http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2925.pdf
Media
Part of Mieczysław Piwko o sztuce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4
- extracted text
-
Anna Wieczorkiewicz, J o a n n a Zatorska
M I E C Z Y S Ł A W PIWKO O SZTUCE
Rodzina Rzeźbiarza doskonale wie, o co może chodzić zwiedzają
cym. Nikt nie pyta, kto to jest etnograf ani o czym chce rozmawiać.
— Ojciec jest zajęty, ale zaraz przyjdzie. — Rzeczywiście, za
kwadrans przychodzi, już umyty, przebrany i gotowy do udzielenia
wszelkich informacji.
„Od młodych lat mnie to ciągło. Był w drugiej wsi taki jeden
— dawniej to nie mówili „twórca ludowy" — to był „ten, co świątki
robi", mówili też — „niewyraźny". Jan Witek się on nazywał. Dobry
rzeźbiarz był. On robił więcej takie gotyckie — to znaczy wysokie,
szczupłe, w pewnym ruchu (pokazuje rękami — chodzi mu o charak
terystyczną postawę). Gdyby on miał możność kształcenia się, ty by
niewiele uchodził od największych. Pięknie robił. Dorabiał tym.
Obrazów mało robił. Więcej kapliczki i figury do domu.
Jak pierwszy raz to może w drugiej, trzeciej klasie byłem, jak
rzeźbiłem narciarza. To taka zabawka była. Pani w szkole mnie
pochwaliła. Bo to było na robotach ręcznych — taki był kiedyś
przedmiot w szkole. Potem to też rzeźbiłem. Ale to trzeba zacząć od
tradycji kultury polskiej. Bo kiedyś święto Bożego Narodzenia, to
było najradośniejsze — zwłaszcza dla dzieci. Trzeba o tym pamiętać.
Ludzie są nieuczciwi względem własnej kultury.
Wtedy Święty Mikołaj był — dziś to się mówi dziadek Mróz. To
kiedyś było uroczyste święto. Gwiazdy się robiło i chodziło się po
kolędzie i winszowało się. Szopki robili — to takie pragnienie, żeby
coś ładniejszego zrobić — to na święta. Na dole tej szopki był teatr.
Wszystko tam odgrywali. To ruszało się. Reżyser ruszał tym.
I dialogi były: Żyd, Cygan, Diabeł, Śmierć — wszystko było w tym.
Najpierw to te figurki drewniane miały i były ubrane szmatkami. Ale
10 się brudziło, niszczyło. To potem zaczęli całe z drewna robić.
To odkurzyć łatwo. U mnie też wszędzie czysto — Krzyż panie widzą
230
wisi — też nie zakurzony.
Ja takie szopki z chłopakami robiłem.
We wojnę nie robiłem dużo — kilka szopek, jak miałem czas. Po
wojnie to już człowiek dorosły, żonaty, to już się nie chciało. Ale
jednak to mnie ciągnęło i fascynowało.
Jak widzą kawałek klocka, to już widzę co z tego będzie. Potem się
odbiera, odbiera, aż zostanie, co trzeba. Wiem zawsze, co mi z tego
klocka wyjdzie — to jest podatność — jak w życiu, że widać, na co
człowiek się nada.
Drewno się kupuje. Lipa najlepsza albo osika. Teraz wykupuje
drewno fabryka i nam jest trudno. Od chłopów się kupuje — trzeba
im za to płacić. Inaczej sprzedają do fabryki.
Lubią kolory żywe. Znają mnie wszędzie z mojej kolorystyki.
Ludziom też się podoba, ale się podoba, ale wiele się nie zastana
wiam nad tymi kolorami, podświadomie je wybieram.
Jak mnie najdzie to robię. Czasem trzy, cztery dni nic nie robię.
Czasem tak nie idzie. Za dzień jedno zrobię, ale od rana do wieczora.
„Ojciec Święty", na przykład, nie wyszedł mi tak, jak bym chciał.
Wyszły mi same oczy. Włosy mają kolor za jasny. Brązowy byłby
lepszy — prawdziwy. (Na uwagę, że Ojciec Św. jest siwy). Tak, to
właśnie powinien być siwy. Ale nawet jak się nie uda, to nigdy nie
zniszczyłem swojej rzeźby.
Ja tego Chrystusika zrobiłem na krzyżu, to mi jeden pan mówi:
„Dlaczego on taki grubiutki?" A przecież nikt nie pamięta jaki był.
Każdy robi, jak sobie wyobraża. Można przypuszczać, że Chrystus
był jak Araby, bo to był Arab — chudy. Ale każdy rzeźbi według
wyobraźni. Tego świętego Floriana zrobiłem na wzór figury koło
kościoła. Kiedyś wierzyli, że chroni od ognia. Teraz też wierzą.
Florian to mój patron — bo ja byłem strażakiem. Dziś też 4 maja
świętuję — na Św. Floriana — a nie tam żadne Dni Ochrony
Przeciwpożarowej.
Konkursy. Przeważnie to są dowolne tematy. Bym nie rzeźbił, żeby
temat był bez sensu. Albo czasem są bardzo krótkie terminy. To
wybieram poważniejsze konkursy jak prawdziwi artyści biorą
udział. Różne tematy rzeźbiłem. Tylko Lenina odmówiłem robić
— bo mówię, że mogłaby mi się chałupa pokrzywić (śmieje się).
Do Cepelii tylko trochę robiłem — kilka zamówień. To jest niższa
kategoria, rzemiosło, to nie jest sztuka, chociaż niektóre rzeczy mi się
podobają.
Moje figurki to od Japonii do Ameryki kupują. Szwecja, Norwegia,
Anglia — wszędzie.
Ja to robię najpierw siekierą, potem dłutem i nożem. Wygładzam nie
za mocno, ale lubię, żeby było milsze w dotyku.
Na twarz u każdego najwięcej się patrzy. Ale twarz mi nigdy nie
wychodzi taka sama.Tylko styl jednaki. To jest mój wytwór
wyobraźni. Tak każdy robi jak sobie wyobraża.
Człowiek musi się starać jak najbardziej, żeby piękne rzeczy robić,
pięknie rzeźbić.
Piękno się nie zmienia. Może być świadomie zniekształcone. Dziś
świadomie kulturę zniekształcają.
Strasznie lubię malarstwo. Malowałem, ale nie widziało mi to się. Na
desce malowałem plakatówką, lakierem potem pociągałem. Tylko
sakralne malowałem! Cywil-banda to co to za malowanie. To się do
niczego nie nadaje. No, malarstwo naturalne też lubię. Pejzaż to mi
się strasznie podoba. Ale na to talentu trzeba. Ja też narobiłbym tego
w pierony, ale mi sumienie nie pozwala. Dawniej, jak się niszczyło, to
palili obraz, żeby się nie poniewierał. Dlatego dużo ich było trzeba.
Teraz to robi się takie nowoczesne — trzy razy na krzyż, takie
dżezkoteki.
Tc uczone rzeczy, malarze, artyści sztalugowi, to wszystko udawane,
że to niby odbija jakieś kataklizmy. To jak ten chłop jeden, co mówił
wierszyk prozą - to co to za wierszyk? A niektóre wiersze to piękne
są — że aż pachnie z tego wiersza.
Hasior na ten przykład — dobry rzeźbiarz, ja nie powiem, ale wyczuł
głupotę w kulturze. Wyczuł konikunturę i teraz jedzie na całego. To
się nie nadaje na nic, ale to mu robi sławę. Tacy ludzie to nie służą
sztuce tylko mamonie.
Ja uważam prymitywizm, ale u człowieka, który był kompletnie
prymitywny. Oleksy na przykład. On nie rozumiał otaczającego
świata. On w to co robił, to cały intelekt włożył, jaki posiadał. Ale jak
kto ma więcej rozumu to powinien robić, żeby to zrozumiałe było.
Teraz to tych cudotwórców prymitywizmu namnożyło się. Taka
panienka tu kiedyś przyjechała. Ona mi mówi: „Czy to nie mógłby
pan tak robić, żeby tu trzaska wisiała, tu nie dorobione?" — żeby to
takie było, ona chciała. A ja chcę doskonalsze robić.
Oglądanie świata, to bardzo dużo daje. Witek Jan, to w Austrii był za
robotą, to się napatrzył w świecie. To działa. Ja też pojechałem do
Krakowa na wycieczkę, to się napatrzyłem. W Kościele Mariackim
rzeźby Wita Stwosza widziałem — to fundament, strażnica narodu
polskiego.
Zrobić komuś rzeźbę, sprzedać — nigdy bym nie odmówił. Ja
każdego człowieka lubię, jaki by nie był. Tylko hochsztaplera to ja
nie lubię. Chętnie bym wszystkie rzeźby w domu trzymał, ale to się
nie trzyma — od razu wezmą.
(Czy do jego świątków można się modlić?). Można się modlić, ale jak
są poświęcone. Ludzie się modlą, ale to musi być poświęcone. Każda
rzecz musi być atestowana! (śmieje się). Nie poświęcone są bezwarto
ściowe pod względem świętości."
Pan Piwko mówi o sobie „artysta", „twórca ludowy". Bardzo
chętnie pokazuje swoje rzeźby. Szczyci się też swoim „archiwum"
~- dużymi notatkami, gdzie wkleja fotografie, listy świadczące
o kontaktach ze zbieraczami i etnografami, notatki z prasy itp.
Twierdzi, że może się to przydać komuś, kto będzie kiedyś pisał
„jakąś pracę doktorską". Bardzo chętnie pokazuje tę kronikę.
Żegnając nas w drzwiach powtarza: „Napiszcie — Paszyn 148, ale
wystarczy bez numeru, tylko: Piwko, Paszyn. 1 tak każdy mnie tu
zna, napiszcie!"
PASZYN, maj 1986 r.
Fot.: Jan Świderski
