http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4817.pdf
Media
Part of Recenzje i noty recenzyjne / LUD 2007 t.91
- extracted text
-
Lud, t. 91, 2007
IV. R E C E N Z J E I NOTY R E C E N Z Y J N E
Alan B a r n a r d , Antropologia. Zarys teorii i historii, przeł. S. Szymański, wstęp
J. Tokarska-Bakir, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006, ss. 296.
„Książka Alana Barnarda nie wymaga przedmowy — zwięzły, bezpretensjonal
ny (...) podręcznik mówi sam za siebie" (s. 9) — pisze we wstępie do Antropologii
Joanna Tokarska-Bakir, redaktorka naukowa nowej serii wydawniczej (Seria An
tropologiczna PIW). Rezygnuje tym samym z umiejscowienia tłumaczonej pozycji
na mapie podręczników do antropologii na rzecz komentarza do całej serii. Moim
zdaniem, nie jest to słuszna strategia. Książka Bernarda nie jest pracą idealną, któ¬
ra „mówi sama za siebie" — posiada dobre i złe strony, a przedstawiany przez nią
obraz antropologicznej teorii daleki jest od doskonałości. Sądzę, że tłumaczone prace
naukowe powinny być umieszczane w szerszym kontekście, aby polski czytelnik
dostawał większą szansę ich krytycznego odbioru. Także i w tym przypadku przyda
się ocena Antropologii oraz jej, choćby szkicowe, umiejscowienie pośród innych,
podobnych prac.
Alan Barnard jest znaną postacią w świecie antropologii. Zajmuje się dwojaką
problematyką. Pierwsza dotyczy etnografii i etnologii południowoafrykańskich lu¬
dów mówiących językami z rodziny khoisan, określanych najczęściej mianem Buszmenów i Hotentotów. Autor prowadził badania terenowe wśród niektórych grup tego
regionu, które zaowocowały rozprawą doktorską (Nharo Bushman Kinship and the
Transformation of Khoi Kin Categories, wydaną w 1976 roku), kilkoma monografia
mi o różnym stopniu ogólności, wieloma artykułami (m.in. w „Africa") oraz jego na
jistotniejszą pracą: Hunters and Herders of Southern Africa: A Comparative Ethno
graphy of the Khoisan Peoples. Natomiast drugą dziedzinę jego zainteresowań sta
nowi historia myśli antropologicznej. Efekty studiów na tym obszarze to podręczniki
akademickie, spośród których najbardziej popularna jest właśnie Antropologia (tytuł
oryginalny: History and Theory in Anthropology, Cambridge, 2000), choć wspo¬
mnieć jeszcze wypada o redagowanej wspólnie z Jonathanem Spencerem obszernej
Encyclopedia of Social and Cultural Anthropology.
Jak sam autor powiada, celem pracy było „przedstawienie rozwoju koncepcji
antropologicznych na tle zróżnicowanych zainteresowań antropologów, przyjmo¬
wanych przez nich założeń oraz stawianych pytań" (s. 29). Barnard starał się więc
pokazać z jednej strony linię rozwojową myśli antropologicznej, z drugiej zaś zaak¬
centować wpływ, jaki wywierały na nią wielkie postacie w antropologii.
Książka składa się z jedenastu rozdziałów, które można podzielić na dwa bloki
problemowe. Na pierwszy składają się rozdział początkowy („Wizje antropologii")
348
Rezenzje i noty recenzyjne
i końcowy („Wnioski"). Autor wyznacza w nich przede wszystkim ramy teoretyczne
swojej pracy, zapoznając czytelnika z rozstrzygnięciami terminologicznymi (nazwa
dyscypliny, pojmowanie etnografii, teorii i perspektywy teoretycznej), kryteriami
rozwoju koncepcji antropologicznych (przejście od ujęć diachronicznych, poprzez
synchroniczne do interakcyjnych oraz od badania społeczeństwa do badania kultury)
i możliwymi sposobami przedstawiania historii antropologii. W pozostałych dzie
więciu rozdziałach prezentuje swoją wizję historii teorii antropologicznej, poczyna
jąc od jej początków („Prekursorzy antropologii"), poprzez antropologię klasyczną
(„Podejścia ewolucjonistyczne"; „Dyfuzjonizm i teorie areału kulturowego"; „Funkcjonalizm i funkcjonalizm strukturalny"), a kończąc na koncepcjach z drugiej poło
wy wieku XX („Podejścia akcjonistyczne, procesualne i marksowskie"; „Od relaty
wizmu do kognitywizmu"; „Strukturalizm"; „Poststrukturaliści, feministki i (inni)
niezależni badacze"; „Podejścia interpretacyjne i postmodernistyczne"). Na końcu
każdego rozdziału znajduje się lista proponowanych lektur wraz z ich skrótową cha¬
rakterystyką zaś całość wieńczy obszerny (21 stron) słownik terminów oraz indeks
osobowy i rzeczowy.
Ponieważ nie ma potrzeby szczegółowo omawiać znanej zawartości — Antropo
logia jest w końcu podręcznikiem — przejdę od razu do jej oceny. Zacznę od zalet.
Pierwszą z nich i chyba najważniejszą jest zwięzłość pracy. Autorowi udało się
zawrzeć w jednej, stosunkowo niewielkiej książce, całość tego, co uznał za meandry
rozwoju myśli etnologicznej. Zadanie to niełatwe, biorąc pod uwagę ogrom mate¬
riału, który należało posegregować, a później wyselekcjonować. Na tle dotychczas
wydanych podręczników polskojęzycznych (np. Mistrzów antropologii społecznej
Andrzeja Palucha, Człowieka — kultury — osobowości Barbary Olszewskiej-Dyoniziak, Antropologicznych wizji kultury pod red. tej samej autorki czy Antropologii
kulturowej Ewy Krawczyk) jest to całkowite novum. Polskie prace bowiem oferują
tylko wybór koncepcji lub autorów. Praca Barnarda jest więc pierwszym w Polsce
kompleksowym i syntetycznym ujęciem tej tematyki. Jego książka oferuje rzeczywi¬
sty przegląd większości istotnych teorii, jakie pojawiły się w antropologii w wieku
XIX i XX, podczas gdy polskie pozycje ograniczają się do prezentowania mniej lub
bardziej przypadkowych zestawień.
Druga zaleta łączy się z powyższą, albowiem jest nią pomysł na sposób skonstru¬
owania pracy. Otóż owa syntetyczność możliwa była tylko dzięki zastosowaniu kon¬
kretnego klucza teoretycznego do analizy koncepcji etnologicznych. O ile taki sposób
działania jest obecny wśród prac anglojęzycznych (np. w Anthropological Theory Jona
McGee i Richarda Warmsa, w A History of Anthropological Theory Paula Ericksona
i Liama Murphy czy też w Introduction to Theory in Anthropology Roberta Leytona, by wymienić te najbardziej popularne), o tyle jest on nowością w odniesieniu do
prac polskich. Rodzime podręczniki, jeśli stosują jakiś klucz teoretyczny, to jest on
niewypowiedziany i zwyczajowy. Barnard wprost przeciwnie — ukazaniu własnych
założeń, swojej wizji „robienia" historii dyscypliny poświęca rozdziały I i XI. Dzięki
temu jego obraz rozwoju teorii antropologicznej nie udaje obiektywnego i jedynego
możliwego — jest od początku do końca konstruktem badawczym, o którego zale¬
tach i wadach można swobodnie dyskutować. O polskich pracach, niestety, nie da się
Rezenzje i noty recenzyjne
349
tego powiedzieć. Dodam też, że na tle -wyżej -wymienionych anglojęzycznych pozycji
Barnard próbuje uporządkować koncepcje antropologiczne w najbardziej wyrafino¬
wany teoretycznie sposób.
Po trzecie, na poczet plusów należy zapisać niektóre odważne rozstrzygnięcia
autora związane z umiejscowieniem w strukturze pracy dorobku naukowego danych
badaczy. Dla przykładu, na słowa pochwały zasługuje „rozparcelowanie" do kilku
nurtów teoretycznych sztucznego tworu zwanego antropologią symboliczną. Rze¬
czywiście, prezentowanie twórczości takich antropologów jak Victor Turner, Clifford
Geertz czy Mary Douglas jako jednego kierunku teoretycznego jest od strony meto¬
dologicznej mocno chybione, choć rozpowszechnione w opracowaniach akademi¬
ckich. Barnard wykazuje się dużą czujnością analityczną i tego błędu nie powtarza.
Natomiast karkołomne wydaje się umiejscowienie dorobku Edwarda Evans-Pritcharda w ramach podejść interpretacyjnych i postmodernistycznych. A jednak autorowi
udaje się obronić swoje stanowisko i przedstawić dobre argumenty na rzecz takiego
wyboru.
I wreszcie czwartą zaletą są niektóre rozwiązania formalne zastosowane przez
Barnarda. Myślę tutaj o wydzieleniu w ramach każdego rozdziału części poświęco¬
nej prekursorom danej formacji myślowej, o końcowym słowniku terminów antro¬
pologicznych, oraz o liście proponowanych lektur, która nie jest suchym wykazem
literatury, lecz zawiera też uwagi autora. Są to użyteczne narzędzia, które ułatwiają
operowanie wiedzą. To wszystko, wespół z zestawem biogramów poszczególnych
badaczy oraz skrótowym i wybiórczym streszczeniem ich wkładu w myśl antropolo¬
giczną, sprawia, że książka posiada całkiem duży potencjał dydaktyczny.
Niestety, Antropologia nie jest wolna od minusów stanowiących mocny kontra¬
punkt dla powyższego obrazu, z których przywołam trzy najważniejsze.
Pierwszym z nich jest „rozedrganie" terminologiczne w zakresie podstawowych
pojęć używanych przez autora. Okazuje się, że takie kluczowe dla pracy o teoriach
antropologicznych terminy jak „perspektywa", „podejście" czy „szkoła" mają różne
znaczenia w różnych partiach tekstu. Na przykład perspektywa w rozdz. I określa
paradygmaty (diachroniczny, synchroniczny, interakcyjny), ale już w „Słowniku"
odnosi się do nazw kierunków (dyfuzjonizm, antropologia kognitywna, poststrukturalizm). Z kolei „szkoła manchesterska" to grupa badaczy, ale „szkoła praska" jest
już kierunkiem badawczym. Natomiast tak odmienne sposoby ujmowania i porząd¬
kowania wiedzy jak materializm kulturowy, procesualizm i podejście ideograficzne,
określane są łącznie mianem „podejścia teoretycznego". Zresztą ten ostatni termin
wydaje się cudownym lekiem na „całe zło" złożoności świata antropologicznych
teorii i może być zarówno eksplanansem, jak i eksplanandum — transakcjonizm,
sam będąc podejściem teoretycznym, równocześnie sytuuje się w ramach podejścia
akcjonistycznego. W efekcie praca nie pomaga w usystematyzowaniu wiedzy o teo¬
riach antropologicznych, a czasami wręcz to utrudnia.
Drugą wadą książki jest jej niespójność strukturalna. Oto jedne rozdziały oma¬
wiają całe podejścia teoretyczne (np. interpretacyjne i postmodernistyczne), inne zaś
tylko poszczególne kierunki (np. funkcjonalizm). Jedne zawierają krytykę danego
nurtu (np. postmodernizmu), a inne już nie (np. o słabościach dyfuzjonizmu nie do-
350
Rezenzje i noty recenzyjne
wiemy się ani słowa). Jednym podejściom poświęcił autor osobny rozdział (np. ewolucjonistycznym), innym zaś nie (np. strukturalistycznym) i tylko dzięki uważnej
lekturze można w ogóle domyślać się ich istnienia. W niektórych miejscach dostaje
my szczegółowy opis koncepcji (np. drobiazgowy opis analizy składnikowej), w in¬
nych zaś jest on bardzo ogólny, by nie rzec ogólnikowy (np. sprowadzona do dwóch
zdań prezentacja transakcjonizmu Fredericka Bartha). Tajemnicą pozostaje też przy
czyna takiej a nie innej kolejności rozdziałów — nie zastosowano tu ani kryterium
następstwa czasowego (dlaczego Maurice Godelier jest omawiany przed Claudem
Levi-Straussem?), ani kryterium paradygmatycznego (dlaczego kierunki sytuujące
się w ramach jednego paradygmatu nie są omawiane obok siebie?).
Trzecim minusem Antropologii są jej braki w zakresie panoramy myśli antro¬
pologicznej. Książka nie uwzględnia lub też tylko wzmiankuje o kilku znaczących
nurtach oraz nazwiskach w antropologii, zwłaszcza jeśli chodzi o dzisiejsze oblicze
tej dyscypliny. Antropologia strukturalno-historyczna spod znaku Marshalla Sahlinsa
pojawia się jedynie w kontekście dyskusji z Gananathem Obeyesekere, choć stanowi
jeden z najbardziej zaawansowanych teoretycznie kierunków w antropologii, a sam
Sahlins jest najprawdopodobniej najczęściej, po Cliffordzie Geertzu, cytowanym an
tropologiem. Podobnie pominięte zostały współczesne wersje ewolucjonizmu, któ¬
re daleko odchodzą od prostych modeli ewolucyjnych opisywanych w książce, już
to przekraczając ramy naturalizmu (np. Christopher Hallpike), już to je rozwijając
(np. Roberto Carneiro). Także materializm kulturowy już dawno uwolnił się od ety
kietki „wulgarnego materializmu" i ma coraz mniej wspólnego z Marvinem Harri
sem, a coraz więcej z wielowymiarowym podejściem diachroniczno-synchronicznym
(np. Brian Ferguson). Antropologia kognitywna właściwie została przez Barnarda
sprowadzona do historii, a jej współczesne, prężnie rozwijające się kognitywne ob¬
licze doczekało się ledwie wzmianki. O pominięciu najnowszych tendencji w strukturalizmie czy ekologii kulturowej już nie wspomnę. Jest to o tyle zrozumiałe, że
Barnard trochę „nawykowo" koncentruje się na tym, co mu bliskie, a więc na tradycji
antropologii brytyjskiej. Niemniej, sprowadzenie jednego z klasycznych kierunków
— psychokulturalizmu do Wzorów kultury oraz hipotezy Sapira-Whorfa, z całkowi¬
tym pominięciem jego odmian psychologizujących, jednak dziwi.
Skąd się wzięły te słabości? Najprawdopodobniej główna przyczyna tkwi w sa¬
mej historii powstawania tekstu. Widać wyraźnie, że swój początek książka wzięła
z notatek do zajęć uniwersyteckich i że najpierw powstał tekst (opisy teorii, biogra¬
fie, prekursorzy, literatura, krytyka itp.), a dopiero potem autor wymyślał koncepcję
jego uporządkowania (wizje paradygmatów w antropologii). Barnard zresztą tego
nie ukrywa. Kłopot w tym, że rozstrzygnięcia autora okazały się nie w pełni zado¬
walające i doprowadziły do wielu niejasności. Wygląda na to, że do porównywania
i systematyzowania koncepcji antropologicznych potrzeba innych jeszcze punktów
odniesienia prócz tych, które zaproponował Barnard. Jeśli więc jednym z celów An¬
tropologii było pokazanie linii rozwojowej myśli antropologicznej, to tutaj autor po¬
niósł porażkę. Od takiej pracy oczekiwałbym przedstawienia rozwoju teorii poprzez
pokazanie różnic jakościowych między poszczególnymi koncepcjami w wyjaśnianiu
faktów etnograficznych. Tego zaś nie da się osiągnąć bez nasycenia pracy konkretny-
Rezenzje i noty recenzyjne
351
mi przykładami etnograficznymi. Książka Barnarda czasami próbuje się z tym wy
zwaniem zmierzyć i już sam ten fakt zasługuje na pochwałę, choć samo wykonanie
pozostawia dużo do życzenia. Wprawdzie etnografii, jak na polskie standardy, jest
całkiem dużo, ale jej powiązania z teorią najczęściej sprowadzają się do prostej pre
zentacji. Brakuje analizy, na czym opiera się dane -wyjaśnienie, od czego zależy, jakie
są jego plusy i minusy.
Autor za to w pełni zrealizował swój drugi cel, a więc ukazanie wpływu „wiel
kich" postaci na myśl etnologiczną. Właśnie tutaj upatruję pozytywów Antropologii,
które są mniej związane z jakością samej książki, a bardziej z kondycją polskiej an¬
tropologii. Otóż w zakresie podręczników o teorii antropologicznej praca Barnarda
jest pierwszą, dzięki której polski student będzie mógł przybliżyć się do standardów
antropologii światowej. Rodzime prace nieodłącznie „chorują" na syndrom oderwa¬
nia teorii i praktyki, przedstawiając „suche" opisy kierunków, których nie da się za¬
stosować w żaden sposób do własnych badań magisterskich czy licencjackich. Dzię¬
ki książce Barnarda można zobaczyć, że w antropologii nie ma teorii bez etnograii,
że ciągle pojawiający się u nas dziwaczny podział na „terenowców" i „teoretyków"
jest podziałem chybionym i mocno ideologicznym. Można też poszukać przyczyn,
dla których antropologia unika interpretacji nie podpartych badaniami terenowymi.
To duża nowość, jeśli chodzi o podręczniki do nauczania antropologii w Polsce.
Podsumowując, Antropologia jest wielowymiarową, niespójną i niepełną, ale za
to zwięzłą historią myśli etiologicznej. Jest to przyzwoity podręcznik, który wpraw
dzie więcej obiecuje, niż daje, ale i tak stanowi nowąjakość w Polsce. Sądzę, że spot¬
ka się z żywym zainteresowaniem ze strony wykładowców i studentów etnologii.
Tarzycjusz Buliński
Adam Kuper, Kultura. Model antropologiczny, przeł. I . Kołbon, Wydawnic
two Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, ss. 264.
Adam Kuper jest profesorem antropologii społecznej w Brunel University w Wiel¬
kiej Brytanii, autorem takich ważnych prac jak The Chosen Primate: Human Nature
and Cultural Diversity (1994), Anthropology and Anthropologists: The Modern Bri¬
tish School (1996).
W przypadku Adama Kupera tak zwięzła notka biograficzna okazuje się niewy¬
starczająca. On sam we wstępie omawianej pracy przedstawia się obszernie, ponie¬
waż przekonany jest, że życie i doświadczenie autora ma wielki wpływ na jego po¬
glądy i prace. Dlatego warto pamiętać, że Kuper jest (jak sam pisze i w tej kolejności)
liberałem w europejskim tego słowa znaczeniu, umiarkowanym materialistą pocho¬
dzącym z RPA, odpornym na relatywizm współczesnej teorii kultury.
352
Rezenzje i noty recenzyjne
Teorię tę jednak Kuper uczynił tematem swej pracy; omawia j ą ze znawstwem,
erudycją, językiem, który daleki jest od typowego, miejscami niezrozumiałego na
ukowego żargonu. Pracy napisanej z dowcipem i swadą, będącej polemiką z tak
utartymi schematami myślenia o „kulturze" i kulturach, że równie silnie drażni, jak
inspiruje. Dobór tematów oraz omawianych postaci współczesnej antropologii moż
na by zakwestionować, ale tylko w przypadku pracy znacznie mniej osobistej niż
Kultura. Zapewne przeczuwając reakcję na swoje „rewolucyjne" uwagi i spostrze
żenia, Kuper uspokaja polemistów mottem swej pracy. Za Hirschmanem powtarza
słowa: „Jest to prawdopodobnie jedyna rzecz, jakiej można oczekiwać od historii,
szczególnie od historii idei: nie rozwiązywania problemów, lecz podnoszenia pozio
mu dyskusji". O tym cytacie warto pamiętać, czytając tę książkę; nawet gdy Kuper
wytacza najcięższe działa swojej erudycji i ironii, jest tylko jednym z wielu dysku¬
tantów, po raz kolejny omawiających znany wszystkim temat. W dyskusji tej do¬
puszczalne są wszystkie zabiegi podnoszące jej poziom i temperaturę, zawsze mówi
się jednak przede wszystkim „od siebie", dźwigając bagaż własnych (kulturowych)
doświadczeń.
Kultura. Model antropologiczny dzieli się na dwie wyraźnie wyodrębnione czę
ści, zatytułowane: „Genealogie" i „Eksperymenty". W pierwszej autor szczegółowo
omawia historię pojęcia „kultura", w drugiej przedstawia najpopularniejsze w Sta¬
nach Zjednoczonych współczesne teorie kultury i ich twórców.
Oba rozdziały, które składają się na część pierwszą, są historyczną analizą rozwo¬
ju znaczenia dwóch pojęć: „cywilizacja" i „kultura". Omawiając je, Kuper korzysta
w rozdziale pierwszym z prac europejskich teoretyków idei, a w drugim przedstawia
złożone dzieje „kultury" w Stanach Zjednoczonych. Wywód Kupera ma wyraźny
cel — od genezy pojęcia dotrzeć do interesujących go współczesnych koncepcji
kultury i wykazać ich powiązania z wcześniejszym dyskursem. Jednocześnie autor
przeciwstawia „cywilizację" i „kulturę". „Cywilizacja" ma być tworem francuskim,
opisującym rzeczywistość uniwersalną, zdolność całego ludzkiego świata do dosko¬
nalenia się, do postępu, z którym jest ona nierozłącznie związana. Terminem „cywi¬
lizacja" posługiwali się myśliciele narodów imperialnych, wierzący w możliwość
upowszechnienia postępu wśród podbijanych ludów. Cywilizacja ma być nastawiona
na aktywne działanie podmiotu i podkreślać wspólne doświadczenia całej ludzko¬
ści. Termin „kultura" użyty po raz pierwszy przez Cycerona, według Kupera miał
wskrzesić Herder, nadając mu rys romantyzmu. Kulturę stanowi to, co wewnętrzne,
prywatne, irracjonalne i w końcu — narodowe. Korzenie kultury mają więc sięgać
„najciemniejszych lęków" Kupera — tego, co dzieli ludzi i czego nie da się uza¬
sadnić ani podważyć racjonalną argumentacją. Dla większości europejskich intelek¬
tualistów większym problemem stał się strach przed uniformizacją świata, wyrów¬
nującym walcem postępu i rozwoju, stąd zwycięstwo w Europie raczej „kultury"
niż „cywilizacji". W Stanach Zjednoczonych najaktywniej na temat kultury dyskuto¬
wali badacze zebrani wokół Talcotta Parsonsa, w tym antropolodzy Alfred Kroeber
i Clyde Kluckhohn. Celem Parsonsa było stworzenie całościowego bloku dyscyplin
badających człowieka i społeczeństwo. Oprócz psychologii i socjologii weszła do
niego antropologia, co po wielu kontrowersjach doprowadziło do wytworzenia na
Rezenzje i noty recenzyjne
353
użytek antropologii nowej, węższej definicji kultury. Niestety, dodałby zapewne Ku¬
per, oparto j ą na najbardziej idealistycznych i relatywistycznych wątkach obecnych
w dawnych definicjach. Kultura, dla wpływowej szkoły Parsonsa, to „symbolicz¬
ny świat idei i wartości". Pominięto tradycję materialistyczną i uniwersalistyczną,
podkreślono, że kultura jest całym, zamkniętym światem — i stąd właśnie wyrosły
krytykowane przez Kupera współczesne koncepcje.
Pierwszy rozdział części drugiej, zatytułowany „Clifford Geertz: kultura jako
religia i jako wielka opera", nie jest wyrazistą krytyką, do której łatwo się ustosun¬
kować, a ilość przytoczonych faktów z życia Geertza, znajomość jego prac i ko¬
mentarzy do nich, w pierwszym momencie przytłacza czytelnika. Gdy spróbowałam
dotrzeć do osobistej opinii Kupera o osiągnięciach Geertzowskiej antropologii, tekst
rozdziału stał się „nieprzezroczysty", a słowa, których używa Kuper, odsłoniły nowe
znaczenia. Jakie jest zdanie Kupera o Geertzu? Pisząc o nim, używa następujących
sformułowań: „jego naturalną skłonnością jest raczej bycie eseistą", „nadał podejściu
kulturowemu kuszący powab", „świeże słownictwo i obietnice na czasie", „Geertz
jest kimś w rodzaju władcy w najświętszych gajach amerykańskiej akademii". Tego
typu określenia Geertza i jego pracy pojawiają się w tekście stosunkowo rzadko,
łatwo więc je przeoczyć w ogólnie chłodnym, lekko ironicznym, czyli „obiektyw¬
nym" tonie wypowiedzi. Dopóki czytelnik wierzy, że Kuper pisze tak o wszystkich
antropologach i ich koncepcjach, wydaje się, iż to tylko jego styl. Według mnie
jest to jednak wyraźne bagatelizowanie dorobku Geertza — dla Kupera jego sła
wa jest wynikiem sprawnych zapożyczeń z „ojców chrzestnych" (Webera, Parson
sa, Durkheima), umiejętności wpasowywania się w naukowe „mody" oraz lekkiego,
eseistycznego pióra. Kuper wyraźnie zarzuca Geertzowi bycie raczej artystą niż na¬
ukowcem.
Przy takim odczytaniu rozdziału, jego tytuł zyskuje inne znaczenie, Geertzowska
„kultura" stała się religią wielu młodych antropologów, ale czy jest także „wielką
operą"? Sztuczną grą, w której na bazie starych konwencji tworzy się imponujący
spektakl, najbardziej konserwatywną z „wysokich sztuk"? Należy pamiętać, że dzie¬
ła Geertza, jako jednego z niewielu antropologów, są czytane przez przedstawicieli
innych nauk, stały się inspiracją dla postmodernizmu w antropologii, wprowadziły
na stałe pojęcia tekstu i interpretacji do antropologicznych rozważań. Rozwój meto¬
dologii antropologicznej zawdzięcza więc im wiele. Prace terenowe Geertza zdobyły
sporą sławę wśród antropologów, wywołały dyskusję nad odpowiedzialnością bada¬
cza względem badanych, antropologiczną etyką. Inny świat został — wbrew opinii
Kupera — na pewno zyskany.
W kolejnym rozdziale Kuper dość szczegółowo omawia biografię Davida Schnei¬
dera, wywodząc z doświadczeń jego dzieciństwa i młodości późniejszy przebieg ka¬
riery naukowej. Przywołuje opinie znajomych Schneidera i uniwersyteckie anegdoty,
by poprzeć tezę, iż w życiu naukowym postępował on analogicznie do młodzień¬
czego buntu przeciw autorytetowi ojca i bezkompromisowej rywalizacji z bratem.
Konfliktowość Schneidera, jego niepopularne w środowisku poglądy, a nawet szcze¬
gólny szacunek dla Parsonsa, mają być projekcją skomplikowanych i przykrych dla
Schneidera stosunków rodzinnych.
354
Rezenzje i noty recenzyjne
„Rodzinna obsesja" miała zdeterminować życie Schneidera do tego stopnia, że
najpierw zajął się on badaniami nad systemem pokrewieństwa na Wyspie Jap w Mi¬
kronezji, a potem próbował dowieść, że pokrewieństwo rozumiane jako genealogia
jest konstruktem kultury euroamerykańskiej, nieznanym Japczykom. Przedstawiona
w ten sposób teoria Schneidera okazuje się jedynie psychologiczną odpowiedzią na
problemy dzieciństwa i młodości. Po raz kolejny Kuper w sprytny sposób (choć me¬
toda jest tu zupełnie inna) dyskredytuje dokonania opisywanego antropologa. Jeśli
przyjmiemy argumentację, że Schneider był całkowicie zdeterminowany przez to,
czego doznał w młodości, jego wszelkie dokonania tracą sens. Podeszłabym do ta¬
kich teorii z dużą podejrzliwością, albowiem wydaje mi się, że „człowiek Zachodu"
odbiera tego rodzaju determinizm psychologiczny jako zarzut wobec wartości dzieła.
Cały ten wywód Kupera czyta się z narastającą irytacją, jego sposób tłumaczenia
rzeczywistości jest prosty i... nieweryfikowalny. Życie (jako całość jego biologii,
psychologii, kultury i wszystkiego, o czym jeszcze nic nie wiemy) Schneidera jest
niedostępne badaczom. Kultura ma w sobie, moim zdaniem, tyle samo biologii, ile
biologia kultury, wydaje się więc, że jako zdeterminowane naszą biologią i kulturą
ludzkie istoty nie mamy szans poza nie wyjść i opisać prawdziwego świata. Sam
Kuper, świadomie lub nie, posługuje się rozróżnieniem na naturę i kulturę — po to,
by ocenić naukową teorię poza naukową grą, która, jak dotąd, nie zakłada badania
powiązań rodzinnych naukowca w celu oceny tego, co stworzył.
Rozdział piąty rozpoczyna Kuper opisem sytuacji w amerykańskiej antropologii
lat 60. XX wieku. W tym czasie popularność zdobyły, według niego, dwa sprzecz
ne i rywalizujące ze sobą kierunki antropologiczne: relatywizm i neoewolucjonizm,
z którymi w różnych okresach życia związany był Marshall Sahlins. Kuper omawia
najpierw pierwsze dzieła Sahlinsa z lat 50. i 60., w których ten analizował kultury
wysp Pacyfiku, by wykazać, w jaki sposób przystosowują one do życia w konkretnym
środowisku przyrodniczym. W tym okresie wierzył w możliwość odnalezienia historii
ekonomii w schematach gospodarowania współczesnych łowców i zbieraczy.
Niestety (tak zdaje się powiedziałby Kuper), w roku 1967 Sahlins wyjechał do
Paryża i tam zetknął się ze strukturalizmem, a spotkanie to okazało się przełomem
w jego myśleniu o kulturze. Jego zainteresowania przesunęły się w stronę schema¬
tów symbolicznych i „determinizmu ideologicznego". Sahlins próbował jeszcze raz
wyjaśnić ewolucję społeczeństw, tym razem już w innym paradygmacie — strukturalistycznym. Następnie rozwijał teorię mitopraktyki, czyli odtwarzania mitów
w teraźniejszych działaniach, wyprowadzając swe tezy z materiałów dotyczących
społeczeństw polinezyjskich i ich mitologii.
Kuper traktuje Sahlinsa znacznie łagodniej niż Geertza i Schneidera; znajduje
w jego dorobku wartościowe przemyślenia. Interesujące jest, że zwraca uwagę głów¬
nie na zmianę w teoretycznej orientacji Sahlinsa, nie widząc podobieństw obu okre¬
sów jego twórczości. Zespala je determinizm — raz materialistyczny, raz kulturowy
— ale wciąż tak samo ograniczający jednostkę.
Rozdział szósty dotyczy wszystkich tych antropologów, którzy studiowali w „go¬
rących" latach 60., co zdaniem Kupera ukształtowało ich myślenie, a tym samym
Rezenzje i noty recenzyjne
355
najnowsze teorie kultury. Najważniejszym nurtem wypracowanym przez to „poko¬
lenie" jest postmodernizm. Postmodernizm, zdaniem Kupera, stworzył jedynie coś
na kształt teorii, w obrębie swego rodzaju intelektualnej szkoły, czerpiąc z literatu¬
roznawstwa. Przoduje w tym James Clifford, autor pracy Kłopoty z kulturą, w której
etnograię przedstawił jako jeden z wielu kierunków literackich. W opinii Kupera
przyniosło to antropologii co najwyżej wzrost wyrainowania, nie zaś nową myśl.
Z większą sympatią podchodzi do postmodernistycznego „terenowca" Renato Rosal¬
do, który postuluje pisanie (a nie tylko czytanie) ze zrozumieniem. Ostatnimi bohate¬
rami Kupera stali się Michael Fischer i George Marcus. Obaj zostali zakwalifikowani
przez Kupera raczej jako lewicowi politycy niż naukowcy-antropolodzy. Postmoder¬
nizm charakteryzować ma powrót do romantyzmu, rozumianego jako celebrowanie
różnicy. Tym razem, aby uzasadnić uprzedzenie do „myślenia tożsamością", Kuper
powołuje się nie tylko na własne doświadczenia z RPA, ale także na Edwarda Saida
i Lilę Abu-Lughod.
W ostatnim rozdziale Kuper śledzi dalsze dzieje upolitycznienia (i to lewicowe¬
go) sporów o kulturę w Stanach Zjednoczonych. Jego zdaniem, od kilkunastu lat
„kulturą" w tym kraju zajmują się wszyscy poza antropologami. W siłę rosną studia
kulturowe, w których więcej miejsca poświęca się polityce niż nauce i dlatego stały
się one zapleczem multikulturalizmu. Multikulturalizm to opcja polityczna, której
Kuper jako liberał musi się przeciwstawić i robi to tak wyraziście, że przez chwilę ma
się wrażenie, iż cały ten obszerny wywód o „kulturze" był tylko po to, aby dotrzeć
tutaj. Przemawia przez niego lęk przed drugim apartheidem, którego hasła pobrzmie¬
wają w tym, co mówią multikulturaliści. Prawo do bycia odmiennym, według Kupera, musi być zawsze wtórne wobec prawa do bycia równym. Podkreślanie różnic
jest jego zdaniem właściwe ludom, które innych postrzegają jako wrogów i dlatego
postęp społeczny powinien takie myślenie ograniczać.
Aby podsumować całość pracy, warto zatoczyć koło i powrócić do samego po¬
czątku. Kuper jasno przedstawia powód, dla którego pisze — chce walczyć z kulturalizmem (a jego formą jest też multikulturalizm), albowiem może on stać się inną,
nowoczesną formą rasizmu. Autor jest tego świadomy, ponieważ urodził się w kraju,
który najsilniej tego nowego rasizmu doświadczył i chce ostrzec tych, którzy jeszcze
niebezpieczeństwa nie zauważyli. Kuper wykorzystuje całą siłę swej argumentacji,
by przekonać, że „kultura" dzieli. Świadomie jednak lub nie, używa w swej pracy
kulturalistycznych argumentów. Już podana wyżej geneza tej pracy jest czysto kulturalistyczna. Kuper znacznie więcej miejsca niż inni antropolodzy poświęca „przed¬
stawieniu postaci", obojętnie, czy mówi o sobie samym, Schneiderze, postmoderni¬
stach, studiach kulturowych, czy kulturze. Taka strategia doprowadza go jednak do
mocnej krytyki kultu różnicy i samej kultury.
Maja Kostecka
356
Rezenzje i noty recenzyjne
Empire of the Senses. The Sensual Culture Reader, ed. David H o w e s, Berg
Publishers, Oxford, New York 2005, ss. 422.
Arystoteles twierdził, że nie ma niczego w rozumie, co najpierw nie byłoby w do
świadczeniu zmysłowym. Od starożytnych Greków, średniowiecznych mistyków,
poprzez Karola Marksa do Marshalla McLuhana, zmysły były przedmiotem kultu
rowej refleksji.
Zmysły są źródłem przyjemności i bólu, wiedzy i siły. Są związane z indywidual
nym doświadczeniem, ale stanowią także pole dla intensywnych badań kulturowych.
Odczuwanie to nie tylko kwestia fizjologicznych reakcji i/lub osobistego doświad
czenia. To jedna z podstawowych form kulturowej ekspresji, medium, poprzez któ
re społeczeństwa oddają się swoim kulturowym praktykom i wyrażają wyznawane
wartości. Widok malarskiego dzieła, zapach perfum, smak kolacji, są materią kultu¬
rowego zróżnicowania.
Świat odbiera się i definiuje za pomocą pięciu zmysłów. Wzrok, słuch, smak,
węch i dotyk są oczywistymi „narzędziami" czytania rzeczywistości. Używane są nie
tylko po to, aby uwierzyć, lecz także, by sprawdzić, przekonać, zrozumieć, zadziwić
— odebrać wrażenie na temat naszego bycia w świecie. Nasza pamięć jest w dużej
mierze pamięcią sensoryczną, zmysły łączą nas z przeszłością. Doznania zmysłowe
odgrywają znaczącą i inicjującą rolę w każdym przeżyciu estetycznym. Są związane
z emocjami — rządzą pożądaniem i awersją.
Współczesny dyskurs dotyczący relacji zmysłów i kultury zdominowany jest
przez problematykę wizualności. Obraz oddziałuje na każdego i codziennie. Cała ta
ogromna panorama wizualna istnieje dziś dookoła nas. Należymy do społeczeństwa
nasyconego obrazami, ciągle poddawanego wizualnym bodźcom, posługującego się
masowym językiem wizualnym.
W Polsce, mam takie wrażenie, antropolodzy włączyli się w nurt koncentrujący
się na zagadnieniach obrazu w kulturze. Opracowań z zakresu antropologii wizual¬
nej jest wiele, dotyczą one fotografii, filmu, szeroko pojętej ikonosfery. Natomiast
tekstów antropologicznych poświęconych fonosferze, oddziaływaniu zapachów, roli
dotyku w kulturze czy tematyce smaku — jest znacznie mniej. Są to porozrzuca¬
ne po różnych czasopismach i zbiorowych opracowaniach artykuły, niekiedy w ca¬
łości mówiące o zmysłach, a niekiedy czyniące z nich tylko jeden z poruszanych
wątków.
Tymczasem antropologia zmysłów, jako dziedzina nauki, weszła do antropolo¬
gicznego krajobrazu w późnych latach osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdzie¬
siątych XX wieku. Rozwija się i uprawiana jest przede wszystkim w Stanach Zjed
noczonych i Kanadzie, a jednym z czołowych jej przedstawicieli jest David Howes.
W 1988 roku założył on wraz z grupą zaprzyjaźnionych naukowców The Concordia
Sensoria Research Team (CONSERT). Grupa działa przy Wydziale Socjologii i An¬
tropologii Uniwersytetu Concordia w Montrealu w Kanadzie i zajmuje się kulturo¬
wą interpretacją zmysłów. Zainteresowania badaczy koncentrują się na społecznych
implikacjach komercjalizowania się zmysłów, sterowania percepcją w technologii,
projektowaniu czy konsumpcji. To również, wciąż stawiane na nowo, pytania o rolę
Rezenzje i noty recenzyjne
357
zmysłów we współczesnych mediach, ideologiach klasowych, rasowych oraz w gen¬
der studies.
David Howes jest redaktorem serii Sensory Formations wydawnictwa Berg. Pu¬
blikujący tu autorzy chcą uzmysłowić czytelnikom, że zmysły to nie tylko indywidu¬
alne, ale także kulturowe doświadczenie, oraz podkreślają znaczenie zmysłów w ba¬
daniach społecznych i kulturowych. W serii tej ukazały się już następujące książki:
The Auditory Culture Reader (M. Bull, L. Back, eds.) — proponująca strategię głę¬
bokiego słuchania, czyli takiego, które obejmuje dźwięki życia codziennego, naturę
i myśli; The Book of Touch (C. Classen, ed.) — zastanawiająca się nad granicami
bólu i przyjemności, światem „dotykanym" przez niewidomych, metodami azjaty¬
ckiej medycyny i ciałem w wyobrażonych światach wirtualnych; The Taste Culture
Reader: Experiencing Food and Drink (C. Korsmeyer, ed.) — ukazująca smak jako
najbardziej poruszający ze zmysłów, przenikający kulturowe, społeczne i religijne
relacje; The Smell Culture Reader (J. Drobnick, ed.) — odpowiadająca na pytania
o najbardziej nieuchwytny ze zmysłów — węch, który nie jest jedynie przekaźnikiem
miłych bądź przykrych zapachów; Cultures of Vision: The Alternative Visual Culture
Reader (E. Edwards, K. Bhaumik, eds.) — w inny od dominującego w kulturowym
dyskursie sposób mówiąca o obrazie i jego roli w rozumieniu otaczającego nas świa¬
ta; The Six Sense Reader (D. Howes, ed.) — poszukująca definicji szóstego zmysłu,
tego, co leży poza naszą percepcją.
W 2005 roku, również w serii Sensory Formations, Howes wydał książkę Empi¬
re of the Senses. The Sensual Culture Reader. Wyjściowym założeniem tego opra¬
cowania jest przekonanie, że zmysły są bramą wiedzy, instrumentem siły, źródłem
przyjemności i bólu; są też przedmiotem dramatycznych różnic. Książka podzielona
jest na pięć części, a każdą z nich poprzedza krótki wstęp Howesa. Tom zawiera
fragmenty większych prac, drukowane już wcześniej artykuły oraz teksty napisane
specjalnie do Empire of the Senses. Antropologią zmysłów zajmuje się wielu bada¬
czy, ale w tym opracowaniu znalazły się przede wszystkim teksty autorów ze Sta¬
nów Zjednoczonych i Kanady. Są to antropolodzy, socjologowie, literaturoznawcy,
geografowie, specjaliści od prawa i języka angielskiego, historycy nauki i techni¬
ki oraz filozofowie (choć znajdziemy także tekst z zakresu neurologii zmysłów!).
Jak zauważa sam Howes, przedmiot naukowej refleksji zawartej w książce znajduje
się na pograniczu wielu dziedzin. Ich połączenie dowodzi, jak owocna może stać
się perspektywa interdyscyplinarna. Ukazanie wielorakich kontekstów, przedsta¬
wienie faktów na podstawie konkretnych badań naukowych i zebranie tego, mimo
różnorodności podejść badawczych, w całość tworzącą wielowątkowe, a zarazem
spójne opracowanie, to podstawowe atuty książki. Bogate bibliografie poszczegól¬
nych artykułów uzupełnia David Howes o listę pięćdziesięciu tytułów z zakresu nauk
społecznych, humanistycznych i sztuki. Są to propozycje lektur dla wszystkich tych,
którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę z zakresu prezentowanej problematyki.
Pierwsza część książki, zawierająca dwa rozdziały, dotyczy roli zmysłów w pro¬
cesie poznawczym. Oliver Sacks proponuje projekt z zakresu neuroantropologii. Od¬
wołując się do swoich wcześniejszych badań, w których zajmował się percepcją głu¬
choniemych, zadaje pytanie: „Co widzą niewidomi?". Z etnograficzną ciekawością
358
Rezenzje i noty recenzyjne
opisuje światy swoich pacjentów. Marshall McLuhan, autor drugiego rozdziału, zna
ny jest w Polsce jako badacz mediów i ich oddziaływania na jednostkowe i społeczne
życie człowieka. We fragmencie zamieszczonym w Empire of the Senses McLuhan
porusza się wewnątrz sensorium pięciu zmysłów. Próbuje pokazać, jak ważną rolę
odgrywają one w architekturze i planowaniu urbanistycznym, komunikacji społecz¬
nej i psychologii, historii i antropologii.
Dwie kolejne części tomu koncentrują się na geografii i historii zmysłów. Susan
Stewart bada relacje między doświadczaniem za pośrednictwem zmysłów a pamię
cią i tworzeniem sztuki. Prezentuje krótką historię sensorium w zachodniej filozofii
i literaturze. Odwołuje się między innymi do Arystotelesa, Kanta, Freuda, Marksa
i Prousta, by dowiedzieć się, jak rozumiano relacje między zmysłami a rzeczywi¬
stością, i jak motyw pięciu zmysłów stał się jednym z toposów zachodniej literatury.
Tekst Constance Classen, historyka kultury, wpisuje się natomiast w nurt gender stu¬
dies. Swoją opowieść o „męskich i kobiecych zmysłach" rozpoczyna Classen w śred
niowiecznej Europie, a kończy w epoce modernizmu. Dowiadujemy się, że w historii
kultury mężczyznom przypisywano zazwyczaj zmysły wzroku i słuchu — uważane
za bardziej wartościowe, dominujące. Kobiety żyły wśród zapachów, smaków i do¬
tyku. Alain Corbin zajmuje się z kolei trudnościami, jakie napotyka na swojej dro¬
dze badawczej historyk zmysłów. Jego analizy opierać się mogą prawie wyłącznie
na tekstach pisanych lub dziełach malarskich. Nie zawsze dostarczają one wiedzy
na temat społecznej hierarchii zmysłów. Badacz wciąż musi sobie zadawać pytanie,
jak wtedy smakował, pachniał i brzmiał świat.
Kolejne teksty zawarte w książce to podróże po sensualnych pejzażach. Ich au¬
torzy zastanawiają się na przykład, dlaczego w jednej kulturze przypisuje się domi¬
nującą rolę smakowi, a w innej zmysłowi słuchu. Jaką rolę odgrywa w zachodniej
Afryce wewnętrzny zmysł równowagi? Jak interpretować japońską ceremonię pa
rzenia i picia herbaty? I dlaczego Japonia to imperium wszystkich zmysłów, a nie
—jak chciał tego Roland Barthes — imperium znaków? Jak poprzez smaki, zapachy
i dźwięki, żyjące w diasporze i pracujące w Hongkongu Filipinki odtwarzają swoją
kulturę i tradycję?
W dwóch ostatnich częściach książki autorzy zmagają się z problematyką roli
zmysłów w doświadczaniu nowoczesności i ponowoczesności. Zadają także pytanie,
jak zmysły współtworzą estetykę codzienności. Jim Drobnick przedstawia teorie do¬
tyczące estetyki świata zapachu. Pokazuje, jak różne dziedziny współczesnej sztuki,
a zwłaszcza projekty wystawiennicze i muzealne, wzbogacają swój przekaz dzięki
sile, jaką ma w sobie zapach. David Howes prowadzi czytelnika między innymi do
wielkiego centrum handlowego, by na przykładzie wykorzystania wrażeń sensualnych w socjotechnice przedstawić logikę późnego kapitalizmu. Robert Desjarlais
opisuje zaś schronisko dla bezdomnych w Bostonie, w którym percepcja zdomino¬
wana jest przez ograniczony wachlarz bodźców. Jest to opowieść o świecie głodu,
zimna i przemocy, gdzie ciszę i spokój można znaleźć jedynie we własnym ciele.
Nie sposób odnieść się do wszystkich rozdziałów tak szeroko zakrojonej pracy.
Wielość poruszanych wątków prowokuje pytania, może być inspiracją do wielu prze¬
myśleń i dalszych poszukiwań.
Rezenzje i noty recenzyjne
359
W zamierzeniu redaktora tomu, Davida Howesa, jest to zatem książka skierowa¬
na do tych czytelników, którzy chcą pełniej poznać i zrozumieć, jak doświadczamy
otaczającego nas świata. Lektura tej pracy jest fascynująca, choć jej interdyscypli¬
narność, która niewątpliwie jest atutem, wymaga od czytelnika intelektualnej ela¬
styczności i antropologicznej ciekawości. Książka wolna jest od autorytatywnych
interpretacji. Jej trzon stanowi jednak niespotykanie pieczołowite zestawienie faktów
i hipotez, z których chyba ani jedna nie została pozostawiona bez przypisu, odnośni¬
ka czy komentarza. Od teoretycznych esejów po empiryczną etnografię, gender stu¬
dies, kulturę materialną i życie codzienne — Empire of the Senses jest opracowaniem
ważnym dla zrozumienia naszych relacji z innymi i z otoczeniem. Zmysły rozumiane
są tu jako kulturowy system. Klasyczne już teksty McLuhana i Corbina oraz te pisane
przed kilku laty, podważają hegemonię wzroku we współczesnym dyskursie i do¬
wodzą intersensualności naszego poznania. Tom ten potwierdza także wielki wpływ
dychotomii tego, co racjonalne i emocjonalne, umysłu i ciała, ale zapewnia jedno¬
cześnie, że jesteśmy w środku sensualnej rewolucji, która wymaga nowych form
reprezentacji.
Prace pisane i redagowane przez Davida Howesa i skupionych wokół niego ba¬
daczy wytrzymują krytykę naukową. Próbują sformułować teorię i metodologię an¬
tropologii zmysłów. Choć język tych tekstów oraz wybrane tematy mogą czasem
sugerować, że mamy do czynienia z atrakcyjną (pseudo-)naukową publicystyką, to
jednak wyrażane sądy wsparte są rzetelnymi badaniami i wyprowadzane z zacho¬
waniem rygorów naukowego postępowania. Brak polskich tłumaczeń prac z kręgu
amerykańskiej i kanadyjskiej antropologii zmysłów wydaje mi się zatem wielkim
przeoczeniem.
Na koniec należy podkreślić intelektualną satysfakcję, jaka płynie z lektury teks¬
tów zawartych w Empire of the Senses. Przypuszczam, że wielu czytelników książki
ma poczucie obcowania z tekstami wyjątkowymi, ze względu na sposób, w jaki auto¬
rzy piszą, błyskotliwy i odbiegający od sztywności akademickiego wywodu, przede
wszystkim zaś z powodu poruszanych treści oraz ich aktualności.
Aleksandra Krupa
Gender. Perspektywa antropologiczna, t. 1: Organizacja społeczna, red. Re
nata E. H r y c i u k i Agnieszka K o ś c i a ń s k a, przeł. M . Bierca i in., Wy
dawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007, ss. 328.
Pojęcie płci kulturowej (gender) w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci wywar¬
ło ogromny wpływ na rozwój nauk humanistycznych i społecznych. Refleksja nad
konstruowaniem płci w określonych kulturach i społeczeństwach przewartościowała
myślenie na temat kobiecości, męskości, seksualności czy ról społecznych przypisy¬
wanych określonym osobom.
360
Rezenzje i noty recenzyjne
Książka Gender. Perspektywa antropologiczna jest wyborem jedenastu tekstów
anglojęzycznych. Jedne są klasyczne, znane i często cytowane, inne — nowe, nie
publikowane lub napisane specjalnie do tego zbioru. W przygotowaniu jest jeszcze
drugi tom książki, Kobiecość, męskość, seksualność, składający się z dwóch części:
„Konstruktywizm społeczny: ciało i seksualność" oraz „Wizerunki męskości".
Omawiany tom składa się z trzech części: „Rodzina i pokrewieństwo", „Płeć kul
turowa a naród, państwo i organizacja plemienna" oraz „Gender w świecie postkolonialnym". W każdej części czytelnik znajdzie zarówno teksty teoretyczne, jak
i analizy materiału terenowego z różnych części świata, będące egzemplifikacją przy
jętych założeń teoretycznych. Z konieczności dokonam omówienia tylko niektórych
tekstów, nie uważając innych za gorsze czy mniej interesujące.
W pierwszej części znalazł się ważny tekst Sylvii Junko Yanagisako i Jane Fishburne Collier O ujednoliconą analizę płci kulturowej i pokrewieństwa. Autorki od¬
rzucają przyjęte w badaniach nad pokrewieństwem dychotomie: natura — kultura,
produkcja — reprodukcja i publiczne — prywatne, negując tym samym tezę, że
w centrum kulturowej organizacji gender leży biologiczna różnica między rolami,
które w rozmnażaniu płciowym odgrywają mężczyźni i kobiety. „Jedynie stawiając
to założenie pod znakiem zapytania — piszą badaczki — można w ogóle zacząć
pytać o to, jak inne kultury rozumieją różnice między mężczyznami i kobietami,
i rozpocząć badania nad tym, w jaki sposób nasza własna kultura koncentruje się
na stosunku płciowym i porodzie, które uznaje za kluczowe momenty konstytuu¬
jące kobiecość i męskość" (s. 53). Proponują badanie społeczeństwa na podstawie
trzech elementów: analizy kulturowych systemów znaczeń, analizy systemów mode¬
li nierówności społecznych oraz analizy historycznej. Z kolei w artykule pod intry¬
gującym tytułem Czy rodzina istnieje? Nowe ujęcia antropologiczne, Jane Fishburne
Collier, Michelle Z. Rosaldo i Sylvia Yanagisako odrzucają funkcjonalistyczną teorię
rodziny jako uniwersalnej w każdym społeczeństwie instytucji spełniającej określo¬
ne potrzeby. Ich zdaniem, rodzina jest przede wszystkim konstrukcją ideologiczną
czy moralną, związaną z nowoczesnym państwem. Badaczki zwracają się w stronę
ustaleń XIX-wiecznych naukowców, którzy rodzinę pojmowali w kategoriach dyna¬
micznych (ewolucjonistycznych), wskazując jednak na jej zmienność i dostosowanie
do konkretnych warunków społeczno-politycznych i kulturowych. Tym tropem, nie
przyjmując jednak formułowanych przez naukowców wiktoriańskich koncepcji (ta¬
kich jak pierwotny matriarchat czy promiskuityzm), idą Collier, Rosaldo i Yanagisako. Zakładają, że jednym z zasadniczych pojęć konstytuujących pojęcie współczesnej
rodziny amerykańskiej jest „wychowanie". Wyraz ten określa nie tylko zapewnienie
biologicznego przetrwania, ale ewokuje rodzaj więzi, która pociąga za sobą oddanie
i miłość. Więzi owe są trwałe i łączą się ze współpracą, a nie z konkurencją. Na
gruncie współczesnej kultury amerykańskiej można mówić o przeciwstawieniu się
rodziny państwu i rynkowi, to jest instytucjom przynależnym do sfery publicznej,
podczas gdy rodzina należy do sfery prywatnej, intymnej.
O tym, jak funkcjonuje aparat państwowy w Japonii, pisze Anne Allison, anali¬
zując instytucję obento — pudełka z drugim śniadaniem przygotowywanym przez
matki dla przedszkolaków. To, w jaki sposób powinno zostać przygotowane obento
Rezenzje i noty recenzyjne
361
(misternie wykonane malutkie porcje różnych potraw, co ma zachęcić dziecko do
zjedzenia wszystkiego) i jak powinno zostać zjedzone (szybko i bez pozostawiania
resztek), wskazuje, jakie role przypisuje się dziecku — przystosowanie do bycia zdy
scyplinowanym i niewybrednym (w obento znajdują się też potrawy, których dziecko
nie lubi) oraz matce — konieczność poświęcenia dziecku należytej uwagi i znacznej
ilości czasu. Dziecku, uczącemu się jeść pałeczkami, przekazane zostają elementy
tradycyjnej kultury japońskiej. Wreszcie zarówno dziecko, jak i matka zostają pod¬
dane obserwacji i ocenie przez wychowawczynie, inne matki i inne dzieci.
Victoria Ana Goddard w artykule „Dziewica i państwo". Płeć i polityka w Ar¬
gentynie analizuje relację pomiędzy płcią kulturową a polityką, zwracając uwagę
na „upłciawianie" (gendering) dyskursu i działalności politycznej. Analizuje dwa
konteksty: rolę kobiet w oddolnych działaniach społeczeństwa przeciwko reżimom
wojskowym w Chile i Argentynie oraz ważność płci w poparciu populistycznych
rządów Juana Domingo Perona. Szczególną uwagę poświęca osobie Evy Perón, żony
generała, która swoją postawą i działaniem akcentowała z jednej strony tradycyjne
wartości przypisywane kobiecie (macierzyństwo, empatia, bliski związek z drugim
człowiekiem), a z drugiej wskazywała na potrzebę zmian, takich jak na przykład
włączenie kobiet do sfery polityki albo dostrzeżenie potrzeb najuboższych. Z kolei
w latach 70. XX wieku w Chile i w Argentynie celem rządów wojskowych było od¬
politycznienie sfery prywatnej. Podkreślano więc takie wartości jak macierzyństwo
czy podporządkowanie się kobiet dobru ich dzieci. Jednakże represje państwa dosię¬
gły nie tylko działaczy politycznych, ale i zwykłych ludzi i ich rodziny. Matki z Pla
cu Majowego w Argentynie czy Stowarzyszenie Rodzin „Znikniętych" Więźniów
w Chile działały oddolnie, poprzez niesformalizowane metody oporu, na przykład
strajki głodowe i organizowanie pomocy najbiedniejszym. Opierając się na wartoś¬
ciach promowanych, a jednocześnie niszczonych przez państwo, kobiety wysuwały
żądania prywatne — między innymi domagały się ujawnienia miejsc przebywania
„znikniętych" z ich rodzin. Ich działania miały jednak wymiar ogólniejszy — Matki
z Placu Majowego podkreślały odrzucenie przemocy i wskazywały na swoją tożsa¬
mość jako matek (ich symbolem była biała chustka wiązana na głowie).
Dwa teksty dotyczą sytuacji w Polsce. Frances Pine, która od lat 70. X X wieku
prowadziła badania na Podhalu, analizuje współczesne góralskie wesele w kontek¬
ście przemian ustrojowych po 1989 roku i w związku ze stosunkiem górali podhalań¬
skich do państwa i organizacji pracy. W czasach socjalizmu, rytuały związane z do¬
mem i rodziną były rozbudowane, co stanowiło swego rodzaju opór wobec systemu.
Obecnie dawne domowe rytuały uzewnętrzniły się (wesele w domu kultury, korzy¬
stanie z usług profesjonalnych kelnerów). Przed rokiem 1989 negatywnie postrzega¬
na praca wykonywana poza domem stała w opozycji do „roboty" w domu i dla domu
(istotnym elementem był nielegalny i półlegalny drobny handel). Po 1989 roku, gdy
to, co należało do szarej strefy, można było zalegalizować, praca wykonywana poza
domem stała się bardziej widoczna, a sfery pracy i rodziny wyraźniej się od siebie
oddzieliły. Dom jednak, pisze Pine, pozostaje centrum kultury góralskiej. „Rytuały
związane z domem, które publicznie ukazują relacje pomiędzy płcią kulturową oraz
pracą a ziemią i które metaforycznie podkreślają jego centralną, kulturową i ekono-
362
Rezenzje i noty recenzyjne
miczną pozycję, jako sprzeciwiające się państwu, umiejscawiane są „na zewnątrz"
i tym samym przyczyniają się do redeinicji miejscowych tożsamości i przesunięcia
ich w stronę konsumpcji i utowarowienia" (s. 88). I o ile wcześniej najstarsze poko¬
lenia przekazywały wiedzę i umiejętności, o tyle teraz status ekonomiczny i symbo¬
liczny domu reprezentują ludzie młodzi, obeznani z kulturą konsumpcji. Gender jest
tu kluczem w wyborze praktyk, symboli i wartości.
Thomas Chivens, wskazując na zależności pomiędzy koncepcją płci a państwem,
analizuje wymianę modeli interwencji policji i wiedzy eksperckiej dotyczącej prze¬
mocy domowej względem kobiet pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską (pro¬
wadził badania w Warszawie w latach 2000-2001). Płeć, która z punktu widzenia
policyjnych interwencji jest kategorią istotną, powinna być rozpatrywana na wielu
poziomach. „Jest ona — pisze Chivens — (...) w coraz większym stopniu kategorią
używaną przez przedstawicieli państwa (state actors) reformujących rządowe sposo¬
by interwencji, mające na celu naprawę moralności obywatelskiej, a zarazem zdolne do
wytwarzania kapitalistycznych i demokratycznych form życia. Także przemoc domo¬
wa nie jest uniwersalnym faktem, które poddaje się odkryciu, a następnie analizie ( . ) .
Jest ona zaś zjawiskiem kulturowym, a zatem deiniowanym w sposób utrwalony przez
historię, materialnym i względnym (contingent)" (s. 185). Artykuł T. Chivensa został
napisany specjalnie do tomu Gender. Perspektywa antropologiczna.
W części III — „Gender w świecie postkolonialnym" na szczególną uwagę zasłu
guje artykuł irańskiej antropolożki Homy Hoodfar, Zasłona w ich umysłach i na na
szych głowach: muzułmanki i praktyki zasłaniania. Rozważania Hoodfar wpisują się
w dyskusję na temat Orientu i orientalizmu jako konstruktu wykreowanego przede
wszystkim przez kulturę Zachodu oraz wskazują na stałe zagrożenie naszym głów¬
nym „grzechem" — etnocentryzmem. Zasłanianie ciała przez muzułmanki autorka
analizuje na trzech poziomach: 1) jak zasłona odbierana jest przez przedstawicieli
świata Zachodu, a mianowicie jako symbol zacofania, islamskiego fanatyzmu i uci¬
sku kobiet; 2) jak była oraz jak jest postrzegana przez same muzułmanki w Iranie (tu
istotna jest historyczna analiza pokazująca, że po pierwsze, zasłona pojawiła się na
Bliskim Wschodzie na długo przed islamizacją, po drugie, na początku była oznaką
prestiżu i wysokiej pozycji społecznej, a po trzecie — przymusowy zakaz zasłania¬
nia się spowodował nie wyzwolenie, ale marginalizację kobiet, gdyż nie chciały one
pojawiać się poza domem „nago") i 3) jakie są konsekwencje noszenia zasłon przez
kobiety niepochodzące z Bliskiego Wschodu — okazuje się, że nie jest istotna sama
zasłona, ale to, kto j ą nosi. Noszące zasłony Kanadyjki-muzułmanki — pisze Hoodfar — będą postrzegane jako podążające za modą, natomiast kobiety z Bliskiego
Wschodu — jako zacofane fanatyczki. U tych drugich jednak zasłanianie się jest
w pełni świadome i co więcej, uważają one, że właśnie noszenie zasłony umożliwia
im wyjazd na Zachód na studia. Odwołując się do islamu, dowodzą, że religia ta daje
równe prawa dziewczętom i chłopcom. Z drugiej strony, okazują przywiązanie do
tradycyjnych wartości, dzięki czemu nie zrażają do siebie rodziców i własnej spo¬
łeczności.
Redaktorki tomu piszą we wstępie, że książka zrodziła się podczas prowadzonych
przez nie zajęć z antropologicznej refleksji nad płcią w kulturze. Dlatego też wybór
Rezenzje i noty recenzyjne
363
tekstów był podyktowany przede wszystkim celem dydaktycznym. Wiele z tych teks¬
tów jest trudno dostępnych w oryginale, a ponadto znajomość języka angielskiego
nie jest jeszcze wśród polskich studentów czy naukowców zadowalająca. Dlatego też
istotną, aczkolwiek dość skromną częścią książki jest angielsko-polski słowniczek
terminów z zakresu antropologii płci i seksualności. Terminologia antropologiczna
w języku polskim jest chaotyczna i nieprecyzyjna, wiele angielskich wyrazów jest
niejednoznacznych. W związku z tym niejednokrotnie trudno jest znaleźć ich dobry
ekwiwalent. Tym bardziej na uwagę zasługuje fakt, że przekłady w książce Gender.
Perspektywa antropologiczna zostały napisane bardzo starannym językiem.
Książka powinna zainteresować nie tylko studentów czy wykładowców, ale każ¬
dego przedstawiciela nauk humanistycznych czy społecznych, ponieważ, jak się
wydaje, nie można już dziś rozumieć klasycznych antropologicznych kategorii, jak
pokrewieństwo, rodzina czy podział pracy, ale także innych, jak postkolonializm czy
globalizacja, bez odwołania się do analiz prowadzonych z punktu widzenia gender
studies.
Karolina Bielenin
Nationale Wahrnehmungen und ihre Stereotypisierung. Beiträge zur Histo
rischen Stereotypenforschung, red. Hans H. H a h n , Elena M a n n o v ä , Peter Lang
Europäischer Verlag der Wissenschaften, Frankfurt am Main 2007, ss. 535.
Wielu ludzi żyjących w Europie Środkowej i Wschodniej jest przeświadczonych,
iż w zachodniej części kontynentu nikt się nimi nie interesuje. Można by rzec, że jest
to swoisty stereotyp czy autostereotyp Europejczyków zapoznanych, może gorszych,
pewnie niezrozumiałych. Ale -wydano niedawno we Frankfurcie nad Menem, czyli na
Zachodzie, książkę złożoną z prac dotyczących Europy Środkowej, w dodatku stano¬
wiącą dziewiąty już tom w serii Mitteleuropa-Osteuropa. Oldenburger Beiträge zur
Kultur und Geschichte Ostmitteleuropas. Świadczy ona o niejakim zainteresowaniu
nie-zachodnim obszarem Europy. Nationale Wahrnehmungen und ihre Stereotypisierung jest tomem, w którym spotykają się teksty uczonych z dwóch krajów Europy
Środkowej: Słowacji i Niemiec. Zredagowali go Niemiec i Słowaczka: Hans Hen
ning Hahn i Elena Mannovä. Nie znaczy to bynajmniej, że w książce można przeczy¬
tać tylko o Niemcach i Słowakach, autorzy nie zapominają bowiem, iż Mitteleuropa
złożona jest także z innych nacji.
Prace zamieszczone w tym tomie poświęcone są przede wszystkim stereotypom
rozpowszechnionym wśród narodów środkowoeuropejskich, zawierają opinie na te¬
mat własnego narodu oraz sąsiednich. Zgromadzone tu przykłady — bardzo liczne,
choć przecież nie wyczerpujące — pozwalają uświadomić sobie rozmaitość sposo¬
bów rozumienia siebie wobec innych oraz innych wobec siebie.
Na początku tomu, poza wstępem, znajdują się rozważania metodologiczne, za¬
warte w dwóch tekstach: Hansa Henninga Hahna i Lubora Kralika. Chociaż autor
364
Rezenzje i noty recenzyjne
pierwszego z nich wysuwa dwanaście tez historycznych badań nad stereotypem, ża
den z nich nie usiłuje wprowadzać dyrektyw obowiązujących pozostałych autorów
tomu. Obydwaj próbują raczej dać ogólne wprowadzenie do poruszanych dalej te
matów.
W następnej części mówi się o rozmaitych stereotypach związanych z życiem
codziennym. Elena Mannová interesuje się treściami zawartymi w nazwach potraw
w słowackich książkach kucharskich, wydawanych w ciągu XX wieku. Drobny ma
teriał językowy wykorzystuje też Olga Danglová, która analizuje inskrypcje na ma
katkach, wieszanych w krajach Europy Środkowej (także w Polsce), stanowiących
wyraz mieszczańskich idei. Gabriela Dudeková zastanawia się, kto na tym obszarze
w XIX i na początku X X wieku uchodził za ubogiego, kto zaś zasługiwał na mia
no dobroczyńcy. Z kolei Heike Müns snuje nader błyskotliwe rozważania na temat
stereotypów muzycznych, przejawiających się w pieśniach. Ostatni tekst tej części,
Dany Borutovej, dotyczy dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej architektury krajów
środkowoeuropejskich, w której, jak na przykład w witkiewiczowskich willach, pró¬
bowano zawrzeć pewne treści narodowe.
Kolejna część tomu to dwa artykuły o przedstawieniach Żydów, pojawiających się
w dość specyficznych tekstach. Birgit Bruns pisze mianowicie o stereotypie Żydów
w osiemnastowiecznych encyklopediach. Tobias Weger zajmuje się żydowskim Kra¬
kowem i żydowską Pragą w niemieckojęzycznych przewodnikach turystycznych.
Stereotypizacji ulegają, jak wiadomo, także procesy historyczne. Tym problemem
zajmują się autorzy następnej partii omawianej książki. Jens Breder porównuje kon¬
strukcje Wschodu i Zachodu w pracach niemieckiego historyka Ernsta Kornemanna
(1868-1946) i historyka sowieckiego Vladimira Sereeva (1883-1941). Stephan Scholz
zastanawia się nad rolą legendy apostoła Niemiec, św. Bonifacego, w dziewiętnasto
wiecznej ideologii narodowej. Rudolf Holbach pisze zaś o stereotypach zawartych
w tekstach dotyczących dziejów Hanzy, a Rainer Grübel analizuje obraz Niemiec
przedstawiony w pismach Vasilija Rozanova.
Trzy teksty składają się na następną część książki. Ich autorzy zajmują się kwe¬
stiami politycznymi z niedawnych dziejów środkowoeuropejskich. Tekst Katariny
Popelkovej nawiązuje do faktu rozpadu Czechosłowacji na Czechy i Słowację, co
wiązało się z problemem wytyczenia granic między nowymi państwami, zamieszka¬
łymi przez narody o podobnej wszakże kulturze. Eva Hahn poświęciła swój artykuł
stereotypowi Europy Wschodniej w okresie zimnej wojny. Do tego tekstu zdaje się
nawiązywać artykuł Hansa Henninga Hahna o lansowanym stereotypie wroga, o Ame¬
rykanach i nazistach w zimnowojennej propagandzie państw komunistycznych.
I wreszcie, ostatnia partia książki dotyczy stereotypów Niemców i Słowaków.
Eva Krekovicová pisze w swoim artykule o autostereotypie Słowaków i jego wyko
rzystywaniu, zwłaszcza w działalności politycznej. W drugim tekście, Duśan Śkvarny podejmuje karkołomną niekiedy próbę wyjaśnienia genezy pewnych stereotypów
funkcjonujących w słowackiej kulturze. Natomiast Magdalena Paríková mówi o tym,
jak postrzegają się wzajemnie Niemcy i Słowacy, a wymieniany już poprzednio
Hans Henning Hahn dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat Słowaków w litera¬
turze niemieckiego obszaru językowego.
Rezenzje i noty recenzyjne
365
Tak prezentuje się ów słowacko-niemiecki tom o Europie Środkowej. Można
by się zastanawiać, czy wszystkie połacie Europy Środkowej są tutaj ukazane pro
porcjonalnie. Aczkolwiek nie ma to znaczenia, gdyż książka ta nie jest monografią,
a zbiorem artykułów przyczynkarskich. Zresztą, tych przyczynków jest tu aż dwa¬
dzieścia, toteż chyba nie odczuwa się niedosytu.
Niewątpliwie na uznanie zasługuje problematyka tej zbiorowej pracy. Zajmowa¬
nie się stereotypami nastręcza częstokroć sporych trudności; ot, chociażby w toku
badań można stać się niechcący rozsadnikiem stereotypów. Badania nad stereotypa¬
mi mogą jednak przyczynić się również do ich przezwyciężenia. A są przecież takie,
które krzywdzą, utrudniają życie. Dlatego, mimo ewidentnych przeszkód, na pewno
warto podejmować studia nad tą dziedziną. W przypadku niemieckich i słowackich
autorów omawianego tomu dało to dobre rezultaty.
Grzegorz Pełczyński
Guglielmo V e r d i r a m e , Barbara H a r r e l l - B o n d , Rights in Exile. Janus¬
-FacedHumanitarianism, Berghahn Books, New York, Oxford, 2005, ss. 385.
Studia nad uchodźstwem rozwijają się intensywnie od początku lat 80. ubiegłego
wieku. W ich ramach bada się zarówno uchodźców, jak i tych, którzy uchodźcom
pomagają. W roku 1986 ukazała się pierwsza antropologiczna praca poświęcona kry
tyce działalności Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców
(dalej UNHCR) — Imposing Aid: Emergency Assistance to Refugees, napisana przez
Barbarę Harrell-Bond (1986). Dziewiętnaście lat później ta sama autorka, we współ
pracy z Guglielmo Verdirame, napisała Rights in Exile, będące udokumentowaniem
błędów i nadużyć popełnianych przez UNHCR, organizacje pozarządowe i rządy
wobec uchodźców przebywających na terytorium Kenii i Ugandy. Jest to swoiste
zderzenie się teorii z praktyką. Po jednej stronie mamy międzynarodowe prawa czło¬
wieka i prawa uchodźców, a po drugiej rzeczywistość, z którą zetknęli się bada¬
cze w ciągu trwających 4 lata systematycznych badań terenowych. Zatem nie jest
to książka łatwa ani przyjemna. Stanowi krytykę ludzi, których uważa się za „tych
dobrych", „tych szlachetnych", którzy pomagają „tamtym, biednym ludziom". Auto¬
rzy nie tyle podważają jednak sens pomocy, ale raczej odsłaniają mniej znaną twarz
humanitaryzmu na świecie.
Barbara Harrell-Bond jest antropologiem, założycielką pierwszego Refugee Stu
dies Centre, powstałego w latach 80. w Oxfordzie. Wykładała także na uniwersyte
tach w Makerere i w Kairze. Zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźstwem
i pomocą humanitarną. Jej wspomniana wyżej książka z roku 1986 otwarła całkowi¬
cie nowe pole badawcze. Rights in Exile odbiło się podobnym echem. Współautorem
tej pracy jest Guglielmo Verdirame, wykładowca prawa międzynarodowego na Uni¬
wersytecie Cambridge. Jest on jednym z wiodących ekspertów w zakresie odpowie¬
dzialności i wiarygodności ONZ oraz prawa uchodźczego.
366
Rezenzje i noty recenzyjne
Celem zarówno badań stanowiących podstawę tej pracy, jak i samej książki, jest
— jak piszą autorzy — „przeanalizowanie tego, jak międzynarodowe prawa czło¬
wieka i prawo uchodźcze jest używane w praktyce. Innymi słowy, jak międzyna
rodowa ochrona prawna przekłada się na codzienne życie uchodźców w Afryce
Wschodniej" (s. 5). U podstaw tak sformułowanego celu legło przekonanie o tym,
że prawa człowieka są uniwersalne, niezbywalne i ponadkulturowe. Powinny one,
zdaniem autorów, być podstawowym wyznacznikiem standardów pomocy świadczo¬
nej uchodźcom, a ich przestrzeganie winno być głównym probierzem adekwatności
świadczonej pomocy. Badania prowadzono w Kenii i Ugandzie. Nie jest to jednak
praca porównawcza, ale raczej próba zbadania tego samego zjawiska w dwóch róż¬
nych kontekstach.
We wstępie autorzy formułują pięć głównych tez swojej pracy. Po pierwsze,
stwierdzają oni, iż model odseparowanego obozu dla uchodźców nie tylko nie
zwiększa bezpieczeństwa osób tam mieszkających, ale tworzy przestrzeń sprzyja¬
jącą łamaniu praw człowieka. Obozy są strefą leżącą poza prawem, w której życie
regulowane jest przez prawa narzucone przez organizacje humanitarne. Zamykanie
ludzi w obozach dla uchodźców jest już samo w sobie pogwałceniem takich praw
jak możliwość swobodnego przemieszczania się czy wybór miejsca zamieszkania.
Po drugie, autorzy dowodzą, że najlepszym sposobem zagwarantowania uchodźcom
podstawowych praw jest ich społeczna i ekonomiczna integracja ze społeczeństwem
kraju goszczącego. Ukazują to na przykładzie uchodźców przybywających do Kenii
przed rokiem 1991, którzy nie zostali zmuszeni do przebywania w obozie dla uchodź¬
ców i zamieszkali w miastach kenijskich. Po trzecie, dowodzą, iż UNHCR, będący
główną organizacją sprawującą kontrolę nad uchodźcami w krajach goszczących, nie
tylko nie respektuje podstawowych praw człowieka, ale jest odpowiedzialny za tych
praw łamanie. UNHCR jest tutaj przedstawiony jako instytucja skostniała, zbiuro¬
kratyzowana i uwikłana w sieć powiązań z innymi organizacjami sponsorującymi,
rządowymi i pozarządowymi. Jest on organizacją znajdującą się poza jakąkolwiek
kontrolą. Po czwarte, rządy krajów goszczących niemal całkowicie przerzucają od¬
powiedzialność za uchodźców na UNHCR, mimo iż to one powinny formułować
i wprowadzać w życie prawa dotyczące uchodźców. Po piąte, najważniejszym czyn¬
nikiem, przyczyniającym się do łamania praw uchodźców na wielu płaszczyznach,
jest brak świadomości tego, jakie prawa uchodźcom przysługują. Ten brak wiedzy
dotyczyć ma zarówno pracowników humanitarnych, jak i samych uchodźców.
Dalsza część książki stanowi szczegółowe omówienie relacji między UNHCR,
uchodźcami, organizacjami pozarządowymi i rządami tych krajów. W rozdziale
pierwszym zarysowany został prawny i polityczny kontekst przyjmowania uchodź¬
ców w Kenii i Ugandzie. Podkreślone zostało też ogromne znaczenie UNHCR, któ¬
ry jest głównym wykonawcą polityki wobec uchodźców, oraz swoista dysproporcja
w rozkładzie sił między organizacjami międzynarodowymi i krajowymi. W kolejnych
czterech rozdziałach przedstawione są następujące po sobie stadia stawania się i bycia
uchodźcą. Wszystkie te rozdziały mają podobną strukturę. Najpierw dowiadujemy
się, jakie są obowiązki UNHCR oraz danego rządu, poznajemy obowiązujące prawa
i normy. Dalej stykamy się z całym zestawem przykładów, opisów konkretnych przy-
Rezenzje i noty recenzyjne
367
padków, w których dane prawa zostały złamane. Większość tych sytuacji to historie
uchodźców, z którymi badacze zetknęli się w trakcie swoich badań. Nierzadko są one
kontrastowane z wypowiedziami działaczy rządowych i pozarządowych. Najpierw
więc autorzy omawiają nadużycia pojawiające się w momencie przyjazdu do kraju
goszczącego, następnie — łamanie praw w momencie nadawania statusu uchodźcy,
aby w końcu przejść do problemu przebywania uchodźcy w obozie dla uchodźców
i znalezienia się pod pełną kontrolą i opieką UNHCR. W rozdziale czwartym omó¬
wione zostało łamanie praw politycznych i cywilnych, a w rozdziale piątym — praw
społecznych, ekonomicznych i kulturowych. Fakty przedstawione w tych rozdzia¬
łach, zdaniem autorów, powinny mówić same za siebie. Z analizą zebranego mate¬
riału stykamy się dopiero w rozdziale szóstym, ostatnim. Przedstawiono głównych
aktorów odpowiedzialnych pośrednio lub bezpośrednio za łamanie praw człowieka
i praw uchodźcy w Kenii i Ugandzie. Są to przede wszystkim kraje goszczące, kraje
finansujące i sponsorujące pomoc humanitarną, UNHCR i różnego rodzaju organi¬
zacje pozarządowe. Jako główną przyczynę łamania tych praw autorzy podają za¬
mknięcie w obozie dla uchodźców i postrzeganie zjawiska uchodźstwa jako czegoś
tymczasowego. Pociąga to za sobą niechęć do integrowania uchodźców i traktowanie
repatriacji jako najlepszego rozwiązania kwestii uchodźstwa.
Skoro więc treść Rights in Exile jest już znana przynajmniej w zarysie, przejdę
do oceny tej pracy. Niewątpliwie książka ta wpisuje się w ramy studiów nad uchodź¬
stwem, zarówno w ich aspekcie antropologicznym, jak i prawnym. Studia te niejako
ze swej natury są interdyscyplinarne i stąd też wynika podejście prezentowane przez
autorów. Po raz pierwszy połączono podejście prawne z antropologicznym w odnie¬
sieniu do łamania praw uchodźców przez organizacje humanitarne. Wcześniej za¬
zwyczaj pisano o skutkach przebywania w obozie dla uchodźców (np. Malkki, 1995),
0 relacjach między pracownikami UNHCR a uchodźcami (np. Loescher, 1993). Tutaj
po raz pierwszy skupiono się na łamaniu konkretnych praw człowieka.
Tezy Rights in Exile zostały zakreślone dokładnie we wstępie, natomiast w dal¬
szej części pracy podawane są konkretne dowody, mające je potwierdzać. Uważam,
że cele te udało się autorom zrealizować. Zrobili to w sposób bardzo systematyczny
1 rzetelny. Najpierw przedstawiają kontekst polityczny i prawny (bo bez konkretnych
regulacji prawnych i politycznych uchodźstwo nie byłoby tym, czym jest), pokazują
pewną idealną sytuację opartą na deklaracjach i przepisach, która następnie staje się
punktem odniesienia w prezentowaniu diametralnie od niej różnej rzeczywistości.
Przedstawione liczne dowody są logicznie uporządkowane. Na przykład w rozdziale
czwartym i piątym autorzy dzielą wszystkie prawa przysługujące ludziom na pewne
grupy: prawa polityczne, cywilne, kulturowe, ekonomiczne i społeczne. Następnie
w każdej z tej kategorii wyróżniają prawa bardziej specyficzne, np. prawo do życia,
do niebycia dyskryminowanym itp., aby ostatecznie podać przykłady łamania tych
konkretnych praw przez konkretne organizacje.
Przykłady, którymi autorzy się posługują, są analizowane dogłębnie i przy jed¬
noczesnym wzięciu pod uwagę różnych ich aspektów. W rozdziale czwartym, kiedy
poruszony został problem dyskryminacji ze względu na płeć, zwrócono uwagę nie
tylko na kontekst prawny tego zagadnienia, ale też kulturowy i społeczny. Autorzy
368
Rezenzje i noty recenzyjne
dostrzegają to, że sytuacja uchodźcza jest tak samo trudna dla obu płci, że powoduje
istotne zmiany społeczne. Moim zdaniem, ta całościowość i kompleksowość, a także
zauważanie różnych niuansów danej sytuacji, jest bardzo ważną cechą tej pracy.
Kolejnym, bardzo istotnym elementem jest ujęcie UNHCR, organizacji pozarządo
wych, rządów krajów goszczących i organizacji finansujących pomoc humanitarnąjako
aktorów, z których każdy odgrywa rolę w łamaniu praw człowieka w tym konkretnym
kontekście. Mimo iż główne oskarżenie pada na UNHCR, to oczywiste jest, że cała
sytuacja (z zamknięciem ludzi w obozach na czele) powoduje taki, a nie inny sposób
traktowania uchodźców. Powiedziałbym wręcz, że jest to swoiste odmitologizowanie
pomocy świadczonej uchodźcom. Każdy aktor tego procederu realizuje w pierwszej
kolejności swoje własne interesy, a nie interesy uchodźców. Co więcej, wszyscy oni są
uwikłani politycznie i ideologicznie, i każdy ma swoje własne przekonania, uprawo¬
mocniające podejmowanie takich, a nie innych działań. Autorzy starają się przedsta¬
wić, w sposób daleki od uproszczeń, możliwie pełny obraz tej sytuacji.
Mimo że jest to książka przede wszystkim krytyczna, to w zakończeniu pojawia
się próba podania sposobu rozwiązania sytuacji. Zdaniem autorów, o wiele lepszym
rozwiązaniem niż zamykanie w obozie, byłoby podjęcie próby integracji uchodźców
ze społeczeństwami krajów goszczących. Choć rozwiązanie to wydaje się trudne do
osiągnięcia, to jednak nadaje pewien sens całej tej krytyce. Pokazuje, że istnieje wyj¬
ście i nie zostawia czytelnika z poczuciem beznadziejności opisywanej sytuacji.
Niezależnie od atutów tej pozycji, dwa zagadnienia budzą moje szczególne wątpli¬
wości. Dotyczą one metodologii zbierania danych oraz terminologii użytej w pracy.
We wstępie autorzy stwierdzają, że jednym z podejść badawczych przez nich wy¬
korzystanych jest tzw. advocacy approach, w którym badacz stara się równocześnie
pomóc osobom badanym. W tym przypadku dotyczyło to porad prawnych, uświada¬
miania uchodźców na temat praw im przysługujących. O ile trudno jest to podejście
krytykować, to rodzi się pytanie, czy nie przyczyniło się to do swoistej jednostronno¬
ści tej pracy. Większość zebranych materiałów (choć nie wszystkie) pochodzi z wy¬
wiadów z uchodźcami. Pojawia się tutaj ogromna dysproporcja; głos został odebrany
UNHCR i organizacjom pozarządowym. Odnosi się wrażenie, że te organizacje są
bezosobowe, a jedynym celem ich istnienia jest gnębienie uchodźców. Jeżeli do tego
dodamy założenie badaczy, iż fakty mówią same za siebie, to negatywny obraz jest
już gotowy. Czy jest to jednak obraz pełny? Pominięto tu niemal całkowicie pozy¬
tywne aspekty istnienia takiej organizacji jak UNHCR.
Drugi zarzut dotyczy terminów używanych w pracy. Uchodźca, UNHCR, pomoc
humanitarna — te terminy i określenia pojawiają się niemal na każdej stronie. I mimo
że jest powiedziane, jakie dokumenty sprawiają, że Kenia i Uganda przyjmują uchodź¬
ców, to już samo słowo uchodźca wydaje się tutaj niedookreślone. Nie pojawia się ani
jedna, konkretna definicja uchodźcy. Książka dotyczy pomocy humanitarnej, ale nie
definiuje, czym ta pomoc jest. Omawiany jest UNHCR, ale brakuje szerzej zaryso
wanego podłoża politycznego czy ideologicznego tej organizacji. Te niedociągnięcia
mogą, moim zdaniem, utrudnić zrozumienie treści osobom niezwiązanym z tematem.
Czym więc jest Rights in Exile — uczciwą i rzetelną oceną działalności UNHCR
czy też systematycznym i jednostronnym zbiorem oskarżeń pod jego adresem? Pew-
Rezenzje i noty recenzyjne
369
ne jest to, iż autorzy partycypują w konkretnej ideologii i wizji świata, u której pod¬
staw leżą prawa człowieka. Zatem trudno jest nie stanąć po stronie tych, których
prawa są łamane. Niemniej wnioski autorów są poparte konkretnymi materiałami
empirycznymi — rezultatami długotrwałych badań, wywiadów i przebywania wśród
uchodźców. Jest to pierwsza tego typu praca, zatem trudno ocenić, czy, a jeśli tak, to
na ile, ten obraz jest stronniczy. Moim zdaniem, przy podanych przez autorów dowo¬
dach, tezy tej pracy jak najbardziej się bronią.
Ważne jest pokazanie całościowego obrazu pomocy humanitarnej, gdzie UNHCR
wpływa na rządy i organizacje pozarządowe, ale z kolei na UNHCR wpływają or¬
ganizacje sponsorujące. Zwrócenie uwagi na relacje sił, rywalizację o władzę nad
uchodźcami oraz realizację własnych interesów, jest w moim uznaniu najważniej¬
szym atutem tej pozycji. Sprawia to, że jest ona ważnym głosem w dyskusji na temat
zasadności pomocy humanitarnej i tego, jak j ą świadczyć, żeby nie szkodzić. Trudno
jest się zajmować uchodźstwem bez zrozumienia, jakim skomplikowanym jest ono
zjawiskiem.
Daniel Pluta
BIBLIOGRAFIA
Harrell-Bond B.E.
1986
Imposing Aid: Emergency Assistance to Refugees, Oxford University Press,
Oxford.
Malkki L.H.
1995
Purity and Exile. Violence, Memory, and National Cosmology Among Hutu
Refugees in Tanzania, The University of Chicago Press, Chicago.
Loescher G.
1993
Beyond Charity: International Cooperation and the Global Refugee Crisis,
Oxford University Press, New York, Oxford.
Gretchen E. S c h a f f t , Od rasizmu do ludobójstwa. Antropologia w Trzeciej
Rzeszy, przeł. T. Bałuk-Ulewiczowa, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskie
go, Kraków 2006, s. 272.
Udział środowiska naukowego w formułowaniu, popularyzacji oraz realizacji
projektów ludobójczych dopiero na przestrzeni ostatnich dwóch dekad stał się przed¬
miotem rzetelnych, źródłowo satysfakcjonujących badań . Pomimo upowszechnio
nego w powojennej, zachodnioeuropejskiej publicystyce poglądu o „banalnym"
— w sensie zaplecza społecznego i psychologicznych mechanizmów — charakterze
1
1
Skalę upowszechnienia w zachodnioniemieckiej historiografii i naukach społecznych perspekty
wy krytycznej pod adresem „demonicznej" wizji nazizmu prezentuje między innymi zbiór tekstów pod
redakcją H. Orłowskiego, 2000.
370
Rezenzje i noty recenzyjne
nazistowskiej praktyki społeczno-politycznej, a zwłaszcza „normalności" codzienne¬
go, powojennego funkcjonowania wiernych, lecz szeregowych wykonawców osta¬
tecznego rozwiązania, wizerunku niemieckiego środowiska naukowego przez całe
dziesięciolecia strzegła specyficzna konstrukcja myślowa, będąca użyteczną kom¬
pilacją trzech wariantów postawy obronnej. Składała się na nią sugestia rzekomej
niewiedzy akademików co do zakresu pragmatycznego zastosowania teoretycznych
rozważań i praktycznych dokonań nauki niemieckiej, wyrażane przekonanie o maso¬
wym stosowaniu przymusu i innych form presji pod adresem naukowców, oraz eks¬
ploatacja strategii, będącej twórczą adaptacją „demonicznej" interpretacji fenomenu
nazizmu. Ta ostatnia rzeczywistego sprawstwa zbrodni upatrywała w wąskiej grupie
urzędników, bezpośrednio po wojnie katarktycznie osądzonych i skazanych, których
interesowny cynizm, dezorientacja aksjologiczna lub zwykła naiwność uczyniła
zdolnymi do udziału w politycznym przedsięwzięciu propagowanym, a później rea¬
lizowanym przez Hitlera, postać w swej demoniczności niereprezentatywną, stawia¬
ną poza przyjętą na Zachodzie moralnością. Słowem — nauka Trzeciej Rzeszy wraz
z dziedzictwem wcześniejszych teorii nie była w swej istocie przyczyną czy współprzyczyną wojennej hekatomby ani tym bardziej — konkretnych działań o charakte¬
rze ludobójczym. Choć gwałtowna, na ogół bezrefleksyjna, konwersja „zwolenników
polityki Fuhrera" na jej „byłych zwolenników" stanowiła w powojennej niemieckiej
rzeczywistości zjawisko powszechne, na różne sposoby obecne po obydwu stronach
Łaby, to jednak wyłącznie środowisko akademickie zachowało — we własnej ocenie
— moralne prawo do głoszenia kategorycznych sądów moralnych.
Gretchen Schafft w książce zatytułowanej Od rasizmu do ludobójstwa. Antro
pologia w Trzeciej Rzeszy (From Racism to Genocide. Anthropology in the Third
Reich) obrała za przedmiot rozważań skalę oraz charakter uczestnictwa środowisk
antropologicznych w działaniach bezpośrednio lub pośrednio ludobójczych. Sam
tytuł rozprawy może potencjalnego czytelnika nieco zdezorientować, z dwóch po¬
wodów. Po pierwsze, zrealizowaną ambicją autorki było przedstawienie kontekstu
naukowego w perspektywie przekraczającej krótki skądinąd okres istnienia Trzeciej
Rzeszy. Przeprowadzona została prezentacja ewolucji zaplecza ideowo-badawczego
rasizmu, począwszy od bezpośrednio inspirowanych darwinizmem XIX-wiecznych
teorii, a skończywszy na współczesnej dyskusji na temat analitycznej użyteczności
czy wręcz zasadności stosowania pojęcia rasy. Ponadto, przystępujący do lektury
odbiorca, utożsamiający się w pierwszym rzędzie z dorobkiem etnografii czy etno¬
logii, może początkowo poczuć się uprawnionym do formułowania ocen zewnętrz¬
nych, będących przywilejem postronnego obserwatora — wszak pojęcia związane
z atrybutami rasy, markerami poszczególnych ras, zagadnieniami dziedziczenia
czy szczegółowe postulaty dotyczące praktycznego zastosowania eugeniki, to spe¬
cjalność antropologii fizycznej, dyscypliny naukowej badającej człowieczeństwo
w perspektywie raczej równoległej niż tożsamej z przyjętą w etnologii/antropologii
kulturowej. Byłby to jednak komfort przedwczesny i bezzasadny; autorka — istot¬
nie — koncentruje się na opisie procedur poznawczych przynależnych raczej biolo¬
gicznej perspektywie opisu człowieka, jednak podkreśla przy tym interdyscyplinarny
sposób uprawiania antropologii przed I I wojną światową, czego świadectwem było
Rezenzje i noty recenzyjne
371
między innymi powszechne w nauce tego okresu (zwłaszcza w krajach niemieckoję¬
zycznych) synonimiczne traktowanie pojęć tak dalece obecnie odmiennych znacze¬
niowo, jak „kultura" i „rasa" czy „dziedziczenie" i „enkulturacja". Terminologiczne
dyfuzje sprzyjały identyfikacji tych dziedzin nauki, tak na poziomie paradygmatu,
jak instytucjonalnej przynależności. „Mimo, że wielu antropologów określa antro
pologię mianem historii naturalnej ludzkości — zauważa Schafft — etnologię zaś
«historią kultury ludzkości», to w połowie lat 20. kwestionowano nawet to rozróż
nienie. Scheid definiuje etnologię jako «naukę o wpływie rasy na kulturę», natomiast
antropologię jako «naukę o wpływie kultury na rasę»". (s. 47). Wskutek powszech¬
nego utożsamiania tych nauk, zwłaszcza na gruncie użyteczności w konstruowaniu
teorii rasowych, nie mogą dziwić powstałe w tym czasie instytuty i komitety, łączące
— dla pożytku wspólnej sprawy — sekcje antropologiczne, genetyczne, etnologiczne, ludoznawcze oraz eugeniczne.
Jednak cel powzięty przez autorkę znacznie wykracza poza demaskatorskie
rozstrzygnięcia dotyczące skali współuczestnictwa poszczególnych dziedzin nauki
w procesie, który ostatecznie doprowadził do zorganizowanego ludobójstwa. Ponad
spekulacje tego rodzaju Schafft stawia kwestie związane z etycznymi aspektami pra¬
cy naukowej. Próbuje ustalić, jakiego rodzaju motywy skłoniły szanowanych w prze¬
szłości przedstawicieli nauki do postrzegania rzesz ludzkich — zwykle więźniów
obozowych lub mieszkańców gett — wyłącznie w perspektywie „materiału ludz¬
kiego", który mógł być „interesujący" lub „bezwartościowy", głównie w znacze¬
niu: potwierdzający ideowe założenia nazizmu, bądź z tego punktu widzenia zbędny,
a nawet wstydliwy . Problem powyższy w decydującym stopniu organizuje strukturę
publikacji oraz wyznacza strategię zastosowanej argumentacji.
Publikacja składa się z dziewięciu rozdziałów oraz epilogu, jednak w zakresie
poruszanej tematyki wskazać można cztery powiązane treściowo bloki problemowe.
Pierwszy, to szczegółowy opis praktyk badawczych przeprowadzanych na terenie
Małopolski, ze szczególnym uwzględnieniem tarnowskiego getta. Autorka najsilniej
eksponuje tutaj przedmiotowy stosunek badaczy do badanych. Zabiegiem perswazyj¬
nie udanym jest zastosowany w tym miejscu tryb sprawozdawczy, raczej stroniący
od głębokich i uogólnionych ocen moralnych. Czytelnik ma najpewniej odnieść wra¬
żenie aberracji etycznej i korporacyjnego wyłomu konkretnych badaczy-antropologów.
Kolejne części konsekwentnie obalają wstępne czytelnicze wnioski. W dalszym
toku rozważań autorka koncentruje się na genezie ideologii rasizmu oraz metodach
jej adaptacji dla celów polityki nazistowskiej, terenowych i gabinetowych dylema¬
tach dotyczących usytuowania konkretnych ras i „pod-ras" na skali odległości od
germańskiego ideału, korzyści odnoszonych przez naukę (głównie medycynę) i prze¬
mysł z faktu dysponowania rzeszami niewolników, a także technicznych i społecz¬
nych niuansach związanych z eksterminacją jednostek słabych, którą — w duchu
eugenicznej bezwzględności — stosowano także wobec upośledzonych przedstawi2
2
Na przykład, za kłopotliwe uznawano dane pozyskane w toku badań przeprowadzonych w get
tach, które obalały pogląd o istnieniu ściśle określonego i łatwo „mierzalnego" żydowskiego typu an
tropometrycznego.
372
Rezenzje i noty recenzyjne
cieli Übermenschen. Rozważania podsumowane zostały refleksją dotyczącą nauko¬
wej zasadności wykorzystywania pojęcia rasy oraz postulatami w zakresie etycznego
wymiaru prowadzenia badań w ogóle, a antropologicznych w szczególności.
Niewątpliwą zaletą książki jest rzetelna analiza źródeł, na które składa się zarów
no opublikowana wcześniej literatura przedmiotu, jak i — nade wszystko — liczne
dokumenty urzędowe, raporty i analizy z prowadzonych badań antropologicznych,
korespondencja prywatna i oficjalna badaczy oraz korespondencja prowadzona
między instytucjami. Logika wywodu imponuje żelazną konsekwencją i przejrzy¬
stością, a zastosowany w pierwszej części zabieg indywidualizujący problematykę
nieetycznych, często przy tym dyletanckich badań, metodą kontrastu wzmacnia wy¬
mowę dalszego toku rozważań, w którym zaprezentowano powszechność praktyk
prezentowanych wcześniej w trybie „studium przypadku". Pewne zastrzeżenia może
budzić celowość podręcznikowego wykładu, dotyczącego genezy zdobycia władzy
przez Hitlera. Należy uznać, że w zamyśle autorki odbiorcą tych oczywistych dla
Europejczyków faktów i spostrzeżeń miał być amerykański czytelnik, posiadający
skromniejsze rozeznanie w polityczno-społecznych realiach Niemiec lat 20. i 30.
ubiegłego wieku.
Wnioski dotyczące wiodącego problemu publikacji można zreferować w oparciu
o relacje między nauką a władzą, które, według autorki, przybierają postać wielo¬
krotnej zależności. Dziewiętnastowieczna nauka, pozostająca pod silnym wpływem
idei determinizmu, widziała siebie w roli jedynego wyraziciela Prawdy, koła zama¬
chowego Postępu, stając niejako poza etyczną oceną i dysponując względnie skrom¬
nym arsenałem narzędzi autokrytyki. Ówczesna nauka, wbrew własnym intencjom,
częstokroć przysługuje się uwznioślaniu potocznych sądów, innym razem sama sta¬
jąc się przedmiotem nieporozumień i uproszczeń. Część ustaleń z zakresu antropolo¬
gii biologicznej i nauk pokrewnych — ze swej istoty dyskusyjna i w wąskim gronie
specjalistów dyskutowana — staje się elementem wiedzy pospolitej, wolnej od epistemologicznych dylematów. W tej zbanalizowanej wersji stanowi naturalną nadbu¬
dowę władzy politycznej. Popularność sądów o charakterze rasistowskim bierze się
przede wszystkim z ich zdolności do precyzyjnego wskazywania i napiętnowania
takich sprawców traum społecznych, którzy pozostają poza grupą dominującą (wska¬
zującą). W przypadku Niemiec, w okresie następującym po I wojnie światowej, grunt
dla nazizmu wyznaczała urażona po Wielkiej Wojnie duma narodowa, odczuwalny
kryzys ekonomiczny oraz wczesna faza procesów, które doprowadziły do powstania
współczesnego „społeczeństwa ryzyka". Polityczny ośrodek, respektujący potrzebę
eksterytoriacji społecznych i jednostkowych problemów grupy dominującej, porząd¬
kujący zarazem rzeczywistość według zasad natury, zaświadczanych autorytetem
nauki, mógł w tych warunkach dziejowych oczekiwać sukcesu. W momencie dojścia
do władzy ideologii nazizmu, która najlepiej koiła społeczne niepokoje, dorobek na¬
ukowy przestał być punktem wyjścia, stając się populistycznym alibi dla utrzymy¬
wania władzy oraz akceptacji metod jej sprawowania. Wcześniejsi ideowi „nowinkarze", w drugim pokoleniu stali się filarami systemu, w którym aspekt poznawczy
miał znaczenie służebne wobec legitymistycznego potencjału empirycznych usta¬
leń. Nauki pozostające w kręgu antropologii fizycznej z przyczyn ideowych stanęły
Rezenzje i noty recenzyjne
373
w awangardzie konserwowania (i konsekrowania) społecznie użytecznych przeko¬
nań. Współcześnie trudno rozstrzygnąć — sama autorka nie podejmuje się tego za¬
dania — w jakim stopniu udział poszczególnych badaczy w działaniach legitymizu¬
jących ideologię nazizmu, a przy tym rozwiązujących doraźne kwestie społeczne,
był skutkiem rzeczywistych przekonań naukowych, a w jakim rezultatem potrzeby
prestiżu, postawy konformizmu, naiwności czy strachu. Jednak Schafft wielokrotnie
podkreśla, że badacze musieli być świadomi konsekwencji podejmowanych dzia¬
łań, a także dysponować mechanizmami racjonalizującymi praktyczne konsekwen¬
cje działań oraz badawczą nierzetelność. Autorka zgodziłaby się zapewne z opinią
Z. Baumana, stwierdzającego, iż: „holocaust pojawił się i był realizowany w naszej
nowoczesnej, racjonalistycznej społeczności, na wysokim szczeblu rozwoju naszej cy¬
wilizacji, u szczytu dokonań ludzkiej kultury" (Bauman, 1992, s. 13).
Omawianej publikacji można wprawdzie zarzucić brak pogłębionej refleksji kul¬
turowej, na przykład co do kwestii, czy traumę związaną ze skutkami funkcjono¬
wania Trzeciej Rzeszy należy pielęgnować w szczególny sposób (ku przestrodze,
ale w duchu poprawnościowym), czy też poddać swobodnym, naturalnym procesom
„zapominania" odczuwalnych skutków, które w przeciągu kilku pokoleń postawią
ją w rzędzie odległej przeszłości. Wówczas, być może — jak wiele przednowoczesnych, dobrze zorganizowanych aktów przemocy — stanie się ona tylko emocjonal¬
nie odrealnionym świadectwem technologicznej i organizacyjnej potęgi sprawców.
Trzeba jednak przyznać, że autorka, w odróżnieniu od wcześniej przywoływanego
Baumana, nie aspiruje do formułowania uogólnień tego rodzaju.
Gretchen Schafft należy do grona tych naukowców, którym procesy i cele po¬
znawcze nie przesłaniają etycznego aspektu działalności — zarówno w pracy badaw¬
czej, jak spekulatywnej. Według autorki, badania antropologiczne, pojmowane jako
szczególny przypadek badań naukowych w ogóle, mają sens jedynie wówczas, gdy
człowiek, w wersji indywidualnej i uogólnionej, jest nie tylko przedmiotem badań,
lecz także ich ostatecznym beneficjentem. Książkę polecić warto czytelnikom zain
teresowanym etycznymi aspektami pracy naukowej, społeczną historią Trzeciej Rze¬
szy, a w szczególny sposób tym wszystkim odbiorcom, którzy w swym (naukowym
i innym) działaniu doświadczają niezachwianego uczucia osobistej i korporacyjnej
niewinności.
Piotr Nowaczyk
BIBLIOGRAFIA
Bauman Z.
1992
Nowoczesność i zagłada, Fundacja Kulturalna Masada, Warszawa.
Orłowski H. (red.)
2000
Nazizm, Trzecia Rzesza a procesy modernizacji, Wydawnictwo Poznańskie,
Poznań.
374
Rezenzje i noty recenzyjne
Umberto Eco, Rakiem. Gorąca wojna i populizm mediów, przeł. J. Ugniewska, A. Wasilewska, K. Zaboklicki, W.A.B., Warszawa 2007, ss. 417.
Po raz kolejny polski czytelnik ma okazję sięgnąć po eseje autorstwa Umberta
Eco. Nowy zbiór felietonów, podobnie jak wcześniejsze Zapiski na pudełku od za
pałek (1993), to artykuły w większości publikowane we włoskich dziennikach „La
Repubblica" i „L'Espresso" oraz okolicznościowe referaty i wykłady akademickie.
Rakiem. Gorąca wojna i populizm mediów stanowią teksty napisane w latach 2000¬
-2005. Autor zawarł efekt sześcioletnich obserwacji otaczającego go świata w 92
esejach, które pogrupował w osiem tematycznych rozdziałów: I. Wojna, pokój i coś
jeszcze; II. Kroniki pewnego reżimu; III. Powrót do wielkiej gry; IV. Powrót do kru
cjat; V. Summa i cała reszta; VI. Obrona rasy; VII. Starajmy się przynajmniej dobrze
bawić; VIII. Zmierzch początku tysiąclecia. Kryteria wyboru treści składających się
na tę książkę zostały zasygnalizowane już w samym tytule. Są nimi wydarzenia poli¬
tyczne oraz zjawisko nazwane przez Eco „reżimem medialnego populizmu". W jaki
sposób jednak należy tłumaczyć pierwszą część tytułu Rakiem? Otóż włoski semiolog zauważa głęboki regres zarówno w postawach i zachowaniach ze sfery politycz¬
nej, jak też w dziedzinie techniki komunikacji masowej. Współczesny rozwój tech¬
nologii w dziedzinie przekazu jest przez autora nazywany „triumfalnym powrotem
do Galaktyki Gutenberga" (s. 61). Wyznaczają go kolejne -wynalazki: pilot telewizyj
ny, dzięki któremu można wyłączyć dźwięk; wideo dające możliwość zatrzymania
lub cofnięcia obrazu; Internet oparty głównie na informacji pisanej; iPod, w którym
przekaz audio góruje nad wizualnym, i w końcu powrót do nadawania przez kabel po
latach transmisji w eterze. Pewnego rodzaju „regres" dostrzega też Eco, spoglądając
na mapę polityczną Europy. Rozpad Związku Radzieckiego, upadek muru berlińskie
go czy podział Jugosławii przywróciły układ geograficzny co najmniej sprzed pół¬
wiecza. Eco, komentując bieżące wydarzenia, często odwołuje się do tego, co mia¬
ło już miejsce w przeszłości. Pewne porównania czy reminiscencje mogą wydawać
się przesadzone i zbyt odległe zarówno z punktu widzenia historii, jak i położenia
geograficznego. Jednakże głębsza analiza tekstu pozwala czytelnikowi na odnale¬
zienie wielu analogii. Nie zapominajmy, że Eco mówi o sobie, iż teraźniejszość zna
wyłącznie z ekranu telewizyjnego, natomiast średniowiecze — bezpośrednio. Nie
powinno więc nikogo dziwić, że autor pisząc o czasach nam współczesnych i za¬
istniałych w nich problemach, przywołuje historyczne wątki z epoki antycznej (Jak
zawrzeć umowę z Rzymianami), opisuje wyprawy krzyżowe (Powrót do krucjat),
cytuje średniowiecznych teologów (O duszy embrionów) i oświeceniowych myśli
cieli (Krucyfiks, normy i obyczaje), czy przytacza powstałe przed wiekami, ale ciągle
żywe legendy (Uwierzyć Danowi Brownowi). Nie brak też tu tekstów o charakterze
satyrycznym. Eco zamieszcza je w przedostatnim rozdziale, którego tytuł zdaje się
także radą dla czytelnika. „Starajmy się przynajmniej dobrze bawić" — proponuje
autor i snuje humorystyczne opowieści, których bohaterem jest Silvio Berlusconi
i prowadzona przez niego polityka. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że włoski
semiolog poprzez satyrę narzuca kolejną formę refleksji i zwraca uwagę na ważność
poruszonych przez siebie problemów. Eco nie stroni także od stawiania hipotez co
Rezenzje i noty recenzyjne
375
do przyszłości i wydawania odważnych sądów na temat zdarzeń, które mogą się
dopiero wydarzyć (Zmierzchpoczątku tysiąclecia). Co ciekawe jednak, wcześniejsze
teksty publicystyczne pokazały, że często ma on rację, przewidując rozwój pewnych
sytuacji (Zapiski na pudełku od zapałek). Z tym większym zainteresowaniem i uwagą
należałoby przyjrzeć się treściom zawartym w omawianej książce.
Refleksje na temat interesujących Eco zagadnień są podstawą do tworzenia przez
niego nowych pojęć. Widać to na przykładzie pierwszej części, obejmującej teksty
mówiące o aktualnie toczących się wojnach. Autor analizuje powody, dla których
zostały one wszczęte, sposoby ich prowadzenia, postawy przyjęte przez wrogie sobie
strony, a także możliwości rozwiązania tychże sporów. Punktem wyjścia są dla Eco
wydarzenia z 11 września 2001 roku, które miały miejsce w Stanach Zjednoczo¬
nych. Zamachy terrorystyczne z tego dnia wyznaczają, według włoskiego semio¬
tyka, erę nowego rodzaju konfliktów zbrojnych. Autor określa to zjawisko mianem
Wojny Nowego Typu. Jest ona rządzona całkowicie nowymi regułami w odróżnieniu
od wojen dotychczas prowadzonych. Przede wszystkim wróg nie jest precyzyjnie
określony. Stany Zjednoczone jako państwo, które odpowiedziało na atak, deklarują,
że nie prowadzą wojny z narodem irackim czy afgańskim, ale z organizacjami ter¬
rorystycznymi, których członkowie ukrywają się na terytoriach owych państw. Nie¬
przyjaciel zataja swoją tożsamość i atakuje z ukrycia, więc nie dochodzi nigdy do
starć frontalnych pomiędzy walczącymi ze sobą stronami. W Wojnę Nowego Typu
zaangażowane są międzynarodowe koncerny, które dzięki prowadzonym operacjom
militarnym tracą potencjalne możliwości zarobkowania (na przykład linie lotnicze)
lub też się bogacą (na przykład producenci broni). W związku z tym wywierają one
naciski na rządy uwikłane w działania wojenne, co prowadzi do podporządkowania
strategii wojennej interesom gospodarki kapitalistycznej. Kolejną regułą Wojny No¬
wego Typu jest zasada, że ofiary powinny się pojawiać tylko po stronie przeciwnika,
przy czym nie powinno ich także być zbyt dużo. Natomiast żołnierze NATO są bez¬
pieczni, a jeśli już dojdzie do straty w ludziach, to jest to zawsze sytuacja nadzwy¬
czajna. Ogromną rolę w trakcie trwania nowego typu konfliktu zbrojnego odgrywają
też media, a w szczególności serwisy informacyjne. Każda agencja prasowa czy sta¬
cja telewizyjna wysyła w rejon działań bojowych swoich korespondentów. Relacje
na żywo z „linii frontu" kształtują opinię światową i bezpośrednio przekładają się na
sympatie polityczne, a te zaś na wyniki wyborów. Co więcej, media są udostępnia¬
ne przeciwnikowi, aby i on mógł wypowiedzieć swoje racje. Wojna Nowego Typu
jest więc również produktem medialnym, co nadaje jej kolejny charakterystyczny
rys: „media musiały wprowadzić do logiki wojennej zasadę maksymalnego szczęścia
albo ofiary minimalnej. Jednakże wojna, która nie zakłada ofiary i przestrzega zasady
maksymalnego szczęścia, musi trwać krótko" (s. 20). Jest to więc wojna krótkotrwa¬
ła. Konkluzja Eco zamykająca definicję tego pojęcia zawiera smutną refleksję na
temat wojny globalnej, która prowadzona w epoce globalizacji musiałaby zakończyć
się klęską wszystkich ludzi na naszej planecie.
Drugim z pojęć wprowadzonych przez włoskiego semiotyka na kartach tej książ¬
ki jest termin określony jako „reżim medialnego populizmu", który jest także obecny
w tytule pracy. Autor poświęca temu zjawisku eseje zawarte w drugiej części zbioru.
376
Rezenzje i noty recenzyjne
Pojęcie to wyrasta z poczynionych przez Eco obserwacji włoskiej sceny politycznej.
W 2001 roku we Włoszech na czele państwa stanął Silvio Berlusconi — właściciel
koncernu medialnego Medianet. To właśnie sposób przejęcia i sprawowania władzy
przez Berlusconiego Eco nazywa „reżimem medialnego populizmu". Równocześnie
precyzuje słowa „reżim" i „populizm", które w tym kontekście przybierają swoi¬
ste znaczenie. Reżimem w tym rozumieniu jest system rządów osobistych oparty na
populizmie, czyli bezpośrednim kontakcie pomiędzy charyzmatycznym przywódcą
a masami. Populizm to, w tym przypadku, apel do ludu. Berlusconi, jako zwycięzca
powszechnych i demokratycznych wyborów, czuje się wybrańcem ludu. Utożsamia
on swoje racje i zamiary z wolą owego ludu, który go wybrał. Mając nieograniczony
dostęp do środków masowego przekazu — jako ich właściciel — bez trudności kon¬
taktuje się ze swymi wyborcami, a także oponentami, których dopuszcza do głosu,
ale w sposób kontrolowany. Jest to medialna dyktatura. Reżim medialny daje złudne
poczucie wolności słowa, poprzez sterowanie wypowiedziami osób będących w opo¬
zycji. Poczucie, że można mieć odmienne zdanie niż to, które mają będący u władzy,
podtrzymywane jest przez brak cenzury i istnienie opozycyjnych gazet. Nie stanowi
to jednak żadnego zagrożenia dla reżimu medialnego populizmu, gdyż, jak słusznie
— zdaniem Eco — zauważył Berlusconi, ludzie nie czytają gazet, ale za to oglądają
telewizję.
Kolejnym z pojęć zasługujących na uwagę, a skonstruowanym w eseju Utrata
prywatności, jest figura Wiejskiego Nierozumnego. Jako pierwowzór posłużyła Eco
postać niegdysiejszego Wiejskiego Głupka, wpisująca się do niedawna w prowin
cjonalny pejzaż. Wiejski Głupek był traktowany przez swych ziomków w sposób
dość pobłażliwy, a jako niepełnosprawny psychicznie, a często też i fizycznie, sta¬
nowił obiekt żartów lokalnej społeczności. „Dzisiejszy nierozumny z telewizyjnej
wioski" (s. 102) dobrowolnie przyjmuje na siebie rolę głupka, który zabawia swoimi
przeżyciami oglądających go telewidzów. Im szczegółowiej obnaża on swoje intym¬
ne sekrety, które przestają być tajemnicą, tym większą ma oglądalność. Dlatego też
Wiejski Nierozumny bez zażenowania opowiada o problemach, z którymi się bory¬
ka w małżeństwie czy rodzinie, a nawet czyni różne gesty — kiedyś uznawane za
nieprzystojne — co przysparza mu dodatkowej popularności. Ten rodzaj ekshibi¬
cjonizmu rozpowszechniany przez media dzięki różnym talk-show, staje się wzo¬
rem do naśladowania. Nagrodą za publiczne uzewnętrznianie się jest popularność
i honoraria od telewizyjnych producentów. Zjawisko to pokazuje, że zmieniają się
normy społeczno-kulturowe. Zachowania, które kiedyś były uznawane za wstydli¬
we i godne potępienia, dzisiaj są akceptowane i znajdują poklask u współczesnego
widza. W szerszym zaś ujęciu jest to dobrowolna rezygnacja z własnej prywatno¬
ści i ci, którzy chcą ją naruszyć, nie popełniają w takiej sytuacji dużego nadużycia.
Ochrona prywatności i figura Wiejskiego Nierozumnego to zagadnienia nie tylko ze
sfery moralności, ale też istniejące jako problem antropologiczno-kulturowy, którego
postrzeganie zmieniło się diametralnie w ostatnim czasie.
Omówione przykłady pokazują, że każda wypowiedź Eco, bez względu na to, do
kogo jest skierowana i jaką formę przybiera (felietonu czy naukowej rozprawy), jest
okazją do tego, aby poruszony temat potraktować poważnie i z należytą mu uwagą.
Rezenzje i noty recenzyjne
377
Pomimo że eseje zebrane w Rakiem... mają charakter wybitnie publicystyczny, to
jednak ich autor nie poprzestaje jedynie na wskazaniu problemu. Jego naukowa pasja
i dociekliwość sprawiają, że odkrywa on przed czytelnikami coraz głębsze pozio¬
my rozumienia i oceny zjawiska, na temat którego się wypowiada. Pomocne w tym
są jego wielka erudycja i rozległa wiedza. Przegląd tematów tej książki pokazuje,
że włoski semiolog potrafi z każdego problemu uczynić interesującą opowieść dla
przeciętnego czytelnika „L'Espresso". Liczne odniesienia do historii, socjologii czy
antropologii nie oznaczają, że książka skierowana jest tylko do specjalistów w tych
dziedzinach. Nie brak tu też ostrzeżeń wynikających z refleksji nad aktualną epoką
wojny i medialnego populizmu (Zmierzch początku tysiąclecia): „Śni mi się, że na
stępuje globalny blackout, który paraliżuje cały cywilizowany świat, i w szalonym
poszukiwaniu ludzi odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, a także z chęci odparcia
zagrożenia rozpętuje się wojna globalna" (s. 381). Ale już nieco dalej można odna¬
leźć bardziej optymistyczny ton: „budzę się ze swojego snu z wielkim niepokojem
i — prawdę mówiąc — mam nadzieję, że się nie spełni" (s. 384).
Czytelnicy Rakiem. Gorąca wojna i populizm mediów z pewnością tę nadzieję
będą podzielać.
Agnieszka Prycik
Barbara G l o w c z e w s k i , Rêves en colère avec les Aborigènes
Plon, Paris 2004, ss. 436.
australiens,
Antropologia rodzi się z ciekawości świata i ludzi. Bywa też, że przeistacza się
w fascynację odmienną kulturą, językiem, wierzeniami. Dla antropologa, który popa
da w taki dyskurs, „obca" kultura staje się tak samo ważna, o ile nawet nie ważniej
sza i bliższa niż jego własna. Marc Augé taki rodzaj antropologii nazwał „osobistą"
i „eksperymentalną". Wcześniejsi antropolodzy sugerowali, iż „osobista" antropo
logia to antropologia „zaangażowana", a według Michela Lerisa każda antropologia
i pisarstwo z niej wynikłe jest „intymnym dziennikiem" podróży po kulturach obcej
i własnej. Dychotomia między scjentystycznym dystansem a bliskim i wnikliwym
poznaniem „Innego" wpisana jest w kontekst etnologicznych badań. Taki rodzaj
„osobistych" studiów prezentuje na pewno książka Barbary Glowczewski, Rêves en
colère avec les Aborigènes australiens. Glowczewski opisała w niej swoje etnogra
ficzne doświadczenia zdobyte wśród australijskich plemion, a szczególnie u Warlpiri.
Nie jest to jednak tylko antropologiczna historia o Warlpiri. Francuska etnolożka
„podróżuje" mianowicie po całym północno-zachodnim obszarze Australii. Wstęp
książki otwiera cytat ze znanej powieści Stanisława I. Witkiewicza, Nienasycenie,
którego fragment i sam tytuł dzieła oddają cel i sposób prowadzenia antropologicznej
narracji przez Glowczewski. Nienasycenie, według Autorki, można by odczytać jako
ciągłe pragnienie zrozumienia najważniejszych kulturowych sensów przenikających
378
Rezenzje i noty recenzyjne
świat australijskich Aborygenów. Jest motywem przewodnim, który odnaleźć można
niemal w każdym z rozdziałów książki. Jak określiła to sama Autorka, jej publikacja
poświęcona została „projekcji mentalnej" (projection mentale), czynionej przez lu¬
dzi, których na swojej drodze spotkała.
Rêves en colère avec les Aborigènes australiens jest książką specyficzną. Co spra
wia, że jest ona wyjątkowa, i że czyta się ją jak znakomitą powieść? Poczynię tutaj
kilka uogólnień. Po pierwsze, składa się z czterech ksiąg — odrębnych opowieści:
Księga I dotyczy ludności półwyspu Dampier, Księga I I — ludności zamieszkującej
płaskowyż Kimberley, Księga III — grup osiadłych na pustyni Tanami, oraz Księga IV
— ludności rozmieszczonej na ziemi Arnhem. Każda z tych części poświęcona jest
konkretnym ludom: Yawuru, Ngarinyin, Warlpiri i Yolngu. Po drugie, książka ta nie
rezygnuje z „literackości", to znaczy tworzą j ą interesujące opisy kultury, ale także
dialogi z informatorami i bezpośrednie rozmowy między nimi. Momentami nasuwa
się analogia ze znakomitą książką innego francuskiego etnologa, mianowicie Bóg
wody. Rozmowy z Ogotemmelim autorstwa Marcela Griaule'a. Prócz tego Glowczewski, podobnie jak wspomniany Griaule, udokumentowała swoją pracę licznymi
fotografiami, ilustracjami i mapami. Po trzecie, Autorka pomimo literackiego podej¬
ścia udowadnia wartość (niejako „samą w sobie") klasycznego antropologicznego
paradygmatu badawczego — doświadczania terenu. Glowczewski bowiem prowadzi
własne badania nad ludami Australii już od lat 70. minionego wieku, a Rêves en
colère avec les Aborigènes australiens wydaje się podsumowaniem i ukoronowa¬
niem tej wieloletniej pracy. Po czwarte zaś, podejście Autorki bez przerwy oscyluje
pomiędzy wyraźnym zaangażowaniem się w sprawy autochtonów, a dążeniem do
obiektywnego i „chłodnego" spojrzenia naukowca na kwestie wymiany międzykul¬
turowej, tożsamości, ekonomii, sztuki, kosmologii czy hybrydyzacji kultury. To na¬
pięcie między perspektywą subiektywną a naukową pozwoliło Autorce na wytworze¬
nie zażyłej, niemal intymnej, relacji z Czytelnikiem — antropologiem i tym, który
„tylko" interesuje się światem i jego kulturami.
W swojej publikacji Barbara Glowczewski zwróciła uwagę na wiele problemów,
które dotknęły społeczności przez nią opisywane. Za szczególnie ważne uznałbym
kwestie polityki narodowej Australii, na tle której dość jaskrawo prezentują się
sprawy autochtonów. Autorka omawia między innymi tworzenie rezerwatów i póź¬
niejsze uznanie Aborygenów w referendum z 1967 roku za prawowitych obywateli
australijskich i całkiem współczesne protesty na rzecz nabycia i poszerzania praw
przez rdzenną ludność Australii. Sporo miejsca poświęca też rodzimej sztuce, która
nie tylko uwikłana jest w sieć rozmaitych mitów, wierzeń, obyczajów, ale również
wpasowała się w kulturę narodową czy wreszcie konsumpcyjną i popularną. Cha¬
rakterystyczne „kropkowane" malarstwo Aborygenów zaczęło osiągać wysokie ceny
na aukcjach i w galeriach. Dziś przedostało się poza granice etniczne i narodowe,
i w końcu inkorporowane zostało w globalną cyrkulację wytworów kultury. Podobny
los dotknął też muzykę, czego dobrym przykładem są europejskie zespoły grające na
didżeridu. Ten tradycyjny instrument, używany w ceremoniach przez Yolngu i inne
grupy Aborygenów na północy, stał się od pewnego czasu popularny w świecie. Mu¬
zyka tradycyjna zaczęła inspirować muzykę światową.
Rezenzje i noty recenzyjne
379
W książce nie brakuje też bardziej klasycznych dla antropologii tematów, takich
jak pokrewieństwo, mitologia, szamanizm i totemizm, czy sposoby zawierania mał¬
żeństw. Olbrzymia różnorodność podejmowanych wątków czyni z Rêves en colère
avec les Aborigènes australiens doskonałą lekturę przekrojową dotyczącą kultur
kontynentu Australii. Jednocześnie poszczególne obserwacje, które czyni Autorka,
posiadają wyjątkowo solidny fundament teoretyczny — mamy w nich do czynienia
z przybliżeniem lub raczej weryfikacją niektórych sądów dokonanych na gruncie
socjologizmu Durkheima, strukturalizmu Lévi-Straussa, marksizmu Godeliera, kognitywizmu czy socjobiologii. Glowczewski, opisując chociażby religijność Aboryge¬
nów, odwołuje się do Durkheimowskiej koncepcji „form pierwotnych religii" uka¬
zując jej uniwersalność i wartość operacyjną. Innym razem zaś podejmuje tematykę
klasyfikacji pożywienia u Warlpiri, szukając wyjaśnień w materialistycznym ujęciu
kultury względem „nowej socjobiologii". To pozwala szerzej interpretować doko¬
nania francuskiej badaczki i spoglądać na nie z różnych perspektyw teoretycznych
i metodologicznych, które wysuwa współczesna antropologia kulturowa.
Adam Pomieciński
Chris Hann, „Not the Horse We Wanted!". Postsocialism, Neoliberalism, and
Euroasia, Lit-Verlag, Munster 2006, s.292.
Praca Chrisa Hanna ,Not the Horse We Wanted!". Postsocialism, Neoliberalism,
and Euroasia (Nie tego konia chcieliśmy! Postsocjalizm, Neoliberalizm i Eurazja)
jest zbiorem tekstów, opartych o wygłoszone wykłady i opublikowane wcześniej ra¬
porty. Omówienie zacznę od wyjaśnienia tytułu, perspektywy terytorialnej i czaso¬
wej. Powiedzenie: „Nie tego konia chcieliśmy" wyraża brak satysfakcji oraz brak
kontroli nad zmianami, które zaszły podczas procesów transformacji na Węgrzech.
Paradoksalnie, użył go Vince Kovâcs, który przewodniczył lokalnemu Komitetowi
Reorganizacji Gruntów w Tâzlâr, czyli kierował procesem wprowadzania zmian
we własnej społeczności. Autor podkreśla wagę perspektywy terytorialnej opartej
o Eurazję — której jednak nie definiuje — oraz ujęcia longue durée (długie trwanie)
w studiach nad społecznościami. Hann postuluje zatem badania nad Eurazją, gdyż
przyjęcie takiej perspektywy umożliwia analizę podobieństw oraz wzajemnych kon¬
taktów między Wschodem a Zachodem, ułatwia nawiązania do badań nad historią
świata oraz umożliwia dalszy rozwój antropologii. Hann proponuje też przyjęcie pię¬
ciu perspektyw czasowych w studiach nad postsocjalistyczną Eurazją: okres po 1989
roku, socjalizm, czasy przedsocjalistyczne, czas wcześniejszy na styku historii i ar¬
cheologii oraz okres paleolitu. To nie oznacza bynajmniej prostego łączenia stwier¬
dzenia „nie tego konia chcieliśmy" ze znaczeniem koni w paleolitycznych dziejach
Eurazji.
380
Rezenzje i noty recenzyjne
Chris Hann jest dyrektorem Max Planck Institute for Social Anthropology w Hal
le/Salle. Jego najbardziej znane prace to monografie: o Tâzlâr na Węgrzech (Tâzlâr:
a village in Hungary), o Wisłoku w Polsce (A Village Without Solidarity) i Anatolii
w Turcji (7ea and the Domestication of the Turkish State); prace dotyczące metod
i stanu badań antropologicznych (zwłaszcza: The Skeleton at the Feast i Teach Your¬
selfAnthropology). Hann jest także redaktorem i współautorem szeregu prac dotyczą
cych zmian od lat 80. XX wieku, których pełna lista znajduje się pod koniec przedsta
wianej pracy. Warto też wspomnieć o publikacji z 2005 roku, pod tytułem Studying
Peoples in the People 's Democracies (Studiujący w demokracjach ludowych), która
przedstawia rozwój antropologii w Europie Środkowowschodniej w okresie realnego
socjalizmu.
We wstępie omawianej pracy autor przedstawia swoją pozycję w badaniach nad
transformacją oraz argumenty przemawiające za używaniem pojęcia Eurazja ipostsocjalizm. Hann jest zwolennikiem lokalnych, pogłębionych studiów etnograficznych,
które powinny się zajmować, cytuję, „każdym aspektem ludzkiego życia". Takie ba¬
dania powinny się jednak odnosić do szerszych zagadnień, a konkretnie ukazywać
miejsce postsocjalistycznych społeczeństw w historii światowej. Zdaniem autora,
terminpostsocjalizm umożliwia nazwanie zjawiska — „unikatowego eksperymentu
społecznego" — lecz nie daje podstaw jego analizy. Hann także zauważa, że pomimo
odmienności krajów objętych tą nazwą warto je porównywać, gdyż postsocjalistyczna Eurazja przechodzi podobne procesy związane z globalizacją i neoliberalizmem.
Próbę porównań podejmuje więc autor w niektórych rozdziałach omawianej pracy.
Książka składa się z dwóch części, zatytułowanych: „Property, Work, Exploita
tion" („Własność, praca, wyzysk") oraz „Religion, Ethnicity, Citizenship" („Religia,
etniczność obywatelstwo"), których tytuły pokazują wielość wątków tej publikacji.
W rozdziale drugim - „The Tragedy of the Privates: Efficiency, Equity, and Justi
ce in the Postsocialist Eurasian Countryside" („Tragedia właścicieli: efektywność,
wartość i sprawiedliwość na wsi postsocjalistycznej Eurazji") — autor omawia rolę
własności w krajach postsocjalistycznych, jest przy tym zwolennikiem szerokiego
rozumienia tego pojęcia (własność ziemi, ale też dostęp do różnych dóbr material¬
nych, usług itp.). Hann twierdzi, że istotną rolę odgrywa szereg specyficznych lokal¬
nych działań, podejmowanych przez państwo, wymuszanych przez rynek i lokalne
instytucje zarządzające. Wprowadzanie nowych praw własności, tylko i wyłącznie
przez odwołanie do „sprawiedliwości dziejowej", nie jest „jedyną słuszną drogą",
a pragmatyzm, zwracanie uwagi na teraźniejszość i przyszłość mogą być równie
istotnymi czynnikami.
Rozdział trzeci, nawiązujący tytułem do tytułu całej książki i najdłuższy w pra¬
cy, jest moim zdaniem rozdziałem kluczowym. Dotyczy on procedur prywatyzacji
i sposobów jej legitymizacji w Tâzlâr na Węgrzech. Analiza oparta jest o badania te¬
renowe przeprowadzone w 2001 roku, przy czym autor odwołuje się też do własnych
badań prowadzonych w latach 70. XX wieku oraz wizyt w kolejnych dekadach. Na
tej podstawie powstało ciekawe studium społeczności lokalnej, opisujące warunki
naturalne i gospodarkę w czasach panowania Habsburgów, wczesnego XX wieku,
okresie realnego socjalizmu oraz po transformacji ustrojowej. W Tâzlâr — węgierski
Rezenzje i noty recenzyjne
381
typ kołchozów (termelôszôvetkezet) nie zastąpił własności prywatnej — w latach
masowej kolektywizacji (60. XX wieku) rolnicy zostali zmuszeni do włączenia się
do „wspólnoty produkcyjnej 'Pokój'", co jednak nie stanowiło przeszkody w dalszej
pracy we własnych gospodarstwach. Stosunkowo liberalna polityka gospodarcza wo¬
bec „wspólnot" oraz wspieranie przez państwo sprzedaży win niskiej jakości, produ¬
kowanych m.in. w Tâzlâr, zapewniły mieszkańcom relatywny dobrobyt.
Sytuacja uległa znacznym zmianom po 1989 roku: „wspólnota produkcyjna"
została rozwiązana, ziemia podzielona między mieszkańców według udziałów,
rozpoczęły się sprawy sądowe o podział ziemi, a uprawa roli i hodowla zwierząt
stały się zajęciem nielicznych mieszkańców. W 2001 roku większość mieszkańców
utrzymywała się z emerytur i wynagrodzeń za pracę (ok. 70%), część mieszkań¬
ców uzyskiwała dochód dzięki nielegalnej pracy w Niemczech, wsparciu państwa
dla programów zalesiania oraz produkcji chałupniczej. Rozmowy z mieszkańcami
wsi na temat zmian praw własności często przeradzały się w dyskusje nad innymi
aspektami transformacji: gorszymi warunkami pracy, brakiem gwarancji pracy, sub¬
sydiów mieszkaniowych, bezpłatnej służby zdrowia czy lekarstw. Jedynie kilka osób
w Tâzlâr skorzystało w widoczny sposób na transformacji ustrojowej. Ironią wydaje
się fakt, że więcej osób doświadczało dobrobytu w ustroju socjalistycznym niż postsocjalistycznym. Socjalistyczny nacisk na produkcję i pragmatyczne kompromisy,
w odróżnieniu od obecnego nacisku na prawa własności i procedury prawne, cieszył
się większym wsparciem mieszkańców gdyż jego rezultatem była poprawa jakości
życia w Tâzlâr i na Węgrzech.
W rozdziale czwartym, zatytułowanym „Proper Peasants, Stakhanovites, and the
Lilies of the Field: Work and Time in Anthropological Perspective" („Prawdziwi
rolnicy, stachanowcy, lilie polne : Praca i czas w perspektywie antropologicznej"),
Hann porusza takie zagadnienia jak studia nad pracą w okresie przedprzemysłowym,
przemiany pracy w okresie transformacji ustrojowej na Węgrzech oraz podejście an¬
tropologów do problematyki związanej z pracą w późnych społeczeństwach prze¬
mysłowych (na przykładzie wschodniej części Niemiec). Hann kontrastuje osoby
pracujące (w przemyśle i na roli) z niepracującymi (jak lilie polne) Romami. Więk¬
szość społeczeństwa obwinia Romów za ich trudną sytuację materialną, choć jest ona
również wynikiem dyskryminacji i przesądów. Jak pisze Hann, nie tylko Romowie
są pokrzywdzeni wskutek transformacji, inną grupą są bezrobotni. Jeden z wniosków
końcowych rozdziału dotyczy zatem roli stałej i płatnej pracy, która sprzyja kształto¬
waniu pozytywnej tożsamości, podczas gdy jej brak może prowadzić do pustki.
Rozdział piąty „Transforming Peasants: Exploitation and Neoliberal Markets in
Four Societies" („Przekształcenie chłopów. Wyzysk i neo-liberalne rynki w czterech
społeczeństwach") przedstawia zmieniające się społeczności rolnicze na przykładzie
Węgier, Turcji, Chin i Polski od późnych lat 70. XX wieku. Badania prowadzone były
w społecznościach wiejskich, m.in. w Wisłoku Wielkim w Polsce. Autor przedstawił
tezę, że definiowanie chłopstwa jako ludności konsumującej głównie to, co ona wy1
1
„I dlaczego troszczycie się tak bardzo o odzież? Spójrzcie na lilie polne, jak rosną, choć nie pracują
ani przędą" Mt 6: 28, Pismo Święte Nowego Testamentu, tłumaczył z języka greckiego ks. prof. dr Sewe
ryn Kowalski, Instytut Wydawniczy „PAX", Warszawa 1957.
382
Rezenzje i noty recenzyjne
twarza, jest nieaktualne, gdyż charakter gospodarki chłopskiej zmienił się znacząco
w każdym z omawianych krajów. Ponadto wskazuje na coraz większe różnicowanie
chłopów pod względem sytuacjifinansoweji nadal istniejący wyzysk (obecnie czꜬ
ciej w ramach gospodarstw, a nie przez klasy czy grupy posiadające). Ciekawe jest
porównywanie rozwoju gospodarki chłopskiej w krajach, których historia i kultura
są tak odmienne.
Część druga pracy, zatytułowana „Religion, Ethnicity, Citizenship" („Religia,
etniczność, obywatelstwo"), obejmuje rozdziały dotyczące społeczeństwa obywa¬
telskiego, Kościoła unickiego (greckokatolickiego), historii i etniczności w Anatolii
oraz tożsamości we współczesnych „polifonicznych" społeczeństwach. Tak różno¬
rodna tematyka przedstawiona jest przez Chrisa Hanna na podstawie badań etnogra
ficznych w Polsce, na Węgrzech i w Turcji oraz literatury. Rozdział szósty to analiza
pojęcia społeczeństwo obywatelskie. Autor krytykuje prace badawcze redukujące
je do stowarzyszeń (NGO's) i proponuje szerokie ujęcie, w którym społeczeństwo
obywatelskie jest formowane przez różne formy relacji między obywatelami, oby¬
watelem a władzą itd. Rozdział siódmy „Greek Catholicism Today" („Grekokatolicyzm dzisiaj") przedstawia historię Kościoła greckokatolickiego oraz niedawne
konflikty wokół Kościołów greckokatolickich przejętych przez Kościół rzymsko¬
katolicki, m.in. w Przemyślu. Istnienie Kościoła unickiego jest dla autora potwier¬
dzeniem tezy o niesłuszności podziału Europy na Wschód i Zachód. Według niego
takie klasyfikacje niosą za sobą ograniczenia, ponieważ pomijają zjawiska istniejące
w sferze pomiędzy, współistnienia bądź pokrywania się dwóch kategorii (Wschód
i Zachód).
W kolejnym, dziewiątym rozdziale autor rozważa kwestię etniczności, sugerując,
że traktowanie tejże jako podstawy tożsamości (za Barthem) nie jest obecnie wystar¬
czające, gdyż nie wyjaśnia ona całego kontekstu. W ostatnim rozdziale autor podej¬
muje temat tożsamości na podstawie swoich badań i doświadczeń oraz kwestionuje
teorię, sformułowaną przez Ernesta Gellnera, o państwie narodowym jako idealnym
typie organizacji. Teoria ta, przedstawiona w pracy Narody i nacjonalizm (wydanie
polskie w 1991 r., oryginał w 1983 r.), głosi, że tylko państwo narodowe spełnia ocze¬
kiwania i wymogi ponowoczesnych społeczeństw. Hann wskazuje jednak na istnie¬
nie grup mniejszościowych, jednostek i społeczności z wieloma tożsamościami, czy
próbach tworzenia wielogłosowych tożsamości, w ramach choćby Unii Europejskiej.
Na koniec dwie uwagi krytyczne. Wielość wątków przedstawionych w dziesięciu
rozdziałach prowadzi jednak w niektórych przypadkach do uproszczonego przed¬
stawiania tematu, być może jest to wynikiem ograniczenia związanego z objętością
publikacji. Wydaje się, że sięgniecie do opracowań w językach ojczystych krajów
postsocjalistycznych znacznie wzbogaciłoby analizę. Przykładowo analiza transfor¬
macji społeczności chłopskich w Polsce, na Węgrzech, w Chinach i Turcji ma czę¬
sto charakter impresyjny, nie poparty badaniami terenowymi czy odniesieniem do
istniejącej już literatury. Drugim mankamentem pracy jest zachowanie oryginalnej
treści wygłoszonych wykładów (np. „organizatorzy tej konferencji poprosili mnie
o wygłoszenie wykładu...") bądź opublikowanych tekstów oraz rzadkie odniesienia
między poszczególnymi rozdziałami.
Rezenzje i noty recenzyjne
383
Książka „Not the Horse We Wanted!" obejmuje bardzo dużą liczbę zagadnień, po
stulatów badawczych, danych etnograficznych z różnych części świata i odniesień do
istniejącej literatury na temat transformacji w postsocjalistycznych społeczeństwach
(sama bibliografia obejmuje ponad 400 pozycji, w większości w języku angielskim,
ponadto niemieckim i węgierskim). Dzięki takiemu wielowątkowemu ujęciu tema¬
tu autor rozbudza w czytelniku zainteresowanie społecznościami chłopskimi, trans¬
formacją, podobieństwami i różnicami między krajami postsocjalistycznymi oraz
wskazuje na zagadnienia badawcze, które mogą stać się podstawą dalszych badań
antropologów.
Izabella Main
Agnieszka C h w i e d u k , Alzatczycy. Dylematy tożsamości, Wydawnictwo
Naukowe U A M , Poznań 2006, ss. 244.
Wobec ubóstwa badań prowadzonych przez krajowych antropologów wśród lu¬
dów Europy Zachodniej, każda pozycja dotycząca tego obszaru jest na wagę złota;
książka Agnieszki Chwieduk, poznańskiej antropolożki i romanistki, to właśnie taki
przypadek. Traktuje ona o przemianach tożsamości Alzatczyków, grupy pochodzenia
germańskiego, która — zamieszkując pogranicze francusko-niemiecko-szwajcarskie
— znajdowała się naprzemiennie (począwszy od wyłączenia z Świętego Cesarstwa
Rzymskiego) pod panowaniem Francji (1648-1871, 1918-1939, od 1945 do dziś) lub
Niemiec (1871-1918, 1939-1945). Autorka próbuje uchwycić procesualny charakter
alzackiej tożsamości na podstawie równolegle prowadzonych w latach 1992, 1997¬
-1998, 1999 badań terenowych i etnohistorycznych. Opracowanie stanowi poprawio¬
ne i skrócone wydanie rozprawy doktorskiej.
Formalnie praca zbudowana jest z czterech rozdziałów i obszernego wprowadze¬
nia (a także podsumowania wraz z zestawem aneksów), w zasadzie jednak jej struk¬
tura jest dwuczłonowa: część pierwsza (do rozdziału drugiego włącznie) omawia
kwestie natury teoretycznej, o tytułowych dylematach alzackiej tożsamości traktuje
zaś pozostała część studium. Całość opracowania przenikają dwie perspektywy cza¬
sowe — do czynienia tu mamy nie tylko z prezentacją wyników badań, lecz również
z (samo)krytyką wcześniejszego podejścia antropologicznego.
Przyjrzyjmy się zawartości poszczególnych partii książki. We wprowadzeniu
zatytułowanym „O sześciu istotnych sprawach na początek", na pierwszym planie
znajdujemy informacje wstępne (dotyczące m.in. zastosowanej metody czy wyko¬
rzystanych źródeł); rolę tła pełnią uwagi krytyczne, których ostrze wymierzone jest
w stronę metodologiczno-metodyczną pracy. Wychodząc z założenia, że słowa sta¬
nowią odzwierciedlenie rzeczywistości, Autorka posługiwała się metodą wywiadów
pogłębionych; obecnie odrzuca ona to zbyt socjologiczne podejście, ponieważ „py¬
tając o (...) kulturę, pytamy [tylko] o wyobrażenia, idee, zawarte w słowach" (s. 16),
384
Rezenzje i noty recenzyjne
tymczasem o zjawiskach świadczy nie tylko warstwa deklaratywna, lecz również
zachowania, szczególnie nawykowe. Badania kultury nie powinny polegać więc tyl¬
ko na pytaniu, lecz na „wielopoziomowym doświadczaniu", tj. „procesie pełnego
partycypowania w życiu danej grupy" (s. 11), którego celem nie ma być „śledzenie
wyobrażeń", lecz „uchwycenie mechanizmów, których badacz jest dodatkowym,
«obcym» elementem prowokującym do odpowiednich zachowań odsłaniających
różnice międzykulturowe" (s. 13).
Rozdział pierwszy, czyli „Tożsamość — pomiędzy koncepcją a rzeczywistością",
stanowi zaplecze pojęciowe pracy. Koncepcję tożsamości E. Ardenera Autorka „roz¬
bija" na dwa poziomy: tożsamość kulturową, „dotyczącą zachowań nawykowych",
oraz tożsamość etniczną, czyli „wykreowane przez elity wyobrażenie" (s. 34). Szcze¬
góły tego ujęcia przedstawione są w dwóch polemikach: z „klasyczną" definicją toż
samości kulturowej rozumianej jako „wybór" oraz z obiektywistyczną wizją „wyróż¬
ników" (w oparciu o koncepcję grupy etnicznej F. Bartha). W przypadku pogranicza
— w kontekście unifikacji Europy — A. Chwieduk orzeka o jego zmienności w cza
sie, wyróżniając „pogranicze konfliktu", „kiedy to dochodzi do starcia na danym
obszarze całych etnosów o odmiennych wzorcach kulturowych" (s. 57), oraz „po
granicze współpracy", które charakteryzuje „bezkonfliktowe przenikanie się kultur"
(s. 58). Na koniec podkreślona zostaje równoczesność zjawisk: „regionalizmu", któ¬
ry jest „postawą afirmującą wartości kulturowe występujące w danym, wydzielonym
obszarze, czyli regionie", oraz „regionalizacji", oznaczającej „podział określonego
obszaru geograficznego na mniejsze jednostki terytorialne" (s. 64).
Kolejny rozdział, „Alzatczycy — wyróżniki grupy etnicznej", omawia kwestie
języka „alzackiego", granic regionu oraz zmityzowanej przeszłości grupy (problem
nazewnictwa regionu i grupy potraktowano skrótowo), stanowi więc rozwinięcie
poprzedniej partii książki. W przypadku Alzatczyków trudno o określony wyróżnik
językowy, ponieważ posługują się oni językiem niemieckim i/lub językiem francu
skim i/lub lokalną odmianą języka niemieckiego (promowaną przez elity jako „dia
lekt alzacki") — o specyfice grupy stanowi więc raczej jej trójjęzyczność. Odrębność
regionu to nie tylko konsekwencja odosobnienia geograficznego (naturalne granice
regionu tworzą Wogezy i Ren), ale również podziału administracyjnego oraz miej¬
sca zajmowanego w przestrzeni symbolicznej (peryferie). Odmienność tę dodatkowo
wzmaga wyobrażenie o specyficznym, mieszanym (germańsko-romańskim) pocho
dzeniu mieszkańców Alzacji.
Z rozdziałem trzecim przechodzimy do właściwej części pracy. „Pogranicze kon¬
fliktu" traktuje o tożsamości Alzatczyków historycznych, trwających na „linii og
nia" między „jedynymi słusznymi bytami" (s. 113) Francją i Niemcami, przy czym
ramy czasowe zawężone są do czasów „intensywnej zmiany" (1871-1945), w ciągu
których Alzacja czterokrotnie i „wahadłowo" zmieniała przynależność terytorialną.
Opierając się głównie na źródłach pisanych, Autorka śledzi postawy alzackich elit
(literatów) wobec alternatywy „bycia Niemcem" albo „bycia Francuzem". Okazuje
się, że w zmiennych warunkach politycznych każdy wybór pociąga za sobą naprzemian represje i przywileje, których „suma" nie tylko owocuje zjawiskami na skalę
ogólnoalzacką (exodus, konflikt międzypokoleniowy, językowy i/lub polityczny czy
Rezenzje i noty recenzyjne
385
walka elit o autonomię), lecz prowadzi w finale do zbiorowego „rozdwojenia kultu
rowego" (s. 117).
Ostatni rozdział książki — „Pogranicze współpracy" — opowiada o tożsamości
Alzatczyków współczesnych; tożsamości wyraźnie odmiennej, bo niedwubiegunowej. Powojenny antagonizm alzacko-francuski (wynikający z rzekomo proniemie¬
ckich sympatii całej Alzacji) wobec procesu jednoczenia się Europy traci na znaczeniu
— postępująca regionalizacja prowadzi do rewitalizacji pozytywnie wartościowanej
alzackości, która ufundowana jest na folkloryzmie i twórczości w dialekcie (w przy¬
padku elit) oraz kultywowaniu zachowań nawykowych (w przypadku „zwykłego"
mieszkańca regionu). Równocześnie Alzatczyków cechuje „syndrom Europejczy¬
ka", polegający na „kulturowym niezdecydowaniu w sprecyzowaniu więzi szerszej
niż więź z regionem" (s. 193). Na tym tle Autorka zwraca uwagę na rozdźwięk mię¬
dzy deklarowanym kosmopolityzmem Alzatczyków a poparciem — najsilniejszym
w skali Francji — udzielonym populiście J.-M. Le Penowi podczas wyborów pre
zydenckich w 1995 roku oraz na przypadki „ukrywania" alzackości. Okazuje się, że
alzackie „rozdwojenie" (mimo zmiany charakteru pogranicza) nie zanikło, a jedynie
przybrało inną postać, którą A. Chwieduk nazywa „niezdecydowaniem".
Pora dokonać krytycznego omówienia recenzowanej pozycji. O jej wartości — poza
wzmiankowaną na początku unikatowością przedmiotu badawczego — świadczy rów¬
nież (może nawet przede wszystkim) przedstawiony przez Autorkę program badawczy.
Powszechnie praktykowane w kraju podejście metodologiczne zasadza się na analizie
deklaracji dokonanych przez respondentów (nader często przedstawicieli lokalnych
elit), w związku z czym polskie badania terenowe zdeterminowane są przez szuka¬
nie „wiedzących" (przemieszczanie się) i ich wypytywanie (słuchanie). Posługując
się metodą pogłębionego wywiadu, badacz (który spisuje głównie racjonalizacje) nie
ma ani czasu na nawiązanie głębszych relacji ze swoimi informatorami, ani okazji na
głębszą obserwację praktykowanych przez nich zachowań nawykowych, co rozstrzyga
o dość powierzchownym poznaniu badanych ludzi i ich kultury. Inaczej rzecz wyglą¬
da w przypadku antropologów zachodnich, którzy nie ograniczają się do prowadzenia
wywiadów, lecz skupiają się na nawiązywaniu z „obcymi" bliskich kontaktów (uczest¬
niczenie) i doświadczaniu (obserwowanie) otaczającej ich rzeczywistości, co odbywa
się na drodze „osiadłego" trybu życia antropologa i w konsekwencji umożliwia głębsze
zrozumienie danej (mikro)kultury. Postulat badań na drodze interakcji wskazuje więc
kierunek podążania za światową antropologią i jako taki posiada wartość bezcenną;
należy przy tym zastrzec, że powyższe założenia nie zostały przez autorkę wcielone
w życie i to stanowi największy mankament studium.
Kolejnym minusem opracowania jest brak definicji tak ważkich (w kontekście
„programu" Autorki) pojęć jak „nawyk" czy „interakcja", niemniej jednak niedo¬
ciągnięcia w tym zakresie wynagradza Czytelnikowi (i to z nawiązką) teoretyczne
ujęcie tożsamości. Orzeczenie istnienia dwóch poziomów tego zjawiska to fakt o nie¬
banalnym znaczeniu, ale to tylko przysłowiowy wierzchołek góry lodowej, ponieważ
redefinicja klasycznego pojęcia tożsamości kulturowej stanowi próbę sprecyzowania
przedmiotu badawczego dyscypliny. Antropologiczne badania tożsamości w kraju
polegają na analizie konstruktów ideologicznych (mówionych i pisanych), nie róż-
386
Rezenzje i noty recenzyjne
nią się więc niczym od studiów podejmowanych przez przedstawicieli innych nauk
humanistycznych (socjologów, historyków, pedagogów i in.); zainteresowanie się
zachowaniami pozainstytucjonalnymi, poświęcenie uwagi życiu codziennemu, jest
tym samym równoznaczne z wyznaczeniem przedmiotowej odrębności polskiej an¬
tropologii.
Poświęćmy jeszcze kilka zdań stronie językowej opracowania. Bardzo liczne
przypadki użycia na jego stronicach trybu przypuszczającego odczytać chyba na¬
leży jako świadomość braku obiektywności poznania, natomiast liczne cudzysłowy
— które zaznaczają nie tylko słowa padające z ust respondentów (w oryginale i prze¬
kładzie), ale i kategorie opisu: zarówno terminy naukowe (np. „tutejszość"), jak i me
tafory (np. „wahadło") — jako świadectwo refleksji nad literackim wymiarem etno
grafii z jednej strony, a z drugiej — precyzji opowieści. Taki sposób konstruowania
tekstu nie rozwiązuje oczywiście problemu tzw. kryzysu przedstawiania, propozycja
warta jest jednak głębszego namysłu, zwłaszcza że alternatyw jak na lekarstwo. Przy
okazji warto zwrócić uwagę na dygresyjny i wielowątkowy styl narracji, bardziej
„syntetyczny" niż „analityczny", który wydaje się dowodzić „kobiecej ręki". Jeśli
to nie tylko stereotyp, a tego nie podejmuję się rozstrzygnąć, to książka Autorki jest
cenna również o tyle, że pod względem formy stanowi nieczęsto spotkany w kraju
przykład antropologii feministycznej.
Podsumowując, praca Agnieszki Chwieduk to dzieło nowatorskie i choćby tylko
z tego względu godne uwagi. O jego wartości nie stanowi jednak „zwykła" odmien¬
ność myśli, lecz jej głębia, która ukazuje możliwość przezwyciężenia drążącego od
dłuższego czasu antropologię kryzysu, dotyczącego metody, przedmiotu badań i spo¬
sobu opisu. Pominięcie recenzowanej pozycji milczeniem byłoby ze szkodą nie dla
samej pracy czy Autorki, lecz dla polskich studiów etnicznych.
Mariusz Filip
Tibor R e m i a s, In memoriam Derenk, Dominium Bt., Miskolc,Budapest,
t. 1, 2004, ss. 142; t. 2, 2005, ss. 142; t. 3, 2007, ss. 304.
Derenk to nieistniejąca już polska wieś w północno-wschodniej części Węgier.
Założona na wyludnionych terenach tzw. Nowych Ziem w roku 1717, została zli¬
kwidowana przez władze węgierskie w roku 1943, a jej mieszkańców przesiedlono
na inne tereny, głównie do wsi Andrastanya, Szajoszentpeter, a przede wszystkim
Istvanmajor. Zwłaszcza ta ostatnia miejscowość wzbudziła zainteresowanie węgier¬
skich i polskich językoznawców i etnografów, ukazało się kilka artykułów w obu
językach, a w roku 1981 Ewa Krasińska i Ryszard Kantor opublikowali książkę Po
tomkowie osadników z Polski we wsiach Derenk i Istvanmajor na Węgrzech. Wszyst¬
kie jednak prace opierające się na relacjach żyjących jeszcze Derenczan dotyczyły
ich losów w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, równocześnie przekazywane były
też przez ludzi, którzy Derenk opuścili przed kilkudziesięciu laty. Dane o dalszej
Rezenzje i noty recenzyjne
387
przeszłości opierały się na legendach, które w Derenczanach widziały czasem osad¬
ników z czasów króla Beli IV i wojen tureckich bądź potomków kuruców z cza¬
sów powstania Ferenca Rakoczego, a tylko niekiedy zwykłych osadników polskich
(„Lendzieli"), pochodzących gdzieś spod Krakowa (w rzeczywistości z pogranicza
Podhala i Spisza), których Eszterhazy osiedlił w swych włościach. Dopiero w latach
2004-2007, przy pomocy Samorządu Polskiej Mniejszości na Węgrzech, ukazała się
trzytomowa praca Tibora Remiasa, węgierskiego historyka, wywodzącego się z ro¬
dziny polskich mieszkańców Derenku. Przebadał on księgi parafialne wszystkich
parafii, do których w ciągu swej ponad dwuwiekowej przeszłości należał Derenk
(Bódvaszilas, Jablonca, Szadalmas, Szógliget). Obecnie znajdują się one w archi
wach państwowych węgierskich i słowackich oraz w parafiach należących do diece¬
zji egerskiej na Węgrzech i rożnowskiej na Słowacji. Dotarcie do tych dokumentów
nie zawsze było łatwe, nie wszędzie chciano udostępniać stare dokumenty kościelne.
W wyniku poszukiwań, w roku 2004 autor wydał pierwszy tom trzyczęściowej mo
nografii historycznej, zatytułowany In memoriam Derenk, z podtytulem: A derenki
lengyelseg nyomaban. A temetókutatas eredmenyei az egyhazi halotti anyakónyvek
alapjan („Śladami polskich mieszkańców Derenku. Wyniki badań cmentarnych na
podstawie kościelnych ksiąg zgonów"), zawierający dane 1865 osób pochowanych
na derenczańskim cmentarzu od roku 1789 (wcześniejsze dane się nie zachowały) do
roku 1940. Tom drugi, wydany w roku 2005 z podtytułem: A derenki lengyelseg kapesolatrendszere a hazasultak egyhazi anyakónyvei tukreben („Krąg powiązań polskiej
ludności Derenku w świetle kościelnych ksiąg ślubów") zawiera dane o 720 ślubach
zawartych w Derenku w latach 1751-1943. Tom trzeci, z podtytułem A derenki lengy
elseg nyomaban za egyhazi szuletesi ill, keresztelesi anyakónyvek alapjan (1724-1943)
(„Śladami polskich mieszkańców Derenku. Na podstawie kościelnych ksiąg urodzeń
i chrztów [1724-1943]"), opublikowany w 2007 roku, zawiera informacje o 2966 dzie¬
ciach tam urodzonych, jak również o przystępujących do bierzmowania. Każdy z tych
tomów, obok dokładnego wyciągu z ksiąg parafialnych, obejmuje obszerny komentarz
po węgiersku i jego tłumaczenie na język polski, dokonane przez Konrada Sutarskiego
— byłego przewodniczącego Samorządu Polskiej Mniejszości na Węgrzech, a obecnie
dyrektora Archiwum i Muzeum Węgierskiej Polonii w Budapeszcie. Nie są to tylko
zbiory nazwisk i imion, lecz — jak to autor podkreśla — źródło faktograficzne, umoż¬
liwiające wgląd w świat życia i zwyczajów derenckich Polaków.
Dane zawarte w tych księgach pozwalają na dość dokładne odtworzenie bytu tej
niewielkiej polskiej kolonii. Pierwotny stan społeczny i gospodarczy jej mieszkańców
jest jasno określony — niemal wszyscy byli chłopami pańszczyźnianymi (jobbagy),
nieliczni chłopami posiadającymi jedynie działki (telkes) oraz bezrolnymi (zseller),
w księgach prowadzonych po łacinie zapisani zostali jako rusticus, coloni lub plebei. W latach 1837-1843 pojawia się bardziej neutralne określenie nemtelen, czyli „nie
szlachcic", a od roku 1848 zanika termin jabbagy, spotykany jednakże, choć już coraz
rzadziej, do 1880 roku, a zastępowany przez fóldmuves lub (po łacinie) — agricola,
czyli rolnik. Dopiero od lat czterdziestych występuje określenie gazda, gospodarz lub
nawet gazdaember, większy gospodarz, co świadczy o istnieniu pewnego zróżnicowa¬
nia społecznego wsi i powstaniu grupy zamożnych rolników.
388
Rezenzje i noty recenzyjne
Derenczanie zajmowali się, oprócz rolnictwa, także pasterstwem, toteż niejed¬
nokrotnie spotyka się wzmianki o pasterzach pasztor, a nawet o specjalizacji w tym
zawodzie — tehenpasztor, pasterz krów, okorpasztor, pasterz wołów, juhasz, pasterz
owiec, kanasz, czyli pasterz świń, czy csikós, pasterz koni (o wypasie koni świad¬
czy też pastwisko nazywane „Kobulyanka", znajdujące się na planach wsi będących
obecnie w opracowywaniu Remiasa). Do tej grupy zaliczyć też trzeba stajennego,
lovasz. Ponieważ wszyscy występują w okresie istnienia pańszczyzny, nie wiadomo,
czy świadczyli swe usługi społeczności wiejskiej, czy też pracowali dla właściciela
dóbr.
Na cmentarzu derenczańskim znajdują się również groby leśników, mają oni jed¬
nak przeważnie węgierskie nazwiska, byli mieszkańcami sąsiedniej osady Vidumaj,
gdzie mieściła się administracja leśna.
Rzemiosło we wsi nie było licznie reprezentowane. W księdze zmarłych zanoto¬
wano od roku 1812 do1893 ślusarza, krawca i dwóch szewców, dopiero na początku
XX wieku napotykamy większe zróżnicowanie zawodowe — pojawia się stolarz,
murarz, ślusarz, kołodziej, cyrulik, rusznikarz, a także pracownicy kolejowi, mimo
że Derenk leży daleko od linii kolejowej. W tym też okresie pojawiają się miejscowi
kupcy (kereskedó, mercenarius) oraz napszamos, czyli robotnicy dniówkowi.
Porównując dane z księgi zgonów (1865 osób pochowanych na derenczańskim
cmentarzu) i księgi urodzeń (2966 osób), dostrzec można dużą dysproporcję między
narodzinami a zgonami, spowodowaną nie tylko faktem, że księga chrztów rozpo¬
czyna się w roku 1724, a księga zgonów w roku 1789, a zatem brak informacji
0 zgonach w okresie 65 lat. Fakt, że w wielu przypadkach nie odnotowano zgonów
kilkudniowych dzieci (notatka o tym była zapisywana przy akcie chrztu) również nie
usprawiedliwia tak wielkiej różnicy między urodzinami a zgonami. Wpłynęła na nią
niewątpliwie emigracja - nawet do Ameryki, jak również śmierć z dala od Derenku.
1 tak na przykład, w czasie pierwszej wojny światowej w Derenku zmarło 12 doro¬
słych kobiet i tylko 6 dorosłych mężczyzn.
Brak, niestety, danych o emigracji z Derenku, natomiast wśród przybyszy parokrot¬
nie wspomniane są osoby przybyłe z Galicji, wymieniani są też nauczyciele (Węgrzy),
pojawia się organista (prawdopodobnie pełniący również obowiązki nauczyciela bądź
sekretarza gminnego) oraz Cyganie, określani nieraz jako neo-coloni bądź uj-magyar
— „Nowowęgrzy" (przez pewien czas próbowano tym określeniem zastąpić słowo Cy¬
gan), którzy niejednokrotnie wżeniali się w rodziny derenczańskie. Kilkakrotnie spo¬
tyka się też wzmianki o wędrownych żebrakach, którzy zmarli w Derenku. Z innych
źródeł wiadomo, że we wsi były żydowskie karczmy, jednak ze względów oczywistych
brak o nich i o ich właścicielach wzmianek w aktach kościelnych.
Świat derenczańskich Polaków był zamknięty i endogamiczny, małżeństwa były
najczęściej zawierane wewnątrz tej społeczności (na 720 zarejestrowanych ślubów,
tylko w 92 przypadkach narzeczona, a w 170 — narzeczony, pochodzili spoza Derenku), tym bardziej rzadkie były małżeństwa zawierane z osobami wyznającymi inne
religie. Były dwa małżeństwa katolicko-kalwińskie oraz pięć katolicko-luterańskich.
Ponadto zawarto 13 małżeństw z katolikami obrządku unickiego, zaliczonych błęd¬
nie przez Remiasa do międzywyznaniowych. Dzieci nieślubnych było około 4,5 %,
Rezenzje i noty recenzyjne
389
jednakże bliższa analiza księgi chrztów wykazuje, że znaczna część nieślubnych
dzieci była pochodzenia cygańskiego.
Remias w swej pracy przeprowadza analizę występujących w Derenku nazwisk
i nadawanych dzieciom imion. Prawie połowie dziewcząt nadano imię Maria, po¬
nadto często pojawiały się imiona Anna, Katarzyna i nieco rzadziej Elżbieta. Do¬
piero w XX wieku przybyło trochę nowych imion. Chłopców nazywano najczęściej
imionami: Andrzej, Jan, Maciej, Jerzy, Marcin i Jakub. W XIX i XX wieku przybyli:
Józef, Stefan i Władysław. Dwa ostatnie imiona są bardzo popularne na Węgrzech
(Istvan, Laszló), ponieważ jednak w księgach kościelnych były one zapisywane w ję¬
zyku węgierskim, nie wiadomo, w jakiej wersji były używane w środowisku derenczańskim.
Polskie brzmienie nazwisk i ich polska pisownia wkrótce się zatracały; tak na
przykład Chudy powoli zmienił się w Chudi, a następnie w Hudi, natomiast Woda
w Voda. Nazwisko Kowal jeszcze w roku 1761 pisano jako Koval, ale już w roku
1788 jako Kovacz, w innym miejscu „Kovacz alias Toporczi". W paru przypadkach
nazwiska mogą wskazywać, że ich nosiciele byli Słowakami, a nawet Czechami.
Typowo polskie są Kopka czy Kuchta; ważne dla ustalenia pochodzenia ludności
są takie nazwiska jak Spisak, Krakovszki, Lapscanszka lub Krosznitzky, sugerujące
pochodzenie ze spiskich Łapsz oraz z Krośnicy nad Dunajcem.
Często podawane w księdze zgonów informacje o przyczynach śmierci mogą stać
się materiałem do studiów nad stanem zdrowotnym mieszkańców Derenku, przyj¬
mując oczywiście założenie, że prowadzący księgi parafialne mieli dostateczne roze¬
znanie w chorobach trapiących Derenczan (pominąwszy naturalnie epidemie cholery
w latach 1831 i 1873).
In memoriam Derenk daje wgląd w historię polskiego osadnictwa na Węgrzech.
Dzieło to pozwala na zrekonstruowanie historii mieszkańców tej wsi i odkrycie, z któ¬
rych konkretnie spiskich i podhalańskich parafii wywodziła się większość jej miesz¬
kańców. Gdyby Remias na tym poprzestał, na pewno też pozostałby we wdzięcznej
pamięci wszystkich, którzy interesują się historią polskiego wychodźstwa. Ale — jak
zapowiada — ma to być dopiero początek, zamierza bowiem napisać kompletną
monografię historyczną Derenku.
Janusz Kamocki
Halina M i e l i c k a, Antropologia świąt i świętowania, Wydawnictwo Aka
demii Świętokrzyskiej, Kielce 2006, ss. 290.
Halina Mielicka jest już autorką książki Kultura obyczajowa wsi kieleckiej XIX
i XX wieku (1995), skryptu Podstawy socjologii. Mikrostruktury społeczne (2002)
oraz wyboru tekstów Socjologia wychowania. Wybór tekstów (2000). Jej najnow
sza publikacja to Antropologia świąt i świętowania, która jest kontynuacją badań
podjętych już w pierwszej publikacji, acz przyznać trzeba, że idących o wiele dalej
390
Rezenzje i noty recenzyjne
i wielce przekształconych. Tematyka publikacji wskazuje, że wątek obyczajowości
i religijności (ludowej) wybija się w jej twórczości na plan pierwszy.
Autorka ma ambicję przedstawienia w sposób całościowy tytułowego zagadnie
nia. Kompleksowość polega miedzy innymi na czerpaniu inspiracji z takich dziedzin
wiedzy, jak filozofia, teologia, socjologia, religioznawstwo i etnologia. W trakcie lek¬
tury możemy również zapoznać się z aspektami symbolicznymi, językowymi, psy¬
chologicznymi, funkcjonalnymi i doświadczeniowymi święta i świętowania. Święto
rozpatrywane jest w swym wymiarze ziemskim i transcendentnym, a także w wielości
form jego objawiania się w życiu. Zastosowane metody interpretacyjne uwzględnia¬
ją i fenomenologię, i hermeneutykę, i metody semiotyczne, i analizę funkcjonalną.
Krótko mówiąc, Halina Mielicka pociąga za wiele sznurków, a ta mnogość nasuwa
pytanie, czy w tym teatrzyku ruchy poruszanych lalek są skoordynowane, a przedsta¬
wienie ma swój scenariusz?
Ogólny zarys robi wrażenie dobrze przemyślanej całości. Mielicka rozpoczyna
swe dzieło od określenia przedmiotu badań. Wychodzi z dobrze znanego i powiela
nego w literaturze założenia, iż sacrum iprofanum to dwa odrębne rodzaje rzeczywi
stości. Święto łączy się z tą pierwszą sferą, przeto analizować je trzeba w kategoriach
właściwych dla świętości. To założenie wsparte jest następną ideą, a mianowicie, że
rzeczywistość empiryczna podporządkowana jest nadprzyrodzonej, albowiem w tej
ostatniej lokowane są wartości ostateczne, nadające sens działaniom w innych obsza¬
rach. Przedstawicielkę nauk społecznych interesuje świat poznawalny empirycznie.
Oznacza to, iż nie wypowiada się ona w kwestiach istnienia sacrum jako takiego, lecz
„tylko" o wyobrażeniach na jego temat i o sposobach jego objawiania się, na przy¬
kład w koncepcji święta i praktyce świętowania. Analiza takich kategorii jak czas,
przestrzeń, i postrzeganie wzorów zachowań pozwala na odróżnienie sakralnego od
codziennego. Jest to tradycja widzenia tego zagadnienia, której korzenie znajdujemy
już w podejściu Emila Durkheima i Rudolfa Otto. Sacrum i profanum można rów
nież odróżnić przez prześledzenie etymologii tych słów. Sposobem dystynkcji czasu
święta i czasu zwykłego okazuje się także zakaz pracy, przeciwstawiony nakazowi
pracy oraz szczególny rytualizm świętowania. Dywagacje te prowadzą do wniosku,
że święto „to taki aspekt rzeczywistości, który tworzy odrębną sferę doświadczeń
odnoszonych do codzienności, ale pozwalających przekraczać kategorie czasu, prze¬
strzeni i obowiązujących norm na poziomie działań indywidualnych, społecznych
i kulturowych" (s. 26). Świętowanie zaś, „to powszechnie obowiązująca i powszech¬
nie akceptowana forma uczestniczenia w tym, co niecodzienne, niepowtarzalne ze
względu na odniesienie do wartości porządkujących rzeczywistość, a jednocześnie
zgodny z tradycją sposób realizowania idei, którym przypisywane są szczególne zna¬
czenia społeczne" (s. 28). Uzbrojeni w tak zdefiniowane pojęcia tytułowe wyrusza¬
my w podróż przez gęsty las koncepcji i podejść, przez który prowadzi nas Autorka.
Stara prawda fenomenologiczna mówi nam, że trudno oddzielić rzeczywistość
od sposobów jej ujawniania się; inaczej, problematyczne jest odróżnienie subiek¬
tywnego od obiektywnego. Zabieg redukcji fenomenologicznej konieczny jest także
w przypadku święta. Poruszając więc problem świętości, fenomenolodzy zawieszają
sądy oparte jedynie na empirii, a szukają „sedna sprawy". Rudolf Otto, Gerardus van
Rezenzje i noty recenzyjne
391
der Leeuw i Mircea Eliade włożyli wiele wysiłku w pokazanie metodą fenomeno¬
logiczną tego, co Durkheim starał się udowodnić empiryczną metodą socjologiczną
— że sacrum i profanum to dwie ontologicznie różne sfery. Niemniej, i dla „mor¬
fologów sacrum", i dla empirycznych socjologów ta dwoistość zostaje przełamana,
albowiem zawsze nadrzędne „hierofaniczne objawia się w sferze profanum" (s. 33)
i dlatego sacrum daje się badać. W tej perspektywie, za Leszkiem Kołakowskim,
powiedzieć możemy, iż święto jest społecznie regulowanym sposobem obiektywi¬
zacji subiektywnych doznań religijnych. (Jednak nie sposób się dowiedzieć, skąd
biorą się owe doznania religijne; czyż ich źródłem nie jest internalizowana kultura,
która wszak tworzy się nieustannie w praktyce społecznej?). Nadzwyczajne sacrum
ma pewne cechy, które Paul Ricoeur charakteryzuje w pięciu punktach, począwszy
od jego numinotyczności, a skończywszy na zasadniczej jedności świata sakralnego
i ziemskiego. To skłania do wniosku, iż święto ma zarówno charakter racjonalno-praktyczny, jak i irracjonalno-wierzeniowy, jakoż i pełni przy tym szereg funkcji
indywidualnych, społecznych i kulturowych. Daje się interpretować jako system
ideologiczny, utylitarny, komunikacyjny oraz ludyczny. Można też przeprowadzić
typologię świąt, w których szereg rytuałów składa się na obrzęd, a obrzędy z kolei
tworzą ceremoniały. Jednocześnie ceremonie to wyznaczane kulturowo zachowania,
które są celem samym w sobie, zaś uroczystości mają określone cele (szkoda, iż
autorka nie wspomina się w tym miejscu o podobnym pomyśle Bronisława Mali¬
nowskiego, dla którego celowość odróżniała rytuał magiczny od stanowiącego „cel
sam w sobie" rytuału religijnego). Zdaniem Mielickiej religię i religijność da się też
umieścić w trzech światach Karla Poppera. Świat trzeci, to religia zobiektywizowana
i zinstytucjonalizowana, świat drugi to subiektywne wyobrażenie tego, co uznaje się
za prawdę obiektywną, zaś religijność stanowi tu łącznik ze światem pierwszym.
Światy te można też podzielić na świat porządku naturalnego przeciwstawionego
światu nadprzyrodzonemu, na światy społeczny i religijno-magiczny. Religia i reli¬
gijność mają przy tym do spełnienia funkcje organiczne (np. poznawczą czy eduka¬
cyjną), osobowościowe (inaczej psychologiczne), integrujące społecznie i kulturowe.
Prowadzi to do wniosku, że „podstawową funkcją świąt jest utrzymywanie tradycji
i ciągłości pokoleniowej danego społeczeństwa. Funkcja ta zaspokaja potrzeby zwią¬
zane z poczuciem tożsamości kulturowej, wzmacnia poczucie wspólnoty i odrębno¬
ści w stosunku do przedstawicieli innych kultur" (s. 60).
Ludzie wyrażają transcendentne za pomocą znaków i symboli. Kolejna par¬
tia pracy poświęcona jest więc symbolice świętowania. Autorka wtajemnicza nas
w skomplikowaną materię semiotyki, odwołując się przy tym do ustaleń Jerze¬
go Pelca, Izydory Dąbskiej, Sergieja Awierincewa, Umberta Eco, Rolanda Bartha,
Terence'a Hawkesa, Paula Ricouera, Claude'a Levi-Straussa, by wymienić najważ¬
niejsze postacie, a w kwestii samego „rozumienia" — do ustaleń Hansa-Georga
Gadamera i , poniekąd dla kontrastu, Jana Marii Bocheńskiego. Dowiadujemy się
0 różnicach między znakiem a symbolem, o archetypach, o znakach analogizujących
1 arbitralnych, o syntagmie i paradygmie, wreszcie o wielości znaczeń i znaczeniu
wyobraźni symbolicznej. Kody symboliczne mogą być ograniczone (denotacyjne)
i rozszerzone (konotacyjne). Właśnie tę drugą cechę podzielają język i symbolika
392
Rezenzje i noty recenzyjne
religijna. Przedsądy (Gadamerowska wspólnota, która jest źródłem rozumu) nadają
sens działaniom religijnym. Charakteryzując logikę religii, Mielicka podąża tropem
Paula Tillicha, Louisa Dupre i Georgesa Duranda, podkreślając unikatowość symboli
religijnych, ich ambiwalencję oraz kosmiczny, oniryczny i poetycki charakter. Przy
tym wiara religijna „przybiera formę schematu pojęciowego" (s. 94), który stanowi
jeden ze sposobów interpretacji świata i doświadczenia. Święto, przez zastosowanie
szczególnych symboli, jest zaprzeczeniem doczesności, nadaje sens przedmiotom,
zjawiskom i wydarzeniom. Rytuały, za którymi kryje się sens religijny, są przejawem
konwencjonalizacji semantyki. Tak rozumiane wywoływać mogą „naturalną" (wręcz
bodźcową) reakcję na określone symbole. Mogą też kanalizować emocje i sterować
procesami poznawczymi. Stają się także źródłem racjonalności świata, albowiem
„racjonalność polega (... ) na redukcji percepcji do sensu, który jest sposobem doda¬
wania intencji do świata przedmiotów", natomiast „wiara staje się gwarantem postaw
racjonalnych wobec świata" (s. 105). Postrzeganie świata określone jest przez sens
symboliczny, natomiast rytuały odgrywają w tej symbolizacji rolę pierwszorzędną.
Wszelako zapytać trzeba, jak należy rozumieć transcendencję świąt? Halina Mielicka nawiązuje do klasycznych definicji transcendencji dyskutowanych przez takich
filozofów, jak Immanuel Kant czy Roman Ingarden. Przyjmuje przy tym, że jeśli
porządek świata jest rozumiany w terminach religijnych, to taka też dla wyznawców
staje się natura tego świata. Transcendencja może przybrać formę doświadczenia mi¬
stycznego, a wówczas świat jawi się jako unio mystica. Elementy takiego mistyczne¬
go doświadczenia znajdujemy w świętowaniu. Są różne rodzaje transcendencji, lecz
wszystkie one odsyłają do pewnego uniwersum symboli religijnych. Święto staje się
sposobem odgraniczania codzienności od niecodzienności, w którym ta pierwsza jest
konkretna, a druga reprezentuje ideały. Transcendentność święta objawia się w nie¬
zwykłości czasu świętowania; chodzi m.in. o zaprzeczenie linearności czasu, o cy¬
kliczną naturę kolei rzeczy, o fakt, że „czas nabiera znaczenia właśnie poprzez świę¬
ta" (s. 131). Transcendencja wyraża się także w miejscu (przestrzeni) świętowania,
w którym ze wzmożoną siłą działają moce sakralne. Wreszcie, święta skłaniają nas
do refleksji i podejmowania działań skierowanych na określone wartości „wyższe".
To kosmologia porządkuje rzeczywistość, a świętowanie jest sposobem realizacji
wartości absolutnych. Zatem świętowanie ma charakter symboliczny, wiąże się z sy¬
stemem wartości, które nadają dodatkowy sens prozaicznym kategoriom czasu, prze¬
strzeni i wartości. Święta pełnią przy tym funkcje integrujące, ludyczno-rekreacyjne,
estetyczne, stratyfikacyjne, etyczne, rytualne, dostarczające wzorów kulturowych
oraz rytualnie integrujące z transcendencją.
Rozdział o perspektywach badawczych jest w zasadzie syntetycznym, oryginal¬
nym, bardzo zwartym i gęstym teoretycznie powtórzeniem konkluzji autorki, jed¬
nocześnie pokazującym jej tok rozumowania i postępowania. Swe rozważania stara
się ona ująć w formie wynikających z siebie „logicznie" tez. Zatem święto tworzy
odrębny rodzaj rzeczywistości ukierunkowanej na sacrum; jest systemem odrębnych
zachowań społecznych; zaspokaja wielorakie potrzeby; wreszcie — stanowi zespół
„idei przekładalnych na znaki i symbole kulturowe oraz interpretowanych i wyjaś¬
nianych orientacją na wartości absolutne" (s. 231). Podobna uwaga odnosi się do
Rezenzje i noty recenzyjne
393
części poświęconej projektowi badań empirycznych. Steruje nim przekonanie, iż
„święto przynależy do ukrytego aspektu kultury, a świętowanie do jawnego. Święto
bowiem tworzone jest przez ludzi jako system idei porządkujących rzeczywistość
(...). Świętowanie jest sposobem realizacji tych idei (...), jest zestawem czynności
i działań, które stają się symbolami owych idei" (s. 235).
Zacięcie edukacyjne Haliny Mielickiej bierze górę i dlatego na koniec, niejako
dla wątpiących bądź pogubionych, sporządza ona „Słownik podstawowych pojęć".
Moja stosunkowo obszerna — a mam nadzieję, iż także adekwatna — relacja
z zawartości Antropologii świąt i świętowania ma swe ważkie przesłanie. Ma na celu
pokazanie, iż Mielicka rzeczywiście kompleksowo podeszła do zagadnienia i wy¬
kazuje się znajomością określonej problematyki, którą tak heterogeniczne tradycje
myślowe interpretowały na jakże wiele sposobów. Ogarnięcie tych szkół i podejść
oraz przedstawienie ich w formie spójnego wywodu było samo w sobie zadaniem
trudnym i ryzykownym. Jest to udana synteza, a ponadto dobrze wykorzystywana
do przedstawiania własnych propozycji. Wątków rozważań jest wiele, momentami
dzieło tchnie duchem dydaktyzmu i sprawozdawczości, niemniej cały czas narracja
trzyma się osnowy. Autorka stara się uchwycić istotę „święta" i osobliwości „święto¬
wania". Rzuca na nie światło z różnych, niekiedy przeciwstawnych, stron. Sięga do
ustaleń wielu dyscyplin, a jednocześnie stara się pogodzić fenomenologię z analizą
funkcjonalną, co samo w sobie jest przedsięwzięciem karkołomnym. Konstatacjom
religioznawczym, balansującym na granicy teologii, stara się nadać empiryczny sens,
aczkolwiek w trybie wyłącznie konceptualnym. Czyni wiele, aby wyjaśnić znaczenie
szeregu pojęć, które zakorzenione są w określonych tradycjach myślowych, a jed¬
nocześnie wkomponować je w ramy własnej teorii socjologicznej. W sumie, jest to
dzieło kompetentne, zwarte i posiadające przy tym znamiona oryginalności. Odpo¬
wiadając na postawione pytanie, czy w tym teatrze lalek sznurki pociągane są w sko¬
ordynowany sposób, generalnie powiedzieć trzeba, że tak, a reżyserka realizuje swój
własny scenariusz.
Zrozumiałe, że w tak ambitnym dziele znaleźć można fragmenty słabsze lub bu¬
dzące wątpliwości. Jak łatwo zauważyć, niektóre z następujących uwag krytycznych
mają charakter polemiczny, wskazujący na to, iż poszukiwania mogły pójść w kie¬
runku bardziej obiecującym.
Zacznijmy od kwestii podstawowej. Halina Mielicka słusznie wprawdzie wyraża
pogląd, że nie istnieje pozakulturowe postrzeganie rzeczywistości, albowiem zawsze
zapośredniczona jest ona przez system naszych pojęć, lecz jednocześnie twierdzi, że
owe „okulary kulturowe", to „wyobrażany świat idei, który pozwala wyjaśnić rzeczy
wistość" (s. 17). Wydaje się, że u podstaw takiego podejścia leży jednak przekonanie,
iż istnieje jakaś obiektywna rzeczywistość, do której przykładamy nasze idee. Być
może trafniej byłoby powiedzieć, że po prostu nasze idee są nieuchronnie częścią
rzeczywistości; reprezentantka nauk społecznych nie potrzebuje wypowiadać się na
temat rzeczywistości innej niż ta, która jest „od stóp do głów" kulturowa. Podejście
takie pozwoliłoby wyplątać się z ontologicznej tezy o dwoistości świata, o tym, że
istnieje duch i materia, Ustawiłoby także inaczej problematykę badawczą, w tym
zmienne relacje tego, co my konceptualizujemy jako sacrum i profanum. Natomiast
394
Rezenzje i noty recenzyjne
postępowanie Mielickiej zmusza j ą niejako do brnięcia nieustająco w tym dychotomizującym myśleniu. Według niej, sacrum to wyobrażany świat idei będących inter¬
pretacją rzeczywistości i wszelkich wartościowań na jej temat, a profanum to wyjaś¬
nianie rzeczywistości doświadczanej zmysłowo. Tym razem to nasze idee oddzielone
są kategorycznie od zmysłów, a nasze myśli na temat owej w mistyczny sposób do¬
świadczanej „rzeczywistości" pozaempirycznej od namacalnej empirii. Mamy też
dwa rodzaje poznania: „przez rozum" i „przez wiarę". Podążając dalej tym tropem
dowiadujemy się, że realnie istnieje tylko rzeczywistość poznawalna empirycznie.
Skąd zatem nasza wiedza o rzeczywistości sakralnej? Otóż idee, w szczególności te
na temat sacrum, materializują się w postaci symboli i znaków abstrakcyjnych pojęć
zrodzonych w naszym umyśle oraz naszych postaw i działań wobec tychże materiali¬
zacji. Czy jednak symbole nie są arbitralną kreacją naszej wyobraźni? W ten sposób
błędne koło się zamyka.
W tym miejscu powinienem poczynić istotne zastrzeżenie. Nie jestem pewien,
czy istnieje sensowne i przekonujące rozwiązanie powyższych dylematów. Polemi¬
zując z Haliną Mielicką, wyrażam wątpliwości dotyczące dominującej tradycji my¬
ślowej, w której ona, jako jedna z wielu, tkwi. Jej rekonstrukcja jest ze wszech miar
rzeczowa i przekonująca. Nie należy jednak zapominać, że książka pisana jest w ra¬
mach pewnego paradygmatu. Tak spontanicznie wyznawana filozofia określa całość
dzieła i poglądy na kwestie bardziej szczegółowe, choć nie mniej istotne; wyznacza
tok rozumowania i determinuje wyciągane wnioski.
Nie dziwi przeto, że w wielu sprawach autorka operuje zdecydowanie w ramach
refleksji wyrastającej z tradycji judeochrześcijańskiej, która swe przedłużenie znajduje
nie tylko w konstatacjach teologów (co jest całkowicie zrozumiałe), ale i ludzi parają¬
cych się „nauką o religii". Punktem wyjścia, przybierającym w pracy wręcz status tezy
ontologicznej, jest założenie o absolutnej heterogeniczności sfery sacrum i profanum.
Autorka zdaje sobie sprawę, iż podział taki jest wynikiem kulturowo uwarunkowa¬
nej percepcji świata przez ludzi, niemniej, jak pisze, na podstawie analizy literatury
przedmiotu dojść możemy do wniosku, „że sfery sacrum i profanum tworzą odrębne
rodzaje rzeczywistości" (s. 17). Tymczasem istnieje wiele świadectw empirycznych,
a co za tym idzie przesłanek teoretycznych i konstatacji badawczych, wskazujących,
iż są społeczeństwa, w których heterogeniczność taka nie występuje, a każda myśl,
działanie i uniwersum całe są, patrząc z naszej europejskiej perspektywy, jednocześnie
i sakralne, i profaniczne, albo — by wyrazić się precyzyjniej — ani czysto sakralne, ani
czysto profaniczne, można by powiedzieć — sakrofaniczne. Stwierdzenie to nie odnosi
się przy tym li tylko do tak zwanych społeczeństw pierwotnych. Autorka jest z wy¬
kształcenia etnolożką i oczekiwałbym z jej strony większej wrażliwości w tej materii,
uwzględnienia ograniczeń zasięgu czasowego i przestrzennego ferowanych sądów,
a jednocześnie uświadomienia sobie pozycji, z której własne sądy są wypowiadane.
Wspomniałem o orientacji, która przyjmuje, iż sakralne jest dostępne tylko przez
doświadczenie religijne; jest nadzwyczajne, ponieważ stosuje się w nim niezwykły
kod. Pogląd ten wyrażał już chociażby Otto, powtarzał Eliade, a za nim Mielicka
(s. 20). Autorka z jednej strony powtarza owe sądy, bynajmniej ich nie podważając,
a ze strony drugiej, sama uprawia socjologię inspirowaną przez Durkheima i Maksa
Rezenzje i noty recenzyjne
395
Webera. Tak jak oni, mówiąc, że idee wyrażane są w symbolach, „sprowadza sacrum
na ziemię" i poddaje je analizie kulturowej. Z pewnością jest to pewna niekonse
kwencja, która wynika z próby pogodzenia religioznawczej fenomenologii z socjo
logicznym funkcjonalizmem. Piszę tu o „analizie kulturowej" nie bez kozery, ponie
waż coś, co można by nazwać analizą społeczną, pojawia się w pracy w charakterze
śladowym. Autorka, owładnięta perspektywą kulturoznawczą tylko w terminach
abstrakcyjnych pisze o powiązaniu stosunków społecznych ze sferą kultury, w tym
kultury rozumianej jako forma ideologii sankcjonującej istniejący porządek społecz¬
ny. Wrażenia tego nie jest w stanie zatrzeć podrozdział o „stratyfikacyjnej funkcji
świąt" (s. 160-163). Na przykład zacytowana myśl Torstena Veblena, iż celebracja
„nie-pracy" w czasie święta jest de facto wartościowaniem tego rzadkiego przywileju
bogatych (s. 166), pozostaje tylko wzmianką. Uważam, że badanie kultury w ode¬
rwaniu od relacji społecznych jest przedsięwzięciem cokolwiek jałowym.
Z uwagami powyższymi wiąże się kolejna. Parokrotnie dowiadujemy się, iż za¬
sadny jest pogląd o homologii mitu i rytu. Znaleźć to możemy chociażby w charakte
rystyce święta autorstwa Paula Ricouera (s. 36) czy w stwierdzeniu, że w czasie świąt
następuje „połączenie w jeden system sfery wierzeniowej i obrzędowej" (s. 39). Przy
staję na to, ale z niezrozumiałych dla mnie względów Halina Mielicka praktycznie
całkowicie pomija bogatą tradycję antropologiczną w tym względzie. Jej klarowny
wyraz znaleźć można w dostępnych po polsku pracach Alfreda R. Radcliffe-Browna,
Claude'a Levi-Straussa, Edmunda Leacha, Victora W. Turnera czy Mary Douglas.
W takim ujęciu rytuał jest realizacją mitu, zaś z kolei owa mityczno-rytualna zbitka
odzwierciedla symbolicznie strukturę społeczną. Przeczytać możemy, że widowiska
świąteczne są formą lustra odbijającego ludzkie problemy (s. 155). Uderza jednak
brak choćby wzmianki o tym, że w rytuale odczytać można ponadto nie tylko kon¬
tury relacji społecznych, ale i społecznych konfliktów, o czym pisał Max Gluckman
w książce o „rytuałach rebelii". O święcie jako karnawale przewracającym codzienne
relacje do góry nogami traktował Michaił Bachtin i w podobnym duchu pisał Eco
(s. 164), niemniej autorka przemilcza bardziej brzemienne teoretycznie konstatacje
Victora Turnera w tym względzie, które mówią nie tylko o zabiegu stawiania świa¬
ta na opak, lecz także o dialektycznych kategoriach struktury i antystruktury, które
nie tylko dobrze konceptualizują charakter czasu normalnego i nadzwyczajnego, ale
pozwalają spojrzeć na obrzędy wspólnotowe jako na stan communitas, i w ostatecz¬
ności wzmacniające istniejący porządek społeczny. Nie domagam się w tym miejscu
zwiększenia kwoty argumentów antropologicznych, lecz oczekiwałbym wzmocnie¬
nia wątków wskazujących na głębsze społecznie aspekty świętowania.
Brak zakorzenienia społecznego argumentów powoduje też, iż trudno się zorien¬
tować, czy praca traktuje o koncepcji święta w ogóle, o jego charakterze w świecie
chrześcijańskim, czy w kulturze polskiej. Czy jest dziełem tylko teoretycznym, czy
też ma ambicje empiryczne? Tematyka pierwszej publikacji, czyli książki o kulturze
obyczajowej, uwagi we „Wprowadzeniu" oraz przywoływane przykłady, zwłaszcza
w rozdziale o polimorfizmie świętowania, wskazują na to, iż Mielicka ma na uwa¬
dze kulturę polską, która jest dla niej kulturą przesiąkniętą katolicyzmem. Niemniej,
wywody jej zdają się „jak duch unosić nad wodami". Konstatacje odnoszone do
396
Rezenzje i noty recenzyjne
doświadczeń osobistych i badawczych są niepostrzeżenie uniwersalizowane. Pomi¬
nięty jest czas i miejsce akcji, kontekst działań, heterogeniczność kulturowa i zło¬
żone motywacje aktorów społecznych. Antropologia święta i świętowania staje się
bezwiednie europocentryczną bądź polonocentryczną filozofią święta i świętowania.
Polimorfizm świąt jest w tym układzie jedynie ilustracją uniwersalnych konstatacji.
Wbrew zapewnieniom autorki o wieloaspektowości święta i świętowania, nie zawsze
wiemy, czy traktuje się o nim jako o kategorii i wydarzeniu religijnym, ideologicz¬
nym czy rodzinnym.
Chwalebne pragnienie uwzględnienia możliwie szerokiego spektrum teorii i po¬
glądów prowadzi niekiedy do sprzeczności. Jeśli za Piotrem Skrzyneckim powtarza
się, że „wszystko jest świętem" (s. 28), to nie sposób tego pogodzić ze stwierdze¬
niem, iż czas świąteczny jest wyjątkowy i różni się radykalnie od codzienności. Od
Bronisława Malinowskiego dowiadujemy się, że głębokie doświadczenie religijne
możliwe jest tylko w samotności (s. 44). Nie wiem, czy zgodzą się z tym badacze lub
wyznawcy religii ekstatycznych w rodzaju santerii bądź voodoo. Czas świąteczny
regulowany jest ponoć rytmem życia i przyrody (s. 129), a święta nadają znaczenie
zmianom przyrodniczym. Zapytać by można, jak sympatyczny i opatulony „święty
Mikołaj" ma się do obchodzenia świąt Bożego Narodzenia w słonecznej i gorącej
w grudniu Australii. W czasie święta zapewnia się także ponoć dostatek tego, cze¬
go brak na co dzień (s. 161). Tak być może było w ubogich pouwłaszczeniowych
wsiach galicyjskich, lecz nie sądzę, by kapusta na stole wigilijnym była dziś towarem
deficytowym bądź luksusowym. Mówiąc poważniej, autorka nie bierze pod uwagę
zjawisk takich, jak globalizacja, transnarodowość czy siła popkultury. Stwierdzenia
odnoszące się do partykularnej interpretacji polskiej kultury ludowej uogólniane są
na całość kondycji ludzkiej.
Bez wątpienia, w tradycji polskiej święto kojarzy się z religią, o czym przeczytać
możemy parokrotnie. Niemniej, nawet w tejże tradycji istnieją „święta świeckie" (np.
1 Maja, Święto Niepodległości, Walentynki, nie wspominając o świętach indywidu¬
alnych w rodzaju imienin czy urodzin, którym niekoniecznie przysługuje przymiot
sakralności). Przypadek ten wskazuje zresztą na nie do końca rozwiązaną kwestię
desakralizacji kultury i istnienie wartości ostatecznych o charakterze świeckim. Roz¬
ważania o pięknie świąt przeciwstawionym rzekomej brzydocie codzienności, oparte
na egzaltowanych, spontanicznie wartościujących opisach Bożeny Krzywobłockiej
(s. 159-160) nijak się mają do analizy kulturowej. Podobna uwaga odnosi się do frag
mentu o oszołamianiu się alkoholem w trakcie świąt (s. 160-161), co według autorki
nie wnosi do stylu życia ludzi nic cennego, a wręcz przeciwnie, jest naganne (czyżby
święta nie były aż tak piękne?!). Zamiast interpretacji antropologicznej tych praktyk
mamy do czynienia z tekstem, którego treść i wydźwięk przypomina straszące zgub¬
nymi skutkami stosowania używek ulotki z poradni przeciwalkoholowej.
Każdą z powyższych uwag krytycznych można potraktować jako polemiczną.
Kolejna z usterek pracy nie podlega jednak dyskusji: w cytowanej literaturze nie ma,
z wyjątkiem jednej pozycji, żadnego dzieła obcojęzycznego. Czyżby w literaturze
obcej, chociażby anglosaskiej, nie sposób znaleźć niczego interesującego? Autorka
odwołuje się do wielu publikacji i, jak wspomniałem, jej erudycja jest duża. Zasadni-
Rezenzje i noty recenzyjne
397
czy trzon literatury, na którą się powołuje, nie wykracza wszakże poza połowę lat 90.
XX wieku. Być może to właśnie sprawia, że Halina Mielicka czuje się dobrze w ob¬
rębie idei, które określiłem jako tradycyjne. Zaznaczyć jednak wypada, że w ramach
tego paradygmatu porusza się swobodnie.
Ambitne dzieło rodzi kontrowersje i takim właśnie przypadkiem okazuje się An¬
tropologia świąt i świętowania. Nawiązując do wyjściowej metafory, powiedzieć by
można, że pociągane przez autorkę sznurki jednak czasem się plączą, a poruszane
przez nią, z lekka zakurzone lalki, wykonują niekiedy chaotyczne ruchy. Niemniej,
walory pracy ukazane przeze mnie w pierwszej części recenzji przesądzają ostatecz¬
nie o jej pozytywnej ocenie. Dla zainteresowanych problematyką religijną antropolo¬
gów/etnologów/etnografów książka Haliny Mielickiej jest więc niezbędną lekturą.
Michał Buchowski
Bartłomiej K r u p a , Wspomnienia obozowe jako specyficzna odmiana pisar
stwa historycznego, Universitas, Kraków 2006, ss. 171.
Książka Bartłomieja Krupy Wspomnienia obozowe jako specyficzna odmiana pi¬
sarstwa historycznego to praca niezwykle ciekawa oraz ze wszech miar godna pole¬
cenia. Napisana jest z pasją, zdradza dużą erudycję i kompetencję badawczą jej auto¬
ra. Niewątpliwym walorem pracy jest przy tym niekonwencjonalne, znoszące utarte
schematy oraz nawyki warsztatowe podejście Krupy do kwestii źródeł historycznych.
Podejście to koresponduje z coraz żywiej obecną w naukach humanistycznych ideą
myślenia narratywistycznego, która — odniesiona do świadectw historii, jakimi są
między innymi wspomnienia obozowe — każe poszukiwać w nich nie samych fak¬
tów, lecz ich interpretacji (choć owe interpretacje nieraz w sposób jawny kwestionują
lub też pomijają jakieś wydarzenia istotne z punktu widzenia historyka). Najważniej¬
sze dla badacza-narratywisty jest bowiem — wyrażone za pomocą struktur języka
w opowieści — jednostkowe doświadczenie rzeczywistości, a nie składające się na
tę rzeczywistość poszczególne fakty i zdarzenia.
Problem rozmaitych sposobów odbioru i analizy świadectw Holocaustu na grun¬
cie historiografii autor omawia w rozdziale pierwszym. Wyodrębnia przy tym dwa
— jego zdaniem, zasadnicze a zarazem przeciwstawne — style czy też konwencje
pisania na ten temat, które określa jako nurt scjentystyczny/racjonalistyczny oraz
etyczny. Jak sam wskazuje, stosowana przezeń systematyka ma charakter odautorski
i nie pokrywa się z żadną, funkcjonującą w literaturze naukowej, klasyfikacją czy też
ogólną charakterystyką tekstów dotyczących Shoah. Pierwszy z wymienionych nur¬
tów Krupa przyrównuje do modelu historii modernistycznej, drugi zaś do modelu an¬
tropologii historycznej. Cechami wyróżniającymi kierunek racjonalistyczny są więc
między innymi: absolutyzacja paradygmatu racjonalistycznego przez twórcę tekstu,
jego wiara w fakty i bezpośredni do nich dostęp, hołdowanie klasycznym sposo-
398
Rezenzje i noty recenzyjne
bom opisu (przy wykorzystaniu modelu dedukcyjno-nomologicznego), jak również
tendencja do konstruowania tak zwanej narracji odczłowieczonej, zorientowanej na
przedmiot, a nie na podmiot poznania oraz, co za tym idzie, silnie nasyconej obiek¬
tywnymi danymi w postaci liczb, danych, statystyk. Sytuujący się w opozycji do
nurtu scjentystycznego kierunek etyczny cechuje natomiast: odwoływanie się przez
autora tekstu do różnych paradygmatów myślenia (nie tylko racjonalistycznego),
odejście od klasycznego stylu opowiadania, przekonanie piszącego, że nie istnieją
tak zwane czyste fakty (wolne od „zaciemniającego" wpływu języka, interpretacji
i ideologii), a także narracja „uczłowieczona", wyraziście eksponująca pierwiastek
ludzki, to znaczy zawierająca rozliczne ślady egzystencji konkretnych osób (ich
imiona, nazwiska, szczegóły z osobistej biografii oraz ich własne, subiektywne wizje
i interpretacje przeszłości).
Omówiwszy zaproponowany przez siebie podział na dwa kierunki pisania o Holo
cauście, Krupa dokonuje ogólnego przeglądu prac na ten temat, powstałych w latach
1945-2003. Przegląd ów ma charakter skrótowy i z całą pewnością nie wyczerpujący.
Obejmuje tylko te publikacje, które autor uznał za najbardziej charakterystyczne,
ważne lub kontrowersyjne na interesującym go polu. Brak w nim jakiegokolwiek
odniesienia do bardzo obszernej literatury niemieckojęzycznej, liczba prac angloję¬
zycznych też nie jest imponująca. Rodzaj poruszanych w toku prezentowanej anali¬
zy spraw i tematów koresponduje ściśle z zakresem specjalizacji zawodowej autora
i ogranicza się niemal wyłącznie do kwestii wchodzących w obszar kompetencji hi¬
storiografii, z pominięciem innych zagadnień, takich choćby jak problem sztuki czy
filozoficznych oraz teologicznych interpretacji Holocaustu.
Rozdział drugi książki otwiera krótka charakterystyka tych przekazów wspo¬
mnieniowych, które autor poddaje analizie w dalszych częściach pracy. Warto pod¬
kreślić, iż są to wyłącznie wspomnienia oświęcimskie, pisane przez różnych ludzi,
którzy skazani zostali na przymusowy pobyt w tym właśnie obozie. Choć są to teksty
ściśle autobiograficzne, to ich autobiografizm bywa niekiedy niejawny, to znaczy nie
wszystkie one pisane są w pierwszej osobie liczby pojedynczej, który to zabieg gra¬
matyczny sugeruje pełną tożsamość autora, narratora oraz głównego bohatera wypo¬
wiedzi. Omawiane relacje mają status pamiętnika, to znaczy zostały sporządzone do¬
piero po jakimś czasie od uwolnienia z obozu, a nie na bieżąco, pod wpływem chwili.
Z obszaru podjętej eksploracji badawczej Krupa stanowczo wyłącza także wszelkie
go rodzaju oświadczenia oraz ankiety, które — ze względu na motywy towarzyszące
ich powstaniu — mają, jego zdaniem, całkiem odrębną jakość poznawczą. O ile bo¬
wiem w przypadku wspomnień mamy do czynienia z relacjami dobrowolnymi, choć
pisanymi „również w związku ze stymulacjami w postaci organizowania różnych
konkursów na wspomnienia obozowe, o tyle w przypadku oświadczeń do autora uda¬
wał się pracownik Muzeum [Auschwitz-Birkenau — A. Rz.] i poruszał interesujące
go akurat szczegóły życia obozowego. W podobnym co w przypadku oświadczeń
celu wysyłano do byłych więźniów ankiety" (s. 57). Cały ten materiał grupowano
następnie w odpowiednie zespoły. Zgodnie z przyjętymi założeniami metodologicz¬
nymi, Krupa skupia swą uwagę wyłącznie na zespole „Wspomnienia", w miejscach,
które dotyczą Auschwitz I oraz Birkenau, pomija natomiast wspomnienia z Mono-
Rezenzje i noty recenzyjne
399
witz (czyli Auschwitz III), który jako obóz pracy różnił się wyraźnie swym charakte¬
rem od dwóch pozostałych. Tak dobrany materiał wzbogaca dodatkowo o fragmenty
relacji wspomnieniowych z innych obozów, jeśli ich autorzy opisują również dłuż¬
sze lub krótsze okresy przebywania w Auschwitz czy Birkenau. Wielka szkoda, że
Krupa nie zawarł w tej części rozważań nieco dokładniejszych danych odnoszących
się do twórców wykorzystywanych przez siebie wspomnień oświęcimskich; nie po¬
wiedział, kim byli, z jakich środowisk rodzinnych i społecznych się wywodzili, ile
mieli lat w momencie przeżywania obozowej gehenny. Brak ten jest tym bardziej
odczuwalny, iż sam autor prezentuje się jako zwolennik uprawiania historiografii
antropologicznej, zwróconej „ku jednostce", a więc silnie dowartościowującej osobę
świadka procesu historycznego.
Po tych wstępnych wyjaśnieniach Krupa przechodzi do bardziej szczegółowego
omówienia specyfiki badanych przez siebie przekazów (w aspekcie genologicznym,
relacji wewnątrztekstowych, źródłoznawczym, a także stylów odbioru). Na zakoń¬
czenie drugiego rozdziału omawia pokrótce wypracowaną przez Arnolda van Gennepa koncepcję obrzędów przejścia, a następnie odnosi j ą do doświadczenia świata
obozu, w ramach którego skazany nań człowiek — podobnie jak uczestnik rite de
passage — stawał się kimś innym, doznawał jakościowego, radykalnego przekształ¬
cenia swej dotychczasowej egzystencji.
Rozdział trzeci poświęcony jest w całości analizie i interpretacji wspomnień obo¬
zowych w oparciu o koncepcję van Gennepa. Analiza ta rozpisana jest przy tym na
siedem osobnych fragmentów, które z jednej strony odpowiadają poszczególnym
etapom oraz właściwościom sytuacji przejścia, z drugiej zaś — paralelnym im czꜬ
ciom struktury wspomnień. Są to: rampa, brama, kwarantanna, hierarchia społeczno¬
ści więźniów obozu, charakterystyczne dlań doświadczenie odmiennego czasu, nie¬
ustannej obecności śmierci oraz ewakuacja, która jest fizycznym oraz symbolicznym
początkiem kolejnego cyklu, inicjującego następny rytuał przejścia.
Wykorzystany w omawianej pracy pomysł ujęcia doświadczenia pobytu w obo¬
zie koncentracyjnym w schemat rite de passage nie jest całkiem świeży i oryginal¬
ny. Próby tego rodzaju odczytań można wszak odnaleźć w innych tekstach z nurtu
„obozowego" lub jemu pokrewnych. Nie zyskują tam one jednak tak rozbudowanej
formy ani stopnia uszczegółowienia refleksji badawczej jak u Krupy. Tym samym,
omawiana publikacja tworzy nową, niezwykle interesującą jakość na tle rozważań
poświęconych rzeczywistości lagrowej, oferuje nowy, wielce inspirujący język jej
opisu i interpretacji. O jej atrakcyjności z punktu widzenia etnologa czy antropologa
decydują przy tym co najmniej dwa względy.
Po pierwsze, stanowi ona interesujący przykład zastosowania antropologicznej
kategorii obrzędu przejścia w odniesieniu do świata obozu koncentracyjnego. Warto
zwrócić uwagę, że kategoria ta jest rozumiana w recenzowanej pracy bardzo szeroko,
w sposób istotnie wykraczający poza oryginalną jej wykładnię, opracowaną przez
van Gennepa, który twierdził, iż obrzędy przejścia to praktyka kulturowa właści¬
wa głównie społeczeństwom pierwotnym. Proponowane przez Krupę ujęcie może
więc spotkać się z zarzutem o pozakontekstowość, próbę nadmiernej uniwersalizacji
czy wręcz banalizacji koncepcji van Gennepa. Jeśli jednak przyjąć, iż istotą obrzędu
400
Rezenzje i noty recenzyjne
przejścia jest zmiana stanu lub miejsca w strukturze społecznej, wyjście przez jed¬
nostkę lub grupę z jednej pozycji i wkroczenie w inną, można chyba zgodzić się co
do słuszności stanowiska prezentowanego przez autora książki.
Po drugie zaś, o czym już wspominałam, jest to praca, w której dominuje antropo¬
logiczne spojrzenie na przeszłość oraz historię. Jest to zatem spojrzenie, które kieruje
się przede wszystkim ku człowiekowi jako najważniejszej części zdarzeń historycz¬
nych, bez zrozumienia której wszelkie nasze próby rozpoznania ich sensu i znaczenia
okazują się niewystarczające i ułomne.
Aleksandra Rzepkowska
Zdzisław K u p i s i ń s k i SVD, Śmierć jako wydarzenie eschatyczne. Zwy
czaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe oraz zaduszkowe mieszkańców regionu
opoczyńskiego i radomskiego, Wydawnictwo KUL, Lublin 2007, ss. 661.
Prezentowana praca jest w zasadzie monografią tematyczną obejmującą proble¬
my tanatologii. Materiał źródłowy stanowią wywiady kwestionariuszowe z miesz¬
kańcami regionu opoczyńskiego i radomskiego, zrealizowane w latach 1995-2005.
Towarzyszyła im obserwacja, często uczestnicząca, prowadzona przez autora w cza¬
sie posługi duszpasterskiej oraz pobytów na objętym badaniami terenie. Stosowa¬
ne dwie metody, przynależne do jakościowych, intensywnych badań terenowych,
wywiad i obserwacja, uzupełniają się nawzajem, ale i pozwalają na weryfikację
trudnych zagadnień światopoglądowych. Godna podkreślenia jest właśnie dbałość
o rzetelność warsztatu badawczego, widoczna w tekście od pierwszej do ostatniej
jego strony, potwierdzona rozbudowanymi przypisami wskazującymi zarazem stan
badań poruszanej problematyki. A pułapek, przy problematyce eschatologicznej, jest
szczególnie dużo, zarówno tych z zakresu przedmiotu badań, jak i możliwej do za¬
stosowania metodologii.
Na pierwszy rzut oka, czy może raczej przy pierwszym czytaniu książki, zwraca
uwagę wyśmienite połączenie podejścia teologicznego i etnograficznego do proble¬
mów umierania i śmierci. Wyśmienite jest ono dlatego, że autor nie stawia granicy
— która zazwyczaj pojawia się w opisach etnograficznych — między tym, co przy¬
należy do lokalnego folkloru, a tym, co przynależy do Kościoła. Zwyczaje i obyczaje,
rozumiane jako schematy postępowania, których obowiązywanie potwierdzone jest
przekazem międzypokoleniowym, opisywane były i często dzisiaj są jeszcze przed¬
stawiane jako lokalna tradycja, która nie miała i nie ma związku z systemem wierzeń
religijnych. Rytuały i obrzędy zaś, dla etnografa, to takie schematy postępowania,
którym przez respondentów nadawana była i jest interpretacja wierzeniowa, religij¬
na, ale nie zawsze zgodna z dogmatami wiary chrześcijańskiej oraz nauką Kościoła.
Skrupulatnie więc w opisach etnograficznych były i są omijane obrzędy liturgiczne.
Innymi słowy, opisy etnograficzne kończą się zwykle tam, gdzie zaczyna się prze¬
strzeń kościoła oraz tam, gdzie rozpoczyna działanie kapłan. W opisach tych więc
Rezenzje i noty recenzyjne
401
istnieje swoista luka, zawieszenie akcji obyczajowej i obrzędowej, brak ciągłości
i przerwanie akcji wykluczające liturgię, czyli to, co stanowi przecież kulminację
obrzędu. W recenzowanej książce luki tej nie ma, co decyduje o wartości zawartych
w niej wątków etnograficznych. Ale jest w tym też jedna z owych wspomnianych
wcześniej pułapek, która polega na tym, że wszelkie treści wierzeniowe oraz dzia¬
łania obrzędowe i obyczajowe, które nie są zgodne z nauką Kościoła, traktowane są
i interpretowane jako pogańskie, w rozumieniu: przedchrześcijańskie. Bardzo często
nie tylko księża, ale także etnografowie zapominają o tym, że ich respondenci nie
są teologami i po swojemu wyjaśniają zarówno liturgię, jak i prawdy wiary. Mogą
w okolicy i swojej wiosce uchodzić za znawców i specjalistów religijnych. W opinii
społecznej są jednak nimi dlatego, że pełnią jakieś funkcje związane z Kościołem (na
przykład organisty) lub mają odwagę głosić swoje, mniej lub bardziej własne, sądy
na temat wiary. Zresztą w literaturze etnograficznej interpretowanie wszystkiego, co
nie jest zgodne z katolicyzmem, jako pogańskiego czy przedchrześcijańskiego, jest
tak powszechne, że stanowi kanon interpretacyjny, swoisty skrót myślowy, jakże czę¬
sto stosowany właśnie po to, aby niczego więcej już nie wyjaśniać.
Książka Zdzisława Kupisińskiego Śmierć jako wydarzenie eschatyczne, składa
się z pięciu rozdziałów. Poprzedza je obszerny wstęp, który zawiera prezentację tere¬
nu i przedmiotu badań oraz przedstawia stan badań w literaturze przedmiotu. W roz¬
dziale pierwszym „Ludowe wyobrażenia o śmierci i jej aksjologia" autor przedsta¬
wia sposób rozumienia śmierci przez informatorów oraz nadawane jej znaczenia.
Mieszkańcy Opoczyńskiego i Radomskiego rozumieją śmierć jako nieuchronność,
warunkowaną życiem. Wyraźnie widoczne jest tu opozycyjne traktowanie począt¬
ku i końca, narodzin i umierania, jako dwóch punktów granicznych ludzkiego losu.
Śmierć, widziana jako konieczność i następstwo życia, jego kres, interpretowana
bywa jako przekleństwo lub błogosławieństwo. Przekleństwem jest wtedy, gdy przy¬
chodzi nagle, kiedy kojarzona jest z grzechem pierworodnym, z karą za przewinie¬
nia popełnione w życiu lub postrzegana jako skutek grzechów ojców oraz życzeń
wypowiedzianych w chwili złości. Śmierć jest natomiast błogosławieństwem wtedy,
gdy człowiek jest do niej przygotowany, gdy zdąży uporządkować wszystkie swoje
ziemskie sprawy. Owa dychotomia wprowadza podział na dobrą i złą śmierć, który
przewija się w całej pracy i jest echem opinii informatorów na temat konieczności
odejścia z tego świata.
W rozdziale pierwszym zawarte jest jednak coś więcej niż tylko przybliżenie
wyników badań terenowych. Znaczenia przypisywane śmierci przez mieszkańców
regionu opoczyńskiego i radomskiego są wyjaśniane przez autora interpretacją teo¬
logiczną Starego i Nowego Testamentu. Trochę niepokoi pytanie, czy z punktu wi¬
dzenia wiedzy informatorów jest to uprawnione. Z drugiej jednak strony, jak wie¬
lokrotnie podkreśla to autor książki, są oni praktykującymi katolikami, trudno więc
zakładać, że nie mieli i nie mają możliwości zapoznania się z teologicznym punktem
widzenia. Śmierć kojarzy im się z przeznaczeniem i wolą Boga oraz zasadą równo¬
ści społecznej i sprawiedliwości nawet wtedy, gdy dotyczy dzieci i ludzi młodych.
Nie była jednak prowadzona analiza tego, jak informatorzy rozumieją przywoływane
w tym rozdziale fragmenty Starego i Nowego Testamentu.
402
Rezenzje i noty recenzyjne
Relację: „ten świat" — „tamten świat" omówiono w ostatnim podrozdziale, za¬
wierającym analizę wyobrażeń o życiu pozagrobowym. Została ona dokonana przede
wszystkim na podstawie pieśni i lamentów pogrzebowych oraz modlitw opowiada¬
jących o drodze duszy w zaświaty, sądzie ostatecznym oraz pobycie w niebie, czyść¬
cu lub piekle. Jest to interesujące zestawienie folklorystycznych wierzeń z tekstami
rozpowszechnianymi przez Kościół. Brak jednak informacji, jak te teksty są przez
informatorów rozumiane, choć obecne jest założenie, że słowa stanowią coś więcej
niż utarte, „osłuchane" zwroty językowe.
Rozdział drugi, „Przeżywanie śmierci w tradycji ludowej", przedstawia problemy
umierania. W badaniach etnograficznych obrzędów przejścia wielką wagę przypisuje
się do sytuacji i wydarzeń poprzedzających śmierć. Notowane i przedstawiane przez
etnografów wierzenia mieszkańców wsi dotyczą zarówno zapowiedzi śmierci, umie¬
rania, jak i pogrzebu oraz żałoby. Za zwiastuny śmierci uznawane są przez miesz¬
kańców badanego regionu wszelkie sytuacje i zdarzenia, które są odmienne od tych
spotykanych na co dzień. Należy do nich zachowanie ptaków (sowy, jaskółki, kur
i koguta), zwierząt domowych (koni, bydła), niewyjaśnione hałasy, stukania, pęknię¬
cia przedmiotów, nagłe więdnięcie kwiatów czy łamanie się drzew.
Rozdział trzeci — „Obrzędy pogrzebowe" — omawia praktyki i rytuały przygo¬
towania ciała zmarłego do pochówku, czuwanie przy zmarłym, dzień pogrzebu, po¬
chówek oraz konsolacje (uczty pogrzebowe, stypy). Opisy postępowania są niezwykle
dokładne oraz opatrzone wypowiedziami informatorów wyjaśniającymi konieczność
wykonywania tych czynności. Ponadto zawierają przedstawienia stosowanych przez
księży praktyk liturgicznych. Rzadko w materiałach etnograficznych przedstawiana
jest rola kapłana i omawiane jego działania. Jeszcze rzadziej przywoływane są pieśni
religijne i litanie śpiewane w odpowiednich chwilach dokonywanych rytuałów. Trak¬
towane są one bowiem przez etnografów jako przynależne do „spraw Kościoła" i po¬
mijane w badaniach terenowych. Takie podejście prowadzi do przerwania scenariusza
obrzędowego i skupienia uwagi tylko na tym, co przynależy do warstwy folklorystycz¬
nej. Znacznie ogranicza to jednak wartość opisów, pozbawia je ważnych aspektów re¬
ligijnych, występujących w obrzędach przejścia. Ze względu na pełny scenariusz ob¬
rzędów pogrzebowych, tych kościelnych i pozakościelnych, traktowanych jako jeden
system, rozdział trzeci ma szczególną wartość etnograficzną. Liturgia wcale nie jest
taką „oczywistością" dla wiernych, jak powszechnie zakłada się w opracowaniach re¬
ligioznawczych. Nie stanowi osobnego nurtu w systemie wierzeń i praktyk religijnych.
Pomijanie jej znaczenia dla przebiegu obrzędów przejścia jest swoistą, cichą zgodą na
ograniczenie analiz etnograficznych.
Ogromne znaczenie dla etnografów ma też rozdział czwarty omawianej książki.
Zawiera on analizy obrzędów dorocznych przeprowadzone z punktu widzenia wystę¬
pujących w cyklu świąt elementów zaduszkowych. Znane opracowania Jadwigi Klima¬
szewskiej, Adama Fiszera, Henryka Biegeleisena, aby wymienić te najbardziej znaczące
w odniesieniu do poruszanej problematyki, poszerzone zostały o literaturę religioznaw¬
czą oraz teologiczną. To nadało inny wymiar interpretacyjny obrzędom cyklu rocznego.
Rozdział piąty, „Przemiany obrzędowości pogrzebowej i zaduszkowej", zawiera
odpowiedzi na ważne pytania współczesności: o eutanazję, sens cierpienia i umiera-
Rezenzje i noty recenzyjne
403
nia, marginalizowanego, a nawet eliminowanego przez ludzi jako wydarzenia „nie¬
stosownego", przypadkowego czy wręcz wstydliwego i wymagającego ukrycia. Po¬
ruszany jest i w tym rozdziale problem dobrej i złej śmierci — wartościowania, które
pojawia się w opiniach informatorów. Interpretacje te uzupełnia autor wyjaśnieniami
zgodnymi z Biblią i nauką Kościoła katolickiego. Nie pomija jednak innych religii,
lecz bierze je pod uwagę analizując problemy sądu ostatecznego, zmartwychwstania
i, tak popularnej nawet w Polsce, wiary w reinkarnację.
Obszerne aneksy zawierają teksty modlitw o dobrą śmierć i modlitw za zmarłych,
pieśni żałobne, inskrypcje nagrobne, relacje informatorów oraz kwestionariusz ba¬
dań terenowych.
Prezentowana książka Zdzisława Kupisińskiego jest pozycją godną polecenia,
ważną dla etnografów zajmujących się obrzędami przejścia. Zwraca uwagę warsztat
badawczy oraz konsekwentnie prowadzony sposób wyjaśniania, który badane zjawi¬
ska etnograficzne odnosi do teologicznych problemów eschatologicznych.
Halina Mielicka
Anna Szyfer, Zapisane w pamięci. Z badań etnografa, Prace Komisji Et
nograficznej, t. 3, Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk,
Wydział Historii i Nauk Społecznych, Poznań 2006, ss. 132.
Wśród wielu publikacji metodologicznych, zawierających wskazówki dla opty¬
malnej, w rozumieniu autorów, strategii badań, pojawienie się pozycji, w której uczo¬
ny przedstawia własne, empiryczne doświadczenia badawcze, jest rzadkością. Znane
są, co prawda, różnego rodzaju wspomnienia „uchylające rąbka tajemnicy" o życiu
codziennym, drodze do osiągnięć naukowych, poszukiwaniach badawczych, ich po¬
pularyzacji (przykładem obszerne wspomnienia Eliadego, Malinowskiego), nie za¬
wsze jednak poznajemy w nich w pełni człowieka-badacza, jego bezpośredni kontakt
z badaną rzeczywistością społeczną, co w naukach humanistycznych ma szczegól¬
ne znaczenie. Etnograf — etnolog — antropolog kulturowy to badacz wyjątkowy,
bo w kręgu jego dociekań prawdy znajduje się drugi, inny człowiek i jego kultura,
którą on tworzy i żyje w niej na co dzień, uzależniony od dziedzictwa pokoleń, od
współistnienia w konkretnej społeczności. Przede wszystkim jednak ma do czynienia
z żywą, dynamiczną rzeczywistością społeczno-kulturową, w której pojawia się jako
„obcy", jako reprezentant najczęściej innej opcji kulturowej, świadomy innej tożsa¬
mości, chcący nie tylko poznać i dokumentować, ale zrozumieć i interpretować.
Anna Szyfer to uczona o wieloletnim doświadczeniu badacza „terenowego",
a wszystkie Jej prace analizują rzeczywistość społeczno-kulturową, poznaną nie tyl¬
ko bezpośrednio, osobiście, ale jakby od wewnątrz. Do najcenniejszych, w moim
odczuciu, należy jedna z ostatnio wydanych przez Poznańskie Towarzystwo Nauk
— Zapisane w pamięci. Z badań etnografa, opatrzona dedykacją dla współczesnego
404
Rezenzje i noty recenzyjne
środowiska etnologicznego: „Starszym etnografom dla przypomnienia — młodszym
dla pokazania, że badania etnograficzne w terenie mogą być również fascynującą
przygodą". Spełni się ona wtedy, gdy badacz zrozumie, że „trzeba po prostu pójść
do tych ludzi, koło których rozbijasz namioty, u których sypiasz na sianie w stodole
w czasie wędrówki i pogadać". Tymczasem współczesny etnolog coraz częściej zaj¬
muje się teoretyczną analizą antropologiczną, korzysta z sondaży diagnostycznych,
nie doceniając jakby roli szczegółowego opisu — efektu bezpośredniego kontak¬
tu z indywidualnym informatorem, z pasjonującym badacza odkrywaniem inności.
Dlatego Anna Szyfer — przywołując z „zapisanych w pamięci" swoje wspomnienia
badawcze — pominęła sztywne ramy metodologii badań, odkrywając warsztat bada¬
cza konkretnych sytuacji wśród ludzi o określonej osobowości, miejscu pochodzenia,
naznaczonych przez historię pogranicza i własne doświadczenia życiowe. Jej opo¬
wieść o ludziach, miejscach, zdarzeniach, faktach kulturowych, jest relacją niezwy¬
kle żywą, niekiedy dramatyczną, czasem humorystyczną i refleksyjną.
Zapisy dotyczą badań prowadzonych przeważnie w środowiskach wiejskich, na
terenie Warmii i Mazur, Mazowsza, Podlasia, w Cieszyńskiem, na Orawie, na Pod¬
karpaciu oraz poza Polską, między innymi w Rumunii, w Alpach Transylwańskich,
wśród francuskich farmerów, na Słowacji, Morawach, w Czechach i na Węgrzech.
Zaczynają się pierwszymi badaniami terenowymi (w 1951 roku, w czasie studiów
polonistycznych) słownictwa i fonetyki na Podhalu, po których nastąpiły później¬
sze wędrówki, obserwacje i dociekania etnograficzne, prowadzone osobiście, często
z grupą studentów, a kończą „obrazkami" z badań w ostatnich latach. Nazwą terenu
prowadzonych badań zatytułowała rozdziały książki.
Najobszerniejszy, bo zajmujący prawie jedną trzecią książki, rozdział poświęcony
jest Warmii i Mazurom, bowiem obszarem tym zainteresowała się Autorka już na po¬
czątku lat pięćdziesiątych, początkowo od strony gwary. Ciągle tu później powracała
na penetracje etnograficzne, co pozwoliło opracować monografię regionu (Szyfer,
1996). We wprowadzeniu do pierwszego rozdziału Zapisane w pamięci... pisze, że
choć historia tych terenów różniła się, to wspólnota losów, począwszy od pierwszego
rozbioru Polski do II wojny światowej, była podobna (w obrębie Rzeszy, zwane były
Prusami Wschodnimi). Zamieszkałe przez ludność rdzennie polską, zasymilowaną
ludność pruską i osadników niemieckich, traktowane są przez Autorkę jako szcze¬
gólnie interesujący badawczo teren pogranicza. Dzięki znajomości gwary i postawie
otwartości na wysłuchiwanie opowieści o przeszłości tutejszych rodzin, wydarzeń,
legend i „prawdziwych" opowieści o różnych miejscach nawiązywała łatwo kon¬
takt z miejscowymi. Cytowane w rozdziale opowieści, pozornie oderwane swą treś¬
cią od siebie, poprzez obraz ludowej wiedzy i wierzeń przetrwałych w mentalności
mieszkańców, ich poczucia tożsamości, wiedzy historycznej i patriotyzmu polskiego,
dają możliwość poznania przestrzeni struktury społecznej, więzi społecznej, bądź
czynników powodujących konflikty międzyludzkie. Wielokrotne, swobodne rozmo¬
wy, nawiązane z badaczem przyjaźnie, owocowały poznaniem osobistych poglądów,
swoistej filozofii, co znalazło wyraz w zamieszczonych tu przykładach zapisków.
Wielu etnologów studiujących w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych bra¬
ło udział w badaniach na Mazowszu, a ściślej na terenie Kurpi i Podlasia. Autor-
Rezenzje i noty recenzyjne
405
ka w tych rozdziałach prezentuje swoje wspomnienia badawcze z pogranicza Kurpi
i Mazur, zwłaszcza wsi w Puszczy Kurpiowskiej, które w latach sześćdziesiątych,
choć zaznaczone na starych mapach, trudno było nieraz znaleźć z uwagi na zmiany
nazw. Rozdział dotyczący Mazowsza traktuje o warunkach bazowych badań, które
dla prowadzących je były, jak na czasy współczesne, siermiężną przygodą, trakto¬
waną wówczas naturalnie i z humorem, co zresztą znajduje odbicie w tekstach zapi¬
sków. W istocie dawały możliwość poznania z autopsji warunków codziennego życia
mieszkańców wsi, a młodych badaczy hartowały w trudach pozyskiwania materiałów
mających wartość dokumentującą autentyzm funkcjonującej tu tradycji kulturowej,
sposobu jej tworzenia i przeżywania.
Teksty dotyczące Podlasia, podobnie jak Mazur, poprzedzone komentarzem historyczno-demograficznym, dotyczącym terenu pogranicza polsko-białoruskiego,
traktują o „dwóch światach" — chłopskim i szlachty zaściankowej oraz resztek boja¬
rów białoruskich. Autorka podkreśla tutejsze zróżnicowanie wyznaniowe i językowe
(prawosławie i katolicyzm; język polski i białoruski), które czyniły ten teren jeszcze
ciekawszy badawczo. Przytoczone zapiski — gawędy, traktują o problemie współ¬
życia między różnymi grupami, ich systemie wartości, stosunkach kulturowych,
o sposobie prowadzenia przez Nią badań etnograficznych wśród tak zróżnicowanej,
0 silnym poczuciu tożsamości warstwowej, religijnej i narodowej ludności.
Kolejne rozdziały, poświęcone Cieszyńskiemu i Orawie, mają podobną strukturę.
Cieszyńskie to „żywe" pogranicze, gdzie, jak pisze Autorka, zderzenie kulturowe
1 społeczne jest ciągle aktualne i nadal powoduje konieczność samookreślania się
opcji narodowej — polskiej bądź czeskiej (teren tzw. Zaolzia). Orawa, typowy re¬
gion pogranicza polsko-słowackiego (XVIII-XIX wieku należała do Austro-Węgier).
W obu przypadkach przytoczone wspomnienia badawcze poprzedzone zostały krót
kim wprowadzeniem historyczno-demograficznym i zwróceniem uwagi na lokalną
pasję zachowania specyfiki dziedzictwa kulturowego przez mieszkańców pochodze
nia polskiego. Szczególnie interesująca jest tu część pod tytułem: „Co ważniejsze?
Wyznanie czy narodowość?", w której Autorka opisuje, jak namawiała informatorów
do opowiadania swoich autobiografii . W trakcie opowiadania o sobie „ludzie za¬
czynali zastanawiać się nad swoimi postawami, nad swoimi opcjami, nad sprawą
tożsamości". Ułatwiały to przeplatające się relacje małżonków, podkreślanie roli
tradycji, zwyczajów rodzinnych itp. Autorka prowadziła rozmowy z miejscowymi
działaczami oraz wywiady ukryte (np. rozmowy w autobusie), w różnych środowi¬
skach, poznając nie tylko tradycję kulturową i postawy społeczne ludzi pogranicza,
lecz ludową etymologię nazw miejscowości. W pielęgnowaniu takiej wiedzy przez
miejscowych znajdywała dowody na utożsamianie się z miejscem pochodzenia i ak¬
tualnego zamieszkania, z innymi ludźmi „ztela" (stąd). Podobne zagadnienia znajdu¬
jemy w opowieściach z badań na Orawie, w wioskach pogranicza polsko-słowackie¬
go, gdzie przetrwała także wiedza o dawnych wierzeniach, kultywuje się noszenie
w okazjach świątecznych stroju ludowego, uważając go za symbol tożsamości.
1
1
Z badań prowadzonych tą metodą terenową na różnych obszarach pogranicza powstała inna książ
ka Autorki (Szyfer, 2005).
406
Rezenzje i noty recenzyjne
Relacje z badań na terenie Polski zamyka rozdział zatytułowany „Podkarpacie"
z wspomnieniami z terenu Podkarpacia i Bieszczad. Tu też Autorka zajmowała się
problematyką tożsamości społecznej i kulturowej, zwracając jednak uwagę na rolę
w niej środowiska przyrodniczego jako przestrzeni życia społecznego i jako wartości
symbolicznej. Oddaje to tytuł pierwszego zapisku „Tam lepiej, gdzie krajobraz i zie¬
mia swoje", co „ciąży" nad nastrojem całego rozdziału, w którym wiele miejsca po¬
święcono wędrówkom badawczym po górach i dolinach w poszukiwaniu „dobrych"
informatorów, pojedynczych i rodzin, przytoczono ich opowieści o stosunku do gór,
miejsca w nich szczególnych, gospodarce pasterskiej i gościnności. Autorka przyzna
je się, że natrafiwszy współcześnie na sytuację funkcjonowania w wielu miejscach
prawie pełnej tradycji, zachowywanej „ze zrozumieniem jej potrzeby", w natural¬
ny sposób zwracała uwagę jednocześnie na ową warstwę tradycyjną i na warstwę
współczesną, na relacje między nimi, na proces zmiany kulturowej i to, co nadal
stanowi wartość wyróżniającą od innych. Przywołuje tu także wspomnienia przygód
turystycznych w czasie dawnych badań dialektologicznych w Pieninach, co przybli¬
ża czytelnikowi osobę badacza — człowieka „skazanego" na różne niespodzianki
w terenie. Podobny charakter ma opowiadanie o ukrytym przed informatorem użyciu
dyktafonu w czasie badań w Bieszczadach i wynikłych z tego kłopotach.
Badania poza Polską, prowadzone często okazjonalnie, to obserwacje zewnętrz¬
ne rzeczywistości kulturowej i społecznej. Obrazki wspomnień zawierają różnego
rodzaju ciekawostki dotyczące zachowań ludzi, form gospodarowania (np. u francu¬
skich farmerów), charakteru wsi słowackiej na Węgrzech itp. Sporo badań Autorka
prowadziła na Słowacji, w Czechach, Morawach i na Węgrzech. Są tu zatem zapiski
dotyczące relacji słowacko-czeskich, opis malowanych domów na Morawach, czy
„podziemnej granicy" na Węgrzech. Książkę kończą wspomnienia różne. Dotyczą
m.in. paroletniej współpracy z warszawskim Muzeum Etnograficznym, z czym zwią¬
zana była przygoda z „pływającą" ekspozycją muzealną „Kultura ludowa Mazurów
i Warmiaków", na barce wiślanej. Autorka opisuje też kłopoty (lata 60. XX wie¬
ku) z ingerencją cenzury w realizację użycia kwestionariusza badawczego dotyczą¬
cego wierzeń ludowych, a zawierającego pytania o diabła. Kilka innych zapisków
dotyczy różnych przygód badawczych Autorki. Rozdział kończą zapiski „Dobra
wieś do napisania monografii", która rzeczywiście powstała (Szyfer, 2000). Bada¬
jąc przez wiele lat Warmię i Mazury, Anna Szyfer związała się z terenem badań,
polubiła tutejszych mieszkańców tak dalece, że wreszcie zdecydowała się w jednej
z wsi mazurskich (Woryty) nabyć dom, na stałe pobyty wakacyjne. Jak pisze, jeszcze
przed rozpoczęciem rozmów została rozpoznana, mimo iż była tu przed laty. Fakt
ten można przyjąć jako sukces badacza, który widocznie dzięki swej osobowości
i podejściu do podmiotu, a nie przedmiotu badań, był akceptowany przez miejscową
społeczność.
Zakończenie książki zastępuje autorski „Komentarz", w którym Autorka podsu¬
mowuje czas i problematykę zawartą w przedstawionych wspomnieniach. Myślę,
że na zakończenie warto przytoczyć niektóre Jej stwierdzenia zawarte we wprowa¬
dzeniu, gdyż to one oddają główny zamysł i wartość tej publikacji. Konieczne jest
bowiem nie tylko poznawanie inności, ale jej rozumienie:
Rezenzje i noty recenzyjne
407
Rozumieć — to dobrze poznać, precyzyjnie zinterpretować i zawsze widzieć prob
lem z pozycji nie tylko badacza, ale i tego, który jest podmiotem naszej rozmowy.
Przez lata badań — tych dla mnie najważniejszych — nad żywą, przekazywaną,
przeżywaną i tworzoną kulturą, zdobywałam potwierdzenie procesów, a z czasem
wprowadzenie do teorii naukowych. Bo to one — badania — je potwierdzają.
Dlatego książką Anny Szyfer powinni zainteresować się wszyscy humaniści, nie
tylko etnolodzy.
Irena Bukowska-Floreńska
BIBLIOGRAFIA
Szyfer A.
1996
2000
2005
Warmiacy. Studium tożsamości, Kantor Wydawniczy SAWW, Poznań.
Jest taka wieś. Typowa czy inna?, M-Druk, Wągrowiec.
Ludzie pogranicza. Kulturowe uwarunkowania osobowości, WSNHiD,
Poznań.
Oskar K o l b e r g Wołyń. Suplement do tomu 36. Dzieła Wszystkie, t. 84.,
z rękopisów i źródeł drukowanych zebrała i opracowała Agata Skrukwa, opraco
wanie muzykologiczne Anna Ruda, Instytut im. Oskara Kolberga, Poznań 2002,
ss. LIV, 506.
Oskar Kolberg to ceniony przez wielu polskich badaczy etnograf, folklorysta, mu¬
zyk i kompozytor. Bogactwo i rozległość problematyki zawartej w jego spuściźnie
unaocznić może chociażby tytuł pierwszej, wydanej w 1865 roku, części jego dzieła:
Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy,
pieśni, muzyka i tańce. Seria I. Sandomierskie. Wraz z tą publikacją Kolberg rozpoczął
realizowanie koncepcji serii monografii regionalnych, w których zebrany materiał miał
ukazać „syntezę w postaci obrazu polskiego ludu (...), uzyskaną na solidnym i wy
czerpującym fundamencie empirycznym" (Domański, 1995, s. 64), docelowo tworząc
„panoramę etnograficzno-folklorystyczną dawnej Rzeczpospolitej" (Skrukwa, 1995,
s. 48). Z tej przyczyny, pośród dzieł Kolberga wydawanych nieprzerwanie od lat sześć¬
dziesiątych minionego wieku, znalazły się także te, w których zawarte materiały doty¬
czą terenów nie znajdujących się na terenie Polski współczesnej.
Taka sytuacja ma miejsce w przypadku przedostatniego, 84. z serii tomu, zatytu¬
łowanego Wołyń. Suplement do tomu 36. To jedna z ostatnich publikacji Instytutu im.
Oskara Kolberga, stanowiąca uzupełnienie do wydanej prawie sto lat temu monografii
regionalnej. Obejmuje ona swoją treścią kilka różnych obszarów badawczych, mogących
408
Rezenzje i noty recenzyjne
zainteresować etnologa, folklorystę, etnomuzykologa czy ukrainistę. Znajdują się tam
informacje na temat Wołynia, jego mieszkańców oraz spotykanych u nich zwyczajów
i obrzędów. W książce odnajdziemy jednak głównie pieśni oraz melodie z tego regionu.
Biorąc pod uwagę strukturę pracy, można w niej wydzielić dwie główne części.
Pierwszą z nich stanowi szeroki i rzetelnie przygotowany komentarz, którego autorami
jest zespół redakcyjny z Instytutu im. Oskara Kolberga. W tej części Agata Skrukwa
wyjaśnia motywy wydania suplementu, do których należą chęć poprawienia błędów
zawartych w tomie Wołyń z 1907 roku oraz uzupełnienie informacji pominiętych w po¬
przedniej publikacji. Opisuje także dokładnie pracę nad zbieraniem i opracowywaniem
materiałów do książki, wybranych spośród pozostawionych przez Kolberga rękopisów
i źródeł drukowanych. Natomiast Anna Ruda zajęła się opracowaniem muzykologicz¬
nym prezentowanych w tym tomie pieśni. Zasługą pań redaktorek jest także, znajdują¬
cy się na końcu książki, zbiór przypisów źródłowych do podstawowego tomu mono¬
grafii oraz bibliografia i indeksy do obu tomów. Układ taki pozwolił ująć zamieszczone
w środku książki materiały źródłowe w swoistą klamrę redakcyjną.
Druga spośród wyróżnionych części Suplementu stanowi prezentację efektów pra¬
cy badawczej Oskara Kolberga. Nie ma w niej jednak tez naukowych, jedynie opisy
i cytaty. Biorąc pod uwagę cele przyświecające Kolbergowi, można stwierdzić, iż było
to zgodne z przyjętą przez niego koncepcją - badacz zajmował się bowiem głównie
gromadzeniem i dokumentowaniem materiałów, natomiast analizę zebranych materia¬
łów zamierzał pozostawić innym. Tak więc informacje zawarte w tej części zebrane
zostały przez Oskara Kolberga, natomiast ich układ jest dziełem redakcji, która ułożyła
je w kilku rozdziałach. Dwa pierwsze z nich, „Materiały do rozdziału «Kraj»" oraz
„Materiały do rozdziału «Lud»", zawierają notatki Kolberga zaczerpnięte z dostępnej
mu literatury i traktują o Wołyniu oraz o zamieszkującej ten teren ludności. Następne
rozdziały zawierają uporządkowane tematycznie pieśni, wraz z komentarzami na temat
okoliczności, w jakich je śpiewano. Są to, w kolejności zgodnej z książką: „Zwyczaje
doroczne", „Obrzędy rodzinne", „Pieśni powszechne", „Pieśni szlacheckie i miejskie",
„Tańce i melodie bez tekstu" oraz „Materiały do rozdziału «Świat nadzmysłowy»".
Ułożono je ze względu na tematykę oraz liczbę komentarzy, które udało się odnaleźć
w teczce stanowiącej spuściznę po Kolbergu, w kolejności od najszczegółowiej opra¬
cowanego, kończąc na rozdziale obejmującym pieśni, po których zachował się sam
tylko zapis nutowy. Warto zaznaczyć, że w rozdziale zatytułowanym „Zwyczaje do¬
roczne" zastosowano chronologię uwzględniającą rok obrzędowy, rozpoczynając od
okresu bożonarodzeniowego. Natomiast niewielka liczba informacji na temat podań,
przysłów, zagadek i kwestii językowych skłoniła redakcję do umieszczenia tych zagad¬
nień w jednym, ostatnim w tej części książki, rozdziale.
Styl opisów Kolberga trudno oceniać pod względem walorów literackich. Zasadniczą
treść książki stanowią notatki sporządzane przez autora prawie półtora wieku temu, ję¬
zyk jest więc miejscami dość archaiczny. Jednakże w przypadku słów, których znaczenia
trudno jest się domyślić lub też można je mylnie skojarzyć, redakcja umieściła ich wy¬
jaśnienie w przypisach dolnych, np. słowo chołostyi zostało wyjaśnione jako: kawalery
(s. 217). Pewne zastrzeżenie budzić może wielość i długość cytatów w tekście. Liczne wy¬
pisy z innych dzieł, w tym niemieckojęzycznych, zajmują po kilka stron (np. s. 16-21),
Rezenzje i noty recenzyjne
409
co zaburza płynność czytania tekstu. Nie można jednak zapominać o tym, że korzy
stanie z przedruków i fragmentów publikacji innych osób było częścią metody pracy
stosowanej przez dziewiętnastowiecznego badacza przy zbieraniu materiałów.
Uwagi na temat kwestii językowych należy także odnieść do redakcyjnego wstę
pu. Powinien on być jasny i czytelny, stanowiąc objaśnienie charakteru prezentowa
nych materiałów, nie do końca jednak zdaje się spełniać swoją rolę. Mankamentem
jest tutaj użycie dość hermetycznego języka, w tym specjalistycznego słownictwa.
Sprawia on, że nawet naukowcom taki tekst czyta się dosyć trudno. Redaktorski
wstęp do Suplementu opracowany bowiem został metodą stosowaną przez źródłoznawców, etnologom na ogół nieznaną. Nasuwa to wiosek, iż w celach badawczych
z tak opracowanego źródła korzystać mogą raczej muzykolodzy czy historycy kultu¬
ry, posiadający odpowiedni do tego warsztat i aparaturę naukową.
Na pochwalę zasługuje sposób zapisu słów pieśni, zastosowany przez Kolber
ga: uchwycenie brzmienia samogłosek pośrednich poprzez umieszczenie, nad prob
lematyczną głoską, drugiej. W czasach, gdy znany folklorysta prowadził badania,
nie ustalono jeszcze standardowego zapisu fonetycznego, tak więc stosowany przez
Kolberga zapis jest dziś niezwykle pomocny w badaniach prowadzonych przez dia¬
lektologów. Wartość naukowa obu tomów dotyczących Wołynia opiera się także na
dużej liczbie zawartych w nich tekstów ukraińskich, dokumentujących przejściowy
etap rozwoju języka ukraińskiego. Do czasów Kolberga na Ukrainie udało się zebrać
i opublikować jedynie około 100 pieśni, tak więc recenzowana książka stanowi waż¬
ne uzupełnienie luki źródłoznawczej.
W kwestii zawartości merytorycznej pracy, z etnologicznego punktu widzenia,
zwraca uwagę znikoma ilość materiałów etnograficznych opisanych na kartach
książki - to zaledwie około 30 stron czystego tekstu w ponad pięciusetstronicowym
dziele. Należy mieć jednak na uwadze, iż w publikacji znajdują się jedynie materiały
pominięte w wydanej wcześniej monografii podstawowej. Uboga ilość zawartych
w książce informacji z zakresu etnografii jest więc usprawiedliwiona, podobnie jak
i sposób ich ułożenia. Celem stworzenia tej publikacji było wydanie uzupełnienia do
tomu nr 36, nie zaś - nowej, pełnej monografii regionu wołyńskiego. W tym miej¬
scu nasuwa się wniosek, iż lektura omawianej książki, a tym bardziej chęć podjęcia
przy jej pomocy badań porównawczych czy analitycznych, nie ma racji bytu bez
jednoczesnego korzystania z tomu podstawowego dotyczącego Wołynia. Należałoby
nawet postąpić odwrotnie: czytanie tomu 36 uzupełniać lekturą Suplementu.
Warto jeszcze odnieść się do celów przyświecających idei wydania tego oraz
pozostałych tomów z serii DWOK. Redaktorzy książki Oskar Kolberg. Prekursor
antropologii polskiej wskazują na możliwość wykorzystania publikowanych mate
riałów „w badaniach, popularyzacji i edukacji" (Bielawski, Dadak-Kozicka, Lesień-Płachecka, 1995, s. 5-6). Suplement, wraz z tomem Wołyń, do którego omawiana
książka stanowi uzupełnienie, z powodzeniem można więc odnieść do sfer życia nie
tylko stricte naukowych. Ciekawym pomysłem mogłoby być propagowanie prezen
towanego tomu w nowoczesnej edukacji, korzystając z modnego dziś hasła: „Europy
regionów" - rozumianego jako chęć czy potrzeba „powrotu do korzeni", manifesto¬
wanego współcześnie zarówno w aspekcie politycznym, społecznym, jak i dydak-
Rezenzje i noty recenzyjne
410
tycznym. Właśnie ten ostatni element stwarza wyjątkową szansę na praktyczne wy¬
korzystanie informacji z monografii regionalnej Kolberga podczas prowadzonych,
w ramach ścieżek międzyprzedmiotowych, zajęć z zakresu edukacji regionalnej. Jed¬
nocześnie osiągnięty byłby dydaktyczny cel wydawania dzieł Kolberga. Odwołanie
się do tradycji daje bowiem bardzo konkretny kontekst i stwarza możliwość wyko¬
rzystania w praktyce spuścizny kolbergowskiej, nadania jej nowego sensu.
Niewątpliwie, można się zgodzić z redaktorami książki, iż Suplement — wraz
z tomem podstawowym — „stanowią najobfitszy XIX-wieczny zespół źródeł folk
lorystycznych z tej części Ukrainy w zakresie pieśni i muzyki (...), [który] poszerza
wiedzę o ukraińskiej i polskiej kulturze ludowej Wołynia oraz daje cenny materiał
porównawczy dla badań współczesnych" . Po prezentowane dzieło sięgnie więc
z pewnością ten czytelnik, który - przejrzawszy monografię podstawową na temat
Wołynia - zapragnie poznać szerszy kontekst prezentowanych w niej informacji.
Będzie to raczej muzykolog i/lub ukrainista, gdyż etnologa mogą nie zaciekawić
nielicznie prezentowane w tomie informacje z zakresu interesującej go dziedziny.
Suplement może się także okazać ciekawym źródłem dla wywodzących się spoza
świata naukowego miłośników kultury Wołynia, w tym animatorów kultury czy też
muzyków-praktyków. Jednakże wielce prawdopodobny jest fakt, iż potraktują go oni
jako zbiór tradycyjnych tekstów i melodii, omijając podczas lektury zbyt trudnym
językiem napisany redakcyjny wstęp.
Katarzyna Linda
1
BIBLIOGRAFIA
Bielawski L, Dadak-Kozicka K.J., Lesień-Płachecka K.
1995
Wstęp, Oskar Kolberg. Prekursor antropologii polskiej, red. L. Bielawski,
K.J. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Instytut Sztuki PAN, Warszawa,
s. 5-7.
Domański W.
1995
Oskar Kolberg i jego dzieło, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii
polskiej, red. L. Bielawski, K.J. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, In
stytut Sztuki PAN, Warszawa, s. 63-72.
Kolberg O.
1964
Wołyń, Obrzędy, melodie, pieśni. Dzieła wszystkie, t. 36, z brulionów
pośmiertnych przy współudziale S. Fiszera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak,
Wrocław-Poznań, reedycja fotooffsetowa, pierwodruk: Kraków 1907.
Skrukwa A.
1995
Dzieje spuścizny rękopiśmiennej Oskara Kolberga i jej obecny stan, w: Oskar
Kolberg. Prekursor antropologii polskiej, red. L. Bielawski, K. J. DadakKozicka, K. Lesień-Płachecka, Instytut Sztuki PAN, Warszawa, s. 37-54.
Strona Instytutu im. Oskara Kolberga: http://www.oskarkolberg.pl, dostęp: 20.07. 2007.
1
Ze strony internetowej Instytutu im. Oskara Kolberga, http://www.oskarkolberg.pl
Rezenzje i noty recenzyjne
411
Janusz H o c h l e i t n e r, Obrzędy doroczne w kulturze chłopskiej Warmii
południowej w XVI-XVIII wieku, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Ma
zurskiego, Olsztyn 2006, ss. 314.
Przedstawioną poniżej książką zajęłam się z dwóch powodów: obowiązku etnolo¬
ga oraz mojej znajomości terenu — Warmii, gdzie prowadziłam badania przez ponad
pół wieku.
W tytule pracy występuje jako teren penetracji badawczych Warmia, a czas został
określony przez autora-historyka jako XVI-XVIII wiek. I tu pojawia się pierwszy po¬
ważny problem. Autor nie ogranicza się bowiem ani do terenu, ani do zakreślonego
wstępnie czasu — przedstawia wyrywkowe materiały z całej Polski i dość swobod¬
nie skacze ruchem konika szachowego od średniowiecza po współczesność.
Wykorzystane zostały źródła zastane — materiały archiwalne i literatura przedmio¬
tu. Pierwsza kategoria źródeł to autentyczne dokumenty dotyczące regulacji, mówiąc
skrótowo, kościelnych, między innymi wskazówki i polecenia dla parafii i probosz¬
czów, zawarte w aktach archiwów Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie. Drugą sta¬
nowią różne pod względem wartości, prace i opracowania etnograficzne odnoszące się
do poszczególnych regionów oraz do całego obszaru Polski. Tak więc mamy tu dwa
typy źródeł, ale tylko jedno odpowiada tematowi pracy zawartemu w tytule.
Pracę otwiera wstęp, zawierający omówienie stanu badań, źródeł i literatury
przedmiotu. Rozdział pierwszy to rys historyczny terytorium Warmii południowej;
w rozdziale drugim, „Religia a tradycja", autor przedstawił problem autorytetu pro¬
boszcza, funkcji ówczesnych parafii i , co ciekawe, znaczenia luterańskich Mazur.
Kolejne dwa rozdziały odnoszą się bezpośrednio do tematu pracy: rozdział III, „Czas
pracy", dotyczy nakazów i zakazów kościelnych związanych z pracą, a rozdział IV
(„Święta religijne a obrzędowość ludowa") — związanych ze świętami. Ma to od
niesienie do podziału na czas profanum i czas sacrum. Ale czy poza świętami koś
cielnymi człowiek nie odpoczywał i nie bawił się? Pewne elementy takiej zabawy
przedstawia rozdział V, „Szczególne formy pobożności", w którym omówiono piel¬
grzymki i odpusty.
Dodać trzeba, że praca zawiera 1560 przypisów (tak!) i bardzo obszerne wyka¬
zy źródeł i literatury (450 pozycji). Wygląda to imponująco, ale analizując przypi¬
sy i literaturę można zauważyć, że udział pozycji odnoszących się do tematu pracy
nie wynosi więcej niż 1/3. Niestety, zarówno sposób ich przytaczania, w ogromnym
przemieszaniu, jak i spora liczba błędów merytorycznych zmusza do stwierdzenia,
że — trawestując znane powiedzenie — w tej beczce miodu znaleźć można już nie
jedną, ale kilka łyżek dziegciu.
Zacznę od kilku ogólniejszych stwierdzeń, podkreślając pozytywne strony pracy.
Niezwykle ważne dla etnografa jest wskazanie na genezę niektórych zwyczajów
i obrzędów dorocznych oraz na ich źródło — normatywne regulacje instancji koś¬
cielnych. Tu autor z kompetencją historyka wyzyskuje cenne materiały z archiwów
kościelnych, głównie Archiwum Archidiecezjalnego w Olsztynie.
Interesujące jest zwrócenie uwagi na społeczność — tu parafialną czy wioskową
— jako zbiorowego „konsumenta" wzorów (np. bractwa kościelne). Dobre uwagi
412
Rezenzje i noty recenzyjne
dotyczą synkretycznych procesów wchłaniania elementów pogańskich (tak pruskich,
jak i pozostałości słowiańskich u osadników na Warmii). Sądzę, że ważne jest również
zwrócenie uwagi na rolę luterańskiego sąsiedztwa Mazurów. Ponadto, ciekawy jest
wykaz prezentujący kult świętych, co pozwala na porównanie z obrazem dzisiejszym.
No tak! To jest miód. A zapowiadany dziegieć? Chyba głównym powodem nie¬
dostatków książki jest podjęcie się pracy z zakresu etnologii przez nie-etnologa,
który nie sięgnął po konsultacje i recenzje specjalisty-etnologa. Bo popatrzmy: tam,
gdzie autor sięga do źródeł historycznych, daje to wartościowy poznawczo materiał.
Niestety, odniesienia do obszernej literatury etnograficznej — choć należy podzi¬
wiać pracowitość autora — stanowią zlepek informacji o różnorodnej proweniencji
i wartości.
Drugim błędem jest sposób, w jaki autor wykracza poza omawiany teren i czas.
Teren Warmii południowej można i trzeba było porównać z cechami kulturowymi są¬
siednich regionów, z których przybyli osadnicy na Warmię. Są opracowania i nawet
mapy dotyczące tego tematu. Można też wskazać na zasięg ogólnopolski większości
zwyczajów i obrzędów dorocznych — istnieją przecież atlasy etnograficzne i mono
grafie. Można by wtedy uniknąć powoływania się na tak liczne drobne i rozproszone
źródła. Z kolei czas, to przecież dla historyka kategoria najważniejsza! A tu wiek
X V I wymieniany jest z XX, a XVII z XIX.
Niestety, nie powiodły się też próby autora wykorzystania w pracy koncepcji
strukturalnej, gdyż rozumie j ą błędnie, przyjmując, że „zmiana choć jednego ele¬
mentu pociąga za sobą zmianę wszystkich" (s. 14).
Aby nie być gołosłowną w stwierdzeniu o wielu błędach, pozwolę sobie przyto¬
czyć choć kilkanaście przykładów:
— wymienianie łącznie, w przeglądzie literatury, autorów z różnych prac zbio¬
rowych. Na przykład w monografii Kultura ludowa Mazurów i Warmiaków znaleźli
się Steffen, Gębik, Grajek. Rzeczywiście, pisali oni, ale zamieszczali swoje teksty
gdzie indziej;
— mówiąc o typach wsi (w części dotyczącej charakterystyki omawianego tere¬
nu) autor pisze, że „owalnica" zaginęła, przekształcając się w wielodrożnicę. Jednak¬
że ciągle są jej ślady na wsi;
— autor stale przywołuje termin „kultura typu ludowego" odnosząc go do okresu
od X V I wieku. A przecież to termin ukuty współcześnie i odnoszący się do współ¬
czesności;
— nie wiadomo czemu przywoływany jest Jerzy Topolski i jego artykuł Problemy
metodologiczne monograficznych badań wsi. Przecież Hochleitner nie zajmuje się
monografiami;
— o szkołach w XVI-XVII wieku autor pisze raz, że są to szkoły elementarne,
raz że parafialne, a raz — wiejskie. A przecież szkoły elementarne to dopiero rezultat
działania Komisji Edukacji, w końcu XVII wieku;
— wprowadza bardzo dziwne określenie: „odrębność lokalna", myląc j ą z regio¬
nalną, a może etniczną;
— wyraźną pomyłką jest przypisywanie Warmiakom wierzenia w „płanetnika"
— to tylko Podhale i Orawa, jak też potrawy wigilijnej „kutii" — to Wileńszczyzna;
Rezenzje i noty recenzyjne
413
— zespoły maszkar zwane „rogalami" chodzą — prawie do dziś — w okresie od
Bożego Narodzenia do Nowego Roku, a nie po święcie Trzech Króli (podany przypis
odnosi się zresztą do Wielkopolski);
— we fragmencie o odpustach i pielgrzymkach (rozdz. V), autor wyraźnie myli
z nimi „kiermas" pisząc: „odpusty parafialne nazywano «kiermasami»". A kiermasy są to spotkania uczestników pielgrzymek i odpustów, przybywających z okolicy,
u któregoś z gospodarzy w czasie odpustów. Hochleitner przywołuje pracę ks. Wa¬
lentego Barczewskiego Kiermasy na Warmii, ale nie korzysta z niej. Czyżby potrzeb¬
na była tylko do umieszczenia w przypisie?
— zbiór artykułów pokonferencyjnych Warmiacy i Mazury. Życie codzienne lud
ności wiejskiej w Ipoł. XIX w., Hochleitner uważa za podręcznik.
Przedstawiłam tylko wybrane przykłady; z braku miejsca nie mogę tutaj wskazać
licznych błędów w przypisach.
Podsumowując, ogromna szkoda, że autor nie ograniczył się do przedstawienia
i zanalizowania źródeł historycznych — jak zapowiada to tytuł. Byłaby to praca war¬
tościowa poznawczo i przydatna. Niestety, mimo ogromu pracy włożonego przez
autora, próbującego wprowadzić materiał etnograficzny z XIX i XX wieku, brak
przygotowania etnologicznego prowadzi do nieporadnych interpretacji, stwarza cha¬
os i prawie uniemożliwia wykorzystywanie tej części książki.
Anna Szyfer
Jędrzej Wowro. Świątkarz beskidzki / Beskidian Holy Sculpture Maker, tekst
A. Kowalska-Lewicka, zdjęcia J. Kubiena, projekt graficzny M . Hojda, Wadowi
ckie Centrum Kultury, Wadowice 2006, ss. 96, il. 100.
Odkryty w 1923 roku przez Emila Zegadłowicza i rozsławiany przez tegoż oraz
krąg zaprzyjaźnionych z nim literatów i artystów, skromny rzeźbiarz z Gorzenia
pod Wadowicami stał się wkrótce najbardziej znanym i cenionym twórcą ludowym
okresu międzywojennego. Powstało sporo prac na jego temat, jego twórczość ana¬
lizowana jest też współcześnie, ale omawiany album po raz pierwszy przedstawia
jego dorobek tak szeroko i w kolorze. Wśród stu fotografii, poza kilkoma zdjęcia¬
mi archiwalnymi ukazującymi samego Wowrę i jego najbliższe otoczenie, wszyst¬
kie pozostałe przedstawiają jego rzeźby oraz drzeworyty. Autor zdjęć wybierał je
nie tylko w zbiorach muzeów etnograficznych (Państwowe Muzeum Etnograficz
ne w Warszawie, Muzeum Archeologii i Etnografii w Łodzi), Muzeum Śląskiego
w Katowicach, Górnośląskiego w Bytomiu oraz placówek regionalnych (Bochnia,
Myślenice, Gorzeń), ale spenetrował również dziewięć najważniejszych prywatnych
kolekcji. Z tego ogromnego materiału dokonał celnego i starannego wyboru, wska¬
zując na rozległość tematów podejmowanych przez Wowrę. W jego twórczości do¬
minowała zdecydowanie tematyka sakralna. Powtarzał wielokrotnie, ale w różnych
i oryginalnych ujęciach te same osoby czy sceny; należy do nich nie tylko Święta
414
Rezenzje i noty recenzyjne
Rodzina, Chrystus Ukrzyżowany, Frasobliwy, Chrystus przed Piłatem czy Pieta, ale
także, między innymi, św. Michał Archanioł, św. Franciszek, św. Kinga. Takie ze
stawienia, prezentowane w książce, pozwalają ocenić ogromne możliwości twórcze
Wowry. Większość rzeźb pokazano na neutralnych lub zanikających tłach, a sporo
w udanych zbliżeniach.
Dwujęzyczny tekst, włamany między fotografie krótkimi akapitami, potoczyście
napisany, czyta się świetnie. Przedstawia on koleje życia Jędrzeja Wowry, a właś
ciwie Andrzeja Wawry. Wowro, urodzony 13 listopada 1864 w Gorzeniu Dolnym
pod Wadowicami, był synem miejscowego gospodarza, który przez pewien czas był
nawet wójtem, ale utracił rodzinny majątek. Życiorys Wowry przypominał koleje
losu wielu chłopskich twórców — pierwsze próby rzeźbiarskie przy pasieniu krów,
potem długa przerwa na podejmowanie różnych prac zarobkowych, także „na Sak
sach", z miernym zresztą skutkiem, wreszcie w początku lat 20. powrót na stałe do
rodzinnej wsi i do rzeźbienia. W 1923 roku ukazała się Ballada o Wowrze powsino
dze, beskidzkim świątkarzu... Emila Zegadłowicza, który przy tej okazji twierdził,
iż od dawna zna Wowrę, ale w rzeczywistości dopiero później zobaczył jego rzeźby
i zachwycił się nimi. Ten moment odmienił życie rzeźbiarza — w swojej twórczości
zyskał źródło zarobkowania i stabilizacji, gdyż przyjaciele, znajomi i goście Zegad¬
łowicza rozsławiali i chętnie kupowali jego świątki. Kolejne 12-13 lat od tego czasu
(Wowro zmarł bowiem 21 listopada 1937 roku), to zarazem apogeum twórczości
rzeźbiarza. Autorka tekstu nie wgłębia się w analizę formalną jego dzieł, przytacza
tylko opinię, że nie znalazł naśladowców (poza własnym synem, Stanisławem, który
przeżył go zaledwie o kilka lat) ze względu na swoisty, trudny do podrobienia styl.
Anna Kowalska-Lewicka wychwytuje rozbieżności we wcześniejszych relacjach na
jego temat i podkreśla wątpliwości. Żałuje, że w tamtej epoce nie dysponowano dyk¬
tafonami, przez co opowieści Wowry, a gawędziarzem był ponoć również świetnym,
znane są tylko z relacji pośrednich.
Dopiero na samym końcu eseju autorka przyznała, że Wowro był jej znany osobi
ście. Miała rodzinne powiązania z Wadowicami, stąd często tam przyjeżdżała. Naj¬
pierw jako dziewczynka, potem jako młoda panienka chodziła z ojcem na spacery,
nierzadko właśnie do Gorzenia, gdzie odwiedzali rzeźbiarza. Pamięta Wowrę, jego
żonę, dzieci, atmosferę domu. Wspomina, że nie mieli wówczas żadnej możliwości
wyboru wśród jego dzieł, bo na ogół tylko jedna figura była gotowa na sprzedaż.
Profesor Tadeusz Kowalski, słynny orientalista, zakupił w sumie sporą liczbę rzeźb
Wowry, dla upiększenia własnego domu i na prezenty dla znajomych. Anna Kowalska-Lewicka dorastała więc w otoczeniu tych świątków. Należy do ostatnich świad¬
ków życia i twórczości legendarnego rzeźbiarza, stawianego niegdyś — z emfazą
— obok Wita Stwosza i Xawerego Dunikowskiego.
Ewa Fryś-Pietraszkowa
