-
extracted text
-
Z D E R Z E N I E KULTUR NA ZIEMIACH Z A C H O D N I C H
W
ŚWIETLE
MATERIAŁÓW
Ziemie Zachodnie i Północne zasiedlone zostały
przez g r u p y ludności różniące się pochodzeniem te
rytorialnym , a, co za t y m idzie, również i kulturą.
W w y n i k u spotkania się o w y c h grup ludności nastą
piło n a n o w y m terenie osadniczym zetknięcie się
użytkowanych przez nie zespołów k u l t u r o w y c h , a jed
nocześnie zetknięcie k u l t u r grup osadniczych z k u l
turą zastaną.
1
Obserwowane na Ziemiach Zach. i Płn. „zderze
nie k u l t u r " różni się o d podobnych procesów znanych
z i n n y c h terenów i okresów; posiada ono szereg zna
miennych, niepowtarzalnych cedh. Przede wszystkim
są to — wielkość i zróżnicowanie k u l t u r , które zet
knęły się z sobą. Obok grup przesiedleńców, które
wniosły w nowe, odmienne k u l t u r o w o środowisko
własne k u l t u r y regionalne, mieszczące się w ramach
polskiej narodowej k u l t u r y , znalazły się t a m grupy
repatriantów i reemigrantów o przyswojonych ele
mentach k u l t u r —• ukraińskiej, litewskiej, francuskiej
czy rumuńskiej. Ponadto n a interesującym nas te
renie osiadła ludność ukraińska, grecka i inna.
Napięcie społeczne, które towarzyszyło „zderzeniom
się" poszczególnych z wymienionych k u l t u r , nie było,
rzecz jasna, jednakowe. Odmiennie też przebiegał
proces przejmowania i przeobrażania elementów k u l
turowych w zjawiskach zachodzących na styku róż
nych k u l t u r .
Inną charakterystyczną cechą omawianego procesu
zetknięcia się k u l t u r na Ziemiach Zachodnich i Pół
nocnych jest niezwykle szeroki f r o n t zderzenia. Wy
mienione grupy nie zajmowały n a ogół terytoriów
wydzielonych; w w y n i k u osadnictwa powstały za
równo w miastach j a k i na w s i przede wszystkim
ZE
WSI
I PÓŁNOCNYCH
KOSZALIŃSKICH
społeczności mieszane, złożone z różnych ugrupowań
ludności. L i n i a zetknięcia się k u l t u r przebiegała więc
nie granicami rozległych terytoriów czy choćby osad.
Na w s i biegła ona opłotkami oddzielającymi zagrody
zajęte przez rodziny pochodzące zarówno z różnych
stron j a k i autochtoniczne, nie zatrzymując się zresz
tą na granicach obejścia. Terenem konfrontacji k u l
t u r było również wnętrze zagrody, a t o z dwóch wzglę
dów. Oto w w i e l u wsiach osadnik przebywał prze
cież w latach 1945 i 1'946 w zagrodzie razem z l u d
nością niemiecką, a po j e j wyjeździe nadal Obcował
z pozostawionymi przez nią w y t w o r a m i k u l t u r o w y
mi, z uzbrojonym k u l t u r o w o terenem. Po wtóre,
w jednej dużej zagrodzie osiadały niekiedy d w i e
rodziny o różnym pochodzeniu regionalnym. Zetknię
cie różniących się elementów k u l t u r o w y c h w obrębie
zagrody i rodziny odbywało się ponadto również
w małżeństwach miesizamych. W w y n i k u rozprosze
nia grup o swoistym obliczu k u l t u r o w y m i odmien
ności k u l t u r y zastanej — z reguły następowało jed
noczesne zderzenie się nie d w u , lecz k i l k u k u l t u r .
Specyfika interesującego nas procesu na Ziemiach
Zachodnich i Północnych polega również na jego
nieantagonistycznym charakterze. Zetknięcie się od
miennych k u l t u r przeważnie n i e powodowało t r w a
łej izolacji poszczególnych grup ludności, nie przeciw
stawiało i c h sobie n a dłuższy okres czasu. Odbywało
się przecież n a ogół n a zasadzie wspólnych elementów
k u l t u r y narodowej, a ponadto stwarzało wyrazistą
perspektywę awansu cywilizacyjnego.
Problematyka „zderzenia się k u l t u r " na Ziemiach
Zachodnich i Północnych — m i m o swej dużej donio
słości zarówno teoretycznej j a k i praktycznej — nie
197
П. 2. Radio
ramowate
zastane
w Iwięcinie.
II. 3. Osadniczka z Bydgoskiego
przy kołowrot
ku zastanym
w Iwięcinie. II. 4.
Osadniczka
z Wieluńskiego w przywiezionym
z sobą czep
cu. II. 5. Ozdobne futryny
okienne
w Iwięci
nie.
znalazła zadowalającego odbicia w opracowaniach
naukowych. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest nie
dostatek
publikacji
etnograficznych
poświęconych
przemianom k u l t u r o w y m n a terenach odzyskanych
po I I wojnie światowej. Obfita literatura socjologicz
na o Ziemiach Zachodnich jedynie marginesowo inte
resowała się problemem ..zderzenia się k u l t u r " , kła
dąc nacisk raczej na jego efekty wyznaczające stosun
k i między wyodrębniającymi się grupami ludności.
Przy okazji jednakże w niektórych opracowaniach
Socjologicznych znalazły się cenne dane, pomocne d l a
ustalenia swoistych i wspólnych właściwości k u l t u r
i przedstawiające ich przemiany w w y n i k u procesów
adaptacyjnych .
Dla naszych rozważań mają wartość również
stwierdzenia K. Dobrowolskiego, badającego proces
zderzenia k u l t u r y rolniczej z pasterską na terenie
Karpat i Bałkanów .
1
2
Wykorzystane w artykule materiały pochodzą z ba
dań etnograficzno-socjologiczinych
przeprowadzonych
w k i l k u wsiach powiatu koszalińskiego, dzięki po
mocy Wydziału K u l t u r y P W R N w Koszalinie, w l a
tach I960, 1961 i 1962. Badania prowadził zespół pra
cowników i współpracowników Katedry Etnografii
U A M w Poznaniu, pod k i e r u n k i e m prof, d r a J . Bursz
ty. Celem badań było uchwycenie przemian zacho
dzących we wszystkich dziedzinach k u l t u r y w s i —
od momentu zasiedlenia t y c h w s i po dzień dzisiejszy,
zwłaszcza w w y n i k u zetknięcia się, j a k wspomniano
wyżej, w i e l u grup i k u l t u r regionalnych . Ponieważ
procesy te mogły kształtować się w różnych wsiach
różnie, podjęto badania — pod t y m samym kątem
widzenia i na podstawie jednolitego kwestionariu
sza — od razu w 6 (wybranych wsiach. Dbano przy
t y m o to, aby wybrać wsie różniące się między sobą
pod względem składu ludnościowego z p u n k t u w i
dzenia ilości i różnorodności grup regionalnych,
składających się n a zasiedlenie w s i . Uzyskano w ten
sposób zarówno znaczne zwiększenie i wzbogacenie
pola obserwacji, j a k , przede wszystkim, możność po
równywania z sobą wyników i oparcia ogólnych
wniosków n a bardziej zróżnicowanej bazie źródłowej.
W t y m też celu w czasie badań odbywały się co
tygodniowe wspólne seminaria w Koszalinie.
3
II. 6. Bielony i malowany dom w Iwięcinie
osadni
ków z Lubelskiego.
II. 7. Zabytkowa chałupa w Iwię
cinie z dachem krytym
trzciną.
Badaniami objęto wsie: l w i c o m , Wierciszewo, Łabusz, Jamno, Mścice i Kraśnik — wszystkie w po
wiecie koszalińskim. W każdej Wsi badania prowa
dziły dwie l u b t r z y osoby spośród zarówno pracow-
ników j a k i współpracowników K a t e d r y Etnografii
U A M , w sumie kilkanaście osób.
Jak wspomniano, badania dotyczyły wszystkich
działów i dziedzin k u l t u r y ludowej. Niniejszy a r t y
kuł nie jest bynajmniej idh podsumowaniem odno
szącym się do wszystkich badanych w s i . W pierwszej
części artykułu przedstawimy — w ogólnym zresztą
zarysie — interesujący nas proces zetknięcia się k u l
t u r grup osadniczych, a także k u l t u r y zastanej —
na t l e jednej t y l k o w s i : Iwięcin, ponieważ przed-
POr. prace: S. Ossowski, Zagadnienie
więzi re
gionalnej
i więzi narodowej
na Śląsku
Opolskim,
„Przegląd Socjologiczny", Łódź 1947, t . I X , s. 73i—(124;
S. Nowakowski, Adaptacja
ludności na Śląsku Opol
skim, Poznań 1957; K. Żygulski, Adaptacja
kulturalna
repatriantów na Ziemiach
Zachodnich,
„Przegląd So
cjologiczny", 11909, t . ХШП, cz. 2; J . Tomaszewski,
Z badań nad integracją społeczną na Ziemiach
Za
chodnich, „Przegląd Zachodni", 11968; n r 2; S. Nowa
kowski, Przeobrażenia społeczne wsi opolskiej,
Poz
nań 1960; Tworzenie
się nowego społeczeństwa na
Ziemiach
Zachodnich,
praca zbiór, pod red. Z. D u l czewslkiego, Poznań 1961, i inne. literaturę socjolo
giczną do r o k u 1959 dotyczącą Z i e m Zachodnich
i Północnych zestawia Z. Dulczewski,
Publikacje
socjologiczne
i demograficzne
o Ziemiach
Zachodnich
i Północnych 1945—1959, „Przegląd Zachodni", I960,
n r 1.
K. Dobrowolski, Zderzenie
kultur, „Lud", 1962,
t. X X X I X , s. 102—il09, oraz inne wcześniejsze prace
tegoż' autora dotyczące zderzeń k u l t u r o w y c h w K a r
patach.
Por. w tej sprawie: J . Burszta,
Etnograficzne
badania terenowe w Koszalińskiem. Zarys
problema
tyki, „Zapiski Koszalińskie", 1962, n r 1 <9), s, 26—30.
Na podstawie
'wymienionych badań opublikowano
również artykuły: J . Burszta, Skomplikowana
a pasjo
nująca rzeczywistość,
„Tygodinik Zachodni", 1961,
n r 199, oraz Z. Jasiewicz, Osadnicy koszalińscy, „Po
morze", 1961, n r 3.
1
2
3
199
stawienie tych procesów w e wszystkich wsiach za
jęłoby zbyt dużo miejsca. W drugiej natomiast części
artykułu, gdzie przedmiotem zainteresowania stały
się wybrane zagadnienia, mianowicie przeobrażenia
w dziedzinie potrzeb estetycznych — oprzemy się na
materiale ze wszystkich w s i .
11. 8. Bramka z XVIII
w. wiodąca na przy
kościelny cmentarz w Iwięcinie. II. 9. Zy
del zastany i nadal używany w Iwięcinie.
II. 10. Malowane oparcie krzesła typu „jamneńskiego", Łabusz. II. 11. Ozdobne krzesło
typu „jamneńskiego",
Łabusz.
200
I
Iwięcin (ił. 1) to niezbyt duża, zwarcie zabudo
wana owalnica i towarzyszące j e j kolonie: Rozkolno,
Leśna oraz Jezioro, odległe o d centrum o 1 do 2,5 k m .
Wioskę zamieszkuje 78 rodzin. Wyraźną przewagę
uzyskali w Iwięcinie osadnicy z powiatów: Janów
i Biłgoraj w Lubelskiem {17 rodzin) oraz z pow.
Wieluń w w o j . łódzkim (39 rodzin). Tak L u b l i n i a c y
j a k i Wielunianie przyjechali z sąsiadujących z so
bą wiosek j a k o grupy zwarte, połączone l i c z n y m i
więzami pokrewieństwa. Osadnicy z Lubelskiego po
chodzili z karłowatych i przeludnionych gospodarstw,
natomiast Wieluniacy to b y l i wyrobnicy, wyjeżdżający
w okresie międzywojennym do pracy na r o l i , przede
wszystkim do Niemiec.
II. 12. Pogrzeb w Iwięcinie wg łączonego
zwyczaju
dwóch grup osadniczych.
11. 13. Zdobione
drzwiczki
i boki ławek kościelnych, 1. pol. XVII
w., Iwięcin.
Obie grupy przybyły do Iwięeina już w roku 1945.
Pod koniec sierpnia 1945 r. pierwsi osiedli w wiosce
Lubliniacy, a w i t a n i przez nich z dużą radością
Wieluniacy p o j a w i l i się na początku września tegoż
roku. Najlepsze gospodarstwa zajęli Lubliniacy. Przy
zajmowaniu gospodarstw kierowano się przede wszyst
k i m k r y t e r i u m jakości zabudowań i ich położenia.
Dążność do otoczenia się sąsiadami z własnej grupy
nie odgrywała w wyborze decydującej r o l i . Obok
wymienionych grup wioskę zamieszkują później przy
byłe rodziny: 8 z Bydgoskiego , 3 z Wielkopolski,
i kieleckie, 3 łemkowskie (również na ogół spokrew
nione w ramach własnych grup), a także pojedynczy
osadnicy z Białorusi, L i t w y i Krakowskiego.
Podobnie złożona jest s t r u k t u r a osadnicza reszty
Zbadanych wsi, przy czym różny jest skład grup re
gionalnych i różne grupy w nich dominują. T a k
więc na strukturę osadniczą Wierciszewa składają się
głównie dwie grupy: osadnicy z Wileńskiego (ok.
40 rodzin) i z Wołynia (ok. 30 rodzin); z tzw. „Cen
t r a l i " mieszkają t u t y l k o 4 rodziny. W Łabuszu n a
24 rodzimy przeważają ilościowo osadnicy z Kielec
kiego i Lubelskiego, p r y m gospodarczy wiedzie j e d
nak k i l k a rodzin z Poznańskiego. W Jamnie m a m y
k i l k a g r u p : z Wileńskiego, Tarnopolskiego, Lubelskie
go, Kieleckiego i Rzeszowskiego. O obrazie k u l t u r o
w y m w s i decydują t u grupy „zza Buga". W Mścicach kolejność grup pod względem ilości rodzin jest
następująca: poznańska {31), rzeszowska (16), kielec
ka (15), warszawska (10), wileńska (10), k r a k o w
ska (8), lubelska (6) i jeszcze k i l k a mniejszych,
W Kraśniku znów przeważają osadnicy z Wołynia,
następnie Łemkowie i z Kieleckiego. Mozaika l u d
1
nościowa, a stąd i k u l t u r o w a , jest zatem w bada
nych wsiach istotnie urozmaicona i ciekawa.
A oto j & k przebiegało w Iwięcinie zetknięcie się
właściwych
poszczególnym
kulturom
elementów
w działach: k u l t u r a materialna, społeczna i d u c h o w a .
Do analizy wybrano oczywiście t y l k o niektóre w y
twory k u l t u r o w e i potraktowano j e w znacznym
skrócie. Uwagę skoncentrowano na procesie w y m i a n y
dóbr k u l t u r o w y c h grup przede wszystkim dominują
cych w Iwięcinie, a więc osadników z Lubelskiego
i Wieluńskiego. [Nie były to grupy o k u l t u r a c h silnie
sobie przeciwstawnych. W w i e l u wioskach Pomorza
Zachodniego i na i n n y c h terenach Ziem Zachodnich
i Północnych kontrastowość stykających się k u l t u r
4
Wykorzystano t u również materiały
zebrane
m. i n . przez B. Linette, który badania w Iwięcinie
prowadził wespół z Z. Jasiewiczem.
4
IZ. 14. Fragment
lichromii
stropu
kościele,
XVII
Iwięcin.
była nieporównywalnie większa. Na pewne stono
wanie różnic k u l t u r o w y c h między grupami osadni
ków zamieszkującymi wieś wpłynął fakt, że w N i e m
czech pracowali nie t y l k o Wieluniacy — dawni w y
robnicy wyjeżdżający t a m w okresie międzywojen
n y m i zabrani w czasie wojny, ale również niektórzy
spośród Lubliniaków i przedstawicieli pozostałych
grup, wywiezieni do Rzeszy w czasie okupacji. Pozo
stając przez k i l k a l a t w styczności z kulturą nie
miecką, szczególnie materialną, b y l i podatni na p r z y j
mowanie cudzych wzorów k u l t u r o w y c h . Stali się —
j a k sami siebie określają — „ludźmi przejściowy
m i " . O pomyślnie przebiegających procesach i n t e
gracyjnych świadczy m . i n . 6 małżeństw mieszanych
lubelsko-wieluńskich, które zawierano już o d p i e r w
szych l a t pobytu w wiosce, i k i l k a małżeństw za
wartych między przedstawicielami innych grup. Jed
n a k i w tej korzystnej d l a integracji sytuacji proces
„zderzenia" k u l t u r wystąpił z dużą wyrazistością
i okazał się interesującym przedmiotem badań.
W rolnictwie, stanowiącym d l a g r u p podstawowe
zajęcie, różnice wystąpiły zarówno w niektórych n a
rzędziach j a k i w uprawianych roślinach, a także
w zabiegach i czynnościach związanych z uprawą
ziemi. L u b l i n i a c y zastali w wiosce szereg narzędzi
i maszyn rolniczych, z którymi dotąd się nie s t y k a l i .
Nowością d l a n i c h były snopowiązałki, a nawet k o
siarki, dołowniki i kopaczki pomocne przy uprawie
ziemniaków, a także koleśne żelazne pługi. Wszyst
kie t e narzędzia i maszyny znane były już Wieluniakom, choć była to n a ogół znajomość t y l k o po
wierzchowna. N a robotach w Niemczech Wieluniacy
nie b y l i bowiem zatrudniani przy k i e r o w a n i u maszy
nami. W pierwszych latacSi pobytu w wiosce pełnili
oni jednak funkcje instruktorów,
wyjaśniających
przeznaczenie i ogólne zasady obsługi zastanych na
rzędzi i maszyn. Na Wieluniakach wzorowano się
również przy prowadzeniu prac p o l o w y c h . L u b l i
niacy, nie stosujący dotąd sztucznych nawozów, szyb
k o zrozumieli, że są one na Pomorzu konieczne.
5
202
T
po
w
w.,
W czasie n a u k i popełnia się często błędy. Wielunia
cy z dużą satysfakcją opowiadają, j a k to jeden
z migrantów z Lubelskiego wysiał na pole znalezio
ny w obejściu cement.
Na rzecz dołownika zrezygnowano z p r a k t y k o w a
nego w Lubelskiem sadzenia ziemniaków pod pług.
Z dwóch wzorów na obcinanie liści buraków c u k r o
wych — przy użyciu sierpa stosowanego przez Wieluniaków i noża używanego przez Lubliniaków —
przyjął się sposób wieluński.
Lubliniacy w dalszym ciągu używają przywiezio
nych z sobą i później dowożonych m o t y k z półokrąg
łym ostrzem, obok zastanych o ostrzu prostym, iden
tycznych z używanymi dotąd przez Wieluniaków.
Opinia o l u b e l s k i m narzędziu nie jest jednakże nawet
wśród samych Lubliniaków najlepsza — proste ostrze
pozwala wzruszyć większą powierzchnię ziemi. Za
równo L u b l i n i a c y j a k i inne g r u p y przejęły o d W i e l u
niaków nazwę „hakanie" d l a określenia czynności
pielenia za pomocą motyk.
L u b l i n i a n k i w Iwięcinie żęły sierpem jedynie
w wyjątkowych okolicznościach. Zbieranie sierpem
było praktykowane głównie w rodzinach pozbawio
nych mężczyzn. Za przykładem Wielunianek nato
miast zużytkowano sierp również w rodzinach l u b e l
skich j a k o pomoc przy zbieraniu pokosu n a snopek
za kosiarzem. Duże, porządnie wiązane, „wyklepane
i w y t u r l a n e " snopy Lubliniaków okazały się nie
przydatne i musiały ustąpić wieluńskim „garstkom".
Stawianie „dziesiątek", n a k r y t y c h dziesiątym sno
pem j a k czapką, przyniesione przez Lubliniaków, za
stąpiono m n i e j porządnymi, ale za t o łatwiej dający
m i się stawiać wieluńskimi „kupkami" z 16—20 „gar
stek" żyta l u b pszenicy. Lubelskie „kuczkowanie"
owsa, g r y k i i koniczyny, polegające n a stawianiu tych
Różnie jest pod t y m względem w różnych
wsiach.' Grupą, n a której wzorują się w gospodaro
w a n i u inne w i o s k i , są n a ogół osadnicy z Poznań
skiego, jeśli t y l k o stanowią grupę większą.
5
16
U. 15. Skrzynia
zastana w Iwięcinie, ustawiona
obec
nie w korytarzu. II. 16. Zabytkowa
skrzynia
zastana
w Iwięcinie, używana obecnie
w dawnej
funkcji.
II. 17. Skrzynia zastana w Iwięcinie, obecnie
ustawio
na w korytarzu.
17
roślin w oddzielnych snopach rozczapierzonych o d
dołu i związanych przy samych kłosach, zastąpiono
stawianiem snopków jęczmienia i owsa p a r a m i , t w o
rzącymi daszek. •
Usiłowania Lubliniaków przeniesienia do Iwięcina u p r a w y d w u zbóż, których nie siano w Wieluńskiem, a mianowicie prosa i „reczki" — gryki, skoń
czyły się niepowodzeniem.
W dziedzinie r o l n i c t w a przodująca rola W i e l u n i a ków wynikła stąd, że i c h k u l t u r a r o l n a była bardziej
nowoczesna i zapewniała t y m samym większą w y
dajność pracy. Jednocześnie zastane
wyposażenie
rolnictwa najbardziej nadawało się do sposobu go
spodarowania Wiekmiaków. Osadnicy, pouczeni przez
Wieluniaków i tych nielicznych Lubliniaków, którzy
b y l i na robotach w Niemczech, przejęli n i e tylko n o
woczesne maszyny pozostawione przez ludność n i e
miecką, ale również zastane tu i przydatne niektóre
proste narzędzia. Ogół osadników zastosował, zresztą
dopiero w ostatnich latach, n i e w i e l k i e widełki do
wyciągania buraków, tzw. „greble",
pozostawione
w gospodarstwach. Wyparły one widły czy nawet
rydle używane początkowo przez Lubliniaków przy
w y d o b y w a n i u buraków. Dość duże zapotrzebowanie
na „greble" zaspokajają kowale z sąsiednich w s i ,
przerabiający w t y m celu widły.
Me
wszystkie jednak poniemieckie narzędzia
i urządzenia gospodarskie znalazły uznanie w oczach
osadników. 'Nie zastosowano n p . w pracach żniwnych
krótkich, 30-centymetrowyCh grabek, używanych przez
N i e m k i j a k o pomoc do zgarniania pokosu za kosia
rzem na snopek, znajdywanych w e wszystkich nie
mal gospodarstwach. Bezużyteczne również pozostały
ciężkie drewniane brony z żelaznymi zębami. Jedy
nie zupełnie wyjątkowo użyto d o obradlania ziem
niaków pozostawione w niektórych gospodarstwach
drewniane radia ( i l . 2). Z ogólną dezaprobatą spot
kał się zarówno w Iwięcinie j a k i w innych wsiach
sposób przechowywania gnoju w okrągłych, w y b r u
kowanych k a m i e n i a m i l u b wylepionych gliną gnoj
nikach, zajmujących środek podwórza. W k i l k u go
spodarstwach g n o j n i k i te zlikwidowano, przenosząc
je w i n n e miejsce.
O d poziomu r o l n i c t w a zarówno zastanego j a k
i osiąganego przez osadników wieluńskich czy nawet
z wszelkich innych grup — odbijała najbardziej j a
skrawo k u l t u r a r o l n a Łemków. K o n t r a s t rzucał się
w oczy t y m bardziej, że Osiedleni w roku 1947 Łem
kowie przywieźli z sobą wiele p r y m i t y w n y c h sprzę
tów i narzędzi rolniczych. N a terenie Iwięcma uży
w a l i o n i jeszcze drewniane koleśne pługi oraz wąskie
wozy ina drewnianych osiach. Wóz t a k i służył j e d
nemu z osadników Łemków aż do r o k u 1952. Pojazd
ten oceniony został ujemnie przez pozostałych miesz
kańców w s i i nazwany „cygańskim wozem". Wła
ściciel wozu wspomina, j a k to jeden z Wieluniaków,
2U5
namawiany przez własną żonę, aby wypożyczył ten
l e k k i wózek na wyjazd do Koszalina, odpowiedział,
że za n i c nie pokazałby się n a t a k i m wozie w mieście.
W miarę zagospodarowywania
się Łemkowie w y
m i e n i l i nieprzydatne t u tradycyjne narzędzia r o l n i
cze i -środki transportu. Jak w y n i k a z relacji, n i e
sięgają po n i e również c i Łemkowie, którzy z Ziem
Zachodnich
i
Północnych
powrócili
na teren
Bieszczad.
Pszczelarstwo okazało się dziedziną nie podlega
jącą, j a k dotychczas, wymianie k u l t u r o w e j . W i e l u
niacy nie przejęli pszczelarskich umiejętności L u b l i
niaków. We wszystkich rodzinach lubelskich hoduje
śię pszczoły, natomiast nie m a w wiosce a n i jednego
pszczelarza Wieluniaka. Podejmowane, przez nie
których Wieluniaków przed k i l k u laty próby założenia
pasiek skończyły się niepowodzeniem.
Lubliniacy
z niesłychaną łatwością przejęli zastane urządzenia
pszczelarskie, m. i n . skrzynkowe ule i wirówki, sto
sowane zresztą już w Lubelskiem. Niektórzy z pszcze
larzy stosowali jednakże jeszcze w Iwięcinie trady
cyjne zabiegi w rodzaju podkurzania próchnem,
wypartego przez odymianie podkurzaczami wypełnio
n y m i suchym d r e w n e m b u k o w y m . Z dezaprobatą od
niesiono się do zaobserwowanego w wiosce u Niem
ców sposobu postępowania z w y r o j o n y m i r o j a m i . Roje
204
1
te l o k o w a l i Niemcy w słomianych „koszkach" i w je
sieni t o p i l i w sadzawkach, co określono' j a k o gospo
darkę rabunkową. Pszczelarze z Lubelskiego osadza
ją wyrojone roje w specjalnie odgrodzonej
tylnej
części ula po ito, aby później (po usunięciu matki)
wzmocnić n i m i inne, osłabione roje.
Poważne różnice stwierdzono w sposobie odżywia
nia się. Kuchnię lubelską wyróżniały takie potrawy,
j a k : kasze, kwaśna kapusta, k l u s k i , pierogi z mięse-n,
kapustą czy ziemniakami, kapuśniak, rosół z wieprzo
w i n y z ziemniakami, kaszanka z kaszy gryczanej,
barszcz z zakwaszonego żyta i t p . Z ciast wypiekano
grube placki, zwane pierogiem. Pożywienie przygoto
wywano na cały dzień rano, odgrzewając j e na obiad
i kolację.
Kuchnię wieluńską określa się j a k o zniemczoną,
czego przykładem, zdaniem informatorów, jest m. i n .
smażenie kotletów i wekowanie mięsa. Przyznaje
się j e j jednakże duże w a l o r y i szereg Lublinianek
przeszło na „system wieluński". Zarzuciły one nie
t y l k o ranne gotowanie pożywienia („kto r a n o jadłby
dziś kapustę?"), ale i przejęły szereg dotąd niezna
nych sobie potraw. Gotują więc rosół z k u r y z m a
karonem, czerninę, sosy, kapustę na słodko, przygo
towują sałatę ze śmietaną i t p .
W nowej, pomyślnej sytuacji materialnej, L u b l i
nianki chętnie przejęły sposoby wypiekania niezna
nych sobie dotąd ciast: cienkiego placka z kruszonką, k r u c h y c h ciastek i tortów, ozdabianych zresztą
najchętniej k o l o r o w y m i c u k i e r k a m i . W w y m i a n i e
dóbr k u l i n a r n y c h L u b l i n i a c y n i e b y l i j e d n a k i e jedy
nie stroną biorącą. Przekazali Wieluniakom pierogi,
szczególnie z serem i jagodami, kaszankę z kaszy
gryczanej, którą zastąpiono wieluńską z kaszy jęcz
miennej, i kapuśniak. Wódkę pije się dziś n i e przy
papierosie, j a k to bywało w Wieluńskiem, ale przy
Obfitym jedzeniu. W y m i a n y dokonano głównie w po
trawach obiadowych, odświętnych i ciastach spoży
wanych w kręgu szerszym niż rodzinny: przy okazji
chrzcin, wesel l u b obiadów i kolacji w dniach zespo
łowych prac żniwnych czy wykopkowych. Sąsiadów
biorących udział w t y c h pracach ma zasadzie od
robku k a r m i się przez cały dzień, przygotowując d l a
nich obfite śniadanie i zawsze 3-daniowy obiad oraz
wystawną kolację z Ciastem i wódką.
Wspólne posiłki przy zbiorowo
wykonywanych
pracach są doskonałą okazją w y m i a n y doświadczeń
kulinarnych. Natomiast pozostające w u k r y c i u s k r o m
ne potrawy, przede w s z y s t k i m śniadaniowe, są na
dal różne u poszczególnych grup. Pozostano n a ogół
przy własnych zupach z kwasu. U Lubliniaków jest
to „barszcz" z zakwaszonego, zalanego wodą ziarna
żytniego, a u Wieluniaków — „żurek" z również za
lanej wodą „skiśniiętej mąki". W rodzinach kielec
kich
jada się „zalewajkę" — ziemniaki
zalane
barszczem.
Potrawy w i g i l i j n e , spożywane w zamkniętym gro
nie rodzinnym, pozostały również poza niwelującym
działaniem procesu „zderzenia k u l t u r " . U L u b l i n i a
ków 'w czasie „pośniku" spożywa się m. i n . kapustę
z grochem l u b z grzybami, kartofle, chleb, śledzie,
karpia l u b inną rybę, racuszki na oleju, gołąbki z k a -
II. 18. Kufer
mazerowany,
przy
wieziony
z Wieluńskiego do Iwięcina, ustawiony
w korytarzu.
II.
19. Skrzynia przywieziona
do Kraś
nika przez rodzinę łemkowską, sto
jąca w pokoju.
22
II. 20. Urządzenie pokoju za
stane w Iwięcinie i przejęte
niemal bez zmian przez osad
ników z Lubelskiego.
II. 21.
Lambrekiny
w mieszkaniu
w
Mścicach osadników z Wileńszczyzny. 11. 22. Łóżko nakry
te kapą przywiezioną z Wileńszczyzny do Mścić.
pustą n a oleju, „kukiełki ' z ciasta bułkowego z ma
k i e m l u b k l u s k i z m a k i e m i miodem, kompot z j a
błek l u b suszu, niekiedy kutię, natomiast w czasie
w i g i l i i w rodzinach z Wieluńskiego — kapustę „pośną", b u l k i z m a k i e m '('tzw. „makówki"), ugotowane
suszone śliwki z makaronem l u b k l u s k a m i , barszcz
z dodatkiem grzybów, śledzie i inną jeszcze rybę,
często węgorze, 'kartofle, chleb i kompot.
U poszczególnych grup regionalnych występowały
różnice nie t y l k o ©o do rodzaju spożywanych potraw,
ale również co do kolejności i c h podawania na stół.
Osadnikom z Kieleckiego, Spożywającym w swych
stronach w czasie odświętnych obiadów najpierw
kartofle i kapustę, później rosół z rnaknronem, a na
ostatku mięso i chleb, d z i w n y się wydał sposób
1
206
T
obiadowania
n a "weselach
w Iwięcinie, podczas
których podawano najpierw rosół z makaronem,
a później ziemniaki z kapusltą i mięsem.
Współżycie z ludnością niemiecką czy j e j obser
wacja w wiosce w latach 1945 i 1946 zetknęły osad
ników ze sposobami przygotowywania
pożywienia
przez Niemców. Uznano, że n i e potrafią o n i wypie
kać dobrego Chleba. Zarabiali o n i ciasto w d r e w n i a
nych, zbitych z desek korytach (przejętych zresztą
w użytkowanie przez osadników), o d razu n a gęsto
i n i e solili go. Uformowane podłużne bochenki przed
wypieczeniem opalano ze wszystkich stron w pie
cach chlebowych, w których palono d r o b n y m drew
nem i wiązkami trzciny. Dopiero po opaleniu wszyst
k i c h bochenków wygarniano węgiel z rozgrzanego pie-
26
ca i rozpoczynał się właściwy wypiek. Chleb był
t w a r d y i niesmaczny. Jedyną jego zaletą było to,
że n i e „okwitał" — n i e pleśniał. Niemcy w y p i e k a l i
na raz duże ilości Chleba i przechowywali go przez
dłuższy okres czasu.
Piece chlebowe zastane n a miejscu były bardzo
pojemne, przystosowane niekiedy do w y p i e k u aż
50 bochenków. Stały one poza b u d y n k i e m mieszkal
n y m , w pomieszczeniach zwanych obecnie p i e k a r n i
k a m i . Osadnicy albo przenieśli piece chlebowe do
k u c h n i , umieszczając j e w przerobionych piecach
kuchennych, albo też pozostawili j e w piekarnikach,
zmniejszając i dostosowując do w y p i e k u co najwyżej
6—в bochenków.
Po kuchniach l i k w i d a c j i uległy maszynki do k r o
jenia chleba. N i e nadawały się one do k r o j e n i a
okrągłych bochnów wypiekanych przez osadników.
Natomiast,
w
wyjątkowych
zresztą
wypadkach,
znalazły zastosowanie f o r m y żelazne, w których w y
pieka się p l a c k i w kształcie serc, nie stosując się
zresztą do przepisu wytłoczonego n a p o k r y w i e .
Z uznaniem wspomina się ponoć doskonałe p o t r a w y
z r y b morskich, szczególnie różnorakie pasztety i ga
larety, których znaczne ilości zastano po gospodar
stwach.
Dużym zaskoczeniem d l a w i e l u osadników, zarów
no w Iwięcinie j a k w i n n y c h wsiach, był stan i t y p
konstrukcyjny budynków zastanych w wioskach. B u
d y n k i mieszkalne i gospodarcze miały przeważnie
konstrukcję ryglową o polach między r y g l a m i w y
pełnionymi strychulcami i gliną. Zarówno tę k o n
strukcję j a k i czterookapowe dachy pokryte trzciną
oceniono ujemnie, j a k o „ostatnie dziadostwo". Ci
osadnicy, którzy znali Niemcy środkowe, a nawet
zachodnie, stwierdzali, że z podobną techniką stawia
nia budynków nigdzie się n i e zetknęli. Zastane b u
d o w n i c t w o i spotykane gdzieniegdzie p r y m i t y w n e
urządzenia i sprzęty gospodarskie oraz tradycyjne na
rzędzia rolnicze wyrobiły w osadnikach przekonanie,
że Pomorze było k r a j e m zacofanym. Przytacza się
usłyszane o d ludności niemieckiej powiedzenie, że
„Hitler o Pomrach zapomniał".
B u d y n k i o k o n s t r u k c j i ryglowej wymagają niemal
corocznych remontów. Podlepia się więc j e albo g l i
ną, albo też, coraz częściej, cementem. iDachy na
prawia się pokrywając j e trzciną luib też narzuconą
i przymocowaną żerdziami słomą. Jedynie niektórzy
z Lubllniaków p o k r y l i b u d y n k i „po p o l s k u " za po
mocą przywiązanych d o łat snopeczków.
O bieleniu budynków i upiększaniu wnętrz po
w i e m y w drugiej części artykułu.
Zetknięcie się w wiosce różnych sposobów ubie
rania doprowadziło do szybkiego zaniku swoistych
cech odzieży, właściwych d l a poszczególnych grup.
Lniane koszule męskie bez kołnierzyka, noszone przez
niektórych osadników z Lubelskiego i przez Łemków,
szybko wycofano, przy czym L u b l i n i a k o m dostał się
epiltet „zgrzebniaków". Nieliczne babcie z Wieluń
skiego noszące jeszcze czepki ( i i . 4) — ukryły j e głę
boko, zachowując j a k o ubiór do t r u m n y . Z kościoła,
miejsca nader dogodnego d l a oceny stroju, zniknęły
chustki wiązane przez L u b l i n i a n k i do tyłu głowy;
Wieluniankom natomiast wyperswadowano kapelu
sze. Solidarnie już oceniono (przybyłą później do w s i
Lubliniankę, która do kościoła włożyła haftowaną
koszulę wyglądającą spod spódnicy („ta znowu k o
szulę wypuściła"). Kobiety z r o d z i n łemkowskich nie
pokazały się już w swych b a r w n y c h strojach, no
sząc co najwyżej spódnicę. Również sala taneczna
była terenem zderzenia się sposobów ubierania. Su
kienki Wieiunianek uznano za lepszy ubiór o d spód
nic, serdaków z ubraniowego sukna i zapasek L u b l i nianek. „Jak posiadały takie toboły rzędem p o ła
wach, to n i k t z n i m i n i e chciał tańczyć" — słyszymy
znamienną opinię.
W t r u d n y c h latach powojennych donasza się oezywliśćie odzież zastaną n a miejscu. Zdarzały się przy
t y m nieporozumienia .— żakiety o d damskich kostiu
mów nakładali niekiedy mężczyźni. Pantofle o d r e w
nianych spodach n i e znalazły n a ogół uznania. I c h
207
П. 27. „Widok" z jeleniami, Mścice. II. 28.
„Widok"
z jeleniami
przywieziony
do
Mścić z Wileńszczyzny. II. 29. Malowidło
z aniołami, Mścice. U. 30. Obraźnicy,
Iwięcin.
użytkownikami b y l i jedynie Wieluniacy. N i k t nato
miast z osadników nie nosił już obuwia dłubanego
w drewnie. Pościel w niebieską l u b czerwoną kratę
wymieniono z czasem n a białą. „Spodki" z pierza za
trzymano, przy zachowaniu i c h p i e r w o t n y c h f u n k c j i —
jedynie w n i e w i e l u gospodarstwach. N a ogół zamie
niono j e n a pierzyny. D l a niektórych sypianie na
„spodku" stanowi swoiisty symbol awansu społecznego.
Oto księży parobek z Lubelskiego, sypiający przez
27 l a t (latem i zimą pod b y l e łachem w oborze, przy
jeżdża n a /Zachód-, obejmuje gospodarstwo i t u t a j
„śpi n a pierzynie i pierzyną się p r z y k r y w a " .
Zastane we wszystkich nieomal gospodarstwach
narzędzia i sprzęty; służące do obróbki włókien i w y
208
robu t k a n i n — spotka! niejednakowy los. W dalsze
użytkowanie przejęto kołowrotki (ii. 3), używane
,w w i e l u domach do dzisiaj. Niektóre z kobiet, m. i n .
z Bydgoskiego, nauczyły się prząść dopiero w Iwię
cinie. Kołowrotki zastane są większe o d pozostawio
n y c h n a s t a r y m miejscu zamieszkania. Zdaniem infor
matorów Lubliniaków, trudności w przenoszeniu d u
żych kołowrotków były zasadniczą przyczyną n i e organilzowania tutaj popularnych w Lubelskiem zbio
r o w y c h „prządek". Obok kołowrotków są w użyciu
,w niektórych rodzinach z Lubelskiego i Kieleckiego
równiteż wrzeciona przywiezione przez osadników.
Zaprzestano natomiast t k a n i a n a zastanych warszta
tach tkackich; jedynie nieliczne L u b l i n i a n k i pod-
jęły na nich pracę i używały ich d o l a t pięćdzie
siątych.
Zmiany nastąpiły również w sposobach prania
odzieży. Gdy początkowo kobiety z Lubelskiego
klepały k i j a n k a m i n a d strugą l u b Stawkiem, „ludzie
zaczęli stawać po drogach i dziwić śiię" — słyszymy
opinię W i e l u n i a n . Ten sposób prania zanikł więc
szybko.
Decydującym czynnikiem powodującym wycofanie
przez Lubliniaków i inne grupy k i j a n e k było nie
tyle wywoływanie „zdziwienia", ile względy u t y l i
tarne. Kijanką można było prać odzież lnianą, ale
nie bawełnianą, a zwłaszcza jedwabną, nie mówiąc
już o nylonowej. Przyjęło się więc pranie wieluń
skie: moczenie w b a l i i , przepierka na tarze, goto
wanie i płukanie w b a l i i . Dzisiaj są już w Iwięcinie
,3 p r a l k i elektryczne, a kijanką przy płukaniu bielizny
posługuje się już t y l k o jedna Lublinianka, mieszka
jąca zresztą na k o l o m i .
Analogiczne zjawiska, choć w szczegółach mające
nieco i n n y przebieg, można obserwować także w i n
nych wsiach.
Procesem „zderzenia się k u l t u r " objęte zostały
także elementy k u l t u r y społecznej i duchowej. W r a
mach obrzędowości rodzinnej obserwujemy intere
sującą konfrontację zespołów zakazów i p r a k t y k
magicznych odnoszących się do kobiet ciężarnych
oraz urodzin dziecka. Zarówno Wieluniacy, j a k i L u b
liniacy oraz przedstawiciele pozostałych grup, przy
swoili sobie niektóre sprzeczne z sobą zakazy. Sy
tuacja stawała się skomplikowana, gdy okazywało
się, że isitnieją również zakaizy sprzeczne. Będącą
w ciąży Lubliniankę, która wybrała się na pogrzeb,
ostrzega osadnliczika „zza Buga": „tylko idź przed
trumną, bo ci dziecko umrze",. Gdy więc ostrzeżona
kobieta przechodzi przed trumnę, zostaje z kolei
złajana przez Wieluniankę: „co t y robisz, przejdź na
tychmiast za trumnę!" Następuje więc dezorientacja
i nasuwa się podstawowe pytanie: „co j a miałam
robić?"
t u r " — nie z rozpadem, ale z ciekawym, choć p r a w
dopodobnie nietrwałym, wzbogaceniem się treści t r a
dycyjnej k u l t u r y duchowej.
W obrzędzie weselnym rzucała się w oczy różnica
między wysitawnością wesela lubelskiego, trwającego
trzy d n i , a skromnością jednodniowego wieluńskiego.
Inaczej ustawiano orszak weselny, inaczej w szcze
gółach wyglądały oczepiny, różniły się tańce i przy
śpiewki weselne. Do k o n f l i k t u doszło na weselu Wiel u n i a n k i z L u b l i n i a k i e m . W czasie przeprowadzania
panny młodej do mieszkania męża •— goście L u b l i
niacy zaczęli chwytać różne sprzęty: stołki, ławy,
nawet zegar i „widok", aby — 'zgodnie ze zwyczajem
lubelskim — przenieść j e za młodymi. Rodzice pan
ny młodej zaczęli bronić swej własności i lamento
w a l i : „co robita, w y nas cgołocita ze wszystkiego".
Rodzina z Opoczyńskiego, żeniąca syna z Wielunianką, była zaskoczona i jednocześnie oburzona, że
nie powitano i nie zaproszono do domu rodziców pan
ny młodej .— gości, którzy t a m p r z y b y l i razem z pa
nem młodym przed wyjazdem do kościoła. Z uzna
n i e m natomiast mówią o uroczystym w y p r a w i a n i u
do ślubu p r a k t y k o w a n y m przez Wieluniaków, które
m u towarzyszą przemowy. Osadnicy z Kieleckiego
nie znali anów zwyczaju ucieczki wracającego z ko
ścioła pojazdu z panną młodą, za którym pędzi wóz
z panem młodym. Ścigany wóz zawraca wówczas
w k i e r u n k u d o m u ; aby go mie ominął, zastawia m u
się drogę „barierą" — d r u t e m z zawieszonym na n i m
krzyżem — i kieruje n a podwórze. Wchodzącej do do
m u parze młodych m a t k a p a n n y młodej podaje chleb
i sól, a ojciec obrzuca owsem. W Kieleckiem nato
miast barykadowano d r z w i przed wracającą z ko
ścioła (parą. Z zachowania się panny młodej w y r o
kowano o j e j postępowaniu w przyszłości. Usiłowa
nia rozrzucenia barykady zapowiadały jej pracowi
tość, natomiast próba przedostania się przez stos
porzuconych m e b l i i innych sprzętów — lenistwo.
Wieluński zwyczaj ucieczki z panną młodą i Obsypy-
Zarejestrowano duże bogactwo p r a k t y k magicz
nych stosowanych w dniiu chrztu. W rodzinach wie
luńskich „kapkę", którą zakryte było dziecko, wiesza
się w oknie, aby dziecko było „widziane u l u d z i " .
Przed pójściem do kościoła wiesza się na klamce pie
luszkę, aby płacz izostał „wyniesiony" z domu. L u b
liniacy natomiast stosowali niekiedy 'podawanie przez
okno dziecka wynoszonego do chrztu. U Wieluniaków
już po pierwszej kąpieli .podaje się dziecko d o ucało
wania .rodzicom i rodzeństwu, aby było przez nie
kochane; u Lubliniaków natomiast w r y m samym
celu całuje się dziecko po powrocie o d chrztu.
Rygoryzm w stosowaniu wyliczonych t u i szeregu
innych p r a k t y k magicznych już nieco osłabł. Jest
jednak znamienne, że w w y n i k u „zderzenia k u l t u r "
te p r a k t y k i magiczne nie zanikły, lecz przeciwnie,
ich ilość pomnożyła się. , Na wszelki w y p a d e k " za
częły j e stosować -także te kobiety, które bądź nie
analy owych zabiegów, bądź też przestały j e p r a k
tykować. P r a k t y k tych przestrzegają oczywiście głów
nie kobiety, i to przede wszystkim starsze. Tak więc
mamy t u do czynienia — w w y n i k u „zderzenia k u l
y
209
П. 31. Makatka
haftowana.
Wyk,
Arna
Szczygieł, Łabusz. 11. 32. Sztuczne
goździki
i kwiaty
jabłoni. Wyk. Paraska
Hrycowa
i Anna Minczyszyn,
Kraśnik. II. 33. Sztucz
ne kwiaty. Wyk. P. Hrycowa. II. 34. „Gwiaz
da". Wyk. Janina Jasińska, Łabusz. II. 35.
„Widok z kiparysami"'.•
Wyk. Anna
Masiel,
Mścice.
wanda owsem stosowany jest obecnie również w we
selach lubelskich i innych grup w Iwięcinie.
Dopiero w Iwięcinie ukształtował się
zwyczaj
hucznego obchodzenia imienin. Już zaraz po północy
przed demem selenfzainta, noszącego np. popularne
imię Józef czy Władysław, pojawiała się grupa
składających życzenia z „muzyką": harmonią i bęb
nem. Po poczęstunku grupa ta, powiększona o ufetowanego solenizanta, przechodziła do domu jego i m i e n
n i k a . Zwiększająca się stopniowo grupa obchodziła
z życzeniami wszystkich po kolei solenizantów.
Opisany fiposób obchodzenia i m i e n i n nie miał dłu
giego żywota. Zanikać on zaczął już w r o k u 1948,
kiedy to zaprzestano w pobliskiej gorzelni w y m i a n y
ziemniaków r.a spirytus i zaostrzono sankcje za pę
dzenie b i m b r u .
K o n d u k t pogrzebowy
w iwięcinie przedstawia
niespotykany gdzie indziej widok. Uczestnicy uroczy
stości idą w dwóch dużych grupach: przed trumną
oraz za trumną — za rodziną zmarłego ( i l . 12). Na
stąpiło połączenie orslzakiu pogrzebowego lubelskiego,
w którym odprowadzający zmarłego spoza rodziny
idą przed trumną, i wieluńskiego, w którym idzie się
za trumną — za rodziną zmarłego. Inne różnice po
legały na o d m i e n n y m umieszczaniu zmarłego w izbie:
u Lubliniaków na ławie, stołkach l u b łóżku, p r z y
krytego prześcieradłem, u Wieluniaków — odkrytego,
r..a sltole. Uznano, że zmarłego lepiej uhonoruje spo
sób wieluński, który przyjął się dziś również u L u b
liniaków.
Odimienne były również inne elementy obrządku
pogrzebowego; u Wielunian nie było specjalnej for
my zaprosin, zainteresowani Sami m i e l i poczuwać
się do obowiąizku uczestniczenia w n i m — u L u b l i
niaków natomiast zapraszano za pomocą świętego
obrazka posyłanego kurehdą od domu do domu.
Odmienne były wreszcie p r a k t y k i magiczne stoso
wane podczas wynoszenia zmarłego, podobnie j a k
różne pieśni różnie śpiewane p r z y zmarłym. Wzorem
Wieluniaków, nie stosuje się już dziś zapraszania na
pogrzeb. W okresie pierwszych l a t po osiedleniu się
w Iwięcinie kobiety lubelskie i wieluńskie śpieiwały
przy zmarłym n a zmCanę na nieco inne melodie.
Dziś się już „ześpiewały" i śpiewają razem. W rodzi
nach lubelskich przy wynoszeniu zwłok praktyko
wano Otwieranie wszystkich d r z w i w domu i w b u
dynkach gospodarczych — „niech się ze wszystkimi
pożegna" — w y w r a c a n o Stołki i inne sprzęty. U Wie
luniaków również stosuje się wywracanie sprzętów,
ponadto zestawia się z okien k w i a t y . Różnice stwier
dzono takżle w uznawanych wśród Lubliniaków i Wie
luniaków kolorach żałobnych. Pierwsi uważają, że
kolcirem żałoby może być zarówno czerń j a k i biel,
natomiast WieSumiakóW obok k o l o r u czarnego nie
razi również w ubiorze żałobnika k o l o r czerwony.
Rezultaty „zderzenia k u l t u r " dostrzega się w zwy
czajach
towarzyszących
uroczystościom dorocznym.
Do koszy ze ^święconym" Lublimdacy, n a wzór Wie
luniaków, dodali ziemniaki, Wieluniacy natomiast
nie dołożyli do swego święconego miodu zaobserwo
wanego u Lubliniaków. Lubliniacy noszą do świę
cenia j a j k a obrane ze skorupek, a Wiełtuniacy •—
w skorupkach. W rodzinach wieluńskich żywe są do
dziś interesujące p r a k t y k i magiczne mające n a celu
zapewnienie urodzajów. Polegają one n a zatykanću
w Wielką .Niedzielę na polach krzyżyków z bazi świę
conych w Niedzielę Palmową, a także na rzucaniu
cJo góry jajek. Krzyżyki roznosi się jedynie po po
lach żyta, które było w Wieluńskiem podstawowym
zbożem. Zwyczaje te n i e są przejmowane przez L u b
liniaków i inr.e grupy.
W okresie Bożego Narodzenia — różni się jeszcze
dotychczas sposób obchodzenia w i g i l i i , różnice w y
stępowały także w sposobach kolędowania. L u b l i n i a
cy
organizowali
grupy
kolędników
nazywanych
„Królami" łub „Herodami", składające się z Heroda,
3 króli, diabla, żyda, marszałka i rycerzy. „Króle"
chodziły po domach o d drugiego dnia B. Narodze
nia do Trzech Króli, występując z rozbudowanymi
inscenizacjami.
W
Iwięcinie
zwyczaj
„Królów",
211
П. 36. Fragment wnętrza po
koju u Jana Hrycowa,
Kraś
nik. II. 37. Fragment
„lep
szej" izby w Iwięcinie
osad
ników spod Wielunia.
11. 38.
Przesadnie
bogate
zdobienie
„lepszej"
izby
w
Iwięcinie
rodziny
spod
Wielunia.
w których brali udział kawalerowie i nawet młodzi
żonaci mężczyźni, zanikł po r o k u 1950 z powodu
b r a k u strojów, a przede wszystkim nie zawsze gościn
nego przyjęcia w domach osadników z i n n y c h stron.
Utrzymał się natomiast wieluński zwyczaj chodlzenia
z „Wigliliairtzamli", z w a n y m i
również
„Józefaimd".
„Józefy" wygłaszają jedynie parę zdań tekstu i śpie
wają kolędy. Dzisiaj w charakterze „Wigilianzy"
chodzą chłopcy w w i e k u szkolnym, przy czym obok
dizieci z irodźin wieluńskich można spotkać również
dzieci z rodzin lubelskich.
W badaniach Stwierdzono zakorzenienie przesą
dów, szczególnie w grtupie wieluńskiej. Można t o w y
tłumaczyć przywiezieniem przez tę grupę dość dużej
ilości ludzi w podeszłym w i e k u , wśród których zna
lazło się k i l k a kobiet umiejących zamawiać, a n a
wet czarownik. Z ich usług korzysta n i e t y l k o własna
grupa, ale także niektóre rodziny nie-wieluńskie.
Na koniec tego skrótowego omówienia przebiegu
„zdetrtzeniia" k u l t u r n a przykładzie w y b r a n y c h zjawisk
kiufliturowych —• w a r t o przyjirzeć slię w y n i k o m zetknię
cia się różnych gwar. W sporach językowych prze
wagę uzyskali Lubliniacy, wychodzący zwycięsko
z większości pojedynków o poszczególne określenia
i f o r m y gramatyczne. Poważnym argumentem prze
c i w k o językowi Wieluniaków było jego zniemczenie.
Wielulniacy
zastąpili
więc
„dralę"
slewnikiiem,
„sztyl" od siekiery — toporzyskiem, „raijtę" — obrę
czą i t p . Obie grupy tępią charakte rys tyczne wyraże
nia gwarowe. Zanika lubelskie „idę załadować m a
szynę" •— przygotować maszynę, czy wieluńskie „po
wiesiłem krowę" — przypatawałem (krowę. To ostat
nie powiedzenie ośmiesza anegdota, ponoć autentycz
na. Do L u b l i n i a n k i Ozajkowej podchodlzi Wieluniak,
który schwytał j e j zbiegłą krowę, i i n f o r m u j e : „Czajkowa, wasza k r o w a wilsi przy b u r a k a c h " . Kobieta
w lament, sądząc, że k r o w a n i e żyje.
Zarówno Wieltunilacy j a k i L u b l i n i a c y pozostali
przy następujących odmiennych określeniach: „wózek
do przędzenia" i „prządka" — na kołowrotek; „kier z y n k a " i „rnaśniczka" — n a naczynie do w y t w a r z a
nia masła; „giimza" i „syirzeń" — na określenie t w a
rogu; „grzebło" i „kociuba" — n a przyrząd do w y
garniania węgla z pieca chlebowego. Odimiennie rów
nież do dzisiaj kierują końmi: Wieluniacy w p r a
wo — „hetta", w lewo — „śwdista"; Lubliniacy w pra
wo — „k'sobie", w lewo i — „odisieb".
Wyrazem dużych rozbieżności, szczególnie w na
zewnictwie narzędzi rolniczych czy wozów, jest
stwierdzenie: „U k o w a l a to słowem nic się nie w y
tłumaczy. Wszysiiko trzeba .pokazać palcem".
II
Osiedlenie się na Ziemiach Zachodnich i Północ
nych W bardzo poważnym stopniu zmieniło w a r u n k i ,
w j a k i c h przedtem żyli obecni osadnicy. Zarówno
zetknięcie się k u l t u r , j a k i e nastąpiło na n o w y m te
renie zamiesizkamia, j a k i poddanie przybyłych t u
grup ludności silniejszym niż dotąd wpływom n o
w y c h wzorów k u l t u r o w y c h .— za pośrednictwem
szkoły, książki, prasy, radia i kina oraz ściślejszego
obcowania z życiem miejskim, przekształciło m. i n .
ich gusty i poglądy estetyczne.
Wlslpókłzeslne upodobania estetyczne
osadników
chcemy przedstawić referując nasze dotychczasowe,
niepełne jeszcze spostrzeżenia, dotyczące ich sto
sunku do wytworów sztuki ludowej zastanych na
miejscu i do własnych tradycji sztuki ludowej. Dość
dużo uwagi poświęcimy wnętrzom, których urządze
nie wiele potrafi powiedzieć o potrzebach estetycz
nych ich użytkowników i o drodze przekształceń g u
stów. Jak już wspomniano n a wstępie, druga część
artykułu oparta jest n a szerszej bazie materiałowej —
obok danych z Iwięclha wykorzystane będą obser
wacje z innych badanych w s i : Wierciszewa, Labusza,
Jamna, Mścić li Kraśnika .
6
Oceną budynków zastanych w e wsiach kierują,
rzedz zrozumiała, względy utylitarne. B u d y n k i te
podzielono na wartościowe — murowane, i „lepian
k i " — wymagające ciągłych napraw. Nie dostrzega
się walorów
plastycznych
zabytkowych
chałup
X V I I I - i XIX-wieeznyclh, polegających głównie na
pięknych
proporcjach i monumentalizmie bryły
uzyskanych m . i n . dzięki potężnemu czterookapowemiu
dachowi k r y t e m u trzciną i zaopatrzonemu w „wole
oCżka" ( i i . 7). Nie docenia się też ozdobnych detalli,
m. i n . dekoracyjnych f u t r y n okiennych ( i l . 5). Na
ogół n i e utrzymano typowego
wyglądu
domów
0 konstrukcji szkieletowej. Ściany chałup, posiada
jące dotąd czarne smołowanie słupy i rygle, a mię
dzy n i m i pola białe, w całości pobielono l u b pokry
to wapnem z dodatkiem u l t r a m a r y n y . W ten spo6Ób dano upusit s w o i m dotychczasowym przyzwycza
jeniom, dzięki czemu zewnętrzny wygląd domów
1 ulic w i e j s k i c h upodobnił się do znajdujących się
w dawnych miejscach pobytu ( i l . 1). Znamienne, że
osadnicy z t z w . „Centrali" posługiwali się przy bie
l e n i u domów pędlzlami z „prośnianki", t j . w y k o n a
n y m i ze słomy z prosa, przysyłanej w t y m celu przez
krewnych, gdyż na miejscu prosa się nie uprawia.
W podobny spoeób bieli się również domy m u r o w a
ne. Czynią to wszędzie z reguły kobiety. T a k n p .
Myszakowa w Iwięcinie pomalowała f r o n t o n domu
na d w a kotary: płaską powierzchnię n a biało, w y
stające zaś części obramowań okiennych, d r z w i o w y c h
itp. — na seledynowo ( i l . 6).
T y l k o w dwóch z badanych sześciu wsi istnieje
kościół. A r c h i t e k t u r a kościoła w Jamnie i jego w y
strój wewnętrzny n i e przedstawiają nic ciekawego
i kościół nie jest przedmiotem szczególnych starań
mieszkańców tej w s i . Natomiast omó(wienia wymaga
stosunek ludności Iwięcina do zachowanego t a m go
tyckiego, XIV-wieoznego kościółka z bogato polichro
m o w a n y m w X V I I w . wnętrzem, jeszcze sprzed czasu
przejęcia kościoła przez protestantów. Dach, zwień
czony wysmukłą wieżą, p o k r y t y jest gontem, . a na
cmentarz przykościelny wiodą trzy drewniane b r a m
k i z X V I I I w . ( i l . 8). Kościół i jego wnętrze, w t y m
Dla poruszanych w tej części artykułu zagad
nień szczególnie interesujące okazały się materiały
zebrane przez S. Błaszczyka, M . Bursztową, B. Linette,
H. Ostrowską i K. Szałaśną.
9
213
również barwne malowidła, wykonane najprawdo
podobniej przelz cechowego malarza z któregoś okolicznego mialsftelozka (dl 13, 14), są bardeo bliskie
mieszkańcom ws!i. Rzecz interesująca, że przywiąza
nie .to u w i e l u nie w y n i k a z k u l t u dla miejsca,
z uczuć religijnych. Budynek i dekoracja wnętrza
podobają się również l u d z i o m o bartizo luźnych
zwiąlzkach z rel'igia, a nawet deklarującym, się jako
niewtieMzący. Istnienie w e w s i kościoła przypomina
jącego kościoły z dawnych miejsc zamieszkania uczy
niło już w pierwszych latadh osiedlenia cforaz wsi
batdtóiej swbjśkdim.
Zastane po domach melbie w całości przejęto
w użytkowanie. Podzielono j e na stare i nowe —
zakupione w latadh trzycMeistych i na początku
czterdziestych — i według tych kryteriów wartościo
wano. Posiadające wartość zabytkową, wykonane
przez wiejskich czy matomiasteczikowych stolarzy
w X I X i n a początku X X w i e k u skrzynie, zydle,
ławy, szaty, łóżka i kołyski, dość często spotykane
zarówno w Jamnie jalk i innych badanych okolicz
nych wioskach, zaliczono oczywiście dó mebli starychv db „gratów". Są cne m n i e j pożądane, aite do
puszczalne w e wnętlrtzu, bo przecież zupełnie dobrze
spełriiają swą funkcję (ill. 9). Częściej jednakże można
j e znaleźć w kuchni niż w pokoju i w gospodar
stwach .mniej zamożnych. Na ozdobność tych m e b l i
nie zwraca się uwagi, nie przemawia cna do ich obec
nego użytkownika. Chętnie oddaje się je do muzeów.
Gdy w Łaibuezu pozostało k i l k a ozdobnych krzeseł
znanego typu jamneńskiego ( i l . 10, 11) i gdy na
strychu jednego z domów znaleziono schematy (wy
konane w paskach tektury) do rysowania ozdobnych
wzorów Ina meblach oraz kolorowe wzory do malo
wania — nie odbiło się t o na miejscowej twórczości.
N i k t zarówno z Łalbusaa j a k i z Jamna nie podchwy
cił zdobniczych motywów i ich k o l o r y s t y k i , choćby
w zastosowaniu пр. do makatek czy poduszek.
Jak najbardziej funkcjonalnie potraktowano także
nadeir liczne ozdobne skrzynie i k u f r y o interesującej
często ornamentacji wykonanej półkolistym dłutem.
Na ogół nie zmieniły one swego miejsca. Nadal sto
ją (przede Wszystkim po strychach i korytarzach
(il. IS, 17). Tyllkio w niewielu wypadkach przeniesio
no skirfzymiie do stajmii czy obory l u b ustawiono
w kuchni l u b w komorze (il. 16). Natomiast intere
sującym zjawislkiem jest (przywrócenie wszystkim
na ogół sikrzynlitom,', które Stały dotychczas puste,
ich — zresztą nie pierwotnych — f u n k c j i •użytko
wych. Ptnzefenacżonb j e do przechowywania ziarna
i mąki Hub na składnicę rupieci gospodarskich. Skrzy
nie przeniesione do budynków gospodarczych służą
głównie do trlzymania w nlkh sieczki i innych paslz.
Do miejscowych skrzyń dodano niekiedy skrzynie
i k u f r y przywiezione przez osadników ( i l . 18, 19).
W sposobie ustawiania m e b l i , mającego zresztą
już Swoją krótką historię, panuje jeslacze spora róż
norodność uizaletżniona ód najiroamaitszych okolicz
ności. W wypadku, gdy rodizilna osadnika zastała
pełne umeblowanie mieislzkania, i t o względnie no
woczesne i w d o b r y m stand e (wypadki nie t a k znów
214
częste), urządzenie to zachowało się do dzisiaj, bądź
(rzadko) całkowicie bez zmian układu (il. 20), bądź
(dzęsto) z adaptacją do własnych potrzeb i upodobań.
NajcKęściej iroBporządzano n i e k o m p l e t a m i , lecz „zbie
r a n y m i " meiblami różnego pochodzenia, stylu i j a
kości. Używano j e d o czasu, gdy nabyto nowe meble,
już typu zupełnie miejskiego. Te nowe meble oistawia
eię jiuż n a wtzór m i e j s k i : z jednego pokoju robi Się
sypialnię z ustawionymi pośrodku dwoma łóżkami,
z n o c n y m i stolikami, Stołem., toaletkami l t d . Spotyka
się jeszcze kombinacje niektórych m e b l i czy sprzętów
przywiezionych z sobą — z meblami 'poniemieckimi
i zalktapionymi. W Iwięcinie, gdiziie więksizość osadni
ków pnzelbywa już o d r d k u .1945 i przejęła gospo
darstwa nieirozsfcabrowane, dotychczas n i e zakupuje
się w rodzimach rolniczych nowych mebli.
Przy urządzaniu wnętrza ważną rolę dekoracyjną
odgrywa pokrycie ścian. Ściany pokojów, w t y m
przede Wszystkim saczególnie nas interesujących po
kojów „lepszych" — n i e używanych codzień, okle
jone były w c h w i l i przybycia osadników tapetami.
Zniszcizone — pó killku latach używania miesakań —
tapety zdarto (utrzymały się jedynie w wyjątkowych
wypadkach) i już do nich nie .powrócono, co moty
wuje się wysieka ceną tapet i kłopotami z i c h na
klejaniem (nie każdy to potrafi), a przede wszystkim
Względami higiienicznymi: pod tapetami często gnieź
dziło się robactwo. Do odświeżania wnętrz powszech
nie użyto wapna. Kobiety — bo w e wszystkich
wsiach i grupach ludności one zajmują się pracami
malarskimi — w pierwszych latach po osiedleniu
bieliły Barójwno sufit ja'k i ściany. Używały przy t y m
najczęściej wspomnianych już pędzili z „prośndanki",
a jedynie kobiety z d a w n y c h półinocno^zachodnSch
ziem Polski używały do tego pędzli z włosia. Nie
które z Lublindanek n a wybieloną ścianę narzucały
kolorowe k w i a t y , za pomocą papierowych wzorników.
Ten sposób m a l o w a n i a znany jest jedynie z relacji.
Do dzisiaj n i e przetrwało już żadne tak malowane
wnętrze.
Kobiety z 'zachodnich części Polski od początku
dodawały do wapna „kolorów". One też były prekursorkaimi zastosowania wałków, będących obecnie
w powszechnym użyciu. Nie m a dziś w badanych
wsiach malowanych pomieszczeń mieszkalnych nie
pokrytych Wzorkami za pomocą wałka. Przy zdobie
niu ścian często używa się n i e jednego, lecz k i l k u
wałków naraz. A b y n i e powtarzać w pokojach tych
samych wzorków, pnzyjęło się wypożyczanie wałków
od sąsiadów.
W ostatnich latach (zaczęto gdzieniegdzie najmo
wać zawodowych malarzy. W roku 19Й1 po raz p i e r w
szy w Iwięcinie sprowadzono takiego do w y m a l o w a
nia jednego z mieszkań. Uczynił on wyłom w do
tychczasowym sposobie malowania i pokrył ściany
farbami k r e d o w y m i . N i e było to proste, gdyż kreda
nie chce się ponoć „trzymać" ścian odświeżanych
wapnem. Gospodyni, rezygnując z żalem z w a p i e n
nych ścian (wapno — j e j izJdaniem — czyni mieszka
n i e zdrowszym), n i e zgodziła się na kredowe sufity.
Sama j e pobieliła wapnem, aby uzyskać pożądany
połysk. Inną nowością, którą wprowadził wspomniany
II. 39. Skromnie
zdobiony
kąt",
Kraśnik—Kolonia.
„światy
malarz, są kolorowe, podwójnie szlaki, szerokości ok.
10 cm każdy, biegnące tuż pod sufitem, a w rogach
pckojów opadające aż do podłogi. Ten sposób malo
wania znalazł uznanie w oczach mieszkańców Iwięcima i po r o k u podobne szlaki spotkaliśmy w w i e l u
mieszkaniach. Najczęściej dobiera się j e w kolorach
żółtym i zielonym l u b niebieskim i różowym. Ściany
mailcwane są dizlisiaj najchętniej n a k o l o r „morski"
lub seledynowy. Na tło „morskie" narzuca się biały
l u b niebieski Wzorek z wałka, a na seledynowe —
m. i n . biały l u b brązowy. Jedna z gospodyń w d a l
szym ciągu wykorzystuje do dekoracji pokoju o po
malowanych obecnie ścianach — złoconą listwę, któ
ra oddzielała niegdyś tapetę o d białych górnych
p a r t i i ścian i sufity (por. i l . 20).
Nader interesujące zjawisko zaobserwowano w
r o k u 196H w domu zamieszkałym w Iwięcinie przez
rodzinę z Lubelskiego. Ściany korytarza, n i e izmieniane o d czasów splrzed przybycia osadników, poma
lowano były na kolor różowo-tfioletowy, a na nich
Widniały trzy owalne malowidła wykonane za pomocą
patronów. Na każdym z tych malunków powtarzała
się baszta z wiodącą do niej drogą, palmy i k i l k a
krzewów. Malowidła wykonane były w kolorach sto
nowanych, Ciemnych: brązowym, fioletowym, czar
n y m i zielonym. D w a z o w a l i uległy z biegiem l a t
zatarciu. Gospodyni, której bardzo się podobały te
malowidła, postanowiła j e odnowić. Do tego celu
użyła farbek wodnych o jaskrawych, zdecydowanych
kolorach —• różowym, niebieskim, brązowym, zielo
n y m i czarnym. Różnica między owalem nienaruszo
n y m a o w a l a m i odnowionymi była zadziwiająca.
W miejsce
schematycznych
widoczków powstały,
zresztą w b r e w zamierzeniom wykonawczyni, niesły
chanie barwne, kwieciste malowidła. Ów interesujący
dokument „zderzenia" różnych t r a d y c j i zdobniczych
został niestety ostatnio 'zamalowany.
Rzadko już się Zdarza, aby podłogi w izbach w e
wsiach koszalińskich — a przynajmniej w izbach
określanych j a k o „lepsze" —- nie były malowane.
Maluje się je farbą pokostową n a najczęściej spoty
k a n y w mieście k o l o r — ciemnobrązowy. Takie
podłogi oczywiście pastuje się, a w miejscach częstsze
go przechodzenia rozściela się chodniki. D y w a n y są
rzadkością. Chodniki k u p u j e się w mieście, natomiast
kobiety Z t z w . „Centrali" praktykują dotąd sprowa
dzanie chodników ze w s i rodzinnych. Posyła się tam
paski pocięte zimą ze starych szmat i p o p e w n y m
czasie otrzymuje się pocztą l u b przy okazji wzajem
nych odwiedizin gotowy chodnik, w y k o n a n y przez
tamtejsze kobiety na krosnach. Znamienne, że przy
syłane c h o d n i k i naśladują niekiedy w układzie b a r w
pasiaki łowickie czy piotrkowskie l u b radomskie. Po
chodzą one z t y c h terenów, n a których żywy jest
dotąd wyrób tego typu tkanin. Repatriantki „zza
Buga" posiadają niekiedy dotychczas
przywiezione
z Sobą c h o d n i k i o różnych wzorach. Np. chodniki
z Wileńskiego, j a k i e można znaleźć u Wołkowskich
w Mścicach, posiadają wzory w postaci drobnych,
ciemnych kwadracików.
Wystrój wnętrza izb, t j . stosowanie wszelkiego r o
dzaju ozdób n a drzwiach, oknach, ścianach czy me
blach, przedstawia się w poszczególnych mieszkaniach
całkowicie różnie. O w y s t r o j u decydują
przede
wszystkim — pracowitość, upodobania i n a w y k i este
tyczne gospodyni l u b j e j córki czy córek. Można
zauważyć, że kobiety pochodzące z tych regionów,
gdzie żywe było tradycyjne ozdabianie izb, przenoszą
te p r a k t y k i na nowe miejsce osiedlenia, gdzie ulegają
one charakterystycznym przemianom. Prześledźmy je
przykładowo na k i l k u elementach zdobniczych.
Niektóre kobiety z Wileńazczyzny (n|p. A. Masiełówna i St. Simki ewiczowa z Mścić), z Wołynia i z
Wieluńskiego zdobią d r z w i przejściowe z kuchni do
pokoju, czy z jednego p o k o j u do drugiego, l a m
brekinami z k o l o r o w y c h i pstrych kretonów, tak j a k
to spotykały w swoich stronach ( i l . 21). Geneza tych
lambrekinów może pochodzić z naśladownictwa w y
stroju dworków szlacheckich l u b wnętrz mieszkań
mieszczańskich. Jeśli jednak l a m b r e k i n y i siatkowe
215
I
pierwszych latach po osiedleniu — przyzwyczajone do
w i d o k u zapełnionych ścian w izbach swych dawnych
chat — usiłowały stworzyć namiastikę tego z dostęp
nych p o d ręką elementów. Np. w Kraśniku t y p o w y m
zjawiskiem w tych pierwszych latach było przybija
nie n a ścianach lulb w p r o s t przyklejanie różnego
rodzaju koLorowych widokówek w układzie na ogół
symetrycznym. D l a takiego układu wykorzystywano
oczywiście zastane na miejscu poniemieckie (wcale
zresztą liczne) oleodruki z „lanszaftami", przedsta
wiającymi barokowe dziewice w powiewnych białych
szatach, typowe łabędzie, jelenie, myśliwych i t p .
Sporo z tych oleodruków można spotkać jeszcze dzi
siaj. Nierzadko wycinano z tygodników, przede wszy
s t k i m z „Przyjaciółki", co ładniejsze kolorowe obrazki
i przylepiano j e bądź wprost na ścianach, bądź
nawet wstawiano w jakieś r a m k i . Te tymczasowe
ozdoby ścian po k i l k u latach znikły, w ślad za możli
wością zakupu nowych elementów zdobniczych. A były
one dość liczne.
11. 40. Osadniczka
Iwięcin.
w
stroju
łemkowskim,
Krany są przy oknach raczej powszechne, to lamibrekimy w d r z w i a c h są raczej rzadkością.
W pierwszych latach p o osiedleniu kobiety z „Cen
t r a l i " , południa i b. ziem wschodnich praktykowały
w. znacznej mierze zaścielanie (pojedynczo jeszcze
wtedy stojących) łóżek n a sposób t r a d y c y j n y : n a
pierzynę Czy kołdrę narzucano przywiezione z sobą
kapy, nieraz własnego w y r o b u , l u b też nowoczesne
kapy zakupione już tutaj, n a te zaś kładziono stertę
k i l k u poduszek, coraz to mniejszych. Takiego rozście
lania już dzisiaj się n i e spotyka; pozostała jeszcze
tu i t a m jedlna t y l k o poduszka, kładziona „w gło
w a c h " , l u b d w i e różnej wielkości, kładzione z obu
stron łóżka, jaik n p u Sinkiewdczowej w Mśeicach
Cii. 22).
Bardzo charakterystyczne jest przyozdabianie ścian
w izbach. M a ono już swoją historię, różną u róż
nych rodzin. Kobiety, które w swoich stronach (np.
w Kieleckiem, u -Łemków) rozwieszały rząd obrazów
pod sufitem wokół wszystkich ścian, przywiozły z
sobą najwyżej k i l k a z t y c h obrazów. Wiszą one do
tąd n a honorowych miejscach w pokojach „lepszych"
(gościnnych) l u b w sypialniach ( i l . 23). Niekiedy są
one jeszcze specjalnie ozdabiane k w i a t a m i czy rysun
k a m i (il. 24), o Czym niżej. Ukośne umieszczenie i c h
pod sufitem tutaj stało się niemożliwe — gwoździe
w b i t e w sufit n i e utrzymują ciężaru obrazu. Kobiety,
które n i e przywiozły czy n i e mogły przywieźć z sobą
elementów z tego tradycyjnego wyposażenia izb, w
216
1
Należą do nich przede w s z y s t k i m duże i małe
obrazy o charakterze r e l i g i j n y m , znajdujące się w
każdym niemal mieszkaniu. Są to z reguły kolorowane
fotografie dużych wymiarów, produkowane masowo
przez różne p r y w a t n e f i r m y n a użytek głównie l u d
ności wiejskiej. T a k i obraz, zawsze w ciężkich zło
conych ramach, w i s i pośrodku n a d połączonymi za
zwyczaj łóżkami. N a sąsiedniej ścianie znajduje się
z w y k l e duża, niekiedy kolorowana fotografia ślubna
(zamówiona również dopiero tutaj), obok — szereg
i n n y c h fotografii. Często można spotkać tradycyjny
sposób układania w i e l u fotografii zbiorowo pod
szkłem, w jednych większych ramach.
Specjalnym rozdziałem h i s t o r i i k u l t u r y wsi za
równo międzywojennej j a k i powojennej, i to nie
t y l k o koszalińskiej, ale w całej bodaj Polsce, są
(powszechne n i e m a l na dzisiejszej
w s i malowidła
(„widoki") w postaci kolorowych dużych -makatek
malowanych n a płótnie czy papierze (zastępujące
mieszczańskie czy typowe d l a wnętós rniesfclkań i n
teligencji — k i l i m y czy m a k a t k i ) . Treściowo podzie
lić j e można n a d w i e w i e l k i e grupy: świeckie i r e l i
gijne. W pierwszej przeważają typowe i osławione
jelenie, usytuowane symetrycznie po bokach drzewa
( i l . 27). Odmian jest t u zresiztą bardzo wiele, zależnie
od i n w e n c j i twórców. Należą t u również powszechne
w tej twórczości łabędzie wkomponowane w r o m a n
tyczny krajobraz (i(l. 25). I n n y m pełnym r o m a n t y k i
malowidłem jest zdobiący mieszkanie Sinkiewiczów
w Mśeicach „widok" przedstawiający pałac, z któ
rego wybiega ubrana w białą szatę dziewica na spot
kanie młodzieńca jadącego do niej konno przez most
(iii. 26). M a l u n k i o treści religijnej t o m. i n . aniołki
w symetrycznym układzie ( i l . 29) i Chrystus w oto
czeniu owieczek i p a l m (por. i l . 22).
Geneza masowego pojawiania się t y c h malowideł
we wsiach koszalińskich (podobnie j a k w całym
kraju) jest znana i dość prosta. Gdzieś w mieście
czy miasteczku znajdzie się domorosły „twórca"
o upodobaniach i zdolnościach artystycznych n i e o d
biegających wiele o d przeciętnych gustów i upodobań
prostych ludzi n a w s i , który — wyczuwszy czy po-
znawszy z obserwacji jarmarcznych zapotrzebowanie
wsli n a tego rodzaju malowidła — produkuje je ma
sowo i sprzedaje n a r y n k u w CzaSde targu l u b roz
nosi po okolicznych wsiach. Na t y m tle powstały w
niektórych miastach specjalne „firmy", produkujące
takie kicize masowo i zalewające n i m i tereny w i e l u
województw, a nawet cały k r a j . Wystarczy wspom
nieć, że znaczna większość Wszystkich „widoków"
spotykanych w e wsiach koszalińskich pochodzi z j e d
nej „firmy", podającej — przy indagacji kupujących
— j a k o swoją siedzibą miasto L u b l i n . Jej agenci
jeździli po Koszalińskiem wozem pełnym t y c h „obra
zów". Udało się tę ekipę handlarzy sfotografować,
niestety, wskutek i c h wyraźnego oporu — z tyłu
i ze znaoznej odległości ( i l . 30). „Twórca" tego typu
podobno istnieje także w Koszalinie, gdzie znajduje
chętnych nabywców n a swą produkcję.
Należy dodać, że w w i e l u wypadkach zarówno
repatrianttói j a k i kobiety z tzw. „Centrali" przy
wiozły z sobą w i d o k i - m a k a t k i ze stron rodzinnych.
Pochodzący z Wileńszczyzny w i d o k znajdował się
nip. do 1961 r. u Stanisławy Sinkiewicz w Mścicach
(il. 28).
Z obrębu badanych wai koszalińskich znany n a m
jest jeden t y l k o wypadek twórczego przekształcania
na sposób l u d o w y motywów i tematów wziętych
z omówionych malowideł. Dokonała tego A n n a M a
sie! spod L i d y w WiHeńskiem, osiadła z rodzicami
w Mścicach. Dziewczyna w stronach rodzinnych zet
knęła się z podobnymi malowidłami w y k o n a n y m i na
błyszczącym, białym papierze o l e j n y m i farbami, przy
patrywała się i m i w domu usiłowała malować j e
po swojemu, ale już farbami w o d n y m i . Po przybyciu
w te strony zabrała się ponownie do malowania, aby
s w y m i pracami zapełnić puste ściany. Jej malowidła
mają już cechy formalne właściwe sztuce l u d o w e j ,
j a k b r a k perspektywy i dekoracyjność w kompozycji.
Jeden z jej „widoków" — j a k j e nazywa — został
zakupiony do Działu Etnograficznego Muzeum Naro
dowego w Poznaniu. Przedstawia go i l . 35. Oś k o m
pozycji obrazu, malowanego na białym, posklejanym
arkuszu papieru, tworzą trzy „kiparysy" (cyprysy),
mające Wspólną koronę. Po obu stronach t e j osi
w i d z i m y umieszczone symetrycznie d w a jelenie, a
wyżej d w i e sarenki zwrócone głowami do osi,
d w a półkoliste stawki, po j e d n y m na nich łabędziu,
po bokach w i e l k i e bukiety z różnorodnych k w i a
tów, również umieszczone symetrycznie, a n a obu
zewnętrznych krańcach m a m y znów p o j e d n y m „kiparysle". Tło jest czarne, na n i m w niektórych m i e j
scach umieszczono wyspowato kępki z i e l e n i .
W domu Masielów znajduje się przywieziony
z Wileńszczyzny obraz M . Boskiej Ostrobramskiej.
Białe obramowanie obrazu zapełniła Masielówna m a
l o w a n y m i przez siebie wianuszkami z listków i k w i a
tów ( i l . 24).
I n n y m rodzajem czldób na ścianach są spotykane
powszechnie wyszywane m a k a t k i . Dzisiaj przeważnie
kupuje się j e gotowe w Koszalinie n a r y n k u l u b
w sklepach. Są to obramowane, białe l u b w i n n y m
kolorze, kawałki płótna z w y s z y t y m niebieskimi
nićmi jakimś r y s u n k i e m i sentencją w rodzaju:
„Kuchnia świadczy o gospodyni", „Świeża wóda sił
ci doda" l u b t a k trafną, zwłaszcza w małżeństwach
mieszanych, sentencją: „Dobra żona t y m się chlubi,
że gotuje Co mąż l u b i " . Inne z gospodyń postępują
w ten sposób, że w Koszalinie kupują płótno i go
towe Wzory, które następnie w domu odbijają i sa
me wyszywają. Znaleźć można także kobiety, które
same Szyją m a k a t k i według przez siebie skompono
wanych Wzorów. T a k to robiły n p . A n n a Szczygieł
i Janina Jasińska z Łabusza, obie z Łódzkiego (il. 31).
7
Podobnie należy odróżnić własny wyrób sztucznych
kwiatów o d ozdabiania mieszkań gotowymi k w i a t a m i
k u p i o n y m i w mieście. Używanie kwiatów kupnych
jest n a ogół dość powszechne w e wszystkich wsiach,
istnieje też duża i c h podaż n a r y n k u w Koszalinie.
Niezmiernie rzadko natomiast zdarza się, że sztuczne
7
Z badań S. Błaszczyka.
I I . 41. Handel
ozdobami
na targu
w
Koszalinie.
dów, nie ma tendencji do rozszerzania się tego zwy
czaju. Istnieją natomiast nadal żywe upodobania do
przesadnego n a w e t ozdabiania izb i mieszkań sztucz
n y m i k w i a t a m i , n a czym bazują domowe „wytwór
n i e " takich kwiatów w Koszalinie.
Ozdób wiszących u sufitu dzisiaj już się nie spo
tyka. W pierwszych latach p o w o j n i e w w i e l u do
mach zamieslzkałyeh przez rodziny środkowej i po
łudniowej Polski można było jeszcze spotkać pająki
wyrabiane ze słomy. Zanikło t o jednak dość szybko.
Do rzadkości należą inne elementy zdobnicze usta
wiane n a meblach, a wyrabiane w domu, j a k np.
„gwiazda" w y k o n a n a przez Janinę Jasińską z Łabu
sza, pochodząca z Łódzkiego. Gwiazda złożona jest
z t e k t u r o w y c h rombów, nazywanych przez Jasieńską
„listkami", których pięć składa się n a jedno „gniazd
ko", a dwanaście gniazdek zszytych razem tworzy
całość 'gwiazdy { i l . 34).
Elementy zdobnicze ustawione na meblach są po
części pochodzenia (poniemieckiego, po części zaś za
kupiono j e W mieście. Są to przedmioty najbardziej
różnorodne, a mianowicie: różnej wielkości postacie
ptaków — kaczek, gęsi, łabędzi, kogutków czy p t a
ków egzotycznych; porcelanowe czy fajansowe f i g u r k i
barokowe kobiet, niemieckich żołnierzy, chłopów i t p . ;
różnej wielkości gipsowe postacie aniołków; d o m k i
z papieru czy d r e w n a ; pstre pudełka od k a w y czy
cukierków i t p . ; czasem nawet zdarzy się wypchany
ptalk. Oczywiście do ite(j grupy ozdób należą również
fotografie w stojących małych ramkach.
11. 42. Pasiak
użyty jako
przykrycie
ołtarza, l-mięcin.
(kwiaty wyrabiają dziewczyny i kobiety ze w s i . Zaj
mują się t y m jeszcze niektóre kobiety pochodzące
z Kieleckiego i Rzeszowskiego, zwłaszcza z rodzin
łemkowskich, a także k i l k a kobiet z Wileńskiego za
mieszkałych iw Wiercisizewie. W Kraśniku najbar
dziej znane z w y r o b u Sztucznych kwiatów są Paraska
Hrycowa i jej córka, A n n a Minczyszyn, obie p r a
cownice PGR. Hrycowa t r z y m a na szafie przywiezio
ne z sobą sito z włosia, w którym zawsze znajduje
się potrzebny do w y r o b u kwiatów papier itłp. Obie
z córką wyrabiają w czasie 'zimowych wieczorów —
astry, konwalie, kaczeńce, róże, stokrotki, k w i a t y j a
błoni, groszku, łubinu (i inne k w i a t y ( i l . 32, 33).
Sztuczne k w i a t y , obojętne — czy własnej roboty,
czy kupione, umieszcza się w mieszkaniu n a ogól
we flakonach, 'postawionych na stole, na nocnych
stolikach, szafkach, szafonierkach, specjalnych stoja
kach, półkach przybitych n a ścianie, czy wreszcie —
w układzie w i e l u Innych elementów — w miejscu
przeznaczonym n a „święty kąt". W niektórych r o
dzinach z Wileńszczyzmy k w i a t y często zatyka się
za górną ramę obrazu ( i l . 21).
Jest oczywiste, że wyrabianie sztucznych kwiatów
istnieje jedynie j a k o kontynuacja
przyzwyczajeń
estetycznych i wzorów k u l t u r o w y c h wyniesionych
z d a w n y c h miejsc p o b y t u i że, z w i e l u zresztą wzglę
218
1
Wszystkie te przedmioty zdobnicze ustawia się
przede wszystkim n a szafonierkach, szafach czy sto
likach, dalej n a kuchennych kredensach, a także n a
stołach stojących w kącie Czy nawet n a środku poko
j u . Sposobem ustawienia tych przedmiotów rządzi
przede wszystkim symetria w stosunku d o jakiegoś
centralnego elementu, którym zazwyczaj jest f i g u r a
M a t k i Boskiej, zawsze w otoczeniu kwiatów ( i l . 39).
Ogólnie biorąc, w e wsiach koszalińskich róż
nice W zdobieniu — co do jakości są sto
sunkowo niewielkie. Zachodzące różnice •— a istnie
ją one n i e t y l e między iwsiami, i l e między poszcze
gólnymi mieszkaniami { w Zależności o d i n d y w i d u a l
nych upodobań 'gospodyń) — polegają mianowicie na
mniejszej l u b większej ilości omówionych elementów
zdobniczych: w jednych mieszkaniach są nieliczne,
w d r u g i c h ustawione są ze s k r o m n y m umiarem, w
innych nagromadzone aż d o przesytu, Stanowiąc nie
j a k o сей sam w sobie.
Przykład skromnego w y s t r o j u wnętrza izby mieszkalnea (zresztą jedynej, gdyż duży d o m podzielony
jest między 3 rodziny) mamy u A. Prociów w Kraś
n i k u — Kolonia. Na szaifonieroe urządzono skromnie
wyposażony „święty kąt" ( 1 . 39), na ścianach wiszą
przywiezione d w a obrazy, n a nocnych stolikach stoją
bukiety sztucznych kwiatów ustawione w stoikach.
Znacznie bogaciej wygląda wnętrze gościnnego po
k o j u (jednego z dwóch) u Jana Hrycowa w Kraśniku
(11. 36).
Przykładem szczytu przesady może być natomiast
wnętrze „lepszej" izby jednej z kobiet w Iwięcinie,
pochodzącej spod Wielunia. Pokój, przy obecnym
wyposażeniu, stracił funkcję mieszkalną, a zamienił
się w „wystawę" i kaplicę (il. 38). Na w p r o s t d r z w i
ustawiono stół, na którym centralne miejsce zajmuje
ubrana w welon figura M a t k i Boskiej. Po bokach
„osoby" w wazonach rozmieszczono k w i a t y , sztuczne
i naturalne oraz obrazki o treści religijnej, w r a m
kach. Nieco do przodu wysunięto trzy f i g u r k i anioł
ków, bombki choinlkowe w kieliszkach oraz celu
loidowe kaczuszki. Przy bocznych krawędziach stołu,
w charakterze r a m d l a całej griupy, postawiono d u
żego gipsowego psa oraz wypchanego bażanta. Tłem
dla t a k zastawionego stołu jest kredens zasłany szy
dełkowym obrusem i ozdobiony serwetkami i f i r a n
k a m i . Wnękę kredensu wypełniają szklane naczynia,
tortowniica i figura anioła. Górę ozdobiono sztucznymi
k w i a t a m i w kryształowych „salaterkach" oraz gipso
w y m i barankami wielkanocnymi. Okna zawieszone
firanami, między nilmd lustra i m a k a t k i . Ściana przy
oknach zastawiona stolikami ze sztucznymi k w i a t a
mi, l i p a m i w doniczkach, fotografiami rodzinnymi,
orłem — godłem państwa i obrazkami o treści dewocyjnej. Wykorzystano również dolne partie stolików.
Na serwetkach stoją t a m popielniczka i „gniazdko" —
talerzyk z naciętym staniolem i ptaszkiem. Pod jędr
n y m z okien stojak o d miednicy przystosowany do
postawienia n a n i m l i p y . Na podłodze d y w a n y i szma
ciane chodniki, kanapa z serwetką, barankiem i l a l
kami, jeszcze szafonieiika, oczywiście zapełniona, za
stawiony u góry ozdobami piec, oparte o piec, leżące
na podłodze poduszki, l a m b r e k i n y upięte na drzwiach.
W sumie n a ścianach p o k o j u — 27 dużych i małych
obrazów i fotografii.
Przedstawione wnętrze, choć składa Się z elemen
tów typowych, nie jest jednakże typowe na w s i . Prze
ładowanie dekoracją w y n i k a z upodobań gospodyni,
dzielonych zresztą z wnuczką. Właścicielka z w y s t r o j u
pokoju jest dumna. Podobnie urządzoną izbę miała
już w Wieliuńskiem. Mogła sobie n a nią pozwolić,
gdyż miała f a m d w a „miesTikania" —
pomieszczenia.
Daleko j e j jednak było, j a k relacjonuje, do ozdóbności pókójiu w Iwięcinie. Dekoracja pokoju jest u z u
pełniana. Z wyjazdów do Koszalina gospodyni nigdy
nie wraca z p u s t y m i rękami. Zawsze przywiezie choć
by drobiazg do ozdobienia pomieszczeń. Koszalin stał
się poważnym c e n t r u m zaspokajającym potrzeby ozda
biania mieszkań ( i l . 41).
Wyposażenie osadników W przedmioty o wartoś
ciach artystycznych, należące dó sztuki ludowej regio
nu, z którego p r z y b y l i , jest 'znikome. Na „Zachód"
wielokroć przyjeżdżano bez większego bagażu, zabie
rając przedmioty najbardziej potrzebne. K i l k a star
szych kobiet z Wieluńskiego przywiozło t i u l o w e czep
ce o zdobionych haftem wstęgach (por. i l . 4), a k i l k a
rodzin łemkowskich zamieszikałych w Kraśniku i Iwię
cinie — stroje kobiece ( i l . 40). Czepce Wielunianek
przez k i l k a pierwszych l a t Służyły przy oczepinach,
zresztą nie t y l k o na weselach własnej grupy. Obec
nie — po zdjęciu welonu panna młoda zostaje z n i e
nakrytą głową, a czepce, wyprane i wykrochmalone
tfw t y m ceflu wysyłano j e d o „Centrali"), przeznaczone
zostały na ubiór do t r u m n y .
Interesujące są koleje stroju przywiezionego przez
kobiety łemkowskie. Strój ów, składający się z czer
wonej w białe grochy spódnicy obszytej białą i zielo
ną wstążką, k r a j k i , koszuli ozdobionej haftem krzy
żykowym i czarnego aksamitnego gorsetu, wyszytego
paciorkami w e wzory roślinne — uznany został przez
ludność w Iwięcinie i Kraśniku za „krakowski".
Wypożyczano go d l a dziewcząt występujących w m i e j
scowych uroczystościach. W ten sposób stał Się k o
stiumem 'teatralnym.
Pozytywnie oceniono w a l o r y dekoracyjne pasiaka
przywiezionego do Iwięcina najprawdopodobniej z po
w i a t u łaskiego <nie można było uzyskać dokładnych
informacji). Posłużył on za przykrycie ołtarza ( i l . 412).
Do innych przedmiotów związanych z tradycją zdob
niczą d a w n y c h miejsc zamieszkania należą nieliczne,
wspomniane uprzednio, skrzynie i k u f r y (por. i l . 18,
19).
Nowe w a r u n k i zastane w Wiosce na ogół nie sprzy
jają wznowieniu i kontynuacji tradycji artystycznych.
Wśród przybyłej ludności w w i e l u j e j grupach d o m i
nują ludzie młodzi, którzy często już przed; przyby
ciem n a Ziemie Zachodnie i Północne stracili k o n
takty ze satuką ludową. Zastane wyposażenie i prze
miany zachodzące n a w s i w okresie powojennym
udostępniły niektóre zdobycze k u l t u r y idącej z m i a
sta, a konfrontacja różnych Stylów i upodobań a r t y
stycznych podały w wątpliwość wartość własnych
tradycji zdobniczych. Nie bez znaczenia również d l a
dalszych losów tradycyjnej sztuki ludowej jest b r a k
czasu n a n o w y m miejscu zamieszkania, co w y n i k a
z prowadzenia t u pełnorolnyeh gospodarstw, a w nich
intensywnej p r o d u k c j i . Nawał zajęć odciąga od samo
dzielnej twórczości artystycznej, obniża jej wartość.
W w y n i k u t y c h Wszystkich przyczyn nie odrodziły
się wśród żadlnej z badanych grup tradycje tkactwa
artystycznego, czy zdobnictwa w drewnie i metalu.
Być może sytuacja byłaby jednak inna, gdyby prowa
dzono działalność mającą na celu wznowienie t r a d y c j i
artystycznych niektórych choćby grup.
Nadal natomiast w y k o n u j e się niektóre ozdobne
akcesoria obrzędowe. W większości rodzin lubelskich
czy łemkowskich w Iwięcinie w dalszym ciągu zdobi
się techniką batikową dwuikolorowe pisanki. Służą
one za ozdobę p o k o j u — leżą na talerzyku przed
lustrem — l u b za zabawki d l a dzieci. Upadł lubelski
zwyczaj, któiy nakazywał diziewczętom obdarowywa
nie pisankami chłopców w „Przewodnią Niedzielę".
Umiejętność sporządzania pisanek przejęły również
niektóre -rodziny wieluńskie, szczególnie te, w któ
rych są dorastające dziewczęta.
Natomiast część
rodzin lubelskich d l a większej wygody przeszła na
zaobserwowane u Wieluniaków malowanie j a j j e d
n y m kolorem.
„Palmy" wielkanocne w żadnej z badanych w s i
nie są interesująiee pod względem wartości dekora
cyjnych. W Iwięcinie najbogaciej zdobi j e grupa
kielecka, dołączając do wiązanki sztuczne białe i ró
żowe k w i a t y '(dl. 43). Warte zaznaczenia są natomiast
przemiany, j a k i e zaszły w „palmach" i n n y c h grup.
Do wiązanki wieluńskiej, składającej się z gałązek
wierzbowych — „bazii" i kolorowych „palm" z d r e w -
219
nąć w zasięg swego oddziaływania również bardziej
ukryte elementy k u l t u r y , m . i n . zwyczajowe f o r m y
towarzyszące obrzędom r o d z i n n y m i dorocznym.
2. W y n i k i e m zetknięcia się zespołów różnych treści
k u l t u r o w y c h jest przyjmowanie się jednych elemen
tów, a wycofywanie innych, p r z y jednoczesnym za
n i k u szeregu tradycyjnych treści k u l t u r o w y c h . Głów
n y m k r y t e r i u m kierującym wymianą dóbr k u l t u r o
wych są względy u t y l i t a r n e — przydatność w zasta
nych w a r u n k a c h . Stąd większa ekspansywność Wie
luniaków czy Poznaniaków w zakresie k u l t u r y m a
terialnej, a Lubliniaków n p . w języku. Język używany
przez Lubliniaków bardziej odpowiada
wymogom
szkoły.
11. 43. „Palma"
z
Kieleckiego.
wielkanocna
w Iwięcinie
u
osadnika
nianych wiórków kupowanych w Koszalinie, dołą
czono wiechcie (rośliny zwanej popularnie trzciną.
Uzupełnienie t o powstało ponoć n a skutek następu
jącego dialogu: L u b l i n i a n k a pyta Wielumiankę: „Cze
m u n i e święcisz trzciny? — Po co? — A n a pamiątkę
biczowania trzciną Pana Jezusa!" Niektóre L u b l i n i a n k i do „kotków" i t r z c i n y dodały gałązki nie
znanego i m dotychczas bukszpanu.
*
A oto niektóre w n i o s k i sformułowane n a pod
stawie dotąd uzyskanych materiałów i dotychczaso
wych przemyśleń:
1. Zderzenie k u l t u r jest procesem długotrwałym.
W początkowej fazie obejmuje on uzewnętrzniające
się treści k u l t u r o w e : narzędzia i sposoby gospodarce
wania, odzież, niektóre potrawy, aby następnie wciąg
Powstają również f o r m y mieszane, których przy
kładem jest opisana wyżej sytuacja n a pogrzebie
w Iwięcinie, czy choćby wspomniane „palmy" w i e l
kanocne.
3/. Podobnie j a k n a całym nieomal terenie Ziem
Zachodnich i Północnych, proces zderzenia k u l t u r
w badanych wioskach okazał się ściśle spleciony
z procesami tworzenia się j e d n o l i t y c h społeczności
wiejskich. Na ogół n i e powodował trwałej izolacji
grup, był p u n k t e m wyjścia intensywnych procesów
integracyjnych. Przebiega przecież w oparciu na
wspólnych elementach k u l t u r y i Społeczności naro
dowej, w sytuacji kształtowania świadomości socja
listycznej, co sprzyja zacieraniu seperatyzmów dziel
nicowych, a nawet antagonizmów narodowościowych.
4. Powszechna jest obojętność n a wartości zasta
nych wytworów sBtiufci l u d o w e j . T y l k o w n i e w i e l u
dziedzinach i grupach ludności k o n t y n u u j e się t r a d y
cyjną twórczość artystyczną ze stron macierzystych.
Wielość i różnorodność koncepcji artystycznych zgro
madzonych tutaj, przy istniejącym zaporzebowaniu
na elementy dekoracyjne mieszkań, przyniosłyby może
interesujące efekty w niektórych środowiskach, gdyby
zainteresowały się n i m i szkoły, domy k u l t u r y l u b
inne placówki k u l t u r a l n e . W urządzeniu mieszkania,
a szczególnie w w y s t r o j u pokoju „lepszego" —
z dwóch frontów „zderzenia": k u l t u r y wniesionej
z zastaną i między k u l t u r a m i wniesionymi, decydu
jący sltał się pierwszy. Wyposażenie zastane, lepiej
dopasowane d o istniejących warunków, jednocześnie
stało j a k b y na drodze procesu przeobrażeń w gustach
mieszkańców w s i w w y n i k u j e j urbanizacji. Duże
zapotrzebowanie n a elementy dekoracyjne, mające
uzupełnić wyposażenie mieszkania, a w pomyślnej
sytuacji osadników łatwo realizowane poprzez za
k u p y w mieście, stanowi niewątpliwie nawiązanie
do t r a d y c j i .
Wszystkie
zdjęcia wykonano
w l. 1960—1962. Fot.: St. Blaszczyk
— iZ. 24, 28; J. Burszta — il. 10, 11, 31,
34, 41; Z. Jasiewicz — il. 2—5, 9, 12, 14, 16—18, 30, 40, 43; St. Kusza — il. 1,6—8, 13, 15, 19—23, 25—27, 29,
32, 33, 36—39, 42; F. Maćkowiak — il. 35.