http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2432.pdf

Media

Part of Fotografíe cudowne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4

extracted text
Fotografíe cudowne
Hubert Czachowski
WSTĘP
Cuda się zdarzają. W katolicyzmie dzieje się to głównie za
sprawą Matki Boskiej. Kilkadziesiąt lat po Fatimie, ponad sto
po Lourdes, po wielu innych objawieniach i cudownych
wydarzeniach, które raz po raz wstrząsają społecznością
katolicką na świecie, dla milionów ludzi stały się czymś
naturalnym, nie budzącym zdziwienia i wręcz niezbędnym
składnikiem własnej religijności. We współczesnym świecie
znane są dość dobrze objawienia wizerunków na korze drzew,
wśród liści, oczywiście na niebie, a w ostatnich latach coraz
częściej na szybach. Jest jednak jeszcze inna możliwość
zaistnienia cudu. Otóż okazuje się, że jeden wynalazek
ludzkości jest szczególnie predestynowany do kontaktu z sac­
rum. Tym wynalazkiem jest fotografia.
Jaki związek występuje pomiędzy fotografią a cudem?
Wydaje się, że nikt z największych teoretyków i filozofów
fotografii nie przewidział, że właśnie zdjęcia mogą pokazać
wymiary innej rzeczywistości świata, „z tamtej strony".
To już nie są osławione fotografie kirlianowskie, gdzie - jak
sugerują ich zwolennicy - można zobaczyć to, co okultyści
nazywali zawsze „ciałem eterycznym" (Stefański, Komar
1982). Na tych fotografiach widać było bowiem „aurę"
dookoła organizmów żywych w postaci świetlistej obwódki
z drobnych promieni. Jednakże do powstania tych fotografii
potrzebne było zbudowanie specyficznego aparatu i sprowo­
kowanie określonych warunków (fotografowany obiekt musi
być poddany działaniu wielkiej częstotliwości). A przy cudzie
jest zupełnie inaczej - wystarcza po prostu sama właściwość
fotografii plus świętość osób fotografujących.
Pamiętamy dobrze opisy etnografów dotyczące społeczno­
ści plemiennych, traktujących aparat fotograficzny jako
przedmiot, który może skraść duszę. A więc wynalazek ten
dotykał także innego wymiaru, transcendencji. Ten sposób
patrzenia na fotografię przez te społeczności jest co prawda
konsekwencją utożsamiania „materialnie i psychologicznie"
wszelkich portretów ze swoim pierwowzorem, jak pisał
Lucien Lévy-Bruhl (1992:68). Francuski uczony zaznaczał
bowiem, iż członkowie tych społeczności jakikolwiek obraz
postaci człowieka postrzegali zgoła w wymiarze mistycznym,
tak samo jak siebie samych. Nic więc dziwnego, że aparat
fotograficzny, który obrazy te robił całkowicie wiernie, został
mocno powiązany ze sferą sacrum. „Pewnego razu w wiosce
leżącej nad dolnym biegiem rzeki Jukon podróżnik nastawił
aparat fotograficzny, by zrobić zdjęcie ludzi kręcących się
przy swych domach. Gdy nastawiał obiektyw, podszedł do
niego wódz wioski żądając, by pozwolono mu zajrzeć pod
czarną chustę. Po otrzymaniu zezwolenia wpatrywał się
uważnie przez minutę w poruszające się na matówce postacie,
po czym nagle odskoczył i krzyknął na cały głos do ludzi: On
ma wszystkie wasze cienie w swej skrzynce'."- tak brzmi kla­
syczny już dzisiaj tekst etnologiczny (Frazer 1965:182-183).
Współcześni Hindusi towarzyszący ceremonii palenia zwłok

50

nad świętą rzeką Ganges w Benares nie pozwalają foto­
grafować obrzędu ciekawskim turystom, gdyż może to spo­
wodować zagubienie duszy.' W kulturze ludowej początkowo
fotografia funkcjonowała na dość podobnych zasadach. Jed­
nak Roch Sulima (1992) w swojej pracy o fotografii pisze, że
jej funkcja magiczna - traktowanie zdjęcia jako „cienia" czy
„duszy" - w obecnej kulturze ludowej występuje w formie
całkowicie szczątkowej. Nie sposób się z tym nie zgodzić.
Współczesna ogromna powszechność wykonywania zdjęć
musiała oczywiście wpłynąć na „oswojenie" i „zeświec­
czenie" natury fotografii przez kulturę typu ludowego, przy­
najmniej w jej tradycyjnym odczuwaniu. Może mieć to jednak
również konsekwencje przeciwne. Podobnie zresztą jak to się
ma w przypadku współczesnego zlaicyzowanego świata,
gdzie następuje - trochę w inny sposób - „ponowne jego
zaczarowanie". Tak więc mamy również w fotografii powrót
sacrum w innej postaci, jej ponowne zaczarowanie. Znowuż
fotografia - w świadomości kultury typu ludowego - zyskuje
na powrót zdolność przenikania światów.
CUD
Chęć doświadczenia cudu jest ogromna. To ona w dużej
mierze formuje postawy religijne wielu ludzi. Więcej - sądzę,
że bez cudu wiele osób mogłoby stracić wiarę w Boga. Bo
przecież, czyż może być większy dowód na Jego istnienie niż

II. 1. Fotografia słońca, R z y m

II. 2. Okonin к. Grudządza

t l . 3. Hostia na dachu stodoły, Radomin

jakiś rodzaj bezpośredniego znaku? Bo chodzi właśnie o znaki
o charakterze nienaturalnym, a takie mogą pochodzić wyłącz­
nie z „tego innego świata", którym w chrześcijaństwie
„rządzi" Bóg (por. Otto 1993:90-91).
W polskiej literaturze doczekaliśmy się bardzo dobrego
terminu na określenie miejsca i potrzeby cudu w doświad­
czeniu religijnym - „wrażliwość mirakularna". Wynika ona
ze „stałego oczekiwania niezwykłości, niegodzenia się na
trwanie bez doświadczenia tajemnicy tego, co niepojęte,
nadrealne" (Hemka, Olędzki 1990:12).
Doświadczyć cudu można w różny sposób - może to być
bezpośrednia relacja (świadectwo) kogoś, kto sam cud prze­
żył, może to być własne uzdrowienie, może to być zobaczenie
twarzy Boga na korze drzewa lub na szybie, można ujrzeć
krew płynącą z oczu gipsowej figury. Wszystko to są znaki
Boga dla ludzi. Wszystko to są jednak pewne znaki pośrednie.
Moc Boga/sacrum pozwala na ingerencję w rzeczywistość
ziemską. Są to te wszystkie przeróżne odmiany hierofanii,
o których pisał Eliade (1993).
Ale czy można Boga po prostu zobaczyć? Nie chodzi już tutaj
o znak jakiś skierowany do ludzi, ale o odkrycie prawdziwej
boskiej postaci. Sensualizm i antropomorłizm ludowej religijno­
ści i mentalności ciągle daje o sobie znać, pozwalając nadawać
fizyczne cechy ludzkie nie tylko - co jest jak najbardziej
uprawomocnione - Matce Boskiej i Jezusowi, ale też Bogu Ojcu.
Jest to zgodne zresztą z liczną chrześcijańską ikonografią,
zarówno znajdującą się w kościołach, jak i na rozpowszech­
nianych - dawniej i obecnie - domowych przedmiotach kultu
religijnego. Ikonografia ta zawsze wywierała wpływ na zbiorowe
wyobrażenia religijne. Nie zawsze jednak były one tożsame,
a więc różnorodne wizerunki poszczególnych postaci funkc­
jonowały obok siebie bez przeszkód. Żaden z nich w zasadzie nie
stawał się obowiązującym kanonem, a więc „prawdziwe"
wizerunki Boga Ojca, Jezusa, Ducha Świętego oraz Matki
Boskiej - która oczywiście nie jest Bogiem, ale w religijności
ludowej często zajmuje bliskie Jemu miejsce - pozostawały
nieznane. W zasadzie do tej pory tylko jeden wizerunek
posądzany był o rzeczywiste ukazanie oblicza Jezusa. Chodzi
tutaj oczywiście o wizerunek z całunu turyńskiego.

ści ich zaistnienia - a mianowicie cud, którego nie można
zobaczyć gołym okiem. Nie chodzi więc tutaj o fotografie np.
twarzy Matki Boskiej, którą widać na korze drzewa lub
szybie. Chodzi o rejestrację na kliszy zjawisk odczytywanych
jako prawdziwa obecność w ziemskim wymiarze „innego
świata", transcendencji, sacrum. Dzięki fotografii zwiększa
się także krąg społeczny odbiorców, którzy mogą doświad­
czyć widzenia cudu. Na wielu bowiem fotografiach „cudow­
ny" znak widzi każdy, zupełnie niezależnie od osobistego
nastawienia religijnego. Widzą go także ateiści. Do dyskusji
pozostaje więc tylko wiara w jego prawdziwość. Nie miejsce
oczywiście tutaj na tego typu rozważania. Mówimy o WIE­
RZE, czyli o czymś całkowicie subiektywnym i niesprawdzal­
nym żadnymi naukowymi metodami. Jednak dla wielu ludzi,
którzy widzą cud na fotografii, właśnie len fakt jest dowodem
koronnym na prawdziwość cudu, na prawdziwość wiary
i Boga. Przecież fotografia nie kłamie, bo nie może kłamać,
jest przecież - zdaniem większości ludzi - wynalazkiem,
który rejestruje rzeczywistość taką, jaka jest, w stu procen­
tach. Taki pogląd w kulturze typu ludowego jest ciągle czymś
powszechnym, mimo zakwestionowania go współcześnie
przez teoretyków i filozofów fotografii oraz samych foto­
grafów. Mimo zaniku wielu innych - teoretycznie ważniej­
szych - czynników „prawdy obiektywnej", fotografia ciągle
stoi po części niewzruszona na straży obiektywnego poznania.
Staje się jednym z niewielu bastionów modernizmu wobec
wszechpotężnego i szalejącego postmodernizmu.

FOTOGRAFIE CUDOWNE
Cuda widzą wizjonerzy, nieraz osoby bliskie im duchowo,
zdarzają się też cuda oglądane przez tysiące ludzi. Na
fotografiach pojawia się jednak jeszcze inny aspekt możliwo-

Fotografie cudowne bywają różne, tak jak różne bywają
same cuda, tak jak różnorodne może być doświadczenie
sacrum czy Boga. Są więc i takie, które zdają się być mniej
oczywiste, gdzie obraz nie jest jednoznaczny. U pielgrzymów
znajdujących się na miejscach objawień jednak również i one
nic wywołują żadnych wątpliwości. Są widocznymi dowoda­
mi istnienia Boga (sacrum). I jako takie nie są poddawane
w zasadzie żadnym racjonalizacjom.
Popatrzmy więc na kilka przykładów fotografii cudow­
nych, które krążą wśród współczesnych Polaków Najczęś­
ciej spotkać je można w miejscach szczególnych, tzn. tam,
gdzie wcześniej zdarzały się cuda Matki Bożej. Tak było np.
w Okoninie koło Grudziądza. W niedzielę 13 czerwca 1995
roku w rocznicę objawienia Matki Boskiej, Mężczyzna (lat ok.
50.), na parkingu prezentował pielgrzymom oprawioną foto­
grafię, którą wykonała kilka miesięcy wcześniej jego żona.
Zrobiła ona zdjęcie drzew w Okoninie, przy których pięć lat

57

ł

II. 4. Promień światła wychodzi z ciata Vcroniki Lucken; il. 5. Cu­
downa fotografia z Bayside. „Sługa Henry odziany s i ó d e m k a m i "

wcześniej Matka B o s k a objawiła sic po raz p i e r w s z y Krzysz­
tofowi C z a m o c i c , miejscowemu rolnikowi. Podczas p u b l i c z ­
nej prezentacji fotografii Ż o n a skromnie stała z boku, to jej
m ą ż wziął na siebie c i ę ż a r opowieści. N a t y m zdjęciu - j a k
przekonywająco wyjaśniał M ę ż c z y z n a setkom pielgrzymów
- w p r a w y m g ó r n y m r o g u widać 3/4 twarzy Boga Ojca, na
lewo od niej t w a r z y Jezusa oraz p o n i ż e j - skrzyżowane b i a ł e
p r o m i e n i e - to D u c h Ś w i ę t y . W i z e r u n k i tc są j e d n a k

mało

wyraźne, w zasadzie tworzą je nieostre białe pasy. N a j cickawiej przedstawia się sprawa ujęcia t w a r z y Boga Ojca,
gdyż 1/4 część znalazła się poza kadrem. Sugeruje to, że
rzeczywiście B ó g b y ł obecny na m i e j s c u objawień i po prostu
- przypadkowo został sfotografowany. W y g l ą d a w i ę c na to, ż e
fotografia z o s t a ł a wykonana poza i n t e n c j ą samego Boga.
M i n i m a l n i e i n n e ustawienie aparatu pozwoliłoby zapewne na
zdjęcie całej Jego twarzy. F a k t ten m o ż n a również, jak sądzę,
zinterpretować w kategoriach f a ł s z u i prawdy. Mianowicie,
jest w t y m także - wyrażona /трЛс/гс - sugestia, że fałszerze
u m i e ś c i l i b y oczywiście całą t w a r z Boga Ojca. Stałem obok
M ę ż c z y z n y dwa razy po kilkadziesiąt m i n u t , słuchając jego
w y j a ś n i e ń oraz k o m e n t a r z y l u d z i . T r u d n o m i oczywiście
u s t a l i ć dokładną liczbę słuchaczy i widzów. W ten dzień
pogoda była wspaniała, świeciło słońce i było bardzo ciepło.
Nic więc dziwnego, że do O k o n i n a zjechało około stu
a u t o k a r ó w , n i c mówiąc j u ż o podobnej l i c z b i e samochodów
osobowych. Wszyscy pielgrzymi, idąc na miejsce objawień.

52

przechodzili kolo samochodu Mężczyzny. Zdecydowana wię­
kszość zatrzymywała się. Łatwo więc przyjąć, iż fotografię
mogło zobaczyć nawet 4 tysiące osób. Przy mnie przewinęło
się tam ich przynajmniej kilkaset. Nikt nie wątpił w praw­
dziwość przedstawianej fotografii. Mało tego - głośnym
zachwytom nie było końca. Każdy, kto już zobaczył, zaraz
dalej opowiadał i pokazywał następnym, ciągle dochodzącym
nowym pielgrzymom.
Podzielić się cudem - to ważne. Staje się wtedy pielgrzym
nosicielem samego sacrum, współuczestniczy w dziejącej się
cudowności. Nie ma co podejrzewać, że w opisanym wyżej
przypadku chodziło o pozyskanie pieniędzy. Małżeństwo
w ogóle ich nie zbierało, nie prowadziło też zapisów na
fotograficzne odbitki. Po prostu chciało podzielić się czymś
wyjątkowym, co je spotkało, a co nie może przecież spotkać
każdego. Tak, nic każdy może zrobić zdjęcie Trójcy Świętej.
Nic jest to tylko wykonanie zdjęcia w odpowiedniej chwili, na
odpowiednim miejscu. Do tego trzeba być odpowiednio ducho­
wo przygotowanym. Podkreślał to Mężczyzna mówiąc, że jego
Żona potrafi się bardzo gorliwie i długo modlić, a jemu samemu
zapewne nigdy nie udałoby się takiego zdjęcia wykonać. Jest
więc modlitwa drogą pewną i jedyną dla kontaktu z sacrum,
nawet kontaktu tak „tajemniczego" jak poprzez fotografie.
Nic nie wiem o autorze innego zdjęcia ukazującego stodołę
za domem, w którym mieszkała slygmalyczka Jadwiga Bartcl.
także doświadczająca objawień Maiki Boskiej i Jezusa.
W Radominie (woj. toruńskie), gdzie mieszkała, działo się
wiele różnych „cudownych" zjawisk. Tutaj przyjrzymy się
tylko jednemu zdjęciu, które krąży wśród pielgrzymów. Na
stodole widać białe, małe kółko. Według pielgrzymów jest to
hostia. Trudno wytłumaczyć, dlaczego akurat dach stodoły
został uznany (przez sacrum) za lokum odpowiednie dla
pojawienia się tam Najświętszego Sakramentu. Były przecież
dużo lepsze i bardziej, wydawałoby się, odpowiednie miejsca,
chociaż stodoła występuje tutaj jako tło dla krzyża po­
stawionego na podwórku, gdzie objawiała się Matka Boska.
Z osobą Jadwigi Bartcl związana jest pewna nieformalna
grupa religijna, wśród której wielką popularnością cieszą się
- bardzo dla nas ciekawe - zdjęcia z Bayside z USA, które
pielgrzymi pokazują na równi z tymi polskimi. W Bayside od
1975 Matka Boska objawia się Vcronice Lueken. Trudno
powiedzieć, dlaczego akurat te objawienia zyskały w Polsce
popularność. Prawdopodobnie rozpowszechniali je odwiedza­
jący polskie miejsca objawień zagraniczni wizjonerzy. Jedno
jest natomiast pewne - Bayside jest czołowym miejscem na
świecie pod względem ilości powstających tam cudownych
fotografii. Są one bardzo rozmaite i - co tu dużo mówić
- niecodzienne. W zasadzie można powiedzieć, że są bardzo
udziwnione, szokujące, a jednocześnie naiwne. Naiwne dlate­
go, że dla każdego, kto zna się chociaż trochę na fotografii,
technologia ich powstania od razu staje się jasna. Uzyskać
podobne efekty może każdy, kto chociaż w średnim stopniu
pojął zasady fotografii. Oczywiście, dla przekonanych o pra­
wdziwości tych zdjęć pielgrzymów nic ma to żadnego
znaczenia, bo przecież Bóg w swej wszechmocy może także
w taki sposób ingerować w proces fotograficzny. Kilka
fotografii zostało wykonanych w kaplicy w czasie modlitw,
głównie podczas odmawiania różańca. Jest w tym wyraźna
sugestia, że właśnie ten rodzaj modlitwy jest szczególnie
predestynowany do kontaktu z sacrum. Wtedy to właśnie
sacrum „schodzi" na ziemię i pojawia się tuż obok odmawia-

jących modlitwę. Inne zdjęcie jest jeszcze bardziej tajem­
nicze. Oto sługa Henry, najbliższy współpracownik Veroniki,
jest - jak informują podpisy na tej fotografii - „odziany
siódemkami". Na tym pogrążonym całkowicie w mroku zdję­
ciu, ledwo widoczna postać mężczyzny (sługa Henry) zakryta
jest przez świetlne promienie, warstwowo układające się
rzeczywiście w kształt kilkunastu nałożonych na siebie
siódemek. Pozostawiono to bez komentarza, ale przecież każ­
dy wie, że siedem jest liczbą szczególną, magiczną. A jednak
słowo „magia" w relacjach pielgrzymów nigdy nie pada.
Na fotografii Veroniki widać wychodzący z jej ciała
„cudownie gruby promień światła... To niebieskie światło jest
białe", jak zapisano na odwrocie zdjęcia. To, zdawałoby się,
całkowicie nielogiczne zdanie nie wzbudza żadnego zdumie­
nia i nie skłania nikogo do refleksji. Wielokrotnie powtarzane
działa na zasadzie magicznej formuły. Nie ma ono - co
prawda - zmieniać niczego w fizycznej realności świata, ale
utwierdza nadprzyrodzone efekty na fotografii. Dobitnie
wskazuje również na łączność Veroniki z sacrum (wg pielg
rzymów promień świadczy o obecności Ducha Świętego). Bo
sacrum - jak odczuwają to pielgrzymi - wymyka się wszelkim
racjonalizacjom. Na nic zda się tutaj „mędrca szkiełko i oko".
Jednym z najbardziej dziwnych, a w relacjach pielgrzymów
- najstraszniejszych zdjęć, jest sfotografowana, tak po prostu
PRZESTROGA DLA ŚWIATA. Oczywiście, trzeba na nią
patrzeć jako na jedną z możliwych manifestacji sacrum.
Zdjęcie wygląda dosyć demonicznie. Można więc dać upust
wyobraźni i próbować doszukiwać się śladów personifikacji
- jest zarys głowy, trochę podobny do stereotypowych
wyobrażeń czarownicy, są wyciągnięte w przód ręce. „Prze­
stroga" jest bialo-żółto-czerwona. To nic, że trudno sobie
nawet wyobrazić, w jaki sposób można sfotografować coś tak
niematerialnego i abstrakcyjnego, jak „przestrogadla świata".
Ale to przecież jest znak sacrum, bardzo wymowny, bo
zawierający w sobie dużą dramaturgię oraz diagnozę stanu
świata pod koniec XX wieku.
Sacrum uwidacznia się także na fotografiach polskich
wizjonerów. Na zdjęciu najsłynniejszego z nich - Kazimierza
Domańskiego z Oławy - widać wielką białą smugę, która
zasłania twarz wizjonera. To - jak opowiadają pielgrzymi
- Duch Święty. Widać tutaj, że fotografie Ducha Świętego
mogą być bardzo różne - od delikatnego zarysu gołębia do
nieregularnego grubego promienia/ W pielgrzymach takie
metamorfozy nie wywołują w zasadzie żadnych obaw. Tutaj
bowiem wszystko wydaje się być możliwe i - tak naprawdę
- nic nie wywołuje zdziwienia.
Fotografie cudowne wykazują jeszcze jedną niesamowitą
właściwość. Otóż oprócz tego, co widać na nich wprost, tzn.
oprócz widocznych wprost przejawów sacrum, można-zna­
jąc odpowiednie reguły - zobaczyć coś więcej. Najczęściej
trzeba po prostu odwrócić w odpowiedni sposób fotografię.
I lak na opisanym powyżej zdjęciu pokazywanym przez
Małżeństwo w Okoninie, po odwróceniu go do góry nogami
widać - jak twierdzili liczni pielgrzymi - modlącego się
papieża. Ciekawe, że o zjawisku tym opowiadał nie Męż­
czyzna, ale zupełnie niezależna grupa pielgrzymów posiada­
jących małą odbitkę zdjęcia. Mężczyzna pytany o ten
- w końcu nie bez znaczenia - szczegół stwierdził wręcz, że
on sam tego nie widzi, więc o tym nie mówi. Był w tym, jak
sądzę, zdecydowanie uczciwy i wiarygodny. Oczywiście nic
wszystkie cudowne fotografie po odwróceniu dają podobne

Cudowne fotografie z Bayside: it. 6. „Przestroga dla świata",
¡I. 7. .,Dwie trójki po odwróceniu dają dwie litery W (wojna wojna
= war war)

efekty. Jednak - przy tym zwielokrotnionym oddziaływaniu
sacrum na proces fotograficzny - wywołują one jakby
proporcjonalnie większy jeszcze entuzjazm.
Na jednym zdjęciu z Bayside widoczne są grube pomarań­
czowe promienie układające się w dwie trójki (3) - co według
relacji oznacza „ostrzeżenie". Dodatkowo zwracano uwagę,
żc 33 to liczba lat Jezusa, kiedy poniósł śmierć na krzyżu.
Mamy więc także tutaj odniesienie do powszechnie znanej
symboliki cyfry 3 (można tutaj ułożyć całą listę porównań do
symboliki znanej ze starożytności i chrześcijaństwa, zob.
Forstner 1990:43-44). Na tym jednak ta fotografia nic
wyczerpuje swoich sakralnych znaczeń - gdyż dwie 3 po
odwróceniu fotografii dają dwie litery W, co jak mówią
pielgrzymi znaczy „Wojna, Wojna". (Dobrze, że po angielsku
słowo wojna zaczyna się także na literę w). Także więc to
pełne symbolicznych odniesień zdjęcie jest swoistą apokalip­
tyczną przestrogą dla świata.
Apogeum cudownych zdjęć - spośród tych, które miałem
w ręku - jest fotografia słońca wykonana przez nieznanego
autora w Rzymie. Otóż po wywołaniu filmu okazało się, że
zamiast zdjęcia słońca (czego wykonanie samo w sobie nie
jest proste) widać, ni mniej, ni więcej, tylko papieża Jana
Pawła I I płaczącego i przytulonego przez Matkę Boską. Te
gesty pielgrzymi bezbłędnie kojarzyli z tymi, które zapamię­
tali z sytuacji składania gratulacji przez kardynała Stefana
Wyszyńskiego nowo wybranemu na urząd papieża Karolowi

53

I

Wojtyle. Słońce szczególnie często występuje jako miejsce
znaku sacrum. Tak było w Fatimie, tak jest w Medjugorie, tak
jest i w Okoninie, gdzie setki ludzi „widzą" drgające słońce,
a pojedyncze osoby dostrzegają na tarczy słonecznej hostię.
Słońce jest bardzo mocno związane z sacrum. Nic dziwnego
więc, że w świętym mieście Rzymie, tuż przy miejscu
zamieszkania następcy św. Piotra na Ziemi, fotografia słońca
może dać takie efekty.
Można - jak sądzę - powiedzieć, że na fotografiach
powstają wręcz epifanie czy teofanie świetlne. Nie może to
przecież dziwić, gdyż światłość była współistotna Jezusowi
już przy jego narodzinach (Eliade 1994:50). Takie epifanie
świetlne są znane w bardzo różnych religiach świata; można
mówić nawet o różnych mitologiach światłości (Eliade 1994).
Nie można wreszcie zapomnieć, że właśnie Światło zajmuje
bardzo ważne miejsce w pojawiających się relacjach ludzi
przeżywających śmierć kliniczną.
Eliade zaczyna tekst o „przeżyciu światłości mistycznej" od
analizy snu, w którym nieświadome przeżycia religijne chro­
nią się i czekają na dojście do świadomości współczesnego
człowieka. Nasuwa się tutaj - przy zachowaniu kluczowych
odmienności - pewna paralela pomiędzy snem, jak w anali­
zach Eliadego, a możliwościami, które posiada fotografia
w odczuciach pielgrzymów z miejsc cudownych objawień.
Gdzieś bowiem pojawia się podobieństwo ich natury, podo­
bieństwo stanu podświadomości i istnienia drugiego dna,
czekających na ujawnienie przy sprzyjających okolicznoś­
ciach. Także do przeżycia teofanii świetlnej na fotografii
pasują słowa Eliadego (1994:15), że „wszystkie przeżycia
światłości nadprzyrodzonej można sprowadzić do wspólnego
mianownika: ten, kto doznaje takiego przeżycia, podlega
przemianie ontologicznej, zyskuje nowy sposób istnienia,
który zapewnia mu dostęp do świata duchowego". Bo właśnie
wielu pielgrzymów w miejscach objawień najmocniej przeży­
wa cuda na fotografiach. Nie są one ulotne, są dane na stałe
i można je nosić w torebce czy w kieszeni, przenosząc cud
dalej i pokazywać go tym, którzy są tego spragnieni.
Zsumujmy - w miejscach objawień sacrum na fotografiach
przybiera bardzo różne kształty - są to nieregularne linie,
niczym błyskawice przeszywające kadr, nieraz dość mocno
rozmazane, grubsze, a więc jakby wolniejsze, spokojniejsze,
bardziej statyczne. Układają się one w dość czytelne symbole
(cyfra 7) lub przybierają kształt rysunku. Jest i hostia, a kul­

minacją są twarze Boga Ojca i Jezusa. Znamienne jest, że tylko
na jednym zdjęciu widać Matkę Boską, i to na zdjęciu nie
wykonanym w miejscu objawień (!) (w zdecydowanej większo­
ści związanych z objawieniami Matki Boskiej), a w Rzymie,
centrum chrześcijaństwa, nie związanym z Matką Boską
w sposób tak bezpośredni. Czyżby istniała tutaj jakaś zasada
przemienności - jeżeli objawia się w jakimś miejscu Matka
Boska, to fotografie tam zrobione ujawniają na swoim drugim
obliczu wizerunki Boga, Jezusa, sacrum, nigdy natomiast Matki
Boskiej. Widać z tego, że samo objawienie Maryi jest jakby
forpocztą do objawień bardziej jeszcze ukrytych. Są one przygo­
towaniem na spotkanie z Bogiem, sacrum w innym jeszcze
wymiarze. Zastanawiający, ale wiele mówiący, jest także fakt, iż
na fotografiach cudownych oprócz postaci Boga, Jezusa, Matki
Boskiej, oprócz rozmaitych świetlnych hierofanii, pojawia się
jedna i tylko jedna osoba żyjąca - a mianowicie papież Jan Paweł
П. Pokazuje to zupełnie wyjątkową pozycję, jaką zajmuje On we
współczesnej religijności oraz we współczesnej kulturze maso­
wej (por. Czachowski 1992, Łozińska 1992, Zowczak
1991:58-135). Być może uwidaczniają się tutaj odczucia i suges­
tie podobne do tych, które pozwalają mówić o obecnym papieżu,
że madarbilokacji, czyli możliwość występowania jednocześnie
w kilku całkowicie różnych miejscach na świecie. Taką to
bowiem informację powtarzają członkowie nieformalnej grupy
religijnej związanej z osobą Jadwigi Bartcl, wśród której krążą
cudowne fotografie z Bayside.
FOTOGRAFIE I SACRUM
Na fotografii można więc zarejestrować praktycznie wszys­
tko. To już nie jest TYLKO dokumentowanie rzeczywistego
i realnego obrazu świata. To jest jeszcze FOTOGRAFOWA­
NIE SACRUM, TRANSCENDENCJI, BOGA. I to często
fotografowanie sacrum, jakby przypadkowo, które niewidocz­
ne gołym okiem jest obecne podczas różnych wydarzeń
(modlitwa, objawienie) czy też w różnych „świętych" miejs­
cach (Rzym). Czy Louis Daguerre mógł przypuszczać, dokąd
zaprowadzi ludzi jego wynalazek? A może miały rację te ludy,
które od samego początku jednoznacznie zaklasyfikowały
aparat fotograficzny jako przedmiot magiczny, który kradnie
duszę, który może przenikać świat sacrum, fascynujący, ale
i przerażający? Czy fotografia - tak jak postrzega ją współ­
cześnie mentalność typu ludowego - przypadkiem nie wyka­
zuje tych samych właściwości co sacrum?

PRZYPISY
' Informację tę uzyskałem od dr Marii Nawojczyk.
tarzach tacza je z działaniem sacrum, UFO lub ogólnie ze zjawiskami
- Podobne w duchu i bardzo różnorodne fotografie drukuje czasami
paranormalnymi.
czasopismo „Nieznany Świat" (1/1995,3/1996). Zarówno osoby przysyła­
' O genezie chrześcijańskiej symboliki Ducha Świętego jako gołębicy
jące negatywy i odbitki, jak i dziennikarze w odredakcyjnych komen­
i slupie obłoku zob. np. Forstner 1990:106, 230-232
B I B L I O G R A F I A
Czachowski Hubert
1992 Pomyfta, /? W&a, mir - рггусгулдк &i
лут,, „Lud", s. 191-204'

л Ы mifümi wspofczw-

Eliade Mircea
1993 Tmtwif o Wfoni rffigii, Wydawnictwo OPUS, Łódź
1994
i (Wnvg)M, Wydawnictwo KR, Warszawa
Forstner Dorothea OS В
1990 aviar .(ymW/h rArzf.fci)wútig/,
Warszawa

Instytut Wydawniczy PAX,

Frazer James George
1965 ZWa Ся&ц. PIW, Warszawa
Lévy-Bruhl Lucien
1992 СгуллоМ wmysfowr w д/мксгелсПудсл pif люГлусл, PWN, War­
szawa

54

Łozińska Kinga
1992 Уол / W W // - болдкг т д а л и у wyoWz/w. .Literatura Ludowa", nr. I
Olędzki Jacek, Andrzej Hemka
1990
WVuZ/woAf mirabi/аглд, „Polska Sztuka Ludowa", nr. 1, s. 8-14
Otto Rudolf
1993 .&i'!{fo.fc, Wroclaw, Thesaurus Press
„Roses, The Message of Our Lady and Our Lord to Veronica Lueken",
czasopismo wydawane w Bayside. New York, 2.10.1990 oraz inne
bez daty
Stefański Lech Emfazy, Michał Komar
1982 W magu do /муслогголЩ Wiedza Powszechna, Warszawa
Sulima Roch
1992 Л/6ыт „cimi". Mowo í/ofogni/ia w Wfwrze Wowej. s. 116-126,
w: tegoż Mowo / «Год. Śzbc* <v Wfwrze, Kraków
Zowczak Magdalena
1991 g o W f f w.« - mi/ / afgrforypy, Wiedza o Kulturze, Wroclaw

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.