-
extracted text
-
5
JAROSŁAW RÓŻAŃSKI
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
BYĆ „OBYWATELEM” W KOŚCIELE KATOLICKIM
Priorytet tożsamości duchowej nad jurydyczną
Bycie chrześcijaninem, członkiem wspólnoty Kościoła od początku ściśle
wiązało się z poczuciem tożsamości, realizowanej bardziej w wymiarze wewnętrznym i duchowym, a następnie w wymiarze zewnętrznym, społecznym,
ale i przy tym z wyraźnym przesunięciem na plan dalszy wymiaru formalnego,
jurydycznego.
Początki kształtowania się tożsamości chrześcijanina
i wspólnoty chrześcijańskiej
Chrześcijaństwo narodziło się w łonie judaizmu, wśród Żydów w Palestynie, która w czasach Jezusa stanowiła cząstkę Imperium Rzymskiego. To
geograficzne i historyczne przypomnienie przenosi nas do początków kształtowania się tożsamości chrześcijanina, która rodziła się w relacji do Jezusa
Chrystusa. Przez swoje nauczanie i czyny Jezus wzbudził w sercach wielu
słuchaczy wiarę – uwierzyli oni w niego jako w Mesjasza, Chrystusa. Chociaż
początkowo pojmowali posłannictwo Mesjasza w wymiarze tradycyjnym,
politycznym, charakterystycznym dla części ówczesnych elit religijnych, to
jednak wiara ta, choć w sensie przedmiotowym niedoskonała, miała bardzo
silną podstawę w osobistej relacji z Jezusem jako Synem Bożym i była zasadzona na wielkim zaufaniu wobec Jezusa. Na początku wspólnej drogi nawet
najbliżsi uczniowie Jezusa – apostołowie – nie rozumieli do końca jego słów.
Mieli jednak do niego zaufanie. Akt wiary w ujęciu chrześcijańskim nie jest
jedynie przyjęciem przez rozum prawd objawionych przez Boga, ale jest ufnym
poddaniem się działaniu Bożemu. Synteza tych obydwu elementów obejmuje
zarówno sferę intelektualną, jak i uczuciową, a więc jawi się jako integralny
akt ludzkiej osoby. Zawierzenie Jezusowi i wiara w Jezusa jako Syna Bożego
znajduje się u podstaw tożsamości chrześcijanina. Sam Jezus podkreśla zna-
Jarosław Różański
70
czenie wiary wielokrotnie: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego
Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”1; „Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali:
Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić? On zaś im rzekł: Z powodu małej
wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak
ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «Przesuń się stąd tam!», a przesunie się.
I nic niemożliwego nie będzie dla was”2.
Przebywanie z Jezusem Chrystusem coraz większej liczby uczniów wymagało pewnej ich organizacji. Stąd już w Ewangeliach zaznacza się wyraźnie
znaczenie dwunastu apostołów wśród wszystkich innych uczniów. Niektórzy
z nich byli wcześniej uczniami Jana Chrzciciela, większość pochodziła z Galilei,
podobnie jak Jezus Chrystus, przynajmniej dwóch z nich było krewnymi Jezusa.
W gronie najbliższych dwunastu uczniów Jezus szczególnie traktował Piotra,
a także Jakuba Większego i Jana. Dwunastu odgrywało istotną rolę we wszystkich epizodach działalności Jezusa. Jednak wspólnota uczniów Jezusa miała
szerszy zakres, o czym mówi fakt powołania przez Jezusa grupy 72 uczniów,
której powierzył misję podobną do misji dwunastu. Do grona uczniów Jezusa
należały również kobiety, o czym mówi ich „siedzenie u Jego stóp”, postawa
wskazująca na „bycie uczniem”.
Według Dziejów Apostolskich, opisujących początki Kościoła, ta pierwsza wspólnota uczniów rozrosła się znacznie po śmierci, zmartwychwstaniu
i wniebowstąpieniu Jezusa oraz zesłaniu Ducha Świętego. Ten początkowy
rozwój związany był ściśle z Jerozolimą. U początków uczniowie mieli poczucie własnej tożsamości, ale pod względem tożsamości kulturowej związani
byli bardzo ściśle z kulturą żydowską, z której się wywodzili. Ta tożsamość
kulturowa była tak silna, że tę wspólnotę chrześcijan można było traktować
początkowo jako jedną z licznych wówczas sekt istniejących w łonie judaizmu. Judeochrześcijanie trzymali się ściśle prawa Mojżeszowego i gorliwie
go przestrzegali. Już po tzw. Soborze Jerozolimskim, kiedy św. Paweł opowiadał judeochrześcijanom z Jerozolimy o cudach dokonanych przez Boga,
usłyszał jeszcze od nich w odpowiedzi: „Widzisz, bracie, ile tysięcy Żydów
uwierzyło, a wszyscy trzymają się gorliwie Prawa. O tobie jednak słyszeli,
że wszystkich Żydów, mieszkających wśród pogan, nauczasz odstępstwa od
Mojżesza, mówisz, że nie mają obrzezywać swych synów ani zachowywać
zwyczajów”3.
J 3, 16.
Mt 17, 19–20.
3
Dz 21, 20–21.
1
2
Być „obywatelem” w Kościele katolickim
71
Pierwsze rozdziały Dziejów Apostolskich przedstawiają lud Izraela (Ioudaioi – Żydzi), który słuchał i entuzjastycznie przyjmował naukę głoszoną przez
apostołów. Egzegeza trzech tzw. sumariów w Dziejach Apostolskich ukazuje
także, iż wspólnota uczniów Jezusa jednoczyła się duchowo przez wierność
nauce apostolskiej, na wspólnej modlitwie i podczas uczty, czyli przy łamaniu
chleba. Cechowała ją równość braci wobec Ojca oraz wspominanie ostatniej
wieczerzy – uczty Jezusa z uczniami. Charakteryzowało ją też wspólne posiadanie dóbr. Wspólnota ta ponadto świadczyła gorliwie o Zmartwychwstałym,
żyła w bojaźni i podziwie dla apostołów, przyjmowała ich naukę i uzdrawiała
chorych. Przy tym chrześcijanie zachowywali wszystkie praktyki żydowskie
oraz gorliwie uczęszczali do synagogi i świątyni jerozolimskiej, gdzie modlili
się i nauczali.
Nieporozumienia nastąpiły wówczas, gdy „helleniści zaczęli szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano
ich wdowy”4. Przy czym helleniści to także Żydzi, ale z diaspory, mieszkający
poza Palestyną. Byli oni bardziej liberalni w poglądach religijnych i przychylniej
odnosili się do pogan. Wydarzenie to mówi o początku rozdźwięku w wymiarze
tożsamości kulturowej wspólnoty uczniów Jezusa. Pomimo to pozostają oni
nadal silnie związani z kulturą żydowską. Tej względnej harmonii kulturowej
nie zburzył chrzest Etiopa – urzędnika królowej etiopskiej Kandaki, pierwszego
goja chrześcijanina. Poważniejsze problemy pojawiły się dopiero po ochrzczeniu setnika Korneliusza i jego domowników. Nie byli oni bowiem ani Żydami,
ani ochrzczonymi. Dlatego też robiono Piotrowi wymówki: „Wszedłeś do ludzi
nieobrzezanych i jadłeś z nimi”5. Poczucie więzi kulturowej i narodowej było
wtedy o wiele silniejsze niż więzy wiary w Jezusa Zmartwychwstałego. Piotr
musiał się tłumaczyć i wyjaśniać swe postępowanie. W ten sposób powoli
następował proces zrywania więzów Kościoła z synagogą. Proces ten znacznie
przyśpieszyła misyjna wspólnota w Antiochii, gdzie faktyczne doszło do otwarcia się chrześcijaństwa na narody świata. Tam też po raz pierwszy uczniów
Chrystusa nazwano chrześcijanami, wyraźnie odróżniając ich od żydowskiej
wspólnoty religijnej. W Antiochii też pojawiły się pierwsze pytania o wzajemny
stosunek wiary i kultury, gdyż Grecy nie chcieli akceptować niektórych zwyczajów żydowskich, jak choćby obrzezania. Kiedy doszło tam do niemałych
sporów, udano się do Jerozolimy, do apostołów i starszych. Kłopotliwe kwestie
rozstrzygnął tzw. Sobór Jerozolimski (ok. 50 r.), który miał zasadnicze znaczenie z punktu widzenia doktrynalnego, gdyż usankcjonował misję wśród pogan
4
5
Dz 6, 1.
Dz 11, 3.
Jarosław Różański
72
bez konieczności nakładania na nich prawa Mojżeszowego. „Postanowiliśmy
bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego,
co konieczne” – głosi zasadnicza teza Soboru6. W ten sposób nastąpił prawdziwy zwrot w historii Kościoła: wiara przestała być odtąd związana z jednym
ludem, z jedną kulturą, stawała się uniwersalna, powszechna.
O budowaniu chrześcijańskiej tożsamości społecznej, przekraczającej
wyraźnie tożsamość kulturową i ograniczenia jurydyczne starożytnego
świata, mówi choćby fragment Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan: „Ale
teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się
bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który
obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur –
wrogość. A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga – zbudowani na fundamencie
apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus.
W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim
i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie
Boga przez Ducha”7.
Paweł Apostoł mówiąc o tych, którzy byli daleko, oddzieleni murem, wyraźnie nawiązuje do podziału widocznego w konstrukcji świątyni jerozolimskiej,
w której najniżej położony Dziedziniec Pogan oddzielała od pozostałych przegroda z marmuru o pięknej konstrukcji, a w niej murowane tablice z napisem,
że każdy poganin, który przekroczy to miejsce, wydaje na siebie wyrok śmierci.
W Nowym Prawie wszelkie różnice między ludźmi zostają usunięte dzięki
temu, że Chrystus zburzył mur oddzielający naród wybrany od pogan. Także
podziały na „Greków” i barbarzyńców nie są już aktualne. A obcy, cudzoziemiec
(grec. xenos), który nie miał żadnych zobowiązań i praw oraz „przychodzień”
(grec. paraikos), który stale zamieszkiwał, płacił podatki, ale także nie miał
praw, nie są już w nowej społeczności chrześcijańskiej traktowani podejrzliwie
i z niechęcią. Przekraczane jest także obywatelstwo w ujęciu rzymskim, gdyż
chrześcijanie rekrutują się z różnych środowisk, głównie jednak z niższych
warstw społecznych – żołnierzy i niewolników.
Próby sformalizowania przynależności do Kościoła
Pod koniec I w. Ewangelia była głoszona we wszystkich większych miastach
śródziemnomorskiego Wschodu. Gminy chrześcijańskie istniały w Azji, Afryce
6
7
Dz 15, 28.
Ef 2, 13–14.19–22.
Być „obywatelem” w Kościele katolickim
73
i Europie. Trzecim centrum chrześcijaństwa – po Jerozolimie i Antiochii – stał
się zdecydowanie Rzym. Chociaż w II w. zauważyć jeszcze można duży potencjał judeochrześcijański. Kościół wciąż traktowany jest przez swoich członków
jako Nowy Lud Boży, utworzony z Żydów i pogan, oparty na wierze w jednego
Boga, chrzcie św. i Eucharystii. Pasterz Hermasa traktuje go jako swoisty lud
mistyczny, zrodzony z Ducha Świętego, kształtowany przez Boga. Stanowi on
zapowiedź przyszłego ludu niebiańskiego.
W III w. zarysowuje się już powoli idea populus christianus: jeden, powszechny, widzialny lud chrześcijański, zjednoczony pod widzialną, centralną
władzą. Do większego scentralizowanego Kościoła dochodzi wraz z ustaniem
prześladowań i uczynieniem chrześcijaństwa religią panującą. Starożytną ideę
Ludu Bożego kontynuowała wówczas głównie tradycja liturgiczna, pastoralna
i zasady życia wewnętrznego.
Pierwszym państwem, w którym chrześcijaństwo stało się oficjalną religią
(ok. 200 r.), było Osroene ze stolicą w Edessie. W 313 r. cesarz Konstantyn
wydał tzw. Edykt Mediolański i odtąd chrześcijaństwo przestało być religią
elitarną. Kościół zaczął obejmować ogromnie dużo ludzi. Sam instytucjonalizował się w szybkim tempie, opierając swoje wewnętrzne prawo na prawie
rzymskim.
Wraz ze wzrostem liczebnym chrześcijan i rozwojem struktur Kościoła
pojawiały się też w jego łonie liczne kontrowersje teologiczne, które bardzo
często wynikały nie tylko z inności myślenia czy terminologii, ale z zaakcentowania różnic kulturowych, społecznych, politycznych czy ekonomicznych.
Niekiedy te kontrowersje kończyły się schizmami i herezjami. Tym tendencjom
separatystycznym towarzyszyła próba definiowania kolejnych prawd wiary
w formułach teologicznych oraz łączenie struktur Kościoła ze strukturami
państwowymi, co bardzo często wiązało Kościół z konkretnymi kulturami
i porządkami społecznymi oraz politycznymi. W ten sposób nabierał on także
tożsamości lokalnej, kulturowej. Jednak wciąż jego wyzwaniem było przekraczanie tej tożsamości, otwieranie się na inne kultury, zgodnie z zaleceniami
danymi mu przez Jezusa Chrystusa. Dlatego też pomimo dość nieudolnych
prób zinstytucjonalizowania „obywatelstwa” w Kościele, podstawą przynależności do niego był wymiar duchowy – wiara, pojmowana jako osobista wieź
z Chrystusem. Przyjęcie prawd wiary odbywało się publicznie w przypadku
przyjmowania do wspólnoty dorosłych, jednak zdecydowanie wypierał tę
praktykę chrzest dzieci. Zewnętrznie przyjęcie do wspólnoty Kościoła odbywało
się przez sakrament chrztu św., w praktyce udzielany najczęściej dzieciom.
Lekcja historii Kościoła wskazuje na to, iż w hierarchii „bycie członkiem”
Kościoła łączyło się zdecydowanie z priorytetem „tożsamości chrześcijańskiej”
Jarosław Różański
74
w wymiarze duchowym nad „tożsamością” potwierdzoną w jakiś instytucjonalny sposób. Przy czym ważny był tutaj chrystologiczny rdzeń tej tożsamości,
zapoczątkowany przez chrzest. Chrzest bowiem rozpoczynał proces stawania się chrześcijaninem. Pogłębiał więź z Chrystusem, która to więź kazała
człowiekowi wychodzić ku innym, nie koncentrować się na sobie, nie tylko
w wymiarze indywidualnym życia, ale także w wymiarze wspólnotowym,
kulturowym, a nawet kościelnym i religijnym.
Mówiąc o przynależności do Kościoła katolickiego, Kodeks prawa kanonicznego z 1983 r. podkreśla, że jego członkami są „ci, którzy przez chrzest są
wszczepieni w Chrystusa” i dodaje przy tym, że „ten Kościół, ukonstytuowany
i uporządkowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim,
kierowanym przez następcę Piotra i biskupów we wspólnocie z nim”8. Zatem
człowiek zostaje wcielony do Kościoła Chrystusowego przez chrzest. Przy czym
to samo prawo kanoniczne mówi, że chrzest „jest ważnie udzielany jedynie
przez obmycie w prawdziwej wodzie z zastosowaniem koniecznej formy
słownej”9 oraz że „udzielający chrztu powinien zatroszczyć się, jeśli nie ma
chrzestnego, ażeby był przynajmniej jeden świadek, który by mógł stwierdzić
udzielenie chrztu”10. Zatem wskazania co do formy i sposobu udokumentowania
przyjęcia tego najważniejszego w Kościele sakramentu nie są ani trudne do
spełnienia, ani rozbudowane. Prowadzenie ksiąg metrykalnych – początkowo
księgi ochrzczonych (Liber baptisatorum) i księgi zaślubionych (Liber matrimonium) wiązało się z zarządzeniami Soboru Trydenckiego (1545–1563).
Nie decydowały one jednak w sposób wyłączny o stwierdzeniu przyjęcia sakramentów. Pomimo kontynuowania obowiązku wpisów do tych ksiąg dzisiaj
jeszcze – według Kodeksu prawa kanonicznego Kościoła katolickiego – „do
udowodnienia chrztu, jeśli to nie przynosi nikomu szkody, wystarczy oświadczenie jednego wiarygodnego świadka albo przysięga samego ochrzczonego,
gdy przyjmował chrzest jako dorosły”11.
O wyraźnym, duchowym prymacie łączności z Kościołem w sakramencie
chrztu św. mówi kościelny zapis prawny: „z Kościołem w specjalny sposób są
złączeni katechumeni, ci mianowicie, którzy pod natchnieniem Ducha Świętego
wyraźną wolą proszą o włączenie do niego i dlatego tym samym pragnieniem,
jak i życiem wiary, nadziei i miłości, które praktykują, łączą się z Kościołem,
który ich wspiera już jako swoich”12. A zatem zaliczeni są do członków KoKan. 204.
Kan. 849.
10
Kan. 875.
11
Kan. 876.
12
Kan. 206 § 1.
8
9
Być „obywatelem” w Kościele katolickim
75
ścioła także formalnie nieochrzczeni, wyrażający jednak pragnienie chrztu
i potwierdzający to pragnienie życiem chrześcijańskim.
Duchowy aspekt przynależności do Kościoła podkreśla jeszcze bardziej
Konstytucja dogmatyczna Soboru Watykańskiego II Lumen gentium, która mówi
o różnych rodzajach i stopniach przynależności do Kościoła. Według niej do
Kościoła są „wcieleni” (łac. incorporatio; incorporantur) katolicy i katechumeni, ale także są z nim „złączeni” (łac. coniunctio; coniunguntur) chrześcijanie
niekatolicy i wreszcie są ku niemu „ukierunkowani” (łac. ordinari, ordinantur)
ci, „którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii”. Odnosi się to przede wszystkim do
ludu Starego Przymierza, ale także do muzułmanów, którzy zachowują wiarę
Abrahama, wreszcie do tych, którzy szukają nieznanego Boga po omacku,
a nawet do tych, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują wieść uczciwe życie13.
Obywatelstwo a przynależność do Kościoła
Współcześnie teologia i prawo kanoniczne Kościoła katolickiego traktują
go jako Lud Boży, który jest rzeczywistością zbawczą, żyjącą niejako „wewnątrz” ludów i narodów. Żyje on w tych narodach, dzieląc ich doświadczenia
historyczne, struktury państwowe, przemiany kulturowe. Jednocześnie tenże
Kościół – wspólnota (Lud Boży) posiada własną strukturę, władzę, ustrój,
a zatem tworzy instytucję. Jego Głową pozostaje Jezus Chrystus, a ziemscy
pasterze – z biskupem Rzymu na czele – uczestniczą we władzy Chrystusa.
W tym spojrzeniu na Kościół zazębiają się zatem aspekty duchowy i prawny. W swym wymiarze instytucjonalnym Kościół katolicki jako taki uzyskał
osobowość prawną w większości państw. Kościół ten istnieje na ziemi jako
wspólnota złożona z ludzi, którzy są jednocześnie członkami ziemskiego państwa. A zatem zachodzi tutaj wzajemne przenikanie się instytucji i powołania
Kościoła z instytucją i powołaniem państwa. A zatem „Kościół pozostając
obojętny w sensie aktywności politycznej, rości sobie prawo do tego, by
być obecnym w świecie cywilnym. Dlatego iż tego rodzaju działalność jest
przewidziana dla ludzi, których Kościół uczy poszanowania odpowiednich
praw poprzez swoje wyznanie wiary, przez pedagogikę leczenia i uświęcania, potwierdzanie prymatu rzeczywistości duchowej i którym podaje zakres
odpowiednich obowiązków w celu wprowadzania organicznego i prawdziwego braterstwa między ludźmi. Do tej misji Kościół powołany został na
mocy mandatu swego Założyciela, by zbawiać człowieka, głosić mu Słowo
13
Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, n. 16.
76
Jarosław Różański
Boże, które daje życie, i w ten sposób uświęcać i uczestniczyć w integralnym
rozwoju człowieka”14.
Kościół w swoim nauczaniu wzywa wiernych do bycia dobrymi katolikami
i dobrymi obywatelami. Powtarza w ten sposób to, o czym pisał św. Justyn
(zm. 165), wyjaśniając cesarzowi, że to właśnie chrześcijanie są najlepszymi
obywatelami, bo przestrzegają prawa i porządku nie z lęku przed karą doczesną,
lecz kierując się swoją wiarą: „Macie w nas przyjaciół i zwolenników pokoju”15.
Postawę uczniów Chrystusa pięknie podsumował pochodzący z czasów Justyna
List do Diogneta: „Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem
zamieszkania, ani językiem, ani strojem [...] Podejmują wszystkie obowiązki
jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca
jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. Żenią się jak wszyscy i mają
dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz
nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi,
lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem
zwyciężają prawa”16. Jednak prześladowania chrześcijan brały się z krytyki
i sprzeciwu wobec nierozerwalnego wówczas splotu państwa i religii (pogańskiej) – chrześcijanie związek ten wprost zakwestionowali, uważając, że
porządek religijny i porządek państwowy nie są tożsame, lecz istnieją obok
siebie jako dwie odrębne, samodzielne rzeczywistości. Z czasem, po okresie
prześladowań, w wielu miejscach Kościół złączył się z władzą świecką, by
współcześnie w teologii i zasadach prawnych powrócić do źródeł, oddzielając
to, co należy do porządku świeckiego, i to, co należy do porządku religijnego.
Wychodząc z tych założeń, nieco inaczej podchodzi także do różnego
typu migrantów, z którymi nolens volens styka się, prowadząc swą działalność
ewangelizacyjną. W swoim nauczaniu i strukturach Kościół nie traktuje ich jako
„obcych”, gdyż zjawisko migracji przywodzi na myśl obraz jego samego – Ludu
Pielgrzymującego na ziemi, ale zmierzającego wytrwale do niebieskiej ojczyzny.
Stąd też mocne wezwanie do budowy cywilizacji miłości i działalność
kościelnych instytucji na rzecz cudzoziemców. Wobec prawa kościelnego są
oni traktowani na równi z innymi wiernymi, chrześcijanami innych wyznań,
wyznawcami innych religii czy też niewierzącymi. Widoczne jest to przy
korzystaniu z sakramentów świętych. Przy zawieraniu małżeństwa np. nie
jest koniecznym posiadanie obywatelstwa danego kraju, nawet formalnego
14
P a w e ł VI, Przemówienie do Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy
Apostolskiej, 10.01.1972.
15
J u s t y n, Apologia I, 12, 8.
16
List do Diogneta, 5.
Być „obywatelem” w Kościele katolickim
77
zameldowania: by być „stałym” członkiem parafii terytorialnej wystarczy
sześć miesięcy faktycznego zamieszkania lub deklarowana chęć zamieszkania.
A w razie konieczności nawet można asystować przy sakramencie małżeństwa
tułaczy, czy też ludzi, których małżeństwo nie może być uznane lub zawarte
według prawa państwowego17.
Kościół w swoim nauczaniu podkreśla, iż państwo powinno traktować
jednakowo pod względem prawnym zarówno własnych obywateli, jak i cudzoziemców, szukających w nim ochrony. Powinno unikać wszelkich form
dyskryminacji w dziedzinie zatrudnienia, warunków mieszkaniowych, zdrowotnych, edukacji, wychowania i kultury. Jego obowiązkiem jest także obrona
uchodźców przed wszelkimi próbami marginalizacji i przejawami rasizmu.
Szczególną uwagę przykłada Kościół do poszanowania wolności religijnej obcokrajowców. Wolność religijna – jak pisał w encyklice Redemptoris missio Jan
Paweł II – „to nie problem religii większości czy mniejszości, lecz niezbywalne
prawo wszystkich i każdej osoby ludzkiej”18.
17
18
Kan. 1071 § 1.
J a n P a w e ł II, Encyklika Redemptoris missio, n. 39.
CZĘŚĆ II
OBYWATELSTWO
W KONTEKŚCIE REGIONALNYM,
KRAJOWYM I LOKALNYM