http://bibliotekacyfrowa.pl/Content/78711/PDF/II_ETN_24_II_26828.pdf

Media

Part of Dzieje życia rodzinnego wszystkich starożytnych i tegoczesnych ludów czyli wpływ chrystyanizmu na stosunki rodzinne

extracted text
DZIEJE
O.

-NAß r>/.
v ¿'C
av
iv.*>
ti
'O'.v.

OvÜ
%

A.F.

J

|||

^ÜRQ 2 ^

O
r .



ß

i*
'ÜL

ŻYCIA RODZINNEGO
NA STOSUNKI RODZINNE.
PRZEZ

X. J. G A U M E
dawnego wikary usza generalnego dyecezyi Newerskićj, doktora teologii, kawalera orderu
ś. Sylwestra, członka akademii religii katolickiej w Rzymie <fc, &, &.

S i scires clonum Dei!
Joan IY. 10.
TŁÓMACZONE Z FRANCDZK1EG0 WEDŁUG DRUGIEGO WYDANIA

PRZEZ

T Ł Ó ItM C Z A U I S T O R Y I K O Ś C IO Ł Y .

TOM II.

WA R SZAWA.
Nakładem S. H. MERZBACHA, Księgarza,
przy ulicy Miodowej, Nr. 486,

1858 .

Rękopism pod tytułem ,,Dzieje życia rodzinnego loszystkich starożytnych
i nowożytnych ludów, czyli topływ Chrystyanizmu na stosunki rodzinne11 X. J.
Gaume, w dwóch tomach, z francuzkiego na polskie tłómaczony, z całą ści­
słością przeczytałem; i nie tylko nic nie znalazłem przeciwnego wierze i moral­
ności ś. Kościoła katolickiego, ale nadto prawdy niezbędne tak zastosowane do
życia praktycznego, iż obok samego imienia autora, które nadaje dziełu temu
wielką wartość, jest ono, podług mego sądu, wyższe od wszelkich pochwał i za­
let jakiebyoniem wyrzec wypadało. W dzisiejszych zwłaszcza czasach, w których
brak gruntownego poznania nauki, staje się dla wielu przyczyną do odrzucania
zbawiennych prawd Chrystyanizmu, którym jedynie może winni swe stanowisko
i życie, a pobudza do uganiania się za zgubnemi zasadami anty-chrześciańskiej oświaty, i pogrąża coraz bardziej towarzystwo w opłakany stan nie­
doli. W czasach, w których nienasycona, a raczej zawiedziona w swych pra­
gnieniach żądza zbiorów i rozkoszy, zdaje się wstrząsać podstawy społeczeństwa;
w wieku w którym choroba materyalizmu ogarnąwszy całą istotę człowieka, i
przeniknąwszy aż do szpiku kości jego, zmroziła wszelkie uczucia piękna i szla­
chetności moralnej, i uleczoną bydź nie może tylko przez naoczne wystawienie
złego do którego prowadzi, dzieło niniejsze znajdować się powinno w ręku, nie
tylko tych których Bóg postawił na czele famili, — Ojców i Matek; ale w ręku
wszystkich którzy w przyszłości powołani będą do zajęcia tak szczytnego sta­
nowiska,—Córek i Synów. Czytanie dzieła tego i wprowadzenie w życie prawd
w niem zawartych, przywróci zapoznane stosunki familijne , odrodzi towarzy­
stwo domowe, a z niem i całe społeczeństwo ludzkie; przywróci człowiekowi go­
dność nadaną przez Stwórcę: ,,panuj nad wszystkiemi rzeczami“ a nie zaś służ
im jak mu rozkazuje duch materyalizmu; przywróci miłość chrzęściańską, która
ogrzawszy zziębłe egoizmem członki towarzystwa ludzkiego, zrodzić zdolna jest
szczęście, do którego na próżno dziś wzdycha. — Dla tego dzieło to najgodniejszem ogłoszenia i upowszechnienia sądzę.
w Warszawie dnia 28 Lutego 1857 foku.
X. W. Żukowski Kanonik Kaliski, Cenzor ksiąg Duchownych
w archidjecezyi Warszawskiej.
WOLNO DRUKOWAĆ,
w Warszawie dnia 3 Marca 1857 roku.
X. Ludwik Gruszecki kan. Łow. Sędzia Surrogat kons. J-go Warsz.
F. Dziaszkowski kanonik kate. Rejens. kon. J-go Warsż.

Wolno drukować pod warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury, po wy­
drukowaniu prawem przepisanej liczby exemplarzy.
w Warszawie dnia 22 Czerwca (4 Lipca) 1857 roku.
p. o. Starszego Cenzora, Radca Honorowy,
A. B r o n i e w s k i .
w D ru kam i J. Jaworskiego.

D Z I E J E

Ż Y C I A RODZINNEGO
WSZYSTKICH STAROŻYTNYCH I TEGOCZESNYCH LUDÓW.

CZĘŚĆ DRUGA.
(Ciąg dalszy.)

ROZDZIAŁ PIATY.
U
Obraz rodziny chrześciańskiej w pierwszych wiekach Kpścioła.

Prawodawstwo jest podstawą obyczajów, chcąc je ­
dnak aby w każdym wypadku mogło stać się dla wszyst­
kich skazówką postępowania, winno być pojmowane
i wykładane w duchu prawodawcy. W ykład taki, sta­
nowiący niezbędne dopełnienie praw ludzkich, nie mógł
być pominięty w prawie boskiem, tym więcej, że xięgi
święte, te odrodzicielki rodziny, są nieskończenie wznio­
ślejsze duchem i ściślejsze w treści. Zaledwie tedy apo­
stołowie zstąpili do grobu, wnet na Wschodzie i Zacho­
dzie powstają wielcy mężowie dziedziczący ich ducha,
obdarzeni wszelkiemi darami wymowy, geniuszu i cnoty,
i ci stali się wzniosłem! tłómaczami Pisma S. Te ich obGaume. Tom II.

1

2

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

jawienia wzięte nawet pojedynczo, zasługują, już na po­
szanowanie, połączone zaś, są autentycznym zbiorem
ustaw, których powaga nadała 'im obowiązującą moc
prawa. Słusznie więc tych wybrańców Opatrzności na?
żWano Ojcami Kościoła, bo jak dawniej, tak po dziś dzieh
zasilają Kościół i społeczność, tę córę Kościoła, najczy­
stszym pokarmem nauki ewangelicznej. Pierwsi chrześcianie uważali sobie za święty obowiązek postępować zgo­
dnie z temi zbawiennemi ustawami, które w rzeczywi­
stości były tylko wyraźnem odbieiem nauk samego Zbawi­
ciela. Zwróćmy uwagę na tę powolną uległość odznacza­
jącą wszystkie nowo nawrócone ludy, dziś jeszcze cechu­
je ona wszelkie stowarzyszenia chrześcian zawiązujące
się w Australii; tak więc mimo przestrzeni czasu i miej­
sca, mimo różnicy obyczajów, prawdziwe dzieci Ewan­
gelii są zawsze jedne i te same. Ta ścisłość w zachowy­
waniu przepisów religijnych, niezrównaną doskonałością
nacechowała życie rodzinne: Wpierwszych wiekach chrześciaństwa, jak nas o tern przekonywa sama znajomość!
praw i zwyczajów, pod, których wpływem zawiązywało’
się i utrzymywało 1).
I tak, zobaczmy najpierw z jak głębokiem zastanówieniem pierwsi chrześcianie przystępowali do uroczy­
stego aktu, będącego podstawą rodziny; jak bacznie uni­
kali tych związków nagłych, które będąc tylko oWocęth
l) Tertull. ad JSfation. lib, 1, n. 4,

Ę O Z D Z I A Ł

V,

3

przelotnego kaprysu, stają. się najczęściej w przyszłości
źródłem zawodów i goryczy, lub powodem zgorszenia.
Całkiem różni od pogan, którzy nie domyślając się n a­
wet moralnej strony małżeństwa, uważali je jedynie za
sposobność dozwalającą im zaspokoić nikczemne wyra­
chowanie lub ślepą namiętność, ojcowie nasi pojmowali
dokładnie jak ważny krok stawiają na drodze wieczności,
i dla tego przed, zawarciem ślubów małżeńskich długo się
zastanawiali rozważając słowa i nauki mistrzów. „Jeźli
chcecie nabyć dom lub niewolnika, mówią owi czcigodni
założyciele rodziny chrześciańskićj, nie spuszczacie się na
zaręczenia sprzedającego, ale zasięgacie wiadomości od po­
przednich właścicieli, dopytując się najstaranniej o wszel­
kie ich wady lub zalety. Czyliż małżeństwo nie wymaga
równej przynajmniej ostrożności i rozwagi? Jeźli nie je ­
steś zadowmlony . z kupna domu, możesz go odprzedać,
jeźli odkryjesz jaldeś ukryte wady w nabytym niewolni­
ku, wolno ęi go zwrócić, ale kobieta wybrana przez was
za małżonkę, zostanie już dozgonną twoją towarzyszką;
za nim więc zawrzesz z nią nierozerwalne związki, radź
się pierwej praw ludzkich a szczególniej boskich, według
których będziesz sądzony w dzień sądu ostatecznego....
Chcesz wstąpić w śluby małżeńskie... a więc przedewszystkiem radź się wyroczni, radź się tych mądrych
uwag i nauk jakie pozostawił nam Paweł św. o małżeń­
stwie i przymiotach małżonki. Jeśli wyczytasz w nich,
że gdybyś odkrył w wybranej przez siebie małżonce ja ­
kieś wielkie wady, wolno ci ją oddalić, (répudier), a to

A

d z ie je ż y c i a r o d z i n n e g o .

żeń się bez namysłu... lecz jeśli przeciwnie naucza cię, że
nie wolno jest porzucać żony, chyba wrazie cudzołoztwa,
wtedy pamiętaj, że nie pozostaje ci jak tylko dobrze się
zastanawiać nad wyborem, lub całe życie opłakiwać sku­
tk i pośpiechu i lekkomyślności. Nadewszystko staraj się
wybierać kobietę wychowaną, moralnie i bogobojnie; wy­
chowanie takie będzie dla ciebie dostateczną rękojmią
jej charakteru i obyczajów; w przeciwnym razie, albo
musisz do śmierci cierpieć i znosić wszelkie następstwa
niedobranego związku, albo staniesz się winnym cudzo­
łoztwa, jeśli zapragniesz się wyzwolić z pod jarzma, któ­
re często zdawać ci się może zbyt trudnem do zniesienia.
Jeśli tedy chcesz uniknąć tych dwóch ostateczności, niech
wybrana przez ciebie towarzyszka, będzie ze wszech miar
godna twego szacunku i przywiązania *).“
Tak więc pierwsi chrześcianie, posłuszni głosowi mi­
strzów, wystrzegali się bacznie, aby jedynym powodem
zawieranych przez nich małżeństw, były poszepty ślepej,
zmysłowej namiętności, lub co gorzej może jeszcze, inte­
res albo wyrachowanie, te nieprzebrane źródła występków
i nieszczęść. Mniemali oni, i słusznie, źe poniżać śluby
*) Si enim domum empturi aut mancipia curiose. consideramus tum venditores, tum priores dominos, ipsorum quoque venalium tam corporis habitudinem, quam indolem animi:
quanto magis despiciendum est de futura conjuge? Domum
enim si vitiosa sit, licet denuo vendere, sicut et servum nequam
compertum venditori restituere: uxorem vero semel acceptam

R O Z D Z I A Ł

Y.

5

małżeńskie do rzędu jakichś handlarskich spekulacyj, je st
to poniżać dostojny związek Jezusa Chrystusa z Kościo­
łem, który one przedstawiają.“ Małżeństwo, mówi jeden

non item fas est a quibus acceperis reddere: sed necesse est
in perpetuum earn domi habere, nisi malis ea ut improba ejec­
ta reus adulterii juxta legem divinam fieri. Quando igitur uxorem ducturus es, non solum civile jus, verum etiam ecclesiasticum legito: nam secundum hoc, non illud, extrema die judicandus a Deo es: et illo contempto ssepe numero pecuniis tanturn mulctaberis, hoc autem calcato in animse supplicium inci­
des et. ignem inexstinguibilem... Ideo uxores ducturis suadeo
ut beatum Paulum adeant, et leges apud eum de conjugio scriptas perlegant, cognitoque prius quod ille censeat faciendum,
si uxor contingat malitiosa aut yino dedita, si maledica aut
fatua similive obnoxia vitio, turn demum de nuptiis cogitent.
Si enim videris eum tibi permittere in uno quovis tali vitio deprehensam expeliere domo, et aliam pro ilia introducere, ut
extra periculum constitutus bono esto animo. Quod si hoc
non sinat, sed jubeat quodcumque praeter impudicitiam vitium
habentem diligere, obfirma animum, quasi laturus quamlibet
ejus nequitiam. Sin hoc grave videtur et intolerable, omnem
curam adhibe ut commodam aequis moribus praeditam, et obsequentem uxorem ducas, certus quod, si malam duxeris, alterutrum necessario sequitur, ut aut feras perpetuam molestiam,
aut si hoc nolis, ejecta ilia reus fias adulterii... Haec si ante
nuptias recte despexerimus.... non hoc tantum lucrabimur,
quod earn nunquam ejiciemus, sed magno etiam affectu earn
diligemus. D. Chrysost. Laus Maximi, et quedes ducendce sint
uxores, n. 1, 2, t. I ll , p. 254 et sqq. edit. nova.

g

d z ie j e ż y c ia r o d z in n e g o .

z ich wyroczni, winno odbijać w sobie cechy wielkiego
związku Chrystusa z Kościołem, przez ..co staje się ono
jedną z największych tajemnic, i dla tego nie godzi się
zawierać go lekkomyślnie lub dla interesu. Tak jest,
małżeństwo nie jest targiem lub handlem, jest to związek
dozgonny. Jakże tę często daje się słyszeć (między poganinami:) ten lub ów przez bogate ożenienie od razu stał
się bogaczem; ożenił się jedynie dla pieniędzy... O zgro­
zo! żenić się dla pieniędzy!... Biada temu kto podobne
zawiera śluby! Iluż to ludzi bogatych stracili szczęście
i spokój, jeźli żeniąc się samo tylko powiększenie mająt­
ku mieli na celu! iluż to natomiast biednych, którzy wy­
brali sobie równie ubogie towarzyszki, żyją szczęśliwi
i spokojni! Nie majątku więc szukajcie w małżeństwie,
ale cnoty, uczciwości i rządności; z temi przymiotami
najuboższa nawet kobieta zdoła uszczęśliwić męża. Prze­
ciwnie zaś bogactwo nastręcza często rozliczne sposo­
bności do zepsucia; najbogatsza kobieta nie zapewni
szczęścia mężowi, jeźli nie może się poszczycić powyższemi przym ioty; to nawałnica co w jednej chwili
"wszystko zniszczy i rozproszy.“
Czerpiąc w obfitych źródłach historyi świętej, pier­
wsi założyciele rodziny chrześciańskiej, wskazali nam
dokładnie moralne usposobienie, wr jakiem potrzeba za­
wierać małżeństwa, stawiając bezustannie przykłady na­
szych ojców w wierze, jako łatwiejsze i dostępniejsze dla
słabej natury ludzkiej, niźli ów wzór boski jaki zostawił

R O Z D Z I A Ł

T.

7

ńńrń w naukach swoich Jezus Chrystus, wzór na który
bezustannie1powinniśmy się zapatrywać i naśladować, ale
któremu nikt dorównać nie zdoła. „Nie dla tego pojmu­
jesz żonę, ńaówili oni do przyszłych małżonków, aby
w a z z nią wprowadzić do domu swego Wojnę domową-,
kłótnie i nieustanne swary któreby wam obojgu zatru­
wały życie, ale dla tego abyś znalazł w niej współczucie,
pomoc,- pociechę w troskach, ulgę w cierpieniach i kło­
potach, abyście silni Atspólnem przywiązaniem i wiarą
uznawali świętą wolę Stwórcy, czy to W szczęściu cży
w niedoli, i unikali bacznie wszystkiego coby mogło
obrażać Boga waszego. Tylko cnotliwa i bogobojna mał­
żonka może zapewnić takie pożycie. Piękność bez cnoty
nie zdoła1długo panować Wwaszem sercu; obudzi w niem
chwilową namiętność, ale ta zniknie niebawem jak tylko
poznacie jej Wady i błędy. Takie jedynie uczucie może
być długotrwałe, którego podstawą i węzłem jest cnota,
podobne1przywiązanie nie słabnie z biegiem czasu,, ale
przeciwnie' wzrasta i Utrwala się jeszcze; jego żywe ale za­
razem czyste i niewinne płomienie nigdy nie przekroczą
właściwych granie; cnotliwi małżonkowie nie skalają swej
duszy nawet myślą o rozkoszach występnych, a strzegąc
bacznie czystości małżeńskiej, zasługują aby błogosła­
wieństwo'niebios spadło na ich osoby i domy.“
Takto żenili się święci Patryarchowie; Wybierając
małżonkę szukali w niej szlachetnych uczuć, a nie boga­
tego posagu. Jeden tu tylko przytoczę przykład. Sędzi­
wy Abraham, wzywa najstarszego ze swoich służebni-

10

D Z IE JE ŻY CIA RO D ZIN NEGO.

ehrześcian w wyborze dla siebie oblubienic, i w serca kobiet
chrześciańskich wpajali równie zbawienne nauki, równie
surowe zasady; dla tego za nic w świecie nie chciały one
łączyć losu swego z losem człowieka bez religii, bo nau­
czyciele mówili im : „Cnotliwa chrześcianka, powin­
na we wszystkiem być posłuszną prawu bożemu; jeźli poślubi człowieka który nie bgdzie znał należnego jej
prawu poszanowania, jakże wigc bgdzie mogła zarazem
służyć Bogu i mgżowi? Ulegając mężowi musi sig stoso­
wać do zwyczajów pogańskich, nie myśleć jak tylko
o strojach i próżnościach świata, stać sig niewolnicą lu­
bieżnych jego zachceń, i dla przypodobania mu sig, kalać
świgtość łoża małżeńskiego. Jakżeż bgdzie mogła znaleść choć chwilkg czasu na modlitwg lub wypełnianie
uczynków miłosierdzia, kiedy zmuszona jest ulegać słu­
żalczo woli swego mgża i pana, który ma prawo wszę­
dzie włóczyć ją za sobą.... Pozwolisz on jej wspomagać
współbraci, pocieszać strapionych, odwiedzać dotknię­
tych chorobą lub nędzą, oddalać sig z domu aby mieć
udział w uroczystościach Wielkiej-Nocy, przystępować
do stołu pańskiego, i zasiadać ze swymi współwyznawca­
mi do tych braterskich agap, które poganie potwarzać
tylko umieją?
Któryż to mąż poganin pozwoli żonie zstępować
w ciemne otchłanie więzienia, aby tam całować więzy
świętych naszych wyznawców, i wypełniać wszystkie te
powinności które wystawiają nas na niechęć i nienawiść
niewiernych? Cóż pozostaje żonie w tej smutnej osta-

R O Z D Z I A Ł

11

V.

teczności?... oto albo obrażać swa święta wiarę ukrywając
że ja wyznaje, albo zakłócić spokój domowy wystawiając
się na podejrzenia i prześladowania męża.... Ileż to tych
nieszczęśliwych małżonek opłaciły skutki swej nieoględności, utratą spokojności lub wiary 1).
Wzywać rady Boga , unikać troskliwie nikczemnej
chciwości i samolubstwa j cenie przedewszystkiem nie­
winność i cnotę, za główny cel zakładać sobie wzajemne
uświęcenie i pocieszanie się w troskach i trudach życia,
oto zasady jakich trzymali się ojcowie nasi zamyślając
wstępować w związki małżeńskie. Zobaczmy teraz jak
zawierali małżeństwa do których byli tak dobrze przy­
gotowani.i)
i) Quod plerasque non providentes, aut re excruciata, aut
fide perdita recognoscere censuerunt. Moratur Dei an cilla
cum laboribus alienis... Discumbet cum marito in sodalitiis,
ssepe in popinis; et ministrabit nonnunquam iniquis, sólita
quondam sanctis ministrare: et non hiñe prsejudicium suase
damnationis non agnoscet, eos observans quos esset judica­
tura? Cujus manum desiderabit? de cujus poculo participabit? quid maritus suus illi, vel marito quid illa cantabit?
Audiat sane, audiat aliquid de scena, de taberna, de ganea.
Quae Dei mentio? quse Christi invocatio? Ubi fomenta fidei
de Scripturarum interjectione? ubi spiritus? ubi refrigerium?
ubi divina benediótio? Omnia extranea, omnia inimica, omnia
damnata, atterendae saluti a malo immissa. Tertull. ad Uxor.
lib. II, c. 6.

2*

ROZDZIAŁ SZÓSTY.
Dzień

ślubu

u Clirześcian.

Zwróćmy się myślą w owe błogie cliwile, kiedy chrystyanizm zaczął się rozwijać i wzrastać, kiedy pierwotna
wiara nasza, ta walka niewinności i miłosierdzia, kwitła
jeszcze w całej swej sile; stąpmy do ciemnych podziemi
katakomb gdzie ojcowie nasi zmuszeni byli ukry­
wać cnoty, których świat nie był godzien. Około grobu
męczennika, zamienionego w skromny ołtarz, oświecony
jedynie kilku glinianemi lampami, jakich zwykle używa­
ją- biedacy i wyrobnicy, klęka w milczeniu dwa lub trzy
pokolenia clirześcian: starcy siwowłosy, niedawno jeszcze
poganie, a dziś nawróceni cudem potęgi chrystyanizmu;
dzieci ich, którzy często pierwej jeszcze niż rodzice zosta­
wali chrześcianami, a nakoniec młodzieniec i dziewica co
wzrośli już i wychowali się na łonie prawdy i cnoty. Na
stopniach ołtarza stoi czcigodny kapłan, wzbudzający
ogólną cześć i poszanowanie, nie tyle wiekiem ile świętemi oznaki przecierpianego męczeństwa. Te pobożne
rodziny zgromadziły się koło niego, aby być świadkami
uroczystego aktu: jakim jest małżeństwo chrześciańskie#

R O Z D Z I A Ł

VI .

13

W tejże chwili po nad ich głowy odbywa się także
obrządek będący podstawą życia rodzinnego; ale jakaż
to ogromna, jak niewypowiedziana zachodzi różnica
między tymi dwoma obchodami! Widzę liczny i świetny
orszak przebiegający ulice wielkiej Romy; złoto, purpu­
ry, wspaniałe wozy, ślepo posłuszni niewolnicy, pocho­
dnie wieńce kwiatów, głośne i bezustanne śmiechy, m u­
zyka, tańce, wszystko zwiastuje radość i ożywienie zmy­
słów. Nowi małżonkowie stają przed ołtarzem Junony *),
i tam, wpośród licznych śmiesznych, a często nawet zbro­
dniczych zabobonów *2), składają przysięgi swoje u stóp
tej bezwstydnej bogini. Nie usłyszysz tu ani jednego
słowa, nie ujrzysz ani jednego obrządku któryby ser­
ca wznosił do nieba; cały ten dzień opłakany upłynie na
zgubnych rozkoszach i oburzającej rozpuście; mężczyzna
i kobieta, poniżeni do rzędu zwierząt, zatopią się w ohy­
dnej zmysłowości. Jak tylko niepohamowane ich namię­
tności uznają ten związek za zbyt ciężkie jarzmo, zrucą
je z siebie bezwstydnie nie zachowując nawet pozoru;
wtedy nastąpią niezgody, nienawiść, znieważająca po­
garda, duszenie, porzucanie dzieci, morderstwo i cudzołoztwo. Tak więc w łonie społeczności powstaje no­
we źródło nieszczęść i rozprzężenie obyczajów; a głę­
bokie to źródło, mięszając z tylu innemi swe nieczyste

]) Macrob. Saturn, II, c. 12 .
2) Gasiliug, de Hitu Nupt. p. 298 et sqq.

14

D Z IE JE ŻYCIA RO D ZIN N EG O .

wody, utworzy straszny potok zepsucia, który zwię­
kszając się, zatopi i pochłonie cały świat starożytny.
W katakombach przeciwnie, wszystko tchnie spoko­
jem i niewinnością. Wstydliwość i skromność, oto głó­
wna ozdoba jaśniejąca na-czołach przyszłych małżonków. Poważne wzruszenie i modlitwy zgromadzonej ro­
dziny, zwiastują całą ważność tego uroczystego obrzędu.
Padłszy na kolana u stóp ołtarza, dzieci męczenników
z religijną obawą składają i przyjmują wzajemne przy­
sięgi,, oraz błogosławieństwo niebios, mające osłodzić
jarzmo, które całe życie dźwigać muszą; czcigodny siwo­
włosy kapłan, przemawia do nich z prostotą, przedsta­
wiając im ważne i uroczyste obowiązki jakie zaciągają
w tej chwili, a te mądre jego słowa, wywołałyby uwiel­
bienie filozofów Aten i Rzymu.
„Dzieci moje, mówił im, małżeństwo postanowione
przez boskiego Mistrza, jest wielką tajemnicą, bo ono
przedstawia dostojny związek Jezusa Chrystusa z Ko­
ściołem jego. Jak Syn Boga porzucił prawicę Ojca i zstą­
pił na ziemię, aby się połączyć z Kościołem swoim, któren sobie obrał za oblubienicę i stał się z nim jednem
ciałem, tak małżonek porzuci ojca i matkę aby się złą­
czyć z małżonką swoją. A ta młoda dziewica, dotąd tak
surowo strzeżona w rodzinnym domu, dobrowolnie od­
daje się mężczyźnie i tworzy z nim jakby jedną istotę;
a mężczyzna z swej strony łączy się z nią, i dla niej,
obcej mu przed chw ilą, poświęca niebawem przyjaciół
i rodzinę. Nie dość na tern, i sam ojciec, który nie puścił­

R O Z D Z I A Ł

VI .

15

by bezkarnie, gdyby mu ktoś chciał wydrzeć choćby naj­
mniejszy cząstkę jego majytku, bez żalu i prawie z roz­
koszą oddaje skarb swój najdroższy, swoją, córkę. Słu­
sznie więc Paweł św. nazywa wielką, tajemnicą, owo zo­
bowiązanie, które przewyższa wszelkie najgłębiej zako­
rzenione uczucia, jakie sam Bóg zaszczepił w naszych
sercach1*).“i)
i) Mysterium hoc magnum est. Quomodo magnum est,
dic mihi? Quod virgo asservata omni tempore, sponsum nunquam ante visum mox aprima die sic desid'erat, et amat tanquam corpus proprium: rursum vir quam nunquam vidit,
nunquam allocutus est, mox a prima die prsefert cseteris ómni­
bus, et amicis et familiaribus, denique ipsis parentibus. P a rentes idem, si per aliam causara auferatur eis pecunia, dolenter ferunt, et in jus trahunt eum qui abstulit: homini autem
saepe nunquam ante viso et Ígnito etiam dotem una cum filia
luculentam in manus dant. Idque libenter faciunt, ñeque se
damno affici existimant; sed videntes abduci filiam non meminerunt consuetudinis; non dolent, non anguntur; sed gratias
a,gunt insuper, et rem optabilem putant filiam e domo cum
multa abduci pecunia. Hsec igitur omnia Paulus considerans,
quod parentibus relictis ambo sibi mutuis jungantur nexibus
novumque consortium majorem,antiqua consuetudine vim accipiat: animadvertensque non esse hoc humanum negotium,
sed divinitus amores tales inserí, ut nuptse pari et tradentium
et accipientium cum laetitia elocentur atque assumentur, Mysiejriumi inquit, hoc magnum est... Id cum in Christo etiam animadvertisset, et prassertim in Ecclesia idem contigit? Sicut
sponsus relicto patre ad sponsam properat, ita et Christus,
relicto paterno solio, venit ad sponsam... Quapropter, inquit,,

16

D Z IE JE ŻYCIA RO D ZIN NEGO.

Tak więc sam Bóg przedstawia małżonkom święty
związek Jezusa Chrystusa z Kościołem, jako najdosko­
nalszy wzór do naśladowania; jakaż to wielka wznio­
słość w tej nauce! jak potężny środek do uducliownienia
aktu, zostającego dotąd pod wyłączną przewagą zmy­
słowości! Oto czego dokazał chrystyanizm, ta boska
religia co stała się w ogóle odrodzicielką całej ludzkości,
a wszczególności odrodzicielką życia rodzinnego.
Zobaczmy teraz w jaki sposób czcigodny kapłan z podziemiów katakomb, przedstawia nowozaślubionym za­
dziwiającą świętość małżeństwa., tego tajemniczego i świę­
tego zobowiązania tak niegodnie poniżonego przez po­
gan! „Gdzież znajdę słowa, mówił on, któreby zdołały
dokładnie wyrazić doskonałość i ważność małżeństw
chrześciańskich. Kościół je zawiązuje, święta ofiara
utwierdza, błogosławieństwo kapłańskie uświęca ostate­
cznie j świadkami są aniołowie, a zatwierdza je w niebie
ojciec niebieski. Jakże wielkim jest ten związek małżon­
ków chrześciańskich, którzy jednakie żywią nadzieje, je ­
dną żyją myślą, jedne i też same mają zasady postępoMysterium hoc est magnum. Magnum sane etiam apud homi­
nes; sed cum video in Christum quoque et Ecclesiam idem
competeré, tum certe miraculo rei reddor attonitus... Itaque
cum scias quantum sit in conjugio mysterium, et quanti figu­
ra negotii, non temere de hoc delibera, ñeque ducturus sponsam, pecuniarum accessionem respice. Non enim negotiatio,
sed vitæ societas conjugium existimandum est. S. Chrysost„
loco citato, n. 3, p. 259, 260.

R O Z D Z I A Ł

yi.

17

Wania, jednemu, podlegają, prawu: właściwie mówiąc jest
to jakby jedno ciało i jedna dusza. Zycie ich jest nieustannym wzorem jedności, cnoty i bogobojności; razem
się modlą», razem wypełniają uczynki miłosierdzia, ra­
zem przystępują do stołu pańskiego. Między niemi
wszystko jest wspólne, praca i kłopoty, radość i szczę­
ście; nie mają żadnych dla siebie tajemnic, nie znają co
to jest podejrzliwość i niedowierzanie, bo w pośród nich
panuje ufność nieograniczona. Razem odwiedzają cho­
rych, wspierają biednych, rozdają hojne jałmużny, ra­
zem uczęszczają na nabożeństwa., i spokojnie i wesoło
wypełniają wszelkie swoje obowiązki. Jeźliby kiedy po­
wstało w ich sercach jakieś uczucie zazdrości, to chyba
o to, kto lepiej potrafi służyć Panu. Takiemu tylko mał­
żeństwu Jezus Chrystus daje pokój i błogosławieństwo,
wszelkie inne są nieprawe i wzbronione chrześcianom1).“
*) Unde sufficiamus ad enarrandam felicitatem ejus ma­
trimonii quod Ecclesia conciliât, et confirmât oblatio, et obsignat benedictio, angeli renuntiant, Pater rato habet? nam nec
in terris filii sine consensu patrum recte et jure nubunt. Qua­
le jugum fidelium duorum unius spei, unius voti, unius disciplinæ, ejusdem servitutis? Ambo fratres, ambo conservó, mil­
la Spiritus carnisve discretio: atquin vere duo in carne una.
Ubi caro una, unus et spiritus. Simul orant, simul yolutantur,
et simul jejunia transigunt, ^alterutro docentes, alterutro hortantes, alterutro sustinentes: in Ecclesia Dei pariter utrique,
pariter ih convivio Dei, pariter in angustiis, in persecutionibus, in refrigeriis. Neuter alterum celat, neuter alterum vi-

18

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N E G O .

Posłuszni tak pięknem naukom i zapatrując się na
wielki wzór przekazany im do naśladowania, nowi mał­
żonkowie zawierali swe związki w; tymże samym celu
w jakim Syn Boży złączył się z Kościołem. „Zapewnić
sobie zbawienie i zaludniać niebo, dając godne dziatki
Kościołowi, a światu cnotliwych obywateli, oto sam
wyznajemy, jedyny cel jaki sobie zamierzamy w mał­
żeństwie. Jeźli nie mamy chęci wchodzić w związki mał­
żeńskie, wtedy żyjemy w ciągłej czystości i dziewi­
ctwie *).“ Ale to wzniosłe przeznaczenie małżeństwa
chrześcijańskiego, dozwalające małżonkom współucze­
stniczyć w ojcostwie samego Boga, winno być otrzyma­
ne równie wzniosłemi środkami, i uważane za święte zo­
bowiązanie.
Miłość jest węzłem łączącym Chrystusa z Kościołem
tat, neuter alten gravis est; libere æger visitatur, indigens sustentatur; eleemosynæ sine tormento, sacrificia sine scrupulo,
quotidiana diligentia sine impedimento; non furtiva signado,
non trepida gratulado, non muta benedictio. Sonant inter
duos psalmi et hymni, et mutuo provocant quis melius Deo
suo cantet. TaliaChristus videns et audiens gaudet: his pacetn
suam mittit: » Ubi duo, ibi et ipse; ubi et ipse, ibi et malus non
est.K Hæc sunt quæ Apostoli vox illa sub brevitate intelligenda nobis reliquit. Hæc tibi suggéré, si opus fuerit. Hic te ab
exemplis quarumdam reflecta, non licet aliter fidelibus nubere, non exp edit. TertulL ad Uxor. lib. II, c. 9.
*) Yel omnino matrimonium non inimus nisi ad liberorum educationem; vel si a nuptiis refugimus, perpetuo nos
continemus S. Just ApoL AtJienag. Lsgat. n. 33.

R O Z D Z I A Ł

VI .

19

jego, tak więc, mówi dalej czcigodny kapłan, miłość
chrześciańska powinna być węzłem łączącym z sobą mał­
żonków. Mężu, kochaj więc żonę tw oją, bo uczucie to?
jest duszą łagodności, umiarkowania i wszystkich cnót
domowych: potrafi ono pokonać i przełamać wszelkie za­
wady i przeszkody. Miłość, mówi mędrzec, jest tak po­
tężna jak śmierć 2). Kie wyrzekaj nigdy w czasie poży­
cia, że żona twoja jest gniewliwa, prędka, pełna błędów
i dziwactw, bo pamiętaj o te rn , że już z natury jest ona
słabą, pamiętaj nade wszystko, że jesteś mężczyzną. Od
chwili, wr której oddała się tobie , uznała cię za zwierz­
chnika, za pana domu i dozwoliła kierować sobą. Niech
więc władza twoja nie zamienia się w ucisk, nie poniżaj
jej sam przez nadużycie. Wspomnij na tę chwilę, kiedy
odebrałeś ją z rąk tych którym winna życie; ojciec od­
dał ci ją jako zakład powierzony twej prawości i hono­
rowi; z objęć matki przeszła w twoje; odtąd dom twój
stał się jej domem, a ty wszystkiem dla niej. Po Bogu,
jej to winien jesteś twoje ukochane dziatki i słodką na­
zwę ojca; nie zamieniaj się więc dla niej w ciemięzcę
i tyrana. Rolnik z wielkim trudem uprawiający ziemię,
jeźli ta zamiast spodziewanej urodzajności, pokryje się
chwastem i pasożytnem zielem, w zamian za jego prace
i kłopoty, nie porzuca jej jednak, ale przeciwnie podwa­
ja pracę i trudy. Jeźlibyś więc z jej powodu doznawał
*) Cant. VIII, 6.

20

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN NEGO.

jakichś przykrości *), nie powiększaj ich swoim gniewem
i popędliwością, ho największem ze wszystkich nieszczęść
jest niezgodne pożycie małżeńskie.“
Wskazawszy oblubieńcowi te doskonałe zasady, że
tylko wzajemna miłość, łagodność i cierpliwość mogą. za­
pewnić spokój i szczęście domowe, poważny kapłan zwró­
cił się do m ałżonki, aby z kolei przełożyć jej właściwe
obowiązki: „Chcę, abyście wiedzieli, ze każdego męża gło­
wą jest Chrystus, a głową niewiasty mąż...“ *2) Nie bierzcie
jednak posłuszeństwa za niewolę. Jakkolwiek kobieta
winna być posłuszną, jednak nie przestaje być wol­
ną i we wszystkiem równą mężowi. Posłuszeństwo
t o , jest karą za jej pierwsze przewinienie, bo zwa­
żajcie dobrze, że w chwili stworzenia swego, niewiasta
nie była skazaną na taką zależność. Kiedy stworzywszy,
Bóg oddawał ją mężowi, nie wspomniał bynajmniej
o władzy panowania nad nią, i Adam nie wyrzekł ani je ­
dnego słowa, któreby je przypuszczać dozwalało: „To
teraz kość z kości moich i ciało z ciała mego, rzekł on je ­
dynie“ 3). W tedy dopiero kiedy zgwałciła swe obowiąz­
ki i skłoniła do złego, męża, któremu miała być wspar­
ciem i pomocą, usłyszała te słowa: „Pod mocą będziesz
mężową, a on będzie panował nad tobą“ 4).
„Tak więc mężczyzna ma rozkazywać, a niewiasta
ł) D. Chrysost. Homil. X X V I in Episi, I ad Corinth. cap.
X I, V. 3.
2) I. Kor. 3.— 3) Ks. Kodz. II, 23.— ł) Id. III, 16.

R O Z D Z I A Ł

VI .

21

być posłuszną: chcieć przewrócić ten porządek natury
uświęcony prawem bożem, jest to ubliżać obojgu.. Nie
zbogaeiemy się przywłaszczeniem cudzego dobra. Ko­
bieta chcąca się wybić z pod władzy męża, ubliża sama
sobie, bo chwała jej jest w posłuszeństwie. „Bo mąż nie
jest z niewiasty, ale niewiasta z męża 1). Jednak apo­
stoł dodaje: „ Wszakoż ani mąż bez niewiasty, ani niewia­
sta bez męża w Panu.“ 2) Słowa te przypominają obojgu
ich wspólną od siebie zależność, nie dozwalają mężczy­
źnie pysznić się zbytecznie z nadanego sobie przywileju,
a kobiecie czuć się upokorzoną nakazanem posłuszeń­
stwem. Niechaj żadne z małżonków nie usprawiedliwia
swych zboczeń błędami drugiego, bo cudze winy nas nie
tłómaczą, i każdy za siebie odpowie przed Bogiem.
„Kobiety, skoro sam Bóg rozkazał abyście były po­
słuszne mężom waszym, nie tłómaczcie się tem, że oni
nie dopełniają swoich powinności, a pamiętajcie tylko,
co wam nakazał boski prawodawca. Wymaga on wyra­
źnie abyście zachowywały jego praw o, nie zważając na
żadne przeciwności, i pod żadnym pozorem nie wolno
wam się wyłamywać od tego obowiązku. Nie ma zasłu­
gi kochać tych, którzy nam się odpłacają wzajemnością,
ale niewdzięcznych lub obojętnych otaczać przywiąza­
niem i troskliwością, oto prawdziwa cnota i takiej Bóg
nie pozostawi bez nagrody. Wiedzcież w ięc, kobiety
chrześcianki, że jakiekolwiek jest postępowanie mężów
*} h Kor. 8.—2)‘ Id. X I, 12.

22

D Z IE JE ŻYCIA RO D ZIN N EG O .

waszych, wy powinnyście zawsze iść drogą, obowiązku
i cnoty! Wszak do tego nie potrzeba nadludzkiej siły,
potrzeba tylko znać i ukochać prawo boże. Ale i wy,
mężowie, nie zapominajcie, że winiliście także bezustan­
nie iść torem prawości i cnoty, i nie zstępować z niej ni­
gdy, gdyby nawet żony wasze nie odpowiadały w zu­
pełności swoim obowiązkom: bo małżonkowie o to przedewszystkiem starać się mają, aby w każdym razie byli
sobie wzajemnie wzorem bogobojności i cnoty. W y zaś
żony, pamiętajcie na to , że skoro powiedziane jest, że
mamy nadstawić jeszcze policzek komuś co nas uderzył,
jakże więc możecie wyłamywać się od znoszenia zbo­
czeń i przewinień mężów waszych!“ *)
*) Si propter Deum morito’ obsequaris, ne mihi proferas
ea quæ ipse præstare debet; sed ea quibus te obnoxiam legis­
lator fecit, hæc diligenter exsequere. Hoc enim est maxime
Deo obtemperare, etiamsi contraria patiaris, legem non trans­
gredí. Ideo enim qui se amantem amat, nihil magni facere videtur: qui vero se odientem colit, hic maxime est qui coronatur. Eodem quoque modo tu tecum reputa, quod si tibi mo*
lestum virum feras, splendidam accipies coronam: sin mansuetum et mitem, quam tibi Deus dabit mercedem? et hæc dico
non jubens maritos esse sævos et ásperos, sed persuadens mulieribus ut viros etiam feroces fer ant. Cum enim unusquisque sua implere curaverit, statim sequentur etiam ea quæ
sunt proximi: exempli causa, cum uxor parata fuerit ad virum
asperum ferendum, et vir importunan! illam non contumelia
affecerit, tunc omnia serenitas erunt, et portus a fluctibus
vacuns.... Ne itaque viri virtutem expectet uxor, ut tune ilia

H O Z D Z I A Ł

V I.

23

- Chcąc zapewnić i utrzymać zgodę i spokój domowy,
najlepiéj jest wskazać małżonkom wzajemne ich obo­
wiązki i wpoić to przekonanie, że w żadnym razie prze­
kraczać ich nie powinni. Słuchając doskonałych nauk,
jakie . dawał szanowny kapłan w katakombach, powie­
działbyś że potępiając zgubne zasady pogańskie, mówi
zarazem i dla naszej epoki. „Zycie ludzkie, mówił on,
składa« się z obowiązków publicznych i zatrudnień do­
mowych, jakie Bóg rozdzielił między mężczyzn i kobie­
ty: pierwsze z nich przeznaczył mężczyźnie , drugie dał
w udziale kobiecie. Tak więc, kobieta nie będzie czuwać
pod namiotami i walczyć na polu bitwy, nie będzie za­
siadać, w sądach ani rządzić krajem; do niej za to nale­
ży wewnętrzny zarząd dom u, ona to winna utrzymać
w nim ład i oszczędność, wychowywać dzieci, czuwać nad
obowiązkami rodziny, uprzedzać potrzeby męża i pilno­
wać tych tysiącznych drobnostek, któremi mężczyzna nie
może i nie powinien się zajmować. W tern właśnie Opa­
trzność wskazuje im wzajemną zależność. Jeźli z jednej
strony kobieta czuje, że udział mężczyzny jest jakby
wznioślejszy, skoro winna mu uległość i posłuszeństwo,
suam exhibeat; hoc enim nihil magnum esset; ñeque rursus
vir uxoris modestiam, ut tune philosophetur: ñeque enim tune
recte factum illud ipsius esset; sed unusquisque, ut dixi, qu£e
sua sunt prius prajbeat. Si enim externis dexteram maxillam
percutientibus, oportet prąd)ere alteram; multo magis virum
ferocem ferre oportet. D. Chrys. Horn. X X V I, i n l ad Cor.
n. 6, 7.

24

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

z. drugiej znów mężczyzna pojmuje doskonale, że jak­
kolwiek kobiecie przeznaczono podrzędniejsze niby za­
trudnienia, jednak nie potrafiłby się bez niej obejść. To
szczęśliwe połączenie mocy i czułości powstrzymuje ży­
wość kobiety i łagodzi ostrość mężczyzny; jednemu od­
daje powagę praw a, drugiej potężniejsze jeszcze ber­
ło łagodności i dobroci. Względność i delikatność,
nie dozwala mężczyźnie nadużywać uległości kobiety,
a ona zawsze gotowa uledz i ustąpić, nie dopuści po­
trzeby rozkazywania.“ *)
r) Quoniam enlm vita haec nostra e duobus constat, e re­
bus privatis et publicis, suam utrique partem Deus attribuit:
fcemineo quidem generi curam rei domesticae, viris autem negotia publica, forensia, judicia senatoria, militaría, ca3tera de­
ni que omnia. Non potest mulier hastam torquere aut jaculari
spiculum; sed colum potest sumere, et telam texere, et cete­
ra negotia domestica obire egregie. Non potest in senatu sententiam dicere; sed potest de re familiari ferre sententiam, et
saepe melius quam maritus. Prospexit rebus domesticis. Non
potest administrare publica; sed petere potest educare liberos,
quae quidem praecipua est possessio: potest ancillarum malefacta deprehendere, et in officio continere familiam, alias securitates exbibere marito , illumque liberare solicitudine, dum
ipsa domi curat penum, lanificium, culinam, decorem vestium,
caeteraque ñeque decora maribus , ñeque facilia, si sibi ilia
usurpare voluerint. Est enim et hoc divinae Providentiae, quod
is qui in majoribus negotiis est utilis, in minoribus reperitur
deterior, ut necessaria sit mulierum opera. Si enim in utrisque
vir praecelleret, facile contemneraetur genus foemineum: contra

R O Z D Z I A Ł

25

YI .

Przechodząc do praktycznego zastosowania wzaje­
mnych obowiązków i zobopólnej miłości, która jest ich
skazówką i podstawą na ziemi, i ma im wyjednać wie­
kuistą nagrodę w niebie, tłómacz Ewangelii przedstawia
przyszłym małżonkom prawdziwe zasady życia rodzin­
nego, nauczając ich zarazem, że jedność, nierozerwalność
i wierność małżeńska, tak sponiewierane w bałwochwal­
stwie , są powinnością i chwałą małżonków chrześciańskich. „Węzeł małżeński, mówi szanowny kapłan, jest
nierozerwalny; to wiekuista służebność. Słusznie nadano
mu nazwę węzła, więzów nawet, nie tylko z powodu roz­
licznych obowiązków i kłopotów jakie on w kłada, ale
nadto dla tej wzajemnej zależności, tak niezbędnej w mał­
żeństwie. Św. Paweł powiedział: Niech mąż ma władzę
nad żoną swoją *); jednak władza ta nie uwalnia go od
ei in praestantioribus major esset usus mulierum, plense essent insolentia. Quamobrem non commisit uni utraque, ne
alterius generis deterior fieret conditio ut supervacanti: nec
tarnen ex asquo distribuit officia, ne inter asquatos honore oriretur de principatu contentio, uxoribus non dignantibus viris
praerogativa cedere: sed quo et concordiae et decoro prospiceret, ita ordine suas cuique sexui functiones distribuit, ut utilior ac magis necessaria pars viro obtingeret, minor autem et
inferior foeminae; et ille quidem, propter prascipuum sui usum
fieret honorabilis haec vero propter viliora ministeria contra
conjugem non insurgeret. D. Chrys. Laus Maximi, etquales du­
zendes sint uxores, n. 4, t. 3. p. 260, 261.
J) De Chrys. de Virgin.

Gaume. Tom II.

3

26

d z ie j e ż y c ia

r o d z in n e g o .

powinności względem żony. Jestto dwóch niewolników,,
przykutych do jednego łańcucha, nie mogą, kroku postą­
pić bez siebie.“
Obok tych słów tak poważnych, tak niezbędnych
w owym czasie, kiedy bałwochwalcy czynili sobie igrasz­
kę z wierności małżeńskiej i ucisku w jakim dręczyli ko­
bietę, siwowłosy kapłan wymownie potępia prawa ce­
sarskie: „Prawa pogańskie wymierzają surowe kary prze­
ciw kobiecie, która złamała wiarę małżeńską, nic jednak
nie wspominają o niewiernych mężach; ja zaś przytoczę
wam prawo boże, które zarówno potępia oboje. Bo św.
Paweł nie tylko powiedział „iżby żona od męża nie odcho­
d z i ł a ale oraz „mąż niechaj żonie powinność oddaje“ 1).
Powinność ta rozumie się przez powściągliwość i czy­
stość, i zarówno oboje małżonków obowiązuje. Nie ma
tu nigdzie mowy, żeby mężczyzna miał jakiś wyłączny
przywilej lub zezwolenie, jest on równie występny i ró­
wnie karanym będzie. Jakto! żona twoja rzuca dla ciebie
ojca, m atkę, rodzinę, a w nagrodę miałaby być ofiarą
twego brutalstwa i nierządu, patrzeć na poniżający try ­
umf rywalki, lub być wystawioną na nieskończone zwar
dy i niesnaski. Oddała się tobie z warunkiem że będzie
twoją towarzyszką, wolną, kochaną, szanowaną, a nie
zaś niewolnicą. Już samo prawo nie dozwala ci zadłużać
jej posagu, jakże więc możesz wydzierać jej to , co dla
niej droższe jest nad wszelkie bogactwa; serce i osobę
» I. Kor. VII, 3.

R O Z D Z I A Ł

VI .

27

męża. Od chwili ślubu stałeś się jej własnością; twoja
czystość, wrstydliwość, to skarb do niej należący, którym
ci już rozrządzać nie wolno. Jeźli więc grzeszysz prze­
ciwko czystości, surowo kiedyś odpowiesz przed Bogiem,
ustanowicielem małżeństwa, który małżonkę twoja po­
wierzył ci tylko jako zakład, z ktorego musisz zdać mu
rachunek“ 1).
Noli mihi leges externas objicere, quag mulieres quidem adulterium commitentes in judicium pertrahunt, etpoenas
ab eis repetunt: a viris vero ancillas vitiantibus non item: at
ego legem tibi Dei recitabo, quas pari ratione in mulierem et
in virum excandescit, et rem adulterium appellat.... Yiri cor­
pus non amplius est yiri, sed uxoris. Suam igitur possessio­
nem illaesam illi servet, ñeque immenuat, nec corrumpat....
Quando igitur uxoris possessio est yiri corpus, benevolum vir
erga depositum suum prasbeat. Ut autem scias hoc eum innuere, cum ait: jBenevolentiamreddat, adjecit: Malier sui corpo­
ris potestatem non habet, sed vir: similiter et vir sui corporis potestatem non habet, sed mutier. I Cor. VII, 3. — Cum ergo meretricem allicientem videris, insidiantem, corpus adamantem,
die illi: Non est meum corpus, uxoris est meae: illo abuti non
audeo, ñeque alteri mulieri id exponere. Hoc et faciat mulier,
magna quippe hic est honoris aequalitas.... Ubi castitatis tempus est et pudicitiae, nihil habet amplius vir quam mulier, sed
pari ratione cum illa plectitur, si leges conjugii violaverit, ac
mérito sane. Non enim ad te mulier idcirco venit, et patrem et
matrem totamque domum dereliquit, ut a te contumeliis afficeretur, et vilem ancillulam ipse super induceres , ut innúmeras
pugnas excitares, comitem et sociam vitas, liberam et honore
parem accepisti. An non enim absurdum est, ut cum dotem
3*

28

D Z IE JE Ż Y C IA ROD ZIN NEGO.

Oznaczywszy jasno święte obowiązki małżonków,
przywróciwszy kobiecie szlachetne, należne jej stanowi­
sko, uświęciwszy pierwotną jedność i miłość małżeńską,
cóż pozostawało jeszcze chcąc oprzeć życie rodzinne na
właściwych mu podstawach? Oto w proch obrócić
wszelkie niemoralne zwyczaje, systemata, prawa i za­
sady, jakie rozkrzewił poganizm o nierozerwalności mał­
żeństwa. Dla tego więc kapłan clirześciański tak stano­
wczo potępia rozwód: „Przypomnijcie sobie, mówi on,
słowa boskiego prawodawcy. Zapytywany przez swych
nieprzyjaciół czy wolno jest mężowi opuścić żonę dla
jakiegobądź powodu: „Czyliż nie wdecie, rzekł on, że
ten który stwnrzył świat cały, stworzył na początku
mężczyznę i kobietę, i że jest powiedziane: Dla tego
opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją:
i będą dwoje w jednern ciele. A tak już nie są dw7oje,
ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj
nie rozłącza“ 1). Dalej , na zapytanie czy rozwód jest
dozwolony, Jezus Chrystus nie chcąc zbytecznie drażnić
swoich nieprzyjaciół, nie mówi im zrazu, że wr żadnym
wrypadku nie może on mieć miejsca; ale przytacza Piacceperis, omnem exhibeas benevolentiam, nihilque ex ea imminuas: quod autem quavis dote pretiosius est, castitatem, et
pudicitiam tuumque corpus, quod illius est possessio, corrumpas et poluas? Si dotem imminueris, socero rationem reddes;
si castitatem imminueris, Deus a te pœnas exiget qui nuptiąs
introduxit, et uxorem tibi tradidit. S. Chrys. in illud propter
formcationes uæorum, etc. n. 4, t. III, p. 239, 240.
>) Matth. X IX , 5, 6.

R O Z D Z I A Ł

VI.

29

Smo Święte, i opierając się ńa jego powadze, wykazuje
że nauka jego jest nauką samego Boga, a to co naucza
0 rozwodzie, jest zupełnie zgodne z prawem Mojżesza.
„Odnosząc się nie tylko do stworzenia mężczyzny
1 kobiety, ale do powagi wszechwładnego prawodawcy
i słów przezeń wyrzeczonych, nie mówi on: Bóg stwo­
rzył jednego tylko mężczyznę i jedną kobietę; ale: Bóg
chciał, aby mężczyzna jedną tylko zaślubiał żonę. Gdyby
zaś był chciał żeby mężczyzna miał więcej żon, wówczas
stworzywszy go, zamiast jednej , byłby stworzył więcej
kobiet. A więc tak samym aktem stworzenia, jakoteż nadanem praw em , Bóg oznajmia w yraźnie, że mężczyzna
jedną tylko mieć może żonę i nigdy nie wolno mu zry­
wać związku małżeńskiego: Ten który stworzył człowieka
od początku, stworzył mężczyznę i niewiastę, to jest, że po­
chodząc oboje z jednego pierwiastku, połączyli się, aby
jedno tylko utworzyć ciało, a tak więc są dwoje w jednem ciele.
„Aby zaś zasadę tę uświęcić na wszystkie czasy, do­
daje: Co Bóg połączył, niechaj człowiek nie rozłącza. Tak
więc małżeństwo jest nierozerwalne, a rozwód zawsze
nieprawy. Prawo to nie tylko Jezus Chrystus ale i sam
Bóg ogłasza; rozwód więc obraża zarazem i naturę i wiel­
kość Boga; naturę, bo kaleczy i rozłącza jedno ciało;
wielkość Boga, ponieważ znosi nierozerwalność małżeń­
stwa, którą sam Bóg postanowił *).
') Deinde prisca recitata lege, quse et rebus et verbis inducta fuit, postquarn illam fide dignam ex legislatore demon-

30

D Z IE JE Ż T C IA R O D ZIN N EG O .

Nakoniec, chcąc na te i tak już poważne nauki, rzu­
cić jeszcze jakiś cień smętności co tak silnie zwraca ku
niebu serca i umysły, kapłan kończył w te uroczyste
słowa: „Oby Bóg dał wam dziatki, majątek, poważanie,
czerstwe zdrowie i jak najdłuższe życie ; ale nie zapo­
minajcie, że lada cliwila śmierć wszystkie te dobra wy­
drzeć wam może. Ach ! czyż warto tak się troszczyć
o rozkosze, dostatki i bogactwa światowe, kiedy życie
jest tak krótkie, kiedy każdy krok zbliża nas do grobu,
a śmierć, że tak powiem, bezustannie do drzwi naszych
puka? Jak dzieci, co zajęte ważnemi drobnostkami, do­
szedłszy dojrzałego wieku porzucają fraszki i igraszki
dziecinne i oddają się ważniejszóm zajęciom, tak i my
powinnibyśmy już porzucić znikome troski i zachody,
a oddać się poważniejszóm myślom i uczynkom, któreby mogły zapewnić nam zbawienie. Wszyscy należemy
do boskiego oblubieńca, którego powinniśmy kochać z ca­
łego serca, i który ma prawo wymagać, abyśmy mu poświę­
cili nie tylko znikome dobra i przelotne rozrywki, ale na­
wet życie nasze, jeźliby była potrzeba. Na cóż nam to
stravit, cum potestate illam interpretatur , et legem sancit, dicens : Quapropter jam non sunt duo, set una caro. Sicut ergo
carnem secare scelestum est, ita et uxorem dimittere iniquum.
Ñeque hic stetit, sed Deum quoque attulit dicens: Quod ergo
Deus conjunœity homo non separet; ostendens illud et contra naturam, quia una caro dissecatur; contra legem, quia cum Deus
conjunxerit et jusserit non separare , vos id facere tentatis.
D . Chrys. Homil. L X III in Matth. n. 2, t. VII, p. 699.

R O Z D Z I A Ł

XI .

31

małżeństwo, kiedy tam obojętnem będzie dla nas , czy­
śmy je zawierali lub nie?.... Na co nam bogate dziedzic­
twa, Jkiedy tak krótko używać ich mamy?....
Kształt świata tego przemija *); pocóż więc troszczyć
się o dobra doczesne, jak gdyby wiecznie trwać miały?
co krok bliżsi jesteście tej krainy, gdzie ani małżeństw
zawierać, ani bogactw zbierać, ani gospodarstw zakładać
nie będziecie; tam czeka was nowe życie, nowy świat.
Ten w którym dziś żyjemy, dla wszystkich w jednem
zginie grobie“ 1).
1) I Cor. VII, 31.
2) Prasterit figura hujus mundi, quid te de mundi rebus
non perennibus, sed caducis, perennium ac stabilium oblitus,
crucias? Non jam matrimonium, non dolores, non partus, non
voluptas, non divitiarum copia, non praediorum studium, non
cibus, non tegumenta, non agricultura, ac navigatio, non ar­
tes et sedificia, non urbes, non aedes, sed alius quídam status
atque vita consequentur; haec paulo post cuneta interibunt*
D . Chrys. de Virginit. c. 73, t. I, p. 399, 400.

ROZDZIAŁ SIÓDMY.
Dalszy

ciąg

poprzedzającego.

Po tych naukach, zawierających w sobie zasady mo­
ralnego wstrząśnienia, które ocaliło świat odradzając ro­
dzinę i uświęcając to źródło życia, następoAvały różne ta­
jemnicze obrządki, które przedstawiając dotykalnie te
zbawienne nauki, nowej im udzielały siły. Kapłan błogo­
sławił obrączkę, a przyszły małżonek wkładał ją na pa­
lec swej oblubienicy, jako godło jedności, wierności, mi­
łości i posłuszeństwa małżeńskiego. Dalej, ponieważ nasi
ojcowie w wierze, powiększej części w cnoty jedynie byli
bogaci, zatem przyszli małżonkowie składali choćby tylko
kilka sztuk drobnej monety; te przędstawiały wspólność
mienia. Summę te rozdawano ubogim, aby ich błogosła­
wieństwa wyjednały nowożeńcom szczęśliwe pożycie
i powodzenie. Jakże tkliwy ten zwyczaj dziwnie się ró­
żnił od samolubstwa pogan i ich okrutnej nieczułości dla
biednych, ale nie dość na tern, był on jeszcze jakby publicznem wyznaniem tej miłości chrześciańskiej, która jak

i i O Z D Z I A Ł

Til.

33

Wtédy, tak i dziś powinna żyć w sercach Wszystkich
wiernych dzieci Kościoła. Potem następowało podanie
rąk: nowożeniec brał rękę swej żony na znak wierności,
jaką, jej przyrzekał, a historya dowodzi nam z jak reli­
gijną ścisłością dotrzymywał swych przysiąg. Dalej cere­
monia osłonięcia (1’obombration). Nad kornie pochylonemi głowami dwojga małżonków rozciągano zasłonę, aby
nie zapominali, że są dziećmi świętych i braćmi
aniołów, zatem wstydliwość i skromność powinna być
zasadą i podstawą ich postępowania. Zasłona była ko­
loru purpurowego, aby jaskrawa ta barwa jasno wska­
zywała małżonkom, że cnoty te stanowią ich najpiękniej­
szą ozdobę i winny żywo odbijać się w każdym ich kro­
ku 1). Nakoniec następowało wkładanie koron. Kapłan
błogosławił wieniec z gałązek oliwnych, róż i lilji, i kładł
gó na głoWy nowożeńców. Wieniec ten przypominał mał­
żonkom, że zawsze powinni panować nad swemi namię­
tnościami; po odbytym obrzędzie, wieniec teń, godło
niewinności i Czystości, zachowywano w Kościele jak
świętość *2).
Po ukończeniu tych wszystkich obrządków, sędziwy
kapłan znowu głos podnosił, i w imię Wszechmocnego
Boga, Stwórcy i prawodawcy rodziny, wymawiał nad

’) S, Ambr. lib. de Virgin, c. 15.
2) D. Chrys. Hornil. X II in I, ad Corinth.

u

D Z IE JE Ż Y C IA KO DZINNEGO.

młodemi małżonkami wszechwładne słowa, uświęcające
ich związek i czyniące go nierozerwalnym.
Tak więc zostali złączeni na zawsze; tak w młodości
jak w podeszłym wieku, w szczęściu czy w niedoli,
w zdrowiu czy chorobie, w radości czy w smutku, zawsze
i wszędzie aż do końca życia. Nie jest to związek prze­
mijający i zwierzęcy jak u pogan, to wiekuiste i nie­
biańskie przymierze. Tu nowożeńcy nie składają przy­
siąg u stóp jakiegoś bezsilnego bóstwa, sam Bóg je od
nich przyjmuje, a świadkami są aniołowie i święci w nie­
bie. Oboje zasiadają razem do stołu pańskiego, ażeby
krwią Zbawiciela utwierdzić zawarty związek, i czerpać
w tym odradzającym sakramencie, czystość, siłę i wszel­
kie łaski niezbędne do wypełniania nowych powinności.
Jakąż to powagą i uroczystością odznaczają się te
nauki i obrządki! Wszystko uczy mężczyznę, że rozpo­
czyna nową epokę życia. Słowa błogosławieństwa mał­
żeńskiego, też same które Bóg wyrzekł niegdyś nad pier­
wszą parą małżonków, przejmując męża wielkiem po­
szanowaniem, mówią mu, iż spełnia najważniejszy akt
w życiu; że jak nowy Adam ma zostać głową rodziny,
i podejmuje się dźwigać cały ciężar obowiązków jakie
godność ta na niego wkłada. I kobieta odbiera tu równie
zbawienną naukę. Widok nowych obowiązków zaćmie­
wa w jej oczach obraz zabaw i uciech; zdaje jej się że ze
środka ołtarza wychodzi głos jakiś i mówi: „O Ewo! czy
pojmujesz co robisz? czy wiesz, że odtąd wolność już tył-

R O Z D Z I A Ł

VU.

35

ko po za grobem istnieje dla ciebie? czy pojmujesz co to
jest piastować w swym śmiertelnym żywocie człowieka
nieśmiertelnego, stworzonego na obraz i podobieństwo
Boga? *).“
Teraz zostawmy na chwilę nowozaślubionych mał­
żonków chrześciańskich u stopni podziemnego ołtarza;
wkrótce wrócimy do nich, aby razem towarzyszyć im do
domu. Zobaczmy gdzie się obraca owo małżeństwo po­
gańskie, odbywające zabobonną przechadzkę do ołtarza
Junony? oto znów siejąc zgorszenie powraca z hałasem
przez wielkie ulice Rzymu. Czy widzicie ich, jak otoczeni
licznym tłumem zasiedli około stołu przeciążonego jadłem
i napojami, w triclinium *2), którego mozajki, marmury
i złocenia odbijają się w tysiącznych pochodniach świa­
tłem swóm olśniewających. Wchodząc w progi domowe­
go ogniska, ileż to odbywano obrzędów tchnących jedy­
nie poniżającycą rozpustą i śmiesznómi zabobony; w sali
biesiadowej ze wszech stron obijały się o twoje uszy lu­
bieżne śpiewy i śprośne rozmowy; dalej rozpustne tańce?
krew gladiatorów, godnie wieńczyły tę uroczystość roz­
poczętą wiarołomstwem. „Czemże są wasze uroczystości
małżeńskie, mówił jeden z naszych ojców? oto rozpustne
jakieś pohulanki, w których składacie cześć Wenerze

’) Chateaubriand Grenie du Ch'ryst. t. I, c. 10.
2) Triclinium, izba jadalna u starożytnych o trzech łóż­
kach, u każdego z których siadało trzy osób. — P. T.

36

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

w pieśniach i tańcach rozwiązłych, gdzie bezbożność i lubieżność walczą z sobą o palmę pierwszeństwa, gdzie
głośno wychwalają cudzołoztwo, pogwałcenie węzłów
małżeńskich i wszelkie występne stosunki; a przesyciwszy
się rozpustą i niewstrzemiężliwością towarzyszycie oblu­
bienicy do nowego mieszkania, wiodąc ją po ulicach
w pośród najsprośniej szych żarcików i dowcipków... Zaiste
szatanów samych zapraszacie na wasze gody małżeńskie,
a wasze lubieżne śpiewki i śprośne rozmowy obudzają
występne namiętności i żądze, w sercach podobnych im
uczestników; zwołujecie do domów waszych mężczyzn
i kobiety których rozwiązłe obyczaje i bezczelne ruchy
nawet w teatrach razić muszą. Czegóż dobrego możecie się
spodziewać od tego zbioru nieczystości i kału?...1).“ Oby­
czaje świata całego w wieku Augusta, dostateczną nam
dają odpowiedź.
Teraz wróćmy do katakomb i pójdźmy z nowożeń­
cami chrześciańskiemi aż do ich mieszkania. Taż sama
powaga z jaką przystępowali do ołtarza nie opuszcza
wracających, a skromna biesiada przypomina proste ży­
cie patryarchów. Biesiada ta nazywa się agapa; jest wy­
prawiona kosztem miłości chrześciańskiej, która im za­
razem przewodniczy i zaprasza uczestników. W ich gro­
nie widzę biednych, którzy składają niejako jakby jedną
rodzinę z rodziną nowożeńców. Tu wszyscy cieszą się*I,
*) D. Chrys. in illud propter fornicationes uworutn, w. 2, t.
III, p. 235.

R O Z D Z I A Ł

V II.

37

w Panu; rozmowy są nacechowane wstydliwą, skromno­
ścią, a uczta cała jak się zaczęła tak i kończy modlitwą;
a tak błogosławieństwo Ojca Przedwiecznego zstępuje
powtórnie na dzieci Ewangelii. W tej uroczystej życia
chwili, postępowanie nowożeńców tchnęło duchem bo­
skiego Mistrza, którego obudzali w nich posłannicy jego,
mówiąc, „Nie zniesławiajmy małżeństwa chrześciańskiego wrzawą i przepychem, który pozostawmy dzieciom
szatana, my zaś naśladujmy małżonków z Kany Gali­
lejskiej, wzywając na nasze gody Jezusa Chrystusa. W y­
dalajmy więc starannie szatana, nieprzystojne uciechy,
rozpustne śpiewki, nieskromne tańce, niestosowne śmie­
chy, p rzepych i próżność niegodne chrześcianina, oraz
wszystko co może obrażać skromność i niewinność. Nie
dopuszczajmy jak tylko wierne sługi Jezusa Chrystusa,
bo wtedy jedynie możem się spodziewać, że ten Bóg
Zbawiel zstąpi wśród nas ze swą świętą matką 1).“ Da­
lej, stawiając im za wzór starożytnych patryarchów, któ-*)
*) Ne diabolicis eas (nuptias) pompis dehonestemus: sed
quod factum est a civibus Canæ Galileæ, fiat et ab iis qui docunt uxores, Christum habeant in medio sedentem. Quo vero
pacto id fieri potest? Per ipsos sacerdotes. Qui enim, inquit, recipit vos, me recipit. Si ergo diabolum abegeris, si meritricias
cantilenas et molles cantus, immodestas choreas, verba turpia,
diabolicam pompam, tumultum, risum effusum, et reliquam
turpitudinem amandaris, sanctos autem Christi servos introduxeris, Christus per ipsos plane aderit cum matre sua et fratribus. De Chrys. in illud propter fornicat. n. 2, t. I ll , p. 234.

ROZDZIAŁ ÓSMY.
Wnętrze

rodziny

chrześciaAskiej.

Miłość chrześciańska, ten główny węzeł rodziny chrześciańskiej, nadawała jej zarazem nieporównany powab.
Ponieważ boska ta cnota, całkiem różna od miłości po­
gańskiej, odznacza się przedewszystkiem szlachetnością,
i czystością, dla tego to mężowie często nadawali żonom
nazwy sióstr i towarzyszek. Jakże doskonale odbija się
w tych słowach owo nieograniczone wstrząśnienie moralne,
dokonane przez chrystyanizm. Mąż nie jest już panem, wła­
ścicielem, despotą, ale bratem, podporą, towarzyszem życia
w szczęściu i niedoli. Kobieta przestała być niewolnicą któ­
rą mąż ma prawo bić, sądzić i porzucać; rzeczą jakąś, którą
może sprzedawać, ustępować, lub odbierać według swego
widzimi się; to siostra, towarzyszka, wprawdzie nie
równą mająca władzę, jednak posłuszeństwo jej ma gra­
nice zakreślone ręką sprawiedliwości i miłości. Nie jest
wolna od jarzma małżeńskiego, ale mąż dźwigać je z nią
musi; między niemi wszystko wspólne, zupełna panuję
równość, żadnych wyjątków, żadnych przywilejów ucią­
żliwych i poniżających. Ta słodka swoboda, strzeżona

R O Z D Z I A Ł

v ix i.

41

prawem bożem, stawała się chwałą małżeństwa i szczę­
ściem małżonków chrześciańskich ).
Poganie, nie zdolni pojąć tych wzniosłych pojęć iuCzuć
ojców naszych, tak przewyższających ówczesne obyczaje
i prawa, poczytywali im je za zbrodnie. Tertulian tak od­
powiadana ich zarzuty: „Potwarzacie nas, dziwicie się, że
sobie nadajemy'nazwę sióstr i braci , bo u was wszelkie
stopnie pokrewieństwa to tylko czcze wyrazy, a wszelkie
oznaki przywiązania to fałsz i udanie. Z prawa natury,
naszej wspólnej matki, i wy także jesteście naszymi bra­
ćmi, jakkolwiek możemy zaledwie uważać was za ludzi,
bo nie pojmujecie miłości braterskiej. Czyliż nie mamy
słuszności uważać się za braci, my dzieci jednego ojca,
gowa; oświeceni jednym duchem świętości, wdelbiciele je ­
dnej prawdy, wyswobodzeni z łona wspólnej ciemnoty.
Sadzicie może, że nie jesteśmy braćmi w prawdziwym zna­
czeniu tego wyrazu, bo nie rozprawiamy głośno o naszém
poświęceniu braterskiem, ale my dla tego nazywamy się
braćmi, że wszystko co posiadamy jest wspólną naszą
własnością, że się miłujemy wzajemnie i za jedną uwa­
żamy rodzinę. U was majątki są często powodem zry­
wania stosunków rodzinnych, my zaś bez wachania dzielemy się wszystkiém co mamy, bo jednóm ożywieni du­
chem, jednóm żyjemy sercem. W naszém społeczeństwie
’) Dilectissima mihi in Domino conserva.... Conserva carissima. TertuU. ad Uæor. lib. I, c. 1 et 8. — Obacz także
Mamacbi, de Costumi de primitivi christiani, t. III, p. 12, n. 3.
Gaume, Tom II.
4

42

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

wszystko jest wspólnem wyjąwszy żon, i tern właśnie
różniemy sig od was, którzy tg jedng tylko wspólność
pojmujecie 1).
W duchu pierwszych chrześcian, nazwa brata i siostry
którą sobie wzajemnie nadawali małżonkowie, miała to
pigkne i wzniosłe znaczenie duchowe jakie tu podajemy.
„Prawa nasze, mówili oni, nakazują nam oddać każde­
mu wedle sprawiedliwości. Tak wigc nazywamy każde­
go stosownie do jego wieku: jednych synami lub córka­
mi, drugich braćmi lub siostrami, a osobom w pode­
szłym wieku nadajemy czcigodne imiona ojców lub ma­
tek. Zatem wszyscy ci, których nazywamy którym­
kolwiek z tych słodkich imion pokrewieństwa są nam *)
*) Sed et quod fratrum appellatione censemur, non alias
opinor, infamant, quam quod apud ipsos omne sanguinis no­
men de affectione simulatum est. Fratres autem vestri sumus
jure naturæ, matris unius, et si vos parum homines, quia mali
fratres. At quanto dignius fratres et dicuntur et habentur, qui
unam Patrem Deum agnoverunt, qui unum spiritum biberunt
sanctitatis, qui de uno utero ignorantiæ ejusdem ad unam lucem expaverunt veritatis? Sed eo fortasse minus legitimi existimamur, quia nulla de nostra fraternitate tragœdia exclamat,
yel quia ex substantia familiari fratres sumus, quæ penes vos
fere dirimit fraternitatem. Itaque qui animo animaque miscemur, nihil de rei communicatione dubitamus. Omnia indiscreta
sunt apud nos, præter uxores. In isto solo consortium solvimus, in quo solo cæteri homines consortium exercent, qui non
solum amicorum matrimonia usurpant, sed et sua amicis patientissime subministrant. Tertull. Apol. c. 39.

R O Z D Z I A Ł

43

V III.

zarówno drodzy, i staramy się przedewszystkiem, aby
nawet ciała ichustrzedz od wszelkiej zmazy iprofanacyi1).
Spojrzyjmy na pyszne pomniki pogan, tam na zdo­
biących je marmurowych tablicach znajdziemy wszędzie
wyryte dowody despotyzmu mężczyzny i ucisku kobiety,
gdy przeciwnie skromne napisy naszych katakomb świad­
czą co chwila o tej wzruszającej równości małżonków, to
je st o wyzwoleniu istoty słabej i o odrodzeniu rodziny *2).
Ta miłość chrześciańska zamieniająca małżonków
w jedną duszę i w jedno serce żyjące w Panu, roztaczała
swe promienie na wszystkie stosunki w życiu; ognisko
domowe wyobrażało niebo na ziemi. Ale nie na tern
ograniczał się jej wpływ zbawienny: jak wiara co świa­
tłem swojem mierzy nieskończoność i sięga krańców
wieczności,przewyższała ona niewymownie wszelką miłość
ziemską, a wznosząc i uszlachetniając serce nadawała m u
tę nieograniczoną moc i siłę poświęceń, którą musiemy
uwielbiać, ale niestety nie umiemy dziś naśladować.
Mąż, wierny najpierwszemu obowiązkowi małżeństwa,
') Nobis sancita lex est, utjustitiæ mensurara ex nobis
et ex proximis nostris dijudicemus. Hiñe pro ætate alios filios
et filias novimus, alios fratres et sórores habemus, ac séniores
patrum et matrum loco colimus. Quos igitur fratres et sórores,
cæterisque cognationis nominibus appellamus, maximæ nobis
curæ est, ut intaminata et incorrupta eorum corpora permaneant. Arnob. Legat, pro Christ, c. 32.
2) Niektóre z tych napisów znajdziesz w Mamachi, Ori­
gines et Antiquitates Chñstianae, t. III, p. 398, n. 5.
4*

44

d z ie j e ż y c ia r o d z in n e g o .

starał się przedewszystkiém zapewnić żonie wiekuiste
szczęście, bo ani serce, ani wiara jego nie mogły prze­
stać na tym przemijającem związku. Tu już zaczyna się
rozwijać wielki charakter człowieka uszlachetnionego
przez chrystyanizm, niebawem potrafi on się podnieść aż
do szczytu wzniosłości.
Wydano edykt prześladowania, posłannicy władzcy
(les tabellaires) rozlepiają go po murach Rzymu i rozno­
szą rządzcom prow incyj, aby go ogłosili w calem cesar­
stwie. Z nadejściem chwili walki i śmierci, wzajemna mi­
łość przyszłych ofiar nowej nabiera siły; zwiększa się zobopólne przywiązanie małżonków; mąż zapominając, że
może utracić wolność i Życie, tern się tylko niepokoi
czy żonie jego nie zbraknie potrzebnego męztwa i siły,
bo jéj przyszłe szczęście tak mu drogie jak własne. Bez­
ustannie zachęcają i dodaje odwagi, a jeźliBóg użyczył
m u zdolności układa dzieła mające nieustannie podsycać
jéj wytrwałość, i strzedz jej nietylko w pośród mąk
i prześladowania, ale nadto w pośród tysiąca zwodni­
czych ponęt, tak zgubnych dla kobiety. Tertulian przed­
stawia nam doskonały wzór téj miłości chrześciańskiej,.
tak niepojętej nie tylko dla pogan, ale i dla wielu dzisiej­
szych ludzi. W pośród téj nieustannej walki, jaką wy­
mowny apologista prowadził ciągle z bałwochwalstwem
i odszczepieństwem, nie zapominał ani na chwilę o zba­
wieniu małżonki powierzonej j ego opiece. Ułożył sławne
■dzieło które ofiarował swéj ukochanej w Panu towarzyszce1),.
J) Dilectissima mihi in Domino conserva. Loe. cit.

R O Z D Z I A Ł

V III.

45

a to głównie, aby wzmocnić w niej uczucie wiary i przed­
stawić jakieby ją czekały niebezpieczeństwa, gdyby po
jego śmierci weszła w powtórne związki z bałwochwalcą.
Zbliża się chwila męczeństwa. Zamiast oddawać się
bezużytecznej rozpaczy, ktoraby poniekąd ubliżała jego
wierze, małżonek chrześciański starał się przedewszystkiem tak słowami jak przykładem podniecać odwagę
i męztwo swej ukochanej małżonki, którą widział ju ż
jakby wstępującą na drogę wiekuistej chwały. Miłość
chrześciańska, wyższa, silniejsza, niż wszelkie wrodzone
uczucia, kierowała postępowaniem, którego wzniosła, nad­
ludzka odAvaga mogła się jedynie wyrodzić, z żywej, nie­
ograniczonej wiary w tę przyszłą, błogoshiwioną ojczy­
znę, gdzie święty ich związek miał dotrwać aż do końca
wieków. Euzebiusz cytuje Klemensa Alexandryjskiego,
który przekazał nam świetny przykład tej prawdziwie
boskiej miłości ożywiającej małżonków chrześciańskich.
„Małżonka św. Piotra, mówi uczony doktór, z chwalebną,
odwagą uczyniła publiczne wyznanie wiary; książę Apo­
stołów spotyka ją idącą na męczeństwo. Na ten widok
święta, niepojęta radość przenika jego serce; składa dzięki
Stwórcy, że ta którą mu dał za towarzyszkę i siostrę, za
chwilę już wstąpi do niebieskiej Jerozolimy, aby tam
oczekiwać swego męża i brata. Woła ją po imieniu i po­
cieszając łagodnie mówi: Zono nie zapominaj o Panu r).u

') Euseb. Ilist. eccl. c. 30, p. 109, edit. Taur.

46

D Z IE JE Ż T C IA R O D ZIN N EG O .

Takie to były, dodaje historyk, małżeństwa chrześciańskie w pierwszych czasach Kościoła, taka to dosko­
nała miłość łączyła małżonków chrześciańskich.
Kobiety chrześciańskie z równą troskliwością starały
się o zbawienie swych małżonków, jeźli zdarzało się, że
byli jeszcze bałwochwalcami.
Dobre, łagodne, uprzejme, powolne, czyste, skromne,
posłuszne, uprzedzające, czynne, odważne, wywięzywały
się z tego wielkiego obowiązku z chwalebną gorliwością,
i tak jak dziś jeszcze ostatnie wstają od stóp ołtarzy, tak
wtedy najpierwsze przybywały do katakomb.
Ta ich gorliwość nigdy się nie zmniejszała: bo była
tak silna i niewzruszona jak miłość chrześciańska stano­
wiąca jej podstawę. Sw. Justyn męczennik podając krótki
rys historyi tych czcigodnych małżonek, w swej drugiej
apologii przytacza jedną z tysiąca, która wychowała się
w bałwochwalstwie i wiodła wolne życie jak wszystkie
kobiety pogańskie. Odrodziwszy się przez chrystyanizm,
zapragnęła gorąco podzielić to szczęście z małżonkiem;
aby dojść tego celu nie szczędziła próśb, rad, łez, wszel­
kich ofiar i poświęceń, ale wszystko była nadaremne.
W nagrodę takiej miłości mąż oskarżył ją że jest chrześcianką: zabrano jej majątek, wtrącono do więzienia,
a w końcu skazano na śmierć męczeńską. Do ostatniej
życia chwili nie przestała kochać, modlić się i krwi swej
ofiarować jako okup za zbawienie tego, co jakkolwiek

R O Z D Z I A Ł

V IH .

47

stał się jej oskarżycielem i katem, nie przestał jednak
być jej małżonkiem 1).
Ta miłość małżeńska objawiająca się w bohaterskiem
i wzniosłem męczeństwie, z mniejszém może blaskiem,
ale z równą, jeźli nawet nie większą zasługą, przebijała
we wszystkich szczegółach życia. Jako dzieci Adama, oj­
cowie nasi nie byli aniołami, i mieli także swoje wady
i niedoskonałości nieodstępne od natury ludzkiej , ale
z jakąż to godną uwielbienia miłością i łagodnością zno­
sili je i przebaczali sobie wzajemnie. Święty Klemens
papież i męczennik, świadek tego cudu, który milszy
jest sercu Boga niżli cała wspaniałość i świetność firma­
m entu12), w swoim liście do rozdwojonych chwilowo
Koryntian tak się wyraża: „Kogoż z cudzoziemców tłum ­
1) Millier quædam cum viro degebat intemperante internperans et ipsa prius; sed postquam Christi doctrinam cogno­
vit, ipsa ad meliorem frugem se recipit, ac viro ut similiter
sese colligeret, persuadere conata est, christianam illi doctrinam
exponens, et futura his qui libidinose ac præter rectam rationem
vixerint, in æterno igné supplicia denuntians: verum ille in iis
dem flagitiis permanens... Tum præclarus etbonus ille vir, cum
gaudere deberet, quod quæ olim uxor cum servis et mercenariis in vinum atque omnium vitiorum genus effusa licenter per­
petrabat, ab his jam faciendis deterrita fuisset, ac ipsum etiam
ab iisdem flagitiis deterrere studeret, accusat quod esset Chri­
stiana, etc. Apol. II. n. 2.
2) In tribus placitum est spiritui meo, quæ sunt probata
coram Deo et hominibus: concordia fratrum, et amor proximorum, et vir et mulier bene sibi consentientes. ÆcÆ X X Y , 1,2.

48

D Z IE JE ŻY CIA RO D ZIN N EG O .

nie wśród was przebywających nie zadziwiała wasza silna
wiara zdobna we wszelkie cnoty? Któż nie uwielbiał wa­
szej pobożności tak pełnej zarazem pokory i siły? Kto
nie wychwalał waszej szlachetnej gościnności, nie głosił
waszej mądrości, roztropności i umiarkowania które wam
zapewniały szczęście i spokojność? Postępowaliście za­
wsze z zupełną bezstronnością, idąc wielkim krokiem
drogą prawa Bożego, pod spokojnym kierunkiem wa­
szych pasterzy; starszym oddawaliście cześć przynależną;
dla młodych byliście przykładem uczciwości i skromno­
ści; nauczaliście kobiety jak mają być przywiązane do
swoich małżonków, w pokorze i prostocie serca błogosła­
wić swą zależność, umieć zarządzać domem w spokoju
i cichości, i uszlachetniać wszelkie zatrudnienia czysto­
ścią i świętością swych chęci. Pokorni, bez chełpliwości,
skłonniejsi do posłuszeństwa niż rozkazywania, do udzie­
lania niż do brania, zasilani ciałem Pańskiem na tym
świecie, który uważaliście jako doczesną pielgrzymkę,
nie oglądając się dążyliście do waszej Niebieskiej Ojczy­
zny, z oczami zwróconemi na krzyż Zbawiciela, z ser­
cem otwar tern jego słowom. Tak postępując cieszyliście
się błogosławieństwem, miłością i pokojem.
Dążyliście z upragnieniem do uświątobliwienia, a
przepełnieni pełnością Ducha S ., z oszczędności dóbr
waszych rozlewaliście dobrodziejstwa na cały świat. Upo­
jeni radością sumienia waszego, ogrzani żarliwością w do­
konywaniu uczynków miłosierdzia, wznosiliście ręce do
Wszechmocnego, błagając o odpuszczenie usterek słabej

R O Z D Z I A Ł

V III.

49

natury waszej. We dnie i w nocy czuwaliście troskliwie
nad zbawieniem wszystkich braci waszych, błagając Boga
aby nie zginął żaden z tych, których On oddał Synowi
swojemu. Pożycie wasze upływało w wesołości i nie­
winności, wolne od swarów i niezgod; lękaliście się na­
wet cienia rozdwojenia. Jeźli zgrzeszył kto pomiędzy
wami, płakaliście nad jego upadkiem, poczytując upadek
bliźnego za swój własny. Zawsze skłonni dobrze czynić,
nie żałowaliście nigdy żeście co dobrego spełnili: życie
wasze otoczone czcigodnym orszakiem cnót wszelkich,
upływało w bojaźni Bożej, a przykazania Boskie wyryte
były na tablicach serc waszych“ 1).*)
*) Quis enim apud vos diversatus, virtute omni plenam,
firmamque fidem vestram non probaret? modestam ac decentem in Christo pietatem non est admiratus? magnificentiam
hospitalitatis vestræ non prædicavit? perfectam stabilemque
cognitionem non judicavit beatam? Nam sine personarum acceptione cuneta faciebatis, et in Dei legitimis ambulabatis;
subditi præpositis vestris, et honorem debitum senioribus ve­
stris tribuentes; juvenibus ut moderata et honesta cogitarent
mandabatis; mulieribus denuntiabatis ut in inculpata et ho­
nesta et casta conscientia peragerent omnia, diligerent pro of­
ficio maritos suos; atque in obedientiæ regula constitutæ, res
domesticas honorate administraient docebatis, omninoque mo­
deste se gererent. Omnes autem humili animo eratis, nullatenus superbientes, magis subjecti quam subjicientes, dantes potius quam accipientes; Dei viatico contend, et accurate attendentes sermonibus ejus, dilatad eratis in visceribus, et passiones illius præ oculis vestris erant. Sic pax alta et præclara
omnibus dabatur, insatiabile benefaciendi desiderium et plena

50

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

Ojcowie Kościoła jednozgodnie wysławiają- doskona­
łą, jedność cechującą życie domowe w owych pięknych
dniach powstającego Chrystyanizmu. Już same nawet
napisy pogrobowe świadczyły o świętości, żywości i sta­
łości przywiązania małżeńskiego. „Wszystko nas przeko­
nyw a, mówił sławny ojciec Mamachi, że małżeństwo
chrześciańskie, jest raczej czystem połączeniem dusz niźli
związkiem ciał 1). Sami nawet poganie, podziwiali nie­
ustannie ten tak nowy dla nich widok. „Patrzcie, mówili,
jak oni się miłują wzajemnie, i jak w każdej chwili go­
towi są umierać jedni za drugich!“ 2).
Spiritus sancti super omnes effusio erat; atque refecti sanctae
voluntatis, bona alacritate cum pia confidentia extendebatis
manus vestras ad omnipotentem Deum; supplicantes illi, ut
propitius esset, si quid inviti peccassetis. Yobis per diem ac
noctem sollicitudo erat pro universa fraternitate, ut cum misericordia et conscientia salvaretur numerus electorum D ei.
Sinceri et simplices eratis, atque injuriae immemores, invicem.
Omnis seditio, et omnis scissura vobis abominationi erat: de
proximorum delictis lugebatis; eorum defectus, vestros judicabatis; omnis bonae operationis non poenitebat vos, sed parati
eratis ad omne opus bonum. Veneranda et virtutum omnium
refecta conversatione ornati, cuncta in timore ejus peragebatis. Mandata Domini scripta erant in cordis vestri tabulis.
S. Clem, ad Corinth. Epist. / , n. 1 et 2.—Id. S. Ignat, ad Polycarp. n. 5.— Clem. Alexand. Stromal, lib. IV, p. 524.
1) D e’ Costumi, etc. t. III, p. 13.
2) Vide, inquiunt, ut invicem se diligant.,. et ut pro alterutro mori sint parati. Tertidl. Apol. c. 39.

R O Z D Z I A Ł

V III.

51

Jakaż to była owa tajemna siła, co ożywiając ojców
naszych tern silnem uczuciem miłości chrześciańskiej po­
chłaniającej wszelkie ziemskie namiętności, czyniła ich
podobnemi aniołom? Tą siłą była wiara. Boskie przepisy
prawodawstwa ewangelicznego, silniej były wyryte w ser­
cach tych szczęśliwych chrześcian, niźli prawa Mojżesza
na kamiennych tablicach Sinai, albo kodex decemwirów
na spiżowych tablicach Kapitolium. Dziś jeszcze przed­
stawcie mi naród któryby dozwolił równie głęboko wy­
ryć w swem sercu te święte przepisy, a tenże sam cud
przedstawi się waszym oczom. Ale i wiara i miłość po­
trzebują zasilenia; życie nadprzyrodzone którego są pod­
stawą, zagasłoby zbyt prędko pod przewagą zmysłów,
gdyby nieustannie nie było wzmacniane duchem bożym.
Ten zaś duch Boży, ten pokarm życia chrześciańskiego,
jest to modlitwa i komunja. Dla tego to ojcowie nasi
bezustannie oddawali się modlitwie i rozmyślaniu, tra ­
wiąc nie tylko dnie ale i noce na tych pobożnych ćwi­
czeniach, tak potrzebnych, tak wzniosłych i tak miłych
zarazem r). Boski ich przewodnik nie opuszczał ich ni­
gdy, bo zawsze nosili go w swem sercu. K rzyż, ten
wymowny nauczyciel wszelkich cnót, to godło najwyż­
szego poświęcenia, zdobił zawsze ich domowe zacisze.
W czasach prześladowania, kiedy podziemia były jedynem ich schronieniem, ryli go wszędzie: w katakombach,
') S. Hyeron. ad Laitam ; Pliniusz młodszy, L is t do T ro ­
jana; S. Justyn. A polog. etc.

52

D Z IE JE Ż Y C IA R O D ZIN N E G O .

na czarach, naczyniach i wszelkich sprzętach służących
im do użytku 1). Ich czoło, oczy, usta, były nieustannie
znaczone tern świętem godłem, opiekunem słabości i
podporą, cnoty *2).
Jak tylko ustało prześladowanie, krzyż, pogromca
piekieł i oswobodziciel ludzkości, wszędzie zaczął rozta­
czać swoje ramiona. Spójrz w którąkolwiek stronę tego
prawdziwie chrześciańskiego świata, a zawsze i wszędzie
napotkasz to święte godło: w domach, w forum, w pu­
styniach, po drogach, w lasach, na górach, pagórkach
na m orzu, na okrętach, na wyspach, nad łóżkami, na
ubraniu, na meblach, stołach, złotych i srebrnych na­
czyniach, na kosztownych kamieniach, na obrazach, na
ścianach, na szyjach cesarzów i poddanych, mężczyzn
i kobiet, dziewic i mężatek, niewolników i wolnych 3).

*) Boldetti, Observazioni sopra i cimiteri, etc. lib. I.
2) Ad omnem progressum atque promotum, ad omnem
aditum et exitum, ad calceatum, ad lavacra, ad mensas, ad lumina, ad cubilia, ad sedilia, quacumque nos conversado exercet, frontem crucis signáculo terimus. Tertull. de Coron. n. 3.
3) Nihil enim imperatoriam coronam sic exornat, ut crux
universo mundo pretiosior: et quod omnes olim exhorrescebant, ejus nunc figura ita certatim exquiritur ab omnibus, ut
ubique reperiatur, apud principes et subditos, apud mulieres
et viros, apud virgines et nuptas, apud servos et liberos; nam
illud omnes signum frequenter imprimunt in membrorum nobiliori parte, et in fronte seu in columna figuratum quotidie
circumferunt. Hoc in sacra mensa, hoc in sacerdotum ordina-

R O Z D Z I A Ł

V III.

53

Zastanowiwszy się chwilę nad naturą, liczbą i cudo­
wną wszechmocnością nauk i napomnień wypływających
z krzyża, potrzeba pochylić czoło przed głęboką filozo­
fią chrystjanizmu, starającą się nieustannie, aby ta nau­
czająca księga, dzień i noc dla wszystkich stała otwo­
rem. A jednak w dzisiejszych czasach znaleźli się lu­
dzie którzy zponiewierali święte to godło, którzy drżą
na sam widok krzyża, a przecież nazywają się obroń­
cami i odrodzicielami społeczeństwa.
Małżonkowie, którym dostało się w podziale brze­
mię najtrudniejszych obowiązków, więcej jeszcze od in­
nych oddawali się modlitwie. „Jakże to miło widzieć ich
razem uczęszczających do domu Pańskiego, tej skarbnicy
łaski i błogosławieństw! Spojrzyjcie na Avychodzących:
mąż staje się godniejszym poszanowania w oczach żony,
żona milszą sercu męża, bo nie piękność zewnętrzna, ale
piękność duszy prawdziwy wdzięk nadaje kobiecie. Taka
piękność nie zasadza się na pożyczanych ozdobach, ko­

tionibus, hoc rursum cum corpore Christi in mystica coena
refulget. Hoc ubique celebratum videre est, in domibus, in foro, in desertis, in viis, in montibus, in saltibus, in collibus, in
mari, in navibus, in insulis, in lectis, in vestimentis, in armis, in thalamis, in conviviis, in vasis argenteis et aureis, in
margaritis, in parietum picturis... Adeo certatim domum hoc
mirabile, ejusque ineffabilem gratiam omnes perquirunt. D.
Chrys. contra Judeeos et Gentiles, quod Christus sit Deus, t. I,
p. 697, n. 9.

54

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

sztownych lub eleganckich ubiorach, ale na czystości,
skromności, ścisłej wierności w wypełnianiu obowiąz­
ków, i niczem niezachwianej bojaźni Bożej. Duchowa ta
piękność nie lęka się ani wieku, ani chorób, ani wpływu
czasu. Zony i mężowie! starajcie się przedewszystkiem,
aby ta piękność duszy nigdy was nie odstępowała,“ *)
Dalej, te prawdziwe dzieci Boże, przystępowali co­
dziennie do stołu Pańskiego. Baczniejsi niż Izraelici któ­
rzy codziennie przed wschodem słońca zbierali mannę
spadającą z nieba, małżonkowie chrześciańscy uprzedzali
światło dzienne, posilając się chlebem mężnych i pijąc
wino Jctóre rodzi dziewice *2). Wspólne modlitwy odma­
wiane kilkakrotnie tak we dnie jak w nocy, częste od­
czytywanie i rozważanie Pisma Świętego, codzienne
przyjmowanie Eucharystyi, utrzymywało we wszystkich
członkach rodziny, to życie nadprzyrodzone, wznoszące
człowieka do rzędu aniołów, które świat starożytny wy­
dobyło z grobu.
Niech nikt nie sądzi jednak, aby pierwsi chrześcianie,
dla tego że tak szczerze oddawali się modlitwie i rodzi­
nie, zapominali o obowiązkach jakie społeczeństwo na
nas wkłada. Przeciwnie, nie wyłamywali się od żadnych
powinności, brali udział we wszystkich sprawach; nigdy
*) D. Chrys. Homil. in Paraelyt. t. III, p. 40.
2) Eucharistise sacramentum, et in tempore victus, et O m ­
nibus mandatum a Domino, etiam anteculanis coetibus, nec de
aliorum manu quam prsesidentium summimus. Tert, de Coron. c. 3.

B O Z D Z I A Ł

V III.

55

Państwo nie miało waleczniejszych żołnierzy, równie
prawych i nieskazitelnych obywateli. „Zaledwieśmy po*
wstali, mówi Tertulian, a wszędzie nas spotkacie, w wa­
szych miastach, wyspach, cytadelach, municipiach J),
zgromadzeniach, obozach, trybunach, dekuryach 2), w pa­
łacu cesarskim, w senacie, w forum, wszędzie, wyjąwszy
w waszych świątyniach** ®). Czyliż jeszcze powiecie że
nie jesteśm y użyteczni krajowi? Wszakże zamieszkujemy
wśród was, jednakowe pożywamy żywności, mamy je ­
dnakowy ubiór, jedne zajęcia, jednakie potrzeby; nie na­
śladujemy przecie braminów ani gymnosofistów indyj­
skich i nie odłączamy się od społeczeństwa, nie zapomi­
namy wypłacać się z długu wdzięczności jaki winni je ­
steśmy Bogu, Panu i Stwórcy wszechrzeczy, i szanuje­
my wszystko co od niego pochodzi; nic nie odrzucamy,
niczem nie pogardzamy, staramy się tylko aby niczego
nie nadużywać, w niczem nie przebierać miary. Równie
ak wy, nie wyrzekamy się rzeczy potrzebnych do żyjcia, równie jak wy bywamy w forum, w jatkach, na ta r­
gach, jarmarkach, w sklepach, w łaźniach i gospodach.
Żeglujemy razem z wami, służemy w wojsku, uprawia') Municipium (w dawnym Rzymie) miasto włoskie mają­
ce prawo obywatelstwa. P. T.
2) Dekurya (u Rzymian) dziesiąta część centuryi. P. T.
3) Hesterni sumus. et vestra omnia implevimus, urbes,
insulas, castella, municipia, conciliabula, castra ipsa, tribus,
decurias, palatium, senatum, forum: sola vobis relinąuimus
templa. Tert. Apol. c. 38.

56

d z ie j e ż y c ia

r o d z in n e g o .

my ziemię, trudniem y się handlem, rzemiosłami, a wszy­
stko dla tego aby wam być użytecznemi. Jakże więc
moglibyśmy być tylko ciężarem dla kraju, kiedy żyjem
jedynie dla was i przez was. Opłacamy jak najrzetel­
niej wszelkie podatki i ciężary publiczne, i państwo win­
no składać dzięki niebu że je zamieszkują, chrześcianie,
bo oni tylko jedni wywiązują się z tego obowiązku
z przekonania i pobożności, gdy tymczasem wy wszy­
scy za nic sobie macie oszukiwać skarb, przez różne wy­
biegi i wykręty 1).*)
*) Sed alio quoque injuriarum titulo postulamur, et infructuosi in negotiis dicimur. Quo pacto? homines vobiscum
degentes, ejusdem victus, habitus, instructus, ejusdem ad vi­
tara necessitatis. Ñeque enim brachmanae, aut Indo rum gymnosophistas sumus, sylvicolse et exsules vitae: meminimus gratiam debere nos Deo, Domino, Creatori: nullum fructum operum ejus repudiamus; plane temperamus, ne ultra modum, aut
perperam utamur. Itaque non sine foro, non sine macello, non
sine balneis, tabernis, officinis, stabulis, nundinis vestris, cseterisque commerciis cohabitamus hoc sseculum: navigamus et
nos vobiscum, et vobiscum militamus, et rusticamur, et mercamur: proinde miscemur artes, operas nostras publicamus
usui ves tro: qu omo do infructuosi videamur negotiis vestris,
cum quibus et de quibus vivimus, non scio... Vectigalia gra­
das christianis agent ex fide dependentibus debitum, qua alie­
no fraudando abstinemus; ut si ineatur quantum vectigalibus
pereat fraude et mendacio vestrarum professionum, facile ratio
haberi possit, unius speciei querela compensata pro commodo
caeterarum rationum. Apol. c. 42, 43.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
Wychowanie dzieci.

Żywa i święta miłość która uszlachetniając uczucia
rodzinne, wyzwalała je z pod przewagi zmysłów, wzma­
cniała się jeszcze, jeźli być może, za przyjściem na świat
dzieci. Uczniowie Ewangelii uważali dziecię za dar nie­
bios, za święty zakład, brata aniołów, dziecię Boże, spad­
kobiercę Jezusa Chrystusa, za żywą świątynię Ducha S.
Jakaż to niezmierzona różnica między tym ojcem po­
gańskim co obojętnie rzuca dziecię swoje na bezdroża,
a ojcem chrześciańskim który odkrywając zwolna pierś
uśpionego dziecięcia, całuje ją z poszanowaniem jako ży­
wą świątnicę najświętszej Trójcy!.. 1). Poganie uważali
tylko dziecię któremu żyć dozwalali za stworzonko ro­
dzaju ludzkiego, i przedewszystkiem starali się rozwinąć
jego siły fizyczne, aby młody ten tygrys mógł dorósłszy
rozszarpać swych współzawodników; chrześcianie zaś,
z niesłychaną troskliwością czuwali nie tylko nad fizy') Święty Leonides, męczennik, ojciec wielkiego Orygenesa.
Gaume, Tom I.

5

58

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

cznem ale zarazem i moralnem życiem młodego kandy­
data do nieba. Religijna obawa żeby nie udzieleniem
chrztu nie pozbawić tego anioła życia wiekuistego, prze­
cinała występne zabiegi, jakich zazwyczaj używali poga­
nie, aby zabić dziecię, za nim jeszcze przestąpiło progi
życia, i uczyła matki clirześcianki z jaką ostrożnością po­
winny unikać wszystkiego, coby mogło zagrażać wątłej
istocie za której życie były odpowiedzialne *).
!) Cædem quomodo perpetrare possimus, qui earn ne spectandem quidem ducimus, ne scelus et piaculum nobis impingamus? Et qui mulieris illas quæ medicamentis ad abortum
utuntur, homicidas esse et rationem hujus abortus Deo reddituras dicimus, quomodo hominem occideremus? Non enim
ejusdem est fœtum etiam in utero animal esse, ac ideo curæ
esse existimare, et editunï in lucem occidere; ac infantem non
exponere; quia parricidas sunt qui exponunt, rursus autem nutritum et educatum interficere. Sed semper in omnibus iidem
et æquales sumus, rationi servientes, non ei imperantes. Athenag. Legat. pro Christ, c. 35.
Qui autem matrimonio juneti sunt, iis scopus est et institutum, liberorum susceptio; finis autem, ut boni sint liberi:
quemadmodum agricolæ seminis quidem dejectionis causa est,
quod nutrimenti habendi curam gerat; agriculturas autem finis
est, fructutnn perceptio. Multo autem melior est agrícola, qui
terrain colit animatam: ille enim alimentum ad tempus expetens; hic vero, ut Universum permaneat curam gerens, agríco­
las officio fungitur; et ille quidem propter se, hic vero propter
Deum plantat ac seminat... Secundum naturam nobis vita processerit universa, si et ab initio cupiditates contineamus, et

R O Z D Z I A Ł

59

I X.

Wierne obowiązkowi jaki zarówno na nie wkłada natura i religia, matki chrześcianki, w jakiemkolwiek bać
były stanowisku lub położeniu, same karmiły dzieci, aby
te wraz z mlekiem macierzystem, ssały zarazem ożywczą,
siłę chrystyanizmu. Z licznych faktów i podań przytoczemy tu tylko na przykład św. Perpetuę *). Dnia 7 m ar­
ca, jak stoi w aktach jej męczeństwa, na rozkaz cesarza
Sewera, uwięziono w Kartaginie kilku młodych katechu­
menów: Rewokata i Felicytę, oboje ze stanu służebnego;
Saturnina i Sekundulę, nakoniec Vibię-Perpetuę, kobietę
22-letnią, znakomitego rodu, żonę jednego ze znaczniej­
szych obywateli. Posłuchajmy tej młodej, szlachetnej mę­
czennicy: „Zaprowadzono nas do więzienia; widok tego
strasznego podziemia, o jakich żadnego nie miałam wyo­
brażenia, przejął mię Avstrętem i trwogą. O jakże dzień
ten wydał mi się długim! nacisk był tak wielkim, że
prawie dusić się było trzeba; a nie dość na tern, musia­
łyśmy znosić zuchwalstwo i grubiaństwo otaczających
hominum genas, quod ex divina Providentia nascitur, improbis et malitiosis non tollamus artibus: eæ eiiim, ut fornicadonem celent, exitialia médicamenta adhibentes, quæ prorsus in
perniciem ducunt, simul cum fœtu omnein humanitatem perdunt. Clement Alexand. Pœdag. lib. II, c. 10.
...Pueros etiam recens natos exponere hominum improborum esse didicimus... Metuimus ne quis ex iis qui expoiiuntur
non susceptus intereat, et homicidæ simus. S. Justin. Apol. 7,
<c. 27—29.
x) S. Amb. in Abraham, lib. I, c. 7.

5*

60

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

nas żołnierzy. Dla mnie, to było najokropniejszem, że nie
miałam z sobą mego dziecięcia. Tercjusz i Pomponjusz
dwóch miłosiernych Diakonów, za pomocą, datków i pie­
niędzy, zdołali nareszcie dokazaó tego, że nas przeprowa­
dzono w obszerniejsze miejsce. Przyniesiono mi moje
dziecię, zaczęłam zaraz karmić go, bo już bardzo osłabło?
z powodu że tak długo było pozbawione pożywienia.
Wszystkie zatem moje myśli do niego się zwróciły, nawet
pocieszając matkę i brata, nie przestałam zaklinać ich aby
nie opuszczali mojego dziecięcia. Mocno jednak byłam
wzruszona, widząc jak wiele cierpieli przez przywiązanie
dla mnie. Z początku i ja mocno się dręczyłam, ale upro­
siwszy żeby mi nie odbierano dziecięcia, uspokoiłam się,
i po kilku dniach zupełnie mi było obojętne, czy jestem
w więzieniu, lub gdziekolwiek indziej *).
Tak więc rodzice chrześciańscy byli aniołami stróżami
fizycznego, a więcej jeszcze moralnego życia dzieci. Przy­
wiązanie ich wzmocnione i oświecone w iarą, stawało się
zarazem żywsze i przenikliwsze. Niewinność aniołka po­
wierzonego ich pieczy, była im droższą niż źrenica wła­
snego oka; kolana matki były pierwszą jego szkołą, a
przykład domowy pierwszym nauczycielem.‘W takiej to
dziedzinie wiary, miłości i cnót bohaterskich wzrastał
syn wieczności, a może przyszły męczennik; taki pierwia­
stek łatwo daje pojąć dalsze jego wychowanie. Wbrew
poganom którzy zajmowali się jedynie rozwinięciem fi­
’) Act. Sincer. apud Muinart, 1.1, p. 210 et sqq.

R O Z D Z I A L

IX .

61

zycznej siły, rodzice chrześciańscy starali się przedewszystkiem o moralne ukształcenie dziecięcia. Pływać,
biegać, strzelać z luku, rzucać z procy, jeździć konno,
znosić utrudzenie, nabierać zręczności i zwinności, czytać
śmieszne bajki i rozwiezie księgi, uczyć się tego*tylko,
co może zapewnić zyski materialne lub rozkosze zmysło­
wa: oto wszjstko czego rodzice pogańscy uczyli synów"
i córki. Taki był stan rzeczy pod panowaniem ciała, ale
u chrześcian, kierowanych religią, która przywróciła po­
rządek wracając duszy dawno wydarte jej berło, musiało
dziać się zupełnie inaczej.
Historya przekazuje nam, że ojcowie nasi mieli prze­
de wszy stkiem na celu wychowanie moralne; podamy
w krótkości niektóre zasady będące jego podstawą. I był
to główny cel, jaki żeniąc się zakładali sobie: „Albo
żyjemy bezżennie, albo zawieramy śluby małżeńskie je ­
dynie dla wychowywania dzieci; dla nich tylko żyjemy,
wpajając w nich świętą naukę wiary 1). „Unikali najsta­
ranniej wszystkiego co mogło zapewnić przewagę zmy­
słowości nad życiem moralnem.“ Nie zapominajcie, mó­
wili rodzicom nauczyciele chrystyanizmu, nie zapomi­
najcie jak święte obowiązki wkłada na wras ten szacowny
zakład powierzony waszej pieczy; uczcie się jak macie
kształcić duszę przeznaczoną na świątynię Boga, bo pier­
wiastki wszech rzeczy wyłącznie należą się Panu. Naj*) S. Just. Apol. I,c. 27 — 29. Ciem. Alexand, Pcedag.
lib. II, c. 4. Athenag. Legat. pro Christ. c. 33.

62

d z ie je

ż y c ia r o d z in n e g o .

pierwsze słowa, najpierwsze myśli dziecięcia, winny być
poświęcone pobożności. Możeż być większa radość dla
matki chrześcianki, jak słyszeć dziecię swoje, kiedy sła­
bym i drżącym głosem wymawia słodkie imię Jezus,
lub powtarza nabożne pienia. Uczcie je więc Psalmów,
jak tylko pamięcią objąć je zdoła; niech Ewangelia i
pisma Apostołów staną się skarbem jego serca, niech
codziennie córka wasza powtórzy z nich kilka ustępów,
będzie to jakby wiązanka kwiatów uzbierana na niwie
Pisma S., który wam co ranek przyniesie w ofierze; niech
to zastąpi dla niej klejnoty i kosztowne stroje, niech bę­
dzie głównem zajęciem, ostatnią myślą przed zaśnięciem,
i pierwszą w chwili przebudzenia 1).
Jakież to mądre zasady! jak silne i mężne dusze
kształcić musiały! Niestety! dziś nie tylko czasy ale
Sic erudienda est anima, quæ futura est templum Dei.
Nihil aliud discat audire, nihil lo qui, nisi quod ad timorem
D ei pertinet. Turpia verba non intelligat, cantica mundi ignoret. Adhuc tenere lingua psalmis dulcibus imbuatùr. Ipsa no­
mina per quæ consuevit paulatim verba contexere, non sint
fortuita; sed certa et coacervata de industria, Prophetarum videhcet atque Apostolorum, et omnis ab Adam patriarcharum
series, de Mattbaeo Lucaque descendat; ut dum aliud agit,
futuræ memoriae præparetur... Reddat tibi pensum quotidie de
scripturarum floribus carptum... Pro gemmis et sérico divinos
codices amet, in quibus non auri et pellis Babylonicæ vermiculata pictura, sed ad fidem placeat emendata et erudita distinctio. D . Hieron. ad Lætam, Epist. L V II, t. IY, p. 591.

R O Z D Z I A Ł

I V.

63

i obyczaje się zmieniły. Obciążają pamięć i wyobraźnię
dzieci mnóstwem próżnych a częstokroć zgubnych wia­
domości; osłabiają, ich zdrowie męcząc przedwczesnemi
naukami, i kiedy z takim mozołem uczą ich bredni i ba­
jek mitologicznych, zdarzają się rodzice chrześcianie któ­
rzy jednocześnie zostawiają dzieci w zupełnej niewiadomości zasad religii, tej boskiej nauki, bez której wszelka
mądrość ludzka jest zawsze błędem i próżnością!
„Chrońcie dzieci wasze, mówili jeszcze ci mistrze
wychowania, od tych zgubnych książek, które pragną
wprowadzić w łono chrystyanizmu zasady całkiem po­
gańskie. Cóż może być wspólnego między bezbożnem
pieśniami bałwochwalców, a czystemi akordami liry Pro­
roków? Możnaż łączyć Horacego z Dawidem, W irgiliu­
sza z świętymi ewangelistami? Daremniebyście się tłómaczyli że to czynicie w dobrej chęci; nie jestże to zgor­
szeniem wprowadzać dziecię Chrystusa, duszę chrześciańską, do przybytku poświęconego bałwanom; nie wol­
no nam pić jednocześnie z kielicha Chrystusa i z kielicha
szatanów. Strzeżcie, się także tej zasady, że lepiej jest
wcześnie zapoznać młodzież z pewnemi rzeczami, które
muszą poznać w przyszłości. Łatwiej się ustrzedz nie
znając ich, niż poznaAvszy nie zapragnąć doświadczyć;
niewiadomość jest najlepszą rękojmią niewinności“ r).
’) Discat primo Psakeriuin, his se canticis avocet; et in
Proverbiis Salomonis eradiatur ad vitam. Iń Ecclesiaste consuescat quae mundi sunt calcare. In Job virtutis et patientias

64

D Z IE JE ŻY CIA ROD ZIN NEGO.

Nie sadźcie że słowa te stosują się tylko do wycho­
wywania dziewcząt. Ojcowie święci jedne przepisali za­
sady dla dzieci obojga płci: „Nie zapominajcie, mówili
oni, obznajmiać dzieci wasze z Pismem świętem; nie
myślcie że nauka ta jest bezużyteczną, bo święta ta księ­
ga nauczy je czcić ojca i matkę, a tak i wy i one zaró­
wno na tern skorzystają. Jakże to błędne mniemanie, że
znajomość Pisma S. tym tylko przydać się może, co po­
stanowili odłączyć się od świata. Nie wymagam bynaj­
mniej aby dzieci wasze zostawały pustelnikami; bo jak ­
kolwiek nioby na tern nie straciły, ale nie jest to koniecznem; dość niech będą dobrymi chrześcianami. Prze­
znaczeniem ogółu jest żyć wśród świata, ale niech te
święte księgi będą zasadą i wzorem postępowania, i dla
exempla sectetur. Ad Evangelia transeat, nunquam ea posi­
tura de manibus. Apostolorum Acta et E pistolas, tota cordis
imbibat volúntate... Cypriani opuscula semper in manu teneat.
Athanasii epístolas et Hilarii libros in offenso decurrat pede.
D . Hyeron. ad Lcetam, Epist. L V I1 , t. IY, p. 596.
Nec tibi diserta multum velis videri, aut lyricis festiva
carminibus, metro ludere. Quae enim communicatio luci ad
tenebras? Qui consensus Christo cum Belial? Quid facit cum
Psalterio Horatius? cum Evangeliis Maro? cum Apostolo Ci­
cero? Nonne scandalizatur frater, si te viderit in idolio recumbentem? et licet omnia munda mundis, et nihil rejiciendum,
quod cum gratiarum actione percipitur; tamen simul bibere
non debemus calicem Christi, et calicem dsemoniorum. Eeferam tibi mese infelicitatis historiam. — Ten święty opowiada,

R O Z D Z I A Ł

I X.

65

tego starajcie się od lat najmłodszych wpajać w dziatki
wasze to przekonanie“ 1).
Zdaje się wyraźnie, jakby następne słowa były za­
stosowane do tegoczesnej epoki, tak surowo w nich mistrze nasi powstają, na prawdziwie pogańskie wychowa­
nie trapiące dziś Europę.
„Najzgubniejszem jest dla dzieci naszych, mówią oni,
że od najpierwszej młodości zaczynacie zaraz uczyć je
historyi bohaterów starożytności, każecie im podziwiać
i uwielbiać ich wielkość, zapominając że ludzie ci ślepo
podlegali wszelkiem nagannym namiętnościom. Niech więc
Pismo Święte stanie się dla nich jakoby antydotum
przeciw tej truciznie. Dziwna niebaczność, dajecie im
nauczycieli wszelkich nauk ludzkich, uczycie wszystkie­
go co może przyozdobić ich um ysł, a nie pamiętacie
o ukształceniu ich serca i duszy, przez doskonałe po­
znanie zasad religii! I jakież to zbieramy owoce z po­
dobnego wychowania? Oto społeczność nasza składa się
po większej części z ludzi nie umiejących panować nad
sobą, złego serca i złych obyczajów, zatapiających się
coraz głębiej w odmęcie występków i zbrodni.
„Dla tego więc nie chciałbym, aby początkiem nau­
ki dzieci waszych była mitologia; starajcie się raczej
jaką nań Bóg spuścił karę, za to, że nadto ukochał pogańskie
księgi. Ad Eustoch. Episfc X V I I I ; de Custodia Virginitatis. t.lV ,
p. 42. — A d Gaudent. id. p. 796.
‘) D . Ckrysost. Homil. X X I in Epist. ad Ephes.

66

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

głęboko wpajać w ich młode serca miłość Boga i bli­
źniego, i uczcie zarazem że kiedyś z całego swego postę­
powania, surowy muszą, zdać rachunek. Zbawienna ta.
zasada, w dziecinnym zaszczepiona wieku, nie odstąpi
ich przez całe życie, będzie doskonałym hamulcem wszel­
kich nagannych popędów, i odbije się nawet w ich wysłowieniu. Ten co żywi w swem sercu głębokie poczucie
bojaźni Bożej, potrafi przejść zwycięzko wszelkie burze
i żądze młodości, oprzeć się wszelkiem pokusom i czy to
w szczęściu czy niedoli, nie zstąpić nigdy z prawej
drogi 1).
Zamiast hlassyków dawać świętych pisarzy, głęboko
zaszczepiać prawdy chrześciańskie w sercach i umyśle
dzieci, nie dozwalać czytać tych światowych autorów, aż
w wieku dorosłym, kiedy już nie trzeba się obawiać aby
zwichnęli uczucia i pojęcia; oto zasada jakiej trzymali się
ojcowie nasi. Posłuchajmy jeszcze jednego z ich mi­
strzów: „Wpajajcie wcześnie w dusze dzieci waszych za­
sady prawdziwej mądrości, mówi św. Chryzostom, nigdy
nie skorzystają tyle ze znajomości nauk światowych któ­
re mogą im dopomódz do zrobienia majątku, jak ze zna­
jomości tej nauki która nauczy ich pogardzać bogactwem
i próżnością. Więcej dbajcie o to żeby dobrze postępo­
wały , niż żeby się pięknie umiały wysłowić; więcej
zwracajcie uwagi na uczynki, niżeli na wyrazy, bo jedy­
nie dobre uczynki doprowadzą nas do źródła wiecznej
') Ibidem, et Homil. II in I I TessaL

R O Z D Z I A Ł

Y.

67

szczęśliwości, jaka nas czeka w królestwie niebieskiem.
Nie sądźcie jednak źe potępiam nauki ziemskie, nie, ja
tylko żądam aby one nie były głównem życia zadaniem;
ale im bieglej sze w nich będzie dziecię wasze, tern po­
trzebniejsza mu głęboka znajomość religii. Okręt na pełnem morzu bieglejszego potrzebuje sternika, niźli stojący
w porcie. Cóż dopiero jeźli przeznaczono mu zajmować
jakieś świetne w świecie stanowisko ; żyć naprzykład, na
dworach królów lub książąt, w tym przybytku pychy
i dumy; tam co krok napotka on tych niedowarzonych
filozofów, poświęcających wszystko dla sławy światowej,
zakładających swą wielkość na marnej pysze i nadętej
próżności; ludzi zupełnie zepsutych, wyuzdanych, goto­
wych na wszystko. Starajcie się więc składać w serca
dzieci waszych skarby prawdziwej mądrości, bo ona je ­
dynie potrafi ich ustrzedz od niebezpieczeństw i zboczeń
na trudnej ścieżce żywota, nauczy kierować sobą i zwra­
cać innych zstępujących z drogi powinności i cnoty. Tak
wychowując, nauczycie dzieci wasze zawsze i wszędzie
panować nad sobą; silnie odbijecie w ich duszy obraz naj­
wyższego Stwórcy, ucząc aby jak on byli dobrzy, cierpli­
wi, miłosierni, łagodni, dobroczynni, silniejsi duchem od
wszystkiego co jest ziemskie i znikome“ 1).
D. Chrysost. IJomiŁ X X I, in Epist. ad Eph.— Mocniej
jeszcze i treściwiej wyraża się S. Bazyli, w swojem dziele: de
Legendis libris Gentilium. Chce on aby zasady chrześciańskie
były podstawą wszelkich nauk, i^aby uczucie religii tak głębo-

68

D Z IE JE Ż Y C IA ROD ZIN NEGO.

Jeden z tych wielkich prawodawców, wykazując ró­
żnicę zacliodzaca między chrześciańską a pogańska ro­
dzina, między wychowaniem zmysłowem, mogącem jedy­
nie wydawać tyranów lub też niewolników, a wycho­
waniem moralnem, tworzacem cnotliwych obywateli i lu­
dzi wolnych, tak się wyraża, „Nie sądźcie że wychowanie
dzieci zasadza się na tern tylko żebyście je wyżywili
i nauczyli zarabiać na chleb doczesny; do tego nie po­
trzeba ksiąg ani kodexów, sama natura będzie tu dosta­
tecznym nauczycielem. Starajcie się raczej kształcić ich
serca do cnoty i pobożności, bo zaniedbywać ten świę­
ty obowiązek, jest to poniekąd stawać się winnym zbro­
dni dzieciobójstwa. Powinność ta zarówno obowiązuje
oboje rodziców. Jednak iluż to napotykamy ojców, któ­
rzy niczego nie szczędzą, aby dać dzieciom swoim to co
świat nazywa pięknem i salonowem wychowaniem; sta­
rają się dogadzać ich kaprysom i zachceniom, zostawić
bogate dziedzictwo, a bynajmniej się nie troszczą aby
były dobrymi chrześcianami i nauczyły się kochać Bo­
ga i bliźniego. Temu to występnemu zaślepieniu, tej na­
gannej obojętności przypisać trzeba wszelkie złe trapiące
społeczność. I na cóż się zdało że im zostawicie wiel­
ko było wpojone w serca, żeby młodzież mogła zdrowo i wła­
ściwie sądzić słowa i zasady autorów pogańskich. Nadto do­
daje on, że dla duszy chrześcianina czytanie takie powinno być
uważane jedynie za rozrywkę, a nie zaś za podstawę nauki.
Basil. t. I, p. 245, n. 2.

R O Z D Z I A Ł

I X.

69

kie.m ajątki, nie długo zdołają ich utrzymać, bo nie na­
uczyliście ich rządzić niemi panując nad sobą. Zawsze
dość będą bogate jeżeli tylko wpoicie w nich zdrowe za­
sady, zdolne kierować ich sercem i obyczajami. Nie oto
się więc starajcie, aby im zapewnić bogactwa i dostatki,
ale oto aby byli religijni, bogobojni, i nauczyli się pano­
wać nad swerni namiętnościami. Przyzwyczajajcie je za
młodu, aby nigdy nie tworzyli sobie potrzeb wymyślo­
nych, i nie cenili dóbr doczesnych więcej niżeli w arte1).“
7j Educationem enim innuit non hanc simplicem , quam
yulgus censet, dum fame confectos liberos non negligimus: hoc
enim ne ipsa-quidem naturæ nécessitas unquam omitti permittit. Quo fit ut ñeque mandatis liac de causa sit opus et legi­
bus, ut suam prolern educent. Sed justitiæ curam, educationem
cum pietate hoc loco intelligit: quod alioquin eæ, quæ hoc
pacto non educant, parricidae potius sint, quam matres. Hoc
non ad mulieres tantum a me dictum est, sed etiam ad viros;
siquidem multi patres, ut bonus equus filio obveniret, et ut
ædes magnificæ, ut prædium magni pretii cuneta faciunt atque
moliuntur ; ut autem anima ejus bona fiat, et pium propositum
nullius pensi habent. Et hoc est quod totum mundum subver­
ts, quod nostros liberos non curemus, et possessionum opumque ipsorum curam geramus, sed ipsorum animam negligamus, et extremae dementiae facinus admifctamus. Nam possessiones quidem sint, licet multae ac sumptuosae, si probus non
sit ac studiosus, qui cum virtute possit eas administrare, omnes
cum ipso peribunt et evanescent, ac summum possessori da­
mnum infèrent: sin autem generosa fuerit et sapiens anima,
licet nihil intus sit in promptuariis reconditum, omnium bona
tuto poterit retiñere. Illud igitur spectandum est, non que

70

d z ie je

ż y c ia r o d z in n e g o .

Dalej zwracając się do matek, które tak wszechwła­
dny wpływ wywierają na wychowanie dzieci, tenże sam
doktór Kościoła uczy je, jak szczególniej córki wychowy­
wać mają, aby na wzór pogan nie hołdowały ślepo zmy­
słowości. „Matki nie powierzajcie obcym wychowania
waszych córek. Wszakże to nie jest zbyt trudne zadanie,
tylko ani na chwilę nie spuszczajcie ich z oczu i wycho­
wujcie w cieniu domowego ogniska. Zaraz z młodu wpra­
wiajcie do pobożności, bojaźni bożej, wypełniania obo­
wiązków religijnych; uczcie pogardzać bogactwem, kosztownemi szaty i błyskotkami. Tym sposobem nie tylko
im samem, ale i przyszłym ich małżonkom zapewnicie
zbawienie, a przyszłe pokolenie z takich pochodzące szcze­
pów, będzie już zdobne w wszelkie cnoty i przymioty *).“
Rozbierając te cudowne zasady wychowania i porównywając je z zmysłowemi zasadami Platona i Lykurga,
zapytujemy z podziwieniem, w jakiejże to szkole ukształpacto, argento et auro, et rebus hujusmodi locupletes eos reddamus, sed quo pacto, pietate ac temperantia virt ut unique
acquisitione ditissimi omnium fiant: quo pacto fiat ut multis
non indigeant, ut res saeculi hujus et novas cupiditates non
tanti faciant. I). Clvrys. in Mud: Vidua non eligatur, t. I l l , p.
373, n. 7.
') D. Chrys. Iiomil. I X in 1 ad Timoth. — Co do wyboru
nauczycieli dla dzieci, nigdzie nie napotkasz doskonalszych
rad jak w pismach tych mądrych doktorów, których baczności
nic ujść nie zdołało. Obacz, S.Hieron. ad Lcetam. Epist. L V II,
etc.; ad Eustoch. et ad Gaudent. de Educatione infant.

R O Z D Z I A Ł

I X»

71

ciii się ci nowi doktorowie Kościoła, tyle przewyższający
wszelkich prawodawców pogańskich, którzy tak prędko
potrafili podnieść ludzkość do tak wysokiego stopnia
doskonałości i wyzwolić ducha z pod przewagi ciała,
której brzemię dźwigał od tak dawna. Jakże wymowną
na to pytanie daje nam odpowiedź ów krzyż krwią zbro­
czony sterczący na wierzchołku Kalwaryi, i świat cały
który go wielbi i rozważa. Ten przeskok niezmierzony,
jest wśród tysiąca innych jednym z najświetniejszych do­
wodów boskości chrystyanizmu.
Ale chcąc świat odrodzić, nie dość jest postanowić
i ogłosić choćby nawet najdoskonalsze prawodawstwo,
trzeba jeszcze żeby je szanowano, a chcąc dojść tego celu,
potrzeba je utwierdzić przez kary i nagrody. Doskonali
ustawodawcy rodziny chrześciańskiej nie zapomnieli
o tym niezbędnym warunku. Święci doktorowie Kościoła
bezustannie przypominali rodzicom, że sam boski Mistrz
wyrzekł klątwę przeciwko rodzicom zaniedbującym wy­
chowanie dzieci, i stawiali im przed oczy wieczne i do­
czesne cierpienia, wynikające z niewypełniania tego wiel­
kiego obowiązku. „Nie spodziewajcie się od Boga żadnej
łaski, mówili oni, jeźli wykraczacie przeciw obowiązko­
wi dobrego wychowywania dzieci. Apostoł powiada nam:
„Niechaj nikt nie szuka co jest jego, ale co jest drugiego,“
(to jest abyśmy mniej własny interes niż dobro bliźnie­
go mieli na celu); jeźli więc winni jesteśmy zaniedbując
sprawy obcych, o ileż wina ta zwiększać się musi, kie­
dy chodzi o istoty tak blisko nas obchodzące. Czyliż to

72

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

nie sam Bóg zesłał wam te dzieci, nadał nad niemi wła­
dze i opiekę, i powierzył waszej troskliwości i przywią­
zaniu? Na was więc cięży cała odpowiedzialność za ich
wychowanie, i nie tłómaczcie się ich nieposłuszeństwem,
bo tego właśnie nie należało dopuścić. Trzeba było
zawczasu zapanować nad ich wrażeniami, narzucić wę­
dzidło dopókącl jeszcze nie miały siły go zerwać; zaszcze­
pić i wpoić w te młode serca uczucie i zamiłowanie
obowiązku; uleczyć ranę dopókąd świeża blizna zagoić
ją dozwala; zawczasu wyrywać chwasty puszczające się
w około tej młodej latorośli, nie dozwalając, aby złe na­
miętności głębokie zapuściwszy korzenie, stały się w koń­
cu niepodobnemi do wytępienia. Oto jak mówi mędrzec
pański: „Masz syny, ćwicz je, a nachylaj ich z dzieciństwa
ich *).“
Stwórca nie poprzestając na tern, że przekazał ten
rozkaz przez usta swego proroka, dopomaga wam w wy­
konaniu go postanawiając tak straszne kary przeciw dzie­
ciom nieposłusznem, nie szanującem władzy rodziciel­
skiej: „Ktoby złorzeczył ojcu swemu albo matce, śmiercią
niechaj umrze 2).“ Tak więc, kiedy Bóg wymierza tak su­
rową karę na występek przeciwko wam popełniony, wy
obojętnie poglądacie na obrazę jego Majestatu! Dzieci
wasze porywają się na samego Boga gwałcąc jego przy­
kazania, a wy ani jednem słowem nie okażecie im wa­
szego oburzenia, ani jednego nie usłyszą napomnienia.
0 E ccii. VII, 24. — 2) Levit. X X , 9.

R O Z D Z I A Ł

I X.

73

Wszakże to nie dla swego ale dla waszego dobra, Bóg
każe wam surowo strzedz i starannie wychowywać dzieci
wasze; zniewagi ich dotknąć go nie mogą, bo wielkość
jego żadnych nie dopuszcza; ale wy, wszystkiego lękać
i wszystkiego spodziewać się możecie, bo kto nie oddaje
czci należnej Panu, ten pewnie nie poszanuje ani ojca ani
matki.
Przeciwnie, jeźli dzięki staraniom waszym, dzieci wa­
sze nauczą się, znać, kochać i wielbić Boga, już samo
zachowywanie świętych praw jego, zapewni im nieusta­
jące źródło nie tylko wiekuistej ale i doczesnej szczęśli­
wości. Już same chrześciańskie cnoty i obyczaje, biedne­
mu nawet zapewnią ogólny szacunek i poważanie, a bo­
gactwa całego świata nie ustrzegą człowieka znanego ze
złego i skażonego serca, od nienawiści i pogardy publi­
cznej. Ten, któremu daliście dobre wychowanie, nie tylko
pozyska miłość ogólną ale i wam samym stokroć droż­
szym się stanie, bo przywiązanie wasze nie będzie już
tylko prostym instynktem natury, ale wynikiem i owo­
cem jego cnoty. W tedy możecie się spodziewać że jego
miłość synowska opłaci wam stokrotnie wszelkie tro ­
ski i trudy 'wychowania, będzie on pociechą i podpo­
rą waszej starości. Bo raz jeszcze powtarzam wam, ten
kto zapoznaje Pana i Stwórcę swego, zapozna równie
i rodziców swoich; ten zaś kto czci i wielbi Boga, będzie
także nieograniczenie kochać tych, którym życie winien r).u
’) D. Chrys. in illud: Vidua eligatur, t. III, p. 378, n. 7.
6

Gaume. Tom II,

74

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

Straszny obraz obyczajów ówczesnych, okropne ko­
nanie pogańskiego świata, oto przerażający widok, jaki
za przykład stawiano rodzicom, chcąc im pokazać do
czego może doprowadzić złe wychowanie, wpływające tak
silnie nie tylko na pojedynczych ludzi, ale i na całe spo­
łeczeństwo. Uczcie się od pogan, mówili ci wielcy mistrze wychowania; jeden z ich retorów widząc ową roz­
wiązłość, chciwość i rozpustę upowszechnione w Rzymie,
przepowiada upadek tego wielkiego mocarstwa, które
ujarzmiwszy świat siłą swego oręża, samo runie nieba­
wem pod ciężarem własnych zbrodni: „O Rzymianie,
woła on, nie spodziewajcie się znaleść w dzieciach tego
męztwa, jakie znamionowało waszych przodków! Czyliż to staracie się przekazać im to szacowne dzie- •
dzictwo? Któż z was dba o to , aby kształcić ich serca
i umysł? a nie dość na tern, ileż to jeszcze razy sami ro­
dzice stają się dla własnych dzieci nieustającem źródłem
zgorszenia! O bodajby nigdy nie trzeba się obawiać, aby
występki rodziców kalały cnotliwe serca dzieci1) ! Dozwa­
lacie, aby pierwsze ich lata ubiegały na łonie rozkoszy*2),,
możnaż się spodziewać skromności i wstydliwości od tej
dziewicy, którą od dzieciństwa uczą jedynie jak się ma
stroić i ubierać, i w którą, zanim jeszcze poznała siebie,
wpojono to przekonanie, że piękność jest jedyną ozdobą,
a dar podobania jedyną zasługą., właściwą jej płci i wieJ) Utinam liberorum mores ipsi non perderemus!
2) Infantiam statira dęli cii s solyimus.

R O Z D Z I A Ł

75

I X.

kowi. Jakaż to nieograniczona chciwość złota i pieniędzy
ogarnie kiedyś serce tego syna, w obec którego bezprzestannie wynosicie, bogactwa nad sprawiedliwość, majątek
nad prawość, dostatki nad cnotę! Nieszczęśliwe dziatki!
bezustannie mają przed oczami rozwiązłe miłostki, nie­
pohamowaną niewstrzemięźliwość, zabójcze nienawiści
bezbożnego ojca; słyszą sprośne śpiewki ożywiające na­
sze biesiady *), stają się występnemi, za nim jeszcze mo­
gły pojąć co to jest występek, trwają w nim tyl­
ko z nałogu, nareszcie poznają, ale już bez nadziei,
prawie już bez możności poprawy!*2) I w takim to
stanie rzeczy, Rzym pragnie mieć nieskazitelnych sę­
dziów, mężnych, walecznych żołnierzy, cnotliwych oby­
wateli; pragnie aby mu wróciły piękne dni dawnej chwały
i dawnych tryumfów. O, nie takie to było wychowanie
tej dzielnej młodzi, która na gruzach innych państw za­
łożyła podstawę potęgi rzymskiej! Niechaj ojcowie na­
śladują cnoty i obyczaje pierwotnych Rzymian, wówczas
dzieci wrócą nam świetne czasy zwycięzkiego Rzymu 3).“
Te smutne słowra, ten widok zbrodni i śmierci, te
straszne konwulsye w jakich miotała się konając dawna
społeczność, a nadewszystko potężny i ukochany głos
boskiego mistrza, jego obietnice i groźby, przejmowały
religijną obawą serca rodziców chrześciańskich, i podwa­
]) Convivium obscenis canticis strepit.
2) Discunt hoc miseri, anteąuam sciant esse vitia.
3) S. Plieron. JEpist. ad Gaudent.

6*

76

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

jały ich troskliwość o dobre wychowanie dzieci. Z jakże
tkliwem wzruszeniem poglądamy na ich gotowość przyj­
mowania rad i nauk, pomagających im do sumiennego
wypełnienia tych strasznych obowiązków, i doprawdy
nie wiedzieć co więcej uwielbiać trzeba, czy tę uległość
w słuchaniu, czy niewymowną wierność w ich wykony­
waniu 1). Możnaż się więc dziwić, że tacy mistrze jak
Ojcowie Kościoła, i tacy rodzice jak pierwsi chrześcianie,
mogli dokonać odrodzenia rodziny, a tern samem zape­
wnić światu zbawienie. Umyślnie rozszerzyliśmy się tu
nad tern prawodawstwem rodzinnem: ono to było wskrze­
sicielem i odrodzicielem rodziny, chcąc więc dać poznać
skutki, trzeba było jasno wyłożyć przyczyny.
Hyeron. ad Eustoch. ad Lcet. ad Gaudent. etc.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.
Cnoty domowe.

Miłość chrześciańska, ta dusza rodziny chrześciańskiej, otaczała ją zarazem niewymownym wdziękiem.
Z tego obfitego źródła wypływały wszelkie cnoty, które
ognisko domowe czyniły niebem na ziemi, a wszystkich
zamieszkujących je zamieniały w lud wyzwolony z wię­
zów doczesnych, i w każdej chwili gotowy na męczeń­
stwo 1). Rodzice odznaczali się światłą, przewidującą
troskliwością i nieograniczonem przywiązaniem. Kiedy
poganie, razem z dziećmi swemi, spędzali dnie i noce
naw et, w łaźniach, w cyrku, wr amfiteatrze , w naumachiach *2), trawiąc życie w gnuśności i próżniactwie, za­
równo zgubnem dla materyalnego jak i dla duchowego
życia, ojcowie nasi swą spokojną ale nieustającą czynno­
ścią, naśladowali rój pszczół, ul sobie zakładających.
Przejęci temi świętemi zasadami, że próżnowanie jest ma‘) Expeditum morti genus. Tertull.
2) Aa urnadii a: wizerunek bitwy morskiej—miejsce gdzie
dawano igrzyska, naśladujące bitwę morską. (Prz. Tł.)

78

d z ie je

ż y c ia r o d z in n e g o .

tką wszelkich zbrodni *), że wszystkie dzieci Adama powin­
ny pracować *2), i że ten kto pracować nie chce, nie ma pra­
wa ani do wody którą pije, ani do chleba który pożywa 3),
ojcowie nasi nie dozwalali nigdy, aby dzieci ich gnuśniały bezczynnie, ale od lat dziecinnych zajmowali ich
naprzemian pracą albo modlitwą. Jakażto głęboka leży
moralność w tej nieustannej zamianie ćwiczeń religijnych
i zajęć materyalnych. Kandydaci do nieba i zarazem
obywatele tej ziemi, zgodnie z swojem przeznaczeniem,
młodzi chrześcianie uczyli się żyć tern podwójnem życiem;
sam boski Mistrz był ich wzorem praktycznym, a duch
podsycany i wzmacniany codziennie, rozwijał swą prze­
wagę nad ciałem i zmysłami. Dzień zaczynano od wspól­
nej modlitwy, następnie zgromadzano się aby być przy­
tomnymi świętej ofierze, przyjmować Najświętszy Sa­
krament, a nakoniec każdy wracał do swego zajęcia. Na
wzór dawnych patryarchów i o ile tylko okoliczności
pozwalały, rodzice starali się jak najdłużej zatrzymywać
dzieci pod tarczą swej opieki. Z jakążto troskliwością
dobierali dzieciom swoim towarzyszów zabaw i igraszek,
jak pilną zwracali baczność na otaczających ich służą­
cych. Czy to z bliska czy z daleka, czuwali oni troskli­
wie nad ich zabawami, ubiorem, pożywieniem: co do za*) Multamenim malitiam docuitotiositas. EcclL X X X , 29.
2) In sudore vultus tui vesceris pane. Gen. III, 19.
3) Si quis non vult operaui, nec manducet. II, ThessaL
III, 10.

R O Z D Z I A Ł

X

79

baw, uważali przede wszy stkiem aby zawsze odznaczały
się przyzwoitością; co do u b io ru , zgodnie z skromno­
ścią chrześciańską, unikali zarówno przepychu jakoteż
zaniedbania i nieporządku; zaś pod względem pożywie­
nia, strzegli dzieci swoje od zbytkowych potraw i napo­
jów, aby w ten sposób nie rozwijać w nich zmysłowości.
„Pożyteczna jest, mówili im nasi wielcy mistrze, abyście
zawczasu poskramiali ich ciało , a nawet aby niekiedy
doznawali niedostatku, aby pamiętali, że żyją na tej
ziemi wygnania, na której tylu innym zbywa na najko­
nieczniejszych życia potrzebach 1). Święte pienia, brater­
skie biesiady (agapy), czytanie xiąg świętych, nowe mo­
dlitwy, odwiedzanie braci uwięzionych za wiarę, wypeł­
nianie obowiązków gościnności, oto na czem pierwsi
chrześcianie spędzali resztę dnia, bogatego w błogosła­
wieństwa, cnoty i szczęście.“
Ta miłość chrześciańska, z której wyradzała się tak
przewidująca troskliwość i przywiązanie rodziców, obja­
wiała się niekiedy, przez wielkie czyny, tak odróżniające
ją od uczuć czysto-ziemskich. Głęboko przeniknieni tą
prawdą, że są tylko stróżami i przewodnikami swych
dzieci, tak więc przedewszystkiem starać się powinni
ó zapewnienie im powrotu do błogosławionej ojczyzny
Ha łono niebieskiego Ojca; pierwsi chrześcianie nie cofali
się przed żadną ofiarą lub poświęceniem, kiedy chodzi­
ło o zapewnienie wiekuistego szczęścia, tych drogich
*) S. Sev. JEpiśt. ad Lcetam. Mamaehi, t. III, c. I.

SO

D Z IE JE Ż Y C IA R O D ZIN N E G O .

i ukochanych istot. Z jakąż to troskliwością strzegli od
każdej zmazy tych dusz tak czystych, a nie przestając
na tem , starali się jeszcze przyozdabiać je wszelkiemi
cnoty. Kiedy wybuchło srogie prześladowanie, kiedy
szło o ich zatratę lub zbawienie, podwajali jeszcze czyn­
ną gorliwość sw oją, pomagając im aby w tej trudnej
walce, odnieśli nieśmiertelną palmę męczenników. Szcze­
gólniej matki odznaczały się tak niezrównanem męztwem
i poświęceniem że zdawałoby się, drugi raz dają życie
dzieciom swojem; nie przestając na tem , iż dały światu
wzorowych obywateli, dziś uważały sobie za obowiązek
i chwałę niebo zaludniać świętymi. Felicyto, Symforozo,
Julito, i ty sławna matko młodego męczennika z Autun,
wasze święte imiona przez aniołów zapisane w xiędze
niebios, na wieki jaśnieć będą w kronice chrystyanizmu.
O wy! wzniosłe wzory męztwa i miłości macierzyńskiej,
kierowanej silną w iarą, cieszcie się wiekuiście w niebie,
waszym i dzieci waszych tryumfem. Oby wasz przykład
mógł stać się obowiązującem prawem tylu matek, a szcze­
gólniej tylu ojców, które dziś zapomniały, zdaje się , że
ich synowie i córy, są dziećmi Boga i kandydatami do
wieczności!
Mógłżebym tu zapomnieć o tobie, ty matko bohater­
ko, przed której odwagą cofnęło się okrucieństwo ty ra­
nów! Niech twoja historya zastąpi miejsce tylu innych,
których przytaczać tu niepodobna. Cesarz Valens roz­
kazał zamknąć kościoły katolickie. Uważając, że powin­
ni raczej być posłusznymi prawu Bożemu aniżeli ludziom,

R O Z D Z I A Ł

X.

81

chrześcianie zgromadzali się po za obrębem miasta, aby
tam sprawować święte obrządki. Gdy zawiadomiono
0 tem cesarza, wydal edykt, skazujący na śmierć każ­
dego przybywającego na te zgromadzenia. Modest, pre­
fekt m iasta, nie tak okrutny jak pan jego , zawiadomił
wiernych o odebranym rozkazie, przestrzegając ich za­
razem, aby zaprzestali swych schadzek. Następnej nie­
dzieli zgromadzenie było liczniejsze niż kiedykolwiek.
Rozgniewany Modest rusza z żołnierzami aby wymordo­
wać szlachetnych chrześcian. Przechodząc ulicami mia­
sta, spostrzega kobietę prędko wychodzącą z domu, któ­
ra z pośpiechu nawet drzwi zamknąć zapomniała: pro­
wadziła ona za rękę małe dziecię. Modest kazał ją za­
trzymać, w chwili, kiedy chciała śpiesznie przebiedz sze­
reg idących żołnierzy. — Gdzie idziesz tak prędko? za­
pytał. — Spieszę, aby się nie spóźnić na zgromadzenie
katolików. — Czyliż nie wiesz, że idę ukarać śmiercią
wszystkich tam się znajdujących? —Wiem, i dla tego
właśnie pośpieszam, aby nie stracić sposobności poświę­
cenia się na męczeństwo. —A po cóż prowadzisz tam to
dziecię? — Aby i ono miało udział w te m szczęściu.—
Modest zostaje rozbrojony: udał się do cesarza i skło­
nił go do odwołania tego okrutnego, a bezużytecznego
edyktu.
Tę czynną, nieustanną i wzniosłą miłość rodziciel­
ską , tak przewyższającą wszelkie zmysłowe uczucia,
dzieci znów odpłacały z swej strony nieograniczoną czcią
1 przywiązaniem. I tu także minęło już panowanie ma-

82

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

teryalizmu; a miłość Sarnowska z tegoż co i rodzicielska
■wypływająca źródła, to jest z łona samego Boga, była
równie święta, równie wzniosła i rozumna. Ewangelia
uszlachetniła wszelkie stosunki ojcostwa i synostwa, po­
dobnie jak wzajemne uczucia małżonków. Starania fizy­
czne, wyrachowane uszanowanie, przywiązanie czysto in­
stynktowe, oto wszystko, czego w rodzinach pogańskich
rodzice mogli spodziewać się od dzieci, a i tego jeszcze
najczęściej daremnie oczekiwali. Pogarda, obojętność
a często nawet nienawiść, była zwykłem następstwem
despotyzmu rodzicielskiego. Nie takie to uczucia oży­
wiają dziecię chrześcianina: na tej ziemi stać się pocie­
chą i rozkoszą rodziców, jaką bądź ceną okupić ich wie­
kuiste szczęście po za grobem, oto główna, jedyna jego
myśl i dążność.
Nie można czytać bez wzruszenia tych licznych opi­
sów gorących modlitw, ślubów, ofiar, tych różnych m ą­
drych, sercem obmyślanych środków, jakich używały te
wzorowe dziatki, chcąc nakłonić do przyjęcia prawdziwej
wiary, ojca lub matkę, pogrążonych jeszcze w błędach
bałwochwalstwa 1). Jednak nie rządzili się ślepem przy­
wiązaniem , bo wiedzieli dobrze, że przedewszystkiem
winni być posłuszni Ojcu niebieskiemu, i starać się o zba­
wienie swej duszy. Ileżto razy trzeba się było oprzeć
prośbom i naleganiom ukochanego siwowłosego ojca, je­
żeli wymagał czegoś co potępiało sumienie; wtedy natura
') Mamachi, t. III, c. 1 et 2.

R O Z D Z I A Ł

X.

83

staczała najgwałtowniejszą walkę, ale łaska zwyciężała,
i czy to młoda dziewica, czy zaledwie dorastające dzie­
cię, objawiały bohaterską wytrwałość i męztwo. Z tysią­
ca podobnych przykładów, wymieniemy tu tylko św.
Perpetuę w Kartaginie, i św. Cyrylla z Kappadocyi,
w Alexandryi 1). Chrystyanizm ocalił i wyswobodził
dzieci, a one w d z ię c z n e za to ocalenie od porzucania,
zabójstwa, sprzedaży i poniżenia, wypłacały mu się najwznioślejszemi cnoty.
Dalej z kolei zajaśniała miłość braterska, a duch ro ­
dzinny, ten słodki i święty węzeł, staje się odtąd nieśmiertelnym. Dzięki tej nieprzebranej miłości chrześeiańskiej, tak powszechnej w tych pięknych dniach powsta­
nia chrystyanizmu, wszystkie pojedyncze rodziny two­
rzyły jedną wielką rodzinę chrześciańską; wszyscy człon­
kowie tego nowego społeczeństwa nazywali się braćmi,
bez różnicy stanu, narodowości lub klimatu. Na ich po­
chwałę przyznać potrzeba, że piękna ta nazwa nigdy
właściwiej nie mogła być nadaw aną, bo nieprzeliczone
tłum y wiernych, rozlane w całym wszechświecie, miały
tylko jedno serce i jedną duszę. Pielgrzym wędrujący
z Egiptu, Galii, Afryki lub A zyi, był wszędzie z równie
otwartem przyjmowany sercem, i nie pytano kto on
jest, dość że był chrześcianinem. Ale mimo to nigdy wę­
zły krwi nie były więcej szanowane; religia bowiem pra­
gnęła udoskonalić a nie zagłuszyć głos natury. Gdy by­
*) Act. Sine. Martyr. t. I, 82, et sq.

84

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

śmy chcieli podawać liczne dowody braterskiej miłości,,
powstałe w łonie odrodzonej rodziny, musielibyśmy
przytoczyć nie jedną, kartę dziejów powstającego Ko­
ścioła.
I tu jeszcze wielka ta cnota przybiera wzniosłe ce­
chy religii, która ją utworzyła. Jeźli zdarzyło się kiedy
u pogan, że bracia i siostry dzieliły się spadkiem po ro­
dzicach; że razem cieszyli się lub płakali; byłto już naj­
wyższy stopień wzajemnego ich przywiązania, i jakżeto
rzadko zdobyć się na nie umieli! Już za czasów Plutarcha, kiedy jeszcze ludzkość nie doszła ostatecznego kre­
su poniżenia, miłość braterska była jakiemś niesłychanem
zjawiskiem *). Zaś w rodzinie chrześciańskiej, nie tylko
żyje ona w całej swej pełności, ale nadto, uszlachetniona
wiarą wzmacnia przyrodzone pokrewieństwo, dodając do.
węzła krwi, silniejszy jeszcze węzeł ducha. Oto widziemy b ra ta , który z zupełną bezinteresownością i wyrze­
czeniem się siebie, pragnie tylko zapewnić doczesne
szczęście swego brata lub siostry; nie ma ofiary, którejby nie poniósł dla dobra tych ukochanych istot. Zadzi­
wieni poganie poglądają na nich z uwielbieniem, Woła­
jąc: Patrzcie, jak ci chrześcianie miłują się wzajemnie,
jak w każdej chwili gotowi życie za siebie poświęcić!
Obok tych doczesnych korzyści, zobopólna miłość człon­
ków rodziny, umiała wyrobić sobie uczucie wyższej
szczęśliwości. Zbawić brata lub siostrę, zapewniając im
') Traite de 1’amitie fraternelle, c. I.

R O Z D Z I A Ł

X.

85

już nie czasowe, ale wiekuiste szczęście : oto wielki cel
wzajemnej miłości sióstr i braci. Bohaterskie te dziatki,
które węzeł krwi i chrzest święty podwakroć czyniły
braćmi, nie opuszczały się czy to w szczęściu czy w nie­
doli i pragnęły razem umierać, aby razem żyć w wiecz­
ności. Młodzi i starsi, bracia i siostry, zachęcali się wza­
jemnie idąc na męczeństwo; razem schodzili do amfite­
a tru , razem walczyli, umierali i zyskiwali męczeńską,
koronę. Tiwoli, Rzym, Kartagina, były z kolei świadka­
mi niebiańskiego tego w idoku, a krwawe roczniki mę­
czenników powtarzać będą przez wszystkie wieki świę­
tość i bohaterstwo miłości braterskiej, uszlachetnionej
przez chrystyanizm. Zstąp do ciemnych podziemi Katakomb, tam jedna mogiła połączyła tych, którzy dziś je ­
dną cieszą się chwałą, jak niegdyś jedne przetrwali wal­
ki; a kamienie pogrobowe świadczą o słodyczy i sile tych
węzłów, których śmierć sama zerwać nie zdołała 1).
Taką to była w pierwszych wiekach Kościoła rodzi­
na odrodzona przez chrystyanizm. I nie jest to opis w y­
myślony, albo dzieje pojedynczej jakiej rodziny, to wier­
ny obraz ogólnego życia rodzinnego. Tę prawdogodność
jego , (prócz naszych świętych i czcigodnych apologistów), poświadcza jeszcze Pliniusz Młodszy, w swoim
liście do Trajana, który Tertulian przetłómaczył z zwy­
kłą sobie dobitnością: „Bierzemy za świadków regestra
wasze i was samych, którzy codziennie sądzicie więźniów*)
*) Mamachi, t. III, p. 398.

86

d z ie je

ż y c ia

r o d z in n e g o .

i wydajecie wyroki wedle wniesionych zaskarżeń; czyliż
w tej zgrai złoczyńców, zabójców, złodziei, morderców,
bezbożników, podżegaczy, stawianych przed waszemi try ­
bunały, chociaż jednego napotkaliście chrześcianina? albo
czyliż aby jeden z oskarżonych o chrystyanizm, dopu­
ścił się kiedy podobnych zbrodni? Tak, wasi to współ­
wyznawcy zaludniają więzienia, oni to służą za pastwy
dzikiem bestyom; oni krzyki swemi napełniają, kopalnie,
dostarczają widowiskom szeregów zbrodniarzy. Żaden
z nich nie jest chrześcianinem; albo cała jego w ina, że
jest chrześcianinem, bo gdyby był zbrodniarzem, jużby
nim być przestał“ *).
Nieco dalej, przyznaje jednak, że jakkolwiek zazwy­
czaj chrześcianie wolni są od win ciężkich, nie są prze­
cie aniołami niedostępnymi wszelkiej słabości grzechowéj. I oni także noszą w sobie cechę człowieczeństwa,
bo pierwej byli ludźmi niż chrześcianami. „Nie ma pe­
wnie ciała tak doskonale pięknego i czystego, żeby ju ż
Yestros enim jam contestamur actus, qui quotidie judicandis custodiis præsidetis, qui sententiis elogia dispungitis.
Tôt a vobis nocentes variis criminum elogiis recensentur;
quis illic sicarius , quis manticularius, quis sacrilegus, aut
corruptor, aut lavantium prædo, idem etiam christianus ascribitur? aut cum christiani suo titulo offerentur , quis ex illis
etiam talis qualis tôt nocentes? De vestris semper æstuat carcer; de vestris semper metalîa suspirant; de vestris semper
bestiæ saginantur; de vestris semper munerarii noxiorum greges pascunt : nemo illic christianus , nisi hoc tantum ; aut si
aliud, jam non christianus. ApoL c. 44,

R O Z D Z I A Ł

X.

87

żadnej nie miało wady lub przywary; samo nawet niebo
nie jest tak czyste , abyś już żadnej na niem nie ujrzał
chmurki. Ale cóż znaczy jedna skaza lub plama, jeźli
zresztą całe ciało jest bez wady? tam gdzie dobre prze­
waża, złe stanowi tylko cień obrazu *). Starałem się od­
malować nas wiernie, cała więc w ina, że jesteśmy lepsi
od was.... Chcecież poznać cechy odznaczające prawdzi­
wych chrześcian? Oto mądrość starodawna, nie dozwala­
jąca im wielbić bajecznych bożków wyrobionych ręką
ludzką; ścisła sprawiedliwość nie dozwalająca im pragnąć
cudzego dobra; czystość obyczajów lękająca się nawet
spojrzeń mogących ją skalać; litość i miłosierdzie
dla nieszczęśliwych i będących w niedostatku; po­
szanowanie prawdy, dla której cierpią srogie prześla­
dowanie; zamiłowanie wolności, dla której w każdym
razie śmierć ponieść gotowi: to są, powtarzam raz jeJ) Quod ergo dicitis : Pessimi et probrosissimi avaritia
luxuria, improbitate? non negabimus quosdam : sufficit et hoc
at testimonium nominis nostri, si non omnes , si non plures:
necesse est in corpore, et quantum velis integro et puro, ut
nsevus aliquis effruticet, aut verrucula exsurgat, aut lentigo
sordescat: coelum ipsum nulla serenitas tarn collata purget,
ut non alicujus nubecula? flocculo resignetur: modica macula
in fronte , in parte quadam exemplari visa , quo Universi­
tas munda e s t: major boni portio modico malo ad testimo­
nium sui utitur. — Dalej świetnie usprawiedliwia chrześcian
z wszelkich zarzucanych im zbrodni. Tertull. ad Nation. lib.
I, n. 5.

88

d z ie je

ż y c ia r o d z in n e g o .

szcze, wybitne cechy, po których uczcie się nas po­
znawać“ *). <
Zanim pójdziemy dalej, zatrzymajmy się jeszcze
chwilę, zwróćmy ostatnie spojrzenie na tę cudowną, zmia­
n ę , której tukreślem y dzieje, jestto obraz zarazem ró­
wnie miły sercu, jak pocieszający dla prawdziwej wiary.
Oto życie rodzinne, wy dźwignięte już z tego strasznego
poniżenia, w którem jęczało przeszło od trzydziestu wie­
ków, na wszystkich krańcach wszechświata; oto dziś ja ­
śnieje wolnością, cnotą, siłą i młodością, i ze szczytu swego
wywyższenia, nakazuje ogólny szacunek i uwielbienie.
O tak! dzięki chrystyanizmowi, rodzina jest ocalona,
runęły zasady wasze Lykurgu, Solonie, Romulusie, Au­
guście, wy prawodawcy zmysłowości! Jak zmarły wskrze­
szony zruca z siebie całun śmiertelny, tak odrodzone
życie rodzinne otrząsnęło się z waszych bezecnych sy­
stemów. Miłośnicy nierządu, wy to uświęciliście wielo') Ipsa per se traducitur disciplina, nec aliunde prodimur, quam de bono nostro: si et mali de suo malo radiant,
cur nos soli contra instituta naturæ pessimi de bono denotamur? Quid enim insigne præferimus, nisi primam sapientiam,
qua frivola humanæ manus opera non adoramus; abstinentiam, qua ab alieno temperamus; pudicitiam, quam nec oculis
contaminamus ; misericordiam , qua super indigentes flectimur; ipsam veritatem, qua offendimus; ipsam libertatem, pro
qua mori novimus? Qui vult intelligere qui sunt christiani,
istis indicibus utatur necesse est. Tertull. ad Nation, lib.
1, n. 4.

R O Z D Z I A Ł

89

X.

żeństwo i rozwód, które zerwały jedność pierwotną, w y­
wołały poniżenie mężczyzny, ucisk kobiety, i skazały
oboje, aby aż do grobu dźwigali ciężkie jarzmo niezgod
wewnętrznych, krwawych zazdrości i nieograniczonych
nieszczęść. Nałożnictwo , jak straszna hydra przez was
spuszczona, pustoszyło i kalało serce i umysł rodu ludz­
kiego, zatruwając w samem źródle życia powstające po­
kolenia; a z łona domowego ogniska powstawały niezli­
czone roje szkodliwych istot, zamieniające świat w krwa­
we igrzysko, aż nareszcie cała społeczność, przywiedzio­
na do ostateczności, zaginęła w otchłani własnego ska­
żenia. Na całej przestrzeni św iata, ojciec był despotą,
kobieta niewolnicą, a dziecię ofiarą.
Ale nadchodziła chwila, kiedy panowanie ciała ustać
już miało, a duch, zbyt długo krępowany, odzyskuje wła­
ściwe sobie stanowisko , tak w jednostkach, w rodzinie,
jak i w całem społeczeństwie. Tak więc powszechne od­
rodzenie , ów cu d , którego wszyscy mędrcy, wszyscy
władcy świata dokazać nie mogli i jednozgodnie uznali
za niepodobny, ów cud mówię, został dokonany. Słowo,
przez które wszystko się stało, zstępuje z przedwiecznych
wzgórzów, i wszechwładną, pewną rę k ą , niszczy złe
w samym zarodzie. Najpierw wraca rodzinie pierwotne
stanowisko, znosi rozwód i wielożeństwo, a akt uświęca­
jący związek małżeński, staje się sakramentem nowego
prawa. Tu przyłączone są liczne łaski zastosowane do
powinności małżeńskich; a drzewo ludzkości, oczyszczo­
ne od samych korzeni, wydaje nieznane dotąd owoce
Gaume, Tom II.

7

90

D Z IE JE ŻY C IA R O D ZIN N E G O .

życia. Lykurgu, Platonie, Numo, Auguście, i wy wszyscy
filozofowie i prawodawcy dawnej rodziny, powstańcie na
chwilę z waszych grobów, i wzrokiem geniuszu spojrzyj­
cie na cud, którego świat cały jest dziś obrazem, a prze­
konany jestem, że szczersi i rzetelniejsi od tych, co się
mianują, waszemi uczniami, uznacie za arcydzieło wszechwładności bożej, tę cudowną zmianę, która według was
samych, o tyde przechodzi siłę i możność człowieka, o ile
światło słoneczne przewyższa swym blaskiem blade pło­
mienie pogrobowej lampy.
Jakaż to niezmierzona przestrzeń oddziela ojca chrześcianina od ojca bałwochwalcy! Bałwochwalca, ów przed­
stawiciel despotyzmu i zmysłowości, zawsze i wszędzie
ukazuje nam się zatopiony w kale zepsucia, z rękami krwią
zbroczonemi. Między nim, a dziećmi jego i żoną. zacho­
dzi tylko stosunek czysto zwierzęcy, jakby między b y ­
dlęciem a jego samicą i potomstwem, lub co najwyżej,
jak między tyranem a niewolnikami. Najwznioślejsza,
najszlachetniejsza strona ojcostwa, dla niego nie istnieje
zupełnie, bo pojąć ją niezdolny: żył nie kochany i umiera
z tern smutnem przekonaniem, że sam tylko marmur pogrobowy przechowa jego imię. O ileż to szczęśliwszym
jest ojciec chrześcianin ! Czcigodny przedstawiciel Ojca
niebieskiego, żywy obraz Boga, Stwórcy i Odkupiciela,
współuczestniczy nie tylko w boskiem jego ojcostwie, ale
i w niewyczerpanem źródle jego miłości i czułości. Jest
on nieustannym przedmiotem miłości i poszanowania,
i z rozkoszą może używać władzy, która nie przeszkadza

R O Z D Z I A Ł

91

X.

bynajmniej słodkiej poufałości, panującej między nim.
a dziećmi jego i żoną. Co dzień, co chwila przekonywa
się tak w ważnych, jak i małoznaczących okolicznościach
życia, że więcej wzbudza miłości niżeli obawy, a ta k
władza jego jest daleko silniejszą i świętszą, niż gdyby
piastował berło despoty! Dzięki Chrystyanizmowi, na
czole jego promienieje odbłysk majestatu Najwyższego,
a w pośród domowego ogniska odzywa się nieustannie
głos boski, powtarzający w szystkim : Kto jego słucha,
mnie słucha, kto nim gardzi, mną gardzi. Pokój i bło­
gosławieństwo dziecięciu kochającemu ojca swego; prze­
kleństwo te m u , które go znieważa 1). Tak więc ojciec
chrześcianin nie tylko całe życie swoje otoczony jest mi­
łością, względami i troskliwemi staraniami, szczęśliwy
szczęściem wszystkich co go otaczają, ale szczęście to nie
opuszcza go nawet na łożu śmierci, bo żywi w sercu nie­
złomną nadzieję , że kiedyś znów połączy się z ukochanemi istotam i, nad któremi wyciąga stygnące dłonie
i konającemi usty wymawia ostatnie , uroczyste błogo­
sławieństwo.
Cóż teraz powiem o kobiecie, jako matce i żonie?
O! ona to szczególniej powinnaby czcić i wielbić chrystyanizm, któremu winna tak wiele! Przebiegłem Wschód
i Zachód i widziałem, że pod wpływem bałwochwalstwa
zawsze i wszędzie kobieta jest niewolnicą, którą sprzeda­
ją, kupują, hańbią, biją, wykluczają od wszystkiego, rzu') Levit. X X , 9.

7*

92

d z ie j e ż y c ia r o d z in n e g o .

cają na pastwę nędzy i sromoty, lub bydlęciem zaciężném, skazanóm na najcięższe prace. Wspólniczka zbro­
dni mężczyzny, tego tyrana który ją. popchnął w taką
otchłań poniżenia i zepsucia, stając się występną, utraci­
ła jedyną pociechę po tylu zniewagach, to jest: świadec­
two własnego sumienia, jedyne dobro, mogące zastąpić
wszelkie inne, szacunek własny. Córki Ewy! na wspo­
mnienie dziejów waszych, spuśćcie oczy i pokryjcie czoła
rumieńcem w stydu; niech serca wasze przepełnią się
wdzięcznością, a usta bezprzestannie poAvtarzają modlitwę
dziękczynienia. Jakże to szczęśliwie dla was czasy się
zmieniły! jakże to piękne stanowisko zapewniła wam religia w społeczeństwie chrześciańskiem! a szczególniej
wam, matki rodziny! Istoty święte, wy dziś jesteście
przedmiotem najżywszego i najtrwalszego przywiązania,
najtroskliwszych starań, czci i uwielbienia wszystkich co:
was otaczają, a mężczyzna nie jest już dla was despotą,
ale podporą, opiekunem, bratem. Zamiast więzów nie­
woli, ręce wasze piastują berło, a władza wasza jest naj­
potężniejszą wTświecie, bo jej podstawą łagodność i cier­
pliwość. W pożyciu domowóm wy to stajecie między oj­
cem a dziećmi, jako pośredniczki pokoju , posłanniczki
jedności, apostołki miłości i dobroci, które powinnyście
udzielać wszystkiemu co was otacza; a tern samem wkła­
dać ich w życie chrześciańskie, życie czynu, pracy i miło­
ści braterskiej, które wy tak doskonale pojmujecie. Za­
szczycone tóm niebiańskióm posłannictwem, cnoty waszemi pociągacie człowieka ku Bogu, a w sercu dziecię­

S 6 Z 1) Ż I A ii

X.

93

cia zaszczepiacie pierwsze zarody dobra. Jakże władza
Wasza jest wielką, i świętą! Dzięki zasadom jakie za­
wdzięczamy Ewangelii, potok przekleństw spadłby na
głowę dziecięcia, które odmówiłoby matce należnej czci
i miłości.
A dziecię, ileż to winno chrystyanizmowi, który daw­
ców jego życia w nowe przemienił istoty! Niewolnik,
ofiara, igraszka wszelkich dziwactw i okrucieństw, oto
w tych kilku słowach zawiera się historya jego przez
przeciąg trzech tysięcy lat. W Babilonie, w Memfis, Kartagi­
nie, wLacedemonii, w Atenach, w Rzymie, Hiszpanii, Gal­
in, jednem słowem na całym świecie, nie znano żadnego
poszanowania dla jego życia, serca lub umysłu. Jakże
inny los czeka dziecię chrześciańskie! Wszak przedewszystkiem jest ono dziecięciem bożem, bratem Jezusa
Chrystusa, aniołem ziemskim, dziedzicem nieba, a imio­
na te zapewniają mu najtroskliwszą pieczołowitość i nie­
ograniczone przywiązanie całej rodziny, bo Bóg sam po­
wiedział: „wszystko coście jemu uczynili, mnieście uczy­
nili. Biada więc tem u, ktoby się poważył nastawać n a
ich życie, wolność lub niewinność! Dziś tedy nie zadzi­
wiają mnie już owe tkliwe starania, nieprzebrane przy­
wiązanie, niezmordowana troskliwość, owo zaparcie się
siebie, poświęcenie czasu, zdrowia i majątku; praca we
dnie, czuwanie w nocy, owe nieprzeliczone trudy i ofia­
ry, jakie rodzice podejmują około tej słabej istoty! Po­
wiódłszy wzrokiem po całej przestrzeni świata, ujrzysz,
jak coraz więcej miasta i wsie zapełniają się pałacami*

94

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

przeznaczonemi na schronienie biednych opuszczonych
dziatek; jak córki królów poświęcają, się na ich usługi
i klęcząc nad kolebką, otaczają najtkliwszą pieczołowito­
ścią; niech bałwochwalca z podziwieniem na ten cud pogląda, ja pojmuję go i mówię: Tak być musiało, dzięki
Chrystyanizmowi!

ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Troskliwość

Kościoła

o

dobro

rodziny.

Podobny tkliwej matce co nie przestając na tein, że
dała życie córce, jeszcze z nieograniczoną troskliwością
czuwa bezprzestannie nad jego zachowaniem, Kościół nie
opuszczał rodziny, która winna mu była swoje odrodze­
nie. Znając z jednej strony wrodzoną skłonność do złego
a z drugiej wszelkie podstępy i zabiegi szatana rozgnie­
wanego swTą porażką, ta boska oblubienica Boga-Człowieka otoczyła życie rodzinne wszechwładną tarczą swej
opieki.
Poddać znów rodzinę pod hańbiące jarzmo despoty­
zmu i zmysłowości, oto nieustanny cel piekielnej złośli­
wości i przewrotności ludzkiej. Kościół odpierając tę po­
dwójną nieustannie powtarzaną napaść, przeciwstawia jej
podwójny także szaniec: prawa swoje i czynną odwagę
swych kapłanów.
Jak strzegący fortecy otacza ją w około obronnemi
fortyfikacyami, aby nie dozwolić nieprzyjacielowi przy­
stępu do jej środka, tak Kościół swem opiekuńczem pra-

96

D Z IE JE ŻY CIA RO D ZIN N EG O .

wodawstwem osłania akt uroczysty stanowiący podstawę
życia rodzinnego. U wszystkich pogańskich narodów
Wschodu i Zachodu, panowało i do dziś dnia panuje je­
szcze straszne zamieszanie w .związkach małżeńskich.
Już to głębokie skażenie obyczajów doprowadzało do naj­
straszniejszego pogwałcenia praw natury, już to zbytnie
ścieśnienie lub rozprzężenie węzłów, rodzinnych wyradzało
samolubstwo alboteż straszne i poniżające kazirodztwo.
Chcąc znieść te' straszne nadużycia i przeszkodzić, aby
się nie ponawiały, a tern samem ustrzedz małżeństwo od
wszelkiego skażenia, Kościół postanowił swoje zastrzeże­
nia. Rozważając je z bezstronnością właściwą prawdziwej
nauce, ujrzemy najzupełniejszy i najmędrzej obmyślany
system prawodawstwa. Nie tylko otaczają głębokim sza­
cunkiem ów akt uroczysty dający początek społeczeństwu
ludzkiemu, ale są zarazem nieomylnym środkiem usta­
lającym przewagę ducha nad ciałem i to powszechne bra­
terstwo, ów kres ostateczny, jaki chrystyanizm za­
łożył sobie na ziemi. Jedne zapewniają zawierają­
cym zupełną wolność woli, niezbędną w tak strasznem zobowiązaniu; drugie bronią świętych praw słab­
szej istoty przeciw uciskowi mocniejszego; inne zapewniają
szczęście domowe kładąc tamę wszelkiem zabójczem i występnem żądzom; lub nakoniec czuwają nad obyczajami
publicznemi i spokojem rodziny.
Między innemi dw ie1przeszkody ustanowione przez
Kościół, są nadzwyczaj ważne pod względem religijnym
i towarzyskim. Pierwszą jest różność ivyznania. Aby wy­

R O Z D Z I A Ł

XI.

97

zwolić chrześcian od otaczającej ich zepsutej tłuszczy, Ko­
ściół położył nieprzebytą zaporę pomiędzy niemi a bał­
wochwalcami: pod karą nieważności zabrania dzieciom
swoim zawierać małżeństw z niewiernemi. Drugą pohrewieńswo. Zabraniając uczniom swoim wszelkich związ­
ków z obcemi, Kościół otacza ich jednocześnie owem mi­
łosierdziem bożem, którego jest przedstawicielem, nie
dopuszczając związków małżeńskich w najbliższych sto­
pniach pokrewieństwa. Pragnie, aby wtedy tylko łączyli
się z sobą, jeżli zbyt dalekie pokrewieństwo nie jest dostatecznem do utrzymania jedności braterskiej, i ta po­
trzebuje być umocnioną w tem wspólnem źródle życia.
Postępowanie to Kościoła godne Tego, który przyszedł
złączyć wszystkich ludzi węzłami braterskiej jedności, jest
doskonale oddane w tym pięknym ustępie św. A ugusty­
na: „W początkach świata, mówi ów wielki doktór Ko­
ścioła, kiedy istniała jedna tylko rodzina, to jest Adam
i jego dzieci, bracia mogli poślubiać własne siostry. Pó­
źniej , według powszechnego uznania, jakoteż zasad pra­
wodawstwa, pokrewieństwo stanowiło przeszkodę do mał­
żeństwa, bo utrzymywano, że potrzeba wszelkiemi spo­
soby rozkrzewiać węzły miłości w pośród członków spo­
łeczeństwa ludzkiego ').“*)
*) Habita est enim ratio rectissima charitatis, ut homines
quibus essetutilia atque honesta Concordia, diversarum necessitudinum vinculis necterentur; nec unus in uno multas haberet, sed singulae spargerentur in singulos; ac sic ad socialem
vitam diligentius colligandam, plurimse plurimos obtinerent.

98

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

Te ostrożności nie wystarczały jeszcze Kościołowi:
jako wladzca społeczności duchownej zakazał obchodów
weselnych w pewnych dniach i epokach przeznaczonych
wyłącznie modlitwie i rozmyślaniu. Płocha tylko bezbo­
żność może potępiać ten zbawienny zakaz, a bluźnierstwa podobne dowodzą tylko zupełnej nieznajomości na­
tury ludzkiej i wzniosłego ducha religii. Bo czyliż to nie
odpowiada potrzebom natury ludzkiej, tak silnie dążącej
do zmysłowości, aby choć kiedy nie kiedy starać się
wznieść ją do nieba? czyliż nie odpowiada prawom spo­
łeczności nadprzyrodzonej, istniejącej między człowiekiem
a Bogiem, zakazywać chrześcianom małżeństwa w te dnie
uroczyste, w których nigdy nie możem nadto skupić du­
cha ani dostatecznie oczyścić serce z wszelkich ziemskich
popędów, aby z korzyścią rozważać wielkie tajemnice
chrystyanizmu 1).
Jak niegdyś na pustyni namiot pokrywający arkę
przymierza zostawał pod strażą Aarona i Mojżesza, tak
u wszystkich ludów rządzących się zasadami katolicyzmu,.*)
Sic. numerosius se caritas porrigit... Atque ita se, non inpaucitate oarctatum, sed latius atque numerosius propinquitatibus
crebis vinculum sociale diffunderet. De Civ. Dei, lib. X V , c. 16.
*) Quando novae nuptiae traducuntur, animus conjugum
magis ex ipsa novitate ad curam carnalium occupatur; et ideo
in nuptiis consueverunt signa multa laetitiae dissolutae ostendi:
et propter hoc illis temporibus, in quibus homines praecipue
debent se ad spiritualia elevare, prohibitum est nuptias cele­
bran. D . Thom. in 4. Sent dist. 32, q. 1. a. 5.

R O Z D Z I A Ł

XI .

99

prawodawstwo rodzinne, tak zupełnie obce bałwochwal­
com, ta arka przymierza społeczeństw tegoczesnych, je st
oddane pod opiekę najwyższego kapłana i władzy świe­
ckiej 1). Z jakąż to przewidującą troskliwością starano
się zapobiedz, aby życie domowe nigdy nie pozostało
bez obrony!
Zaledwie chrystyanizm utrwalił byt rodziny, wnet
powstają niebezpieczni wrogowie, pragnący obalić jéj
opiekuńcze prawa. Gnostycy, ta bezwstydna sekta, có­
ra filozofii pogańskiej, głoszą i zachowują sprośne zasa­
dy rzeczypospolitćj Platona *2). Jeźli przeważy wyznawa­
na przez nich nauka, w cóż się obróci jedność, nierozer­
walność i świętość małżeństwa? a rodzina i świat cały
popadłyby w głębszą niż kiedykolwiek jeszcze otchłań
sromoty. Ale Kościół poznał niebezpieczeństwo, a wo­
jownicy jego przywdzieli swe zbroje. Jak tylko odezwał
się Klemens Alexandryjski, św. Ireneusz, Tertulian, św.
’) Cod. Theod. de Incest. Nuptiis.
2) Sekta Gnostyków, (gnoza, znaczy nauka) była bardzo
rozgałęziona. Do tej ogólnej nazwy, można zaliczyć Karpokratów, Mikołaitów, Markozianów i wielu innych odszczepieńców, których zasady nie były czém ilinem, jak tylko strasznym
zbiorem bezbożności i niemoralności. Zasady te zbijał i potę­
piał Klemens Alexandryjski, Stromat. lib. II; św. Ireneusz,
de Hœresib. św. Epifanes, etc. — Qui autem a Carpocrate de­
scendrait et Epiphane censent oportere uxores esse communes.
Clement. Alexand. Strom, lib. III. Obacz co mówi o Gnostykach, lib. II, versus Jin.

100

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

Épifanes, nieprzyjaciele pierzchnęli i rodzina jest oca­
loną..
Jeszcze ci dzielni obrońcy, nie wypoczęli po jednych
trudach, a już Kościół na nowo wezwał ich do boju. P o ­
dobni do węża co się czołga i kryje, aby snadniej uchwy­
cić upatrzoną zdobycz, Manichejczykowie co zdawna
kryli się w cieniu, nagle zrucają maskę i głoszą światu
swe zabójcze zasady. Gnostycy poniżali węzły rodzinne,
Manichejczykowie pragnęli znieść je zupełnie; utrzym y­
wali oni, że małżeństwo jest występkiem, dziełem sza­
tana. Jednak mimo téj pozornej surowości, Manichejczy­
kowie, ci wierni naśladowcy Gnostyków, pod jej zasłoną
wiedli tak sprośne, tak sromotne życie, że pióro moje
wzdryga się na samo ich wspomnienie. Tertulian *) po­
wstaje przeciwko nim z polecenia Kościoła, obala swóm
silnóm ramieniem, a Augustyn św. ostatni, stanowczy
!) Inimice conjugiurn spurcitiaB nomine accusatur, in destructionem Creatoris, qui conjugiurn pro rei honéstate benedixit, ad incrementum generis humani... in Íntegros et bonos
usus: non ideo autem et cibi damnabuntur, qüia operosius
exquisiti, in gulam committunt: ut nec vestitus ideo accusabuntur, quia pretiosius comparad, in ambitionem turnescunt,
sic nec matrimonií res ideo respuentur, quia intemperantius
diffusse, in luxuriam inardescunt. Multum differt ínter causam
et culpam, inter statum et excessum: ita hujusmodi non institutio, sed exorbitatio reprobanda est, secundum censuram
institutoris ipsius, cujus est tam, crescite et multiplicamini, quam,
non adulterabis; et uxorem proximi tui non concupisces; et morte
punientis libidinum insaniam. Tertull. contr. Mardon. lib. I. c. 29.

R O Z D Z I A Ł

XI .

10X

cios zadaje 1). Nie dość na tóm , Kościół ciska gromy
swoje na te nieczyste i szkodliwe gady, które zdają, się
odradzać z popiołów. Na koncylium w Gangre w 325 r.
postanowiono: „Przeklęctwo każdemu kto potępia mał­
żeństwo, potępia i wstręt okazuje wiernej małżonce mie­
szkającej z mężem swoim, lub utrzymuje jakoby nie mo­
gła wstąpić do Królestwa niebieskiego! Dalej chcąc ko­
niecznie wznieść i uszlachetnić małżeństwo, tak niego­
dnie spotwarzone przez tych sektarzy, dodano jeszcze:
Jeźli ktoś żyjący w czystości dla miłości Boga, wynosi
się z pychą nad osoby będące w związkach małżeńskich,
niech będzie przeklęty! *2).
Jeźliby. w kolei wieków, pojawiły się kiedyś podobne
błędy, pragnące podkopać rzeczywiste podstawy rodzi­
ny, wtedy jak zawsze Kościół powstanie czujny i odwa­
żny, aby wyprzeć nieprzyjaciół z swój owczarni, a oca­
lając życie rodzinne, ocali całą społeczność. W piątym
wieku rozproszeni ucznioAvie Manichejczyków, nie pomni
dawnej porażki, poważyli się podnieść głowy. Pierwsze
*) De Moribus Manichasor. c. 17 et sqq. — Tacyan na­
czelnik tej sekty za Marka Aureliusza, rozszerzał błędy Manicheuszów co do małżeństwa.
2) Si quis nuptias accusat, et dormientem cum viro suo
fidelem pi ani que ac religiosam fceminam detestetur ac vituperet, quasi non possit in regnum Dei introire: anathema sit.
Can. I.
Si quis virginitatem servans propter Dominum, se supra
conjugates extollat: anathema sit. Id. Can. X .

102

D Z IE JE Ż T C IA K O D ZINNEGO.

koncylium Toledzkie, odbyte w 405 r. potępia ich po­
wtórnie , mówiąc: „Jeźli ktoś mniema, że małżeństwo
zawarte według prawa bożego, jest rzeczą obmierzłą,
niech będzie przeklęty *).“ Wygnani z Hiszpanii schro­
nili się do Portugalii, ale nie ma odległości gdzieby ich
nie dostrzegło bystre oko kościoła, gdzieby ich nie do­
sięgną! surowy, potępiający głos jego. W 563 r. kon­
cylium Bragańskie utwierdza znowu świętość związku
małżeńskiego: „Jeźli ktoś potępia małżeństwo, niech bę­
dzie przeklęty *2).“
Zyj więc spokojnie rodzino chrześciańska, pod opiekuńczem skrzydłem twojej świętej matki! wiele wieków
upłynie za nim ktoś poważy się powstawać przeciw to ­
bie. Jeźliby zaś kiedykolwiek wrogowie twoi znów po­
dnieśli głowy, czujny i silny Kościół nie omieszka sta­
nąć w twej obronie. W średnich wiekach, obmierzłe te,
tylokrotnie potępiane błędy, starały się nie raz podko­
pywać zasady życia rodzinnego, pojawiając się pod po­
gardliwą nazwą Begardów, Turlupinów i innych podo­
bnych sektarzy. Kościół, troskliwy stróż praw rodziny,
odepchnął ich zwycięzko, aż do chwili kiedy zginęli na
zawsze pod ciężkiem brzemieniem przeklęctw koncyliów
Lateraneńskiego, Konstancyeńskiego i Florenckiego 3).
’) Si quis crediderit conjugia liominum, quae secundum
Dei legem fiunt, esse exsecrabilia: anathema sit. Can. X X I.
2) Si quis vitupérât nuptias: anathema sit. Can. I.
3) Non solum virgines et continentes, verum etiam conju-

R O Z D Z I A Ł

XI .

103

Mimo to, jak niegdyś w pierwszych wiekach chrześciaństwa, pierwotne błędy Ariusza i Pelagiusza rozdro­
bniły się na licznych sektarzy, którzy pragnąc ułatwić
rozpowszechnienie zgubnych zasad swoich mistrzów,
zmieniali je lub łagodzili; tak współcześni lub późniejsi
sektarze wiele wpłynęli na obyczaje, ogłaszając tylko
przekręcone nieco szkodliwe błędy Manichejczyków, tych
tępicieli rodziny. Najniebezpieczniejszym z tych sektarzy był Montan. Urodził się w drugim wieku, w mia­
steczku Ardaban, w Frygii, i podawał się za apostoła,
czystszej i doskonalszej moralności, niźli sama Ewangelia.
Twierdził on, że Kościół nie mógł i nie powinien dawać
rozgrzeszenia grzesznikom, dopuszczającym się pewnych
większych występków, a nadto, że powtórne małżeństwa
są istném cudzołóztwem. Nie potępiał on wprawdzie mał­
żeństw bezwzględnie tak jak Manichejczykowie, ale
■wznowił przesadzone mniemanie ludów pogańskich, nie
dopuszczając w żadnym razie powtórnych związków. Jagati per fidem rectam et operationem bonam, ad seternam merentur beatitudinem pervenire. Cone. Later. 1215, de Summ.
Trinit. et Fid. c. I.
Tria sunt bona matrimonii. Primum, proles suscipienda
et educanda ad cultum Dei. Secundum, tides, quam unus conjugum alteri servare debet. Tertium, indivisibilitas matrimonii
propter hoc quod significat indivisibilem conjunctionem Chri­
sti et Ecclesiae. Quamvis autem ex causa fornicationis liceat
thori Separationen! facere, non tarnen aliud matrimonium contrahere fas est, cum matrimonii vinculum legitime contracti
perpetuum sit. Condi. Florent. 1439, JDeeret. super union.

104

© Z IE J E Ż T C IA R O D ZIN N E G O .

kiż był główny cel tej zasady? oto stracić znów kobietę
w przepaść służalstwa.
W sto lat później, Nowacyan, dawniejszy filozof po­
gański, popierał silnie zasady Montana. Kościół zawe­
zwał swych dzielnych obrońców aby znów wystąpili
w obronie rodziny. Sławny Tertulian po raz ostatni wy­
stąpił wtedy do boju, bo wkrótce niestety! zbliżał się je­
go upadek *). Klemens Alexandryjski świetnym otoczył
blaskiem przedstawioną przez siebie naukę katolicką,
przeciwstawiając ciemnościom błędu zwy ciężkie światło
prawdy *2).
Nakoniec Kościół powszechny, zebrany na koncylium
Nicejskióm, otoczył rodzinę niezwyciężonym szańcem
ustaw ewangelicznych, i uświęcił opiekuńcze prawa słab­
szej istoty 3).
Później znów, na koncylium Laodicejskim, św. Ambro­
ży, św. Hieronim, występują z kolei przeciw tym nędz­
]) Lib. II. ad Uxor. c. 1.
2) Stromat. lib. III.
3) Eos qui se catharos, id est puros nommant, si aliquando ad catholicam et apostolicam Ecclesiam redierint... præ om­
nibus scripto profiteri oportet, quod consentient et sequentur
dogmata Ecclesiæ catholicæ et apostolicæ, id est, quod et cum
digamis communicabunt, et bis qui in persecutione lapsi sunt.
Can. VIII.
Secundum ecclesiasticum canonem, iis qui libere et legi­
time binis nuptiis juncti sunt, ñeque clandestinum matrimonium inierunt, exiguo tempore elapso, postquam precibus et
jejuniis vacaverint, secundum indulgentiam communionem
reddi definimus. Can. I.

R O Z T> Z I A Ł

105

X I.

nym naśladowcom już pokonanych heresiarchów 1). Dzię­
ki więc bacznej troskliwości Kościoła, rodzina raz je ­
szcze uniknęła grożącego jej niebezpieczeństwa.
Tak więc, gdy zapewnione zostały ustawy i prawa
rodziny, nie pozostawało jej jak tylko strzedz swego bo­
skiego piętna, jedności i nierozerwalności. Bo pod tym
względem, nie powinna ufać zbytecznie, jej wróg odwie-*S
.
i) Non prohibemus secundas nuptias, sed non probamus
ssepe repetitas: ñeque enim quidquid licet, hoc ipso decet;
omnia mihi licent, inquid Apostolus, sed non omnia sunt utilia.
S. Ambr. lib. de Vidais.
Aperiant aures... etvideantme secundas et tertias nuptias
concessisse in Domino: qui secundas et tertias nuptias non
damnavi, primum potui damnare matrimonium?... Ergo etiam
nunc libera voce proclamo: non damnavi in Ecclesia digamiam
immo nec trigamiam: et ita licere quinto et sexto et ultra, quomodo et secundo marito nubere; sed quomodo non damnantur
istae nuptiae, ita nec praedicantur.... Non damno digamos, im­
mo nec trígamos, et si dici potest, octogamos: habeat quaelibet
octavum maritum, et esse desinat prostituta. S. Hier. Epist. L
ad Pammach.
Nareszcie koncylium Florenckie tak się wyraża: „Quoniam
nonnullos asseritur quartas nuptias tanquam condemnatas
respuere, ne, peccatum ubi non est, esse putetur... declaramus
non solum secundas, sed etiam tertias, et quartas atque ulte­
riores, si aliquod impedimentum non obstat, licite contrahi
posse: commendatiores tarnen dicimus, si ulterius a conju­
gas abstinentes; in castitate permanserint; quia sicut viduitati virginitatem, ita nuptiis etiam viduitatem laude ac mé­
rito praeferendam esse censemus. Heer et. ad Armen.
Gaume. Tom II.

8

106

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN NEGO.

czny nieustannie kusi się na nowe napady; chcąc tedy
zapewnić rodzinie zupełne zwycięztwo, Kościół musi
czuwać bezprzestannie, bo xiąże ciemności umiałby ko­
rzystać z każdej chwili uśpienia, aby znów wprowadzić
zasady pogańskie w łono życia rodzinnego, i -wtrącić
Izraela w niewolę Egipską. Było to w pośród najstra­
szniejszego prześladowania. Kościół zwrócił całą swą
uwagę, aby AYspierać i wzmacniać odwagę swych dziatek,
walczących o wolność i zbawienie świata w amfiteatrach
bałwochwalców. Szatan, zgodną siebie przewrotnością,
korzysta z tej ciężkiej chwili, aby straszną zgubą zagro­
zić rodzinie. W głębi Hiszpanii zrywa węzły małżeńskie.
Daremne usiłowania! zaledwie tego dokazał, grom spa­
da, uderza winnych, i przejmując wszystkich zbawien­
ną trwogą, niszczy podstępne zamiary zgubnego wroga J).
Jak tylko podobna dążność objawiła się we Francyi po­
łudniowej, Exupere, biskup Tuluziański, zawiadomił
o tern niezwłocznie najwyższego kapłana papieża Inno­
centego: ten zaledwie wydobył swój miecz duchowy,
a rodzina została ocaloną *2).
Niezmordowany wróg życia rodzinnego zdawał się
wreszcie zasnąć na chwilę, ale rzeczywiście był to tylko
') Fidelis foemina quse maritum fidelem reliquerit et alterum duxerit... non prius communionem accipiat, quam is
quein reliquit, de saeculo exierit; nisi necessitas infirmitatis
(id est ex morbo periculum mortis imminens) dare compulerit. Concil. Elibeńt. c. 9.
2) Innocent I, Epist. ad Exuper. Tolosan. c. 6.

R O Z D Z I A Ł

107

XI.

sen pozorny, przez który chciał lepiej podejść Kościół.
Nagle więc wymierzył swój pocisk włono samego Rzymu.
Fabiola, dama nadzwyczaj bogata i potomka jednego z naj­
znakomitszych rodów, zaślubiła człowieka, którego rozprzężone obyczaje zatruwały jej życie, a Rzym cały okry­
wały hańba: to dało powód do seperacyi. Młoda i boga­
ta Fabiola, wstąpiła wkrótce w powtórne związki, a to
jeszcze za życia pierwszego męża. Zbieg okoliczności, nie
dozwalał Konstantynowi znieść zupełnie niektórych antychrześciańskich zasad, zamieszczonych w ówczesnem pra­
wodawstwie, tak więc prawo cywilne upoważniało pra­
wie te powtórne śluby. Czy to z niewiadomości, czy do­
browolnie, dość że Fabiola korzystała z tego dobrodziej­
stwa prawa.
Tak więc targnięto się na świętość i nierozerwalność
małżeństwa; Fabiola, córka Fabiusza, dała ten gorszący
przykład, który stał się niesłychanie głośnym. Cały Rzym
zwrócił na nią oczy, poglądając z niespokojnością, do
czego doprowadzi ta nowa próbka szatana. Duch ciemno­
ści już zaczynał tryumfować, ale w tern odezwał się po­
tężny głos Kościoła, a Fabiola poznawszy swą winę odpra­
wia najsurowszą pokutę publiczną. „W przeddzień Wielkiejnocy, mówi św. Hieronim, kiedy Rzym staje się mia­
stem całego świata, u drzwi bazyliki Lateraneńskiej, wi­
działeś córę Pawła Emila i Scypionów, z włosem rozpu­
szczonym, oczy łzami zalane, ciało całe pokryte ostrą
włosiennicą, jak zmieszana w tłumie pokutników, pokor­
nie błagała o przebaczenie, Namiestnika Chrystusa, ka8*

108

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

planów i całego ludu. W obec wszystkich wyznała swa
winę, a widząc jej żal i boleść, Rzym cały od łez wstrzy­
mać się nie mógł. Klęcząc w milczeniu, nie odważała
się wejść do Kościoła, i jak Marya siostra Mojżesza, cze­
kała w oddaleniu, dopókąd najwyższy Kapłan, który ją
wypędził z owczarni, nie dozwoli znów doń wrócić. Ja ­
koż wróciła rzeczywiście, a odtąd całe jej życie stało się
niezrównanym wzorem cnót bohaterskich, a cały jej
ogromny m ajątek, własnością biednych i nieszczęśli­
wych J). Nigdy może nie uświęcono silniej świętości i nie­
rozerwalności małżeństwa.
Cztery wieki później* jeden z królów Lotaryngii, syn
cesarza, zapominając tej wielkiej nauki, jaką odebrała
Fabiola; mniemał, że wolno mu będzie zdeptać żywotne
prawa rodziny. Ale daremne kuszenie! nigdy szatan nie
dokaże tego, aby w tym względzie zdołał uśpić czujność
Kościoła. Targnąć się na rodzinę, jest to targnąć na źre­
nicę oka Kościoła* jest to podkopywać podstawę społe­
czności politycznej i całego chrześciańskiego świata, zo­
stającego pod jego Strażą. Tak więc, Lotaryusz targnął
się na jedność i nierozerwalność małżeństwa, odpychając
żonę swoją Teutbergę, dla poślubienia Waldrady. Zgor­
szenie , spadające z wysokości tronu, tern było niebez­
pieczniejsze, że obawa mogła zmuszać do milczenia zwy­
czajnych obrońców rodziny. Jakoż rzeczywiście niektó') S. Hier. ad Oceanum, demorte Fabiol. Epist. L X X X IV ,
t. IV, p . 658.

B O Z D Z I A Ł

XI .

109

rzy biskupi galijscy i kilka koncyliów szczególnych, czy
to z niewiadomości, czy przez nikczemność uwierzyli
w zmyślone zarzuty, poczynione nieszczęśliwej Teutberdze, i upoważnili monarchę do zerwania pierwszego a za­
warcia powtórnego małżeństwa. Papież Mikołaj 1-szy,
rozpatrzywszy się w tej niecnej i brudnej spraw ie, nie
uląkł się potężnego i namiętnego króla, i wystąpił śmia­
ło w obronie rodziny i niewinności. Zatem unieważnio­
no akta koncyliów, złożono biskupów Kolońskiego i Trewizańskiego, a Lotaryuszowi nakazano powrócić do pra­
wej żony. Biskupi, koncylia, wszystko musiało uledz
władzy najwyższego kapłana: tak więc i teraz jeszcze ro­
dzina jest ocaloną.
Tak więc rozwijające się przed nami dzieje ludów,
dowodzą nam najwyraźniej, z jak niezachwianą stałością
najwyżsi kapłani rzymscy, bronili zawsze i wszędzie nie­
tykalności życia rodzinnego, zagrożonego wtargnięciem
bałwochwalstwa. Kto więc pragnie sprawiedliwie ocenić
ich postępowanie w tych tak trudnych okolicznościach,
niech spojrzy z wskazanego przez nas stanowiska, a ca­
ła prawda odsłoni się jego oczom. W tedy to najwyższe
uwielbienie i najżywsza wdzięczność zajmie w sercu jego
miejsce owych niesłusznych uprzedzeń i potwarzy, wy­
lęgłych wmuzgach mniemanych historyków—filozofów.

ROZDZIAŁ DWÓNASTY.
Troskliwe starania Kościoła o dobro wszystkich członków rodziny, a szczegól­
niej kobiety.

„Wyzwoliłem cię od śmierci, obdarzyłem wolnością,
i władzą, mówił niegdyś Pan Dawidowi, jeżeli to mało dla
ciebie, obsypię cię większemi jeszcze dobrodziejstwy 1).“
Toż samo może powtórzyć chrystyanizm i Kościół zwra­
cając się do rodziny; mogą nawet dodać: Jeżeli tyle zna­
nych już dobrodziejstw nie zdołały obudzić waszej wdzię­
czności, objawimy wam większe jeszcze. A w ten czas
wolno nam będzie zapytać: Cóż więcej mogliśmy uczynić
dla -was nad to cośmv uczynili?
Nie dość, że Kościół z bezustanną pieczołowitością
strzegł ustaw odrodzonej rodziny: lecz nadto każdeh. z jej
członków znalazł spokój i schronienie pod tarczą wszech­
władnej jego potęgi.
U wszystkich ludów starożytnych i tegoczesnych po­
zbawionych światła wiary, władza ojcowska chwieje się
') Et si parva sunt ista, adjiciam tibi multo majora. II,
Reg. X II, 8.

B O Z D Z I A Ł

X II.

111

ciągle między despotyzmem i bezrządem. W obu razach,
święte stosunki społeczności rodzinnej są naruszone: ka­
żdy członek cierpi, całe ciało słabnie, a rozprzężenie t o .
sprowadza ogólny upadek. Gdzież w tenczas szukać
szczęścia prawdziwego i godnego istoty moralnej? Uchro­
nić ojców od tych dwóch ostateczności, jest to bronić
władzy ojcowskiej przeciwko jej własnym nadużyciom;
to właśnie było celem nieustannej i światłej pieczołowi­
tości Kościoła, i to także jest pierwszem dobrodziejstwem
jakie mu zawdzięcza naczelnik rodziny. Dzieje naszego
kanonicznego i cywilnego prawodawstwa, wskazują nam
tę tkliwą matkę zajętą ciągle, aby z jednej strony utrzy­
mać określone przez Ewangelję, święte przywileje ojca
i małżonka; z drugiej zaś postawić nieprzebytą tamę de­
spotyzmowi, nadaiąc zarazem władzy ojcowskiej i mężo­
wskiej uświęcenie, jakiego jej nie mogło nadać prawo
miecza.
Oto sposób jakiego w tym celu używa Kościół. Ja k
tylko niemowlę może przyjąć ożywczy pokarm jego nau­
ki, stara się zaszczepić w jego duszy boskie przepisy za­
pewniające ojcu rodziny szacunek, posłuszeństwo i mi­
łość. „Synu mój, mówi do dzieciny, jeżeli chcesz żyć dłu­
go i szczęśliwie, czcij ojca i matkę twoją. Jest to przy­
kazanie Boga, który cię stworzył.“ Tym sposobem wła­
dza ojcowska zostaje pod opieką Najwyższego, a miłość
synowska została zamienioną w obowiązek religijny.
Dziecię chrześciańskie jeszcze w kolebce uczy się pozna­
wać tego, któremu winno życie, i uważać go jako zastę­

112

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

pcę sameigo Boga. To też Bóg i ojciec zjednoczeni w jego
umyśle są, najpierwsżym przedmiotem jego czci i miło­
ści. Z biegiem lat religja wzmacnia to przekonanie i roz­
wija uczucie tak potężne i słodkie, a władza ojcowska
staje się najświętszą, że wszystkich władz ludzkich. Bia­
da dziecięciu, któreby śmiało pogwałcić święte jej prawa,
lekceważyć słuszne rozkazy, lub uchybić winnego sza­
cunku! Chrystyanizm uzbraja wszędzie ramie sprawiedli­
wości świeckiej, aby pomścić zniewagę władzy ojcowskiej.
Kary, jakie dawne nasze prawa wymierzały prze­
ciwko uchybiającym obowiązkom miłości synowskiej, wy­
dają się zbyt surowemi w zniewieściałej naszej epoce,
a przecież w oczach uważnego badacza, nie przechodzą
granic ścisłej sprawiedliwości. I tak, dziecko dopuszcza­
jące się obelgi lub złego obchodzenia z rodzicami, ska­
zywano na publiczne Wyznanie winy u drzwi kościelnych,
i na pewny przeciąg lat więzienia na galerach. Jeżeli
sami rodzice nie wstawili się za dziećmi, jeszcze su­
rowszej ulegały karze. Nawet wiek i dostojeństwa nie zasła­
niały ich przed tern prawem obowiązującym aż do końca
monarchii francuzkiej. „W tym czasie, mówi Serpillon,
Wytoczono przed parlamentem w Dijon sprawę przeciwko
kapitanowi piechoty, który uderzył matkę. Chociaż sa­
ma wstawiała się za nim, jednak na mocy mego zaskar­
żenia, skazany został na publiczne wyznanie winy u drzWi
Kościoła Najświętszej Panny w Dijon, oraz na dziewięcio­
letnie więzienie na galerach *).“ Dnia 23 grudnia 1577,
ł) Tom I, k. 151.

ROZDZIAŁ

XII.

113

parlament Tuluzki skazał syńa za pobicie i zelżenie matki,
na publiczne wyznanie winy, z powrozem na szyi, na
chłostę i sześć lat galer. La Roche Flavin zdający sprawę
o tym wyroku, dodaje: Gdyby nie starania matki, byłby
skazany na powieszenie -1)." Dalej podaje drugi wyrok
tegoż samego sądu, skazujący na powieszenie dziecko,
które poważyło się uderzyć i zelżyć ojca *2).
Do podobnegoż szacunku obowiązana była żona
względem męża. Ewangelja zwracając się do niej mówi:
Jak Jezus Chrystus jest głową Kościoła, tak mężczyzna
jest twą głową, twą chwałą i podporą; u wszystkich zaś
ludów chrześciańskich, życie męża zostawało pod opieką
groźnego prawodawstwa: tak dalece w oczach wiary po­
winna być świętą i nienaruszoną władza ziemska wypły­
wająca z władzy duchownej. Oprócz wielu innych świa­
dectw, znajdujemy w kodeksie Ludwika X V 3), wyrok
parlamentu paryskiego, wydany przeciwko żonie, która
zabiła męża; brzmi on jak następuje: „Na zadośćuczynie­
nie, skazuje poniżej wymienioną Favin, aby boso i z sznu­
rem na szyi, publicznie wyznała swą zbrodnię; po tern utną
jej prawą rękę; następnie zaś będzie powieszoną, ciało jej,
spalone i popioły rzucone na wiatr. Z majątku jej pod­
niesione będzie dwakroć-sto-tysięcy na zakupienie nabo-

>) Cod. de la Religion et des moeurs, tom II, tyt. 10, k. 150.
2) Księ. II, tyt. 5, arty. 5; verbo, Injures.
3) Tom IY, k. 461.

114

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

żeństw za duszę męża.“ Sam zamiar nawet podobnej
zbrodni pociągał karę śm ierci1).
Rozważmy pokrótce jak wysoką, myśl filozoficzną za­
wierało dawne nasze prawo kryminalne. Opierając się
na niezbitej zasadzie, że każda władza pochodzi od Boga,
znieważanie jej uważało za obrazę Jego majestatu. Je ­
mu więc najpierw występny winien był zadośćuczynienienie; ztąd zwyczaj publicznego wyznawania winy. Dziś,
kiedy religia przestała być wyłączną podstawą prawa,
karząc zbrodniarza, zapominają, że nie tylko ludzi lecz
i Boga obraził.
Jeżeli Kościół z całą usilnością starał się o zachowa­
nie praw i przywilejów władzy ojcowskiej, nie mniejszą
okazywał gorliwość o utrzymanie jej w właściwych grani­
cach. Obrona istoty słabej, to je st kobiety i dziecięcia,
była wszędzie i we wszystkich wiekach, wyłącznym przed­
miotem pieczołowitości Kościoła. Najprzód nie dozwala
ojcu rozrządzać życiem dziecięcia. Ewangelja zniosła
prawo życia i śmierci przyznane ojcom prawami pogańskiemi; Kościół dokłada więc wszelkich starań, aby go
znieść u wszystkich ludów barbarzyńskich, zalewają­
cych kolejno Europę. Nie dosyć na tern: idąc za jego
natchnieniem, prawa cywilne wyznaczają sroższe prawa
przeciwko dzieciobójcom, niż przeciwko zwyczajnym
mordercom. Mądre te prawa stanowiące chwałę rodziny
w chrześciańskiej Europie, istniały aż do ostatniego stuJ) Z ob . Grayot de Pitaval, t. IV.

R O Z D Z I A Ł

X II.

115

lecia. W Besançon 1776 r. skazano na stos ojca, za mor, derstwo dokonane na własnej córce, której majątek przy­
właszczyć sobie chciała okrutna macocha 1).
Kiedy u Rzymian, syn wyzwolony był mimo to
małoletnim aż do śmierci ojca, Kościół wyznaczył mu
stałą epokę pełnoletności, oraz wyjednał cywilne prawo
posiadania własności, nabywania i rozporządzania swym
majątkiem.
Nie ustając w szlacbetnóm swóm przedsięwzięciu
zmniejsza przewagę mocniejszego, utrzymując na wznio­
słem stanowisku jakie im nadał chrystyanizm, dwóch
innych członków rodziny, to jest kobietę i dziecię. Dla
kobiety Marya jest tarczą bezpieczeństwa. Szatan co
za pośrednictwem Ariusza, usiłował poniżyć człowie­
ka, równając Chrystusa z śmiertelnymi; tak znów za po­
mocą Nestoriusza, zaprzeczając boskiego macierzyń­
stwa Maryi, chciał wtrącić napowrót kobietę w sromotną
otchłań, w którą popchnęło ją pogaństwo. Gdyby zdo­
łał dopiąć tak świętokradzkiego celu, zniknęłyby niepowrotnie, szacunek, wolność i godność płci słabszej, przy­
wrócone jej ze względu na tę kobietę, co była oblubieni­
cą, córką i matką naszego Boga.
Nowa ta napaść wywołała okrzyk trwogi wstrząsają­
cy Wschodem i Zachodem. Więcej jak dwiestu bisku­
pów, przybyłych ze wszystkich części świata, zgroma­
dziło się w Efezie. W dniu w którym koncylium wyrzec5
5) Cod. de la rëligion et des moeurs, t. II, tit. 10, k. 148.

116

d z ie je ży c ia r o d z in n e g o .

miało zdanie o boskiém macierzeństwie Maryi, lud nie­
spokojny zalewał ulice, cisnąć się do świątyni wzniesio­
nej przez pobożnych mieszkańców na cześć przeczystej
Dziewicy. Głuche milczenie panowało w tłumie zgroma­
dzonym przed bazyliką i w przyległych ulicach. Niepo­
kój maluje się na wszystkich twarzach. Wieczorem jeden
z biskupów zwiastuje strwożonemu ludowi, że nowator
został wyklętym, czystość zaś Przenajświętszej Bogaro­
dzicy w niczém nie została naruszoną. Wiadomość ta
wywołała odgłos powszechnej radości. Tak Efezi jak
i mieszkańcy różnych miast azyatyckich, otaczają Ojców,
odprowadzają ich z Kościoła do pomieszkali, całując ich
ręce i wydając okrzyki radości. Kobiety nadewszystko,.
powodowane zadziwiającym instynktem jakim je Bóg
obdarzył, pojęły wielkość odniesionego w tym dniu zwyeięztwa. Radość swą objawiały w sposób, jakiego po­
wtórnego przykładu nie pozostawiła nam historya. To­
warzyszyły O jcom , poprzedzając ich z kadzielnicami
w ręku, i paląc wonne kadzidła po wszystkich ulicach któremi przechodzili. Wszedłszy do tego szczęśliwego mia­
sta tak pięknie oświeconego, słysząc słodką harmonję
muzyki, czując miłą woń kadzideł, mógłbyś sądzić, że to
świątynia, do której sam Bóg zstąpił pobłogosławić swe
dzieci 1).*)
*) Etsi fusius pietati vestrse, qua: gesta sunt, significanda
erant; urgentibus tarnen tabellariis brevius scripsi. Scitote
itaque sanctam synodum vigésima octava mensis Payni. Ephesi, in magna ejus civitatis ecclesia, qua: Maria Deipara vocatur

R G Z D Z I A Ł

XII.

117

Gdy z jednej strony Kościół otacza skrzydłem swej
opieki, niebiański wzór kobiety chrześcianki, z drugiej
stara rsię wznieść córki Maryi, aż do podobieństwa z prze­
czystą. ich matką. Chcecież, mówi on, uzyskać wol­
ność? cbcecież nakazywać szacunek? starajcie sig prze­
zwyciężać wasze zmysły; starajcie się jak matka wasza
o połączenie z samym Bogiem. Bohaterska ta odwaga,
zamieniając was w istoty anielskie, będzie budzić dla was
w sercu mężczyzny, samą tylko cześć religijną. Panu­
jąc nad sobą będziecie panować nad nim. W tych sło­
wach Kościół objawił jedną z prawd nieomylnych, któ­
rej ważność dobrze pojęła kobieta chrześcianka. Tysiące
celebrar! caepisse. Cum autem integrum diem consumpsissemus, tandem ipsumNestorium sacro concilio adesse et se conferre non sustinentem condemnavimus depositionique subjecimus, et ab episeopatu exclusimus. Sumus autem hie congre­
gad episcopi.ultra ducentos, fere plus minus trecenti. Perdurayit autem universur civitatis popnlus a mane usque ad vesperam sanctae synodi judicium expectans. Ut autem audierunt
infelieem ilium esse depositum, coeperunt omnes una voce sanctam praedicare synodum, et Deum glorificare quod cecidisset
fidei inimicus. Egredientes vero nos ab ecclesia deduxerunt
cum lampadibus usque ad diversorium nostrum (erat enim jam
vespera) et facta est multa laetitia, et luminaria in civitate posita, ita et midieres quoque adolentes thymiamata cum tkuribulis
nos praecederent. Ostendit enim Salvator blasphemantibus gloriam suam, quod omnia possit. Epist. Cyril, ad Alexandr. de
rebus in synodo gestis. Epist. X X X IY . T. IY, apud Baron,
an 441, n. 61.

118

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

tych bohaterek zbiegało się pod sztandar dziewictwa,
a sam ich widok wzbudził szacunek i uwielbienie dzikich
synów północy, przykład zaś, modlitwy i dobroczynność
złagodziły obyczaje i na zawsze oswobodziły kobietę
z ucisku.
Trzeba było jeszcze utrzymać kobietę na tym wznio­
słem stanowisku, tak pożytecznem dla niej i tak potrzebnem dla społeczności. To też Kościół przyznaje dziewi­
ctwu równa prawie z męczeństwem zasługę; powierza
dziewicom chrześciańskiem wielkie i szlachetne obowiązki
kapłaństwa, nauczanie, rozkrzewianie prawdy, odwiedza­
nie chorych i więźniów. Przez usta najwymowniejszych
swych mówców głosi ciągle pochwały dziewictwa. Od
Tertuliana aż do świętego Bernarda, wysławia bezprzestannie jego zasługę i zbawienny wpływ na spo­
łeczeństwo. „Czystość duszy droższą jest nad wszy­
stkie skarby świata. Dziewice, mówi Tertulian, wie­
cznie piękne i młode w oczach Stwórcy, dla niego tyl­
ko żyją, z nim rozmawiają poufnie, z nim przestają w ka­
żdej chwili życia. Modlitwa jest jedynym posagiem jaki
składają boskiemu swemu Oblubieńcowi, On zaś wyna­
gradza im łaską swoją i spełnieniem wszystkich życzeń.
Podobne do aniołów w niebie, na ziemi już zdają się należyć do grona duchów błogosławionych *).“
*) Deo speciosse, Deo sunt puellse; cum illo vivunt, cum
illo sermocinantur; illum diebus et noctibus tractant: orationes
suas, velut dotes, Domino assignant. Ab eodem dignationem
yelut munera dotalia quotiescumque desiderant, consequunturr

BO Z DZ I AŁ

XII.

119

Święty Cypryan, zwracając się do nich, mówi z za­
pałem: „Wonne kwiaty Kościoła, arcydzieła łaski, ozdo­
bo natury, obrazie Boga, w którym odbija się świętość
Słowa, najszlachetniejsza cząstko owczarni Chrystusowej,
ty już na ziemi stajesz się tern, czem my kiedyś będzie­
m y w niebie *).“
Święty Ambroży, wymowny arcybiskup Medyolanu,
uważając dziewictwo ze stanowiska ręhabilitacyi kobiety,
wyrzekł te godne uwagi słowa: „Każda dziewica jest
królową, już to ponieważ poświęcając się Bogu, jest oblu­
bienicą najpierwszego monarchy; już też że przezwy­
ciężając namiętności doprowadzające do najhaniebniej­
szej niewoli, uczy się panować nad sobą.... Dziewica, to
drogi dar niebios, ona szczęście i chwałę przynosi rodzi­
nie; ona w domu swym jest kapłanką czystości. Dziewica
jest ofiarą poświęcającą się co dzień dla przebłagania
gniewu Bożego a).“
Toż samo mówią, św. Chryzostom, św. Hieronim, św.
Augustyn, św. Bernard, ci Ojcowie Kościoła i cywilizacyi
ehrześciańskiej.
Nie dość, że Kościół tak wysoko ceni dziewictwo
w klasztorze i wystawia jak zbawienny wpływ na świat
Sic æternum sibi bonumdonum domini occupaverunt, ac jam in
terris non nubendo, de familia angélica deputantur. Ad Uxor.
lib. II, c. 4.
3) De Disciplina Yirg. k. 68 i nastep.
2) De Virginit. k. 155.

120

d z ie ję ż y c ia r o d zin n eg o .

wywierają klasztory, lecz samym nawet żonom zaleca
wstydliwość, objawiając im jak wielki wypływ wywiera tą
opiekuńcza ich cnota. Dokłada wszelkich usiłowań, aby
dostatecznie pojęły całą głębokość słów świętego Piotra:
Niech mężowie wasi uczą się szanować was, obaczywszy
czyste w bojaźni obcowanie wasze J): tym tylko sposobem
pozyskacie wolność. Jeżeli przeciwnie postępować będzie­
cie, zhańbione i poniżone, możecie obudzić zmysłowość,
lecz nieowładniecie duszy tym tajemnym urokiem stano­
wiącym waszą chwałę; nieosięgniecie nigdy przewagi
przynoszącej szczęście wam i waszej rodzinie.
Ze wszystkich tych prawd połączonych, Kościół utwo­
rzył prawo do rehabilitacyi kobiety. Chcąc aby dla wszy­
stkich było obowiązującem, wykłada go w sposób przy­
stępny dla każdego; uświęcą je przedstawiając wzór pra­
wdziwie wielki, przytomny ciągle oczom całego świata.
Gdzież znaleść przykład podobnej gorliwości, z jaką Ko­
ściół stara się rozkrzewić w narodach chrześciańskich
cześć Maryi, tęgo niezrównanego wzoru kobiety odrodzo­
nej? Pojmujemy łatw o, że słabe i powierzchowne umysły
mogą to uważać zą niepotrzebny mistycyzm: lecz czło­
wiek z głębokiem zastanowieniem postrzeże myśl wysoce
socyalną. Jeżeli ją także chcecie zrozumieć, przenieście się
myślą w dawne czasy; przypomnijcie sobie okropne po­
niżenie kobiety; zastanówcie się nad dzikim charakterem *I
2) Considerantes in timore castam conyersationem yestram
I Petr III, 2.

R O Z D Z I A Ł

121

XII.

ludów północy, tych ludzi żelaznych, nie znających praw
innych nad własne u widzenia, innej władzy jak miecz;
później zwróćcie uwagę na szkodliwą zniewdeściałość, łu­
dzący zbytek, i materyalizm narodów ucywilizowanych,
i powiedzcie: czyż nie trzeba było, chcąc ocalić honor
i wolność kobiety, przedstawiać oczom wszystkich, przy­
pominać im wszelkimi sposobami, boską Dziewice, matkę
Odkupiciela świata i opiekunkę płci swojej? Zastanówcie
się nad tern głęboko, a zapewnić mogę, że razem z nami
wykrzykniecie: Cześć Maryi była, jest i będzie, tarczą
bezpieczeństwa dla kobiety, przez kobietę dla rodziny, a
przez rodzinę dla całej społeczności.
Kościół znając lepiej niż ktokolwiek, prawa cywilizacyi chrześciańskiej , nie omięszkał nigdy używać tego
niezbędnego środka do utrzymania jej i rozszerzenia. Ja ­
kiż to odgłos dochodzi do nas z najodleglejszych wie­
ków chrześciaństwa, z samotnych dolin, z wierzchołka
gór wysokich, z pośrodka ulic miast wspaniałych? To sły­
chać hymny i litanje, w których chrystyanizm nadaje
Maryi najsłodsze i najświętsze nazwy. Przebiegnijmy
całą Europę, wszędzie znajdziemy zakłady i święta uwie­
czniające i rozkrzewiające cześć Maryi. Zatrzymajcie się
przed temi odwiecznemi świątyniami, zadziwiającemi
pięknością i wielkością; a te mury, śpiewy, pobożne
uczynki, tradycye i dzieje ludów7, odezwą się do was po­
tężnym głosem: Czcijcie Maryę, szacujcie kobietę! Tak,
szacujcie kobietę w każdym wieku i położeniu, jako dzie­
cię, małżonkę, matkę i wdowę, bo jest istotą świętą i nieGaume. Tom II.

9

122

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

tykalną, siostrą Maryi, która była tern wszystkiem, czem
może być kobieta: córką, małżonką, m atką, wdową
i wiecznie dziewicą. Znieważać kobietę, jest to zniewa­
żać Maryę, kto zniesławia dziecię, zniesławia matkę; kto
skala obraz, wzór jego obraża.
Rozkrzewienie tak zbawiennych idei, Kościół powie­
rzył ludowi franćuzkiemu. Tak jest, najdumniejszy i naj­
świetniejszy naród stał się apostołem czci Maryi. Nie
jestże to dowodem mądrości i wszechmocności, której
nigdy dostatecznie uwielbić nie zdołamy! Synowie Ga­
lów, ten lud tak niespokojny, tak pragnący wojen i zdo­
byczy, co przez tyle wieków był postrachem sąsiednich
narodów, odbierał i rozdawał korony, za opiekunkę swą
obrał Maryę, boską niewiastę. Okryta krwią walk sto­
czonych, dawna Francya padała na kolana przed posą­
gami Maryi , a często na białych swych sztandarach
.umieszczała wizerunki boskiej dziewicy. Jakiż to pię­
kny widok zaiste, gdy siła i męztwo oddają cześć matce
i dziecięciu, jakby przeciwstawiając to, co jest najstrasz­
niej szem na ziemi, przeciwko tem u, co najsłodszem jest
w niebie. Cześć oddawana Maryi w modlitwie i obrzę­
dach religijnych, odbiła się wkrótce w obyczajach, w czci
oddawanej kobiecie. Nie dosyć, że tę słabą istotę oto­
czyła jakimś urokiem boskości, chroniącym ją od zniewag
barbarzyńców; lecz jeszcze zamieniając się w czyn, utwo­
rzyła zbrojne stowarzyszenia, dla obrony kobiet, ich ho­
noru, wolności i praw zapoznanych. Jestże to snem! ko­
biecie, tej nieszczęśliwej istocie, którą świat pogański,

ROZDZIAŁ

XII.

123

nielitościwy i często niesprawiedliwy wykonawca prze­
kleństwa bożego, zepchną.! w bezdenną przepaść poniże­
nia i sromoty, Kościół, dodaje straż honorową, świet­
niejszą, liczniejszą i wierniejszą nad tg, jaką sig otaczają
najpierwsi monarchowie. Cóżby na to wyrzekli Grecy
Likurga i Solona, lub Rzymianie Romulusa i Augusta,
gdyby wróciwszy do życia i przebiegając średniowieczną
Europg, napotkali te szlachetne hufce błgdnych rycerzy,
tych .mgżnych mścicieli zapoznanych praw kobiety, poświgcających całe życie na jej obrong? ciemigżycieli
opiekujących sig uciemigżonymi, katów wspierających
swe ofiary , a ludy poldaskujące z zapałem tak szlachem u poświgceniu! A jednak, dzigki chrystyanizmowi,
świat , patrzał bez zadziwienia na cud tak wielki; słowa
zaś, które Kościół zwracał do tych szlachetnych rycerzy^
przyoblekając ich w zbroje, świadczą dokładnie o jego
macierzyńskiej troskliwości dla kobiety, odrodzonej
i, uszlachetnionej za jego staraniem.
. Tak wigc w tych wiekach, kiedy silna wiara nadawała
nar.odom .Europy, nieomylne uczucie dobra i pigkna, po­
bożni ojcowie nasi, puklerzem mgzkiej siły osłaniali sła­
bość kobiety. Patrzcie, oto mąż zbrojny wchodzi do sa­
motnego kościoła. Niknie już światło dzienne; wkrótce
zamkną drzwi świątyni, a rycerz przepgdzi tam całą noc
klgcząc przed wizerunkiem Maryi. Miecz swój złożył na
ołtarzu boskiej niewiasty; od tej chwili poświgca go jej
obronie, w osobie uciśnionej kobiety. Nie sądźcie aby
dopełniał czczej formalności. Człowiek silnej wiary poj9*

124

d z ie je ż t c ia r o dzinneg o .

muje dobrze ważność swego zobowiązania i przysięgi,,
która je ma uświęcić. Człowiek zmysłowy i cielesny,
zna swoją słabość i dla tego w modlitwie ucieka się
o pomoc do nieba. Od tej chwili rozpoczyna on nowe
życie. Równo ze św item , wchodzi kapłan do świątyni.
Szlachetny rycerz wie dobrze, że chcąc bronić niewin­
ności, trzeba być także niewinnym, dla tego to wyznaje
swe winy przed kapłanem: dusza jego została oczysz­
czoną; później udaje się do kąpieli, na znak mezmazanej
niczem czystości którą uzyskał, a której całe jego życie
powinno być wzorem.
Oczyściwszy duszę i ciało, znów zaczyna się modlić^
Wkrótce przybywają książęta, biskupi, a lud mnogi za­
pełnia świątynię. Pierwsi przybywają, aby w imię po­
dwójnej władzy ziemskiej i niebieskiej, wręczyć m u
chwalebne godła jego zawodu; drudzy aby być świadkami
jego przysięgi. Słyszeli ją także aniołowie w niebie,
a Bóg Odkupiciel zarówno kobiety i mężczyzny, zapisał
ją krwią swoją w sercu szlachetnego ryćerza. Cud został
dokonanym; odtąd ciało podległe będzie duchowi. W ten­
czas biskup i książę zbliżając się do rycerza, przypasują
mu wspólnie broń poświęconą. Oprócz przysięgi sta­
wania w obronie wszystkich uciśnionych, wykonywał
drugą, opiekowania się wyłącznie losem kobiet 1). Tym
*) Militer super equum, armis omnibus decoratum, impositum et formatum novimus. Habuit enim galeam in capite,.
hastam in manu dextera. Clypeo protectus fuit in læva; ensis

R OZD ZI A h

XII.

125

sposobem pognębieni nową znajdowali podporę, kobieta,
królowa społeczności rodzinnej, nowego opiekuna, a świat
nową, rękojmię szczęścia i chwały. Tak było niegdyśa więc hańba, hańba wam wieczna, Bojardo, Aryoście
i wam wszyscy występni romansopisarze, którzyście ska­
lali fałszywymi opisami szlachetne to stowarzyszenie,
stanowiące zarazem instytucyę wysoko socyalną w du­
chu Kościoła, i piękną kartę w historyi!
Jeżeli jeszcze kiedyś pomimo tak silnej opieki, za­
poznawano prawa istoty słabszej, sami najwyżsi pasterze
używali na jej obronę swej potężnej władzy, a święta
równość i przywileje wyjednane kobiecie przez chrystyanizm , znajdowały nową. sankcyę i zatwierdzenie.
et claya in eadem; gladius in dextera. Lorica vestitus ; plectas. in pectore; ferreas ocreas in tibia; calcaria in pedibus; in
ambabus manibus ferreas chirothecas ; equum doctum, et ad
bellum aptum cum faleribus. Hi dum accinguntur, balneantur, ut novam vitam ducant et mores. In orationibus pernoc^
tant, a Deo postulantes per gratiara ejus donari, quod eis der
licit a natura. Per regem vel principem accinguntur, ut cujus
deheant esse custodes, ab eo accipiant dignitatem et sumptus.
Sapięntia, fidelitas, liberalitas, fortitudo, misericordia, custodia populi, legum zelus in eis sunt, ut qui armis corporeis decorantur, étiam moribus polleant; et quanto militaris dignitas
alios excedit reverentia et honore, tanto magis debet eminere
yirtute... Se obligant ad defendendas semper domnas, domnicellas, pupilles, orphanos, et bona Ecclesiarum contra vim et
potentiam injustam potentium , juxta suum posse. Muratori,
t. IV, Dissertât. LIU .

126

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Jawnym dowodem tej ciągłej pieczołowitości, są wyroki
papieżów Agapeta II i Grzegorza IX, na korzyść Ade­
lajdy Austryackiej i Elżbiety Węgierskiej. Nakoniec,
kiedy prawa rzym skie, przyznawały mężowi nad żoną
prawo życia i śmierci 1), w chrześciaństwie, prawodaw­
stwo wyznaczało sroższe kary przeciwko mężom targa­
jącym się na życie swych towarzyszek, niż przeciwko
zwyczajnym zabójcom 2). Chrystyanizm uznał zupełną
równość małżonków pod względem religijnym, a Kościół
wyprowadził z niej cywilne prawa kobiety. Zniósł bezwłasnowolność ciążącą na niej tak długo pod prawami
pogańskiemi, nadał jej prawo odziedziczania spadków,
przyjmowania darowizn, nabywania własności i robienia
rozporządzeń testamentowych. Tak więc cześć Maryi,
ramię mężnych rycerzy i opieka prawa, stanowiły tarczę
bezpieczeństwa dla kobiety, a jeżeli odtąd która z nich
utraciła wolność i sław ę, sobie samej winę przypisać
musi.
Sicut parentibus in liberos, ita maritis jus vitæ et necis
in uxores, quæ in maniim ipsorum convenerant, competebat?
judicio domestico de facinoribus earum una cum ejus propinquis cognoscebant, ut discimus ex Dion. Halycar. lib. II, c. 4.
Hujus juris vestigium videre est apud Tacit. Annal, lib. X III,
c. 32, ubi refertur quædam Pomponia superstitionis externæ
rea Plautii mariti sui judicio permissa. Isque prisco instituto
propinquis coram de capite famaque conjugis cognovit, et insontem nuntiavit. Ferrctris, Biblioth. de patria Potestate, n. 7.
2) Zob. Pruneau, część I, tyt. 10, maxyma 5.

ROZDZIAŁ

XII.

127

Przejdźmy teraz do kobiety poświęcającej się Bogu
w ciszy klasztornej. Świętsza i droższa w oczach wiary,,
została też przez Kościół otoczona wałem, mocniejszym
nad mury oddzielające ją od świata. Straszna klątwa
czuwa nad nią we dnie i w nocy na progu klasztornym;
oblubienica Chrystusa zasypia spokojnie pod opieką tak
groźnej straży, potężniejszej nad miecz rycerza, bo
w owych wiekach bardziej lękano się zgubić duszę niż
stracić życie *).
Czegóż jeszcze może żądać kobieta? Czyż Kościół
nie uczynił dla niej więcej jak się spodziewać mogła? Je ­
żeli stanie się występną, czyż nie ma prawa odepchnąć
ją bez litości i pozostawić nieszczęśliwemu losowi? Tak
bezwątpienia : lecz matka , matka taka jak Kościół, nie
może być zbyt surowym sędzią. Podobna boskiemu pa­
sterzowi, zostawiającemu dziewięćdziesiąt dziewięć owie­
czek aby znaleść jedną zbłąkaną, nie bijącemu je j, lecz
z łagodnością odprowadzającemu do owczarni i zapra­
szającemu sąsiadów, aby się cieszyli z jej znalezienia;
Kościół nie zrażony niewdzięcznością, nie szczędzi usiło') Święte konoylium Trydenckie, podając krótki rys pra­
wa kanonicznego, tak się wyraża w tym względzie : „Ingredi
autem intra septa monasterii (monialium) nemini liceat, cujuscumque generis, aut conditionis, sexus vel aetatis fuerit, sine
episcopi vel superioris licentia, in scriptis obtenta, sub excommunicationis poena, ipso facto incurrenda. Sess. X X V , c. 5.
Id. Concil. Matiscon. I, c. 2; Arelat. IV, c. 7; Cabilon. II, c.
63, i Hispal. II, c. 12.

128:

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

w ań , aby występna kobietę wyzwolić od hańby i nie­
szczęścia. Chcąc wypowiedzieć wszystkie jego dobro­
dziejstwa, trzebaby znowu przebiedz dzieje wieków
chrześciańskich. Nie znany poganom duch miłosierdzia,
objawił się na ziemi, skoro Syn Boży, który przyszedł,
aby zbawić wszystko co zginąć m iało, z taką dobrocią
przemówił do Magdaleny, przebaczył cudzołożnicy i sie­
jącym zgorszenie faryzeuszom. Kobieta występna nie
obudzą więc pogardy lecz najtkliwszą litość. Tysiące rąk
miłosiernych stara się wydźwignąć ją z haniebnej prze­
paści, a wzniosłe poświęcenie chcąc przywrócić cnocie,
przedsięwzięło podnieść ją w jej własnych oczach.
W całym katolickim świecie, wznoszono w tym celu
liczne religijne zakłady. Dzieje ich są odbiciem dziejów
sławnego Zakonu Notre-Dame-du-Refuge (Najświętszej
Maryi Panny Schronienia). Zakład ten służący za dom
schronienia dla kobiet pokutujących, tym się odznaczał,
że przyjmowano tam także dziewice niewinne i wyższego
wodzenia, których postępowanie było zawsze nienagan­
nemu Pokutnice mogły wykonywać śluby zakonne, je ­
żeli same tego żądały i posiadały potrzebne usposobie­
nie. Jakkolwiek wyższe godności klasztorne powierzano
zawsze tym, którym nic nie można było zarzucić, jednak
pokutnice zostające zakonnicami, jedno z niemi tworzyły
towarzystwo. Ożywione jednakowym duchem , nie ró­
żniły się także ani ubiorem, ani sposobem życia. Po cóż
jednoczyć się tak z występnemi? poco czynić tak przy­
krą ofiarę miłości własnej? Zapytajcie o to Tego, który

E O Z D Z I A Ti XII.

189 !

dla naszego zbawienia przyjął na siebie postać niewol­
nika: oto dla tego aby łatwiej pozyskać Bogu te biedne
grzesznice.
Miłosierdzie cbrześciańskie nie poprzestało na tein.
Czyste dziewice, chcąc wzmocnić i zachęcić te zbłąkane
dusze, wykonywały ślub wyłączny, że będą się niemi
opiekować i nie dozwolą aby zmniejszoną została ozna­
czona liczba pokutnic, wynosząca dwie trzecie całego
zgromadzenia. „Tym bardziej, mówi ojciec Helyot, po­
winniśmy wielbić miłosierdzie tych dziewic, że przypo­
mina nam miłosierdzie Jezusa Chrystusa, kiedy przyjął
na siebie postać grzesznika, aby nas wyzwolić od grze­
chu“ 1).
W innych stowarzyszeniach założonych w tym sa­
mym celu, nazywano pokutnice córkami Dobrego Paste­
rza, lub córkami Magdaleny, aby okazać tym sposobem
ich powrót do owczarni, i oczekujące ich tam przebacze­
nie... Chcąc aby wszystko w koło nich nasuwało im my­
śli czyste i niewinne, przepisano im strój biały i ztąd
noszą także nazwę Sióstr białych. W niektórych zgroma­
dzeniach, wstępującem wkładano koronę na głowę śpie­
wając: Veni sponsa Christi. „Pójdź oblubienico Chrystu­
sowa.“ Tak wzruszająca sprzeczność godną jest religii
umiejącej wspierać bez upokorzenia i przebaczać ułomno­
ściom serca ludzkiego, nawet wydzierając je zbrodni *2).
’) Hist. des Ordres religieux, t. IY.
2) Génie du Christianisme, t. IV.

DZIEJE ŻYCIA KODZINNEGO.

130

Zawierały także cel wysoko socyalny, to jest przekonać
te zwątpiałe i zniechęcone dusze, że pokuta jest siostrą,
niewinności.
Rzym, to ognisko wiary i miłosierdzia, dalej jeszcze
rozciąga troskliwość swoją. Nie tylko że leczy złe, ale
jeszcze zapobiega jego rozkrzewieniu. Do zakładów zwa­
nych Periclitantes przyjmują panny i wdowy, które żyjąc
w świecie narażone są na utratę cnoty. Wszystkie mo­
gą tam szukać schronienia, a skoro niebezpieczeństwo
minie, wrócić na łono rodziny. Co do kobiet których
występki ściągnęły na nie kary sprawiedliwości, te po
wycierpieniu kary, znajdują schronienie na resztę dni
swoich, w przeznaczonych na ten cel domach 1).
Oto krótki rys dobrodziejstw, jakie kobieta zawdzię­
cza Kościołowi. Można przyznać na jéj pochwałę, że
umie być za nie wdzięczną. Nauczywszy się pojmować
prawdziwe swe powołanie, dopełnia wiernie jego obo­
wiązku. Przenikniona uczuciem wdzięczności dla ukrzy­
żowanego Boga, któremu dwa razy winna swe odkupie­
nie, mężna i wierna, postępuje za nim na szczyt Kalwaryi. Najpierwsza ogłasza chwalebne jego zmartwych­
wstanie; najpierwsza, zstępuje do katakomb; z jéj jałm u­
żny żyją posłannicy pańscy. Na drodze męczeństwa
towarzyszy mężczyźnie, często wyprzedza go nawet,
a uzbrajając się nieprzezwyciężonćm męztwem, nie lęka
się ani pogróżek, ani miecza tyranów. Agnieszko, Symv)

Constanzi istituzioni di Pieta et santuarj di Roma, 1.1.

R O Z D Z I A Ł

XII.

131

forazo, Felicyto, Perpetuo, Blandyno, Agato, Eulalio,
imiona wasze błyszczące jak świetne gwiazdy w historyi
męczeństwa, dostateczne są aby wsławić kobietę chrześciankę, i dowieść jéj miłości i wdzięczności dla téj
twórczej i zachowawczej religii, która przywróciła im
prawa, wolność i honor.
Lecz nie tylko o palmę męczeńską, w'spółubiega się
z mężczyzną kobieta odrodzona, należy jéj się także
chwała apostolstwa. Krwią swoją i ciężkimi trudami
chciałaby wywdzięczyć się za doznane dobrodziejstwa.
Ileż to ludów powinnyby zgiąć kolano przed temi bo­
haterkami chrześciaństwa, którym winny wiarę i oświa­
tę, tę córę wiary. Począwszy od młodej niewolnicy, która
bohaterską miłością chrześciańską zdołała nawrócić cały
naród Iberian, aż do Klotylcły przywodzącej Klodoweusza i Francuzów do nóg świętego Remigiusza, we wszy­
stkich znaczniejszych epokach historyi tegoczesnéj, wi­
dzimy kobiety, którym społeczność winna największe
dobrodziejstwa. Dąbrówko, Jadwigo, Bianko z Kastylii,
Batyldo, Adelajdo, Matyldo, Teodolindo, Elżbieto, Jo ­
anno d’Arc, Izabelo; wy zajmujecie najpiękniejsze karty
w dziejach Polski, Francyi, Anglii, Niemiec, Włoch, Por­
tugalii i Hiszpanii.
Iluż to dobrodziejstwami darzy rodzinę matka i mał­
żonka chrześcianka, jakiż zbawienny wpływ wywiera na
mężczyznę i obyczaje publiczne? One to dały światu lu­
dzi przynoszących mu największą chwałę. Olympiada,
Chryzostoma; Monika, Augustyna; tych nieśmiertelnych

132

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

mężów którym dwa razy dały życie. Jak przy tronie
Wszechmocnego, wiara ukazuje nam czystą, dziewicę,
matkę jego i naszą siostrę, błagającą o łaskę i przeba­
czenie dla swych braci, odwracającą gromy którębybez
niej spadały na nas; tak w dziejach ludów chrześciańskich, widzimy przy domowem ognisku kobietę, matkę,
żonę, córkę lub siostrę mężczyzny, wstawieniem swem
wytrącającą miecz z ręki męża, syna, brata lub ojca, spro­
wadzającą pogodę na jego czoło, wyrok przebaczenia na
usta. Kiedy dzieje bałwochwalstwa podają nam zaledwie
dwa lub trzy wypadki, w których kobiety rozbrajały gniew
mężczyzn, Chrystyanizm przedstawia nam tego tysiączne
przykłady. Nie potępiajmy jednak kobiety poganki; cóż
więcej mogła uczynić, spodlona niewolnica?
Jak słońce ukazujące się na wysokości niebios, upię­
ksza, oświeca, ożywia radośnie całą naturę, tak obecność
kobiety chrześcianki stała się dla rodziny, światłem,
wdziękiem, słodyczą, życiem, radością i pociechą 1). Aniel­
ska jej dobroć złagodziła dziki charakter przodków na­
szych. Wieczorem, wracając z łowów lub wojennej wy­
prawy , wojownicy zdejmowali ciężkie swe zbroje, aby
zasiąść z kobietami u wspólnego ogniska. W ten czas sa­
mi nie wiedząc o tern, uczyli się grzeczności, łagodności
i zasad honoru. Matka chrześcianka, ten cel miłości i sza-

*) Sicut sol oriens mundo in altissimis D ei, sic mulieris
bonae species in ornamentum domus ejus. E c cli. X XY I. 21.

K O Z D Z I A Ł

XII.

133

cunku, była także dusza jedności i zgody braterskiej.
•Silny ten związek stanowił szczęście społeczności średnio­
wiecznej Europy, bo wtenczas zasadnicza podstawa życia
rodzinnego: „Czcij ojca i matkę twoją,“ ściśle była za­
chowywaną.
Taż sama zasada dopomogła do szybkiego rozwinię­
cia się ducha rodzinnego, tego utworu katolicyzmu. Duch
ten zamieniał każdą rodzinę jakby w ciało moralne, i że
tak powiem, tworzył wwiększem, mniejsze państwa; imię
i honor całej rodziny przekazywał każdemu z dzieci, jako
święty zakład, jako spuściznę, którą powinien oddać nie­
naruszoną następcom swoim. Dzieje uczą nas, że to
uczucie tak słodkie i święte zarazem, stało się źródłem
najszlachetniejszych czynów i cnót najpiękniejszych. Obo­
wiązywało nawet najdalszych członków rodziny. Jeżeli
jeden z jej członków zaciągnął długjakiś, krewni uważali
sobie za powinność, aby go zaspokoić za niego. W inny
odbierał karę, rodzina jego uważała to za obowiązek;
lecz honor był ocalony. Kobieta, matka chrześcianka, któ­
rej świat winien był to nowe dobrodziejstwo, najpierwszą też za nie odebrała nagrodę. Dla chrześcianina naj­
trwalszemu najsłodszem uczuciem jest miłość dla matld.
Obraz matki jest dla niego jedynym obrazem którego
nic zaćmić nie zdoła; wspomnienie o niej, jedynem wspo­
mnieniem którego nic zatrzeć nie potrafi, które nawet
w ostatnich latach życia staje się żywszem i czulszem,
aby z nim razem zstąpić do grobu.

134

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Drugiem królestwem jakie dostało się w podziale ko­
biecie, jest królestwo cierpień i dolegliwości ludzkich.
Któż policzy cierpiących, nad których łożem czuwała ko­
bieta lub łzy ich ocierała; ubogich, których staraniem
swym okrywała; sieroty, którym stała się matką; biedne
opuszczone wdowy, którym zastępowała Opatrzność? Ileż
to w Chrystyanizmie znaleść można Paulin, Melanij,
Fabiol, poświęcających ogromne swe majątki na wspie­
ranie cierpiącej ludzkości? Jakże wiele cór najznakomit­
szych rodzin, oddają chorym w szpitalach naszych, naj­
prostsze posługi; stają się dla nich czułemi i troskliwemi matkami? Gdybyśmy opisywali szczegółowo dzieje
wielkich poświęceń i uczynków miłosiernych, tern samem
kreślilibyśmy dzieje kobiety odrodzonej przez Chrystyanizm, natchnionej duchem ewangelicznym. Wiedziona
wzniosłem natchnieniem, czuje że tylko nieograniczoną
miłością bliźniego, może wywdzięczyć się za odebrane
dobrodziejstwa. Jeżeli żyjąc wśród świata, odznacza się
tak czynną litością, zamknięta w murach klasztornych
poświęca się z zapałem pokutniczemu życiu. A dobro­
wolne jej umartwienia, więcej może przynoszą szczęścia
rodzinie i społeczności, jak najobfitsze jałmużny. Ko­
bieta chrześcianka, to anioł modlitwy, pośredniczka po­
koju i jedności, wzór łagodności, prawdziwy cud męztwa
i miłosierdzia; jako matka, siostra, córka czy żona, sieje
wszędzie dobrodziejstwa, wstępując w ślady boskiego
swego wzoru; to też najodleglejsze wieki przekazują nam

ROZDZIAŁ

V.

135

jej imię połączone z tysiącznymi błogosławieństwy. Cześć
chrystyanizmowi co utworzył tak dobroczynną potęgę;
chwała kobiecie, że spełniając swe posłannictwo zasłu­
żyła sobie na pochwałę, którąby trzeba wyryć na mar­
murze: „Gdzie niewiasty niema, tam wżdy cierpi ubogi“ 1).
r) Ubi non est mulier, ingemiscit egens. E c eli. X X X Y I, 27.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY.
Troskliwe

starania

o dobro

dziecięcia.

Zbawienny wpływ Kościoła na członków rodziny, nie
ograniczał się na opiece udzielonej ojcu i matce: dziecię
stało się także wyłącznym przedmiotem jego troskliwo­
ści. Od początku zaraz otoczył skrzydłem swej opieki te
istotę słabą i niewinną. Jeszcze świat pogański nie utra­
cił blasku materyalnej swej oświaty; jeszcze filozofowie
i prawodawcy jego, głosili szkaradne swe zasady o dzie­
ciobójstwie i porzucaniu, kiedy już na Wschodzie i Za­
chodzie, przez usta wymownych swych doktorów, Ko­
ściół potępiał ich naukę, i rozszerzał przeciwne im zasa­
dy. „Upoważniacie, mówi do nich, porzucanie i dzie­
ciobójstwo przed i po urodzeniu; my zaś powiadamy
wam śmiało, że każdy cios śmiertelny, zadany istocie
udarowanej duszą nieśmiertelną, woła o pomstę do nie­
ba *).“ Już to chcąc zawstydzić pogan, używa proste­
go i dowcipnego pióra Klemensa Alexandryjskiego, wy*) Const. apost. apud Coteler, 1.1, p. 363.

R O Z D Z I A Ł

137

XIII.

kazuj ąc w trafnych porównaniach, jak występni są ci co
porzucają własne dzieci: „Wypędzacie z domu te bie­
dne sieroty, a karmicie papugi; porzucacie własne dzie­
ci, a żywicie pisklęta, przekładacie istoty pozbawione
rozumu, nad te, którym natura nie szczędziła tego daru ^.^ To znów rzuca na nich gromy przez usta Tertulia­
na. Powstając zarazem na okrutne bogi, dające przykład,
dzieciobójstwa;, i na ludzi co ich naśladują, zwraca do
nich tę krwawą przymówkę: „ Saturn zabijający własne
dzieci, nie miał także litości nad cudzemi, kiedy właśni
ich rodzice składali mu je na ofiarę, pieszcząc w chwili
gdy je zabijano, aby nie płakały.... Lecz ponieważ mało
na tym zależy, czy religja lub też kaprys, stały się przy­
czyną dzieciobójstwa, czy mordercą ich był ojciec lub
też kto inny, zwracam się więc do ludu. Ludu chciwy
krw i chrześcian, i wy sędziowie tak wyrozumiali dla
niego, tak okrutni dla nas, cóżby odpowiedziało wasze
sumienie, gdybym zapytał, ilu z was nie zabijało wła­
snych dzieci zaraz po urodzeniu? Rodzaj zadawanej
im śmierci, stanowi jedyną między wami różnicę. Od­
bierając życie niewinnym tym istotom, wybieracie naj­
okrutniejszy rodzaj śmierci. Jedni z was topią je, d ru ­
') Puerum autem orphanum non admittunt, quæ psittacos et charadrios enutriunt; sed filios quidem domi natos exponunt, gallinarum autem pullos excipiunt: et quæ sunt expertia rátionis, iis quæ ratione sunt prædita référant. P ce d a g . libU , c. 4, a d fin .
Gaume, Tom II.

10

138

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

dzy dozwalają, umierać z głodu i zimna, inni rzucają
psom na pastwę. Chrystyanizm zaś, tak wyraźnie za­
kazuje wszelkiego rodzaju zabójstwa, że nie wolno nam
nawet zgładzać dziecięcia zaledwie poczętego w łonie
matki. Czyż niejednakow ą popełniamy zbrodnię zabija­
jąc je, lub nie dozwalając mu przyjść na świat? Jakaż ró­
żnica między istotą, która ujrzała już światło dzienne*
a tą która ma go dopiero ujrzeć? Istota przeznaczona
aby się stać człowiekiem, jest już człowiekiem; czyż
owoc cały nie zawiera się w nasieniu, które go wydaje*)?“
Później znów Laktancyusz znajdując się przy boku

*) Cum propriîs filiis Saturnus non pepercit, extrañéis
utique nonparcendo perseverabat, quos quidem ipsi parentes*
sui offerebant, et libenter respondebant, et infantibus blandiebantur, ne lacrymantes immolarentur... Sed quoniam de infan­
ticidio nihil interest, sacro an arbitrio perpetretur, licet de
parricidio intersit, convertar ad populum. Quot vultis ex circumstantibus, et in cliristianorum sanguinem hiantibus ex ipsîs
etiam vobis justissimis et severissimis in nos præsidibus, apud
conscientias pulsem, qui natos sibi liberos enecent? Siquidem
et de genere necis differt, utique crudelius: in aqua spiritum
extorquetis, aut frigori, et fami, et canibus exponitis; ferro
enim mori ætas quoque major optaverit. Nobis vero homicidio
semel interdicto, etiam conceptum utero, dum adhuc sanguis
in hominem deliberatur, dissolvere non licet, homicidii fe^tinatio est prohibere nasci: nec refert natam quis eripiat animara,
an nascentem disturbet. Homo est et qui est futurus; etiam
fructus omnis jam in semine est. TertulL A p o l. c. 9.

139

R O Z D Z I A Ł ' . X III.

Kryspa, syna Konstantyna, przelał tegoż samego ducha
w wydawane przez niego prawa: „Nie sądźcie, woła, aby
wam wolno było zabijać dzieci wasze, jest to okropną
bezbożnością. Bóg nie po to daje im tchnienie życia,
abyście im śmierć zadawali. Lecz zdaje się, że ludzie chcą
przebrać miarę wszelkich zbrodni. Nie oni stworzyli te
słabe i niewinne istoty, a jednak śmią pozbawiać je życia!..
Czyż ci także nie są występni, co powstrzymywani uczu­
ciem fałszywej litości, podrzucają tylko swe dzieci? Jakto,
rzucić na pastwę psów owoc swych wnętrzności! o to
większe okrucieństwo niż zabić, go od razu. N iejestże
bezbożnością narzucać litości obcych wychowanie wła­
snych dzieci? A jeżeli nawet stosownie do waszych ży­
czeń, ktoś weźmie je do siebie, jakiż im los gotujecie?
niewolę lub upodlenie! Tak więc równym występkiem
jest zabić lub podrzucić swe dziecię. Dzieciobójcy tłomaczą się, że skłania ich do tego nędza i mniemane niepo­
dobieństwo wychowania dzieci; jak gdyby bogactwa m u­
siały na zawsze pozostać w ręku co je dziś posiadają,
i jak gdyby Bóg nie zamieniał co dzień bogacza w ubo­
giego i ubogiego w bogacza. Jeżeli nędza może w isto­
cie nie dozwolić wychowywać dzieci, nie lepiejże byłoby
nie zawierać małżeństwa, jak zbrodniczą ręką targnąć się
na dzieło boże J)?
’} Ergone illud, quidem concedi ali qui s existimet, ut ré­
centes natos liceat oblidere? quae velimaxima est impietas; ad
vitam enim Deus inspirât animas, non ad mortem. Verum ho-

10*

140

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Nie tylko, że Kościół potępia barbarzyńskie postępo­
wanie z dziećmi, ale jeszcze zbija sama jego zasadę. Ter­
tulian zniesławia bóstwa nakazujące dzieciobójstwo, Teodoret okrywa niesławą niemniej występnych filozofów.
W ten sposób wyraża się o prawie Platona nakazującem
dziejobóstwo. Prawo to nie tylko wzbudza litość, ale powinnoby być zatarte łzami i zniszczone ogniem... Zadać
mines, ne quod sit facinus, quo manus suas non polluant, rudibus adhuc et simplicibüs animis abnegant lucem non a se
datam. Expectat yero aliquis, ut alieno sanguini parcant, qui
non parcunt suo; sed hi sine ulla controversia scelerati et injusti. Quid illi, quos falsa pietas cogit exponere? Num possunt
innocentes existiman, qui viscera sua in praedam canibus objiciunt, et quantum inipsis est, crudelius necant quam si strangulassent? Quis dubitet, quin impius sit, qui alienee misericor­
dias locum tribuit? Qui etiamsi contingat ei, quod voluit, ut
alatur, addixit certe sanguinem suum, vel ad servitutem, vel
ad lupanar. Quæ autem possent vel soleant accidere in utroque sexu per errorem, quis non intelligit? quis ignorât? Quod
vel unius OEdipodis declarat exemplum, duplici scelere confusum. Tam igitur nefarium est exponere, quam necare.
enim parricidæ facultatum angustias conqueruntur ; nec se
pluribus liberis educandis sufficere posse prætendunt: quasi
vero aut facilitates in potestate sint possidentium, aut non
quotidie Deus ex divitibus pauperes, et ex pauperibus divites
faciat. Quare si quis liberos ob pauperiem non poterit educa­
re, satius est, ut se ab uxoris congressione contineat, quam
sceleratis inanibus Dei opera corrumpat. L a c t . D iv in . I n s t lib.
VI. D e Vero C idtu , cap. 20.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

141

aby porzucano dzieci i pozbawiano ich wszelkiego poży­
wienia! Nawet Ecbitus i Phalarys, nie wydali nigdy
praw tak barbarzyńskich. Gdzież widziano przykłady
podobnych zbrodni. Nie dozwalać aby dzieci przycho­
dziły na świat, jest to rozkazywać, aby jeszcze w łonie
matki zabijano je napojami odbierającymi im życie; a je ­
żeli biedne te istotki oparły sig przypadkiem gwałtowno­
ści trucizny, zawsze nielitościwy Platon, każe je porzu­
cać, aby umierały z głodu i zimna, lub stawały sig pa­
stwą dzikich zwierząt. Możnaż być okrutniejszym *).“
Do tych wymownych głosów, dodajmy jeszcze sło­
wa świgtego Justyna 2), Atenagora 3), Minucyusza Feliva. 4) i innych Ojców Wschodu i Zachodu, a bgdziemy
mieć wyobrażenie o tej potgżnej harmonii, której rozgło­
śne echo obaliło religig, filozofig vi bratobójcze zwyczaje
bałwochwalstwa, tak jak niegdyś na odgłos trąby Izraela
upadły mury Jerycho. Zważajmy jeszcze, że zwycigzcynie
poprzestali na samym tylko zniszczeniu bałwochwalstwa,
ale nadto otoczyli jeszcze dziecig nieprzebytą zaporą, rzu­
cając klątwg na morderców, i tych co te ziemskie anio­
ły strącają w otchłań zepsucia.
Kościół, uważał jednak, że trzeba użyć innych je ­
szcze środków, aby dostatecznie zabezpieczyć niewin­
') De Grac. affection curand. Serm. IX.
3) Apol. I.
3) Legat, pro Christ.
4) Octav. § 30.

.142

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ność, życie i wolność dziecięcia: wyznaczył więc surowe
kary przeciwko nadużywającym jego słabości. Już na
pierwszych koncyliach, ¡wzbronił na całe życie wejścia do
świątyni niewiernym żonom i dzieciobójczyni matkom:
jedynie w chwili śmierci, mogły dostąpić przebaczenia,
i przystąpić do komunii. Surowość kar takich, tłómaczy
duch czasu, w którym były wydawane. Było to w pier­
wszych chwilach istnienia Kościoła. Neofici, zrodzeni na
łonie bałwochwalstwa, codzienni świadkowie dzieciobój­
stwa i porzucania, silnie musieli być powściągani od
zbrodni uświęconej zwyczajem. Później, kiedy Ewange­
lia wpłynęła na poprawę zasad i obyczajów, Kościoł za­
wsze łaskawy i mądry, złagodził także karność swoją 1).
Przechował jednak część prawodawstwa karnego, a jak
to niżej zobaczemy, pozostałe kary, dostatecznie zabez­
pieczały życie nowonarodzonych
„Ojca odbierającego , życie córce lub synowi, skazy­
wano na pięcioletnie wygnanie i dwadzieścia lat pokuty *)
*) Si quie mulier per adulterium, absente roarito, conceperit, idque post facinus occiderit, placuit ei nec in fine dandam ese communionem, eo quod geminaverit scelus. C o n d i.
E lib e r . c. 63 de U x o rib u s, etc.—An 300, wedl'ug Tillemont.
De mulieribus quae forhicantur et partus suos necant, sed
et de bis quae agunt secum, ut utero conceptus excutiantur,
anti qua quidem definitio est, usque ad exitum vitae eas ab
Ecclesia removeri. Humanius autem definimus ut eis decern
annoruni tempus tempus tribuatur. C o n d i. A n c y r. c. 21, de
M u lie rib . etc. An. 308.

R O ZD Z I A Ł

XIII.

143

publicznej. Matkę zabijającą swe dziecię, na siedm lat
publicznej pokutymi na wieczne zaniknięcie w klasztorze.
Tej, któraby odebrała życie nowonarodzonemu dziecię­
ciu, wyżnaczano dwanaście lat pokuty, resztę zaś życia
przepędzać musiała we łzach i pokorze. Tej, któraby do
tego nędza przywiodła,- naznaczono siedm lat publicznej
pokuty. Jeżeli matka dobrowolnie zabiła dziecię jeszcze
przed urodzeniem, skazana była na trzy lata publicznej
pokuty; jeżeli przypadkiem, na sto dwadzieścia dni.“ Ko­
ściół stosując tym sposobem kary do wielkości zbrodni,
dowodzi głębokiej znajomości praw sprawiedliwości?
i głębokiego szacunku dla istoty będącej obrazem boga
>) Qui voluntarie filium suum vel filiam suam... occiderit,
quin que annis extra metas ipsius terræ exsul fiat : deinceps
virginti pœniteat.
Quæ mulier filios suos necarit, peracta septennali pœiiitentia, in inonasterium detrusa monasticam vitam perpetuo
regulariter aget. — Si qua mulier post partum filium filiamve
sponte iiiterfecerit, pœnitentiam aget annos duodecim, et nunquam erit sine pœnitentia.—Paupercula, si ob difficultatem nutriendi id commiserit, annos septem. — Si qua mulier sponte
abortum fecerit, pœnitentiam aget très annos; si nolens, quadragesimas très, item.—Mulier partum suum perdens volun­
tarie ante quadraginta dies, annos très; si vero postquam editus est in lucem*. tanquam editus est in lucem, tan quam homicida.—Qui sceleris occultandi causa filium necarit, pœniten­
tiam aget annos decem.—Qui nolens filium oppressent: si post
babtismum, pœnitentiam aget dies quadraginta in pane et aqua,
oleribus ac leguminibus... Deinde pœnitens erit très annos, per

144

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Dzięki opiekuńczym praw om , świat przestał się już
zalewać krwią, tysiąca niewinnych dziatak, tych niewin­
nych ofiar, które mordowano przed i po urodzeniu. Któż
zliczyć zdoła ile ich, we wszystkich klasach i krajach,
winno istnienie, urodzenie, życie, a co stokroć więcej
niewinności zbawiennym przepisom Kościoła? chcąc mieć
0 tym wyobrażenie, trzebaby dociec, jak dalece rozcią­
gły wpływ na ludzkość wywarła religia. To tylko wiemy
zpewnością, że święte kanony przypominane ciągle przez
tysiące kaznodziejów, wyznawców, doktorów Kościoła,
stanowiły w wiekach wiary silną zaporę morderczym na­
miętnościom. Nie podpada także wątpliwości, że ludność,
moralność, oświata stanowiąca wyższość ludów chrześciańskich nad narodami pogańskiemi, są niezaprzeczonemi dowodami opieki, jaką troskliwa oblubienica BogaCzłowieka, otoczyła duszę i ciało dziecięcia.
Zdawałoby się, że Kościół nie mógł już nic więcej
uczynić dla dziecięcia; lecz miłość jego jest tak wielką
jak nieszczęścia gnębiące te niewinną istotę. W bałwo­
chwalstwie, bogowie, prawodawcy, filozofowie sprzysię­
gli się na zgubę anioła ziemi; Kościół zaś jego opiekunka
1 m atka, pragnie aby wszelka potęga ludzka, stanęła
w jego obronie.
legitimas ferias; tres praeterea quadragesimas in anno obseryabit. Si ante baptismum, quadraginta dies ut supra, et quinquennii praeterea pcenitentiam explebit.—Cujus parvulus sine
babtismo per negligentiam moritur, tres annos pceniteat; unum
in pane et aqua. Ganon. Pcenitent. P rm ceptu m V, n on occides.

B O Z D Z I A Ł

XIII.

145

Jak sok życiodawczy, ukryty w łonie ziemi, daje ży­
cie wschodzącym roślinom, tak religia już z głębi katakomb, wywarła wpływ dobroczynny na bałwochwalczą
społeczność. Jakiejże innej przyczynie przypisze sumien­
ny badacz, złagodzenie praw, przez niektórych następ­
ców A ugusta, wbrew własnemu ich charakterowi, pra­
w om i obyczajom epoki. Sławna Tablica Trajańska, jest
pierwszym tego dowodem. Tablica ta, ułożona na żąda­
nie mięszkańców Velleja, przez księcia którego nosi na­
zwisko, przechowana w muzeum Parmeńsldm, obejmu­
je fondacyę na korzyść dwiestu siedmdziesięciu dziewię­
ciu dzieci prawych. Tenże sam wpływ objawia się za
Septyma Sewera i Karakalli. Z ich rozkazu Juliusz P au ­
lus ogłosił prawo wzbraniające sprzedawania dzieci.
„Sprzedawanie dzieci przez ojców, czy to w nadzwyczaj­
nych wypadkach, czy dla zabezpieczenia sobie sposobu
do życia, nie przynosi żadnego uszczerbku ich wolności,
albowiem nie ma dostatecznej ceny na zakupienie wolne­
go człowieka. Dzieci nie mogą także być oddawane w za­
staw, i prawo skazuje na wygnanie wierzyciela przyjmu­
jącego je z tego tytułu, wiedząc, że prawo nie pozwala
na to *). Aleksander Sewer, którego matka była chrześcianką, stanowi, że nawet dzieci niewolników, podrzu­
cone bez zezwolenia pana, mogły być odebrane przez te­
goż, jeżeli zwróci wydatki poczynione na ich utrzyma-2

2) Tit. 1, de Liberali causa.

146

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

nie, lub nauczenie jakiegoś rzemiosła *). Najlepszym je­
dnak dowodem tajemnego działania chrystyanizmu, jest
reskrypt najokrutniejszego jego prześladowcy. „Nie pod­
pada żadnej wątpliwości, mówił Dioklecyan, że ojciec
nie ma prawa sprzedawania, darowywania, ani też zasta­
wiania swych dzieci jakim bądź sposobem, a chociażby
nabywca tłómaczył się niewiadomością, że kupione prze­
zeń dziecię było wolno urodzonem, prawo własności nie
może mu być przyznanem 2).
Jak widziemy, prawo cywilne słabą tylko dzieciom
przyznawało opiekę. Ojcowie mogli jeszcze zabijać je
i handlować niemi bezkarnie: sam tylko kupujący odbie­
rał karę. Jednak popęd był już nadany, a po ustaniu
prześladowań, dobroczynny wpływ religii która go wy­
woła, rozwinął go niebawem w całej swej sile. Widzie­
liśmy już, że chrystyanizm umieszczając Konstantyna na
tronie, napełnił go boską swą miłością. Syn Cezarów
i córa Niebios, pracując wspólnie nad oswobodzeniem
dziecięcia, skruszyli pierwsze ogniwa obciążających je *2
]) Si invito vel ignorante te partus ancillae, vel adscriptitiaB tuae expositus sit, repetere eum non prohiberis. Sed resti­
tutio ejus, si non a fure vindicaveris, ita fiet, ut si qua in alen­
do eo, vel forte ad discendum artificium juste consumpta fuerint, restituas. Cod. lib. VIH, tit. 42, n. 1.
2) Liberos a parentibus ñeque venditionis, ñeque donationis titulo, ñeque pignoris jure, aut alio quolibet modo, nec
sub prsetextu ignorantise accipientis in alium transferre posse,
manifestissimi juris est. Cod. lib. IV, tit. 43.

ROZDZIAŁ

XIII.

147

więzów. Lecz Konstantyn zakończył życie nie dokona­
wszy rozpoczętego dzieła. Rozległe jego państwo, podzie­
lili pomiędzy siebie następcy: Cesarstwo zostało rozdzielonem; ale Kościół jest wszędzie, wszędzie wzywa opie­
ki władzców świata nad słaba dziecina. Najtkliwsza ma­
tka nie mogłaby starać się troskliwiej o dobro ukocha­
nego dziecięcia.
Na Wschodzie, Kościoł ożywia prawa cesarskie,
tchnieniem macierzyńskiej swej miłości. W 553 roku J u ­
stynian ogłosił prawo godne chrześciańskiego prawodaw­
cy: „Wielce miły Bogu Andrzej, ajent duchowny (l£apocrisiaire) Kościoła Tesalonickiego, uwiadomił nas o hań­
biącej ludzkość zbrodni, jakąby zaledwie znaleść można
między barbarzyńcami. Skoro dziecię ujrzy światło dzien­
ne, rodzice odpychają je od siebie, porzucają w Kościo­
łach; a kiedy litościwe serca, dadzą im przytułek i wy­
chowanie, upominają się o nie jak o niewolników. W y­
stawiwszy je na śmierć zaraz na progu życia, nie jestże
to niesłychanem okrucieństwem, odbierać im wolność,
skoro dojdą lat młodzieńczych? Czyn podobny jest zara­
zem morderstwem, oszczerstwem i zbiorem wszelkiego
rodzaju zbrodni. Słuszną zatem jest rzeczą, aby winni
nie uszli sprawiedliwości, aby owszem ponosili najsuro­
wsze kary, a to dlatego, ażeby bojaźń utrzymywała w gra­
nicach ludzkości tych, którzyby o niej zapomnieć mogli:
je st to naszą niewzruszoną wolą.
„Oświadczamy zatem, że wszystkie dzieci o których
dowiedzionym będzie, że je porzucono w Kościele, na

148

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

drogach, lub jakimbądź innym miejscu, mają być uwa­
żane jako zupełnie wolne, pomimo wszelkich dowodów
składanych przez upominających się o nie. Jeżeli naka­
zaliśmy, aby chorzy niewolnicy opuszczeni przez panów
nie chcących zająć się ich leczeniem, odzyskiwali wol­
ność, przyszedłszy do zdrowia: jakże moglibyśmy ścierpieć, aby dziecię, opuszczone w chwili urodzenia, wy­
chowane przez litość, ulegało po tern hańbiącej niewoli.
Rozkazujemy więc, aby były wolne, na przestępców zaś
wyznaczamy kary, na jakie zasługują postępowaniem
okrutniejszem od zwyczajnego zabójstwa, bo celem jego
jest istota słaba i godna litości. Arcybiskup Tesaloński
i zostający pod jego dozorem Kościół, udzielą dzieciom
porzuconem, potrzebnej im opieki. Przestępujący zaś
to prawo, i tolerujący przestępców, zapłacą oznaczoną
karę pieniężną 1).
') Crimen a sensu humano alienum, et quod ne ab ullis
quidem barbaris admitti credibile est, Dei amantissimus Thessalonicerisis Ecclesiæ apocrisiarius Andreas ad nos retulit,
quod quidem vix ex utero progressos infantes abjiciant, inque
sanctis eos relinquant ecclesiis: et postquam educationem et
alimoniam ab hominibus pietatis studia exercentibus promeruerint, hos vindicent, et servos suos esse pronuntient, cupientes crudelitati suæ hoc etiam apponere, ut quos in ipsis
vitæ primordiis ad mortem exposuerint, eos postquam adoleverint, defraudent libertate. Ex quo igitur hujus genaris fac­
tum multa simul in se absurda complectitur, cædem videlicet
ac calumniam, et quæcumque aliquis in tali actione facile enu-

R O Z D Z I A Ł

X III.

149

Na Zachodzie, życie i wolność dziecięcia, zastawały
także pod wszechwładna opieka Cezarów. Nie tylko że
prawa cesarskie potępiły dzieciobójstwo, odebrały ojcom
meraverit: æquum sane erat, ut qui talia perpetrarent, vindictam quæ proficiscitur ex legibus non effugerent, sed quo magis
alii exemplo horum temperantiores fièrent, extremis pœnis
subjicerentur, ut qui per actionis impudentiam sua detulerint
flagitia; id quod in posterum custodiri jubemus. Qui itaque
ad eum modum in ecclesia, aut vicis publicis, aut aliis locis
projecti fuisse comprobati erunt, lios omnibus modis liberos
esse præcipimus, licet ei qui præjudicio contendit ad hoc, ma­
nifesta existât probatio, et possit ejusmodi personam ad suum
pertinere dominium ostendere. Nam si nostris præcipitur legi­
bus, ut ægrotantes servi a dominis suis pro derelicto habiti, et
quasi desperata jam valetudine, cura dominica non dignati,
prorsus ad libertatem rapiantur: quanto magis eos qui in ipso
vitæ principio aliorum hominum pietati relicti et ab ipsis enutriti fuerunt, non sustinebimus in injustam servitutem pertrahi? Quin sancimus ut. tam religiosissimus Thessalonicensium
archiepiscopus, quam sancta Dei sub ipso constituta Ecclesia,
et Gloria tua his opem ferai: neutiquam illis qui hæc patrant,
legibus nostris constitutas pœnas effugientibus: nimirum qui
omni inhumanitate et: crudélitate referti sint, tanto détériorés
liomicidio pollutis, quanto calamitosioribus id inferunt. Quæ
igitur nobis placuerunt, et per hanc sacram nostram declarantur-legem, et tam Gloria tua, quam qui eumdem pro tempore
magistratum suscepturi sunt, et obtemperans vobis coh ors,
effectui ac fini tradere et observare studento. Quin que etiam
librarum auri pœna imminebit tam his qui hæc transgredi pertentaverint, quam qui alios transgredi permisserint. A u tlu C ol­
l â t tit. 36. N o v e l . 141.

150

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

prawo nad życiem dzieci, lecz jeszcze zniosły niektóre
niemniej występne zwyczaje bałwochwalstwa. Amfiteatra,
domy rozpusty, żebracy i czarownice, tak wiele potrze­
bowały dzieci, że ludzie, nie godni tego nazwiska, nie
mogąc ich kupować, kradli niewinne te ofiary. W ydano
nadzwyczaj surowe prawo, dla powściągnienia tej zbro­
dni, okrywającej często rodziny całe 'wieczną żałobą: „Nie­
wolnik lub wyzwolony, któryby ukradł dziecię, będzie
rzucony na pastwę zwierząt, człowiek wolny zginie od
miecza 1).“ Tak więc szeroko jak rozciągała się potęga
Rzymian, dziecię używało wolności i żyło spokojnie. Lecz
wkrótce zmieni się postać .świata; cesarstwo rzymskie
rozpadnie się na części; dzicy zwycięzcy zagrzebią starą
społeczność pod gruzami pałaców i świątyń; jedna tylko
zostanie potęga, Kościół. Odważna ta matka sama idzie
naprzeciwko barbarzyńców. A gdy ci rzucają się na jej
łono, zmiękcza ich żelazne dusze płomieniem boskiej
swej miłości. Czułość jej dla dziecięcia, tego obrazu Bo­
ga, przenika ich serca, a woda spływająca na dumne ich
czoła, zmienia tych lwów niezwalczonych w łagodne
baranki. Próżno szukalibyśmy innej przyczyny, jedynie
') Plagiarii qui viventium filiorum miserandas infligunt
parentibus orbitates, metalli poena cum cteteris ante cognitis
suppliciis teneantur. Si quis tamen hujusmodi reus fuerit oblatus, posteaquam super crimine claruerit, servus quidem, yel
libértate donatus bestiis subjiciatur, ingenuus autem gladio
consumatur. C od. lib. IX, tit. 20, an. 315.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

151

macierzyńska troskliwość Kościoła, może nam wytłómacżyć, skąd pochodzą te prawa opiekuńcze dla dzieci, jakie
napotykamy w prawodawstwie ludów północy.
W prawie Salickiem widzimy surowe kary przeciwko
nastającym na życie dziecięcia, przed lub po urodzeniu;
jeżeli zaś dziecię miało więcej nad lat dwanaście, su­
rowsze jeszcze wymierzano kary r). W Niemczech nie
mniej ostre istniały kary, nie przyznawały jednak i pod
tym względem zupełnej równości kobiecie, zgadzając się
w tym z zasadą wszystkich starożytnych ludów *2). Po­
dobne usposobienie znajdziemy także u Anglów, którzy
zawojowali Wielką Brytaniję 3). Kodeks Bawarski od­
znacza się surowością przeciwko zamachom tak upowsze­
chnionym w ucywilizowanych krainach Włoch, Grecy1
i Egiptu 4). Prawodawstwo karne Rypuarskie i Lombardzkie, przewyższa inne swoją surowością 5). U Wisygotów jednak najsrożej karcono dzieciobójstwo i wszelkie
zamachy jakichby dziecię mogło paść ofiarą 6). Chindaswinde, król Wisygotów hiszpańskich, zważając że wszel­
kie węzły społeczne zerwane zostały z upadkiem cesar­
*) Lex Salica, tit. 26. Canciani leges Barbarorum, t. II,
p. 60, tit. 28, de Homicid. parvulor. Id. t. II, tit. 21, de Maleficiis, p. 133. Id. tit. 26, de his qui pueros vel puellas occiderint vel totonderint.
2) Lex Alamannor. tit. 19. Cancian. t. II, p. 343.
3) Id. t. III, p. 36. 4) Cancian. t. II, tit. 7, c. 18.
5) Ibid. tit. 12. 6) Id. t. I, p. 372.

152

DZIEJE ŻYCIA BODZINNEGO.

stwa, i że ogólna nędza była powodem okropnego znie­
ważania praw natury, wydał następujące prawo: „Nic wy­
równać nie zdoła okropnemu skażeniu ojców, co depcząc
najświętsze prawa religii i natury, zabijają własne swe
dzieci. Zbrodnia ta, jak nam mówiono, tak dalece upo­
wszechniła się w państwie naszym, że dopuszczają jej
się nie tylko mężczyźni ale nawet kobiety. Chcąc zapobiedz temu, rozkazujemy, aby skazywano na śmierć ka­
żdą kobietę wolną lub niewolną, która odbierze życie
dziecięciu swemu jakiejbądź płci, lub też będąc przy na­
dziei zadusi je , albo uciekać się będzie do innych wy­
stępnych środków, zmierzających do tegoż samego celu.
Jeżeliby sędzia nie chciał jej pozbawiać życia, to przy­
najmniej powinien rozkazać aby jej wyłupiono oczy. Mąż
któryby nakłonił ją do spełnienia podobnej zbrodni, lub
tylko zezwolił na nią, ulegnie tej samej karze 1).
Zadziwiająca władzo Kościoła! dzieciobójstwa zwy­
czajne u ludów pogańskich, uświęcone zasadami wychwa­
lanych filozofów Aten i Rzymu , zostały potępione przez
wszystkie barbarzyńskie ludy, z wyjątkiem jednego ty l­
ko.“ Ze wszystkich północnych ludów, mówi P. Gouroff, jedni tylko Fryzoni poszli za przykładem Greków
i Rzymian, upoważniając dzieciobójstwo, w chwili przyj­
ścia na świat dziecięcia. Lecz, dodaje dziejopis, nie wszy­
scy w ten czas byli chrześcianami. Większa połowa naLex Visigoth, tit. 5.

R O Z D Z I A Ł

153

XIII.

rodu zachowała jeszcze cześć i zwyczaje pogańskie 1).
Francy a, najstarsza córa Kościoła, podziela troskliwość
jego o dobro nowonarodzonych. Nigdzie może, ich ży­
cie, niewinność, wolność, skuteczniejszej nie znalazły
opieki. Widzieliśmy już że przodkowie nasi karali śmier­
cią-, często skazywali na stos, rodziców dopuszczających
się morderstwa na własnych dzieciach. Tenże sam los
czekał tych, którzy przez chciwość, lub dla innych ró­
wnie występnych powodów, wykradali dzieci, aby ich po­
zbawić wolności. Najlepiej tego dowodzi sławny wyrok
wydany w 1453 r. przeciwko Jakóbowi Coeur, bogatemu
złotnikowi przy dworze Karola VII, skazanemu na śmierć
na mocy zaskarżenia o sprzedawanie dzieci Saraeenom.
Kara ta, ustanowiona już w Piśmie Świętem *2) przeciwko
człowiekowi dopuszczającemu się podobnej zbrodni, do­
wodzi zgodności dawnych praw naszych z prawami boskiemi. Czy zarzut uczyniony Jakóbowi Coeur był pra­
wdziwym, lub tylko szkaradnem oszczerstwem, jak te­
go dowodzą niektórzy dziejopisowie, to wydany prze­
ciwko niemu wyrok obznajmia nas zawsze z prawami
francuzkiemi 3). Znana sprawa Żebraka z Vernon dowo­
dzi niemniej, że kara śmierci czekała także żebraków
J) Kécherches sur les Enfants trouvés, !. I, p. 98.
2) Qui furatus fuerit hominem et vendiderit eum, convictus noxæ, morte moriatur. E x o d . X XI, 16.
3) Król ułaskawił swego ulubieńca, musiał tylko publi­
cznie wyznać swą. winę, i zapłacić 300,000 franków.
Gaume, Tom II.

11

154

DZIEJE ŻYCIA KODZINNEGO.

i cyganów, wykradających dzieci i kaleczących je , aby
tym niegodziwym sposobem wzbudzać litość przecho­
dniów 1). Przypomnijmy sobie teraz, co się działo w sta­
rożytnym świecie, i powiedzmy, czy dziecię, czy my sa­
mi, bo wszyscy byliśmy dziećmi, możemy dostatecznie
wielbić tę świętą religię, która nas tyle razy udarowała.
życiem, niewinnością i wolnością?
Przeczytawszy ten krótki rys, widzimy, że Kościół
•otaczał nowonarodzonych jakby potrójnym szańcem swej:
opieki: Najprzód rzuca klątwę na zabójcze zasady bałwo­
chwalstwa, poświęcające niewinną tę istotę na śmierć lub
skażenie; do tej pierwszej zapory przydaje drugą, to jest
kary kanoniczne; w końcu przyłącza do nich kary docze­
sne zatwierdzone przez wszystkich prawodawców, któ­
rych troskliwość obudzą, napełniając duchem chrześciańskim.
Podobny do nieustraszonej lwicy, gotowej stracić ży­
cie w obronie swego potomstwa, Kościół z równą odwa­
gą i wytrwałością broni praw dziecięcia. Jeżeli pomimo
czujnej jego troskliwości, ktoś wydrze mu jedną z tych
niewinnych owieczek, przejęty niepokojem i trwogą, spie­
szy co prędzej na jej ratunek. Niestety! Kościół zbyt
często musiał łzy ronić nad podobnem nieszczęściem.
Pomimo praw boskich i ludzkich, człowiek jest zawsze
człowiekiem; sam przez się słabym, złym i zepsutym.*)
*) Brutiea'u, Observ. criminel, part. 2, tit. 29; et Causes
célébrés, G u eu x d e Vernon.

ROZDZIAŁ

XIII.

155

Nie jestże to najwyższą, chwałą Chrystyanizmu, że bez­
ustannie tak korzystnie walczył z tym odwiecznym ze­
psuciem, że go zwyciężał tak często, co mówię, że z ska­
żonych dzieci Adama tworzył świętych bohaterów zdo­
bnych wszelkiemi cnotami. Jeżeli więc od początku
Chrystyanizmu, znajdowali się wyrodni rodzice, odpy­
chający od siebie owoc swych wnętrzności, to Kościół
śpieszył zawsze na ich ratunek, zawsze na jego łonie
znajdowały przytułek i wsparcie. Pod cieniem skrzydeł
jego, tysiące wznosi się schronień, w nich znów tysiące
rąk czeka, aby przytulić opuszczoną sierotę; często nawet
synowie i córy królów, a zawsze anioły czułości i miło­
sierdzia, czuwając nad niemi, stają się ich ojcami, ma­
tkami, braćmi i siostrami, w ten czas kiedy właśni ro­
dzice gwałcąc prawa natury, odpychają je od siebie.
Nieograniczone miłosierdzie tej nieporównanej matki roz­
ciąga się od Wschodu do Zachodu, wszędzie ona tuli
do swego łona nieszczęśliwe ofiary nędzy i rozpusty.
Roku 325 zwołane zostało w Nicei koncylium; trzystu
ośmnastu biskupów zgromadziło się ze wszystkich stron,
aby w obliczu Cezara i świata, okazać wiarę i miło­
sierdzie chrześciańskie. Jedną ręką obalają herezyę, dru­
gą wspierają ubogich, uciśnionych i opuszczone dziecię.
Słowa ich zdają się posiadać siłę twórczą, bo na ich od­
głos powstaje tysiące schronień: „Polecamy aby w każdem mieście założono szpital pod nazwą Xenodochium.
Biskup odda nad nim zwierzchnictwo jednemu z braci
pustelników, nie mającemu żadnych stosunków w mie­
li*

156

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

ście, oddalonemu od ojczyzny i rodziny, a co więcej,
człowiekowi nieskazitelnemu. Powinnością, jego będzie,
przyjmować podróżnych, kaleki i ubogich, i użyczać im
wszelkiej pomocy; w razie zaś gdyby dochody szpitalne
okazały się niedostatecznemu, odwołać się do litości wszy­
stkich chrześcian, aby według możności przyłożyli się do
poratowania swych bliźnich. W wykonywaniu tych po­
bożnych uczynków, znajdujemy odpuszczenie grzechów
i koniec wszystkiego złego, bo miłosierdzie zbliża nas do
Boga 1).“ Muratori twierdzi, że koncylium zamieściło
dzieci podrzucone w liczbie nieszczęśliwych, którym
w Xenodochium udzielano przytułku. Możnaż pomyśleć,
aby Ojcowie działający wspólnie z Konstantynem, dają­
cym tyle dowodów gorliwości o dobro dzieci podrzuco­
nych; wspierając wszelkiego rodzaju niedolę, zapominali
o najsroższej? Lecz nie potrzebujemy opierać się na przy­
puszczeniach. Edykt Justyniana nie dozwala nam po­
wątpiewać o istnieniu schronień dla dzieci opuszczo­
nych. „Rozkazujemy, mówi ten książę, ukochanym od
Boga biskupom, aby czuwali nad ścisłem wykonaniem
ostatniej woli umierających, aby spadkobiercy nie zmie­
niali ich pobożnych rozporządzeń. Jeżeli zaś w oznaczo­
nym czasie, nie wykonają warunków testamentu, uko­
chani od Boga biskupi zajmą się wprowadzeniem ich
w wykonanie, a przekazane summy obrócą na wznoszenie
świątyń, domów przytułku dla starców, małych dzieci,*)
*) Con. Nicsen. Reguł. 1. X X .

ROZDZIAŁ

XIII.

157

chorych, oraz na wykupywanie więźniów *).“ W ydały
więc pożądany owoc słowa Kościoła wyrzeczone na koncyliuin Nicejskiem, na Wschodzie, zapewniono schronie­
nie opuszczonemu dziecięciu.
Tym lepiej poznamy potrzebę podobnych schronień,
skoro przypomniemy sobie przytoczone w yżej, postano­
wienie tego samego cesarza, którem przyznaje zupełna
wolność dziecięciu porzuconemu, a tym samym odbiera
nadzieję zysku osobistego tym, którzyby się zajęli jego
wychowaniem. Jedyna nagrodą, jakiej mogli się spodzie­
wać, było własne przekonanie, że wypełnili dobry uczy­
nek. Nieszczęściem nie wszyscy poprzestają, na tern. Aże­
by więc zabezpieczyć dziecię od śmierci, trzeba było uciec
się do litości ogółu. Na Zachodzie, znacznie później za­
częto wznosić podobne schronienia. Przyczynę tego ła­
two odgadnąń. Dziecię znalezione stawało się niewolni­
kiem tego, który je wychował 2); zapewnienie mu życia,*)
*) Sancimus, si quis moriens piamfecerit dispositionem...
ut impleantur quae ipse voluit... Sin autem transient praedictum tempus... mox ipsos Deo amabiles episcopos exigere ea,
quae pro eo ordinata sunt, et in id convenienter quaesita, et facere aedificationes sanctissimarum ecclesiarum, et hospitalium
et gerontocomiorum, aut o rp h a n o tro p io ru m p ra e p a ra tio n e m , aut
ptochotrophiorum, aut nosocomiorum constructionem, aut captivorum redemptionem;... designare etiam, seu praeficere, qui
haec administrent. C od . tit. 3, de E p is c o p . et Clericis. Dat 15,
Kalend, novemb. Constantinop. an. 530.
2) Si expositus ante ecclesiam cujuscumque fuerit mise-

158

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

oto wszystko co Kościół mógł otrzymać od tych. dzikich
ludów. Skoro przeniesiemy się myślą, w tamte czasy,
przyznamy, że to więcej jak było można się spodziewać.
Jednak Kościół nie zaniedbał nic, coby mogło zabezpie­
czyć wolność dziecięcia od chciwości niesprawiedliwych
wydzierców, a zarazem, naukami swemi przyspieszył
dzień w którym wielka zasada braterstwa chrześciańskiego, w czyn zamieniona zostanie. Cesarz Konstantyn, któ­
rego prawami rządził się jeszcze Zachód, przyznawał dzie­
cię temu co go żywił i wychowywał; toż samo potwier­
dził cesarz Honoriusz, z tym jednak zastrzeżeniem: że
ktoby znalazł nowo narodzone dziecię, i chciał się stać pra­
wym jego właścicielem, musi poprzednio złożyć deklaracyę
w kościele. Jednak postanowienia cesarskie nie zdołały
zapobiedz sporom o prawa własności nad dziećmi znalezionemi; długie z tego powodu toczyły się zwady, pod
czas których, nieszczęśliwe te ofiary opuszczone od
wszystkich, stawały się najczęściej pastwą psów, umie­
rając z zimna i głodu? Opłakany ich stan wystawiono
w najżywszych kolorach na koncylium w Yaison, które

ratione collectus, contestationis ponet epistolam. Et si is qui
collectus est, intra decern dies quaesitus agnitusque non fuerit,
securus habeat qui collegit; sane qui post prcedictum tempus
ejus calumniator extiterit, ut homicida ecclesiastica districtione damnabitur, sicut patrum sanxit auctoritas. C a p itu la r, reg u m
fr a n c , lib VI, de E x p o sit, in fa n tib . ac collect, eorum . — C an cidni ,
t. I ll, p. 274.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

15$

nakazało następujące zaradcze środki *): „Kto, mówią,
Ojcowie, przyjmie do siebie porzucone dziecię, powi­
nien zanieść je do Kościoła gdzie otrzyma świadectwo.
W następującą niedzielę, ksiądz ogłosi wiernym, żę zna­
leziono nowonarodzone dziecię, i że pozostawia się dzie­
sięć dni czasu, w ciągu których wolno rodzicom przy­
znać je i odebrać. Skoro formalności te zostaną speł­
nione , jeżeliby ktoś chciał odebrać dziecię, lub rzucił
potwarz na tego który je przyjmie, poniesie karę kościel­
ną, wyznaczoną przeciwko zabójcom *2).
Koncylja w Arles i Agde, zatwierdziły te mądre roz­
porządzenia. Pierwsze z nich miało miejsce 452, drugie
*) Terme, H is t, des E n fa n ts trou vés , p. 79.
2) De expositis quia conclamata ab omnibus querela processit, eos non misericordiæ jam, sed canibus exponi; quos
colligere calamniarum metu, quamvis indexa præceptis miseri­
cordias mens humana detrectet; id servandum visum est, ut
secundum statuta fidelissimorum, piissimorum, augustissimorum principum, quisquís expositum colligit, Ecclesiam contestetur, contestationem colligat: nihilominus de altario dominico
die minister annuntiet, ut sciât ecclesia expositum esse collectum: ut infra dies decem ab expositionis die expositum recipiat, si quis se comprobaverit agnovisse: collectori pro ipsorum decem dierum misericordia prout maluerit, aut ad præsens ab homine, aut in perpetuum Deo gratia persolvenda. Sa­
ne si quis post hanc diligentissimam sanctionem expositorum
hoc ordine collectorum repetitor, vel calumniator exstiterit, ut
homicida ecclesiastica districtione feriatur. Gone . V a s . R e g u L
IX, 10, an. 442.

160

D Z IE JE ŻY C IA R O D ZIN N E G O .

tfr 505 roku 1). Tak więc przez wszystkie wieki widziemy Kościół, opiekuna opuszczonych dzieci, wałczący
z namiętnościami ludzkiemi, aż dopóki z upływem czasu
nie otrzymał zupełnego zwycięztwa. Oczekując dnia tak
szczęśliwego, zaklinał matki, aby mu powierzały dzieci,
których wychować nie mogły.

„Czy widzicie u drzwi świątyni tę konchę marmu­
rową; matki składały w niej dzieci które porzucić chcia­
ły. Brali je z tam tąd słudzy kościelni ( matricularii) 2),
lub księża, którzy spisywali zaraz protokuł podrzucenia,
i zapytywali przytomnych świętej ofiarze, czy lctO z nich
nie zechce zająć się wychowaniem dziecięcia. Formal­
ności takie musiały być zatwierdzone przez biskupa.
Często dziecię znajdowało tym sposobem przybraną ro­
dzinę, w przeciwnym razie Kościół przyjmował sierotę.
W niektórych miastach, stosownie do rozkazu biskupa,
porzucone dzieci wystawiano przy drzwiach kościel­
nych, przez pierwsze dziesięć dni po ich porzuceniu;
jeżeli je ktoś poznawał i mógł wskazać rodziców, skła­
dał deklaracyę władzy duchownej.
Osoby podejmujące się wychowania dziecięcia, do­
stawały akt, w którym wyszczególnione były, wynagro­
dzenie za poniesione koszta, okoliczności porzucenia,
') Acta Concil. t. II, p. 778 et 799.
2) Znaczenie słowa tego zobacz w Muratori,
37, p. 10.

D issert.

R O Z D Z I A Ł

X III.

161

i prawo posiadania dziecięcia w charakterze niewolnika.
Prawo Justyniana obowiązywało tylko na Wschodzie.
W państwach europejskich, składających dawniej cesar­
stwo Zachodnie, służebność dzieci podrzuconych była
tak dalece upowszechnioną, że nawet Kościoły zaliczały
w liczbę swych niewolników, wychowane ich staraniem
opuszczone dzieci. W Hiszpanii, Kościół Sewilski utrzy­
mywał je własnym kosztem. Na koncylium zebranem
w Rouen w siódmym wieku, nakazano księżom wszystkich
dyecezyj, aby ogłaszali ludowi, że kobiety rodzące pota­
jemnie, mogą składać swe dzieci przy drzwiach Kościo­
łów, których kapłani czuwać będą nad ich wychowaniem.
Tak więc Kościół zabezpieczył najpierwsze potrzeby opu­
szczonego dziecięcia; umierały z zimna i głodu, dał im
pokarm i schronienie. Bezwątpienia było to niedostatecznem jeszcze; lecz jeżeli odniesiemy się do najświetniej­
szych czasów Grecyi i Rzymu, przyznamy że i to było
nader wiele 1).
Jednak duch miłosierdzia ożywiający świętą Oblubie­
nicę Boga Odkupiciela zaczął przenikać dusze wiernych.
Święty Augustyn podaje nam, że wiele dziewic chrześciańskich poświęcały się wychowaniu opuszczonych dzieci.
Historya zaś dodaje, że w czasie okropnych klęsk trapią­
cych Europę w siódmym i ósmym wieku, rodzice pozba­
wieni chleba i możności zapracowania na niego, wyprawadzali swe dzieci na targ i sprzedawali jak bydło. W ten
ł) Terme, Hist. des Enfants trouvés, 83.

162

d z ie je ż y c ia r o d zinneg o .

czas to święty Amand z Mastrychtu, święty Ansgary, ar­
cybiskup H am burgski, święty Eliasz, i wielu innych,
przebiegali targi na których odbywał się tak okropny
handel, tam kupowali dzieci, którem później wracali wol­
ność , przypuściwszy je przez chrzest święty do społe­
czeństwa chrześcian 1).
Tak więc wolność ogólna, to gorące życzenie Ko­
ścioła, coraz lepiej pojmowanem było, w końcu zaś zu­
pełnie zostało spełnionem przez czcigodnego kapła­
na z Medyolanu, nazwiskiem Dateus. On to najpierwszy założył dom podrzutków, których zupełną udaro­
wa! wolnością. Oto akt tej pamiętnej fundacyi z 787
roku: „Zycie miękie i zmysłowe, mówi czcigodny zało­
życiel, sprowadza często ludzi z drogi cnoty; ktoś nie
wstydzi się popełnić cudzołóztwa, ale kryje jego następ­
stwa, zadaje śmierć dziecięciu, i pozbawiając chrztu nara­
ża na potępienie. Nie widzielibyśmy tak przerażających
rzeczy, gdyby istniało schronienie, w którymby wystę­
pny mógł ukryć swą hańbę; teraz zaś rzucają dzieci
w rynsztoki, naśmieciska, w rzeki, i tyle jest dzieciobójstw
ile dzieci narodzonych z występnych związków. Ja więc
Datheus, dla zbawienia duszy mojej i mych współoby­
wateli, rozkazuje, aby dom mój przyległy Kościołowi
obrócono na dom podrzutków. Skoro tylko ktoś podrzuci
dziecię w Kościele, powinno być zaraz oddane przeło­
żonemu szpitala, ten zaś powierzy je staraniom płatnych
za to mamek... Dzieci te będą się uczyć różnych rzemiosł,
') Ibid. p. 84.

R O Z D Z I A Ł

X III.

163

skoro zaś dojdą oznaczonego wieku, chce aby były wolne
od wszelkiej służebności, i mogły zamieszkać gdzie im się,
podoba ? *).“
Bądź błogosławiony, świątobliwy kapłanie, przykład
twój znajdzie naśladowców. Wkrótce cała Europa pysznić
się będzie pobożnemi schronieniami, w których sieroty
znajdą życie, wychowanie i wolność. Nie jest to już dzie­
ło pojedynczych osób, nie mogące mieć trwałości, jako
zasadzające się na słabej podstawie jednostkowych usiło­
wań i szczupłych zasobów pieniężnych. Szlachetna tro ­
skliwość o los niewinnych sierot zaczęła ożywiać miasta
i Królestwa: powstają zakony poświęcające się wycho­
waniu opuszczonych dziatek. W 1316 roku wzniesiono
we Florencyi, pod dyrekcyą sławnego Celliniego, wspa­
niały dom podrzutków. Piętnaście lat później mieszczanin
norymbergski udarowa! rodzinne swe miasto pięknym
szpitalem świętego Ducha, przeznaczonym dla kobiet*i
J) A Datheo archipresbytero sanctae Mediolanensis Ecclesiae xenodochium parvulorum in domo mea.
Quia frequenter per luxoriam hominum genus decipitur, ét
exinde malum homicidii generatur dum, concipientes ex adulteris, ne prodantur in publico, foetus teneros necant.... sed per
cloacas et sterquilinia fluminaque projiciunt, etc. Muratori, D isertazioni sopra le antichita italiane, T. IV, Dissertaz. 37.
Nagrobek tego świątobliwego kapłana, jest skromny
i wzniosły jak jego życie.
Sánete, memento, Deus quia condidit iste Datheus
Hanc aulam miseris auxilio pueris.

164

D Z IE JE Ż T C IA R O D ZIN N EG O .

będących przy nadziei i dla opuszczonych dzieci. R. 1362,
zawiązała się w Paryżu, za zezwoleniem biskupa, konfra­
ternia zajmująca się wyłącznie losem dzieci. Dwa wieki
potem, Franciszek I, założył szpital Dzieciątka Jezus dla
dzieci, których rodzice umierali w szpitalu 1).
Lecz Kościół rzymski, któremu Europa winna tak po­
tężny popęd, przewyższył wkrótce wszystkie chrześciańskie kraje. Cześć matce i Francyi najstarszej jej córze!
założono w stolicy chrześciańskiego świata szpital święte­
go Ducha, aby był wzorem dla wszystkich narodów. Poj­
miemy łatwo, że to było zgodne z widokami Opatrzno­
ści, Rzym, główne ognisko wiary, powinien być także
ogniskiem miłosierdzia.
W 1070 roku, Guy, syn hrabiego Montpellier, założył
zakon Braci świętego Ducha, poświęcających się staraniu
około chorych, sierot i dzieci podrzuconych. Najwyżsi
pasterze sprowadzili zaraz do Rzymu zakonników nowej
reguły, a wkrótce Inocenty III oddał pod ich zwierzchni­
ctwo szpital świętego Ducha, który kazał zbudować nad
brzegami T ybru, w pobliżu Kościoła świętego Piotra.
Zdaje się, że Ojciec święty nie chciał ani na chwilę spu­
ścić z oka tego schronienia biednych sierot. Ogromny
budynek zajmują mamki i powierzone ich staraniu dzieci.
W trzecim roku życia przenoszą je do oddzielnych, prze­
znaczonych na ten cel zabudowań. Chłopcy zostają tam
’) Terme, H ist. des E nfants tronnes, p. 86 i t. d.

R O Z D Z I A Ł

X III.

165

aż do chwili w której sami mogą. zarobić na życie; dzie­
wczęta zaś do pójścia za mąż lub wstąpienia do zakonu.
W pierwszym razie, otrzymują w posagu pięćdziesiąt ta­
larów rzymskich *).
Po za murami klasztornemi znajduje się koło, a za
nim mały pokoik wysłany materacami, na których skła­
dają niemowlęta. Nie trzeba kryć się przynosząc tam
dziecię; ponieważ zabroniono pod karą pieniężną a nawet
cielesną, dopytywać się kto je przynosi, lub ścigać od­
chodzących *2). Zadziwiająca przenikliwości miłosierdzia
chrześciańskiego! Sercem matki przeczuwasz jak zgubne
skutki wywołać może przeciwne postępowanie. W na­
szych czasach filantropia sądzi się być bardziej oświeco­
ną jak miłosierdzie chrześciańskie; skasowała koła,, i wy­
maga poniżających wyznań. Chcę, jak powiada, powstrzy­
mać rozpustę. Bezrozumna! pomnożyła tylko dzieciobój­
stwa. Codzień także dzieci podrzucane w Kościołach i na
progach pałaców, oskarżają jej prawa o egoizm i barba­
rzyństwo. Nie, miłosierdzie przyjmujące z zamkniętemi
oczyma powierzone mu dziecię, nie zachęca do rozpusty,
dziecię religii, nakazuje tak jak jej matka czystość oby­
czajów. A cóż popycha do rozpusty, a z rozpusty do za­
bójstwa? bezbożność; a nadewszystko przykład, nieszczę­
ściem zbyt często spotykamy, tych samych filantropów
r) Dziś dostają w posagu 100 talarów rzymskich. Zob.
Morichini, Institut. de charité à Rome, k. 95.
2) Helyot. Inst, des Ordres rélig. t. II, k. 200.

166

D Z IE JE ŻY CIA RO D ZIN N EG O .

powstających na miłosierdzie i znoszących koła. Taki to
był stan rodziny w początku szesnastego wieku.
Bądź błogosławiony Kościele katolicki; dzięki tobie,
rodzina i wszyscy jej członkowie zostali otoczeni skrzy­
dłem twej opieki. Tyś to wyzwolił ją z niewolnictwa,
tyś zapewnił im życie, wolność, utwierdził w cnocie.
Niech więc żyją szczęśliwi pod twą macierzyńską opie­
ką. Do czegóż cię przyrównam dobroczynna matko dzi­
siejszej społeczności? Podobna do orła, co gniazdo swe
zakłada na wysokich gór szczycie, szerokiem swem skrzy­
dłem osłania młode orlęta, broni ich silnem dziobem
i strasznemi szponami; podobniejsza jeszcze do ewan­
gelicznej kury, tulącej pod swe skrzydła małe pisklęta,
ostrzegającej je krzykiem przestrachu o zbliżaniu się dra­
pieżnego ptaka, zaledwie dającego się spostrzedz w obło­
kach: tak i ty tkliwa matko, szczęśliwa i dumna z opieki
jaką otaczasz rodzinę i wszystkich jej członków, walczy­
łaś odważnie z nieprzyjaciółmi sprzeciwiającymi się jej
szczęściu; głos twój ostrzegał ją o zbliżaniu się sępów,
które bystrem okiem dostrzegłaś w przestrzeni wieków.
Czemuż niebaczna i niewdzięczna wzgardziła przestroga­
mi m atk i, i na własne i całej społeczności nieszczęście,
padła ofiarą swych nieprzyjaciół? Gdyby dziś przynaj­
mniej , przypomniała sobie żałosną skargę, którą żegna­
łaś ją w chwili, gdy rewolucya szesnastego wieku w trą­
cała ją w przepaść: „ Wychowałam syny i wywyższyłam,,
a oni mną wzgardzili“.... Lecz nawróć się do mnie odwro-

R O Z D Z I A Ł

X II.

167

tnico, a nie odwrócę oblicza mego od ciebie, ale obsypię cię
błogoslawieństwy i łasicami *).“
Zostawmy teraz rodzinę, córę katolicyzmu, u szczytu
chwały; wróciemy jeszcze do niej aby opisać dzieje jej
upadku, skoro dla jej nauki, odbędziemy po raz drugi
podróż na około świata.l
l) Filios enutriyi et exaltavi, ipsi autem spreyerunt me.
Isai. I, 2. — Eeyertere aversatrix Israel...., et non ayertam fa­
ciem meam a yobis. Jerem. III. 12.

)

GZĘSC TRZECIA.
DZIEJE RODZINY W POŚRÓD NARODÓW W SPÓŁCZESNYCH,
KTÓRE DOTĄD JESZC ZE NIE POZNAŁY ZBAWIENNYCH
PRAWD EWANGELII.

ROZDZIAŁ PIERWSZY.
Życie rodzinne w Ameryce. — Ameryka północna.

Chcąc dowieść niezaprzeczenie, że świat cały słońcu
tylko zawdzięcza światło, trzeba wykazać, że przed
wschodem tej dobroczynnej planety pogrążony jest w zu­
pełnej ciemności; że w miarę jak ten władzca dnia wzno­
si się na niebie; i w południe ukazuje w całym blasku
swej potęgi, ziemia także coraz żywszym i coraz więcej
olśniewającem jaśnieje światłem; tak znów stopniowo
światło to zmniejsza się i blednie, im więcej słońce po­
chyla się na horyzoncie, aż nareszcie po jego zachodzie,
cienie nocy ogarniają wszystko. Corocznie trzykroć sześć­
dziesiąt pięć razy fakt ten niezaprzeczony powtarza się
w naszych oczach; tak więc nie ulega wątpliwości, że
słońce samo jedynie oświeca świat fizyczny; a wszystkie
Gaurne. Tom II.

12

170

D Z IE JE Ż Y C IA RODZINNEGO.

tak ucywilizowane jak i najdziksze narody, jednozgodnie
uznały je królem światła, gwiazdą, dnia, źródłem uro­
dzajności i życia.
Jeźli zaś zapragniemy dowieść, że chrystyanizm jest
prawdziwem, jedynem słońcem świata moralnego, jedy­
ną tarczą i podstawą rodziny, musiemy wykazać, że
przed ogłoszeniem Ewangelii, taż rodzina jęczała wszę­
dzie pod poniżającem jarzmem despotyzmu i zmysło­
wości, że właściwe jej cechy jedności, nierozerwalności
i świętości ogólnie były zapoznane; że dopiero z powsta­
niem chrystyanizmu życie rodzinne odzyskało swe świę­
te prawa, a im głębiej przeniknione jest duchem chrześciańskim, tym wyższej dosięga doskonałości; jak tylko
zaś ten zbawienny wpływ Ewangelii zaciera się i sła­
bnie, rodzina spada w coraz głębszą przepaść poniżenia,
i dąży do zupełnego rozprzężenia. Żądanie to spełnili­
śmy po części. Opisując życie domowe i zwyczaje staro­
żytnych ludów, wykazaliśmy straszne poniżenie rodzi­
ny, z którego aż do chwili objawienia się chrystyanizmu,
wszelkie usiłowania ludzkie wy dźwignąć jej nie zdołały.
Dalej, kreśląc dzieje tegoczesnych narodów, przedstawi­
liśmy, że chrystyanizm podniósł życie rodzinne do tak
wysokiego doskonałości stopnia, że zdaje się przypomi­
nać nam błogosławione chwile pierwotnej niewinności.
Aby w zupełności wywiązać się z tak wielkiego przed­
sięwzięcia, pozostaje nam jeszcze wykazać stanowisko ro ­
dziny w pośród narodów, do których nie dosięgło zba­
wienne światło wiary, a nakoniec upadek i poniżenie ży­

R O Z D Z I A Ł

I.

171

cia rodzinnego u tych niewdzięcznych ludów, co lekce­
ważąc religię, zapoznały jej wpływ zbawienny.
Kiedy, dzięki chrystyanizmowi, Europa postępowała
nieustannie na drodze udoskonalenia, gdzieś, daleko, za
morzami, niezliczone ludy, którym nie przyświecało je­
szcze słońce prawdy, żyły pogrążone w ciemnej nocy
barbarzyństwa i dzikości. Jak niegdyś w wieku Augu­
sta, tak i tu despotyzm i zmysłowość gnębiły i poniżały
życie rodzinne. Zdaje się, że Opatrzność, dozwalając od­
kryć ten nowy świat, daje podwójną naukę ludom E u ­
ropy: „Patrzcie, mówi im , pokazując to straszne poni­
żenie natury ludzkiej, potomkowie Franków, Gotów
i Saxonów, oto czem i wy byliście niegdyś; składajcie
więc nieustanne dzięki chrystyanizmowi, któren sam
tylko wydźwignął was z tak okropnego upodlenia.“ Czyliż wymowny ten obraz nie powinien wzbudzić w sercu
Europy, żyw e, głębokie uczucie wdzięczności, dla swej
świętej wiary, tego jedynego źródła jej chwały i siły, i za­
razem powstrzymać nad brzegiem przepaści, w którą ją
popychają nieustannie zdradzieckie poszepty i namowy.
W tej stanowczej epoce odkrycia Xowego-świata, jak
powiedzieliśmy wyżej, Opatrzność podwójny cel założyła
so b ie; oto chciała jeszcze uświetnić i uroczystą chwałą
pokryć swój Kościół, zawstydzając jego nieprzyjaciół
i niewdzięczne dziatki co go odstąpiły. Jakoż wkrótce
potem dał się słyszeć odwieczny okrzyk pychy: „Upadek
Kościołowi rzymskiem u; dziś stał się on już tylko nie­
rządnicą co poi narody czarą błędu i fanatyzmu. Ludy
12*

172

d z ie je ży c ia rodzinneg o .

Europy, nie uznajcie go dłużej waszą, m atką, skruszcie
jarzmo jego władzy, a będziecie jak bogowie.“ A oma­
mione tym głosem , co stał się przyczyną zguby pierw­
szych naszych rodziców, Niemcy, Anglia, część Francyi
i niektóre ludy Północy niezadługo podniosą sztandar
buntu. Tłumy zbiegów opuszczają starodawne chorągwie
Izraela, a przechodząc do nieprzyjacielskich szeregów,
rzucają katolicyzmowi słowa pogardy i zniewagi, i nucą
pogrobowe pieśni. Patrzcie na tych szaleńców, oto oma­
mieni jakimś szatańskim szałem, przez potoki krwi i pło­
mienie pożarów, gonią za próżną marą wolności, ale upra­
gnionego tego widziadła nie mogą uchwycić skalanemi
rękami, a natomiast czeka ich hańba, nędza i niewola.
Ale niebawem światło wiary zabłyśnie wspaniale
w pośród innych ludów. Da się słyszeć głos Boga czu­
wającego nad swoim Kościołem; tysiące obcych przyjdą
zająć miejsca opuszczone przez niewierne dziatki króle­
stwa Bożego, a Kościół zmuszony będzie szeroko roz­
toczyć swe ramiona, chcąc przygarnąć nowo przybyłe
owieczki. Tak więc okazał się zawsze 'wyłącznym zacho­
wawcą Słowa, co daje życie narodom; i kiedy odstępcy
przepowiedali mu zgon i upadek, znowu jak w pierw­
szych dniach jego powrstania, strumienie szlachetnej krwi
popłynęły w obronie prawrd głoszonych przez niego,
a krew ta stała się ziarnem , z którego od Wschodu aż
do Zachodu, powstaną nowe pokolenia chrześcian.
Z tego to cudownego stanowiska powinniśmy się za­
patrywać na odkrycie Ameryki w końcu piętnastego

R O Z D Z I A Ł

I.

173

wieku. Starajmy się korzystać z tej wielkiej nauki, jaką.
nam daje Opatrzność; dalej idąc śladem Ferdynanda
Kortez, dobijamy do brzegów Ameryki północnej : zaj­
rzyjmy w tajniki życia domowego, a przekonamy się
o najokropniejszem poniżeniu rodziny amerykańskiej.
Zacznijmy od Mexyku.
Wśród gruzów starodawnych pomników, wspaniałych
szczątków wielkiej niegdyś cywilizacyi m ateryalnej, żył
naród obdarzony najpiękniejszemi przymioty intellektualnemi i fizycznemi: ale straszne plagi trapiły upadłą
ludzkość, złe moralne przedstawia się nam tu w całej
swej brzydocie, a rany takie tylko ręka boskiego leka­
rza zagoić mogła. Oto ogólny stan królestwa Montezuma.
Podobnie jak niegdyś av Rzymie i u wszystkich n a­
rodów nie odrodzonych przez chrystyanizm, i tu także
ojciec był samowładnym, wyłącznym władcą rodziny*
Duszono bez miłosierdzia dziecię, które poważyło się
uchybić mu w czemkolwiek 1). Przewrócono zupełnie
porządek stosunków rodzinnych: nie dzieci, ale bracia
ojca, odziedziczali cały jego majątek. Gdzieindziej znów
syn najstarszy wchodził we wszelkie prawa rodzica.
Władza męża nie znała także żadnych granic słuszności
ani nawet rozsądku. Nie tylko prawo nie wzbraniało by­
najmniej wielożeństwa, ale nawet zalecało je, szczególniej
bogatym. Jedynie tylko z siostrą, matką, ciotką i ma') Herrera, pag. 20.

174

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN N EG O .

cochą, nie wolno było zawierać związków małżeńskich.
U niektórych ludów, nałożnictwo, wzajemne porzucanie
sig małżonków (repudiation), rozwód a nawet wielomęztwo i wspólność Sodomia, były powszechnie przyjęte *).
To ohydne rozprzężenie, ten nierząd tak poniżający ko­
bietę, były powodem, że obchodzono się z nią nadzwy­
czaj surowo. Jeźli przekonano się, że żona złamała wia­
rę małżeńską, zabijano ją natychmiast, krajano w ka­
wałki i dawano do zjedzenia świadkom 2).
U Natchezów, w Luzinianie, gwałcono najświętsze pra­
wa ludzkości. „Naczelnicy, mężczyzna i kobieta, mieli
swoją przyboczną służbę, złożoną z pewnej liczby
osób; w języku krajowym nazywano ich całkiem oddani.
Osoby te, zawsze towarzyszyły swemu naczelnikowi
(mężczyźnie czy kobiecie); utrzymywały się ich ko­
sztem, czuwały nad niemi we dnie i w nocy, brały udział
we wszystkich ich przywilejach, czy to w szczęściu czy
w niedoli. Największem dla nich nieszczęściem była
śmierć tej lub tego, komu poświęciły swe życie; bo wte­
dy i oni także musieli umierać. Nie wolno im nawet było
wybierać rodzaju śm ierci, tylko stosując się do ustalo­
nych zwyczajów, umierać według przyjętych obrządków.
Kiedy ciało zmarłego lub zmarłej, wystawione było na
kamieniu leżącym przy wejściu świątyni, przed ukończe­
niem pogrzebowych ceremonij, zakładano długi sznurek
') Id.Décad. 2, liv. VI, c. 17; Décad. 3, liv. IY, c. 9. Gom­
mera, liv. II, c. 83.— 2) Ibidem.

R O Z D Z I A Ł

I.

175

na szyje wszystkich tych nieszczęśliwych ofiar, którego
końce trzymali oprawcy, mający polecenie ich zadusić.
W takićm położeniu czas jakiś śpiewali i tańczyli; nastę­
pnie ściągano mocno dwa końce sznura, a biedacy ci
umierali, starając się zachować do ostatniej chwili roz­
miar i takt rozpoczętych tańców i pieśni.
„Podobny zwyczaj panował także na wyspie hiszpań­
skiej 1). „Oviedo *2), powiada, że po śmierci kacyków
(książąt panujących), zagrzebywano z nićmi po jednej
lub po kilka osób obojćj płci, a w szczególności kilka
z żon jego, które śmierć tę uważały sobie za zaszczyt, bę­
dąc przekonane, że w towarzystwie nieboszczyka dosta­
ną się na słońce. López de Gommera 3) podaje toż samo,
a Piotr Martyr tak się wyraża: „Po śmierci kacyka Behucio, siostra jego Anakaona chciała pogrzebać wraz z nim
kilka żyjących żon jego. Kilku zakonników reguły św.
Franciszka, tyle przecie dokazali swćmi usilnemi prośby,
że postanowiła poprzestać na jednej tylko , która konie­
cznie dobijała się o ten wysoki zaszczyt. Biedna ta ofia­
ra fanatyzmu i ciemnoty, przystroiła się w swe naj­
kosztowniejsze ozdoby, i w tych zstąpiła do g ro b u ,
do którego kazała włożyć chleb z kukurydzy, manio­
ku i naczynie z wodą“ 4).
*) Obyczaje dzikich, etc. t. II, p. 410.
2) Hist. de las Indias, lib. V, c. 3.
3) Hist. powszechna Indyi, lib. 1, k. 28.
4) P. Martyr, Dścad. 3, lib. IX .

176

d z ie je ż t c ia ro dzinneg o .

Do dziś dnia jeszcze, podobny ucisk i uciemiężenie
jest udziałem kobiet we wszystkich pokoleniach nie od­
rodzonych przez chrystyanizm; wszędzie jęczą, w najstra­
szniejszej niewoli i poniżeniu. U Kaniów, licznego naro­
du w Oregonie, kobiety skazane są na najcięższą pracę;
w pocie czoła muszą zarabiać na chleb powszedni. Aby
zaś dzieci nie mogące jeszcze chodzić, nie odrywały je
od strasznej, siły przechodzącej pracy, przywięzują je do
dość szerokiej deski, a tym sposobem strzegą od rozbi­
cia lub skaleczenia się otaczającemi przedmioty. W do­
mu kładą ten sprzęt, którego nie śmiem nazwać kolebką,
już to na łóżku, już to przy nogach; w podróży dźwi­
gają na plecach lub przywiązują do siodła, ciągnąc za
sobą bydlęta robocze, obładowane namiotami, bagażami
a często nawet bronią swoich mężów.
Mężczyźni zostawili sobie w podziale polowanie
i wojnę; w namiotach trawią czas jedynie jedząc i pijąc;
dalej grają, śpią, p a lą, słuchają lub opowiadają swoje
wielkie czyny, i wyrywają sobie włosy z brody i po­
wiek 1).
Jakiż może być los dziecięcia, tam gdzie strącono
kobietę w taką przepaść poniżenia ? Ludy rozpustne za­
wsze się odznaczały dzikiem okrucieństwem; to też nie
można się spodziewać, aby Mesykanie, pogrążeni w kale
rozpusty, zachowali jakieś poszanowanie dla słabej,
bezbronnej istoty. Srogie ich barbarzyństwo zgrozą nas
') Annales de la Prop. de la foi, n. 88, p. 269.

ROZDZIAŁ

I.

177

przejmuje. W prowincyi Teutitan panował straszny zwy­
czaj, że obdzierano żywcem nieszczęśliwe ofiary i przy­
strajano się w ich skórę. W Uzila i Atlantlaca gdy za­
brakło niewolników, których poświęcano na ofiary, ka­
cyk miał prawo wybierać z pośród własnych poddanych.
Wykonawcy jego rozkazów z wielka okazałością udawali
się po nieszczęśliwych wybrańców; w razie zaś, jeźli od­
mawiali posłuszeństwa, zabijali ich na miejscu.
Mazatekoioie obchodzili uroczystość, która ich własny
naród wiele krwi kosztowała. Na kilka dni przed tą.
wielką ceremonią, dawał się słyszeć z wierzchołka świą­
tyni głos różnych instrumentów miejscowych kapłanów,
co dla wszystkich miało być przestrogą aby się chronili
do domu. Natychmiast kapłani ci rozbiegali się na
wTsżystkie strony i z szatańską zręcznością chwytali
uciekających. Polowanie to trwało od rana do południa,
wszystkich pochwyconych piętnowano jakimś znakiem
, na głowie, a następnie poświęcano na ofiarę 1).
Łatwo sobie wystawić, jak niezliczoną liczbę dzieci
pochłaniał ten barbarzyński zabobon. Toatehowie dzieci
tylko wyłącznie poświęcali na ofiarę; w Florydzie tenże
sam panował zwyczaj. Dzicy mieszkańcy tego kraju,
przekonani byli, że naczelnik ich był synem słońca,
czcili go jak bóstwo i poświęcali na ofiarę pierworodne
dzieci. Pewien Francuz, naoczny śwdadek tego straszne­
go obrządku, opisuje go jak następuje: „Za nadejściem *)
*) Herrera, Decad. 2, c. 16, et suiv.

178

D Z IE JE Ż Y C IA RO D ZIN NEGO.

dnia przeznaczonego na tę uroczystość, książę udaje się
na miejsce ofiary, i zasiada na ławie mającej tron przed­
stawiać. Na środku placu stoi kloc mający dwie stopy
obwodu i tyleż wysokości; pod nim skurczona, z podwiniętemi nogami, siada matka biednego dziecięcia, zakry­
wając twarz rękami i opłakując los nieszczęśliwej ofiary.
Najznakomitsza z krewnych lub przyjaciółek stroskanej
m atki, bierze jej dziecię i podaje monarsze. Wszystkie
kobiety, a w pośród nich trzymająca dziecię zaczynają
tańczyć w koło, śpiewając pochwalne pienia ułożone na
cześć książęcia. Podczas tego religijnego tańca, sześciu
wybranych Indian stoi w rogu placu otaczając ofiarnika
uzbrojonego maczugą, przystrojonego nadzwyczaj oka­
zale i bogato: po skończeniu tańca i innych obrządków
przyjętych w podobnych okolicznościach, ofiarnik odbiera
dziecię i zabija je na klocu *).“
Wszystko co przed dwoma wiekami działo się w po­
śród tych dzikich hord, powtarza się do dziś dnia wewszystkich pokoleniach amerykańskich, którym nie przy­
świeca jeszcze dobroczynne światło Ewangelii. Z jakąż
to zgrozą i oburzeniem czytamy opis męczarni młodej
dziewczyny z pokolenia Sciusów, w ciągu roku 1837.
Zbrodnia ta była popełnioną przed siewami, w celu za­
pewnienia sobie obfitych urodzajów i zbiorów.
Biedne to dziecię nie miało jeszcze lat czternastu.
Przez sześć miesięcy powtarzano jej nieustannie że z na') Mceurs des Sauyages, 1.1, p. 181.

R O Z D Z I A Ł

I.

179

dojściem wiosny przygotowują dla niej nadzwyczaj świe­
tną uroczystość; cieszyła się więc widząc ubiegającą zi­
mę. Gdy nareszcie nadszedł dzień tak długo oczekiwa­
nej uroczystości, przybrano ją w najpiękniejsze ozdoby
i stroje, i szła otoczona gronem wojowników, którzy zda­
wali się stanowić jej straż honorową. Dzicy ci, obok
starannie ukrytej broni, trzymali po dwa polana drzewa,
które jako zakład przyjaźni otrzymali z rąk ofiary. Ona
niosła trzy słupki drewniane, które w przeddzień wraz
z jej pomocą ścięto w pobliskim lesie; rozmarzona rozkosznemi marzeniami, pewna, że ją czeka uczta i świe­
tne tryumfy, szła spokojna i wesoła, zawstydzona prawie
że jej tak wielkie składają hołdy", tak wysokie przezna­
czają zaszczyty. Tylko religijne pienia i nieustanne wzy­
wanie Władzcy życia, przerywały ciszę długiego pocho­
du: tak posępne przygotowania powinny były rozwiać
słodkie złudzenia jakie ją dotąd mamiły. Jakiż był jej
przestrach, jak okropne podziwienie, gdy przybywszy na
oznaczone miejsce, nie widziała nic prócz stosów ognia,
głowni i różnych przyrządów męczarni. Któż zdoła opi­
sać straszne cierpienia wstrząsające jej duszą, kiedy już
nie mogła powątpiewać jaki ją los czeka. Łzy strumie­
niem puściły się z jej oczu, boleśne krzyki wydzierały się
z piersi, wzniosła ręce ku niebu i załamując je z rozpaczą,
błagała, zaklinała swoich katów, aby się ulitowali nad
jej niewinnością i młodością; nad jej nieszczęśliwemi ro­
dzicami; ale wszystko nadaremnie: ani jej łzy i prośby,
ani pośrednictwo obecnego Europejczyka, który z kolei

130

D Z IE JE ŻY C IA RO D ZIN N EG O .

już to groził, już to znaczny ofiarował okup, nic nie zdo­
łało wzruszyć dzikich barbarzyńców.
Mimo oporu dziewczyny, przywiązano ją bez litości
do gałęzi dwóch drzew oraz do trzech słupów, które jak­
by jakie trofea na własnych przy dźwigała ramionach;
później rozpalono głownie rozdane przez nią otaczają­
cym ją wojownikom, i temi płonącemi głowniami wypa­
lano całe jej ciało. Gdy okropna ta męczarnia trwała już
tak długo, że zdołała nasycić dzikie, okrutne serca, chci­
we tak strasznego widoku, wielki ofiarnik wymierzył
w jej serce strzałę, po której niebawem nastąpił grad po­
cisków, które na sztuki prawie poszarpały jej ciało,
a krew zetvsząd lała się strumieniem. Aby godnie uwień­
czyć takie barbarzyństwo, gdy już krew płynąć prze­
stała, wielki naczelnik zbliżył się do ofiary, wydarł drga­
jące jeszcze serce, włożył do ust i pożarł w pośród gło­
śnych okrzyków zadowolnienia całej zgromadzonej hordy,
wojowników, kobiet i dzieci. Następnie ciało rzucono na
pastwę dzikich zwierząt, a gdy krwią skropiono nasienie
aby je uczynić płodnem i urodzajnem, wszyscy rozeszli
się zadowolnieni, ożywieni nadzieją bogatych plonów 1).
Dzieci, którym nie wydzierano życia, skazane były
na najokropniejsze próby. Kapitan Smith opisując oby­
czaje i zwyczaje krajowców Ameryki północnej, tak się
wyraża: „Byłem naocznym świadkiem jakiegoś, że tak
powiem wtajemniczenia jakie młodzież przebywać musi.
‘) Annales de la Prop. de la foi, n. 89, p. 277 et suiv.

R O Z D Z I A Ł

I.

181

W ybrali piętnastu najzręczniejszych i najprzystojniej­
szych chłopców od lat 12 do 15, i pomalowawszy biało
wyprowadzili na miasto, cały lud śpiewał i tańczył w oko­
ło nich aż do południa, przy odgłosie dzwonków i mu­
zyki. Następnie ustawiono wszystkich pod drzewem,
a tuż obok nich stanął podwójny szereg ludzi uzbrojo­
nych w pęki cienkich trzcinek. Wybrano pięciu mło­
dzieńców, ci z kolei prowadzili dzieci środkiem podwój­
nego szeregu, i z narażeniem siebie, z niewypowiedzianą
cierpliwością, osłaniali je od ciężkich, bezustannie wy­
mierzanych razów. Podczas tej strasznej próby, biedne
matki, gorzkiemi zalane łzami, musiały przygotowywać
maty, skóry, mech i suche drzewo, potrzebne do pogrze­
bu ich dzieci. Kiedy już wszystkie dzieci przeszły .przez
rózgi, z trzaskiem i wściekłością obalono drzewo pod któ­
rym niedawno stali, pień porąbano w kawałki, poodcinano gałęzie, a z liści uwito wieńce, którymi uwieńczono
ich skronie.... Następnie wszystkie te dzieci rzucono
w dolinę jakby jakie martwe zwłoki, poczem wyprawiono
wielką ucztę dla całej hordy.
Zapytałem miejscowego wróżbity, jaki jest cel tej
ofiary; odpowiedział mi, że dzieci te nie umarły, ale że
Okee czyli diabeł wysyssać będzie krew tych co mu się
dostaną w podziale, aż do ostatniej chwili ich życia; że
przez ciąg dziewięciu miesięcy pięciu młodzieńców strzedz
będzie pozozostałych w pustyni; że przez ten cały czas
nie wolno im rozmawiać z nikim, a następnie z pośród

182

D Z IE JE ŻY C IA RO D ZIN N EG O .

nich obierają, kapłanów i wróżbitów... Młode dziewczęta
równie okrutnym także podlegały próbom 1).
Zdaje się że szatan, ten straszny wróg rodu ludzkie­
go, królujący samowładnie wszędzie, gdzie nie dosięgło
jeszcze dobroczynne światło Ewangelii, miał w tern jakąś
straszną igraszkę, aby poddawać tym nieszczęsnym hor­
dom, obrządki równie okrutne jak śmieszne. Dreszcz
przechodzi, czytając szczegóły strasznych doświadczeń
jakie przechodzić musieli młodzieńcy, chcący być zaliczeni
w poczet wojowników lub dowódzców. Kandydat musiał
przez sześć tygodni zostawać w łóżku zawieszonem w po­
wietrzu, i tyle tylko dostawał pożywienia, aby nie umarł
z głodu. Dalej, nacinano mu ciało ostrem narzędziem
i polewano odwarem z pieprzu. Codziennie zstępował
z łoża, i stojąc wytrzymywał krwawe biczowanie od
wszystkich dowódzców, podczas którego nie mógł choć­
by najlżejszem poruszeniem okazać jakiejś oznaki bólu.
Po sześciu tygodniach podobnych męczarni następowały
inne. Zbierano mnóstwo ziół wydających nadzwyczaj mo­
cne i smrodliwe wyziewy, układano w stosy w około ło­
ża nieszczęśliwej ofiary, i zapalano, z wszelką jednak
ostrożnością, aby go nie spalić. Woń tych ziół odurzają­
cych połączona z pieczeniem ognia, wystawiały biedaka na
najstraszniejsze męczarnie; boleść odbierała mu zmysły,
omdlewał tak mocno, iż zdawało się, że zakończył życie.
W tedy dziwnego używano sposobu, aby mu wrócić przy­
tomność: oto zakładali mu naszyjnik i pas, z rodzaju *)
*) Mœurs des Sauvages, t. I, p. 283—293.

R O Z D Z I A Ł

I.

183

główek kapusty tworzących sio na wierzchołkach pewnych
drzew palmiastych, mieszczących w sobie mnóstwo ogro­
mnych czarnych mrówek, których ukąszenie jest tak ja­
dowite, że każdy z nas Europejczyków dostaje silnej go­
rączki, trwającej przynajmniej dwadzieścia cztery godzin.
Tu już następowała ostatnia próba: w oczach nieszczę­
śliwej ofiary biczowano okrutnie wszystkich członków
jego rodziny; jeźli zdołał przetrwać te wszystkie katusze,
wówczas dopiero ogłaszano go wojownikiem lub przywódzcą *).“
Jakież mogły być stosunki rodzinne tych dzikich lu­
dów, co z uśmiechem zadowolnienia tak straszne katu­
sze zadawały swym współbraciom? mogłyż one pojąć
słodkie uczucie braterstwa i miłości synowskiej? Główną
zasadą ich sprawiedliwości i obowiązków było prawo
mocniejszego. Jeżeli ktoś dopuścił się jakiegoś hańbią­
cego postępku, niebawem wszyscy członkowie rodziny za­
mieniali się w jego sędziów i katów; jakibąć wydali wy­
rok, nigdy nie byli pociągani do żadnej odpowiedzialno­
ści. Powszechnie uznawano, że członkowie rodziny mają
nad sobą nawzajem prawo życia i śmierci, i nikt nie zaj­
mował się popełnioną wśród niej zbrodnią. Jeźli ktoś
został zamordowany, wszyscy byli przekonani, że tak być
musiało: wszakże zabójca był jego krewnym, kochał go
więc pewnie więcej niż oni, i tylko sprawiedliwość i ko­
nieczność mogły go przywieść do tej ostateczności; oni*)
*) Mœurs des Sauvages, t.I, p. 300 et suiv.

D Z IE JE ŻY CIA ROD ZIN NEGO.

184

zaś jako obcy nie mają żadnego prawa badać i mieszać
się w sprawy rodzinne. Często nawet żałowano mordercy
że był zmuszonym uciec się do tak surowego środka, do­
dając, że nawet jeźli pobłądził, nikt prócz własnej rodzi­
ny nie może go potępiać *).“
„Zwyczaj zabijania starców, których wiek sędziwy
uczynił zupełnie bezużytecznemi, jeszcze silniej dowodzi,
że mieszkańcy jednej chatki posiadają nad sobą nieogra­
niczone prawo życia i śmierci, mówi Ojciec Lafiteau.
Zwyczaj ten, jak mówią, utrzymuje się w pośród wielu
ludów amerykańskich; a nawet najświeższe opisy podają,
że w pewnym z tych narodów, zabijają wszystkie kobiety
dochodzące lat trzydziestu. Jakkolwiek straszna ta zbro­
dnia nie zamieniła się jeszcze w zwyczaj, w pośród lepiej
nam znanych dzikich pokoleń; jednak i tu dopuszczają się
jej bardzo często. Dalej, nie mogą ścierpieć, aby starcy
należący do rodziny, którzy już tylko zwierzęcem żyją
życiem, chodzili od chaty do chaty, pod pozorem odwie­
dzin, a w rzeczywistości w celu zadobycia nieco żywno­
ści, bo w domu najczęściej odmawiają im wszystkiego:
wtedy z najspokojniejszem sumieniem wydzierają im ży­
cie, pod pozorem, że niedołężni ci starcy zawadzają tylko
na świecie, bo już od dawna stali się ciężarem i dla sie­
bie i dla innych.
„Algonkinowie i inne koczujące narody, częściej jeszcze
dopuszczają się tej strasznej zbrodni; bezustannie wysta­
2) Ibid. p . 487.

R O Z D Z I A Ł

185

I.

wieni na głód, niewygody i trudy podróży, nie umieją, się
zdobyć na to, aby żywić, a często nawet dźwigać niedo­
łężnych starców, którzy w niczem już dla nich nie mogą
być użyteczni. To też nieszczęśliwi ci starcy sami nie raz
mówią do niosących ich wnuków. „Zabij mnie, moje
dziecię, ja już na nic nie przydam się na świecie, a tobie
jestem ciężarem.“ Niekiedy nie zważają na taką ich mo­
wę; ale nie raz znów zdarza się, że młodzian wycieńczo­
ny trudam i podróży i głodem, odpowiada zimno: „Masz
słuszność mój dziadku, i jednocześnie składa swój ciężar,
wyjmuje siekierę i odcina głowę biednego starca *).“
Północne hordy, do których nie dosięgło jeszcze świa­
tło wiary odznaczają się straszną dzikością i barbarzyń­
stwem. „Podczas mego tu pobytu, pisał niedawno ojciec
Smet, Węże gotowali się do wycieczki przeciw Czarnonogom. Oto w jaki sposób dowódzca zwiastuje młodym
wojownikom, że ma zamiar wojować na nieprzyjacielskiej
ziemi. W przeddzień pochodu wyprawia przed każdą
chatką taniec pożegnalny; wszędzie obdarzają go tytuniem
lub innym jakimś podarunkiem; przyjaciele życzą m u
świetnego powodzenia, pięknych skór z głów ludzkich
z włosami, pięknych koni i prędkiego powrotu. Jeźli uda
m u się pojmać w niewolę kobiety, oddaje je na łup żo­
nom, matkom i siostrom swoich żołnierzy; te najpierwr
napawają nieszczęśliwe branki wszelkiemi zniewagami

') Mœurs des Sauvages, 1.1, p. 489 et suiv.
Gaume. Tom II.

13

186

D Z IE JE ŻY C IA ROD ZIN NEGO.

i obelgi, a potem zabijają siekierami lub nożami. Q cze­
muż, wołają te rozjadłe furyje, czemuż nie możemy roz­
szarpać tak serc dzieci waszych, i broczyć we krwi wa­
szego pokolenia!“
„Po śmierci dowódzcy lub jakiegoś wojownika zna­
nego ze swej waleczności, żony jego, dzieci i bliscy kre­
wni obcinają sobie włosy: jest to gruba żałoba dzikich.
Nie pojmują oni boleści objawionej tylko choćby najrzewniejszemi łzami; jeźli rodzina chce dać dowód prawdzi­
wego żalu po stracie krewnego, nie powinna oszczędzać
krwi swojej: im większe, głębsze zadają sobie rany, tym
szczerzej widać kochali zmarłego; bo według nich wielką
boleść tylko wielkiemi objawia się ranami, i krew jedy­
nie uśmierzyć ją może. Jak tu pogodzić te uczucia dla
zmarłych z ich postępowaniem z żyjącemi?.... Któżby
uwierzył, że ci sami ludzie tak niepocieszeni po stracie
krewnych, rzucają bez miłosierdzia na pastwę dzikich
zwierząt pustyni, wszystkich tych, co z powodu pode­
szłego wieku lub choroby, mogliby stać im się cię­
żarem? J).“
Nie tak trudno jednak, jakby się zdawało rozwiązać
tę zagadkę. Płaczą żałują wojownika, bo on był chwałą
i podporą swej chatki, porzucają niemiłosiernie dziecię,
starca, lub chorego, bo nie mogą żadnej ciągnąć z nich
korzyści. Główną podstawą tego odmiennego postępował) Annales de la Prop. de la foi, n. 80, p. 46, 47.

R O Z D Z I A Ł

I

187

nia jest egoizm, ów jedyny motor upadłej ludzkości: oto
jeszcze jeden ze strasznych jego objawów.
Osoby wiarogodne, mówi dalej tenże sam missyonarz,
zapewniały mnie, że Samputowie w braku innego poży­
wienia, żywią się zwłokami swych krewnych, a niekiedy
nawet pożerają własne dzieci. Są tak bojaźliwi, że z wiel­
ką trudnością dozwalają się do siebie zbliżyć. Ukazanie
obcego wzbudza ogólny przestrach, i natychmiast umówionemi znaki zawiadamiają się o tern. W tedy każdy
stara się co prędzej skryć do jakiegoś lochu, i cała ta nik­
czemna horda znika jak cień w jednej chwili. Czasem je ­
dnak odważają się wyjść z swoich kryjówek, wtedy przy­
noszą białym swoje nowo narodzone dzieci, które zamie­
niają na różne drobiazgi. Corocznie Hiszpanie z Kalifor­
nii zabierają znaczną liczbę dzieci, które ich ojcowie
ukryli w sianie lub rozpadlinach skał, wychodząc szukać
korzeni i mrówek. Szczęśliwi ci 'co się dostaną w ich
ręce: obchodzą się z niemi łagodnie, uczą zasad świętej
wiary, a gdy dorosną są obdarzone wolnością. Z jakąż
rozkoszą sam udzielałem chrzest kilku z tych nieszczę­
śliwych istot; oni także opowiadali mi sm utne, powyżej
opisane okoliczności *).“
Tak więc przebiegłszy dzieje życia domowego w Ame­
ryce północnej, przekonywamy się że i tu rodzina jest
okropnie poniżoną, tak w swej podstawie jakoteż we
wszystkich składających ją członkach i w ich wzajemnych
*) Annales de la Prop. de la foi, n. 80, p. 49, 50.
13*

188

d z ie je ż y c ia ro dzinnego .

stosunkach. Niestety! jeden i tenże sam obraz przedsta­
wia się naszym oczom we wszystkich częściach świata,
w których nie przyświeca słońce sprawiedliwości, zmienia
się tylko co do formy stosownie do wieku lub klimatu.
Fakt ten dowodzi z jednej strony największego upadku
i poniżenia ludzkości, z drugiej zaś przekonywa o tej
smutnej prawdzie, że człowiek może tylko jątrzyć swoje
rany i zwiększać ich liczbę, ale nigdy zagoić ichnie zdoła.

ROZDZIAŁ DRUGI.
Dalszy ciąg poprzedzającego. — Ameryka południowa.

Za nim przebędziemy miedzy morze Panama i dosta­
niemy się w głąb krajów, odkrytych przez Krzysztofa
Kolumba i śmiałych jego następców, niech nam wolno
będzie przytoczyć tu tradycyę, wspólną wielu nieznanym
Europie narodom. Wszystkie przeczuwały upadek swej
potęgi i panowanie obcego narodu. Tym chętniej zwraca­
my tu uwagę na to nadzwyczajne 'przeczucie, że o ile wie­
my, nikt jeszcze nie zastanowił się nad niem z powołania,
(ex-professo), my zaś, podając ten fakt tak ważny, bynaj­
mniej nie wychodziemy z naszego przedmiotu. To do­
wodzi, jak świętą jest władza rodzicielska, jak zbawien­
ne i niezbędne są jej błogosławieństwa; a tym samem,
jak nie tylko rodziny, ale nawet całe narody, powin­
ny ją czcić i szanować, jako zasadniczą podstawę wę­
złów rodzinnych.
Czyliż mylemy się, utrzymując, że to powszechne
oczekiwanie wypływa z pamiętnych słów 'wyrzeczonych
przez drugiego ojca rodu ludzkiego ? N oe, przebudzi­
wszy się ze swego snu tajemniczego, przepowiada swoim
synom i ich potomkom, ich przyszłe losy. Stosownie

190

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

do tego, jakie było względem niego postępowanie jego
trzech synów, patryarcha udziela im swoje błogosła­
wieństwo lub rzuca przekleństw o1); i dziś jeszcze , po
upływie tylu wieków, wyroki ojcowskie spełniają się
najzupełniej. Chanaan jest zawsze niewolnikiem swych
braci; Sem nie przekracza swych namiotów, Jafet be­
zustannie powiększa swe granice i mieszka w namiotach
swych braci. Rzecz szczególna! kiedy Azyatyk, syn Sema i Afrykanin dziecię Chama, pozostają jakby uwię­
zieni w granicach swej ziemi, sami tylko Europejczykowie, potomkowie Japheta, rozszerzają swe zakłady we
wszystkich częściach świata, w krainach Sema i Chanaana.
Tak więc, właśnie w epoce odkrycia Ameryki połu­
dniowej, w pośród jej mieszkańców żyło podanie, że
państwo ich podbite będzie przez białych. Jeden z Inkasów, czyli królów Peru, imieniem Vivakocha, był nie
tylko wielkim monarchą, ale nadto najsławniejszym
wieszczkiem w całem swojem królestwie. Według po­
dań Peruwiańskich, on to przepowiedział, że w kolei
wieków przybędzie do Peru pewien obcy naród, zagar-*)
*) Evigilans autem Noe ex vino, cum didicisset quoe fecerat ei filius suus minor, ait; Maledictus Chanaan, servus servorum erit fratribus suis. Dixitque: Benedictus Dominus Deus
Sem: Sit Chanaan servus ejus. Dilatet Deus Japhet et habitet
in tabernaculis Sem, sitque Chanaan servus ejus. Gen. IX ,
24 — 28 .

R O Z D Z I A Ł

II.

191

nie całe państwo i wprowadzi nowa religię. Obawia­
jąc się, aby ta przepowiednia nie osłabiła poszanowa­
nia ludu dla swoich monarchów, kazał ukrywać ją naj­
staranniej i dać poznać samym tylko Inkasom. Jednak
pomimo wszelkich ostrożności, rozeszła się nie wiedzieć
jakim sposobem, co nie mało przyczyniło się do uła­
twienia zwycięztwa Hiszpanom 1).
Podobne podanie istniało także w Ameryce półno­
cnej. Indjanie powiadali, że przed przybyciem Korteza
do Mexyku, straszne oznaki zwiastowały bliski upadek
monarchii Montezuma. Przez kilka nocy ukazywała się
straszna kometa, w kształcie pyramidy z ognia. Wielkie
jezioro, leżące w pobliżu stolicy, wystąpiło ze swe­
go łożyska, i z niesłychaną bystrością rozlało w około
swe wody. Ogromny ogień objął świątynie, i ani po­
dobno było go ugasić, alboteż dojść przyczyny pożaru.
Słyszano często w powietrzu jakieś żałośne jęki, prze­
powiadające upadek państwa, i wszystkie miejscowe bo­
żyszcza, jednozgodnie powtarzały te straszne wróżby.
Mówiono o jakichś nieznanych dobrze uzbrojonych żoł­
nierzach, którzy przyjdą od Wschodu, mordować i za­
bijać podwładnych Montezuma *2).
Jest to fakt powszechnie znany, iż ludy Afrykańskie
przewidywały także, że będą ujarzmione przez białych 3).
*) Dom Antoine d’Ulloa, et dom Georges Juan, Histoire
du Pérou, et Voyage au Pérou, 1.1.
2) Solis, chap. 6.
3) Barbot, Voyage en Guinée, 1 .1. p. 43.

192

d z ie je ż y c ia ro dzinneg o .

Rzecz szczególna ! nie dawno podobne podanie roze­
szło się w całej Oceanii, fakt ten nie ulega zaprzecze­
niu. Przytaczamy tu zajmujące szczegóły, jakie nam
podaje jeden z naszych missyonarzy: „Muszę wam te­
raz opowiedzieć, mówi on, bardzo ciekawe zdarzenie
i opisać osobę niesłychanie sławną, w naszych wyspach...
prorokinię Toapere. Nie jeden świadek, ale cała ludność
wyspy ATcamaru, czyli raczej czterech wysp poświadczą,
rzetelność słów moich, i zaręczą, że Toapere stokroć
powtarzała publicznie i w obec każdego kto chciał ją
słuchać, wszystko co wam tu powtarzam. Badałem po­
jedynczo mnóstwo osób, a porównywając ich zeznania,
przekonałem się, że były zupełnie jednozgodne. Żąda­
łem koniecznie i otrzymałem piśmienne sprawozdanie
naczelnika Akamaru, posiadającego szczególniejsze zau­
fanie Toapery, jako taiira (kapłan ich bożków) i krewny
prorokini. Sądzę więc, że mogę ręczyć za pewność te ­
go faktu, ze względu na znaczną liczbę i szczerość świad­
ków, tym bardziej, że nie chcąc być oszukanym, zacho­
wałem wszelkie ostrożności. Skończywszy ten wstęp,
przystępuje do rzeczy.
„Toapere urodziła się i wzrosła w pośród prostego
ludu; żyła spokojnie zajmując się swojem gospodarstwem
i wychowywaniem rodziny, i dopiero między 35 a 40
rokiem, zaczęła głosić, że jest natchnioną przez bogów.
Było to za panowania Mapurure, dziada teraźniejszego
króla. Początkowo nie różniła się w niczem od innych
miejscowych kapłanów lub kapłanek, i tak jak oni nadu­

E O Z D Z I A Ł

II.

193

żywała łatwowierności nienawróconego jeszcze ludu.
W ydawała jakieś dziwne krzyki, a w końcu, według
zwyczaju, wymagała uroczystości lub podarunków, a to
w imię bożka, od którego miała być natchnioną. Ale
niebawem wszystko się zmieniło. Toapere zaczęła mówić
wyraźnie, a słowa jej niesłychanie zdziwiły krajowców.
Przytaczam tu jej wyrazy tak jak mi je pod an o : „Nasi
bogowie już pokonani, zawołała! Patrzcie, o to Bóg ob­
cych, a wkrótce ziemia nasza przejdzie pod jego pano­
wanie. Niezadługo przybędą tu do nas dobrzy ludzie.
Och! widzę ich Boga, jakżeż on wielki i potężny! on to
jest władcą światła i ciemności! Widzę go dobrze, jego
warga zwierzchnia dotyka nieba, spodnia zaś sięga aż do
otchłani. Nasi bożkowie, są tylko prochem w porówna­
niu z tym wszechwładnym, wielkim Bogiem!“
„Dodała, że za nim to nastąpi, kilka okrętów przybi­
je do portu Gambier; dotąd wyśpiarze ci, widywali je
tylko w oddaleniu. „Ci cudzoziemcy, mówiła dalej Toa­
pere nie wszyscy są dobrzy, i stąd powstaną zatargi
z mieszkańcami wyspy. Ale po nich przypłynie inny
okręt, z tej strony ziemi co leży na dole, pod naszemi
nogami. Na tym to okręcie, przybędą do was dobrzy lu­
dzie; nauczą was słów prawdy, których nauczają w tej
dolnej ziemi. Lud cały będzie ich słuchał i upokorzy się
przed ich wszechwładnym Bogiem; ale za nim to nastąpi,
powstanie wśród was wielka śmiertelność, i tylko najsil­
niejsi zobaczą tych cudzoziemców“...
„Nareszcie, wbrew wszelkiego prawdopodobieństwa,

194

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

przepowiedziała przyszłe panowanie Mapativa, teraźniejszegokróla; „Ty ujrzysz te wszystkie zmiany, rzekła do
niego, ale -wtedy już nie Matm, nie Makopunui, ale ty, Maputiva królować będziesz!“ Przewidywała czas swej śmierci,
i bardzo często mówiła o tern w obec wielu osób. 0! w nu­
ki moje, jakże szczęśliwi będziecie z tymi przybyszami
jesteście młodzi, zobaczycie wszystkie te dziwy, ale ja
nie doczekam do tej chwili, równie jak i król Mapurure.“
Dalej, mówiła: Nie zadługo przekonacie się o prawdzie
słów moich, bo wkrótce po mojej śmierci, cudzoziemcy
ci przybędą, i osiedlą się na naszej wyspie.“
„Najściślejsze badania przekonały mnie, że przepo­
wiednie te robiła wtenczas, kiedy niepodobna jeszcze by­
ło przewidzieć następnych wydarzeń, a krajowcy dziś je­
szcze z wielkiem zadowoleniem mówią o niej, i zm acali
moją uwagę, że wszystkie proroctwa Toapery, spełniły
się w zupełności. Umarła podczas strasznej śmiertelności
którą przepowiedziała, w wieku lat 60 do 65; około 1802
albo 1803 r. *).“
Przypomnijmy sobie owe starożytne podania, przy­
toczone przez Swetoniusza i Tacyta, które zwiastowały
przyjście i tryum f Messyasza, a nie będziem się dziwić,
że i w XIX wieku, Opatrzność dozwoliła, aby podobne
proroctwa i podania, przygotowały tegoczesne narody do
przyjęcia Ewangelii.
Teraz, postępujmy ślad w ślad za synami Jafeta,
') Annales de la Prop. de la foi, n. 82, p. 222—225.

R. O Z D Z I A Ł

II.

195

a dostaniemy się do sławnego cesarstwa Peru. Gdyby
bogactwa przyrody, żyzność i urodzajność ziemi, piękne
widoki i okolice, niewyczerpane prawie kopalnie srebra,
złota i drogich kamieni, jednem słowem wszystko co
tylko może dogodzić zwierzęcej, zmysłowej stronie czło­
wieka, dostatecznem było do zapewnienia szczęścia i mo­
ralności narodu, wtedy w ogólności mieszkańcy Amery­
ki Południowej, a szczególniej Peruwianie, należeliby do
rzędu najszczęśliwszych ludów wszechświasta. Ale sto­
kroć już powiedzieliśmy, że potęga m aterialna, że naj­
większe bogactwa nie są dostateczne do podźwignienia
upadłej ludzkości. Najokropniejsze poniżenie rodziny pe­
ruwiańskiej w epoce odkrycia Ameryki, potwierdza naj­
wyraźniej te słowa samego Zbawiciela: N ie tylko chlebem
człowiek żyje, ale słowem które z-ust Bogd pochodzi 1).
Biada wiekom i narodom co tego pojąć nie chcą lub nie
umieją!
Inkasowie posiadali nieograniczoną władzę, tak nad
swymi poddanymi jak i ich majątkami. Nie tylko wolno
im było wybierać sobie grunta i posiadłości, ale nawet
jęźli im przyszła ochota, mogli wydzierać rodzicom ich
małe dziatki. Żenili się ze swemi siostrami i żyli w nieograniczonem nałożnictwie. Po śmierci, kilka z pozosta­
łych żon, musiało żywcem wraz z nimi zstępować do
grobu. Jak się to za zwyczaj dzieje, lud zapatrując się*)
*) Non in solo pane vivit homo, sed in omni verbo guod
procedit de ore Dei. Math. IV, 4.

196

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

na wyższych, wiódł także najniem oralniejszenajspro­

śniej sze życie; nigdzie tu nie napotkałeś nawet śladu je ­
dności małżeńskiej 1). To samo już dostatecznie dowo­
dzi, z jednej strony despotyzmu mężowskiego, z drugiej
ucisku i poniżenia kobiety. Co zaś do despotyzmu ro­
dzicielskiego, ten jak zawsze objawia się przez swe nie­
uchronne cechy, to jest krew i morderstwa *2). Sąsiedzi
Peru wian, Antisowie, nie tylko jeńców^, ale nawet własne
dzieci, bałwanom swoim składają na ofiarę. Obrządek
ten na tern zależy, aby rozpłatać ofiarę i pokrajać na
ćwierci, albo tóż przybić na pal i krajać całe ciało ostremi nożami z krzemienia 3).
W pośród niektórych narodów Ameryki południowej,
panował zwyczaj , że jeźli matka wiele bardzo cierpiała,
wydając na świat dziecię, wtedy zabijano je niezwłocznie,
z obawy aby nie odziedziczyło słabego zdrowia matki,
a tern samem nie odrodziło się od swoich przodków. Bar­
barzyńcy ci równie okrutnie postępowali ze wszystkiemi
dziećmi nie dość dobrze zbudowanemi; a często nawet
]) Grarcilasso, liv. II, cli. 2.
2) Awzykanin chcący dać swemu królowi wielki dowód
przywiązania i poświęcenia, każe się tuczyć, zabić, ugotować
i przyprawiać jak najsmaczniej; a jeźli nazajutrz monarcha
raczy powiedzieć synowi zjedzonego przez siebie dworaka:
, , Jadłem twego ojca był smaczny, kruchy, i bardzo umiejętnie
przyrządzony,<c rodzina cała nie posiada się z dumy i szczę­
ścia. <c
3) Garcilasso, Origine des Incas.

R O Z D Z I A Ł

II.

197

jednocześnie wydzierali życie matkom tych nieszczęśli­
wych ofiar. Jeźli komuś urodziły się bliźnięta, natych­
miast zabijano jedno, w przypuszczeniu, że jedna matka
nie może podołać dwojgu dzieciom. Tak więc i tu, nie
wiedząc o te rn , zachowywano okrutne prawo Lykurga,
skazujące na śmierć wszystkie dzieci, które uznano za
niedość silne i zdrowe, aby mogły być użyteczne rzeczypospolitej 1).
Toż samo rozprzężenie moralne i wynikające z niego
mordy i okrucieństwa hańbiły, i hańbią do dziś dnia je ­
szcze, różne ludy tej części świata. Indjanie zamieszkują­
cy wschodnie wybrzeża P eru, zabijają wszystkie dzieci
nowonarodzone, które wydają im się słabowite lub nie
dość kształtne *2). W Brazylii, skutkiem umyślnych po­
ronień, wyginął cały narów Gwajkuruski; oni to byli
kiedyś najzawziętszemi wrogami Hiszpanów. W r. 1801,
kiedy Azara opuszczał Paragwayę 3), jeden już tylko po­
został krajowiec, z tego licznego niegdyś ludu. Abipończykowie, Enakagasowie, Lingwasowie, równie okro­
pnych dopuszczają się zbrodni, równie sromotne wio­
dą życie. Gwanasowie woleli raczej zabijać córki jak sy­
nów; dziś rzadkość tego towaru, nauczyła ich lepiej go
cenić.—Przeczytawszy tak straszne dzieje dzikich ludów,
') Mœurs des Sauvages, t. I, p. 592.
2) Malte-Brun, Annales des Voyages, 1808.
3) Bob. Southey’s Hist, of Brasil, t. H I, p. 384.

198

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

musiemy podziwiać tych. co tak sig unoszą nad ich bło­
ga niewinnością 1).
W Ceylanie i Javie, dzieciobójstwa i poronienia wy­
darzają. się nieustannie; wypływają zaś z najokropniej­
szego rozprzężenia obyczajów, kalającego te okolice *2).
Ale czas już zakończyć ten smutny obraz. Wykazali­
śmy smutny stan rodziny amerykańskiej w epoce odkry­
cia Nowego świata: nie zmienił się on do dziś dnia w ża­
dnym z narodów zatopionych dotąd w ciemnocie bałwo­
chwalstwa. Raz więc jeszcze musiemy powtórzyć, cośmy
nie raz już powiedzieli w ciągu tego dzieła: Jakże to wy­
mowną naukę wierności i wdzięczności odbiera Europa
w szesnastym wieku, w tern nagłem pojawieniu się tych
niezliczonych ludów, tak przerażających dzikością i strasznem barbarzyństwem, dla tego, że dotąd nie znały lub
nie chciały uznać Chrystyanizmu! Nie myślemy bynaj­
mniej usprawiedliwiać srogości i okrucieństwa pierwszych
zdobywców Ameryki: ale jeźli występek pociąga za sobą
karę, jak magnes żelazo; jeźli sprawiedliwość boska na­
kazuje mu karać narody za pogwałcenie najświętszych
praw natury; czyliż A m eryka, przesiąkła krwią i zbro­
dniami , ma prawo uskarżać się na srogość swego prze­
znaczenia? Każdy lud występny, jeźli pragnie odrodze­
nia, musi przebyć podwójny chrzest: chrzest krwi i wo­
dy. Z tego wychodząc stanowiska, postępowanie Hiszpa­
') Guoroff, p. 125 et suiv.

2) Lettres sur 1’Indostan, du docteur Hęber.

R O Z D Z I A Ł

II.

199

nów w Ameryce, wchodzi w dziedzinę niezgłębionych
wyroków Opatrzności; jak niegdyś postępowanie Assyryjczyków, względem niewiernego Izraela. Tak więc
zbrodnie zwycięzców, były tu koniecznym warunkiem
zbawienia dla zwyciężonych: ze złego wypłynęło dobre:
a człowiek pełen uczucia religijnego, powinien pochylić
głowę, i w milczeniu wielbić wolę Przedwiecznego 1).
]j O altitudo! Epist. ad Rom, X I, 33.

ROZDZIAŁ TRZECI.

Dzieje rodziny w Oceanii i Australii. — Jej konstytucya. — Los kobiety.

Są, ludzie którzy gdy im opowiadasz cudowne zmia­
ny jakich dokazał w wszechświecie powstający Chrystyanizm, przyjmują słowa twoje z uśmiechem niedowie­
rzania lub wyrazem zupełnej obojętności. Jeźli zechcesz
ich przekonywać, odpowiedzą ci jak niegdyś owi Żydzi,
o których mówi prorok: N ie widzieliśmy owych cudów,
proroctwa ustały, a Bóg zapomniał ju ż o nas zupełnie 1).
Poczem obwijając się w swój całun niewiary, zostają po­
grążeni w swoim śnie śmiertelnym.
Jednak nieskończone miłosierdzie i mądrość Przed­
wiecznego , nowe cuda objawiły naszemu wiekowi; dziś
więc już sceptycyzm Europejski żadnej nie ma wymów­
ki, bo w jego oczach ponowiły się też same cuda, które
przed ośmnastu wieki, rzuciły świat do stóp krzyża.
Z łona mórz oddalonych ukazują nam się nieznane
dotąd kraje; ale tu ludzkość więcej jest jeszcze poniżoną *)
*) Signa nostra non vidimus; jam non est propheta; et nos
non cognoscet amplius. Ps. 53.

R O Z D Z I A Ł

201

III.

i upodloną, niźli niegdyś wśród narodów starożytnych,
jęczących pod jarzmem bałwochwalstwa. Tam przynaj­
mniej wysoko bardzo posunięta cywilizacya materyalna,
nauki, sztuki piękne i jaka taka społeczność, odbijały
w sobie piętno zatraconej wiary i obyczajów. Tu wszy­
stko się zatarło, a człowiek zachował tylko dzikie iiistynkta i zeszpecone rysy ludzkiej postaci. Ale nadeszła
chwila oznaczona przedwiecznemi "wyrokami Opatrzności;
szlachetni apostołowie popłynęli ku tym niegościnnym
brzegom, niosąc licznym, zamieszkującym je ludom, po­
grążonym dotąd w ciemnej nocy błędu i śmierci, zba­
wienne, ożywcze słowa katolicyzmu, wraz z użyźniającą
je rosą, z krwią męczenników. Zdziwieni dzicy uciekli,
niebawem jednak wracają zbrojni w łuki i maczugi, aby
wytępić tych obcych przybyszów, co poważyli się 'wylą­
dować na ich ziemię. Ale o cudo! zaledwie postrzegli
missyonarzy klęczących u stóp krzyża, zaledwie posłyszeli
niezrozumiałe dla nich dźwięki ich głosu, niepojęta jakaś
siła przykuła ich do miejsca, i tygrysów chciwych krwi,
zmieniła w lękliwych baranków. Bóg dokończy swego
dzieła, a wkrótce owo cudowne odrodzenie starożytnego
świata przez Ewangelię, w które wierzemy nie widząc
go, powtórzy się w naszych oczach w tej nowej części
świata. I tu także wielkie to przedsięwzięcie napotyka
też same trudności, i tu tak słabe środki dopięcia swego
celu, i tu tenże sam pomyślny skutek, a więc i tu równy
cud się objawia. Przejrzyjmy tę piękną kartę tegoczesnej
historyi Kościoła katolickiego.
Gaume, Tom II.

14

202

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Żeglarz zwiedzający liczne wyspy Oceanii i Australii,
widział jak samowładnie rozpościera się w tych obszer­
nych krainach, ludożerstwo, mordowanie dzieci i starców,
despotyzm mężowski i rodzicielski, wielożeństwo, rozwo­
dy, nałożnictwo, poniżenie istoty słabszej, jednem sło­
wem zupełne rozprzężenie społeczności cywilnej i staro­
żytnej rodziny. Jakże ogromną znalazłby różnicę wraca­
jąc tu w dziesięć lat później! W tedy widząc z jak stra­
sznej otchłani wydźwignięci zostali ci nieszczęśliwi wy­
spiarze, zawołałby w uniesieniu: Sam tylko Bóg silny
swą wszechmocnością, mógł zamienić te kamienie w dzie­
ci. Abrahama; On tylko jeden mógł zamienić tych dzi­
kich, co zaledwde postać ludzką zachowali, w obywateli
godnych zasiąść w kole wszystkich ucywilizowanych lu­
dów. To przekonanie podzieli z nami każdy bezstronny
człowiek, znający dokładnie obyczaje i zwyczaje panujące
w Australii i Oceanii, przed przybyciem missyonarzy ka­
tolickich.
Tu despotyzm i zmysłowość stanowiły główne cechy
życia rodzinnego. U Nowo-Zelandczyków, naczelnicy po­
siadali nieograniczoną władzę, na jedno ich skinienie za­
bijają niewolników, kobiety, dzieci; samowolnie przywła­
szczają sobie własnościowych poddanych, i samowładnie
oznaczają ofiary, których zwłoki każą przyprawiać na swe
obrzydłe biesiady *).

*) Annales de la Prop. de la foi, n. 86, p. 12.

R O Z D Z I A Ł

203

III.

Pomijając liczne uroczystości, straszne te uczty mia­
ły zawsze miejsce po okropnych mordach i nieustannych
wojnach, które niedawno jeszcze trapiły ciągle NowąZelandję 1). „Gdy odmówiono zadość-uczynienia za jakąś
zniewagę, mówi nasz missyonarz, wszystkie umysły
wrzały gniewem i zemstą, oba obozy wyzywały się do
walki, rzucając sobie nawzajem najsroższe obelgi; wy­
krzywiali się na siebie jak najokropniej, nareszcie zapal­
czywie rzucają się na siebie, kaleczą i mordują jak dzikie
bestye. Jeźli nieprzyjaciel zaczyna uciekać, ścigają go
zawzięcie, wydając okrzyki zwycięztwa, przerywane najstraszliwszem wyciem. Po rozproszeniu zwyciężonych^
ludożercy ci chwytają nieszczęśliwych co nie zdołali
uciec przed ich zemstą, powolnie na kawałki szai-pią ich
członki, krwią gaszą pragnienie i z rozkoszą nasycają
się drgającem jeszcze ciałem. Głowy zachowują jako tro ­
fea zwycięztwa, a w pewnych .wielkich radośnych oko­
licznościach, przyozdabiają niemi dachy swych domów 2).
Zawsze i wszędzie rozpusta była nieodstępną towa­
rzyszką okrucieństwa, tak więc i w Nowej - Zelandyi
w niczem nie ustępowała dzikiemu barbarzyństwu jakie
opisaliśmy wyżej. Zdeptano tu święte prawa stanowiące
podstawę stosunków rodzinnych; ja k niegdyś w Sparcie
gwałt jest jednym z koniecznych przy zawieraniu związ­
ków małżeńskich. „Pretendent, lękając się odmowy tej
którą pragnie pojąć za żonę, ucieka się do otwartego
’) Ibid. p. 13. 2) Ibid. p. 17.
u*

204

d z ie je życia ro dzinnego .

gwałtu i porywa ją rodzinie; Wtedy powstaje krwawa
walka między stronnikami napastnika i obrażonego po­
kolenia, Zaprzeczającego mu prawa do porwanej zdoby­
czy; jeźli jednak porywający potrafi przez trzy lub czte­
ry dni ukryć dziewczynę przed poszukiwaniami rodzi­
ców i krewnych, zachodzi przedawnienie na jego ko­
rzyść; staje się ona prawą jego małżonką, i obie strony
broń składają“ 1).
Łatwo pojąć jaka może być, już nie powiem moral­
ność lub szczęście, ale nawet trwałość podobnie zawar­
tych związków. Prawda, że prostemu ludowi nie dozwa­
lają wielożeństwa, ale każdemu Nowo-Zelandczykowi
wolno porzucić żonę jeźli mu się sprzykrzyła, i nowe
zawrzeć małżeństwo 2). Jak w Rzymie, pod prawem Juliniańskiem, tak i tu wolno jest porzuconej żonie wstę­
pować w nowTe z w i ą z k i . W tedy malują sobie twarzew szerokie czarne i czerwone pasy; czerwony kolor na
twrarzy kobiety oznacza że jest rozłączona z mężem,
i pragnie nowe zawrzeć węzły. Jakże tu ogromna musi
•wychodzić ilość tej ulubionej farby, bo wszystkie mał­
żeństwa są zwykle tak krótko trwałe! Porzucają się choć­
by za najlżej szem niezadowolnieniem jednej lub drugiej
strony; w ogóle w Europie daleko trudniej przychodzi
odprawić służącego lub służącą, niż tu porzucić mężalub żonę.
') Annales de la Prop/de la foi, n. 86, p. 24. 2) Ibidem-

f e O Z D Z I A Ł

XII.

205

„Co się tycze naczelników, liczba żon zależy od sto­
pnia ich godności: najwyższy ma najwięcej, jednak jedna
tylko uważana jest za żonę prawą. Zbytecznem zdaje się
powtarzać, że jak wszędzie tak i tutaj wielożeństwo po­
ciąga za sobą niezliczony szereg zbrodni i występków.
Oprócz ciągłych zwad, zazdrości, kłótni i niezgod jakie
rozsiewa w rodzinach, jest ono jeszcze nieustannem źró­
dłem dzieciobójstw i samobójstw, pokrywających żałobą
całe pokolenia“ *),
Chcecież jeszcze poznać zwyczaje innych wysp tegoż
archipelagu, i dowiedzieć się w jaki sposób mężczyzna
otrzymuje rękę tej, która powinnaby być szlachetną je­
go współtowarzyszką? A wy, kobiety, chcecież wiedzieć,
jak okropny gnębi was ucisk i poniżenie we wszystkich
klimatach i wśród wszystkich ludów, gdzie nie przy­
świeca jeszcze słońce sprawiedliwości? „W Australii męż­
czyźni chcący się żenić, porywają zazwyczaj dziewczęta
innego pokolenia. Chwytają je z nienacka, przewracając
silnem uderzeniem maczugi, i z tryumfem niosą do swe­
go pokolenia. Uważają kobiety za istoty daleko niższe
od siebie, i dla tego zazwyczaj obchodzą się z niemi
z dzikiem okrucieństwem. Napotkasz tu bardzo wiele ko­
biet mających głowy poszamerowane lićznemi bliznami,
i jeszcze długo po śmierci, ich czaszki przechowują znaki
i odbicia odebranych razów“ *2).
’) Annales de la Prop. de la foi, n, 86, pp. 22 et 23.
2) Ibid.n. 59, p. 470.

206

d z ie je ż t c ia r o d zinneg o .

Z okrucieństwem łączy się zniewaga. „W Sydnej,
prze dają je deportowanym zbrodniarzom, za kawałek
chleba“ 1).
W Oceanii związki małżeńskie równie były poniżone;
los córek Ewy równie ohydny i ciężki. „Przed ogłosze­
niem Ewangelii, krajowcy uważali małżeństwo jako kon­
trakt czasowy, mogący być rozwiązany na żądanie któ­
rejkolwiek strony. Zazwyczaj układano je w dzieciństwie,
ale pomimo to były nadzwyczaj krótkotrwałe. Niech tyl­
ko które z małżonków znudziło się lub miało inne wi­
doki, oddalało się bez żadnych formalności, i zawierało
drugie, trzecie, dziesiąte związki. Strona opuszczona nie
miała prawa się skarżyć, i zazwyczaj też nie cierpiała
nad tern. Bywały jednak wypadki, że miejsce tej nieczułości zajmowała straszna, dzika rozpacz. Wtedy jedyną
ucieczką było samobójstwo, bo i ta sroga plaga trapiła
te barbarzyńskie ludy. Zwyczajem było, że mężczyźni
chcący odebrać sobie życie, rzucali się z wierzchołka naj­
wyższych drzew kokosowych, kobiety zaś, z odłamów
skał sterczących na szczycie gór wyniosłych 2).
Dotąd zdawałoby się, że rozłączeni małżonkowie ró­
wnych praw używali, ale nie, i tu czekał kobietę ucisk
i poniżenie. Skutkiem tych licznych rozłączeń, coraz to
w nowe wchodziła rodziny, tak więc'los jej opłakańszym był jeszcze niż los niewolników. Ale i przed rozłą­
*) Gouroff, 132.
n. 56, p. 185.

2) Annales de la Prop. de la foi,

R O Z D Z

I A Ł III.

207

czeniem, równie smutne wiodła życie. Wszędzie tu ciężał
na kobiecie jakiś rodzaj klątwy; mężczyźni we wszystkiem
mieli pierwszeństwo, oni to zpożywali najwykwintniejsze
potrawy, kobietom nie wolno było nawet zostawać pod
jednym dachem, zasiadać przy jednym stole. Wiele miejsc
i dróg były im najsurowiej wzbronione, wolno im tylko
było chodzić nad brzegami morza i bliskie uprawiać zie­
mie; słowem nie znali innego prawa nad prawo przemo­
cy. Trzeba przypuścić, że jak niegdyś wśród staroży­
tnych pogańskich narodów, tak i na wyspach Gambier,
to wspomnienie, że kobieta była sprawcą pierworodnego,
grzechu, dało powód uciskowi i poniżeniu gnębiącemu
córki Ewy. Sam tylko Chrystyanizm zacierając pierworo­
dną zmazę, ukazał nową Ewę pokonywającąwęża i wska­
zał narodom aby przywrócił kobiecie należne jej miejsce,
jako dziecięciu Boga i siostrze Maryi i).
Ale powtarzamy raz jeszcze: od wieków najokropniej­
sze poniżenie jest wszędzie udziałem kobiety, jeźli chry­
styanizm nie wróci jej praw utraconych. Wszędzie ją gnę­
bi niewola i w ślad za nią idące poniżenie, czyli raczej
jej poniżenie wszędzie wyradza niewolę. Dziś jeszcze
spójrzmy na nią na wyspach Markizyjskich: istota nie­
czysta, nie wolno jej nawet dotykać rozlicznych przed­
miotów użytecznych i koniecznych w życiu. Tu najwy­
godniejsze drogi, najsoczystsze, najpożywniejsze owo­
ce, nawet ogień zapalony przez męża, są dla niej ta’) Annales de la Prop. de la foi, n. 68, p. 59.

208

d z ie je ży c ia ro d zin n eg o .

pus to jest niedostępne i święte: gdyby poważyła się
d o tk n ą ć
ich tylko, , ściągnęłaby dla siebie gniew ludzi
i bogów.
Jeden z missyonarzy opisując jakąś uroczystość ob­
chodzoną przez dzikich, dodaje: „Kobiety nie miały ża­
dnego udziału w tej uczcie i tylko zdała były jej świad­
kami, bo miejsce w którem się odbywała jest dla nich
tapus czyli święte. Z żalem poglądamy zawsze na te bie­
dne kobiety, siedzące w pewnej odległości od mężów,
i smutno spoglądające na biesiadę w której uczestniczyć
nie mogą.
„Wspomniałem już o przykrym losie kobiet, na jaki
je skazują miejscowe zabobony i przesądy, teraz opo­
wiem jeszcze jeden fakt który nam łzy wycisnął. Pewna
biedna kobieta mieszkająca w naszem sąsiedztwie, cier­
piała mocne rznięcie, a nikt nie pomyślał aby jej przy­
nieść jakąś ulgę. Postrzegłszy ją przypadkiem leżącą i wi­
jącą się z bólu niedaleko ognia, poszedłem co prędzej do
siebie przyrządzić jej filiżankę herbaty; poczem sam za­
niosłem ją biednej kobiecie , ale wziąwszy ją odemnie,
postawiła przy sobie mówiąc, że jest zagorąca. Wróciłem
niezadługo zapytać czyjej jest lepiej; ale postrzegłem że
filiżanka stoi nietknięta na tern samem miejscu. Zapyta­
łem dla czego nie piła, wtedy dopiero oboje z mężem od­
powiedzieli, że tego pić nie może, bo woda była grzana
przy ogniu tapu. Poprosiłem więc męża aby mi przy­
niósł ognia kobiet; i odgrzałem przy niem tęż samą her­
batę, wtedy wypiła chętnie i natychmiast doznała ulgi.

R O Z D Z I A Ł

III.

209

M e raz mieliśmy jeszcze sposobność przekonać się, że
nasi wyspiarze woleli aby żony ich umierały, niż dla ura­
towania ich zgwałcić prawo tapu 1).
Despotyzm mężowski, który w starożytności przeży­
wał sam siebie aby jeszcze i wdowy gnębić i uciemię­
żać, panuje do dziś dnia w tym nowym świecie; tak więc
straszne jarzmo ucisku i poniżenia, gnębi córkę Ewy w jakiejbąć epoce jej życia. Podobnie jak w Afryce i w Indjach i na archipelagu Yiti, żony muszą, ginąć na grobie
mężów. „Po śmierci wodza, duszą żony jego aby mu to­
warzyszyły do grobu-* 2). Gdzieindziej znów same wy­
dzierają sobie życie, zabijając się przy trumnie męża.
W tedy tylko wolno im pozostać przy życiu, jeźli mają
drobne dziatki, wymagające ich starań i opieki 3). Za­
zwyczaj kobiety także, wybierają zawsze na ofiary po­
święcane bałwanom, i z ich ciał przyrządzają potrawy
na biesiady towarzyszące zawsze tym strasznym uro­
czystościom. „Z powodu tego obrzydłego zwyczaju, pi­
sze jeden m issyonarz, znowu niedawno krew popłynę­
ła w sąsiedniej zatoce. Dwie nieszczęśliwe kobiety zo­
stały zamordowane i pożarte przez kapłanów i naczel­
ników tej hordy. Domyślacie się że nie szczędziliśmy im
wyrzutów i napomnień; wszedłszy w ich zgromadzenie,
stanęliśmy w samym środku świątyni i powiedzieli­
*) Annales de la Prop. de la foi, n. 73, p. 574.
p. 192. 3) Id. n. 86, p. 28.

2) Id. 82,

210

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

śmy im śmiało, jaki w stręt w nas obudzają, jak stra­
sznej dopuścili się zbrodni. Obecni ich kapłani nie śmieli
nam odpowiadać, a niektórzy nawet przyznali, że mamy
słuszność. Bałwochwalcy ci podziwiają szczególniej do­
broć naszego Boga, kochającego zarówno wszystkich lu­
dzi z jakiegobąć pochodzą kraju lub narodu, i nakazu­
jącego im kochać się wzajemnie v).
’) Annales de la Prop. de la foi, n. 73, p. 576.

ROZDZIAŁ CZWARTY.
Dalszy ciąg poprzedzającego.—Los dziecięcia. — Uczucia i stosunki
rodzinne.

Poznaliśmy już jakie są. podstawy społeczności w A u­
stralii i Oceanii, wzajemne stosunki małżonków i upo­
dlenie kobiety, z tego łatwo wyobrazić sobie los dzie­
cięcia.
Nie dostrzeże tu nawet śladu jakiegoś ukształcenia
moralnego; tu od samej kolebki biedne dziecię podlega
zgubnym wpływom krwiożerczej religii i rozwiązłych
obyczajów, i dla tego umysł i serce tego anioła ziemskie­
go, zaledwie zaczynają się budzić do życia, już są ska­
żone. Co do dziewcząt, zepsucie to nadzwyczaj szybkim
postępuje krokiem, bo rodzice nie rozciągają nad niómi
żadnego dozoru ani opieki.
Co do fizycznego życia, i tutaj, jak we wszystkich
nieehrześciańskich jeszcze krajach, nieszczęśliwe dziecię
podlega sm utnem u, opłakanemu losowi słabej istoty.
U 0 ’Tajtów, jednego z najłagodniejszych ludów, istniało
tajemnicze stowarzyszenie, zwane A rreoys, u którego
wspólność żon i zabijanie dzieci w chwili ich urodzenia,
stanowiły podstawę jedności i połączenia. Te dzieciobój-

212

d z ie je ż y c ia ro dzinnego .

stwa nie wywoływały ani zdziwienia, ani oburzenia, a ma­
tki opowiadały jak najobojętniej ile już pozabijały dzieci.
Wszyscy członkowie rodziny, należeli do tego strasznego
stowarzyszenia J)
W Nowej Zelandyi, liczba dzieciobójstw przechodzi
wszelkie wyobrażenie. Bynajmniej nie mają, tego za złe,
żeby matka zabijała własne dziatki. Wiele bardzo jest
takich, co kilkakrotnie dopuszczały się tej zbrodni; je ­
dne zabijają je w własnym żywocie, gniotąc swe ciało
wielkimi kamieniami; inne znów duszą je zaraz po uro­
dzeniu, lub żywcem zakopują w piasek. Niedawno temu*
w przeciągu jednego tygodnia, zagrzebano w ten sposób
troje nowonarodzonych dzieci. W kilka godzin po speł­
nionej zbrodni, psy wykopały jedno z nich i przynio­
sły matce, ona z najzimniejszą krwią powtórnie zakopa­
ła swą ofiarę, ale wkrótce, jak gdyby.chcąc ją ukarać za
takie okrucieństwo, psy wróciły znowu, składając u jej
nóg głowę i rękę nieszczęśliwej ofiary. Obecnie nędzni­
ca ta karmi małe prosię. Mniemacie może, że wielkich,
nadzwyczajnych trzeba powodów, aby przywieść matkę
do popełnienia podobnej zbrodni?... o nie.... dość, żeby
ojciec dziecięcia sprzykszył się jej lub opuścił. Jeźli zaś
zdarzy się, że matka nie ma dość siły, nie umie stłumić
w sobie głosu natury, wtedy stare jej sąsiadki składają
naradę; większość głosów stanowi o życiu lub śmierci
dziecięcia, a gdy wyrok taki zapadnie, wykonywają
J) Gouroff, p. 129.

ROZDZIAŁ

IV.

213

go niezwłocznie, nie zważając czy matka zgadza się lub
nie J).
Gdyśmy wyrzucali krajowcom ich okrucieństwa, od­
powiadali nam zim no, że taki zwyczaj w ich kraju 2),
Cóż mogło ustalić tak straszny zwyczaj i zagłuszyć naj­
świętsze uczucia natury? zabobony i przesądy od wie­
ków w pośród nich panujące. Odwieczny wróg rodu
ludzkiego, objawił się tym nieszczęsnym dzikim ludom,
każąc się wielbić jako złą i zgubną istotę; oń to pobu­
dza ich do tych zbrodni i okrucieństw. „Mamże opisy­
wać wam, mówi dalej missyonarz, religię naszych wy­
spiarzy? nie myślcie, że bogowie ich przedstawiają wiel­
kość lub dobroć; w ich oczach wielkie barbarzyństwo,
je st niezbędnym warunkiem, pierwszym, przymiotem,
boskiej natury. Ma wnętrzności bogów, mówiono nieda­
wno o pewnej matce, która nie mogąc dodusić dziecię­
cia, zagniotła go nogami“ 3).
Wszystkie prawie zabobonne obrządki, które sprawą
szatana stanowią religię tych oddalonych Wyspiarzy, za­
grażają życiu na świat przychodzącego dziecięcia. W pięć
lub ośm dni po urodzeniu dzięcięeia, niosą je do stare­
go, opłacanego przez nich taura; teń nurza dziecię w wo­
dzie, nadaje mu im ię, szepcze jakieś wyrazy, których
obecni nie rozumieją, ale które według nich mają być
zwrócone do pewnego geniusza, czuwającego nad prze­
znaczeniem ludzi i ptaków. Niektórzy znów mniemają,
') Annales, etc. n. 86, p. 43. —-) Id. —*) Ibid. p. 30.

214

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

że to ma być jakieś zaklęcie czy czary, mające oswoić
młodego Oceańczyka, ze zbrodniami wszelkiego rodzaju.
Po ukończeniu tego wtajemniczenia, taura, czyli kapłan
sam odnosi dziecię do chatki rodziców. Jeźli nadane mu
imię nikogo nie obraża, wszyscy radują się i bawią we­
soło; jeźli zaś zdarzy się, że dostał imię jakiegoś wiel­
kiego wodza, wtedy wielkiej dopuścił się zbrodni, i za
karę będzie natychmiast zabity i zjedzony; chyba, że ro ­
dzice okupią jego życie hojnemi podarunki.
W ogólności dzieci są jak najgorzej utrzymywane,
często się nawet zdarza, że matki nie chcą ich karmić,
powodowane jakąś zabobonną obawą; a ponieważ po­
ganki nie pojmują nawet co to jest miłosierdzie, zatem
jeźli matki nie chcą, lub nie mogą zajmować się swymi
dziećmi, nikt pewnie nie pomyśli o tern , aby je żywić
lub wychowywać *).
Ale nie tu kres twoich cierpień, biedne, nieszczęśli­
we dziecię! Ile tylko razy zapragną tu krwi i męczarni,
ty zawsze musisz się stać ofiarą ich barbarzyństwa.
W Oceanii zachodniej, jeźli zachoruje któryś z na­
czelników lubionych od ludu, niosą go do świątyni boż­
ka, któremu przypisują tę chorobę, i aby uśmierzyć
gniew jego, staczają walki dopókąd krew nie popłynie,
a często nawet odcinają małe palce pewnej liczbie dzieci,
i składają je na ofiarę dla niemiłosiernego bóstwa *2).
') Annales de la Prop. de la foi, n. 86, p. 7.
2) Id. n. 74, p. 19.

R O Z D Z I A Ł

IV.

215

Dodajmy jeszcze, że i tu tak jak w całej Nowej-Zeland y i, najstarsi naczelnicy mają, prawo życia i śmierci,
nad swemi dziećmi, niewolnikami a nawet niższymi
zwierzchnikami swej hordy 1).
Niechaj następujące słowa jednego z najgorliwszych
naszych missyonarzy, zakończą smutny obraz losu dzie­
cięcia, na tych wielkich wyspach: „Dziś kiedy religia zu­
pełnie zmieniła postać tych wysp , nie podobna prawie
uwierzyć, że nie dawno jeszcze ich mieszkańcy z tak
niewypowiedzianą rozkoszą przelewali krew swych współ­
braci. Nie tylko pożerali cudzoziemców, których burza
rozbijająca okręt wyrzucała na ich brzegi, ale nawet wła­
snych ziomków a często i najlepszych przyjaciół. Biada
najwaleczniejszemu nawet wojownikowi, jeźli skutkiem
zawistnego losu wpadnie w ręce nieprzyjaciół; biada
nieszczęśliwym ofiarom, poległym wśród Avalki, bo nie­
bawem plac bitwy stanie się widownią biesiady, około
której zasiędzie zwycięzkie pokolenie, aby się nasycać
ciałami poległych i jeńców. Ale często i w czasie pokoju
wyprawiano te obmierzłe uczty. W tedy chcąc pochwy­
cić kogoś, łączono zdradę z okrócieństwem; i milczkiem
stawiano sobie wzajemne zasadzki. Sąsiad zaczajał się
n ie ra z na sąsiada, przyjaciel na przyjaciela; jeźli mógł
wyprowadzić go w jakieś oddalone, odosobnione miej­
sce, lub napaść z nienacka na bezbronnego, z uśmiechem
zadowolenia na ustach zatapiał mu w sercu sztylet z per­
*) Annales de la Prop. de la foi, n. 74, p. 36.

216

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

łowej macicy, a za nadejściem nocy, nasycał się nim do
woli w jakiemś samotneiń ustroniu. Jednak ludożercy
ci najlepiej lubili pożerać ciała dzieci, znajdując że są
najsmaczniejsze. Ileż to razy nasi młodzi cbrześcianie
powtarzali nam z uczuciem najżywszej wdzięczności:
0! jakże byliśmy nieszczęśliwi za nim wy przyśliście nas
uczyć i oświecać! drżeliśmy, co chwila: straszną przejęci
obawą, że starsi zamordują nas i zjedzą; dziś niczego się
już nie lękamy, bo nieustannie otoczeni jesteśmy przy­
wiązaniem i pieczołowitością“ 1).
Daremnie także szukałby tu ktoś oznak słodkich
i świętych uczuć miłości synowskiej. Mógłyż one istniść
w tych rodzinach, jeźli krótkotrwałe związki tych dzi­
kich ludów zasługują na tę nazwę, gdzie, jak widzieli­
śmy wyżej, obowiązki rodzicielskie do tego stopnia były
zapoznane? Dreszcz przejmuje, czytając opisy postępo­
wania dzieci z ich chorymi lub niedołężnymi rodzi­
cami.
Jeden z missyónarzy tak mówi W tym przedmiocie:
„Jeźli ojciec lub matka rodziny, albo też ktokolwiekbądź
z krajowców, zostanie dotknięty jakąś wewnętrzną cho­
robą, z rozpaczą rzuca się na ziemię i zasięga rady swego
kapłana maori, aby się dowiedzieć, czy może mieć na­
dzieję wyzdrowienia. Maori zasiada naprzeciw jakiejś
maszyny, składającej się z małych kawałeczków drzewa,
') Annales, etc. n. 84, p. 339.

R O Z D Z I A Ł

217

IV.

i pilnie śledzi poruszenia, jakie jej wiatr nadaje. Jeźli
wyrocznia ta wyda niepomyślny skutek, maori oznajmia,
że chory umrzeć musi. W tedy odmawiają mu wszelkie­
go pożywienia; i nawet własna rodzina, porzuca go bez
litości. Rzucają go na łup bóstw a, które ivedług ich
mniemania szarpie jego ciało i wnętrzności, l a k więc
zabobonna wyroeznia owego maori, zawsze spełnić
się musi; bo chory umiera niezawodnie, jeźli nie z cho­
roby to z głodu 1).
W Nowej-Zelandyi napotykamy też same zwyczaje.
Jakkolwiek obyczaje tego ludu są już dziś daleko łago­
dniejsze, nie zdołał jednak jeszcze otrząsnąć się ze
swych zadawnionych zabobonów i przesądów. I tak, jeźli
zdaje im się, że chory nie może wyjść z dręczącej go
choroby, zdarza się niekiedy, że właśni krewni odmawia­
ją mu wszelkiego pożywienia.
Przyrządzają mu jakie takie posłanie i odchodzą
pod pozorem, że ich bóg go zjada. Jest to zwykły spo­
sób mówienia Oceańczyków, co chwila pow tarzają: Ten
a ten umarł na wojnie, ten zaś został zjedzony przez boga,
to jest um arł z powodu choroby 2).
W edług różnych dokumentów, jakoteż ustnych ze­
znań krajowców, ludność wysp Fatuna i Arafi, wynosiła
nie dawno przeszło cztery tysiące, dziś zaledwie dochodzi
’) Annales, etc. n. 86, p. 200.
2) Id. p . 210.
Gaume, Tom II.

15

218

d z ie je ży c ia ro d zin n eg o .

do ośmiuset mieszkańców; powodem tego niesłychanego
zmniejszenia, była powiększej części żarłoczność pozo­
stałych.
Najwięcej dwadzieścia lat temu, tak wściekły szał po­
żerania ciał ludzkich opanował tych dzikich, że ofiary
wojny nie mogły go zaspokoić; zaczęto więc polować
na nie w własnem pokoleniu: zabijali bez żadnej różni­
cy, starców, kobiety, mężczyzn, dzieci, przyjaciół czy
nieprzyjaciół. Niektórzy nawet zarzynali członków swej
własnej rodziny: jeden z wielkich panów kazał ugoto­
wać własną, matkę i nasycał się nią w gronie swych przy­
jaciół : matki piekły i pożerały własne dzieci!.... Ileż to
razy musiałem dotykać rąk nędzników, co pomordowali
własnych rodziców, a następnie pożarli ich ciała, w to ­
warzystwie swych godnych przyjaciół! Jeźli któryś mi
co podaw ał, zawsze zdawało mi się, że dotąd jeszcze
palce jego zbroczone są krwią własnej matki!
Sam tylko król miał ten przywilej, że na jego stole
podawano całe ciała, na innych krajano je na części. Raz
naliczono aż czternaście takich ofiar podczas jednej uczty,
a xiążę powtarzał głośno: „Śmiało, śmiało, wyrywajcie
chwasty!“ Często w pośród ciał pieczonych podawano
na stół ludzi żywych, powiązawszy im wprzód ręce
i nogi; rozciągano ich w wielkich korytach, aby nie
uronić krwi płynącej, następnie odrzynano ręce, nogi,
a w końcu głowę. Jeden z opowiadających nam te stra­
szne zbrodnie, dodał bez najmniejszego wzruszenia, że

ROZDZIAŁ

219

IV.

sam bardzo m ało, bo tylko sześciu zabił. Pokazywano
m i niedawno pewnego starca, który sam tylko zdołał
uniknąć tego strasznego losu, z wioski liczącej przeszło
trzystu mieszkańców“ 1).*)
*) Annales, etc., n. 86, pp. 39, 41, 42.

15*

ROZDZIAŁ PIĄTY.
Odrodzenie rodziny w Australii i Oceanii.

Takiemi byli niedawnemi czasy mieszkańcy archipe­
lagów Australii i Oceanii. Potrzebujemyż jeszcze dodać,
że zbydlęcenie doszło tam do najwyższego stopnia, że
nie mieli żadnego wyobrażenia o życiu rodzinnem; sło­
wem, że człowiek rządząc się tylko własnym instynktem,
stał na równi z dzildemi zwierzętami, rzadko wznosił sie
nad nie, a często stawał dzikszym i okrutniejszjun od nich.
Jeżeli dziś wróciemy w te same strony, jakże odmien­
nie przedstawi się oczom naszym ta ziemia oświecona
światłem wiary, skropiona krwią, naszych apostołów!
Zburzono świątynie bogów; spalono podłe i okrutne bo­
żyszcza; a najwznioślejsze i najczystsze cnoty chrystyanizmu, stłumiły ludożerstwo, rozwiązłość, kradzieże, samolubstwo, wszelkie zbrodnie i występki, straszne i nie­
odstępne towarzyszki bałwochwalstwa. Znikła gnuśność,
nędza, straszne choroby, miejsce ich zajęła praca, dobry
b y t i zdrowie; a te usta, z których niedawno wychodziły
dzikie okrzyki zwiastujące śmierć i zniszczenie, głoszą

E O Z I) Z I A Ł

V.

221

dziś chwałę Stwórcy' w melodyjnych pieniach; sło­
wem, ci ludzie dzicy w naj ściślej szem znaczeniu tego
słow a, doszli za pomocą, kilku biednych missyonarzy,
i w tak krótkim czasie, do prawdziwej doskonałości socyalnój.; z gorliwością i prostotą godną pierwszych wie­
ków chrześciaństwa, strzegą świętego prawa narodów, ro­
dziny i miłości bliźniego, zdawałoby się, że wszystkich
jedna ożywia dusza; a ich pobożność, łagodność, bezinte­
resowność i czystość obyczajów, może być przykładem
dla ludów Europy, może zawstydzić nas wszystkich.
Świetny ten, cudowny prawie obraz nie jest przecie
przesadzonym. Posłuchajmy opowiadania czcigodnych
ludzi, których jest dziełem i którzy ciągle cieszą się jego
widokiem.
„Z jakąż rozkoszą, pisze pierwszy nasz missyonarz
na wyspach Gambijskich, patrzymy na tych biednych
ludzi, dawniej dzikich, ludożerców i bałwochwalców, zgro­
madzonych w świątyni prawdziwego Boga; gdy widziemy
z jaką pokorą pochylają głowę przed godłem zbawienia,
żegnają się maczając palce w wodzie święconej, modlą
się klęcząc, i z tak szczerem nabożeństwem słuchają mszy
świętej.... Jakaż to radość dla nas, że neofici tak chętnie
słuchają wykładu prawd świętych i powtarzają go pra­
wie dosłownie. Bano i wieczór słyszemy ich modlących
się w rodzinnem kółku. Przez dzień cały, brzmią wszę­
dzie pobożne pienia, które zastąpiły dawne śpiewy. P o ­
wtarzają modlitwy, aby nauczyć tych co ich dobrze nie
umieją, i wzajemnie udzielają sobie nabytych od nas wia-

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

222

domości. Nie -wezmę, do ust żadnego pokarmu ani na­
poju, nie przeżegnawszy się pierwej.
„Przed nawróceniem lud ten żył w ciągłej niezgodzie,
najbłachszy przedmiot stawał się powodem kłótni. W i­
działem kobietę przywiedzioną, do szalonego wybuchu
gniewu, tem, że jeden z sąsiadów zerwał szyszkę z sosny
rosnącej na jej gruncie. Dziś bezinteresowność i miłosier­
dzie zastąpiły chciwość i samolubstwo.
„Piątego lipca, pisze dalej missyonarz, usłyszeliśmy
wyspiarzy żywo rozprawiających w pobliżu naszego mie­
szkania: zgromadzili się na radę. Nie znaliśmy powodu
zebrania, w tem u drzwi naszych stanęła deputacya: „Tawara, wołali za drzwiami, chodź, lud czeka cię na swych
kamieniach.“ Pośpieszyłem, sądząc, że idzie o załatwie­
nie jakiego sporu. Skoro tylko naczelnik ujrzał mnie,
zawołał; „Patrz grunt ten jest dla ciebie, to dla missyonarzy, oprócz tego ludzie moi dostarczać wam będą po­
żywienia. A teraz chodź podzielić grunta pomiędzy lud
m ó j; każdy chce oznaczyć granicę stosownie do swej
woli, ztąd ciągłe sprzeczki: ty więc je naznacz, a ja roz­
każę , aby zastosowano się do twej woli.“ To mówiąc po­
szedł naprzód, ja postępowałem za nim z nożem w ręku,
aby narzynając korę drzew zakreślić granicę każdej po­
siadłości. Nikt nie szemrał odbierając część naznaczoną
sobie i spokojność została przywróconą 1).“
') Listy Ojca Laval. A n n a ] , de la Prop. de la foi, n. 5 6 ,
p . 168— 173.

R O Z D Z I A Ł

V.

223

Później, słowa Ojca Liansu, potwierdziły ten opis ży­
cia nowych chrześcian. „Cieszmy się, mówi, wiara utwo­
rzyła tu ludzi.“ W istocie, podwójnego trzeba było cudu;
chcąc, aby z tych kamieni powstali chrześcianie, trzeba
było pierwej utworzyć z nich ludzi. „Jakaż cudowna
zmiana.! Dawniej wyspiarze ci, okrutniejsi poniekąd od
dzikich zwierząt, ciągłe między sobą toczyli walki....
Dziś, ludzcy, łagodni, litościwi, miłosierni, słuchają tylko
głosu religii: ona to kieruje wszystkiemu ich zamiarami
i czynami; życie ich podobne jest życiu najgorliwszych
zgromadzeń religijnych w Europie: w słowach moich nie
ma najmniejszej przesady *).“
Nie mniej ważnem w tern względzie jest świadectwo
znakomitego podróżnika. Gdy nieszczęśliwy DumontDuryille zwiedzał ten archipelag, oficerowie umyślnie
rzucali przedmioty najbardziej podniecające chciwość -wy­
spiarzy; odniesiono im wszystko. Missyonarze mówili: To
dobrze, a to źle, słowa te niweczyły błędy, tworzyły cnoty,
a słowa boże rozbudzały sumienie. "Widząc tych na wpół
nagich chrześcian, wsiadających na swe łodzie pirogami
zwane i groźnie wstrząsających włóczniami zakończonemi
ością rybią, trudnoby się domyślić, że są tak łagodni
i posłuszni swym pasterzom *2).“
Jeden z missyonarzy naszych skreślił nam rozczula­
jący obraz ich błogiej niewinności? „Raz w niedzielę,
*) Annales de la Prop. de la foi, 68, p. 59.
2) Expédition de 1’Astrolabe.

224

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

dzicy nasi chcąc przepędzić cały dzień z nami, przybyli
do nas od samego rana, niosąc żywność na cały dzień,
a w czasie obiadu dzielili się nią z szczerą serdecznością.
Z prawdziwą rozkoszą przyglądaliśmy się tym nowym
agapom; lecz co najwięcej zadziwiać powinno, że nigdy
nie zalecaliśmy im nic podobnego; myśl tę zrodziła w nich
nauka o obcowraniu świętych. Dziś biesiady takie zamie­
niły się w zwyczaj : nazywają je oni uczestnictwem. Ła­
two pojmiecie jak błogą radością przejmuje nas widok
tych uczt niew innych, nacechowanych prostotą pier­
wszych wieków K ościoła*).“
Lecz znając nawet te cuda łaski, nie zdołamy jeszcze
dostatecznie ocenić dobrodziejstw, jakie chrystyanizm
zlał na tę ziemię. Boska ta religija, podobna do wszech­
władnej królowej, ukazuje się wszędzie licznym otoczona
orszakiem, w ślad za nią postępuje cywilizacya materyalna, pomyślność, dobry byt i zdrowie; a dziś równie jak
dawniej, Ewangelja, której jedynym celem zdaje się być
zapewnienie ludziom szczęścia wiecznego, jest także naj­
lepszym środkiem uszczęśliwienia ich na ziemi.
Światło wiary, mówi jeden z tamtejszych missyonarzy, przemogło grubą ciemnotę przesądów, i z większą
niż spodziewadziliśmy się łatwością, wprowadziło lud ten
na drogę prawdziwej oświaty, będącej dziełem chrystyanizmu.
„Zmienili zupełnie sposób życia, przez co skuteczniej
A) Annales de la Prop. de la.foi, n. 56, p. 176.

R O Z D Z I A Ł

V.

225

możemy wpływać na wykorzenienie wielu nadużyć i nie­
rządów7'. Przed nawróceniem wrstawali zazwyczaj o trze­
ciej godzinie z rana, jedli śniadanie i spacerowali do jedena­
stej, po czem znowu szli spać i dopiero o czwartej budzili
.się aby zjeść obiad. Jeżeli księżyc wschodził zaraz po
zachodzie słońca, biegali aż do północy, rozmawiając
z osobami napotykanemi na drodze; jeżeli zaś przeciwnie,
spali znów po obiedzie aż do wschodu księżyca: było to
życie zupełnie zwierzęce.
Dziś łatwo w nich poznać chrześcian: wstają ze świ­
tem , modlą się a potem pożywają swe poipoi (jest to
tioho rozgotowane na papkę). Następnie słuchają mszy
świętej i nauki, później zaś zajmują się pracą.... Zona
z pomocą dzieci wyrabia tappe; mąż pracuje w plantacyąch lub około tioho; albo też razem koszą trawę ro­
snącą koło drzew chlebowych *).“
Ileż to trudów musieli ponieść inissyonarze, za nim
praca ich uwieńczona została tak szczęśliwym skutkiem!
Radą ani namową nie można b jio obudzić w dzikich za­
miłowania pracy, widząc to apostołowie ich, przedsię­
wzięli uczyć ich swym przykładem. „Z początku, mówi
jeden z tych czcigodnych ludzi, patrząc na pracę naszą
stali z założonemi rękami; podobnie jak trzy wieki temu
czynili dzicy w Paraguay. Dziwili się tylko że nawet
zmęczeni nie ustajemy w pracy. Po niejakim dopiero
czasie zaczęli sami zabierać się do roboty... Co do upra­
l) Annales de la Prop. de la foi, n. 56, p. 192.

226

DZIEJE ŻYCIA. RODZINNEGO.

wy roślin zagranicznych, pozostawiają, nam zupełną wol­
ność robienia wszelkich doświadczeń: przedewszystkiem
chcą widzieć skutki, dla tego to missyonarz powinien za­
wsze dać przykład z siebie. Jego Excelencya nie dozwala
nam wyprzedzić się w niczem. „Powinniśmy pamiętać
o tern, mówi do nas często, że tak samo jak Jezuici w Paraguay, missyonarze tylko cnotą i pracą, mogą zachęcić
do pracy i cnoty.“
Trzeba żyć między dzikiemi, aby ocenić mądrość
słów jego. To też powodowani słodką nadzieją, że przyłożemy się do dobra tego biednego ludu, czyniemy pró­
by, których bez nas nie przedsięwziąłby nigdy: na grun­
cie otaczającym naszą chatę, sadziemy len, kartofle, ka­
pustę, fasolę, cebulę, rzepę, rzodkiew i t. p. 1).
„Widziemy z radością, że dzięki Twórcy wszelkiego
dobra chrześcianie nasi coraz lepiej pojmują korzyść pra­
cy. Mężczyźni uprawiają rolę i budują wygodne i trwałe
domy, na wzór teg o , który wystawiliśmy dla siebie,
w pobliżu nowego Kościoła. Na samej tylko wyspie Akamaru stanęło ich już dwadzieścia jeden. Kobiety skoń­
czywszy zatrudnienia gospodarskie robią pończochy, nie­
które z nich przędą bawrełnę. Te ostatnie pracują w ośmiu
warsztatach, z których każdy zajmuje trzydzieści robo­
tnic; nie dawno w przeciągu sześciu tygodni wyprzędzono w nich ośmkroć pięćdziesiąt tysięcy funtów bawełny.
Żadnej jednak pracy nie oddają się z taką'gorliw o­
ścią, jak zbudowaniu Kościoła na najznaczniejszej wyspie
') Annales de la Prop. de la foi, n. 66, p. 193.

KOZ D Z I A Ł

V.

227

zwanej Mangarewa. Skreślony tu w krótkości obraz tru ­
dów, jakie ponoszą, dla wzniesienia tej świątyni, prze­
kona cię najlepiej, czcigodny Ojcze, o żarliwości tego do­
brego ludu.
„Ponieważ wyspa ta nie dostarcza kamieni, znaczna
część ojców rodziny już od dawna zajmuje się zwożeniem
ich z małych skalistych wysepek, odległych o pięć mil
morskich; przewożą je na ogromnych tratwach. Nie do­
syć na tern; tak płynąc tam jak i wracając muszą cierpli­
wie oczekiwać dopóki wiatr wiejący z tyłu nie ułatwi im
przeprawy. Złożone na brzegu kamienie staczają własnemi rękami aż do miejsca gdzie je obrabiają robotnicy.
Dziesięciu krajowców, pod kierunkiem brata Fabiana,
łupią odłamy granitu, inni zaś wznoszą mury. Młodzież
podzieliwszy się ro b o tą, zmienia się co tydzień. Jedni
z nich łowią korale z których wyrabiają wapno; drudzy
znoszą piasek znajdujący się o pół mili od miejsca w któ­
rym buduje się Kościół i t. p. Kobiety nawet porzucają
niekiedy zwykłe swe zatrudnienia, i zbierają w gó­
rach gałęzie do ogrzania pieca wapiennego. Oprócz tego
wraz z dziećmi, wyrabiają sznury z włókien drzewa kokosowego, które mają być użyte do sklepień i pokrycia
dachu. Brat Fabian kieruje temi robotami.
„Przeszłego roku, król odwołał się do wspaniałomy­
ślności swego ludu. Trzeba było drzewa na roboty cie­
sielskie i stolarskie; a na wyspach tych znajduje się tylko
drzewo chlebowe, roślina nader tam ceniona, bo powię­
ksz ej części mieszkańcy winni jej swe wyżywienie. Je-

228

DZIEJE ŻYCIA GODZINNEGO.

dnak każdy Avięcej chciał dawać niż od niego żądano.
Jeżeli mówiliśmy do którego z nich: „Twa posiadłość
zbyt mała na dar tak szczodry;“ lub: Szkoda ściąć tak
pięknego drzewa, nie przyjmiemy tej ofiary. — Cóż to
znaczy, odpowiadali, wszak to na chwałę Twórcy wszel­
kiego dobra, pozwólcie je ściąć. Wszakże On nam go
dał, wszakże z Jego łaski inne mieć będziemy? „Nie zdo­
łasz nawet wyobrazić sobie zapału z jakim oddają się
dokonaniu swego dzieła, wszelkie trudności są dla nich
niczem, i pewien jestem, że nie masz ofiary, którejby nie
ponieśli dla dojścia do tak upragnionego celu. Nie dawno
jeden z pierwszych naczelników mówił do mnie; „z ca­
łego serca, ze wszystkich sił mej duszy, pragnę widzieć
ten Kościół ukończony! I nie są to czcze słowa: król i na­
czelnicy, żywią swym kosztem wszystkich robotników;
rybacy zobowiązali się także dostarczać robotnikom do­
stateczną ilość ryb, dopóki tylko ciż zajęci będą pracą
około clomu Bożego. Z resztą budowa postępuje te­
raz szybko; m ury już wyprowadzone do połowy okien,
wszystkie materyały są na miejscu, kamienie połupane,
a pomimo braku wielu potrzebnych narzędzi, robota cie­
sielska dość prędko idzie. Chociaż chrześcianie nasi tak
gorliwie pracowali nad wzniesieniem domu bożego, wszy­
stkie ich grunta są uprawione, prócz tego wykarczowali
stepy nie tknięte jeszcze ręką ludzką r).“
W opisie tym, nie tylko widziemy cudowną przemianę
*) Annales de la Prop. de la foi, n. 82, p. 216.

R O Z D Z I A Ł

V.

229

dzikiego. i gnuśnego ludu w pracowitych robotników; lecz
także dowód że geniusz katolicyzmu jest zawsze jeden,
zawsze równie silny w każdym czasie i miejscu. Czyż nie
możnaby sądzić, że żyjemy w średnim wieku? Chrześcianie Oceanii przypominają nam te miasta, te cechy
rzemieślnicze, te ludy starej Europy, którym winniśmy
wspaniałe nasze świątynie, będące wieczną chwałą religii; co dó nich myśl podała i miłości która je wzniosła.
Ale lud ten nie tylko pod względem materyalnym,
lecz także moralnym i umysłowym, zupełnej uległ prze­
mianie. Ta, stokroć pożądańszą jest od pierwszej; bo cno­
ty więcej dają siły i życia narodom, niż praca, urodzaje
i bogactwa. W bałwochwalczej tej ziemi nie znaną była
cnota. To też występki właściwe dzikim, gnuśność, ze­
psucie obyczajów, a nadewszystko zetknięcie się z pe­
wnymi cudzoziemcami *), tak szkodliwie wpłynęły na
zdrowie tego ludu, że większa część dzieci umierała za­
raz po urodzeniu; ludność trapiona strasznemi choroba­
mi,'zmniejszała się co raz bardziej, tak dalece żemissionarze przybyli do Mangarewa, sądzili że wszyscy mie­
szkańcy powyinierają w przeciągu roku. Zabłysło wre') „Choroby wprowadzone przez cudzoziemców rozsze­
rzyły się między mieszkańcami. Zauważyli to sami, i wiedzą,
dobrze że objawiły się właśnie w ten czas między niemi, kiedy
Hota i Mapę dwaj metodyści przybyli tam dla połowu perło­
wej macicy, wraz z czterema czółnami i czterdziestu nurkami
z wyspy Rapa, gdzie panowie ci rozrzucali biblie, ale nie za­
korzenili ani jednej cnoty.” Annal. n. 56; p. p. 193.

230

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

szcie ożywcze światło; poprawiono obyczaje, praca prze­
zwyciężyła gnuśność, zdrowie wyspiarzy polepszyło się
znacznie, skoro dzięki miłosierdziu swych apostołów,
przestali sypiać na gołej ziemi; dzieci odżyły otoczone
większem staraniem; a ludność zaczęła wzrastać powoli.
Po sześciu latach pracy, missyonarze ujrzeli z radością.,
że liczba urodzonych przewyższa liczbę zmarłych. Tym
to sposobem lud ten przekonał się, że prawo Boże, nie
tylko uszczęśliwia człowieka budząc w nim nadzieję
szczęścia wiecznego, ale jeszcze udoskonala w szystko,
opiekuje się ludźmi i uprzyjemnia ich pobyt na ziemi.
Szczegóły te przynoszące chwałę naszej religii, winni
jesteśmy czcigodnemu biskupowi Nilopolis, apostołowi
tych wysp szczęśliwych. Łatwo więc pojąć całą wartość
i szczerość słów które wyrzekł w Rzymie: „Zdaje mi się,
mówił z zapałem, że w całym świecie nie ma zakątka,
gdzieby życie płynęło tak błogo.“ Przytoczmy jeszcze
kilka innych faktów:
Pewne pokolenie naradzało się nad wydaniem wojny;
oburzenie: i gniew malowały się na twarzach wszystkich?
najwyższy wódz przemawiał do ludu, i słowami swemi,
starał się obudzić w nim pragnienie krwi i mordów.
W ten czas to jeden z znaczniejszych wojowników zbli­
żył się do missyonarza i rzekł mu cicho: „Missionarzu,
zli jesteśm y, przemów za pokojem.“ Missionarz zaczął
mówić w istocie, i zupełne nastąpiło pojednanie, cho­
ciaż w pokoleniu tym znajdowali się jeszcze poganie 1).
') Annales de la Prop. de la foi, n. 74, p. 37.

ROZDZI AŁ

V.

231

W czasie okrutnego prześladowania podnieconego
przez heretyków w roku 1831, młoda kobieta imieniem
Alodia, przywiązaniem swem do w iary, zrównała się
z pierwszemi chrześcianami. W ten czas właśnie kiedy
skazaną została do robót publicznych, karmiła swe no­
wonarodzone dziecię. Tak ona jak towarzyszki jej nie­
woli, cierpiały wiele z przyczyny głodu; przez trzy dni
nie można im było dostarczyć żywności. Chrześcianin
pracujący w warowni odwiedzał je czasem, lecz zawsze
prawie w przytomności straży; pewnego dnia zdołał im
wreszcie oddać potajemnie korzeń taro, kształtu i wiel­
kości buraka. Było to dla nich prawdziwą manną. Zo­
stawiono taro dla biednej Alodii, która karmiąc dziecię
więcej potrzebowała od innych. Później dostarczano na­
szym chrześciankom żywność, którą ukrywały starannie
i potajemnie jadły. W skutku złego obchodzenia, Alodia
zachorowała ciężko, pomimo to jednak musiała pójść
z innemi na miejsce gdzie kazano im pleść maty. Przy­
była tam wraz z dziecięciem wycieńczona głodem i osła­
biona. Jednak prześladowcy wyznaczyli jej równie jak
innym robotę; lecz towarzyszki widząc że nie ma sił i nie
może zająć się pracą, podzieliły ją między siebie. Gdy trze­
ba było przechodzić z miejsca na miejscę, przenosiły
Alodię na ręku. W kilka miesięcy potem, roboty były po­
kończone, odprowadzono chrześcianki do więzienia, a po­
nieważ Alodia nie mogła się już utrzymać na nogach,
niosły ją ciągle na ręku. Kilku naszych neofitów, dowie­
dziawszy się że wracają, wyszli na ich spotkanie, a wy-

232

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

reczająo je, nieśli Alodię aż do miejsca przeznaczenia. Po
powrocie do warowni zdrowie Alodii pogorszyło się zna­
cznie; widziano że umrze wkrótce. Przysłano po mnie
w nocy, udałem się zaraz do więzienia, wszyscy oddalili
się, skoro tylko wszedłem do izdebki chorej. Wysłucha­
łem ją spowiedzi, a przywoławszy chrześcian dałem jej
Ostatnie Namaszczenie. W kilka dni potem, Bóg powo­
łał do siebie Alodię; jedna z chrześcianek zajęła się jej
dziecięciem 1).
Ileż to dusz wielkich, czystych, skłonnych do najwię­
kszych poświęceń, pojawia się jakby cudem na tej błogo­
sławionej ziemi!
Nie dawno, pisze jeden z missionarzy, umarła tu mło­
da, piętnastoletnia dziewczyna, imieniem Marieta. Jest to
najpierwsza chrześcianka, którą utraciliśmy w tak mło­
dym wieku. Towarzyszki wspominają ciągle jej świętobliwość, a wrażenie jakie wywołała prawdziwie chrześciańska śmierć tej dziewicy, długo nie zatrze się w ich
pamięci. Marieta przystąpiła do świętej Komunii w dzień
Wszystkich Świętych, nazajutrz szła za processyą odby­
wającą się na cmentarzu. Zasłabła wieczorem. We dwa
dni potem przysłała po mnie, prosząc abym przyszedł
udzielić jej Ostatnie Namaszczenie; zdawało mi się je ­
dnak, że jeszcze za wczas dawać jej Wiatyk. Dnia nastę­
pnego chociaż choroba nie zdawała się pogorszać, znala­
złem Marietę w trudnym do opisania stanie, który zadzi*) Annales de la Prop. de lafoi, n. 60, p. 510.

K O Z D Z I A Ł

233

V.

wił mnie bardzo, dla tego też pozostałem przy niej dłu­
żej jak zazwyczaj. Zachęciwszy ja do cierpliwości i pod­
dania się woli Bożej, zapytałem czy nie obawia się śmier­
ci. „Nie, odpowiedziała, nie lękam jej się wcale.“ I w tej
chwili zaczęła modlić się w sposób tak rozczulający, że
słowa jej dotąd nie mogą wyjść z mej pamięci: „Jezu
Chryste, mówiła, zmiłuj się nademną, obdarz mnie Two­
ją łaską! Jezu Chryste, słodyczy moja, w Najświętszej
ofierze mszy świętej, przyjęłam Cię w Przenajświętszej
Komunii w dzień święty; ach! bądź mi miłościw, godnie
przystąpiłam do stołu Twego, nie jestem złą, nie bądź
mi surowym sędzią! Święta Maryo, strzeż mnie. Święty
aniele, módl się za moją duszę poruczoną twej pieczy!
Boże m ój, udaruj Twą łaską mego ojca, matkę, braci
i siostry; udziel ją także Twym kapłanom Maigret i Lawal, naszym ojcom duchownym.“ Spostrzegłem że je st
bardzo cierpiącą; zostawiłem ją staraniom towarzyszek,
nie sądząc aby już nadszedł czas udzielenia jej Wiatyku.
Wieczorem powróciłem do niej. Była spokojną i wesołą,
ani mogłem nawet pomyśleć, że będę świadkiem jej zgonu.
Z tak szczerą wesołością wypiła podaną sobie tyzannę,
że wywołała uśmiech na twarze otaczających ją osób,
i w tej chwili, oddała ducha tak lekko jakby tylko zasnęła.
Skutkiem tej niespodzianej śmierci nie mogłem udzielić
je j sakramentów. Nie zrobiło mi to jednak tyle przykrości
>co w każdym innym razie, bo znałem piękną jej duszę,
wiedziałem że niedawno przystępowała do Komunii,
i spowiadałem ją parę razy w czasie choroby. Pobożna.
Gaume. Tom I I .

16

234

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

jej matka mówiła płacząc: „Nie chcę żałować mej córki,
ona jest już w niebie.“ Towarzyszki jej podziwiały śmierć
tak budującą, i nie mogły znaleść dość słów na pochwa­
łę przyjaciółki; ze swej strony, dały one godne uwiel­
bienia dowody miłości chrześciańskiej. Zmieniały się cią­
gle, tak że zawsze kilka z nich siedziało przy jej łożu.
Gdym zwrócił na to uwagę chorej i dodałem: Któż im
odpłaci za ich starania około ciebie? Bóg miłosierny, od­
powiedziała mi Marieta. Cała ludność, z pochodniami
w ręku, odprowadziła ją na miejsce wiecznego spoczyn­
ku, a każdy pewny jest że poszła do nieba 1).
Jeden z missyonarzy polecił piętnastu młodym, po­
bożnym i pracowitym dziewczętom, wykarczować kawał
gruntu zarosły chrustem. Prosiły aby im pozwolono
zbudować sobie chatkę do której mogłyby się schronić
w razie deszczu, zezwolono chętnie, sądząc jednak że za­
miaru swego nie zdołają doprowadzić do skutku; prze­
ciwnie się stało, i dziewczęta te tak dalece upodobały so­
bie życie wspólne, że wkrótce wystawiły drugą chatkę
w pobliżu kościoła, mieszkają w niej ciągle, i postanowi­
ły nie rozłączać się z sobą. Teraz jest ich już dwadzie­
ścia cztery, i byłoby znacznie więcej, gdybyśmy chcieli
przyjmować wszystkie które pragną przyłączyć się do ich
grona. Zajmowały się plantowaniem bawełny i patatów
(rodzaj kartofli); bawełna nie przyniosła im wiele korzy­
ści, bo nie mają ani potrzebnej zręczności, ani narzędzi
Annales de la Prop. de la foi, n. 82, p. 218.

R O Z D Z I A Ł

235

V.

koniecznych do jej obrobienia; pataty służą, im za poży­
wienie, a gdy przypłynie jaki okręt, to co im zbywa od
potrzeby, zamieniają na materye, z których robią swą
odzież.
Podobne zgromadzenia, znajdują się teraz na wszy­
stkich wyspach; te jednak które dały pierwszy przykład,
sa wzorem dla innych; wiele tych dziewcząt są tak po■słuszne i pobożne, że byłyby doskonalemi nowicyuszkami. Nadzwyczajną swą pracowitością zadziwiają wszy­
stkich. W tych dniach groziłem ojcu założycielowi jak go
żartem nazywamy, że obłożę interdyktem tak jeg o , jak
i jego klasztor, jeżeli nie powściągnie ich zapału i nad­
zwyczajnej gorliwości. Pomiędzy sobą nazywają się sio­
strami, i nie uczynią nic bez pozwolenia tej którą wy­
brały na przełożoną, a której anielska łagodność i pobo­
żność, aż nadto usprawiedliwia ten wybór. Nie wiem czy
W naszych Europejskich zgromadzeniach znaleźlibyśmy
przełożoną przewyższającą ją powagą i pokorą. Kiedy
mówi o Bogu, zdumiewamy się widząc jak umiała pojąć
Jego wielkość i jak trafnie maluje swe myśli. Początko­
wo nie przypisywaliśmy wielkiej wagi tym zgromadze­
niom; dziś jednak budujemy się poznając pobożność, cno­
ty i anielską czystość tych serc młodych, odrodzonych
przez chrzest. Czegóż nie zdoła dokonać łaska Jezusa
Chrystusa J).
!) Lettre de Mgr de Nilopolis. Annal. de la Prop. de lafoi.
n . 68, p. 60.

16*

236

DZIEJE ŻYCIA KODZINNEGO.

Ziarnko gorczyczne rozkrzewiło się szybko. Dziś wjednem tylko zgromadzeniu znajduje się pięćdziesiąt trzy
zakonnic tej nowej reguły. Pięć lat dochodzi, jak żyją
tak razem w sposób prawdziwie budujący. Teraz już są
rzeczywiście użyteczne missyi: na najznaczniejszej wyspie
pięć szkółek zostaje pod ich dozorem; w schronieniu
swym wychowują dziesięć pensyonarek, do tych należą
wszystkie dziewczęta z rodziny królewskiej. Z upragnie­
niem wyglądają przybycia zakonnic, aby nauczone przez
nie, mogły żyć aż do śmierci podług ich reguły 1).
Gdyby wędrowiec jakiś, który zwiedzał tę ziemię
w czasach jej ciemnoty i bałwochwalstwa, powrócił do
niej dzisiaj, cóżby powiedział zdumiony tak nagłym zmar­
twychwstaniem całego ludu? cóżby nadewszystko wy­
rzekł, dowiedziawszy się że Bóg za narzędzia tego cudu
wybrał kilku biednych missionarzy katolickich, których
bronią i całem bogactwem był krzyż drewniany? czyżby
zdołał jeszcze powtórzyć ten okrzyk pewnych ludzi: Sta­
ło się, chrystyanizm stracił już siłę życia, słowa je­
go są zimne i utraciły wszelką przewagę. O! raczej zdu­
miony, rozczulony do łez, wyrzekłby z tern głębokiem
przekonaniem, jakiem nas przejmuje widok cudu. Chry­
styanizm nie przestał być nieśmiertelnym królem wie­
ków; dzieła jego są nadnaturalne, jest więc boskim, i tyl­
ko silne uczucie litości, dla tych zwiastunów śmierci gło­
szących zgon katolicyzmu, byłoby jedyną jego odpowie') Annales cle la Prop. de la foi, n. 84, p. 349.

R O Z D Z I A Ł

V.

237

dzia na wszystkie ich zniewagi. A jedyną odpowiedzią na
wszelkie ich powątpiewania, byłyby te słowa: Jeżeli nie
wierzycie, przekonajcie się sami 1).*)
*) Są. to słowa boskiego założyciela Chrystyanizmu, któremi odpowiedział uczniom Jana Chrzciciela na zapytanie czy
jest Messyaszem. Jest to także jedyna odpowiedź, jaką chrystyanizm dawał przez wszystkie wieki i zawsze dawać będzie
tym wszystkim, którzy zapytują go, czy rzeczywiście jest dzie­
łem Bożem. „Emites renuntiate Joanni quse audistis et vidistis: Cseci yident, claudi ambulant, leprosi mundantur, surdi
audiunt, mortui resurgunt, pauperes evangelizan tur, et beatus est qui non fuerit scandalizatus in me.” Matth. X I, 4, 5, 6.

ROZDZIAŁ SZÓSTY.
Dzieje

rodziny

w Afryce.

Przejdźmy teraz do Afryki, tu także przekonamy się
dowodnie o rzeczywistości faktu zaprżeczanego przez nie­
dowiarków Europejskich, to jest: o pierwotnym upadku,
i przekleństwie rodzicielskiem, wyrytem na czole ponu­
rych mieszkańców ziemi Chama. Znajdziemy tu nowy
dowód boskości Pisma świętego. W sercu naszem obok
najżywszej wdzięczności dla Boga Odkupiciela,, powsta­
nie jeszcze głęboki szacunek dla władzy ojcowskiej, bo
przekonamy się, jak srogą, ponoszą karę dzieci, pokole­
nia, narody, jeżeli pogardzą najświętszemi rzeczami na
świecie, władzą Boską i rodzicielską.
Jeżeli skierujemy kroki nasze na zachodnie wybrze­
że Afryki, gdzie już przez tyle wieków chciwość Euro­
pejczyków z nieubłaganą srogością spełnia wyrok rodzi­
cielski, skazujący Chanaana aby był sługą sług własnych
swych braci J), znajdziemy rodzinę tak dalece poniżo-*)
*) Maledictus Ckanaan serwis servorum erit fratribus
suis. Greń. IX , 25.

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

239

na, że trudno nam bgdzie odkryć ślady życia rodzinne­
go. Wielożeństwo, ta straszna plaga starożytnej rodziny,
trapi rozległą, ziemię Gwinei, rozciągającą się blisko na ty ­
siąc dwieście m il, od przylądka Zielonego, aż do kraju
Angola. Zona, spodlona niewolnica swego męża, po je ­
go śmierci staje się własnością najstarszego syna. Jeżeli
umiera, nie zostawiając potomka w płci męzkiej, mają­
tek jego przechodzi na najstarszego brata. I tu więc tak
jak u starożytnych Rzymian, kobieta, jako matka, mał­
żonka czy córka, zupełnie jest wydziedziczoną. Tam, ró ­
wnie jak u innych sąsiednich ludów, używają jej do naj­
cięższej pracy i obchodzą się jak z bydlęciem roboczem.
Łącząc zniewagę z uciskiem, mąż spoczywa gnuśnie, gdy
biedna ta istota oddaje się-najcięższym zatrudnieniom,
szczególniej przyrządzaniu ryżu, który obtłuką w długich
i głębokich moździeżach.
Jeżeli przekonają się o jej niewierności, zbrodni którą
mężczyzna uważa za igraszkę, obchodzą się z nią bez ża­
dnej litości, prowadzą do lasu uważanego za święty, zkąd
nie wraca nigdy. Nie zapomniano w Afryce o przewinieniu
pierwszej kobiety, za które córki jej po dziś dzień ponoszą
karę. Istoty nieczyste, nie mogą znajdować się w pewnych
miejscach, które podług wyobrażenia murzynów, zbez­
cześciłyby swą obecnością. Chcąc aby same strzegły się
tam wchodzić, wmaiviają w nie już od dzieciństwa, że
bóg zwany Belli zabiłby bez litości, tę , któraby się po­
ważyła przestąpić tak święte prawo.
O krutny przesąd, czyli raczej despotyzm mężów, któ-

240

R O Z D Z I A Ł

VI.

xy tam, tak samo jak u niektórych ludów starożytnych
przezywa sam siebie, obciąża jeszcze już i tak ciężkie
jarzmo gniotące kobietę: śmierć okrutna zakończa spo­
dlone ich istnienie. Zona, której za życia mąż najwięcej
okazywał przywiązania, drogo przypłaca tę łaskę. Musi
kazać zakopać się żywcem w grobie jego. Posłuchajmy
słów podróżnego, naocznego świadka tego strasznego
obrzędu. „Naczelnik pewnej mieściny, umarł z pijań­
stwa: natychmiast dały się słyszeć w około głośne krzy­
ki żon jego. Najulubieńsza odznaczała się od innych
gwałtownością swych jęków: nie było to bez przyczyny.
Nie raz się zdarza, że żony będące w tym położe­
niu ratują się ucieczką, to też wiedząc o tern wszystkie
kobiety z miasteczka strzegły jej tak pilnie, że chcąc nie
chcąc, musiała się poddać zwyczajowi. W pośrodku cha­
ty rozciągnięto na macie martwe zwłoki zmarłego, które
żony jego otoczyły w około, a na ich czele, jako na miej­
scu honorowem stanęła najulubieńsza. Kobiety miejsco­
we drugie za niemi utworzyły koło. Zdawało się, że ka­
żda w szczególności wzięła sobie za zadanie krzyczyć
głośniej od innych; wszystkie wyrywały sobie włosy
i drapały twarze. W tern weszło dwóch silnych murzy­
nów, włożyli ciało na mary i ponieśli na miejsce wieczne­
go spoczynku. W tedy gwałtowne krzyki i wycia kobiet,
wybuchnęły z nową siłą.
Wrzaski nie ustawały, nareszcie doszli do dołu wy­
kopanego przez marabuta; grób ten był tak duży, że
mógł pomieścić dwa ciała. Tu marabut zabił kozę, zjadł

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

241

z niej kawałek, a następnie poczęstował ulubioną, żonę
nieboszczyka, i rozdał po kawałeczku wszystkim obe­
cnym. Ponowiły się wrzaski i narzekania; wtedy mara­
but sądząc, że czas już zakończyć ten obrządek, porwał
za barki ulubioną żonę nieboszczyka, i oddał ją w ręce
dwóch silnych murzynów, którzy pochwycili ją gwałto­
wnie i wtył związali ręce. Po czem rzucili ją na wznak
na ziemię, i położyli na piersiach kloc drzewa; weszli
oba na niego, i oparłszy sobie wzajemnie ręce na. ramio­
nach tak długo deptali nogami, aż popękały w niej ko­
ści. Wówczas porwali ją prędko, i na pół martwą rzu­
cili do grobu z resztkami kozy; poczem cisnęli na nią
ciało męża i zapełnili grób ziemią i kamieniami. Wrzaski
ustały natychmiast, a natomiast w całem zgromadzeniu
nastało głębokie milczenie, i wszyscy rozeszli się ja k naj­
spokojniej, jak gdyby nie stało się nic nadzwyczajnego *).
Podobne zwyczaje malują dostatecznie moralność ich
życia rodzinnego. Śmiało powiedzieć można, że gdzie
tylko kobieta, ta dusza domowego życia, jęczy pod srogiem jarzmem ucisku i upodlenia, tam rodzina nie istnie­
je, ale tylko jakieś nagromadzenie osób, ogołocone ze
wszystkich pojęć moralnych.
Pośród murzynów zamięszkujących wybrzeże rzeki
Gambra, obok wielożeństwa, panuje sprzedaż kobiet,
nałożnictwo i rozwód. Mąż ma prawo oddalić każdą żo-

’) Des Marchais, Voyage en Guinée, 1.1, p. 139.

242

R O Z D Z I A Ł

VI.

ng która mu się znudziła, musi jednak zwrócić jej sum­
mę, którą, dostała w posagu, bo zwyczaj nakazuje, aby
wdowy i rozwódki wchodzące w powtórne związki, ku­
powały sobie mężów, podobnie jak one kupione były
przez swych pierwszych małżonków 1). Tak więc, wolno
kobiecie rozwiedzionej zawierać powtórne związki, i za­
zwyczaj nie brak im sposobności. Zdarza się niekiedy,
że ojciec rozrządza ręką córki zaraz po jej urodzeniu, zo­
bowiązanie to jest dla niej nieodwołalne i w żadnym wy­
padku zerwać go nie może , gdy mężczj^źnie wolno jest
niedotrzymać swych przyrzeczeń *2).
U Jalofów panuje nieograniczony despotyzm mężo­
wski i rodzicielski. Okropna chciwość tego ludu do tak
wysokiego dochodzi stopnia, że sprzedają nie tylko swych
sąsiadów, ale nawret Avłasne dzieci i rodzicÓAY. Chcąc
popełnić tak okropną zbrodnię, łączą zdradę z okrucieństwem, dla tego to do tej sprzedaży wybierać zwykli oso­
by które nie umieją się rozmÓAvić z Europejczykami. Za­
zwyczaj każą im nieść co za sobą, i tym sposobem pro­
wadzą do kantoru. Tam udają ich za kupionych przez
siebie niewolnikÓAY, sprzedają, a biedne ofiary nie domy­
ślają się niczego, aż do drwili kiedy Avłaściciele każą ich
okuwać av kajdany. Pewien podróżny francuzki, opowia­
dał nam następujący Avypadek, którego był świadkiem.
„Stary jakiś murzyn, mówi on, postano A v ił sprzedać SAve') Jobson, Sölden Trade, p. 53, 56, 58.
2) Moore, Voyage en Afrique, p. 100.

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

243

go syna. Zaprowadzi! go więc do kantoru; ale syn od­
gadł jego zamiary, i chcąc je uprzedzić, wziął na bok fa­
ktora i sprzedał inu swego ojca. Starzec spostrzegłszy
że nabywcy chcą mu wkładać kajdany, zaczął krzyczyć:
ależ ja jestem ojcem tego który mnie sprzedaje!—to fałsz,
odpowiedział syn; i dobito targu. Czyż uwierzycie, że
ten syn wyrodny, jak najspokojniej wracał do swoich,
niosąc z tryumfem pieniądze, pozyskane kosztem wolno­
ści własnego ojca. Ale ścigała go sprawiedliwość Boska.
Jeden z naczelników krajowych, spotkawszy Avracającego, wydarł mu skarb posiadany, a następnie sprzedał
na tymże targu *).“ Ten fakt ohydny, nie tylko objawia
nam najzupełniejsze zapoznanie uczuć miłości rodziciel­
skiej i synowskiej, ale nadto najzupełniejszy upadek
wszelkich związków rodzinnych.
Tam gdzie właśni rodzice tak mało dbają o dzieci,
czegóż mogą spodziewać się od obcych. Ci synowie Chanaana bezustannie czychają na biedne dziatki. Codzien­
nie ginie znaczna liczba dzieci płci obojej, bo właśni sąsiedzi porywają je natychmiast, jeżeli im się uda spotkać
które zdała od domu, w lesie, na drogach a nawet w plantacyach; pochwyciwszy, wychowują czas jakiś, a nastę­
pnie sprzedają jako niewolników *2). Same nawet matki
nie znają dla swych dzieci innego przywiązania, jak zwie­
rzęta dla swych młodych; jedynym przedmiotem ich sta­
') Be Maire, Voyage au Sénégal et sur la Gambra, p. 101.
2) Barbot, Description de la Guinée, p. 37.

2U

R O Z D Z I A Ł

VI.

rań jest życie fizyczne; to też trudno wyobrazić sobie
ciemnotę i zepsucie murzynów.
Wnikając w głąb A fryki, przekonywamy się, że li­
czne koczujące pokolenia, błąkające się wśród tych pie­
kących piasków, zapoznały także najzupełniej wszelkie
obowiązki życia rodzinnego. Wszędzie despotyzm ro ­
dzicielski i mężowski, wielożeństwo, rozwód, sprzeda­
wanie kobiet, najwięcej oburzająca rozwiązłość obycza­
jów, frymarczenie dziećmi, dzieciobójstwa, słowem, nie­
wola, upodlenie istoty słabszej, to jest, wszystkie te
straszne plagi trapiące w starożytności rodzinę pogań­
ską 1).
U Madringów, FlupÓAV, Jalofów, Fulisów i innych
hord sąsiednich, gwałt jest niezbędnym towarzyszem
małżeństwa. Mąż kupuje żonę, staje się ona jego wła­
snością i może ją odpędzić kiedy zechce. Jest on zawsze
i wszędzie despotą w najdrobniejszych nawet szczegółach
życia, żonie nie wolno nawet zasiąść z nim do stołu.
Co rano najpierwszym jej obowiązkiem jest pozdrowić
swego pana, klęka u nóg jego, i w tej postawie słucha
wydawanych rozkazów, które spełnia w milczeniu. Nie
tylko musi przyrządzać potrawy i napoje, ale nadto
uprawiać zboże, kukurydzę i tytuń. Obtłukuje proso,
przędzie i suszy bawełnę, wyr abia m aterye, zaopatruje
') Caillé, Voyage à Tombouctou, passim. Góuroff, p. 123
et suiv.

DZIEJE ŻT CIA RODZINNEGO.

245

dom w drzewo i wodę, chodzi około bydła, przenosi
ciężary; słowem, wszystkie te uciążliwe prace, które
w krajach ucywilizowanych są udziałem mężczyzn, tam
stanowią codzienne jej zatrudnienia. Ale nie tu kres jej
służalstwa; kiedy mąż niedbale rozciągnięty w chacie,
trawi dnie całe na paleniu fajki i rozmowie z przyjaciół­
mi, żona musi oganiać go przed muchami, podawać tytu ń i fajkę, mieć staranie o wełniastych włosach ocięża­
łego despoty, i nie uwierzycie może, że co dzień ta usłu­
ga zajmuje jej trzy do czterech godzin czasu. Obok tego
musi jeszcze nieustannie dźwigać ciężar, który srogi nie­
miłosierny zwyczaj na jej barki wkłada. Jak tylko dzie­
cię skończy jedenaście lub piętnaście dni życia, odtąd
już matka ciągle nosi go na plecach. Przywiązują go
między łopatkami, nogi po obu stronach wyciągnięte na
przód, nie zmieniając tego położenia i nie uwalniają się
od tego ciężaru, nawet podczas najcięższej, najAvięcej
utrudzającej pracy 1).
Do tylu trudów i przykrości, łączą się jeszcze: stra­
szne współzawodnictwo, najczarniejsza zazdrość, najo­
kropniejsze upokorzenie, i wszelkie podobne męczarnie,
nieodstępne towarzyszki, rozwiązłości i wielożeństwa,
panujących wszechwładnie w tej przeklętej krainie. Tak
więc po sześciu tysiącach lat, kobieta afrykańska, uwa­
żana jak zaciężne bydle, jęczy pod ciężarem przekleństwa
rzuconego na matkę rodu ludzkiego. Potrzebaż jeszcze
*) Moore, Jobson, Labat, Le Maire i inni podróżni.

246

R O Z D Z I A Ł

VI .

dodać, że tak węzły rodzinne jak i wszelkie najświętsze
uczucia natury, stanowiące jedyną pociechę i osłodę ży­
cia, są ńajzuchwałej pogwałcone lub zapoznane zupełnie
przez te upodlone ludy ? Murzyni z Złotego przylądka,
są tak samolubni, mówi pewien podróżny, że najobojętniej spoglądają na umierających swoich krewnych
i współbraci, i nie tylko nie udzielą żadnej pomocy, ale
nawet najmniejszego nie okażą współczucia lub litości.
W podobnych wypadkach, zony i dzieci najpierwej opu­
szczają chorych, biedak zostaje sam jeden jeźli nie ma
niewolnika lub pieniędzy aby go nabyć. I tak nieludzkie­
go opuszczenia rodziców, dzieci lub przyjaciół, bynajmniej
tu nawet nie poczytują za złe. Jeźli chory wyzdrowieje, od­
nawiają przerwane stosunki, jak gdyby wypełnili wzglę­
dem. niego wszelkie obowiązki natury i przyjaźni 1).
Łatwo pojąć, jakie może być wychowanie dzieci, w po­
śród tej tak okropnie zbycllęconej społeczności. Zaniedba­
ne zupełnie, zostawione samem sobie, próżnują, biegają
gromadnie po polach i targach, tym sposobem zaciera
się w nich całkiem vTrodzone uczucie wstydu, tym wię­
cej, że rodzice żadnej na to nie zwrracają uwagi. Zresztą
władza rodzicielska bardzo mało ma tu poszanowania;
objawia się zaś zazwyczaj wtedy tylko, jeźli dziecię wy­
bije które ze swoich rówienników, lub siebie wybić do­
zwoli: ale wówczas znów najniemiłosierniej obchodzą się
0 Yaillant, Yoyage en Guinee p. 260.

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

247

z niemi 1). To zaniedbanie najświętszych obowiązków
rodzicielskich, jest nieuchronnem następstwem zponiewierania węzłów małżeńskich. Tam gdzie wszystko upo­
ważnia publiczne rozprzężenie moralne, małżeństwo jest
raczej prostą formalnością, mającą regulować pewne małoznaczące interesa materialne, niż owym skutecznym
środkiem, którego przeznaczeniem je st zachowywanie
czystości obyczajów przez dobre wychowywanie dzieci.
Ale kończmy naszą wędrówkę przedsięwziętą wr ce­
lu oświecenia dzieci Ewangelii. W królestwie Kongo,
a szczególniej u Kairów i Hotentotówr, na południowym
krańcu Afryki, widziemy, że dziś jeszcze ludzkość nosi
widoczne ślady podwójnego poniżenia. Synowie Adama,
równie jak i my, ludy te mają udział w powszechnem
upadku rodu ludzkiego; jako zaś synowie Chanaana, są
żywem przypomnieniem strasznego wyroku, jakim Opa­
trzność ich przodka dotknęła. Dziś okropne ich poniże­
nie przypomina nam wymownie dobrodziejstwo odkupie­
nia, ale strzeżmy się, aby kiedyś nie podniósł się prze­
ciw nam ich głos oskarżający. Niech więc uczucie nieo­
graniczonej wdzięczności, połączone z jakąś nieopisaną
obawą napełnia nasze dusze, czytając smutne dzieje ro ­
dziny w pośród tych wyrodnych ludów.
Lenistwo, pijaństwo, gburowatość, o to przymioty
Hottentota. Dodajcie mu tylko gorzałki itytuniu, będzie
pić dopókąd tylko się może trzymać na nogach; palić,
') Artus, Dćscription de la Guinee, p. 13.

248

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

dopokąd dym nie zasłoni przed jego oczyma wszyst­
kiego co go otacza; wyć, dopokąd zupełnie nie utraci
głosu. Kobiety nie odznaczają się większa wstrzemięźli­
wością od mężczyzn ; w odurzeniu pijaństw a, posuwają
upojenie aż do szału 1).
Obok tego ogólnego poniżenia, musi mieć miejsce
koniecznie jedno jeszcze, poniżenie istoty słabej, kobie­
ty, dziecięcia i starca. Ich to całym swoim ciężarem
przygniata szatańskie prawo przemocy. Tu, jak we
wszystkich krajach, obcych wpływowi chrystyanizmu,
wielożeństwo i rozwód, uświęcone prawem, rzucają ko­
bietę na pastwę despotyzmu, upodlenia i nędzy. Smu­
tny ten los jest tym nieuchronniejszy, że kiedy mąż mo­
że według upodobania nowe zawierać związki, wolność
odepchniętej żony, jest pod tym względem nadzwyczaj
ścieśnioną. Rzadko kiedy może wstępować w powtórne
związki, za życia pierwszego męża; w razie zaś, jeźli jej
się to uda, musi dać sobie odciąć mały palec aż do pier­
wszego stawu; ile razy tylko chce zawierać nowe śluby,
musi powtarzać tę bolesną operacyę na następnych
palcach. W edług zwyczaju, po weselu obie strony pra­
cują wspólnie nad postawieniem sobie chatki; ale po
ukończeniu, mężczyzna ma prawo oddać się próżniac­
twu, i nie zaniedbuje korzystać z niego; despota, dziś ma
już niewolnicę, co o wszystkiem myśleć, wszystkiem za­
jąć się winna. Tak więc pielęgnowanie dzieci i najcięż-*)
*) Kolb en, Voyage cm Cap. p. 37 et suiv.

ROZDZIAŁ

249

VI.

sze prace gospodarskie sa wyłącznym udziałem kobiety.
Ona to musi szukać korzeni, nosić drzewo, chodzić oko­
ło bydła i przyrządzać potrawy. Za całą nagrodę, mąż
uważa ją za istotę daleko niższą od siebie i odpędza
według swego widzimisię.
Ale nie tu kres przygniatającego ją despotyzmu.
Pogardzona od męża, musi jeszcze znosić najsroższe
zniewagi od własnych dzieci. Chłopiec kończący lat 18,
zostaje wyzwolony (émancipé)] wyzwolenie to zaczyna
się śmiesznym i okrutnym zarazem zwyczajem. Od tej
chwili staje się mężczyzną; i uwierzycież jak zaczyna ko­
rzystać ze swej wolności? oto biegnie do chatki rodzi­
cielskiej i najokropniej bije własną matkę. Ma sobie bo­
wiem za punkt honoru nie oszczędzać jej wcale. Obecni
mężczyźni, nie tylko nie potępiają go bynajm niej, ale
nawret poklaskują głośno, i sama nawet nieszczęśliwa ma­
tka pochwala to bezbożne postępowanie. Jeźli pragniesz
wystawić im całą nikczemność tego obmierzłego zwy­
czaju, odpowiedzą ci zimno: Taki już u nas zwyczaj. Ko­
biety! matki, żony, dziewice chrześciańskie, pojmujecież
nareszcie powód tej niesłychanej różnicy, zachodzącej mię­
dzy wami a waszemi siostrami, przygniecionemu ohydném berłem starożytnego i tegoczesnego bałwochwal­
stwa? Potraficież nareszcie pojąć i ocenić ogromne do­
brodziejstwu, jakie zawdzięczacie Jezusowi Odkupicielo­
w i, jakie zawdzięczacie niepokalanej Dziewicy Maryi?
Wy, dzieci i starcy chrześcianscy, czyli pojęliście cały
ogrom waszego szczęścia, czyliż poznaliście dobrze Tego,
Gaume.

Tom I I ,

17

250

d z ie je ż t c ia r o d zinneg o .

u którego stóp winiliście składać hołd wiekuistej wdzię­
czności?
Jak u wielu narodów.Azyi i Afryki, tak i u Hottentotów panuje barbarzyński zwyczaj poświęcania dzie­
ci na ofiarę. Przebiegnijmy od początku tę krwawą,
pełną kału drogę, jaką przebywa syn Chanaana. Zaraz
po urodzeniu nacierają m u całe ciało gnojem krowim.
Gdy to namaszczenie zaschnie, następuje drugie sokiem
palmowym, a następnie trzecie tłustością baranią i świeżóm masłem. Kiedy młody H ottentot dobrze już prze­
siąknie terni wszystkiemi -wcieraniami, obsypują go wów­
czas proszkiem z bukkuj co razem połączone, tworzy pe­
lvien rodzaj skorupy. Takie to przyjęcie czeka dziecię
wstępujące w progi życia! Lecz jeźli wypadkiem matka
wydaje na świat bliźnięta, rzeczy mają się inaczej. Jeźli
powije dwie córki, według zwyczaju zabijają brzydszą;
jeźli córkę i syna, wtedy zgodnie z zezwoleniem i współ­
udziałem całej wioski lub m iasta, dziewczę wieszają na
gałęzi, lub żywcem zagrzebują w ziemię. Gdyby ktoś
wyrzucał Hottentotom to straszne ich barbarzyństwo, i tu
także odpowiedzą spokojnie: Taki u nas zwyczaj. Tu
z kolei następuje nadanie imienia dziecięciu; prawo to
należy do matki, która zwykle przezywa go imieniem ja ­
kiegoś ulubionego zwierza: lwa, tygrysa, konia, barana
i t. p. I w jej oczach podobna nazwa uszlachetnia syna
prochu! Jakże to piękny do naśladowania przykład przed­
stawiającego patronowie ! Czyliż to nie od Hottentotów reformatorowie tegocześni chrześciańskiego ludu,

R O Z D Z I A Ł

VI.

251

przyjęli pomysł republikanckiego kalendarza, lub też
może sami Hottentowie przyszli narzucić dzieciom Francyi obowiązek przyjmowania imion jarzyn lub bydląt?
Pyszny rozumie ludzki! jakże to nisko upadasz gdy cię
chrystyanizm opuści!
Badajmy pilnie wszystkich członków, wszelkie węzły
i cechy życia domowego, a przekonamy się niebawem,
że zawsze i wszędzie, we wszystkich wiekach i we wszyst­
kich częściach świata, rodzina nie osłonięta puklerzem
chrystyanizmu, popada w najsromotniejsze poniżenie.
Przejdźmy do starców. W pośród wszystkich ludów
oświeconych światłem rozumu i wiary, starcy byli za­
wsze szanowani dla swego podeszłego wieku, doświad­
czenia, a często jeszcze wielkich i wzniosłych cnót swo­
ich: jakiż jest los ich wśród Hottentotów? Oto uważają
ich jako nieużytecznych dla dobra społeczeństwa. Jak
tylko skutkiem podeszłego wieku nie mogą wychodzić
z chaty i choćby czołgając się na rękach i kolanach szu­
kać pożywienia, roślin, korzeni, drzewa, niebawem wy­
dają na nich wyrok śmierci. Wszystko to jedno, czy nie­
szczęśliwa ta istota jest mężczyzną czy kobietą, ojcem
czy matką, krewni, przyjaciele, własne nawet dzieci zabijają go bez litości, lub też dozwalają umierać z głodu,
albo rzucają na pożarcie dzikim zwierzętom. Najbogat­
szy nawet Hottentot nie uniknie tego nieszczęśliwego
losu, jeźli skutkiem podeszłego wieku, utraci siły i staje
się niezdolnym do pracy. Używaj wszelkich możliwych
sposobów, dla przekonania tego zbydlęconego ludu o ca17*

252

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

łej okropności zbrodni, na której wspomnienie natura
się wzdryga; porczywie bronić jej będą, i powtórzą swo­
ją niezmienną i niedorzeczną odpowiedź: Taki u naś
zwyczaj. Zresztą, dodają, kiedy już życie jest tylko cię­
żarem, czyliż nie lepiej umierać z ręki krewnego, niźli
wleć nędzny, niedołężny żywot, lub stać się pastwą dzi­
kich bestyj 1).
Wszystkie te szczegóły, podane nam przez podróż­
nego, długo żyjącego w krajach, których opisuje dzieje,
można, z małą różnicą, zastosować do wszystkich ludów
zamieszkujących okoliczne kraje i mało jeszcze znane
pustynie ziemi Chama.
Wnętrze Afryki w niczem nie różni się od jej wy­
brzeży; wszędzie toż samo zapoznanie i poniżenie rodzi­
ny. W Tombuktu panuje najsromotniejsza rozwiązłość
i zbrodnicze samowolne poronienia *2). Abissyńczykowie
są to godni współzawodnicy Hottentotów: jeźli kobieta
wydaje na świat dwoje dzieci, zabijają jedno z nich, a ma­
tka staje się; przedmiotem wstrętu, nawet dla najbliż­
szych krewnych 3). W Sennar, sprzedawanie dzieci sta­
ło się prawie zwyczajem, a ludy zamieszkujące od zatoki
Benin aż do Sakkatu, sprzedają swe dzieci na równi
z młodemi swej trzody 4). Wstąpiwszy do kraju Gagas,
po za Kongo, widziemy do jak strasznych zbrodni ród.
’) Kolb en, t. I, p. 308 i nast.
2) Murray’s, Historie, p. 495.
3) Transact, of the liter. sac. of Bombay, t. II, p. 43.
4) Bruce’s Travels, t. II, p. 512.

B O Z D Z I A Ł

VI.

253

ludzki posunąć się może. Właśni ojcowie zabijają lub
podrzucają wszystkie dzieci rodzące się podczas wojny,
aby nie stały się zbytecznym dla nicli ciężarem: punkt
honoru rodziców zależy na tern, aby z jak najzimniejszą
krwią dokonać tej zbrodni 1).
W Darfur, dla zapewnienia sobie obfitych plonów,
corocznie poświęcają dziecię na ofiarę. W Delta, u Ara­
bów, sama formuła małżeństwa przedstawia doskonale
całą konstytucyę rodziny. Ojciec tak mówi do przyszłe­
go zięcia: „Oto masz niewolnicę, która będzie pilnować
^wego gospodarstwa“ *2).
Nieszczęśliwie ludy pogrążone od tak dawna w gę­
stych cieniach nocy, oby jak najprędzej słowo życia za­
brzmiało w waszych uszach! Dzień waszego wyzwolenia
zaczyna już świtać na horyzoncie; nieograniczona tro­
skliwość Kościoła katolickiego nie zapomniała o was,
i nie omieszka wyratować was z tej niezgłębionej otchła­
ni nędzy i poniżenia. Szlachetni bracia tych czcigodnych
kapłanów co tak cudownie wskrzesili ludożerców Oceanii,
wylądowali już na waszych brzegach, niosąc wam słowo
życia i prawdy; chciejcie tylko a będziecie wybawieni.
Będziecie ludźmi, będziecie chrześcianami; a w waszych
sercach, gorących jak wasze stepy, zrodzą się cnoty któ­
re obok wiekuistego, zapewnią wam i doczesne szczęście,
•oświatę, "wolność i prawdziwą cywilizacyę.
!) Murray’s, Historie, and Travels in Africa, t. I, p. 93.
2) Listy ze Wschodu.

ROZDZIAŁ

SIÓDMY.

Dzieje rodziny w Egipcie.

W dalszej podróży po Afryce, przybywamy do Egi­
ptu. Postrzeżenia nad tym krajem podwójnie nas zaj­
muje; z jednej strony ukazują, nam opłakany stan rodzi­
ny w narodach, które zaparły się chrystyanizmu; z dru­
giej dowodzą, że człowiek sam przez się nie zdoła pole­
pszyć jej bytu. Znamy już stan rodziny przedchrześciańskiej, w tej ziemi Faraonów, kolebce sztuk pięknych
i umiejętności. Tak jak Grecya i Włochy, Egipt, oswo­
bodzony za pomocą, Ewangelii z barbarzyństwa mo­
ralnego, stał się najpiękniejszą cząstką Kościoła. Iluż to
świętych zamieszkiwało słynne jego pustynie; a w około
tych aniołów pokrytych ziemską powłoką, zabłysła au­
reola światła i cnoty. Cywilizacya moralna i materyalna
wzrastała szybko, dzięki religijnemu wychowaniu. Kró­
lestwo Ptolomeuszów pod władzą chrześciańskich Ceza­
rów, było może najszczęśliwszą i najdoskonalszą prowincyą państwa rzymskiego. Nadeszła chwila upadku. Odszczepieństwo zrodziło nienawiść religijną i spowodowało
upadek wszystkiego, co byt swój i trwałość zawdzięcza

R O Z D Z I A Ł

Vir.

255

wierze. Pod berłem Omara, słusznie ukarany Egipt wró­
cił do pierwotnej dzikości, i nie upłynęło jeszcze pół wie­
ku jak się z niej zaczął otrząsać. Oto wierny i smutny
obraz tej dzikości, w której pogrążył go mahometanizm,
skreślony tutaj dla nauki niewdzięcznych ludów.
Egipski fellach, milcząc poddał kark swój pod jarzmo
zwycięzcy. Zrodzony w upodleniu, przywykły do słu­
żebności, nie miał pojęcia o wygodach i życiu ludów
Europejskich. Gruby chleb z kukurydzy, wodne rośliny,
mięso z schorzałego bydła, nadpsute ryby, składały: zwy­
kłe jego pożywienie. Mieszkanie jego przejmowało wstrę­
tem; dzieci z wypukłemi żołądkami, okryte plugawem
robactwem, siedziały w pośród psów, kur, bawołów
i wielbłądów. Padlina leżała na śmieciskach otaczających
mieszkania, w których ponury i skurczony Arab pędził
chwile spoczynku. O naukach i sztukach pięknych nie
miał żadnego pojęcia. Zachowywał ściśle bezrozumne
prawa Koranu, i nie mógł pojąć jak inni ludzi mogą źyć
w jednożeństwie, i okazywać swym towarzyszkom sza­
cunek i względy cechujące społeczność europejską, rzą­
dzącą się ewangeliczną moralnością. Choroby zaraźliwe
grassowały periodycznie. W pośród klęsk tylu, nie ujrza­
łeś zmiany na martwej twarzy fellacha. „Bóg tak chce,
mówił obojętnie, niech się stanie jego wola.“ Żyjąc, we­
getował w niechlujstwie, otoczony plugastwem; zmarłego
chowano w bliskości mieszkania, zaledwie przytrząsając
ziemią. Za życia oddychał powietrzem zepsułem wyzie­
wami z otaczających go trupów; teraz zwłoki jego rzucone

256

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

w wilgotna ziemię zalewana często wodami Nilu, zatruwać
będą powietrze w miejscu gdzie spędził nędzne swe życie.
Wioska arabska podobna była do wielkiej kałuży,
w która ściekały wrszelkie nieczystości. Przy cmentarzach,
gdzie z rozpadających się grobów wydobywały się ze­
psute wyziewy, leżały porozrzucane kości i padlina zwie­
rząt, którą wyrywały sobie psy zgłodniałe. Arab, wróciwszy
z pola, palił fajkę lub siadłszy przy zrujnowanym murze,
przesuwał zwolna paciorki i machinalnie odmawiał mo­
dlitwy. Chytry, uniżony, przebiegły z wyższymi, dla niż­
szych był zimnym, dumnym, zarozumiałem i kapryśnym.
Pomiędzy ludem zupełna panowała ciemnota. Ta biedna
ciemna i schorzała ludność, zblydlęcona i ulegająca zgu­
bnym wpływom klimatu, rozpusty i fatalizmu, żyła pod
ciężkiem jarzmem zwycięzców, nieznających innej władzy
nad ucisk; sądzących, że po to tylko żyją, aby karać
chłostą; nieprzyjaciele wszelkiego postępu, wprowadzili
w zupełną odrętwiałość tę ziemię, niegdyś tak bogatą
w szczęście, mądrość i umiejętności.
W takiem to położeniu moralnem i materyalnem znaj­
dowali się mieszkańcy starożytnego Egiptu, kiedy Mehemed Ali objąwszy rządy tej prowincyi, postanowił pra­
cować nad jej odrodzeniem a).
Tutaj winniśmy zwrócić baczną uwagę, bo jakże to
nauczający widok przedstawia się naszym oczom. Oto
b Rozbiór dzieła doktora Hamont pod tytułem. L'Égypte
sous Méhémet-Ali; Paris, 1843; par N. H. Denain.

R O Z D Z I A Ł

VII.

257

człowiek, pragnący odrodzić naród bez pomocy chrystyanizmu, jeżeli dokaże tego zbije wszelkie twierdzenia
nasze, bo dowiedzie że chrystyanizm nie jest koniecznym
'do zbawienia ludów.
przeciwnym zaś razie, przyznać trzeba że siła, bo­
gactwa, nauki, sztuki piękne i wszelkie usiłowania czysto
ludzkie, nie zdołają podźwignąć narodu z upadku poli­
tycznego i nicości moralnej. Przeciwnicy nasi muszą się
poddać zupełnemu zniechęceniu, lub przyznać, że jedna
tylko Ewagelia może wrócić narodowi utraconą siłę żywotnią. W zajmującym nas fakcie widziemy połączone
wszelkie usiłowania ludzkie: nic nie brak, o niczem nie
.zapomniano; rozwiązanie zadania będzie więc stano wczem.
Na czele tego przedsięwzięcia stanął książę młody,
czynny, przedsiębierczy, bogaty w pomysła, rozumny,
przyznający chętnie wyższość Europejczykom, co trudno
znaleść w dumnym Muzułmaninie. Przekonawszy się
o korzyści taktyki i karności krajów chrześciańskich, pe­
łen szacunku i uwielbienia dla nauk, nowy pasza po­
wziął myśl zaprowadzenia w podbitym przez siebie kra­
ju, instytucyj, które uwiecznią jego imię i zamieszczą pod­
władny mu lud, w rzędzie ucywilizowanych narodów.
Nie tracąc czasu, Mehemed Ali wzywa na pomoc Euro­
pejskie narody: te śpieszą na jego wezwanie. Francya nadewszystko pragnie być jego m istrzynią, posyła mu lu­
dzi uczonych, za ich pomocą odrodzony naród powinien
wznieść się szybko, idąc za przykładem swych wzorów
w cywilizacyi. Fellach egipski siłą wyrwany z błotniste­
go mieszkania, zamieniony w żołnierza, bierze broń po­

258

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

daną. sobie w imieniu nowego pana; maszeruje, formuje
bataliony, i uczy się manewrów europejskich. Przed
chwilą drżał pod razami Turków; teraz włożywszy mun­
dur i nauczywszy się sztuki wojennej, straszny na polu
bitwy i dumny ze swych sztandarów, stanie się postra­
chem nieprzyjaciół.
Wkrótce potem powstaje wspaniała marynarka. Bu­
dują piękne fregaty, te wznoszą się majestatycznie na po­
wierzchni m orza, aż do chwili, w której bitwa pod Nawarynem przywiodła je do zupełnego zniszczenia. W ró­
żnych stronach kraju pozakładano szkoły lekarskie, rol­
nicze, applikacyjne, zakłady naukowe. Wprawiono
w ruch kuźnie, fabryki, przędzalnie; sprowadzono wszel­
kiego rodzaju machiny, któremi kierowali cudzoziemcy,
lub krajowcy dopomagający do ogólnej zmiany. Nakoniec, chcąc wykształcić ludzi, którzyby sami przez się
potrafili dokonać dzieła odrodzenia, i zastosować do swe­
go kraju pożyteczne zwyczaje i instytucye, wysyłano do
Europy młodych ludzi, aby ci kształcili się w językach
naukach, literaturze i sztukach pięknych.
Zapaleńcy wydali okrzyk uwielbienia, widząc jak
szczęśliwy Macedończyk panujący nad Egiptem, rzu­
ca się z młodzieńczym zapałem na drogę socyalnego
postępu. Nie jeden bezbożny prawodawca lub filozof
przyklasnął temu w duszy, a naczelnik i uczniowie SaintSymonistowskiej religii, dopomagający czynnie do odro­
dzenia Egiptu, nieprzyjaźni katolicyzmowi, wzruszyli za­
pewnie echo piramid temi tryumfującemi słowami, które

ROZDZIAŁ

VII.

259

tak często powtarzali w salonach paryzkich: Mieliśmy
słuszność mówiąc, że wiek dziewiętnasty nie potrzebuje
religi chrześciańskiej; bo dla odrodzenia ludu nauka jest
dostateczną1).
Zobaczmy w co obróciło się tak głośne przedsięwzię­
cie, obudzające tyle błędnych i bezbożnych nadziej.
P. Hamont, który, że użyje jego własnego wyrażenia,
przywołany był przez vice-króla, aby się przyłożył do
odbudowania społeczności egipskiej, dostatecznie wyja­
śnia zajmującą nas kwestyę. Słowa jego tern więcej mają
wagi, że nie jest ani turystą ani zwyczajnym podróżni­
kiem. Ci bowiem, nie znając obyczajów i języka krajowe­
go, przebiegając szybko miasta i wsie skrapiane wodami
Nilu, i powtarzając tylko jedni za drugimi słowa podziwu,
nie mogą znać dokładnie kraju o którym mówią. Pan
Hamont przeżył czternaście lat w Egipcie, cały ten czas
spędził w służbie rządoAtej; zostawał w stosunkach z T ur­
kami i Arabami; odnosił się wprost do vice-króla; był
członkiem rady organizującej szkoły, zakładał szkołę we­
terynaryjną, stada, owczarnie. Wysyłany często w różne
okolice, poznał dobrze Araba, widział go przy pracy. Na­
oczny świadek różnych działań, badał charakter tego ró­
żnorodnego tłumu, tak różniącego się od siebie religią,
charakterem, obyczajami; widział ich trwożliwe posłu­
szeństwo, i wzajemne względem siebie stanowisko.*)
*) L ’Égypte sous Mehemet-Ali, par le docteur Hamont
Paris 1843; rozbiór tego dzieła napisał P. H. Denain.

;260

DZIEJE ŻYCIA KODZINNEGO.

Widziemy w ięc, że nikt lepiej nie mógł ustalić na­
szego sądu o wszystkiem co tam miało miejsce przeszło
od pół wieku, i nauczyć nas jaki wydały owoc usiłowa­
nia macedońskiego żołnierza. Autor, człowiek wiarogodny
i wolny ocl wszelkiego służalstwa obiecuje nam, że z równą
szczerością głosić będzie tak złe jak i dobre wypadki
tych połączonych starań.
Musiemy wyznać, że słowa p. Hamont boleścią prze­
nikają serce. Uwiadamia nas bowiem, że nie spełniła się
oczekiwana metamorfoza, że trzebaby ją rozpocząć na
nowo, czyli raczej, że złe pogorszyło się jeszcze. Naród
nie istnieje; Egipt przedstawia widok spustoszenia i nę­
dzy, Mehemet Ali jest tylko dumnym egoistą, poświę­
cającym wszystko dla dopięcia zamierzonego celu. Utwo­
rzył armię, zbudował marynarkę; prawda: unoszono się
nad siłą i potęgą tak jednej jak drugiej. Lecz nadeszła
burza i w jednej chwili zniszczyła wszystko, a Europa
wydała okrzyk podziwu, widząc, że garstka jej żołnie­
rzy i marynarzy, zdołała odprzeć aż na brzegi Nilu szczą­
tki, floty i armii Egipskiej.
Przypatrzmy się fellachowi: jestźe on szczęśliwszym?
Czy uzyskał byt dobry i swobodę? Czy ma zdrowsze
pożywienie? Czy mniej go gnębią wysłańcy paszy? By­
najmniej. Najwyższy władzca przed którym wszyscy po­
chylają czoła, vice-król nałożył straszny monopol, pod
którego ciężarem upada cały Egipt. Jest on jedynym
właścicielem, jedynym kupcem w całym kraju. Uciśniony
takim monopolem rolnik, nie może siać tego co zechce;

ROZDZIAŁ

VII.

261

rząd oznacza zawczasu gatunek zasiewu dla całego Egiptu,
wszystkie grunta orne podzielone są miedzy mieszkań­
ców wioski. Pasza wynajmuje je i pobiera z każdego
kawałka gruntu, summę zastosowana do gatunku ziemi.
Do magazynów rządowych przenoszą zboże, bawełnę, indjrgo, ryż, i t. d. w zamian za nie vice-król każe udzielać
kilka sztuk monety nieszczęśliwemu rolnikowi, lecz i te
wydziera mu często chciwa administracya. Ma się ro­
zumieć, że naczelnik rządu sprzeda te wszystkie przed­
mioty z wielkim zyskiem, a pieniądze za nie obróci na
utrzymanie haremów i armii.
Jakież z tego wynikają skutki? Zniknęła wszelka emulacya. Ponieważ Fellach nie sieje ani dla siebie ani dla
swej rodziny, pracuje niechętnie i niedbale. Niech się je ­
dnak strzeże obudzić gniewu pana zbytnia powolnością
w pracy lub stawianiem oporu: w takim bowiem razie
skona pod razami dozorującego go Turka. Sam tylko
Arab, chociaż równie jak władca jego jest muzułmaninem,
płaci armię, marynarkę, nowo wprowadzone zakłady; do­
ktorów, którzy go nie leczą, uczonych, których usiłowa­
nia są próżne, rzemieślników którzy nic nie robią, i ty ­
rana, którego kij dosięga ich nawet w błotnistych i nędz­
nych mieszkaniach. Nic nie pozostało nieszczęśliwemu;
wydarto mu ostatni kawałek chleba. On sam dostarcza
żołnierzy, na niego spada wszelki ucisk; dla drugich
uprawia ziemię, zaludnia warsztaty, kopie kanały, służy
całe życie w wojsku, bo rząd nie oznaczył na m ele lat
obowiązuje służba woskowa; nakoniec dziesiątkuje go

262

DZIEJĘ ŻTCIA RODZINNEGO.

głód, choroby, powietrze; klęski, przeciwko którym zwierz­
chność nie umie stawić zaradczych środków.
Powiedzcie, możnaż to nazwać odrodzeniem narodu?
Może przynajmniej fellach zyskał pod względem moral­
nym? W cóż się obróciły szkoły zakładane przez vicekróla? Zawiązało się nader rozgałęzione stowarzyszenie
przeciw postępowi i oświacie, tamujące wszystkie jego
pod tym względem dążenia. Używa ono wszelkich środków
aby zniechęcić profesorów i dyrektorów zagranicznych;
wykrzywia ich zamiary, stawia tysiączne zawady, rzuca
na nich wszelkiego rodzaju oszczerstwa, aby ich zmusić
tym sposobem do opuszczenia kraju. Niekarni uczniowie,
niedbale słuchają wykładu nauk. Intryga wcisnęła się i do
popisów publicznych: na długi czas przed niemi rozdają
uczniom zapytania, i ci w pośród ogólnych oklasków po­
wtarzają lekcyę, do której przygotowywano ich przez
trzy miesiące.- Młodzież wysyłana za granicę, aby się
kształciła w umiejętnościach europejskich, przywozi
ztamtąd wiele dumy i zarozumiałości obok nader po­
wierzchownej nauki. Ponieważ umysł ich nie był
dostatecznie przygotowany, nauka pozostawiła w nim
tylko powierzchowne ślady zacierające się z czasem.
Zresztą, zazdroszcząc cudzoziemcom starającym się kraj
ich oświecić, i pragnącym zaprowadzić w nim różne ule­
pszenia socyalne, najpierwsi paraliżują ich usiłowania i sta­
rają się zająć ich miejsca. Przestali być Turkami, nie są
przecie aniFrancuzami, ani Anglikami, aniteżAustryakami.
Nie będziemy mówić o armii i marynarce egipskiej.

K O Z D Z I A Ł

VII.

263

Każdy wie, że te dwa bulwary potęgi Mehemeda Alego,
kosztujące go tak wiele, zniszczone zostały w przeciągu
kilku miesięcy: w chęci podbojów zbierał ogromne siły:
potok ten musiał wrócić do swego łożyska. Nic nie zy­
skał, a stracił tysiące ludzi w tej dwudziestoletniej rzezi.
Kiedy Mehemed Ali objął rządy Egiptu, kraj ten liczył
dwa miliony pięć-kroć-stotysięcy mieszkańców. Dziś ma
tylko milion pięćkroć-sto-tysięcy. Fakta są niezaprzeczo­
nym dowodem.
Tak więc cywilizacyę Egiptu, przedsięwziętą bez po­
mocy chrystyanizmu, wspieraną siłą, bogactwy, naukami,
sztukami pięknemi i wszelkimi środkami jakich może
dostarczyć geniusz ludzki, określić można w kilku sło­
wach: Okrutny, chciwy i zmysłowy pasza, pragnący tylko
wywyższenia osobistego lub dynastyjnego; gnębiący wszy­
stkich monopol; źniesienie prawa własności, bez której
nie może być rodziny, a zatem narodu; administracya
chciwa i ciemna, dokuczliwa i okrutna; kary przejmujące
dreszczem a jednak wymierzane z przerażającą szczodro­
bliwością; nędza zabijająca czwartą część wybladłej i zgło­
dniałej ludności; w mężczyznach zupełne zniechęcenie do
życia; w niższych klasach, pomiędzy kobietami hańbiący
nierząd; w wyższych sferach, poniżające wielożeństwo;
karłowata cywilizacya do której zachęcają batem, nakła­
niają kijem; słowem, najbardziej krzyczące nadużycia
najcięższej tyranii. Ciężkie to są zarzuty, a jednak tru ­
dno im nie dać wiary, skoro pochodzą od człowieka przy­
patrującego się przez lat czternaście obrotom strasznej

264

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

maszyny zwanej uciskiem. Tak więc, dzieło P. Hamont
dowodzi najwyraźniej, o czem autor nie pomyślał może,,
że bez pomocy religii żaden naród nie może się utrzymać
na drodze postępu.
Stanowczy ten wniosek stanie się jawniejszym jeszcze,,
skoro odwracając wzrok od Egiptu, przeniesieni go w da­
lekie krainy Oceanii. W tymże czasie, kiedy oświata
europejska, wspierając zamiary Mełiemeda Alego, posy­
łała licznych swych posłanników w celu odrodzenia Egi­
ptu, katolicyzm wysyłał do Oceanii kilku ubogich księ­
ży. Pierwsi, bogaci, weseli, pełni ufności we własne swe
siły, obficie zaopatrzeni we wszystko co mogło zapewnić
skutek ich przedsięwzięcia; drudzy oddalając się żegnali
na zawsze ojczyznę, pieszo i z kijem w ręku dążyli ku
obcym brzegom, a ufność w Bogu, stanowiła jedyne ich
bogactwo. Pierwsi udawali się do kraju, którego władzca
sam ich wezwał, zapewniając swą opiekę, pomoc i przy­
chylność: drudzy kierowali swe krold w nieznane okolice,
których królowie nie tylko, że ich nie wzywali, ale zape­
wnie prześladować lub może śmiercią karać będą. Pierwsi
mieli do czynienia z ludem dzikim, nieokrzesanym, drudzy
z ludożercami. Spełzły na niczem zamiary pierwszych,
wspierane całą potęgą siły i geniuszu; jakże szczęśliwym,
prędkim i cudownym skutkiem uwieńczone zostały usi­
łowania drugich: a dzieło ich coraz większej nabiera trw a­
łości i wzbudza uwielbienie w zdumionej Europie.
Raz jeszcze zapytujemy wszystkich głębiej zastana­
wiających się nad wypadkami, jaki wniosek można wy­

R O Z D Z I A Ł

265

VII.

prowadzić z tego podwójnego faktu? czyż on nam nie
dowodzi, że sam tylko chrystyanizm może wrócić naro­
dom utracone życie społeczne; że jeżeli Pan nie zbuduje
gmachu, daremną, byłaby praca tych, coby go wzmocnić
chcieli; że ludzie nie posiadający mądrości Bożej są za­
wsze próżni i nieudolni; że katolicyzm posiada dziś tę
samą siłę żywotną co dawniej; że jego tylko słowa mogą
natchnąć życiem; że on sam tylko może jeszcze spełnić
cud tak często powtarzany w ciągu ośmnastu wieków,
i nie ociosane kamienie zamienić w prawdziwe dzieci Abra­
hama. Ludy Europy! niewdzięczne i zarozumiałe dzieci,
niech wypadła te będą dla was nauką: Opatrzność nie
na próżno stawiła wam przed oczyma doświadczenia czy­
nione w Egipcie.

Gaume, Tom II.

1S

ROZDZIAŁ ÓSMY.
Dzieje

rodziny

w A z y i. — I n d je.

Najwyższy rozwój ludzkiego rozumu, nie zdoła wy­
wieść ludów z upodlenia, nieuchronnego następstwa da­
wniejszego i tegoczesnego bałwochwalstwa. Prawdę tę
stwierdzają, wyznania filozofów i ogólne doświadczenie,
którego rys skreśliliśmy w tym dziele. Chrystyanizmowi
tylko należy się chwała odrodzenia życia publicznego
i rodzinnego; ale w ehrystyanizmie potworzyły się sekty,
sadzące się być powołanemi do odrodzenia narodów.
Pozornie zadają sobie wiele trudów, aby dojść do tego
celu; stu-gębna sława głosi za pieniądze ich powodze­
nie. Na czele tych mniemanych odrodzicieli postępuje
lud Angielski: missyonarze jego pokrywają ziemię całą
i co rok kosztują ogromne summy. Do czegóż dopro­
wadza tyle słów, tyle biblij, tyle pieniędzy?
Missyonarze angielscy sławią powodzenie swe na wy­
spach morza Południowego, szczególniej na wyspach
0 ’Taiti i Sandwich. Aby poznać rzeczywistą ich war­
tość, dosyć posłuchać opowiadania marynarzy i wiarogodnych ludzi zwiedzających ten archipelag. „Wielka

R O ZD

Z I i

Ł

267

YIII.

szkoda, mówi kapitan Barrow, anglik i protestant, że nie
wybrano rozsądniejszych ludzi do nawracania wyspia­
rzy. Smutek przejmuje serce, skoro pomyślemy czem są
teraz, a czem byli dawniej. Missyonarze wzbronili im na­
wet najniewinniejszych rozrywek, jakich używali przed­
tem, a tym sposobem doprowadzili do zupełnej odrę­
twiałości i niedbalstwa. Chytrość, nieszczerośó i obłuda,
zajęły miejsce właściwej im prostoty, którą wynagradzali
wiele swych błędów. Pijaństwo, nędza i wypływające
z tego choroby, spowodowały przerażający ubytek ludno­
ści. Podług spisu sporządzonego przez tychże missyonar z y w l7 9 4 r ., liczba mieszkańców wynosiła 16,040. Ka­
pitan Waldegrade zapewnia, że podług nowego spisu do­
konanego także przez missyonarzy 1830 r . , ludność
zmniejszoną została do 5,000. Ubytek ten zarówno przy­
pisać można używaniu spirytualnych napojów, jak i su­
rowym przepisom narzuconym wyspiarzom przez mis­
syonarzy, i ustawicznemu śpiewaniu psalmów. Pozostała
ludność osiadłszy na plaskiem i bagnistem wybrzeżu
morza, zostaje pod jarzmem siedmiu zakładów missyo­
narzy. Ci wydarłszy krajowcom cały handel, prowadzą
go sami, mają swe magazyny, są ajentami handlowe­
mu, i przywłaszczyli sobie wyłącznie prawo, posiadania
i sprzedawania bydła na całej wyspie. W zamian zaś.
obdarzyli wyspiarzy parlamentem!!“ 1).

!) Family library n. 25.
*

18

268

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

W Indjach Wschodnich, od tak dawna rządzonych
i administrowanych, chcieliśmy powiedzieć exploatoioanych przez Anglików, posłannicy herezyi znajdują więcej
niż gdziekolwiek środków, zapewniających im powodzenie.
Czegóż jednak dokonali? Czyż pastorowie angielscy i ame­
rykańscy wydźwignęli Indjan z głębokiej ciemnoty? Ła­
two o tern sądzić możemy z próbki jaką nam dał o swej
nauce doktór miejscowy, a zatem człowiek, który powi­
nien być lepiej ukształcony od innych: ab uno disce
omnes.
W 1842 roku, jeden z naszych missyonarzy otrzymał
publiczną audiencyę od króla Majssura; kraina ta od da­
wna podlega Anglii, jest zamieszkana przez Anglików
i licznych ich missyonarzy. W liczbie dworzan znajdował
się doktór krajowy. Król prosił missyonarza aby tenże
pisał do Europy, i zapytał go jak prędko przyjść może
odpowiedź. „Odrzekłem, mówi missyonarz, że można ją
otrzymać przez Kap, lub morze Czerwone, statkiem pa­
rowym. Słysząc to doktór zapytał mię: Ile jest mórz na
świecie? Starałem się opisać mu w krótkości kulę ziem­
ską, i wymieniłem różne nazwy jakie przybiera Ocean
w różnych miejscach. Odpowiedź moja nie zadowolniła
go. W jakimże kraju znajduje się siedm mórz o których
wspominają nasze księgi? 1° morze Syropowe, 2° morze
Gorzałcźane, 3° morze Słone, 4° morze Zsiadłego-mleka,
5° morze Słodkiego-mleka, 6° morze Roztopionego ma­
sła, 7° nakoniec morze Słodkiej wody: gdzież są te mo­
rza? Tylko w baśniach waszych, odpowiedziałem; nie ma

R O Z D Z I A Ł

VIII.

m

na świecie miejsca, gdziebyje znaleśó można“ *). W ta ­
kiej to grubej ciemnocie pogrążeni są ludzie, zostający
przez wiek cały w stosunkach z Anglikami. Nie sądźmy
aby Indianie nie chcieli przyjmować światła jakiem ich
darzą Anglicy. Któżby uwierzył, że słońce błyszczące nad
krajem przez wiek cały, nie oświeciło wszystkich jego
części? Ale przyznać trzeba, że Anglia więcej się zajmu­
je korzyściami jakie jej przynoszą Indje, niż nauczaniem,
ich mieszkańców. Główną podstawą jej działań nie jest
gorliwość o zbawienie mieszkańców, lecz miłość złota.
Gdyby Indje podlegały katolickiemu narodowi, od da­
wna znikłaby już tam gruba pomroka ciemnoty; fakta
przekonywają nas o tern.
Może przynajmniej anglikanie odwiedli Indjan od
śmiesznych zabobonów, od niegodziwych i okrutnych
zwyczajów? Posłuchajmy: „Nie znajdziecie nic tak śmie­
sznego i niedorzecznego w starożytnej mitologii, czegobyście nie znaleźli w obrzędach i bajkach wymyślanych
przez brahmów, dla zaspokojenia ślepej skłonności In­
djan do najciemniejszego bałwochwalstwa. Nie wystar­
czają im jeszcze licznie rozsiane pagody; wielu z nich
wznosi naprzeciwko swych mieszkań stosy błota w kształ­
cie ostrokręgów, wysokie na trzy do sześciu stóp; usiłują
tam wprowadzić szatana za pomocą dziwnych ceremonij,
a następnie składają mu cześć religijną. Czasem zeschłe
to błoto przystrajają wieńcami z kwiatów i skrapiają oli') Annales de la Prop. de la foi, n. 86, p. 62, an. 1842.

270

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

-wą. Biada ci, jeżeli odważysz się zepsuć ten śmieszny
ołtarz". Stawią, cię przed sądem, którego członkowie nie
omieszkają potępić cię, za świętokradzkie pogwałcenie
przedmiotu czci Indianina.
„Pagody i wzgórza o których wspomniałem, choć na­
der liczne, nie wystarczają jeszcze zabobonnemu ludowi.
Musi on mieć zawsze przed oczyma a nawet przy sobie,
jakiś przedmiot czci, jakąś oznakę bezrozumnej swej po­
bożności. Cóż to za szacowny talizman, bez którego po­
ganin nie śmiałby wyjść z domu? Można być pewnym że
nikt nie odgadnie. Jest to, przepraszam za wyrażenie, jest
to gnój krowi! T ak, jest to najpierwszą myślą przebu­
dzającego się poganina, aby nim pomazać twarz, ręce
i piersi. Używszy tak woniejącego pachnidła, zwraca się
ku Wschodowi i oddaje cześć słońcu. Następnie przecha­
dza się wszędzie, dumny że namaścił swe czoło tak sza­
cownym przedmiotem czci, i tak się pyszni tą szczegól­
niejszą ozdobą, jak elegancik najświeższym swym stro­
jem. W takiej to ciemnocie, żyje najznaczniejsza część
Indjan. Pióro moje wzdryga się na myśl opisywania in­
nych szczegółów, więcej jeszcze upokarzających biedną
naszą ludzkość“ 1).
I oto naród zostający przez wiek cały pod władzą lu­
du który się zwie chrześciańskim. Jeżeli wyrzucać bę­
dziesz zwycięzcom, że nie starali się oświecić pogrążo­
nych w ciemnocie, nazwą cię oszczercą; cóż więc darem-*)
*) Annalea delaProp. de la foi, n. 81, p. 122—3, an. 1842.

ROZD ZIAŁ

VIII.

271

nemi czyni ich usiłowania? oto przyznać trzeba, że dwie
rzeczy niezbędne są do odrodzenia narodów: Słowo Bo­
że w ustach i krew męczeńska w żyłach; tych dwóch rze­
czy brak odszczepieńcom.
Rzut oka na obyczaje ogólne, da,je nam wyobrażenie o
życiu rodzinnem. Ustawy jej przedstawiają nam zupełne za­
pomnienie pierwotnych praw Stwórcy; tak w królewskich
mieszkaniach jak i w chatach nie znajdziecie śladu jedno­
ści, nierozerwalności i świętości związków małżeńskich *);
miejsce ich zajął despotyzm i zmysłowość. Rozwody
i wielożeństwo zarówno tam dozwolone. Mężczyzna mo­
że mieć tyle żon, ile ich wyżywić zdoła; w każdej chwili
wolno mu oddalić te które mu się sprzykrzyły, skoro im
odda summę przyobiecaną w dzień ślubu. Zona rozłącza­
jąc się zabiera córki; synowie zostają przy mężu. Ko­
bieta, której prawa i zwyczaje wydarły wszystko, rzadko
posiada coś więcej nad swe kosztowności, suknie, łóżko
i naczynia stołowe 12). Jest to więc wszystko co jej pozo1) Czcigodny missyonarz Dubois, który przepędził 30 lat
w Indjach, zaprzecza poniekąd temu. W I tomie swych Insti­
tutions k. 293 mówi, że nierozerwalność małżeństwa jest zasadniczem prawem u Indjan. Odpowiemy na to, 1° że piękna ta
zasada może istnieć w prawach, a nie być wykonywaną; przy­
najmniej zapewniają o tern wszyscy podróżni: 2° fakt o któ­
rym mówi p. Dubois może być rzeczywistym, ale tylko w nie­
których okolicach Indij.
2) Szczegóły te wyjęte są z dzieł PP. Bernier, Schouten,
Tavernier i z Lettres édifiantes.

272

DZIEJE ŻYCIA KODZINNEGO.

staje po rozłączeniu, na wychowanie i wyżywienie dzieci.
Czy przynajmniej w domu męża znajduje wynagrodzenie
za taką niesłuszność? czy biedna ta istota miała choć
chwilkę szczęścia w swem życiu? Zaraz przekonamy się
o tern.
W Indjach, tak samo jak w Chinach, kobiety są za­
mykane w osobnych mieszkaniach, gdzie strzegą ich nie­
wolnicy, nie dozwalający im widywać się nawet z najbliższemi krewnemi. Kobiety indyjskie nie znają wcale
tego błogiego stosunku, co w chrystyanizmie, zamienia­
jąc męża w brata i przyjaciela żony, osładza jśj jarzmo
małżeńskie, i osusza łzy, które tak często kobieta wyle­
wać musi; tutaj całe ich życie jest tylko odbiciem sto­
sunków ciemiężcy z niewolnikami. Wszystkie księgi in­
dyjskie obejmują tę upowszechnioną u nich zasadę, że
kobieta jest stworzona, aby żyć w ciągłej zależności i po­
słuszeństwie, i że w żadnym razie nie może zostać panią
swej woli. Panną będąc, zależy całkiem od rodziców; ja ­
ko mężatka słuchać inusi męża i matki jego, skoro zo­
stanie wdową, ulegać powinna własnym swym synom*
Wogóle, mąż przemawia do żony w sposób poniżający:
nazywa ją sługą, niewolnicą, lub inne równie pochlebne
nadaje nazwy. Zona przeciwnie mówi do męża z naj­
głębszą pokorą, nazywając go swym panem, wtadzcą, czę­
sto nawet Bogiem. Uszanowanie nie dozwala jej wołać go
po imieniu *).
’) Institutions des peupleś de l’Inde, par M. Dubois, 1.1,
pag. 556.

ROZDZIAŁ

VIII.

273

Zobaczmy jak się w tym przedmiocie wyraża PetdniaPowrana, jedna z Indyjskich ksiąg świętych: „Dla kobiety
nie ma innego Boga na ziemi, jak tylko jej mąż. Naj­
lepszym ze wszystkich dobrych uczynków jakie spełniać
może, jest chęć przypodobania mu się przez najzupeł­
niejsze posłuszeństwo; pobożność jej na tem się zasadzać
powinna.
Jakiekolwiek są jego wady, gdyby nawet był najgor­
szym, żona, w przekonaniu że jest Bogiem, powinna m u
dogadzać... Jeżeli śpiewa nie powinna posiadać się z ra­
dości; skoro tańczy, patrzyć na niego z roskośzą; gdy
mówi o naukach, słuchać go z uwielbieniem; jeżeli w gniew
wpadnie, grozi jej, wymyśla, a nawet bije niesłusznie, po­
winna mówić do niego z największą słodyczą, całować
w ręce, prosić o przebaczenie, aby słowami swemi i po­
stępowaniem dowiodła wszystkim że męża uważa za
Boga“ !).
Niewola nie może już być bardziej poniżającą. B ar­
barzyńskie stosy, ten najwyższy stopień ucisku, nie sąż
w części przynajmniej, wynikami podobnych idej? Ko­
bieta, którą wrodzone przywiązanie do życia lub brak
odwagi, odwodziłoby od zamiaru spalenia się wraz z zwło­
kami męża, nie pójdzie za głosem natury, bo sądzi że tym
sposobem znieważyłaby pamięć jego 2).
*) Institutions des peuples de l’Inde, par M. Dubois,
t. II, pag. 2.
*) Ibid p. 21.

274

d z ie je ż t c ia r o d zin n eg o .

Serce wzdryga się na tę myśl, że stosy istniejące przed
tylu już wiekami, przechowały się do dnia dzisiejszego,
u tego ludu skamieniałego na drodze postępu. Jest to,
jakeśmy już wyrzekli, najwyższy stopień despotyzmu
mężowskiego i upodlenia kobiety. W roku 1804, rachu­
jąc przez przybliżenie, obliczono, że liczba wdów Indyj­
skich palonych żywcem wraz z zwłokami mężów, docho­
dzi co rok do dziesięciu tysięcy. Taki sam rachunek do­
konany w 1838 r., w samych tylko posiadłościach angiel­
skich, podaje dwa tysiące pięćset podobnych całopaleń
na rok 1835, 6, 7 i 8. Anglia wznosząca pagody dla
swych Indyjskich poddanych, użycza im swych żołnie­
rzy, aby przewodniczyli tym strasznym ofiarom! Mamyż
przedstawić oczom czytelnika szczegóły tej barbarzyń­
skiej ofiary? Posłuchajmy słów naocznego świadka:
„Runjet-Singh, król Lahory, zakończył życie w nocy,
z dnia 27 na 28 czerwca 1839 r. Już w dniu 24, rozpo­
częło się konanie, ta ostatnia walka życia ze śmiercią; od
tej chwili powstało zamieszanie w całym seraju. Wiele
żon jego domagało się o honor wstąpienia na stos, lecz
tylko cztery z nich z rodu książęcego dostąpiły tego za­
szczytu. Siedmiu stróżów seraju, otrzymało także tę łaskę.
Dnia 28, o ósmej godzinie z rana, wzniesiono w po­
bliżu pałacu wspaniały stos z drzewa sandałowego. Na­
stępnie przeniesiono tam zwłoki królewskie; zaraz za nie­
mi postępowały cztery królowe; dalej zaś siedmiu stró­
żów seraj owych. Na stosie umieszczono cztery królowe,
po dwie obok i naprzeciwko siebie, na ich kolanach zło-

ROZDZIAŁ

VIII.

275

żono zwłoki królewskie. Około królowych, stanęli stróże
serajowi. W ten czas dokończono stosu otaczając ofiary
drzewem sandałowem, tak aby im tylko głowy było wi­
dać. Oprócz tego, tak w środek stosu jak i koło nieszczę­
śliwych tych istot, nakładziono płótna nasiąkłego oliwą?
masłem i wonnemi żywicami. Najstarszy syn i następca
króla, zapalił pochodnie umieszczone pod spodem sto­
su. Niezliczone tłum y, zbiegające się ze wszech stro n ,
aby się napawać tym strasznym widokiem, przyklasnęły
odwadze biednych ofiar. W oka mgnieniu powstał ogro­
mny płomień pomieszany z dymem, który wkrótce za­
dusił nieszczęśliwe ofiary barbarzyńskich przesądów. Na­
zajutrz pozbierano pozostałe kości, a włożywszy w wo­
reczki z materyi przerabianej złotem, napełnione kwia­
tami i napuszczone wonnościami, przeniesiono z najwię­
kszą okazałością te relikwije królewskie i spalonych z nim
ofiar, nad brzegi świętej rzeki Gangesu, i wrzucono
w wodę“ *).
Jeżeli kobieta, m atka, małżonka, towarzyszka męż­
czyzny, tak dalece jest pognębioną, jakiegoż losu spo­
dziewać się może w tej despotycznej społeczności dzie­
cię, ta słaba istota, co przynajmniej w pierwszych chwi­
lach istnienia, prędzej może być ciężarem niż pociechą
dla rodziców, nie pojmujących świętych obowiązków ro­
dzinnego życia? Pod tym względem rodzina indyjska, jest
]) Benet, doktór króla Laliory. — Zob. fakt okrutniejszy
jeszcze, w Cat. de perseverance, t. VIII, święto Zwiastowania.

76

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ogołoconą, z wszelkich uczuć. Indostan jest widownią
strasznych rzezi. „W Indjach, mówi P. Dubois, nader
często znaleść można rodziców, tak silnie przekonanych
o wpływie planet, że rzucają potajemnie na gościńcach
nieszczęśliwe dzieci, urodzone w dniach którym astro­
logia sądowa przypisuje własności złowrogie, lub też
oddają każdemu co śmie narazić się na niebezpieczeń­
stwo przyjmując tak zgubny ciężar. Wyrodniejsi jeszcze,
zaduszają lub topią z najzimniejszą krwią te nieszczę­
śliwe ofiary bezrozumnego i srogiego dziwactwa ^ Dzie­
ciobójstwo upowszechniło się u Indjan od niepamię­
tnych czasów; córki szczególniej zabijają tysiącami *2).
W niektórych prowincyach samych tylko wychowują
chłopców 3). Jednakowoż krwawy ten ucisk, któremu
tam, równie jak w innych stronach podlega córa Ewy,
nie jest wyłącznym jej przywilejem. W rozległej prowincyi Madras, rolnicy przechowali nieludzki zwyczaj tu ­
czenia małych dzieci i zabijania ich następnie. Zanim
odbiorą im życie, nacinają ciało, i wykrawają z niego
kawałki, które rozrucają po polu i w plantacyaeh, wszy­
stka zaś krew jego przed skonaniem, wycieka na ziemię.
Podług nich, gorąca krew dziecięcia użyźnia pola. Żoł­
nierze angielscy, wysłani do jednej tylko wioski, znale­
źli dwadzieścia pięć dzieci powierzonych kapłanom do
*) Dubois, 1.1, k. 126.
2) John Beck, Researches in medecine, etc. In-8, p- 15.
3) Dubois, t. II.

R O Z D Z I A Ł

VIII.

277

utuczenia, aby mogły służyć do niegodziwego użytku,
opisanego powyżej 1). Tak wiec, starożytni poganie za­
bijali dziecię na ofiarę bogom, teraźniejsi dla użyźnie­
nia ziemi.
Dzieci, złóżcie tysiączne dzięki Bogu Zbawicielowi, że
sam został dziecięciem, aby was wyrwać z tak okropnej
niewoli. Pomiędzy temi co czytać będą te karty, znaj­
dzie się może wielu, co chrystyanizmowi tylko winni
swe życie.*)
*) Fakt ten podają, dzienniki angielskie z r. 1840.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
Dzieje rodziny wAzyi.—Chiny.

Stanęliśmy wreszcie na tej tajemniczej ziemi, nad
której obyczajami, umiejętnością, sztukami pięknemi,
cywilizacyą i szczęściem, tak się unosił Voltaire wraz
z swymi uczniami. Dzięki tym pięknym kłamstwom, lud
chiński stał się dla wielu Europejczyków ideałem dosko­
nałości. Filozofia nieprzyjazna religii, w podwójnym
działała celu, zarzucała fałsz naszym księgom świętym,
opierając się na świadectwie dawniejszych i pewniejszych
chronologii, i cywilizacyą ludu bałwochwalczego chciała
dowieść bezużyteczności chrystyanizmu. Co do tablic
chronologiczny ch Niebieskiego Państwa, tegoczesne nauki
osądziły je krótko i sprawiedliwie 1). Wiemy, że dopiero
!) William John, Asiatic. Researches; Abel Rimusat. Memoires sur les Chinois; Klaproth, i t. d. Delambre, tak się wy­
raża o chińskich Tablicach astronomicznych, stanowiących
podstawę ich mniemanej chronologii: »Chaldejczycy, Chińczy­
cy i Indyanie, nie znają astronomii matematycznej... Nie po­
siadamy żadnego dowodu przekonywającego nas, że nauka
ta, była im dawniej znaną. Chińczycy i Indyanie zaledwie po-

279

R O Z D Z I A Ł

IX.

Jezuici uczyli Chińczyków układać kalendarze, i wielu
innych rzeczy, które nie znajdowały się w liczbie ty ch
nieograniczonych prawie wiadomości, któremi Voltaire
obdarzył sławnych potomków znakomitego F o —hi. Co
zaś do prawdziwej cywilizacyi, zasadzającej się na zna­
jomości i wokonywaniu cnót towarzyskich, poweźmiemy
o niej wyobrażenie z publicznych i domowych obycza­
jów Chińczyków. Oto obraz skreślony przez naszych
missyonarzy.
Kilka już razy w ciągu dzieła naszego uciekaliśmy
się do świadectwa tych czcigodnych ludzi: a ponieważ
znów odwołujemy się do niego, słusznie abyśmy po­
znali całą jego wartość. Missyonarzy nie można poró­
wnywać z tym i podróżnemi, cq rozprawiają o jakimś
kraju, poznawszy go tylko powierzchownie, prawie przez
szyby swego powozu; różnią się i od tych, co nawet
długi czas przebywali w jednym tylko mieście lub por­
cie, a nie Umiejąc języka krajowego, lub znając go nie­
dokładnie , sądzą z tego co posłyszeli, wchodzą w sto­
sunki osobiste z małą tylko liczbą mięszkańców, a naszczycić się mogą dość świeżemi dziełami; na korzyść zaś
Chaldejczyków i Egipcyan, możnaby tylko przytoczyć kilka
błachych i małoznaczących świadectw pisarzy, którzy pod
tym względem nie są właściwemi sędziami... Trudno przeko­
nać się dokładnie, do jakiego stopnia doszła u starożytnych
nauka astronomii; nie posiadamy nawet żadnego dowodu, że
była im znaną.® Hist. de 1’A.str, du moyen âge, Dise, prélem.

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

280

koniec badania swe nad krajem ograniczają, na spostrze­
żeniach handlowych lub naukowych, rzadko bardzo
zwracając uwagę na moralną jego stronę.
Przeciwnie missyonąrz wstąpiwszy ną ziemię w któ­
rej ma głosić świętą naukę, nie osiedla się wyłącznie
w jednem miejscu, nie przebiega szybko kraju, ale
podróżując najczęściej pieszo, stara się dokładnie po­
znać każdą okolicę i zbadać ducha jej mięszkańców.
Już samo posłannictwo jego zmusza go do nauczenia się
krajowego języka, wprowadza w stosunki ze wszystkiemi klassami społeczeństwa; daje poznać najdrobniej­
sze szczegóły i tajemnice życia domowego. Sam był
naocznym świadkiem złego i dobrego, widział go pra­
wie dotykalnie: zjednoczył się, że tak rzekę, z ludem,
którego stał się ojcem i przewodnikiem. O prawdzie
słów tych uczonych i cichych ludzi, świadczy całe ich
życie cnót i poświęcenia.
Skreśliwszy te kilka słów o naszych missyonarzach,
przystąpmy do pozostawionego nam przez nich opisu
obyczajów cesarstwa chińskiego. Zastanowimy się nad
tym nieco dłużej, jako nad nowym dowodem nauki i filo­
zoficznej dobrej wiary w ostatnim stuleciu, oraz jako
nad niezbędnem przygotowaniem do dokładnego pozna­
nia stanu, w jakim zostaje rodzina w ojczyźnie Konfu­
cjusza.
Gdyby ktoś z zapoznających dobrodziejstwa chrystyanizmu, i nie znających z jak głębokiej przepaści w y­
zwala on narody, mógł własnemi oczyma zobaczyć co

ROZDZIAŁ

281

IX.

się dzieje w Chinach, zapewnie złożyłby szczery hołd
boskiej religii, co sama tylko może położyć tamę tak
bezecnym postępkom. Sprawiedliwość sprzedaje się tam
więcej dającem u, klucz złoty otwiera każde sumienie,
pieniądz rozwiązuje kajdany zbrodniarzy, i znosi wyro­
ki prawa, nawet, urzęda publiczne, stały się przedmio­
tem hańbiącego handlu. „Nic, naprzykład, nie narobiło
takiego rozgłosu w Europie, jak liczne postanowienia
mandarynów, wzbraniające handlu opium; zagrażają
klątwami wyj ętemi z ksiąg Konfuciusza, i gniewem cesarskiem, tak krajowym jak i zagranicznym kupcom sta­
rającym się wprowadzić do Państwa niebieskiego tę szka­
radną truciznę. Lecz w istocie głównym celem ich działań
była jedynie chęć wzięcia w monopol tego korzystnego han­
dlu. Co dzień łodzie mandarynów przybijają do okrętów,
przywożących opium , i zabierają całe pakunki. Gdyby
ktoś inny chciał go kupować, musiałby zapłacić manda­
rynowi summę wynoszącą sto franków od pudełka. Biada
tym, co chcąc uniknąć tak wysokiej opłaty, odważyliby
się potajemnie sprowadzić opium: w takim razie winny
ulega więzieniu, zapłacić musi nader wysoką karę pie­
niężną; opium zabierają na rzecz skarbu cesarskiego, za­
mieszczając jednak w wywodzie słownym zaledwie ósmą
część zajętej ilości: reszta stanowi uczciwy zysk prawego
urzędnika. Niedawno sam byłem świadkiem, że podobną
kontrabandę, która powinna była przynieść rządowi sześć
Gaume, Tom II.

19

282

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

do siedmiu kroć sto tysięcy, zredukowano na piętnaście
tysięcy franków 1).
Lud ten, odznaczający się niezwykłą głupotą chciwo­
ścią i oszukaństwem, handluje wszystkiem, ho na wszystko
znajduje kupców. „Nadużycia, mówi dalej missyonarz, tra ­
piące wszelkie stosunki społeczne odbiły się w życiu rodzinnem. Wczoraj, wyszedłem na przechadzkę w góry
wyspy Linting. Wracając, spotkałem nad brzegiem morza
kobietę, która przystąpiwszy do m nie, prosiła bardzo,
abym kupił jej dziecię. Babka nagliła mnie także usilnie,
i zdawało się, że lada chwila rzucą mi w łódkę tę biedną
istotę. Przytomny ojciec, oczekiwał z najzimniejszą krwią
na ukończenie handlu. W Chinach, sprzedaż dzieci tak się
upowszechniła w najniższej klasie lu d u , że nie okrywa
już matki niesław ą: takie to owoce ivydaje poganizm..
Nie, nigdy podobne nadużycia i podobne obyczaje nierozkrzewią się na naszej ziemi, oczyszczonej przez Ewange­
lię. Lecz gdyby to było podobnem, aby Europa utraciła
dobroczynny wpływ chrystyanizmu, chroniący ją dotąd
od podobnych niegodziwości, i gdyby w takim razie
przyswoiła je sobie, filozofowie jej uczyniliby to samo
co uczeni chińscy: patrzeliby na to obojętnie i naślado­
wali bez wyrzutów sumienia. Zresztą, łatwo przekonać
się o tern, że Cesarstwo Chińskie jest tylko ciałem bez
duszy, jakby trupem olbrzyma. Sam tylko chrzest odra') List. Ojca Faivre dnia 28 lutego 1838. Annales de la
Prop. de la foi, n. 69, k. 186.

R O Z D Z I A Ł

283

IX.

dzający pojedynczych ludzi i całe narody, mógłby mu.
przywrócić życie 1).
Powzięliśmy już ogólne wyobrażenie o obyczajach
Chińczyków; teraz więc przejdźmy do dziejów społeczno­
ści rodzinnej. Tu także obok licznych dowodów boskości chrystyanizmu, znajdziemy wiele pobudek do wdzię­
czności ku Bogu Zbawcy naszemu, i Kościołowi kato­
lickiemu, nieskazitelnej jego oblubienicy. "Wszelkie pla­
gi dręczące rodzinę w starożytnym i tegoczesnym poganiźmie, psują także życie rodzinne w Chinach. De­
spotyzm i zmysłowość stanowią całą osnowę jego dzie­
jów.
Równie jak starożytni poganie, Chińczycy pojmu­
ją tylko materialną stronę małżeństwa. Każdy m usi
się żenić, jest to najgłówniejszą ich powinnością. Ojciec
sądziłby się zniesławionym, gdyby nie pożenił wszyst­
kich swych synów i nie wydał za mąż córek. Chińczyk
może mieć kilka żon, chociaż zazwyczaj jedna tylko nosi
ten tytuł: wolno mu także oddalić t e , które mu się
sprzykrzyły *2). Nałożnictwo tak się tam upowszechniło,
że wiele miast w prowincyi Kyang-nan, wsławiło się bezecn m kupczeniem nieszczęśliwemi istotami, sprzedawanemi w tym celu. Tak więc w Chinach pierwotna
podstawa życia rodzinnego, całkiem jest zapoznaną: mo') Annales de la Prop. de la foi, n. 69, k. 187.
2) Relation de l’empire de la Chine, par le pere Navarette»
liv. Il, c. 7.
19*

284

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ralność, jedność, nierozerwalność, te wzniosłe cechy mał­
żeństwa zatarły się zupełnie. Nakoniec, w wielu okoli­
cznościach, prawa upoważniają, rozwód, jednakże i tu
widać ucisk i niesprawiedliwość względem kobiet 1).
Żona opuszczająca męża z własnej swej woli, ulega ka­
rze wyznaczonej prawem, następnie zaś może być sprze­
daną przez męża. Przytaczamy tu niektóre punkta do
rozwodu; poznawszy je, będziem mogli dokładniej oce­
nić moralność małżeństw chińskich i stan rodziny w Pań­
stwie niebieskiem. Dają powód do rozwodu: 1° kobieta
naprzykrzająca się zbytnią gadatliwością, gdyby nawet
oddawna była mężatką i miała kilkoro dzieci; 2° nie do­
syć uległa woli rodziców męża; 3° kobieta ciekawa; 4a
kobieta zazdrosna. „Mężowie wychodzą najczęściej z te ­
go ostatniego punktu, mówi ojciec Nawarette, a to zpo•woclu kłótni między żonami. Niektóre z nich wieszają
się, inne rzucają się w studnie. Uczeni chińscy utrzym u­
ją, opierając się w tern na licznych przykładach, że mąż
może rozłączyć się z żoną dla najbłachszych przyczyn^
naprzykład, skoro przestraszy psa, krzyknąwszy na nie­
go zbyt głośno 2).
Nie jestżeto naśladowaniem rozpusty Rzymian z wie­
ku Augusta, którą tak potępiał Juwenal? Aby zaś podo­
bieństwo było doskonalszem, dodać musiemy,. że niecne
') Chine, du P. du Halde, k. 30Ó—303 i następ.
2) Relation de la Chine, przez Ojca Navarette, księ. IR
1 7. k. 66 i następ.

R O Z D Z I A Ł

IX.

285

postępowanie Katona i sprzedaż nieszczęśliwych kobiet,
są. tam także uświęcone obyczajami i prawem*
Takiemi to ustawami rzaclzi się rodzina chińska, ła­
two nam więc pojąć, jakie stanowisko zajmują jej człon­
kowie. Ojciec, jest to okrutny, kapryśny, rozpustny de­
spota, najczęściej dumny aż do śmieszności.
Zastanówmy się teraz nad losem kobiety. Już od
kolebki staje się ona ofiarą cierpień i poniżenia. Męczą
ją kalecząc nogi, tak, że potem nie może utrzymać się
na nich; a próżna i łatwowierna córa Ewy, sądząc, że to
ją upięknia, wzrastając co raz bardziej krępuje swe nogi.
Dzika zazdrość używa tego sposobu, aby zamienić ko­
bietę w sprzęt domowy. Przykro patrzyć, mówił jeden
z naszych missyonarzy, na te ofiary z małemi nogami,
które nie mogą postąpić bez pomocy służących, i tak
się tern męczą, że niepodobne im przedsięwziąść dłuższej
przechadzki. Lecz nie dosyć na tern. Prawo chińskie,
równie jak niegdyś rzymskie, nie dozwala córkom
odziedziczać majątku, nawet po rodzicach. Kodeks pań­
stwa niebieskiego zabrania także wyposażania córek.
Wolno rodzicom sprzedawać je jak bydlęta (prawa po­
tępiają wprawdzie taką niegodziwość, ale rząd toleruje ją);
mogą je zabić nawet, ale nie wolno dać posagu. Synowie
zabierają wszystko; a jeżeli ktoś ma same córki, majątek
przechodzi w ręce najbliższego krewnego z linii męzkiej,
w takim jednak tylko razie, jeżeli ojciec rodziny nie
przysposobił za syna, kogoś choćby z najdalszych swych
krewnych. Barbarzyński przesąd każe uważać kobietę

286

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

za istotę upośledzoną i niższą od mężczyzny. W wyż­
szych sferach społeczeństwa, jawniej jeszcze okazuje się
ta niewola i poniżenie. Sama tylko religia chrześciańska
tak w Chinach jak i całej Azyi, łagodzi nieco los kobiet
i obdarza je niejaką swobodą. Można powiedzieć, że chrystyanizm przywrócił im poniekąd wydarte prawa. Tak
wielka zachodzi różnica między chrześciankami i pogan­
kami, że Chińczycy religię chrześciańską nazywają religią
kobiet J).
Tak więc w domu rodzicielskiem, barbarzyński zwy­
czaj poddaje kobietę jakby rzecz jaką pod władzę męż­
czyzny. Towarzyszmy tej nieszczęśliwej istocie, skoro opu­
szcza domowe ognisko; zobaczemy, że i tu także mężczyzna
wkłada na nią ciężkie jarzmo srogiej swej władzy. Mał­
żeństwo, przynosi tylko kobiecie chińskiej zmianę despo­
tyzmu; tak dalece, że dzieje jej życia są zarazem dziejam ijej niewoli i upodlenia. Za życia jeszcze, znajduje grób
w domu męża. Czasem tylko wolno jej odwiedzić naj­
bliższych swych krewnych. Zresztą , zamknięta ciągle
w swym domu, przestaje jedynie ze służącemi. Najbliżsi
nawet krewni nie mogą mówić z nią bez świadków *2).
Despotyzm przybiera tysiączne postacie, aby ją łatwiej
pognębić w każdem zdarzeniu i w każdej chwili smu­
tnego jej życia; to zagraża niesławą jeżeli zawsze po­
wtórne śluby, to znów zmusza ją aby je zawarła. W niż’) Annales de la Prop. de la foi, n. 50, rok 1837.
2) Memoires du P. Lecompte, k. 132.

R O Z D Z I A Ł

IX.

287

szej klasie lu d u , rodzice chcąc odzyskać część summy
jaką syn ich zapłacił za żonę, mogą powtórnie wydać ją
za mąż, jeźli z pierwszego związku nie miała syna, i czę­
sto zmuszają ją aby podług ich w yboru, zawarła nowe
śluby. Częstokroć zupełnie bez jej wiedzy wybiorą męża,
i odbiorą zapłatę. W takim tylko razie może uniknąć po­
dobnego losu, jeżeli spłaci rodziców męża, lub zostanie
kapłanką (bonzesse), lecz stan ten w takiej tam jest po­
gardzie, że okrywa niesławą te, które go obierają. Sprze­
dana tym sposobem wdowa, przenosi się zaraz do no­
wego małżonka. Często chcąc jej się pozbyć prędzej,
przestępują nawet przepisy prawa, niedozwalające sprzedaAvać wdowy przed skończeniem żałoby 1).
Sądzimy, że z ust chrześcianina, obznajmionego z ta ­
kimi szczegółami, powinnyby tylko wychodzić słowa
przepełnione uczuciem wdzięczności i nieograniczonej
miłości ku Bogu, Zbawcy upadłego świata, i przeczystej
Maryi wybawicielce kobiety; bo kobieta, matka, małżon­
ka jest duszą rodziny, równie jak rodzina jest duszą
całej społeczności: stan pierwszej jest moralnym termo­
metrem drugiej.
') Du Halde, Chine.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.
u
Dalszy ciąg poprzedzającego. — Los dziecięcia.

Jeźli odrzuciemy zasłonę ukrywającą nam los dzie­
cięcia w państwie niebieskiem, pewni jesteśmy, że każ­
dy chrześcianin ze wstrętem odwróci wzrok swój od po­
dobnego widoku. Na samą myśl o tern, serce wzdryga
się boleśnie; słowa zamierają w ustach, a pióro wypada
z ręki. Jednak będziemy się starać zebrać w jedną ca­
łość, znane całemu światu szczegóły. Trzeba, tak, trzeba
koniecznie, abyśmy raz już pojęli, jak szczerą cześć win­
niśmy składać boskości i miłosierdziu tej świętej religii, która "wyzwoliła, nas, dzieci Europy, i zachowuje od
tylu okropnych zbrodni, tak zwyczajnych poganom.
Chińczycy, równie jak wszystkie starożytne ludy,
dla których despotyzm był nąjwyższem prawem, sądzą
się być samowładnymi panami swych dzieci. Dla tego
też tak córki jak synów sprzedają jakby zwierzątka;
a zwyczaj ten nader się u nich upowszechnił 1). I pod
tym jednak względem córki srożej są uciemiężone.
„Przybyliśmy nad brzegi rzeki Amoy, mówi jeden z po-*)
*) Relation du P. Nayarette, księga I, roz. 20. k. 47.

ROZDZIAŁ

X.

289

drożnych, tam boleśnie zostaliśmy dotknięci wido­
kiem zamordowanego przed chwilą., nowonarodzonego
dziecięcia , a kiedy zapytaliśmy przytomnych tam
osób, coby to znaczyć miało , odpowiedziały nam z naj­
zimniejszą k rw ią: „To dziewczyna.“ Zwyczaj topie­
nia córek tak powszechnie jest tam przyjęty, że obo­
jętnie i ze śmiechem zadają śmierć niewinnym tym
istotom. Uważają za wielkie uchybienie, jeżeli ktoś
zapyta człowieka zajmującego cokolwiek wyższe stano­
wisko, czyli ma córki. Prawo nie karze tam ojca zabi­
jającego swe dziecię, bo ojciec jest samowładnym panem
tych którym dał życie 1). Lecz co większą jeszcze napełnia
nas zgrozą, dodaje jeden z missyonarzy, to, że tak bogate
ja k i ubogie kobiety, same zaduszają swe córki, skoro
tylko przyjdą na św iat, lub też składają je w wielkiem
przeznaczonem na ten cel naczyniu, gdzie dozwalają im
umrzeć z głodu. Mówią, że w samem tylko mieście Laoki, liczba dziewcząt, tracących życie z powodu tak b ar­
barzyńskiego zwy czaj u, dochodzi do dziesięciu tysięcy ro­
cznie. Jakież okropne klęski sprowadza on w całym kraju!2)
Straszna rzeź, o której wspominają pierwsi nasi
missyonarze, nie zmniejszyła się bynajmniej w poprze­
dzającym wieku. Angielski autor Historycznych postrzeżeń naci Chinami, tak się o tern wyraża: „W Chinach
') Gutzlaff, Journcd of the voyages along the coast of China
etc. p. 142, Id. a Sketch of Chinese history, p. 46.
2) Relation du P. Navarette, ks. II, str. 10, k. 77,

290

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

różnemi sposobami pozbywają, się dzieci. Akuszerki du­
szą je w naczyniach napełnionych gorącą wodą, i każą pła­
cić sobie za to; lub też rzucają je w rzekę, przywiązawszy
na plecach wydrążoną dynię, ta k , że przed skonaniem
długo się unoszą nad powierzchnią wody. My, słysząc
płacz i krzyki tych biednych ofiar, wzdrygnęlibyśmy
się z oburzenia; ale w Chinach przyzwyczaili się do
tego, i nie czyni to na nich żadnego wrażenia. Nakoniec,
wyrzucają je na ulice, po których co dzień rano (szcze­
gólniej też w Pekinie), jeżdżą wozy, na które zabierają
porzucone dzieci i rzucają do dołu, nie pokrywając wcale
ziemią, w nadziei, że niektóre z nich zabiorą mahome­
tanie; często za nim jeszcze nadjadą wozy, biedne te isto­
ty żywcem stają się pastwą psów a szczególniej też
świń, które gromadnie chodzą po ulicach miast chińskich.
Takiego okrucieństwa, nie zdarzyło mi się spotkać na­
wet u ludożerców w Ameryce.
„Jezuici zapewniają, że w przeciągu trzech lat, poli­
czyli dziewięć tysięcy siedmset dwoje dzieci, rzuconych do
dołu, wykopanego w m iejscu, gdzie wywożą wszelkie
nieczystości; ale nie policzyli roztratowanych przez ko­
nie lub muły, na ulicach Pekinu, pożartych od psów;
uduszonych w chwili przyjścia na świat, zabranych
przez mahometanów, ani nakoniec zamordowanych
w miejscach gdzie Jezuici nie mogli ich policzyć“ 1).
') Tom I, k. 63. Dzieło to wcale nie sprzyja chrystyanizmowi.—Zobacz także Torrens, Reise nach China, etc.

R O Z D Z I A Ł

X.

291

W naszych czasach liczba tych morderstw bynajmniej
się nie zmniejszyła. Wyrachowano przez przybliżenie,
że co rok, najmniej siedmdziesiąt tysięcy dzieci, znajduje
śmierć w nurtach rzek płynących w Chinach. Do tej
liczby nie należą zaduszone przed lub po urodze­
niu. Zdaje się niepodobieństwem, aby podobne wy­
rachowanie mogło być prawdziwem. Skoro jednak zasta­
nowimy się, że fakt ten podają nam tak wiarogodni lu­
dzie, skoro także przypomniemy sobie, jak mało o swe
dzieci dbają Chińczycy, łączący niemoralność zbutwiałej
cywilizacyi do okrucieństwa dzikich ludów, w tenczas
przyznamy, że ta przerażająca dla nas liczba ofiar, by
najmniej nie jest przesadzoną.
„Nieszczęśliwe te ofiary, liczyćby można na sta ty ­
sięcy, pisze jeden z naszych missyonarzy. Rząd chiński
nie myśli nawet o wykorzenieniu tego barbarzyńskiego
zwyczaju. Wszyscy bracia nasi biorą na wychowanie te
biedne istoty. Do mnie także przynoszą je często na
sprzedaż, żądając sześć franków, często trzy, lub oddają
darmo, mówiąc, że jeżeli go nie wezmę, to go zabiją“ 1).
Posłuchajmy rozczulającego opowiadania młodego Chiń­
czyka, nawróconego na religię chrześciańską: „Urodziłem
się w roku 1815. W miesiąc po mojem urodzeniu, ma­
tka moja straciła pokarm, ojciec zaś, mając już dwoje
starszych dzieci, nie obawiał się umrzeć bezpotomnie,
dla tego też nie chciał przyjąć do mnie mamki. Ażeby
’) Annales de la Prop. de la foi, n. 87, r. 1842

292

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

się pozbyć niepotrzebnego ciężaru, kazał mnie wrzucić
w błotnistą, sadzawkę, znajdującą, się za miastem o kil»ka kroków od gościńca. Niech was nie oburza postępo­
wanie mojego ojca, stosował się on do zwyczaju przyję­
tego w naszej okolicy. W Chan-si, nie tylko ubodzy, ale
i zamożne rodziny, duszą lub topią dzieci, skoro ich ma­
ją więcej nad dwoje lub troje. Najbogatsi tylko z moich
rodaków odstępują od tego zwyczaju. Los dziewcząt
jeszcze jest opłakańszy; przekonacie się o tern z przyto­
czonego przezemnie przykładu: znałem człowieka, któ­
remu Bóg dał dziewięć córek, a on kazał z nich siedm
zadusić.
„Kilka chwil potem jak mnie rzucono w sadzawkę,
która dla mnie miała stać się grobem, podróżny jakiś
przejeżdżał przez gościniec; usłyszawszy mój krzyk, zsiadł
z wielbłąda, a ujrzawszy dziecię leżące w błocie, wycią­
gnął mnie już prawie konającego i zaniósł do poblizkiej wioski. Tam nosząc od drzwi do drzwi, wo­
łał aby jaka litościwa dusza, zlitowała się nad biedną
dzieciną.
„W pośród niewiernych, mięszkała pobożna kobieta,
prawdziwy wzór dobroczynności. Z licznych czynów do­
wodzących dobroci jej serca, przytoczę wam trzy tylko:
najprzód pielęgnowała z czułością matki małą dziew­
czynkę, opuszczoną tak samo jak ja; powtóre, przyjęła
do swego domu sparaliżowanego nędzarza i nie szczę­
dziła mu swych s ta ra ń ; nakoniec przyjmując mnie do
siebie, uchroniła od niechybnej śmierci....

R O Z D Z I A Ł

X.

293

„Słysząc wołanie podróżnego, dobra ta kobieta prze­
jęta litością, rzekła do męża: Zobacz, czy który z sąsia­
dów nie zechce wziąć dziecięcia; w przeciwnym razie
przynieś go do mnie. Mąż zastosował się do jej woli,
a ponieważ nikt przyjąć mnie nie chciał, zaniósł mnie
do swego domu. Tam przybrana moja matka, wycho­
wała mnie i żywiła aż do piętnastego roku życia“ 1).
Takiego to losu doznaje dziecię w najobszerniej szem
państwie na świecie. Święta religio, matko wszystkich
ludzi, czyż nie starałaś się zapobiedz tak okropnem zbro­
dniom, ulżyć tak ciężkiej niedoli? Już od trzech wieków
wysyłasz twych apostołów do tej dalekiej i niegościnnej
krainy; a ona nie chcąc przyjąć dobroczynnego światła,
które jej przynoszą, wypędza ich lub zabija! Ale nic ich
powstrzymać nie zdoła, męczeństwo podwaja jeszcze gorli­
wość. Zbyt biedni, aby mogli kupować te niewinne ofia­
ry, i tym sposobem zachować im doczesne życie, używa­
ją wszelkich sposobów, jakie im tylko natchnąć zdoła
uczucie prawdziwego miłosierdzia, aby zachować im ży­
cie wieczne. Sprzedają nawet ten kawałek chleba, któ­
rym ich także żywi litościwa ręka, aby pieniądze za nie­
go oddawać kobietom, które wchodząc do domów pod
różnemi pozorami, przebiegając brzegi rzek, udzielają
chrztu świętego tym biednym opuszczonym istotom.
Jakaż to boleść dla n ic h , jeźli starań ich nie uwieńczy
pożądany skutek, jakże się cieszą, kiedy przynajmniej
v) Annales de laProp. de la foi, n. 69, k. 453 i nast.

294

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

duszom tych ofiar barbarzyństw a, zdołają, zapewnić
szczęście wieczne.
Oto słowa jednego z tych czcigodnych ludzi: „W ze­
szłym roku znaczniejszą była liczba aniołków, którym
zdołaliśmy zjednać niebo chrzcząc je potajemnie; jakkol­
wiek staraliśmy się o to z największą gorliwością, jednak
z powodu trudnych do przebycia okoliczności, zaledwie
zdołaliśmy ochrzcić siedmset siedmdziesiąt dzieci umie­
rających. Za to dawniejszy nasz zamiar dostania się do
cesarskiego szpitala podrzutków w Pekinie, szczęśliwym
został uwieńczony skutkiem. Użyliśmy do tego środków,
którym Chińczyk nie potrafi się oprzeć: jedna z dziewic
chrześciańskich, zapłaciwszy sto franków, wchodziła tam
już kilka razy i zdołała ochrzcić siedmdziesiąt konają­
cych dzieci.
„Rodzice nie odnoszą tam dzieci, ale codzień ośm
wozów zaprzężonych wrołam i, jeździ po całem mie­
ście i zbiera porzucone dzieci. Te które już skonały
grzebią natychm iast, żyjące zaś przywożą do szpi­
tala: najczęściej są to dziewczęta. Chłopcy wrtedy tyl­
ko ulegają temu losowi, jeżeli winni życie występnym
stosunkom, lub podlegają jakiej chorobie, uważanej za
nieuleczoną: wtenczas zabobonni rodzice wyrzucają je
coprędzej, z obawy aby śmierć ich nie wywarła zgubne­
go wpływu na inne dzieci, i nie ściągnęła nieszczęścia na
dom cały. Gdyby dzieci te były piękne, niewierni do­
zwoliliby im umrzeć z zimna i głodu, lecz są tak szkara­
dne i odrażające, że rząd każe je zbierać z ulic równie

ROZDZIAŁ

X.

295

jak nieczystości, aby nie przerażały przechodniów. Jeden
z pobożnych chrześcian, mówi dalej misśyonarz, obiecał mi,
że się. postara, aby chrześcianie powozili te wozy, tym spo­
sobem moglibyśmy zapewnić łaskę chrztu świętego umie­
raj ąoem dzieciom. Spodziewam się także, że zdołam umie­
ścić w domu podrzutków kilka mamek chrześcianek.
„Zdaje się , że jeszcze przed rewolucya francuzką,
missyonarze nasi w Pekinie, wzięli pod swą opiekę pewną
liczbę tych dzieci; mówią n aw et, że dwanaście z nich
adoptowali sposobem próby. Ja sam bardzo często my­
ślałem o tern, chciałbym założyć podobny zakład w Pe­
kinie lub innem jakiem znacznem mieście, w którem
znajdują się wierni; ale dotąd nie mogłem tego wykonać,
z powodu znacznych wydatków, jakieby to pociągnęło
za sobą. Czekam więc jeszcze; ale przynajmniej, tak jak
dotąd, przyjmować będę te przynajmniej, które mi przy­
noszą do chrztu pobożni chrześcianie. Czyż mógłbym
ścierpieć, aby istota, która za mojem pośrednictwem sta­
ła się dziecięciem bożem, umierała z głodu, lub stawała
się pastwą psów. O! mam nadzieję, że kiedyś Opatrzność
zlituje się nad temi niewinnemi ofiarami; że ześle na ich
pomoc nowego Wincentego a P a u lo , który je ukocha
sercem ojcowskiem! Nie opuściła sierot w Europie;
przyjdzie czas, że miłosierdzie jej rozciągnie się także
nad rozległą i nieszczęśliwą Azyą“ 1).
Listy P. Mouly, przełożonego missyi Lazarystów w Pe­
kinie, 10 Października 1837. Annal. n. 69 i nast.

296

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Spełnia się twe nadzieje czcigodny naśladowco świę­
tego Wincentego a Paulo. Kościół katolicki usłyszał głos
twój, a choć dziś sam jest biedny i liczne rozdaje jałmużny,
jednak z miłością, matki pośpieszy na ratunek bie­
dnych sierot. Jeżeli tego będzie potrzeba, odda grosz
ostatni, dla ich ocalenia. Oprócz życia wiecznego, któ­
re im zapewnia za pośrednictwem waszem, chce jeszcze
zapewnić im życie doczesne i chrześciańskie wychowa­
nie; i oto święty jeden biskup, wykonawca jego życzeń,
apostoł jego miłosierdzia, wznosi sztandar oswobodzenia.
Jakiż to piękny i rozczulający pomysł! dzieciom w ka­
tolickiej Europie, poivierza on szlachetne posłannictwo
oswabadzania niemowląt w Chinach. Krótka modlitewka
i mała, bardzo mała jałmużna, oto wszystko, czego wy­
maga od tych aniołków ziem skich, przemawiając w te
słowa do ich rodziców: „W Chinach i innych bałwo­
chwalczych krajach ginie tysiące drobnych dziatek, któ­
re topią, duszą, rzucają na pastwę zwierząt; kogóżby sa­
ma myśl o tern nie przeniknęła boleśnie! Serce wzdryga
się, oburza!.... budzi się w nas uczucie głębokiej litości
nad temi biednemi istotami; cierpimy nad tern, że ich ocalić
nie możemy.... szukamy sposobów, aby ich ochronić od
śmierci. Taka także jest myśl nasza, i szczerze nad tern dzie­
łem oswobodzenia pracować zamierzamy. Tak, chcieliby­
śmy jak największą liczbę dzieci bałwochwalców wyrwać
z rąk śmierci, a ponieważ sprzedają je przez skąpstwo lub
rozpustę, my będziemy je kupować przez uczucie religijne,
dla chwały bożej, dla podniesienia jego świętego imienia;

ROZDZIAŁ

X.

297

aby ich uczynić chrześcianami: chcemy zapewnić
szczęście wieczne tym wszystkim, co umrą. w niemowlę­
cym wieku; tym zaś co przeżyją., chcemy zapewnić zba­
w ienie, aby oni następnie stali się zbawcami swych
braci....
„Czy widzicie te nieszczęśliwe istoty, dla których
błagamy waszej litości! Patrzcie, jak błagalnie wy­
ciągają do was rączki, żebrząc, nie tyle o życie docze­
sne, jak o chrzest i życie wieczne. Jeżeli nie pośpieszycie
im na ratu n ek , umrą pozbawione na zawsze szczęścia
oglądania Boga... Tysiącami umierać będą, duszone, to­
pione, żywcem pożerane przez psy i św inie!__ J e ­
żeli przyjmiecie je pod swą opiekę; żyć będą... staną
się żywymi pomnikami świadczącymi o waszem miłosier­
dziu; a wzrastając razem z waszemi dziećmi, modlitwami
swerni ściągną na was i na nie błogosławieństwa Bo­
że; a jeźli umierać będą, to już odkupione krwią i za­
sługami Jezusa Chrystusa, a niebo przyjmując do sie­
bie te małe aniołki, odpłaci stokrotnie wam i waszym
dzieciom, to szczęście wiekuiste które wam zawdzięczać
będą. Nie przestaną czuwać nad wami i nad wszystkiem
co wam będzie drogiem, będą przy was i dzieciach wa­
szych w każdej ważniejszej okoliczności życia... Oczyma
wiary ujrzycie je przy sobie.... Towarzyszyć wam będą
do stołu Pańskiego; wspierać w niebezpieczeństwie;
w ostatniej chwili życia wzmocnią i pocieszą; nakoniec
zaprowadzą was do wspólnej ojczyzny, a w tej dziedzinie
Gaume. Tom II.
20

298

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

doskonałej szczęśliwości, powiększa jeszcze waszą,, wido­

kiem wiecznego swego szczęścia 1).
Wykazawszy okrutne postępowanie z dziećmi, tych
którzyby powinni otoczyć je miłością i najtkliwszemi
staraniami, moglibyśmy nie wspominać już o stosunkach
łączących członków rodziny chińskiej. Lecz chociaż każdy
sam przez się odgadnąć je może, wspomniemy o nich
w krótkości. Będzie to, nie tyle wyłączny obraz mieszkań­
ców Państwa niebieskiego, jakhistorya powszechna wszy­
stkich tegoczesnych ludów, zostających pod wpływem
despotyzmu i zmysłowości pogańskiej. Posłuchajmy na­
ocznych świadków: „Wychwalają bardzo, mówi ojciec
Nawaret, miłość braterską Chińczyków, i wzajemną ich
do siebie przychylność. Są to tylko powierzchowne oznaki.
Albowiem nadzwyczaj zręcznie i długo bardzo, po­
trafią ukrywać nienawiść swą dla kogoś; lecz przy zda­
rzonej sposobności, wybucha ona z tym większą gwałto­
wnością, im dłużej tajoną była. Zdarza się często, że zapozwany odbiera sobie życie, aby tym sposobem zemścić
się na zaskarżającym, i zniszczyć go na majątku; w ta- *i
*) Jego Exelencya de Porbin-Janson, biskup Nancy
i Toul, założył stowarzyszenie (V Oeuwe de la Sainte-JEnfance)
w celu wykupywania dzieci niewiernych, w Chinach i innych
krajach bałwochwalczych. Członkiem tego stowarzyszenia mo­
że być każde dziecię ochrzczone. Przypuszczają do niego dzieci
od niemowlęcego wieku aż do chwili przystąpienia do pier­
wszej komunii. Składka od każdego z członków wynosi 10
groszy na miesiąc.

ROZDZIAŁ

X.

299

kim bowiem razie, krewni i przyjaciele jego udają, się do
sędziego, dowodząc że niesprawiedliwe domagania zapozywającego przywiodły go do rozpaczy; że nie mogąc innym
sposobem wyzwolić się od nich, odebrał sobie życie. W ten­
czas wszyscy powstają przeciw zapozywającemu; sędzia
łączy się z niemi, i dopóty nie dadzą spoczynku jem u
i jego rodzinie, póki nie zniszczą ich zupełnie *).“
Nieruchomy Chińczyk jest dziś tein czem był przed
dwoma wiekami. „Nie sądźmy, pisze jeden z naszych missyonarzy, aby uczucia rodzinne mogły rozwinąć się sil­
niej w sercu Chińczyka. Dzieci okazują tylko rodzicom
szacunek przepisany prawem; sam jedynie egoizm kieruje
postępowaniem rodziców z dziećmi; widzą w nich przyszłą
podporę swej starości, i dla tego tylko obawiają się utra­
cić. Ich przywiązanie do dzieci dalekim jest od uczucia
miłości rodzicielskiej. Toż samo powiedzieć można o mał­
żeństwach; kojarzy je interes własny a nie wzajemne
przywiązanie. Z tego powodu małżonkoAvie nawet
w chwili śmierci rozstają się z sobą obojętnie: kiedy je­
dno z nich kona, drugie rozmawia najobojętniej: jedyną
dla nich przykrością są tylko nięzbędne w takim razie
odwiedziny. Lecz mylę się, zwyczaj każe, aby kobiety

]) Relation, etc. księ. I, r. 20, k. 47. — Chińczycy lubią
namiętnie procesa, powiadają Jezuici, w dziele pod tytułem:
L a Science des Chinois: „Infinitus litium et litigantium in Chi­
na hodie est numerus; mille passim tollendi fingendique artes,
quibus tribunalia omnia plena sunt. Lib. I, c. 12.
20*

300

DZIEJE ŻYCIA GODZINNEGO.

płakały, ale są to tylko łzy wymuszone, które płyną po­
dług ich woli. Jeżeli ktoś zawoła na nie w chwili w któ­
rej zdają się najbardziej rozrzewnione: „Zaczekaj, odpo­
wiedzą, pozwol mi jeszcze chwilkę popłakać za mężem.“
Co zaś do męża, ten powinien być nieczułym; byłby znie­
sławionym gdyby ktoś zobaczył, że choć jedną łezkę uro­
nił po stracie żony 1).
„Chińczycy pozbawieni są prawie uczuć i przymio­
tów serca. Tak powszechnie znane u nas słodkie wę­
zły przyjaźni, są tutaj zupełnie obce; każdy żyje zam­
knięty sam w sobie: można zastosować do otaczających
nas pogan, to co święty Paweł wyrzekł do współczesnych
sobie, że są to ludzie bez czucia, sine affectione *2).“
Poznawszy tyle, i tak ważnych powodów rozdwoje­
nia, zapytujemy jaka siła zdołała zespolić w jeden na­
ród, lud pozbawiony wszelkich warunków towarzyskie­
go bytu? Taż sama myśl nasuwała nam się po przeczy­
taniu dziejów pogańskiej społeczności rzymskiej. Jakim
sposobem ten lud rzymski, dotknięty tylu plagami, które
ściągnęły na niego religia i prawodawstwo, mógł zacho­
wać tę ścisłą jedność, co zapewniła mu byt tak długi
i nadała władzę nad starożytnym światem? Rozwiązanie
tej zagadki zupełnie będzie jednakowe, tak co do Rzy­
mian jak co do Chińczyków: jak rodzina jest duszą

’) Przypomina to nam prawa rzymskie, niedozwalające
mężom nosić żałoby po żonach.
2) Annales de la Prop. de la foi, n. 88, k. 231.

R O Z D Z I A Ł

X.

301

i siłą żywotną każdego społeczeństwa, tak nawzajem, po­
waga i władza naczelnika rodziny nadaje jej życie i siłę.
Tak więc w Rzymie i w Chinach, rozciągłość władzy oj­
cowskiej, i głęboka prawie bałwochwalcza cześć jaką ją
tam otaczają, jest, jeżeli nie jedyną, to przynajmniej naj­
silniejszą podstawą bytu społecznego. Jakaż to wielka
zawiera się nauka, w tym fakcie, objawiającym się jedna­
kowo w tak różnych od siebie krajach, i w tak odległych
epokach. O gdyby to mogły zrozumieć ludy tegoczesnej
Europy, a szczególniej Francya! Naród, który zapoznał
już władzę Boga, lekceważy władze ziemskie, nie uznaje
władzy ojcowskiej, znieważa ją w swych prawach, wy­
szydza na teatrach; który potrafił wynaleść okoliczności,
łagodzące kary ojcobójców, o! taki naród bliskim jest
upadku: utracił wszelkie żywotne siły. Jeżeli nie posta­
ra się ich odzyskać, zginie, a Chińczycy żyć będą. Czcij
ojca i matkę twoję, jeżeli chcesz być długowiecznym; prawo
to zarówno obowiązuje ludy jak i pojedyńcze osoby, jestto
następstwo nieuchronne, którego uniknąć nie można ró­
wnie jak ciemności pokrywających ziemię po zachodzie
słońca. Tak więc pomimo zbytniej swej rozciągłości wła­
dza ojcowska stała się arką zbawienia dla Państwa nie­
bieskiego ; i gdyby nie była tak zabobonną, zasługiwa­
łaby pod wielu względami na szczerą pochwałę. Nastę­
pne szczegóły7, z których poznamy wszelkie jej wady i za­
lety, dozwolą nam sprawiedliwie ją osądzić.
Najświętszym obowiązkiem dla Chińczyka, jest usza­
nowanie dla rodziców. W oczach dzieci, ojciec jest jakby

302

DZIEJE Ż r C I A RODZINNEGO.

bogiem domowym; nietylko najpilniej wypełniają wszel­
kie jego rozkazy, ale ze czcią prawie ulegają jego dziwa­
ctwom. Jeżeli jest rozrzutnym, nie śmią powstawać prze­
ciwko temu, a nawet w razie potrzeby dopomagają mu
choćby sami mieli paść ofiarą. Jeżeli zechce w późnym
już wieku pojąć drugą żonę, nawet za życia pierwszej,
przyjmą ją w rodzinie jakby drugą matkę. Jeżeli nie słu­
sznie nawet chce skarcić syna, biedne dziecię, samo idzie
po bat którym go wybiją. „Ojciec tak chce;“ słowa te
święte są dla syna, i zawsze jak najwierniej wypełnia,
choćby najcięższe jego rozkazy. Gdyby trzeba było umie­
rać i w takim razie byłby posłuszny. W Chinach, oj­
ciec ma prawo zabić dziecię którego nie kocha, i nie raz
byliśmy świadkami tak oburzających exekucyj.
Ta cześć dla rodziców nie kończy się ivraz z życiem,
jeszcze po za grobem odbierają jej dowody.... Chińczycy
wznoszą zazwyczaj w posiadłościach swoich pogrobowe
pomniki; prawda, że tym spesobem pomniejszają swe
dochody, bo znaczną część pola zamieniają na miejsca
wiecznego spoczynku; jednak każdy z nich woli ponieść
podobną stratę, niż zwłoki swych przodków grzebać na
obcym gruncie. Groby ich są dla nich przedmiotem czci
religijnej. Co rok, w pewnych epokach, krewni każą się
tam zanosić w czarnych palankinach, padają na twarz,
oddają pokłony i składają ofiary cieniom zmarłych, wzy­
wają ich i rozmawiają z nim i, jak gdyby jeszcze żyli.
Grób poświęcony takimi obrzędami staje się nietykal­
nym; byłoby zbrodnią zniszczyć najmniejsze rosnące tam

R O Z D Z I A Ł

X.

303

drzewko, i gdyby doniesiono o tern mandarynowi, winny
uległby znacznej karze pieniężnej 1).
Opuśćmy teraz Chiny, których publiczne i rodzinne
życie, zawiera tak zbawienną, dla nas naukę, i gdzie zna­
leźliśmy tyle nowych powodów wdzięczności dla, naszej
bozkiej religii. Starajmy się wszelkiemi siłami, przyspie­
szyć dzień, w którym słońce wiary zabłyśnie nad tym
nieszczęśliwym krajem. Niech nam zawsze przytomne
będą te słowa, wyrzeczone niegdyś przez jednego z na­
szych apostołów: „Do nawrócenia tego ogromnego pań­
stwa, trzebaby tylko nowego Konstantyna;“ a bądźmy
pew ni, że modlitwy nasze mogą przyśpieszyć jego
przyjście.*)
*) Annales de la Prop. de la foi, n. 88, p. 229 i następ,
rok 1843.

ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Dzieje rodziny wAzyi. Korea, — Japonia.

Otóż wstępujemy w granice tych odległych krain,
które w końcu przeszłego wieku odważyli się przestąpić
mężni apostołowie wiary. Oni ziemie te krwią swoją
zbroczyli, a jak w pierwszych dniach powstającego Ko­
ścioła, krew ta stała się jakby nasieniem chrześcian.
Gwałtowny powiew burzy obalił wiele młodych drzewek,
ale korzenie głęboko utkwiły w gruncie; z tych odziem i powstały nowe drzewa, a nasi niebiańscy ogrodnicy,
nie zważając na niesłychane niebezpieczeństwa, pospie­
szyli uprawiać te młode krzewy. Z ich to listów czerpie­
my szczupłe wiadomości, jakie mamy o tej niegościnnej
okolicy.
Korea, leżąca na pograniczu Chin, i opłacająca ha­
racz niebieskiemu Państwu, została łącznie z nięm ujarz­
miona przez Tatarów. Nie dość na tern, musiała uledz
przemocy Japończyków, którzy jej narzucili haracz ro­
czny, składający się z trzydziestu skór ludzkich!! Bałwochwalska ta kraina zwiększyła jeszcze obyczajami swemi
straszne cienie obrazu, jaki przedstawiliśmy opisując

ROZDZIAŁ

XI.

305

wiernie życie rodzinne na Wschodzie. Wielożeństwo,
rozwód, nałożnictwó, a dla kobiet niewola i niemożność
posiadania jakiejkolwiek własności, porzucanie chorych
na pola i drogi: oto główne cechy życia domowego w Ko­
rei. Jeszcze jeden dowód, że bez zbawiennego wpływu
chrystyanizmu, każdy choćby najmniejszy zakątek zie­
mi, jest zawsze zalany potokiem zbrodni i okrucieństw1).
Ale, o odwiecznie, cudowna potęgo Ewangelii! zale­
dwie rzucono kilka ziarnek bożego nasienia w tę ziemię,
wydającą dotąd same ciernie i głogi, a wnet całe pola
^pokryły się obfitemi plony. Bogate kłosy dojrzały pręd­
ko i pochyliły swe złociste wierzchołki; a więc tak tutaj
jak w Oceanii, żniwiarze katoliccy zdobyli bogate plony
do śpichlerzy ojca rodziny. Tak zaprawdę, na wstyd nie­
dowiarkom Europy, którzy nieustannie śpiewają katoli­
cyzmowi pieśni pogrobowe, dziś religia potrafiła zmienić
tych samych Korejczyków znikczemnionych przez najwyuzdańsze namiętności i zbydlęconych odwiecznym
despotyzmem; w bohaterów godnych uwielbienia ludzi
i aniołów. Ustalenie rodziny, prawdziwe pojęcie władzy
ojcowskiej, miłość synowska, czystość obyczajów, samo
nawet dziewictwo, wszystko to powstaje jakby cudem,
a nowa ta społeczność wywiedziona z steku otaczającej
ją sromoty i zepsucia, okazuje się dawnemu światu czy­
l) Listy missyonarzy z Korei, w Grandes Lettres édifiantes
etc. Opisanie królestwa Korei w Charlevoix , H ist du Japon.
t. I, k. 627 i nast.

306

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

sta, wzniosła, bohaterska, podobnie jak niegdyś społe­
czność utworzona w podziemiach katakomb, przedsta­
wiała się zdziwionym spojrzeniom wielkiej Romy. Opis
jaki podajemy, to nie tylko historya, jest to zarazem hymn
pochwalny na cześć chrystyanizmu.
Pięć lat temu, jeden biskup i dwóch prostych kapła­
nów potrafiło się dostać do Korei; na ich głos wydobyły
się zarody chrystyanizm u, złożone w łono tej ziemi
w końcu zeszłego wieku. Pomimo wszelkich ostrożności,
zaczęto się domyślać obecności missyonarzy, a gdy się
przekonano o niej, nałożono okup na ich głowy. Nieba­
wem wybuchło straszne prześladowanie przeciwko całej
gromadce chrześcian, a ta odważnie stanęła do olbrzy­
miej walki ze starodawną, społecznością pogańską. Zwy­
ciężyła jednak, zwyciężyła jak niegdyś w amfiteatrach
Rzymu, umierając okryta nieśmiertelną chwałą. Jak gdy­
by dla tego, żeby cud stał się głośniejszym jeszcze, bo­
haterkami tej walki były dwie młode dziewice, godne
współzawodniczki Eulalii, Agnieszki i Agaty.
Dnia 7 kwietnia 1839 r. zatrzymano wielką liczbę
chrześcian, głównie jednak zawzięto się przeciw dzieciom.
Stawiono tedy przed mandarynem dwóch zaledwie dwu­
nastoletnich chłopczyków, i siostrę jednego z nich, pię­
tnastoletnią dziewczynę; wzmocnieni łaską bożą, wszy­
scy pozostali niewzruszeni i wierni prawdziwej wierze.
Ani pieszczoty, ani groźby, ani nawet najstraszniejsze
męczarnie, nie zdołały ich skłonić do odstępstwa, więc
razem z rodzicami wtrącono ich do ciężkiego więzienia.

ROZDZIAŁ

XI.

307

Wielu chrześcian, a miedzy innemi Agata i Łucya, dwie
młode dziewice, podbudzone bohaterstwem tych dzia­
tek, przybyło do pretorium, oznajmiając, że oni także
pragną umrzeć za wiarę; zostali uwięzieni. W kilka dni
później, rozdzielono dzieci z rodzicami, bo straszni sę­
dziowie zapragnęli pozbawić te biedne dziatki wszelkiej
rady i podpory. Nie upadły jednak mimo strasznych
męczarni i okropnego głodu, bo nie odstępowała ich ła­
ska boża. Daremnie mandarynowie przychodzili do nich
zapewniając fałszywie, źe dzięki odstępstwu, rodzice od­
zyskali wolność. „Nam nie wolno w to wchodzić, czy oni
dotrwali w wierze lub się jej zaparli, odpowiadali oni, ale
my nie możemy odstąpić Boga, któremu służemy od lat
dziecinnych.“ Widząc, że i pieszczoty i podstępy na nic
się nie przydały,—wtedy, jak zawsze, tyrani uciekli się
do męczarni. Agata i Łucya znowu stawały przed sądem,
rozciągnięto je na ziemi i łamano kości w nogach; aż szpik
się z nich sączył.... W pośród tak strasznych męczarni
ani na chwilę nie ustały wzywać słodkich imion Jezusa
i Marii! sam mandaryn nie mógł się wstrzymać od po­
dziwiania tak niewzruszonej cierpliwości i wytrwałości.
Nazajutrz wszystkie ich rany zostały cudownie uleczone.
Prześladowanie nie ustaw ało; 3 maja zatrzymano
dwie dziewice, siostry pewnego chrześcianina, który się
ratował ucieczką. Młodsza miała lat 24, starsza Kolomba 26. Stawiono je przed naczelnikiem policyi, który
nie szczędził ani zachęcań ani obietnic, byle je skłonić
do odstępstwa. Odmówiły stanowczo. Następnie zapytał

308

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ich: czemu doszedłszy lat dwudziestu kilku, nie wybrały
sobie jeszcze mężów? Kolomba odpowiedziała mu z szla­
chetną, prostotą, że chrześcianie uważają, że dziewictwo
jest doskonalsze niż małżeństwo, i że go dochowuje dla
podobania się Bogu. Zdziwiony mandaryn, nie umiał
pojąć tej pięknej cnoty; kazał je natychmiast bić batami
po ramionach, po łokciach i po kolonach; pięć razy po­
wtarzano męczarnie, łamanie nóg, kości się uginały a nie
łamały. W pośród tych męczarni, jakaś niebiańska ra­
dość jaśniała na ich licach; z ust ich nie ulatały ani krzy­
ki ani nawet "westchnienia, tylko ciągle cichym głosem
wymawiały ubóstwione imiona Jezusa i Maryi, a modląc
się w milczeniu, rozmawiały w duszy z boskim Zbawi­
cielem. Straże i oprawcy nie posiadali się od złości.
Sędzia wnosząc, że ta cudowna siła jest skutkiem ja­
kichś czarów, kazał im wybić na kości pacierzowej znaki
anty czarodziejskie; dalej, z rozkazu jego, trzynaście ra­
zy przebito je raz po raz na wskroś rozpalonem żelazem.
Pozostały niewzruszone. W tedy mandaryn polecił swoim
oprawcom, aby je zaprowadzili do więzienia galerników
i oddali na pastwę tych zbrodniarzy. Ale i tu nie opuścił
ich boski Oblubieniec: jakby szatą otoczył je łaską swo­
ją i obdarzył tak nadludzką siłą, że każda zdołała się
oprzeć dziesięciu razem mężczyznom. Jak niegdyś święte Agnieszka i Bibianna, tak obecnie te dziewice pozo­
stawały przez 48 godzin w pośród największych złoczyń­
ców, a jednak ujarzmieni ich wysoką cnotą i bohater­

R O Z D Z I A Ł

XI.

309

stwem, przeprowadzili je z uszanowaniem do więzienia
kobiet.
Po tylu zaszczytnych walkach, wkrótce nastąpiła
ostatnia, po której już wieczna chwała oczekiwała wy­
branych: stu przeszło męczenników wstąpiło do nieba,
godnych naśladowców tych pierwszych chrześcian, co najpierwsi poszli krwawym śladem Boga., umierającego
w mękach na górze Kalwaryi. „Krew tylu męczenników
nie popłynęła na próżno, pisze jeden z naszych aposto­
łów; stanie się ona dla tej świeżej ziemi, jak niegdyś dla
naszej starej Europy, ziarnem wydającem nowych wier­
nych. Czyliż to nie wryraźna wola Boga, wzruszonego
modły naszych czcigodnych męczenników, którzy kornie
pochylili głowy przed tronem jego chwały, natchnęła
dwóch missyonarzy, że niepomni na rozliczne niebezpie­
czeństwa, czekające ich w tym niegościnnym kraju,
przybiegli zachęcać i ożywiać ich współwyznawców.
Wkrótce i my także, przebrani za biednych węglarzy,
z workiem korzeni drzew7 na plecach, zamyślamy prze­
być tę tak straszną granicę pierwszej straży Koręjskiej;
pójdziemy pocieszać tę strapioną owczarnię, ocierać jej
łzy, leczyć nie zagojone jeszcze rany, i słodzić o ile to
będzie w naszej mocy, niezliczone klęski wynikłe z prze­
śladowania.... a jeźli potrzeba będzie przelać krew naszą
dla ich zbawdenia, Bóg wesprze słabe siły nasze, że
z odwagą położemy głowy pod topór kata“ 1).*)
*) Annales de la Prop. de la foi. n. 93, p. 160 et suiv.

310

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Zdaje się, że w chwili kiedy to piszemy, niebezpie­
czne to przejście musiało już nastąpić; wkrótce może
dowiemy się o nowych walkach i nowych zwycięztwach.
Chrześcianin Europejczyk pozyska nowre dowody siły
swej Aviary, a ziemia korejska nowe ziarno cywilizacyi.
Kiedy EiA-angelia postępuje tak co krok dalej w SAvym
odwiecznym postępie, i my także nie zatrzymujmy się
w naszej podróży na około ś iviata.
Odnoga morska szeroka około 30 mil francuzkich
oddziela nas od Japonii, zatem okrętem tylko dostać się
do niej możemy. Jak podczas gęstej mgły nocnej , świe­
tny meteor szybko przemykający się na horyzoncie, bla­
skiem swoim zaćmi ździwione oko podróżnika, i niknąć
nagle, znowu ŚAAÓat w dawnej pogrąży ciemności; tak
w dziejach Japonii, ujrzemy jak av końcu XVI wieku,
żywy odbłysk chrystyanizmu rozproszył czarne cienie
balwochwalstAva, zalegające to obszerne państwo. Wiel­
ki blask uderza cię av oczy; przez chwilę możesz po­
dziwiać wielkie, bohaterskie cnoty, w tern nagle ŚAviatło gaśnie i jak pierwej ciemna noc nastaje; dzikie zwie­
rzęta wychodzą z swych jaskiń, a Japonia wraca pod
krwawe brzemię poganizmu.
Gdy św. Franciszek Xawery, ów noAvy PaAveł św.,
przebył niebezpieczne granice tej oddalonej krainy, nio­
sąc w ręku świętą pochodnię pra\Ardy, którą, karząc ich
pychę, Bóg odjął północnym ludom Europy; gdy godni
Avspółzawodnicy jego, missyonarze nasi Avstępowali w je­
go ślady; gdy nareszcie podróżnicy europejscy zdołali do­

ROZDZIAŁ

XI.

311

stać sio do Japonii, wsczyscy przyznali jednozgodnie, że
mieszkańcy jej byli pełni tak fizycznych jak i umysło­
wych przymiotów. Bystrość um ysłu, żywa chęć wiedzy
i nauki, szlachetność charakteru, wysoko posunięta cywilizacya materyalna, wszystko to zdawało się zapowia­
dać, że ich życie domowe musi być czyściejsze i nie tak
dzikie jak u innych okolicznych ludów. Widzimy więc
przed sobą. naród z tak dobrem usposobieniem, teraz zo­
baczmy co mogła i czego umiała dokazać mądrość ludz­
ka, bez pomocy chrystyanizmu.
Tak tu, jak we wszystkich krajach pogańskich, napo­
tkasz z jednej strony despotyzm mocniejszego, z drugiej
ucisk i upodlenie istoty słabszej : to samo dowodzi, że
wszystkie pierwotne cechy rodziny, zatarły się całkiem
w ich życiu domowem. Ojciec był tylko despotą i takim
być musiał według prawideł swej religii. „W oczach J a ­
pończyka, mówi ojciec Charlevoix, kobieta to istota nie­
czysta, która już z samej swej natury, nie może mieć
wstępu do nieba. Lud otacza swych bonzów wielkiem
poszanowaniem, ponieważ mniema, że mają wielkie łaski
u bogów. Ci chcąc korzystać z wszelkich namiętności,
między innem i, sprzedają żądającym jakieś listy zasta­
wne, które jak powiadają, mają być wypłacalne na tam ­
tym świecie, wraz z procentem dziesięć od sta. Każdy
prawie Japończyk stara się posiadać kilka takich listów,
które po jego śmierci palą lub grzebią z nim razem.
.... Nieszczęśliwi biedacy i ubodzy; ci wedle tych oszu­
stów, są raz na zawsze przeklęci, bo nie mają czem Avy-

312

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

kupić się i opłacić bożkom swoim i ich m inistrom , jak
to zwykły czynić bogate kobiety, które mimo klątwy
ciążącej na ich płci całej, mogą się ocalić składaniem bo­
gatych podarunków. Tak więc według bonzów, są one
niegodne rozkoszy tamtego świata, a według praw kra­
ju , na tym znów żadnej własności posiadać nie mogą.
Gdyby nawet rodzice byli najbogatsi, córki idąc za mąż
to tylko biorą z ich domu, co mają na sobie“ 1).
To ich zdanie o kobietach odbija się w ich losie
i w calem życiu rodzinnem: sprzedają je publicznie ja k ­
by towar jaki. Nieograniczone wielożeństwo wystawia
kobietę całe życie na męki zazdrości, a rozwody, na ucisk
i nędzę *2). Nie tylko Japończyk nie pojmuje moralnej
strony małżeństwa, ale zawierając je nie zważa czy jest
■wolnym lub nie. Cesarz i xiążęta żenią się z osobami
dwór składającemi; w ogóle nikt nie radzi się serca, nie
znając się zawierają małżeństwa, które sami rodzice
układają między sobą. P raw da, że jeżeli małżonkowie
nie są z siebie zadowoleni, mogą się rozłączyć, i w tym
względzie oboje jedne mają prawa , jednak kobiety rza­
dziej daleko korzystają z tego przywileju 3).
Ale ta wolność wzajemna nie długo się utrzym u­
je na równi między m ałżonkami; wkrótce ucisk i nie­
') Histoire du Japon, t. I, liv. prelim, chap. 15, p. 134;
chap. 9, p. 86, edit, in 4to.
2) Koempher, Voyage au Japon, p. 89.
*
3) Charlevoix, t. I, liv. prelim, chap. 9, p. 84 et suiv.

ROZDZIAŁ

XI.

313-

wola są całym udziałem kobiety. Prawo karzące śmier­
cią niewierną małżonkę , milczy, jeźli mąż podobnej do­
puszcza się winy. Ale nie samo tylko cudzołóztwo po­
ciąga za sobą karę śmierci, częstokroć kobieta przypłaca
życiem najlżejsze użycie wolności. Sama tylko ich skro­
mność i wierność może dorównać uciskowi i niewoli,
w jakiej je trzymają. Ileż to z nich, nie mogąc innym
sposobem odebrać sobie życia, dobrowolnie umierają
z głodu, aby za mężem zstąpić do grobu 1). Pokorna
niewolnico, gdyby to poświęcenie twoje nie było występ­
kiem, jakżeby go wielbić trzeb a, a jednak jak wam źle
zań odpłacają! jak nieustannie cięży na was nieubłagane
brzemię despotyzmu! Jak pan nad wassalem, ojciec nad
dziecięciem, tak mąż japoński ma nad żoną prawo życia
i śmierci.
Tak więc znów nasuwa się nam uwaga tylekroć po­
wtarzana w ciągu tego dzieła, że po za obrębem chrystyanizmu zawsze i wszędzie ludzie są jednacy, i dziwić
by się trzeba, gdyby Japończyk wyróżnił się od nich.
Bynajmniej; tutaj jak i wszędzie gdzie nie przyświeca
-światło wiary, mocniejszy jest okrutnym tyranem, dzi­
kiem bydlęciem, nie cofającem się ani przed niesprawie­
dliwością, ani przed uciemiężaniem, ani zabójstwem na­
wet, jeźli namiętności albo interes własny doradzają m u
podobne niegodziwości. Japończyk z najobojętuiej śzą
') Cherlevoi%, t. I, p. 85.
Gaume. Tom II.

21

314

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

twarzą skazuje dzieci swroje na śmierć, i zdaje mu się, że
mimo to nie przestaje być ojcem; podobne przykłady są
tak częste, że wcale nie zwracają uwagi 1). Ta władza
dzieciobójcza dotykająca starsze dzieci, silniej jeszcze
cięży na nowonarodzonych. „Dziwna rzecz, mówi Char­
levoix , że w kraju tak ucywilizowanym, w narodzie,
gdzie natura tak głośno domaga się praw swoich, może
istnieć ZAvyczaj zaduszania lub podrzucania dzieci, jeźli
ojcowie nie są w stanie ich wychować; ale ponieważ tu
każdy występek starają się wystawić za cnotę, Japoń­
czyk utrzymuje, że daje dowód ludzkości, uwalniając te
biedne istoty od życia, które dla nich byłoby tylko cię­
żarem *2). Obok podrzucania i zabijania, ma także miej­
sce sprzedawanie dzieci, jeźli ubóstwo nie dozwala ich
wychowywać. Zycie dzieci niekształtnie zbudowanych
zależało zupełnie od woli ojca. Poronienia także często
się zdarzają, a nawet jak utrzymują, sami bonzowie spo­
rządzają stosowne do tego napoje 3).
Tak więc zupełne zatarcie jedności, nierozerwalności
i świętości, tych pierwotnych cech rodziny, pogwałcenie
najświętszych praw natury, objawiające się przez zabija­
nie, podrzucanie i sprzedaż dzieci; służalstwo i uciemię­
żanie kobiety; oto smutny stan , w jakim przedstawiło.

*) Ka-rnpJier, Podróż do Japonii, p. 89.
2) Charlevoix, 1.1; liv. prelim, chap. 9, p. 85.
3) Golovnin’s Recollections of Japon, p. 93, 97 et 222.

R O Z D Z I A Ł

XI.

315

się chrystyanizmowi rodzinne życie Japończyków. Nie­
stety! wszędzie napotykał on to odwieczne poniżenie,
a jak wszędzie tak i tutaj dokazał cudownego wskrze­
szenia Łazarza.
Kiedy protestantyzm europejski zasiadłszy na szcząt­
kach ołtarzy katolickich, osłoniony tarczą potęgi królów,
trzymając w jednej ręce miecz, w drugiej zapaloną gło­
wnię, upojony mniemanym swoim tryum fem , śpiewał
hymn pogrzebowy Kościołowi rzymskiemu, Kościół ten,
wielkiemi, świetnemi dzieły dowodził mu swej cudo­
wnej mocy i boskiej nieśmiertelności. Na potężny głos
św. Franciszka Xawerego i jego następców, Japończyk
zamarły od tylu wieków, zadrżał w swoim grobie i zrucił z siebie całun bałwochwalstwa. Wstaje, chodzi, bie­
gnie z całym zapałem młodości po trudnej drodze naj­
wyższego udoskonalenia; miejsce pychy, nienawiści, niemoralności, tych nieuchronnych następstw despotyzmu
i zmysłowości, zajęły miłość chrześciańska, braterstwo
i czystość anielska. Przywrócono zasadnicze prawa ży­
cia rodzinnego, miłość synowska i rodzicielska, wzajemne
przywiązanie małżonków udoskonalone łaską bożą, przy­
bierają nadprzyrodzone cechy łagodności, czystości i mi­
łości chrześciańskiej, jaśniejących w pierwszych wiekach
pierwotnego Kościoła. Jednem słowem wszelkie cuda
i bohaterskie cnoty, jakiemi wiara umiała natchnąć pier­
wszych chrześcian, objawiają się znów zdziwionym oczom
missyonarzy. „Wyobraźcie sobie, mówi Charlevoix, podziwienie tych nowych pracowników ewangelicznych, na
21*

316

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

widok tej nieograniczonej łaski, jaką, Bóg zlał na to po­
wstające kółko chrześcian. Ileż to widziałeś dostoj­
nych dworaków, co zaledwie odrodzeni wodą chrztu
świętego, wyrzekli się całkiem pychy tak wrodzonej ma­
gnatom Japonii, i zdawało się, że cała ich duma zasadza­
ła się na tern, aby stanąć niżej od najniższego. Wszyscy
odznaczali się anielską pobożnością i niezrównaną gorli­
wością w wykonywaniu obrządków religijnych, tak, że
aż trzeba było przedstawiać im, aby się nie oddawali
zbyt silnym umartwieniom. Majątki stawały się ponie­
kąd wspólną własnością, a bogaci uważali się jakby za
gospodarzy biednych. Ale co szczególniej dowodziło jak
silnie duch Boży panował w ich sercach, to ta jedność,
zgoda, braterstwo i miłość chrześciańska jaką się od­
znaczają, czem obudzają uwielbienie w samych nawet
poganach 1).
I ta cudowna zmiana nie ogranicza się do jednego
miasta lub prowincyi, ale daje się uczuć w całej Japonii.
Czyliż to nie jest jednym z największych dowodów boskości Kościoła katolickiego, że łączy z sobą ludzi, rodzi­
ny i ludy, które błąd rozdzielał. Ścisła jedność panująca
pomiędzy członkami wszystkich rozproszonych Kościo­
łów, przyczyniła się wielce do utrzymania pierwotnej
żarliwości, bo dzięki jej, wyradza się święte współzawo­
dnictwo, którego owoce codzień są widoczniejsze. W szyst­
kie kościoły utrzymywały z sobą piśmienne stosunki,
b Charlevoix, t. I, liv. IX, p. 234.

ROZDZIAŁ

XI.

317

pocieszały w prześladowaniach, zachęcały do wytrwałości
i świątobliwości, i donosiły o wszystkiem co mogło zbu­
dować lub nauczyć. Tak więc możnaby zastosować do
wiernych Japończyków, słowa które św, Łukasz wyrzekł
niegdyś o pierwotnych clirześcianacli, że wszyscy mają
jedną duszę i jedno serce 1).
Jakże głęboko wzruszają serce owe oznaki miłości
chrześciańskiej , jakiej nieustannie dają sobie dowody,
i cóż może silniej przekonywać o wiecznotrwałości du­
cha katolickiego? Jeźli się dowiedzieli, że przybywa do
nich jakiś chrześcianin, członek innego Kościoła, zawsze
ktoś wychodził na jego przyjęcie i najpierw prowadzono
go do kościoła; nigdy nie potrzebował stawać w hotelu,
i chyba tern się tylko kłopotał, u kogo przyjąć gościn­
ność 12). Podobnie jak pierwsi clirześcianie, wierni Japończykowie miłowali nawet bałwochwalców. Zakładali
szpitale, już to dla wychowywania podrzuconych dzieci,
już to dla pielęgnowania chorych i trędowatych, których
liczba była bardzo znaczna, a nikt żadnego o nich nie miał
starania 3).
Jak ogień wiatrem podniecany wznosi ku niebu
świetniejsze i potężniejsze płomienie, tak bohaterskie
cnoty, jakie Japończykowie zawdzięczają chrystyanizmowi, nigdy żywszym nie jaśniały blaskiem jak w strasz*
1) Charlevoix, t. I, liv. II, p. 265.
2) Ibid. p. 267.
3) Ibid. p. 225.

318

DZIEJE ŻYCIA KODZINNEGO.

nych dniach prześladowania. Zatrzymajmy się chwilę
i przypatrzmy wielkiemu -widokowi, jaki się oczom na­
szym przedstawia, oto lud cały gotuje się na śmierć jak ­
by na ucztę weselną.. Tu tysiące męczenników wszel­
kiego stopnia, płci i wieku, skrwawieni i rozciągnięci na
krzyżu, spoglądają pewnym, spokojnym wzrokiem zwy­
cięzcy siedzącego na swym tryumfalnym wozie. Gdzież
silniejszego znajdziecie bodźca, martwi chrześcianie eu­
ropejscy, których wiara tonie w materyi ? gdzież znaj­
dziecie świetniejszy chywód boskości chrystyanizmu, wy,
którzy zaprzestaliście wierzyć w moc jego cudowną? In­
ni, szczęśliwsi, podadzą wam świetne czyny i fakta, któreby tomy całe zapełnić mogły, my musiemy się ogra­
niczyć na skreśleniu pobieżnego tylko obrazu.
Zaledwie rozeszła się wieść o bliskiem prześladowa­
niu, nagle wszycy ci nowi chrześcianie zamienili się w bo­
haterów podobnych temu , którego Pismo Święte nazy­
wa Lwem pokolenia Judy i Barankiem Bożym. Podamy
kilka faktów dla wykazania tego podobieństwa.

ROZDZIAŁ DWÓNASTY.
Ciąg dalszy. — Japonja.

Pewien Avielki i bogaty Pan, przyj ąwszy chrzest świę­
ty, kazał niebawem ogłosić wszystkim swoim poddanym,
że jeźliby z rozkazu cesarskiego zapytano którego czy P an
jego jest chrześcianinem, aby się nie ważył zataić pra­
wdy. Inny znów, z obawy że nie ośmiela się przyjść are­
sztować go w własnym pałacu, sam z żoną. swoją udał się
do rządcy miasta Meako; on prowadził dziesięeio-letniego synka swego, a żona niosła na ręku maleńką córeczkę.
Niejaki krewny Tayco-sama, który dostał trzy królestwa
od tego księcia, udał się do więzienia missyonarzy i tam
pozostał z niemi aby umierać razem. Pewnego dnia kró­
lowa Tango, tak sławna swem nawróceniem i cierpienia­
mi, sama z córkami swemi pracowała nad zrobieniem
przepysznych sukien, aby jak mówiły okazalej wystąpić
w dniu swego tryumfu.
Wszędzie napotykałeś ludzi wszelkiego stanu i wieku»
z upragnieniem oczekujących sposobności, aby zeznać
w obec urzędników cesarskich że są wyznawcami Chry­
stusa. Znakomite damy umyślnie zgromadzały się w miej-

320

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

scach gdzie najłatwiej mogły być odkryte, a w Meako'
pewna młoda pani, prosiła swych współtowarzyszek, iż
jeźliby w razie prześladowania dostrzegły w niej jakieś
wahanie lub trwogę, aby gwałtem pociągnęły ją z sobą
na męczeństwo. Tak więc we wszystkich stanach, bez
różnicy płci i wieku, męczeńska śmierć za wiarę uważaną
była za najwyższe szczęście na ziemi. Często sam widok
spokojnej radości, z jaką ci nowi chrześcianie gotowali się
na śmierć, obudzał podobne uczucia i równą żarliwość
w sercach tych, co z początku zdawali się słabsi duchem
i nie dość ożywieni łaską Bożą. Przytoczemy tu przy­
kład który da dostatecznie poznać usposobienie tych go­
dnych uwielbienia chrześcian.
Pewien magnat z Bungo, imieniem Andrea, dowie­
dziawszy się że układają listę męczenników, nie umiał
ukryć swej radości, bo jak mówił, nie mogą przecie od­
mówić mu tego zaszczytu, aby najpierwsze na niej zajął
miejsce. Spełniły się jego życzenia, wtedy starał się naj­
usilniej, aby cała rodzina podzielała jego szczęście. Ojciec
Andrea, starzec ośmdziesięcioletni, dopiero od sześciu
miesięcy przyjął chrzest święty, obawiał się więc, czy ten
starzec który całe życie uchodził za najwaleczniejszego
wojownika Japonii, a dziś jeszcze, mimo tak podeszłego
wieku, zachował całą rześkość i żywość młodzieńczą, czy
mówię, potrafił się już dostatecznie przejąć duchem sło­
dyczy i pokory chrześciańskiej, aby się nie opierał w razie
aresztowania.

R O Z D Z I A Ł

XII.

321

Sądził więc, że najlepiej będzie namówić ojca, żeby
zamieszkał na wsi, gdzie nikt nie odważy się go nie­
pokoić.
Poszedł tedy zapytać go, czy wie i jest silnie prze­
konany o tern, że największą chwałą chrześcianina jest
umierać dla swego Boga. „Tak, wiem o tem mój synu, że
jeźli należy poświęcać życie dla swego króla, o ileż pię­
kniej jest i wzniosłej umierać dla swego Boga, dla tego
Boga, który najpierwszy krew swoją za nas przelał na
krzyżu. — Ale czy wiesz mój ojcze, jaka tu zachodzi ró­
żnica? oto umierając dla naszego Boga, nie wolno nam
się bronić. — Ńie bronić się, powtórzył rozgniewany sta­
rzec; umierać jak nikczemnik! o nie mów mi tego mój
synu, ja bronić będę dzielnie i siebie i tych dobiych Oj­
ców co nas oświecili. Dobywa szpadę i trzymając ją
w ręku: „Chodźmy, mój synu, rzecze, niech tylko żołnie­
rze odważą się znieważyć naszych mistrzów, siedmiu lub
ośmiu trupem u nóg mych położę, a jeźli zginę w obro­
nie tak pięknej sprawy, dobrze więc, będę męczenni­
kiem. — Ojcze m oj, odpowie A ndrea, nie pojmujesz je ­
szcze ducha Chrystyanizmu. Ale wierzaj mi, można wie­
rzyć, a jednak nie szukać śmierci, często nawet może
lepiej jej unikać, jak to sam Chrystus zalecał uczniom
swoim. Syn mój, ten ostatni potomek naszego rodu, jest
^ak młodym jeszcze, oddal się z nim na wieś mój ojcze,
tam możecie być zupełnie spokojni; ja zaś udam się do
Ojców naszych i umrę z nimi razem. —Jak śmiesz zale­
cać mi coś podobnego, rzekł oburzony starzec. Jakto! ja

322

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

w moim wieku, miałbym się lękać śmierci, ja co t.ak czę­
sto narażałem się na nią na polu walki! 0 n ie ! nie my­
ślę uciekać, każdej chwili gotów jestem wystąpić do bo­
ju i głowę strzaskam każdemu, kto pierwszy odważy się
gwałt jakiś zadać Ojcom naszym lub mnie samemu; a jeźli umrę tak z bronią w ręku, wypełniając obowiązek
uczciwego człowieka i chrześcianina, w tedy, raz jeszcze
powtarzam, będę dobrowolnym męczennikiem, ale w spo­
sób, jaki jedynie za stosowny uznaję.“
Wzruszony, wchodzi do pokoju synowej, i zastaje ją
zajętą przygotowaniem świeżego ubrania; jednocześnie
widzi jak wszyscy domownicy, a nawet i dzieci wydo­
bywają i trzymają w ręku swoje relikwiarze, skaplerze
i krzyże. Pyta o powód tego zamieszania, odpowiadają
mu, że się gotują do walki. „Do jakiej walki i na jaką
broń? zapytał, a obracając się do synowej: Co to robisz
moja córko? Przymierzam suknię którą chcę włożyć gdy
mnie przybijią do krzyża, bo zapewniają że nie długo
wszyscy chrześcianie mają być ukrzyżowani. Odpowie­
działa mu tak łagodnie, z miną tak spokojną i zadowolnioną, że starzec zmieszał się i zastanowił. Kitka chwil
patrzył na nią w milczeniu, potem nagle jakby budząc
się z głębokiego letargu, rzucił broń, wziął krzyż swój
i rzekł trzymając go w ręku: „Stało się, a więc i ja
pozwolę aby mi razem z wami śmierć krzyżową za­
dano“ 1).
0 Charlevoix, t. II, liv. X , pag. 33 et suiv.

R O Z D Z I A Ł

XII.

323

Wytrwałość i poświęcenie tycli czcigodnych chrześcian nie ograniczały się tedy na czczych słowach i pró­
żnych przygotowaniach, a nawet na pochwałę kobiet
przyznać potrzeba, że mimo wrodzonej słabości, nie lę­
kały się pierwsze wstępować w szranki.
Dziewica znakomitego rodu dostała się w moc wście­
kłego tyrana. Jakiejże to potrzebowała nadludzkiej od­
wagi i siły, jak wielkiej łaski bożej, aby zapanować nad
zwierzęcemi namiętnościami swego kata, przed któremi
dotąd wszystko ustępować musiało. Kiedy prośby, nale­
gania, obietnice, groźby nawet były bezskuteczne, wtedy
skazał ją na chłostę, ale męczarnia ta utwierdziła jeszcze
odwagę niewinnej ofiary. Wówczas to namiętność tego
barbarzyńcy zamieniła się w wściekłość; zaprowadził tę
bohaterską dziewicę na plac, gdzie zazwyczaj śmiercią
karano zbrodniarzy, i tam własną ręką sztylet zatopił
w jej sercu 1).
Dwóch najpierwszych magnatów z królestwa Fingo,
którzy na chrzcie przybrali imiona Jana i Szymona, zo­
stali wkrótce potem skazani na śmierć. Wydając ten wy­
rok na najdostojniejszych swoich dworzan, okrutny tyran
pragnął przestraszyć i odstręczyć od chrystyanizmu
wszystkich poddanych swego królestwa. To go najwięcej
gniewało, że żony tych dwóch dygnitarzy, a szczególniej
matka Szymona, zachęcały ich nieustannie do wytrwa-

*) Cłiarlevoix, t. II, liv. X, p. 35.

324

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

łości w przyjętej wierze, i dlatego skazał je na ukrzy­
żowanie.
Jan dowiedziawszy się że został skazany na śmierć,
udał się natychmiast do miasteczka w którym miał być;
stracony. Rządca tego miasta był jego przyjacielem, chcąc
go więc ocalić od śmierci, używał wszelkich sposobów,
aby go nakłonić do odstępstwa, ale wszystko było nada­
remnie, co mocno trapiło przychylnego mu oficera. Za­
prosił tedy przyjaciela swego na obiad, poczem wziąwszy
go na stronę pokazał wyrok skazujący go na śmierć,
podpisany przez samego cesarza. „Możesz jeszcze uchro­
nić się, rzekł mu, ale nie masz chwili do stracenia." Jan
odpowiedział: „Pragnąłbym bardzo, aby król mój i pan
zażądał odemnie innego dowodu wierności; gotów jestem
poświęcić dla niego majątek, życie nawet, ale nie mogę
się wyrzec Boga mego, bo Ten jest naszym najwyższym
panem. Jemu więc przedewszystkiem powinienem być
posłuszny, i uważam sobie za największe szczęście na zie­
mi, jeźli będę mógł krew moją przelać dla chwały jego
imienia." Rządca miasta widział że nie potrafi go prze­
konać, kazał więc zaprowadzić go do oddzielnego pokoju
gdzie został ściętym. Ten czcigodny chrześcianin zakoń­
czył życie dnia 8 grudnia 1602 r., mając zaledwie lat
trzydzieści pięć.
Tegoż dnia jeszcze rządca miasta wyjechał, uprzedzi­
wszy pierwej Szymona, że go odwiedzi i pragnie pomó­
wić z nim w obec żony jego i matki. Jakoż niezwłocznie
przybył, a zobaczywszy go, łzy stanęły mu w oczach.

R O Z D Z I A Ł

XII.

325

Wzruszony Szymon nie mógł także wstrzymać się od
płaczu, i przez cliwil kilka żaden nie był w stanie sło­
wa przemówić. W tem nadeszła matka Szymona, której
na chrzcie nadano imię Joanna, wtedy rzekł do niej
przybyły oficer: „Pani, muszę natychmiast udać się do
króla i zdać mu sprawę w jakiem usposobieniu zosta­
wiam syna twego. Znając roztropność twoja spodzie­
wam się, że nie odmówisz mu mądrych i zbawiennych
rad, których tak bardzo potrzebuje, i nakłonisz go do
wyrzeczenia się uczuć które nasz książę potępia.“ „To ty l­
ko mogę powiedzieć synowi memu, odpowiedziała cno­
tliwa matrona, że szczęście wiekuiste nigdy dość drogo
okupione być nie może.“ „Ale czy wiesz pani o tern, rzekł
rządcą, że jeźli syn twój nie usłucha króla, głowa jego
spadnie pod mieczem kata.“ „Oby ten Bóg którego wiel­
bię, odparła, dozwolił mi tylko tej pociechy, abym ra­
zem z nim umierała! Jeźli wpływami swemi zechcesz
zapewnić mi to wielkie szczęście, będzie to największa
przysługa jakiej jedynie od najlepszego przyjaciela żą­
dać można.
Zdziwiony tą odpowiedzią oficer, mniemał że łatwiej
może przekona . przyjaciela rozłączywszy go z matką,
i dla tego zaprowadził go do pewnego bałwochwalcy,
gdzie wszelkich używano sposobów", aby odstąpił od swe­
go postanowienia. Wszystko daremnie; wtedy rządca
miasta posłał do niego nad wieczorem jednego z kre­
wnych, aby mu sam ogłosił i wykonał nań wyrok śmier­
ci. Szymon wysłuchał wyroku jakby wiadomości, której

326

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

z najżywszą oczekiwał niecierpliwością, poczem ukląkł
i modlił się chwilę. Wstał, przeszedł do pokoi swej ma­
tki i żony imieniem Agnieszka, aby zawiadomić je o szczę­
ściu jakie go spotyka. Obiedwie te bohaterki leżały już
w łóżkach, wstały natychmiast, i nie okazując najmniej­
szego wzruszenia, zaczęły same przygotowywać wszystko
co mogło być potrzebne do tej exekucyi, której według
wyroku miały być świadkami. Szymon ze swej strony
z równą spokojnością zajął się urządzeniem interesów,
i gdyby ktoś wszedł wówczas do ich domu, aniby się
domyślił do jak strasznej gotował się ofiary.
Gdy wszystko było gotowe, Agnieszka zbliżyła się
do męża i klękając przed nim, prosiła usilnie, aby sam
obciął jej w łosy, ponieważ jeźliby nie odebrano jej ży­
cia zaraz po jego śmierci, postanowiła niezłomnie na za­
wsze wyrzec się świata. Szymon wachał się nieco, zgo­
dził się jednak, gdy matka jego błagała, aby nie odma­
wiał żonie tej ostatniej pociechy. Następnie święty mę­
czennik uściskał żonę i matkę, pożegnał i wynagrodził
służących, ukląkł i czas jakiś modlił się u stóp krzyża,
poczem sam poddał głowę pod topór oprawcy, któren
mu ją za jednym odciął zamachem, dnia 9 grudnia, na
dwie godzin przed wschodem słońca.
Matka i żona, które miały odwagę do ostatniej chwili
spoglądać na tę krwawą ofiarę, zdobyły się jeszcze na
tyle sił, że pozostawszy przy martwych zwłokach, wzięły
w ręce głowę męczennika, uściskały i podnosząc ku nie­

R O Z D Z I A Ł

XII.

327

bu, błagały Pana zastępów, aby przez zasługę śmierci
ukochanego ich syna i męża, raczył także przy]ąć ofiarę
ich życia. Następnie przeszły do przybocznego pokoju,
gdzie cały dzień spędziły na modlitwie, prosząc Boga,
aby nie odmawiał im swej łaski i pozwolił także męczeń­
ską umierać śmiercią.
Nad wieczorem ucieszyły się bardzo, gdy Magdalena,
pozostała wdowa po Janie, weszła do nich wraz z ma­
łym Ludwikiem, swoim siostrzeńcem i zarazem przybra­
nym synem, oznajmiając, że téj jeszcze nocy, dziecię to
i one wszystkie miały być ukrzyżowane. Wiadomość ta
ożywiła ich serca tak nieograniczoną radością, że czas ja ­
kiś przyjść do siebie nie mogły, uspokoiwszy się nieco
uklękły składając Bogu modły dziękczynne. Na całej
twarzy młodego chłopczyny rozlana była jakaś radość
niebiańska, tu widocznie łaska boża zastępowała miejsce
rozumu, bo dziecię to mówiło z niepojętym wyrazem
rozkoszy, że wkrótce przeleje krew swoją za Jezusa Chry­
stusa.
Za nadejściem nocy poprowadzono je na miejsce mę­
czarni, a chcąc ująć trudu i ochronić od zniewag pospól­
stwa, przeniesiono je w lektykach. Pierwszy to raz może
skazywano na męki osoby zajmujące tak wysokie stano­
wisko ; ále pokorne służebnice Chrystusa uskarżały się,
że im tyle okazywano względów, a matka Szymona pro­
siła jeszcze, aby ją przybito do krzyża, chcąc, jak mó­
wiła, umierać śmiercią swego Zbawiciela. Oprawcy od­

328

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

mówili, mówiąc, że nie maja takiego rozkazu, i zaczyna­
jąc od niej przywiązali do krzyża. Poczem podnieśli ją
w górę; wtedy dostojna ta matrona, postrzegłszy, że mi­
mo ciemności nocnej straszny ten widok zgromadził zna­
czne tłumy lu d u , przemówiła do nich żywo, przedsta­
wiając im błędy i niedorzeczne zasady wszystkich sekt
Japońskich. Nieskończyła jeszcze, gdy jej zadano silny
cios włócznią, ale ten ranił ją tylko lekko, oprawca po­
prawił natychmiast i uderzając w serce zadał cios śmier­
telny.
Następnie przywiązano do krzyżów Ludwika i matkę
jego i wywyższono jedno na przeciw drugiego. Kiedy
Magdalena zachęcała syna swego, którego wszystkie po­
ruszenia okazywały anielską pobożność, kat chciał ją
przebić, ale chybił i żelazo obsunęło się tylko. Matka
lękając się, aby dziecię nie zadrżało z przestrachu, wo­
łała nań, aby nieustannie wzywał Jezusa i Maryi; Ludwik
z największą spokojnością wypełnił wolę matki. W tej
chwili oprawca zadał mu cios śmiertelny, i dobywając
żelazo z piersi syna natychmiast zatopił je w łonie
matki.
Zacna Agnieszka pozostała sama; jej młodość, pię­
kność, słodycz i niewinność wzruszyły samych oprawców.
Klęczała modląc się u stóp swego krzyża, a nikt się nie
zbliżał, aby ją do niego przyw iązaćspostrzegłszy to
Agnieszka, chcąc ośmielić żołnierzy silnie przycisnęła
się do krzyża, ale w tern poruszeniu tyle było wdzięku

R O Z D Z I A Ł

329

XII.

i skromności, że podbiła sobie najniecztdsze nawet serca.
W końcu jednak kilku nędzników, zachęceni nadzieja
zysku obrali się za jej katów, ale nieumiejąc robić włó­
cznią. zadali kilkanaście razów, za nim nareszcie ranili ją
śmiertelnie. Wszyscy z boleścią patrzyli na jej męczarnie,
a przejęci zgrozą i oburzeniem, o mało nie rozszarpali ni­
kczemnych siepaczy. Sama tylko ofiara, spokojna i nie­
ruchoma nie przestawała się modlić, i do ostatniej chwili
powtarzała słodkie imiona Jezusa i Maryi 1).
Podobna odwaga, słodycz i spokój odznaczała tysiące
męczenników Japońskich, ginących na całej przestrzeni
państwra Japońskiego. O! niezbadane wyroki Opatrzno­
ści! ten naród co tak szybko umiał się podnieść z poni­
żenia i otrząsnąć z błędów bałwochwalstwa, co jaśniał
tak bohaterskiemu cnoty, nie umiał zachować tego pier­
wiastku odradzającego; zagasła pochodnia Ewangelii
a z nią cała Japonia pokryła się znów grubą nocy pomroką. W chwili, kiedy to piszemy, zabijanie, sprzedaż, pod­
rzucanie dzieci, poniżenie istoty słabszej, jednem słowem
wszystkie gorszące nadużycia i krwawe zbrodnie od ja ­
kich Chrystyanizm oswobodził tę oddaloną ziemię, zno­
wu rozpostarły tam swoją straszną władzę. Tak więc
dzieje rodziny japońskiej, są tylko żywem odbiciem po­
wszechnych dziejów życia rodzinnego, przed, podczas i po
przejściu chrystyanizmu. Oby czysta krew' tylu męczen’) Charlevoix, t. II, liv. X , p. 90 et suix.
Gaume. Tom II.

22

330

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ników wyjednała u Boga łaskę jego i miłosierdzie, dla tej
tak świetnej niegdyś cząstki królestwa Jezusa Chrystusa.
Dzień, w którym krzyż zdeptany od dwóch wieków, roz­
toczy znów nad Japonią swe zwy ciężkie ramiona, dzień
ten będzie dla tej nieszczęśliwej ziemi początkiem nowej
ery szczęścia, cnót i prawdziwej cywilizacyi.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY.
Dzieje rodziny w A z y i, T arta ry i, P ersyi, Arm enii, Turcyi.

Teraz skierujemy nasze kroki do Azyi północnej. Zie­
mia ta była kolebką, rodzaju ludzkiego, tu najpierw ogło­
szone były święte praA\ra życia rodzinnego. Prawdy te
wyszły z ust samego Zbawiciela, ale niestety! dawno już
bardzo echa edeńskiej ziemi przestały powtarzać jego sło­
wa; głos namiętności zagłuszył głos Boga; człowiek stał
się znów ciałem tylko, i tak życie domowe jak i polity­
czne, odbiło na sobie poniżające piętno despotyzmu i zmy­
słowości.
Wielożeństwo i nieograniczone nałożnictwo, te stra­
szne plagi dawnej rodziny, trapią po dziś dzień Tatarów
pogańskich. Tatarzy mahometanie, mają prawa wzbrania­
jące im zawierać małżeństwa w pewnych stopniach po­
krewieństwa, ale Tatarzy poganie mogą się żenić z najbliższemi swemi krewnemi, z wyjątkiem samej tylko ma­
tki. I zdaje się, że nie żadne prawo, ale wiek ich matek,
wstrzymuje ich jedynie od podobnych związków. Z po22*

332

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wodu tych zastrzeżeń w związkach mahometańskich,
zAvróciemy tu uwagę na ów wpływ tajemny, jaki Chrystyanizm wywiera nawet na ludy nie chrześciańskie.
Któż nie wie, że niektóre zasady Koranu są czerpane
z Ewangelii; a jakkolwiek nikną prawie w odmęcie nie­
dorzecznych baśni; mimo to jednak dobroczynne te pra­
wdy oddziaływają nieco na obyczaje mahometanów, jak
słońce zaszłe na horyzoncie, odblaskiem swoim oświeca
jeszcze szczyty gór wyniosłych.
Dziwnym przewróceniem porządku społecznego, któ­
rego przykłady tylko u dawnych Persów napotykać się
dają, magnaci zawierają małżeństwa nawet w pierwszym
stopniu pokrewieństwa w lini prostej. Kiedy kobieta doj­
dzie lat 40, następuje rozwód, a dawne żony wzgardzone
i poniżone, zamieniają się w służebnice swych rywalek.
Dla tego też dzieci widząc jak despotyczną władzę wy­
wiera ojciec, szanują go i poważają, matce zaś, która,
w obec nich jest nieustannym przedmiotem hańby i poni­
żenia, okazują tylko wzgardę i obojętność 1). Możnaż się
dziwić, że podobne narody odznaczają się srogością i dzikiemi obyczajami, oraz, że nieustannie napotkasz wśród,
nich mordy, rozboje i zupełny brak oświaty i cywilizaeyi.
Sąsiedzi ich Tatarzy z Dagestanu i z Nogay, oraz
Czerkiesi, nie mają najmniejszego poszanowania dla naj­
świętszych praw natury i rodziny. Chciwość ich jest tak
’) Hist. des Turcs, des Mogols et des Tartares, composée
d’après les notes de Bentink, t. II, p. 403 et suiv.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

333

wielka, że częstokroć dla tego jedynie prowadza wojny,
aby zabierać niewolników, których potem sprzedają jak
bydlęta. W tym względzie, po większej części naśladują
oni tylko narody starożytne, których chwałę tylokrotnie
opiewano wierszem i prozą. Ale nie na tern koniec;
w braku niewolników wyżwspomniane ludy sprzedają
nawet własne żony i dzieci, jeżeli im tylko dadzą choćby
najmniejszy powód niezadowolnienia 1). Zwyczaj ten po
dziś dzień się zachowuje.
„Co się tycze Persów, mówi p. Guroff, nie podobna
jest skreślić -wierny obraz ich życia rodzinnego; zdaje się
że w ogóle podróżni nie zajmowali się tern wcale. Gdy­
byśmy mogli sądzić z postępowania ich władzcy, o jakże
kraj ten byłby godnym pożałowania! jak poniżającóm
stanowisko rodziny! Jeźli szach Persyi uzna, że ma już
za wiele dzieci, wówczas rozkazuje dusić nowonarodzone;
z jego polecenia zwykle także ten sam los spotyka dzieci
sióstr jego 2).a My, szczęśliwsi jesteśmy od tego autora,
możemy bowiem przywieść pewne i ważne szczegóły
o stanie rodziny w Persyi; potwierdzają one jeszcze tę
niezaprzeczoną prawdę, że wszędzie, gdzie tylko nie przy­
świeca dobroczynne światło Ewangelii, panuje najohy­
dniejszy despotyzm, a tern samem najostatniejsze poniże­
nie stosunków rodzinnych. Aby dać o tern dostateczne
wyobrażenie, dość jest powiedzieć, że prawo upoważnia
J) Idem. t. II, p. 412.
2) Heindenstmann, Tableau de la Perse occidentale, dans
les N o u v e a u x V oyages , t. XXVIII, p. 203.

334

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

do zawierania małżeństw na sześć miesięcy lub na rok.
Wrodzony pociąg do nauki i wiedzy, zaszczyty i korzy­
ści praktyczne jakie ona zapewnia, są to dość ważne
pobudki, aby skłonić Persów do ubiegania się za wia­
domościami i edukacyą, mówi p. Eugeniusz Boré; ale
clicieć rozkrzewić tę oświatę w pośród kobiet, które pra­
wo zwyczaje i przesądy odsądziły zarówno od wszyst­
kiego, uznając, że są niezdolne do wszelkiego ukształcenia
umysłowego, i usposobione zaledwie do wypełniania za­
trudnień i posług domowych, jest to zadanie którego ani
filantropia, ani gorliwość humanitarna nigdy dokazać nie
zdołają na Wschodzie. Tu kobieta nie należy prawie do
rzędu osób, nie przyznają jej nawet prawa exystencyi
publicznej i zewnętrznej. Jeźli przestąpi próg swego
więzienia, powinna przesuwać się wśród ludzi zasłonięta,
nieznana i milcząca, raczej jak widziadło ukazujące sie
w społeczeństwie, a nie jak najistotniejszy członek tego
społeczeństwa, które ożywia i uzupełnia. Wychowują
tu kobiety w zupełnej nie wiadomości, nie dają najmniej­
szego nawet ukształcenia, i to wdaśnie ma stanowić ich
największą zaletę i chwałę.... Matka uważana tu jest tylko
za mamkę i piastunkę swroich dzieci; ale niech tylko syn
dojdzie tego wieku, że może się obejść bez jej starań,
wtedy niebawem zaczynaj ej wydawać rozkazy, ojciec zaś
spogląda na to obojętnie, jak gdyby takie postępowanie nie
było pogwałceniem najświętszych praw natury 1).u
d Lettre de M. Eugène Boré, datée de Djoulfa, près Ispahan, 31 décembre 1840.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

335

Skreśliliśmy tu straszny obraz poniżenia rodziny zo­
stającej pod wpływem bałwochwalstwa.
Podobnie opłakane obrazy nie tylko w Persyi i A r­
menii napotkać możesz; są to ogólne dzieje rodziny w ro ­
zległych okolicach wschodnich zostających pod panowa­
niem mahometańskiem. I nie może być inaczej; bo gdzie
tylko matka i żona, ta królowa, dusza, życie ogniska
domowego poniżoną bywa; gdzie ojciec jest despotą
a dziecię niewolnikiem: tam rodzina nie istnieje, albo ra­
czej bytuje tylko jak naród, w którym nieustanne gwał­
cenie wszelkich praw społeczności uważać można za stan
jego normalny.
Często w podróżach naszych, mówi uczony wędro­
wiec, mieliśmy sposobność ubolewać ciężko nad tern
strasznem poniżeniem, w jakiem islamizm trzyma poło­
wę społeczeństwa. Raz, naprzykład, zbłądziwszy, w bra­
ku mężczyzn pytaliśmy o drogę napotykane przez nas
kobiety, ale wszystkie milczały albo uciekały nie odpo­
wiadając, a jednocześnie przewodnicy nasi mówili do nas
zadziwieni: „Ale cóż one mogą wiedzieć albo odpowie­
dzieć Panom, wszakże to kobiety.“
W domu naszych gospodarzy uważaliśmy, że kobiety
pracowały jak bydlęta zaciężne, dźwigając na swych bar­
kach cały ciężar gospodarstwa domowego, kiedy jedno­
cześnie mężczyźni próżnowali paląc fajki, mniemali bo­
wiem , że pomagając żonom ubliżaliby swej godności.
Jakże smutne obrazy nasuwałyby się oczom naszem, gdy­
byśmy uchylili zasłonę pokrywającą tyle sromoty i han-

336

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

by, które towarzyszkę mężczyzny zamieniły w jego nie­
wolnicę. Ale to nie wchodzi w zakres naszego zadania;
chcąc jednak przypomnieć kobietom, komu winny swo­
je uzacnienie, musiemy zastanowić się nad wszelkiemi
chrześciańskiemi stowarzyszeniami w Azyi. Z tych wszy­
stkich stowarzyszeń, tylko to jedno, które czci i wielbi
świętą Dziewicę, uroczyście obchodzi święta na jej cześć
postanowione, odmawia modlitwy które Kościół poświę­
cił jej chwale; to jedno tylko móivię, oddaje kobiecie na­
leżne jej poszanowanie. Jeżeli cudzoziemiec przestąpi ich
progi, gdy tylko łączy ich węzeł wspólnej wiary, wtedy
bez obawy wypuszczają go do wnętrza rodzinnego przy­
bytku; matka uważa sobie za zaszczyt, że może przed­
stawić mu swre dzieci, mąż pozwala żonie ukazać się bez
zasłony, zasiąść razem na dywanie i wspólną bawić ro ­
zmową; oni tylko jedni starają się o jakieś ukształcenie
kobiet, i u nich też jedynie napotkasz takie co umieją
czytać i pisać 1).u
Obok tych wszystkich charakterystycznych cech po­
niżenia i upadku moralnego, u ludów Tybetu napotkasz
jeszcze straszne pogwałcenie najświętszych praw natury.
Wielomęztwro (polyyiriat), rodzaj dzikiego jakiegoś ko­
munizmu, stanowi główną cechę ich obyczajów. Mongo­
łowie sprzedają i kupują żony swoje, jakby nędzne by­
dlęta *2). Co do wdów, przesadzone wyobrażenie o po­
wściągliwości, albo raczej zazdrość mężowska, która obie*) Id. Annal. n. 79, p. 476.
2) Le P. Regis, dans la Chine du P. du Halde, t. IY.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

337

gla wszystkie krańce świata, nie dozwala im nowych za­
wierać związków: wmówiono w n ie, że zmarli mężowie
czekają na nie na tamtym świecie. Mimo to jednak męż­
czyźni postępowaniem swojem fałsz zadają własnem sło­
wom; albowiem syn może zaślubiać wszystkie żony swe­
go ojca, z wyjątkiem tej tylko, która mu dała życie. Oto
jeden rys jeszcze, uzupełniający ten opłakany obraz: naj­
młodszy tylko z synów dziedziczy cały majątek po ojcu,
córki zaś żadnego nie biorą w nim udziału 1).
W ogóle w tych rozległych krajach Azyi, stosunki ro­
dzinne nie przybierają wprawdzie jak gdzieindziej tej stra­
sznej cechy krwawego barbarzyństwa, jednak mimo to
dosięgły ostatniego kresu poniżenia. Ani na chwilę nie
ustaje tu sprzedaż niewinnych istot: codziennie wypro­
wadzają setkami na targi Konstantynopola i innych
miast główniejszych, te nieszczęśliwe ofiary chciwości ro­
dzicielskiej. Cóż może być p otwór niej sz ego jak ten ohy­
dny handel! Jakże trudno pojąć nam chrześcianom, umie­
jącym cenić godność człowieka i świętość obowiązków
rodzicielskich, aby ojciec mógł sprzedawać swe syny
i córki, i komuż to jeszcze? i w jakim celu? a jednak
obrzydłe to kupczenie dotąd nie ustaje. W chwili, kie­
dy to czytacie, ileż to biednych stworzeń, odkupionych
jak wy krwią Jezusa Chrystusa, jest przedmiotem te ­
go obmierzłego handlu! Pewni jesteśmy, że myśl ta
') Rub ruqui s, Voyage dans les parties orientales du monde;
et Purckas Pilgrimage, p. 4,

338

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

obudzą zarazem w waszych sercach uczucie litości i nie­
ograniczonej wdzięczności. Niech więc grosz apostolski
odjęty waszóm zbytkom., przyczynia się do skruszenia
ohj^dnego jarzma ciążącego nad terni słabemi istotami,
jarzma jakie i was samych przygniatałoby jeszcze, gdy­
by nie odkupienie którego możecie i powinniście być
posłannikami.
Cóż powiemy o Turkach ? ich obyczaje domowe
są dostatecznie znane: wielożeństwo, niewola i poniże­
nie kobiety, zbydlęcenie mężczyzny zamienionego nie­
jako w machinę, nieubłagalną ręką fatalizmu. Jeźli ro­
dzinne stosunki Turków nie odznaczają się taką dziko­
ścią i okrucieństwem jak powyższe narody, jeźli maho­
metanie nie porzucają biednych sierot, jeźli nawet uj­
rzysz ich niekiedy w Pekinie, jak naśladując missyonarzy naszych, podejmują nieszczęśliwe dziatki, które tu
żywcem rzucają w miejsce gdzie wywożą wszelkie nie­
czystości i padliny, (voirie) nie zapominajmy, że Ma­
homet zamieścił w Koranie niektóre zasady, czerpane
z naszych xiąg śwdętych, a nauczające, że miłosierdzie
jest obowiązkiem człowieka. Obok tego wychwala bar­
dzo patryarchów Abrahama, Jakóba i innych, i wiele
przepisów wryjętych z pisma św. wspomina z uszano­
waniem. Chrystusa zaś czci i wielbi jako przedstawicie­
la miłosierdzia bożego na ziemi, wiodącego ród ludzki
drogą prawrdziwój mądrości 1).
3) Guoroff, p. 133

ROZDZIAŁ

XIII.

339

Jednak mimo tego złagodzenia, oddziałanego przez
chrystyanizm na obyczaje dzikich uczniów Mahometa,
Turcy nie pojmują prawdziwego ducha miłosierdzia;
postępowanie ich władców z poddanymi, odznacza się
zazwyczaj okrutnemi nadużyciami, na które ludzkość
wzdrygać się musi. Nie mówiemy tu tylko o ucisku
i uciemiężeniu wywieranem nad słabszymi, ale nadto
0 tern okrutnem prawie, nadajacem Sułtanowi władzę
życia i śmierci nad dziećmi swej rodziny. Jeszcze
w r. 1843, w Konstantynopolu, w obec świata całego,
syn proroka stał się katem niewinnej ofiary. AbdulMedjid wznowił straszny zwyczaj skazywania na śmierć
wszystkich bocznej linii męzkich potomków rodu Os­
manów , i to stało się przyczyna śmierci sułtanki Salichah. Sułtan Malnnud dotknięty śmiercią ulubionej swej
córki, która będąc przy nadziei, otruła się z obawy,
aby nie wydać na świat syna który już naprzód na tak
straszną śmierć był przeznaczony, zniósł to nieludzkie
prawo; to jednak nie długo trw ało, bo następca jego
Abdul-Medżid uznał stosownem przywrócić je znowu,
1 dla tego to syn siostry je g o , która jak wiadomo zo­
stała żoną Halil-Paszy, z rozkazu sułtana został zaduszo­
ny w 48 godzin po urodzeniu. Nieszczęśliwa matka,
świadek tej strasznej sceny, której ani jej krzyk rozpa­
czliwy, ani łzy i prośby odwrócić nie mogły, wpadła
w straszne konwulsye a następnie w ogromną gorączkę.
Nieszczęśliwa ta ofiara okrucieństwa własnego brata, nie
mogąc się niczem pocieszyć po tak strasznym wypad­

340

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ku, męczyła się dwa miesiące jeszcze, zanim nareszcie
litościwa ręka śmierci, uwolniła ją tego życia cier­
pień i rozpaczy. Oby przynajmniej śmierć ta tak sil­
ne wywarła wrażenie na umyśle młodego ciemięzcy,
aby choć nadal zaniechał podobnych zbrodni! Czyliż to
cała Europa nie powinna się rumienić, że do dziś dnia,
w gronie jej monarchów zasiada podobny ty ra n , dla
którego morderstwo jest tylko igraszką, i nie cofa się
przed niem tam naw et, gdzie chodzi o członków wła­
snej jego rodziny, zaledwie ukazujących się na progu
świata 1).
Straszny ten fakt wskazuje dokładnie, jak ogromna
przestrzeń dzieli Turków od narodów, ucywilizowanych
zbawiennym wpływem chrystyanizmu; nadto dowodzi
jeszcze tej tylokrotnie w ciągu tego dzieła przywodzo­
nej prawdy, że gdzie tylko nie przyświeca dobroczynne
światło Ew angelii, tak w domowem jak w publicznem
życiu, nie znają innych praw jak despotyzm i zmysło­
wość. I zdaje się, że dla tego jedynie Opatrzność dozwa­
la Turkom zajmować pogranicze naszej części świata,
aby bezustannie przypominali tę niezaprzeczoną prawdę
niewdzięcznej Europie.
Niedawnemi jeszcze czasy uczniowie Mahometa na­
kładali na podbite przez siebie ludy podobny podatek,
jakiego niegdyś Minos, król Krety, domagał się od Ateń-

’) Dzienniki Konstantynop. marzec 1843.

R O Z D Z I A Ł

XIII.

341

czyków 1). Zanim Rossyanie podbili Imirecyą i Gouriel,
pierwsze z tych królestw opłacało rocznie sułtanowi tu ­
reckiemu daninę, składającą się z ośmdziesięciu dziatek
obojéj płci, od lat 10 do 20, drugie wydawało ich 46.
Wiemy dobrze, jakie przeznaczenie czekało te nieszczę­
śliwe istoty 2).
Wszak do dziś dnia jeszcze Muzułmanie są, hurtownymi handlarzami ciała ludzkiego w Afryce i Azyi;
wszak trzymają ciągłych dostarczycieli w Georgii, Gal­
las i Dar-fur; wszak bezustannie dla nich polują na lu ­
dzi w okolicach Abissynii ! Cóż może silniej dowodzić
najwyższego poniżenia moralnego, jak to ohydne kupcze­
nie niewinnymi ofiarami, jak ci ojcowie co za garść złota
sprzedają własne syn y i córki, tym nieludzkim handla­
rzom, którym zaledwie postać człowieka została! Jest to
widok tak straszny, tak okropny, że zapytać musiemy,
jak się to dziać może, aby poglądający nań świat ucywi­
lizowany, nie powstał dotąd tłumnie przeciw tej sro­
motnej spekulacyi ? Ale nie dość na tern; wszak nawet
!) Minos, król Krety, rozpaczając po śmierci syna swe­
go Androgeusza, zabitego przez byka, którego wypuścił na
niego Neptun: »Cum id Atheniensium fraude accidisse interpretaretur, comparata classe Athenas venisse oppugnatum, ac
non prius Athenienses vexare desiisse, quam pacti se essent
pueros septem ac tolidem virgines quotannis in Cretam missuros, qui Minotauro, quem Minos in labyrintho Gnosi incluserat, trader entur.<c Psaunias, lib. X .
2) Gouroff, p. 122.

342

BZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

w pośród najoświeceńszych narodów, napotykamy obroń­
ców praw i obyczajów cesarstwa otomańskiego! Możnaż
dalej posunąć niewdzięczność i szaleństwo?.... Niechaj
ci wielbiciele Turków idą do Kairu lub Konstantynopola,
niech będą świadkami wylądowania niewolników, niech
nasycą oczy swoje widokiem nędzy i rozpaczy tysiąca
nieszczęśliwych istot wystawionych na handel jak ni­
kczemne b y d lę ta , a powróciwszy, niechże nam prze­
chwalają jeszcze -wzniosłość, słodycz i moralność religii
mahometańskiej, niechże jej dają pierwszeństwo nad
chrystyanizmem!
Dajemy tu krótki rys tego sromotnego handlu:
„Oburzające jest postępowanie Turków z negrami, mówi
jeden z naszych missyonarzy. Handlarze jeżdżą za niemi
do Egiptu lub Arabii, kupują, następnie pakują w małe
barki i dostawiają do Konstantynopola. Przez całą dro­
gę żywią ich tak nędznie, że wszyscy przybywają tu wy­
chudli, wycieńczeni, a częstokroć tak słabi, że się na no­
gach utrzymać nie mogą. Następnie wyprowadzają ich na
targ, do którego sami tylko Turcy mają przystęp, ponieważ
utrzym ują, że -wszyscy czarni z prawa do nich należą.
W Alexandryi Frankowie także bywają na targach,
a niewolnicy zobaczywszy ich, padają na kolana, całują
nogi i zaklinają aby ich kupili; raz, że wiedzą dobrze, iż
u nich lepiejby im było niż u Turkóiv, powtóre, że wie­
lu z nich są chrześcianami. W Etyopii szczególniej licz­
ba tych ostatnich jest bardzo znaczna. Niedawno jeszcze
przybył tu z Egiptu statek turecki, na którego pokładzie

KOZDZIAŁ

XIII.

343

.'znajdowało się dwadzieścia murzynek; siedm z nich były
chrześciankami“ 1).
„Zazwyczaj niegodziwi ci handlarze niewolników,
wszystkich tych których zakupili albo wykradli w Czerkasyi, sprowadzają, do Trebizondy lub okolicznych por­
tów i tam wydają, handlarzom, którzy dostawiają na ta r­
gi Konstantynopola , gdzie dotąd samym tylko Turkom
wolno było ich kupować. Widziałem tu gromadę dziew­
cząt i chłopców oraz dwoje dzieci w kolebce jeszcze:
biedne te istoty tern są godniejsze pożałowania, że każą
im przyjmować religię m ahometańską, a jednak wiele
z nich pierwej już w kraju swoim zostali ochrzczeni“ *2).
Wspomnieliśmy już wyżej, że dzięki chrystyanizmowi, którego tajemna ale wszechwładna siła oddziaływa
na Turkówr, niewolnictwo na Wschodzie postradało owe
straszne cechy okrucieństwa i srogości, jakiemi się od­
znaczało u Greków i Rzymian. Mimo to jednak nic nie
zdoła wywrzeć silniejszego wrażenia na umyśle E uro­
pejczyka, jak widok bazaru, czyli targu niewolników
w Konstantynopolu. Wstęp do tego bazaru był dawniej
wzbroniony Europejczykom, i jedynie ambasadorom od­
wołanym przez swe dwory i opuszczającym stolicę, do­
zwalano go zwiedzać; jednak od jakiegoś czasu Turcy

*) Listy p. Leleu, missyonarza w Konstantynopolu, Annales de la Pro o. de la foi, n. 60, p. 513,
2) Id. n. 62, p. 413.

344

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

zwolnieli nieco i nie bronią już chrześcianom przybywaćna te targi.
Wejdźmy więc w obręb bazaru. Jest to obszerny,,
niekształtny plac, otoczony lożami czyli budkami z drze­
wa jodłow ego, okna i drzwi zakratowane jakby w ptaszarni lub menażeryi. W pośrodku wznoszą się wielkie
drzewa, pod cieniem których siedzą poważnie handlarze
oczekujący kupców, i tylko kiedy niekiedy puszczają
z cybuchów swoich kłęby woniejącego dymu. Rozmawia­
ją z sobą o swoim handlu, a jednocześnie bacznem okiem
strzegą każdy ruch swoich niewolników. Ci stoją zebra­
ni w małe gromadki, większa część zupełnie nadzy, znu­
żeni, zgnębieni i zdaje się jakby przeziębli; nieco dalej
biedne młode dziewczęta, siedzą na ziemi przystrojone
w kilka sztuk monety i smutnie uśmiechają się do prze­
chodzących. Grupy te składają się z różnych narodo­
wości ; tu dzieci Abissynii z czarną i połyskującą cerą,
tam murzyni z głębi Afryki; młode Czerkieski, z białą
twarzą, z dzikiem i Smutnem wejrzeniem, z długiemi rozpuszczonemi włosy; dalej młode dziewczęta i chłopcy z da­
wnego kraju Kolchidy, od ujścia rzeki Batun, z wybrzeża
Łazowskiego i z morskich nadbrzeżów Mingrelii.
Ale otóż zbliża się godny uczeń proroka, długo wo­
dzi zwolna wzrokiem po otaczających go osobach, na­
reszcie zatrzymuje się: już uczynił wybór. W ogóle
niewolników płacą tu bardzo tan io ; jednak podniesienie
cen zależy głównie od piękności tow aru, oraz mniejsze­
go lub większego dowozu. Zazwyczaj żądają za głowę

ROZD ZI AŁ

345

XIII.

pięćset do sześćset plastrów (150 do 200 fr.). Po kla­
skach w Chio i Ipśara, sprzedawano młodych niewolni­
ków po dwa lub trzy piastry.
Któż to sam tylko stara się osłodzić nieco los i osu­
szyć łzy płynące z oczu tych nieszczęśliwych is to t, wy­
dartych gwałtem z łona rodziny i kraju? Chrystyanizm!
bo jak nie lęka się murów więzienia i śmiało wstę­
puje w jego progi, aby przynieść jakąś ulgę więźniom
dźwigającym kajdany, jak w szpitalach do ostatniej chwili
nie odstępuje biednych ofiar, dotkniętych zarazą , tak
sam jedynie stara się złagodzić straszne cierpienia nie­
woli. Jeżeli nie zawsze może tym biednym ofiarom wrócić
wolność doczesną, to przynajmniej stara się przygoto­
wać je do wolności jaka ich czeka w niebie. Powtórzmy tu
opowiadanie pewnego missyonarza z Konstantynopola:
Pewien pan kupił trzech murzynów; przyszedł nas
odwiedzić, mówił o swoich nowych niewolnikach, chwa­
ląc zarazem ich postać, łagodność i uległość, ale nie po­
myślał nawet o zbawieniu ich duszy. Niestety! w ogóle
tu wszyscy zdaje się zapomnieli, że i niewolnik ma du­
szę nieśmiertelną! Zapytany jak myśli postąpić aby ich
oświecić światłem wiary i skłonić do przyjęcia chrztu,
odpowiedział nam dobrodusznie, że mu to nawet do
głowy nie przyszło: „zresztą, dodał, jeden z nich jest
mahometaninem, tak więc niebezpiecznieby było chcieć
go nawracać w Konstantynopolu.“ Prosiliśmy aby nam
ich powierzył na kilka miesięcy, obiecując w tym czasie
oświecić ich nauką katolicką; zezwolił na nasze żądanie.
Gaum e,

Tom I I .

23

346

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

„Zaczęliśmy tedy wypytywać ich jakiej byli wiary;
ale zbyt młodo byli porwani ze swego kraju , aby mieć
jakieś stałe pojęcia religijne. Starszy miał około lat 15,
0 tyle znał Alkoran co wszyscy prawie Turcy, to jest
umiał z niego na pamięć wiele oderwanych i niedorze­
cznych przypowieści. Dwaj młodsi, mogący mieć od lat
13 do 14 byli podani za bałwochwalców. Cała ich reli­
gia była to śmieszna bojaźń szatana, którego wzywali co
chwila, aby jak mówili, odwrócić gniew jego. Łatwo
się dali przekonać o niedorzeczności ich wyobrażeń.
Wkrótce nauczyli się głównych artykułów wiary, i szcze­
rze pragnęli przyjąć chrzest święty. Odkładaliśmy je ­
dnak ten obrządek, chcąc ich doświadczyć i przekonać
się, czy pojęli dostatecznie ducha chrześciańsltiego, nau­
czyć ich żyć świątobliwie, modlić się, panować nad swemi namiętnościami i zamiłować w pracy i uległości. Co­
dziennie powtarzali: „kiedyż już poleją nam głowy wo­
dą?“ i nie wiedzieli jak okazać swoją wdzięczność
1 szczęście.
„Pewnego dnia najmłodszy uważnie wpatrywał się
w słońce, zdawało się jakby z nióm rozmawiał. — Co ro­
bisz, zapytano go? —Daję słońcu pewne polecenie. —A to
jakie? —Oto mówię do niego: Piękne słońce! powiadają
że ty przyświecasz całemu światu, że zwiedzasz wszyst­
kie kraje, zapewnie więc zobaczysz matkę moją; o! wte­
dy proszę cię, powiedz jéj niech nie płacze, że ja tu bar­
dzo jestem szczęśliwy, przebywam u dobrych białych
którzy troskliwie się mną zajmują, nie biją, nie uciemię­

R OZU ZIAŁ

XIII.

347

żają, a nadto nauczyli mnie prawdziwej religii wielkiego*
Allacha!“
Nadszedł nakoniec dzień chrztu, wtedy nie posiadali
się z radości; całowali w ręce każdego kogo napotkali;
wołając: „Ja się nazywam Paweł, ja Wincenty, ja Felix.“
Patrząc na tę ich szczerą, prostą radość, łzy stawały nam
w oczach. W sześć tygodni potem przystąpili dó pier­
wszej Komunii, przyczem wszyscy okazywali szczerą,
prawdziwą pobożność. Następnie zwrócono ich panu,
którego byli własnością 1).
Zanim przebędziemy Bosfor i wstąpiemy na wolną
ziemię Europy, rzućmy jeszcze okiem na cały ŚAviat po­
gański który opuszczamy. Cóżeśmy tu słyszeli? oto dłu­
gie westchnienia, stłumione, ciężkie, nieustanne jęki.
Cóżeśmy widzieli? wszędzie tylko krew, mordy i zbro­
dnie; widzieliśmy jak wszędzie mocniejszy, zamieniony"
w rozjuszonego tygrysa, sprzysiągł się na zgubę, poniżenie
i uciemiężanie istoty słabszej; jak skalane i potwornie
przekształcone życie rodzinne, nie zachowało prawie śladu
swych pierwotnych ustaw i praw zbawiennych, a cała ta
społeczność pogańska, strącona w otchłań poniżenia
i okrucieństwa, pogrążona w grubej nocy ciemnoty, zabobonności i zwierzęcości, przejmowała nas naprzemiau
i trwogą i zgrozą. Straszne te cienie, do dziś dnia osła­
niają jeszcze wszystkie ludy świata, gdzie nie zabłysła
ożywcze, słońce Ewangelii, i wszelkie usiłowania mądro­
l) Annales de la Prop. de la foi, n. 60, p. 529, an. 183823*

348

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ści ludzkiej nie zdołały dokazać, aby nieszczęsne te ludy
wzniosły swe shańbione i upokorzone czoła; lecz niech
tylko nauka Chrystusa przedrze się do najdzikszych
i najniżej upadłych pokoleń, niebawem wydobywają, się
z pod pokrywającego ich całunu, zbryzganego krwią
i błotem, i mogą śmiało zajmować najpierwsze miejsca
w pośród najwyżej ucywilizowanych narodów.
Kiedy skończywszy tę długą wędrówkę, wstępujemy
napowrót w granice chrześciańskiego świata, doznajemy
podobnego wrażenia, jak człowiek nagle przebudzony
z przykrego snu, podczas którego dręczyły go straszne,
przerażające widziadła. Płuca wolniej oddychają, zmar­
twiałe i odrętwione członki odzyskują utraconą czasowo
władzę , przed chwilą bliski konania, czuje powracające
życie: nakoniec budzi się tern radośnem ożywiony uczu­
ciem, że wszystko senną tylko było marą. Nam nieste­
ty! brakuje tej ostatniej pociechy, wszystko to jest stra­
szną praw dą, przerażającą rzeczywistością! Tak’ i m y
podróżni, jesteśmy ocaleni opuszczając te nieszczęsne
kraje, ale biedni ich mieszkańcy pozostają nadal pod ciężr.
kiem, Żelaznem jarzmem ciemnoty i okrucieństwa; jarz­
mo to przygniata ich coraz ciężej, a z ich przyciśniętych
piersi wyrywa się okrzyk boleśny: Zabijają nas, mordują,
przybywajcież nam na pomoc ludy Europy! nie zapomi­
najcie bracia! że wy także byliście czemmy dziś jesteśmy;
że sam tylko chrystyanizm podźwignął was z tego, okro­
pnego poniżenia... Składajcież mu więc nieustanne dzię­

R O Z D Z I A Ł

XIII-

349

k i — ale nie opuszczajcie nas, nie odmawiajcie swej
pom ocy... bo możecie... i powinniście nas ratow ać---A głos ten nie darmo przyzywa nas, katolików, i sta­
rać się będziem, aby nigdy nie zbrakło nam ani gorliwo­
ści... ani poświęcenia!... i nigdy nie odmówiemy im ja ł­
mużny, modlitwy i słów świętej prawdy.... Jakto! gdyby
komuś bydlę wpadło do rowu, wszelkiemi sposobami sta­
rałby się je ratować, a nicże nie uczynicie dla wyrato­
wania tych nieszczęsnych dziatek Abrahama?!...1)
Unusquisque vestrum.... non solvit bovem suum ant
asinum... Hanc autem filiam Abrahse, quam alligavit Satanas...
non oportuit solvi a vinculo isto?.... Et cum hasc diceret erubescebant omnes adversarii ejus. Luc. X III, 16.

CZĘSC CZWARTA.
PONIŻENIE ZWIĄZKÓW RODZINNYCH W EUROPIE.

ROZDZIAŁ PIERWSZY.
Powody poniżenia związków rodzinnych w Europie.

Widzieliśmy, że chrystyanizm podniósł życie rodzin­
ne w Europie do tego stopnia doskonałości i szczęścia,
że doskonalszego chyba w raju szukaćby trzeba; aby
przekonać wszystkich członków rodziny, że samej tylko
religii zawdzięczają, swe wyższe stanowisko i szlachetne,
wzniosłe przywileje, aby się naocznie przeświadczyli, czem
są dotąd u wszystkich ludów, gdzie nie dosięgło jeszcze
światło Ewangelii. Skończywszy tę wędrówkę, wracamy do
Europy; tu smutny widok przedstawia się naszym oczom:
straszne poniżenie związków rodzinnych. Czyste złoto traci
blask swój świetny; więdnieje piękność córki Syonu. Ja ­
kież mogą być powody tej opłakanej zmiany, tak dotkli­
wie dziś już uczuć się dającej, tak przerażającej na przy­
szłość? przytaczamy trzy, które według nas przytłumiają
i streszczają w sobie wszystkie inne: osłabienie staroda-

352

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wnej wiary, poganizm przeważający poniekąd w dzisiejszem wychowaniu, a nareszcie protestantyzm i doktryny
które z niego powstały.
Opiekuńcza władza Kościoła rzymskiego silnie za­
chwianą została. Narody Europy, pozbawione tego do­
broczynnego światła, które od wieków tak pewnie i jasno
rozwojowi ich przyświecało, zachwiały się i zbłąkały
w swoich drogach. Chmary sektarzy, zgubniej szych je­
dnych od drugich, zwabiły i pociągnęły niektóre ludy na
ciemną ścieżkę błędu. Wprawdzie koncylium Konstancyeńskie zabliźniło ranę, ale silny i jadowity zaród złego
pozostał w niej ukryty. Jakaś nieokreślona niespokojność,
zwykła przepowiednia wielkich przesileń, trawiła całe
społeczeństwo i odbijała się w łonie rodziny.
Opatrzność jednak, chcąc jeszcze powstrzymać nad
brzegiem przepaści Europę, tę ukochaną cząstkę swej
owczarni, starała się wszelkiemi sposobami wyzwolić ją
z pod ogarniającego szału. W nieograniczonem miłosier­
dziu swojem, Bóg zesłał światu wielkich świętych, na któ­
rych głos gromady zbłąkanych owieczek powróciły do
owczarni. W piętnastem stuleciu, śś. Franciszek-Xawery
i Wincenty Ferrariusz zamknęli usta heretykom i oczy­
ścili skalane obyczaje. W tedy powstały liczne instytucye,
córy katolicyzmu, które rzuciły w łono ziemi obfite na­
siona, bogate zapowiadające plony. Wielki pomysł zawią­
zania ligi powszechnej dla położenia tamy wzrastającej
potędze ottomańskiej, zagrażającej całemu Wschodowi,

ROZDZIAŁ

I.

353

oddziaływał zbawiennie na potłumienie niezgod wewnę­
trznych i uśmiercenie gorączkowej ambicyi pojedynczych
osób: zdawało się, że nowa era szczęścia i spokoju zakwi­
tnie dla życia rodzinnego, a tern samem i dla całej społe­
czności.
Próżne nadzieje, Izrael nie chce korzystać z nawiedzin
swego Odkupiciela. Pyszne i burzliwe umysły krzewią
ducha niesforności, mnożą przeszkody, nadużywają łaski,
i przepełniła się m iara, Konstantynopol, ta starodawna
stolica cesarstwa rzymskiego, popadł w ręce Mohameda II. Któż zdoła opisać odgłos jego upadku i zgubny
wpływ, jaki wywarli na Europę, rozproszeni Bizantyńczykowie.
Grecy, garstka narodu rozproszonego na cztery wia­
try, ścigani przez barbarzyńców, szukali przytułku na
Wschodzie. Udając się na wygnanie zabrali z sobą dzieła
swoich dawnych współrodaków, filozofów, poetów i hi­
storyków pogańskich, dla których byli przejęci nieokreślonem uwielbieniem.
Chcąc odpłacić dobre przyjęcie zaczęli wykładać
swych ulubieńców i głosić ich chwałę. Według nich, do
tej chwili Europa nie miała nawet pojęcia ani o filozofii,
ani o wymowie, ani o poezyi, ani o sztukach pięknych.
„Zdawali się mówić do niej; ucz się i oświecaj ! barba­
rzyńska Europo, nie szukaj odtąd wzorów, przedmiotów,
natchnień, w twoich wielkich mężach, w twoich rocznikach,
w twojej religii, bo sam tylko Rzym prżedchrześciański

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

354

i pogańska Grecya, mogą dostarczyć ci pod każdym
względem arcydzieł godnych twej uwagi i zajęcia. One
tylko same posiadały wyłączny monopol geniuszu, umie­
jętności i wymowy; tam żyli ludzie, których powinnaś
naśladować, bo dorównać im nigdy nie zdołasz, a i to już
wielką dla ciebie chwałą, jeźli się choć zbliżyć do nich
w czemkolwiek potrafisz.“ Oto co powtarzali nieustannie
na wszystkie tony i głosy, ci nowi przybysze i ich
uczniowie.
Tłumy lekkomyślnych, niespokojnych umysłów, wielbi­
cieli nowości, mniej więcej zniechęconych do katolicyzmu,
rzucają się na oślep w to zgubne wzburzenie, i powię­
kszają go całą potęgą słowa i działalności. Arystoteles
i Platon zawładnęli samowładnie szkołami filozofii. Ho­
mer, Demostenes, a dalej Wirgiliusz, Cyceron, Horacy,
stali się wyłącznym wzorem wymowy i poezyi. W tedy
to nastąpiła straszna reakcya. Spirytualizm chrześciański
został zapomniany, wyśmiany, i sponiewierany, a w jego
miejsce zmysłowość pogańska przebijała we wszystkiem;
ona to kierowała słowami mówcy, pędzlem malarza, lyrą
poety i dłutem snycerza. Straszny ten potok zalał całą
Europę, a zatrute jego wody skalały życie rodzinne. Za­
miast Ewangelii, psalmów, legend o męczennikach i świę­
tych, oraz tych wszystkich dzieł poważnych i nauczają­
cych, tak silnie polecanych przez Ojców Kościoła, które
wpajały w rodziny chrześciańskie ową silną wiarę i zna­
mionujące ich nieskażone obyczaje, zaczęto przesycać
dziecie katolickie baśniami mitologicznemu Zaledwie naŁ-

O

R O Z D Z I A Ł

I.

355

uczono go wymawiać imiona Jezusa i Maryi, niebawem
uczą. go nazwisk bogiń i bożków, bohaterów i bohaterek
Aten i Rzymu.
Wyszedłszy z domu rodzicielskiego, w szkołach, w lyceach, w uniwersytetach, wszędzie same tylko pochwały
bałwochwalstwa obijały się o jego uszy. Jego historya,
konstytucya polityczna, prawa, filozofia, literatura, wo­
dzowie, mędrcy, i wielcy mężowie, byli nieustannie przed­
stawiani młodej, gorącej jego wyobraźni, jako typ do­
skonałości, wzniosłości i piękna, jako Herkulesowe kolu­
mny intelligencyi ludzkiej. Wszystko zaś co stanowi wiel­
kość i chwałę Chrystyanizmu pokrywano milczeniem, lub
tylko podrzędne zajmowało miejsce w edukacyi, a tern
samem i w uwielbianiu młodzieży. Skutkiem tego pogań­
skiego systemu wychowania, jakaś cześć zmysłowa ogar­
nęła Europę uduchownioną przez Ewangelię. W pałacach
możnych panów zamiast obrazów Jezusa, Maryi i świę­
tych pańskich, co krok uderzały twoje oczy posągi Jowi­
sza, Junony, bożków i półbożków. Powoli posągi te rozkrzewiły się po placach i ogrodach publicznych, w boga­
tych parkach i villach, gdzie jednych rumieniły wstydem
i zmuszały do spuszczenia oczu, innym dawały straszne
nauki rozpusty i lubieżności. Tak więc dziecię nie może
przestąpić proga rodzicielskiego domu, aby co krok nie
napotykać tych obrazów lub pomników, które i umysł
i serce jego całkiem przykuwają do ziemi i zmysłowości.
Z dziedziny sztuk pięknych zmysłowość pogańska
przedarła się niebawem do książek. Tu trzeba zwrócić

356

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

uwagę, że wtedy to po raz pierwszy ukazały się owe roz­
liczne dzieła nadwerężające obyczaje, o jakich w wiekach
średnich nie miano nawet wyobrażenia; a zjadliwa ich
trucizna przeniknęła zaczasem aż do głębi serca rodziny
i społeczeństwa, w skutek czego dogorywają w konwulsyach anarchii.
Obok powyższej przyczyny tak silnie przyczyniającej
się do upadku rodziny, pojawiła się inna jeszcze, która
silnie wpłynęła na jej poniżenie. Podnosząc małżeństwo,
ten akt stanowiący podstawę życia rodzinnego, do go­
dności sakramentu, Chrystus uduchownił rodzinę, a z nią
i całe społeczeństwo. W tern powstaje człowiek, któ­
ry wykrzyknął w obec- całej Europy, że małżeństwo
nie jest Sakramentem. Temi słowami zadał cios śmier­
telny rodzinie chrześciańskiej. Zamieniając ów wzniosły
akt łączący małżonków w prosty kontrakt cywilny, od­
jął mu całą jego powagę i moc uświęcającą. Zmysło­
wość dumnie podniosła głowę a życie rodzinne cofnęło się
wstecz, tak prawie jak za czasów pogańskich. Oto dzieło
Lutra! i on poważył się nazwać je reformą Kościoła
i społeczeństwa.
Ale nie na tern koniec, reformator nie powstrzymał
się na tak pięknej drodze; ogłosiwszy tę pierwszą zasa­
dę, śmiało wywodził dalsze jej następstwa. Odjąwszy
małżeństwu chrześciańskiemu jego wzniosły charakter
świętości i moralności, naruszył jeszcze cudowną jedność
stanowiącą jego moc i szczęście. Gdy zasięgano jego
rady co do wielożeństwa, nie wachał się ogłosić nastę-

R O Z D Z I A Ł

I.

357

pującego zdania: „O to, mówi on, pytanie jakie należy
zadać wielożeńcy: Czy w tym razie słuchałeś głosu wła­
snego sumienia lub słowa bożego? Jeźli odpowie: Czy­
niąc to, trzymałem się zasad Carlstadta, lub innego re­
formatora, wtedy władza ziemska nie może wyrokować
przeciwko niemu; nie wolno jej zakłócać lub uspokajać
sumienia tego człowieka, i wydawać sadu w materyi
w której ten tylko może stanowić, kto według Zacha­
riasza, otrzymał dar tłómaczenia prawa bożego. Co do
mnie, przyznaję to, nie wiem jakby przeszkodzić wielożeństwu: pismo święte nie powstaje nigdzie przeciwko
tym, co po kilka żon mają i); ale wiele jest rzeczy do­
zwolonych, a jednak przyzwoitość dopuszczać się ich nie
każe; do tej liczby, według mnie, należy wielożeństwo2).“
Uważając tedy, że tylko względy przyzwoitości obo­
wiązują do jedności małżeńskiej, Luter obalił wkrótce
ostatnią zaporę przeciw wielożeństwu. Filip, landgraf
Heski, prowadził życie rozwiązłe, i dla tego stał się gor­
liwym zwolennikiem doktryny mistrza z Wittembergi.
Był on żonaty, ale pomimo to umyślił sobie pojąć dru­
gą jeszcze żonę, jednak wstrzymywało go jakieś uczucie
wstydu: niepewny co ma począć, zwrócił się do naczel­
nika nowej religii i przełożył mu swoją wątpliwość i skruBezczelne kłamstwo. -— 2) Ego sanc fateor nec non
posse prohiberę si quis plures velit uxores ducere, nec répu­
gnât sacris litteris. 15 stycznia 1542. Vie de Luther parM. Audin, t. II, p. 208.

358

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

puły. Luter zawezwał do narady Melanchtona i kilku in­
nych teologów swej sekty; wszyscy ci doktorzy ewange­
liccy zawyrokowali jednozgodnie, że książę Filip może
mieć dwie żony. Ta niepojęta narada, któréj zgubnóm
następstwem je st dzisiejsze poniżenie związków małżeń­
skich, jestto, jakby pomnik, na wieczne czasy hańbą po­
krywający reformę. Z dwudziestu czterech artykułów na
które dzieli się owa narada, 21 brzmi jak nastę­
puje: „Skoro Wasza Xiążęca Mość postanowiłeś pojąć
drugą żonę, zdaje nam się, że najwłaściwiójby było uczy­
nić to tajemnie, to jest, aby nikt nie wiedział o tóm prócz
osoby, którą zaślubić pragniesz, i w najgorszym razie
kilku świadków, którzy mają się z obowiązać do najści­
ślejszego zachowania tajemnicy. Toż samo odnosi się i do
udzielonej przez nas dyspensy. W takim razie nie ma się
co obawiać wielkiego zgorszenia.... a gdyby nawet lud
szemrał, ltlassa wyższa, nie wiedząc prawdy, dowierzać
mu nie będzie. Wreszcie pocóż się troszczyć tóm co tam
powiedzieć ktoś może, jeźli własne sumienie milczy! Ta­
kie jest .nasze zdanie. Tak więc, niniejszóm pismem nie
tylko przesełamy Waszej Xiążęcój Mości, nasze najzupeł­
niejsze zatwierdzenie wszystkiego co uczynić zamie­
rzasz , ale i wszelkie nasze. w tym przedmiocie myśli
i uwagi.“
Ta narada jest podpisana przez Lutra, P. Melanchto­
na, M. Bacera, Ant. Corvina, Adama, J. Leiningena, J.
Vinferta, D. Melanthera, to jest, przez najsławniejszych,
najznakomitszych ówczesnych apostołów, reformy.

R O Z D Z I A Ł

I.

359

Od czasów ogłoszenia Ewangelii, jest to pierwszy przy­
kład, ażeby w pośród clirześciańskich ludów, uroczyście
zatwierdzono i uznano wielożeństwo. Rozwody, smutny
owoc, Avielożeństwa, pojawiły się niebawem wśród świata,
który stał się protestanckim. Z początku bywały one rzadkie
i ciche, jak gdyby wstydziły się same siebie: wrkrótce je­
dnak straszny ten potwór, ta plaga podkopująca związki
rodzinne, ośmielona powodzeniem, dumnie podniosła
głowę, i potrafiła wyrobić sobie miejsce w księgach praw
europejskich.
Nie poprzestając na tern, że jak niegdyś za czasów
pogańskich znowu strącił rodzinę w sromotną przepaść
poniżenia, Luter zapragnął jeszcze obalić opiekuńcze
prawa, tarczą swą osłaniające kobietę, tę duszę i chwałę
związków rodzinnych. Kościół powodowany troskliwo­
ścią o jej dobro, uznał i postanowił przeszkody tamujące
małżeństwo; Luter wyśmiewa je i znosi. Potępia i spo­
twarza dziewictwo, zamieniające kobietę w anioła czy­
stości, i czyniące ją nieustannym przedmiotem czci
i poważania. Potępia i wyszydza śluby zakonne, ten nie­
przeparty szaniec, jakim chrystyanizm. osłonił schronie­
nia niewinności1). Tu już niepozostało mu jak tylko
własnym przykładem stwierdzić swoją naukę.
Wszyscy naczelnicy Reformy, którzy po większej

1) Życie Lutra, t. I I , p. 511. Bossuet, Hist. des Variat.
1 .1 , p . 2 8 9 .

360

d z ie je życia ro dzinnego .

części równie jak Luter pogwałcili śluby zakonne, za głó­
wne zdaje się wzięli sobie zadanie, aby o ile można naj­
silniej podkopywać podstawy związków rodzinnych;
a w pismach i wolnych obyczajach, starali się prześci­
gnąć swego m istrza, co przecie nie tak łatwą było rze­
czą. Mtinzer głośno wychwalał wielożeństwo v), a stary
Carlostadt, którego imię łączy się z każdym gorszącym
wypadkiem, zarzucał bardzo Lutrom jego mniemaną
w tyrOj, względzie nieśmiałość: „Dla czegóż, pisał mu, mó­
wiąc o ślubach zakonnych, o których nie znalazłeś
wzmianki w biblii, wyrzekłeś śmiało, że nie naruszając
sumienia można zerwać więzy, których nie wkłada ani
nakazuje Duch święty? A więc, skoro ani ty, ani ja nie
znaleźliśmy nigdzie w texcie Pisma świętego ustępu
przeciw wielożeństwu, bądźmy więc wielożeńcami, miej­
my po dwie, trzy, cztery, albo nawret tyle żon ile ich
tylko utrzymać i wyżywić zdołamy. Bośnijcie i mnóżcie
się, rozumiesz, ą więc nie sprzeciwiaj się prawu bo­
żemu *2).“
Tak więc zachwiały się najistotniejsze podstawy ro­
dziny. Świętość, jedność, nierozerwalność, te wzniosłe
cechy jakie chrystyanizm nadał małżeństwu chrześciańskiemu, zostały naruszone, pogardzone, zaprzeczone. Je­
dnak obyczaje publiczne stanowiły jeszcze tamę przeciw

ł) Vol. IV, Jenae fol. 326, ap. Luth. et p. 232.
2) Ibid. p. 209.

R O Z D Z I A Ł

361

I.

temu zgubnemu potokowi, którego wezbrane fale zagra­
żały wszystkiemu; ale oto pojawili się ludzie umiejący
podkopać ten ostatni szaniec, a straszny potok wezbrał
niebawem i nieczyste jego wody zalały całą Europę
i skaziły samo serce społeczeństwa.

Gaume, Tom II.

24

ROZDZIAŁ DRUGI.
Dalszy ciąg poprzedzającego.—Filozofowie.

Każda doktryna pojawiająca się w dziedzinie religii
lub filozofii, według nieuchronnego prawa, przechodzi
niebawem pod rozbiór rozumu, który ją. bada, zgłębia,
przenika, i stara się ująć w karby systemu. Jakoż wkrót­
ce liczni komentatorowie zaczęli pracować nad textem
protestanckim. Teraźniejsi filozofowie, Niemcy, Angli­
cy, Francuzi, wznowili znowu pod rozmaitemi postacia­
mi axiomata ewangelickie o rodzinie, i wywiedli z nich
najostateczniejsze następstwa. Nie chcemy kalać ani kart
tej xiążki, ani umysłu czytelnika szczegółowem powta­
rzaniem ich teoryj ; są. muzea w których poczciwy czło­
wiek nie może być Cyceronem. Dość jest powiedzieć, że
ani jeden z filozofów pogańskich nie napisał nic niemoralniejszego, nic więcej uwłaczającego, świętości, jedno­
ści i nierozerwalności małżeństwa, władzy rodzicielskiej,
godności kobiet i dziecięcia, jak logicy protestantyzmu.
Collins, Bolinbroke, Tindal, Toussaint, Bayle, Voltaire
Rousseau i tylu innych, niezmazaną plamą skazili swoje
imiona, w oczach każdego, kto wie, jak zuchwale tar-

ROZDZIAŁ

II.

363

gnęli -sig na wszystko co jest najświgtszego w świecie,
na stosunki rodzinne.
Aby nie ściągnąć na siebie zarzutu pot warzy, muszg
po krotce skreślić tu icb doktryny. Nie tylko nie uzna­
wali sakramentu czyniącego małżeństwo aktem religijnem, ale jeszcze zamienili go w niecny kontrakt kupna
i sprzedaży. Ażeby odjąć małżeństwu ostatni, otaczający go jeszcze, urok świętości, powstawali zawzigcie prze­
ciwko zatwierdzającej je przysigdze. Pochwalali małżeń­
stwa tajemne, to haniebne źródło nierządu i niezgod
szarpiących rodziny. Utrzymywali, że długotrwałe nałożnictwo nie jest bynajmniej naganne. Dalej, moralizują c niby uczuciowo, dowodzili, że związek oparty i po­
wstały z wzajemnej serc skłonności, jest czyściejszy,,
świgtszy, i wigcej zasługujący na poszanowanie, niźli te
których podstawą jest zwyczaj lub potrzeba. Twierdzili,
że powodem wszelkich nieszczgść i zgorszenia wydarza­
jącego sig w małżeństwach, jest zniesienie rozwodu. Je ­
dni idąc torem boskiego Platona, pragngli zaprowadzić
wspólność żo n ; inni znowu usprawiedliwiali wielożeństwo 1). Oto ich zasady odnoszące sig do związków ro ­
dzinnych. Czyliż nie mieliśmy słuszności, że od czasu
*) Dict. phil. Amour socratique. De l’Esprit, t. I. D is­
cours 2, c. 4. De l’Homme, t. I, sect. 2, c. 7 et 18. Les
Mœurs, 2me partie, c. 3, art. 1, § 1; c. 4, art. 1. Lettres per­
sanes, 112. Christianisme dévoilé, p. 200. Contrat social,
3œe partie, c. 10. De l’Homme, t. II, sect. 8, p. 410-412, etc-

364

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

filozofów pogańskich, nikt nie zadał silniejszego, zgu­
bniej szego ciosu świętości małżeństwa, a tém samem
i obyczajom publiczném.
Ale filozofia nie poprzestała na tém ogôlném poniże­
niu życia rodzinnego; wytężyła wszystkie swoje siły, aby
strącić w przepaść upadku każdego ze składających go
członków. Wszyscy filozofowie, jako naczelnicy Refor­
my, zaczęli jednogłośnie potępiać dziewictwo : zdawało­
by się, że nie mogą mieć chwili wytchnienia ani spoko­
ju, dopókąd ta korona chwały otaczać będzie skronie ko­
biety i nawet najwięcej zepsutym nakazywać poszanowa­
nie. Juz to potoki obelg miotają na klasztory, ten grób
żywy wymyślony yrzez okrucieństwo polityczne i chciwość
rodzicielską-, już to przemawiając żałośliwym tonem, opła­
kują ów los godzien pożałowania i opisują posty, milcze­
nie, modlitwy, i straszną samotność, niemiłosiernie po­
chłaniające tysiące tych nieszczęśliwych ofiar, które mo­
głyby stanowić szczęście rodziny, i chlubę społeczeń­
stwa 1). Dalej, zrucając m askę, zwracają się wprost do
kobiety, przekładając jéj, że wstyd i skromność są to
tylko przymioty obyczajowe *2), że czystość i powściągli­
wość są to cnoty urojone i do niczego nie doprowadzają­
ce 3), że kobiety nierządne, są pożyteczne dla dobra ludz­
kości 4), a nie dość na tém, doradzają jéj jeszcze różne
ł) Tableau des SS. c. 9, p. 149.
ł) Les Mœurs, 2me partie, e. 1, art. 3.
3) Lettres Persanes, 113.
4) De l’Homme, t. II, sect. 8, c. 18.

R O Z D Z I A Ł

II.

365

naj sproś n iej sze niego dziw ości, których opisywać nie mam
odwagi. Raz więc jeszcze powtarzamy: ani wszystkie sta­
rożytne świątynie poświęcone nierządowi, ani wszelkie
publiczne widowiska Rzymu i K oryntu, nie mogły sze­
rzyć więcej gorszących zasad i przykładów.
Prawda, że do tych lekcyj rozwiązłości i nierządu,
tak bezczelnie dawanych kobiecie, filozofowie, (szczegól­
niej francuzcy) domieszali zarazem śliczne przepisy mo­
ralności; czytając je mniemałbyś, że te skalane dusze,
przechowały jeszcze w głębi jakieś szlachetniejsze uczu­
cia, zdradzające chrześcianina ukrytego pod maską bez­
bożności. I my także długo pod tym względem byliśmy
w błędzie, ale niebawem jeden z ich grona wyprowadził
nas z niego; oto własne jego słowa: „To tylko prosta za­
sadzka; filozofowie dla tego jedynie mówią o moralności,
aby lepiej zwabiać kobiety 1).“ Z bólem serca posłuszni
jesteśmy konieczności, zniewalającej nas, do przedstawia­
nia oczom czytelników naszych tak odrażającego obrazu;
ale musiemy wykazać tu niezbitymi dowody, jak rozcią­
gły i zgubny wpływ wywarły na tegoczesną rodzinę
i wszczególności na każdego z jej członków, reforma
i filozofia. H istoryajest sądem Boga, oddaje więc każde­
m u na co sobie zasłużył.
Niech tylko kobieta stanie się filozofka, a niebawem
będzie znów upodloną, poniżoną, nieszczęśliwą^ słowem
przywiedzioną do tego okropnego stanu sromoty, której
') Bspion ehinois, t. II, lettre 78, p. 268.

366

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

brzemię przygniatało ją. za dawnych pogańskich czasów,
i pod jakiem utrzymać ją pragnie bałwochwalstwo tegoczesnych ludów. Spojrzyjcie w około siebie, a nie prze­
kraczając granic narodów ucywilizowanych, znajdziecie
dziś pewnie nie jedną kobietę, której imię opinia publi­
czne podpisze pod skreślonym przez nas obrazem. Teraz
'zapytuje was, wielbiciele i uczniowie filozofii, czyliż chcie­
libyście aby podobna kobieta, była waszą żoną, matką,
córką lub siostrą?
Ojciec i dziecię nie byli więcej poszanowani jak ko­
bieta. W zasadach reformy o małżeństwie jest tyle ja ­
du, że łatwo może zatruć wszystkich członków rodziny,
a trzeba przyznać, że filozofia posiada niezrównany dar
korzystania z najdrobniejszych odcieni.
Ubóstwiając rozum, Luter utworzył obszerny bardzo
systemat niezależności. Z dziedziny religii, duch prote­
stancki przedarł się w dziedzinę polityki, nauki i wszel­
kich spraw społeczeństwa, a stamtąd dostał się aż do
^wnętrza rodziny, gdzie go wprowadzili filozofowie. Za­
częli oni niebawem podkopywać podstawy władzy ro ­
dzicielskiej. „Żadnemu z ludzi, mówili, natura nie nada­
je prawa rozkazywania innym; jeżeli jednak uświęca ja­
kąś władzę, to chyba tylko władzę rodzicielską; ale i ta
m a właściwe granice i według przyrodzonego porządku
powinnaby ustawać, jak tylko dzieci dorosną i same pro­
wadzić się mogą 1). Tak tedy według tych filozofów, stan
') Encyclop. Autor, politią. Emile, t. IV, p. 362.

R O Z D Z I A Ł



367

natury jest normalnym stanem człowieka, od którego ani
zbaczać ani oddalać sio nie powinien; jeźli wiec władza
rodzicielska nie ustaje jak tylko dzieci dorosną., wówczas
jest to już tylko niczem nie usprawiedliwiony ucisk
i okrucieństwo. Możnaż otwarciej zachęcać do nieposłu­
szeństwa i obalać władzę, która puklerzem swej opieki
osłania życie rodzinne?
W edług innych logików tejże samej szkoły, ta wła­
dza ojcowska odarta już z otaczającego ją uroku, osła­
biona i ścieśniona, jest tylko dobrowolnem ustępstwem
niższego, zrobionem w widokach własnego dobra. „Prze­
waga i władza człowieka nad bliźnim, o tyle tylko, mó­
wią oni, może być uzasadnioną, jeźli jej podstawą jest
szczęście jakiem go otacza lub o ile nadzieją jego cieszyć
się dozwala; wszelka inna władza byłaby tylko gwałtem,
przywłaszczeniem, naj wyraźniej szein okrucieństwem. Za­
sadą każdej prawej władzy jest możność zapewnienia
nam szczęścia. Żadnemu ze śmiertelnych natura nie na­
dała Avładzy rozkazywania lub przewodzenia innym, i ty l­
ko dobrowolnie nadajemy ją temu, kto nam większe zape­
wnia korzyści.... Tak więc władza ojca opiera się jedynie
na widokach i przypuszczalnych zyskach jakie może za­
pewnić dzieciom w przyszłości 1).
Podobne zasady i zdania, musiały nadzwyczaj zgu­
bny wpływ wywrzeć na wszelkie stosunki rodzinne. Sta') Systeme de la naturę, t. I, c. 16, p. 340; Syst. social,
l c part. c. 12, p. 142: Emile t. IY. p. 361.

368

DZIEJE ŻTOIA RODZINNEGO.

rodawny poganizm zamieniał ojca w despotę, tegoczesna
zaś filozofia robi z niego służalcę. Wy żony, ulegające
dotąd władzy mężowskiej, a nadewszystko wy dzieci,
słuchajcie bacznie moralności jaką wam głoszą, i staraj­
cie się co prędzej wprowadzić ją w wykonanie, tu idzie
o waszą cywilizację. W y to nadaliście dobrowolnie mę­
żom i ojcom waszym praAvo kierowania Avami, ale pod
warunkiem, aby nieustannie otaczali Avas szczęściem; za­
tem od chwili jak spostrzeżecie się, że zawiedli te nadzie­
je, znikają Avszelkie Avasze Avzględem nich oboAviązki,
a Avladza ich staje się odtąd gwałtem, przyiołaszczenierh,
najwyraźniejszym, okrucieństwem. Macie najzupełniejsze
praAvo poAVstac przeciw tyranowi co A\ras uciemięża, i do
Avas jedynie należy sąd, czy wasz mandatariusz Avywiązał się lub nie z włożonego na siebie obowiązku. Wolno
wam zatrzymać go lub odtrącić Avedług SAvego upodoba­
nia. Słuchajcie i Avy także mężowie i ojcowie rodzin:
Opiekujcie się Avaszemi żonami, poŚAvięcajcie się ich szczę­
ściu; otoczcie dzieci wasze troskliAvością, zapeAmiajcie im
byt i wychowanie, ma się rozumieć jeźli wam się podo­
ba, bo i wam także wolno przyjąć lub odmówić ich zle­
cenia. Jeźliby więc obowiązki te były dla was zbyt ucią­
żliwe, szaleństwem byłoby je Avypełniać.
W taki to sposób filozofia wykładała i objaśniała
ewangelickie zasady reformy o .życiu rodzinnem. Jednak
to drzewo śmierci, nie wszystkie jeszcze wydało owoce;
potrzeba było aby złe rozkrzewione w ideach, żarnie-

R O Z D Z I A Ł

II.

369

niło sig w fakta. Potrzeba było, mówig, aby z umysłów
wyższych przeszło do niższych, z klas znakomitszych do
lu d u , z siążek w obyczaje, z obyczajów do xiąg prawa,
aby tym sposobem silnie oddziaływało na wszelkie czyn­
ności publiczne i domowe; tak jak deszcz spadły na
wierzchołku góry, spada w głgbie doliny, przesiąka jej
grunt, pozostaje W nim i przybiera kształty i ciało w wy­
rastającej roślinie. Złe powyżej wskazane, prgdko prze­
było te wszystkie stopnie.
Obok filozofów którzy wyrozumowali zasady podko­
pujące życie rodzinne, powstali poeci, opiewający je na
na wszystkie tony i na wszystkie j gzyki. Słowa ich milej,
łatwiej wpadały do ucha niż rozprawy metafizyków
i stąd zgubniejszy jeszcze wpływ -wywarły, a ten głos
ich do dziś dnia nie umilkł. Czemże są, powiedźcie mi,
te niezliczone sztuki teatralne przedstawiane od XVTe°
wieku w całej Europie? Rozbierzmy tylko rozliczne komedje, tragedje, dramata, melodrammy, wodewille, lek­
kie wierszyki i t. p. czyliż wszystkie prawie nie opiewają
i nie usprawiedliwiają cudzołoztwa i pogardy władzy ro ­
dzicielskiej; nie wystgpująż mniej wigcej otwarcie prze­
ciw wstydliwości, powściągliwości, a nawet czystości
i miłości synowskiej; one to nakoniec głosząc i wysła­
wiając rozprzgżenie moralne, podbudzają nieustannie najrozkiełzańsze namigtności,. a tern samem zakłócają spo­
kój i zatruwają szczgśćie życia rodzinnego.
Wiedząc, że nie wszyscy mogą bywać w teatrze ro-

370

DZIEJE ŻYCIA BODZINNEGO.

mansopisarze pomyśleli o tem, aby za pomocą dzieł swo­
ich, rozkrzewiaó te zabójcze idee po prowincyach, mia­
stach, miasteczkach i wioskach. Ich zasady filozoficzne
znalazły przystęp do najuboższych chatek, a doprawdy
nie śmiem nawet powtarzać, czego tam nauczali.
Zgubne te zasady zaszczepione w obyczajach, czeka­
ły tylko sposobnej chwili, aby się wedrzeć do xiąg pra­
wa. Jakoż chwila ta nadeszła niebawem, bo nie ulega
wątpliwości, że nie prawa tworzą obyczaje, ale obyczaje
prawa. Nieubłagana logika, do tego stopnia rozwinęła
wkrótce w narodach protestanckich owego antychrześciańskiego ducha, jaki reforma rozkrzewiła w świecie,
że wszystkie uświęciły rozwód. Tak więc, na wstyd
i hańbę tych nowych apostołów, utrzymujących, że zwra­
cają świat do zasad czystej Ewangelii, widziano, jak to
do dziś dnia widziemy jeszcze, że rozwód, to uosobienie
despotyzmu i zmysłowości pogańskiej, rozpostarł się
w prawodawstwie ludów co przyjęły ich naukę.
Do dziś dnia prawodawcy protestanccy, nie myślą
o zniesieniu, ale o uorganizowaniu rozwodu. Opinia pu­
bliczna tak je st skrzywiona pod tym względem, że jej
organa rozprawiają najobojętniej o najwięcej rażącem po­
gwałceniu praw Ewangelii, jak gdyby szło o jakąś dro­
bnostkę. „Rada stanu, pisała niedawno Gazeta Berlińska
miała sobie poleconem zredagować projekt nowego prawa
o rozwodach, praca ta jest już ukończoną i zostanie
przedstawioną do sankcyi królewskiej.

R O Z D Z I A Ł

II.

371

Oto główne zasady do tego projektu:
1° „W tych tylko trzech wypadkach można żądać
rozwiązania małżeństwa; to jest w razie porzucenia ze
złym zamiarem, pijaństwa lub cudzołóztwa.
2° „Żadna sprawa rozwodowa nie będzie mogła być
wytoczoną przed sądem, jeźli obie strony nie stawiły się
poprzednio przed -władzą duchowną, która powinna sta­
rać się je pogodzić.
3° „Jeźli trybunał uzna, że jest powód do rozwodu,
wówczas najpierw wyrzecze tymczasowe zawieszenie
małżeństwa. Gdyby po upływie ro k u , strona żądająca
rozwodu dotrwała w swoim zamiarze, "wtedy ma nastą­
pić druga próba pogodzenia, ajeźliby spełzła bezowo­
cnie, strony muszą robić nowe podanie, w skutku które­
go trybunał zawyrokuje pow tórne, jednoroczne zawie­
szenie małżeństwa. Nareszcie po upływie tego trzeciego
term in u , po trzeciej bezużytecznej próbie pogodzenia
i trzeciem podaniu, trybunał może wyrzec rozwód, ale
ten jego wyrok, musi być zatwierdzony przez sąd appelacyjny, który jedynie może stanowić ostatecznie w spra­
wach rpzwodowych.
4° „Żaden rozwodnik lub rozwódka nie może za­
wierać nowych związków, aż po upływie lat pięciu od
dnia ostatecznego rozwiązania małżeństwa, i to nawet

372

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

w razie, gdyby dawny mąż lub żona, zmarli przed upły­
wem tego term inu“ 1).
Prawodawcy ewangeliccy powiedźcież nam , jeźli ła­
ska, jak możecie tak zapominać o Biblii, która ma
być główną, waszą podstawą? Jakże to tłómaczycie sobie
słowa samego Chrystusa zamieszczone u św. Mateusza:
„Kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy dla porubstwa, cu­
dzołoży; i ten ktoby opuszczoną pojął, cudzołoży,“ a da­
lej: „I będą dwToje wTjednem ciele, tak więc, co Bóg po­
łączył , niechaj człowiek nie rozłącza“ *2). Nazywacie się
chrześcianami, a nie lękacie się zaprzeczać najzupełniej
Jezusowi Chrystusowi? daremnie otaczacie trudnościami
ten akt antychrześciański, rozkiełzane namiętności po­
trafią obalić te słabe zapory, i rozerwać węzły które
nauczyliście lekceważyć i pogardzać.
W Prusach, rozwody przywiodły rodziny do takiego
stanu rozprzężenia, że sami ich duchowni powstają prze­
ciw nim nieustannie, a przynajmniej domagają się więk­
szego ścieśnienia; niekiedy nawet ci zawzięci oszczercy
Kościoła katolickiego, nie mogą się powstrzymać od
przyznania mu pewnej w tym względzie wyższości.
Niedawnemi jeszcze czasy, pastor Sintenis, powstając
zawzięcie przeciwko teoryi i praktykowaniu rozwodów,
') W roku zeszły m znow u projektowano w P ru ssa ch nowe
prawo o rozwodach, z w n ioskiem , aby bezw zględnie zabronić
rozwodnikom zaw ierać powtórne śluby.— (P . T .)
2) S. Mat. X I X , 4 i nast.

R O Z D Z I A Ł

II.

373

tak się wyraził: „Tak jest, bynajmniej to nie przynosi
zaszczytu Kościołowi protestanckiemu, że pod tym wzglę­
dem różniemy się zupełnie z Kościołem katolickim. Tu,
umiał on lepiej od nas przechować starodawną, świętość
węzłów małżeńskich; w koniecznych, nieuchronnych w y­
padkach stanowi on seperacyą małżonków, co jednak
nigdy nie upoważnia żadnej strony do zawierania no­
wych związków. Jakże więc my, protestanci, możemy
utrzymywać i przewodzić Kościołowi katolickiemu, iż
całą zasadą naszej wiary i moralności jest jedynie P i­
smo Święte, kiedy co do rozwodów, oni to a nie my,
trzymają się słów Chrystusa i jego apostołów“ 1).
Anglia wiernie wstępuje w ślady Niemiec, i tu także
uznano i uprawniono rozwody. Niedawnemi czasy, do­
ktor Phillimoze przedstawiał Izbie niższej wniosek, aby
zupełnie odjąć sądom cywilnem, moc wyrokowania
w sprawach rozwodowych. Zwracał uwagę, że sądy du­
chowne mogą tylko stanowić seperacyę co do osób i m a­
jątków a mensa et thoro, ale że w takim razie strony m u­
szą się zobowiązać żyć w czystości i nie zawierać po-•)

•) T u szczególniej winno zw rócić uwagę, że ta pochwała
K ościoła rzym skiego b yła wypow iedziana w dawnéj katedrze
M agdeburskiej, na której wielkióm i literami zam ieszczono na­
stępujący napis: Expulso, antichristo 1567. Chwała tobie Panie,
że podoba ci się niekiedy zm uszać b łąd do głoszenia prawdy,
uznania jej, dla tego zapewnie, aby lepiój utkw iła w um ysłach
zaślepionych przesądem . (P . T .)

374

DZIEJE ŻYCIA GODZINNEGO.

wtórnych ślubów. We wszystkich krajach protestanckich,
dodaje on, rozwody są. powszechnie uznane i ułatwione,
w Anglii zaś jeden tylko parlament może wyrzec separacyę a vinculo matrimonii, a w ogóle tak zupełny rozwód
bywa dawany tylko w razie cudzołoztwa. Ale z jednej
strony podobne powody są zawsze przyczyną zgorsze­
nia i skandalu, i niepodobna aby izby mogły wyprowa­
dzić dość ścisłe śledztwo i dostatecznie wybadać świad­
ków; z drugiej strony coraz więcej pomnażająca się liczba
tych powodów, wymaga zmienienia prawodawstwa,
a ogromna summa 25,000 funt. szterl., jaką podobny
proces kosztuje; tylko bardzo bogatym rodzinom dozwa­
la korzystać z tej drogi prawnej. W stu pięćdziesięciu
latach poprzedzających panowanie Grzegorza I, było ty l­
ko pięć spraw rozwodowych. Od 1715 do 1775, to jest
w przeciągu lat 60 było 69 rozwodów; od 1775 do 1800,
w 25 latach 74 rozwodów, zaś od 1800 do 1930 było
ich 90.
Mówca proponował, aby wszystkie podobne sprawy
odesłać do sądów duchownych, upoważniając je , aby
dawały rozwody, równie jak dotąd dają separacye co do
osób i majątków. Na poparcie swoich wniosków przyta­
czał tę okoliczność, że w Szkocyi rozwód zupełny kosz­
tuje tylko 15 luidorów, kiedy w Anglii koszta podobne­
go processu wynoszą 25,000 fun. szterl.
Odrzucono wniosek, dla tego głównie, że nie ma po­
wodu ułatwiania rozwodów, bo tym sposobem stałyby

ROZDZIAŁ

II.

375

się daleko częstsze, co musiałoby nadzwyczaj szkodliwie
wpływać na moralność publiczną. Sir Robert Peel uznał
je d n a k , że systemat dotychczasowy nie jest dobrym,
i że należy pomyśleć o zmianie.
Z czasem rozwńd przedarł się i do arcychrześciańskiego królestwa. Francya wprawdzie pozostała katoli­
cką, ale nieroztropna i lekkomyślna i ona dała się uwieść,
i ona zakosztowała tych zgubnych, zabójczych owoców,
jakie wydała reforma angielska i niemiecka. Słusznie
było, aby zakosztowała z tej czary, jaką własnemi przy­
sposobiła rękami; rozwód, to, pogwałcenie wszelkich praw
boskich i ludzkich, znalazł miejsce w jej kodexie. Roz­
wód w prawodawstwie ludu chrześciańskiego! na samo
wspomnienie teg o, czoło pokrywa się rumieńcem poni­
żenia.... Rozwód! niejestżeto uosobienie mahometańskiej zmysłowości i pogańskiego despotyzm u?... Roz­
wód, jest to poniżenie rodziny; najzuchwalsze zaparcie
słów prawodawcy chrześciańskiego, Jezusa Chrystusa;
szerokie pole do nierządów i nadużyć; niewyczerpane
iródło gorszących zarzutów, procesów i nienawiści mię­
dzy m ałżonkam i; to hańba ojców; upodlenie kobiety;
nieszczęście dla dzieci, zguba ich moralnego a często
nawet i fizycznego życia; to nieuchronny powód niezgo­
dy w rodzinach, rozwiązłości obyczajów i zakłócenia po­
rządku społecznego.
Pierwszym staraniem synów Ludwika św. po powro­
cie do Francyi było zniesienie rozwodów. Tu musiemy

376

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

jeszcze powiedzieć na pochwałę Francyi: ilekroć, od tej
chwili, potężni filozofowie domagali się koniecznie przy­
wrócenia rozw odu, tylekroć, z słusznem oburzeniem,
żądanie ich zostało odparte. Oby zawsze tak być
m ogło! —

ROZDZIAŁ TRZECI.
Kościół staje się opiekunem rodziny.

Objąwszy myślą te rozliczne, powyżej opisane za­
wzięte i zabójcze ciosy, wymierzane tak długo przeciw
związkom rodzinnym, z zadziwieniem zapytujemy jak
mogły oprzeć się tak silnym burzom i wstrząśnieniom,
jak ten straszny i zgubny potok nie uniósł w swoich falach
wszystkich ludów Europy, aby je wtrącić w tę otchłań
uczonego barbarzyństwa , nie tyle odrażającego na pozór
co nieokrzesana dzikość, ale w rzeczywistości stokroć
nikczemniejszego i występniejszego jeszcze. Ani władza
i potęga polityczna, ani nauki i umiejętności ludzkie nie
rozwiążą tego pytania. Widzieliśmy, że władzcy intelligencyi stali się gorliwymi zwolennikami i rozkrzewicielami zgubnych idej. Jedna tylko potęga, która po dziś
dzień strzeże rodziny europejskiej, potrafiła i wówczas
ochronić ją od zupełnego upadku. Tą dobroczynną po­
tęgą co przed ośmnastu wieki utworzyła społeczność ro­
dzinną, i przez te długie lata otaczała ją wśród wszyst­
kich ucywilizowanych ludów silnem skrzydłem swej
opieki, tą potęgą, mówię, jest chrystyanizm.
Przypomnijmy sobie, cośmy powiedzieli w drugiej
Gaume. Tom I I .
25

378

DZIEJE ŻYCIA GODZINNEGO.

części tego dzieła. Boski prawodawca, nie przestając na
tem , że w swoich niebieskich x iegach zapisał godność,
prawa, obowiązki i przywileje rodziny odrodzonej jego
wpływem , skierował jeszcze zwyciężką rękę władców
ziemskich aby je zamieścili w swoich prawach. Dzięki
jem u, odtąd życie i stosunki rodzinne zostawały jedno­
cześnie pod pieczą bożą i pod tarczą cezarów. To p ra­
wodawstwo, które możem nazwać religijno-cywilnem sta­
ło się życiem narodów tegoczesnych; tak więc przedsta­
wiające je instytucye i publiczne obyczaje Europy, sta­
nowiły pierwszy szaniec przeciw napaści nowatorów.
W zwyczajnych okolicznościach ta zapora byłaby może
dostateczną, bo nie tak łatwo zmienić obyczaje ludu
a tym więcej obyczaje świata; ale niebezpieczeństwo ja ­
kie obecnie zagrażało rodzinie, a z nią całemu społeczeń­
stwu, było tak wielkie, że Kościół zadrżał o ich całość.
"Wtedy to ten baczny i niewzruszony zachowawca
prawd opiekuńczych powierzonych jego straży, podniósł
głos swój potężny, i wszyscy jego kapłani zostali zebra­
ni na koncylium Trydenckie, przed które powołano
wszystkich nowatorów. Tam rozbierano ich doktry­
ny, a święte prawa ziviązków rodzinnych wykazane
i utwierdzone niezbitymi dowody, zostały znowu ogło­
szone i uznane za obowiązujące pod karą exkommunikacyi.
Po raz drugi świat stał się widownią najdramatyczniejszego, czyli raczej, najwięcej przejmującego pojedyn­
ku, na jaki umysł ludzki poglądać może. Była to za­

ROZDZIAŁ

379

III.

wzięta walka błędu i prawdy, a społeczność rodzinna
miała się stać okupem zwycięztwa. Jakkolwiek pod in­
na postacią», widziemy tu jednak tęż .samą, walkę jaką.
staczać musiał powstający chrystyanizm.
Jak tkliw a, odważna matka , broni ukochanej córki
przed zuchwałym napastnikiem pragnącym szarpać jej
sławę, tak Kościół powstaje w obronie społeczności ro ­
dzinnej, a zarazem wzywa na pomoc i wywołuje z gro­
bu wszystkie ubiegłe wieki chrześciańskie. Ich połączo­
ne głosy zgromiły i głośno potępiły nowatorów: „W pra­
wie ewangelicznem, wyrzekły, skutkiem łaski Jezusa
Chrystusa, małżeństwo chrześciańskie przewyższa nie­
skończenie małżeństwa pogańskie. Słusznie więc z tego
ty tu łu , Ojcowie święci, koncylia i nieustanna trądycya
Kościoła, zamieszczały je zawsze w liczbie Sakramentów
nowego przymierza. Pomimo tylu czcigodnych świadectw,
bezbożni tegocześni odszczepieńcy, w swej świętokradzkiej zuchwałości, nie tylko poważyli się objawić prze­
wrotne zdanie, że małżeństwo nie jest sakramentem,,
ale jeszcze, pokrywając się płaszczykiem Ewangelii, za­
pragnęli rozkrzewić zmysłowość i cielesność, broniąc
już to słowy, już piśmiennie, tysiąca rzeczjr przeciwnych,
wierze Kościoła katolickiego i jego obrządkom, utrzym u­
jącym się od czasów apostolskich. Święte koncylium
ekumeniczne pragnąc powściągnąć ich zuchwalstwo,
uznało stosownem, w celu powstrzymania postępów złe­
go, potępić główne błędy i odszczepieństwa tych here­
tyków, rzucając na nich klątwę.“ Jeźliby ktoś mówił, że
25*

380

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

małżeństwo, nie jest istotnie i rzeczywiście jednym
2 siedmiu Sakramentów prawa ewangelicznego, i posta­
nowionym przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale, że
zostało postanowione przez ludzi i nie nadaje łaski:
niech będzie przeklęty!... “ *)
Luter i naczelnicy reformy pismami i przykłady swemi zbezcześcili świętość małżeństwa; ułudzone i w błąd
wprowadzone ludy zapoznają wzniosłego celu tego
związku: spirytualizm chrześciański utrącą swoje berło.
Kościół wznosi do nieba serca przykute do ziemi; poJ) Cum igitur matrimonium in lege Evangélica veteribusconnubiis per Christum gratia prsestet: mérito inter novse legis sacramenta annumerandum , sancti Patres nostri, concilia
et universalis Ecclesiie traditio semper docuerent, adversus
quam impii homines hujus sseculi insanientes, non solum perperam de hoc venerabili sacramento senserunt; sed de more
suo, praetextu Evangelii, libertatem carnis introducentes, mul­
ta ab Ecclesiie catholicas sensu, et ab apostolorum temporibus
probata consuetudine aliena, scripto et verbo asseruerunt,
non sine magna Christi fidelium jactura: quoruni temeritati
sancta et universalis synodus cupiens occurere, insigniores
praedictorum schismaticorum hasreses, et errores, ne plures ad
s e trahat perniciosa eorum contagio, exterminandos duxit,.
hos in ipsos hasreticos eorumque errores decernens anathematismos. S ess. X X I V . D o c tr . de S a c r. M a tr im .
Si quis dixerit, matrimonium non esse vere et proprie
unum ex septem legis Evangelicae sacramentis, Christo Do­
mino institutum, sed ab hominibus in Ecclesia inventum; ñe­
que gratiam conferre: anathema sit. I b id . can. 1.

ROZDZIAŁ

III.

381

tężnym i surowym głosem przypomina im wysokie prze­
znaczenie małżeństwa, i anielską świętość, mającą być
udziałem małżonków: „Sam Jezus Chrystus, mówi on,
sprawca i dopełniciel Świętych Sakramentów, przez za­
sługę męki swojej wyjednał nam łaskę udoskonalającą
miłość przyrodzoną, uświęcającą i umacniającą nierozer­
walność ślubów małżeńskich. Tego naucza nas święty
Paweł apostoł, mówiąc : Mężowie , miłujcie żony wasze,
równie jak Jezus Chrystus umiłował Kościół, poświęcając
się za niego; dalej nieco dodaje: Wielki to jest Sakra­
ment, wielki mówię w Chrystusie i w Kościele.... Zatem
biskupi czuwać będą, aby śluby odbywały się z należy­
tą skromnością i pokorą, bo małżeństwo jest rzeczą świę­
tą, a zatem świętobliwie przystępować doń trzeba.“ *)
Jakże to głęboka filozofia zawiera się w tych przepisach
Koncylium Trydenckiego.
Luter i naczelnicy reformy sponiewierali świętą je!) Gratiam vero, quæ naturalem ilium amorem perficeret,
et indissolubilem unitatem confirmaret, conjugesque sanctificaret, ipse Christus , venerabilium sacramento rum institutor atque perfector, sua nobis passione promeruit,. quod Paulus
apostolus innuit, dicens : Viri, diligite uxores vestras , sicut
Christus dilexit Ecclesiam, et se ipsum tradidit pro ea: mox
subjungens : Sacramentum hoc magnum est : ego autem dico­
in Christo et in Ecclesia... S ess. X X I V . D o c tr . de S a c r . M a tr im .—Quas (nuptias) episcopi, ut ea qua decet modestia et
honéstate fiant, curabunt; sancta enim res est matrimonium*
et sánete tractandum... I b id . cap. 10.
-%

382

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

dność węzła małżeńskiego; upoważniają wielożeństwo,
zaś uczniowie ich nie poprzestając na tern, chwalą i za­
lecają wspólność żon. Tak więc popychają rodzinę w ohy­
dną przepaść zmysłowości, a kobieta, poniżona i spodlo­
na, podpadłaby znów w hańbiące jarzmo sromoty.
Ale Kościół wyrywa kobietę, a z nią i związki ro­
dzinne z zagrażającego im niebezpieczeństwa. Tenże sam
głos, którego potęga strąciła niegdyś prawodawstwo Au­
g u sta, na który zadrżał F elix , siedzący na trybunie
w pośród swych siepaczy, tenże sam głos mówię, po­
wstaje dziś przeciw odszczepieńcom XVI w ieku: „Pan
nasz Jezus Chrystus nauczał wyraźnie , że dwrie tylko
osoby mogą składać węzeł małżeński, gdy powtarzając
słowa które wyrzekł Adam z natchnienia Bożego, po­
wiedział: „I odtąd będą dwoje wjednem ciele.“ Dalej za­
twierdza nierozerwalność węzła małżeńskiego, w tych sło­
wach: „Co Bóg połączył, niechaj człowiek nie rozłącza...“
Jeźliby wdęc ktoś utrzymywał, że prawo boże nie zabra­
nia bynajmniej chrześcianinowi mieć jednocześnie kilka
żon: niech będzie przeklęty“ 1).
J) Hoc autem vinculo duos tantummodo copulari et conjungi, Christus Dominus apertius docuit, cum postrema illa
verba tan quam a Deo prolata referens dixit: Itaque jam non
sunt duo, sed una caro; statimque ejusdem nexus firmitatem
ab Adamo tanto ante pronuntiatam , his verbis confirmavit:
Quod ergo Deus conjunxit homo non separet.... Sess. X X I V y
D o c tr . de S a e r . M a tv im . — Si quis dixerit licere christianis
plures simul habere uxores, et hoc nulla lege divina esse pro­
hibitum: anathema sit. I b i d . can. 2.

ROZDZIAŁ

III.

383

Luter i naczelnicy reformy, posuwając do ostateczności
swą ślepą zawziętość przeciw podstawie związków rodzin­
nych, uznali i postanowili rozwody. Rozwód, to źródło
wszelkich nieszczęść, wszelkich występków kalających
życie rodzinne, zostaje głoszony i wysławiany przez
mędrców, wprowadzony w zwyczaj przez królów, i uznany
przez ludy co stały się zwolennikami jednych i naślado­
wcami drugich. Chwila jeszcze, a pogwałconą zostanie
nienaruszalność najświętszych zobowiązań, a tern samem
zakłócony spokój społeczeństwa, wychowanie, a nawet
i życie dzieci; jednem słowem cała Europa została za­
grożoną zupełnem przewróceniem towarzyskiego po­
rządku.
W tedy Kościół, uzbrojony całą siłą swej potęgi, za­
daje cios śmiertelny strasznej hydrze co miała pochłonąć
odwiecznie ukochaną owczarnię Przedwiecznego. Z po­
wagą i majestatem właściwym królowi wiekówr, tak sta­
nowi: „Pierwszy rodzic rodzaju ludzkiego, natchniony du­
chem bożym, wyrzekł słowa nakazujące przez wszystkie
wieki nierozerwalność małżeństwa: „Oto kość kości m o­
ich, i ciało ciała mego, i dla tego porzucisz ojca twego
i matkę twoją, a złączysz się z żoną swoją i będzie dwo­
je w jednem ciele.“ W tedy niszcząc i obalając wszelkie
powody przywiedzione przez nowatorów w celu wprowa­
dzenia i utrzymania rozwodów, Kościół postanawia na
wieki nierozerwalność małżeństwa, będącego chwałą i si­
łą związków rodzinnych: „Jeźliby ktoś utrzymywał, że

384

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

śluby małżeńskie mogą. być rozwiązane, niech będzie
przeklęty“ 1).
Powodowani materyalizmem, naczelnicy reformy wy­
szydzili i znieśli wszystkie prawie kanoniczne przeszko­
dy do małżeństwa. Wszystkie te przeszkody, nacecho­
wane głęboką, przezorną mądrością , są albo rękojmią
wolności istoty słabej, rozkrzewicielami chrześciańskiego miłosierdzia, lub strażnicą dobrych obyczajów i szczęś­
cia małżonków. Nową tę napaść Kościół poskramia po­
dwójną klątwą: „Jeźli ktoś mówi, że tylko: stopnie po­
krewieństwa i powinowactwa wymienione w księdze Le­
witów, stanowią przeszkodę do zawarcia małżeństwa lub
rozwiązują zawarte ; i że w niektórych z pomienionycli
wypadków, Kościół nie może udzielić dyspensy lub po­
stanowić przeszkód nie dopuszczających małżeństwa:
niech będzie przeklęty.“ Jeźli ktoś mówi, że Kościół nie
mógł postanowić przeszkód zrywających małżeństwo,
lub że zbłądził postanawiając j e : niech będzie prze­
klęty“ 2).
!) Matrimonii perpetuum indissolubilemque nexum pri­
mus humani generis parens divini spiritus instinctu pronuntiavit, cum d ixit: Hoc nunc os ex ossibus meis , et caro de
carne mea: quamobrem relinquet homo patrem suum et matrem suarn, et adhserebit uxori suse, et erunt duo in carne
una. Sess. X X I V , Doctr. de Sacr. Matrim.—Si quis dixerit....
dissolvi posse matrimonii vinculum: anathema sit. Ibid. can. 5.
2) Si quis dixerit, eos tantum consanguinitatis et affinitatis gradus, qui Levitico exprimuntur, posse impedire matrimo-

ROZDZIAŁ

III.

385

Od ślubów małżeńskich, tej podstawy rodziny, nowatorowie zwrócili się do składających ją członkówOpanowani piekielną jakąś zawiścią, przeciw wszystkie­
mu co stanowi chwałę rodziny i kobiety, będącej jej du­
szą i życiem, powstają zjadliwie przeciw czystości i dzie­
wictwu. Gdyby nauka ich przeważyła, wtedy kobieta,
odtworzona na wzór typu pogańskiego, pociągnęłaby za
sobą mężczyznę i całe społeczeństwo w sromotną otchłań
zmysłowości. Wówczas, nie tylko Europa utraciłaby swą
moralną siłę i wyższość materyalną, ale nadto, popadła­
by w niezgłębiony odmęt trudności powstałych z prze­
pełnienia ludności i rozkrzewienia pauperyzmu, lub w tę
straszną otchłań zbrodni, dzieciobójstw ipodrzucań, kalających ostatnie lata pogańskiego Rzymu, dogorywają­
cego w ohydnej rozwiązłości.
Powodowany właściwą sobie przezorną bacznością,
dozwalającą mu czytać w przeszłości i przenikać tajniki
przyszłości, Kościół, strzegąc od tego nowego ciosu,
uświęcił znowu anielską, opiekuńczą czystość i dziewictwo:
„Jeźliby ktoś śmiał dowodżić, że stan małżeński wyższym
jest od dziewictwa i celibatu, i że lepiej jest wstąpić
nium contrahendum, et dirimere contractual; nec posse Ecclesiam in nonnullis illorum dispensare, aut constituere, ut plures
impediant et dirimant: anathema sit.
Si quis dixerit Ecclesiam non potuisse constituere impe­
dimenta matrimonium dirimentia, vel in iis constituendis er­
rasse: anathema sit. Sess* X X IY , can. 3, 4.

386

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

w małżeństwo niż trwać w dziewictwie i czystości: pod­
lega klątwie
Uniesieni wirem namiętności, reformatorowie zrywają
śluby zakonne, święte zapory, jakiemi Kościół otoczył te
liczne grona dziewic, stanowiących chwałę i zbawienie
społeczności chrześciańskiej. Kościół, chcąc zapobiedz
złemu otacza czcią oblubienice Chrystusa, i wszelkimi
sposoby stara się zapewnić chwałę kobiety, szczęście ro­
dziny i całość porządku społecznego. „Jeźli ktoś utrzy­
muje, że klerycy którzy odebrali święcenie, albo zakon­
nicy co uczynili ślub czystości, mogą zawierać małżeń­
stwa, i te są ważne pomimo ich ślubów i praw kościel­
nych, że twierdzenie przeciwne jest potępianiem małżeń­
stwa, i że ktokolwiek nie odebrał daru czystości może się
żenić choćby wykonał przeciwne śluby: podlega klątwie*2).“
Ludy Europy! czyliż w tern wszystkiem nie poznaje­
cie niewzruszonego zachowawcy prawdy katolickiej? czyJ) Si quis dixerit, statum conjugalem anteponendum esse
statui virginitatis vel caslibatus, et non esse melius ac beatius.
manere in virginitate ac cselibatu quam jungi matrimonio: ana­
thema sit. Sess. X X IV , can. 10.
2) Si quis dixerit, clericos in sacris ordinibus constituios
vel regulares, castitatem solemniter profesaos, posse, matrimonium contrahere, contractum validum esse, non obstante lege
ecclesiastica vel voto; et oppositum nil aliud esse, quam damnare matrimonium, posseque omnes contrahere matrimonium*
qui non sentiunt se castitatis, etiamsi earn voverint, habere do­
num: anathema sit. Sess. X X IV , canrD.

R O Z D Z I A Ł

III.

387

liż nie widzicie, że Kościół te n , jak tkliwa matka czuwa
nad wami z niezachwianą, troskliwością? I ty rodzino,
nie zapominaj jak nieustannie bronił twej sprawy; i my
wszyscy członkowie rodzin, czyliż zdołamy wzbudzić
w sercu dość silne uczucie wdzięczności, dla tego co ty ­
lokrotnie zatrzymał nas nad brzegiem przepaści w jaką
nas strącić chciano? Poglądając ze stanowiska własnego
dobra, tak pojedyńczych osób, jakoteż i ogółu Europy,
jakże wzniosłem i natchnionem wyda nam się postępo­
wanie Kościoła w XVI wieku! ileż to miłości i troskli­
wości o szczęście owieczek swoich! jakże słuszne i spra­
wiedliwe są te klątwy rzucone na odszczepieńców, tych
strasznych wrogów religii i dobra ludzkości. Ktokolwiek
jesteś Czytelniku, przejmij się tą myślą jaką wzbudzić
musi w każdym bezstronnym umyśle najmniejsza znajo­
mość historyi i filozofii, a koncybum Trydenckie stanie
się dla ciebie tern, czem jest dla każdego katolika, przed­
miotem najgłębszej czci i synowskiego posłuszeństwa;
bo wtedy uznasz w nim obrońcę twego bytu społeczne­
go i tarczę nowoczesnej cywiłizacyi.
Kościół uświęca jeszcze postępowaniem swojem zacho­
wawcze prawa rodziny, które uznał za niewzruszone
i obowiązujące, jako pochodzące od samego Boga.
Popierani przez licznych uczniów, Reformatorowie
nie zaniedbywali niczego, coby mogło rozkrzewić i wpro­
wadzić w obyczaje ich zgubne zasady. Głosili je przez ka­
zania, "wykład publiczny, pisma i dzienniki; książęta osła­
niali ich swoją opieką. Podczas ogólnej trzydziestoletniej

388

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wojny, kule niemieckie były posłannikami roznoszącymi
po Europie te zgubne doktryny, podkopujące związki
rodzinne, całość religii i porządek społeczny.
I Kościół nie poprzestał na samym słownym wykła­
dzie. Tkliwa ta m atka, w tej stanowczej chwili dała
światu tysiące apostołów, ci wszelkiemi językami rozkrzewiają i głoszą Europie zbawienne nauki, które na
głos Kościoła objawiły się w czynach i obyczajach. Ci
lekarze dusz pismem i słowy leczą miasta i prowincye,
i strzegą je od zarazy. Czcigodny Ojciec Canisius i jego
towarzysze ocalili część Niemiec i Szwaj caryi. W stę­
pując w ich ślady sto zakonów czyli zgromadzeń religij­
nych, powstałych jakby cudem XVI i XVII wieku, i one
także stały się rozkrzewicielami prawd wiary katolickiej.
Czy słyszycie te liczne poAvstające pokolenia, tych przy­
szłych mężów i żony, ojców i matki, jednem słowem te
przyszłe rodziny kształcące się w ich ubogich szkołach,
jak wbrew szerzącym się błędom powtarzają naukę Ko­
ścioła: Małżeństwo jest świętem, jest Sakramentem; wielożeństwo i rozwód są to zbrodnie potępione przez Pi­
smo św. czystość i dziewictwo są tak wielkie cnoty, że
człowieka podnoszą do niebiańskiej doskonałości.
Ale nie na tern koniec. Jak niegdyś Kościół zawe­
zwał chrześciańską Europę do owej wielkiej walki z dzi­
czą muzułmańską, tak dziś, lękając się o los swoich dzia­
tek, nie szczędził starań, aby ich osłonić opieką książąt,
wiernych synów swoich. A nie przestając na tem, że mo-

ROZDZIAŁ

III.

389

Parchowie podnieśli miecz w ich obronie, natchnął jeszcze
prawodawcom mądre i surowe prawa, aby powstrzymać
lub stłumić straszne zbrodnie kalające ognisko domowe.
Zgubne, zasady Reformatorów obfite wydały plony. Jak­
kolwiek Francya nie przyjęła ich nauki, nie umiała je ­
dnak ujść zgubnego jej wypływu, i rozprzężenie moralne
wysokiego dosięgło stopnia. Rozwiązłość i rozpusta, oraz
nieodstępne ich towarzyszki, okrucieństwo i dzieciobój­
stwo, rozszerzyły się w jej łonie i coraz stawały częstszemi. W tedy Henryk H monarcha Francyi, wydał swój
sławny edykt z 1556 roku, w którym tak silnie przebija
duch chrześciański, jak gdyby wyszedł z pod pióra naj­
pobożniej szego kapłana 1).
J) Oto edykt ten w oryginale:
„H enri , par la grâce de Dieu, Roi de France: à tous
présents et à venir, salut:
„Comme nos prédécesseurs et progéniteurs très-chrétiens
rois de France, ayant, par actes vertueux et catholiques, cha­
cun en son endroit, montré par leurs très-louables effets qu’à
droit et comme raison, le dit nom de très-chrétiens, comme à
eux propre et particulier, leur en avait été attribué; en quoi
les voulant imiter et suivre, et ayant, par plusieurs bons et
salutaires exemples, témoigné la dévotion qu’avons à conser­
ver et garder ce tant céleste et excellent titre, duquel les prin­
cipaux effets sont de faire initier les créatures que Dieu envoie
sur terre en notre royaume, pays, terres et seigneuries de no­
tre obéissance, aux sacraments par lui ordonnés; et quand il
lui plaît les rappeler à soi, leur procurer curieusement les sa-

390

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Niestety! mimo tylu przezornych i opiekuńczych praw,
jakże to często członkowie rodzin, niewolnicy namiętno­
ści, lub smutne ofiary błędu, lekceważą, głos Kościoła; ka-

crements pour ce institués, avec les derniers honneurs de sé­
pulture; et étant dûment avertis d’un crime très-ènorme et exé­
crable, fréquent en notre royaume, qui est:
,,Que plusieurs femmes ayant conçu enfants par moyen
déshonnête ou autrement, persuadées par mauvais vouloir et
conseil, déguisent, occultent et cachent, sans en rien décou­
vrir et déclarer; et advenant le temps de leur part et délivran­
ce de leur fruit, occultement s’en délivrent, puis le suffoquent,
meurtrissent et autrement suppriment, sans leur avoir fait im­
partir le saint sacrement du baptême; ce fait, les jettent en
lieux secrets et immondes, ou enfouissent en terre profane, les
privant par tels moyens de la sépulture coutumière des chré­
tiens; de quoi étant prévenues et accusées pardevant nos juges,
s’excusent, disant avoir eu honte de déclarer leur vice, et que
leurs enfants sont sortis de leur ventre morts, et sans aucune
apparence ou espérance de vie, tellement que faute d’autre
preuve, les gens tenant tant nos cours de parlement, qu’autres
nos juges, voulant procéder au jugement des procès criminels
à l’encontre de telles femmes, sont tombés et entrés en diver­
ses opinions, les uns concluant un suplice de mort, les autres
à question extraordinaire, afin de savoir et entendre par leur
bouche, si, à la vérité, le fruit issu de leur ventre était mort
ou vif; après laquelle question endurée, pour n’avoir aucune
chose voulu confesser, leur sont les prisons le plus souvent
ouvertes, qui a été et qui est cause de les faire retomber, ré­
cidiver, et commettre tels et semblables délits; à notre très-

R O Z D Z I A Ł

III.

391

źdy jednak musi uznać jego miłosierdzie. Uwiedziona
i występna rodzina doznaje nowych skutków dobroczyn­
nej opieki Kościoła. Bóg, w nieograniczonem miłosierdziu
zesłał człowieka, który litość i współczucie swoje roz­
ciągnie do wszelkich cierpień i nieszczęść, smutnych owo­
ców namiętności, zachęcanych i podbudzanych przewro­
tnemu zasadami reformatorów; a uczucia te jego, powsze­
chne jak wiara nasza, otaczają, skrzydłem swej opieki

grand regret, et scandale de nos sujets; à quoi, pouf l’avenir,
nous avons bien voulu pourvoir.
,,Sçavoir faisons que nous désirant extirper, et du tout
faire cesser lesdits exécrables et énormes crimes, vices, iniqui­
tés et délits qui se commettent en notre dit royaume, et ôter
les occasions et racines d’iceux dorénavant commettre, avons
(pour ce obvier) dit, statué, et ordonné, et par édit perpétuel,
loi générale et irrévocable, de notre propre mouvement, plei­
ne puissance et autorité royale, disons, statuons, ordonnons et
nous plaît: Que toute femme qui se trouvera duement atteinte
et convaincue d’avoir celé, couvert et occulté tant sa grossesse
que son enfantement, sans avoir déclare l’un ou l’autre té­
moignage suffisant, même de la la vie ou mort de son enfant,
lors de l’issue de son ventre; et après se trouve l’enfant privé,
tant du saint sacrement de baptême, que sépulture publique
et accoutumée: soit telle femme tenue et réputée d’avoir ho­
micide son enfant; et pour réparation punie de mort et dernier
supplice, et de telle rigueur que la qualité particulière du cas
le méritera, afin que ce soit exemple à tous, et que ci-après
n’y soit fait aucun doute ni difficultés. Si donnons en mande­
ment, etc. Février 1556.

392

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wszystkich członków rodziny, a szczególniej dziecię i ko­
bietę ; ten człowiek czynny, niezmordowany, to uosobie­
nie miłosierdzia katolickiego, zwał się Wincenty a Paulo.
Chronić rodzinę od grożącego niebezpieczeństwa na­
uczaniem prawd, obowiązków i praw stanowiących jej
szczęście i chwałę; wykorzenić złe trapiące ognisko do­
mowe, lecząc intellektualne, moralne i fizyczne słabości
i niedoskonałości członków rodziny; otoczyć szczególniej­
szą opieką i pieczołowitością najsłabsze, najwięcej opu­
szczone, pogardzone i zrozpaczone istoty: oto zadanie
jakie założył sobie bohater chrześciański. Dobroczynna
ta działalność nie zostanie zawartą w szczupłym obrębie
ziemskiej jego ojczyzny, w krótkich dniach jego przemi­
jającego żywota. Nowy Eliasz, wstępując do nieba rzuci
płaszcz swój tysiącom Elizeuszów, a duch jego odżyje
w tysiącach synów i córek, zawsze i wszędzie godnych swe­
go mistrza. Dobro jakie tu zdziałał rozszerzy się i wzmo­
cni, to, o jakiem zamyślał spełni się, rozkrzewi i przetrwa
przez wszystkie wieki, od jednego do drugiego krańca
świata. Młoda muzułmanka z Konstantynopola, Smyrny
lub Syryi zawdzięczać mu będzie swe oswobodzenie, brat
jej, swoją wiarę, a ojciec i matka uleczenie z dolegliwych
chorób. Tak w XVI wieku jak niegdyś w dniach jego
powstania, Kościołowi katolickiemu należy się cześć
i chwała, że bezprzestannie strzegł i otaczał najtkliwszą
pieczołowitością społeczność rodzinną, i najtroskliwiej
goił rany, którem zapobiedz nie mógł. Jeźli więc, mimo
to wszystko, tak narody jak rodziny głuche na głos, nie

R O Z D Z I A Ł

393

III.

czułe na macierzyńska jego miłość, giną w otchłani nie­
cnego materyalizmu, wtedy stanąwszy nad brzegiem
przepaści, Kościół śmiało może im powtórzyć słowa pro­
roków: Izraelu sam winien jesteś swej zatracie— bo cóż mo­
głem więcej uczynić dla ciebie nad to com uczynił *).“

*) Perditio tua Israel: tantummodo in me auxilium tuum_
Osee, X III, 9. — Quid est quod ultra debui facere vineae meae,
et non feci ei? Ise. V, 4.

Gaume, Tom II.

26

ROZDZIAŁ

CZWARTY.

Obecny stan rodziny w Anglii.

Są w życiu narodów chwile stanowcze, co jak cień
błysną i nie wrócą więcej; biada ludom nieumiejącym
z nich korzystać! Długie konanie, a może na wet zupełna
zaguba, oto kara, jakiej nie unikną, za to, że nie umiały
poznać i ocenić nawiedzenia Tego, co sam jedynie daje
mądrość władzcom, uległość poddanym, spokój i szczę­
ście społeczności. Taką stanowczą krytyczną epoką był
dla Europy wiek XVI; jak Kościół wyszedł z niej zwycięzko, tak równie i społeczność ludzka mogła powstać
z niej nową ożywiona siłą. Ale nie tak się stało. Mniej
lub więcej dotknięte i zarażone gorączką protestantyzmu,
gorączką pychy i swawoli, całe narody pogardziły gło­
sem tkliwej matki, i zaślepione, mniemały że same sobie
wystarczyć potrafią. Ztąd powstały tysiączne trudności
i zawikłania, zwiększające się co chwila, w miarę jak dla
pokonania ich trzymano się tylko zasad czysto ludzkiej

ROZDZIAŁ

IV.

395

polityki. Z kolei pochlebiano prawdzie lub potakiwano
błędom; zamykano oczy na wielkie niebezpieczeństwo
zagrażające porządkowi moralnemu; interesa materyalne
przywłaszczyły sobie najpierwsze miejsce. Lekceważono
środki wskazane przez Kościół, jako jedynie zdolne ule­
czyć złe szarpiące życie rodzinne, podkopujące zwolna
podstawy społeczności politycznej; i zamiast używać ich
wytrwale i energicznie, podejrzewano jeszcze dobroczyn­
ną rękę co je przedstawiała, tak więc złe nie powstrzy­
mane straszliwie szerzyć się zaczęło. W przeciągu lat
pięćdziesięciu stara Europa zmieniła się do niepoznania;
jakaż to niepojęta zachodzi różnica między tern, czem
jest dzisiaj, a tern czem była w połowie XVI wieku.
W tedy tak w jej wierze, jak wprawach, ustawach,
obyczajach, mowie, we wszystkiem, mówię, znać było, że
jest chrześciańską. Dziś, ta wybitna niegdyś cecha zatarła
się zupełnie, a baczny postrzegacz miałby o niemal p ra­
wo zapytać ją jaką wyznaje wiarę.
Ale pomińmy społeczność polityczną, a wróćmy do
rodziny, która nas głównie zajmuje. Badając stan jej jaki
przedstawia oczom naszym w całej Europie, widziemy że
tak pomiędzy nowoczesnemi ludy, jak niegdyś wpośród po­
gańskiego świata, zmysłowość i despotyzm te dwie straszne
plagi bezustannie szarpią jej łono. Bo i dziś, jak dawniej,
całe narody ślepo hołdują namiętnościom i bałwochwal­
stwu. I jakież ztąd powstały następstwa; oto rozprzężenie
w rodzinie, osłabienie ducha, lekceważenie władzy rodzi­
cielskiej, przewrócenie porządku przyrodzonego; zamiast
26*

396

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

świętej miłości synowskiej, obojętność i nieposłuszeń­
stwo, samolubstwo zamiast wzajemnego poświęcenia.
Z tych nawzajem wyrodził się upadek moralny, niezgo­
dy wewnętrzne, poniżenie kobiety, a często nawet nie
tylko duchowa ale i fizyczna śmierć dziecięcia. Mędrcy
świata, nie ożywieni duchem bożym, daremnieby szu­
kali środków ocalenia wjakiejbądź kombinacyi polity­
cznej; nie wiedzą, oni, że te zewnętrzne fakta są tylko
symptomatami choroby, której rozpoznać nie umieją.
Nie chcą czy nie mogą widzieć, że społeczność rodzinna
tern jest dla politycznej, czem korzeń dla drzewa, fun­
damenta dla budynku. Czyliż drzewo może wydać do­
bre, zdrowe owoce, jeźli korzeń jego jest zatruty? jeźli
założemy słabe fundamenta na latających piaskach, czy­
liż budynek wzniesiony na nich będzie mocny i trwały,
przeciwnie, chwiać się musi nieustannie aż do niezbyt
dalekiej chwili, kiedy całkiem runie w gruzy.
Oto o g o ln a postać Europy; jej konanie, a może ńawet śmierć bliską, pokrywa świetna szmata cywilizacyi
materialnej. Jakimże to sposobem życie ją odbiegło? oto
oddalił się duch Boży. Czemu? bo człowiek stał się cia­
łem tylko. Dla czego ? bo odłączył się od Boga któren
jest tylko duchem. Kiedyż nastąpiło to odłączenie? wte­
dy gdy powiedziano Europie: pogardź w iarą, rządź się
samym rozumem, a będziesz jako Bóg. Któż wyrzekł te
słowa? kto rozsiał w łonie rodziny nieład i rozprzężenie
co się silnie odbiło w społeczeństwie? kto podkopał

R O Z D Z I A Ł

IV.

397

i zachwiał zasady wiary? Niech odpowiedzą ludzie świa­
tli i sumienni co bezstronnie zbadają povryższe karty.
Teraz, zastanowiemy się bliżej nad skutkami jakie
wywołały reforma i filozofia na społeczność rodzinną
dwóch wielkich narodów Europy, to je s t: Anglii i Francyi; z tych będziem sądzić o innych.
Przez długie wieki, Anglia szanowała i wiernie za­
chowywała wiarę, jakiej ją nauczył Kościół rzymski. P o ­
bożność, miłość chrześciańska i vrszelkie domowe i pu­
bliczne cnoty odznaczające jej mieszkańców, zjednały jej
zaszczytną nazwę Wyspy świętych. Zycie rodzinne nosiło
na sobie cechy doskonałości i szczęścia; jedność i zgo­
da jego członków, panująca zwykle we wszystkich kra­
jach ściśle katolickich, anielski przedstawiała obraz. Jak­
że to wielka zaszła zmiana! Dziś rodzina angielska ra­
czej wegetuje niż żyje; zdawałoby się, że to chory drę­
czony jakąś straszną wadą organiczną. Ale nie dziwmy
się tem u , bo straszne ciosy wstrząsły jej boską ustawę.
Protestantyzm zaprzeczył że małżeństwo jest Sakramen­
tem który je wznosi i uświęca, tak więc, śluby angiel­
skie, to jakiś czczy obrządek, nie mający żadnego zna­
czenia pod względem religijnym. Małżonkowie pozbawie­
ni łaski jaką im zapewnił Jezus Chrystus, nie są wstanie
wypełnić trudnych powinności jakie małżeństwo wkłada
na chrześcian. Na czele tych obowiązków, stawić musiemy nierozerwalność związków małżeńskich; widzieli­
śmy, że przed wyniesieniem małżeństwa do godności
Sakramentu, nigdzie nie było ściśle i wiernie zachowywa-

398

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ne: Synagoga nawet tolerowała rozwody. Jak tylko mał­
żeństwo zostaje zamienione w prosty kontrakt lub spekulacyę, natychmiast zniknie jego nierozerwalność, lub
jeśli się utrzyma niekiedy, to tylko skutkiem jakiejś
szczęśliwej niekonsekwencyi.
Przytaczamy tu słowa pobożnego i uczonego bisku­
pa: Chrystyanizm, mówi on, to udoskonalenie natury
i prawa, podniósł i uzacnił jeszcze ten i tak już ze wszech
miar szacowny związek, nadając mu wielką godność Sa­
kramentu. Odtąd jest on już nie tylko przyczyną ale
źródłem i narzędziem łaski bożej; nadaje ją sam przez
moc sobie właściwą; staje się całkiem świętą i boską rze­
czą, i stoi na równi z naszemi najwznioślejszemi, największemi tajemnicami. Sam Zbawiciel wykazuje nam
dostatecznie charakter wielkości i świętości cechujący małżeńtwo, powtarzając i uświęcając swoją powagą, słowa
wyrzeczone przy pierwszem jego postanowieniu: „Ipo­
rzucisz ojca swego i matkę swoją, a złączysz się z żoną swo­
ją, i będzie dwoje wjednem ciele 1), dodaje: Tak więc, co
Bóg połączył niechaj człowiek nie rozłącza *2). Czy słyszy­
cie, czy pojmujecie te słowa, co Bóg połączył, a więc Bóg
a nie człowiek jest zasadą i początkiem małżeństwa; Bóg
n a nie władza ziemska; Bóg a nie wyrachowanie lub śle­
pa namiętność; i nie jestże to dostatecznym powodem
i rękojmią nierozerwalności małżeństwa.
') Gene, 11, 24.
2) Matę. X IX , 5, 6.

R O Z D Z I A Ł

IV.

399

przedstawialiśmy wyżej, że ludy mają. swoją nieubłaganą
logikę, i dla tego też rozwód stoi w prawach wszystkich
narodów protestanckich. Rozwód w prawodawstwie to
miecz Damoklesa, zawieszony nad pożyciem domowem,
to uciemiężenie istoty słabszej, zamienione w prawo obowiązujące. Oto, w części przynajmniej, główna przyczy­
na anormalnego stanu życia rodzinnego w Anglii; chcemy
tu mówić o tej lodowatej obojętności panującej między
małżonkami, i tej nieubłaganej, sztywnej etykiecie, regu­
lującej wszystkie stosunki w życiu. Ale jeden jeszcze
powód wpłynął przeważnie na zatarcie tej świętej ró ­
wności, stanowiącej główny wdzięk pożycia domowego
u wszystkich narodów co pozostały wierne katolicyzmo­
wi; odkąd Anglia stała się protestancką, przestano skła­
dać hołd Maryi. A któż nie przyzna, że ta cześć odda­
wana Maryi, jest zarazem wyniesieniem kobiety! Tak
więc święte dziewictwo, co kobietę stawia na równi z aniołami, nie otacza już jej głowy swą niebiańską aureo­
lą; a kobieta angielska, strącona z tej wzniosłej podsta­
wy, nie obudzą już uwielbienia, i zaledwie okazują jej
względy płci jej należne.
Nie tu koniec złego jakie protestantyzm wyrządził
światu. On to zerwał jedność religijną i osłabił ducha
rodzinnego; on to wyrobił w wyznawcach swoich jakąś
swawolną niezależność, wiodącą do odosobnienia i zam­
knięcia się całkiem w ognisku domowem. Stąd mógłby
ktoś wnosić, że protestantyzm sprzyja zachowaniu i roz­
wojowi węzłów rodzinnych: mylne przypuszczenie. Trze-

400

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

"ba umieć odróżnić ducha rodzinnego, od tych koniecz­
nych stosunków do jakich wspólny zniewala interes.
Tylko wspólna wiara i miłość chrześciańska, mogą, wyrodzić ducha religijnego i rodzinnego, a cóż silniej jak
protestantyzm wpływać może na zachwianie tej wiary
i tej miłości? Jest on całkiem samolubny tak w zasadzie
ja k w skutkach. Zasada ta odbije się silnie nie tylko>
w rodzinie angielskiej ale nawet w całym narodzie.
Protestantyzm, to ubóstwienie swego ja całą Anglię
n a swój odtworzył obraz; na wzór jego stała się ona kra­
jem samolubstwa, krajem swego ja. On to wyrodził tę
filozofię swego ja, politykę swego ja-, on to natchnął
Anglika tern posępnem niedowierzaniem, którem powo­
dowany pragnie zawsze ukrywać swe życie przed wszystkiemi; w domu tyle tylko mieć miejsca, ile go ściśle
potrzebuje dla siebie i swoich: w ogrodach urządza cia­
sne i kręte ścieszki, aby zawsze mógł być sam zupełnie;
przedsiębierze najodleglejsze podróże na polu i lądzie,
aby żyć swem niezaAvisłem i samotnem życiem; a nawet
w zgromadzeniach poświęconych zabawie, żąda aby ko­
biety, sztywne i milczące, przechadzały się w około or­
kiestry jak processye Egipcyan w około mauzoleum
Ozyrysa. Religia zimna, metodyczna, ponura jak te czar­
ne mgły unoszące się wiecznie po nad Londynem: oto
skutki jakie wywarł protestantyzm na ogół narodu an­
gielskiego.
Chceciesz widzieć wpływ jego w rodzinie? wstąpcie
do jednego z tych licznych pałaców wznoszących się po

R O Z D Z I A Ł

IV.

401

nad szerokiemi ulicami Londynu. Tam uderzy wasze
oczy czystość, zbytek, najdoskonalsza symetria, jednem
słowem najzupełniejszy confort we wszystkich większych
i drobniejszych szczegółach; ale nie szukajcie nic więcej.
Daremnie upatrywalibyście w tych obszernych appartamentach szerokiego ogniska w około którego mogłyby
zasiadać łącznie liczne rodziny; wszystko tu zastosowa­
ne do niecnych zasad samolubstwa i osobistości.
Spójrzmy teraz na naczelnika bogatej rodziny. Sie­
dzi sam jeden w gabinecie, ze swoją herbatą, wexlami i
niezliczoną korespondencyą; ten dla którego pieniądz
jest wszystkiem, przedewszystkiem myśli i zajmuje się
interessami. Śniadanie zgromadza chwilowo rodzinę
w.około jednego stołu, tam siedzą czas jakiś milcząc
i prędko się rozchodzą. Mąż staje się niewidzialnym aż
do godziny óbiacloAvej, która po raz drugi zbliża go do
żony i dzieci. Czy sądzicie, że słodkie uczucia rodzinne
potrafią go zatrzymać w pośród tych istot, które powi­
nien nad wszystko ukochać w życiu? bynajmniej, opu­
szcza ich co prędzej i idzie szukać innych ojców rodziny
równie jak on uciekających z domowego ogniska. Dzień
trawi na giełdzie, noc przepędzi w klubach. Na czemże
to upływają godziny, które powinienby poświęcać wycho­
wywaniu dzieci? oto rozmawia o interessach, rozkoszach,
polityce, koniach i żokejach; grają i piją, a nawet nie­
kiedy tak bez umiarkowania, że te ojcowskie zebrania
zmieniają się w rozpustne pohulanki. Podobne zwyczaje
zgubnie oddziaływają na rodziny angielskie, bo skutkiem

402

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

tej niższości społecznej, kobiety bardzo mało wpływają
na wychowanie dzieci, a nadto jak powiedzieliśmy wy­
żej, zaparcie Sakramentu małżeństwa, rozwód zamiesz­
czony w xiędze praw, wykluczenie i wyszydzenie dzie­
wictwa, roztoczyły nad jej życiem jakiś cień poniżenia
i trzymają jakby w niewoli.
Teraz z kolei przypatrzmy się wielkiej damie z Albiońskiej ziemi. Niechaj was nie mami otaczający ją
przepych i zbytek, oraz jej wyniosłość i pycha. Złocone
appartamenta, perłowe naszyjniki, diamentowe korony,
kosztowne suknie, świetne pojazdy, groomy w bogatej
liberyi, nie zapewniają poważania, i szacunku, nie zjedna­
ją uczucia i nie dają szczęścia. Zbadajcie tajniki jej do­
mowego pożycia, a wtedy smutna rzeczywistość przed­
stawi się waszym oczom! Kobieta angielska, matka ro­
dziny, nie jestto towarzyszka szanowana, poważana
i kochana od męża, ale właściwie mówiąc, jest jakby
pierwszą sługą w jego domu. Nie z żoną to i nie w gro­
nie rodziny Anglik spędza, zazwyczaj długie wieczory,
nigdy nie powierza jej swoich tajemnic ani interesów;
a jeźli chce mówić o nich z przyjaciółmi, czeka dopókąd
się ona nie oddali, czy to, że obecność jej nudzi, czy że
uważają iż nie jest w stanie poprowadzić poważnej ro­
zmowy. Jeźli ktoś obcy jest na obiedzie, etykieta nie
dozwala jej pozostać do końca: jej oddalenie jest hasłem
do rozmów politycznych, handlowych lub religijnych.
Zazdrość, duma i despotyzm uwięziły ją w ciasnem kół­
ku którego jej bezkarnie przestąpić nie wolno. Możemy-

ROZDZIAŁ

IV.

403

ślicie, że surowość taka wpływa na poprawę i czystość
obyczajów, niestety! nigdzie nie mogą. być wolniejsze,
nigdzie nie panuje większa rozwiązłość jak w Anglii -1)*
Zawsze i wszędzie ucisk wywołuje niezadowolnienie a na­
stępnie reakcyę; i dla tego kobiety angielskie, najczę­
ściej, protestując przeciw tej surowości mężowskiej, gwał­
cą występnie najświętsze obowiązki. Żaden z ludów E u­
ropy nie poważyłby się deptać tak jawnie świętych praw
rodziny, i równie rażącego dopuszczać się zgorszenia, ja ­
kie bardzo często wydarza się w Anglii.
Zwrócierny tu uwagę na jeden z tych występków ja ­
kiego zaledwie społeczność pogańska dopuścićby się mo­
gła. Juvenal wieczną okrył hańbą owe damy rzymskie,
co oszukując mężów, przedstawiały im jako ich dzieci,
podrzutki zbierane nad brzegami Yelabry. „Złośliwa for­
tuna, pisze ten poeta, czuwa nocami nad tend nagiemi
dziećmi; uśmiecha się do nich, ogrzewa na swem łonie,
i przenosi tajemnie do pałaców możnych panów, w któ­
rych ważną może mają odegrać rolę; pieści ich jak naj­
tkliwsza matka i z uśmiechem do najwyższych podnosi
zaszczytów *2).“ Niecne to oszukaństwo bardzo często
powtarza się w Anglii, zpowodu wielkiej liczby kapita­
') W samym Londynie liczą, przeszło 40,000 kobiet złe­
go życia, które kosztują rocznie dwieście miljonów. Tak
przynajmniej podają miejscowe pisma publiczne.
2) Satyr. YI.

404

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO,

łów substytuowanych , znanych pod nazwa rewersyjnych 1).
Tak więc, jakkolwiek matka bardzo często przebywTa
z dziećmi, ale pozbawiona tego poważania jakiem kato­
licyzm otoczył kobietę, nie jest wstanie natchnąć i obudzić w nich ducha rodzinnego. Nauczony przykła­
dem ojca, młody Anglik przykrzy sobie wkrótce w do­
mu rodzicielskim. Źyć pod opiekuńczem skrzydłem
matki, to według niego poniżające służalstwo; i o tern
tylko marzy, aby się jak najprędzej z pod niego mógł
wybić; zbliża się wiek nauki, a z nim i upragniona go­
dzina wyzwolenia. Od tej chwili władza matki ustaje
na zawsze. Powróciwszy z Cambrigde lub Oxford, to
jest mniej więcej około 20 roku życia, młodzieniec jest
już zupełnie wyemancypowany. Stosunki i względy
mniej wdęcej częste, mniej więcej szczere zastępują od­
tąd tkliwe uczucia synowskie. Dom rodzicielski uważa­
ją jakby za pokój sypialny; bo młody gentleman na­
śladując ojca, żyje tylko za domem. Nie dba o to, że
matka jego zostaje zupełnie osamotnioną; bo uczucia
rodzinne, to wędzidło namiętności, ten zakład najpię­
kniejszych cnót, obce są zupełnie dla niego.
Zaniedbana przez męża, opuszczona przez synów^
matka rodziny angielskiej i nad córkami nawet nie długo
zachowuje swą władzę. Protestantyzm, który tak ciężkiém jarzmem przygniata kobiety zamężne, zostawia
dziewczętom zupełną wmlność, co nie koniecznie wpły-*)
*) Guoroff, t. 1, p. 50.

R O Z D Z I A Ł

IV.

405

wa na poprawę obyczajów. Młoda angielką wstępuje
w świat około szesnastego roku życia. Z jakiemże to
upragnieniem oczekuje dnia tego, bo nazajutrz może
już wychodzić sama, bez matki lub guwernantki. Nie
jeden z was czytelnicy, widział ją zapewnie samą cho­
dzącą po szerokich chodnikach Londynu, a za nią wygalonowany lokaj z wielką laską ze srebrną główką,
który, przez uszanowanie, postępuje o dwadzieścia pięć
kroków za swoją młodą panią. Wolno jej wchodzić sa­
mej do domów zupełnie obcych, a nie dość na tern,
może w nieobecności matki, przyjmować sama wizyty
osób bywających w domu, jakiegokolwiek byliby wie­
ku i stanu.
Nareszcie nadchodzi chwila kiedy wchodzi w zwią­
zki małżeńskie. Wtenczas to okazuje się najdobitniej
zupełny brak uczuć rodzinnych. W dzień ślubu, syn
lub córka porzucają dom rodzicielski, aby doń więcej
nie wrócić: i nie myślcie, że jedno lub drugie zamie­
szka w łonie swej nowej rodziny; osobne, oddzielne
mieszkanie oczekuje już młodych małżonków. Tam cze­
ka ich samotne życie; tam wydadzą na świat nową ro ­
dzinę, która znów z kolei, jak ptaki ulatujące z gniaz­
da, uleci gdzieś daleko, aby żyć tylko dla siebie. Jak ­
że to dziwnie razi nas katolików, widząc jak młode
małżeństwo mieszkające tuż obok rodziców, oddaje ty l­
ko rzadkie, etykietalne wizyty rodzicom i rodzeństwu;
lub słysząc jak syn spotkawszy się z ojcem, nazywa
go tylko panem, jak gdyby mówił do kogoś obcego.

406

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Cóż powiemy jeszcze o stosunkach synów i matek? Za­
ledwie wyjdą z dziecinnego wieku, zapoznają jej władzę;
a gdy ojciec u m iera, wtedy matka jest dla nich tylko
kobietą. Anglia utrzymała prawo starszeństwa; w kra­
jach katolickich religia wpływa wiele na jego złagodze­
nie, protestantyzm zaś czyni je ostrem , barbarzyńskiem
prawie. Jeźli pozostały majątek należał do ojca, najstar­
szy syn wchodzi w posiadanie zaraz po jego śmierci,
obejmuje i zamieszkuje pałac swych przodków. Chwila
ta jest dla matki hasłem oddalenia; pojmuje ona tę cięż­
ką konieczność, poprzestaje na wyznaczonej sobie pensyi
wdowiej i opuszcza na zawsze dom męża. Odtąd utrącą
zupełnie swe wysokie stanowisko, i żyje samotna w skromnem ustroniu, stosownie do nowego położenia. Tak
to coraz więcej zacierają się nawet ślady ducha rodzin­
nego w Anglii.
Przedstawiliśmy tu życie rodzinne w Anglii, jego
ustawy, członków i wzajemne pomiędzy nimi stosunki.
Jeźli dotąd rodzina nie popadła tu jeszcze całkiem
w otchłań poniżenia, przypisać to należy słabym odbla­
skom prawd przechowanych w tak chrześciańskich nie­
gdyś obyczajach i prawach Wielkiej Brytanii. Ale do­
bra czy zła zasada złożona w łonie narodu nie długo po­
zostać może w stanie metafizycznym, prędzej czy póź­
niej musi przybrać kształt i ciało; tak więc mimo swej
silnej organizacyi m ateryalnej, mimo ivytrwałości stano­
wiącej tło charakteru jej mieszkańców, Anglia coraz
więcej dąży do rozprzężenia.

R O Z D Z I A Ł

IV.

407

Ten brak jedności, równości i jakiegoś ducha wspól­
ności , czyli raczej , to zimne i wyniosłe samolubstwo
które uważaliśmy w rodzinie angielskiej, objawia się i na
zewnątrz. W tym wzorowym niby kraju, stosunki pa­
nów ze sługami przypominają w zupełności obchodzenie
się pogańskich despotów ze swymi niewolnikami; wszę­
dzie napotkasz równie cierpkie i złe obejście, tęż samą
pyszną wyniosłość, tęż samą pogardę człowieczeństwa;
cała może różnica, że nie mogą ich sprzedawać lub od­
bierać im życia. I tak naprzykład, wielki pan angielski
nigdy prawie nie przemówi do swego stangreta, i tylko
za pośrednictwem kamerdynera wydaje mu swe rozkazy.
Zokey nigdy prawie nie wchodzi do pańskich pokoi,
przebywa gdzieś około stajen i zabudowań gospodarskich;
w rzadkich tylko okolicznościach, kiedy konieczna po trzeba, lub chęć popisania się z jedną liberyą więcej wy­
maga jego obecności, każą mu usługiwać do stołu. Przy­
taczamy tu anegdotkę, malującą doskonale tę pychę anglo-protestancką.
Przed niedawnym czasem, pewna dama francuzka
pojechała do Londynu ; wuj jej, Anglik protestant, pia­
stuje stopień admirała w marynarce Wielkiej-Brytanii.
Pewnego dnia namówił swą siostrzenicę, aby zwiedziła
z nim jakąś piękną galeryę obrazów. „Przyślę ci mój
powóz, wstąpisz do mnie i pojedziemy razem.“ Powóz
zajechał rzeczywiście w oznaczonej godzinie, ale zamiast
do hotelu admirała, stangret zajechał wprost przed galeryę obrazów. Dama francuzka była pew na, że wuj ją

408

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wyprzedził, wysiada więc z powozu, wchodzi do galeryi,
przepędza w niej dwie godziny, czeka i czeka ale admi­
rała jak nie ma tak nie ma. Nie mogąc więc się docze­
kać, wychodzi i jedzie do niego; przybywszy zastaje tak
zniecierpliwionego, że rozdrażnienie to dziwnie odbijało
od zwykłej flegmy angielskiej. —Cóż się to stało, zawo­
łał żywo , już przeszło dwie godzin oczekuję na ciebie.
— Oto mój wuju, twój stangret zawiózł mnie prosto do
galeryi; sadziłam , że wypełnia twoje rozkazy i że cię
tam zastanę. —Widać kamerdyner nie dobrze mnie zro­
zumiał. — Więc to nie ty, mój wuju, wydałeś ten rozkaz
stangretowi? —Ja!.... więc nie wiesz jeszcze tego, że ni­
gdy nie mówię do takich ludzi.... I ten admirał, jest to
nabożny metodysta, który codzień wieczorem modli się
ze swymi służącem i! Jak pogodzić te dwie rzeczy?!....
Rzecz prosta, że tym sposobem służący nie mogą, się
przywiązać i długo w jednej zostawać służbie. Czytaj­
cie liczne ogłoszenia rozlepiane po rogach ulic Londynu,
a niezawodnie w każdem podanem przez służących szu­
kających miejsca, przeczytasz następujący ustęp, stano­
wiący ich najlepszą rekomendacyę: „Opatrzony w do­
skonałe świadectwa, a u ostatniego pana służył rok ca­
ły, lub nawet ośmnaście miesięcy!“.... Tenże sam duch
odosobnienia, przebija także i w stosunkach towarzy­
skich: Przyjechawszy do Anglii, będziesz dobrze przyjęty
od osób do których masz listy polecające; nie będą
szczędzić starań aby cię zabawić, ale serca lub szczerości
nie szukaj w tern wszystkiem; co więcej , gościnność ta

R O Z D Z I A Ł

409

IV.

sprzykrzy się wkrótce jako uciążliwa i sprzeciwiająca się
zwykłej sztywnej etykiecie. Tu zwykle wszystko robią
tylko dla pozoru, a o uczucia nie pytają wcale; i tak mię­
dzy innemi, jest to rzeczą niesłychaną w Anglii, aby naj­
lepszy przyjaciel przyszedł do kogoś na obiad, jeźli pier­
wej nie był zaproszony. Nie można wątpić, że i tu za­
pewnie zdarzają się szczęśliwe wyjątki, życzymy z serca,
aby były jak najliczniejsze. Dzięki niebu, często ludzie
bywają lepsi niż ich zasady, i raz jeszcze powtarzamy, źe
nie mówiemy tu o szczegółach, ale w ogóle o wpływie
jaki protestantyzm wywarł na rodzinę angielską. Refor­
ma, ta religia swego ja, zerwała węzły rodzinne, poniży­
ła kobietę, popchnęła Anglię na drogę zepsucia i skaże­
nia obyczajów, i zamieniła cały naród w jakieś skupienie
najmniej moralnych cząstek, jakie kiedykolwiek widzie­
liśmy na świecie od czasów powstania chrystyanizmu.
A jednak są tacy, którzy śmią dowodzić, że protestan­
tyzm, to religia rodzinna!....

<Gaume. Tom I I .

27

ROZDZIAŁ PIĄTY.
Dalszy ciąg poprzedzającego. — Biedne rodziny.

Dotąd opisywaliśmy życie rodzinne wyższych sfer
towarzystwa, ale chcąc właściwie osądzić smutny wpływ
zasad protestanckich, zobaczmy jak oddziałały na naj­
niższe klassy społeczeństwa. Historya, silna swą nieza­
przeczoną powagą, pokazuje światu jak szczęśliwym był
lud angielski do czasu reformy, oraz straszną nędzę i stra­
szniejsze jeszcze poniżenie, jakie od tej chwili stało się
jego udziałem. Pastorowie anglikańscy mogli potępić
i zakazać dzieła Cobbetfa, Rubichon’a i Tomasza Moore,
ale nigdy nie pomyśleli nawet o tern, aby zbijać zawar­
te w nich fakta; bo też rzeczywiście pierwsze, łatwiej­
sze było niż drugie. Nie będziem tu wchodzić w szcze­
góły, zbyt obszerne, aby się mogły pomieścić w szczu­
płym zakresie tego dzieła, i powtórzemy tylko fakt po­
wszechnie znany; to j e s t: że protestantyzm nie umiał
nigdy być pośrednikiem między ubogim a złym boga­
czem. Tu niezgłębiona przepaść oddziela nędzę i boga­
ctwo. Z jednej strony pauperyzm, z drugiej podatek
nałożony na utrzymanie biednych, oto jego dzieła, oto
jedyne węzły połączenia, jakie umiał postanowić mię-

R O Z D Z I A Ł

411

V.

dzy bogaczem któremu wszystko stoi otworem, a bie­
dnym nędzarzem, któremu zbywa na wszystkiém. Ni­
gdzie nie zobaczómy, aby człowiek z takióm barbarzyń­
stwem, exploatowal że tak powiem swego bliźniego, jak
się to zazwyczaj dzieje w Anglii.
m
„Przybijając do brzegów Londynu, mówi wiarogodny
historyk, do téj metrópoli przemysłowego świata, tej py­
sznej władczyni m ateryi, umysł nasz zadrży przerażony
tą olbrzymią potęgą ręki, tern cudownem pomnożeniem
życia, jakie ludzie wszędzie rozlać potrafili. Zdaje się, że
sama nawet materya nabrała tu życia i zaczęła postępo­
wać, obracać s ię , uderzać, pracować, wirować i rozta­
czać się na wszystkie strony. Tu każdy bałwan wody
unosi na swoich falach różnorodne statki i o k ręta;
wszędzie słyszysz odgłos topiącego się mosiądzu, skrzyp
żelaza o żelazo, i szmer bloków, i machin windujących
towary. Wszędzie daje ci się uczuć gorący powiew z ce­
gły i blach rozpalonych, wszędzie widzisz długie, gęste
kłęby dymu wznoszącego się ku niebu po nad tymi olbrzymiemi warsztatami, gdzie tysiące r ą k , machin i na­
rzędzi, podnosi się i spuszcza co chwila z szalonym po­
śpiechem.
„To już nie życie, ale jakaś paląca gorączka krąży
w żyłach tego przemysłowego świata. Żelazo nie po­
trzebuje odpoczynku, ogień nie gaśnie nigdy pod kotła­
mi; długo przed wschodem słońca, i długo jeszcze po
jego zachodzie, kobiety, starcy i dzieci prowradzą aż do
zupełnego wyczerpania sił, aż do śmierci nawet, tę bez27*

412

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

bożną walkę ciała ze stalą,. I jak gdyby powierzchnia
globu nie wystarczała temu strasznemu rozwojowi pra­
cy, człowiek z lampą w ręku zapuszcza się w głąb ziemi
i motykami porusza i kopie jej niezgruntowane pokłady;
a t<*życie ruchu i wstrząśnień wrzące nieustannie w głównem centrum Anglii, promienieje do koła, sięga krań­
ców jej gran ic, aby stamtąd rozchodzić się i roztaczać
po wszystkich najodleglejszych morzach i krajach.
„I wiecież teraz dla czego ogień ten nigdy nie gaśnie;
dla czego bezprzestannie rozlega się ten głuchy, jękliwy
łoskot kół i walców; dla czego olbrzymie, niezliczone ma­
chiny są w nieustannym ruchu; dla czego kopią i roz­
walają niezgłębione pokłady ziemi; dla czego ten różno­
rodny, nieustanny ruch tak prędko krzyżuje się, ściga
i mija, że nawet sekundy naszych zegarów są zbyt dłu­
gie aby go oznaczyć m ogły; dla czego statki angielskie
krążą po wszystkich wodach , a floty rozbiegają się na
wszystkie strony świata; dla czego tyle ludzi ginie
w nurtach rozhukanego morza, pod ciężarem zapadającej
się ziem i, lub z nieuleezonych chorób, nabytych w po­
śród tej zabójczej pracy?.... Zapewnie dla jakiegoś chwa­
lebnego celu, jakiegoś zbawiennego dzieła, co ma zjednać
wielką zasługę w oczach Przedwiecznego?__ Bynaj­
mniej!.... Aby w pośród nędzy milionÓAY ludu, tysiąc ro­
dzin żyło w zbytku i rozwiązłości, umierało z nadużyć
i przesytu, albo z nudów odbierało sobie ^życie na sta­
łym lądzie!!!“
Tak więc, protestantyzm , to ubóstwienie swego ja,

R O Z D Z I A Ł

V.

413

wyrodził w Anglii najstraszniejszy egoizm; a egoizm bo­
gacza jest zawsze źródłem nędzy i znikczemnienia bie­
dnego, w skutku czego, dziś krwawemi łzami opisywaćby trzeba dzieje ubogiej rodziny, w tej klassycznej ziemi
cywilizacyi. Skierujcie kroki wasze do tych ogromnych
rękodzielni w Birm ingham , Manchester i Liwerpoolu,
tam w pośród gęstych kłębów czarnego, duszącego dy­
mu, tysiące istot w nieustannym są ruchu jakby machiny:
to lud angielski. Chcąc go dobrze poznać, nie zastana­
wiaj się ani nad jego wynędzniałą c e rą , wychudzoną
twarzą i zapadłemi oczy, albo licznemi i różnorodnemi
produktami jego przemysłu: badaj go w jego moralnem
i rodzinnem życiu. Jakże straszny, odrażający ujrzysz
obraz!
Tu despotyzm mężowski dosięga najwyższego sto­
pnia; ileż to razy mężowie publicznie sprzedają żony.
W ostatnich jeszcze latach rodziny angielskie dały nam
kilkanaście podobnych przykładów. Na co tu dalsze przy­
taczać szczegóły; fakt ten, niesłychany w rocznikach eu­
ropejskich od czasu wprowadzenia chrystyanizmu, sam
jeden starczy za inne i wymowniejszym jest od nich.
Dziecię także podobnemu uległo losowi; i ten anioł zie­
mi został wtrącony w przepaść poniżenia i uważany ty l­
ko za jakąś istotkę rodzaju ludzkiego.
Tu żadnej nie zwracają uwagi na jego życie moralne
i tak mało zajmują się wychowaniem, iż zdaje się, nie
przypuszczają nawet aby mogło mieć duszę. Pomieszane
bez różnicy płci, biedne te istoty od lat dziecinnych wy­

414

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

stawione są na najgorsze zepsucie, a nikt nie myśli o tem,
aby uprzedzić lub choćby opóźnić zgubne następstwa.
Cale moralne i religijne ukształcenie ogranicza się na
kilku naukach udzielanych w niedziele, podczas jedynych
godzin ulgi i wytchnienia., tak potrzebnych dla tych nie­
szczęsnych stw orzeń, zniedołężnionych skutkiem nad­
zwyczajnej, siły przechodzącej pracy, i które, gdyby nie
uczucie bólu dowodzące że żyją, mogłyby uważać się za
jakieś nieuchronne części machiny, od której im prawie
odstąpić nie wolno.
Tu prawa i namiętności, sprzysięgły się na fizyczne
życie dziecięcia. Wszakże jakiś prawodawca angielski
przedstawiał wniosek, aby zabronić biednym , iżby się
nie ważyli mieć więcej, nad jakąś tam oznaczoną liczbę
dzieci? Jakkolwiek te zabójcze zasady Malthus’a nie zosta­
ły zapisane w księgach prawa, żyją jednak w obyczajach,
a wiernymi ich wykonawcami są częste dzieciobójstwa,
podrzucania i inne tym podobne zbrodnie, będące naj­
straszniej szem pogwałceniem najświętszych praw natury.
Dziecię przyszło na świat; żyje; ale dziś, wśród ludu an­
gielskiego , jak niegdyś w R zym ie, jest to rzecz dająca
się sprzedać; żyć będzie, ale jak niegdyś żyło w Rzy­
mie : niewolnikiem ojca lub pana, któremu ojciec go
wydał.
„Jeden z dzienników angielskich podaje, że pewna
młoda kobieta z Manchester, sprzedała dziecię swoje za
25 fr., aby mieć za co kupić sobie kawałek chleba. Po
skończonym ta rg u , nabywca namyślił się , że niekorzy-

R O Z D Z I A Ł

Y.

415

stny zrobił interes, pobiegł więc-'za m atka, oddał jej
dziecię a zażądał zwrotu pieniędzy“ 1). Prawda, prawo
nabrania tej publicznej sprzedaży, ale zamyka oczy na
równie haniebne spekulacye. Powszechnie jest wiadomo
w Anglii, że robotnicy i w ogóle biedni, starają się cią­
gnąć jak największe korzyści, kosztem siły, zdrowia i snu
swoich dzieci. Jak tylko dojdą wieku, że mogą znaleść
nabywcę, zostają sprzedane przemysłowcom, którzy prze­
ciążają ich pracą bez litości i sumienia. „Według prawa,
nie wolno , niby to , zatrudniać w rękodzielniach dzieci
nie mających ośmiu lat skończonych; ale sprawdzenie te ­
go wieku, odbywa się w sposób dozwalający pominąć
przepisy. Chcąc oddać lub przyjąć dziecię do fabryki,
potrzeba złożyć świadectwo doktora, że jest zdolne do
pracy; doktór zaś jest zupełnie wolny od wszelkiej od­
powiedzialności, może więc wydać jakie chce; z tego po­
wodu najczęściej w Anglii oddają do fabryk i rękodzielni
dzieci nie mające lat prawem przepisanych“ 2). Ale tu:
nie tylko samolubstwo rodziców, ale nawet i sam rząd
gwałci często własne postanowienia. Jeźli Anglia prze­
wyższa Francyę w jakiejś gałęzi przemysłu, wtedy okre­
śla wiek i pilnuje zachowania przepisów, bo nie lęka się *)
*) S ta n d a r d , 1847 r. czerwiec.—Dziennik ten opisuje fakt
powyższy ze wszelkiemi szczegółami; mówi jakby o rzeczy
najprostszej, bez żadnego oburzenia.
2) Rozprawa nad projektem do prawa o pracy dzieci
w rękodzielniach i fabrykach. Grudzień, 1840.

416

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

współzawodnictwa ; jeźli zaś przeciwnie czuje swą. niż­
szość, w takim razie przekracza prawo i milczeniem upo­
ważnia przyjmowanie dzieci nie mających lat ośmiu.
Uwaga ta stosuje się głównie do fabryk jedwabnych J).
Zobaczmy teraz jakie jest życie nieszczęśliwych dzia­
tek, w tych zakładach powiększej części wilgotnych i nie­
zdrowych. Przykute do swego warsztatu przez dnie całe,
w nocy sypiają nad nim w ciasnych wiszących łóżkach,
dla oszczędzenia miejsca. Skazane całe życie na ciężką
p ra c ę , przewyższającą ich siły, powoli zamieniają się
w machiny i stają nieoddzielną cząstką Avarsztatu; jest
to jedna i ta sama całość wprawiona, w ruch nieustanny;
są one duszą w arsztatu, ale same już nie mają duszy.
Biedny aniele ziem ski! otóż stajesz się podobnym do
przędzącego pająka. Pająk stara się chwytać w swe sieci
owady służące mu za pożywienie, słucha w tern głosu
instynktu, bo natura nie obdarzyła go rozumem. Ale ty,
nieszczęśliwa istoto! przędziesz nić swoją, aby dosięgnąć
kilku kartofli lub kawałka chleba z serem , jedynego
twego pożywienia. Pająk sam pożywa owady, które mu
się pochwycić u d a ło ; dziecię ludu w Anglii widzi co­
dziennie, jak najgłówniejszą, najlepszą cząstkę jego pra­
cy wydzierają mu rodzice i właściciele warsztatów, wspól­
ne z niego ciągnący korzyści.
Ta straszna grabierz nie zadawalnia jeszcze chciwo*) Rozprawa nad projektem do prawa, o pracy dzieci
w rękodzielniach i fabrykach. Grudzień, 1840.

R O Z D Z I A Ł

V.

417

ści. Gdy biedne dziecię pracujące aż dwanaście godzin
dziennie upada ze snu i utrudzenia, wtedy podbudzają
go ciężkieini razy. Ze drżeniem poglądamy na bolesny
obraz, przedstawiający smutny los tycb nieszczęśliwych
istot, skreślony przez szlachetnego lorda występującego
w ich obronie. „Przytoczę tu jeden z tysiąca przykła­
dów, mówi on. Znam chłopca, którego w dziewiątym
roku życia oddano do w arsztatu; dziś ma on lat siedmnaście. Dziecię to musi pracować od szóstej z rana do
dziewiątej wieczór; obok tego biją go i katują niemiło­
siernie. Biedak, chcąc ujść z ręki katów, ratował się ucie­
czką, ale złapano go i stawiono przed urzędnikiem, któ­
ry kazał go odprowadzić do tego warsztatu miłosierdzia.
Tam wymierzano nań najsroższe kary. Bito go niemiło­
siernie, a za każdym razem bat maczano w wodzie.
W wielu miejscach rzemień zupełnie poprzecinał ciało;
pomimo to jednak nieszczęśliwy musiał odrabiać swą
codzienną pracę. Skrwawionego, właściciel warsztatu za­
nurzał w zimnej wodzie, a potem przeziębłemu, w mo­
krej koszuli, kazał długo stać na dziedzińcu. Pewna ko­
bieta znalazła dziecię w trudnym do opisania stanie: ca­
łe ciało było jedną wielką raną“ 1).
Ale nie na tern koniec; nienasycony egoizm wyna­
lazł jeden jeszcze, mniej może barbarzyński ale równie
nieludzki sposób. Gdy biedne dziecię nie może utrzymać
') Mowa lorda Ashley w izbie niższej, dnia 27 lutego
1843 r.

418

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

się już na nogacli skutkiem zbytniego utrudzenia, wtedy
kładą- mu na nogi jakby rodzaj blaszanych butów, aby
stał prosto i nie przerywał pracy 1).
Wyniszczeni przedwcześnie pracą przechodzącą siły
i ciągłym pobytem w tych zabójczych warsztatach, oraz
okrutnem obchodzeniem i brakiem najpierwszycli potrzeb
życia, nieszczęśliwe te istoty wychowane w zupełnej nie­
znajomości Boga, religii i obowiązków człowieka, tracą
resztki sił w nadużyciach wyuzdanej rozpusty. Cóż się
wtedy z niemi stanie? nie myślcie, że chciwy przemysło­
wiec da im przytułek, wtedy, gdy już żadnej nie może
z nich ciągnąć korzyści; nie myślcie, aby rodzice co ich
zaprzedali, chcieli dziś pracować w pocie czoła, aby im
dać choćby najnędzniejsze wyżywienie. Strasznym był
los niewolników u Rzymian, ale biedne te dzieci są nie­
szczęśliwsze jeszcze; bo przynajmniej niewolnik, dotknię­
ty czy to niemocą czy wiekiem, miał zapewmione u pana
swrego jakieś schronienie i kawrałek chleba, a te dzieci
chrześcicm wyniszczone w tak młodym wieku, po wię­
kszej części umierają z głodu: fakt ten nie ulega zaprze­
czeniu. Niekiedy gromady tych dzieci, stają przed drzwia­
mi pałaców możnych przemysłowców, trwoniących na
stałym lądzie miliony okupione krwawym potem bie­
dnych; przyciśnieni nędzą i głodem, przenikającym gło­
sem błagają o kawałek chleba; odpowiadają im wystrza­
łami. Zdaje nam się to może niepodobnęm do uwierze­
l) Rozprawa nad prawem o pracy, etc. etc.

R O Z D Z I A Ł

V.

419

nia; przejrzyjcie dzienniki angielskie. Niekiedy nareszcie
popchnięci rozpaczą, przy chodzą pukać do drzwi -workfiouses czyli domów pracy.
Chcecież poznać te miłe schronienia, godny wymysł
filantropii protestanckiej, posłuchajcie jednego z ekono­
mistów francuzkich, który je badał szczegółowo: „System
protestancki, mówi pan Blanquis, wychodzi z nieludzkiej
zasady, założonej przez Malthus’a; pragnie on dowieść,
że ludność zwiększa się niesłychanie w stosunku możno­
ści utrzymania; że jest zbyteczną; że ztąd powstaje nad­
zwyczajna konkurencja, której nie można zaradzić ina­
czej, jak tylko wstrzymując rozmnażanie tejże ludności.
Mówi on do biednych: Wasza w tern wina: dla czegóż
przychodzicie na świat?... dla czegóż chcecie współucze­
stniczyć w tym bankiecie życia, kiedy my już zajęliśmy
wszystkie miejsca? Ale my jesteśmy szlachetni, miłosier­
ni; damy wam trochę chleba; pamiętajcie jednak, że ża­
dnego nie macie do tego prawa, że to tylko nasza łaska;
nie narzekajcie, że dajemy tak mało, bo czyniemy sto­
kroć więcej, niżeśmy powinni. To założywszy: systemat
protestancki w Anglii, oclseła biednych do work-houses,
do tych sześciuset więzień wzniesionych w celu potłumienia nędzy, i uzupełnienia niejako podatku na utrzy­
manie biednych. Jakiż tam los oczekuje te biedne istoty?
Trzeba się postarać, aby im nie było dobrze, co więcej,
aby pobyt był nadzwyczaj trudny do zniesienia, bo dla
tych nieszczęśliwych wolność jest tak strasznym cięża­
rem, tak niesłychaną zagraża im nędzą, że gotowiby tłu­

420

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

mami cisnąć się do więzień, a wtedy nie możnaby ich tu
pomieścić ani wyżywić. Trzeba więc zaprowadzić tak,
straszne zwyczaje, obmyślić tak okrutne przepisy, aby
biedny drżał na samą myśl dzikiej pomocy jaką tu znaleść może, i. ciężkiemi męki opłacał okazane sobie miło­
sierdzie.
„Jakże to często zdarza się w Anglii; że kilku ludzi
poważnych, wyżej ukształconych, bogatych, poważanych
administratoróio miłosierdzia, zasiadłszy w około stołu, na­
radzają się i łamią sobie głowy nad rozwiązaniem tru ­
dnego zadania.... Jakiego?.... Oto: jakby odstręczyć bie­
dnych od tych otwartych niby dla nich domów schronie­
nia, aby tylko w razie najostatniejszej konieczności udawali
się do nich; jak zatruć im ten gorzki kawałek chleba,
i mniemane dobrodziejstwo zamienić w ciągłą męczarnię.
Gdy przychodzą szukać przytułku w domach pracy, za­
raz rozdzielają mężów z żonami, dzieci z rodzicami; nie
wolno im zachować ani imienia ani nazwiska; zadają im
najcięższe prace, każą obracać koła (treacl-mill) a biedne
te istoty muszą deptać ciągle jak zaciężne bydlęta; zdaje
się, że jakby naumyślnie wskrzeszają dla nich te nieludz­
kie zajęcia, na jakie niegdyś w starożytności skazywano
niewolników. Tak więc, zabijać głodem lub męczarniami,
wszelkiemi siłami wstrzymywać postęp ludności, która
według nich za nadto wyrasta: oto wszystko co system
protestancki zdołał wynaleść i uczynić dla biednych.“
Taki jest stan rodziny angielskiej w niższych klassach społeczeństwa. Zapoznanie najświętszych praw i wę­

R O Z D Z I A Ł

V.

421

złów rodzinnych; w miejsce wysokiej moralności chrześciańskiej, niecna zmysłowość; upodlenie kobiety, niewola
i znikczemnienie dziecięcia, oto główne rysy tego opła­
kanego obrazu. Czemże jest w oczach rozważnego postrzegacza, nie dającego się omamić błyszczącemi, zwodniczemi pozory, ten lud angielski, którego życie rodzin­
ne dosięgło takiego stopnia poniżenia? Tern czem była
starożytna Roma za Cezarów; to konający pokryty świe­
tnym całunem.
Jakoż rzeczywiście doktorzy, tacy właśnie jakich po­
trzebuje nasza epoka, badali puls chorego; najbieglejsi
statystycy obrachowali przez A więcej B ile jeszcze ży­
cia tleje w narodzie angielskim; liczebnie oznaczyli jego
stan moralny. Powiedziałbyś, że to budżet łez i zbrodni.
Protestantyzm i narody, które na swój wzór odtworzył,
są. sądzone jak najnieomylniej według dzisiejszego wieku,
to jest: przez regułę trzech i wykaz długów i należności;
jakże to wzniosła logika dla tych umysłów dla których
wszystkiem jest kurs giełdy! Jeżeli chcecie poznać do­
kładnie sprawozdania tych uczonych mężów, czytajcie
dzieła Beaumonfa, Villeneuve’aiR ubichon’a; dla tych zaś
którym czas nie dozwala oddawać się tak szczegółowym
badaniom, podajemy tu krótki rys, z którego jednak mo­
gą powziąść dostateczne wyobrażenie. Objaśnienia te są
czynione przez Anglików.
Dziennik londyński Staterman w ten sposób określa
statystyczne swoje poszukiwania: „Według urzędowego
sprawozdania przez komitet parlamentu z 1827 r. liczba

422

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

dzieci nieprawych urodzonych w Anglii wynosi ośm na
sto. Inny dokument publiczny ogłoszony przez Franciszka
Courbeaux w r. 1820, podaje liczbę chrztów na 328,190,
odtrącając ztąd ośm od sta, liczba dzieci prawych wynie­
sie 301,934. Tak więc z rodzących się dzieci, liczba nie­
prawych wynosi więcej jak dwunastą część-, gdy tymcza­
sem według urzędowych sprawozdań, ogłoszonych we
Francyi, stanowi tylko trzynastą część. W roku 1826, we
Francyi na przeszło 31,000,000 mieszkańców było 19,556
skazanych za zbrodnie, w Anglii zaś na 12,800,000, było
skazanych 16,147; tak więc we Francyi na 1,600 dusz
wypadayecZen skazany, w Anglii jeden na ośmset. Czyli
inaczej m ów iąc, w milionie Anglików jest dwa razy tyle
zbrodniarzy co w milionie Francuzów'. „Nie mamy bynaj­
mniej zamiaru, podaje Staterman, poniżać tu John-Bulla,
ale tylko przypomnieć m u , że nie ma prawa szydzić
z niedoskonałości innych narodów. Gdy przyjdzie mówić
o niemoralności i zbrodniach; niech pomyśli o swoich
30,000 nieprawych dzieci i 16,000 zbrodniarzy, których
wydaje corocznie, i milczy uderzywszy się w piersi.“
Pamiętnik przedstawiony akademii nauk w paździer­
niku 1843 roku, poparty najniezaprzeczeńszómi dowody,
przekonywa, że zbrodnia zastraszające czyni postępy
w Anglii. W samym Londynie, corocznie 70,000 obwi­
nionych staje przed sądem, i kiedy Ave Francyi na 1900
mieszkańców liczą jednego obwinionego, w Anglii na 500
dusz wypada jeden zbrodniarz, czyli stosownie do ludno­
ści, na równą liczbę mieszkaiícÓAV av Anglii wypada cztery
razy tyle przestępców.

ROZDZIAŁ

V.

423

Statystyka z tegoż roku podaje nam stokroć jeszcze
więcej poniżające fakta, to jest, że Anglia, a za nią cała
Europa coraz głębiej tonie w otchłani opilstwa: powie­
działbyś że to świat Tyberiusza i Heliogabala, marnujący
na pijaństwie ostatnie szczątki sił fizycznych i władz
umysłowych. Statystyka z 1843 r. wykazuje, że w całej
Anglii, tak zwrane GirCs shops są nieustannie zapchane
dziećmi od lat 6 do 16; a małe dziewczęta, wychodząc
z tych ohydnych otchłani zepsucia, do których często
wdasne matki gwrałtem je prowadzą, pijane i zbydlęcone
rzucają się w najwyuzdańszą rozpustę i najstraszniejsze
zbrodnie, a to jeszcze przed jedynastym lub dwunastym
rokiem życia.
Używanie napojów odurzających do tego stopnia stało
się dla nich niezbędnem, że jeźli nędza nie dozwala robo­
tnikowi angielskiemu pić wiskyy, wtedy zażywra opium.
We Francyi, rodzice idąc do karczmy, kupują opium, aby
uśpić dzieci; w Londynie corocznie zbierają po ulicach
przeszło 30,000 osób śmiertelnie pijanych, i według urzę­
dowych wyrachowań, więcej’ jak 100,000 mieszkańców
tego miasta pędzi żywot w pijaństwie. W Edymburgu
stosunek jest jeszcze większy. Na 55,000 mieszkańców
policya obliczyła więcej niż 8,600 wypadków pijaństwa,
czyli prawie jeden pijak na sześciu mieszkańców. Według
wyrachowań konsumpcyjnych, niew^strzemięźliwość ta
w Irlandyi dosięgła najwyższego stopnia. W 1836 r. Irlandya, mająca ludność o połowę mniejszą niż Anglia,
konsumowała równą prawie ilość trunków spiritualnych.

424

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

W tych ostatnich latach gorliwe usiłowania O. Mathew,
poparte wpływem 0 ’Connella, bardzo skutecznie oddzia­
łały na zmniejszenie tej strasznej plagi.
Mimo to jednak, konsumpcya spirytusów w połączonych
królestwach, zwiększa się rok rocznie: oto stosunek od
1820 do 1836 r:
W Anglii o 44 na 100,
W Szkocyi 240 na 100,
W Irlandyi 290 na 100.
Tak więc połączone Królestwo Wielkiej Brytanii kon­
sumuje rocznie 1,600,000 hektolitrów (36,000,000 galio­
nów) spirytusów, co kosztuje 24,000,000 funt. sterl.
Anglia, ten napiękniejszy, najbogatszy, i najwięcej
przemysłowy naród, szczycący się tak wysoką cywilizacyą, szerzy w łonie swojem tę tak straszną, ogromną pla­
gę; ale i inne narody dość wiernie wstępują w jej ślady
i zdają się współzawodniczyć z sobą na drodze tak chwa­
lebnego postępu.
Od 1800 do 1830 r. potroiła się w Anglii konsump­
cya trunków spirytualnych; to też i liczba skazanych za
zbrodnie, która od 1812 do 1818 r. wynosiła 13,803,
od 1826 do 1832 doszła do 31, 432; a koszta sądowni­
ctwa i policyi z 692,000 funtów sterlingów, dosięgły
1,869,000.— Ostatnie sprawozdanie kryminalne weFrancyi, przypisują nadużywaniu trunków 242 gwałtownych
śmierci i 433 samobójstw.
„W Niemczech, w miarę wzmagającej się konsumpcyi
mocnych trunków, powiększyły się znacznie kłótnie, zwa­

R O Z D Z I A Ł

V.

425

dy, wypadki gwałtownej śmierci, nieprawe urodzenia,
samobójstwa i morderstwa; dowiedzionem jest także, że
owe krwawe zwady i kłótnie, które w 1836 powiększyły
się o trzecią, część, należy głównie przypisać znacznemu
jednoczesnemu prawie zniżeniu ceny jałowcówki 1).“
Oto straszne złe co z przerażającą szybkością rozkrzewiło się w łonie społeczeństwa, od najwyższych do naj­
niższych sfer jego i ogarnęło wszystkie prawie kraje i mia­
sta. Jakiż na to środek?.... Jakież dotąd wskazywano
i przepisywano lekarstwa?....
Porzucimyż Anglię tak smutną przejęci myślą? Aby
pocieszyć duszę stroskaną tak boleśnym widokiem,
wznieśmy oczy ku niebu i spojrzyjmy na te zbawienne
znaki jaśniejące na horyzoncie. Gdy Ezechiel pierwsze
rzucił spojrzenie na dolinę śmierci, widział ją całą pokry­
tą kośćmi, i ani znaku życia w około. W tern nagle dało
się uczuć tchnienie Pana, i przystąpiły kości do kości
i życie wróciło; i pokryły się ciałem i skórą; duch wstą­
pił w nie, i cały ten lud umarłych powstał na nogi i sta­
nęło jakby wielkie wojsko 2). Od lat kilku daje się uczuć
w Anglii ożywcze tchnienie katolicyzmu; porusza ono tę
społeczność zamarłą zwątpieniem i pogrążoną w niecnym
materyalizmie. Zbudziły się szlachetne dusze, a wstąpi­
wszy w nowe życie pierwszym ich staraniem było bła­
gać Pana, aby duchem swoim tchnął jeszcze na umarłych.
I dało się słyszeć wielkie poruszenie w tych suchych ko-*)
*) Statystyka z 1844 r. — 2) Ezech. X X X V II.
Gaume. Tom II.

28

426

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ściach, duch w nie wstąpił; życie wróciło. O daj Boże, aby
życie to było tak silne, iżby cały naród wskrzesić zdołało!
aby Anglia wróciła znów do katolicyzmu i potrafiła je­
szcze zasłużyć sobie na tę chwalebną nazwę, jaką nie­
gdyś zawdzięczała swym cnotom. Od tego nawrócenia
zależy życie lub śmierć Anglii. O Panie! oświeć ją i na­
tchnij siłą i wytrwałością, niech miłosierdzie twoje prze­
waży tam , gdzie dotąd przeważała szala nieprawości.
A gdy Anglia i Francya jednym przemówią językiem,
gdy pierwsza znowu stanie się katolicką a druga ściśle
chrześciańską, wtedy o Boże! cuda ujrzemy na świecie.
Imię Twoje, Panie! sławionem będzie na wszystkich krań­
cach wszechświata, i stanie się jak tego pragniesz, że na
całej ziemi będzie tylko jeden pasterz i jedna owczarnia!

ROZDZIAŁ SZÓSTY.
Obecny stan rodziny we Francyi.

Dzięki zbawiennemu wpływowi katolicyzmu we
Francyi, rodzina nie jest tak poniżoną, jak w Anglii.
Rozwody są zabronione, niektórzy rodzice starają się
jeszcze moralnie wychowywać dzieci; jednak obok tego,
przyznać musiemy, że i tam życie rodzinne nosi n a
sobie głębokie cechy doktryn antychrześciańskich.
Najprzód, starają się podkopać najgłówniejszą jego
ppdstawę. Kilka już razy chciano przywrócić rozwody,
którym sprzeciwiają się prawa krajowe: jednak wiele osób
mniema, że je postanowi wkrótce. W istocie znaczne
już w tym względzie uczyniono postępy. Dowodzi tego
rozporządzenie wydane przez zwierzchność miasta P a ­
ryża. Któżby uw ierzył, że ludzie których obowiązkiem,
jest czuwać nad obyczajami publicznómi, wydadzą roz­
porządzenia dozwalające rozwiedzionym cudzoziemcom,
zawierać związki małżeńskie we Francyi, i z jej mięszkańcami, skoro tylko pochodzą z kraju w którym pra­
wa upoważniają rozwody. Postanowienie to podwój­
nie jest gorszącóm, ra z , że samo przez się jest nową,
28*

428

d z ie je ży c ia ro dzinneg o .

zniewagą, dla chrystyanizmu i świętych praw rodziny,
powtóre, że jak wszystko co się dzieje w Paryżu, wy­
wrze bezwątpienia szkodliwy wpływ na inne okolice.
Za nim, (co bynajmniej nie jest niepodobném) wy­
dadzą. prawo zamieniające to postanowienie w ogólną
regułę, artykuł kodeksu, uważający małżeństwo za kon­
tra k t cywilny, stawia’związki małżeńskie na równi z pogańskiemi, o ile tylko pozwalają na to miejscowe obyczaje.
Prawodawca nie zaprzecza wprawdzie istnienia Sakra­
m entu; ale nie przyznaje mu żadnej mocy obowiązu­
jącej.
Z m iast, złe rozeszło się po wsiach. W środkowej
i zachodniej Francyi znajdują się wsie, gdzie na raz znaleść można dwadzieścia cztery do trzydziestu podobnych
małżeństw; w niektórych zaś nie znalazłby ani jednego
sakramentalnego związku ! ! Jeden tylko krok rozdziela
małżeństwo cywilne od nałożnictwa. Klęska ta tak dale­
ce wzmogła się od lat kilku, że gorliwe i pełne poświę­
cenia stowarzyszenie, postanowiło choć w części wstrzy­
mać zgubne jej działanie. Mówiemy tu o stowarzyszeniu
de Saint François Régis. Założone w Paryżu, 1826 roku,
do pierwszego stycznia 1843, starało się o polepsze­
nie obyczajów, dziewiętnastu tysięcy, siedemset piędziesięciu czterech osób, nierządne prowadzących życie. Oko­
ło ośmiu tysięcy dzieci naturalnych zawdzięcza mu także
swe uprawnienie. W ostatnich czasach co raz większy
upadek obyczajów, podwoił gorjiwość stowarzyszenia.
Dobroczynny ten zakład liczy już dziś tak we Francyi

ROZDZIAŁ

VI.

429

jak i w znaczniejszych, miastach zagranicą, przeszło
czterdzieści instytucyj pomocniczych. Tak główny zakład
jak i filie z największą gorliwością spełniają piękne swe
posłannictwo, oczyszczając występne związki między bie­
dnymi, wypływające z materyalizmu obyczajów i ano­
malii praw krajowych.
Związki małżeńskie zawierane na wzór pogan, zgu­
bne są dla samychże małżonków, lecz zgubniejsze jeszcze
dla dzieci. Zrodzone z obojętnych lub nieprzychylnych
religii rodziców, wzrastają pozbawione dobroczynnego
jej wpływu. Nie znają one tajemnic wiary, nie widzą
przykładów cnoty, nie nauczono ich modlić się, nie wy­
chowano religijnie; cóż dziwnego, że następnie całe swe
życie ulegają zgubnym i wyuzdanym namiętnościom.
Zepsute jeszcze w dzieciństwie, dorósłszy, sieją w o k o ­
ło siebie zepsucie, i tym sposobem co dzień wzrasta li­
czba tych szkodliwych i niebezpiecznych istot, nieprzy­
jaciół wszelkiego porządku społecznego. Wkrótce, zgubny
ten potok, jeżeli nie położą mu tamy, pochłonie w nie­
czystych swych falach wątły gmach społeczności, której
jedyną podstawą jest siła zwierzęca, jedynym łączącym
ją węzłem, interes materyalny.
Tak więc artykuł prawa zamieniający małżeństwo na pro­
sty kontrakt, cofa społeczność wstecz o ośmnaście wieków,
i narusza najgłówniejszą podstawę chrześciańskiej rodzi­
ny. Winniśmy złożyć dzięki opiekuńczemu działaniu k a­
tolicyzmu, że dotąd nie zniweczono jej zupełnie. Złóżmy
także hołd zachowawczej jego sile, że dotąd nie zapo­

430

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

znano zupełnie władzy ojcowskiej, godności kobiet, i obo­
wiązków względem dzieci; bo, powtarzamy raz jeszcze
antychrześciańskie zasady tak niebacznie przyjęte przez
prawodawców francuzkich, mogą zupełnie zniweczyć ży­
cie rodzinne.
• Jeżeli nawet rodzina żyje jeszcze w naszych czasach
życiem chrześciańsldem, to trudno zaprzeczyć, że życie
to straciło już pierwotną swą siłę, że coraz słabnie, i zda­
je się gasnąć. Najlepiej przekonamy się o tern, pozna­
wszy dokładnie jakie dziś stanowisko zajmuje ojciec, ma­
tka i dziecię.
Prawda ta, powszechnie została uznaną, że prote­
stantyzm ubóstwiając człowieka, czyni ujmę Bogu, w y­
wraca przyjęty porządek i narusza wszelką władzę. Zgo­
dnie z zasadami pychy tak jawnemi w pismach naczel­
ników reformy, władze ziemskie przywłaszczają sobie
wdadzę duchowną, poddani chcą królować, dzieci nie
uznają władzy rodzicielskiej. Ztąd to pochodzi zasada
wszechwładztwa ludu, licząca tak wielu zwolenników
w krajach przesiąkłych doktrynami protestanckiemi i filozoficznemi. W tym to duchu Rousseau wyrzekł te sło­
wa: Jedna tylko loładza ludu, nie 'potrzebuje tłómaczyć się
ani przytaczać powodóio na usprawiedliwienie^swych czyn­
ności 1). Pogarda wszelkiej władzy jest dziś największą
plagą, i zwiastuje nam nowe znów klęski. Nie będziemy *)

*) Contrat social.

R O Z D Z I A Ł

VI.

431

się zastanawiać, jakie ztąd mogą, wyniknąć skutki pod
■względem religijnym i politycznym; wykażemy tylko ja ­
ki to wpływ wywiera na życie rodzinne.
Nikt nie zaprzeczy, że poniżenie władzy rodziciel­
skiej, jest następstwem zasad protestanckich. Aż do cza­
sów reformy, ojcowie posiadali nader rozciągłą ivładzę;
nie była ona jednak przesadzoną, bo ograniczały ją prze­
pisy ewangeliczne, zamienione w obowiązujące prawo.
W ogóle władza ta odznaczała się umiarkowaniem właściwem każdej chrześciańskiej władzy. Dawne prawa francuzkie, zespolone z duchem religijnym, zatwierdziły tę
opiekuńczą władzę, i nakazywały dzieciom najgłębszy
dla ojca szacunek. Dzieci, dopiero w dwudziestym pią­
tym roku dochodziły do pełnoletności, do tego zaś czasu
zależały zupełnie od ojca: pod nieważnością nie mogły
zeznać żadnego aktu cywilnego bez jego zezwolenia. Na­
stępnie, ojciec miał zupełne prawo rozrządzać sivym ma­
jątkiem, i stosownie do swej woli, uposażać dzieci. Mógł
nawet zupełnie wydziedziczyć syna, jeżeli ten postępo­
waniem swojem zasługiwał na to.
Obok tych powodów czysto materyalnych, istniały
jeszcze wyższe religijne pobudki. Dziecię chrześciańskie
czciło ojca, bo widziało w nim obraz Boga, i wierzyło, że
słuchając go, wypełnia wolę Bożą. Pan de Bonald utrzy­
muje, że we Francyi najściślej zachowywano przykaza­
nie nakazujące czcić rodziców, i słusznie twierdzi, że to
przyczyniło się do chwały, potęgi i trwałości monarchii
francuzkiej. Najprostsze rozumowanie, przekona nas o

432

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

prawdziwości słów filozofa chrześciańskiego. Społeczność
w ten czas tylko jest prawdziwie silna, kiedy opiera się
na niewzruszonej podstawie, otóż, podstawa życia ro­
dzinnego jest władza ojcowska. Jeżeli więc naród francuzki jest potężniejszym od innych tegoczesnych naro­
dów, widać, że więcej jak gdziekolwiek szanowano tani
związki rodzinne; albowiem społeczność rodzinna jest
podstawą społeczności politycznej: występki i cnoty
pierwszej muszą koniecznie odziaływać na drugą, tak
jak pożywne soki ziemi, udzielają się rosnącym na niej
krzewinom.
Niestety! dziś nie znajdziemy nawet śladu tego usza­
nowania jakie dawniej oddawano ojcu. Dziecię wchodzi­
ło do jego pokoju z jakąś obawą religijną; zdawałoby
się, źe przestępuje progi świątyni. Ojciec tak powiedział:
te słowa dawniej tak często wychodzące z ust syna, by­
ły dla niego, jak niegdyś dla uczni Pythagdresa, prawdzi­
wą wyrocznią: one to kierowały jego opinją i postępo­
waniem. Nakoniec był to prawie powszechnie przyjęty
zwyczaj, aby syn w każdej ważniejszej okoliczności ży­
cia, klęcząc prosił ojca o błogosławieństwo, w ten czas
nawet, kiedy znaczne piastował godności i w zupełnie
dojrzałym był wieku. Uważano to za wielkie nieszczęście,
jeżeli cala rodzina nie mogła zgromadzić się przy łożu ko­
nającego starca, i wraz z ostatniemi radami, 'odebrać
ostatnie jego błogosławieństwa. W równym chociaż
w odmiennym stosunku, matka była także przedmio­
tem uczuć nie mniej odpowiednich wymaganiom jej ser­

R O Z D Z I A Ł

VI.

433

ca: ona także miała swa władzę, była chwałą rodziny
i szczęściem dzieci.
Jakże wńele nas dziś dzieli od tych szczęśliwych cza­
sów. Prawodawcy nasi zapominając, że od trzech wie­
ków jakiś duch niezależności owionął całą Europę pra­
wami swemi przyczynili się jeszcze do osłabienia władzy
ojcowskiej.
Najprzód, czas dojścia do pełnoletności oznaczyli na
dwudziesty pierwszy rok życia. Po cóż, powiedźcie mi
zmieniać było pod tym względem dawne prawa?
Po co o cztery lata prędzej wyzwalać młodzieńca z pod
władzy ojca? Po co niweczyć tak potrzebną ta m ę , wła­
śnie w chwili gdy najgwałtowniej wrą wzburzone na­
miętności? Czyż społeczność zyskała co na tern, że mło­
dzież bez doświadczenia., bez znajomości ludzi i życia,
traci majątek, lub samowolnie nim rozporządza?
Pełnoletność w dwudziestym pierwszym roku życia!
O! dla lichwiarzy i dla tych wszystkich co korzystać chcą
z jego zepsucia, młody rozpustnik prędzej jeszcze będzie
pełnoletnim. Potrzebuje pieniędzy, ojciec dać mu ich nie
chce. Podobne trudności bynajmniej go nie zrażają; wie
dobrze gdzie ich dostać można. Kiedyś będzie miał dzie­
sięć, piętnaście lub trzydzieści tysięcy dochodu, ale dziś
nie jest pełnoletnim, ma dopiero lat osiemnaście. Udaje
się więc do lichwiarzy którzy najczęściej różnych używa­
ją sposobów, aby wciągać młodzież na drogę rozpusty,
bo w tern widzą korzyść dla siebie. Tam dostaje pienię­
dzy i wydaje na siebie wexel z fałszywą datą, oznacza-

434

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

%ca czas jego pełnoletności. Lecz dłużnik może przedtem
umrzeć, a w takim razie pieniądze przepadną. Stratę tę
wynagradzają sobie już naprzód, przypisując do summy
ogromne procenta, pochłaniające znaczną część majątku
małoletniego, jeszcze zanim tenże prawnie nim rozrzą­
dzać może. Młodzieniec, który kilka razy udaje się do tak
występnych środków, w skutku nierozważności prawa
zupełnie straci majątek przed dojściem do pełnoletności.
Pisząc o tern zdaje nam się, że opisujemy życie marno­
trawnego syna o którym wspomina Ewangelia. Opis jego
nieszczęść i zbrodni zaczyna się od nader ważnej okoli­
czności, zawczesnego usamowolnienia 1). Powiecie zape­
wnie że i dawniej małoletni mogli tym samym sposo­
bem tracić majątek? Najprzód nie mogli tego czynić tak
jak dziś w ośmnastym lub dwódziestym roku życia. Tak
długo jeszcze trzeba było czekać na ich pełnoletność, że
każdy prawie obawiał się pożyczać im pieniędzy. Nastę­
pnie, w dojrzalszym już trochę wieku, albo mniej dozwa­
lali namiętnościom panować nad sobą, albo baczniej uni­
kali sideł lichwiarzy.
Inne jeszcze okoliczności nie dozwalały mu tracić ma­
jątku. Prawa nie czyniły go tak jak dziś samowolnem
panem całego lub przynajmniej znacznej części majątku
po rodzicach. Rozciągając mądrą opiekę nad władzą oj­
cowską, dawny kodeks, dozwalał ojcu wydziedziczyć
*) Et dixit adolescentior ex illis patri: Pater da mihi portionem subs^anhse quse me contingit. Luc. XV, 12.

R O Z D Z I A Ł

VI.

435

niegodne jego przywiązania dziecię. Dziś ojciec musi od­
dać każdemu z dzieci część swego majątku, nie wolno
mu nawet podzielić ich stosownie do swej woli, lecz musi
się trzymać przepisów prawa; inaczej testament jego był­
by nieważnym. Któż nie pojmie, jak dalece podobne
rozporządzenia, osłabiają święte uczucia szacunku i ule­
głości, w sercu syna mogącego powiedzieć sobie: „Choć­
bym najbardziej zmartwił ojca nie może mnie wydziedzi­
czyć zupełnie. Mogę zakrwawić jego serce, znieważyć
siwe. jego włosy; może ściągnę na siebie jego przekleń­
stwo, ale nie potrzebuję się obawiać wydziedziczenia:
prawo się mną opiekuje.“
Sumienni urzędnicy i dziennikarze znają dokładnie
smutne następstwa tegoczesnego prawodawstwa. Je­
den z tych ostatnich tak mówi o tern: „Prawo dozwa­
lające ojcom tak samowolnie sprzedawać dobra i trw o­
nić majątki odziedziczone po przodkach, i skazywać dzie­
ci na niedostatek lub nędze, bardziej jest nieprzyjazne
władzy rodzicielskiej, niżby to się zdawało z pozoru; bo
tym sposobem nie tylko się zacierają wspomnienia oży­
wiające w dzieciach miłość i szacunek; nie tylko że ni­
kną podania przywiązane do miejsc, w których zdaje nam
się, że widziemy przodków naszych, czytamy dzieje ich
życia; ale jeszcze w sercach ich wyradzają się uczucia,
których nawet nazwać nie śmiem, a które zazwyczaj po­
wstają z żalu po stracie majątku rozproszonego na nie­
rządne życie ojca. Jest to jednem słowem nadawać wła­
dzy rodzicielskiej wszelką wolność co do złego, ście­

436

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

śniając ja zupełnie w dobrem; czyli że tak powiem, po­
magać jej, aby zniszczyła się sama.“
Wykazawszy jak dalece nas to powinno zadziwiać, że
pośród tylu głosów domagających się o zachowanie pra­
wa ludów, tak mało słyszyć się daje wołających o zacho­
wanie praw rodzicielskich, chrześciański polityk dodaje:
„Nie podpada żadnej -wątpliwości, że prawa, jakie dziś po­
siada nad swym majątkiem naczelnik rodziny, są z jednej
strony zbyt rozciągłe, z drugiej zaś zbyt ścieśnione; i że
dobro całej społeczności równie jak dobro rodziny wyma­
ga, aby ojciec nie mógł tak łatwo zadłużać majątku,
a swobodniej mógł nim rozporządzać.... Zdawałoby się,
że prawa własności użyto za środek zniechęcenia dzieci
do ojca, wolno mu bowiem używać go w sposób ściąga­
jący na niego ich przekleństwa, a nie w sposób zjednywający mu ich miłość i szacunek. Zostawiono mu władzę
czynienia złego, odjęto możność uszczęśliwienia rodziny;
może ją przywieść do nędzy, a nie wolno mu zapewnić
jej stałego i niezależnego bytu. Może on stracić w jednej
chwili, stawić na kartę, strwonić na zadowolnienie zgu­
bnych namiętności, odziedziczony po przodkach majątek;
ale nie może zapewnić go swym potomkom. Tak, wszy­
stko to zdaje się mieć na celu upadek rodziny, podko­
panie władzy stanowiącej jej siłę, zatarcie wszelkich po­
dań, zerwanie węzłów wiążących społeczność, i przewró­
cenie porządku, którego jest podstawą....
„Rozważmy teraz coby mogło gorsze sprowadzić sku­
tki , czy samowolne uposażanie dzieci, czy możność wy­

R O Z D Z I A Ł

VI.

437

stępnego trwonienia majątków: pierwszego nadużywanoby rzadko, drugie, codzień możemy widzieć. Pierwsze
mogłoby czasem obudzić zazdrość między rodzeń­
stwem; drugie wystawia ojca na pogardę dzieci; jedno
obok małych niedogodności liczne przedstawia korzyści;
drugie przynosi zgubę rodzinie i Państwu 1).
Słuchajcie, jakiż to odgłos dochodzi uszu waszych?
nie sąż to ciągłe skargi na nieposłuszeństwo dzieci, po­
gardę najświętszych uczuć, zapoznanie władzy rodziciel­
skiej i pogwałcenie najwznioślejszych praw natury? Spoj­
rzyjcie z uwagą; w czemże widzicie przyczynę tego cią­
głego nieładu? Wszędzie widać indiwidualizm, to jest
egoizm i słabość; hazardowni spekulanci straciwszy swój
majątek, wciągają drugich i narażają na stratę; nigdzie
prawie nie zobaczy rodziny prawdziwie godnej tego na­
zwiska, to jest silnej, zgodnej i szczęśliwej. Rodzice i dzie­
ci, bracia i siostry, coraz bardziej stają się sobie obcymi,
znikł już zupełnie duch rodzinny pojmowany w wyższem
i chrześciańskiem znaczeniu tego słowa. Co więcej, w epo­
ce naszej widziemy fakt, z przerażającą dokładnością ma­
lujący złe, o którem mówimy. Na jednej tylko z galer
francuzkich, znajduje się czternastu ojcobójców, dla
których sąd przysięgłych wynalazł okoliczności zmniejsza­
jące winę.
Okoliczności zmniejszające winę ojcobójców', wynale­
zione czternaście razy w ciągu lat kilku.“ Zdaje się że fakt *)
*) Politique d’un philosophe chrétien. In-8.

438

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ten dostatecznie nas przekonywa o upadku władzy ro­
dzicielskiej , dowodzi w jak zastraszającym stanie znaj­
duje sio rodzina, i jak dalece skażone są nasze oby­
czaje. Dla usprawiedliwienia praw, które poniżyły wła­
dzę ojcowską, odbierając jej dawniejszą rozciągłość, po­
wiedzą nam zapewnie, że prawo nie może zaufać mądro­
ści i sprawiedliwości dzisiejszych ojców; że musi zapo­
biegać ich nadużyciom. Najprzód moglibyśmy powie­
dzieć, że złem złego pozbywrać nie można. Następnie,
moglibyśmy zapytać się, któż to tak użalał się na zbytnią
rozciągłość władzy rodzicielskiej ? Często nazwisko samo
dozwala nam sądzić o ’wartości wyrzeczonego zdania.
Szukając w historyi, znajdziecie przy końcu ostatniego
wieku, nazwiska kilku nierozważnych prawników, wielbi­
cieli filozoficznych doktryn o wyzwoleniu ludzi, którzy
w własnym swym interesie chcieliby osłabić każdą wła­
dzę piastowaną przez kogoś innego. Tym to bezbożnym
lub nierozsądnym ludziom Francya winna swe antychrześciańskie prawa. Ale przypuśćmy, że twierdzenia wasze
wolne są od wszelkich zarzutów. W takim razie, powiedz­
cież nam, zkąd pochodzi ten brak zaufania w mądrość,
dobroć i sprawiedliwość ojcowską. Cóż doprowadziło oj­
ców do tak częstego i niegodnego nadużywania swej wła­
dzy, że aż do tego stopnia trzeba było ścieśnić ich prawa?
Czyż to chrystyanizm? Ale wszakże on w te"słowa prze­
mawia do wszystkich ojców. „Namiestnicy boscy, rządź­
cie dziećmi waszymi tak jak Bóg rządzi światem, sprawie­
dliwie i wyrozumiale. Pamiętajcie, że macie w niebie

ROZDZIAŁ

VI.

439

pana i sędziego.“ Przyznać więc trzeba, że i to nieszczę­
ście winno swój początek antyclirześciańskim zasadom, te
niwecząc lub osłabiając władzę boską, tę zasadniczą pod­
stawę wszelkiej sprawiedliwości, dozwoliły ojcu iść za po­
pędem swych namiętności? Tego właśnie chcieliśmy do­
wieść.

ROZDZIAŁ SIÓDMY.
Dalszy

ciąg

poprzedzającego.

Poniżenie władzy rodzicielskiej powstające z refor­
my, rozwinięte przez filozofów, śpiewane przez antychrześciańskich poetów, przeszło w nasze obyczaje, po­
niekąd w prawa, i przyłożyło się do zmniejszenia miło­
ści synowskiej. Znikły prawie zupełnie chwalebne zwy­
czaje o których wspominaliśmy wyżej , a które dawniej
dowodziły szacunku ze strony dzieci. Dziś niestosowna
poufałość zajęła miejsce tego religijnego szacunku. Jest
jeden wyraz, który sam przez się dokładnie streszcza to
świętokradzkie poniżenie władzy rodzicielskiej. Wyraz
ten, który dla tego tylko istnieje w naszej tegoczesnej
mowie, że wyraża tegoczesne uczucie, jest to słowo ty,
używane przez dzieci do rodziców. Poufałość taka sto­
sowna między równymi, staje się nieprzyzwoitą i wyraża pogwałcenie świętych stosunków, kiedy ząchodzi mię­
dzy rodzicami i dziećmi. Daje się w niej czuć dzika ró­
wność z dziewięćdziesiątego trzeciego roku, której też jest
następstwem, tak jak ona znów wypływa z nauk filozo­
ficznych i protestanckich. We wszystkich innych śtosun-

R O Z D Z I A Ł

441

VII.

kach chrześciański rozsadek usunął tg szkodliwą no­
wość; w samej tylko rodzinie trwa jeszcze dotąd; a je ­
dnak tam najpierwej powinna być odrzuconą: łatwo poj­
miemy dla czego. Z jednej strony, dziecig przebywając cią­
gle z rodzicami, łatwo może spoufalić sig do nich, zapo­
mnieć o tej przestrzeni jaka ich oddzielać winna; z drugiej
znowu rodzice powodowani przywiązaniem do dzieci, sami
zniżają sig do nich w tysiącznych okolicznościach. Widziémy wigc, że trzeba unikać wszystkiego coby w nich mogło
osłabiać szacunek dla rodziców, tg główną podstawę ży­
cia rodzinnego.
Dzisiaj przeciwnie sig dzieje. Rodzice po wigkszéj
czgści stają sig niewolnikami swych dzieci, a ślepe przy­
wiązanie do nich posuwają aż do uwielbienia, prawie do
jakiejś czci bałwochwalczej. Niech tylko dziecig objawi
jakieś życzenie, gdyby nawet najnierozsądniejsze, śpie­
szą je jak najprgdzéj zadowolnić; czgsto starają sie
odgadywać jego chgci, i niczego nie szczgdzą aby
im zados)fć uczynić. O ! strzeżcie sig niebaczni rodzice,
ten duch samowolności, te nierozsądne zachcenia, którym
dziś tak dogadzacie, kiedyś dla was staną sig mgczarnią.
Ale nie pod tym tylko jednym błądzicie wzglgdem:
podniecacie jeszcze w dzieciach waszych upodobania nie
stosowne do ich wieku. Do zabawy dajecie im drogocene
przedmioty, dla rozryy/ki wydajecie dla nich bale i te­
atral bale dziecinne! teatra dziecinne! Cóż im już wigcej
dacie kiedy dorosną?
Przyjdzie czas, że pomimo bałwochwalczego waszego
Gaume, Tom II.

29

442

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

przywiązania nie zdołacie niczem zadowolnić dziwacznych
ich zachceń; niezadługo te niewinne dotąd rozrywki,
trzeba będzie zastąpić innem i, które już tak nazwać się
nie dadzą. Trzeba będzie widowisk takich, jakich dziś
żądają powszechnie , przepełnionych scenami okrucień­
stwa lub niemoralności; balów, gdzie nieskromne ubiory
i zmysłowe tańce, sprzeciwiają się skromności. Niebaczni!
skaziliście te młode powierzone waszej pieczy dusze, nie
dziwcież się, jeżeli staną się powodem waszego nieszczęścia.
Obojętność, niewdzięczność, nieposłuszeństwo, pogarda,
wstyd i łzy ciągłe: oto plon, jaki wam przynosi zbytnia po­
błażliwość wasza. Taki jest zmałemi -wyjątkami stan dzi­
siejszej rodziny; przekonywa nas o tern własne do­
świadczenie, fakta napotykane codzień w publicznych pi­
smach, akta sądowe i te ciągłe skargi i narzekania,, któ­
re tak często słyszeć nam się dają.
Któżby uw ierzył, że w rodzinie, gdzie taka panuje
anarchia, gdzie zwierzchnicy stali się sługami swych pod­
władnych , któżby mówTię uw ierzył, że w tej rodzinie
istnieje despotyzm? A jednak jestto rzeczywistą prawdą.
Przyczyną zaś tego są antychrześciańskie zasady, któremi rządzą się dziś rodziny. Ojciec pozbawiony religii,
słabym jest wrzględem swych dzieci, lecz zuchwałym
względem Boga. Jest on prawdziwym despotą I w rze­
czach, w których wolność jest koniecznie potrzebną, tak
do jego szczęścia jak i do szczęścia rodziny. Czytelnicy
nasi łatwo się domyślają, że mówiemy tu o zachowy­
waniu przepisów religijnych i o wyborze stanu.

R O Z D ZIAŁ

443

VII.

Dziecię nie może stosownie do swej woli modlić się,
pościć i uczęszczać do świętych Sakramentów, bo naj­
częściej ojciec nie wierzy w skuteczność modlitwy, nie
uznaje potrzeby zachowywania postów, lekceważy świę­
te Sakramenta.
I dzisiaj rzadko kogo obruszy taka obojętność re ­
ligijna. Lecz jest inne nadużycie, obchodzące żywo na­
szą społeczność przesiąkłą materyalizmem, wywierające
nader szkodliwy wpływ ną jej interesa i spokojność. Cia­
ło społeczne zarówno jak ciało ludzkie, składa się z ró­
żnych członków, z których każdy ma swój wyłączny
obowiązek, potrzebny dla dobra całości... Język chrześciański wyraża tę prawdę, mówiąc, że każdy człowiek
ma naznaczone sobie powołanie ; jest to nieodzownym
warunkiem osobistego szczęścia i ogólnej harmonii, aby
je poznać, iść za niem i dopełniać iviernie i stale. Jeźli
człowiek odstąpi od niego, staje się tern w społeczeń­
stwie , co zwichnięty członek w ludzkiem ciele, który
sam cierpi i innym udziela bólu; tern czem jest w na­
turze ryba pozbawiona wody, która czas jakiś rzuca się,
drga, a w końcu zasypia.
Ponieważ więc człowiek ma naznaczone sobie po­
wołanie, którego sam sobie nadać nie może, jak nie
może nic dodać do swego wzrostu, lub zmienić koloru
włosów, zatem rodzice nie powinni narzucać dzieciom
stanu w jakim żyć mają. Mogą i powinni być doradca­
mi swych dzieci, strzedz ich od nierozważnych zobowią­
zań, ale na tern ograniczają się ich prawa. Wszystko
29*

ROZDZIAŁ ÓSMY.
Sta u kob iety

i dziecięcia.

Tak wiec w rodzinie francuzkiej, poniżonej zasadami
antychrześciańskiemi, ojciec ukazywał nam się na prze­
mian jak despota lub niewolnik. Kobieta^ i dziecię podobnemuż uległy losowi: zacznijmy od kobiety. Chrystyanizm wyzwolił ją. z upodlenia, otoczył szacun­
kiem, udarował wolnością odpowiednią jej powołaniu.
Jakież jest dzisiaj jej położenie? Nigdy nie mówiono tyle
o jej wolności, AATyzwoleniu i chwale; a przecież od czasu
zaprowadzenia Ewangelii, nigdy jeszcze nie była tak upo­
dloną i uciśnioną. Obalenie naturalnej jej podpory, to
jest chrześciańskiego małżeństwa, rzuca ją na pastwę
dzikiego despotyzmu mężczyzny, wystawia na upokorze­
nie, zmartwienia, zepsucie, a często i nędzę. Lecz trze­
ba nam opoAviedzieć jej życie od dzieciństwa, dla jej wła­
snej nauki, i A\rskazania jej wszystkich przyczyn niesz­
część i pohańbienia któremi ją otoczył brak religii.
Młoda dzieAvczyna zrodzona w ubogiej i sprzeciwia­
jącej się zasadom chrystyanizmu rodzinie, pozbawiona
jest wszelkiej moralnej opieki. Zaczyna pracoAvać w A\rar-

ROZDZIAŁ

VIII.

447

sztacie, tam nabiera zamiłowania w zbytkach które wie­
dzie ją do rozwiązłości. Wkrótce usprawiedliwiemy sło­
wa nasze, niezbitymi nawet w naszym wieku dowodami,,
to jest cyframi. Teraz zaś przytoczemy słowa doktora
Vilermé wyrzeczone w szacownem jego dziele o klas"
sacli robotniczych: „Przepraszam czytelników moich, że
wracam się do szczegółów już kilka razy wzmiankowa­
nych w poprzedzających rozdziałach, lecz jest to nieuchronnem następstwem obranego przezemnie przedmio­
tu, że musiémy ciągle wracać do jednego obrazu.
W istocie są to zawsze rękodzielnie, warsztaty, prace
wykonywane wspólnie przez mężczyzn i kobiety, wszę­
dzie widziemy jednako Ave rozprzężenie, jednakowe ska­
żenie obyczajów. W Sedan, znaczna liczba robotnic już
w piętnastym roku życia ulega zepsuciu; i tam także ja k
w innych rękodzielniczych miastach, mniej może nie­
bezpieczne są dla nich sidła zastawiane przez mężczyzn,
jak niegodziwe rady kobiet wspólnie z niemi pracujących.
W ten czas to ofiara łączy się często z innemi, aby wza­
jemnie wtrącić w przepaść każdą nowo-przybywającą to ­
warzyszkę, której poczciwość jest dla niej ciągłym w y­
rzutem .a
Wszędzie jednakowy nierząd przedstawił się oczom
P. de Yilerme; nie powinno więc zadziwiać nas, że co
raz więcej powstaje nieprawych związków, i że liczba
podrzutków wzmaga się co raz więcej?
Skoro tylko dziewczę dorośnie, starają się jak najprę­
dzej wydać ją za mąż; nie troszczą się bynajmniej, czy

448

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

odpowie wymaganym przez społeczność i religije warun­
kom , czy będzie wierną żoną, cnotliwą m atką, jeszcze
mniej zajmują się tern, czy wybrany przez nich małżonek
swem postępowaniem i zasadami, zapewni jej szczęście
moralne i wolność religijną. Sprzedają ją: i często mniej
się zajmują jej małżeństwem niż każdą inną spekulaeyą
handlową. Rodzice cieszą się, że dobry zrobili interes,
bo ubył im ciężar z głowy. Czegóż chcecie więcej! Czyż
religija i społeczność mogą się mieszać w sprawy domowe?
Zresztą, czyż małżonkom niezapewnia szczęścia pod­
pis notaryusza położony na akcie małżeńskim ? Jednako­
woż słowa przepisane prawem które wymawiają przed
nim, nie są dostateczne, aby w stosunkach rodzinnych
każdemu z nich zapewnić odpowiednią wolność i szacu­
nek. Charaktery i namiętności bynajmniej się nie zmie­
nią; a w tej walce siły przeciwko słabości, kobieta rzad­
ko odniesie zwycięztwo. Wkrótce do straty własnego
szacunku przyłączy się oziębłość, ivstręt, poprzedzające
zazwyczaj niezgody domowe, kłótnie, a częstokroć wy­
stępną niewierność. To znów wywołuje gorszące zajścia;
bardziej jeszcze gorszące separacye, upodlenie kobiety,
moralne zaniedbanie dzieci, zresztą wszystkie te hańbią­
ce lub krwawe sceny, które co dzień opisują nam dzien­
niki publiczne, a które dla tego tylko nie zwracają naszej
uwagi, że się tak dalece upowszechniły.
W wyższych klassach społeczeństwa, nie więcej także
dbają o moralne wykształcenie kobiety. Już z dzieciń­

ROZDZIAŁ

YIII.

449

stwa mylnie jej przedstawiają, prawdziwe przeznaczenie.
Czynią z niej jakiś rodzaj bożyszcza; przekonywają, że
każdy winien jej składać hołdy; że w7szyscy powinni jej
ulegać, ona zaś nikomu; pieszczą ją, pochlebiają, powta­
rzają ciągle, że posiada wszelkie przymioty ciała i du­
szy; zaszczepiają szalone zamiłowanie w strojach, uczą
muzyki i malarstwa, w końcu udzielają jej wiadomości
które po większej części na nic się przydać nie mogą
w życiu praktycznem; słowem, uposażają ją wszystkiemi
powierzchownemu przymiotami, aby tern łatwiej podobać
się mogła, aby jak najprędzej wydać ją za mąż. Tak,
trudno zaprzeczyć temu, że dziś myśl ta głównie prze­
wodniczy wychowaniu kobiet, i że zazwyczaj do tego ce­
lu zmierzają rodzice postępujący wbrew przepisów chrystyanizmu. Nie pomyślą nawet, aby je uczynić zdolnemi
do wyrzeczenia się samych siebie, do tych codziennych
poświęceń, które tylko Bóg jeden policzyć może, i za­
szczepić w nich te wszystkie cnoty będące życiem i ta r­
czą bezpieczeństwa dla małżonki i matki.
Ileż to razy słyszeliśmy rozsądne ochmistrzynie pensyi, gorzko ubolewające nad tą zgubną dążnością, niewiedzące jakim sposobem możnaby ją zmienić, lub zmniej­
szyć zgubne jej następstwa. Z natury skłonna do samolubstwa, z którego wyradza się pycha, młoda dziewczy­
na rzuca się na oślep w unoszący ją odmęt. Poznawszy
słabą duchową stronę mężczyzny, wie dobrze, że tylko
za pomocą zewnętrznych powabów zawładnąć nim może.
Zdaje jej się, że już teraz nikogo zachwycić nie zdoła

450

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

pięknością duszy, wzniosłemi cnotami, wdziękiem skro­
mności i dziewiczej niewinności. A jednak clice konie­
cznie panować. Chwyta się więc jedynych środków któ­
re ja do tego doprowadzić mogą. Zamiast stać się du­
chem, staje się ciałem; zamiast być aniołem, chce być
mężczyzną; gdyby tego było potrzeba, zamieniłaby się
w szatana.
Nieświadomość wszystkiego co stanowi prawdziwą
jej chwałę i rzeczywistą potęgę, połączona z chęcią pa­
nowania, doprowadza ją do wielu śmiesznych wyskoków.
Cóż powiedzieć wistocie o tych burszoskich nawyknieniach, wprowadzonych przez niektóre nasze kobiety,
i zagrażających nam , że kiedyś staną się koniecznym
dopełnieniem edukacyi kobiet ‘wielkiego świata? Trzeba
im powiedzieć: „Niebaczne! nie wiecie czego chcecie!
Chrystyanizm wzniósł was w ysoko: otaczając czoła wa­
sze liliami niewinności i różami skromności, objawił
wam na czem zawisła wasza chwała i potęga. Chcecie
panować, bądźcie łagodne, ciche i bogobojne. Względy,
religijny prawie szacunek, otaczały was nietykalnym
szańcem, i był to najpiękniejszy hołd jaki mężczyzna
może złożyć u nóg waszych. Po Bogu, szlachetni ryce­
rze, najwięcej szanowali panią swych myśli. „D obro­
wolnie zstępujecie z wywyższenia; odrzucacie przyzwoi­
tość i skromność którym winnyście wolność, władzę
i chwałę. Przejmujecie nawyknienia nie przystojne dla
płci waszej, niezgodne z waszem powołaniem; chciały­
ście być silniejszemi, jesteście słabszemi. Uczycie się

K O Z D Z I A Ł

VIII.

451

fechtować, pływać, jeździcie konno, a nawet palicie faj­
ka i cygara. Ukazujecie się w męzkich towarzystwach,
podzielacie ich gusta, jedne czytacie książki, jedne pro­
wadzicie rozmowy; stałyście się prawie mężczyznami to
też mężczyźni obchodzą się z wami po koleżeńsku; za­
pominają względów pici waszej właściwych, które chrystyanizm za święty uważa obowiązek, bo stanowią
wasze szczęście i chwałę, strzegą godności i cnoty.
Skruszyłyście swe berło ; chciałyście zostać bożysz­
czami.
Jesteście też bożyszczami, ale niczern wrięcéj. To co straciłyście na szacunku, zyskujecie na ckli­
wych i prawdę poniżających pochlebstwach, lecz i to nie
potrwa długo. Cóż może być nietrwalszego jak przywią­
zanie nie opierające się na szacunku. Szacunek zaś tylko
•cnocie towarzyszyć może. Bożyszcze zpowszechnieje;
młodość przekwitnie wrkrótce a), wtenczasto wzgardzo­
ne, opuszczone, osławione, poznacie, zbyt późno, nieste­
ty! że jedynie postępowanie zgodne z duchem chrystyanizmu, mogło wam zapewnić stałe i prawdziwe szczęście.“
Jeżeli te upowszechniające się co raz bardziej nawyknienia, połączą zgubny swrój wpływ z panującómi u nas
wyobrażeniami antychrześciańskiemi, zpewnością wyrzec
możemy, że przyspieszą upadek rodziny, której kobieta
jest duszą i życiem. Już i tak w wieku naszym przeję­
tym materyalizmem, kobieta przestała być w opinii pu­
blicznej tern czein była vr wiekach żywej i gorącej wia­
ry. W nowożytnej naszej historyi, znajdujemy fakt objaFallax gratia et vana est pulchritudo: mulier timens
Dominum ipsa laudabitur. Przyp. X X X I, 30.

452

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wiający nam ten upadek obyczajów: jest to niegodne
obchodzenie się z księżniczkami krwi w czasie rewolucyi francuzkiej. Zpewnością wyrzec możemy, że w śre­
dnim wieku niepodobnego staćby się nie mogło; a gdyby
nawet ktoś chciał wykonać tak niecny postępek, tysiące
mieczy wyniosłoby się w obronie znieważonej kobiety.
Lecz nieczyste tchnienie bezbożności oziębiło dusze, przy­
ćmiło aureolę chwały którą chrystyanizm otoczył skro­
nie cór Maryi, a Sir Edm und Burkę, jeden z najwię­
kszych ludzi, jakich wydała Anglja, który proroczym
głosem przepowiedział wszystkie zbrodnie wywołane
przez rewrolucyę, p isz e , dowiedziawszy się o śmierci
Maryi Antoniny.
„Siedemnaście lat temu, widziałem po raz pierwszy
w Yersalu królowę Francyi, w ten czas jeszcze żonę del­
fina; zdawała się być jakąś niebiańską istotą, zaledwde
dotykającą ziemi. Jaśniała chwałą jak gwdazda poranna.
O! jakież musiałbym mieć serce, gdyby wspomnienie o
dawnej jej wielkości, obok tak przejmującego widoku
jej upadku, nie wzbudziło we mnie uczucia boleści?
Możnaż było pomyślić, widząc ją otoczoną urokiem
wdelkości obok ogólnej czci i uwielbienia, że kiedyś ta­
kże potrzebować będzie cierpliwości i rezygnacyi! Tym
mniej przypuścić mogłem, aby jeszcze za mego życia
spadły na nią tak okropne klęski! Pewrny byłem, że
wr tym narodzie słynnym z wysokiej cywilizacyi, wyszu­
kanej grzeczności i elegancyi; w tym narodzie znanym
z uczuć honoru i rycerskiego ducha, tysiące rąk rzuci

R O Z D Z I A Ł

VIII.

453

się do broni, aby pomścić, nie powiem już wyrządzo­
nej jej zniewagi, ale choćby tylko jedno zbyt śmiałe
spojrzenie. Lecz minął już wiek rycerstwa: śmiej sce je ­
go zajął wiek sofistów, ekonomistów i spekulantów, a
chwała Francyi, zgasła na zawsze. 0! nigdy już, nigdy
nie ujrzemy tej wierności dla królów, tej uprzejmości
dla kobiet, tego posłuszeństwa uszlachetnionego poświę­
ceniem, i tego dobrowolnego poddania się serca, które
wybierając sobie więzy jakie nosić chciało, nawet w słu­
żebności swojej umiało zachować uczucie wy egzaltowanej
wolności. Znikło źródło szlachetnych uczuć i bohater­
skich przedsięwzięć, nie ma już tej delikatności zasad,
tej nieskazitelności honoru, dla którego najlżejsza skaza
była śmiertelną raną; zaginęło już to uczucie honoru roz­
niecające odwagę, łagodzące obyczaje, uszlachetniające
wszystko, a z nim razem minął wiek rycerski x)!u
Zepsucie rozchodzi się szybko. W nader licznej klassie społeczeństwa, kobieta utraciła już swą godność chrześciańską. Mężczyzna nie zaślubia jej, lecz ją nabywa; zda­
wałoby się, że tak jak mówi proste przysłowie, nie tyle
chce mieć z niej towarzyszkę, jak kurę niosącą złote jaja.
Szlachetne to wyrażenie godne jest widoków które tak
wiernie wyraża. W znacznej części małżeństw", znajdziecie
przypatrzywszy się z bliska, nie sercajednoczącesięw celu
wzajemnego uszlachetnienia i uświęcenia, ale niemchomo!) Słowa przytoczone przez P. Nettement w: la Yie cle
Marie—Thérèse de France, k. 148 i następ.

454

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ści i kapitały łączące się, aby lepiej mogły procentować.
Zdawałoby się, że do majątku a nie do małżonków ścią­
ga się to błogosławieńswo Boże: Rośnijcie i rozmnażajcie
się, i napełniajcie ziemię.
Ztąd to wynika fakt znany powszechnie, i wymownie
charakteryzujący obyczaje naszej epoki. Dawniej kapłan
zatwierdzał związki małżeńskie, dziś notaryusz. Nic słu­
szniejszego. Sługa boży nie przewodniczy umowom han­
dlowym. Jednak przyznać trzeba, że pewni będąc po­
sagu, zajmują się także moralnością a nawet pobożnością
przyszłej małżonki, uważając, że i te dodatkowe przy­
mioty są poniekąd potrzebne.... choćby dla tego tylko
aby zabezpieczały męża od śmieszności. Oto wszystko
czego wymaga największa część mężczyzn, tych nawet co
rozprawiają jak gdyby Ojcowie Kościoła, o konieczności
religijnego wychowywania kobiet.
Małżeństwo zostało zawarte; obrzęd religijny był tam
poniekąd tylko czczą formą, bo w gruncie rzeczy przemaga duch poganizmu. Małżonkowie wiedzeni po części
do stóp ołtarza chciwością lub ślepą namiętnością, przy­
stępują do niego bez religijnego przygotowania. Czytając
opis ich wesela, możnaby sądzić, że to do nich prze­
mawiają pierwsi Ojcowie Kościoła, potępiający weselne
biesiady w pół-pogańskiego świata. „Czemże są dni ślu­
bów waszych, jeżeli nie dniami poświęconymi czci szata­
na? Po dniu spędzonym na występnych rozrywkach, hulatyka przeciąga się do późnej nocy: swawola zwiększa
się coraz bardziej, podsycana winem. Po co na ślubie

ROZDZIAŁ

VIII.

455

chrześdan ten tłum mężczyzn i kobiet, po co ta muzyka
i śpiewy bezwstydne, po co te upajające puliary, po co
nakoniec te tańce, w których młoda małżonka ściąga na
siebie oczy wszystkich. W cóż się wtenczas obraca świę­
tość małżeńska?
„Powiedzcie m i, czyż możecie spodziewać się pra­
wdziwej niewinności, w tej, która dzięki waszej niebaczności, już w dniu ślubu musiała widzieć i słyszeć rzeczy,
któreby oburzyły nawet niewolnicę waszą, jeżeli jeszcze
posiada najlżejsze uczucie wstydu? Dla tegoż tylko tak
długo zostawała pod okiem rodziców, bacznych, aby jej
zachować skarb niewinności? czyż po to cnotliwa matka
strzegła jej tak troskliwie, dzień i noc czuwała, aby od­
sunąć od niej wszystko co było przeciwne skromności,
ukrywała ją przed oczami wszystkich, aby dzień jeden
zniweczył owoc tak długich i usilnych starań? Te niesto­
sowne obchody uczą ją wszystkiego czego nie wie, i czego
nigdy nie powinna wiedzieć 1).
Na cóż wam się zda, dodamy, że wezwiecie kapłana,
aby pobłogosławił wasz związek? Wszak do błogosła­
wieństwa tego nie przywiązujecie żadnej wagi. Najczę­
ściej zaraz nazajutrz po tych uroczystościach prawdzi­
wie pogańskich, zaczyna się dla biednej kobiety, długie
pasmo cierpień i smutków, tym boleśniejszych, że nie mo­
że powierzyć ich nikomu. Zapomniano obietnic religijJ) S. Chrys. in illud Propter fornicat. t. III, k. 235, i Ho­
rnik X II in I Cor.

456

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

nej wolności! co mówię? mąż bierze na siebie wykształ­
cenie jej pod tym względem. Uczy żonę dobrze zrozu­
mianej religii, chrystyanizmu zastosowanego do zwycza­
jów światowych, nie obowiązującego do żadnych przy­
krych powinności, nie zmuszającego do uczęszczania
świętych Sakramentów; i przykładem stwierdza swą na­
ukę. Znikło złudzenie; mężczyzna okazuje się ta ­
kim jakim jest wszędzie po za obrębem chrystya­
nizmu, to jest despotą i dziwakiem; los zaś kobiety
jest takim , jakim musi być wszędzie gdzie religia nie
wspiera jej słabości. W takim stanie rzeczy, albo zapo­
mina o swych obowiązkach i utrącą w iarę; lub też za­
chowuje ją, lecz nie wypełnia nakazanych przez nią po­
winności. W pierwszym razie jest zupełnie zgubioną
i znikczemnioną, w drugim, znudzenie i ciągłe zmartwie­
nie towarzyszą jej nieodstępnie, często aż do śmierci!
Mój Boże! jakież to okropne położenie! Jakaż to rodzina!
społeczność, przyszłość! A przecież jest to historya po­
wszechna, historya współczesna.
Pójdźmy teraz dalej. Wykazawszy jak okropną klę­
skę zadały rodzinie antychrześciańskie zasady, jak zgu­
bny wpływ wywierają na małżonków, trzeba nam je­
szcze opisać jaki los zgotowały dziecięciu. Widzieliśmy
już, że dzięki dobroczynnym jego zasadom, musiało tak­
że ulegać despotyzmowi w najważniejszych kwestyach
życia. Lecz nie tu koniec twej niedoli biedna istoto; nie
więcej szanują twe życie fizyczne jak moralne. Odkąd
rodzice zapominając wzniosłej nauki wiary o godności czło­

R O Z D Z I A Ł

457

VIII.

wieka, w dzieciach swych widza już tylko młode rodzaju
ludzkiego, wiele z nich nastaje na ich wolność a nawet
i życie. Wrócił poganizm a z nim towarzyszące mu zbro­
dnie, podrzucanie i dzieciobójstwa upowszechniają, się co
raz więcej. Rzadkie kiedyś między nami, rzadkie dziś
jeszcze w krajach, gdzie religia zachowała pierwotną, swa
siłę, zbrodnicze te zamachy pomnażają, się z przeraża­
jącą, szybkością,. Już w 1833 roku, liczba dzieci podrzu­
canych w Paryżu, dochodziła rocznie do 2,294: ogromna
ta ilość dziś znacznie jest przewyższoną 1). Chcąc wstrzy­
mać postęp złego, administracya zamknęła Koło. Środek
ten mógł zmniejszyć wydatki szpitalne, ale nie polepszył
losu dziecięcia; przeciwnie pogorszył go jeszcze. Zam­
knięcie koła nie mogło zapobiedz złemu, bo nie mogło
uleczyć serca ludzkiego; nie zapobiegło rozpuście, ale je ­
szcze wywołało okrucieństwo. Nie chcecie aby podrzuca­
no dzieci, a więc zabijają je. Niezbity dowód przedsta­
wia się oczom naszym: „Liczba dzieci nieżywo przycho­
dzących na świat, dochodząca rocznie w Paryżu do 1700,,
od czasu skaśsowania koła podniosła się do 2,200 *2).u
Widziemy więc, że ta niewczesna oszczędność, przynosi
zgubę pięciuset ofiar rocznie. Jakże to uwłacza ludzko­
ści! Zresztą, wyrachowanie to godne jest epoki, w któ­

!) Terme, Hist. des enfans trouvés, k. 340.—W 1840 do­
szła do 2,570. Liczba ta ściąga się tylko do dzieci przyjętych
do szpitala.
2) Statystyka z 1842 r.
Gaume, Tom II.

30

458

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

rej po wielu rozprawach, dano pierwszeństwo galerom nad
domami poprawy i pokuty (yenitencier), aby tym sposo­
bem zaoszczędzić pięć franków rocznie na każdym więźniu.
Lecz nie w samym tylko Paryżu widziemy przykłady
tych zbrodni. We wszystkich departamentach, i na każdej
prawie sessyi sadu kryminalnego, wprowadzają, jedna lub
dwie sprawy o dzieciobójstwo. Prawodawcy, tak zrę­
cznie umiejący wyszukiwać artykułów dawnych praw na­
szych, sprzyjających chwilowym ich widokom, zanie­
dbali mądry edykt Henryka I I *), tak właściwy dla po­
wściągnięcia zamachów krzywdzących naturę, znieważa­
jących naród i podkopujących całą społeczność. Musiemy
nawet dodać, iż obyczaje doszły do tego stopnia roz­
przężenia, że srożej karzą najmniejszą kradzież domową
jak dzieciobójstwo. Tym sposobem w narodach nie rzą­
dzących się duchem chrystyanizmu, widziemy nieustan­
ne działanie złych obyczajów na prawra, i równie nie­
ustające oddziaływanie złych praw na obyczaje; zgubne
to współubieganie doprowadza społeczność do upadku.
Jeżeli w rodzinach odstępujących od przepisów reli­
gijnych, fizyczne życie dziecięcia na tak wielkie narażone
bywa niebezpieczeństwo pomimo opieki prawa, cóż po­
wiedzieć o życiu moralnem, którem nie zajmują się pra­
wodawcy? Religia była dla niego jedyną tarczą bezpie­
czeństwa: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci mo­
ich najmniejszych, mnieście uczynili; a ktobykolwiek zgorszył
!) Zobacz wyżej, część IV, roz. III, k. 389.

R O Z D Z I A Ł

VIII.

459

jednego z tych maluczkich wierzących we mnie, lepiejby mu,
iżby był uwiązan młyński kamień około szyi jego, i był
wrzucon w morze1).“ Uroczyste te słowa były niewzruszo­
nym inurem , zabezpieczającym niewinność dziecięcia.
Przez nią to syn ziemi, wzniesiony do godności dziecię­
cia Bożego, stawał się istotą nietykalną i świętą, szaco­
wnym skarbem powierzonym czujnej troskliwości rodzi­
ców, za który zdać muszą rachunek, krew za krew, du­
sza za duszę. Historya uczy nas jakie cuda na korzyść
dziecięcia wywołała ta boska nauka.
Kiedy postępy filozoficznej oświaty, zaślepiły ludzi,
wszystkie te groźne zabezpieczenia stały się śmiesznemi
urojeniam i, a moralne życie dziecięcia utraciło wszelką
opiekę. Słysząc ciągle nieprzyzwoite i bezbożne rozmo­
wy, mając bezustannie przed oczyma przykłady rozwią­
złości i pogardy najświętszych rzeczy, muszą ulegać ze­
psuciu; złe towarzystwa, romanse, teatra, dzienniki, niedbałość rodziców, popęd namiętności, w jednej chwili ni­
weczą zarody cnoty zaszczepionej w zmiennem sercu dzie­
cięcia. To też na miliony możnaby liczyć młodzież zwię­
kszającą co rok szeregi indyferentystów religijnych. Jakże
smutno pomyślić, że dziś do wyjątków liczyć musiemy,
młodych ludzi, którzy zostali wiernymi zasadom swych
J) Amen dico vobis ąuamdiu ficistis uni ex his fratribus
meis minimis, mihi fecistis. Matth. X X V , 40. — Et cjuisąuis
scandalizayerit unum ex his pusillis credentibus in me: bonum
est ei magis si circumdaretur mola asinaria collo ejus et in ma­
rę mitteretur. Marc. IX , 41.
30*

460

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

przodków, i poglądać na nich z zadziwieniem prawie, jak­
by na rozbitków ocalonych od śmierci, wtenczas, kiedy
cala osada okrętu zatonęła. Pogarda moralnego i fizy­
cznego życia, to jest powrót do wyobrażeń pogańskich,
takie to są. dla dziecięcia niezaprzeczone następstwa za­
sad antychrześciąńskich.
Młode pokolenia napawane tak różnorodnemi truci­
znami, nie mogły oprzeć się ich skutkom. Wkrótce obja­
wiły się zastraszające symptomata, i ujrzano na ławach
sądu kryminalnego tysiące zbrodniarzy, zbyt jeszcze sła­
bych, aby mogli dźwigać kajdany, jak strasznym, bez­
czelnym swoim cynizmem, przerażali wyrokujących w ich
sprawach sędziów. Żywe ogniska zepsucia roztaczają
w koło siebie skażenie. Próżno się łudzić: od kilku­
dziesięciu już la t, społeczność dąży do postępu, ale do
postępu na drodze zbrodni. Sprawozdania statystyczne
ogłaszane co rok przez ministerium sprawiedliwości, nie
dozwalają nam powątpiewać o tern. Otóż z wykazów
ogłoszonych av Monitorze a) wypływa, że w 1827 roku, lu­
dność Francyi wynosiła 32,049,707. W 1841, doszła do
34,213,927. A więc w tym przeciągu czasu powiększyła
się o siedmnaście na sto. Podług zaś urzędowych wyka­
zów statystycznych, liczba delikwentów powiększyła się
stosunkowo do liczby obywateli, w stosunku 3 do 17.
W istocie, w roku 1817, liczba oskarżonych i obwinio­
nych o wszelkiego rodzaju przestępstwa wynosiła 65,226;*)
*) Wrzesień, 1843 roku.

ROZDZIAŁ

VIII.

461

w 1838, 83,226; a w 1841, doszła aż do 96,324. Lecz
nie dosyć na tern, co raz to więcej przybywa zbrodnia­
rzy, powtórnie dopuszczających się zbrodni, za które raz
już byli karani.
W 1828, na 1000 oskarżonych liczono 108 takich któ­
rzy powtórnie wpadali w ręce sprawiedliwości.
W 1841, na 1000 oskarżonych, liczono ich 227, to jest
więcej jak dwa razy tyle.
W 1828, na 1000 obżałowanych, liczono 60 powtórnie
karanych.
W roku 1841, było ich 154, to jest więcej jak trzy
razy tyle.
Słowem, z dowodów dostarczonych przez ministra
spray/ wewnętrznych, widziemy, że na 18,322 skazanych,
znajdujących się 1 stycznia 1843 r. w głównych wię­
zieniach, było 7,365 powtórnie karanych, czyli 40 na 100,
w stosunku do całej liczby.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
Dalszy ciąg poprzedzającego.—Los dziecięcia w klassach robotniczych.

Skreślony powyżej obraz, zarówno obznajmia nas
z losem dziecięcia w niższych jak i wyższych klas­
sach społeczeństwa. Rozpusta, dzieciobójstwa, oboję­
tność i niechęć religijna, zarówno widzieć się daja w pa­
łacach jak i w najuboższych chatkach: tak tu jak tam,
jednakowe przyczyny, jednakowe wywołują następstwa.
Nie śmiemy tu nawet wypowiedzieć całej naszej myśli,
objawić wszystkiego co wiemy. Jednak, cokolwiekbadź,
wszystkie te nieszczęścia i cierpienia, skutki zasad antyreligijnych, najwięcej czuć się daja dziecięciu ludu, jako
najsłabszej i najwięcej na nie wystawionej istocie. Usprawiedli wiemy słowa nasze, opisując jakiemu ulega losowi
w coraz to liczniejszej klassie: chcemy tu mówić o klassie rękodzielniczej.
Bezwątpienia nie można potępiać przemysłu. Za po­
mocą. geniuszu ujarzmiać żywioły, korzystać z najprost­
szych środków i wyprowadzać z nich cudowne skutki;
o zaiste! piękne to i wzniosłe zadanie. Lecz zapewnienie
człowiekowi wygód i dobrego bytu, nie powinno być je-

R O Z D Z I A Ł

IX.

463

dynym celem przemysłu, tak jak przy stworzeniu świa­
ta, materyalne uszczęśliwienie człowieka, nie było naj­
wyższym celem Boga. Jeżeli więc przemysł uczy jedynie
człowieka władać żywiołami i kruszczami, nie ucząc go
panować nad sobą samym i swemi namiętnościami, wten­
czas jest niezupełny; jest zaś szkodliwym , jeżeli zamiast
wznieść go duchowo, pogrąża w materyalizmie. Takim
zaś musi być zawsze, skoro go nie ożywia zbawienne świa­
tło religii. Tak więc przemysł jaki dziś mamy we Francyi, czynnie wpływa na niemoralność , a zatem na poni­
żenie rodziny i dziecięcia. Często bardzo rodzice i panowrie, idąc za popędem egoizmu, widzą tylko w dziecię­
ciu m achinę, którą dla swej osobistej korzyści, starająsię w bieg wprowadzić.
Teraz, jakkolwiek nam to boleśnie, musiemy się je ­
szcze wywiązać z zadania, jakie cel dzieła naszego na nas
wkłada, to jest, skreślić smutny obraz, kąóry przedsta­
wiła oczom Francyi, rozprawa nad prawem o pracy dzie­
ci iv ręlcodzielniach. Trzeba ażeby ubogie rodziny wie­
działy, jaki je los spotyka, gdy chrystyanizm nie opieku­
je się niemi; trzeba aby się przekonały czem są w oczach
tych, co z nich ciągną korzyści; aby poznały naturę zasad*
których wpływowi ulegają. Może w końcu otworzą jej
się oczy i odzyska swą siłę; nie ażeby się buntować, ale
aby pod skrzydłem religii szukać schronienia i opieki,
przeciwko gnębiącej ją bezbożnej chciwości. Zresztą, nie
chcąc aby nas posądzano o przesadę lub nieznajomość
rzeczy, ani też uważano za nieprzyjaciół postępu, będzie­

464

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

m y najczęściej przytaczać słowa ludzi wolnych od wszel­
kiego zarzutu stronności.
Pan Alban de VilleneuYe, opisawszy opłakany stan
i okropną nędzę klassy roboczej w Anglii, wykazawszy
niegodne postępowanie z dziećmi, dowodzi faktami, że
i Francya dąży szybko do tego stanu rzeczy. I bezwątpienia dojdzie do niego Arkrótce, jeżeli nie położą tamy
ideom angielśkiem *), którem tak nierozważnie tyle oka­
zuje uwielbienia.
„Poniżenie rodziny, upodlenie kobiety, niewola dzie­
cięcia, oto mówi p. de Yilleneuwe, nieuniknione i oddawna przewidziane następstwa tegoczesnego systemu eko­
nomii politycznej, on to tak potwornie wykrzywił p ra­
wdziwy cel i towarzyskie przeznaczenie pracy i przemy­
słu. Teorya tej nauki, wynik filozofizmu zeszłego wieku,
wystawia jako główmy cel społeczeństwa, pomnażanie bo­
gactw i rozkoszy, jakie one zapewnić mogą; ludzie zaś
podług niej, są to tylko narzędzia dopomagające do te­
go pomnażania. Nie miano tam względu na religię,
ludzkość, moralność, usuwając je, jeżeli nie jako szkodli­
we , to przynajmniej jako obojętne i zupełnie nieużyte­
czne. Znikł dawny związek pracy i cnót chrześciańskich,
dziś widziemy tylko moralność, potrzebną do zapewnie-*i
*) Każdy pojmuje zapewnie znaczenie słów: doktryny an­
gielskie, to jest poświęcenie wszystkiego interesowi osobiste­
mu, głęboki materyalizm, zupełny brak uczuć chrześciańskich
i szacunku dla moralnego życia człowieka.

6

BOZDZIAŁ

IX.

465

nia materyalnych korzyści. Takie to są dogmata tej
nowej religii, poświęconej czci interesów materyalnych 1).
Angielska ekonomia, zaniedbując wszystkiego co ma
wartość moralną, i zajmując się jedynie sposobem pomna­
żania bogactw, mogła jednemu narodowi lub niektórym
pojedynczym osobom wskazać tajemnicę zbogacenia się, ale
nie rozwiązała i nigdy rozwiązać nie zdoła najważniej­
szego w naszej epoce zadania , leżącego w sprawiedli­
wym rozkładzie i stosunkowym podziale owoców pracy.
Ograniczając przeznaczenie człowieka na ziemi, do cia­
snej i poziomej sfery zmysłowej, mogła rozwinąć i uspra­
wiedliwić naukę samolubnej chciwości, lecz zerwała wę­
zły stanowiące święte braterstwo lu d z i, które powinny
łączyć ubogiego z bogaczem, robotnika z majstrem, sła­
bego z silnym, podwładnego ze zwierzchnością. Odjęła
pracy cel moralny, a z nim razem sprawiedliwą na­
grodę.
Co więcej, sam rozum pokazuje, że jedynie nieogra­
niczony prawie od b y t, może służyć za podnietę do tak
nieograniczonej produkcyi różnych płodów. I wistocie
chcąc aby wyrabiano wiele produktów, trzeba starać się,
aby ich spotrzebowywano wiele, i w tym celu pomnażać po­
trzeby gminu, a nawet stwarzać mu nowe.
Ponieważ zaś klassa robotnicza stanowi najznaczniej­
szą liczbę konsumentów, i potrzeba utrzymywać w niej
chęć do pracy, chciano dojść do tego podwójnego celu,
') Posiedzenie, z 23 grudnia 1840 roku.
\

466

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

obudząjąc w robotnikach coraz większe zamiłowanie wy­
gód i wszelkich przyjemności życia; lecz, ponieważ
z drugiej znów strony aby wytrzymać współzawodnic­
two w handlu, trzeba sprzedawać jak można najtaniej,
zatem zmniejszono płacę robotników, tak, że zaledwie
na najkonieczniejsze potrzeby życia wystarcza; co razem
połączone, doprowadza ich do prawdziwej nędzy. Lecz
nie tu się kończą samolubne wyrachowania, nie zapo­
mniano i o tein, aby zapewnić przemysłowi ludność rę­
kodzielnicza, któraby wiedziona nędza, musiała poprze­
stać na najmniejszej nawet płacy.
„Oto bez żadnej przesady, mówi dalej tenże sam
autor, konieczne następstwa zasad przyjętych i zastoso­
wanych przez angielska ekonomię polityczna, i mogliby­
śmy przytoczyć pisma, w których są wyrażone prawie
temi samemi słowy. Tak więc staraj a się systematycznie,
nawet kosztem moralności robotników, obudzać w nich
nieznane dotąd nawyknienia i przyzwyczajenia, które po­
winny być następstwem ogólnego dobrego bytu; a w tym
samym czasie zmuszają ich, aby pracowali za jak naj­
nędzniejszą zapłatę.
Podług tego system atu, ludzie uważani są tylko za
narzędzia ułatwiające produkcyę i spożywanie wszelkich
płodów. Nie istnieje dla niego istota czująca. W swych
wyrachowaniach , a nawet w nomenklaturze czynników
produkcyi, przedstawia robotników za rodzaj kapitału,
od którego procent uiszcza się płacą; kapitał potrzebny
dopóki można z niego ciągnąć korzyści, lecz który po­

K O Z D Z I A Ł

IX.

467

trzeba odrzucić jak najprędzej, skoro mało lub wcale nie
produkuje. Ekonomiści nie pytaja co się z nimi naówczas stanie: uważają nawet, że niepotrzebne są zakłady m i­
łosierdzia, dające mu schronienie a).
Tym sposobem szkoła ekonomiczna angielska, sto­
sując się do swych abstrakcyjnych systematów, obli­
cza wartość robotnika podług korzyści jakie przynosi je ­
go praca, wyrachowywa ilość pożywienia niezbędnego
do utrzymania życia, i do tego stosuje płacę robotni­
ków; waży moralność, dobroczynność i religię na szali
wyobrażeń handlowych i przemysłowych; ocenia instytucye i prawa odpowiednio do ich własności produkcyj­
nych lub sprzyjających produkcyi; i stosownie do tego
oznacza stopień szacunku i współczucia jakie mają obu"dzić w narodzie. Cokolwiek powiedzą na to apologiści
szkoły angielskiej , nie można zaprzeczyć, że podobne
teorj^e stają się powodem nieszczęścia pewnej części lu­
dności. Muszą koniecznie rozkrzewiać chciwość, egoizm,
pogardę wolności i godności ludzkiej; doprowadzają do
upadku moralności i władzy, nakoniec do zupełnej anar­
chii socyalnejo
Przedstawiając tak błędne teorye, wykazaliśmy za­
razem zgubną ich dążność. Ale tym konieczniej trzeba
ją było objawić, że od niejakiego czasu teorye szkoły
angielskiej przeniknęły do niektórych gałęzi administracyi Francyi, i od niejakiego czasu, zagrażają upadkiem *)
*) Posiedzenie z 23 grudnia 1840 roku.

468

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

niektórym jéj miłosiernem instytueyom, a mianowicie
zakładom dobroczynnym.
Pan de V illeneuve, wykazując szkodliwe działanie
tych wszystkich zasad antychrześciańskich na rodziny
dodaje: „Bezwątpienia, znajdują się we Francyi rękodzielnie, gdzie prawdziwie ojcowska Opatrzność czuwa
nad losem rodziny robotnika; lecz są to tylko chwale­
bne wyjątki. We wszystkich prawie rękodzielniach, ro­
botnicy wycieńczeni pracą zapewniającą im zaledwie liche
pożywienie, nie mając ani chwili czasu na wykształcenie
się moralne, którego też korzyści nie pojmują, przez ca­
ły tydzień zastępują narzędzia i maszyny, w dnie zaś
spoczynku oddają się rozpuście, jakby chcieli zapomnieć
o tak smutnem przeznaczeniu. Samo tylko miłosierdzie
^chrześciańskie, udzieli im niekiedy wsparcie, ale nie ma
czern dopomagać wszystkim. A kiedy wiek i choroby
przycisną tych nieszczęśliwych, ostatnią ich ucieczką są
szpitale, ale i tam nie każdy z nich dostać się może; a tak,
pozbawieni możności zaopatrzenia potrzeb swej rodziny,
nie mogąc nic zaoszczędzić, nie mając żadnej nadziei, ża­
dnej pociechy religijnej ; ogołocone skutkiem nędzy ze
wszystkich tkliwych i silnych uczuć, zaczęli w końcu
nadużywać siły własnych swych dzieci, aby tym sposo­
bem zarabiały na swe utrzym anie, lub aby owoce ich
pracy obracać na dogodzenie zgubnym swym namiętno­
ściom.
„W tych rękodzielniach, gdzie najwięcej używają
dzieci, dla tego, że w ruchach swych mają więcej zręczno­

R O Z D Z I A Ł

IX.

469

ści i gibkości, widziemy dzieci od sześciu do ośmiu lat,
pracujące codzień szesnaście do siedmnastu godzin w war­
sztatach, gdzie najmniej trzynaście godzin siedzą za­
mknięte w jednej izbie, nie zmieniając miejsca i postawy,
a do tego w nader gorącej temperaturze. Biedne te isto­
ty nie mające dostatecznego pożywienia i odzieży, mie­
szkające w ciemnych i zimnych mieszkaniach, często
bardzo już o piątej godzinie z rana muszą przebiegać
znaczną odległość dzielącą ich od warsztatów, co wie­
czorem szczególniej odbiera im ostatek siły. Możnaż są­
dzić, że te nieszczęśliwe stworzenia, którym pozostawia­
ją zaledwie kilka godzin spoczynku, wytrzymają bezkar­
nie ten rodzaj tortury? To też ciągłe te męczarnie niwe­
czą już i tak słabe ich zdrowie, ta k , że dla tych nawet
co przeżyją, są powodem ciągłych chorób i nędzy.
„Lecz praca w wielkich warsztatach jakkolwiek nad
ich siły, nie jest może jeszcze naj zgubniej sza dla dzieciWiemy, że w wielkich rękodzielniczych miastach, znaj­
dują się pomniejsze zakłady fabryczne, w których pracu­
ją najuboższe rodziny rzemieślnicze. Tam długość pracy
przechodzi wszelką miarę; robotnicy, równie jak dzieci,
pracują tam siedmnaście do ośmnastu godzin dziennie.
Praca przedłuża się w miarę zmniejszania zapłaty; robo­
tnicy zajmują tani, nie obszerne i napełnione zdrowem
powietrzem warsztaty, (jakie po większej części znajdują
się w wielkich zakładach), lecz pokoiki ciasne, niskie,
ciemne, często wilgotne, napełnione niezdrowemi wyzie­

470

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

wami, słowem łączące w sobie wszystko co tylko może
najgorzej działać na zdrowie i fizyczne rozwijanie się
dziecięcia.
„Nie dodam już nic do tego już i tak przykrego obra­
zu, inne fakta oburzyłyby moralność publiczną i obu­
dziły wstręt at sercu każdego *).“
Tu mówca doATodzi, że fakta te nie są bynajmniej
przesadzone, że znaleść je można av najgodniejszych wia­
ry dokumentach.
Znamy część tych dokumentÓAT, i możemy zaręczyć
Avraz z P. de Villeneuve, że smutny ten obraz aż nadto
jest praAvdziAvym. Wszakże naśladując mądrą jego ostro­
żność, skreślamy tu tylko stan fizyczny rodzin robotni­
czych, zostających pod Avplywem zasad antychrześciańskich. Praca w rękodzielniach, mÓAvi drugi znÓAV mów­
ca*2) jest przyczyną demoralizacyi klasy robotniczej.. Błą­
dzą ci co utrzymują przeciwnie. PoAviedzcie, czyż lu­
dność rękodzielnicza nie jest najdrobniejszą i najsłabszą?
łatwo pojąć dla czego, zbytek pracy przeszkadza rozwija­
niu się władz fizycznych i intellektualnych, odbiera sen,
osłabia czloAvieka, i AvyAviera zły wpływ na następne po­
kolenia. Nie można zbijać naszego twierdzenia tóm, że
i rolnicy pracują rÓAAmie ciężko, a przecież są silni i zdro­
wi, albowiem jest to zupełnie inny rodzaj pracy. Rolnik
pracuje na świeżem powietrzu, robotnik zaś, av atmosfe­
’) P osied zen ie z 23 grudnia.
2) P . Corne, ibid.

R O Z D Z I A Ł

IX.

471

rze przepełnionej zatrutémi wyziewami i nagromadzeniu
osób, szkodliwém dla niego pod względem moralnym
i fizycznym.“
Nie brak nam dowodów na poparcie tej prawdy. Za­
cznijmy od stolicy. Paryż zawiera w swym obrębie lu­
dność, której stan moralny i fizyczny zaledwie śmiemy
opisać. Może na całej ziemi, z wyjątkiem Anglii, nie zna­
leźlibyśmy takiego poniżenia życia rodzinnego. Ale nie
dziwmy się temu; bo nigdzie zgubny wpływ zasad an­
ty chrześciańskich, nie znalazł tak łatwego przystępu.
Chcecież zobaczyć lud będący przedstawicielem zasad
materyalnego przemysłu i takiejże filozofii? przejdźcie
niektóre cyrkuły miasta, pomiędzy imnymi Saint-Avoye,
Saint-Martin, Sainte-Génévieve, przedmieścia Saint-Marceau i la Cité. „Cóż tam zobaczycie? brudne rynsztoki,,
któremi płyną wszystkie nieczystości, wszystkie pluga­
stwa wyrzucane z fabryk ; sm utne, wilgotne i pokryte
pleśnią mury; ciemne i zimne uliczki; liche o siedmiu
piętrach domy, gdzie wegetują, wybledli i wycieńczeni
pracą i nędzą robotnicy; smrodliwe wyziewy wydobywa­
jące się zewsząd, z okien piwnic, w których fabrykują
wina, z dolnych pomieszkań, w których farbują plusz kapelusznicy; będących prawdziwem siedliskiem zarazy,
cholery i tyfusu, z których wyziewy przepełnione są ato­
mami chemicznemi psującemi powietrze, wgryzającemi
się w płuca, i wyniszczającemi nieszczęśliwych zmuszo­
nych oddychać niemi ciągle.
„Jakąż to ludność znajdujemy po większej części

472

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

w tych cyrkułach? Wynędzniałych żebraków, pijaków
i gałganiarzy, spodlonych nałogami, przesyconych alkocholem, okrytych robactwem, dotkniętych strasznemi
chorobami; dzieci znikczemnione, głupowate, zepsute
i gburowate, w których do najwyższego stopnia rozwinę­
ły się wszelkie złe skłonności właściwe rodzajowi ludz­
kiemu.
„Chcąc przekonać się jak straszne spustoszenia sprawia kretynizm pomiędzy najuboższymi mieszkańcami
stolicy, dosyć przejrzyć roczne sprawozdania szpitali paryzkich. Od roku 1825 zwiększa się coraz bardziej li­
czba chorych. W roku 1837, było ich 4,781 więcej jak
w 1836; teraz ogólna liczba doszła już do 76,887.
We wszystkich szpitalach okropna panuje śmiertel­
ność, największe jednak spustoszenia czyni w domu pod­
rzutków; biedne te istoty tak dalece są przesycone
szkodliwemi wyziewami i tyle mają w sobie zarodów
chorób, że i tam nawet trudno je zachować przy życiu.
„Jedynie, widząc dokładnie jaka nędza w Paryżu
przygniata nieszczęśliwe te istoty zaraz od kolebki, mo­
żemy pojąć całą rozciągłość złego , zagrażającego całym
pokoleniom.
Ważnych pód tym względem objaśnień mógłby nam
dostarczyć szacowny jeden i,uczony lekarz, niosący
ciągle ulgę cierpieniom tych biedaków skrofulicznych,
pokrzywionych w krzyżu i suchotników. Ostatnia ta
słabość jest nadewszystko szczególniejszym przedmio­
tem jego starań. Co rok widzi straszne jej postępy. Co

R O Z D Z I A Ł

473

IX.

więcej, wyrachował naw et, że ponieważ słabość ta jest
niewątpliwie dziedziczny wkrótce dwie trzecie części bie­
dnej ludności w dziewiątym cyrkule, stanie się bez wąt­
pienia jej ofiarą *).“
Co do moralnego stanu tego tak przemysłowego ludu,
człowiek znany z talentu, z jakim umie tak właściwie oce­
niać wszelkie zasady i ich następstwa, w zajmującym swym.
pamiętniku, rzucił jasne lecz smutne światło na moralne
życie robotniczych rodzin w Paryżu. Było to na posiedze­
niu akademii nauk, w styczniu 1843 roku. Wystawiwszy
korzyści kass oszczędności, tego arcydzieła filantropii,
tej religii dobrze zrozumianego interesu publicznego.
Pan Karol Dupin podaje rzeczywiste lecz niezadowalniające skutki tej instytucyi. „Nie tylko, mówi, że większa
część ubogiej ludności nie ma żadnego w nich udziału,
ale mała stosunkowo liczba tych co do niej przystępują,
odbiera tak prędko owoc swych oszczędności, że nie mo­
że jej to zapewnić żadnej korzyści.“ Rzecz tę wyraża sil­
nie i malowniczo, mówiąc, że kassa oszczędności zamiast
być ciągłym skarbcem lu d u , jest tylko czarnoksięzką la­
tarnią chwilowych oszczędności; zresztą, nie zaprzeczając
dobra jakie przynoszą całej massie ludności już od lat
kilku, autor pamiętników nie lęka się odrzucić zasłony
i przedstawić oczom wszystkich straszne plagi trapiące 1

1) Xnfluence des fabriques de Paris et de la France sur le
physique du peuple.
Gaume.

Tom II.

31

474

D ZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

tę ludność. Przypomina, „że trzecia część ludu paryskieg° żyje w nierządzie lub nałożnictwie, że trzecia część
rodzących się dzieci jest nieprawa, że prawie ósma ich
część podrzucają zaraz po urodzeniu, trzecia zaś umiera
w szpitalu lub na garstce barłogu." Trzeba przyznać, że
obraz ten przedstawiający najpyszniejsze miasto na świę­
cie, nie jest dla niego nazbyt pochlebnym.
Pan Karol Dupin wnosi ztąd, że trzeba silniej je ­
szcze wpłynąć na moralność ludu; wystawiać mu wszel­
kie korzyści jakie przynosi kassa oszczędności; za­
chęcać, ułatwiać, wynagradzać wytrwałość.
Wszy­
stko to praw da; ale może trzebaby jeszcze coś więcej
uczynić. Pod przewodnictwem religii, zaczęto tworzyć
w wielu parafiach stowarzyszenia rzemieślnicze. Stowa­
rzyszenie świętego Franciszka Xawerego na przedmie­
ściu świętego Antoniego, liczy czterystu członków, wszy­
scy należą do towarzystwa propagandy wiary, zgroma­
dzają się razem raz na miesiąc; tam przytomni są roz­
prawom religijnem połączonem z wykładem naukowym;
składka wynosząca pięćdziesiąt centymów, tworzy mały
kapitalik, z którego wybrani członkowie Towarzystwa,
udzielają w razie potrzeby pomoc stowarzyszonym. Do
stowarzyszenia przyjmują wszystkich poczciwych ludzi,
nie wymagając koniecznie wiary i nawyknień chrześciańskich; lecz właściwy religii, potężny wpływ nad prawemi
i szlachetnemi duszami, powiększa co dzień liczbę wcho­
dzących i postępujących ciągle drogą wskazaną im przez
naukę religijną. Obyśmy mogli być prorokami, wróżąc

K O Z D Z I A Ł

4 75-

IX.

wielką przyszłość téj instytucyi rozwijającej się tak cu­
downie w Paryżu!
Gdyby stan fizyczny i moralny rodziny paryzkićj, b y ł
konieczném następstwem wielkiego nagromadzenia ludno­
ści w tak znaczném mieście, skutkiem nałogów, lub zabójczych namiętności rozwijających się zawsze w stosun­
ku powiększania się mass, ubolewalibyśmy zapewnie nad
tak smutném położeniem, pocieszając się wszakże, że
w innych okolicach Francyi, znajdziemy lud szczęśli­
wszy i moralniejszy; lecz tutaj mylne byłyby nasze na­
dzieje. Cały kraj ulega zgubnemu wpływowi oddziały­
wającemu szkodliwie namoralny i fizyczny stan całej lu­
dności. Obrachowania statystyczne dopełniane od nie­
jakiego czasu przez sumiennych ekonomistów, rapporta,
władzy właściwej, dzieło P. de Yillermé i pisma obcych
podróżników, nie dozwalają nam nawet powątpiewać,
o tém 1).
Straszna niemoralność, wraz z nieodstępnóm znikczemnieniem fizyczném, nie zatrzymała się w obrębach sto­
licy, lecz jakby zaraza rozeszła się do najdalszych prowincyj. Klęska ta objawia się najstraszniej w miejscach*
gdzie duch chrystyanizmu przytłumiony duchem prze­
mysłu, nie zdoła mu już stawić odpowiedniej tamy.
Zobaczmy jak się wyraża znakomity biskup Sztrasburgski, o wpływie fabryk na ludność północnej Francy ii
') Influence des fabriques de P aris et de la France sur la
physique du peuple.
31*

476

d z ie je ży c ia ro d zin n eg o .

„Zwiedziłem,mówi on, jeden z departamentów, najsławniej­
szych wzrostem i pięknością, swych rękodzielni, a pozna­
wszy go dokładnie, musiałem ubolewać nad moralnym i
sanitarnym stanem tej okolicy. Zadrżałem, przekonawszy
się, że prawie wszystkie te ogniska przemysłu, są zara­
zem miejscem, w którym młodzież obojej płci oddaje się
wszelkiem nadużyciom,
„W skutku tego ludność niegdyś piękna i silna kar­
leje widocznie. Oprócz skażenia obyczajów, podkopują­
cego siły żywotne, widzieiny tu inne jeszcze przyczyny tego
ogólnego upadku. Zycie sedentaryjne i zgęszczone powie­
trze warsztatów, osłabiają organizm robotników. Widzia-łem biedne dzieciny siedmio lub ośmioletnie, udające się do
tych wspaniałych rękodzielni, aby w nich pracować w nocy
i zarobić tym sposobem kilkanaście groszy, a nędzna ta
zapłata ma wynagrodzić im stracone już w dzieciństwie
zdrowie. Biedne te ofiary, wychudłe, wybladłe, wlokły
się wolnym krokiem do miejsca swych katuszy.
„Nakoniec w wielu zakładach liczących trzy do czte­
rech tysięcy robotników, chorobliwość doszła do tego sto­
pnia, że pewien jenerał, przewodniczący spisowi wojsko­
wemu, widząc, że tak wielu spisowych ulega słabościom
czyniącym ich niezdatnymi do służby wojskowej, oświad­
czył, że jeżeli rząd nie przedsięweźmie prędkich środków
ratunku, wkrótce departament ten nie będzie mógł do­
starczać krajowi żołnierzy.
„Rolnicy gorżko się także uskarżają na krzywdy za­
dawane im przez przemysłowców. Dawniej, mówił mi m er
małego miasteczka, 300 franków wystarczało mi na opła­

B O Z D Z I A Ł

I X.

477

cenie robotników, dziś zaledwie 1000 zapłacić ich zdoła.
Jeżeli nie chcemy im bardzo drogo zapłacić za dzień, gro­
żą, nam, że pój dą pracować w fabrykach. Jakiż to uszczer­
bek taki stan rzeczy przynosi rolnictwu, prawdziwemu
bogactwu kraju! Zważmy tylko, żejeżelicoś zachwieje kre­
dyt przemysłowy, jeżeli upadnie który z tych domów
handlowych, trzy do czterech tysięcy robotników traci
sposobność zapracowania na kawałek chleba, i staje się
ciężarem dla kraj u, bo nieszczęśliwi ci nie potrafią nic zao­
szczędzić na przyszłość, w końcu tygodnia nie pozostaje
im grosz jeden z zapracowanych pieniędzy. W czasach
wstrząśnień politycznych, w których właśnie najliczniej­
sze są bankructwa, jakże szkodliwą staje się dla spokojności publicznej ta zgłodniała ludność robotnicza, która
w jednej chwili przechodzi z niewstrzemięźliwości do nę­
dzy! Nie mogą nawet wynajmować się rolnikom, bo ręce
ich odwykły od podobnej pracy, łatwo więc niechętnym
panującemu porządkowi rzeczy, połączyć ich pod swemi
sztandarami.
Liczne przykłady zebrane we wszystkich punktach
królestwa, stwierdzają te spostrzeżenia. Wiemy, że we
Francyi są trzy główne gałęzie przemysłu, one to wpro­
wadzają w ruch miliony rąk i obracają ogromne summy;
są to wyroby bawełniane, wełniane i jedwabne. Pierwsze
potrzebują blisko dziewięćkroć-sto-tysięcy robotników,
pomiędzy tym i znajduje się sto do stupięćdziesięciu ty ­
sięcy dzieci, od sześciu do czternastu lat; około drugich
pracuje pięć do sześciukroć-sto-tysięcy ludzi; trzecie n a-

478

DZIEJE

ŻYCIA GODZINNEGO.

koniec zajmują. 360,000 pracowników. Tak więc Se­
dan, Louwiers, Elbeuf, odznaczają się wyrobami wełnianemi; Nimes, Lyon i Saint-E tienne, jedwabiłem i;
St. Quentin, Nancy, Rouen, Tarrare i Mulhouse, bawełnianemi; i są to główne punkta, około których gromadzi
się tak wielka ludność. Tam to przemysł panuje wszech­
władnie; tam rozszerza swą siłę, potęgę, nałogi i ułomno­
ści; bo jeżeli w tém konieczném dla siebie nagromadze­
niu ludności, rozwija wszystkie cuda, jakie tylko może
wydać geniusz ludzki, to zarazem rozkrzewia wszelkie hań­
biące go namiętności.
„Czyniąc spostrzeżenia nasze, (mówi jeden z przyto­
czonych wyżej ekonomistów) w miejscach poświęconych
wyłącznie przemysłowi, przekonałem się dowodnie o skarłowaceniu ludności rękodzielniczej, tak pod względem fizy­
cznym jako i moralnym. I tak naprzykład, uważaliśmy,
że w departamentach, gdzie fabryki wyrobów bawełnia­
nych potrzebują tak wielkiej liczby robotników, zabój­
stwa i kradzieże są daleko liczniejsze jak w innych miej­
scach. Co zaś do dzieciobójstw, wykryto ich czterdzieści
dwa, w czternastu najwięcej przemysłowych departamen­
tach, wtenczas właśnie, kiedy w przeciągu czterech lat
liczono ich w całej Francyi sto dwadzieścia jeden. Zau­
ważano także, że w głównych dziedzinach przemysłu,
znajduje się prawie podwójna liczba podrzutków. A ńakoniec obliczono, że na dwanaście tysięcy sześćset siedm
kobiet nierządnych, zapisanych w regestrach Paryża, znaj­
duje się ośm tysięcy sześćset czterdzieści jedna, urodzo­

R O Z D Z I A Ł '

I X.

479

nych w miastach; z aktów zaś urodzenia wypada, że wszy­
stkie prawie są córkami rzemieślników, lub wychodzą
z warsztatów. Wyrachowano jednak, że największa liczba
tych nieszczęśliwych, winna swe poniżenie sedentaryjnemu życiu, koniecznemu w niektórych fabrykach 1).
Równie ważnym dowodem jest urządowe sprawozda­
nie, ogłoszone co do wszystkich obłąkanych we Francyi;
w ośmdziesięciu departamentach, w których czyniono
spostrzeżenia, liczba ich wynosi dziewięć tysięcy dziewięć­
set czterdzieści dwa, a w jedenastu departamentach naj­
więcej przemysłowych, doszła do dwóch tysięcy ośmset
czterdzieści cztery; zatem trzecia część całej liczby wy­
pada na miejsca stanowiące zaledwie siódmą część kraju
w którym czyniono spostrzeżenia. Jeżeli do tego smu­
tnego sprawozdania dodamy jeszcze, że w tym wyracho­
waniu pominięto niektóre najbardziej przemysłowe departamenta, na ówczas przekonamy się, jak dalece upo­
wszechniają się choroby umysłowe pomiędzy ludnością
rękodzielniczą.
Równie i pod względem fizycznym, wykazy urzę­
dowe przejmują duszę boleścią i trwogą. Przekonywają
nas o widocznóm upadku sił żywotnych w powstających
pokoleniach, co także potwierdzają sprawozdania ministerium wojny.
Wyciągi statystyczne nie dozwalają nam powątpiewać,
że i do tego przyczynia się nadmiar pracy w rękodziel’) Influence des fabriques, etc.

480

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

mach. Rapporta trybunałów wojskowych tęż samą,
wskazują przyczynę upadku rękodzielniczej ludności;
urzęda municypalne najznaczniejszych miast rękodziel­
niczych, przesłały Izbie nader ważne pod tym względem
przedstawienia; Mulhousę, naprzykład, ta siedziba tak
silnego i czerstwego, w czasach Ludwika XIV, plemienia
alzackiego; Mulhousę nawet przerażone fizycznem wyni­
szczeniem swej rękodzielniczej ludności, zażądało, aby jak
najprędzej przedsięwzięto środki zabezpieczające robo­
tnika od zbytecznej pracy. Bo też w istocie idzie tu o
rzecz nader ważną.
Podług zdania doświadczonych wojskowych, komplelcsya francuzkich żołnierzy jest w ogóle nader wątłą, co
staje się przyczyną znacznej śmiertelności w czasie wo­
jennym. Wielu pisarzy twierdzi nawet, że fizyczny stan
armii przyłożył się wiele do klęsk jakie spadły na Francyę w 1813 i 1814 roku. W istocie, z trzechkroć-stutysięcy nowozaciężnych, trzecia część zajęła lazarety
w ciągu trzech pierwszych miesięcy wojny; a biedni ci lu­
dzie, tak mężni na polu chwały, nie mieli dość siły, aby
znieść trudy ciągłych marszów i niewygody obozowe,
i stawali się ofiarą nostalgii, tyfusu, i tych wszystkich epi­
demicznych chorób, które Drezno i Moguncyę w 1813,
Paryż zaś w 1814, zamieniły w wielki i wspaniały gro­
bowiec.
Przekonaliśmy się więc jak głęboko we Francyi naruszonem zostało życie rodzinne, równie w niższych jak
i wyższych klassach społeczeństwa. Poniżono święty

R O Z D Z I A Ł

XI.

481

związek będący jego podstawą; ojciec ukazuje się na
przemian jako despota lub niewolnik; małżonka i matka
nieszczęśliwa lub pogardzona; słabe dziecię stało się igra­
szką dzikich namiętności; znikły uczucia, związki rodzin­
ne, szczęście domowe: oto powtarzamy, smutny owoc
bezbożnych i poniżających doktryn, rozsiewanych w E u­
ropie już od trzech wieków. Napróżno mądrość ludzka
chciała zastąpić cnotę dobrym, bytem; napróżno wezwała
do pomocy przemysł, naukę, sztuki piękne. Płonne usi­
łowania! człowiek nie samym tylko chlebem żyje. Co mó­
wię? to tak usilne rozwijanie zasobów życia materyalnego, powiększyło tylko nędzę ludu, krzewiąc moralne ubó­
stwo; a straszne i zabójcze cierpienia fizyczne, są nieuniknionem następstwem zniszczonej równowagi; najświa­
tlejsi ludzie utrzymują, że przemysł taki jak go dziś ma­
my, to jest, przemysł ogołocony z pojęć religijnych, jest
prawdziwie niebezpiecznym. Trudno posądzać ich o
stronność, gdy słowa ich stwierdzają tak wymowne fakta.
Tak, niebezpiecznym i szkodliwym jest ten samolubny
przemysł, co kosztem sił i zdrowia biednych zapewnia
zyski bogaczom; niebezpiecznym jest dla duszy i ciała,
dla wolności i niezależności narodowej, bo wyniszcza
i dziesiątkuje część ludności, męcząc ją i demoralizując
zarazem. Możemy, a nawet powinniśmy postępować na
drodze przemysłu, aby ni^dać się prześcignąć sąsiednim
narodom, w których ręce przeszłyby wkrótce wszystkie
nasze bogactwa w zamian za różne przedmioty, których
nie potrafilibyśmy wyrobić; lecz czyż dla tego mamy po-

482

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

święcąc fizyczny i moralny byt uboższej naszej braci?
Czyż nie powinniśmy się troszczyć więcej o przechowanie
cnót i moralności, tego prawdziwego bogactwa i siły na­
rodów? Daremnie wyrabiacie najprzepyszniejsze batysty,
wełniane i jedwabne materye; daremnie posuwacie do
największej doskonałości wyroby żelazne i stalowe, i prze­
rzynacie Europę sieciami kolei żelaznych; czemże jest to
wszystko, jeżeli nie dbacie o moralne ukształcenie lu­
du , i nie umiecie zaszczepić w nim silnej wdary i ducha
poświęcenia? Pamiętajcie, że prędzej lub później, czy to
wrzące w pośród was zasady antychrześciańskie, czy
szarpiące was stronnictwa, potrafią wydrzeć te bogactwa
nabyte z krzywdą ludu, okupione jego krwawą pracą i
zdrowiem, a nawet ceną jego dobrych obyczajów i wiary.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.
Jak ocalić rodzinę.

W idok tak smutnego a jednak prawdziwego obrazu
życia rodzinnego, przejmuje duszę naszą, uczuciem znie­
chęcenia. Chcielibyśmy odwrócić głowę aby nie patrzyć
na straszny koniec ludów, śmiertelnym rażonych cio­
sem. Lecz chrześcianin nie podda się zwątpieniu: ufa on
w potęgę tego twórczego Słowa, co już raz wydźwigrięło
z nicości świat materyalny, i wskrzesiło wielkiego Łaza­
rza, już od dwóch tysięcy lat złożonego w grohie bał­
wochwalstwa i głębokiego zepsucia. Słowo to nie stra­
ciło swej siły i dziś jeszcze przyzywa do społecznego ży­
cia dzikie ludy Oceanii, zamieniając je w prawdziwe
dzieci Abraama. Ożywczym tym słowem jest chrystyanizm.
Przekonaliśmy się, że w wiekach silnej wiary, rodzi­
na y inna mu swe odkupienie, swą siłę, swe szczęście
i chw ałę: i że utraciła je , odstępując od świętych
zasad religii. Jak ciało ludzkie winno swoją pię­
kność, ruch i siłę, nieśmiertelnemu, ożywiającemu je

484

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

pierwiastkowi, żyje, dopóki połączone jest z duszą,
umiera, gdy się z nią rozłączy, zmartwychwstanie połą­
czywszy się z nią znowu; tak koniecznem następstwem tego
na tylu dowodach opartego rozumowania, jest: że jedynie
powrót do idej chrześciańskich może zbawić rodzinę.
Lecz jestże to jeszcze podobnem? Jakże dojść
do tego celu? Najprzód nie utraciliśmy jeszcze wszyst­
kich żywiołów odrodzenia, nie wygasła jeszcze gorli­
wość i duch poświęcenia w duchowieństwie, tej, że
tak powiem, widomej działalności chrystyanizmu. Ojco­
wski głos jego rozlega się po całym chrześciańskim
świecie, a Papieże zachęcają kapłanów do wytrwałości,
głoszą zbawienne nauki. Nie mniejszem poświęceniem
odznaczają się zakony powstające jakby cudem, i czu­
wające dzień i n o c , aby dziecię z łona matki przecho­
dziło na łono religii. Kogóż nie pocieszy widok tych
licznych instytucyj powstających w tym czasie , dla za­
chowania od zarazy pokoleń nieskalanych jeszcze nieczystem tchnieniem błędu i zbrodni, lub dla uleczenia
tych, których usta dotknęły już zatrutej czary? Je­
żeli przeciwne duchowi chrześciańskiemu pisma publi­
czne, rozsiewają wszędzie zgubną swą naukę, to zoboję­
tniają szkodliwą ich działalność pisma katolickie, roz­
szerzające gorliwie zdrowe i zbawienne zasady.
Dla czegóż więc tyle usiłowań nie wydaje pożądane­
go skutku? Zkąd pochodzi ten tak słuszny okrzyk trwo­
gi rozlegający się wszędzie? Zkąd powstaje to zniechę­
cenie ogarniające najszlachetniejsze dusze? Co nakoniec

ROZDZIAŁ

X.

485

wywołało te tak bolesną dla nas zasadę, która zdaje się
być wypisaną na sztandarach najwaleczniejszych szer­
mierzy? „Próżne byłyby nasze wszelkie usiłowania; nie­
chaj skazani na miecz giną od miecza J); leczyliśmy Ba­
bilon a nie jest uzdrowiony, porzućmy go więc 2).“
Przyznać trzeba, że wielkie przeszkody tamują po­
wrót do wyobrażeń chrześciańskich; chcąc, aby dzieło
to było prawdziwie praktycznem i użytecznem, musiemy
je tu wymienić. Może poznawszy te zgubne zawady, ja ­
kieś wymowniejsze pióro, jakiś głos potężniejszy zdoła
je znieść lub obalić, i tym sposobem uchronią społe­
czność od zupełnego upadku.
Już od trzech wieków obrońcy bezbożności, sprzysiężeni na zgubę chrystyanizmu, starają się stłumić
w społeczności wszelkie pojęcia religijne, aby następnie
taż sama społeczność stała się narzędziem i ofiarą ich
szalonej zawiści. Lecz chrystyanizm był tym dla Europy,
czem jest dusza dla ciała: ożywiał wszystko; trzeba było
długich i ciągłych usiłowań, aby zobojętnić dobroczynne
jego działanie. To też, chcąc jak najprędzej dojść do celu,
nieprzyjaciele chrystyanizmu, podobni do wprawnego
zabójcy, wiedzącego dobrze jak trzeba uderzyć, aby za­
dać cios śmiertelny, naruszyli świętość związków rodzin­
nych, stanowiących podstawę społeczności.
Rzekli chrystyanizmowi: Opuść domowe ogniska; a mał­
żeństwo, ten Sakrament boski, ta wzniosła podstawa,
unosząca rodzinę nad poziom ziemi i kał zmysłowości,
>) Jerem, X L III, II. — 2) Id. LI, 9,

486

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

zamieniło się w prostą, umowę handlową. Święty zwią.
zek mężczyzny z kobietą, wraca się do tego czem by}
w poganizm ie; ojciec, matka i dziecię wraz z pojęciem
swych wzniosłych przywilejów, utracili wyobrażenie o
swych obowiązkach, a młode pokolenia owiane tchnie­
niem zepsucia, przynoszą światu śmierć i zniszczenie,
a nie zaś szczęście i chwałę.
. We Francyi, chcąc zaradzić złemu, trzebaby wyrzucić
z kodeksu, artykuł uświęcający małżeństwa czysto cywilne.
Dopóki dawać będą pierwszeństwo nad Sakramentem kon­
traktom cywilnym, i uważać je jakojedyny warunek prawności małżeństwa i zrodzonych w nim dzieci, dopóty za­
chęcać będą małżonków do związków potępianych przez
Kościół, a które samo doświadczenie wskazuje nam jako
źródło tysiąca nieszczęść gubiących społeczność. Co więcej,
dla tych nawet co nie poprzestaną na samym tylko kontrak­
cie cywilnym, Sakrament małżeństwa stanie się podrzę­
dną formalnością, do której nie wiele będą przywiązy­
wać ceny, i która przez to nie będzie wywierać rzeczy­
wistego wpływu na życie rodzinne. Koniecznem następ­
stwem tego zbawczego środka, musi być odwołanie po­
stanowienia, dozwalającego wchodzić w związki małżeń­
skie z rozwiedzionymi cudzoziemcami.
Podobne postępowanie byłoby daleko logiczniej szem:
człowiek ulegać powinien przedewszystkiem woli Boga,
bo pierwej staje się członkiem społeczności religijnej ni­
żeli cywilnej. Postępując stosownie do tej zasady, wró­
cicie do właściwego porządku, jeżeli jej się sprzeciwiać

R O Z D Z I A Ł

X.

487

będziecie, tak wy jak i społeczność wasza staniecie się
ofiarą ciągłego rozprzężenia, przyczyną hańby i nie­
szczęścia rodziny. Zgubicie ją, lecz i własną przyśpieszy­
cie zgubę. Z łona tych rodzin co zapoznały Boga, wyj­
dą tysiące szkodliwych istot, które prędzej lub później
obrócą w gruzy ginach przez was zbudowany; chwila
upadku przyjdzie niezawodnie, albowiem powiedziano;
że naród i władza, letóreby Bogu nie służyły zginą, a na­
rody spustoszeniem spustoszone będą 1).
Przywrócić Sakramentowi małżeństwa jego powagę
i ważność w społeczeństwie, -oto pierwszy środek zbaioienia
rodziny.
Rzekli chrystyanizmowi: Opuść nasze rodziny, a oj­
ciec i matka stali się na przemian niewolnikami i despo­
tami , dzieci zaś ofiarami lub katami. Trzeba więc przy­
zwać napowrót chrystyanizm, aby ustalił, uświęcił i ozna­
czył prawa i obowiązki każdego z członków rodziny.
Otóż ponieważ władza rodzicielska jest duszą życia ro­
dzinnego, zwolennicy zasad antychrześciańskich za głó­
wne założyli sobie zadanie, aby ją zachwiać i obalić. Za­
dano jej cztery śmiertelne ciosy: odarto ją z otaczające­
go uroku; skrócono czas jej trwania; ograniczono roz­
ciągłość; narażono na ogólną wzgardę uznając ją niezdol­
ną do wypełnienia najważniejszej swej powinności, to jest
wychowania dzieci.
') Gens enim et regnum, quod non servierit tibi, peribit,
Izai. L X .

488

DZIEJE ŻTCIA RODZINNEGO.

1° Władza rodzicielska .została ogołocona z otacza­
jącego ją uroku: skoro zamieniono małżeństwo w prosty
kontrakt między stronam i, ojciec w oczach dzieci jest
już tylko przedstawicielem władzy ziemskiej; władza je­
go nie pochodzi z nieba, lecz nadaną mu jest przez
człowieka lub naturę. Znikła aureola, którą chrystyanizm
otoczył głowę naczelnika rodziny, a z nią razem znikł
religijny szacunek i osłabła miłość synowska. Wróćcież,
powtarzamy raz jeszcze, Sakramentowi małżeństwa, któ­
remu rodzina winna swój początek, tę cześć i to posza­
nowanie jakim otaczają go wszystkie ludy chrześciańskie,
a odzyskując utraconą godność ojciec odzyska zarazem
poczucie swych obowiązków, syn zaś przekona się, że po­
między nim, a tym któremu winien życie, istnieją wznio­
ślejsze stosunki, nad te, które nakazuje natura i prawo.
2° Skrócono czas trwania władzy rodzicielskiej. Po­
dług dawnych praw Francyi, synowie byli małoletniemi
do dwódziestego piątego roku życia 1). Kto w tym wieku
nie ma ustalonego charakteru, i nie jest, że tak powiem,
wyrobionym człowiekiem, chyba już nigdy nim nie bę­
dzie: wcześniej zaś, brak doświadczenia, silne namię­
tności, niestałość charakteru, żywość imaginacyi, niedozAvalają, nawet dla dobra społeczności, usamowalniać
]) Domat, Lois civiles; des Personnes, tit. 2, sect, 2, n. 9.
Masculi cjuiclem púberes et fceminas viripotentes usque ad vicesimum quintum annum completum curatores accipiunt.
Quia licet púberes sint, adhuc tamen hujus setatis sunt ut sua
negotia- tueri non possint. Instit. de Curat. lib. III, § 3.

R O Z D Z I A Ł

489

X.

młodzieży. Gdyby trzeba było przytaczać przykłady na
potwierdzenie tej prawdy, znaleźlibyśmy icb wiele i na­
der bolesnych. Wszak niedawno przed trybunał Paryzki
wytoczono sprawę, z której wykazało się, że pewien mło­
dy człowiek, jeszcze przed dojściem do pełnoletności pod­
pisał wexle na sto-dwadzieścia-pięć tysięcy franków,
na które Avziął tylko dwanaście tysięcy, od lichwiarza
pobudzającego go rozmyślnie do różnych szaleństw.
3° Ścieśniono rozciągłość władzy rodzicielskiej. Da­
wniej ojciec mógł wydziedziczyć syna niegodnego jego
miłości; dziś, gdyby okrył go niesławą lub największą
wyrządził mu zniewagę, nie może wydziedziczyć zupeł­
nie wyrodnego dziecięcia. Nowe to rozporządzenie znie­
waża ojca, posądzając go że może być niesprawiedliwym,
i jeżeli nie zachęca dzieci do nieposłuszeństwa i złego
prowadzenia się, to przynajmniej zapewnia im zupełną
bezkarność. Niechaj ludzie obowiązani czuwać nad za­
chowaniem społeczności, której węgielnym kamieniem
jest władza, rodzicielska, szukają środków zapobiegają­
cych złemu, nad którem wszyscy ubolewamy; niech ma\ łoletność trwa do wieku oznaczonego doświadczeniem na­
szych przodków. Historya świadczy, że nie mylili się pod
tym względem, i że prawa przedłużające opiekę ojca aż
do chwili, w której dziecię staje się człowiekiem, przy­
czyniały się do wzrostu i potęgi kraju. Zdanie to podzie­
lają najświatlejsi prawnicy, ubolewający nad smutnemi
skutkami nowego prawodawstwa.
Gaume, Tom II.

32

490

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

A więc przywrócić rodzicom dawną ich władzę, to
drugi sposób zbawienia rodziny.
Rzekli chrystyanizmowi: Opuść nasze szkoły, a mło­
de pokolenia wstępując w życie, otoczone zostały zgrają
szyderców i potwarców świętej religii; karmiono je, kar­
mią jeszcze zepsutym pokarmem poganizmu; napawa­
no je i dotąd napawają zatrutym napojem bezbożności
i systematycznego indyferentyzmu; katedry filozofii, za­
mieniły się w katedry zepsucia. Trzeba więc napowrót
przyzwać wydalony ze szkół chrystyanizm, aby wpoić
wr młode umysły wiarę w nieśmiertelność; przypomnieć
im, że dla ich zbawienia Bóg nie wachał się krew swą
przelać; że życie jest ciągłą walką, której nagrodą jest
niebo; że ziemia cała, jej rozkosze, godności i bogactwa,
są to czcze świecidła niegodne serca, które może i powin­
no domagać sie nieskończoności.
Niezbite wyrachowania, okrzyk przestrachu wycho­
dzący z ust ludzi szczerze kochających ojczyznę, prze­
strzegają, że jak najprędzej przedsięwziąść trzeba zarad­
cze środki. W rozprawie nad projektem do prawa o wię­
zieniach, P. Saint-Priest mówi o przerażającym postępie
zbrodni w ciągu lat piętnastu; następnie zapytuje, jakimby sposobem można najskuteczniej zaradzić złemu, pod­
kopując go w samej jego podstawie. „Przedew^szystkiem
odpowiada mówca, trzeba wpłynąć na moralność społe­
czności, poprawiając system wychowania publicznego....
Starajcie się wpajać w młodzież zasady, któreby silniej
powstrzymywały ją na drodze cnoty. Religia, mówi Ba-

R O Z D Z I A Ł

491

X.

eon, winna być węgielnym kamieniem wszystkich umie­
jętności, bez téj podstawy każda nauka musi się zachwiać
i uledz skażeniu. Bez moralnego wychowania, dodaje P.
Royer-Collard, nauka często bardzo staje się narzędziem
zguby.“ Słowa ich pod tym względem, dostateczną mają
powagę, a wykazy statystyczne nie dozwalają nawet po­
wątpiewać o słuszności ich zdania. Porównywając liczby
podane przez statystykę kriminalną i statystykę szkółek
elementarnych, przekonywamy się, że gdzie najwięcej
tych ostatnich, tam także najwięcej zbrodni1).
Nie sądźcie jednak, abyśmy byli przeciwni kształce­
niu młodzieży; niech Bóg zachowa nas od podobnego
zdania. Lecz mówi P. Moreau Christophe, jeneralny in­
spektor więzień, „złe pochodzi jedynie ze złój uprawy
umysłu, rzucają weń zepsute ziarno i otrzymują szko­
dliwe owoce. W szkołach dzisiejszych pracują- jedynie
nad ukształceniem um ysłu, a zapominają zupełnie o
ukształceniu serca i duszy. Mogą one wydawać ludzi
uczonych, ale nie wydadzą cnotliwych.“
Oświata tworzy tysiące nowych potrzeb, które przy­
wodzą do zbrodni, tych, którzy nie mają ich czerń zadowolnić. A więc już ze swój natury przyczynia się więcej
do pomnożenia niż zmniejszenia liczby zbrodni *2).“
Chcecież jeszcze wiedzieć do czego doprowadza
oświata ogołocona z uczuć religijnej moralności? „Lu­
dzie, którzy odebrali najwyższe ukształcenie umysłowe,
') Gueny, Statistique morale.
2) Beaumont i Tocqueville, du Système pénitentiaire.

32*

492

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

okazali sièdm razy więcej skłonności do zbrodni, od tych
którzy posiadają jedynie początkowe uksztalcenie1).
Podobne fakta, powinnyby otworzyć oczy zwierz­
chności: niestety! przeciwnie się dzieje: „W Paryżu, tym
wzorze miast wszystkich, mówi jeszcze P. Moreau Chri­
stophe, wyłożono w ciągli lat kilku jedenaście milionów"
na polepszenie więzień; a cóż w tym czasie uczyniono
dla polepszenia moralności w szkołach?“ Z resztą jakże
możecie sądzić, że zdołacie poprawić więźniów za pomo­
cą prostej tylko moralności? Lecz skoro moralność ta niezdołała ich uchronić od upadku, jakże więc podnieść ich
z niego potrafi. Jakiójże zresztą moralności będziecie ich
uczyć, ludzie ogołoceni z wiary? czy moralności egoizmu;
wszakże ta tylko znaną jest dziś w świecie. Lecz ona to
właśnie jest przyczyną ich upadku. Trzeba więc uciec
się do innej, zapewniającej środki zbawienia; tą inną
jest loiara łącząca ich z Bogiem. Lecz chcąc w nich obu­
dzić wiarę, trzeba wierzyć samemu, a co więcej, trzeba
postępować zgodnie z tą wiarą.
Ostatni ten warunek jest koniecznym: to nie ksiądz,
lecz człowiek światowy przemawia do was : bez przy­
kładu ze strony mistrzów, bez sumiennego wykonywa­
nia przepisów religijnych, wszelkie wasze nauki będą
tylko czczem słowem. Czyż pojmują tę konieczność mę­
żowie stanu, co obojętnie a nawet przychylnie zapa-*)
*) Sprawozdanie P. Moroguesa w Izbie parów, z roku

1834.

r o z d z i a ł

x.

493

trują, się na te szkoły, w których nie dopełniają ani je­
dnego aktu religijnego, tak, ani nawet jednego od początku
do końca roku!! Ileż to w Paryżu znajduje się instytucyj gdzie nie zachowują wcale świętych przepisów Ko­
ścioła! gdzie ani jeden nauczyciel nie spełnia powinności
nakazanych przez religię! Złe rozszerza się coraz bar­
dziej; i moglibyśmy wymienić nawet pensye żeńskie idące
za tym zgubnym przykładem. Tam jest początek złego;
tam też najpierwej trzeba przedsięwziąść środki zaradcze;
biada tym , którzy powinni je znać a nie znają; którzy
mogąc AYybawić młode pokolenia, skazują je na najha­
niebniejszą sromotę, to jest sromotę moralną. One giną
i ginąć będą; ale krew ich spadnie na głowy tych, co ich
przywiedli do zepsucia. A więc przedewszystkiem dajcie
młodzieży chrześciańskie wychowanie, będzie to, trzeci
środek zbawienia rodziny.
Rzekli chrystyanizmowi: Opuść nasze warsztaty;
i wielki Boże! w cóż to zamieniono robotników. „Da­
wniej, mówi jeden z tegoczesnych ekonomistów, robotnik
wtajemniczając się zwolna w swoje rzemiosło, przycho­
dził do szczęśliwego i spokojnego bytu; dziś, bez pienię­
dzy, najczęściej bez rodziny, zdaje się być obcym całej
społeczności. Znękany troskami o utrzymanie nędznego'
bytu, walczyć musi ciągle z nieszczęśliwym swym losem,aż do chwili, w której pada ofiarą nędzy i rozpusty.,
„W średnim wieku chrystyanizm zmniejszył prze­
strzeń dzielącą majstra od robotnika; w naszych czasach
ekonomia protestancka otworzyła przepaść między fabry-

494

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

kantem a robotnikiem; znikła dawna organizacya hierar­
chiczna ustępując miejsca anarchii przemysłowej, a wol­
ność pracy nie oswobodziła naszych warsztatów z praw
feodalnych.
Duch jedności, podania religijne i moralne, zasady
delikatności i poczciwości, odznaczające wr średnim wie­
ku cechy rzemieślnicze, ustąpiły miejsca nieograniczonej
konkurencyi, wyradzającej ciągłą nienawiść i zazdrość,
osłabiającej, a nawet zacierającej wszelkie pojęcia spra­
wiedliwości i moralności.
„Nie jestże to niezaprzeczoną prawdą, że coraz to
bardziej psują się obyczaje klasy robotniczej, że wraz
z niemi zaciera się uczucie słuszności? Cóż więc w niej
pozostało? rozumowanie zastąpiło wiarę, rachuba uczucie;
a wpośród tego ogólnego upadku obyczajów i wiary, tej
powszechnej utraty pojęć religijnych i moralnych, jakaż
to siła dozwala wam rządzić społecznością? siła interesu
i bojaźni. Czyż to nie w skutku waszego systematu po­
wstają te dzikie tłumy, dla których każde prawo zdaje
się być wrodzonym nieprzyjacielem, a prawdziwem szczę­
ściem bezrząd i anarchia *) ?“
Tak więc robotnik zamieniony został w maszynę
wprowadzoną w ruch dla korzyści bogatych przemy­
słowców, i zarówno jest nieszczęśliwym jak poniżonym.
W sercu jego wygasły najszlachetniejsze uczucia. Własne
*) Lettres sur la charité dans ses rapports avec l’économie
politique, par M. Joseph de Croze, Lettre 3.

ROZDZIAŁ

X.

495

jego dziecię jest dziś dla niego przedmiotem spekulacyi;
życie moralne tych aniołów ziemi, straciło wszelką, war­
tość w oczach rodziców, a biedne te istoty, przykute do
swych warsztatów, jak żywną się tylko materyalnym
pokarmem, tak zwierzęcych doznają tylko wrażeń. Trze­
ba więc aby dobroczynne światło chrystyanizmu zazajaśniało znowu w warsztatach i rękodzielniach; aby
tym sposobem fizyczne życie robotnika zabezpieczone!»
zostało od dzikiej chciwości spekulantów7; aby strzegło
moralnego i fizycznego życia dziecięcia od samolubstwa
rodziców, chroniło go od zbytecznej pracy, zabójczego
zepsucia i własnych namiętności.
Prawo surowe i dokładnie określające warunki pracy
w rękodzielniach, byłoby pierwszym środkiem zaradzenia
złemu. Prawro to winno być tak zredagowane, aby do­
prowadziło do zamierzonego celu, i przywróciło pogwał­
cony porządek; powinno nakazać wszystkim święcenie
niedzieli i świąt uroczystych. Jest to możebnem i koniecznem. Jest możebnem, bo dla czegóż nie możnaby dokazać tego, co dokonano w Anglii? Patrzcie na tę py­
szną rywalkę Francyi, na ten naród tak zadziwiająca
czynny, jak tam co siedm dni znika ruch wTszelki! a
wszakże trudno powiedzieć, że kraj ten jest mniej prze­
mysłowy od któregokolwiek kraju Europy.
Jest koniecznem; bo siłę ludu stanowią obyczaje; oby­
czaje tworzy wiara; wiara zaś zaszczepia się w umysłach
za pomocą nauki. Jeżeli zaś robotnicy pracować będą
w niedzielę, nie mogą słuchać nauk religijnych; a zatem

496

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

nabierać pojęć religijnych i zasad moralnych. „Wyrzeczono na mocy głębokiego doświadczenia, że robotnik
powinien koniecznie odpoczywać jeden dzień w tygodniu.
Otóż praca w dnie świąteczne zmusza do odpoczynku
w poniedziałki. Lecz spoczynek ten nie zmuszający do
rozmyślań religijnych, nie może mieć żadnego moral­
nego wpływu, i dopomaga jeszcze do rozwinięcia zwie­
rzęcych namiętności. Zawsze prawie dzień ten bywa
poświęcony rozpuście i nierządowi. Tak więc przez te
dziwną anomalię, to, co powinnoby dodać siły robotni­
kowi, ożywić w nim gorliwość do pracy, utrzymywać du­
cha i związki rodzinne, oraz rozwinąć dobre skłonności,
staje się przyczyną fizycznego i moralnego upadku a za­
razem okropnej nędzy.
Z drugiej znów strony, wszystko wiąże się z sobą
w moralnym i materyalnym porządku społeczeństw; za­
poznanie praw Bożych i obowiązków religijnych, pocią­
ga za sobą pogardę praw ludzkich i zaniedbanie wszel­
kich powinności. Czuwajcie więc, aby ten obowią­
zek spoczynku rozciągał się zarówno do wszystkich.
„Byłoby to wiele zapewnie, mówi Pan Villeneuve,
gdybyśmy uchronili dziecię od zbytniej pracy wycień­
czającej przedwcześnie jego siły; ale wierzcie mi, nie po­
trafimy wpłynąć skutecznie na polepszenie jego przy­
szłości, jeżeli nie zabezpieczemy tych serc młodziuchnych,
od zaraźliwych przykładów zbrodni i wszelkiego zepsu­
cia, które tak często spotykają w warsztatach. Dobry
przykład skuteczniej nad prawo działać będzie na dzie­

k o z d z i a ł

X.

497

cię, i prędzej nauczy go cnót właściwych w jego stanie.
Trzeba więc aby nic nie budziło w jego duszy zwątpie­
nia, obojętności, a może nawet pogardy tych powinności,
których go nauczamy. Jakąż wagę mogą mieć dla nie­
go powinności religijne, skoro widzi, że nie zachowu­
ją ich rodzice i inni robotnicy? Czyż może szanować
prawa, widząc, że nikt na nie nie zważa? Jakże przeko­
nać dzieci, i wszystkich w ogóle robotników, że av dni
świąteczne powinni spocząć w kółku rodzinnem, skoro
widzą, że praca w dnie takie jest dozwoloną, a przynaj­
mniej tolerowaną bez koniecznej potrzeby? 1).“
Izba handlowa w Lille wymieniając też same naduży­
cia, żąda tych samych środków zaradczych. Objawia ży­
czenie, aby w szkołach większą zwracano uwagę na
ukształeenie religijne; obstaje przy tern, aby strzeżono
pilnie ścisłego zachowywania niedzieli i świąt wszystkich.
„Zdaje nam się koniecznem, aby reforma nie ściągała
się jedynie do samych dzieci, aby wprowadzono ją do
warsztatów, a nawet w łono rodziny. Jest to dzieło, któ­
rego samo przez się prawo nie może dokonać; sądzimy
jednak, że rząd mógłby wiele przyczynić się do tego, za­
chęcając znaczniejszych przemysłowców, aby więcej dbali
o los robotników; wzywając ich, aby wspólnemi siłami
dopomagali do rozciągnięcia tej dobroczynnej opieki, oraz
ułatwiając, za zgodą stron interesowanych, wszelkie mo­
żliwe polepszenia. Odwołajcie się do szlachetnych uczuć
‘) P. de Yilleneuve, Discussion, i t. d.

498

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

bogatych przemysłowców, a powodowani dobrze zrozu­
mianą miłością własną, zajmą się gorliwie ulepszeniami
które im chlubę przyniosą *).“
Wydać i wprowadzić w wykonanie, prawo prawdzi­
wie chrześciańskie, tyczące się pracy w rękodzielniach,
czwarty sposób zbawienia rodziny.
Rzekli chrystyanizmowi: Opuść nasze szpitale; i gdy­
by to od nich zależało, niedozwolonoby ziemskim anio­
łom poświęcającym się niesieniu ulgi chorym i nieszczę­
śliwym, czuwać przy łożu starca lub nad kolebką nie­
mowlęcia. Zawsze jednak położyli tamę ich gorliwości
i podali ją w niegodne podejrzenie; gdyby to było możliwem, odstręczyliby je od tak wzniosłego powołania,
nasuwając im co raz to nowe przykrości, i napawając
goryczą każdą chwilę życia. Obracając na inne celeświg-?te dziedzictwo ubogich i chorych, zatamowali źródło
przyszłych donacyj i przygotowali upadek schronień dla
cierpiącej ludzkości. Lecz nie na tern kończy się zgubne
ich działanie. Skasowali' koła, nie zważając że to wywrze
zgubny wpływ na moralność i pomnoży dzieciobójstwa;
a biedne dzieci, które zdołano zachować od śmierci, po­
zbawiono dobroczynnej opieki miłosierdzia chrześciańskiego, oddając je pod dozór filantropii. Wszak widzie­
liśmy, że jeneralne rady departamentalne, obracały fu n ­
dusze przeznaczone na cele dobroczynne, na utrzymanie
*) Uwagi przesłane P. ministrowi rolnictwa i handlu,
przez izbę handlową w Lille. Grudzień 1840.

ROZDZIAŁ

X.

499

dróg komunikacyjny cli\ Cóż z tego wynikło? Uwiadomią,
nas o tern ludzie nie ulegający zarzutowi stronności.
Podług P. Duchatel, śmiertelność dzieci podrzuco­
nych jest tak wielką, że do dwunastego roku życia umie­
ra sześć z dziesięciu; gdy przeciwnie z wychowywanych
w domu rodzicielskim, w tymże samym przeciągu czasu
umiera trzydzieści na sto. P. Remacle potwierdza zdanie
ministra, mówiąc:.
„Utrzymują, że obecnie szpitale lepiej są urządzo­
ne, że tak w nich jak i u mamek mniej umiera dzieci,
że dziś utrzymują przy życiu bez porównania większą
liczbę dzieci, jak pięćdziesiąt lat temu; my jednak prze­
konaliśmy się, że twierdzenia te są mylne, a zdanie na­
sze możemy poprzeć niezbitemi dowodami. Pan Ducha­
tel uwiadomił mię, że w ciągu 1825 roku, oddano do
szpitali 32,902 dzieci; z tych pozostało przy życiu 14,145;
umarło 19,818. Podług Pana Benoist-on de Chateauneuf,
śmiertelność niemowląt w szpitalach dochodziła w 1826
do 57,63 na 100, a od 1824 do 1833, 59,03 na 100.
W roku 1824 umierało dzieci różnego wieku, 1 na 7,83,
a w 1835, 1 na 7,35.
„Cóż jest przyczyną tej śmiertelności? Oprócz choro­
bliwej zazwyczaj konstytucyi dzieci, braku mamek w szpi­
talach, ich niedbałości o dzieci, i wszelkich trudności nie­
odłącznych od administracyi podobnych zakładów, istnie­
je inna przyczyna tak przerażającej śmiertelności; chcę tu
mówić o oddawaniu dzieci na wykarmienie prywatnym,
zewnątrz szpitali, przyjętem w niektórych departamen­

500

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

tach. Znam wszystkie rozprawy jakie wywołał ten przed­
miot, już to głoszone w dziennikach, już to z trybuny,
czytałem je z największą uwagą; czułem się głęboko wzru­
szony wymownemi słowy P. de Lamartine uwagami PP.
TermeiMonfalcon. Czuję się obowiązanym wyznać, żeP.
de Lamartine miał słuszność co do przyczyn śmiertelności.
Zobaczmy teraz jaki los czeka biedne dzieci, które
zdołały uniknąć śmierci? o ile prawa zajmują się ich wy­
chowaniem.
Przed wyjściem z zakładówr dobroczynnych uczą się
jakiegoś rzemiosła. W dwónastym roku oddają dzieci do
terminu; aż do pełnoletności zostają pod dozorem i opie­
ką komissyj administracyjnych. Dozór ten i opieka ist­
nieją tylko w postanowieniach: opiekunowie nie odwie­
dzają nigdy dzieci ani u maniek, ani wr domach gdzie je
umieszczono, ani wr warsztatach do których uczęszczają*
najczęściej nie wiedzą co się z niemi dzieje. Dziwne to
pojęcia tego filozoficznego miłosierdzia, pomnażającego
swe dobrodziejstwa licznymi wykazami, których prawdzi­
wości zaprzeczają codzienne fakta? Program komissyj administracyjnych nie grzeszy zbytkiem prawrdy; filantro­
pia prawna potępia się własnemi czynami, wywołuje co
dzień wdększą nędzę, coraz to więcej nagromadza ofiar.
Po dojściu do pełnoletności wychowańcy ci, stają się
członkami społeczeństwa; zobaczmy jakie zajmują w niem
miejsce?
„Przeglądałem, mówi P. de Croze wykazy składane
w policyi i w ministeryum spraw wewnętrznych, za-

R O Z D Z I A Ł

X.

501

drżałem, przekonawszy się, w jak okropnem położeniu
zostają, te dzieci pozostawione własnym siłom. Puszczają
się w świat nieznany sobie; bez opieki, bez przyjaciół,
otoczeni wszelkiego rodzaju pokusami; wychodzą ze szpi­
tali, nie znając praw Bożych; nie mając rzeczywistego po­
jęcia o złem i dobrem: okręt prowadzony przez niedo­
świadczonego sternika rozbija się o skały; dziecię wy­
szedłszy ze szpitala wpada w otchłań nierządu lub do­
staje się na galery. Z wykazów policyjnych przekony■wamy się, że na cztery kobiety złego życia, jedna najmniej
wychowywana była w domu podrzutków; tenże sam sto­
sunek istnieje co do więźniów na galerach.
Tak więc wszelkie sprawozdania urzędowe stwier­
dzają te rezultata. O jakże to smutny obraz! dzieci wy­
chowywane kosztem departamentów, stają się później ich
ciężarem, już to jako żebracy, już jako więźniowie.
„Ale możeż być inaczej? Zaraz po urodzeniu wrzucają
ich do domu podrzutków; ztamtąd wchodzą w świat po­
zbawieni wszelkiego ukształcenia i wychowania moral­
nego, za co później społeczność wtrąca ich do domu ba­
dań, lub zakładów mających być przytułkiem żebraków.
Oto, panie ministrze, dzieło tej filantropii filozoficznej,
która zaprasza nibyto tych nieszczęśliwych, aby byli
współuczestnikami bankietu, jaki dla wszystkich Avydaje
natura; ale gdy się stawią, odpowiada opryskliwie, że
zbrakło dla nich nakrycia. Koniecznem jest Avpoić av ka­
żdego tę zbaAvienną zasadę, że wszelkie nasze złe skłon­
ności i uczynki, są skutkiem poduszczeń odwiecznego

502

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

wroga ludzkości, wszystko zaś co wzniosłe i dobre wy,
pływa wprost z natchnienia bożego. Otóż w żadnym z do
mów podrzutków nie starają się zaszczepić w wychowańcach tego religijnego i moralnego przekonania; tak
więc zakłady te bynajmniej nie odpowiadają swemu
celowi. Niedbałe i nieumiejętne pielęgnowanie dzieci
w szpitalach wyradza straszną śmiertelność; później zaś,
terminowanie w warsztatach prowadzi je na galery lub
rzuca w otchłań nierządu 1).a
Dla czegóż nie założyć dla biednych podrzutków
szkół, jakie istnieją w Hofwyl i w Karra, które pod ka­
żdym względem nieobliczone zapewniałyby im korzyści.
Nie dość na tern, specyalne to wychowanie, oddziaływa­
łoby pomyślnie na wzniesienie rolnictwa w kraju i stało
się nieomylną rękojmią wewnętrznej jego spokojnoścL
Szkoły gospodarstwa i kolonie agronomiczne, są to za­
kłady, któreby najprędzej i najpewniej zdołały zapewnić
biednym podrzutkom, przyszłość, zgodną z prawdziwem
przeznaczeniem człowieka na ziemi. Z nich to wychodzi­
liby dobrzy rolnicy, użyteczni obywatele, wzorowi ojco­
wie rodzin, a tak ci ludzie bez nazwiska, rodziny, ma­
jątku, mogliby już przekazać, dzieciom swoim imię, spo­
łeczności rodzinę, rodzinie majątek. Tak jest, praca zape­
wniłaby im przywileje, jakie wydarło im urodzenie, i taż*)
*) Lettres snr la charité dans ses rapports avec Féconomie politique, par M. J. de Croze. Lettre 2.

R O Z D Z I A Ł

X.

503

praca dopomogłaby jeszcze ich dzieciom do utrzymania
chwalebnego dziedzictwa, które przekazali im ojcowie.
Tak więc, przywołać chrystyanizm z wygnania, i nie
tylko w szpitalach i instytucyach, ale w ogóle w całem
społeczeństwie przywrócić mu właściwe należne stanowi­
sko: oto piąty środek zbawienia rodziny.
Pojmujemy doskonale, że wszystkie te częściowe re­
formy, nie są dostateczne aby uleczyć zupełnie nieszczę­
śliwą społeczność n aszą: bo jak od stóp do głów stała
się tylko jedną wielką raną, tak też ogólnego potrzebuje
lekarstwa. Ale że od razu wszystkiemu zaradzić niepo­
dobna, wskazujemy wdęc przynajmniej najgłębsze i naj­
niebezpieczniejsze rany. Starajcie się je zabliźnić, a nie
tylko, że chory nie umrze, ale z pomocą Boga żyć bę­
dzie tak długo, że będziecie'mogli z kolei usuwać wszy­
stkie trawiące go choroby.
Niechaj wszystkie rządy poznają i przejmą się głębo­
ko ważnością swTych powinności; niech pamiętają, że do
życia ludów’ nie dość jest samego chleba, ale trzeba je ­
szcze wriary i obyczajów7. Niech się strzegą tych sofistów7
co je błędnemi prowadzą drogi, dowrodząc nieustannie,
że chrystyanizm spełnił już swe posłannictwo, że prze­
starzałe jego zasady i obrządki żadnej już odtąd korzyści
nie zapewnią światu. Tak, wiemy dobrze, dawno już pró­
bowano, dawno pycha ludzka starała się dowieść, że
nie potrzeba uciekać się do wpływu religii, aby dosko­
nale kierować przeznaczeniami narodów; ale znamy także
niezgłębioną otchłań w jaką je wtrąciły te gorączkowe

504

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

majaczenia; bo jak mówi jeden sławny mówca, utworzyły
społeczeństwo mumij przedstawiające wszelkie pozory ży­
wotności, ale pozbawione ruchu, ciepła i życia. Dla tych
zaś, którzy w dzisiejszym czasie chcą pow-tarzać te wy­
stępne doświadczenia, przytaczamy tu słowa człowieka,
który także zapragnął odrodzić społeczeństwo, wytępia­
jąc i znosząc wrszelkie jego zasady i przekonania religijne,
„Ten, mówi Robespierre, kto może zastąpić Bóstwo w sy­
stemie życia społecznego, jest w moich oczach cudem
geniuszu; ten zaś, kto nie zastąpiwszy, pragnie je zatrzeć
w umyśle ludzi, wTydaje mi się uosobieniem głupoty lub
przewrotności! “
^
Jeżeli wszystkim sofistom i półgłówkom wolno będzie
znieważać religię przez ohydne potwarze i złośliwe, nie­
słuszne krytyki; wtedy religia która tak długo okazywała
nam się troskliwą i cierpliwTą matką, przypomni sobie,
że jest królową, i otrząsając na nas proch z obuwia swrego porzuci nas własnym siłom.
Chcecież wiedzieć co nam wówczas pozostanie i w co
się obróciemy? a to mimo naszej cywdlizacyi materyalnej, przemysłu, statków parowych i kolei żelaznych,
mimo naszych kunsztów, sztuk pięknych, wysokich nauk
i handlu; mimo naszych izb i uniwersytetów^, dzienników
i romansów, naszych kongresów naukowych i komitetów
rolniczych, mimo całej naszej zarozumiałości? zapytajcie
Afryki, Grecyi, Egiptu, Azyi, tych sławnych narodów,
które niegdyś mogły być dla nas mistrzami rozwnju do­
brego bytu materyalnego. Ich krewr, gruzy, głębokie po­

K O Z D Z I A Ł

505

X.

niżenie, straszna nędza i dzikie barbarzyństwo za odpo­
wiedź staną; a jeżeli ta nie zadowolni was jeszcze, zapy­
tajcie Francy i z dziewiędziesiątego trzeciego roku. W te­
dy, ta Francya, podnosząc swą morderczą głowę z tysią­
ca gruzów i zwalisk, odpowie wam wskazując boginig
rozumu, teroryzm i rusztowanie. Zapytajcie jeszcze życia
rodzinnego, którego dzieje kreślemy. Opowie wam jakiem
było przed chrystyanizmem, jak cbrystyanizm wzniósł
go i uświęcił, jakiem dziś jeszcze jest, tam, gdzie niedosięgło zbawienne światło wiary; w co się obraca w miarg
jak cbrystyanizm opuszcza jego ognisko; a ta jego od­
powiedź dostateczną będzie.
Nie łudźmy się daremnie, i nie uśmiechajmy się z po­
litowaniem słuchając przestróg doświadczenia. Praw a
świata moralnego są równie nieuchronne i nieomylne
jak prawa świata fizycznego. Gdy słońce znika z ho­
ryzontu ciemność zalega ziemie i dzikie zwierzęta wy­
chodzą z ostępów; prawo to spełnia się codziennie
od sześciu tysięcy lat. Gdy chrystyanizm, to słońce
umysłowości, opuszcza naród, choćby nawet najwyżej ucy­
wilizowany, tenże nieochybnie popaść musi w ciemną ot­
chłań dzikiego, lub stokroć więcej poniżającego, uczonego
barbarzyństwa; później dzikie zwierzęta wychodzą z swych
jaskiń, i rozszarpują między sobą krwawe szczątki zwłok
jego. Prawo to spełnia się niezmiennie od początku:
świata i rodu ludzkiego. Pod tym względem ani Francya
ani inne narody nie mogą sobie obiecywać wyłącznego
przywileju. Tak jest, stać się chrześciańską, szczerzo
Gaume, Tom II.

33

506

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

ćhrześciańską lub zginać, oto straszna alternatywa, w której
znajduje się dziś rodzina i społeczność. Provicleant consules..
Skreślone tu przez nas dzieje są dostatecznym dowo­
dem, że wierne zachowywanie przepisów chrystyanizmu,
jest podstawą bytu, jedyną rękojmią szczęścia rodziny..
Przedewszystkiem, niech dziś, jak niegdyś w chwilach
powstającego chrystyanizmu, ojciec nie zapomina wiel­
kiego swego posłannictwa; dziś więcej jak kiedykolwiek
wiara powinna być jedyną jego przewodniczką. Tą wiarą
kierowany powie sobie: „Jestem namiestnikiem Boga, po­
winienem więc rozkazywać, postępować, jak ten prze­
najświętszy Ojciec, którego przedstawiam. Jakże troskli­
wie unikać wini enem, aby rodzina widziała we mnie czło­
wieka, którego jedynym celem majątek, ambicya i interes
własny, niech przedewszystkiem widzi we mnie czło­
wieka ożywionego silną wiarą i miłością Boga: bo nie oto*
troszczyć się winienem, aby dzieci moje odziedziczyły
po mnie bogaty spadek, ale aby stały się godnemi wstą­
pić kiedyś do swej niebieskiej ojczyzny. Najpierwrszym
moim obowiązkiem jest zaszczepiać w ich duszach miłość
clirześciańską i wiarę katolicką; tym jedynie sposobem
mogę dowieść, że jestem prawdziwie chrześciańskim oj­
cem, rodziny. Ale aby te wzniosłe zasady nie były czczem
tylko słowem w ustach moich, potrzeba, abym żywił
w sercu bojaźń Boga, kochał go nadewszystko, a wiary
mej dowodził, nie słowami, ale uczynkami i prawdą: ni­
gdy nie powinienem zapominać, że postępowanie moje jest
Ewangelią moich dzieci. Ukochane te istoty nie należą

ROZDZIAŁ

X.

507

do mnie, ale do Boga, który je stworzył, utrzymuje przy
życiu i nieodwołalnie sądzić będzie. To tylko święty za­
kład powierzony inej troskliwości, za który odpowiem
kiedyś krew za krew, głowa za głowę: dusze nieśmier­
telne, które przezemnie winny dostąpić nieśmiertelności
w niebie. Ale niech myśl ta ani na chwilę nie wychodzi
z mej pamięci, że chwalebne to przeznaczenie musi być
okupione ciężkiemi próbami i nieustanną walką. Uko­
chane dzieci, życie wasze całe, to długa zawzięta walka,
rozpoczęta w kolebce, a kończąca się dopiero nad brze­
giem grobu! Jako osłoniony potrójną tarczą władzy, do­
świadczenia i wiary, winienem wspierać kroki wasze na
tej trudnej drodze. Wytępiać złe skłonności ukryte
w sercach wszystkich dzieci Adama, czuwać dzień i noc,
aby nie dopuścić do nich tych zewnętrznych nieprzyjaciół
pod jakąkolwiek przedstawiliby się postacią; dobremi ra­
dy i przykładem wzmacniać w ich duszach wszelkie do­
bre zarody: oto moje obowiązki, oto konieczne warunki
wiecznego szczęścia tych dzieci, których przeznaczenie
Ojciec najwyższy w moje ręce złożył.“
A matka, ta przedstawicielka Maryi, niech nieustannie
podwaja usiłowania, aby coraz lepiej odtwarzała w swym
umyśle sercu i całej swej istocie, ów wzniosły Avzór jaki jej
stwórca naśladować kazał. Ah! gdzież znajdę słowa któreby dość silnie przemówiły do jej duszy, aby nie zapo­
minała nigdy: że wolność, względy, szacunek, przywią­
zanie jakiem ją otaczają, są to dobrodziejstwa które jedy­
nie samemu zawdzięcza chrystyanizmowi. Ukochać chry33*

508

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

styanizm z całą, siłą duszy i serca, oto główne zadanie
całego waszego życia.
Bóg, odradzając kobietę, i na nią także wielkie włożył
obowiązki. Niech nie zapomina, że stanowisko jakie zaj­
muje ma się stać zgubą lub zbawieniem wielu pokoleń;
niech pamięta, że na swem ręku piastuje przyszłość świa­
ta. W ciężkich dzisiejszych czasach, jedna tylko kobieta
może wprowadzić, utrzymać i rozkrzewić światło ckrystyanizmu w zaciszu domowem. Niech więc kobiety,
które pojęły swe obowiązki ani na chwilę o nich nie za­
pominają, inne zaś niech szczerze pomyślą, aby pójść
ich śladem; bo dziś więcej jak kiedykolwiek, kobiety, dzie­
ci, rodzina i całe społeczeństwo, starać się winny o pra­
wdziwe poznanie swoich powinności. Niech kobiety uni­
kają najstaranniej tych szalonych, zgubnych teoryj, co
pragną podstępnie strącić je z wzniosłego stanowiska jakie
im naznaczył chrystyanizm, a to obudzając w nich zami­
łowania i zwyczaje, których pierwszem następstwem jest
zaniedbanie najświętszych obowiązków, drugiem zaś, oba­
lenie wszystkiego co strzeże ich cnoty i chwały. Niechaj
podwoją usiłowania i wytrwałość, aby się stały tern czem
być powinny, czem je chce mieć Bóg, który je stworzył
to jest pomocnicami i towarzyszkami mężczyzny. Jeden jest
tylko środek, aby dojść do tego celu, ale środek ten jest
dostateczny i łatwy, bo Opatrzność szczodrze obdarzyła
kobietę, przymiotami potrzebnemi do jej wielkiego prze­
znaczenia. Chcecież poznać ten sposób zbyt mało znany,
zbyt zaniedbany, a może nawet pogardzany przez lekko­

ROZDZIAŁ

X.

509

myślne kobiety: oto naśladoivać we wszystkiem wzór
niewiasty, matki i żony, prawdziwie godnej tego nazwiska.
Obraz ten skreślony przed tylu wieki przez samego Du­
cha świętego, winien być niezmienną skazówką postępo­
wania każdej matki i żony: niechaj starają się być do
niego podobne, a możnaż wątpić o zbawieniu rodziny,
która, będzie mogła położyć imię swej matki u spodu te­
go obrazu. Podnieśmy więc zasłonę pokrywającą go
przed naszym wzrokiem.
„Niewiastę mężną któż znajdzie? Daleko i od ostate­
cznych granic cena jej.
„Ufa w niej serce męża, a korzyści nie będzie po­
trzebował.
„Odda mu dobrem a nie złem po wszystkie dni ży­
wota swojego.
„Szukała wełny i lnu i robiła dowcipem rąk swoich.
„Stała się jako okręt kupiecki z daleka przywożąca
żywność swoją.
„I w nocy wstawała, i dała korzyść domownikom
swoim i pokarmy służebnicom swojem.
„Oglądała rolę i kupiła ją, z pożytku rąk swoich za­
sadziła winnicę.
„Przepasała mocą biodra swoje, i wzmocniła ramio­
na swoje.
„Skosztowała i ujrzała, że dobre jest feupiectwo jej,
nie zgaśnie w nocy kaganiec jej.
„Rękę swą ściągnęła do mocnych rzeczy, a palce jej
ujęły wrzeciono.

510

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

„Rękę swą otworzyła ubogiemu, a dłonie swe ścią­
gnęła ku niedostatecznemu.
„Nie będzie się bała domowi swemu zimna śnieżne­
go; bo wszyscy domownicy jej mają po dwie suknie.
„Okrycie sprawiła sobie, bisior i szkarłat odzianie jej.
„Znaczny jest mąż jej w radzie, gdy usiądzie między
starszemi ziemi.
„Rąbek urobiła i sprzedała, i pas podała Ohananejczykowi.
„Moc i ochędóstwo ubiór jej, i uśmiech zawsze na
ustach jej.
„Usta swe otwiera mądrości, a zakon miłosierdzia na
języku jej.
„Upatrywała ścieszki domu swego, a chleha próżnu­
jąc nie jadła.
„Powstali synowie jej i szczęśliwą sławili, i mąż jej
chwalił ją.
Wiele innych zebrało bogactwa, tyś przewyższyła
wszystkie.
„Omylne są wdzięki i marna jest piękność; niewiasta
bojąca się Boga, ta będzie chwalona.
„Wy wszyscy którzy znacie podobną kobietę, składaj­
cie jej pochwały i hołd, na jaki zasługuje, i niech ją sła­
wią uczynki jej w dzień sądu *).“
Wzniosły ten obraz obejmuje dokładnie wszelkie
cnoty i przymioty jakiemi jaśnieć powńnna matka i żona;
>) Przypo. X X X I , 10 etc.

R O Z D Z I A Ł

X.

511

właściwe jej zatrudnienia, męztwo i łagodność, czujność
i skromność, działalność i miłość chrześciańską. Szczę­
ście jej własne, szczęście męża i dzieci, oto słodka cze­
kająca ją nagroda, jeżeli wiernie wypełni te obowiązki
swego powołania. Ale cóż jest podstawą tego życia
poświęceń, i ciągłego drobiazgowego zaparcia się siebie?
Sama tylko religia; tak nas uczy Duch święty w tych
wymownych słowach:
„Fundamenta wieczne na skale mocnej, a przykaza­
nia Boże w sercu niewiasty świętej.
„Niewiasta cicha, mądra, stateczna, wdzięczna jest
i mocna na stopach swoich, jak słupy złote na podsta­
wach srebrnych *).“
Teraz z kolei przejdźmy do dziecięcia. Wszak gdy
tylko dojdzie tego wieku, że może pojąć skreślone tu
przez nas własne swoje dzieje, musi poczuć w sercu
głęboką wdzięczność dla tego chrystyanizmu, któremu
zawdzięcza wszystko, wolność, wychowanie i życie. Je ­
żeli pragnie zachować dla siebie i przekazać innym to
szacowne dziedzictwo, niechaj przedewszystkiem stara
się jak najwierniej zachowywać święte prawa chrystya­
nizmu, te jedyną strażnicę wszelkiego dobra jekiego dziś
używa. Uważać swych rodziców za przedstawicieli Boga,
być pociechą ich życia i podporą ich starości, oto jego
wzniosłe i miłe zadanie.
«) EkkJe. X X V I, 24, 23.

512

DZIEJE ŻYCIA RODZINNEGO.

Tak jest, rodzina nie zaginie, jeżeli wszyscy jej człon­
kowie wypełniać będą, wzniosłe swe obowiązki; w prze­
ciwnym zaś razie zasłońmy oczy i czekajmy końca. O ro­
dzino nie gub sama siebie! Niech cię nie zraża poświęce­
nie i najcięższe walki, dziś, jutro i zawsze spełniaj szla­
chetnie najpierwszą swą powinność: stań się znów chrześciańską.
Gdy w pośród oceanu straszna burza pokryje niebo
gęstemi chmury; gdy uderzający piorun ukazuje nam
chwilowo bezdenną przepaść morza; gdy żagle okrętu
rozlecą się w kawałki; gdy wicher potrzaska maszty; gdy
rudel wypadnie z rąk sternika; gdy kapitan straci głowę,
jednem słowem, gdy nie można spodziewać się od niko­
go ani rady ani ratunku, wtedy każdy podróżny myśli o
swem ocaleniu. Wówczas deski, liny, szalupy, stają się
dla niego arką zbawienia, i wiemy że nie raz pomyślny
skutek uwieńcza te rozpaczliwe usiłowania; okręt ginie,
ładunek zatonie, ale osada ocaloną została. Jak okręt
bez balastu, steru i bussoli, tak społeczeństwo nasze bez
Boga i religii, jest dziś zagrożone strasznemi nawałni­
cami i burzą; zachmurzone i groźne niebo nie przepu­
szcza żadnego promienia światła, któreby mu przyświe­
cało w biegu; żagle podarte, zdruzgotane maszty, woda
zewsząd ciśnie się do okrętu, a sternicy i dowódzcy za­
sypiają lub nie mogą się porozumieć co do środków zba­
wienia, choć bałwany wzmagają się nieustannie, i wście­
kły uragan wstrząsa aż do głębi strasznym oceanem.

R O Z D Z I A Ł

X.

513

Jeszcze chwila, a i okręt i ładunek zatoną w niezgłębio­
nych jćgo falach 1).
Członkowie rodziny, wy wszyscy jesteście osada tego
okrętu tak straszna zagrożonego zguba, nie pomyślicież
o swoim ratunku? Niech giną ci, którzy nie pragną oca­
lenia, wy zaś, którzy żyć chcecie, nie zapominajcie że nad­
szedł czas chwycić się jedynego środka ocalenia jaki wam
pozostaje. Przed ośmnastu wieki społeczność pogańska,
uporczywie odepchnęła chrystyanizm, i zaginęła w otchła­
ni barbarzyństwa; ale rodzina potrafiła się ocalić, prze­
chowała w swém łonie pierwiastek życia, chrystyanizm
u k ryty w domowóm ognisku odbił się w obyczajach,
wzrastał i rozkrzewił się, nareszcie wstąpił aż na tron ce­
sarski, a tak przez rodzinę świat był ocalony. Dziś w tern
samem jesteśmy położeniu, też same więc mamy obo­
wiązki: Kto ma uszy ku słuchaniu niechaj słucha 12).
Cóż pozostaje mi jeszcze? Święta i dobroczynna religio, tkliwa matko upadłego człowieka, skreślając tu
wszelkie przejścia dziejów życia rodzinnego, przemawia­
łem zarazem do umysłu i serca twej ukochanej córy; wy­
kazałem twą niewzruszoną prawdę, a dając światu zba­
wienne nauki, opiewałem hymn na twą cześć i chwałę.
Teraz powtórzę jeszcze ze świętym Augustynem, któremu
Qæris quo statu res nostræ sint? Âdmodum acerbo....
Pereunt bona, nuda et aperta sunt mala: navigatio in nocte,
fax nusquam, Christus dormit. G reg . N a z . E p is t. X X X I X ad
Eudoxium Rhetor.
2) Qui habet aures audiendi, audiat. M a tth . X I, 15.
1)

514

DZIEJE ŻYCIA GODZINNEGO.

Bóg dal' serce tak żywo gorejące miłością chrześciańską,
i geniusz najwznioślejszy może ze Avszysjtkich jakimi
ludzkość się szczyci, który był twoją ozdobą i chwałą:
Bądź pozdrowiony Kościele katolicki, prawdziwa matko
chrześcian! Ty nie tylko uczysz ludzi znać i wielbić je­
dnego, prawdziwego Boga i wytępiasz pogaństwo na po­
wierzchni świata, ale nadto wpajasz w serca tak silne
uczucie doskonałej miłości bliźniego, że wszelkie nędze
i nieszczęścia ludzkie znajdują w nich lekarstwo lub ulgę.
„Ty święta matko, umiesz tak doskonale zastosować
się do każdego wieku, stanu i pojęcia, ty stajesz się dzie­
ckiem z dziecięciem, spokojną ze starcem, silną z mło­
dzieńcem, a wszystkich razem uczysz prawdy i cnoty.
„Ty nakazujesz kobiecie czystość i wierność, i podda­
jesz ją władzy męża, nie dla zaspokojenia zmysłowych
namiętności, ale dla zachowania rodzaju ludzkiego, spo­
łeczeństwa i rodziny.
„Ty nakazujesz kobiecie posłuszeństwo, nie dla tego,
aby ją poniżyć, ale aby mąż otoczył ją opieką i wspar­
ciem i kierował według praw najtkliwszej miłości.
„Ty wpajasz w serca dzieci, aby dobrowolnie posłu­
szne były rodzicom swoim, i nadajesz rodzicom świętą
władzę nad dziećmi. Ty łączysz rodzeństwo węzłem sto­
kroć silniejszym i świętszym nad związki krwi, węzłem
wspólnej wiary.
„Ty szanując prawa natury i dobrowolne skłonności,
ścieśniasz związki małżeńskie i przyjacielskie, wrspólnem
uczuciem miłości chrześciańskiej.

R O Z D Z I A Ł

X.

515

„Ty nauczasz sługi, aby wiernie służyli panom swoim,
nie z obawy ale z miłości.
„Ty uczysz panów, aby pamiętając na najwyższego
Boga, wspólnego Ojca i pana, byli dobrymi i miłosier­
nymi dla sług swoich.
„Ty łączysz z sobą, obywateli z obywatelami, na­
rody z narodami i wszystkich ludzi na świecie, nie tylko
przez stosunki społeczeóskie i święte węzły braterstwa,
ale nadto wspomnieniem wspólnej kolebki.
„Ty uczysz królów, że powinni poświęcać się dla lu­
dów, a ludy posłuszeństwa dla władzców swoich.
„Ty nakoniec nauczasz najdokładniej aby oddawać
każdemu wedle zasług jego. Nauczasz kogo należy czcić,
kogo otaczać przywiązaniem i szacunkiem, kogo się oba­
wiać, kogo pocieszać, kogo przestrzegać, kogo zachęcać,
kogo napominać i łajać, kogo poprawiać i kogo karać;
wykazujesz że nie wszystko należy się wszystkim, ale że
natomiast winniśmy ogarnąć wszystkich jednem wielkiem
uczuciem miłości chrześciańskiej, i nie rzucać nikomu znie­
wagi lub obelgi *).“
]) Merite Ecclesia catholica, mater Christianorum yerissima, etc. etc. De morib. Eccl. cath, c. 30, t. I, pars altera, pag.
1146—1147.

ARCYBISKUP

w WARSZAWIE.

Dnia 6' Lutego 1858 r.
N r. 222.

Wierny Bóg w przyrzeczeniach swoich, jak przyrzekł
być po wszystkie wieki z Kościołem swoim świętym,
i bronić go przeciw wszelkiej sile nieprzyjaciół, tak niech
będzie Imię Jego święte błogosławione.
Widziemy i spotykamy niezaprzeczone tego dowody,
w pożytecznych gruntownych pismach religijnych, które
wpływają na wzmocnienie przekonania religijnego w uczuciach i czystych pojęciach objawionej Boskiej Wiary,
wśród złośliwych pocisków nieprzyjaciół religii i Kościoła
świętego. Boska w tern sprawa, Duch Boży świętą tę
myśl podaje pisarzom i prace ich wspiera.
Do rzędu tak pożytecznych dzieł należy niewątpliwie
dzieło uczonego X. Gaume, wielce na tej drodze Kościo­

łowi Bożemu zasłużonego:

„ D z ie j e ż y c ia

r o d z in n e g o

WSZYSTKICH STAROŻYTNYCH I TEGOCZESNYCH LUDÓW, CZYLI
C h r y s t y a n i z m u n a s t o s u n k i r o d z i n n e .“ Dzieło
to wystawiające naukę Chrystusa w praktykę życia wpro­
wadzoną, wszędzie chętne znalazło przyjęcie, przeto
oświadczając Nasze o zaletach i pożytkach wspomnionego dzieła przekonanie, życzemy i zalecamy, aby takowe
między Kapłanami i Wiernymi Chrystusowemi było upo­
wszechnione.

w pływ

X . Fijałkowski, Arcybiskup Wai’szawski.
X . Dziaszkoicski, Assesor Kon. Jen.
(L. S.)

SPIS RZECZY.

CZĘŚĆ DRUGA.
(ciąg dalszy).

R ozdział Y.

Obraz rodziny chrześciańskiej w pier- ^
wszych wiekach Kościoła................
\
VI. Dzień ślubu u Chrześcian......................
12
YIL Dalszy ciąg poprzedzającego...............
32
VIII. Wnętrze rodziny chrześciańskiej. . . .
40
IX . Wychowanie d zieci...............................
57
X.
Cnoty domowe.........................................
77
X I. Troskliwość Kościoła o dobro rodziny.
95
X II. Troskliwe starania Kościoła o dobro
wszystkich członków rodziny, a szcze­
gólniej kobiety..................................... 110
X III. Troskliwe starania o dobro dziecięcia. 136
CZĘŚĆ TRZECIA.

,

Dzieje rodziny wpośród narodów współczesnych które dotąd jeszcze
nie poznały zbawiennych prawd Ewangelii»
R o z d z ia ł

Iszy
II.
III.
IY.
Y.

Zycie rodzinne w Ameryce. — Amery­
ka północna. . . .. . ......................... 169
Dalszy ciąg poprzedzającego.—Ame­
ryka południowa . ...............
189
Dzieje rodziny w Oceanii i Australii.—
Jej konstytucya. — Los kobiety. . . 200
Dalszy ciąg poprzedzającego. — Los
Dziecięcia.—Uczucia i stosunki ro­
dzinne .................................................. 211
Odrodzenie rodziny w Australii i Oce­
anii. ..................................
220

R o z d z ia ł

Pag.
Dzieje rodziny w Afryce........ 238.
Dzieje rodziny w Egipcie.......... 254
Dzieje rodziny w Azyi.—Indje. . . . 266
Dzieje rodziny w Azyi. — Chiny. . . 278
Dalszy ciąg poprzedzającego. — Los
dziecięcia.................................. 288'
X I.
Dzieje rodziny w Azyi. I^orea, Japonia. 304
X II.
Ciąg dalszy.—Japonia................ 319
X III. Dziejerodżiny w Azyi, Tartaryi, Persyi, Armenii, Turcyi. . . ..................... 331.

VI.
VII.
V III.
IX .
X.

CZĘŚĆ CZWARTA.

Poniżenie związków rodzinnych w Europie.
R o z d z ia ł

IS55y

Powody poniżenia związków rodzin­
nych w Europie........................
351
¿I.
Dalszy ciąg poprzedzającego —Filo­
zofowie. . . . . . . / ......................... 362
III.
Kościół staje się opiekunem rodziny. . 377
IV.
Obecny stan rodziny w Anglii............ 394
V.
Dalszy ciąg poprzedzającego.—Biedne
rodziny................................................. 410
VI.
Obecny stan rodziny we Francyi. . . 427
VII. Dalszy ciąg poprzedzającego.................... 440
VIII. Stan kobiety i dziecięcia......................... 446
IX .
Dalszy ciąg poprzedzającego. — Los
dziecięcia w klassach robotniczych. 462
X.
Jak ocalić rodzinę................................ 483

V

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.