http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4849.pdf

Media

Part of Recenzje i noty recenzyjne/ LUD 2005 t.89

extracted text
Lud, t, 89, 2005

IV. RECENZJE I NOTY RECENZYJNE

W i l l i a m F. P r i c e , R i c h a r d H. C r a p o , Psychologia w badaniach międzykul­
turowych, tłum. Agnieszka Nowak, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2003,
ss. 214.
Psychologia międzykulturowa (<cross-culturepsychology), czyli konglomerat psycho­
logii i antropologii kulturowej, to dziedzina nader słabo zaznaczająca się w nauce polskiej,
rzec by można — właściwie nieobecna. Od strony psychologii możemy mówić tylko o pra­
cach Pawła Boskiego, choć trzeba wspomnieć, że autor ten reprezentuje pewien wycinek
poszukiwań podejmowanych przez cross-culture psychology, który na potrzeby niniejsze­
go tekstu nazwałbym „międzykulturowością oswojoną”. Cechą charakterystyczną tego nurtu
jest to, że dotyczy on społeczeństw kulturowo dla nas obcych wyłącznie pod względem
treściowym, nie dotyka zaś tych, których odmienność od świata euroamerykańskiego jest
strukturalna. W badaniach prowadzonych w ramach tej opcji najczęściej kulturę sprowadza
się do zbioru wartości kształtujących człowieka. Mówi się więc tutaj o wpływie religii, etniczności czy języka na wymiary psychologiczne jednostki. Z kolei studia tyczące „międzykulturowości nieoswojonej” dotyczą społeczeństw mocno oddalonych kulturowo od świa­
ta badacza, a więc takich, które są— przynajmniej na początku— całkowicie niezrozumiałe.
Ich „obcość” bierze się z innej organizacji strukturalnej, np. odmiennego formalnego upo­
rządkowania relacji pomiędzy przekonaniami a działaniem. W tej opcji kultura pojmowana
jest nie tylko jako świat przekonaniowy, ale przede wszystkim jako praktyka społeczna, któ­
ra kształtuje sposoby konstruowania cielesności, działania pamięci, rozwiązywania prak­
tycznych problemów itp. Do jej badania wydaje się nieco bardziej predestynowana ta druga
gałąź nauk społecznych, tworzących cross-culturalpsychology, tj. antropologia kulturo­
wa wraz ze swoim tradycyjnym przedmiotem studiów — społeczeństwami pierwotnymi (tu­
bylczymi, niepiśmiennymi). Niestety, w Polsce ta dyscyplina akademicka wykazuje brak
zainteresowania badaniami tego rodzaju.
Naturalnie, to zaniedbanie poznawcze odbija się na naszym rynku wydawniczym, stąd
też monografii na dobrą sprawę prawie nie ma, a i w opracowaniach psychologia międzykul­
turowa jest ledwie wspominana przy użyciu ciągle tych samych, czasami zresztą mocno
wątpliwych, przykładów: agresywni Indianie Yanomami, łagodni Samoańczycy, strojący się
mężczyźni Tchambuli, kolektywni i zawstydzeni Japończycy, wyliczający swoje określenia
śniegu Eskimosi itd. Dlatego też ukazanie się książki wprost odwołującej się do tej dziedziny
powitałem z niekłamaną radością i zainteresowaniem. Jej tytuł— Psychologia w badaniach
międzykulturowych — brzmi dumnie i wiele obiecuje. Niewiele jednak daje. Niestety, akurat
ta pozycja nie oferuje dobrego wglądu w cross-cultural psychology, a tym samym okazja
wprowadzenia na polski rynek pierwszej, a zarazem wartościowej książki z tego kręgu zosta­
ła zaprzepaszczona. Poniżej spróbuję uzasadnić ten sąd, przytaczając swoje wątpliwości
dotyczące tego wydawnictwa.
Zacznijmy od skrótowej charakterystyki omawianej pozycji. Jaki cel postawili przed sobą
jej autorzy? „Książka ta jest próbą przybliżenia Czytelnikowi innych kultur, służącą przeła­
mywaniu etnoeentrycznego sposobu myślenia i stereotypów kulturowych. Naszym najważ­
niejszym celem jest pomóc Czytelnikowi w lepszym zrozumieniu podobieństw i różnic mię­
dzy ludami świata, w odniesieniu do zasad, pojęć i zagadnień psychologicznych” (s. 10).
Tyle o zamiarach.
-

31 4

Recenzje i noty recenzyjne

Odnotujmy też, że Psychologia w badaniach międzykulturowych jest podręcznikiem
akademickim wydanym po raz pierwszy w 1994 roku, swego rodzaju lekturą dodatkową do
kursu początkowego na psychologii (stąd też tytuł oryginalny książki — Cross-Cultural
Perspectives in Introductory Psychology — różni się nieco od polskiego). Jej struktura jest
prosta, choć bardzo obszerna. Składa się na nią 16 części, których tematyka dotyczyć ma
tych samych pojęć, z którymi spotykają się studenci w ramach kursu wprowadzenia do
psychologii. Różnica polegać ma na przedstawieniu ich w odmiennym kontekście kulturo­
wym. Uprzedzić jednak wypada, że dokonany wybór jest dość swobodny i niezbyt spójny.
Stąd też obok takich tematów jak doznania zmysłowe, pamięć, emocje, rozwój osobniczy
czy osobowość, figurują także części dotyczące seksualności, psychologii zdrowia, badań
i teorii psychologicznych, stanów świadomości, motywacji czy też relacji pomiędzy pozna­
niem a językiem. Każda część złożona jest z jednego, dwóch bądź trzech rozdziałów, które
najczęściej stanowią krótkie opracowania wybranych badań z zakresu antropologii i psy­
chologii międzykulturowej. Każdy rozdział dotyczy innej tematyki, innego problemu oraz
innego ludu. Także i tutaj wybór poszczególnych zagadnień bywa dość przypadkowy.
Wystarczy wspomnieć, że w dziale poświęconym psychologii zdrowia mamy trzy rozdziały
poświęcone po kolei: czarom, stylom radzenia sobie wśród dorastającej młodzieży z Nie­
miec i Izraela oraz pandemii AIDS. Dodatkowo każdy rozdział jest zaopatrzony w bibliogra­
fię, propozycję lektur uzupełniających oraz pytania do dyskusji na zajęciach. Całość spra­
wia wrażenie niezwykle urozmaiconego zbioru.
Jako że nie sposób omawiać, choćby skrótowo, tak różnorodnej treści, przejdę do wyra­
żenia swych wątpliwości. Proponuję spojrzeć na Psychologię w badaniach międzykultu­
rowych pod dwojakim kątem: 1. realizacji zakładanego przez nią celu oraz 2. jakości przeka­
zywanej przez nią wiedzy.
Przyjrzyjmy się najpierw przekazowi książki. Otóż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że auto­
rom udało się osiągnąć skutek wręcz odwrotny od zamierzonego. Nie tyle obala ona stereo­
typy na temat innych kultur, co je potwierdza. Uchwycić można nawet pewną zależność: im
bardziej prezentowana grupa etnojęzykowa oddalona jest kulturowo od społeczeństwa
euroamerykańskiego, tym większa następuje stereotypizacj a jej obrazu. Zupełnie tak, jakby
autorzy w nieuświadomiony sposób działali według reguł wiedzy potocznej. Kiedy wybie­
rają tematy odnoszące się do „międzykulturowości oswojonej” (np. zagadnienie zależności
pomiędzy rasą a inteligencją w USA), wtedy stosują kryteria naukowości i nie powielają
sądów zdroworozsądkowych. Kiedy jednak przychodzi im zaprezentować studia z obszaru
„międzykulturowości nieoswojonej” (np. postawy wobec starych ludzi wśród kultur rdzen­
nych Amerykanów), wtedy uruchamiają swoje wyobrażenia „dzikich ludów” i szukają po­
twierdzających je przykładów. Jakie to obrazy?
W pierwszym rzędzie polegają one na epatowaniu egzotyką. Dla przykładu popatrzmy
na poniższy opis: „Według przedstawicieli ludu Nuer śmierć przepowiadają nie tylko poja­
wiające się w snach sceny umierania, ale także ryby pewnego gatunku oraz żółw, którego
śniący nie może złapać” (s. 46). Właściwie czemu on służy? Może przybliżeniu nam symbo­
liki, jaka pojawia się w nuerskich snach? Chyba nie, bo nie dostaniemy już żadnej informacji
ani na temat wyobrażeń Nuerów na temat żółwia, ani o kontekstach społecznych, w których
następuje jego łowienie, ani tym bardziej nie uświadczymy żadnej wzmianki o statusie ontologicznym śnienia w tym społeczeństwie. Co za to otrzymamy? Inny lud i inny „szczegół
etnograficzny”: kobiety Zulu śnią o bykach, które przebijająje rogami. I wyliczanka trwa
dalej. Słowem, dostajemy informację odartą z kontekstu kulturowego. Na tym właśnie pole­
ga strategia egzotyki i dziwaczności — pokazuje się coś, co jest niby obce i niezrozumiałe,
ale równocześnie atrakcyjne emocjonalnie. Oto więc mieszkańcy wyspy Dobu, żyjący jako­
by w atmosferze nieustannej podejrzliwości, członkowie ludu Ifaluk cały czas otoczeni przez
świat duchów, wreszcie swoiste kuriozum: kanibalizm wśród Azteków, których kapłani pod

Recenzje i noty recenzyjne

315

pretekstem zadowolenia bogów „zezwalali głodnej populacji, aby ruszyła przed siebie i ła­
pała ludzi przeznaczonych do zjedzenia” (s. 82) — wszystkie te slajdy pomagają czytelniko­
wi w utwierdzeniu swoich przypuszczeń co do „dzikich”. Mało jednak mają wspólnego
z perspektywą współczesnej antropologii kulturowej, której pierwszoplanowym wysiłkiem
jest chęć takiego przybliżenia „dziwacznych” zachowań, abyśmy byli w stanieje zrozumieć
jako strategie normalnego i rozsądnego działania.
Po drugie, książka służąca ponoć „przełamywaniu etnocentrycznego sposobu myśle­
nia” produkuje podskórny obraz Innych jako ludzi posiadających znacznie węższy hory­
zont poznawczy niż członkowie naszej kultury, i to zarówno w zakresie wiedzy o świecie, jak
i samych narzędzi poznawczych. „Dzicy” myślą trochę bardziej naiwnie niżmy, ponieważ są
uzależnieni od czynników społecznych, środowiskowych itp. — tak streściłbym myśl prze­
wijającą się przez rozdziały dotyczące „międzykulturowości nieoswojonej”. Przykład? Oto
Eskimosi z Aviłik, którzy sądzą, że śmierć — naturalna z naszej perspektywy — jest wyni­
kiem działania czarów. I dalej opis pewnej sytuacji. Kiedy jeden z nich zachorował, przypisy­
wał swoje schorzenie chęci zemsty ze strony ducha zmarłej żony. Jednak wystarczyło, aby
badacz podarował mu dwie tabletki aspiryny z odpowiednim wyjaśnieniem ich „odczyniają­
cych mocy” i już następnego dnia nastąpiło jego „cudowne” ozdrowienie. Tłumaczenie tego
przypadku, przytaczane przez autorów, nieuchronnie podąża w deterministyczną stronę —
ludzie ci swoje życiowe nieszczęścia wyjaśniali czarami, albowiem kiepska była ich sytuacja
ekonomiczna i społeczna. Kiedy tylko uległa poprawie, m.in. dzięki współczesnej medycy­
nie i uspokajającej sile katolickich rytuałów, wtedy czary straciły na znaczeniu. „Dzisiaj Eski­
mosi przywiązują znacznie mniejszą wagę do mistycznych przyczyn zdarzeń, ponieważ le­
piej rozumieją ich przyczyny naturalne” (s. 107). Innymi słowy, kiepskie warunki bytowe
powodują wysoki poziom stresu, który z kolei próbuje być obniżany przez konstruowane
ad hoc prymitywne koncepcje świata.
Tego typu wyjaśnień znajdziemy w książce sporo. Inne determinizmy objaśniają tzw. „wiarę
w czary” brakiem pokojowych instytucji kontroli społecznej lub socjalizacją, która wytwa­
rza lęk związany z trudnościami z kontrolowaniem agresji bądź impulsów seksualnych. Nie
chodzi mi jednak o to, aby wykazywać tutaj błędność takiego sposobu rozumowania. To
osobny temat, w jakim zakresie i kiedy tak się dzieje. To, na co chciałbym zwrócić uwagę, to
efekt stosowania wyjaśnień deterministycznych w omawianej pozycji. Jest nim brak czyn­
nika sensotwórczego w organizowaniu świata i jego przekształcaniu. To inne zmienne mają
tu moc sprawczą: środowisko naturalne, wyobrażenia zbiorowe, mechanizmy psychologiczne
generowane przez siłę tradycji, ale nie ludzie jako działające sensownie jednostki. Dzięki
temu Inni jawią się jako kolejne wcielenie Frazerowskiego „dzikiego”, który ciągle zadaje
sobie samemu pytania i niezmiennie udziela na nie błędnych odpowiedzi. Dlaczego? Bo jest
od czegoś zależny (środowiska, wyobrażeń zbiorowych, tradycji), w przeciwieństwie do nas,
którzyśmy z tego typu niewoli już się wydobyli. To następna odsłona oświeceniowego mitu
— stereotypu mówiącego o wyższości poznawczej ludzi Zachodu wynikającej z lepszej sku­
teczności wiedzy naukowej. W Psychologii w badaniach międzykulturowych student cią­
gle otrzymuje widome oznaki tego, że Inny stoi trochę niżej od niego na drabince rozwoju
poznawczego, nie dostaje za to żadnej możliwości „wejścia w skórę ludzi stamtąd” i spojrze­
nia na świat poprzez ich usensowniające okulary. Wtedy być może zyskałby nieco inną
perspektywę od wszystkowiedzącej wizji Price’a i Crapa, a tzw. „czary” przestałyby być dla
niego zwykłym placebo.
Wskutek tego książka wprawdzie rozgłasza wszem i wobec, że nie ma jednakiej dla wszyst­
kich natury ludzkiej (s. 14), ale jeśli się przyjrzeć wydźwiękowi poszczególnych rozdziałów
łacno odkryjemy, że owszem — istnieje i ma się całkiem dobrze. Oto spis jej niektórych cech:
uniwersalna jest percepcja świata, agresja, osobowość, zaburzenia psychiczne, stadia roz­
woju poznawczego i moralnego czy też wyrazy twarzy obrazujące emocje. Z kolei uzależnio­

316

Recenzje i noty recenzyjne

ne od kultury są takie dziedziny psyche jak opis percepcji świata, sposób rozumienia do­
świadczeń zmysłowych, treść marzeń sennych, depresje, płeć, sposób używania alkoholu
i narkotyków. Jak widać, rdzeń ludzkiej natury został dość łatwo wyodrębniony, a zróżnico­
wane są tylko jego „rozszerzenia”. „Ludzie są wszędzie tacy sami” głosi niejawny komuni­
kat Psychologii w badaniach międzykulturowych, a jeśli pozornie wygląda na to, że się
różnią, to jest to wynik ich zależności od czynników społecznych i środowiskowych. Nie­
wykluczone, że tak jest. Wolałbym jednak o tym przekonać się dzięki rzetelnej argumentacji,
a nie podskórnej perswazji.
Popatrzmy teraz na jakość zgromadzonej wiedzy. Aby to ocenić, przyjrzyjmy się, jak zo­
stały dobrane źródła i jak je wykorzystano.
Jeśli chodzi o kwestię pierwszą, to wygląda na to, że autorzy albo nie stosowali żadnego
klucza do wyboru tych, a nie innych prac (prócz skojarzeniowego), albo też klucz ten pozo­
stawał dla nich nieznany (wybór zależałby wtedy od tego, czy dane badania potwierdzają
poglądy i przesądzenia autorów, czy też nie). Trudno bowiem dopatrzyć sięjakiegoś kon­
ceptualnego porządku w sposobie doboru literatury. Niektóre zagadnienia zostały omówio­
ne na podstawie dzieł autorów dlań istotnych lub wręcz nieodzownych (np. prace P. Ekmana dla kwestii powszechności mimicznych sposobów okazywania emocji lub też badania
H. Conklina odnoszące się do wpływu kultury na postrzeganie kolorów), inne zaś sprawiają
wrażenie opartych na dorobku mało znaczących badaczy (np. praca D. Gutmanna o uniwer­
salizmie zmian osobowości w cyklu życia albo też artykuł J. Brown traktujący o żeńskiej
inicjacji). W efekcie otrzymujemy bardzo nierówną bazę bibliograficzną, w której trudno wy­
odrębnić pozycje ważne od mniej ważnych. Dodatkowo, taki sam status posiadają w niej
teksty zarówno o różnym „ciężarze merytorycznym” (opracowania, raporty z badań, mono­
grafie, prace stricte teoretyczne, polemiki, przyczynki itp.), jak i pochodzące z różnych okre­
sów rozwoju dyscypliny (obok pozycji z lat 90. figurują artykuły z roku 1901 i oba są do­
myślnie uznawane za równie ważkie źródło informacji).
Taką praktykę można by było jeszcze od biedy zaakceptować, gdyby nie częsty brak
krytycyzmu wobec przytaczanych pozycji, który owocuje podawaniem wysoce wątpliwych
sądów w aureoli prawdziwego opisu świata. Dzięki temu — że wrócę do wstrząsającego dla
mnie „odkrycia” — student dowie się, iż Aztekowie uprawiali kanibalizm z powodu niedo­
statku białka w organizmie. Ten pogląd ukuty na bazie hipotezy proteinowej, zakwestiono­
wanej zresztą prawie 30 lat temu, „przesiąkł” do obiegu popularnonaukowego m.in. dzięki
umiejętności perswazyjnego pisania Marvina Harrisa, ale na gruncie współczesnej ekologii
kulturowej funkcjonuje co najwyżej jako ciekawostka z przeszłości. Odpowiada jednak na­
szej potrzebie egzotyki. Tego typu przykładów da się znaleźć więcej. Nie zdziwi nas to jed­
nak, jeśli popatrzymy na „wiek” poszczególnych książek i artykułów będących podstawą
recenzowanej pozycji. Otóż gros ich przypada na lata 50., 60. i 70., z których te antropolo­
giczne powstały najczęściej pod wpływem psychokulturalizmu (np. prac Abrama Kardinera, Margaret Mead czy Johna Whitinga) — kierunku poddanego już dość dawno gruntow­
nej krytyce. Innymi słowy, nierzadko otrzymujemy dane wyłącznie historyczne, choć przed­
stawiane przez autorów jako stan współczesnej wiedzy. Czasami prowadzi to do sytuacji
wręcz komicznych, kiedy za „najnowsze badania” uchodzi praca Reo Fortuna Scorcerers
ofDobu z roku ni mniej ni więcej 1932! (s. 11).
Ten dość beztroski sposób doboru źródeł jest niestety powiązany z metodą ich wyko­
rzystania. „Niestety” -— ponieważ im dalej sytuuje się rozpatrywany problem od naszego
kręgu kulturowego, tym mocniej Price i Crapo hołdują zasadzie „metodologicznej przeźroczystości”. Polega ona na tym, iż twierdzi się, że świat jest, jaki jest, wystarczy go opisać
i odkryć jego naturę. Narzędzia i techniki badają to, co twierdzą, że badają. Nie mówi się tu
o hipotezach, które byłyby potwierdzane bądź obalane (choć, gwoli szczerości, zdarzają się
chwalebne wyjątki). Nie nadmienia się za często o trudnościach metodologicznych i wyni­

Recenzje i noty recenzyjne

317

kłych stąd rozbieżnościach w wynikach. Nie, w zamian za to autorzy oferują nam w przewa­
żającej części materiału niezachwiane stwierdzenia mówiące o tym, jak się rzeczy mają. Tak
więc przytaczani badacze „odkrywają”, „znajdują”, „opisują”, „zauważają”, miast „twierdzić”,
„sądzić” lub „próbować udowodnić”. Jest to o tyle przykre dla mnie jako antropologa, że
w przypadku rozdziałów zajmujących się „międzykuiturowością oswojoną” Price i Crapo
nie mają większych problemów z przestrzeganiem zasad krytyki źródeł. Za to, gdy zaczynają
wyjaśniać „dziwaczność” zachowań ludzi z obszaru „międzykulturowości nieoswojonej”,
wtedy teoria i zbudowane na jej podstawie hipotezy nagle znikają, a na placu boju pozostają
same wyniki badań przedstawiane jako fakty. Wygląda na to, że im dalej i bardziej obco, tym
badania prowadzi się łatwiej i przejrzyściej.
Tego typu postępowanie zobaczymy wyraźnie, kiedy skonfrontujemy omawianą książ­
kę z innymi podręcznikami z tego obszaru. Dla przykładu weźmy Cross-Cultural Psycholo­
gy autorstwa J. Berry’ego i spółki (Cambridge 1992) oraz monumentalny, sześciotomowy
Handbook o f Cross-Cultural Psychology pod zbiorczą redakcją H.C. Triandisa (Boston
1980-1981). Już pierwszy rzut oka pozwoli nam dostrzec, że czyni się tam dokładnie na od­
wrót. Wyniki badań przedstawiane są zwykle przy ukazaniu ich zaplecza metodologicznego
i w odniesieniu do dokonań poprzedników. A ponieważ wymaga to dużej erudycji — psy­
chologia międzykulturowa to olbrzymia dziedzina — toteż nie dziwi fakt, że obydwa pod­
ręczniki są wynikiem pracy zespołowej. Po części tłumaczy to fakt porażki, jaką ponieś li Pri­
ce i Crapo, usiłując we dwójkę napisać przystępny i ciekawy podręcznik zapoznający stu­
dentów z perspektywą międzykulturową w psychologii. Ogarnąć w sposób kompetentny
tak duży obszar nie jest łatwo, a zastanawiam się, czy jedna osoba może w ogóle tego do­
konać.
To wyjaśnia niektóre niedostatki poznawcze samej książki, ale w dalszym ciągu pozosta­
wia otwartą kwestię celów, jakie przyświecały tłumaczowi i wydawcy podczas dokonywa­
nia wyboru tej a nie innej pozycji. Niestety, w tej sprawie skazani jesteśmy na domysły. Jakiś
trop sugeruje fragment recenzji wydawniczej zamieszczony na okładce, w którym można
przeczytać m.in., że zaletą tej pozycji jest jej egzotyka z punktu widzenia odbiorcy oraz „ko­
rzystny dydaktycznie silny kontrast odmienności względem współczesnego świata tech­
nologicznego, w którym toczy się życie naszych studentów”. Wynikać może z tego, że od
przekazywania aktualnego stanu wiedzy ważniejsza jest atrakcyjność dydaktyczna zajęć
uniwersyteckich, choćby i oparta na mocno wątpliwych przesłankach. Być może zadecydo­
wały też inne względy. Niezależnie od tego, jak było, czytelnik ponosi oczywistą szkodę
poznawczą— dostaje do rąk kiepską pozycję.
Czy to oznacza, że Psychologia w badaniach międzykulturowych nie ma żadnych za­
let? Ależ skąd! Są w niej rozdziały, które mógłbym z czystym sumieniem polecić każdemu
zainteresowanemu tą tematyką. Zdarzają się omówienia problemów wymykające się opisa­
nym powyżej pułapkom, i to niezależnie od tego, której międzykulturowości dotyczą. Kło­
pot jednak w tym, że są one „poukrywane” wśród części złych lub mocno wątpliwych. A nie
każdy, a zwłaszcza student, posiada wiedzę konieczną od oddzielenia jednych od drugich.
Podręcznik winien chyba prezentować zasób wiedzy w miarę pewnej, co do której zasadno­
ści z grubsza panuje zgoda wśród wszystkich uczonych z danej dyscypliny. Tego warunku
omawiana praca nie spełnia, a to każe wątpić w jej przydatność dydaktyczną.
Tarzycjusz Buliński

318

Recenzje i noty recenzyjne

A n n e A p p l e b a u m , Gułag, przeł, Jakub Urbański, Świat Książki, Warszawa 2005,
ss. 624.
Wyróżniona w 2004 roku nagrodą Pulitzera książka Anne Applebaum to monumentalna,
licząca ponad pięćset stron, opowieść o historii oraz — artykułowanym z perspektywy ofiar
— doświadczeniu sowieckich obozów koncentracyjnych (w skrócie określanych jako Gu­
łag). Inspiracją do jej stworzenia stało się osobiste doświadczenie autorki. Czytamy o tym
we „Wstępie”: „Po raz pierwszy zetknęłam się z (...) problemem [pamięci o Gułagu— przyp.
A.Rz.] kilka lat temu, podczas przechadzki po moście Karola, jednej z głównych atrakcji tu­
rystycznych cieszącej się świeżą demokracjąPragi. Szłam wśród kuglarzy i tancerzy, co kil­
kanaście kroków mijając stragany pełne obrazków z widokami pięknych uliczek, tanią biżu­
terią i breloczkami z napisem «Praga» — słowem wszystkim, czym handluje się w tego typu
miejscach. Wśród tych drobiazgów były też sowieckie parafemalia wojskowe: czapki, epo­
lety, klamry od pasków i cynowe znaczki z Leninem i Breżniewem, jakie onegdaj w klapach
mundurków nosiły dzieci w ZSRS. Większość klientów, kupujących sowieckie emblematy,
stanowili amerykańscy łub zachodnioeuropejscy turyści. Zapewne wszyscy oburzyliby się
na samą myśl o noszeniu w klapie swastyki. Nikt jednak nie miał nic przeciwko przypięciu
sierpa i młota do koszulki lub czapki” (s. 13).
Wywołana tym przeżyciem refleksja o (wyrosłej z nieznajomości historii) społecznej
obojętności wobec zbrodni komunizmu zaowocowała — podjętym przez Appelbaum —
wysiłkiem na rzecz ocalenia, a zarazem pogłębienia zbiorowej pamięci o tym, jakże ważnym
i znaczącym, fragmencie przeszłości. Będący rezultatem jej kilkuletnich poszukiwań badaw­
czych Gułag zaświadcza, iż były one prowadzone z ogromnym zaangażowaniem i niekłama­
ną ciekawością poznawczą. Dowodzi tego choćby obfitość źródeł, gromadzonych przez nią
niekiedy z godnym podziwu uporem i poświęceniem, dzięki mozolnej pracy w archiwach
oraz w trakcie (bardzo trudnych emocjonalnie dla obu stron) rozmów ze świadkami tamtych
wydarzeń — ofiarami stalinowskich więzień i łagrów. Do tego dochodzą jeszcze, wykorzy­
stywane w dużej liczbie, pamiętniki, teksty literatuiy pięknej (poddane przez autorkę uważ­
nej analizie krytycznej), dokumenty i rejestry NKWD oraz liczne opracowania historyczne.
Odwoływanie się do tak wielu różnorodnych źródeł podnosi walory poznawcze pracy; spra­
wia, iż utrwalony w niej obraz Gułagu jest obrazem niezwykle bogatym i wielostronnym,
obejmującym rozmaite aspekty i wymiary opisywanej rzeczywistości.
Wielką zaletą książki jest także jej przystępność. Czytelny i bezpośredni sposób narracji
powoduje, iż może po nią sięgnąć dosłownie każdy, bez względu na zasób wiedzy o historii
Sowietów. Lekturze sprzyja też przejrzysta i klarowna konstrukcja Gułagu, realizująca się
w trzech (podzielonych na kilka rozdziałów i podrozdziałów) częściach. Pierwsza i ostatnia
z nich ułożone są w porządku czasowym i opowiadają historię systemu sowieckich łagrów
(począwszy od jego narodzin w łatach 1917-1939 aż po apogeum i powolny zmierzch
w okresie 1940-1986), druga natomiast ma charakter achronologiczny i jest poświęcona życiu
codziennemu w obozach. Całość uzupełnia znajdujący się na końcu książki aneks, w którym
autorka przedstawia szacunkowe dane dotyczące liczby ofiar stalinowskiego terroru oraz
wielce pomocny słowniczek terminologii łagiemej i języka więziennego.
Z punktu widzenia badacza kultury najciekawsza jest bez wątpienia środkowa część pra­
cy. Stanowi ona szeroką panoramę codzienności sowieckich więzień i łagrów, przy czym
można w niej wyodrębnić kilka wątków tematycznych. Pierwszy z nich dotyczy złożonego
procesu inicjacji w rzeczywistość „innego świata”. Jak czytamy, rozpoczynał się on z chwilą
aresztowania i postępował wraz z kolejnymi etapami zniewolenia, takimi jak: śledztwo, prze­
słuchanie, pobyt w więzieniu, transport oraz przybycie do obozu, które było momentem
uruchamiającym szereg rytuałów mających na celu ostateczną „przeróbkę” człowieka w zeka
(bezwolną istotę, pozbawioną wszelkich atrybutów własnej indywidualności i człowieczeń­

Recenzje i noty recenzyjne

319

stwa; nazwiska, ubrania, rzeczy osobistych), Applebaum opisuje przebieg owego wtajem­
niczenia w system z wielką uwagą i precyzją, zaznaczając zarazem, iż było ono przeżyciem do
tego stopnia tragicznym, że w zbiorowej pamięci ocalałych stało się, obrosłym gąszczem
metafor i symboli, mitem — niemal równie trudnym do zrozumienia jak same obozy.
Kolejnym analizowanym w książce zagadnieniem jest przestrzeń łagiemego świata. Naj­
ważniejszymi jej punktami były: baraki, w których mieszkali więźniowie, karcer, stołówka,
szpital, dom spotkań, w którym organizowano widzenia z bliskimi, oraz tak zwana raboczaja
zona, czyli teren pracy. Każde z tych miejsc miało odrębny charakter, jak również narzucało
własne, sztywne reguły dotyczące zachowania oraz poruszania się w jego obrębie.
Podobnie miała się rzecz z czasem. Tak jak i przestrzeń, był on rządzony przez cały system
norm i zakazów, które określały harmonogram dnia więźnia (w języku obozowym tak zwany
reżim); decydowały o tym, kiedy go obudzić, podać coś dojedzenia, odprowadzić do pracy,
pozwolić się umyć czy odpocząć. Adaptacja do stwarzanych przez ów system wymogów
była jednym z najważniejszych, a zarazem najtrudniejszych wyzwań, jakie przynosiła egzy­
stencja w warunkach zniewolenia.
Zadaniem równie wymagającym była nauka relacji i zachowań społecznych obowiązują­
cych za drutami zony. Pisząc o nich, autorka rekonstruuje kolejne szczeble hierarchii obozo­
wego świata, a także przedstawia cechy charakterystyczne poszczególnych kast i grup, które
ją tworzyły. Szczególnie zajmujący jest w tym kontekście fragment dotyczący urków, czyli
więźniów kryminalnych, stanowiących grupę najbardziej wyróżniającą się, a jednocześnie
najbardziej wpływową spośród społeczności zaludniających łagry. Jak mówi Applebaum,
urki byli rodzajem antysocjalnej ferajny, wywierającej przemożny, a przy tym silnie demora­
lizujący wpływ na życie zeków. Ich żargon — zadziwiający wymyślnością oraz niesłychaną
obfitością przekleństw, obelg i wulgaryzmów — stał się z czasem „oficjalnym” językiem
obozów. Opanowanie tego osobliwego kodu komunikacyjnego (często zresztą mimowolne,
wynikające z osłuchania) było jednym z rytów inicjacyjnych, przez który przeszli niemal
wszyscy więźniowie Gułagu. Oprócz języka, tym, co czyniło z kryminalnych osobną katego­
rię społeczną, był również odmienny (rzucający się w oczy) strój oraz rozbudowana, ściśle
sformalizowana subkultura.
Ogromnie ciekawy jest także u Applebaum rozdział opowiadający o więzionych w ła­
grach kobietach. Dowiadujemy się z niego, w jakim stopniu płeć determinowała życie w nie­
woli oraz jak pewne typowo kobiece doświadczenia (ciąża, poród, macierzyństwo) realizo­
wały się w rzeczywistości „innego świata”.
Omawianą część książki zamykają rozważania dotyczące obozowych strategii przetrwania
oraz — podejmowanych przez zeków — aktów buntu i oporu przeciwko terrorowi Gułagu.
Jak już wspomniałam, to właśnie ta część recenzowanej pracy zasługuje na szczególne
zainteresowanie badacza kultury. Przynosi ona bowiem, nadzwyczaj bogato i pieczołowicie
udokumentowany, zapis życia codziennego w warunkach skrajnych. Pokazuje, w jaki spo­
sób człowiek reaguje na presję związanych z nimi — już zaistniałych lub zawsze możliwych
— niebezpieczeństw i zagrożeń, odsłaniając tym samym istotną cząstkę prawdy o ludzkiej
naturze: o jej niezbywalnych potrzebach, o ograniczeniach oraz (często zadziwiającym)
potencjale fizycznym i duchowym.
Na zakończenie tego krótkiego omówienia chcę podnieść dwie drobne wątpliwości, ja­
kie nasuwa lektura książki Appelbaum. Obie z nich dotyczą kwestii źródeł.
Otóż po pierwsze, można się zastanawiać, czy słuszne jest przekonanie autorki o takiej
samej wartości informacyjnej tekstów literackich oraz innych (nieartystycznych) przekazów
na temat Gułagu. Jak bowiem wiadomo, literatura, nawet ta ściśle autobiograficzna, zakłada
zawsze jakiś rodzaj kreacji, „ubarwiania” rzeczywistości (najczęściej w imię podniesienia
walorów estetycznych dzieła). Tym samym podważa ona -— po części -— swą prawdomów­
ność jako świadectwa, czyli „wiernego obrazu” rzeczywistości. Oczywiście, z podobnymi

320

Recenzje i noty recenzyjne

zabiegami fikcjonalizacji możemy się także zetknąć w przypadku innego rodzaju źródeł, lite­
ratura wszakże czyni to niejako z założenia, intencjonalnie.
Po drugie, w omawianej pracy nie wspomina się w ogóle o dziennikach (lecz wyłącznie
o pamiętnikach) jako o materiale rejestrującym doświadczenie „innego świata”. Nasuwa się
w związku z tym pytanie, czy autorka nie miała do nich dostępu, czy też celowo (a jeśli tak,
to dlaczego) z nich nie skorzystała.
Uwagi te, w istocie drobne i raczej metodologiczne, w żadnym razie nie podważają wra­
żenia, iż Gulag to książka znakomita, imponująca nad wyraz wszechstronnym i wnikliwym
potraktowaniem podjętego w niej tematu, a przy tym świetnie skonstruowana i napisana,
wręcz porywająca swoją zaangażowaną i przekonującą narracją. Nie do przecenienia jest
również jej wartość społeczna, wynikająca z faktu przypominania i odkłamywania tak bar­
dzo okaleczonej, a często również lekceważonej prawdy o komunizmie — jego straszliwych
błędach i winach.
Aleksandra Rzepkowska

K e n n e t h M c R o b e r t s , Catalonia. Nation Building without a State, Oxford Uni­
versity Press, Toronto 2001, ss. 258.
Pośród coraz liczniejszych studiów nad problemami współczesnych narodów i grup et­
nicznych, jakie w naukach społecznych podejmowane były w ostatnim ćwierćwieczu, do
szczególnie interesujących należą badania nad „narodami bez państwa” (ang. stateless
nation, nation without states). Badacze interesujący się tym zagadnieniem, wśród których
nie brak wybitnych anglosaskich autorów, chętnie sięgają do studiów nad narodem katalońskim. W Polsce, oprócz przyczynkarskiego artykułu Danuty Bartkowiak, opublikowane­
go w „Sprawach Narodowościowych”, dotychczas nie ukazały się publikacje poświęcone
tej tematyce. Dlatego też osobom zainteresowanym pozostaje lektura literatury obcojęzycz­
nej. Także ograniczony dostęp do katalońsko- lub hiszpańskojęzycznych pozycji skłania
zainteresowanych tą problematyką do lektury przede wszystkim wydawnictw w języku an­
gielskim. Jedną z ostatnich publikacji na ten temat jest omawiana praca Kennetha McRobertsa.
Autor, profesor nauk politycznych oraz dziekan Głendon College University w York,
w Kanadzie, znany jest jako wybitny badacz i ekspert w dziedzinie problematyki etnicznej
i politycznej Quebecu. Jest autorem wielu artykułów i monografii. Do jego głównych zain­
teresowań należą polityka językowa i porównawcza oraz bliższe etnologii i antropologii kul­
turowej kształtowanie się tożsamości narodowych, w szczególności w społeczeństwie ka­
nadyjskim. Jego najbardziej znane publikacje to: Quebec: Social Change and Political Crisis
oraz Misconceiving Canada: The Struggle fo r National Unity. Książka pt. Catalonia. Nation
Building without a State (Katalonia. Budowanie narodu bez państwa) to pierwsza mono­
grafia tego autora poświęcona innemu społeczeństwu. Jest ona kontynuacjąjego zaintere­
sowań tematyką związaną z narodami nie posiadającymi własnej państwowości i „Europą
regionów”, a także wynikiem wieloletnich badań prowadzonych w Katalonii.
W omawianej książce McRoberts dokonuje syntezy faktów historycznych, kulturowych,
politycznych oraz ekonomicznych. Przechodzi od opisu do analizy tytułowego procesu
tworzenia się narodu katalońskiego, który traktowany jest przez autora jako wzorcowy przy­
kład narodu nie posiadającego własnej państwowości. McRoberts koncentruje się głównie

Recenzje i noty recenzyjne

321

na ostatnim dwudziestopięcioleciu, ale, jak przystało na monografię, rozpoczyna od historii
Katalonii, która wpłynęła na dzisiejszy kształt narodu. Analityczny charakter książki odzwier­
ciedla jej układ; jest ona podzielona na dziewięć rozdziałów o uporządkowanej strukturze
wewnętrznej — każdy dzieli się na podrozdziały oddzielające kolejne aspekty omawianego
problemu i zakończony jest konkluzją.
W pierwszych dwóch częściach książki McRoberts realizuje swoje zamierzenie, którym
było ukazanie, w jaki sposób „historia pełni rolę bazy, na której nacjonaliści stworzyli idee
katalońskiego narodu”(s. 4). Rozdział pierwszy, „The Historical Roots ofNationhood” (Hi­
storyczne korzenie statusu narodowego), przedstawia w skrócie dzieje Katalonii, od po­
czątków jej samodzielności jako hrabstwa w XI wieku do narodzin nacjonalizmu w wieku
XX. Analizuje powstanie katalońskiej odrębności kulturowej, głównie językowej, politycz­
nej i ekonomicznej.
W drugim rozdziale, „The Rise of Catalan Nationalism” (Rozkwit nacjonalizmu kataloń­
skiego), autor omawia dzieje XX wieku związane z powstaniem oraz działalnością ruchów
nacjonalistycznych, proces intelektualnego i politycznego ukonstytuowania się idei naro­
du katalońskiego i wyznaczników jego tożsamości. Przedstawiona zostąj e tu specyfika umiar­
kowanego katalońskiego nacjonalizmu kulturowego i językowego oraz przemiany społecz­
no-kulturowe w okresie frankizmu.
Kolejne dwa rozdziały: „The Transition to Democracy” (Przejście do demokracji)
i „Securing Catalonia’s Autonomy” (Zapewnianie katalońskiej autonomii) przedstawiająproces przekształceń narodu w obliczu społeczno-politycznych zmian w postfrankistowskiej
Hiszpanii, McRoberts podkreśla, iż „‘rekonstrukcja’ narodu katalońskiego miała oznaczać
tworzenie czegoś nowego i różnego od idei znanych z lat trzydziestych” (s. 45). Autor wni­
kliwie opisuje przyznanie statusu regionu autonomicznego i wynikającego z niego praw,
szczególnie w dziedzinie kultury i polityki wewnętrznej. Podkreśla fakt, iż wiele aspektów
związanych z autonomią i stosunkami między Katalonią a resztą Hiszpanii charakteryzował
brak stałości i konstytucyjnej ochrony, co osłabiało szanse na trwałość nowego systemu
i sprawiało, że relacje między Barceloną a Madrytem pełne były rozbieżności i umowności.
W rozdziale piątym, „Political Economy: Europeanization and the ‘Region State”’ (Eko­
nomia polityczna: europeizacja i „Regiony państwa”) autor prezentuje wiele danych spo­
łeczno-ekonomicznych, które służą do przeprowadzenia dyskusji na temat teorii „regionów-państw” (angl. region states) implikowanej Katalończykom. Autor podkreśla, iż istot­
nym czynnikiem dla strategii budowania własnej etniczności, tytułowego nation building,
jest przywrócenie historycznej pozycji Katalonii jako narodu, chociaż nie posiadającego
własnego państwa, to niezależnego ekonomicznie, z własną silną gospodarką. Analizując
podjęte przez region działania w kierunku integracji z Europąi jej instytucjami oraz rozwojem
niezależnej gospodarki, wskazuje na ograniczone możliwości sukcesu narodów „bezpań­
stwowych” poza granicami państwa, do którego należą. W przypadku Katalonii dzieje się
tak ze względu na wciąż silne uzależnienie od aktywności i interwencji rządu w Madrycie,
odpowiedzialnego m.in. za kontakty Wspólnot Autonomicznych z Unią Europejską.
W rozdziale szóstym, „Society: The Challenges o f ‘National Reconstruction’” (Społe­
czeństwo: wyzwania „Rekonstrukcji narodowej”), autor przedstawia obraz nowo zbudowa­
nego społeczeństwa, w którym następuje upadek autorytetu burżuazji, a wzrasta znaczenie
władz i organizacji publicznych. Zwraca także uwagę na to, iż Katalończycy odrzucają et­
niczne kryteria przynależności narodowej na rzecz wartości substancjalnych, takich jak autoidentyfikacja, co ma istotne znaczenie w świetle relacji z dużą liczbą imigrantów mieszka­
jących w Katalonii,
W rozdziale siódmym i ósmym przedstawione są elementy konstytuujące współczesną
tożsamość narodową Katalończyków. W „The Catalan Language: The Politics o f Normali­
zation” (Język kataloński: polityka normalizacji), autor omawia szczegółowo normy prawa

322

Recenzje i noty recenzyjne

oraz działania władz regionalnych na rzecz równouprawnienia języka katalońskiego. Zacho­
wuje przy tym dość sceptyczny stosunek do jej sukcesów, podkreślanych przez innych
autorów. Zauważa, iż hiszpański jest wciąż językiem dominującym w wielu sferach, także
w życiu codziennym, oraz wskazuje na ograniczenia rozwoju m.in. katalońskich mass-me­
diów ze względu na ograniczony rynek odbiorców. W rozdziale „Nation and Identity in Con­
temporary Catalonia” (Naród i tożsamość we współczesnej Katalonii), autor analizuje idee
umiarkowanego nacjonalizmu, reprezentowanego przez rządzącą od ponad dwudziestu lat,
prawicową partię Covergencia i Unió, które są głównym elementem dyskursu dotyczącego
katalońskiej tożsamości narodowej. Wykorzystując wyniki badań opinii publicznej z 1996
roku, McRoberts poszukuje odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu idee narodowe forso­
wane przez polityków pokrywają się z przekonaniami Katalończyków. Okazuje się, iż więk­
szość badanych popiera je tylko w jednej kwestii — uznaje katalońską odrębność za opartą
głównie na języku, historii i kulturze. Ponadto przeważająca część mieszkańców Katalonii
postrzega jąjako wspólnotę regionalną, a nie narodową i wielu czuje się w równym stopniu
Katalończykami i Hiszpanami, co jest sprzeczne z ideami umiarkowanego nacjonalizmu. Co
za tym idzie, McRoberts uważa proces budowy narodu za daleki od ukończenia.
W podsumowaniu autor przedstawia sytuację i przemiany zachodzące w Katalonii
w szerszym kontekście europejskim. Udowadnia w nim, iż analiza przypadku Katalończy­
ków może posłużyć za przykład procesów zachodzących w większości współczesnych na­
rodów nie posiadających własnego państwa, co popiera odwołaniami do sytuacji w Kraju
Basków, Flandrii, Walonii, Szkocji, Walii i kanadyjskim Quebecu.
Książka McRobertsa, poprzez wieloaspektową prezentację procesu narodowotwórczego w Katalonii, stanowi pozycję nowatorską wśród anglojęzycznych publikacji. Nowe są
nie tyle tezy autora, co sposób opracowania tematu. Praca McRobertsa oparta jest na ist­
niejącej już wiedzy zaczerpniętej z bardzo dużej liczby źródeł, zebranej w całość i sporządzo­
nej w postaci vademecum prezentującego osiem najważniejszych aspektów. Uważam, że
udało mu się zrealizować postawiony sobie cel — ukazać, iż Katalończycy są grupą, która
„reprezentuje, w szczególnie ciekawy sposób, wiele kluczowych kwestii współczesnego
dyskursu (...) związanego z kształtowaniem się i obecną sytuacją narodów pozbawionych
suwerenności państwowej” (s. 2). Publikacja McRobertsa jest pierwszą współczesną mo­
nografią o Katalonii i jej mieszkańcach, wcześniej ukazała sięjedynie w 1975 roku Catalo­
nia: a profile, autorstwa Victora Alby. Inne prace poświęcone były tylko wybranym, histo­
rycznym aspektom tego problemu. Dlatego też trudno porównać omawianą pracę
z tymi publikacjami. Przed książką McRobertsa jedną z podstawowych lektur i kompendium
wiedzy na ten temat była publikacja The Basques, the Catalans and Spain. Alternative
Routes to Nationalism Mobilisation Daniela Conversi. Jest to praca o wysokim poziomie
merytorycznym, o czym świadczy dobra jej recepcja w środowisku naukowym i częste jej
cytowanie. Jej ograniczeniem jest jednak politologiczna perspektywa ujęcia tematu, autor
skupia się bowiem głównie na jednej kwestii — nacjonalizmie, dokonując pogłębionej ana­
lizy działalności ugrupowań i partii nacjonalistycznych. W niewielkim stopniu nawiązuje
Conversi do innych kwestii związanych z rolą dziedzictwa historycznego, sytuacji języko­
wej i ¡migracyjnej w Katalonii. Ponadto należy pamiętać, iż jest to studium obejmujące dwa
narody — kataloński i baskijski. Także w przypadku innej, często cytowanej książki, autor­
stwa Juana Diez Medrano, jej historyczno-politologiczna perspektywa zawęża ujęcie tema­
tu. Do kanonu anglojęzycznej literatury poświęconej problematyce katalońskiej zalicza się
także publikacje Salvadora Ginera, Michaela Keatinga, Kathryn Woolard oraz Montserrat
Guibemau, są to jednak prace pisane wyłącznie z perspektywy socjologicznej, lingwistycz­
nej bądź politologicznej. Na tym tle książka McRobertsa jawi się właśnie jako publikacja
nowatorska i może być uznana za przydatny „podręcznik” dla zainteresowanych tematyką
katalońską oraz problematyką narodów nie posiadających własnej organizacji państwowej.

Recenzje i noty recenzyjne

323

Zaletą publikacji jest bogaty materiał empiryczny, na którym została ona oparta, składający
się prawie ze stu wywiadów z urzędnikami, wybitnymi politykami, naukowcami, wykładow­
cami i autorami najbardziej znanych książek o Katalonii. Wśród nich znajdziemy takie osoby
jak, politolog i historyk, wybitny znawca problematyki katalońskiej — Albert Balcells, ów­
czesny prezydent Barcelony — Pasąual Maragall oraz Jordi Pujol, wieloletni prezydent
Generalitat, twórca idei współczesnego umiarkowanego nacjonalizmu katalońskiego. Wy­
jątkowa, w porównaniu z innymi wspomnianymi opracowaniami, jest także bibliografia, jej
wykaz zajmuje ponad dziesięć stron i zawiera dużą liczbę anglo-, katalońsko-, hiszpańskoi francuskojęzycznych współcześnie dostępnych prac, artykułów, dokumentów urzędowych,
a także danych statystycznych. Częste odnoszenie się w treści do tej bogatej literatury daje
czytelnikowi rzadko spotykaną możliwość zapoznania się z tezami hiszpańskich i katalońskich autorów. Do lektury zachęcić może również struktura formalna pracy i jej styl. Książka
jest dobrze skonstruowana; uważam, iż jej zaletąjest podział rozdziałów na podrozdziały
oraz podsumowanie każdego z poruszanych tematów. Rozdziały są logicznie ze sobą połą­
czone. Kolejne zagadnienia wynikają jedno z drugiego, a wstęp do każdego rozdziału stano­
wi wyraźne nawiązanie do poprzedzającej go części. Nie brakuje w treści krótkich powtó­
rzeń, które mogą być uznane za wadę, osobiście jednak uważam, iż ułatwiają one czytelniko­
wi przyswojenie nieraz bardzo nasyconych faktami informacji. Treść przedstawiona jest
w sposób przejrzysty, napisana językiem naukowym, lecz przystępnym i pozbawionym nie­
zrozumiałych pojęć. Podczas lektury można mieć wrażenie, iż uczestniczy się w prowadzo­
nym wykładzie. Wieloletnie doświadczenie autora jako nauczyciela uniwersyteckiego za­
pewne przyczyniło się do akademickiego, niemalże podręcznikowego stylu publikacji, co
uważam za zaletę książki, która jest też bardzo ciekawa meiytorycznie ze względu na zasto­
sowanie opisanego już wielopłaszczyznowego spojrzenia na problem i bogactwa zawartych
informacji. Interesujących jest wiele szczegółów. Wśród nich na szczególne zwrócenie uwagi
zasługuje sposób, w jaki McRoberts, analizując ruchy nacjonalistyczne, a w nich wpływ
burżuazji na kształtowanie idei narodu katalońskiego, nie uległ częstym tendencjom nada­
wania nacjonalizmom XIX i pierwszej połowy XX wieku charakteru interesów wyłącznie
klasowych. Ciekawe jest również to, że w nowym świetle przedstawia skutki dyktatury ge­
nerała Franco. Z jednej strony mówi o „kulturowym ludobójstwie”, które szczególnie do­
tknęło język, z drugiej, wskazuje na to, jak silny wpływ miały represje na integrację społecz­
ną i umocnienie katalońskiej tożsamości narodowej.
Oprócz wielu wymienionych zalet znaleźć można elementy dyskusyjne. To, co jest cechą
pozytywną — przedstawienie bogatych danych, szeregu szczegółowych informacji spo­
łeczno-ekonomicznych, może czasami być przytłaczające. Za najmniej ciekawe, szczególnie
dla etnologów i antropologów, uważam fragmenty rozdziału czwartego i piątego, w których
pojawia się nadmiar danych statystycznych i informacji o życiu politycznym. Dyskusyjne
są także, według mnie, niektóre tezy autora, w szczególności odnoszące się do efektów poli­
tyki normalizacji językowej. Dane statystyczne dotyczące liczby użytkowników katalońskie­
go i jego obecności w życiu publicznym, przytaczane wcześniej w innych publikacjach jako
dowód sukcesu i fenomenu językowego, McRoberts przedstawia jako fiasko polityki języko­
wej . Słabą stronę pracy stanowić może również mała liczba porównań z innymi grupami etnicz­
nymi. Oprócz nielicznych porównań do kraju Basków i Quebecu zawartych w tekście, zaled­
wie jeden fragment podrozdziału podsumowania odnosi się do sytuacji innych „bezpaństwo­
wych” narodów. Słabością publikacji może być także przedstawienie głównie polityki i punktu
widzenia katalońskiej prawicowej partii Covergencia i Unió. Brakuje w książce innych koncep­
cji budowy nowego narodu katalońskiego, związanych z lewicą, przeciwnikami Pujola, czy
ówczesnym prezydentem Barcelony Pasąualem Maragallem.
Pomimo tych kilku słabszych stron, książkę McRobertsa uważam za bardzo interesującą,
szczególnie w porównaniu z wcześniejszymi publikacjami. Do sięgnięcia po nią zachęca

324

Recenzje i noty recenzyjne

bogata bibliografia, obszerny materiał empiryczny oraz nowatorskie ujęcie tematu. O jej
sukcesie stanowi to, iż autorowi udało się w jednej książce zebrać mnóstwo faktów, przepro­
wadzić ich syntezę, opatrzyć je komentarzem i stworzyć dzięki temu pierwszy „podręcznik”
wiedzy o procesach kształtowania się narodów nie posiadających własnej państwowości,
na przykładzie Katalonii.
Miriam Miklaszewska

Pierwsze narody. Społeczności rdzenne i idea tubylczości we współczesnym świecie,
red. Jarosław Derlicki i Wojciech Lipiński, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytetu Warszawskiego & „DIG”, Warszawa 2002, ss. 264.
W roku 1990 Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych proklamowało rok 1993
Międzynarodowym Rokiem Ludności Tubylczej na Świecie. Na wniosek zaś obradującej
w 1993 roku Światowej Konferencji Praw Człowieka w Wiedniu ogłoszono (rezolucja 48/
/163) Dekadę Ludności Tubylczej na Świecie, która została zainaugurowana 10 grudnia 1994
roku. Celem wspomnianej Dekady, której koordynatorem programu obchodów został Wy­
soki Komisarz NZ ds. Praw Człowieka, było zacieśnienie międzynarodowej współpracy na
rzecz rozwiązywania problemów ludności tubylczej w takich dziedzinach jak prawa człowie­
ka, środowisko naturalne, rozwój, oświata i służba zdrowia. Hasło natomiast, które miało
przewodzić Dekadzie, brzmiało: „Ludność tubylcza: partnerstwo w działaniu”.
Polskim akcentem, nawiązującym bezpośrednio do powyższej myśli, była konferencja
pod tytułem „Ludy tubylcze — wymiary partnerstwa”, zorganizowana w maju 1999 roku
przez Katedrę Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. W konferencji tej, obok wspomnia­
nego ośrodka warszawskiego, uczestniczyli także przedstawiciele takich placówek, jak: In­
stytut Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie i Poznaniu, Instytut Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UAM w Poznaniu, Instytut Krajów Rozwijających się UW, Instytut Socjolo­
gii UW, Instytut Socjologii AR w Olsztynie oraz Muzeum Narodowe w Szczecinie. Znaczne
zainteresowanie, jakie towarzyszyło tejże konferencji, skłoniło organizatorów do kontynu­
owania podobnych spotkań, czego owoc stanowiła sesja z listopada 2001 roku poświęcona
tematowi „Inteligencja tubylcza a tożsamość”. Autorami przedstawionych referatów byli
badacze z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu, Instytutu Etno­
logii i Antropologii Kulturowej UW oraz Instytutu Socjologii UW.
Na podstawie tychże referatów, wygłoszonych na obydwu konferencjach, powstały
teksty, które złożyły się na zredagowaną przez Jarosława Derlickiego i Wojciecha Lipińskie­
go książkę Pierwsze narody. Społeczności rdzenne i idea tubylczości we współczesnym
świecie. Wspomniana książka, co podkreślają sami redaktorzy, nie ma charakteru publikacji
spod znaku „materiały posesyjne” czy też „zbiór referatów z konferencji”. Stąd też zapro­
ponowany przez Derlickiego i Lipińskiego układ tekstów, który miał być podporządko­
wany przede wszystkim tematycznej spójności publikacji, nie jest ściśle związany
z harmonogramem konferencji, a poszczególne artykuły nie zawsze odzwierciedlają dokład­
nie treść wygłaszanych referatów. Niemniej efekt tego zabiegu jest niezmiernie pozytywny:
pozwolił on bowiem uniknąć chaotyczności, przypadkowości czy też ■
— ewentualnych —
niedomówień, co, w sposób niezamierzony, zdarza się niekiedy na różnego rodzaju konfe­
rencjach. Ubolewać można jednak nad faktem, choć całkowicie niezależnym od samych re­
daktorów zbioru, iż tom nie zawiera wszystkich referatów wygłoszonych podczas wspo­
mnianych konferencji. Część z nich ukazała się bowiem już wcześniej w periodykach nauko­
wych, inni natomiast autorzy nie zdecydowali się złożyć materiałów do omawianej tu

Recenzje i noty recenzyjne

325

publikacji. Stąd też zabrakło w niej kilku tekstów poświęconych interesującym kwestiom
związanym z sytuacją ludów tubylczych z różnych regionów świata, autorstwa między in­
nymi takich doświadczonych badaczy, jak Mariusz Kairski, Piotr Klafkowski, Ryszard Vor­
bich, Marek Wołodźko czy Łukasz Smyrski. Niemniej Pierwsze narody są właściwie jedną
z niewielu publikacji na rynku wydawniczym w Polsce, która w tak szerokim spektrum
(a jednocześnie w sposób kompetentny) przedstawia problematykę i kontrowersje wokół
zagadnień dotyczących sytuacji ludności tubylczej.
Podkreślić należy tu bowiem, iż użyty przez redaktorów w tytule termin „pierwsze naro­
dy”, choć odnoszący się w literaturze dotyczącej etniczności zazwyczaj do kanadyjskich
Indian (First Nations), wyrażać ma takie ogólne kategorie wyobrażeniowe, jak rdzenność,
autochtoniczność, tubylczość, bycie pierwotnymi mieszkańcami danego terytorium, ku któ­
rym to właśnie pojęciom, wraz ze schyłkiem XX wieku, zaczęły zwracać się coraz to nowe, do
niedawna określane jako „dzikie” bądź „plemienne”, społeczności z różnych części świata.
Określenie „pierwsze narody” nie dotyczy zatem wspólnot, które jako pierwsze „posiadły”
świadomość narodową, lecz społeczności współcześnie artykułujących swoją odrębność
etniczną i tożsamość kulturową, a jeszcze do niedawna (a nierzadko i dziś) poddanych róż­
nym formom nacisku.
Opublikowane w Pierwszych narodach teksty, w myśl przyjętej przez redaktorów zasa­
dy tematycznej spójności, podzielone zostały na trzy części, których wspólnym, łączącym
je motywem jest idea tubylczości. Pierwsza część, nosząca podtytuł „Wokół tubylczości.
Problemy i definicje”, stanowi niejako wprowadzenie do problematyki związanej z tubylczością, zawierając teksty poruszające zagadnienia ogólne, takie jak terminologię, aspekty praw­
ne, kształtowanie się współczesnego ruchu tubylczego, i to zarówno w ujęciu globalnym,
jak i w odniesieniu do poszczególnych regionów, kontynentów czy też pojedynczych państw.
Natomiast artykuły zgrupowane w części drugiej: „Społeczności rdzenne wobec wyzwań
współczesności” przedstawiają sytuację różnych (głównie autochtonicznych) grup etnicz­
nych, egzystujących przeważnie na obrzeżach społeczeństwa narodowego. Trzecia zaś część,
zatytułowana „W poszukiwaniu nowej tożsamości”, poświęcona jest zagadnieniu działal­
ności i znaczeniu elit, liderów i inteligencji tubylczej oraz ich roli w konsolidacji ruchu tubyl­
czego, jak i w kształtowaniu tożsamości etnicznej. Po tak ogólnym zarysowaniu tematyki
wyróżnionych rozdziałów można przyjrzeć się bliżej składającym się nań poszczególnym
tekstom.
Otwierający część pierwszą artykuł Sławoja Szynkiewicza (Ofiary wewnętrznej koloni­
zacji), wraz z tekstem Pawła Trzcińskiego (Konstruowanie współczesnej tubylczości —
tubylczośćjako ideologia i obiekt prawa), wprowadzaj ą Czytelnika w meandry takich pojęć,
jak „tubylczość”, „autochtoniczność”, „rdzenność”, wskazując na ich niejednoznaczność,
płynność granic definicyjnych i terminologicznych czy też na towarzyszącą im otoczkę ide­
ologiczną. Otóż mówiąc o ludach tubylczych, intuicyjnie wskazuje się na społeczności od­
ległych kontynentów, zapominając jednak częstokroć, iż kwestia tubylczości dotyczy także
europejskich Saamów (Lapończyków), zamieszkujących obszary Finlandii, Norwegii, Szwe­
cji i Rosji. W omawianym tu kontekście najwyraźniej sytuacja wydaje się przedstawiać
na obszarach, które zostały skolonizowane w swoim czasie przez Europejczyków, jak np. na
kontynencie amerykańskim1, gdzie za ludność rdzenną uznaje się Indian i Inuitów (Eskimo­
sów). Do kategorii tej powszechnie zalicza się także Aborygenów z Australii, Maorysów
z Nowej Zelandii czy też innych wyspiarzy z Oceanii. Niemniej w takim potocznym (co nie
oznacza, iż całkowicie błędnym) rozumowaniu tkwi pewna pułapka. Pojawia się bowiem
1
W dokumentach m iędzynarodowych, jak i w publicystyce politologicznej — od czasów dok­
tryny M onroego aż po dziś — słow o „kontynent” (liczba pojedyncza) oznacza obie Am eryki,
a w ięc dwa kontynenty. Tak też termin ten rozumiany je st w niniejszej recenzji.

326

Recenzje i noty recenzyjne

pytanie, kogo współcześnie, po trwającym w niektórych przypadkach nawet całe wieki pro­
cesie kulturowej i genetycznej wymiany, uznać można za „prawdziwego” lub „wzorcowego”
Indianina czy Aborygena. Problem ten dotyczy zwłaszcza sytuacji Stanów Zjednoczonych,
gdzie począwszy od późnych lat sześćdziesiątych XX wieku grupy indiańskie ze wschod­
niego wybrzeża (np. Indian Gay Head Wampanoag z wyspy Rhode Island, Indian Narraganset z Charlestown w stanie Rhode Island, zachodnich Peąuostów, Indian Schaghticoke
i Moheganów ze stanu Connencticut, Indian Oneida, Mohawk i Cayuga ze stanu Nowy
Jork czy też Indian Passamaquoddy i Penobscot ze stanu Maine), które, jak się wydawało,
dawno już rozpłynęły się w wielokulturowym społeczeństwie amerykańskim, zaczęły do­
chodzić swoich praw do ziemi. Bezprecedensowym procesem, jaki toczył się przed amery­
kańskim sądem federalnym, była, opisana przez Jamesa Clifforda w książce Kłopoty z kultu­
rą1, sprawa Indian Mashpee, mająca na celu nie tyle rozstrzygnięcie kwestii własności zie­
mi, ile ustalenie, czy w istocie grupa nazywająca się plemieniem Mashpee była indiańskim
plemieniem i czy była tym samym plemieniem, które w połowie XIX wieku utraciło swoją
ziemię na skutek szeregu kwestionowanych aktów legislacyjnych. Sam zaś proces stał się
w istocie zmaganiem między dyskursem historycznym (ciągłość kulturowa) a dyskursem
antropologicznym (tożsamość kulturowa). W wyżej wspomnianym, ale także i w wielu in­
nych podobnych procesach, kwestia dotycząca tego, czy i ewentualnie w jakiej ilości zie­
mia, która przestała być własnością ludów rdzennych na skutek nielegalnych machinacji
dziewiętnastowiecznych, powinna im zostać zwrócona, zeszła niejako na drugi plan, a za­
sadniczym zagadnieniem stało się pytanie dotyczące historycznej ciągłości tych wspólnot
i kulturowej tożsamości ich członków, a więc pytanie, czy ubiegający się o prawa do ziemi są
Indianami czy też nimi nie są. Zatem, jak widać na powyższym przykładzie, niejasności zwią­
zane z przynależnością do społeczności rdzennych uwidaczniają się także w tych państwach,
w których kategoria ta wydaje się ściśle określona.
Jednakże poruszając kwestie przynależności tubylczej, zarówno Szynkiewicz, jak i Trzciń­
ski podkreślają, iż bardziej kłopotliwe zadanie wiąże się z próbą wyodrębnienia kategorii
ludów tubylczych w przypadku społeczeństw z Afryki i Azji. We współczesnym kontekście
afrykańskim lub azjatyckim zupełnie zwodniczym okazuje się zwykłe odniesienie do sytu­
acji kolonialnej i prostego przeciwstawienia kolonizatorów („białych”) i skolonizowanych
(„tubylców”). Na obszarze wspomnianych kontynentów mamy do czynienia z wieloma gru­
pami etnicznymi, które niewątpliwie ulegały europejskiej kolonizacji, niemniej dziś stanowią
one dominującą siłę zarówno pod względem demograficznym, jak i polityczno-kulturowym.
Powstaniu zaś wielu państw postkołonialnych (zwłaszcza w Afryce), gdzie podziały poli­
tyczne (będące defacto sztucznym tworem epoki kolonialnej, a nie rzeczywistym odzwier­
ciedleniem lokalnych warunków społeczno-politycznych) zasadniczo nie pokrywają się
z podziałami etnicznymi, towarzyszy nie tylko problem dominacji jednych grup tubylczych
względem innych oraz związane z tym zjawisko szeroko pojętej marginalizacji, ale także trud­
ność z odróżnieniem ludności rdzennej od mniejszości etnicznych. Z podobną sytuacją mamy
do czynienia w przypadku Syberii, gdzie pojawia się kwestia relacji pomiędzy dużymi naro­
dowościami takimi jak Jakuci czy Buriaci, a mało liczebnymi grupami rdzennymi, zwanymi
małymi ludami Północy, odczuwającymi dyskryminację i marginalizację zarówno ze strony
Rosjan, jak i wspomnianych dużych narodów syberyjskich.
Jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja wydaje się przedstawiać na subkontynencie
indyjskim, gdzie społeczności plemienne są po części wprzęgnięte w hinduski, hierarchicz­
ny system kastowy. Przynależą one generalnie do kategorii zwanej adivasi, a więc ludności
2 J. Clifford, Tożsamość w Mashpee, przeł. E. Dżurak, w: tegoż, Kłopoty z kulturą: Dwudziesto­
wieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł. E. Dżurak, J. Iracka, E. Klekot, M. Krupa, S. Sikora
i M . Sznąjderman, Warszawa 2000, s. 2 9 9 -3 7 0 .

Recenzje i noty recenzyjne

327

uznawanej za najstarszy albo najbardziej zacofany element społeczeństwa w danym regio­
nie, żyjący głównie w trudno dostępnych górach i dżunglach. Niekiedy zdarza się, iż grupy
kastowe zaliczane do kategorii siudrów (służby, rzemieślników), a nawet kszatrijów (stanu
skupiającego elitę polityczną i militarną) mają także pochodzenie plemienne, przy czym prze­
szły one głęboki proces asymilacji, tracąc więzy ze swoimi korzeniami. Niemniej ludy tubyl­
cze (adivasi), wraz z przedstawicielami przynależnymi do kategorii dalitów (uznawanych za
„niedotykalnych”, a parających się pracami powszechnie pogardzanymi, jak zamiatanie ulic,
czyszczenie ustępów, palenie zwłok czy wyłapywanie bezpańskich psów) mają najniższy
status spośród obywateli Indii. Zawiłościom terminologiczno-defmicyjnym dotyczących
ludów rdzennych w Indiach oraz ich powiązaniom z hinduskim systemem kastowym po­
święcony został artykuł Dognosława Demskiego, M iędzy kulturą plemienną a chłopską.
Warli z Maharasztry w procesie przemian.
Niezmiernie interesującym artykułem jest tekst Macieja Ząbka, traktujący o zagadnieniu
tubylczości na kontynencie afrykańskim, ale w nawiązaniu do kwestii praw człowieka, co
pozwała wskazać na bardzo ważny kontekst, w jakim rozgrywa się walka o prawa ludów
rdzennych. Problematykę tę porusza również w swoim artykule Paweł Trzciński. Wspomniani
autorzy wskazują na relacje między indywidualistycznym ujęciem praw człowieka a rozpa­
trywaniem zbiorowych praw ludów z punktu widzenia ich zmarginalizowania czy prześlado­
wania, podkreślając jednocześnie, iż wspomniane dyskursy nie mogą się wzajemnie wyklu­
czać, lecz jedynie uzupełniać.
»
Pomimo braku koherentności i wielości definicji związanych z „tubyłczością”, co pod­
kreślają autorzy tekstów pierwszej części omawianej książki, można wskazać na pewne wspól­
ne wyróżniki, dające ogląd kondycji wielu ludów rdzennych. Należy do nich przede wszyst­
kim sytuacja podboju i marginalizacji, która przekłada się niemal na wszystkie sfery życia
tych społeczności, a także wpływa na całokształt przemian, jakim sąpoddane. W zależności
od tego, jak kształtowały się dzieje kontaktów z kulturą dominującą, ludy tubylcze były
spychane na mniej atrakcyjne ziemie, wydzielano im specjalne terytoria, na których mogły
przebywać, bądź poddawano je całkowitej eksterminacji. I tak na Syberii łowców
i hodowców reniferów zmuszano do osiadłego trybu życia i przesiedlano ich z małych obo­
zowisk do stałych osad, w krajach Ameryki Łacińskiej różne grupy tubylcze koncentrowa­
no często w jednym miejscu, podobnie w Ameryce Północnej, gdzie Indian osadzano
w rezerwatach, w Australii zaś, w celu wykorzenienia i oderwania młodego pokolenia od
tradycyjnego środowiska, realizowano politykę przymusowego odbierania aborygeńskim
rodzicom dzieci i przeznaczania ich do adopcji wśród białej ludności. Oczywiście marginaliza­
cja nie dotyczyła jedynie aspektu przestrzennego, ale także kulturowego, społecznego, eko­
nomicznego, politycznego etc., co sprawiło, iż ludy tubylcze egzystowały i przeważnie nadal
egzystują na obrzeżach życia narodowego. Przypomnieć tu można chociażby, iż jeszcze w pierw­
szej połowie lat 60. XX w. władze Australii, dziś przecież modelowego kraju wielokulturowego,
nie uważały Aborygenów za obywateli i nie uwzględniały ich w spisach ludności.
Właśnie współczesnej sytuacji wybranych ludów tubylczych, łamaniu ich praw czło­
wieka, ich problemom i stojących przed nimi wyzwań, poświęcone są teksty zamieszczone
w drugiej części tomu Pierwsze narody. Wpływ kultury dominującej — bądź to napływowej
(jak ma to miejsce w przypadku Ameryki), bądź to sąsiedniej (jak w przypadku Azji lub Afryki)
— na społeczności rdzenne powoduje niejednokrotnie znaczne przeobrażenia w systemie
społeczno-kulturowym tych drugich. Wspomniane zaś procesy akulturacyjne znajdują swo­
je odbicie zarówno w sferze symbolicznej, w strukturze społecznej, w obrzędowości, jak
i w sferze kultury materialnej czy w gospodarce. Kwestia wpływu, zapożyczeń czy też dosto­
sowania się społeczeństw rdzennych zarówno do grupy dominującej, jak i do wymogów współ­
czesności, została ukazana na przykładzie dwóch grup indiańskich z Ameryki Północnej
i Południowej, w tekstach Przemysława Bartoszka {Indianie Crow w końcu XXwieku) i Alicji

3 28

Recenzje i noty recenzyjne

Pasek {Aktualna sytuacja społeczno-kulturowa Indian Kofan ze wschodniego Ekwadoru).
Indianie Crow, wśród której to społeczności powszechne jest bezrobocie, alkoholizm czy też
wykorzystywanie autonomii, jaką zapewnia rezerwatom prawo (np, do prowadzenia kasyn),
próbując połączyć swoją tradycję z nowoczesnością, coraz częściej (i z coraz lepszym skut­
kiem) promują swoje walory geograficzne, historyczne i pochodzenie etniczne dla celów tury­
stycznych. Wyrazisty zaś przejaw długotrwałego kontaktu z kulturą amerykańską stanowi ich
kalendarz obrzędowy, który zawiera zarówno rytuały związane z kulturą Crow (sześciodniowy
festyn Crow Fair), uroczystości o charakterze panindiańskim (Taniec Słońca) czy też typowe
święta amerykańskie (Halloween, Święto Dziękczynienia). Wpływ kultury dominującej widocz­
ny jest także w przypadku Indian Kofan z Ekwadoru; powoduje on intensywne zmiany w ich
kulturze materialnej, gospodarce, systemie społecznym, i daje się odczuć i zauważyć nawet w
czasie trwania jednego pokolenia. Jednakże ów kontakt niesie ze sobą, niestety, oprócz sa­
mych zmian (w końcu kultura nie jest zjawiskiem statycznym), także istotne zagrożenia, które
spowodowane są przede wszystkim samowolną działalnością koncernów naftowych na ich
terenach oraz brakiem prawnych uregulowań zbiorowej własności ziemi.
Wspomniana aktywność gospodarcza na terenach zamieszkałych przez grupy południo­
woamerykańskich Indian stanowi ważny kontekst dla zrozumienia sytuacji tych społeczno­
ści i pojawiających się zagrożeń dla ich trwania kulturowego, a nierzadko i fizycznego. Nie­
mniej należy podkreślić, iż w ostatnich latach, dzięki presji wywieranej przez różne organiza­
cje pozarządowe, w tym tubylcze, kompanie wydobywcze coraz częściej biorą pod uwagę
interesy ludności rdzennej. Wciąż jednak „zderzenie kultur” prowadzi do sytuacji konflikto­
wych, jak w przypadku terytorium zamieszkałego przez Indian Janomami, gdzie niekontrolo­
wany napływ poszukiwaczy złota stanowi poważne zagrożenie dla bytu tej społeczności,
czy też, jak to ma miejsce w przypadku Indian z meksykańskiego stanu Chiapas, którzy od
połowy lat 90. XX wieku prowadzą walkę o prawa społeczne i polityczne.
Niekorzystny wpływ na kulturę, a także na sytuację ekonomiczną wielu grup tubylczych,
mają nierzadko najróżniejsze decyzje administracyjne, które w sposób pośredni je dotykają.
Takie działania administracji państwowej, jak budowa autostrady, decyzja o utworzeniu parku
narodowego czy zamknięcie granic państwowych (w przypadku Indii i Tybetu), mają, na co
zwracają uwagę w swoich artykułach Przemysław Hinca {Pasterze Uttaranćalu. Pytania
0 przyszłość) i Rafał Beszterda (Kinnaurowie. Obraz współczesnych zmian społeczności
plemiennej dystryktu Kinnaur, Himaćal Pradeś, Indie), istotny wpływ na dotychczasowe
systemy gospodarcze wielu społeczności pasterskich z Himalajów, powodując często ogra­
niczenia, a nawet utratę tradycyjnego (a zarazem podstawowego) źródła utrzymania.
W sytuacji narodu podbitego, mającego ograniczone możliwości politycznego i kultu­
rowego rozwoju, znajdują się także Tybetańczycy, co zmusza wielu z nich do emigracji.
1 chociaż nie stanowią oni modelowego przykładu ludu tubylczego, to jednak wspomniana
sytuacja podboju i marginalizacji ze strony władz chińskich oraz fakt odwoływania się czę­
ści liderów tybetańskich do idei bliskich podejmowanym przez ruch tubylczy sprawiły, iż
niezależnie od ścisłych przyporządkowań definicyjnych znalazły się także w części drugiej
Pierwszych narodów teksty autorstwa Anny Urbańskiej i Agnieszki Oleśkowicz-Popiel,
poświęcone uchodźctwu tybetańskiemu w Indiach i Nepalu.
Mówiąc o zjawisku marginalizacji ludów rdzennych należy zaznaczyć, iż u progu XXI
wieku społeczności te dysponują siecią organizacji (w tym międzyetnicznych), poprzez któ­
re zabiegają o zachowanie swoich kultur i języków, walczą o prawo do samookreślenia i róż­
nych form autonomii, a także podkreślają własną tożsamość. W państwach postkolonialnych zaś, w których to ludność miejscowa była asymilowana przez kulturę Zachodu, zaob­
serwować można podejmowanie przez część tamtejszych elit różnorodnych prób powrotu
do własnej tradycji, choć nierzadko mającej znamiona „tradycji wynalezionej” (invented
tradition). W kontekście tym bardzo interesującym przykładem jest tekst Wojciecha Bębna,

Recenzje i noty recenzyjne

329

w którym autor omawia wiele kontrowersji związanych z próbami wprowadzenia (w miejsce
prawa opartego o prawodawstwo anglosaskie) prawa zwyczajowego — jako oficjalnego
systemu prawnego w Papui-Nowej Gwinei, oraz przedstawia ewentualne konsekwencje
podjęcia takiego działania.
Część III Pierwszych narodów poświęcona została w całości znaczeniu i roli, jaką od­
grywają lokalni liderzy i tubylcza inteligencja w pobudzaniu oraz kształtowaniu tożsamości
etnicznej, a także w powstawaniu międzynarodowych organizacji zrzeszających ludność
rdzenną z wielu regionów. Wyróżniającym się artykułem jest niewątpliwie tekst Aleksandra
Posem-Zielińskiego, który przybliża Czytelnikowi w sposób niezwykle interesujący, a zara­
zem bardzo wszechstronny działalność przywódców indiańskich oraz ich rolę w konsolida­
cji ruchu tubylczego w kontekście polityki wielokulturowości na przykładzie krajów andyj­
skich. Abstrahując bowiem od lokalnej specyfiki tych ruchów, dostosowanych do sytuacji
poszczególnych państw i regionów zamieszkiwanych przez ludność rdzenną, można stwier­
dzić, na co wskazuje Posem-Zieliński, iż wspólnym ich celem jest umożliwienie tubylcom
pełnej partycypacji w polityczno-społecznym życiu kraju, którego społeczność respekto­
wałaby zasady wielokulturowości i wieloetniczności. Natomiast uwarunkowania powsta­
nia elit tubylczych oraz i ich charakterystyki w skali lokalnej, na przykładzie boliwijskich
Chacabo, przedstawia w swoim tekście Magdalena Ziółkowska-Kuflińska.
Bardzo ciekawym zjawiskiem, jakie można zaobserwować współcześnie, jest także nie­
zwykłe przebudzenie etniczne (narodowe?) w azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej, zarów­
no wśród tak liczebnych grup jak Buriaci czy Jakuci, jak i pośród takich małych ludów jak
np. Jukagirzy, Koriacy, Czukcze, Czuwańczycy, Ulczowie czy Ewenkowie. Temu odrodzeniu
etnicznemu, wiążącemu się z procesami przemian tożsamościowych i poszukiwania własnych
dróg rozwoju wśród różnych grup syberyjskich, sprzyjał w znacznym stopniu upadek Związ­
ku Radzieckiego i odejście w latach 90. od prowadzonej przezeń polityki narodowościowej,
a także wzrost znaczenia i oddziaływania międzynarodowego ruchu tubylczego zarówno
w wymiarze instytucjonalnym, jak i ideologicznym. Kwestii kształtowania się czy też raczej
odrodzenia świadomości etnicznej i kulturowej u ludów Syberii oraz roli, jaką odgrywają
w tym zachodzącym procesie elity tych społeczności poświęcone zostały teksty Ewy No­
wickiej (Perspektywy i strategie, Koriacy we współczesnym świecie), Roberta Wyszyńskiego
(Rola elit w odrodzeniu narodowym w Buriacji), Wojciecha Lipińskiego (Rdzenne ludy
Jakucji. Myśliwi i profesorowie) oraz Jarosława Derlickiego (Jukagirzy. Psi ludzie).
Książka, na którą składają się pokrótce omówione w niniejszej recenzji teksty, stanowi
nie tylko znakomite wprowadzenie w problematykę dotyczącą ludów tubylczych, ale, co
istotne, przedstawia także aktualną sytuację wielu społeczności rdzennych i marginalizo­
wanych. Niewątpliwym jej atutem jest także wielość autorów, będących w większości antro­
pologami, którzy przeszli swoistą inicjację do zawodu, jaką jest prowadzenie własnych ba­
dań terenowych. Wyniki tych penetracji były zaś niejednokrotnie publikowane w specjali­
stycznych opracowaniach oraz upowszechniane w formie uniwersyteckich wykładów.
Wspomniany natomiast, bezpośredni kontakt autorów z opisywanymi ludami, zebrane
— nierzadko wieloletnie— doświadczenia i obserwacje, w połączeniu z analizą sytuacji spo­
łeczno-politycznej oraz etnicznej i kulturowej w regionie, sprawia, iż teksty składające się
na książkę Pierwsze narody są znakomicie przygotowane pod względem merytorycznym,
a jednocześnie napisane w sposób uporządkowany, zrozumiały i przejrzysty dla Czytelnika
(nawet dla takiego, który nie jest zaznajomiony z omawianą tu tematyką).
Kończąc niniejszą recenzję, chciałbym się jeszcze odnieść do samej Międzynarodowej Deka­
dy Ludów Tubylczych na Świecie, do której, co zostało już zasygnalizowane, nawiązywały, bę­
dące defacto asumptem do opublikowania Pierwszych narodów, warszawskie konferencje.
Otóż dziesięć lat temu zespół ekspertów z Organizacji Narodów Zjednoczonych — Gru­
pa Robocza ds. Ludów Tubylczych oraz jej organ nadrzędny: Podkomisja ONZ ds. Zapo­

330

Recenzje i noty recenzyjne

biegania Dyskryminacji i Ochrony Mniejszości (teraz nazywana Podkomisją ONZ ds. Po­
pierania i Ochrony Praw Człowieka) — zaproponował nowy (dodatkowy) międzynarodowy
standard praw człowieka, uwzględniający zagrożenia, z jakimi spotyka się ludność autochto­
niczna na całym świecie. Tego samego roku Zgromadzenie Ogólne ONZ uznało przyjęcie
wspomnianego projektu Deklaracji za jeden z najważniejszych celów Międzynarodowej
Dekady Ludów Tubylczych Świata.
I chociaż, jak wynika z raportu przedstawionego przez Rodolfo Stavenhagena, specjal­
nego sprawozdawcy ONZ, sytuacja ludności tubylczej w ostatnim dziesięcioleciu uległa
poprawie, to jednak nadal staje się ona ofiarą dyskryminacji i uprzedzeń utrzymujących się
wśród społeczności narodowych, a także nadal podlega marginalizacji społecznej, politycz­
nej, gospodarczej, kulturowej etc. Niewiele państw próbuje włączyć tradycyjne prawo lud­
ności tubylczej w swój system prawny, alienując tym samym ludy tubylcze i pozbawiając je
możliwości samostanowienia. Natomiast ustawodawstwo krajowe, generalnie zapewniają­
ce ludom tubylczym swobodny, autonomiczny byt kulturowy, a nawet specjalną opiekę
państwa, okazuje się w wielu przypadkach martwym zapisem.
Poważnym zagrożeniem dla kulturowej, a nierzadko i fizycznej kondycji społeczności
tubylczych jest brak (bądź nieprecyzyjność) przepisów dotyczących zbiorowej własności
zamieszkiwanej przez nie ziemi oraz dostępu do znajdujących się na tych terytoriach zaso­
bów naturalnych. Stąd też, kiedy wymagają tego przedsięwzięcia ekonomiczne (np. budo­
wa wielkich zapór wodnych, pozyskiwanie bogactw naturalnych, etc.) lub interesy polityczne
kraju (np. „odgórna” integracja narodowa), dochodzi często do przesiedlenia ludności au­
tochtonicznej (lub innych grup etnicznych) na ściśle wyznaczone terytoria, co powoduje
nie tylko wykorzenienie ze „swojego świata”, dezintegrację kulturową i społeczną, a w kon­
sekwencji marginalizację na wielu płaszczyznach życia, ale także stwarza zjawisko uzależnie­
nia tejże ludności od instytucji państwowych lub innych placówek (np. misji), wywołując
wśród niej postawę bierności i ogólnej niezaradności.
10
grudnia ubiegłego roku zakończyła się Międzynarodowa Dekada Ludów Tubylczych
Świata, której głównym celem, jak już wspomniano, było uchwalenie Deklaracji Praw Ludów
Tubylczych. Dążono w ten sposób do usankcjonowania minimalnego, międzynarodowego
standardu ochrony i promocji praw społeczności rdzennych. Niestety, wraz z końcem Deka­
dy, strony-państwa z przygotowanego projektu Deklaracji zgodziły się zaledwie na dwa
z 45 artykułów proponowanego tekstu3. Nie oznacza to jednak, iż Dekada była okresem za­
przepaszczonym. Dyskusja nad zasadnością ustanowienia międzynarodowego standardu
ochrony i promocji praw człowieka, uwzględniającego sytuację ludów tubylczych, trwa nadal,
czego wyraźnym potwierdzeniem było przyjęcie 20 grudnia 2004 roku przez Zgromadzenie
Ogólne NZ rezolucji 59/174, która proklamowała, począwszy od 1 stycznia 2005 roku, drugą
Dekadę. I choć państwa-strony zgłaszają wiele zastrzeżeń i obiekcji do obecnego projektu
Deklaracji Praw Ludów Tubylczych, to nie ma wątpliwości, iż powinny być one otwarcie kon­
sultowane z organizacjami tubylczymi celem wzmacniania, a nie osłabiania tychże standar­
dów. Teksty zaś zawarte w Pierwszych narodach wydają się (choć nie czynią tego w sposób
bezpośredni) poświadczać słuszność powyższego wniosku.
Marcin Kwiatkowski

3Chodzi o artykuł 5 (Every indigenous individual has the right to a nationality) oraz 43 (All the
rights andfreedoms recognized herein are equally guaranteed to male andfemale indigenous indivi­
duals). W miejscu tym chciałbym podziękować Pani Magdalenie Krysińskiej-Kałużnej za udziele­
nie powyższej informacji. Pełen tekst Draft United Nations Declaration on the Rights of Indigenous
Peoples można znaleźć na stronie internetowej: http://www.unhchr.ch/huridocda/huridoca.nsf7(Symbol)/E.CN.4.SUB.2.RES. 1994.45.En?OpenDocument.

Recenzje i noty recenzyjne

331

Roses and red earth. Polish folk art in Australia, Macmillan Publishers Australia, red.
Maria Wrońska-Friend, Melbourne 2000.
W roku 1995 działające przy James Cook University w Townsville (Australia) Museum
o f Tropical Anthropology otrzymało dar z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego
w Łodzi, w postaci kolekcji polskiej współczesnej sztuki i rękodzieła ludowego. Był to efekt
wymiany kolekcji, jaką oba muzea przeprowadziły w latach 1994-1999'. Otrzymane z Polski
zabytki umożliwiły zorganizowanie wystawy w Perc Tucker Regional Gallery w Townsville
„Roses and red earth. Polish folk art in Australia”, której autorką była Maria Wrońska-Friend, wykładowca antropologii na Uniwersytecie Jamesa Cooka. Ekspozycję tę prezen­
towano następnie w wielu miastach Australii2. Wystawę, w całości sfinansowaną przez Fe­
deralny Rząd Australii, obejrzało ponad 95 000 osób i była to jedna z ważniejszych promocji
kultury polskiej w tym kraju. Towarzyszyło jej piękne wydawnictwo o tym samym co ekspo­
zycja tytule, wydane w roku 2000 w Australii przez Macmillan Publishers Australia. Kon­
cepcja merytoryczna wystawy opierała się na zestawieniu przykładów polskiej sztuki i ręko­
dzieła ludowego z pracami artystów australijskich polskiego pochodzenia, którzy w swoich
działaniach artystycznych czerpią inspiracje z polskiej kultury ludowej.
Omawiana publikacja stanowi ciekawe studium dotyczące polskiej sztuki ludowej oraz jej
roli w życiu społeczności polonijnej w Australii. Książka składa się z czterech części pisanych
przez różnych autorów. Pierwsza, autorstwa Aleksandra Jackowskiego, zatytułowana Folk
art in Poland, rozpoczyna się charakterystyką tradycyjnej polskiej sztuki ludowej końca XIX
i początków XX wieku. Autor podaje uwarunkowania historyczne i społeczne, które wpłynęły
na ostateczny kształt kultury, a więc i sztuki wsi polskiej. Omawia historię zainteresowań polskich
artystów, etnografów i historyków sztuki twórczością „ludu polskiego”. Charakteryzuje wresz­
cie pojęcie „stylu ludowego”, podając jego najistotniejsze cechy. Mając na uwadze fakt, że
adresuje ten esej do australijskiego czytelnika, autor stara się wyjaśnić uwarunkowania i prze­
bieg przemian zachodzących w kulturze polskiej wsi na przestrzeni wieków, podkreślając oczy­
wiście te momenty, które wpłynęły na kształtowanie się, a następnie przemiany sztuki i ręko­
dzieła. Swoje opracowanie kończy rozważaniami nad możliwościami i sposobami zachowania
i podtrzymywania twórczości i rękodzieła o charakterze ludowym oraz sztuki „naiwnej”, wska­
zując zarówno na dodatnie, jak i ujemne strony różnego typu mecenatów.
Powyższy esej jest skrótowym (z konieczności) zaprezentowaniem szerokiego tematu,
omawianego przez autora wielokrotnie w licznych polskich i zagranicznych publikacjach.
W tym jednak przypadku uwagę zwraca dostosowanie tekstu do czytelnika australijskiego,
o czym świadczą liczne komentarze dotyczące historii Polski. Tekst ten nawiązuje także do
samej ekspozycji i akcentuje te przejawy twórczości i rękodzieła, których przykłady znalazły
miejsce na wspomnianej wystawie.
Druga część opracowania, autorstwa prof. Jerzego Smolicza, Creativity where cultures
meet, jest poświęcona społeczności Australijczyków polskiego pochodzenia3. Autor zwra­
1Współpraca ta doczekała się już kilku omówień. Porównaj: A. Nadolska-Styczyńska, Australia
i Oceania w działaniach Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, w: Wśród pustyń,
buszu, lasów i ogrodów, Łódź, 2003, s. 27-37; A. Styczyńska, Kolekcja z Australii i Oceanii — efekt
współpracy Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi z James Cook University o f North
Queensland, w: Ludy i kultury Australii i Oceanii, Wrocław 2001, s. 229-235.
2Pisała o tym jej autorka Maria Wrońska-Friend w opracowaniu: Róże i czerwona ziemia: polska
sztuka ludowa w Australii—wystawa objazdowa, Australia 1999-2002, „Lud” t. 87,2003, s. 402-404.
3Profesor Jerzy Smolicz — wykładowca Uniwersytetu w Adelajdzie, dyrektor Centrum Badań
Międzykulturowych i Edukacji Wielokulturowej (CISME) jest dobrze znany polskim czytelnikom
z wielu publikacji dotyczących wielokulturowości oraz Polonii australijskiej, a także z wykładów,
jakie wygłaszał w trakcie swoich wizyt w Polsce.

332

Recenzje i noty recenzyjne

ca uwagę na uwarunkowania historyczne, w jakich przybyłym do Australii Polakom przy­
szło żyć i kształtować swoją społeczność. Charakteryzuje drogi, które pozwalały na zacho­
wanie własnych korzeni i tożsamości przy równoczesnym współistnieniu w wielokulturo­
wym społeczeństwie Australii. Pierwsza polega na równoległym współistnieniu i realizowa­
niu wartości kultury własnej i australijskiej. Druga — na łączeniu i przemieszaniu różnych
elementów obu kultur. Autor stwierdza, że prezentowana wystawa była przykładem tego
ostatniego podejścia, łącząc różne tradycje w jedną, nową jakość. Artykuł podaje także,
jakie elementy kultury polskiej są podkreślane i pielęgnowane przez Polonię australijską.
Pojawiają się tu m. in.: zachowanie języka polskiego, religia, zasada gościnności oraz kulty­
wowanie polskiej kultury i sztuki, w tym sztuki ludowej. Profesor Smolicz podkreśla także
rolę, jaką w utrzymaniu tożsamości narodowej odgrywają zespoły folklorystyczne, będące
nie tylko sposobem zachowania polskich tradycji i tożsamości, ale także metodą ich prezen­
tacji w społeczeństwie Australii.
Kolejna część publikacji to Folk art andPolish identity, autorstwa dr Marii Wrońskiej-Friend. Jest to komentarz antropologa, a zarazem przedstawiciela Polonii australijskiej. Do­
tyczy on roli, jaką w życiu tej grupy odgrywa polska kultura, a w szczególności sztuka ludo­
wa. Interesujące jest spostrzeżenie autorki mówiące o tym, że kultura ludowa jest tu kojarzo­
na z konkretnym obszarem, a więc Polską, w odróżnieniu od sztuki profesjonalnej, która
dzieliła swój język wypowiedzi ze sztuką Europy. Sztuka ludowa jest natomiast kojarzona ze
sztuką konkretnego miejsca w świecie. Te regionalne konotacje są według autorki jednym
z głównych powodów wykorzystywania kultury i sztuki ludowej jako znaku narodowej tra­
dycji. Medium o wiele bardziej kojarzonym z samoidentyfikacją narodową grupy niż sztuka
profesjonalna czy akademicka. Autorka stwierdza, że w ponad stuletniej historii polskiego
osadnictwa w Australii różne elementy tradycji „ludowej” były w rozmaity sposób przejmo­
wane. Odbywało się to poprzez kontynuacje tradycji rodzinnych, przywiezionych z ojczy­
zny lub (częściej) poprzez przyswajanie wybranych elementów i ich odtwarzanie, w celu
wyrażenia poczucia wspólnoty i tożsamości. W Polsce tradycyjnie pojmowana kultura lu­
dowa jest przypisana określonej grupie, to znaczy środowisku wiejskiemu. Natomiast
w Australii odgrywa ona znaczącą rolę jako egzemplifikacja tożsamości narodowej. Jest re­
prezentatywna dla całej zbiorowości o polskich korzeniach, a przecież trzeba pamiętać, że
społeczność ta pochodzi w przeważającej większości z miast. Jedynie w najstarszej grupie
emigrantów spotyka się potomków mieszkańców przedwojennych wsi. Dalej autorka zwra­
ca uwagę na rolę, jaką w społeczności o polskim pochodzeniu odgrywa strój ludowy. Jest
noszony w uroczystych, oficjalnych sytuacjach, ale rzadko się zdarza, aby był powiązany
z regionem Polski, z którego pochodzi dana osoba czy rodzina. Dobierany bywa zatem cał­
kiem dowolnie. W opracowaniu znajdujemy także charakterystykę zespołów folklorystycz­
nych działających na terenie Australii, wykorzystujących tradycje folkloru polskiego. Jest
ich ponad dwadzieścia. Powstały w latach pięćdziesiątych, a następnie w siedemdziesią­
tych i osiemdziesiątych. Ich instruktorzy rekrutują się z polskich zespołów o „ludowym”
charakterze, albo odbywali specjalne szkolenia w Polsce. Autorka słusznie podkreśla, że
tendencja wykorzystywania elementów kultury ludowej jako środka samoindentyfikacji jest
charakterystyczna dla wszystkich grup polonijnych na świecie i dla wszystkich społeczno­
ści tworzących wielokulturową Australię. Wspomina także o działającym w latach pięćdzie­
siątych i sześćdziesiątych Polish Folk Theatre w Melbourne, założonym i prowadzonym
przez Lidię Chramcow (z wykształcenia etnografa). Przygotowywane w nim spektakle były
oparte na tematyce zaczerpniętej z kultury ludowej, a uczestnicy tych działań sami wykony­
wali potrzebne akcesoria, kostiumy i dekoracje. Część tych obiektów trafiła zresztą do Na­
tional Museum o f Australia. Maria Wrońska-Friend omawia w swoim podrozdziale także
działania artystów plastyków działających w Australii, wykorzystujących w swoich projek­
tach pewne aspekty sztuki ludowej. Rzadko są to kopie obiektów oryginalnych. Zazwyczaj

Recenzje i noty recenzyjne

333

sztuka ludowa jest jedynie źródłem inspiracji twórczej. Czasem jest to efekt kontynuacji tra­
dycji i umiejętności wyniesionych z domu rodzinnego. Najczęściej jednak ta tematyka stała
się obiektem ich zainteresowania dopiero po przybyciu do Australii. Artyści ci są zdania, że
najprawdopodobniej nie sięgnęliby do niej, gdyby tworzyli w Polsce.
Ostatnia część książki, także autorstwa Marii Wrońskiej-Friend, to Artistsprofiles, obej­
mująca 11 sylwetek autorów prac prezentowanych na wystawie. Autorka podaje informacje
biograficzne, źródła i zakresy ich inspiracji polską sztuką ludową oraz charakterystykę prac
i dorobek artystyczny. Nie zawsze zainteresowania artystów wiążą się z techniką czy formą,
charakterystyczną dla „stylu ludowego”, ale często dotyczą konkretnego tematu, przeżyć
(także tych traumatycznych) czy wspomnień. Ich prace łączą jednak te „polskie” elementy
z doświadczeniami, obserwacjami i motywami typowo australijskimi. Poznajemy tutaj zatem
sylwetki pisankarek: Elizabeth Pyrz-Romanyk i Krystyny Łużny; Kingi Rypińskiej, absol­
wentki Uniwersytetu Poznańskiego, malującej na szkle miasta współczesnej Australii; Felixa Tuszyńskiego, podtrzymującego w swoim malarstwie rodzinne tradycje żydowskie, ze
świadomością dramatycznych doświadczeń II wojny światowej; Zdzisława Genka, który
w swoich obrazach wykorzystuje polskie tradycje wiejskie. Dowiadujemy się, w jaki sposób
pochodząca z Żółkwi Lidia Groblicka przedstawia w drzeworytach swoistą wizję życia
w Australii. Kolejny omawiany artysta— Tadeusz Murawski, wykorzystuje w swojej twór­
czości rzeźbiarskiej motywy zaczerpnięte z szeroko pojętej polskiej kultury ludowej. Nato­
miast Danuta Michalska czerpie w swoich grafikach i pracach malarskich inspirację z tech­
nik i cech formalnych twórczości ludowej. Poznajemy tu również sylwetkę autorki niezwy­
kłych, bajkowych wręcz wycinanek— Marii Gałązki-Giętki, a także biografię i drogę twórczą
Agnieszki Gołdy, absolwentki szkół artystycznych Melbourne i Adelajdy, która w swoich
instalacjach zaznacza elementy zaczerpnięte z polskich tradycji i obrzędów. Ostatnią z oma­
wianych jest twórczość urodzonej już w Sydney Any Wojak, świadomie umieszczającej
w swoich pracach motywy i tematy charakterystyczne dla poznanej podczas studiów w na­
szym kraju kultury polskiej i łączącej je z elementami kultury Australii. W przypadku tej
wystawy mamy do czynienia z serią aranżacji tej artystki poświęconych tematowi szopki
bożonarodzeniowej.
Warto dodać, że książka jest wyjątkowo starannie, pięknie wydana i opatrzona licznymi
kolorowymi ilustracjami. Nie jest przewodnikiem po wystawie ani jej katalogiem. Jest intere­
sującą publikacją mówiącą o miejscu i roli sztuki ludowej w życiu społecznym i artystycz­
nym Australijczyków polskiego pochodzenia. Jest to także jedno z nielicznych studiów
poruszających zagadnienie roli, jaką ta twórczość odgrywa w kreowaniu tożsamości naro­
dowej Polonii australijskiej. Interesujące byłoby skonfrontowanie zawartych w niej tez
z podobnymi opracowaniami dotyczącymi na przykład Polonii amerykańskiej. Szkoda, że
książka trafiła do Polski w bardzo niewielkiej liczbie egzemplarzy. Warto chyba zastanowić
się nad możliwością sprowadzenia tej publikacji do kraju albo podjąć próbę znalezienia in­
nego sposobu pozyskania tego wydawnictwa także dla polskiego czytelnika. Na razie jej
zamówienie jest możliwe poprzez Internet, pod adresem: marketing@macmillan.com.au
Anna Nadolska-Styczyńska

33 4

Recenzje i noty recenzyjne

Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego, t. 8: Anna Drożdż i Agnieszka Pieńczak, Zwyczaje i obrzędy weselne, część I: Od zalotów do ślubu cywilnego, red. naukowa
Z. Kłodnicki, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Uniwersytet Śląski Filia w Cieszynie,
Wrocław-Cieszyn 2004, ss. 448.
Zawarcie związku małżeńskiego stanowiło zawsze bardzo ważny etap w życiu człowieka,
posiadało także znaczący wydźwięk społeczny. Towarzyszyło mu więc wiele form obrzędo­
wych, z których część wywodziła się jeszcze z epoki przedchrześcijańskiej, inne pojawiały
się wskutek inspiracji religijnej. W kulturze magicznej uświęcona trądycjąuroczystość we­
selna oznaczała przywrócenie mitycznego święta praczasu, dokonując się zaś w fazie sepa­
racji wymagała otwarcia się na tamten świat, a tym samym — stosowania różnych zabiegów
0 charakterze apotropeicznym, przestrzegania rytualnych gestów i nakazów, realizowania
ściśle ustalonego porządku obrzędowego. W Kościele katolickim małżeństwo, jako trwały
1 nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, stanowiący wspólnotę życia i miłości, został
podniesiony do godności sakramentu. Ustawiczne ścieranie się i ekspansja nowych ele­
mentów, krzyżowanie i kontaminacja tradycyjnych oraz współczesnych form uaktywniały
na przestrzeni lat proces przemian, wyrażający się m.in. w stałym odchodzeniu od utartych
schematów obrzędowych. Wraz ze zmianą kanonów życia dawne magiczno-symboliczne
funkcje uległy dezaktualizacji, a samo wesele zmieniło się w pozbawioną motywacji świato­
poglądowej ceremonię, której realizacja w sytuacji praktyczno-komunikaeyjnej dokonuje
się w zgodzie ze społecznym decorum. Wesele nadal stanowi jednak wydarzenie o dużej
doniosłości w życiu rodziny.
Cieszy fakt ukazania się na rynku wydawniczym wartościowej publikacji autorstwa Anny
Drożdż i Agnieszki Pieńczak o zwyczajach i obrzędach weselnych. Przedstawione w niej
materiały z badań prowadzonych w około 350 miejscowościach na obszarze całej Polski,
wśród kilku pokoleń informatorów, umożliwiają rzetelny ogląd tradycyjnych wierzeń i wie­
dzy ludowej związanej z weselem, także dokonujących się w tym zakresie cywilizacyjnych
przeobrażeń. Cenna okazała się merytoryczna inicjatywa redaktora naukowego tomu, Zyg­
munta Kłodnickiego, aby w celu zachowania wyrazistości i precyzji chronologicznej zrezy­
gnować „z uwzględnienia na mapach materiałów wyekscerpowanych z literatury etnogra­
ficznej pochodzącej z XX wieku, a dla celów porównawczych pozostawić dane wcześniej­
sze, tj. pochodzące z literatury z XIX wieku” (s. 6). Przyjęto także sprawdzoną koncepcję
publikacji map wraz z tekstem objaśniającym. Pozwoliło to na wierne odtworzenie obrazu
świata stereotypów i symboli oraz uwydatnienie procesu przemian dokonującego się
w obrzędowości weselnej. Autorki odwołały się do kwestionariusza nr 9, opracowanego
wcześniej przez Józefa Gajka przy współudziale Feliksa Olesiejuka. Poddały analizie niepu­
blikowane mapy z obrzędowości weselnej wykonane w Pracowni Atlasu Etnograficznego
we Wrocławiu, nadając im bardziej przejrzystą formę, „ponownie przeanalizowały materiał
z badań terenowych PAE i od nowa opracowały mapy” (s. 6). Ze względu na dużą liczbę
zgromadzonych materiałów omówiły w porządku chronologicznym okres narzeczeństwa,
czas przygotowań przedślubnych oraz sam ślub cywilny. Tytuły kolejnych rozdziałów: za­
loty, swaty, zaręczyny (oprać. A. Pieńczak) oraz zapraszanie gości weselnych, dziewiczy
i kawalerski wieczór, zawarcie małżeństwa cywilnego (oprać. A. Drożdż) wyznaczają zakres
pola interpretacyjnego i w pełni oddają istotę wyróżnionych etapów charakterystycznych
dla zwyczajowości i obrzędowości weselnej. Przedmiotem refleksji stały się nie tylko zjawi­
ska historyczne, ale także kondycja dziedzictwa kulturowego i jego miejsce we współcze­
snej kulturze.
Czytelna w ten sposób rzetelność naukowa ułatwia konstruktywną percepcję tomu. Każdy
rozdział poprzedzony został informacjami wprowadzającymi o charakterze ogólnym, a na­
stępnie poszczególne zagadnienia usystematyzowano i uszczegółowiono, dokonując po­

Recenzje i noty recenzyjne

335

równania zespołu faktów i zjawisk związanych z obrzędowością weselną sprzed drugiej wojny
światowej z ich stanem późniejszym. Uwzględniono tu tradycje ludności przybyłej na zie­
mie zachodnie i północne. Wnikliwej analizie poddano zjawiska dotyczące nazewnictwa,
chronologii, cech charakterystycznych, ról obrzędowych poszczególnych osób, dni i pór
dnia pomyślnych i niepomyślnych w tradycyjnych wierzeniach ludowych, rodzajów po­
częstunków, zachowań symbolicznych, zwyczajowych nakazów i zakazów, nazw gwarowych.
Bardzo pomocne dla analizy porównawczej i przy rozstrzyganiu dylematów interpretacyj­
nych stały się wypowiedzi informatorów. Zwrócono m.in. uwagę na utratę rudymentarnych
funkcji kulturowych w procesie przechodzenia od symbolicznego, mitycznego waloryzo­
wania rzeczywistości w stronę alegorycznego, znakowego i estetycznego odbioru.
Stosunkowo najmniej miejsca poświęcono zalotom, gdyż „temat ten — jak wyjaśniła
Agnieszka Pieńczak — nie został przebadany przez pracowników atłasu i późniejszych ba­
daczy” (s. 9), a zebrane dane pochodzą tylko z jednej wsi — Brzyskiej Woli (ok. Biłgoraja).
Nie zrezygnowano jednak z ich prezentacji, co zapewniło analityczny porządek, właściwy
ciąg logiczny, koherencję całości tomu i spójność wywodu.
Szczegółowo opracowano zagadnienia związane ze zwyczajem udawania się kawalera
z osobą trzecią do rodziców dziewczyny w celu przedwstępnego omówienia sprawy zawar­
cia małżeństwa, uwzględniając także przypadki szczególne (swaty do kobiety ciężarnej oraz
swaty do kobiety z dzieckiem). Zwrócono m.in. uwagę na proces zanikania tego zjawiska
w środowisku wiejskim wraz z upływem czasu, także na transformację oraz wieloznaczność
niektórych tradycyjnych pojęć. Terminologiczne przesunięcia semantyczne dotyczą m.in.
takich określeń, jak np.: „wiano”, „posag”, „zmówiny” (por. np. s. 65, 71). Osobny podroz­
dział poświęcono „targom” przedślubnym i związanym z nimi „oględzinom”. W latach 70.
XX wieku dały znać o sobie, jak słusznie skonstatowała autorka, „nowe czynniki doboru
partnera życiowego związane już nie tylko ze względami materialnymi (co wcześniej było
niezwykle istotne), ale głównie z uczuciami samych młodych, którzy są coraz mniej związani
z własną wsią i mogą nawiązywać kontakty także poza własnym miejscem zamieszkania. Stąd
swaty utraciły na znaczeniu, funkcjonując jedynie w szczątkowej formie i w określonych
przez społeczność warunkach” (s. 29). Nasuwa się pytanie, czy w XXI wieku, w dobie bez­
robocia i niewątpliwej pauperyzacji części ludności, względy materialne ponownie nie sta­
ną się jednym z głównych czynników rozstrzygających o wzajemnym doborze wśród mło­
dych ludzi?
Osobny rozdział tomu traktuje o zaręczynach, które wprawdzie odrębną, samodzielną
formę zaczęły przybierać powszechnie dopiero wraz ze wzrostem zamożności mieszkańców
wsi i oddziaływaniem kultury miejskiej (lata 70. XX wieku), jednakże zawsze stanowiły zna­
czący etap w obrzędowości weselnej. W sposób komparatystyczny, uwzględniając proces
przeobrażeń, jaki dokonał się po drugiej wojnie światowej, scharakteryzowano tu role ob­
rzędowe swata, rodziców, starosty, marszałka i pozostałych uczestników. Opracowano tu
również zwyczajowe wręczanie darów, rodzaje poczęstunku i związaną z nimi symbolikę,
wskazano także na potencjalne przyczyny zrywania zaręczyn oraz wynikające z tego spo­
łeczne konsekwencje.
Oddzielną część pracy stanowi zapraszanie gości weselnych. W kulturze tradycyjnej pora
zaprosin inicjowała wszak czas święta, będąc najbardziej odpowiednią dla podejmowania
czynności magii incepcyjnej. Współcześnie dobór weselników nie pozostaje kwestią przy­
padku. Czytelnik znajdzie tu pełną informację na temat m.in. osób zapraszanych, zaprasza­
jących, ustalających wykaz zaproszonych, terminów zapraszania, wierzeń i zachowań ma­
gicznych oraz elementów towarzyszących na tym etapie obrzędu (poczęstunek, błogosła­
wieństwo, oracje) ze wskazaniem cezury zaniku lub upowszechnienia się poszczególnych
zjawisk. Jak się okazuje, „znaczna część informacji opisujących zwyczaj zapraszania ca­
łej wsi pochodzi od osób przesiedlonych na tereny Polski zachodniej po 1945 roku”

336

Recenzje i noty recenzyjne

(s. 208). Dla językoznawcy i filologa zajmującą płaszczyznę odniesienia badawczego stano­
wić mogą pomieszczone tutaj teksty oracji osób zapraszających, których treść ustalona przez
tradycję i pragmatykę, a odwołująca się do religii, przyrody i bogactwa, była w przeszłości
ściśle przestrzegana.
Interesująco przedstawia się ta część tomu, w której Anna Drożdż traktuje o obwarowa­
nych dawniej zachowaniami wierzeniowymi i magicznymi — spotkaniach przedślubnych
(dziewiczy wieczór), także o tych organizowanych współcześnie. Znaleźć tu można pełną
informację na temat czynności obrzędowych podejmowanych podczas panieńskiego wie­
czoru, takich jak: ozdabianie sali i domu weselnego, wyplatanie wianków, przygotowywanie
rózgi weselnej, wypiek pieczywa obrzędowego oraz o związanych z tym zachowaniach wie­
rzeniowych. Część informacji uzyskano od osób przesiedlonych z terenów wschodnich
(s. 317). Jak wiadomo, kawalerski wieczór rozpowszechnił się po drugiej wojnie światowej,
jednak, jak się okazuje, paradoksalnie w tych wsiach, w których należał do miejscowej tra­
dycji, „notowano jego stopniowy zanik” (s. 357). Osobny podrozdział poświęcono popu­
larnemu w przeszłości na obszarze centralnej, wschodniej i południowej Polski zwyczaju
urządzania przez narzeczonych wspólnego spotkania w wigilię wesela (tzw. wykupiny, dru­
żyny, zdawiny, dobranoc, dobranocka, pustochy, przedwesele, obigrawka, rózgowiny, opleszcziny, wicie wianków, wianki, swaszczyny). Jeszcze w okresie prowadzenia badań na zacho­
dzie Polski praktykowano „polterabend”, natomiast we wsiach usytuowanych na północ­
nym wschodzie odnotowano zanik tego zwyczaju (s. 371).
Omawiany tom wieńczy rozdział o ślubie cywilnym. Zawarcie małżeństwa cywilnego
początkowo stanowiło w społeczności wiejskiej zwykłą formalność i dopiero z upływem czasu
stało się .jednym z równoprawnych etapów obrzędowości weselnej” (s. 378). Zaczęto nada­
wać mu uroczystą oprawę, pojawiły się nowe wierzenia oraz zachowania magiczne z nim
związane, jednak, co podkreśla Anna Drożdż, opisy zwyczajów towarzyszących zanotowa­
no „w pojedynczych punktach badawczych, co sprawia, że ich wiarygodność wymaga spraw­
dzenia” (s. 379). Informacje uzyskane od najstarszych informatorów odnoszą się do przeło­
mu XIX i XX stulecia oraz okresu międzywojennego.
Nie budzi zastrzeżeń szata edytorska książki. We wprowadzającym Wstępie czytelnik
znajdzie pełną informację m.in. na temat obszaru badań, zasad opracowania materiałów oraz
zastosowanych modyfikacjach i poprawkach. Tom zamykają: aneksy, spis map (w j. polskim
i angielskim), źródła, bibliografia, w której pomieszczono .jedynie wybrane prace dotyczące
obrzędowości weselnej, z reguły te, na podstawie których opracowano mapy sporządzone
przez pracowników PAE w latach 80. XX wieku” (s. 415) oraz indeks nazw geograficznych.
Opracowania następnych faz scenariusza weselnego wraz z wykazem informatorów i prze­
badanych miejscowości znajdą się w drugiej części tomu, którego druk przewidywany jest
na 2006 rok.
Reasumując, jest to zatem bardzo wartościowa praca o charakterze stricte naukowym,
która poza tym, że zawiera wiele materiału historycznego, posiada również charakter inspi­
rujący. Przeznaczona jest dla specjalistów (etnografów, etnologów, folklorystów, dialekto­
logów, językoznawców), jak i również dla szerszego kręgu odbiorców — miłośników trady­
cyjnej kultury, którym zależy na rozwijaniu wiedzy o dziedzictwie kulturowym.
Barbara Pabian

Recenzje i noty recenzyjne

337

J ó z e f N o w a k , Adwent i Boże Narodzenie w regionie tomaszowskim. Studium reli­
gijności ludowej, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Prace
Wydziału Teologicznego, t, 134, Studia Religiologiczne t, 5, red. Hemyk Zimoń SVD, Lublin
2003, ss. 377.
„W świetle religii kultura jest spotkaniem dwóch bytów — Boga i człowieka” — tymi
słowami rozpoczyna omawianą monografię Józef Nowak, doktor teologii, związany ze śro­
dowiskiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, młody (ur. 1973) badacz kultury i reli­
gijności ludowej. Jak pisze we wstępie, przedmiotem studium jest prezentacja oraz interpre­
tacja fenomenologiczna i teologiczna zwyczajów, obrzędów i wierzeń charakteryzujących
okres adwentu i Bożego Narodzenia w okolicy Tomaszowa Lubelskiego w przeszłości i te­
raźniejszości oraz uchwycenie i określenie natury przemian kultury duchowej w aspekcie
wierzeń i zwyczajów świątecznych. Za cel nadrzędny przyjął autor pełniejsze zrozumienie
wartości tradycyjnej kultury tego regionu oraz ukazanie jej współczesnego znaczenia
w kulturze ludowej i ogólnonarodowej.
J. Nowak przyjmuje, że obrzędowość okołobożonarodzeniowa w klasyfikacji etnologicz­
nej zaliczana jest do tzw. rytuałów dorocznych, związanych z trwaniem i cyklicznym odna­
wianiem się kosmosu, w których obserwuje się przemieszanie elementów magicznych z re­
ligijnymi. Dokonywane podczas świąt symboliczne działania obrzędowe zatem, uzasadnio­
ne istniejącymi wierzeniami, są nasycone nie zawsze czytelnymi dla uczestników obrzędu
transparentnymi znaczeniami, które nie tylko umożliwiają wzajemną więź między uczestni­
kami obrzędu, ale przede wszystkim zmierzają do kontaktowania się człowieka z rzeczywi­
stością transcendentalną. Autor wprowadza więc do podstawy metodologicznej opraco­
wania dwie kategorie: teologię ludową i łączącą się z nią — religijność ludową. Przez teolo­
gię ludową— za takimi badaczami, jak J. Szmyd, M. Rusecki, J. Salij, J. Keller, J.C. Scannone
— rozumie dokonywaną przez mieszkańców wsi interpretację treści chrześcij ańskiego prze­
słania na podstawie własnego systemu znaków i symboli. Przypomina, że teologia ludowa
nie buduje na akademickiej nauce o Bogu, choć ta miała i ma nadal wpływ na kształtowanie
się religijnego wymiaru tradycji ludu. Z kolei religijność ludowa, zdaniem J. Nowaka, nie
może być utożsamiana ze zwykłym zjawiskiem folklorystycznym, gdyż człowiek we wszyst­
kich aktach religijnych (również na poziomie katolicyzmu uniwersalnego, elitarnego czy na­
rodowego) autentycznie odpowiada na Boże objawienie i kontaktuje się ze Stwórcą. Zara­
zem od wieków niezaprzeczalną rolę w kształtowaniu religijności ludowej odgrywa duszpa­
sterska działalność Kościoła katolickiego, obok innego typu wpływów, jak elementy kultury
orientalnej, krajów ościennych, oświata i wzrost świadomości społecznej ludności wsi, m.in.
przez środki masowego przekazu.
Podstawę materiałową opracowania stanowią wiadomości uzyskane przez autora meto­
dą etnograficznych badań terenowych, prowadzonych w latach 1995-2001 w 64 miejsco­
wościach regionu tomaszowskiego, położonego w południowo-wschodniej części woje­
wództwa lubelskiego, co złożyło się na imponującą liczbę 314 osób i 346 wywiadów. Badany
teren, można rzec, jest okolony miejscowościami, od północy poczynając: Czartowczyk, Siemierz, Majdan Krynicki, Polanówka, Ułów, Kunki, Maziły, Bełżec, Pawliszcze, Huta Lubycka, Siedliska, Hrebenne i Komie. Centrum badań stanowiły Podhorce — rodzinna wieś au­
tora i Kolonia Podhorce (55 informatorów), jednakże eksploracje terenowe przeprowadzono
także wśród mieszkańców innych wiosek — centrów życia parafialnego i miasta Tomaszo­
wa Lubelskiego oraz wśród zamieszkującej ziemię tomaszowską ludności ukraińskiej wy­
znania greckokatolickiego (30 informatorów), co pozwoliło uzyskać materiał służący do ob­
serwacji przemian w badanej obrzędowości, jak też przenikania się wytworów kulturowych
dwu grup etnicznych i wyznaniowych, stających się wspólną własnością mieszkańców ba­
danego regionu. J. Nowak podkreśla zarazem, że najstarsi informatorzy (powyżej 80. roku

338

Recenzje i noty recenzyjne

życia — 55 osób) sięgali pamięcią do przekazów otrzymanych od swoich dziadków i rodziców,
co dało szansą dotarcia do tradycji ostatnich lat XIX stulecia, kiedy różnorodność brała górę
nad mentalną i obyczajową uniformizacją, i skonfrontowania jej ze współczesnością.
Badania terenowe zostały przeprowadzone w oparciu o kwestionariusz (por. Aneks VIII,
s. 353-358) składający się z ponad 420 szczegółowych pytań, wśród których znalazły się
pytania o sposoby przeżywania lub obchodzenia kolejnych dni adwentu i świąt; pytania
0 nazwy i o znaczenia słów, wyrażeń i zwrotów; pytania o teksty folkloru (przysłowia, za­
gadki, modlitewki i modlitwy, pieśni świeckie i religijne, wspomnienia); pytania o przebieg
poszczególnych etapów zwyczaju wraz — co istotne — z motywacją wykonywania czyn­
ności, wyboru pory doby, osoby, rekwizytów itd., ale również pytania o znaczenie tekstów,
zwyczajów, czynności, symbolikę gestów i rekwizytów, pytania o nakazy i zakazy wraz z ich
motywacją. Układ kwestionariusza odzwierciedla chronologię wydarzeń roku liturgicznego
1obrzędowego okresu adwentu i świąt, co następnie znalazło odbicie w układzie recenzo­
wanej pracy.
Zasadnicza część monografii została podzielona na cztery części: „Adwent” (s. 39-114),
„Dzień wigilijny” (s. 115-168), „Okres Bożego Narodzenia” (s. 169-242) oraz „Korowody
kolędnicze” (s. 243-274). Opisując zatem specyfikę adwentowej pobożności mieszkańców
tomaszowskiej wsi (s, 43-64), autor przypomina, że adwent rozpoczyna się w ostatniej fazie
roku kalendarzowego, liturgicznego i wegetacyjnego, czyli że w tym okresie spotykają się
dwie rzeczywistości: przeszłość i przyszłość. Autor przedstawia katolicką wykładnię jego
znaczenia jako okresu pokuty i nawrócenia oraz opisuje powojenną tradycję trzydniowych
rekolekcji, odmawiania Nowenny do Dzieciątka Jezus lub powstałą w latach 90. — tradycję
zawieszania wieńca adwentowego w kościele itp. Zarazem można powiedzieć, że J. Nowak
skupia się raczej na literackim — a niekiedy wręcz publicystycznym, szczególnie gdy mowa
0 współczesnych przemianach — przedstawieniu klimatu tego okresu, pisząc na przykład:
„W świętym czasie dnia wigilijnego na pierwszy plan wysuwają się obrzędy przeżywane
w gronie rodzinnym. Domownikom udziela się atmosfera ciszy i pokoju, a jednocześnie ra­
dosnego przejęcia i pobudzenia. Wszyscy czynnie oczekująna wieczorną, niezwykłą kola­
cję” (s. 116). Jednakże badacza kultury tradycyjnej zainteresują zwłaszcza opisy zwyczaju
gry na ligawce w adwencie w Rudzie Zurawickiej (s. 48), zapraszania panien przez kawale­
rów na roraty, modlitw domowych stosowanych zamiennie względem mszy roratniej (s. 50),
opis oświetlających drogę na roraty lampionów, wykonanych ze zjełczałego masła pozosta­
łego po stypie człowieka zmarłego na białaczkę (s. 51, przypis 35), zwyczaju noszenia na
znak czasu zakazanego czarnych ubrań w adwencie (s. 56-57) oraz rejestracja występują­
cych obok siebie potraw o polskim i ukraińskim rodowodzie, wśród których wyróżnia się
zrytualizowane przygotowanie zupy adwentowej sołoduchny (59-60). Następnie J. Nowak
przedstawia „Praktyki gospodarcze i domowe” (s. 64-83), które podporządkowane były za­
sadzie, przekazanej przez mieszkańców Zwiartowa, której złamanie mogło sprowadzić na zie­
mię dokumentowaną w przysłowiach chorobę: „Ludzie przed wojną w adwencie nie orali, bo
ziemia martwa była, a ziemi martwej nie wolno orać”. Zakaz ten motywowany był również
religią: po polach kroczyła brzemienna Maryja. Z drugiej strony, istnieje na badanym terenie
możliwość siania pszenicy w wigilię Bożego Narodzenia, usankcjonowana apokryficzną
kolędą bożonarodzeniową o ucieczce Świętej Rodziny Stała nam się nowina miła (s. 65­
-66). W domach w adwencie odbywały się spotkania, będące wyrazem wspólnoty wiejskiej
1 sąsiedzkiej pomocy, jak też spełniające funkcje edukacyjno-religijne, nazywane chałup­
kami, wieczorkami, wieczornicami, w czasie których przędziono len i konopie oraz skubaczkami, zwane też zdzirkami piór. Podczas nich śpiewano, np. Piórko du pióreczka,
będzie dla Nastusipiękna poduszeczka, ale też czytano żywoty świętych, odmawiano ró­
żaniec, robiono figle, odnawiano ozdoby choinkowe, ćwiczono kolędy, widowiska bożona­
rodzeniowe, opowiadano zagadki, bajki itd. Zajmowano się również sprzątaniem domu i ozda­

Recenzje i noty recenzyjne

339

bianiem go, np. kwiatami z bibuły, pająkami, ze szczególnym uwzględnieniem świętego kąta.
W opinii autora, czynności te wyrażająpogłębiającą się więź międzyludzką, podobnie jak
adwentowe święta, opisane w dalszej części pierwszego rozdziału, bowiem kalendarz litur­
giczny przywołuje wówczas postaci wielu świętych, których wspomnienia są w liturgii zwy­
kłymi dniami, zaś w wierzeniach mieszkańców Roztocza Tomaszowskiego (jak i wsi całej Polski)
szczególny charakter mają dni czci takich świętych, jak: św. Marcin (formalnie nieprzynależący do adwentu, według świadomości ludowej — tak; s. 85-87), św. Katarzyna
(s. 87-89), św. Andrzej (s. 89-97), św. Barbara (s. 89-99), św. Mikołaj (s. 99-106), Najświęt­
sza Maria Panna (kulminacja przypada na 8 XII; s. 107-108) i św. Łucja (s. 108-111). Opisu­
jąc specyfikę wymienionych świąt adwentowych, J. Nowak sprawnie posłużył się bogac­
twem zarchiwizowanych na badanym terenie przysłów, modlitewek (również ukraińskich),
tekstów ludowego sennika, opisów różnorodnych wróżb dotyczących pogody na cały rok
lub na nadchodzącą zimę i święta, wróżb matrymonialnych, które — w połączeniu z szeroką
wiedzą na temat kultu świętych, ale również podłoża przedchrześcijańskiego omawianych
tradycji — zaowocowały wartościowymi szkicami, w których objawia się umiejętność po­
głębionej, uporządkowanej analizy przejawów religijności ludowej, mechanizmów jej kształ­
towania i przemian.
Drugi rozdział prezentowanej monografii, „Dzień wigilijny”, przynosi szczegółowy opis
tomaszowskiej wieczerzy wigilijnej oraz czasu jąpoprzedzającego, a rozpoczyna uogólnie­
nie, że wśród mieszkańców regionu „istnieje powszechne przekonanie, że dzień wigilijny
jest najważniejszym dniem roku” (s. 117) i ono warunkuje scenariusz prac wykonywanych
tego dnia od rana aż do położenia cepa w poprzek snopa, co symbolizowało zamknięcie
ciężkich robót i początek świątecznego odpoczynku. Autor skupił się zwłaszcza na analizie
wierzeń, które znalazły wyraz szczególnie w takich zakazach, jak zakaz pożyczania, odwie­
dzania przez kobiety i związany z nim zwyczaj umawiania się gospodarzy z Siedlisk na wigi­
lijne odwiedziny, zakaz wdziewania ubrań czerwonych oraz kożucha, sprowadzającego in­
sekty, pasożyty i choroby, zakaz wymawiania z podobną motywacją słowa mak, przy jedno­
czesnym zaleceniu dodawania go w dużej ilości do potraw dla zapewnienia urodzaju itp.
Autor przypomina, że przystępowanie do świętowania miało charakter komplementarny
i dotyczyło tak porządkowania „nowego oblicza ducha” i zewnętrznego wyglądu ciała, jak
i obszaru podwórka i chaty. Następnie, przedstawia J. Nowak, cytując relacje informatorów,
zwyczaje dokumentujące wiarę w powrót i przebywanie dusz zmarłych, włącznie z nosze­
niem opłatka na groby i przywoływaniem dusz na wieczerzę. Podkreśla, że opisywane za­
chowania są wynikiem integrowania ze sobą treści religijnych, zabiegów pobudzających
wegetację i płodność, ochronnych i zadusznych. W takim duchu interpretuje również sens
ubieranej tego dnia choinki (s. 130-137), przy czym warto odnotować fakt może niekiedy
zbyt pochopnych i jednostronnych uogólnień, czego przykładem jest objaśnienie doty­
czące zwyczaju palenia drzewek choinkowych. Według J. Nowaka świadczy on o nieprzypisywaniu.im jakiejkolwiek wartości (s. 136), podczas gdy mieszkańcy Polski powszechnie
uważają, że drzewko należy spalić właśnie dlatego, że było poświęcone —- dosłownie: przez
kapłana w czasie wizyty duszpasterskiej, ale i przenośnie: było darem przeznaczonym Dzie­
ciątku Jezus. Jednakże analiza semantyki choinki zaprezentowana w monografii J. Nowaka,
pozostaje jedną z ciekawszych na tle literatury przedmiotu. W dalszej części rozdziału
J. Nowak opisuje wieczerzę wigilijną (s. 138-160), rejestrując elementy pierwotnie agrarne,
jego zdaniem, jak snopy zboża, siano i słomę wnoszone do izby, które dziś podporządkowa­
ne są odtworzeniu atmosfery nocy narodzin Jezusa. Osobne miejsce w tym podrozdziale
przypadło opisowi tomaszowskich zwyczajów wigilijnych związanych z chlebem
(s. 141-144), po czym na uwagę zasługuje wzmianka o potrawach pogranicza: kutii i knyszy
(s. 151-152). Z przemian obyczajowości autor odnotowuje wprowadzenie od początku lat
90. dokumentacji fotograficznej i wideo członków rodziny, wyglądu dzieci, choinki, zastawy

34 0

Recenzje i noty recenzyjne

stołu. Z wieczoru wigilijnego wydziela następnie autor czas „Do pasterki” (s. 160-165), po­
święcony wróżbom, zabiegom gospodarskim w sadzie i oborze oraz kolędowaniu chłopców.
Podsumowując, autor stwierdza, że wigilia obfituje w symbole, do których należą „przed­
mioty, skojarzenia, działania pochodzące z różnych epok i kultur oraz miejsca. Asymilacja
kompleksu przedchrześcijańskich (...) zwyczajów do obchodów Bożego Narodzenia ubo­
gaciła liturgiczne i paraliturgiczne struktury świętowania. Dzięki nadaniu im chrześcijańskiej
treści spełniają obecnie nową funkcję. Symbole (...) Nie tylko wskazują i wyobrażają wyda­
rzenia historycznej betlejemskiej nocy (...), ale stanowią też źródło mocy, dzięki czemu są
skuteczne” (s. 167-168) i żywotne, jak wynika z przekazów z Pawliszcza: znaki stare, co robili
ojce, to i j a robie.
Rozdział trzeci, „Okres Bożego Narodzenia” (s. 169-242), omawia czas nazywany w Tomaszowskiem Kolędą, Godami, godnimi świętami, trwający od nocy z 24 na 25 grudnia do
święta Trzech Króli, który, przyjmując twierdzenia klasycznej etnologii, należy przyporząd­
kować do stanu przejściowego, liminalnego, fazy granicznej. Jak pisze J. Nowak, konieczne
jest przestrzeganie ustalonych poprzez tradycję reguł i kościelnych kanonów dotyczących
świętowania, aby nie sprowadzać zagrożenia dla pomyślności w całym nadchodzącym roku.
Uwagę zwraca stwierdzenie: „Radość nocy bożonarodzeniowej wyzwalała w młodzieży
potrzebę płatania figli. (...) Powszechnym czynnościom przypisywano charakter nie tylko
ludyczny. Według opinii przytaczanej przez informatorki z Jeziemi (...) pozbawione bram
podczas pasterki ludzkie siedziby odzwierciedlają otwarcie ludzkich serc, domów i całych
wiosek na przychodzącego na świat Chrystusa” (s. 177-178). Taką interpretację badacze
kultury tradycyjnej uznaliby za zbyt jednostronną, to znaczy ograniczoną do wykładni teo­
logicznej, podczas gdy pełny opis fenomenu zjawisk kultury ludowej wymaga wyjścia
w stronę podmiotowej rekonstrukcji zjawisk religijności ludowej. Dlatego za interesujące
poczytać trzeba przekazanie informacji o myciu się w wodzie ze srebrną monetą i sianem,
zakaz dotykania łóżek i odwiedzin (jeszcze w latach 60.) w pierwszy dzień świąt, obligatoryj­
ne potrawy bożonarodzeni owego obiadu, jak gotowana wołowina, motywowana obecno­
ścią woła w stajence, a także zakaz jedzenia tego dnia mięsa, którego złamanie spowoduje
ubytki bydła i trzody w oborze. Ze zwyczajów związanych z dniem św. Szczepana do ciekaw­
szych należą: opis wynoszenia resztek słomianego dziada z domu na pole i palenie go tam
z odpowiednią modlitewką: Bodaki i chwasty św. Szczepan tu był, a dziadostwa nie zoba­
czył, co miało zabezpieczyć plony przed chwastami (s. 186); opisy magicznych sposobów
zapewnienia, aby kury niosły się w obrębie gospodarstwa; obwiązywanie drzewek o poran­
ku, by zapewnić wczesne owoce, ponieważ święty Szczepan szczepi drzewka; opis obsy­
pywania się po mszy owsem, grochem, bobem i orzechami; zwyczaj liczenia łysych obec­
nych na mszy, przy czym parzysta ich liczba wróżyła nieurodzaj; zwyczaj liczenia i przecho­
wywania przez panny do Palmowej Niedzieli ziarenek owsa wplątanych we włosy; zwyczaj
godzenia służby i inne. Autor stwierdza, że obrzędowość Bożego Narodzenia i św. Szczepa­
na wykazuje silny związek z liturgicznym życiem Kościoła, zaś „zdecydowana większość
ludzkich gestów, zachowań i postaw, jeśli nie jest bezpośrednim wynikiem inspiracji teologiczno-pastoralnej, w swej warstwie znaczeniowej i interpretacyjnej zawsze kieruje się ku
myśleniu kategoriami religijnymi” (s. 193). W dalszej części rozdziału, „Ostatnie i pierwsze
dni roku”, jest mowa o „istniejącym do dziś fenomenie świętych wieczorów” jako czasie,
gdy wedle wierzeń ludowych Pan Jezus chodzi po kolędzie, co J. Nowak interpretuje jako
wezwanie, „aby Bożego Syna przyjąć w dom z otwartym sercem” (s. 195) i wspomina o zwy­
czaju opowiadania godnich gadek, tj. bożonarodzeniowych opowiadań głównie na temat
pierwszych lat życia Jezusa. Nadmienia, że reliktom treści zaduszkowych związanych ze
świętymi wieczorami nadano interpretację chrześcijańską. Następnie autor opisuje zwy­
czaje związane z dniem św. Jana i tradycję wizyty duszpasterskiej, wspomnienie męczeń­
stwa świętych Młodzianków oraz wierzenia związane z tzw. Sylwestrem, czyli ostatnim dniem

Recenzje i noty recenzyjne

341

roku, zwyczaje o proweniencji ruskiej zwane malankami dotyczące św. Melanii, zwyczaje
religijne praktykowane do 2 lutego w parafii Krasnobród zwane adoracją Dzieciątka Boże­
go i przedstawienia jasełkowe. Omawiając z kolei obrzędowość okresu „Od Trzech Króli do
Gromnicznej” (218-239), skupia się autor na rozpisaniu znaczenia i funkcji poświęconych
w świątyni kredy, kadzidła, wody i złota. Podkreśla podobieństwo zwyczajów wigilijnych
praktykowanych przez ludność polską do tych praktykowanych przez ukraińską, która tego
dnia celebruje wigilię Bożego Narodzenia zwaną Persza Kolada. Autor przybliża specyfikę
kolejnych świąt ludności unickiej i prawosławnej, skończywszy na święcie zwanym Jordan
czyli Druha Kolada, gdy w liturgii wody brali udział tomaszowscy Ukraińcy, Polacy i Żydzi
(s. 223-231). Omawiany rozdział zamyka szkic na temat tradycji, wierzeń i symboliki związa­
nych z Gromniczną (s. 231-239). W podsumowaniu autor akcentuje fakt pokrewieństwa
obrzędowości bożonarodzeniowej sąsiadujących ze sobą narodów, które różnicę czasową
wykorzystywali do wspólnego, podwójnego świętowania, co inspirowało twórczą wymia­
nę elementów ludowej kultury polskiej i ukraińskiej, specyficzną dla kresów wschodnich.
Na uwagę i komentarz zasługuje fakt włączenia do monografii z zakresu religijności ludo­
wej rozdziału „Korowody kolędnicze” (s. 243-274) z racji tego, że niektóre sposoby kolędo­
wania, jak na przykład chodzenie z żywymi zwierzętami lub maszkarami, z zasady nie są za­
liczane do praktyk religijności ludowej. Właśnie co do interpretacji genezy i funkcji różnych
form kolędniczych można by zgłosić zastrzeżenia. Jednakże J. Nowak w kilku miejscach pra­
cy podsuwa wyjaśnienie swojej decyzji: kolędowanie en bloc uważa za „zwyczaje ściśle
obecnie związane z tajemnicą wcielenia” (s. 231), „przełomem roku i tradycyjnym kresem
Bożego Narodzenia” (s. 244), zaś „pieczołowite celebrowanie wcielenia znajdowało wyraz
w licznych formach kolędowania, wypełniających też — w jakim stopniu to tylko możliwe
— tradycyjny scenariusz «dobrego początku»” (s. 173). Jednakowoż, autor omawia kolej­
no: kolędowanie przez grupy chłopców głównie w dniach św. Szczepana i Nowego Roku,
nazywane po polsku szczodrakami, z ukraińska — polaznykami (s. 245-249); chodzenie
przebierańców z szopką lub gwiazdą od Szczepana do Trzech Króli (s. 249-252); chodze­
nie z maszkarą kozy lub konia, żywe jeszcze w latach 70. (s. 252-261); specyfikę herodów na
badanym terenie (s. 261-265); tomaszowskie dialogi bożonarodzeniowe (s. 265-270) i formę
kolędniczą praktykowaną tylko 6 stycznia zwaną Trzej Królowie (s. 270-271).
Recenzowaną monografię wieńczą imponująca bibliografia i wykaz źródeł (s. 287-313)
oraz dziewięcioczęściowy aneks, zawierający wspomniany wcześniej kwestionariusz badań
terenowych, mapkę badanego terenu (s. 359) oraz wybór fotografii, a także tekstów folklo­
ru, zarejestrowanych przez autora. Wśród nich znalazły się „teksty adwentowe” (s. 315—
322; wiersze i przysłowia dotyczące św. Mikołaja, pieśni śpiewane w czasie prządek, „pieśni
ukazujące przemiany życia na wsi”); teksty kolęd (s. 323-334; kolędy bożonarodzeniowe
i kolędy noworoczne: dla gospodarza i gospodyni, szczodrówki dla panny, dla kawalera;
oraz kolędy aktualizowane); teksty grup kolędnicznych (s, 335-344; szczodraki,połaznycy,
kolędnicy z szopką, z gwiazdą, pochody z koniem, obchód z kozą, herody, Trzej królowie)-,
tzw. „teksty okolicznościowe” (s. 345-347; tu znalazły się ballada, fraszki ludowe, pieśń żoł­
nierska i inne, w większości z przekazów śpiewaczki wyróżnionej nagrodą im. Oskara Kol­
berga Anieli Gmoch z Bełżca) oraz trzy godnie gadki (s. 348-349).
Podsumowując, godzi się stwierdzić, że omawianą publikacją J. Nowak na trwałe wpisuje
się w grono badaczy kultury ludowej Tomaszowskiego, dołączając do takich postaci, jak
J. Gluziński, K. Skrzyńska, O. Kolberg, H. Łopaciński, K. Zaleski, z powojnia zaś: J. Czekanowski, J. Gajek, R. Reinfuss, J. Bartmiński, M. Lesiów, J. Adamowski i inni (s. 19-23). Acz­
kolwiek należy poczynić pewne zastrzeżenie: recenzowana monografiajcst książką specy­
ficzną, a jej swoistość zasadza się na dość jednostronnym, by tak rzec, ideologizującym
ujęciu zagadnień religijności ludowej. Przykładem do sformułowania takiej oceny niech
będzie jeden z licznych, w podobnym duchu utrzymanych opisów, choćby sytuacji trądy-

342

Recenzje i noty recenzyjne

cyjnych wigilijnych zabaw w rozrzuconym na klepisku sianie i słomie, których funkcja jest
dla badaczy kultury tradycyjnej jednoznaczna: słoma jako nośnik płodności, poprzez ob­
wiązywanie nią panien, kawalerów, stołu, drzewek w sadzie itd. służy pomnażaniu najszerzej
pojętej plenności. Tymczasem J. Nowak pisze: „Mieszkańcy domu leżeli na sianie i wpatry­
wali się w zapalone na drzewku świece” (s. 153) oraz „Całe rodziny, leżąc na sianie przy cho­
ince, miały czas na rozmowę i radosne przeżywanie tajemnicy wcielenia” (s. 184). Uderza
również niewiarygodna idylliczność tego obrazowania, jak w opisie pierwszego dnia świąt:
„Wśród domowników panowała atmosfera skupienia, harmonijnej zgody i miłości wynika­
jącej z rozradowania betlejemskim faktem. Uszlachetnienie własnej osobowości w adwencie
owocowało brakiem sprzeczek wśród młodego pokolenia” (s. 179). Niewykluczone, choć
trudno wyobrażalne, że taka interpretacja wynika z przekazów indagowanych informato­
rów, ale jeśli tak, to absolutnie niezbędne byłoby przywołanie dokładnych cytatów z prze­
prowadzonych rozmów. Wówczas podniosłaby się wiarygodność uogólnień badacza, jak
na przykład w przypadku opisu sensu kościelnej szopki, gdy powołując się na relacje trzech
osób, księdza i na obserwację własną, J. Nowak stwierdza: „Przygotowana ekspozycja
z nieruchomych figur przedstawia powszechne przed wiekami oczekiwanie ludzkości na od­
kupienie i ufne oczekiwanie klęczącego przed szopką chrześcijanina na zbawczą interwen­
cję Bożą” (s. 175). Dodatkową cechą pracy jest ton publicystyczny, o którym wspomniano
wcześniej, a którego oceniający wydźwięk wydaje się nie mieć związku z relacjami mieszkań­
ców wsi ani z zagadnieniami religijności ludowej, np.: „Nadmierna, często bezkrytyczna kon­
sumpcja audycji audiowizualnych stała się dla wielu ludzi sposobem na aktywność intelek­
tualną, duchową, kulturalną i społeczną” (s. 185) lub,jak twierdzą z nostalgią osoby sędzi­
we, tradycyjny przejazd saniami miał dla nich większy splendor niż przemieszczanie się
szybkimi i wygodnymi, ale odwracającymi uwagę od meritum pojazdami mechanicznymi”
(s. 177) i inne. Do tej grupy opinii należy również niekiedy przesadnie zdroworozsądkowe
tłumaczenie tradycji, np. nieprzyrządzania potraw podczas świąt: gospodynie „spracowane
i zmęczone po trudnych przedświątecznych dniach, mogły teraz odpocząć i cieszyć się
świętem” (s. 181). Można ponadto odnieść wrażenie, że J. Nowak nie tylko podjął próbę
opisu dwu przedmiotów badawczych: świadomości katolika, człowieka religijnego zamiesz­
kałego w okolicach Tomaszowa oraz świadomości uczestnika kultury typu ludowego, zanu­
rzonego w magicznym świecie wierzeń przedchrześcijańskich, ale sam balansuje między
dwiema perspektywami opisu: spojrzeniem teologa, może duszpasterza, idealizującego i przez
to upraszczającego portret religijnego mieszkańca współczesnej wsi i perspektywą ludo­
znawcy, która zakłada pełne szacunku spojrzenie na kulturę tradycyjną i pozwala idealistycz­
nie wyznaczać przestrzeń dalszych badań, co JózefNowak zapisał w ostatnim zdaniu-przesłaniu swej rozprawy (s. 280): „Mądrość ludowa zawierała w sobie prawdy proste i oczywi­
ste, dlatego trzeba na początku trzeciego tysiąclecia zmierzać do odkrycia i zrozumienia
elementów doświadczeń przodków istniejących jeszcze w żywej tradycji wsi polsko-ukraiń­
skiego pogranicza”.
Katarzyna Smyk-Płoska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.