http://bibliotekacyfrowa.pl/Content/78710/PDF/II_ETN_1_26824.pdf

Media

Part of Wróżda i pojednanie: studjum etnologiczne

extracted text
Z zapmoii Kasy pomocy dla osóP pracującycla na polu naukowym
imienia D-ra Józefa Mianowskiego,

STUDJUM ETNOLOGICZNE
NAPISAŁ

S tan isław C iszew ski.

„Che bell’ onor s’acquista in far vendetta“ •
Stary wiersz włoslci.

, .o.

WARSZAWA.
Druk K. Kowalewskiego, Mazowiecka-8.

1900 .

^osBOJieHo H,eH3ypoK)
Bapmaea, 20 íiojih 1899 r.

SPIS RZECZY.
str.

Przedmowa .

.

I—II

I.

Wróżda .

1— 35

II.

Rozjem .

35—49

III.

Pokora .

49— 67

IY.

Jednanie .

.

.

.

V. Zagłówne i zakończenie jednania .
Źródła .

68— 85

.
.

85— 97
I—VII

Pracownik naukowy czy artysta, rzucający po raz osta­
tni okiem na pracę swoją, zanim oddają pod sąd ogółu, dozna­
je zazwyczaj pewnego rozczarowania. Każde bowiem dzieło
ludzkie doskonalszym zapowiada nam się wtedy, gdy jako po­
mysł jeszcze majaczy przed oczyma duszy naszej, niż wtedy,
gdy przyobleczone w formę literacką lub plastyczną, poddane
być może drobiazgowej autokrytyce, zarówno co do treści
swojej, jak i co do formy. I my również, odłożywszy pióro,
doświadczyliśmy do pewnego stopnia tego uczucia rozczaro­
wania i nie łudzimy się bynajmniej, aby praca nasza wolną
była od licznych usterków i braków. Warunki, w których pra­
cować musieliśmy, pozbawiły nas możności korzystania z wie­
lu znanych nam nawet, ważnych źródeł, *) pomijając już te,
które pozostały nam całkiem nieznane. Co do tych braków,
pocieszamy się myślą, że znajdzie się z czasem ktoś inny, roz­
porządzający większą od nas wiedzą i pracujący w warunkach
szczęśliwszych, który je dopełnić będzie w stanie. Gorzej
z usterkami co do formy. Wielka liczba faktów, któremi po­
sługiwać się musieliśmy, mimo wszelkie usiłowania z naszej
strony, odbiła się wielokroć niekorzystnie na stylu, obciążając
*) Musieliśmy, np., pominąć cenne dane o pomście krwawej u Beduinów, mieszczące się w pracy J. L Burckhardta, Bemerkungen iiber
die Beduinen und Wahaby, W ejm ar,, 1831, 251—261, dane o „rekbie“
(wróżdzie) kabylskiej, zgromadzone przez A. Hanoteau i A. Letourneux,
La Kabylie et les coutumes kabyles, Paryż, 1873, III, 60 nast., i mniej­
szej już wagi, ale nie pozbawione wartości szczegóły w tejże kwestji,
rozrzucone u I. Drumonda Hay’a, Le Maroc et ses tribus nomades, P a­
ryż, 1844, 178—180.
Wróżda i pojednanie.

I

siec myśli naszych, niby ciężarki ołowiane siec rybacką,. Ten
ostatni usterek wybaczą nam jednak może choć ci miłośnicy
ścisłego myślenia naukowego, którzy przekładają treść obfit­
szą, nad ponętną, ale okupioną kosztem treści formę. Jakim
wobec tego wszystkiego wypadł rezultat naukowy naszych
badań, o tym, oczywiście, trudno nam samym sądzie. Stara­
liśmy się jednak w wywodach naszych nie przekraczać nigdy
granic, dozwolonych przez krytykę naukową.

S i. <2.
Warszawa
d. 9 Kwietnia 1899.

I.

WRÓŻDA.
Instytucja społeczna, której dzieje pragniemy naszkico­
wać w'pracy niniejszej, na tysiące lat liczy wiek swego istnie­
nia. Można powiedzieć bez przesady, że historja jej rozpoczy­
na się już na pierwszych kartach jednej z najstarożytniejszych
ksiąg ludzkości. „Ktobykolwiek wylał krew człowieczą”, czy­
tamy w księgach rodzaju ') „będzie wylana krew jego”.
Straszne prawo pomsty krwawej sformułowane zostało w tych
słowach z całą, cechującą je bezwzględnością. I wyznać trze­
ba ze smutkiem, że okrutne to prawo do dziś dnia jeszcze sta­
nowi całkowity i jedyny kodeks karny dla wielu społeczeństw
barbarzyńskich i wpółcywilizowanych. Nawet Europa na­
sza, szczycąca się swoją kulturą starożytną, rządziła się nim
do niedawna, a w południowej jej części wróżda rodowa prze­
trwała w całej swojej grozie aż do chwili obecnej. Dziś je ­
szcze, mówi Milenko Vesnić, *2) znaleźć można w Czarnogórzu
jednostki, które potrafią opowiedzieć, jak w walce, wywołanej
przez pomstę krwawą, padło jednego dnia siedmdziesięciu
dwuch ludzi, i to z tak błahej na pozór przyczyny, że czło­
nek jednego z rodów czarnogórskich wyśmiał dziewczynę, nale­
żącą do innego rodu. Widzimy przeto, jak olbrzymią jest ży­
wotność instytucji pomsty krwawej. Aby jednak ocenić ją
należycie, aby pojąć jej przyczyny, należy wniknąć przedewszystkim w psychologję zemsty.
') Genesis, 9, 6.
2; Die Blutrache bei den Südslawen, 470.

Żądza zemsty leży w naturze ludzkiej, w tej zwierzęcej
naturze, która przebija w człowieku nie tylko w stanie dzi­
kości, ale nawet w stanie najwyższej kultury. Powstaje ona
tak szybko, iż nieraz, zamieniona w czyn, wydawać się nam
może czynnością prawie odruchową, bezwiedną. Istota ludzka,
dotknięta czymśkolwiek do żywego, w jednej chwili przeista­
cza się w łaknącego krwi drapieżnika, a niepodobieństwo za­
dośćuczynienia natychmiast żądzy zemsty, doprowadza ją do
szału. A. Lewszyn ł) opowiada, iż pewien Kirgiz, któremu
kilkunastu Kozaków siłą wyrwało z rąk ofiarę zemsty, wyglą­
dał jak wściekły, a nie mogąc gniewu swego wywrzeć na niej,
w rozwścieczeniu zadał kilka ran nożem samemu sobie.
Człowiek pierwotny, wyznający zasadę animizmu, nie
ogranicza się w pomście tylko do istot żyjących. Dla niego
wszystko jest żyjące. Mieszkaniec wysp Admiralicji, *2) gdy
biegnąc uderzy nogą o pień, wyrzucony przez morze, chwyta ka­
wałek korala i bije nim to miejsce pnia, o które się uderzył. Tak
samo, z naszego punktu widzenia powiedzielibyśmy po dziecin­
nemu, wywierają swą zemstę Papuowie, zamieszkujący pobrzeże Makłaja na Nowej Gwinei. 3) Biją oni miejsce, na któ­
rym się potknęli, lub przedmiot, który był przyczyną upadku.
W Przemyskim, 4) jeżeli drzewo owocowe nie rodzi, uwiązują
mu kamień, ważący do trzydziestu kilogramów i mówią: „Nie
chcesz rodzić, więc dźwigaj kamień!77 Oczywiście, że jeżeli
można mścić się na pniu, ziemi lub drzewie, tymbardziej mo­
żna się mścić na zwierzęciu. Farnuches, dowódca jazdy
Kserksesa, miał przy wyjeździe z Sardów przykry wypadek.
Koniowi jego wpadł niespodziewanie między nogi pies. Ru­
mak się wspiął i zrzucił jeźdźca na ziemię. Farnuches dostał
wskutek upadku krwiotoku i ciężko się rozchorował, zemstę
zaś swoją wywarł na koniu, jako na sprawcy całego nieszczę­
ścia. Na rozkaz jego słudzy zaprowadzili rumaka na miejsce
*) Onucame KHpms'B-KaaaqLHX'L h i h Kaprim-KaiłcaKCKiraB op^-L h CTeneit, Petersburg, 1882, III, 87.
2)
M. M i k ł u c h o - M a k ł a j , OcTpoBa AßMHpajrreäcTBa, Petersburg,
1879, 12.

a) Mikłucho-Makłaj, 1. c. przypis.

4)
M. C isek , Zbiór wiadom. do antropolog]i krajowej, Kraków, 1889,
XIII, dź. 8,74 nr. 140; porów, inny przykład: F. Miklosić, Die Blutrache bei
den Slawen, 131.

3
wypadku i podcięli mu w kolanach nogi. *) „Jeśliby wół, czy­
tamy w piśmie świętym, *2) rogiem ubódł męża, abo niewiastę
i umarliby, ukamionują go: i nie będą jeść mięsa jego, pan też
wołu nie będzie winien”. Pociąganie do odpowiedzialności za
przestępstwa zwierząt jest zresztą zjawiskiem bardzo rozpo­
wszechnionym. 3) Historja wieków średnich zna dużo faktów
formalnych procesów, wytaczanych zwierzętom za różne przy­
pisywane im zbrodnie. Skazanych wieszano lub ścinano, jak
ludzi.4) Mszcząc się wszakże niekiedy na zwierzęciu, człowiek
wyobraża sobie, że zemsta jego dosięga tym sposobem złą cza­
rownicę, która przybiera postać tego zwierzęcia. Wiadomo
na przykład, że ropucha jest uprzywilejowanym sobowtórem
czarownicy. Otóż w Podlaskim, 5) gdy długo panuje susza,
co lud uważa za sprawę czarownicy,- wiążą żabę tę za nogi
przy płocie i nie puszczają dopóty, dopóki deszcz nie nadej­
dzie. Na Mazowszu Czerskim 6) w tymże samym celu wie­
szają znowu na gałęzi niedźwiadka. Nic dziwnego, że czło­
wiek, szukając sam względem krzywdzących go zwierząt za­
dośćuczynienia w pomście, przewiduje zarazem, iż również
z ich strony nie może spodziewać się za wyrządzone krzywdy
niczego innego, prócz zemsty, i to zemsty całkiem świadomej.
Ormianie 7) utrzymują, iż zabiwszy małą żmijkę, należy ko­
niecznie zabić także starą żmiję, ponieważ ta ostatnia będzie
bezwarunkowo mściła się później na człowieku za zamordowa­
nie jej dziecka.
W świecie nadprzyrodzonym człowieka pierwotnego pa­
nuje taka sama zasada zadośćuczynienia. Duchy zmarłych,
na przykład, także po prostu mszczą się na ludziach, którzy
nie czynią zadość ich wymaganiom. Czeremisi 8) przekona­
*) H erodot, VII, cap. 88.

2) Exodus, 21,28, cf. 29.
3) A. P ost, Grundriss der ethnologischen Jurisprudenz, Olden­
burg i Lipsk, 1895, II, 281-233.
4) M. M ichelet , Origines du droit français, Paryż, 1837, 354,356.
5) Z. G loger, Bibljoteka Warszawska, 1876, II, 378.
6) K. K ozłowski, Lud, Warszawa, 1869, 385.
7) E. M elik - S zachnazarow , CôopHHKT» MaTepianoBB Ę m omicama
M-fecTHOCTeii h njieMeiU) KaBKa3a, Tyflis, 1893, XVII, dź. 2, 196.
8) S. K lzniecow , 3arpo6Htiii BfcpoBania lIcpeMHCL, Kazań, 1884 , 8;
S. P ktrow, HaB^CTia no Ka3ancKoii enapxm, Kazań, 1887, 270.

4
ni są, iż o ile pochowali zmarłego swego według przepisów
zwyczajowych i w dni oznaczone urządzają dla duszy jego uczty
ofiarne, liczyć mogą z pewnością na jego wdzięczność i opie­
kę. Gdyby jednak zaniedbali to czynić, czeka ich zemsta du­
szy. Błądząc w nocy po domu, będzie ona hałasowała, będzie
dręczyła bydło i wywoływała niezgody w rodzinie. Białoru­
skie „dziady” odbywają się również po to, „aby dusze z tam­
tego świata sprzyjały żyjącym.” Kto zaś zaprzestaje obcho­
dzić uroczystości dziadów, ściąga na swą gospodarkę ostatecz­
n ą zgubę, gdyż „duszy za lieto pamściaćsie”. 1) Według po­
dań górali kaukaskich 2) potrafi się mścić nawet św. Jerzy,
chrześcijański święty, którego przebaczającym urazy nie mo­
gą sobie oczywiście wyobrazić ludzie, poczytujący sami po­
mstę krwawą za swój obowiązek najświętszy. Według wie­
rzeń gruzińskich 3) obraz św. Jerzego, lub innego jakiego
świętego, do którego modlili się i któremu składali ofiary przod­
kowie danego osobnika, o ile tylko ten ostatni zaniedba to uczy­
nić, zsyła na niego przez zemstę chorobę. Z tego powodu, gdy
ktoś zachoruje, krewni, przy pomocy wróżbiarek lub też na
własną rękę, usiłują odgadnąć, który mianowicie obraz dopo­
mina się w ten sposób o ofiarę i, aby go zadowolnić, odkładają
zaraz na stronę to, co na nią przeznaczają. Ale i człowiek tą
samą miarką odpłaca nawzajem bóstwom swoim. Samojedzi, 4)
których drewniane bałwanki stawiane bywają na noc pośrod­
ku stada renów, aby ich pilnowały od napaści wilków, biją
biedne te bóstwa, przekonawszy się, że źle spełniały swoje
obowiązki stróżów i że coś zginęło z trzody. Tak samo po­
stępują z temi bałwankami przy każdym nieudanym przedsię­
wzięciu, którego niepowodzenie ma być właśnie ich winą. 5)
W podobny sposób poszukuje też zadośćuczynienia na bó­

*) M. F ederowskj , Lud Białoruski na Kusi Litewskiej, Kraków,
1897,267—268; 289—290.
2) A. L ilow, CóopHHKT) MaT. omie. m. h mieM. KaBica3a, 1892, XIV, 31,
przjrpis. 21.
3) I. S tiepanow , CóopHHKi) MaT. #. onuc. m. h nieM. KaBKasa, 1894, XIX,
d l 2, 88, nr. 77
4) W. ISŁAWIN, CaM OtflLI Brh HXT> flOMaiUHeMT H OÓlUeCTBeHHOMT» ÓLITy,
Petersburg, 1847, 115.
5; P. T retjakow , TypyxaHCKin Kpaii, Petersburg, 1871, 225 przypis.

5
stwach swoich wiele innych plemion pierwotnych, tak samo
poszukiwali go Rzymianie, a w wiekach średnich mszczono się
nawet na świętych. *)
Przekonywamy się więc, że człowiek, pozostający na nizkim stopniu kultury, a często nawet człowiek napół cywilizo­
wany, we wszystkich stosunkach ziemskich, a nawet nadprzy­
rodzonych, widzi stosowaną i pragnie sam stosować za wyrzą­
dzone krzywdy jedną tylko metodę zadośćuczynienia—zemstę.
Nie wchodzi on w to zupełnie, czy zabójstwo, lub inne prze­
stępstwo, jest dziełem przypadku, czy też popełnione zostało
ze świadomością i z rozmysłem. Ani Australczyk, 2) ani Mu­
rzyn, zamieszkujący pobrzeże Gwinei, 3) lub Hamita z plemie­
nia Somaliów i Afarów, 4) ani cały szereg plemion kauka­
skich, jak Czerkiesi, 5) Tuszyni, Pszawowie, Chewsurzy, 6)
Szapsudzy i Natuchazcy, 7) nie wyłączając także Gilaków, 8)
nie wdają się tutaj w żadne rozumowania. Sam przez się fakt
spełnionego przestępstwa jest wystarczający i wymaga zemsty.
Tylko Kirgizi, 9) zdaje się, że już niekiedy rozróżniają zabój­
stwo rozmyślne od przypadkowego i w tym ostatnim wypadku
współrodowcy zabitego otrzymują tylko połowę okupu.
Badając psychologię zemsty i wyrosłą z niej instytucję
pomsty krwawej, nasuwa się mimowoli pytanie: Czyż w sercu
barbarzyńcy, widzącego możność zadośćuczynienia tylko w

')
G. R oskoff, Das Religionswesen der rohesten Naturvölker,
Lipsk, 1880,139—i 40.
а) J. Kohler, Zur Lehre von der Blutrache, Würz bürg, 1885, 9.
Porów, też Post, Grundriss, I, 237, przyp. 1—3 i II, 214 nast.
3) W. J. Muellek, Die Africanische auf der Guineischen Gold-Cust
gelegene Landschaft Fetu, Norymberga, 1675, 116.
4) F. P aulitschke, Ethnographie Nordost-Afrikas, Berlin, 1896,

II, 54.
5) M. D ubrOWIN, lICTOpifl B0HHBI HBJI&ßLneCTBa pyCCKHX'L Ha KaBKa3i>,

Petersburg, 1871,1, 220, 222.
б) D ubrowin, 1. c. II, 303. P. E ristow, Sanncicn KaBKa3CKaro OTßiuia
H. P. reorpacj). Oóm. Tyflis, 1855, III, 130.
7) L. L ulje, 3anncKH KaBK. Ot#. H. P. T. ö . 1866, VII, 8.
8) L. S zternberg, CaxaMHCKie Thjihkh. 9THorpa(J)nqecKoe 06o3piiHie,
1893, XVII, 11.
9) B D aułbajew , 3anncKH OpeHÖyprcfcaro OTßkJia H P. T. 0. Orenburg, 1881, IV, 106.

6
przelaniu krwi wroga, nigdy nie postawało uczucie litości?
Ozy na nizkim stopniu kultury ludzkiej nie było dla niego zu­
pełnie miejsca? Zważywszy, że pierwotne społeczeństwo ro­
dowe jest po prostu grupą krewniaków, że zasada pokrewień­
stwa stanowi w nim ideję przewodnią, regulującą wszystkie
czynności współrodowców, przewidywać należy, że wśród ta­
kiego społeczeństwa niemożliwe było zrodzenie się szlachet­
nego, altruistycznego uczucia litości. W sercu człowieka,
które drgało tylko zwierzęcą, fizjologiczną miłością dla kre­
wniaka, lub nienawiścią dla obcego, czyli wroga, niebyło
miejsca na litość względem bliźniego. Te same więc objawy,
które dostrzegane przez nas w łonie społeczeństwa cywilizo­
wanego, uchodzić mogą za objawy litości względem bliźniego,
w społeczeństwie pierwotnym lub wpółcywilizowanym są za­
zwyczaj tylko wyrazem zadośćuczynienia obowiązkowi świa­
domego powinności swej krewniaczej współrodowca. Kalecy
i chorzy mogli liczyć u Jakutów *) na pomoc i opiekę, ale
tylko u swoich współrodowców, a zatym bynajmniej nie z po­
budek litości, lecz w imię obowiązku krewnego względem
krewnego. Drugiego, podobnego przykładu, dostarczy nam
żywot Kirgizów. Kirgizka 12) opiekuje się tylko rannemi kre­
wniakami. Czy zechce zaopiekować się także obcemi ranne­
mi, pozostawiono to jej wspaniałomyślności. Niestety, wspo­
mniane źródło pozostawia nas w nieświadomości, czy wspania­
łomyślność taka, granicząca z litością, zdarza się już kiedy­
kolwiek wśród Kirgizów. Dane innych etnografów tego ple­
mienia 3) przemawiałyby może na korzyść takiego przypu­
szczenia, gdyby były cokolwiek jaśniej sformułowane i wnika­
1) W. Sieroszewski, JlisyTM, Petersburg, 1896, 442.
M. G rodekow , Knprn3Li h Kapaicuprimi, Taszkient, 1889,1, 96.
3) „Pozostawienie swemu losowi człowieka, znajdującego się
w niebezpieczeństwie, nie uważa się za przestępstwo. Kirgizi przypo­
minają sobie jeden tylko wypadek, gdy „bij“ (sędzia) Tułe, rozpatrując
sprawę o zmarznięciu pewnego człowieka, którego nie ratował prze­
jeżdżający koło niego Kirgiz, wjnraził się o tym ostatnim, iż powinien
zapłacić za zmarzniętego połowę zagłównego, jeżeli sam był w wilczu­
rze, należy go zaś uniewinnić, jeżeli był w kożuchu baranim“. P. Makow iecku , MaTepiam ęjisl H3yaeHia ioph$h*
1eckmet ootiaaeBB IiwpriisoBB. BunycKB I. MaTepiajiLHoe npaBO. Umsk, 1886, 75. Komentarza, ułatwiającego
zrozumienie powyższej sentencji „bija”, autor, niestety, nie podaje. „Je2)

7
ły bardziej w motywy psychologiczne postępowania. Ponie­
waż jednak tak nie jest, pytanie przeto nasze: czy zdarzają się
fakty, wskazujące choćby ślad istnienia uczucia litości w spo­
łeczeństwie pierwotnym, i w jakim mianowicie stadjum jego
rozwoju kulturalnego możemy się z nimi spotkać, pozostaje
wciąż nierozstrzygniętym. Tylko pośrednio, mając na wzglę­
dzie ogólne zasady życia rodowego, dochodzimy do wniosku, że
w społeczeństwie takim uczucie to byłoby anomalją. Zape­
wnia wprawdzie Hyades, ‘) iż litość w naszym rozumieniu te­
go wyrazu znaną już jest nawet wśród mieszkańców Ziemi
ognistej, „tylko brak słowa na jej oznaczenie”, ale świadectwo
jego jest ogólnikowe i niejasne, nie zostało na domiar poparte
żadnym przykładem, tak, iż trudno cośkolwiek na nim budo­
wać. Odtrąciwszy zaś ten ogólnik Hyades’a, rozporządzamy
tylko dwoma jeszcze przykładami litości. Obydwa jednak te
przykłady dotyczą już społeczeństw bardziej cywilizowanych,
a nadto, w drugim z pomiędzy nich, wchodzą może w grę in­
ne pobudki, niż uczucie litości. W karawanie Gerharda
Rohlfsa, 2) w skład której, jako służący, wchodzili Arabi
i Tedowie, w czasie podróży jego z oazy Kawar przez Saharę,
wyczerpały się zapasy wody. Nadeszła chwila, gdy w wor­
kach skórzanych, w których przechowywano ten płyn drogo­
cenny, znalazło go się tylko tyle, iż ledwo starczyć mogło po
łyku dla każdego z członków karawany. Rohlfs zwołał wszy­
stkich towarzyszy i rozdawał każdemu ostatnią, jaka na niego
przypadła, porcję wody. „Wzruszającym było dla mnie, pi­
sze, że ci Mahometanie tak nieczuli w innych okolicznościach,
nastawali na to, aby i (pies mój) Mursuk, który jak nieżywy
leżał w namiocie, podzielił z nimi ostatni łyk wody”. Pod lo-*)

żeli kto, widząc człowieka w niebezpieczeństwie, a mając ku te ­
mu sposobność, nie udzieli mu pomocy, podlega karze cielesnej od 45
do 75 razów naliajką lub prętami. Jeżeli zaś człowiek pozostawiony
swemu losowi postrada życie, to osoba, która nie pospieszyła z pomocą
ginącemu, a miała wszelką ku temu sposobność, podlega karze cielesnej
od 75 do 90 razów nahajką lub prętami.” G. Z agrjażskij . MaTepiaJiH flja
CTaTHCTHKMTypKecTaHCicaro Kpaa, Moskwa, 1878, IV, 176, § 68 i 69.
*) Bulletins de la socićte d’Anthropologie de Paris, Serja III,
Paryż, 1887, X, 331.
-) Quer durch Afrika, Lipsk, 1874, .1, 281.

8
dowatym niebem północy A. Ołsufjew *) spotkał się z bardzo
podobnym objawem litością okazanej zwierzęciu przez Czuk­
czów. Podczas polowania na morsy, jeden z nich, ciężko ra­
niony, pozostał na brzegu. Posiadał jeszcze dosyć sił, aby
utrzymać swe ciało w naturalnem położeniu, ale nie miał ich
już dosyć, aby się dowlec do wody. Chcąc wyzyskać szczę­
śliwy zbieg okoliczności, Ołsufjew zaczął z pośpiechem ryso­
wać podobiznę zwierzęcia. Podczas zajęcia tego, Czukczowie
bezustannie zwracali się do niego z prośbami, aby im pozwolił
natychmiast dobić zwierzę. Nie rozumiejąc, co im ' na tym
pośpiechu zależeć może, podróżnik rosyjski nie chciał się na
to zgodzić i rysował dalej. Wówczas Czukczowie, zebrawszy
się wszyscy razem i zapominając o okazywanym zwykle Ołsufjewowi szacunku, zaczęli tak natarczywie domagać się za­
dośćuczynienia ich żądaniom, iż ten z konieczności musiał
ustąpić. Okazało się później, iż według pojęć Czukczów, uwa­
ża. się za wielki grzech pozwolić męczyć się ranionemu zwie­
rzęciu, a jest to przekonanie, wpojone im przez ich przodków.
Jak już nadmienialiśmy, bardzo być może, że w opisanym' tu­
taj zdarzeniu, jakieś wierzenie przesądne, na przykład obawa
zemsty duszy zwierzęcia, prędzej, aniżeli uczucie litości, skło­
niło Czukczów do domagania się pozwolenia na skrócenie mę­
czarni ranionemu morsowi. Nie chcieliśmy pominąć tej wa­
żnej możliwości bez zwrócenia na nią uwagi, chociaż samo
źródło nasze nie daje nam w tym względzie żadnej wskazówki.
Tak więc z danych naszych możnaby tymczasem wyciągnąć
jeden tylko wniosek. Tam nawet, gdzie mogliśmy już dopa­
trzeć się jakichkolwiek śladów istnienia uczucia, które można­
by nazwać litością, widzieliśmy uczucie to rodzące się w sercu
ludzkim nie dla człowieka bynajmniej, lecz dla zwierzęcia
tylko. Na jakimże stopniu kultury zrodziło się uczucie litości
dla bliźniego? Zdaje się, że powstać ono mogło tylko wśród
społeczeństwa, stojącego na najwyższym stopniu rozwoju kul­
turalnego.
Wracając jednak do pomsty krwawej, zastanówmy się
najpierw nad jedną z zasad, którą kieruje się człowiek przy jej
dopełnianiu. Chodzi mianowicie o odwieczną, bo już w pi"
śmie świętym sformułowaną zasadę: ząb za ząb, oko za oko*
») Oómiii o^icpK^ AHii^tipcKoił oKpyrw, Petersburg, 1896,115.

9
Jest ona, śmiało rzec można, ogólnoludzką. Indjanin Brazy­
lijski, O mszcząc śmierć swego współrodowca, usiłuje zadać
zabójcy te same rany, które spowodowały śmierć jego kre­
wniaka. U Pokomów *2) (1. mn. Wapokomo) uśmiercają za­
bójcę tą samą bronią, którą on kogoś zamordował, temu zaś,
który osobę jakąś zranił w bójce, starają się tąż samą bronią
zadać rany tejże samej wielkości. Spełnia to także sumien­
nie każdy, należący do plemienia Kunamanów i Bareanów. 3)
Czarnogórcy 4) baczą na to troskliwie, aby liczba ran, zadawaj
nycli przez mściciela, odpowiadała zupełnie liczbie tych, które
zadano zamordowanemu, a Igoroci, 5) zamieszkujący Filipiny,aby za zamordowanie mężczyzny, odpłacie zamordowaniem
mężczyzny, a za zabójstwo kobiety, zabójstwem kobiety. Księ­
gi prawne mahometańskie 6) przewidują nawet taką oko­
liczność, że odpowiednia część ciała zabójcy, która winna
otrzymać taką samą co do wielkości ranę, jaką ten ostatni za­
dał zamordowanemu, może być mniejszą. W takim razie obo­
wiązany jest on jeszcze do dopłaty. Nie tylko dopełniając
pomstę za zadanie ran, lecz również mszcząc się za wszelkie
inne uszkodzenia, stara się człowiek odpłacić zupełnie takiemi
samemi uszkodzeniami. H. Maltzan 7) opowiada następujące
charakterystyczne zdarzenie. Pewien kupiec angielski wybił
raz laską po pijanemu dwa zęby starej babie marokańskiej.
Kadi przysądził jej prawo wybicia kupcowi wzamian ró­
wnież dwuch zębów. Biedaczysko kupiec, mimo usilnych
starań, aby wynagrodzić poszkodowaną w inny sposób,
musiał się zgodzić na wyrok sędziego, ponieważ w przeciwnym
razie nie mógłby był pozostać w Marokku, na czym mu bardzo
zależało. Eunuch Kserksesa, Hermotimos, Grek z urodzenia,
gdy podczas zdobywania Aten potrafił, używszy podstępu,
J) M artius , Von dem Rechtszustande unter den Ureinwohnern
Brasiliens, Mnichów, 1832, 74.
2) G. A. F ische«, Mittheilungen der geografischen Gesellschaft
in Hamburg, 1878—79, Hamburg, 1880, 35.
3) W. M unzinger , Ostafrikanische Studien, Szafuza, 1864, 477.
4) A mi B oue , Die Europäische Türkei, Wiedeń, 1889,1, 662.
5j) J. K ohler, Zur Lehre v. d. Blutrache, ll.
6) J. K ohler, 1. c. 20.
7) Drei Jahre im Nordwesten von Afrika. Reisen in Algerien und
Marokko, Lipsk, 1863, IV, 287 nast.

10
znaleźć sposobność pomszczenia się na swym oprawcy, Panijonjosie, zmusił go do wykastrowania czterech własnych synów,
następnie zaś tym ostatnim rozkazał wykastrować ojca. 1)
Według tejże metody odpłacają, ludzie za wszelkie zniewagi
i straty. Gdy u Mareanów 2) szlachcic zabije szlachcicowi
poddanego, ten ostatni odpłaca mu, zabijając także jednego
z jego poddanych. Sama rodzina zabitego nie ma prawa mścić
się na szlachcicu. U tychże Kunamanów i u Bareanów 3) go­
spodarz za zabicie gościa odpłaca zabójcy, zabijając przy pierw­
szej sposobności jego gościa, a u Czarnogórców, 4) jeśli po­
rwano komuś żonę, mąż jej, jego krewni i ród cały, do którego
należała porwana, uważają sobie za obowiązek pomścić
zniewagę w taki sposób, iż porywają pierwszą lepszą kobietę
z rodu człowieka, który dopuścił się tego czynu i tę ostatnią
z jej wolą, lub też gwałtem, wydają za mąż za jednego ze
swych współrodowców. I Żmujdzin 5) nie stanowi wyjątku
od tej prastarej reguły, stosowanej przez wiele jeszcze ludów 6)
z największą konsekwencją. Pewną panią, która powożąc sa­
ma sankami, zawadziła o stojącego przy drodze w gromadzie
chłopa żmujdzkiego i zepchnęła go do rowu, pełnego śniegu,
wyciągnięto przemocą z sanek i wsadzono w śnieg do tegoż
rowu.
Aby dopiąć swojego celu, aby się pomścić, człowiek pier­
wotny nie przebiera w środkach. Wszystkie uważa za równie
dobre, byle tylko prowadziły do celu, byle mogły zadowolnić
b
2)
3)
*)

H erodot , VIII, cap. 106.
M unzinger , Ostafrikanische Studien, 242.
M unzinger , Ostafrikanische Studien, 477.
A mi B oué , Die Europäische Türkei, I, 031.
J. Kibort, Wisła, 1897, XI, 553.
Suci (1. mn. Basuto\ A. M erensky , Erinnerungen aus dem Mis­

5)
6)
sionsleben in Südost-Afrika (Transvaal) 1859—1882, Bielefeld i Lipsk,
1889, 45. Tuaredzy. H. D uveyrier , Les Touareg du Nord, Paryż, 18(54, 428.
Somaliowie, Afarowie i Gallanowie.PAULiTscHKE, Ethnographie Nordost-Afri­
kas, II, 54; J. Borklli, Éthiophie méridionale, Paryż, 1890, 24. Hoci (1. mn.
Bafiote) H. S oyaux , Aus West-Afrika, Lipsk, 1879, I, 151. Kirgizi. Grodekow , Knprn3 H, 234. Goadżirowie. W. S iicvers, Reise in der Sierra Nevada
de Santa Marta, Lipsk, 1887, 255. Prawa Manu. Mânava Dharma Çâstra,
przekł. G. S trehly ’kgo, Paryż, 1893. Ks. VIII, § 279 nast. Co do Słowian
południowych porów, jeszcze V. J agić, Archiv für Slav. Philolog., 1887,
X, 629.

u
uczucie zemsty. *) Osiągnąwszy cel zamierzony, mściciel upi­
ja się swą zemstą, rozkoszuje się nią, posuwając wyrafinowa­
nie w tym kierunku do ostatecznych granic. Zdarza się, że
Kurd, 12) zabiwszy wroga, z rozkoszą pije krew jego, a na­
stępnie, umoczywszy w niej rękawy swej koszuli, niesie ją do
domu, aby matka lub babka mściciela, odmoczywszy krew, za­
schniętą na rękawach, mogła ją także wypić z wodą. Pewna
siedmdziesięcioletnia staruszka z uczuciem zadowolenia opo­
wiadała podającemu fakt ten autorowi, jak piła krew zabójcy
swego jedynego syna. I Kirgizom 3) nie obcy był taki spo­
sób upajania się zemstą. Przerżnąwszy zabójcy gardło na mo­
gile zamordowanego, zbierali rękami płynącą krew jego
i chłeptali ją, jak dzikie zwierzęta. Niekiedy przyprowadzi­
wszy większą liczbę zabójców na mogiły ich ofiar, zanim je ­
szcze pomordowali ich kolejno, zmuszali pojmanych do poderastji. Isachowie, 4) pragnąc pomścić śmierć swojej kobiety
przez zabicie kobiety z rodu zabójcy, wyczekują z zamordowa­
niem jej dopóty, dopóki upatrzona ofiara nie będzie spodziewa­
ła się zostać wkrótce matką. Mszczący się dawniej Jakuci 56)
nie zabijali swych ofiar od razu, lecz wyszukiwali dla nich
najpierw najokropniejsze męczarnie, a straszne postępowanie
w podobnych wypadkach Indjan Północno-amerykańskich °)
za dobrze jest znane, abyśmy tu potrzebowali rozwodzić się
nad nim. Nie mniej wyrafinowaną bywa zemsta Arowrackiego 7) „Kanaimy” (mściciela) lub mszczącego się Czerkiesa. 8)
Zwierzęcość natury ludzkiej występuje w tych wszystkich wy­

1) Czerkiesi. F. D u b o is de M o n t pé r eu x , Voyage autour du Cauca­
se, Paryż, 183^, 1. 129; D ubrow in , HcTopi.il bomhm, I, 222. Somaliowie i Afarowie. P a ulitsch k e , Ethnographie Nordost-Afrikas, II, 54. Tunetańczycy.
H. M altzan , Reise in den Regentschaften Tunis und Tripolis, Lipsk,
1870, II, 93; Jakuci. S ie r o s z e w s k i , iłicyTBi, 459.
2) E giażarow , 3aimcKn Kubk. ot#. H. P. T. 0. 1891, XIII, zesz. 2, 39.
3) A, L ewszyn , OnncaHie, III, 87—88.
5)

6)

B orelli, Éthiophie méridionale, 17.
S ieroszewski, HicyTBi, 434.
L afitau , Moeurs des sauvages amériquains,

Paryż, 1724, II,

274-292.

D R. S chomburgk, Reisen in Britisch—Guiana in den Jahren 1840
—1841, Lipsk, 1847, I, 497.
8) D ubrowin , HcTopia, I, 222.

12
padkach w całej swojej okropności. Łatwo wobec tego prze­
widzieć, że w pierwocinach swoich i w zasadzie pomsta nie
zna prawie żadnych ograniczeń. Obowiązani do niej mordu­
ją wszystkich, których tylko mogą dosięgnąć. Nie oszczędza
się ani starców, *) ani nawet dzieci przy piersi będących. l2)
Tych ostatnich zresztą, zwłaszcza o ile są rodzaju męskiego,
nie oszczędza się dla tego jeszcze, aby nie wyrosły znów na
mścicieli. 3) Z tego powodu u Majnotów nie wypuszczano
prawie małych chłopców z domu, aż póki nie dosięgli wieku,
w którym mogli odeprzeć razy mszczącego się nieprzyjaciela
ich rodu. Nie można powiedzieć, aby nawet wśród społe­
czeństw małocywilizowanych nie spotykało się absolutnie ża­
dnych ograniczeń w pomście; są one jednak, jak się.zdaje,
w początkach bardzo rzadkie i niewielkiej rozciągłości. U Osetów 4) nie podlegały pomście dzieci do lat dwunastu. W Czar, nogórzu i Hercegowinie 5) za hańbę poczytywanoby sobie
zabić przez zemstę zarówno kobietę, jak i dziecko. U Gilaków 6) także nie jest przyjęte mścić się na kobietach. Na
wyłączenie tych ostatnich z szeregu osób, podlegających po­
mście, wpływać mogło nizkie stanowisko socjalne, jakie kobie­
ta zajmuje w społeczeństwie pierwotnym. Wskutek tego,
na przykład, u Isachów, 7) zabójstwo kobiety nie pociąga za
sobą wcale konieczności pomszczenia się krwawo, jak tego
wymaga zamordowanie mężczyzny, lecz może być natych­
miast załagodzone okupem, złożonym z materji lub bydła.
Tylko w takim razie, jeśli okup nie zostanie wypłacony, oso­
ba poszkodowana w tej sprawie, ucieka się do pomsty krwa-

l)
M artiùs , Von dem Rechtszustande unter den Ureinwohnern
Brasiliens, 74.
3) M a r tiu s , 1. c.; S zternbkrg , CaxajiHHCKie T hjuieh, 11.
3) S. R. S teinm etz , Ethnologische Studien zur ersten Entwicklung
der Strafe, Lejda i Lipsk, 1894. I, 394 (wyspa Nias); J. L. M a u r e r , Das
Griechische Volk, Heidelberg, 1835,1, 188 (Majnoci) Porów, jeszcze: P ost ,
Grundriss, I, 233.

4)

D ubrow in , H cT opia, I, 360.

5) B. B ogisió , Zbornik sadasnjih pravnih obicaja u juznih Slovena, Zagrzeb, 1874, 513; F. S. K rauss , Sühnung der Blutrache, 194.
6) S ztkrnberg , CaxajniHCKie Thji.hkh, 11.

7) J. B orellt , Éthiophie méridionale, 17; porów, jeszcze:
Grundriss, I, 233,

P ost

13
wej i zabija pierwszą lepszą kobietę (ale tylko kobietę) z rodu
mordercy. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, socjalne
i materjalne położenie ofiary wogóle, wcześnie już bardzo
wpływać' poczęło na ograniczenie rozciągłości pomsty krwa­
wej i wymaganych przez nią ofiar. Widzimy to na pobrzeżu
Gwinejskim. L Według tamtejszych zwyczajów, jeśli poło­
żenie socjalne i materjalne ofiary i zabójcy są jednakowe, w ta­
kim razie zabójca, o ile nie ratuje się ucieczką, musi zbrodnię
swą okupie życiem. Jeśli jednak należy on do rodu arysto­
kratycznego i zamożnego, ofiara zaś przeciwnie, wtedy możli­
wy jest okup. Jeśli zaś zamordowany był zamożnym arysto­
kratą, a zabójca biednym plebejuszem, w takim razie nie tylko
ten ostatni musi umrzeć, ale wraz z nim uśmierconą być musi
taka liczba jego krewniaków, któraby była w stanie okupie
krew zabitego. Müller był świadkiem wypadku, w którym
krew jednej jedynej szlachetnie urodzonej osoby kosztowała
życie pięciu ludzi wolnych i całą masę niewolników. Przy­
puszczać jednak wolno, że w tym wypadku wchodził może ra­
czej w grę sakralny charakter pomsty, o którym mówić bę­
dziemy dalej. U Majnotów 3) istniała nawet pomsta krwawa
kontraktowa. Jeśli przestępstwo, popełnione względem da­
nego rodu, było za wielkie, aby przyjęto zań zadośćuczynienie
w formie okupu, lub też poszkodowany nie chciał się nim zadowolnić, ród winnego zezwalał poszkodowanemu dopełnić
bezkarnie, jako zadośćuczynienie, jedno dwa do trzech mor­
derstw na osobach, należących do rodu winowajcy. Robiono
nawet w Majnie piśmienne umowy, -nadające drugiej stronie
prawo do pomsty krwawej, jeśli strona zobowiązana kontra­
ktem nie dopełniła swego zobowiązania. Strona, niedotrzymująca zobowiązania, nie mogła później mścić się już za takie,
na mocy kontraktu popełnione, zabójstwa.
Jedną z najbardziej uderzających cech pierwotnej pomsty
krwawej jest jej charakter sakralny. Już w Australji 3) spo­
tykamy się z tą myślą, iż dusza zabitego nie może mieć spo­
koju, póki ciążące na niej przekleństwo nie zostanie okupione
przez pomstę. Duch niepomszczonego staje się złym duchem,*23
*) W. J. M ueller , Die Afrikanische.... Landschaft Fe tu, 116.
2) J. L. M aurer, Das Griechische Volk, I, 187 - 188.
3) K öhler , Zur Lehre v. d. Blutrache, 9,

14
lgną. A) Według wierzeń Pelauczyków 2)
* dusza człowieka,
któremu wróg odciął głowę na skalp, również nie zażywa spo­
koju i niejako sama, zanim jeszcze krewniacy jej zdołają to
uczy nic, pragnie się pomścić za śmierć, zadaną jej ciału. Le­
ci ona za swoim wrogiem i prześladuje go bezustannie. Po­
dobnie wśród Huronów i Iroków 3) nosi pomsta krwawa cha­
rakter świętego, religijnego obowiązku i związaną jest przedewszystkim z troską o spokój i zadowolnienie ducha zabitej
ofiary. Podarki, jakie zabójca musi dać rodowi zabitego jako
okup, noszą tutaj charakterystyczne bardzo miano, zwą się:
„zaspokojenie duszy”. Dankaliowie i Somaliowie 4) nie z in­
nych także powodów uważają pomstę za obowiązek święty,
jak tylko dla tego, iż wierzą głęboko, że dusza człowieka za­
bitego nie może osiągnąć miejsca przeznaczenia swego i nie
może być zbawioną, dopóki śmierć jego nie zostanie pomszczo­
ną. Tuszyni 56) znowu myślą, że dusza poległego z obcej ręki
znajdować się będzie w wiecznej niewoli u swego zabójcy.
Wybawić ją można tylko przez pomstę krwawą. Pomsta,
według ich zdania, nie tylko wyswobodzi z niewoli duszę ich
krewniaka, lecz nadto odtąd, dusza zabójcy, na którym się
pomszczono, stanie się niewolnicą duszy ofiary. Trzeba więc
mścić się, przytakuje rozumowaniu Tuszynów, podzielający je
najzupełniej mieszkaniec Abchazji, G) gdyż krew, pozostawio­
na niepomszczoną, sama rozpocznie czynić za siebie pomstę,
lub przynajmniej, jak chcą znowu Wotjacy, 7) wołać będzie
o pomstę dopóty, dopóki morderca nie zostanie ukarany. Pla­
mą czerwoną znaczyć się ona będzie, według Beduinów 8) tak
długo na ziemi, aż śmierć osoby, z której została przelaną, nie
zostanie pomszczoną przez śmierć zabójcy lub jednego z jego
1) S teinmetz, Ethnologische Studien, I, 186; porów . P ost, Grund­
riss, I, 228.
2) J. K ubary , Die Socialen E in rich tu n g en der Pelauer, Berlin,
1885, 127.
3) L afitau, Moeurs, I, 490.
4) P aulitschke , E thnographie Nordost-Afrikas, II, 24, 54.

5) . Dubrowin, HcTopiii, II, 318.
6) D źanaszwili, 3anncKH KaBK. Ot# H. P. T. 0. 1894, XVI, 11.
7) G. W ereszczagtn, Botäkh cocHOBCKaro Kpaa, Petersburg, 1886, 78.
8) A. y. W rede’s Reise in H adhram aut, hrsg. v. H. Maltzan,
Brunszwik, 1873, 227.

15
krewniaków. Aż do tej chwili taka plama czerwona niczym
się nie da wymyć, ani w inny sposób usunąć. Dla tego więc
śmierć czyjąkolwiek pomście należy koniecznie, wcześniej lub
później. I Kurdowie -1) wierzą, że sam Bóg nakazuje mścić
się na wrogu za śmierć krewniaka, i że dusza jego na tamtym
świecie wtedy tylko dozna uspokojenia, gdy poleje się krew
mordercy. Póki więc ten ostatni stąpa jeszcze po ziemi,
w osieroconej rodzinie Kurda słychać codzień zawodzenia.
„Istniał i istnieje dotąd jeszcze w Majnie pogląd religijny, pi­
sze J. G. Maurer, 2) iż niepomszczony krewny nie może osią­
gnąć wiecznego spoczynku, nie może być zbawionym”. Zu­
pełnie tego samego przekonania są też Czarnogórcy i Hercegowińcy 3) co do samego mściciela. „Ko se ne osyeti, on se ne
posyeti” mówi jedno z ich przysłów, a inne znowu powiada:
„Ko se osyeti, taj se posveti”. Sakralny charakter nosi ró­
wnież pomsta krwawa i wśród Gilaków. 4) Według Chińczy­
ków, 5) zabity żąda, aby ci, którzy pozbawili go życia na zie­
mi, zostali także zabici i aby dusze ich były oddane do jego roz­
porządzenia. „Dusza niepomszczona nie może mieć spokoju”,
słyszymy z ust Chińczyka. Że obowiązek pomsty krwawej no­
sił niegdyś charakter sakralny wśród Ostjaków, 6) służą za
dowód niektóre ustępy z ich „bylin”, w których spotykamy
się z wierzeniem, że duch zabitego dotąd męczy się i niema
spokoju, póki ten nie zostanie dla niego okupiony krwią mor­
dercy. Nawet w Norwegji 7) pomszczenie śmierci krewniaka
uważało się za święty obowiązek i to nietylko w czasach po­
gańskich, lecz nawet po przyjęciu już chrześcijaństwa. Dopeł­
niano jej wzywając imienia Bożego i wierzono, że Bóg gotów
nawet uczynić cud, aby tylko umożliwić człowiekowi jej speł­
nienie. 8).
M K. C haczaturow , CÖOpHHKT» MaT. fl. onuc. M. HEJIBM. KaBK., 1894,
XX, dź. 1, 77, 38.
2) Das Griechische Volk, I, 207, przypis.
3) A mi B ou e , Die Europäische Türkei, 1,390; B ogisiö . Zbornik, 577.
4) S zternberg , CaxamHcicie r u r a m , 13.
b) S. G ieorgirw sk ij , IIpHauHiiH JKH3HH ftoaa, Petersburg, 1888. 38.
6) S. P atkanow , jEußaa CTapiwa, Petersburg, 1891, IV, 80—81.
7) K. M aurer , Die Bekehrung des Norwegischen Stammes zum
Christenthume, Mnichów, 1855, II, 168.
8) K. M a urer , Die Bekehrung, II, 434—435.
Wróżda i pojednanie.
2

— 16
Oczywiście, że z tym pierwotnym poglądem na obowią­
zek pomsty krwawej, jako na obowiązek święty, najdoskonalej
harmonizuje mniemanie, iż od zadośćuczynienia mu zależy do­
bra cześć mściciela, x) niezadośćuczynienie zaś obowiązkowi
pomsty ściąga na krewniaków hańbę i pozbawia ich czci w opinji publicznej. 12) W Hercegowinie, Czarnogórzu i Boce Kotorskiej,3) gdyby w ciągu roku od spełnienia zabójstwa syn nie
pomścił śmierci ojca, brat brata, krewniak zaś lub pobratym
śmierci krewniaka lub pobratyma, wszyscy uważaliby gó za
pozbawionego honoru. Nie śmiałby wszcząć z nikim kłótni,
gdyż z łatwością mógłby usłyszeć z ust której z kobiet taki,
na przykład, docinek: „Gdybyś ty był co wart, a miał jakie
poczucie honoru, tobyś pomścił swego ojca, brata, krewniaka,
pobratyma.” Często matka rodzona wymawia synowi, że ba­
bą jest, skoro nie pomścił śmierci ojca lub brata. „Gdy ci
jeszcze nie dość tej hańby, mówi do n iego, to zdejmij portki
a włóż choćby moją kieckę!”
Przekonanie o świętości obowiązku pomsty, troska o spo­
kój duszy zamordowanego, nieodłączna od obawy, że dusza ta,
niezadowolona z opieszałości krewniaka swego, zechce być
może na nim samym szukać za to zadośćuczynienia, wreszcie
obawa utraty czci w opinji publicznej, wszystko to skłaniało
współrodowca do możliwie szybkiego załatwienia swego obra­
chunku z zabójcą. Ale okoliczności.nie zawsze pozwalały na
uregulowanie tego rachunku w krótkim przeciągu czasu. Za­
bójca, wiedzący czego się spodziewać może, dokładał oczy­
wiście wszystkich starań, mogących mu zapewnić bezkarność
i zachować życie. Mściciel przeto znajdował się częstokroć
w przykrym położeniu, zarówno względem ducha ofiary, z któ­
rym liczył się ciągle, jak również względem opinji publicznej,

1) Norwegja. K. M aurer , Die Bekehrung, II, 168.
2) Górale kaukascy wogóle. L. L ilo w , Coophakb MaT. #. oirac.M.HiiJieM.
KaBK., 1892, XIV, 30—31; Abchazja. Dżanaszwili, 3anHCKH KaBK. Ot#. H. P.
T. O., 1894, XVI, 11; Dagiestan. D. Swieczin, 3anncKHKaBK. Ot/j. PI. P. P.O.,
1853,11,61; Kirgizi. L. Balliuzek, 3anncKH opeHÓyprcKaro oT^kjia PI. P. T. O.,
Kazań, 1872, II, 128.
3) B ogiśić , Zbornik, 577—578; F. M iklośić , Die Blutrache bei den
Slawen, 145 — 146, Porów. M edakovió , zivot i obicai Crnogoraca, No­
wy Sad, 1860,114—115.

17
obchodzącej go bardzo. Zjawiała się więc nieodzowna ko-'
nieczność zamanifestowania swoich dobrych intencji i swojej
pamięci o obowiązkach przywiązanego krewniaka—mściciela.
Człowiek pierwotny przywykły do manifestowania obrazowo
uczuć swoich i zamiarów nie odstąpił i w tym wypadku od
starej metody; a z przykładami tego rodzaju jego pomysłów,
spotykamy się wcale często, poczynając od ludów, stojących
na najniższym szczeblu kultury. U Indjan Brazylijskich, *)
mściciele, udający się na wyprawę, przedsiębraną w celu do­
pełnienia pomsty, robią sobie na ciele farbą czarne plamy,
a niektórzy obcinają nadto włosy. Malajowie *2) Filipińscy
za czasów podboju hiszpańskiego, gdy ktoś zpośród ich grona
został zamordowany, pogrążali się w żałobnym rozpamiętywa­
niu. W całej wsi panowało grobowe milczenie, dopóki kre­
wni zabitych nie pomścili ich śmierci. Ojciec Ferrando, piszącj^ w wieku siedemnastym, opowiada o Sambalach, że po
zabiciu kogokolwiek, krewni jego okręcali głowy czarną ma­
tu ją na znak żałoby i opasek tych nie zdejmowali dopóty, do­
póki śmierć jego nie została pomszczoną. Przez cały czas tej
żałoby manifestowano ją wszelkiemi sposobami, aż póki zdo­
bycie czaszki wroga nie pozwoliło jej zakończyć uroczyście
ucztą, tańcami i śpiewem. U Maj noto w 3) oznaką niedopeł­
nionej zemsty była zapuszczona, długa broda, która oznaczała
też żałobę wszelkiego innego rodzaju. Na wyspach Pelau 4)
istniał w dawniejszych czasach ciekawy zwyczaj, którego ideja polegała na manifestacją nym zaznaczeniu, iż się bierze na
siebie obowiązek pomszczenia czyjejś śmierci. Zwyczaj ten
zwał się O ld in g , a zasadzał się na tym, iż przyjaciele zamordo­
wanego, współczujący osieroconym, udawali się w odwiedziny
do ich domu i tutaj jeden z nich wyciągał, wetkniętą w ziemię
przed drzwiami, włócznię zmarłego, przyobiecując go pomścić.
Włócznia ta zwała się k o t i mb . Dzisiaj zwyczaj ten w pier­
wotnej swej formie już nie istnieje, a mianem O l d i n g nazy­
■) M artius , Von dem Rechtszustande, 74, = M a r t iu s , Beiträge
zur Ethnographie und Sprachenkunde Amerika’s, Lipsk, 1867, I, 127.
3)
F. B lumentritt , Mittheilungen der K. u K. Geographischen
Gesellschaft in Wien, 1882, XXV;:(N. F. XV), 152—153.
3) M aur er , Das Griechische Volk, 189—190 i przypis.
4) J. K ubary , Die Socialen Einrichtungen der Pelauer, 127.

— 18 —
wają się tylko ceremonjalne odwiedziny pewnej liczby wodzów,
mające wyrażać gotowość solidarnego występowania w tej
sprawie ich rodów. Wodzów ugaszcza się za to ucztą, złożoną
ze specjalnych potraw. Niezmiernie oryginalnie manifestostowano pamięć o obowiązku pomsty na pobrzeżu Gwinei. *)..
Najstarszy syn starał się zdobyć sandały swego zabitego ojca,
które tak długo, raz do roku, a mianowicie w dzień śmierci
tego ostatniego, obuwał na nogi, dopóki nie zdarzyła mu
się sposobność krwawej odpłaty za śmierć jego. W ro­
dzinie Kurda, *2) dopóki zabójca nie został zgładzony ze
świata, codziennie słychać zawodzenia. Matka, lub siostra
ofiary, przechowuje skrwawioną jej koszulę, jako najświętszą
relikwię. Co dzień wyjmują ją ze skrzyni, wkładają jakie­
mu mężczyźnie, na którym leży obowiązek pomsty, i płaczą.
Jeśli po zabitym pozostała wdowa z małym synkiem, w ta ­
kim razie koszulę taką wkładają dziecku, które od lat dzie­
cinnych, mając ciągle przed oczyma smutną pamiątkę śmierci
ojca, gotuje się do tego, aby z czasem pomścić krew jego. Na­
wet od Czarnogórca 3) i Dalmatyńca 4) wymaga dotąd zwy­
czaj stary, aby koszulę zamordowanego krewniaka chował ja­
ko pamiątkę, przypominającą mu jego święty obowiązek. Ten
sam zwyczaj praktykuje się dotąd w Sardynji. 5).
Ponieważ pomstę krwawą dopełniano przedewszystkim,
że się tak wyrazimy, w interesie duszy zabitego, chodzić więc
musiało mścicielowi o to, aby dusza zamordowanego krewnia­
ka dowiedziała się o spełnieniu faktu jaknajprędzej. Najprę­
dzej zaś mogło to nastąpić wtedy, kiedy akt pomsty dopełnia­
ny bywał na samej mogile ofiary. Kirgizi 6) rzeczywiście
zachowywali ten zwyczaj do niedawna, praktykował się on
jeszcze w bieżącym stuleciu w Chinach, 7) a u Dankaliów 8)
*) M ungo P ark , Reisen im Innem von Afrika, Hamburg, 1800,
13 — 14.
2) K. Chaczaturow , CöopHHK'L MaTep.
onuc. m. h nieM. KaBK., 1894,
XX, dź. 1, 77
3) I. J. Pofovac-Lipovac, ^epHoropii;« h ^epHoropcKia ateHmuHH, Pe­
tersburg, 18903, 192
4) W. L ago, Memorie sulla Dalmazia, Wenecja, 1870, 11,90.
5) M iklosić, Die Blutrache, 174.
6) L ewszyn, OimcaHie KnprH3,L-Ka3a%HX'L....opÆ'ï>, III, 87—88.
7)

Gieorgiewskij, npnHii;0in>i îkh3hh iteaa, 38.

8)

J . B orellt , Ethiopie méridionale, 22.

19
zabójcę i teraz jeszcze mordują na grobie jego ofiary. Oczy­
wista jednak, że taki sposób dopełniania pomsty możliwy był
tylko w wyjątkowych wypadkach, kiedy mordercę udało się
ująć żywcem. Zdaje się jednak, że niekiedy nawet w takich
wypadkach, gdy żywcem dostał się on do rąk mścicieli i gdy go
uśmiercono na grobie ofiary, uważano za stosowne uczynić je­
szcze specjalną, symboliczną ofiarę duszy zabitego z pewnej
najszlachetniejszej części ciała zabójcy, stanowiącej niejako
centrum życia, być może, aby w ten sposób jeszcze dobitniej
zaznaczyć, iż się jej przekazuje życie zabójcy. Możnaby tak
wnioskować na zasadzie następującego faktu. W Chinach *)
nietylko ludzie prości, ale nawet chińskie sfery panujące,
uważały za stosowne ofiarowywać duszy zabitego serce zabój­
cy. Za panowania cesarza Czja-cina, w ośmnastym roku bie­
żącego stulecia, zdarzyło się jednego razu, iż pewien urzędnik
otruty został przez trzech swoich służących. Gdy przestęp­
stwo zostało wykryte, cesarz rozkazał niewierne sługi porąbać
na kawałki na grobie urzędnika, serca zaś ich wyjąć i jako
specjalną ofiarę przedłożyć zmarłemu. Czy jednak podobna
ofiara praktykowała się gdzie w takich wypadkach, gdy za­
bójcy nie można było uśmiercać na grobie zabitego, czy zatym
stosowaną była według znanej zasady pars pro toto, na to nie
posiadamy danych. Nie jest jednak nieprawdopodobnym, czy
się ich gdzie jeszcze nie uda odszukać, ponieważ zobaczymy
niebawem, że człowiek, w wypadkach, gdy nie mógł dopełniać
pomsty na grobie zabitego, starał się jednak, aby wiadomość
o spełnionym akcie pomsty doszła duszę zmarłego, drogą, we­
dług jego pojęcia, najkrótszą. Oto co pisze F. Dubois de
Montpereux *2) o Osetach: „Gdy który z nich pomści śmierć
swego krewniaka, przyjaciela lub gościa, udaje się na grób je­
go i głosem donośnym zawiadamia go, iż wiernie dopełnił swej
pomsty.”
Jako instytucja wyrosła z łona społeczeństwa rodowego,
którego organizacja opiera się przedewszystkim na zasadzie
pokrewieństwa, pomsta krwawa z konieczności przejąć i nosić
musiała w początkach swoich tenże sam charakter socjalny.
!) GlEORGlEWSKIJ, npHHĘMILI JKH3HHjKHTaH, 38.
2)
Voyage autour du Caucase, Paryż, 1840, IV, 439; porów.
A. Haxthauseîî, Transkaukasia, Lipsk, 1856, II, 28, 50.

20
Wszyscy za jednego, oto najwybitniejsza cecha pomsty krwa­
wej w zaraniu społeczeństwa ludzkiego. Krew przelana lub
krzywda jednego współrodowca obowiązuje do pomsty wszy­
stkich jego rodowych współbraci, ród cały. Nie jednostki sta­
ją w tej wróżdzie przeciwko sobie, lecz rody. Stają zaś one
do walki dzięki silnej świadomości o j.edności krwi, płynącej
w ich żyłach, dzięki przeświadczeniu o potędze ideji pokre­
wieństwa, jako spójni społecznej. Jak dalece, dzięki takim
zapatrywaniom, podporządkowywaną bywa jednostka ogółowi
współrodowców, jak dalece indywidualność jej zanika wobec
niego w sprawach dochodzenia zadośćuczynienia za wyrządzo­
ne jej szkody, wykazuje kilka klasycznych przykładów z ży­
cia rodowego Goadżirów. J) Rody Goadżirów są rodami odmacierzystemi, co odbija się i w przepisach o obowiązkach po­
msty. Jeżeli ktoś, należący do takiego rodu, okaleczy się
własnoręcznie, lub też złamie sobie jaki członek, odmacierzysta połowa jego krewniaków żąda zadośćuczynienia, uważając
się za pokrzywdzoną przez jego nieopatrzność. Krewni ze
strony ojca roszczą także pretensje, ale mniejsze. Za skale­
czenie sobie palca nieostrożny współrodowiec płaci krewnia­
kom rodowym okup w postaci trochy kukurydzy; za cięższe
skaleczenie musi się okupić owcą lub kozą. Jeżeli ktoś wy­
stawi się sam na niebezpieczeństwo utraty życia, ród żąda od
niego także wynagrodzenia materjalnego za troskę, której go
przez to nabawił. Trudno chyba byłoby wyobrazić sobie da­
lej posuniętą wrażliwość, wypływającą z poczucia solidarno­
ści, opartego na ideji pokrewieństwa.
Wszystkim zatargom pojedyńczego członka rodu nadają
Goadżirowie cechę sprawy ogólnej całego rodu i to właśnie
bywa powodem nieustających wróżd między rodami. Dajmy
na to, iż członek rodu, noszącego miano Urjana, zabił członka
rodu, zwanego Epieyu. Cały ród Urjanów zrywa się natych­
miast do pomsty, jak jeden mąż, i nie spocznie pierwej, póki
nie padnie jeden z rodu zabójcy. Logika, powodująca Goadżirami w stosowaniu tej zasady solidarnego żądania zadośću­
czynienia za śmierć współrodowca, dopasowana też jest zupeł­
nie do całego kompleksu ich pojęć etycznych, czyli wogóle do*)
*) W. Siewers, Reise in der Sierra Nevada de Santa Marta, Lipsk,
1887, 255-256.

21
pojęć etycznych społeczeństwa pierwotnego. Zdarzyło się pe­
wnego razu, iż jeden z Indjan tego plemienia, podczas odwie­
dzin okrętu europejskiego, stojącego przy brzegu na kotwicy,
wpadł z własnej winy z łodzi do wody i utonął. Ród utopio­
nego, uznając kapitana, jako dowódcę, za winnego śmierci
swego współrodowca, w imię zasady o solidarności rodowej za­
żądał od niego natychmiast okupu, który kapitan, chcąc utrzy­
mać dobre stosunki z tuziemcami, musiał złożyć.1). Taki sam
charakter rodowy nosi też pomsta wśród Arowaków, 2) za­
mieszkujących Kajennę brytańską, wśród Indjan, zwanych po
hiszpańsku: Guaranos 3) i w Brazylji 4). Śmierć współrodo­
wca pociąga za sobą pomstę krwawą na jego zabójcy lub ro­
dowym jego współbracie, ta znów ciągnie za sobą odwet z dru­
giej strony i w ciągłych takich mordach giną nieraz całe rody.
W Ziemi Ognistej 5) krewni rodowi ofiary usiłują zabić albo
samego zabójcę, albo kogokolwiek z jego rodu. W Ameryce
północnej widzimy pomstę, opartą na tej samej zasadzie soli­
darności rodowej. Ród Indjan Czarnonogich (Blackfeet) 6) za
śmierć członka swego rodu stara się, o ile tylko można, po­
mście się na samym zabójcy, gdy się jednak nie nadarza ku
temu sposobność, mści się na pierwszym lepszym jego współrodowcu. W Australji 7) i na wyspach Pelau 8) pomsta za
śmierć rodowego współbrata jest także obowiązkiem całego
rodu. Szternberg 9) świadczy, że tak samo jest u Gilaków.
Mści się za zabójstwo krewniaka przedewszystkim najbliższy
krewny: ojciec, syn lub brat jego rodzony; gdy zaś tych nie­
ma, każdy inny członek rodu. Każdy z nich, jak się wyraża­
ją Gilacy, powinien „podnieść upadłe kości rodzone,” czyli za­
') W. S iew ers , Reise, 250, 254, 255.
2) M artius , Beiträge zur Ethnographie, I, 693—694.
3) S chomburg, Reisen in Britisch—Guiana, I, 322 —324.
4) Martius, Von dem Rechtszustande unter d. Ureinwohnern
Brasiliens, 74=M artics, Beiträge, I, 127—128.
5) H yad es , Bulletins de la société d’ Anthropologie de Paris, Serja
III, 1887, X, 335.
6) K sią żę zu W ied , Reise in das Innere Nord-America in den
Jahren 1832 bis 1834, Koblencja, 1839,1, 573.
7) K ohler , Zur Lehre v. d. Blutrache, 9.
8) K u b a r y , Die Socialen Einrichtungen d. Pelauer, 127.
9; CaxajmucKie T h jih k h , 11.

22
bić bądź samego mordercę ofiary, bądź kogokolwiek z jego ro­
du. Zabójstwo, popełnione w łonie samego rodu, znajduje
mścicieli w najbliższych krewnych zabitego i w osobie brata
jego matki, który, w razie, jeżeli pomsta da się załagodzić dro­
gą wynagrodzenia materjalnego, otrzymuje połowę okupu ]).
Jest to ślad, że dzisiejszy ród odojcowski Gilaków, był kiedyś
rodem odmacierzystym. Każdy ród Czukczów a) uważa za
swój obowiązek najświętszy mścić się solidarnie za śmierć
współrodowca i tym sposobem pomsta za śmierć jednostki
przybiera postać wróżdy rodowej, zamieniającej się niekiedy
w otwarte bitwy. To samo widzieć możemy u Korjaków 3)
i Kamczadałów. 4). U Kurdów, pisze S. Egjazarow, „pomsta
krwawa bywa albo osobistą, albo rodową. Jeśli człowiek nie
jest w stanie pomścić się na swym wrogu osobiście, obowią­
zek pomsty przechodzi na innych krewniaków rodowych.
Tym sposobem pomsta osobista zmienia się w pomstę rodową,
a zatarg między dwiema jednostkami—w partyzancką walkę
dwuch rodów.” Obowiązek pomsty leży przedewszystkim na
ojcu i braciach rodzonych zabitego, następnie rozciąga się na
braci ciotecznych i na jego wuja. Nie znaczy to jednak wca­
le, iż tylko blizcy krewni mają prawo i obowiązek dopełniania
pomsty. Owszem, również i dalsi krewniacy rodowi obowią­
zani są do niej, tylko że główna rola w tym akcie przypada
w udziale pierwszym. I wśród Kirgizów 5) śmierć zadana
jednostce, narażenie na szwank jej czci, lub poszkodowanie
jej materjalne, odbija się w sercach całego rodu, który wszy­
stkich szkód każdego ze swych współbraci dochodzi zawsze
solidarnie. Za śmierć współrodowca mści się cały ród ofiary
albo na samym zabójcy, albo na całym jego rodzie. Okup
otrzymuje nietylko jednostka, najbardziej przez śmierć czyjąś
dotknięta, lecz ród cały. Porywającego dziewczynę prześla-*3456

’) Szternberg, CaxajiHHCKie rioaKH, 13.
3) A. R esin, O^epKB HnopoaneBi) pyccicaro nobepemLa Ttaaro OiteaHa,
Petersburg, 1888, 51.
3) S.: Kraszennjkow, Oimcame 36mjih KaM^aTKM, Petersburg, 1819,
II, 220.
4) Kraszennjkow, 1. c., II, 33—34.
5) 3anncKn KaBK. Ot#. 1T. P. T. 0., 1891, XIII, dź. 2, 38—39.
6) Grodekow, Kiipnmi pi Kapafcuprimi, I, 12, 234; 142.

duje i mści się na nim ża tę obelgę także ród cały. Podobnie
jeśli złodzieje zdołają uprowadzić większą ilość bydła, choćby
to ostatnie było własnością jednej tylko osoby, puszcza się
w pogoń za rabusiami znowu ród cały. Wogóle wszelka krzy­
wda, czy obelga, wyrządzona każdemu pojedynczemu Kirgigizowi, jest krzywdą i obelgą, wyrządzoną całemu rodowi i ca­
ły też ród gotów jest zawsze jej dochodzić. Tak samo myślą
i postępują w Czarnogórzu, l) Hercegowinie 2) i w Bulgarji. 3). Rodowy charakter nosi dotąd po części, a nosiła go
bardziej jeszcze w przeszłości pomsta krwawa wśród Chewsurów i Pszawów, 4) wśród mieszkańców Abchazji, 5) Osetów, 6)
Swanetów 7) i wogóle wśród górali kaukaskich, 8) jak ró­
wnież i mieszkańców Dagiestanu. 9). „Obelga lub szkoda, wy­
rządzona jednemu ze współrodowców, mówi Dubrowin ,0)
o Czerkiesach, uważała się za przestępstwo, dotykające ród
cały,” podobnie jak każdy znów współrodowiec odpowiedzial­
nym był za czyny swe przed całym rodem. Najbliższy kre­
wniak dziedziczył obowiązek pomsty od chwili przyjścia na
świat. ll). Nawet obrażony Permiak 12) mści się jeszcze za
obelgę swoją nietylko na osobie samego jej sprawcy, lecz ró­
wnież na osobach, związanych z tym ostatnim więzami po­
krewieństwa. 'Dzisiaj do rzędu tych osób zaliczyć pewno mo­
żna tylko bliższą rodzinę, gdyż ustrój rodowy oddawna już
przestał istnieć wśród Permiaków. „Cały ród,” czytamy u H.
Maltzana 13) o Beduinach, zamieszkujących południową Arabję „solidaryzuje się w pomście z każdym ze swoich członków
b P. R ow insk ij , Teprioropia bt>ea nponuioMT) h HacToameMi», Peters­
burg, 1897, II, cz. I, 141.
2) K rauss , Sühnung der Blutrache, 194.
3) D. Marinow, ,5KaBa CTapafia, Russy, 1892, II, 159.
4) P E ristow , 3anacKa KaBK. Otę . PI. P. T. 0., 1855, III, 130.
5) D ubrow in , PIcTopia bobhbi, II, 71; D żanaszwili, 3anacKa KaBK. Otę .
H. P. P. 0., 1894, XVI, 11.
6) Haxthausen, Transkaukasia, II; 28.
7) D. B akradze, SanacKa KaBK. Ot/i;, H P. T. O., 1864, YI,42—43.
8) L. Lilow, C6opHHKT> MaTep.ifl. onac. m. a njieM. IiaBKaaa, 1892, XIY, 38.
9) D. Swieczin, ŚanacKa KaBK. O t r . H. P. T . 0., 1853, II, 61.
10) HcTopia BoaHH,[I,-,218.
U) D ubois de M ontpereux , Voyage, I, i 29.
12) I. S mirnow , IiepMaKR, Kazań, 1891, 224.

,a) Reise nach Südarabien, Brunszwik, 1873, 263.

24
i jako zadośćuczynienie wystarcza, gdy pomsta spełniona zo­
stanie przez któregokolwiek z członków poszkodowanego ro­
du, na pierwszejlepszej jednostce, należącej do rodu zabój­
cy.” Oczywiście, że i tutaj taki charakter pomsty rozciągają
w cały łańcuch obustronnych mordów. W Algierze 0 mąż,
pragnący pomścić hańbę swoją na zdradzającej go żonie, musi
się nad tym dobrze namyślić. Jeśli niema świadków, goto­
wych zaświadczyć o niewierności jego żony, co oczywiście jest
rzeczą niezmiernie trudną, a gdyby mimo to ją zabił, naraża
się na pomstę całego rodu zamordowanej i najczęściej przy­
płaca życiem chęć pomszczenia swojej niesławy. E. Grosse 12)
przytacza analogiczny zupełnie fakt z Australji, a ma on swo­
ją paralelę i u Kirgizów. 3). U Somalio w 4) za krew każde­
go zabitego współrodowca cały ród ofiary żąda krwi zabójcy
lub kogokolwiek z jego rodu. Solidarna odpowiedzialność ro­
du za zabójstwo i wszelkie szkody istnieje też od niepamięt­
nych czasów u Kafrów. 5). Za zabójstwo lub kradzież, popeł­
nioną w pobliżu jakiegoś kralu, odpowiada cały, zamieszkują­
cy go ród. Skoro zabity zostanie ktoś z pośród Hererów
(1. mn. Ovaherero), 6) do pomszczenia go obowiązani są naj­
bliżsi krewni. Czy obowiązek ten rozciąga się jednak czasa­
mi na cały ród, źródło nasze nie mówi. Co do solidarnej od­
powiedzialności za zabójstwo z pomsty krwawej u plemion
Kunama i Barea, to według W Munzingera, 7) pociągana
tam bywa do niej tylko najbliższa rodzina, mianowicie bracia
i siostrzeńcy. W wypłacie okupu wspomagają jednak morder­
cę i dalsi krewni, zarówno ze strony ojca, jak i ze strony matki.
Pomsta krwawa u Bogoanów, 8) niewielkiego plemienia,
1) H. Maltzan, Drei Jahre im Nordwesten von Afrika. Reisen in
Algerien und Marokko, Lipsk 1863, II, 287.
2) Die Formen der Familie und die Formen der Wirthschaft,
Frajburg w B. i Lipsk, 1896, 46, porów. 113.
3) G ro deków , Kuprów h RapaKnprH3Li, 88—89.
4) P aulitschke, Ethnographie Nordost-Afrikas, I, 262.
5) E. W eber , Vier Jahre in Afrika, Lipsk, 1878, II, 228—229.
6) J. H ahn , Die Ovaherero, Zeitschrift d. Gesellschaft für Erd­
kunde zu Berlin, 1869, IV, 490.
7) Ostafrikanische Studien, 503
8) W. M unzinger, Ueber die Sitten und das Recht der Bogos,
W interthur, 1859, 28.

25
przemieszkującego o jakie sto kilometrów wgłąb lądu stałego
od Massauy, po obydwuch stronach Chor Anseby, dopływu
Baraki, nie posiada już charakteru rodowego, lecz nosi cha­
rakter rodzinny. Do solidarności w pomście, zarówno co do
jej dopełniania, jako też co do ponoszenia odpowiedzialności
za jej spełnienie, między innenji także i do solidarności w wy­
płacie okupu, obowiązaną jest rodzina bogoańska aż do siód­
mego stopnia pokrewieństwa włącznie. W każdym razie, na­
wet w tym wypadku, posiada jeszcze pomsta ogromną rozcią­
głość, gdy zważymy, do jak wielkich rozmiarów dojść może
ilość potomstwa, zrodzonego z pewnej liczby synów jednego
ojca, wobec zasady, że pokrewieństwo obowiązuje do solidar­
ności w pomście aż do siódmego stopnia włącznie. Ojciec,
syn lub brat mordercy uważani są przez Bogoanów przy do­
pełnianiu pomsty za osoby zupełnie identyczne. Jeżeli, na
przykład, nie można dopełnić wyroku na samej osobie, skaza­
nej na stracenie, dopełnia się go na osobie kogoś z jego naj­
bliższej rodziny.
W A lbanji*) pomsta krwawa nosiła charakter rodowy do
niedawna, a pewno i teraz jeszcze, solidarność zaś rodu w po­
mście i wszelkich wogóle pretensjach współrodowców była
w życiu rodowym starożytnych Norwegów zjawiskiem tak zwy­
czajnym i dowody jej spotykają się w źródłach historycznych
tak często, iż K. Maurer, *2) z którego czerpiemy to świadectwo,
uznał za stosowne powstrzymać się od przytaczania w swym
dziele jakichkolwiekbądź jej przykładów. I nasze 3) źródła
historyczne przechowały nam wiadomości, zarówno z Mazo­
wsza, jak z Wielko- i Mało-Polski, że i u nas jeszcze w wieku
XIV pomsta krwawa miała taki sam charakter, jak pomsta
norweska. Za zabicie brata klejnotowego stawały przeciw
sobie do walki rody całe. Kamionczycy wróżdowali z Lu-

b A mi Boue, Die Europäische Türkei, I, 390.
2) Die Bekehrung des Norwegischen Stammes zum Christenthume, Mnichów, 1855, II, 171.
3) A. P a w iń sk i , O pojednaniu w zabójstwie według dawnego
prawa polskiego, Warszawa, 1884, 15—23. Dane o rodowym charakterze
pomsty krwawej na Rusi Halickiej zob. uP. D obkow skiego , Zemsta, okup
i pokora, Lwów, 1898, 9—10.

bami, czyli Lubiczami, Lisowie ze Szreniawitami, a wróżdowały nietylko rody szlacheckie, ale i rody kmiece. W nie­
których okolicach Słowiańszczyzny ') południowej pomsta
bywa rodową jeszcze dotąd, chociaż pierwszeństwo w niej
przypada przedewszystkim najbliższym krewnym. Klanowy
charakter nosiła także pomsta u górali szkockich. *).
Rozpatrując się uważnie w licznych, zgromadzonych tu­
taj danych, rzucających światło na charakter wróżdy, przy­
znać musimy, iż w większości wypadków trudno jest orzec
z absolutną pewnością, czy wśród danego ludu pomsta krwa­
wa nosiła pierwej charakter rodowy w ścisłym znaczeniu tego
słowa, czy też zawsze stanowiła przedewszystkim obowiązek
bliższej rodziny ofiary. Z trudnością tą spotkał się nawet
Steinmetz, *3) który zajmował się tą kwestją bardzo drobia­
zgowo i rozporządzał ogromnym materjałem faktycznym.
Źródła etnograficzne pozostawiają w tej mierze najczęściej du­
żo do życzenia, podając wiadomości bardzo ogólnikowe i nie­
dokładne. Ważniejszą jest jednak inna okoliczność, miano­
wicie, że najpierwotniejsze nawet ze zbadanych dotąd grup
rodowych, nie mogą nam dać żadnego wyobrażenia o jakiejś
istotnej pragrupie rodowej, ponieważ musimy je uważać tylko
za ostatnią formę przeobrażania się rodu, mającego po za sobą
tysiące lat istnienia. Tym sposobem i instytucja pomsty krwa­
wej, wyrosła z łona pragrupy rodowej, mogła i musiała podle­
gać wraz z nią różnym ewolucjom. Który przeto z jej typów
uznać wypada dzisiaj wśród danego plemienia za pierwotniej­
szy, trudno jest.bardzo wyrokować. W większości uwzględ­
nionych tutaj przez nas organizacji rodowych, pomsta krwa­
wa nosić się zdaje zarówno rodowy, jak i rodzinny charakter
jednocześnie. W ynika to stąd, iż większość tych rodów kry­
je już w łonie swoim rodzinę w ściślejszym znaczeniu tego sło­
wa. Mając jednak na względzie ogólny kierunek w rozwoju
społeczeństwa rodowego, wydaje nam się zupełnie prawdopo­
dobnym przypuszczenie, iż gdybyśmy mogli cofnąć się wstecz
ku początkom społeczeństwa ludzkiego i poznać jakąś istotną
B ogisiö, Zbornik, 513, 578.
A. C onrady , Geschichte der Clanverfassung in den schotti­
schen Hochlanden, Lipsk, 1898, 22.
3) Ethnologische Studien 1,3, 69—370.
*)
2)

— 27 —
pragrupę rodową, spotkalibyśmy się w niej tylko z pomstą
krwawą o charakterze absolutnie rodowym, z pomstą, obo­
wiązującą bezwzględnie całą grupę krewniaków, składają­
cych ród. Ograniczenie więc obowiązku solidarności w po­
mście przedewszystkim do najbliższych krewniaków, musi
być późniejszego pochodzenia i idzie w parze z postępują­
cym coraz bardziej naprzód wyosabnianiem się w łonie rodu
rodziny w ściślejszym słowa tego znaczeniu. Przeipawia za
tym właśnie ów najczęściej spotykany, mieszany ćharakter
pomsty. Cofając się wstecz ku zamierzchłym początkom ro­
du, a więc w kierunku, w którym dziś tradycyjne tylko po­
krewieństwo współrodowców stawać .się będzie coraz bliż­
szym rzeczywistości, wyobrażać sobie możemy ten charakter
pomsty coraz więcej ściśle rodowym; im bardziej zaś zbliżać
się będziemy* do teraźniejszości, tym bardziej przeobrażać się
on będzie w rodzinny. Jakkolwiek jednak wyobrażalibyśmy
sobie hipotetycznie ewolucję charakteru wróżdy, tyle bądź
co bądź pozostanie pewnym, że pomsta krwawa, jako obo­
wiązek społeczny i religijny, bez względu na jej rozciągłość,
znajduje zawsze dla siebie punkt wyjścia w jednej zasa­
dzie—w zasadzie pokrewieństwa.
Wspominaliśmy już, iż istnieje szereg ważnych powo­
dów, skłaniających mściciela do zadośćuczynienia obowiąz­
kowi pomsty w możliwie krótkim przeciągu czasu, a zara­
zem do manifestowania swojej o nim pamięci i gotowości
spełnienia go przy pierwszej sposobności. Sposobność jednak
taka najczęściej nie nastręcza się zbyt łatwo. Zabójca, świa­
domy losu, który go spotkać musi niechybnie, dokłada oczy­
wiście wszelkich możliwych starań, aby go uniknąć. Mści­
ciel więc, pałający żądzą zemsty, często uzbrajać się musi
w cierpliwość i czekać z dopełnieniem pomsty nieraz lata
całe. Tę długotrwałość pomsty wybornie charakteryzuje sa­
ma jej nazwa, którą nosi w języku kurdzkim. Po kurdzku
pomsta*krwawa nazywa się: b y s ak, *) co w przenośni znaczy:
poczekaj! Kurd zaś umie powtarzać to straszne słowo dłu-

b B y s a k jest to rozkainik od słowa: s a k y n in = s ta ó , czekaó.
Stąd: b y s a k w przenośni znaczy: poczekaj, ja ci odpłacę. S. E giaza row, 3anHCKH KaBK. Ot#. H. P. T. O., 1891, XIII, zesz. 2, 38.

28
go, ale wcześniej lub później wciela je w czyn zawsze. Pakt,
który tutaj chcemy przytoczyć, a który miał miejsce w siód
mym dziesiątku lat bieżącego stulecia, świadczy o tym wy­
mownie. 1).
W pewnej wsi, mieszkały, sąsiadując z sobą, dwie wdo­
wy: Kurdka, posiadająca ośmioletniego chłopca i Ormianka,
mająca czernastoletniego wyrostka. Sąsiadki kłóciły się z so­
bą codzień, a dzieci ich brały również udział w tych swarach. Niezgoda między matkami przeszła na synów i za­
kończyła się tym, iż chłopiec Ormianki, spotkawszy swojego
młodszego sąsiada w polu, wszczął z nim bójkę, a będąc
starszy i silniejszy, zadusił go w ciągu walki. Świadków za­
bójstwa nie było, więc zbrodnia ta uszła mołoletniemu przestępcy bezkarnie. Ponieważ zamordowany chłopiec był sie­
rotą i jedynakiem, nie było więc nikogo, któby pomyślał
o pomszczeniu jego śmierci. Pozostała jednak matka, która
krwawą gotowała zabójcy odpłatę za śmierć swego jedyna­
ka. Co dzień wyjmowała ze schowania koszulę syna, sia­
dała w cieniu drzew i płakała nad nią, a raczej wyła jak
lwica, opłakująca swoje szczenię. Trwało to całych lat ośm.
Zabójca tymczasem wyrósł i ożenił się nawet. Był to teraz
silny, dobrze zbudowany mężczyzna, z którym niebezpiecz­
nie byłoby wszczynać zwadę. Powszechnie sądzono, że Kurd­
ka zapomniała o zemście, lecz zobaczymy, że mylono się bar­
dzo. Była to jeszcze kobieta młoda i o rękę jej starali się
niejednokrotnie różni konkurenci, lecz wdowa odmawiała
wszystkim. Wreszcie najniespodziewaniej zgodziła się wyjść
za mąż za pewnego Kurda, liczącego od 45 — 50 lat wieku,
który wprawdzie oddawna ubiegał się o jej względy, ale za­
wsze otrzymywał odpowiedź odmowną. Dziwiono się, że
młoda i przystojna kobieta zrobiła taki wybór, dziwiono tymbardziej, że przyszły jej mąż nieosobliwą cieszył się opinją. Powszechnie uważany był za człowieka złego i rozbój­
nika. Co więc zbliżyło tych dwoje ludzi, nikt nie domyślał
l) K. C/HACZATUKOW, C6opHHKT>MaT. 'Ę. onuc. M H EJieM. KaBK., 1894, XX,
dź. 1, 77—78. Porów, też inny, ciekawy fakt, charakteryzujący grozę
pomsty kurdzkiej, przechowany w podaniu epicznym. A. SociN,Die'NeuAramaeischen Dialekte von Urmia bis Mosul., Tubinga, 1882, 190 — 192,
nr. 13.

się nawet. Wkróce po przyrzeczeniu swej reki staremu Kur­
dowi, wdowa wyprzedała wszystko, co miała, pieniądze za
sprzedane rzeczy doręczyła narzeczonemu, sama zaś udała
się do Dżałalców, plemienia, do którego należał ten ostatni.
Po odjeździe narzeczonej, stary Kurd wynajął się zaraz za
pastucha we wsi, w której przebywał w owym czasie zabój­
ca syna Kurdki. Po czterech miesiącach nowy pastuch zni­
knął nagle ze wsi, a we trzy dni po jego zniknięciu, znale­
ziono w wąwozie martwe ciało Ormianina, z odciętym pra­
wym uchem i prawą ręką. Wyjaśniła się niebawem rzecz
cała. Wdowa nie myślała nigdy wychodzić za mąż za Kurdarozbójnika, lecz zgodziła się jedynie raz jeden podzielić z nim
łoże małżeńskie pod warunkiem, że zabije mordercę jej syna
i na dowód, iż zemsta dopełnioną została rzeczywiście, przy­
niesie jej prawe ucho i prawą rękę Ormianina. Tym sposo­
bem, poświęciwszy swą cześć niewieścią na ołtarzu zemsty,
biedna matka dopięła wreszcie celu i choć obcą ręką pomściła
jednak śmierć swego dziecka. Zresztą zdarzało się niekiedy
gdzieindziej, że kobieta nie za czyimś pośrednictwem, lecz
osobiście dopełniała pomsty krwawej, gdy chodziło mianowi­
cie o pomszczenie siebie samej lub swego zamordowanego
krewniaka. Tak bywało, na przykład, często bardzo w Norwegji. 1). Zazwyczaj jednak kobieta podniecała tylko do po­
msty mężczyznę.
Widzieliśmy przed chwilą, iż z żądzą zemsty potrafi czło­
wiek nosić się długie lata. Gdy jednak życie czyjeś okazało
się za krótkim i nie mógł zdążyć z wykonaniem obowiązku
pomsty, jako świętą puściznę przekazywał go swym rodowym
współbraciom lub bliższym krewniakom, aby ci spełnili to, cze­
go on nie zdążył spełnić, lub też aby obowiązek wróżdy prze­
kazali jeszcze dalszym pokoleniom. Umierający Pidżyjczyk 2)
szeptał gasnącym głosem synowi imię wroga, na którym nie
zdążył się pomścić, ten ostatni powierzał je przy śmierci swo­
im synom, a ci znowu swoim potomkom. Podobnie postępują

') K. M auber , Die Bekehrung des Norwegischen Stammes zum
(Jhristenthume, II, 169.
2) Steinmetz , Ethnologische Studien, I, 295.

30
dotąd Tlinkici, *) Fulbowie, Dżolofi, Mandingowie *2) i Somaliowie. 34). O pomście beduińskiej powiada H. Maltzan, ł) że
jest nieomal wieczną, a z przysłowia ich, które głosi: „Beduin
dopełnia obowiązującej go pomsty krwawej nawet po czter­
dziestu latach” 5) widać, iż w każdym razie bardzo jest dłu­
gotrwałą. H. Vambery 6) pisze o Jakutach, iż o urazach
swoich nie zapominają nigdy, a gdy sami nie są w stanie za­
dość uczynić pomście, powierzają jej spełnienie w przyszłości
synom swoim lub najbliższym krewnym. Nieomal na całym
Kaukazie pomsta krwawa ciągnie się z pokolenia w pokolenie,
wieki nieraz całe. 78). W Albanji H) przekazywano ją potom­
kom w testamencie. U Swanetów 9) trwała do trzeciego po­
kolenia, a nawet dalej, u Jakutów 10) zaś aż do dziewiątego
pokolenia.
Ponieważ obowiązek pomsty w późniejszym stadjum jej
rozwoju leżał przedewszystkim na najbliższych w linji męskiej
krewniakach zabitego, stąd zrozumiałym jest owo niezmiernie
rozpowszechnione pożądanie męskich potomków, z którym
przy każdej sposobności zdradza się głowa rodziny patrjarchalnej. Kto posiadał synów lub braci, ten mógł być pe­
wnym, że na wypadek śmierci z ręki wroga, nie zostanie niepomszczonym. Jakuci opowiadali W. Sieroszewskiemu, 1X) iż
dawnemi czasy rodzina jakucka, w której kogoś zamordowa­
no, w czasie, gdy matka rodziny znajdowała się w ciąży, go­
rączkowo wyczekiwała urodzin niemowlęcia. Jeśli to ostatnie

1) I. W enjaminow , 3 anncKH 061. ocTpoBaxi» YHaianiKHHCKaro OTßftjia,
Petersburg, 1840, III, 122.
2) M ungo P ark , Reise im Innern von Afrika, 13.
3) B orellt, Ethiopie méridionale, 10.
4) Meine Wahlfahrt nach Mekka, Lipsk, 1865,1, 129, 259—260.
5j E. S achau, Reise in Syrien und Mosopotamien, Lipsk, 1883, 311.
6) Das Türkenvolk, Lipsk, 1885, 159
7) Górale kaukascy wogóle. L. L ilow, C6ophhkï> iviaT. p a onnc. m. 0
ïïieM. KaBK., 1892, XIY, 38. Czerkiesi. D ubkowin, HcTopia, I, 220. Abchazja
Dżanaszwjli, 3aii0CKn RaBK. Ot^. H. P. T. O., 1894, XYI, 11. Dagiestan. D.
S wjeczin , 3anncKH KaBK. Oiyj. H. P V. O., 1853, II, 63.
8) Ami B oue, Die Europäische Türkei, I, 663.
9) D. B akradze , 3anHCK0 KaBK. Ot^- H. P. T. 0., 1864, YI, 42—43.
,0) Sieroszewski, ÜKyTH, 454, 459.
u) ÜKyTU, 454—455, porów. 434.

31
okazało się córką, to je zabijano. Zabijano zaś dziecko nie
natychmiast po urodzeniu, lecz nieco później, gdy już na tyle
podrosło, że mogło siedzieć, czyli gdy znajdowało się w okre­
sie życia, zwanym po jakucku b a lg y r. Zabijając biedną ofiarę
mówiono do niej z wyrzutem: „Przez ciebie zginął twój star­
szy brat, sławny, dorosły człowiek! ■) Ty to przyniosłaś nam
takie szczęście!..” Jeżeli jednak nowonarodzony okazał się
chłopcem, w takim razie dostawał jaknajlepsze pożywienie,
otaczany bywał wielką troskliwością i otrzymywał jaknajstaranniejsze wychowanie, skierowane specjalnie ku temu, aby
zrobić z niego mściciela. Stopniowo uczono go znosie wytrwa­
le wszelkie cierpienia i ból, jaki sprawiają zadane rany, za­
prawiając do boju. Jeszcze gdy był w kolebce, bito go rzemyczkami z przytwierdzonemi na końcu ostrzami, aby kur­
cząc się i drgając pod razami, ciało jego stawało się spręży­
stym, a członki nabierały giętkości. Gdy podrastał, strzelano
do niego z małych, do zabawy dziecinnej służących, łuków,
maleńkiemi strzałami, których ostrza mogły mu tylko przebić
skórę, nie czyniąc większej szkody. Dzieciak, chroniąc się
od pocisków, uczył się obserwować lot wypuszczonych strzał
i nabierał zręczności w umiejętności unikania skierowanych
ku niemu pocisków. Następnie uczono go strzelać, zażywać
włóczni, podpatrywać i wyśledzać zdobycz i wroga, aż póki
ćwicząc się w tym wszystkim nie wyrósł na junaka, będącego
na siłach wziąć na swe barki obowiązek mściciela. Gdy cel
ten został osiągnięty, młody wojownik dowiadywał się o imie­
niu mordercy i zachowując tajemnicze milczenie szedł spełnić
swoją powinność. W przeszłości, gdy stare obyczaje zacho­
wywane były jeszcze przez Jakutów z całą surowością, mści­
ciel, puszczający się na taką wyprawę, miał przed sobą tylko
dwie alternatywy: albo zginąć sam, lub też zabić mordercę
swego krewniaka. Jeśli morderca ów tymczasem zmarł lub
też zabity został przez kogo innego, obowiązek brania pomsty
przechodził na jego krewnych, a ciągnął się nieraz do dziewią­
tego pokolenia.*)

*) Najbardziej mszczono się za śmierć brata.
Wróżda i pojednanie.

3

32
Lubo pomsta krwawa po spełnieniu zabójstwa, lub wy­
rządzeniu komuś krzywdy, była eo ip s o koniecznością nieod­
zowną i winowajca spodziewać się jej mógł z wszelką pewno­
ścią, nie zaniedbywał jednak człowiek zaznaczyć tego oficjal­
nie w właściwy mu sposób obrazowy, iż od tej właśnie chwili
przyjacielskie stosunki międzyrodowe zostają przerwane. Sym­
bolizm taki odpowiadał najpierw wogóle potrzebom umysłu
pierwotnego, o czym już wspominaliśmy dawniej, powtóre zaś
całkowitej akcji nieprzyjacielskiej, jaka następowała po takim
symbolicznym zawiadomieniu winowajcy o zerwaniu z nim
stosunków, nadawał charakter legalny, pasując zarazem pry­
watną pomstę krwawą ha instytucję prawno-społeczną. Taka
zapowiedź pomsty znaną była i jest jeszcze wielu ludom, a na­
sze również źródła prawne wieku XVI dostarczyły już bada­
czom licznych, a kryją pewno liczniejsze jeszcze dane o „od­
powiedzi,” czyli zapowiedzi pomsty, jak się ona zwała w na­
szym języku prawnym. Ograniczymy się tutaj na paru przy­
kładach. „Odpowiedź” znaną jest dobrze i ma szerokie zasto­
sowanie u Karo-Bataków, x) zamieszkujących Sumatrę. M u­
su b e rg in , mu s u c h b r i n g i n , albo jeszcze: m u s o c h ’mber e n g i znaczy dosłownie po batacku: wróg w nocy, albo wróżda nocna. Jest to list, skreślony na mniejwięcej piędź dłu­
gości, a V j 2 do dwuch palców szerokości mających, bambusoW3mh liściach. List taki wiesza się w nocy przed domem
osoby, której zapowiada się pomstę. „Odpowiedź” batacka
zawiesza się trzykrotnie, w trzech różnych odstępach czasu.
Pierwsze dwie „odpowiedzi” posiadają więcej charakteru po­
gróżki i zadaniem ich jest skłonić winnego do zapłacenia zagłównego lub odszkodowania i n n a t u r a . Do tych pierwszych
odpowiedzi przyczepia się trochę gałązek z krzaka czepoty
(Uncaria Gambir. Roxb.) *2) Jeżeli pierwsze dwie „odpowie­
dzi” pozostaną bez skutku, w takim razie zawieszona zostaje
trzecia i ostatnia. Do tej trzeciej przyczepiają się już nie ga­
łązki, świadczące o chęci pokojowego załatwienia sprawy ze

b J oachim B rennkr , Besuch bei den Kannibalen Sumatras, Würz­
burg, 1894,213-215.
2) Czepota jest częścią składową ulubionego przez Bataków be­
telu, służącego do żucia. B renner , 1. c. 355.

83
strony poszkodowanego, lecz maleńkie, z bambusu wyrżnięte
noże, lance i żagiew, co wszystko w bardzo zrozumiały "sposób
zapowiada mordy i pożogi. Brenner *) przytacza tekst jedne­
go -takiego listu „zapowiedniego,” wystosowanego [do pewne­
go plantatora. Nie chcąc zacierać w przekładzie polskim je­
go oryginalnej formy, podajemy go tutaj w tłumaczeniu nie­
mieckim Brennera:
„Diesen Brief hänge ich auf, sagt Si Mada, Reiss-Preis
mir nicht gegeben, der Tandil Mandeling Si Rodach von uns
gebeten, beschimpfte unsere Mutter, und unser Preis, einHuhn,
wurde dennoch nicht gezahlt; wenn Reiss-Preis, den wir, die
Beschimpften, fordern, der Tandil Mandeling, der beim Vor­
übergehen auch Batakmädchen berührt und betrogen, nicht
zahlt und er nicht entlassen wird, so brenne ich Scheunen nie­
der und morde Menschen.
Meine Heimath ist schwebend in den Bergen, mein Na­
me ist Habicht, mein Vater der Nachtaffe in der Bergen.
Der Herzensgekränkte.”
„Odpowiedź” polska w istocie swojej nie różni się ani na
jotę od „odpowiedzi” batackiej. Odpadła z niej tylko symbo­
lika, przynajmniej w dotychczas ogłoszonych danych źródło­
wych nie znajdujemy o niej wzmianki. Ślady „odpowiedzi”
występują już w Polsce w wieku XIV, *2) ale tymczasem nie
posiadamy jeszcze wyczerpującej jej historji i tylko do dzie­
jów jej w wieku XVI ogłosili uczeni nasi kilka ważnych przy­
czynków. Za Zygmunta I była ona zjawiskiem prawie po­
wszechnym w całej Rzeczypospolitej. Dochodzenie krzywdy
na własną rękę, o ile kto czuł się ku temu na siłach, wydawa­
ło się wtedy jeszcze sposobem najwłaściwszym. Gdy Anna
z Sieniawy, wdowa po Spytku Jordanie z Zakliczyna, ka­
sztelanie krakowskim, odarta z dóbr przez Samuela Zborow­
skiego, udała się o pomoc do króla, król wydał mandat do sta­
rosty trembowelskiego, Jakóba Pretficza, w którym poleca mu
wziąć w opiekę pomienioną wdowę. W piśmie tym powiada
król: „Cum autem non habeat tantum virium, ut ip sa iniuriam
hanc propulsare, atque bona praefata per vim sibi adempta

J) B renner , 1. c., 215.
2) A. P aw iński, Odpowiedź, 391.

34 —
r e c u p e r a r e posset, ideo suplicatum est nobis nomine eiusdem, ut sibi ea de re prospectum esse vellemus.” Gdyby więc
Anna z Sieniawy miała była siły, aby dochodzie krzywdy swej
na własną rękę, byłaby to zrobiła z pewnością i nie udawałaby
się była o pomoc do władzy państwowej. Jak się zdaje, taki
pogląd na sposoby dochodzenia zadoścuczjmienia właściwym
był nie tylko stanowi rycerskiemu, lecz istniał również wśród
ludu, co zresztą jest całkiem naturalne. Przemawiają za tym
fakty, przytoczone przez M. Barucha, *2) a zaczerpnięte z akt
dóbr Pabjanickich z r. 1593, w województwie sieradzkim poło­
żonych, które wykazują' iż „odpowiedź” znana była i między
ludem. Dla porównania z tekstem „odpowiedzi” batackiej po­
dajemy tutaj dwa teksty „odpowiedzi” polskich. Pierwszy
pochodzi z r. 1576, a ogłoszony został przez A. Pawińskiego.3)
Pisze Łukasz Gromadzki z Gromadzie do Jana Mościckiego
z Wiszar:
„Janie Mościcki, Iżeś nad spodziewanie moje, bez wsze­
lakiej mojej winności, ani nie dawszy znać z jakiej nieprzyjaźni
od siebie, niez wy czaj nieś śmiał broń swą podnieść przeciwko
mnie a niewinną krew mą iżeś przelał, przeto ja pomniąc na
przystojność swą ślachecką, opowiadam ci to tym moim pisa­
niem, które do ciebie posyłam, iż żalu, bólu i despektu swego
chęć i mam tę wolę za pomocą bożą i za sprawiedliwością swą
na tobie i na gardle twym zemście się. A tak się mnie ze zdro­
wiem i gardłem swoim strzeż na każdem zwykłem miesću
okrom domu twego własnego, okrom którego na wszelakiem
miescu masz ze mnie takiego nieprzyjaciela dotąd, póki się nie
będę mógł na tobie i na gardle twym żalu swego pomścić. Dla
czego lepszej pewności i wiary list ten swój odpowiedni, ręką
swą własną pisany i zapieczętowany tobie jako nieprzyjacielo­
wi swemu zwykłym obyczajem posyłam. Dan z Gromadzie
an. 1576.” L. S. Podpis własnoręczny.
Jak widzieliśmy, w przytoczonym powyżej wypadku,
chodziło o poranienie, ale nawet kradzież raroga mogła stać
się powodem przesłania komuś „odpowiedzi.” Oto tekst dru­

b P. D ą bro w sk i , Jeszcze o odpowiedzi, 82.
2) Z powodu artykułu... o odpowiedzi, 554—555.
3) O odpowiedzi, 393.

35 —
giej „odpowiedzi” polskiej, wystosowanej z takiej właśnie przy­
czyny. Jest on od poprzedniego nieco późniejszy, a ogłoszo­
ny został z akt archiwum bernardyńskiego we Lwowie przez
P. Dobkowskiego. *).
„Panie Piasecki, Że ty nie uważając przystojności szla­
checkiej, gdyż się to nie godzi cudze rzeczy kraść, będąc szla­
chcicem, ukradłeś raroga I. M. Pana mego, któregom ja miał
w opiece swej, a iż, gdym go szukał, od sług I. M. Pana woje­
wody wołyńskiego jestem obelżon i zbit w Przeworsku, czegoś
ty mnie wszystkiego przyczyną, a tak iż się ja lepiej poczu­
wam w przystojności swej szlacheckiej nie chcąc na cię poczci­
wości swej tylko zdrowie ważyć, przetoc według prawa pospo­
litego przez tych dwu szlachciców i woźnego odpowiadam,
abyś się mnie strzegł na wszelkim miejscu chodząc i śpiąc,
w kościele i w łaźni etc., bo się na twym gardle despectu i ra­
zów swoich mścić będę. Pisań w Łańcucie, die 24 Iulii, Anno
Domini 1595. Krzysztof Drozdowski ręką swą.”
Rzecz szczególna, że żadnego śladu istnienia odpowiedzi,
znanej także Niemcom i Czechom, nie spotkaliśmy w dostęp­
nych nam źródłach południowo-słowiańskich.

II.

R O Z J E M.
Zapoznawszy się w poprzednim rozdziale w głównych
zarysach z psychologją zemsty, a zarazem z charakterem pier­
wotnej pomsty krwawej, jako instytucji prawno-społecznej,
wyobraźmy sobie rozrzuconą gdzieś na niewielkiej przestrzeni
grupę pojedyńczych rodów, stanowiących zawiązek przyszłe­
go społeczeństwa cywilizowanego. Zamknięte w granicach
swego odwiecznego terytorjum rodowego, którego pod grozą
śmierci nie śmie przekroczyć żaden z członków rodów sąsie­
’) Jeszcze o odpowiedzi, 87—88.

36
dnich, stoją one na przeciw siebie niby niedostępne twierdze,
zbudowane zamiast z kamieni, z ciał ludzkich, spojonych w nie­
rozerwalną całość przez ideję pokrewieństwa. Zanim z bie­
giem czasu w łonie takiego rodu zacznie wyosabniać się rodzi­
na w ściślejszym znaczeniu tego słowa, zanim poczną się ró­
żniczkować stopnie pokrewieństwa, składająca go grupa ludzi
wie tylko o jednym rodzaju pokrewieństwa—o pokrewieństwie
rodowym. Wszystkie, wchodzące w skład tej grupy jedno­
stki, są względem siebie rodowymi współbraćmi, współrodowcami. Krzywda lub śmierć jednego współrodowca, wyrządzo­
na lub zadana mu przez oboego, jest krzywdą i ciosem, odczu­
wanym przez wszystkich w jednakowym stopniu. Obowią­
zek szukania za krzywdę tę lub śmierć zadośćuczynienia, wy­
rażającego się w pomście krwawej, jest też obowiązkiem wszyst­
kich współrodowców. Mieliśmy sposobność poznać poprzednio
liczne przykłady stosowania tej kardynalnej zasady życia ro­
dowego z całą konsekwencją, nawet wśród wielu społeczeństw
rodowych współczesnych. Gdybyśmy, snując dalej przypu­
szczenia nasze, wyobrazili sobie jeszcze na chwilę, iż zasada
ta, choćby nawet tylko w zaraniu społeczeństwa ludzkiego,
stosowaną była rzeczywiście konsekwentnie i bez żadnych
ograniczeń, że nie miała żadnej przeciwwagi, łatwo chyba
przewidzieć, iż wobec tego, społeczeństwo ludzkie nie tylko,
że nie byłoby w stanie się rozwijać, lecz nie mogłoby istnieć
zupełnie. Niekończące się nigdy rachunki za poniesione lub
wyrządzone krzywdy, za pozbawienie życia członków rodów
obcych, lub za śmierć swoich własnych współrodowców, po­
ciągające znów za sobą ciągłe nowe zabójstwa, musiałyby
wreszcie, jeżeli nie zupełnie wytępić, to przynajmniej parali­
żować stale zarówno przju-ost liczebny ludzkości, jak i dosko­
nalenie się kultury ludzkiej. Nadto, życie w takich warun­
kach, nawet dla wpółdzikiego barbarzyńcy, staćby się musia­
ło ciężkim niezmiernie brzemieniem. Życie plemion pierwo­
tnych nie jest, co prawda, jakąś sielanką idealną. Owszem,
wypełnia je po brzegi najbrutalniejsza walka o byt. Jednak­
że wśród najpierwotniejszych nawet ludów spotykamy się już
z pomysłami i środkami, mającymi na celu hamowanie wybu­
chów namiętności ludzkiej, w życiu zaś społecznym owych lu­
dów odgrywających niezmiernie ważną rolę kulturalną i mo­
ralną. Przekonywa nas to więc, że już na bardzo nizkim s t o -

37
pniu kultury poczęły się w umyśle ludzkim budzie refleksje,
iż tę wieczną, „bellum omnium contra omnes” należy konie­
cznie jakoś ograniczyć. Gdzież miał szukać środka po temu
człowiek —barbarzyńca? Jakiej deski zbawienia mógł się
uchwycie? W idei sprawiedliwości szukać jej nie mógł, ideja bowiem sprawiedliwości ogólnoludzkiej nie istniała jeszcze
dla niego. Sprawiedliwość w jego oczach rozpoczynała i koń­
czyła się zarazem tam, gdzie się poczynały i kończyły więzy
pokrewieństwa. Takie wuęc pojęcie o sprawiedliwości zagrze­
wać tylko mogło do pomsty, lecz nie mogło od niej powstrzy­
mywać. I szlachetne uczucie litości nie mogło człowiekowi
podsuwać myśli o przebaczeniu krzywdy i pojednaniu, bo, jak
widzieliśmy, w społeczeństwie pierwotnym, litość w naszym
rozumieniu tego słowa nie mogła istnieć zupełnie. Podobnie
jak sprawiedliwość, sprowadzała się ona do prostych obowiąz­
ków krewniaka względem krewniaka. Nastręczał się jedyny
środek—wyzyskanie w tej potrzebie tejże samej idei pokre­
wieństwa, która taką doniosłą odgrywa rolę w całym żywocie
społeczeństwa pierwotnego. Ta sama ideja pokrewieństwa,
która, panując wszechwładnie nad umysłem człowieka, pcha­
ła go do pomsty krwawej, ta sama ideja miała teraz znowu dać
mu możność łagodzenia i zapobiegania pomście. Jesteśmy
w Mikronezji, gdzie ustrój rodowy, tak sumiennie zbadany
przez J. Kub ar ego, przetrwał w jednej z form najpierwotniej­
szych aż do dni naszych. Jeden z rodów poniósł właśnie cięż­
ką stratę. Zamordowany został któryś z jego członków, a gło­
wią jego, jako skalp, znajduje się w ręku wroga. Już odbyła
się ceremonja, zwana Ol di ng, o której mieliśmy sposobność
mówić poprzednio. Teraz ród zamordowanego znajduje się
w wyjątkowym położeniu. Wskutek rachunku, jaki z powo­
du spełnionego zabójstwa ma do załatAvienia z rodem morder­
cy, stosunki między obydwroma rodami zostały zerwane; wy­
tworzył się tak zwany Ló k o t , stan, odpowiadający mniej
więcej naszemu stanowi oblężenia. Rodowi ofiary pozostaje
do wyboru: albo podtrzymywać ówT Ló k o t , czyli stan oblę­
żenia, lub też rozpocząć kroki, w celu nawiązania zerwanych
stosunków i zawarcia pokoju. Jeśli zdecyduje się na pierwsze,
w takim razie zachowuje się na razie zupełnie spokojnie. Wróg,
tryumfujący ze zdobycia skalpu, jest w tej chwili nazbyt je­
szcze czujnym i gotowym odeprzeć natychmiastową próbę

38
pomszczenia śmierci zamordowanego. Praktyczniej już jest
mścić się nie na nim wprost, lecz na jakim zaprzyjaźnionym
z nim rodzie. Zazwyczaj jednak ród, który winien jest „pom­
stę wziąć w rodzie” zabójców, nie spieszy się z nią zabardzo
i wyczekuje sprzyjających okoliczności. J). Przypuśćmy je­
dnak, że ów ród poszkodowany, wybiera drugą możliwość i że
okazuje się skłonnym do nawiązania na nowo stosunków z ro­
dem zabójcy i do przypieczętowania ich zgodą. Zanim będzie­
my mieli sposobność zapoznania się z przykładami, w jaki spo­
sób odbywa się takie nawiązywanie stosunków i jak się odby­
wa akt zgody w Mikronezji i gdzieindziej, musimy się najpierw
zastanowić, jakie mianowicie były najważniejsze przyczyny,
popychające skrzywdzony ród do obrania tej drugiej drogi i do
jakich dadzą się sprowadzić motywów. Motywy te trafnie
bardzo pochwycił w swym dziele S. R. Steinmetz. *2). Jako na
pierwszy, wskazuje na konieczność osiągnięcia napowrót zakłó­
conego pokoju; za drugi zaś uważa potrzebę zapełnienia szczer­
by, jaką śmierć współrodowca zrobiła w krewniaczym organi­
zmie rodu. Te dwa motywy przedewszystldm skłoniły czło­
wieka, iż uciekając się po ratunek do swej ulubionej idei po­
krewieństwa, wyzyskał wszystkie możliwe kombinacje, jakie
tylko przy pomocy tej idei wytworzyć się dały, których zada­
nie polegać miało na tym, aby, po pierwsze: spoić znowu po­
rwane nici przyjaznych stosunków między rodowych, po dru­
gie: aby zapełnić w organizmie rodowym lukę, powstałą przez
ubycie jednej z jego cząstek składowych. Do celów tych po­
służyło wyrosłe z idei pokrewieństwa pobratymstwo z całym
aparatem najrozmaitszych symbolów, skierowanych ku wy­
tworzeniu t. zw. fikcyjnych więzów pokrewieństwa; dalej mał­
żeństwo między członkami dwuch zwaśnionych rodów; wre­
szcie adoptacja, praktykowana w najrozmaitszjmh formach.
Zatrzymajmy tymczasem w pamięci pierwszy z przytoczonych
motywów, skłaniających społeczeństwo rodowe do przedsię­
brania kroków w celu pojednania się i zgody w wypadkach
pomsty krwawej, i rozejrzyjmy się po świecie, w jaki sposób
przyobleka się on w ciało. Wzrok nasz przedewszystkim
>) J. K u b a u y , Die Socialen Einrichtungen
poröw. 126.
2) Ethnologische Studien, I, 410, 471.

der Pelauer, 127,

39
skierować nam wypadnie ku południowej słowiańszczyźnie.
Obiecana to rzeczywiście ziemia dla etnologa. Kryje ona nie­
zmiernie wiele objawów życia społecznego, których napróżno
szukamy częstokroć u ludów pierwotnych, a które istnieją tuż
obok nas i dzięki nieporównanie większej łatwości ich obser­
wowania, rzucają w opisach etnografów południowosłowiańskich więcej jasnego światła na niejedną kwestję, niż dziesią­
tek z konieczności pobieżnych i niedokładnych wzmianek,
rozrzuconych po najlepszych nawet pracach etnograficznych,
dotyczących ludów tak zwanych dzikich.
Z przedstawienia naszego charakteru pomsty krwawej
wiadomo, iż instytucja ta w niektórych okolicach południowej
słowiańszczyzny nie należy jeszcze zupełnie do przeszłości.
Nic więc dziwnego, że również często, jak ze wzmiankami
0 pomście krwawej, spotykamy się w literaturze etnograficz­
nej południowosłowiańskiej z opisami całej procedury godze­
nia się zwaśnionych rodów, które właśnie obraliśmy dla siebie
za punkt wyjścia. Wziąwszy sobie jednak za zadanie nie
historyczne przedstawienie dziejów pomsty krwawej i jedna­
nia u pojedynczych ludów, lecz skreślenie, o ile potrafimy
1 starczy materjału, gienetycznego ich rozwoju wogóle i dorzu­
cenie garści faktów do psychologji zemsty, nie uważamy za
stosowne, zajmując się teraz zkolei gienetycznym przedsta­
wieniem przebiegu jednania się i pokory, powtarzać tutaj ca­
łego szeregu opisów tej procedury. Wychodząc tylko ze sto­
sunków i z opisów jednania się rodów u Słowian południo­
wych, poddajemy te ostatnie drobiazgowej analizie, a uważa­
jąc rezultat tej analizy za kanwę, usiłujemy to, coby się je ­
szcze na niej znaleźć powinno, lub mogło, o czym jednak materjał etnograficzny południowosłowiański nie daje nam do­
statecznych, lub żadnych zgoła wskazówek, dopełnić faktami,
zaczerpniętemi skądinąd. Przypuszczamy, że tym sposobem,
skomplikowany bardzo obraz jednania i pokory zyska na peł­
ności i wyrazistości.
Z ręki junaka czarnogórskiego padł podczas zwady strzał,
który położył trupem innego junaka, należącego do obcego ro­
du. Przerwały się wskutek tego przyjacielskie stosunki, jakie
dotąd panowały między obydwoma rodami, zawrzała w rodzie
ofiary żądza zemsty przeciwko zabójcy i.całemu jego rodowi.
, Wkrótce potym nadarzyła się skrzywdzonemu rodowi dobra

40
sposobności i pomścił śmierć swego współbrata z nawiązkiem:
padł morderca, a z nim razem padło jeszcze paru innych jego
krewniaków rodowych. Krwawy rachunek gtał się przez to
jeszcze bardziej skomplikowanym, komplikacje zaś te zwięk­
szały się dalej stale przez ciągłe, nowoprzybywające z obydwuch stron ofiary. Aż wreszcie obydwie strony uczuty się
znużone tym ciągłym czychaniem na nowe ofiary i ciągłą oba­
wą o życie własne. Obydwa rody otrzymały już dość ciosów
i krwi ludzkiej przelano już dosyć. Młodsza gieneracja nie
chciała może jeszcze słyszeć ó pojednaniu, ale starsi członko­
wie rodów postanowili uczynić ku xtemu pierwsze kroki.
Skreśliliśmy w tych kilkunastu wierszach idealny wpraw­
dzie, ale często bardzo powtarzający się do niedawna w Czarnogórzu wypadek. Odtąd ściśle już trzymać się będziemy
źródeł.
Tymczasem nie chodzi jeszcze owym wytrawniejszym
członkom rodu zabójcy o pojednanie zupełne, trudno bowiem
przewidzieć, czy obydwie strony zgodzą się na nie. Na teraz
pragną oni tylko uzyskać u drugiej strony przynajmniej przy­
zwolenie na rozjem czasowy. Te pierwsze kroki wywiadów
cze przedsiębiorą zazwyczaj dalsi krewniacy zabójcy, zwraca­
jąc się również do dalszych najpierw krewnych ofiary* dla
blizkich krewnych mogłoby się to czasami okazać niebezpiecz­
nym; przez swą obecność sami nastręczaliby krewnym ofiary
i sposobność do pukuszenia się o zemstę. a)
Gdy już pierwsze kroki wywiadowcze doprowadziły stro­
nę, starającą się o rozjem czasowy, do przekonania, że posło­
wie, proszący o ów rozjem oficjalnie, nie byliby przez stronę
drugą źle przyjęci, przystępuje się do tego pierwszego mo­
mentu długiej ceremonji pojednawczej rodów. Celem tego
pierwszego oficjalnego kroku do pojednania jest pozyskanie
„wiary” (chrw.-srb. v j e r a , v e r a ; strsł. v e r a). Terminowi
temu musimy poświęcić słów parę. Jakkolwiek bowiem
chrw.-srb. v j e r a posiada językowy odpowiednik w polskiej
w i e r z e , znaczeniowo jednak, w tym wypadku, wyrazy te
nie są jednoznaczne 4 tylko w naszym wyrażeniu: „siedzieć,

0 F. S. K r a u Ss , Sühnung der Blutrache, 194; tak samo w Albanji,
porów. J. G. H ahn , Albanesische Studien, Jena, 1854, 177.

41
mieszkać na wiarę” wyraz w i a r a oznacza właśnie to pojęcie,
które kryje się w chrw.-srb. w. v j e r a . Polski termin pra­
wny, odpowiadający chrw-srb. w i e r z e , nie dochował nam się
w źródłach, przynajmniej o ile nam wiadomo, natomiast po­
siada vj e r a odpowiedniki w innych językach: włosk. tr egua,
franc, t r ê v e , śrdwłc. t r e u g a, str. g. niem. t r i w a, t r i u w a ,
albańsk. b e s s a . *) Z zestawień tych widać, że v j e r a , jest
to słowo, dane przez stronę pokrzywdzoną stronie zabójcy, iż
w ciągu pewnego, ściśle oznaczonego czasu, przeciwko niej
i zabójcy w pierwszej oczywiście linji, nie będą przedsiębrane
żadne kroki nieprzyjacielskie, wypływające z obowiązku pom­
sty krwawej. Ma jednak v j e r a i szersze trochę znaczenie.
Dają ją sobie, na przykład, także walczący z sobą na pogra­
niczu Czarnogórcy i tureccy żołnierze. *2) Y j er a więc jest to
po prostu czasowe zawieszenie broni, czyli rozjem, wiąże się
zaś nadto także z kwestją azylu, której tutaj jednak poruszać
nie będziemy.
O taką to właśnie „wiarę”, czyli rozjem, stara się przedewszystkim ród zabójcy. Starania zaś jego mają wielce uro­
czystą i zwyczajem określoną formę. Jak na podstawie pe­
wnych wskazówek przypuszcza A. Paw iński3) i u nas również
przy załagadzaniu wróżdy zachowywano niegdyś pewne for­
my obrzędowe, nie posiadamy jednak o nich bliższych wiado­
mości. Tym ciekawsze więc jest dla nas postępowanie w tym
wypadku naszych południowych krewniaków, bo rzuca po­
średnio nieco światła i na naszą przeszłość prawnohistoryczną.
Posłuchajmy, jak się akt ten odbywa w Czarnogórzu i na Po­
morzu Dalmatyńskim. Skoro wymiarkowano, pisze J. Milicevic, 4) że mściciel przyjmie proszących o rozjem, dwa­
naście kobiet z rodu zabójcy udaje się rano do jego domu,
niosąc dwanaście kolebek z niechrzczonemi 5) niemowlęta­

M iklośió , Die Blutrache, 139.
2) J. M edakovic, Zivot i obicai Crnogoraca, Nowy Sad,. 1860,
107-112.
3) O pojednaniu w zabójstwie, 25.
*) Zivot i obicai Crnogoraca, 116; porów, też B. P etranović ,
O osveti, 18, ale krócej.
5) P etranovic , 18.
? *)

42
mi. Niekiedy zdarza się to w dzień niedzielny. *) Na czele
tego orszaku z kolebkami postępuje dwunastu mężczyzn z ro­
du zabójcy, których liczba gdzieindziej dochodzi do dwudzie­
stu; *2) jeżeli zaś liczby takiej nie można zebrać z rodu zabój­
cy, to niektórzy uproszeni bywają, w tym celu z pomiędzy
członków innego rodu, zamieszkałego w tejże wsi. Owi mężo­
wie, postępujący na czele orszaku z kolebkami, to nasi staro­
polscy „jednacze” i „przyjaciele,” to owi „mediatoreś, arbitri,
amicabiles compositores, amici, veri arbitri ac fideles fklei
christianae,” o których wspominają polskie źródła historycz­
ne, 3) zaznaczając nadto, że obowiązek tych pośredników
spełniali krewni, albo „starsi bracia” klejnotni. Skoro cały
orszak proszących z jednaczami na czele stanie przed domem
mściciela, ten wychodzi przed chatę, a jednacze wołają:
„Przyjmij dwunastu kumów, przyjmij Boga i św. Jana i bierz
zapłatę, jaką jeno chcesz.” 4) Zdarza się niekiedy, że zawzię­
ty mściciel nie chce zaraz pierwszego dnia przyjąć w kumy
owych dwanaściorga dzieci, coby wyrażało, że skłonny jest do
rozejmu. W takim razie jednacze powracają drugiego i trze­
ciego dnia i powtarzają swoje prośby. Czasami znowu błaga­
nie takie odbywa się w odstępach czasu tygodniowych i prze­
ciąga się całych dwanaście tygodni. Za każdymrazemjednacze
powiększają ilość wchodzących do orszaku osób, których licz­
ba dochodzi wreszcie do stu i cała ta gromada, stojąc u drzwi
chaty bez czapek, błaga mściciela o rozjem, mianując go ku­
mem w imię Boga i św. Jana. 5) Wreszcie po długich proś­
bach mściciel zostaje przebłagany i oświadcza: „Przystaję
i sprzedaję wam mego brata (t. j. zabitego); chcę się z wami
pogodzie i chcę, abyście mi dali dziesięć dukatów w zamian za

*) B ogiśić , Zbornik, 580.
2) B ogiśić , Zbornik, 580. Co do liczby jednaczy na Rusi Halickiej
porów. P. D ąbrow ski, Zemsta, 12.
3) P aw iński , O pojednaniu, 25; porów. P. D ąbrowski, Zemsta 12.

Później, gdy pokora przybrała cechy pokuty kościelnej, obowiązek ten
spełniały też osoby duchowne. Porów. B . U ranowsri, O pokucie publicz­
nej w Polsce, 163—167.
4) albo: „Przyjmij kumie kuma przez Boga i św. Jana!” P etran o v ió , O osyeti, 18.
5) B ogiśić , Zbornik, 580, porów. 582.

48
moje słowo, którym wam zapewniam rozjern (vjeru). Krew
zaś moją przelaną, krew mego krewniaka, niech sądzi dwu­
dziestu czterech jednaczy, których sam wybiorę. Za tę krew
moją chcę dostać strzelbę i pistolet, należący do N. N. i duka­
tów sto i trzydzieści, i trzy dukaty i pół, i grosz jeden i pół,
i parę
jedną i pół.” Po tej charakterystycznej przemowie,
której znaczenie wytłumaczymy później, mściciel zbliża się
do jednej z kolebek i, zdjąwszy czapkę, całuje leżące w niej
niemowlę, zostając przez ten pocałunek (per osculum) jego ku­
mem, t. j. fikcyjnym krewnym. Reszta braci rodowych mści­
ciela całuje za jego przykładem pozostałych jedenaścioro dzie­
ci i w ten sposób y j e r a przypieczętowana zostaje dwunasto­
ma kumstwami, nie licząc owego symbolicznego zadatku, skła­
dającego się z dziesięciu dukatów, który sobie zgóry zastrzegł
mściciel, który jednak otrzymuje dopiero po akcie pokory.
Opisy jednania się rodów, które znajdujemy u Yuka
Vercevica *2) i P. Miklosica 3) mieszczą jeszcze jeden nowy,
a ważny szczegół o zawieraniu przez strony rozejmu, czyli
wiary. Okazuje się z nich, że owo trzykrotne chodzenie
procesji jednaczów do domu mściciela z prośbami o rozjern,
ma w niektórych razach rację bytu jeszcze i z tego względu,
że mściciel naznacza niekiedy po kolei nie jeden, lecz aż trzy
rozmaitej długości rozejmy, każąc się tyleż razy prosie uro­
czyście o każdy nowy rozjern i ociągając się, dla większego
honoru, ile można najbardziej z jego oznaczeniem. Nadto gdy
jednacze proszą go o rozjern półroczny, on przystaje tylko na
połowę lub ćwierć proponowanej jego długości, 4) chociaż,
według Bogisica, 5) rozjern nigdy nie bywa krótszy, niż trzy­
miesięczny. Wszystko to należy oczywiście do ceremonjału,
„a zdaje się, że nawet terminy rozejmów powtarzają się często
te same i do pewnego stopnia zdaje się, że są z góry określone
zwyczajem. Pierwszy rozjern trwa, na przykład, od św. J e ­
rzego 6) (23 kwietnia st. st.) do św. Dymitra (26 październi­
ł) Drobna, srebrna monetka turecka.
2) Narodne pripovijesti, 246 i przyp. 16.
3) Die Blutrache, 184—185, nr. 7.
*) M iklosió , Die Blutrache, 184.
5) Zbornik, 654.6) MtLicEvid, Z iy o t , 110; B ogirió, Zbornik, 654.

44
ka st. st.); drugi od św. Dymitra do Bożego Narodzenia, trzeci
zaś od Bożego Narodzenia do św. Sawy (14 stycznia st. st.)
i kończy sig obrzędem pokory, sądem i ostatecznym pojedna­
niem. Zwyczaj bowiem wymaga, że jeśli mściciel zgodzi się
na oznaczenie trzeciego rozejmu, musi się już potym pogo­
dzie ostatecznie z zabójcą, podczas gdy po dwuch pierwszych,
może się jeszcze cofnąć od zgody, co się dość często przytra­
fia. Stąd przyjęte jest, pisze F. Miklosić, x) iż się o trzeci rozjem nie prosi dopóty, dopóki się przez pośrednictwo ducho­
wnego nie otrzyma prywatnej wiadomości, że mściciel skłania
się do ostatecznej zgody. Po otrzymaniu od mściciela pierw­
szego przyzwolenia na rozjem, zabójca i ród jego nie mają się
już czego obawiać, winowajca jednak obowiązany jest scho­
dzić „stronie bolejącej” z drogi, przy spotkaniu z nią zdejmo­
wać czapkę i nie wolno mu do niej zagadać.
Widzimy więc, że jednacze, pośredniczący w wyprasza­
niu u mściciela rozejmu,' podobnie jak to się działo i u nas, *2)
nie załatwiają sporu ostatecznie, ograniczając swą czynność
na zagajeniu rokowań między zwaśnionymi rodami. Większa
część tego obowiązku spada ńa sędziów, do których wyboru
przechodzi się natychmiast po ostatnim terminie rozejmowym.
Prawo wyboru sędziów i oznaczenia terminu sprawy,
jak świadczą jednogłośnie prawie wszystkie źródła nasze, 3)
przysługuje wyłącznie „stronie bolejącej;” tylko według V. de
Sommieres’a 4) połowę z nich wybiera jedna, połowę zaś dru­
ga strona. Skoro mściciel wymieni nazwiska sędziów, choć­
by ci mieszkali jaknajdalej, szukający zgody zabójca uda­
je się w drogę i osobiście prosi o tę przysługę wskazane
mu osoby. Gdyby choć jedna z nich odmówiła jego prośbie,
sąd nie dochodzi do skutku. 5) Skład sądu stanowią zazwy­
czaj 24 osoby, 6) o ile sprawa toczy się o zabójstwo. Jeżeli
*) Die Blutrache, 184.
P aw iński , O pojednaniu, 26.
M edakoyić , 116; P etranović , 18; M iklosić , 185, nr. 7; B ogiśić>
580; R ow inskij , 67.
4) u M iklośića , 187.
5 i V er će v ić , 246 i p r z y p is. 18.
6) M edaković , 116; Y eiicevjć, 246; P etranović , 18; M iklosić , 185;
Yialla de Sommikres u M iklośića, 187; Ro w iń s k ij , 67.
2)
3)

45
chodzi tylko o oznaczenie przez sędziów odszkodowania za za­
dane rany, bywa ich najwyżej 12-tu, a najmniej czterech, za­
leżnie od wielkości i stopnia niebezpieczeństwa ran. *) Ozna­
czonego dnia sędziowie zbierają się w domu zabójcy, który
przyjmuje ich ucztą. Współrodowcy, krewni i przyjaciele je ­
go wspomagają go na tę ucztę czym kto może. Jeden przy­
niesie ćwierć mięsa, drugi baryłkę wina lub wódki. Przyno­
szą też niektórzy po jednym lub kilka dukatów, talarów lub
florenów, aby wspomóc także zabójcę i w zebraniu sumy, po­
trzebnej na okup. *2) Znalazszy się w komplecie, sędziowie
usuwają się na stronę i zabierają się do rozpatrzenia sprawy.3)
Sąd taki nie wchodzi w to zupełnie, czy zabity był starym,
czy młodym, silnym lub słabym, ubogim lub zamożnym; gło­
wa każdego zabitego człowieka ma w oczach jego cenę jedna­
kową. 4) Jeżeli dwa rody nie pojednały się zaraz po spełnie­
niu pierwszego zabójstwa i to ostatnie, w imię zasady pomsty
krwawej, pociągnęło za sobą większą jeszcze liczbę ofiar ze
stron obydwuch, a są też do załatwienia rachunki za zadane
sobie wzajemnie przez obydwie strony rany, w takim razie
liczy się głowę za głowę, a ranę za ranę, na czyim zaś sumie­
niu jest jednych lub drugich więcej, ten zostaje przez sąd zo­
bowiązany do zapłacenia okupu. 5) Wogóle oznaczenie wyso­
kości zagłównego i wszystkiego tego, do czego zwyczaj obo­
wiązuje w takich razach godzącego się zabójcę, wszystko to
jest rzeczą sędziów. 6)
Skoro sąd ukończy obrady swoje, skoro oznaczy zagłówne i inne obowiązki godzącego się, nic już nie stoi na prze­
szkodzie dalszemu posuwaniu się naprzód aktu pojednania,
w którym zazwyczaj przychodzi teraz kolej na obrzęd poko­
ry. W niektórych jednak wypadkach, przebieg ceremonji,
i towarzyszących jednaniu, w innym cokolwiek następuje po-

0

B ogiśić , Zbornik, 582.
M edaković , 117; V ercević , 247; B ogisić, 581.
M edakovió , 117.
P ktranoviö , 18—19.
P etranoviö , 19; V erceviö, 247; M i k l o s i ć , 206; M edakoviö , 117. Po­
dobnie postępuje wiele innych ludów. Porów. P ost, Grundriss, I, 242
i przypis. 3. Oo do Rusi Halickiej patrz P. D ąbrowski, Zemsta, 15 -16.
6) B ogiśió , 581, 582, 583; R o w iń s k u , 67.
2)
3)
4)
5)

46
rządku, który musimy omówić jeszcze pierwej, zanim zajmie­
my się obrzędem, pokory. W bardzo szczegółowo opisanym
przez Rowińskiego *) przebiegu ceremonji pojednania się ro­
du Tujkowiczów z rodem Bojkowiczów, która miała miejsce
w r. 1890 w Gerblu (Grbal), na Pomorzu Chorwackim, niema
już zupełnie śladu tego długiego starania się najpierw rodu
zabójcy o czasowy rozjem, czyli „wiarę,” który znamy z opi­
sów poprzednich. Najgłówniejszą częśc tych starań, obrzęd
noszenia dwunastu kolebek z niemowlętami do domu mści­
ciela w celu zawarcia z jego rodem 12-tu kumstw, złączony tutaj
został z obrzędem pokory i odbywa się tegoż samego dnia, co
i ten ostatni. „Dawniej, pisze Rowinskij, *2) zdarzało się, że
kołyski przynoszono rankiem przez trzy dni z rzędu....; teraz
forma ta zwyczaju została uproszczona.” Tę dążność do
uproszczenia ceremonji, do usunięcia sobie z drogi różnych
trudności, które nastręczały się co krok w ubiegłej przeszłości,
gdy zwyczaj bardziej był wymagającym, znad i w innych
szczegółach tego początku aktu pojednania. Dawniej przy­
noszono przed mściciela tylko dzieci niechrzczone jeszcze;
odkładano nawet umyślnie dzień ich chrztu, aby mogły się
przydać w opisywanym tutaj wypadku. Dzisiaj, między ma­
łymi pośrednikami zgody, ledwo przypadkiem znajdzie się
któryś niechrzczony, co jednak nie przeszkadza bynajmniej *
temu, iż zawarte z nimi przez pocałunek kumstwo, uważa
się za równie ważne, jak wtedy, gdy je wzmacniano jeszcze
w ten sposób, że całujący dziecię i zawierający z nim już
przez to samo pokrewieństwo fikcyjne, trzymał je w następ­
stwie do chrztu, aby zostać nadto jeszcze jego ojcem chrzest­
nym. Co do reszty szczegółów, obrzęd sam zawierania dwu­
nastu kumstw w opisie Rowińskiego, zgadza się z przebie­
giem obrzędu tego, znanym nam już z innych autorów. Je­
den tylko pozostaje do zanotowania oryginalny* drobiazg, *
którego tam nie spotkaliśmy jeszcze. Pod głową każdego
z przynoszonych w kolebkach dzieci znajduje się jakakol­
wiek srebrna drobna monetka, w papier zawinięta. Każdy
z kumów niemowlęcia unosi mu głowę i zagląda, co się pod

')

Y M iipeH be KpoBii, 65 nast.

2) 1. c., 69.

— 47 —
nią mieści. Niektórzy zatrzymują monetkę dla siebie, niektó­
rzy zaś pozostawiają ją pod głową dziecka. Monetki te kła­
dą matki pod głowy dzieciom swoim, przeznaczając je na go­
ścińce dla ich kumów. *) Ciekawy ten szczegół ma swoją
paralelę w jednej starszej, bo r. 1810 sięgającej relacji o zawie­
raniu zgody w Czarnogórzu, według której obrzęd noszenia
kolebek odbył się również w sam dzień obrzędu pokory. Re­
lację tę zawdzięczamy Yialli de Semmibres^owi, 12) który opo­
wiada, iż każde z niesionych w kolebkach dzieci, trzymało
w rękach chustkę, która, tak jak w poprzednim wypadku sre­
brna monetka, przeznaczona była na podarek dla jego przy­
szłego kuma.
Zasługuje na uwagę, że zupełnie tak samo, jak w stre­
szczonych przed chwilą paru wypadkach z terytorjum etnogra­
ficznego południowosłowiańskiego, również i w Albanji po­
chód z kolebkami, rozpoczynający kiedyindziej u Słowian
pierwsze kroki do rozejmu, zlewa się zupełnie z obrzędem po­
kory. Ceremonja ta w A lbanji3) posiada też kilka oryginal­
nych rysów, których nie wypada pomijać milczeniem. Or­
szak proszących mściciela o przebaczenie, składający się z kre­
wniaków i współrodowców mordercy, udaje się nie do jego
chaty, jak w Czarnogórzu, lecz do domu jego najbliższego kre­
wnego. 4) Na czele orszaku postępuje duchowny z krzyżem
i ewangielją, a za nim niosą cztery do sześciu, lub wogóle tyle,
ile się da zebrać 56) kolebek z niemowlętami. Za niemowlę­
tami, z zawiązanemi oczyma, z rękami skrępowanemi na ple­
cach i powrozem na szyi, na którym wisi jatagan, lub wogóle
broń, którą spełnił zabójstwo, °) postępuje zabójca. Strzegą
go z boków krewniacy, aby go bronie na wszelki wypadek,
gdyby się na niego rzucili współrodowcy mściciela. Podcho­
dząc do domu, mężczyźni w orszaku błagających zdejmują

1)

R owiński j , yMHpeHŁe KpoBH, 69.

2) u M iklosióa , Pie Blutrache, 187.
3) J. H ahn , Albanesische Studien, 177.
4) Według S. G opcev iöa , Oberalbanien und seine Liga, Lipsk,
1881, 322, chodzi też do jego własnego domu.
5) Gopckviö 1. c.
6) Gopceviö, 1. c.

Wróżda i pojednanie.

4

48
z głów fezy na znak pokory i kładą je na kolebkach. Wszy­
scy domownicy wychodzą naprzeciw przybyłej procesji, która
pozostaje przed domem, zabójcę zaś wprowadzają do wewnątrz
i stawiają u domowego ogniska, lub też według Gopceyica
(1. c.), zabójca siada u wejścia do domu mściciela, ten ostatni
zaś stoi na progu. Orszak proszących ustawia tymczasem ko­
lebki z dziećmi w taki sposób, iż stopy dzieci zwrócone są na
wschód. Skoro tego dopełniono, najbliższy krewny zamordo­
wanego zapytuje przybyszów, w jakim przychodzą celu i cze­
go żądają. Duchowny, lub ktoś inny z pośród orszaku szuka­
jących zgody, odpowiada na to pytanie wzruszającą przemo­
wą, apelując w niej do uczuć religijnych i wspaniałomyślności
mścicieli i zaklinając ich, aby przebaczyli zabójcy w imię nie­
winnej krwi przyniesionych niemowląt, zwanych przez Albańczyków „św. Janam i.” *) Ród mścicieli opiera się, orszak,
zabójcy powtarza swoje błagania, aż w końcu mściciel ulega
tym prośbom. Podnosi jedną z przyniesionych kołysek, obno­
si ją trzykrotnie wkoło z lewej ku prawej stronie i stawia
znowu na ziemi, ale tym razem tak, że. nogi leżącego w niej
dziecka zwrócone są na zachód. Najbliżsi jego krewni robią
to samo z innemi kołyskami. Znaczenia tej ceremonji Albańczycy nie umieją dziś objaśnić, odpowiada ona jednak schema­
tycznie całowaniu dziecka w podobnym obrzędzie słowiań­
skim. Znowu powtarzają się zapytania, skierowane do orsza­
ku proszących, jaki jest cel ich przybycia, a za niemi prośby
jednej i wzdragania drugiej strony. Trwa to nieraz wiele go­
dzin. Wreszcie mściciel oświadcza, iż gotów jest się pogo­
dzić, udaje się ze swymi najbliższymi do domu, gdzie wraz
z nimi uwalnia zabójcę z więzów, mówiąc: „Niech ci będzie
odpuszczone!” i oznaczając sam wysokość zagłównego. Kre­
wni zabójcy składają mu następnie jako zakład pewną ilość
broni, której wartość przechodzi nieraz wyznaczoną sumę za­
głównego kilkakrotnie i dorzucają jej co raz więcej, aż póki
mściciel nie powie, że ma już dosyć i nie każe fantów scho­
wać. Potym następuje na miejscu uczta, wyprawiana ko­
sztem zabójcy.l

l)
Oo do tej nazwy porów. S. C iszewski, Künstliche Verwandt­
schaft bei den Südslay en, Lipsk, 1897, 50—51.

49
Z bezporównania gorszego i mniej dokładnego opisu je­
dnania albańskiego u Gopcevica (1. c.) dodad jeszcze można
to tylko do szczegółów, które tu przytoczyliśmy z dzieła Hahna, że duchowny, pośredniczący niekiedy w zgodzie, jeżeli
mściciel opiera się jej długo, rzuca na niego klątwę i wyłącza
go z kościoła, co jednak oczywiście jest już późniejszym do­
datkiem.
Podsumujmy teraz nasze przykłady tego pierwszego aktu
ceremonji jednania i wyprowadźmy z nich uogólnienie. W y­
snuwa się z nich myśl jedna. Przerwane przez zabójstwo lub
szereg zabójstw obustronnych węzły przyjaźni, łączące nie­
gdyś dwa rody, nawiązują się tymczasowo przez zadziergnięcie między stronami węzłów pokrewieństwa fikcyjnego. Sym­
bolika, powołująca do życia owo pokrewieństwo, wyraża się
w pocałunkach, zaklęciach i podarkach, czasami nadto we
wspólnym ucztowaniu, jeżeli podciągniemy je pod szerzej poj­
mowane rzymskie c o n f a r r e a t i o . Albański symbol obnoszenia
kolebek pozostaje niejasnym; topograficznie odpowiada w oma­
wianym obrzędzie słowiańskim pocałunkom. Pragnąc opisy­
waną ceremonję określić jako typ pokrewieństwa fikcyjnego,
możnaby, trzymając się utartej terminologji, nazwać ją kumstwem^er o s c u lm n , zawieranym w celu ugruntowania czaso­
wego przymierza.
Przechodzimy do obrzędu pokory.

III.

POKORA.
Oznaczonego dnia *) wyrusza mściciel z drużyną, złożo­
ną ze swych współrodowców,' a dochodzącą do 150 osób i uda­
je się ze swego domu do domu zabójcy, aby przyjąć od niego
pokorę i dopełnić z nim aktu zgody. Na przeciw niego i dru-9

9

M edakoyió , zivot i obicai

Crnogoraca, 117—118.

50
żyny jego wychodzą, 24 sędziowie. Idą z gołerai głowami
i bezbronni, podczas gdy „strona bolejąca” pozostaje w czap­
kach i uzbrojona. Chwila jest bardzo uroczysta. Powitania
obustronne wymieniają się głosem cichym, są krótkie i urywa­
ne. Strona korząca się nawet intonacją głosu chce wyrazie
swą skruchę, mściciele znów zamanifestować, że ustępują tyl­
ko prośbom i konieczności i że bynajmniej nie tak łatwo zdo­
być się im na przebaczenie i zgodę. Sędziowie króciutko za­
wiadamiają oficjalnie strony, jaki był wyrok i do czego są zo­
bowiązane. Następuje sam akt pokory.
Zabójca w bieliźnie tylko, boso i bez czapki, :) pełznie
na czworakach ku mścicielowi, mając na szyi zawieszoną na
rzemieniu broń, którą popełnił zabójstwo, *2) a którą podtrzy­
mują czasem za końce dwaj sędziowie. 3) Czołgając się tak
ku mścicielowi błaga go w pokorze: „Przyjmij, kumie, Boga
i świętego Jana!” 4) Powtarza się to trzykrotnie. Mściciel
się waha, ale szanując zwyczaj postępuje na pół drogi ku ko­
rzącemu sią zabójcy, a wreszcie podchodzi, staje obok niego
i podnosząc go z ziemi mówi: „Kumie, niech będzie szczęśliwe
nasze kumstwo!” 5) Czasami, gdy mściciel, stojąc już obok za­
bójcy, waha się jeszcze ciągle, pragnący pogodzie zwaśnio­
nych i sędziowie, jeżeli zabójca młodszy jest od mściciela, wo­
łają na tego ostatniego: „Oto syn twój; przyjmij go za syna!”
*) R ow ińsk ij , YMHpeHLe KpoBH, 69.
2) MEDAKOvić, 118; B ogiśió , 581, 583; V ercević , 247; M iklośić, 206.
Beduiński głównik pełznie ku mścicielowi ze sznurem na szyi. F. I.
Mayeux , Les Bedouins, Paryż, 1816, II, 99—100; J. G. W jstzstein , Reisebericht iiber Hauran und die Trachonen, Berlin, 1860, 143 przypis.
3) R o w insk ij , 1. c., 69. Dodaje on, że dla większego efektu za­
wsze wieszają zabójcy fuzję, choóby zabójstwo popełnione zostało, na
przykład, wystrzałem z pistoletu. Pokora węgierska w roku 1239 od­
bywała się w bardzo podobny sposób. Niejaki Eggutliu dopełniał ją
„cum 12 hominibus consimilibus suis nudis pedibus, gladiisąue euaginatis in manibus eorum positis.“ U lanow ski, O pokucie, 110 — 111. W r.
1285 Comes węgierski Kemen prosi znów o przebaczenie „discalciatus
selicto cingulo.“ U lanowski, 1 . c., 116. Porów, też 1. c , 123, 126, gdzie na
świeckim akcie pokory znać już wpływ rytuału pokutniczego kościel­
nego, a nadto i str. 167, gdzie mamy podany pierwowzór tego ostat­
niego.
4) M edaković , 118; V ehcević 247.
5)

Y er c e y ić , 247.

51
Jeśli zaś zabójca jest starszy, mówią, wtedy: „Przyjmij go za
brata!” Na to odpowiada mściciel: „Skoroście, sędziowie, osą­
dzili, że według ludzkiego i boskiego prawa, ma mi człowiek
ten być synem (względ. bratem), więc go przyjmuję za syna
(względ. brata) w imię Boga i św. Jana.” x) Oczywiście, że
słowa przebaczenia, wypowiadane przez mściciela, brzmią też
czasami inaczej, są jednak zawsze bardzo charakterystyczne.
Przy ceremonji pokory, opisanej przez Rowińskiego, *2) na
przykład, mściciel, podnosząc zabójcę, odezwał się doń w te
słowa: „Prvo-brate, pak krynice, pok zayazda brate!” streszcza­
jąc w tern jędrnym wyrażeniu całą przeszłość i przyszłość ich
wzajemnych stosunków. Przebaczenie i zgodę przypieczętowują i tą rażą pocałunki, ale nawet co do ich porządku istnieją
ścisłe przepisy zwyczajowe. Zabójca całuje najpierw mści­
ciela w prawą rękę i w kolano, 3) albo w nogę, połę ubrania
lub piersi, a wreszcie w rękę. 4) W tej chwili właśnie mściciel
podnosi zabójcę z ziemi i całuje go w twarz, na co ten ostatni
wtedy dopiero ma prawo odpowiedzieć także takim samym
pocałunkiem. Całując się z zabójcą, mściciel jednocześnie
zdejmuje mu wiszącą na szyi broń, sprawczynię śmierci, którą
albo zatrzymuje dla siebie, lub też zwraca ją wspaniałomyśl­
nie zabójcy. Do tego szczegółu i do następującego po nim za­
wierania fikcyjnego pokrewieństwa przez jednające się strony
powrócimy zresztą szczegółowo później. Teraz zatrzymamy
się nad pytaniem, jaką przypuszczalnie mogła być najpierwot­
niejsza ideja obrzędu pokory.
Podobnie jak wróżdę, tak i pokorę można nazwać insty­
tucją ogólnoludzką. 5) Oczywiście, że tu i owdzie spotykamy
pewne różnice w samym ceremonjale pokory, ale odtrąciwszy
z niej to, co jest naleciałością kościelno-religijną różnice te
mniej daleko uderzać nas będą, niż zadziwiająca właśnie jednostajność samego jądra obrzędu, w którym kryje się wyra­
żana przezeń ideja. Przenieśmy się, na przykład, na chwilę

*)
2)
3)
4)

5)

B ogiśić , 583.
R o w iń sk ij , 1. c., 70.
M edakoyić , 118; B ogiśić , 581.
B ogiśić , 583; R o w in sk ij , 70.
Porów. P ost, Grundriss, I, 241 i przypis. 4.

52
w przeszłość naszą. Najdawniejsza wiadomość o pokorze
w Polsce, którą zachował nam po polsku zredagowany statut
mazowiecki z r. 1390, któtko, ale zrozumiale objaśnia, co przez
pokorę rozumieć należy. Władyka, któryby zabił szlachcica,
ma „chusty do pasa opuściw z nagim mieczem samotrzynaście”
pokorę czynić, „a ma prosie przebóg, aby jemu obrażenie od­
puszczono.” *) W tych zwięzłych słowach zamknęło się nie­
omal wszystko to samo, czegośmy mieli sposobność dowie­
dzieć się przed chwilą o pokorze u Słowian południowych.
Ta mazowiecka pokora z r. 1390 nie ma w sobie nic jeszcze
prawie z pierwiastków religijnych i pokutniczych. Jest to
akt czysto świecki, daleki zupełnie od tego, aby wyrażać miał
skruchę lub pokutę. Świecki też zupełnie charakter nosiła
zawsze pokora na Rusi Halickiej. Dąbkowski 12) nie spotkał
nigdzie w źródłach historycznych śladu, aby aktu tego doj pełniano kiedy w kościele. Natomiast wykonywano go w sąIdzie lub ratuszu miejskim. Pierwiastki religijno-pokutnicze
odnajdujemy już jednak w bardziej szczegółowym opisie po­
kory polskiej z r. 1456. Przedewszystkim widownią jej jest
kościół i klasztor, 3) mianowicie kościół opactwa w Witowie,
pod Piotrkowem. Odbywa się ona w niedzielę. Wpośrodku
kościoła umieszczono mary, pokryte czarnym suknem, kupio­
nym przez głównych winowajców. Ksiądz odprawia mszę ża­
łobną za duszę zmarłego, a dokoła katafalka stanęli uczestni­
cy aktu pojednania z jednej i drugiej strony. Podczas Ofertorjum padają na kolana główni winowajcy i na klęczkach,
w koszulach, boso, z gołemi mieczami w rękach, przesuwają
się przed „stroną bolejącą,” wręczają jej swoje miecze i błaga­
ją o przebaczenie. Na tym ograniczyła się obrzędowa strona
tej pokory. Nadto winowajcy, wraz ze swemi wspólnikami,
musieli pozostać przez cztery tygodnie w zamknięciu klasztor­
nym, musieli zapłacić koszta egzekwji, zakupić pewną ilość
mszy i w dniu obrzędu pokory obiad dla ubogich. Wspólnicy
mniej winni musieli także zakupić msze, ale w mniejszej ilości,

1) Pawuśtski, O pojednaniu, 34; porów. K. D unin, Dawne mazo­
wieckie prawo, Warszawa, 1881, 203.
2) Zemsta, 30.
3) P aw iński , 1. c., 36.

53
a jeden z nich nadto odsiedzieć pierwej wieżę, a później do­

piero osobno uczynić pokorę.
Odrzućmy wszakże z obrazu tego żywioły religijnokościelne, odrzućmy wszystko, co należy do średniowiecznego
rytuału pokutniczego. Cóż wtedy otrzymamy w rezultacie?
To, co nam po odtrąceniu tego wszystkiego pozostanie, a co
stanowi najistotniejszą i świecką zupełnie część obrzędu, od­
powie zupełnie tej jego postaci, którą znamy ze statutu mazo­
wieckiego. Więcej nawet. Ta najistotniejsza, najprostsza
forma obrzędu pokory polskiej, zgadzać się będzie nieomal co
do joty ze współczesną formą obrzędową pokory południowosłowiańskiej, aktem prawnym świeckiego zupełnie charakteru,
z zaledwo dostrzegalnym niekiedy zabarwieniem religijnokościelnym. Że z biegiem czasu pokora, zarówno w Polsce, jak
wogóle na zachodzie, przybrała cechy ceremonji kościelnej,
jest rzeczą całkiem zrozumiałą. Jak tyle innych instytucji
społecznych musiała i ona ulec wpływowi kościoła, który pięt­
nując najpierw obrzęd ten jako akt skruchy kościelnej, prze­
istaczał go nawet niekiedy zupełnie w czystą pokutę kościel­
ną. Ciekawym przykładem tego ostatniego stadjum przeo­
brażania się cywilnego aktu pokory w pokutę kościelną jest
opis pokory, którą dopełniał w r. 1579 Hrehor Żarowski za za­
bicie kniazia Hermohena Żyżemskiego. *)
Jeżeli pokora nie była jednak pierwotnie wyrazem skru­
chy, jeśli nie była również pokutą, to jakąż w początkach swo­
ich wyrażać mogła ideję? Posłuchajmy najpierw, jak się na
tę kwestję zapatrywali dotychczas nasi uczeni.
A. Pawiński, *2) wychodząc z materjału polskiego, pa­
trząc jednak na rozwój instytucji pokory ze stanowiska ewolucjonistycznego, przypuszcza, „że pierwiastkowe i najbliższe
j ej (t. j. pokory) znaczenie tkwiło w prastarym, sięgającym
czasów przedchrześcijańskich, zwyczaju jawnego świadczenia
o zaszłej zgodzie między rodami poróżnionemi z powodu za­
bójstwa jednego z członków rodu. Symbolem tego aktu ze
strony zabójcy i jego rodu było ukorzenie się przed drugim ro­
dem i wręczenie gołego miecza jakby na dowód, że już uży­

*) P awiaki, O pojednaniu, 45.
2) O pojednaniu, 47—48.

54
ty nie będzie ku szkodzie tego, który przez zabójstwo był po­
krzywdzony.” Zdaje się nam, że przypuszczenie to nie jest
zupełnie trafne. Najpierw, zdaniem naszym, Pawiński nadaje
obrzędowi pokory za bardzo szerokie znaczenie, właściwe ra­
czej całkowitej procedurze jednania. Powtóre zaś, widząc
w symbolicie, towarzyszącej pokorze w ściślejszym znaczeniu
tego słowa, tylko obrazowe wyrażenie idei korzenia się, przeo­
czą ważne, w tej właśnie symbolice kryjące się wskazówki,
które, obok innych danych, dość wyraźnie świadczyć się zdają
o tym, iż pierwotnie, właściwy akt pokory wyrażał myśl zu­
pełnie inną.
Całkiem odmiennie i z innego stanowiska naukowego za­
patruje się na gienezę pokory B. Ulanowski. 1) Zdaniem jego,
to, co stanowiło istotę pokory polskiej i wogóle pokory wśród
ludów chrześcijańskich, było to „publiczne i bezwzględne
w y z n a n i e spełnionego czynu.” Pokora odpowiadała niejako
spowiedzi, odbywającej się wobec świadków w chwili, która,
jeśliby tego zapragnął mściciel, mogłaby byc dla zabójcy
ostatnią chwilą jego żywota. Będąc, a. właściwie mając byc
spowiedzią, pokora jednocześnie była nadto pokutą, której
główna a czasem jedyna treść, znajdowała wyraz w towarzy­
szącej jej uroczystości zewnętrznej. Mściciel, udzielając za­
bójcy przebaczenia, uznawał przez to samo pokutę jego za do­
stateczną. Wyznanie, czyli spowiedź publiczna w połączeniu
z pokutą, oczyszczały zabójcę ze zbrodni, a zarazem uwalnia­
ły mściciela od obowiązku karania głównika śmiercią. Je ­
dnym słowem, Ulanowski widzi „gienezę pokory w przeniesie­
niu pojęć spowiedzi i pokuty do sfery prawa świeckiego.”
Co się zaś tyczy specjalnie gienezy pokory polskiej, usiłuje
dowieść jednocześnie, „że zanim pojawiają się w prawie ziem­
skim ślady pokory, zaprowadzoną już została w Polsce insty­
tucja pokuty publicznej.” 2) Nawet fakty istnienia pokory
wśród ludów niechrześcijańskich, np. wśród Barmańczyków
lub Kabylów, nie wpływają bynajmniej radykalpie na zmianę
jego poglądu. Modyfikuje go tylko z tego powodu o tyle, iż
nie twierdzi, że „pokora jest instytucją, która powstała i po­
wstać mogła wyłącznie za wpływem prawa kanonicznego,”
M O pokucie, 64.
2) O pokucie, 66.

55
ale bądź co bądź myśli, „iż pewne systemy religijne wpłynęły
na prawo świeckie w ten sposób, iż w celu usunięcia krwawej
zemsty wprowadzoną została do nich instytucja pokory jako
uzupełnienie kompozycji.” *)
Jakkolwiek badania Ulanowskiego przekonywają nas
wymownie, że pokuta kościelna wcześnie już bardzo znaną by­
ła zarówno w Czechach i na Węgrzech, jak i w Polsce, nie
idzie jednak za tym, abyśmy z tego powodu gienezy pokory
zachodnioeuropejskiej, a tymbardziej pokory wogóle, szukać
mieli w prawie kanonicznym lub pewnych systemach religij­
nych, chyba, że systemy te religijne sprowadzimy do stano­
wiącego rdzeń wszystkich religji pierwotnych animizmu. Że
prawo kanoniczne, a wyrażając się ściślej, kościelny rytuał
pokutniczy, wpływał i przeistaczał pokorę w średniowieczny
obrzęd pokutniczy, że wpływ kościoła na nią był wielki i od­
wieczny, na to, jak już podnosiliśmy, zgodzi się chętnie każdy,
a studjując pracę Ulanowskiego, zgodzi się tym chętniej. Na
gienezę jednak jego pokory polskiej, a tym bardziej pokory,
jako instytucji świeckiej ogólnoludzkiej, zgodzie się niepodo­
bna. Anachronizmem naukowym wydaje się nam też twier­
dzenie, iż „na uroczystości będące jeszcze dzisiaj w użyciu
u Czarnogórców i Albańczyków w celu przejednania krewne­
go zabitego,” patrzeć należy jako na „wstrętną komedję.” 12)
Ostatnio zajmował się pokorą P. Dąbkowski. Zaraz na
pierwszych kartach przyczynku jego 3) spotkaliśmy się ze zda­
niem, iż pokora pozostaje w najściślejszym związku z prawem
pomsty krwawej, „jako jego s u r o g a t , a zdrugiej strony z oku­
pem, obok którego stanowi warunek pojednania.” Wypowie­
dzenie takiego twierdzenia pozwalało nam się spodziewać, że
autor zapragnie rzyczywiście głębiej wniknąć w istotę obcho­
dzącego nas tutaj obrzędu i że w dalszym ciągu jego pracy spo­
tkamy się z poglądem na gienezę i znaczenie pokory w pierw­
szych jej epokach powstania, bardzo blizkim tego, do którego
doprowadziły nas nasze badania. Zawiedliśmy się jednak
w przypuszczeniach naszych. Dąbkowski ani nie odstąpił od
poglądów swoich poprzedników, ani też ich nie pogłębił. Po­
O pokucie, 67.
2) l.c.,67.
3) Zemsta okup i pokora na Rusi Halickiej, Lwów, 1898, 4.
1)

56
mimo, że sam właśnie wydobył na jaw niezmiernie ważny fakt,
rzucający światło na pierwotne znaczenie pokory i na jedną
z faz rozwoju tej instytucji, zasadnicze jej znaczenie polega
nadal i dla niego wyłącznie „na wynagrodzeniu moralnym.”
Pokora w oczach jego jest tylko aktem symbolicznym, wyra­
żającym na zewnątrz pojednanie się stron. 1) Co się tyczy
okupu, odgrywającego znowu rolę wynagrodzenia materjalnego za wyrządzone krzywdy, to zdaniem naszego autora 2) on
to właśnie był „głównym warukiem pojednania; wobec znacz­
nych bowiem korzyści materjalnych, jakie przynosił, wzgląd
na zadośćuczynienie moralne, przez pokorę, usuwał się na dru­
gie miejsce. Dla tego też w przeważnej liczbie przypadków
poprzestawano na okupie samym, z którego uiszczeniem spra­
wa była załatwioną ostatecznie.”
Wysuwając tak na pierwszy plan znaczenie zagłównego
kosztem pokory, nie zwrócił jednak Dąbkowski uwagi na to,
co zresztą uszło też baczności Pawinskiego, że chcąc znaleźć
klucz do zrozumienia pierwotnej idei pokory, niepodobna
w badaniach takich wychodzić i ograniczać się jedynie na po­
korze zachodnioeuropejskiej, lecz należy szukać pierwotniej­
szego typu tego obrzędu. Pawiński, jakkolwiek typu takiego
nie odnalazł, przekonany był jednak całkiem słusznie, że in­
stytucja pokory, tak samo jak pomsta krwawa, jest w zasadzie
instytucją ogólnoludzką i że tak jedna, jak i druga, spotyka
się w pewnym okresie rozwoju kulturalnego wśród najróżno­
rodniejszych ludów. Dąbkowski pomstę krwawą skłonny jest
uznać za instytucję ogólnoludzką, przeciwko poglądowi je­
dnak Pawinskiego, aby to samo powiedzieć można było o po­
korze, występuje bardzo stanowczo. Nie tylko nie uważa po­
kory za wspólną własność ludzkości, lecz nawet nie sądzi, aby
ją można nazwać ogólnosłowiańską. 3) Przypuszczenie Pawińskiego wydaje mu się tak nietrafnym, iż nie widzi potrze­
by „dotykać historji praw obcych, które w przeważnej mie­
rze (?) nie zawierają ani śladu istnienia tej lub jakiejkolwiek
pokrewnej instytucji.” Musimy wszakże zaraz dodać, że owo.

!) Zemsta, 42.
a) 1. c., 15, 27, porów. 29.

3 Lo., 45.

57
„w przeważnej mierze” jest twierdzeniem, które autor każe
nam przyjąć całkiem na wiarę, nie popiera go bowiem żadnemi zgoła faktami. Specjalnie co do pokory na Rusi Halickiej,
modyfikując tą rażą stosownie do potrzeby teorję Ulanowskiego, stawia Dąbkowski wniosek, „że początek swój zawdzię­
cza ona tu wpływowi prawa polskiego.” *) Szkoda wielka,
że krytyka poglądu Pawińskiego jest w pracy Dąbkowskiego
bardzo powierzchowną, jego zaś własne postulaty, jakkolwiek
wypowiadane z wielką pewnością siebie, zdradzają rażąco brak
szerszej wiedzy i metody porównawczej. Wątpimy też bar­
dzo, aby mogły ostać się w nauce. Ostatni zwłaszcza rozdział
roprawy, w którym autor zastanawia się nad gienezą pokory
na Rusi Halickiej, psuje po prostu dobre wrażenie, jakie pozo­
stawiają na czytelniku poprzednie, czysto historyczne roz­
działy.
Mówiliśmy już o tym, że w społeczeństwie rodow}un
pomsta krwawa jest początkowo zasadą zadośćuczynienia, sto­
sowaną najzupełniej bezwzględnie. Krew przelana żąda krwi*,
innego zadośćuczynienia niema. Dopiero później znacznie za­
czyna stopniowo słabnąc siła tego zwyczajowo-prawnego aksjo­
matu pierwotnego społeczeństwa rodowego. Na miejsce pom­
sty krwawej zjawiają się równolegle, po pierwsze: fikcyjny
obrzęd zadośćuczynienia pomście, z którego wyrasta w na­
stępstwie pokora; po drugie: okup, uiszczany krewniakom ro­
dowym. Pierwszy jest substytucją karnego pierwiastku pom­
sty krwawej, drugi wcieleniem elementu cywilnego tej insty­
tucji, wymagającego wynagrodzenia materjalnego za lukę,
wyrządzoną przez zabójstwo danej osoby w krewniaczym
organizmie rodu i wynikające stąd straty. Na razie zastoso­
wanie tych środków nie jest jeszcze taką koniecznością, jaką
jest pomsta krwawa sama. „Strona bolejąca” może przyjąć
jako zadośćuczynienie za śmierć swego krewniaka obrzęd fik­
cji pomsty oraz okup, a względnie pokorę i okup, lub też może
ich nie przyjąć. Z początku nawet zgodzenie się na obrzęd
fikcyjnego zadośćuczynienia pomście lub pokorę i przyjęcie
zagłównego uważane jest za postępek niehonorowy, za frymarczenie krwią rodowego współbrata. Z czasem zwyczaj
*) Zemsta, 48.

58
staje się coraz pobłażliwszym i fikcja pomsty oraz okup,
a później pokora i okup przyjmują się jako formy zadość­
uczynienia i stanowią integralną część całkowitej akcji je­
dnania. O dzieje kształtowania się okupu jako formy cy­
wilnego zadośćuczynienia prawnego, o te dzieje zwiększania
się wrażliwości ludzkiej na wartości materjalne, kosztem obo­
wiązków zwyczajowych i religijnych, nie chodzi nam jednak
w tej chwili. Chodzi nam wyłącznie o wyjaśnienie, w jaki
sposób przeobraził i skrystalizował się ostatecznie w poko­
rze pierwszy ze składowych pierwiastków instytucji pomsty
krwawej, mianowicie pierwiastek karny. Prowadzimy bo­
wiem do tego, że, po pierwsze: wobec teorji animistycznej,
stanowiącej podstawę wierzeń wszystkich ludów pierwotnych;
po drugie: wobec związanego ściśle z tą teorją sakralnego cha­
rakteru pierwotnej pomsty krwawej; po trzecie: wobec ogól­
nych poglądów człowieka-barbarzyńcy na zasady zadośćuczy­
nienia za krzywdy, niemożliwym jest, aby człowiek ten mógł
nagle zupełnie przyjść do przekonania, że z obowiązku pomsty
za śmierć współrodowca można bez wszelkich skrupułów
zrezygnować wzamian za jakąś wartość materjalną i wzamian za ceremonję pokory, czyli akt upokorzenia się zabójcy.
Zgodnie z zasadami filozofji pierwotnej za takie postępo­
wanie oczekiwałaby człowieka nieodwołalnie zemsta duszy
zamordowanej, a niepomszczonej ofiary. Mogło bowiem wre­
szcie zagłówne złagodzić do pewnego stopnia boleść osieroco­
nego krewniaka, ale nie było przecież w stanie wpłynąć koją­
co na usposobienie duszy ofiary. Drażnić ją raczej mogło,
że ktoś, zamiast pomścić jej krew przelaną, gotów jest krew
tę odprzedać. Wszystko więc to doprowadza nas do wniosku,
że w historji stopniowego przeobrażania i krystalizowania się
karnego pierwiastku pomsty krwawej w pokorę, powinnyby
być ślady pamięci zaspokajania w jakiś sposób duszy niepomszczonego rodowego współbrata przez przyjmującego główszczyznę mściciela. Następujące fakty przekonywają, że śla­
dy takie rzeczywiście istnieją, a istnieją albo w obrzędzie fik­
cyjnego zadośćuczynienia pomście, noszącym charakter więcej
świecki, lub też w obrzędzie ofiary krwawej w postaci zwie­
rzęcia, mającego zastąpić miejsce osoby, na którejby należało
się pomścić. Ofiara ta jest właściwie także niczym innym,
jak tylko fikcją pomsty.

59
Gdy u Kirgizów ■) krewniacy ofiary zbliżają się do aułu za­
bójcy w celu otrzymania zagłównego i zawarcia zgody, rozbi­
jają, dla nich osobny namiot (jurtę), do którego przywiązują
czarnego barana, poczym zawiadamiają nadjeżdżających, że
wszystko już gotowe na ich przyjęcie. Mściciele pędzą co
koń wyskoczy ku przygotowanej jurcie z flagami i gołemi
szaszkami w rękach i krzycząc: „oj, baur!” *2) t. j. „oj, kre­
wniaku!” rąbią na kawałki uwiązanego przy namiocie barana.
Dopełniwszy tym sposobem pomsty na baranie, symbolizująjącym zabójcę, wchodzą do przygotowanej dla nich jurty, ude­
rzając przy wejściu szaszkami o górną część odrzwi. Odwie­
dzają ich tutaj niebawem krewniacy zabójcy i rozpoczynają
traktować z przybyszami o wysokości okupu. Zabójca, przez
cały czas trwania tej ceremonji i układów o zagłówne, nie po­
kazuje się wcale i zjawia się dopiero wtedy, gdy okup został
już wypłacony i zawarto przymierze.
Myśl, która tkwi w tej ceremonji kirgiskiej, jest najzu­
pełniej jasna. Chodzi tutaj o fikcyjne zadośćuczynienie po­
mście, o wykręt prawny, do którego tak często ucieka się czło­
wiek i który w dziejach rozwoju prawa taką olbrzymią odgry­
wa rolę. Baran, zabity z inwokacją i na intencję mającego
być pomszczonym krewniaka, wybawia mścicieli z kłopotu
wobec duszy zabitego, która formalnie otrzymuje tym sposo­
bem zadośćuczynienie najzupełniej w myśl zasady o pomście
krwawej. Jednocześnie zaś usunięta zostaje przeszkoda, mo­
gąca ich powstrzymywać jeszcze od przyjęcia okupu. Trudno
chyba nie podziwiać w tym wypadku subtelnej logiki człowie­
ka pierwotnego, a podziwiać ją możemy raz jeszcze i u Gilaków Sachalińskich. 3) U nich skoro jednaczom uda się dopro­
wadzić do tego, że dwa pozostające we wróżdzie rody, zdecy­
dują się na pojednanie, schodzą się strony w oznaczonym miej­
scu. Mściciel i zabójca stają naprzeciwko siebie, opierając so­
bie nawzajem o piersi ostrza swych włóczni. W tejże chwi­
!) P. Makowiecku, MaTepiaiti fljia H3y*jemii iopHfliraecKim oÓLmaeBi,
KnprH30BT>, 71—72.
2) b a u r znaczy dosłownie: wątroba, w dalszym zaś znaczeniu
oznacza wszystkich braci i krewniaków rodowych razem wziętych.
Makowieckij, 1. c., 3.
3) Szternberg, CaxajuiHCKie Thmkh, 12—13.

60
li, podczas gdy jednacze wzywają ich, aby się pogodzili, współrodowcy obydwuch godzących się stron przeprowadzają po­
między mścicielem i zabójcą po. psie, których ci zabijają włócz­
niami. Lubo cokolwiek inaczej pomyślany, obrzęd ten przy­
pomina najzupełniej ceremonję kirgiską i, podobnie jak tamta,
ma również na celu fikcyjne zadośćuczynienie obowiązkowi
pomsty krwawej. Być może, że i beduiński ■) sposób przypieczętowywania pojednania, możnaby powiązać także z przytoczonemi uprzednio przykładami. Polega on na tym, że zabój­
ca wchodzi do namiotu mściciela wiodąc mu w darze wielbłą­
da. Wielbłąd ten zostaje zabity jako ofiara zastępcza za po­
pełnione przezeń morderstwo, które właściwie on sam powi­
nie nby przypłacić życiem. Z podobnemi ofiarami spotykamy
się też jeszcze u Hotentotów, zwanych N arnaqua, *2) i u Kunamanów i Bareanów. 3) U pierwszych zdarzają się one tylko
w razie nierozmyślnie popełnionego zabójstwa. Zbrodnię swą
okupuje zabójca, ofiarując mścicielowi sztukę bydła, z którego
po zabiciu przygotowywuje się uczta dla strony bolejącej
i przyjaciół zabójcy. Na pierwszy rzut oka zdawacby się mo­
gło, że chodzi tu już właściwie nie o ofiarę sakralną, lecz o zwy­
czajny okup pod postacią bydlęcia. Za sakralnym charakte­
rem tej krwawej ofiary, mającej zastąpić miejsce winowajcy,
przemawia jednak okoliczność, że zabójcy nie wolno zjeść
z tego bydlęcia ani kawałka mięsa, notomiast zostaje on po­
mazany jego krwią, co się uważa za przypieczętowanie zgody.
Ceremonja, praktykująca się u Kunamanów i Bareanów nosi
także charakter ofiary tego samego typu. Mordercę wprowa­
dzają procesjonalnie do wnętrza domu zamordowanego, gdzie
tenże morderca zarzyna jałową krowę, jako ofiarę duszy
zabitego. O zastępczym również charakterze tej ofiary decy­
duje tą rażą szczegół, iż głowę zarzynanego zwierzęcia trzy­
ma brat zamordowanego, a więc jedna z osób, najbardziej obo­
wiązanych do pomszczenia jego śmierci. Godzący się zawie­
rają następnie pobratymstwo przez c o n f a r r e a t i o i wymianę po­
darunków, a każdy z nich nadto wykłuwa krowie ofiarnej po

')
2)

3)

J. K ohler, Zeitschrift für vergl. Rechtswiss., 1889, IX, 254.
G. F ritsch, Die Eingeborenen Süd-Afrika’s, Wrocław, 1872,363.
M unzinger , Ostafrikanische Studien, 500—502.

61
jednym oku. Pojednanie kończy się ucztą na koszt zabójcy,
na którą strona bolejąca przysyła połowę mięsa z zabitej na
ofiarę krowy.
W zestawieniu z tłumaczącemi się jasno przykładami
kirgiskim i gilackim, które nie mają jeszcze w sobie nic z cha­
rakteru ofiary, lecz są zwykłą, świecką fikcją pomsty, i te trzy
ostatnie, same w sobie mniej mówiące, przykłady, stają się
zrozumiałemi. Wszystkie zaś one, zdaniem naszym, z punktu
widzenia psychologicznego wskazują aż nadto wyraźnie dro­
gę, jaką biegły dzieje przeobrażania się wróżdy za zabójstwo
w ceremonję fikcji pomsty, bądźto więcej świecką, bądźto
zabarwioną sakralnie, której następnym ogniwem rozwojo­
wym była pokora, wróżdy zaś za szkodę materjalną, wyrzą­
dzoną rodowi przez pozbawienie go jednego ż jego człon­
ków—w okup, czyli zagłówne.
v
Jeżeli jednak przypuszczenie nasze, że pokora w pier­
wocinach swoich była po prostu fikcją pomsty, mogłoby miec­
za sobą, jak pochlebiamy sobie, pewne prawdopodobieństwo,
w takim razie może i na europejskim gruncie dałyby się od­
naleźć niejakie ślady, stwierdzające również tę naszą hipo­
tezę. Myślimy, że nie jesteśmy pozbawieni zupełnie i ta­
kich dowodów. Sięgnijmy tą rażą po przykład do przeszło­
ści czeskiej i zapoznajmy się z ceremonjałem pokory mo­
rawskiej, przechowanym w tak zwanej Księdze Towaczowskiej. *) Rzecz dzieje się między rokiem 1381 a 1398. Panu
Ozciborowi Towaczowskiemu z Cymburka zabito brata. Sto­
sownie do zwyczaju, zabójca, chcąc uzyskać jego przebacze­
nie i zgodę, musiał uczynić pokorę na grobie ofiary. Sta­
wił się przeto sam pięćdziesiąty, boso i bez pasa i padł krzy­
żem na mogiłę. Pan Ozcibor zaś wziąwszy miecz w rękę
i trzymając go, zwrócony końcem ku środkowi pleców za­
bójcy, pytał go potrzykroć: „Czy jestem tak mocen gardła
twego, jakoś ty był mocen brata mego?” Zabójca odpowia­
dał za każdą rażą: „Jesteś, ale proszę przez Boga, daruj mi
życie.” Po każdorazowym takim zapewnieniu mówił znów
Pan Ozcibor: „Darowuję ci życie przez Boga.” Tyle o sa­

*) Kniha tovacovska, wydanie W. B randla , Berno, 1868, § 210.
Porów, też R . H ( u be ), Wróżda, wróżba i pokora, 481.

62
mym obrzędzie, który pozostawał bez zmiany i wtedy, gdy
pokorę odbywał chłop za zabicie chłopa. l ) Tylko poczet
towarzyszących w ostatnim wypadku korzącemu się zabójcy
osób był mniejszy. Źródło nasze dodaje jeszcze parę szczegó­
łów, dotyczących okupu, pokuty, która oczywiście była już
naleciałością kościelną, oraz przyszłego stosunku jednających
się osób. Szczegóły te jednak nie obchodzą nas tutaj. I inne,
późniejsze dane o przebiegu aktu pokory czeskiej, zebrane
przez R. Hubego 2) i F. Miklosica, 3) malują nam go zupeł­
nie prawie tak samo, jak księga Towaczowska. Tak samo,
według nich, kroczył zabójca na grób ofiary boso, z gołą gło­
wą i w koszuli, niosąc miecz — narzędzie zbrodni—w rękach,
a stanąwszy na miejscu padał krzyżem na mogiłę.
Jeżeli na ten obrzęd pokory czeskiej patrzeć będziemy
jako na fakt odosobniony, w takim razie możnaby się zgodzie
z Pawuńskim, że wręczanie gołego miecza, którym popełniono
zabójstwo, jest niejako niemym zapewnieniem, iż już nie zo­
stanie użyty ku szkodzie tego, który przez zabójstwo był po­
krzywdzony. Wszelako tylko o wręczaniu miecza mówią je­
dynie późniejsze dane czeskie i źródła polskie, Księga Towa­
czowska natomiast zachowała nadto ciekawą wiadomość, co
mściciel z mieczem tym robił w ciągu trwania aktu pokory.
Zestawiwszy zaś ten ostatni szczegół ze znanymi nam już obrzę­
dami: kirgiskim i gilackim, których myśl polega na fikcyjnym
zadośćuczynieniu obowiązkowi pomsty, sądzimy, iż nic nie sta­
je na przeszkodzie przypuszczeniu, że i ten czeski obrzęd poko­
ry jest niczym innym, jak wyblakłą tylko podobizną takiej sa­
mej fikcji pomsty, stającą się dopiero zrozumiałą w oświetleniu
porównawczym i po odrzuceniu z całego obrzędu późniejszych
naleciałości kościelnych. Jeszcze bardziej szczątkowy cha­
rakter ma noszenie przez zabójcę miecza, lub wogóle broni
morderczej, w późniejszym ceremonjale pokory czeskiej, pol­
skiej i innych zachodnioeuropejskich, a nawet w ceremonjale
pokory południowosłowiańskiej. I te fakty dopiero, ustawione
z zachowaniem perspektywy ewolucyjnej, nabierają na nowo
Kniha tovacovska, § 211,212.
2) Wróźda, 482 nast.
3) Die Blutrache, 195—196.

63
właściwego swego charakteru i upoważniają do przypuszcze­
nia, że symbolicznemu oddawaniu mścicielowi broni morder­
czej przez zabójcę, mogła i na tych terytorjach etnograficznych
towarzyszyć kiedyś ceremonja, podobna do znanej nam już
z Księgi Towaczowskiej. Tę zaś ceremonję możemy już bez
zbytniej trudności zrozumieć przez porównanie z obrzędami
Kirgizów i Gilaków i tłumaczyć jako wyraźniejszy przeżytek
fikcyjnego zadośćuczynienia pomście.
Jeżeli przykład czeski mógłby jeszcze wydać się komuś
niezupełnie jasno i zrozumiale tłumaczącym pierwotne zna­
czenie aktu pokory na gruncie europejskim, to w żadnym ra­
zie nie można już tego powiedzieć o cennej zapisce sądowej
z Rusi Halickiej, *) w której przechował nam się drugi fakt, zu­
pełnie analogiczny z poprzednim. Czytamy w niej pod r. 1504,
iż karczmarz (tabernator) niejakiego Pawła Pełki winien był
dopełnić pokory wobec siostrzeńca Pełki, Stanisława z Grabowicy „flexis genibus eum petendo, ut sibi culpam dimitteret;
ipse vero Stanislaus eyaginato cultro vel gladio debet solum
signo ostendere supra eum, sed non ledere eum, tanąuam sit
yindicaturus sanguinem suum.” Znaczenie tej ceremonji zro­
zumiałe jest nawet bez wszelkich porównań. Mściciel symu­
luje tutaj najwyraźniej akt pomsty, aby tym sposobem usunąć
szkopuł, stanowiący przeszkodę do zawarcia pojednania.
W opisie aktu pokory, przechowanym w Księdze Towa­
czowskiej, warto podkreślić jeszcze jeden szczegół, ten miano­
wicie, że obrzęd cały odbywał się na mogile zamordowanego.
Wiemy, że samego aktu zemsty dopełniały lub dopełniają je ­
szcze niektóre ludy na grobie zamordowanego. *2) Wiemy ró­
wnież, że Oseci 3) zawiadamiają o spełnieniu jej duszę ofiary
udając się na jej mogiłę. Wszystko to czyni się dla tego, że
pomsta poczytuje się przedewszystkim za obowiązek wzglę­
dem duszy zmarłego, za akt, który ją najbardziej interesuje,
który powinna widzieć, lub, gdy to niemożebne, powinna po
*) D ą bro w sk i , Zemsta, 29.
2) Kirgizi. L e w szin , Oimcame III, 87—88; Chińczycy. G ieorgiew skij ,
IIpnHĘHiiLi, 38; Dankaliowie. B orellt, Ethiophie méridionale, 22.
3) F. D ubois d e M ontpéreux , Voyage, 1840, IV, 439; porów. H a x t i i a u s e n , Transkaukasia, II, 28, 50.
Wróżda i pojednanie.
5

64
spełnieniu go jaknajprgdzej zostać o tym zawiadomioną. Je ­
żeli pokora była rzeczywiście w pierwocinach swoich fikcyj­
nym aktem pomsty, cóż prostszego, że i ów fikcyjny akt pom­
sty odbywał się przedewszystkim na mogile ofiary w tym sa­
mym rrównież celu, t. j. aby dusza ofiary mogła go sama wi­
dzieć i zostać przez to zaspokojoną. Dla naszych umysłów
trudnym się wydać może do zrozumienia taki naiwny, formalistyczny sposób wykręcania się sianem od ciążących na kimś
poważnych obowiązków. Umysł pierwotny zadawalniał on
najzupełniej. Sądzimy przeto, że i ów szczegół archaiczny, iż
pokora czeska, według Księgi Towaczowskiej, jeszcze między
r. 1381 a 1398 odbywała się na grobie, ofiary, możemy uważać
za wskazówkę, że mieszczący się obok niego w tymże źródle
inny szczegół o pokorze, trafnie tłumaczymy, jako wyraźny
przeżytek fikcyjnego aktu pomsty na mogile zamordowanego,
przeżytek aktu, stanowiącego rdzeń i pierwotną ideję, wyła­
niającego się z niego później obrzędu pokory. Że zaś pokora
ma niekiedy miejsce i teraz jeszcze na mogile ofiary, o tym,
na przykład, co do Czeczeńców świadczy Cz. Achriew. *)
Na poparcie hipotezy, że ceremonja pokory była w pier­
wocinach swoich fikcją pomsty, możemy powołać się ubocznie
jeszcze na jedno. Zarówno opisy pokory czeskiej, jak i pol­
skiej, jednogłośnie mówią, że korzący się oddaje mścicielowi
miecz, którym popełnił zabójstwo, chociaż tylko z Księgi To­
waczowskiej oraz z zapiski sądowej z Rusi Halickiej dowiaduje­
my się, do czego właściwie był on potrzebny. Rytuał pokory
południowosłowiańskiej i albańskiej zgadza się pod tym wzglę­
dem niekiedy z rytuałem czeskim i polskim, czasami jednak
zdarzają się w nim różnice. Według Bogisica *2) i Petranoyica, 3) a co do Albanji według Gopceyića, 4) broń, którą
korzący się zabójca zadał śmierć swojej ofierze, bierze za­
zwyczaj przyjmujący pokorę mściciel. W wypadkach jednak,

1) Cóopmutt) CBkuemi! o k£IBKc13Ckhx'l ropniax'L, Tyfiis, 1370, XV, d i . 2,
16—17 przypis.
2) Zbornik, 583.
3) O osyeti, 19.
Ą)

Oberalbanien, 322.

65 —
które opisuje Rowinskij L) i Vercević, *3) mściciel zwrócił
ją wspaniałomyślnie zabójcy. W tym ostatnim nadto wypadku
towarzyszyła zwracaniu charakterystyczna przemowa. Przyj­
mujący pokorę mściciel pocałował najpierw strzelbę, narzędzie
zbrodni, z szacunkiem, zapłakał nad nią i rzekł: „Przyjmij, ku­
mie, tę broń; darowuję ci ją przez pamięć na sześć naszych
kumstw, a krew brata mego darowuję ci za tę broń. Nie potom
się jednał z tobą, abym się pasł krwią i ciałem brata mego, lecz,
jednając się z tobą, baczyłem na prośby, na pokorę i honor twój;
bałem się Boga i św. Jana i wstydziłem się tych tutaj oto sza­
nownych świadków.” Rzecz prosta, że takie objawy wspania­
łomyślności, jak te, o których wspominają Rowinskij i Vercevic, należały w życiu do rzadszych, a spotykały się zapewne
tym rzadziej, im bardziej cofać się będziemy w odległą prze­
szłość dziejów pomsty krwawej. Najczęściej broń mordercza
pozostawała w rękach mściciela. Czy byłby to tylko podarek
zwyczajowy, najintegralniejsza może cząstka zagłównego?
Później zapewne tak, ale w chwilach narodzin obrzędu pokory
mogła ona mieć jeszcze inne zastosowanie. Wspominaliśmy już
na początku pracy naszej, że u Pokomów 3) zabójcę uśmier­
cają tą samą bronią, którą on kogoś zamordował, lub zadają
mu nią takie same rany, jakie on zadał swej ofierze, o ile ją
ranił tylko, a nie pozbawił życia. W epoce, gdy pokora była
jeszcze rzeczywiście fikcją pomsty, broń ta potrzebną być mo­
gła przedewszystkim do odegrania właśnie komedji pomsty.
Przypomnijmy sobie tylko raz jeszcze, co z oddanym mu przez
zabójcę mieczem robił Czcibor Towaczowski lub ów Stanisław
z Grabowicy, a cel, jaki wręczanie przez zabójcę mścicielowi
broni, sprawczyni śmierci, mogło mieć kiedyś wogóle w ceremonji pokory, stanie się nam bardziej zrozumiałym. Z bie­
giem czasu owo ceremonjalne wręczanie mścicielowi narzędzia
zbrodni pozostało wprawdzie przynależnością aktu pokory, ale
tylko drogą kombinacji porównawczych jesteśmy w możności
pojąć cel jego prawdziwy, choć czasem i ta czynność symbo­
liczna zachowała tu i owdzie formę bardziej przejrzystą.
0

YMHpeHfe KpOBH, 70.

2) Narodne pripovijesti, 249.
3) F ischer , Mitt heilungen der geografischen Gesellschaft in .Ham­
b u r g , 1 8 7 8 - 7 9 , 35.

66
W Hercegowinie, na przykład, zabójca, wręczając własnoręcz­
nie mścicielowi broń morderczą, zwraca lufę jej ku sobie. *)
Nie potrzebuje to chyba żadnych komentarzy. Jak licznym
zresztą przeobrażeniom ulegać mógł w ciągu wieków symbol
wręczania broni morderczej mścicielowi, dowodzi fakt, że dziś
jeszcze, nieomal w oczach naszych, ceremonjał pokory wciąż
podlega dalszym ewolucjom, które go zmieniają do niepoznania. Rowinskij *2) opowiada, że w ostatnich czasach na Po­
morzu Dalmatyńskim zabójca, czyniący pokorę, dla większe­
go efektu zawsze niesie mścicielowi zawieszoną na szyi strzel­
bę, choćby zabójstwo spełnione zostało, na przykład, wystrza­
łem z pistoletu.
Przedstawiliśmy tu w krótkości hipotetyczną ewolucję
pokory z fikcji pomsty, usiłując uzasadnić faktami hipotezę
naszą. Dalecy jednak jesteśmy od przekonania, aby dowody
te były już wystarczające. Szczególniej co się tyczy pokory
na gruncie europejskim, potrzeba będzie zgromadzić ich znacz­
nie więcej, aby zaznaczone przez nas tylko wytyczne punkty
ewolucji tego obrzędu, dały się ściślej powiązać z historją po­
kory europejskiej. Pomijając jednak tę niedostateczność w materjale dowodowym historycznym, którą, mamy tę nadzieję,
skrzętniejsze i głębsze badania pokory europejskiej dopełnić
z czasem będą mogły, zdaje się nam, że z punktu widzenia psy­
chologicznego i etnologicznego, hipoteza nasza, jako taka, mo­
że być utrzymaną i streszczamy ją tutaj raz jeszcze.
W chwili, gdy człowiek, zmuszony koniecznością do po­
łożenia w jakibądź sposób tamy przewlekłym i krwiożerczym
walkom, wynikającym z obowiązku pomsty krwawej, i popie­
rany w tym dążeniu przez wzrastającą swą wrażliwość na war­
tości materjalne, pomyślał o zaradzeniu złemu i jął się w tym
celu wyzyskiwania idei pokrewieństwa, jako środka, spajające­
go porwane nici stosunków międzyrodowych, w chwili tej na­
tknął się na jednę znaczną przeszkodę. Sakralny charakter
pierwotnej pomsty krwawej zmusił go do zastanowienia się, że
godząc się z zabójcą wzamian za otrzymaną główszczyznę,
stawał w kolizji z zasadami swej teorji animistycznej i wypły­

>) K rauss, Sühnung der Blutrache, 195.
2) YMHpeHLe KpOBH, 118.

67
wającym z nich sakralnym charakterem pomsty. W yrzeka­
jąc się obowiązku pomsty, ściągał przez to samo na siebie ze­
mstę duszy niepomszczonego krewniaka, podsycaną jeszcze
przez tę okoliczność, że rezygnował z niej przez wzgląd na ko­
rzyści materjalne. Pragnąc znaleźć wjgście z tego trudnego
położenia i zadowolnić duszę ofiary w jakiś sposób odpowiada­
jący zasadom pomsty krwawej, człowiek uciekł się do prakty­
kowanego przez siebie niezmiernie często, we wszystkich sto­
sunkach życiowych sposobu, mianowicie do fikcji, i stworzył
fikcyjny obrzęd pomsty, przybierający niekiedy postać sakral­
nej, krwawej ofiary zastępczej z bydlęcia. Pozostając dzięki
temu pomysłowi w porządku względem duszy zmarłego, zyski­
wał mściciel jednocześnie możność przyjmowania bez obawy
okupu za jego głowę. Taki był początek pokory, która w epo­
ce tej była poprostu obrzędem fikcyjnego zadośćuczynienia
obowiązkowi pomsty i, jak to ma miejsce niekiedy dotąd z po­
mstą prawdziwą, odbywała się na grobie zamordowanego, cza­
sem zaś w jego dawnym mieszkaniu. Z biegiem czasu akt ten
nabierać począł zarazem charakteru aktu korzenia się, aktu
pokory, niezbędnego już nie w celu zamydlenia oczu wołającej
0 pomstę duszy zamordowanego, lecz w celu zadowolnienia
1 wzruszenia samego mściciela i jego rodu. Taką pozostała
jeszcze pokora dotąd u wielu ludów. Ale nie na tym skończyć
się miała jej ewolucja. Pierwotny charakter i cel obrzędu te­
go zatrzeć się miał jeszcze bardziej. Wśród ludów, które przy­
jęły chrześcijaństwo, akt ten, dotąd czysto świecki, jakkol­
wiek już i na gruncie pierwotnej teorji animistycznej przybie­
rający niekiedy formę obrzędu sakralnego, zwrócił na siebie
oczy kościoła, który, jak na tylu innych urządzeniach społecz­
nych, zapragnął i na nim wycisnąć swoje piętno. Pokora stra­
ciła więc jeszcze cząstkę ze swej świeckości, musiała stać się
w pewnej mierze aktem skruchy, wcisnąć się na cmentarz,
a nawet do kościoła. Znalazszy się zaś raz na tej drodze, nie
oparła się i dalszym wpływom kościelnym i w rezultacie prze­
obraziła się w akt pokutniczy. Akt świeckiego korzenia się
zabójcy przed mścicielem stał się tym sposobem w następstwie
aktem czystej skruchy i pokuty kościelnej, z nieodłącznym
w takich razach aparatem pokutniczym, mającym rodowód
także kościelny. Taką przypuszczalnie była ewolucja pokory.

68

IV.

JEDNANIE.
Jakąkolwiek cechę posiadał w danej chwili właściwy akt
pokory: czy był on jeszcze fikcyjnym zadośćuczynieniem obo­
wiązkowi pomsty, mającym zadowolnić ducha ofiary, czy już
tylko, jak w większości znanych nam dziś wypadków, aktem
oficjalnego upokorzenia się zabójcy przed mścicielem i jego
całym rodem, w celu wyjednania sobie przebaczenia, wszakże
rola jego była zawsze ściśle ograniczoną. Akt ten był wpra­
wdzie niezbędnym w całkowitej procedurze jednania, ale by­
najmniej nie w nim tkwiła owa siła, na której głównie oparł
się człowiek, pragnąc powiązać zerwane nici przyjaznych sto­
sunków międzyrodowych. Siła ta tkwiła w idei pokrewień­
stwa, która znalazła wyraz w kreowanych przez godzące się
strony bezpośrednio po ceremonji pokory najrozmaitszych po­
krewieństwach fikcyjnych, mających przypieczętowywac po­
jednanie. Namiętności ludzkie, podsycane w równej mierze
przez wierzenia religijne, jak przez poglądy społeczne i trady­
cję, zawielką miały nad wolą ludzką przewagę, ażeby jednacze, doprowadziwszy procedurę jednania nawet do aktu poko­
ry, nie potrzebowali się obawiać, że niespodziewanie wezmą
one górę i że z takim trudem przygotowane pokojowe spotka­
nie się rodów wróżdujących, nie zamieni się niespodziewanie
w morderczą, krwawą walkę. Zdarzało się to, na przykład,
często w Hercegowinie. *) W czasie samego obrzędu pokory,
młodzież męska, należąca do rodu ofiary, nie mogła się nieraz
pohamować na widok zabójcy, dawała się unieść żądzy zemsty
i zabijała go na miejscu, co oczywiście pociągało za sobą wal­
kę pomiędzy obydwiema stronami. Obawiając się takich wy­
buchów krewkości, wyłączano też zgóry młodzież z liczby
obecnych przy akcie pokory, przy którym znajdowali się za­
zwyczaj tylko Judzie wytrawniejsi i dojrzalsi.
1)

K r auss , Sühnung der Blutrache, 195.

69 —
Wobec tego wszystkiego wprost niezbędnym stawało się
znalezienie jakiejś siły, jakiegoś ldełzającego namiętności i na­
kładającego pęta woli ludzkiej czynnika, na którymby można
było oprzeć trwałość przyszłego przymierza. Znalazł się on
znowu pod ręką w postaci idei pokrewieństwa, przekształconej
na ideję pokrewieństwa fikcyjnego. Fikcyjne więzy pokre­
wieństwa, podobnie jak dawały gwarancję trwałości czasowe­
mu rozejmowi, tak samo miały teraz gwarantować szczerość
i stałość ostatecznego pojednania.
Zapoznajmy się bliżej z temi rodzajami pokrewieństw
fikcyjnych, do których kreowania przechodzono w tym celu
bezpośrednio po akcie pokory, podchwytując najpierw przer­
wany wątek wyczerpującego opisu jednania Czarnogórskiego,
skreślonego przez Medakoyića. x)
Gdy zabójca dopełnił już przykrego aktu pokory i pod­
niesiony został z ziemi przez mściciela, wołają jednacze: „Da­
wajcie czterech kumów!” Owi czterej kumowie są to znowu
czterej malcy w kołyskach pod opieką czterech swoich matek.
Kumowie ci są zawczasu przygotowani, zaraz więc na wezwa­
nie jednaczy niosą jedną kołyskę przed mściciela, a za koleb­
ką postępuje kuma-matka. Na kołysce małego kuma leży
dziesięć dukatów, wymówionych przez mściciela przy zawie­
raniu rozejmu („za vjeru od mira”). Mściciel odbiera kuma,
całuje go, a schowawszy leżące na kołysce pieniądze, wkłada
znów od siebie dziecku za pazuchę dukata lub talara. Do nie­
go też należy wskazanie trzech z pomiędzy swych współrodowców, którzy mają zawrzeć kumstwo z pozostałym trojgiem
dzieci. Wskazani, zdjąwszy czapki, przystępują do kolebek
jednocześnie, całują dzieci i obdarzają je także jakąś drobnost­
ką. Ten rodzaj kumstwa po akcie pokory, który ze względu
na swą symbolikę, zasługuje na miano kumstwa p e r o s c u lu m ,
Czarnogórcy stawiają, według Medakoyića, narówni z więza­
mi pokrewieństwa fikcyjnego, wytwarzającemi się między ro­
dzicami chrzestnymi i chrzestniakami. Staje się to zrozumia­
łym, gdy zważymy, że ci mali kumowie, były to w przeszłości
dzieci niechrzczone umyślnie aż do tej chwili, na których do­
pełniano obrzędu chrztu albo zaraz na miejscu zawierania zgo-

x) Ziyot i obicai 118—119.

70 —
dy, lub też później, wskutek czego kumstwo per o s c u lu m wzma­
cniało się jeszcze kumstwem chrzestnym, stanowiąc tym ’spo­
sobem niejako tylko świecki wstęp do tego ostatniego. !) Petranoyic *2) i Vercević 3) najwyraźniej nazywają kumstwa,
wymagalne od strony korzącej się po akcie pokory, „kumstwami chrzestnemi,” co także stwierdza, że pierwotne kumstwo
per o s c u lu m kończyło się w rezultacie pokrewieństwem fikcyj­
nym, kreowanym przez chrzest.
Jak się przekonywamy z relacji Medakovida, liczba
kumstwper o s c u lu m , praktykujących się po akcie pokory, ogra­
niczała się na czterech. Bywało ich jednak po sześć, 4) po
dwanaście, 5) Krauss 6) mówi o liczbie dziesięciu do dwu­
dziestu, a J. Sundetić, w liście, pisanym do V. Jagica, a wy­
drukowanym przez Miklosica 7) o dwunastu do dwudziestu
czterech. To ostatnie źródło podaje parę jeszcze nowych
szczegółów, dotyczących owych kumstw, które, niestety, we
wszystkich dostępnych nam wogóle źródłach, nie zostały opi­
sane z należytą jasnością i wniknięciem w istotę rzeczy, pozo­
stawiając wolne pole do domysłów. Zdaje się, że liczba kumstw
zwiększała się lub zmniejszała w miarę ważności sprawy i w
miarę tego, na który ród przypadała z obrachunku większa
liczba zabójstw i ran. Wyznaczali ją sędziowie i czyniący po­
korę musiał się do ich oznaczenia stosować. Kumów dla mści­
cieli wybierano albo z pomiędzy najbliższej rodziny, albo z po­
między wszystkich współrodowców lub całej wsi rodzinnej
mordercy, niekiedy nawet z kilku wsi poblizkich.
Zdarzało się też czasami, że jedna z jednających się stron
| była wyznania mahometańskiego, druga zaś ortodoksyjnego.
| W takim razie zamiast do kumstwa p e r o s c u lu m , przypieczętowywanego kumstwem chrzestnym, uciekano się do kumstwa
postrzyżynowego (śiśano kumstyo). Ceremonja ta odbywała
]) K rauss , Sühnung der Blutrache, 195; M iklosió , Die Blutrache,
183. Co do kumstwa chrzestnego porów. M edakoviö , Ziyot, 61—6'J, nr. 2.
2) O osveti, 19.
8) Narodne pripovijesti, 247—248.
4) Y erceyió , 247.
5) B ogiśić , Zbornik, 581, porów. 582, liczba nieograniczona; Miklośió , Die Blutrache, 206, przyp. 201; P e t r a n o v i ö , 19.
*) Sühnung der Blutrache^l95;
?) Die Blutrache, 183.

71
się w następujący sposób. Zabójca spraszał do siebie większą
liczbę krewnych stron obydwuch, zarówno mężczyzn, jak i ko­
biet. Najpierw częstowano gości winem i wódką, poczym ku-j
ma czyli żona zabójcy przynosiła na prawej ręce dziecko, nio­
sąc zarazem w lewej ręce nożyczki i przykryte ręcznikiem .na-;
czynie z wodą. Stanąwszy przed mścicielem, który miał zo­
stać kumem, mówiła do niego: „Primi kurne po Bogu kumstvo!” Mściciel odbierał dziecko od matki, huśtał je trzy­
krotnie od wschodu ku zachodowi, całował po każdym huśnięciu, i biorąc w rękę nożyczki, mówił: „Boże ti nama pomogi
a dobra srećo priskociP Po tym przemówieniu strzygł dziec­
ku na krzyż włosy z czterech stron głowy, które następnie
wkładał do naczynia z wodą, wrzucając doń nadto jeden, dwa
lub więcej dukatów. Obrzęd post-rzyżyn kończył się ucztą. !)
Być może, że i Czeczeńcom nie obcy był podobny sposób na­
wiązywania węzłów fikcyjnego pokrewieństwa w czasie aktu
jednania. Takby przynajmniej wnosić można z ustępu, który
znajdujemy u Dubrowina. 2) „Zabójca, pisze nasz autor, za­
puściwszy na głowie włosy, błagał mściciela o przebaczenie.
Ten zaś jeżeli zgadzał się zaprzestać wróżdy, zapraszał do sie­
bie winowajcę i własnoręcznie golił mu głowę. Pojednani
uważali się za pobratymów i składali przysięgę na koranie, iż
zaprzestają wszelkiego wróżdowania.” Czy jednak w cyto­
wanym wypadku ceremonja golenia głowy dałaby się rzeczy­
wiście uważać za odpowiadającą postrzyżynom, nie śmiemy
przesądzać.
Zdawałoby się, że owe dziesiątki kumstw, o których mó­
wiliśmy przed chwilą, mogłyby już być dostateczną rękojmią,*)
*) K rauss, Sühnung der Blutrache, 196. Porów, co do postrzyżyn
wogóle u Chorwatów i Serbów: Medakoyić, zivot, 62 nr. 3; Bosanski prijatelj, Sisek, 1870, IV, 172—173; Bogiśjć, Zbornik, 376, 387—388; I. J asiek“
nów, OÓLnaH h nkcHi'fType^KHX'L CepóoBB, Petersburg, 1886, 460—461; Glasnik srbskog ucenog drustva, Białogród, 1889, LXIX, 254. U Albańczyków: Gopcevjö, Oberalbanien, 303—304. U Majnotów: J. L. Maurer, Das
Griechische Volk, I, 184. Obrzędem tym, rozpowszechnionym na całej
kuli ziemskiej, nie możemy się tutaj zajmować szczegółowo, odkłada­
jąc to dolinnej sposobności. W niniejszej pracy naszej uwzględniamy
postrzyżyny tylko o tyle, o ile stoją w związku z procedurą jednania
się wróżdujących rodów.
2) PIcTopia Bofinti, I, 459.

72
zapewniającą szczerość i stałość ostatecznego pojednania zwa­
pnionych rodów. Jednaczy~południowosłowiańskich niezadawalniała ona jednak w zupełności i z tego powodu równolegle
do nich znalazł się jeszcze w ceremonji jednania cały szereg
pobratymstw. Bywa ich, według Medakoyića x) i Miklosića *12)
dwadzieścia cztery, a zawarcie ich symbolizuje się także p e r
o s e u lu m . Każda strona wybiera dwunastu, cieszących się sza­
cunkiem mężczyzn, którzy wychodzą po kolei na przeciwko
siebie parami i zamieniają czterdzieści osiem pocałunków.
Przez zamienienie tych czterdziestu ośmiu pocałunków wy­
twarza się dwadzieścia cztery pobratymstwa. Liczba owych
pobratymstw, zarówno jak to ma miejsce z liczbą kumstw
chrzestnych, nie jest jednak jakąś liczbą stałą. Waha się ona
między czterema 3) a dwudziestu czterema, pewną zaś po­
pularnością cieszy się liczba dwanaście. 4) Na określenie
liczby pobratymstw wogóle wpływają te same okoliczności,
które wpływają także na powiększenie lub zmniejszenie
liczby kumstw, a które zaznaczyliśmy już poprzednio. Z re­
lacji Rowińskiego 5) przybywa nam tylko co do owych poIbratymstw jeden nowy a ważny szczegół. Te mianowicie
^pobratymstwa, które zawierają między sobą osoby uprzednio
już spokrewnione fikcyjnym pokrewieństwem przez zawarcie
kumstwa, nazywają się wielkiemi pobratymstwami; te zaś,
¡które zawierają ludzie, nie będący jeszcze kumami, zwą się
imałemi pobratymstwami. Medakowić 6) inaczej wprawdzie
motywuje różnice między wielkim, a małym pobratymstwem.
Małym jest według niego takie pobratymstwo, które zawarte
zostało p e r o s e u lu m i wymienienie podarków. Jako typ zaś
doskonalszy, przeciwstawia on temu małemu pobratymstwa
pobratymstwo kościelne, kreowane przez komunję pod oby­
dwoma postaciami, czyli c o n fc tr r e a U o , i wymianę podarun­
ków. Ponieważ jednak Rowinskij jest źródłem zupełnie kry­
y

1) zivot i obicai, 119.

2) Die Blutrache, 206, przypis, nr. 201.
3) B ogiśió, Zbornik, 581., porów. 1. c.,582, 583, liczba jednak po­
bratymstw nie oznaczona.
4)

P etranović , 19; M iklośić , 183.

' 5)

YMHpeHŁe k p o b h 67, 70.

6)

Ziyot i obicai, 73.

73
tycznym, sąclzimjr przeto, że należy przyjąć zapewne obydwie
zasady rozróżniania pobratymstw na wielkie i małe.
Co do symboliki, towarzyszącej zawieraniu pobratymstw
po akcie pokory, to sprowadza się ona, jak widzieliśmy, wy­
łącznie do pocałunków. Czy symbol ten był w tym wypadku
zawsze wystarczającym, czy też w przeszłości towarzyszyły
zawieraniu pobratymstwa inne jeszcze jakie symboliczne
czynności, trudno wyrokować z całkowitą pewnością. I jedno
i drugie jest możliwe. Gdy jednak z jednej strony weźmiemy
pod uwagę niezmierne bogactwo symboliki w podobnych wy­
padkach, znanych nam skądinąd, z drugiej zaś ogólne prawo
w ewolucji, w tern, że użyjemy tu czyjegoś trafnego wyraże­
nia, l e n i e n i u różnych obrzędów i ceremonji, może chód odro­
binę prawdopodobniejszym byłoby to drugie właśnie przy­
puszczenie, że symbolika, towarzysząca owemu obrzędowi
zawierania pobratymstw międzyrodowych, była w przeszłości
bogatszą, niż ta, którą znamy z większości źródeł współcze­
snych. Przemawiają nadto za tym fakty, iż rzadko wprawdzie,
ale dziś jeszcze bywa ona niekiedy bogatszą. W Hercegowi­
nie *) podstawę jej stanowi jeden z najbardziej rozpowszech­
nionych na kuli ziemskiej symbolów pobratymczych—miesza­
nie krwi. Każdy z przedstawicieli wróżdujących rodów na­
kłuwa sobie igłą żyłę pulsową prawej ręki, poczym wzajemnie
ssą sączącą sie krew swoją, zamieniają pocałunki i przysięga­
ją sobie wiarę niezłomną aż do grobu. Po tym wszystkim na­
stępuje uczta i zamiana podarunków. Pokrewieństwo to fik­
cyjne tak dalece uważa się za pokrewieństwo, iż mahometanki wobec kreowanych w ten sposób pobratymów-chrześcijan
nie uważają za potrzebne zakrywać twarzy, podobnie, jak nie
poczytują za obowiązek robie tego w obecności faktycznych,
najbliższych krewnych. W bardzo podobny do powyższego
sposób zawierają pobratymstwo jednający się Albańczycy. *2)
W ybrany specjalnie a d h oc drużba, przewiązuje po kolei każde­
mu z bratających się mały palec prawej ręki, nakłuwa następ­
nie przewiązany członek i zbiera kilka kropelek sączącej się

1)
2)

K rauss , Sühnung der Blutrache, 196.
H ahn , Albanesische Studien, 178; porów. S. C iszew ski , Künstli­

che Verwandtschaft, 67—68.

74
krwi w kieliszek z wódką. Napój ten z krwią jednego z przy­
szłych pobratymów daje później do wypicia drugiemu i nabdwrót. Bratający się zamieniają prócz tego pocałunki, poczym
wraz z przyjaciółmi, zasiadają do uczty. Niekiedy krew obydwuch osób, zawierających przymierze, zbierają w jednym
kieliszku z wódką, którą te wypijają wspólnie. Pobratymstwo,
zawierane przy jednaniu się wróżdujących, cenią Albańczycy
znacznie wyżej, niż zawierane w innych wypadkach.
Na odmiennej cokolwiek od poprzedniej przesłance lo­
gicznej oparta została fikcja pokrewieństwa, do którego ucie­
kają się w celu przypieczętowania pojednania Ingusi, *) za­
mieszkujący północną częśc Kaukazu. Typ ten pobratymstwa zaliczyć należy do kategorji pokrewieństw fikcyjnych
p e r e o n f e r r a t io n e m . Zawiera się je w następujący sposób, prak­
tykowany także przez Osetów. *2) Do naczynia napełnionego
jakimbądź napojem, na przykład, buzą (rodzaj kwasu), piwem
lub wódką, a w braku tych nawet mlekiem, kładzie jeden
z godzących się srebrną monetę i oddaje naczynie swemu przy­
szłemu pobratymowi. Ten zaś, upiwszy trochę z naczynia,
oddaje je znów z powrotem pierwszemu, który także upija
trochę z jego zawartości. W ten sposób przechodzi naczynie
z rąk do rąk, póki się nie opróżni. Po wypiciu wszystkiego,
monetę, pozostałą na dnie, zabiera nie pierwotny jej właściciel,
który ją kładł do naczynia, lecz jego nowy pobratym i ceremonja uważa się za skończoną. Prawdopodobnie i u Kumyków istnieje podobny sposób zawierania pobratymstwa, gdyż
Dubrowin 3) pisze, że na uczcie, mającej miejsce po pokorze,
„zabójca, który otrzymał przebaczenie.... pije z jednej szklanki
z krewnymi ofiary.” U Kunamanów i Bareanów 4) prakty­
kuje się to samo. Godzący się przeciwnicy piją po pokorze pi­
wo z jednego rogu i jedzą mięso z jednej miski. Nadto, na
czas pozostawania razem przy jadle, zamieniają nawzajem
ubranie. „Jak w y przypijacie do siebie wódką, tak my, na znak
’) M, Grabowski, CóopHHKi» CB^eHiS o KaBKaacKiixB ropi^axB, Ty flis,
1876, IX, dź. I, art. 2, 79,
2) CöopHHK'L CBfcfl. o KaBK. ropn,., IX, dź. II, 22, przypis.
3) PIcTopia bohhli, I, 636; porów. M. K ow alew skij , SaKOHB pi oÓLraafi
Ha KaBKa3k, 1890, II, 231.
4) M unzingeh , Ostafrikanische Studien, 501.

75
przyjaźni, dzielimy się bydlęcym mięsem i kośćmi,” mówili do
Sieroszewskiego *) Jakuci, opowiadając mu o przebiegu w da­
wnych czasach ceremonji pojednania. W państwie Gera, *2)
zamieszkałym przez Gallanów, plemię, należące do szczepu
hamickiego, znany jest niezmiernie oryginalny sposób przypieczętowywania zgody po uiszczeniu okupu za zabójstwo.
Według wszelkiego prawdopodobieństwa, chodzi tu również
0 zawarcie pokrewieństwa fikcyjnego między godzącemi się
stronami, chociaż źródła nasze nie mówią o tym wcale, symbo­
lika zaś całej ceremonji nie jest dla nas zupełnie zrozumiałą
1 sama przez się nie tłumaczy dostatecznie psychologji obrzę­
du. Skoro zagłówne zostało już oznaczone, udają się najbliżsi
krewni ze strony ofiary i zabójcy na grunt, nie należący do
żadnej z pomiędzy dwuch, znajdujących się we wróżdzie ro­
dzin. Tutaj krewny ofiary wręcza krewniakowi zabójcy za­
branego z sobą umyślnie barana, którego ten ostatni zarzyna.
Znajdujący się w pobliżu jednacze ustawiają się tymczasem
wokoło zarżniętego barana, którego zakrywają swemi płaszcza­
mi. W tedy do całej grupy zbliżają się zabójca i mściciel i kry­
jąc się przed sobą wzajemnie po za płaszczami tworzących ko­
ło jednacy, wkładają prawe ręce w brzuch zarżniętej ofiary
i tam, w jamie brzusznej, ociekające krwią gorącą, ściskają je
sobie na znak zgody. Następnie mażą się jeszcze wzajemnie
zakrwawionemi palcami nad oczami. Jeżeli krewni ofiary nie
zgodzą się na dopełnienie tej oryginalnej ceremonji, wtedy
sprawa kończy się zazwyczaj skazaniem zabójcy przez sąd na
śmierć.
Uzupełniliśmy obraz nasz jednania się rodów nową gru­
pą faktów. Zanim jednak pójdziemy znowu w tym kierunku
naprzód, pragniemy i musimy nawet cofnąć się dalej trochę
wstecz, aby pochwy tac roproszone szczegóły faktyczne i rzu­
cić na nie okiem raz jeszcze, tą rażą z odleglejszej trochę pers­
pektywy. W badaniach etnologicznych jest to niezbędny
środek, dający możność jasnego zupełnie uprzytomnienia sobie
ewolucji czy to pewnych instytucji społecznych, czy też zwią­

J) ÜKyTti, 438.
2) A. C ecchi, Fünf Jahre in Ostafrika, Lipsk, 1888, 248—249; P a u ~
itscke , Ethnographie Nordost-Afrikas, II, 157.

76
zanych z niemi obrzędów i symboliki. Skracając perspekty­
wę obserwacyjną, mamy możność drobiazgowego studjowania
szczegółów; zwiększając jej odległość, tracimy z oczu drobne
szczegóły, ale tym jaśniej zarysowywują się w umyśle na­
szym fakty najważniejsze i porządek chronologiczny, w jakim
po sobie następują, tym łatwiej daje się pochwycie przyczyno­
wy między nimi związek.
Cofamy się więc do najpierwszych wogóle początków
aktu jednania, do pierwszych kroków, przedsiębranych w tym
celu przez stronę szukającą zgody i usiłujemy pochwycie po­
rządek chronologiczny, towarzyszących krokom tym czynno­
ści i ceremonji.
Do domu mściciela udaje się procesja z kolebkami, aby
go błagać o przyjęcie kumstwa i rozejmu. Mściciel się waha.
Wreszcie zostaje przebłagany, przyjmuje przyniesionych w ko­
lebkach małych kumów i zgadza się na pierwszy rozjem, któ­
rego termin sam oznacza, a za który żąda pewnej liczby duka­
tów. Po upływie pierwszego terminu rozejmu, powtarza się
znów procesjonalne błaganie o drugi rozjem z terminem dłuż­
szym, a po upływie drugiego—o trzeci, z terminem jeszcze dłuż­
szym. Za każdą rażą przyjęcie kumstwa wyraża się symbo­
licznym pocałunkiem, który mściciel składa na twarzy jedne­
go dziecka, a jego współrodowcy na twarzach innych, przy­
niesionych dzieci. Zgadzając się na trzeci rozjem, mściciel
przyzwala tym samym na akt pojednania. Oznacza więc za­
raz jego dzień, skład sądu i stawia swe warunki co do zagłównego, którego wysokość określa jednak ostatecznie sąd jednaczy. Taki powszechnie był kiedyś przebieg tej cząstki aktu
pojednania u Chorwatów i Serbów. Bezpośrednio po niej na­
stępowała ceremonja pokory.
Zestawmy go teraz z obrazem, przedstawiającym prze­
bieg jej w niektórych wypadkach dzisiaj.
- Procesjonalne błaganie z kolebkami o kumstwo i rozjem
zlało się z aktem pokory i odbywa się tego samego dnia. Zda­
rza się to zarówno u Chorwatów, jak i w Albanji. Zresztą ceremonjał zawierania kumstwa nie uległ większym zmianom.
W każdym jednak razie zestawienie nasze wykazuje dążność
stałą ku upraszczaniu i skracaniu całkowitej akcji jednania.
Przychodzi kolej na akt pokory. Zabójca na czwora­
kach pełznie z bronią, sprawczynią śmierci na szyi, ku mści­

77
cielowi. Ten go podnosi i całuje na znak przebaczenia. Ceremonja ta była prawdopodobnie kiedyś fikcją pomsty i odby­
wała się na grobie ofiiary; dziś jest zazwyczaj cywilnym
aktem ukorzenia się; miejscami przeobraziła się nawet w akt
skruchy i pokuty kościelnej.
W celu wzmocnienia zgody między jednaj ącemi się ro­
dami, zastosowywuje się metodę wytworzenia między niemi
fikcyjnych więzów pokrewieństwa. Ród zabójcy wystawia
pewną liczbę kołysek z niechrzczonemi dziećmi, które naj­
pierw p e r o s c u lu m zostają kumami mściciela i jego współrodowców, następnie zaś zostają nadto ich chrzestniakami, przez
co więzy pokrewieństwa fikcyjnego, jakie ich już łączyły,
wzmacniają się jeszcze bardziej. O ile godzą się rody różnowierców, zamiast kumstwa chrzestnego; stosuje się kumstwo
postrzyżynowe. Dla jeszcze lepszego przypieczętowania zgo­
dy stosuje się równolegle do kumstw inny jeszcze rodzaj po­
krewieństwa fikcyjnego—pobratymstwo. Pewna liczba współrodowców z jednej strony brata się z odpowiednią liczbą
współrodowców strony drugiej. Ci, którzy zostali już poprze­
dnio pokumieni z dziećmi, stają się wielkiemi, wszyscy inni—
małemi pobratymami. Symbolicznie zawarcie pobratjunstwa
wyraża się dziś zazwyczaj p e r o s c u lu m , sporadycznie główną
rolę gra jednak symbolika mieszania krwi. Miejscami główną
rolę odgrywa symbol c o n f a r r e a t i o , a są jeszcze inne, mniej ja ­
sne symbole.
Mając przed oczyma ten zwięzły plan dotychczasowe­
go przebiegu aktu jednania, uderza nas w nim rzecz jedna.
To mianowicie, ż e ceremonja zawierania kumstwa z dziećmi
powtarza się w trzech rozmaitych momentach aktu jednania.
Ona stanowi najpierw punkt wyjścia przy robieniu pierwszych
kroków do pozyskania rozejmu, ona poprzedza bezpośrednio
akt pokory w innych wypadkach, z tą samą ceremonją spoty­
kamy się po raz trzeci po dokonaniu obrzędu pokory, kiedy
stosowaną bywa jako typ pokrewieństwa fikcyjnego, mające­
go wzmacniać i gruntować ostatecznie nawiązane z powrotem
stosunki między wróżdującemi rodami. Przesunięcie obrzędu
tego z okresu starań o rozjem i zlanie się jego z właściwym
aktem pokory tłumaczy się stałą dążnością do uproszczenia
i skrócenia całej akcji jednania się rodów. Trudniej jednak
wyjaśnić sobie powtarzanie się ceremonji zawierania kumstwa

78
z dziećmi raz przy zawieraniu rozejmu, drugi raz po akcie,
pokory, jak to ma miejsce według opisu Medakovića, który
nie zatrzymuje się jednak nad tą kwestją wcale. Jeżeli bo­
wiem te powrtórne kumstwa po pokorze zawierały się zawsze
niezależnie od całego szeregu kumstw podobnych, zawartych
już przy rozejmie, w takim razie ogólna liczba kumstw w cał­
kowitym akcie jednania wzrastałaby prawie w dwójnasób,
gdyż niepodobieństwem jest, aby kumstwa zawierały dwa ra­
zy te same osoby z temi samemi dziećmi: raz podczas zawiera­
nia rozejmu, drugi raz po pokorze. Jeżeli zaś zawarcie kumstw
przy rozejmie wykluczało potrzebę zawierania ich po pokorze,
w takim razie należało o tym powiedzieć wyraźnie, czego
Medakoyic nie zrobił, a w innych źródłach nie znaleźliśmy
też żadnej wskazówki, któraby mogła wyjaśnić tę wątpliwość.
Tymczasem przeto musimy kwestję całą pozostawić w zawie­
szeniu.
Zapoznaliśmy się tedy z jednym ze sposobów, mających
spajać nierozerwalnemu węzłami przerwane stosunki międzyrodowe. Poznaliśmy również gienezę tego sposobu, wyrosłego
na gruncie idei pokrewieństwa, posuniętej do granic ostatecz­
nych—do fikcji pokrewieństwa. Przyjrzyjmy się teraz z kolei
drugiemu sposobowi, do którego uciekał się człowiek w tymże
samym celu. Pomysł do tego drugiego sposobu wykwitł tak­
że z idei pokrewieństwa, a wyraz swój znalazł w małżeństwie,
zawieranym po ostatecznym pojednaniu między członkami
godzących się rodów. Więzy powinowactwa, które przez za­
warcie takiego małżeństwa powstawały między obydwiema
stronami, nadawały się jako kit społeczny w równej zupełnie
mierze, jak więzy pobratymstwa lub kumoterstwa. Nigdzie
może nie zostało to zaznaczone dobitniej, niż w poetycznej
przemowie swatów, z jaką zwracają się oni u Ałtajczyków *)
południowych do rodziców panny młodej. Oto najcharakterystyczniejszy ustęp z oracji pierwszego swata: „Niechaj swatostwo nasze będzie na podobieństwo szczęk nierozłącznych;
niech będzie, jako kolczuga żelazna z kołnierzem nieodłącz­
nym; niech pokrewieństwo między nami podobne będzie war-l
l) W . W ier bic k ij , AiTaitcide HHOpo^u,H, Moskwa, 1893, 81. Co do
stanowiska etnograficznego Ałtajczj^ków, porów. M. J adrincew , CnÓHpKie HHopo^H, Petersburg, 1891, 92 nast.

79
stwomkory na brzozie; niech bodzie jako szew jedwabny! Przy­
szedłem tutaj prosić o trzon do noża. który go nie posiada.
Dziewięć pokoleń temu woj nr. była pomiędzy nami; przyby­
łem tutaj teraz; aby zawrzeć pokój, przybyłem, aby powino­
wactwo powstało między nami.” W przemowie tej małżeń­
stwo najwyraźniej uważa się za więź społeczną, zdolną zespo­
lić nierozłącznie zwaśnione od wielu pokoleń rody. Taką samą
rolę odgrywa ono i gdzieindziej. Sędziowie kirgiscy,1) gdy wi­
nowajca przyznaje się do winy, lecz jest biedny i nie może za­
płacić przysądzonego przez nich odszkodowania, zwracają się
do powoda z takiemi słowy: „Daruj mu ten okup® uściskaj­
cie się i zostańcie pobratymami.” Gdy zaś jedna ze stron po­
siada syna, a druga córkę, dodają nadto: „Lub lepiej jeszcze
zostańcie powinowatemi; powinowactwo jest koroną przyja­
źni.” Często bardzo poszkodowany, którego sędziowie zrobili
w ten sposób v o le n s n ó le h s powi nowatym lub pobratymem biedne­
go jego wroga, rezygnuje rzeczywiście z zasądzonego mu od­
szkodowania, gdyż wstydby go było, w charakterze choćby na­
wet tylko przymusowego powinowatego albo pobratyma, wy­
stępować jeszcze z pretensjami. Wiadomość podaną o Kirgizach
przez Grodekowa potwierdza najzupełniej I. Ibrahimów. a) Bijowie, powiada on, pragnąc pokojowo zakończyć ważną sprawę,
toczącą się między dwoma potężnemi przeciwnikami, usiłują
powiązać ich węzłami pokrewieństwa, albo żeniąc jednego
z siostrą drugiego, lub też, jeśli jeden ma córkę, a drugi syna,
zmuszając ich do uściskania się i uważania się za powinowatyc-h (kuda=swaci, powinowaci). Powinowatemi zostawać
mogli godzący się przeciwnicy nawet wtedy, gdy dzieci ich
były jeszcze małoletnie. 3) Wśród Kurdów,4) zamieszkują­
cych gubernię Erywańską, spotykamy się z tym samym spo­
sobem godzenia zwaśnionych rodów, ale mającym charakter
jeszcze archaiczniejszy. Jeśli Kurd zabójca posiada siostry,
w takim razie „strona bolejąca” zwalnia go od wypłaty za!) Grodekow, JKHpmH, ‘211—212.
2) I. I brahimów, 3aMrfeTKMo KHpmcKOMt cyxk Petersburg, 1878, 5.
3.) A. Charuzin, CTenHue o^epKii, Moskwa, 1888, 90.
4)

E giazarow ,

3cuincKii icaBKascKaro OT^jia M. P. L 0., 1891, XIII,

zesz. 2, 39.
Wróżda i pojednanie.

6

80
głównego, siostrę swą jednak wydać musi za mąż za brata
lub blizkiego krewnego ofiary. Jednocześnie załatwia się
tym sposobem sprawa odszkodowania cywilnego; a zarazem
wytwarzają się między stronami więzy powinowactwa. Karanohajcy, a) koczujący między Kizlarem a Mozdokiem,
w okręgu Terskim, uciekają się do tego środka również bar­
dzo często. Wróżdujące rody zaręczają częstokroć dzieci swo­
je nie tylko małoletnie, ale nawet jeszcze nieurodzone. Zwią­
zawszy się słowem, iż zostaną z czasem powinowatemi, ro­
dzice załatwiają się tymczasem powoli z wypłatą kałymu,
który ojcu dziewczyny uiszczany bywa częściowo. W razie
śmierci małoletniej narzeczonej lub narzeczonego, kałym zo­
staje zwrócony jego rodzicom. O Szachseweńcach, koczowni­
kach na pograniczu Rosji i Persji, posługujących się djalektem
aderbaidżańskotatarskim, pisze G. Radde *2) zupełnie to samo.
Niezależnie od podarków i zagłównego, starają się u nich jednacze o to, aby pomiędzy członkami dwuch wróżdujących
rodów, w celu ostatecznego przypieczętowania zgody, zawar­
te zostało małżeństwo. Zazwyczaj wydaje się za mąż pierw­
szą lepszą dziewczynę ze strony poszkodowanej, za pierwsze­
go lepszego członka rodu, szukającego zgody, a narzeczony
ponosi koszta podarunków i wypłaca kałym, jak zwykle. Za­
kończenie ostateczne wróżdy przez małżeństwo między osoba­
mi, pochodzącemi z dwuch zwaśnionych rodów, praktykuje
się też jeszcze w Albanji, 3) u Bogoanów, Beni Amerów, ma­
rokańskich Berberów i Czerkiesów, 4) a znane było i staro­
żytnym Persom. 56) Ale we wszystkich tych wypadkach, nie
wyłączając nawet przykładu z dziejów pomsty Kurdzkiej,
w którym dziewczyna odgrywa jednocześnie rolę żywej główszczyzny, była kobieta zawsze przedewszystkim łącznikiem,
mającym spowinowacić dwa rody. „Kobieta musiała być ofia­
rowaną, wnioskuje w kwestji tej słusznie zupełnie Steinmetz, °)

di.

>) G. A nanjew , CöopHHK't MaT. ę . onuc. m. pi m ö m . IiaBKasa, 1894, X X ,
1, 49; A. Z acharów , 1. c., 125.
2) Reisen an der persisch-russischen Grenze, Lipsk, 1886, 423.
3) S teinmetz , Ethnologische Studien, I, 435—436.
4) P ost , Grundriss, I, 243 i przyp. 2.
5) S teinmetz , 1. c., 436; P ost, 1. c., 243 przypis 2.

6) Ethnologische Studien, I, 439.

81
gdyż obok zagłównego w postaci jakiegoś przedmiotu warto­
ściowego, koniecznym był zabezpieczający pokój wpływ wię­
zów pokrewieństwa.7’
Zastanawiając się wyżej nad pytaniem, jakie być mogły
najważniejsze przyczyny, skłaniające wróżdujące rody do po­
jednania, zaznaczyliśmy, idąc za Steinmetzem, dwie takie przy­
czyny: konieczność osiągnięcia napowrót zakłóconego pokoju,
oraz potrzebę zapełnienia luki, jaką śmierć, zadana współrodowcowi, wytworzyła w zbiorowym organizmie rodowym.
W jaki sposób i jakiemi posługując się środkami, usiłował czło­
wiek zadośćuczynić pierwszej z tych konieczności życiowych,
staraliśmy się już wyjaśnić. Pozostaje nam jednak jeszcze do
wykazania, jak umysł ludzki poradził sobie w tej drugiej po­
trzebie i jak wyraziła się w skutkach konieczność zapełnienia
szczerby, wyrządzonej w organizmie rodowym przez śmierć
jednego z jego członków. Że i tą rażą pomysłowość człowie­
ka obracała się około idei pokrewieństwa, a wyrażając się ści­
ślej, około idei pokrewieństwa fikcyjnego, o tym napomknę­
liśmy już poprzednio. Teraz jednak pragniemy zapoznać się
nieco bliżej z owocami pomysłowości tej, krystalizującej się
w paru odmiennych typach adoptacji, praktykowanych przy
pojednaniu.
Zwracamy się najpierw do Mikronezji i dajemy głos za­
służonemu badaczowi naszemu, J. Kubaremu. 1) Gdy ktoś
z pomiędzy Pelauczyków postanowi, aby zostać adoptowanym
do rodu, w którym popełnił zabójstwo, ucina pasmo włosów
z „blobaolu,” czyli głowy odciętej ofiary, i wyczekuje, aż w ro­
dzie jej przycichnie trochę żądza zemsty.. Upatrzywszy chwi­
lę odpowiednią, posyła włosy te matce zabitego z takiemi sło­
wy: „Twoje zmarłe dziecko pozdrawia cię i posyła ci te włosy
ze swej głowy.” Podarunek zostaje przyjęty i opłakany, ma­
tka gromadzi odpowiednią ilość proszku kurkumowego i szylkretowych naczyń, dołącza jeszcze do tego znaczniejszą sztu­
kę pelauańskiej monety i śle to wszystko nawzajem „mathelngalochowi,” t. j. zmarłemu dziecku, czyli chcącemu je zastąpić
mordercy. Nawiązane w ten sposób pokrewieństwo fikcyjne
między matką ofiary a zabójcą, które możnaby po prostu nazwać

l) Die Socialen Einrichtungen der Pelauer, 131—132.

82
adoptacją par distance, odznacza się stałością. Umierając, ta­
ka adoptująca matka powiada do swego potomstwa: „Ten
i ten, przebywający tam i tam, jest waszym okthomaolem.”
Domyślać się należy, że „okthomaol” znaczy mniej więcej:
brat przybrany. W ten sposób pamięć o tym stosunku prze­
chowuje się w całej gieneracji. Wśród Indjan Północno-amerykańskich, ') mianowicie Iroków i Huronów, adoptacja mor­
dercy przez ród ofiary ma także szerokie zastosowanie. Gdy
krewniacy zabitego nie chcą się zadowolnic okupem, w takim
razie ród mordercy oddaje im go w charakterze niewolnika,
którego los od nich zależy odtąd w zupełności. Jakkolwiek
jednak są panami jego życia i śmierci, nie dochodzi nigdy do
tego, aby go pozbawiali życia, gdyż byłoby to źle widziane
przez całą wieś. Co najwyżej zdarzają się tacy, który zadawalniają się samym oddaniem się mordercy w ich ręce i, po­
przestając na jego pokorze, pozbawiają się dobrowolnie sami
prawa, jakie mogliby mieć nad nim, jako nad niewolnikiem,
i wyrzekają się jego przyjęcia, aby obecnością swą nie przy­
pominał im ciągle poniesionej straty. Bo czyż może byc,
w rzeczy samej, coś okropniejszego dla matki, jak mieć ciągle
przed oczyma zabójcę swego syna? Mimo to jednak najczęściej
właśnie zdarza się, że kobiety adoptują takich niewolników.
Skoro zaś zostali przez nie adoptowani, patrzą na nich odtąd,
jako na swe rodzone dzieci, przelewając na nich całą miłość
macierzyńską, jaką miały ku tamtym. Czy adoptacji takiej
towarzyszy jaka symbolika, Lafitau, niestety, nie mówi wcale,
a i na innym miejscu swej pracy, 12) gdzie rozwodzi się o adop­
tacji jeńców wojennych, nie wspomina o niej także ani słów­
ka. O ile jednak pozbawieni jesteśmy wiadomości o symboli­
ce, towarzyszącej adoptacji po pojednaniu u czerwonoskórych,
o tyle posiadamy je w obfitości z Kaukazu, gdzie adoptacja
mordercy przez „ród bolejący” niezmiernie jest rozpowszech­
niona wśród różnych plemion. Zacznijmy od Czeczeńców. 3)
Ceremonja adoptacji odbywała się u nich w taki sposób,
iż zabójca z zapuszczonemi włosami i paznogciami ssał pierś
1) L afitau , Moeurs, I, 494—495.
2) Moeurs, II, 308—309.

3)

U malat L audajew , CÓopfmitt) CB^ei-iiii o KaBKa30 Kiixx Topi^axT),

Tyflis, 1872, VI, dź. 1, art. 3, str. 50, nr. 26.

matki ofiary, wskutek czego stawał się jej przybranym synem.
Krewni zabitego golili mu po dopełnieniu tego obrzędu głowę,
obcinali paznogcie i nowokreowany syn wchodził do przybra­
nej rodziny. Bywały wypadki, że pozostawał w niej na zaw­
sze. Niekiedy, gdy matka zamordowanego nie chciała na ceremonję tę przyzwolić dobrowolnie, upatrywano odpowiednią
chwilę i zabójca rzucał się z ukrycia na matkę swej ofiary,
aby possać jej pierś. Jeśli broniła mu tego, obecni chwytali
i trzymali ją tak długo, dopóki nie stało się zadość zwyczajo­
wi. x) Czasami znowu nie tylko sam zabójca, lecz wraz z nim
kilkunastu jego współrodowców, ssało pierś matki ofiary, aby
tym sposobem zostać pobratymami krewniaków zamordowa­
nego, podczas gdy sam morderca zostawał przybranym synem
jego matki. 2) U Inguszów ceremonja adoptacyjna była w po­
dobnych razach zupełnie taka sama, jak i u Czeczeńców. W a­
żny jest jednak szczegół, podniesiony przez jednego z etnogra­
fów tego plemienia,3) który ją dwukrotnie opisuje. Ingusz za­
bójca nie mógł się nigdy dostać inaczej do piersi matki ofiary,
jak tylko podstępnie i gwałtem, choć, podobnie jak to miało nie­
kiedy miejsce i u Czeczeńców, obecni starali się mu dopomóc
w dopięciu jego zamiaru. Wskazuje to wyraźnie na pierwot­
ny charakter pomsty inguskiej, która nie wdaje się jeszcze
w żadne kompromisy i pojednania dobrowolne, lecz ulega ty l­
ko podstępowi i przemocy. I w Kabardze 4) morderca, pra­
gnący położyć koniec grożącej mu pomście krwawej, usiłuje
po trzykroć dotknąć ustami piersi matki zamordowanego
przez siebie syna, aby dzięki temu symbolicznemu obrzędowi
zastąpić jej jego miejsce. Ceremonjał.ten adoptacyjny prze­
chował się nawet w podaniach Kabardyńców, z których jedno,
niezmiernie charakterystyczne, przytaczamy tutaj w streszcze­

b

D ubrowin , HcTopia, I, 460.
3) Cz. A chrijew , C6opHHKT> CBfcfl. o KaBK. ropii;., 1870, IY. dź. 3, 16—17
p r z y p is.
3) M. G rabow ski , CÓopHHKt cb^ . o KaBK. ropn;., 1870, III, dź. 5, 24;
1. c., 1876, IX , dź. 1, art. 2, str . 79; p o r ó w , te ż G acyr Szanajew , 1. c., 1876,
IX , d z . 2, 5 0 - 5 1 p r z y p is.
4) J. W yszogród, MaTepiam
anTpoiroJiorin IiańapflHHCKaro i-iapo^a
Aflwre), P e te r s b u r g , 1895, 25.

84 —
niu dla przykładu. ') Dawnemi czasy żyło w Kabardze trzech
braci Eszanokowów: Uozyrmes, Temirkan i Uozyrraeg. Sła­
wni byli po świecie z tego; że nikomu nie przebaczali urazy,
co znów gniewało bardzo dwuch braci Kefiszewów i czemu
nie bardzo chcieli dawać wiarę. Rzuciwszy się więc na prze­
jeżdżającą pewnego razu matkę Eszanokowów, obcięli jej nos
i tak zeszpeconej kazali powiedzieć swym synom, że to oni
właśnie wyrządzili im taką zniewagę. Oczywiście, że Kefiszefowie musieli spodziewać się teraz strasznej zemsty ze stro­
ny synów okaleczonej kobiety, którzy natychmiast poczęli
myśleć o doprowadzeniu jej do skutku. Nie szczęściło im się
jednak na razie i jeden z nich zabity został przez Kefiszewów.
W końcu jednak samym Kefiszewom zabrakło odwagi żyć
w ciągłej obawie i wyczekiwaniu na odwet Eszanokowów
i postanowili uchronić się nadal od pomsty podstępem. W cza­
sie nieobecności znieważonych synów, przybyli pokryjomu do
ich domu i rzuciwszy się na ich osamotnioną staruszkę matkę,
zaczęli po kolei ssać jej piersi mówiąc: „Myśmy teraz tacy^
sami dobrzy twoi synowie, jak -Uozyrmes albo Temirkan; teraz
już nie mogą się oni mścić na nas.” „Bądźcie spokojni, moje
dzieci, odpowiedziała staruszka, i wracajcie do domu.” Gdy
wieczorem synowie powrócili z polowania, opowiedziała im mat­
ka, co zaszło podczas ich nieobecności. Ciężko było synom
słuchać tej nowiny, ale poddali się konieczności. „Trudno,
rzekli do matki; teraz już swoją ręką nie możemy dopełnić
pomsty.” Zaraz nazajutrz pojechali do Kefiszewów i pogo­
dzili się z nimi. Ale choć swojemi rękami mścić się już więcej
na Kefiszewach nie mogli, o pomście jednak nie zapomnieli
i uczynili jej zadość za pośrednictwem osoby trzeciej.
Adoptacja mordercy u Osetów *2) odbywa się także z za­
chowaniem tego samego symbolu ssania, ale adoptowany mor­
derca nie może dziedziczyć na równi z rodzonemi dziećmi
adoptującej. W Abchazji, według A. Dubrowina, 3) symbol

*)

CóopuMKT) .uaTepiajioBT) ¿pa omie ani.ii arfecTHOCTefi ii iuieMefn. KaB-

Kasa, 1891, XII, dź. 1, 29.
2) M. K owalewskjj, Droit coutumier Ossetien, Paryż, 1893, 203—
204; tenże, 3aKom> Hoótmil, I, 35.
3) HcTopią Boiir-iLi, 11, 80.

85
ssania zastąpiony został przez symbol trzykrotnego całowania
piersi adoptującej kobiety.
Nawet u Majnotów l ) bywały wypadki, że gdy zabójca
zdał się mścicielowi na łaskę i niełaskę, wtedy mściciel nie
tylko, że mu darowywał życie, ale, o ile był ojcem ofiary i nie
posiadał więcej męskich potomków, adoptował go na syna.
Czy towarzyszyły temu jakie obrzędy, źródło nasze nie mówi.
Nie umiemy powiedzieć z pewnością, czy i u Słowian połu­
dniowych adoptacja nie była kiedy stosowaną jako środek,
przypieczętowujący pojednanie, a przedewszystkim w celu za­
stąpienia przez adoptowanego w rodzie osieroconym miejsca
zamordowanej przez niego ofiary. W Hercegowinie, 2) pod­
czas aktu pokory, gdjr mściciel zbliża się do zabójcy, wołają
nań wprawdzie jednacze, jeżeli zabójca młodszy jest od niego:
„Oto syn twój, przyjmij go za syna!” ale w dalszym opisie
jednania nigdzie niema już o tym wzmianki, czy, jakby są­
dzić można z tego nawoływania, zdarzało się kiedy rzeczywi­
ście, iż mściciel adoptował mordercę. W dziele Bogisića, w ro­
zdziale, poświęconym specjalnie adoptacji, niema też wcale
o tym mowy, aby ją stosowano kiedy w podobnych razach.

V.

ZAG ŁÓW N E I ZAKOŃCZENIE JEDNANIA.
Znowu więc wróciliśmy na terytorjum południowosłowiańskie, a wyczerpawszy, w miarę możności, kwestję jedna­
nia się rodów przez nawiązywanie węzłów pokrewieństwa,
możemy przejść teraz do ostatniego aktu wielkiego dramatu,
rozpoczynającego się wróżdą, a kończącego wypłatą zagłównego.
Jak już mówiliśmy poprzednio, w zagłównym skrystali­
zował się cywilny pierwiastek przeobrażającej się instytucji
fi J. L. M aukeb , Das Griecliische Yolk, I, 189.
2) B ogiśić , Zbornik, 583.

86 —
pomsty krwawej, podczas gdy jej pierwiastek karny, skoro
tylko kardynalna zasada wróżdy—absolutna bezwzględność
w jej dopełnianiu—przestała być nieodzowną koniecznością,
znalazł równolegle wyraz swój w fikcji pomsty, czyli później­
szej jeszcze pokorze. Z chwilą, gdy człowiek po raz pierwszy
zdobył się na taki pomysł, zapewniający mu jednocześnie mo­
żność formalnego zadośćuczynienia obowiązkom religijnym
i społecznym, a zarazem ułatwiający pomnożenie bogactw, lo­
sy zagłównego zostały rozstrzygnięte. Nie tyle potrzeba już
było zastanawiać się nad zasadą, czy krew krewniaczą można
i godzi się sprzedawać za pewną ilość jednostek wartościo­
wych, ile nad tym, za jaką cenę możnaby ją odprzedać. Drapując się w żałobne szaty i wylewając łzy, w skrytości ducha
obliczał nieubłagany na pozór mściciel, ile też za głowę kre­
wniaka wziąć będzie można srebrników. Bo czemuż nie miał­
by o tym myśleć teraz na serjo? Czy może z obawy zemsty
ducha ofiary? Ależ ten otrzymał zadośćuczynienie w fikcyj­
nym akcie pomsty. Więc może, zwłaszcza w późniejszym
stadjum ewolucji pomsty, ze względu na swą cześć? Wzgląd
to rzeczywiście poważny, ale czyż nie wystarczała w tym Celu
pokora, ten okropny, poniżający obrzęd, w którym wszystko, do
najdrobniejszych nawet szczegółów, obliczone było na to, aby
zadowolnić właśnie ambicję mściciela i jego współrodowców,
a upokorzyć jaknajbardziej zabójcę i jego krewniaków rodo­
wych? Te dwa przeto szkopuły dawały się usunąć. A pie­
niądz, pieniądz po wszystkie czasy taką wielką odgrywał rolę
w życiu ludzkim, iż sam już usunąć mógł wiele jeszcze innych,
a przedewszystkim osuszyć łzy człowieka, pędzącego życie
w ciągłych nieomal walkach i przyzwyczajonego do patrzenia
na śmierć w boju jako na zwykły wypadek życiowy. Czemuż
więc nie sięgnąć po miły grosz, skoro można to zrobić z zacho­
waniem najzupełniejszym wszelkiego decorum, skoro ma się
nawet prawo oznaczania wysokości i jakości pewnych części
^ zagłównego? Ostatni ten przywilej dotąd przysługuje niekie\ dy mścicielowi w Hercegowinie. 0 Jeżeli, na przykład, spo; doba mu się u kogoś Diękny pistolet lub strzelba, żąda ich od
- zabójcy, a ten płaci za nie właścicielowi cenę nieraz przewyż-l
l)

B ogiśić , Zbornik, 583.

87
szającą wartość ich w dwójnasób, byle mu je tylko odprzedał
i byle mógł broń tę ofiarować mścicielowi. Co do oznaczania
wysokości zagłównego, to, jak już wspominaliśmy, u Słowian
południowych robi to mściciel sam, ale właściwie ostatecznie
określa je sąd jednaczy, który wszakże trzyma się w tym ści­
śle przepisów zwyczajowych. Gdy bowiem z czasem zagłówne staje się przyjętą formą zadośćuczynienia cywilnego za
zabójstwo, zwyczaj określa wysokość jego we wszystkich wy­
padkach, do czego oczywiście stosują się jednacze, jako naj­
gorliwsi właśnie stróźe tradycji zwyczajowo-prawnych.
Pogodziwszy się z myślą, że zemsta za zabójstwo nie jest
koniecznością nieuniknioną, przy wymierzaniu odszkodowa­
nia materjalnego coraz bardziej też wchodzi się w pobódki za­
bójstwa i przestępstwa wogóle i coraz ściślej różniczkuje się
stopnie winy i kary. ♦U Osetów *) śmierć przypadkowa, za­
dana komuś przez czyjeś zwierzę, bez wszelkich zastrzeżeń da­
wała stronie pokrzywdzonej prawo dochodzenia odszkodowa­
nia na właścicielu zwierzęcia. U Kunamanów i Bareanów *2)
spotykamy się już jednak w podobnych razach z bardzo sub­
telną kazuistyką. Jeżeli lanca, oparta o drzewo, zabije prze­
wracając się czyjąś krowę lub kozę, właściciel lancy musi wy­
nagrodzić szkodę właścicielowi zwierzęcia. Obowiązany jest
jednak do tego tylko wtedy, gdy lanca wsparta była o drzewo,
okryte liśćmi; jeśli oparta była o drzewo suche, w takim razie
uważa się ją za „niewinną,” gdyż krowa, czy koza, nie miała
czego szukać na suchym drzewie, a więc cała wina spada na
nią. Beduin 3) uważa policzek za zniewagę najstraszniejszą,
podczas gdy uderzeniu pięścią nie nadaje tego znaczenia, lecz
uważa je poprostu za raz, zadany w czasie bójki, nie hańbiący,
a zatym mniej karygodny. Podobnie rozumują Somaliowie. 4)
Policzek, uderzenie batem lub sandałem, poczytuje się przez
nich za zniewagę, którą tylko krwią zmyć można. Natomiast
razy, zadane pięścią lub drzewcem lancy, nie bezczeszczą i obło­
żone są tylko niewielkiemi karami.
P D übois de M ontpek eux , Voyage, IV, 443;H axthausen , Transkaukasia, II, 51.
2) M unzinger , Ostafrikanisclie Studien, 497.
3) A. W redic, lieise in Hadramaut, 247—248, pordw. 23c\
4) F. P au li t sc iik e , Ethnographie Nordost-Afrikas, II, 153.

88
Ady dać choć parę przykładów wysokości okupu, powie­
my najpierw, jak się ceni życie ludzkie w państwie afrykań­
skim Unjamwezi. v) Zabójca obowiązany jest wypłacić mści­
cielowi za zabicie mężczyzny: pięćdziesiąt sztuk materji za
głowę i ręce, pewną oznaczoną ilość drutu mosiężnego za je­
dną połowę ciała, pięćdziesiąt motków takiegoż drutu za dru­
gą połowę, a byka i ładunek soli za brzuch i nogi. Nadto
obydwie godzące się strony winny jeszcze ofiarować króliko­
wi swemu jako p o e n a r e g a l i s po trzydzieści żelaznych łopat,
pod pretekstem, że mu zanieczyszczono ziemię jego przelewa­
jąc krew ofiary. Okup za zamordowanie kobiety bywa cokol­
wiek mniejszy. U Kirgizów *2) „Kun,” czyli zagłówne, o ile
uiszczano je za mężczyznę, wynosiło sto koni. W Dardistanie, 3) mianowicie zaś w Wąchanie, daje się za głowę czło­
wieka sześć koni, sześć strzelb i trzydzieści szlafroków. U Sło­
wian południowych są różne metody wyliczania wysokości zagłównego. Według jednej 4) całkowita suma okupu dzieli
się na dwanaście części, t. j. na tak zwanych dwanaście „krwi,”
każda zaś „krew” ocenia się na dwadzieścia talarów. 5) Tym
sposobem cena głowy wynosi teoretycznie 240 talarów. Po­
wiedzieliśmy teoretycznie, ponieważ w rzeczywistości zabójca
nie wypłaca nigdy tej sumy w całości. Płaci tylko 200 tala­
rów, 40 zaś idzie fikcyjnie na wynagrodzenie sędziów, którzy
je jednak zaraz zwracają zabójcy. Zresztą będziemy jeszcze
o tym mówili obszerniej niżej. Co do ran, to sędziowie ozna­
czają wysokość okupu za nie stosownie do ich wielkości i cięż­
kości. Wychodzą zaś w obliczeniu tym także od jednostki
„krew,” czyli dwudziestu talarów. Tym sposobem płaci się
więc za mniejszą ranę—jedną „krew,” czyli dwadzieścia tala­

*) F. Stui-ilmann, Mit Emin Pascha ins Herz von Afrika, Berlin,
894, 92.
3) D aułbajew, 3anncKw openóyprcKaro OTflkna H P. T. 0., 1881, IY,
106.

3) Beaddolf, Kapoku Hacejraioiuie rim^y-Kyiin», Aschabad, 1886,128.
4) Bogiśió, Zbornik, 581, 582. Hercegowina, Czarnogórze i Boka
Kotorska.
5) Według Petuanovjöa, O osveti, 18, „krew“ równa się dziesięciu
dukatom, ale cena ta zwiększa lub zmniejsza się stosownie do pobu­
dek, które skłoniły winowajcę do popełnienia zabójstwa.

89
rów, za większą — dwie, trzy i t. d. „krwi,” czyli czterdzieści,
sześćdziesiąt talarów i t. d. Okup za rany nie przechodzi je­
dnak nigdy ośmiu krwi.
Według innej, dostarczonej Bogiśicowi *) relacji, głowę
ludzką oceniano dawniej na 1001, a dziś na 101 dukatów, cho­
ciaż i tej ostatniej sumy nikt dzisiaj w rzyczywistości nie bie­
rze jako okupu, zadawalniając się mniej więcej połową lub dwo­
ma trzeciemi. Ranę przyjmuje się w rachunku za pół „krwi,”
czyli, że się za nią płaci 50 dukatów. Petranoyicowi. *2) za­
wdzięczamy następujący jeszcze ważny szczegół, dotyczący
wypłaty zagłównego. Jeżeli ktoś popełnił zabójstwo w swo­
im własnym rodzie, zabójcy burzono dom, a przy uiszczaniu
główszczyzny wymagano od niego jednej „krwi” więcej, czyli
dziesięć dukatów więcej, niż wtedy, gdy ofiara należała do ob-^
cego rodu. Najwyższa cena za głowę szlachcica, jaką podająnasze źródła prawne z końca XIV wieku, zarówno statuta, jak
księgi sądowe, wynosiła zarówno na Mazowszu, jak w MalopoLsce, a następnie i w Wielkopolsce sześćdziesiąt grzyw ien.34)
Odpowiadało to, według wyliczeń Pawińskiego, cenie dwuch
do trzech włók ziemi średniej uprawnej, albo cenie pięćdzie­
sięciu wołów lub czterdziestu koni.
Niekiedy wysokość zagłównego starano się zmniejszyć
w sposób specjalnie na to wymyślony. Zdarzało się to, na
przykład, u Kirgizów. ł) Mściciela oddawano oficjalnie w ręce
„bolejącego rodu,” uzbroiwszy go poprzednio od stóp do głów
i oddawszy mu pod wierzch najlepszego konia. Krewniacy
ofiary winni byli puścić się za nim w pogoń i dopędziwszy go
zabić. O ileby w czasie tych śmiertelnych wyścigów poległ
z ręki zabójcy ktokolwiek jeszcze ze strony goniących go prze­
śladowców, za zabójstwo to nie odpowiadał już ani on sam,
ani ktokolwiekbądź z jego krewniaków rodowych. Jeżeli
wszakże wyzwani na gonitwę krewni ofiary nie mieli śmiało­

’) Zbornik 583. Hercegowina i Katuńska nahija w Czarnogórzu.
2) O osveti, 19. Co do wysokości zagłównego w Dalmacji, porów,
jeszcze: L ago, Memorie, II, 93; M iklośić , Die Blutrache, 183.
3) P aw iński , O pojednaniu, 29. Co do wysokości główszczyzny na
Rusi Halickiej, zob. D ąijkowsiu , Zemsta, 20—27, a głównie 26—27.
4) D aułbajbw , 3anncKi'i opcr-ióyprcKaro oT/jta II. P. Y. 0., 1881,
IV, 106.

90
ści zmierzyć sic z zabójcą, w takim razie otrzymywali tylko
połowę okupu.
Wypłata zagłównego, stanowiąca zakończenie ceremouji
jednania, nie jest wszakże tylko tranzakcją kupiecką w na­
szym rozumieniu tego słowa. Przeciwnie, splata się ona zno­
wu z całym szeregiem ceremouji i obrzędów, nadających jej
charakter uroczysty, a ta obrzędowa strona wypłaty zagłównego przedstawia dla etnologa największą właśnie wartość. Jak
tylokrotnie już, tak i co do tej kwestji, żywot Słowian połu­
dniowych dostarcza nam niezmiernie cennych danych. Aby
się z niemi zapoznać, obierzmy sobie najpierw za przewodnika
Medakovića. Rozstaliśmy się z ciceronem naszym przy opisie
zawierania szeregu pobratymstw przez jednające się strony.
Dozwalamy mu teraz ciągnąc swą opowieść dalej. *)
Skoro ukończona zostanie ceremonja zawierania dwu­
dziestu czterech pobratymstw, strony zasiadają do stołu, za
którym naczelne miejsce zajmują dwaj najstarsi jednacze: je­
den ze „strony bolejącej,7’ drugi ze strony szukających zgody.
Uczta składa się z wódki, mięsiwa i chleba. W czasie uczty
podnosi się najstarszy między jednaczami ze strony ofiary
i mówi: „Sędziowie, którzyście sądzili, wymierzcie mi teraz
okup za krew, jak się należy.” 2) Powstaje dwudziestu czte­
rech sędziów, wyciąga z za pasów dwadzieścia cztery pistole­
ty i rzuca je przed jednacza „strony bolejącej” jako zastaw
z zapytaniem: „Czy ci dosyć tego zastawu?” 3) „Dosyć,” od­
powiada zapytany. W tedy jednacze ze strony głównika mó­
wią znów do najstarszego jednacza mścicielowego: „Trzymaj
ten zastaw; przeczytamy teraz wyrok.” Wychodzi duchowny
lub też osoba, która pisała wyrok i czyta: „W imię Chrystusa.
Roku N. N. miesiąca N. N. Amen. My 24 sędziowie-jednacze
i synowie jednaczów, zgromadziwszy i zebrawszy się na zwy­
kłym miejscu radnym i przyzwawszy imię Boże ku pomocy,
według obyczaju ludzkiego zawyrokowaliśmy i naznaczyliśmy
*) M edakoyić , Źivot i obićai, 119—121.
2) Porów. "VEr?cevic, Karodne pripovijesti, 248.
3) MEDAKOvić nie mówi wyraźnie, że broń tę daje się w charakte­
rze zastawu i dopiero z dalszego ciągu jego opisu można się tego domy­
ślić. Zastawem jednak (z a k i a di) nazywa się broń, rzucana przed jednaczy u B ogiśića , Zbornik, 58i.

91
za głowę ś. p. N. N. dukatów sto i trzydzieści i trzy dukaty
i pół i grosz jeden i pół i parę jedną i pół.” Medaković nie
podaje całkowitego brzmienia wyroku, a nadto jego szkic wy­
roku tak jest stylizowany, że nie nadaje się zupełnie do do­
słownego przekładu. Przytoczyliśmy go tutaj jednak ze wględu na typowe, a ważne zakończenie, którego nie znajdujemy
w pełniejszym pod innymi względami wyroku z r. 1851, ogło­
szonym przez V. Jagica, *) podług nadesłanego mu rękopisu.
Przytaczamy i ten drugi wyrok w możliwie dosłownym prze­
kładzie, jako ważny dokument ludowego sądownictwa chor­
wackiego.
W Budwie 1 (13) marca 1851 r.
„Z rozporządzenia władzy wyższej zebrali się w imię Bo­
że i w dobrą godzinę starsi rodu Pastroyićów z syndykiem
swym z jednej, a starsi rodu Baiców z serdarem swoim z dru­
giej strony, aby rozpatrzeć, wyrozumieć, osądzić i uczynić za­
dość wszelkim pretensjom za zabójstwa, rany, grabieże i wsze­
laką niezgodę, będącą między temi rodami i aby z pomiędzy
zgromadzonych wybrać. 24 sędziów. Sędziowie ci, zasiadszy,
przyzwali i wysłuchali pretensji i dowodzenia stron, a we­
zwawszy ku pomocy imienia Bożego, od którego pochodzi
wszelki sąd sprawiedliwy, osądzili i postanowili:
Po pierwsze: głowy ś. p. popa Jowa Ljubiszy i Stjepy
Sawowego Mitrovića idą wzamian za głowy Jowa Wukosawowego i Pera Jowowego Dubowiczanina, oby d wuch z rodu
Baiców.
Po drugie: rana ś. p. Mili Jowowego Radźenovića idzie
wzamian za ranę ś. p. Sawy Wukosawowego, rana zaś Kersta
Stjepowego Andzusa wzamian za ranę Szuta Perowego Baicića, a nadto Pastroviće mają zapłacić piętnaście dukatów Szutowi Perowemu jako koszta leczenia, co tenże zaprzysięgnie.
Po trzecie: Jowo Micor, Wido Stanków Radzenoyić. Stjepo Iljin Pęrazić, Mitar Sudzić, Bielo Kaladzordzević i Stefan
Ljubisza poprzysięgną, że Józef Dżjurów Gregović i Filip Wukoyić nie wydali cesarzowi Iwona Milowego Baicy.
Po czwarte: Damjan Kuljacza, Stjepo Diyanoyić, Wido
Serdżentić, Boszko Niklanoyić, Iwo Mikoyić i Mitar Popów

*) Archiy fur slav. Philologie, Berlin, 1887, X. 629-631.

92
Gregovió poprzysięgną, że Wielo Bielica nie był przyczyną
śmierci Miszy Dubowiczanina.
Po piąte: Mitar Nowaków, Dżjuro Radów, Szato Wuków,
Niko Drągów i Iwo Filipów, wszyscy z rodu Baiców, poprzy­
sięgną, że Iwo łowów Baica nie zabił Niki Jowowego Bogovida.
Po szóste: Andrija Rmenko (wyzwisko) Tomic zapłaci Sa­
wie Jowowemu Baicjr za ranę dziesięć dukatów.
Po siódme: ród Reżowski zapłaci za głowę WukaDżjurowego Baicy 133 dukaty i cztery cwancygiery i pojedna się
z Baicami według obyczaju, a nadto tenże sam ród zapłaci
jeszcze 27 dukatów za grabież owiec i dzwonów. Co zaś do
owych 19 dukatów, o których mówią, że je już wypłacili, to
niechaj to zaprzysięgną Jowo Zenovic i Niko Stanków Radovic, Stjepo Iljin Pierazic i Marko Pawlovic.
Po ósme: Baicowie zapłacą za głowę Kersta Dżjurowego
Kentery 133 dukaty i cztery cwancygiery i pojednają się z je­
go krewniakami według obyczaju, Kentera zaś (oczywiście
najbliższy pewno krewniak zabitego) zapłaci im 35 dukatów,
jeśli się okaże, że raniony ze strony Baiców ochromiał.
Po dziewiąte: Baicowie zapłacą za głowę Kosty Boszka
Kuljaczy 133 dukaty i cztery cwancygiery i pojednają się po­
dług obyczaju.
Po dziesiąte: trzecia część każdego zagłównego, których
jest trzy, odtrąci się jako wynagrodzenie dla sędziów, z które­
go jedna połowa przypadnie sędziom ze strony Pastroviców,
a druga sędziom ze strony czarnogórskiej (t. j. z rodu Baiców).
Po jedenaste: zadośćuczynienia za wszelkie pomniejsze
krzywdy może Czarnogórzec szukać w sądzie na Preturu
w Budwie, Pasztrowiczanin zaś na Cetynji.
Po dwunaste: postanowiliśmy, aby więcej nie były rozpa­
trywane i sądzone sprawy o zabójstwa i rany,- które się wyda­
rzyć mogą w czasie napadów i aby na przyszłość nie była
wypłacana główszczyzna.”
Następują podpisy i krzyże sędziów.
Dwunasty punkt wyroku pozostał, niestety, pobożnym
tylko życzeniem, gdyż z opisu Rowińskiego znamy sprawę po­
dobną, która miała miejsce jeszcze w r. 1890.
Po odczytaniu wyroku, posługujący przy uczcie wyno­
szą wino i stawiają je przed osobą, mającą odbierać okup.

93
Wsz3rscy obecni zdejmują czapki (uczta bowiem odbywa sio
przed domem zabójcy i uczestnicy jej siedzą w czapkach),
a najstarszy z pomiędzy sędziów zwraca się do najstarszego
jednacza „strony bolejącej” z następującemi słowy: „My
wszyscy 24 sędziowie, choć nie możemy ci rozkazywać, ani cię
przymuszać do tego, co nie jest twoją dobrą wolą, błagamy
cię, abyś darował co zabójcy z okupu.” Jeżeli występujący
w imieniu mściciela najstarszy z jednaczy zgadza się na za­
dośćuczynienie prośbie, oddziela ze złożonej jako zastaw broni
kilka sztuk, odpowiadających mniej więcej wartościowo, na
przykład, trzydziestu dukatom, i odpowiada: „Oto mściciel da­
rowuje zabójcy trzydzieści dukatów.” Strona głównika dzię­
kuje za ten dar. Występują znów z prośbą służący gościom
przy stole gospodarz ze swą rodziną, którzy, zaznaczamy to
nawiasem, nigdy nie zasiadają do uczty. I oni proszą, aby im
również darował co mściciel z okupu. Przedstawiciel mścicie
la czyni zadość i ich prośbie w taki sam, jak poprzednio, spo­
sób obrazowy. Po te j drugiej prośbie oblicza się, ile ostatecz­
nie mściciel opuścił, a ile pozostaje jeszcze do zapłacenia.
Teraz zwracają się sędziowie do zabójcy i mówią: „Wykupuj
teraz broń naszą.” Zabójca niesie pozostałą ostatecznie do za­
płacenia sumę okupu, jeżeli ją posiada, a jeśli nie, to daje od
siebie już odpowiedni zastaw, lub też wprost broń albo coś in­
nego, zastępującego okup pieniężny. *) „Czyście zaspokojeni
już teraz całkowicie za krew,” pytają sędziowie stronę boleją­
cą? „Tak, jesteśmy zaspokojeni,” odpowiadają.
O wypraszaniu ceremonjalnym u mściciela zwrotu części
okupu mordercy wspominają prawie wszystkie źródła nasze,
nie zawsze jednak mściciel opuszcza jednakową sumę, chociaż
do rzadkości należy, aby nic z niej zupełnie nie opuścił. We­
dług Bogisica *2) mściciel często darowuje połowę, a czasem
prawie całą główszczyznę. Petranoyic 3) znowu pisze, że
opuszcza trzecią część zagłównego, którą wypraszają jednacze
i sędziowie pod pozorem pokrycia kosztów przyjęcia, urządza­
nego dla jednających się stron przez zabójcę i jako wynagro­
dzenie za swoje trudy sędziowskie. Wyproszone pieniądze
ł)

P e t k ANoyid, O osveti, 19.

a) Zbornik, 582.
3) O osyeti, 19.

94
zwracają, jednak zabójcy. Część okupu, na przykład połowę,
zwraca też zabójcy, według tego samego źródła, z własnej
inicjatywy sam mściciel. W wypadku, który opisuje Yercović, J) gdy przyszło do uiszczania okupu, okazało się, że za­
bójca nie posiada dostatecznej ilości brzęczącej monety nie­
zbędnej do wypłacenia. Odwołał się wiec o pomoc do swoich
współrodowców i. natychmiast jako okup posypały się przed
mściciela w lite srebro oprawne pistolety, w nasadzanych sre­
brem pochwach noże i guzy srebrzyste. Ale mściciel, choć
wszystko to mogło do niego należeć, choć go nawet proszono,
aby wziął, co jeno zapragnie, nie przyjął ani drobnostki. Nie
zatrzymał nawet broni, sprawczyni śmierci jego krewniaka,
lecz zwrócił ją wspaniałomyślnie zabójcy z odpowiednią prze­
mową, którą już przytoczyliśmy dawniej. Podobnie zupełnie
miała się rzecz w świeżej daty akcie pojednania, znanym nam
z artykułu Rowińskiego. 2) I tutaj, w celu dopełnienia braku­
jącej części okupu, zrzucono zaraz górę całą drogiej broni, we­
dług obliczenia Rowińskiego 34 okute w srebro pistolety i je­
denaście kindżałów. Mściciel wszakże, jak się niebawem prze­
konamy, dla wywołania większego efektu, wciąż utrzymywał,
że mu wszystkiego tego jeszcze mało. Dodawano więc coraz
więcej broni, aż póki nie orzekł, że ma dosyć. W tedy w zgro­
madzeniu zaległa cisza. Po chwili zaczęła się ceremonja wy­
praszania od mściciela zwrotu części okupu, którą w tym wy­
padku rozpoczął obecny na zebraniu duchowny, a którą zna­
my już z opisu Medakovića, jakkolwiek w tym pierwszym ra­
zie inne trochę znalazła ona zastosowanie. Po duchownym,
który należał do liczby jednaczy, wystąpił z prośbą zajmujący
się urządzaniem uczty, który także otrzymał część zebranej
broni. W końcu mściciel zapytał o zabójcę, teraz już jego
kuma, a gdy ten zbliżył się do niego, mściciel, drżący ze
wzruszenia, zwrócił mu całą misę z pozostałą jeszcze bronią,
mówiąc, że mu darowuje cały okup, przebacza śmierć ojca
i zapomina o przeszłości. Zwrócił nawet zabójcy wszystkie
podarki, otrzymane przy nawiązywaniu rozejmu i to samo
rozkazał zrobić swoim współrodowcom. W sprawozdaniu Ro-*3

b Narodne pripovijesti, 248—249
y Mlip 0FILe Kp 0BFI, 70— 71.

3)

95
wińskiego dopiero po tym wszystkim nastąpiło czytanie wy- j
roku, co się jednak tłumaczy odmiennym w tym wypadkuzastosowaniem ceremonji wypraszania zwrotu części okupu.
W Albanji ') także praktykuje się powyższy obrzęd.
Molestowany mściciel rozkazuje przynieść sobie ofiarowaną
w zastaw broń i zwraca z niej pewną część zabójcy, re­
zygnując przez to samo z odpowiadającej wartości zwróco­
nej broni części okupu. Czasami, na dalsze prośby, przedłuża
też termin wykupu reszty broni, zatrzymanej przezeń nadal
jako fant, a niekiedy, podobnie jak to bywa u Słowian, zrzeka
się połowy lub nawet całego okupu, zwracając w takim razie
wszystką broń, złożoną na jego ręce. W tym ostatnim wy­
padku wymaga zwyczaj, aby głównik zrobił mu prezent przy­
najmniej z jednej, cennej sztuki.
Wróćmy jednak do Słowian południowych.
> Skoro okup zostanie już uiszczony, *2) zabierają znów
głos sędziowie i mówią: „Dajcie teraz wyrok, abyśmy przecięli
parę na dowód, że sprawa cała jest już ostatecznie załatwio­
na.” Na wezwanie sędziów, wychodzi zabójca z arkuszem,
na którym spisany jest wyrok, i z nożyczkami w ręku. Przy
wyroku wisi na czerwonym, jedwanym sznurku srebrna para
turecka. Połowę jej trzyma palcami mściciel, połowę zaś,
wraz z arkuszem, zabójca, który rozcina ją nożyczkami na pół.
Jedną połowę tej rozciętej pary zabiera potym mściciel, druga
zaś połowa pozostaje na sznurku przy wyroku, który wraz
z nią przechowuje starannie mściciel. Gdyby jej bowiem nie
posiadał, mogłoby się zdarzyć, iż mściciel rościłby znów do
niego pretensje o zadośćuczynienie. Niekiedy ciekawa ceremonja rozcinania pary odbywała się cokolwiek inaczej. 3)
Wyrok pisano w dwuch egzemplarzach, na dwuch pojedyńczych arkuszach. Przez dolną część obydwuch arkuszy prze­
wleczony był sznurek, łączący je tym sposobem w jedną całość,
a mający na końcu parę, podzieloną już zawczasu na dwie po­
p J. H ah n , Albanesische Studien, 117. Porów, też Gopcevió , Oberalbanien, 322.
2)

M edaković , z i v o t i obićai, 121.

3) Sz. M. L tubisza , Pripoyijesti crnogorske i primorske, Dubro­
wnik, 1875, 163; porów. M iklośić, 189 i Row in s ku , 72 i 67.
Wróżda i pojednanie.
7

96
łowy szydłem. Za jeden arkusz chwytał mściciel, za drugi za­
bójca, a przewodniczący w sądzie przecinał parę nożyczkami,
Tym sposobem, według tej drugiej metody, zarówno mściciel,
jak zabójca, mieli w rękach na dowód, że wróżda między nimi
została p rz e c ię ta , nie tylko po pół pary, lecz nadto po jednym
egzemplarzu wyroku. Rzecz szczególna, że lubo o tej ceremonji wspomina kilka źródeł etnograficznych południowosłowiańskich, jedynie tylko Rowinskij *) zrozumiał i trafnie wy­
łożył związek między obrzędem rozcinania owej pary, a ozna­
czaniem wysokości zagłównego i stylizacją końcowego ustępu
wyroków. Para owa, a właściwie owo pół pary, zastrzega się
zawsze w cenie zagłównego, l2) bez względu na jego wy­
sokość, ponieważ jest to symboliczny dowód ostatecznego za­
dośćuczynienia cywilnego za zabójstwo lub rany.
I znowu, z racji tego ciekawego obrzędu rozcinania pary,
powtórzyć mamy sposobność, iż kto dobrze pojmuje głęboką
myśl teorji Bastjanowskiej o „zasadniczych pomysłach ludów/’
kto umie w zwyczajach plemion najróżnorodniejszych odczy­
tywać ich „Elemęntargedanken,” fen z niezmierną ostrożno­
ścią i wielkim krytycyzmem uciekać się będzie zawsze przy ich
tłumaczeniu do teorji zapożyczeń. Nasze pół pary, o którym
przed chwilą mówiliśmy, stanowi jeszcze jeden maleńki, ale
ważny dowód słuszności twierdzenia niemieckiego etnologa.
Ten drobiazg obrzędowy jest jednym z takich „zasadniczych
pomysłów ludów.”
Gdy u Kirgizów 3) stronie bolejącej, która w tym celu
jest przyjmowana przez ród mordercy w umyślnie rozbitym
dla niej namiocie, wypłacony zostanie okup, zjawia się w jur­
cie nieobecny dotąd zabójca, w celu dopełnienia wespół z mści­
cielem obrzędu, noszącego nazwę: „ała a r k a n ki es te .”
Obrzęd ten polega na tym, iż zabójca i brat mściciela trzyma­
ją za końce różnokolorowy sznurek, a jakiś cieszący się ogól­
nym szacunkiem Kirgiz podchodzi do nich i rozcina ów sznu­
rek, za co otrzymuje w podarunku długi kaftan. Od chwili
rozcięcia sznurka, wróżda uważa się za p r z e c i ę t ą . Prze­
rzucamy się do Afryki i wśród mieszkańców państwa Unjaml)
Y MnpeHLe ftpobu, 72.
3) Medaković3 Ziyot, 116, 120.

3)

Mąkowiuckij , MaTopiajiLi /pir ucynoi-iirr ]opii;piliecKHXT> oótmaeBi

Ki'ipni30B'L, 72

97
wezi. l) spotykamy się znowu z analogicznym zupełnie obrzę­
dem. Po mszczeniu zagłównego, rozcinają strony jednające
się na wpół byka, aby przez tę czynność' symboliczną zazna­
czyć, iż odtąd pretensje zobopóle zostają p r z e c i ę t e , czyli
zakończone. O ile sprawa toczy się o zabójstwo kobiety, za­
miast byka przecina się na pół kozę. W związku z powyższemi obrzędami pozostaje też p r z e c i n a n i e r ą k, odbywające
się zazwyczaj po dobiciu przez strony targu. Dopełnia go osoba
trzecia, przecinając ręką swą złączone na znak zgody ręce
sprzedającego i kupującego. Obrzęd ten znają zarówno Chor­
waci, jak i Bułgarzy, 2) a widzieć go można dziesiątki razy
na każdym naszym małomiasteczkowym jarmarku. , Na tej
samej przesłance logicznej, na której zbudowano omawiane tu­
taj symboliczne obrzędy r o z c i n a n i a pretensji oparta jest je ­
szcze bardzo rozpowszechniona symbolika, towarzysząca u wie­
lu ludów ceremonji rozwodowej, ale nie możemy się tutaj nią
zajmować.
Rozcinanie pary jest, jeżeli nie ostatnim, to w każdym
razie jednym z ostatnich obrzędów aktu jednania. Po dopeł­
nieniu go, 3) strona głównika winna jeszcze tylko obdarzyć
całą stronę mścicieli, składającą się niekiedy ze stu pięćdzie­
sięciu osób. Każdy z obdarowywanych otrzymuje albo chust­
kę, albo jakąś drobną, srebrną monetę. Przypieczętowuje to
już ostatecznie wieczny pokój między stronami. Obdarzeni
mściciele żegnają się potym z rodem zabójcy i odjeżdżają
wśród strzałów wiwatowych, na które odpowiadają takiemiż
strzałami pozostający współrodowcy głównika. Mściciel, po­
wróciwszy do domu, tego samego wieczora wręcza swoim
współrodowcom dziesięć dukatów, a są to te mianowicie, któ­
re otrzymał od strony szukającej pojednania jako zadatek zgo­
dy przy zawieraniu rozejmu. W następstwie zabójca pozo­
staje nazawsze obowiązanym względem mściciela i prosi go
w kumy tyle razy, ile razy tylko nadarzy mu się ku temu
sposobność.
1)
2)
3)

S t u h l m a n n , Mit Emin Pascha ins Herz von Afrika, 92.
B o g iśió , Pravni obićaji kod Slovena, 462.
M e d a k o y iö , zivot i obicai, 121 —122; Bocxisrö, Zbornik, 581—582.

ŹRÓDŁA
Źródła, dotyczące wróżcly i jednania u Słowian południowych, z któ­
rych nie mogliśmy korzystać w pracy niniejszej, oznaczone są gwiazdką.
Do spisu źródeł włączone także zostały dla pełności tytuły prac,
mieszczących ulotne tylko wzmianki o wróżdzie i jednaniu na półwyspie
Bałkańskim ze wskazaniem stronic, na których ich szukać należy.
A r c h i v f ü r s l a v i s c h e Ph i l o l o gie. Berlin, 8 -o.
Die Europäische Türkei. Deutsch herausgegeben voit
der Boué-Stiftungs-Commision der K. Akademie d. Wissenschaften in
Wien, Wiedeń, 1889, 8 -o, 2 tomy.
Boruch M. Z powodu artykułu A. Pawińskiego o odpowiedzi.
A t e n e u m, Warszawa, 1897, LXXXV, 553 — 556.
B i b l j o t e k a Wa r s z a ws k a . Warszawa, 8 -o.
B eaddolp. Hapo^bi nacejiaiomie rHHÆy-Kyunb. Conm-ieiiie...
ITepeBejrb II. JTeccap'b, Aschabad, 1886, 8 -o.
y ,
y
B ogisic B. Pravni obicaji kod Slovena. K n j i z e v n i k , Za­
grzeb, 1866, III, 1—47; 161—241; 408—476.
B ogisic B. Zbornik sadasnjih pravnih obicaja u juznih Slovena,
Zagrzeb, 1874, 8 -o.
B orelli J. Éthiopie méridionale. Journal de mon voyage aux
pays Amhara, Oromo et Sidama, Paryż, 1890, 4-o.
B o s a n s k i p r i j a t e l j , Sisek, 8 -o.
B renner J. Besuch bei den Kannibalen Sumatras. Erste Durch­
querung der unabhängigen Batak-Lande, Würzburg, 1894, 8 -o.
B u l l e t i n s d e l a s o c i é t é d’A n t h r o p o 1 o g i e de
P a r ’i s, Paryż, 8 -o.
Cecchi A. Fünf Jahre in Ostafrika. Beisen durch die südlichen
Grenzländer Abessiniens von Zeila bis Kaifa, Lipsk, 1888, 8 -o.
Charuzin A. OreriHbie o^epKH. (KHprH3 bi ByKeeBCKOH opßbi).
Orpai-iHHKH Hß^b 3 amiCHOH KHum, Moskwa, 1888, 8 -o.
Chopin M. i Ubicini M. Provinces danubiennes et roumaines, Pa­
ryż, 1856, 8 -o, tom drugi.
A mi B oue.

II

Na końcu tomu tego mieści się idealizowany rysunek, przed­
stawiający obrzęd pokory czarnogórskiej.
Ciszewski'S. Künstliche Verwandtschaft bei den Südslaven, Lipsk,
1897, 8 -o.
D ąbrowski P. Zemsta, okup i pokora na Rusi Halickiej w wieku
XV i pierwszej połowie wieku XVI, Lwów, 1898, 8 -o.
D ąbrowski P. Jeszcze o odpowiedzi w prawie polskiem. P r z e ­
g l ą d s ą d o w y i a d m i n i s t r a c y j ny. Lwów, 1899, XXIV,
81— 93.
D ubois de Montpereux F. Voyage autour du Caucase, Paryż,
1839—43, 8 -o, 6 tomów.
D ubrowin M. LIcTopiii BoiiHbi h BJiaßbiHecTBa pyccKHxib i-ia
KaBKa3 L, Petersburg, 1871, 8 -o, 3 tomy.
D unin K. Dawne mazowieckie prawo, Warszawa, 1881, 8 -o.
D uveyrier H. Les Touareg du Nord, Paryż, 1864, 8 -o.
F edero.wski M. Lud Białoruski na Rusi Litewskiej, Kraków,
1897,8-o.
F ortis A. Yiaggio in Dalmazia, Wenecja, 1774, 4-o, 2 tomy.
W liście traktującym o zwyczajacli morlackich I, 43 — 96
jest wzmianka o wróżdzie, a powtórnie mowa o niej w t. II, 93—95.
F ritsch G. Die Eingeborenen Süd-Afrika’s ethnographisch und
anatomisch beschrieben, Wrocław, 1872, 8 -o.
Gieorgiewsklt S. npHHUjinbi >kit3 hh KiiTan, Petersburg, 1888,8-o.
G 1 a s n i k s r p s k o g u c e n o g d r u s t v a, Białogród, 8 -o.
Gopcevic S. Oberalbanien und seine Liga, Lipsk, 1881, 8 -o.
Grodekovv M. K iipni 3 bi h KapaKPiprH3 bi CbipTb-^apbPii-icKoii
oÖJiacTH. T om'b I. lOpHRKHecKipi ÓbiTTb, Taszkient, 1889, 8 -o.
Grosse E. Die Formen der Familie und die Formen der W i r t ­
schaft, Frajburg w B. i Lipsk, 1896, 8 -o.
I-Iahn J. Albanesiche Studien, Jena, 1854, 4-o.
Haxthausen A. Transkaukasia, Lipsk, 1856, 8 -o, 2 tomy.
Hilperding A. Bocuifl, repqeroBPiHa h C/rapaH CepÖia. Coophiikt> cocTaBJieHi-ibiH... Petersburg, 1859, 8 -o.
Na str. 199 wzmianka o pomście krwawej w Albanji.
II(ube) R. Wróżda, wróżba i pokora. A t e n e u m , Warszawa,
1884, III, 477— 499.
Ibrahimow I.
3aMrhTKH o KHprn3 c ko mtż» cyjpb, Petersburg,
1878, 8 -o.
I slawin W. CaMcrfeßbi bt> pixt^ flOMaiiTPieivrb pi oomecTBei-moMB
obiTy, Petersburg, 1847, 8 -o.
LI 3 b 'b c t i h u o K a 3 a i-i c k o h e n a p x i h, Kazań, 4-o.
J adrincew M. CnopipcKie HHopoimbi, Petersburg, 1891, 8 -o.
J astrebow I. OÓbinapi u rrfectipi TypeLjKPix7:> CepÓoirb, Peters­
burg, 1886, 8 -o.
* Jirecek J. Vrazba. M e s i c n i z p r ä v y o c i n n o s t i
K r a 1 o v s ke ce s k ć s p o 1 e c n o s t i n a u k, Praga, Styczeń,
1887, 2.

m

K aradzic V uk. Zivot i obicaji naroda srpskoga, Wiedeń. 1867, 8-o.

Na str. 266 wzmianka o pomście krwawej.
Kniha tovacovskâ, aneb pana Ctibora z Cimburka a z Tovacova pamët obycejfi, fâdü, zvyklosti starodawnych a fizeni prâva zemskélio, wydał W. B ranrl, Berno, 1868, 8 -o.
Kohler J. Zur Lehre von der Blutrache, Würzburg, 1885, 8 -o.
Conrady A. Geschichte der Clanverfassung in den schottischen
Hochlanden, Lipsk, 1898, 8 -o.
Kowalewskij E. P. Mepi-ioropin n cjiannHCKin 3 eMJin; Peters­
burg, 1872, 8 -o (Zbiorowego wydania pism t. IV).
W artykule p. t. NeTbipe mL ceub Bib Hepnoropin, druko­
wanym po raz pierwszy w r. 1841, str. 92—99 dotyczą pomsty
krwawej. Rozdzialik ten o wróżdzie istnieje i w polskim przekła­
dzie p. t. Pojedynki i wróżda rodowa u Czarnogórców (Montenegrynów). J u t r z e n k a , Warszawa, 1843, II, cz. 2, 143— 146.
Kowalewskij M. SaKoi-i^b ii oobinan i-ia KaBKa3 rh, Moskwa, 1890,
8 -o, 2 tomy.
Kowalewskij M. Coutume contemporaine et loi ancienne. Droit
coutumier Ossetien éclairé par l’histoire comparée, Paryż, 1893, 8 -o.
Kozłowski K. Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy
ludu z Mazowsza Czerskiego, Warszawa, 1869, 8 -o.
Kraszennikow S. Onuca nie 3 eMJin KaMHaTKii, Petersburg, 1819,
8 -o, 2 tomy.
Krauss F. S. Sühnung der Blutrache im Herzögischen. Am U r,
Q u e l l , M o n a t s s c h r i f t f ü r V o l k s k u n d e . ( Hamburg )1890, I (d. n. F.), 194— 196.
Kubary J. Ethnographische Beiträge zur Konntniss der Karolinischen Inselgruppe und Nachbarschaft, Heft I. Die Socialen Einrich­
tungen der Pelauer, Berlin, 1885, 8 -o.
K uzniecow S. Sarpooi-ibiH ErfepoBanin HepeMPiCTD, Kazań, 1884,
8-0.

L afitau, Moeurs des sauvages amériquains, Paryż, 1724, 4-o, 2

tomy.
L ago W. Memorie sulla Dalmazia, Wenecja, 1870, 8 -o, 3 tomy.
L ewszyn A. Onncanie KriprasT* - Ka 3 anbHxi-> hjiii KnprH3 T»KaîicaKCKiixTD opirb h cTeneii, Petersburg, 1832, 8 -o, tom trzeci.
L jubić S. Obicaji kod Morlakah u Dalmacii, Zadar, 1846, 8 -o.

Str. 22— 24 dotyczą wróżdy i pokory u Morlaków.
Pripovijesti crnogorske i primorske. Skupio.
slozio i pregledao... Dubrownik, 1875, 8 -o; drugie wydanie bez zmia­
ny, tamże, 1889, 8 -o.
Makowieckij P. MaTepiajibi æjih H3 yneniH iopHßiinecKHX'b oÔbinaeBY) KuprasoB^. ßbinycK'b I, MaTepiajibiioe npaßo. Omsk,
1886, 8 -o.
Maltzan H. Drei Jahre im Nordwesten von Afrika. Reisen in Al­
gerien und Marokko, Lipsk, 1863, 8 -o, 2 tomy.
Ljubisza S. M.

IV

Maltzan H. Meine Wahlfahrt nach Mekka. Reise in der Küsten
gegend uud im Innern von Hedsclias, Lipsk, 1865, 8 -o, 2 tomy.
Maltzan H. Reise in den Regentschaften Tunis und Tripolis,
Lipsk, 1870, 8 - 0 , 3 tomy.
Maltzan H. Reise nach Südarabien und geographische Forschun­
gen im und über den südwestlichen Tlieil Arabiens, Brunszwik, 1873, 8 -o.
Mànava Dharma Çâstra. Les lois de Manou. Przełożył G.
Strehly. (Annales du Musée Guimet. Bibliothèque d’Études, T. II.)
Paryż, 1893, 8 -o.
Martius. Von dem Rechtszustande unter den Ureinwohnern Bra­
siliens, Mnichów, 1832, 4-o.
Martius K. F. Beiträge zur Ethnographie und Sprachenkunde
Amerika’s zumal Brasiliens. I. Zur Ethnographie, Lipsk, 1867, 8 -o.
Maurer Jerzy L udwik. Das griechische Volk in öffentlicher, kirch­
licher und privatrechtlicher Beziehung vor und nach dem Freiheitskampfe
bis zum 31 Juli 1834, Hajdelberg, 1835, 8 -o, 2 to m y .
Maurer Konrad. Die Bekehrung des norwegischen Stammes zum
Christenthume, Mnichów, 1855, 8 -o, 2 tomy.
Mayeux F. I. Les Bédouins, ou Arabes du désert, Paryż, 1816,
16-a, 3 tomy.
Medakovic J. Zivot i obicai Crnogoraca, Nowy Sad, 1860, 8 -o.
Merensky A. Erinnerungen aus dem Missionsleben in Siidost-.
Afrika (Transvaal) 1859— 1882, Bilefeld i Lipsk, 1889, 8 -o.
Miklosić F. Die Blutrache bei den Slawen. D e n k s c h r i f t e n
d e r K. A k a d e mi e d. Wi s s e n s c h a f t e n . Philosoph. —histor. Classe,
Wiedeii, 1888, XXNVI, 127— 210.
Referaty: J. Karłowicz, W i s ł a , 1888, 11,388—398; V.
J agić, A r c h i v f. s 1 a v. P h i l . , 1887, X, 626— 631; M. R.
Vesnic, O t a d z b i n a , Białogród, 1888, XIX, 147— 155.
Mikluciio-Makłaj M. OcTpoBa A^MHpajiTeiicTBa. OnepKH 113^
nyTernecTBm bt? 3anaÆHyio MmcpoHesiio h dbBepuyio M ejianesiio,

Petersburg, 1879, 8 - 0 .
Michelet M. Origines du droit français, Paryż, 1837, 8 - 0 .
M it t lie il u ng en d e r g e o g r a p h i s c h e n G e s e l l s c h a f t in
Ha mb u r g , Hamburg, 8 -0 .
M i 1 1 h e i 1u n g e n d e r K. u. K. g e o g r a p h i s c h e n G e s e l l - '
s c h a f t i n Wi e n , Wieden, 8 -0 .
Müller W. J. Die afrikanische auf der Guineischen Gold-Cust
gelegene Landschaft Fetu, Norymberga, 1675, 8 - 0 .
Mungo P ark. Reisen im Innern von Afrika, Hamburg, 1800, 8 -0 .
Munzinger W. Ueber die Sitten und das Recht der Bogos, Wintertur, 1859, 8 - 0 .
Munzinger W. Ostafrikanische Studien, Szafhuza, 1864, 8 - 0 .
Ołsufjew A. Oöiipii onepic-b AnaßbipcKoii oicpym. (3arincKii
ripnaMypckaro OiMphjia II. P. Teorpacfj. OÔiqecTBa T. II, zesz. I.),
Petersburg, 1896, 8 -0 .

V

P aulitsi.1iikio F. Ethnographie Norclost- Afrikas I. Die materielle
Cultur der Danäkil, Galla und Somal, Berlin, 1893, 8 -o; II. Die Gei­
stige Cultur der Danäkil, Galla und Somal, Berlin, 1896, 8 -o.
P awiński A. O pojednaniu w zabójstwie według dawnego prawa
polskiego, Warszawa, 1884, 8 -o.
P awiński A. Odpowiedź według obyczaju rycerskiego w prawie
polskiem. A t e n e u m , Warszawa, 1896, IV, 390—401.
/
y
V
P etranovic B. O osveti, mireniju i vrazdi po negdasnjemu srbskohrvatskome praynom obićaju. B a d j u g o sl a v e n s k e A k a d e m i j e z n a n o s t i i u m j e t n o s t i , Zagrzeb, 1869, VI, 1 — 19.
P opovac-Lipovac I. J. MepHoropijbi h HepHoropcKin >KeHin;HHbi,
Petersburg, 18903, 8 -o.
P ost A. Grundriss der ethnologischen Jurisprudenz, Oldenburg
i Lipsk, 1895, 8 -o, 2 tomy.
B^dde G. Beise an der persisch-russischen Grenze. Talyöch und
seine Bewohner, Lipsk, 1886, 8 -o.
B esin A. Onepicb HHopoai^eßP» pyccKaro noÓepe>KbH THxaro
oKeana, Petersburg, 1888, 8 -o.
B ohlfs G. Quer durch Afrika. Beise vom Mitteimer nach dem
Tschad-See und zum Golf von Guinea, Lipsk, 1874—75, 8 -o, 2 tomy.
B oskoff G. Das Beligionswesen der rohesten Naturvölker, Lipsk,
1880, 8 -o.
B o WINSKIJ P. YMPipeHbe KpOBH BPs TpÓJlL, B'b IO>KHO-AjipiaTHHecKOMT» IJpHMopbL, 27 AßrycTa 1890 r. >K h b a h c t a p h h a,
Petersburg, 1890, II, 63 — 77.
B owinskij P. Mepnoropia bt> ea nponmoMP» h HacToamemb,

Petersburg, 1897. Tom II, część I, 8 -o.
Sachau E. Beise in Syrien und Mesopotamien, Lipsk, 1883, 8 -o.
C Ö o p H H K T > m a t e p i a ji o b T) n ji a o n n c a H i a
m L c t h o c t c h h n ji e im e h i) K a B K a 3 a, Tyflis, 8 -o.
CÓOp HHKT) C B L H e H i H O K a B K a 3 C K H X I )

rop-

u; a x b , Tyflis, 8 -o.
* Serb młody. Krvno Kolo. Obicaj mira pri slucaju ubistva
S r b s k o - d a l m a t i n s k i j m a g a z i n, Zadar, 1844, IX, 62—64.
Sieroszewski W. HicyTbr. .Onbrrb sTi-iorpacfnjHecKaro h3 cjiL^OBarnH, Petersburg, 1896, 8 -o.
Siewers W. Beise in der Sierra Nevada de Santa Marta, Lipsk.
1887, 8 -o.
Smirnow I. riepMHKH, Kazań, 1891, 8 -o.
SociN A. Die Neu-Aramaeischen Dialekte von Urmia bis Mosul.
Tubinga, 1882, 4-o.
S o y a u x H.
Aus West-Afrika, 1873—1876. Erlebnisse und Beo­
bachtungen, Lipsk, 1879, 8 -o, 2 tomy.
Steinmetz S. B. Ethnologische Studien zur ersten Entwicklung
der Strafe, Lejda i Lipsk, 1894, 8 -o, 2 tomy.
S tuhlmann F. Mit Emin Pascha ins Herz von Afrika, Berlin, 1894,

8-o.

VI

S chomeurgk R. Reisen in Britisch-Guiana in den Jahren 1840 —41,
Lipsk, 1847— 1848, 8-o, 2 tomy.
S zternberg L. CaxajiHHCKie F h j ih k h .
STHorpacfiHHeC K o e o 5 o 3 p 4 h i e, Moskwa, 1893, XVII, 1— 46.
T retjako w P. TypyxaHCKiH Kpaii, Petersburg, 1871, 8-o.
U lanowski B. O pokucie publicznej w Polsce. R o z p r a w y
i s pr aw ozd ani a z posiedzeń wydziału historyczn o - f i l o z o f i c z n e g o A k a d e m j i u m i e j ę t n o ś c i , Kraków,
1888, XXIII, 61— 172.
Umir osvete kod Crnogoraca. J av o r, Nowy Sad, 1888, XV,
680—682; 696— 698; 713—715.
Artykuł kompilacyjny, skreślony podług Medakovica, V. de
Sommieres’a, oraz notaty o pojednaniu w zabójstwie u Albańczyków, zamieszczonej w czasop. G l a s c r n o g o r c a.
Y am b er y H. Das Türkenvolk, Lipsk, 1885, 8-o.
* Y asilevic D. Opisanie, kako treba miriti za mrtvu glavu iii
metati krvno kolo. S r b s k o - d a 1 m a t i n s k i j m a g a z i n , Zadar, 1844, IX, 64—73.
W eber E. V ier Jahre in Afrika, Lipsk, 18v 8, 8-o, 2 tomy.
W enjaminow I. 3anncKH o ö 'b ocxpoßaxx> yHajianiKin-icKaro
OxflLfla, Petersburg, 1840, 8-o, 3 tomy.
Y ercevic Vuk. Narodne pripovijesti i presude iz zivota po Bold
Kotorskoj, Hercegovini i Crnojgori, Dubrownik, 1890, 8-o.
W ereszczagin G. B o th kpi cocHOBCKaro Kp aa, Petersburg, 1886,
8-o.
V esnic M. R Die Blutrache bei den Südslaven. Z e i t s c h r i f t
f ü r v e r g l e i c h e n d e R e c h t s w i s s e n s c h a f t , Sztudgard,
1889, VIII, 433— 470; 1891, IX, 46— 47.
Praca wyszła i w oddzielnej odbitce. Referaty: P. R. N o v a
Z e t a , Cetynja. 1889, I. 196; Ot a d z b i n a , Białogród, 1889,
XXII, 715— 717.
W etzstein J. G. Reisebericht über Hauran und die Trachonen,
Berlin, 1860, 8-o.
W ied zu K siąże. Reise in das innere Nord-Amerika in den Jahren
1832 bis 1834,'Koblencja, 1839, 4-o, Tom pierwszy.
W ierbickij W. AjiTancide Hi-iopofliflbi, Moskwa, 1893, 8-o.
W i s ł a , Warszawa, 8-o
W rede A
Reise in IIadramaut...hrsg. v. H . M altzan , Brunszwik,
1873, 8-o.
W yszogród J. Maxepiaflbi ju m ai-ixponofloriii KaoapflimcKaro
napofla (Aflbire). 4 HCCepxaiji5i Ha cxenetib flOKxopa MeflHLjHi-ibi,
Petersburg, 1895, 8-o.
Z agrjażskij G. lOpHUHHecKiii oÓbiHail KriprasTb. M a x e p i a j i b i fl ji 5i c x a x H c x H K H
T y p k e c x. a h c k a r o K p a a ,
Moskwa, 1878, IV, 151—202.
3 a n ii c k h K a b k a 3 c k a r o O x f l f jia PL P. T e o r p a cj). O ö in, e c x b a, Tyßis, 8-o,

VII

3 a n i i c k i i O p e i-i 5 y p r c K a r o
O t aK ji aPI. P. T e o r p a (|) i i h e c k a r o O 6 m e c t b a, Orenburg iKazań,8-o.
Zbiór wiadomości d o antr opologji krajowej,
Kraków, 8-o.
Z e i t s c h r i f t der Ge se lls chaft für Er d k u n d c
z u B e r l i n , Berlin, 8-o.
Zeitschrift
für vergleichende Rechtswis­
s e n s c h a f t , Sztuclgard, 8-o.
>K h b a c t a p h h a, Russy, 8- o .
>K h b a h c t a p h h a, Petersburg, 8-o.

Ważniejsze błędy druku
str.

■wiersz.

I o d sy ł.
11

3
15 od g.
2 od d.
2 od g .
8 od g.
2 od g.

17 o d sy ł. 3
34
47
75 o d sy ł. 2

p o w in n o b y 6:

w yd ru k o w a n o :

W ej m ar.......................................... . W ajm ar.
p o d era stji. .
. . . . . . p e d e r a stji.
D a s G rie ch isch e V o lk , 1 8 9 —-190 D a s G riech isch e V olk , I, 189e s s e v e l l e m u s ........................ . e s s e v e lle m u s 1).
de S e mmi e r e s ’o w i . . . .
P a u itsh k e
. . . . . .

.
.

d e S o m m ie re s’ow i.
P a u lits c h k e .

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.