http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4840.pdf

Media

Part of Żywot zgodny z obyczajem i wiarą / ŻLUD 2005 t.89

extracted text
Lud t. 89, 2005
MACIEJ KURCZ
Katedra Etnologii Uniwersytetu Śląskiego
Filia w Cieszynie

ŻYWOT ZGODNY Z OBYCZAJEM I WIARĄ.
CYKL ŻYCIA PÓŁNOCNOSUDAŃSKIEGO W IEŚNIAKA
— DZIECIŃSTWO I WIEK MŁODZIEŃCZY

W przełomowych momentach życia człowieka, takich jak narodziny, mał­
żeństwo czy śmierć, ujawnia się szczególnie wyraźnie koloryt miejscowego
obyczaju. Oczekiwanie, lęk, radość i smutek prowokują do zachowań indy­
widualnych i zbiorowych, w których przejawia się charakter i temperament
badanej kultury.
Prezentowane fakty i wydarzenia zanotowane zostały w trakcie stacjonar­
nych badań terenowych autora, przeprowadzonych w Sudanie północnym
między III a IY kataraktą, we wsiach: Banganarti, Sinada, Hammur, Bukibul
oraz ed Ghaddar, w latach 2003-2004. Badania realizowane były przy współ­
pracy z działającymi w Sudanie polskimi archeologami (Polską Połączoną
Ekspedycją Archeologiczną do Doliny Nilu Środkowego oraz Polską Misją
Archeologiczną w Starej Dongoli), przy finansowym wsparciu Komitetu Ba­
dań Naukowych.
W czasie długoterminowych pobytów badawczych w tych samych wsiach
północnosudańskich mogłem uczestniczyć w obrzędach i praktykach religij­
nych oraz w zwykłych czynnościach życia codziennego. Nie napotkałem przy
tym na poważniejsze trudności. Przyjacielski stosunek ludności tubylczej,
wzmocniony wieloletnim kontaktem z polskimi archeologami sprawił, iż nie
tylko było mi dane obserwować wielkie, zbiorowe uroczystości, ale także
zwykły, codzienny rytm życia rodzinnego. W trakcie badań mogłem tak­
że zdobywać informacje w drodze wywiadu i kwestionariusza. Szczęśliwym
trafem roli tłumacza podjęli się sudańscy inspektorzy, pracownicy Sudańskiej
Służby Starożytności, każdorazowo oddełegowywani do pracy z zagranicz­
nymi misjami archeologicznymi. Niezwykle pożyteczny dla moich prac był
fakt, iż jednym z moich tłumaczy była kobieta (p. Nahla Mustafa). Natural­
nie, okazało się to szczególnie przydatne w rozmowach z kobietami — gru­
pą, z którą, jak wiadomo, kontakt etnologa-mężczyzny w tradycyjnym śro­
dowisku muzułmańskim jest szczególnie utrudniony. Wywiadom z kobietami

158

Maciej Kurcz

zawdzięczam większość informacji z zakresu magii, ludowej religijności czy
obrzędów i praktyk związanych z cyklem życia sudańskiej kobiety. Ponadto
cenne informacje o obrzezaniu kobiet dostarczyła mi Anna Błaszczyk, uczest­
niczka polskiej misji archeologicznej w Starej Dongoli, której udało się spo­
rządzić dokumentację filmową tejże operacji i towarzyszących jej uroczysto­
ści. Jeśli chodzi o inne intymne sfery życia miejscowych kobiet, nader cenne
okazały się także wywiady z jedną z akuszerek z miejscowości ed Ghaddar.
Artykuł wzbogacony został w liczne odwołania do literatury przedmiotu.
Większość cytowanych źródeł prezentuje jednak obraz Sudanu z dnia wczo­
rajszego i dotyczy różnych zakątków Sudanu muzułmańskiego. Zdecydowa­
łem się posłużyć nimi -— mimo wielu mankamentów — dla wzbogacenia
i lepszego zrozumienia prezentowanych zjawisk. Szczególnie interesującą lek­
turą okazały się prace zawarte w „Sudan Notes and Records”, zwłaszcza
seria artykułów El Tayiba Abdulli, The Changing Customs o f the Riverian
Sudan, a także zbiorowa praca pod redakcją J.G. Kennedy’ego, Nubian Cere­
moniał Life (aczkolwiek dotyczącą tzw. Nubii egipskiej) oraz klasyczne dzie­
ło, jeśli idzie o islam w Sudanie: J.S. Triminghama, Islam in the Sudan. Po­
nadto wielu niezwykle ciekawych analogii dostarczyło mi studium B.W.
Blackman, The Fellahin ofU pper Egypt.
Ze względu na rozległość podejmowanych kwestii artykuł podzielony zo­
stał na dwie części: dzieciństwo i wiek młodzieńczy oraz wiek dojrzały.

Narodziny
Sudańczycy, wcale nie mniej niż inne społeczeństwa tradycyjne, przywią­
zują ogromną wagę do posiadania potomstwa. Naturalną konsekwencją i pod­
stawową zarazem funkcją małżeństwa jest posiadanie dzieci. Natomiast jego
brak to powód wielkiego nieszczęścia, hańby, w końcu nieuchronnego ze­
pchnięcia jednostki na margines społeczności.
Gdy kobieta nie zachodzi w ciążę, już po paru miesiącach od ślubu, zaczy­
na denerwować się. Mniej więcej po roku udaje się do lokalnego znachora.
Ten w pierwszej kolejności zaopatrzy ją w zwykły amulet hidżiab1 (fot. 2).
Kobieta, jak już pisałem, nosi go zawieszony na szyi. Gdy to nie pomaga,
szejch poddaje ją specjalnej kuracji -— tzw. bakhrah. Polega ona na paleniu
rano i wieczorem zapisanych zaklęciami karteczek i skrupulatnym okadzaniu
dymem swojego ciała. Ponadto nieszczęśliwa kobieta wystrzega się kontaktu
z krwią oraz nie wybiera się na drugą stronę rzeki. Zakazy te obowiązują
1 To najpopularniejszy ze sposobów chroniących człowieka przed działalnością wrogich mu
nadprzyrodzonych sił. Amulet ten składa się z kawałka papieru, na którym szejch umieszcza wer­
set z Koranu wraz ze znakami kabalistycznymi.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

159

także brzemienne niewiasty i związane są z złowrogą mocą muszahara2. Jako
potencjalna, choć mimowolna nosicielka „złego uroku” nie powinna także
odwiedzać kobiet w ciąży i młodych matek — aczkolwiek z drugiej strony
uważa się, że taka wizyta może w cudowny sposób pomóc kobiecie. Innymi
doraźnymi metodami radzenia sobie z niepłodnością kobiet są: kąpiel w Nilu
oraz wizyta w sanktuarium miejscowego świętego połączona z obsypaniem
się piaskiem z wnętrza mauzoleum3. W dalszym ciągu czynności te uważane
są za skuteczniejsze aniżeli recepty i zabiegi lekarskie.
Gdy w końcu kobieta zajdzie w ciążę, stara się prowadzić normalne życie.
Wykonuje te same prace co zwykle. Jest szczęśliwa, ale także podenerwowa­
na. Zwłaszcza podczas pierwszych tygodni i miesięcy — okresu najniebez­
pieczniejszego dla zdrowia jej i dziecka. Wtedy również, jeżeli jest to jej pierw­
sza ciąża, udaje się do lekarza. Będzie to jej jedyna wizyta, jeżeli wszystko
będzie przebiegało w porządku.
Mimo coraz większej wiedzy na temat higieny oraz większej dostępności
służby zdrowia, nadal wielu wiejskim kobietom nie udaje się donosić ciąży.
Wciąż częste są, niestety, przypadki poronienia. Chociaż śmierć płodu jest
zawsze tragedią, to jednak należy zauważyć, iż znosi się ją z pokorą i akcep­
tacją. Strach przed poronieniem, choć towarzyszy kobiecie przez cały okres
ciąży, to jednak zdecydowanie maleje około siódmego miesiąca. Słusznie
uważa się, że jeżeli nic się do tej pory nie wydarzyło, to ciąża rozwija się
pomyślnie.
Barclay (1964, s. 406) informuje, iż w siódmym miesiącu ciąży ma miej­
sce obrzęd dżirtig ■
— przystrojenie kobiety w odświętne atrybuty. Z tej okazji
urządza się małe przyjęcie. Podawane jest mięso oraz kwaszone mleko ze
sklarowanym masłem. Ważne przy tym jest, aby pierwsze siedem kobiet pró­
bujących potrawy było uważanych za szczęśliwe. Na zakończenie uczty ko­
biety wycierają zabrudzone resztkami jedzenia palce o brzuch ciężarnej. Po­
dobny zwyczaj wspomina el Tayib (1955, s. 3). W czasie tego obrzędu kobiety
miały brać garść jedzenia i rozsmarowywać ją na brzuchu przyszłej matki.
Akt ten miał uczynić uczestniczki obrzędu bardziej płodnymi. W dalszej ko2 Termin ten ma związek z arabskim miesiącem sahr, w którym pojawia się nowy księżyc
(Kennedy, 1978a, s. 126). W folklorze sudańskim odnosi się on do pewnych nieszczęśliwych
zdarzeń, dziejących się w czasie przełomowych momentów w życiu człowieka: narodzin, obrze­
zania, ślubu i śmierci. Są one konsekwencją nieprzestrzegania rytualnych zakazów.
3Niektóre sanktuaria są szczególnie znane z leczenia bezpłodności. Jednym z nich jest mau­
zoleum Sharifa Yusuf Abu w Abu Haraz, niedaleko Wad Medani. Przybywające tam kobiety spę­
dzają siedem czwartkowych nocy w obrębie sanktuarium, często w asyście męża i bliskich. Po
siedmiu nocach, na znak zakończenia rytuału, opiekun mauzoleum wręcza kobiecie zwitek papie­
ru zapisany cytatami z Koranu. Jeżeli kuracja odnosi skutek, kobieta do miejsca pochówku tego
świętego powraca raz jeszcze, gdy jej dziecko ma cztery miesiące; dokonuje postrzyżyn— dzięk­
czynnego ofiarowania pierwszych włosów niemowlęcia, połączonych z pieniężną dotacją dla ży­
jącego reprezentanta czcigodnego męża (Trimingham, 1965, s. 145, Cloudsley, 1984, s. 139).

160

Maciej Kurcz

łejności ciężarną kobietę sadowi się na łożu wyścielonym najlepszą, koloro­
wą matą palmową. Jest pięknie przystrojona. Ma na sobie odświętny, kolo­
rowy tob4, Jej dłonie i stopy pokryte są henną, a powieki kohlem5. Do wło­
sów, starannie uplecionych w warkoczyki, ma poprzyczepiane paciorki
z małych kamyczków i muszelek (rikhajmi). Podobne przywiązuje się kobie­
cie wokół talii do specjalnego bawełnianego pasa. Kobieta zobowiązana jest
nosić te ozdoby przez tydzień, a czasem aż do rozwiązania. W badanych przeze
mnie wioskach udekorowanie kobiety dżirtig odbywa się bez specjalnego ce­
remoniału dopiero po narodzinach dziecka.
W okresie ciąży kobieta musi mieć się szczególnie na baczności. W tym
czasie czyha na nią szereg nadprzyrodzonych niebezpieczeństw, takich choć­
by jak wszechobecny urok „złych oczu”. Przede wszystkim jednak, w tym
właśnie momencie jej życia uaktywnia się złowroga moc muszahara. Z tego
to powodu zabrania się kobiecie kontaktowania z pewnymi przedmiotami
i substancjami (żelazo, złoto czy krew) oraz dokonywania pewnych czynno­
ści, jak wspomniana przeprawa na drugi brzeg Nilu lub kontakt z osobą rytu­
alnie nieczystą (Kennedy, 1978a, s. 227, 228). Na obszarze moich badań do
niektórych z tych zakazów nadal przywiązuje się dużą wagę. I tak, w domu
brzemiennej kobiety nie jest mile widziana kobieta obwieszona dużą ilością
złotej biżuterii. Wierzy się, iż taka wizyta może skończyć się tragicznie: na­
głą chorobą czy nawet w najgorszym wypadku poronieniem. Dba sięjednak,
aby brzemienna kobieta nosiła jak najwięcej złotych ozdób, tak, aby nie okaza­
ło się, iż inna kobieta ma ich więcej6. Gdy jednak zły urok pada na kobietę,
jednym z pierwszych ratunkowych zabiegów jest zanurzenie niewiasty w wo­
dach Nilu. Cudotwórczy efekt może mieć równocześnie zanurzenie owej fe­
ralnej biżuterii w rzece7. Bezwzględnie przestrzega się, aby kobieta w ciąży
nie tylko nie uczestniczyła w pogrzebie, ale także nie kontaktowała się z żad­
nym z żałobników. Gdy ktoś taki chce złożyć wizytę przyszłej matce, musi
najpierw udać się do innej osoby. Kiedy ktoś umiera w sąsiedztwie, bardziej
przesądne kobiety układają na progu domostwa gałązki palmy. Ich przesko­
czenie ma neutralizować działanie złych mocy. Dla uniknięcia zagrożenia ze
strony nadprzyrodzonej siły ciężarna kobieta także wystrzega się kontaktu

4Tradycyjna kobieca szata— kilkumetrowy kawałek materiału, którym Sudanka owija szczelnie
swoje ciało od stóp po głowę (za wyjątkiem twarzy).
5 To zasadniczo sproszkowana ruda antymonowa. Więcej na ten temat zobacz: Cloudsley,
1984, s. 66.
6 Biżuteria, w szczególności złota, dla kobiet sudańskich to sprawa nadzwyczajnej wagi. Po­
siada ona ogromne znaczenie estetyczne, ale także magiczne. Wierzy się, że przynosi kobiecie
szczęście i sprawia, że jest bardziej płodna.
1 W folklorze tych stron wody Nilu mają uniwersalny charakter oczyszczający— neutralizują­
cy działanie złych mocy. Już sam widok rzeki ma niekiedy cudotwórcze właściwości. Ludzie star­
si często piją wodę tylko z rzeki, twierdząc, że jest zdrowsza.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

161

z krwią. Jedna z moich rozmówczyń opowiedziała mi historię kobiety, która
celowo skaleczyła się przed wizytą u ciężarnej, by doprowadzić u niej do
poronienia, a w rezultacie, by samej móc zajść w ciążę. Tabu krwi obejmuje
również najbliższe otoczenie przyszłej matki. Żaden gospodarz w okresie ciąży
żony nie odważy się osobiście zabić jakiegokolwiek zwierzęcia.
Przed działaniem tych i innych złych mocy kobietę chronią uniwersalne
amulety, używane powszechnie na co dzień, takie jak: najróżniejsze fetysze
zawieszane nad wejściem do domostwa8 czy zwykłe hidżiaby. Przede wszyst­
kim jednak ma ona do dyspozycji zwyczajowy zestaw apotropeicznych przed­
miotów, mających ją strzec w szczególności w okresie połogu. U okolicznych
Fellata9 kupowane są paciorki z muszelek, które przyczepia się do włosów
lub nosi jak bransoletkę. Zamiast muszli może być to także rybi kręgosłup.
Mocą ochronną obdarzona jest nadto podobizna białego człowieka10; wy­
grawerowana na sygnecie albo umieszczana na medalionie, zawieszanym
później na szyi. Elementem stroju każdej przyszłej matki staje się również
długa, srebrna igła wetknięta we włosy. Ochronne właściwości posiadają nadto
różne kamienie, zwłaszcza te przypominające kolorem bursztyn. Przez cały
okres połogu apotropeiczny charakter posiada także gałąź palmy trzymana
zazwyczaj pod łóżkiem kobiety.
Mimo trudnego okresu ciężarna kobieta powinna zawsze wyglądać pięk­
nie, promieniować szczęściem, nosić piękne, kolorowe stroje, które też z oka­
zji ciąży powinien kupić jej mąż11. Krótko mówiąc, ma być dumna ze swojego
błogosławionego stanu. Zalecane jest również, by przez cały ten okres ota­
czała się kobietami powszechnie uważanymi za szczęśliwe12.
Gdy zbliża się czas przyjścia na świat dziecka, kobieta zanosi nad rzekę
odrobinę jedzenia. Ma to zapewnić jej łatwy poród. Natomiast gdy poród opóź­
nia się, kobieta kropiona jest wodą z Nilu. Kolejną skuteczną metodą przy­
spieszającą rozwiązanie ma być kilkakrotne przejście brzemiennej pod wiel­
błądem lub osłem. Inni z tym problemem radzili sobie poprzez rzucenie przez
drzwi izby, w której ma odbyć się poród, garści ziarna. Barclay (1964, s. 408)

8 Są to najczęściej wspomniane poprzednio zwierzęce rogi; także martwe zwierzęta i oberżyna.
9Terminem tym ogólnie określa się emigrantów z Afryki zachodniej.
10„Biały człowiek” w wielu kulturach uważany jest za osobę nadzwyczajną, posiadającą sze­
reg cech (władza, bogactwo, uroda) czyniących z niej osobę szczęśliwą. Dlatego też chętnie umiesz­
cza się jego podobiznę na ścianach domów lub na biżuterii, aby niejako zapewnić sobie cząstkę
jego pomyślności. Fenomen ten ma szczególne znaczenie w trakcie ciąży i dzieciństwa.
11Narodziny dziecka to drugie obok ślubu wydarzenie, z którego okazji kobieta zwyczajowo
obdarowywanajest nowymi strojami.
12Za taką osobę uważa się kobietę, która posiada co najmniej dwójkę dzieci. Ludzie określani
tym mianem cieszą się nie tylko dużym poważaniem, ale także przypisuje się im magiczne właści­
wości.

162

Maciej Kurcz

zanotował, że zwyczaj ten to ofiara przeznaczona dla świętego, mającego
szczególnie pomagać kobietom w porodzie.
Gdy jest to pierwszy poród, kobieta rodzi w rodzinnym domu. Bezpośred­
nio przed porodem dokładnie sprząta się izbę, wybiera najlepsze łóżko i matę.
Bez przerwy palone jest kadzidło. Dla odpędzenia złych duchów pod łóż­
kiem umieszcza się ostry, żelazny przedmiot oraz gałązkę palmy. Niektóre
kobiety zapewniały, iż trzeba także wystawić przed izbę miskę z odrobiną
zboża. W części pomieszczenia, gdzie ma odbywać się poród, drąży się nie­
wielki dołek lub umieszcza metalowe naczynie na krew porodową, by póź­
niej z łatwością móc usnąć ją z domu. Uważa się ją za rytualnie nieczystą
i bardzo niebezpieczną.
Poród przyjmuje lokalna akuszerka (daja)13w asyście przynajmniej dwóch
doświadczonych kobiet z sąsiedztwa. Ważne jest jednak, aby ciężarna kobie­
ta oficjalnie poprosiła je o pomoc. W innym wypadku mogą one nie stawić
się. Przez pierwsze dni po porodzie do nich właśnie będzie należała więk­
szość obowiązków w zagrodzie młodej matki.
Kobieta rodzi na łóżku w pozycji leżącej, a nie jak kiedyś w kucki, trzy­
mając się nad głową tkaniny przywiązanej do belki stropowej; a od tyłu bę­
dąc wsparta o drewniany filar (al Tayib, 1955, s. 4,5). Urodziny dziecka oznaj­
mia charakterystyczny radosny pisk kobiet (zagaruta). Jak mnie zapewniano,
głośniejszy i dłuższy w przypadku chłopca, cichszy i krótszy, gdy przyjdzie
na świat dziewczynka. Dziecko obmywa się oliwą14i wodą, zawija w czystą
chustę i oddaje matce. Akuszerka zaszywa ranę, gdyż każdy poród, ze wzglę­
du na obrzezanie, wymaga mniejszej lub większej ingerencji chirurgicznej.
Kobietę i jej dziecko usadawia się na wcześniej przygotowanym łóżku. Bez­
13 Od początków XX wieku rozpoczęto szkolenie akuszerek, ucząc je, jak odbierać porody,
opiekować się kobietami i dziećmi w połogu czy nawet dokonywać obrzezania (sunnickiego) dziew­
czynek. W chwili obecnej większość miast sudańskich i niektóre, bardziej cywilizowane obszary
wiejskie posiadają już taki właśnie na wpół przeszkolony personel położniczy. Sytuacja wygląda
jednak inaczej w miarę oddalania się od większych ośrodków. Tam często nadal funkcję tę mu­
szą spełniać tradycyjne akuszerki, bez medycznego przygotowania (Kenyon, 1991, s. 87, 99).
W badanych przeze mnie wsiach wszystkie położne były po odpowiednich kursach w Dongoli.
W każdej wsi jest przynajmniej jedna taka kobieta, a w miejscowości ed-Ghaddar aż trzy. Oprócz
porodów akuszerki wykonują także operację obrzezania u dziewcząt. Zasadniczo akuszerki opła­
cane są przez państwo. W praktyce jednak sprawa ta wygląda różnie, a za swoje usługi wiejskie
położne otrzymują pieniądze od ludzi, bezpośrednio po wykonaniu zabiegu. Są to różne kwoty,
w zależności od kondycji materialnej rodziny. Ponadto zawsze przypada im część mięsa ofiarne­
go zwierzęcia.
Akuszerka pełni niezwykle ważną, złożoną funkcję w Sudanie. Ze względu na charakter swojej
pracy i umiejętności dokonuje ona nie tylko operacji obrzezania kobiet. Nierzadko także prowa­
dzi obrzędy związane z kultem zaar czy zajmuje się znachorstwem. Zawód akuszerki, choć wiąże
się z niezwykle ważnym dla każdego aspektem życia, nie należy do specjalnie cenionych i wybierajągo raczej kobiety z niższych warstw społecznych (Kenyon, 1991, s. 98).
14W tym zakątku Afryki, podobnie jak w wielu innych krainach, oliwie przypisuje się pewne
magiczno-lecznicze właściwości, zwłaszcza mające związek z płodnością.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

163

pośrednio po porodzie, dla wzmocnienia, podaje się kobiecie kawę oraz spe­
cjalny wywar z daktyli — tzw. medida min beleh. Potem do izby wpuszczany
jest mąż i reszta rodziny. W bogatych domach, w szczególności gdy urodzi
się chłopiec, w chwilę później może mieć już miejsce dziękczynna ofiara ze
zwierzęcia, a następnie mała uczta dla najbliższej rodziny. Niektóre rodziny
celebrują trzeci dzień po narodzinach i organizują małą uroczystość dla naj­
bliższych (talta). W znakomitej większości jednak ma ona miejsce dopiero
z okazji s imaj ii, siedem dni po urodzinach dziecka. Rokroczne celebrowanie
rocznicy urodzin jest w Sudanie tradycją nową. Tylko niektórzy celebrują trzy
pierwsze. Wtedy zgodnie z europejskim obyczajem na stole ma pojawiać się
rodzaj tortu ze świeczkami.
Pozostałości związane z porodem zaraz po nim wyrzuca się do rzeki, trak­
tując je jako rytualnie nieczyste. Inaczej postępuje się z pępowiną lub łoży­
skiem. Zakopuje się je pod progiem bądź w sąsiedztwie szkoły, meczetu czy
grobowca świętego. Wierzy się, iż będzie to miało wpływ na przyszłość dziec­
ka. We wsi ed Ghaddar łożysko wyrzuca się do rzeki. Nad Nil niesie je bab­
cia, cały czas powtarzając „idź i wróć”. Pępowinę natomiast z reguły zakopu­
je się wraz z chlebem i daktylami w obrębie domostwa.
Pierwsze dni niemowlęcia uważane są za najbardziej niebezpieczne. Ani
przez chwilę nie zostawia się go samego, gdyż zły duch może je podmienić
(Trimingham, 1965, s. 173). Według ludowej demonologii, w szczególności
na noworodka czyha stara wiedźma Umm es Subjana. Niegdyś miała ona sama
stracić dziecko, dlatego też z zazdrością patrzy na każde nowo narodzone nie­
mowlę. Zazwyczaj to jej właśnie przypisuje się wszelkie zgony noworodków
aż do czterdziestego dnia po porodzie.
Matka, która straciła już kiedyś dziecko, maluje na czole noworodka kok­
iem siedem pionowych linii. Zmywa je następnie kolejno przez siedem dni.
Wśród Nubijczyków Danagla praktykowany jest natomiast stary zwyczaj kre­
ślenia kohlem na czole dziecka znaku krzyża15. Tą samą substancją dekoruje
się zaraz po porodzie powieki dziecka i matki. Również przez siedem pierw­
szych dni babcia, dwa razy dziennie nad uchem dziecka płci żeńskiej, uderza
w miedzianą miseczkę aplikatorem do nakładania kohlu. Wszystko po to, by
odpędzić od niemowlęcia złe duchy. Gdy z dzieckiem zaczyna być naprawdę
źle, czoło niemowlęcia smaruje się oliwą. Popularny jest amulet harasat,
15
Istnieją liczne dowody świadczące o częstym niegdyś użyciu w muzułmańskim Sudanie
znaku krzyża jako środka apotropeicznego (Trimingham, 1965, s. 181; Vantini, 1982, s. 26;
el Tayib, 1955, s. 7). Informowano mnie, że w przeszłości znak krzyża często rysowany był na
chlebie. W trakcie archeologicznego rekonesansu na wyspie Tangasi, Polska Połączona Ekspedy­
cja Archeologiczna do Doliny Nilu Środkowego odnalazła współczesny piec gliniany ozdobiony
znakiem krzyża. Stefan Jakobielski wspomina popularny u Nubijczyków Mahas zwyczaj kreśle­
nia znaku krzyża dla ochrony worków ze zbożem. Być może jest to relikt chrześcijańskiego okre­
su dziejów Sudanu.

1 64

Maciej Kurcz

zwitek papieru z magiczną inskrypcją sporządzoną przez lokalnego świąto­
bliwego męża. Talizman ten ma chronić dziecko przez czterdzieści dni od
dnia jego narodzin, by później zostać zastąpionym przez zwykły hidżiab.
Dziecku zakłada się również na szyję złotą monetę — nazywaną gineh. Za­
sadniczo przez pierwsze siedem dni nikt nie odwiedza młodej matki i jej dziec­
ka. Wyjątkiem są kobiety z rodziny i sąsiedztwa. Te nieustannie czuwają nad
kobietą i jej obejściem. Często, gdy rodzice są szczególnie zabobonni, płeć
dziecka może być utrzymywana w tajemnicy.
Po upływie siedmiu dni, gdy wszystko jest w porządku, jak nakazuje mu­
zułmański obyczaj, ma miejsce uroczysta simaja. Na śniadanie sprasza się
sąsiadów, rodzinę oraz przedstawicieli wiejskiej biedoty. Jeżeli wymaga tego
liczba zaproszonych gości, ustawia się przed domem prowizoryczne zadasze­
nie, pod którymi rozściela się maty. Uczta wtedy przenosi się z wnętrza domu
na ulicę. Dzięki temu każdy wie, że może przyłączyć się do wspólnego posił­
ku. Urodziny dziecka to zawsze powód do świętowania dla całej lokalnej spo­
łeczności. Uliczne przyjęcie jest również pretekstem do zamanifestowania tak
swojej radości, jak i zamożności. Ci zamożniejsi właśnie zapraszają często
miejscowych grajków czy derwiszy, a pod wieczór odprawiany jest dzięk­
czynny zikr16. Nikt w ten dzień nie szczędzi pieniędzy; organizuje jak najbar­
dziej wystawne przyjęcie, zwłaszcza gdy narodzi się chłopiec. Wcześnie rano
uroczyście zarzyna się owcę. Dokonać tego może każdy mężczyzna, za wy­
jątkiem ojca dziecka17. Odrobina krwi ofiarnego zwierzęcia rozsmarowywana jest na czole niemowlęcia. Gdy nie stać ojca na poświęcenie zwierzęcia,
przygotowuje się specjalną potrawę z ryżu, chleba i mięsa (fatła), którą na­
stępnie symbolicznie dzieli się między gości, na siedem półmisków. Uroczy­
ste śniadanie przygotowują wspólnie kobiety z sąsiedztwa. Ich praca przebie­
ga w sposób bardzo uporządkowany i sprawny. W tym czasie zaproszeni goście
składają gratulacje szczęśliwemu ojcu i jego rodzinie. Każdy odwiedza mat­
kę i jej dziecko, obdarowując je pieniędzmi wsuwanymi pod poduszkę.
Przede wszystkim jednak w ten dzień wybiera się imię dziecka. Wzywa
się sędziwego mężczyznę, cieszącego się moralnym i religijnym autorytetem;
zwykle jest to czcigodny szejch lub imam miejscowego meczetu. Ten bierze
dziecko na ręce i szepcze mu trzykrotnie jego imię. Jego wybór należy
w pierwszej kolejności do rodziców. Przy czym podobno w przypadku chłop­
ca decydujący głos należy do ojca, a w przypadku dziewczynki bardziej ma
liczyć się zdanie matki. Gdy urodzi się pierwsze dziecko, nadaje się mu za­
zwyczaj imię Mohamed lub Fatima. Często również jego imię może upamięt­
niać dziadków lub jakiegoś innego zacnego przodka. Zdarza się także, iż
o radę pyta się świątobliwego szejcha. Powszechnie wierzy się, iż imię ma
16Pół śpiewane, pół recytowane imiona Boga.
17Zakaz ten związany jest ze wspomnianymi już wierzeniami muszahara.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

165

duży wpływ na przyszłość dziecka, poniekąd także chodzi tutaj o pewnego
rodzaju błogosławieństwo dla niego18.
W Sudanie cieszą się popularnością te same imiona, co w większości
muzułmańskich krajów. Zasadniczo, w przypadku dzieci płci męskiej, są to
imiona nawiązujące do Mahometa (Hamid, Mahmud czy Ahmed), Boga (Abdalla, Dafalla), rodziny Proroka (Hassan czy Husein) czy czcigodnych i sław­
nych bohaterów islamu (Mahdi). Znaczącym źródłem inspiracji w kwestii
nadawania imion są kalendarze z 99 imionami Boga wiszące w każdym do­
mostwie czy sklepie. W przypadku dziewczynek również dobór imienia kon­
centruje się raczej na rodzinie Proroka (eł Tayib, 1955, s. 12, 13). Przy czym
należy zauważyć, że ostatnimi czasy popularyzują się w szybkim tempie naj­
różniejsze imiona z innych krajów muzułmańskich, rzadko dotychczas tutaj
spotykane. Być może jest to zasługą telewizji, a szczególnie popularnych egip­
skich telenowel. Natomiast w oficjalnej tytulaturze zupełnie brak jest imion
nubijskich.
Barclay (1964, s. 414) zanotował, iż nierzadko dzieci mają dwa imiona.
Jedno oficjalne i wybrane przez ojca oraz drugie wybrane i używane przez
matkę. W okresie przedszkolnym, kiedy dziecko pozostaje pod opieką matki
i jej krewnych, matczyne imię to jedyne, z którym ma się ono utożsamiać.
W rejonie moich badań zaobserwowałem jedynie, że bardzo często małe
dziewczynki nazywa się Umm Abu ‘a („matka mojego ojca”). Zwracają się
tak do niej zarówno rodzice, jak i całe otoczenie.
Z czasem dziecko może zyskać także przezwisko. Często towarzyszy ono
człowiekowi przez całe życie, tak jak wszędzie wyrażając jakąś cechę cha­
rakteru, zabawne wydarzenie lub po prostu wykonywaną profesję. W przeci­
wieństwie do oficjalnych imion, wśród przezwisk zdarzają się jeszcze słowa
o nubijskim rodowodzie (np. raczej pogardliwe nogut — sługa).
Zupełnie natomiast nie przywiązuje się wagi do muzułmańskiej tradycji
agiga — postrzyżyn. Pierwsze włosy obcina się kilka miesięcy po narodzinach
raczej bez specjalnego ceremoniału. Kiedyś jedynie pozostawiano dziecku ko­
smyk włosów i ofiarowywano go jakiemuś świętemu, a następnie, gdy nada­
rzała się odpowiednia chwila, ścinano go przy grobie patrona, często przy tym
ucztując i bawiąc się19. Podobnie, gdy dziecko chorowało, obiecywano kosmyk
jego włosów jakiemuś świątobliwemu mężowi (el Tayib, 1956, s. 56, 57).
Nim to jednak nastąpi, musi skończyć się czterdziestodniowy okres od­
osobnienia kobiety. Wynika on zarówno z przekonania, iż matka przez pe­
wien czas po porodzie pozostaje w stanie rytualnej nieczystości {haram), jak

18Oczywiście jest to ślad iście magicznego traktowania imienia — nieobcego chyba żadnej
tradycyjnej kulturze.
19Na początku XX wieku zwyczaj ten był żywy wśród mieszkańców Górnego Egiptu (Black­
man, 1927, s. 84, 85).

166

Maciej Kurcz

i z tego, że nadal czyha na nią i jej dziecko szereg nadprzyrodzonych niebez­
pieczeństw. Kobieta nie tylko nie może opuszczać zagrody, ale w ogóle wsta­
wać z łóżka. Pod łóżkiem przez cały czas chroni ją jakiś ostry, żelazny przed­
miot: nóż, topór lub motyka. Na nadgarstku zawiązany pozostaje apotropeiczny
dżirtig. Ponadto, w przypadku gdy dziecko jest płci żeńskiej, matka pod po­
duszką trzyma jeszcze żelazny aplikator do kohlu. Pod ręką na taboreciku
znajduje się Koran. Cały czas przy łożu pali się kadzidło. Wszystko po to, by
zapewnić kobiecie maksimum ochrony przed czyhającymi na nią niebezpie­
czeństwami nadprzyrodzonej natury. Przez okres piętnastu, a niekiedy czter­
dziestu dni w izbie, w której miał miejsce poród i gdzie teraz leży matka
z dzieckiem, nie sprząta się. Nie wynosi się też z niej żadnego przedmiotu.
Dba się, aby kobieta, mimo iż nie opuszcza izby, wyglądała pięknie i szczę­
śliwie. Zawsze przystrojona jest w efektowny i kolorowy tob, a jej skóra po­
kryta jest henną i kohlem. Podobnie jak przez całą ciążę powinna manifesto­
wać swoje szczęście. W tym trudnym dla rodziny okresie uaktywnia się
instytucja pomocy sąsiedzkiej. Teraz to na kobietach z sąsiedztwa spoczywa
wysiłek opieki nad młodą matką oraz jej domem.
Dziecko ubierane jest w dwuczęściowe śpioszki, zakupione jeszcze w cza­
sie ciąży na pobliskim targu. Matka trzyma je cały czas przy sobie na dużej,
strojnej poduszce z nieprzemakalnego materiału. W nocy nakrywa je dodat­
kowo kawałkiem swojej szaty.
Czterdziestego dnia (Arbain el Wilada) ma miejsce uroczysta procesja ko­
biety nad Nil, która ostatecznie kończy okres marginalizacji20. Matka przyodziewa nowe szaty, gdyż musi się podobać „mieszkańcom rzeki”. Nad Nil towarzy­
szą jej w radosnym, rozśpiewanym orszaku inne niewiasty. Wszyscy winni się
uśmiechać. Od tego zależy przyszłość dziecka. Nad brzegiem rzeki matka do­
konuje ablucji siebie i dziecka (siedmiokrotnie zanurza je w wodzie). Następ­
nie do rzeki wrzucane są wszystkie przedmioty związane z niemowlęciem przez
pierwsze czterdzieści dni jego życia. W końcu Nil i jego „mieszkańcy” obda­
rowywani są darami: słodyczami i zbożem. Niektórzy wspominali, że dziec­
ku wtedy daje się na szczęście zielony listek. Rytuał kończy radosny pisk
kobiet. Po tym wszystkim młoda matka wraca do normalnego życia21.
Czterdziestodniowy okres kwarantanny22 obowiązuje kobietę nawet wtedy,
gdy dziecko narodzi się martwe. Tak samo okres ten kończy ablucja w wodach
20Niektórzy mieszkający daleko od rzeki wybierają się do miejscowej studni. W szczególno­
ści czyniły tak rodziny byłych koczowników, które przejęły ten zwyczaj od Nubijczyków.
21 Nie sposób nie ulec wrażeniu, iż moment ablucji matki i dziecka w wodach Nilu przypomi­
na chrześcijański chrzest. Co więcej wśród Koptów czy etiopskich chrześcijan istnieje zwyczaj
chrzczenia dzieci czterdziestego dnia od narodzin. Być może mamy tutaj znów do czynienia
z ostatnim reliktem chrześcijaństwa, niegdyś religii tego zakątka Afryki?
22 Czterdziestodniowa kwarantanna to bardzo stary zwyczaj, znany wielu kulturom basenu
Morza Śródziemnego oraz Bliskiego Wschodu.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

167

Nilu. Jeżeli dziecko urodzi się martwe, nie chowa się go na cmentarzu, a raczej
w domu lub jego pobliżu. W trakcie wykopalisk archeologicznych odnalezio­
ne zostały szczątki niemowlęcia wetknięte w ścianę średniowiecznego domu.
W.S. Blackman (1927, s. 67) wspomina, iż w Górnym Egipcie istniał zwyczaj
chowania płodu w obrębie domostwa. Wierzono, iż przez to może się on odro­
dzić ponownie w brzuchu matki. W Omdurmanie natomiast jeszcze nie tak
dawno praktykowany był zwyczaj wrzucania martwych noworodków do Nilu
(el Tayib 1955, s. 6). Gdy dziecko umrze w ciągu pierwszych dni po urodzeniu,
chowa się je w specjalnej części cmentarza lub po prostu zakopuje na pustyni.
Do nadzwyczaj delikatnych problemów w kraju islamskim należy aborcja.
W każdym tzw. prostym społeczeństwie, w którym dzieci uważane są za naj­
większe szczęście, kwestia usuwania ciąży stanowiła zawsze zjawisko mar­
ginalne i zdecydowanie potępiane. Nie inaczej sprawa ta wyglądała w Su­
danie (Ahmed, 1939, s. 42). Obecnie jednak także i to uległo zmianie. Na
prowincji północnosudańskiej zdarzają się pozamałżeńskie kontakty seksual­
ne, a w konsekwencji także ciąże. Oczywiście staje się to powodem wielkie­
go nieszczęścia. Dziewczyna wtedy zawsze poszukuje pomocy u innej „do­
świadczonej” kobiety lub u akuszerki. Zwykle zabieg polega na wprowadzaniu
do pochwy jakiegoś przedmiotu (najczęściej gałęzi uszer — Calotropis procera, krzewu, który wydziela pewnego rodzaju żrącą substancję) w celu uszko­
dzenia płodu, wywołaniu krwawienia lub stanu zapalnego. Gdy ta metoda
zawiedzie, szuka się pomocy w szpitalu. Zawsze jednak w dużej tajemnicy.
Znane są również pewne sposoby zapobiegania ciąży. Uważa się, że owoc
rycynowca zabezpiecza kobietę przed ciążą na okres jednego roku. Podobne
właściwości ma posiadać mieszanka octu i soku z limonki.

Dzieciństwo i wychowanie
Okres przedszkolny to dla dziecka czas beztroski i swobody. Pozwala się
mu niemal na wszystko, byle nie przeszkadzało ojcu i jego gościom. Nie przy­
kłada się również zbytnio wagi do wychowania, nawet do tak podstawowych
zabiegów jak czynności związane z toaletą. Tylko nieliczni próbują przyuczyć
dzieci do korzystania z nocników, a gdy dziecko zaczyna raczkować, kon­
struuj ą prowizoryczny chodzik. Zasadniczo uważa się, że na wszystko przyj­
dzie czas. Nie oznacza to jednak, iż dzieci pozostawione są same sobie. Cały
czas znajdują się pod opieką starszego rodzeństwa, babci lub matki. To ona,
gdziekolwiek by się nie wybrała, zabiera niemowlę sztywno przytwierdzone
do jej boku, nakryte kawałkiem jej szaty. Również w nocy dziecko nie roz­
staje się z matką i śpi wraz z nią na jednym łóżku. Dopiero gdy nieco podro­
śnie zamawia mu się u wiejskiego stolarza osobne łóżko, będące miniaturą
łoża dorosłych. Od mniej więcej drugiego roku dzieckiem ma w szczególno­

168

Maciej Kurcz

ści zajmować się babcia. To ona wnosi zasadniczy wkład w naukę mówienia
dziecka, a później także w proces socjalizacji. Dokonuje ona tego poprzez
ludowe pieśni, opowiadania, a nade wszystko przez zagadki hudżia23.
Natomiast rola ojca w początkowym okresie rozwoju dziecka jest mini­
malna. Nie interesuje się on w szczególny sposób swoimi pociechami; chyba
że w domu pojawiają się goście. Wtedy sadza je na kolana lub bierze na ręce.
Po chwili jednak oddaje je matce.
Placem zabaw sudańskich dzieci jest wiejska ulica, w szczególności oko­
lice sklepu. Tam przecież dzieją się najciekawsze rzeczy. Dzieciom nie kupu­
je się gotowych zabawek; lalki lub miniaturowe samochody nadal należą do
rzadkości. Dzieci, a poniekąd także rodzice, zdani są prawie wyłącznie na
własną pomysłowość. Do najczęstszych należy widok chłopców bawiących
się gałęziami zamienionymi w łuk, w procę lub latawiec. Bardzo popularne
są także dwa kółka i rodzaj kierownicy przyczepione do patyka, a służące
dzieciom do zabawy w jazdę samochodem. Do przydomowych drzew mocu­
je się natomiast prowizoryczne huśtawki ze sznura i zużytej opony. Wiejskie
dzieci mają również zestaw zabawek domowej roboty, wykonanych przez ich
rodziców. Najliczniejsze są makiety samochodów zrobione z aluminiowych
puszek lub tektury, niewiarygodnie wierne jak na użyte materiały, przez co nie­
rzadko będące prawdziwymi arcydziełami. Dziecięcymi zabawkami są także
trzymane w domu zwierzęta. Są one rozrywką najmłodszych, często traktowa­
ne w bardzo niehumanitarny sposób. Nikt jednak nie robi z tego problemu.
W miarę dorastania wiejskie dzieci opanowują i inne formy rozrywki.
Ogromną popularnością cieszy się piłka nożna. Plac z dwoma prowizorycz­
nymi bramkami na skraju wsi i pustyni to charakterystyczny element lokal­
nego krajobrazu. Popularne, i to nie tylko wśród najmłodszych, są rodzaje
warcabów safradziat i bardziej skomplikowana sidża. W obu przypadkach
pola rysuje się na piasku, a za pionki służą drobne kamienie lub pestki dakty­
li. W nocy zaś, przy świetle księżyca, bawi się w chowanego (desdes).
Jako pierwsze pozbawione swobody zostają dziewczynki. Już czterolet­
nie przyucza się do rozmaitych prac domowych. Pomagają one swym mat­
kom w sprzątaniu czy zbieraniu chrustu, by w końcu całkowicie zastąpić je
w pewnych codziennych czynnościach.
Dziewczynki bardzo ważną rolę spełniają, opiekując się młodszym rodzeń­
stwem, którym matka często z powodu urodzenia kolejnego dziecka zajmować
się nie ma czasu i siły. Nie bez przyczyny mówi się, że kobieta szczęśliwa to ta,
która posiada wiele córek. Od wczesnych lat dziewczynki uczą się także przy­
pisanych kobietom norm zachowań: odpowiedniego sposobu mówienia, ubie­
rania czy poruszania. Stopniowo zabrania się im przebywać z chłopcami i ba-

23
Hudżia — „mądrość” to opowieści-zagadki, opowiadane dzieciom tylko w nocy. Podobnie
jak w przypadku gry na tamburze, opowiadane za dnia mogłyby sprowadzić nieszczęście.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

169

Fot. 3 Kobieta z tatuażami bliznowymi,
fot. M. Kurcz, ed Ghaddar 2004 r.

170

Maciej Kurcz

Fot. 4. Mężczyzna z tatuażem bliznowym, fot. M. Kurcz, Stara Dongola 2004 r.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

171

wić się na wiejskiej ulicy. W końcu również wymaga się od nich noszenia na
głowie chusty. Jest ona wymownym znakiem wchodzenia dziewczynek w okres
dojrzewania (fot. 1).
Dojrzewające dziewczyny chowane są twardszą ręką aniżeli chłopcy. Ich
życie zdeterminowane jest wieloma restrykcjami, wypływającymi z towarzy­
skich norm obowiązujących muzułmanki. Zasadniczo nie powinny opuszczać
domostwa, jeżeli już, to nigdy same, najlepiej w towarzystwie matki lub bra­
ci. W innym wypadku dziewczyna może zostać posądzona o złe prowadzenie
się i stać się obiektem plotek. W razie nienależytego zachowania, ojciec nie
waha się wobec córki stosować kary cielesnej. W miarę dojrzewania świat
dziewczyny zawęża się do murów obejścia. Nie należy jednak sądzić, iż jej
życie jest nieszczęśliwie. W rodzinnym domu czuje się naturalnie i pewnie.
Tam też ma wiele obowiązków i rozrywek wespół z licznym rodzeństwem.
Jej życie towarzyskie na zewnątrz domu mimo szeregu ograniczeń istnieje,
w szczególności gdy w okolicy ma miejsce jakaś uroczystość. Jest to powód
wielkiego podniecenia i gorączkowych zabiegów upiększających. Dziewczy­
na dobrze wie, że na takiej zabawie pozna zapewne swojego przyszłego męża.
Pozycja dziecka płci żeńskiej w patriarchalnej rodzinie sudańskiej jest zde­
cydowanie najniższa. Trzeba zdawać sobie sprawę z ogromnej presji psycho­
logicznej, w jakiej znajduje się tam dziewczynka. Okazuje się jej mniej miło­
ści i uwagi, a nakazuje szczegółowy kodeks zachowań, którego ze względu
na wiek nie jest w stanie zrozumieć.
Choć uważa się, że chłopców można dłużej traktować liberalnie, to rów­
nież i ich, od wczesnych lat, angażuje się do rozmaitych prac — naturalnie
związanych ze światem mężczyzn. Często zobaczyć można ojca i jego kilku­
letniego syna na targu robiących zakupy czy wspólnie doglądających pasą­
cych się zwierząt. Malec coraz częściej zaczyna przebywać z mężczyznami.
Pozwala mu się usługiwać przy stole i uczestniczyć we wspólnych, męskich
posiłkach. Uczy się go, jak należy zachować się w towarzystwie. W końcu
ojciec zaczyna zabierać syna na uroczystości religijne: na zikr czy na piątko­
we modły. Przy tym wszystkim ulega zmianie chłopięcy strój. Dziecięce ciusz­
ki w iście europejskim stylu zastępuje typowo męski przyodziewek; biała długa
koszula oraz piuska lub turban na głowę24. Ważną rolę odgrywa system kar
i nagród. W Sudanie, tak w szkole, jak i w domu, na porządku dziennym
stosowane są kary cielesne w przypadku różnego rodzaju niesubordynacji dzie­
ci, a gałązka palmy pełni tę samą wymowną funkcję, co dla europejskich dzieci

24 Paroletnie dzieci ubiera się bez specjalnych reguł; wedle uznania i zamożności rodziców.
Co ciekawe, dominuje w dziecięcej garderobie strój w iście europejskim stylu: bluzy lub koszulki
z popularnymi w Europie bohaterami dziecięcych filmów animowanych. Dopiero w miarę dora­
stania, dziecko ubiera się w tradycyjny sposób— będący miniaturą stroju rodziców. Definitywnie
porzuca się europej ską modę wraz z pójściem dziecka do szkoły — przynajmniej na jakiś czas.

172

Maciej Kurcz

pasek czy kiedyś rózga. Jeżeli chodzi o zakazy, bardzo często rodzice straszą
swą pociechę nadprzyrodzonymi stworami (np. mieszkańcami Nilu) lub człon­
kami innych, nielubianych grup etnicznych (np. Cyganami).
Zasadniczo od wczesnych lat dzieci przyuczane są do swoich przyszłych
ról. Nie jest to żaden sformalizowany proces. Dzieci uczą się spontanicznie;
biorą udział w pewnych czynnościach, podpatrując i naśladując rodziców oraz
ich otoczenie. Bardzo szybko stają się również ważnym elementem rodzin­
nego kręgu, świadczącym o szczęściu, poniekąd także o jego ekonomicznym
i produkcyjnym potencjale. Warto zauważyć, iż tradycyjny system wycho­
wawczy nie ogranicza się tylko do rodziny, ale także obejmuje ród, grupę
społeczną i wiekową. Wszystkie te społeczności w równym stopniu pełnią
rolę w procesie socjalizacji jednostki.
W tradycyjnych społeczeństwach jednostka we wczesnym okresie życia
musiała przejść cały szereg zwyczajowych operacji okaleczenia, mających
zarówno podkreślić urodę, jak i zamanifestować przynależność etniczną czy
społeczną. I tak w badanych przeze mnie wsiach wszystkim dziewczynkom
przekłuwa się uszy, aby mogły nosić kolczyki. Dziecko otrzymuje je w pre­
zencie najczęściej z okazji simajii. W przeszłości natomiast w zwyczaju było
noszenie okrągłego kolczyka przyczepionego do prawego nozdrza. Obecnie
widok kobiety z taką ozdobą należy już raczej do rzadkości. Być może wy­
stępuje on jeszcze u niektórych grup koczowniczych25. Zupełnym natomiast
przeżytkiem jest noszenie kolczyków przez chłopców26. Jak informuje Bar­
clay (1964, s. 443), operacji przebijania ucha pierworodnego syna miała do­
konywać kiedyś siostra ojca.
Nim dzieci osiągnęły pełnoletność, poddawano je również zabiegowi skaryfikacji — tatuowania bliznowego27. Dokonywał jej miejscowy specjalista
(szelak lub szelaha w przypadku kobiety) za pomocą ostrego narzędzia przy­
pominającego brzytwę (matua lub po porostu mus — brzytwa). Nie towarzy­
szyły temu raczej żadne specjalne uroczystości. Dziecko przechodziło opera­
cję około dziesiątego roku życia, gdy, jak mnie informowano, policzki stawały
się pełniejsze. Obecnie, tak na obszarze moich badań, jak i innych zakątków
muzułmańskiego Sudanu, raczej nie przeprowadza się już tego rodzaju prak­
tyk28. Charakterystyczne blizny (szillukh) zobaczyć można jeszcze powszech­
nie u ludzi starszych, rzadziej u osób w średnim wieku (fot. 3, 4).
25Urozmaicony etnicznie targ w ed Debba to jedyne miejsce, gdzie spotkałem kobiety noszące
tego rodzaju ozdoby.
26 Burckhardt (1987, s. 141) zanotował na początku XIX wieku, iż wszyscy młodzi chłopcy
w Nubii nosili w uszach kolczyki. El Tayib (1964, s. 58) twierdzi, że zwyczaj ten służył zmyleniu
złego ducha czyhającego na życie chłopca.
27 Opis tej operacji można znaleźć między innymi u Barclay’a (1964, s. 445).
28 Barclay (1964, s. 446) podaje, że zwyczaj ten zaczął tracić popularność mniej więcej po
I wojnie światowej.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

173

U mężczyzn obyczaj ten związany był przede wszystkim z tożsamością
etniczną; każdy detal nacięć wskazywać miał na przynależność plemienną,
a nawet z jakiego rodu się dana jednostka wywodziła (Barclay, 1964, s. 443,
Błażyński, 2003a, s. 37). Na obszarze moich badań, różnorodność motywów
skaryfikacji odzwierciedlała złożoność etniczną tego terenu. Zasadniczo jed­
nak u tamtejszych plemion był to ten sam schemat: trzy pionowe (Danagla)
lub poziome linie na obu policzkach (Bederija).
Dla kobiet natomiast był to zabieg przede wszystkim o charakterze upięk­
szającym, a głębokość czy szerokość nacięć stawała się powodem do dumy
i zazdrości (Kenyon, 1991, s. 57). W rezultacie kobiece blizny były większe
i głębsze. Względy estetyczne okazały się na tyle silne, iż zwyczaj ten prze­
trwał dłużej wśród kobiet niż u mężczyzn (Barclay, 1964, s. 443). Rzeczywi­
ście, to u kobiet najczęściej możemy podziwiać wymierającąjuż sztukę ska­
ryfikacji. Nadal również jest ona obiektem zachwytu. W Sudanie północnym
operacje wykonywania różnego rodzaju blizn miały i mają głębsze znacze­
nia. Świadczyły między innymi o przeżywanej żałobie, utracie bliskiej osoby
lub mogły mieć charakter apotropeiczny (Barclay, 1964, s. 443,444; Błażyń­
ski, 2003a, s. 39).
Nadal bardzo popularne jest natomiast wykonywanie niewielkich nacięć (naddaraf) na skroniach w celach leczniczych. Mają one być skuteczne przy różnego
rodzaju problemach z oczami. Niezwykle zręcznymi w tej materii są emigranci
z Afryki Zachodniej — tzw. Fellata oraz zwykli, doświadczeni starsi ludzie.
U niektórych kobiet również podziwiać można różnego rodzaju tatuaże.
Wykonywano je dla ozdoby dojrzewającym dziewczynkom. Były to proste
geometryczne wzory na policzkach lub ramionach. Obecnie mają je już tylko
niektóre starsze niewiasty. Częściej natomiast zobaczyć można wieśniaczkę
z wytatuowaną— zabarwioną dolną wargą (szelufa). Wykonuje się to, nakłu­
wając równocześnie kilkoma igłami wargę, a następnie wcierając kohł. Ten
zabieg, także o upiększającej funkcji, wykonuje się jeszcze od czasu do czasu
po zaręczynach lub zaraz po ślubie.

Obrzezanie (tahur) chłopców
Zgodnie z muzułmańskim obyczajem, każdy chłopiec powinien być ob­
rzezany. Sudańczy powszechnie respektują ten religijny zwyczaj i przywią­
zują do niego wielką wagę29. To wielkie święto. Jak mówi przysłowie: „Arab
jest królem w dniu swojego ślubu i obrzezania” (Trimingham, 1965, s. 181 )30.
29W Sudanie zresztą praktykowany jest od zamierzchłej starożytności (Trimingham, 1965, s. 181).
30Podobieństwa w oprawie obu ceremonii są wyraźne. Chłopiec obrzezany nazywany jest „pa­
nem młodym”, a sam rytuał określa się jako „mały ślub”.

174

Maciej Kurcz

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

175

Ten dzień to przełomowa chwila w jego życiu, w której z chłopca staje się
mężczyzną. Opuszcza towarzystwo matki i sióstr, w którym dotychczas dora­
stał i od tej chwili wkracza w świat mężczyzn. W tym momencie również
staje się pełnoprawnym wyznawcą islamu.
Ceremonię obrzezania organizuje się w różnym czasie. Jedni urządzają ją
wcześnie, już razem z simają, argumentując, iż im wcześniej, tym lepiej dziec­
ko to zniesie. Inni z kolei są zdania, że z operacją tą należy poczekać kilka
lat, gdyż wiąże się ona z dużym ryzykiem dla zdrowia niemowlęcia. O termi­
nie wydają się jednak decydować względy finansowe. Po prostu ojciec musi
uzbierać odpowiednią kwotę, by móc sfinansować potrzebną ilość mięsa na
przyjęcie i sprowadzić lekarza. To z tego powodu czasami przeprowadza się
obrzezanie kilkorga dzieci jednocześnie. Nie jest to jednak dobrze widziane.
Każdy raczej stara się zorganizować ceremonię we własnym zakresie. Ze
względów finansowych najczęściej przeprowadza się te operacje po zbiorach
bobu w zimie oraz daktyli w lecie. Ludzie wtedy mają najwięcej gotówki.
Innymi zwyczajowymi okazjami dla organizowania tej ceremonii jest okres
bezpośrednio przypadający po Ramadanie oraz w czasie Wielkiego Święta31.
Również i te terminy podyktowane są zwykle względami ekonomicznymi;
po prostu składa się w ofierze jedno zwierzę i organizuje jedno przyjęcie, by
uczcić obie te uroczystości.
Dzień obrzezania poprzedza okres przygotowań. Jak zawsze, z okazji
ważnego rodzinnego święta — gromadzi się jedzenie, piecze chleb, sprząta
obejście, organizuje obsługę przyjęcia. W końcu zapraszani są liczni goście.
Każdy z nich obdarowuje chłopca prezentami. Dawniej były to daktyle lub
cukier. Obecnie są to wyłącznie pieniądze. Każdy datek jest skrupulatnie za­
pisywany32. Z okazji obrzezania chłopiec otrzymuje także sygnet —- nosić go
będzie przez resztę życia, oraz kompletną męską garderobę. Uczta trwa od
rana do wieczora, a w bogatych domach często przedłuża się do kilku dni.
Zarzynane są zwierzęta. Jedzenia w ten dzień nie może zabraknąć dla niko­
go. Wieczorem już tylko w męskim gronie recytuje się Koran i imiona Boga,
tańczy i śpiewa przy akompaniamencie lokalnego artysty — muzyka. Kiedyś
powszechnie, teraz rzadziej (choć być może po prostu po kryjomu) delektuje
się merissą — miejscowym piwem warzonym z sorgo33 — trunkiem nieroze­
rwalnie związanym z każdym ważnym wydarzeniem ludności tego zakątka
Afryki (Barclay, 1964, s. 280; Ząbek, 1998, s. 144).

31 Wszystkie operacje obrzezania, które zbiegły się z moim pobytem w Sudanie, przeprowa­
dzane były w pierwszy dzień Wielkiego Święta.
32 Chodzi tu o obyczaj, w którym dany prezent jest skrupulatnie zapisywany, by mógł być
zwrócony w przyszłości, w czasie innego rodzinnego święta. Nieodwzajemnienie się równej war­
tości podarunkiem byłoby powodem wielkiego afrontu czy nawet kłótni.
33Chociaż uważane jest to teraz w Sudanie za przestępstwo.

176

Maciej Kurcz

W dzień poprzedzający uroczystość chłopiec przybrany jest w pewne nie­
wieście atrybuty. Jego ręce udekorowane są henną i kohlem. Na głowie spo­
czywa strojny hilal, na przegubie zaś ma bransoletkę (hereza), a przede wszyst­
kim dżirtig — przedmioty zapobiegające działaniu złych mocy. Do typowo
męskiego stroju należy natomiast długa koszula, zamówiona u lokalnego kraw­
ca specjalnie na tę okazję. Wręcza mu się także bicz lub miecz — symbole
męskości, a zarazem potężne środki apotropeiczne. W pewnym momencie
chłopca usadawia się również na grzbiecie konia lub osła, na którym obwozi
się go po okolicy, by zamanifestować uroczyste wydarzenie. W wieczór po­
przedzający uroczystość wydane jest małe przyjęcie, głównie dla rówieśni­
ków chłopaka. W jego trakcie podawane są w dużych ilościach słodycze.
Ceremonia ma miejsce rano. Operacji dokonuje w domu lekarz lub miej­
scowy sanitariusz, specjalnie sprowadzony na tę okazję34. Ma do dyspozycji
profesjonalne narzędzia i środki opatrunkowe. Chłopaka trzyma na kolanach
ojciec, dookoła wszystkiemu przypatrują się zgromadzeni goście. Zakończe­
nie zabiegu oznajmia radosny pisk kobiet oraz głośny i żywiołowy dźwięk
bębna. Później dziecko zanosi się do izby i kładzie na łóżko. Rozpala się bakhur35, a pod łóżkiem umieszcza się żelazny przedmiot. Po chwili do izby
wkraczają poszczególni goście; gratulują i wkładają chłopakowi w dłonie pie­
niądze (fot. 5).
Po upływie siedmiu dni ma miejsce uroczysta procesja nad Nil, gdzie ob­
mywa się stopy, dłonie i twarz chłopca. Może on wtedy również rzucić oszcze­
pem, by zamanifestować swoją męskość. Podobnie jak z okazji urodzin, do
rzeki wrzucane są „nieczystości” związane z operacją oraz dary w postaci
jedzenia. W badanym przeze mnie rejonie w drodze powrotnej uroczysta pro­
cesja odwiedza sanktuarium szejcha Suara el Dahab w Starej Dongoli. Od
tego momentu chłopiec może już opuszczać zagrodę36.
Okres obrzezania to kolejny po urodzinach czas, podczas którego intensy­
fikują swoje działanie nadprzyrodzone siły natury: muszahara, „złe oko” czy
dżiny. Potrzebna jest zatem znów człowiekowi magiczna ochrona. Temu ce­
lowi służą wspomniane kobiece elementy ubioru, ale także wieczorny zikr.
Przez jakiś czas po ceremonii, matka regularnie okadza syna dymem kadzi­
dlanym. Natomiast ceremonialny okres kończy zwyczajowo procesja nad Nil;
ablucja w jego wodach oraz obdarowanie „mieszkańców rzeki” prezentami.

34 Dawniej operacji tej dokonywał miejscowy specjalista (tahar lub basir), który oprócz tego
parał się również znachorstwem. Nadal tacy ludzie przeprowadzają obrzezanie wśród niektórych
grup koczowniczych.
35 Rodzaj kadzidła.
36 Kiedyś, podobnie jak w przypadku porodu, obowiązywała go czterdziestodniowa kwarantan­
na. Obecnie zwyczaj ten zredukowano do siedmiu dni, niezbędnych dla rekonwalescencji dziecka.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

177

„Obrzezanie dziewczynek”

W Sudanie dokonuje się obrzezania nie tylko chłopców, ale także dziew­
czynek37. W obu przypadkach ma ono powszechny charakter, choć tylko, je ­
śli chodzi o chłopców, nakazuje to religia. W Sudanie w znakomitej większo­
ści dziewczynki poddaje się tzw. obrzezaniu faraońskiemu (Cloudsley, 1984,
s. 113; Kenyon, 1991, s. 99). Polega ono na usunięciu dużej części warg sro­
mowych większych i wzgórka łonowego oraz podcięciu warg sromowych
mniejszych. Łechtaczka może zostać amputowana lub tylko nacięta (Barclay,
1964, s. 447 za MacDonald, 1936).
Operacja ta jest zabroniona zarówno przez doktorów islamu, jak i władze
państwowe38. Mimo to sudańskie kobiety uważają ją za swój religijny i mo­
ralny obowiązek. W Sudanie zwyczaj ten wydaje się starej daty, choć nie wie­
my, czy w tak drastycznej formie praktykowany był w starożytności39. Nadal
nie da się jednoznacznie określić jego funkcji kulturowej40. Na badanym przeze
mnie terenie wszystkie dziewczynki poddawane są tej operacji. W większo­
ści jest to obrzezanie faraońskie — nazywane tahur faraonijja, przy czym
pewne różnice występują, jeśli chodzi o stopień „zamknięcia” kobiety. Nie­
które rodziny decydują się bowiem tylko na częściowe zaszycie córki (nus
rubbat), a nie na prawie całkowite infibulowanie — zszycie pozostawionego
po operacji fragmentu warg sromowych większych w ten sposób, aby pozo­
stał tylko niewielki otwór dla krwi menstruacyjnej i moczu. Odnotowałem
natomiast tylko jeden przypadek tzw. obrzezania sunnickiego41. Ten rodzaj
obrzezania nie cieszy się dobrą opinią i jest uważany za niewystarczający.
Ceremonia obrzezania kobiety pod wieloma względami naśladuje tahur
chłopców, przy czym charakterystyczne jest to, że ma ona skromniejszy prze­
bieg i bardziej intymny charakter — nie przeprowadza się jej publicznie i nie
37
W literaturze przedmiotu tego typu zabiegi nazywa się ogólnie „okaleczeniem genitaliów
żeńskich” (MGF-FMG — Mutilation Genitals Feminine/Female Mutilation Genitals) lub „obrze­
zaniem żeńskim”.
58 Obrzezanie „faraońskie” jest już oficjalnie zabronione od 1946 roku (Kenyon, 1991, s. 101).
39 O zwyczaju tym w Sudanie wspominają już antyczni pisarze, tacy jak Strabon czy Diodor
Sycylijski (Cloudsley, 1984, s. 111).
40 Być może jednym z głównych powodów jest chęć zabezpieczenia kobiety przed gwałtem
lub przedmałżeńskimi kontaktami seksualnymi. Barclay (1964, s. 450) zanotował, iż pragnie się
także przez tę operację obniżyć kobiecą potencję.
41 Jest to łagodniejsza odmiana operacji obrzezania kobiety. Polega ona na usunięciu lub na­
cięciu napletka łechtaczki lub warg sromowych mniejszych, albo jednego i drugiego kobiecego
organu. Często zabieg ten ogranicza się jedynie do starcia skóry łechtaczki i upływu kilku kropli
krwi. Ten rodzaj obrzezania nazywany jest często sunnickim, gdyż wspomina o nim tradycja Pro­
roka (Barcaly, 1964, s. 446,447). W Sudanie jest on dopuszczalny przez państwo, a kobieta może
poddać się takiej operacji w profesjonalnej klinice ginekologicznej (Cloudsley, 1984, s. 121; Ke­
nyon, 1991, s. 101).

17 8

Maciej Kurcz

Fot. 6 Dziewczynka, której obrzezanie planowane jest w tym roku, fot. M. Kurcz.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

179

uczestniczy w niej żaden mężczyzna. Częściej niż w przypadku chłopców
dokonuje się obrzezania więcej niż jednej dziewczynki. Byłem również świad­
kiem przeprowadzania obrzezania równocześnie u trójki dzieci (dwóch chłop­
ców i dziewczynki). Operację dokonuje się między czwartym a ósmym ro­
kiem życia, zwykle w czasie letnich wakacji (ze względu na dłuższy niż
w przypadku chłopców okres rekonwalescencj i). Najpierw rodzina stara się
zorganizować obrzezanie synów, a później dopiero dziewczynek42(fot. 6).
W wieczór poprzedzający operację stroi się dziewczynkę w odświętny strój,
złotą biżuterię. Jej skóra pokrywana jest henną i kohlem — podobnie jak ubiera
się pannę młodą do ślubu. Przystraja się ją również w apotropeiczne przed­
mioty: dżirtig, bursztynowy soulmit i złotą monetę. Nazajutrz, wcześnie rano
ma miejsce operacja. W izbie pozostaje tylko matka, babcia i akuszerka. Dwie
pierwsze trzymają dziewczynkę, gdy położna przystępuje do operacji. Ma ona
do dyspozycji profesjonalne chirurgiczne nożyczki, igłę oraz nici. Dezynfekuje
je, zalewając spirytusem i podpalając. Bezpośrednio przed zabiegiem dziew­
czynka otrzymuje miejscowe znieczulenie. W przeciwieństwie do obrzezania
chłopców, operacja ta jest skomplikowana i czasochłonna — w rezultacie bar­
dzo bolesna. Matka cały czas stara się uspokoić córkę, powtarzając, iż będzie
piękna oraz że dostanie mnóstwo pieniędzy. Po operacji i infibulacji dziew­
czynkę kładzie się na tradycyjnym angarebie zasłanym czerwoną matą. Wiąże
się jej razem nogi tak, aby nie zostały zerwane szwy, a rana mogła się szybko
goić. Później następują gratulacje i okrzyki radości. W każdym domu ma
miejsce mniejszy lub większy poczęstunek, połączony z ofiarą ze zwierzęcia.
Śpiewa się weselne pieśni i tańczy.
Po upływie siedmiu dni akuszerka przemywa rany i sprawdza czy gojenie
przebiega pomyślnie. Dziewczyna pozostaje w łóżku do piętnastego dnia po
operacji. Zwykłe po tym czasie wraca do normalnego życia. Kiedyś jednak zo­
bowiązana była nie opuszczać obejścia do czterdziestu dni po operacji (Kenne­
dy, 1978b, s. 157; Barclay, 1964, s. 446-450). Ten kolejny etap w życiu dziew­
czyny kończy uroczysta procesja nad Nil lub do studni. Ważne jest, aby
dziewczyna oprócz rytualnej ablucji przejrzała się także w tafli wody.
W wielu przypadkach zwyczaj ten odbija się negatywnie na zdrowiu ko­
biety, stając się przyczyną infekcji, urazów czy najróżniejszych problemów
ginekologicznych. W dłuższej perspektywie równie często komplikuje poród,
współżycie seksualne czy nawet staje się przyczyną bezpłodności. Mimo tego,
dla dziewcząt sudańskich wydaje się on podstawowym wyznacznikiem ich
kobiecości i dojrzałości. Jest to moment, na który z utęsknieniem czekają. War­
to uzmysłowić sobie fakt, iż w wielodzietnej, patriarchalnej rodzinie, w której
dziewczynka wielokrotnie ma powody odczuwać, że jest gorzej traktowana,
42 Akuszerka za przeprowadzenie tej operacji bierze różne kwoty, w zależności od możliwości
finansowych rodziny. Niemniej jednak obrzezanie dziewczynek kosztuje więcej aniżeli poród.

180

Maciej Kurcz

jest to jeden z niewielu momentów w jej życiu, kiedy znajduje się ona w cen­
trum uwagi. Dla matek i ojców natomiast obrzęd ten to hołd złożony tradycji
oraz jeden z podstawowych kroków ku zapewnieniu córce zamążpójścia. Trze­
ba jednak zaznaczyć, że krytyka tego rodzaju praktyk w mediach czy mecze­
cie oraz nade wszystko zmiany zachodzące w sferze życia seksualnego mogą
wkrótce wpłynąć na stopień intensywności tej tradycji. Mężczyźni pracujący
sezonowo w dużych miastach czy za granicą coraz częściej oczekują, by ich
żony były bardziej nowoczesne, także jeśli chodzi o sferę intymną i tak jak
Europejki czerpały satysfakcję z życia seksualnego. Zapewne między innymi
z tego względu w miastach coraz częściej decydują się na łagodniejszą formę
tej operacji (Kenyon, 1991, s. 128).

Szkoła koraniczna

Tradycyjny system edukacyjny zasadzał się na szkole koranicznej — haluan . Szkoła ta jest dobrze znana muzułmańskiemu światu jako filar podsta­
wowego — religijnego wykształcenia wyznawcy islamu. Prowadzona przez
feki (l.m. fukara)44 uczyła Koranu oraz języka arabskiego (Eickelmann, 1981,
s. 234-246; Vorbrich, 2002, s. 108-115; Trimingham, 1968, s. 57-62). W Su­
danie ten typ szkoły rozpowszechnił się za sprawą sufickich mistrzów, dla
których po dziś dzień jest to między innymi jeden ze sposobów na życie
(Trimingham, 1965, s. 98-104). Liczba tych szkół zdecydowanie zmalała.
Nadal jednak uczy się w nich sztuki recytacji i zapamiętywania Koranu oraz
podstawowych informacji z zakresu wiedzy i praktyki religijnej. W niektó­
rych przypadkach uczy ona jeszcze sporządzania amuletów czy leczenia lu­
dzi — umiejętności potępianych przez ortodoksję, ale cieszących się wciąż
dużym zapotrzebowaniem. W znakomitej większości jest to wszystko, co taka
szkoła może zaoferować. Pisania czy czytania uczy niejako przy okazji. Zna­
czenie posiada tylko katechetyczna wiedza, przyjmowana przez adeptów au­
tomatycznie i bez jakiejkolwiek refleksji. Zwłaszcza wersety Koranu — jak
w przypadku świętych ksiąg innych religii — mają dla pospólstwa wymiar
magiczny. W końcu również liczy się kontakt z charyzmatycznym nauczycie­
lem —- pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Kwestie te są źródłem ciągle
dużej atrakcyjności owych szkół. Nadal pełnią one zasadniczą rolę w propa­
gowaniu wśród Sudańczyków ludowej odmiany islamu. Ponadto szkoła ta
stanowi nadal ważny element na drodze religijnej kariery jednostki.
43 Halua ( khalwa) pierwotnie oznaczała „miejsce odosobnienia”, kojarzone z bytowaniem
muzułmańskiego mistyka (Kenyon, 1991, s. 35). W Sudanie, za sprawą roli sufickich mistrzów
w procesie islamizacji, wiąże się ten termin z ośrodkiem wiedzy religijnej, w znakomitej większo­
ści ze szkółką uczącą sztuki zapamiętywania i recytacji Koranu.
44 Oryginalniefakih, „znawca prawa”.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

jg j

Halua zwykle znajduje się przy zagrodzie nauczyciela lub przy meczecie.
To najczęściej mała lepianka, z jednym lub dwoma pomieszczeniami. Wy­
różnia ją widoczna z oddali zielona flaga zatknięta na dachu. Podłoga wysy­
pana jest piaskiem, na którym w czasie lekcji układa się maty. Przy jednej ze
ścian znajduje się miejsce zasłane matą i dywanikiem lepszego gatunku. Jest
zarezerwowane dla mistrza. Za jego plecami na ścianie wisi sztandar z reli­
gijną inskrypcją oraz kilka pamiątek po czcigodnych przodkach (różaniec,
laska, zdjęcie, metalowy czajniczek). W innej części sali do filaru przycze­
pione są powrozy z licznymi powiązanymi kolorowymi szmatkami — znak
życzeń ludzi proszących świętobliwą osobę o pomoc.
Współcześnie takie małe, wiejskie szkółki koraniczne stopniowo jednak
podupadają. Powód jest jeden — rozwój formalnej szkoły i edukacji. Dzieci,
jeśli w ogóle posyła się do halua, to nieregularnie, kilka razy w tygodniu lub
w miesiącu, albo jedynie w czasie letnich wakacji. Wiele takich szkół tylko
ze względu na pamięć i tradycję nazywa się tym mianem. Podkreślają religij­
ne tradycje okolicy oraz są materialnym reliktem dawnej władzy religijnej jej
mistrzów. Choć kres szkół halua jeszcze nie nastąpił, to należy powiedzieć,
że ucierpiały one najbardziej ze wszystkich tradycyjnych zajęć, którymi parali
się szejchowie w Sudanie. Jeszcze niedawno, jak podaje Trimingham (1965,
s. 117), istniało około 1500 szkół tego typu rozsianych po całym kraju. W rejo­
nie moich obserwacji istnieje tylko jedna taka szkoła. Inne są nimi już wyłącz­
nie z nazwy. Wydaje mi się, iż sytuacja ta koresponduje także ze spotykaną
w reszcie doliny Nilu. Przetrwały tylko najpopulamiej sze szkoły halua i tyl­
ko tam, gdzie ludzie ich jeszcze potrzebują, a lokalni mistycy nadal cieszą się
absolutnym posłuchem.
Niektóre z nich jednak potrafiły przetrwać, zmieniając swój profil. W miej­
scowości Affat oraz ed Ghaddar, kilka razy w tygodniu miejscowy mistyk
prowadzi zajęcia z Koranu i języka arabskiego dla kobiet45. Istnienie halua
i jej modelu edukacyjnego jest być może szansą dla kobiet w średnim wieku,
które w znakomitej większości pozbawione zostały tak tradycyjnego, jak
i formalnego wykształcenia.
W okolicy ed Ghaddar znajduje się jeszcze inna szkółka koraniczna46. Mie­
ści się ona poza osadą, na pustynnej równinie. Jest to rozbudowany kompleks
stosunkowo luźno rozplanowanych budynków, spełniających wielorakie funk­
cje (sala wykładowa, meczet, sypialnia, pomieszczenia gospodarcze). Szkoła
ta również posiada własne ujęcie wody, przy którym uprawia się kilka grzą­
45 Regularne lekcje recytacji Świętej Księgi pobierało tam kilkanaście kobiet w średnim wie­
ku. W przeciwieństwie do zajęć z chłopcami, nauczyciel wysłuchiwał i komentował odpowiedzi
swoich uczennic, nie widząc ich, za prowizorycznym parawanem z płóciennych worków. Dystans
między nauczycielem a uczennicami był należycie zachowany.
46 Szkołę założono w 1995 roku. Wybudowano ją za państwowe fundusze, przede wszystkim
jednak przy wsparciu lokalnej społeczności, która dostarczyła materiałów i robotników.

182

Maciej Kurcz

dek. W przypadku tej szkółki uczniowie mieszkają wraz ze swym mistrzem,
łącząc naukę z pracą. W wielu zakątkach Sudanu nadal, choć nie tak jak kie­
dyś, modne jest, wręcz zalecane, by chłopcy po skończeniu siódmego roku
życia wyruszali po nauki do jednego ze znamienitszych szejchów. Wtedy za­
mieszkują oni wraz z mistrzem, a za gościnę i nauki odpłacają mu różnego
rodzaju pracami. Halua w ed-Ghaddar należy właśnie do takich szkół. Cie­
szy się dużą renomą i podobno ściągają do niej chłopcy nie tylko z całego
Sudanu, ale także z zagranicy. Ponoć jest ona przepustką do religijnej kariery.
Obecnie w szkole tej uczy się około czterdziestu chłopców. Podobno
uczęszczać może do niej każdy. Nazywa się ich heiran (l.p. huwar), czyli
„młody wielbłąd”, bo uczeń ma podążać za mistrzem tak, jak mały wielbłąd
za matką (el Tayib, 1964, s. 14). Najmłodszy ma siedem lat. Nauka trwa róż­
nie, w zależności od tempa opanowania Koranu. Nie więcej jednak niż pięć
lat. Po ukończeniu nauki absolwent takiej szkoły dostaje dyplom uprawniają­
cy do kontynuowania nauki w którejś z religijnych szkół. Wielu jednak po­
rzuca dalszą naukę i powraca w rodzinne strony, by założyć własną praktykę
religijną— uczyć Koranu i zasad wiary okolicznych mieszkańców.
Dzieci wstają punktualnie o godzinie trzeciej i zaraz przystępują do czy­
tania na głos zadanych im fragmentów Koranu. Później zasiadają wokół na­
uczyciela i zapisują dyktowane przez niego fragmenty — (ramija). Uczeń
wykrzykuje ostatnie wyrazy poprzedniego fragmentu, szejch dyktuje mu ko­
lejny. Zapisywane są one na drewnianej tabliczce (loh) za pomocą patyczka
nasączonego w atramencie ze sproszkowanego węgla drzewnego, gumy arab­
skiej i wody. Gdy uczeń nie radzi sobie z pisaniem, pomagają mu w tym ko­
ledzy łub sam nauczyciel. Między godziną szóstą a siódmą ma miejsce prze­
rwa na picie herbaty. Przed wschodem słońca dzieci wspólnie śpiewają pieśń
religijną Tahlin. Po godzinie siódmej chłopcy indywidualnie czytają i uczą
się swoich fragmentów — ( Geraja). Pomiędzy j edenastą a czternastą ma miej sce obligatoryjny odpoczynek — (gajlula ). Po modlitwie następuje czas czy­
tania na głos. Każdy twarzą do ściany recytuje swój ustęp Koranu. Między
szesnastą a siedemnastą spożywa się obiad i odpoczywa. Później ponownie
powraca się do indywidualnej nauki recytacji. Przed zachodem słońca wspól­
nie odśpiewuje się Tahlin, po którym szejch odpytuje uczniów (hifiz) i popra­
wia ewentualne błędy (asaha ), następnie czyta fragmenty na dzień następny
(,mutala). Dzieci zobowiązane są tylko ich uważnie wysłuchać. W końcu nad­
chodzi czas sprawdzianu (tasmi). Każdy indywidualnie popisuje się swoim
fragmentem Koranu. Jeżeli zrobi więcej niż trzy błędy, będzie musiał kolejny
dzień poświęcić na nauczenie się tego samego (giuah lub takijim — „stanie
w miejscu”). Jeżeli nauczyciel nie ma zastrzeżeń, pozwala uczniowi zmyć
wodą tabliczkę z wyuczonym tekstem. Robi się to w specjalnym betonowym
rezerwuarze (hadziar el mihaja). Wody tej nie wylewa się byle gdzie; w wie­
lu domach trzyma się ją na szczęście, niekiedy także w celach leczniczych.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego w ieśniaka

]

$3

Około dwudziestej trzydzieści mają miejsce repetycje (muradzia), indywidu­
alne bądź pod okiem szejcha. W ten mniej więcej sposób dziecko, krok po
kroku, opanowuje pamięciowo cały Koran. W zimie zajęcia odbywają się
w przestronnej izbie (kuramijja). W lecie raczej na wolnym powietrzu, na
podwórzu, w cieniu jakiegoś drzewa.
Nauczyciel szkółki koranicznej nie pobiera za swą pracę żadnej opłaty.
Traktuje swą profesjęjako akt pobożności. Nie bacząc na to, rodzice posyła­
nych tam dzieci odpłacają się mu i jego szkole w różnoraki sposób, po żni­
wach oddając mu część plonów, przynosząc gotową strawę czy budując nowy
dach. Same dzieci odpłacają mu się za naukę służąc w jego domu. Z tego
powodu codziennie z lekcji zwolniona jest trójka chłopców. Podopieczni rów­
nież regularnie chodzą po domach i recytują Koran. W zamian najczęściej
otrzymują jedzenie. Ukończenie szkoły lub poszczególnych jej etapów (sharafa) jest okazją do dziękczynnej ofiary i obdarowania mistrza jakimś pre­
zentem. Reasumując, szkółka koraniczna na czele z czcigodnym mistykiem
nie czerpie bezpośrednich zysków ze swojej działalności — tak nakazują
w tym względzie najlepsze muzułmańskie obyczaje. Mimo tego, od wieków
jej działalność zasadza się na solidnym systemie różnorakiego wsparcia ze
strony okolicznych mieszkańców.
Jak wspominałem, znaczenie takiej szkoły dla elementarnej wiedzy dziec­
ka jest raczej skromne — w najlepszym razie opanowuje ono sztukę pisania
i czytania. Ma ona jednak znaczący wpływ w uczeniu podstaw wiary muzuł­
mańskiej: znajomości praktyk i obowiązków, sumienności i poprawności ich
wykonywania oraz znajomości pamięciowej niekiedy nawet całego Koranu.
Z tego też względu cieszy się ona uznaniem władz i może, tak jak w ed Ghad­
dar, liczyć na materialne wsparcie ze strony państwa. Należy jednak pamię­
tać, że wraz z elementami ortodoksji uczeń poznaje także świat islamu ludo­
wego. Szkoła koraniczna silnie oddziałuje na psychikę młodego człowieka.
Po jej ukończeniu adept z reguły poświęca się religijnej działalności, konty­
nuując naukę w religijnych szkołach wyższego stopnia lub częściej stając się
po prostu derwiszem. Bez wątpienia rozbudza ona u dziecka głębokie i silne
uczucia religijne.

Szkoła publiczna

Dopiero wraz z okupantami egipskimi i brytyjskimi pojawiły się alterna­
tywne szkoły, związane z meczetami lub administracją publiczną. Ostatecz­
nie, jak już sygnalizowałem, los tradycyjnych szkółek został przypieczętowa­
ny stopniowym i opieszałym, ale nieuchronnym rozwojem edukacji publicznej,
która w całości przejęła ich funkcje i zaoferowała zupełnie nowe perspekty­
wy. Ten proces szczególnie dotknął najbardziej rozwiniętą dolinę Nilu Suda­

1 84

Maciej Kurcz

nu północnego. Obecnie elementarna szkoła państwowa to stały element kraj­
obrazu nieomal każdej, nawet najmniejszej wioski tego regionu kraju. Jest
ona łatwo dostępna i bezpłatna, a dzieci między szóstym i czternastym ro­
kiem życia powszechnie do niej uczęszczają47 (fot. 7). Przy elementarnych
szkołach zorganizowane są jeszcze dwuletnie przedszkola (rauda) — przy­
gotowujące dzieci do nauki w szkole, uczące także Koranu i arabskiego. Każda
szkoła typu publicznego posiada mniej lub bardziej wykwalifikowanych peda­
gogów, uczących zarówno przedmiotów świeckich, jak i tych związanych
z wiarą. Na terenie moich badań pierwsza szkoła publiczna pojawiła się
w okresie międzywojennym. Współcześnie w wiosce Banganarti znajdują
się dwie, a w e d Ghaddar nawet trzy placówki tego typu.
Ogromna presja elit Sudanu na działalność oświatową, przy jednoczesnym
braku jednolitego programu edukacyjnego oraz chronicznym niedofinansowaniu sprawia, iż tutejsza szkoła boryka się z licznymi problemami. Jak
w wielu zakątkach rozwijającego się świata tzw. szkoła nowoczesna rozrasta
się ilościowo, ale nie zawsze idzie to w parze z jakością. Najbardziej rzuca
się w oczy słabe przygotowanie nauczycieli. Bardzo często są to ludzie nie
przygotowani do roli pedagogów, rekrutowani spośród bardziej wyedukowa­
nych mieszkańców okolicznych wiosek48. Na domiar złego są oni kiepsko
lub w ogóle nieopłacani. Spora grupa pedagogów to wolontariusze-stażyści,
którzy nie mają wykształcenia z zakresu prowadzonych przedmiotów49. Rów­
nież tu, podobnie jak w innych zacofanych pod tym względem rejonach świata,
szkoła musi przełamywać niechęć rdzennych mieszkańców, dla których sta­
nowi ona element obcy, godzący w tradycyjny światopogląd i system wycho­
wawczy. Są to jednak sprawy wymagające osobnego potraktowania.
Szkoły w badanych przeze mnie wsiach (ed Ghaddar, Bukibul, Banganar­
ti) to placówki nowe, mniej więcej z końca XX wieku50. W dwóch na trzy
przypadkach kontynuowane są jeszcze prace budowlane, mające głównie za
zadanie oddzielenie chłopców od dziewczynek. W każdym przypadku to kom­
pleks budynków zgrupowanych wokół dziedzińca. Na dłuższych bokach, na47 Zaobserwowałem, że do szkoły nie posyłają swoich dzieci jedynie byli koczownicy. W tej
i innych sprawach kierują się oni własnymi zasadami i ambicjami. Dzieci tej grupy od najmłod­
szych lat zarobkują przy różnego rodzaju pracach. Na przykład dzień dwóch dziesięcioletnich
braci z rodziny nomadów wypełniony był wędrówkami nad rzekę po paszę dla zwierząt oraz dwu­
krotną w ciągu dnia (rano i wieczorem) obwoźną sprzedażą chleba.
48 Jednym z ważniejszych zadań stojących przed edukacją formalną w Sudanie jest zapewnie­
nie jej odpowiedniej materialnej opieki, zwłaszcza jeśli chodzi o uposażenie nauczycieli, które
aktualnie jest absurdalnie niskie. Bez wątpienia sukcesem sudańskiego systemu edukacyjnego jest
wykształcenie, przynajmniej w znanych mi wsiach, miejscowej kadry pedagogicznej. Tylko ona
przecież jest w stanie skutecznie podołać wyzwaniom pracy na wsi.
49 W ed Ghaddar na dziesięciu nauczycieli — trzech było wolontariuszami.
50Nie znaczy to, że wcześniej szkół publicznych w ogóle nie było. Były one rzadsze i bardziej
przepełnione. I tak wieś ed Ghaddar zamiast trzech współcześnie istniejących, miała tylko jedną
szkołę, która powstała w okresie międzywojennym.

Fot. 8 Dziewczynki przed wyjściem do szkoły, fot. M. Kurcz, ed Ghaddar 2004

186

Maciej Kurcz

przeciw siebie, znajdują się sale lekcyjne. Na krótszych ulokowany jest po­
kój dyrektora oraz brama wejściowa z dyżurką woźnego. Od wewnątrz szkolne
pomieszczenia wyposażone są często w małe zadaszone werandy, na których
dzieci spędzają wolny czas pomiędzy zajęciami. Pośrodku placu pod zada­
szoną konstrukcją znajdują się dzbany z wodą. W niektórych szkołach zorga­
nizowano jeszcze mały „sklepik”; kobieta na macie sprzedaje słodycze i przy­
bory szkolne.
Szkoła ma kilka sal lekcyjnych. Choć sala z reguły posiada wiele otwo­
rów okiennych, to w jej wnętrzu panuje przyjemny w tym klimacie półmrok.
Rzadko, z powodu upału i pustynnego wiatru, żelazne okiennice otwiera się
na oścież. Uczniowie siedzą w rzędach po trzy łub cztery osoby na metalo­
wych, rzadziej drewnianych ławkach z podnoszonym blatem, pod którym mają
miejsce na podręcznik i przybory szkolne. Po jednej stronie sali chłopcy, a po
drugiej dziewczynki. Naprzeciw dzieci ustawione jest metalowe krzesło na­
uczyciela, a na ścianie wylana w betonie tablica. Ściany sali lekcyjnej są gęsto
pokryte różnego rodzaju zapiskami. Na jednej z nich wisi odręcznie narysowa­
na na kawałku papieru mapa Sudanu, na innej lista angielskich czasowników
nieregularnych.
W szkołach podstawowych nauczycielkami są wyłącznie kobiety. Męż­
czyźni piastują natomiast funkcję dyrektora i woźnego. Ten ostatni dokonuje
drobnych napraw, sprząta, a nade wszystko masywnym dzwonkiem oznajmia
początek i koniec lekcji. Kadra tamtejszych szkół to w znakomitej większo­
ści ludzie miejscowi, z wioski lub jej najbliższej okolicy51.
Sposób prowadzenia lekcji przypomina model europejski. Najpierw ma
miejsce krótki apel prowadzony przez dyrektora. Po nim dzieci rozchodzą się
do swoich klas. Dziewczynki siadają po prawej stronie, chłopcy zaś po lewej.
Gdy do sali wchodzi nauczyciel, wszyscy automatycznie powstają. Rozlegają
się słowa muzułmańskiego powitania. Pierwsza część lekcji poświęcona jest
powtórce przerobionego już materiału. Nauczyciel wywołuje do odpowiedzi
poszczególnych uczniów. Niektórzy z nich sami wyrywają się do odpowie­
dzi, podnosząc do góry rękę i charakterystycznie pstrykając palcami. Następ­
nie dzieci poznają nową partię materiału. Tak nauczycieljak i jego podopiecz­
ni korzystają z elementarzy52. Ważnym „instrumentem” pracy pedagoga jest
łodyga palmy — rózga na bardziej niesubordynowanych uczniów53.
Dzieci obowiązuje pewnego rodzaju szkolny mundurek. Chłopcy ubrani
są w tradycyjny męski strój; długą, białą koszulę (araga) oraz czapeczkę (ta-

51 Fakt ten, choć zapewne związany z niskimi kwalifikacjami tych ludzi, korzystnie wpływa na
relacje między szkołą a wsią.
52 Są one powszechnie dostępne. Można je nabyć za niewygórowaną kwotę (ok. 4 $) choćby
na miejscowym targu.
53 Jest to raczej symbol władzy nauczycielskiej, aniżeli rzeczywiste narzędzie karania dzieci.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

187

gija) na głowie. Pod tym, w zależności od pory roku, mogą mieć jakiś sweter
lub koszulkę. Dziewczynki natomiast zobowiązane są nosić dwuczęściowy
mundurek składający się ze spodni i koszuli z długimi rękawami. Do tego
obowiązkowa chusta na głowę. Wszystko to w kolorze białym bądź zielonym
(fot. 8). Każde dziecko na książki i przybory szkolne ma worek płócienny lub
torbę po cukrze, zawieszany na ramię. Dodatkowo też plastikowy pojemnik
na śniadanie.
Po ukończeniu podstawówki wiejskie dzieci mogą udać się do szkoły śred­
niej. Jednakże placówkami tego typu poszczycić się mogą tylko nieliczne wsie,
dlatego nie wszystkie dzieci z powodu odległości są w stanie do nich uczęsz­
czać. Dla wielu problemem jest także opłacenie czesnego. Rolnicy niechęt­
nie zapatrują się na dalszą edukację swoich dzieci, uważając, że odrywa je
tylko od codziennych obowiązków.
Szkoła średnia na terenie moich badań znajdowała się w miejscowości
Sinada54. Uczęszczały do niej dzieci z pobliskich wiosek (Bukibul, Hammur,
Banganarti). Druga była we wsi Ed Ghaddar dla Basenu Letti. Nauka w szko­
le średniej trwa trzy lata. Choć zasadniczo są to w większości szkoły prze­
znaczone dla chłopców, to pozwalano do nich uczęszczać także dziewczyn­
kom53. Obok takich przedmiotów jak matematyka (arytmetyka), język arabski,
religia oraz historia, uczy się tutaj także zagadnień ekonomicznych czy doty­
czących rolnictwa. Zapewne dla celów dydaktycznych prowadzony jest na
szkolnym podwórzu mały ogródek z własną studnią i pompą. Wygląd
i wyposażenie szkoły zasadniczo nie odbiega od spotykanego w placówkach
niższego szczebla.
Studia wyższe w dalekiej Karimie czy jeszcze dalszym Chartumie to luk­
sus, na który wciąż stać niewielu. Jednakże w każdej z odwiedzanych przeze
mnie wiosek spotykałem rodziny, które posłały na studia jedno ze swoich
dzieci. Naturalnie byli to najczęściej chłopcy pochodzący z najbogatszych
i najszacowniejszych rodzin we wsi. Zanim jednak wolno im było podjąć na­
ukę na którejś z wyższych uczelni, musieli wpierw odbyć obowiązkową służ­
bę wojskową. Fakt ten, jak wspomniałem wcześniej, w znaczący sposób ogra­
nicza dostęp sudańskiej młodzieży do wyższej edukacji. Przeciętny Sudańczyk,
bez koneksji i pewnych szans na znalezienie pracy, woli zapomnieć o stu­
diach, niż znaleźć się w wojsku56. Z tego też powodu na korytarzach Uniwer­
sytetu Chartumskiego spotkać można więcej kobiet niż mężczyzn. Okazuje
54Wioska ta leży między Banganarti i Hammur— tworząc z nimi zwarty zespół osadniczy.
55 Szkół średnich dla dziewcząt jest niezwykle mało, gdyż ich edukacja jest sprawą stosunko­
wo nową. Zasadniczo nabrała ona tempa po II wojnie światowej (Barclay, 1964, s. 437). W rezul­
tacie tworzy się kilkuosobowe grupy dziewcząt w szkołach średnich dla chłopców.
56 Choć każdy chłopiec ma obowiązek służyć w wojsku, to wielu z nich udaje się „wywinąć”
jakoś z tej przykrej powinności. I dlatego właśnie, aby ograniczyć ten proceder, wymaga się od
chłopców chcących pójść na studia zaświadczenia odbycia służby wojskowej.

Maciej Kurcz

188

się, że droga kobiet do wyższej edukacji jest prostsza i mniej restrykcyjna.
Dotyczy to jednak w znakomitej większości środowiska miejskiego. Wiej­
skie dziewczynki z powodów finansowych i obyczajowych na studia posyła
się niezmiernie rzadko. Jeżeli już tak się dzieje, to jest to zawsze powodem
do wielkiej dumy ojca, a w przyszłości pewnie jednym z przekonywających
argumentów do zażądania wyższej opłaty małżeńskiej. Dziewczęta po ukoń­
czeniu studiów powracają do rodzinnego domu i wkrótce wychodzą za mąż.
Mężczyźni natomiast raczej starają się pozostać w mieście, a przy najbliższej
okazji emigrują do któregoś bliskowschodniego kraju, zwłaszcza do Arabii
Saudyjskiej.

BIBLIOGRAFIA
Ahmed Effendi
1939
Native Medicines in the Northern Sudan, „Sudan N otes and Records” vol.
XXII, cz. I, Khartoum, s. 27-49.
Barclay W.B.
1961
An Ethnographic Study o f an Arab Sudanese Village in Suburban Khar­
toum, Cornell University, Ph.
Blackman B.W.
1927
The Fellahin o f Upper Egypt. Their Religious, Social and Industrial Life
Today with Special References to Survivals from Ancient Times, London.
Błażyński A.
2003a
Shulukh: Facial Scarification in the Nile Valley — Origins and Functions,
„Gdańsk A rcheological Museum. African Reports”, vol. 2.
2003b
Shulukh Scarification Traditions among the Shaigiya, w: Gdańsk Arche­
ological M useum. African Reports, vol. 2.
Burckhardt J.L.
1819, 1987 Travels in Nubia, London, D arf Publishers Limited.
C loudsley A.
1983, 1984 Women o f Omdurman. Life, Love and Cult o f Virginity, London, Ethnographica.
Eickelman D.F.
1989
The M iddle East. An Anthropological Approach, N.Y., Englewood Cliffs.
Fluehr-Lobban C.
1987
Islamic Law and Society in the Sudan, London, Frank Cass.
Holy, L.
1991
Religion and Custom in a Muslim Society. The Berti o f Sudan, Cambridge
U niversity Press.
.
Kenyon Susan M.
1991
Five Women o f Sennar. Culture and Change in Central Sudan, Oxford,
Clarendon Press.
Kennedy John G. (ed.)
1978
Nubian Ceremonial Life. Studies in Islamic Syncretism and Cultural Chan­
ge, The U niversity o f California Press and The American University in
Cairo Press.

Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia północnosudańskiego wieśniaka

189

Kennedy John G.
1978a
Mushahara: A Nubia Concept o f Supernatural Danger and the Theory o f
Taboo, w: Nubian Ceremonial Life, (ed.) J.G. Kennedy, The University
o f California Press and the American University in Cairo, s. 125-149.
1978b
Circumcision and excision ceremonies, (w:) Nubian Ceremonial Life, (ed.)
J.G. Kennedy, The University o f California Press and the American U ni­
versity in Cairo, s. 151-170.
Nawal al-M essiri
1978
The Sheikh Cult in Dahmit, w: Nubian Ceremonial Life, (ed.) J.G. Kenne­
dy, Cairo; The University o f California Press and the American U niversi­
ty in Cairo Press.

Słownik obrazów
1989
Słownik obrazów i symboli biblijnych, (red.) M. Lurker, Poznań, Pallottinum.
el Tayib Abdulla
1953
The Changing Customs o f the Riverian Sudan, „Sudan N otes end Records”
vol. X X X V I, Khartoum, s. 146-159.
1964
The Changing Customs o f the Riverian Sudan III, „Sudan N otes and R e­
cords” XLV, Khartoum, s. 12-29.
1998
The Changing Customs o f the Riverian Sudan IV: Marriage, „Sudan N o ­
tes and Records” vol. II, Khartoum, s. 13-37.
Trimingham J.S.
1949, 1965 Islam in the Sudan, London: Oxford University Press.
Vantini G. FSCJ
1975
Oriental Sources Concerning Nubia, Heidelberg and Warsaw.
1982
Christians Relicts in Sudanese Tradition, w: Nubia Christiana, Warsza­
wa, Akademia Teologii Katolickiej, s. 2 5 -4 3 .
Vorbrich R.
2002
Tradycyjna społeczność afrykańska a szkoła. Systemy wychowawcze i edu­
kacyjne w pluralistycznym społeczeństwie Kamerunu, „Lud” t. 86.

Maciej Kurcz
LIFE IN LINE WITH THE C USTO M S A N D FAITH. A LIFE CYCLE OF
NORTH SU D A N E SE PEA SA N T — CHILDHOOD A N D AD O LESC EN C E
(Summary)
The article addresses the life cycle o f a contemporary north Sudanese peasant. The
author, based on his own experience and interviews, describes the achievem ents o f the
local folklore, showing it against the background o f the m ost important events in human
life, such as birth and circumcision. The article provides a description and explanation
o f basic rituals and beliefs o f the inhabitants o f the Central N ile Valley, both in the
broader context o f culture and religion o f the M uslim world and in the narrow context
o f Sudan. The author does not restrict h im self to the sphere o f rituals; he provides in­
sight into the processes o f upbringing.
The article also describes the changes taking place in the cultural reality o f northern
Sudan, which is under the influence o f extreme Islamic ideology and the processes o f
westernization or globalization. A s the problems addressed in the article are very exten­
sive, the author has focused on childhood and adolescence.

i f

.
.

'■V

-V:

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.