Recenzje i artykuły recenzyjne / ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.1

Item

Title
Recenzje i artykuły recenzyjne / ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.1
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.1, s.239-278
Date
1974
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:756
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:822
Text
R E C E N Z J E

I

A R T Y K U Ł Y

R E C E N Z Y J N E

„Etnografia Polska", t. X V I I I : 1974 z. 1

Sławoj Szynkiewicz
BADANIA ETNOGRAFICZNE
W DEMOKRATYCZNEJ R E P U B L I C E WIETNAMU
A k t y w n o ś ć naukowa w kraju praktycznie ogarniętym w o j n ą od wielu lat,
bezustannie mobilizującym działania ludzkie i środki materialne dla w y s i ł k u mili­
tarnego, jest swego rodzaju ewenementem. Uwaga, jaką poświęca się w Wietnamie
P ó ł n o c n y m nauce, oświacie i publikacji w y n i k ó w badawczych, uzasadniona jest
nie tylko tradycyjnie utrwaloną pozycją wartości intelektualnych w ogólnym sy­
stemie wartości obowiązującym w Wietnamie. Tłumaczy ją też rola społeczna wszy­
stkich dziedzin kultury, praktycznie współgrająca z realizacją g ł ó w n e g o zadania
politycznego państwa, jakim jest przetrwanie kryzysu i rozwój.
Autor tych s ł ó w miał okazję zetknąć się na krótko z przejawami życia spo­
łecznego w Wietnamie, nie jest w i ę c zaskoczony znaczeniem p r z y w i ą z y w a n y m do
wszelkich form kultywowania zdolności umysłowych człowieka. W jednym w s z a k ż e
przyznaje s i ę do pełnego zadziwienia, a dotyczy ono zakresu badań etnograficz­
nych w DRW, intensywniej chyba rozwijanych niż w Polsce — pamiętając o wszel­
kich proporcjach różniących nasze kraje. Do tej porównawczej refleksji prowokuje
ilość czynnych i publikujących etnografów, którą można wyliczyć z wydanego nie­
dawno przeglądu stanu badań etnograficznych *. Wymieniono w nim 40 nazwisk
współczesnych autorów prac etnograficznych i etnohistorycznych, z pominięciem
specjalizacji folklorystycznej i etnolingwistycznej. Nie jest to z pewnością lista
pełna, gdyż nie włącza nawet wszystkich autorów esejów zamieszczonych w tym
samym tomie, co wspomniane opracowanie. Naszym zamiarem nie jest jednak
przeprowadzanie porównań, w istniejących warunkach najprawdopodobniej zawod­
nych, lecz wskazanie na kierunki i ciekawsze problemy badawcze poruszone w wy­
dawnictwach, które dotarły do nas z okazji Międzynarodowych Targów Książki
w r. 1972 . Są to nowsze pozycje z serii Studiów Wietnamskich, ukazującej s i ę
już od kilku lat w językach wietnamskim, francuskim i angielskim, obliczonej
na popularyzację za granicą ważniejszych osiągnięć nauki wietnamskiej. Z żalem
2

1

L e V a n H a o, Ethnological studies and researches in North Viet Nam,
[w:] Ethnographical
data vol. 1; Vietnamese Studies, nr 32, Hanoi 1972, s. 9-48.
Ethnographical
data; Agricultural
problems (3). Some technical
aspects,
Vietnamese Studies, nr 2:7, Hanoi 1971, ss. 286.
Należy tu w y m i e n i ć w kolejności następujące pozycje (na początku podaję
kolejny numer serii): 2 i 13 — Agricultural problems, vol. I i I I ; 10 — Vietnamese
women; 15 — Mountain regions and national minorities (ta pozycja wydana
w 1967 г., o pozostałych brak danych); 21 — Traditional Vietnam. Some historical
stages.
2

3

240

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

przyznać trzeba, że nie są nam dostępne wcześniej wydane z tej serii tomy pozo­
stające w tematycznym związku z problematyką etnograficzną .
Terytorium D R W zamieszkują ponad 2 miliony 363 tysiące ludności należącej
do mniejszości narodowych (wg spisu z r. I960), co stanowi niemal 15°/o ogółu
mieszkańców. Składa się na nią 37 odrębnych grup mniejszościowych. Etnogra­
fowie wietnamscy uznali niedawno, że dwie spośród nich — należące do najlicz­
niejszych — Tay i Nung, tradycyjnie traktowane jako odrębne, należy klasyfiko­
w a ć wspólnie ze w z g l ę d u na znaczną bliskość ich kultury . Powstała w ten sposób
najliczniejsza w Wietnamie mniejszość Tay-Nung (818 tys. osób). Nie wydaje się,
by pogląd ten podzielali wszyscy badacze wietnamscy , tym bardziej że w e d ł u g
klasyfikacji językowej narodowości grupy Thai Tayowie należą do podgrupy połu­
dniowej, Nung zaś do centralnej .
W Wietnamie P ó ł n o c n y m utworzono w latach 1955 i 1956 dwie strefy auto­
nomiczne zamieszkałe w większości przez odrębne grupy narodowościowe — P ó ł nocno-Zachodnią i Viet Вас. Administracja tych stref zmierza do konsolidacji w ł a ­
dzy ludowej w rejonach górskich oraz do usuwania zakorzenionych instytucji
feudalnych. Postawiono sobie również istotny ze społecznego i politycznego punktu
widzenia cel gospodarczej integracji owych rejonów z resztą kraju. Realizuje się
go poprzez kolektywizację rolnictwa, rozwijanie przemysłów lokalnych oraz eks­
pansję ogólnopaństwowej sieci handlowej, możliwą m.in. dzięki stale ulepszanym
liniom komunikacyjnym. Autarkiczna, naturalna gospodarka poszczególnych grup
etnicznych weszła w ten sposób w zasięg oddziaływania rynku ogólnokrajowego.
Jednakże, jak się wydaje, procesy te nie znalazły się jeszcze w centrum zaintere­
sowania etnografów wietnamskich. Może to być uzasadnione faktem, że trudno
byłoby przeprowadzić obiektywną ich analizę, a tym bardziej ustalić ich prawidło­
w o ś c i w zmiennej sytuacji konfliktu wojennego, kiedy zbyt wiele zewnętrznych
czynników, niezależnych od polityki państwa, interferuje w przebieg tych procesów.
Badania etnograficzne w Wietnamie mają wyraźnie charakter stosowany. Etno­
grafowie wietnamscy nie kontynuują francuskiej szkoły opisowej, która zresztą
zdziałała wiele dla uporządkowania wiedzy o faktach etnograficznych w Indochinach. Pewnym w y j ą t k i e m jest dążenie Wietnamczyków do rozpoznania sytuacji
społecznej, a zwłaszcza stosunków własnościowych i struktury w ł a d z y u mniej­
szości etnicznych okresu przed wyzwoleniem, stosunkowo pobieżnie zbadanych
przez Francuzów. Ten kierunek pozostaje jednak integralnym elementem konse­
kwentnie realizowanej polityki badawczej zmierzającej do zgromadzenia środków
pomocnych w ideologicznej walce o jedność światopoglądową i wspólną płaszczyznę
aspiracji politycznych, pozbawioną tendencji izolacjonistycznych występujących
w przeszłości, a groźnych w okresie w y m a g a j ą c y m ogólnonarodowego zjednoczenia
w w y s i ł k u wojennym.
W tym tkwi źródło etnograficznych poszukiwań tradycji narodowych i narodo­
wego charakteru, wspólnych wszystkim narodowościom Wietnamu. Zalicza się do
nich m. in. dumę narodową, miłość ojczyzny, nieustraszoną odwagę, heroizm i tra­
dycje zawsze zwycięskiego oporu wobec obcej agresji . Wyliczenie powyższe nie
8

4

5

6

7

4

Ethnographical data, s. 5.
L e V a n H a o (op. cii., s. 13) pisze o nich jako o dwu grupach etnicznych,
zaś L a V a n L o i Dang Nghiem Van wydali w 1968 r. pracę Krótki zarys mniej­
szości etnicznych
Tay, Nung i Thai, której tytuł w s k a z y w a ł b y na odrębne ich
traktowanie.
Por. W. I . G o c h m a n , Kultura i jazyki iajskich narodów,
[w:] Indijskaja
kultura i buddizm, praca zbiorowa, Moskwa 1972, s. 224..
' L e V a n H a o , op. cit, s. 29.
5

6

241

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY H E C E N Z Y J N E

powinno sugerować, że mamy do czynienia z gatunkiem publicystycznym. Powstają
liczne prace analizujące poszczególne wydarzenia z bogatej w walki historii kraju,
lecz nie są to tylko prace z zakresu historii politycznej. Analizuje się w nich
udział poszczególnych grup ludności (zawodowych, kobiet, mniejszości etnicznych
itp.) w walkach i uwarunkowania ich postawy. Realizuje się zamysł stworzenia
syntezy bohaterskich czynów całego narodu i teorii heroicznego ideału w życiu
społecznym. Do w a ż n y c h osiągnięć zalicza się publikacja Nguyen Hong Phong za­
tytułowana Wietnamski charakter narodowy (1963), która jest w istocie analizą sy­
stemu wartości w kulturze wietnamskiej.
Historyczna orientacja etnografii północnowietnamskiej sprawiła, że szczegóło­
wej analizie poddany został proces tworzenia się społeczności lokalnych, rozwoju
form samorządowych w wioskach, funkcjonowania takich instytucji, jak wspólnoty
ziemskie, rodzina patriarchalna, lineaż i inne związki krewniacze, wreszcie życia
obrzędowego — wszystko w aspekcie. historycznym. Specyfika wietnamska sprawia,
że niemożliwa jest analiza zjawisk kulturowych i społecznych bez uwzględnienia
politycznych. W tym także tkwi przyczyna zainteresowania środowiska etnogra­
ficznego azjatyckim sposobem produkcji
W konsekwencji przyjętych dla nauki etnograficznej założeń rozwijane s ą stu­
dia etnogenetyczne. Jednym z najważniejszych w n i o s k ó w sformułowanych w ich
wyniku jest uznanie, że grupa etniczna Viet (w polskiej terminologii Wietnamczy­
ków) uformowała się na północnych obszarach Wietnamu i nie pojawiła się tam
w wyniku migracji z południowych obszarów C h i n . W procesie etnogenezy
Wietnamczyków udział w z i ę ł y n a p ł y w o w e ludy Thai oraz miejscowy element
austro-azjatycki, podlegając następnie w p ł y w o m kulturowym charakterystycznym
dla zespołu południowo-wschodniej Azji. Wniosek kończący t ę analizę brzmi: „tra­
dycyjna kultura V i e t ó w należy do grupy austro-azjatyckiej" i jest chyba zbyt
jednostronny. Zreferowana w y ż e j teza odrzuca przyjmowane w literaturze twier­
dzenie, iż proces etnogenezy Wietnamczyków rozpoczął się na obszarach płd. Chin,
zakończył zaś w dolinie rzeki Czerwonej. Przemilcza również (jeśli nie całkowicie
odrzuca, o czym trudno w y p o w i a d a ć się na p o d s t a w ę szkicu zawartego w re­
cenzowanej pracy) raczej niepodważalny fakt w p ł y w ó w chińskich na znaczne ob­
szary kultury wietnamskiej. Nie jest również przekonujące zaliczenie języka wiet­
namskiego do grupy austro-azjatyckiej wspólnie z Mon-Khmer .
Badaniami etnogenetycznymi objęto także pewne grupy mniejszościowe, co
niewątpliwie stanowi sukces, gdyż w odniesieniu do nich niemal całkowicie brakuje
ustaleń etnogenetycznych (z w y j ą t k i e m Thajów). Trudno oceniać wyniki tych ba­
dań, należy jednak podnieść fakt uporządkowania przy okazji nie tylko historii, lecz
również klasyfikacji jedenastu grup Zao. Również dzięki badaniom wietnamskim
nie może już budzić wątpliwości pochodzenie Muongów będących odgałęzieniem
zespołu etnicznego Vietów, czy też — w e d ł u g terminologii stosowanej w D R W —
zespołu Viet-Muong. Niestety nie zostały jeszcze poznane warunki, w jakich na­
stąpiło rozejście się tych grup, a jest to problem ż y w y od czasu pierwszych i jak
dotąd najpoważniejszych prób podjętych przez Francuzkę J . Cuisinier.
W omawianym tomie znalazło się interesujące opracowanie poświęcone Muongom . Zawiera ono nowe materiały dotyczące tego ludu i stanowi cenne uzupeł8

9

10

11

8

Tamże, s. 24.
Tamże, s. 25.
Warto przypomnieć, że Milewski w ł ą c z a język wietnamski do rodziny
betańskiej.
8

10

"Nguyen

Tu

Chi,

16 — Etnografia Polska, XVrrr/1

A Muong sketch,

[w:] Ethnographical

ty­

data, s, 49-142.

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

242

nienie prac Cuisinier. L u d ten rozwinąwszy na wysokim poziomie irygacyjną tech­
nikę uprawy ryżu nie ma zupełnie własnej ceramiki, oryginalnego rzemiosła ani
obróbki metalu. Demonstruje w s z a k ż e skomplikowane formy organizacji społecznej
opartej na kastach i grupach krewniaczych. Artykuł przynosi ciekawe dane o spo­
łecznym zróżnicowaniu praktyk kultowych, m. in. ogranicza zasięg kultu przodków
tylko do warstw wyższych. Po raz pierwszy publikuje się również dane o pew­
nych aspektach funkcji szamana po-mo w obrzędach pogrzebowych. Warto z tego
opisu przytoczyć cytat wskazujący na stosunek autora, a także w ł a d z lokalnych, do
utrzymujących się nadal praktyk obrzędowych. Stosunek nacechowany rozsądną
tolerancją przy jednoczesnym dążeniu do racjonalizacji życia społecznego:
„Obrzęd pogrzebowy uległ dobrowolnemu skróceniu z dwunastu nocy do
jednej, chociażby tylko ze w z g l ę d ó w higienicznych. Lecz kiedykolwiek Muong
opuszcza ten świat, cały przysiółek — włączając działaczy lokalnej komórki par­
tyjnej oraz kadr administracji — przybywa natychmiast, by złożyć kondolencje,
okazać pomoc dotkniętej stratą rodzinie, a również by przysłuchać się modlitwom
po-mo. Nie dlatego, że ludzie ci pragną zanurzyć się n a chwilę w czarownych
snach o nadnaturalnych światach, o których wiedzą, że należą do fikcji, lecz po­
nieważ pieśni po-mo prezentują najczystszy humanizm jeszcze bardziej pod­
kreślony medytacjami w obecności doczesnych szczątków człowieka" .
12

13

Inny artykuł zamieszczony w tomie, a poświęcony T h a j o m , zawiera mniej
nowych danych, wykazuje jednak również znaczne zainteresowanie organizacją
społeczną i kulturą duchową. Z ciekawszych twierdzeń w nim zawartych należy
przytoczyć tezę, że życie religijne Thajów wietnamskich wykazuje nikły w p ł y w
buddyzmu, natomiast bardzo silnie przepojone jest formami animistycznymi.
Interesujące jest to o tyle, że z w y k ł o s i ę — za francuskimi autorami — uważać,
że wszystkie grupy Thajów w Indochinach w y z n a j ą buddyzm Hinajana, jedynie
mniejszości Thajów zamieszkujące prowincje Kueiczou i Kuang^i C h R L pozo­
stały animistami.
W polityce kulturalnej państwa przywiązuje się — ze względów, o których
również była mowa w y ż e j — dużą w a g ę do działalności o ś w i a t o w e j i propagando­
wej w ś r ó d m n i e j s z o ś c i Jednym z najważniejszych zadań, które w związku z tym
postawiono etnografom i językoznawcom było stworzenie alfabetu dla wielu
l u d ó w pozbawionych dotąd pisma oraz modernizacja alfabetów Tay-Nung, Meo
oraz Thai. Rola etnografów nie skończyła się jednak na rozwiązywaniu tego
problemu. Oni w ł a ś n i e stanowią trzon kadry realizującej wśród mniejszości zada­
nia polityki kulturalnej. W swojej pracy zawodowej łączą zadania badawcze
z propagandowymi i organizatorskimi. Badacze terenowi realizując również ten
praktyczny aspekt swojej pracy byli w stanie objąć działalnością wszystkie nie­
mal obszary zamieszkane przez mniejszości. U m o ż l i w i ł o im to odkrycie nie zna­
nych jeszcze grup lub szczegółowsze opisanie m a ł o znanych. Należałoby tu w y ­
mienić m. in. Tay-Hay, Tay-Het, Puoc z grupy Mon-Khmer oraz górali Rue.
Etnografowie
wietnamscy
podejmują
również
problematykę
współczesną,
zwłaszcza w odniesieniu do głównej narodowości kraju — Vietów. Badają
adaptację robotników fabrycznych, budowlanych i leśnych, dzielnice miejskie
jako zespoły etnograficzne, wreszcie spółdzielnie produkcyjne i gospodarstwa
p a ń s t w o w e od strony zderzenia współczesności z wartościami tradycyjnymi. Nie­
stety, recenzowana publikacja nie dostarcza na ten temat żadnych bliższych ł n 12

Tamże, s. 133.
Dang Nghiem
phical data. s. 143-190.
1 3

V a n , An outline of the Thai of Viet Nam, [w:]

Ethnogra­

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

243

formacji. Toteż interesująca będzie inna pozycja z omawianej serii, traktująca
0 organizacji życia gospodarczego na wsi oraz technice r o l n i c z e j D w i e pierw­
sze pozycje pod tym samym t y t u ł e m (p. przyp. 3) poświęcone problematyce eko­
nomicznej i społecznej zawierają więcej materiału etnograficznego, są nam jed­
nak niedostępne.
W zasadzie jest ona poświęcona kompleksowi zagadnień technicznych i spo­
sobowi ich rozwiązywania przez współczesne rolnictwo wietnamskie. Jego specy­
fikę określa klimat tropikalny, ograniczony zasób ziemi uprawnej, duża gęstość
zaludnienia oraz fakt, że przemysł krajowy na obecnym etapie nie może służyć
rolnictwu wystarczającą pomocą. Jeśli uwzględnimy jeszcze warunki wojenne, nie
będzie niczym zaskakującym, że „aspekt techniczny" w rozumieniu omawianej
książki nie traktuje w zasadzie o nowych osiągnięciach agrotechnicznych roz­
wijającego się rolnictwa, lecz o ekonomicznej i organizacyjnej stronie w d r a ż a ­
nia technik tradycyjnych, szczególnie przydatnych w aktualnych warunkach kraju
1 w sytuacji umacniania się systemu kolektywnej gospodarki. Gospodarka rolna,
po przejściu kilku etapów reorganizacji, musi być obecnie najbardziej ustabilizowa­
ną dziedziną życia w kraju po to, by umożliwić osiągnięcie innych istotnych c e l ó w
politycznych i gospodarczych. Temu zadaniu stabilizacji służyć ma jednak dy­
namiczny proces w funkcjonowaniu wietnamskich spółdzielni produkcyjnych.
Książka omawia kilka zagadnień najistotniejszych obecnie dla rolnictwa
wietnamskiego. Są to: zróżnicowanie płodów rolnych, hodowla, gospodarka ryb­
na (tradycyjnie towarzysząca uprawie ryżu), badania agronomiczne,
szkolenie
kadry zawodowej oraz współzależność rolnictwa i innych dziedzin produkcji. Przez
zróżnicowanie płodów rolnych rozumie się maksymalne upowszechnienie wielości
kultur uprawianych w Wietnamie, takich m. in. jak: kukurydza, słodkie ziem­
niaki, kasawa, warzywa, trzcina cukrowa, fasola, orzeszki ziemne oraz pasze
zielone. Pierwszym warunkiem takiego zróżnicowania było uporządkowanie i roz­
budowa
systemów
irygacyjnych
zniszczonych
podczas
wojny
wyzwoleńczej
z Francuzami. Zadanie to zostało w zasadzie wykonane w tzw. okresie odbudowy
narodowej w latach 1955-1965. Drugą najistotniejszą przeszkodą był brak w o l ­
nych gruntów zajętych pod pierwszoplanową produkcję ryżu tam, gdzie dokonuje
się dwu zbiorów w roku. Tzw. ryż zimowy (zwany inaczej plonem piątego mie­
siąca księżycowego) sadzony jest w październiku-listopadzie, zbierany zaś w maju
lub czerwcu. Bezpośrednio po żniwach następuje sadzenie tzw. ryżu dziesiątego
miesiąca księżycowego, który plonuje w październiku-listopadzie. W ten sposób
kultura ryżu w y p e ł n i a cały kalendarz prac rolnych całkowicie zajmując pod nie­
ustanną uprawę wszystkie grunty ryżowe. Rozwiązanie znaleziono przez zastą­
pienie długo plonującego ryżu zimowego tzw. ryżem wiosennym
sadzonym
w marcu i plonującym w maju. Zaoszczędzone tak cztery miesiące między listo­
padem i marcem przeznacza s i ę głównie na uprawę poplonów służących jako
pasza dla zwierząt hodowlanych oraz wykorzystywanych do użyźniania pól. Umie­
jętne stosowanie płodozmianu pozwala wprowadzić do uprawy również inne ro­
śliny.
Wspomniane rozwiązanie nie tylko zwiększa produkcję rolną, lecz również
znakomicie ogranicza trudności związane z brakiem siły roboczej. Brak ten wy­
stępuje szczególnie tam, gdzie stosuje się dwa tradycyjne zbiory piątego i dziesiątego
miesiąca księżycowego. Jest on bardzo dotkliwy zwłaszcza w okresie od listopada
do stycznia, kiedy to trwa intensywna praca związana ze zbiorami, orką, sadzeniem
14

Agricultural

problems

(3).

244

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

i transplantacją następnego plonu oraz innymi czynnościami gospodarczymi. Na­
leży pamiętać, że niedobór siły roboczej na wsi powiększa się stale w związku
z przechodzeniem wielu ludzi do służby wojskowej, pracy w przemyśle i w obro­
nie terytorialnej. Dla ilustracji można s i ę posłużyć przytoczonym w książce przy­
k ł a d e m wsi Ngo Xuyen, która w 1909 r. liczyła 1103 mieszkańców (4219 mężczyzn
i 074 kobiety), z czego 385 osób w wieku produkcyjnym (od 16 lat do 60 dla
m ę ż c z y z n i 55 dla kobiet). W ciągu 10 lat w i e ś t ę opuściło 201 osób w wieku pro­
dukcyjnym, co daje przeciętną 20 osób rocznie. Ponad 5-procentowy roczny ubytek
siły roboczej stanowi p o w a ż n e obciążenie dla rolnictwa.
Cennym uzupełnieniem książki jest szczegółowa prezentacja sytuacji gospo­
darczej dwu konkretnych przykładów — okręgu Thanh Oai oraz wsi Ngo Xuyen.
Zawiera ona wiele uwag dotyczących trudności w funkcjonowaniu organizmów
spółdzielczych wynikających ze słabości kierowania, interferencji przyzwyczajeń
z okresu indywidualnej gospodarki oraz ograniczonej akumulacji utrudniającej
wprowadzanie nowych technik i podnoszenia wydajności pracy. Interesujący ma­
teriał stanowią spostrzeżenia o sprzecznościach interesów między rzemieślnikami
wiejskimi i rolnikami uzewnętrzniających się w procesie przesuwania części rze­
m i e ś l n i k ó w do pracy na roli w imię intensyfikacji produkcji rolnej. Niektóre stare
gałęzie rzemiosła zastępowane s ą nowymi, np. produkcja szkła czy przetwórstwo
produktów rolnych. Aneks dostarcza ilustracji niewątpliwych osiągnięć uzyskanych
zwłaszcza w trudnym okresie pierwszego etapu niszczycielskiej wojny powietrznej
prowadzonej przez U S A przeciwko D R W w latach 1965-1969. Tom zamyka doku­
ment w postaci statutu spółdzielni produkcyjnych w y ż s z e g o stopnia.

Antoni Kuczyński
R Z E K O M E O D K R Y C I E N I E Z N A N E G O RĘKOPISU
WACŁAWA S I E R O S Z E W S K I E G O
Przyznam, że odkrywczy charakter artykułu H . Swienki, Historia zaginionego
rękopisu
Wacława
Sieroszewskiego („Etnografia Polska", t. 13: 1969 z. 1, s. 73-85)
zdziwił mnie bardzo, jako że w jednym z artykułów poświęconych problematyce
w k ł a d u P o l a k ó w w badania Syberii pisałem, iż drugi tom dzieła W. Sieroszew­
skiego poświęconego Jakutom znajduje się w Archiwum Akademii Nauk Z S R R
w Leningradzie, a jego mikrofilm w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie
(sygn. Mf. A . 161). Początkowo sądziłem, że rzeczywiście chodzi o jakiś nowy
rękopis tego zasłużonego badacza kultury jakuckiej, tym bardziej że za taki
uważał go również doc. dr I. S. Gurwicz z Instytutu Etnografii Akademii Nauk
Z S R R w Moskwie, sugerujący się opinią H . Swienki podaną w rosyjskim artykule
Wacław Sieroszewski i jego trudy o Jakutach (K 70-letju wychoda w swiet pierwoj
etnograficzeskoj
monografii
o Jakutach)
zamieszczonym w
czasopiśmie
„Izwiestja Sibirskogo Otdielenija Akademii Nauk SSSR", t. 1: 1969, o czym mia­
ł e m możliwość przekonać się podczas pobytu w Moskwie jesienią 1970 roku.
1

Rychło- jednak okazało się, że H . Swiehko „odkrył" rzecz powszechnie znaną
dla badaczy problematyki w k ł a d u etnografii polskiej w badania kultury l u d ó w
Syberii. Wykorzystując nadarzającą się okazję, jaką jest ukazanie się w „Prze­
glądzie Orientalistycznym" artykułu J . Reychmana , poświęconego najnowszym
polskim opracowaniom z zakresu historii badań syberyjskich, należy wyjaśnić to
nieporozumienie, i to na łamach tego samego czasopisma, które zamieściło
wspomniany artykuł H . Swienki. Oto co na ten temat pisze J . Reychman:
2

Artykuł Swienki w „Etnografii Polskiej" był przedmiotem recenzji H . Hołdy-Różewicz („Kwartalnik Historii Nauki i Techniki" R. 15 nr 3, 1970), przy czym
autorka recenzji podkreśla za S w i e n k ą odkrywczy charakter jego badań, zazna­
czając, że materiały do drugiego tomu Jakutów
„uważane były tak w Polsce, jak
i w Z S R R za zaginione" (s. 638).
Dlaczego tak dokładnie podajemy tu te szczegóły bibliograficzne? Otóż w w y ­
mienionej rozprawie polskiego jakutologa, S. Kałużyńskiego z roku 1966 (proszę
zwrócić u w a g ę na datę), o polskich badaniach nad J a k u t a m i , na s. 185, w od­
nośniku 48 zaznaczono wyraźnie, że rękopis drugiego tomu Jakutów
znajduje się
3

1

A . K u c z y ń s k i , Wkład Polaków
w badanie nad ludami Syberii i ich kul­
turą, „Lud", t. 51: 1968, cz. 2, s. 504-584.
3. R e y c h m a n , Ostatnie prace o polskim wkładzie
w badanie ludów
Azji
północno-wschodniej,
„Przegląd Orientalistyczny", t. 1: 1972,, s. 63-66.
S. K a ł u ż y ń s k i ,
Polskie badania nad Jakutami i ich kulturą,
„Szkice
z Dziejów Polskiej Orientalistyki", t. 2: 1966, s. 171-190.
2

а

246

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

w Leningradzie, że jest on „niezupełnie wykończony", a mikrofilm tego rękopisu
znajduje się w „zbiorach mikrofilmowych Biblioteki Narodowej w Warszawie
sygn. M L A. 161". Gdyby H . Swienko znał opublikowaną rok przed jego „odkry­
ciem" wzmiankę, dowiedziałby się, że sprawa ewentualnego włączenia przekładu
tego rękopisu do pism zbiorowych W. Sieroszewskiego była przez w y d a w c ó w pism
i przez spadkobierców W. Sieroszewskiego brana pod uwagę, ale wobec tego, że
materiał ten w e d ł u g opinii jakutologów nie był w pełni wykończony, myśli tej
zaniechano.
Zwraca w i ę c u w a g ę to, że nie tylko H . Swienko w rok po opublikowaniu pracy
S. Kałużyńskiego o polskich badaczach Jakutów z wiadomością o losach drugiego
tomu Jakutów,
dokonał swego rewelacyjnego odkrycia, ale że opublikował o tym
wiadomość w roku 1969, nie znając najbardziej miarodajnej na tym polu opinii
jedynego polskiego znawcy spraw jakuckich (choć cytuje inny artykuł tegoż K a ­
łużyńskiego w „Euhemerze") i że rewelacyjny charakter swego odkrycia powtórzył
w radzieckim czasopiśmie, nie podając wiadomości,' że mikrofilm rękopisu do­
stępny jest w Warszawie. Pożałowania jest też godne, że ten rewelacyjny charak­
ter przyznaje recenzentka pracy Swienki w „Kwartalniku Historii Nauki i Tech­
niki" w roku ¡1970, choć przecież w ł a ś n i e w tymże czasopiśmie odnotowana była
(1967, s. 176) rozprawa S. Kałużyńskiego, na co — jeśli nie H . Swienko to w s p ó ł ­
pracowniczka „Kwartalnika Historii Nauki i Techniki", H. Hołdy-Różewiez — po­
winna była zwrócić uwagę.
Jakie są wnioski z powyższych uwag? Jeden, że winno się więcej czytać. Jeden
z niedawno zmarłych uczonych z w y k ł mawiać, że młodsze pokolenie pracowników
nauki wciąż zbyt m a ł o czyta. A drugi — że naprawdę winna istnieć jakaś zasada
z jednej strony integrująca nauki, zmuszająca do wzajemnej współpracy i kon­
sultacji, a z drugiej strony rozgraniczająca zakresy i sfery działalności w e d ł u g
poszczególnych specjalności. My, orientaliści mamy naszą ścisłą dziedzinę, nie wcho­
dzimy na cudze podwórka, nie ingerujemy do filozofii (nieorientalnej). Gdyby ta
zasada była respektowana, nie dochodziłoby do podobnych kompromitacji i nie­
porozumień .
4

Tyle informacji odnośnie do „odkrycia" H. Swienki podał J . Reychman. N a l e ż n e
jest również tutaj sprostowanie dotyczące jednego z epizodów życiorysu W. Siero­
szewskiego, jakim jest jego podróż do Japonii w celu zbadania inwentarza kultu­
rowego A j n ó w mieszkających na Hokkaido. H. Swienko w swoim artykule informuje,
że na skutek zarzutów, jakie wytyczono W. Sieroszewskiemu w 1900 roku i osa­
dzenia ponownie w Cytadeli Warszawskiej, chcąc uniknąć zesłania na Sybir, zde­
c y d o w a ł się on przyjąć za n a m o w ą ówczesnego wiceprezesa Petersburskiego Towa­
rzystwa Geograficznego, P. Siemionowa, zaproszenie do wzięcia udziału w „plano­
wanej podróży na Sachalin, w celu przebadania w a r u n k ó w życia i kultury Ajnów.
Władze carskie były zainteresowane w tej ekspedycji, nie było jednak chętnych

ł

R e y c h m a n , op. cit., s. 63-64. W przypisie nr 2 do cytowanego powyżej
tekstu J . Reychman wyjaśnia, że o pracach W. Sieroszewskiego na tematy jakuckie
ukazała się ostatnio nowa rosyjska rozprawa L . I. R o w n j а к o w e j pt.
Wacław
Sieroszewski — issledowatiel Jakutii, w tomie „Polsko-russkie literaturnyje swjazi",
Moskwa 1970, s. 333-344. „Autorka, czerpiąca z archiwów rosyjskich nakreśliła dzieje
obu t o m ó w Jakutów.
Rownjakowa zna rękopis tomu i przytacza nieco korespon­
dencji na temat próby wydania tego tomu w Z S R R w 1927 r. Rozprawa zaopa­
trzona jest w obfitą literaturę, głównie na temat kontaktów Sieroszewskiego z pisa­
rzami i uczonymi rosyjskimi ciągnących się aż do okresu międzywojennego. Nato­
miast nie zna autorka ani prac Kałużyńskiego, ani nie wie o próbie włączenia
drugiego tomu do pism zbiorowych Sieroszewskiego w latach sześćdziesiątych, o czym
piszemy niżej. Oczywiście nie zna i prac Swienki. Zasługi Polaków na polu bada­
nia Syberii były przedmiotem sympozjum polsko-rosyjskiego w Warszawie w dniach
29 I X — I X 1909; chodziło tu o zasługi na polu geografii i geologii, ale mowa
była i o uczonych, którzy interesowali się i miejscowymi ludami, jak A. DłużykKamieński, T. Zan, A. Czekanowski, zob. «Kwartalnik Historii Nauki i Techniki»,
R. 15: 1970, nr 1, s, 208-214".

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

247

specjalistów, którzy mogliby podjąć taką w y p r a w ę . W tej sytuacji czynniki rządowe
musiały iść na ustępstwa i miast zesłania pozwolić Sieroszewskiemu na wyjazd
honorowy" . Istotnie propozycja taka była, lecz terenem wyprawy miała b y ć wyspa
Hokkaido, gdzie istniały w ó w c z a s enklawy ludności ajnoskiej. A oto co na ten
temat pisze W. Sieroszewski:
5

Wyprawa moja na „Daleki Wschód" m i a ł a mocno „polityczny" początek. W roku
T9O0 u prof. Korzona żandarmeria rosyjska znalazła w czasie rewizji jakiś nie­
fortunny list, gdzie wymienione b y ł y nazwiska Stefana Żeromskiego i moje. N a
podstawie tego listu oskarżono nas: ni mniej n i w i ę c e j jak o zorganizowanie wspa­
niałego pochodu robotniczego dookoła pomnika Mickiewicza w dniu jego odsło­
nięcia raz przypisano nam autorstwo płomiennej z tego powodu proklamacji. [...]
Zostałem w i ę c osadzony w cytadeli, a Żeromskiego ocalił jedynie krwotok, jakiego
doznał w tym czasie. Zostałem wypuszczony za kaucją pod nadzór, lecz śledztwo
ciągnęło s i ę długo, wreszcie coś po roku doszło do mnie, że będę musiał „wrócić
do ojczyzny [na rodinu], tj. do Irkucka, gdzie po spędzeniu 15 lat w kraju Jakutów
zapisano mnie do ksiąg mieszczaństwa. Nie uśmiechał mi s i ę ten „powrót do o j ­
czyzny", zwróciłem s i ę w i ę c z prośbą o pomoc do senatora P. Siemionowa wice­
prezesa Petersburskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu, którego by­
ł e m członkiem. [...] Mój dostojny protektor obiecał uczynić wszystko, co będzie
w jego mocy i w tym celu kazał sobie przedstawić swoją sprawę. Po kilku dniach
oznajmił m i ze smutną miną, że nic zrobić nie może. [...] Czułem się „zdruzgota­
nym".
— No, to nic!... My zrobimy tak!... pocieszył mnie zacny senator, widząc moje
zmartwienie — My interesujemy s i ę obecnie Dalekim Wschodem. Zorganizujemy
do spółki z A k a d e m i ą Nauk ekspedycję do Ajnów... Jest takie p l e m i ę na północ­
nych wyspach Japońskiego Archipelagu, ciekawe plemię kosmatych ludzi bardzo
podobnych do naszych chłopów... Pan tam pojedzie na rok albo dwa, przywiezie
Pan materiały, opracuje je... Wydamy książkę i znowu dostanie Pan za nią powrót
do ojczyzny, jak to raz już było za Jakutów'.
Co miałem robić!... Po paru dniach namysłu i walki z sobą, gdyż przykro mi
b y ł o rzucać ś w i e ż o założoną rodzinę i przed ledwie paru laty odzyskaną Ojczyznę,
zgodziłem s i ę postawiwszy za warunek „że będzie mi dodany do pomocy nie kto
inny, jak Bronisław Piłsudski, starszy brat marszałka Piłsudskiego, przebywający
naówczas na Sachalinie w charakterze zesłańca politycznego. W ten sposób ekspe­
dycja nabierała cech zupełnie polskich i w dodatku B. Piłsudski w ł a d a ł doskonale
językiem ajnoskim i b y ł bardzo wśród A j n ó w popularny, gdyż ich wspierał, bronił
i otaczał opieką. Tytułowano go nawet żartobliwie „królem Ajnów".
Warunki moje zostały przyjęte i po półrocznych w s t ę p n y c h przygotowaniach
u d a ł e m się w podróż przez Mongolię, Mandżurię, Chiny do Japonii.
W połowie czerwca 1908 roku znalazłem s i ę w Hakodate, największym porcie
południowego wybrzeża wyspy Hokkaido — dawniej Jesso .
6

Tak w i ę c badania kultury ajnoskiej miały być prowadzone nie na Sachalinie,
a na wyspie Hokkaido. Pomyśleć m o ż e ktoś, że to nieistotny szczegół, że nie zmie­
nia on charakteru zasadniczej treści artykułu H . Swienki Rzeczywiście, szczegół to
nieistotny, ale jedynie dla nieprofesjonalistów. W historii nauki polskiej — a w i ę c
i w problematyce ustalenia rzeczywistego w k ł a d u P o l a k ó w w badania kultur l u d ó w
pozaeuropejskich — sprawy te s ą niezmiernie ważne. W tym akurat przypadku
jest to wiadomość szczególnie interesująca, gdyż rosyjskie zainteresowanie się D a ­
lekim Wschodem, tzn. japońską wyspą Hokkaido, miało stanowić zapewne począ­
tek dokładniejszych penetracji tej wyspy — lub o d w r ó c e n i e m uwagi od nich —
które po etnografach mogli prowadzić inni przedstawiciele Rosji carskiej przygoto­
w u j ą c e j się już chyba w ó w c z a s do wojny z Japonią, która prowadzona była w l a ­
tach 1904-1905.
5

H.
Swienko,
Historia zaginionego rękopisu
Wacława
Sieroszewskiego,
„Etnografia Polska", t. 13: 1969, z. 1, s. 73-85.
W. S i e r o s z e w s k i , Wśród kosmatych ludzi, Warszawa 1926, s. 3-5.
6

248

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

Kończąc tych kilka uwag dotyczących opracowania H . Swienki podkreślić trzeba
na plus autora, ż e w y d o b y ł on przy okazji zapomniane dokumenty m ó w i ą c e o kon­
taktach W. Sieroszewskiego z pisarzami i uczonymi rosyjskimi okresu m i ę d z y w o ­
jennego, które zestawił w „Aneksie" (s. 812-85) do artykułu.
Jeszcze jeden istotny szczegół zawarty w opracowaniu J . Reychmana warty
jest zwrócenia n a ń uwagi. Chodzi mianowicie o to, że przy omawianiu artykułu
H. Swienki czyni autor u w a g ę na temat wchodzenia nieprofesjonalistów n a po­
dwórka orientalistyczne. Przestrzega jakoby przed tego rodzaju praktykami pisząc,
że gdyby zasada pewnej wyłączności była ogólnie praktykowana, nie zdarzałyby sdę
podobne kompromitacje i nieporozumienia, które stały s i ę przedmiotem opracowa­
nia H . Swienki. Dalej omawia autor prace A. K u c z y ń s k i e g o — gwoli prawdzie
nie wszystkie — wspominając o rozprawie S. K a ł u ż y ń s k i e g o , Najstarsza polska
relacja z wędrówek
po Syberii, gdzie pisze, że źródło to było przedmiotem arty­
kułu A. K u c z y ń s k i e g o , który istotnie dał w nim „to co mógł", a dalej zastanawia
się, kto rzeczywiście przy omawianiu tego rodzaju źródeł winien mieć „priorytet,
orientalista czy etnograf?". Sądzę, ż e w tym w ł a ś n i e przypadku byłoby najlepiej,
gdyby sprawami tymi zajmowali się łącznie orientaliści i etnografowie, którzy
w s p ó l n i e analizowaliby te same źródła i w s p ó l n i e tworzyli ich opracowania. Nie
będzie też chyba przesady w tym i nietaktu wobec orientalistów, jeśli stwierdzę,
ż e może to robić zarówno sam etnograf, jak i sam orientalista. Najważniejsze jest
jednak, aby to, co robią, było robione dobrze, z pełną znajomością problematyki
i dokładną dokumentacją naukową, aby ich opracowania powstawały na podstawie
należycie zorganizowanego warsztatu naukowego.
7

8

9

7

Pominięte zostały artykuły A. K u c z y ń s k i e g o : Etnograficzny
obraz Sy­
berii w świetle
osiemnastowiecznej relacji Ludwika Sienickiego, „Etnografia Pol­
ska", t. 14: 1970, z. 1; Wkład polskich podróżników
do historii etnografii, t a m ż e ;
„Pamiętnik",
Faustyna Ciecierskiego jako źródło etnograficzne XVIII
wieku, „Etno­
grafia Polska", t. 15: 1971, z. 2, i inne zamieszczone w czasopismach „Wszechświat"
i „Problemy". Już po ukazaniu się artykułu J . Reychmana w „Sowietskoj Etno­
grafii" opublikowany został artykuł A. K u c z i n s k i j , Opisanie Sibiři XVIII
w.
(Materiały
L . Senickogo o sibirskich aborigenach i ich kulturę),
„Sowietskaja Etno­
g r a f í a " , nr 1: 1972, s. 311-38.
S. K a ł u ż y ń s k i , Najstarsza polska relacja z wędrówek
po Syberii, „Szkice
z Dziejów Polskiej Orientalistyki", t. 3: 1909, s. 67-82.
A. K u c z y ń s k i , Pierwsza polska relacja o ludach Syberii, „Enografia Pol­
ska", t. 12: 1968. Warto wspomnieć, ż e popularne o m ó w i e n i e relacji A. K a m i e ń skiego-Dłużyka przedstawił Z. J a s i e w i c z , Pierwszy polski opis Syberii, „ P o ­
znaj Świat", nr 3: 1966. Ostatnio natomiast nowe szczegóły odnośnie osoby A. K a mieńskiego-Dłużyka zaprezentowane zostały przez B. P. P o l e w o j a w artykule
pt. O prebywanii w Rossji Adama Kamenskogo Dlużika, awtora pierwogo polskogo
soczinenija o Sibiři [w:] Historia kontaktów
polsko-rosyjskich
w dziedzinie geologii
i geografii, Monografie z Dziejów Nauki i Techniki, t. 82, Wrocław—Warszawa—
Kraków—Gdańsk 1972.
8

9

Leszek Dzięgiel
KOLONIALIZM W CZARNEJ AFRYCE
Literatura afrykanistyczna wzbogaciła się w ostatnich latach o c e n n ą pozycję,
której nie może pominąć w swej pracy naukowej ani etnograf, ani historyk, ani
badacz problemów gospodarczo-społecznych i politycznych Czarnego Kontynentu.
Co ważniejsze dla nas, dzieło to dotarło — co prawda w niewielkiej ilości egzem­
plarzy — także i do polskich, specjalistycznych bibliotek naukowych. Chodzi tu
mianowicie o pięciotomową w zamierzeniu publikację zbiorową Colonialism
in
Africa 1870-1960 w y d a n ą pod redakcją ogólną I . H . Ganna i Petera Duignana przez
Cambridge University P r e s s . Autor niniejszego o m ó w i e n i a dysponował w chwili
pisania recenzji tylko pierwszymi trzema tomami, ukazującymi się na rynku w y ­
dawniczym w odstępach jednego roku.
Praca została sfinansowana przez Amerykanów. Do napisania poszczególnych
rozdziałów zaproszono uczonych amerykańskich i angielskich w pierwszym rzędzie,
lecz również specjalistów z innych krajów, zwłaszcza z Francji, Belgii, a jeden
z rozdziałów drugiego tomu, traktujący kolonializm jako epizod długiej historii
Afryki, opracował np. J . F . A. Ajayi, profesor z nigeryjskiego uniwersytetu w I b a danie. Wśród autorów europejskiego pochodzenia znajdujemy zresztą także szereg
przedstawicieli u n i w e r s y t e t ó w afrykańskich, z Ugandy, Ghany czy Pretorii. Nazwi­
ska uczonych, ś w i a t o w e j s ł a w y afrykanistów, takich jak Lucy Mair czy Aidan
Southall, pozwalają mieć nadzieję, że również i nie wydane dotąd części dzieła
posiadać będą wysoki poziom.
Jak już z samego tytułu wynika, rzecz traktuje o epoce tak zwanego późnego
lub też „nowego" imperializmu w Afryce, jego przyczynach i skutkach. Ujęcie tych
problemów jest dość niejednolite, do czego przyczynił s i ę przede wszystkim zbio­
rowy charakter dzieła. Zdarza się, ż e autorzy poszczególnych rozdziałów polemizują
ze sobą, a także polemizują z nimi w obszernym w s t ę p i e do dwu początkowych to­
m ó w g ł ó w n i redaktorzy, Gann i Duignan. Ideą całości jest próba m o ż l i w i e wielo­
stronnego naświetlenia zjawisk, jakie w y w o ł a ł kolonializm na obszarach Afryki po­
łożonych na południe od Sahary. Redaktorzy zastrzegają się, iż szereg zagadnień
zostało o m ó w i o n y c h fragmentarycznie i że czekają one na dalszych badaczy. Z jed­
nej strony starano się unikać zarzutu, iż książka jest jaszcze jedną próbą wybiele­
nia białego człowieka, który przez ostatnie kilkadziesiąt lat całkowicie niemal pod1

1

Colonialism in Africa 1870-1960, tom pierwszy — The History and Politics of
Colonialism 1870-1914, red L . H . Gann i Peter Duignan, Cambridge 1969; tom dru­
gi — The History and Politics of Colonialism 1914-1960, red. L . H . Gann i Peter
Duignan, Cambridge 1970; tom trzeci — Profiles of Change: African Society and
Colonial Rule, red. Victor Turner, Cambridge 1971.

250

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

porządkował sobie kontynent afrykański, już poprzednio zresztą eksploatując jego
znaczne połacie. Z drugiej strony polemizuje się tu z dość schematycznymi oce­
nami kolonializmu, charakterystycznymi dla kręgów młodej inteligencji afrykań­
skiej, skłonnej do przeceniania e l e m e n t ó w wyzysku i niedoceniania faktu kolosal­
nych zmian cywilizacyjnych w wyniku kontaktu kulturowego. Czy i w jakim sto­
pniu poszczególne rozdziały Kolonializmu
iv Afryce są przekonujące — pozosta­
w i a ł b y m do oceny czytelnikowi. W każdym razie jest rzeczą chyba bezsporną, iż
kolonializm stanowi splot problemów o wiele bardziej skomplikowanych zarówno
na terenie Europy w dawnych mocarstwach kolanialnych i ich społeczeństwach,
jak i w samej Afryce, niż to by s i ę mogło w y d a w a ć z powszechnie dostępnej lite­
ratury i publicystyki. Krytycy i apologeci kolonializmu w Afryce zwykli bowiem
zajmować się tylko jednym z przejawów i skłonni byli do pochopnego generalizo­
wania. Tymczasem skomplikowany charakter zjawiska kolonializmu w y p ł y w a ł już
choćby z faktu, iż Afryka dostała się pod władzę szeregu mocarstw europejskich,
posiadających odrębne, znacznie różniące się między sobą tradycje działania poli­
tycznego i wojskowego, odmienne nieraz bezpośrednie cele ekonomiczne i strate­
giczne. Inaczej patrzyła na Afrykę wiktoriańska Anglia, panująca niepodzielnie na
morzu, inaczej cesarskie Niemcy. Czegoś innego zupełnie spodziewała s i ę po zdo­
byczach w Afryce żądna r e w a n ż u po klęsce Francja, a już zupełnie odmienna idea
przyświecała awanturniczemu królowi Belgów.
Powierzchowne stereotypy, zarówno „dzikich czarnych barbarzyńców", których
biały człowiek bronił przed łowcami niewolników i przed ich w ł a s n ą okrutną oby­
czajowością, podobnie jak stereotypy kolonizatora z pejczem zagarniającego bajecz­
ne jakoby bogactwa Czarnego Lądu, nie na wiele się zdadzą badaczom współczesnej
rzeczywistości afrykańskiej i interpretatorom afrykańskich dziejów najnowszych.
W stereotypach takich na pewno nie mieści s i ę dość zaskakująca rola zeuropeizo­
wanych, na poły schrystianizowanych kręgów nadbrzeżnego kupiectwa afry­
kańskiego, które nieraz gorąco zachęcało A n g l i k ó w czy Francuzów do ekspansji
w głąb lądu przeciwko lokalnym władcom, utrudniającym handel i pośrednictwo.
Nie znajdziemy także w owych powszechnych modelach myślenia miejsca na całą
mitologię ekonomiczną, na naiwną wiarę w niezmierzone bogactwa Czarnego Lądu
i ich rzekomo łatwy sposób dobywania, co przecież nieraz cechowało rządzące kręgi
ówczesnej Anglii, Francji, Niemiec czy Belgii. A dalej dla przykładu w y m i e ń m y
fałszywą choć porywającą francuskich wojskowych ideę „Francji stumilionowej",
której czarne armie kolonialne miały na polach Europy definitywnie rozstrzygnąć
rywalizację z Niemcami. Lub rodzaj histerii strategicznej, jaka dziewiętnastowiecz­
nych s z t a b o w c ó w europejskich pchała w głąb afrykańskich dżungli i stepów, by
ubiec innych konkurentów europejskich i uniknąć militarnego oskrzydlenia. Oma­
wiana tu książka daje wgląd w całokształt zagadnień kolonializmu w Afryce i nie­
w ą t p l i w i e znacznie rozszerza horyzonty czytelnika, nawet jeśli nie może s i ę on zgo­
dzić ze wszystkimi jej wywodami.
Pierwsze dwa tomy poświęcone są historii i polityce kolonialnej w okresach
1870-1914 oraz 1914-1960 i wydano je pod bezpośrednią redakcją Ganna i Duignana.
Znajdujemy w i ę c w tomie pierwszym szkic na temat tradycyjnych społeczności
afrykańskich w momencie intensywnego podporządkowania sobie Afryki przez mo­
carstwa europejskie. Dalej zapoznajemy się z problemami handlu i w ł a d z y na te­
renie Afryki Zachodniej w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Jeden ze współre­
daktorów omawia samą istotę imperializmu europejskiego w Afryce, a dalsze roz­
działy omawiają różniące s i ę od siebie formy polityki kolonialnego podboju stoso­
wane przez Francję i Anglię na poszczególnych obszarach Czarnego Lądu. Odrębne

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

251

rozdziały traktują o polityce niemieckiej i belgijskiej, a także o tak zwanym „im­
perializmie pozaekonomicznym" Portugalii do roku 1910. Problemy nacisku euro­
pejskich ugrupowań humanitarnych na rządy i akcje misyjne do I wojny ś w i a t o ­
wej, zagadnienie reakcji Afrykanów na podbój, a także w ł ą c z e n i e się do ekspansjonistycznego w y ś c i g u w głąb Afryki jednego z państw rodzimych, Etiopii — to roz­
działy uzupełniające ten tom. Każdy z nich stanowi sam dla siebie pasjonującą
lekturę.
O ile tom pierwszy przedstawia dynamiczną, pełną spektakularnych zmian cy­
wilizacyjnych epokę „optymizmu maszyny parowej" w Afryce, to w tomie drugim
zawarty został okres załamania się wielu nadziei białych ludzi, czas dwu wojen
światowych, wątpliwości, okres stagnacji i gwałtownego, lokalnego rozwoju, era
wzrostu nacjonalizmu afrykańskiego i finał kolonialnej przygody. Problemy oma­
wiane w tomie poprzednim znajdują tu s w ą chronologiczną kontynuację. Zarazem
jednak szereg rozdziałów omawia sprawy rozwijających się pod w p ł y w e m cywili­
zacji europejskiej w koloniach afrykańskich elit politycznych i kulturalnych, a tak­
ż e zagadnienie różnych modeli polityki o ś w i a t o w e j , uprawianej wobec Czarnych
przez poszczególne mocarstwa. Odrębnym zagadnieniem przedstawianym w jednym
z rozdziałów jest wytwarzanie s i ę elit białych osadników, co — jak wiemy — z a ­
ważyć miało na losach całych połaci interesującego nas kontynentu. Dekolonizacji
-oraz podsumowaniu drogi Afryki Czarnej do niepodległości poświęcono dwa
ostatnie rozdziały. Jeden z nich napisany został przez Afrykanina z Ghany, A. Ad u
Boahena, przedstawiciela uniwersytetu w Legon.
Szczególnie interesującym dla etnografa i socjologa jest tom trzeci, zatytuło­
wany Profile zmiany: społeczeństwo
afrykańskie
i władza
kolonialna. Redaktorem
jest Victor Turner, profesor socjologii i antropologii społecznej uniwersytetu w Chi­
cago, który w krótkim w s t ę p i e stara s i ę uzmysłowić wartość analiz naukowych
antropologa społecznego dla sprawy zrozumienia całokształtu zmian, jakim uległa
dzisiejsza Afryka pod w ł a d z ą kolonialną. Turner przypomina, iż antropolodzy spo­
łeczni w Afryce, którzy przez służbę kolonialną starej szkoły określani byli mia­
nem „czerwonych", „socjalistów", „anarchistów", skłonnych do siania zamętu
w umysłach tubylców, niebawem okrzyknięci zostali przez tubylczych polityków
nacjonalistycznych jako „apologeci kolonializmu", „agenci kolonialnej supremacji".
W -opracowanym pod redakcją Turnera tomie zawarto szereg przykładów ewo­
lucji, jakiej ulegały w dziedzinie instytucji społecznych i całokształtu kultury spo­
łeczności afrykańskie. Mamy tu w i ę c m. in. o m ó w i o n ą przez L . Mair sprawę no­
wych elit tubylczych w Afryce Wschodniej i Zachodniej, a dalej w p ł y w imperia­
lizmu ma urbanizację Afryki, szczególny charakter tej urbanizacji realizowanej
w e d ł u g klucza rasowego. Ponadto w p ł y w okresu kolonialnego na ustalenie praw
do ziemi, zagadnienia afrykańskich w o d z ó w i przywództwa politycznego w nowo­
czesnym już stylu oraz kapitalne zagadnienie reagowania Afrykanina na misjo­
narską kampanię oświatową.
Zapowiedziany tom czwarty ma być poświęcony problemom ściśle gospodar­
czym Afryki w okrasie kolonialnym, które jednak w mniej lub bardziej skrótowy
sposób były omawiane już przecież w poprzednich częściach dzieła. Natomiast piąty
i ostatni tom pracy ma zawierać bibliografię przedmiotu i zarazem przewodnik po
archiwalnych zbiorach materiałów dotyczących kolonializmu w Afryce, jakie znaj­
dują s i ę w Europie, Stanach Zjednoczonych oraz na samym kontynencie afrykań­
skim, z tym że każdy rozdział w omawianych tu tomach posiada na zakończenie
podaną obszerną bibliografię. Każdy też z t o m ó w ma mapki zagadnieniowe i oczy­
wiście indeksy.

252

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

Spór na temat roli kolonializmu w Afryce trwa nie tylko w Europie, lecz
i pośród Afrykanów. Pamiętamy, ile s ł ó w potępienia wypowiedzieli pod jego adre­
sem radykalni przywódcy afrykańscy w rodzaju Nkrumaha czy Seku Toure. Przy­
pominamy sobie t e ż s ł y n n ą w y p o w i e d ź prezydenta Wybrzeża Kości Słoniowej, iż
„kolonializm, jeżeli b y ł złem, to złem koniecznym", która rozpaliła do białości jego
oponentów ideowych. Dziś, kiedy większość Afryki Czarnej stara s i ę budować z r ę ­
by w ł a s n e g o bytu niepodległego, okres kolonializmu (i jego skutki) wymaga spo­
kojnej, obiektywnej analizy, nie zmąconej koniunkturalnymi s ą d a m i i oportunistycznymi uogólnieniami. Redaktorzy omawianej książki piszą we wstępie, iż m a ł o
jest dziedzin historii najnowszej, które, jak Afryka doby kolonialnej, stanowiłyby
ciekawsze pole dla dociekań historyka. Stwierdzenie to można by również rozsze­
rzyć n a inne dyscypliny naukowe. W k a ż d y m razie klucz do zrozumienia rzeczy­
wistości społecznej, kulturowej, politycznej, a i gospodarczej Afryki współczesnej
tkwi nadal chyba w znacznej mierze w ł a ś n i e w przeszłości kolonialnej.

WŁODZIMIERZ P A W L U C Z U K , Światopogląd
społeczności
tradycyjnej, Warszawa 1972, ss. 239.

jednostki

w warunkach

rozpadu

Nieczęsto zdarza się, by etnograf czy socjolog badający kulturę społeczności
chłopskich podejmował problemy związane z religią i światopoglądem. Jeszcze
rzadziej problematyka taka jest świadomie orientowana antropologicznie; n a j ­
częściej — szczególnie w socjologii — spotyka s i ę analizę społeczną i społeczno-ekonomiczną zjawisk religijnych. Włodzimierz Pawluczuk zaraz na w s t ę p i e swej
książki pisze s ł o w a wyrażające świadomość jednostronności takiego podejścia ba­
dawczego, prowadzącego — przy traktowaniu go jako jedynego prawomocnego spo­
sobu interpretacji — do konstruowania fałszywego obrazu rzeczywistości Warto
przytoczyć credo Pawluczuka, gdyż w obecnej fazie rozwoju etnografii często traci
się z oczu tę perspektywę, która znana jest w historii nauki pod nazwą antropologii
kultury: „[...] nadużywanie tego rodzaju metody interpretacji (wyjaśnianie zjawisk
przez o d w o ł y w a n i e się do ich funkcji usługowej w stosunku do interesów grup
społecznych — przyp. R T ) prowadzi do w y j a ś n i e ń szablonowych, wulgarnych. Są
zjawiska religijne, w których treści społeczne są ewidentne [...], są jednak i takie,
jak na przykład prądy głęboko mistyczne, ekstatyczne sekty, ruchy ascetyczne itp.,
gdzie tego rodzaju wyjaśnienie nie wystarcza — potrzebna jest dodatkowa inter­
pretacja antropologiczna, interpretacja biorąca za punkt wyjścia osobowość ludzką
i jej potrzeby, które z kolei ukształtowane są przez warunki egzystencji ludzkiej
o wiele bardziej trwałe od społeczno-ekonomieznych u w a r u n k o w a ń danej, histo­
rycznie określonej sytuacji" (s, 6). Dodać tu można, że również zjawiska religijne
o ewidentnej treści społecznej — jak je określa autor — posiadają aspekty, których
w y j a ś n i e n i e wymaga uwzględnienia cech osobowości ludzkiej. Omawiając s w ą po­
s t a w ę badawczą wysuwa t e ż autor postulat podjęcia z marksistowskiego punktu
widzenia badań nad nie nowymi i kontrowersyjnymi, ale ciągle aktualnymi, pro­
blemami: „doświadczeniem religijnym", „świadomością kosmiczną", strachem przed
śmiercią i poszukiwaniem sensu życia. Waga tego postulatu ujawnia s i ę w kon­
tekście pracy Pawluczuka, która została napisana pod kierunkiem prof. Marii
Ossowskiej jako dysertacja doktorska.
Jest to praca nietypowa również przez ambitność stawianego celu — ukazania
rozterek człowieka w obliczu gwałtownych przemian kulturowych. I chociaż jest

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

253

to temat od dawna goszczący na warsztatach naukowców, książka Pawluczuka
ukazuje nam nowy wymiar procesów zachodzących w kulturze chłopskiej, bodaj
najistotniejszy.
Przejdźmy do rozpatrzenia problematyki. Pod w z g l ę d e m merytorycznym można
podzielić pracę na trzy zasadnicze części: 1 — model tradycyjnej kultury c h ł o p ­
skiej i określenie typowych cech światopoglądu jednostki w tych warunkach; 2 —
czynniki rozpadu kultury tradycyjnej; 3 — charakterystyka zjawisk społecznych
określanych jako dewiacyjne. Wszystkie trzy grupy zagadnień rozpatrywane są na
przykładzie białoruskich społeczności prawosławnych mieszkających w granicach
dzisiejszej Białostocczyzny, określonych w pracy jako grupa etniczna. Obserwacją
objęte zostały procesy zachodzące w okresie międzywojennym. Ramy geograficzne
i historyczne przekroczył autor kilkakrotnie w celu przedstawienia zjawisk analo­
gicznych bądź pogłębienia analizy przez ukazanie czasowej dynamiki interesują­
cych go zjawisk.
Prezentację książki należy rozpocząć od kwestii terminologicznych, które w ne­
gatywny sposób zaciążyły nad początkową, a w jakimś stopniu również zasadniczą
częścią pracy. Chodzi przede wszystkim o brak definicji terminu „światopogląd".
Wyjaśniając problematykę pracy Pawluczuk zauważa tylko, że zainteresowania jego
skierowane są n a światopogląd jednostki „a raczej tę dziedzinę, którą można by
n a z w a ć »filozofią człowieka«". Dalej dodaje: „koncentrować się przy tym b ę d ę na
centralnym dla niej problemie, na stosunku człowieka do natury, a w szczegól­
ności do czasowej nietrwałości form bytu, do zjawiska przemijania i śmierci"
(s. 59-60). Nie można powiedzieć, by takie określenie było najbardziej precyzyjne
(nie m ó w i ą c już o braku jasności co do miejsca zajmowanego przez taką proble­
matykę w całokształcie światopoglądu), bowiem autor jedynie w rozdziałach po­
święconych kulturze tradycyjnej m ó w i sporadycznie o stosunku człowiek—natura,
zaś problem życia i śmierci w myśli ludowej pojawia s i ę co prawda kilkakrotnie,
ale też marginalnie. S ł o w a Pawluczuka odpowiadałyby treści książki, gdyby rozu­
miał on przez „naturę" — rzeczywistość uwarunkowaną historycznie, a przez „for­
my bytu" — wzory, normy i wartości społeczne.
Brak teoretycznych ustaleń dotyczących znaczenia terminu „światopogląd" jest
g ł ó w n ą przyczyną niejasności rozważań autora na temat tradycyjnego światopoglą­
du jednostki, w których podkreślona jest przede wszystkim ogólnie pojmowana
oczywistość sytuacji człowieka we własnej grupie i otaczającym go bezpośrednio
świecie. Dla poruszanych dalej zagadnień ogólności te nie wystarczają. Poza nawia­
sem zainteresowań znalazły się tak w a ż n e dziedziny, jak systemy norm i wartości,
w której to sferze dezintegracja kultury tradycyjnej ujawniła s i ę najwyraźniej.
Innym terminem wzbudzającym wiele zastrzeżeń jest „tradycyjna społeczność
terytorialna". Autor pisze: „Określeniem »tradycyjna« przeciwstawiamy tę spo­
łeczność wsi nowoczesnej, mocno związanej z rynkiem, połączonej szeregiem więzi
z miastem i ogólnonarodową kulturą" (s. 15). Wszystko to prawda, ale z powodze­
niem można użyć w tym kontekście s ł o w a „dawna". Określenie „tradycyjna" uży­
wane jest synonimicznie z przymiotnikiem „dawna" bardzo często również w pra­
cach etnograficznych. Uproszczenie to wynika z niedostrzegania roli tradycji jako
czynnika sterującego życiem społecznym, który decyduje o różnicy między społecz­
nościami chłopskimi, np. X I X wieku a społeczeństwem zurbanizowanym. W da­
nym przypadku można sensownie użyć określenia „tradycyjna" w znaczeniu
„dawna", ale implikuje to niemożność zastosowania terminu „społeczność tradycyjna"
do istniejących jeszcze obecnie społeczeństw plemiennych, co jest ewidentnym para­
doksem. U ż y w a n i e terminu „tradycja" w uproszczonym, potocznym znaczeniu dzi-

254

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

wi tym bardziej, że autor za punkt wyjścia przyjmuje koncepcję Beckera, gdzie
problematyka tradycji odgrywa dość istotną rolę.
Chcąc przejść do pierwszej części zagadnień merytorycznych musimy z n ó w
zatrzymać się na sprawach terminologii. Pawluczuk nie u ż y w a bowiem określenia
„model tradycyjnej kultury chłopskiej", lecz zgodnie z duchem socjologii „model
tradycyjnej społeczności terytorialnej", szczególnie w tytułach rozdziałów i pod­
rozdziałów. Rezygnacja z nich w trakcie w y k ł a d u jest zrozumiała, gdyż przedmio­
tem jego rozważań jest kultura społeczności chłopskich, ze w z g l ę d u na którą zresztą
określa te społeczności jako zbliżone do punktu sacred na skali przyjętej za Becke­
rem. Cechy sakralności posiadają nie ludzie, ale związki między nimi, a stosunki
społeczne stanowią już sferę kultury.
Model tradycyjnej kultury chłopskiej skonstruowany zastał w oparciu o dy­
chotomię Beckera i ustalenia zawarte w pracach D. Markowskiej, A. Kutrzeby-Pojnarowej, J . S. Bystronia, K . Moszyńskiego, J . Chałasińskiego, S. Czarnowskiego,
K . Dobrowolskiego, B. Malinowskiego, Z. Szyfelbejn-Sokolewicz. Uznaje on k u l ­
turę chłopską jako system zintegrowany i zharmonizowany,
monosemantyczny
a jednocześnie wielofunkcyjny. Jako punkt odniesienia dla sytuacji późniejszej, tzn.
dezintegracji, model ten jest autorowi przydatny, ale razi nieco schematycznośeią
i zbytnią ogólnością, w której brak miejsca dla występujących już w X I X wieku
e l e m e n t ó w dezintegrujących kulturę. Znacznie mniej udana jest próba przedstawie­
nia „światopoglądu jednostki w tradycyjnej społeczności terytorialnej". Autor roz­
patruje cztery grupy zagadnień. „Charakter wierzeń wschodniosłowiańskich" to
chaotyczna i jednostronna próba skonstruowania z wierzeń, przysłów i deklaratyw­
nych postaw wobec duchowieństwa obrazu, mającego świadczyć o „przewadze wzo­
rów zachowań przekazywanych przez tradycję ludową nad wzorami wnoszonymi
do tych społeczności przez chrześcijaństwo". T a , skądinąd słuszna m y ś l nie została
jednak w pełni udokumentowana. Bardzo trafnie przedstawione zostały następne
zagadnienia: „reguły myślenia", „ontologia ludowa" oraz kwestia „mitu i obrzędu"
w oparciu o teorie M. Eliade, L . Levi-Bruhla (skonfrontowaną z ustaleniami
C. Lévi-Straussa) i w niewielkim stopniu B. Malinowskiego. Jakkolwiek są to roz­
w a ż a n i a dość ogólne i nie pretendujące do szczegółowej analizy tych dziedzin k u l ­
tury chłopskiej, wartość ich polega nie tylko n a uchwyceniu kilku najważniejszych
cech myśli ludowej, lecz także na samym podjęciu problemów niezwykle w a ż n y c h
dla zrozumienia każdej kultury. Mimo tego omawiany fragment książki Pawluczu­
ka nie daje zbyt jasnego poglądu na temat całokształtu światopoglądu ludowego.
Wszystkie wymienione zastrzeżenia i wątpliwości nie dyskredytują pracy. O jej
wartości decyduje bowiem część zasadnicza oparta w znacznym stopniu na w ł a s ­
nych obserwacjach terenowych i niezwykle interesujących materiałach źródłowych
zebranych przez autora. Tę część książki rozpoczyna rozdział poświęcony analizie
procesów rozkładowych w kulturze chłopskiej, a głównie ich przyczynom. Teore­
tyczną podbudowę stanowi tu koncepcja Orsini-Rosenberga aprobowana przez
Pawluczuka z pewnymi uściśleniami. Szkoda, że nie zostały w tym miejscu wyko­
rzystane znane studia K . Dobrowolskiego.
Za punkt wyjścia dla analizy sytuacji w prawosławnej grupie etnicznej Biało­
rusinów przyjmuje autor hipotetyczny moment, w którym grupa traci tradycyjne
wzory kulturowe i „jako całość nie znajduje [...] jednolitych w z o r ó w nowych".
Duże znaczenie posiadają tu różnice wyznaniowe w p ł y w a j ą c e w znacznym stopniu
na przebieg i charakter procesu dezintegracji kulturowej. Bardzo w y r a ź n a granica
przebiega między grupami katolickimi i prawosławnymi. Według autora, społecz­
ności katolickie zastąpiły utracone wartości wzorem „Polaka patrioty", znajdując

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

255

ideologiczne oparcie w narastających od początku istnienia I I Rzeczypospolitej ten­
dencjach deprecjacji e l e m e n t ó w etnicznie ruskich. Utożsamienie się poprzez wiarę
z narodem (Polak — katolik) było czynnikiem stabilizującym. Społeczności prawo­
s ł a w n e znalazły s i ę natomiast w sytuacji, w której nie mogły „stać się Polakami
z wielu powodów" — w p ł y n ę ł a na to nie tylko nacjonalistyczna polityka rządu pol­
skiego, ale również stereotypy myślenia białoruskiej ludności prawosławnej.
Dezintegracja kultury chłopskiej na terenie Białostocczyzny była procesem w y ­
nikającym, jak i na innych terenach Polski, z coraz intensywniejszej od 2 poł.
X I X wieku ingerencji c z y n n i k ó w zewnętrznych (zmiany w inwentarzu material­
nym, zmiany sposobów gospodarowania i rozkład gospodarki naturalnej, upo­
wszechnianie szkoły, n a p ł y w nowinek). Okresem p r z e ł o m o w y m procesu była I woj­
na światowa. W przypadku społeczności prawosławnych procesí dezintegracji miał
dodatkowy aspekt w postaci degradacji roli kościoła prawosławnego będącej w y ­
nikiem z jednej strony rewolucji w Rosji, z drugiej — w Polsce — dyskryminacji
mniejszości wyznaniowych i dążeń polonizacyjnych, walk w e w n ą t r z cerkwi — za­
równo o charakterze religijnym, jak i politycznym — oraz lojalistycznej w stosunku
do w ł a d z polskich postawy znacznej części duchowieństwa prawosławnego.
Bezpośrednim przejawem rozpadu tradycyjnego systemu kulturowego był za­
nik jego atrybutów czy —• jak pisze autor — „rezygnacja z wartości etnicznych" —
dawnych narzędzi, stroju, folkloru — co stanowiło przejaw zaniku tradycyjnych
norm i wzorów. Pawluczuk podkreśla szczególnie zanik norm moralnych obserwo­
wany głównie, ale nie tylko, w środowisku m ł o d z i e ż o w y m i rodzenie s i ę nastro­
j ó w nihilistycznych. Nihilizm był tylko jedną z form społecznej dewiacji, w y s t ę ­
pował zresztą często w związku z radykalizmem społeczno-politycznym.
W nieruchomych z pozoru społeczeństwach białoruskich (tak opisywali je etno­
grafowie) rodzą się w szybkim czasie organizacje polityczne o radykalnych progra­
mach akceptujących często w a l k ę zbrojną i terror oraz sekty religijne. Ten mo­
ment rozpoczyna najbardziej interesującą część pracy Pawluczuka. Stając w ko­
nieczności wyjaśnienia przyczyn tego stanu, rezygnuje on z interpretacji w kate­
goriach przyczynowych, skupiając u w a g ę na warunkach społeczno-kulturowych
sprzyjających powstaniu tego typu zjawisk. D l a jaśniejszego w y k ł a d u o d w o ł u j e s i ę
do tradycyjnej, ahistorycznej wizji świata i od tego poziomu rozpoczyna analizę
psychologicznych aspektów zachodzących przemian.
Człowiek żyjący w „oczywistym" świecie kultury tradycyjnej, przekonany, że
każda zmiana istniejących w z o r ó w grozi katastrofą nie tylko świata ludzkiego, ale
wręcz kosmosu, w sytuacji niemal całkowitego załamania s i ę dawnego porządku
broni istnienia świata za pomocą złożonej sieci oporów, od sfery ekonomiczno-technicznej począwszy, a na sferze psychicznej skończywszy. Pawluczuk margi­
nalnie omawia mechanizmy działania oporów wobec zmian, co nie usprawiedliwia
jednak braku wspomnienia choćby w a ż n y c h dla tego problemu prac Dobrowol­
skiego czy Wieruszewskiej. Autor rozpatruje te kwestie ubocznie, gdyż próby
utrzymania dawnych s y s t e m ó w norm i wartości nie powiodły się. Zaczęła tworzyć
się „pustka kulturowa". Człowiek stracił jednoznaczne przywiązanie do jakiejś re­
ligii, ideologii; wszystko co dawniej b y ł o ś w i ę t e stało się kwestionowanie. Szybki
rozwój sekt religijnych w y n i k a ł z konieczności posiadania jasnych i uznanych ukła­
dów odniesienia dla działań jednostkowych i społecznych, stanowił w i ę c odpowiedź
na niezaspokojone potrzeby decydujące o zachowaniu równowagi psychicznej. A n a ­
lizując programy i formy działania poszczególnych sekt na terenie Białostocczyzny
(trzy odmiany zielonoświątkowców, Kościół Chrystusowy, Adwentyści Dnia Siód­
mego, Badacze Pisma Świętego, Ś w i a d k o w i e Jehowy), autor określa jednocześnie,

256

R E C E N Z J E I ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E

do jakich potrzeb o d w o ł y w a ł y się one. I tak „wyznania baptystyczne — do potrzeby
równowagi duchowej i optymizmu życiowego" (religijne kontemplacje bądź eksta­
tyczne transy), „adwentyści — do potrzeby rozumienia sensu dziejów, a w ich r a ­
mach — współczesnej rzeczywistości" (studia nad tekstem biblijnym), „Świadko­
wie Jehowy — apelują do nastrojów dezaprobaty czy też nienawiści wobec niedomagań społeczno-politycznej rzeczywistości". Gdy do charakterystyki tej dodamy inten­
sywnie rozwijające s i ę radykalne ruchy polityczne ( K P P , K P Z B , K P Z U , Hromada,
Niezależna Partia Chłopska, Białoruska Organizacja Rewolucyjna i Organizacja
Terrorystyczna), których ideologia miała często charakter chiliastyczny, dostrzegamy
odpowiedniość ich form działania w stosunku do dwóch podstawowych t y p ó w oso­
bowości. Pawluczuk zastanawiając s i ę nad wielością prądów ideologiczno-światopoglądowych stwierdza, że wszystkie one „zaspokajają te potrzeby, które nie mogą
być inaczej zaspokojone w chwili rozpadu społeczności tradycyjnej", a przyczyn
ich rozpowszechnienia szukać należy w potrzebach konkretnych jednostek i ich
cechach psychospołecznych. Istotnie, wydaje się, że narzucająca się odpowiedniość
między ruchami kontemplacyjno-mistycznymi i introwertycznym typem osobowości
oraz ruchami agresywno-dynamicznymi a typem ekstrawertycznym stanowi wy­
jaśnienie tego problemu i ukazuje jednocześnie dwa różne sposoby nadawania sen­
su istnieniu jednostki w skomplikowanej sytuacji kulturowej. Wskazując na podo­
bieństwa funkcji pełnionych przez organizacje polityczne i sekty religijne odsłania
autor pewne cechy wszystkich r u c h ó w społecznych w epokach przełomowych, b ę ­
dące odbiciem uniwersalnych własności osobowości ludzkiej.
Kolejnym i ostatnim etapem rozważań autora jest zagadnienie prób reintegracji
podejmowanych wśród części ludności prawosławnej. I te zjawiska nie dokony­
w a ł y się jednak w ramach oficjalnej cerkwi. Przedmiotem szczegółowej i wielo­
aspektowej analizy jest tzw. sekta grzybowska, powstała spontanicznie w o k ó ł osoby
proroka liii, chłopa ze wsi Grzybowszczyzna, której szczególność przejawia się
w podobieństwiach jej ideologii i charakteru do ruchów społeczno-religijnych
powstających w wyniku zetknięcia s i ę społeczności plemiennych z cywilizacją
europejską. Tzw. sekta grzybowska (autor, ze w z g l ę d u na jej amorficzny charakter,
u ż y w a również terminu „ruch") była „religijną formą samoobrony grupy etnicznej",
przejawiało s i ę w ostrym potępieniu nowych e l e m e n t ó w w kulturze, w nakazie
szanowania starych obyczajów itp. Jakkolwiek sekta powstała w opozycji do cerkwi,
w y s t ę p o w a ł a z pozycji prawosławia i dążyła do rekonstrukcji jego dawnego, ludo­
wego oblicza. Wyrażało się to między innymi w potępieniu sekt baptystycznyeh i in.
Ciekawym momentem ideologii tej grupy jest utożsamienie prawosławia (głównie
sekty grzybowskiej) z językiem białoruskim. Jeden z ideologów sekty pisał:
„Baptyści i wszystkie inne sekty, znaleźliście sobie wyznanie, a językiem naszym
mówicie. Więc piszcie i m ó w c i e po baptysku, wtedy powiem, iż wiara wasza jest
od Boga, a tak — od diabła" (s. 227). Pawluczuk wyjaśniając istotę tego ruchu pi­
sze: „Grupa etniczna broni e l e m e n t ó w etnicznych jako »świętych« dlatego, iż są
one dla jej członków rzeczywiście święte, co oznacza, iż dla wielu wychowanych
w tej kulturze jednostek tylko one s ą w stanie znieść dystans wobec świata, dać
poczucie sensu i miejsca indywidualnego w świecie" (s. 231). Dodajmy — s ą b y ć
może jedyną szansą zachowania poczucia tożsamości z grupą społeczną i ideologią,
dostarczają układów odniesienia jasnych i m o ż l i w y c h do zrozumienia, są „regula­
torami stosunku człowieka do rzeczywistości".
Kończąc swe rozważania autor stwierdza, że ruch proroka liii był logiczną kon­
s e k w e n c j ą rozpadu tradycyjnej kultury chłopskiej oraz narastających w łonie spo­
łeczności radykalnych ruchów, sekt religijnych i postaw nihilistycznych. B y ł w i ę c

257

RECENZJE

swego rodzaju „złotym środkiem" reakcji społeczności na proces przemian kultu­
rowych.
Książka Pawluczuka obok wartości poznawczych ma również reperkusje natury
ogólniejszej. Skłania nieuchronnie do refleksji nad prawidłowościami reakcji ludz­
kich na pewne sytuacje społeczno-kulturowe tak w średniowiecznej Europie, w ko­
lonizowanych krajach pozaeuropejskich, jak i w świecie współczesnym. Jest to
niewątpliwie pozycja znacząca w dorobku nauk o c z ł o w i e k u i kulturze.
Ryszard

G U N N A R M Y R D A L , Objektivitat
Frankfurt am Main 1971, ss. 115.

in der

Sozialforschung,

Tomicki

Suhrkamp

Verlag,

Problem obiektywizmu badaczy i obiektywności twierdzeń w naukach społecz­
nych zajmuje Gunnara Myrdala prawie od początku prowadzonych przez niego
badań ekonomicznych, socjologicznych i metodologicznych. Już w swej drugiej
większej pracy dochodzi do wniosku, iż doktryny ekonomiczne, wbrew głoszonym
przez ekonomistów programom nauki uznającej wyłącznie autorytet faktów, prze­
niknięte są w y w o d z ą c y m i się z filozofii prawa naturalnego i utylitaryzmu ideami
moralnymi i politycznymi. Nie są od nich wolne nawet najbardziej zmatematyzo­
wane i na pozór obiektywne teorie. Zatem wiedza ekonomiczna należy raczej do
ideologii niż nauki. Wedle ówczesnych poglądów Myrdala m o ż l i w e jest uprawianie
nauk społecznych wolnych od wartościowań. Jedynie w wypadku zastosowań
praktycznych w y n i k ó w badań naukowych konieczne jest przyjęcie pewnych prze­
słanek wartościujących, umożliwiających wyprowadzenie z teorii konsekwencji
praktycznych.
Poglądy metodologiczne Myrdala uległy z czasem znacznej ewolucji. Pierwotna
idea nauki wolnej od wartościowania została zastąpiona koncepcją, wedle której
na każdym kroku procesu badawczego obecne są wartościowania, a warunkiem ko­
niecznym rzetelnego badania jest w y r a ź n e sformułowanie założonych w nim prze­
słanek wartościujących. Koncepcji tej Myrdal nigdy w pełni nie rozwinął i syste­
matycznie nie wyłożył. Wyrażał ją jedynie okazjonalnie, w związku z podejmowa­
nymi przez niego badaniami konkretnych problemów społecznych i ekonomicznych.
W każdej ze swych głównych p r a c powraca Myrdal do problemu roli wartościo­
w a ń w naukach społecznych. Paul Streeten wybrał z pism Myrdala i w y d a ł w od­
dzielnym tomie artykuły i fragmenty prac prezentujące związane z problemem
wartościowania postulaty metodologiczne, ich uzasadnienia i zastosowania. Tom
wydany przez Streetena jest jakby uzupełnieniem, pozytywną częścią pracy Das po1

2

3

1

Vetenskap och Politik i nationalekonomin,
1930; wyd. niemieckie: Das politische Element in der nationaldkonomischen
Doktrinbildung, 1932; wyd. angielskie:
The Political Element in the Development of Economic Theory, London 1953, Cam­
bridge 1965.
An American Dilemma. The Negro Problem and Modern Democracy, 1944;
An International
Economy, 1956; Teoria ekonomii a kraje gospodarczo
nierozwinięte, 1957, wyd. polskie 1958; Asian Drama, 1968; The Challenge of World Poverty,
1970.
Value in Social Theory, 1958, wyd. niemieckie: Das Wertproblem in der Sozialwissenschaft, 1965.
2

3

17 — Etnografia Polska, X V I I I / I

258

RECENZJE

lltische Element in dér Nationalókohomischen
Doktrinbildung, która miała przede
wszystkim charakter krytyczny.
W rokü U'967 Myrdal wykładał gościnnie w St. Vincent College w Latrobe
(Pensylwania). Tematem wykładów" był problem wartościowania i obiektywizmu
w naukach Społecznych. Wygłoszone w ó w c z a s wykłady stały się podstawą oma­
wianej niżej pracy . Zatem jest to pierwsza oddzielna, zwarta praca Myrdala po­
święcona problemowi, który interesował go podczas wszystkich jego badań ekonomicznych i socjologicznych.
Podstawowym pytaniem stawianym przez Myrdala w recenzowanej pracy jest
pytanie o to, czym jest obiektywność w naukach społecznych i w jaki sposób można
ją zagwarantować badając fakty społeczne i związki przyczynowe między nimi.
Drugą część tego pytania rozbija na trzy pytania szczegółowe:
1. J a k można uwolnić się od przygniatającego dziedzictwa literatury nauk spo­
łecznych? Zawiera ona bowiem zazwyczaj normatywne i teleologiczne pojęcia, wy­
w o d z ą c e się z metafizycznej filozofii prawa naturalnego i utylitaryzmu.
2. Jak można uwolnić badania naukowe i ich wyniki od w p ł y w u kulturalnego,
gospodarczego i politycznego środowiska badacza?
3. Jak można zapobiec zniekształceniu w y n i k ó w badań pod w p ł y w e m zdetermi­
nowanej pochodzeniem, środowiskiem, konstytucją i skłonnościami osobowości ba­
dacza?
Aby odpowiedzieć na pytanie, czym jest obiektywność w nauce, należy wpierw
wiedzieć, czym jest sama nauka. Wedle Myrdala nauka jest szczególnym rodzajem
poznania. W poznaniu zaś można wyróżnić dwie formy: poglądy, czyli poznanie inte­
lektualne i kognitywne, oraz wartościowania •', czyli poznanie emocjonalne i wolitywne. Na poglądy składają się przedstawienia o rzeczywistości. Natomiast warto­
ściowania m ó w i ą o tym, jak być powinno. Poglądy można oceniać za pomocą
kryteriów obiektywnych pod w z g l ę d e m słuszności i pełności. Słuszne są te poglądy,
które są prawdziwe, niesłuszne są te, które są fałszywe. Pełność jakiś poglądów
można ocenić poprzez porównanie ich z w i e d z ą obszerniejszą. Natomiast sądy war­
tościujące, w których znajdują s ł o w n y wyraz wartościowania, nie podlegają ocenie
za pomocą kryteriów obiektywnych. W myśleniu konkretnych jednostek między
poglądami a wartościowaniami nie ma wyraźnej granicy. Zlewają s i ę one często
w jedną całość tworząc opinie, które mają zarazem pewne właściwości poglądów,
jak i wartościowań.
Wartościowania konkretnych jednostek, częściej niż ich poglądy, bywają nie­
zgodne. Zachowaniami poszczególnych ludzi nie kieruje bowiem na ogół jednolity
system wartościowań. Najczęściej zachowania ludzkie są jak gdyby wypadkowymi
antagonistycznych dążeń, interesów i ideałów. Spowodowane jest to przede wszyst­
kim tym, iż wartościowania są usytuowane na różnych poziomach „moralnej osobo­
wości" ludzi, którym odpowiadają różne stopnie ogólności s ą d ó w moralnych. Myr­
dal wyróżnia dwa poziomy wartościowań — w y ż s z y i niższy — oraz odpowiednio
dwa rodzaje wartościowań — wartościowania w y ż s z e i niższe. Wartościowania w y ż ­
sze s ą wartościowaniami ogólniejszymi; uznaje się je za obowiązujące dla całego
narodu lub nawet dla całej ludzkości. Wartościowania niższe odnoszą się tylko do
4

Objectivity
in Social Research,
1969. P o n i e w a ż oryginał angielski nie jest mi
dostępny, recenzja napisana została na podstawie wydania niemieckiego.
Myrdal konsekwentnie wszędzie m ó w i o wartościowaniach, a nie o w a r t o ś ­
ciach. Pragnie^ w ten sposób, jak sam powiada, podkreślić subiektywny charakter
procesu wartościowania, ale pojęcie wartościowania nigdzie nie zostało przez niego
dostatecznie określone.
4

5

RECENZJE

259

poszczególnych i n d y w i d u ó w i grup. Mają one w w i ę k s z y m stopniu niż wartości
wyższe charakter gospodarczych, społecznych i seksualnych interesów i dążeń. Mimo,
iż w naszej kulturze wartościowania w y ż s z e są oceniane moralnie wysoko, to
jednak w życiu codziennym ludzkimi zachowaniami kierują przede wszystkim w a r ­
tości niższe. Wartościowania w y ż s z e dochodzą do głosu poza życiem codziennym,
w pewnych szczególnych momentach, gdy jednostka w y s t ę p u j e jako rzecznik inte­
resów ogółu. Wartościowania w y ż s z e znajdują oparcie przede wszystkim w państwie
i w innych instytucjach formalnych. W nich, jak powiada Myrdal, ludzie zdepo­
nowali myśli o lepszym świecie. Chociaż bowiem zachowaniami większości ludzi
kierują wartościowania niższe (żywią przesądy, kierują się egoistycznymi pragnie­
niami i krótkowzrocznymi interesami), to na ogół występując na forum publicznym
będą potępiali przesądy i egoizm. Może się zdarzyć, iż np. związki zawodowe jako
organizacja potępią dyskryminację rasową, chociaż poszczególni członkowie swym
zachowaniem w życiu codziennym będą się przyczyniali do jej trwania. Oczywiście
zdarza się, iż instytucje zostaną opanowane przez cynizm moralny, ale na ogół
w ustroju demokratycznym instytucje sprzyjają wartościowaniom w y ż s z y m .
Właściwości wartościowań powodują, iż ludzie dążą do ich ukrycia. Ludzie nie
tylko nie są .skłonni odkrywać przed innymi w ł a s n y c h wartościowań, ale nawet
przed samymi sobą nie przyznają się do wartościowań rzeczywiście kierujących
ich zachowaniami. Dzieje się tak z następujących p o w o d ó w :
1. Ludzie w życiu codziennym kierują się z czysto oportunistycznych w z g l ę ­
dów wartościowaniami niższymi. T e zaś nie są wysoko moralnie oceniane. Niektóre
z nich są potępiane. Mechanizmy kontroli społecznej skłaniają ludzi do ich ukry­
wania.
2. System wartościowań jednostki jest najczęściej niezgodny. Wartościowania
niższe popadają w konflikt z wyższymi. Ponadto do konfliktów może dochodzić
także w obrębie każdego z dwu rodzajów wartościowań. Konflikt wartościowań
odczuwany jest przez jednostkę jako przykrość.
3. Ani wartościowania wyższe, ani niższe nie są uzasadnialne. Nie można wy­
kazać ich słuszności, tak jak dowodzi się słuszności poglądów wskazując na ich
prawdziwość. Wartościowania pozbawione są zatem tej siły przekonywania, którą
posiadają poglądy.
Ponieważ poglądy posiadają pewne pożądane właściwości, których nie posia­
dają wartościowania, przeto ludzie dążą do przedstawienia wartościowań jako po­
glądów lub ich konsekwencji. W ten sposób wartościowania zostają ukryte, a po­
glądy stają się fałszywe. Podlegają temu procesowi zakamuflowywania przede
wszystkim wartościowania niższe. Dążenie do ich ukrycia, względnie usprawiedli­
wienia, powoduje powstawanie stereotypów, czyli teorii popularnych, na które skła­
dają się w większości poglądy fałszywe. Takim stereotypem było np. panujące
w Stanach Zjednoczonych w epoce Dullesa — Mc Carthy'ego przekonanie o ś w i a ­
towym spisku komunistycznym skierowanym przeciw Ameryce. Stojące za stereo­
typami wartościowania powodują, iż stereotypy zawierają zawsze znaczny ładunek
emocjonalny. Wypowiadane s ą one z głębokim przekonaniem i wielkim zaangażo­
waniem.
Uczeni nauk społecznych, tak jak wszyscy ludzie, kierują się w życiu przede
wszystkim wartościowaniami niższymi, które usiłują przedstawić w postaci poglą­
dów lub przynajmniej nimi uzasadnić. Dlatego zdeterminowane tradycją, środo­
wiskiem i osobowością wartościowania badaczy stają się źródłem błędów w nau­
kach społecznych. Badacze dopasowują wyniki swych badań do w ł a s n y c h w a r t o ś ­
ciowań; wyciągają ze swych badań wnioski zgodne ze swymi wartościowaniami.

260

RECENZJE

Szczególnie jest widoczna obecność ukrytych wartościowań w tych pracach, w któ­
rych ocenia się badaną rzeczywistość i w których formułuje się pewne zalecenia
praktyczne. Ich autorzy postępują tak, jak gdyby wartościowania były wnioskami
wynikającymi logicznie ze zdań o faktach, jak gdyby znajdowały uzasadnienie
w naturze rzeczy. Ponieważ zaś naprawdę w n i o s k ó w o charakterze wartościują­
cym nie można wyciągać w y ł ą c z n i e z przesłanek będących zdaniami o faktach, przeto
fakt, iż socjologowie tak czynią świadczy, iż w teoriach ich ukryte są wartościo­
wania.
Wartościowania do teorii nauk społecznych są przemycane przede wszystkim
w pojęciach. Wszystkie bowiem pojęcia nauk społecznych mają wartościujący cha­
rakter. „Gdy o pewnej sytuacji społecznej mówimy, że jest harmonijna, że znaj­
duje się w równowadze lub że jej siły uporządkowały się, zgrały się ze sobą, to
w sposób nieunikniony równocześnie stwierdzamy, iż osiągnięta została pewna
forma idealna bądź w dziedzinie »s.zczęścia indywidualnego«, bądź w dziedzinie
»dobra o g ó ł u « " . Natomiast pojęcia dysharmonii, braku równowagi, nieprzystoso­
wania, dezorganizacji przemycają do opisu sytuacji społecznych oceny negatywne,
kwalifikujące te sytuacje jako niepożądane.
Często usiłuje się w naukach społecznych zapewnić wynikom obiektywność
poprzez wprowadzenie nowych, nie budzących wartościujących skojarzeń pojęć.
Zdaniem Myrdala nqwo wprowadzone pojęcia są tylko pozornie pozbawione w a r ­
tościującego charakteru i to tylko dlatego, iż lepiej ukrywają wartościowania. Ale
skoro służą one ukrywaniu wartościowań, to tym samym sprzyjają błędom. Zatem
wprowadzanie neologizmów, mające na celu wyrugowanie pojęć o charakterze w a r ­
tościującym, jest bezcelowe, a niekiedy wręcz szkodliwe.
Podobnie jak wartościujący charakter pojęć nie jest czymś zgoła niepożąda­
nym, tak też obecność wartościowań w teoriach nie przekreśla ich naukowego
charakteru. Co w i ę c e j , w naukach społecznych możliwe są tylko i w y ł ą c z n i e teorie
zawierające elementy wartościujące. Przekonanie to wspiera Myrdal trzema argu­
mentami. Po pierwsze, wszystkie zbadane przez niego teorie w naukach społecz­
nych zawierają element wartościujący. Po drugie, bez wartościowania nic nie wy­
woła naszego zainteresowania, nic nie będzie miało dla nas ważności lub znaczenia,
zatem nie będzie w ogóle obiektów w y w o ł u j ą c y c h w ludziach pragnienie ich nau­
kowego poznania. Po trzecie, w samych faktach nie jest zawarta zasada ich wyboru
i uporządkowania; same obserwacje nie zrodzą jeszcze teorii. Zawsze konieczne jest
przyjęcie pewnego punktu widzenia, którego warunkiem koniecznym jest zajęcie
określonego stanowiska wartościującego. Zatem, konkluduje Myrdal, nigdy nie było
i nigdy nie będzie bezinteresownej nauki społecznej. Każde badanie jakiegoś pro­
blemu społecznego jest zawsze zdeterminowane wartościowaniami. Najczęściej jed­
nak przesłanki wartościujące badań w naukach społecznych są przez badaczy nieuświadamiane, a zatem także nie są przez nich ujawniane, lecz pozostają dla nich
samych i dla czytelnika niewidoczne, ukryte. Ale ponieważ ukryte wartościowania
zawsze w y w o ł u j ą błędy w poglądach, przeto także ukryte przesłanki badań w nau­
kach społecznych są źródłami błędów. Szczególnie zaś narażeni są na błędy ci ba­
dacze, którzy uważają, iż obiektywność teoriom nauk społecznych można zapewnić
przez uwolnienie ich od wartościowań. O ile stosują się w swych badaniach do
6

6

M y r d a l , Das Westproblem in der Sozialwissenschaft, Hannover 1965, ,s. 163-164. Odwołuję się w tym miejscu do wcześniejszej pracy Myrdala, w której pro­
blem pojęć wartościujących został szerzej przedstawiony. Tak czyni też sam autor
w omawianej pracy.

RECENZJE

261

głoszonego przez nich postulatu nauki neutralnej w z g l ę d e m wartościowań, to teorie
ich są tylko pozornie obiektywne. Z nauki można bowiem tylko pozornie wyelimi­
nować wartościowania, poprzez lepsze ich ukrycie. Naprawdę maksymalną obiek­
tywność w naukach społecznych można osiągnąć tylko poprzez ujawnienie w a r t o ś ­
ciowań, poprzez wyraźne ich sformułowanie i uświadomienie. Zatem warunkiem
koniecznym obiektywności każdego badania w naukach społecznych jest podanie
jego przesłanek wartościujących.
Przesłanki wartościujące konkretnego badania winny spełniać szereg postula­
tów. Przede wszystkim muszą być tak dobrane, aby nie były wzajemnie niezgodne.
Nie mogą też być dobrane dowolnie, lecz muszą opierać s i ę na rzeczywistych w a r ­
tościowaniach ludzi. Z realizacją tego ostatniego postulatu w i ą ż e się kilka trud­
ności. I tak wartościowania są zawsze ściśle związane z poglądami. Wartościowania
w p ł y w a j ą na poglądy, a poglądy na wartościowania. Badacz winien uwzględnić
w p ł y w fałszywych poglądów na wartościowania i tak dobrać przesłanki wartościu­
jące, aby wyrażały one wartościowania, które ludzie mieliby, gdyby ich poglądy
były prawdziwe. Następna trudność w y p ł y w a z faktu, iż wartościowania mające
znaleźć zastosowanie jako przesłanki wartościujące muszą w większości w y p a d k ó w
odnosić się do sytuacji w przyszłości. Oczywiście wnoszenie na podstawie obecnych
wartościowań o przyszłych, mających miejsce w zmienionych warunkach społecz­
nych wartościowaniach jest bardzo ryzykowne. Kolejnym źródłem trudności są kon­
flikty wartościowań obecne nie tylko między indywiduami a grupami, lecz także
w samych indywiduach. Ludzie nie posiadają na ogół jednolitego systemu wartoś­
ciowań, żyją najczęściej w moralnym konflikcie i kompromisie. Istnienie konfliktów
w obrębie wartościowań utrudnia wyrobienie sobie obrazu rzeczywistych wartościo­
w a ń i przewidywanie ich zmian. Pokonanie opisanych trudności m o ż l i w e jest po­
przez oparcie się na wyższych wartościowaniach. Myrdal zdaje się być przekonany,
iż gdyby ludzie nie mieli błędnych poglądów, to w ł a ś c i w e by im były tylko w a r ­
tościowania wyższe. Drugą trudność usuwa jego zdaniem fakt, iż wartościowania
wyższe zachowają także ważność w przyszłości. Dzięki tym n i e w ą t p l i w y m zaletom
wartościowania w y ż s z e nabierają takiej wagi, iż rozwiązują problem konfliktu war­
tościowań; usuwają one po prostu powstające z nimi w konflikcie wartościowania
niższe. Ale we współczesnym społeczeństwie nabierają znaczenia także konflikty
w e w n ą t r z wartościowań wyższych. Należałoby zatem prowadzić konkretne badania
posługując się różnymi alternatywnymi grupami przesłanek wartościujących. Ze
w z g l ę d ó w praktycznych nie jest ó w postulat realizowalny. Przesłanki wartościujące
determinują bowiem całą metodę badania; w p ł y w a j ą na definicje pojęć, na sfor­
mułowanie teorii, na techniki obserwacji i przedstawianie wyników. Równoczesne
posługiwanie się jednak różnymi metodami nie tylko skomplikowałoby pracę, ale
przerasta także środki, którymi dysponują nauki społeczne. Dlatego konieczne jest
wybranie na początku badań jednej grupy przesłanek wartościujących; inne w a ż n e
grupy przesłanek mają zostać wprowadzone na dalszym etapie badań. Autor nie
precyzuje, kiedy i w jakim celu mają zostać uwzględnione inne grupy przesłanek
wartościujących.
Myrdal podaje dwa przykłady swoich badań, w których zastosował metodę
wyraźnego formułowania przesłanek wartościujących. Badając problem dyskrymi­
nacji Murzynów w Stanach Zjednoczonych przyjął za przesłanki wartościujące sy­
stem wyższych wartościowań, który znalazł wyraz w konstytucji amerykańskiej
i licznych narodowych instytucjach. Wartościowania te w Stanach Zjednoczonych
są stale publicznie omawiane i dyskutowane. W ich świetle badał Myrdal codzien­
ne zachowania ludzi i powodujące je wartościowania. Natomiast badając gospodar-

262

RECENZJE

czą i społeczną sytuację krajów południowej Azji, za przesłankę wartościującą
przyjął powszechny tam ideał modernizacji. Ideał modernizacji tworzy w tych k r a ­
jach rodzaj etosu narodowego, spełnia rolę podstawy wszelkich politycznych dy­
skusji. Zdaniem Myrdala modernizacja jest też jedynym sposobem uniknięcia w tych
krajach katastrofy, do której doprowadzić może np. wzrost ludności. W obydwu
wypadkach przesłanki wartościujące zastały sformułowane w oparciu o wartościo­
wania ludzi ze społeczeństwa badanego. Można jednak badać pewne społeczeństwo
z punktu widzenia wartościowań innego społeczeństwa.
Proponowana przez Myrdala metoda osiągania obiektywności w naukach spo­
łecznych nasuwa wiele wątpliwości. Przede wszystkim nie wydaje się, aby można
ją konsekwentnie stosować. Skoro bowiem przesłanki wartościujące pewnego bada­
nia mają być oparte na rzeczywistych wartościowaniach ludzi, to przed ich sfor­
m u ł o w a n i e m należałoby przeprowadzić badania wartościowań, które oczywiście
znowu w y m a g a j ą przesłanek wartościujących, i t d . W praktyce zatem ustalenie
przesłanek wartościujących nie może mieć charakteru obiektywnego, w sensie na­
danym temu s ł o w u przez Myrdala, lecz będzie zawsze w dużej mierze zależało
od wartości preferowanych przez badacza. Co gorsza, procedura ustalania przesła­
nek wartościujących grozi tym, czego Myrdal najbardziej się obawia — ukrytą i n ­
gerencją wartościowań badacza w wyniki badania. Skoro bowiem procedura usta­
lania przesłanek wartościujących nie ma zagwarantowanej obiektywności, to nic
nie stoi na przeszkodzie, aby przesłanki wartościujące były raczej wyrazem war­
tościowań badacza niż wartościowań grup społecznych, których rzekomo są od­
zwierciedleniem.
Załóżmy jednak, iż pewien system przesłanek wartościujących określonego ba­
dania został ustalony. Czy zapewnia on obiektywność samym badaniom? Jako
wskaźnik obiektywności badań uznaje Myrdal prawdziwość ich wyników. Zatem
procedura ustalania przesłanek wartościujących ma być między innymi środkiem
osiągania prawdziwości w y n i k ó w . Nie wydaje się, aby była ona do tego celu środ­
kiem odpowiednim. Służy ona bowiem tylko określonej operacjonalizacji aparatury
badawczej w celu przeprowadzenia określonego rodzaju badań, ale nie może być
gwarantem poprawności samych badań. I tak np. system przesłanek wartościują­
cych przyjętych przez Myrdala w jego badaniu problemu murzyńskiego w Ameryce
posłużył mu do zbadania rozbieżności między rzeczywistymi zachowaniami ludzi
a w y ż s z y m i wartościami na ogół przez A m e r y k a n ó w akceptowanymi i do zbadania
zależności między konfliktem wartości a rozpowszechnieniem i trwaniem pewnych
fałszywych poglądów. Przyjęte jednak przez Myrdala przesłanki wartościujące nie
gwarantowały ustalonym przez niego zależnościom prawdziwości. Metoda propono­
wana przez Myrdala nie jest bowiem metodą falsyfikacji ani weryfikacji twierdzeń,
lecz jest to propozycja określonego rodzaju badań, w których, wychodząc z pew­
nego systemu społecznie akceptowanych wartości, badalibyśmy, na ile kierują one
zachowaniami ludzi. Interesowałyby nas w tego rodzaju badaniach rozbieżności
pomiędzy społecznie akceptowanym systemem wartości a rzeczywistymi motywami
7

7

Na tę trudność wskazuje Hans Albert omawiając pracę Myrdala Das Wertproblem in der Sozialwissenschajt. Wedle Alberta postulat myrdalowski nie jest
realizowalny ze w z g l ę d ó w logicznych. Zgodnie bowiem z dyrektywą Myrdala, zało­
żeniem empirycznych badań interesów społecznych jest ich uprzednia znajomość,
konieczna do sformułowania przesłanek wartościujących. Zatem znajomość rezul­
tatów badań jest warunkiem metodologicznie zasadnego przeprowadzenia samych
badań. Das Wertproblem in den Sozialwissenschaften.
Bemerkungen
zu
Myrdals
neuem Buch, [w:] „Schweizerische Zeitschrift für Volkswirtsehaft und Statistik"
R. 94: 1968, nr 3, s. 336-337.

RECENZJE

263

ludzkich działań. Badania tego rodzaju mogą spełniać rolę demaskatorską, a w wy­
padku prac Myrdala niewątpliwie t a k o w ą rolę spełniają. T y m należy tłumaczyć
szeroki oddźwięk, jaki w y w o ł u j ą prace Myrdala.
Nie tylko proponowana przez Myrdala metoda osiągania obiektywności budzi
wątpliwości, także nieprzekonywające s ą jego argumenty przemawiające rzekomo
za niemożliwością uniknięcia wartościowań w naukach społecznych. Wedle Myrdala
wartościowania s ą nieusuwalne z nauk społecznych, p o n i e w a ż bez nich nie byłoby
m o ż l i w e zainteresowanie jakimkolwiek przedmiotem i ponieważ na nich opiera s i ę
każda zasada organizująca fakty, ale obydwie przyczyny są również relewantne
w naukach przyrodniczych, zatem również z nauk przyrodniczych, nie byłyby usuwalne wartościowania. Dla zapewnienia i m obiektywności należałoby również w nich
stosować m e t o d ę proponowaną przez Myrdala, ale — jak wiadomo — problem
obiektywności w naukach przyrodniczych praktycznie nie istnieje. Obydwa argu­
menty są również nieprzekonywające z innych względów: Faktem jest, iż k a ż d e m u
badaniu musi towarzyszyć zainteresowanie przedmiotem badania. Wśród wielu m o ż ­
liwych zainteresowań tym samym przedmiotem można wyróżnić zainteresowanie
poznawcze. Ono powoduje, iż dążymy do ustalenia faktów i ich wyjaśnienia. Nie
w i d a ć p o w o d ó w , dla których to zainteresowanie, będące warunkiem koniecznym
wszelkiego poznania, miałoby jednocześnie być źródłem nieobiektywności poznania.
Faktem jest też, iż nauka przedstawia fakty uporządkowane wedle pewnych zasad,
ale znowu nie w i d a ć powodów, dla których zasady te miałyby zależeć od naszych
kapryśnych wartościowań. Należy raczej przyjąć, iż w zasadach tych rzeczywistość
jakoś s i ę odzwierciedla. Zresztą gdyby było inaczej, to Myrdal przeczyłby sam
sobie. Wszak wedle niego poglądy i wiedza naukowa, jako ich szczególny przypa­
dek, mogą być prawdziwe, czyli w określony sposób zgodne z rzeczywistością. Gdy­
by natomiast struktura naszej wiedzy zależała od wartościowań, to nie można by
do niej stosować kryterium prawdy.
Nieprzekonywające jest również twierdzenie Myrdala, i ż wartościowania do
nauk społecznych przemycane są w pojęciach, które zawsze w naukach społecznych
muszą mieć charakter pojęć wartościujących. Przede wszystkim nie wiadomo, co
Myrdal rozumie przez pojęcie wartościujące, i czy w ogóle istnieją pojęcia niewartościujące. Przytaczane przez Myrdala pojęcia wartościujące jako przykłady —
harmonia, r ó w n o w a g a , organizacja — są również stosowane w naukach przyrodni­
czych. Zatem należałoby przypuszczać, iż przemycają one również do nauk przyrod­
niczych wartościowania. Jeśli przez przemycanie wartościowań rozumieć tylko w y ­
w o ł y w a n i e przez pojęcia pozytywnego lub negatywnego skojarzenia, jak to zdaje
się miejscami pojmować Myrdal, to rzeczywiście wiele pojęć nauk społecznych,
a także przyrodniczych, ma charakter wartościujący. Ale w innym miejscu po­
wiada, iż np. pojęcia harmonii, równowagi mają dlatego charakter wartościujący,
ponieważ mówiąc o pewnej sytuacji społecznej, iż jest harmonijna lub pozostaje
w równowadze, jednocześnie stwierdzamy, iż została osiągnięta pewna forma ide­
alna w dziedzinie „szczęścia indywidualnego" lub „dobra ogółu". Nie sądzę, aby
twierdząc, iż np. w pewnym okresie w kierownictwie partii nazistowskiej zapano­
w a ł a r ó w n o w a g a sił, jednocześnie twierdzilibyśmy cokolwiek o szczęściu indywi­
dualnym lub dobru ogółu. Nie sądzę też, iż używając do opisu pewnych sytuacji
społecznych terminów takich, jak dysharmonia, nieprzystosowanie, brak równo­
wagi, dezorganizacja, jednocześnie ocenia się te sytuacje negatywnie. Np. m o ż e m y
tłumaczyć dążenia pewnych ludzi do reform społecznych ich nieprzystosowaniem
społecznym, ale dążenia tych ludzi mogą być jednocześnie ocenione przez nas pozy­
tywnie.

264

RECENZJE

Ze w z g l ę d u na przedstawione niedostatki argumentacji, podstawowe tezy M y r ­
dala o niemożliwości uniknięcia wartościowania w naukach społecznych i o ukry­
tych wartościowaniach jako źródłach błędów, nie w y d a j ą się być dostatecznie uza­
sadnione. Natomiast, j a k się zdaje, Myrdal trafnie uchwycił p e w n ą powszechną
w naukach społecznych praktykę. Oto znaczna część badań podejmowana jest na
tzw. zamówienia społeczne. Niekiedy są te> po prostu badania zlecone przez pewne
instytucje p a ń s t w o w e lub prywatne. Niekiedy zaś impulsem do podjęcia pewnych
badań jest uświadomienie sobie przez badacza pewnych problemów społecznych.
Obydwa rodzaje prac łączy powód, dla którego zostały podjęte — jest nim chęć
zreformowania pewnej, odczuwanej jako niezadowalająca, sytuacji społecznej. D l a ­
tego wyniki takich badań formułuje się często w postaci zaleceń. Jeśli w pracach
prezentujących wyniki tego rodzaju badań nie formułuje s i ę jasno celów, którym
te badania mają służyć, to można odnieść wrażenie, iż wedle autora pracy jego
zalecenia wynikają wyłącznie z twierdzeń O' faktach. Co gorsza, badacze sami ule­
gają niekiedy temu złudzeniu. Niekiedy w badaniach takich zakłada s i ę t e ż mil­
cząco określony rodzaj środków prowadzących do celu, pomijając inne jako nie­
wygodne dla zleceniodawcy. I tak np. w wyniku badań przeprowadzonych w pew­
nym zakładzie p r z e m y s ł o w y m można zalecać zwiększenie dyscypliny pracy. Celem
badań było znalezienie sposobu podniesienia wydajności pracy. Środkiem zaś do
niego prowadzącym ma być zmniejszenie absencji w drodze zwiększenia dyscypliny.
Oczywiście, iż środek został wybrany arbitralnie. Jeżeli to b y ł np. zakład zatrud­
niający przede wszystkim kobiety, to może należało w y b u d o w a ć raczej żłobek lub
przedszkole.
Milczące założenia, co do c e l ó w i środków, występują w wielu pracach socjo­
logów. Odczuwają oni bowiem nie tylko potrzebę poznawania, lecz także reformo­
wania społeczeństwa. Oczywiście nie ma istotnych powodów, dla których socjo­
logowie winni się wstrzym3'wać od udziału w przekształcaniu społeczeństwa. Należy
jednak od nich wymagać, aby nie przedstawiali aprobowanych przez nich c e l ó w
i preferowanych środków jako wywiedzionych z badania rzeczywistości społecznej.
Taki sens można też łączyć z dyrektywą Myrdala zalecającą ujawnianie wartościo­
wań, o ile będziemy ją rozumieli mniej uniwersalnie niż to pragnie jej autor.
Gerhard

Kloska

TÓTH J A N O S , Az Orsěgek
népi építészete
(Architektura ludowa w
Onség), wyd. Müszaki konyvkiadó, Budapeszt 1971, ss. 154, ilustr. 328.

regionie

Bogata jest węgierska literatura etnograficzna w zakresie prac poświęconych
budownictwu ludowemu. Wynika to z faktu, iż etnografowie węgierscy już w dru­
giej połowie ubiegłego stulecia przystąpili do poważnych badań nad tym zagadnie­
niem, a ,na początku X X w. dołączyli s i ę do nich również architekci. Do grona tych
ostatnich należy Tóth Janos, który w 1971 r. w y d a ł kolejne już opracowanie budow­
nictwa węgierskiego, tym razem dotyczące regionu Orség. Jest to niewielki obszar
kraju nad granicą Jugosławii i Austrii, który od wschodu sąsiaduje z regionem
Gocsej 4 Oba regiony posiadają wiele wspólnych cech w ludowym budownictwie.
1

J . T ó t h , Gocsej népi építészete
(Budownictwo ludowe w regionie Gocsej),
Budapeszt 1965, recenzja: J . Czajkowski, „Polska Sztuka Ludowa", R. X X I I : 1968,
nr 3.

265

RECENZJE

Jak wynika z ogólnego wprowadzenia zawartego we wstępie, osadnictwo w ę ­
gierskie na obszarze Orség nastąpiło w I X - X wieku. Ludność oparła swój byt na
rolnictwie i ekstensywnej hodowli, czego wyrazem — jak pisze autor — były za­
grody czworoboczne z z a m k n i ę t y m podwórzem, w e w n ą t r z którego w zimie trzy­
mano bydło. Zagrody te przypominają nieco okoły znane w Polsce (Krakowskie,
Łowickie), chociaż rodzaj i układ pomieszczeń znacznie się różni od tego typu
zagród w Polsce. Niekiedy są to dwa rzędy budynków oddzielone w ą s k i m p o d w ó ­
rzem zamkniętym z dwu stron.
Pierwszą część pracy poświęcił autor głównie o m ó w i e n i u kształtów osiedli i form
jednostek osadniczych. Do analizy tego zagadnienia posłużyły mu szczegółowe mapy
katastralne z lat 1857-1860 oraz starsze mapy z lat 1758 i 1784. Już na pierwszy
rzut oka na 25 rycin ilustrujących ten dział, czytelnik orientuje się, że charakte­
rystycznym elementem osadniczym wsi były grupy d o m ó w i zabudowań oddzielone
jedne od drugich dużymi połaciami uprawnej ziemi. Mamy tu w i ę c prawdopodob­
nie do czynienia z pierwotnym osadnictwem jednodworczym lub przysiółkowym, co
potwierdzałby fakt, iż ten typ osad, zwany „szer", organizacyjnie wiązał się z w i e l k ą
rodziną.
Kolejny rozdział pracy to omówienie typologii i rozwoju chałupy. Za punkt
w y j ś c i o w y bierze autor dom z kuchnią, sienią i komorą, w którym w pierwszej
fazie następuje wydzielenie w sieni komory mieszkalnej, a następnie dodanie izby
obok kuchni. Dopatruje się przy tym związków z podobnymi chałupami w y s t ę p u ­
jącymi w budownictwie słoweńskim i styryjskim.
Pokrewny temu typowi był dom złożony z trzech pomieszczeń, tj. izby, kuchni
i komory, ale bez komunikacji w e w n ę t r z n e j . Do każdego z pomieszczeń prowadzą
drzwi z zewnątrz. Interesujące w tym wypadku jest funkcjonalne zastosowanie
podcieni lub silne wypuszczenie do przodu okapu dachowego zapewniającego ochro­
nę w e j ś ć przed opadami atmosferycznymi. Analogie do tego rodzaju budownictwa
znane są z terenu Rumunii'-.
W tym rozdziale autor wraca ponownie do kwestii zagród czworobocznych,
analizując ich rozwój, oraz omawia typ zagrody w kształcie litery „L", w której
pod jednym dachem znajdują się pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze. N a s t ę p ­
nie omawia także takie elementy architektoniczne, jak ganki i podcienia oraz
rodzaje i rozwój urządzeń ogniowych. Z kolei przechodzi do opisu zdobnictwa
i wyróżnia trzy jego rodzaje: dekorację malowaną, rzeźbioną i sztukatorską. Szcze­
gólnie interesująca jest dekoracja malarska drewnianych płaszczyzn dachu w y s t ę ­
pujących nad ścianą szczytową. Wśród m o t y w ó w zdobniczych spotyka się tu ele­
menty geometryczne z klasyczną rozetą cyrklową wpisaną w koło (którą znajdu­
jemy również na tamtejszych skrzyniach sarkofagowych), roślinno-kwlatowe, ma­
jące swój odpowiednik w tzw. węgierskim renesansie, a także zoo- i antropomorficzne. Te ostatnie bywają niekiedy ryzowane na drewnianych szczytach domów.
Mówiąc o rodzajach dekoracji nie pomija autor również wnętrz mieszkalnych.
Opisuje je wprawdzie bardzo krótko, ale daje przegląd ciekawszych mebli o cha­
rakterze muzealnym (zydle, ryzowane skrzynie i łóżka, meble malowane oraz piece
kaflowe).
Dalszy ciąg pracy stanowi o m ó w i e n i e konstrukcji budynków zarówno mieszkal­
nych, jak i gospodarczych. Jednym z bardziej interesujących szczegółów jest opis
nieznanej w Polsce konstrukcji dachu, która polega na ustawianiu na ścianach
2

P. H . S t a h 1, Planurile
can. Sibiu 1958.

caselor

rominesti

táránesti,

[w:] Studii

si

comuni­

266

RECENZJE

poprzecznych budynku kilku par skrzyżowanych k o z ł ó w zastępujących sochy i pod­
trzymujących ślemię. N a nim zaś leżą normalne krokwie. Jest to panująca forma
konstrukcji d a c h ó w n a opisywanym terenie, chociaż bywają też dachy ze z w y k ł ą
konstrukcją sochowo-ślemieniową. Dodajmy od siebie, że sposób umieszczania ś l e ­
mienia na kozłach nie jest specyfiką węgierską, gdyż znamy go r ó w n i e ż z połu­
dniowej Słowacji, Bułgarii, Polesia, a także z niektórych okolic południowych Nie­
miec .
W ramach opisu b u d y n k ó w gospodarczych, spośród których autor nie pomija
nawet najmniejszych (np. gołębniki), zwraca on szczególną u w a g ę na spichrze p i ę ­
trowe, tzw. „kászté" lub „kastu", które w y s t ę p u j ą t e ż w Austrii i u S ł o w e ń c ó w .
Charakterystycznymi obiektami dla omawianego terenu są budynki przeznaczone
do produkcji i przechowywania win. Są to dwu- lub trójpomieszczeniowe obiekty,
w których pierwsze lub drugie pomieszczenie mieści urządzenia do wyrobu w i n
(prasa itd.), ostatnie zaś jest izdebką z piwnicą pod spodem. Pod w z g l ę d e m kon­
strukcyjnym budynki te w zasadzie nie różnią się od mieszkalnych.
Dalszą część pracy (w ramach tego samego rozdziału) poświęcił autor opisowi
obiektów sakralnych (kościoły, dzwonnice, kapliczki, krzyże) zarówno drewnianych,
jak i murowanych.
Tóth Janos, będąc specjalistą w zakresie muzealnictwa skansenowskiego, ko­
rzysta z każdej okazji, by przedstawić w tym zakresie swoje poglądy. Jest on zda­
nia, ż e ochrony zabytków budownictwa nie należy ograniczać wyłącznie do m u z e ó w
skansenowskich, ale objąć nią in situ całe wsie lub ich części. Na tle omawianych
„skansenów" w Szombathely i Zalaegerszeg śledzi on możliwości zastosowania ele­
m e n t ó w tradycyjnego budownictwa we współczesnej architekturze.
W zakończeniu książki znajdujemy obszerną bibliografię zagadnienia oraz krót­
kie (może zbyt krótkie) streszczenia w języku angielskim, niemieckim i rosyjskim.
Książka J . Tótha stanowi niewątpliwie dobry przykład opracowania, którego
wartość podnosi bardzo bogata szata ilustracyjna i dobry na ogół układ graficzny.
Na w s p o m n i a n ą szatę ilustracyjną składają s i ę fotografie, rzuty i przekroje budyn­
k ó w , plany zagród i wsi, rysunki detali architektonicznych oraz szereg kolorowych
tablic. Podobnie, jak we wcześniej już opublikowanych pracach tego autora, nie­
naganny jest druk na doskonałym papierze kredowym i wysoki poziom wszystkich
ilustracji. Jest to z kolei zasługa wydawnictwa Müszaki Konyvkiadó w Budapeszcie.
3

Jerzy

A N T O N I KUCZYŃSKI, Syberyjskie

Czajkowski

szlaki, W r o c ł a w ¡1972, ss. 409, ilustr.

Problematyka syberyjska, tak wyraźnie zaznaczona w dziejach etnografii pol­
skiej, również we współczesnej polskiej nauce cieszy s i ę rosnącym zainteresowa­
niem. Obok Antoniego Kuczyńskiego, z podziwu godną w y t r w a ł o ś c i ą podkreślaj ą3

Z. D m o c h o w s k i , Sprawozdanie
ze studiów
nad poleskim
budownictwem
drzewnem w r. 1934/35, „Biuletyn historii sztuki i kultury", 1935, nr 4, s. 329, ryc. 19;
Ch. V a k a r e l s k i , Etnografia Bułgarii, Wrocław 1965, s. 95; D. Z e l e n i n , Rusische (ostslavische) Volkskunde, Berlin i Lipsk 1927, s. 268, ryc. 210; J . M j a r t a n , Prispevok к Studiu ludového
stavitelstva a bývania
v okrese Vráble,
„Slo­
venský Národopis", 1958, z. 5, rozdz. 4; B. S c h i e r , Hauslandschaften und Kulturbewegungen im ostlichen Mitteleuropa, Reichenberg 1932, s. 52-53; J . C z a j k o w ­
s k i , Konstrukcja sochowo-ślemieniowa
w budownictwie vtiejskim na terenie Polski,
„Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie", t. I V : 1972.

RECENZJE

267

cego swymi licznymi publikacjami w a g ę zagadnień syberyjskich, piszą o nich
w okresie powojennym także W. Armón, T. Chodzidło, językoznawca S. Kałużyński
oraz religioznawca H . Swienko. Większość prac omawia w k ł a d P o l a k ó w w pozna­
nie kultury l u d ó w syberyjskich w okresie sprzed I w o j n y ś w i a t o w e j , należy zatem
do s t u d i ó w z zakresu historii nauki. Prace te winny stanowić przygotowanie i za­
chętę do podjęcia, po trwającej ponad pół wieku przerwie, terenowych badań etno­
graficznych na obszarach syberyjskich. L u k i tej nie zapełnił Stanisław Urbańczyk,
jedyny etnograf polski prowadzący w ostatnich latach badania terenowe nad B u riatami. Rozwijająca s i ę współpraca etnografów krajów socjalistycznych zapewne
stworzy już wkrótce warunki do zainicjowania takich badań.
Książka A. Kuczyńskiego jest pracą popularnonaukową. Zajmuje się zresztą
nie tylko dziejami badań etnograficznych. Jej zakres jest szerszy. Informuje czy­
telnika o udziale P o l a k ó w w poznaniu z a r ó w n o ziemi, jak i l u d ó w syberyjskich
oraz ich kultury. Obok danych o badaniach etnograficznych dostarcza ponadto w i a ­
domości o materiałach i badaniach antropologicznych, językoznawczych, geologicz­
nych, geograficznych oraz zoologicznych i botanicznych. Na zdecydowaną dominację
w tej książce problematyki etnograficznej, obok profesji i zainteresowań autora,
w p ł y n ę ł o znaczenie materiałów i s t u d i ó w nad kulturą l u d ó w tubylczych w cało­
kształcie naukowych badań Polaków na terenie Syberii.
Wstęp książki zawiera informacje o zakresie pracy, a także wykorzystanych
źródłach. Autor dokonał selekcji bogatej literatury przedmiotu, selekcji podporząd­
kowanej celowi pracy, jakim jest przedstawienie historii gromadzenia materiałów
o wartościach naukowych i badań naukowych P o l a k ó w na Syberii. Jednocześnie
wskazuje na niewykorzystane dla tematu, a niezwykle cenne źródła znajdujące s i ę
w archiwach radzieckich. Podkreśla znaczenie problematyki syberyjskiej nie tylko
z racji powiązań Syberii z losami wielu P o l a k ó w w przeszłości, ale również ze
w z g l ę d u na jej współczesną rolę terenu nadzwyczaj rozległego, bogatego w zasoby
surowcowe i g w a ł t o w n i e się rozwijającego.
Rozdział pierwszy Syberia w czasie i przestrzeni przynosi podstawowe wiado­
mości o historii, ludach syberyjskich i ich kulturze oraz środowisku geograficznym,
niezbędne dla zrozumienia w a r u n k ó w działania i przedmiotu zainteresowań polskich
badaczy. Dowiadujemy się w i ę c o podboju i kolonizacji tych ziem przez Rosję, przy
czym utrwalenie panowania na terenie Zachodniej Syberii w okresie po śmierci
Jermaka nie było już dziełem „księstwa moskiewskiego", jak pisze autor (s. 32),
a moskiewskiego państwa. Losy l u d ó w tubylczych, eksploatowanych i wyniszcza­
nych w kolonialnych warunkach narzucanych przez carat, przeciwstawiono rady­
kalnie nowej ich sytuacji w ramach socjalistycznego państwa. Kulturę tych l u d ó w
w jej tradycyjnej postaci scharakteryzowano posługując się obszernymi fragmenta­
mi relacji, z których jedynie najstarsza, Kamieńskiego-Dłużyka, sięga X V I I wieku.
Dlatego zaskakuje stwierdzenie zamieszczone w podsumowaniu tej części pracy:
„Tak mniej więcej w ogólnych zarysach przedstawiał się układ etniczno-gospodarczy Syberii przed trzystu laty..." (s. 80).
Stanowczo zbyt wiele zarzutów i znaków zapytania m o ż n a postawić fragmen­
tom tego rozdziału traktującym o problemach etnicznych Syberii. Autor o ludach
Syberii pisze zamiennie jako narodowościach lub narodach, nie uwzględniając prób
powiązania tych dwóch ostatnich terminów z etapami rozwoju etnicznego. Wpro­
wadza nazwy grup etniczno-językowych: „ugorska" i „samodijska" (s. 82) w for­
mach nieużywanych w nauce polskiej. W naszej literaturze grupy te określamy
jako ugryjską i samojedzką. Wymienia sześć grup etniczno-językowych tubylczych
l u d ó w Syberii pominąwszy niezbędną tutaj informację, że grupy te w c h o d z ą w r a -

268

RECENZJE

mach przyjętej klasyfikacji do określonych rodzin. Wśród tureckich l u d ó w Syberii
zabrakło Tuwijczyków, zwanych dawniej Sojotami (s. 83). Do Paleoazjatów autor
zalicza, wbrew najnowszej literaturze radzieckiej i polskiej, również Eskimosów,
A l e u t ó w i K e t ó w (s. 86-87). W tekście w y k ł a d u oraz w indeksie pojawiają się obok
siebie takie nazwy etniczne, jak Szorcy i Szorowie, Nanajcy i Nanajowie, Udechejcy i Udechejczycy, bez wyjaśnienia, że wymienione pary nazw dotyczą tych
samych ludów. Nie wykorzystano indeksu dla zorientowania czytelnika poprzez
odsyłacze, że np. Eweni to lud dawniej nazywany Lamutami. Brak zestawienia no­
wych i starych nazw etnicznych nie pozwoli czytelnikowi zorientować się, że G i liacy, wśród których przebywał B. Piłsudski, znani są dzisiaj pod nazwą N i w c h ó w ,
a Goldowie to współcześni Nanajowie. Zarówno podana klasyfikacja grup etnicz­
nych, jak i statystyka etniczna w y m a g a j ą powołania się na źródło. Rozumiem, że
autor nie chciał przeładować bibliografii. Pominięcie w niej pozycji podstawo­
wych, takich jak Atlas narodów
mira czy Narody Sibirii z serii „Narody mira"
wydaje się jednak niedopatrzeniem.
Kolejny rozdział „W kręgu tradycji historycznej i pamiętnikarskich relacji"
dotyczy już problematyki zasygnalizowanej tytułem książki. Długą listę P o l a k ó w
piszących o Syberii z autopsji otwiera znane nazwisko A. Kamieńskiego-Dłużyka.
R ó w n i e szeroko przedstawione zostały losy i materiały etnograficzne L . Sienickiego,
K . Lubicz-Chojeckiego, J . Kopcia i F . Ciecierskiego. A. Kuczyński, autor monogra­
ficznych artykułów O Kamieńskim-Dłużyku, Sienickim, Kopciu i Ciecierskim, pisze
o okresie do końca X V I I I wieku z dużym znawstwem. Stosuje schemat następujący,
po o m ó w i e n i u biografii zesłańca, ze szczególnym o m ó w i e n i e m jego syberyjskiego
itinerarium, przytacza obszerne fragmenty pozostawionych relacji i wyrokuje o ich
wartości na podstawie znajomości współczesnej nam literatury przedmiotu. Jako
komentarz do w y p i s ó w z Kamieńskiego pojawił się przydługi, przeszło dwustronicowy, cytat z Frazera. Przy okazji w s p o m n ę o niewątpliwej wadzie książki, jaką
jest jej rozwlekłość. Uderza ona zresztą nie tam, gdzie A. Kuczyński drobiazgowo
opowiada o faktach lub umieszcza wypisy ze w s p o m n i e ń podróżników, a tam, gdzie
pisze do nich wprowadzenia i komentarze.
Omówienie relacji Polaków z Syberii z okresu późniejszego zawarł autor w roz­
dziale „Zesłańcze szlaki w pierwszej połowie X I X stulecia". Po zarysowaniu sytu­
acji politycznej i kulturalnej na ziemiach polskich oraz ukazaniu związków m i ę ­
dzy polskim ruchem w y z w o l e ń c z y m a rosyjskimi rewolucjonistami przedstawia
A. Kuczyński długi szereg Polaków przebywających w ó w c z a s na Syberii. Wśród
nich na szczególną uwagę zasługuje postać J . Kowalewskiego, znakomitego orientalisty, pierwszego naukowca w grupie P o l a k ó w piszących o Syberii oraz J . Koby­
łeckiego, autora książki uznanej za pierwszą polską monografię Syberii.
Następny rozdział, „Syberyjskie drogi nauki tułaczej", już w swym tytule za­
wiera charakterystykę polskiej eksploracji Syberii w I I połowie X I X wieku. Poja­
w i a j ą się świetne nazwiska badaczy, spośród których wielu ukształtowało swoje
naukowe zainteresowania podczas pobytu na Syberii, wnosząc doniosły w k ł a d w po­
znanie zamieszkujących ją ludów. Obok reprezentantów nauk przyrodniczych:
A. Czekanowskiego, J . Czerskiego, B. Dybowskiego, występują badacze kultury l u ­
dów tubylczych: W. Sieroszewski, E . Piekarski, A. Szymański, F . Kon. M. Witaszewski, B. Piłsudski i in. Powiązanie większości spośród badaczy-etnografów z rewolu­
cyjnymi ruchami społecznymi i zetknięcie się z ewolucjonistyczną i marksistowską
literaturą, przy silnej jednakże presji materiałów terenowych, stworzyło interesu­
jące metodologiczne ramy ich pracy. W rozdziale tym zakwestionować należy, na
co zwrócił u w a g ę W. Armon, twierdzenie o „angielskiej wersji książki" W. Siero1

269

RECENZJE

szewskiego Dwanaście
lat w kraju Jakutów
(s, 429) oraz informację o A. S z y m a ń ­
skim jako autorze „wielkiej pracy pt. Ziemia jakucka i jej mieszkańcy,
„znajdują­
cej s i ę po dzień dzisiejszy w rękopisie" (s. 345). „Angielska wersja książki" jest
46-stronicowym streszczeniem wybranych rozdziałów pracy z dodanymi uzupełnie­
niami W. Sieroszewskiego, natomiast odnalezione w Warszawie i Krakowie frag­
menty zamierzonej pracy, której Szymański nie zakończył, pozwalają m ó w i ć o nim
jako o autorze niezrealizowanego wielkiego zamysłu.
Ostatni rozdział, „Siadami badaczy tubylczych kultur Syberii w wieku X X " ,
obejmuje już badaczy i podróżników z wyboru: J . Talko-Hryncewicza, M. Czaplicką,
S. Poniatowskiego i in. Należy dodać, że Ossolineum, wydawca książki, hojnie ją
wyposażyło, drukując poza w s t ę p e m jeszcze „Od autora", a także umieszczając
„Zestawienie chronologiczne" faktów związanych z omawianym tematem, obszerny
„Wykaz źródeł i ważniejszej literatury" oraz „Przypisy", ponadto indeks nazwisk
i nazw geograficznych.
Syberyjskie
szlaki A. Kuczyńskiego, praca popularnonaukowa, na skutek w y ­
eksponowania problematyki etnograficznej stały się najszerszą, jak dotąd, próbą
całościowego- przedstawienia dziejów badań P o l a k ó w nad kulturą l u d ó w Syberii.
Z tej nie tak częstej dla książek popularnonaukowych funkcji podsumowania wy­
przedzającego szczegółowe opracowania naukowe Syberyjskie
szlaki w y w i ą z u j ą się
dobrze dzięki szerokiej wiedzy autora o przedmiocie rozważań i na ogół zachowanej
ostrożności w formułowaniu sądów. Książka ta stanowi wartościowe ustalenie do­
tychczasowego stanu wiedzy i zachęca do wypełnienia luk i pogłębienia badań.
Wymienione potknięcia w s k a z u j ą na konieczność szczególnie troskliwego przygo­
towania tego typu publikacji, przeznaczonych dla szerokiego kręgu czytelników.
Zbigniew

Jasiewicz

WŁODZIMIERZ WINCŁAWSKI, Przemiany środowiska
wychowawczego
wsi
peryferyjnej.
Studium wioski Ciche Górne powiatu nowotarskiego, Wrocław—War­
szawa—Kraków—Gdańsk 1971, ss. 293.
Studium Wincławskiego u w a ż a m za w a ż n ą pozycję socjologii wychowania. Ten
dział socjologii wyodrębniony już w okresie m i ę d z y w o j e n n y m i posiadający wy­
raźnie wyodrębniony przedmiot, nie był rozwijany w Polsce Ludowej w zakresie
badań nad środowiskiem wiejskim. Okres głębokich przemian społeczno-kulturo­
wych wsi został wręcz zaprzepaszczony nie tylko zresztą dla socjologii wychowa­
nia. Powstałe w tym okresie prace dotyczące kultury wsi, na ogół typu historycz­
nego, okazują małą przydatność jako podbudowa działania. Zawierają niewiele i n ­
formacji mogących posłużyć do podjęcia konkretnych zabiegów wychowawczych.
Praca Wincławskiego stanowi wyraźny przełom. Określona została jako znaj­
dująca się na „pograniczu kilku dyscyplin, przede wszystkim jednak pedagogiki
społecznej, socjologii wychowania oraz socjologii wsi", a napisana „metodą etnogra­
ficzną" 4 To zastosowanie nazw różnych nauk m o ż e w y d a w a ć się zbędne. Jest to
jednak niewątpliwie wyraz dążeń integracyjnych w obrębie nauk społecznych
przeciwstawiających się zbyt daleko idącej specjalizacji. Trzeba zarazem przyznać,
że analiza procesu wychowania i całości środowiska wychowawczego nie jest

1

Z. T . W i e r z b i c k i ,

Przedmowa do omawianej pracy, s. I I I .

270

RECENZJE

m o ż l i w a bez zintegrowanego podejścia. Wychowanie jest soczewką skupiającą sze­
reg działań społecznych środowiska wiejskiego.
Terenem badań była w i e ś Ciche Górne w powiecie nowotarskim. Studium jest
monografią całościową z problemem wiodącym, który wyznacza pewien kąt w i ­
dzenia. W tym przypadku były to zagadnienia środowiska wychowawczego, którego
zmiany autor prześledził w przedziale czasowym od 1870 do 1968 r. Układami od­
niesienia dla oceny etapów przemian są dla autora: stan z roku 1870 i współczesne
środowisko wielkomiejskie, jako pewne kontinuum rozwojowe, na tle którego oma­
wia badaną Wieś. Wincławski obierając tę zasadniczą opozycję: tradycja — w s p ó ł ­
czesność, poszedł w i ę c inną drogą niż na przykład D. Markowska , usiłująca w y ­
raźnie określić cezury czasowe przemian rodziny w środowisku wiejskim. Zakres
pracy jest szeroki, w y d a w a ł o b y się za szeroki jak na jej rozmiary. Autor jednak,
jak podkreśla w przedmowie Z. T. Wierzbicki, uniknął niebezpieczeństw po­
wierzchowności docierając do wszystkich istotnych problemów.
Studium składa się z dwu części, w których autor omawia: 1 — naturalne śro­
dowisko wychowawcze (rodzina i społeczność lokalna) oraz 2 — intencjonalne śro­
dowisko wychowawcze (instytucje ponadlokalne).
Przemiany procesu wychowania w rodzinie są skorelowane z przemianami ro­
dziny i jej funkcji. Ciche sklasyfikowane jako w i e ś peryferyjna (wg obliczeń
autora wsie takie stanowią około 30°/o) nie mogło jednak oprzeć s i ę impaktowi k u l ­
tury masowej i w z o r ó w miejskich. Przemiany charakteru rodziny wiejskiej, oma­
wiane w szeregu współczesnych prac, dają s i ę zaobserwować i tutaj. Są one jednak
mniej intensywne niż we wsiach bardziej zurbanizowanych; na linii przyjętego
przez autora kontinuum byłoby Ciche bardziej odległe od modelu rodziny wielko­
miejskiej, a bliższe modelowi z roku 1870.
Sytuacja przemieszania starego i nowego jest zjawiskiem charakterystycznym,
jest pewnym stanem społecznym w badanej wsi. Postawy aktywne, nowe dążenia,
wzory, aspiracje, realizowane m. in. w wychowaniu, stoją w sprzeczności z niskim
poziomem produkcji rolnej. Sprzeczność ta jest czynnikiem zakłócającym linię
przemian, lecz jej nie hamującym. Proces wyodrębniania się jednostki z rodzinne­
go zespołu roboczego, „wyodrębniania człowieka z gospodarstwa" jest zjawiskiem
postępującym. Przystosowanie się do nowej sytuacji i próby jej przezwyciężenia
w y t w o r z y ł y nowy typ osobowości przeciwstawny „człowiekowi-nawykowcowi", cha­
rakterystycznemu dla wsi tradycyjnej, a mianowicie typ „człowieka-innowatora".
Wyodrębnienie się człowieka z gospodarstwa oraz wzrastająca autonomizacja
rozbija harmonijność i w e w n ę t r z n ą spójność wychowania tradycyjnego: oddzielono
je od pracy. Wychowanie zostało podzielone (a przynajmniej jest to tendencja na­
silająca się w Cichem) na dwa odrębne procesy: przygotowanie zawodowe i kształ­
towanie osobowości. I tu zwraca u w a g ę Wincławski na istotne czynniki kształtu­
jące osobowość dziecka, jak autorytet rodzicielski, charakter pracy produkcyjnej
i styl życia w rodzinnej zagrodzie. Wyodrębnienie ich wydaje się istotne chociażby
ze w z g l ę d u na niedocenianie ich przez współczesną politykę s p o ł e c z n o - w y c h o wawczą.
Wychowanie w kolektywach pełni w e d ł u g autora mniejszą rolę. O ile jeszcze
klasa szkolna jako grupa celowa spełnia pewne funkcje wychowawcze, to sponta2

3

4

2

W pracy Rodzina

w środowisku

wiejskim,

Kraków

3

1964,

ss.

214.

Cechą charakterystyczną w s i „peryferyjnej" jest jej peryferyjne usytuowanie
w z g l ę d e m miast, ośrodków przemysłowych i wsi o funkcjach usługowych.
4

Wincławski,

Przemiany

środowiska...,

s. 5.

RECENZJE

271

niczne dziecięce grupy rówieśnicze cechuje brak oddziaływania socjalizacyjnego
i niski stopień oddziaływania więziotwórezego. Skierowanie w i ę c uwagi na rodzinę,
jako g ł ó w n ą instytucję kształtującą osobowość, powinno wskazać kierunek polityce
wychowawczej.
Wzrost wychowawczego znaczenia rodziny idzie w parze ze spadkiem adaptacyjno-korektywnych funkcji grupy lokalnej w Cichem. Należy sądzić, że obecny
kierunek społecznych przemian wsi związany jest ze spadkiem znaczenia i dezinte­
gracją grupy lokalnej rekompensowanymi wzrostem znaczenia rodziny, czyli że lo­
kalna społeczność wiejska staje s i ę grupą autonomizujących się rodzin, w których
odbywa się decydująca część procesu wychowania.
Jednym z problemów poruszanych w związku z ucieczką młodych ze wsi jest
problem czasu wolnego i sposobu jego spędzania. Dzieci z Cichego w i d z ą go w ma­
rzeniach jako czas w y p e ł n i o n y bierną konsumpcją. Należy — sądzę — postawić so­
bie pytanie, czy dość powszechny model biernego uczestnictwa w kulturze nie jest
przypadkiem pragnieniem odpoczynku od nadmiaru o b o w i ą z k ó w ? Przemęczenie
pracą nie sprzyja aktywności społecznej jednostki.
R ó w n i e interesująca jest część studium poświęcona ponadlokalnym instytucjom
wychowawczym. Opisywany w pracach socjologicznych konflikt między szkołą
a w s i ą w y s t ą p i ł tu po 1900 r. Konflikt ten istnieje zresztą w dalszym ciągu, co
przejawia s i ę w niskiej frekwencji szkolnej w okresie nasilenia prac polowych, nie­
zbyt wysokiej sprawności nauczania, w m a ł y m procesie (20%) u c z n i ó w kontynuują­
cych naukę w szkołach ponadpodstawowych. Wzrost oceny wykształcenia jest jednak
wyraźny. W y ł o m w konfliktowym stosunku do szkoły s p o w o d o w a ł y rodziny reemi­
grantów i, obecnie, chłopów-robotńików, dążące do zapewnienia dzieciom wy­
kształcenia. Czynnikiem decydującym o zmianie stosunku do szkoły był w i ę c kon­
takt ze ś w i a t e m ponadlokalnym. Szkoła stała się pomostem łączącym z nim i umo­
żliwiającym wyjście ze wsi. Odgórnie narzucona, obca wisi tradycyjnej (por. prace
J . Chałasińskiego i W. Szczerby) stała się z czasem instytucją potrzebną i nie­
zbędną. W świetle tych stwierdzeń interesujące byłoby prześledzenie drogi, jaką
przeszła szkoła od instytucji obcej i dysharmonicznej w kulturze ludowej do i n ­
stytucji w a ż n e j i niezbędnej w kształtowaniu drogi oraz celów życiowych młodego
pokolenia wsi.
Na koniec chciałbym wrócić jeszcze do problemu metody i technik badawczych.
Autor podjął próbę rehabilitacji metody etnograficznej w epoce badań masowych.
Jest to n i e w ą t p l i w i e próba udana. W świetle doświadczeń etnografii jest to jednak
w y w a ż a n i e m drzwi otwartych.
Pewne wątpliwości budzi też nie tyle podstawowa technika badawcza — obser­
wacja uczestnicząca ukryta, ile jej ocena. Wydaje się, że charakter uzyskanych in­
formacji nie w y m a g a ł aż tak zakamuflowanej i konspiracyjnej metody. Sam autor
przyznaje, że pełnienie o b o w i ą z k ó w kierownika szkoły nieraz kolidowało z pro­
wadzonymi badaniami, a ich ukończenie było m o ż l i w e dzięki zwolnieniu z części
o b o w i ą z k ó w oraz pomocy stypendialnej P A N - u . Pewne zdziwienie musi w i ę c bu­
dzić apel Z. T. Wierzbickiego do nauczycieli wiejskich o kontynuowanie pracy
Wincławskiego i zbieranie w naukowy sposób materiału empirycznego. Sam apel
i jego ton zbyt przypomina podobne wezwania z przełomu X I X i X X wieku. Wieś
tymczasem domaga się nauczyciela — rzetelnego fachowca, profesjonała — jak p i ­
sze Wincławski — doskonalącego s i ę w swej pracy, zwłaszcza w pracy w środo­
wisku wiejskim. Prace takie, jak Wincławskiego, winny być raczej pomocą niż
jednym z c e l ó w nauczycieli pracujących na wsi.
Studium Wincławskiego wskazuje w a ż n y kierunek badań naukom społecznym.

272

RECENZJE

Jest to jednocześnie próba korekty stanowiska pedagogiki. Wskazuje bowiem inny
kierunek oddziaływań wychowawczych: od poznania środowiska do pedagogiki,
a nie na odwrót. Należałoby .sobie życzyć, by praca ta stała się o b o w i ą z k o w ą lek­
turą nauczycieli przygotowujących się do pracy w takim środowisku, jak w i e ś „pe­
ryferyjna".
Recenzowana praca budzi wiele smutnych refleksji. W świetle danych z C i ­
chego oderwane od życia w y d a j ą się n a w o ł y w a n i a pedagogów o osobny kąt czy
osobne posłanie dla dziecka. Jakże inaczej niż w postulatach pedagogów przed­
stawia się też problem równych szans i równego startu życiowego dla dzieci. U w a ­
żam tę książkę za wyzwanie rzucone pedagogom, działaczom politycznym i społeczno-kulturalnym. Szkoda, że ukazała się w tak m a ł y m nakładzie, co praktycznie
nie pozwoli jej wyjść poza środowisko naukowe. Należałoby sobie życzyć, aby
praca Wincławskiego zrobiła dobry początek nowego etapu rozwoju socjologii wy­
chowania w Polsce.
Leon

Grela

B U D O W N I C T W O L U D O W E O P O L S Z C Z Y Z N Y , tekst: E . Gil, S. Pilarski; foto­
grafie: S. Broniez ¡(3), E . G i l (28), M. Kurek (1), J . Michałowski (5); opracowanie
graficzne: Z. Jasińska; Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Kraków 1970, s. nlb. 50.
Wszelkie dotychczasowe dokonania wydawnicze Muzeum Wsi Opolskiej ukie­
runkowane są na popularyzację działalności tej placówki w zakresie stanu zaawan­
sowania prac inwentaryzacyjnych i konserwatorskich oraz przybliżenia etnogra­
ficznej problematyki regionu miejscowemu społeczeństwu. Trzeci z kolei folder po­
święcony jest budownictwu ludowemu Śląska Opolskiego , a treść jego oprowadza
czytelnika po wielu rejonach tej ziemi, gdzie do naszych dni zachowały się „drew­
niane pomniki" miejscowej architektury. W ich zespole występują budynki miesz­
kalne, obiekty gospodarcze — stodoły, spichlerze, chlewy, piwnice, olejarnie oraz
budownictwo sakralne. Oprócz starannie dobranych zdjęć zaprezentowano w fol­
derze rozplanowanie wnętrz poszczególnych obiektów oraz pokazano nieco detali
architektonicznych. Tekst prezentuje natomiast najistotniejsze wiadomości histo­
ryczne oraz społeczno-gospodarcze, które dotyczą pierwocin budownictwa drew­
nianego na tych obszarach. Nie pominięto w nim także omówienia pierwszoplano­
wych cech poszczególnych rodzajów budynków. W odniesieniu do pomieszczeń
mieszkalnych tworzą je dwuspadowe dachy krokwiowe, zrębowe ściany i dwutraktowe rozplanowania wnętrza z sienią usytuowaną centralnie, dzielącą budynek na
dwie izby i dwie komory. Jedną część chałupy zajmował gospodarz, drugą na­
tomiast przeznaczano dla wycużników
— rodziców będących na utrzymaniu dzieci
po zrzeczeniu się majątku. Występowały także budynki jednotraktowe, w których
po jednej stronie sieni znajdowała się izba, po drugiej zaś izba i komora. W bu­
dynkach tych częste było połączenie pod jednym dachem pomieszczeń mieszkalnych
i gospodarczych. Opisy te uzupełnione są fotografiami obiektów zachowanych w te­
renie, z których część zostanie przeniesiona do- skansenu.
W podobny sposób potraktowano opisy budynków gospodarczych wymieniając
jedynie najistotniejsze cechy ich konstrukcji. Dopełnieniem tego opisu są także fo­
tografie, które w tego rodzaju popularnych wydawnictwach odgrywają większą
rolę od tekstu. Dokładna metryka umieszczona pod każdą z ilustracji czyni całość
г

1

Tytuły dwu poprzednich folderów: Spichlerze
Wiatraki i młyny wodne Opolszczyzny, K r a k ó w 1969.

Opolszczyzny,

Kraków

1967;

273

RECENZJE

folderu przystępną i zrozumiałą dla nieprofesjonalistów. Z obiektów architektury
sakralnej zaprezentowano 5 kościołów. Najstarszy z nich zbudowany został około
1518 roku (Olesno), inne natomiast są zaledwie nieco młodsze. Architektura sa­
kralna Opolszczyzny wykształciła się na gruncie rozwiniętego już budownictwa
świeckiego. Uwidacznia się to na przykładzie szeregu cech wspólnych, zwłaszcza
w konstrukcji, materiale budowlanym i zdobnictwie. Przy wznoszeniu tych budowli
pracowali bowiem ci sami majstrowie śląscy lub ich uczniowie, którzy budowali
budynki mieszkalne i gospodarcze. W sumie jest to architektura zrodzona z miej­
scowych tradycji, które dopiero w k o ń c o w y c h latach X I X stulecia zaczęły powoli
zanikać. Spowodowane to zostało licznymi w z g l ę d a m i ekonomiczno-społecznymi,
0 których tylko mimochodem wspominają autorzy. Podobnie jak w wydawnictwach
poprzednich tego typu, również i tutaj zapomnieli oni o zaprezentowaniu mapy
Opolszczyzny ze wskazaniem na niej obiektów udostępnionych w folderze, który
1 w takiej formie spełnia s w ą rolę popularyzatorską.
Antoni

Kuczyński

L E K S I K A P O L E S J A U P R A S T O R Y I C Z A S I E , Mińsk 1971, ss, 212, nlb. 3
(w tekście mapy).
Trzecią z kolei pracą zbiorową z dialektologii Polesia w y d a n ą w ciągu ostat­
nich paru lat jest Leksika Polesia u prastary i czasie, opracowana przez biało­
ruski zespół naukowy Instytutu Językoznawstwa Akademii Nauk w M i ń s k u . Z a ­
równo dwie prace poprzednie, jak też niniejsza, prezentując głównie materiał j ę ­
zykowy, a także archeologiczny, zmierzają do wyjaśnienia na szerokim tle po­
r ó w n a w c z y m słowiańsko-bałtyckim. roli Polesia w kształtowaniu się S ł o w i a ń ­
szczyzny, a także późniejszych migracji l u d ó w słowiańskich i niesłowiańskich przez
tereny Polesia. Zagadnienie to nie powinno być przecież obojętne etnografom. Do­
dajmy też, że etymologiczna analiza materiału językowego, jaki przedstawiają
autorzy, może nasunąć etnografowi wiele cennych spostrzeżeń.
W omawianej tu pracy zespół lingwistów białoruskich w składzie: G . F . Wiesztort, L . T. Wygonnaja, J . J . Łuczyc-Fiedorec i W. U. Martynow, podjęła ambitne
zadanie naświetlenia podobieństw i różnic leksykalnych pomiędzy trzema zasadni­
czymi częściami Polesia na tle ogólnosłowiańskim z uwzględnieniem procesów et­
nicznych, jakie zachodziły na tych ziemiach w przeszłości. Południowe Polesie to
teren w p ł y w ó w irańskich, wschód, a z czasem północ —• obszar w p ł y w ó w bałtyc­
kich, zachód natomiast zajmowali Słowianie, którzy po wędrówkach Gotów posu-'
w a j ą się wraz z Irańczykami, Hunami i Bułgarami nadwołżańskimi na południe,
a część ich na Polesiu żyje w symbiozie z Jaćwingami, którzy na zachód sięgają
w głąb Mazowsza. Badając wybrany materiał leksykalny, autorzy niekiedy łączą
Polesie zachodnie z Mazowszem jako obszar wspólnych infiltracji jaćwieskich. P r y peckie Polesie podzielone zostało na trzy areały leksykalne: zachodni, centralny
i wschodni, przy czym podobieństw słownikowych jest więcej między areałem centralno-wschodnim niż centralno-zachodnim, co pozwala na wydzielenie dwóch za­
sadniczych zespołów: zachodniego i centralne-wschodniego. Podział ten powstał
w wyniku późniejszego zasiedlenia wschodniej rubieży Polesia przez Słowian. T a
1

1

Por. Leksika Polesja, Moskwa 1968 (rec. A. B e d n a r c z u k ,
Polska", t. 14: 1970, s. 293-296); Polesje, Moskwa 1968 (rec. w druku).
18 — Etnografia Polska, ХУШ/1

„Etnografia

274

RECENZJE

część Polesia była pierwotnie zamieszkiwana przez Bałtów (którzy istnieli tam
prawdopodobnie do V I I I wieku) i długo jeszcze zachowała s w ó j bałtycki charakter.
Autorzy zbadali około 500 podstawowych l e k s e m ó w i w y r a z ó w od nich po­
chodnych. Rozpatrują oni grupy nazw związanych z rolnictwem: nieużytki rolne
(hora, pustavina, kurhan, murava), odłóg, ugór wraz z bliższymi określeniami jego
części (obloh, zloh, pereabloh, calina), żleb, pierwsza zaorana bruzda (poprzeczna
i podłużna), zboża i ich plonujące części, choroby zbóż, oczyszczanie ziarna od
plew, rodzaje plew, młocka ręczna i mechaniczna, dalej nazwy posiłków s p o ż y w a ­
nych w ciągu dnia (snedanne — zajutrak, obed — poludzeń,
vjačera), kasz, prze­
t w o r ó w mlecznych, pieczywa, tłuszczów i zup (jtłśfca, rosół, kvas, boršc), а poza
tym nazwy pomieszczeń mieszkalnych (kureń, chita, kuča, izba, dom, chram), za­
budowań gospodarczych itp.
S ł o w n i c t w o Polesia w odniesieniu do przedstawionych w y ż e j działów jest nie­
zwykle bogate, jedno pojęcie może posiadać od kilku do kilkudziesięciu nazw, np.
na określenie nieużytków rolnych istnieje 51 terminów, pierwsza zaorana bruzda
ma ich 30, a poprzecznie zorana bruzda 25; czynność oczyszczania ziarna od plew
posiada 17 określeń itp. Dla większości tych grup leksykalnych wykreślono mapki
zasięgu poszczególnych odmian semantycznych. Wszystkie one mają odpowiedniki
w pozostałych językach słowiańskich i dają się sprowadzić do odpowiednich iorm
prasłowiańskich, a niekiedy także do iorm praindoeuropejskich. Wiele zostało za­
pożyczonych z języka gockiego, irańskich i greki. Trudno na łamach skrótowego
omówienia wgłębiać się w etymologię poszczególnych słów, a przecież jest ona
w i e l k ą pomocą dla etnografów w dociekaniu treści kulturowych poszczególnych
nazw. Przytoczmy dla przykładu synonimiczne zakresy pojęcia las', 'chata', 'kasza-krupy'.
Słowianie mają wiele l e k s e m ó w na określenie lasu: bor&, дога, даь, acosija,
xvoja, suma i inne. Na wschodnim Polesiu las sosnowy nazywa s i ę chwoja, a sosną
nazywa się tam tylko bardzo stare iglaste drzewa z naturalnymi pęknięciami. T a ­
kie drzewa określa się jako sosnowate. Autorzy przywodzą tu paralele s ł o w i a ń s k o bałtyckie: prasłowiańskie sosna podobnie jak litewskie šaša oznaczało zapewne "na­
rośl, krostę', a w i ę c coś na podobieństwo starczej, chropowatej kory drzew igla­
stych. Pozostałe nazwy lasu mają źródłosów słowiański, a niektóre nawet północno-indoeuropejski, jak xvostja i Ъоь. Najstarszy zasięg ma s ł o w o Í e s i pochodne, obej­
muje ono całą Słowiańszczyznę w s c h o d n i ą i zachodnią. S ł o w o to ma t e ż szeroki z a ­
kres znaczeniowy. Na Polesiu ma znaczenie lasu liściastego, podczas gdy w areale
serbochorwackim i panońskim oznacza materiał drzewny. Na południu Słowiańszczy­
zny na oznaczenie lasu w y s t ę p u j e gora. Za starożytnością tej nazwy przemawia litew­
skie giria, łotewskie dzira i pruskie garian 'drzewa'. Prasłowiańskie słowo gvozb
na południu oznacza las w górach, podczas gdy na Polesiu jest to gęsty las wśród
błot. S ł o w o даь
(tak jak rosyjskie rosca, które p o w s t a ł o od prasłow. orsti 'róść')
ma znaczenie młodego, rosnącego lasu, bo i prasłowiańskie gaiti oznaczało 'róść,
wyrastać'. Inny prasłowiański wyraz xvorsb zachował się w polskim chrust, s ł o ­
w e ń s k i m i serbochorwackim hrast i został zapożyczony do węgierskiego (haraszt),
ma on odpowiedniki w niemieckim Horst 'kępa drzew' i staroangielskim hyrst
'zarośla', sięga w i ę c epoki indoeuropejskiej.
Leksem chata w znaczeniu dom mieszkalny u ż y w a n y jest poza Polesiem na
zachodzie i południu rosyjskiego terytorium językowego. Na Podolu natomiast cha­
ta oznacza mogiłę, a na określenie wiejskiego domu mieszkalnego u ż y w a się tam
nazwy kuriń, zaś na ruskim Zakarpaciu chiža i kuča. Polskie chata ma znaczenie
starego, ubogiego domu o jednej izbie. Wyraz ten ma dawne pochodzenie na wschód

275

RECENZJE

od Wisły, a w języku ogólnopolskim zjawia s i ę dość późno, bo dopiero w X V I I I
wieku, i jest zapożyczeniem wschodmosłowiańskirn. Chata nie występuje u S ł o w i a n
południowych, m a ona zasięg w y r a ź n i e centralnosłowiański. Uczeni przyjmują, że
rozpowszechnił się on u S ł o w i a n wschodnich już po odłączeniu s i ę S ł o w i a n p o ł u ­
dniowych. Wschodniosłowiański zasięg chaty po linię Wisły nasuwa przypuszczenie,
ż e jest to s ł o w o zapożyczone z języka gockiego, gdzie hebjo oznacza pomieszcze­
nie; może to być jednak również pożyczka irańska.
Przejdźmy do omówienia powszechnego pożywienia Słowian, jakim były k a ­
sze. Nazwom potraw przygotowywanym z kasz na Polesiu odpowiadają następu­
jące leksemy: kaša, grušča, kucca, kólawa, gruca i pšeno. Obrzędowa potrawa wigi­
lijna fcwcca (polskie kresowe kutia, fcucja) m a źródłosłów grecki i pochodzi od sło­
w a kokkos 'ziarno'. Podobnie rzecz ma s i ę z k o ł a w ą (rosyjskie i ukraińskie kotywo), która jest też o b r z ę d o w y m jadłem (kasza z pszenicy z rodzynkami) i po­
chodzi od s ł o w a greckiego kollyvon o tym samym znaczeniu. Gruca to kasza spo­
rządzana z niedojrzałego ziarna, n a z w ę tę zapożyczono z niemieckiego Griitze 4 ł u « z o n y jęczmień'. Prasłowiańskie gostja г ръЬепо 'ziarno jaglane, potrawa z krup j a ­
glanych', zachowały s i ę we wszystkich językach słowiańskich. Również kaszę można
uznać za p o t r a w ę prasłowiańską, bo znana jest jako potrawa z krup w większości
j ę z y k ó w słowiańskich.
Autorzy białoruscy podjęli niezwykle ambitną pracę. Na podstawie wybranego
s ł o w n i c t w a z niektórych dziedzin kultury materialnej Polesia dokumentują oni
w i ę ź tego regionu z całą Słowiańszczyzną, podkreślając dzisiejszą jego archaiczność
na tym tle. W w y j a ś n i e n i u poszczególnych w y r a z ó w często uciekają się do p o r ó w ­
nań z językami bałtyckimi i indoeuropejskimi. Aby wyjaśnić, na czym polega ar­
chaiczność kulturowo-językowa Polesia, autorzy badają zbieżności leksykalne m i ę ­
dzy Polesiem a odległymi dialektami słowiańskimi, np. łużyckimi, s ł o w e ń s k i m i czy
macedońskimi. Brak lub zanik podobnych l e k s e m ó w w centrum, np. w polskim czy
w czeskim, przemawia za dawnością słów, które przetrwały na peryferiach S ł o ­
wiańszczyzny. Jakkolwiek Polesie jest kulturowo i językowo archaiczne, to nie jest
ono najdalszą wschodnią peryferią Słowiańszczyzny, należałoby może w w i ę k s z y m
stopniu uwzględniać dialekty rosyjskie, zwłaszcza archaiczne północne. Spośród
zapożyczeń obcych nie w z i ę t o pod u w a g ę w p ł y w ó w fińskich. Jako slawiśei jednak
wykazali autorzy dużą erudycję i dobrą znajomość faktów porównawczych. Dla
etnografów interesujących s i ę kulturą S ł o w i a n Lefcsifca Polesja u prostory i czasie
jest bardzo cenną pozycją.
Alicja

E . B. W A D E C K A J A , Drewnie
tabl. 22.

idoly Jeniseja,

Bednarczuk

Leningrad 1967, ss. 77, ryc. 2И,

Na rozległych obszarach stepów ciągnących s i ę w okolicach środkowego Jeniseju leży kotlina minusipska. Jeszcze dzisiaj gąszcze l a s ó w i tajg nadają jej
w wielu rejonach niemal pierwotny wygląd. To w ł a ś n i e tutaj stoją kamienne posągi
ze stylizowanymi rysunkami twarzy ludzkich i ornamentami zoomorfieznymi. T e
„kamienne pomniki przeszłości" oraz ich ornamentyka intrygowały od lat wielu
badaczy i podróżników. Informacje o nich występują w relacjach osiemnastowiecz­
nych autorów, którzy zawędrowali w te odległe strony — np. D. G. Messerszmidt,

276

RECENZJE

F . I. Strahlenberg, P. S. Pallas, I. G. Gmelin i inni, a wśród nich Polak — zesła­
niec na Sybir po powstaniu kościuszkowskim (1794) J . Kopeć .
Z czasem jednak zdziwienie z powodu stojących samotnie w stepach posągów
zaczęło przeradzać się w systematyczne badania naukowe, zapoczątkowane jeszcze
w X I X stuleciu pod mecenatem Muzeum Krajoznawczego w Minusińsku. W k o ń ­
cowych latach X I X stulecia i w początkach X X gromadzeniem materiału zabytko­
wego na drodze wykopalisk zajmowali się amatorzy-krajoznawcy, którzy w bada­
niach tych nie wyszli poza opis uzyskanego inwentarza kulturowego. Nie potrafili
też powiązać w logiczne ciągi materiału archeologicznego z antropologicznym
i etnograficznym. Stąd też wyjaśnienie chronologii i genezy kamiennych posągów
znad Jeniseju było niezmiernie trudne. Ostatnie badania nad tą problematyką do­
wiodły, że dolina środkowego Jeniseju otoczona ze wszystkich stron górami: K u ź nieckim Ałatau, A ł t a j e m i Sajanami, była zasiedlona przez człowieka już w epoce
górnego paleolitu, kiedy kształtowały się stosunki wspólnoty pierwotnej. W procesie
powolnego rozwoju od paleolitu do neolitu, do epoki brązu i okresu opanowania
umiejętności obróbki żelaza uległy zmianom stosunki społeczne wśród ludności
kotliny minusińskiej: matriarchat ustąpił patriarchatowi, natomiast w miejsce
pierwotnej hodowli pasterskiej przyszła hodowla koczownicza.
Oprócz wymienionej powyżej problematyki związanej z historią badań „ka­
miennych pomników" recenzowana książka omawia symbolikę określonych orna­
mentów, ich chronologię i funkcję. Odnośnie do funkcji to E . B. Wadeckaja wy­
jaśnia, że posągów tych nie należy łączyć z obrządkiem pogrzebowym. Są one bo­
wiem egzotyczną, jak na warunki syberyjskie, formą powszechnego — dla miesz­
kających ongiś w dolinie środkowego Jeniseju plemion tubylczych — zjednywania
sobie przyjaźni różnego rodzaju duchów przyrody. Jeśli w i ę c owi tubylcy stawiali
posąg, to jedynie w celu osiągnięcia określonej korzyści: np. wyleczenia z choroby,
zabezpieczenia pomyślnych łowów, ochrony stada itp. Analogiczne zwyczaje spo­
tkać można u innych l u d ó w Syberii, jedynie forma idoli była nie tak wielka. T e leuci, Szorcy i Kumandincy z północnego Ałtaju figurki takie sporządzali
z drzewa lub trawy, natomiast u Eskimosów z kontynentu amerykańskiego m a l e ń ­
kie steatytowe posążki służące za zabawki dla dzieci posiadały także s w o j ą ma­
giczną funkcję.
1

Omówienie pracy byłoby niepełne, gdyby nie w s p o m n i e ć o ilustracjach, z któ­
rych przede wszystkim topografie obiektów zestawione na 22 tablicach dają
względnie poprawne wyobrażenie o formie i ornamentyce, bardzo zresztą zróżnico­
wanej. Tę krótką rozprawkę o osobliwych „pomnikach przeszłości" przypominają­
cych niejednokrotnie posągi z Wysp Wielkanocnych kończy skrótowe o m ó w i e n i e
poszczególnych jej rozdziałów w języku francuskim.
Antoni
Kuczyński

KSIĄŻKI

NADESŁANE

Kinżałow
R. W., Kultura driewnich
Maja, Izdatielstwo „Nauka", Leningrad
1971, ss. 362, ilustr. czarno-białe w tekście.
Monografia znanego radzieckiego amerykanisty poświęcona charakterystyce k u l 1

Analizę realiów etnograficznych zawartych w Dzienniku podróży J . Kopcia
przeprowadził A. Kuczyński w artykule: Wkład polskich podróżników
do historii
etnografii. Relacje Józefa Kopcia o ludach Syberii, „Etnografia Polska", t. 13: 1969,
z. 1.

RECENZJE

277

tury Majów. Autor omawia w kolejności: źródła i historię badań, gospodarkę i k u l ­
turę materialną, niektóre problemy struktury społecznej, w i e d z ę naukową, archi­
tekturę i sztukę, literaturę, taniec i muzykę oraz wyobrażenia religijne. Praca
oparta na liczącej ponad tysiąc pozycji literaturze przedmiotu jest dobrym kompen­
dium wiedzy o kulturze uważanej za jedną z wiodących w procesie rozwoju cywi­
lizacji mezoamerykańskich. Uzupełnienie tekstu stanowią liczne ilustracje, plany
oraz indeksy.
R. T.

Indijskaja
kultura i buddizm. Sborník
statiej pamiati akadiemika F. I. Szczerbatskogo, Izdatielstwo „Nauka", Moskwa 1972, ss. 277.
Księga poświęcona pamięci rosyjskiego orientalisty, znawcy buddyzmu, składa
się z d w ó c h części: pierwsza to referaty wygłoszone na sesji z okazji 100-lecia
urodzin Szezerbatskiego, druga to artykuły tematycznie związane z dziedziną jego
zainteresowań. Zbiór zawiera prace z zakresu językoznawstwa, historii literatury,
etnografii i religioznawstwa. Staroindyjskie
systemy numeracji, Struktura
niektó­
rych cejlońskich
rytuałów
i mitów (w związku z kultem drzew), Buddyzm i środkowaazjatycka cywilizacja,
O rozwoju endogamii u staroindyjskích
Varnów — to
tylko niektóre z interesujących tytułów tego wydawnictwa.
Д. T.

Siemiotika i iskusstwomietria, Izdatielstwo „Mir", Moskwa 1972, ss. 362.
Zbiór artykułów i fragmentów w i ę k s z y c h prac francuskich, amerykańskich, nie­
mieckich, szwedzkich, polskich i czechosłowackich uczonych, których cechą w s p ó l n ą
jest badanie różnych dziedzin kultury przy zastosowaniu aparatury badawczej nauk
ścisłych. Książka składa się z trzech części tematycznych: 1. Kultura jako system
(C. Lévi-Strauss, V. W. Turner), 2. Sztuka i modelowanie (m.in. R. Jacobson, M.
Schapiro), 3'. Badania wrażliwości estetycznej (m.in. C. E . Osgood, G . J . Suci i P. H .
Tanenbaum, W. E . Simmat). Celem edytorów było uzupełnienie wiedzy o współ­
czesnych metodach badań humanistycznych.
R. T.

H o u t a r t F . , P i n E . , Kościół
w godzinie Ameryki Łacińskiej,
Warszawa 1972,
ss. 218.
Autorzy książki to profesor uniwersytetu w Louvain, jednocześnie Sekretarz
Generalny F E R E S oraz profesor Gregorianum w Rzymie, zajmujący się analizą so­
cjologicznych problemów w Ameryce Łacińskiej. Praca jest próbą przedstawienia
miejsca i roli Kościoła w chwili natężonego rozwoju sytuacji społeczno-politycznej
na kontynencie południowoamerykańskim. O wartości książki decydują nie tylko
interesujące dane z dziedziny socjologii religii, ale także ocena kierunków prze­
mian i na tym tle próby określenia celów i perspektyw działania Kościoła kato­
lickiego w krajach Trzeciego Świata.
R. T.

G u r e w i с z A. Ju., Katiegorii sriedniewiekowoj
kultury, Moskwa 1972, ss. 318.
Niebanalna próba ukazania kultury średniowiecznej Europy poprzez analizę wy-

:278

RECENZJE

branych kategorii kultury (przestrzeń, czas, praca, prawo, bogactwo, własność).
Autor zakłada we w s t ę p i e : „Będziemy rozpatrywać, jeśli można s i ę tak wyrazić,
nie tylko »tekst«, ale i »słownik« do niego". Celem pracy jest rekonstrukcja mo­
delu świata funkcjonującego w świadomości średniowiecznego społeczeństwa i uchwy­
cenie dialektyki przemian przez porównanie światopoglądu przedchrześcijańskiego
(głównie l u d ó w germańskich) z chrześcijańskimi. Książkę zamyka indeks nazwisk
i indeks rzeczowy.
R. T.

В a s z i ł o w W. A., Driewnije ciwilizacji
Peru i Boliwii, Izdatielstwo „Nauka",
Moskwa 1972, ss. 2,10, ilustr., mapy, tablica.
Praca poświęcona przedinkaskim kulturom w rejonie Centralnych A n d ó w (od
X w. p.n.e. do XI(V¡ w. n.e.). N a podstawie materiałów archeologicznych autor ś l e ­
dzi procesy powstawania, rozwoju i upadku poszczególnych kultur i ich wzajemne
związki. Niektóre z nich łączone są ze znanymi grupami etnicznymi, jak na przy­
k ł a d Aymarami. Dla rekonstrukcji pewnych problemów etnicznych wykorzystuje
Basziłow źródła pisane z okresu konkwisty. Praca zawiera duży materiał ilustra­
cyjny i zaopatrzona jest w bogaty wykaz bibliograficzny.
R.

T.

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.