-
extracted text
-
ip. prof. A. Fischera
WIOSQAHIE POLSCY
\
a w a ia iii
POD WZGLĘDEM CHABAKTEBB, ZWYCZAJÓW, OBYCZAJÓW
I PRZESADÓW,
(j
1
Z DOŁĄCZENIEM
PRZYSŁOWIOW
UŻYWANYCH.
PRZEZ
^ióze^co
(z rękopismu).
POWSZECHNIE
] \I a m y już bogaty zasób dzieł, które wykazały
jasno, stronę duchową ludu naszego, bo zbiory pieśni
i powieści, podań, przysłów i melodyi sielskiej.
Rozrzucone w nich wiadomości przez zbieraczy
i wydawców, w celu objaśnienia szczegółów, zaledwie
dotknęły rysów tak charakteru, jak zwyczajów i oby
czajów ludowych. Rękopism więc niniejszy, który
wydaje, jest ważnym przyczynkiem, w zbogacającym
tę ubogą gałąź literatury.
Pan Józef Gluźiński zacny obywatel, autor dzieła
p. n. „O administrowaniu Dobrami Ziemskiemi (1),
zbliżony w stosunkach swoich do ludu, w tajemniczony w jego potrzeby, pilny badacz sposobu życia
i charakteru, ofiarować mi raczył w darze swój rę
kopism, który ułożył w r. 1847, owoc długoletnich
spostrzeżeń, nad zwyczajami, obyczajami i przesądami
Włościan Polskich, głównie w okolicach Zamościa i
Hrubieszowa zamieszkałych.
(1) Wydane w Wilnie w Drukarni M. Romma: dwa tomy
8-vo majori w r. 1846.
—
396
—
Badania te, z sumiennością literacką zebrane, są
dokładnym obrazem domowego życia ludu tych okolic,
a przesądy odkrywają nam stronę umysłową, w któ
rych wyraźne ślady odwiecznych podań z przedchrze
ścijańskich czasów, jawnie z powijaków zabobonu
przeglądają.
Otrzymawszy dar tak szacowny, nie zmieniając
w niczem rękopismu czcigodnego autora wydaję go
co rychlej, w tej nadziei, że zaprawdę, może być
bodźcem niejednemu ziemianinowi, do ujęcia pióra,
i skreślania spostrzeżeń nad poczciwym naszym lu
dem, tej okolicy, którą zamieszkuje.
Tym sposobem dopełnilibyśmy zwolna, a z czasem
uzupełnili obraz domowego żywota ludu, który dotąd
w zarysach tylko mniej więcej wydatnych, oglądamy.
Bogdajby szlachetny przykład p. Gluzińskiego,
w opracowywaniu tego przedmiotu znalazł naśladow
ców równie gorliwych i równie jak on sumiennych.
k. w. w,
WŁOŚCIANIE
399
I.
O sposobie życia włościan.
Nie jednakowo wszyscy żywią się włościanie; a to
jest naturalną rzeczą, albowiem w tym względzie zależą
od zamożności, od bytności w domu albo też na robocie
odległej, lub też w podróży. Najregularniejsze życie pro
wadzą w domu, albo przy robocie własnej, choć w polu;
zwłaszcza, jeżeli to od ich mieszkania nie jest dalekie.
W tenczas powszechnie jedzą trzy razy dziennie, to jest:
śniadanie pomiędzy ósmą a dziewiątą godziną rano; obiad
pomiędzy dwunastą a pierwszą w południe, i wieczerzę
około godziny dziewiątćj wieczorem. Bogatsi tylko i to
jedynie w czasie letnim, przy robocie w polu, jedzą pod
wieczorek około godziny piątćj lub szóstćj po południu.
Na śniadanie w zimie, wiośnianą porą i w jesieni jedzą
albo barszcz z chlebem, albo też kluski. Barszcz bywa
czasem rakowy, mąką podprawiony, czasem żytny, to jest
z mąki żytnój, lub z otrąb, wysiewków, albo z chleba,
wodą rozrobionych i na noc poprzednią zakwaszonych.
Taki barszcz ugotowany, zaskwarzają słoniną, albo zabie
lają mlekiem, lub śmietaną. Kluski albo są grubsze,
rwane z ciasta, albo też drobniejsze, które zacierką na
400
zywają, a które bywają z miałkiej mąki jęczmiennej lub
też żytniej a rzadko kiedy z mąki pszenicznej. Tę za
cierkę czasem zasypują kaszą czyli krupami gryczanemi
albo jaglanemi, ale nigdy jęczmiennemi, czasem ją równie
jak barszcz podprawiają mlekiem. Letnią porą z powodu
pośpiechu do roboty, niegotują śniadania, lecz jedzą
chleb i mleko, albo też chleb i ser jeżeli są w polu.
Czasem tylko w domu na śniadanie gotują krupnik z ka
szy jęczmiennej lub hreczanej, okraszony słoniną.
Na obiad mają zazwyczaj dwie potrawy czyli to zimą
czy latem: kapusta, kasza czyli krupy jęczmienne, hreczane, rzadko kiedy jaglane; pęcak to jest jęczmień opłu
kany z plewy i gotowany z grochem, kartofle, kluski
z serem, lemieszkę, groch, lub jaką jarzynę, na przemian
wybierają za potrawy, i ten objad jedzą obficie, powoli,
z pewnym przestankiem przy jedzeniu, a tym sposobem
obiad, rzadko kiedy, trwa mniej nad godzinę. Przy robo
tach w polu będącym, donoszą potrawy garnczkami pojedynczemi, lub idąc w pole sami je z sobą zabierają, ale
prawie rzadko gdzie w tćj krainie znajdują się znane
gdzieindziej dwojaki, czyli podwójne garnczki z sobą ra
zem zlepione, z wygodnem uchem do noszenia, jakie się
widzieć dają w Mazowieckiem, Sandomierskiem, Krakowskiem, a nawet na Ukrainie lub Podolu. Niedbają o to
włościanie aby na obiad koniecznie jedli przedewszystkiem
jaką rzadką potrawę; poprzestają zawsze prawie na gę
stych potrawach, które im dobrze służą przy ciężkich
robotach.
401
Podwieczorek przy letnich robotach składa się z chleba i sera, albo też z niedojedzonych potraw pozostałych
z obiadu, lub tylko sam chleb stanowi przekąskę i nowej
przy wypoczynku dodaje siły, do dokończenia dziennej
pracy.
Wieczorem jedzą prawie zawsze rzadkie potrawy;
w lecie mleko z chlebem, w jesieni, zimie i na wiosnę
kluski z polewką, krupnik jęczmienny albo gryczany i ja
glany; wiele także na wieczór używać zwykli kartofli na
zupę, całkowitych albo roztartych.
Po każdem jedzeniu rzadkich potraw, czyli to na
śniadanie, czy na obiad, lub wieczerzę, zwykli przeką
sić kawałek chleba; przy potrawach gęstych, używając
go bardzo mało, więcój przy jarzynie (1).
Okrasę w dni mięsne, stanowi u nich słonina; rzadko
kiedy na ^okrasę używają masła, a mając go dosyć, wolą
raczej spieniężyć, gdyż zazwyczaj ten nabiał, szczególniej
przy miastach bardzo jest popłatnym. Nieużywają prawie
wołowego mięsa i takowego niekupują, chyba "tylko na
znaczniejsze święta, ale mają czasem mięso z ubitych wie
przów lub baranów. Łój z młodych baranów przetapiają
(1) Jeden parobek spow iadał się, jakby grzechu śmiertelnego
przed księdzem, iż według swego nałogu jadał chleb konie
cznie przy każdej potrawie, chociażby to nawet były kluski
bez polewki, kasza lub kartofle; dał mu na to ksiądz rozsądny
upomnienie w tych słow ach:
»Jedz chleb z każdą warzą,
A rób co ci każą«.
52
402
z cebulą, za dodaniem trochę słoniny i póki świeży staje
im za dobra okrasę. W dnie postne używają na okrasę rze
pakowego lub konopnego oleju. Nieznają prawie ryb,
chyba mieszkańcy nadwodni i to nie wszyscy.
Jeżeli są na robocie zbyt odległej, gdzie byłoby za daleko
donosie potrawy, albo też w tej odległości bawią przez
dni kilka; natenczas chleb, kawał do tego słoniny lub
sera, gotowane, okraszone, roztarte i tak jak ser
wyciśnięte kartofle, ugotowany garnczek krupniku
jeżeli czas wystarcza, staje im za wszystkie potrawy
w podróżach, i tej nie wymagają dogodności; chleb, sól,
cebula, czosnek, jeżeli je mieć mogą są dostateczne
do utrzymania życia przez dni kilka i kilkanaście.
W podróżach i przy ciężkich robotach, koniecznie pożą
dają wódki, którą zazwyczaj piją zrana i wieczór po
półkwaterku. Wtych okolicach prawie nigdy za powsze
chny napój piwa nie używają, chyba tylko przy jakich
ucztach, a wtenczas aby było koniecznie czerwone ¡słod
kie. Powszechnym zaś ich napojem jest czysta woda. Nie
znają ruskich kwasów, które tak mało są kosztowne,
a tak dobrze utrzymują czerstwość i zdrowie Rossyan.
Bardzo jednak lubią przy żniwach pić kwas ogórkowy.
Szczególne z kilku potraw składające się uczty, obcho
dzą tylko dwa razy w roku to jest: w dzień Wilii Bo
żego Narodzenia i na Wielkanoc, a te są od siebie bar
dzo różne.
Na wilią wieczorem skoro gwiazda zaświeci, we
dług powszechnego zwyczaju jedzą siedm potraw;
403
barscz z grzybami, lub kaszę z mlekiem makowem,
kapustę, groch, placuszki z mąki pszennej łamane
(ztąd łamańcami zwane); makiem i miodem okraszone,
albo z makiem kluski, grzyby smarzone w oleju
z chrzanem, gotowane z miodem gruszki suszone
i śliwki, a u Rusinów tak zwana kucia to jest przenica otłukana, gotowana i przyprawiana makiem i mio
dem, koniecznie w tę uroczystość być powinna.
Na Wielkanoc robią powszechnie święcone, które
Rusini nazywają paską, święcone takie składają: jaja
na twardo gotowane, częstokroć w rozmaitych farbach
które szczególniej Rusini umieją pięknie przystroić
i wtenczas takowe nazywają kraszankami, malowankami,
pisankami; dalej kiełbasa bądź świeża bądź też
wędzona odgotowana, głowizna wieprzowa w którój
pysk czyli ryjak wkładają jajko i kawałek chrzanu;
prosie lub inne mięsiwo pieczone, słonina gotowana,
placki z mąki pszennej, pierogi z kaszą hreczaną tłusto
okraszoną lub serem na rozmaity sposób robione; masło,
sól, chleb, mimo, wszystkich wymysłów koniecznie na
święcone być winny. Tak mając przygotowaną paskę,
bogatsi zapraszają do siebie księdza dla poświęcenia,
inni znoszą w kobiałkach bądź w to miejsce gdzie się
ksiądz znajduje, bądź też na cmętarz przed kościół
parafialny (2), gdzie ksiądz poświęcenie wykonywa. Ze
(2)
Wyrażenie to jest ludowe; cmentarzem nazywają miejsce
ogrodzone lub oparkanione w około kościoła, może dla tego,
—
404
to są potrawy mięsne lub suche i twarde, że lud
poprzedniczo ze względów religijnych siedm tygodni
ściśle pości, a w dzień Wielkanocny po poświęceniu
z wielką chciwością święcone pożywa, przez co naraża
się na niestrawność, tem bardziej że w tę uroczystość
dużo pije gorzałki, ztąd wiele wynika przypadków
słabości, a nawet uporczywych chorób włościan, którzy
częstokroć swoje łakomstwo nawet, życiem przypłacają.
Do potraw swoich rozmaitych nie używają prawie
żadnych korzeni, wyjąwszy czosnku, cebuli i pieprzu
jeżeli go mieć mogą a które bardzo lubią; kluski
tylko i barszcz a czasem krupnik gotować zwykli
z grzybami i różnego rodzaju bedłami, które skrzętne
gospodynie w czasie właściwym po lasach starannie
zbierają suszą, i na ten cel zachowują. Potrawy podane
jedzą zazwyczaj z jednej miski wszyscy razem, a mówią
że: „kto nierychło przychodzi sam sobie szkodzi“ (3),
że w istocie dawniejszemi czasy chowano zmarłych przy ko
ściele. Teraz cmentarze skutkiem postanowień Rządu zaw sze
są oddalone od miejsc zaludnionych, a przeto od kościołów.
(3)
Są okolice, których plony nawet pospolitemu życiu wło
ścian nie w ystarczają.
Narzekamy na biedę w naszym kraju, lecz ta jest nierów
nie bardziej dokuczającą w obcych nam krainach, np. w Irlandyi,
gdzie w Jatach nieurodzajnych miliony ludzi z głodu umiera.
Całem szczęściem ludów polskich i zasadą czyli podsta
w ą gospodarstwa są kartofle; gdy te urodzą obficie, włościanie
mniej biedy doświadczają a zw łaszcza ubodzy, jedzą je pie
czone, gotowane w różny sposób i przyprawiane; a za doda
niem trochę mąki niektórzy umieją wypiekać z nich chleb dość
smaczny póki świeży.
405
albo do nierychło przychodzącego odzywają się z szyder
stwem: „bywaj (przybywaj) flisie, póki coś na misie!“ Miskę
z potrawą stawiają na gołym stole bez nakrycia, a rusini
tylko zawsze zwykli nakrywać wprzód stół, choćby
kawałkiem płótna, jakby dla uszanowania Bożego daru.
Wszyscy zaś włościanie mają chwalebny zwyczaj żegna
nia się przed jedzeniem, jako też po zjedzeniu. W cza
sie jedzenia upominają się wzajemnie o cichość i spokojność 5,tak jak by się Msza święta odprawowała.“ Dopiero
więc po jedzeniu odbywają się gawędy jeżeli czas do tego
wystarcza.
Mówiliśmy dotąd o sposobie życia włościan bogat
szych, którym zasoby gospodarstwa jakkolwiek wy
starczają; wypada nam znowu mówić o włościanach
ubogich, których liczba bez wątpienia, więcćj jak poło
wę ich ludności wynosi. Są okolice tak nędzne, że wie
śniak 'pracujący nad wyprowadzeniem plonu zboża któ
re zasiewa, połowę nawet za swoją pracę nie od
biera nagrody, a plon lichy jednem lub dwoma ziar
nami nagrodzony, nawet jego życiu pospolitemu nie
wystarcza (4). Takiemi są okolice piaszczyste; Józefowa,
(4)
W krainach w których włościanie są wolni, a przeto
nie mogą być wieczyście przywiązani do miejsca, zakładanie
magazynów zapaśnych. niemogloby się udać przez pośredni
ctwo samychże właścicieli dóbr ziemskich, a tembardziej ich
utrzymanie; potrzebaby na to szczególnych postanowień i opie
ki; zachodziłaby zaś trudność w razie nagromadzenia się
z kilku lat produktów, co zniemi zrobić gdzie ich odmieniać
406
Krzeszowa* tudzież Janowa i Zaklikowa w powiecie
Zamojskim; w których jeżeli się zdarzy, że rolnik
w miasteczkach sprzedaje zboże, bezwątpienia ujmuje
sobie pierwszych potrzeb życia, ażeby zaspokoił należytości do gruntu jego przywiązane. Są nawet włościanie
i pomiędzy bogatszymi rozsiani, którzy hołdując tym
bogatszym, nie mając sami z siebie dość mocy do
wydobycia się znędzy, płaczą nad swą niedolą i bezu
stannie cierpią, znajdują pociechę w opilstwie.
Nie jest rzadką rzeczą widzieć chłopa na robocie, żyjące
go zaledwie suchym kawałkiem chleba i wodą a najwięcej
u niego dostatku jest trocha surowego barszczu, solą
tylko a czasem cebulą przyprawionego. Ten smutny stan
zmusza ich wysyłać swe dzieci po żebraninie do bogat
szych i do dworów, albo też przeszkadzają przejeżdżają
cym natrętnie prosząc o wsparcie. Te żebraniny przy
większych uroczystościach przez dzieci ubogich włościan
u bogatszych wczasach po Bożem Narodzeniu nazywają się
kolendą, a po Wielkiej nocy śmigusem. W pierwszym
razie bogatsi zwykli dzieciom dawać pieniądze, a w dru
gim święcone.
Jeżeli tym biedakom, trudna jest do przeżycia
zima, sroższą jest daleko pora wiośniana. Przedno-
lub sprzedać i pod jaką kontrollą uczynić sprzedaż i nowych
kupno. Zdaje się przeto iż składki pieniężne na magazyny
zbożowe i utrzymanie takich kapitałów w sposób procentujący,
byłoby jeszcze właściwsze, a w.razie potrzeby koniecznej, na
kupno zboża użyćby się mogły.
407
wek, ten okrutny tyran dla ubogich ludzi, w końcu
wiosny trafiający, jest przerażającym widokiem dla
człowieka, który się nie wyzuł z uczuć ludzkości.
Śmielszy, lub w lepszej sile włościanin, wyrobnik wolniej
szy, szuka wsparcia u dworów, w miastach u żydów lub
u drugich włościan bogatszych. Cichy zaś i skromny,
albo słabowity i niedołężny, jeżeli nie wyżebrze coś
do życia, lub nie ma do tego sposobności, żywi się
plewą do trochy mąki przymieszaną, w sposobie chleba
pieczoną, posiekanym i rozprażonym chwastem i ziel
skiem, albo liściem młodocianym z drzewa, grzybami
i bedłami, częstokroć zdrowiu szkodliwemi, atenniedstatek i życie prawie zwierzęce, najokropniejszych chorób
staje się przyczyną. Ileż to podobnych ludzi można
widzióć zarażonych gorączkami, puchlinami i palącą
febrą; żółtaczkami i innemi chorobami, gangrenującemi
powoli ich ciało, a które powszechnie prawie, tylkoby
przy zmianie ich sposobu życia, przy powróceniu do
jakiejkolwiek wygody, jakimkolwiek lekarzem wyleczyć
się dawały ? Ileż ich ginie z głodu i tego rodzaju życia,
ileż się z nich rodzi niedołężnych dzieci które w krotce
po urodzeniu ginąć muszą.
II.
Mieszkania włościan.
Mieszkanie włościan zamożnych składają: chałupa
inaczćj chatą zwana powszechnie o jednej izbie ¡komorze
a rzadko gdzie o jednćj izbie z alkierzem i komorą
—
408
wybudowany; stodoła na zachowanie zboża w snopie
wraz z komórką wystarczająca za szpichlerz; obora
na bydło i konie, tudzież chlewy w stosunku potrzeby
gospodarza. Wszystkie te budowle są zazwyczaj nędzne,
wyjąwszy w niektórych okolicach leśnych, lubo i tam
nie budują dość starannie; w innych zaś, czasem tylko
jest chałupa z drzewa krąglakowego lub kostkowego,
a stodoła, obora i chlewy po większej części są z łoziny
czyli chrustu w słupy umocowane. Pokrycia tych budo
wli rzadko kiedy składają się z gontów lub dranic,
chyba tylko w okolicach lasowych, a powszechnie pra
wie ze słomy i trzciny którą na Ukrainie Szczeretem
nazywają. Nie są tak zamożni włościanie, ażeby
murowali sobie kominy; nie każda okolica ma dostatek
kamienia dobrego zdatnego na ten rodzaj muru,
a cegielnie albo właścicielom dóbr tylko do budowli
dworskich wystarczają, albo mają cegłę tak drogą że
chłop kupić sobie nie jest wstanie; niesposobni zaś
są włościanie, aby sami sobie cegłę wyrabiali. Dla tego
to włościanie zazwyczaj, stawiają w chałupach kominy
Sztagowemi zwane, które składaią się ze czterech słupów
z drzewa krokwiastego, podobnymże drzewem mocno
spojonego, a w które oprawiają się równolegle łaty,
drzewo dość cienkie, oplecione łoziną czyli chrustem,
albo też wałami słomianemi z gliną pomięsi&nemi. Ko
miny takie u dołu są dosyć szerokie, u góry coraz więcej
zwężają się nakształt piramidy ściętej. Takie kominy
wprawdzie nie są bezpieczne od ognia, lecz gdy na ich
409
budowę materyał mało kosztuje i budowa ich jest łatwa,
gdy chłopek polski nie zważa na odległą przyszłość i poży
tki w przyszłości, gdy całą własność swoją liczy za docze
sną, niepomny, przeto na skutki, klei i-lepi swoje miesz
kanie w taki sposób, ażeby tylko było tańsze i mniój
starania wymagające, a już to z niedostatku, już zopieszałości, zaniedbuje porządną budowę kominów, które prze
cież w budowlach mieszkalnych, najgłówniejszego sta
rania potrzebują. Nie więcej są przezorni w budowa-'
niu pieców, które jeszcze więcej znaczą jak kominy;
jakikolwiek kamień, jakiegokolwiek kształtu, tu uwa^żają za przydatny, byle tylko z niego jakąkolwiek
gnibę ulepić można. Dla tego to piece u nich żadnćj
porządnej nie trzymają formy, żadnego przytem nietrzymają dobrego rozmiaru, a używając mularzy bez
nauki, lub sami swoim rozumem działając,na niepoliczone wystawiają siebie niedogodności i niebezpieczeństwa^;
Piec ogrzewalny służy im zarazem za piec do piecze
nia chleba, i rzadko kiedy mają oddzielny na ten cel przy
kominie gotowalnym, który na tęnczas szabaśnikiem
nazywają (1). Po nad granicą austryacką i rossyjską
. (1) Piec łączący się z kominem w którym chleb pieką sząbaśnikiem powszechnie nazywają, zapewnie dla tego: iż prawie
w kążdęj cliaiypie żydowskiej muszą być takie piece, a w nich
iy d z i^ d ^ e o ie na dzień szabasu ugotowane, zalepiają, i aż do
czasu pożywania utrzymują. Piece takie są zaś wszędzie u
włościan na W ołyniu i Podolu; a w nich nawet codziennie paląc,
jeść gotują, wstawiając i wyciągając garnki widełkami żelaznemi, umyślnie do tego porobionemi.
53
410
znajdują się w niektórych wioskach kurne chaty, to
jest bez kominów; w takich piec tylko z szerokim
otworem i kapą, służy za ognisko, a dym i ciepło
rozbija się po chacie, czyniąc na nieprzyzwyczajonych
nieprzyjemne wrażenie. Bardzo mało jest chałup
dobrze i porządnie wylepionych, zabezpieczających od'
zimna i wiatru, a na te przygody wcale nie są czułem!
włościanie. Nigdzie prawie nie ma podłóg w chałupach,
lecz tylko sama polepa, to jest ziemia lub glina ubita
w którój z czasem wybijają się doły i tworzą przyrkrą nierówność (2). Chętnićj daleko chłopek polski
wytrzymuje nieporządek w chałupie i niezdrowie z po
wodu burzy i zawiei, albo zimno i słotę wciskające
się przez nie opatrzone szczeliny, aniżeli jest skłonny
do utrzymania porządku, czystości i ciepła; narzekają
czasem że zimna chata, a jednak nie starają się zao
patrzyć ją należycie na zimę. Okna, ten jedyny przed
miot utrzymujący światło dzienne, zdrowie i życie do
(2 )
Nie tak się dzieje na Wołyniu i Podolu; tam
po większej części gospodynie wiejskie bardzo starannie
utrzymują te polepy, tak prawie równo jak podłogi;
wytępiają je gładko i c z y s to , potem zam azują gliną
ż ó łtą , a czasem czerwone z, ochry, dają pó brzegach
pasy około ścian. Podobnież staranhie utrzymują chaty ze
wnątrz; wylepiają je dokładnie a potem pobielają; zaś około
drzwi, okien i u spodu chaty, albo z żółtej glinki, albo z ochry
na czerwono, obmalowują pasy, które dość ich mieszkania ozda
biają. W ewnątrz tamże ozdabiają ściany licznemi obrazami
świętych.
4il
którego nawet w lochach i podziemiach zamknięte
ubiegają się rośliny, nie mają u włościan należytego
znaczenia. Zawsze je można widzieć brudne i zakop
cone, wybite szyby, prawie przez całą zimę, wiechciem
tylko ze słomy, albo czasem lada wiórem zatknięte, a
zazwyczaj są małe i zaledwie pół światła dziennego
udzielające. Okna te dają prawie powszechnie, tylko
od strony południowej, i dla tego w chałupie raz na
dzień widać słońce, a rzadko która chałupa dwa
okienka obejmuje; zdaje się nawet że tego nie lubią,
a nigdzie nie widać okien z furtkami czyli szybami,
które się otwierają dla odświeżania ścieśnionego poJeżeli wsamÓj budowie mieszkań włościańskich
niepoliczone widzimy wady i niedogodności, tern gorsze,
tein nieporządniejsze, jest ich utrzymanie, równie zewnę
trzne jak wewnętrzne. Bezwzględni są włościanie na
położenie siedzib stawianych równie beż proporcji
jako też na spadzistość ziemi, a ztąd napływ wódy
nawalnój; wsie powszechnie rozstawione są na miej
scach-niskich, blisko stawów, rzeczułek i strumyków,
w ogólności blizko ladajakiej wody, i jakby dawni ludzie
^(3) 'Niemcy szczególniej o to są dbałem i, dla tego u nas
tśką furtkę je ż li, się zdarzy widzieć w domach znaczniej
szych., nazywają z niemiecka: W asisdas, to jest: was ist
das; a to pochodzi od podziwiania się przez to okienko na
wydarzenia uliczne.
412
którzy te wsie zakładali, nie znali kopania stadni dla
nich i dla dobytku potrzebnych; a to złe, tak daleko
się rozciąga, że widać to samo po wielu wioskach
nawet Wołynia, Podola i Ukrainy. Gnojówka i woda
zepsuta zatrzymująca się na podwórzach, najszkodliwsze
na nich wyziewy rzuca, nie są jednakże radzi korzystać
z przykładu gospodarzy porządnych, ażeby gnojowniki
dobrze urządzone, jedno w dziedzi eńcu czyli w podwó
rzu, miały swoje osobne miejsce, i żeby do nich od
pływ od wszystkich budowli, należycie zastosowanym
został; Owszem wszystkie gnoje około budowli są
porozrzucane, śmiecie i plugastwo walają się gdziekol
wiek po dziedzieńcu, nawet pomyje z naczyń kuchen
nych, nie wychodzą za obręb dziedzieńca. Winni są
dziedzice ziemi i ich oficjaliści, że nie dają dosyć baczę-,
nia na swoich włościan; czemużby nie nakazać, czemuby
nie do pilnować, ażeby gnojowniki. dziesięć lub piętna
ście łokci obejmujące długości, a pół lub dwie trzecie
części szerokości, wybrane na dwa lub trzy łokcie
głębokości, i stosownie ocembrowane, nie miały mieć
osobnego miejsca w dziedzieńcu? Do takiego gnojownika mogłyby się postosować rowy i wodościeki, do
niego spływałaby woda w czasie nawałnicy, gnojówka
i pomyje, do niego możnaby rzucać śmieci i plugastwa
domowe, które przy porządnćm zamiataniu i przy porzą-:
dnem składaniu w jedno takie miejsce, pomnożyłoby
bezwątpienia zapasy gnoju i sterkoryzacyę gruntów,
a tem samem urodzajność ziemi i plenność zbiorów.
Jleż się to marnotrawi popiołów, tyle i tak dobrze
nagradzających nawóz na łąki? (4), Ile wiórzysk bezuży
tecznie i na próżno pruchnieje, i rozrzuca się w podwó
rzach, które gdyby przegniły w swojem miejscu,
mogłyby się dobrze użyć na pola sapowato - piasczyste.
Jeżeli to jest odwieczną prawdą że wićcćj tendokazał
có źdźbło zboża wyprodukował i zebrał, aniżeli ten co
dzieło uczone napisał, wszyscy przeto powinniśmy dbać
i przestrzegać przy każdój sposobności, aby przy domach
porządnie utrzymywać nawozy i w stosownćj porze
użyć je stosownie.
Przykrą jest rzeczą u włościan polskich widzićć
nieporządek po za domem, tem nieznośniój patrzeć na
nieczystość, w samychże mieszkaniach wewnątrz.
. ¡Niedosyć iż u niektórych włościan w zimowój porze
widać wewnątrz chałup mieszkalnych karmiące się
kury i gęsi; że ten drób przyczyniający domowego
plugastwa i robaków, gnieździ się razem z ludźmi
w mieszkaniach; ale nadto sprowadzają włościanie do
tychże, mieszkań krowy i cielęta, owce i jagnięta, które
natura obdarzyła przecież przyzwoitym pokryciem.
. Niemniój przykrą jest rzeczą widzieć niektóre całe
Wioski ,w samem: zabudowaniu nieporządne i porozrzucane:
tu r .i owdzie chałupy, stodoły i obory, niemiły czynią
(4)
Nigdzie prawie w polsce niedaje się widzieć, aby w ło
ścianie nasyozili łąki, z których przecie co roku biorąc siano,
co roku też je wypleniają; a jednak narzekanie na brak siana
jest^prawie powszechne.
414
widok, a częstokroć przez zły rozkład i niedogodność
zajazdu, stają się nieznośnemi. Tylko we wsiach nowo
regulowanych po wojnie 1815 roku skończonej,
można widzieć jakikolwiek szyk i porządek chałup wło
ściańskich i innych budowli gospodarskich, przyjemniej
i dla oka i dla wygody zabudowanych. Kiedy jednak
te regulacye miały na celu, porządny widok wiosek*
szkoda że po wielu miejscach nie mają tych dogodności,
jakich gospodarstwo wiejskie wymaga. Kto nowo zakła
dał wieś, powinien był albo pokopać wprzód studnie*
albo taki dla wsi nadać kierunek, ażeby mieszkańcy
zyskali blizkość do wody, a równość i suchość położe
nia, W oda, ten jedyny żywioł włościan i ich dobytku,
jest tak czasem daleko od ich siedzib, że chcąc z jćj
źródeł czerpać i korzystać, marnotrawią czas na długą
drogę i przerywają siebie noszeniem z odległćj okolicy.
Gorzćj jest jeszcze w tych wioskach, które wcale, nawet
w obrębie jednej mili, nie mają ani strumyków, ani
rzeczułek, ani zrzódeł wystarczających potrzebie. Wożą
tam włościanie wodą beczkami z nieporównaną pracą
z dalekich stron, a beczki w gorących czasach butwiejące
i pleśniejące, zarażają wodę robactwem i zgnilizną, szko
dliwą ich zdrowiu, wtenczas szczególniej jeżeli w nich
przez dni kilka zachowywaną bywa, Ztąd tó równie
wynikają choroby i ztąd upadki inwentarza żyjącego.
Ozdobą mieszkań wiejskich, są bez wątpienia ogrody, a
sady porządnie przy mieszkaniach utrzymywane, jak
doświadczenia przekonywają, prawie o dziesięć razy
stanowią większy pożytek z ziemi, niżeli ona wydaje pod
zasiewami zboża. Niestety, jedynie tylko okolice nad
wiślańskie około Kazimierza, mogą się poszczycić za
prowadzeniem ogrodów, ozdobę i porządek przynoszą
cych (5). Lud wiejski z tych okolic w czasie żeglugi
wiślanój, zwiedzając dalekie Prus okolice, widział i.ko.r
rzystał z przykładu sąsiadów i zaprowadzał równie u
siebie ten sam co u nich porządek, a dziś te same co
oni odbiera korzyści. Inne zaś okolice, głuche i odle
głe od widoku polerowniejszego świata, ledwie nie wszysL
kie mają puste siedziby w polach, nieobsadzone drzewiną;
równie puste trakty i drogi, a szczególniój boczne, które
nawet nie są poprostowane wr ten sposób, ażeby po nich
podróżny nie błądził, lub nie był zmuszony używać prze
wodnika. Wszakże obfitość drzew przy wioskach, mimo
pięknego widoku dla oka, przyczynia się jeszcze do zdro
wia ludzi.
Gdybyśmy wszyscy jednomyślnie zajmowali się losem i
powodzeniem włościan, wglądali w ich domowe obejścia
i usilnie zachęcali przykładem i radą, do pracowitości i dba
łości o ich własne dobro, i gdyby nauki niedzielne, przez
czynne duchowieństwo udzielane, skłonić ich mogły na
drogę moralności i;cnoty, nié mieliby oni czasu nic do
(5)
:W okolicach Kazimierza dolnego jest wieś Zastów, a jak
jest wielka, tak w sady i doskonałe owoce bardzo bogata i
przeto szczególniejszą zwraca na siebie uwagę, pod jesień gdy
dojrzeją owoce.
416
stracepia, pracując około własnego dobra z widocznym
pożytkiem. Uniknęliby nałogów złych, przy więzy waliby się
więcćj do miejscowości i własnego mienia, nie pragnąc, ani
zazdroszcząc cudzego; wdzięczni za rady i nauki do dobre
go ich bytu prowadzące, bardziejby się do nas przywiązy
wali. Czują oni aż nadto, że sami sobą rządzić się nie mo
gą, że w tym celu potrzebują przewodników z pewnąwładzą, którćj się chętnie: poddają, gdy widzą sprawiedliwość
i czyste względem nich zamiary. Zatrudniajmy więc wło
ścian, szczególniej ich własnem dobrem i pożytkiem, bo
to nasza powinność.
III.
Ubiory włościan.
Ubranie chłopka polskiego przy lepszym bycie, jak w in
nych okolicach, tak w tutejszych, jest sukmana siwalub^
czarna, pas skórzany szerszy lub węższy, czapka z siwym
lub czarnym baranem, buty o pojedynczój podeszwie, spo
dnie inaczej portki zwane z sukna prostego, białego, czar
nego, lub siwego, i koszula. Czarne sukmany noszą po
wszechnie około Hrubieszowa, poczęśei około Krasnegostawu, i po nad granicą austryacką za (Źamościem; a te są
robione z wełny owiec czarnych mało co farbowanój, dla
tego są nieco rudawe. Sukno to, sami przez siebie, na
prostych warsztatach tkackich wyrabiać zwykli, które folują w ladajakich foluszach, zazwyczaj przy wielu młynach
• •
%
"Ti**ij..
nęaącycn. jmve sukmany więcej widać przy miasteczkacn
w okolicy Szczebrzeszyna, Kraśnika, Kazimierza i innych;
czasem do nich w kształcie żeber, przyszywają taśmy po
trzebami zwarte, a temi taśmami obszywają także szwy na
plecach i biodrach .sukman.-, tudzież do okoła kieszenie.
Sukno na te sukmany, kupują zazwyczaj po sklepach w mia
steczkach ; sami bowiem nie umieją zafarbować wełny na
szaraczek ; albo też już gotowe sukmany siwe kupują od
żydów handlarzy na jarmarkach lub targach. Sukmany
granatowe noszą tylkffcwłościanie około Nowej AIexandryi,
tak jak niektórzy mieszczanie, i takowe pasami wełnianemi czerwonemi przepasują. Buty- powszechnie noszą duże,
obszerne, dostatnie, w które na wyścielanie <Jość potrze
bują słomy, a nawet w czasach zimniejszych, umieją nogi
zręcznie obwijać słomą, a tak obwinięte dopiero obuwa
ją; używają jednak niektórzy do obówia odnóczy (onuczek) z płótna grubego ze starych koszul lub spodni po
dartych. Czasem tylko, noszą buty o podwójnej podeszwie
pasowemi zwane. Najwięcćj butów o jednej podeszwie
dostarczają dla nich szewcy z Turobina, którzy nietylko
w miejscu, ale rozchodzą się po różnych miasteczkach
o kilka mil, i takowe sprzedają. Podkucie z butów bywa
dwojakie, to jest: podkówki są sztorcowe nakształt kra
kowskich, albo jak na Podolu, — i podkówki zwyczajne
płaskie (5).
(5)
Używanie podkówek sztorcowych u butów lubo mewy**
godnych bo ciężkich, wynika z naturalnych potrzeb miejscowych
54
418
Czapki są całe okryte futrem baraniem, w tyle otwarte
to jest umyślnie nie zaszyte, a zawiązane na wstążki czer
wone lub niebieskie; pospolicie takie czapki nazywają
kapuzami. Rzadko gdzie widzieć u włościan czapki z si
wym baranem, noszą zazwyczaj czarne jako tańsze. Ko
szule są z lnianego lub konopnego grubego płótna, bez
żadnego prawie wyszywania jak to czynią w Sandomier
skiem i Krakowskiem. Spodnie nigdy nie są obszerne,
ale owszem szczupłe, nie opuszczają je na buty, ale
w buty wciągają. Gdy jest ciepło zazwyczaj koszule prze
pasane opuszczają na spodnie (6). W zimowej porze pod
sukmany podciągają futra proste czyli kożuchy z baranów,
lecz mimo tego ciepłego okrycia, zawsze w nich są rozmamane piersi; nawet w czasie ciężkich mrozów lub śnie
gów; a tak są do tego przyzwyczajeni, że wystawienie go^łych piersi na wszelką ostrość powietrza, prawie im zu
pełnie nie szkodzi. Nie wiele także używają rękawic i te
w tych okolicach, *w których grunt gliniasty lub iłowaty, po
deszczach jest bardzo śliski, podkówki więc takie utrzymują
nogi aby się niepośliznąć.
(6)
Zdarzyło się r a z , iż jeden z polaków chciał się
ożenić we Francyi i familia mu była przychylna; chodziło
tylko o to, aby się dowiedzieć czy też on szlachcic? Ktoś
z familii pisał o tę wiadomość do francuza znajomego w tejże
okolicy zamieszkałego, gdzie m ieszkała rodzina polaka. Fran
cuz odpowiedział: iż jeżeli on nosi koszulę na spodniach nie
wątpliwie jest chłop, bo tu taki zwyczaj, a jeżeli przeciwnie,
to szlachcic.
419
rzadko kiedy z futra, ale zawsze prawie z sukna białego
lub czarnego robię.
Mówiliśmy dotąd o ubiorze chłopów zamożniejszych któ
rych liczba nie jest liczniejsza od uboższych; o tych ostat
nich teraz nam nadmienić wypada. Widocznie różnią się
od nich ubiorem, ani nawet na dnie świętalne nieodmieniają ubrania; chodzą pospolicie w sukmanach z sukna
czarnego niekształtnie zeszytego, nigdy prawie inaczćj tyl
ko we trzy bryty, a. rękawy mają o jednym szwie; niektó
rym nawet i na takie sukmany nie wystarcza; kupują przeto
stare na jarmarkach lub u bogatszych, albo też mają tylko
parcianki, to jest odzienie z najgrubszego płótna uszyte.
Płótno na takie odzienie mają czynowate, to jest w kształ
cie dymki tkane. Nie mają na zimę dostatnich dobrych ko
żuchów, ale również kożuszki, stare, zużyte i krótkie, któ
re handlarze od bogatszych jako nieużyteczne, albo też od
dworów z grabieży leśnych, to jest za szkody w lasach za
brane, bardzo tanie, hurtownie kupują naprawiają, łatają,
oczyszczają, i uboższym włościanom na targach i jarm ar
kach po kilka złotych przedają. Takie tó kożuszki nie wiele
warte pod odzienia podwleczone, tyle prawie dać mogą
ciepła ile każda skóra obnażona z wełny. Czapki mają
z sukna czarnego, takiego samego jak sukmany, a czasem
ze starzyzny zrobione; w Jecie noszą kapelusze ze słomy
żytniej plecione, którym nigdy porządnego kształtu ani
podszewki nie dają. Zamiast butów noszą łapcie czyli postoły ż kawałka skóry zrobione, które sznurkami na odnucze okręcanemi, przymocowują do nogi. Niektórzy mają
420
nawet postoły z łyka nadartego z drzew lipowych, wiązo
wych i łoziny, ztąd ich obówie prawie nie różni się od
obuwia włościan litewskich na Polesiu, mianowicie pod Pu
szczą Białowieską. Są nawet niektórzy, tak do tego obu
wia przyzwyczajeni, że się im zwyczajne obuwie skórza
ne prawie dziwacznóm wydaje. Niektórzy zaś podszywają
postoły podeszwą skórzaną.
Kobiety prawie wszystkie, mniej więcój jednakowo się
ubierają, różnią się jednak ubiorami po niektórych okoli
cach jakoto: na Powiślu około Nowój Alexandryi. Tam
zamężne kobiety, noszą porządne spódnice bawełniane bia
łe w grube paski czerwone i nieobcisłe gorsety; koszule
mają z przebielonego płótna, które są tylko do połowy
to jest do staniku z takiego płótna białego, a od stanu po
kolana, doszyte jest płótno grube nawet niewybielone;
na szyi paciorki czerwone z laku, lub bogatsze kobiety
noszą prawdziwe korale, albo też bursztynowe paciorki,
przy których wieszają czasem medale z wizerunkiem świę
tych, a na piersiach i plecach przewieszają szkaplerze.
Na głowie chustki perkalowe czasem tylko kolorowe, a
nawet niektóre pod chustki podwlekają koronki proste
które z pod nich wyglądają, jak gdyby i czepki pod chu
stkami nosiły. Pończochy noszą wełniane białe, albo też
niciane i trzewiki na dość wysokich obcasach. Na wierzch
odzienia kładą sukmanki krótkie z sukna granatowo - sza
firowego, w zimowój porze często barankami podszyte, i
z wyłogami z siwych delikatniejszych baranków. W innych
zaś okolicach, a szczególniej ponad granicą austryacką i nad
421
Bugiem, kobiety zamężne ubierają się w spódnice szorcami zwane, to jest z płótna mającego osnowę lnianą a weł
niany wątek, albo też w spódnice zwane malowankami,
to jest z płótna zwyczajnego nieco cieńszego i pomalowa
nego na niebiesko, a rzadko kiedy na zielono, które się
na tablicach drewnianych, zwykle przez majstrów żydów'
po miasteczkach w różne pstre i drobne kwiaty drukuje,
i kosztuje bardzo tanio; niektóre noszą proste płócienne
spódnice z płótna prawie nic niewybielonego. Koszule ma
ją grube lecz jednostajne. Na szyi paciorki szklanne z me
dalami u nich wiszącemi, a czasem nie noszą żadnych pa
ciorków, tylko wszystkie prawie ozdabiają się w szkaplerze. Na głowie noszą albo chustki płócienne białe, albo
też czółka, to jest szerokie obrączki drewniane w płótno
obszyte z dnem płóciennem, częstokroć dziurkowanem i
odmiennem płótnem różowo farbowanem, podbite, przytem czółku z tyłu wisi fontaż płócienny w kształcie prze
wiązanego ręcznika. Trzewiki mają z bardzo wysokiemi
obcasami lub na korkach. Na takiej korki czyli obcasy,
szewcy biorą zwykle drzewo miękkie jak lipow e, topo
lowe lub wierzbowe; obrabiają stosownie na podkładkę
pod obcasy i poszywają skórą. Pończochy noszą zawsze
wełniane. Na wierzch odzienia biorą sukmany czar
ne tak jak mężczyźni, a na wierzch sukmany przyodziewają
się prześcieradłami we troje złożonemi z płótna bielonego;
w zimie chodzą w kożuchach jak mężczyźni.
Nie różni się prawie ubiór dziewcząt od mężatek, tylko
strojem głowy; w tych czółko podobne pierwszym, zamiast
422
tylko w płótno, jest jeszcze obszyte wstążkami kolorowemi, lub też jakim kolorowanym perkalem; czółko to nie
ma wcale dna, ozdabia się kwiatkami, rutą, czasem pió
rami pawiów, a z tyłu wisi blizko na łokieć długości
kilka wstążek różnokolorowych.
Ubiory dotąd opisane są jedynie świąteczne, w dnie zaś
powszednie chodzą jak się wydarzy, zawsze prawie w odzie
niu płóciennem. Ubogie kobiety poprzestają na najgrubszem płótnie, do podobnego odzienia użytem, a trzewików
nie m ają, lecz tak jak mężczyźni noszą łapcie czyli postoły.
Pościel bogatszych jest siano lub słoma na łóżku pła
chtą dobrze okryta, pierzyna obszyta w płótno średniój
cienkości i takież poduszki, które się na dzień cieószem i
białem prześcieradłem nakrywają. Ubożsi w swoich cha
tach poprzestają prosto na słomie lub grochowinach na
wet nie przykrytych, podkładając pod głowę'tylko worek
wypchany, a kładą się spać zawsze prawie w odzieniu ja
kie w dzień noszą, ^zasem nic nie ścielą słomy ani gro
chowin, i na gołych ławach boki odlegają.
IV.
Obyczaje włościan.
Charakter włościan ,pod względem obyczajów w tej
krainie, odznacza się szczególną prostotą. Wejście do cu
dzego domu lub chaty, poprzedza wyrzeczenie religijne:
423
„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! “ na które
miejscowi odpowiadają: „na wieki wieków amen!“ Tak
są do tego nawykli, że go używają wszedłszy do mieszka
nia żyda, powtarzają go równie przy każdem z kimkol
wiek spotkaniu się w drodze. Dalsze przywitania szcze
gólnej ze znajomemi zaczynają się od wyrazów: „jak się
macie? cóż tu u was słychać?“ odpowiadają sobie czasem
ironicznie: „jak o nas dbacie ! “ ,.kto nie jadł to nie mo
że dychać.“ Przechodząc około robotników mówić zwy
kli: „szczęść Boże na robotę!,, robotnicy zaś odpowiadają:
„daj Panie Boże, prosiemy do roboty!“ a przechodzący zno
wu mówią: „niech Pan Bóg dopomaga,“ Spotykając się
znajomi którzy zażywają tabakę, po krótkiej rozmowie,
traktują spotkanych tabaką, a to znaczy przyjaźń i przy
chylność. Nagląc traktowanego niechętnego do zażycia
zwykli'mówić: „Ma lada diabeł w nosie kręcić, niech le
piej kręci tabaka.“
Przy rozmowie w sąsiedztwie i w stosunkach rodzin
nych, częstokroć bezwzględnie na nierówność wieku i po
winność czci dla starszych, szczególniej w Rusi używają:
ty, ciebie, tobie, twój, zaimków osobistych poufałych; dla
nieznajomych i starszych wiekiem lub jakiem wyższem
w ich towarzystwie znaczeniem, używają tych samych za
imków w liczbie mnogiej: ,,w y, wasze,“ zkąd zapewnie
poszedł następnie wyraz: waszeć! toż samo i w słowach
używają przy wyrażeniu się liczby mnogiej, naprzykład:
„widzicie, słyszycie i t. d. Dla osób z klassy wyższój, al
bo przynajmniej ubranych po pańsku, (jak to mówić zwy-
424
kii) tudzież dla swoich panów , namiętnie są przyzwycza
jeni do pokłonów i czapkowania czyli odkrywania głowy
przy każdem spotkaniu; w czasie rozmowy zawsze stać
zwykli z odkrytą głową i pod tym względem są tak uni
żeni, że nawet choćby im kazano, nieradzisą nakrywać gło
wy czapkami lub słomiannymi kapeluszami (7). Ró
żnią się wielce w tym mieszkańcy nadwiślańscy a szczegól
niej w okolicy Nowej Alexandryi i Kazimierza, na któ
rych znać więcój cywilizacyi.
Pcftnimo takiej uniżoności i czapkowania powszechnie
prawie są niesforni i nieposłuszni włościanie, a raczój są
nieprzychylni dla rozkazujących. Wszystko jest dla nich
(1)
W Krakowskiem i Sandomierskiem kmiecie zdejmować
zwykli czapki, tylko przed swojemi panami, na których gruncie
są osiedlonemu Nie podobało się raz obcemu przejeżdżają
cemu obywatelowi, że chłop przed nim nie zdjął czapki. Jakby
chciał go do tego zmusić, w szczął z nim oko w oko rozmowę.
»Zkądeś ty chłopie? On na to: »z tej wsi co nad wodą wisi«.
Pan: »A czapka zkąd?« On: »1 czapka z tamtąd dobrodzieju!«
potrząsnął głową, a czapki nie zdjął. Chciał obywatel potem
z niego żartować i rzekł: »a głęboka u was wóda?« On: »na
samym dnie woda leży.» Pan: »ale ja się nie o to pytam,
tylko czyby tam chłop utonął?« On: »o ho! i szlachcicaby
diabli wzięli«. Pan: »kto u was we wsi najstarszy?« On: »jest
tam stara Maćkowa co ma 107 lat, ona jest najstarsza«. Pan:
»Ale nie o to chodzi, tylko kogo słuchacie?« On: »o to panie
stary Jacek jak weźmie sw oje skrzypki a zacznie w karczmie
rzempolić, wszyscy się zbiegamy i słuchamy« Pan: »ale kogo
się boicie?» On: »jest stary byk we dworze, buhaj, a jak go
puszczają do wody w szyscy przed nim uciekamy«. Nie mógł
obywatel nic poradzić i odjechał.
—
425
przymusem; odrobienie pańszczyzny i powinności do grun
tu przywiązanych, powoływanie ich do uczynności dla do
bra ogólnego, nigdy prawie nie może się obejść bez kary
przynajmniej niektórych, a jednak takich bardzo wielu
znaleść się może. Nawet do własnego osobistego dobra,
nie mają żadnych skłonności, ani proźbą ani groźbą do
tego ich zmusić nie można, a przykrą też jest rzeczą kara
cielesna której czasem użyć wypada. Jest to skutek i wy
pływ nieufności dla dworów i szlachty, z powodu doświad
czanej wielekroć niesprawiedliwości od głupich i niewyrozumiałych zawiadowców ludu; zdaje się nawet że od
nich, jak od wilkołaków stronić i chronić się usiłują. Nie
sązgodnićjszemi, sami pomiędzy sobą w sąsiedztwie; swary
i kłótnie u nich o lada drobnostkę, że kura (naprzykład)
przez płot sąsiada przeleciała, że się ciele w sąsiednićj
kałuży napiło, są dostatecznym powodem do zwady i prze
kleństwa, szczególniej u rusi na pograniczu: „Sztob tebe
czorny Boh ubił! sztoby na tebe czorna hodyna pryszła,
sztoby na tebe czorny diw pryszoł“— a na Powiślu: ,»bo
daj cię licho porwało, bodaj cię wszyscy diabli porwali,
a bodaj cię piorugy ubiły, a bodaj cię Matka Boska skara
ła “ są to wyrażenia przekleństw.
Do nieobyczajności znamienującej naszych włościan po
trzeba policzyć pijaństwo, szczególną wadę która nietylko
że ani z czasem ani z postępem ich ubóstwra nie ustaje, ale
owszem zdaje się, że się wciąż pomnaża. Szczególne po
mysły mechaników i rządzców dóbr ziemskich wprowa
dziły nietylko doskonałość ale i obfitość wódki ze zboża
55
426
i kartofli wyrabianej, a ztąd powstała taniość, która jest
ponętą dla ludzi chcących chwilowćj rozkoszy z opilstwa
i zadowolnienia zmysłowości. Ubiegają się o przyprawę
trunku aby był powabniejszym; zniżają ceny nad sąsiednie
aby nie tylko w swoim obrębie, ale i obce ubieganie się
pijaków ściągnąć dla swych korzyści; uwierzyli ślepo w kwa
terkę, jakby to niebyło tysiąc innych sposobów, do korzy
stania z rolnictwa i rolniczego przemysłu. Przeto już dzi
siaj chłop polski w porze w którój przecie swoje zbiory,
do stodoły złożył, w której z ogrodu do miast i miasteczek
ogrodowizny swoje wywozić może, niemyśli o niczem
tylko jedynie o tern, zkądby mógł dostać za produkta kilka
groszy wystarczających jego pożądliwości do wódki. Za
pomina wtenczas tylu prac i zachodów około wyprowa
dzenia płodów ziemnych w czasie wiosny i lata, tylu
przykrości i znoju, które w przeciwnym razie podwoić lub
potroićby mogły ich wartość, przedaje one za bezcen, by
le się tylko upił i chwilowo ucieszył, a ztądto następuje
zniszczenie, źródło ich smutnej niedoli. Szczególniej pod
tym względem pomagają ich chęciom przebieglejsi i sta
ranni żydzi, jeżeli sobie gdzie konseąs (pozwolenie) na
szynk wyrobić mogli. Kładą tam prawie monopol na ro
zum i na kieszeń biednego chłopka, a okolice też ohydą
i zdzierstwem do największego zubożenia prowadzą. Rząd
cy majątków ziemskich dozwalając osiedlenia po wsiach
żydom, przez ich wpływ, na wyścigi prawie pomiędzy so
bą, poniżają moralność chłopów, wystawiają na ich zgubę
przepyszne gorzelnie i karczmy jak gdyby pałace, jak gdy
—
427
by dla tego, ażeby, tym szczególnego rodzaju przepychem,
usprawiedliwić chcieli potomności, że okradają teraźniej
szość dla spodlenia i zubożenia przyszłości.
Złodziejstwa wzajemne, kradzieże aż do widocznego zu
chwalstwa posunięte, a w tym względzie, szczególniej się
ich dowcip odznacza. Niemasz prawie dnia i nocy, w którejby na pograniczu nie zdarzył się jaki przypadek kradzie
ży. Przyzwyczajeni do kontrabandy i frymarczenia, prze
chodząc wzajemnie granice, oswoili się nawet prawie
z jawnością występku; ten ukradł jednej nocy sąsiadowi
konie, sąsiad jutro nagrodził sobie kradzieżą wołów lub
komory drugiego, ą inni sąsiedzi z obojętnością patrzą,
albo co większa, podziwiają się tylko nad śmiałością lub
zręcznością złodziei.
Wypasają sobie łąki i pola wzajemnie, albo wyrzynają
niedojrzałe trawy i zboża; niedojrzeją równie u nich w są
siedzkim ogrodzie owoce, bo je zazdrośna i łaskawa ręka
sąsiedzkich dzieci, zbyt wcześnie poobrywa.
Takie to są okolice niektóre i takiemi są niektórzy wło
ścianie; sami pomiędzy sobą nieprzyjaciele, nie zostawiw
szy dla siebie ani dla swoich dzieci przykładów moralno
ści i wzajemnego bezpieczeństwa, z boleścią wyznać przy
chodzi, gotują sobie i swoim następcom coraz smutniejszą
przyszłość (2).
(2)
Niedawno obostrzony strażą pas graniczny w polsce,
wzbrania włóczęgostwa nad granicą a przeto nieco ochrania
od szkód jakie wyrządzają nadgraniczni złodzieje.
Gorzej dalego kradną włościanie na Podolu i Ukrainie;
428
Y.
Zwyczaje i zabawy.
Zwyczaje ludu prostego zachowały coś w sobie z od
ległej starożytności, a pod wielu względami one są jedy
nym odcieniem ich charakteru i usposobienia. Smutnie
wprawdzie przepędzają czas wiosenny i pierwszą połowę
lata jako czas przednówku, głodu i niedostatku w domu;
coraz jednak wracają do wesołości i uciech w końcu lata
i w początkach jesieni, kiedy zbiory zboża i ogrodowizny
stawiają ich w możności, wystarczania jakimkolwiek po
trzebom.
Porządny gospodarz włościanin zebrawszy gromadkę
swojej czeladzi i najemników z sierpami, na uginające się
za powiewem wiatru zagony; dobywa z zanadrza czyli z za
pazuchy flaszkę z gorzałką, nalewa czarkę i przepija do
tam cały pokos owsa nie doleży na polu, bo przejeżdżający za
biera na wóz jak swoje; nie doliczy się gospodarz snopków,
na polu kradną sobie owce i woły, a nadewszystko konie.
Dworska własność powszechnie nie je st szanowaną i mają to
przekonanie: »Szczo panowe to imużyckie, a szczo mużyckie
to ne panowe«. W niektórych okolicach polski gdy u kogo wi
dzą długą stopę mówią że »ma nogę ja k upodolskiego zło
dzieja,« Na Podolu mówią zaś że: »m anogęjaku Poliskiego złodzieja .« Niebrakuje złodziei w obu tych krainach. Kto
ma długie palce u rąk, mówią że: ^ma ręce jakby w Łowiczu
b y w a ł y wiadomo że tam dobrze kradną na-jarmarkach.
429
przodkującój żniwiarki lub do pierwszego z robotników
z wyrażeniem: „szczęść Boże“ ; — a ten lub ta żniwiarka
odpowiada: „daj Panie B o ż e !“ — potem reszte wódki
z kieliszka wylewa na zagon, nakształt dawnych libacyi
bogom oddawanych, i wszystkich innych robotników wód
ką obdziela. Tego samego dnia wieczorem, powróciwszy
z pierwszym snopem żniwiarze, powtarzają kieliszki u go
spodarza, jedzą chleb, ser i co im Pan Bóg dał, a uczta
takowa, jakkolwiek skromna, nosi nazwisko „zażynki.“—
Huczniejsze jednak są podobne zażynki we dworach gdzie
liczba robotnika jest wielka, i te częstokroć odbywają się
przy śpiewach i muzyce, a kończą na tańcach.
Kiedy już wszystkie zbiory oziminy z pola zebrane zo
stały, dwie nadobniejsze lub więcój od innych śmiałe
dziewczęta, ubierają się w wieńce z kłosów pszenicy i ży
ta, które stroją* w barwinek, jagody, kaliny, jarzębiny i
nasienne bukiety trzmieliny, a otoczone przez mnóstwo
innych dziewic i parobków przy śpiewach stosownych do
okoliczności, przez nich samych układanych lub impro
wizowanych i częstokroć z muzyką spieszą wraz z zacho
dem słońca na „ dożynki“ do dworu. Wtenczas to Pan
i Pani przy wzajemnych życzeniach błogosławieństwa Bo
skiego i używania w zdrowiu darów niebieskich, odbierają
od dziewic ubarwione wieńce, które one skłoniwszy do
nóg Państwa swe głowy, bez dotknięcia swoją ręką od
dają. Czasem jednak Państwu same na głowę wieńce
wkładają, a ci z niemi w pierwszą parę tańcują. Państwo
błogosławiąc dziewice, dają im po kilka złotych do ręki
430
lub zręcznie i z uprzejmością przy dowcipnych życzeniach
wrzucają im w zanadrze, albo w przypasane fartuszki.
W niektórych okolicach państwo odbierając wieńce po
dają dziewczętom farfury lub półmiski, na środku któ
rych kładą wprzódy po kilka złotych; a wtenczas każda
dziewczyna składa ręką wieniec a pieniądze zabiera.
Zresztą każda okolica ma jakieś szczególne i właściwe
sobie zwyczaje. Pieniądze te jednak nie są wyłączną wła
snością żniwiarek, które wieńce przyniosły, ale część
tylko znaczniejszą zatrzymawszy dla siebie, podzielają re
sztę pomiędzy inne żniwiarki. Po oddaniu wieńców za
czyna się uczta dożynek. Piją wtenczas wódkę, piwo
i miód, które państwo dawać zwykli — jako też jedzą
chleb i ser, tudzież wkońcu rozrzucane pomiędzy wszyst
kich jabłka i gruszki, jeżeli to się dzieje w późniejszej
dojrzałej porze, a podochoceni i rozgrzani wódką i piwem,
przy odgłosie muzyki, która się zazwyczaj składa tylko ze
skrzypców i basetli, tańcują do upadłego. Uczta podobna
jeżeli czas po temu nigdy prawie przed północą nie koń
czy się, częstokroć trwa do dnia białego ; rozchodzą się
wysławiają chojność swego państwa, a złorzeczą ekono
mowi i dworskim, do których jakiekolwiek wewnętrznie
czuli urazy; miotają na nich obelgi przez całą drogę idąc
do domu, a trzeźwiejsi zbierają po drodze pijanych i za
spanych sąsiadów i krewnych.
Zasiewki i dosiewki to jest początek i koniec siejby,
mają także w nich swoje zwyczaje, przy których równie
potrzebują wódki i uczty zjedzenia, chociaż wprawdzie nie
431
tyle jak przy zażynkach i dożynkach. Na obsianych zago
nach rozrzucają po zabronowaniu tu i owdzie po trochu
dorodnej słomy ze zboża takiego jak obsiali, z przekona
nia, aby takież zboże po obsianiu urodziło, a to się dziać
zwykło najpowszechniej w Rusi.
U Rusi po zasiewach zaczynają się prażniki: są to od
pusty Kościelne w taki czas wybrane przez duchowień
stwo z dawnych wieków, kiedy roboty w polu ustały, i gdy
włościanie mają produkta i owoce ziemi gotowe do uży
cia na uczty prażnikowe. Schodzą się na prażniki zewsząd
o mil kilka do Kościoła, w których szczególniej obrazy
świętych są cudami słynące. Najważniejszy uważają prażnik na Pokrowę, to jest w dzień święta Opieki Matki B o
skiej. Nie wszyscy jednak włościanie wychodzą na prażniki
z czystego zamiaru i dusznego po wołania; większa ich
część idzie po to, aby się przypatrzyć ucztom, jakie pod ów
czas trwać zwykły w poblizkich karczmach po dwa i po
trzy dni, które nazywają : „P o p r ą i n i c z a m i W czasie
prażników bogatsi gospodarze, składają na boczne ołtarze
w Kościele ofiary jakiemi są: chleb, ser, pierogi, barani
na, kiełbasy, włókno lnu i konopi, płótno, miód, wosk,
łój, a nawet wódka lub inne napoje, które ksiądz miej
scowy zabiera, a zawsze prawie w takiej ilości i obfito
ści, że ztąd jego zapasy spiżarniane na długo wystarczają.
Na prażnikach a szczególniej na Pokrowę odbywają się
modły, aby dziewki dorosłe za mąż powychodziły. Przy
tańcach i hulankach w karczmie po prażniku, powszech
nie u dziewek i parobków zabiera się bliższa znajomość
432
i zażyłość, i często poznać można który się ma i do której
dziewki.
Pod jesień kiedy już wszystkie zboża sprzątnione zosta
ły, i kiedy ostatki wykopują kartofli, nakształt dawnego
święta i uroczystości Kupały odprawiają: „SobótkiS* —
Wtenczas to pasąc swoje trzody bydła i owiec, parobczaki i dziewki rozkładają ogień szeroki, albo też usta
wiają kopiec z drzewa osypany ziemią, w kształcie takie
goż kopca węglarzy, podpalają z pod spodu, przepijają
zdrowie drużyny wódką, grają, tańcują, śpiewają i przez
ten ogień skaczą. W ognisko do upalonego popiołu i pia
sku zagrzebują orzechy, lub dzikie kasztany świeże, gdzie
je n ie c mogą, a rozprażone jądro rozsadzając skorupę i
strzelając jak z pistoletu, rozrzuca węgle i popiół na ró
żne strony, a ztąd obecni, układają rozmaite wróżby swo
ich przyszłości. Zwyczaj tych sobótek w tój krainie, już
teraz po większej części ustaje; albo też nie ma cechy tój
uroczystości,jaką w innych okolicach Polski niedawno wi
dzieć i natrafiać można było.
Po pierwszych omłotach, po zasiewach, po wykopaniu
kartofli i obrządzeniu kapusty które zazwyczaj stanowią
najpierwsze pokarmy włościan w czasie zimy, młodzieńcy
i dziewczęta zwykli się zabierać do stanu małżeńskiego;
do czego szczególniej ich nakłaniają chętni rodzice i swa
ty. Rodzice w takim razie nie są wcale względni na wza
jemną ich miłość, albo przynajmnićj na znajomość i zaży
łość młodych pomiędzy sobą, ani też przestrzegają ich wza
jemne skłonności; owszem zdaje się że tylko w stosunku
433
woli rodziców, krewnych i sąsiadów, otwierają swe chęci
bez wyrachowania, bez uczuć i bez celu. Przed oże
nieniem młodych poprzedzają swaty. Jest to szczególna
czynność starszych lub dojrzałych ludzi, których potem
młodzi albo błogosławią albo też przeklinają po ślubie.
Swat i swatowa, są to figury bardzo przedewszystkiem
znaczące. Przynajmniej tygodniem wprzódy pan młody
chodzi ze swoim ojcem do swata i do swatowej dość póź
no wieczorami, po trzykroć, a za każdy raz flaszkę wódki
przynieść powinien na poczęstne. Wtenczas to przepija
jąc sporym kieliszkiem, który ojciec młodzieńca dobywa
z zanadrza, na szczęście, na zdrowie, naradzają się o przy
miotach panny młodój (nazwa dziewicą z którą młodzieńca
połączyć pragną), a trzeciego wieczora zupełnie rzecz koń
czą. Kiedy się porządnie odbywają swaty, po trzecim
wieczorynko, nazajutrz rano, stawając. przed swatami ojciec
i syn z flaszką gorzałki, dostają od swatów śniadanie: chleb,
ser, masło, a czasem mięsiwo wieprzowe, jak naprzykład
kiełbasę. Czasem swaty odbywają się z rana, a wtenczas
swatowie są obowiązani do gorzałki dodawać także prze*kąskę czyli śniadanie, swoim własnym kosztem; po ostatniej
zawsze prawie stanowczej rozmowie, idą wszyscy na zwia
dy. Swat i swatowa biorą sami swoim kosztem po jednćj
flaszce gorzałki, i przychodzą do domu przyszłej panny
młodej, która zazwyczaj zawsze się wtenczas za piec cho
wa. Pochwaliwszy Pana Boga, przywitawszy rodziców
panny młodój, pozdrowiwszy krewnych i sąsiadów, swato
wie mają przemowę, stosowną do okoliczności, a czasem
56
434
połączoną z naiwnym dowcipem: „Szukamy tego, cze
gośmy nie zgubili. Chcemy się zapytać czy wasza jałoszka
nie tęskni do byczka ? Czy nie macie towaru na przedaż,
który młody kupi i dobrze zapłaci; kupisz nie kupisz, po
targować nie zawadzi.
„A gdzież wasza Antosia ?
„Co ma u nas ktosia!“ — albo też:
„Witajcież nam sąsiedzie,
„Gość tu do was przyjedzie,
„I coś z domu wywiedzie,
„Niechaj mu się powiedzie.
„Witajcież nam sąsiadko,
„Skończymy tu na gładko;
„Dajcie tylko kielicha,
„Pan młody się uśmiecha“ .
Wszakże podobne rymowanie improwizowane na zwia
dach, jest więcej odznaczającem się na Powiślu, niżeli na
Rusi. Odpowiedzi na zapytania zdarzają się równie do
wcipne w miarę wzajemnych chęci teściowej i teścia,
zawsze jednak bywają więcój poważne, a nigdy się nie
odznaczają płochością i lekkomyślnością; często nawet
żadnych, lub bardzo krótkie dają odpowiedzi. Swatowie
zaspokojeni, krótką lecz stanowczą odpowiedzią rodziców
przyszłój panny młodej np.:
„Znaleźliście co szukacie,
„Niedaleko w naszój chacie;
„Czas do baranka owieczka,
„I do chłopaka dzieweczka.
435
„Choć nasz towar nie dość tani,
„Ale go nikt nie pogani,
„Kupcie, jeśli zapłacicie,
„Ucieszym się wyśmienicie“.
Przepijają zdrowie rodziców, a potem panny młodej,
która naówczas jeżeli młodemu sprzyja i chętnie chce iść
za niego, wychodzi z tyłu pieca, odbiera kieliszek i traktuje
przekąską; dając chleb, ser, masło, jeżeli go m iććjnożna, i jabłka które starannie na tę uroczystość zacho
wywała. W przeciwnym razie panna młoda włazi za
piec i z tamtąd wyłazić nie chce. Swatowie czasem
odchodzą zniczem, a to się nazywa że młodzieniec „gro
chowy wianek“ odebrał. Jeżeli wyjdzie bez uporu i poda
kieliszek, jest od razu znak zgody. Zazwyczaj takie zwiady
odbywają się wieczorem w sobotę, i gdy się strony wza
jemnie zgodzą, zaraz następnćj niedzieli dają na zapowiedzie do kościoła. Nie ma u nich zaręczyn. Przed
samą ostatnią zapowiedzią po której ślub , ma nastąpić,
panna młoda z przybraną druchną, obchodzi sąsiadów,
krewnych, znajomych i mniój znajomych, a nawet wstępuje
do poblizkich dworów i dworków i prosi o błogosławień
stwo, skłaniając się do kolan każdemu, kto się tylko na
darzy. Druchna jednak wprzódy się kłania jak panna
młoda, ona jest tak jak przewodniczką. Po ukłonach
i odebranem błogosławieństwie, następuje prośba o wspo
możenie na przyszłe gospodarstwo młodych, a zwyczaj
ten tak jest upowszechniony szczególniej u rusi po nad
granicą Austryacką, że nawet i możniejszych gospodarzy
336
córki natrętnie wymagają wsparcia przez swoje śmiałe,
wprawne i wymowne druchny; wtenczas to włościanie
dają: zboże, okrasę, włókno, len i konopie, kawałki płó
tna albo czasem leguminy. Odmówienie natenczas datku
jakiegokolwiek, bardzo źle uważają a nawet niebłogo-*
sławieństwo Bozkie ztąd sobie wróżyć zwykli. W oko
licach Hrubieszowskich oboje nowożeńcy przed ślubem,
szczególniej w dnie świętalne, stoją przededrzwiami ko
ścioła i kiedy ludzie mają wychodzić do domu, na wszy
stkie strony łapią ich za nogi; a to odbywają tak prędko
i starannie że nie radzi nikogo opuścić. Kłaniając się
mówią: „proszę o błogosławieństwo! proszę o błogosła
wieństwo“ a proszeni odpowiadają: „niech Pan Bóg bło
gosławi.u Grzeczniejsi są jednak w tych okolicach, bo
do tych próśb, nie łączą natrętnej prośby o wsparcie. Po
ślubie według obrządku kościoła dopełnionym, następuje
wesele. Już poprzednio zgromadzeni sąsiedzi, i krewni
z grajkiem (zazwyczaj o jednych skrzypcach a czasem
z besetlą), którzy ich odprowadzali do ślubu, biorą na
furę pomiędzy siebie nowożeńców, a wracając do domu
(jeśli się zdarzają po drodze) do każdćj karczmy
wstępują i piją; śpiewają wtenczas stosowne do oko
liczności piosenki, które powszechnie są improwizowane
bez ładu i kształtu, w miarę ich pijanego chumoru;
grajek wciąż przygrywa. Zajeżdżają do chaty rodzi
ców panny młodej, gdzie następuje uczta składająca się z gorzałki, pierogów, korowaju i sera, a bogatsi dają
nawet mięsiwo i po jedzeniu piwo. Korowaj jednak jest
437
więcój oszczędzany jak pirogi, które łakomie zjadaią i służy
szczególniej do ceremonij, a mianowicie ten, który swatowa nowożeńcom ofiarowała na wesele. Jest to bułka
pszeniczna, z grubej tylko pszesianej mąki upieczona bez
żadnego prawie starania, bez drożdży, i dla tego właśnie
jak oni mówią ma czasem ,,zakalec na palec“ (1). Jest
jednak korowaj ozdobiony plecionkami ciasta lub okrągłemi gómułkami, które są na wierzchu poprzylepiane
w rozmaitym kształcie; ozdobiony jest równie barwinkiem,
łodygami jagód borusznicy, jagodami kaliny lub jarzębiny,
albo jeśli pora właściwa różnemi kwiatami. Na bogatszem weselu mają po kilka korowajów, obchodzą domy
znaczniejsze i bogatsze i tam jako dar z wesela po jednym
oddają. Korowaj wtenczas bywa niesiony przez druchnę
w towarzystwie młodzieńca z wieńcem z piór kogucich,
z tasiemek i wstążek, z barwinku i tym podobnych stroi
ków'na gałązkach drzewa przybranym, który to wieniec
trzymając w jednóm ręku, młodzian wpół podpiły, przy
(1) Zakalec; tym wyrazem nazywają ciasto przy spodniej
skórce chleba osiadłe niesuszone i niedopieczone, ta k , że
czasem bywa »zakalca na dwa palca« w takim stanie chleba
upieczonego, skórka zwierzchnia powszechnie odstaje, a
natenczas jeszcze nazywają taki chleb odsiedziały. Dziewka
mając w gościnie parobczaka traktowała go chlebem i serem,
a chleb był odsiedziały. Parobek chytrze pochlebiał, że lubi
taki chleb, w którym zakalec na palec, (lubo taki chleb za
zwyczaj wcale niesmaczny, a nawet niezdrowy). Prostodu
sznie dziewka odrzekła, że ten chleb nie ona lecz matusia
upiekli, a chwaliła się dla przypodobania parobkowi, że jak
-ona przecież sama piecze, bywa »zakalca na dwa palca«.
438
grajku tańcuje, i sam się w różne strony kręci i wywija.
Zwyczaj ten z korowajem jest nietylko w tych stronach
u Rusi zachowywany, ale podobnież w Litwie, na Woły
niu, Podolu i Ukrainie. W esele na którym w porządku
przewodniczy starosta i starościna, a których charakter
przybierają albo starsi wiekiem włościanie ze wsi tój samój, albo po ślubie zazwyczaj swat i swatowa nietrwa
długo w chacie rodziców panny młodej; chyba wtenczas
jeśli chata przestronna i dla gości jest dość miejsca.
Chętnie wszyscy przy grajku i śpiewach udają się do swojój karczmy, i tam tańcują do upadłego. Taniec ich jest
wprawdzie podobny do mazura (bo nawet nigdy nie
tańczą poloneza i krakowiaka) lecz niezgrabność w tańcu,
brak życia i ruchu, lekkości i zwinności, nietylko że nie
robi żadnego wrażenia na widzach, ale świadomi wesel
szych okolic Sandomierskich i krakowskich albo Mazo
wsza, od pierwszego razu widząc tę bezkształtną kołowaciznę, tańcem niedźwiedzia nazywają. Przy tem weselu
piją bez umiarkowania, niezachowują żadnój kolei i po
rządku, ale jak się który dorwać może do flaszki i kie
liszka. Popychania, bicia się nawet zdarzają się przy
huczniejszych weselach bardzo często, a zwykli jeszcze
przechwalać się z pamiątek podobnych wesel, których
piętna noszą na głowach i twarzach albo na rękach
potłuczonych i kulawych nogach.
Przysłowie jest
u nich:
„To mi gody!
„Gdy pamięta stary, co ucierpiał młody“.
439
Godami bowiem nazywają czas wesela, a że te
zwykle, częściej bywają pomiędzy nowym rokiem a wiel
kim postem a niżeli po siejbie przed adwentem; ten
przeto szczególniej czas w roku także się „godami“
nazywa. Adwent zaś czyli u Rusi Pilipówka nazywa
ją: „Przed gody“ następuje czas wielkiego postu
„po godach‘;. Wesele trwa zazwyczaj przez trzy dni;
a bogatsze wesela nawet do tygodnia; a im dłużej
trwa wesele, tern więcej jest pijatyki, kłótni, zwady
i bitwy. W czasie wesel oczepiny panny młodej, nie
mają koniecznych obrzędów; jednakże po pierwszój nocy
u Rusi, starsze mężatki śledzą młodą mężatkę, cieszą
się gdy jest usprawiedliwienie że była prawdziwą dzie
wką, a wtenczas dają jej przepaskę czerwoną przez czo
ło, jako chlubny znak jej prawości. W takim razie
ożywia się wesołość powszechna, a nowożeniec i jego
rodzice obowiązują się przez natrętnych sąsiadów do
podarków dla młodej mężatki i do solenniejszej uczty
dla gości.
Do zwyczajów wiejskich można także policzyć chrzci
ny i pogrzeby. Szczęśliwy chłop którego żona powiła
mu dziecię, i że mu się przeto wydarza sposobność; spra
sza kumostwo i sąsiadów bez względu na stan zdro
wia matki nowonarodzonego dziecięcia i na potrzebę
dla niój spokojności, udają się do chrztu świętego,
a po odbytym obrządku kum, kuma i sąsiedzi gromadzą się
do ciasnej chaty, piją wzajemne ^zdrowie od rana
do wieczora, hałasują, a często się potem kłócą i
440
biją (2), Spokojniej jednak odbywa się pogrzeb, lubo od
czasu zapalenia przy zmarłym gromnicy i lampy już
wódka musi być w pogotowiu na stole, którą każde
go przychodzącego i odwiedzającego ciało zmarłego, po
kieliszku traktują. Po pogrzebie gromadzą się tylko
„ bratczyki“ to jest usługujący ze światłem i chorągwia
mi, tudzież: krewni, kumowie i bliżsi sąsiedzi do chaty
pozostałego wdowca lub wdowy; wtenczas odbywają
stypę, jedzą i piją wysławiając cnoty pochowanego
gospodarza lub gospodyni, bo o występkach gadać im nie
wolno, a tej uczty dokończają w karczmie. Podobnież
czynią wrocznicę śmierci nieboszczyka krewnego, w który
to dzień zwykli odprawiać wprzódy żałobne nabożeństwo.
Dzień zaduszny równie też ucztą obchodzą.
W wigilię Bożego Narodzenia, dobra gospodyni już od
rana zaczyna gotować obiad z siedmiu potraw, a wszyscy
domownicy, wyjąwszy dzieci, ściśle zachowują post i nic
(2) Kumostwo włościan stanowi u nich jakby pewny ro
dzaj pokrewieństwa, dla którego mają szczególny szacunek.
Nigdy sąsiad dla sąsiada niezapomina używać svyrazu »kumie«
jeśli mu do chrztu świętego trzymał dziecko, albo jeśli pier
wszy trzym ał drugiemu. Stosunki takie obowiązują ich do
najściślejszej przyjaźni i stanowią wzajemny zaszczyt. Na
kumów wybierają sobie zwykle ludzi możniejszych (czasem
tylko swoich panów), mają zaś uprzedzenie religijne bardzo
słuszne, iż gdyby dziecię ochrzczone rodzice odumarli, ku
mowie zmarłych, czyli ojciec i matka chrzestni dziecięcia,
wychowywać go powinni i dbać o jego przyszłość równie
jak o własne dzieci.- Chrzestniak też winien ich szanować
jak. własne, rodzice.
441
—
jeść nie powinni aż do zobaczenia gwiazdy na niebie to
jest do wieczora czyli do zmroku. Wtenczas to gospo
darz, uściela garścią siana i na krywa stół obrusem, a
snop słomy prostój żytniej stawia w kącie chaty; bierze
opłatek (jest to znany rodzaj chleba pszennego cienko
pieczonego), i podając gospodyni łamie się nim na wpół
i wzajemnie część ułamanego od niej opłatka odbiera;
toż samo powtarza ze wszystkiemi domownikami, a za
nim równie podobny obrządek gospodyni domu odpra
wia (3). Po skosztowaniu opłatka i życzeniu długich lat
zdrowia i szczęścia, szczęśliwego pożycia w nowonadchodzącym Roku, napiwszy się wódki wszyscy razem zasiada
ją do uczty. Po spożyciu jej, wstaje gospodarz, zbiera
szczątki barszczu kapusty, grochu, gruszek gotowanych
i śliwek, grzybów, klusków z makiem, kuci, słowem co
tylko było na stole, zlewa na jednę miskę lub donicę,
drobi do tego chleb i sypie sól, niesie do obory
i każde bydle rogate szczątkami uczty po trosze ob
dziela, jak gdyby dla tego, ażeby mu Bóg błogosławił
jego dobytek (4). Tymczasem domownicy po sprzą-
(3) Przy łamaniu się wzajemnem opłatkiem w czasie W ilii,
życzą sobie włościanie udo s ie g o r o k u « czyli »do siego wieku«.
Dosia miała to być kobieta Dorota, która żyła lat stokilkadziesiąt i miała nietylko rześką starość, ale i chumor zaw sze
wesoły; a gdzie to było, niema pewności.
(4) W noszą włościanie, iż kiedy bydło a szczególniej
woły, gospodarz nakarmi szczątkami zebranemi po uczcie
z wieczerzy w Wigilią Bożego Narodzenia, tedy one w północ
zyskują mowę łudzą i przyszłość gospodarza przepowiedzieć
57
442
tnieniu ze stołu naczyń i obrusa, szukają pod sianem
leżącym na stole ziarna, jakieby się zaplątać mogło,
a jeżeli znajdą ziarnko owsa, jęczmienia lub żyta, wróżą
ztąd że na taki rodzaj zboża rok przyszły będzie
urodzajny; jeżeli tylko będzie nasienie siana, rok ma
być w siano obfity; siano z pod obrusa równie gospo
darz zabiera i po trosze bydłu swemu rozdziela. Potem
ze snopa słomy prostej w kącie stojącćj bierze pierwszą
garść, a obracając dolnym końcem, uderza nią w szcze
liny pułapu czyli ścieli, lub siostrzana czyli stragarza,
który na sobie belki dźwiga, albo też po za belki
w taki sposób: że kilka źdźbeł więźnie w szczelinach
i zawiesza się u sufitu; toż samo czynią wszyscy po
tem domownicy z podskokami i śmiechem , a tak
chałupa przybiera postać ubraną w słomę, na pamiąt
kę ubogiej stajenki w której się Chrystus w Betleem
urodził; szczątki słomy które w szczelinach nie uwięzły i upadły na «ziemię, zostają się przez całą noc
i przez cały dzień następny nie zamiecione, a dopiero
na trzeci dzień, wszystka słoma zmieciona i porządnie
zebrana wynosi się i ściele* pod bydło w oborze.
W niektórych chatach nie rzucają tak słomy ale tylko
mogą. Opowiadają, że pewnego razu ciekawy gospodarz chciał
się dowiedzieć swojej przyszłości; nakarmił szczątkami wie
czerzy i położył się w żłobie dla podsłuchania ich mowy.
W tern jeden wół się odezw ał:
»Leż gospodarzu w żłobie,
»A w krotce będzie po tobie«.
Jakoż gospodarz ten niezadługo życie zakończył.
443
stawiają w każdym kącie chaty po snopku przenicy,
żyta, jęczmienia i owsa, które po świętach także bydłu
w oborze po trochu rozdzielają, a to w przekonaniu,
że Pan Bóg będzie błogosławił urodzaje i dobytek;
zwyczaj ten jednak nie powszechnie jest używany.
Zaraz po jedzeniu w wigilią, niektórzy z włościan
mają zwyczaj próbować szczęścia; idą kraść tylko dla
żartu i różne psoty wyrabiają sąsiadom, jedynie dla
wzbudzenia śmiechu.
W tymże czasie niektórzy, idą do swoich sadów
i nierodzące drzewa owocowe obwiązują powrósłami
ze słomy, aby w roku następnym były rodzajnemi;
i tak się też zawsze trafia, albowiem drzewo które
w poprzedzającym roku nierodziło, w następnym jako
już wypoczęte urodzić musi.
Nazajutrz po Bożem Narodzeniu to jest na święty
Szczepan „każdy sobie Pan“ ; jest to odwieczne przysło
wie we wszystkich prawie okolicach Polski, spełniające
się przez wszystkich prawie służących włościańskich.
Wtenczas to wszystka czeladź opuściwszy chałupy swo
ich gospodarzy udaje się do karczmy, gdzie zazwyczaj
ich chwali albo obmawia, a gospodarze starają się
przez różne sposoby, a najczęściej przez traktowanie
wódką, przywabić ich do siebie i proszą ażeby u nich
przyjąć raczyli na rok przyszły właściwą służbę (5).
(5)
W niektórych wsiach (jak np. w Deszkowicach) w dzień
S. Szczepana na wieczerzę gospodyni gotuje barszcz dosko
nały z mięsiwem, nalewa na miskę i stawia na stół; gospodarz
444
Namówionym dają zadatek który się u nich nazywa
kolendą, a którzy rzadko kiedy 30 kopiejek przenosi,
a ten zadatek jest tak ważnym według przyjętego
zwyczaju, że kto go przyjmie znaczy tyle, jakby urzę
dowy kontrakt podpisał, i już od przyszłej służby
wymówić się nie może i żadne go względy nie
uwalniają, chyba tylko dobra wola gospodarza. Ta kolenda wcale się do zasług czyli do pracy za zasługi nie
liczy. Parobek według zwyczaju dostaje zasług pięć
do sześciu rubli srebrem, tudzież sukmanę, buty nowe,
i podszycie, czapkę, dwie koszul, dwoje spodni parcia
nych czyli płóciennych grubych, a to wszystko z zasłu
gami Rubli 10 lub 12 wynosi. W niektórych okolicach
dają parobkom w dodatku po parę zagonów na przysiewki, które sobie na swoją korzyść zbierają. Dziewki
w połowie, albo mało co więcćj jak połowę tego
biorą jak parobki, z różnicą jednak w odzieniu.
Nazajutrz po Bożem Narodzeniu a szczególniej
wieczorem, zbierają się w kilkoro niedorosłe dzieci,
mianowicie komorników lub uboższych gospodarzy,
pierwszy bierze łyżkę i wzywa czeladkę do jadła, mówiąc:
«pożywajmy co Bóg dał« a kto natenczas z czeladzi nie
przystępuje do miski i łyszki nie bierze, albo jeśli natenczas
uszedł z chałupy, to znaczy iż na rok przyszły .służyć już nie
będzie; ale ani gospodarz, ani parobek lub dziewka natenczas
żadnej wymówki sobie nie czynią i w milczeniu przeto na
stępuje zerwanie stosunków z gospodarzem. W tenczas to
ciekawi sąsiedzi dowiadują się, kto nie jadł barszczu i do
siebie już takich namawiają.
445
i podchodząc pod okna lub do drzwi możniejszych
mieszkańców, różnemi nie dobranemi głosy śpiewają
piosenki zwane holendami; a to są proste, dawne,
odnoszą się ku czci narodzenia Jezusa Chrystusa.
.Czasem nawet mają z sobą skrzypce, na których nie
wprawny skrzypek śpiewaną kolendę rzempoli. Po od
śpiewaniu kolendy mieszkańcy chaty wynoszą śpiewają
cym parę groszy, pierogi albo inne datki, które oni ze
brawszy pomiędzy siebie rozdzielają, ucztują w karczmie
i zbiorami swemi cieszą się. Kolendowanie takie każ
dego dnia, a szczególniej w święta powtarzają prawie
aż do Najświętszej Panny Gromnicznej. Przy tem
kolendowaniu czasem odbywają zabawki, jako to:
otaczania bałwanów ze śniegu, bicie się takiemiż lepionemi pigułkami i t. p.
Przy śpiewaniu kolend, widzieć można po niektórych
okolicach pokazywaną szopkę; początkowo ta szopka
musiała być naśladowaniem szopki Betleemskićj w któ
rej się Jezus Chrystus narodził; dzisiaj pokazywana
jest ta budowla na ręku, z domu do domu przeno
sić się mogąca, kształtnie jakby jaki pałacyk z cieńkich
desczek lub z tektury sklejona, różnym malowanym
papierem i obrazkami ozdobiona, we środku jej z jed
nej strony jest obszerny otwór a w głębi widać świe
ce palące się i całe wnętrze tej małej budowli oświecają
ce; przytem wyobrażenia Pana Jezusa leżącego w żło
bie, wołu, osła, trzech królów odwiedzających, i t. d.
Po odśpiewaniu kolendy przez noszących następuję zrę~
446
czna odmiana w szopce dekoracji. Dowcipny szopkarz
wysuwa z boków ścian na scenę różne lalki drewniane
lub papierowe. Obraca je, gada za nich, wyprawia różne
figle, wprowadza rozmowy częstokroć tak śmieszne
i naiwne, iż pierwszy raz widzący tak dobrze uśmiać
się może, jak na jakiej scenie komicznej teatralnój.
Sławny z dowcipu Szopkarz, jest czasem przez miesz
kańców bardzo poszukiwany, dla ubawienia zebranych
dzieci wiejskich. Na dzień Trzech Królów, zamiast
z szopką, chodzą szopkarze z gwiazdą papierową olejem
wysmarowaną, w środku której pali się świeca i daje
jasne światło na wystawie, istotnie w kształcie gwiazdy
o ośmiu lub sześciu promieniach od środka, a to czynią
na pamiątkę owój gwiazdy, która Trzech Królów do
Betleemskiój szopy doprowadziła. Dziwną jest rzeczą,
gdy czasem nawet żydzi muzykanci podchodzą z podobnemi figlami, grają na instrumentach i poprzekręcane
śpiewają kolendy (6).
Mniój więcój około dwóch miesięcy po Bożem Naro
dzeniu przypada znowu tak jak uroczystość, ostatek
zapust, czyli jak oni krócej mówią „Ostatki“. Są to
(6)
Chodzą po kolendzie żydzi muzykanci, którzy nietylko
grają ale śpiewają pospólstw u kolendy poprzekręcane; naprzykład żyd jeden śpiew ał:
»Przyjechali trzej królowie we czterech,
»Hej, hej! we czterech, we czterech, we czterech we czterech«.
Ktoś go zapytał: »a jak mogli jechać we czterech, kiedy było
trzech królów«? Na to żyd odpowiedział: »No! a przecież
furman był czwarty.
447
trzy dni poprzedzające post wielki; które inaczej po
spólstwo „Kusakami“ albo dniami szalonemi nazywa;
niedziela, poniedziałek i wtorek przed wstępną środą,
nazywają się k u se , podobno ztąd, że według tradycyi ewangelicznej: diabeł kusił Chrystusa; a ponie
waż wtenczas szczególniej na dobitkę zapust włościaństwo pije bez litości nad sobą, i przytóm powsze
chnie zdarzają się przypadki, wnosi ztąd że w te dni
diabeł ludzi kusić nie przestaje. Na powiślu młode
chłopaki i parobczaki przebierają się na tenczas, wywra
cając do góry futrem kożuchy, kładąc maski lub smo
ląc twarze węglami dla niepoznania, opasują się powró
słami, przyprawiają sobie sztuczne brody i biorą rogate
czapki, lub stare stusowane kapelusze, tysiączne płatają
figle chodząc po wsiach od chałupy do chałupy, straszą
nawet starszych, zarówno jak dzieci. Niekiedy ubierają
bahusa sadzając go na beczce, którą ciągną na sankach
i dawszy mu zamiast fajki, garnczek kwartowy osadzony
na kiju, wymagają od gospodarzy możniejszych jedzenia
i napitku, jakoby dla swojego bożka. Każdego zaś
wieczora włościanie tańcują do upadłego, a z wtorku
na środę do północy, to jest dopóty, dopóki dzwon
kościelny nie ogłosi zaczęcia wielkiego postu. Przy
kościołach bowiem bardzo pilnują tej godziny i w dzwon
wielki na zaczęcie postu dzwonią. Nie wszyscy jednak
po uderzeniu dzwonu rozchodzą się z karczmy do domu;
zostają tam jeszcze gosposie i niektórzy gospodarze;
piją, tańcują, hulają na „konopie“ czyli z przesądu aby
448
im się konopie dobrze rodziły, a taka hulanka jeszcze
we środę cięgnie się prawie do południa, a czasem na
wet do wieczora. Spiewaję wtenczas zaraz po uderze
niu w dzwon kościelny:
„Bywaj że mi zdrów mój miły zapuście!
„Cztery spery (*) w grochu były, a pięta w kapuście“.
W e środę wstępnę dziewkom i chłopakom, którzy się
upłynionych zapust nie pośpieszyli pójść za męż i pożenić,
podstępnie, zcicha i nieznacznie zamężne kobiety i żonaci
przyczepiaję z tyłu na szpilkowych haczykach klocki, aby
z tęd wzbudzić śmiech na widzach i pogardę noszęcych,
że kiedy nie chcieli dźwigać jarzma małżeńskiego, niech
dźwigaję klocki. Nie którym zamiast klocków, przyczepiaję
po trzy a nawet po pięć skorup całych z wydmuchanych
jaj kurzych, a to u nich jest daleko śmieszniejsze.
Po wielkim poście nadchodzi uroczystość Wielkiej Nocy.
W iele natenczas robię przygotowania „na święcone“.
U Rusi jest przesęd iż ze święconem wracajęc do domu
z kościoła, ten więcćj sprowadza błogosławieństwa, kto
wcześniej do domu wróci, dla tego więc aby tylko księdz
przygotowane jadło poświęcił, zabieraję wszystko z po
śpiechem na fury i co tylko konie wyskoczyć mogę, ściga
ją się do wsi wzajemnie. Widziano nieraz z tego powodu
przewracajęcych i nurzajęcych się w błocie wraz ze święco(*) Spera, sperka, jest słonina wieprzowa chuda.
449
nem, (7). Po południu w ten dzień Wielkanocy, chodzą
chłopaki i dziewczęta po wsi, przechwalają się pięknością
swoich kraszanek (są to jajka w farbie gotowane i zręcznie
upstrzone w różne kolory), a potem dobywając po jednćj
sztuce z kieszeni, próbują która mocniejsza, biją je nawza
jem sztorcem obracając, a ten którego mocniejsze jaje, ma
prawo zabierać słabsze rozbite. Niektórzy umieją suro
we jaja farbować tak jak gotowane kraszanki i z niemi
występują do bicia kraszanek gotowanych, a wtenczas
stuknięcie surowcem jajem rozbija go wprzódy i jajeczni
cą oblewa rękę trzymającego gotowane jaje, co wzbudza
śmiech powszechny z podejścia i figla.
Nazajutrz po Wielkiej Nocy to jest w poniedziałek
świąteczny, szczególniej na Powiślu panuje zwyczaj oble
wania się nawzajem zimną wodą, a to się szmigusem mo
krym nazywa. Gospodarze poważniejsi nachodzą domy ku
mów i sąsiadów, a przynosząc ż sobą wodę zimną w butel
ce, biorą za ręce płeć żeńską i oblewaią ich pałce bez
szkody odzienia i zdrowia, lecz potem płoche chłopaki i
dziewki leją się wzajemnie wodą pełnemi konewkami i
dzbankami, którą czerpają w lada rowie,, a ztąd powstają
gonitwy, swawole; czasem skaleczenia nawet.
Oblewania takie wzajemne powtarzać się mogą według
upodobania aż do Zielonych Świątek, a z tąd urosło przy(7)
Prędko wracając do domu ze święconem chłop omi
jając sąsiadów, wywrócił w błoto, w które upadło z kosza
i święcone prosie. Natenczas rzekł; «Jak eto zawsiudy swyna
do bołota!« zawsze świnią ciągnie do błota.
58
450
słowie:“ do Zielonych Świątek, można się lać wodą i w pią
tek“. Tak jak po Bożem Narodzeniu, dzieciaki zwykli cho
dzić pó kolendzie;równie też uboższe na Wielkanoc chodzą
po szmigusie; smigus znaczny datek jajka, piroga, placka,
kawałek mięsiwa lub coś podobnego ze święconego
dla tych biednych dzieci.
W Zielone Świątki nie wiadomo dla czego na szyby
okien przylepiają liście z drzew tu i owdzie; podobnie jak
to czynią żydzi przylepiając różne figury ludzi i zwie
rząt, zręcznie wycinane z papieru. Nadto klepisko czyli
polepę w izbach i sieniach wyściełają tatarskiem zielem,
(tatarakiem) świeżo na ten cel urzniętóm; podobno czynią
to tylko dla ozdoby swych chałup i pociechy, że do
czekali świeżój zieloności wiosny, lubo posypywanie ta
tarakiem ziemi w mieszkaniach odświeża powietrze i
wygubia owady.
W wigilią Świętego Jana Chrzciciela w całym fron
cie chałupy zatykają w szczeliny zielone gałązki z drzew
i ziół,; również zapewnie ma to jakiś związek z obrząd
kiem puszczania w ten dzień wianków na wodę, któ
ry zachowują gdzieindziej mieszkańcy nad wodni.
VI.
Przesądy i zabobony.
*fak śą liczne przesądy i zabobony włościan, że każda
okolica, każda prawie wieś, a nawet pojedynczo uważając,
każda prawie chata, ma sobie ięoś właściwego, coś
451
przywidzianego a dziady żebrzące i próżniaki, przywi
dzenia takie ubarwiać, pomnażać, roznosić, rozgłaszać
i upowszechniać zwykli. Wiele z tych przesądów
w tutejszych okolicach, są wspólne wszystkim krainom
Polski, a wszystkie szczególniej z niewygasłych uczuć
religii bałwochwalskiej i pogariskiój bicfrą swój począć
tek. Niegdyś ludzie zręczni«, chciwi i oszuści używali pod
tym względem swojej zręczności, do omamienia i odu
rzenia krótkowidzących i łatwowiernych włościan^ ażeby
tern snadniej ich niedołężność i ciemnotę, skierować ku
własnym korzyściom. Namnożyło się przeto mnóstwo
wyobrażeń które rodzice dzieciom, a te znowu swoim
dzieciom w długie wieki podawali; a wyobrażenia takie,
nawet się prawie kształciły z postępem czasu. Tak są
mówię liczne przesądy i zabobony włościan, że szczególne
poświęcenie się długiemu podsłuchiwaniu tych baśni, jakie
przy niektórych uroczystościach, przy schadzkach a nawet
przy kądzielnych wieczorynkach (*) jedni drugim opo-
(*) Kądziel przędą włościanki w czasie długich wieczorów,
w późnej jesieni i w zimie; a ile się zmieścić może w cha
łupie tyle się schodzi sąsiadek, aby się przędzenie 'odbywało
przy jednem świetle, które stanowi łuczywo czyli szczypy ze
starego pnia sosny, W innych., okolicach umieją włościanie,
także z bielu drzewa sosnowego łupać trzaski czyli skałki,
a takie skałki lubo nie tak jasne dają światło, ale też i
nie tak bardzo jak szczypy kopcą. Przy takich schadzkach
wieczornych, aby im czas prędzej upływał, każda prządka
z porządku czyli z kolei obowiązana, jest gadać b a jk i, a wprawniejsze improwizują różne powieści o czarach, diabłach, stra
chach, upiorach, albo też o wydarzeniach z świata czarbdziejskiego.
452
wiadają, mogłoby przez piszącego utworzyć dzieło nieporó
wnanej obiętości. Bajarze i plotkarze korzystają z każdój
okoliczności; W opisywaniu ich przeto nie można ża
dnego kształtnego ustanowić porządku, wypadałoby
owszem pisać prawie tak jak oni bają. My przecież
będziemy opisywać przesądy i zabobony w porządku
abecadłowym, zawsze z tą uwagą iż niektóre z nich są
wspólne i prawie jednakie we wszystkich okolicach
Polski; niektóre są i przesądami wspólnemi nietylko
włościanom, lecz i klassie znaczniejszej; ale dla tego
je tu mieścimy że pod tym względem, one także
należą do ludu lubo się od włościan różnią ubiorem.
1.
Anioł — Anioły. (*)
Anioły wyobraża sobie lud jako duchy dobre, w postaći młodzieńców skrzydlatych, ubrane w szaty białe
lub błękitne, które zlatują z nieba na ziemię; są wiesz
czbą dobrego i uprzedzają ludzi będących bez grzechu,
sprawiedliwemi zwanych, o szczególnych mających na
stąpić wypadkach w przyszłości. Takim ludziom poka
zują się niby we śnie lub na jawie, i przy opowiadaniu
(*) Każdy człowiek, i mówią, ma swojego Anioła stróża, dla
tego to jest powszechnie przez pobożnych chrześcian polskich
Używana modlitwa rano i wieczór:
»Aniele stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój!
»Jak we dnie tak i w nocy, bądź mi na pomocy!«
453
służę za potwierdzenie dziwacznych baśni, powieści i prze
powiadania, które czasem stosownie nakręcane w swoich
skutkach sprawdzają się, a te skutki jednakże są zrzą
dzeniem trafu , losu i przypadku; być może nawet ii
przepowiedziane wydarzenia jedynie z przeczucia wyni
kały, a to przeczucie, barwą natchnienia lub widzenia
się lub rozmawiania z aniołami przybiera.
2.
Bazyliszek.
Bazyliszek jest, mówią, zwierzątko stworzone przez
djabła, wroga rodzaju ludzkiego, które wzrokiem swoim
na kogo spojrzy, zabija. Nietylko jednak szczególna wła
dza jego wzroku uderza ludzi, ale każde stworzenie żyją
ce, aby na niego spojrzał, umierać musi i to natychmiast«
Gnieździ się w lochach, nieodstępnych starych piwnicach,
szparach skał, jest wielkości kury, z indyczą głową, ogo
nem jak u węża, skrzydłami jak u nietoperza, a oczy ma
żabie (1). Czarownice, to jest kobiety które djabłu du
sze zaprzedały, te okrutne stworzenia wylęgać zwykły,
albowiem same z siebie i przez się niemnożą się, nie
mają płci równie jak djabli. Te czarownice biorą kurę
i koguta koloru żółtego, alboli też czarne któreby już
miały po lat siedm, łączą ich przez namowę i władzę
czarta, a skoro kura zniesie jaje o podwójnem żółtku któ-
(1) Wójcicki w przysłowiach swoich T. 1 str- 108, podobnie
także Bazyliszka maluje.
454
re poznać można przeglądając za świeża pod słonce, jaje
takie podsadzają pod kurę. Gdy się wylęgą kurczęta a bę
dzie kokoszka i kogutek, starannie je wychowują znowu
do lat siedmiu, niedopuszczając wcześniejszego płodzenia.
Po siedmiu zaś latach połączone z sobą, gdy kura zniesie
znowu jaje o podwójnem żółtku, takie jaje sadza czaro
wnica w gnój koński gorący jak zazwyczaj, z którego wy
lęga się już doskonały Bazyliszek, a który zabiwszy wzro
kiem siostrę razem z nim wylęgniętą, w nory podziemne
ucieka, a ztamtąd ciekawie na przechodzące ludzie i zwie
rzęta swoim zabójczym wzrokiem spogląda, i żyje prawie
wiecznie. Przez szczególne zamówienia, może nawet cza
rownica zrobić Bazyliszka z wybranego na to koguta czar
nego zaraz po siedmiu latach, a ztąd to mówią urosło
przysłowie: Niebierz dziewki za żonę po trzydziestu la
tach, bo ona to samo znaczy co kogut po siedmiu. „Nie
ma sposobu do zabicia tej bestyi, bo każdy niżeli go upa
trzy, sam wprzódy zginąć musi. Jeden tylko jest sposób,
wziąść wielkie lustro aby się dobrze za niego schować mo
żna i z tym lustrem udać się do lochu lub piwnicy w któ
rej Bazyliszek mieszka, a on ciekawy kto idzie, skoro
tylko spojrzy w lustro, sam się własnym wzrokiem zabija (2j.
(2) 0 Bazyliszkach takich opowiadają w okolicach Kazimie
rza, miał być jeden w piwnicach pod zamkiem, po za wsią Bochotnicą ku Celejowu.
455
3.
Bociany.
Dla bocianów na swoich siedzibach, starannie włościa
nie przygotowują gniazda; stawiają kwoli temu stare bro
ny lub koła na budowlach, na szopach lub stodołach,
albo też na drzewie, jeżeli przy domie jest jakie wynio
słe. Bociany jeśli się tak u kogo gnieżdżą szczęście i ob
fitość gospodarzowi wróżą (1). Dla tego to włościanie
udarowani gościną Bocianów, przywiązując do tego wiarę
i ufność podobną, cieszą się za ich przybyciem, przestrze
gają aby nie sztukano na podwórzu, nie rąbano drew, i
nie płoszono tych ptaków, a nawet przypatrywać im się
nie dozwalają, zostawiając im spokojność pod każdym
względem aż do wytężenia młodych, których widokiem
jeszcze więcej się cieszą. Zabić bociana, uważają za wy
stępek, gardzą takim człowiekiem który się tego dopu
ścił, uważają podobne zabójstwo prawie za grzech śmier
telny, nigdy nie odpuszczony i odpuścić się nie mogący.
Cześć taka dla bocianów może jest najdawniejszą ze
wszystkich pamiątek bałwochwalstwa. One też jakby wie
działy o poszanowaniu ludzi dla siebie, nie obawiają się
ich i nie uciekają od człowieka nawet na blizką metę, i
stały się jakby ptakami domowemi, prawie wpół oswojonemi. Mówią iż zakładając bronę lub koło na gniazdo
(1) Kiedy się u kogo gnieżdżą bociany znaczy obfitość i
szczęście domowe w przyszłości. #Fen przesąd jest nawet
w Niderlandach (W asyngton Irwing).
—
456
—
dla bocianów, potrzeba pochyłością trochę niżćj opuścić
ku zachodowi, boby się inaczej nie gnieździły; gwoździe,
brony, także ku zachodowi na przeciw pochyłości obróco
ne być winny. Zapewnie ztąd ten wniosek pochodzi iż
U nas są powszechnie panujące wiatry zachodnie, a przeto
W ten sposób zakładane gniazdo lepiej się utrzymywać
rnoże, od gwałtowności wiatrów. Mówią także iż w przy
gotowane miejsce na gniazdo, trzeba włożyć i umocować
kawałek sukna czerwonego, lub jaki płatek czerwony, a
wtenczas one ochoczo osiadają na gnieździe (2), Ktoobaczył raz pierwszy na wiosnę lecącego bociana to dobrze
znaczy, ale kto siedzącego, cały rok będzie miał zły. Je
żeli.kto w obrębie tej siedziby gdzie się bociany gnieżdżą
popełni jaki czyn haniebny, wnoszą iż one się tam zwie
dzą i nigdy się gnieździć nie będą (3), Opowiadają o bo(2) Do świeżo założonego gniazda, aby przywabić bociany,
zakładają czasem szychową tasiemkę, albo coś takiego aby się
świeciło.. Mówią, że bociany bardzo lubią takie cacka i świe
cidełka; jednego razu bocian przyniósł na gniazdo palącą się
głowienkę z ogniem i gospodarzowi spalił stodołę; gdzie i kiedy
się to działo, nie wiadomo.
(3) We wsi Dąbrowicy w Galicyi nad granicą Polską opo
wiadają, że chłop jeden oszust, chcąc mieć fundusz na gorzałkę
przyszedł do żyda arendarza, który go jeszcze nie znał z szal
bierstwa; zażądał aby mu dał zadatek na gęsi, które prawie
dla niego chowa; wziął od niego kilkadziesiąt krajcarów i ćwierć
owsa niby na wychowanie tych gęsi. Żyd po niejakim czasie
przyszedł je zabrać, a chłop wskazał mu młode bociany
w gniaździe i powiedział: »bery, bery, twoi husi bo zletut«.
Został potem ukarany zfcnieuszanowanie i drwinki z bocianów,
bo się już potem u niego niegnieździły.
457
cianach że przed odlotem do ciepłych krajów zbierają oni
radę, zlatują się w jedno miejsce, szykują się nawet
w porządek; dowódzcy chodzą około szyków, klekotają
swojemi dziobasami, jak gdyby miały jaką mowę, a cza
sem karzą śmiercią występnych. Tak zdarzyło się pewne
go razu że samowolne chłopcy podłożyli w gniazdo gę
sie jaje ; skoro się z jaj młode wylęgły, samiec jakoby
uznał przeniewieżenie się samicy odleciał, i już młodych
nie karmił. Gdy potem bociany zebrali się na podobną
radę przed odlotem, ów samiec oskarżył swoją samicę
przed gromadą tych ptaków, a gromada wyrok śmierci
na nią wydała. Jakoż natychmiast tłukli ją skrzydłami i
dziobami dopóki życia nie utraciła. Zdarza się czasem że
bociany z gniazd wyrzucają młode nieżywe; a jeżeli się
to w kilku miejscach zdarzy, wróżą sobie ztąd że bardzo
głodny rok nastąpi.
4* Cma, ¿my.
Cmy, rodzaj motyli, których niepoliczóne są gatunki,
wiją się i latają wieczorśm a szczególniej gdy się pali
świeca; częstokroć toną i palą się w tej świecy lub
też w kaganku; są przeszkodą robiącym około tego
światła, a natenczas włościanie lub włościanki, różne
robią wnioski: że to jest pokutująca dusza, a nawet
przypominają nieboszczyków, mianują ich imiona, mo
dlą się za nich, lub też żegnają jak przed złemi ducha59
458
łni, a dzieci je czasem łapią i męczą bez litości (1).
Starsi przestrzegają ich aby tego nieczynili, bo to są
duchy nieboszczyków. Jeśli się komu zdarzy widzióć
ćmę zwaną „Trupia g ł ó w k a która na swym kadłu
bie istotnie nosi wyobrażenie trupiej głowy, szczegól
niej przed nią żegnają się jak przed diabłem, a wróżą
sobie zaraz jakieś w domu nieszczęście, lub też śmierć
którego z krewnych. Przeciwnie, jeżeli się zdarzy że
motyl wleci do chaty, wróżą sobie ztąd jakąś pomyś
lność i szczęście i bardzo są radzi temu gościowy
szczególniej na wiosnę.
«5.
Czarownica.
„Nie wdaj się z tą kobietą bo ma kozła w oczach4<
to dawne przysłowie zostawiło pamięć, jakie są głó
wne rysy charakterystyczne kobiety ze złym duchem
w spółce będącej. Mówią, że czarownica ma oczy
na wierzchu, wzrok koźli i przerażający, chód ciężki
i gnuśny, mówi cherkawo czyli chropowatym głosem,
nigdy prawie nie jest wesołą, zawsze ma uśmiech
szyderski i równie zawsze jest złośliwą i niewdzięczną,
a budzi się o północy dla namowy z czartem. Tak
więc ułomność z przyrodzenia lub odcienia charak-
(1)
Mickiewicz «w Dziadach« zręcznie użył tego przesądu
w ustępie o ćmach: »A tuś mi.panie motylu!...
wTymczasem z potępioną błąkając się duszą
»Chociaż nie lubią światła, w światło lecieć muszą«.
459
terystyczne z przyczyny jakjśj słabości lub choroby
nabyte, bez własnój winy, lud opętaniem złego ducha
lub współką ze złym duchem mianuje, i łączy do te
go niepoliczone baśnie: kobiety chętne do spraw ze
złym duchem zmawiają się z nim na rozstajnych
drogach wtenczas , kiedy jest księżyc na młodziku to
jest na nowiu. Stawszy się czarownicami, pod pełnią
księżyca, siadają na ożóg lub na łopatę, którą się
chleb do pieca wsadza, albo też nakoniec na starą
miotłę, a siłą czarta wzniesione, jak ptaki wylatują
kominem w powietrze i dążą na Łysą górę (1).
Tam Lucyferowi zdają sprawę z postępków i wypra
wiają z diabłami harce, tańce, uczty i biesiady, w nagro
dę zasługi jaką położyły między ludźmi na korzyść
piekła. Mało zasłużone tańcują tylko z ożogiem lub
miotłą. Naradzają się znowu w końcu jakieby złe
nadal ludziom wyrządzać mogły i znowu podobnie
odlatują do domów. Mogą się one przedzierzgać
wr różne postaci jak np: w psa wściekłego, wilczycę,
sowę, żabę ropuchę, w piękną postać panny z czarującemi oczyma.
Widziano niedawnemi czasy iż zbiegli się chłopaki
i dziewki prawie z całój wsi do biednej żaby ropuchy
(1)
Ł ysa góra jest w Sandomierskiem około 1900 stóp
nad powierzchnię morza Bałtyckiego wzniesiona. Tam dawniej
były świątynie pogańskie, a niedawnemi czasy widziano jeszcze
tego ślady; po lesie bowiem walały się kamienne bałwany boż
ków w różnych kształtach.? Teraz tara na szczycie góry stoi
kościół Ś. K rzyża, miejsce uświęcone odpustami.
460
która była nadzwyczajnej wielkości. Wszyscy mówił*
źe to jest czarownica z sąsiedniej o kilku chatach
będącój wioski, która prawie przez jedne rodzinę jest
zamieszkała i mianowali nawet tę czarownicę po imie
niu. Niektórzy utrzymywali że widzieli jak podeszła
pod tę wieś w naturalnej postaci kobiety, i dopiero
pode wsią przedzierzgnęła się w ropuchę. Lękliwi że
gnali się i spluwali zaledwie raz na nią spojrzawszy;
śmielsze zaś chłopaki i więcej rozpustne położyli w po
przek klocka drzewa dranicę, w takim kierunku aby
zmierzała do ogadanej wioski, a położywszy potem
przez wagę czarownicę na przeciwnym końcu dranicy,
chłopak krzepki silnie kołkiem uderzył w drugi ko
niec, a natenczas ropucha siłą rzutu od dranicy
pędzona, wylatywała wysoko w powietrze i spadała, aże
by przez powtórzone razy nową otrzymać mękę. Po
wtarzają bowiem tyle razy podobne wyrzucania ropuchy
w powietrze, dopóki ona gdzie nie zginie w chwastach
lub ogrodowinach, albo nie wpadnie w jaką kałuże.
Przy każdóm uderzeniu i wyrzuceniu mówią: „idz
zkądeś przyszła“ a gdy zginie mówią: „jakeś przyszła takeś
wyszła! a na lasy! na bory!“
Działania czarownic są niepoliczone, one czarują ludzi
dorosłych, a przez czary doprowadzają do kłótni, bitwy,
przeklinania i wszelkiój obrazy Pana Boga; one nasyła
ją złości i zwady między małżeństwa, różne choroby sła
bości i śmierć; na młodych nawet i na dzieci sprowa
dzają wszelkie przypadłości i nieszczęścia.
461
—
Korzyści czarownic są szczególniej takie: że sąsiedzkim
krowom odbierają mleko, a to ztąd poznać iż zawsze u sie
bie mają więcój nabiału. Sposób jakiego w tym celu
używają jest: Czarownica bierze starą bronę z kołkami
drewnianemi, stawia przy swej oborze, od wschodu siada
przy niej jak przy krowie, a założy wszy sobie iż kołek jaki
jest wymieniem krowy mlecznej sąsiada, doi z niego mleko
do skopka, który, tyle z siebie mleka wypuszcza, ile krowa
sąsiedzka dać może. Takiego używając na cudzą krzy
wdę fortelu, nigdy na uczynku złapana być nie może.
Parobczak jeden opowiadał, iż pasąc przededniem konie
na błoni widział, jak że wsi kobieta znana iż była
istotną czarownicą, chodziła po pastwisku przed wscho
dem słońca, a po trawie, po rosie miotała powązką przez
którą mleko cedzić się zwykło i mówiła: „biorę pożytek
ale nie wszystek, biorą pożytek ale nie wszystek.“ Ten
parobczak wziął się na sposób, miotał znowu pojój odej
ściu uzdeczką po trawie którą odjął z konia i mówił: ,,aja
niestatek biorę ostatek; a ja niestatek biorę ostatek,“
Skoro zaś powrócił do domu i zawiesił uzdeczkę na koł
ku i gdy już słońce wschodziło, natenczas obficie mleko
ciekło z uzdeczki, i było dla niego dość na śniadanie.
Sąsiadka właścicielka krowy, która utraciła mleko, ratu
je się tylko zostawieniem jej przy domu, cedzeniem
mleka reszty nie utraconego przez pokrzywy zegawkami
zwane i przez okadzania wymienia krowy, tudzież garn
ków mlecznych święconemi wiankami, które po kościo
łach w Boże Ciało święcić się zwykły, w przeciągu dni
462
kilku, zdarza się pomyślny skutek iż krowa jak doiła,
tak potem doi.
Paskudnik bydlęcy, to samo znaczy według zabobonu
włościan co „U rok“ u ludzi, i wnoszę że złe oczy sąsie
dnie zdarzyły to nieszczęście. Zdzierają oni natenczas igłą
z oczu chorego bydlęcia grzebyczek w kącie oka uformo
wany, nacierają solą, którą mimo tego wdmuchają w noz
drza, a po bokach wałkują i to koniecznie osikowym biczy
skiem, kozicą lub kołkiem.
Kiedy deszcz pada w taki sposób, iż z przeciwnej stro
ny od chmury słońce przyświeca, co się zdarza szczegól
niej-pod wieczór; mówią:
, , Deszczyk pada słońce świeci,
Czarownica masło kleci “
to jest że wtenczas ona masło robi. Mówią że masło
czarownicy zawsze czuć można dymem takim jak kopeć
ze smoły.
Gdy kobieta co ma kozła w oczach przeszła przez drzwi
a za nią ktoś idzie, powinien otwierać klamkę nie gołą
ręką ale przez suknie lub jaką bądź szmatę; mówią bowiem
że jej skażona ręka mogła na klamce zostawić zaród ocza
rowania. Równie też idąc za nią wystrzegać się trzeba
wstępować w jój ślady dla tćj samćj przyczyny. Cokolwiek
bądź nabyte z chaty w którój czarownica mieszka, nigdy
nie pójdzie w pożytek, ale owszem szkodę przyniesie, nie
szczęście domowe pomnoży. Radzą aby lepiój unikać
wszelkich z czarownicą stosunków, a tem bardziej jakich
kolwiek związków, albowiem choćby się zdawała naj
463
—
przychylniejszą i wtenczas jeszcze zdradzie może. W no
szą jednakże iż nigdy czarownica swej córki nie uczy
tego, co sama umie, a to przynajmniej ochrania dzieci ich
od niesprawiedliwej sąsiedzkiej nienawiści.
0 czarownikach i czarach powiemy w końcu mówiąc
o diable.
6.
Diabeł.
Diabeł, z ruska bis, czort, dedo, ditko; u nas, bies, Ucho,
pokusa, kaduk, szatan, czart, kusiciel, widmo, latawiec,
i rozmaicie jest nazywany. Pokazuje się szczególniej
w północ ciemną, lubo ma władzę pokazywać się w samo
południe, przed wieczorem lub szarą godziną, to jest
zaraz po zachodzie słońca. Przybiera postacie: konia
białego lub karego, psa, kota, zająca; toczy się po dro
dze jak biała poduszka lub pierzyna, ukazuje się czasem
w postaci dziecka płaczącego, albo potem gwizda jak
stary chłop, a najczęściej w postaci niemczyka z harcapem, w stosowanym kapelusiku, z orlikowatym nosem?
koziemi lub kurzemi nogami i niemal zawsze w czer
wonych spodniach i czarnym kusym fraku. Trzeba dobrze
uważać, gdy się w postaci człowieka pokaże, i ztąd go
łatwo poznać, że nie ma dziurek w nosie. Przebywa
on zazwyczaj w starych nie mieszkalnych murach i na
ich gruzach; a ztąd urosło przysłowie: „to starym piecu
djabełpali“: przebywa w pustkach, parowach i zaroślach,
w dolinach po nad wodami, najwięcej blizko kałuży, przy
/
—
464
—
drogach, po pod mostami i w młynach, a nawet na
krzyżowych drogach, około figury, stanowiącej pamiątkę
męki Zbawiciela.
W spółce z tym złym duchem czarownice i czarowniki
jako to: młynarze, owczarze, cieśle, pasieczniki, strzelcy
i inni ludzie jemu zaprzedani, którzy za to od niego do
brze się mają. Za wpływem tych złych ludzi, djabeł wie
o każdym ruchu i przedsięwzięciu każdego okolicznego
człowieka, mami podróżnych, błąka ich po różnych dro
gach, po lasach i zaroślach, śmieje się potem z nich
dzikim głosem i wyszydza, wprowadza w błota i kałuże a
częstokroć topi; czasem pomota konie, porwie postron
ki, złamie oś lub dyszel i każe podróżnemu przez to
choćby w najpilniejszej drodze czekać do dnia białego.
Dla tego to ludzie którzy w to wierzą wybierając się
w drogę, bardzo się wystrzegają ażeby ich nie widziało
oko tego człowieka, na którego mają porozumienie że
jest ze złym duchem współce; albo gdy takiego po wyjeździe postrzegą, wracają się do domu i już tego dnia
w drogę nie jadą. Włościanin który wpół drogi będąc
z dworna korcami zboża przygotowanego do siewu, mimo
bardzo przyjaznej pory zawrócił do domu, zapytany o
przyczynę pokazał swego sąsiada, idącego pieszo na
przeciw i powiedział że tego dnia siać nie można, przez
złego człowieka. Mówią o pokazywaniu się złego ducha
w czasie pasienia koni lub wołów po nocy, o kuszeniu
pastuchów, o nieszczęściach i przypadkach podróżnych, o
przeszkadzaniu po nocy w nowych niępoświęconych do-
465
m ach, lub pustkach; że tam go młynarz nieboszczyk
osadził pod upustem, tam cieśla'pod mostem, tam pa
siecznik pod swoją pasieką,' ówdzie ktoś przy kamieniu
na zachowanych pieniądzach (1).
Jak gospodarz Jmltaj w r a i ^ x x y p o sprze
daniu swego wołu, podpiwszy sobie i przegrawszy po
łowę pieniędzy w rzemyki (2), wychodząc z ostątniój
(1) Przytaczam y tu jedną okoliczność o diable pod kamie
niem. Byt wielki kamień gtaz (rodzaj granitu) na księżem
polu, mający około ośmnaście łokci obwodu, a mówiono że
pod nim diabeł* na pieniądzach siedzi. Muszę jeszcze, rze
kłem, tego diabła poruszyć, niech mi odda ten kamień na
budowlę, gdy inne już są wyzbierane. W ziąłem parę fur
drzewa suchego i czterech ludzi, których ledwie namówiłem,
że kamień więcej jak do połowy odkopali; kazałem po
tem obłożyć drzewem i podpalić, a rozgrzany cokolwiek
i uderzony przez czterech ludzi wielkiemi młotami i z całej
«siły, potrzaskał się olbrzym w kawałki, który w tern miejscu
\vie& wieków przetrwał, a który wydał kilkadziesiąt fur od
łamków. Trzeba%było przytęm szczególnego trafu, iż w czasie
pękania głazu niewiadomo z kąd wyleciała ingsz, a ludzie
żegnali się m ówiąc: »a słowo stało się ciałem1^ bo to miał
być diabeł według ich przywidzenia. W kilka dni zachoro
wałem na łamiącą pospolicie zwaną kościaną febrę, a dobry#
mój służący, prostaczek, litując się nademną pow iedział:/
wbo też pan nie potrzebnie ruszał z gruntu ów kamień; zła
spraw a je st z diabłem.“
(2) Rzemyki je st gra wymyślona i używana przez oszu
stów; korzystają oni ze zgromadzeń na jarm arkach i oszu
kują głupich zręcznein rzemyków ułożeniem. Kto chybi
zaczepić szydłem za złożony rzemyk, i wymknie się z pod
szydła, przegrywa stawkę, a dla załakomienia tylko gracza,
czasem oszust wygrywać daje.
60
466
karczmy rozgrzany gorącym trunkiem, zbłądził na krzy
żowych drogach, gdy mu się przywidziało iż pędzi swoje
bydle przed sobą; potknął się razy kilka, zawalał się
w kałuży i skaleczył o sęk sosny, nakoniec zasnął pomię
dzy zaroślami i nie wrócił aż nazajutrz do domu. Nie mógł
pokazywać przed złośliwą żonką reszty nieutraconych
pieniędzy, wolał je pod strzechę schować, aby one i napotem wystarczały jego opilstwu, a chroniąc się od zło
ści i jej skutków, natworzył bajek o złym duchu, który
się w jego wołu przedzierzgnął, *że potem sj,ę przemie
nił w niemca, że mu odebrał pieniądze przez gwałt, a
pokazywał na dowód blizny i natworzył dodatków; ga
datliwa żonka dodała drugie tyle i rozniosła po wsi wieść
której uwierzyli łatwo, bo już nie jeden, mówiono, po
dobnie doświadczył. Tak cieśla źle wynagrodzony za
budowę mostu, rozgłosił że pod nim zostawi takiego
djabła który podróżnym przeszkadzać musi, i że dla fcego
trakt omijać będą zdaleka. Tak młynarz chcąc wmówić
iż najlepszej najpewniejsze u niego mlewo, rozgłosił
iż trzyma djabła za młynarczyka, albo żeby się ochro
nić od kradzieży we młynie, udawał że ma złego du
cha co w nocy młyna pilnuje i że już przez niego nie
jednego utopił złodzieja. Tego samego fortelu użył pa
siecznik niechcąc pilnować każdćj nocy pasieki, a na
wet się przebierał w różne postacie strasząc swoją oko
licę. Widziano myśliwego który we właściwćj porze skoro
zawabił na zająca, gdzie ich było dostatkiem, natych
miast zając przybiegł i zasłupkował przed bryczką, to jest
—
467
—
usiadł na tylnych łapach przedniemi stojąc do góry. Bę
dący z nim nabożniś zabobonnik, człowiek lichej wiary,
żegnał się i mówił: „a słowo stało się ciałem.“ Myśli
wy strzelił i zabił zająca, a gdy go niósł do bryczki,
nabożniś ruszył cwałem, uciekł od myśliwego i doda
wszy co niemiara fałszu, opowiadał, iż wyraźnie widział
jak zająca prowadził do niego djabeł i postawił przed
nim trzymając go za słuchy, a wierny panu swemu słu
żący, potwierdził i jeszcze więcej przed innemi ludźmi
nagadał.
Nie dziw przeto że lud wierzy w djabła i nadaje mu
w swojej wyobraźni postacie urojone według różnych po
wieści: mający współkę z djabłami nasyłają ich wewnątrz
swoich nieprzyjaciół. Ztąd bóle reumatyczne i suche, bóle
z choroby na niewidoczny i nie wywity kołtun, a nawet
sam widoczny kołtun, wrzody i bolączki, tudzież febrę
nazywają nasłaniem djabła przez złego sąsiada, albo też
czarami. Od takiego przeto człowieka na którego mają
porozumienie że trzyma współkę z djabłem, już sąsiedzi
wystrzegają się jeść lub pić cokolwiek, ażeby ich nie
oczarował; naczyń nawet do gotowania lub picia nigdy
nie pożyczają, bojąc się aby w nich zły duch zamiesz
kały w ich grzeszne ciała nie przeszedł, chyba tylko zaś
wtenczas to czynią, jeżeli z takim sąsiadem żyją w najści
ślejszej zgodzie i przyjaźni, a której i tak niedowierzają
i wolą od nich stronić. Niczego zaś im nie odmawiają
w razie żądania, a nawet dobrowolnie traktują, i robią
dla nich z siebie różne ofiary. Ci zaś podstępni i zręczni,
468
nie czując się przecież wewnętrznie do sprawy ze złym
duchem, korzystają z ułomności i łatwowierności sąsia
dów, wymyślają różne figle nadające pozór ich władzy
dla omamienia głupich.
Tak zapytany włościanin: „czemu wy wszyscy nie
staracie się być tak zamożnemi jak tamten gospo
darz co na końcu wsi mieszka?“ odpowiedział w pro
stocie ducha: „jabym się od niego wódki nie napił, a
on zawsze pije odemnie z przeproszeniem Jegomości, a
słowo stało się ciałem! on i z nas i z czarta ciągnie ko
rzyści.“
Czarownicy i różni źli, bezsumienni ludzie, podobnie
jak czarownice, zawiązują stosunki z djabłem na krzyżo
wych drogach o północy, albo też w tych miejscach gdzie
wieść niesie iż djabeł zamieszkuje. Obowiązują się dla
niego albo ustnie albo też na piśmie, przez tak zwany Cy
rograf, który djabli bardziej pożądają jeźli kto pisać umie,
a który składa się do terminu w archiwum Lucyfera,
Cyrograf więc jest to układ człowieka z djabłam o duszę,
który winien być podpisany krwią ze średniego palca i to
z za paznokcia wydobytą. Lucyfer jako najstarszy djabeł
w piekle, takie cyrografy chowa u siebie do term inu, a
gdy termin przyjdzie posyła Mefistofila z cyrografem po
zabranie zapisanój duszy.
Korzyści czarowników i zapisanych diabłu są: że albo
od nich na zbytki dostali pieniędzy, albo też pomagają
im diabli w powodzeniu gospodarstwa, nic albowiem
niema tak niepodobnego, ażeby temu diabli nie wydołali.
469
Diabeł ma tę własność, ze przy nim zawsze jest
dostatek pieniędzy gotowych na zgubę dusz ludzkich,
przez ludzi mających zbytnią do nich ponętę. Są jednak
ludzie, co wziąwszy pieniądze, nawet samemu diabłu
nie dotrzymują umowy. Raz diabeł kusił chłopa i po
kazał mu wielkie skarby, a położył warunek, że skoro
mu duszę oddać przyrzeknie, zrobi go tych skarbów
właścicielem.. Chłop filut zaprzedał mu duszę, równie
z warunkiem, że wtenczas mu ją odda jak choina opa
dnie; to jest jak szpilki z sosen ’ poopadają; a diabeł
nie wiedział, że choina nigdy nie oblata ze swych szpil
kowych liści. Czekał więc i czekał, a potym widząc
się oszukanym, obrywał wszystkie sosny, lecz nie mógł
temu dać rady i ustał, a przeto filuta chłopa jeszcze
większemi skarbami kusił i uraczył. Chłop za chciwość
ukarany został, bo gdy powtórnie dary diabła przyjął,
więc mu potem diabeł łeb urwał. Wiadomo jest
z wieści ludowych, że Twardowski równie diabła oszu
kał, a nawet tak sobie poradził, że Mefistofil od niego
uciekać musiał. Opowiadają jednak o Twardowskim,
że w końcu życia jego taki diabli znaleźli sposób, że
go wzięli do piekła, ale go niosąc, przez ten czas Twar
dowski śpiewał godzinki do Najświętszej Panny i gdy
już kończył i podróż i godzinki a zaśpiewał przed bramą
piekielną; „z pokłonem Panno Święta“ i uklęknął: uciekli
diabli i zostawili tak klęczącego aż dotąd, przed bramą
piekielną.
470
Raz chłop znalazł pieniądz srebrny; pokazał mu się
niemczyk i chciał mu go odebrać; chłop nie chciał go
oddać, tylko przyrzekł że będzie zawsze jego przyja
cielem. Umówili się więc z sobą, a diabeł na zawdzię
czenie (on to był bowiem w postaci niemczyka) przyrzekł
mu, że ten pieniądz zrobi talizmanem jego szczęśliwości.
Jakoż chłop zawsze pieniądz ten zmieniał i wydawał, a
pieniądz o północy sam wracał do jego kieszeni, w taki
sposób że go co dzień mógł wydawać za różne rzeczy
i zmieniać. Takie pieniądze bajarze mówią że każdy od
diabła mieć może gdy mu duszę zaprzeda, nazywają je
zaś Jnkluzy, to jest że wnich diabeł zawarty i są jego
własnością; dopóty zaś służy taki pieniądz zaprzedane
mu, póki termin porwania jego duszy według umowy
nie nadejdzie. Mówią że na każdy sądny dzień (świę
to u żydów) diabli jednego żyda biorą, i dla tego po
sądnym dniu żydowskim, zwykli ludzie witać żydów,
tak jakby wróconych przez diabła.
„Nietaki jednak diabeł straszny jak go malują“, mó
wią jednak że najstraszniejszy jest diabeł leśny, Boruta.
„Czort pered czortom spowiedawsia, morhnuł odin
na drugoho, tretij dohadawsia“ jest to przysłowie
używane u rusi wtenczas, gdy dwóch okpiło trzeciego,
albo się w czem na niego między sobą zmówili. „Kto
blizko piekła mieszka diabła w kumy prosi“ używają
u nas tego przysłowia, gdy choć pozornie, dobrze
z jakim złym człowiekiem postępować wypada.
471
7.
Drewno.
Drewno piszczy w ogniu gdy świeże, lob w sobie ma
wilgoć, a mówią, że to jest dusza pokutująca. Nie raz
się zapewne każdemu prawie słyszeć zdarzyło, iż drzewo
osikowe lub inne z liściowych świeżo zrąbane lub nie
dość wyschłe położone na ogniu, pozbywając się soków
lub powietrza, częstokroć piszczy bardzo przeraźliwie
albo żałośnie; wtenczas kiedy naczynia drzewne, włó
kniste i rurkowate ciśnione ciepłem i parą pękają. Starzy
mówią, że to się dusza odzywa i litości żyjących błaga,
aby się za nią w czyszcu pokutującą modlili, i przytem
rozmaite wyprowadzają gawędy (1). Robak gdy w dre
wnie wierci lub kołata, także mówią, że to jest dusza
na pokucie; kołatanie takie częstokroć w ścianie słyszeć
się daje (2). Gdy drewno na ogniu będące trzaska
i węgle odstrzelone ku drzwiom rozrzuci, wróżą sobie
(1) Przesąd ten Mickiewicz zręcznie użył w swoich dziadach:
»Czyli dla dotkliwszej kary
W surowem wszczepiona drewnie,
Gdy ją w piecu gryżą żary,
I piszczy i płacze rzewnie«.
(2) Tenże w Dziadach mówi o kołatku:
»Za to i teraz po śmierci,
Nim słuszną karę odbierze w piekle
Słyszycie jak gryzie wściekle
Jak świdruje i jak wierci....
Przecie jeźli łaska czyja
Mówcie trzy Zdrowaś Marya!«
472
z tego, że przybędą goście. Nigdy kmieć wiedzący o
zabobonie nie wywozi drzewa z lasu wiatrołomu, ani
też pokrzywionego, krętego i kołtunowatego, bo w takiem drzewie niby mieszka złe, któreby jego samego
pokrzywić mogło. Jeżeli sprzęt jaki domowy naprzykład stół lub szafa z sychając się pęknie i mocno trza
śnie, straszą się tern i wnoszą, że ktoś z krewnych umarł
lub umrze. Drewno rozszczypane i zaciśnione kotowi
w ogon zowią przysłowiem: „brać koty w leszczoty“
i dla tego to rozpustne i zabobonne chłopaki robią,
aby z kota diabła wypędzić, lub żeby z diabłem prze
padł z bólu uciekając, zapewnie czasem przepaść czyli
zginąć musi.
8.
Dzwonienie? Dzwony.
Dzwonienie w uszach ma oznaczać, że ktoś cierpią
cego wspomina; .wtenczas ten pytać się zwykł obecnych
w którem uchu mu dzwoni; jeżeli pierwszy kto zapy
tany zgadł od razu, mówią że dzwonienie w uchu zaraz
ustać powinno. Jeżeli przed południem dzwoni w pra
wem uchu, to ma znaczyć że ktoś tego5 komu dzwoni,
dobrze wspomina, i toż samo jeżeli dzwoni w lewem
uchu po południu. Przeciwne zaś wydarzenia, przeci
wnie się też tłumaczą. Po wielu miejscach opowiadają
włościanie, o dzwonieniu wielkich dzwonów w stawie
lub głębokiem jeziorze, a to szczególniej się trafia na
Wielkanoc. Wnoszą, że przed wieloma laty, nawet
473
przed wieki ktoś utopił te dzwony w niezgruntowanój
wodzie, aby je ukryć przed najazdem pogan, (może to
byli Tatarzy, albo ówcześnie Litwini). Opowiadano także
iż dzwon w czasie lania czyli też poświęcenia, niżeli na
dzwonicę odprowadzonym został, gdy mu dano imię
Jan, nie polubił tego imienia i z pokładu zniknął, a teraz
odzywa się każdego roku w jeziorze, głosząc swoje imię
Zygmunt. Z głosu dzwonów w odległości znacznój od
kościoła słyszanego, wróżą sobie niektórzy pogodę i słotę.
Dzwonek loretańskim zwany prawdziwy to jest taki,
który z Loretu pochodzi, albo przynajmniej mający kształt
podobny, a ku głoszeniu czci religijnej używany, mówią*
że ma taką własność, iż skoro w czasie nadchodzącćj
chmury z burzą, gradem i piorunem, zacznie się nim
dzwonić, biegając około domu i gumna, natenczas chmura
rozrywa się, burza się rozdziela i rozbija, grad niknie
w powietrzu* a piorun nie uderzy w budowle.
9.
Echo.
Młode chłopaki i dziewki po niektórych okolicach*
tam gdzie się echo najlepiej powtarza, w porze do tego
właściwój, wychodzą i bawią się jego odbiciem i igrzy
skiem głosu, wymyślając częstokroć dowcipne i krótkie
zapytania, z którychby końcówek łatwo było chwytać
odpowiedzi, a natenczas tworzą sobie gadki i przepo
wiednie przyszłości, albo jakich sobie życzą, albo jakiemi
wzajem siebie straszyć, albo nakoniec z wróżby wrzaje-
61
474
mnój do woli naśmiać się mogą (\). Lecz nikt samotny
w dolinie albo też gdzie pomiędzy górami i w zaro
ślach, nie ośmiela się budzie echo uśpione, w mniema
niu, że ono pochodzi od duchów przeciwko człowiekowi
rozstawionych, a przypadkowe odezwanie się puchacza
którego głos raptowny łamie się i odbija daleko, sa
motnie idącego nieporównanym strachem nabawia.
Osobno jednak o tem, mówiąc o sowach, powiemy.
Słyszałem że do bawiącego się tym echem młodziana,
(1) W całej krainie Lubelskiej bezwątpienia niema okolicy,
któraby się tyle i tak szczególnem echem odznaczała, jak
okolice Puław, Parchatki, a nadewszystko Celejowa, gdzie
z niektórych stanow isk, siedin razy odbicie głosu usłyszeć
można. Tam właśnie w ogrodzie za pałącem po skończonej
robocie odpoczywając nocować mające dziewczęta, bawiły
się echem po zachodzie słońca, a rozmowa z echem była
następująca:
»Jedna: echo! (krzyknęła; a to odpowiedziało), echo! echo!
Druga: mówi że cię słucha....»z pociechą! z pociechą!
Pierwsza: chciałabym mieć męża! Echo: ęża! ęża! ęża!
Druga: (śmiejąc się) dostaniesz węża! węża!
Pierwsza: chciałabym mieć Janka! Echo: anka! anka!
Druga: (śmiejąc się) niewartaś takiego kochanka! kochanka!
Pierw sza: To bym chciała Piotra! Echo: otrą! otrą!
Druga: Ty łotr to sobie bierz łotra! łotra!«
Inne próbowały zdania echa pytając się imiennie o zna
jomych sobie parobczaków, a ta sama druga dowcipna dziewka
tłumaczyła odbicie głosu, jak gdyby ona tylko rozumiała
odpowiedzi:
Franciszek! (druga): Lubi szklankę i kieliszek!
W ojtaszek!...... Oj to nie dobry ptaszek! i t. d.
475
rzekł stary gospodarz: „Nie budź złego ducha, niech
śpi“ . W ogólności jednak echo jako szczególny i bardzo
przyjemny wdzięk wiosny, więcej służy do zabawki wło
ścian niżeli do postrachu, więcej sobie tworzą z niego
lekkomyślnej wróżby, niżeli do uprzedzeń i przesądów
należy.
10.
Figura.
Figurą nazywają włościanie krzyż pański, znak i przy
pomnienie męki Zbawiciela; lecz nazywają także figurą
kapliczki np. S. Jana, Matki Boskiej Bolesnej, i różnych
świętych, przy gościńcach albo przy drożynach w miej
scach na to wybranych stawiane przez pobożnych fun
datorów, którymi prawie zawsze są włościanie. Najwię
cej można widzieć figur na krzyżowych drogach, czyli
jak oni lepiój mówią na rozstajnych; a podróżny pyta
jąc się o drogę, zyskuje odpowiedź: „od figury trzeba
się wziąść na prawo, albo na lewo, albo średnią drogą*4!
Chlubny ten znak chrześciaństwa z rozmaitych powodów
częstokroć jest stawiany. Jeden stawia dla tego, aby
złe z krzyżowej drogi ustąpiło; drugi żeby mu się dzieci
dobrze chowały, bo już troje zaprowadził do grobu;
inny żeby mu się wiodła pasieka i owce. To jednak
uważają za rzecz pewną, iż gdy dziecię komu umrze,
a zaraz postawi figurę, już mu potem żadnego Pan Bóg
nie zabierze. Zgrozą napełnia przechodnia przyczepianie
szmat do figur z uprzedzenia, że ten, kto swoją szmatę
—
476
—
uczepił, pozbędzie się brzydkiej i uporczywej choroby.
Szczególniej te uprzedzenia można widzieć u Rusi. Tam
na krzyżu stojącym przy drodze zawieszono koszulkę
dziecka, które po całem ciele cierpi dokuczliwy ognik;
tu fartuszek dziewczyny; tam chustka z głowy kobiety,
która cierpi kołtun, tu odnucze z nogi, którą obsypały
bolączki. Widziano podobnie wiszące szmaty po kilka
tygodni, dopóki ich słota nie zepsuła i gwałtowny wiatr
nie obdarł.
Figury te i krzyże nazywają także Bożą męką, i nadają
jćj jeszcze przymiotniki pochodzące od materyałów
z jakich są robione, lub jakiemi ozdobione, np. muro
wana Boża męka, blaszana Boża męka, żelazna Boża
męka i t. d.
Mówią, że w samą północ i w samo południe, nikt
nie potrafi obejść dziewięć razy figury przeciw wschodu
słońca, a patrząc na jej wierzchołek; bo już za siódmym
razem taki strach bierze człowieka, że aż włosy wstają
na głowie. Za dziewiątym razem chwyta człowieka za
bary czyli za ramiona lucyper i pyta: ,,czego potrze
bujesz?“ Wszystko natenczas od niego mieć można,
ale z duszy kwita. Może z powodu takich zabobonów
urosło przysłowie: „Modli się pod figurą, a diabła ma
za skórą!“
Pobożnych ludzi zwyczajem jest że przed figurą czap
ki zdejmują żegnają się, pacierze mówią. Opowiadają
o pewnym znakomitym żydzie kupcu ze Szczebrzeszyna,
który już nie żyje, a który odbywając w interessach
477
różne podróże, jeżeli miał furmana chłopa katolika, a
ten gdy jechał około figury, czapki nie zdjął, już dalej
z nim jechać nie chciał, jako z człowiekiem nie ma
jącym wiary.
//•
Gęsi.
Skoro gęsi raptownie w nocy zagwarzą, powiadają
włościanie, że zobaczyły złego ducha; ale ten gwar gęsi
tak wielki ma wpływ na postrach diabła, iż on na
tychmiast ucieka, równie jak wtenczas, kiedy kogut zatrzepie skrzydłami i zapieje.
Zamożna gospodyni w jesieni w dzień Sw. Marcina,
zabija gęś i piecze w piecu, a gospodarz obdzieliwszy
swoją czeladkę cząstkami z tój gęsi, sam sobie zostawia
piersi, ostrożnie mięso objada, oczyszcza kość piersiową,
a jeżeli jest biała, rokuje zimę suchą i stałą; jeżeli jest
sinawa i czerwona, zimę słotną; jeżeli pół biała od góry
a pół czerwonawa od spodu, wtedy pierwsze pół zimy ma
być suche, drugie pół zimy słotne; jeżeli w centki tu i ow
dzie nakrapiana, znaczyć to ma zimę burzliwą, i śnieżną.
Te przesądy nawet są udziałem klass wyższych, w któ
rych zabicie gęsi w ten dzień i uważanie zimy, jest już
powszechnym zwyczajem.
Pieczenie gęsi na SwT. Marcin, bardzo dawnych cza
sów zasięga, ztąd to zapewnie pochodzi, że włościanie
zwykle natenczas, znosili daniny, między któremi były
także gęsi. Pobierający mając ich dostatek spraszał
478
gości na ucztę z pieczonój gęsi. Zazwyczaj gęś pieczoną
bywa podówczas z kwaśnemi jabłkami. Bicie i pie
czenie gęsi na ś. Marcin, może więcój ztąd pochodzi,
że są wtenczas najtłustsze i najsmaczniejsze, a wszakże
to się podobnie dzieje z baronami pod jesień.
12.
Grad.
Grad wiadomo każdemu, że jest nieporównaną klęską
rolników, daleko gorszą od nieurodzaju, a jeżeli gdzie
kogo w zupełności dotknie, wtenczas wszystkie prace
i nadzieje biednego rolnika są na cały rok stracone.
Chronią się włościanie od tego nieszczęścia, a przynaj
mniej chcą się ochronie przez różne wymyślone spo
soby zabobonne: i tak: mówią, że granice oborane
przez dwóch młodzieńców braci bliźniaków i parą wołów,
któreby także były bliźniakami, są zupełnie wolne od
gradu, a nawet w takie okolice jak świat światem już
grad padać nie może. Albo też na granicach wsi
nazajutrz po Wielkiój Nocy, rozbiega się trzech starych
łysych gospodarzy, a przygotowane w torbach kości
po święconem mięsiwie pozostałe, motyką drewnianą
zakopują (1), albo na Boże Ciało napisane cztery Ewan-
(1)
Pies któremu się dają gryść kości ze święconego, mó
wią że się nigdy nie wścieknie. I jeszcze jest w lem prze
sąd włościan, że gdy kura pozjada okruszyny ze święconego
będzie piała jak kogut. Pianie kury jest daleko nieznośniej
sze jak koguta; wydarza się ta słabość albo z choroby py-
479
gelie zawiązują w wianki, które się święcić zwykły,
i takowe zostają w kościele przez całą oktawę; po
oświęceniii biorą te ewangelie wraz z wiankami, i także
na granicach wsi zakopują.
13.
Gwiazda.
Gwiazdy uważa lud jako siedlisko duchów błogosła
wionych, które na nas swemi niebieskiemi oczami spo
glądają z wysoka, a są tak jasne i czyste, jak słońce
które w dzień przyświeca. Widziano matkę opłaku
jącą pomarłe swe dzieci, która się w patrywała w upo
dobane gwiazdy i zawsze powtarzała, że tam się one
na nich znajdują. Niektórzy ludzie w to wierzą, że
każdy człowiek ma własną sobie towarzyszącą gwiazdę,
którą mu wraz z urodzeniem opatrzność zawiesiła
w obłokach, a jeżli komu źle się w życiu powodzi,
jeśli go jakie prześladują nieszczęścia, natenczas uży-
pciem zwanej, która się odznacza tern, iż rośnie u kury ro
gowa, powłoka na języku, albo też z powodu wyniszczenia
po zniesieniu jaj w zbytniej ilości, a czasem i z innych przy
czyn. W tedy kura skrzeczy przeraźliwie a potem pieje głosem
chrapliwym, z tąd powszechnie mówią, że ją diabeł drze. Taką
kurę albo zaraz sprzedają, albo łeb odcinają, i potem już ją
ugotować i zieść można. Jeżeli jest faworytką, w prostej od
stołu do progu linii wziąwszy za łeb i ogon kurę i prze
wracając wzdłuż tę linię, gdy na próg padnie łeb uciąć go
trzeba, bo już nic nie pomoże; gdy padnie ogon ten uciąć,
a mówią, że kura piać przestanie.
480
wają wyrażenia: „że się pod nieszczęśliwą gwiazdą uro
dził (1). W tém samém mniemaniu, kiedy meteor
świecący spada z powietrza ku ziemi, mówią: „że spadła
gwiazda, ktoś umarł“ — albo że „ktoś umrze“. Nie
którzy włościanie umieją po swojemu nazywać niemal
wszystkie gwiazdy, i albo sami sobie nowe nazwiska
tworzą, albo też przyjmują nazwiska upowszechnione
pomiędzy ludem; z tych znajomsze są: baby, kurka, sitko,
kwoczka (hyady), (korsarze), (orion), (wóz), (wielki
niedźwiedź), wózek (mały niedźwiedź), jutrzenka albo
gwiazda poranna, (venus) i t d. Według tych gwiazd
umieją oni miarkować swój czas w nocy, kiedy iść spać,
kiedy do dnia wstać, kiedy północ i t. p.; równie w nocy
zabłąkani według widoku gwiazd, na dobrą drogę trafiać
umieją. Pod tym względem znajomość gwiazd, jest dla
nich bardzo pożyteczną. Kobieta (jak oni mówią) więcej
umiejąca jak drugie powiedziała : „radziłam się gwiazdy,
a z niej promień jasności, który oświecił moje oczy,
dał mi poznać, że tego robić nie trzeba: (albo to lub
to robić). Do ich gwiaździarskiój nauki i sposobu ro
zumienia rzeczy, można policzyć mniemania o kometach.
Komety szczególnićj z ogonami, a jak oni mówią z mio
tłą, zawsze u nich stanowią wróżbę złych następnych
lat jak np. wojny, suszy, nieurodzaju, głodu, pomoru
na bydło i ludzi. Te uprzedzenia ztąd szczególnićj po
ił) Gdy komu los niedopisuje, mówią: że się pod nie
szczęśliwą gwiazdą urodził. Kto zaś szczęśliwy i zawsze
mu się dobrze powodzi, mówią, że się w czepku urodził.
481
szły, iż były wydarzenia, że się wróżba po niektórych
okolicach podówczas ziściła. Nie tu miejsce opisywać
iż trochę wyższe klassy, a również zabobonni, mają
uprzedzenie, że ten co się pod jaką gwiazdą urodził,
stosowne dary przyrodzenia odbiera (2). Ci co jakkol
wiek czytać umieją z senników i kalendarzy, z rejestru
dni feralnych, niepoliczone wymyślają wróżby, więcej
jak z gwiazd, a do których zawsze coś swojego niby
rozumniejsi dodawać zwykli. Drogę mleczną, która
w czasie pogodnej nocy tak świetnie na firmamencie
jaśnieje, nazywają drogą duchów błogosławionych do
(2)
W ymysły te przez bardzo pospolitych astrologów
są przepowiadane według domniemanych przymiotów każ
dego znaku, jakby one były stworzeniami żyjącemi
i ta k :
1. Baran; bojaźliwy, popędliwy, kłótliwy, walki chciwy.
2. Byk; dzielny, wytrwały, mocny, zuchwały.
3. Bliźnięta; ludzki dobroduszny, przyjacielski.
4. Koziorożec; uparty, dumny, sprzeczny.
5. Lew; mocny, silny, wspaniały, ale krwi chciwy.
6. Niedźwiadek; złośliwy, chytry, szkodliwy.
7. Panna; przyjemny, miły lecz słabowity.
8. Rak; powolny, cichy, czasem dokuczliwy.
9. Ryby; mdły, nie wytrwały i płochy.
10. Strzelec; dowcipny, żartobliwy, podstępny i łgarz.
11. Waga: umiarkowany, wstrzemięźliwy, sprawiedliwy.
12. Wodnik; narzekający, płaczliwy, słabowity, dziwak.
I różne podobne, powymyślane tym znakom niebieskim na
znaczają przymioty. Senniki niektórych wydań, mnóstwo takich
wróżb obejmują.
62
482
raju, albo drogą którą udeptały anioły (3). Cieszą się
bardzo, kiedy w noc pogodną tę drogę zobaczą, i zwia
stują sobie z niej pogodę stałą. Pogodne niebo za
zwyczaj okryte gwiazdami w letnią porę istotnie pogodę,
a w zimową porę, mróz stały obiecuje.
14.
Grzmoty.
Grzmoty i błyskawice są strasznem zjawiskiem przy
rody. Starzy włościanie niemi straszą krnąbrne lub
złośliwe dzieci, opowiadając kiedy grzmi, źe się Pan
Bóg tak na nich gniewa; a wtenczas kiedy przed grzmo
tem zabłyśnie, zwykli mówić: „a słowo stało się ciałem
i mieszkało między nami“. W czasie częstego gromu
i błyskawicy niektórzy z bojaźni klęczą i modlą się bezu
stannie, ażeby odwrócić gniew Bożki, a ci włościanie,
którzy przecież więcej umieją nad zwykłe pacierze,
mówią: „Pod twoją obronę“ (1). Ten zwyczaj reli
gijnych modłów, jest pożądany dla ich celu moralnego.
(3)
Drogę mleczną w ziemi Radomskiej włościanie nazy
wają d r o g ą do C z ę s to c h o w y , do miejsca sławnego od wieków
cudownym obrazem Matki Bozkiej na Jasnej górze; na Ukrai
nie zaś nazywają drogą C z u m a c h ą do Odessy, gdzie tysiące
tysięcy furmanek wołowych czumakami zwanych, zwożą produkta z całej Ukrainy do portu morza Czarnego.
(1) Znaną jest powszechnie z książek nabożnych modlitwa
do Matki Boskiej: »Pod twoją obronę uciekamy się święta
Boża Rodzicielko i t. d.« a kto ją mówi nabożnie, nietylko od
piorunów ale od wszelkich przypadków i pokus jest wolny.
483
Bicie piorunów wyobrażają sobie niektórzy bajarze jako
wojnę aniołów z diabłami, którzy okrutne i od razu
śmiertelne rzucają na nich pociski. Lud utrzymuje że
byli tacy, co widzieli jak diabeł rozbity piorunem, w smołę
się rozlał, a ta była tak śmierdzącą jak piekło (2).
Inni powiadają że w czasie nadchodzącej chmury a z nią
zaćmienia słońca zwyczajnego, i w czasie trwającej bły
skawicy, przylatują do domów i stodół i chowają się
pod strzechy ptaszki w postaciach podobnych do jaskó
łek, chowają się pod dachy i pod strzechy, a żałosnym
głosem odzywają się: „krtu, krtu“ mają to być dzieci
niemowlęta które z tego świata bez chrztu świętego
zeszły. Dla tego więc cisnące się do nieba dzieci
niechrzczone, odstraszają aniołowie piorunami, i dla tego
częstokroć do nich, w postaci ptaków chowających się,
(2)
Rusiny nad granicą austryacką mieszkający opowiadają
liczne zdarzenia iż widzieli jak piorun djabła rozbił: «Jak
perun trist didko se maziiu rozleł, a takaja smerdiacza buła,
jak pękło.»
Niedaleko Szydłowca w ziemi Radomskiej jest skała od
wierzchu naga, a na niej znak pośliźnionej stopy z pazurami,
znać wyraźnie piętę, podeszwę i palce. Kamieniarze opowia
dali, że jak Michał Archanioł ścigał diabła piorunem, ten ucie
kając oparł się na tejże skale, ślad po sobie zostawił i pod
skałę się schował, i dla tego skały tej kamieniarze nie zacze
piają. W ychodzi mówią diabeł z pod tej skały na łąki i gaje,
mianowicie na płaszczyznę gdzie był dawniej tartak, i prze
chadza się po łąkach aż pod wieś Rybiankę w różnych po
staciach, a wychodzi i w las ku Mary willowi i na pola Koziejwoli. Inni mówią, że on nie pod skałą, ale osiadł w rokocinie nad rzeczką ku Długoszowi, i dla tego nazywa się Rokita..
—
484
najczęściej w strzechę, piorun uderza. Dzieci niewczesne
z poronienia, które Ruś „potercze“ nazywa, należą do
liczby tych, któreśmy dopiero opisali (3); ale nie zdaje
się, ażeby o nich podobne mieli przesądy, albowiem
dla niewiadomych zabobonów zwykle te potercze pod
swe progi albo pod -podłogi zakopują, a przecie się
obawiają piorunów. Zdaje się że to dla tego czynią,
aby była: „po próg sprawa*^ bo niewiasta taka wsty
dzi się, iż nie donosiła do czasu swego dziecięcia. Kiedy
pierwszy raz zagrzmi na wiosnę wybiegają na ulicę wiej
skie dzieci, mocują się i wywracają koziołki, a nawet
to robią i starzy z uprzedzenia, że brzuch, krzyże i głowa
przez cały rok boleć ich nie będzie.
Na całej prawie Rusi jest szczególny zabobon, iż
ognia piorunowego gasić, i z niego nic, nawet ludzi
zgorzeć mogących, ratować nie można5 tak jakby ska
zanych na ogień pożyczony z piekła (4). Powiadają na
Powiślu, że ognia piorunowego niczem zgasić nie można,
(3) Zronione dzieci zakopywane pod progi domowe, jako
płód niedojrzały Rusiny nazywają P o te r c z e , zapewnie od
wyrazu p o t e r a t , co znaczy, zniszczyć, zepsuć, zmarnować.
(4) Na Wołyniu we wsi Nowostawcach w r. 1827, podró
żny nadjechał zaraz za chmurą, chata chłopska gorzała za
palona od piorunu; ludzie ze wsi przypatrywali się z daleka;
podróżny krzyknął: «do ratunku!« uciekali wszyscy. Dwóch
rozsądniejszych gospodarzy pośpieszyli za nim i wywiedli
starca chorego, który się nie mógł wywlec z domu, i byłby
się spalił skutkiem tego zabobonu, że ratować ognia .takiego
nie można.
485
tylko koziem mlekiem, że dla tego ognia piorunowego
gasić nie należy, iż on z dopuszczenia Boskiego wynika,
9
a przeto z wolą Bozką zgadzać się potrzeba.
Kto się zbytecznie boi grzmotów i piorunów, radzą
takiemu dać dwie próżne butelki w obie ręce a niech
je trzyma przez czas tychże grzmotów i piorunów; wtedy
bojaźń jego ustaje, bo w takim razie nigdy mu piorun
nie zaszkodzi.
Piorunową strzałką nazywają z najdywany między opoką
lub na czystćm polu kamień cienki, piramidalnie za
kończony, dwa do trzech cali długości mający, koloru
bursztynowego, który po rozłamaniu gwiazdkowy odłam
do środka koncetrujący się, pokazuje. Znalezioną strzałkę
piorunową zachowują starannie po niektórych domach
jako środek przeciw urokom i boleści brzucha, a szczególnićj przeciwko utrząśnieniu (jak oni mówią); pociera
się nim z góry na dół, miejsce cierpienia.
15.
Jarm ark.
Sprzedający bydle na jarmarku, upowszechnionym
zwyczajem obowiązanym jest, aby temu który już od
niego kupił i już zapłacił kupione bydle, wyrzucił kilka
groszy a przynajmniej trojaka za nogę, wtenczas kiedy
on już z bydlęciem odchodzi; kupujący kwoli temu nic
nie mówiąc ogląda się i podnosi pieniądz wyrzucony
mówiąc: „Bóg zapłać“, i łapie go skwapliwie w mnie
maniu ażeby m u,$ię powiodło z przedmiotem na jar
486
marku nabytym. Potem winien go oddać ubogiemu ja
kiego najpierwej spotka.
Niektórzy umyślnie wyprowadzają na jarmark bydle
które się nie sprawia czyli nieche jeść dobrze, choćby
nawet chęci sprzedania nie było, a to czynią w mnie
maniu , że skoro go jaka szczęśliwa ręka przetarguje,
lepićj się sprawiać będzie. Przetargowanie to często się
nawet w domu odbywa, przez zręcznego czyli ze zrę
cznej ręki znanego sąsiada. Ogląda on bydle na wszy
stkie strony, głaszcze po grzbiecie, podnosi za ogon,
za uszy, i cały targ z właścicielem w opak odbywa, to
jest: podaje za niego cenę po trzykroć coraz tańszą,
a właściciel coraz droższą wymaga i odchodzą bez zgo
dy, z wyrażeniem się targującego: „daj Boże abyś tyle
wziął ile żądasz.“ Idą potem na litkup czyli gdzie in
dziej mohorycz, albo borysz zwany, to jest na gorzałkę.
Litkup, mohorycz, czyli borysz odbywa się prawie za
wsze i wszędzie po dopełnionej zgodzie na jarmarku;
przedający jest obowiązany ponieść tego koszt jako bio
rący pieniądze, lecz to czasem od zgody zależy, a cza
sem przeto jest wspólnym kosztem przedającego i ku
pującego.
Po niektórych okolicach Rusi na jarmarku, ten który
prżedał bydle, bierze postronek przez połę od sukma
ny, obraca się przeciw słońcu trzy razy, i wtenczas do
piero kupującemu oddaje z życzeniem aby mu się by
dle dobrze sprawiało. Przesądny chłop nie przedaje
konia z uzdeczką, ale ją zostawia na innego kupić się
487
mającego, lub wyprowadzić się mogącego z przychów
ku, aby mu równie poszedł ręką (czyli zręcznie) i tę
uzdeczkę dla siebie w targu wymawia. Mówią że kiedy
jest uzdeczka, łatwiej będzie o konia, a właściwie tylko
dla złodziei przysłowie takie posługiwać powinno.
Nigdy furman lub parobek nie oddaje kupującemu ko
nia od jego gospodarza z uzdeczką, dopóki mu kupujący
nie zapłaci oduzdne, to sobie oni mają za konieczne
prawo, i wnoszą że się w przeciwnym razie, koń ku
piony sprawiać nie będzie. Bydlę rogate sprzedane, za
wsze się powinno oddawać kupującemu z postronkiem
na którym na jąrmark było przyprowadzone.
16.
Jaskółka
Kto jaskółkę, z pomiędzy wielu razem zebranych lu
dzi, najpierwej zobaczy, skoro do nas na wiosnę gnie
ździć się powraca, ten zazwyczaj wróży sobie na cały rok
szczęśliwość i dobre powadzenie. Niedorosłe chłopaki
którzy wybieraniem ptaków z gniazd zatrudniać się lu
bią, mają przesąd, iż który z nich pierwćj na wiosnę ja
skółkę zobaczy, niech natychmiast stanie, spojrzy pod
swoją stopę, a gdy znajdzie włos, szerść lub szczecinę,
to jest materyały do budowy gniazd jaskółczych wcho
dzące, niech tylko podniesie to i schowa w zanadrze
a przy sobie nosi, natenczas wielkie będzie miał szczęście
do wynajdywania ptasich gniazd. Grzechem jest wiel
kim psucie gniazd jaskółek gnieżdżących się pod strze
488
chą albo w kominie. Wystrzegają się nawet patrzeć za
nadlatującą do gniazda albo wylatującą jaskółkę, bo roz
gniewana gdy upuści swój pomiot na oko, natychmiast
człowiek oślepnąć może. Kto wykręci gniazdo jaskółek
lub zepsuje, dostaje piegi na twarzy. Kto złapie jaskółkę
i w ręku ją nosi, obleje mu się głowa strupami, a
jeśliby to była kobieta ciężarna będzie miała dziecko
cierpiące ognik czyli ogniopiór. Jest także uprzedzenie lu
du o jaskółkach że one na zimę w stawach i jeziorach
zatapiają się, i tam spoczywają aż do wiosny, a potem
ztamtąd znowu wylatują, i do życia nowego przychodzą.
17.
K a s z e l , k ic h n ię c ie , s z c z k a w k a .
Kiedy się ktoś raptownie zakaszla, nie mając poprzedniczo żadnego kaszlu, mówią że cóś zełgał. Kaszel
mocny, ciągły, nie dający się wykurować tak jak dy
chawicę i szczkawkę, mniemają być nasłaniem złego
ducha. Szczkawkę kiedy się kto raz odezwie i nątem
przestanie, mówią że szczkającego ktoś wspominał. Je
żeli nawet dłużćj do kilku razy trwa szczkawka zwy
kli się zadziwiać i m ówić: „o jakże mnie ktoś długo
wspomina“ . Natenczas aby przestała, wyrywają sobie po
jednym włosku z rzęsy, wymieniają imiona osób z któremi mają jaki związek, a trafi się czasem że za wy
rwaniem włosa i wzmiankowaniem imienia jakiój osoby,
szczkawka przecież ustaje.
489
Kiedy kto kichnie w towarzystwie wszyscy mu życzą
zdrowia, długich lat, sto lat zdrowia, dobrych powo
dzeń, spełnienia życzeń i t. d. Z kilkokrotnego bez
przyczyny kichnięcia, wróżą sobie przyszłe cierpienia ka
taru i to się częstokroć sprawdza. Kto zrana naczczo ki
chnie, żartują sobie że tego dnia już apoplexią uderzony
nie będzie.
18.
Kąpiele i Karacye.
Czułość matek jest prawie taka sama w prostocie
jak w klasach wyższych, a częstokroć ją przewyższa. Ubo
gie są włoście nasze w lekarzy; same więc matki przez
troskliwość, robiąc ile rozumieją, albo co ktokolwiek
doradzi, kąpią swoje chore dzieci w doradzonych zio
łach, a po dopełnieniu tego wylewają wodę z kąpieli
na cudze psy ażeby jak mówią: ,,choróbsko z domu wy
niosły,“ albo na rzekę lub strumień, albo na drogę przed
przejeżdżających, ażeby oni tęż chorobę zabrali: a nawet
czekając z przygotowaną wodą kąpielną do wylania, wy
glądają podróżnego, wylewają spiesznie przed niego i na
tychmiast z miejsca uciekają, nie oglądając się za siebie.
Przechodząc około wylanćj wody z kąpieli stronią od
niój, spluwają i chronią się szczególniej aby bosą nogą
nie stąpić na rozlaną wodę. Dziecko ciągle chore i nę
dzne mówią że trzeba kąpać w Boże Narodzenie, a w ką
piel przygotowaną trzeba kłaść pieniądze. W nieckach
po mące lub w innem podobnem naczyniu, dziecka ką63
—
490
—
pac nie można; wodę z wykąpanych dzieci wylewają ha
krzak bzowy w ogrodzie lub gdzie przy domu rosnący,
a wnoszą że chorobę od nich odbierze złe, które tam pod
krzakiem spoczywa. Po wykąpaniu dziecka, jeżeliby to się
bawiło pod progiem domu, a ktoś go wchodzący prze
łazi, natenczas mówią że już większe nie urośnie.
Kąpią dzieci chore w odwarze ze słomy jęczmiennej,
z korzenia tatarakowego, z latorośli wysuszonej leszczy
ny, i z ziela które pospolicie szanta (origanum serpile)
nazywają, a zwykli także wykąpane dziecko, masłem niesłonem smarować. Tak zwykli także smarować po kąpieli
dzieci które się przelękną i ztąd cierpią, a sen mają nie
spokojny; czasem po wykąpaniu, przelewają nad niemi
wosk topiony lub ołów cedząc go przez miotłę. Jeżel
dziecko przelęknie się od psa lub innego stworzenia,
starają się dostać z niego szerści, choć szczyptę; jeźli od
człowieka, ucinają mu choć kawałek szmaty jakiój, i tem
dziecko przelęknione nakadzają, a nakadzając spluwają
Na krwotok po zranieniu używają chleba razowego,
jeżeli być może świeżego, ugniecionego z pajęczyną i zle
pionego w kształcie plastra, który przyłożywszy na ranę,
niewątpliwie krwotok ustaje. Potem na rany przykładają
albo podbiał, liście na gliniastych gruntach rosnące; albo
liście z latorośli olszyny które z pni wyrastają, i są tłuste
czyli lepkie; albo liście żywokostu wodnego. Maść na
rany robią 2 kwiatu konopi, płoskonnych 2 woskiem su
szem świeżo z ula wziętym i 2 oliwą razem stopionemi
i pomięszanemi. Na boleści w żołądku piją wódkę z pie-
491
przera tłuczonym i pomieszanym, albo pieprz cały poły
kają i wódką go zapijają. Na dychawice i długo trwającą
duszność mocną, moczą liście bobowniku (trifolium fibricum) w wódce, a taką z rana i wieczór piją po kielisz
ku. Kobietom doświadczającym krwotoku zbytecznego,
robią naparzania z odwaru krwawniku (millefolium) albo
też kory wierzbowój z latorośli oskrobanej; niektóre ko
biety radzą w takich razach pić odwar krwawniku. Spo-.
soby te kuracyi, nie są jednak przesądami, ale środkami
na ich doświadczeniach opartemi. Tak równie kurują zie
lem febre choćby najbardziej upartą, a tem jest babka
górna, która ma listki podobne do babki zwyczajnej, ale
nie stojące, lecz rozścielające się na ziemi, nie są tak gład
kie ale szorstkie, nietyle zielone ale bledsze; ze środka
listków nie kilka jak u babki zwyczajnój, ale jeden wy
strzela pręcik, na którym jest na samym wierzchu kwia
tek w kształcie baranka lilowo kwitnący. Całą tę roślinę
z korzeniem, liściem i kwiatem po oczyszczeniu suszą,,
trą na proszek, chowają do użycia, a wrazie potrzeby
dają w wódce tyle proszku, ile wziąść można na dobrą
łyżeczkę kawianą, i w tenczas gdy najmocniejszy daje się
czuć paroxyzm febry; do trzech razy niewątpliwie febra
cierpiącego porzuca.
Niektórzy włościanie mają pewne pory czasu do pu-.
szczania krwi, a czynią to bezwzględnie na istotną po-,
trzebę, i korzystają zazwyczaj ze zręczności gdy są,
w miasteczku na jarmarku lub targu, albo też gdy się
492
zgromadzają na nabożeństwo i gdy mogą mieć ku temu
cyrulika.
Gdy kto na rękach lub nogach ma brodawki, mówią:
że cierpiący aby się wykurował potrzeba żeby uważał
jak dwóch swawolnych chłopców jedzie na jednym
koniu, wtenczas niech za niemi rzuci wiecheć z bota
i rzecze: „dwojaki, dwojaki, weźcie odemnie brodawki;“
wtenczas to niewątpliwie znikną brodawki. Jnni za$
tak robią: nad brodawkami wiążą supełek z wełnia
nej nitki, a takowy supełek włożywszy pod biegun wrót
w stodole, uciekają z tamtąd pośpiesznie nie oglądając
się za siebie, a wtenczas brodawki niewiedzieć gdzie
się podzieją.
19.
Kobieta.
Mówią powszechnie iż kobieta ciężarna kiedy o co
prosi, nigdy jćj nic odmawiać nie należy, bo w takim
razie niezawodnie myszy suknie pogryzą temu, ktoby jćj
żądaniu zadość nie uczynił.
Kobieta przed wywodem po szlubie, nie powinna od
czasu oczepin zdejmować czepca z głowy, boby jej
diabeł łeb urwał.
Jak się kobiety przy spotkaniu całują, mówią męzczyzni
przez szykanę że będzie deszcz padał; kiedy się kobie
ta dąsa to jest pogniewa się na męża, natenczas wno
szą że z diabłem pacierz mówi. Przysłowie jest:
Kiedy kobieta chleb piecze i bieliznę pierze
Ledwie jej ze złości diabeł nie bierze.
493
20.
Koń.
Gdzie się koń tarza, po tem miejscu przechodzić nie
można, a zwłaszcza bosą nogą, bo taki człowiek może
dostać okropnych boleści żołądka, lub na nogach i na rę
kach brodawrek.
21.
Kot.
Kot zwierze pożyteczne w gospodarstwie, układne ale
złośliwe, zawsze drapieżne, a czasem srogie i okrutne, jest
w posądzeniu, że od złego ducha pochodzi; albo że w nim
zły duch jest ukryty. Dla tego to zawsze prawie kota
czarnego nazywają djabłem, a jeżeli się taki kot nieznajo
my widzieć zdarzy około domu, żegnają się, a potem ści—
gają go wołając: ,,a na lasy, na bory!“ Świecące jego
oczy w ciemności, a za pogłaskaniem za włosem i pod
włos iskry elektryczne strzelające ze grzbietu, stawiają za
dowód, że kot czarny w sobie ogień piekielny mieści.—
Wszelako zabicie kota kijem, albo w jakibądź sposób bez
strzelby bardzo źle uważają; gardzą takim człowiekiem
i m ów ią: „nie wdawaj się z nim, bo on kota zabił,“ i
długo niezapominają tój winy. Kucharz jeśli źle ugotował
jaką -potrawę, jeśli mu się coś nieudało, lub co zepsuł,
stało się przysłowiem dworaków: „musiał kota zabić,“
mówią także iż po nim jedzenie nigdy smacznem nie bę
dzie. Kiedy się kot myje, to jest łapkami głaszcze, wró
żą sobie iż przybędą goście; taka jest przypowiastka po
494
—
wszechna i na takich zasadach opiera się wtenczas, gdy
iskry odstrzelają od drewna, albo gdy sroka skrzeczy,
22.
Krzewy i zioła.
Krzewy i zioła niektóre u włościan mają także szcze
gólne przasądne znaczenia; z tych Boże drzewko raz za
sadzone w ogródku, starannie przez domowe dziewczęta
powinno być chodowane, albowiem gdy przez zaniedba
nie uschnie wśród lata, śmierć komuś wróży w tym do
mu. Ruta znaczy gotowość za mąż dziewczyny która się
w nią ubiera; z nićj uplatają wianki i stroją swe głowy.
Czarownice używają bylicę, blekot, lulek czyli szalej, cy
kutę, jaskier i inne tym podobne jadowite. Odwar z ziela
bylicy dają krowom do picia po wycieleniu aby się oczy
ściły, domieszawszy mąki i soli, a wnoszą że od takiój
krowy po wycieleniu bylicą napojonój, czarownica mleka
odebrać nie może. Bez jeżeli gdzie rośnie w ogrodzie lub
w sadzie, nie można go wykopywać ani wycinać, bez na
rażenia domu do którego należy, na wielkie nieszczęścia,
dolegliwości, a nawet na śmierć; skórka ze świeżo ukopa
nego korzenia skrobana do góry, wydaje sok sprawujący
womity, a jeżeli skrobie się korzeń na dół, natenczas
sok wyciśnięty sprawuje rozwolnienie.
Lud opowiada różne baśnie o zielu paproci, do których
się łączą tajemnice i dziwaczne zmyślenia. Tę roślinę
skrytopłciową, uważają przecież jako wydającą kwiaty
z niepoliczonemi własnościami; lecz kwitnienie odbywa
się tylko, według wniosków ludowych w samą północ
495
wigilii świętego Jana. Do kwiatu tego więc przywią
zują rozmaite skutki: obfitość w bogactwa, szczęścia i
dobrego mienia. Chcąc go dostać, potrzeba w wigilią
S. Jana przed północą iść na miejsce gdzie dość rośnie
paproci, trzeba mieć święconą kredę, jaka się w dzień
Trzech Króli po kościołach święci, określić koło tak
wielkie, aby we środek zająć najbujniejsze rośliny, po
łożyć się w znak krzyża, i gdy wtenczas po za kołem
diabli odbywają rozmaite pokusy i strachy, niczego się
nie obawiać i leżeć cicho beż poruszenia. O go
dzinie północnćj kur zapieje, ustają harce diabłów, a
wtedy potrzeba szukać na całym sobie opadłego kwiatu
z paproci , i gdy się go znajdzie, schować w szkaplerz
i nosić tak długo, dopóki się człowiek nie nasyci bo
gactwem, które nie wiadomo z kąd się bierze. Mówią
że kto ten kwiat posiada, mimowoli znajduje odwiecz
nie w ziemi zachowane pieniądze, szczęści się gospodar
stwo, pasieka, pomnaża dobytek, a nawet myśliwy nigdy
na próżno nie strzeli. Niektórzy wnoszą iż niepotrzeba
określania się święconą kredą i że niema żadnych stra
chów przy zbieraniu kwiatu paproci, tylko się trzeba w
niej na noc w wilią S-go Jana położyć, a sam kwiat
o północy za cholewę wpadnie, i nosić go trzeba za cho
lewą wciąż, dopóki się człowiek nie zbogaci.
23.
Kukułka.
K ukułkę, która wcześniój do nas nie wita, póki jak
mówią włościanie, oka listkiem rozwiniętym nie zakryje,
496
skoro kto pierwszy ze starych ludzi posłyszy, rachuje sta
rannie ile razy ona zahuka, a tyleż lat życia jeszcze wró
ży dla siebie.
Jeśli przy pierwszem zahukaniu kukułki człowiek ma
przy sobie pieniądze, niechaj potrząsa kieszenią i rachuje
te pieniądze w kieszeni; a natenczas przez cały rok trzy
mać się go będą. Przy kim kukułka nie zastanie pieniędzy
taki żałuje i żali się: „otóż mnie okukała na głucho,“ a
więc jak była bićda tak i będzie.“
Opowiadają że kukułka powstała na świat z zaklętej
panny, która jak kukułka dzisiaj, kryła się ówcześnie przed
narzeczonym wołając: ,?kuku,kuku, chy, chy, chy! chy,
chy, chy!“ Mówią że ona nie ma samca i że z tego po
wodu tęskni i kuka, iż z kukułek pod jesień przeobra
żają się kobusy, rodzaj małych jastrzębi.
Jeżeli na wiosnę zbyt wcześnie odezwała się kukułka,
tak że na drzewach listka najmniejszego nie było, wróżą
sabie złodzieje, iż im w tym roku kradzież udawać się
nie będzie, bo nic schować nie potrafią i kradzież się za
wsze wykryje.
24.
Lot ptaków.
Lot ptaków jest szczególną wróżbą przyszłości, również
jak niegdyś u starożytnych ludów. Dzikie gęsi na wio
snę, jeżeli lecą regularnie i bardzo wysoko znaczy, że już
potem ciepła i pogody nastaną; jeżeli nisko i między sobą
plączą się; jeszcze potem zimna i słoty trwać będą. A toż
497
samo w jesieni, jeżeli wysoko lecą i gęgają, to znaczy
że jeszcze ciepła i pogody potrwają, a przeciwnie spo
dziewać się można zimna i słoty. Przesądem zaś jest, że
skoro tylko dzikie gęsi przelatują, a ktoś je zacznie ra
chować, natychmiast klucz ich lotu mięsza się i psuje.—
Kiedy wrony latają wysoko i regularnym lotem spuszcza
jąc się, na wierzchołkach drzew siadają, wróżą so>bie żtąd
pogodę; kiedy się plątają w tę lub ową stronę beZ ładu,
że się tak tłuką na deszcz. Białe wrony dłu go skrzy dłey
pospolicie wronami morskiemi nazywane, jeżeli się gdzte
w czasie letniej słoty pokażą, po nad wodami w okolicy,
spodziewają się jeden powodzi, inny zimna i słoty. Je
żeli wrony, gawrony i kawki obsiądą gdzie na polu
i zabawiają czas długi, mówią że to są diabli i gotują Się
porwać jakiegoś potępieńca. Lot tych ptaków w batfdZo
wielkićj liczbie, jeśli się zdarzy po zachodzie słońca1,« tf je
śli się nigdzie nie zatrzymuje w przelocie,, jest ziiakieni
że złe duchy lecą po jakąś dobrą ząprzedaną duszę.
25.
Łyżka.
Jeżeli w czasie jedzenia łyżka upadnie, znaczyć ma że
jeszcze ktoś bardzo głodny przyjdzie, a toż samo znaczy
upadnięcie ze stołu widelca lub noża. Gdy w towarzystwie
jedzących włościany ktokolwiek choć przez pomyłkę we
źmie cudzą łyżkę, wróżą sobie iż on z właścicielem łyżki
kłócić się kiedyś będzie.
64
498
26.
Meteory.
Meteory czyli zjawiska przyrody rozmaicie sobie tłuma
czą tak: Ognik błąkający w czasie wiosnianych, letnich i
jesiennych ciepłych nocy, ma to być jeometra czyli mier
niczy, który za życia niesprawiedliwie pola pomierzył, a po
śmierci przyszedł za karę do poprawy pomiarów. Cho
dzi on mówią z pochodnią w ręku, i ogląda swoje nie
sprawiedliwe dzieło, radby złe naprawić, a nie może, i
w ten sposób cierpi katusze. Inni mówią że to jest ber
nardyn kwestarz, chodzi on po nocy z pochodnią i szuka
jałmużny ukwestowanej, którą za życia z uszczerbkiem
swego klasztoru roztrwonił. Inni znowu wnoszą, kiedy
gdzie ten ognik w jednem miejscu pokaże się i spoczywa,
że tam się palą pieniądze zakopane i pilnowane przez
złego ducha; przez palenie czyszczą się one ze rdzy i wil
goci, a to co lat trzy bywać zwykło, lecz kto śmiały,
skarb ten otrzymać m oże, byle tylko przybiegł na miej
sce, a dla poznania w którem miejscu kopać, zostawił tam
jaką część ze swojej odzieży. Kto rzucił np. czapkę będzie
kopał do pieniędzy tak głęboko jak sam jest wysoki;
kto sukmanę, po szyję; a kto zdążył rzucić bót będzie
kopał po kolana. Jeżeli prędko ognik przelatuje, mó
wią że komuś diabeł pieniądze niesie, a odznacza się prze
to po za sobą ognistym ogonem. Zorza północna któ
rej purpurowe światło tak szczególnie na horyzoncie
jaśnieje, wróżbą jest dla włościan wojny, moru lub
499
głodu, albo tym podobnych nieszczęść, które w przy
szłych latach następie maję. Słupy około słońca w cza
sie zimy, znaczę przyszłe mrozy, a w czasie lata posu
chę. Czerwono zachodzęce słońce, oznacza majęce na
stępie wiatry, jednakże te wróżby nie zawsze się sprawdzaję.
Włościanie nasi maję także właściwego sobie ducha
poezyi, urojeń i pomysłów, tudzież wyobraźnię, ich po
jęciu i usposobieniu odpowiednię. Słyszano więc nieraz
zaprawdę mówięcych włościan, jak widzieli na powietrzu
zapalczywę wojnę dwóch nieznanych narodów i tych wo
jen okropne skutki, rozlew krwi, mnóstwo trupów, a na
wet w oddaleniu spadajęce trupy z obłoków, które jednak
za nadejściem ludzi niknęły, i pokryły się grubę nocy
powłokę. Dodaję przytem jeszcze iż słyszeli nawet rżenie
koni, chrzęst i szelest zbroi, a nawet głosy rycerzy i
odgłosy muzyki wojennej.
27.
Mogiła.
Przejeżdzajęc przez bory i lasy, po niektórych okolicach
daję się gdzie niegdzie spostrzegać łomowiska gałęzi i
wiechcie słomy i siana na jednę lub dwie osobne kupy,
jakby umyślnę rękę złożone; sę to mogiły nieboszczyków.
Tam zabity od zbójców, tu na rozstajnych drogach po
chowany wisielec albo samobójca, tam polegli w boju
żołnierze. Przejeżdzajęcy już zdaleka chwyta jakę będź
gałęzkę, wiezie ję do mogiły, i na tę mogiłę przyrzuca;
a jeśli o tem zapomniał :albo też nie wiedział i dopiero
nadjechawszy mogiłę zobaczył, zsiada z woza, łamie gałęż
z poblizkiego drzewa, żegna się i mówi: „wieczny odpo
czynek“ za dusze zmarłych i nieoglądając się za siebie
odjeżdża. W niedostatku gałęzi miota wiecheć słomy lub
siana z wrozu, wyjęty. Ktoby tego niedopełnił, jest przesąd
że zły duch nieboszczyka gniewa się na podróżnego i mo
że go w drodze obłąkać w taki sposób, że swoją drogą
nie trafi, albo że go w drodze spotkać może jakie nie
szczęście. Straszą się zawsze pod przejazd w nocy
około mogiły, a pieszy podróżny jeżeli wie w klórem
ona jest miójscu, omija ją zdała. Częstokroć nikt w oko
licy nie wie, ani żadnego nie ma podania od najdawniej
szych ludzi o czasie założenia mogiły, a mimo tego że są
odwieczne, że może już nie ma w niej ani śladu kości
nieboszczyka, jednakże ich zawsze postrach obejmuje na
każde zbliżenie. Chwalebną jest rzeczą, że mogiły po po
lach będące włościanie zdaleka oborywać zwykli i nie
rozorują pamiątek, które są liczne tak po wojnach szwedz
kich, jako też po grassującem powietrzu które tu pano
wało przed półtora wiekiem. Oszczędza je lud i liczne
łączy do tego opowiadania (*).
(*) Mnóstwo jest mogił w okolicach Mohilewa wielkiego,
który może z tąd bierze swoje nazwisko; bardzo wiele jest
także w niektórych okolicach gubernii Mińskiej i Grodzieńskiej;
najwięcej zaś je st na Wołyniu, Podolu i całej Ukrainie. Te
wszystkie mogiły różnej wielkości, mają kształt regularny
z osypanej ziemi na kształt kopców granicznych, a czasem
501
28.
Mróz.
Mróz tak każdemu dokuczający, zwłaszcza w tenczas
gdy mocny, ma za sobą przesąd u ludu, że gdyby
porachować w okolicy siedmiu łysych, natenczas mróz
kark złamie, to jest zmniejszy się lub na odwilż za
mieni; ale jeżeliby się więcej porachować dało nad
siedmiu, trzeba już w ówczas rachować trzy dziewięciu
łysych, to jest dwudziestu siedmiu, chociażby ich w tym
celu pożyczyć z innej okolicy dla zupełności rachuby.
Opowiadają w okolicy Krasnegostawu, że chłop jadący
do miasta, spotkał w czasie tęgiego mrozu na drodze
zupełnie nagiego człowieka,- który go prosił aby go
na saniach podwiózł. Ulitował się nad nim, okrył go
są podłużne w kształcie wałów albo okopów. Tradycya (przez
dawnych ludzi z ust do ust przechodząca) mówi, że te
mogiły i kurhany są czworakiego rodzaju. Jedne z ni ch są
grobami nieboszczyków poległych w boju lub z grasującego
powietrza; znakom itsze wielkością stanowią groby ludzi ówcze
śnie znakomitych. Drugie kurhany na wysokich w zgórkach
sypane, stanowiły miejsca widety czyli pikiety wojskowej,
w czasach licznych napadów i bojów, jak np. w okolicach
Ołyki i tam tejszego zamku. Trzeciego rodzaju kurhany jak
widać w pewnej odległości regularnie sypane były drogą czyli
śladem zagonów tatarskich, przez stepy Ukrainy i Podola i
miejscem stanowiska przechodów, czyli pod tym względem
ich znakami. Czwarte mogiły, kurhany i kopce były znakami
granicznemi xięstw udzielnych, te są albo okrągłe w kształcie
kopców, albo podłużne w kształcie wałów, jak np. w okolicach
W łodzimierza Wołyńskiego, gdzie dawniej było xięstwo Wio*,
dzimierskie.
502
siermięgą, a ten nagi pod samą rogatką szepnął chłopu:
„jestem cholera“ , i zniknął. Jemu nic nie było, ale
w całćj okolicy Krasnegostawu, bardzo ludzie potem
umierali na cholerę. Działo się to w roku 1831,
29.
Myszy i szczury.
Jeżeli ser przez myszy pogryzionym zostanie, alboteż
chleb, a taki ktoś bez obrzydliwości i z odwagą zjada,
mówią, że on nigdy bólu zębów doświadczać nie będzie.
Matka dając dzieciom chleb przez myszy pogryziony,
tłumaczy im ich obrzydliwość, że tam przecie mysz ani
jednego zęba nie zostawiła. Gdy wiele myszy w jesieni
widzieć się daje przy budowlach lub w gumnach, wno
szą ztąd, że zima będzie bardzo tęga. Szczura straszą
się jak diabła, i złym duchem go nazywają, nawet się
przed nim niektórzy żegnają. Opowiadają, iż są czarowniki, którzy tych natrętnych gości z domów wy
prowadzać umieją, a takiemi są zazwyczaj młynarze;
taki jak tylko świśnie, wszystkie szczury według tej
komenderówki za nim wychodzą, i może ich potem
prowadzić choć za dziesiątą granicę.
30.
Nietoperz.
Nietoperze latające co wieczór w czasie pogodnych
i ciepłych wiośnianych i letnich nocy, złem i duchami
nazywają. Mówią, że nietoperze w różne się strony
503
mijaj? dla tego ażeby znaleść człowieka, który piekłu
duszę poślubił; jeżeli go znajdzie nietoperz natenczas
wkręca mu się pomiędzy włosy i łeb potępionemu
urywa, ażeby duszę jego zabrać do piekła. Dla tego
kto ma długie włosy, i wyjdzie z chałupy z odkrytą
głowę, skoro nadlatuje nietoperz chroni się od niego
i ucieka. Gdy w dzień znajdą nietoperza, brzydzą się
tem stworzeniem i spluwają jak na złego ducha i nikt
się nie ośmiela wziąść go do rąk. Czarownice złapa
nego żywego nietoperza sadzają w mrowisko na pewny
czas, wyjmują potem szkielet gdy mrówki kości z mięsa
objedzą, ze szkieletu wyjmują widełki piersiowe i oddają
kawalerowi chłopakowi, a potem resztą kości palą
w nowym glinianym garnku, rozcierają na proszek i dają
wypić w wódce tój dziewczynie którą on kocha; ona
przeto natenczas ginie i przepada dla niego z miłości,
w którój nie ustaje dotąd, póki on tylko kość pier
siową nosi.
31.
Ocet.
Mówią, że tylko złośliwa gospodyni może zrobić ocet
dobry,“ dobrodusznój kobiecie ocet się nie udaje. Nie
można nikomu dawać darmo octu, bo się albo ocet
zepsuje, albo z tego powodu między sąsiadami, mogą
się porobić kwasy czyli niesnaski i kłótnie. Przy za
rabianiu gniazda na ocet, koniecznie gospodyni gniewać
się powinna.
504
32.
Ogień.
Nasi włościanie szanują ogień bardzo i kiedy swa
wolne dzieci bawią się ogniem, starsi przestrzegają,
mówią: „daj pokój, ogień nie twój brat, żebyś się ż nim
bawił“ . Porządna gospodyni starannie go na noc za
chowuje i węgle rozżarzone obsypuje popiołem, ażeby
przez noc nie wygasł, i żeby go nazajutrz rano miała
w pogotowiu do rozniecenia. Nim krzesać ogień za
czną, żegnają się wprzódy; skoro rozdmuchają iskrę
między węglami i skoro już szczypkę czyli łuczywo za
palą, żegnają się także, jak gdyby dla pobłogosławienia
szczególnego daru nieba, który utrzymuje życie tylu ludzi
i zwierząt. Jeżeli rozniecony ogień dobrze się pali,
mówią że będzie pogoda, w przeciwnym razie słota.
Jak wielkie mają poszanowanie dla ognia stare wiejskie
niewiasty, dowód mieć można z opowiadania tych ko
biet, że gdy się raz zeszedł ogień jednego z ogniem
drugiego sąsiada, żalił się jeden przed drugim, iż go
spodyni ani dbała o jego porządne zachowanie, ani go
też na dobranoc nie przeżegnała; drugi ogień porządnie
zachowywany nakazał mu zemstę; jakoż następnej nocy
ogień równie nieuszanowany, zapalił dom i całe gospo
darstwo poszło w perzynę. Nie można z domu wyda
wać ognia wtenczas, gdy się krowa ocieliła, aby krowa
mleka nie straciła, albo żeby z nią jakie nie wydarzyło
sfię nieszczęście; tóm gorzej jeszcze kiedy w tym domu
w którym ktoś z sąsiadów ognia pożąda, znajduje się
kobieta w połogu. „Kto za życia ognia pożycza w piekle
oddawać musi“ . Przysłowie to każe szanować ogień
w każdym domu.
33.
Opętanie.
Mówiąc o diable, mówiliśmy także o opętaniu ludzi
przez tego złego ducha. Już dawno przecież ustały
eksorcyzmowania opętanych. Nie mogą jednak ludzie za
pomnieć tych ułudzeń i dla tego jeszcze wierzą, że
człowiek może być od czarta opętanym. Powiadają, że
opętany nigdy nie może wytrzymać być w kościele
w czasie podniesienia Najświętszego Sakramentu, albo
wiem wtenczas diabeł okrutnie go tłucze, morduje, on
przeraźliwie ryczy i koniecznie z kościoła wyprowadzić
go muszą. Na kłótliwą i wrzaskliwą kobietę, mówią:
„wrzeszczy jak opętana“ . Kto z kim fałszywą zabrał
przyjaźń, a wiedzą o jego fałszywości sąsiedzi, mówią:
„opętał go jak diabeł dobrą duszę“.
34.
Pokuta.
Dusza każdego człowieka rozstając się z ciałem, jeżeli
nie dość zasłużyła na zbawienie, ażeby prosto poszła
do nieba, skazaną jest na poprzednicze cierpienia, do
póki sąd boski tych cierpień nakreślił dla nićj granice.
Jednakże modły przyjaciół i krewnych, wyroki tego sądu
łagodzić mogą. Czćm kto grzeszył za życia, tóm po
65
506
śmierci odbywa pokutę (1). Bogacz co wiedziano, że
gdzieś ma, że gdzieś schował pieniądze, a umierając
nie odkrył swoim krewnym miejsca schowania, ani ilo
ści tych pieniędzy nie wyznał, chodzi w nocy po ogro
dzie z motyką, kopie ziemię, wybiera je i liczy, a za
lada szmerem żyjących raptownie znika, zostawiając po
sobie tylko odgłos jęków pokutnych i brzęk zakopanych
pieniędzy. Gospodyni, która za życia nie była wzglę
dną na dary Boże, nieszanowała i wylewała kluski niedojedzone w pomyje, pluszcze się w miśniku po nocy,
jak gdyby łapiąc i zbierając poniewierane kluski, dla
nasycenia dręczącego głodu po śmierci. Skąpiec co
wypchnął z domu żebraka i nieopatrzył jego niedoli,
widzianym bywa, jak wyciąga pokutującą rękę po jał
mużnę, Dziewczyna co żadnego kochać nie chciała,
(1) W jednem miasteczku parobczak często i długo zaba
wiał się na wieczorynkach, a ile razy w późnej nocy wracał
do domu .przez sm ętarz około kościoła, bo mu tamtędy ko
niecznie przechodzić wypadało, zaw sze widywał jakąś po
stać wysoką w bieli, z tw arzą bladą, niewyraźną i nakrytą
głową białą szlafmycą, a która starała się mu przebiegać
drogę. Odważny nie dbał o tę przeszkodę, i zdawało mu
się, że to jego rywal go straszy. Raz przeto postanowił
sobie ukarać zuchwałego przeciwnika, i gdy widmo natrętniej
jak zwykle zabiegało mu drogę, hopnął go pięścią w twarz
aż mu szlafmyca spadła. Natenczas widmo rzekło: „dzię
kuję ci mój synu! oddałeś mi to, co ja dałem mojemu ojcu,
wybawiłeś mie przeto z mąk czyszcowych; nakryj mi więc
głowę i niech cię Bóg błogosławi“ . Ojciec to był jego przed
kilkoma laty zmarły; dopełnił syn żądania i nakrył mu głowę
szlafmycą a widmo znikło.
507
zabiega drogę dorosłym młodzieńcom, jedną rękę kła
dzie na ustach, a drugą na sercu; rozwiozły pijak za
tacza się po drodze i przechodzącym ludziom żyjącym
przeszkadza. Nie dobra żona dla męża, klęka przed nim,
powtarza wierności i uczciwości przysięgę, którą łamała
za życia. Zła macocha obchodzi i głaszcze dzieci śpiące
i przebudzić ich nie śmie, ażeby jćj przebaczyły niehtościwe niegdyś obejścia. Nie zawsze jednak duszę po
kutującą widzieć się zdarza; częstokroć tylko słyszeć
można, ale wtenczas już niewiadomo kto jest tą duszą,
jakie są jej męki, a przez domysły tylko wyprowa
dzają wnioski bardzo rozmaite. Tam coś magiel cią
gnęło pod strychem budynku, tam coś taczało beczki,
tu przesypywało tak jak groch kiedy się mierzy do
korca, tam klaskało w dłonie i dmuchnęło wiatrem
trwożliwym i mocnym aż świeca idącemu zagasła. Kto
śmiały powinien w tenczas zawołać: ,»Wszelki duch
Pana Boga chwali!“ a jeżeli dusza pokutująca odpo
wie: „i ja go chwalę“ zaraz zatem powinno iść drugie
pytanie: ,,czego potrzebujesz duszo?“ Dusza zwykła
z westchnieniem wyrzec swoje żądanie np. jałmuży dla
ubogich, mszy żałobnej, postawienia figury Zbawiciela,
zaspokojenia dłużnika, albo nagrodzenia pokrzywdzonego,
albo przeproszenia zagniewanego sąsiada i t. p. (2).
(2)
Tadeusz Czacki sam opowiadał jako istotną prawdę,
że w parę lat po śmierci pokazał mu się ojciec, i miano
wał z imienia i nazwiska jakiegoś swojego wierzyciela, tu
dzież okoliczność dla jakiej u niego był zmuszony zacią-
508 —
Jeżeli na zapytanie: „wszelki duch Pana Boga chwali“
pokutnik nie odpowiada: „i ja go chwale,, na tenczas
pytający winien się przeżegnać a potem mówić; „Oto
krzyż pański, uciekajcie strony przeciwne/4 Wnoszą
albowiem że to jest potępieniec, dla którego już nie ma
zbawienia. Odróżnia się on jednak od upiora, tern szczególnićj, że mimo przeszkód od niego doznawanych, nie
tyle jest jak upiór straszny, a przez msze, modły za wszy
stkie dusze zmarłych, przez jałmużny i ofiary na kościół
czyli na chwałę Bożą, przez poświęcenie domu, w którym
to licho przeszkadza, można się pozbyć przeszkody (3).
gnąc pożyczkę; nakoniec summę jaką pożyczył. Wierzyciel
ten nie upomina! się o dług u familii zmarłego, nie mając
na to rewersu, ani żadnego świadectwa. Upomniał więc
ojciec T adeusza, aby mu ten dług. oddał z procentem.
Jakoż istotnie Tadeusz Czacki sprawdził całą okolicz
ność i według woli ojca nieboszczyka postąpił. Godna jest
wiara temu zacnemu mężowi, mogło to jednak wyniknąć
z jasnowidzenia. W szakże młodzieniec czternasto letni cier
piący chroniczną słabość, i mający być wiezionym do sław ne
go lekarza Michała Wojciechowskiego o mil kilkanaście
w okolice Machnówki, przez sen wygadał lekarstwo, jakie
mu ten lekarz przepisze, i gdy to zanotowano, słowo w sło
wo on mu taką samą receptę zapisał.
(3)
Każdemu kto czytał pamiętne jest zapewnie zdarze
nie przed kilkoma laty w Mazowszu, że diabeł w takiej
postaci jak go tam sobie pospólstwo wyobraża, straszył
łatwowierną właścicielkę dóbr i żądał pieniędzy, a przeko
nano się, że to był człowiek którego potem za to kryminal
nie sądzono.
509
35.
Próg.
Progi domowe są z pewną czcią szanowane powszech
nie. Godny gospodarz zwykł mówić: „każdy uczciwy czło
wiek progi moje przestąpić może.“ Nie można się przeto
witać na progu, albowiem to wielką sąsiedzką nieprzyjaźń
oznacza, dowodzi złe życzenie, a nawet sobie z tego wró
żą jakieś nieszczęście. „Bodaj żaden wróg, nie stąpił na
twój próg,“ Jest to życzenie dobrego sąsiada które już
przeszło w przysłowie. Poronienia zakopują pod progi
jakeśmy wyżćj powiedzieli, a zapytana o przyczynę ko
bieta powiedziała: „co nasze to nasze,“ ale jak sobie to
tłomaczyć dowiedzieć się od nich nie można. Jeśli dziecko
jest słabe i przyczyny dociec nie mogą, kładą go pod
progiem nakrywają deską w taki sposób, ażeby nie uległo
żadnemu uskodzeniu; a potem przez próg i przez deskę po
nad nićm, przepędzają prosięta, ażeby one z sobą nie wia
domą zabrały chorobę. Barana postawiają także obok
łóżka chorego, ażeby chorobę z niego wyciągnąć; mówią
że jeśli taki baran zdechnie, dobra jest dla chorego na
dzieja zdrowia, a przecie widziałem przychodzących do
zdrowia i zdrowsze jeszcze barany, które obok chorują
cego po parę tygodni beczały. Baran w taki sposób uży
ty, jeżeli jeszcze żyje, według swojego zabobonu twierdzą
że nie powinien być przez próg odprowadzany powoli,
i powoli przełazić, ale trzeba go popchnąć aby ten próg
przeskoczył, i dla tego to pod samym progiem dają mu
uderzenie pięścią w tył tak silne, ażeby jednym rzutem
510
stanął za progiem. Nigdy żebrak zabobonny nie przyjmie
chleba przez próg podanego, ale, albo go winien przestą
pić, albo żąda aby mu dający dawał za progiem; inaczej
znaczy to nieszezerość i nieżyczliwość jałmużny, która mu
w pożytek nie pójdzie.
36.
Psy.
Wycie psów częstokroć daje się słyszeć bez żadnej
przyczyny, ani zmiana powietrza, ani brak pokarmów, ani
ich skłonności przyrodzone nie dają do tego powodu,
a jednakże przeraźliwie wyją; żałosny ich głos bez wyśle
dzonej przyczyny, okropności słuchających nabawia, tembardziej kiedy w czasie wycia podnoszą pysk do góry
zazwyczaj ku zachodniój stronie, albo też przy tern kopią
ziemie (1); to się wydarza prawie zawsze po zachodzie
(1} „A psy wieśniaków zaryw szy pysk w ziemi,
Kopią, śmierć wietrzą i okropnie wyją“ .
Mickiewicz (Konrad Walenrod).
„Pies sam kości nie ugryzie i drugiemu nie da“ , tak
mówią o skąpcu lub nie użytym człowieku, który ma tego na
zbyt czego nie potrzebuje. „Z aw sze pies psem “ mówią
o człowieku złym, którego nic nie poprawia. „ P si ma n o s“
mówią o takim który zdąża na cudze obiady w samą porę.
„S zczeka jak pies“ gadatliwy człowiek lub obmow.ca nało
gowy, cudze dobre imię szarpający. „Użył jak pies w stu
dni“ : mówią o takim kto doświadczył kiedy złej drogi; albo
z kąd przyjechał w czasie jakiej wielkiej nawałnicy lub
burzy.
511
słońca lub w nocy. Wnoszą natenczas, szczególniej lu
dzie starzy że to jest przepowiednia wojny, że zwietrzyły
jakąś śmierć powszechną w okolicy, a przecież jak trudno
jest dociec przyczyny wycia, tak równie po wyciu powsze
chnie słyszałem, nie sprawdza się przepowiednia, widzia
no psa który się odwracał ku księżycowi, mocno się ku
niemu unosił i z całej siły szczekał; mówili że widzi jakie
goś ducha; wytłumaczono przecież że odpowiedał na echo
które się o górę w stronie południowej będącąa lasami
liściowemi okrytą, po kilkakroć odbijało. Widziano tak
że psy, które na cień swój od księżyca za każdem po
ruszeniem naszęzekiwali, a przecie byli tacy co mówili
że pies wtenczas ^łego ducha obracał. Zabicie psa
bez strzelby, tak równie jak kota bardzo źle jest uważanem w pospólstwie; mówią: że po takim człowieku
nic się nie wiedzie jeśli coś komu ustąpi i ze to na
psa wyjdzie. Owszem nazywają takiego zabójcę, hy
clem. Tylko zabicie psa wściekłego w jakibądz sposób
ma szczególny wyjątek od powszechnej reguły tchnącćj
pogardą dla zabijających, albowiem z powodu złej i
szkodliwój zarazy wścieklizny, ubiegać się o pierwszeń
stwo w zabiciu jest prawdziwą dla ludzkości przysługą.
Wściekłego psa nieznajomego w okolicy, nazywają cza
sem nasłaniem złego ducha ażeby szkodził ludziom i
zwierzętom, a to dla tego zapewnie, że szaleństwo jak
się wyżój powiedziało opętaniem zowią.
512
37.
Pszczoły.
Za grzech wielki poczytują temu kto się dopuścił
zabójstwa pszczoły, a to dla tego, że pszczoły dają wosk
na światło do kościoła. Niżeli bogobojny pasiecznik
osadzi rój złapany, żegna wprzódy ul, w którym je ma
osadzie, jakoteż żegna t.en sam rój przed osadzeniem
i wtenczas dopiero pszczoły do ula sypie. Dobra rzecz
jest kiedy kto z Bogiem zaczyna dzieło, ale sromotną
jest rzeczą słyszeć zamawiania po cichu, jakie w ta
jemnicy niektórzy wiedzą pasiecznicy, a wierzą w to,
że ich zamawiania i zaklinania, sprowadzają pomyślność
pasieki. Wierzą też. że gdy w oko czy w otwór ula,
którym pszczoły wylatują wsadzi się wysuszona krtań
wilka, natenczas pszczoły przez nią wylatujące, nietylko
mają być daleko silniejsze od innych sąsiedzkich, ale
na nie napadają i łupem z nich się żywią. Żywe gady,
jaszczurki i węże zalepiają w garnek i na wolnym ogniu
prażą, a ztąd otrzymany olejek używają pasiecznicy do
wycierania ułów wabikami zwanych, które na drzewach
przywiązują dla złapania dzikich lub też cudzych pszczół.
Mówią, że kiedy się kto targuje przy kupnie pszczół,
to potem nie będą mu się dobrze wiodły. Gospodarz
któryby miał obfitą pasiekę, winien się z nią uprzątać
i sprzedać przed końcem życia, jeżeli się czuje bliskim
zgonu, bo pozostałćj rodzinie już się tak udawać nie
będą, i łatwo się zmarnują. Tembardziej nie wiodą
się pszczoły temu, kto je po zmarłym kupuje. Zło
dzieje nie kradną pszczół ale miód, a ten co cudzy
513
rój kradnie niech się z niego niespodziewa pociechy;
owszem nawet swoje pszczoły przytem potracić może,
bo mówię: „jak ty kogo szczyptę, to ciebie z innej
strony diabeł ujmie całę garścię“ . Chcęc się zabez
pieczyć aby roje nie uciekały z pasieki, zakopuję gwóźdź
albo przynajmniej kawałek drewna z szubienicy w pasiece,
ule zaś smaruję pomiotem pierwszym że świeżo urodzone*
go cielęcia otrzymanym. Niepoliczone sę zabobony sta
rych pasieczników i trudne do zbadania, bo się z niemi
kryję; to tylko pewna że tych ludzi za znakomitych czaro
wników uważaję, a jak czarownice tern sę szczególniej
sławne że maję najwięcej nabiału, tak pasieczniki czarowniki maję najwięcej miodu, i najlepićj w nich pszczoły
się roję.
S8>
Sieci.
Jeżeli się zdarzy że ktoś idzie, a przeciw sobie jadący
wóz z sieciami spotyka, mówię że trafi potóm na jakieś
nieszczęście; przeciwnie zaś kto idzie za sieciami i w ten
sposób spotka ich na drodze, szczęście takiemu wróżę,
ale gdy sieci omija, trzeba ażeby tak prędko szedł lub
jechał, iżby też sieci zgubił z widoku i więcój się
z niemi nie spotkał, bo znowu w jakie złe uwikłać
się może. W lasach Janowskich leśniczy z innego le
śnictwa powołany, spotkał przeciw sobie idęce sieci
łowieckie potrzebne na powszechne polowanie, przy
padek zdarzył, iż na polowaniu postrzelonym został, a
przypadek ten, prostota spotkaniu sieci przypisywała.
66
514
39.
Śmierć.
Śmierć wyobrażają sobie jako ducha zupełnie róż
nego od wszystkich, bo w materyalnej postaci. Jest to
szkielet nagi, biały, jasnokościsty, trzymający kosę w ręku,
którą zarówno ścina głowy panów i chłopów. Po nie
których parafiach przy obrządkach pogrzebowych można
ją widzieć malowaną na chorągwiach, lud mówi: że ją
widziano jak chodziła koło ścian chorego, że ją chory
widział przy swoim łóżku i że z nią rozmawiał. Mówią
że częstokroć zmordowana wycinaniem ludzi, przycho
dzi do chorego i prosi ażeby ją przeniósł w pożądane
miejsce, a natenczas chory posłuszny, nabywa siły szczególnćj, wstaje o swój mocy, śmierć ta jest lekką jak
piórko, z łatwością ją więc przenosi i zdrów wraca do
domu. Kiedy chory zobaczy ją przy łóżku w nogach,
to dobrze oznacza i ma nadzieją wyzdrowienia; lecz
jeżeli przy boku lub przy głowie, umierać musi konie
cznie i to w krotce. „Śmierć się wije po płotu, szu
kając kłopotu*' znana jest pieśń jeszcze od pogaństwa
w Polsce; dla tego to może ziele przestępnik pospolicie
zwane, które się na płotach obwija i przy nich rośnie,
nie można psuć i wykopywać, w czasie rośnienia, aż
chyba w tenczas kiedy łodygi uschną i z liścia oblecą,
albowiem można kogoś w tym domu o śmierć przy
prawić. Z wyobrażeń śmierci malowanój jakeśmy wyżój powiedzieli, zapewnie poszło przysłowie przekleń
stwa: „a bodajś z kości opadł.“ Boją się zazwyczaj
nagłej śmierci, a więc przeklinają: „a bodaj cię nagła
śmierć spotkała.“
40.
Sny.
Sny a ztąd wróżby i we śnie przywidzenia, są zabytkiem
z najodleglejszej starożytności; wiadome są bowiem sny
Józefa w Egipcie, które nie bez sprawdzenia tłómaczonemi były. W tłómaczeniach snów zręczne są bardzo
niektóre wiejskie staruszki i w tym rzemiośle czasem
są zdolniejsze niżeli wszystkie senniki jakie łatwowierzącym czasem diaki lub organiści, albo też i włościanie czy
tać umiejący, przy wydarzeniach i zasięganiach rady czytać
i tłómaczyć zwykli. Nie uważamy za rzecz stosowną opi
sywać szczegóły snów wydarzać się mogących, a ztąd
niepoliczone przytaczać wróżby; że ryby i woda znaczą
żal i łzy; woda mętna i błoto, utrapienie i smutek; ogień
znaczy złodzieja; pszczoły rojące się, pożar w tym samym
domu lub wsi; utrata zęba, znaczy śmierć krewnego; pies
wściekły lub kąsający, nieprzyjaciela, i tak dalćj. Dla
tego to rozsądniejsi ludzie łagodząc obawę i smutek
innych jaką sobie ze snów tłumaczą, używają na zni
szczenie przysłowia: „Sen mara, Pan Bóg wiara“ .
41.
Sowy.
Sowa od najdawniejszych czasów, ten ptak dziki,
ponury, w nocy tylko szczególniej oczom naszym zją-
516
wiający się, był uważany za ptaka smutku i żałoby (1).
Liczne są gotunki sów; z tych ledwie nie każdą sowę
pospólstwo złym duchem mianuje. Widziano sowę pło
mienistą (strix flammea) inaczej Pucką, jak ją chłopcy
okładali batami wołając: „a na lasy! na bory!“ Mówią
że sowa rdzawa (strix stridula) śmieje się po lasach
wśród nocy z tych psot, jakie ludziom wyrabiają cza
rownice naówczas zioła zbierające. Sowa puchacz (strix
buboj huka i krzyczy w nocy udając prawie głos czło
wieka, a. potem jak gdyby kogoś zwodziła; odpocząwszy
nieco, śmieje się dzikim głosem jak człowiek. Sowa
puszczyk (strix ulula) swoim śmiechem wyszydza i śmierć
sprowadza słyszącym (2); zazwyczaj ona mieszka w dziu
plach drzew, dla tego to jest przysłowie kiedy się ktoś
ni z tego, ni z owego rozśmieje: „śmieje się jak diabeł
w suchój wierzbie.“ Mówią równie: „sowa na dachu
kwili, ktoś pewnie umrze po chwili.“ Inni mówią że
kiedy sowa odzywa się głosem: „puc, puc“ który jest
podobnym do głosu: „pójdź! pójdź!“ wywołuje komuś
śmierć; a kiedy się odzywa głosem: „powi, powił“ to
się ktoś urodzi.
(1) Na pięknym marmurowym nagrobku Xiążąt Radziwiłów, w kościele farnym w Szydłowcu w ziemi Radom
skiej, jest zamieszczona z marmuru właściwego koloru sowa
płomienista, jako znak żałoby.
(2) Artykuł o sowach podobny jest temu jaki badacz
przysłowiów K. W. Wójcicki podał.
—
517
42. Sroka.
Jeżeli sroka lata około domu, po ogrodzie albo przysia
dając tu i owdzie na płotach lub budowlach krzyczy i skrze
czy, powiadają że gości spodziewać się trzeba. Zabitą
srokę wieszać zwykli w stajni przy koniach nad żłobem
aby się sprawiały, to jest ażeby dobrze jadły i tuczyły się
prędko. Jest to przesąd wszystkich furmanów, a może
przecież lepiej jest gdy niektórzy razem z końmi utrzymują
w stajni kozła i to małym kosztem, bo się żywi okruchami
paszy, którój konie nie dojadły.
43.
Strachy
Pod tym wyrazem strach rozumieją wszelkie wydarze
nia, bądź z przywidzenia albo przesłyszenia się, bądź
z wyobrażeń o działaniach diabłów i upiorów w ogólności
i mówią np. że w tym zamczysku albo w tamtój pustce coś
straszy; że tamtędy strach przechodzić,w nocy; że od
strachu człowiekowi włos dębem staje na głowie. Stra
chami nazywają także pokutujące dusze, o których wyżój
mówiliśmy. Lecz przestrach dzieci częstokroć z jednego
źródła pochodzi, albowiem nierozsądne matki i niańki jak
tylko dziecię wyjdzie z powicia, ażeby płaczące chwilowo
uspokoić, nastraszoną miną już mu bają o strachach, wil
kach, kominiarzach i t p. Przestrach przeto dzieci z lada
okoliczności jak np. z widoku obcego człowieka, rapto
wnego ukazania sią cudzego psa, lub kota, jest prawie
518
powszechnym u włościan. A jak sami są winni, że wma
wiają w dzieci bojażń, że im przez swoje mylne wyobra
żenia o strachach nadają dziwaczne przywidzenia i napeł
niają wstrętem do widoków obcych, tak też i sposoby
leczenia dzieci z przestrachu są bez związku z naturą
choroby. Mówiliśmy już o tern pod artykułem o kąpie
lach i kuracyach. „Strach ma wielkie oczy“ jest przy
słowie dla tych, którzy są lękliwego serca, nie mają dość
odwagi żnieść wydarzeń w życiu trafiać się mogących.
„Strachy na Lachy“ było przysłowie hajdamaków za
wiązanie w czasie rzezi Humaóskiej.
44. Szpilka lub Jgła.
Kto znajdzie szpilkę lub igłę, mówi że tego dnia jeszcze
nic nie zgrzeszył, i rad się z tem przechwalać przed domo
wnikami. Pożyczając jeden drugiemu igły lub szpilki
w sąsiedztwie, obraca do siebie ostrym końcem, a główką
obraca do sąsiada,przy oddaniu, z uprzedzenia, ażeby się
łaska sąsiedzka nie przekłuła. Ostrzegają kobiety, aby
nie zapinały szpilek lub igieł na piersiach, bo nie będą
miały do statkiem pokarmu dla dzieci. Złamanie się
igły przy szyciu, jest wróżbą tego dnia jakiegoś w domu
nieszczęścia.
45. Tęcza.
Prześliczny widok tęczy, widok łamiących się promieni
słońca przez krople wody zawieszone w powietrzu, włoś
519
cian naszych wprowadza w niepoliczone domosły, gdy
przyczyn jej tworzenia się nie znają i wytłomaczyć sobie
przeto nie mogą. Powiadają że tęcza jest rurą długą kabłąkowatą, którój jeden koniec zatapia się w sadzawce
lub jeziorze i tam wszystką wodę wypija, ażeby ją potem
rozlać po ziemi, i mniemają że ztąd deszcz powstaje: mó
wią także, iż tęcza ztamtąd wszystkie ryby wyciąga, prze
nosi je gdzie indziej na błota, bagna, a czasem rzuca w bru
zdy między zagony. Gdy w letniej porze zdarzają się nie
kiedy gwałtowne burze, z trąbą powietrzną, a taka
burza trafiwszy na sadzawkę lub rybne jezioro za
brała część wody z rybami i rozrzuciła po polu, i jeśli
przypadek zdarzył że ktoś znalazł rybę w niepodobnem miejscu i przeciwnem jćj naturze, nic dziwnego że
ztąd myślą iż to jest skutkiem siły tęczy, i że niby to ona
takie po sobie zostawia zjawiska. Jest przesąd u niektó
rych włościan, że kiedy się położy na dłonie dwie słomki
na krzyż i na nie się popluje a potem dłoń w dłoń uderzy,
to tem można zepsuć tęczę do trzeciego razu; zaraz ona
się rozdziela i powoli ginie.
46.
Trumna.
Nieszczęściem jest spotkać w drodze trumnę z umarłym,
tem bardziej gdy się naprzeciw niego jedzie, a oglądać się
za nim przejechawszy nie można, ażeby większego na sie
bie nie sprowadzić nieszczęścia. Kiedy umarłego wyno
szą z domu z trumną, natenczas wszystkie śmiecie i trzaski
pozostałe od wyheblowanej lub struganój trumny, z da-
520
lęka na drogę, powyrzucać należy; bo jakakolwiek pozo
stałość potem, znowu potem komuś śmierć sprowadzić
może. Jeżeliby gdzie w chałupie było jakie lusterko
zawieszone wtenczas, kiedy w trumnie leży umarły, trzeba
go zdjęci schować albo zasłonić, bo powtórzenie widoku
przez lustro, może także komuś śmierć przybliżyć, a kto
wen spojrzy, ten umrze. Mówię że ktoby chciał żyć dłu
go, niech tylko sobie za życia sprawi trumnę i w niej sypia.
Wystrzegają się bardzo przy robieniu trumny ażeby w
części wieka która na głowę umarłego przypada, nie było
sęków, albo przynajmniej żeby sęk przy heblowaniu nie
wyleciał; pozostałę bowiem dziurę od sęka, umarły na
świat wyglądać może i którego z krewnych do siebie
zabierze (1). Nie można się ze stolarzem targować o ce
nę trumny zrobić się majęcćj, bo to bardzo cięży na
duszę zmarłego.
(1) Na cmętarzu stała kaplica a w niej w trumnie był
umarły. Podróżny konno jadący w czasie okropnej nawał
nicy grzmotów i piorunów do tej kaplicy: schronił się, a
miał z sobą pieska. Deszcz lał jak z wiadra i błyskawica
tylko niekiedy oświecała wnętrze kaplicy, piesek przeraźliwie
warczał. Podróżny przy okropnościach położenia swego
odważny, chciał dociec tego przyczyny; przy błyśnięciu
przeto widział, jak umarły przez dziurę po wypadłym sęku
z trumny ruszał palcem i drażnił pieska. Przeżegnał się,
zmówił pacierz za dusze zmarłych, a mniej dbając na deszcz
gwałtowny], bez szwanku w dalszą drogę pojechał.
521
47.
Upiór.
Upiór jest to człowiek umarły, który po swojej śmierci
skazany na wieczne potępienie, w samą tylko północ ma
wolność wracać niby do życia, błądzić po ziemi, napasto
wać przechodzących i niepoliczone dziwy wyrabiać. Są
pomiędzy włościanami znawcy, którzy jeszcze za życia wie
dzą, kto po śmierci z sąsiadów będzie upiorem. Taki
człowriek mówią ma dziki wzrok, twarz zawsze czerwoną,
uśmiech szyderski i złośliwy, postać ogromną. Zaraz po
śmierci członki jego są wolne, nie zastygają i nie tężeją
jak u innych umarłych, a oczy choć zamykane, chociaż na
nich grosze dla wtłoczenia przez ciężar kładą, przecież
te oczy otwierają się na nowo, i wzrok nie gaśnie, bo
zrzenice jego tak jak za życia patrzą, a twarz niebo
szczyka prawie tak jak za życia czerwona (1).
Opowiadają włościanie, jak niezbyt odległemi czasy
postępowano z umarłemi, którzy zaraz po śmierci po
kazywali znaki upiorów, i w jaki sposób zapobiegano
przed pochowaniem takiego człowieka, ażeby nie cho
dził i nie straszył po śmierci. Kiedy wszyscy sąsiedzi
zgodzili się na to^ że umarły po znakach wyżój opisa
nych jest niewątpliwie upiorem, natenczas wiązano mu
(1) Kto rumiany jest za życia, ma obfitość kolorów ta
kich na twarzy, jest przysłowie: „ ż e on czerwony jak upiór“
a po śmierci takiego człowieka mają w podejrzeniu że jest
upiorem.
67
522
łyczkiem od święconego ziela odjętem, obie ręce w tył,
czyli tez dwa średnie palce, a twarzą do spodu obró
coną kładli go w trumnę, którą, a przynajmniej od niej
wieko, starano się mieć z drzewa osiki. Mówią jednak,
że częstokroć ta ostrożność i takie środki wcale nie
pomagały, a pochowany upiór wstawał o swej godzi
nie i w całój wsi przeszkadzał. Wtenczas to zbierali się
sąsiedzi, zmuszali najbliższego krewnego, ażeby się z niemi
udał do mogiły upiora, odkopywali ciało, a ten krewny
rydlem musiał uciąć łeb, przeciwnie do ciała zastoso
wać, to jest obrócić twarzą do pleców, nogi i ręce
łyczkiem od święconego ziela zawiązać, a tak zmordo
wany upiór, już więcej nie wstawał i nie przeszkadzał.
Niekiedy kołem osikowćm przebijali serce upiora, z któ
rego też zaraz krew ciekła, choćby był dawno pocho
wany. Upiora postać skoro wyjdzie z ziemi jest daleko
większa jak ża życia, i siłę posiada nad ludzką; zaraz po
wyjściu, oczy swe na wschód obraca (2), chucha i dmu
cha z szczególną wściekłością, czasem widać z jego otwar
tej gęby buchający płomień ognia piekielnego, bieży on
w tę stronę gdzie ma szczególny pociąg przyjaźni lub mi-
(2) Mickiewicz także w swej balladzie W stęp do Dziadów,
użył tego ludu przesądu.
„M ówią że upiór skoro wyszedł z ziemi
Oczy na gwiazdę poranną zarzucił “ .
Ta ballada jest zupełnie ludową treść jej albowiem, w każ
dej okolicy jest u nas znajoma i opowiadana.
523
—
łego pokrewieństwa za życia, a dręcząc przez swoje stra
szydła wybranego sobie człowieka, o śmierć go przyprawia
i z sobą zabiera. Czasem straszy całą okolicą, kogo bądź
napadnie. Jest on siły nieporównanćj, i trzeba bardzo
mocnego ażeby mu się oparł, kiedy on się z kim mo
cować zacznie. Bywały jednak zdarzenia że silny czło
wiek, pasując się z upiorem dość długo, pokonał go, skoro
kogut zapiał i natenczas albo trupem upadł na ziemie,
albo się w smołę rozlał, wydawszy wprzódy najokro
pniejsze jęki. Zwykle upiór pokazuje się tylko na no
wiu księżyca w noc ciemną, a szczególniej w noc wie
trzną, lub przy księżycu w noc pochmurną. Ci co są
ciekawi widzieć takich umarłych, na wiosnę kiedy kora
odstaje od pręcia zeszłorocznych latorośli szukają wierzby
na piszczałkę, w tak odległem miejscu, ażeby wierzba
nigdy piania koguta nie słyszała; tam wyrzynają pręcie
nowym nożem, którym jeszcze nigdy nic wyrabianćm
nie było, i wyrabiają piszczałkę, a ona ma własność, że
skoro w nocy wpół do dwunastej uderzy a na niej się
przy. smętarzu zagra (3), całe wojsko upiorów ze swych
(3 )sPiszczalka z kory wierzbowej wybita na wiosnę ma
coś w sobie uroczego dla młodych równie jak dla starców.
Mickiewicz także to zręcznie użył w swoim Konradzie
W allenrodzie:
„N ieraz kmieć stuletni
Trącając kości żelazem oraczem,
Stanął i zagrał na wierzbowej fletni
Pacierz umarłych
524
mogił powstaje w ogromnych postaciach, którzy wycho
dzą nie tylko pieszo, ale nawet na koniach i w zbroi je
żeli byli wojownikami za życia. Częstokroć upiory wstają
bez żadnego zawabienia piszczałki, a prosto tylko na żą
danie którego bądź krewnego lub przyjaciela (4); lecz
wtenczas pokazują się łagodniejszemi, niemniej jednak
szkodzą i żądającego widoku razem z sobą na potępie
nie prowadzą. Do rodzaju upiorów należy Strzyga (5).
Jest to upiór nikomu nieznany kto on był za życia, szko
dliwy jednak a szkodliwszy od wszystkich, bo cichy, nie
łatwo się widzieć daje, a zatem łba mu uciąć nie mo
żna. On w kościele lub w cerkwi witając o samćj pół
nocy, wiesza się około ołtarzy, gryzie, łamie i psu
je świece woskowe przed ołtarzami albo też gry
zie i psuje ołtarze i obrazy świętych na tychże ołtarzach
(4) Że nieboszczyk stawić się może na wezwanie które
go bądź z krewnych lub przyjaciół, ten przesąd jest pra
wie powszechnym nietylko u nas, ale nawet u Niemców.
Czytać Birrgera, albo piękne naśladowanie Antoniego Edwar
da Odyńca. Lenora zbyt rozkochana wezwała oddalonego
kochanka który właśnie już nieżyt; przyleciał, porwał ją na
konia i uwiózł podobno do piekła.
„K siężyc świeci, ona leci!
Czy strach umarłych tobie?
Wieczny im pokój w grobie!
(5) Strzyga je st rodzaj bardzo małej myszy, która wci
ska się pomiędzy suknie i bieliznę, takowe tnie i psuje
jakby na złość; zowią ją złym duchem lub upiorem, a to
ztąd zapewnie poszło, że upiór psujący ołtarze i obrazy
według przesądu ludu, jest także strzygą.
525
stojące, lub na ścianach wiszące. Niekiedy napada na
niektóre domy, a swojóm dziwacznem cielskiem i niepo
jętą siłą, obejmuje w swoje objęcia osoby śpiące i krew
z nich wysysa, a kogo sobie wybierze, ten po krótkiem
czasie niewątpliwie umierać musi. Grabarze przy smętarzach i dziady zakopujący nieboszczyków do grobu, najwięcój podobnych rozgadują baśni, jak oni słyszeli po
zakopaniu nieboszczyka głuche grobowe jęki. Jeżeli grób
kopią nie na świeżem miejscu, ale trafią na takie, na którem zaczepią o kości dawne, a od szkieletu głowa się w
grób świeży odtoczy, uważają z tego i wróżą że jeszcze
ktoś z tój samćj rodziny i w tym samym roku, koniecz
nie umrzeć musi (6). Chcąc tego oszczędzić rodzinie a
(6)
Opowiadają że w jednem miasteczku, kiedy kopano
grób na smętarzu, wytoczyła się z boku trupia głowa do
tegoż grobu. Dziad kopiący zaraz ją wyrzucił na powie
rzchnie ziemi celem przeniesienia do kostnicy, ale wyrzu
cona głowa potoczyła się w taki sposób, że potoczenie było
nadzwyczajne, nawet nad siłę rzutu. W tenczas bowiem
kiedy już ustała się toczyć, w kilka chwil znowuż się to
czyła. Zdziwili się widzowie, a obecny podówczas jżołnierz,
śm ielszy od drugich dobył pałasza, i głowę trupią ostrzem
uderzył. Odskoczył pałasz od tej głowy; jeszcze więcej
było zadziwienia, a śmiały żołnierz obejrzawszy głowę ¡zo
baczył wielki ćwiek czyli gwóźdź w tę głowę wbity jakoby
przyczynę odskoczenia pałasza. Okazał w szystkim ję^szczególną okoliczność, a gdy zajrzał we środek przez otwory
w kości, zobaczył znowu i okazał żywą żabę ropuchę' któ
ra siedziała we środku i nadawała głowie ruch nadzwy
czajny. Ztąd poszły badania i przypominania^sobie starych
dziadów, kto był w tern miejscu pochowany. Jeden z nich
526
bardziej dla dopełnienia porządku cmętarzowego, kości
wydobyte przy kopaniu grobu przeżegnawszy i pokropi
wszy święconą wodą, natychmiast odnoszą do kostnicy,
to. jest do osobnej zagrody na skład kości przeznaczonej.
Jednak tam się to dzieje tylko, gdzie na cmętarzach da
wnych wszystkie miejsca grobami są zajęte, bo gdzie są
niedawne cmętarze grabarze wystrzegają się kopać w tem
samem miejscu na którem już ktoś jest schowany, aby
nie ruszać kości nieboszczyków.
48.
Uroh.
Skoro kogo brzuch gwałtownie zaboli i człowiek do
świadcza wielkiego rznięcia w żołądku, mówią że to urok
starszy i więcej pamiętający, usprawiedliwiał że przed laty
dwudziestu, właśnie w tern samem miejscu zkąd się trupia
głowa wytoczyła, był pochowany nagle zmarły stolarz. Przyznali
to sami inni starzy ludzie, a natenczas po widzianym gwoź
dziu, powstały różne domniemania, domysły, potem badania,
i ^dowiedziano się że czeladnik stolarski pokochał się
w majstrowej, zmówił się zhią, zabili ćwiek w głowę m ajstra,
zakryli włosami, potem udali jego śmierć nagłą jakby przy
padkową, pochowali zamordowanego, a czeladnik ożeniwszy
się z m ajstrową, został majstrem i dziedzicem w arsztatu.
Dręczony zgryzotą sumienia, dostał suchot i w krotce umarł.
Wdowa żyła jeszcze ale w ostatniej nędzy i niedoli, przy
znała się do winy, którą po większej części zmarłemu dru
giemu swojemu mężowi przypisywała. Tak zbrodnia ukara
ną została przez samą zgryzotę sumienia, i przez niepow o
dzenie, a spełniło się przysłowie w lat 20:
Nie skryjesz najcieńszej nici,
Słońce ją jakoś wyświeci.
527
od złych oczu, których władza zaledwie nie taka jak ba
zyliszka, bo prawie w połowie zabija. Ledwie nie ka
żda gospodyni domu umie odczyniać uroki; mówią że
przedewszystkiem trzeba obetrzeć podołkiem od koszuli
czoło chorego i spluwać na wszystkie cztery strony; cza
sem to po trzykroć powtarzają. Niektóre zabobonniczki
oblizują czoło urzeczonego, i za każdą rażą w inną stronę
spluwają. Zaboboniczki te na pograniczu u rusi w razie
gwałtownćj boleści brzucha, biorą wody wrzącej w garnu
szek rzucają do niej węgiel rozżarzony żegnają się i mówią.
„Zdrowaś Marya4i a tymczasem węgiel gaszący się wodą
piszczy i bulkocze. Powtarza się to trzy razy i trzy razy
jeszcze wodą w garnuszku żegna; daje potem pić choremu
tak gorącą, jaka jest o ile nie wystygła, i nawet o ile cier
piący wytrzymać może. Jeżeli go porwą wonity, ulga
następuje natychmiast i ból się uspakaja, jeżeli tego nie
było, rozciera się brzuch rękami na dół, a rozwolnienie
i poty robią ulgę boleści.
49.
Wisielec.
Wisielec, tak jak każdy samobójca, nie może być
chowany na cmętarzu, lecz obok na miejscu na to oznaczonem i niepoświęconem, alboteż na rozstajnych dro
gach, albo nakoniee gdziebądź w lesie przy drodze, a
przechodzący straszą się samym widokiem jego mogiły.
Taki człowiek najwięcej doświadcza pogardy po śmierci,
a za tą idzie przesąd, że już w kilka dni potem opo
528
wiadają jak on chodzi, a podobnie jak upiór przechodzącym
lub przejeżdżającym przeszkadza. Nikt się nie chce dotknąć
wisielca skutkiem pogardy i powszechnie ażeby go odwią
zać i schować, używają zupełnie obcych ludzi. Starają się
nawet włościanie ażeby go nie pogrzebać w obrębie
granic swój włości, a to dla tego, żeby Bóg włość nie
ukarał gradobiciem, i wyprowadzają trupa zawsze za
granicę. Bywały zdarzenia, iż włościanie spostrzegłszy
grożące nieszczęście, że wisielec lub jakibądź samobójca
podwieziony i schowany został w ich granicach, odko
pują go i napowrót do właściwych granic odwożą, a
tam go znowu chowają. Człowiek odwiązujący wisielca,
nie ma potem u nikogo szacunku, uważają go jako
spodlonego, równie prawie jak tego, co skóry ze zde
chłych bydląt obdziera, i ścierwa zakopuje. Zdarzało
się może niekiedy, iż po śmierci wisielca zerwał się
wiatr gwałtowny i burza, a dla tego to mówią powsze
chnie, kiedy się takie burze teraz wydarzą, że się ktoś
powiesił, a nawet stosowne zmyślają wieści o sąsiednich
okolicach.
Pomiędzy żydami szynkarzami, opowiadają włościanie
iż jest przesąd, że kawał powrozu odcięty od świeżo
zdjętego wisielca, a wrzucony do beczki wódki, taką
jćj ponętną i przyciągającą własność nadaje, że czło
wiek napiwszy się raz tćj wódki, gotów później ostatnią
sprzedać koszulę, aby ją pić bez upamiętania.
529
50.
Wilkołaki, wilki.
Wilkołak jest zapewnie wyraz złożony od wilka,
który krwi ludzkićj łaknie. Mówią włościanie, że to
jest zwierze najdrapieżniejsze w naszych okolicach; rzuca
się na ludzi, wykopuje świeżo pochowane trupy, kaleczy
bydło, a z nałogu swego porywa dzieci, które się bronie
nie zdołają, i lubo sam nie pożera tych nieszczęśliwych
ofiar, przecież inne zwyczajne wilki, które mu towa
rzyszyć zwykły, dokonywają za niego dzieła. Jest zu
pełnie do wilka podobny, a różni się tylko ogromniejszą i sroższą postawą; dla tego rej wodzi pomiędzy
wilkami; jest bardzo zmyślny; przeskakuje na oparkanione dziedzieiice; sam drzwi do obór i stajen otwierać
umie, wspina się nawet po drabinie i do mieszkań
ludzkich oknem włazi. Czasem samotnie bez towarzy
stwa innych wilków napada podróżnych, czasem staje
się nieco łagodniejszym i poprzestaje na pokarmach jakie
ludziom odebrać może, a szczególniej tym którzy robotą
w polu są zatrudnieni. Wyjada mleko ze dzbanków, sćr
i chleb które wT zawinięciach spotyka, i kiedy tern jest
zajęty, nie trzeba go odstraszać ani drażnić, bo się zaraz
okropnie mści i kaleczy. Wilkołak nie rodzi się sam
z siebie jak inne wilki, ale powstaje on z człowieka,
którego zaklnie czarownik lub czarownica, i żyje w tym
stanie przeobrażenia tak długo, jak mu ona przeznaczy.
Czasem się zdarza jak mówią, że wraca w późnym
wieku do swojój pierwiastkowej postaci ludzkiej, lecz
68
530
dopiero wtenczas kiedy już mało zostaje^we wsi kre
wnych i znajomych; wtenczas on bieduje, żali się i na
rzeka, opowiada lata dziecinne sąsiadom swojćj dawnćj
zagrody, a kiedy u nich nie znajduje ani litości nad
swoją niedolą ani przytułku w nieszczęśliwym powrocie
do ludzkiego życia, chętnie się sam wraca do postaci
wilka, i znowu w lasy i bory się kryje. Niepoliczone
są wieści o tern szczególnem zwierzęciu. Kiedy jaki
człowiek mówią że jest: „ni do Boga, ni do ludzi*4
wilkołakiem go powszechnie nazywają.
Na jednóm wiejskiem weselu skrzypek w samym za
pale^ tańca, raptem przeciął smyczkiem wszystkie strony.
Zdziwione i przelęknione towarzystwo chłopków, miało
w podejrzeniu jednego z pomiędzy siebie pijaka słyną
cego oddawna sztuką czarodziejstwa. Przy wytoczeniu
sprawy do dworu, silnie nagabany od miejscowego rządcy,
zeznał tajemnicę, jakoby dla .urządzenia podobnej psoty,
dość jest mieć szczyptę sierści z wilka, a nią podkurzywszy przez fajkę lub innym jakim nieznacznym spo
sobem skrzypkę powiedzieć trzeba: ,„rez wouk barana“
(rznij wilku barana), struny wszystkie przeto natychmiast
popękają.
Mówiliśmy już wyżćj że krtań wilka służy pasieczni
kom do zabobonu, że wetknięta wr ul, robi pszczoły
silniejsze od drugich i drapieżne. Mięso wędzone z wilka
powiadają, że dobre jest do kadzenia będlęcia, gdy krwią
moczy. Odarte wilki ze skór po polowaniu, wieszają
na drzwiach lub umyślnie stawianych szubienicach, a
531
-
-
wnoszą że inne wilki z daleka z takich okolic uciekają
i szkody nie robią (*).
51.
Węże.
Wiadomo jest z historyi pogaństwa w dawnój Polsce
i w prowincyach p e 4 ł ^ ^ ^ j a k np. w Litwie, że węże
po wielu okolicach były czczone za bóstwa. Chowano
je w domach z czcią szczególną, a zabić węża było
najgorszym występkiem społeńczestwa, i człowiek który
się tego dopuścił, był z niego wyzutym i wymazanym, a to
nawet znaczyło prawie więcój jak wszystkie późniejsze klą
twy. Dla tego to może włościanie z odwiecznego zabo
bonu, uważają za szczęśliwy ten dom, w którym się wąż
znajduje. Jeżeli się gdzie pod ścianami pokaże, nie wolno
jest drażnić się z nim, a terabardziej odbierać mu życie; żeby
zaś tem mocniój wpoić cześć dla tego lichego stworzenia
wróżą prawie wszyscy, iż skutkiem zabicia wTęża w tym
domu, krowy mleko stracą i drób domowy pozdycha. Mó
(*) Święty Mikołaj jest patronem broniącym od napaści
wilków. Pod górą Świętokrzyską w Sandomierskiem (od stro
ny północnej) jest kościół parafialny we wsi Dębnie pod naz
waniem tegoż Patrona. Jest tam obraz wystawiający napady
wilków na mieszkalne domy; tam wilki drzwiami i oknami
z nieporównaną zręcznością dobywają się do przestraszo
nych mieszkańców. Malarz tego obrazu bezwątpienia po
wziął myśl z wieści gminnej o Wilkołakach i zostaw ił w ko
ściele pamiątkę odwiecznego przesądu, bo ten obraz zda
je się być bardzo dawny.
532
—
wią że widziano węże tak postępowaniem domowników
ośmielone i tyle ułaskawione, że kiedy dzieciom jeść dano,
a szczególniej kaszę lub kluski z mlekiem, wychodziły one
ze swoich nór i razem z dziećmi dane potrawy zjadały.
Swawolne dzieci częstokroć biły je po łbach drewnianą
łyżką jakiej zazwyczaj do jedzenia używają, ażeby je odstra
szyć; przyzwyczajone jednak do towarzystwa z niemi nie
miały żadnej obrzydliwości, jeżeli wąż razem potrawy
kosztować ośmielił się. (1). Wąż zabity (powiadają) że
choćby w kawałki był posiekany, żyć one będą aż do za
chodu słońca. Jeżeli wąż jest w pewnćm poszanowaniu
u zabobonnych, niemniej także szanują jego jaja, kiedy je
kto znajdzie, lub gdzie trafi powinien zdała omijać, a broń
Boże nie zdusić, bo ztąd się złe na cały dom rozlać może.
Jeżeli wąż żabę lub mysz zjada, dławi się i połknąć nie
może, a natenczas się kijem passujących rozbroi czyli
raczej odstraszy: kijem takim żegnając nadchodzącą chmurę
z nawalnym deszczem lub gradem i robiąc na nią krzyże
choćby zdaleka, natenczać ona albo nas stronami omija
i nawałność swoją na lasy rozlewa, albo też nie dosze
dłszy do naszych granic, pęka, dzieli się i szkody w zbo-
(1) Mówią że nietylko węże ale i żaby do nabiału mają
pewny pociąg i lubią go bardzo. Ztąd także opowiadają
zdarzenie, iż kiedy dziecię jadło kluski grube z mlekiem
które Pyzami w Mazowszu zowią, a żaba wlazła „w miskę
między kluski, i dziecko zapytało się matki, „M atusiu ma
pyzia oczy?“ matka rzekła: „a w łeb że ją łyżką, aż ci
w yskoczy!“
533
żach nie robi. Jeżeli wąż zamieszkał w oborze albo gdzie
w gnojach blizko krów dojnych, krowy natenczas obficie
dają i dobry nabiał, ani go nawet żadna czarownica odebrać
nie śmie. Mówią: że kiedy się takiego miłego krowom
sąsiada zabije, natenczas krowy bardzo ryczą i doić się
przestają. Wnoszą nawet, że wąż blizko mieszkający
przychodzi, obwija się około nogi u krowy, chwyta swą
paszczą za dojny cycek i mleko wysysa; a krowa tak lu
bieżnie do tego łachtania nawyka, że po zabiciu węża,
nietylko że doić przestaje, ale teschniąc schnie, jeść nie
chce i nakoniec czasem zdycha (2). Tak są wprawni
znawcy i czciciele wężów, tak wiedzą i czują gdzie one
znajdować się mogą, że wszedłszy do zupełnie obcćj chału-.
py, od razu poznają i winszują gospodarstwie iż mają w domu przyjacielem węża. Nie trudną jest rzeczą nauczyć
się tej sztuki, albowiem w pewnej wiośnianćj porze (zape
wnie w czasie łączenia się tych gadów) wydają one nie
zmiernie odrażającą woń, a kto śmiały i często bierze je
w rękę, nawyknie do powonienia że węża z daleka poczuć
może. Wniosek ten czynimy z doświadczenia. Po
wiadają także: iż są włościanie którzy gady zaklinać
umieją, a to robi taki skutek, że potem gady takie
noszą w zanadrzu, a gad ukąsić nie śmie. Nigdy wło
ścianie nie nazywają węża gadem lub gadziną, ale jego
(2) Opowiadają na dowód że wąż krowę, wysysa, iż
zdarzało się spotykać przy oborach węże nadzwyczajnie
grube, a gdy taki wąż zabity został, istotnie z niego mleko
pociekło i to w znacznej obfitości.
—
534
właściwem nazwiskiem, albo też „domowym przyjadęlem“ . Z pomiędzy ludu udający więcej znajomości rzeczy
od drugich, opowiadają, że pod korzeniem leszczyny
na którejby rosła jemioła, znajduje się król wężów;
jest on większy od wszystkich innych przynajmniej dwa
razy, na głowie ma złotą koronę stosowną do objęto
ści tej głowy, a ten król w pewnych porach zwołuje
radę i natenczas wszystkie węże gromadzą się około
niego i odbierają do dalszego postępowania rozkazy.
Gad ten, z natury swojój w naszych okolicach (wyjąwszy
niektóre wodne) nieszkodliwy, żywiący się jedynie żaba
mi, myszami, jaszczurkami i różnemi owadami, zapewnie
przez to zyskał poszanowanie, a za którem idzie uprze
dzenie, iż mimo obrzydliwego kształtu jest cichy i nienaprzykrzony. Wszystkie o nim opowieści przez bliż
sze badania niesprawdzają się; dodajmy że bociana który
jest najgłówniejszym nieprzyjacielem wężów, i niemi
się szczególniej karmi, uważają za osobliwsze szczęście,
jeżeli się on gnieździ przy domu. Wierzą, że król
wężów, znajduje się pod korzeniem leszczyny ozdobio
nej jemiołą; wiadomo, że jemioła jest rośliną pasożytną
na znaczniejszych drzewach tylko rosnącą, jakiemi są:
jodła, świerk, sosna, olsZa, brzoza, grusza i wierzba;
na drobniejszych drzewach i krzewach wcale się widzieć
nie zdarza, a podobno nie ma takiego coby usprawie
dliwił, że widział na leszczynie jemiołę. Mówią: że
gdyby kto znalazł taką leszczynę, niech kopie pod jej
korzeniem, a gdy tam znajdzie króla wężów, trzeba
535
aby] go w oliwie ugotował tak dobrze, aby się całko
wicie rozpłynął; maść taką niech zleje do jakiego słoika;
a skoro się starym zrobi, niech weźmie tej maści, na
chlebf posmaruje i zje, a natenczas sen go ogarnie,
śpi długo, a gdy się ocuci nietylko że całkiem odmłodnieje i nowych sił nabierze, ale nadto szczęścić się
będzie jemu przez cały ciąg dalszego życia; a tak ile
razy się zestarzeje, tyle razy w sposób podobny odmłodniać się może. Wystawia się tylko na pokusy czaro
wnic, które długiego jego wieku nie lubią i starają
się przeto przez wszystkie sposoby, aby się napił dekoktu z ziela bilicy, a wtenczas władza takiej maści zu
pełnie ustaje. Opowiadają, że w powiecie Zamojskim,
około wsi Obroczy i Zwierzyńca niedawnemi czasy, wi
dywane były jeszcze wielkie węże, które tam połozami
nazywają. Może to były węże Płusy, które na Ukrai
nie także Połozami zowią. Mówią, że Połoz taką
szczególną ma władzę, iż kiedy kto na leżącego w spokojności, a szczególniej w jego oczy długo patrzy,
natenczas ujęty bywa, jakąś czarującą siłą, że potem w tył
kroku zrobić nie może. i że szczególnem wzruszeniem
w niego się wpatruje (3J.
(3)
Kto się w patruje w oczy węża Piusa dostaje jakie
goś czarującego omamienia. Jest to coś podobnego do uro
ku Grzechotnika u Jndian przez p. Willard opisanego. Po
wiada on: że wpatrujący się w niego jest jak w zachwyceniu,
słyszy głosy niepojętniej harmonijnej muzyki i od tego stano
wiska prawie się ruszyć nie może.
536
52.
Wróżba, Wieszczba.
Wróżby i wieszczby równie do nas przyszły z odległych
wieków i od tych szczególniej narodów które się naówczas za najóświeceńsze uważały. Egipt, Grecya, a
nakoniec Rzym, wielkie państwa, które najwięcej upra
wiały nauki, miały obok tego błędy i uprzedzenia nietylko w niższych, ale nawet w wyższych klassach na
rodu. Wieszczbiarze, których wróżami i wróżkami
lud nasz nazywa, są ludzie w sposób choć ograniczeni,
ale zręczni w wysłowieniu, kiedy się ktoś do nich po
jaką radę udaje. Umieją w odpowiedziach na zapy
tanie, taką zachować dwuznaczność, że przy rozwijaniu
się dalszych okoliczności w życiu, zdaje się, iż się isto
tnie wróżba ziściła. Jest to więc językowe kuglarstwo
i omamienie tych, którzy krótko widzą bez żadnego
związku z ich przyszłością; bo umysł człowieka nie
sięga naprzód tak nadzwyczajnie, ażeby przyszłość, sto
sunki i okoliczności rozmaicie się rozwijające w zupeł
ności mógł przewidzieć, chyba tylko wtenczas, jeżeli
się wnioski o przyszłości na powodach z przeszłości
opierają. Ale też wtenczas wróżba nie jest wróżbą,
lecz tylko mądrą radą i wnioskami,’które naturalny mają
związek z szczegółami i stosunkami jakie nas otaczają.
Nie jestże to śmieszną rzeczą, jeżeli matka mająca dość
dzieci, udaje się do wróża i bada jego przepowiedni
jaka ich przyszłość czeka ? „Nikt nie zgadnie na co
padnie*4 mówi dawne przysłowie, jak gdyby umyślnie
537
dla zapobieżenia podobnym niedorzecznościom wymy
ślone; opłacają jednakże wróżów mieszkających czasem o
mil kilka lub kilkanaście, ze znaczną stratą czasu i fun^
duszów; rozgadują ich szczególną mądrość i przymioty
w przepowiadaniu przyszłości, a niekiedy już w samćm
prowadzeniu dzieci, stosują się do wróżby. Zkądżeby
naprzykład wróż wiedział, ze skradziony koń, wół lub
inne skradzione rzeczy i pieniądze w tćm lub owóm
miejscu znajdują się? Jeżeli na zapytanie trafnie od
powiada, tą odpowiedzią usprawiedliwia albo zręczną
dwuznaczność, która tylko na rozmaite domysły bada
jącego wprowadza, albo, że ze złodziejami ma taje
mnicze stosunki (1). Do rzędu wróżów i wróżek usłu-
(1) Są u nas włościanie co niepoliczone opowiadają spraw
dzenia przepowiedni arcy-rabina Kozienickiego którego Magetem (uczonym) nazywali, a który już dwadzieścia kilka
lat, jak życie zakończył.
Jakiś obywatel jechał do W arszawy z pieniędzmi i te
pieniądze ukradli mu ze szkatułą w drodze. Kazał mu arcyrabin trzy dni zaczekać, skoro się on użalił i żądał wróż
by, a po trzech dniach, czytając w obecności jego jakieś
święte księgi, powiedział obywatelowi, że jego szkatuła jest
u niego w gościnnej izbie, ale w niej brakuje kilkadziesiąt
dukatów; „zgoda, rzekł obywatel byłem odebrał swoją zna
kom itszą stratę. “ Jakoż znalazł szkatułę w swojem miejscu
i brak czterdziestu dukatów.
Komuś ukradziono parę koni. Arcy-rabin długo czytał
w świętej księdze i wróżył, że konie właśnie w tej chwili
są przywiązane w polu u gruszki. Właściciel poszedł i zna
lazł je w istocie. Musiały to być skutki, rzucanej przez
niego klątwy pomiędzy starozakonnych i spowiedzi przed
nim złodziei.
69
538
gujących włościanom, należy kabalarki i cyganki włó
czące się czasem po wsiach, i odgadujące przyszłość,
albo z kart, albo z rysów twarzy, albo z układu żył
ręki; a tak są zręczne w przepowiedniach, że nawet
ludzie z doskonalszem wyobrażeniem zastanawiają się
nad wyrocznią i częstokroć jój wierzą. Jakiżto jest
związek rzeczy z talią kart, które się rozmaicie układają
jeżeli z nich losów swoich wyglądają wyroczni? Każda
karta ma do siebie przywiązane przez kabalarkę zna
czenie, a położenie ich na wzgląd siebie, kabalarka
jak zechce tak tłómaczy; gdybyśmy wiedzieli od niej te
pojedyncze znaczenia, a dla jednego i tegoż samego
Najdziwniejszą je s t historyjka jaką przed kilkunastą Ja ty
opowiadał włościanin ze wsi Dzwoli pod Janowem. Żona
jego była niepłodną lat kilka, a wszakże chłop najzamożniej
szy może stać się bardzo ubogim, kiedy nie ma dzieci.
Pojechał więc po radę do tego Mageta. Tylko co wstąpił na
próg, rzekł Maget: „ wiem inój przyjacielu czego po mnie
wymagasz; wiedziałem już o tern kiedyś się jeszcze nie
przeprawił za wisłę; wracaj spokojny do domu, ufność
w Bogu błogosławić was będzie, a kiedy sobie życzycie kło
potu'm ieć go u was podostatkiem, a to jest.ta k prawda jak
ta moja księga prawdziwa i mądrość i rozum.“ Wrócił
chłop do domu; w rok potem urodził się im syn, w rok zno
wu córka, a potem u nich było: „co rok to prorok“. I wy
chował pięknych dzieci sześcioro, z których jak sam powie
dział dwoje najmłodszych jeszcze mu pomagają w gospo*
darstwie, a starsze wszystkie pożenione, już były na oso
bnych gospodarstwach. Na zawdzięczenie Magetowi tej łaski,
posyłał mu po furze zboża, a to prawie aż do jego
śmierci.
539
—
człowieka sto razy kartowali a dobrze, za każdy raz
bezwątpienia znaleźlibyśmy odmienne kart położenie,
a zatem odmienna wypadałaby odpowiedź. Podkłada
nie kart na noc pod głowę tego, któremu ma ona
wróżyć, albo kładzenie ich na chwilę pod pachę lewą
przy sercu na gołem ciele; należy do tych oszustw.
Cyganki jeżeli nie z kart wrróżą przyszłość, to z rysów
twarzy lub ręki. Widziano jak zręczna taka wróżka,
wypytywała" się wprzódy o stosunki zachodzące między
ludźmi we wrsi, ażeby ich potem zręczniejszemi odpo
wiedziami mamiła. Do wróżb i wieszczby, można także
policzyć przeczucie, którem się ludzie gminni zaszczycać
zwykli w taki sposób, że zawsze przeczuć mogą, jeźli
ich jakie szczęście lub nieszczęście ma spotkać. Powia
dają oni, że przed szczęściem mającóm ich spotkać,
czują jakąś mimowolną radość, i coś tak wesołego, że
nigdy nie chybiają wróżby; a przeciwnie przefl nieszczę
ściem, czują jakiś mimowolny smutek lub żal, który się
nawet bez żadnych powodów wciska do serca. Są
jeszcze wróżby i wieszczby, z różnych wydarzeń i spot
kania wynikające, i tak: wiadra i konewki próżne z któremi ktoś idzie po wodę, jeżeli przejeżdżający spotyka,
to znaczy jakieś przyszłe nieszczęście lub niepowodzenie;
przeciwnie zaś spotkawszy idącego z napełnionemi na
czyniami, to wróży przyszłą pomyślność i szczęście. Kiedy
wyjeżdża chłopek z domu na jarmark lub w daleką po
dróż, a zając mu drogę przebieży, mówią że lepiej jest,
ażeby się wrócił do domu, choćby nawet na tem dość
540
—
stracił, albowiem uniknie strat daleko większych, albo
się ochroni od nieszczęść gorszych nad wszelkie zyski
z podróży. Jeżeli przed jadącego lasem wyskoczy wie
wiórka, wróżą szczególną z tego pomyślność w zamia
rach, ale kiedy przez drogę przebieży, tyle właśnie ma
znaczyć co zając, a bardziój znaczy zawód w powodze
niach sobie obiecywanych, i dla tego to biedne stwo
rzenie zaraz ścigają po krzakach, smagają kijami i ka
mieniami, a jeżeli się uda zabić, całe złe spodziewane
ustąpić musi. Mają włościanie i prawie wszyscy u nas
szczególny przesąd, że w poniedziałek, trzeba się chro
nić wyjazdu w drogę; bo to jest dzień, któremu za
wsze towarzyszy nieszczęście, które potem nawet w lada
dzień człowieka trafia w podróży. Mało co mniej dniu
piątkowemu towarzyszą nieszczęścia. Jeżeli ich konie
czna potrzeba, nie od nich zależąca, zmusza ażeby w te
dnie wyjeżdżali, powinien wyjeżdżający przed sprzężajem na miejscu, w chwili wyjazdu zrobić po trzykroć
krzyże na ziemi batogiem lub biczem, ażeby złe z drogi
ustąpiło, a nawet sam siadając na furę, winien się trzy
razy przeżegnać. Zwyczaj ten przecież dobry jest w każ
dym razie i pożądaną rzeczą jest, aby każde dzieło za
czynać po Bożemu. Do wróżb złowieszczych nakoniec,
możnaby także policzyć dnie feralnemi czyli nieszczęsnemi zwane, w których każdy kto je ma w pamięci,
żadnego nowego dzieła przedsiębrać nie powinien; lecz
na tych dniach znają się tylko ludzie czytać umiejący,
a to przecie jest bardzo rządkiem pomiędzy naszemi
-
541
w łościanam i (2 ). Są to w różby pod o b n e do tych o
których m ów ią, że kiedy na drugi dzień po n ow iu lub
(2) TABLICA: którą wielki astronom T ypo-B rahe stawny
w całej Europie, w r. 1630 na morskiej wyspie Elen w Danii,
w klasztorze Elenum zamurował, a w lat 60 dziewczyna
Krystyna Temtonarad znalazła. Podług niego jest w roku dni
feralnych 3 2 , jako to:
W miesiącach
Q
Styczniu
Lutym
Marcu. .
Kwietniu
Maju
Czerwcu
Lipcu
Sierpniu
W rześniu.
Październiku
Listopadzie
Grudniu.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Według
Kalendarza
Łacińskiego
Greckiego
<D
s
c
Q
8 .3 1 . 2.
7. 1.2.4.6.11.12.20.
1 2 .1 7 . 18.
6. 17. 20. 3.
3.
2. 4 .2 2 . 3.
4. 1. 4. 14. 16.
3. 17. 18.
5. 6 .2 5 .2 6 . 4.
3.
26 1.
7. 8.
2.
7.
1.
1 7 .2 1 .
5. 9. 2.
2.
20. 21.
8. 9 .2 0 . 3.
2.
10. 18.
6 .2 4 . 2.
2.
6.
25. 27. 2.
1.
6. 8.
24. 29. 2.
2.
6. 11. 18.
6.20.21.23.25.30.31. 7.
3.
99
n
Kto. się w takim dniu urodzi nie długo żyje, albo też
w wielkiem ubóstwie.
Kto zachoruje umrze; lub nie prędko ozdrowieje.
Kto ślub weźmie, nigdy szczęścia w domu mieć nie będzie.
Kto się z domu do domu przeprowadza, trafi tam na sarnę
nieszczęścia lub nie zdrowie.
Kto wyjedzie w drogę, bez nieszczęścia nie wróci.
Kto w tych dniach co kupi, nie będzie z tego miał pociechy.
542
po pełni deszcz lub słota się zacznie, całą kwadrę pa
dać będzie na ziemię lub przeciwnie. W ogólności o
wszystkich wróżbach i wieszczbach możnaby powiedzieć
zgodnie z przysłowiem: „Nie wiedzą prorocy o Boskiej
mocy“, to jest, że wszystkie wrróżby są niczem i nigdy
wiedzióć nie możemy, co nas spotkać może w przy
szłości. Takie się tylko wróżby powszechnie spraw
dzają jak np. jeżeli gdzie w kącie chaty jest pająk,
który na łapanie much rozstawił swoje sieci, a zdarzy
się w który dzień, że te sieci pozwija, niezawodnie
deszcz nastąpi. W niektórych chatach w słojach lub
butelkach, trzymają rybę błotną piskorza czyli wioną,
a jeżeli on wodę w tern naczyniu mąci albo sam się
przewraca i wije, podpływa do wierzchu, bańki puszcza,
i wciąż się niepokoi, natenczas także spodziewać się
trzeba deszczu, a jeżeli spokojnie leży, pogody. Nie
którzy utrzymują w słoju szklannym na mchu żabkę
drzewną zieloną, i wstawiają jej drewnianą drabinkę;
mówią zaś za rzecz niewątpliwą, że ona na pogodę
wyłazi na drabinkę, a na deszcz złazi i osiada na mchu#
Są to więc naturalne barometra ludowe, które mióć
i próbować nikomu nie szkodzi.
53.
.
Widmo
Widmo jest to duch pośredni, pomiędzy duszą poku
tującą a upiorem; jest on cichy, prawie nigdy nic nie mó
wiący, i zaledwie tylko widzianym być może, rzadko zaś
543
kiedy słyszanym bywa. Widmo wstaje zawsze o jednej
godzinie, zastępuje drogę natrętnie, ale na widok jego
taki strach przejmuje, że idący musi się wracać zkąd
przyszedł i włos mu powstaje na głowie tak dalece
że mu czasem czapka lub kapelusz spada. Jednakże
uciekającego nigdy prawie nie ściga jak upiór. Często
kroć widmo przechodzi całe wioski i sioła, czasem tylko
głuche jęki wydaje ; zawsze go zaś duchem złowiesz
czym zowią. Zagląda do domów lub do śpiących w sto
dole lub szopie: miota chustką lub kiwa rękami, a nie
kiedy przedzierzga się w różne postaci, najczęściej we
psa lub kota, który wzrasta szybko do nadzwyczajnój
postaci; śmiałemu nawet w oczy zagląda i szuka wyraznój zaczepki; nigdy się jednak niebroni, chociażby kto
śmiały posunął się do zemsty i bicia, znika tylko i jęk
po sobie zostawia, albo się w smołę rozlewa.
54.
Wiatry i burze.
Kiedy dwa wiatry przeciwne uderzą o siebie, zwła
szcza na płaszczyźnie a jeszcze w takićj okolicy gdzie
są przenośne piaski, lub też wczasie posuchy miałko utarty
gościeniec zrywa się wtenczas słup kurzu lub piasku,
który śię szybko w około kręci i coraz więcćj wzmaga,
dopóki siła wiatru nie rozbiegnie się w powietrzu.—
W tedy to mówią że się djabeł cieszy, tańczy i młyn
kuje, a niebezpieczną jest rzeczą zbliżać się do takiego
wiru, albowiem bywały przypadki, że ciekawego lub nie
544
ostrożnego porwie licho, niesie w powietrzu i potem
ciska na ziemię. Że wiatry gwałtowne nieraz i nie małe
w gospodarstwie wyrabiają szkody, ztąd zapewnie poszło
uprzedzenie, iż djabli szczególniej trudnią się zarządem
wiatrów, i że te od ich działalności zależą (1). Gospo
darz dotknięty klęską że mu zerwało dach na stodole lub
szopie, albo wyłamało i wyłożyło zboże, złe doświad
czenie, złemu duchowi przypisuje. Kiedy burza z wiatrem
i śniegiem silnie trwa czas długi, mówią wtenczas: „że się
djabli żenią.“ Kiedy burza którą nazywają trąbą powie
trzną, w r. 1824, wyłamała znaczną część lasu za Beł-
(1) Pod Krzeszowem na górze stało dwa wiatraki blizko
siebie w kierunku zachodnio wschodnim, na jednej prawie
linii. Jeżeli na jednym wiatraku odbywało się miewa, na
drugim mleć nie można było; bo zaraz coś w jednym lub
drugim psuło się jak na przekorę; i dla tego raz uparty
młynarz chcąc dokazać że oba wiatraki mleć muszą, oba
razem puścił i popsuł, a długo okolica musiała cierpieć nie
dogodność. Mówiono powszechnie że diabeł, pan wiatrów,
opanował wiatraki, i że tam przeto, nigdy dobrze być nie
może. Całe przecież było złe w ustawieniu wiatraków; bo
w jednym stojąc kierunku na wzgląd panującego zachodnie
go wiatru, naturalnie jeden drugiemu przeszkadzać musiał,
a szczególniej wtenczas kiedy był wiatr gwałtowniejszy.
Obity przeto wiatr o skrzydła jednego wiatraka i tym sposo
bem złamany, trafiał już niewłaściwie na skrzydła drugiego
i wzajemnie, a przezto psuł ruch i obrót skrzydeł, niestoso
wnością pędu wiatru. Rozważny rządca dóbr, nasłuchawszy
się wiele baśni o tych wiatrakach, rozpoznał miejscowość,
a gorszy z nich rozebrać kazał, teraz więc jeden pozostały
wciąż dobrze miele.
545
życami w przestrzeni jednćj mili, mówiono że się tam djabeł rozgościł i dobrze ucieszył. Widziano wówczas gru
szę znacznćj wielkości drzewo, przez tę burzę z korze
niami wyrwane i przeniesione o kilkaset kroków na pole;
nikt jśj siekierą dotknąć nie śmiał, a rolnik na którego
polu leżała, przy uprawie roli i siejbie omijał ją zdaleka.
Kiedy wiatr ze śniegiem i deszczem i drobnym gradem
(który pospólstwo krupami niebieskiemi zowie) silnie jadącemi lub idącemi pomiata, mówią zazwyczaj że to:
„jakieś nie łapsze ptaszysko wyleciało,“ to jest jakieś
licho, którego złapać nie można.
35.
Wyjazdy. Ksiądz.
Zgrozą jest mniemanie, że skoro ksiądz mija wyjeżdża
jącego w drogę z& interesem, zwłaszcza jeżeli się pier
wszego w przejeździe napotka, zły skutek z podróży na
stąpi. Niektórzy nawet wróżą sobie z tego jakieś nie
przewidziane nieszczęście, i ażeby go uniknąć, wyrzucają
za przejeżdżającym księdzem szpilkę, wiecheć słomy lub
siana z własnego siedzenia, lub cóś podobnego, choćby
nawet kawałek gałgana ze złój sukmany udarty. Kiedy
kogo żyd spotka, dobre sobie z tego spotkania obiecują.
Niektórzy tyle są zabobonni, że gdy przy wyjezdzie spot
kają jadącego księdza, choćby kto miał najpilniejszy in
teres, wraca do domu i tego dnia nie jedzie. Trafiło się
tak że zabobonny Obywatel wyjeżdżał w drogę, a Pro
boszcz blisko mieszkający, który sprostować nie mógł wy-*
70
546
mową jego zabobonu, codzień w chwili wyjazdu do psoty
gotowy, przejeżdżał mu drogę a Obywatel się codziennie
wracał; nakoniec wyjechał w nocy, ale opóźniwszy swój
przyjazd na termin, przegrał ważną sprawę. Mówić zwy-^
kii że ksiądz wlazł w mleko lub śmietankę jeżeli ją przy
dymiono w gotowaniu.
56.
Xiężyc.
Xiężyc. jest przedmiotem niepoliczonyth baśni ludowych.
Plamy na xiężycu wyobrażają sobie jakoby to był chłop,
który za to że we święto gnój rozrzucał, teraz go na xiężycu rozrzuca i rozrzucać będzie aż do dnia sądnego. Je
śli xiężyc na nowiu ma rogi do góry, mówią że to wróży
pogodę; jeżeli zaś na dół, niepewną pogodę obiecuje.—
Prędzejby można wnioskować, że gdy ma rogi wyraziste
to jest jasne, możnaby się spodziewać pogody lub przeci
wnie. I dla tego to lepiej wnoszą gdy xiężyc jest w lisiój
czapce, to jest jakby mgłą pokryty, lub gdy w odbiciu
promieni o chmurawą powłokę choryzontu obok siebie
formuje koło, to się słoty spodziewać trzeba. Kiedy nad
nami xiężyc w pełni, jasno między gwiazdami świeci, mó
wią: „że xiężyc patrzy jak rybie oko,“ i spodziewać się
należy pogody. Do xiężyca na nowiu niektórzy zabobonni
się modlą mówiąc po trzy kroć pacierz a dodając za antyfonę: „W itaj xiężycu nowy! niech nas nie bolą głowy (1).
(1) Zabobon modlenia się do xiężyca, aby się uwolnić
od bólu głowy, może jest przejęty od żydów, którzy równie
-
547
Kiedy się gwiazda ukaże blizko rogów xiężyca, zwiastuje
to śmierć jakiegoś wielkiego monarchy. Po promieniach
xiężyca opowiedają, iż widziano wysoko wyłażących lu
natyków, czyli ludzi przez sen chodzących, którzy wten
czas sami niewiedzą co czynią. Takich którzy tę słabość
cierpią ochraniają bardzo ażeby się nie kładli w takiem
miejscu, do którego przez okno promienie xiężyca docho
dzą; mówią, że aby tylko promień xiężycowy uderzył na
lunatyka natychmiast on się podnosi i bezczujnie biega.
Mówią że widziano jak lunatyk po promieniu xiężyca,
wylazł na szczyt lub na wieżę kościoła. Przesądy te tyle
wpływają na uprzedzone umysły matek, że starannie
ochraniają małe śpiące dzieci, aby na nich promienie xiężyca niedochodziły. Na nowiu xiężyca nie można siać
grochu, bo mówią że całe lato kwitnąć będzie a strączki
nie dojrzeją. Również wystrzegają się i nie sieją wielu
zbóż i ogrodowizn. Na nowiu nie można przedsiębrać
żadnćj kuracyi, bo słabość tern silniej odnawiać się będzie.
Tak dzieciom małym chorującym na robaki, nie można
dawać przeciwko tym robakom lekarstwa , aby się nie
^wzburzyły i dziecka nie udusiły. Słabości zadawnione na
czas jakiś ustające mówią, że pod pełnią xiężyca pomna
żają się i wzbudzają mocniejsze cierpienia. Na nowriu
xiężyca to jest kiedy miesiąc na młodziku, czarownice
około pierwszej kwadry do księżyca się modlą powtarzając
częstokroć: „Siulem lajchem, laichem siliłem; co także zna
czy: „witaj, powitaj.“
548
-
i czarowniki zawierają układy z djabłami, a pod pełnią
czarownice latają na Łysą górę, jak się wyżej powiedziało.
Zaćmienie xiężyca wyraźne wróży nieurodzaj lub klęski
w gospodarstwie, choroby na bydło i ludzi, a w ogóle
znaczy gniew Boży; tembardziój zaś zaćmienie słońca. Gdy
xiężyc w nocy pięknie świeci, mówią że z cudzą żoną do
brze jest uciekać, i to wyrażenie jest dość śmieszne, bo
złodzieje lubią zazwyczaj nocy ciemne.
57.
Żaby.
Kiedy pierwszy raz żaby zagrzekotają czyli zarechoczą
na wiosnę, a to się trafi przed Wielkanocą, powiadają że
potem jeszcze długo zimno trwać będzie, chociażby ów
cześnie była ciepła pora wiośniana; a to tak jak to mó
wią o pszczołach gdy w poście z ułów się poruszą i wy
latują. Jeżeliby Wielkanoc była wczesna, mogłoby to
zapewnie służyć za jakąkolwiek wróżbę, ale jeżeli późno
przypada, wróżba taka nie ma dobrej zasady. Gdy żaby
pierwszy raz zagrzegotają, wieśniacy klękają i modlą się,
zapewnie na podziękowanie Bogu, iż raczył dozwolić prze
żyć zimę i doczekać wiosny. O żabach ropuchami zwa
nych mówiliśmy pod ustępem o czarownicach; tu tylko
dodać wypada, iż powszechnie mniemają, że ropucha jako
od złego ducha pochodząca, albo złym duchem będąca
w ogniu się nie pali. Żaba którą lud rosiczką mianuje, to
jest ta sama która po trawnikach lub łąkach widzieć się
daje, powiadają, że to jest dusza dziecka, bez chrztu ze
549
-
świata zeszłego, pokutująca, a to może dla tego że na
pastowana i drażniona miauczy jak kot, albo jak małe
dziecko głos wydaje. Dzieci lubią za terai żabami biegać
i drażnić je, dla zabawienia się ich głosem.
58.
Zacios.
Jeżeli się widzieć zdarzy zacios siekierą na drzewie
gdziekolwiek w głębokim lesie, w którym rzadko kto by
wa, a co się zdarzać zwykło w ruskich okolicach, po
wiadają że to złośliwy cieśla zaciął na życie jakiegoś
człowieka, któremu on jest nieprzyjacielem. Jest mnie
manie także, iż gdy cieśla dom jaki na węgieł zakłada,
zacina naprzód na zdrowie lub na chorobę przyszłych
w tym domu mieszkańców. Ten zabobon zapewnie sami
cieśle wymyślili i nim straszą dla tego, aby byli utraktowrani przy zakładzikach przez gospodarza dom budują
cego. Dla tego to szczególniej po wybudowaniu żądają
poświęcenia nowych domów, aby oddalić i odstraszyć złe
od zaciosów siekiery zostawione. Wieśniak nie zacznie się
wprowadzać do nowej chałupy, póki ta ręką kapłańską
i święconą wodą pobłogosławioną nie będzie. Najgorszy
zacios jest według mniemania włościan taki, gdy w ścia
nie albo też w powale czyli pułapie zobaczą „świecę,“
jest to sęk drzewa zarosły po ucięciu gałęzi, w środku
drzewa ściennego, bała lub tarcicy znajdujący się, a ta
kiego drzewa używać w budowlę bardzo się wystrzegają.
Gdy mimowolnie coś podobnego się trafi, a potem zo
550
—
baczą, wolą w takiej chałupie nie mieszkać bo mniemają
że lo na całą familję wielkie nieszczęścia sprowadzić
może. Opowiadali włościanie, że gdy cieśla zakładał
nową cerkiew, upominał się o zaciosowe u Proboszcza
i rozgadywał że jego zacios może mu w przeciwnym
razie zaszkodzić; utraktowany do woli dał dowód, bo
gdy węgieł zakładał zaciął siekierą na przelatującą wro
nę, a ta natychmiast spadła nieżywa z powietrza.
59.
Zaduszki
U wszystkich ludów były zawsze pewne dnie w roku
poświęcone na cześć umarłych. Szczególniej zaś pod tym
względem odznaczały się narody północne. Lud w Li
twie do dziś dnia choć pokryjomu obchodzi Zaduszki, uro
czystość ubarwioną częstokroć niepoliczonemi zabobona
mi. Niemnićj są pod tym względem skłonni do podo
bnych obrządków mieszkańcy nietylko u Rusi na po
graniczu, ale nawet po nad brzegami Wisły łacińskiego
wyznania. W wigilią dnia zadusznego każda gospodyni
domu piecze pierogi, bułki pszenne, a uboższe placki,
które wieczorem łamią, rozdają domownikom do jedze
nia poprzedzając, na zawołanie gospodarza, pacierzem za
dusze zmarłych. Po spożyciu tych pokarmów skrzętnie
zbierają szczątki i chowają je wraz z zostawionemi bo
chenkami dla dziadów i różnych ubogich; którym naza
jutrz albo chodzącym po wsi, albo siedzącym pod kościo
łem, jako upominek za zmarłych oddają. Wnoszą oni, że
551
następnej nocy to jest pomiędzy wigilią a dniem zadusznym, dusze w czyszcu będące i ratunku potrzebujące pa
trzą na ich serca, na chęć modlitwy i na ofiary i ze
wtenczas mają wolność wychodzenia i bawienia przez
czas niejaki w tych progach, w których przebywały za ży
cia. Niepoliczone opowiadają przykłady o zjawieniach się
podówczas dusz nieboszczyków, i o ich wybawieniach przez
jałmużnę dla dziadów, przez wypominki kapłana w cza
sie żałobnego nabożeństwa i przez różne pobożne ofiary.
60.
Założenie czarów.
O ile jest skłonny lud do wierzenia w czary równie
jak w czarownice, dowodów jest bardzo wiele. Zakopują
naprzykład kości ze zdechłych swych owiec pod podwały w owczarniach swych sąsiadów którym powodzenia
tego gospodarstwa zazdroszczą; używają do tego szcze
gólniej kości z głowy a nawet rogów baranich, i wno
szą że zaraz po zakopaniu chorobsko od nich przeniesie
się do sąsiada, a u nich zdychanie owiec przestanie. Przy
wybieraniu, przenoszeniu kości i zakopywaniu pod cudzą
ścianę, mają jakieś szepty zabobonnikom tylko wiadome,
a które udzielają sobie pod największą tajemnicą. W i
dziano nieraz pęk włosów wyczesanych z bolejącej gło
wy a założonych między węgły, alboliteż w szczeliny ścian
sąsiada. Skoro się to dopełni, powiadają że cierpiącego
zaraz głowa boleć przestanie, a ta boleść do sąsiadów
się przenosi. Podrzucają sobie lub podtykają pod ściany
552
obcięte kołtuny, a ztąd czasem wynikają między sąsiadami
swary i kłótnie, a czasem nawet i bitwy. Podlewają sobie
nawet pomyje po wymoczeniu nóg, lub z umywanój gło
wy, pod wrota dla uwolnienia się od słabości, a zacza
rowania lub zarażenia drugich. Napychają szkielet łba
końskiego różnemi ziołami sucbemi i podrzucają w sie
dzibę sąsiada ; zapychają stare szmaty i gałgany splugawione pod strzechy albo w ścian szczeliny, zakopują
garczki napełnione trocinami, rzemykami, węglami i ró
żnemi przedmiotami wymyślonemi, a to wszystko właści
wie mówiąc tyle tylko drugim szkodzi, że ich drażni i nie
pokoi, a bardzo się tern martwią gdy jakie przedmioty
czarów znajdą u siebie. Najgorsze mówią są czary ży
dowskie to jest od starozakonnych karczmarzy, arendarzy i sżynkarzy pochodzące, którzy do szynkowanej wódki
kładą swoje obrzynane paznokcie, albo też dobierają i
rozmajają wódkę pozostałą wodą z wykąpanych dzieci
chorowitych , albo nakoniec łupieże ze swoich strupów,
zbierane wrzucają do wódki i wnoszą z tego że chrze
ścijanie pijąc taką wódkę, nabywają szczególnej skłonności
do uczęszczania w karczmach przez żydów arendowanych
i pijatyki. Najpożyteczniejszy pomiędzy ludem prostym
jest taki zabobon bo ich skłania do obrzydliwości na
czary karczmarzy żydów, a przeto przybierają oni
wstręt do gorzałki, a wolą wstrzemięźliwość od zgu
bnego nałogu.
553
61.
Zamawiania^ Zaklinania, Zażegnywania,
Pod wyrażeniem: zamawiania, zaklinania i zażegny
wania, niepoliczone ukrywają tajemnice, sposobu lecze
nia tak ludzi jako i bydła, a trafem i przypadkiem zy
skują sobie oszusty pewne wzięcie u łatwowiernych, naigrywając się w duszy z oszukanych. Zczasem przez nawyknienie nawet i sami oni przywiązują wiarę do swoićj
niby tajemniczej władzy i mniemają, że istotnie przez
zaklęcia i zażegnywania albo zamawiania, odwracają sła
bość lub jaką uporczywą chorobę. Widziano niedawnemi
czasy jak z sąsiedniej wioski, przypędził włościanin chle
wną maciorę do owczarza która miała w uszach robaki
dla tego, że ten owczarz szczególniej zaklinać i zamawiać
umiał. Przenocował u niego włościanin, wypróżnili fla
szkę gorzałki, a nazajutrz przed wschodem słońca wypro
wadzili tę maciorę za owczarnię pomiędzy chwasty na
wzgórek. Owczarz nachylał się i szeptał niepojęte wyrazy
a potem odprawił włościanina z maciorą do domu. Po
jego odejściu pytano owczarza przez szczegóły o sposób
postępowania i o wyrazy przytem szeptane, a dobrze
upomniony i wynagrodzony, odkrył tajemnicę iż w takim
razie gdy jakiekolwiek bydle ma robaki, trzeba go za
prowadzić do krzaka o stu , przygiąć wierzchołek tego
ziela do ziemi, zabić go rososzką czyli kulką drewnianą
do ziemi i wymówić potrzeba trży razy: „oście oście!
dotąd cię nie puszczę, póki z tego zwierzęcia nie wyle
cą goście
a to ma być tak skuteczne, że przed zacho71
554
dem słońca robaki wylecieć muszą koniecznie, i nigdy
już więcćj nie będą; ale zachować trzeba tę uwagę że
wraz z zachodem słońca wierzchołek ostu wypuścić trze
ba z uwięzienia, albowiem robaki w przeciwnym razie,
jeszcze bardziej pomnożyć się mogą. Że zaś w takim
razie może nastąpić zapomnienie, przeto wymagają aby
żądający kuracji, potrzykroć ze swojem bydlęciem przy
chodził, a to może dla tego, ażeby tyleż razy zamawia
jący mógł się od niego napić gorzałki, albo też z uprze
dzenia, że dopiero za trzecim razem zamówienie odbierze
skutek pożądany. Podobnież dziewanna według pospól
stwa ma tajemniczą własność uleczania bydląt od robactwa.
Właściciel napadniętego robactwem bydlęcia, wieczorem
o zachodzie słońca nachyla wierzchołek tej rośliny ku zie
mi, i przykłada ciężkim kamykiem lub bryłą ziemi wymając słowa’następujące: ,,Dziewanno, dziewanno, panno!
dopóty cię, nie odchylę póki (z takićj a z takiej maści cier
piącego bydlęcia) nie wypędzisz robaków.“ Jeżeli na dzień
następny roślina sama przez się wyzwoli się z pod kamien
nego ciężaru, to bydle uleczonem zostaje. Proces cho
roby bydlęcia przeszedłszy swój period, często potwierdzą
tę mniemaną w naturze sympatie. Szerść bydlęcia w liczbie
przesądów ludowych, należy także do tych tajemniczych
działaczów w naturze, które równie jak dziewanna, mają
sympatyczną siłę leczenia od robactwa. Kiedy jakie
z bydląt jest napadnięte robakami, uszczknioną z niego
sierść przed wschodem słońca obnoszą około domu idąc
przeciwko słońca, a włożywszy w prześwidrowaną dziu-
—
555
—
reczkę węgła tegoż domu, zabijają jakim bądź drewnia
nym kołkiem i powiadają że wtenczas robaki wylecą.
Zaklinania odbywają się tylko w szczególnych przypad
kach gdy kogo gad ukąsi, albo jeżeli z gadami ktoś się
zabawiać życzy. Ukąszony od żmii bywa wieziony czasem
0 mil kilka do umiejętnego w sztuce, aby został wyleczo
nym, gdy jadowitość ukąszonego zaklętą zostaje. Zda
rzyć się przeto może iż taki umrze w drodze z puchliny
1 zgangrenowania, niedojechawszy do przywidzianego le
karza. Zdarza się równie że ukąszony od węża, który nie
ma takiego jadu jak żmija, po zaklęciu wraca zdrów; a że
pospólstwo, tak jak przestraszony cierpiący, nie umie roz
poznawać co jest w istocie wężem, a co jest żmiją, mnie
ma przeto że istotnie skutkiem tego zaklęcia i zamówienia
ocalał od nagłój śmierci. Widziano chłopa który się
przechwalał że żmiję nosi w zanadrzu czyli za pazuchą,
że ją zaklął, a przeto mu szkodzić nie może, ani go na
wet kąsać nie śmie. Przypatrzywszy się z bliska kuglarstwu, poznano że to był wąż pospolity, który jest bardzo
łaskawy a raczej bojaźliwy, a który nawet ukąsiwszy,
skoroby był rozdrażniony, tyle tylko szkodzi co ukłucie
szpilką. Zaklinania wzięły bezwątpienia początek z prze
sądu, że wszystkie gady w postaci wężów pospólstwo za
złe, od złego ducha pochodzące uważa, lubo węże jak
się wyżej powiedziało, mają w pospólstwie pod pewnemi
względami cześć i poważanie. Roztropniejsi i rozeznać
żmiję od węża umiejący, biorą tylko do rąk węże nieszko
dliwe, a niemi ludzi straszą lub zadziwiają. Ażeby zaś tern
556
—
łacniej wmówić przesąd, używają nad złapanym gadem
szeptów, żegnania i modłów, dodając za antifonę: „gadu,
gadu! nieioypuszczaj j a d u Takie szepty, modły i dodat
ki rymowanych wyrażeń, umiejętnością zaklinania nazywają,
Zażegnywania mają również miejsce w szczególnych
przypadkach takich jak naprzykład: ukąszenie przez psa
wściekłego, w uporczywych i niedocieczonych słabościach,
w chorobach raptownie przypadających, czasem w cier
pieniach wielkićj choroby i kołtuna, których pochodzenie
od władzy złego ducha być mienią, nawet przy urokach
o których wyżój mówiliśmy, Zażegnywania takie odby
wają się pokładaniem chorego w znak krzyża wyciąganiem
jego stawów, szeptami i modłami i wyrabianie przez dzia
łanie rąk niepoliczonych krzyżów czyli gzygzaków nad
cierpiącym. Dziwną zaiste zdaje się rzeczą iż ten sposób
leczenia przez niektóre szczególne osoby odbywany, czę
stokroć pomyślne sprowadza skutki, i chory dość prędko
wraca do zdrowia. Kiedy jednak zastanowić się godzi że
nie wszystkie osoby mają własność podobnego leczenia,
że żadne nagrody nie wystarczą na nauczenie tego któryby
chciał przejąć tę sztukę, że nawet najprzywiązańsza mat
ka lub ojciec, swojej córki lub syna tej sztuki nauczyć
nie może,i przecież dla odbieranych korzyści ze swojój umie
jętności nic nie zostawia w puściźnie, trafiamy na wniosek,
iż zażegnywanie w jaki bądź sposób odbywane, może być
skutkiem dotąd niepojętej siły magnetyzmu zwierzęcego,
niektórym tylko osobom właściwój, a która innym oso
bom tylko się w skutkach swoich udzielać może. Nie
-
557
—
tu miejsce do rozpraw które uczeószym zostawić się go
dzi, nadmienić tylko wypada, że jak często słyszeć się
daje o pomyślnych skutkach zażegnywania słabości, tak
one z naukę magnetyzmu zwierzęcego, mogą mieć prze
cie jakiś niepojęty związek.
62.
Zaraza.
Zaraza jakich słabości powstać może z założenia cza
rów według mniemania włościan jak się wyżój powie
działo ; są oni tak nawykli do tego przesądu, iż za
niewątpliwą rzecz uważają, że gdy słabością swoją za
rażą dom sąsiedzki, słabość ta u nich ustaje. Dla tego
to jeśli panuje w jakićj wiosce zaraza bydła, sąsiedni
włościanie pilnują swych granic bardzo starannie, nietylko z powodu ażeby zarażeni nieprzypędzali swego
bydła w ich obręby dóbr i nie szerzyli zaraźy, ale żeby
także nie zakopywali ścierwa po upadłym bydle na
granicy, co jednak czynić zwykli powszechnie. W takich
razach także palić zwykli po końcach swój wioski przy
drogach gnoje, albo zgniłej wiórzyska, w miemaniu, że
dym rozciągający się około wsi, ochrania ją od powszechnój zarazy i przystępu choroby. Przed kilkunastu
laty widywano po niektórych chatach dawnych, Szkie
let końskiój głowy na siostrzanie czyli stragarzu nadedrzwiami wchodnemi, ułożony i deszczkami od widoku
—
558
—
przychodzących osłoniony; pytano się o przyczynę zacho
wywania tego szkieletu i wybadano, że po wielu do
mach włościańskich podobne końskie łby utrzymują się
jeszcze od czasu panującćj zarazy, czyli jak oni mówią
od powietrza. Wnoszą oni, że takiego łba końskiego
z miejsca ruszyć nie można, albowdem natenczas cały
dom, może podpadać okropnój nagłej chorobie i śmierci.
Szczęściem przecie nigdy się nie sprawdziło uprzedzenie
tam, gdzie za rozsądną radą wyrzucono podobne zabo
bonne czerepy, i może dla tego już ich teraz mniej
widać.
03.
Zmora.
Kiedy człowiek nasycony bez miary, lub niewstrzemiężliwy w piciu, położy się spać, pierwsze chwile snu
jego koniecznie muszą być niespokojne; duszenie takie
nazywają Zmorą. Powiadają, że zmora jest to sąsiad
lub sąsiadka zaprzyjaźniona, która skoro północ, przy
chodzi w kształcie ćmy lub komara, przeciska się przez
szczeliny okna i szuka swego ulubionego przedmiotu;
włazi od nóg, powoli się na niego rozciąga i aż do
piersi ciśnie. Niektórzy powiadają, że to czasem może
być upiór, były niegdyś krewny lub kochanek za życia,
który przez swoją przyrodzoną złośliwość nietylkó że
dusi czyli ciśnie mocno człowieka, ale nawet krew
550
z niego wysysa. Człowiek cierpiący napastnicze dusze
nia zmory, wygląda bardzo nędznie i blado, mimo tego
że chciwie i dużo jada i podobnież pije. Po wielekroć
razy słyszano opowiadania różnych wydarzeń, naprzykład: silny i odważny parobek, mimo tęgo, że był
dręczony koniecznością zaśnienia, nie spał i czekał póki
zmora do niego nie przyjdzie, która w nocy przychodzić
była zwykła, aby ją złapać i uwięzić, a potem wymódz
na nićj, iżby ona nigdy do niego nie przychodziła. Kiedy
więc poczuł, że zmora zaczyna od nóg włazić na niego,
pochwycił ją obiema rękoma i rzucił się na bok, złapał
i przydusił kota, który bardzo szczególnym głosem
miauczał; zawiązał go na pasek świętego Franciszka jaki
od kwestującego ojca Bernardyna pożyczył, i tak ją przy
wiązawszy do nogi u stołu, aż do dnia białego zatrzy
mał. Pokazało się po przedzierzgnięciu, że to była
kobieta, która się w nim kochała, a która przyszła aż
z końca wsi, i która dręczona jego naleganiem, zaprzy
sięgła że już nigdy przychodzić i dusić jego nie będzie.
Inny złapał od razu jakąś postać kobiety, która niepo
jętym sposobem, mimo zamknięcia, wcisnęła się do izby
śpiącego i dusiła go bez litości. Złapawszy jednak taką
zmorę, przestrzegają, aby lepiej zaraz ją uwolnić z wię
zów i w cześniej niżeli ją inni posłyszą i postrzegą,
albowiem niebezpieczeństwo mogłoby zagrozić całemu
domowi przez wpływ nieczystego ducha, na powodzenie
lub na zdrowie domowników. Dla tego to opowia
dania o napastowaniu zmory odbywają się tylko po
560
cichu, nigdy o tóm głośno nie mówią, aby jćj sobie
nie narazić. Wydarzenie takie i baśnie szczególniej
słyszeć można na Powiślu. Niektóre stare niewiasty
przechwalają się, iż umieją zamawiać zmorę, aby już
potem nigdy do cierpiącego nie przychodziła. Szczegóły
jednak tego zamawiania tak jak inne nie mogą być
zbadane. „Włóczy się za mną jak zmora“ zwykli mówić
wtenczas, kiedy kto za kim uprzykrzenie łazi. „Męczy
mię jak zmora“ mówią wtenczas, kiedy kto czego na
trętnie się dopomina. Zmorą nazywają czasem czło
wieka gnuśnego i ociężałego.
561
PRZYSŁOWIA
I P R Z E P O W I E D N I E L UDOWE
tóżiue i w t-ożityc& oiloiicotcij niy-wctiłe.
„Na nowy rok
(1 Stycznia)
Przybyło dnia na barani skok.“
Zapewnie w zawiązaniu się tego przysłowia uważano iż
słońce od czasu jak największy cień rzucało, (to jest w mie
siącu Grudniu) o tyle ten cień zmniejszyło i tak, że ustęp
cienia baran przeskoczyć może.
„Na nawrócenie świętego Pawła,
(25 Stycznia)
Połowa zimy przepadła.“
Bezwątpienia to przysłowie trafia do przekonania, gdy u nas
zima w Listopadzie się zaczyna a w Marcu się kończy.
„Na święty Franciszek,
(29 Stycznia)
Ożeni się nasz braciszek.“
Podrwiwają w ten sposób niektórzy ludzie z tych, którzy są
radzi myśleć o ożenieniu.
„Na święto Agnieszki
(21 Stycznia)
Więdły szynki, Jedzą kiszki.“
Utrzymują zazwyczaj iż bicie wieprzów i urządzanie wędlin
najstosowniejsze jest w końcu Stycznia; lecz w Litwie gdzie
są najdoskonalsze wędliny, uprawiają je w Marcu.
„Na święto gromnicy
(2 Lutego)
Napije się bydle na ulicy.“
72
562
W pierwszych dniach Lutego powszechnie zima opuszcza,
śnieg topnieje, i wszędzie jest dość wody, lubo czasem:
„ Skoro przyjdzie Luty.
Obuj dobre b u ty “
To jest, że zima w Lutym jeszcze się poprawić może.
„W dzień Panny Gromnicznej
Bywaj zdrów mój śliczny.“
Takie jest przysłowie dziewic wiejskich, bo zapusty niedługo
potem trwają, i żenić się już nie czas.
Owczarz w owczarni woli widzieć wil/ca.
Jak słońce w dzieri gromnicy, chociażby chwil kilka.
Bo ztąd wróżą sobie gospodarze rok zimny i mokry, w którym
owce *na motylice chorują.
„Na święty Wałek
(14 Lutego)
Nie ma pod lodem balek
W połowie Lutego xgdy dzień świętego Walentego przy
pada, zima już się zmienia; lód na wodach kruszeje, a przeto
tern przysłowiem przestrzegają przejeżdżających że przez lód
jechać jest niebezpiecznie, i można się załamać.
,,Święty Maci (Maciej)
(24 Lutego)
Zimę straci
Albo ją zbogaci.“
Czasem bowiem i wtenczas zima się poprawia, a jeśli się
to wydarzy, mówią że potem potrwa aż do S-go Józefa (19
Marca).
„Na świętego Grzegorza
(12 Marca)
Pójdzie zima do m orza“
Może to ztąd przysłowie wynika, że od nas na północ jest
morze Bałtyckie, w okolicach którego dłużej trwa zima jak
u nas.
—
563
„Cóż święty Józef przyniesień
Kaczka pierwsze jaje zniesie.“
Mówią to o dzikich kaczkach, bo swojskie czasem w cześniej
nieść się zaczynają.
9,Na świętego Marka
(24 Marca)
Siej lepiej groch do garka.“
Niektórzy już w tenczas groch siać zaczynają, ale u nas
jest to zbyt wczesna pora, chociaż znowu jest także przy
słowie:
„Kto sieje groch w Marcu,
Gotuję groch w garcu.
A kto w Maju
To w kurzem j a j u “
To jest że wcześniej siany groch lepiej się udaje w Maju,
a jeszcze na nowiu księżyca siany; kwitnie prawie całe lato?
a strączki nie dojrzewają.
„Na zwiastowanie
(25 Marca)
Zlatują się bocianie.“
Stosownie one jednak do pory wiośnianej wcześniej lub później
przylatywać zwykły równie jak jaskółki, o których mówią że
także na Zwiastowanie Najświętszej Panny przylatują.
Twierdzenie:
„Skoro przyjdzie Marzec
Nie wytrzyma starzec.
Odpowiedź:
Nie pleć baju
Złapie śmierć starca i w Maju.“
„Pryma Aprilis
(1 Kwietnia)
Nie czytaj, nie.słuchaj, bo się omylisz.“
Z nieporównaną śmiesznością wysilają się dowcipy ludzi,
o czem lepszem nie myślących, ażeby się w ten dzień zwodzi
—
564
—
li, co trwa prawie od rana do wieczora, a więcej jest nawet
ten zwyczaj w użyciu w klassach ludu wyższych.
„Na świętego Wojciecha (23 Kwietnia).
Jest ju z w polu pociecha.“
Mówią bowiem: kiedy jest wiosna obiecująca, że już w tenczas w posiewach żyta wrona się schować może, a na ugo
rach lub innych pastwiskach już się owca dobrze nakarmi.
„Kwiecień gdy jest suchy
Nie daje dobrej otuchy.“
To jest że ten rok nie będzie dość urodzajny; tę przepowie
dnię jeszcze inaczej wyrażają.
„Suchy Marzec, chłodny Kwiecień, mokry Maj,
Będzie żyto jako g a j“
Czyli że taki rok na oziminy jest dobry, i wyglądają wybujałe
jak lasy.
„Na pierwszy Maj
Ostatek bydłu daj:
¿'ostatek paszy)
A jeszcze się oglądaj;
W piecu sobie napal,
Za niego się wal .“
Czasem bowiem pierwsze dnie Maja tak są dokuczliwe jak
w połowie miesiąca Marca, i dla tego to mówią jeszcze:
„Choć dziś Atanazy
(2 Maja)
Bal w piecu dwa razy.“
„Na Święty Jakób
(1 Maja)
Kiedy ju z zjadłeś to kup.“
Wtenczas to u gospodarzy uboższych zaczyna sie przednó
wek.
„Na święty krzyż
(3 Maja)
Śmiało owce strzyż.“
-
565
Stosuje się to jednakże do prostych owiec wiejskich świniar
kami zwanych; bo nie zachowują sprawdzenia tego przysło
wia dla owiec delikatniejszych, i czekają do drugiej połowy
Maja, gdy pora już cieplejsza.
„Nie wtenczas się pastucha szuka
Kiedy kukułka zakuka.“
Jest to ostrzeżenie aby wcześniej zamówić sobie pasterza
do bydła; dla tego to znowu jest przysłowie:
„Kto przechowa piecuszka
Ma na lato pastuszka “
Piecuszek czyli piecuch jest sierota nie mający stałego
zamieszkania, po cudzych piecach przez zimę boki odlega;
kto mu da wtenczas szczery przytułek, może go sobie zobo
wiązać, że mu w lecie bydło lub owce pasać będzie.
„Pankracy, Serwacy, Bonifacy
(12, 13, 14, Maja)
Z li na ogrody chłopacy.“
Powszechnie się zdarza, że w dnie tych świętych nadzwy
czajne w Maju trwa zimno a czasem rnróż (1).
Do świętego Ducha
(do Zielonych Świątek)
Nie zdejmuj kożucha,
(1) W r. 1836 w Obwodzie Zamojskim taki był w te
dnie mróż i śnieg, że we wsi Zwierzyńcu jeden kazał zaprządz
do sanek i używał szlichtady- Na drzewach już rozwiniętych
trwała okiść przez cztery dni jak w zimie, a przecież przed
tern 27 i 26 Kwietnia tak było gorąco, że mnóstwo ¡popi
sowych ówcześnie zgromadzonych kąpali się w stawie
Zwierzynieckim. Mówią że Fryderyk Wielki Król Pruski
rozgniewany iż wystawiona poprzedniczo oranżerya w te
dnie całkiem zmarzła i że to przecież zawsze zdarzać się
może w dzień S. Pankracego, Bonifacego i Serwacego, kazał
tych świętych wymazać z kalendarza.
—
566
Lecz i po świętym Duchu
Możesz jeszcze chodzić w kożuchu.
„O Bożem Ciele
(pierwszych dni Czerwca)
Siej tatarkę śmiele.“
Wszakże jeśli to święto ruchome trafia zbyt późno, nie
wypada aby się gospodarze do niego stosowali. Zawsze
jednak mówią że najlepiej jest siać hreczkę gdy się za broną
kurzy, i dla tego to mówią jeszcze:
„Siew na święty Marek
(18 Czerwca)
Dobry plon tatarek.“
Tatarka, gryka, hreczka potrzebuje tylko rosnąć i dojrze
wać trzy miesiące; więc i w połowie Czerwca siana, jeszcze
się czasem udaje.
„Na święty Antoni
("13 Czerwca)
Bydło się gzi, goni.“
Jeżeli pora jest dość gorąca i taka długo trwać ma, owad
gzik (inaczej gez) zwany, zapuszcza żądło po za skórę bydlę
cia i tam jaja jak mówią składa, z których się młode gąsiennice
wylęgają; tym sposobem bardzo bydłu rogatemu dokucza; dla
tego jak nad bydlęciem zabrzęczy, bydle podnosi ogona i jakby
szalone ucieka.
„Na święty Wit
(15 Czerwca)
Już słowik cyt.“
W tej porze słowik, pieszczoch wiosny, śpiewać przestaje.
„Na świętego Jana
(24 Czerwca)
Pozbędę się Pana.“
Tak mówią służący którzy od świętego Jana służbę przy
jęli, i wtedy im się rok kończy, a dalej w tern samem miejscu
służyć sobie nie życzą.
567
„Już świętego Jana
Ruszajmy do siana.“
Tak mówią gospodarze do siebie, gdyż już wtenczas powsze
chnie sianokos się zaczyna.
„Jutro święty Janek
Puśćmy na wodę wianek“.
Tak mówią do siebie dziewki wiejskie, chcąc się dowie
dzieć która wprzódy za mąż pójdzie. W wigiliją S-go Jana
stają nad rzeką na moście i puszczają wianki, a której wia
nek wyprzedzi, ta się wróżbą swą najwięcej cieszy. Zwy
czaj ten praktykuje się wszakże co roku z mostu pragskiego
w Warszawie.
Kiedy kwitnie bób
To największy głód
A kiedy mak,
To ju z nie tak.
(na przednówku).
Kiedy bez licie (*)
Najgorzój się jeść chce,
A kiedy mak
To nie tak.
Skoro mak kwitnie, w tej porze już są jagody jak np: po
ziomki i potem czernice, a w ogrodach jest już marchew,
rzodkiew, nawet rychłe kartofle:
Toć wtenczas przecie, gdy w lecie,
Z lada czego obiad się splecie.
Ubodzy włościanie żywią się gotowanemi chwastami zie
leniną, na którą są najlepsze pokrzywy i łoboda.
O Kwitnie.
568
„Kiedy się Jasio rozpłacze (Św. Jan 24 Czerwca).
Matka go nie utuli
(N. Panna 16 Lipca).
To będzie płakał
Do świętej Urszuli“.
(21 Października).
Jak się Janek rozbecy, a Maryś go nie utuli,
Będzie ciągle becał. a i do S. Ursuli
To jest: kiedy deszcz zacznie padać na S-ty Jan, a nie.prze
stanie padać na Najświętszą Pannę Szkaplerzną, potrwać mo
że słotny czas prawie bez przerwy do świętej Urszuli. (Tak
się u nas sprawdziło w roku 1840 i 1847).
„Na świętego Eliasza
(20 Lipca).
Z nowego uzątku kasza“.
Już wtenczas szczęśliwy gospodarz, pożywiać się może
z przednówku, rznie żyto i jęczmień lubo niedość dojrzałe,
suszy i kruszy, miele ziarno w żarnach czyli ręcznym mły
nie, i głód mu już nie dokuczy, jak w czasie kwitnięcia
bobu.
„Po świętym Jakóbie
(25 Lipca)
Każdy w swoim garnku dłubie
To jest że każdy już gospodarz ma swój chleb. Mówią
także iż święty Jakób chodzi po lesie, i maliny z gałązek
swoją laseczką otrząsa. Ustają wtenczas jagody, które do
broczynne przyrodzenia na opędzenie biedy ludzkiej udzieliło, ^
i mają już zasiłek ze zboża.
„Od świętej Anki
(Św. Anny 26 Lipca)
Chłodne wieczory i ranki“.
Wistocie prawie od tej pory zaczynają noce być zimne,
mówią jednak tylko o wieczorach i rankach dla tego że po
czątek nocy i koniec jest do czuwania, środek do spania,
a wtenczas się zimno mniej czuje.
569
Około świętśj Marty
(29 Lipca)
Płac za żniwo, dawaj kwarty
Po wielu okolicach oprócz zapłaty żniwiarkom najemnym,
jest zwyczaj dawania kwart; to jest, jednego dnia kwartę
mąki, drugiego dnia kwartę kaszy czyli krup jęczmiennych.
„Na święty Gustaw
(2 Sierpnia).
Kopy w polu ustaw“.
To przysłowie gospodarzom przypomina aby kiedy Bóg
dał do tego porę, ze zbiorami pospieszali; jak równie:
,,Na święty Dominik
(4 Sierpnia).
Kopy z pola mig, m ig “
To jest że kopy zboża jeśli pogoda służy jak najspiesz
niej zwozić się powinny.
„Na Pańskie Przemienienie (6 Sierpnia).
Lepsze gospodarza mienie“.
Lubo wtenczas zbiory niedopełnione, ale już gospodarz
cieszy się plonem swojej jesiennej i wiosennej pracy.
„Na święty Wawrzyniec
(10 Sierpnia).
Zbieraj od pszczół zrzyniec
Już gospodarz w tej porze otwiera ule i zagląda do pszczół,
a jeżeli pełno zarobiły, podrzyna plastry miodu na swój po
żytek, aby zostawić pszczołom miejsce do dalszej roboty je^
źli pora służy, a działanie to nazywa się zrzyńcem u pa
sieczników.
„0 świętym Rochu
(16 Sierpnia)
Rwij grochu po trochu“.
W tej porze już groch dojrzewać zaczyna, już się pastu
szek strączkami pożywi. Źle robią pastuchy gdy wyrywają
kłaki grochu z łodygami z pola swoich gospodarzy, a które
73
570
się częstokroć wiechciami po drogach walają. Mówią wten
czas także:
„Grochowy wiecheć
Z wieczora posiedź.
To jest że gdy groch dojrzewa, gdy się już zbierać może,
wtenczas są dłuższe wieczory i bez ubliżenia sobie należnego
spoczynku po pracy, posiedzieć można wieczorem przy jakiej
bądź domowej robocie.
„Na święty Jacek
(21 Sierpnia).
Z nowej pszenicy placek“.
Bo też już wtenczas pszenica zebrana zwykła się młócić
i przysposabiać do siewu, a przytem gospodarze z pierwszego
omłotu radzi są nowych placków skosztować.
„Na świętego Bartłomieja
(24 Sierpnia)
Otwiera się siew i knieja“.
Pierwszy siew żyta w tych dniach się zaczyna i polowa
nie po kniejach zaczynają odbywać myśliwi; mówią oni że
po świętym Bartłomieju nawet lis ma dobre futro.
„Na święty Bartłomiej,
Śmiało żyto siej!“
Wszelako średnie siewy to jest w połowie Września cza
sem są lepsze jak wcześniejsze, a to stosownie do pory
czasu.
„Święty Bartłomi
Żyto potłumi“.
Jest to ostrzeżenie dla tych gospodarzy którzy się ze zbio
rem żyta opóźniają. W tej porze źdźbła i kłosy kolankują
się łamią i zginają ku ziemi, a przeto szkoda plonu, który
opieszała ręka dotąd nie zbićra.
511
„Na święty Idzi
(1 Września).
W swaty do mnie przyjdzij/“
Tak mówią zalotnie dziewczęta które namawiają chłopaków
przez pustotę, aby się z niemi po żniwach żenili.
„W dzień świętej Reginy,
(9 Września)
Wabią chłopahóio dziewczyny.“
P r z y s ło w ie
to j e s t n a s t ę p s t w e m
p o p rzed za ją ceg o .
„Po świętym Mateuszu
(21 Września)
Kiep ten co chodzi w kapeluszu“ .
Bo też już podówczas zimno, lepiej więc jest nosić czapkę.
„Święty Michał,
(29 Września)
Kopy z pola pospychal'6.
Już w tej porze niedbały lub niedołężny tylko gospodarz
został się na polu z kopami zboża, a właściwie i hreczka
już się zebrać była powinna.
„Rzepna nać
Do dnia wstać“.
Jest to podobne zastosowanie jak grochowego wiechcia.
Pastuszki jak groch, tak też psują gospodarzom rzepę, która
w ostatnich dniach Września dorasta. Nać z rzepy rozrzu
cają po drogach, a w tej porze właśnie już noce są długie
i przededniem można wstawać do robót domowych.
„O świętej Brygidzie
(8 Października)
Babie lato przyjdzie“.
Choćby ciągłe niepogody we Wrześniu i Październiku pa
nowały, przecież kilka dni w połowie a najdalej około 20
Października bywa wcale pogodnych, a te dnie Babiem latem
nazywają. Może dla tego że wtenczas mnóstwo widać rozsia
nej po polach pajęczyny, która pod zachodzące słońce przej
rzana, jakby przędziwo na krośnach przegląda.
~
572
—
„Pokroweńku, pokroweńku (1 (13)Października.)
Na kryj menie holoweńku;
Daj siaku taku taku onuczu,
Niech się dzieiohoju nie muczu
Gdy nadchodzi święto Boga Rodzicy opiekunki, dziewczęta
ruskie modlą się w ten sposób: Boga Rodzico opiekunko!
nakryj moją głowę jaką taką namiotką, abym się już w sta
nie dziewiczym więcej nie męczyła,“ to jest proszą aby po
Pokrowie czyli po święcie matki Boskiej, za mąż wyjść mo
gły. (Namiotek, jest płatek płótna zawieszony na głowie mę
żatek).
„ Teresa, Jadwiga
(15 Października)
Bydło z pola ściga“.
To znaczy że wtenczas już bydła popaść nie można, cała
bowiem wegetacya roślin ustaje, gdy już jesień późna nadeszła.
„Łukasz! czego w polu szukasz? (18 Paździer.).
Rzepy! — Alboś to je j w dole ślepy?“
Przysłowie to jest twierdzeniem że wtenczas nawet już rze
pa jest zebraną i do dołu zakopaną.
„ Urszula, Kor duła
(21, 22 Paździer.)
Do pieca przytula“.
To jest że się zaczyna zimniejsza pora w której palić
w piecu i grzać się przy nim zaczynają.
„Na Szymona Judy
(28 Października)
Koń boi się grudy“.
Albo: spodziewać się śniegu albo grudy.
Wtenczas trzeba konie kuć, aby nie psuły rogów u kopyt,
gdyż w tej porze wydarza się iż mrozy chwytają, a błoto
w zmarzłą grudę się zamienia. Drugie zaś to przysłowie
573
-■
zwiastuje iż lada dzień śniegu lub też mrozu spodziewać
się wypada.
„Jeszcze nie Listopad
A liść z drzewa opadł.“
U nas już w Październiku liść z drzewa opada, chociaż
właściwie Październik ztąd zapewnie tak nazwany że w tym
miesiącu międlą len i konopie aż paździerze lecą, a Listopad
że liść z drzewa opada.
„Na zaduszki
(2 Listopada).
Nie ma w ogrodzie ani pietruszki“.
Tak to mówią powszechnie że w dzień zaduszny już nic
nie bywa w ogrodzie, wszelako pietruszkę, pasternak i jarmuż,
zostawiają gospodynie w gruncie na zimę.
„Święty Marcin błoniem
Jedzie siwym koniem“.
(11 Listopada)
Bardzo często się zdarza, że śnieg bywa w tej porze. Wia
domo zaś że świętego Marcina malują na koniu.
„Świętojański owies„ Marcinkowe żytko, ,
Warto licha wszystko“.
Kto o świętym Janie owies sieje, a żyto na ś. Marcin, niech
się niespodziewa dobrego plonu; wszelako widziano prześli
czne urodzaje oziminy, która po siejbie nie zeszła przed zimą
ale ją zaraz śnieg pokrył.
„Święta Katarzyna, adwent zaczyna
(25 Listop.)
Święty Jędrzej, jeszcze mędrzej“
(30 Listop*)
Adwent się zaczyna od ś. Katarzyny, ale zazwyczaj uro
czystości Adwentowe od ś. Jędrzeja.
„O świętej Katarzynie,
Pomyśl o pierzynie;
574
Na świętego Jędrzeja,
Trza kożucha dobrodzieja
Dobrą jest rzeczą przykryć się pierzyną, a na dzień odziać
się kożuchem, gdy już mrozy dokuczają.
„W święto Katarzyny
Są pod poduszką dziewczyny.
W wilią świętego Jędrzeja
Jest dla dziewcząt nadzieja.
W te święta, to jest na ś. Katarzynę «pisze młodzież karteczki
z imionami dziewcząt i kładzie pod poduszki; w nocy wyciąga
jedną karteczkę, a według napisu, tę się spodziewa dostać za
żonę; Na wilię ś. Jędrzeja to samo robią dziewczęta. Albo też
zbierają się do karczmy, zastawiają pod progiem sidła z cien
kiego sznurka, a który parobek w nie wpadnie, on będzie mę
żem tej, która ta sidła zastawiła. W sam dzień ś. Jędrzeja
przyszedłszy po wodę do studni zaglądają w nią, aby zoba
czyć męża w zwierciedle wody. Są to właściwie pustoty ód
których poszły powyższe przysłowia.
„Na święty Ambroży
(7 Grudnia)
Poprawią się mrozy“.
Naturalny wniosek wśród zimy.
„Od świętego Toma
(21 Grudnia)
Posiedź sobie doma
Bo wtenczas już żadnej zewnętrznej nie mają około gospo
darstwa roboty; chyba tylko jechać do lasu po drzewo.
»Koło świętej Ewy
(24 Grudnia)
Noś długie cholewy“.
Może to dla tego, że wielkie są wtenczas śniegi; a jeżeli ktoś
ma boty powykrzywiane mówią:
575
„On nie służy Panu Bogu tylko świętej Ewie,
Bo nie chodzi na podeszwie tylko na cholewie.“
„Święta Łapa
(13 Grudnia)
Dnia przyrzuca“.
Lud uważa że od świętej Łucyi dzień się powiększać
zaczyna; może to jest jedno z najdawniejszych przysłowiów,
bo przed r. 1600 po narodzeniu Chrystusa, dzień ś. Łucyi na
znaczono dnia 23 Grudnia.
„Na święty Mikołaj
(6 Grudnia)
Dziewki z karczmy wywołaj“.
Dla tego że już. wtenczas Adwent, a przeto uciechy w kar
czmie są zabronione.
„Na Mikołaja,
Zdejmij koła;
Takie jego przykazanie;
Porzuć wóz, a zaprząz sanie“
Ztąd zapewnie poszło to przysłowie źe w tej porze już
sannej drogi spodziewać się trzeba. I Rossyanie mają w tej
porze przysłowie:
„Warwaruszka mostit (14) 26. Grudnia) ś. Barbary.
Nikołuszka gwozdit.“
(6) 18 Grudnia) ś. Mikołaja.
Jak gdyby dla tego że na ś. Barbarę marznie, a na ś. Mi
kołaja już mocny lód na wodach. Mówią także też i u nas:
Święta Barbara po lodzie,
Boże Narodzenie po wodzie.
I przeciwnie; jeżeli na ś. Barbarę deszcz, na Boże Narodzenie
będzie mocny mróż; niektórzy jednak ś. Marcina do tego przy
słowia używają.
„Na święty Szczepan
(26 Grudnia)
Każdy sobie pan“
Dzień ten jest zupełnie wolny dla wiejskiej czeladzi i w tym
dniu odbywają się z niemi układy na dalszą służbę.
Na święto Młodzianki
(28 Grudnia)
Stroić się trzeba w ruciane wianki“
^
Starannie zachowują w ogrodach i wazonikach rutę i w nią*
jak w kwiatki stroją swoje czółka dziewczęta gdy zapusty
nadchodzą.
PRZYPISKI.
Zbiór przysłowiów i przepowiedni ludowych, nie jest wyłącz
nie mojem dziełem; lecz te i co do wyrażenia i co do znaczenia
zbierałem razem z p. Wiktorem Kozłowskim b. Profesorem
szkoły leśnej a niegdyś kapitanem b. wojsk Polskich, który
znany jest literaturze krajowej z dzieła Terminologii Łowićkiejy dopełniającej słownik i tego rodzaju bogactwo ojczystego
języka; tudzież z wielu prac i różnych artykułów pod względem
techniki leśnej w Sylwanie zamieszczonych. Niektóre z tych
przysłowiów rozsiane są także po dawnych kalendarzach, ale
nie stosowaliśmy się do nich, lecz do prostych wyrażeń go
spodarzy i do ich sposobu rozumienia.
Kiedy zbiór ten zamknięty został w obecnem dziele, zda
rzyło się nam otrzymać do przeczytania dzieło P. Wójcickiego
pod tytułem: „Stare Gawędy.1“ Uważaliśmy ze P. Wójcicki
wiele z podobnych przysłowiów w temże dziele zamieścił,
jęcz niektóre inaczej wyraził a niektóre uszły uwagi tego
badacza. Wszakże w zbiorze powyższym, nie mieści się wie
le przysłowiów takich jakie znowu mieszczą się w dziele P.
Wójcickiego, do którego ciekawi czytelnicy udać się mogą.
s
(
L