http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/3787.pdf

Media

Part of Sprawozdania i recenzje / Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.2

extracted text
Ryc.

1. Dywan dwuosnowowy

W Y S T A W A

w kolorach

S Z T U K I

białym i czarnym.
pow. AugiLstów.

L U D O W E J

W

Wyk.

Franciszka

208

Lipsk,

B I A Ł Y M S T O K U

ZOFIA
Zorganizowana w lipcu, a trwająca do polowy
września r. ub. Wystawa Sztuki Ludowej w Białym­
stoku miała na celu zilustrowanie dorobku Biało­
stocczyzny we wszystkich dziedzinach twórczości l u ­
dowej w pierwszym dziesięcioleciu Polski Ludowej.
Inicjatorzy i organizatorzy wystawy — Wydział K u l ­
tury Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w
Białymstoku, Muzea w Białymstoku i w Łomży oraz
Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego —
korzystały z poparcia Centralnego Zarządu Sztuk Pla­
stycznych i Wystaw Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Zgromadzone w liczbie ponad 300 eksponaty ze
wszystkich powiatów województwa białostockiego re­
prezentowały: tkactwo, plecionkarstwo, hafty i ko­
ronki, odzież i strój, ceramikę, rzeźbę, rysunki oraz
drobne zdobnictwo ludowe.
Pewna część eksponatów pochodziła ze zbiorów
muzealnych i prywatnych z lat dawniejszych, sprzed
Wyzwolenia. Miały one uzupełnić wystawę i una­

Rybko,

STARONKOWA

ocznić przemiany, jakim twórczość ludowa uległa na
przestrzeni lat. Cel ten jednak — może z wyjątkiem
rzeźby — nie został osiągnięty, głównie z powodu bra­
ku napisów z datami i objaśnieniami.
Najliczniejszym działem wystawy było tkactwo.
Tkaniny rozmieszczono w hallu i wszystkich czte­
rech salach, a oprócz tego umieszczono w gablotach —
poskładane, widoczne tylko fragmentarycznie. Dobrym
wprowadzeniem do działu tkanin był ustawiony w
pierwszej sali warsztat tkacki z zaczętą robotą prze­
tykanej lnianej „płachty". Można było obejrzeć ro­
bione ze sznurka lnianego nicielnice o tzw. długich
oczkach, grzebień, czyli płochę, sporządzoną z cienkich
drewienek, oraz czółenko z nawiniętą na cewkę nicią
lnianą. Szkoda, że nie pokazano przy tej okazji „de­
ski", używanej do wyrobu niektórych tkanin, oraz
„prątków".
Z tkanin reprezentowane były dywany dwuosnowowe, sejpaki tkane „w deskę", tkaniny rypsowe,

przetykane wełniane, radziuszki lniane, lniane rząd­
kowe (czynowate) ręczniki oraz rządkowe wełniane
i lniane płótna. Z dywanów dwuosnowowych prawie
wszystkie były wykonane w okresie powojennym,
a nawet po roku 1949, ponieważ mniej więcej w tym
czasie zdołano wznowić znaną, lecz częściowo za­
rzuconą technikę tkania dywanów o podwójnej
osnowie.
Zwracał uwagę dwuosnowowy dywan biało-czarny,
wykonany przez Franciszkę Rybko (Lipsk, pow. Au­
gustów), przedstawiający w partii środkowej dwa
gołąbki, po bokach zaś napisy i daty. Kompozycja
całości, jak i środkowego motywu gołąbków — nie
była jednak szczęśliwa. A szkoda, bo dywan tego
rodzaju mógłby mieć duże zastosowanie jako tkanina
reprezentacyjna (ryc. 1).
Wśród kilkunastu wystawionych dywanów dwu­
osnowowych osobną grupę stanowiły tkaniny sokol­
skie, wykonane pod kierunkiem prof. E. Plutyńskiej,
wyróżniały się one kolorytem oraz tematyką. W ośrod­
ku sokolskim dąży się obecnie do' tego, by przywró­
cić stare metody farbowania tkanin barwnikami na-

Ryc. 3. „Droga przez wieś". Dywan
dwuosnowowy.
Wyk. Felicja Jaroszewicz, Janów, pow.
Sokółka.

Ryc.

2.

Dywan

dwuosnowowy.

Wyk.

Felicja

szewicz, Janów, pow. Sokółka.

Jaro­

turalnymi, jak np. korą dębową, korą kruszyny, liść­
mi brzozy. Oprócz tego tkaczki do barwienia uży­
wają koszenili i indyga. Daje to w efekcie kolory
stonowane, miłe dla oka.
Większość dywanów wykonana była dla uczczenia
dziesięciolecia Polski Ludowej, stąd ich aktualna te­
matyka, jak np. wiejska szkoła, droga przez wieś,
spółdzielnia hodowlana; niektóre tylko reprezentowały
dawną twórczość tradycyjną — o motywach roślin­
nych, wypełniających rytmicznie środkowe pole dy­
wanu. Wśród odrzuconych przez jury i nie ekspono­
wanych na wystawie znalazły się dywany o wzorach
naśladujących kapy tkane fabrycznie.
Ze względu na znaczną ilość zgromadzonych tka­
nin trudno byłoby omówić wszystkie, ograniczymy
się więc jedynie do ważniejszych.
Należy do nich przede wszystkim doskonale skom­
ponowany dywan Aleksandry Radulskiej z Janowa
(pow. Sokółka), przedstawiający uroczysty obchód
święta 22 lipca na wsi (ryc. 2). Zasadnicza treść kom109

pozycji umieszczona jest w pasie środkowym. Wi­
dzimy tu budynek szkolny oraz prowadzącą doń sze­
roką drogą, a na niej grupę dzieci i dorosłych. Nie­
którzy niosą kłosy zboża lub kwiaty, inni koszyczki.
Tu i ówdzie wśród ludzi widać zwierzęta i ptaki. Po
obu stronach drogi rosną drzewka, potraktowane de­
koracyjnie, powtarzające się symetrycznie. Dość sze­
rokie obramienie wypełnione jest zygzakiem i mo­
tywem kłosów. Kompozycja całości prosta i zwarta,
a poszczególne motywy roślinne i figuralne szczerze
ludowe.
Mniej szczęśliwy w kompozycji był dywan wyko­

nany przez Felicję Jaroszewicz, również z Janowa
(ryc. 3). Dywan ten, podzielony na trzy części, w gór­
nej przedstawia wieś złożoną z kilku domów, w środ­
kowej — pasiekę, w dolnej zaś — stado owiec i kóz
pędzone przez pasterza do obory. Analizując poszcze­
gólne części dostrzegamy pewną nieporadność w roz­
mieszczeniu elementów (domki w części górnej), nie­
dostateczną przejrzystość układu (część środkowa)
i brak równowagi (część dolna).
Wyraźnym nieporozumieniem był drugi dywan tejże
autorki, stanowiący swobodną replikę pracy zaty­
tułowanej „Droga przez wieś", wykonanej po raz

v
Б

s
d
I:
ti
В
С
k<
st
w
Pi
ro
dr
mi
W;
Ryc.

10
110

4. Dywan

dwtiosnowowy.

Wyk.

Sabina

Maselbas,

Wasilówka,

pow.

Sokółka.

Ryc.

5. Dywan

dwuosnowowy.

Ryc. 6. Dywan dwuosnowowy. Wyk. Olimpia
wicz, Janów, pow. Sokółka.

Wyk.

Sabina Maselbas,

Wasilówka,

pow.

Sokółka.

Jarosze­

Ill

Ryc.

7.

Dywan dwuosnowowy.
pow.

pierwszy w latach 1950—52 przez Dominikę Buj­
nowską z Węgrowa *.
Wśród dywanów o tematyce tradycyjnej wyróżniały
się prace Sabiny Masełbas (kol. Wasilówka, pow. So­
kółka), która kontynuuje wzory odziedziczone po mat­
ce. Składają się na nie motywy roślinne w postaci
stylizowanych gałązek winorośli, wypełniających w
prostym, przejrzystym układzie pole środkowe, oraz
również roślinne motywy tworzące obramienie (ryc. 4).
Czasem w kwietny szlak obramienia wplecione są
sylwetki ludzi 1 zwierząt (ryc. 5).
* „Polska Sztuka Ludowa" nr 6, 1952, s. 350, ryc. 8.
112

Wyk. Aurelia
Sokółka.

Majewska,

Janów,

Do grupy dywanów reprezentujących formy trady­
cyjne należy również zaliczyć tkaninę dwuosnowową
wykonaną przez Olimpię Jaroszewicz (Janów, pow.
Sokółka) o motywach roślinnych i zwierzęcych (ryc. 6)
oraz stary dywan z r. 1896, tkany przez Pelagię Su­
limę (Ruda, pow. Grajewo). Przykładem nowoczesnej
kompozycji opartej o dawne wzory roślinne jest
dwuosnowową tkanina (ryc. 7) Aurelii Majewskiej
(Janów, pow. Sokółka). Innym typem dywanów dwuosnowowych była tkanina Franciszki Rybko (Lipsk,
pow. Augustów), o wzorze geometrycznym, w romby
i gwiazdy (ryc. 8), nawiązująca w ogólnym charakte­
rze do dawnych dwuosnowowych dywanów mazur-

skich i podobnie jak one zszywana wzdłuż, z dwóch
części.
i
Z innego rodzaju tkanin wystawione były wełnia­
ne dywany rypsowe o wzorze geometrycznym, po­
wstałym z elementów kostki i prostokąta. Niektóre
z nich były zupełnie w tym samym typie, co tkaniny
opoczyńskie „w koziołki", i odznaczały się szeroką
gamą kolorystyki, występującą w pasach lub kracie.
Dużą ilość tkanin rypsowych reprezentowały tkaniny
dwukolorowe lniano-wełniane i lniano-bawełniane,

Ryc.

8. Dywan

dwuosnowowy.

ó wzorze powstałym z kostki rypsowej i prostokątów
rozbudowanych w kole. Były to płachty Scholastyki
Krupowicz (Janów, pow. Sokółka) biało-granatowe,
biało-zielone i biało-bordowe. Wśród nich — jedna
całkowicie lniana, szaro-biała. Płachty tego rodzaju
występują na terenie całego województwa.
Odrębne w typie były tzw. sejpaki, pochodzące z po­
wiatów suwalskiego, augustowskiego i grajewskiego.
Tkaniny te, lniano-wełniane, o układzie pionowym,
wykonane są na wąskim krośnie i zszywane środkiem.

Wyk. Franciszka

Rybko,

Lipsk, pow.

Augustów.

113

Ryc. 9. Sejpak.

Tkanina

przetykana Iniano-wełniana.
Reszki, pow.
Augustów.

Wzór, ręcznie tkany wełnianym wątkiem, występuje
na lnianym płóciennym tle. Motywem, stale powta­
rzającym się jest gwiazda ośmioramienna, komponują­
ca się w skośnej (ryc. 9) lub prostej kracie, a prócz
tego motyw geometryczny, zbudowany w kwadracie
ze skośnej kraty. Brzeg stanowią dwa szerokie pasy
po obu bokach na pionie tkaniny, dochodzące do
30 cm szerokości, wypełnione zygzakowatym geome­
trycznym wzorem obok skośnych form, ustawionych
przy sobie i imitujących listki na gałązce. Góra i dół
tkaniny zwykle nie mają pasów krawędziowych. Nie
każdy jednak sejpak bywa w ten sposób wykonany.
Np. jeden z dywanów tkanych przez Czesławę Twar­
114

Wyk. Czesława

Twardowska,

dowską zakończony jest u dołu pasem stylizowanych
geometrycznie ptaszków, zwróconych do siebie para­
mi, a przegrodzonych trójkątem, stanowiącym jakby
wazon, którego motywy rozsypują się po całej tkani­
nie. Składają się one z występujących na przemian
form geometrycznych, zbudowanych w kształcie
kwadratu i gwiazdy ośmioramiennej — ujętych w
skośną kratę. Sam dół jest zakończony powtórzonym
czterokrotnie zygzakiem,
wypełnionym drobnymi
punktami. Cała powierzchnia sejpaka usiana jest
małymi kwadracikami w miejscach, gdzie poza sa­
mym motywem pozostawała na tle zbyt duża wolna
przestrzeń. Motywy tkane wełną występują na lnianej

powierzchni bardzo plastycznie nie tylko dzięki róż­
nicy grubości i rodzaju użytej przędzy, ale także
dlatego, że wełniany wątek tworzący motyw prze­
biega wierzchem ponad lnianym płótnem, na prze­
strzeni dwóch, trzech, czterech centymetrów.
Na wystawie zgromadzono również dużą ilość tka­
nin przetykanych, lniano-wełnianych i całkowicie
lnianych, tzw. radziuszek, o motywach geometrycz­
nych — przenikających się kół lub owalów.
Do grupy tkanin przetykanych zaliczyć też należy
niektóre ręczniki lniane, np. wykonany przez Anielę
Maksymowicz (Oszkinie, pow. Suwałki), tkany praw­
dopodobnie przy użyciu „deski". Wzór tkany jest sza­
rym lnem, osnowa zaś i częściowo wątek — białym
(ryc. 10). Starszym zabytkiem był tkany ręcznik bar­
dzo bogato zdobiony, stanowiący własność Muzeum
w Białymstoku, a niesłusznie wciągnięty do działu
haftów.
Pośród tkanin o splocie rządkowym (czynowatym)
było kilka wykonanych z wełny i kilka czysto lnia­
nych lub lniano-bawełnianych.
Efekty w splocie
rządkowym zostały wykorzystane w ten sposób, żs
wzór występujący na tkaninie składa się z kwadra­

Ryc.

10. Ręcznik

przetykany.

Wyk.

tów i prostokątów o odmiennym lśnieniu. 1 tak np\
płaszczyzna kwadratu składa się ze skosów biegną­
cych z góry na dół w kierunku od lewej do prawej,
a powierzchnia sąsiadującego prostokąta — ze sko­
sów zbiegających od prawej do lewej. Efektownym
wzorem jest również wypełnienie płaszczyzny tzw.
„sosenką" (ryc. 11), która w pewnych partiach tka­
niny (zależy to od przewleczenia nicielnic) tworzy for­
my rombów wypełnionych rządkami splotu.
Kontrasty pomiędzy tłem a wzorem zaznaczyły się
dobrze w splocie rządkowym 1 :3, tzn. tam, gdzie
w tle nitka wątku przechodzi pod trzema nitkami
osnowy, a jedną nakrywa, we wzorze zaś — nić
wątku nakrywa trzy nitki osnowy, a chowa się pod
jedną.
Splot rządkowy stosowany jest również w tkaninach
lnianych, w których czasem w osnowie używa się
lnu szarego nie bielonego, zaś w wątku — lnu bia­
łego lub kupnej białej bawełny. Daje to ładne efekty
załamywania się połysku materii, podobnie jak to
można zaobserwować w kupnych obrusach tkanych
splotem atłasu. Tkaniny czynowate wykonywane są
na terenie całego województwa białostockiego i znaj­
dują zastosowanie jako obrusy i ręczniki.

Aniela Maksymowicz,

Oszkinie, pow.

Suwałki.

115

Ryc.

11. Płachta

tkana splotem rządkowym.
Wyk.
Radziłów, pow. Grajewo.

W dziale tkactwa pokazano również parę sztuk
wełnianych krajek, czyli pasów używanych w stroju.
Tkanie ich odbywa się w sposób bardzo prymitywny.
Tkaczka zahacza wełniane nici osnowy o duży palec
u nogi i trzymając końce ich w ręku przekłada nici
wątku. Co druga nitka osnowy jest przewiązana lnia­
nym sznurkiem przymocowanym do patyczka, który
zastępuje nicielnicę. Wzory geometryczne zdobiące
krajki (ryc. 12) tkaczka wykonuje przeplatając w od­
powiedni sposób osnowę wątkiem.
W województwie białostockim występują takżs
chodniki tkane ze słomy. Na rzadkiej lnianej osnowie
(niebieskiej lub czerwonej) wątek, który stanowią
źdźbła słomy, przeplata się splotem płótna. Tkane
11G

Irena

Strzelecka,

słomianki eksponowane na wystawie pochodziły ze
wsi Długi Ług (pow. Sokółka).
Z dziedziny plecionkarstwa można było obejrzeć
beczkowatego kształtu kosz do przechowywania ziar­
na, zrobiony techniką spiralną ze słomy wiązanej
łykiem. Technika taka jest obecnie używana do wyro­
bu kobiałek. Jako przykład koszy plecionych z ko­
rzeni przedstawiony był „półćwiartek" w kształcie
wysokiego garnka z uchem. Kosze takie wyrabiano
niegdyś na terenie Kurpiowszczyzny. Wśród okazów
plecionkarstwa znajdował się jeszcze tzw. „koszel",
pełniący funkcje chlebaka. Składa się on z dwóch
koszyków, z których jeden, odwrócony dnem do góry,
wsuwa się na drugi, nieco mniejszy. Sznurek spełnia

rolę paska, służącego do przewieszania przez ramię.
„Koszel" wyplatany jest z łyka, podobnie jak ko­
szyki na owoce i jagody.
W dziale haftów wystawiono przeważnie wyroby
dawniejsze. Z ciekawszych eksponatów należy wy­
mienić koszulę męską, wykonaną w r. 1871 przez
Olgę Kaczanowską (Krzywa, pow. Bielsk Podlaski).
Haftowany przód koszuli, kołnierzyk i mankiety
zdobione są długimi ściegami, stebnem i krzyżykami
w kolorach czarnym i czerwonym, na przodzie wy­
stępują motywy gwiazdek zamkniętych w skośnej
kracie (ryc. 13). Fragment tego motywu zaznacza się
na mankietach i kołnierzyku koszuli. Z nowszych
haftów pokazane były tylko: litewska czarna zapaska,
zdobiona w kwiaty wykonane ściegiem łańcuszkowym,
i również litewska koszula kobieca, haftowana atłaskiem w tulipany. Motyw kwiatowy w zapasce, jak
i motyw tulipánu w koszuli powtarzają się kilka
razy bez żadnych zmian, poza różną wersją kolory­
styczną, i nie świadczą o dużych możliwościach arty­
stycznych wykonawczyni. Koszula i zapaska dostar­
czone zostały wraz z całym strojem litewskim (ryc.
14) przez Julię Ustach (Wiedugiery, pow. Suwałki).
Koronkę reprezentowały roboty szydełkowe, wystę­
pujące na Kurpiach jako wykończenia ręczników,
fartuchów i kołnierzyka przy koszuli kobiecej.
Z techniką koronki wiązanej łączą się wyroby siat­
kowe, które w województwie są dosyć rozpowszech­
nione.
W dziale strojów pokazano jedynie ubiory kobiece.
Oprócz ogólnie znanego stroju kurpiowskiego wysta­
wiono białoruski, podlaski i litewski.
Strój białoruski składał się z koszuli lnianej, spód­
nicy i czepca. Koszula miała haftowany przód orat
haftowane przyramki w miejscu, gdzie rękaw wszyty
jest pod kątem prostym do koszuli. Spódnica, tkana
splotem płótna, bawełniana, w kolorze czerwonym,
ozdobiona była czterema wąskimi wiązkami pasków
(zielony, biały, fioletowy), biegnących poprzecznie.
Dołem zaś wytkany został szlak, złożony z dwóch
szerokich pasów zielonych. Pośrodku nich wystąpiły
te same paseczki, co u góry spódnicy. Do tego stroju
należy jeszcze gładki, czerwony czepiec, obszyty ce­
kinami i lśniącą, złotą tasiemką.

Julia Ustach (pow. Suwałki) dostarczyła kobiecy
strój litewski (ryc. 14). Koszula lniana zaopatrzona
jest w kołnierzyk o wydłużonych, ostro zakończonych
rogach, wyhaftowanych na przodzie w tulipany. Rę­
kawy, bardzo szerokie, wszyte są pod kątem pro­
stym i suto w miejscu wszycia marszczone, a poniżej
łokcia ozdobione dwoma rzędami hafi?.v-" y;h t u l i ­
panów. Gorset, z lnianej, ciemnozielonej materii, tka­
nej splotem płótna i przetykanej .Usnoż.Uą oraz
czerwoną nicią, krojony jest z jednsgo kawałka ma­
teriału, z którego wycięto na przodzie kwadratowy

Ze stroju podlaskiego można było zobaczyć: kaftan,
podobny do kurpiowskiego, ze lśniącej, brązowej ma­
terii podszewkowej, ozdobiony na przodzie aksamitem
z jednym rzędem drobnych guzików; koszulę ślubną,
zdobioną białym haftem, skrojoną tak samo, jak
białoruska,
ze stojącym kołnierzykiem; spódnicę
jasnoczerwoną, tkaną w dużą kratę z cienkich prąż­
ków kolorowych nici osnowy i wątku; zapaskę w tym
samym tonie czerwonawym, z drobnymi, gęstymi
prążkami, obszytą u dołu aksamitką.

Ryc.

12. Wzorzysta
w

krajka. Ze zbiorów
Białymstoku.

Muzeum

117

wykrój przy szyi. 8 zaszewek dostosowuje gorset do
figury. Z przodu zapina się on na haftki. Od pasa
układany jest w fałdy. Spódnica samodziałowa tkana
jest splotem płótna — osnowa z czarnej bawełny
i wątek z cieniutkiej, zielonej wełny. Pasy zielonego
tła przecinane są wąziutką wiązką trzech prążków
(czerwony, żółty i czerwony), biegnących wzdłuż
spódnicy, po czym następuje pas dekoracyjny szeroko­
ści 9 cm, a na jego brzegach widzimy wiązki drobnych
prążków żółtych, czerwonych, niebieskich, brązowych,
środkiem zaś biegnie wzór nicielnicowy (ryps na

Ryc.

118

13. Haftowana

koszula męska.

Wyk.

płótnie), tkany żółtym jedwabiem. Spódnica w pasie
ujęta jest w fałdy, w ten sposób układane, że nie
widać w ogóle zielonego tła, a pasy wzorzyste sty­
kają się z sobą. Zapaska jest również zielona i tkana
jak spódnica. Ozdobne pasy, biegnące poprzecznie,
wykonane są nicią jedwabną (czerwoną, białą, żółtą,
niebieską). Sploty dłuższe robione są prawdopodobny
przy użyciu „deski". U dołu występuje pas tulipanów,
przetykanych też w „deskę". Po lewej stronie wiszą
w tym miejscu nici długości 4—5 cm. Szerokość za­
paski wynosi około 40 cm,

w r. 1871 Olga Kaczanowska,

pow. Bielsk Podlaski.

Krzywa,

Ryc.

14. Ubiór kobiecy, noszony przez
Wiedugiery, pow. Suwałki.

Litwinki.

nowiły zabytki muzealne, pokazane w celu podkreśle­
W dziale ceramiki reprezentowane były jedynie nie­
nia zmian, jakie zaszły w temacie i traktowaniu
które z licznych ośrodków czynnych na terenie woje­
formy w czasie powojennym. Z tych ostatnich wy­
wództwa białostockiego. Przede wszystkim — Czarna
mienić należy dwie rzeźby wykonane przez Józefa
Wieś, silny ośrodek garncarski, w którym na wy­
Maciejewskiego (Duły, pow. Olecko), zatytułowane:
różnienie zasługują ciemne „siwaki" Antoniego Kra­
szewskiego, zdobione rytem i gładzeniem (ryc. 15); „Wnuczek uczy babkę" (ryc. 16) i „Hodowla cieląt".
Oba eksponaty wykonane są jako rzeźby pełne, każ­
drugi garncarz z tego ośrodka, Zygmunt Piechow­
da na okrągłej podstawie, przy czym z tyłu potrak­
ski, dał naczynia czerwone oraz ptaszki odpustowe.
towane są bardziej ogólnie. Pierwsza z tych rzeźb ma
Z innych ośrodków garncarskich — wystawione były
więcej wyrazu artystycznego i lepszą kompozycję.
wyroby Grzegorza Szeremietiewa z Supraśla, Stani­
Podkreślić jednak należy, iż rzeźbiarz w obu w y ­
sława Jackowskiego z Buksztela, Konstantego Wygnapadkach wykazał wiele staranności i zrozumienie
nowskiego z Augustowa, Jana Panasa z Sokołów (pow.
tematu. Inny charakter mają płaskorzeźby Konstan­
Wysokie Mazowieckie) i Władysława Saraczewskiego
tego Chojnowskiego (Jankowo, pow. Łomża), z któ­
z Łomży. Z ważniejszych miejscowości, gdzie wyra­
rych wystawiono zaledwie jedną, pt. „Jutro". Jest
biane są ludowe naczynia gliniane, nie były reprezen­
to trzecia część cyklu przedstawiającego pracę rol­
towane Kleszczele, Siemiatycze i Sejny.
nika; dwie poprzednie zdyskwalifikowano z powodu
Z dziedziny rzeźby wystawiono 5 eksponatów, z cze­
zbyt jaskrawej polichromii. Płaskorzeźby Chojnowgo dwa, przedstawiające Chrystusa Frasobliwego, sta­
119

Ryc. 15. Naczynie flaszowate, tzw. „buňka", z gliny czarno wypalanej, zdobione
rytem г gładzeniem. Wyk. Antoni Kraszewski,
Czarna Wieś, pow,
Białystok,

skiego odznaczają się niezłą kompozycją, zawierają
dużo wyrazu, zwłaszcza gdy chodzi o podkreślenie
wysiłku w pracy. Polichromia, wykonana ostrymi
kolorami (zielony, czerwony, niebieski, biały), nie
jest pozbawiona pewnego sensu malarskiego i świe­
żości. Zdecydowanie ujemnym efektem są nato­
miast obramienia w postaci podwójnej ramki pro­
stokątnej i przeplecionej przez nią owalnej, co na­
daje płaskorzeźbom charakter drobnomieszczańskich
obrazków.
Znalazło się na wystawie również kilka rysunków,
wykonanych kredką przez Stanisława Kundę (Jaminy, pow. Augustów). Rysunki te, o tematyce czer­
panej z życia współczesnej wsi, robione są „po szkol­
nemu", t j . starannie i poprawnie, ale w sposób poz­
bawiony indywidualnego wyrazu.
Drobne zdobnictwo reprezentowały pisanki, prze­
ważnie farbowane barwnikami roślinnymi, o orna­
mencie bądź skrobanym szpilką na zabarwionej po­
wierzchni jaja, bądź wykonanym woskiem za pomocą
pisaka. Wśród wystawionych pisanek zarysowały się
wyraźnie regionalne różnice. W powiatach augustow­
skim i suwalskim wyodrębniają się pisanki, których

220

ornament składa się z gęsto obok siebie występu­
jących przecinków, tworzących koło lub jego frag­
ment. Wzór biegnie równoleżnikowo lub południkowo
i utrzymany jest przeważnie w kolorach białym i czar­
nym. Pisanki podlaskie, w kolorach: ciemnobordowym, czerwonym, pomarańczowym i żółtym, mają
ornament roślinny w postaci kwiatów, gałązek, jo­
dełek, jak również i czysto geometryczny (ryc. 17).
Wycinanki, rozmieszczone na matowych szybach
okien, pochodziły z terenów kurpiowskich i podlas­
kich. Jednolitą grupę stanowiły wycinanki wykonane
przez Lucynę Arcichowską (Siemiatycze), skompono­
wane w kształcie koła, w którego środku powtarzał
się w rozmaitych odmianach motyw gwiazdy ośmio­
ramiennej. Między wycinankami wyodrębniała ^lę
odmienną kompozycją wycinanka kolista (ryc. 19),
wypełniona motywem rozety złożonej z powtarzają­
cych się elementów przypominających cyfrę 3, wy­
konana przez Lubę Onupiuk (Hołowiesk, pow. Bielek
Podlaski). Wśród wycinanek kurpiowskich przeważały
znane z różnych wystaw leluje oraz sylwetki koni
i kogutów.
Obraz twórczości ludowej województwa białostoc-

kiego uzupełniały: palmy robione z papieru, parę
„kóz" wypiekanych z ciasta, dwa pająki ze słomy
i kolorowych papierów, dwa ptaszki drewniane oraz
inkrustowana kasetka (ryc. 18), którą wykonał Jerzy
Juszczuk (Krzywa, pow. Bielsk Podlaski), podobnie
jak i tą samą techniką sporządzony futerał na okulary
i na wieczne pióro.
Komisja kwalifikacyjna przyznała uczestnikom wy­
stawy wiele nagród pieniężnych, mając na względzie
zachęcenie twórców ludowych do dalszej pracy. Ko­
misja kierowała się nie tylko najlepszym poziomem
artystycznym prac, ale brała pod uwagę zasługi, po­
łożone w związku z przechowywaniem zabytków (np.
stroju ludowego), podtrzymywaniem tradycji (np. w
garncarstwie), a także wkład pracy przy samym
wykonaniu dzieła itd.
Stosunkowo najwięcej nagród (11 na ogólną liczbą
20) przypadło na dział tkanin, który miał dużą prze­
wagę liczebną i jakościową.
Ekspozycję wystawy z punktu widzenia estetyki
ocenić należy pozytywnie, można jej natomiast za­
rzucić brak przejrzystości — pod względem zarówno
układu eksponatów z poszczególnych powiatów, jak
i charakterystyki poszczególnych działów twórczości
ludowej, do których należące eksponaty rozproszone
były po kilku salach wystawowych. Do ujemnych
stron trzeba także zaliczyć brak napisów objaśnia­
jących.
Ryc.

16. „Wnuczek
uczy babkę". Rzeźba
Wyk. Józef Maciejewski, Duly, pow.

Ryc.

17. Pisanki.

w drzewie.
Olecko.

Wyk.

Lucyna

Arcichowska,

Siemiatycze.

121

i

Ryc.

IS.

Kasetka

wyklejana

prasowaną
pow. Bielsk

Fotografował

122

słomą. Wyk.
Podłaski.

Stefan

Jerzy

Deptuszewski.

Juszczuk,

Krzywa,

S

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

I

R

E

C

E

N

Z

J

E

„SUPLIKI CHŁOPSKIE XVIII WIEKU"
z archiuium prymasa Michała Poniatouiskiego
uiydali J. Leskieuiicz i J. Michalski.
Wstęp St. Arnolda. Warszauia 1954. Str. XX, 607 i 3 mapy
Ilekroć zdarzyło się czytać prace etnograficzne czy
historyczne na temat „Księżaków łowickich", miesz­
kańców wielkopolskiej „Biskupizny" czy innych te­
renów, należących dawniej do dóbr duchownych, au­
torzy z reguły niemal wyjaśniali bujniejszy ich zda­
niem rozwój kultury ludowej tych obszarów większą
zamożnością i łagodniejszym poddaństwem, jakie mia­
ło charakteryzować położenie chłopów w dobrach du­
chownych. Interesujący komentarz do tego zagadnie­
nia, który pozwala na dokładny wgląd w warunki
życiowe chłopów w dobrach kościelnych, daje ob­
szerny tom, zawierający supliki, czyli skargi chłop­
skie, wnoszone w wieku X V I I I przez poddanych arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, a znajdujące się w ar­
chiwum pozostałym po prymasie Michale Poniatow­
skim.
Supliki te, napływające z licznych kluczów gnieź­
nieńskiego arcybiskupstwa rozrzuconych na znacznej
przestrzeni — od Gniezna po Kampinos i od Kutna
po Piotrków, przedstawiają dolę chłopa z dóbr du­
chownych inaczej, niż to czytamy np. w artykule
Ignacego Baranowskiego, malującym jasnymi barwa­
mi szczęśliwą przeszłość Księżaków łowickich pod
łaskawą opieką arcypasterzy, którzy „lubili widzieć
naokoło siebie poddanych szczęśliwych, zamożnych
i pięknie odzianych" („Ziemia" 1913, str. 230).
Dobra duchowne, jak wynika z treści suplik, gospodarowane były nie bezpośrednio przez zarząd dóbr
prymasowskich, tylko całymi kompleksami ' oddawa­
ne w użytkowanie dzierżawcom, którzy z kolei poddzierżawiali dalej poszczególne wioski.
Dzierżawcy ci, rekrutujący się spośród świeckiej
szlachty i osób duchownych, w pogoni za zyskiem
dopuszczali się na chłopach potwornego ucisku, zmu­
szając ich do płacenia danin ponad zastrzeżone w in­
wentarzach, żądając odrabiania wyższej pańszczyzny,
zmieniając samowolnie pańszczyznę pieszą na sprzężajną, gnębiąc chłopów dalekimi podróżami ze zbo­
żem i sianem, w czasie których padały im z wycień­
czenia konie i woły. W parze z ogólnym wyzyskiem
szło odbieranie chłopom łąk na rzecz folwarku, przy­
łączanie do niego opustoszałych lub odebranych ról
chłopskich. Daniny i pańszczyzna ciążyły nadal na
gromadzie jako obowiązek, za który wiejska społecz­
ność solidarnie odpowiadała. Wielokrotnie dzierżawcy
komasowali dni pańszczyzny z innych pór roku na
okres letnich prac rolnych, a następnie odprzedawali
darmową robociznę pogranicznej szlachcie, skutkiem
czego chłopi nie mieli możności i czasu pracować
u siebie.
Gdy chłop, wysłany przez pana (dzierżawcę) ze
zbożem lub innymi produktami na sprzedaż, nie uzy­
skał oznaczonej ceny, albo gdy w drodze wieziony
towar zmarnował się częściowo, chłop ten musiał
z własnych pieniędzy pokrywać panu powstałą róż­
nicę. Karczmarze nie tylko płacili za trunki wypite
przez pańskich pachołków, ale z reguły pokrywali
ze swojej kiesy niedobór, powstający z nieuczciwej
miary dostarczanych z folwarcznego browaru trun­
ków do sprzedaży.
Podkreślony z uznaniem przez J. Baranowskiego
obowiązek arendatorów w dobrach arcybiskupich,
którzy czuwali, by poddani „nie bawili się pijań­
stwem" i nie zadłużali w karczmach (str. 230), w
praktyce wyrażał się tak, że chłopów z całą bez­
względnością zmuszano do picia kiepskiej gorzałki
l skwaśniałego piwa. Właśnie mieszkańcy Bobrownik

z klucza łowickiego skarżą się w roku 1785, że dzier­
żawca Łuszczewski za dni ponad pańszczyznę prze­
pracowane przy żniwie — daje „kwity", a te „każe
w karczmie przepijać".
Gdy chłop nie chciał wybrać z karczmy wyzna­
czonego kontyngentu wódki, wstawiano mu ją po
prostu do domu lub kazano płacić bez odbioru. Skar­
żą się chłopi w pewnej wsi na dzierżawcę, że im na
święta wielkanocne powstawiał do domu wódki ,.po
stofie, niektórym po garncu, nie będąc my tego po­
trzebni natenczas, a zapłacić mu tę gorzałkę musie­
liśmy, niektórzy nie mając soli za co kupić, a potem
koniecznie płacić musieliśmy" (str. 356). W Słupi
dzierżawca „na wesela, krzyciny barełkamy gorzałkę
rozdaje i sam rozwozi, i piwa tyle rozdaje, ile sam
chce, choć ubodzy ludzie proszą się, aby nie tak wiele,
dlaczego i żenić się nie chcą" (str. 255).
W wypadku gdy chłop nie miał czym lub nie chciał
płacić zaciągniętych w ten sposób długów, ściągano
na egzekucję żołnierzy lub innych pachołków, którzy
jedli i pili w karczmie na koszt dłużnika, a w wy­
muszaniu należytości nie cofali się nawet przed tor­
turą: „...a gdy mu się (karczmarzowi) jeszcze co od
kogo należy, to krępują i wyciągnąwszy nogi słomą
podpalają" (str. 508).
Chłop, który w czymkolwiek nie wypełnił choćby
najniesłusznieiszych
żądań swego pana czy jego
służby, ściąga! na siebie represje w postaci hojnie roz­
dzielanych knutów. Cierpiała od nich zarówno wiej­
ska starszyzna, jak i kmiecie czy zatrudniona u nich
najemna służba, którą w zastępstwie za siebie wy­
syłali na pańszczyznę. Stąd ciągłe utyskiwania w sup­
likach na dzierżawców, którzy srogością swą powo­
dują, że służba rozprasza się i utrzymać jej we wsi nie
można. Zjawisko to nie ogranicza się zresztą do
służby; uchodzą ze wsi, porzucając gospodarstwa,
zrujnowani długami karczmarze, doprowadzeni do
nędzy kmiecie i zagrodnicy, wzywane do służby na
folwarku chłopskie córki i synowie.
Wiele gromad, nie mogąc znieść wzrastającego
ucisku, prosiło prymasa o zastąpienie pańszczyzny
czynszami, obiecywali przy tym wnosić do szkatuły
prymasowskiej więcej, niżby zapłacili dzierżawcy, tłu­
macząc, iż „wolą, że ich pan własny strzyc, aniżeli
ich dzierżawca golić będzie". Inne znów gromady,
które przy oczynszowaniu zostały oszukane i złupione, wyrażały chęć powrotu do pańszczyzny
(str. 279).
Większość wykorzystywała przywilej, o którym z ta­
kim aplauzem wspomina Baranowski, że każda „gro­
mada miała prawo wysyłać do administracji arcy­
biskupiej zażalenia" („Ziemia" 1913, str. 230) i skła­
dała „jęcząc i płacząc, czołgając się jak mizerne ro­
baki do stóp Jaśnie Pana i Dobrodzieja Księcia Pry­
masa" supliki, przedstawiając w nich swe niedole.
Administracja wysyłała wówczas swego lustratora,
wobec którego wystraszona i sterroryzowana gromada
często zaprzeczała własnym oskarżeniom, narażając
z kolei na represje „buntowników i oszczerców", któ­
rzy z supliką chodzili do arcybiskupiej kancelarii.
Zazwyczaj dzierżawcy po prostu zaprzeczali oskarże­
niom, a fakty podawane w sniplikach tłumaczyli przy­
padkowym zbiegiem okoliczności, co prymasowscy
lustratorzy przyjmowali w swych raportach za dobrą
monetę. Przykładem tego może być sprawa pewnej
kobiety, która ująwszy się za ojcem bitym przez
ekonoma, została przez niego tak skatowana, że do
„w pół trzeciej niedzieli umarła"; życzliwy dla sprawm

Су lustrator dodaje skwapliwie: ,,...nie można jednak
wiedzieć, z jakiej umarła przyczyny". Gdy inny dzier­
żawca w przystąpię gniewu rozpłatał karczmarzowi
cybuchem od fajki głowę, tak że pobitego w bardzo
ciężkim stanie przewieziono do szpitala w Warszawie,
dotknięty dochodzeniem szlachetka pisał w odpowie­
dzi na suplikę ciężko obrażony: „Rany, które niespra­
wiedliwy język zadał, trudniejsze do zagojenia d bar­
dziej szlachetnie urodzonego bolą, niż rana niechcący
zadana" i żądał, aby administracja arcybiskupia na­
kazała gromadzie silentium w tej sprawie (str. 265).
Normalnie zaś „szlachetnie urodzony" chwytał po
powrocie posłów chodzących z suplikami i dla prze­
strogi gromady pastwił się nad nimi wszelkimi spo­
sobami, nie szczędząc ich rodziny i służby, a kato­
wanym objaśniał przy okazji: „Nie obawiam się n i ­
kogo, jam jest pan, sam, za swoje pieniądze wolno
mi czynić z wami, co mi się podobać będzie" (str. 325).
Nie zawsze jednak udawało się owymi sadystycz­
nymi metodami złamać wzbierającego wśród chłopów
ducha oporu. Gdy jednego z sołtysów, katowanego
za to, że z suplikami chodził, pytał dzierżawca:
„A pójdzieszże do Prześwietnej Administracji z sup­

liką do Warszawy?" — „Pójdę, Wielmożny Panie —
odpowiedział sołtys — bo niesłusznie jestem ukarany".
A „prześwietna arcibiskupia administracja" pusz­
czała skargi chłopskie mimo uszu, kontentując się
każdym wyjaśnieniem ze strony dzierżawców. W sup­
likach dopatrywała się przejawów „chłopskiej zuch­
wałości i buntów" czy „matactwa zbałamuconego
chłopstwa", zaś ksiądz Szweynert, generalny komi­
sarz prymasowskiej administracji karał chłopów cho­
dzących z suplikami dwutygodniowym aresztem
o chlebie i wodzie oraz 50 rózgami, wymierzanymi
każdemu z nich „25 na powitanie, 25 przy końcu
więzienia" (str. 408).
Garstka przykładów, którą wybrano dla zilustro­
wania treści omawianej publikacji, w słabym tylko
stopniu pokazuje ciężkie położenie chłopa w dobrach
duchownych. Materiałów tych w suplikach znajduje
się znacznie więcej, powinni z nimi zapoznać się
wszyscy, a zwłaszcza ci, którzy — ulegając sugestiom
wysuwanym przez dawnych historyków — wierzą
jeszcze w mit o uprzywilejowanym położeniu pod­
danych w dobrach duchownych.
Rss

„RUMUNSKOJE NARODNOJE ISKUSSTWO"
ч

Wydaumictujo Rumuńskiego Instytutu Współpracy Kulturalnej
z Zagranicą, Bukareszt 1953, 32 str. bez paginacji.

Mała broszurka propagandowa — rodzaj prospektu
czy informatora dla zagranicznych wystaw rumuń­
skiej sztuki ludowej — składa się ze wstępu, zajmują­
cego niespełna 2 strony i 75 ilustracji, wykonanych
z fotografii (częściowo barwnych) techniką siatkową.
We wstępie anonimowy autor podkreśla odrębność
ludowej sztuki rumuńskiej, wyrażającą się zarówno
zasobem form, jak i swoistym kolorytem, będącym
wynikiem twórczego wysiłku wielu pokoleń ludowych
artystów. W dalszym ciągu znajdujemy informacje
0 otwartym w roku 1951 bukareszteńskim muzeum,
które posiada w swych zbiorach 17 000 okazów, w czym
przeważną ilość z zakresu sztuki ludowej, a więc:
zdobionej odzieży, haftów, kobierców, ceramiki, rzeź­
by w drzewie itp. Wytwory ludowej sztuki rumuń­
skiej — eksponowane na wystawach zagranicznych
w Moskwie, Londynie, Paryżu, Pradze, Helsinkach
1 Warszawie — spotkały się wszędzie z dużym zain­
teresowaniem i uznaniem.
Istotną wartość omawianej książeczki stanowi część
ilustracyjna, w której znajduje się krótki, ale cieka­
wy przegląd głównych działów bogatej twórczości
plastycznej ludu rumuńskiego. Znajdujemy tu pięk­
nie haftowane ubiory kobiece, zdobione haftem i apli­
kacjami, kożuchy oraz wspaniały szeroki pas skórza­
ny, ozdobiony na powierzchni tłoczeniami. Interesu­
jący zestaw stanowi sześć starych olteńskich i moł­
dawskich dywanów, z których jeden reprodukowany
jest barwnie. Dostrzegamy w nich przewagę moty­
wów roślinnych, w które wplecione bywają naiwnie
rozwiązane postacie zwierząt (głównie ptaków) i l u ­
dzi. Cyfrowo najbogaciej reprezentowany jest dział
ceramiki. Spotykamy tu zarówno okazy zabytkowe,
sięgające wieku XVI—XVII, jak np. kafle reliefowe
z motywami zwierząt (gryf, pelikan, dwugłowy orzeł
herbowy) oraz talerze i misy zdobione malowanymi
wzorami reliefowymi na tle pobiałki imitującej fa­
jans. Przewagę stanowią XIX-wieczne, bogato malo­
124

wane na białym tle wyroby ceramiczne (misy i dzban­
ki) z Oltenii i Transylwanii. Z czasów obecnych
znajdujemy jedynie zdjęcie pracowni garncarskiej
(a raczej może wytwórni ceramicznej) znajdującej się
we wsi Korund (w węgierskim okręgu autonomicz­
nym). Ceramika ta w charakterze swym różni się za­
sadniczo od innych garncarskich wyrobów siedmiogrodzkch, nawiązując do form i sposobu zdobienia
stosowanych przez garncarzy na Węgrzech. Wśród
ilustracji przedstawiających wyroby ceramiczne zwra­
ca uwagę ciekawy niec z północnej Mołdawii, z oka­
pem do odprowadzania dymu, wykonany z ozdob­
nych kafli ludowych — częściowo reliefowych, częścio­
wo gładkich barwnie malowanych. Tematyka tych
dekoracji to postacie jeźdźców na koniach (na ka­
flach reliefowych), jelenie w biegu, ryby, postacie
ludzkie. Na kaflach narożnikowych i gzymsach orna­
menty abstrakcyjne złożone są z prostych elementów,
jak kropek, przecinków itp. |
Stosunkowo słabo w omawianym wydawnictwie re­
prezentowana jest rzeźba w drzewie, która ogranicza
się do kilku zdobionych snycerką motywów architek­
tonicznych, jednej skrzyni i paru zakończeń przęślic
(zresztą bardzo pięknych), jednego czerpaka i sześciu
drewnianych łyżek. Wyroby z rogu uwzględnione zo­
stały jakby symbolicznie, reprezentuje je starodawna
rogowa prochownica, zdobiona na powierzchni geo­
metrycznym ornamentem rytym.
Wartość naukową wydawnictwa podnosi dokładna
lokalizacja ilustrowanych przedmiotów, umożliwiają­
ca zorientowanie się w ich geograficznym pochodze­
niu. Słabą stroną jest szata graficzna, w której dla
ożywienia i dekoracji użyto barwnych podkładów ze
stylizowanymi motywami ludowymi, które w sposób
nieprzyjemny konkurują z fotograficznym materia­
łem ilustracyjnym.
Rss

FRANCISZEK KOTULA: POSZUKIWANIA METRYK DLA STROJU LUDOWEGO
Rzeszotu, 1954, str. 70, ryc. 41.

Słuszny i od dawna wysuwany postulat, ażeby ma­
teriały etnograficzne, gromadzone ma podstawie badań
terenowych, były uzupełniane prowadzonymi równo­
legle poszukiwaniami w źródłach historycznych, nie
był u nas konsekwentnie realizowany. Zdarzały się
wprawdzie sporadyczne wypadki, że ten czy ów spo­
śród badaczy kultury ludowej sięgnął do źródeł histo­
rycznych, wykorzystując później w druku zebrane tą
drogą wiadomości, ale penetracja źródeł historycznych
jako stale stosowana metoda pracy etnografów — do­
tychczas się nie przyjęła. Przyczyn tego niezrozumia­
łego w pierwszej chwili zjawiska szukać należy z jed­
nej strony w nawale niknącego z dnia na dzień ma­
teriału tradycyjnego, który należało gorączikowo zbie­
rać i notować, zanim całkowicie przepadnie, z drugiej
zaś strony — w słabym przygotowaniu etnografów do
badań archiwalnych, w nieporadności w stosunku do
tak licznych źródeł i co za tym idzie — w nikłych na
ogół wynikach owych poszukiwań. Utarł się wygodny
dla etnografów pogląd, że tego rodzaju wypisów
źródłowych powinni dokonywać raczej historycy na
marginesie swych prac archiwalnych.
Luźne i dosyć niekiedy przypadkowe poszukiwania
archiwalne etnografów dotyczyły różnych dziedzin
kultury ludowej, nie wyłączając stroju, jak świadczą
np. notatki Władysława Siatkowskiego lub niektóre
prace Seweryna Udzieli. Materiały te ze względu na
swoją przypadkowość nie dają obrazu całości, nie
pozwalają również na odtworzenie łańcucha przemian,
jakim ulegały poszczególne części ubioru czy całe
zespoły.
Na tle wskazanych braków tym cenniejsza jest w y ­
mieniona w tytule praca Franciszka Kotuli, w której
publikuje on swe pracowicie zgromadzone materiały
dotyczące kilku elementów stroju ludowego. '
Praca Kotuli jest wynikiem kilkuletnich poszukiwań
archiwalnych prowadzonych w związku z przygoto­
waniem przez niego dwóch zeszytów, wydanych przez
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w serii „Atlasu
Polskich Strojów Ludowych" („Strój rzeszowski"
i „Strój łańcucki"). Zebrane materiały historyczne
uzupełnione nowymi wiadomościami zostały przez
autora wykorzystane w artykule „Z badań nad stro­
jem ludowym Rzeszowiaków" *. Z artykułu tego po
* F. Kotula: Z badań nad strojem ludowym Rzeszo­
wiaków. Polska Sztuka Ludowa nr 4—5, 1952.

znacznych przeróbkach i uzupełnieniach powstała oma­
wiana tu praca, wydania jako oddzielna książka.
Składa się ona z kilku niewielkich, ale bardzo inte­
resujących szkiców, poświęconych różnym elementom
stroju ludowego. Szukając „metryk" współczesnych
ubiorów ludowych, znajduje je autor niekiedy w daw­
nym ubiorze szlacheckim, który z czasem poprzez war­
stwę mieszczańską przedostaje się do ludu. Świadczą
o tym zebrane przez Kotulę materiały historyczne, i l u ­
strujące dzieje srebrnego pasa ,jpozłocistego", czyli
•tzw. „obręczy" czy župana z cynowymi guzami.
W świetle źródeł historycznych bardzo jaskrawo r y ­
suje się rozwarstwienie społeczne ludności wiejskiej,
wśród której na plan pierwszy wybija się grupa za­
możnego chłopstwa, wyróżniającego się już w czasach
feudalnych wyższą stopą życiową. Właśnie ta warstwa
wzorująca się chętnie na szlachcie i mieszczanach, do
szycia ubiorów używała kosztownych tkanm, jedwa­
biów, adamaszków, brokatów. Kobiety nosiły czepce
siatkowe, adobione błyszczącymi blaszkami, bogato
haftowane koszule, zapaski czy rańtuchy. Jak wynika
z materiałów publikowanych przez Kotulę, strój bo­
gatych chłopów z okolic Rzeszowa daleko odbiegał od
tego, jak zwykliśmy wyobrażać sobie odzienie wieś­
niaka pańszczyźnianego, nędzniej natomiast przedsta­
wiał się ubiór chłopów mniej zamożnych i biednych.
Etnograf, któremu zwykle dużą trudność sprawia re­
konstrukcja ubiorów ludowych minionych stuleci,
znajdzie w pracy Kotuli liczne i cenne wskazówki.
Pisząc o wybranych elementach stroju ludowego
(obręcz, wyszycia — hafty, rańtuch — rąbek, zawicie —
ipodwika, spodnie i gorsety materialne, czepce, żupany,
chustki u pasa), autor zestawia obok siebie poszczegól­
ne wzmianki, objaśnia je, nawiązuje do współczesnego
materiału etnograficznego, unika jednak wyciągania
wniosków matury ogólniejszej. Trafna intuicja bada­
cza ostrzega go przed zbyt pochopnymi sformułowa­
niami, które, mimo zgromadzenia obfitego, ale bądź
co bądź cząstkowego materiału, mogłyby w przysz­
łości olkazać się niesłusznie.
Praca Kotuli, stanowiąca rezultat systematycznych
poszukiwań archiwalnych podjętych przez etnografa,
powinna zachęcić innych do naśladownictwa. Bogate
wyniki osiągnięte przez autora rozwiewają m i t o „nie­
opłacalności" badań źródłowych. Etnografia jest nauką
historyczną i powinna posługiwać się wszystkimi me­
todami, jakie umożliwiają sięgnięcie w przeszłość.
Rss.

125

IX POWOJENNY KONKURS SZOPEK
W KRAKOWIE

Szopka Dudzika (ry*. 1) jest dalszą i bardzo szczęśli­
wą kontynuacją formy zapoczątkowanej w roku 1949
przez tego uzdolnionego szopkarza. Ma ona, jak więk­
szość szopek tego autora, masywną podstawę o lekko
nachylonych ku górze ścianach, przypominających
ściany starych kamienic krakowskich. Trzy smukłe
wieże, z których dwie boczne wzorowane są na wieży
ratuszowej, środkowa zaś ma zakończenie wyższej
wieży kościoła Mariackiego. Przestrzeń między wie­
żami do połowy ich wysokości wypełnia attyka Su­
kiennic, poniżej której idące od podstaw wież bocz­
nych schody, wzięte z północnej ściany Sukiennic
wraz z charakterystyczną wieżyczką. Nowością, którą
Dudzik zastosował w roku bieżącym po raz pierwszy,
jest całkowite skasowanie w parterze szopki wnęki,
przeznaczonej dawniej na jasełka, i wypełnienie tej
przestrzeni motywem Barbakanu (ryc. 2). Zabudo­
wując wnękę, zamknął Dudzik niejako cykl rozwo­
jowy szopki krakowskiej, która z przedmiotu związa­
nego ze zwyczajami religijnymi, a później z prawie
świeckiego teatrzyku marionetkowego stała się obec­
nie kompozycją plastyczną o celach wyłącznie este­
tycznych. W bramie Barbakanu umieścił Dudzik bar­
dzo precyzyjnie wykonane laleczki, przedstawiające
pochód Lajkonika. Szopka utrzymana była w uroz­
maiconej gamie kolorystycznej, nie stroniącej od
mocnych akcentów. Srebrną folią wyklejone kopuły
oraz narożniki parteru stanowiły dobrze przemyślane
akcenty, podkreślając konstrukcję bryły.

Ryc.

1. Szopka

wykonana przez
(1 nagroda).

Zdzisława

Dudzika

W dniu 16 grudnia 1954 r. został rozstrzygnięty zor­
ganizowany przez dyrekcję Muzeum Historycznego
Miasta Krakowa tradycyjny doroczny konkurs szo­
pek. Na konkurs zgłoszono 29 eksponatów, wykona­
nych przez 28 szopkarzy.
Wśród biorących udział w konkursie spotykamy
nazwiska wszystkich wybitniejszych szopkarzy kra­
kowskich, jak Franciszek Tarnowski, Zdzisław Du­
dzik, Antoni Wojciechowski, Tadeusz Ruta, Włady­
sław Turski, Aleksander Kudłek. Brakło jedynie zdo­
bywcy jednej z dwóch pierwszych nagród w kon­
kursie zeszłorocznym, Wacława Morysa.
Zjawiskiem bardzo charakterystycznym dla IX-ego
konkursu było pojawienie się szeregu nowych szop­
karzy, którzy w tym roku po raz pierwszy wykonali
swoje szopki. Znaleźli się wśród nich zarówno ludzie
starsi, np. Kazimierz Kuna, lat 42, jak i młodzi, np.
Michał Sarnecki, lat 26, czy też chłopcy w wieku
szkolnym. Do tych ostatnich należą dwaj bracia Prze­
worscy: 15-letni Michał i 13-letni Jan, synowie zna­
nego szopkarza, Mariana Przeworskiego, który od
wielu lat bierze udział w konkursach.
Dwie pierwsze nagrody uzyskali Zdzisław Dudzik
oraz Franciszek Tarnowski.
126

Druga z szopek wyróżniona pierwszą nagrodą, wy­
konana przez Franciszka Tarnowskiego, w zasadni­
czych cechach konstrukcji nie odbiega od szopek po­
przednio wykonywanych przez tego autora (ryc. 3).
Jest to szopka o dwóch kondygnacjach, z trzema
smukłymi wieżami o zakończeniach gotyckich i czte­
rema mniejszymi wieżyczkami umieszczonymi po kra­
jach i w lukach między wieżami gotyckimi. W po­
równaniu z poprzednimi szopkami Tarnowskiego, w
których osiągnął on szczytowy rozwój opracowywanej
od lat formy, szopka tegoroczna była pewnym cof­
nięciem się. Skromniejsza w architekturze, nieco
płaska, o słabo zaznaczonej podstawie — zachowała
jednak owe precyzyjne detale, z benedyktyńską cier­
pliwością wykonane z wałeczków naklejołej folii.
Szopka, utrzymana w barwach pastelowych, przy du­
żej ilości srebrnej folii, stanowiła całość pod wzglę­
dem kolorystycznym bardzo "^Wysmakowaną, ale w
porównaniu z innymi, które wyklejone były papie­
rami barwnymi, niekiedy jaskrawymi, wydawała się
trochę mdła.
Wśród galerii szopek wyróżniały się na tegorocznym
konkursie dwie stosunkowo duże szopki, nadesłane
przez Michała Sarneckiego z Kokotowa pod Wie­
liczką oraz Adama Zielińskiego, którzy po raz pierw­
szy w bieżącym roku stawali do konkursu. Szopki
ich, wykonane dosyć prymitywnie, wyklejone barw­
nymi papierami, jaskrawymi w kolorze i śmiało ze­
stawianymi, nawiązywały formą i barwą do dawnych
szopek krakowskich, obnoszonych przez kolędników
przed I wojną światową lub z początkiem okresu
międzywojennego, zanim jeszcze rozpowszechniła się
w szopkarstwie srebrna i złota metalowa folia.
Szopka Michała Sarneckiego (ryc. 4) uzyskała dru­
gą nagrodę, obok szopki Tadeusza Ruty, który w tym
roku zaprezentował konstrukcję o pięknych, smuk­
łych kształtach i bardzo dobre rozwiązanie kolory­
styczne (ryc. 5).
Trzecie nagrody przyznane zostały Władysławowi
Turskiemu oraz Antoniemu Wojciechowskiemu, który
i w tym roku powtórzył prawie bez zmian swój
model znany od kilku lat.

Ryc. 4. Szopka wykonana przez Michała
(II nagroda).

Sarneckiego

R.

5. Szopka

Ryc.

6. Szopka wykonana przez Aleksandra

yc

wykonana przez
щ nagroda).

Tadeusza

Rutą

Kudłeka.

Zeszłoroczny zdobywca drugiej nagrody, Aleksan­
der Kudłek, w bieżącym roku znalazł się wśród na­
gród czwartych. Przedstawił on na konkurs dwie
szopki, z których jedna miała stanowić dalszy etap
na drodze do zeświecczenia szopki krakowskiej i za­
miany jej na teatrzyk kukiełkowy dla dzieci. Za­
miast rozwijać w dalszym ciągu formę zeszłoroczną,
która mogłaby stać się punktem wyjściowym do opra­
cowania świeckiego — ale utrzymanego w stylu szopki
krakowskiej — teatrzyku kukiełkowego dla dzieci,
Kudłek poszedł po innej drodze, stwarzając kompo­
zycje architektoniczne obce w formie i kolorystyce
tradycjom szopki krakowskiej. W większej z dwóch
wykonanych na konkurs szopek Kudłek umieścił na
wysokości I piętra obszerny ekran prostokątny dla
teatrzyku cieni (ryc. 6). Całość sprawiała wrażenie
czegoś obcego i nie powiązanego z tradycjami ludo­
wej szopki krakowskiej.
Zofia Barbara

Fotografował

Roman

Reinfuss.

Głowa

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.