http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1802.pdf

Media

Part of Recenzje / LUD 1987 t.71

extracted text
Lud, it. 7,1, 1987

III. RECENZJE

Rogeu- P e a'r s on Anthropological
KI-iegar Publishing Company, ss. 282.

Glossary,

MailabulI', Florida

1985, RQlber,t E.

Sło'wnLk ten ma dość s;pecyfi'czny oharakve.r. Autor ok:.reośla go jaJko glosariusz,
c.zyli uporządko\w:ny
alfabetyc.1Jnie zbiór tiel1m.inów, z zaikresu "wpriO:wadZ€inia do
ba.dań l1ald pOClhodzen1i~m i ewoLucją ozł'<JIWlieka,kultury ;iIl'>PołeczeńlSltwa". Poun:k;teom
wyjścia do Cipracowania słOlWlni.kabył 21..;skOl.'1!l1kowyglosarriJusz do ,książki Pealasona
Introduction
to Anthropo·!ogy
(Hoot, RiJneharlt and WinlsllxJ1l1,1974). Jednakże,
jak
stwierdza wc wstępie autOlr, sł':Jwnik rOllrósł 'się i przeks.z,tałcił, 'Wy/kr.alc'm,jącZIllaCJZnie poza ścisłe granice glosariusza.
Jaki jest zatem j'ego charakter?
Nie jest to
"czysty" słownik termin-o'logicZlny, kO'l1'oClntrujący się Ina atna1itZie teorm;lnów 'Ogólnych
z wybranej dz;'edziny. Ma pewne cechy sł'O'winika telrlc)'lkI~lpedycZlneogo,zawiera bo",..iem ha,s!a prz.eglądowe, informujące o k01JJkJretny,ch zjawi'ska'ch (włąc·za m.m hasła
omawiające
grupy etniczne). Wychodząc poza formalne
granice glosariusza,
autor
podjął prób~ wzajemnego przYlporząd,kowaonlila 'Slobie haseł, lIJsltaJefnJiarelacji między
nimi. Jednakże
lak()lnicZlność ,więks,z'ości h<l'SIeł, braik opr'ezelnitaIC.jik<JIl1JkUlrencyjnych
sloan'ow,isk iLel{}ccllycznycihw s,to'Sunku do omawianych
!>l1oblemów i nieod,wołYWlalnie
~;~ - w więks!zl()śai przYlpadków -' do kOl1lcepcji, ,z któ:rych wy;wodzą się rprzytaczane de £iJnrkje pojęć, \vsikoC\lZJują
mimo wSlZy&tklQra{~z,E'lj
na g1<lL'33JrUiuSz<l'wy
ozy leksykonowy charald.er te-go słownik.a.
Brak niestety 'Wyczerpującego
wstępu, ~tóry wyraźm-ie o~re'śliłby iuz,alSadtnił
d,obór haseł i zalsady i.ch powjąz-all1'ia 'oldłSlyła1cZJaJnlli.
Nte pod=1Q nawet, C'() jest powsze(;hnie przYjętym zwyczajem w tego 'typu pracach, jJilczby haiseł. Dobór haseł
uzasadnia aubor jedynie s'woiilmi oSloibi's:tymi f;slSc}"nacjami. Nie wymienia
żad.nych
obie~tywnych
kry,tf'lriów, brudno więc je <licenlilać.Nriemnliej, nawe!t będąc realtzacją
skrajnie
subiek:lywislyeznej
autorlslkiej 'Wizji przedmilotu, S'ł'O,WIlliik
winien spełnaać
pewne g€l:lleralne wymOgli kOHsekweneji, preocYJzji,W1ewnętI11Jllej1'O,gjki.
Joe:st to Sł'OW'Ill:,k
oC\lnltropol.ogicZJny,
a więc ·obejmuje swym zaikreSlem 5'zereg dyscyplin - przede wszystk'i'ffi aI'cheo:1o.gię, am'ul'lolpoIOlgięfizyoZlną, al1'tl1opologię kultUrcNi;ł, iingwiS;lyk~. Zawiera też pewną Hcz,bę hciSeł z IPsychołog1ii, socjologiJi, muzykologii. a Inawet pojedYJnc.ze lhaiSlla z zaikres'U :fiiaowfii (:np. ,s,itoiiJcy.z.m").Dość dużo
ha,leł Izdaje 'się 'Wyk,r:ac.zaćna,wet poza zakres anibooipologii --zW11aislllc7JaI
,liicz.neIhasła
7z:a,olog::ii (np "amehiJJ", ".:>talwonogi", "owady", "pte'I10dal~tyle"), geołogii, pojedynlcze
had a z geo:g:raf:i'i (!lp. "Góry AHajISlkie") Dla ich obeClnlości w slo'WuJi1Quani'wpologicznym trudno znaleźć zadowalające
uzasadnienie,
podobnie
jak i dla takich
haseł, j<llk "heraldy,ka", "żyr·ie" <l11ho"greaki bóg" - hasło 'WY'jaśni'Ol'lejako "termiJn
po'l.C),cznieużywa.ny w oruniesi,einjilud'o kQg.a.ś, kito jesit 'uderzająoo przyslto.jny weodlug
nordy'ckiich standał'dów".
Poniższe uwagi diOltyazą 'nlllelmallwyłącZlnie haseł zzakiresu
antrolpol1ogli!i',ku1!tlUłrowej. W obrębie tej gif'UJpyhaseł au;I'Clr UJwllględniłnli,eki1;óre ISlubdys,cyplim,y,kiC'fiUJnki
i :szkoły ,~tnologiczlne, Itermiilly Qgólne o~reślające zjalwiilska i proc'esy kmllbuDolweoraz
(w niawielkiim 'sl1;opn!ilu)
ellmJiiez1ne,
tenminy ogóLne zzakiresu
0I1g:2ini
zac.ji społecznej,
mO'5iulI1kówkreWlr.liaczy,ch, ma!łżeMtwa .i rodziny, mag~i i r'eIligili. p()ll1adto autotl" za-



282

RECENZJE

mieścił wiele' hc~seł p[lz-eglądo.wy,dh, odino;szący'c''l się be'zpośred:nio do konkretnych
l_jawi,5k 'i' wy;tv,:,OtrówkuJtUJr~wYlch (a n~e &Wi!1JQ.wliący<C!1
i,ch teoreltyaznyc·h uogólnień),
" nawd
tubylc.ze nazwy lokalnych
bÓ9tw, obr.zędów iltp. MO'bna też wy·odrębnić
g'.'Lipę s:!oE'lr.s;zy'chalseł przeglądowych
przedsltawiających
d2ln'l d:ziooZli1nę kulitury
w j2'j etnicznym ,czy tcryi~IQ,rj;allnymZlróżmj,cowaniu (np. "religia afrykań'ska").
Osobną
k<~lteg:Jrię 5'taJnow.ią h:lsl'aomawiając'0
poszczoególne gl'Upy etnicZJne.
'Wyli{:lwne I'vd!z:Jje ł13J5el łlJi,e 2!ootały p'oltlraktawan~ pr.zez eltitr,lra pr~p(),rcj.ona1':lie.
Nic .z<t'dy,vala wybór ·ha·.3eł d'otyczącyClh suody1.>icyplin a[1k'::iPolog~: kuJ:t'Uro'wej. Brak
:u m";'n. has'2l: anł.ropologia
ekoonomiczTIoCl,;lrnJt.ropc;l,ogia medyczmta, czy a nitnllpoI{)gia pO'lityCZIn<",i:eby IVY'I1i(~nić tylko kilka iilp(v~ród silnie już ugruIlt,owalnych dziedZltl. W żc1dłlJsj mierze Illli'e jeslt wyc'zcrpująca
gl'upa hasel odno.szc!cych się do kierEnków, szkół i melted etno10,gi,cznych Nlile rna osobnych ha3el: ewolucj.onizm i 'neo(;'.V·olucj(J,niZJm, a lc..ni;,e ewoIUJcjon.j:'ty,Qz,ne zostaly pokrótce ()mówi,()l1'~ w ha,;·łach:
"E"\v1011ucj,a kulltl1lro\\la",
"erv./ollucja
li'n.earna
,;ewolucja n1'ultilinea.~·.nan i "c\v.~)lucja
kultuJ'Owa unilhncaf'na"
Sk,,();nne :Iniolrma.cjc: :na 'temat s,z,koly kuliturowo-hist:lrycz:'l'ejoraz;l:lnych
or;-entacji dyfuzjonilsllycznych
za'w-a::te ,są w hasłach:
"dyfucja",
"Kulturkreis"
oraz ,.heliolityczny".
Ponadto Hutor znmieścił hasła "teoria funkcjonalna", "te·oT'ia funkcj.olnalno-sltfluktulfalna",
"p2Irtyku\aryzm
hiISlt~ryczny' i "ma'terialil!n
kUltUf·OIWY".Nie IT.a 'na,t'o'inias't hais€ł 'O.lTIla'.vuającyoh:tak .W{l.żne orientacje, jak st.rukturalizm C. Levi·-St:au3sa, fJ1lur;tbadań illDd o'S·obowością i kulturr], czy teonia arcałó· •••
·
ku.lturowych,
choć uwzględnione
ZJo~taly nic,kltór.e 'terminy ezą9t,kr;I'Ne wypracownrne
w obrębie Oislatnlich dwóch ISipolśród wymienionych
ukienmkowat1
(np. "wzorzec kulturuwy",
,,=s'Ob~;Wl0ŚĆpodsJta".•.•
,olwa", "Ia'reał kulturowy").
Sitosun:kowrJ sle;'oko, chDć
Jli0 w pełni za·d-owala,jąco tak pod względem merJltorycznym,
jak i sanH:'go dohcTU
heLSel, potraklbowaone .z,cl'~tały it,ermi.ny z zakresu .pr'oble.matyki pokrewie!'t!.S1twa, małżer1:;ltvva i rcdZJi'ny oraz magili i religii. W tej ols:ta'tniej girupie hasel {);nówiooo:J ·relig:ie Ui:liwerlsaV:styczIPJc',niektóre
religie o mrllilejszym zasięgu, jak hinduizm, SZi'lkizm, konfucjanizm,
a w§ród nich chyba niepotf,zobnie
tahunaizm
(dawna religia
hav"'ajska), SkOł1Onie znalazlo l5Iię mi'ejsce dla, h2.lsel: judaizm i ta'0'izm. Zlam,:eszczc'rlO
icilka haseł omawiają.cy.ch reli.g.ie e1tmiczme, nP. ,ire~ilgia Eskimo.-;ow". Ale czy s.Juszne
je';;1;\\'~pro,wadwnie hasla "religia ch.ińska", kitóre 'Cd~llo!si~l:ę.nie do relighi eini'Cznej,
a do kilku IróŻinlych religiii, w więks.zośC;i ujęty,eih w oddzielny.CIh haslach? Zbyt wiele,
moim 'ldaniem, za'mieszc.wno halseł '~zczegółowych, dotyczących
poszczególnych
zj;J'""isk i wy,twoc'ów kul/turowych,
w p'orównaniu
z ze'stawem haseł problemowych
n teQlr(:,tycz1'lych, Niepaitrz'cbnie aultor uw:zględnił tak wiele jedinostkowY'ch, ICika1nych
.nazw, które nie upowszechniły
się Slzerzej w l;jjbera1ul'Z€ etnologicznej
(np. "Kallofalking" - "morski potwór 'W miltologili e·skilffio,skiej"). Sądzę, że zbęcline są również
takie !hasła, jak "infar,mait'or" albo "utensylia",
wprowadzone
pmlwdopooobni2
w
efekcie tego, co au:t'or określa We ws1tępie jaJko 5Wą fascynację dla alIltrqpologi'cl.:1YCJl
banałów wszelki'ego rodzaju.
Ze"ta w etnonimów
uwzględn.i.onY'ch iPl'zez autora jesit bal'cliz.o szeroki Drobiazgo",'iiu,poitr;a:k;\.oIN·;:mo
grupy etniczno-języko.we
AmerJlki Półnoonej i PołU'dln1i:owej,Afryki. Azji FołuG':'lio'Wo-ws,chodnJi,ej Na1t:OImiaSitpomi1nięto s.zereg ważnych gJrup ebniczinych EUI'clpy. ~~pJśród ludów słow!ilClńslkich,nie u'NzględnionD m.in. Ro":ja:n, Folakóvi,
Słowaków,
a spoś/ód
ludów ,germańskich
NOl'wegów, Duilczyków,
Anglikó,v.
Fominięto
duże, ważll1e gru,py et1rui'cl.tn('Azji Śn)dkawej:
T~l,dżyków, Turkmenów,
Kirgizów, PaJsztunó\\:. Być moŻie tych oSltatnioh (zwanych też czasem Pa~laina.mi) miał
at;<.:;·£llkl myśl.j zamicl3iZ{!zając tajemnicze hasłQ "Patena"
Clmówiący językiem pasztu
lud, znmieszJkujący duż.ą c.zęŚć pn.-zach. P,akil5Jtau1Iui częśdi1owo wschodni Afg~ni':tan"). Ha:slo "Per's'owie" zo'stal,o pCltrakibow3lne wyląozn'iie miis:torycZJ!1iie.Natomiast
1

',

283

RECENZJE

Ihasło .,Irańczycy" odnim,i'olne znsrtało nie tylko do główn,ego trzonu miesz,kańeów
Ie'anu, dIe także diD ludności większlej części ALgani"tanu i zachodniego Pakis'uall1lu,
a więc nie oznacza g<l\JPYetnicznej a raczlej W'1póllnoltę jęzYlkową (języ,ki irail'skiie).
Tymcl2se;n jesL w s!:}w'l,iku oddziieJ.ne helsło "języki irańi&kie", w,śród których autolr
wyróżnLJ 4 IYJdg,lupy: al'Neotyń<,lką, ws,chodnią, pamirską i za'ohodnlią. Ni'cp,rawidłowe jC'olt zaliczcInie do }ęzyków pami'rskich języków pasztu i paraczi, nie wii,adolm{)
pCl'1c,cLJ, jaki język oznacza "afgań!'lki" (czy chodzi o ipasztu, który przecież zosltał
lU!: wyrnieniHYlY, czy mOLe o d,',ri, r6wnież nie należqcy do języków pa:milrskich'?),
JęLyki nU'I:'s,bańskie z'J,stały wyró2Jnione w ha,śłe "języki indo_ilraiJJsikie" jaik,ood['ębna
gmpa, ob'lk i<J~ciy
jskie i iroirslkiej. Na,tomialst w haśle "języki nuriJsItahsklie" aurtolr
8kreśla te' j,;zyki jalko podg.rupęirańls'kiej
grupy języków il1ldoeul'opejskich "nie
i,',ulskie") Iskll:nie, nicktćnzy badacze z'a:liczają językj, nUiristańlslkie do grupy [Irań<",iej, ,iWin!zaś wyodęb:liajcl
je }ako osobną grupę w ramacih języków indOlilrańskiclh,
jedndkże ,'Illitar pow'i1niClnbyć kcmsekwe.l1itlny. Zajęłam Isię bliżej jedynie grupą ha,seł
dotyczący,ch grup clllniczln1y.chi ję.zykClWyoh Azji Sro<dkmvol; mam nadzieję, że anaiogicm', hasła udl!lJ':izące się do i,rmych części śwkJJta mi~ zawierają
:ty'lu błędów
J

aicś(:i~::)l'ol;':;::i.

Meryt;x'yclfl,l

war:tość różnych

halseł budzi wiele

:_J'·:'Y.~~·~1'ującf:)11Tnc, ro ?bl.u1 o "\\,,)neg ,) glos:ariiusz8.,

m'i:ał

wątpliwości.
pra \\TO

nie

Wp"JawdzJi>eaukor,
pre,zenibuwać

SZelf-

"zeg')! :YJrCltyC2.neg:o
kex'lk',k,')tu wyja811iianyoh pojęć. Jedmakże w pr:zypadku itak niejldinolalacz.nyclJ [\ p, zy tym pClidstalwowych dla antr.opolog:ii kuLturowej pojęć, jak
kultu'",
jeLcE już ~upr'zc',"taje się na przyt,oczeniu jednej Ityl,k,o definicj'i (tu: kla:iyczllej dcfinicjL Tylora), należałoby PC,zYDi21jmniejpodać jej źródło. Nie może te'ż
;: dowal;l(: :lp. defini,cja mi':u, sprowadzająca
g'O do legend ebol,orgi<Cznyichalbo definicja f.olkloru j::iko ",zb":;ru U'St>nli'(~
prZCIkazyw<lnyclh t~c'idycjli. skladają.cego się z mieszanilny i)jJowiad,;.r1, mitów, legend, pieśni i prze'9ądów, kitóre prze:trwały z wcześniejszych tradycji rnagiczno-I"E'li<giljnyoh". ZarównD w tym ostatnim haśle, jak i ow
niekJtórych innych ,(np. "l<'ult przodków") zazna'cza się 'i'mpbcite nawiązywaniie autora
dD ujęć ewolucjonistycclny.ch. Dziwi zaltem, że autor nie zalmieś'C:Jiłw słowniku tak
\.'ażnych r1k, ew,olucjoln'zJnm kNninów, ja,k przeżytek czy Irozwój rówInoległy. Z pewnu:!ciq "liez,g'cdne z za'sadami kons<t,ruolwan1ilC1
deiUnicjri j1es!tOIbjaś!1Jie:nieislamu jako
,.religii ludów islamskich, muzułmańskich
i mahometar1skich",
niezależnie od faktu.
że wymienienie obok siebie trzech przymiotników
oznaczających
przecież to samo
(t"zecia nazwa przestarzała
i niewlaściwa)
Isugeruje jaikobyclhodzilo
o trzy grupy
ludów o róż,nych war:'ó\101tachreligii zbior'cw nazywanej
isla,mem. Błędne jest wyp:;nienil'': tE'L'minu "rodzina",
zdefinii10iwanego ide.nty'()znie jak "ma'łżer1Is1~wo",jako
,społecznie uz:nana wic;ź między jedin)'lm lub większą bczbą mężczyzną i jedną lub
'.viC;ksz,~liczbą kobiet". Zdumiewa w,ręez ostCl!tnie zdanie tel<'stlu ohjaślll'i:aljącego termin "e't.nns", )Qtóre zdajeslię 'zrównywaić etnos z eto'som ("l1ermin «eto's» jest obelcnie
powszcc:Jlniej przy jqty").
N::epeirJf,' i nic,lmn>,,1{went'ne je:?lt zazm<lczen~e relacji między hasłami. Auitor
;:1l'(Glslf)waltrzy rodzaje odesłań: 1) "czy:sle" hasła od9yłacz'owe .kierujące do odpowicd:1~h h<1sd tekstowych, 2) odesłainia pod tekstem haseł, 3) odesłaJnia w tekście
haseł. Czystych haseł odsyłaczowych
jest bardzo niewiele i ich dobór wydaje Się
dość przypadkowy.
Wyrażenia hasłowe złaźone :sformułowane są przez autora niekOll'''ekwentlaie, cz'asem IV szyku pnostyrn, czals!em OdWfÓCOI'.1ym.
Korzylsltanie ze słownika by loby ułatw;IQ1ne, gdyby w ,t.akich przYP21dkacih zamie:SZ!ClzonoodpoWliedlD[e
h~sła odsyłacz'owc. Wy,;c.lępują 'Cine jedna,k z'Upennie sporady!cznie. Uderzający
jest
też brak pmviązan'a
odsyłalczall1li \\,ielu halseł ściśle ze sobq związany<oh, często
bliskoznaczYJ:ych Ci na welt niemal synonimiczlYJ:ych. Wielk!Qść ha61eł sugeruje wielość

284

RECENZJE

zjaw:is.k, podozas gdy w ilsitpcie teranisny te odnoszą się do tego sameg.o zjawiJska
(np. "kult przQdków" i "rna:nizm"; "islam" i "malhometJaIIlJiz.m").LkZlI1e termilIlY
blisko.zmacz.ne wilnny być z.rcduk,owane d,o haseł odsyłac.z.awyoh, z korrzyśdą dla
wevJlnQkZlI1ej l{),gtiikii komunikatywności
.słov.n.nika. HaJSła :azą.si1Jkowepowinny być
przynajmniej
pow'JąmlIle odsyłaczami z ha!słamr nadT1zędlI1ymi. DzJi'wi fakJt, że nie
odes~atno do skbie ,takich par pojęć, ja,k ,,kuzyni równolegli" i "kuzyni. przeciwlegli" alko "lew.kat" i "slororalt". Wydaje siię również, że autor TIJieprzyw\iązywał
w'2,gi do d~kł,adnegosfopmułowan:~a
wy'rażeń halsłowytclh, do których ,odsyłał w 'tekście haseł (sttOisrują.c'symbol q.v.). Nie wyodrębnił
khinną
ClzciOlllkąi w efekcie
przy wyrażelni,a1ch z!ożJ\Jlnyc!htrudno nieraz domyślić slię, ile ezł,onów wyratżenia ~tanowi ha'slo. Dość częst,o zdarzają 'się r61W\nież nieprecylzy.j.ne odCiSłaiDi~do haseł,
kltóry,cL.'1
nie ma w przytocwlIlej wersji - jako wyrażenia haJsł,owe występują w innej posita'cr i SpOTOtrudności na\;~ręcZJa ,ilch ods!ZukamJie NilClkitÓtry,ch
w ogóle nie ma
w sloQ\V1n:iku!
Co najmlIliej w kilku przypadkach ItOSi<llITliO
hasł,o z,o.s1tałopowtó'rzone dwukrotnie, w różny'C:h mi,ejislCach- .są ·to pomyłki zby,t licz'ne jak na iSzezególne wymogi
doklad'noścl i precyzji stlalwiane tego ItYIPu[publikacjom
Podsumowując,
należy stwi~Tdzić, że Wlielkii niewą~p,Jiwie wySiiolek badacza,
Móry saiTIooidiziellntie
opr2Jcow.ał słownik obejmujący tak szeroki zakres problema!tyki,
nie przynióls'ł jedna'k :wdowailsjącyoh rezJUltatów. Ttego 'typu słownik mógłby okazać
się z pewlIlJQ,ściąbardw poży;toecz.ny dla studentów e.tnolo,g~i li innych dyscyplin po~
kr1ewnych, gdyby był so1idlnJi.ejoprac'owany. Broak .k,onsekwencji, liczne niedokła:d!;lOśc:ia nawet rażą.ce blędy merytary'ezne nie cZyInią go jednak godnym pOII;ecenia.
Toteż, wbrew ibemu, co pr'ZJe!PO'Wiedzialw dsltaltinim zdaniu prrzedmowy do słownika
C. SCGltt Liltlt!et,OIll,nlie sądzę, aby egzemplarz Anthropological
Glossary
z "oślimi
ulszami" mial znajdować się w przys1złośd w zasięgu ręki każ,dego' antropologa.
Danuta

E. M. M u r z a j e w: Slowar
Moskwa ;11984, S'tr. 653.

na rodnych

gieograjiczeskich

Penkala-GawĘcka

tierminow.

Izd. "MysI"

Autale jest wybil1mym geografem wy:różniającym się slzc.zególnie badaniami terenowY1mi rozległych poładi Azji. W oparciu
zebr<:lne matter/ialy z liclZJny{ihpooró?y Inaukowych <Cl!publik'ował5oporo celllnyeh pralc. Do najwa'ŻniejlS'Zych naJ.eżą nasltępując~: Sriedniaja
A.zija (1947), Mongol,skaja
Narodnaja
RiespubWva, jiziko-gieo-

°

gl"aficzeskoje

opisanije

(1948),

Nie,protoriennymi

putiami

(1948),

Siewiero-Wostocznyj

oraz Putieszestiwja
bez prikluczenij
i fant,a.stiki :0'962:) Ze względu na .':Nią nJie.z<l<pr'ze:czallDą
waIitość, pr.~wie wszY9'tkie
doczekaly się wielu edy,cji, a .niek,tóre zositały prz'eHumacz.one na ohce języki Za!Znaczyć na1leży,że I3ltar~IIJ11iem
PWN ukazała się u nas w 'przeklaidzic MongoLia, opis
Kit aj,

jiziko-gieograjiczeskoje

jizyczno-geograficzny

opisanije

(1955),

(1957).

Już od 45 lat .profesor Murzajew zajmuje się też \Zagadnieniami pochodzel1lia
Inazw ,geogl<llficznych i w l1Je'jdziiedziJnJiema również !powaŻine osiągnięcia,. Wystarczy
wspoJTlJDiećo jego świetnej pracy pt. Oczerki toponimiki
,(1974), w której omówił
ogólne problemy topOOl.dmaJS!ty.ki,
jej roz.wój ihllstory,czJny i zna.czeni'e dla geografii.
PoOuadito pnzy;SJtępnie wbra':z;cxwał roJę na.zewnicltwa tlUliejscoOwegooraoz anaftomiomą

RECENZJE

285

le:k;oykę ludowej termi;no.logi:i geogra.lJiic:znej. Niez.aleimie od ltego zapozinJał czytelnika
z etymologią nazw stref roślinnych ZSRR, z kształtowaniem
się pojęć geograficznych
odr'iOi~niedo Nizi'ny W',slchodni'oeuTopej,skiej, ,rlE1puhlliik
zwiąiZilwwych i aUJtOlr1!o:mieznych,
ja,k też Mongolii, Sii,nkiangu 1.Wiieitmamu.
P'rzys,tępując do prezentacji
jego oheane,go dzieła war,to prlzypamnie'ć, że myśl
o opracowaniu
słownika ludowy,ch termilnów gCIClgraEczmyc:1nurtowała
uczoil1ych
rol3Yjskich od długiego czaisu. Jej początki sięgajel polowy dzilewiętnas1t,ego wieku,
kii'edy to i'lany geograf, J. W. Chanykaw, zwróci] się z talką propolzycją do władz
naczel'nych Ros:yjsk,iego Tlolwal1Zys:twaGe'ogrIGlfiCllnego'.Mimo ni'Elpowodzeń za:mierzonego przedsięwzięóa
nie zaprzE!stano wysHków uwieńcz'onych po wielu lcaltach powodzeniem. Przyczynil ,się do tego nliewą~pliwie ceniilony pr,zylwdinl'lk L. Ber:g, kJ.tólry
w 1915 roku P"zypomniał o wartośiCi pra,c z dziedziny 's,łowni:obwa dialektololgkzmego,
n;lIrzcczo'Wcgo i gwal'owego doityazą,oego pojęć geog;r'alfi,oznyclh
ReccIi1i ,oW3Irl,ych
słoWlnik jest przezmalczony w pie:rwszym rzędzie dl3 geografów,
topografów, geologów, etlnlQ:grafów, ped3Jgogów i języ.koznawcĆlw. Układ zawa,ritycih
'W nli:m h3seł przed'ltawia się nas,tępując·o: 1). Nazwy, ~ch defini:cja i pochodzenie.
Wszybl~kic hasła są P[/~ytoClz(me w lliczbie ,pojedynczej, ,oprócz r,zadkich wyjątków,
np. "bury mo,gilniki". Ze wZJgllędu nel falkJt, że naZJwy ludOiwe w odróżnieniu od naukowych lub It'(;chniczmych ISą wielozmaczme, podaje siię w mi'alrę możl'iwo:ści kilka
znaczeń z do:da1tkliem oklTleślelnia olkręgu, l"1cpubJi:,kliHid. 2). P:alral1c[izmy językowe,
np. "dag" w języku turkmeńsk;ilm i azerbejdżań:>ki:m zna,czy "góJ"a", w uzbeckim
,,'t-Olg",a w kBlzachsikim "tau". 3). E'tY'.mologia, jeżeli jest Izjnail1Ja,
DOItyczy problemów
trudnyeh, clę,lto kontrowersyjnych,
zwłaszcz'a że brak jeśt odplowiedn:ilclh publilka,cji
odnoszący;11 slię do więksZOIśd języ:kÓlwnar:odów ZSRR. DI,altego w wy,padkach wątpliwych i dyskusyjnyeh
:Q,~ra'nii!czo:no
ją do milnimum. Jako przykład napo,tykall'lych
kOlTlipFkacji niech pds'łuży ol'miC'lńskii "akin" żródł'o, poiclzątek Irzeki, z tym że
podstawowym
znaczeniem
wyraZJu "alkn" jelst "oko", ,może być !te,ż ,dziura"
Tak
F;:aJnosłowi'3ński wy,raiz "oko" - "oazi", lilt:e~ski "alkis", co OZJnaClZia:
ok,o', a w geog'ra~ii ,żródlo", niezaJmarzając:e mJiejsce w rzece i 'tzw ,,KlIko"w błocie. Tadżycki
"czaszma" źródlo, sltrull1ień, per'ski "czesZJme" o tylm samy!m zmaezeniu, ale
w rdzeniu '010'wa "czaSZIm", ",cz:es'ZJm",zawarlte jest znaezeniie "oko'. 4). Wyka:z nazw
gcograficzlnYClh utworzonych
p·r:ZJezdany termin i ich z'alsięg. SltwierdZJOIllo,że rOlzpowszechnienie <J:ntroponimu jest wię.kJs1zea:ni:ile1Ji:
topOlllimu. Tę ró:imicę tłumaczy siię
dwiema przyc,zylnami: pO pierwsze, dany tellmUln,wlSltał już zapolmniany przez ludno'ść
miej:s'cow;,i, która zna dobrze toponimy swego I'egiOlI1ui wiele słów ZJnika :sitopnlioW'O
z ję.zyka POitocznego pod napon~m jęzj'1ka liIter3!ckiego, a po driuglie wi:e[e toplOinimów
przE"1iesiono na ilnne tereny dz,ięk:li'mi:g:f'3lcjiludmości. W ten sposób nliektóDe terminy arabsikie wch~dzące w Elkład naZJw geograficziny'CIh zos,tały za,wleczone przez
llisZJpanów do Ameryki Łacióskiej lub na Fil11piny, gdzie łudność do dnli'a dzisiejE;lzegopGlsluguje :się nrimi, nile wiedząc o ich ar'1ł:is:kim pochodzeniU. Podobne zresztą
''ly:ra,zy ro.iYjskl, kszJta!tuj;. wiele t:oponimów'na Alaslce.
MiC'jsCQWOŚC1,
jednostki admi1nii.o:ltr:a1cyjne
OC31Zczęśdiowo obiekty geqgmfi.czn:o-fizyC'zlne, 10tó::'}'cr:naz'vy wymioniono w hasłach słOIwnika, odnoszą się do republik
związkowych nie ;).., I',adają,cych podziału na obwody, j.ak ~e;ż do kr:ajów, obwodów,
nepublik iokn:gó N autonomic~nyc1h, a poza granicalYJli: ZSRR do tych, czy innych
pafrsltw. Podst;;'wo wa cZQŚć obiekitów gee>gra.lJi1cilno-fizycznych z.oslba:łazlokalizowana
według jedno',;ek naturalnych
(Ticn-&z<lm,Altaj, Ural iltd.). 5), Odisył3,cze do terminów bliskich e) d", pochodzenia lub ,illllaOZell1Jia,
ałe umlieszcwlny:ch w innych hal'Jłach słowniika, inforimują gdzliie należy s2Iukać dalszych objalśni!eń, np do sło,wa
.,!Jaled" - 2>ob2lcZ"lód", "ncvsłud" i "taryn". Ten ositatmi jest pochodz·e,nia jakuckiego
7

RECENZJE

Przy

opr,acowywaniu

k :órej

wykaz

ź,-ód:el



zwy

a:tykułu,
np.

·adsybcz

d .v"~ cyf:'y,
1 ~I t,81~ÓW

wyja:l::'<'.

pierwslZ<\

doity'czy

\\'ydań
je

w

lub

diakJryltyc,zne.

wydaniu,
jest

spotyka

się

często

wł'aslDle ':lustrujące
uiywane

g(·ogcafkl'.oą

z b'ady,cjam~

~:rzcz narorły

ZSRR,

z iJnny'~h

:E)uropy

i Azji,

zaCilIJWa'!lI:e ujed'l1Joluc'Qnej
pełną

sprzeoczl[\ości.

oficjabych,

jak

fonny

Dla

nazw

stanol',v,i

w

wodzie

<;i,lzslkim dwa

w AZ'€Irbejdżani'2
Hi;slto,ria

przy

pis10wni

nazw

Ka,za{)hskiej

Ma

fO'lmy

Afgalclls'tanii1e

pi,szą

z język"

na

język

jesz~ze

T'<1lSzkc'rut, p.;dezas

Raku

u Azerbejdżan

"Bd.ky",

Termil,ly
gdy

została

gidy Uzbc'cy

W

OI'.tai'::'lI:'ch lak,-::h
leksyk:

we'.viną.tr:z

to

sarno

-

"Aszgabait",

g2

J. Tołs'togo:

Sluwianskaja

Slowa.r

gicograjiczcsk-:ch

zena:

BieUl.1·u.skija gieograficznyja
gieograji2zeskich
i L. G.
jednak

Wydrukowany
n.iejszy

z wszysi[kic,~

ZSRR

wyn,i'c':Jić

tisrminow

nazwy

tiermi-now

obSZemlE' i

w
tu

gieograjiczeskaja

w',ele

(Mińsk

w

kUl!sywy
pi~'~.vsly;n

Sibir

slo'Wll1ika
kursywą.
nawet

ma.
'fZęd.z.ie

(M
(L.

1969),

10970),

1971), E. A. Gr1i:go.riana:
i ma1.:iecianskich

giEGg7"aficze~kaja

K,iszy.n~ów
do

cyitatach,
nie

rnp

mo.noo,gmfit:. dOItyczących

tie,rmino!ogiju

Zapadn:;j

bol.gar-skog-o

N1ilew~1koj: BaltijskCija.
zbyt

Należy

tej

forma-

"Toszkent",

wydzdelone

w przYll<lcza;nych

Orle Z'.ap:l:yc;:,clne,

OJpu,blik::>wa,no

og'rafi c 2.':12 j.



zaś

ory:gii.nal'ne,

u TUllk~e!lów

halsla

w ob-

wzb8g,lc~lna

nalzwy

sw::>ją 'sto1icę

rówmi2ż

nazwa

Dż,2~ałabad.

nazywają

objaśnienia

zrobi.ono

z ktÓI~y'Dh z ~stały

w źród,ła;ch,

dO'V'/y
N.

geo,g,aiicznc

uj2c,n'0li(;'eJlia

źródła,ch

DżaliaJ-Abad,

-- u IV[.ałdaw:.an "Kiiszineu".
Ponadto',
wśród
\.v1'€llu nazw
włąc1zOlnych
mOŹJemy 1.'1P,;)tl-,"'ać
zró,:!nicoO.vaną
piSOWllli:ę, np. Dcllaj Nur i Dalaj-Nolf.
W celu

w

Kara-kul

łą~z;nl:e

kotÓrre zni(O'ks7Jt.vłcają

się

historię

SHR pl1ZeWalŻa pi-

!S'aJ;nym {jlbWCidzic j.EI,t miasllo

AS7.c:'Ja;bad

lek!sykę

okazało

to Iswoją

miasto

!CI

(M.

bu-

książkę

lVI. F.

Ro-

1. J

Jaszkina:

S!ow2r

miestnych

jazykaw

t;crminof'Jgij(I

pi-

s'ęg;nięcia

łą'cz.Oial li d!<:Jtego, :na :przylkład,
jed'Em wyraz,

w

i piszemy

w

wlącz!OIT1Joter-

przyjębi.~

W Kirgi'skiej

'na'tomiast

naz.\'I

pOd31no

trudne

DŻlaElaohad,

mówimy
-

zachowano

2:lróżini,oowana.

egzonimiczmymi,

Geogra<ficl'ne

Bardw

W t)'lm

albo

:z. języków

słów

,:IU spotkać

wLalsnych

po-

językowe

m~żna

wyrazy.

tli.:macZ'2I1

mi .tra::iy'cyj;nymi

Hasł'o

,i flińsk:;.ch.
,terminu

li:tery

w nl:lniej-

występują

,przekaza!!1ia

Dloaltego

półno(Jnej.

oh\o\T'Jd:zie dż.:·mbulskim

ich

pCCÓwin aWCZi3: wymagała

krajów.

Afryki

s';:)'N:,Tia rJz,d'ziEI:lTlia, a w .::ąsi(Oóniej

'Się cyryllicą·

doda,tk-owe

łacińskiego.

dalnegJ

też

jest

M. 1964-

ZSRR. Do słownika

aile me,toda

mi'ejscowości

'aile ,j I:ch pi5o'wn'"

Karaitau

celu

kartografii

Lalc'zenpn:iętych

1963 - 1973,

wyk'orzystanlia

baEty'cbch

akityWl"lO'ŚĆ topomimi'czną

zgodnie

do "T~·:lteTiałów

w

germańSlkidh,

t,OImu albo

jazyka,

po'sługuje

gdy

si~

il,\tnieinia

M

miej

i alflalbeitu

b.rzm.ie-

znajdują

pr,zY'padku

ZSRR

a w objaśniem~adl,

pi'OIJlwmię łaoCiń;ską

romańskich,

1959. Jeżeli

iostatnieog')

do

nali f«){k

peŁne

jeŻJeli

ru.sskogo

możliwości

ogr'an'Jc:z.JlnO Isl;ę tyMk,o do cyryl,;lcy

H)w'niro~syjskiej
m:':'ly

było

Z·<lJW:llCw pi!Slolwni losyjskiej,

pa:alelp.,
n3zwy

nie

M.



namdów

pewnych
pełnej

numer

S.oczinienija,

s!owar

wp',owadz'Olne

a
W

pierwszego

E.timolJo:giczeskij

Pcniew,;~ż

z21chodJni,ois·iowiańsk'C;h,

wyc1~'~i,2,

W. W. Bar-told:

p:zypadkach

jego

j.azykoznanija

wyd3Jni~l.

zami,eSlCcc}:n::J TlumClry

ni'ekltóryc[.'l

szy:n

lub

druga

więk'ozioiŚć rÓŻJ!1.njęzycZlnych

Jcdn,a,kże

dane

tOI.11JU,zaś

pr:zedmilOltu,

to pLzYI~a'D?:a s~ę jej

nUJ.11er tomu

Fa:"nlE:'r:

czasopisma,

stawian.~kog,o

np.

lilteratury

<:Jids'Y1aIClZ'2
do

beiz uwz~lędnii>E'nia

na:71wa zibi,OJ'll lub

myślm.ikiom,

l - 8 ('w 9 kr.l:goC;,ch), M
- 1973, l - 4.
Jalk wiadomo,

tekstu

d'oltycLy. monografii:,

naJ.iltępuje

lub

z ,obszernej

It~,go poj.ed)'lncze

mi'ejs'cu

Woprosy

Sb.

w tl"kści'2

oddziej,ając

znaki

im

wy{hllniia

to

korzystał

Oprócz

w OdlPowiedinim

R. Ekk:eJlt:

! o:,;'U

a'uitor

tekstu.

ale 't{)lVarzys,zy

wy,dicnia,

vi'f

do

wyji21śniane

n&tJmia3it

r :2. p,)

sWw'wka

aolączono

(Ęre\v,m
1974). Nie

1975)


to

l':} '::~, )~J.i~'~:; p.'a.::e."

o!bec:lie

51: N'D,ik E

.do'tychczao;,J;wych.

M.

Mur.zajewa

Stalnowi

pnycję

jelo,t najwiękbzy
cenmą

i najwlsob-

i poszukiwaną

Fa-

RECENZJE

287

chowe i rzetelne o'Pracowal'Til' sprawia, że z pebnym zlaufanJiem moż'emy nim po,,!ugiw:l!' ',iq i odwo!ywa,ć do ,DI:IClgO
w I'a!zie kwestii :9pOIlny'ch. Powstał w wyniku
ciiugoletnich bc1.ck!Dautora pre NadzGnych w czasie różnych wypraw. Już od 1939 TOKu zbima cliD i segceg'Jje te Jli!'lY geogiraficzne, :ltClJrając .silę wyjaśnić j10h etymologię. W 19'j!) r. wydaino w Mo~1kw'ie SŁownik miej.soowych terminów
geograficznych
E. i M. Murzajewych.
Zniknął bardzo szybko z półek księgarskich
i dziś stał się
już bhUogr,lfic7n;ł n'adk,ośdą
Wywołał l'óWIJlIieżwie'l;kie zainteresowanie
za granilcą·
Oj teg.) C!.dl'U rninęło 2!6 lat\
naigrlolmadziłlo .slię !Slporo InO'wy'ch pOIjęć. Poza tym,
zeb. any materia! by! lJzlożony nieró'wnomionnie
wodnli'e.sieniu
do poszczególnych
l egiol"'lw
Najlepiej
pl zld,lkl wiono północne
obszary Rosyjis!kiej FSRR, Syberię,
Ka?ach;~Jn i AzjG Srrxlkową, nahmias"
słabiej rcpubbki bałltyckie, Białoruś, MJł··
c;[Nic;, G,-uzję
Lali ki Ws,c:hód U Yva,runkO'wane to byk> ilstniejąc)"mi w owych cza-:',ch żródb:ni
facho\Vl'j lite,'atury.
'vV cią,gu następGych lali autor ust,awicznie roz'~efzał l uZLJ,p:lni:lł .'WC) k" :i'O.tekc;nazw, która stała Się podi5tawą telfaŹiniejszego
,;\0;, .',iki\. Z:ozum:alc
Jc.>t, i,c nie wyczerp'..lj'e on boga,otwa slown:'c.twa na:rodów
ZSCiH, gdzie wys,tqpJj;c p:mad 100 języków.
Wykalnalnie t'ego ogromr.ego zadania
wy,,;,',ga ;i}by p~a('y znaczlneg" zespołu naUJkowcówi
wielu solidny·ch tomów. Niemni"j jidnak t<JKie ,LJwniki są niez:ni2rlnlie wartośdo'we i poltlrZebne. Nazwy ludoNe
SbDowi'ł ".1 całym świEo:e niewyczerpalne
Źlródło uzupełnj'ania
termi1no,logii geob~·afic'r,,'j. \Vysl.'YC'y W5pOml",:eć, że niektóre ok'i!e:śle:nia przybrały
cha-rakter mię0"yn;Ho<:!'Jwy, np. tund'a i tajga. Fównież inne terminy ,m2dą swój ludo'wy źródło·
'ló',\". TypJwym tc'go pnyk!adem
mOlŻiebyć ,lmOr8l",a" - nagrD:mad"'enie maite6ału
Sk2,:.'Wg:l t· an';>uri['YNI:i'll'gO przez bdow;le,c. Wiek tego dkreślenia
szacuje się już
nil. 200 lat, a s ,,;yini ka"zl'lniax'l sięga on do Lr.?ln,oulo,kliegiQ,;,łownlieli'wa
ludy>vego
z /,lp .;zwajC:i,rskic!'l, gdzie słowo "moraiine" oZln:acza wz,gónza lub wały z wymie.''lanych Riazń '\', pic:sku i maileriału ilas:tego u cz.oła, lodowca. W geo.morfoh:>gii
i geo'18gi: jl"'\. z'02lny iczęto
używany termin "kaldera" - rQ,zległe zagłębienie na
szczyo:.c, wdlkmlU 'vVyNcdzi się z hiszpańs-kl',e,go "calder'a" i pOlitugalskiego "caldeir-a" - kocio'!, ognisko. W serbochorwa,ckiej
literaJturze dotyczącej l>Jraisluuw",ględnio'iW te; ;ni n "bClg::z" - podlucmy lej ki asci NY. Lcu;al zapJ,żyicznlY z języlka tur2d~iego
"boga,:" - ganiło, ,V;lWÓ7,.cl'eśn'lna lub ujści'e Teki. Hamadz, - kamieni'si~a jJustynia (osłow,) aró1bskie), 5ahel - 'pÓł.pL1Isty,,,,ia,
pas przejściowy między pustyniami
Sahary;:;, sawalnn<lmi. \V języku arabsllv~m ,.sahel" - kvawędź.
Proce.; przenika:nia ludowych po'jęć [2ograficznych
dio termiln<olo'gii naukowej
tI"wa 'również ob2cl'1i",. Hydrolodzy iradzieccy posługują 's'ię chętnie lte.nminem środkovvoazjatyck,jlm "kar'alslU"
źródh:me wody wpływające
na p::dgófisrki;'ch równinach lub wody gl]'untowe tworzące pny wyjśCliu na powierzchnię
małe Irzeczki.
7r,ane s'taly się też [takie terminy, jak jakl'cki ,,3łas", turkmeński
"takyr" i karelski ,,!aida". Warlto przy tYlm zaz:Ili2'czyć, że topolnJimlalsltyczna aktywlnO'ść w zak"es,'e słownictwa
mel~12!Qlro,logicznegojes, z,nikJ.lla. Określenia
wia!trów ,m"2jscowych wyłorni!y się z różlnych malzw gecigraL<cznych, np. "szeIO'Dli:k"od rzelki S:=2,loln
wpadajacej
do jez.ioTa I1men, "saa'ma" i "barguzin" - od 'rzek SaT'ma i Bali'guzin
uchodzących
do jezi'Jro B"lj,kał, "sanicas" cd przełęc.zy SaIDit,a;3Iw Tien-szamie,
a "afga/lliec" - od AfgHini,sitanu.
Natr}mióHt wyraz "kamieil"
lub "góca" .zrodziły mnÓ'slt'IV·) nazw w formie
wyjśClioNeg:J apdht)'NU
góra "Kamieil",
m'ej'Slcowość "Gó.ra", z suLksem
"Kami*-'rnka", "KamicI1 ..-lk", "GIJr:sk", z prefii3'kl2lmi
"P·odkiaimień", "Prignrki", w słow;.\ch ZlO'ŻtYlych- "Kamieniogorsk",
'a 'IV :połąezeniach - "KJrasny>j Ka'm:ieil'" "Zielelnaja Go', ka".
W mi2j.sc;wej terminologii
zachowały
się lliczne słowa archaiczne
właściwe

288

RECENZJE

tylko ,rozny;m dialek!bom. Pozwatl1aOą 0Il1€ wy:tQlbić sobie z,danie o historii języka,
o kOlrutakta'ch ję.zykowych ci {) rozpTZeSJtrzencieniu tepminu. Jest ito nie zmiennie ważne J1li·e'tylko dla limgwilsltów, lecz równi'eż dla geogralfów.
Dla nas,zych pmfesjonalisltów
korz)"Śtający,ch z bogatej 1'terat'llry ge'ografi'cz:nej
ZSRR, "lowntk będzie niezmiernie cennym nalby'tkiem, gdyż umożliW:i im prawidłowe zI1QIZumienlieii przetłumaczenie
wielu skomplikowany,ch
terml~nów. Niejednok;rotm.ie zdarza .się, że w różny,ch prz'ekjlaidaoh artykułów
i kS'iąwk dolstrzegamy
sporo uSlterekwynli1kający,o:h wlaiŚintiez braku takich słfJwników.
Szkod:'!, że auJt'or ,ni,e podał ile 'haseł zawie!'a słownik. Naliczyłem około 4 tys.,
alenlie wiem, czy nie omyliłem się.
Roman Karczmarczuk

Robert BrenIton B e t:t s, Christians
Athens 1976, LyocJbe't'tu,s p.reSls.

in

~he Arab

Ea5't. A

Political

Study,

Nawet dlla wykształconego
P.o,laka pO'jęcie A:!"8ibałączy się wedle obiegowych
opiniii z religią muzułmań'ską. Swiat arabski to - przynajmniil(lj dla naszej części
E'uropy świat iisla!mu. To.,k ZJresztą rówlIJlież usibują go przedsItawić oficjalne
ośrodki propag>2;nldy państwarabskilch.
Meczeity, półksiężyCle, kotalni,cZlne ilIJwokacje,
zielone sztandary Pro.poka...
KIto u mas wie, że populaI1l1Y eg~pSiki ak!tor filmowy
Omar Sharif Itio w r:ze:czywisltośCi niejaki
Michel Shalhub,
Arab-c.hrzcści jalJliiJn,
o czym między innymi świ,adczy jeg'o prawdziwe j'mię? Słynme czasopismo egip&'ki~ "AI-Ahrnlm" zał,ożone zo:si1Jałow XIX W1iekJuprzez a'112Ilisikie:g-o
chrześCijanina
z Libamu, a w dzieinnik.aJTslklkh środ'Owis,kadh W:olpólcze(:megoEgiptu miejscowi koptowie mają wci.ęks.ze wpływy, 'ni:i:by 'się do 'tego ahciialno publicZl!lie przy,znawać.
Osta1tm.iz ojców Koścliio~achr.ześcijań.skli.eg.o,,św. Jan z Damaszku w VII wieku, by!
przywódcą ahrześ'cijan pod panowCllliemkalifów.
Rrzyjaźnił się w młodości z synem muzułmańlskiego władcy teokratycznego.
SI'edni'owi'eczni, bliskowschodini uczeni chrześciljallscy byli elitą dworów 'piie'rwszy:ch kalifów, na<uczyc!i'elrumiprzybyłych
z głębi pustYinmej Arabii i nowych w~adców. Pr,zekazywaJli im "Ikarby Illauki 'starożyfbnej. To w!aŚir.lie im .zawdzięczają Arabowie przyswojenie sobie traiktaitów ArybtO'teJ!e:sai Galena .. Jesz'cze dzJi;ś na a,ra!>slkim WschJO'dzJieżyje co najmniej 7 miliiQlt1ówC!hn:ześcijan [,óŻlllych Qdmiam ~ obrządków. Imiona, jakie nadają swoim dzieci·om ci mówiący od niepamiębny'ch czasów po a'f'<?Jbs,kuczy Ineoanamejsku rodzice,
są wzruszającymi
dQwQdami klh a.srpiJra,cji li niekiedy
jedm.o,Sltrolnnych loja1ności
względem świalta" ldóry Q tyah społeczlnościach poniekąd zapomniał. Chalfles, Joseph czy Lukreda
to bez wątpienia
clekity dzie.więt:nas'bowieczny,ch nadziei na
po!ężny,ch braci z ZJc:lchodu. Ale Q wiele '.starszą tradycję kulturową
prezentują
t'a'k,ie we:sje imion jak Bulu.; (Paweł), Butros (Piotr), Miltr,i (Dymitr), a także Al
Mu1train (Meitropoli!ba), Al Khuri (~sliądz) lub Bishara (ZwiafltIQiwalnie), czy Abd
al··Nur (SłUgla Swiatłości). Blask
umarłego
imrpemium anty,czneg,o znajdziemy
w imioma,c.h Kus'bc:mltin, Kaysar czy Rumi ,(R.z)'JmiaJnin) Epizod krucjat
wystąpi
w imionach Farar.dżija
(Frankoński),
Durian (D'Ori'ent) Duwayhi (de Doluhai),
Bardaw.iU (Bladwin), Salihi (K.rzyżmvie,c). WbaJśnie też ze środowiskiem dhrześctijalll
Blis,kiego Wschodu rne'którzy ucze.nti łączą imi,ol1a skr.omne, o.kreślające zawód
człowieka, jaik i!1p.Had-ad - K,owa1.

289

RECEN:PE

Tak p,zynajmnicj
do!wodzi R. B. Bebt6, autor ,SJtudium Chrześcijanie
na arab,/:im WschDdzie. j(1.;'iążka co prawda ma Ipodtytuł Studium
poLiJtyczne lecz w j'st{)cie Z<1wil€lrao,gr·omną ii,ość malt'elr!'ałów history'cznY'ch ii dalllych kUlitUTOWy.ch,które
są nader iI1lteresującc dla eitnog,r'aifa, zajmują!Ceg1o się BliS1kJimV\~schodem, szczególnie zaś jego cen1tralnym ohszarem od E.giptu po granicę z Lranem. Betts przekopał
się przez obfite pi,śmiC'oDlnictwoi dał zarys syntetyczny.
Temaiyczlnie jego pl1clca
'I': jak!umś sClnsie kccesponduje
z wydaną ~l~ZI€d laty w Bol'SIOe kisią,żką bHsko\·.·"chcdl~:lagOuczonego Azi.za Surya.la AitJiit, uzupełnia1jąc ją ,o szereg .f3Jkitów i ret:eksji. Altiya 'Pi~f.c zusadnicz·o o dziejach k'ości<Jłów ws'chodnkh.
Bdt.ts: porusza
t,',kże srp,awy ś\V:i·ccki·c, Ip:-z!ooe .wszyStkim zaś rolę chr,ześcijan-Ar;;/bów
w żydu
publicznymą swoich krajów. Tu przy okazji wypada wymienić interesującą
pracę
R. E. WaJic.rfielda Chr,:eścijanie
w Persji, kltóra daje wgolą,d w problemy cywilizacji
c;l'!'Z~·ścij<.,ilSkicjZ'llaj.dującej się ·od staw.żybności w Oł'bicie wplywów palli'"
ty~z:1Yl'h

lrc1Jnu

l.

Wr,;w'.lj'łC j('dn~'k do ehry:Jt'ia1n'izmu Arabów WeLda uważnie p:zeczytać
pierwS7,) część wy\\'·r:dÓw Beltts-a, w której pli~<;ze
·on o ,penetracji sta,rożylt<nego chrz-eściiClfHILwaw głqb Ararbii w rv i V '\IIlile~u.Autor chaTiOlklteryzuje. ówczesną grq imp'~rial:Ej o clpan,owJnic dróg handlowych, jaka 'toczyla się międzycC'SJ.'rza'mj· .z Kons:;.I!1lynopola<.,. whldcami per9kie:go limperium Sas~nidów ,ha, ohsz;alIaJCfldzisii,ej:s,zego
JE'n~c-nu
Eli(){:jii. Pl':chod;n'ł 'tej penet,racji
byle misje .chrześcijańskie
wśród
przcdmu.zułmań<;kich Arabów.
\V;9pomJim.a o ~łynnej
ka:ted'rze w S'a!flii1e,która
\1' V[
wi"ku j-;:,koby przewyższała
sławą ówc.cesną Mekkę, ośrodek kul'tu pqtnic1.egel poli,teistycznyc.h ts'Zcze~ów pustYDlnych i kupców. Cihiarraktery.zuje óW WCZe5!n)", nieort.odok:;yjny chrysltianiz.m arabski, należący do pdtęp~om'Y'ch przez s·obory
k:el'unkó'N my~hi teologicz.nej.
Podobnic jak '\Viellu innych aulto:rów, 'także Bchb wskazuje na :poLltyc,zne i ,cltn:~zn(' konflikty, kl<'\fc podsyc,a-ły wczeSlllochrześcij-ańiskie spory teologicz.ne. Mnno[i;:ylyzm z V wieku, który ZGl'Owo(:,owałpaws1smlilem 'Odrębnych k,ości'ołów, koptyj;kiego w Egi'pcie, a jakoibiekielgo '\II Syriii" był wyrailną neakicją na ip21nOSzeniesię
c,drninist;'cK:ji grec:kicj w tych prowincj~ch.
Podohnie ['lecz mi,ala się z nestorianiz:ncm. Przy czym zwoJ.el1ln4,ków Ned[ori Ui:; za. oraz sohrysiti'an/izJOJwarnych Iprzez
ś'.'·. G.rzegWZ!a Or.mi.:m, do li·zo:!a.cji wz,ględ€lm reszity chrześcijaństwa
zachęcało
;'l. nawet i z.mu;z.aL d()minują'ce na'd' 'YlI~mi
:pań'sltwo perskiich SaSJall1iidów.Beltlts zwraca U'N"'l!:(ę.,Że ucisk ehrze~·cijaln-lmon-ofi.zytów przez ·OrIitodo,ksyjny<dhcesalTzy bizanty j~kich w Egipcie i :"'yrii podobni,e jak rep'",esje Persów wobec chrześcijan
nestoriaóskieh
w Mezopotamii ulatwiły Arabom podbój ty eh obszarów. W porów"'3il"U
z dawnymi ;państwami tegio terytorium
islam obj.awj,ał !s'ię jako t::;y.sltem,nade: tolerancyjny
wobt'c nicmuzulmańS'kieh
"ludów Księgi". Języ.kOlWo Arabowie
bLż;;: byli kO'I~lomegip.,lkilm i mówiąlcY1m po 12jl'amejsku chrześctiij.alllJOlmz Syrii
i MezopOitamii,:iż
Grecy
PersIOwie. Ar-albowie, jak wspo,mniano, potrzebowali
miejscowyc,h
cihrześdijan. Duty'chczas'::J'we admi1nis:trJalcje królewskie
lekceważyły
ich jak'O hcrcityków i inr:':J'Nierców.
Tym niemniej nic należałoby przeceni'ać owej tolerancji islamu wobec olbrzymiej rz,~szy mie,'zk<.:ńców Blii"kieogo Wschodu i Afryki Pólmocnej, należą'cych do
~Ói::lych knśóolów ej; ".zdcijaó9kich. Tylko ,z,a pierwszych czterech kalifów .ro-zN:jała
s:ę harmonijlna syrn-bioZ'l miqdzy isJlarrr.em lichrYSJtiaJnizmem. Z,awierają'c 'trakta'ty
z pcdd~''llYilli chrzdcijański:r(
w Da.ma:S\zku i JK:TJOzoo1imie
kalif Omar pc'sJużył się
l Aziz
Suryal
Aliya, Historia kośCio!ów wschodnich, WaJrszawa
, Robin E. Waterfield,
Christians in persia, Londlon 1973.

19

"Lud" - t. 7l

1978.

290

RECENZJE

modelem podobnych poT·o.zl.llm!enmw:ierany,ch pr.zez Malhometa z Zydalmi i cihrześcijanami
już wczeŚ'l1iej, na terenie Arabii 3. Już 'W VIII wieku nO-sila się osadTllictwo ATabów-muzulmall1ów w Egi~ie
ci Sy.rii, maleje szybko .rola chrześcijańskich dwo.rzan, następują
k'Onfiskaty koocli~łów, CQlflaIZ
oko.nse'kweintll1iejzabrania się
budowy nowych śwfiątyń. U progu krucjat w SY'rii i w Egipdie mies.zka już mniej
niż polow3. ludności, przyznającej
slię do chTysti'alniiz.mu. Arabszczyzna
wypiera
aramejszc.zYZll1ę i da:wny język IWljJtów. Równocz'e!śnde jednak B€ltlts' dowodzi, Iii
chrześcijanie
bliskow:sdx)dll'li :ruie wywoidzą się bynajmniej
wyłą'cz:niez dawnej ludności osJiadłej, .z'21[labizowanej po muzułmań:skilm podhoju. W śn~dniO'Wiec.zmej PaleSitynie ma.Jeźli siię pOltOlrnkowie beduińskich
chrześcijan,
Ghassanidów,
kltórzy
'IV półirKJCnej Arabi!i u 'schyłku
.s'tlalfożytno,ści współpracowa.li zce.sars'twem
wschodnim. VI' Me:wpotami!i arabscy c1htrreścijanie w znacznej ·mierze wywodzji1j się z półk!OicZJowni.czyohLakhmi.dów z obslZaru Hiry na obr.:;~eżu dolilny Eufra'tu, z beduJińskich WSlpÓlll1.cllt
B2JOlUTall1uk, które pÓŹJniej w Sytrii :rniiały się stać początkiem
Druzów, a nadto z .szacowny.ch .sIpołeczno,śd chr.ześdijań'ckkh z Arabili P'O>łudniowej,
z NadŻJr'3'n,przesiedlanych
do MeZlO'pOtami,iprzez kalifa Omara I.
BeVt.;;nie zgadza się .z poglądami, iż blisk<lws,chooonJichrześdjan:e
niechętni byH
.zeczy\\~fr;tości\ jaką 'wyltwor.zyJ :bu epiz·od wypraw Ik.rzyżowy·ch Wliększość ich wolatlia :rządy Krzyża od Półkciężyca, a,czkolwie.k po włamaniu
się ,kr6łeslbwa je1'O!Zolimskieg,o niejedlOokroitnie go,rzko Q1s:karżali olnli chrześ,cijański
Zadhód 'o zdrndę.
Element niea,rabsrki, Iturecki, jaki przejmuje
władzę w b~li"lkowschodnLmświedie
mUDułomań.skLm, traktuje
innow:ielr-ców mniej tolera'l1'cyjnie. Specyfi-cznym efektem
krucjat, mającym t.rwałe znaczeniiie polityczne, religij,nIe i kultu.rowe je~t zawarcie
ur.ii~ zpatPiesr!;wem, dokoni2JOe w IJilbiJlI1ieprzez ()I1«JJo40 t}"s. ma'ronitów. P.zez Rzym
WlsltaL'1ie;to uznane jako rodzaj
moo·elu
pozyskiwania
odłączonych
braci na
Wschodziie. W Urbanie natamias.t społeczność maronicka
zatpewlllli sobie specjalny
sta,tUls, it.rwający przez wieki.
A'utor .Z!aUW.a.2'J21,
tiri: u.padek .cesarstwa w KOlOstal1JtYll1opolu
w połowie XV wieku
niejako "oczyśc.ił" teologiczną a'tmQsfelrę. w tej części basenu Mona' Śródziemnego,
otwierając
drogę Rzymowi do .realizowania
polityki
unii z ko,śCli,ołami bli:skows·chcdnimi. Z drugiej jednak s'tron y sufta!nowlie tUireccy, tworząc autonomię konfesyjną dla nliemuzułmań's,kilch poddanych
zwaną ,/millet", dalii ogrO>fl1ll1ąwładzę
oritodoks'yjnemu
p'8Itrialrszp. ISlt~mbuju, Genadiusow,i Scholariusowi.
Paltriarchowie
prawosławni
ze stolicy Osmanów bynajmniej
nie deiszyLi: się poP'ularrnością wś,ód
i'nnych tamte'js.zych ~Q;śC:i(}lówcł1'rześcijański'Ch, nad którymi sułtan dal im władzę.
S:t<ld ohwilami penetrujący
te obszary Kościól katOWICki!stawał się obrońcą nie
tylko katolików Wschodu, ale ,i schizm'a'tyckich kO'ściołów ni cpraiwoal13wny ch. Z drugiej jod:1al~ strony zbY't duże byly oba wy wschodnich kOoŚd!ołów'Odłączonych wobec Rzymu 'i zbyt wielka .nliechęt: adminiSJtra·cji tureckiej
wobec Zachodu, by
a'k'cje unicki'e mogłysi~
powieść. Jedynie
unicki 'Kościół chaldejski
(uiworzony
os:taJtecznie w XVII wlie.ku Slpośród C'zęści nestll'ri 8111) ·okazał się dużym sukcesem 4.
RelsZita 'W1spÓ'}.rudt
uni·ckicl1 !byla lkzebnie 'Słaba do czasów naj.nowszych. Wyjątek
L,'tanowili mar·onici w Libanie, zawdzięczający
jednak '\IV c:zJasalchlnowożyltnych i najnowszych swój wyjąltikowy statu:s bezpoś-redniej inte.rwencj.i FI1DJncjiw sprawy pań'.stwa Osmanów.
• Zob. Rudolph Peters,
Islam and Colonialism.
The Doctrine of Jihad i·n Modern History, The Hague 1979, recenzja
L. Dzięgiel, (w:) "Etnografia
polska",
t. XXX: 1986, z. l, s. 263·
- 279.
'Leszek
Dzięgiel,
a starożytnym kościele nestorian i jego spadkobiercach, "Znak",
nr 33a, 1983, s. 36 - 60.

291

RECENZJE

W rorozJiale zaty'tulowanym
"Odroozenie"
Beluts cha1raktecr-yzuje rolę koptów
egipskich jako pośredn~'ków między Wschoidem i ZaclhodeIJTI,peŁniących w okTe.9i'e
eksped)"Cji N,alpoleOJlla:na Bliski Ws'ChódfuIlJkcje tłumaczy, pooorcy podatków, ~arbników w gmj,n.ach wiejskich a itaikże kupców. Rola ·ta w,z.rosła niepomiernie za panowan;ra Muhammeda Alego, !dary w imlię 'i'dei u:now<ocześniaJl'liaE:giiiptruZ'I1iós!ograniczenia wobecniemuzułmanów.
Swoją politykę wobec 'chrześcij,an rozs,zelrzył zresztą na Sy,ri'ę i Liba;n, kltóre lIla krótko opanował militarnie.
Ogrtalniczył IIlp. rolę
Druzów wzmacniiając W1s'Pól'1'lJOity
maronickie, 'czego już pOOiem nie zd'Ołah OO!fnąć
admii'nislt.ratorzy tureccy. Bett:;; me !tylko :przedsltawia orama1tyczne OIlmliczności
wzmocnienia statusu politycznego ma:rol1!i!tówpo roku 1861, ale talk!że kreśli proces
wielkiej emigracj,i chrześcijan libaiLSkich powod'ującej s'topniawe z.mnJiej~SIZattlie
się
żywio,lu chrześcij'allJSkiego tam, gdzJie był on naj,slilniejs,zy. Betts przedstawia
akcję
tworzenia przez ośrodki zachodnie szkół na Blis'kli·m Wschodzie, gdzie pobiera naulci
lokaln.a ill1!todige.r.cjachrześcijańska. Jeszcze dziś prooonlt wykis:ztałoony'cIh chrześcij.arn
jest tu za'sk.akująeo wys10ki w po.równaniu z muzułmanaunli. RÓW'J1JOCZeśnie
jednak
zwraca uwagę na poliUty:kębrytyjską, stawiającą w Egi1pcie na muzułmanów, cZyim
zr;::"żasobie koptów, rterraz zasilającyeth'Slzeregli egipskich DlSJcjoll1aHsltów.
Pisze Itakże
o próbach carski'ej RosJi peuletrowania Blis'k,]eg,o Wschodu przez praJwosławie, co
p,'zynosiiio popr z£dir,ąodobre efekty w wypadku narodów bałkański,ch.
Penetmcją m~syjną Eumpej.czyków na Bl'iLskimWsohodzlie zajmuje się .obSzernie
w aspekcie rozbudzan~a 'nadziiei Ormian i Asyryjczyków w AnalVoLiJi
i półnooneo Meropoltamii s Betts przedsta1wia tra:gedię chJrzcśclijań'Sltwa bliskowschodniego w czasiie
I wojny świa;towej, ,kitóra dla wielu wspólnOlt sItala się &poleczną i kulturową kata:;troC'fą.Omawia podłoże ,dzi',;IiejSlzejwojny dOlmo,wejw Lib!aJnie, której ,k'orzeJJlie~tkwią
w przesadnym ,rozroście tery tor1ia lny m owego pań:siwa podJporząrdkowanego niezbyt
licznym w.sp61ndt:om chrześcijaon. Dowiadujemy się z jego wywooów ffiIIlóStwo na
ogół ni.e'znanych szczegółów z hitsrtorii okresu międzywojennego,
kiedy to chwila:mi
zanosiło się na utworzemlie SZ€iregu kadłubowyclh państewek dla mniejszości ,relig:jno··eltnicznych. Wobec tych planów osobliwa mapa podziału Palestylny po II 'Wojnie świa:towej, pr[;porJ'owana przez Organii.zację N~r'odów Zjednocwnyeth, wydaje się
't\\'O'l'emnader rozsądnym i rea1.i5,tycz·nyme.
Beltli tłumaczy, dlaczego w gIllli'1cieTZeczy w okre.slie m:ię.dzywojCll1lIly,m
'rozmaite
mniejszości religijne i e:bn;iczne na Bliskim Wschodzie 'Poczuły się bezpieczniie.
Wśród nich np. Zydzi j,raccy uzyskali wygodny sta'tus bynajmniej lIllie sikrollli'ający
:ch d'l porzucDnl'a zami'€lSz~iwalnego od czasów antyeimych kraju Illad Eu:firatem
i udawalnia się do Palestyny.
Au'.or omawiane j książ~i k,reśli meau1dry powojennej polityki pań!stw arabskich
wobec swo';.ch chrzC'Ścijańskich 'obywateE, :;zczególnie Egiptu NasiSiera fi Iraku pod
rządami i{{~lejonycheki'p. Po,dkreśla niemal wzorową loja:lność pale.sttyńskich c:hrz.escijan \\i;Jbec sprawy arabskiej, po,dobnie zresztą ja:k i lojalność kopltów egipskich
1l:kiomyśln;c lckceważ(llnyeh przez Nas'sera w imię jego paJnmuzułmańskJich haseł.
Pod kunic<: życi<Jst;~ral ,się on z vego wyoofać.
KOlH:uwe p;n:tic książki poświęca Betts "de mogTafiii Teligiijnej Egiptu i Żyznegio
Pólks'ię:~yCOl",daj<jc s'z,czegóło'WiC
TozmieSlzcz.€Inieoraz1Jioczebność posZiczegó1lIlychkoś~iolów chrzdcijańsklich:
greko~Qol'todoQ<ksów,
gre,ko...•
kaitolioków, jako:bitów, sy,ryjskich
katolików, mu,ronitów, koptóv"katolików
kOlptyjsk1ich i ormia,ńslkiclh ortodoksów,
• Leszek DzIęgiel, Wspó!cześni

Asyryjczycy:

'nowy

obszar

badań

etnografa?,

1986, s. 213 - 217.

, Leszek Dzięgiel, Zydzi i Arabowie

1982, s. 478.

w Palestynie

-

garść dat i faktów,

"Lud", t.70:

"Znak"

nr 2 - 3,

292

RECENZJE

wreszcie 'tzw. katolików łoCllcińskii,ch
i .rozn·ego rodZJaJjuproWst;}nitów. p.rzy każdej ze
wspólnot daje ·on wo;pókzeSlną charakiterysitykę 10j<:ulnościi sojuszy pO'l1tycz.nych, co
wyda'je 'się miller ważne dla przyls;złych bad3Jozy Bloi\5'kiegoWIs'Chodu i je~). ws,pólmlot
·chrześcijańskich
Kończąc swoje l'ozważania Beltits stara Siię usit<>su'llkować do specyficznej mi1ologii j;}ką wokół swojego pOlchodzeniJa budują pOiSz·c.zegól:newspóLnlOty chrześc'ii}ahskie. Czy koptowie to "synowie far.a'(JJnów", Asyryjczycy i 'katolicy chaldej!3oey to
"dziedzice Sennaheriiba Zle starożytnej Nillliwy",melkioei i O'rtodOlk!si!to nosii·ciele tradycji ces.ars!twa biza'n;tyjdkiego a marcJnLci szczycić się winni przodkami w po;sltac~
żeglarzy i kupców Fenicji? A może są ito ta:kże poltomkowie chrześcijańskich
bedUlinów z pustynnych wsopólnolt Ghas.sl8Jmi Hiry czy wysli,edlel'lcy z połudn~.rywoalrabskiego NadźraJn? Faktem je!slt, .że chrześcijani'e a,rabski-l'g;) W.s<chodu .zawsze chcieli
być pośredlJ1i·kami m!iędzy dwoma są!sii'ednimi cywilizacjami. To oni pnybLiiali Zachodo w'i Wschód. By1i admi;ralamli, tłumaczami i astr-ol'Clga;mi,i,ed'J1iowiecZll1ychwJ.c.o'c6w Sycylii, ,.indii'owali teologię Vi Rzymie, dawali impuls tworzeniu d'ę studió',\i
\)Tientalis:tyczmych w Paryżu. Ich lil.urgi" nosi Zlnamio()nac1talfożybne, kJtór·e błędnie
Za·chód b.ra~ za naledi<1łości muzul!mańs:kie. loh s?cz·e.góły mówii,,!nam wiele Q pi~:rws.zym ksZ:tałóechrzcścijańskiego
!fytualu, kitóry tak drażnił wychowanych na :innych
wwrcach
rzymskich pr<l:wników, admitnis.traJtorów i wojskowych. W 'sltud'i:a'chnad
kuHur.ową i spcleczmł ro.Ją chrześcijan Bli'skiego Wsochodu otwi,era ,slię wiele ·dzie,dzlin
wykI'lacz'ających jednak poza sprawy reli'gii i 'rytuału. Jak cho,ciaŻlby stolSunek do
percepcj[ !100wości ku!tur'o\vy,ch poprzez wykształcenie,
jak odmionlla jednak rola
kobiet w społeczeilsltwie, jak l'ozlli;czne uklady handlowe i wdzaj folkloru busine'S6u,
zwiiązalny z iJilbanem czy Syrią.
Książk;} Betts;} skłani;} dlO:refleksji i zachęc.;} do dak<;zy·eh~tudiów. Raz jeszcze
dowodzi, iż chrześclijoańs·ki Bliski W~chód prezentuje Il1l<Jjll1
·0 wiele
bogail!s;zepole do
dociekań, niż to się 1l1I:lpozór wydaje. Obok histtoryków, filologów ori€'J1ltalnych, pohlt,ola:gów ;i 'toeol{}gówjt'slt tultaj także miejsce dla e/tlllografa, Mó'reg,o studia mo,glyby
dorzucić ~1i'ejedną reflek_<;ję,ezy nawet próbę imterpret;},cj'i..
LesZ!ek Dzięgiel

G. A

P u g a c z e n k o va,

L'iśća UzekiJsta11u,

Taszkent

j'vluzej

pod

o~krytem

1981, 2i24 fot. barwne

nebom.

A rchiteloturnye

sokro-

i cZJc!lrno-bi'ale.

Omawiany tutaj album autorstwa
zmanej i ce.t1ii·onej w ZSRR d()Jkitor historii
sz;[uki s:talnoWii-- olbok ,podobnego opracowanego prze.z L. Ma:ll'k{)vs.ką,i .zaitytułow;}nego "Chi-"a" - drugą pozycję prezen~ującą w.spalni'U1le,ale dla nas mało ZIllane
zabytki dawnej architektury
Azji Srodkowej, :1 ściślej 'terenów obejmujących dzisiejszy Uzbekbtan.
Przyoprilcowywaniu
tego albumu zamiarem autorki nie bylo - jak slama 'to
zauważa lovewstępie - przedstavv1ietlie his,to.rili 'ClII1chLtekturyUzbekistanu, lecz krótkie .za7Jn<:ljomicnie czytC'llnika z jej li·cwymi i hogatymi pr.zykladami. Na ;te;renie
jl],teresującego 'll'<iiS ob::>.zaruiS'liniej'e bardz'o wiele takiich zilbyitków, z który'ch tylko
te najslaWl1Ji:ejsze, jak np. mi2.sb31~muzea- Samarkal1Jda, Buchara czy 'toeżChiwa znane są sze.r~zemu ogółowli. Jednakże oprócz monumentalnych
budowli srpOityka się
na tamtejszym
terl'nie !także wiele pojedynczych
porrmików dawnej arch~tektoUry,

RECENZJE

293

jak domostwa, małe wiejskie mecl'Jelty czymauwlea,
kJ'tóre - ,zidooiem G. A. Pugaezenkovej - reprezentują
wielowi'ekowe przy.k112JdypiękJnla a,rdhite.kton[.ezny'ch f()l~m
i bogactwo 'WZ'Q,rówdekoracyj'nych.
ALbum :składa !Slięze wsltępu obejmującego wprowadzenie do zalgadnieDlila',części
iluslt'racyjnej czY~i zestawu bar'wnych i cza'rno-białych fdlJografii o'raz koment,arza.
We wS1tępie aultc:rrka ZClJzn'2Icza,
iż źródeł pOlwstani:ai i rozwoju aJ1chi~1ciury środkowoazja1tyc,kliej nale:ży :slzu.kać w wa,runika,ch ek,oIogiieznych panujący,ch na tamtej!Szym te,renie Ostry, kOil1~Y'nenta~rnyklima,'t p()jwodujący, że priZJez ols'i'em mielsięcy
w roku panują tam inten:sywCle upały wpłynął Dla powstanlie zamknię1tego układu
domo3twa składajijceg;o się z cI~'olcz.onegoze wszy.sltkkh stlron weWlnętrzneg'O, dziedzińca, zadagzonych lhxmów oraz o:twa'rty'ch wera:nd. GłÓWlnym malte'riałem budowla'nym był Iess - czas'em łUpiemy, inmym razem stosowany pod postacią glinobitki
(le,,'s Tozrobliony WJdą i wymieSizany 'Z siekaną słomą), ale najczęściej ja,]"o pakhsa
czyli uf,ormo1wanej z mieszanlilny gliny i isieczki, a pOltem wysuszlOnej w słońcu cegły.
Używano drewna, ale bandzo oszczędnie ze względu na jego rZ1aldkość na ty'ch
suchyc'Job',za,wlch.
Kamień nlie był mate,riałem zbylt popularnym
w budownicltiwie
~I:'odkowoazjatyckim, a 'to ze względu ,nla małą jego elaslty,czno,ść w tej wysoko
naraŻionej na wstrząsy ~seljsmiczne streHe geog;rnficznej.
Dalej G. A. Pugaczenkova
przYPolmiina, że rejon, o kltórYlm jest 'mowa, był
miejscem 1ic.Zfiyc:hi burzliwych wydarzeń histlOTy,cznych. Przede WSlzYlstkimsłynrue
on z daWl:1ych ośrodkówcywi:lizacji
Itypiu miejskiego, które formowały się w pierwszym ty.siąclociu przed nalszą erą w Ba'ktrii, S.ogdzie i ChOlreźmie..
W TV stuleciu p.n.e. interesujące
nas obszary zajęły wojska Aleksandra Wielkiego zapo,czą!tkowując n10wy ,okres rozwoju. Na:stąpił wspaniały rozkwliit kuHury
oparty na elementach rodz]my.ch przemieszanych z obcymi - helleńskimi, irańs~imj
i indyjskimi, sitwa1rzając specyfic.zny ,charo;];!ter tego regi'CJnu Szczególnie silne były
wpływy greckie w a'r,chitekturze bail~t,ryjskliej, kitóra przejęła nawet porządek joński i korynoki, a1ttyckie pod~ta:wy lmlumn oraz motyw 2idohniczy w postaci liścia
akantu. Poza tym 'i'stoit,ną eedhą monumentalnego
budownidtwa śrOidkowoazjatyckiego ówczesnego 'ok,res'U był fakt, iż rzeźba, ,malarstwo i wzornic'two dekoracyjne połączone zostało w integralną część z lalr,chi~klt'Urą.
Wieki od VI do VITI In.e. ,charakte;ryzowały się spadkliem znaczenia miast środkowoc)zjatyokich. Powodem ,tego ~tanu rzeczy były rnis.zczące :najazdy koczowniczych
ludów tu,kojt;zycznych.
Donl'i.rJIująwltedy w,siie feudallne, które pows:tawały w pobliź.u silnych zilmków zwanych kyoshkami, lai w których zamieszkiwaili 10lkalrni książęta-dikchani.
OsmE' stulecie naszej e,y przy,niios!.o nowe i!Stotne dla !interesującego nas regi:mu wydarz'C1r;la.Inwazja A,rabów rniosących swoje po'słannictwo rel!ilg1ijlne- islam,
dopr:Jwadziła dCl opanowania terenów Azji Środkowej IWŻ na północ od rzelki Amu-Darii. Nowy, ceDltralnySYlSllem rządów kalifów, a potem kolejnych namielstników
dopro.varlził do ożywiElnlla handlu, a tym sallly,m ponownego wzr,ostu znaczenia
mi&,<it.Już wkrótce dCl najwa'ź,n'iejslzydh
IJ:8Jjwspanialszych można było zaliczyć
Bucharę, Samarkandę, Kyat, Termez i Chaganian.
\Vprowadz.eniie w tym okresie do budownictwa wypalanej cegły z jednocześnie
istniejącym w islamie zakc1zem p;'zedstawiania
podobllzn ludzi i zwierząt doprowadziło do powsta,n6!a 'i niezwykłego 'roz:wojude.senli abstrakcyjnych,
,głównie mot yv/ów geometrycznych
i .roślinnych. Uzy:S!kiwano je poprzez odpowiednie
ułożenie
cegieł - na płask, wertykalnie,
diagonalnie i w kształcie litery B. Do perfekcji
doprow,""dzono również wykorzysta'nie w celachdekJoDacyjr.ych
światłooieni.
W końcu XIII wieku <naSltąpiłpOlDiownyiPegreskuLtury :s'Powodowalny pO'wtarza-

294

RECENZJE

jącymi się <najazdami, tym razem koczowni'czych ludów mongolskich. Szybka asymilacja najeŹJdźców i pOlnowna stabilizacja żyda po1Vtyczno-gioS'podarcze.godopl"owadzJiły do odrodzenia i w dalsizej k<lInse'kwencjlinowego T'O'zwojuku~tury.
.
Okres XVI - XVII w .to dalszy 'rozwój miasit. W tym czasie sztuka budowlana
Inlie uległa ,radykalnym 2JmiaJllom i nadall 'trzymała :slię itrady'cyjnych reguł i schematów. Jedynym novum było pojawienie się i bardzo s.zybk:ie upo'wlszeclhnienie tak
.zwany;ch taq.i - kopull<:sltych konS'trukcji budowlany,ch na :skJrzyżowaniach balzar>Owych uliccek Inną ,ehalraki'terystycznącechą
Itego okresu, to zalnik budowall1ia wielkich mecwtów zwanych dżami, w kltórych odbywano modły piątkowe.
Kryzys spoleczno~polity,c:ony, jaki nastąpił w XVIIIS'tuleciu,
przerwał wszelkie
rodzaje dzJiałalności, w tym ;również i ar'chitektonicznej.
W 'tym burzliwym czasie
formowały się 'trzy państwa śl'Qdlwwoazjatyokie, a to Emirat Buchary, Chanalt Cihiwy
i nie,co później Chanat Kokandu. Orgalnilz.my te w coraz większym sItapniu zaczęły
wchodZIĆ w o.rbitę najpiierw handlowej,
la pobem pOllitycZJnej ekspansji
carskiej
Rosji.
Pośród Hcznych budowli wzinie~sionych w XIX li na początku XX w. szczególną
wartość posiadają domy mies.zkalne. Niestety, sitają się one, :odlaniem Pugaczcnkovej,
,z roku ina rok ,coraz ;rzadme, ponieważ wykonywane były z materliałów nietrwałych. Były 'tani,e i ba'rdzo odporne Ina Itrzęsienia wlemi, dobrze chl'oniły przed ,chłodem z'i'my i skwalrem lata. W tym frlagmencie autoI'ka podaje opisy domos'tw charakt'ewysltyczny'clh dla Buchary, Samarkandy,
Chiwy Qlraz domów z ,terenów wiejskich.
KOI1CZą'Cczęść wprowadzającą
G. A. Pugaezen.kova jeszcze mz podkreśla, iż
oprac,owany prze.z nią a]bum zawiena ty:lko część przykładów
należących do aircydzieł arc;hli,tektury i :sztuki, w kltórYich 2lnalazły swój wyraz historyczne dośWi.adcz{'nia wielu geIIleira,cji. Nieikltóre z prezentowanych
pr,zyk~adów ujmują prostotą
i ha,rmonijno'ścią formy. lilnne - j'aJkJolściąmaterii i śmiałością kom:pozycjii.
Za1sadnkza część lalbumu składa .s~ę z 1224, w przeważają'cej więks'Zoś'Oi barwInych fotografii obrazują,cych TóŹine zab;0tki tradycyjnej
'alrchiitektury,
rzemiosła
li sztuki dawnych budowni(:.zych Azji Srodkowej. Zdjęcia uło,ż,one są w pięciu grupach, z któryclh każda prezeIl~uje jeden .z regilonów Uzbeki~tamu. Wprawdzie autorka
.zwrócila uwagę w częścli wpr'owa1dzającej, że więks2JOŚĆpr21ewodn1ków przedc5ltawia
zabytki pochodzące z Itych nlajhaI'dziej ZJnanych miast, to jednak sama lIlie ustrzegła
się od tej samej skłonności
I tak pierwsza grupa pTZledis,tawia34 foltogra,fie z dwóch najbaI'dziej Ila połud:nie PQlłoż,onych regiionów tego niezmiernie
bogatego w zaby'tki przeszłości kraju.
Są Ito regicm Surchandryj'slkli i Kaz.kadalrls'ld, kltóre obfitują w liczne wzgórza zwane
tepe, ak:tóre prawdopodobnie
ukrywają w !slobie ,rui'n(Ybudowli dawnych cywilizacji islbniejących Inilegdyś na ,'tych terenaich. Zresztą przykłady takich ruin można
zobaczyć na kilku .zdjęciach prezenJtowanych w tym albumie.
Regi'on Surchandryjskj,
jeslt TeprezerntO'wany przez miasto Termi'zOifaz
kilka
,przykładów z jego okolic - szczególnie Slltia,regoTermizu. Widzimy więc tutaj wieżę obronną Zurmal'a da1t,owaną nla II stulecie naiSlzej ery, wykonaną całkow'JCie z ceIgły palvhsa. Jeśli chodzi 'O sam Termiz, to najwięcej fotograDii odnosii się do kompleksu arch'irtektOlnicznego pochodzącego z XI - XV w. Widoki (:ałego kompleksu,
wnętrze meczetu oraz ornamenty ko:pułymauzoleum
oto główne tema,ty zdjęć. Na
uwagę zasluguje piękne zdobnicitwościan
wykonane z odpowiednio uło.żolnej cegły.
Foto,gJrafie przedsitawi'ającl8 region Kaszka są bardziej urozmali'cone tematycznie.
W:i!dzimy tutaj liczne przykłady z'eispołów mauzoleów, 'ruiny paklców z pozo:iltałośdarni majoolikJowych zdobień ścian, widok gÓI:skiej wsi pną'cej się cihalraklterystycz-

RECENZJE

295

nymi wars!twami po stoku, przyklady kolumnady meczetów prezenJt'Ują'cych nli,ekiedy
wspaniałą snycerkę.
Drug~ region obrazują 53 foltografie pochodzące z Bucha:ry i okolic. Glówna !tematyka zdjęć to: fortyt;ik3cje Buchary, a przede wszystkim przy:kład zamku z brwmą
wejściową u\:rzymaną w konwencji archi1tekitOtrl'icZlJlej
charakterystycznej
dla budowli tego miasta, a h)kżc mauzoleum SamalDJidów pochodzące z przełomu IX i X wieku W tym ootalt,nli'mprzypa,dku na szczególną uwagę zasługuje inlteresujące zdobnictwo ś:Cian i kopuly uzyskane poprzez odpowiednio ulotoną cegłę. Umiejętność
da:wnych mils't:fzów wido'czna jest 'także Vi \liiieluilnlJly,ch :szczegółach alrchitektolllkznych, Móre uzupe1niolne kOlorowymi majolikami twolr:zą niezmicl'nie barwne i bo,gate Jmmpozycje, jak np. w medrelsie Abd-al-Azis-chana
pochodzącej z 1654 roiku.
Kolejna, trzecia grupa składa s'ię z 58 zdjęć ,i prezentuje zlalby\tikiSamarkandy.
Panorama miE:.'lta z lotu ptaka, zespoły anchitekJtoJl'itzne, grobo'wce ,i mauzolea, mecZcity, pałaoe, medresy, imi,nan: ty li donlC1sltwa,to naj~1c.zniej reprezentowane
te malty.
Tutaj Ita,kże m07:l1'auj,rzeć wlslPaniałe przykłady zdobn'lctv,'Ia wylmrzystujące
annamentykę ceglaną, ś\\'iaitłocicnie i zielono-miebieskie majoliki. W:ięikszość przedsitawilonych
Vi tej grupie obiektów
pochodzi z okresu miieszczącego siię pomiędzy XIV a XJVIII
stuleciem.
Grupa Cz\v,ł'rta zawiclra 55 fol\oig;raJ%i poświęcona j'est Chiwie. Podobnie jak
w poprzednich zesitawi(':uiach, najliezniejsza
jest tutaj temaltyka ukazująca obiekty
sakralne - moczelty, mauzolea, medl1elsYL grobowce. Z powstałych prezen'towane
,są przede wszysltkJim pałace i for~yfikacJe. ZlabYltJkiz tej grupy da,t<JIWanesą w p~Zleważającej więk'OiZ'ościna XIX stulecie.
Piąta i oslta'tnia grupa s.kuplia215 zdjęć odnoszących s'rę do zabytków NamangaIlJu,
Kok<lJndu, And id ż,an'U, IvIialrghilanu, dOiliny Fergall1Y a także Taszkientu
Dominuje
tutaj tematy.ka podobna do spo,tykanej w po,prz,edlIlieh grupach z it)'lm, że obiell!ty
zabytkowe pochodzą głównie z XVllI i począlbku XX wieku. Na sZ!czególną ulwagę
w tej grupie zasługują foltog,raJJie ukalzujące poHchromie suf~t!U,i drewniianyoh głoiwic kolumn mecze'ltu z Ko'kandu, kitóTe 'dharak1JeryZ!uje bolgactwo użytych kol-o['ów
i \\Iis'p'Ciu;allo,ść
:typo'Wych muzuł:imańskich orna 'l1enta aj.i.
Prezentowany album jeslt pozy,cją godną szemzej uwagi nie :tylko ze względu
na wysoki pOlziom zarówno techlllic2nego jak i artylstycznego wykonani,a przeds,tawi'ornyoh w nim f.oltografii, ale itakże oZpowodu pe>rusz'onej przez Bugalczenkową tematyld. Może ona zuliniteresować szerokie kręgi odbi'QrCów, w tym ,rówmież profesjonalistów, zwłlaszcca z takich dziedzin nauki, j.ak historii sZJtuki, etno,grafia, nie mówiąc już -o al'chitekturze ,i urbani;jtyce.
PI'Zeglądając zdjęcia ukazujące
wspaniałe
OIbieikty archli1tektonicZlJle oddająee
orientJlny charaktcr i c:tmosferrę miast Azji Srodkowej bez trudu można zauważyć,
:iJeautorka doła pienwzeństwo
fotog;raf,imn budowli monumen1t.alnyeh, przede wszyIslLk1mobieMom o clharakJterze religijnym imi1ita1rnym
Ol1az kompleksom pałacowym. SpJ-tyika s'ię również zdjędia i innych zabytków, :np. kh,maki, bazaru czy domosltwa, ~11e- pocobnie jak w przypadku prez'e,ntacji :szczegółów kOlnstrukcyjnych
czy det~li elementów zdobniczych - są ,one niezbyt l-iezme.
Pewnym
mankamentem
a,lbumuopraicowa.nlego
przez Pugaczenkovą
jest t,O,
że zesta \vy fotografi,; w pmzc7ególilych grupach nie .są przeds!tawione w porządku
chrcmologicznym, choiCiaż w niektórych przypadkach itaką tendencję można zauważyć. JEst ('o Itliewąltpliwie znaczne uitrudnieniie w usystematyzClwa:niu wiedzy prezer:.to\V1onejVi" pm,cy aut,orki a odnoszącej się do ht~i'Jtoriiar:ehLtektury miasta środkowoazjatyckiEgO. Utrudnieniem
jest także brak mapki lub mapek Iregionów, ,z których po:e,hodzą przykłady zabytków, a w przYPaJdku pos.zczególnyoh miast - ich pl a-

296

RECENZJE

nów. Wprowadzenie rich dio omawianego albUlmu uła!tJwiloby lokaliwiCję pO!SlZczegól:nych obiektów w regi.onie c·zy też w,z,ględem :Sliebie w przestr.zen.l miaJsitJa.
Album z.akońc.zony jest!;,rod.zajem Husk'owanego komelntarza, w którym miniaiu,rowe, czar:rio-białe ziÓjęC'::awS!zys'tlkich prezemioowany,ch w al!bumie zabytków cpa •..
trz{ma w dc,datko'Ne opisy wyjaśniające
Znaleźć itutaj :można tJakże niewielkii
$łowniczel\: terminów o:uenitatl;nych używamy.ch w niniejszej pracy.
Na uwagę zas1ugu.je rÓ'~nież fakt, że wszysltkie Jtoeksty,.va'równo te w części opisowej jak i ~pl'Owadznjącej ·oralz komentarz, uło·ż·ono w 'tr.wch ję.zykaoh: uzbeckim,
'losyjskLm ~~langidskim.
Andrzej

J. D e I u m e a u: Strach w kulturze
A. SzymanoWlski. Warszawa 1986, ss. 435.

Zachodt,

XIV - XVIII

Romanowski

wif'ku.

Przełożyl

Dorobek naukowy fralncuskiego historyka Jeana Delumeau, do tej pory znany
przede wszystkim
specjalistom,
został ostatnio przybliźony
szerszemu gronu po:skich czyteLników. W krótkim odstępie czasu wydano dwie jego znakomite książki:
Reformy
chrześcijaństwa
w XVI i XVII
wieku oraz niezwykle interesujący
Strach
w kulturze
Zachodu. Omówienie pierwszej z tych pozycji godzi się pozostawić specjalistom, historykom religii, druga zaś choć także praca naukowa, ze względu na
swój genre i specyficzną problematykę,
stać si~ powinna lekturą większego kn;gJ
odbiorców.
Otrzymaliśmy
bowiem świetne studium
interdyscyplinarne,
ambitne
i zmuszające do refleksji. Trudności z nabyci€m tej pozycji świadczrl zresztą o mierze zainteresowania
podobną problematyką.
Delumeau, badacz problemów religijności chrześcijańskiej,
wnikliwie zająl się
zagadnieniami pobieżJnie do tej pory poruszanymi przez historyków. W swoim cyklu
fdr:ugi ·tom Strach i grzeclh w Itłumaczeniu) pOrroU'S'za
p!'oblernatykę, .którn dotąd znajcJ:J\vala się ra·czej VI GbSZ21 '!e zi2l'ntere'sowania ;psy.chologów i psyrchialtrów badających
y;·cd!I~,:rwlcl-Ne
mE'charniz::-ny3ga:ptacyjne czł::Jw1ieka.Hi'sta<:-ytkzaś, próbujący pisać mornog.rra!fiętalkie.go s-pc·£obu 'I'eagowamia !IlI<l rzeczywi;slbość, ja/kim jes;t st,rach w dZliejach
społeczności, staje przed niecodziel1Jnym zadaniem_ Rzecz jasna, nie pierw~za to
publikacja
historyczna
powstala w oparciu o teorie i definicje wypracow[l!~e ID
grUiJlcie innych dyscyplin. Autor otwarcie mówi o psychologicznych źródłach .swoich
zapożyczeń:
"Może uda się dokonać na poziomie zbiorowym tego rozróżni-2nia.
którego dzisiejsza psychiatria
dokonała na poziomie indywidualinym" .~s. 20), pisze.
wprowadzają·c k:l -cłyil'2Ih"edla 'S'wycih'f·a·zwa·żań I"Gzróżilliern~em:iędzy !~ra·che.m i t.'f\'Vo·gą.
Delumeau próbuje drogą analizy poszczególnych, ZJnaczących w kulturze europejskiej zjawisk, które budziły strac,h, wyjaśnić ich genezę i mechanizm. Badacz
ogranicza ~woje rozważania zarówno czasowo jak i przestrzennie,
wybiera jednaJ.:
okres niezwykle znaczący dla ksztaltowalnia się cywilizacji europejskiej.
Termine:ll
ad quem jest dlań rok wybuchu
Rewolucji Frnncuskiej,
wtedy to bowi(:m. j:1C:
pisze, odezwały się raz jeszcze ze spotęgowall1ą ~iłą nękające Europę przez pięć
stule,c~ lęki i frobie. Nie wykracza
teiż francU'slkij. histo;~yk po,za oO<;Zal" Si'ap'ego
Świata, jeden tylko, choć w związku z europejską
wszak Hiszpani<\, rozdzial poświęcając kulturze Indian Ameryki Południowej.
Europa zaś środkowa i wschodnia pojawia 'Się w jego rozwaźaniach
raczej sporadycznie. Polskę przywołuje jako
iy

RECENZJE

297

kraj tolerancji
Złotego Wieku i spóź:nionej o kilka stuleci fali represji
antyjudaistycznych i rozwoju ksenofobii u schyłku XVII wieku, po powistalniu Chmielnickiego. Owa "nietypowośĆ" Rzeczypospolitej
w okresie apogeum psychozy strachu
w Europie zasługi wala by może na szersze potraktowanie
przez autorów polskich.
Powoliłoby to odpowiedzieć lt1a pytanie czy rzeczywiście można mówić o wyjątkowości polskiej toleralt1cji, czy też, jak sugeruje Delumeau, o opóźnionym odbiciu
powszechnego zjawiska.
Ograniczenie
tcrenu naukowej
penetracji
umożliwiło francuskiemu
badaczowi
dokonanie dokładiniej'szej, czy - jak sam to nazywa - "spektralnej"
analizy lęków, mniej lub bardziej powszechnych
w Europie od początków Renesansu. Czas
Odrodzenia był bowicm okresem odkrycia radości płynącej z poznawania
świata
dla nielicznych, dla umysłowości takich, jak Galileusz, Kopernik czy Erazm z Rotlerdamu. Delumeau
uświadamia
swoim czytelnikom,
że to właśnie od sc,hyłku
XIV wieku zaczyna w Europie narastać syndrom "oblężenia", świadomości pełnej
niezracjonalizowanego
przerażenia
światem dalekim i Inajbliższymi ludźmi. "Kultura - pisze francuski badacz - czuje się, wbrew pozorom, w epoce humanizmu
krucha i wątła" (s. 388). Posługując
się bogatym materiałem
archiwalnym,
najczęściej rodzimym, odwołując się do dzieł powszechnegoo biegu - litHackich i p'astycznych stara się Delumeau
udowodnić tezę o wyjątkowej,
wieloźródłowej
ebplozji
strachu w tym okresie. To w Renesansie
mamy zresztą do czynienia
z pierwszymi próbami mówienia o strachu nie jako o kompromitującym
tchórzostwie, lecz jednym zniezbywalnych elementów ludzkiej psyche.
Powszechność
atmosfery
strachu charakteryzująca
wyodrębnioną
przez Delumea u ,umysłowość oblężoną" jest typowa dla Wlszelkich wspólnot, które w jakiejkolwiek sferze, czy to fizycznej czy psychicznej,
odczuwają
brak poczucia bezpieczei:stwa. afiliacji. Z chaosu stanów lękowych wyodrębnia
francuski
historyk
zarówno te. które są generowane
przez zagrożenia bezpośrednie,
jak dżuma, jak
i obawy natury psychicznej.
Dokonuje on, korzylstając z l;stal'eń psychologii, rozróżnienia między stanem strachu. tj. lęku przed czymś lub kimś dokładnie określonym, i trwogi, jako lęku przed niezmanym, nie jasnym. Proces definiowania
poszczególnych zjawisk, które wywołują
lęk i przechodzenia
od bezprzedmiotowej
trwogi ku przedmiotowemu
strachowi,
wyznaczać ma kierunek
rozwoju kultury.
Takie hipotczy badawcze stawia Delumeau już we wstępie swej pracy, zapozmając
czytelnika
z jej założeniami
metodo'ogicznymi.
Wprwadzając
uporządkowalnie
w całym tym kompleksie zatrwożeń wyodrębnia
on dwa, równocześnie
odmicl:me
i komplementarne
kierunki,
co znajduje
odbicie w podziale książki na części:
"Strach większości" i "Kultura warstwy przywódczej astrach".
W części pierwszej
omówione zostały zjawiska, które powodują w świadomości ludzkiej strach określany przez Delumeau jako spontaniczny.
Przyczyny jego istnienia są sta'e obecne
i wiążą się z aktualnym
poziomem techniki i umysłowości
mu odpowiadającej.
Ksenofobie wszelkiego rodzaju, strach przed tym, co nowe, dalekie, także przest,rzennie - gwiazdy, zjawiska niebieskie, głębiny ziemi, ,mo/rze - .zwliązane z mrokiem, nocą. Delumeau obficie korzysta tu ze źródeł etnograficznych.
Drugą grupę
pośród faktów wywołujących
strach spontaniczmy, wspólny wszystkim, stanowią cykliczmie pojawiaj,]ce się zagrożenia związane z wojnami, epidemiami.
głodem czy
też przemarszami
wielkich grup ludności (np. w czasie wojen religijnyeh). Uaktywniają się one najsilniej w najbiedniejszych,
najmniej przed negatywnymi
skutkami
tego typu zjawisk zabezpieczonych grupach ludzkich.
W wieku XIV zaistniała duża grupa zagrożeń. które kumulując
się i okresowo
nasilając dominowały
w nastawieniu
do świata Europejczyka
kilku oastępnych
l:tuleci. Determunantami
tego stanu rzeczy były zdaniem Delumeau takie czynniki

298

RECENZJE

jak generalne pogors"'enie się warunków życia, związane między innymi ze zmianami klimatycznymi,
przeobrażeniami
w ro}nictwie, przekształceniem
relacji miasto-wieś, po'Wsz'e'chnością wreszcie róŻinorakich buntów. Równolegle jednak rozwija
się cały zespół zjawisk o charakterze
ideologicznym, z których najii3totniejszymi
l';ą: wi'elka schiz.ma, 'owo "zgorszenie nad zg'Jrszentiami", zalg,rolŻiElnie
zewnęt~zn€' chlr'ześcijaństwa przez wzrastającą potęgę muzułmaitską, wreszcie pojawienie się niebezpieczcitstwa wewnątrz wspóllnoty, w postaci Reformacji. Delumeau podkreśla rolę
recesji protestanckiej,
pisząc, iż jej pojawienie się stanowi apogeum formowania
się "świadomości oblężonej" i równocześnie przełomowy moment w kulturze europejskiej. Tutaj także znaczącą rolę odegrał strach "Gdyby Luter tak bardzo
nie bał się szatana i koitca świata, ni.e walczyłby tak s,tanowczo z papiestwem".
Kumulacja
trwogi groziła rozkładem społeczeitstwa, niezbędnym stało się poszukiwanie przyczYln pogłębiających
się lęków, określenie "listy strachów" (termin
DelumeauJ. Uczynienie globalnego zagrożenia bardziej konkretnym stanowiło, zdaniem francuskiego badacza, jedyną możliwość odbudowania ram wspólnoty, spójności kultury. Następował powolny proces przemiany poW\Szechnego odczucia trwogi w strac,h przed poszczególnymi zjawiskami. To nazwanie i dookreślenie strachów
staje się posłannictwem
ludzi Kościoła, w ramach tej wspólnoty powstają idee
zagro2lenia elity przywódczej i związalne z mm strachy eschatologiczne, rozpowszechnienie aż do form histerycznych lęku przed "szatanem i jego poplecznikami".
Przywłaszczał 0111 sobie różne postaci, coraz powszechniej naraistają nastroje ksenofobiczne, każdy odmienny, inny stalnowi zagrożenie. Ostracyzm i posądzenie o kontakty z siłami piekielnymi dotykają na przykład Żydów, a w !Ameryce Indian.
Losy diaspory żydowskiej, zwłaszcza Żydów sefardyjskich,
egzemplifikuje
znakomicie teorię o poszukiwaniu wrogów, nie tyle rzeczywistych, ile takich, ku którym,
dzięki ich odmienności, łatwo mógł obrócić się gniew. Gromiono Żydów najzajadlej
tam, gdzie od od dawna było ich już bardzo niewielu.
Strach, który Delumeau okDeśla jako teologiczny lęk przed wysłannikami szatana, zastępuje poszczególne nieukierunkowane
trwogi. Zagrożone chrześcijaitstwo,
w obu swych głównych odłamach, przede wszystkim hierarchie
kościołów, broni
się poprzez wzmożenie atmosfery strachu - lęki elity przywódczej ,nabierają charakteru
uniwersalnego.
Wielka represja
czartostwa,
walka wszelkimi metodami
z herezją w łonie własnej religii, bardziej nawet, niż w żywiołem islamskim, wytworzenie całego zespołu mechamizmów obronnych, zastraszenie wiernych, umocnić
miały pozycje przywódców obu zwalczających
się kościołów. Nie neguje jednocześnie oczywistych przejawów wielkości ducha chrześcijaitskiego
w tym czasie.
Poprzez rozpowszechnienie
lęków, a równocze9nie mnoŻienie przepisów, próbę skodyfikowania wszystkich przejawów życia, próbuje się określić granice atakowanego
terytorium i osłonić je. Około połowy XVII wieku uporczywa walka zaczyna dawać
rezultaty ,,(... J Kult uległ uduchowieniu, modlitwa intensyfikacji
duszpasterze otoczeni byli większym szacunkiem i bardziej tego szacunku godni. (. .. ) Szatan cofnął
się. "Nie nastąpił też koniec świata, zmalała realność zagrożenia tureckiego, obie
reformy zadomowiły się na zdobytych terytoriach, napięcie jakby opadło następuje
demobilizacja oblężonych (s. 388). Strach tych cza!sów pozostawia trwałe świadectwo
w kulturze europejskiej.
Ta przekrojowa monografia strachu odmienne ma zapewne znaczenie dla historyków kultury, nie poważam się więc na jej ocenę merytoryczną w tym zakresie,
trudno byłoby jednak, jak sądzę, przecenić użyreczmość tego typu prac dla przedstawicieli innych nauk, także etnografii czy antropologii kultury. Pozwala ona raz
jeszcze, z nowej perspektywy, wejrzeć w głęb dziejów, przytoczone zaś przez Delumea u fakty i ich analiza obalają wiele fałszywych mitów i stereotypów. Sugestie

299

RECENZJE

francuskiego badacza, choć odnoszące się do czasu historyc:zmego, mogą stać się,
jak swego czasu praca Michaiła Bachtina o twórczości Rabelaisego,
niezwyk~e
przydatne dla interpretacji
wielu zjawisk współczesnych. JealI1a Delumeau opisalI1ie
świata nie razi bowiem schematyc:zmością myślenia lecz jest barwną, choć naukową w całym tego slowa znaczeniu opowieścią o zakamarkacoh ludzkiej natury.
Szeroka, monochromatyczna
(czerń!) panorama
dziejowa, jaką Delumeau
przed
nami roztacza, przynosi rzeczywistą realizację zapewnień zawartych
we wstępie
pracy. Erudycja nie stanowi dlań balastu, lecz pozwala swobodnie kojarzyć fakty,
sięgając do różnorodnych źródeł informacji od historycznych
i religioznawczych,
poprzez etnograficzne, aź do medyczmych. Stąd teź zapewne wielowątkowość
tego
specyficznego typu pisarstwa, niezamykanie
się w spOGobie myś:enia typowym dla
którejś z nauk szczególowych, próba syntezy. Na atrakcyjność
książki składa się
także jej styl i sposób narracji, budujący jasll1Y i przejrzysty tok wykładu. Strach
w kulturze Zachodn jest doskOll1ałym przykładem
pisarstwa, któl1e - będąc interesującym i dostępnym dla wielu odbiorców - odpowiada jednocześnie wymogom
stawianym rozprawie naukowej.
Ubique horror
zdaje się mówić Jean Delumeau, lecz myśl ta wykracza poza
ramy jakie zakreśla w swej książce. Sposób postrzegania
rzeczywistości charakterystyczmy dla "świadomości oblężonej" nosi piętno ponadczasowości - zmieniają
się tylko jego realne wykładniki. Zrozumienie historycznych źródeł tego doświadczenia egzystencjalnego,
jakim jest strach, pozwala lepiej pojąć zjawiska nam
współczesne - strac,h przed totalnością zagłady i składające się nań poszczególne
Jęki. Bo choć, wedle francuskiego
historyka, niewyczerpalna
jest kreatywna
moc
łudzi, to wciąż jeszcze wolą oni poznawać świat poprzez podporządkowywaJrJie go
sobie niż poprzez zrozumienie. Delumeau twierdzi, że opanować lęk można naprawdę tylko dzięki poszukiwaniu
pogody i radości ducha przez akceptację. Podobnie zdaje się sądzić autor mnej monografii lęku, psychiatra, Antoni Kępiński
pisząc, iż redukcja lęku, dzięki której może rozwijać się kultura, następuje tylko
poprzez zbliżenie się i akceptację. Ta nieprzypadkowa,
jak sądzę, zbieżność myśli
obu badaczy jawi się jako wynik głębokie1j refleksji
nad zagadkami
ludzkiej
il1atury.

L. S. S z e j n b a u m, Argientinskij
Izd. «Nauka», Akademija
Nauk SSSR.
-Makłaja, Moskwa 1984, ss. 168.

Lubomira

Bobrowska

formirowanija

i

etnos.

Etapy

Institut

Etnografii

im.

razwitija,

N. N. Mikłucho-

Znaczne zainteresowanie
radzieckich etnografów, historyków i politologów problcmc>.tykcl etniczn<! współczesnego świata, w tym również Ameryki Lacil'iskiej,
znajduje odzwierciedlenie w systematyc;;mym wzrości€ literatury przedmiotu. Jedną
z ostatnich pozycji poświęconych tej problematyce jest praca L. S. Szejnbaum. Jest
ona podsumowaniem wieloletnich zainteresowań
radzieckiej autorki rozwojem procesów etnicznych w społeczeństwie argentyńskim
od początków epoki ko:oniaLnej
aż po czasy nam współczesne. Zgodnie z zapowiedzią, główną uwagę poświęciła
ona dwom grupom problemów: ,,1) dotyczących formowania się społeczeństwa :na
terytorium kolonii Rio de Ja Plata i 2) odnoszących się do kwestii imigracji" (s. 9).
Rozwój argentyńskiego etnos'll prześledziła w czterech oddzielnych okresach: epoce

300

RECENZJE

kolonialnej, pierwszym półwieczu niepodległej
Argenty;ny, dziesięcioleciac.h masowej imigracji z Europy od początku lat 70-tych XIX w. do 1'. 1914, oraz w wieku XX - od wybuchu pierwszej wojny światowej poczynając.
Omówienie epoki ko:onia!nej rozpoczęła autorka od przedstawienia
zróżnicowania plemiennego Indian zamieszkujących
terytorium późniejszej Argentyny. Opisała podbój tego obszaru przez Hiszpanów, jego kolonizację przez białych sprowadzających afrykańskich
Murzynów jako niewolników, oraz stopniowe mieszanie się
ludności należącej do trzech ras: Europejczyków, Mur zynów i Indian. Przedstawiła
proces formowada
;się po;s;zczegó:nych grup społecznych kolonialnej IArgentyny w tym rÓWll1ież proporcje
rasowe ludności zamieszkującej
poszczególne regiony
.kr<:llju- w ró21:1ych (llklresa'Ch jego Ikoklnia1nego r<J'Zlwoju.L. S. SzejlI1balUiffiwska>zała na u·;vaTUinkowalnia $lPołeczne, golsporlaJI'cze Ij iPolJliltyc'ZnedO'kOll1ujących się
przemian ludnościowych. Uwzględniła warunki sprzyjające kształtowaniu
się wspólnego etJnosu. Omawiając pierwsze pólwiecze wieku XIX znaczną uwagę zwróci la
na proces kulturowego ujednolicania się społeczeństwa argentyńskiego.
Obszernie został przez autorkę omówiony proces masowej imigracji europejskiej do Argentyny między rokiem 1'357 - zwłaszcza za' 1869 a 1914. Przedstawiono środki społeczno-polityczne
podejmowane przez władze argentyńskie w celu pobudzenia
imigracji. Scharakteryzowano
grupy imigranckie
z poszczególll1ych
krajów europejskich.
Opisano przemiany społecZll1e jakim uległy one w Argentynie, zwłaszcza zaś proces ich mieszanias'ię
i powstawania wspólnej kultury ogólnoargentyńskiej.
Mimo widocznego wpływu treści kultur imigranckich
na kulturę
argentyńską zachowany został - zdaniem autorki - arge..rttyi.c;ki rdzeń tej kultury
(powstały w epoce kolonialnej, a następnie wzmocniOll1Yw dziesięcio:eciach poprzedzających masową imigrację europejską. Uwzględniono znaczne regionalne (kulturowe a także - występujące w <niewielkim stopniu - rasowe) zróżnicowanie ludności Argemtyny, pogłębiane osiedlaniem
się imigrantów
glównie w pasie nadmorskim, w miastach, w tym przede wszystkim w Buenos Aires. Omówiono stosunki między poszczególnymi grupami spoleczeństwa argentyńskiego
(wieś - mia·
sto, wybrzeże nadmorskie - wnętrze kraju). PośWięCO:!'lOuwagę tradycyjnej
kulturze metysów argentyńskich
zamieszkujących
wnętrze kraju (równicż wypieraniu
Indian z ich ziem, w tym ich fizycznej eksterminacji).
Opisano rolę imigrantów
w przemialnach struktury społeczeństwa argentyńskiego
i jego gospodarki.
P.o pie!f'wtJzej wojnie świ.atowej wy:stąpił gW'alt·owny sradek imig.racji eUr."opejskiej do Argentyny. W ostatnich - omawianych w pracy - dzics'<;ciolcciach odnotowano zwiększony Inapływ imigrantów z kraj6w są3iednich. Jednocześnie nastąpił
masowy napływ ludności z wnętrza kraju -(często mieszańców różnych ras) do miast
wschodniego wybrzeża. Omówiono w pracy ich wpływ na charaktcr kultury i etnosu argentyńskiego,
w tym również pojawiające się konflikty. Ich zanik lub znaczne
osłabienie spowodowane było wzrastającą niechęcią do imigrant6w z państw ·s;lsied·
nich (często metysów). Migracje wewnętrzne sprzyjały kulturowemu
ujedno~icanil1
społeczeństwa
Argentyny,
stopniowemu
zmniejszaniu
regionalnych
zróżnicowań.
Omówieniem wpływu tych procesów na przemiany strukturalne
i demograficzne
społeczeństwa argentyńskiego zakończyła L. S. Szejnbaum swą książk<;.
Termin "etnos" użyty w tytule pracy został przez autorkę scharald.eryzowany
krótko i bardzo ogólnie .(:s. 3). Wskazała ona na brak zgody wśród radz;{'cl<:ich
liczonych co do zakresu treściowego tego pojęcia. Można przypuszczać, iż między
irrnymi właśnie ta sytuacja v/płynęła na charakter prowadzolDych przez L. S. Szejnbaum rozważań. Zdecydowanie
przeważa w nich prezentacja
uw,lrUinkow,l"j zewnętrznych
formowania
się argentYt'tskiego etnosu. nad jego wewnętrzną
treścią
Spowodowane
to zostało jak można sądzić - również charakterem
do~tępnej

301

RECENZJE

literatury. Trudno:ki z ustaleniem wspólnych -elementów kultury argentyńskiej

następstwem kłopotów z zebraniem odpowiednich materiałów faktograficznych,
jak
też problemów
teoretycznych
wiążących
się z konieczmością ich kategoryzacji
i uogólnienia.
Okres kolonialny uznała autorka za ważJlly etap kształtowania
się argentyńskiego etno:su. Poziom samoświadomości etnic:zmej był wówczas jeszcze niski. Walki
o uniezależnienie .się od Hiszpanii wplynęły lila wzrost świadomości etnicznej społeczeństwa, jednakże / terminy "naród" i narodowy"
oznaczały wówczas bardziej
uświadomienie
sobie potrzeby jedności państwowej,
niż zakończenie procesu narodowego zjednoczenia. Brak było wspólnego i powszechnie u:zma;nego etnonimu.
Arge:ntyilczycy używali wówczas w stosunku do siebie różnych określeń:
"Amerykanie", "południowi Amerykanie",
"amerykańscy
Hiszpanie", "naród amerykański" i rwdziej "lud argentyński"
(s'. 78). W pierwszych
dziesięcioleciach
niepodległości występowaly bardzo silne tendencje separatystyczne.
JednoczeŚlnie wskutek
mieszania się ludności należącej do różnych ras następowało
rasowe ujednolicenie
się społeczeństwa.
Procesowi temu sprzyjało okresowe wstrzymanie
imigracji
do
Argentyny. W dziesięcioleciach późniejszych, okresie masowej imigracji z Europy,
8symilacja kulturowa imigrantów przebiegala - jak zaznaczyla autorka - znacznie wolniej niż strukturalna
(s. 1'20), jednakże mimo to "elementy kultury kreols:,;ej nie tylko zachowaly :się mimo potężnego zagrożenia z zew;Dątrz, ale i zostały
organicznie włączone wc wspó}ny proces zmian spoleczno-kulturowych"
(s. 117- 118).

W omawianej pracy używane jest pojęcie narodu, aczkolwiek autorka samemu
pojęciu jak i jego argentyńskiej
specyfice nie poświęciła oddzielnej uwagi. Stwierdzenia na temat argentyńskiego
procesu narodotwórczego
mają charakter
marginaLny. Brak wyrażonej wprost koncepcji tego procesu. Można się domyślać, iż jego
wyjaśnienie nie bylo tylko celem autorki rozprawy. L. S. Sze-jnbaum s,twierdza, iż
IV argentyilskiej
historiografii
"pojęcie narodu utożsamiane
jest z pojęciem pań~twa" (s. 5). Uważa zarazem, iż "jest jeszcze za wcześnie na to, by mówić o jednol'Odności narodu argentyńskiego,
a tym bardziej calej ludności ArgentY'ny" (s. 163).
:\Iimo, iż w pracy zawarte są rozważania będące próbą charakterystyk
niektóryc.h
elementów kultur zbiorowości imigramckich i ich wpływu na kulturę argentyńską,
to wyraŹJnie odczuwaLny jest brak określenia charakteru
wspólnoty argentyńskiej:
treści, zasięgu społecznego i natężenia spajających
ją więzi.. Niewiele można się
duwiedzieć o treści świadomości
(e1:lnicznej, narodowej} iArgentyńczyków.
Brak
.j)6jnej koncepcji rozwoju etnosu argentyńskiego
zawierającej
jego argentyńską
~pecyfikę, zmiany jego lniektórych elementów treściowych i mechanizmy tych zmian.
Uwagi czynio;ne :na ten temat są w zbyt małym stopniu ze :sobą powiązane. Opis
(aktów społecznych dominuje w pracy nad analizą ist:niejących między nimi zależności.
Te mankamenty
pracy tylko po części obciążają
jej autorkę. W znacznym
~topniu wynikają z niezadowalającego
wciąż poziomu rozwoju nauk badających
tytułową problematyk~
recenzowanej
rozprawy. Dotychczasowe prace L.S. Szejn'Jaum korzystnie wyróżniają się w radzieckiej latynoamerykanistyce
poziomem merytorycznych rozvV'ażań. Również omawiany tom zasługuje na uwagę. Zawiera bogaty materiał faktograficzny,
dane dotyczące skladu etnicznego, w tym rasowego.
~połeczeństwa Argentyny w różnych okresach jego rozwoju, migracji weWinętrznych, a przede wszystkim bogate materiały statystyczne
imigracji do tego kraju.
Zawiera również omówienie literatury
poświ~conej tytułowej problematyce
pracy.
Ry.szard

Radzik

302
Paul-Henri
S t a h l, Histoire
France", Paris 1986, ss. 247.

RECENZJE

de

la

decapitation,

"Presses

Universitaires

de

W serii "Le s Chemins de I'Histoire" ukazała' się nowa praca P. H. Stahla, profesora socjologii i etnologii w Eco1e des Hautes' Etudes en Sciences Sociales w Paryżu, omawiająca wszechstronnie zwyczaj obcinania głów, jaki istniał w Europie
południowo-wschodniej
do czasów niemal nam współczesnych. Zagadnieniem tym
nie zajmowano się dotąd prawie zupełnie, książka ma więc charakter nowatonski.
Sest to praca z pogranicza wielu dyscyplin: historii, etnografii, folklorystyki, przy
czym autor nawiązuje również do historii religii. Dzieli się ona na trzy części.
Pier~sza z nich daje materiał dotyczący zwyczaju obcinania głów, druga zawiera
zbiór wierzeń związanych z głową lub czaszką i praktyk z tych wierzeń wypływających, część trzecia stara się wyświetlić pochodzenie tego zwyczaju. Książkę
u.:upełniają obszerne aneksy, zawierające teksty źródłowe z opisami wydarzeń związanych z obcinaniem głów. Wreszcie kończy pracę bogata literatura przedmiotu.
Autor oparł się przede wszystkim na źródłach pisanych z ostatnich pięciuset
lat, doprowadzając je do ostatnich czasów (np. materiały z powojennej prasy greckiej), które uzupełnił materiałem
zebranym przez siebie w czasie badań terenowych w Rumunii, Grecji i innych krajach bałkańskich - oczywiście w tym ostatnim wypadku chodziło już tylko o tradycję ustną. Charakterystyczne
jest, że zwyczaj obcinania głów był praktykowa:ny w tych wszystkich krajach, które na wiele
setek lat znalazły się pod pa,nowaniem Turków Osmal1skich, a więc w europejskiej części Turcji, w Grecji, Rumunii, Alba:nii, Bułgarii i części Jugosławii i Węgier
zajętych przez Turcję. Praktykowali
go również Tatarzy, ale niejako na zlecenie
Turków, którzy dawali wy,sokie nagrody za dostarczenie im głów ich wrogów,
!\. więc zwyczaj ten, jakkolwiek
występujący na terenie Europy, wiąże się z ludami, które tu przybyły z głębi iAzji.
Zgromadzony przez autora bogaty materiał został przezeń uSylstematyzowany
i przedstawiony
w sposób jasny i klaroWlny. Autor operuje licznymi cytatami (nie
licząc wspomnianych aneksów źródłowych), które dodają pracy autentyzmu, a równocześnie wprowadzają czytelnika w klimat, w sposób patrzenia ówczesnego społeczeństwa na sprawy związane z praktyką obcinania głów. Praca P. H. Stahla jest
u nas trudno dostępna, sądzę więc, że krótka relacja z wywodów autora może
stać ;się użyteczna dla polskiego czytelnika.
Zwyczaj obcinania głów praktykowany
przez Turków i podległe im narody
uprawiany był powszechnie do ostatnich dziesięcioleci XIX w. (szczególnie na terenie Grecji i Czarnogóry). Był to zwycz'aj związany przede wszystkim z wojną. Obcinano głowy wrogom po1egłym 'w walce i jeńcom wziętym do niewoli. Obcięcie
głowy wiązało się również z wykonaniem wyroku śmierci, wydanym przez sqd
czy też z rozkazu władcy. Praktykowane
też było przy indywidualnych porachunkach z osobistymi wrogami, pochwyconymi złoczyń.cami itd, Obcinano głowy wyłącznie mężczyznom w wieku dojrzałym, nigdy kobietom i dzieciom.
Obcinanie głów wrogom w czasie lub po bitwie było spektakularnym
dowodem
zwycięstwa. Bezpośrednio po bitwie wojownicy tureccy defilowali przed namiotem
wodza, ofiarowując mu jako trofeum głowy zabitych przez siebie wrogów. Przyprowadzano również przed wodza jeńców i ścinano im głowy w jego obecności.
Głowa jeńca pojmanego żywcem i ściętego na oczach wszystkich była o wiele
wyżej ceniona. W Turcji w XVI w., ale i później, płacono żołnierzowi określo;ne
ceny za głowy chrześcijan, w innych wypadkach za głowy konkretnych, szczególnie
niebezpiecznych dla Turcji wrogów, np. Kozaków. Istnieli "faffi7ierze głów", którzy

RECENZJE

303

po bitwie napadali na otaczające ten teren wsi i mordowali, a następnie obcinali
głowy chłopów, by móc się wykazać bogatszymi trofeami. W tych "nieuczciwych"
praktykach leży, moim zdaniem, przyczy;na dla której o wiele większą cenę miały
głowy wrogów wziętych żywcem i ściętych na oczach dowódcy. Do XIX w. włącznie wielkość zwycięstwa mierzyło się ilością ściętych głów, stąd spotykamy
się
z mocno przesadzonymi cyframi w relacjach z poszczególnych bitew i wojen. Jak
dalece są one zawyżone świadczy choćby jedno ze źródeł mówiących o bitwie,
jaka rozegrała się w Transylwanii,
gdzie Turcy podali, że zdobyli 40.000 głów,
podczas gdy z innych źródeł wiadomo, że przeciwnik miał 9000 żołnierzy, z czego
w bitwie zginęło 575 osób. W opisach wojen czytamy o piramidach
budowanych
po bitwie z głów wroga, przy czym na ich szczycie umieszcza:no głowę zabitego
wodza, lub o wałac,h z głów budowanych wzdłuź dróg, itd.
Moźna tu przypomnieć, że i Polacy stawali się ofiarami tego rodzaju praktyk
wojennych, jak np. król polski a następnie węgierski Władysław III Warneńczyk,
czy hetman Stanisław Zółkiewski, którego głowa powędrowała do Konstantynopola
(1620 r.), skąd dopi·cro została wykupiona przez Polaków.
W cza'sie wojny obcinano głowy zabitym wrogom lub ścinall10 po bitwie głowy
jeńcom. W czasie pokoju ścinano głowy z wyroku władzy i tu rozwinął się pewien
rytuał. Przede wszy.stkim należy podkreślić, że śmierć przez ścięcie głowy uważana
była za honorową (w przeciwieństwie
do śmierci przez powieszenie - tu robiono
wyjątek dła śmierci przez uduszenie cięciwą łuku, która była również honorowa,
aczkolwiek rzadko stosowana). Im liczniejsza grupa i bardziej dostojnych osobistości przyglądała się wykonalIliu wyroku i im wyższy rangą był dostojnik państwowy, przed którego obliczem dokonywano tego krwawego aktu, tym większy honor
dla ofiary. Przed wykonaniem wyroku pozwalano sk'azańcowi (nawet chrześcijanom)
odmówić modlitwę, rozbierano go z wierzchnich
szat, a następnie
obcinano mu
głowę specjalnym, tylko do tego służącym nożem. Rolę katów spełniali cudzoziemcy, najczęściej kolorowi, na ogół ll1iewoLnicy, o ile możności ll1iemi i o przerażającym wyglądzie zew:nętrznym. W samej Turcji byli to najczęściej Murzyni,
na Bałkanach Cyganie, którzy tam byli klasą niewolniczą, powszechn1e pogardzaną.
Nagrodą dla kata było ubranie skazańca i pieniądze jakie w chwili wykonania
wyroku miał przy sobie. Miejscem kaźni wysoko pOlStawionych osobistości był
pałac, :namiot, lub miejsce przed wejściem do pałacu lub lIlamiotu władcy (wezyra,
wodza itd.). Na taką okazję zapraszano odpowiednio wysoko postawione osobistości.
Ścinano też głowy przed serajem, przed bramą miasta, na głównym placu lub
ulicy - tam gdzie gromadziło się wielu ludzi, lub rzadziej w innych miejscach,
w zależności od okoliczności. Ściętą głowę wystawiano na widok publiczny nabitą
na pikę, umieszczano na słupie lub innym widocznym miejscu, gdzie pozostawała
na ogół przez 24 godziny do 3 dni. Po zwycięskich bitwach głowy takie, dla si;mia
postrachu wśród pobitych, wystawiane były nieraz dłużej, ale miało to już charakter profanacji zwłok.
W wypadku
wykonania
wyroku przyjaciele
zamordowanego
niejednokrotnie
opłakiwali go, pieszcząc i całując ściętą głowę.
Sprawa komplikowała się kiedy chodziło o przesłanie głów, np. z pola bitwy
do Ko;nstamtynopola dla zaprezentowania
ich sułtanowi, czy też przesianie głowy
jakiegoś znacznego lokalnego urzędnika lub arystokraty
zabitego z wyroku daleko
od stolicy. Wówczas odpowiedni specjaliści ściągali s'kórę z czaszki, nasalali ją,
wypychali słomą lub bawełną, napełniali wonnymi substancjami
i zazwyczaj suszyli przez 2 tygodnie. Innym sposobem konserwacji,
tym razem całych głów,
było przesyłanie ich w miodzie. Głowy, jeśli należały do wybitnych
osobstości,
przesyłało się w szkatułkach, ll1ieraz bardzo drogocennych, inne w workach, wreszcie

304

RECENZJE

je~li były ich większe ilości, solone w beczkach. Głowami pochodzącymi z większych zwycięstw dekorowano stolicę lub inne miasta, gdzie znajdowal się przedstawiciel władzy, przy czym czasem, zastępczo, obcinano tylko uszy zabitych i girlandy tych uszu nanizanych na sznury powiewały :na zwycięskich statkach, placach
publicznych itd.
Powszechność
ścinania głów w państwie
tureckim
znalazła swoje odbicie
w szeregu zwyczajów, w powiedzeniach, opowiadaniach, bogatym folklorze slownym.
Np. w Albanii istniał zwyczaj tatuowania ciała małych chłopców by, kiedy dorosn'l
i zginą w walce a wróg obetnie im głowę, można było zidentyfikować
zwłoki.
Istniała opinia, że sułtan obcina dzielnnie 7 głów, wielki wezyr 6, a pomniejsi wezyrowie po jednej. Mówiono też, że pierwszym zdaniem jakiego uczy się pisać następcę tronu jest "ja ci utnę głowę", a żołnierze w czasie defilady przed Howym
sułtanem obejmującym władzę pochylali głowę 'na ramię na znak, że każdej chwili
ma on możność obciąć im głowę. O powszechności tego zwyczaj świadczy również
analiza, jakiej poddał autor zbiór rumUl1skich pieśni epiczmych, gdzie na 100 pie~ni
w 59 występuje motyw obcinania głowy.
Obcinanie głowy to dzieło przede wszystkim Turków, ale i inne narody, pozostające bądż pod ich władaniem, bądż w bliskich z nimi kontaktach, przejqly ten
zwyczaj. Głowy obcinali swym wrogom (Turkom, ale i innym) Grecy, Rumuni,
Czarnogórcy,
,AlbaJ'1czycy, a także
Wenecjanie.
Kurtuazyjrnie
przesyłano sobie
w upominku .głowy wspólnych wrogów. Turcy Węgrom. Węgrzy Mołdawianom. Rumuni węgierskie głowy Niemcom itd.
Obyczaj obcinania głów trwał ni'eomal do ostatnich czasów. W walkach jakie
Turcy wiedli z Albańczykami czytamy o ustawianiu piramid z głów Albal1czyków
w latach 1779 i 1799. W walkach między Grekami i Bułgarami
z początkiem
XX w. obie strony miały zwyczaj obnoszenia po wsi głów ściętych ich przywódcom. W Czarnogórze zdarzały się wypadki obcinania głów jeszcze w okresie międzywojennym (np. fotografie policjantów z głowami schwytanych przez siebie bandytów). W Grecji, w czasie wojny domowej (po II wojnie światowej) zdarzały się
wypadki, zanotowane w prasie, obcinania głów i wystawiania
ich na widok publiczmy z odpowiednim napisem.
Dane dotyczące obcinania głów w ostatnich 5 wiekach w Europie poludniowo-wschodniej autor uzupełnia materiałem
porównawczym
z różnych krajów i różnych epok, z Europy (od Irlandii po Rzym), a przede wszystkim Azji (tu także
przykłady ze starożytności - z Biblii i innych źródeł. DDchodzi on do wniosku.
że mimo spotykania takich praktyk sporadycznie w różnych regionach, Turcy przy<nieśli ten zwyczaj ze swych pierwotnych siedzib w głębi Azji.
Część druga pracy Stahla poświęcona jest analizie materiału. Próbuje On znależć odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie głowa była tak ważnym trofeum.
Sięga tu do analogii ze starożytności i czasów c.hrześcijańskich, poczYll1ając od kultu
relikwii, gdzie głowa świętego była uważana za najcenniejszą
relikwię. Omawia
zwyczaj podwójnego pochówku spotykany w Kościele Wschodnim, gdzie po upływie pewnej ilości lat, w klasztorach (ale nie tylko) kości zmarłych zsypywano do
wspólnego grobu, a tylko ich czaszki traktowano
indywidualnie,
przechowywano
osobno, nierzadko wypisując Ina ll1ich imię zmarłego (źródła datowane jakie tu
autor przytacza dotyczą końca XIX w.). Ponadto analiza innych przekazów pozwala autorowi na wysnucie wniosku, że głowa uważana była za siedlisko duszy.
niejak6 symbolizowała całego człowieka.
Część opisowa łączy się u autora często z poszukiwaniem powiązań m,lgiczno-religijnych
poszczególnych zjawisk i wysnuwaniem
wniosków, które, moim zdaniem, budzą pew1l1e zastrzeżelnia, a w każdym razie nie są przekonywująco
udoku-

305

-RECENZJE

mentowane_ Jest ich wiele przytoczę z braku mieJsca tylko dwa przykłady.
I tak wystawianie glów na widok publiczny na jakimś podwyŻ!Szeniu ma się, zdaniem autora, wiązać z sakra:nym znaczeniem szczytu/wierzchołka,
podczas gdy dla
mnie chodzi tu o to, by trofeum było przez wszystkich widziane. Mam beż pew:ne
zastrzeżenia co do wniosku autora, że przesyłanie głów do Konsta:ntY'l1opola, stolicy
i siedziby sułtana, bądż ścinanie skazańców w obliczu sułtana mialo znaczenie
sakralne, gdyż był to środek władzy nie tylko świeckiej, ale i duchowej. Przy tym
traktuje tę praktykę zgoła jako kontynuację
ofiar ludzkich. Niewłaściwy wydaje
mi się również termin chasseuTs de tetes łowcy 'głów, wielokrotnie
używany
przez autora. Moim zdaniem można go zastosować wyłącZln,ie tam, gdzie władza
turecka płaciła konkretną cenę za dostarczoną głowę wroga i żołnierze wyrażnie
,.polowali" na jakiekolwiek glowy. NatomialSt nie wydaje mi się słuszne używanie
tego terminu w wypadku
wykonywania
wyroku sądowego, czy brania trofeów
z glów podbitych wrogów, co było tylko kankretnym
potwierdzeniem
sukcesów
bitewnych dałl1ego wojownika, a dla dowódcy i wladcy dowodem wielkości zwycięstwa.
Pomijając te i inne drobne zastrzeżenia
(szczególnie }eśli chodzi o religijno-magiczne interpretacje
różnych zwyczajowych praktyk
związanych z obcinaniem
głów) należy podnieść zarówno nowatorski charakte-r pracy autora, jak i bogactwo
materiału,
na ogól trudno dostępnego choćby ze względów językowych
(źródła
w językach tureckim, rumuńskim,
greckim itd.). Autor posiada rÓWinież szerokie
perspektywy historycZlne i geograficzne, które pozwalają mu spojrzeć na zwyczaj,
w tym wypadku niewątpliwie
turecki, na tle porównawczym
rozległym zarówno
czasowo jak i przestrzennie.
Anna

Naoual

el S a a d a o u i, Le face

cache.e

d'Eve.

Les

femmes

Kowalska-Lewicka

dans

le

monde

arabe, Parus 1983, wyd. 2, ed. des femmelS, ss. 415..

W 1980 r. w Londynie wydawnictwo Zed Pr-ess opublikowało książkę Egipcjanki
N. el Saadaoui pt. The hidden face of Eve. W dwa lata później rzecz ta ukazała
się w języku francuskim
w tłumaczeniu
Elizabeth Geiger van Bssen stając się
bestsellerem, skoro edycję powtórzono w 1983 r. Rozważania są rezultatem wi,eloletnich doświadczeń autorki jako lekarza, a także poszukiwań dokumentacy jnyc:h
wyjaśniających
Decepcję zachowań
funkcjonujących
w społeczeństwie
arabskim.
Przyczynę istniejących struktur
tłumaczy sferą ekonomiczną, religijną i polityką
rządów poszczególnych krajów.
Książka składa się ze Wstępu (Preface), w którym omówiono ogólnie sytuacje
polityczno-spolcczną
krajów arabskich. Natomiast w Introdukcji
sięga autorka do
genezy istniejącego stanu rzeczy. Jej zdalniem, odpowiedzialność
za rzeczywistość
ponoszą zarówno religia jak i polityka, gdy w społeczeństwie patriarchalnym,
a za
takie uważa egipskie, nie jest możliwe oddzieJoenie religii od systemu politycznego
i seksu od p~lityki. Triada: polity'kJa - sekis - ,relLgia, j-eslt jednym 'oZnaj-cZJUJ1Jszych
punktów szczególnie krajów rozwijających się, a do takich zalicza się m. in. Egipt,
gdzie wy.stępują jeszcze stosunki feudalne.
Pisząc o sytuacji kobiety podkreśla,
że we wszystkich
społeczeństwach
jej
20 "Lud"

-

t. '11

306

RECENZJE

wyzysk koresponduje
z systemem
ekonomicZJnym opierającym
się na właSlllości
ziemi, spadku i pokrewieństwa.
Swoje rozważania wprowadzające
zamyka apelem
koniecZJności wyzwolenia kobiety na gruncie społecznym, moralnym i kulturowym
(s. 49).
Różnorodne zagadnienia związane' z obyczajowością odsłania część pierwsza pt.
Połowa okaleczona (La moitie mutilee),. Autorka porusza tam kwestie związane
m. ~n. z wychowaniem i pozycją płci pięknej w społecreństwie.
Wskazuje, iż narodziny dziewczynki nie wywołują oczekiwanej
radości, a w niektórych
regionach
matkę karze się ciosami, obelgami, a nawet groźbą rozwodu. O wyehowaniu dzieci
decyduje płeć. Zycie syna - w przeciwieństwie
do córki - cechuje samodzie!ność
i swoista wolność.
Wiele problemów i frustracji
wywołuje kwestia honoru dziewczyny. Zdaniem
autorki, jeszcze obecnie w środowiskach
tradycyjnych
żąda się od panny młodej
poświadczenia
jej dziewictwa poprzez prezentację
splamiOlI1ego prześcieradła.
Nieszczęściem dla rodziny jest utracenie błony dziewiczej w wyniku wypadku w dzieciństwie lub :skaza fizjologiczna. Według obyczaju, brak wymaganego dowodu winien być zmyty "krwią". :Na szczęście dla wielu młodych mężczyzn kryterium dziewictwa nie decyduje już o wspólnym życiu. Autorka krytykuje
koncepcję honoru
w rodzinach arabskich, określa ją wręcz za niemoralną.
W niektórych krajach świata (m. in. Egipcie, Sudanie, Jemenie) praktykuje
się
obrzezanie dziewczynek. Obyczaj ten opiera się na wierzeniu, że usuwanie części
organów genitalnych
zeWl!lętrznych zmniejsza pobudliwość seksualną dziewczy,nek,
dzięki cremu chroni się ich dziewictwo, a zatem honor. Zabieg wykonuje się przed
pojawieniem
się pierwszej
m€lI1Jstruacji. Konsekwencją
tych "operacji" są często
ciężkie zapalenia,
szoki psyehologiczne,
oziębłość płciowa. Wśród przebadanych
przez autorkę kobiet i dziewcząt większość, zwłaszcza ze środowisk, gdzie tradycja
zajmuje pozycję prestiżową, nie było świadome owych skutków. Ich wiedza ograniczała się jedynie do sfery ewentualnego
małżeństwa,
które mogło być zawarte
tylko z dziewczyną obrz'ezaną. Wiele z nich traktowało
ów zabieg jako "operację
'C'CzY52jc.zają,cą"
(operaJtj'on purifCante). Prze'f<l'żający Qikaza~ s~ę fa'klt, że 66% spoś,ód
ankietowanych
dziewcząt i kobiet legitymujących
się wykształceniem
nie miało
pojęcia o fatalnym wpływie obrzezania na ich stan psychiczny i seksualny (s. 93).
Sytuację
tę tłumaczy temat tabu wobec anatomii
kobiecej. Nawet na studiach
medycznych nie podejmuje się m. in. wyjaśniem.ia funkcji łechtaczki w ciele kobiety. Obiektywnie usuwanie łechtaczki stanowi gwarancję dziewictwa aż do ślubu,
a zatem honoru rodziny. Zabieg ten został prawnie zabroniony w Egipcie, jednak
przy milczącej aprobacie rządzących jest w da~szym ciągu praktykowany.
Dzieje płci piękmej, poczynając od biblijnej Ewy, prezentuje rozdział - część
druga - Kobiety w historii (Les femmes dams l'histoire). Autorka przypomina, że
w staroźytJnym Egipcie sYn nosił nazwisko matki i otrzymywał spadek wynikający
z pokrewieńlstwa kobiet. Omawia też los matriarchatu,
a jego zniknięcie tłumaczy
konsekwencją 'systemu, w ramach którego mężczyzna przejął rolę centralną, zatrzymując
sobie także swobodę dziaałnia. Również pojawienie się prostytucji
należy łączyć z rządami mężczyzn, gdyż w okresie mariarchatu
in5tytucja ta była
nieznana. Przywołuje także dokumenty hebrajskie, chrześcijańs'kie i muzułmańskie,
które odsuwają kobietę w cień.
O historii kobiety w kręgu kultury muzułmańskiej
traktuje
część trzecia pt.
Kobieta arabska {La femme arabe). Wkraczając
w świat przedislamski
ukazuje
zjawisko po;Jiandrii, jakie obo'wiązywało w 'Wielu r€ijornaah świa:ta 'airabskieg.o. F>Ulnkcjonowało ono na zalSadzie "małżeństwa
dzielonego {mariage
part age) lub tzw.
"istibdaa". Forma pierwsza charakteryzowała
się możliwością pos'adania przez ko-

307

RECENZJE

bietę dziesięciu męzow. Natomiast
druga mogła być realizowana
w przypadku
braku spadkobiercy. Wówczas żona za zgodą męża miała prawo współżycia z innym mężczyzną, a narodzone dziecię US'ynawiał współmałżonek. W niektórych społeczeństwach poliamdria obowiązuje współcZJeśnie (s. 262).
Pierwotnie islam przyznawał kobiecie ważne miejsce w społeczeństwie. Jednak
wraz ze śmiercią Proroka jej pozycja ulegała degradacji. Spadek ten rozpoczął się
w momencie wprowadzenia s'egregacji płci. Ów podział tłumaczy się często w aspekcie Jęku i pożąda:nia kobiety prz;ez mężczyznę. Z historii Arabów wynika, że to
mężczYŹJl1ibardziej boją się kobiet niż odwrotnie.
Ruch emancypacyjny
w Egipcie został zapoczątkowany
w połowie XIX w.
Jego dzieje przedstawia autorka w części czwartej pl. Problem otwarty (La brecl<e
est ouverte). Pomimo przewartościowań
w sferze świadomości, jeszcze i dzisiaj podjęcie przez kobietę pracy zawodowej wywołuje kontrower.s'je. Nakazem obyczaju
winna ona swoje życie spędzać w obrębie domostwa służąc mężowi i dzieciom.
WspółczeŚinie zezwolenie małżonce :na pracę zarobkową dla wielu mężów oznacza
obniżenie jego prestiżu oraz skazę na honorze (s. 376). Postawa ta wypływa z lęku
przed ewentual:nymi kontaktami z innym mężczyzną jakie mogą mieć miejsce m. in.
w biurze, na ulicy, w środkach masowej komunikacji.
Ów kompleks mężczyzny
nie zależy od wykształcenia, lecz wychowania.
Na ka'r~ach tejo.sltatniej
części autorka pOldda:je IQsrtmejkirYltyce p~lligamię, która
występuje w prawie wszystkich krajach arabskich (wyjątek stanowi Tunezja, gdzie
w 1956 r. zadekretowano monogamię). Według prawa egipskiego mężczyzna ma prawo poślubić kilka żon i rozwieść kiedy ma na to ochotę. Ojciec rodziny wielodzietnej (lO dzieci) może ją opuścić, jeżeli pował kobietę, którą pragnie poślubić {s. 384}.
Natomiast kobieta arabska życie seksualne może prowadzić tylko z mężem. Stosunki pozamałżeńskie są zabronione, nawet masturbacja jest grzechem.
Kończąc swoje rozważania N. el Saadaoui stwierdza, iż sytuacja kobiety wynika z ~yisltemu pa:triarchaJ1nego, trwającego
,dZliislil'l,jKTytyk:uje religie śwli.alta,
które zaadoptowały zasadę posłuszeństwa kobiety wobec mężczyzny. Podważa obraz
kobiety nakreślony w literaturze
dawnej i współczesnej, wytykając
mu fałszerstwo i nieprawdziwość.
Książka stanowi bogatą informację
historyczno-socjologiczną.
Odsłania wiele
tajników położenia kobiety arabskiej. Wprawdzie rzecz dotyczy przede wszystkim
Egiptu, ale autorka sięga głębiej przywołując zjawiska z kręgu kultury muzułmańskiej. Czasami zauważa się pryncypialność
w formułowaniu
tez, co może budzić
,ko'1':t'~'O'wer1sjc.
Niemniej jes1t bo po·zycja cenna, 'Uk<lJzującaskomp1iJkowalną i brudną
do szybkiego rozwikłania sytuację społeczną kobiety arabskiej.

do

tArvna Barska

Ludwik S to m m a, Antro'polo.gia
kultury
Inic.zy PAX, War'31zawa 1986, 'Ss, 268.

wsi

.polskiej

XIX

w.,

InJS!ŁyltUlt
Wydaw-

Ludwik Stomma jest absolwentem Kabedry Etnografii UW, był pracownikiem
Instytutu Sztuki PAN, a obeanie od kilku lat wykłada w Ecole Pratique des Hautes
Etudes w Paryżu. Dał się już poznać jako autor licznych artykułów zamieszczanych głównie w "Polskiej Sztuce Ludowej" i "Et.nografii Polskiej"; w tych to właśnie artykułach zarysowuje się krąg problematyki, w obrębie której będzie się po20·

,308

RECENZJE

r1lJSzał. W roku 1981 ukazała się jego pierwsza książka pod przewrotnym i zagadkowym tytułem Słońce rodzi się 13 grudnia. Stomma proponuje tu, jak sam pisze
- "przygodę poniekąd archeologiczną - zstąpienie pod pokłady ulotnych form, ku
strukturom
słowiańskiego roku obrzędowego, ku utajonym a rządzącym nim mechani:ZJmom". A przygtoda to iście kar~ołOlmna, <li I'alOnej "mózgołomna", nie po Taz
ostatni jak się później okaże. IAutor dokonuj'e tutaj selekcji siedemnastu świąt do'rocZJnych kalendarza obrzędowiego, k!tóne po anaUzie 'okazują sJię za wierać w ~obie
elementy obrzędów przejścia; następnym krokiem jest próba znalezienia klucza ich
dobolfu w k:.ll:tuf'Ze ludowej. Z,damiem Stommy, daltą ludowY(lh obrzędów przejścia
są symetryczne parami względem zimowego i letniego przesilenia słonecznego. Kultura ludowa dokonała więc spośród świąt chrześcijańskich
doboru tych, które zgodI!l€ są z przełomowymi, "przejściowymi" momentami roku mierzonego i datowanego
na pO;Qstalwiewschodów i zaoooidów 'słońca na hory::mnde. OdświeiJa więc tu StOImma
(acz w formie pod względem merytorycznym
odbi'egającej od pierwotnej
astra listycznej koncepcji Volney'a i Dupnisa) pogląd, wskazujący
na inspirującą
rolę
obserwacji słońca i innych gwiazd w kulturze.
I tak - po tym wstępie - dochodzimy do najnowszej pracy Ludwika Stommy.
wydanej przez PAX w 1986 roku, Antropologii
kultury
wsi polskiej XIX w. Otwóżmyza'te.m iksiąż:kę i !pozwólmy 'się \vpfowadz;ić do XIX wieku. Czy autoil" okaże I>'ię
dobrym przewodnikiem,
czy jego sposób oprowadzania
będzie nam odpowiadać,
poczekajmy z werdyktem do końca maszej wycieczki.
KonfrOl!1tacja mitów o wsi polskiej w XIX wieku z rneczywistością, polemika
z tymi funkcjOl!1ującymi po dzień dzisiejszy również w świadomości wielu etn{).grafów wyobrażeniami
o tradycyjnym
i sielsko-niezmiCll1nym wieku XIX, uzasadnienie ich funkcjonowania
w kulturze - tak można by sformułować cel, któremu
stara się autor sprostać w swej pracy.
"Naitura mJi,io1-o,gilZalcjli
- ,pUsze Czesła!w RobQtycki - polega lila zastęp~\waniu
niepełi!1ej wiedzy o świecie mitem, który próbuje wyjaśnić zjawiska natury, oraz
przeznaczenie świata i człowieka jako całości ciągłej i celowej, umożliwiając wian:
w S!Cn,sludzkiej dzi'3iła:lności i trwałość Waln1;Jości.P>oina(dtopI'OiC'CoommfŁologizacji
sprzyja fakt, że podstawę kOl!1stytuują emocje i wartościowania.
Emocje wywołują
potrzebę takiego widzenia świata, w którym nie dokonuje się przemiana, ale kumulacja. To co istniało i minęło, powinno trwać w wartościach, które można ocalić
bez względu na pr2)emijalność zdarneń". Z natury mitologizacji wynika, że jest to
proces nieustanny.
.
Zrozumienie tego procesu uświadamia
więc nam rzecz wręcz niewiarygodną,
kłócącą się z :naszym (członków cywilizacji) o sobie wyobrażeniu. Bo czyż nie zakwestionowany
zostaje częściowo sposób naszej umysłowej i intelektualnej
percepcji otaczającego nas świata i zachodzących w mim procesów'? Dla zrozumiemia
tego mechanizmu niezbędna staje się rekonstrukcja
zakodowanych w mitach reguł
myślenia i swoistej hierarchii wartości społecznych. Tu bowiem znajdziemy klucz
do zrozumienia utajonych struktur świadomości danej grupy i sił na nie oddziaływujących.
Jeżeli zatem przyjmiemy
tok powyż-szego rozumowania
za sluszny,
jawi nam się obraz cywilizacji, która wydaje się zaprzeczać podstawowym zusadom
naszego -myślenia. Świadomość tego faktu i próby jego naukowego wyjaś,nienia
zajmowała
uwagę całych pokoleń etnologów i przyniosła plon, w postaci wielu
rozmaitych, często zdumiewających
swą śmiałością teorii, jak chociażby ta, której
autorem
był Lucien Levi-Bruhl.
Jego zdaniem ludzie cywilizowani
rozumieją
podług reguł kartezjańskich,
których podstawą jest zasada niesprzeczności. Czlowiek pierwotlllY natomiast posługuje się myśleniem prelogicznym, mistycznym. Rzeczywistość mityczna staje się częścią realnego przeżycia społeczeństw pierwotnych.

RECENZJE

309

Ustalenia te zostały póŹini'ej zakwestiOlllowane, ale nie w całości. Dwa z :nich oparły
się ostrzu krytyki: 1. mistyczno-magiczne
wierzenia i wyobrażenia
społeczeństw
plemiennych i ludowych stanowią system, czyli zorganizowane są podług jakiego$
wewnętrznego porz4dku, 2. owe "irracjonalne"
wyobrażenia są w kulturach pier~
wotnych integralnie
związane, stop[lio[le ze światem obserwowalnym;
stanowią
więc w nich element rzeczywistości. Zapamiętajmy te dwa ustalenia.
Co jednak z ową zasadą sprzeczności, która cechować miałaby myśle.nie społeczeństw pierwotnyc.h? W sukurs przychodzi tu językoznawca Ferdynand de Saus5ure, który u.,talil, że system językowy opiera się [la opozycjach oraz Roman Jakobson z ustaleniem, że opozycja jest z natury rzeczy operacją 10gicZl!1ą.Istnienie jednego członu opozycji binarnej
w sposób konieczny zakłada i ujawnia
istnienie drugiego, przeciwstawnego.
Cóż może to oznaczać w odniesieniu do kultury? Otóż człowiek pierwotny w obliczu rzeczy stara się je zawsze, choć przeważnie jest to proces podświadomy, sklasyfikować.
Dorzućmy teraz do ll1a.szej wiedzy jeszcze kilka podstawowych
ustaleń strukturalizmu. Każda kultura ma specyficZl!1Y i odrębny skończony zbiór opozycji bazowych, organizujących kształt komunikatów nadawanych i odbieranych przez społeczność uczestników tej kultury, a więc zasady klasyfikowania
przez nich pojęć,
zjawisk i rzeczy - a w konsekwencji - ich wierzenia, zachowania itd. Opozycje
bazowe nader rzadko występują
w rzeczywistości kulturowej
w formie czystej.
Pozostają jedynie "ideami" przejawiającymi
się w kulturze w postaci licznych
i różnorodtnych desygnatów. W ramach tych reguł możliwa j~st ogromna, choć [lie
dowolna ilość kombinacji decydujących o treści komunikatu.
Ową treść odczytujemy poprzez a.nalizę relacji symbolicznych i innych każdego najprostszego układu.
de.sygnatów, czyli mitem. Dopiero wiązki mitemów tworzą nam scenariusze praktyk
magicznych, zwyczajów, zachowań społecznych.
To pobieżne streszczenie zasady postępowania
strukturalnego
wydaje się być
o tyle uzasadnione, a wręcz niezbędne, gdyż stąd dzieli nas już tylko krok od
znalezienia klucza do zagadki myślenia mitycznego. Czy jest ono nielogiczne, skoro
mit poszukuje zgodności z sensem, jest ciągłym unaocznianiem istoty rzeczywistości? Rozstrzygnięcie zasadności wybranej przez Stommę drogi postępowania badawczego nie pozostawia teraz wątpliwości.
Zbrojny w narzędzia badawcze dostarczone przez metodę strukturalną
i wi'erny
jej założeniom, ustala autor szeregi opozycji binarnych, nazywając
je "tablicami
Mendelejewa", których rozszyfrowanie
pozwoli odczytać istotę ludowego patrzenia na świat. sposób interpretacji
przezeń sensu obiektywnej rreczywistości.
Naczelne miejsce w owym mitycznym myśleniu zajmuje opozycji "swój obcy". Mityczne wyobrażenia
o obcym są przeciwstawieniem,
swoistym negatywem wyo!.lrażerl tej grupy o .sobie, obrazu zgodnego z rzeczywistością w myśl wyżej
przy jętych założeń.
Vi! tym miejscu wypada podkreślić zaslugę Stommy w zasyg.nalizowaniu możliwości :nowego. jakże odmiennego od przedwojennych
prób patrzenia na zmityzowam; postać obcego w kulturze. Zasługa to tym większa, bo przeci·eż owo konstruowanie obrazu świata podług zasady odwrotności i analogii miało podstawowe
znaczenie nic tylko dla wierzeniowości, ale wręcz dla całego mitycznego światopoglądu chłopa XIX-wieczmego. Konstrukcja
ta bazowała na znanej nam już zasadzie klasyfikacji. Raz dokonana klasyfikacja
- w momencie nazwania pociagrl1a za 's'oba ':lal'sze wyQb.rażenia. Ogl101mną·częŚć iSJwej pracy poświęca Auitor
ukazaniu wszechstronnej, wieloaspektowej
izolacji wsi polskiej w mawianym okresie, ma którą złożyły się zarówno czynniki tkwiąoe w psychice chłopa, jak i uwa-

310

RECENZJE

runkowania
zewulętrz;ne, a która w decydującym stopniu przesądziła o kształcie
owych wyobrażeń.
Godzi się podkreślić wielką ilość materiału etnografic=ego
i faktograficznego
poddanego analizie badawczej. To bogactwo bazy egzemplifikacyjnej
i jej niezwykle celny (miejscami kontrowersyjny)
dobór zapisać można jedynie na plUS
autorowi Antropologii...
To, co czyni z tej książki lekturę dostępną intelektualnej
percepcji również mniej wtajemniczonym w problematykę jest - poza niezbędnym
minimum - sposób prowadzenia narracji, daleki od poruszania się w hermetycznym polu strict'e naukowego języka. Praca Stommy to doskonałe kompendium
wiedzy o fenomenie kultury WiSipolskiej, prawdziwa kopalnia przykładów na istnienie niezwykle rozbudowamej sfery życia duchowego XIX wiecznego chłopstwa
polskiego.
Stomma przyzwyczaił
nas już do kontrowersyjnej
tematyki
podejmowanej
w swej twórczości i Antropologia
nie jest tutaj wyjątkiem. Reakcja po przeczytaniu pracy może być różna, w zależności od tego, w jakim stopniu zgadzamy się
z założeniami przyjętymi
przez Autora. Dwie reakcje u większości czytelników
będą jednak prawdopodobnie
zbieżne: z jednej strony wrażelnie, że oto jesteśmy
świadkami
dokonania się na stronicach książki swoistej rewolucji w patrzeniu
na świat nie tylko na wsi polskiej, ale także właściwego ludziom końca XX wieku.
Rzeczywistość jest bowiem drugorzędna a sposób jej percepcji może być bardzo
różny, przybierać różne formy. Mit obecny jest na wszystkich etapach rozwoju społeczeństwa ludzkiego. Siła perswazji umiejętnie dobranych przykładów jest wszak
ogromna.
Książka Stommy przynosi jednak także pewien niedosyt. Poza głównym wątIdem występują w niej inne, jakby poboczne, ale jakże istotne, na które jednak
ostatecznej odpowiedzi nie znajdujemy. Dotyczy to m. in. poruszonej pod koniec
pracy kwestii zasadności funkcjolllowania w literatunIe przedmiotu terminu "tradycyjna kultura ludowa" i wręcz próby zakwestionowania
całego dotychczasowego
dorobku dotyczącego kultury ludowej, pOWlstałego w tym duchu. Czy nie nazbyt
śmiałe to pociągnięcie?
I jeszcze jedno. Przykład z zakresu medycyny ludowej dotyczący wykorzystania ekskrementów w lecznictwie, niewątpliwie interesujący, nie wydaje się stanowić spójnej całości z I'esztą wywodu; nasuwa się nieodparte wrażenie, że Autor
zamieścił go jedynie dla przetestowania
tezy Van Gennepa o obrzędach przejścia.
Wrażenie to ugruntowuje
się w miarę czytania ks'iążki, bo kwestia ta nie zostaje
już ponownie poruszona. To, że książka budzi szereg kontrowersji,
to bardzo
dobrze. O to chodzi. Najgoflszą wszakże oceną dzieła jest milczenie ze strony
odbiorcy. Antropologia
kultury
wsi polskiej XIX
w. nie jest z peWlnością pozycją,
obok której można przejść obojętnie.
fI alina

Oniszcznk

W. J. Wo z g r i n: Grienlandija i Grienlandcy. łzd. "MysI" Moskwa 1984, ss. 157.
Prezentowana
publikacja składa się z siedmiu rozdziałów. W pierwszym znajdujemy ogólne wiadomości o tej największej wyspie świata, obejmującej powierzchnię 2176 tys. km2• Autor podaje m.in., że w paleogenie panował tam klimat ciepły
i wilgotny umożliwiający
rozwój takim roślinom, jak magnolia, chlebowiec, sekwoja i tulipal;;o\\iec. Przeważały jednak drzewa 1iśoialste srt!fefy umiar.kowanej -

RECENZJE

311

dąb, klon, brzoza, wierzba, topola, olcha, wiąz i niektóre iglaste. Przed 2 - 3 milionami lat nastąpiło silne ochłodzenie, w czasie którego wyspa pokryła się grubą
\Val:·si~lwąlodu rozlokowanego Glbe:cn:iealia obis'zarze 1800 rt.)'1s.km2 P.od C'i'ężaTem
lądolodu Grenlandia została silnie wgięta. Najniższe temperatury
powietrza odnotowano w jej środkowej części (-70°C). Dzięki ciepłemu Prądowi Zachodniogrenlandzkiemu klimat obszarów południowo-zachodnich
jest najłagodniejszy.
Średnia
temperatura stycznia waha się od -1 do -4°C, a lipca około HOC. Flora wyspy
liczy ponad 1000 gatunków, w tym 450 roślin wyższych. Następnie W. J. Wozgrin
opisuje florę i faunę zwracając szczególną uwagę na te zwierzęta, które mają
największe znaczenie gospodarcze. Wspomina też o utworzeniu w północnej i północno-wschodniej
części Grenlandii
największego
na świecie parku narodowego
rozciągającego się na przestrzeni 700 tys. km2•
Rozdział drugi poświęcono historii zaludnienia
Grenlandii
i pierwszym kontaktom ludności tubylczej z Europejczykami.
Autor zaznacza, że ślady najdawniejszych eskimoskich osad odkrytych na Ziemi Pery'ego w pobliżu fiordu Independens ocenia się na około dwa tysiące lat przed naszą erą. Stąd pochodzi właśnie często używana nazwa - Kultura Independens. W oparciu o materiały pochodzące z wykopalisk stwierdzono, że byli to myśliwi zajmujący się polowaniem na
foki i piżmowoły. Wielkim podobieństwem odznaczali się ludzie należący do Kultury Sarkak (2 - 1,5 tys. lat p.n.e.). Ich koczowiska znaleziono najpierw koło Zatoki
Disko, a następnie w wielu miejscach zachodniego i wschodniego wybrzeża, m.in.
na południe od Angmagssalik. Najlepiej zostały one zbadane w sąsiedztwie Ilulissat i Godthab.
W początkach naszej ery wyodrębniła się Kultura Dorset. Przynależni do jej
kręgu Eskimosi nie posiadali psów, posługiwali się harpunami
i mieli małe sanie
o płozach sporządzonych z kłów morsa. Nic ich nie łączyło z przedstawicielami
Kultury Sarkak, a z wyspy zostali wyparci prawdopodobnie
przez inne plemiona,
po których nie pozostało śladu. W IX wieku naszej ery Grenlandia
była wyludniona i trwało to do czasu przybycia Normanów i Eskimosów reprezentujących
Kulturę Thule. Stopniowo Eskimosi zaczęli korzystać ze zdobyczy skandynawskiej
kultury, ale nie wiemy dokładnie kiedy to nastąpiło. Warto przypomnieć, że w wykopaliskach na wyspie Inugsuk (Kultura Inugsuk) znaleziono wśród eskimoskich
pl"zedmiotów wiele l'zeczy normandzkiego
pochodzenia,
w tym również odzież,
a nad Zatoką Ingelefielda, czyli 1500 km na północ od kolonii Normanów, napotkano na fragment kolczugi. Należy też zaznaczyć, że Normanowie żyjący na
Grenlandii w XV wieku nie zerwali łączności z Europą. Największą dla nich klęską
było przerwanie dostaw towarów europejskich
prawdopodobnie
na skutek panującej tam dżumy, ograniczenia
duńskiej żeglugi w wyniku działalności
Hanzy
i eksportu rosyjskich futer stanowiących wielką konkurencję dla Grenlandczyków.
Gdy duńskie statki dobiły do wyspy w 1474 roku nie zastano już Normanów, lecz
tylko Eskimosów. W historii kontaktów z Europą nastąpiła przerwa trwająca ponad 100 lat. Ponownego odkrycia Grenlandii dokonał w 1576 roku angielski żeglarz Martin Frobisher szukając drogi do Indii. Jego śladami kroczył John Davis,
który pierwszy sporządził dość dokładną mapę wyspy. Od 1605 roku Grenlandię
odwiedzali również Duńczycy.
Z początkiem XVII wieku rozpoczyna się wzmożony połów wielorybów, a w
1721 roku dotarł do Grenlandii misjonarz norweski Hans Povelsen Egede. Pragnąc
nawrócić Eskimosów na chrześcijaństwo
nauczył się ich języka, zwalczał okrutne
obyczaje, m.in. dzieciobójstwo, a jego żona zapoznawała Inuit z elementarnymi
zasadami higieny i zginęła tam w czasie epidemii ospy. Misja pastora nie powiodła

312

RECENZJE

się, ponieważ wszelkie pojęcia nowej religii były dla nich zupełnie obce. Takim
klasycznym przykładem
jest baranek boży z konieczności wymieniany
na "bożą
foczkę" itd. Niemniej jednak działalność H. Egede i małżonki Gertrudy należy porównać z filantropijną
akcją dra Alberta Schweitzera w Gabonie.
Nie można też pominąć zasług niemieckich anababtystów
Herrnhuterów,
którzy przybyli na wyspę celem niesienia pomocy tubylcom. Opiekowali się chorymi
i starcami, budowali szpitale i przytułki, a poza tym zajmowali się etnografią, pozostawiając wiele cennych opisów. Jeden z nich, S. Kleinschmidt, był twórcą pisma
eskimoskiego, pierwszy przetłumaczył
biblię na ich język i opracował eskimoski
słownik.
Rozdział trzeci obejmuje charakterystykę
Eskimosów łącznie z uwypukleniem
stopniowych
zmian sposobu ich bytowania.
Z tekstu dowiadujemy
się m.in., że
obecnie żyje na globie ziemskim około 90 tys. Eskimosów, z czego 40 tys. na Grenla!ndii, 18 tY:3. w Kanadzie, 30 tys. w USA i 1,3 tYls. w ZSRR. Pallniętać Ikz0ba, że
z etnonimem "Eskimosi" zaznajomił Europejczyków pastor francuski Pierre Biard.
W jego sprawozdaniu
z podróży do Ameryki w 1611 roku po raz pierwszy użyto
słowa "eskimantik",
co oznacza w języku Indian Wobinaków "jadający
surowe
mięso". Obecnie termin "Eskimosi"
został zastąpiony
przez Duńczyków nazwą
"Grenlandczycy",
a ogólnym określeniem jest "Inuk", w liczbie mnogiej. "Inuit"
- "prawdziwi ludzie". Z kolei autor zwraca uwagę na zewnętrzne cechy i psychikę Eskimosów oraz na najważniejsze
osobliwości ich niezwykle trudnego języka.
Ponadto przeznacza sporo miejsca na omówienie eskimoskich obyczajów, życia rodzinnego i cywilizacyjnych przemian pod wpływem Duńczyków. Przedstawia problem migracji wewnętrznej, zwłaszcza do uprzemysłowionych
miast, a niezależnie od
tego nie zapomina o podkreśleniu ujemnych skutków wynikających
dla Grenlandczyków po zetknięciu się z białymi.
W rozdziale czwartym przedstawiono
główne etapy zagospodarowania
Grenlandii przez Duńczyków i ich stosunek do Eskimosów. W. J. Wozgrin podaje, że
wzrost zainteresowania
wyspą zaktywizował się wydatnie począwszy od 1750 roku,
gdy powstała Grenlandzka
Królewska Kompania Handlowa zajmująca się skupem
futer i zaopatrywaniem
Inuit w żywność j sprzęt łowiecki. Stopniowo zaczęła ona
skupiać w swych rękach całość obrotów handlowych Grenlandii, a ponadto przekształcała się zwolna w administracyjny
organ Danii. W 1980 roku rozpoczęło się
przekazywanie
przedsiębiorstw
i zarządu Kompanii samorządowi grenlandzkiemu.
Nastąpiła zdecydowana przemiana stylu egzystencji Eskimosów. Nie są to już dawni
myśliwi i łowcy wielkich ssaków morskich zdani na własne siły w obliczu zmagań
z surową i nieprzychylną naturą. Obecnie żyją oni przeważnie z rybołówstwa i korzystają ze znacznej pomocy Danii, która przy współudziale znakomitych fachowców przystąpiła
do budowy infrastruktury
ekonomicznej i społecznej. W plan<:lch
rozwoju wyspy przewiduje
się m.in. zwiększenie zatrudnienia
ludności przez likwidację sezonowego bezrobocia, elektryfikację
kraju i mechanizację różnych gałęzi przemysłu, w pierwszym rzędzie przetwórstwa
ryb, usprawnienie
szkolnictwa
ogólnego i zawodowego oraz zabezpieczenie
mieszkań dla wzrastającej
ludności
miast. Poza tym zaczyna się intensywniej
wykorzystywać
bogactwa mineralne
i ulepszać transport.
Na stronicach
rozdziału piątego zobrazowano kulturę materialną
i duchową
Inuit. Autor zaznacza, ze na skutek znacznego rozproszenia siedzib tubylców, a tym
samym życia w odmiennych warunkach
ekologicznych, tradycyjne zajęcia i obyczaje Eskimosów nie były wszędzie jednakowe. Stąd można wyróżnić różne ośrodki
kultury. Najbardziej typowa jest forma arktyczna obejmująca zachodnie wybrzeże

313

RECENZJE

Grenlandii na północ od koła podbiegunowego
północnego. Zyjący w jej kręgu
tubylcy odznaczają się tym, że w czasie żimy i wiosny polują na foki wylegujące
się na lodzie, latem używają kajaków, a w jesieni tropią reny i łowią pstrągi
w jeziorach.
Kultura polarna (region Thule) ukształtowała się przede wszystkim w związku
z koniecznością polowań na obszarach pokrytych lodem, ponieważ woda odsłania
się tam najwyżej na okres dwóch miesięcy w ciągu roku. Po przybyciu Europejczyków do Thule okazało się, że Eskimosi już dawno zaprzestali polowań na reny
i nie łowili ryb, a ponadto zapomnieli o kajaku i umiaku. Dopiero przesiedleńcy
z zachodniego wybrzeża przypomnieli im o użyteczności tych prastarych środków
lokomocji.
Kultura subarktyczna
rozlokowana na południe od koła podbiegunowego
północnego cechuje się szczególnie przewagą sprzętu nieodzownego do polowań w morzu i zbiornikach
śródlądowych.
Osady grupują się najczęściej
nad cieśninami
i fiordami. Podczas polowań nie ma konieczności przenoszenia rodzin na znaczne
odległości, jak to ma miejsce w Thule i dlatego psi zaprzęg jest mniej rozpowszechniony, a sanie są dwa razy mniejsze od używanych w kręgu kultury polarnej. Z kulturą subarktyczną
Europejczycy zapoznali się najwcześniej
i niesłusznie
uważana była za jedyny wzorzec.
Kultura materialna Inuit wiąże się ściśle z polowaniem na foki
inne ssaki
morskie. Zdobycz odstawiano do domu za pomocą sań zaprzężonych w psy. Grenlandzkie sanie w porównaniu z używanymi przez narody ZSRR są szersze i krótsze, a poza tym lepiej przystosowane do jazdy w trudnych warunkach, gdzie drogę
lYZcgl'adZ',lj-l CZę3t.()!~'kaly i spięltTzone lody. Z tego 'W.zglę.du sitosQIWalnozaprzęg
wachlarzowaty,
który dawał saniom większą zwrotność. Płozy miały one lekko
uniesione w przodzie, a z tyłu wyginały się pod kątem prostym. Ponadto na wysokości piersi człowieka były zespolone poprzeczną listwą ułatwiającą
utrzymanie
ciężaru na stromych wzniesieniach.
W dalszej części autor opisuje budowę i przydatność kajaku oraz umiaku, jak
też sposoby polowań. Wiele miejsca przeznaczył na omówienie eskimoskich domów, ubiorów, wierzeń, zabobonów, mitów i działalności szamanów. Pisze również o teraźniejszym życiu Inuit, tak gruntownie zmienionym pod wpływem zdobyczy cywilizacji.
Rozdział szósty jest dziełem doktora nauk geograficznych
Ł. R. Sieriebriana
i nosi tytuł "Grenlandia
w oczach geografa". Autor przypomina, że powierzchnię
Grenlandii szacuje się najczęściej na 2175000 km2, z czego 341700 km2 jest wolnych
od lodu. Natomiast najnowsze badania przeprowadzone
przez duńskiego geografa
B. )<'ristrupa wykazały, że jej obszar wynosi 21860000 km2, w tym 386000 km2 niezlodzonych. W północnej Grenlandii stwierdzono dziesięć razy mniej opadów aniżeli w południowo-zachodniej,
a średnia temperatura
powietrza wynosi na północy
w lipcu 4 - 5°C, a na południu około lODe. Zimą różnice są jeszcze większe, na dalekiej północy średnia temperatura
w lutym osiąga -30°C, a na południu -4°C.
Jakkolwiek surowe zimy w północnej części wyspy silnie ograniczają rozwój
roślin, to jednak w ciągu dwumiesięcznego lata flora rozwija się bujnie. Najlepsze warunki panują jednak na obszarach południowo-zachodnich.
Następnie Ł. R.
Sieriebrian omawia budowę geologiczną, podział na regiony, opisuje bogactwa natUl'alne, osiedla, rozwój przemysłu przetwórczego
i transportu
oraz próby rolniczego zagospodarowania niektórych terenów.
W rozdziale

siódmym

W. J. Wozgrin

porusza

naj istotniejsze

problemy

wiążące

314

RECENZJE

się z przyszłością Grenlandii
na marginesie jej ścisłych powiązań gospodarczych
i kulturalnych
z Danią i polityczne konsekwencje
położenia strategicznego wyspy.
Recenzowana
książka została opracowana
fachowo i rzetelnie. Jej niezaprzeczalna wartość polega przede wszystkim na tym, że najważniejsze
zagadnienia
przedstawiono z uwzględnieniem najnowszych zdobyczy wiedzy o Grenlandii i Grenlandczykach.
Poszczególne
rozdziały
cechuje
świetnie
przemyślana
kompozycja
i umiejętny
dobór różnych ciekawostek przyczyniających
się do wzrostu zainteresowania poruszonymi tematami. Ładny styl i jasność formułowania myśli sprawiają,
że czyta się ją z niesłabnącą przyjemnością.
Cennym uzupełnieniem
tej wartościowej
pozycji są kolorowe zdjęcia (ogółem
36 sztuk) przedstawiające
m.in. Eskimosów, różne krajobrazy,
fragmenty miejscowości, rybackich przystani, lotnisk i przetwórni ryb.
W następnym wydaniu winna znalezć się dokładniejsza mapa Grenlandii, gdyż
zamieszczona obecnie jest w bardzo dużej podziałce i wielu miejscowości wymienionych w tekście nie można odszukać. Poza tym należałoby wyjaśnić czytelnikom
skąd pochodzą nazwy - "Kultura Surkak i Dorset". Koniecznie przydałby się również spis wykorzystanej
literatury oraz indeks nazw łacińskich omawianych roślin
i zwierząt. Treść książki wzbogaciłyby też choćby schematyczne rysunki przedstawiające dawny sprzęt łowiecki Eskimosów, wzory samodzielnie wytwarzanej odzieży, harpunu, kajaku i umiaku.
Rozdział szósty można bez szkody zlikwidować, a zawarty w nim opis geograficzny Grenlanm'i przenieść do pierwszego, ponieważ wiele informacji powtal'za się.
Roman

NIEMIECKIE

PUBLIKACJE

O WSPOŁCZESNYCH

Helga A n s c h U t z, Die syrischen

Christen

vom

Tur

Karczmarczuk

ASYRYJCZYKACH
Abdin.

Eine altchristliche

Augustinus-Verlag, WUrzbuq~ 1985, ss. 238, 32 iI., mapa.
Gabriele Yon a n, Assyrer heute. Kultur, Sprache, Nationalbewegung
der aramiiisch sprechenden
Christen
im Nahen Osten, Hamburg und Wien 1978, Gesellschaft fUr bedrohte Volker, ss. 238, ilustracje.
Etnologiczne
zainteresowania
Bliskim Wschodem pozostawiały
zazwyczaj na
uboczu rdzenną ludność chrześcijańską,
która zamieszkuje od kilku tysięcy lat pogranicze dzisiejszej Syrii, Iraku, Iranu i Turcji. Mowa tu o Asyryjczykach, którzy
będąc chrześcijanami
od bez mała dwóch tysięcy lat, mienią się jednocześnie bezpośrednimi spadkobiercami
wielkich, starożytnych kultur Międzyrzecza.
Współcześnie więcej wiemy raczej o Asyryjczykach żyjących na emigracji, głównie w krajach Europy Zachodniej i w USA, niż w ich pierwotnych
siedzibach.
Okazalo się, że wśród rzeszy emigrantów i "gastarbeiterów"
napływających
z muzułmańskiego Bliskiego Wschodu nieprzerwaną
falą, zwłaszcza od lat sześćdziesiątych, znaczny' odsetek stanowią należący do różnych kościołów starochrześcijańskich Asyryjczycy,
Prezentowane
tu prace nie są opracowaniami
w pełnym tego słowa znaczeniu
etnologicznymi
i do miana takich nie pretendują.
Można jednak żywić nadzieję,
że uświadomią one etnologom polącą potrzebę badań etnologicznych zarówno w spo-

Bevolkerungsgruppe

zwischen

Beharrung,

Stagnation

und

AuflOsung,

RECENZJE

315

łecznościach asyryjskich na Bliskim Wschodzie, jak i w diasporze. Zwłaszcza badania w miejscach pierwotnych siedzib winny być traktowane jako "ratownicze".
W przekonaniu tym niewątpliwie
utwierdzi czytelnika lektura omawianych dwóch
niezmiernie wartościowych opracowań. Łącznie stanowić one mogą swego rodzaju
"elementarz" i "wprowadzenie do problematyki".
Wiele mówi podtytuł książki H. Anschutz, Syryjscy chrześcijanie
z Tur Abdin.
Starochrześcijańska
ludność między inercją,
stagnacją
i destrukcją.
Praca ta traktuje o ostatnim większym skupisku Asyryjczyków należących do syryjskiego kościoła ortodoksyjnego (jakobickiego) w regionie Tur Abdin w pd-wsch. Turcji. W regionie tym, wg szacunków patriarchy, w roku 1982 zamieszkiwało ich około 40000.
Liczba ta jednak zmniejsza się w zastraszającym
tempie. Spowodowane
jest to
emigracją do miast oraz do krajów Europy zachodniej. Autorka odwiedzała ten
region w latach 1965 - 82 niemal rokrocznie i była świadkiem gwałtownego wyludniania się tego regionu.
Część pierwsza pracy to interesujący
rozdział wprowadzający,
dający ogólną
charakterystykę
regionu Tur Abdin pod względem przyrodniczo-ekologicznym.
Znajdziemy tam również dane na temat ustnej i pisemnej tradycji, zmian w strukturze ludności oraz przemian stosunków społecznych i gospodarczych. Zaś główna
część książki to opis większości miejscowości tego regionu (wsi, miasteczek i klasztorów), których jest w sumie 99. Materiał został usystematyzowany
w następującym
porządku: miejscowości zamieszkałe przez chrześcijan (z nielicznymi nowymi, muzułmańskimi
osadnikami),
miejscowości
o mieszanym,
chrześcijańsko-muzułmańskim zaludnieniu, miejscowości wcześniej czysto chrześcijańskie,
obecnie zamieszkalłe w prwwadze przez ludność ;illuzubmańJslką.Opisane.zosltały r,ównież zamie52J~ałe
i niezamieszkałe klasztory oraz ważniejsze ruiny. Tę dokumentacyjną
część pracy
otwiera prezentacja miasta Midyat - stolicy regionu Tur Abdin. W tym liczącym
niemal 17 tys. mieszkańców mieście w 1978 r. czwartą część stanowili chrześcijanie. Wśród chrześcijan dominują monofizycy Jakodici, lecz spotyka się także syryjskich katolików (unitów) oraz protestantów
(w 1880 1'. ustanowiono tam amerykańską placówkę misyjną).
Zycie społeczne toczy się w ramach grup wyznaniowych.
Małżeństwa między
przedstawicielami
poszczególnych chrześcijańskich
grup wyznaniowych
były niemal niespotykane. Wyjątek stanowiły małżeństwa katolicko-protestanckie.
Jednakże
zupełnie nie do pomyślenia były małżeństwa chrześcijańsko-muzułmańskie.
Antagonizm
chrześcijańsko-muzułmański
uzewnętrznił
się między innymi w
tym, że obie te grupy zamieszkiwały oddzielne, odległe od siebie o 2 km części
miasta. Dopiero w ostatnich latach przestrzeń tę zaczęła wypełniać nowoczesna
infrastruktura
miejska. Obok religijnego podłoża antagonizmów między kurdyjską,
muzułmańską a asyryjską ludnością, doniosłą rolę odgrywało zróżnicowanie ekonomiczne. Odwiecznie osiedli tu Asyryjczycy dominowali ekonomicznie i kulturowo
nad silnie związanimi jeszcze z koczowniczym trybem życia Kurdami. W Midyat
lub Inawe:t w odleglejszych mialSItach mle3'zkaLi 'chI'ześ,cijańI3Icyoibszar1n.icy, wydzierżawiający miejscowym, osiedlającym się w okolicy Kurdom ziemię na zasadach połownictwa. Asyryjczycy żyjący w mieście tradycyjnie związani byli z dobrze prosperującym
rzemiosłem. Miejscowi złotnicy w niedalekiej
przeszłości słynęli ze
swych filigranowych wyrobów. Mieli nawet filie swych firm w Ankarze. Począwszy
jednak od lat 60-tych względna dominacja i silniejsza pozycja ludności chrześcijańskiej traci na wyrazistości.
Antagonizm, który w mieście był wyraźny, żyjący na wsiach chrześcijan od
wieków stawiał w stanie permanentnego
zagrożenia ze strony ludności kurdyjskiej.

316

RECENZJE

Presja silniejszej liczebnie ludności muzułmańskiej była tu ogromna i często przejawiała się w zbrojnych napadach na "niewiernych"
i rugowaniu ich na wszelkie
sposoby z ziemi. Pola uprawne i doskonale zagospodarowane sady owocowe i gaje
oliwne ulegały dewastacji, gdyż nowi ich użytkownicy nie posiadali jeszcze dostatecznych umiejętności rolniczych i nadal preferowali gospodarkę pasterską.
Napięcia w środowiskach wiejskich potęgował jeszcze fakt zamieszkiwania na
tych terenach Jezydów, którzy często dyskryminawani
byli przez chrześcijan, ale
również i przez muzułmanów. Bywało jednak, że z tymi ostatnimi sprzysięgali się
przeciw aSyl'yjskim chrześcijanom.
Ostoją kultury i tradycji były kościoły i liczne klasztory, które często służyły
jako miejsca schronienia w wypadku sąsiedzkiej agresji. Te sakralne obiekty, pochodzące częstokroć z III - IV wieku, posiadają bogate kolekcje sztuki sakralnej
oraz cenne zbiory inkunabułów, które do dziś w większości nie są znane światowej nauce. Przy kościołach i klasztorach działają szkółki niedzielne, które oprócz
nauki zasad wiary oraz ojczystego języka czasem przekazuj'l w ograniczonym zakresie szerszy program nauczania.
Inwentaryzacji
obiektów sakralnych Helga Anschutz poświęca najwięcej uwagi.
Interesujące
są tu również informacje na temat zmiany liczebności duchowieństwa, jego wyksztalcenia, sytuacji materialnej a nawet przemian obyczajowych. Autorka, będąc równocześnie
znawczynią
emigracyjnych
środowisk asyryjskich na
Zachodzie, śledzi także losy najnowszej fali emigracyjnej z Tur Abdin. Uderzająco
duża jest emigracja duchowieństwa.
Dotyczy to również najsłynniejszego
i naj zasobniejszego w tym regionie klasztoru Deir Mar Gabriel, do którego przybywają
pielgrzymi z całej okolicy oraz z pobliskiego, ale znajdującego
się już w Syrii
Kamyszli oraz wierni z Europy. Przybywają tu również muzułmanie i Jezydzi, aby
odwiedzić grób św. Gabriela.
Niezmiernie
cennym uzupełnieniem
tej wartościowej
publikacji
jest mapa
regionu w skali 1: 300000 oraz 7 kalek nakładanych
na nią obmzujących, obok
współczesnej sytuacji religijnej i językowej, również rozmieszczenie obiektów sakralnych w różnych przekrojach czasowych, począwszy od roku 630 n.e. Licząca 582
pozycje bibliografia
stanowi ogromną wartość dla badaczy pragnących zgłębiać
zagadnienie mniejszości chrześcijańskich
na Bliskim Wschodzie. Szkoda tylko, że
praca zaopatrzona została w stosunkowo skromny i dość przypadkowo dobrany materiał ilustracyjny.
Książka

Gabieli Yonan, Asyryjczycy

dzisiaj.

Kultura,

język

i ruch

narodowoś-

pozwala nam zapoznać się z problematyką
współczesnych Asyryjczyków na szerszym tle historycznym i geograficznym i czyni to w sposób przystępny i kompetentny. Autorka, niemiecka il'anistka i semitystka, z racji swego małżeństwa, żyjąca na co dzień w środowisku asyryjskich emigrantów, jest doskonałą specjalistką w prezentowanej dziedzinie. Choć nie jest to praca najnowsza, to jednak ze względu na dużą wartość
dokumentacyjną
jest ona nadal aktualna.
ciowy

aramejskojęzycznych

chrześcijan

na Bliskim

Wschodzie

Pracę otwiera rozdział "Historyczno-polityczne
dzieje współczesnych Asyryjczyków w XIX i XX wieku". W rozdziale tym autorka w syntetyczny sposób omawia jYQ'w;sta:'l;:,e
': 'W':ó'pók'zel9nezTóź:nkowanie kościolów wS'chodnich, j2ik równiC'ż historię i próbę klasyfikacji języków i dialektów neoaramejskich.
Wiele uwagi poświęca ona tak zwanemu problemowi asyryjskiemu w okresie I wojny światowej
oraz po jej zakończeniu. Wraz z rozpadem imperium osmańskiego wzrosła nadzieja Asyryjczyków na poprawę swej doli lub nawet na samodzielny byt państwowy.
Nadzieje te były zręcznie podtrzymywane
przez aliantów w zamian za pozyskanie

317

RECENZJE

przychysności miejscowych chrześcijan. Nowy układ sił po zakończeniu wojny. nie
przyniósł rozwiązania problemu asyryjskiego. Podobnie zresztą jak i kurdyjskiego.
Kurdowie jednak, mimo rozczarowania
doznanego ze strony aliantów żyją, jako
muzułmanie, wśród współwyznawców.
Asyryjczycy, liczebnie słabsi, stanowią wyspę chrześcijańską
w morzu islamu. Okres międzywojenny
to pasmo większych
lub mniejszych akcji eksterminacyjnych
i przymusowych przesiedleń ludności asyryjskiej na Bliskim Wschodzie i początek wielkiej emigracji. G. Yonan przy omawianiu tych zagadnień posiłkuje się oficjalnymi dokumentami,
materiałami
kartograficznymi i interesującą dokumentacją fotograficzną.
Druga część pl"acy, to analiza położenia ludności asyryjskiej
w krajach bliskowschodnich, doprowadzona
do współczesności.
Tak więc autorka omawia sytuację Asyryjczyków w Iranie, Iraku, Turcji, Syrii i Libanie, gdzie są oni dość
liczni. Zwraca również uwagę na małe grupy wyznawców kościołów wschodniochrześcijańskich
w Izraelu, Egipcie, Kuwejcie. Znajdujemy
tu interesujące
dane
na temat stosunków politycznych, społecznych i gospodarczych, Sporo uwagi autorka poświęca życiu kulturalnemu
społeczności asyryjskich w poszczególnych państwach. Znaczną wartość dokumentacyjną
mają zamieszczone tu wykazy miejscowości zamieszkałych
przez ludność chrześcijańską
w krajach
bliskowschodnich
z zaznaczeniem przynależności do poszczegónylch kościołów.
Trzecia część pracy poświęcona jest Asyryjczykom w diasporze. Omówiona jest
~u glówr1Jie działalność kullturalna i ż)"cie 'I'e1tgijne w ;kirajach, w kJtÓirych z;naleź1i
swą drugą ojczyznę, bądź do których udali się na okresową, zarobkową emigrację. Przedstawione
są tu skupiska asyryjskie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie,
Ameryce Pd., Związku Radzieckim, Anglii, Francji, RFN, Szwecji i innych krajach
zachodnich. Najprężniejsze
i najliczebniejsze
centra aktualnie znajdują się w RFN
i w Szwecji.
W większości krajów, zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i na emigracji,
Asyryjczycy posiadają
własne wydawnictwa
i prowadzą
działalność
oświatową.
Gabriele Yonan zapoznaje nas zarówno z piśmiennictwem
asyryjskim, jak i literaturą naukową na ich temat. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na nowszą
pracę tejże autorki poświęconą w całości periodykom
asyryjskim
oraz wydawnictwom misyjnym adresowanym
do środowisk asyryjskich
a wydawanych
przez
misje protestanckie, prawosławne i katolickie 1.
Podobnie jak praca H. Anschutz, również książka G. Yonan zawiera bardzo
obszerną bibliografię, co czyni ją jeszcze bardziej wartościową.
Nadto Yonan zamiieśc>ila w .s"J\'ej peacy bDgaty i staraninie dobrany imalterial ilusltracyjny.
Lektury tych ze wszech miar wartościowych,
nie tylko dla etnologów, opracoo\\'<111
ZWT,lca nam UW<Jgęna tragiczlne dZli:ejeluJd:u :nie do lk-o'11ca,
jets'zCizeskolnlsOillido'Waneg'o - ,choćhy z racj'[ zn'aiC2!negozróżmicOiwania lrielligijnego i przynależmośiCi do
różnych organizmów państwowych,
w których stanowi on marginalne
mniejszości
narodowe - a już poddanego nowemu procesowi dezintegracyjnemu,
jakim jest masowa emigracja.
Można wyrazić przypuszczenie,
że konsolidacji
tego ludu nie można się już
spodziewać na Bjjskim Wschodzie. Tam jego przyszłość w świetle dotychczasowych
doświadczeń nie rysuje się optymistycznie.
Srodowiska
emigracyjne,
choć nadal
jeszcze najczęściej działające jako odrębne, często zantagonizowane
grupy konfesyjne, coraz częściej dążą do integracji. Nowa, wykształcona
na zachodzie inteli-

1 Gabriele
Yonan,
,Journalismus
bis Zur Gegenwart,
Berlin 1985. Reihe

bei

den

Assyrern.

Gilgamesch.

Ein

Vberb~ick.

VOn

sei.nen

Anfdngen

318

RECENZJE

gencja świecka i duchowa stawia sobie w tym względzie odpowiedzialne zadania.
Dla tyc'h między inlT1ymi:zadań pi:Jlwołall1laz06tała w 1968 rdkJu organizacja - Assyrian Universal Alliance.
Marek

POZYWIENIE

BLISKIEGO

WSCHODU W PRACACH

MICHAELA

Gawęcki

ABDALLI

Etnografowie polscy interesują
się między innymi pożywieniem polskiej wsi.
Wymienić tu należy na pierwszym miejscu dr Jana Dekowskiego z ośrodka łódzkiego, który, jeśli chodzi o bogactwo dorobku publikowanego,
wysuwa się na
pierwsze miejsce wśród naszych badaczy. Wyłącznie problematyce pożywienia ludowego poświęciła się dr Zofia Rysowa z ośrodka krakowskiego. Kilka rozpraw na
ten temat opublikowała (głównie zagranicą) pisząca te słowa. Pożywieniu ludowemu
w Polsce poświęcone jest szereg map Polskiego Atlasu Etnograficznego.
Z tego
zakresu ukazała się, jak dotąd jedyna, etnograficzna praca zbiorowa, będąca pokłosiem ogólnopolskiej konferencji na ten temat zorganizowanej przez PTL w Krakowie (Kowalska-Lewicka
red., 1973, a). Wreszcie w niektórych powojennych monografiach regionów i wsi znaleźć można mniej lub bardziej obszerne rozdziały
poświęcone pożywieniu, pisane nie tyle przez 5pecjalistów od tego zagadnienia, co
przez badaczy, którym ten temat niejako przydzielono w opracowaniu zbiorowym '.
Powojenni etnografowie
w większości zainteresowani
są pożywieniem tradycyjnym (Dekowski, Kowalska-Lewicka,
Polski Atlas Etnograficzny, gdzie tym tematem zajmuje się głównie dr Janusz Bohdanowicz), ale również współczesnymi
przemianami
zachodzącymi w pożywieniu wiejskim
(Szromba-Rysowa).
Badacze
nasi nie interesują się natomiast pożywieniem innych krajów europejskich, a tymbardziej poz'aeuropejskich. Jedyny, jak dotąd, wyjątek stanowi praca prof. Tadeusza Lewickiego na temat średniowiecznego pożywienia Afryki na południe od Sahary, oparta na źródłach arabskich (Lewicki, 1974). Wspomnieć tu można jeszcze
o 2 artykułach
dotyczących gospodarki mlecznej w Jordanii
(Hamarneh, 1973),
w Mauretanii
(Kowalska-Lewicka,
1973) i w Górach Sulejmana
(Wolski, 1973),
jakie ukazały się we wspomnianej wyżej pracy zbiorowej.
W tej sytuacji zupełnie wyjątkową
pozycję zajmuje twórczość dr Michaela
A:bdalli 2, który zajął się tradycyjną
kuchnią współczesnych Asyryjczyków.$ oraz
innych mieszkańc6w Syrii. Liczne jegp publikacje, których bibliografię zamieszczam
na końcu tego omówienia, ukazują śię w czasopismach bl'anżowych jak: "Postępy
Nauk Rolniczych", "Przegląd Gastronomiczny",
"Przegląd Piekarski i Cukierniczy",

l Porównaj
bibliografię
prac
poświęconych
ludowemu
po~ywienit1
w Polscc
zestawioną
przez
Jana
P. Dekowskiego:
Materiały
do bibLiografii
pożywienia
LUc1()weq" w Pulsce (w:)
Kowalska-Lewicka
A. red. Pożywienie
Ludności wiejskiej,
Kraków
1973. Równocześnie
pragnę
zaznaczyć,
Ż2 w niniejszynl
omówieniu
pomijam
etnograficzne
prace na tClnat
pożywienia •.
jakie ukazały
się przed II wojną światową.
.
'Dr
Michał
Abdalla
jest
Asyryjczyk;em
pocho<'qcym
z Syrii.
p,.<.łcllje 011 nil st1nowisku
adjunkta
w lnstytuc:e
Technolcgii
Żywności
l'0chodzenia
Roślinnego
Akademii
Rolniczej w Poznaniu.
'Pod
mianem
Asyryjczyk~w
rozumiemy
ludność
chrześc;ja"ską
żyjlQ
na terenie
dzisiejszej
Syrii, Iraku
i południowej
Turcji.
Skupiska
Asyryjczyk6w
~potk:H: mo~nn na terenie
całej Europy
i USA.

RECENZJE

319

na ogół nie znanych etnografom 4. Zawierają one dużo cennych informacji o historii i współczesnym stanie pożywienia ludności syryjskiej, przede wszystkim
Asyryjczyków, ale i ludności arabskiej i są dla etnografa ze wszech miar interesujące. Rozszerzają one zakres naszej wiedzy o pożywieniu Starego Swiata, stanowią też ciekawy materiał porównawczy, który pozwala na szersze spojrzenie na
nasze lokalne tradycje pożywieni owe.
Studia M. Abdalli z natury rzeczy mają charakter opracowań "żywieniowca",
a więc zajmują się składem chemicznym potraw, ich wartościami
odżywczymi,
w niektórych wypadkach dają recepturę ich przygotowania oraz rozpatrują możliwości zastosowania icll w naszej gastronomii i kuchni domowej. M. Abdalla ma
jednak żywe zainteresowania
etnograficzne i historyczne, a przy tym doskonałą
znajomość asyryjskiego środowiska w Syrii, to też każdy z jego artykułów zawiera
również dane o dziejach, kulturze dawnej i współczesnej, obyczajowości, obrzędach,
wreszcie sposobie odżywiania się w Syrii, tak na wsi jak i w społeczeństwie miejskim, kultywującym z pietyzmem stare, często wywodzące się od czasów starożytnych, tradycje pożywieniowe.
Rozpatrzmy dotychczasowy dorobek M. Abdalli wedle problemów jakie porusza.
Dwa jego artykuły dotyczą starożytności, pożywienie Sumerów, Babilończyków i starożytnych Asyryjczyków (Abdalla, 1984 b, 1984 d). Szereg studiów to monografie poszczególnych roślin użytkowych, ujęte z punktu widzenia ich użyteczności w pożywieniu współczesnych Asyryjczyków i innych narodów zamieszkujących Bliski Wschód. Są to monografie bobu (Abdalla, 1982 a), soczewicy (Abdalla
i Ch:łkowski,
193'1), nasion melona, arbuza i dyni (Abdalla, 1983), wreszcie już
nie roślinnego pokarmu lecz mózgu zwierzęcego (Abdalla i Urbaniak, 1985). Obok
nich autor opracował również monografie podstawowych pot.raw interesującego go
regionu jak: chleba - wedle naszych kryteriów placków pieczonych na zakwasie
lub przaśnych (Abdalla i Gąsiorowski, 1979) i burghulu, omielanego ziarna zboża,
przede wszystkim pszenicy. Burghulowi poświęca aż 2 publikacje, z których pierwsza ma charakter opisowy, omawia miejsce tej starej potrawy, a raczej półproduktu zbożowego, we współczesnej kuchni Bliskiego Wschodu oraz daje przepisy różnych dań opartych na burghulu (Abdalla, 1982 b). Druga pozycja (Abdalla, 1984 a)
daje ciekawe porównania między potrawami zbożowymi o starym rodowodzie, jak
właśnie burghul (Bliski Wschód), frumenty (Szkocja), kutia (tereny ruskie i wschodnie, Polska) oraz kuskus (Afryka północno-zachodnia). Tu też omawia autor współczesną karierę burghulu, który stał się ważnym składnikiem kuchni Zachodu. Mówi o jego popularności, zwłaszcza w USA i Niemczech Zachodnich. Głównym producentem w świecie burghulu na skalę przemysłową stały się obecnie Stany Zjednoczone.
Od tych artykułów, zajmujących się Bliskim Wschodem, różni się terytorblnie
monografia kuskusu (Abdalla, 1982 c), potrawy nie znanej w Azji, za to bardzo
popularnej w Maghrebie i graniczących z nim krajach Afryki Czarnej.
Inny kierunek artykułów Abdalli to informacje o współczesnych sposobach
odżywiania się ludzi na Bliskim Wschodzie, w danym wypadku mieszkańców Syrii
(Abdalla, 1981) oraz Asyryjczyków mieszkających tak na Wschodzie, jak i na Za'"Po;;t<;py
Nauk
Rolniczych"
to organ
Wydz,alu
Nauk
Rolniczych
i Leśnych
PAN,
jest
dwumiesit.;czn:k'clll
wyC:10::Z.::łcym
od 26 lat, wydawanym
w Wars:l.::łwie.
"Przegląd
GElstronomiczny"
to C~~:.ISopi.;m.Dpoświęccnc
teorii
i praktyce
żywienia
zbiorov.rego,
jest dwumiesięcznikiem
wy<Jaw<.lnym od 39 bt
przez
Wydawnictwo
Sigma
(rrzcdsiębiorstwo
Naczelnej
Organizacji Tcchnic;·.nej)
\v Warszawie.

320

RECENZJE

chodzie

(Abdalla, 1984 c). Ten ostatni artykuł zawiera wiele danych o obrzędach
współczesnych Asyryjczyków, ich poczuciu narodowej i religijnej odrębności, wreszcie o biesiadach odbywającycfi się z okazji świąt rodzinnych i religijno-historycznych.
Interesują
autora także możliwości wykorzystania
potraw
asyryjskich w polskim jadłospisie (Abdalla, Urbaniak, Buchowski, 1985).
Ogólnie rzecz biorąc, dorobek naukowy dr Abdalli związany z pożywieniem
bliskowschodnim, a pożywieniem grupy Asyryjczyków w szczególności, posiada duże
wartości poznawcze i wart jest odnotowania, a przede wszystkim zużytkowania
przez naszą etnografię.
i obyczajch

Anna

Kowalska-Lewicka

BIBLIOGRAFIA
Abdalla, Michael
1981 - Sposób odżywiania
się mieszkańców
Syrii,
"Przegląd Gastronomiczny" nr 11 - 12, s. 26 - 28.
1982a - Bób w bliskowschodniej
kuchni,
"Przegląd Gastronomiczny"
nr 4,
s. 31 - 32.
1982b - Burghul,
egzotyczna
potrawa
pszenna,
"Przegląd
Gastronomiczny"
nr 1, s. 20 - 21.
1982c - Kuskus - egzotyczna potrawa pszenna, "Przegląd Gastronomiczny" nr
3, s. 34 - 35.
1983 - Wykorzystanie
nasion
melona,
arbuza
i dynii
w krajach
Bliskiego
Wschodu, "Przegląd Gastronomiczny" nr 2, s. 30 - 32.
1984a - Burghul
atrakcyjny
produkt
pszenny. Metody otrzymywania
i jego
trwałość, "Postępy Nauk Rolniczych", nr 2, s. 19 - 32.
1984b - Ciekawostki
kuchni
Babilonii
i Asyrii,
"Przegląd Gastronomiczny",
nr 4, s. 1, 2, 6.
1984c - Kilka
słów o obyczajach
kulinarnych
współczesnych
Asyryjczyków,
Przegląd Gastronomiczny" nr 5, s. 41 - 42.
1984d - Tajniki
gospodarki
żywnościowej
Sumerów,
"Przegląd Gastronomiczny" nr 3, s. 35 - 37.
Abdalla, Michael i Chełkowski, Jerzy
1981 - Zapomniane
a cenne kulinarne
walory
soczewicy,
"Przegląd Gastronomiczny" nr 2, s. 16 - 17.
Abdalla, Michael i Gąsiorowski, Henryk
1979 - Chleb na Bliskim
Wschodzie
na przykładzie
Syrii, "Przegląd Piekarski i Cukierniczy" nr 11, s. 215 - 217.
Abdalla, Michael i Urbaniak, Bernadeta
1985 - Mózg w tradycjach
i jadłospisie
Syryjczyków,
"Przegląd Gastronomiczny" nr 1, s. 29 - 30.
Abdalla, Michael, Urbaniak, Bernadeta i Buchowski, Maciej
1985 - MożliWOŚci
wykorzystania
niektórych
potraw
kuchni
asyryjskiej
w polskim
jadłospisie,
"Przegląd Gastronomiczny" nr 5, s. 43 - 46.
Hamarneh, Saleh K.
1973 - Tradycyjna
produkcja
mleczna w Jordanii
(w:) Pożywienie
ludności
wiejskiej,
Kraków, s. 259 - 267.

RECENZJE

321

Kowalska-Lewicka, Anna (red.)
1973a - Pożywienie
ludności
wiejskiej,
Kraków, wyd. Muzeum Etnograficzne
w Krakowie.
1973b - Tradycyjna
gospodarka
mleczna w Mauretanii
(w:) Pożywienie
ludności wiejskiej,
Kraków, s. 269 - 282.
Lewicki, Tadeusz
1974 - West African Food in the Middle Ages, Cambridge University 'Press,
Cambridge.
Wolski, Krzysztof
1973 - Przetwórstwo
mleka u ludności Gór Sulejmana
(w:) Pożywienie ludności wiejskiej,
Kraków, s. 283 - 295.

Mark Edward L e n d e r, James Kirby M a r t i n, Drinking
in America.
A History, The Free Press. A. Division of Macmillan Publishing Co., Inc. New York,
Collier Macmillan Publishers, London 1982, ss. 222, il. 52.
Istnieje przekonanie, że alkohol, a przynajmniej
jego mocmeJsze gatunki, przyniesione zostały do Ameryki Północnej przez fale późniejszej, dziewiętnastowiecznej emigracji: irlandzkiej, niemieckiej
i polskiej. Wedle tego poglądu bogobojna
Ameryka pierwszych
osadników,
nie znająca
problemu
nadużywania
alkoholu,
została zdemoralizowana
przez przybyszów o mniej twardych zasadach. Jest to,
jak się okazuje w świetle recenzowanej,
niezwykle interesującej
książki, jeden
z wielu amerykańskich mitów.
Dwaj badacze z uniwersytetu
Houston i Ratgers przedstawiają
dzieje spożywania alkoholu w Ameryce Północnej (w czasach kolonialnych)
i w Stanach Zjednoczonych oraz reakcje na ten fakt ze strony powstających
organizacji trzeźwości.
Uznali oni, jak naj słuszniej, że poprzez tę problematykę
można dotrzeć do istoty
licznych zjawisk społecznych, poruszając się jednocześnie w głównym biegu amerykańskiej historii społecznej. Już w pierwszym rozdziale tej żywo i przystępnie
napisanej książki dowiadujemy się o sprawach stosunkowo mało znanych; o tym,
iż alkohol nie był bynajmniej
potępiany przez pierwszych osadników, w większości przedstawicieli
surowych
sekt protestanckich.
Przeciwnie,
byli oni jego
gorącymi zwolennikami,
jak zresztą cała współczesna
im Europa. Woda miała
w XVII wieku bardzo złą reputację, uznawano ją za źródło chorób, gdy tymczasem alkohol przeciwnie, traktowany był - i to wcale nie w małych ilościach jako środek leczniczy, najlepsze antidotum na dreszcze, gorączkę. Dodać wszakże
należy, że głównie pito wtedy gorące i ciężkie piwo chmielowe lub słodowe, bądź
wino. Autorzy podają, że statek Arabella, który przywiózł do Bostonu w 1630 roku
pierwszą grupę Purytanów,
miał na pokładzie trzy razy więcej piwa niż wody,
a oprócz tego 10 tys. galonów wina. Gdy w koloniach zabrakło zapasów tradycyjnego leku, wśród Ojców Pielgrzymów
zapanowała
panika. Przedwcześnie,
gdyż
rychło rozpoczęto w koloniach produkcję trunków, głównie właśnie piwa z miejscowych produktów, w tym także z egzotycznej kukurydzy.
Zdaniem autorów alkohol w owych czasaCh używany był częściej przy stole
rodzinnym niż obecnie. Pito go także przy pracy, a miał również swoje ważne
miejsce w obrzędach kościoła anglikańskiego i u Purytanów (komunia pod postacią
wina). Jako że żadna umczystość domowa czy o charakterze społecznym nie mogła
21 "Lud"

-

t. 71

322

RECI;;NZJE

obejść się bez alkoholu, jego spożycie było znaczne. W sumie pito wtedy o wiele
więcej niż obecIl'ie, w J)'I"zeJuczenńl\l
lila czys,ty alkolhJOłI,leclz pi/to trunki słabsze, nie
wywołujące negatywnych skutków. Picie było elementem kultury kolonialnej Ameryki, którego nie sposób nie brać pod uwagę.
Produkcja i picie trunków mocniejszych natrafiały na sprzeciw społeczeństwa.
Angielski gin miał jak naj gorszą opinię jako "napój najniższych warstw", a whisky,
którą zaczęto produkować w Ameryce, owa "ognista woda" była pod surową obserwacją rządu. Od czasu do czasu zakazywano jej produkcji, gdy spożycie dawało
widoczne negatywne
skutki. Już w latach trzydziestych
XVII wieku powstały
w Ameryce karczmy, pierwowzór - tak później tępionych - saloonów. Biali mieli
w Ameryce kolonialnej swobodę określania swego stosunku do alkoholu, natomiast prawo zakazywało spożywania trunków Murzynom, a zwłaszcza Indianom.
Ci ostatni bowiem, wedle przekonania
władz, mieli być szczególnie podatni na
działanie alkoholu. Co prawda obecnie wielu antropologów uważa tzw. problem
używania alkoholu przez Indian za "mit wody ognistej", niemniej w przeszłości, jak
i obecnie, przekonanie takie ma określone skutki prawne.
Około 1640 roku, początkowo w Indiach Wschodnich, pojawił się rum destylowany z trzciny cukrowej, niezwykle mocny i rychło nazwany "demonem". Rum
był popularny w Ameryce do czasu Rewolucji, kiedy to angielska blokada portów
spowodowała odrodzenie produkcji whisky. Jej spożycie stopniowo wzrastało, stając się z czasem istotnym problemem społecznym.
Masowy ruch antyalkoholowy
rozpoczął się od wystąpienia Benjamina Rusha
(1745 - 1813), choć już wcześniej istniały w Ameryce grupy ludzi odrzucających
całkowicie alkohol, np. Kwakrzy i Metodyści. B. Rush był postacią wybitną: znany
lekarz, który zyskał sobie miano "ojca psychiatrii amerykańskiej"
i polityk - jeden z sygnatariuszy
Deklaracji
Niepodległości napisał w 1784 roku książkę
An

Inquiry

into

the

Effects

of

Ardent

Spirits

on

the

Human

Mind

and

Body,

dzięki której uznany został przez Amerykanów także za "ojca wstrzemięźliwości".
Rush nie propagował wszakże abstynencji, lecz umiarkowanie
i wyrugowanie najmocniejszych trunków.
W 1851 roku dzięki działalności burmistrza miasta Portland, Neala Dow, (1804- 1897) wprowadzono, epizodycznie zresztą, prohibicję w stanie Maine. Ruchy prohibicyjne natrafiały
jednak na opór społeczeństwa
oraz rzecz jasna - producentów napojów. Uważano, że dążenia prohibicyjne są w niezgodzie z duchem
wolności amerykańskiej,
a sam alkoho1 na tyle zakorzenił się w amerykańskiej
kulturze i stał się tak istotnym elementem międzyludzkich
kontaktów, iż wyrugo'.\'a:1ic go~;if' :tylko j2St mało pr'2.'wdopodobne, ale ,nawet l:ilzkodliwe.
Ruch antyalkoholowy,
dcfść na ogół umiarkowany,
bo nie propagujący całkowitej prohibicji, nie osiągnął do czasów Wojny Domowej większych sukcesów.
Dopiero gdy po tej wojnie zaczęły napływać kolejne fale emigrantów, w których
zwyczajach alkoholowych widziano zagrożenie dla "ducha Ameryki", ruch nabrał
rozmachu. W nadużywaniu
alkoholu ujrzano główny czynnik dezorganizacji społecznej, a saloon w oczach zwolenników prohibicji stał się największym wrogiem
Ameryki. Nie dostrzegano problemów społecznych: trudności adaptacyjnych
imigrantów, problemów związanych z miejscem MUl'zynów w strukturze
społecznej
Ameryki, skutków przyspieszonej industrializacji
i innych zjawisk, które bez wątpienia sprzyjały wzrostowi spożycia alkoholu; widziano a l k o h o l i z nim walczono.
Szczytem naiwnej wiary w możliwość odrodzenia amerykańskich
ideałów poprzez wyrugowanie
alkoholu, był okres prohibicji. Po ograniczeniach
wojennych

32>

RECENZJE

- podczas I wojny światowej w USA limitowano alkohol - udało się republika;",om przeforsować
w KOll;~siie ('m1mo s.p:zedwu p;rezydenta Wlil'sona) NatiOll1al
Prohibition Act, zwany także od nazwiska senatora z Minnesoty Volstaed Act.
Prohibicja stała się faktem w dniu 20 stycznia 1920 roku i trwała do dnia
5 grudnia 1933 roku, kiedy to została zniesiona przez Kongres. Cóż działo się
.'.' tymcz'aliie?
AuJbo,rzy ukazują dra~sltycZl!1Y
'rozziew ,między naaziejallni zwolel!1l!1ików prohibicji, dla których uchwalenie jej miało być "wejściem na ostatni stopień
wiodący na Górę Synaj", a rzeczywistością charakteryzującą
się niezwykłym rozkwitem gangsteryzmu, z czego skutkami USA walczą do dziś. Co prawda spożycie
alkoholu w tym czasie (oczywiście pochodzącego z nielegalnych
źródeł) znacznie
spadło, bo ok. 33 - 500/0, ale inne skutki wprowadzenia
prohibicji spadek ten stawiały pod znakiem zapytania. Wzrósł znacznie - ze względu na ceny alkoholu
- uuział trunków w budżetach rodzinnych. Nie udało się zatem, co było jednym
z celów prohibicji, uratowanie rodzin przed skutkami pauperyzacji
będącej wynikiem nadużywania alkoholu przez jej członków.
Książka Lendera i Martina jest pracą z pogranicza historii, socjologii i etnografii. Niesie pasjonujące·
informacje
o kulturowym
funkcjonowaniu
alkoholu
w społeczeństwie wieloetnicznym, na które złożyły się liczne grupy, z których każda niosła własne zwyczaje związane z piciem trunków. Rozumienie kultury jakiejkolwiek zbiorowości bez poznania roli alkohołu w jej funkcjonowaniu,
co podkreślają autorzy, będzie niepełne. Polscy badacze, którzy od dawna z wielką wnikliwością zajmowali się rolą alkoholu w obyczajowości
polskiej, bez wątpienia
konstatacji takiej przyklasną.
Wartością pracy są również rewelacyjne ilustracje ściśle wiążące się z tematem,
a pochodzące w większości ze zbiorów Rutgers Center of Alcohol Studies, instytucji, która wyspecjalizowab
się w badaniach
probleri1atyki
w recenzowane i
książce z dużym sukcesem wyłożonej.
Ryszard

N. A. B r i n g e u s, Det etnologiska

iimnesomrddet.

Kantor

Lund 1985, ss. 42.

Z cyklu "Smaskrifter
fran Etnologiska Sallskapet i Lund" ukazała się kolejna
praca prof. dr N. A. Bringeusa z Instytutu Etnologii Uniwersytetu w Lund, w której autor w olbrzymim skrócie dokonuje przeglądu tendencji badawczych w skandynawskiej i pozaskandynawskiej
myśli etnologicznej ostatnich lat oraz zapoznaje
czytelnika z aktualną sytuacją instytutów etnologicznych Danii, Szwecji, Norwegii
i Finlandii.
Pracę prof. dl' Bringeus podzielił na 8 rozdziałów. W pierwszych trzech roz(;Zi;Ał;;l;nau"), określ;] zadania jakie powinnCl sbwiać
sobie etnologia. Dowiadujemy się, że zadaniem głównym etnologii jako samodzielnej dyscypliny naukowej
jest studiowanie człowieka jako istoty kulturalnej
(miinniskan
som kulturvarelse)
w aspekcie wnikliwych studiów nad dawnymi i współczesnymi formami życia ludzi. Ta erixonowska koncepcja badań jest, jak widać, nadal popularna na gruncie szwedzkiej etnologii, aczkolwiek pojawiają
się nowe kierunki zainteresowań
badawczych, np. etnologiczne badania nad emigrantami
szwedzkimi, jugosłowiańskimi rodzinami w Szwecji czy też pracownikami portowymi.
2.1"

324

RECENZJE

N. A. Bringeus podkreśla ważną rolę badań etnologicznych nad studiowaniem
indywidualnych
i zbiorowych postaw społecznych ludzi "jako nosicieli i twórców
kultury"
(som kuUurbarare
och kuUurbyggare).
Autor określa konkretne zadania
dla szwedzkiej etnologii, podkreślając,
iż integralnym składnikiem szwedzkich badań powinno być dążenie do odpowiedzi, jak żyło i żyje społeczeństwo szwedzkie.
Dużą rolę w tych badaniach odgrywają źródła historyczne i źródła zebrane w toku
badań terenowych. Szwedzki badacz zwraca uwagę na dużą rolę Królewskiej Akademii Gustawa Adolfa w propagowaniu
szwedzkich badań etnologicznych, przypominając, że Akademia jest wydawcą takich periodyków naukowych jak "Etnologia Scandinavica", "Arv" oraz "Saga och Sed".
W dwóch następnych rozdziałach N. A. Bringeus przybliża aktualny stan badań etnologicznych w takich krajach, jak: RFN, NRD, Szwajcaria, Austria, ZSRR,
Hiszpania, Portugalia, Francja, USA i Wielka Brytania. Niestety, nie podaje autor
żadnych informacji o polskich badaniach etnologicznych, co wskazywać może na
brak zainteresowania
polską etnologią wśród szwedzkich badaczy kultury. W ostatnich latach coraz więcej zwolenników - jak podkreśla N. A. Bringeus - mają
wśród skandynawskich
badaczy koncepcje kultury przyjęte od brytyjskich antropologów E. Leacha i M. Douglasa.
Krótkich wiadomości z działalności naukowo-badawczej
instytutów etnologicznych w krajach skandydawskich
przynoszą trzy następne rozdziały. Dowiadujemy
się z nich o trwającej i rozwijanej współpracy barlawczej nad zagadnieniem jedności i różnic rybackich, chłopskich, mieszczańskich kultur w krajach skandynawskich. Autor kreśli perspektywy
wspólnych badań nad kulturą lapońską, studiów
nad kulturą środowisk imigrantów ,tradycją w rodzinach imigrantów oraz wpływem massmediów na kształtowanie postaw jednostek i grup społecznych.
Ponadto N. A. Bringeus przedstawia
aktualną sytuację etatową w szwedzkich
instytucjach
etnologicznych
(Goteborg, Lund, Sztokholm,
Umea, Uppsala) oraz
umieszcza wykaz prac doktorskich napisanych w tych ośrodkach w latach 1975- 1984.
Praca prof. dra N. A. Bringeusa przeznaczona jest dla wszystkich zainteresowanych problematyką skandynawskich
badań etnologicznych, pozycją etnologii jako
samodzielnej
dyscypliny naukowej uprawianej
na gruncie skandynawskim.
Omawiana pozycja stanowi ważny wkład do dyskusji na temat społecznej funkcji
etnologii.
Waldemar

Cas zivota.

Rodinne

a spolocenske

svcitky

v zivote

cloveka.

Kopczyński

Brno 1985, ss. 262.

Rozważania
dotyczące cyklu życiowego człowieka, współistnienie
i analogia
cyklu biologicznego i społecznego, wydają się być ważnym i ciągle aktualnym
przedmiotem
zainteresowań
badaczy humanistycznych.
"Człowiek nie zYJe tylko
w świecie fizycznym, ale również w świecie symbolicznym, którego częścią składową jest także tradycja obyczajowa i obrzędowa". (s. 18)
Prezentowana
tu praca jest owocem VIII sympozjum etnografów, folklorystów
i socjologów z Czechosłowacji,
Polski, Węgier i NRD, które tradycyjnie
miało
miejsce w Straznicy w październiku
1982 r. Pod dość uniwersalnym
tytułem CzaI

RECENZJE

325

życia zebrane

zostały studia koncentrujące się generalnie wokół problematyki świąt
rodzinnych i społecznych, związanych z przełomowymi momentami w życiu człowieka. Reprezentują
one jednak bardzo zróżnicowane podejście badawcze, a ponadto dotyczą odmiennych aspektów tego zagadnienia.
W swym zalożeniu sympozja w Straznicy mają mieć profil etnograficzny. Wielość -dyscyplin repl'ezentowanych
na sympozjum, którego efekty ukazały się w recenzowanej tu pracy, wspomniana różnorakość zainteresowań
oraz ujęć teoretycznych powoduje, że tworzą one pewne zespoły tematyczne, które pragną teraz usystematyzować i kolejno przedstawić.
Pierwsz<l dając<l się wyróżnić gl"Upą, są przyczynki rejestrujące
i analizujące
obrzędy i obyczaje związane z narodzinami
człowieka. Prace te opierają się na
konkretnych badaniach terenowych dokonanych w różnych regionach Czechosłowacji, wśród różnych grup etniczr;ych i społecznych oraz w zróżnicowanych okresach czasowych. Przedstawiają
przy tym nie tylko stan współczesny, ale poruszają również problematykę przemian zachodzących w tym obszarze zjawisk kulturowych: Vera Seplakova: Narodziny dziecka w Pruslinkcich; - Ludmila Tarcalova:
Ludowe obyczaje narodzinowe
w regionie
Uherskiego
Hradiste;
Pavel Popelka:
Narodziny
człowieka
na morawskych
lazach (kopanicich);
Anna Kramosilova:
Narodziny
dziecka we wspólczesnym
Roznowie
pod Radhostem;
Mikula·s Musinka: Narodziny dziecka u przesiedleńców
rusińskich
z Rumunii w Czechach i na
Morawach;
Kornelia Jakubikova:
Oddzialywanie
tradycji
w sytuacjach
związanych z narodzinami
dziecka (na przykładzie
regionu Kisuce);
Katarina Gellenova: Zwyczaje narodzinowe
w "cilejkarskych"
wsiach regionu Tekov; Marie
Sotalova: Zwyczaje
narodzinowe
w Czechach południowych
przed rokiem
1945
i współcześnie.

Drugą grupę, reprezentowaną
w znacznie skromniejszym
zakresie, stanowią
przyczynki traktujące
o obrzędach
i zwyczajach
pogrzebowych.
Ich proporcja
w stosunku do pozostałych obrzędów przejścia wydaje się być znamienna;
odzwierciedla ona zjawisko o bardziej generalnym zasięgu - relatywnie mniejszym
zainteresowaniem,
lub przynajmniej
gotowością zajęcia się tymi istotnymi, z badawczego punktu widzenia, obrzędami przez współczesnych etnografów. Nawiasem
mówiąc, największą "popularnością"
cieszą się studia nad obrzędami weselnymi.
Marginalny zakres, jaki im poświęcono w tomie Czas życia (znajdujemy tutaj tylko
artykuł niemieckiej badaczki Ute Mohrmann: Współczesne wesele w wielkim mieście. (Badanie sposobu życia w stolicy NRD), wynika jedynie z faktu, że poprzednie sympozjum w całości poświęcone było tej problematyce. Wracając do obrzędów
pogrzebowych, odnotujmy, iż w recenzowanej
pracy swą uwagę poświęcają im:
Jarosłav Cukan: Narodziny i śmierć w osadzie robotników
przemysłu
tekstylnego
w Ryblirpoli;
Jan Krist: Obyczaje pogrzebowe w regionie Kijova;
Andrej Sulitka: Kilka uwag na marginesie zwyczajów pogrzebowych
Ukraińców-Rusinów
na
nowo zasiedlonym

pograniczu

Moraw

Północnych.

W odróżnieniu od tradycyjnych
trendów w dotychczasowej
literaturze
etnograficznej, w której uwaga koncentrowała
się na "zasadniczych" momentach przełomowych w życiu człowieka i związanych z nimi obyczajach i obrzędach, coraz
częściej badacze uwagę swą skupiają na innych specyficznych sytuacjach występujących w cyklu życia społecznego człowieka, takich jak uroczystości imieninowe,
urodzinowe czy też wszelkiego rodzaju jubileusze. Przesunięcie zainteresowań
badawczych na te nowe formy obyczajowości wiąże się zapewne z faktem ich stosunkowo młodej genealogii, jako że zwyczaje te zaczęły się upowszechniać w środowisku wiejskim niedawno. Ze względu na ich odmienną genezę zajmują one

326

RECENZJE

specyficzne mIeJsce wśród pozostałych świąt rodzinnych i nie wykazują tak ścisłego związku z obrzędami. Do tego typu problemów nawiązują następujący autorzy: Eva Vecrkova: Swięta rodzinne i spoleczne w nowo zasiedlone; wsi w południowych
Morawach;
Zuzana Polackova: $więta rodzinne i społeczne w życiu rodziny w Kobyli;
Daniel Luther: Swięta i ;ubileusze w Lutistiach;
Vanda Ji1'ikovska: Kilka uwag o formie i zasięgu wspólczesnego świętowania
imienin
i urodzin

w środkowych

Czechach.

Na szczególną uwagę zasługują etnograficzno-socjologiczne
studia, traktujące
o świętowaniu w miejskim środowisku uczniowskim i studenckim. Matura w przypadku uczniów i "bal beanów" w środowiskach
akademickich
zanalizowane zostały zarówno z punktu widzenia rozwoju kulturowo-historycznego,
jak i w aspekcie przemian współczesnych. Tak więc Matura uczniów bratysławskich
pióra Viery
Feglovej i Petra Salnera, jest próbą synchronicznego
spojrzenia na to zjawisko
kulturowe i społeczne. Matura, według tezy autorów, ze względu na swoją strukturę obrzędową i semantyczną,
stanowi obrzęd przejścia. W swej całości matura
przedstawia zbiór różnorodnych obyczajów o stałej strukturze, złożonej z następujących elementów konstytucyjnych:
"l. studniówka, 2. uroczystość ostatniego dnia
w szkole, połączona z pożegnaniem szkoły i ewentualnym pochodem maturzystów,
3. egzaminy maturalne, 4. wieczerza maturalna-bankiet,
5. rocznice matury." (s. 210)
Struktura
zwyczajów związanych z maturą na poziomie obrzędowym czy semantycznym,
przedstawia
intelektualne
i społeczne przejście
do grupy dorosłych.
W obserwowanych
elementach konstytucyjnych
znajdujemy szereg elementów znanych z innych sytuacji obrzędowych, bądź z innych środowisk społecznych. Jako
przykład podają autorzy pochody maturzystów, które mają wyraźny charakter karnawałowy; można się także dopatrywać pewnych analogii z obrzędami weselnymi.
Występują
tu również elementy inicjacyjne
znane w środowisku rzemieślników
czy też grup młodzieńców w środowisku wiejskim.
Wnikliiwą obserwacją socjologiczną, jak ~ 'Ciekawym ujęciem historycznym charakteryzuje
się artykuł Bale beanów w kontekście rozwo;u kulturowo-historycznego. Jego autor.ka., Marta Sigmundova" traktuje
bale beanów jako jeden z rodzajów
obrzędów recepcyjnych, który wylkazuje paralele z obrzędami przejścja rzemieślTJik6w. Według autorki bale :beanów InaIeż,! do "obrzędów przejścia, symboi'izujących
wstęp do odrębnej grupy społeczmo-zawodowej". (s. 220).
Do wspomnianej grupy studiów zajmujących
się "nietradycyjnymi"
obrzędami
przejścia w odmiennych od wiejskiego środowiskach, zaliczyć można też szkic autorstwa Arne B. Manna: Obrzędy przyjęcia
nowych
członków
do ObOZIl trampów
- 'zwI"alcający uwagę na :Sizereg odrębnych, 'spe'cyficmych cech ,kuLturowych, \;;ytworzonych w ruchu "trampów" - bardzo popularnym w Czechosłowa'cji, nieoficjalnym i niesformal,izowanym
ruchu młodzieżowym, wzorującym się w swych głównych założeniach na ruchu skautingu. Autor dostrzega w poszczególnych elementach
obrzędu przyjmowania
nowego człO!!1ka do obozu trampów przekonujące
jego
zdalniem - analogie 'Zclbrzędami inkjacyj.1ymi spolcczn1o'ści pozaeuropejskich
(nie
precyzuje on jednak, o jakie konkretnie społeczności może tu chodzić), ze średniow,iecznym przyjmowaniem
czeladni:ków, z balami beanów" czy też z przyjmowaniem cl1lo[}C6wdo it'O'waTzystw,a,młodzieńców.
Zawar:te w pracy uwagi tenretyczne - stanowiące oddzielny blok - skup'iaj'l
się wokół kilku zagadnień. Jednym z nich są pytania dotyczą'ce tradycji obyczajowej i związanych z nią ustaleń terminologicznych;
próbuje na nic odpowiedQieć
w swym artykule Czas życia i tradycja obyczajowa Vaclav Frolec. Okrdk'!11c pojęcia poko:enia, czasu i życia ludzkiego i jego odiPowiednika kulturowego, jakim

327

RECENZJE

jest rodzinny cykl obrzędowy
turowym
jest przedmiotem

w jego aspekcie indywidualnym,
generacyjnym
i kulstudium Krzysztofa
Kwaśniewskiego
Społeczeństwo,
kldtura
i cykl życiowy
człowieka.
Z. Staszczalk dDkonuje przeglądu metod i koncepcji teolI'etycznych w badaniaICh obrzędów rodzinmych, pojawiających
(Sli,ęw praktyce etnograJ1icznej badaczy polskiiCIh. CZYini to uw,'llględnila;jąc głównie kwestię !S!tosunku obrzędu do norm li przemian obyczajowych. Przedstawia w ten sposób kilka
podejść: 1. utożsamianie obrzędu z normami obyczajowymi (najwyraźniej
występujące w pracy K. Kwaśniewicz); 2. podejście stosujące analizę strukturalną
obrzędu;
analiza semantyczna
połączona jest tu z zmalizą kulturową
(szkoła warszawska,
L. Stomma); 3. badanie trwałych elementów obrzędów rodzinnych, wypływających
z akceptacji określonych systemów wartości; nawiązuje ono w pewnym stopniu do
podejścia poprzedniego
(w pracach T. Ciołka, J. Olędzkiego, A. Zadrożyńslkiej);
4. podejście rozwijane w ośrodku poznańskim, a wywodzące się z tezy, iż obrzędy
iodz';,nne ba,dać należy jako 'wyraz przemialn obycza1j:CJlwyclh,
zaś w mniejszym s't,opniu jako czynnik twórczy.
Omówione szkice należą do zespołu studiów teoretycznych,
na który składają
się wraz z pracami Bohuslava Benesa: Przeżywanie
tradycji
w obrzędowości
socjalistycznej
wsi na Morawach
południowych;
- Alexandry
Nawratilovej:
Kilka
uwag
dotyczących
znaczenia społecznego obrzędów i obyczajów
rodzinnych;
- Petera Niedermullera: Swięta i obrzędy w życiu społeczeństwa (na podstawie materiałów
węgierskiC'h); Vaclava Frolca: Obrzędy i święta "czasu życia" 'we współczesności.
Na tym kończy się przegląd zawartych w tomie szkiców. Sądzę, iż zreasumować jego treść warto było z kUlku innycllt, nie tylko prezentacyjnych,
względów.
Odizwie.rciedla on bowiem sytuację nalturYQgó1l1Jiej szej, jalką daje się odnotawać
w etnografii Czechosłowacji. Wydaje mi się, liż grono badaczy czeskich i słowackich
z podziwu godnąwyt'rwarłością
s1tara się kOlnltynuować tradycje wls1półpra1cy~trnografów i folklorystów Europy Srodkowej, Co - zwłaszcza w os:tatndch latach - zaniedbane zostało niemal zupełnie przez inne kraje. Najlepszym wyrazem tego jest
wykaz uczCis:lillików'"ympCJzjum w Sbraznicy, Móregia, efekty lslzybko - CIo 'rówmież
charakterystyczne
- wydane zostały w formie książkowej. Zawarte w tomie referaty autorstwa południowych sąsiadów Polski wskazują na 'Pewne cechy charakterystycl)ne dla badań obrzędów i obyczajów w tym ,kraju. W duży,m uproszczeniu
ująć je można w czterech punktach: (1.) Duże przywiązanie do tematów od fat już
podejmowanych w studiach etnograficznych
- a w,ięc tradycyjnych
zwyczajów ludowych. (2.) W tematach tych konsekwentnie i skutecznie pomija się religijne uwikłanie danych obrzędów. Omija się kh światopoglądowe zaplecze, co sprawia, że ich
"czysto" świecki obraz pozbawia się właśeiwej mu barwy. Marginalne wzmianki na
te'., te ma:t nie potrafią oddać w zupełności teigo, co ma miejsce w rzeczyw!'lstości
(3.) Interesujące są próby zajęcia się nowymi tematami, nawiązującymi
do zjawisk
kultury ws,półczesnej. Wysuwanym w nich analog,iom i uogólnieniom przydałaby Się
wnikliwsza refleksja teoretyczna; forma1ne i fenomenologiczne zbieżności nie mogl
być bowiem podstawą do pochopnych
wniosków o paralelności zjawisk właśc:iwych
różnym kontekstom. (4.) Zdecydowana
dominacja metody empirycznej i opisow2j,
ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi
jej konseikwet11cjami badawczymi.
Jeśli ktoś dopatruje się w ty eh kilku szkicowych uwa,gach jedynie negatywnej
krytyki, to jest w błędz,ie. A już na pewno nie mOże ona dotyczyć samej w sobie
pracy Czas życia, która stanow,i cenny wkład do naszego poznania kultury obrzędowej.
1

Stanislava

Buchowska

328

RECENZJE

Promysly

i tamiestwy

Bielarusi,

"Nawuka

Technika",

Mińsk 1984, ss. 192.

Wymieniona w tytule publikacja" wydana w nakładzie
1550 egzemplarzy,
została zredagowana
przez W. K. Bandarczyika, W. J. Mlialeszkę i M. F. Pilipenkę
w ramach opracowań ogłaszanych przez Instytut Kulturoznawstwa,
Etnografh i Folkloru Akademii Nauk Białoruskiej
SSR. Jest ona drukowana w języku białoruskim i zawiera 22 artykuły napisane przez 13 autorów. Całość [Jublikacji, stosownie
do omawianego zagadnienia, jest iluS'trowana oda;>owiednimi rysunkami, fotografiami i mapkami.
Treść składa się ze wstępu, następnie z rozprawy natury 'teoretycznej, a w dalszej kolejności z dwu zasadniczych 'Części {"Przemysł" i "Rzemiosło")podzielonyci1
na artykuły
(jakby rozdziały) opracowane przez określonych
specjaListów. Wszystko to podsumowane zostało zalkOllczeni.em. Niemal każdy z artykułów zbudowany
jest w oparciu o specyficzny trójczłonowy rytm: prahistoria i historia danej dziedziny, dłuższy lub krótszy opis stosowanej w niej techniki i technologii z podan,iem
produkowanych
w jej ramach dóbr oraz jej losy po rewolucji 1917 roku. Nadmienić należy, iż tytuły wi'elu artykułów
!przypominają
mianowni'ctwo
zastosowane
przez Kazimierza
Moszyńskiego w pierwszym
tomie Kultury
ludowej
Slowian.
Podporządkowane
są One jednak innej :niż u Moszyńskiego idei i manifestują
się
w odmienny,m sensie, który tkwi głęboko w zasadach głoszonych przez radziecką
szkołę w etnografii. We wstępie zawarta jest charakterystyka
ogólna obranego t~matu publikacji pod względem historycznym. Jego autor, W. K. Bednarczyk. ukazuje
też rozwój zainteresowań
tym zagadnieniem oraz przytacza co znaczniejszych jego
badaczy. Znajdzie tu też czyt'e1nik sprecyzowanie
terminu "przemysł" jako ubocznego zajęcia rolnika mają'cego na celu zdobycie dodatkowych produktów i surowców
oraz terminu "rzemiosło" jako wyrobu przy pomocy rąk i prostych narzędzi przedmiotów domowego użytku oraz narzędzi gospodarskich
jak leż służących do wykonywanlia innej pracy. Istotnym ustaleniem wstępnym jest ,też s1;wlierdzenie, że rozkwit przemysłu i rzemiosła IprzYipada na epokę feudalną, a wszystk,ie j'ego główne
elemetrllty skirystali'z'o'wałysię
w oikres,ie sitarolru.siki,m'i - 'Zdarniem aullellra - IPl'zetrwały do dziś. Impuls w postaci Rewolucji Październikowej
spowodow:lł, iż liczne
warsztaty miasteczkowe i wiejsk,ie stały s,ię podwaliną lokalneg,o przemysłu. "Nowa władza - pisze W. Bandarczyk - upatrywała w tych dziedzinach ludzkiej działalności wielką pomoc w odbudowie gospodarki. Już w 1923 roku w Moskwie zorganizowano
Pierwszą
Wszeehzwiązkową
Wystawę, na kltór'ej pokazano znaczenie
i rolę ludowego przemysłu j rzemiosła" (s. 8). Autor rozprawy zatytułowanej
"Tendencje rozwoju prz,emysłu i rzemiosła", W. S. C4toj, przeprowadza
charakterystykę
ogólną poruszanych
tematów. Konstruuj'e
też teorię, którą one mają !pod~przeć.
Stwierdza, że przemysł i rzemiosło są odbiciem sił produkcyjnych.
"Dziejc życiowe
tego czy innego narodu pisze stają się bardziej zrozumiałe w kOll1te1kśc:e
umów społecznych oraz w pow.iązaniu ze środowiskiem
geograficznym.
Przyroda
decyduje o surowcach i o ludzki'ch zajęciach. To ona decyduk o takich pracach, jak
zbieracitwo, myśliwstwo, ,bartnictwo, obróbka drewna itd" (s. 11). BadarLia nad h:storią rZJemiosła pozwoliły autorowi artykułu
wyróżnić trzy jego stadi<J: wytwarzalllie wyłącznie na potrzeby domowe, produkcja na zamów.ienic oraz produkcja na
rynek. Każda z tych form decydowała o społecznym podziale pracy, o bycie ek0nomiczny,m wsi białoruskiej.
Wydaje się, że w ten sposób pragnie autor podkreślić typowo marksistowskie
przejście iloś'ci w jakość, walkę starego z nowym.

RECENZJE

329

Najbogatsze w treść ,etnograficZil1ą są rozdziały zatytułowane
następująco:
"PozysIkanie i obróbka żelaza" (S. F. Oiarochm), ,.,Przemysł rybołówczy" (J. M. Braim), "Wyrób węgla, dziegciu, smoły i potaszu" (N. J. Burakouskaja),,,Obróbka
drewna" (W. S. Oiltoj), "Garncarstwo"
(S. A. Miluczenkau), Tkactwo" (G. M. Kuryłowicz) i "Wyrób instrumentów
muzycznych" (J. D. Nazina). Podkreślić należy, że
wszystkie tematy korzystają z bogatego materiału
archiwalnego.
Autorzy poszczegók]y~h '.cqJra w nic OIgmn<iczl2Ui
slię do ·opli6ów eltnog'raficZ!nych in,teresujących
Ich
tematów, lecz sięgnęli do efektów !badań archeologlicznych i przedstawiali
je w ujęciu materializmu
historycznego.
Przypuszczać
należy, iż metodę tę zastosowano,
aby pozyskać specyfikę rozwoju maiterialnej kultury
ludowej na Białorusi przy
równoczcsny,m zdaniu sobie sprawy ze stopniowego jej zanikania. Wydaje się to
potwierdzać fakt, że wiele uwagi zwracano na przełom XIX i XX wieku, ze zbyt
skromnym potra1ktowaniem współczesności. Stwierdza to zresztą wyraźnie w swoim
za,kończeniu W. Bandarczyk który pisze: "W okresie radzieckim, w związku z industf'ializacją, kolektywizacją
i w wyniku rewolucj,i kulturalnej,
zmieniły się niektóre przemysły i rzemiosła. Na ich bazie !powstały spółdzielnie, które z kolei
przekształciły się w lokalny przemysł" (s. 190). Z dawnego zaś rzemiosła, posiadającego dziś charakter rudymentarny,
ositały się jedynie te elementy, które zezwalają na produkcję przedmiotów dla własnych potrzeb lub na wytwarzanie
pa,miątek.
W związku z powyższym nasuwa się refleksja ogólniejszej natury, iż ludowy
przemysł i rzemiosło, które ciągle rzutują na czas współczesny, choćby poprzez lokalny przemysł, są ilustracją talentu narodowego i jako takie mogą być odbiciem
jego dziejów.
Zastosowano tu w1ięc w klasyczny sposób marksistowski
postulat badawczy, poleg1jący na ujęciu etapów rozwoju zjawiska i skonstatowaniu,
czym ono teraz jest.
Takim ujęciem twórcy publikacji opowiadają się wyraźnie za materializmem
historycznym i za tkwiącą w nim logiką. ZastosowaLi więc rozumowanie oparte o tak
zwaną konieczność i powinność. Z tych to zapewne względów dowiadujemy
się,
że w okresie od XV do !XIX wieku !przemysł i rzemiosło służyło głównie interesom
feudałów względ:1ie kapitalistów., a w dalszej kolejnOŚCii ludności zamieszkującej
w miastach, miastecz'kach i wsiach. Prawie każdy z autorów charakteryzując
opracowywane przez siebie zagadnieliliie uwzg'ędniał takie elementy, jak byt społeczny,
społeczeństwo a wytwórca lu!b grupa wytwórców" organizuje wytwórców. Zwracają
oni w ten sposób uwagę na przyczyny przeobrażeń, jakie zaszły w dziejach przemysłu i rzemiosła. Wszystko to czynią zgrabnie, jednocząc materiał empiryczny
z teoretyczną analizą.
Biorąc do ręki tę interesującą książkę kierowałem Slię pokusą głębszego poznania
w oparciu o najnowsze etnograficzne badania terenowe wybranych 'przez zespół redakcyjny zagadnień. Niestety, spotkał mnie zawód. Autorzy arltykułów prezentują
bowiem produkt swych dociekań zbyt jednolicie, zbyt schematycznie
i zbyt grubo
owinięty w wiedzę archeologiczną, historyczną, społeczną i ekonomj,czmą. Nie wykazali nawet zapobiegliwości polegającej na uwypukleniu
a,ktualnych badań, czego
etnograf od tego typu pracy ocz,ekuje. Opisali zatem niejako od nowa fakty od dawna już znane. Jakhy oprawili stare ilustracje w inne ramy, k:tóre jedak słabo modyfikują dotychczasową wiedzę na ich t'emat. Cenna jest jedynie, biorąc pod uwagę
marksQstowską teorię społeczną, wymowa ideologkzna opracowania oraz podniesienie poprzez nią rangi ludzkich poczynań mających na celu zdobycie żywności, surowców i narzędzi. Na uwagę zasługuje też szereg konstatacji ekonomicznych i socjologicznych, mających szersze niż etnografia zastosowanie. Zabrakło też, niestety,

330

RECENZJE

kilku kartek Ipoświęconych zestawieniu
literatury,
mogącej
wzbogacić zawartą
w opracowaniu wliedzę.
W świetle powyższego omawiane opracowanie potraktować należy jako podstawEl
d<J dalszych publikacji obejmujących najnowsze badania terenowe z zakresu współczesnej kultury materialnej
Białorusi. Wymienione wyżej uwagi w niczym jednak
nie umniejszają jej wartości poznawczej i ogólnego poz;iomu. Lektura tej oryginalnej
publikacji jest wystarczającą
zapłatą za wysiłek włożony w jej przeczytanie.
Wojciech

Patrik
etnisk

Wall

identitet

m a I' ck, I
has

hoglandets

Begafolket

i norra

skugga.

Ekonomi,

social

Wollegas

Ulgland.

Etiopien.

Sadowski

organisation

och

Uppsala

19,86,

ss. 226.
Książka jest dysertacją doktorską szwedzkiego antropologa afrykanisty, Patrika
Wallmarka,
przynoszącą
obfity, dobrze zredagowany
materiał etnologiczny dotyczący podstaw gospodarczych, organizacji społecznej społeczności Bega.
Lud ten
zamieszkuje pogranicze Etiopii ,i Sudanu, sam zaś autor prowadził badania wśród
Bega w latach 1974 -1977 oraz w roku 1980.
Wallmark podzielił
swoją pracę na 9 rozdziałów i niek1óre z nich warto omówić chociażby z tego powodu, iż informują one o przedmiocie zainteresowań szwed z~iej afrykanistyki,
która wiele mi'ejsca poświęca strukturze
społecznej danej zbiorowośc!i oraz wpływom warunków :e'kologicznych na życie ludności.
W pierwszych dwóch rozdziałach, które są krótkim szkicem historycznym na
temat dotychczasowych
badań nad ludem Bega, autor dokonuje przeglądu stanowisk badaczy na temat pochodzenia (lud prenilotycki?) i języka (grupa Koman?)
społeczności Bega. Podkreśla także, że nie jest pierwszym szwedzkim afrykanistą,
którego zainteresowała
kultura ludów pogranicza
etiops'ko-sudańskliego, zwracając
uwagę że wcześniej takie badania prowadzili m. in. K. E. Knutsson i E. Forslund.
Autor zastanawia się także nad skutkami migracji społeczności Bega z rejonu Gojjam Ina itClreny Wolle:ga, kitóra doprowadziła do zet'knięda Is!ię z ludami :zamies:Z!kującymi obszar Wollega i niekiedy do otwartych konfliktów militarnych,
np. z ludem Oromo.
Interesująco
przedstawiają
się w pracy Wallmarka rozdz1iały trzeci i czwar.ty.
Pierwszy z wymienionych
dotyczy zagadnień
obszaru ekolog:kznego, w którym
żyje Bega oraz źródeł utrzymania.
Są to tereny między rzekami Didessa, Dabos
i Niebieskim Nilem a masywem Wollega. W tym środowisku ekologicznym rozwinęła się określona działalność gospodarcza: rolnictwo, rybołówstwo, łowiectwo lizbieractwo, a także rzemiosło (wyplatanie koszy, kowalstwo).
Rozdział czwarty zawiera informacje
(plus czytelne rysunki) dotyczące zagadnień zorganizowania
gospodarstwa
domowego i przestrzeni
domu obowiązującej
wśród Bega. D<Jwiadujemy się, że typowe domy mieszkalne występują w dwóch
typach: typ pierwszy, zwany w mdejscowym języku mutza, za'chowuje kształt owalny z dachem stożkowatym, typ drugi chara:kteryzuje
kształt prostokąta z dachem
dwuspadowym. Ten ty!p zwany jest przez Bega - debeya. Cechą wspólną obu budyn!ków mieszkalnych
jest umieszczenie w częśc:i centralnej paleniska. Materiałem
budowlanym jest drewno, liście, trawa, bambus.

331

RECENZ.TE

O:prócz chat mieszkalnych typu "mutza" i "debeya", które zamieszkuje rodzina (monogami>czna bądź pohgynicZll1a) istnieją we wsiach Bega pojedyncze budowle
należące do wdów, wdowców, starców, znachorów, grup wiekowych i zawodowych,
a także pojedyncze budynki gospodarcZ€, takie jak np. spichlerze, obory, kuźnie.
Rozdział piąty pracy zawi,era wiadomości z zakresu usytuowania
i rozmieszczenna wsi Bega na obszarze Wollega. Wsie zamiesz.kuje 70 - 250 osób, które są
członkami danej linii, gałęzi klaJl1u.
Systemowi Iklanowemu wśród Bega poświęcony jest następny
rozdział pracy.
Autor podkreśla, że właśnie klan (choka) kształtuje wewnątrzną
spo,istość i wpływa
w istotny s;Josób na pozycję społeczno-ekonomiczną
swoich członków. Szwedzki
etnolog jest zdania, że na o,bszarze Wollega istnieje około 30 klanów.
W następnych
dwóch rozdZJiałach autor kI<!śli obraz kontaktów Bega z ich
sąsiadami, ludami aroma, Mao i Gabato oraz ,podejmuje próbę określenia postaw
jednostek" rodziny, klanu w procesie utrzymywania,
trwania wzoru ,kultury Bega,
pod1kreślając jej konserwatyzm i tradycjonalizm.
Omawia.na pozy,cja zawiera boga~y mareriał fotograficzny, czytelne mapki terenu, genealogię klanów oraz słowniczek miejscowych terminów. Solidnie i wnikliwie opracowane przypisy do poszcrególnych r<JZdziałów pracy cZyJI1iąpozycję wartą
poznania przez tych wszystkich, którzy interesują
się kulturami
pozaeuropejskimi,
zagadnieniami środowiska ekolog,icznego, /procesami adaptacji. Na koń'cu prac~ autor
umieścił obszerną bibliografię tematu oraz streszczenie w języku angielskim.
Waldemar

Fr.ltdor
j L.

narodov

RSFSR.

Mezvuzovskij

G. B a I' a g. Ufa 1985, Baskirskij

naHrnyj

Universitet,

sbornik,

Kopczyński

rield. T. M. A kimov

a

ss. 152.

Prezentowany
tu międzyuczelniany
zbiór !prac z terenu RSFRR składa się
z pięciu działów. W pierwszym, zat~ułowanym
Związki
międzyetniczne
i typologia
rozwojn
folkloru,
M. N. Mielnikow (z Nowosybirska)
pisze o typologij procesów
rozwoju wschodnioslovvi'ańskiego folkloru pieśniowego Syberid, na której osiedlano
Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Z artykułu wynika, że pieśni ludowe, z pochodzeni a llkraińskje i b'alcl'luls.kl"2,u[.eg2lły procels'owi ruszczenia 'się. A. K. Mitkuszew
(z Syktywkaru)
przedstawił
powiązania
między'etniczn.e narodowości
ugrofińskich,
R. G. Nazirow (z Ury) zanalizował interesujący motyw narysowanej
łódki jako fantastycznego środka uc:ieczki bohaterów baśni, podań j pieśni, ujarzmionych
przez
swych wrogów. Motyw ten występował także w podaniach o atamanie Razinie i był
prawdopodobnie
zapożyczony od ludów azjatyckich Syberi~, względnie od Tatarów.
Kolejno J. M, Mizij'ew (z Nakzyka) prredstawił
powiązania folkloru balkaro~kara4
czajewskJiego ze :;tarotureckdm.
Dział II zbioru poświęcony jest fol1klorowi pieśniowemu. T. M. .Akimowa (z Saratowa) zajęła się poezją ludową związalI1ą z kalendarzem agrarnym. L. 1. Brancewa (z Ury) zanalizowała obrzędy 'j towarzyszący im folklor okresu zimowego, zanotowany podczas akcji zbieraczej ullIiwersyt'etu Baszk,irskiego, zorganizowanej
w Latach 1976 i 1983. Uczestnicy ekspedycji stwierdzili, że w tej chwili folklor ten nie
jest już aktywny, niemniej trwa on w pamięci Sitarszego pokolenda ludnoścu rosyjskiej, z dawna mieszkającej w Baszkirii. Jednakże "w ostatnkh
dziesięcioleciach"

332

RECENZJE

- jak czytamy (s. 45) - 7 stycznia (czyld na Bo~ Narodzenie wedLe starego stylu)
chodzili jeszcze po domach kolędnicy i śpiewali kolędę modlitewną Narodzenie Twoje. ",
za co otrzymywali
datki. Na początku
wielkiego postu młodsi, zgodnie
z dawną tradycją rosyjsko-prawosławną.,
!pros,i1i o odpuszczenie win u osób starszych (rodziców, braci, sióstr), a ci błogosławili ich ikoną. W okresie "Swiątek" Bożego Narodzenia jeszcze niedawno młodzież dokazywała po wioskach, zakładając cegłami lub szmart;a,mlikomliol1Y,zamieniając krowy sąsiadom, !podpierając drzwi w domach, strasząc' przechodniów w przebraniu
w białe koszule lub prześ6eradła,
stukaj4c nocą do okien i podnoszą'c do nich wydrążone ty1kwy z wyciętymi otworami
i m!i:lmjąCy1miIOCZy,usta i nos, Qlświet!one 'weW[ląiw,z świecą. W dokazywaol1,ialch tych
spostrzegamy analogie do naszych zwyczajów, zachowujących się w wielu miejscowościa'ch po dzień dzisiejszy. Ciekawy też jest przytoczony w t.ym artykule dawny
zwyczaj pojenia WÓdką kogutów, by następnie słuchać :ich "pijanego śpiewu".
L J. Karpuchin (ze Sterlitamaka)
opisał "czastuszki" śpiewane na weselach rosyjskich.
Należy zgodzić się z autorem, że !przyśpiewki te trafiły do repertuaru
pieśni w€selnych nie przypadkiem
i ni·e dopiero w ostatnich czasach w związku
z upowszechnieniem
siQ gatunku "czastuszek" (jak to twierdzą nioktórzy folklory';·ci
radzieccy), lecz że stanowiły one z dawna organiczną część liryki weselnej. Tezę
tę potwierdzają
też przyśpiewki
towarzyszące
weselom ludu polskiego i białoruskiego (o tych ostatnich ;pisałem w "Slavica Wratislavie:ns'ia", z. 18: 1979, s. 131 - 132).
L. S. Szeptajew (z Leningradu) rozpatruje
tematy pomocy wzajemnej i braterstwa
w pi'€'śniach wschodniosłowiańsk,j'ch
o powstanliach chłopskich w XVII i XVIIIw.
J. W. Kiriejewa (z Saratowa) przedstawiła
dotychczasowe sądy na temat gatunku
romansu jako specyficznej odmiany !pieśni lirycznej.
W dziale Proza ludowa J. N. Djakonowa {z Jakucka) zanalizowała postać Baby-Jagi w eposie bohaterskim
i ibaŚll1iach'jaikudkich. za!pożyczoną z baśni rosyjskich,
T. G. Bordżanowa (z Elisty) przedsitawiła motywy mitologiczne w kałmuckich baśniach bohatyrskich" L. B. Siedowa (z Sarańska) dokonała klasyfikacji
tematycznej
podań mordwińskich.
Podajmy dLa przykładu
temat 1II17 wedle tej klasyfikacji:
"Ujarzmli'en:ie Mordwy. Czarodziej Dzięcioł prz'€'powi,edzial Mordwinowi Szpakowi,
że jeżeli jego pot<:imkowie będą żyli w,e wrogości wzajemnej, to ich ujarzmią władcy rosyjscy. Przepowiednia
spełniła się" (s. 78). Albo temat III/8b: "Car rosyjski
płynął rzelką, zobaczył modląc)"ch się Mordwinów, posiał dla nich dary. W rewanżu
starszyzna wysłała gościńce poprzez młodmeńców, lecz c,i zjedli je sami a carowi
przynieśli !piasku i wody. Car przyjął to jako oznakę pokory i zaczął uważać ziemie
mordwińskie
za swoje" (s. 79). W następnych artykułach tego działu B. G. Achmat.€szyn I(ZUf y) przedsrt;awił podania o przyłączeniu Baszkir:i!i do parlstwa rosyjskiego
(co nastąpiło w XVI w.), a G. N. Kurbatski
(z Kyzyłu) rozpatrzył przysłowia j powi'edzenia tuwińskie jako źródłoo etnograficzne.
W dziale Folklor i Literatura
D. N. Miedrisz {z Wołgogradu) zamieścił artykuł
o badaniach syste.mowo-typologic7.nych iliaci powiązaniami literatury i folkloru w zakresie poetyki, w 'kolejnych zaś artykułach
A. W. BarmiU1 (z Uf y) pisze o funkcji
mitologizmu w narracji epickiiej (na materiale prozy radzieelkiej), L. G. Gorbunowa
(z Sarail.owa) - o fantastyce
ludowej w twórczości pisarzy rosyjskich ~poki romantyzmu, G. A. iA,bdulina (z Uf y) o folkloryzmie
Ivhch~ła Sałtykowa-Szczedrina,
M. G. Rachimkułow
(z Uf y) - o Baszkirii i folklorze baszkirskim w utworach pisarza Wasyla Brusianina, żyjąceg,) na prz€łomic XIX i X'X w.
W ostatnim dziale - Materiały
i komunikaty
2. K. Lebiedi'ewa (z Jakucka)
!pisz'€'o tradycjach pieśnliowych wśród potom\ków osadników kozaokich na Czukotcc,
a zll1any u nas folklorysta
białoruski Lew Barag (w latach 1950-tych wykładał

333

RECENZJE

w Uniwersytecie Białoruskim w Mińsku, obecnie jest profesorem Uniwersytetu Baszkirskiego w Ufie) scharakteryzował
i zamieścił tekst baśni Syn cara l'llsll, zapIsane} przezeir w rejonie biiżbulackim Au;tonomicznej Baszkirskiej
SRR. Utwór ten
stanowi kontaminację
czterech wątków. Zitlanych foLklorystyce europejskiej:
Wychowanek diabla (AT 667), Królewna
zaklęta w ptaka (AT 401), CudOWna udeczka
(AT 313) i Czarodziejski
p:erścień «AT 560). Wariant białoruski
pierwszego z tych
wątków opublikował swego czasu Jan Karłowicz (podania i bajki zebrane na Litwie,
Kraków .l887 - 1888, nr 13). ZamiesZJczony tekst jest ciekawy, zwraca jednak uwagę
jego popl'awny literacko język, widocznie ów bajarz, od którego tekst został zapisany.
nie należał do ..szeregowych" przedstawicieli
łudu. Kończy ,tom komunikat
W. K.
Archangielskiej (z Saratowa) A. N. Pypin D znaczeniu etnografi.i krajowej.
Poglądy
znakomitego filologa rosyjskiego zostały tu przedstawione
na podstawie jego listów do A. N. Mincha, etnografa saratowskiego.
Z notki na odwrocie karty tytułowej wynika, iż omówiony tu zbiór prac folklorystycznych stanowi nr 12 serd;i Folklor
narodow
RSFSR. Warto, aby tą serią
zainteresowali się także nasi folkloryści 'i etnografowie.
Franciszek

Skazki z pze8nz rożdionnyje
kwa 1985, ss. 520.

w dorogie.

Cyganskij

tolklor.

Sielicki

Wyd. "Nau1ka", Mos-

W skład opubl,ikowanych w omawianym zbiorze materiałów wchodzą bajki, lamenty" pieśni przeciągłe, weselne i obyczajowe, pieśni do taóca oraz żartobliwe. Na
końcu zbioru zam~eszczono w formie dodatku nieliczną grupę utworów liryczmych.
Uwzględniając zróżnicowanie tematyczne bajek, można je podzielić na trzy zasadnicze gr llJ>y, mianowicie:
bajki fantastyczne
i obyczajowe, które stanowią największą objętościowo część, oraz nielicZJl1ebajki o zwierzętach.
Wd~kszość materiałów :rebrano w miejscach największej koncentracji
ludności
cyg,ańskiej, tj. w północno-zachodnich
obwodach Ros. FSRR, głównie w okolicach
Leningradu, Nowogrodu., Pskowa, a także na obszarze Kafleliti. Utwory pochodzące
z wyżej wymienionych regionów zadziwiają przede wszys;tkim czystością gatunku;
tradycyjne
pieśni cygańskie nie utraciły swej' oryg.inalności, a ich treść zawiera
stosunkowo nkwiele elementów folkloru rosyjskiego. Również ,bajki zawierają wiele archai'czmyoh pierwiastków
deano!l'lol'Ogi'icygańskiej, bardzo orygtiinailn:ej, niie mającej analogii w folklorze innych narodów. Pewną część materiałów
z'ebra;no ponadto pod Smole!1skiem i Saratowem oraz w środowisku Cyganów zamieszkujących duże .miasta, m. in. Moskwę, Lendngrad, Pietrozawodsk d Tułę.
Rosnące w pierwszej połowi,e XIX w. zainteresowanie
folklorem cygańskim zapoczątkowało okres rozwoju kompleksowej
dyscypliny naukowej
obejmującej
historię, etnografię i język Cyga,nów. PoOdjęto w tym zakresie szereg ;prac badawczych, pojawiły się też ;pierwsze opracowania li ZJbiory cygańskliej literatury
ludo\'lej. Jednakże publikowane
w itym czasie ma1eriały nie zawsze byly oryginalne;
często kwestionowano ich autentyzm, zarzucano im brak zgodności z pierwotnym
źródłem zapisu, a niektórym
zbieraczom ;przyptisywano wręcz autorstwo
całych
tekstów, tworzonych w oparciu a własną :inwencję oraz na zasadzie sztucznego kon-

334

RECENZJE

taminowania
ZIlJanych wątków. Przykładem
tego rodzaju mistyfikacji - związanej
z opublikowaniem cygal1skich mitów i bajek - jest broszura A. Jelisiejewa, wydana
w 1881 r.l, a także kSliążka N. Kuna pt. Bajkz cygańskie 2.
Initeresującym materiałem folklorystycznym
jest rękopis mieszczanina M. Grigoriewa, w którym rewarto obszerny słownik języka cygańskiego oraz szereg pieśni, zapisanych w języku rosyjskim i cygańskim 3. Niewątpliwie największe znaczen<ie w procesie badania folkloru Cyganów rosyjskJich mają prace W. Dobrowolskiego, zwłaszcza artykuł Kisielewscy
Cyganie \ a także książka pod takim samym tytułem, w której obok ba}ek i pieśni zamieszczono wiele cennych materiałów z dziedziny etnografii 5. Niestety, dorobek naukowy W. Dobrowolskiego nigdy nie zostanie za'Prezentowany w całości, ponieważ archiwum uczonego z,aginęło beZ/powrotnie.
Niektórzy
badaCze wykazywali
duże zainteresowanie
mową potoczną Cyganów;
w 1900 r. wydano w Moskwie książkę pośWJięconą tej właśnie tematY0e 6. Jej autor,
P. Istomin, zamieścił w niej kilkanaście cygańskich pieŚTIi ludowych oraz parę opowiadań. Celem książki nie było bynajmniej eksponowanie
różnorodno~ci motywów
i wątków fabularnych,
lecz zapoznanie czytelnika ze specyfiką stylu języka cygańskiego. Powzięty zamysł został w pełni zrealizowany. Nieoceniony wkład w rozwćj
cyg,anologii wniósł znany indolog, A. Baranniikow; w swych pracach Cyganie
ZSRR 1 oraz Ukraińscy
Cyganie s uczony przedstawił
rezultaty badań folkloru
południowoukraińskich
Cyganów. Mniej uwagi poświęcono natomiast e'tnografii plemion koczowniczych
zami,eszkujących
centralne
regiony kraju.
Zainteresowanie
folklorem cyg'ańskim nie ograniczało się wyłącznie do zbierania utworów literatury
ludowej oraz przeprowadzania
,jch analizy literackiej; w 1963 r. wydano książkę Indy Romany-czaj pod tytułem Bajki wędrujących
za słońcem 9. W zbiorze tym autorka zawarła szereg bajek najpisanych całkowicie samodzielnie. W konstruowaniu
fabuły Romany-czaj
wy'korzysta oryginalne, popularne w folklorze cygańskie mo. tywy. Uwagę wielu badaczy przykuwała żywa, pełna egzotyki melodia pieśni cygańskich; w 1971 r. opublikowano
zbiór pieśni pod redakcją
kompozytora S. Bugaczewskiego, odznaczający się cennymi walorami muzykalnymi. W jego skład weszło
kilkadziesiąt utworów" które au-tor opatrzył fachowym komentarzem l". Spośród prac
edytorskich popularyzujących
folklor cygański pojawiają s'ię również zbiory zawierające
utwory z repertuaru
grup etnicznych - głównie Ursarów i Kelderarów koczujących poza granicami ZSRR. Jako przykład można .przytoczyć książkę !poety
mołdawskiego
G. Kanti pt. Folkłoros
romano 11, a 'także zbiór R. Demetra 12. Do-

Jelisiejew,
O materia/ach
dla izuczenija
cygan, sobran'nych M. I. Kunawinym,
SPb.
5.
2 N. Kun,
Skazki cygan. W 2-ch knigach,
Moskwa 1922.
'FOrmy
i s/owar'
cyganskogo
jazyka
(r".1kopisnaja
kniga).
Sost. M. Grigorjcw,
Moskwa
1 'A.

a881,

t. 17, wyp.

W; .
• W. Dobrowolskij,
Kisielewskije
cyganie. "Zywaja
starina".
1897, t. 7, wyp. J, s. 3 - 36.
, W. Dobrowolskij,
Kisielewskije
cyganie, S;Pb 1908.
• P. Istomin
(Patkanow),
Cygans',ij
jazyk. Grammatika
I rllkowndstlUo
k prakticzesl<am1L
izuczeniju
razgowornoj
reczi sowricmiennych
russkich cygan, Moskwa 1900.
1 A.
Baranniko-w,
Cygany SSSR. Kratkij
istoriko-et>nograficzeskij
oczerk, Moskwa
1931,
• A. BaTannkow,
Ukrainski
cygany, Kyew 1931.
• 1. Romany-czaj,
Skazk iduszczich za solncem, Leningrad
1963.
,. S. Bugaczewkj,
Cygcz.nskije narodnyje p2sni plaski, Moskwa 1971.
11 G. Kanti,
Folk/oros romano, Kiszyniew
1970.
11 R. Diemieter,
Obrazcy fOlk/ora cygan-ke/derariej,
Moskwa 198'1.

RECENZJE

335

tychczasowy stan ,badań folkloru cygańskiego nie jest zadowalający.
a ;publikacje
utworów ustnej literatury są nieliczne. Celem omaWlianej książki jest wzbogacenie
dorobku edytorskiego w tym właśrue zakresie. Zamierzenia
te częściowo zrealizowano, ponieważ Bajki i pieśni powstałe w drodze są najbardziej
obszerną publikacją, obejmującą zarówno prozę, jak i llirykę.
Większość utworów omawianego zbioru wykazuje cechy wspólne z literaturą
ludową innych narodów. Wyni'ka to z koczowniczego try,bu życia Cyganów.. którzy
wędrówkę z dalekich Indii zapoczątkowali już pod koniec X w, a do Rosji przybyli w XV w. Ich bliski kontakt z narodami Europy sprawił, że obyczajowość cygańska w dużej miel'ze utraciła na swej oryginalności. Zmiany zachodzące w sferze
światopoglądowej
ludów koczowniczych były ściśle uzależnone od wierzeń religiJnych panujących w poszczególnych krajach; na terenie Rosji Cygarue przyjmowali
przeważnlie religię opartą na doktrynach kościoła prawosławnego.
Było to jednakże
specyficzne .prawosławie, nieortodolksyjne, traktowane przez koczowników dość swobodnie, o czym świadczą niektóre utwory. jak na przykład bajka Swięty Grzegorz
i Cyganie, w której oddzielne motywy były wprawdzie zaczerpnlięie z literatury hagiogmficznej, lecz całość utworu skonsitruowano na zasadzie anegdoty. wyszydzającej moralność chrześcijańską.
Folklor cygańskli pozostaje pod pewnym wplywem
rosyjskiej literatury
ludowej. czego potwierd2ieniem mogą być liczne zapożyczenia
znanych motywów bajkowych typu: Ognisty ptak, Wieszczy sen lub wzorowanie się
na rosy jsklich pieśniach lirycznych więziennego cyklu. Niektóre wątki, aczkolwiek
bardzo rzadko, odnajdujemy
nawet w baśniach Andersena.
natomiast
struktura
kompozycyjna baje,k cygailskich oraz ich poetyka oparta jest na wzorcach wypracowanych przez rosy jską prozę ludową.
Kultura narodów Europy niewąltpliwie w dużym stO'pniu wpłynęla na twórczość ludów ·koczowniczych, jednakże nie zdołała zdominować wszystklich dziedzin
życia społecznego, Dotyczy to przede wszystkim na wskroś oryginalnej
obyczajowości cygańsikiej, mało podatnej na obce wpływy. Utwory omawlialI1ego zbioru stwarzają rozległą panoramę stosunków panujących w przeciętnej rodzinie cygańskiej.
Doniosłą rolę odgrywała w niej żona, na którą spadła odpowiedzialność utrzymania
więzi rodzinnej oraz niezwykle trudny obowiązek zas,pokajania potrzeb dnia powszedniego; kobiety wykonywały
również najcięższe prace. Uwzględniając
zakres
i znaczenie pełnionych funkcji, można by przypuszczać, że żona cieszyła się w rodzinie -cygańskiej nale7Jlym autorytetem.
Rzeczywistość j'est jednakże calkiem odmienna: konserwatywny
patriarchat
uniemożliwiał
kobiecie zajęc.ie należnego jej
miejsca w rodzinic, natomiast despo'tyczna władza męża praktycznie ni'e znała żadnych ograniczcI'" \V wielu utworach, zwłaszcza w liryce, podejmowano problem losu młodej Cyganki, zagubionej w rodzinie męża; jej rozczarowanie
niekorzystną
metamorfoz,! współpartnera
pogrążonego w nałogu pijaństwa często przeradzało się
w zw<:)tpicnie. Zadziwiająca jest bierna postawa kobiety wobec istniejącego stanu
rzeczy, ,przyjmowanego jako nieug.ięte faitum. Zaledwie w j'ednej bajce poddano
otwartej krytyce stosunki rodzinne: Cygan traktujący
nieludzko swą żonę został
potępiony przez ldnego demona, Sporadyczne próby dokonywania rewizji ustalonego
od wiokówporzqdku
świadczą wymownie o stopniu oddziaływania
obyczajowo.~ci
na ludzką mentalność; nawet poczucie krzywdy i niesprawliedliwości nie zdobło
przeciwstawić się skutecznie potężnej sń1e uświęconych tradycją obY'czajów.
Niezwykle zadziwiająca jest etyka cygańska. Jej ksztaŁtowanie się było w dużej mierze uzależnione od trybu życia !koczujących plemion oraz dorażnego sposobu
zaspokajania
ich potrzeb bytowych. Specyficznej
ocenie poddawano
na przykład

336

RECENZJE

kradzież., której nie traktowano
bynajmniej
jako zjawisko ze wszech miar szkodliwe, urągające godności człowieka., lecz jako wzór życiowej zaradno~ci. Tego rodzaju
interlpretację obserwujemy głównie w pieśniach obyczajowych. Nośnikiem podobnej
treści są bajki satyryczne, w których opisano szereg nieuczciwych transak'cji, zawieranych pomiędzy sprytnym
Cyganem i bogatym, lecz łatwowiernym
chłopem
czy dziedzicem. Bajki tego cyklu zupełnie zatraciły moraliza;torslki charakter, a zawarta w nich idea pozostawaŁa w jawnej sprzeczności z tradycy jną konwencją tego
gatunku, według której dobro niezmiennie tryumfowało nad złem: utwory te nie
potępiają
cygańskiej
ll'ieuczctiwości, lecz wyszydzają
ludzką naiwność. Jednakże
moralność cygańska jest pełna sprzeczności, .bowiem nie posiada jednolitych norm,
dzięki którym można by w sposób uniwersalny
wyznaczyć wkres wartościowania
postaw ludzkich. Czynów człowieka nie Jdasyfikowano
na zasadzie obiektywnej
oceny tistnieją'cego stanu rzeczy. a ich waI1iości, w mentalności ludów koczowniczych, decyduje głównie sam człowi,ek: Jeżeli Cygan dopuszcza się wykroczenia wobec społeczności prowadząoej osiadły tryb życia, wówczas zostaje usprowiedliwiony.
Gdy zaś identyczny występek ma miejsce w taborze, wtedy napotyka ostrą krytykę i raptem staje się czynem wysoce nieetycznym. Ambiwalentne
'Podejście do
tej kwestii nie było, jak się na pozór wydaje, następstwem
dyskryminacji
etnicznej, ponieważ ujemne S:kuJtki niesprawiedliwego
wartoścuowania do1Jknęły również
Cyg.aIIlów. Amaliza tre·ści ;z)alWar1tY'Cih
w zbiollze bajek wykazuje negatywne nalsitawienie koczowników dQ zamożnych warstw społecznych, a nawet do Cyganów prowadzących osiadly tryb życia. Z preferowaniem
wędrownego życia łączy się jednocześnie głęboka troska o utrzymanie
jedności cygańskiego taboru który poprzez
hierarchicz:ność sprawowanej
w nim władzy oraz kolektywne zaspokajanie potrzeb
bytowych :przypomniał jedną wilelką rodzinę. Cechą znamienną wspólnoty koczowniczej był,a odrębność p;raw i obyczajów. T'rady,cje IkJu~tywQwa'now 't)'lm śrooQwisku
ze szczególnym Ipietyzmem, a naruszenie niektórych obyczajów karano z całą surowością. Ostro !p{)tępiano występki godząc€ w rodzinę a także nieposzanowanie gośoinnośd cygańskiej; w bajce a Wajdzie i Róży (nr 4) została srogo pomszczona
ucieczka młQdej dziewczyny z taboru wraz z narzeczonym: Różę tajemne moce zamieniły 'W jarzębi:nę, a Wajda stradł mnę na zawsZJe. Mdty'W pOirwall1liaIrrc.lrzecwnej
był popularny w epl'ce cYlgańskieJji p~zypQlminail.oby'c'zaje .narodów WS'Clhodu.W innym wariancie tej samej bajki Wajda ukarał niegodziwych szwagrów za złamanie prostarego obyczaju poszanowania
praw gości. Etyka cygańska przypominała
ponadto człowiekowi o wdzięczności wobec bliźniego za wyświadczone dobwdziejstwa, a także nakazywała !bezwzględne wywiązywanie
się z danego przyrzeczenia.
Taki jest moralno-etyczny
sens bajelk: Dziewczyna-Łabędź
(nr 9), Zaczarowana sierotka (nr 10) Qraz Jak Cygan nie dotrzyma~ słowa (nr 15)
Sipośród bajek omawianego zbioru moma wyszcz1ególnić pewną gru:pę utworów
epickich zaHczanych do tzw byHcZJek Zawierają one - !podobnie jak bajki - sporo elementów irracjonalnych,
lecz interpretacja
przedstawianych
w nich faktów jest
zgoła Qdmienna: fantastyczne
historie w wyobrażeniach
cygańsk,ich bajarzy nie
były tworem ludzkiej wyobraźni, lecz nosiły znamię autentycznych
relacji, zaś mitycz:ne :postacie, leśne i domowe demony czy rusałki, n~e istnialy w wyimaginowanym świecie, ale żyly wśród ludzi i oddziaływały na ich losy. W "byłiczkach"
odzwierciedlono więc najistotniejsze
elementy demonologii ludowej, całokształt cygańskich wierzel'l i zabobonów.
W pieśniach liryczny'ch często poddawano analizie dobre i złe strony cygańskiego
iyaia. Reflleksje 'na ten Iteimalt rómi'ły .slię dia·metra,lnie. W rozważani~lCh przeważała
nuta optymizmu, chociaż nile brakowało również pesymistycznych
akcentów. Zycie

337

RECENZJE

w taborze niewątpliwie posiada wiel€ romantycznego
uroku; daje poczucie niczym
nie skrępowanej swobody, stwarza wspaniałe warunki do poznawania świata, umożliwia stały konta·kt z przyrodą li wreszcie jest wielką niewiadomą, !przypominającą romantyczną .przygodę. Najistotniejszą z wymienionych cech jest jednakże wolność, różnie pojmowana przez koczowników: dla jednego oznaczała możliwość dokonania czegoś niekonwencjonalnego,
częs-to sprzecznego z I'egułami życ'ia rodZJinnego i grupowego. Dlat-ego też opisom porwania niewiasty towarzyszy niebywały entuzjazm, apologia śmiałego
przedsięwzięcia.,
będącego
wyoozem
spontanicZJnego
\Sll1fzeówu mlodej gCI1iCIT<łcji
wOIbec nlie'toleranoj'i stalli'zego pcxk:>oJeIl1lia.
Innym a1trybutern cygańskiej woll1ości, eksponowanym naj-częściej w plieśniach, jest wierzchowiec
- integralny element taboru :niosąeego !koczowników w dalekie krainy. Zrozumiałe
jest zatem iJrzywiązanie Cygana do swego rumaka, darzonego szacunkioem, uważanego llIiemalże za członka rodziny. Romantyzm
nie przesłaniał
jednak realizmu
w oce:n'i!eujemnych cech koclwlwniczej egzystencji. Ul>olewanie nad uciąż1iwoociaJITJijJ
dnia ;powszedniego miało miejs-ce głównie w liryce; w pieśniach: Maszeńka
(nr 44)
oraz Mój ojczulek
(nr 54) rozbrzmiewa
skarga Cygana trawionego nostalgią. Nie
b,wkuje ,również picśni opi-sująych tęsknotę Cygall1ia zaold-choldzącym latem. Nadejście jesiennej .pory było bowiem dla koczowników zapowiedzią trudnego okresu
zimowego, w którym natura prz·estała być sprzymierzeńcem
i niosła cały szereg
u1trudniEń. Specyhcvny t-ryb życi'a uniiemorż1iwiał męŻJCzy.znompodjęcie ja:kl:e,go!kolwiek stałego zajęcia, w związlku z -czym trudnili się onU hap.dlem koni, szukali dorywczej pracy naj'emnej i często, niestety, łamali prawo, dopuszczając się drobnych
kradzieży. Całą lirykę napełnia s-karga osamotnionej
Cyganki, zaniepokojonej
nie!pewnym lo.,-em mę·ża. Pomimo uciażJiW'OiŚci,jaklie nidsło życlie w ta;oorze, Cyganie
pozostawali pod wpływem romantycznego
uroku nie kończącej się wędrówki. Nawet wydane w XVIII w. specjalne ukazy carskie nie byly w stanie ustabilizować
ich życia. Z€!w 'na_tury był silnJiiejszy od wszelkich na;kazów.
Poetyka publikowanych
bajek
i ;pieśni niewiele w zasadzie odbiega od !kanonów przyjętych w rosyjskiej !prozie li liryce. Pieśń cygańska odróżnia się przede
wszystkim żywym tempem i dużą ilością wykrzynień, uzupełniających
luki w tekście. Jeż-e1i chodzi o osobliwości językowe pieśni, warito podkreślić tendencję do
hiperbolozowanlia epitetów oraz dużą ilość stałych połączeń wyrazowych, wpływając:)"ch na specyfikę stylu. Największe zainteresowanie
budzi jednak sposób odtwarzania poszczegółnych utworów, co było uzależnione od indywidualnych
predyspozycji baj<lJrZylu,b .pieśniarzy. Niekitórzy :z. .n~1Ch
_zad:z.iwif<li1j
'Swohodą qJ}owiada:nJia, d:użą '1mprowizacją oraz bogatym repertuarem
wykonywanych
utworów. Do takich
wykonawców należy m 'in A Łobanowa. Natomiast utwory w wykonaniu A Iljińskieg.o cechuje mowa 7.)'w'a, pełllla hu:mCAl'u,diziękikitórej nawelt m·omen:ty dral:natyczne są neutraliizowane. Zaangażowa'nie emocjonalne słuchającego jesit duże z uwagi na bliski kontakt z bajarzem:
Iljiński bezpośrednio zwraca się do słuchacza,
wciągając go w tok QPowi<ldania. Podobne cechy wykazywała narracja bajek w wykonywa.niu A. Michajłoowa, ll1ie:~wyk'ledbałego >o>czyblt'OiŚĆ
rodzime;go f>oilkloru.
Młod<l generacja Cyganów prz-ejawia nikłe zainteresowanie
twórcZiOśclią ludową
swych przodków. gdyż duch ws,półczesnośc.i w szybkim tempie pochłania resztk,i
wielowiekowych tradycji. Omawiana publikacja,
prezentująca
najciekawsze
utwory
cygal1s·kiej prozy j poezji, jest pokaźnym wkładem w dZJtieleupowszechnienia
zanikającej kultury, która w pierwotnym stanie przetrwała
jedynie w usitnej twórczości i obyczajach.
Bogdan Rud·ol
22 "Lud"

-

t. 71

338

RECENZJE

O. M. Soln<:ewa,
Izd. "Nauka", ss. 544.

B

M.

Wołgoln'ski,

S,i11galskie

skazki,

Moskwa

1985,

Zll1ana już, bo ciesząca się poważnym dorobik.iem edy<:yjnym Główna Redakcja
Literatury Wschodu, w serii "Skazk;i i mify narodow Wostoka", wydała niezwykle
interesującą
pracę poświęconą
mało znanemu folklorowi Cejlonu pt. Singalskie
skazki. Pmca ta powstała prawdOjpodobnie kilkanaście
lat temu, o czym świadczą
źródła" z których autorzy opracowania
zaczerpnęli materiał folklorystyczny. Są to
bow::.em pca'ce d;-ukowanl~ w latach sześ,ćdzie;:'ią,tych i z początkiem .la;l siedemdziesiątych, a przecież od tego czasu wiele w folklorystyce światowej uległo zmia.ni'e, szczególnie zaś w zakresie rozumienia zjawisk fo1kloru i metod jego opracowania. Auto1rzy :l1liemQgI,i już ni€G:tdy dotrzeć, a należy tego żał-ować, do wydawanej
w ![]Jdiaoeh dosk~,na'rej Isert:, folk,I'o~Y'sty,cznej 'obrlalZującej pomn ilki us'tmej ludoNej
twórczości prozatorskiej
pt. Folk Tales of the World, której jeden tom (dziewiąty)
poświęcony zositał folklorowi Cejlonu I.
Omawiana praca nie jest wy1kładnikiem folkloru mieszkańcówcalej
wyspy, boWJi,emodnosi się jedyn.ie do zasadniczej grupy etnicznej na Cejlonie - Singal'ezów,
s't<:'lnowiących około 72.010 lruoololŚC'i
kraju. Są oni, jak dOlnols'ząikroI1!ikJi lolkalna ti!'adycja, potomkami osadników z Północnych Indii. Ich język należący do indoeuropejskiej grupy języków wykazuje duie podobieństwo z językami narodów zamieszkujących dorzecze Gangesu.
Znakomita większość Si,ngalezów wyznaje buddyzm Herawady. Jednakie w ciągu swego panowania na wyspie Herawady podlegał wpływom idą'Cego z Indii późniejszego kierunku buddyzmu - Mahajany ("wie1ki wóz"), gdzie wielkie znaczenie
odgrywał kult bodhisatwów. Podstawowym
,miejscem sku!pienia wyznawców "Mahajany" na Ceylonie był klasztor lAbhajagini, stanowiący zarazem punkt oporu dla
ortodoksyjnego buddyzmu - starszego klasztoru Machowihara.
Wielki wpływ na buddyzm cejlońsku miał także hinduizm. Religię tę współcześnie wyznaje na Cejlonie około 2 mln Tamilów, drugiej na wyspie grupy etnicznej.
W tym niezwykłym kraju relig,ie &tały się źródłem wielu niepokojów społecznych,
których echa jeszcze współcześnie dają o sobie znać.
W świadomości Singalezów "czyste" buddyjsklie widzenie świata idzie w parze
i ś<Ciśleprzeplata się z starymi ludowymi wierzenJiami, Ikultem demonów sformułowanym na ich osnowie, astrologicznymi
wyobraże{liami, wiarą w bogów-opiekunów. Kult ten powstał na grunc,ie wiary w demOil1y-Jalksze, duchy i lokalne
bóstwa. Wszystkie te istoty, w wyobrażenuu Singalezów, źyją na ziemi. niekióre
z nich mają imiona i znane są w calym kraju, większość jednak jest bezimienna
,I 'Pos~ada ba,~dz,o og,ranicz'2!:1eloJklCnnfe
7.'l1aClzen[e.KalŻida wieś p<:Jl,;iudasw.ojego opiekuna - dewatawe, każde większe drzewo jest mieszkaniem Jakszy. Wydaje sJię, że
przekonania
,te właściwe są dla subkontynentu
indyjskiego.
Oto bowiem, kiedy
z końcem 1979 roku IPodróżowałem \PO Nepalu., mieszjkańcy wielkich dolin z manifestującym
się niepokojem
wskazywali
miejsca zamieszk,iwane przez wszelkiego
rodzaju d€mony i bóstwa oQpiekuńcz'e. Stąd też ustna proza ludowa tego regio'1u
przesycona
jest o-powiadaniami o tY'chże wyobrażeniach.
Do najpopularniejszych
w Sr,j Lance bóstw opiekunczych należą: Hatha, Wishnu-Uplwan,
Kataragama.
W omawianym regionie bajk:i opowiadane ibyły najczęściej po zakończonych
świętach i żniwach. Narratorzy
najchętniej
realizowali tzw .. ,dżataki (tj. gatunek

1 M.

Ratnatunga,

Folk

Tales

of Sri Lanka, N. Delhi 1979.

RECENZJE

339

literaJbury buddyjskiej mówią'cy o lI1Ja'oodz;;lnach
Buddy), opo<wialdall1iaz 'życia Buddy
i bogów-opiekunów, htis~orie buddyjskich relikwi. Słuchacze dziękowali im darując
drobne sumy pieniędzy, banany, betel.
Treści folklorystyczne w omawlianej książce podzielone zostały na cztery rozdziały. Pi-erwszy z nich, skromny, bo liczący za~edwie osiem przekazów, dotyczy bajek mitologicznych i ajtiologicznych. Mit kosmo~ogiczny szczegółn.ie ciekawie wyraża się w przekazie lpt. "Jak powstala Zliemia" (s. 28 - 29) oraz "O;powiadanie o Batmasutrze" (s. 32 - 34).
Kolejny rozdział omawianej procy poświęcony jest bajkom zwierzęcym i zawiera czterdzieści dziewięć przekazów. Bajka zwierzęca na subkontynencie
LTJdyjskim należy do cieszących się wielką popularnoś'clią. Swiadczą o tym różne zbiory,
w których bajka zwierzęca zajmuje poczesne miejsce 2. Także systematyka ,bajki ludowej tegoż regionu a wskazuje na niezwykłe w /tym zakresie możliwości narratorów. Tu jednak, tj w folklorze S.ingalezów, reprezentowana
jest ruiezbyt szeroko.
Zdaniem autorów omawianego opracowania "baj,ki te już dawno przeszły archaiczny i klasyczny etap swojego rozwoju. Odczuwa się w nich wpływ tradycji literackkh, które doprowadziły do zwiększenia tendencji dydaktycznych, co spowodowało
zbliżenie, w foLklorze Singalezów, dwu gatunlków - bajka i baśni" (s. 14).
Najliczniej jedmak w folklorze Singalezów reprezentowane
są bajki magiczne"
których autorzy opracowania w trz'ecim rozdziale zawarLi sto trzy zapisy. Do najpopularniejszych
tematów singaleskiej bajki magicznej należą te, w których opo··
wiada się o wędrownych księciach, a także o cudownej żonie lub mężu.
Bajoki magiczne o wędrującym
księciu autorzy opraicowania scharakteryzowali
dwoma wątkami: niedostaiek - likwidacja niedostatku
(s. 19) i na tym opierają
dalszą analizę tej grupy przelkazów. Standardowy mod,el takich bajek otwiera wątek wygnani.a bohatera z domu i utrata przez ndego swego społecznego położenia.
Opuszczenie rodzinnego domu rzadko jest dobrowohne, przede wszystkim bowiem
kS'jążę zostaje wygnany, a to z powodu ll1iewłaściwej odpowiedzi danej ojcu na jego
pytanie, oszczerstwo, prześladowanie ze strony ·macochy lub dworzan. Charakterystycznym dla narodów Azji, wyznających buddyzm, jest moiyw w t)"chże bajkach,
gid'z!ie,r;rzyczyny wygnania, spowodowalne 6ą ll1iepowodzeruami w nalllJCeprzepowiedzianymi w horosko.pie księcia 4. Jednakże zdarza się, iż motyw wygnania może być
opuszczony przez narratora.
Np. w bajce pt. "Jak biedny książę został królem"
(s. 189 - 190) bohater bez jakiejkolwiek
wyraźnej
przyczyny opuszcza swój dom
i ud lje się na tułaczkę w obce kraje.
Innym popularnym
tematem ma~icznrej bajiki w folklorze Singalezów jest temat o cudownej żonie lub cudownym mężu, kJtóre otwierają Slię motywem przeobrażenia zwierzęcia w człowieka, pod warunkiem
zawarcia małżeństwa
między
wymienionym w przekazie zwierzęciem a człowiekiem. Bajki te, jak dowodził on~iś W. Propp, wyrosły na gruncie wyobrażeń totemicznych i obrzędów inicjacji 5.
Zbiór tekstów zamyka rozdział poświęcony tzw. "bajce bytowej". Termin ten
odczytywany z głęboką dezalprobatą kryje w sobie po prostu to, co w polskiej fol, Por. N. Sha'rma,
Folk Tales of Nepal, N. Delhi :1979; 1M. Pakra&i, Folk Tales of Assam,
N. Dellii 1972; K. A. Seethalakshmi,
Folk Tale of Himachal
Prad2sh, N. Delhi 1973; K. P. Bahad"Jr, Folk Tales of Uttar Pradesh, N. Delhi '1973; B. K. ·Bo'rgohain,
,P. C. Roy-Chaucihury,
Folk Tales of Nagaland, Manipltr, Misoram and Tripura, N. Delhi 1975.
3 S.
ThompS'On,
E. Roberts,
Types of Indic
Oral
Tales:
India,
Pakistan
and CeylOn,
•.F. F. Communic'a,tlions",
1960, nr 180.
, Po.r. W. F. O'Connor,
Folk Tales of Tibet, N. Delhi 1979.
, W. P r o p p, Istoriczeskije
korni wOlszebnoj skazki, Lemngr~d
·1946.
22'

340

RECENZJE

klorystyc€ określa się najczęsc1eJ terminem żart, anegdota. Znajduje tu czytelnik
opowiadania
o <JszusJtach, głuiPcach, niewiernych
żonach, złodziejach, leniach itp.,
a zat'em takie przekazy, które
w pierwszym rzędzie nastawione są na wywołanie
śmiechu. Ale nie zawsze zastrzeżenie to może być obowiązujące dla folkloru Singalezów, bowiem wszystkie te różnorodne postacie w końc<Jwym etapie wypowiedzi
narratora
okazują się być przeciwieństwem
swoieh pierwotnych
cech; i tak np.
ghlipiec okazuje się być nie tyle mądrym, co przebiegłym człowiekiem.
Niewątpliwą zaletą omaw,ianej pracy jest słownik terminów wła~ciwych językowi Singalezów; wykaz źródeł i szerokie ,k<Jmentarze wyjaśniające Ho historyczne,
religijne i obrzędowe przekazów; wykaz charalkterystycznych
dLa kgo regionu rdślin i ńch znaczenie w folklorz,e. Natomiast szczególnie ważne jest tu odwolanie si<i
do, oprócz wyżej wymienionych., międzynarodowych
systematyk bajki ludowej 6.
Wojciech

HORROR W FOLKLORZE

Łysiak

I HISTORII

Dorota

S i m o n i d e s, Sląski horror.
O diabłach,
skarbnikach,
utopcach i innych
Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1984, ss. 142; Władysław Kor c z,
Wspólni~zki
diabła
czyli o procesach czarownic
na Sląsku w XVII
wieku, Śląski
Instytut Naukowy, Katowice 1985, 112. s.

.strachach,

Placówka naukowa, jaką jest Śląski Instytut Naukowy w Katowicach, posiada
duże zasługi w popularyzacji tradycji ludowej na Śląsku. Myś~ę tu przede wszystkim o, działalności wydawniczej tej instytucji, której efektem jest publikacja wielu wartościowych prac, głównie z zakresu folklorystyki. W ostatnich latach w popularnej serii "Silesiana" systematycznie
ukazają się coone książki z tej dziedziny, że wymienię !Aleksandra Widery, Anegdoty,
humoreski
i żarty
ludu śląskiego
(1983), Haliny Gerlich, Narodziny,
zaślubiny,
śmierć. Zwyczaje
i obrzędy
w katowickich rodzinach górniczych
;(iU984), Marianny li D~olllil'Jjuisrza
()zu:balów, Podania i oP<Jwieści z Zagłębia
Dąbrowskiego.
Sto lat temu i dz.isiaj ,(-1984), Doroty Simo."lides,
Ele

me Ie dudki.

Rymowanki

dzieci

śląskich

(1985).

W tejże serii ukazała się również niezwykle cenna praca Doroty Simonides
o podaniu wierzeniowym pt. Horror śląski. O diabłach, skarbnikach,
utop'ach
i innych strachach.
Powiedzmy sobie od razu, że praca przeznaczona jest nie tylko dla
specjaListów, ale i dla szerokiego grona miłośników folkloru. SimOJlides udało się
w znakomity sposób pogodzić w niej aspekt naukowy z celami popularyzatorskimi.
W konsekwencji otrzymujemy monografię podania wierzeniowego, która usatysfakcjonować winna masowego odbiorcę, bowiem autorka refleksję teoret.yczą uzupełnia i ,ilustruje licznymi przykładami tekstów. Natomiast znawcy przedmiotu zyskują
nOwą pracę z zakresu genologii folklorystycznej,
tym cenniejszą, że Simonidcs, rozpatrując
problem funkcjonowania
podania w świadomości społecznej, ujmuje go

• 's. Thompson, The Type of the Folktale. A Classification and Bibliography Antti Aanle's
Verzeichnis der Mitrchentypen,
"F. F. Communications",
1961, nr 184; L. Bodker.
Indian Animal Tales. A Pretiminary Surrey, "F. F. Communications",
1957, nr 170.
S li g a c z e SuczezmTT111;,n
R,a Tlogy, !Riiwym,

RECENZJE

341

w powiązaniu z innymi gatunkami prozy folklorystycznej,
talcimi, jak: bajka, legenda czy anegdota.
Na pocz<jtku autorka
zapoznaje czytelnika ze stanem dotychczasowych
badań
nad opowieścią wierzeniową na Sląsku, przywołując
zarówno polskie, jak i niemieckie dokonania w tej mierze. W rezultacie za najstarsze
rejestry podań trzeba
uznać zapisk,i zakonników śląskich, tzn. zbiór średniowiecznych
kazań Peregrinusa
z Raciborza i rękopis (z 1. 1416 - 1454) Mikołaja z Koźla. Z późniejszych zródeł śląskich warto odnotować poemat. W. Róździeńskiego
Officina
feraria
(1612) oraz
zbiór "nadzwyczajności"
demonologicznych
J. Praetoriusa ('1969), a takźe raptularz
anonimowego podróŹIliika, tzw. Kompendium
arkanów
magiczno-sympatetycznych
i antypatetycznych
(1715). Pierwszym natomiast naukowym' rejestrem górnośląskich
wierzeń jest praca Józefa Lompy, opublikowana
w 1862 r. w "Schlesische Provinziallbliitter" pL Schlesien in slavisch-mythologis~her
Hinsicht,
w której nauczyciel z Lubszy wykazuje róźnice między demonologią polską a niemiecką. Z kolei
uczony niemiecki Tadeusz Oelsner w oparciu o teksty zarejestrowane
w j. polskim i niemieckim podjął się próby charakterystyki
podań śląskich (l1862), wykazując ich słowiailskie pochodzenie. Z prac z przełomu XIX li XX w. warto wymienić materiały zarajestrowane
przez polskich księźy: Michała Przywarę i Franciszka
Palarczyka. Simonides eksponuje w tej części pracy inicjatywy zbierackrie podejmowane przez rozmaite pisma baądź towarzystwa, np.: w wyn·iku takich prac podjętych przez Sląskie Towarzystwo Ludoznawcze (Schlesische Gesellschaft fiir Volkskunde) we Wroclawiu powstała pierwsza 4-tomowa edycja podań śląskich Richarda
Ki.ihnaua (1910- 1913), zaś z inicjatywy
Polskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego
w Cieszynie (1907) na łamach "Zarania Sląskiego" rozpoczęto publikowanie
materiałów folklorystycznych, [Jadsyłanych z terenu I(dominowały tu podania wierzeniowe).
Po II wojnie światowej podaniem zainteresował
się przede wszystkim przedwcześnie zmarly folklorysta,
Józef Ligęza, publikując
m.in. pierwszą monografię
podal1 górniczych, zaś później wiele uwagi poświęciLi temu gatunkowi tacy folkloryści, jak Dorota Simonides 2, Janina Hajduk-Nijakowska
3 i Karol
Daniel Kadłubiec '.
Jak widać z przytoczonego wykazu opracowań, wcześniejsze zainteresowa.nia Simonides podaniem zostały ostatecznie zweryfikowane
i uzupełnione w omawianej
monografii. Autorka bowiem w II rozdziale Horroru 'ślqskiego charakteryzuje
podUll' wicn:cniohc, formułując
własną definicję teg:o galtuJI1:ku.W konseikweflcji ,za
pod,tnic wierzc',r"j'C)'.vE'
uZ.Il"je 'Ona opow'ie,ść ,o ,treści powalźne-j, Ip["zed:sta1wiającą świait
J udowych \\"lerzeń, u .po<!:sta'wktórej leźy p r z e ż y c i e (podikJreśl. Stmonides). Za
]cdn.) I. kry;lcrium
wyróżniania
tej opowieści :;!pośród il11lych gatUll1lków podaje
l J. Ligęza,
Podania górnIcze z Górnego Slqska, Bytom 1972. Por. również
tenże, Ludowa
literatura
gl!rnicza, Katowice
1958; Śladami tradycji.
Studia nad folklOrem
górniczym,
Bytom
1968.
'Por.
D. Simonides,
Bajka i podania jako podstawowe
gatunki
tradycyjnej
prozy
lUdowej, (w:) Zeszyty
Naukowe
WSP w Opol'J, Historia
literatury
V, W kręgu literatury
ludotLej, pod red.
D. Simonides,
Opole
1969; taż, Współczesne podanie wierzeniowe,
"Lud"
t. 57: 1973; taż. Podanie wierzeniowe
w ustnych
przekazach
współczesnych
dzieci, (w:) Co
tLieś to Inna pizśń. Studia folklorytycznes
pO{! red. R. Górskiego
i J. Krzyżanowskiego,
Wroclaw 1975; Nobilitacja
podania wierzeniowego
jako przedmiotu
badań, (w:) Slqskie miscellanea. Literatura
for,klor, pO{! red. D. Simonides
i J. 'Zaremby,
Wrocław
1980.
, Por. J. Hajduk-Nljakowska,
Temat śpiqcego wojska w fOlklorze polskim.
Próba tyPolOgii, Opole 1980.
• Por. K. D. KacIubiec,
Z ślqskich opowieści wierzeniowych,
"Kwartalnik
Opolski"
lJl68,
nr 3 - 4.

342

RECENZJE

subioktywną
pOI~I,2IWę
'namatOIra, picsząc "jeś.li wi~'rzy on w opowiadaną treść, j€IŚ1d
Irelacj.onuje ją nue jako utwór, ale jatko rzjecz aUltenityezną - wówczas itelkis:todbierany jeslt jako podanie" (Ls. '27). Do cech cha1rakiterYilty1Cznychpodan!ia wierzenioIWego SI;lmonides zahoza p8nadto Isłow,a;uwiarygodllJiające przeżyoie, Ita'kie, }aJk: ,,,A,le
~o je:st naijprawdzUwsilO ,prawda", czy ,,'Do :niy 'są bojki, ani żQdne be~'y inlot;prawda".
Główną .zaś funkcją tego gatunku jeslt ISlzeroko IroZlUmiany klydaik'tYZJm.AutoI1ka
t:wierdz;:, że .podanie Wielf'ZeniiloweWY'stępowaćmoże 'IV kilku for,malclh, tabclh, jak:
relacja C!zyli zwykły 'Glpisza:słys:zanej wiedzy, ,opowiadanie 'własnych bądż 'za.s~ys'zanych przeżyć :(lt:ZWwitórny przjelkaz), Ibądż rozbudowana opow:elść czy \towarzyls:zący
jej kO'mentalrz. OwezróŻJnitc'olwanie o.powieści Izjilluslbrowalllew1iltałylitcznymi przykładami ~·eiki.sltów,
za.rejesltr,owanych na terenie Sląska, zalrówno w minionylm s't:uleoiu,
oak i wspóklZeśnie.
Po ustaleruiach teoretycznych Simonides proponuje przegląd tematyki podań Wierzeniowych, przyjmując
jako najbardziej
precyzyjne
kryterium
temat opowieści.
Jednocześnie uzasadnila niekonsekwencje
klasyfikacji
zebranego materiału według
wątków i według postaci demonicznych. W efekcie omawia ona podania wierzeniowe według następujących
grup tematycznych:
1. Zło i jego personifikacje.
Głównym bohaterem prezentowanych
tekstów jest
diabeł, na Sląsku określany jako Gizd, On, Pieklorz, Corny, Kuternoga, Zły Duch,
Najduch, Ancychryst, Rokita, Saton bądż Kozybun. Simonides omawia ów typ podań według pewnych reprezentatywnych
tematów, podejmowanych w związku z tym
demonem, taklich, jak: diabelskie kamienie, diabelskie skarby (złoto, pieniądze),
przestrzeganie prze złym postępowaniem, zapadłe miasta, wioski, karczmy, kościoły
i dzwony, kara za tolerowanie zła.
2. Smierć i jej personifikacje,
w śląskich podaniach występuje ona jako biała
postać żeńska, bądź jako szkielet z kosą w ręku, bądż jako biała gęś, tu: znakii" zapowiedzi, zwiastuny końca życia., personifikacje
śmierci, podania a zmarłych, upiór
zwany strzygą.,
3. Opowieści o demonach, tu: demon wodny zwany utopcem (na Sląsku określany mianem utopka, utopleca, Jędry, hastermana czy Rokity); podania o Skarbniku
(zwanym też Pusteckim, a rzadziej Matuszem, Walkiem bądż Jędrą); demony polne i łeŚ'I1e(takie, jak szatanki, chabernice zwane też żytnimi badami, południce czy
jaroszki); błędne ognie (na Sląsku: świeckl~, świcorze, fajermany,
ogniste chopki,
myłki, mamuny, kleklimanki, nocnice, klynkan'ice); śląskie demony domowe (takie,
jak: skrzat, ognisty smok, jaroszek).
4. Strachy i duchy (tu: opowieści o najróżniejszych
zjawach, wydarzeniach,
szmerach, trzaskach etc.).
5. Ludzie o nadprzyrodzonych
właścliwościach, tu: o takich półdemonach, jak
czarownica czy zmora (zwana też na Sląsku morą, gniotkiem, gn'iotką bądż sotoną)
oraz o ludziach, którzy posiadają naprzyrodzone właściwości: nie imają się ich kule, potrafią przepowiadać przyszłość etc.
Simonides, charakteryzując
poszczególne typy podań" pomija problematykę genezy konkretnych
postaci demon'icznych czy półdemonicznych.
Traktując zaś w 5
dziale o czarownicach, nie rozwija wątku o ludziach umiejących odczyniać uroki,
czary czy postrzały. Praktyki tych półdemo.nów nie są zbieżne, wchodzą w zakres
bądź tzw. magil czarnej (szkodliwej), bądź białej (pożytecznej)., co jedna osoba zaczaruje, to drugo może "odczynić". Rozróżnianie dwu podstawowych rodzajów magii
jest powszechne we wszystkich krajach słowiaJ1skich. Na Sląsku Opolskim ludzie
owe kobiety, które potrafią zażegnywać, nazywają
"mandrzycami".
Żywotna jest
jeszcze w terenie działalność różnego typu zamaWliaczy, znachorów czy "szeptunek':

343

RECENZJE

Ludzie ci, których zna calh okolica" potrafią odczyniać ,;na różę" na leliję, na pannę Maryję", wyganiać zle moce z ludzi i zwierząt., bądź teź zadawać uroki czy
leczyć nie tylko chroby, ale i· "słabości serca, duszy i woli".
Zaproponowany
przez Simonides podział opowieści o czarownicach na 4 grupy
wątków: wyprawa czarownic na Sabat; zbieranie przez carownice pożytku z pól;
magiczne zabiegl czarownic, odbierające krowom sąsiadów mleko; rzucanie czarów,
postrzałów, złych uroków - można uzupeŁnić bardzo popularnymi
w przekazie
ustnymilDformacjami
o stosowaniu odpowiednich zabiegów apotropeicznych,
takich,
jak: okadzanie bądź obmywanie krów wywarem ze śwrięconych ziół: zakaz pożyczania sprzedawania nabiału po zachodzie słońca; zatykanie w drzwiach domu, obory
itp. galązek roślin klujących bądź czynienie tu znaku krzyża; wysypywanie
przed
progiem maku; stawianie mioteł "do góry nogami", wylewall1ie wody na gorącą płytę pieca etc. Tematyka opowieści, traktujących
o praktykach
apotropeicznych.. jest
bardzo rozległa. Przeważnie relacje te stanowią końcowe części podań o czarownicach, bądź też strzygach czy zmorach.
Trzeba przyznać, że Simonides nie zadowala się jedynie charakterystyką
podaó
wierzeniowych, a:e interesują ją równ'ież przeobrażenia tego gatunku na przestrzeni
wieków. Udowadnia ona, że diabeł czy utopek tracą obecnie na popularności
na
rzecz latających kul, talerzy czy UFO. Głównej przyczyny owych zmian w zainteresowall1·iach nanrat-orów i słu.cJ1alCzyupat'r.uje ()Illa 'W 'pos'tępie cywilizacyjnym.
W rezultacie w końcowym rozdziale omaw'ia kierunek przemian tradycyjnych
opowieści
wierzeniowych. Ich finalny kształt uzależnia od zindywidualizowanych
predyspozycji psychicznych narratorów,
dzieląc współczesne poda·nia na 4 podstawowe grupy:
-

opowiadanie

o przeżyciu, które narrator

- opowieść wierzeniowa,
straszy drugiego (tu: funkcja
duje się o owym podstępie,

racjonalnie

tłumaczy,

w której konkretny
człowiek przebrany
za demona
dydaktyczna),
słuchacz przeważnie w poincie dowia-

- narrator wykorzystuje
konwencję
tekstu uzyskuje odpow:iednie wyjaśnienie,

snu, słuchacz

również

dopiero

w poilDcie

- narrator,
wykorzystując
tradycyjny
schemat podania wierzen'iowego
bądź
kreacji jego bohatera, tworzy celową deformację gatunku., tj parodię (tu: pointa humorystyczna).
Uzupełnijmy, że piątą grupę stall10wią tradycyjne
opowieści wierzeniowe, kiedy to narrator jest przekonany
o prawdziwości przeżycia, o którym opow,iada, co
potwierdza licznymi uwierzytelnieniami.
Simonides, analizując
twórcze moż1iwości narratorów
udowadnia,
że właśnie
dzięki zmianie folklor nadal żywiołowo i spontanicznie funkcjonuje.
W świetle dotychczasowych
ustaleó IDa temat wiedzy ludu o postaciach demonicznych czy póldemonicznych
i jej przeobrażeniach
zainteresowanie
budzą wyniki
badań naukowców z Uniwersytetu
Harvard, które przedstawiono
ostatnio na Sympozjum Amerykańskiego
Stowarzyszenia
ds. Postępu Nauki. Informacje
te obiegły
ostatnio prasę polską. Tak budzący grozę bohaterowie ludowych podań wierzenio\v·ych: wampiry, wilkułaki czy strzyg,i, to według badań uczonych łudzie chorzy,
cierpiący na chorobę genetyczną, tzw. porfirię, połegającą na zaburzeniach
procesu
\vytwarzania
hemoglobiny.
Zmiany chorobowe, takie, jak: nadmierne
owłosienie
skóry, rozciąganie s.:ę i napinall1ie skóry warg i dziąseł, zniekształcające
wargi i odsłaniające zęby (co sprawiało wrażenie dużych zębów i wysuniętych
do przodu),
uczu;enie tych osób na śvviatlo dzienne i na niektóre rośliny jadalne (szczególnie

344

RECENZJE

na czosnek) oraz głód krwi (będący instynktem
obronnym organizmu) stanowiły
doskonałą pożywkę dla opowieści ustnych.
Folklorystyczną
monografię podania wierzeniowego Simonides znakomicie uzupełnia praca historyczna
Władysława Korcza o procesach czarownic na Sląsku
IW
XVII wieku. K'Sliążkę 'tę, rw której '2iu,t'J1r'tmkJtruje o wisIPólnlieika1chdiabła, Śląski
Instytut Naukowy w Katowicach wydał w serii pn. "Śląskie Epizody Historyczne"
(muszę tu wypomieć wydawcy tej serii bardzo niestaranną
i niechlujną korektę).
zapełniając w sporej mierze "białą plamę" w badaniach historiograficznych.
podejmujących temat czarów i procesów o czary na Śląsku. Dotychczas bowiem dysponowaliśmy tylko dwoma artykułami, tzn. Urszuli Szumskiej 5 i wspomnianego już
Wł'aidY's'lawa ~o,rcza 6. Trzeba przy.znać,że
w porównaniu z praca,mi .z ininych Iregionów Polski, a szczególnie autorstwa
wielkiego znawcy problematyki
czarów
i czarownic w Polsce Bohdana Baranowskiego 7, badań w tej kwestii na Sląsku (łącznie z dawnymi pracami niemieckimi) nie można było zal'iczyć do imponujących.
Władysław Korcz w wydanej ostatnio książce systematyzuje
i wzbogaca [laszą
wiedzę na temat działalności i prześladowania osób, posądzonych o kontakty z diabłami, odsłaniając w efekcie wiele mało znanych bądź nieznanych faktów w tej
kwesltii. W kon,sekwencji autor Iszczegółowe wywody o procesach c'zarownic na Śląsku
poprzedza wprowadzającymi
w problematykę uwagami na temat wiary w oddziaływanie sił nadprzyrodzonych
od czasów starożytnych
po XVIII-wieczną Europę,
eksponując sposoby karania czarownic, przybierających
na sile za sprawą Kościoła.
Według znawców przedmiotu, do połowy XV w. uprawnianie czarów było wprawdzie
w róimym stopniu karalne, ale nie miało jeszcze charakteru
zbiorowej psychozy.
Pseudonaukowe do tej pory traktaty dominikanów zostały w 1484 r. poparte autorytetem papieża Innocentego VIII, który ogłosił wówczas Bullę o czarownicach,
potwierdzając
w niej istnienie demonów męskich i żeńskich (tzw. inkubów i subkubów) i zalecając ich surowe tępienie. W ślad za ową bullą (w 1487 r.) ukazał się
bestseller wydawniczy autorstwa dwóch niemieckich inkwizytorów, Jocoba Sprengera i Heinricha Institorisa pt. Młot na czarownice (w ciągu dwóch stuleci miał 30
wydall, tłum. na j. polski Stanisław Ząbkowica). Bulla papieska stanowiła jego
przedmowę, a "dzieło" to - jak wiadomo - stało się "podstawą prawną" polowal1
na czarownice w minionych wiekach. 'vV świetle materiałów źródłowych ofiary rozmaitych przesądnych teorii o diabłach i ich wspólnikach poddawano wymyślnym
torturom (darujmy sobie szczegóły, por. s. 30), a jeżeli już wówczas nie zmarly, to
czekała je równie okrutna śmierć - spalenie na stosie. Wszelkie próby ówczesnych
uczonych, przeciwstawiających
się poczynaniom inkwizycji., nie dały pozytywnego
rezultatu, a głoszący te sądy kończyli równie tragicznie jak nieszczęś'nicy posądzeni
o czary.
W następnym rozdziale autor zajmuje się procesami () czary na przykładzie Polski, w której fanatyzm inkwizycyjny szczególnie wiele miał "do powiedzenia w XVII
XVIII w. Własne refleksje Korcz wzbogaca tu i ilustruje przykładami powstałej
, Por. U. Szumska,
Przyczynek
źródłowy
do procesów o czary, "Zeszyty
Naukowe
WSP
w OPO!"l", Historia
VIII, Opole 1972,
• Por, Wł. Korcz, Procesy czarownic w Zielo~ej Górze w XVII wieku, "Rocznik
Lubuski"
1959, to 1,
7' Por,
dla przykladu:
prace
zwa,rte tegoż autora:
Najdawniejsze
p7'occsy o czary w Kaliszu, Łódź 1951; tenże, Procesy cza7'ownic w Polsce w XVII i XVIII
wieku, Łódź 1952; tenże,
Pożegnanie z diabŁem i czaro'wnicq,
Łódż 1965; tenże, W kręgu upio7'óW i wllkolaków,
Łódź
1001; tenże, wespół
z W. Lewandowskim,
Nietoleraoncja i zabobon w Polsce w wieku XVII

i XVIII,

Warszawa

1950.

RECENZJE

345

na naszym gruncie literatury, poświęconej problematyce demOlllologicznej. W kształtowaniu wiedzy o czarownicach bądź we wskazywaniu na pilną potrzebę walki z nimi pomocnymi były takie prac~, jak Cypriana Bazylika, Postępek prawa czartowskiego przeciwko
narodowi ludzkiemu
(Brześć Litewski, 1570). ks. Stanisława z Gór
Poklateckiego, Pogrom - czarnoksięskie
błędy latawców
i alchimickie
fałsze (Kraków 1595), ks. Piotra Skargi, Zywoty Swiętych (1579) czy ks. Benedykta Chmielow,;:kieg;'J, Nowe Ateny atbo Akademia
wszelskiie] scyency.i pełna (Lwów 1754). Dodajmy, źe nie brakło głosów księży, którzy negatywnie
oceniali procesy o czary,
wykazując ich bezsens, uznając je za przejaw niesprawiedliwości,
okrucieństwa
i tyranii (np. książka ks. Serafina Gamaiskiego, Przestrogi duchowe). Jak wiadomo,
dopiero w 1776 r. Sejm Rzeczpospolitej po wymordowaniu
13 rzekomych czarownic
w Wielkopolsce uchwalił ustawę, zakazującą stosowania tortur i karania śmiercią
za czary.
Najcenniejszą część książki Korcza staJllowi rozdział III, traktujący
o procesach
czarownic na Dojnym i Górnym Sląsku. Autor w oparciu o materiały
źródłowe,
tzn. odnalezione po II wojnie światowej kroniki, protokoły z procesów czarownic
w Zielonej Górze oraz praktycznie dziś niedostępne relacje historyków niemieckich
(z I połowy minionego wieku bądź z początków XX-stulecia) udowadnia" że Sląsk
"był miejscem szczególnie ożywionej walki z diabłem i jego współpracownikami"
(s. 11).

Dotychczas uczeni zwracali uwagę, że procesów o czary znacznie więcej było
Polsce zachodniej, zwłaszcza w Wielkopolsce i na Pomorzu, aniżeli \V iU'mych
ziemiach Rzeczypospolitej. Korcz w swej pracy dostarcza argumentów z terenu Sląska, uzupełniając
niepełne ustalenia geograficzne znawców przedmiotu.
Uwagi o procesach czarownic na Sląsku autor poprzedza opisem złożonej sy·
tuacji społeczno-politycznej
i gospodarczej, jaka zaistJniała na tych prastarych
ziemiach piastowskich podczas panowania dynastii Habsburgów.
Niepokoje społeczne
na tych terenach w XVI w. i na początku XVII, wojna 3D-letnia, nietolerancja
religijna cesarza Ferdynanda
II względem protestarntów - to tylko niektóre z przyczyn, które stworzyły podatny grunt do prz,eśladowania i palenia czarownic.
Miastami, które na Sląsku zyskaly niechlubny
rozglos jako najsurowsze
ośrodki zwalczania czaro\vnic, były ZielOina Góra i Nysa. Z miast o mniejszej w tym
względzie "sławie" można wymienić Bytom, Racibórz i Wrocław. Wobec nieznanych dotychczas materialów źródłowych szczególnie interesujące
są zapiski i uwagi autora na temat procesów w Zielonej Górze i Nysie.
W. Korcz, analizując sytuację, jaka na przestrzeni lat w XVII wieku wytworzyła się w Zielonej Górze: klęski żywiołowe, powodzie, pożary, ostre zimy, zarazy, nadużycia i gwałty popełnione przez stacjonujące w mieście wojska cesarskie,
podatki nakładane
na mieszczan, konflikty
między katolikami
i protestantami;
udokumentował
realne przesłanki sprzyjające procesom czarownic w tym mieście.
W świetle zapisków z 1640 r. bliżej nie znanego kronikarza
Reicha w Zielonej
Gó"ze jak::> pienvhze 7,gin~!y na 'Stosie cZJtery kobiety (żona bumnisl1.rza, mar,h.ietanka
oraz dwie żony prostych żołnierzy). Następną ofiarą była Katarzyna Funck, chłop~
ka z podmiejskiej wsi Łężyce, ścięta i spalona w 1654 r. Najwięcej kobiet, bo aż
23, zginęlo w latach 1663 -1665. Autor w oparciu o zachowany w Lubusk.im Muzeum Okręgowym w Ziełonej Górze przeszło 300-stronicowy Wyciąg z protokołów
sądu zielonogórskiego i akt inkwizycyjnych
procesów krYffi!inalnychprzeciwko
cza~
rownicom w sposób szczegółowy omawia przebieg poszczególnych procesów, wypowiedzi osób oskarżonych przed torturami i po torturach, oskarżenia ich •. pytania,
zadawane im przez zespół sędziowski etc.
\V

346

RECENZJE

W tym samym okresie w Nysie, posiadłości biskupów wrocławskich,
mimo
zgoła innej sytuacji (bowiem miasto po wojnie 30-letniej szybko odzyskało swą pozycję gospodarczą),
również nasiliły się procesy czarownic. Według materiałów
źródłowych (np. Historii kościoła św. Jakuba, zarejestrowanej
przez proboszcza Jana
.Feliksa Padewitza" protokołów wizytacji kościelnych) rok 1651 moŹ/na uznać dla
Nysy i księstwa nyskiego rokiem czarownic. Zginęło wówczas w płomieniach 200
osób. Autor bogato dokumentuje
procesy mające miejsce zarówno w samej Nysie,
jak i w olkolic:znych Im!i€ljlscowościachZlat)"Ch HOO"adh,Jes1etniku, Mi',~ul{)'W'1caC1h,
Głuchołazach).
Problematyka
procesów śląskich, którym tyle uwagi poświęcił Korcz, stanowi
wdzięczme pole ,baidiffil dla hiS(torylk'ów, socjologów, psychologów
czy eltnografów
Por. tu interesujące wywody autora książki nt. pochodzenia społecznego sądzonych
kobiet, a w Nysie 'i mężczyzn; nazwisk straconych w Zielonej Górze kobiet (Wojten,
Hasucka, Stach, Klich, Baran), świadczących
o polskim żywiole zamieszkującym
w XVII w. okoliczne wsie; zmieniających
się zeznań torturowanych
w trakcie
śledzitwa ludzi 'i odwoOływarniu jch ;przed :srtra,cenl;lem.Nie trzeba a.owodlzić, że praca
Korcza szczególinie wiele cennego materiału przynosi folklorystom, którzy aż w XVII
Vi. znajdują
potwierdzenie \VlSiPółc'zesnyahwierzeń 'i podań 00 clzaJrowlllicach. Odpolwieści o czarownicach nadal bowiem cieszą się stosunkowo dużą popularnością w przekazie ustnym. Mimo iż według materiałów źródłowych przyjmuje się, że pierwszą
cZ<lJroDwnicę
'pał'ono w 1'275 r. w TuJluZlie, a ,Q's'taitnią byba. Anna Goe.ldins<paJIO'!1a
w 1782 r. w Glarus w Szwajcarii, to nasza prasa lokalna i krajowa jeszcze w latach 50. tego stulecia donosiła o różnych samosądach na wsiach polskich dokonywanych na kobietach, uznanych przez lokalną społeczność za wspólniczki diabła.
Nie jest to szokujące, jeśli się zważy" że np. współczesny teolog katolicki, były profesor Uniwersytetu w Tybindze, a aktualnie prefekt rzymskiej Kongregacji ds, Doktryny Wiary, Josef Ratzinger, w opublikowanej
ostatnio książce uznaje diabła za
zjawisko realne, personalne i niesymboliczne.
Przeraża mnie taki diabeł realny i personalny, ten z bajek ludowych jest sympatyczniejszy, przeważnie można go "wywieść w pole", bo według przysłowia "n;e
taki diabeł straszny, jak go malują"
Teresa Smolińska

Studia
z kuUt/TY Beskidu
Sądeckiego.
Red. Anna K o wal s k a - L e \V i c k a.
Wyd. Polska Akademia Nauk, Oddział w Krakowie, Komisja Etnograficzna.
Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź, 1985.

Z końcem

1985 r. ukazała się praca zbiorowa: Studia z kultuTy llldowej Beskiwydana przez Komisję 'Etnograficzną Oddziału Krakowskiego PAN.
Wyszła ona w 700 egzemplarzach i zmiknęła z półek księgarskich - sądzę więc, że
warto ją odnotować
w formie krótkiej
reC'!1zji sprawozdawczej.
Praca zawiera
Wstęp redaktora
tomu i 6 studiów (wszystkie mają strzeszczenia nagielskie) autorstwa pracowników
Zakładu Etnografii
IHKM PiAN (Pracownia
Etnograficzna
w Krakowie). Wszystkie one napisane zostały na podstawie materiałów terenowych
.zebranych w czasie badań prowadzOll1ych w latach 1976 -,1979 w 2 wsiach zachodniej części Beskidu Sądeckiego, w Obidzy (parafia Jazowsko) i Łącku. Zagadn'ed1L

Sądeckiego,

RECENZJE

347

nia poruszane w niniejszym tomie nie były dotąd badane przez etnografów w Beskidzie Sądeckim, a przynajmniej
brak jakichkolwiek
publikacji
na ten temat.
Wyjątek stanowi ubiór ludowy, na którego temat mamy drukowane
nieliczne
i fragmentaryczne
wzmianki. Nowatorski charakter prac zawartych w omiawianym
tomie polega przede wszystkim na zarejestrowaniu
stanu kultury ludowej z końcowych lat siedemdziesiątych
naszego stulecia na terenie, który dotąd stanowił białą plamę na etnograficznej
mapie Polski. RÓW1l1ieżtematy podjęte przez autorów
w większości należą do słabo opracowanych w polskiej etnografii.
Każde ze studiów składających
się .na tom "Sądecki" stanowi odrębną, opracowaną w formie monografii całość, wymaga więc osobnego omówienia.
Pierwsze studium to Krystyny Kwaśniewicz - Rok obrzędowy (s. 9 - 31) Autorka
stawia sobie za głóW1l1Ycel przeprowadzenie
próby rekonstrukcji
tradycyjnej
obrzędowości dorocznej, dokonanej w oparciu o źródła terenowe, w okresie jaki obejmuje pamięć dziś ży jących informatorów,
a więc od początków XX w. do czasu
prowadzenie
badań. Materiał przedstawiony
został w rytmie następujących
po
sobie okresów roku solarnego, od zimy poczynając, którą autorka zaczyna okresem
Bożego Narodzenia, a kończy na Srodzie Popielcowej. Następnym okresem jest wiosna, zaczYll1ająca się od początku Wielkiego Postu, a trwająca do Zielonych Swiątek.
Po niej omawiane są obrzędy lata, aż po zwyczaje żniwne. Jesień jest stosunkowo
uboga w obrzędowość, z wyjątkiem szczegółowo omówionych tu obrzędów zaduszkowych.
W zakOllczeniu części opisowej autorka stwierdza "spójność ideologiczną (obrzędowości Beskidu Sądeckiego] z całą Po:ską obrzędowością ludową". Jakkolwiek znajomość obrzędów dorocznych nie zawsze jest jednoznacZil1a z ich praktykowaniem,
zastanawiające
jest, jak wiele z nich zachowało się do dziś, choć z drugiej strony
niewątpliwy jest fakt zaniku wielu z nich. Przyczyny zaniku są liczne, ale najważniejszą jest rozwój oficjalnej wiedzy, która pozbawia głębszego sensu szereg poczynań obrzędowych o charakterze magicznym. Zostają one zarzucone, bądź zamieniają się w rodzaj zabawy. Niemniej równocześnie dZiałają czynniki sprzyjające ich
zachowaniu, takie jak siła tradycji, religijność ludowa czy patriotyzm lokalny. Obok
zaniku starych daje się zauważyć powstawall1ie na naszych oczach nowych obrzędów dorocznych jak: Dzień Kobiet. Dzień Dziecka, czy współczesne dożynki organizowane przez instytucje państwowe i Kościół.
Danuta Tylkowa - Medycyna
ludowa
(s. 33 - 52). Autorka podkreśla fakt, że
medycyna ludowa zawiera 2 ściśle ze sobą związane i często przeplatające
się komponenty: racjonalny i irracjonalny.
Do pierwszego zalicza ziołolecznictwo, chirurgię ludową - zwłaszcza leczenie złamań kości i innych urazów, częściowo położnictwo.
Po części wprowadzającej
przechodZi do ludowych poglądów na przyczyny
chorób. Stwierdza, że stanowią one zlepek informacji
pochodzących
ze środków
masowego przekazu i ill1formacji uzyskanych w czasie leczenia przez lekarzy zawodowych oraz wiary w przyczyny magiczne chorób jak: światło księżyca, wir powie·rz:ny, działanie cza'roWln-i·cczy złe ,spoj l'Izenlile.Następny l'ozidlział 'PoiŚ,więcony jest
profilaktyce. Ta prawie z zasady ma charakter magiczny i polega m.in. na noszeniu
przy sobie pewnych ziół chroniących przed działaniem czarownic, czy przedmiotów chroniących przed złym spojrzeniem. Stosuje się także zabiegi profilaktyczne,
jak mycie się w bieżącej wodzie w noc Bożego Narodzenia, co ma zapewnić zdrowie na cały rok itd. Rozdział o sposobach leczenia chorób autorka dzieli wedle
schorzeń: na choroby wieku dziecięcego, choroby dorosłych, ludową chirurgię i ortopedię oraz położnictwo, wyróżniając wszędzie sposoby racjonalne {tu główny na-

348

RECENZJE

cisk kładzie na ziołolecznictwo) i irracjonalne,
których, jak to pokazuje przytoczony materiał, zachowało się jeszcze bardzo wiele. Omawia też zawodowych "lekarzy" wiejskich, ortopedów-samouków,
babki-polożne,
różnych znachorów i czarowników, którzy również posiadają swe "medyczne" specjalności (np. zielarki).
Następne studium to Anny Kowalskiej Lewickiej - Wierzenia i zwyczaje związane ze śmiercią
(s. 53 - 8'9). Jest to próba przedstawienia
obrazu wierzeń, zwycwjów i obrzędów związanych ze śmiercią jaki istnial w praktyce lub pamięci
ludności w czasie prowadzenia badań. Na podstawie relacjj ludności i wlasnych obserwacji autorka
stara się odtworzyć pewnego rodzaju model sytuacji jaka tu
panowała na początku XX w., a jaka w wielu wypadkach żywa byla jeszcze z koilcern lat 70 tych tego stulecia.
Opis faktów kulturowych
związanych
ze śmierc'ią ujęty jest chronologicznie
- od zainteresowania
zdrowego człowieka własną śmiercią,., poprzez chorobę, zgon,
po rozbudowane czynności pogrzebowe, przy czym przez pogrzeb rozumie się wszystkie, bardzo zróżnicowane czynności przy zmarłym, od momentu jego śmierci do
stypy jaka następuje po pogrzebie. Autorka zwraca uwagę na stoicyzm z jakim
do śmierci odnosi się ludność wiejska, na liczne wróżby i znaki wróżebne, które
zwiastują
zgon. Zwraca uwagę na różnorodność obrządków pogrzebowych w zaleŻIl10ści od tego kim był nieboszczyk i jaką śmiercią zmarł (pogrzeb niezamężnej
dziewczyny posiada elementy wesela, przy pogrzebie matki, osieracającj małe dzieci, ułatwia się powrót na ziemię ubierając jej buty, samobójców do niedawna grzebało się poza granic<lmi wsi w odludnych pustkach, itd.). Specjalny rozdzial omawia
kontakty
zmarłych ze światem żywych (np. karmienie
dusz w Dzień Zaduszny,
zmarłe matki odwiedzające dzieci, zmarli, którzy przychodzą pomścić krzywdy, czy
tylko skontrolować jak "idzie gazdówka"). Na zakończenie autorka zajmuje się ludową koncepcją śmierci\ duszy i losów pośmiertnych
człowieka. W ostatecZl!1ych
konkluzjach stwierdza, że wiara ludowa w istotę duszy i życie pozagrobowe znacznie odbiega od zasad wiary katolickiej, w wielu wypadkach jest z nią wręcz sprzeczna, które to sprzeczności ludność doskonale godZ:i z katolicyzmem, nie zauważając
braku spójności tych dwu światopoglądów.
Autorka zajmuje się wreszcie zmianami
jakie zachodzą w ostatnich
latach
w światopoglądzie
wsi Beskidu Sądeckiego, zanikiem dawnych wierzeń i wynikających z nich obrzędów i zwyczajów i dochodzi do wniosku, że głównym czynnikiem zacierającym
tradycję są z jednej strony o wiele żywsza interwencja
kleru
w życie codzienne wsi, z drugiej naśladowanie przez wieś wzorów miejskich, zwracanie uwagi na stronę zewnętrzną, bogactwo i teatralność obrzędu, a nie na jego
treść.
Urszula Lehr Wierzenia
demonologiczne
(s. 91 - 116). Na badanym terenie
przetrwały liczne wierzenia w istoty demoniczne. Wiele z nich wskazuje na przet1w,r.c:ni" wiefzeh przedclhrześdjańskich,
przek's7;bałconych :pr:zez chrześdjań,two
i w7bogaconych przez przeniesiemia z kultur obcych. Istoty demoniczne dzialają na ogół
na szkodę czlowieka. Autorka dzieli je wedle kryterium
genetycznego na 6 grup:
1) I ,'toty mityczne: łiOigirnka,połudnj1ca 2) Demony: błędny QIg'!lik,pDmniec, s'trzyga,
zmora. 3) Istoty demoniczne: topielec, płanetnik. 4) Istoty ezoteryczne: czarownice.
5) Quasi-demony:
djabe~, śmierć. 6) Strachy. Te ostatnie autorka pomija w dalszym opracowaniu.
Boginki porywały
ludziom niemowlęta, zwłaszcza jeszcze nie
ochrzczone i napastowały
kobiety po połogu, a przed kościelnym wywodem. Południce napastowały ludzi, którzy odważyli się przebywać w polu w samo południe,
a błędne ogniki, duchy zmarłych ludzi, którzy niesprawiedliwie
wytyczali kiedyś
granice pól, wodziły na manowce głównie pijaków. Strzyga, względnie strzygoń to

RECENZJE

349

duch pokutujący po śmierci, lub jeden z 2 duchów człowieka (człowiek na 2 duchy
i ten, który nie został ochrzczony, zamienia się w strzygonia), który napastuje i gryzie ludzi we śnic. Zmora vel siodełko to dusza żyjącego człowieka, która noq
opuszcza jego ciało i dusi śpiących ludzi. Topielec jest duchem ll1ienarodzonego
dziecka utopionego wraz z matką w jej łonie i wciąga ludzi w rzeczne głębiny.
Płanetnik i czarownica to ludzie żyjący we wsi, z których pierwszy ma władzę
nad chmurami burzowymi, druga trudni się czarowaniem ludzi i zwierząt, a głównie odbier<Jniem krowom mleka. Pozostaje jeszcze diabeł i śmierć, które wejle opinii autorki, chłopi wyobrażają sobie na ogół zgodnie z przekazami religii chrześcijańskiej.
'
Po części opisowej następuje rodział pt. "Wierzenia demonologiczne na tle współczesnej kultury
ludowej w opiniach mieszkańców
wsi". Autorka
podkreśla
tu
współistnienie sprzecznej z nauką Kościoła wiary magicznej i zastanawia się nad
mechanizmem jej zaniku. Dochodzi dO"wniosku, że najwcześniej zanikła wiara w istoty mitycz.ne. następnie
stopniowo w demony i istoty demoniczne. Przetrwała
natomiast wiara w czarownice i djabły.
Miałbym pewne zastrzeżenia co do podziału istot nadnaturalnych
zaproponowanego przez autorkę. Topielec, podobnie jak poroniec, jest !przecież duchem nieochrzczonego dz,iecka zmarłego nienaturamą
śmiereią, dlaczego więc, skoro stosujemy kryterium gell1etyczne, zaliczać je do 2 odrębnych kategorii? Natomiast !płanetnik jest ta,kim samym człowiekiem jak czarownica, żyją'cym wśród ludzi i wyposażonych w nadnaturalne
siły - dlaczego więc go zaliczono do kategorii istot demon'icznych?
Zoflia Suromba-Rysowa
- Biesiady wiejskie Ks. 117 - 136). BiesiadY, wedle definicji autorki, to poczęs'tunki w większym gronie, na które obow.iązuje specjalne
zaprosz'enie. Są ane "specyficznym wyrazem więzi społecznej ... podlegają zasadzie
wzajemności". Biesiady urządza się z okazji ważnych urorczys,tości rodzinnych jak
chrzest, pogrzeb, zaślubiny (wesele było zawsze najwystawniejszą
i najliczniejszą
z biesiad wiejskich). Po II wojnie doszły dalsze okazje do biesiadowania
jak:
pierwsza komunia, bierzmowanie,
ilmieniny, srebrne i złote gody, prymicje.
Do
bies.i<Jd o starym rodowodzie zalicza autorka poczęstunek z dkazji świniobicia, zapustów, zespołowego darcia pierza czy !przędzenia wełny, a ta'kże goszczenie krewnych i znajomych przybyłych na odlPust do danej parafii. Zanika,ją one zwolna,
natomiast w Łącku powstał nowy zw)"czaj goszcZJenia znajomych !przybyłych tu na
Swięto Kwitnącej Jabłoni organizowane po II wojnie przez miejscowe władze.
Autorka omawia obszernie rytuał zapraszania na biesiady, szczególnie na wesela, a nas'tępnie równie rozbudowany zwyczaj zachęcania gości aby zechcieli jeść.
Ceremonialll1e zapr<Jszanie do jedzenia jest oceniane przez biesiadników wyżej niż
wystawność i obfirtość potraw. Szcz'ególną uwagę poświęca autorka menu tak.ich
przyjęć, głównie wesel, ale i innych, które od wesel różnią się ilością, a nie jakością jadła. Mówi też o roh alkoholu i rytuaLe picia. Biesiadom towarzyszył zwyczaj
przynoszenia przez gości darów z żywności.
Porównując stare i nowe w biesiadach autorka mówi, że dawniej najistotll1iejszym elementem goścriny była "przede wszystkilm atmosfera, dobra zabawa, »uszanowanie« gości, czyli należyte ich 'traktowan:ie i goszczenie". ,.,Współczesne uczty
spełniają na wsi przede wszystkim funlkeję relPreezentacyj[lo-'prestiżową ... dąży się
dziś do zamanifestowa[lia
[lie ,tylko swych możliwości mateI1ialnych, ale także zdolnoś<ci sprostania nowym wzorom zachowań określanych jako miejskie i jako takie
pożądanych". "Dziś uczty stają się wyznacznik.iem nowego stylu życia i miejscem
wkraczania innowacji" kulinarnych, uibioru, sposobu zachowań itp.

350

RECENZJE

Krystyna

Hermanowicz-Nowak
- Odzież ludowa wsi Łącko i Obidza (s. 13"7jak sama to zaznacza, daje opis ubiioru ludowego z początku bieżącego stulecia, zajmuje się jego społeczną funkcją i zależnością od stanu mają1tkowego, cywilnle·go i wi'eku., wspomina o sposobie przechowywania
stroju i niektórych
wierzeniach związanych z odzieżą, wreszcie w zakończeniu mów!i o zaniku stroju
tradycyjnego.
Niestety, aI1tykuł poza kilku dość przy,padikowymi fotografiami
nie daje ani
fotogr'aIii opisywanych
dawnych ubiorów, ani ubiorów współczesnych, brak też
krojów odzieży, rysunków detali i innych elementów związanych ze strojem, które
pozwoliłyby na odtworz'enie tradycyjnego
ubioru mieszkańców
opisywanych wsi,
ani też ,procesu przemian w ubiorze jakie tam zachodziły.
- 162). Autorka,

Anna

Hungern
1940 -1945.

fur

Hiner.

Erinnerungen

Herausgegeben
250, ilustracji 76.

polnischer

yon Christqph

Zwangsarbeiter

Kowalska-Lewicka

im Deutschen

U. SchmincJk-Gusta,yus,

Bremen

Reich

1984,

ss.

Przez wiele lat w historiografii
Hepubliki Federalnej
Niemiec problema,tyka
niewo1ltliczej pracy 'CudzoziJemskich robotników w III Rzeszy była jakoby świadomie pomijana. Według niepełnych danych żródłowych w sierpniu 1944 r. liczba tych
robotni,ków w Rzeszy wynosiła około 8 milionów, z czego prawie 2 milony stanDwili Polacy, którzy byli pierwszYmi ofiarami t'€go niewolnicZJego spos·obu zatrudniania narzucolllego mihionom ludzi z :,podbitych krajów. Już bowiem pod koniec
września ·1939 r. władne hitlerowskie
utworzyły na terenach podbitej Polski 30
"Arbeitsamtów", tj. UrzędÓW Zatrudnienia, które przystąpiły do organizowania przymusowych wyjazdów do pracy w Rzeszy. Dane arlchiwalne po~wierdzają, że do
końca ,1939 r. IPonad 30 tys. Polaków wywi'ez:iono tam zatrudniając
ich przy !pracach polowych, zwłaszcza w tych gospodarstwach,
z których mężczyźni wcie1eni
zostali do wojska. Z Ikażdym miesiącem akcja
deporta'cji do lt1iewolniczej pracy
przybierała na sHe. W lutym 1940 r., według dokładnych
statystyk
dokonanych
przez Ulricha Herberta w pracy zatytyłowan'€jo Fremdarbeiter.
Politik
und Praxis
des "Auslaenderensatzes"
in der Kriegswirtschaft
des Dritten
Reiches, Bonn 1985,
było ich 300 tysięcy ulokowanych w indywidualnych
gospodarstwach
rolnych oraz
przyfabrycznych
obozach w miastach.
Status tych ro:botników regulowały tzw. polskie dekrety "Polenerlasse", ogołoszone 8 marca 1940 r. składające się z 10 bardzo surowych zarząd1Jeń. Z czasem
zarządzenia te były znacznie zaostrzone !przez różne lokalne instytucje - dyrekcje
fabryk, wład~
miejskie a nawet przez indywidualnych
pracodawców.
Wprowadzały one nakaz publicznego o7lllakowania Polaków poprzez noszenie na wierzchnim
oIkryciu naszywki z lUteraą "P" i były one [pierwszym oznakowaniem jakie hitlerowska praktyka
rasistowska wprowadziła
dla cudzoziemskich przymusowych robotnLków. Później bowiem poprzez "Gwiazdę Dawida" dla Zydów praktykę .tę rozszerzono obejmują nią inne narodowości, np. Rosjan. POllladto wspomniane już dekrety zakazywały przebywania
Polakom w miejscach publicznych, określaly rejony mliasta, w których mogli oni dokonywać zakupów, zakazywały przy jmowania ich do sz;,pitali, korzystania z !komunikacji mi,ejskiej, kin, restauracji" wchod302-

RECENZJE

351

nia 00 parków. Praktyczlrie pozostawali oni poza prawem, a zatrudniani przy najcięższych pracach, byli bczwzględnlie traktowani. Pracujący w fabrykach mieszkali
w obozach, przebywający
natomiast u indywidualnych
gospodarzy mieszkali często
w stajniach lub SItodołach, obowiązywał surowy zakaz 8lpożywania posiłków razem
z pracodawcami, nieraz poddawano ich karze chłosty, a za byle przewinienie odsyłano do obozów koncentracyjnych.
Wszechstrorma
prezentacja
tych zagadnieil
dokonana przez autora ujawnia szerokli zespół faktów, póki co mało znanych
w specjalistyczne literaturze RFN. Zresztą sam autor czyni stosowną uwagę na ten
temat pisząc iż, "o niewolinikach klasycznego czasu antycznego, dużo więcej wyjaśniono na podstawie rozległych badań, aniżeli o n.iewolnilkach niemieckiego faszyzmu".
Pionierską próbą podjęcia veg.o problemu jest właśnie ta ksiąiJka, napisana przez
młodego proksora prawa i historii SiPQłe1cznej'na uniwersytecie w Bremie (urodzonego w 1942 r.)" który bez enigmatycznych
osłonek przedstawił
losy !polskich robotników wywiezionych do pracy na terenie Rzoeszy. Uczynił to opierając się na
szerokim materIiale faktograficznym
- archiwa policyjne:, zakładowe, miejskie, relacje świadków, jak również wywiady z ludźrni, którzy objęci byli przymusem
niewolniczej pracy. Konfrontacja
zapisów zawartych
w akta:ch po];icyjnych z relacjami Niemców i wreszcie podróż do Polski i bezpośredni kontalkt z czterema
osobami, które wyw,iezione były na przymusowe
roboty do Niemiec, unaoczniły
zachodnioniemieck.iemu
czy.telnikowi czym był w istocie n'ewolniczy system pracy
narzuconj' milonom cudzoziemskich robotników, k'tóry potępił Międzynarodowy
TryDunał Wojskowy w Norymberdze.
Dogłębna analiza tego niezwykłego w swej wymowie i niepowtarzalnego
w historii społeczel\stw materiału,
wykazuje, że autor nie zrezygnował z podkreślenia
haniebnej dla faszyzmu niemieckiego wymowy tego materiału
i oddał w książce
całą prawdę o niewołnikach III Rzeszy, Schminck wykra'cza tu bowiem poza owe
tragiczne fa'kty, wykazując głęho,kJi nie!pokój zrodzony oIbcowaniem z tą faktografią.
Jego pole, obserwacji obejmuje możliwie wszystkie elementy niewolniczego
życia
ludzi, którzy przeżyli tę dyskryminację,
Skala czasowa analizy sięga ulicznych łapanek, 'Qk,ropnych wa.runków transportu
do Rz:eszy, wycieńczających
za,jęć w fabrykach, przy budowaniu schronów, karnym rozładowywaniu
wagonów, życia o,bozowego, ucieczek j szykan. Przez kartki ksiąŻlki przewijają się postaci ludzi dorosłych
i dzieci zniewołonych
prz,ez system. Pi 2rwsza kaiegoria
informacji
zawartych
w książce nałeży do falktografii, którą najogólniej określić można jako państwowe
uwarunkowania
niewolniczej pracy w n'iem,ieckim rolnictwie, w przemyśloe metalowym, chemicznym, budownictwie
i gómictw.ie. Druga kategoria iJnformacji to te,
odnotowując<- wydarzenia wewnętrzne - obozowe życie, warunki pracy itp. Są to
informacje szczególne, które nne wYimagają au~orsk.ich komentarzy.
Przew.ija się
w nich tęsknota do domu, opis obozowych niedziel, podczas których śpiewano piosenki "smutne i wesołe", kościelne i świeckie - np, Rotę czy hymn Jeszcze Polska nie zginę/a, za co były kary: baty, praca bez 'Przerwy dzień i noc, rozładowywanie wagonów z węglem czy pozbawianne racji żywnościowych,
Prawdziwa
siła
tej książki polega na jej otwartości, na tym, że czytelnicy z różnych !kręgów kulturowych dostrzegą w j;ej treści całą prawdę o faszystowskim
systemie niew01niczej pracy. Dostrzegą też pozornie dziwne w warunkach niewoli normalne ludzkie
tęsknoty do śpiewu czy zabawy" jaIk choć'by np. uc.iekanie poza druty, by tam
pośldzgać się na łyżwach, za co groziła kara.
Sam kanon, formuła książki wydaje się trafna, a zaJpis i wybór informacji jes·t
przekonywujący
i nie budzi on wątpliwośc.i. Jak się rzekło, jest t<J książka dobrze
i

352

RECENZJE

udokumentowana,
której autor wystrzegał się ruepre'cyzyjności sądów i każdorazowo dokumentował je dokładnie. To C<o słyszał w Polsce od swoich rozmówców, konirontowal z materiałami znajdującymi się w Instytucie Historii Współczesnej w Monachium i archiwum obozowym w Dachau, prowadził wywiady ze starymi robotnikami, którzy pracowali w zakładach zatrudniających
robotników z Polski. Ta
otwartość
na wysłuchiwanie
najrozmaitszych
sądów, wyrozumiałość
i toleramcja
wobec Jpmii odmiennych oraz korygowanie zbyt skrajnych sądów na podstawie
materialów archiwalnych
jest wartościowym elementem książkJi. Mówiąc skróto,wo,
jest to książka wY1lełniona od pierwszej do ostatniej
strony tragiczną prawdą,
o której tak mało dotychczas napisano w kraju jej sprawców.
Oma wiana książka, co zaznaczono, pOlla częś'Cią autorską
składa się jeszcze
z czterech relacji byłych przymusowych roboUlików w Rzeszy, którzy po za,kończeniu wojny powrócili do kraju. Idąc tropem archtiwalnych zapisów trafił autor na
ich ślad i odnalazł w Polsce. W chwili, gdy rozmawiał z nimi, byli to ludzie w starszym wieku (jedna z osób już nie żyla, ale z:lchował się jej pamiętnik), którym
wojna zabrała lata szczęśliwego dzieciństwa. Każde zdanie tych osób przynosi inct'orrma'cje'Wzbo,ga'cająoe ,czyta'ją'cego w ts'to'\me wiadomośdi', .oddaje grozę i cie~p.ienie, nadzieję i zwątpienie. Doświadczenia tych ludzi są znakomitą płaszczyzną, wykorzystywaną ,przez Scł1mincka do ukazania polJity'cznych uwarunikowań zniewolenia
tych ludzi. Ukazuje formy i metody działania wladz hitlerowskich" obalając przy
okazji występujące jeszcze nieraz w RFN stwierdzenie, jakoby Niemcy w czasie
wojny nie zda,wali sob:ire sprawy z niewolniczej
pracy milonów cudzoziemskicb
robotników, w tym również Polaków. Jest więc tą książka mocnym tłem kontrastowym tych opinii i stwarza dobry punkt wyjścia do dalszych, bardziej pogłębionych
badań nad tym zagadnieniem. Jej wantość poznawczą dopełniają liczne Uustracje
i należy tylko pochwalić autora za ich wybór, podobnie jak za całą książkę, który
po latach wzgardy podjął temat ważny i konieczny.
Teresa Falkowska
Antoni

Kuczyński

Henryk Bogdański,
Dziennik
podróży
z lat 1826 i 1827. Przygotowali do
druku" wstępem i przypisami opatrzyli: Józef D ł u g o s z i Józef Adam K o s i ń s k i,
Wydawnictwo Literackie, Kraków ,1980, s. 253, ilustracji 26.
W rozległym temacie wkładu Polaków do wiedzy o kulturze ludów i narodów
świata występują różnorodne pamiętni;ki, Móre w mniejszym bądź większym zakresie przedstawiają
kulturę ludów, z którymi spotkali srię ich autorzy. Pamiętników takich posiadamy wilele i dot}"czą one nieomalże wszystkich części świata.
Wystarczy chociażby przeglądnąć książkę W. Armona', A. Kuczyńskiego 2, M. Paradowskiej 3 i W. Słabczyńskiego 4 aby wyrobić sobie przekonanie o obfitości p~miętni-

Armon,
Polscy badacze kultury
Jakutów, ,[w:l
tom 62: 1977.
, A. Kuczyński,
Syberyjskie
szlaki, Wrocław 1972.

1 W.

niki,

• M. Paradowska,
• W. Słabczyński,

Monografie

Polacy w Ameryce Poludniowej,
Wrocław
polscy pOdróżnicy i odkrywcy,
Warszawa

1977.
1973.

z Dziejów

Nauki

i Tech·

RECENZJE

353

ków, w których znajdują się unniej lub bardziej wartościowe
malteriały etnograficzne dotyczące Azji, Afryki czy Ameryki. Ale nie tylko te egzotyczne obszary
posiadają swoją pamiętnikarską
kronikę w naszej literaturze.
Obf.ituje bowiem ona
również w pamięturiki i relacje dotycząoe narodów Europy;, przede wszystkim zaś
Bałkanów oraz Rosji, Białorusi i Ukrainy. Są to materiały niezmiern~e celll1Je :przy
studiach historyczno-etnograficznych
dotyczące tych obszarów, niestety, jak do tej
pory, nie wstała dokonana pełna ich inwentaryzacja.
Tak jest np. z omawianym
tutaj Dziennikiem .podróży Henryka
Bogdańskiego
odbytej w latach 1826 i 1827
na trasie Wiedel'l, Bratysława,
Budapeszt, Zagrzeb, Rijeka, Triest, Lublana,
Budapeszt, Przemyśl.
Dziennik jest barwną
kroniką zdarzeI1 i obserwacji
jakie zrodziły się podczas
prawi" dziesięciomiesięcznej
wędrówkli jego autora, który wraz ze swym przyjacielem. Franciszkiem Zabłockim, wyruszył pierwszego lipca 1826 roku z Wiednia
do Grecji. Zamiarem obu młodzieńców było przyłączenie się do ;powstańców grecjQich, od 1821 roku walczących o wolność i zrzucenie jarzma niewoli tureckiej. Ta
zl'odzona ze szłachetnyeh
ideałów rozmantyzmu
idea pomocy ludom walczącym
o swoją ',volność, która urealniła się w tej wyprawie, spotkała się z powsze1chną
akcepi.;'~Ją polskiego środowiska akademicki.ego w Wied:niu. Podróż ta miała być
r£·konensansem. Po dotarciu do powstańców 'przetartym i znanym już szlakiem, podążać nim mICli ,inni Polacy studiujący
w Wiedniu. Z tego bowiem grona wywodz;Ji się Bogdailski i Zabłocki, studenci wydziału prawa, obaj ,pochodzen'ia szlacheckiego z "kolic Przemyśla. Omawiany Dziennik wprowadza nas w zróżnicowane sprawy miejsca li czasu, a za przY'Czyną Józefa Długosza i Józefa Adama Kosii1skiego,
którzy przygotowali
go do druku, poznajemy
bliżej obu "podróżników".
Mniej
wprawdzie ,informacji dotyczy F. Zabłockiego, który zawieruszył się gdzieś w świecic, natomiast jeśli idzie o H. Bogańskiego to we Wstępie do Dziennika mamy w interesujący
sposób nakreśloną
jego ibiografię" obfitą w działalność
patriotyc7Jną.
uczestniczył on bowiem niemal we wszystkich związkach ·tajnych i spiskach na terenie Galiicji począwszy od roku 1833. Ten okres swego żyda przedstawił H. BogdafJski w Pamiętniku 1832 - 1848, o,publikowanym w całości w roku 1971. Pamiętnik ten
jest wciąż jednym z pods.tawowych
źródeł do. dziejów konspiracji
galicyjskiej,
ogromnie cenionym przez historyków
z powodu bogactwa i rzetełności linformacji
o związkach tajnych i organizacjach
demokratycznych
i rewolucyjnych
w Galicji.
Po tych rozważa.niach wstępnych
dotyczących
autora Dziennika
podkreślcnia
godną jest j~go żywa fabuła i starannie odwzorowane !kolieje losu obu wędrowców.
Tutaj należy zaznaczyć, że jakkolwiek począ1kowo plany wyprawy wydawały
się
młodz,ier"lcom proste i l/1ies·komplikowane, w rezultade
okazało się j·ednak, że nie
osiągnęli oni celu wy,prawy i po prawie dziewięciu miesiącach włóczęgi zrezygnowali z pierwotnego zamiaru. Wyprawa ta była twardą szkołą życia dla obu wędrowców. Niedostatek pieniędzy pogłębiał z każdym dniem trudności" jakie napotykali zarówno w podróży. jak i podczas pobytu w obcych imiastach i właściwie
był zasadniczą przyczyną ni'cdotarC'ia do celu. JednocZJeśnie temu właśnie brakowi
funduszy zawdzięczamy
jedną z najbardziej
oryginalnych
:i cennych polskich rehcji podróżniczych z pierwszej połowy XIX wieku. Oryginalnych. bo brak pieniędzy
zmusił obu studentów.
szczególnie podczas wędrówki
po traktach
węgierskich,
chorwackich
i serbsklich, do zejścia poniżej swej !pozycji społecz;"lej: do prostych
wieśniaków, wożnlców" żołnicrzy i wet'eranów wojen, Cyganów, Zydów, czeladni;":ów szukających pracy, słowem do gromady owych ,,,biedl/1ych wędrowców" - ja,k
pisze B0gdailski przemierzających
pieszo goś'cińoe, obdartych,
głodnych i żebrzqcych. Takiego punktu obserwacji
realiów owego życia wędrownego
nic mógł
23 ••Lud"

-

t. 7l

354

RECENZJE

mieć nikt, kto - dysponując zasobną kiesą - przemierzał ówcZ!esne trakty europeJskie w poszukiwaniu
nowych wrażeń. Z tego też po,wodu, że obaj wędrowcy
pieniędzy takich nie pos'iadali, ich Dziennik .podróży jest interesującym,
a w niektórych wypadkach nawet egzotycznym zapisem, u \podłoża którego leżała, mówiqc
współczesnym
językiem socjologicznyun, "metoda obserwacji
uczestniczącej".
Odbyta podróż obf.itowała w zdarzenia i fakty niezwykle ,interesujące z punk~u
widzenia 'etnograficznego,
historycznego i socjologicznego. Zawsze się coś działo.
Właści wie nie by,ło dni 'PUlstych, a 'tym ba,rdziej powilanzradący'ch się w sens~e wydarzeń i obserwacji. Każdy dzień stwarzał zupełnie nowe sytuacje, podsuwał nowe
obrazy do obserwacji. Wszystko to zajmowało naszych bohaterów, którzy jak
pisze G. Bogdański - żyłi "wprawdzie po literacku": "głodno, obdarto, ale zawsze
z piórem w ręku". Przyniosło to w rezultaclie bogaty materiał obserwacyjny. Prz~możny wpływ na wyniki tych obserwacji miało właśnie nastawienie naszych podróżników do "życia z piórem w ręiku"; a ziemie które ,prZlemierzyli były wyjątkowo wdzięcznym i atrakcyjnym
obiekt'em obserwacji" zarówno pod kątem problematyki historycz;nej, jak też etnograficznej.
Jako !przykład obserwacji etnograficznych
służyć np. może informacja z okolicWiednia, w której zawarta jest charakterystyka
chałup we wsi i jej mieszkar'tców.
Dalej prowadzi nas autor \przez Węgry kreśląc obrazy Pesztu i miejscowej kolonii
greckiej, charakteryzuje
zbiory Magyan Nemzeti Muzeum (tj. Muzeum Narodowego założonego w 1802 rdku)., op,isuje wielki doroczny targ w tym mieście, na który przybywali oprócz węgierskich i austriackich
kupców także Serbowie, Bośniacy
i WołoSli. Targ ten, to żywe laboratorium
społeczne, owe przysłowiowe "społeczeilstwo na dłoni", gdzie zajwiska i procesy stają się bardzo wyraziste i intensywne.
Wszystko to naszkicowane jest w Dzienniku
niezwykle inteI'lesująco" podobnie jak
inne informacje z długiej trasy podróży. Warte podkreślenia są !informacje dotyczące mieszkańców Chorwacji i ich stosunków z Węgrami. Dla jasności obrazu
warto !podkreślić, że są tam również opisy stroju Chorwatów, ich usposobienia, języka" zabudowy wsi, gospodarlki rolnej itp. I tak kralina za krainą kreśli na.m autor Dziennika zróżnicowane itemaiycznie obrazy, stosownie do miejsca i jego mieszkańców. Ciekawie przedstawia się opis Triestu, miasta, którego ży-eioe,podporządkowane jest przede wszystk,im regułom jakie narzuca mu portowa atmosfera. W mikrostrukturze
społecznej t'ego miasta można zaobserwować różnice jakie występowały tam w owych czasach między warstwą kupców, rybaków, marynarzy
lub
drobnych wyro.bników. Właśnie o poszczególnych elementach społecznej struktury
miasta Dziennik przynosi wiele interesujących
spostrzeżeń, cho'Ciaż nic jest to obraz
jaki w obecnych czasach mógłby w pełni zadowolić socjologa. Wreszcie Triest, ja!ko
muasto portowe, charakteryzował
się \V owym czasie - zresztą taki i do dzisiaj pozostał - złożoną mozaiką narodowościową osiadłej tam ludno.~ci. Oczywiście, przeważali tam Włosi, ale dużo też było Greków, Turków, Niemców i Chorwatów. Mówiąc o walorach poznawczych tej książki podkreślić należy, że właśnie w odniesieniu do Triestu są one najpełnuejsze. W mieście tym bowiem przebywali dosyć
IdługJ lI1al,i"pod,różnicy" ,~zukając okazji odp~'awi'enia :;I:ę 'okrętem do Grecjt. Wchocizili w liczne kontakty mające pomóc im w urzeczywistnieniu
tt:go zamiaru, kotórego, ja,k wiemy, nie zrealizowali. Stąd rozpoczęła się ich droga powrotna do Przcmyśla. I tak jalk poprzednio, teraz już prawie zupełnie bez pieniędzy, wędrowali
obaj po traktach chorwackich, serbskich i węgierski'Ch. Wchodzili w bliskie kontaikty z mie/3:zkańca'JTlri
wsi, ozę'sito gościł i iW icJ11 cha'tialCh,bęclą'c Ina-ocZlly;m'jświadkami rÓ'Żllych wy:darze·ń. Talk w~ęc ·d'OoŚwiadczen.iaZJe zlaku wę:dró:weok,o,ru?:ohse.wa'Cje o charakterze etno~raficznym
stanowią w Dzienniku ów konokret Ikuliurowy,

355

RECENZJE

który czyni go przydatnym dla tych badaczy, którzy zajmują się rejonem BaŁkanów. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, ŻJe jest to obraz bardzo niepełny,
utkany z pobieżnych obserwacji, bez wchodzenia w szczegóły.
Omawiany Dziennik
moż,e być oc'eniany w rozmaity sposób. Poczynając
od
wyrazów uznanin za dynamizm jego tekstu a kończąc nn docenianiu wartości fascynującego dokumentu
dla historyków, etnografów ICzy socjologów. Niewątpliwie
jego ,trcść jest głęboko madzolna w realia'ch i jest aUltelnltyczlt1ymzapisem ludzkiego losu. Zapisem, którego treść mieści się w ramach naszych tradycji narodowych, zrodzonych niewolą wieku XIX, tak obfitego w pamiętnikIi, w literaturze polskiej. W ,przypadku tego pamiętnika podkreślić należy, że jest on wyborną mapą
dróg i bezdroży po jakich kroczył autor nie tylko' podczas wędrówki do Grecji,
ale również w całym swym życiu, nacechowanym patriotyzmem
i walką o odzyskanie niepodległości. Wiele poruszonych tu kwestii zasługuje zresztą w przyszłości
na dalsze rozważania. Mam tu na myśli między innymi opracowani'e relacji H. Bogdańskiego pod kątem etnograficznym. Z całą pewnością będzie to zajmujące opracowdnie, a ponadto podlkl1eśli ono wkład Polaków do wiedzy o kulturze ludów Europy. Jak do tej pory, temat to nadal deficytowy. I na koniec informacja nieco
ogólniejsza. Otóż omawiany Dziennik jest wzorowym wręcz przykładem pracy redakcyjno-edytorskiej,
a siarannie dobrane ilustracje czynią całość niezwykle zajmującą·
Antoni

Zygmunt

S t a r o r y p i ń s k i,

i Archangielskiem.

Dwa

B o l' o W s ki,
z 1863 roku.
1986, s. 413, ilustracji 10.

pamiętniki

K i e n i e w i c z, Warszawa

Kuczyński

Konstanty

M.iędzy

powstańców

Opracował

Kamieńcem

Stef an

Książka zawiera dwa nieznane pamiętU1liki pows,tańców z 1863 r., którzy normalną wówczas koleją losu znaleźli się po przegranej walce w rosyjslkiej niewoli.
Wspomnienia Z. Starorypińskiego,
szlachdca z Podola, obejmują prz'ede wszystkim
lata przedpowstaniowe.
Dowiadujemy się z nich o Slprzys'iężeniu Szymona Konarskiego, ziemiailskich ."pracach organicznych" na Podolu w latach 1859-1861, manifestacjach patriotycznych
w Warszawie w 1861 r., przygotowaniach
powstańczych
organizacji "białych" w guberni podolskiej. Zachowana część wspomnień kończy się
'N przededniu
powstania.
Kontanty Borowski natomiast opowiada o swym udziale w partyzantce 1863 r.,
poczcltkowo w oddziale kapitana Brandta, potem ks. Brzóski dostaniu się do niewoli, wcieleniu do rot aresztanckich
i pobycie w Archangielsku
oraz zesłaniu na
SyblL \V:elc miejsca poświęca pamiętnikarz
opisowi życia na Syberii i jej mieszka~1com.
Tom tell w opracowaniu znanego historyka, prof. S. Kieni'ewicza, dotyczy problematy:k,j, któq zwykliśmy wiązać z walką narodowo-wyzwoleńczą
Polaków. Mimo
:ż oba pamiętni·ki traktują o ponurych skutkach tej walki, którymi najczęściej była
syberyjska niewola, wyrażają one także atmosferę przedpowstaniowej
walki oraz
różnorodne formy oddziaływania
ruchów patriotycznych
na środowisko kresowych
ziemian. Oba pamiqtniki
odsłaniają
przed czytelnikami
świat przepojony
atmosferą niewoli, a obiektywna prawda przeszłości zostaje w nich zręcznie skomentowana przez S. Kieniewicza zarówno w przypisach jak też w interesująco napisanych przedmowach do każdego z pamiętJlilk6w.

356

RECENZJE

W przedmowach tych autor ukazuje okoliczności odnalezienia źródeł, kreśli związki familijne ich autorów, a jego ustałenia są rezultatem rozpoznania iście fachowego: słowem, dominuje tu kompetencja historyka, znawcy problemu i nić sympatii do
"kresowych stanic", mieszkających
tam ludzi i określonych spraw wlaściwych dla
tego miejsca i odległego czasu, Dlatego każdy najmniejszy
szczegół, wymagający
wy jaśnienia czy komentarza, został tutaj należycie wyjaśniony i stanowi cenne dopełnienie autorskich zapisów sprzed lat wielu. Aparatura tych przepisów jcs,t precyzy jna i prawdziwym szczęściem dla p<:lmiętnikarzy jest fakt, że właśnie S. Kieniewicz
opracował ich tekst i odpowiednio ko skomentował. Przyklady potwierdzaj,)ce te
stwierdzenie można by tu mnożyć tym bardziej, że pobudzają one do dodatkowych
rozmyślań nad dziejami polsko-rosy}"kich kontaktów w XIX stuleciu i ich socjologiczno-psychologicznej
recepcji wśród społeczeństwa polskiego, aż po dzieil dzisiejszy. Pod tym względem oba pamiętniki charakteryzują
::;;ę bogactwem rcaiiów i obserwacjina
tym aut.entycznym materiale dziejowym odkrywaj'l intercsuj<jce horyzonty wspomnianych powyżej kontaktów, Poza tzw. strukturą powierzchniową tekstu
kryją się wartości 'nicco glębsze, które rządzą losem autorów, wartości mogące stanowić dla współczesnych wzorzec patriotyzmu, pracowitości, oddania sprawie narododowej uporu i konsekwencji
w dążeniu do celu. A nad tym wszystkim górllj~
twarda postawa i konsekwentny
brak użalania siC; na swój wygnańczy los. Autorzy
obu pamiętników ·są ·W dYlll<lUnicz.nY!11
s'P"'lzę±c'1iuz rzeczY'w,i.~ltQści'1,
w sltalym zm~ganiu się z nią, gotowi "w potrzebie dla Ojczymy", Oto np, K, Borowski na wstępie
swego pamiętnika pisze: "W dniu wyjścia mego do partii byłem u spowiedzi, wy;łuchałem Mszy świętej, a w nocy pożegnawszy się z najukoch<u\szym ojcem staru3Zkiem i z braćmi, siadłszy na wóz z drugim towarzyo;zem ochotmikiem, wyruszyliśmy
w drogę,
Chwili rozstania się z ukochanym ojcem nie zapomnę do śmicrci. Ojciec, stary
żołnierz weteran, gdym przypadł do kolan jego prosząc o blogoslawieństwo,
położył drżące ręce na mej głowie i rozrzewlniony przemówił
do mnie w te slowa:
- Idź, mój ~ymu, tam, gdzie cię powinność wzywa. Pamiętaj, że jesteś Polakiem
i synem żołnierza Polaka, Dziad twój walczył pod Kościuszką. Ja - mówi l - slużyłem w 1831 i[... J. Zał mi cię drogie dziecko moje. Może już w życiu moim więcej
już mie zobaczę, Ciężko mi - mówił - smutno jako ojcu, lecz nieróWlnie jest w cięższym smutku i niedoli matka nasza, matka-Ojczyzna.
Idź i stań tam, gdzie każdy
prawie Polak obecnie stanąć powinien. Niech cię Bóg wszechmogący zawsze i wszędzie ma w swej opiece, a Matka Boska, Królowa Polski, niech cię broni, osIania
tarczą od wszelkich nieszczęść i przygód,
Tak błogosławił i wyprawiał mnie na bój krwawy ten s,tarzec-żolnierz, ukochany
rodzic mój, a łzy rzęsiste, spadające z pe~nych dobroci oczu na pochyloną mą głowę,
namaszczały ją na godność żołnierza",
Nie ma tu miejsca na prezentowanie
powstańczych
etapów K, Borowskiego:
obozowych postojów, bitwy czy przemarszów. Jest w tej części pami<.;tnika wiele
realiów charakteryzujących
przebieg powstania, granice to~erancji dla żol.niel;skich
uchybień i dyscyplinę w oddziale. W żywo toczącej się akcji tej części pamiętnika
ujawniają
się nie tylko ułomności ludzkiej natury. Współgraj,j z nią również jej
blaski, wiele pięknych cech charakteru
- odwaga, prawość:, lojalność, bezkompromisowość, upór w dążeniu do celu, Losy swoje w tym okresie opisuje K. Borowski,
tak jak i w pozostałych częściach pamiętnika, w sposób rzeczowy, oparty onafaktach,
Obcy mu jest patos, co nic wynika, że obraz powstaJ\czego życia wolny j~st od
rysów grozy umiera,nia w powstańczych
szeregach, Z pamiętnikarskich
zapisów
wynika, że niewiele się nawojował. Po dostaniu się do ;niewoli (1864) skazany zostal

RECENZJE

357

na cztery lata aresztanckich
rot. Początkowo przebywał w Archangielsku,
potem
skierowano go na osiedienie na Syberii, do jednej z wsi leżących pomiędzy rzekami
Iszymem a Irtyszem. Sybirska lniewola trwała pięć lat, powrócił bowiem K. Borowski
Ido ~raju 'W ro,ku l872~ kO[lzy,stając IZ k:;.lejnej a'mnes;t~i 'dla ,,lmiatie2mikow". Z'a'rówill:o
pobyt w Archa,ngielsku, jak i czas osiedlenia, Ispędzone w mieszanych środowiskach
narodowościowych
dały pamiętnikarzowi
okazję do poznania różnych nacji. Pisząc
o swym pobycie w archangielskich
koszarach zamienionych na "kazamaty"
wspomLna, iż przebywali tam razem z Inim "I uczeni, i anaifabeci. I inteligentni, i prostaczkowie. I zam02mi, i bardzo, bardzo biedni. I zeszli się tu: Mazury i Krakowiacy. I Podlasiaki, i Kujawiacy. I Litwini, i Żmudzini, i Rusini. I PoznaJ1czycy,
i Galicjanic, i Czesi. A przysz;i tu i Francuzi, i Włos~, i Niemcy, i Zydzi. Tych
ostatnich było kilkunastu". Ponadto charakteryzuje
on mieszkających
tu ROiSjan pisząc, iż Archangielsk z przedmieściami
posiadał w owym czasie około trzydziestu
tYSl~ęcyludn·o<Śo:.Więk:swść mics?Jkań·ców stanowili "Niemcy, Anglicy, Szwedzi i\tJp
Ci byli wszyscy zamożni, a iIlawet bogaci. Oni to, przeważnie Niemcy, zajmowali
posady urzędników, i to wyższych stopni, i byli kupcami i przemysłowcami.
Naród
miejscowy, Rosjanie, prócz kupców był w ogóle biedny".
Okres archangielski, nabiera pod piórem autora interesującego
kolorytu, w którym w róŻ!nych odcieniach zarysowują się realia aresztanckiego
losu a także inne
fakty z życia tego miasta. Wielość spraw i wątków jest stałym elementem pamiętnikarskiego zapisu autora. Pisze on a moralności tutejszego ludu, o pazerności kupców
o krzyżujących siG interesach Niemców,
AJllglików i Rosjan, charakteryzuje
życie
codzienne aresztanckiej roty i panujące w niej stosunki. Czj'ltli też ważną z punktu
etnograficznego uwagę że do Archangielska przyjeżdżali zimą Niemcy zwani przez
niego Samojedami. Opisując ich wygląd podaje, :te są oni wzrostu niskiego, o okrągłej twarzy i mi'edzianej cerze. "Oczy małe, nieco skośne. Włosy na głowic czarne,
grube, czoło niskie. MężczYŹJni zarost na twarzy i wąsy szczypcami w tym celu
zrobionymi wyrywają. Są więc bez zarostu". Dalej przedstawia ich o:lzież, reniferowy zaprzęg, sposób życia, niektóre zwyczaje i obyczaje, kreśli stosunki z mieszkaJ1cami Archangie:ska
i inne elementy ich bytu. Do tych pamiętnikarskich
relacji
o Nicńcach, których niewiele posiadamy w naszej .syberyjskiej literaturze
dodać
trzeb<.l, iż lud ten pozostawał w ciągłych kontaktach
handlowych z Rosjarnami, od
których Il<.lbywał różne produkty spożywcze, a przede wszystkim tytoh i wó:lkę. 1'0(:()'m;e było i w innych rejonach, gdzie w wyniku rosyjskiej
kolOl..'1izacjiwspółwyst(:powa!y czqsto obok siebie tubylcze i rosyjskie osady. Bywało nieraz i tak,
Że zgromadzi\N'Szy większą ilość skór wGdrowaii tubylcy z odległych stron do osad
rosyjskich, by tam wymienić je na wódkę. Z czasem Rosjanie wyznaczyli na rozległych obszarach Syberii stałe miejsca ,handlu z tubylcami, w których raz do roku
lub cZGściej odbywaly siG jarmarki. Wiele trafnych spostrzeżeń autora pamiętnika
odnosi się do innych syberyjskich re<.lliów: etapowych więzień, sposobów kOlnwojowania aresztantów, ich ubioru, odżywiania, stosunków z miejlscową ludnością. Autor
wyr.aził przekonanie, że zesłańcy, chociaż mieli przeciwko sobie wielką carską machinę zesłańczo-więzienną,
która zewsząd ich osaczała, mimo to wi'elokrotnie doświadczali pomocy od prostej ludności rosyjskiej, która często wspomagała ich w il1iedoli, czy to na zesłańczym szlaku, w etapowych więzieniach, czy też w miejscach
odosobnienia. Sam autor doświadczył tego osobiście, gdy skierowano go do pracy
u bogatego gospodarza we wsi Gorełowa. Nakarmiony
i przyodziany przez swego
pana pracował K. Borowski u niego wykonując różne prace gospodarcze. Pracował
w polu, młócił, suszył zboże i jak sam pisze: "pracowałem ciężko, ale byłem młody
i zdrów, i przy dobrym zawsze apetycie. A więc pracując, śmiało siadałem do stołu,

358

RECENZJE

życie miałem dobre, a nawet pańiskie". Blisko współżył ze swoim gospodarzem,
bacznie przyglądał się jego życiu, podobnie jak i życiu całej wsi, którą zamieszkiwali wyłącznie tzw. staroobrzędowcy.
Na tle całokształtu zesłańczego życia autorów
wyraźnie wybijają się też w pamiętniku peWlne konteksty kulturowe odnoszące się
do osiadłej na Syberii ludności rosyjskiej. Pisz;e on o sposobach zawieralnia małżeI1stw przez tzw. starowierów, charakteryzuje
zwyczaj zapłaty za żonę i gdy porozumienie dojdzie do skutku, "rodzice panny młodej idą z panem młodym do łaźn'
i tam obnażonego oglądają, czy aby nie jest on fizyczmie ułomnym. Podoh:liE'ż
i rodzice pana młodego prowadzą pannę młodą do łaźni i tam, tilk jak pi'.n młody.
takim samym oględzinom i ona poddać się musi".
Dalej pisze autor o gospodarności rosyjskich Sybiraczek, przywi'lzaniu do czystości i porządku, rejestruje
charakter
miejscowego życi:1. objawy syrnp2tii oraz
wymiernej
pomocy, jakiej doświadczył ze strony SybiI·aLów. Wie\~ je:;t 'o'i p:lmiętniku uwag z tego zakresu i myślę, że trzeba będzie do tych rczwaŻClI~powrócić przy innej okazji, mając oparcie w tym materiale dowodowym. Podobną
U'.vagę odnieść należy do tzw. polskich kontekstów syberyjskich. \\7iele jest ich '.\
obu wymienionych tu pamiętnikach, które stanowi<1 dziedzictwo sz!achcL:..,e\,' naSi( j
Eteraturze syb2ryjskiej. Czas tej kS':lŻki minął, jeśli potraktujemy
j'oj jako ocE,!C!C
tamtych spraw i zdarzeń. Ale wchodzi ona po przeczytaniu w cz:cc':rePe'·s.)'. 1,;ć,:o~.
rodzi się nieraz pod wpływem różnych kontekstów społecznych wynikaj:jcych z dcficytowego w naszym piśmiennictwie tematu odnoszącego się do dziejów kont<.lktów
polsko-rosyjskich.
Antoni

Kuczyń.sk.i

Teodor Anzelm D z won k o w s k i, Pamiętniki
czyli Pamiqtka
po ojcu dla Józef y
Komornickiej.
Wydali z rękopisu S. i T Komorniccy. \,vstęp
S. Komornicki. Opracowanie
tekstu M, Domańska, Vlarszawa 1985, s. 128, tab!.
6+mapa 1.

z

Dzwonk.owsk.ich

W recenzowanej

łamach "Ludu" 1 książce Jerzego Pertka pt. Pola(:y na
t. I do roku 1795, Poznań 1981, na stronie ,134 znajduje
się informacja:
"Rękopis pamiętników
Dzwonkowskiego niestety uległ zniszczEniu,
ale posiadamy artykuł streszczający
je i zawierający
nawet niewielkie wyjątki,
z których poznać można najciekawsze epizody podróży autora i jcgo styl pisarski".
Dalej na czterech stronach tejże pracy następuje charakterystyka
podróży indyjskiej Dzwonkowskiego. Cała rzecz napisana jest zajmująco i przekonuje o dużych
wa20rach tego pamiętnika, który "niestety uległ zniszczeniu". I oto w cztery lata
później otrzymaliśmy ładnie wydane pamiętniki Teodora Anzelma Dzwonkowskiego,
co jest niewątpliwą
zasługą edytora, tj. Państwowego
Instytutu
Wydawniczego.
Piszę o tym dlatego, że powoduje mną kronikarski obowiązek, a ponadto fakt to
znamienny, że jeszcze dzisiaj, gdy mamy opasłe tomy zawierające spisy różnych
rękopiśmiennych
pamiętników, zdarza się odkrywać rzeczy nowe i tak fascynujące. Przekonuje to o tym, iż szukać należy zawsze i zapewne jeszcze nieraz uda
się polskim badaczom dotrzeć do zależałych gdzieś pamiętników.
A kto wie ile
ich jeszcze jest. w rodzinnych szufladach czekających na swego odkrywcę. Tutaj
morzach

i oceanach

na

świata,

1 Antoni
Kuczyński (iJ:ec.): J. Pertek, Polacy
iJ:oku'1795,Poznań 'HIU - "Lud", t. 69: 1985.

na

morzach

t

oceanach

świata,

t. l, do

RECENZJE

359

odkrywcą okazał się Stanisław Kormornicki,
który tropiąc zaginIOny pamiętnik napisany przez swego krewnego przysporzył nam lektury naprawę zajmującej.
Zwraca tutaj uwagę interesujący
wstęp pióra Komornickiego,
który opisuje powikłane
tropy swych poszukiwań.
Jest przy tej okazji ładnie udokumentowana
opowieść
rodzinna, pełna patriotycznych
wspomniei1, powstańczych
dróg członków rodziny
i powikłanych życiorysów. Już sam wstęp zachęca do czytania pamiętnika
będącego zaiście lekturą niezwykłą.
Ale i sam życiorys Dzwonkowskiego
jest pełen różnorodnych
barwnych
doświadczeń. Bo oto osiemnastowieczny
szlachcic zaciąga się na statek pod holenderski banderą, by odbyć pięcioletnią podróż do tzw. Indii Wschodnich. Należał on
do tych spośród nielicznych
naszych pO(iróżników, którzy znacznie przekroczyli
gr,mice i utarte szlaki swych poprzedników
i opłynął tchnące egzotyką połacie
świata. Okręt wiozący Dzwonkowskiego
poruszał się bez pośpiechu, w portach,
gdzi\~ wtrzymywano
się aby uzupełnić zapas wody pitnej, pozostawano
zawsze
pa •.,~:dni. Dawało to możliwość poznania tych portów, ich roli i znaczenia na u\.art~'m szlaku do Indii. Doświadczył wicl.c nasz autor na tym szlaku. Twarde marynarskie życie nie oszczędziło go, podobnie jak innych członków wyprawy.
Były
po drodze sztormy, wypompowywanie
wody z zalanych pokładów, upalne dni pod
słorlcem równika i inne przygody jakich może dostarczyć podróż morska. Wszystko
to opisane jest realistycznie
i zwięźle, nieraz z odpowiednią dozą dynamiki.
Po zakończeniu pięcioletniego żeglowania powrócił Dzwonkowski do Arnsterdamu. Wypłacono mu pensję za czas przebywania
po::! holenderską
komendą i przez
Hamburg
powrócił on do Warszawy.
Tu patriotyczne
pod budki zadecydowaly
o tym. że na wieść o powstaniu kościuszkowskim
wstąpił w szeregi walczących.
Gdy powstanie upadło, postanowił osiąść na roli i przez jakiś czas dzierżawił majątki w Lubelskiem
i Sandomierskiem.
Potem przeniósł się do Krakowa.
Kupił
tu kamienię i został stałym obywatelem tego miasta. Tu zmarł w roku 1850, przeżywszy lat 87. I koiJcząc tę biograficzną opowieść o autorze opisu drogi do Indii,
nie można nie wspomnieć. że wiele zaiste przeżyć trzeba i na niejedną naraZ1C
się próbę. jeżeli ma się w swym życiorysie moc takich doświadczeń jak Dzwonkowski.
Unikalność odznalezionego manuskryptu
jest bezsprzeczna. Zaciekawi on z całą
pewnością badaczy pojskiego piśmiennictwa
osiemnastowiecznego,
zarówno
jako
przyczynek do dziejów naszej literatury
podróżniczej, jak i marynistycznej.
A był
Dzwonkowski
obserwatorem
bystrym,
umJeJącym
wybornie
selekcjonować
swe
podróżnicze doświadczenia.
W pamiętniku
nie ma dłużących opisów, rytm faktów
i dynamika opisów stanowią jego zaletę. Rzeczowo i krótko relacjonuje
nasz wojażer swe doznania z morskiej drogi. Oczywiście oprócz czysto osobistych przeżyć,
pamiętniki zawierają informacje
natury ogólniejszej. Jego autor w tych partiach
staje się geografem, ekonomistą,
historykiem.
Oczywiście nie obeszło się tu bez
poloników. Bo oto autor pisze o spotkaniu z właścicielem plantacji, który pamiętal. że jego ojciec był ,.rodem z Polski z miasta Tykocina. skąd dla uniknienia,
być może i sprawiedliwego,
sądu naprzód do Turczyzny uciekł, a stamtąd z różnymi kupcami na Przylądek
Malabaru udał się. Na koniec zarobiwszy przez różne
spekulacje
znaczną ilość pieniędzy, dopiero tu pomienianą
plantację
nabył pod
nazwiskiem Polaka. miał niewolników, niewolnice i żonę". Spotkanie miało miejsce na Cejlonie. Kiedy indziej znowu na Wyspach Moluckich spotkał Dzwonkowski "komendanta
fortecy, który opowiadał, że jest rodem z Polski, województwa
poznańskiego, nazywa się Ostrowski, podczas konfederacji
chłopcem jeszcze będąc
przy Pulawskim, w Holandii zabłąkany na okręt był wzięty, a że sprawował
się

360

RECENZJI;

dobrze i posłużyło mu zdrowie, więc stopniami doszedł tej rangi i zaufania, że
teraz jest komendantem nie tylko w fortecy, ale i na całej wyspie. Ma żonę Indiankę i dzieci Mulat y, wypytywał się o Polszcze i Polakach, ale tak jakby nigjy tam
nie był, gdyż rodziców swoich nawet nie pamiętał". Docierali więc już w owych
czasach Po'acy w najdalsze zakątki świata, wrastając w nowe ziemie i umacniając władzę Europejczyków w podbitych krajach.
Sprawy, jakie interesowały Dzwonkowskiego, pozostały pasjonujące
do dzisiaj.
Człowiek wobec zagadki tajemniczości odległych egzotycznych krain zawsze owładnięty jest ciekawością. Stąd też nierozerwalnie
związana z tym problemem fabuła
opowieści Dzwonkowskiego
zachowała tę wartość poznawczą do dzisiaj. Jest to
wprawdzie świadectwo czasu odległego, ale charakteryzuje
go autopsja i sv,'Qista
refleksja nad społeczną i kulturową odmiennością dalekich krain. I wlaśnie dlatego
pamiętnik ten może zaciekawić etnografa. Jest w nim bowiem trochę treści obejmujących i ten obszar problemowy. Autor bez ksenofobii kreśli odmienność odrębnych kultur, której mógłby mu pozazdrościć niejeden dziejopis epoki oświecenia. Pisze o Buszmenach. a jego zdaniem "Hotentoci są ekstra szpetni. żółta'.vi.
włosów na głowie afrykańskich.
to jest murzyńskich
kędziorowatych,
twarzy płaskiej. warg ów szerokich, nosa wcale od płaskości nie znać. tylko dziury, mowa ich
nie jest opisaną, gdyż kląskaniem i krząkaniem
tylko rozumieją się". Podobnych
opisów jest na kartach pamiętnika
więcej. Nieraz pisał autor o tym wszystkim
co sam oglądał, a'e i opisywał to co słyszał od innych marynarzy. Interesujące S'l
np. jego opisy o ludności na Malajach. "Rodacy tutejsi - pisał Dzwonkowski są Malaje koloru żółtoczarniawego.
Twarzy i nosa płaskich, oczu czarnych wieikich, włosów grubych, prawie końskich. Religii mahometanom
podobnej, gdyż świniny nie jedzą i obrzezanie utrzymują.
do kościoła swego nikogo z obcej religii
nie puszczają. co gdyby się wydarzyło, tedy takowego zaraz w kościele uduszą,
lub gdyby był od nich mocniejszym. tedy po wyjściu z kościoła tenże zaraz spalą.
W pożyciu prywatnym są bardzo spokojni. wierni i obyczajni. Mowa ich w całych
Wschodnich Indiach jest prawie powszechną, gdyż po malajsku ze wszystkimi innymi narodami rozmówić się można". Dalej jest opisanie Hindusów, którzy "mają
zwyczaj smarowania wlosów, nawet i calych siebie. olejkami różnymi" oraz mieszkających na Malajach Chir1czyków.
Kończąc podkreślić należy, że dobrzc się stało, iż odna 'eziony pam;Gtnik został
opublikowany.
Wielorakie uczest.nictwo Polaków w poznawaniu
świata zaświadczone jest i tym dokumentem.
Dziś z żalem najeży stwierdzić, że wiele równie
interesujących
pomiętników
splonęlo podczas ostatniej wojny. Na cmentarzu polskiej kultury legły bezcenne skarby, a wśród ich strawione przez og;.eń rękopisy
różnych pamiętników. Ale jest też jeszcze żal drugi. Żal, że n;kopisy wielu pamiętników dz'ewiętnastowiecznych
polskich wojażerów nie doczekały siC; wydan:a i clo
dz;siaj zalegają w bibliotekach.
Antoni

Kuczyński

Ludwik Kos Rabcewicz Zubkowski, William Edward Greening, Sir Gzowsk',
przełożył z angielskiego Józef Radzicki, Warszawa 1981, s. 205 + mapa 1.
Po' ski czytelnik otrzymał kolejn~ książkę poświęconą jednemu z naszych rodaków, któremu powiodło się na obczyźnie. Terenem jego działalności była Kanada,
a powodem tej wędrówki za ocean były oczywiście przyczyny natury politycznej,

RECENZJE

361

a konkretniej udział młodego Kazim;erza Gzowskiego w powstaniu listopadowym.
Tuk się niestety złożyło, że bardziej znany on jest w Kanadzie, aniżeli tu nad
Wisłą. I nic w tym zapewne dziwnego, bo gdy wyruszał po internowaniu
w Austrii do Stanów Zjednoczonych, należał do jednych z wielu listopadowych
żołnierzy, którzy uchodzili z kraju przed zesłaniem na Sybir. Znana to powszechnie
w naszych dziejach droga na obczyznę. Nieobca była ona dawnym żołnierzom Rzeczypospolitej. tym z doby konfederacji barskiej, kościuszkowskiej
insurekcji, a później z narodowych powstań i dwu kołejnych wojen. Tułaczy los był więc udziałem
wielu pokoleń Polaków, aż po czasy nam współczesne.
Z przymusowego opuszczenia kraju rodzinnego wzięła też początek późniejsza
kariera K. Gzowskiego, podobnie jak wielu jego rodaków. I oto w odległej Kanadzie znaleźli się autorzy, którzy miejscowemu społeczeństwu przybliżyli tę postać.
Książka ta prowadzi nas przez dom rodzinny i młodość Gzowskiego, a fakt że pisano ją z myślą przede wszystkim o czytelnikach
kanadyjskich,
skłonił autorów
do zamieszczenia na wstępie nieco informacji o Polsce przed powstaniem listopadowym, bardzo zresztą uproszczonych i zbędnych dla przeciętnego Polaka. Rodzina
Gzowskiego pochodziła z okolic Mińska, gdzie posiadała niewielki majątek ziemski.
Kilku członków tej rodziny zajmowało ważne stanowiska w lokalnej administracji
i sprawowało honorowe szlachecbe
urzędy. Ojciec był wojskowym
i dyplomatą
w służbie rosyjskiej w Petersburgu.
Mając tak wysoką pozycję zadbał też a los
syna, który otrzymał staranne
wykształcenie
w krzemienieckim
gimnazjum.
Po
jego ukończeniu bez trudności młody Kazimierz otrzymał pracę w Cesarskim Korpusie Rosyjskich Inżynierów.
Zdawała się ona zapewnić młodziel'icowi świetną
karierę. I słusznie podkreślaj'l
autorzy książki, że gdyby wyrokiem losu związał
się Gzowski ze służbą na rzecz Rosji, bez wątpienia osiągnąłby szybko znaczne
stanowisko. Praca w Korpusie dawała duże możliwości, gdyż w całym ówczesnym
Cesarstwie Rosyjskim prowadzono liczne prace fortyfikacyjne
od Bałtyku po Syberię. Jednak tuż po opuszczeniu liceum. młody bo zaledwie siedemnasto letni przyszły budowniczy fortec, trafił w wartki nurt patriotycznych
wydarzeó. Przyłączył się
do sił powstańczych pod dowództwem generala Dwernickiego. Po przegranej korpus przeszedł do Austrii. Na nic przydały się zabiegi Rosji a przekazanie
oficerów korpusu Dwernickiego pod sąd rosyjski. Internowani
tu przez pewien czas
wysłani zostali do Stanów Zjednoczonych.
Tu w zamorskim kraju, gdy w 1531 roku schodził Gzowski na ląd w Nowym
Jorku wydawało się. że jest życiowym bankrutem.
Jednakże wrodzona inteligencja, nienaganne maniery towarzyskie
i silne postanowienie
odbicia się od "dna
nędzy" przyszły mu z pomocą. Uzyskując pomoc od miejscowego środowiska polonijnego rozpoczął studia samokształceniowe,
pilnie uczył się języka oraz zasad
anglo-amerykańskiego
prawa. W trzy lata po zjawieniu się na amerykańskiej
ziemi zdał egzaminy prawnicze (1837). Dopuszczony do wykonywania
zawodu prawnika w adwokaturze krok po kroku wspinał się po szczeblach zawodowej kariery,
aż dostąpił zaszczytu przyjęcia w poczet członków adwokatury
w Pensylwanii.
Rozglądał się jednak uważnie śledząc i wartościując
każdą nadarzającą
się okazję
do polepszenia swego statusu i pozycji materialnej
w społeczeństwie
amerykańskim. I oto niebawem nadarzyła się po temu stosowna okazja. Zmienia więc Gzowski zawód i pod kierunkiem inżyniera Williama Milnera Robertsa, znanego amerykańskiego inżyniera tego okresu, rozpoczyna pracę z zakresu inżynierii wodnej.
Wykazując wielkie zdolności jest cenionym współpracownikiem.
Coraz częściej wykonuje samodzielne prace i zawsze czyni to dobrze. Powierzono mu więc wkrótce

362

RECENZJE

nadzór nad budową odcinka linii ko'ejowej na tzw. Kolei Erie, jednym z najważniejszych przedsięwzięć inwestycyjnych
w ówczesnym amerykańskim
kolejnictwie.
Z ramienia zatrudniającej
go firmy udał się Gzowski do Kanady, by starać się
o uzyskanie koncesji na budowę obiektów z inżynierii wodnej. I tu wpełny przypadek zadecydował o pozostaniu naszego rodaka w Kanadzie. Otóż ówczesny gubernator Kanady, sir Carles Bagot, przebywał kiedyś w Petersburgu
jako ambasador
brytyjski. Znał więc dobrze ojca Gzowskiego i chciał tutaj porozmavviać z jego
synem. Po zasięgnięciu informacji
o losach młodego tulacza, jego powstarkzej
przeszłości i mżynierskich zdolnościach, padło z ust gubernatora stwierdzenie: "Musimy zatrzymać pana w Kanadzie". I to właściwie odmieniło los Gzowskiego zupełnie.
Wymowna i interesując:-, jest dokonana n;1 łam8eh książki prezentacjo losów'
Gzowskiego w Kanadzie. Były to lata sukcesów w inżynierskiej działalności OlJcjmującej rozwój kolei kandyjskiej,
budo'.vę mostów, badania systemu wód śr6dlądowych i zagospodarowywanb
terenów całego kanadyjskiego
brzeg\1 rzeki Niagara. Wszystko to ukazane jest Vi ścisłym kontekście z realiami kanadyjskiego życia,
atmosferą domu Gzowskiego i jego rodziny. Z sympatią kreślą autorzy rysy charakteru tego zdolnego człowieka. Uwypuklają jego dużą kulturę osobistą, ale i zarazem stanowczość, umiejętność pokonywania pic:trzących siG po drodze trudności.
Są to sprawy naprawdę zajmujące i przybliżające nam warunki w jakich przyszło działać Gzowskiemu. Prowadzone przez niego inwestycje miały ważny charakter dla rozwoju gospodarki Kanady, nic więc dziwnego, że obce kapitały zabiegały
nieraz a ich prowadzenie. Rzeczą zajmującą jest ukazana umiejętność Gzowskiego
nie tylko jako inżyniera, lecz również organizatora, inaczej mówiąc człowieka biznesu. Przynosi więc ta praca pogłębione spojrzenie na wiele zagadnieó związanych
z mechanizmami
ówczesnego rozwoju Kanady i rolą jaką w tym względzie odegrał Gzowski. Wypada równocześnie pamiętać i o tym, że rzucając na tak uniwersalne forum zawodowe swój prestiż, podjął się Gzowski zadania trudnego i ryzykownego. Jednak jako zdolny inżynier, a przy tym świetny organizator, nieżle
radził sobie w zawodowych interesach.
Na łamach książki możemy obserwować
kształtowanie
się kariery zawodowej tego Polaka, jego rodzinnego życia, postawy
życiowej i poglądów. Książka jest więc opowieścią, która toczy się wokół osobistego życia, a także ruchu wielkich struktur przemysołwych, które wyniosły materialnie i społecznie byłego powstailca listopadowego na znaczące miejsce w sferach towarzyskich, kręgach paiJstwowych i kręgach biznesu. W sumie książka przynosi pogłębione spojrzenie na wiele zagadnieil związanych z losem Polaków na obczyźnie. Wprawdzie poprzez pryzmat Josu Gzowskiego nie można patrzeć na tzw.
Polonię kaandy jską, ale wielu jej przedstawicieli
zdobyło liczącą się pozycję społeczną w tym kraju zielonego liścia. Funkcję czynnika przyśpieszającego
tego rodzaju kariery wyznaczają autorzy ukształtowanej
w tym systemie ~kali wartości
człowieka, w której czynnikiem ważącym jest pracowitość i zdolności. Akurat w
przypadku Gzowskiego, który posiadał te przymioty, nie bez znaczenia była przyjaźiJ jego ojca z sir Charlem Bogotem, który podał przyjazną dłań dla jego syna
wyrzuconego falą popowstaniową na otczyznę. Ale to już inna sprawa, mieszcząca
się w pytaniu: na ile znajomości i wsparcie dobrze sytuowanych ojców wpływaj'l
na karierę swych dzieci?
Antoni

Kuczyński

363

RECENZJE

F. Kir y k, U. Kry s z a ł o w i c z, Rzemiosło
i miasta. W stulecie powstania
Cechu Rzemiosł
- 1985, Krzeszowice 1986.

krzeszowickie
Różnych

w

na

tl~

dziejów

Krzeszowicach,

wsi

1885-

Historia rzemiosła w małych miastach to szczególnie ważna część historii tych
miast, żyjących po czę~ci z zajęć rzemieślniczych, po części z drobnego handlu i w
znacznej nieraz mierze z rolnictwa. Związane byly one na ogół mocno ze swym
wiejskim zapleczem, dokonując z nim wymiany towarów i usług. W ciągu XIX w.
znaczna część dawnych miasteczek uległa zuboż2niu i degradacji
(jak zwłaszcza
w b. Kró:esiwie Kongresowym), ale na pewnych obszarach b. Galicji pojawiły się
w tym samym czasie nieliczne wsie pełnic)ce pewne funkcje miejskie, skupiając
rzemieślników i mając prawo odbywania targ6w. Wyj'-ltkov.re z nich uzyskały późn;c j prawa miejskie. Wśród nich znalazly się Krze~zovvicc, wieś leżąca około 25 km
Ila zacr:óJ od Krakowa,
przy drodze i linii kolejowej wiodącej z Krakowa w stronę
Sląska.
\,,"obec braku przeglądowych
publikacji
o organizacjach
cechowych, skupiających rzemieślników miasteczek i wsi, warto jest scharakteryzować
pokrótce ośrodEk \:rz(,~,zG,,,';icki \1/ oparciu ,o książkę, :którazostała
wydana I~taraniem Cechu
Rzemiosł Różnych w Krzeszowicach na jego stulecie. Krótki czas, jaki mieli autorzy na opracowanie tej książki spowodował, że napisana została w oparciu o niepełną bazę żródłową, nie wszystkie sprawy zostały przedstawione
dosć jasno i dokładnie, ale w sumie otrzymaliśmy
zarys interesującej
historii rzemiosła we wsi
przekszla1cGI:ej w małe miasto i w jej zapleczu, cenny także dla poznawania dynamiki zmian w kulturze ludowej tego terenu.
Krzeszowice były przez kilka wieków średniej wielkości wsią z folwarkiem
i niewielkim, lecz specyficznym rzemiosłem. W połowie XVI w. weszła ta wieś
w skład dóbr moźnego rodu Tenczyńskich, które do połowy XIX w. określane jako
Hrabstwo Tenczyńskie, obejmowały ponad 30 wsi i 1 miasteczko. Krzeszowice stały
się oś,rodkiem jednego z tzw kluczy Qlwyoh dóbr, obejmują'cego kilka wsi z folwarkami. Były również siedzibą parafii, przy której funkcjonowała
szkółka parafialna. Pod koniec XVI wymieniono w tej wsi trzech rzemieślników
oraz wytwórnię papieru (młyn papierniczy), zatrudniającą
kilku fachowców. Sto lat później
mialy Krzeszowice 16 rodzin kmiecych, 8 zagrodniczych i 11 chałupniczych,
a nadto kilku rzemieślników: młynarza, papierników oraz wytwórcę prochu strzelniczego.
Ponadto jakąś liczl:ę własnych poddanych miał miejscowy proboszcz. Po dalszych
100 latach, w 178·;} r .. wieś nie miała już gospodarstw
kmiecych, lecz 35 zagrodnikÓ\l', :34 'ch'ałupni:kó\':, :~ ka.rczmy, młyn i .peWJIląliczbę irnlnych If'zemieśJnirków, al 'Ponadto około 35 rodzin poddanych parafii, w tym rodziny rzemieślnicze. Pojawiły
się też 4 rodziny źydowskie. W XVII i XVIII w. wymieniani byli w tej wsi pojedynczy cieśle, kołodzieje, kuśnierze, szewcy, a takźe kamieniarze
i prochownicy.
Pod koniec XVIII w. ludność Krzeszowic miała wynosić około 600 osób, była to
więc już duża. jak na te czasy. wieś.
Wzrost liczby :u::lności, w tym związanej z rzemiosłem i handlem, był m. in.
wynikiem zbudowania tu okolo 1780 r. przez nowego właściciela dóbr, ks. Augusta
Czartoryskiego, niewielkiego zakładu kąpielowego, wykorzystującego
obfite źródła
wód siarczanych
i żelazistych, który mógł przyjąć równocześnie
kilkudziesięciu
gości. Po roku 1822 przeniesiony został tu zarząd dóbr tenczyńskich (które zaczęto
nazywać dobrami krzeszowickimi), a później wzniesiona została rezydencja nowych
właścicieli tych dóbr, hrabiów Potockich. W 18.29 r. oddano tu do uytku spory szpi-

364

RECENZJE

tal przeznaczony
dla ogółu mieszkańców dóbr, natomiast
uzdrowisko zostało niemal zamknięte.
Już w H~46 r. uzyskały Krzeszowice stację kolejową przy linii
łączącej Kraków ze Sląskiem, a wkrótce potem z Warszawą i Wiedniem. W 1854r.
stały się siedzibą tzw. powiatu sądowego oraz urzędu pou<.ltkowego i poczty. Wzrastała frekwencj<.l na krzeszowickich targach, odi:Jyw<.ljących się w tej wsi od końca
XVIII w. W roku 1883 liczyły Krzeszowice ponad 250 ::1omćw i .:H46 mieszkańców,
tj. 4 razy więcej niż przed 93 laty; wśród nich było 110 Żydów zajmujących się
prawie tylko handlem i rzemiosłem.
W latach sO-tych XIX w. rzemiosło w Krzeszowicach
była już tak silne, że
z inicjatywy grupy wpływowych rzemieślników
zostało tu wczesną wiosną 1855 r.
utworzone zgromadzenie cechowe pod nazwą Stowarzyszenie
Zejdnoczonych Rękodzielników i Przemysłowców w gminie Krzeszowice, nazywane też w skrócie: Cech
Związkowy w gminie Krzeszowice. Zasięgiem swym objął on rzemieślników kilkunastu specjalności z Krzeszowic oraz wielu pobliskich wsi, a obok Polaków t<.lkże
pewną liczbę mistrzów innej narodowości i innych wyznań, głównie Żydów. Powstał
też wkrótce Związek Czeladników jako integralna
część tego cechu. Całe stowarzyszenie przejęło także pewne ważne tradycje dawnego życia cechowego, m. in.
występując
okazale w uroczystościach
kościelnych. Ranga rzemieślników
stała się
tak znaczna, że obsadzili oni główne stanowiska
samorządowe
w Krzeszowicach
i stali się też inicjatorami
założenia w tymże roku 1885 kółka rolniczego. Następne blisko 30 lat do wybuchu I wojny światowej to okres umacniania
się cechu,
a tal,że lata słabszej działalności i kłopotów, w tym utarczek z rzemieślnikami spoza cechu (partaczami). Wśród rzemieślników
przewaiali
znacznie Pobcy, natomiast
w handlu krzeszowickim
Żydzi, z inicjatywy
których powstało w 1886 r. Stowarzyszenie Kupców i Kramarzy w Krzeszowicach.
Było ono mniej liczne niż cech
(nieco ponad 20 członków) i rozwiązało się w roku 1'904.
Do rzemiosła napływała
spora liczba uczniów, w związKu z czym cech rozwinął znaczną działalność szkoleniową. Już w latach 1885 - 1890 zanotowano tu
228 terminatorów
z Krzeszowic i 55 innych miejscowości (w tym kilku z dalszych
mi<.lst, jak Kraków, Krosno, Mysłowice; 1/3 pochodziła z Krzeszowic). VI latach
1901 - 1914 terminowało ogółem 257 uczniów pochodzących z 77 miejscowości, w tym
1/6 z Krzeszowic. W latach 1885 - 1'890 najwięcej uczniów wybrało kowalstwo (48),
ślusarstwo (39) i krawiectwo (33), a najmniej powroźnictwo (4), rymarstwo (5) i kołodziejstwo (6); podobna tendencja utrzymała się i w następnych
latacl1, do roku
1'914. \V 1908 1'. uruchomiono
w Krzeszowicach
szkolę dokształcającą
dla ucznió,\'
rzemiosła. Około 1910 r. cech krzeszowicki
liczył znacznie ponad 100 członków.
mistrzów rzemiosła.
Mimo wojennej i powojennej stagnacji zdominowana
przez rzemieślników rada gminna wystąpiła w 1919 r. do władz odrodzonego państwa polskiego o przyznanie liczącym blisko 3 tysiące mieszkańców Krzeszowicom praw miejskich. Uzyskano je 6 lat później, a w 1'928 1'. także status uzdrowiska. które działało na niewielką skalę. Pierwszym burmistrzem
nowego miasta został mistrz stolarski a zarazem przewodniczący
cechu, później jednak byli burmistrzami
racwj przedstawiciele inteligencji.
Na początku lat 20-tych zanotowanych było w .,księdze majstrów" cechu krzeszowickiego 91 warsztaty (z nich 62 w Krzeszowicach i 32 w 6 sąsiednich wsiach);
część rzemieślników
nie na~eżała do cechu. Na czoło wysunęły się rzemiosła spożywcze, dominowali rzeźnicy (30) znacznie mniej liczni byłi piekarze (11), spore>
było jeszcze kuźni: 12 (w tym5
w Krzeszowicach), a po dwóch rymarzy, powroźników i kołodziejów oraz l cechowy warsztat ciesielski. Po 1933 1'. pojawiły si~

RECENZJE

365

pojedyncze pracownie nowych tu gałęzi rzemiosła: introligatorska,
fotograficzna,
łakiernicza. Około 1/4 warsztatów
nałeżała do Zydów. Cech zbudował wreszcie
pod koniec lat 20-ch swój dom z sałą obrad, który później rozbudowano w łatach
50-tych.
W 1933 r. miasteczko liczyło 3,5 tys. mieszkańców,
z których aż 70% utrzymywało się wyłącznie lub głównie z rolnictwa (a częściowo z rzemiosła i pracy najemnej), 230/0 tylko lub głównie z przemysłu, handlu i rzemiosła, a tylko 70/0 wyłącznic z pracy najemnej fizycznej bądź umysłowej. Kryzys spowodował upadek
niektórych warsztatów
rzemieślniczych,
zwłaszcza kowalskich. W miasteczku zbudowano, przy poparciu hr. Potockich i duchowieństwa,
Dom Młodzieży Katolickiej
z sal'1 teatralną, świetlicami oraz placami do gier i zabaw, organizowano 'też imprezy "o charakterze
narodowo-katolickim",
jak je okreśłano. Krzeszowice stały
się punktem docelowym świątecznych wyjazdów w sezonie wiosenno-letnim
młodzieży i inteligencji
z pobliskiego Krakowa,
udającej
się też dalej na krótkie
wycieczki do pobliskich malowniczych
lasów i dolin. Do uzdrowiska przyjeżdżało
nieco mniej zamożnych kuracjuszy, głównie ze Śląska. W latach 30-tych dominujące
tu wpływy endecji ścierały się ze zwolennikami
socjalistów
(bardziej licznymi
w pobliskich wsiach) i ludowców oraz rządzącej sanacji.
Podczas okupacji cech utrzymał się, choć w zmienionej formie organizacyjnej,
mn:ej liczny i oczywiście już bez Zydów. Część warsztatów rzemieślniczych
uległa
likwidacji. część musiała pracować dla gospodarki niemieckiej.
Po wyzwoleniu zmieniano parokrotnie
organizację i zasięg terytorialny
krzeszowickiego cechu, na którego czele stał od ·1916 aż do 1962 r. ten sam starszy
cechu (przewodniczący),
cieszący się poważaniem
nie tylko wśród rzemieślników.
\\" jesieni .1948 r. zlikwidowano dawny cech i utworzono w Krzeszowicach siedzibę
Powiatowego Cechu Stolarzy (na b. powiat Chrzanów), a w 1950 r. utworzono tu
Cech Rzemiosła Drzewnych. Po rozwiązaniu go miejscowi rzemieślnicy zorganizowali w 1958 r. Cech Rzemiosła Różnych dla Krzeszowic i 8. pobliskich gromad.
'W 1962 r. utworzono
Zasadniczą Szkołę Ogólno zawodową z myślą o potrzebach
rzemiosla. Spadek zamówień i zła polityka fiskalna doprowadziły później do zamknięcia wielu warsztatów, w tym rzemiosła tradycyjnego,
jak kołodziejstwo i kowalstwo. ale zrzeszeni w cechu rzemieślnicy wykazali podziwu godną żywotność,
zarówno w swej działalności zawodowej jak kulturalnej.
Z biegiem lat powstawały nowe warsztaty i pracownie.
W roku
ł 985 krrzeszoW\icki Cecil Rze:rriiosł Róż:nych zneszał
369 zakładów
rzemieslniczych z Krzeszowic i 4.2 wsi, z których dokładnie połowa należała niegdyś do dóbr tenczyńskich a później krzeszowickich. Zrzeszeni w cechu rzemieślnicy reprezentują
aż 82 specjalności, z których większość nie mieściłaby się w ramach dawnego rzemiosła. Niektóre z dawnych rzemiosł już nie występują. w tym
ciesielstwo, kolodziejstwo.
powroźnictwo
a nawet rymarstwo.
Pozostało w tych
wszystkich miejscowościach
tylko 2 kowali (tylu, ilu jest złotników). 4 szewców
(wszyscy w Krzeszowicach), 5 piekarzy (każdy w innej miejscowości), 3 młynarzy,
Ale należy też do krzeszowickiego cechu aż 33 garncarzy z 5 wsi, znanych od dawna ośrodków garncarskich
(w tym 22 ze wsi Brodła); stanowią oni najliczniejszą
grupę zawodow'1 w tym cechu. Brak wśród nich kilku czynnych jeszcze garncarzy z Zalasu, gdzie istnial od co najmniej XVII do połowy XIX w. wyjątkowy
na wsi, liczny cech garncarski.
W dalszej kolejności znajdują
się murarze 28
majstrów, stolarze - Z·G. specjaliści od instalacji ełektrycznych - 26, krawcy - 20,
kamieniarze 14; warsztatów
ślusarskich
jest 11 i tyleż warsztatów
mechaniki
samochodowej. Do nowych i rzadkich specjalności należą m. in. pojedyncze wy-

366

RECENZJE

twórnie szkła gospodarczego i ceramiki szlachetne j, listew i oklein, pomocy dydaktycznych czy akcesoriów żeglarskich.
Omawiana książka ujawnia, choć tylko ogólnie, ogromny zasięg zmian, jakim
uległo rzemiosło naszych miasteczek i wsi w ciągu minionych stu lat, a zwłaszcza
w drugiej połowie naszego wieku, gdy zanikowi lub redukcji uległo wiele dawnych rzemiosł, a na ich miejsce pojawiły się jeszcze liczniejsze, nowe specjalności, zaliczane ogólnie do rzemiosła, pracujące przeważnie dla lokalnego odbiorcy
(jak różne warsztaty instalacyjne
i samochodowe), lecz także dostarczające produktów na szerszy rynek. Z dawnych rzemiosł w rejonie krzeszowickim wyróżnia
się garncarstwo
swą masową produkcją, dziś przeważnie zmechanizowaną
(wyrób
doniczek); jest to przypadek w skali całego kraju niemal wyjątkowy.
Rozwój Krzeszowic w ciągu minionych dwóch stuleci stanowi wręcz klasyczny przykład procesu funkcjonalnej
urbanizacji konkretnej wsi, postępującego zwolna w miarę rozwijania się pozarolniczych działów jej gospodarki, zwłaszcza zaś
rzemiosła. Wieś ta wyrosła na miasteczko w miejscu, gdzie takiego właśnie miasteczka brakowało. Ludność Krzeszowic uległa w ciągu minionych 50 lat więcej
niż podwojeniu, a jej struktura
zawodowa uległa radykalnej
zmianie. Tylko znikoma część mieszkańców zajmuje się jeszcze rolnictwem i ogrodnictwem, ogromna
większość zawodowo czynnych pracuje w przemyśle i innych działach gospodarki
narodowej, wielu dojeżdża do pracy do Krakowa; podobnie zmieniła się też struktura zatrudnienia w pobliskich wsiach.
Edward

Jerzy
znawcza,

M ł o d z i e j o w s k i, Orawą...
Warszawa 1'983, ss. 245, il.

Podhalem...

Sp;szem.

Pietraszek

Gawęda

krajo-

Jerzego Młodziejowskiego
właściwie przedstawiać
nie trzeba. Znany geograf,
taternik,
krajoznawca,
kompozytor i dyrygent wydał wiele rozpraw naukowych,
ale nie stronił również od innych form wypowiedzi. Opublikował,
wielokrotnie
wznawiany, album fotograficzny i kilka książek o charakterze
wspomnieniowym.
Prezentowane
dzieło jest wszystkim potrochu. Jest bardzo osobistym wspomnie<nli'e,n)
wędrówek po Orawlie, Spiszu i Podhalu, llustrowan)"m kapilta1nymi {choć, niestety, nie zawsze dobrze reprodukowanymi)
zdjęciami Autora; gawędą o historii
i ludowej kulturze tych regionów; jest także widomym dowodem fascynacji przyrodą karpacką. Książka Młodziejowskiego to w najlepszym rozumieniu tego słowa
gawęda, rodzaj eseju z pogranicza różnej problematyki. rzecz - co najwilżniejsze
w takich przypadkach - podana w sposób przystępny, niekiedy wręcz pasjonujący. Jest to także pożegnanie Autora z t.erenem; nie mogąc już z powodu zdrowia
po nim wędrować, wspomina go czasem z nutką zrozumiałej nostalgii.
Z regionów opisywanych przez Młodziejowskiego stosunkowo najmniej wiadomo o Orawie (choć i o Spiszu także niewiele). Smutne to, ale prawdziwe, że \V okresie międzywojennym
przeciętny Polak więcej wiedział o tych kilkunastu wsiach
przyłączonych do Polski w roku 1920, niż obecnie. Złożyło się na to wiele przyczyn, o których nie tu wspominać, lecz które należy przezwyciężyć. Myślę, że rozszerzenie wiedzy o dziejach Orawy, czemu przysłużą się bez wątpienia fragmenty
pracy przedstawianej,
jest konieczne. Nie daje autor, to prawda, jakiegoś syste-

RECENZJE

367

matycznego wykładu zagadnienia; jest to raczej garść informacji. Lecz już to starcza, by czytelnika skłonić do sięgnięcia do innych, dokładniejszych
publikacji.
Niezmiernie trafna wydaje się uwaga J. Młodziejowskiego, że współczesny folklor orawski jest ,.arcydziwnym stylowym przekładańcem"
(s. 28). Jest on wielce
interesującym,
ale niestety stosunkowo słabo poznanym zespołem treści miejscowych i takich, które płynęły z południa, północy, wschodu i zachodu. Dokładniejsze badania ustalić mogą, jak wielki był wpływ Zagórza czy Podhala, do jakiego
stopnia Zywiecczyzna odegrała swą rolę w kształtowaniu
muzyki czy obrzędu
orawskiego, lecz już dziś związki te wydają się oczywiste i istotne. Młodziejowski,
jak sądzę "czuje" folklor orawski doskonale, nie tylko folklor muzyczny (jest przecież autorem Orawskiej
rapsodii),
ale !i inne jego działy, jego pif1zejawy. Stąd też
sądy Autora na temat przyszłości folkloru tego regionu wydają się wyważone
i słuszne, choć czasami mało optymistyczne.
Oczywiście, zasadnicza zgoda z wywodami prezentowanymi
przez Autora nie
może przesłonić faktu, iż niekiedy przedstawia on twierdzenia błędne lub co najmniej dyskusyjne. Trudno np. uznać za słuszny sąd, iż dawniejsze (w tym przypadku XIX-wieczne) budownictwo w Lipnicy Wielkiej było wyłącznie drewniane
(s. 25). Przeciwnie, akurat w tej właśnie wsi budownictwo murowane w XIX wieku
nie należało do rzadkości. Mieszkańcy Lipnicy Wielkiej słynęli w tym czasie jako
zawołani "mularze,,; wędrowali w ~ezonie letnim na budowy Budapesztu i innych
miast położonych na południu. To oni właśnie budowali murowane domy na samej Orawie, dClffiy-oznalkii !prestiżu wZlbo'g'aconej nra; hanldlu rpłólt!nem arystokracji
wiejskiej. Trudno też zgodzić się z twierdzeniem, że Suha Hara to wieś kulturowo
słowacka. Zarówno Sucha Góra jak i Głodówka (Hladovka) to wsie językowo i kulturowo podhalańskie, choć położone już po słowackiej stronie. Nawiasem mówiąc,
dziwnie zabrzmiało zdanie Autora, że Piotr Borowy (jakże fascynująca i jak mało
znana w Polsce współczesnej postać!) urodził się w Hl'58 roku "już po słowackiej
stronie" w Rabczycach. W połowie XIX wieku nie istniała ani słowacka, ani polska
strona; dziś w istocie Rabczyce są po stronie słowackiej, ale czy są słowackie? To
już zupełnie inna sprawa.
W ogóle trzeba stwierdzić, że Autor pisząc o problemach narodowościowych
na
Orawie (i także na Spiszu) porusza się raczej po marginesie zagadnienia. Może
przyjdzie wreszcie czas, aby rzetelnie przeanalizować
przyczyny, dla których na
rdzennie polskiej Orawie część ludności przyznaje się do narodowości słowackiej.
To nie tylko kwestia emocji jednostki, ale przede wszystkim skutek określonych
obiektywnych warunków
społeczno-historycznych,
a może nawet głównie ekonomicznych. Nie twierdzę, że w pracy takiej, jak recenzowana, temat ten należało
szerzej potraktować, można go było jednak dosadniej zasygnalizować.
O Spiszu pisze Autor niemal wyhlcznie przez pryzmat niepowtarzalnej,
urzekającej osobowości Jana Plucińskiego, niestety dziś już nieżyjącego. Muszę przyznać. że strony o nim przeczytałem
z prawdziwym
wzruszeniem. Młodziejowski
pisze o "Jaśku z Jurgowa" serdecznie i bez patosu, trafiając w samo sedno jego
działalności.
Myślę, że nader trafnie uchwycił Autor pewnego rodzaju zaniedbanie
kulturalne Spisza. Czyż tylko jemu nasuwała się koncepcja urządzenia w zrujnowanym kasztelu we Frydmanie regionalnego muzeum? Spisz nie ma właściwie takiej
placówki (trudno tu liczyć Niedzicę i jej zbiory), co wydaje się poważnym zani~dbaniem. Nie chodzi oczywiście o organizowanie
ad hoc czegoś w rodzaju Orawskiego Parku Etnograficznego, lecz o placówkę na początek skromniejszą, choćby
o izbę regionalną. Zbiory spiskie ulegają rozproszeniu (casus kolekcji Ks. Świstka!),

368

RECENZJE

teren w dużym stopniu wyeksploatowali
prywatni
zbieracze. Cóż dalej'? Warto się
nad tym zastanowić.
Wywody Autora na temat dziejów i kultury Spisza i Orawy brzmią na ogól
świeżo, niekiedy wręcz odkrywczo. Nie mogę tego jednak powiedzieć o "podhahu1skiej" części książki. W zasadzie przytacza tu Autor informacje powszechnie znane.
Pisze o Tetmajerze, Kasprowiczu, o Florku Skupniu, o urodzie wsi podhalanskich,
o ich foiklorze, z uczcuciem i rzetelnie, ale - jak powiedziałem - są to uwagi
dość banalne. Nie uważam tego za jakiś zasadniczy mankament, ot po prostu sygnalizuję fakt, iż nie wszystkie strony gawędy Młodziejowskiego czyta się z równym
zainteresowaniem.
Książka Młodziejewskiego
jest godna uwagi z wielu wzg:ędów. Dla mnie najbardziej w nvej uderzająca
jest prezentowana
przez Autora wrażliwość n'a krajobraz i architekturę;
lIla kompozycję tuch elementów, tak lIliekiedy fenomenalną -na
obszarach przez niego opi:sywanych. Niestety, owa zgodność przyrody i dziel ludzkich ustępuje, :nie tylko zdaniem Autora, na rzecz dysharmonii.
Jest to smutne "
niekiedy wręcz przerażająoe
zjawisko. Trzeba głośno o nim mówić i doskonale
czyni to Młodziejowski. A efekty"! Cóż, zobaczymy.
Cenię wysoko gawędę Młodziejowskiego za to, że przypomniał w niej, bez !)atosu
wielu działaczy regionalnych;
ludzi, o których nie powinniśmy
nigdy zapomnieć.
Machayowie, Mika, Buroń, Pluciński, $wistek czy Skupień to sól tej ziemi. Postacie
fascynujące i wielowymiarowe.
Poznać ich i ich dokonania, to poznać i zrozumieć
ich "ojczyznę prywatną", ich Orawę, Spisz, Podhale.
Jerzy Młodziejowski złożył do druku swoją książkę w 1980 roku. Od tego cza;u
wiele się zmi'enilo. Nie ma już schroniska w Zubrzycy Górnej, w przeniesionej do
.ska.nsenu karczmie z Podwilka. Niejedna chałupa została w tym czasie wyburzona.
Ale czas Inajwiększego uszczerbku dokonał wśród ludzi. Nie żyją Plucinski i Siwpien, lIlie żyją ks. Buron i Pilch. Przeminęli także i inni. Czyta siC; wspomnienia
Młodziejowskiego z zadumą. Ze by jednak nie popadać w przygnębielIlie - byłoby to
chyba w lIliezgodzie z intencjami Autora
- przytoczę na zakol1czenie recenzji tej
ciekawej i pożytecznej książki hi6toryczną już :niemal informację o Spiszu z kOl1ca
lat siedemdziesiątych.
"W dursztynskim
sklepie - pisze Autor
- mOŻJnawszy"tko
dostać; właśnie przed dwoma godzinami kupiłem tam prawdziwą szwajcarską czekoladę. Był też sok pomarailczowy z Cypru i radziecki szampan".
Ryszard

Kantor

Bohdan B a r a n o ws k i, Ludzie goscznca w XVII XVIII
wieku, Wyda\v,,,ictwo Łódzkie, Łódź 1986, ss. 254; Jan Kra
c i k. Michał R o że k, Hultaje, zloc.:yńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie.
O marginesie społecznym XVI - XVIII w;('uk, Wydawnictwo Literackie. Kraków 1986, ss. 224.
W,izja prze~.zl·o6ei, j<lJką każdy pO',s'iada-przy,pus'Zcza.m,
ż,e ,każdy, gdyż jest O:la
jakby wkomponowana
w świadomość - ksztaŁtuje się w oparciu o :naukę histori;
w szkołach, o lekturę powieści historycznych, o obejrzane filmy i seriale telc\vizy ;:~e.
najmniej
o dobrą historyczną
publicystykę,
której ostatnio tak malo. Nie trzeba
dowodzić, że jest to zwykle wizja uproszczolIla, pełna anachronizmów, niekiedy WfC;CZ
fantastyczna, malo albo zgoła nic nie mająca '\Nlspólnego z faktami.

RECENZJE

369

Z kolei solenne, uczone rozprawy historyczne na ogół nie docierają do masowego czytelnika, nie mają zatem żadnego wpływu na jego historyczną świadomość.
Większe jest oddziaływanie
dzieł popularnonaukowych,
opartych lila poważnych źródłach i badaniach historycznych,
lecz prezentujących
ich wyniki w sposób równie
rzetelny co przystępny i atrakcyjny.
Godne są one szczególnej uwagi, zwłaszcza gdy
przedstawiają
problemy malo znane, bądź w ogóle nieznane, albo takie, wokół których narosło wiele nieporozumień.
Powyźszc reflcksje nasuwają mi się po przeczytaniu
dwóch ksiąźek, wyda,nych
w jednym niemal czasie, a wzajemnie się uzupełniających.
Traktują one o sprawach
równie mało znanych, co kontrowersyjnych.
Zacznę od pracy Bohdana Baranowskiego Ludzie gościńca w XVII - XVIII wieku. Autor od wielu lat obdarza nas licznym dziełami z pogranicza etnografii i historii, penetrując
mroczne obszary ludzkiej
świadomości. On to dał nam falscynujące opisy, oparte o materiały sądowe, polowań
na czarownice w Polsce szlacheckiej,
panoramę
ludowych wierzeń demonologicznych, czy - co zdaje siQszczególnie
cenne - pogłębione studia kultury ludowej
nj ektórych obsz,Hów Poblk; przed UipadkiElmpaństwa.
B3.lranowlski p1:lsze n1i,ezwykle
i'il,teresująco i nje dzi'Mnogo, Ż'ŁcjClgo k1siążJkici'eszą się wiellólffi pavJ1odzeniem. \Vomawianej pracy nawi'lzujc do niemal wszystkich poprzednio podejmowanych
wątków,
ukazując hanV1ny, przerażający
niekiedy, ale i przykuwający
uwagę świat "ludzi
luźnych", ludzi z rozmaitych powodów wyrwanych ze społecznej struktury,
żyjących
na go';cii1cu, w karczmach, mających częsty kontakt z wymiarem sprawiedliwiści
..
i ezc;sto koi1czących z jego woli na szubienicy. Galeria wędrownych
rzemieślników,
kuglarzy i dziadów proszalnych,
prawdziwych
i fałszywych pątników, maruderów,
"kobiet powłócznych", szulerów i złodziei jest niezmiernie bogata w książce Baranowskiego. Ujawnia
autor jednocześnie
skomplikowaną
społeczną
strukturę
owych
czasów. słabe i mOClne strony ówczesnego prawa, także świadomość ludzi i ich systemy wartości. Ukazuje życie codzienne w wiekach XVII - XVIII jako wrzące i pełne sprzcczino:9ci. ludzi l',''; zaazliwilaJjąco podobnych do ,nas, 'ze wszy'slt,kI'lmiic(h złymi
i dobrymi cechami.
Z kolei Jan Kracik i Michał Rożek w pracy H1tltaje, zŁoczyńcy,
wszetecznice
w clawnym Krakowie,
zajęli się problemem marginesu społecznego wielkiego miasta
w wiekach XVI do XVI lI, a zatcm w okresie, gdy z pozycji królewskiej
siedziby
i stolicy potqżilego pailstwa stawał się Kraków nic nie znaczącym, zrujnowanym
i w,'ęez prcJ"NillcJona,jnY'.n m:ia.,ltecz,kiern.
Książka Kracika i Rożka dotyka spraw ponurych, smutnych i wstydliwych
we
wszystkich cz'1'ach. Ukazuje' demoralizację
pewnych środowiisk społecznych mi<:tsta,
w dużym stopniu wywodzących
siC; ze wsi, ujawnia gwałt i zbrodnię domi'iluj<'lce
IE, marginesie
żyeia społecznego, by,najmniej nie tak wąskim. I oni także pisZel o Ż2makach. złodziejoch, () .,dziewkach wszetecznych", ale 'Wspominają również usiłowania m<lj,jce na celu 'waH:c; -- nic tylko przy pomocy soldu i katoWiskiego topora ze ,kUlkami m;dzy, k~óra była najezęstszą przyczyną zbrodni. Usiłowania te na ogół
nic u,lwaiy
wi(;kszego efektu. ale ich występowanie
zwiastowało
już nadei,'g:lj'łce
\\'ic'ki r()zumu i tolerancji. kiedy to - czy jednak zaW3ze i konsekwentnie
- ZL:czę'o
(':ik,n Żc;Ć raczej przyczyny, które wiocHy ludzi na drogę przestępstwa,
niż ich salnych.
C)Lj~~'
k~j(~żki ~<1 1l:J.pi~~H1C \vic·cc intcrcsuj4co
i traktując
o spra-'\vClch SC,rl's;::tcyjnych. ,l ,niekIedy wrqcz skandalicz:nych,
bez wątpienia
znajdą czyteiników.
,Jedni
z nich zaintcresuj'l
siq raczej :;el1iacjami, inni - a tych będzie, miejmy lF!dzi:lję,
\vjf:-;ccj 7.vvr(Jc::l u\vagc;
na przc\vodnią
myśl i rodzaj przesłani<.l,
które
\\<doczne

::,1 V,- orjU dziełach.
24 "Luci"

-

t. 71

370

RECENZJE

Autorzy chcą - jak się zdaje - dowieść poprzez sposób prezentacji tematu, że
prawdziwe zrozumienie ludzi minionych wieków i ich uczymków, wiedzie poprz.ez
.zrozu'Ini·cnie kh sy.stemu waJr;toŚ-Ci.CnOlta i 1Jbrodni-a !dl()lpierow talkim ujęciu zna,jdują swoje przeciwstawienie.
Trzeba zatem poznać ów system wartości niejako od
samych ppdstaw i od środka życia społecznego. Poprzez zbiorowości marginesu,
poprzez akta sądowe, gdzie objawiał się w całej jaskrawości. Dla historyka postawa
taka to nic nowego, dla masowego czytelnika - do którego przecież adresowane
są omawiane prace - stanowi godną uwagi lekcję obiektywizmu. Bez uwzględnienia
takiej perspektywy
badawczej każda wizja przeszłości stanic się płaska i z gruntu
fałszywa.
Baranowski, Kracik i Rożek pokazali takie problemy i zjawiska społeczne, o jakich na ogół nie pisze się w podręcznikach
szkolnych. Bez ich wajomości jednak,
wiedza o przeszłości byłaby skąpa i jednostronna. Dobrze się zatem dzieje, że coraz
częściej historycy penetrują obszary mało znane, że coraz częściej zajmują się życiem i problemami warstw plebejskich, czy lIlawet tworzących margines społeczny.
A najważniejsze, że wyniki swoich badań potrafią przekazywać w przystępnej, lecz
nie uproszczonej formie.
Ryszard

Henryk
historycznym

s y s k a, Na

wiqzance

i wspomnieniach,

z białej

Ludowa

rozy.

Biała

Spółdzielnia

Kantor

Puszcza

w piśmiennictwie

WYdawnicza,

Warszawa

198'6,

ss. 240.
Tak się przez lata składało, że większym powodzeniem u badaczy (w tym
zwłaszcza u etnografów i historyków) Kurpiowszczyzny
cieszyła się Puszcza Zielona. Jej krewniaczkę, Puszczę Białą, traktowano
raczej marginalnie. Leżącą przecież bliżej Warszawy nie znalazła swego Krzywickiego czy Chętnika; do dziś pozostaje mimo interesującej,
lecz wydanej w bardzo małym nakładzie monografii Marii Zywirskiej pt. Pllszcza BiaŁa. Jej dzieje i kultu Ta (Warszawa J 973 r.)
- stosunkowo słabo znana. A region to arcyciekawy, wsławiony historycznie i zasługujący na baczniejszą uwagę. Oto o jakim obszarze dokładniej mowa; Puszcza
Biała to, wedle do dziś niezastąpionego
pod wieloma wzg1<;dami dziewiętnastowiecznego SŁownika
Geograficznego
Królestwa
Polskiego.,.
tercn następujący:
"lesisty obszar pomiędzy Bugiem a Narwią i miastami z Pułtuskiem,
Ostrowem,
Brokiem i Wyszkowem". Obszar ten, obecnie już mniej łe:;isty niż przed laty,
dalej zasobny jest w piaski, które - podobno - swoją bielq nadały mu nazwę.
PuszczQ Białą 'zamieszkuje lud KUl1piów, bitny i dumny, umiejący walC'zyć niegdyś o swoje prawa z administracją
biskupów płockich, do których należał ten
obszar przez długi czas, umiejący walczyć także z zabOl'cami podczas powstarl narodowowyzwoleńczych.
Nigdy nie byli Kurpiowie bogaci, wYdarte puszczy piaszczyste grunty nie rodziły wiele. Zajmowali się zatem, poza pracą na roli. innymi jeszcze zajęciami. Rozwinęło się na tym terenie rzemiosło drzewne, zasłynęła
z ,diQibo'f1owych
fjj;s'alków okol'irt:-:aKa.mieńczyka, słynnego celIllt,rum re'tmańskiego. SzJ.i
także Kurpiowie na bandoskę do dworów i bogatych gospodarzy, ruszyli wreszcie
za Ocean i do Prus Wschodnich na sezonową lub stałą emigrację zarobkową.
Henryk Syska, od lat zamiłowany w przeszłości Kurpiowszczyzny, przedstawia
w książce Na wiqzance
z białej
róży zarówno
interesującą
przeszłość Puszczy

371

RECENZJE

Białej. jak i jej mieszkańców - Kurpiów. Czyni to dość przemyślnie, sięgając do
wypisów z publikacji tak odmiennych, jak pamiętniki,
prace naukowe i utwory
o ambicjach literackich. Antologia tekstów związanych z dziejami i kulturą Puszczy Białej obejmuje okres od początków wieku XVII, czyli od początków osadnictwa na tym obszarze, do tragicznego roku 1939. Autor, usuwając się skromnie na
stronę, poprzedza antologię niewielkim, ale trafnym i rzeczowym wstępem.
Pierwszy zamieszczony w antologii tekst, to fragment opisu Mazowsza z XVII
wieku, autorstwa
Andrzeja Swięcickiego; kolejne - z różnych okresów późniejszych ukazują plastycznie proces zasiedlania
regionu oraz kształtowanie
się
kultury kurpiowskich chłopów i drobnej szlachty. Już od początków XVIII wieku,
z zadziwiającą regularnością,
pojawiają się w Puszczy Białej obce wojska, toczą
się potyczki i bitwy, trwają
przemarsze
rujnujące
ludność. Szwedzi, Rosjanie,
Francuzi i Prusacy są częstymi gośćmi terenu, który stanowi jakby strategiczne
przedpole Warszawy. Mijają lata, w przeszłość odchodzi epoka napoleońska, wybucha Powstanie Listopadowe, którego znaczna część walk toczyła się pomiędzy
Bugiem i Narwią. Właśnie okresowi tego powstania poświęcono najwięcej tekstów
w antologii, zaraz po tym idą ciekawe notatki o Powstaniu Styczniowym, o partyzanckich potyczkach toczonych wtedy w potężnej jeszcze i dla powstańców gościnnej Puszczy Białej.
Upadły nadzieje na rychłe wyzwolenie kraju w orężnym starciu. Walka przeniosła się na inną płaszczyznę: gospodarczą i organizacyjną.
Powstaje i krzepnie ruch chłopski, działa Polska Partia Socjalistyczna.
Ciekawe przyczynki. do
dziejów i działalności partii politycznych
na terenie Puszczy Białej
zawierają
fragmenty wspomnień Stanisława Sieniekiego, Wincentego Jastrzębskiego
czy Stanisława Thugutta. Odzyskanie niepodległości, nowe problemy społeczne i gospodarcze, wreszcie hitlerowski najazd to kolejne etapy dziejów nie tylko Polski, ale
także Puszczy Białej.
Kogóż nie ma w galerii autorów, których fragmenty
dzieł ilustrują burzliwą
historię Puszczy Białej! Wymieńmy kilka postaci: Ignacy Prądzyński, Wacław ToKarz, Wacbw Sieroszewski, Henryk Sienkiewicz, Maria Dąbrowska. I wielu, wielu
innych. Wodzowie, historycy, pisarze, badacze kultury, działacze polityczni i spoleczni. Jak się okazuje, Puszcza Biała miała wielu piewców, choć niewielu opiewalo ją z wyboru, większość raczej z konieczności, zmuszona przypadkami
historycznymi i osobistymi. Z jakiejkolwiek
przyczyny, pozostawili po sobie ciekawe
świadectwa, cenne źródła do dziejów regionu.
Czy zatem można powiedzieć, że Puszcza Biała jest regionem pod jakimś
względem przynajmniej
szczególnie uprzywilejowanym?
Raczej nie, zapewne większość regionów w Polsce możnaby opisać poprzez ciąg historycznych
relacji, podobnych do tych, które zamieściła Syska w omawianej antologii. Dominacja opisów militnrnych ma ścisły związek ze sir<ltegicznym położeniem regionu, ale taKich regionów było w Polsce wiele. Opowieść o Puszczy Białej, do pewnego stopnia, staje się opowieścią o Polsce, o klęskach narodu polskiego, o jego nadziejach
na przyszłość.
Antologia Henryka Syski jest dziełem skromnym, lecz bardzo pożytecznym.
Ukazuje dzieje regionu jakże ciekawego, a jednocześnie mało znanego. Przybliża
nam kulturę kurpiowską
do dziś bogatą i oryginalną,
powstającą
w przeszłości
w skromnych i trudnych warunkach.
Formuła książki - zbioru tekstów, poprzedzonych syntetycznym wstępem - okazuje się nader pojemna, daje wiele okazji
do przemyśleń i refleksji.
Ryszard

:uo

Kantor

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.