które darowano mieszkańcom Mórz Południowych
i instruowano o tym, jak się z nimi obchodzić. Był to aspekt mitu odkrywcy-cywilizatora, model bohatera kulturowego wzorowany na Prospero. Cook ujawnił jednak
również swą inną twarz, twarz odkrywcy-karciciela, podzielającego cechy Kurtza
z powieści Jądro ciemności Josepha Conrada. Surowe karanie załogi, za najmniej¬
sze nawet przewinienia, ale przede wszystkim tubylców (np. biczowanie wielokrot¬
nie przekraczające normy wyznaczone przez admiralicję), było nagminną praktyką.
Tymczasem gloryfikacja Cooka w Europie polegała między innymi na przedstawia¬
niu go jako łagodnego, paternalistycznego i humanistycznego Prospero. Zjawisko to
śledzi Obeyesekere w ówczesnym i późniejszym piśmiennictwie na temat jego osoby
i wyprawy, w przedstawieniach teatralnych, żurnalistyce i malarstwie. Podobny me¬
chanizm adoracji doprowadził również do tego, że Cook stał się bohaterem narodo¬
wym Nowej Zelandii, akceptowanym jako taki zarówno przez ludność napływową,
jak i maoryską.
Na gloryfikacji idealizacja Cooka się jednak nie kończy. Obeyesekere pokazuje,
jakie były mechanizmy i w jakich okolicznościach doszło do wykreowania Cooka na
bóstwo, do apoteozy tej postaci. Sęk w tym, że nie uczynili tego wcale Hawajczycy,
ale Europejczycy, którzy tym pierwszym ten zabieg przypisali. Ubóstwienie odkryw¬
cy bądź konkwistadora było trwałym elementem mitologii europejskiej, czego spek¬
takularnym przykładem jest Cortez, jakoby potraktowany przez Azteków jako wcie¬
lenie boga Quetzalcoatl. Tzvetan Todorov, w swej książce Podbój Ameryki. Problem
Innego (1996), powiela zresztą ten mit. Jest on cząstką szerszego wyobrażenia ludzi
Zachodu na temat ludów pozaeuropejskich jako myślących irracjonalnie i pasyw¬
nych w obliczu losu. Obeyesekere uważa ten pogląd za całkowicie mylny i wydarze¬
nia na Hawajach z końca XVIII wieku interpretuje w terminach „racjonalności prag¬
matycznej", jak j ą sam nazywa. Przeciwstawia się ona całkowicie idei pre-logiki,
zainicjowanej przez Luciena Levy-Bruhla (Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych, 1992), kontynuowanej de facto przez Levi-Straussa (szczególnie: Myśl
nieoswojona, 1969), a znajdowanej też w koncepcji Wielkiej Fosy Ernesta Gellnera.
Owa racjonalność pragmatyczna pozwala na to, by historię Cooka umieścić
w szerszym kontekście kulturowym. To pragmatyka i dynamika sytuacji, interpre¬
towanej i modulowanej wyobrażeniami ówczesnych mieszkańców Hawajów, decy¬
dowała o ich postępowaniu. Niespodziewanych przybyszy usiłowano wykorzystać
natychmiast w lokalnych rozgrywkach politycznych, w redefinicji relacji społecz¬
nych i światopoglądu, w szczególności systemu tabu. Detaliczna analiza ujawnia,
jaki sens miały rytuały, zachowania i, w większości wypadków domyślne, wypowie¬
dzi Hawajczyków. Domyślne, albowiem wydaje się, że najprawdopodobniej kroni¬
karze brytyjscy wkładali w usta tubylców słowa, których jedynie się domyślali, a to
z tego względu, że ich znajomość języka była znikoma i pośrednia (przez dialekty
Recenzje i noty recenzyjne
315
tongijskie). W końcu na Hawajach wylądowali po raz pierwszy. Obeyesekere zresztą
z dużą wprawą wychwytuje niekonsekwencje w relacjach samych uczestników wy
prawy, pokazując, jak ich wizja wydarzeń zmieniała się wraz z upływem lat, a więc
i wraz ze stabilizowaniem się mitu Cooka jako rzekomego boga Lono dla Hawajczyków. Przeto staje się jasne, że było to raczej skażone europejskim wyobrażeniem
świata, przesyconym owymi mitami wyższości i apoteozą kapitana, słyszenie tego,
co chciało się usłyszeć. Dotyczy to także interpretacji poczynań wodzów, kapłanów,
zwykłych ludzi, kobiet i mężczyzn, zarówno w sytuacjach obrzędowych, jak i w ży¬
ciu codziennym. Obeyesekere dekonstruuje te interpretacje, obnaża ich „stronni
czość". Pisanie historii okazuje się tworzeniem mitu, który wpisuje się w strukturę
mitologiczną społeczeństw Zachodu. Tylko prawem europocentrycznego kaduka ów
mit zostaje nobilitowany do rangi historii. Nie ma w tym zjawisku pewnie nic dziw¬
nego, a może nie byłoby też nic zdrożnego, gdyby tej presji mitu nie ulegali także
badacze, których myślenie mieni się być krytycznym. Odnosi się to szczególnie do
antropologów roszczących sobie prawo do statusu „tricksterów" (mediatorów) międzykulturowych, w tym zwłaszcza do Marshalla Sahlinsa.
Apoteoza kapitana Cooka to książka niesamowita, wciągająca lektura, która jed¬
nocześnie poucza czytelnika, na czym polega rzetelny warsztat badawczy i sztuka
myślenia krytycznego. Porusza ważkie etycznie i światopoglądowo sprawy relacji
Zachodu do ludów pozaeuropejskich, kolonizatorów do kolonizowanych, równo¬
ważności sposobów myślenia, nie tracąc waloru analitycznego, w którym historycz¬
ny i etnograficzny detal są ze sobą integralnie splecione w fascynującej, odważnej
teoretycznie i błyskotliwej narracji. Wpisuje się w trwającą dziesięciolecia dyskusję
na temat racjonalności myślenia i mito-historyczności, która jest częściowo dostępna
w języku polskim (patrz wspomniane w recenzji pozycje). Wykracza jednak poza
utarte schematy konceptualizowania problemu i tchnie świeżością. Owa synteza
śmiałości i rzetelności jest wielką zaletą książki, z której adepci nauki wyniosą nie¬
ocenioną lekcję na temat tego, na czym polega praca uczonego i pisanie wartościo¬
wych poznawczo książek. Być może dzięki tej lekturze wyrwą się oni z zaklętego
kręgu praktykowania „nauki" jako „sztuki kontemplowania tematu", pozbawionej
solidnych podstaw budowanych w trakcie wnikliwych studiów materiałowych i em¬
pirycznych. Dla osób uprawiających antropologię kulturową, etnologię, historię, filo
zofię i inne kierunki humanistyczne oraz zainteresowanych społeczeństwami, kulturą
i dziejami Polinezji, to lektura wręcz podstawowa i zarazem atrakcyjna. Książka jest
jednocześnie wprowadzeniem do zaniedbanej w polskim krwiobiegu intelektualnym
problematyki kolonializmu, dekolonizacji i postkolonializmu, również w jego aspek¬
cie mentalnym, czyli w odniesieniu do „kolonizacji umysłu". Stanowi swoiste odcza¬
rowanie świata Europejczyków tkwiących w przekonaniu o obiektywizmie ich pisa¬
nych relacji naocznych świadków oraz wizji świata. Czytelnikom w Polsce otwiera
oczy na sprawy wykraczające poza lokalne opłotki i jakże „wałkowaną w kółko"
Europę, choć ukaże zarazem, jak głębokie są implikacje ekspansji owej Europy, która
zaczęła procesy globalizacyjne dawno temu. Przybliża wreszcie postać Gananatha
Obeyesekerego, wybitnego antropologa, którego znajomość okazuje się na tyle słaba
w polskim środowisku etnologicznym, że jeden z prominentnych jego przedstawi-
316
Recenzje i noty recenzyjne
cieli, omawiając jakiś czas temu w czołowym polskim tygodniku książkę Tony'ego
Horwitza Błękitne przestrzenie.
Wyprawa śladami kapitana Cooka, nazwał go, zupeł¬
nie nietrafnie, „hinduskim literaturoznawcą".
Michał
Buchowski
BIBLIOGRAFIA
Lévi-Strauss C.
1969
Myśl nieoswojona, przeł. A. Zajączkowski, Warszawa: Państwowe
Wydawnictwo Naukowe.
Lévy-Bruhl L.
1992
Czynności umysłowe w społeczeństwach pierwotnych, przeł. B. Szwarcman-Czarnota, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe.
Obeyesekere G.
Medusas Hair, Chicago: Chicago University Press.
1981
1990
The Work of Culture: Symbolic Transformation in Psychoanalysis and An
thropology, Chicago: Chicago University Press.
Sahlins M .
1981
Historical Metaphors and Mythical Realities: Structure in the Early His
tory of the Sandwich Islands Kingdom, Ann Arbor: Michigan University
Press.
2006
Wyspy historii, przeł. I . Kołbon, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu
[1985]
Jagiellońskiego.
2007
Jak myślą „tubylcy". O kapitanie Cooku, na przykład, przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
[1995]
Todorov T.
1996
Podbój Ameryki. Problem Innego, przeł. J. Wojcieszak, Warszawa: Aletheia.
Marshall S a h l i n s , Jak myślą „tubylcy". O kapitanie Cooku, na przykład,
przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007,
ss. 338, il., ISBN: 978-83-233-2296-2.
Książkę Jak myślą „tubylcy".
O kapitanie Cooku, na przykład
należy czytać,
rozumieć, przetrawić i przyswoić w szerszym kontekście niż ona sama. Marshall
Sahlins, jeden z wybitniejszych antropologów naszych czasów, przez lata zasłużony
profesor w jednym z najpotężniejszych na świecie departamentów antropologii na
Uniwersytecie Chicagowskim, był do niedawna znany polskiemu czytelnikowi jedy¬
nie z fragmentu swej wcześniejszej książki Stone Age Economics i artykułu, obydwu
opublikowanych w pierwszym tomie wyboru tekstów pod red. Mariana Kempnego
i Ewy Nowickiej Badanie kultury (2003). W 2006 roku, nakładem Wydawnictwa
Recenzje i noty recenzyjne
317
Uniwersytetu Jagiellońskiego, ukazała się szczęśliwie praca Wyspy historii (2006),
dotycząca właściwie antropologicznego czytania procesów historycznych, dla któ¬
rych egzemplifikacją są wydarzenia, jakie rozegrały się na przełomie XVIII i XIX
wieku na Hawajach. W istocie rzeczy Wyspy... są drugą, po Historical Metaphors
and Mythical Realities: Structure in the Early History of the Sandwich Islands King¬
dom (1981), z serii książek prezentujących Sahlinsowską koncepcję „mitopraktyki",
która na gruncie antropologii była prekursorska w stosunku do koncepcji praktyki
Pierre'a Bourdieu. Jak się okazało, był to pomysł wpływowy oraz szeroko dyskuto
wany w antropologii i dyscyplinach pokrewnych. Jak myślą „tubylcy" jest trzecią
i ostatnią z tej mini-serii, ciekawą tym bardziej, że jej wątek tkany jest na osnowie
fascynującej polemiki z krytyczną wobec tez Sahlinsa książką Gananatha Obeyesekerego Apoteoza kapitana Cooka (2007). Dobrze się stało, że skoro powiedziano
„a", to powiedziano też „b", czyli przetłumaczono książkę Obeyesekerego, w której
w wydaniu drugim znalazło się również „Posłowie", będące odpowiedzią na krytykę
Sahlinsa zawartą w Jak myślą „tubylcy". Publikacja tej ostatniej pozycji, otwartej
polemiki z tezami zawartymi w Apoteozie kapitana Cooka, zamykająca tę wymia¬
nę argumentów, stała się więc niejako powiedzeniem „c". Wydanie książki Sahlinsa
oszczędziło czytelnikom poczucia niedosytu, przerwania przygody intelektualnej,
zaś dla wielu adeptów, przede wszystkim studiów etnologicznych i historycznych,
stało się szkołą myślenia, lekcją rzeczowego uprawiania nauki budującej swe argu¬
menty na materiałach empirycznych, prototypem umiejętnego prowadzenia polemi¬
ki, kanonem praktyki naukowej zbudowanym na tym swoistym studium przypadku.
By pozostać w ramach „alfabetycznej" metafory, jest „abecadłem" działalności ba¬
dawczej, która, poza walorami informacyjnymi i poznawczymi, bez wątpienia stanie
się przedmiotem studiów i dyskusji w ramach ćwiczeń, seminariów i warsztatów
naukowych.
Jednak podtrzymanie ciągłości edytorskiej i argument wyrabiania w czytelnikach
krytycznych nawyków myślowych to nie jedyne powody, dla których Jak myślą „tu¬
bylcy" warto było przełożyć i wydać w języku polskim. Tak zwana etnografia po¬
wszechna należy do zaniedbanych obszarów w naszym piśmiennictwie naukowym.
Publikacja powiązanego kompleksu trzech książek stała się przemyślanym i wyjąt¬
kowo zwartym krokiem w kierunku wypełnienia tej luki. Odnosi się to szczególnie
do etnologii Polinezji, ale nie tylko. Te trzy pozycje tworzą całostkę będącą wzorem
dla uprawiania antropologii historycznej, unikatowego połączenia materiałów etno¬
graficznych, opisów kronikarzy podróży, dzienników okrętowych, relacji misjonarzy
i pierwszych przedstawicieli lokalnych, wykształconych elit oraz innych źródeł pi¬
sanych (archiwaliów, a ponadto artykułów prasowych, literatury, ikonografii z danej
epoki), które interpretuje się, poniekąd „układa się", zgodnie z podzielanymi, expli¬
cite lub implicite, założeniami teoretycznymi. Ten ostatni wątek prowadzi wprost do
kwestii zawartości książki Sahlinsa, która sama w sobie jest nietuzinkowym wyzwa¬
niem intelektualnym.
Przedmiotów sporu jest kilka i wszystkie one mają naprawdę długą i skompliko¬
waną historię w myśli naukowej. Pierwszy z nich można ująć, choć nie do końca,
w ramy debaty między racjonalizmem a relatywizmem lub obiektywizmem a par-
318
Recenzje i noty recenzyjne
tykularyzmem. Znaczną część dyskusji można bowiem sprowadzić do zagadnienia
sposobu myślenia ludzi, w szczególności ludów pozaeuropejskich. Sahlins, zdaniem
Obeyesekerego, idzie w ślady imperialnej myśli europejskiej, która przypisywała
mieszkańcom innych lądów pre-logikę. Wyrazem tego poglądu jest właśnie przeko¬
nanie, że na przykład Hawajczycy uznali Cooka za żywe wcielenie ich boga Lono.
To ubrana w naukowe piórka teza przedstawiająca ich jako na poły racjonalne istoty,
których świat realny ma być przepojony mistycznymi wyobrażeniami, co sprawia, że
tubylczy światopogląd przyjmuje kształt sławetnego „steku bzdur" sir Jamesa Frazera. Obeyesekere, również na podstawie swego południowoazjatyckiego doświad¬
czenia kulturowego, obstaje tymczasem, iż myśleniem i działaniem wszystkich lu¬
dzi rządzi „pragmatyka racjonalna", która jest zresztą uniwersalnym przyczółkiem
porozumienia międzykulturowego. W istocie to właśnie te stwierdzenia są punktem
wyjścia do ataku Sahlinsa.
Ripostę ująć można w kilka powiązanych ze sobą punktów. Po pierwsze, Sahlins
stwierdza, że nie widzi powodu, by doświadczenie srilankijskie miało być uprzy¬
wilejowane w stosunku do jakiegokolwiek innego, dając Obeyesekeremu prawo
do myślenia, że jego wgląd w sprawy hawajskie jest bardziej adekwatny niż ten,
który korzeniami tkwi w oświeceniowej logice europejskiej. Po drugie — fakt, że
Obeyesekere pochodzi z postkolonialnego kraju nie daje mu prawa do stania się
rzecznikiem interesów i poglądów wszystkich ludów Trzeciego Świata, a na takiego
się on właśnie kreuje. Po trzecie, racjonalna pragmatyka, wręcz biologicznie wa¬
runkowany utylitaryzm, który Obeyesekere ogłasza oficjalną praktyką wszystkich
ludów tubylczych, jest przecież niczym innym, jak europejską kreacją. Podważa to
roszczenia dotyczące bliskości jego doświadczenia z doświadczeniami innych ludów
pozaeuropejskich, albowiem on sam jawi się jako podmiot logiki wykreowanej przez
ideologię burżuazyjną, będącą nieodłączną składową zwalczanej przezeń machiny
imperialno-kolonialnej. Ponadto, przypisując tubylcom europejski utylitaryzm, sam
sobie zaprzecza, albowiem czyni ludy pozaeuropejskie reprezentantami europejskie¬
go sposobu myślenia. Niedźwiedzia to przysługa, bo w ten paradoksalny sposób do¬
konuje kolonizacji ich umysłów, przed którą rzekomo ich broni. Po czwarte, zakła¬
dana uniwersalna pragmatyka racjonalna niweluje różnice między poszczególnymi
ludami i ich kulturami, czyniąc je wszystkie poddanymi tej samej logice myślenia.
Gdyby tak rzeczywiście było, to nie mielibyśmy, może poza pewnymi wywołanymi
różnicami środowiskowymi, odmienności kultur i światopoglądów, a antropolodzy,
w tym także Obeyesekere, musieliby zająć się czymś zupełnie innym. Tak jednak,
jak pokazuje doświadczenie historyczne i współczesne, nie jest. Powiedziałbym, że
przekonuje nas o owej oczywistości różnic w konceptualizowaniu „tego samego"
także polemika Obeyesekerego z Sahlinsem. Po piąte, i przy okazji pogłębiając „po¬
mieszanie z poplątaniem", w gruncie rzeczy Obeyesekere obstaje, że Hawajczycy są
utylitarni, a Europejczycy mito-logiczni, ponieważ to ci ostatni przecież, szczegól¬
nie mieszkańcy Londynu, mieli kreować mit hawajskiego potraktowania Cooka jako
boga Lono. Inwersja wszelkich porządków została więc dopełniona.
Rozdział czwarty, zatytułowany „Racjonalności: jak myślą «tubylcy»", to za¬
równo mistrzowski popis kompetencji Sahlinsa w kwestiach antropologicznych, jak
Recenzje i noty recenzyjne
319
i świadectwo jego erudycji filozoficznej. Myśli św. Augustyna, poglądy Hume'a,
Locke'a i Kartezjusza, tezy Monteskiusza, Rousseau i Vico, a także najnowsze usta¬
lenia kognitywistów, tworzą syntagmatyczny ciąg przekonujących argumentów na
rzecz stanowiska Sahlinsa. Znajdujemy w nim błyskotliwą wykładnię poglądu, że
realność i obiektywność świata zewnętrznego oraz jedność wyposażenia psychobiologicznego człowieka nie pociągają za sobą wcale tożsamych przedstawień tego
świata. Doznania zmysłowe warunkowane są bowiem przez porządek kulturowy,
powiązany zresztą z relacjami społecznymi. Strumień doświadczeń podlega selekcji
i klasyfikacji porządkowanej przez kulturę. Ta właściwość poznania ludzkiego, uni
wersalnego fizjologicznie i materialnie, lecz zróżnicowanego kulturowo, sprawia, że
mamy do czynienia z odmiennymi interpretacjami tych samych „faktów" i „wyda¬
rzeń". Z tego właśnie względu przybycie kapitana Cooka na Hawaje mogło mieć dla
tubylców inne znaczenie niż to powodowane logiką utylitaryzmu. W tym momencie
otwiera się pole dla antropologii, która bada odmienności owych percepcji. Jeśli zaś
rzetelnie przeanalizować dostępne źródła, z ostrożnością dobierane materiały po¬
równawcze i mające dozę prawdopodobieństwa hipotezy, to dla Hawajczyków Cook
od momentu przybycia nie był zwykłym śmiertelnikiem, nawet nie był też „tylko"
nadzwyczajnym wodzem, co ewentualnie dopuszcza Obeyesekere, lecz wcieleniem
boga Lono. Takie jego postrzeganie wpisywało się bowiem w ówczesny hawajski
sposób widzenia świata, w ich struktury mityczne. Przekonać ma nas o tym ponad
dwieście stron wnikliwych dociekań wspartych prawie dziewięćdziesięcioma strona¬
mi dodatków rozpatrujących szczególnie istotne momenty kontrowersji. Realizacja
projektu naukowego w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Krytyka pod adresem Obeyesekerego bywa momentami bezlitosna. Sahlins za¬
rzuca mu błędy w procedurach wnioskowania. Oto przykład tylko jednego z nich:
„brak świadectwa staje się świadectwem braku". Amerykański antropolog srilankijskiego pochodzenia ma mieć „oryginalny wkład do znanej fauny historiograficznych
błędów", stosując procedurę „podwójnego powiązania w stawianiu pytań". I tak,
z jednej strony, „brak europejskich wzmianek, w myśl których Cook = Lono znaczy,
że dla Hawajczyków Cook nie był bogiem Lono". Z drugiej strony, „istnienie ha¬
wajskiej wzmianki, że Cook = Lono wskazuje na istnienie mitu europejskiego tego
rodzaju". „Innymi słowy, europejski brak stwierdzenia [o istnieniu tego równania
— M.B.] jest świadectwem w kwestii rzeczywistości hawajskiej, podczas gdy twier¬
dzenia hawajskie są ewidencją w kwestii wierzeń europejskich". Argumenty Obeyesekerego bywają kryptologiczne i nie są wsparte etnografią. Jego ataki prowadzą do
„absurdalnie logicznej konkluzji", w myśl której wszystkie ludy reagują podobnie na
przybywających po raz pierwszy Europejczyków. W końcu, i to chyba najcięższy za
rzut, ostateczną ofiarą poczynań Obeyesekerego są mieszkańcy Hawajów. Zachodni,
empiryczny zdrowy rozsądek zastępuje ich własny sposób widzenia spraw, pozosta¬
wiając im fikcyjną historię ipidgin ethnography.
Jeśli tylko ktoś myśli o praktyce naukowej w sposób poważny i o tym, by rzetelne
wzorce uprawiania nauki przekazywać i wpajać kształconym pokoleniom studentów
i studentek, to książka Marshalla Sahlinsa jest wzorcem, na którym tego właśnie
mogą się oni uczyć. W powiązaniu z innymi dziełami z tego zestawu na długo wpisze
320
Recenzje i noty recenzyjne
się w curricula i sylabusy licznych kierunków studiów, w szczególności historycz
nych, etnologicznych i antropologicznych, filozoficznych oraz innych nauk społecz
nych i humanistycznych.
Michał
Buchowski
BIBLIOGRAFIA
Obeyesekere G.
2007
Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo
[1992]
przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagielloń¬
skiego.
w rejonie
Pacyfiku,
Sahlins M.
1981
2003
[1972]
2006
[1985]
Historical Metaphors and Mythical Realities: Structure in the Early His¬
tory of the Sandwich Islands Kingdom, Ann Arbor: Michigan University
Press.
Pierwotne społeczeństwo dobrobytu, przeł. P. Niesiołowski, w: M. Kempy,
E. Nowicka (red.), Badanie kultury, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe
PWN, s. 275-306.
Wyspy historii, przeł. I . Kołbon, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu
Jagiellońskiego.
H.C. U p r e t i , Indian Tribes Then and Now, Jaipur: Pointer Publishers 2007,
ss. 306, ISBN: 81-7132-482-7.
K.S. S i n g h , The Scheduled Tribes, Anthropological Survey of India, New
Delhi: Oxford University Press, 2001, ss. 1266, ISBN: 019564253-8;
Poprzez recenzję dwóch publikacji chciałbym, w bardzo ograniczonym zakre¬
sie, pokazać sposoby podejścia do problematyki tubylczej w Indiach. Są to prace
z naszego punktu widzenia specyficzne, a zarazem charakterystyczne dla tamtejszej
antropologii.
Recenzje indyjskich książek naukowych z tej dziedziny bardzo rzadko pojawiają
się w europejskich wydawnictwach nieanglojęzycznych. Znani antropolodzy pocho¬
dzenia indyjskiego (np. A. Appadurai) realizują swoje badania na obczyźnie, zwy¬
kle w placówkach akademickich Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Nie
brakuje w ich pracach odniesień do specyfiki kulturowej kraju pochodzenia, lecz
z reguły ograniczane są one do kwestii ogólnospołecznych i aktualnych problemów
kulturowych o charakterze reprezentatywnym dla ogólnie pojmowanego kontekstu
narodowego. Poza Azją Południową, zakres badań podejmowanych przez indyjskich
etnologów, antropologów kulturowych czy socjologów znany jest głównie badaczom
realizującym swoje projekty w danym regionie. A nie ma wątpliwości, iż jest co
Recenzje i noty recenzyjne
321
badać. Różnorodność kulturowa samej Republiki Indii wydaje się niewyczerpalnym
obszarem naukowych dociekań dla powyższych dyscyplin. Kształtowanie się klas
społecznych, dynamicznie zmieniające się relacje kastowe (nadal obecne w mental
ności społecznej), różnice regionalne oparte o kryteria etnojęzykowe, opozycja aglo¬
meracji miejskich do obszarów niezurbanizowanych, to tylko przykład problemów
pojawiających się na horyzoncie życia społecznego Indii. Już sam fakt, że Indie są
niezwykłym i ogromnym projektem społecznym, na niespotykaną nigdzie indziej
skalę, skłania do stawiania wielu pytań z rozmaitych obszarów kultury.
Nie na miejscu byłoby porównywanie obu omawianych niżej publikacji. W od¬
mienny sposób prezentują one bowiem dorobek każdego z autorów jako rezultat
wieloletnich badań nad problematyką społeczności indyjskich, określanych jako
scheduled tribes (plemiona rejestrowane). Obaj od lat 70. XX wieku przyczynia
li się do wzbogacania i rozwijania studiów antropologicznych w Indiach. Profe
sor H.C. Upreti przełożył na język hindi prace wielu „zachodnich" badaczy (m.in.
E. Durkheima). Przez wiele lat był profesorem na Wydziale Socjologii uniwersyte¬
tu dżajpurskiego w Radżasthanie. W swoich badaniach opisywał kwestie z zakresu
organizacji społecznej, antropologii miasta, relacji płeć — kultura, czy też zmian
w życiu tubylczych społeczności lokalnych. Obecnie jest afiliowany przy Indian
Council of Social Science Research, gdzie pracuje w komisji przyznającej uniwersy
teckie wnioski grantowe oraz bierze udział w World Food Programme.
Autor drugiej publikacji, profesor K.S. Singh, rozpoczynał swoją działalność jako
pracownik Indyjskiej Służby Administracyjnej. Prowadził badania nad protestami
społeczności plemiennych wobec polityki rządowej, udziałem i rolą kobiet w ży¬
ciu małych grup lokalnych oraz implementacją projektów rozwojowych na terenach
wiejskich. Swoje spostrzeżenia spisał w kilku książkach, które stanowią podstawowe
źródła do nauczania antropologii na uniwersytetach indyjskich. Od roku 1984 do
1993 K.S. Singh był dyrektorem Anthropological Survey of India, ogólnokrajowej
i najważniejszej jednostki badawczej w Indiach. Według jego projektu przeprowa¬
dzono, zakrojone na szeroką skalę, badania i spis ludności należącej do kategorii kast
i plemion rejestrowanych (Scheduled Casts and Tribes). Wyniki tych badań zostały
opublikowane pod redakcją K.S. Singha, w obszernych tomach serii „Peoples of In
dia". Były to jedyne dotychczas badania etnologiczne, które obejmowały cały kraj.
W tym imponującym przedsięwzięciu (od 1985 do 1992 roku) brało udział około 600
badaczy, którzy zgromadzili materiały od 24,5 tysiąca informatorów (sic!).
Recenzowane prace opisują kwestie z zakresu problematyki tubylczej. Ostatnie
dekady XX wieku były okresem, kiedy granica między obszarami miejskimi i niezurbanizowanymi bardzo wyraźnie zarysowała się, a nawet mocno wypiętrzyła; granica,
którą coraz częściej przekraczają przedstawiciele administracji państwowej. Nie ule¬
ga wątpliwości, że jest to jeden z ważnych czynników zmian w życiu społeczności
lokalnych. Ich konsekwencje stały się inspiracją dla autora pierwszej z omawianych
prac. Upreti przygląda się strukturze społecznej ludów plemiennych Indii, odwo¬
łując się do własnego doświadczenia badawczego (około 40 lat badań) oraz relacji
innych indyjskich badaczy, wskazuje na dynamikę i skutki stale trwającego proce-
322
Recenzje i noty recenzyjne
su przemian. Treść podzielona została na 21 rozdziałów, w których analizowane są
wybrane zagadnienia, takie jak: zmiany w sferze rodziny i instytucji małżeństwa,
relacje w systemach pokrewieństwa, gospodarka, wierzenia, sytuacja kobiet, wpływ
projektów rozwojowych, czy też reakcje społeczności plemiennych na działania
władz.
Cenne są również dwa aneksy, zawierające opis przedmiotu badań antropologicz
nych i natury samej dyscypliny oraz pojęcia i terminy etnologiczne podane w skróto
wym, encyklopedycznym układzie. Warto zatem rozpocząć lekturę od tych dodatków,
które określają charakter antropologicznego podejścia w Indiach, jakże podobnego
do szkoły brytyjskiej do połowy XX wieku. Można do nich dołączyć także pierwszy
rozdział, wprowadzający w problematykę plemienną historycznie i terminologicznie.
Szkoda, że cytując definicje i kryteria klasyfikacji ludów tubylczych tworzone przez
innych badaczy indyjskich, sam autor nie wskazuje na te, do których się przychyla
w swoich badaniach. Trzy powyższe części będą dobrym wprowadzeniem, określa¬
jącym indyjski punkt widzenia społeczności „plemiennych". Celowo ujmuję plemię
w cudzysłów, ponieważ jest to inne pojmowanie tego rodzaju organizacji społecznej
niż w kontekście zachodnim.
Rozczarowuje drugi rozdział, traktujący o grupach znikających z mozaiki etnicz
nej Indii. Pomimo interesujących i unikatowych informacji o małych społecznoś
ciach wchłanianych przez główny nurt społeczeństwa, Upreti odwołuje się do źró¬
deł sprzed półwiecza. W kontekście tematu rozdziału nie jest to zabieg szczęśliwy,
gdyż nie wiadomo, czy współcześnie owe społeczności nadal funkcjonują na swych
terenach jako odrębne grupy, czy też zostały wchłonięte przez falę nowych osad¬
ników.
Autor zastosował w książce klasyczny podział struktury tekstu, powszechny
w indyjskich monografiach etnologicznych. Przeczytać można kolejno o strukturze
społecznej, rodzinie, formach małżeństwa, regułach pokrewieństwa, dziedziczeniu,
sztuce ludowej, gospodarce i wierzeniach. Przy ogromnym materiale przykładowym,
jakim dysponuje Upreti, opisy nabierają ogólnikowego charakteru. Nie znaczy to, że
nie można znaleźć informacji interesujących i ciekawych. Poza „szablonowymi" roz¬
działami wyodrębnione są części wyjątkowe. Należą do nich teksty o ruchach społeczno-wyznaniowych, roli kobiet w społeczeństwach plemiennych, rozwiązaniach
rozwojowych i problemach grup tubylczych. Ruchy społeczne zostały omówione
w perspektywie historycznej i jest to dobre kompendium, w którym prześledzono
podstawy każdego z ważniejszych protestów tubylczych. Niestety, brakuje danych
opisujących sytuację współczesną, będącą konsekwencją zajść historycznych. Upreti
nie wspomina o walkach w Bodolandzie (Assam), falowo przybierających na sile
i sprawiających, że region nie jest stabilny społecznie. Podobna sytuacja ma miejsce
w stanie Ćhattisgarh, powołanym w wyniku ruchów tubylczych w 2001 roku. Obec¬
nie zawiązuje się ruch górali Uttaranćalu walczących o prawa do własnej ziemi me¬
todami wypracowanymi w latach 80. XX wieku, podczas protestów Ćipko (w tłum.
„obejmowanie", „otulanie" — w kontekście ochrony drzew), zakończonych uchwałą
praw chroniących przed wycinką lasy Garhwalu i Kumaonu. To tylko trzy z proble
mów obecnie nurtujących opinię społeczną w Indiach. Jako ciekawostkę można po-
Recenzje i noty recenzyjne
323
traktować rozdział o podobieństwach kulturowych ludów Indii oraz Indian Ameryki
Północnej. Nie wnosi on wiele do całości publikacji i co najwyżej mógłby stanowić
kolejny aneks.
Bibliografia została podzielona i zamieszczona po każdym rozdziale. Taki sposób
podziału porządkuje i ułatwia poszukiwanie dalszych źródeł w określonym zakresie
tematycznym. Niestety zdarza się, iż autorzy, na których powołuje się Upreti, zostali
pominięci.
Podsumowując, przyznać trzeba, iż po przeczytaniu publikacji czytelnik otrzy¬
muje wystarczającą ilość informacji, aby przekonać się o rozmiarze pola badawcze¬
go, jakie zgłębiają antropolodzy indyjscy. Nie jest to studium zadowalające innych
badaczy problematyki tubylczej w Indiach, lecz wystarczające dla antropologów po¬
szukujących rzetelnych informacji wstępnych i ogólnych. Odwołując się do drugiej
części tytułu pracy Upretiego, można powiedzieć, iż zróżnicowanie kulturowe grup
plemiennych jest równie duże obecnie, jak w przeszłości.
W publikacji K.S. Singha mamy do czynienia z odmienną formą prezentacji da¬
nych. Wynika to z założonego, encyklopedycznego układu treści. Jest to obszerny,
alfabetyczny spis wszystkich grup plemiennych, zarejestrowanych w Indiach jako
scheduled tribes. Każda społeczność została krótko opisana. Obszerność informacji
jest jednak nieproporcjonalna dla poszczególnych grup. Stąd też całość sprawia wra¬
żenie opracowania nierównego i opierającego się raczej na dorobku literackim o da¬
nej społeczności, niż na materiałach zgromadzonych podczas, opisanych na wstępie,
rozległych badań terenowych. Lecz skoro autor przywiązuje tak baczną uwagę do
źródeł, to można mieć zastrzeżenia do ich doboru. Jedne społeczności opisywane
są w oparciu o źródła stosunkowo współczesne (dla publikacji z 1994, wznowionej
i uzupełnionej w 2001 roku), inne zaś na podstawie relacji z lat 50. i 60. XX wieku.
Autor, który ma doświadczenie w pracy nad rozwojem i zmianą kulturową, powi¬
nien podchodzić do starszych źródeł z większą rezerwą i dobitniej akcentować, jakie
dane pochodzą z relacji historycznych. Tymczasem zrównuje on czasowo wszystkie
opisy kolejnych grup plemiennych. Jest to o tyle poważny błąd, iż niektóre z ludów
zmieniły w ciągu ostatnich 50 lat swoją strukturę społeczną, zwyczaje lub prakty¬
ki gospodarcze, inne zaś mogły zniknąć z krajobrazu kulturowego. Odwołując się
do wiedzy zdobytej podczas ostatnich 10 lat w trakcie własnych badań terenowych
wśród Kanaurów, mogę powiedzieć, iż proponowany przez Singha opis nawiązuje do
rzeczywistości sprzed co najmniej 20 lat.
Uporządkowanie poszczególnych opisów według podobnego klucza ułatwia
jednak poruszanie się po ogromnym świecie tubylczym Indii. Bardzo pomocne jest
przytaczanie różnych wariantów nazwy grupy plemiennej, używanych w publika¬
cjach, przez grupy sąsiednie oraz endoetnonimu. Autor starał się stworzyć opisy
umożliwiające porównawcze analizowanie różnych aspektów kultury wybranych
grup (acz przypomnę, iż nie jest to czynione z konsekwencją w całym tekście). Znaj¬
dujemy więc dane demograficzne tam, gdzie to możliwe, zestawiające liczby ze spisów
ludności z różnych lat. Singh często odwołuje się także do badań antropologów fizycz
nych, podając skrócony profil antropometryczny oraz statystyczne dane procentowe
324
Recenzje i noty recenzyjne
dotyczące grupy krwi. Element już od dawna nie występujący w etnologicznej litera¬
turze naszego kręgu kulturowego. Dalej następuje opis struktury społecznej, z waż¬
nymi kryteriami określającymi relacje między członkami rodzin, oraz hierarchii wewnątrzgrupowej. Kolejnym aspektem jest określenie ram ekonomicznych, w jakich
funkcjonuje grupa i opis ważniejszych praktyk gospodarczych. Skrótowo omówio¬
ne są też praktyki religijne i podstawy zmian we współczesnej strukturze wyzna¬
niowej.
Publikacja K.S. Singha zawiera również obszerną, 35-stronicową bibliografię opra¬
cowań o indyjskich społecznościach tubylczych. Może się ona okazać szczególnie
przydatna podczas poszukiwań literatury autorstwa indyjskich badaczy. Teksty pióra
antropologów zachodnich, zamieszczone w bibliografii, niestety nie obejmują nawet
wydawnictw z lat 90. XX wieku.
Na zakończenie jeszcze jedna, ważna dla odbiorcy europejskiego, uwaga. Do¬
tyczy stylu, w jakim pisane są prace. Lektura omówionych książek, podobnie jak
szeregu innych publikacji antropologicznych współcześnie wydawanych w Indiach,
pozostawia dziwne i mieszane odczucia. Może się wydawać, iż informacje, jakie
w nich znajdujemy, są zbiorem odpowiednio uporządkowanych danych, sporządzo¬
nych w stylu brytyjsko-kolonialnego raportu. Łatwo zauważyć metodę konstruowa¬
nia treści oraz swoistą manierę sztywnego trzymania się ustalonej struktury tekstu.
Zazwyczaj zawiera ona listę takich zagadnień, jak małżeństwo, pokrewieństwo, sztu¬
ka, gospodarka, wierzenia, system władzy. Ma zatem charakter problemowo rozpro¬
szony.
Przywodzi to na myśl wypowiedź Salmana Rushdiego, który zauważa, iż we współ¬
cześnie powstających tekstach literackich pióra autorów indyjskich wyczuwalna jest
stylistyka Forstera. A rzecz przecież w tym, by oddać ducha własnej kultury poprzez
własne kategorie odczuć, co też uczynił Rushdi. W opracowaniach antropologów in¬
dyjskich można dostrzec sposób pisania badaczy brytyjskich z początku XX wieku.
Co więcej, wydany w 1915 roku tom The People of India (zbieżność nazwy projektu
K.S. Singha), autorstwa Herberta Risleya , do dzisiaj wydaje się wzorcem, do którego
nawiązują najnowsze prace (obaj autorzy przywołują postać Risleya w swoich pracach).
Nie chciałbym przez to powiedzieć, że są to publikacje skostniałe i nic nie wnoszące;
często są wręcz odkrywcze. Jednakże taki styl relacji antropologicznych jest trudny
w odbiorze i nie zachęca czytelnika do zapoznania się z wynikami badań, lecz do niego
raczej zmusza. Wielokrotnie zastanawiałem się, gdzie może tkwić przekonanie o po¬
prawności takiego ujmowania kontekstu badań (bo i one planowane są w taki sposób,
by potem wypełnić konieczne w opisie obszary). Jednym z powodów może być ciągły
brak poczucia, iż świat kultur znajdujących się w granicach państwa został poznany,
choćby katalogowo. Trudności ze sklasyfikowaniem niektórych ludów i nadaniem im
odpowiedniego statusu wobec prawa stanowią bardzo istotny problem, często wywo¬
łujący nieporozumienia między tubylcami a administracją. System administracyjny po
1
1
Druga edycja tego opracowania ukazała się w roku 1960, z uzupełnieniami Williama Crooke'a.
Recenzje i noty recenzyjne
325
prostu nie nadąża za dynamiką zmian społecznych. Przykładem mogą być protesty
i zamieszki wywołane w ubiegłym roku przez Gudźarów w Radżasthanie, Harianie
oraz w stanie Uttaranćal. Jednakże przy tak wielkim projekcie społecznym, jak utrzy¬
manie jedności państwowej Indii z pełnią akceptacji przeogromnej różnorodności kul¬
turowej, będą to sytuacje stale towarzyszące kolejnym rządom na szczeblu centralnym
oraz lokalnym.
Przemysław Hinca
Borys M a l k i n, Odchodzący świat. Tropem kultur indiańskich i świata
przyrody Ameryki Południowej, wybór i opracowanie Iwona Stoińska-Kairska,
Mariusz Kairski, Warszawa: Akot 2007, ss. 398, il., ISBN: 978-83-921211-5-2.
Na okładce twarz Indianina niknąca w mroku. Czerwone bransolety na rękach,
tatuaż na twarzy. Patrzy spokojnie, z pewną zadumą, może smutkiem? Czy jego świat
przeminął? Ta fotografia to cała książka. Opowieść z pierwszej ręki o ludziach i miej¬
scach, do których większość z nas nigdy nie dotrze i nigdy o nich nie usłyszy. Nie
tylko dlatego, że nie dojedzie tam ekipa filmowa, bo za daleko i za trudno. Także
dlatego, że to, co opisuje autor, przeminęło, zdarzyło się, było kilkadziesiąt lat temu.
Mowa o książce Borysa Malkina Odchodzący świat. Warto o niej, jak i o jej autorze
opowiedzieć kilka słów, ze względu na jej wymiar etnograficzny, ale przede wszyst¬
kim dlatego, że na tle polskiej literatury podróżniczej jest ona wyjątkowa.
Zacznijmy od prezentacji samej książki. Na kartach dwunastu rozdziałów po
znajemy dwanaście regionów Ameryki Południowej. „Region" to w tym przypadku
niezbyt szczęśliwe sformułowanie. Odsyła nas bardziej do geografii, podczas gdy
rdzeniem tej pozycji są opisy ludzi, zwierząt i roślin żyjących na danym obszarze.
Bardziej adekwatne wydaje się literackie określenie „świat". Książka oferuje nam
spojrzenie na dwanaście odmiennych światów Ameryki Południowej. Wraz z auto¬
rem wędrujemy przede wszystkim przez rozmaite światy Indian Amazońskich. Za¬
glądamy na przykład do Karaja w Brazylii, żyjących z rzeki Araguaia, by potem
wylądować wśród Ache — leśnych zbieraczy i łowców z Paragwaju. Odwiedzamy
Wayana w Gujanie Holenderskiej, by następnie zawitać do Tukuna, żyjących nad
wielką Amazonką. Poznajemy także Indian Guajiro, troszczących się o swoje sta¬
da na półpustynnym pograniczu Wenezueli i Kolumbii. Zaglądamy na boliwijskie
Gran Chaco (Indianie Chiriguano), w kolumbijskie Andy (Indianie Yuko w Sierra
de Perija) i do lasu tropikalnego pomiędzy Pacyfikiem a Andami (Indianie Noanama
w pn.-zach. Kolumbii). W jednym rozdziale opuszczamy nawet ląd stały, aby od¬
wiedzić należący do Chile Archipelag Wysp Juan Fernandez. Przekrój geograficzny
jest więc bardzo szeroki. Spośród wszystkich najważniejszych środowisk Ameryki
Południowej właściwie brakuje tylko argentyńskiej pampy. Wszystko to na ponad
trzystu stronach głównego tekstu.
326
Recenzje i noty recenzyjne
Prócz tego czytelnik dostaje do rąk przedmowę, tekst przedstawiający sylwetkę
Borysa Malkina, 13 map obrazujących regiony wypraw i ich usytuowanie na kon¬
tynencie amerykańskim, trzy słowniki (użytych w tekście wyrazów obcych, nazw
roślin i zwierząt, synonimów nazw ludów indiańskich), spis fotografii w czterech
językach (polskim, angielskim, hiszpańskim i portugalskim) oraz pięć aneksów opi¬
sujących działalność autora (badania o charakterze etnograficznym i przyrodniczym,
zbiory muzealne oparte na kolekcjach zgromadzonych przez autora, publikacje i fil
my dokumentalne). Łącznie jest to około 50 stron tekstu. Dodajmy do tego 130 uni
katowych kolorowych fotografii pokazujących ludzi i zwierzęta opisywane w te¬
kście, w mniejszym stopniu zaś miejsca i rośliny. Wspomnieć też wypada o starannej
wielkoformatowej edycji samej książki. To wszystko wystawia dobrą ocenę redakto¬
rom tomu. Praca, jaką włożyli w opracowanie dzieła oraz w wybranie tekstów i foto¬
grafii Malkina posiadających dużą wartość zarówno dokumentalną, jak i estetyczną,
przyniosła naprawdę dobry efekt. Odchodzący świat prezentuje się jako swoiste opus
magnum autora, dzieło rzeczywiście przybliżające cały jego dorobek.
A jest on naprawdę imponujący. Borys Malkin to jeden z najwybitniejszych
współczesnych dokumentalistów i kolekcjonerów kultur indiańskich Ameryki Połu¬
dniowej. W ciągu czterdziestu lat swoich wypraw zgromadził ponad 120 kolekcji et¬
nograficznych i zbiorów archeologicznych (najbogatsze z nich liczą powyżej tysiąca
eksponatów). Zbiory te, obejmujące rękodzieło ponad 40 ludów tubylczych Ameryki
Południowej oraz zabytki sztuki prekolumbijskiej z 10 kultur archeologicznych, są
w posiadaniu wszystkich najbardziej znaczących muzeów europejskich i amerykań¬
skich. Do tego trzeba dodać olbrzymie zbiory zoologiczne — około miliona okazów
entomologicznych i herpetologicznych rozsianych po liczących się muzeach i insty¬
tutach naukowych na świecie. Dokumentacja wizualna jest także niebagatelna — to
przeszło 40 tysięcy slajdów fotograficznych oraz fotografii czarno-białych, uzupeł
nionych 22 filmami etnograficznymi. Wszystko to zbiory wartościowe, unikające
„cepeliady", które gromadzono w sposób staranny i systematyczny. Autor może się
także pochwalić dorobkiem pisarskim. Polskim czytelnikom jest on znany z artyku¬
łów krajoznawczo-podróżniczych regularnie zamieszczanych w czasopiśmie popu¬
larnonaukowym „Poznaj Świat", gdzie od roku 1959, z małym przerwami, do roku
1985, łącznie opublikował ich pięćdziesiąt (te o Ameryce Pd. stanowią pierwowzór
Odchodzącego świata). Drugi wymiar jego pisarstwa jest w Polsce prawie całkowi¬
cie nieobecny. Są to teksty z zakresu etnozoologii i zoologii wychodzące na łamach
takich naukowych czasopism, jak „Anthropological Quarterly" czy „Bulletin of the
American Museum of Natural History".
Do pełnego obrazu sylwetki badacza dodać trzeba jego barwny życiorys, który
wiedzie od Litwy i Polski, poprzez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Kolumbię
i Szwajcarię, z powrotem do Polski. Są w nim takie epizody, jak udział w wojnie na
Pacyfiku, studia na trzech kierunkach (przyrodniczym, archeologicznym oraz antro
pologicznym, m.in. pod kierunkiem A. Kroebera i R. Lowie'go), podróże po obu
Amerykach, Afryce, Azji i Oceanii, praca wykładowcy uniwersyteckiego, przyjaźń
z Robertem Carneiro — czołowym antropologiem amerykańskim. Słowem, Borys
Malkin to postać nietuzinkowa, której dokonania budzą szacunek. Można powie-
Recenzje i noty recenzyjne
327
dzieć, że od strony naukowej sytuuje się on w antropologii w nurcie Boasowskim,
w którym badacz powinien być przede wszystkim dokumentalistą, a zarazem specja¬
listą w różnych dziedzinach.
I to właśnie przebija się w rzeczonej pozycji, zarazem decydując o jej wartości.
Jak już wspomniałem, Odchodzący świat jest pracą podróżniczą, ale nader odmienną
od innych współczesnych polskich książek opowiadających o Ameryce Południowej.
Dla porównania weźmy trzy pozycje, należące do najbardziej popularnych i medial¬
nie znanych: Rio Anaconda, Wojciecha Cejrowskiego; Blondynka w dżungli, Beaty
Pawlikowskiej oraz Eldorado — polowanie na legendę, Jacka Pałkiewicza. Na czym
polegają różnice?
Pierwsza z nich to ilość i zakres faktografii. Książkę Malkina cechuje ogromne
bogactwo faktów. Jest ona naładowana mnóstwem informacji dotyczących regionu,
na którym koncentruje się dany rozdział. Poczynając od geografii (umiejscowie
nie, krajobraz, ukształtowanie terenu), idąc poprzez świat przyrody (flora i fauna,
ze szczególnym uwzględnieniem pasji autora — owadów), a kończąc na ludziach
zamieszkujących dany obszar (przedstawienie sposobu życia, opisy świąt, zdobień,
ceramiki, sposobów polowania itp.), otrzymujemy rzeczywisty wgląd w obręb przed
stawianego świata. Obfitość materiału dotyczącego różnych dziedzin (przydało się
wszechstronne wykształcenie autora) sprawia, że każdy czytelnik, niezależnie od
posiadanej wiedzy, znajdzie dla siebie coś interesującego i nowego. Oczywiście, ja¬
kość i zakres tych prezentacji nie są jednakowe w obrębie całej książki. Trafiają się
rozdziały uboższe faktograficznie, na przykład koncentrujące się na dwóch lub trzech
aspektach opisywanego regionu. To jednak nie zmienia faktu, że różnica pomiędzy
Odchodzącym światem a przywołanymi wyżej pozycjami jest naprawdę duża.
Tak się bowiem składa, że pod względem ilości informacji o przemierzanych
światach, a zwłaszcza ich zakresu, polskie książki podróżnicze traktujące o Ame¬
ryce Południowej prezentują się dość ubogo. A co stanowi ich główną treść? Etapy
i koleje wypraw, wrażenia autora, refleksje na temat siebie i rzeczywistości. Więcej
dowiadujemy się z nich o samym podróżniku niż o krainach, po których wędru¬
je. W książce Malkina zdarzenie z wyprawy jest pretekstem do prezentacji Indian,
gatunku zwierzęcia lub rośliny, natomiast w książkach rzeczonych autorów jest to
powód do zaprezentowania samych siebie. A jeśli już pojawiają się obiektywne, nie
uwikłane w autorskie interpretacje fakty o regionie, wtedy najczęściej trącą encyklo¬
pedyzmem. Książka Malkina stara się omijać tego typu pułapki, dość harmonijnie
łącząc informacje pochodzące z własnego doświadczenia z tymi z naukowych opra¬
cowań. W ten sposób Odchodzący świat unika częstego grzechu polskiej literatury
podróżniczej (nie tylko amerykanistycznej), w której relacje z własnej wyprawy poprzetykane są wypiskami z cudzych prac.
Natomiast druga główna różnica polega na jakości przedstawionych faktów. W re¬
cenzowanej pozycji przedstawiana wiedza o świecie jest szczegółowa, usytuowa¬
na w konkretnym miejscu i czasie. Widać to na różnych poziomach, poczynając od
umiejscowienia w przestrzeni, poprzez dane etnograficzne i przyrodnicze, a kończąc
na danych osobowych. Za każdym razem możemy precyzyjnie powiedzieć, gdzie
i o kim lub o czym pisze autor. Wiemy też, gdzie przebiega granica pomiędzy opisem
328
Recenzje i noty recenzyjne
świata a autorską interpretacją. Zwykle dostajemy obszerny, jak na standardy popu¬
larnonaukowe, zestaw wiedzy na dany temat, często zmierzającej do obalania stereo¬
typowych poglądów o Amazonii. I , rzecz znamienna, prawie wszystkie osoby, które
pojawiają się w książce — a jest ich pokaźny tłumek — są wymienione z imienia
i nazwiska (jeżeli takowe miały), a przy tych nielicznych nieznanych, autor rzetelnie
informuje, że zapomniał, jak się nazywali.
Ten przykład dobrze obrazuje różnice w sposobie prezentowania rzeczywistości,
albowiem u pozostałych autorów zdecydowana większość osób, z którymi się spot¬
kali, występuje w tekście jako bezimienni Indianie, Latynosi czy tubylcy. Informacje
na temat świata zwykle wahają się pomiędzy ogólnością a ogólnikowością. Wyda¬
rzenia dzieją się gdzieś tam „w dziczy", „na pograniczu", „w zagubionej osadzie".
Trudno powiedzieć, co jest wzięte ze świata, a co dodane przez autora (zwłaszcza
kwestie wypowiadane przez Indian trącą konfabulacją), a dodatkowo większość pre¬
zentowanych obrazów powiela stereotypy o mieszkańcach lasu tropikalnego. Na do¬
miar złego, pośród niezbyt licznych prawdziwych informacji zdających sprawę, jak
jest w Amazonii, pojawiają się dane całkowicie mijające się z prawdą, których żadną
miarą czytelnik nie znający naukowej literatury nie jest w stanie wychwycić.
Dlaczego tak jest? Skąd taka dysproporcja pomiędzy dziełem Malkina i innych
autorów?
Odpowiedź znajdziemy w porównaniu sposobów pisarstwa. Odchodzący świat
jest napisany w czasie przeszłym, w trybie oznajmującym, ze stosunkowo małą licz¬
bą dialogów, które pojawiają się tylko w anegdotach. Wszystko to znamionuje styl
pisarski pretendujący do przedstawiania prawdy, dokumentowania rzeczywistości.
I taka jest też ta książka. Emanuje przekazem: „patrzcie, tak tam było". Z kolei na
przykład proza Cejrowskiego opiera się na czasie teraźniejszym, dużej liczbie dia¬
logów stanowiących sedno wielu historyjek, rozmaitych eksperymentach słownych
i formalnych, co daje na tyle mocną fabularyzację faktu, że w efekcie przeobraża się
on w fikcję literacką. Słowem, książka Malkina reprezentuje opcję literatury faktu
(dokumentującej realne wydarzenia), zaś twórczość pozostałych podróżników sytu¬
uje się bardziej w okolicach publicystyki reportażowo-beletrystycznej (komentującej
fikcję zbudowaną na doświadczeniach autora).
Widać, że pod pojęciem „wyprawy" w obu przypadkach ukrywa się co innego.
Borys Malkin jeździł po to, aby zbierać okazy zwierząt, kolekcje przedmiotów, do¬
konać opisu danej technologii, zwyczaju lub praktyki. Pisarstwo stanowiło pobocze
jego działalności. Stąd też autor jest obecny w tekście w formie „szczątkowej", naj¬
częściej w anegdotach lub w opisie swoich doświadczeń z danymi ludźmi lub regio¬
nem. Pałkiewicz zaś udawał się do Amazonii, by opisać swoje zmagania z trudnym
światem dookoła, przyrodą, techniką, ludźmi. Pawlikowska, by zrelacjonować swoje
odczucia i wrażenia. Najbliżej Malkina jest zapewne Cejrowski, który również pre¬
zentuje obraz świata „Tam", ale jest on mocno stereotypowy i istnieje tylko po to, aby
zabawić czytelnika, zadziwić go lub rozśmieszyć. We wszystkich trzech przypad¬
kach głównym celem pobytu podróżników w Ameryce Południowej było napisanie
książek i nakręcenie filmów. Być może dlatego ich głównym bohaterem jest autor
w Ameryce, nie zaś sama Ameryka.
329
Recenzje i noty recenzyjne
W rezultacie Odchodzący świat jest książką, której nie da się przeczytać w całości
w ciągu kilku wieczorów — nie pozwala na to jej styl i wielość zawartych w niej in¬
formacji. Natomiast przykładowa Rio Anaconda taką rozrywkę zapewnia. Czytając j ą
i jej pokrewne pozycje, spędzimy przyjemnie czas, sądząc, że dowiadujemy się czegoś
o Indianach i Ameryce Południowej. W istocie jednak więcej dowiemy się o nas sa¬
mych, o naszych wyobrażeniach i potrzebach — podróż jest tu tylko pretekstem i ko¬
stiumem. Odchodzący świat Borysa Malkina jest więc pozycją wyjątkową, gdyż oferu¬
je rzeczywisty wgląd do światów, które odwiedził autor. Można się z niej dowiedzieć
wielu rzeczy na ich temat. Dobra książka podróżnicza powinna być właśnie taka.
Tarzycjusz
Buliński
Eugeniusz K ł o s e k , Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we
wsiach Bukowiny rumuńskiej, Wrocław: Katedra Etnologii i Antropologii Kultu
rowej Uniwersytetu Wrocławskiego 2005, ss. 449, il., ISBN: 83-9221-300-9.
Zainteresowania badawcze Eugeniusza Kłoska od dawna koncentrowały się na prob
lematyce etniczności (tożsamości etnicznej, stereotypów, kategorii „swój" - „obcy")
oraz stanu kultury i charakteru procesów kulturowych na terenach pogranicznych. Były
nimi w jego pracach Śląsk i Bukowina w granicach Rumunii. Badania na Śląsku, szcze
gólnie Śląsku Górnym, Eugeniusz Kłosek podjął już na początku lat 80. W ramach
badań nad problematyką śląską zajął się przede wszystkim wyznaczaniem odrębności
obszaru i grupy oraz jej tożsamością. Zauważamy znamienną ewolucję w poglądach
badacza, dostrzegalną w jego licznych publikacjach, związaną ze zmieniającą się rze¬
czywistością społeczno-kulturową i polityczną. Odrębność tę początkowo ujmował
w kategoriach regionalnych i społecznych. Od połowy lat 90. XX wieku badacz do¬
strzegł jednak konieczność zajęcia się identyfikacją etniczną i sformułował tezę o „tu¬
tejszej", pogranicznej tożsamości etnicznej Ślązaków. Obok dobrej znajomości terenu
i jakości materiałów z badań terenowych, wykorzystanych w tych pracach, cenię sobie
w nich determinację w podejmowaniu trudnych, lecz ważnych problemów oraz sposób
pisania o nich, uwzględniający odpowiedzialność badacza usiłującego zrozumieć ba¬
daną sytuację, ale unikającego bezpośredniego na nią oddziaływania.
W Rumunii Eugeniusz Kłosek rozpoczął badania jeszcze w latach 70. XX wieku,
kiedy to gromadził materiały do pracy magisterskiej na temat pasterstwa w Górach Kelimeńskich. Na teren Rumunii powrócił w roku 1995. Tym razem były to długotrwałe,
intensywne badania terenowe prowadzone do roku 2004, indywidualnie i razem ze stu
dentami etnologii Uniwersytetu Wrocławskiego, w ramach ćwiczeń terenowych i obo
zów naukowych. Przedmiotem badań były polskie społeczności wiejskie na Bukowinie
rumuńskiej, analizowane w szerokim kontekście uwarunkowań zarówno historycz¬
nych, jak i współczesnych. Celem tych badań było określenie charakteru tożsamości
etnicznej Polaków na Bukowinie południowej oraz dokumentacja właściwej im kultu¬
ry. Obok systematycznych badań terenowych w siedmiu wsiach Bukowiny — trzech
330
Recenzje i noty recenzyjne
zasiedlonych na początku XIX wieku przez górali czadeckich, trzech nieco później
przez chłopów z okolic Tarnowa i Kolbuszowej oraz jednej, dawnej osady górniczej,
do której sprowadzono pod koniec XVIII wieku rodziny górnicze z Bochni i Wieliczki,
0 odmiennej historii i strukturze etnicznej mieszkańców — poszukiwania prowadzo¬
no także wśród Polaków w innych miejscowościach tej krainy. Ważnych materiałów
porównawczych i uzupełniających dostarczyły badania przeprowadzone wśród reemi¬
grantów z Bukowiny, osiedlonych po I I wojnie światowej, przede wszystkim na Dol¬
nym Śląsku. Przesiedlenie spowodowało, że zachowali oni w wielu przypadkach lepszą
pamięć o przeszłości w porównaniu z członkami grupy, którzy pozostali na miejscu.
Ponadto wykorzystano źródła zastane, między innymi kroniki tworzone w badanych
wioskach oraz rękopiśmienne i publikowane opracowania historyków, językoznawców
1 socjologów. Rezultatem badań prowadzonych na Bukowinie przez Eugeniusza Kłoska jest wiele artykułów, a ich podsumowaniem — recenzowana książka.
Książka ta koncentruje się na dwóch obszernych sferach kultury, a mianowicie ideach
i wartościach stanowiących o tożsamości etnicznej bukowińskich Polaków, dostępnych
głównie poprzez wypowiedzi członków badanej grupy i ich sąsiadów, oraz na wytworach
i zachowaniach tworzących ich kulturę dnia codziennego. Obydwie te sfery kultury nie są
w pracy niepowiązane. Kultura wyobrażana, do której należy świadomość etniczna, ma
swoje oparcie w kulturze związanej ze sposobem bytowania, natomiast wiele zachowań
i wytworów materialnych uzyskuje znaczenie dzięki towarzyszącym im wartościom. Au¬
tor uznał za ważne ukazanie perspektywy historycznej przedstawianych zjawisk. God¬
ne uwagi jest również ujmowanie głównego przedmiotu badań, jakim są społeczności
polskie na Bukowinie, w różnorodnych uwarunkowaniach i kontekstach: etnicznych,
społecznych, religijnych, ekonomicznych i politycznych. Książka stanowi monografię
problemową grupy Polaków, żyjących na Bukowinie w wielokulturowym i wieloetnicznym, lecz na ogół nie antagonistycznym wobec nich środowisku, o trudnej przeszłości
i interesującej, lecz równie skomplikowanej teraźniejszości.
Bukowina i polskie społeczności tam zamieszkałe dostarczyły ważnych materiałów
do rozważań nad problemami etnicznymi. Autor szczegółowo omawia determinanty
i dylematy świadomości etnicznej Polaków na Bukowinie. Dostrzegł znaczenie nie tyl¬
ko rumuńskiego, ale także wieloetnicznego otoczenia (Niemcy, Ukraińcy, Żydzi, Cyga
nie, Węgrzy, Ormianie), pomagającego w oswojeniu się ze zróżnicowaną etnicznością,
dostarczającego możliwości wyboru u grup pogranicznych, prowadzącego do konfliktu
tożsamości — ujawnionego wśród górali czadeckich, którzy w części zadeklarowali się
jako Słowacy. Podkreślił rolę języka i wyznania oraz wspierających je instytucji, takich
jak szkoła i Kościół, zwrócił uwagę na motywy i skutki małżeństw mieszanych. Zareje¬
strował na terenie Bukowiny etnonim „Mazur", występujący na ogromnym terenie od
Serbii po Syberię, niekiedy stanowiący konkurencję wobec etnonimu „Polak", sygnali¬
zujący nieopracowany dotąd przez etnologów problem ekspansji ludności wywodzącej
się z Mazowsza i trwałości nazwy oraz języka. Słusznie zauważył, że stereotypy etnicz
ne nie muszą stanowić o charakterze wzajemnych stosunków. Omówił znaczenie Pola¬
ków z Polski, przyjeżdżających na Bukowinę już w latach 30. XX wieku jako letnicy,
reprezentujących inny, „narodowy" wymiar polskości. Stwierdza marginalny charakter
etniczności Polaków na Bukowinie, szczególnie tych żyjących w trudno dostępnych
331
Recenzje i noty recenzyjne
wioskach górskich, izolowanych zarówno od kultury grupy narodowej kraju pocho¬
dzenia, jak i kraju zamieszkania. Badacz kilkakrotnie wzmiankuje, z pewnym żalem
wobec bukowińskich Polaków, o trudnościach w odróżnianiu przez nich przynależno¬
ści państwowej (obywatelstwa) od przynależności narodowej (np. s. 147). Wydaje się,
że nie docenia on roli państwa i sytuacji przez nie tworzonej w procesach etnicznych,
czego wyrazem może być uznanie narodu za najwyższy stopień zorganizowania etniczności, nie uwzględniające możliwości tworzenia narodów „dynastycznych", „poli¬
tycznych" czy „konstytucyjnych". O tej możliwości przypominają wypowiedzi człon¬
ków badanych społeczności, potwierdzających niejednokrotnie swoją przynależność
zarówno do narodu polskiego, jak i rumuńskiego. W rozważaniach nad prowadzeniem
badań z zakresu problematyki etnicznej ważna jest świadomość autora, że badania ta¬
kie, nieodpowiednio realizowane, mogą wzmacniać uczucia ksenofobii i przyczynić
się do zantagonizowania badanych społeczności wieloetnicznych.
W części książki poświęconej kulturze dnia codziennego autor przyjął układ
tradycyjnej monografii etnograficznej. Na początku umieścił gospodarowanie, na¬
stępnie omówił dom i zagrodę, strój i ubiór, pożywienie, sposoby kontaktowania się
w ramach społeczności lokalnych, obrzędy rodzinne i doroczne, na końcu wierzenia
i przyjmowaną wizję świata oraz podania. Sporządzony rejestr zachowań i wytworów
kulturowych zaopatrzony jednak został, i to odróżnia ten tekst od wielu tradycyjnych
opisów etnograficznych, w informację o ich genezie, jeśli była uchwytna, przynależ¬
ności do określonego czasu oraz stopniu powszechności. Obok elementów kulturo¬
wych o charakterze reliktów przedstawione zostały również nowe, często w powią¬
zaniu ze środowiskiem etnicznym i szerszym kontekstem społeczno-gospodarczym
i politycznym. Także w tej części pracy, podobnie jak w innych swoich studiach,
autor prezentuje się jako doświadczony i utalentowany badacz terenowy, rozmówca
i obserwator potrafiący zgromadzić interesujące materiały i dbający o ich dobre za¬
prezentowanie w tekście. Konsekwentny empiryzm Eugeniusza Kłoska tylko w nie¬
licznych wypadkach osłabiają nie potwierdzone w terenie koncepcje, zaczerpnięte
z literatury informacje, typu: „Dom jest obrazem kosmosu" (s. 227).
Przedstawienie kultury Polaków na Bukowinie, zaprezentowane w książce, jest
nie tylko rejestrem unieruchomionych jej elementów. Ukazało ich funkcję, posłu¬
żyło także do sformułowania wniosków na temat przekształceń tej kultury, głównie
pod wpływem procesu modernizacji ograniczającego tradycyjne jej formy. Stało się
ponadto przydatne do przedstawienia uwarunkowań i mechanizmów kulturowych
związanych z etnicznością: izolacji, transkulturacji i asymilacji, również rewitali¬
zacji i nabywania kompetencji umożliwiających funkcjonowanie w wielokulturo¬
wym i wieloetnicznym środowisku. Przekazane w monografii informacje nie tylko
pozwalają pogłębić znajomość różnych wymiarów etnicznej polskości, ale są także
cenne dla rozważań nad ogólnymi problemami etniczności i procesami przekształceń
kulturowych. Polskie piśmiennictwo z zakresu zagadnień etnicznych wzbogaciło się
o wartościową pozycję przygotowaną na podstawie bogatych i interesująco zinter¬
pretowanych materiałów z długotrwałych badań terenowych.
Zbigniew
Jasiewicz
332
Recenzje i noty recenzyjne
„Zesłaniec. Pismo Rady Naukowej Zarządu Głównego Związku Sybiraków",
red. nacz. Antoni Kuczyński, nr 1-31, Warszawa: ZG ZS 1996-2007, ISSN: 1426¬
21-2126.
W epoce Internetu wydawanie czasopisma może wydawać się zajęciem zgoła
niepotrzebnym. Po co mitrężyć czas na żmudne prace redakcyjne, na drukowanie,
wreszcie dystrybucję. O wiele łatwiej skorzystać z możliwości, jakie daje właśnie
Internet. Jestem przekonany jednak, że lepiej celem przekazania swoich myśli po¬
sługiwać się także metodami wypracowanymi w „galaktyce Gutenberga", niźli zdać
się tylko na to, co oferują w „globalnej wiosce". Periodycznie wychodzące pismo,
w jednolitej i starannej szacie graficznej, o określonej tematyce, a przede wszystkim
konsekwentne w swoich celach i zapatrywaniach, stanowi jedno z tych osiągnięć
naszej cywilizacji, z których nie opłaca się rezygnować.
Te refleksje przychodzą mi do głowy, gdy patrzę na półkę z tomami „Zesłańca", będą
cego czasopismem środowiska Sybiraków. Najpierw pod tym tytułem wychodził od 1991
roku dodatek do wydawanego we Wrocławiu „Dziennika Dolnośląskiego". Od 1996 roku
„Zesłaniec" jest odrębnym czasopismem. Jego redaktorem naczelnym jest znany etnolog,
Antoni Kuczyński; w latach 1997-1999 zastępował go Władysław Masiarz.
„Zesłaniec" ma zazwyczaj trzy działy. W pierwszym zamieszcza się artykuły o te¬
matyce wschodoznawczej, przede wszystkim jednak o dziejach Polaków zsyłanych
na Sybir w XIX i XX wieku. W drugim są krótkie na ogół teksty dotyczące działal¬
ności Związku Sybiraków oraz wszelkich wydarzeń obchodzących to środowisko.
Z kolei w trzecim znaleźć można recenzje rozmaitych publikacji związanych z tema¬
tyką pisma. Recenzowany periodyk jest nie tylko przejawem działalności pewnego
stowarzyszenia. Jest to czasopismo, w którym znaleźć mogą wartościowe artykuły
wszyscy, których interesują stosunki polsko-rosyjskie, dzieje Kresów Wschodnich,
rodzime kultury Syberii, problem totalitaryzmu. Publikowane są także wstrząsające
wspomnienia osób, które przeżyły zesłanie.
Redakcja „Zesłańca" bardzo skrupulatnie przestrzega właściwych proporcji mię¬
dzy emocjami a intelektem. Zajmując się tematyką wschodnią, bardzo łatwo o cierpiętnictwo, o oskarżanie wszystkiego i wszystkich. Teksty publikowane we wroc¬
ławskim periodyku nacechowane są jednak trzeźwością, wynikającą ze stosowania
metody naukowej. Większość artykułów spełnia wymagania stawiane pracom na¬
ukowym, wprawdzie z dziedziny często literaturopodobnej humanistyki; jest to jed¬
nak pisarstwo posługujące się starannie opracowanymi materiałami źródłowymi.
Na kartach redagowanego przez Antoniego Kuczyńskiego czasopisma spotykam
naukowców i świadków wydarzeń historycznych, Polaków i przedstawicieli narodów
zamieszkujących ongiś carskie czy sowieckie imperium, spotykam ludzi różnych po¬
koleń. „Zesłaniec" jawi się jako miejsce ważnego dialogu. Z pewnością można go
uprawiać z powodzeniem również na forach internetowych. Kiedyś rozmawiało się
na rynku albo konwersowało w salonie. Konwersacja w salonie Kuczyńskiego jest
zawsze bardzo pouczająca, choć nie wszyscy z interlokutorów przypadają nam do
gustu. Nigdy jednak nie jest czasem straconym.
Grzegorz
Pełczyński
Recenzje i noty recenzyjne
333
Kobiety z góry Ararat (Les Femmes du Mont Ararat), reż. Erwann B r i a n d,
Francja: Flight Movie 2004, 52'.
Ararat to masyw górski we wschodniej Turcji, który funkcjonuje w naszej wyob¬
raźni jako góra legendarna, magiczna, święta. Rzeczywistość tego miejsca prezen¬
tuje się jednak obecnie zgoła inaczej. Od lat 80. XX wieku ma tam bowiem miejsce
przewlekły konflikt między turecką armią i kurdyjską partyzantką Partii Pracujących
Kurdystanu (PKK). Walki na tym terenie sięgnęły zenitu w połowie lat 90. Obecnie
tli się nadal w górach ruch partyzancki, zepchnięty jednak na pogranicze irackie.
Mimo że o kobiecie muzułmańskiej napisano już tomy, to wciąż w odniesieniu do
niej przeważają uogólnienia i stereotypy. W opracowaniach pojawia się najczęściej
wizerunek kobiety dyskryminowanej, zepchniętej na margines islamskiego społe¬
czeństwa. Ten godny współczucia wizerunek kobiety Orientu, budzący emocje Eu¬
ropejczyków, jest jednak — co najmniej — nieaktualny. Rzeczywistość kulturowa
świata islamu w ostatnich dekadach gwałtowanie się zdynamizowała. Dotyczy to
także sytuacji kobiet. Dlatego też z wielką uwagą należy śledzić opracowania zmie¬
rzające do ukazania sytuacji kobiety islamu z aktualnej i odbiegającej od stereotypów
perspektywy. Do takich ujęć zaliczyć można film dokumentalny autorstwa wykształ
conego w łódzkiej „filmówce" Francuza, Erwanna Brianda, Kobiety z góry Ararat.
Dokument opowiada o walce żeńskiej formacji partyzanckiej PKK, operującej w gór¬
skich ostępach południowo-wschodniej Turcji, w okolicach Araratu. Film stara się
zarejestrować wycinek z życia sześcioosobowego oddziału, ponadto obfituje w dy¬
gresje, dotyczące losów każdej z bohaterek. Historia, jakich wiele, gdyby nie fakt, iż
fabuła filmu dotyczy kobiet-partyzantek. Dzięki temu przed naszymi oczami rysuje
się raczej nietypowy wizerunek kobiety kurdyjskiej, jednocześnie także mieszkanki
Bliskiego Wschodu. W konwencji wywiadu poznajemy każdą bohaterkę z osobna.
Dowiadujemy się, iż każda z nich, bez wyjątku i bez reszty, oddana jest sprawie na¬
rodu kurdyjskiego, z żarliwością równą co najmniej tej, która cechuje mężczyzn. Bo
haterki filmu to jednak podwójne rewolucjonistki. Walczą one o sprawę narodową,
a jednocześnie na rzecz sprawy właściwie równie beznadziejnej — równoupraw¬
nienia kobiet w skrajnie patriarchalnym społeczeństwie Bliskiego Wschodu. Z tego
powodu właśnie zasługują na nasz szczególny szacunek i uwagę.
Film ten to dobry obraz przemian obyczajowych we współczesnym świecie mu¬
zułmańskim. Ich ważnymi uczestniczkami są kobiety, które coraz śmielej dopomi¬
nają się o znaczniejszy udział w życiu publicznym. Warto zwrócić uwagę, że czę¬
sto dochodzi do takich prób w społecznościach zmarginalizowanych, gdzie kobiety
w coraz większym stopniu realizują się w polityce czy w życiu religijnym — sferach
dawniej zarezerwowanych całkowicie dla mężczyzn. Na obu płaszczyznach da się
obecnie zauważyć swego rodzaju emancypację, czy nawet więcej — rywalizację ko¬
biet z mężczyznami. Zjawisko to występuje nie tylko w Kurdystanie tureckim, ale,
w różnym natężeniu, także na innych obszarach świata islamu. I tak, na przykład,
w znanym mi najlepiej Sudanie, proces ten jest jak najbardziej widoczny. Tam jed¬
nak nie wynika on tylko z aktualnych procesów modernizacyjnych i westernizacyjnych, ale inspirowany jest raczej polityką fundamentalistycznego reżimu rządzącego
334
Recenzje i noty recenzyjne
Sudanem, który poszukując poparcia społecznego, popiera częściową emancypację
kobiet.
Przykład Kurdów tureckich wydaje się nieprzypadkowy. W swej historii udowod¬
nili przecież nie raz, iż są najbardziej podatni na modernistyczne idee, i to nie tylko
żyjąc wśród swoich pobratymców, ale także w obrębie innych społeczności Bliskiego
Wschodu. W kontekście wydarzeń w sąsiednim Iraku, gdzie doszło do gwałtownego
wzrostu znaczenia Kurdów, winniśmy bacznie śledzić przyszłe losy tego bez mała
dwudziestomilionowego narodu, któremu wciąż odmawia się prawa do samostano¬
wienia.
Maciej
Kurcz