http://bibliotekacyfrowa.pl/Content/78715/PDF/III_POL_80_26826.pdf

Media

Part of Lud polski w powiecie ropczyckim w Galicyi

extracted text
LUD POLSKI
W

POW IECIE ROPCZYCKIM
W GALICYI.
ł

.

OP I S AŁ

S eweryn

^ dzielą

Członek K om isyi antropologicznej A kadem ii U m iejętności w K rakow ie.

KRAKÓW. '
DRUKARNIA

UNIWERSYTETU

JAGIELLOŃSKIEGO

pod zarządem A. M. K osterkiew icza.

1892 .

Osobne odbicie z T. XIV. XV. i XVI. Dz. III. Zbioru wiadomości do Antropologii
krajowej, Akademii Umiejętności w Krakowie.

*

LUD POLSKI

>

w p o w ie c ie R o p c z y o k im

w Galicyi
opisał
S e w e r y n Udziela,

Członek Ko misyi Antropologicznej Akademii Umiejętności,

---------- ^ ---------

Słowo wstępne.
W roku 1885 składając Komisy i antropologicznej Akademii
Umiejętności „ M a t e r y j a ł y e t n o g r a f i c z n e z m i a s t a R o p c z y c
i o k o l i c y “, sądziłem, że nie będę już miał sposobności zrobione
spostrzeżenia a dotyczące życia, zwyczajów i obyczajów ludu tamtej­
szego uzupełnić i w całość zebrać. Gdy się jednak stało inaczej,
a pracę rozpoczętą mogłem dalej prowadzić, przeto przekładam ją
dzisiaj jako dalszy ciąg moich „ M a t e r y j a ł ó w e t n o g r a f i c z n y c h “
umieszczonych w X tomie Z b i o r u w i a d o m o ś c i do a n t r o p o l o ­
g i i kr aj o w ej.
Prace te uzupełniają się wzajemnie: tego, co umieściłem wów­
czas nie powtarzam obecnie, lecz przydaję tylko nowe szczegóły,
lub prostuję poprzednio ogłoszone, gdzie się tego okazała potrzeba.
Praca niniejsza jest owocem dziesięcioletnich, skrzętnie czynionych
spostrzeżeń i zapisków; przyznaję jednak, że, pomimo tego, nie wyczer­
puje ona jeszcze przedmiotu, a materyjał obfity, szczególnie z działu
bajek i powieści ludowych, którego zaledwie tutaj dotknąłem, czekać
będzie na innego zbieracza.

1

(2)

Stykając się ustawicznie z ludem bezpośrednio, spisałem tylko
to, co sam widziałem, lub co z ust ludu wprost słyszałem, chociaż
niekiedy korzystałem z pomocy łaskawie mi udzielonej przez miejsco­
wych duszpasterzy i nauczycieli.
Załączony tu zbiór pieśni i melodyj zgromadził p. Ma r y j a n
D e i s e m b e r g , ponieważ moich zbiorów pieśni, o których wspomnia­
łem w s ł o w i e w s t ę p n e m do „ M a t e r y j a ł ó w e t n o g r a f i c z ­
n y c h “, nie mogłem już odzyskać. Z własnych zapisków pomieściłem
tu tylko te szczątki, które mi się później udało zebrać.
Wszystkie uwagi i spostrzeżenia, pieśni obrzędowe i bajki
z Brzezin zaczerpnąłem z prac pana Romana Zawilińskiego, a uwa­
żałem to sobie za obowiązek przyłączyć je tutaj z tego powodu, że
Brzeziny leżą w powiecie ropczyckim, a ludność tej wioski należy do
tej samej grupy etnograficznej, co ludność całego powiatu.
Z prac drukowanych, dotyczących ludu tutejszego, miałem pod
ręką następujące:
1. ZaWiliński Roman. — B r z e z i n i a c y. Szkic etnograficzny.
Ateneum z 1881 r. t. IV str. 423—471.
2. Tenże. — Gw a r a B r z e z i ń s k a w starostwie ropczyckim. —
Rozpr. Akad. Umiej. Wydział filolog, t. VIII.
3. Tenże. —- Notatka o c h a c i e w B r z e z i n a c h w „Wiśle“
t. n str. 365 i 366.
4. Udziela S eweryn — M a t e r y j a ł y e t n o g r a f i c z n e z mi a­
s t a R o p c z y c i o k o l i c y . — Zbiór Wiad. do antrop. kraj. t. X
1886 r.
5. Tenże. — Ws p o mn i e n i a z p r z e s z ł o ś c i Ro p c z y c . — Tar­
nów 1888»
6. „
P i s k i w mi e ś c i e R o p c z y c a c h i okol i cy. —Tar­
nów 1888.
7. „
P o c z uc i e p i ę k n a u l udu r o p c z y c k i e g o . —
^
„Wisła“ 1889, t. III str. 19— 24.
8. „
Re l i g i j a i mo d l i t wa u l udu r opc z yc ki e go. —
„Wisła“ 1889 r. t. III str. 592 do 601.
9. „
Cha t a w R o p c z y c a c h i w okol i cy. — „Wisła“
1889 r. t. III str. 660 do 662.

(3)

1. K ra j.
Niniejszym opisem obejmujemy powiat ropczycki z czterema
miasteczkami i 81 wioskami. Kraj jest od południa pagórkowaty,
zmienia się w północnej stronie w rozległą, miejscami piasczystą, lek­
ko falistą równinę.
Ostatnie stoki Karpat, pagórki niskie 265 do 356 metrów nad
poziom morza, a około 90 metrów względnej wysokości mające, cią­
gną się od południa ku północy, następnie zwracają się na wschód,
maleją coraz bardziej, topnieją, rozlewają po równinie szerokiej i da­
lekiej po Wisłę i za Wisłę jeszcze.
Między dwoma takimi pasmami wzgórz, które od zachodu bie­
gną ku wschodowi, w wąskiej dolinie nad rzeczką Wielopolką leży
miasteczko Ropczyce, zajmujące niejako środek powiatu.
Z deszczów powstałe strugi poszarpały południowe, gliniaste
wzgórza, potworzyły głębokie wąwozy o urwistych brzegach, tutaj
zwane , , s z k a r p a m i “. Cała sieć potoków małych przerzyna tutejszą
okolicę: jedne z nich biorą początek w południowej, pagórkowatej
stronie, wiją się między wzgórzami, wypłókując w gliniastym gruncie
coraz głębsze koryta i coraz bardziej szarpiąc brzegi; drugie powstają
wśród lasów na północnej równinie z mszystych moczarów, toczą po­
wolne wody swoje po białych piaskach i czarnych torfowiskach, roz­
lewają się w mniejsze lub większe, turzycą lub mchami porosłe opa­
rzeliska. Wszystkie te potoki zabiera w siebie rzeczka Wielopolką,
powstająca koło miasteczka Wielopole. Płynie ona z południa ku
północy, przepływa przez Ropczyce od zachodu na wschód, znowu ku
północy się zwraca, potem ku zachodowi i upłynąwszy od źródeł do
ujścia zaledwie 42 kilometry, wpada z prawego brzegu do Wisłoki na
gruntach wsi Brzeźnicy, ztąd też w dawnych czasach rzekę tę nazy­
wano Brzeźnicą.
- Gleba około Ropczyc bardzo urodzajna; glinka pszenna, na pół­
nocy piasczysta, lekka żytnia.
Pokłady gliny głębokie; pod gliną znajduje się ił, piasek lub
żwir pod nim, co wszystko spoczywa na wapieniu, który tu i owdzie
przebija glinę i wydobywszy się na wierzch, pokazuje wiele bardzo
pięknych okazów muszli skamieniałych i służy do wypalania wapna.
Z pokładów gliny wydobywają często szczątki mamuta i zęby konia
wielkiej rasy. W okolicy znajduje się także gips.
W południowej stronie są tu niewielkie już lasy liściaste, przeważnie
bukowe i świerkowe, na piaskach zaś od północy rozlegają się ob­
szerne bory sosnowe. Jodły i modrzewie znajdują się bardzo rzadko
i to pojedynczo; lasów dębowych nie ma także.
W lasach tych są sarny, dziki i lisy; po polach gliniastych
ryją chomiki zwane tu p i e s k a m i z i e m n e m i . Z rzadszych ptaków

(4 )
spotykamy puhacza i zimorodka. W Wielopolce łowią się szczupaki, wę­
gorze, okonie i jeszcze kilkanaście innych gatunków ryb jako to: okoń,
jazgarz (acerina cernua L.), miętus, karaś, lin, brzanka, kiełb, siekier­
ka (Bhodeus sericens p a l l .), szczebla, jelec, płoć, boleń, (Aspius rapax p a l l ), leszcz, świnka, szczupak, piskorz i śliz.
Okolica tutejsza została w bardzo dawnych czasach osiedlona
i zaludniona. Długosz w Liber beneficiorum wymienia już wszystkie
wioski, jakie się tu dzisiaj znajdują. Ropczyce przemienione zostały
na miasto dyplomem Kazimierza Wielkiego z dnia 3 marca 1362 ro­
ku. Dębica dostąpiła tego zaszczytu w dziesięć lat później 1372 roku.
Sędziszów dopiero w r. 1483 za Kazimierza Jagiellończyka a Wielo­
pole jeszcze później. Byłyto przeważnie osady tkackie. Ropczyce
wraz z siedmioma wioskami, to jest: Łopuchową, Górą, Zagorzycami,
Borkiem wielkim, Boreczkiem, Ździarami i Kamionką były królewszczyzną.
Z pomiędzy wielu legend i opowiadań przywiązanych do miej­
sca podajemy następujące :
R o p c z y c e . Miejsce do założenia Ropczyc wskazał święty Sta­
nisław Szczepanowski. Osada ta nie leżała pierwotnie tu, gdzie obe­
cnie, ale na gruntach sąsiedniej wsi Brzyzny, gdyż w tern miejscu,
gdzie teraz jest miasto, były stawy, moczary i lasy. Osada założona
przez św. Stanisława nazywała się G r ó d e k , zapadła się jednak
w ziemię, a do dziśdnia widać jeszcze dziurę w ziemi, skąd przyło­
żywszy ucho, słychać dzwonienie z zapadniętego kościoła. Jednego
dnia pasł pastuch bydło około tego miejsca, a jedna krowa spłoszyła
się i uciekła. Chłopak ją gonił, ale nie mógł złapać; zawołał, więc
rozgniewany: „bodajeś przepadła!“ — Wtenczas właśnie począł wy­
chylać się z ziemi kościół i już go było widać do połowy; skoro je ­
dnakże pastuch wymówił owo przekleństwo, kościół zapadł się znowu
pod ziemię i przepadł na zawsze.
Na Gródku pasają pustuchy bydło i nie jednego już tam z łe
wodziło; szczególnie w święta podczas sumy paść nie daje: pastu­
chów wodzi po krzakach, traci uzdy końskie, a bydło wtedy żałośliwie ryczy i ucieka do domu. Djabeł b i e l e d n i a (w biały dzień)
się pokazuje, to w postaci panny, która goni po rolach i tańczy, to
w jakim innym kształcie. W bardzo dawnych czasach dworskie
świnie, pasąc się na Gródku, wyryły dzwon duży kościelny, a było
mu na imię J a n, który zawieszono w kościele farnym w Górze ropczyckiej, a w głosie dzwonu tego do dziśdnia rozróżnić można wyra­
zy: „ ś w i n i e w y r y ł y ! — Świ n i e w y r y ł y \u Raz chcieli się pa­
nowie dowiedzieć, co jest tam w tym Gródku pod ziemią i zaczęli
kopać w pagórku z boku na dole aż się dokopali żelaznych drzwi.
Ale wtem dano znać z Ropczyc, żeby kopać przestali, bo się miasto
trzęsie i mogłoby się zapaść. Nie kopano więc dalej, a drzwi odkry­
te zasypała znowu zsuwająca się ziemia i dzisiaj nikt nie wie, gdzie
się one znajdują.

( 5)
"Dawnemi .czasy probostwo ropczyckie dostał jakiś sufragan war­
szawski, czy kijowski, który jednak nigdy tu nie przebywał, ale za­
rządzał parafiją przez administratora. Wonczas na przedmieściu, nad
rzeką, na gruntach plebańskich objawiła się w wydrążeniu naturalnem śliwy Matka Boska. — Dziewka, która żęła trawę w pobliżu
drzewa tego, ucięła sobie sierpem palec. Gdy jednak wezwała w tym
nieszczęściu pomocy Matki Boskiej, usłyszała głos: „Przyłóż odcięty
palec na dawne miejsce, a przyrośnie lu — I tak się stało,— Wiele
też innych cudów działo się na tern miejscu, co wszystko stwierdziw­
szy i spisawszy, przesłali mieszczanie ropczyccy do swojego probosz­
cza, owego sufragana. Ten zaczął się starać, aby na cudownem miej­
scu wystawić klasztor. Gdy to jednak nie mogło przyjść na razie do
skutku z powodu braku gruntu, a części plebańskich gruntów nie mo­
żna było jakoś nabyć, wystawiono tymczasem dzisiaj istniejący mały
kościółek. — Przed kilkudziesięciu laty przejeżdżał tędy jakiś obcy.
Miał ze sobą ślepego psa, do którego był bardzo przywiązany i pra­
gnął, aby pies wzrok odzyskał. Dał więc w Ropczycach na mszę
świętą, mającą się odprawić przed ołtarzem cudownej Matki Boskiej
w kościółku, celem uproszenia wzroku dla psa. Do kościółka przy­
szedł wraz ze ślepym psem, aby nabożsństwa wysłuchać. W połowie
mszy pies przejrzał i z radości skacząc łasił się koło pana, ale ten
nie widział już psiej uciechy, bo sam ociemniał w tej chwili, kiedy
pies jego wzrok odzyskał. Bóg go ukarał za to, że na intencyję psa
kazał odprawiać nabożeństwo.
W i t k o wice. Niedaleko od Gródka jest mogiła wysoka we
wsi Witkowicach. Na sąsiednich polach odbyła się kiedyś wielka bit­
wa i w tern miejscu, gdzie stoi kopiec, pochowany jest jakiś s t a r s z y ,
któremu żołnierze usypali mogiłę, znosząc i rzucając na grób ziemię
szablami i pikami. Co to była za bitwa? Różnie o tern mówią: jedni
powiadają, że walczyli tu Szwedzi, inni, że K o n f e d e r a k i (Kon­
federaci), to znowu Moskale. Najnowsze zaś, w tych czasach dopiero
stworzone, podanie mówi, że „żołnierze ślitędy na maniebry (manewry),
w drodze fir (Pithrer, — dowódca) im umar i tu go pochowali, znosząc
ziemie na sabJach“. — Dawniej słyszano nieraz na tym kopcu o pół­
nocy głos piejącego koguta, czego już teraz nie słychać.
C h e c h ł y . Na granicy Gnojnicy i Checheł jest grunt nazwany
z m u l a t k i . Tutaj przesiadywał djabeł i gdy słońce zapadło na za­
chodzie, dźwigał je co noc na barkach ku zachodowi. Jednego dnia
atoli osłabł i nie mógł dać rady ciężarowi; wysilał się okrutnie nada­
remnie, aż wskutek nadmiernego wysilania się, wypukł się djabeł.
Drugi djabeł na gruntach Szpory i Dobrowolskiego Jakóba na
granicy Checheł i Średniego, siedzi w szkarpach między piaskiem
i wielkiemi kamieniami.
Za wielkim jazem w Chechłach jest w rzece bardzo głęboka
woda, a na dnie rzeki znajduje się beczka pieniędzy, której djabeł
pilnuje. Ludzie próbowali wydostać te pieniądze, ale uczynić tego nie
mogli z powodu zbyt wielkiej głębokości rzeki.

(6)

S k r z y s z ó w . Dawnemi czasy w Skrzyszowie orząc na swoim
gruncie nad rzeką, zawadził chłop pługiem o coś twardego i odkrył
żelazną skrzynię pełną złota. Ponieważ jej nie mógł sam wydobyć,
zawezwał do pomocy sąsiada, z którym później mieli się podzielić
skarbem do połowy. Ale skoro pieniądze wydobywali, nadszedł daw­
niejszy właściciel gruntu i chciał skarb zabrać, jako należący do nie­
go, bo chociaż rolę sprzedał, jednakże bez ukrytej w niej skrzyni ze
złotem. Powstała sprzeczka i kłótnia, podczas której skrzynia ze zło­
tem stoczyła się do rzeki i przepadła. Dopiero trzecie pokolenie bę­
dzie mogło znowu odnaleźć ten skarb, który utracili dwaj chciwcy
z powodu braku zgody.
B r z e z i n y . Dawno, bardzo dawno wpadli do wsi Tatarzy.
Mieli długie dzidy, któremi ludzi przebijali 5 młode dziewczęta i chło­
paków zdatnych uprowadzali a starych zabijali. Raz, jedna tylko baba
pozostała i ta wyszedłszy z kryjówki z ciężarem na plecach uciekała.
Jeden z pogoni, która się za nią puściła, rzucił dzidą za uciekającą;
dzida utkwiła, baba padła a Tatarzyn myśląc, że zabita, wyciągnął
dzidę i popędził dalej. Kobieta podniósłszy się później i zobaczywszy,
że niebezpieczeństwo minęło, uciekła do lasu. Głownem miejscem ucie­
czki była góra obrośnięta lasem „ Ch e ł me m“ zwana. Tatarzy nazy­
wali ją k ie ł(? !). Był tam na szczycie kościółek świętej Heleny, do
którego się ludność chroniła. Razu pewnego zapędzili się Tatarzy aż
na tę górę za uciekającymi, ale wtedy spadł deszcz krwawy i wrócić
się musieli. Dzwonek cudowny, który się tam znajdował, miał moc
rozpędzania swym głosem chmur grożących burzą. Dwa razy go
brano do Dobrzechowa pod Stryżów, ale zawsze wracał na swoje
pierwotne miejsce. Przy tym kościółku przebywał potem przez jakiś
czas pustelnik. Kiedy dach na kościółku już w bardzo złym znajdo­
wał się stanie, chciał go pobić gontami jeden wieśniak z sąsiedniej
Stempiny, imieniem Harmata. Pustelnik nie pozwalał, w sprzeczce
Harmata uderzył go gontem i zabił. Długie czasy przeto kościółek ów
zostawał pod klątwą, aż powoli rozsypał się w gruzy. Jeszcze przed
kilkudziesięciu laty były ślady ścian, dziś jedyna tylko lipa w pośród
jodeł świadczy, że to na tern miejscu dawniej nie jodły tylko po­
rastały.
Gdzie dziś część wsi „ P o d k o ś e i e l n i a k a m i “ zwana, miało
być kiedyś wielkie miasto, które się atoli z Tatarami zapadło. Kopiąc
raz głęboką studnię, dostawano jeszcze obręcze i naczynia rozmaite.
C z a r n a . Część tej wsi w pobliżu kościoła, składająca się
z kilkudziesięciu domów nazywa się P i e k ł o . Ludzie w tern miejscu
s w a r ż y l i s i ę (kłócili) dawniej i przeklinali. Jednego dnia w święto
podczas sumy, gdy inni ludzie byli w kościele, dwie kobiety siedziały
przed domem i iskały się. Wtedy przechodził Pan Jezus, a zgorszony
tern, że kobiety nie poszły do kościoła i nie modlą się podczas sumy,
rzucił im na głowy garść piasku, z którego powstały wszy. Ludzie
uważają je zatem za karę Bożą i miejsce owo nazwali Piekłem.

(7)

B e d z i m y śl. Niedaleko Sędziszewa jest wieś Będzimyśl, a w niej
kościółek, raczej kaplica świętego Jacentego. Wędrując po kraju za
życia, ów święty wraz z świętym Jakóbem i Ambrożym, gdy przyszedł
do Będzimyśla, tutaj odpoczął, miejsce to upodobał sobie, nazwał je
środkiem świata i tu pozostał. Miał laskę lipową, którą przełamał na
dwie połowy i zasadził w ziemię. Obydwa kije przyjęły się i wyrosły
z nich dwie piękne lipy. Ludzie zaś wystawili świętemu Jacentemu
kaplicę w tern miejscu, gdzie odpoczywał. Święty Jakób poszedł do
Góry ropczyckiej, tam pozostał, a ludzie wybudowali mu kościół. Świę­
ty Ambroży udał się gdzieś w okolice Krakowa.

2 . Siedziby.
Miasteczka tutejsze posiadają przedewszystkiem rynek mniej wię­
cej w czworobok zabudowany, na rynku stoi zwykle studnia, kaplica
świętego Jana, a Sędziszów posiada stary ratusz murowany z wieżą
zegarową. Z rynku rozbiegają się na wszystkie strony ulice i uliczki
niedługie, krzywe, czasem nader skąpo zabudowane. Najwięcej sku­
piają się domy koło rynku, a czem dalej od tego punktu środkowego,
tern domy stoją rzadziej , aż wreszcie gubią się wśród sadów, rozbie­
gają się daleko po rozległych przedmieściach , nadając osadzie chara­
kter zupełnie wiejski.
Wioski ciągną się najczęściej wzdłuż potoków, rzadziej wzdłuż
drogi długim pasem, z którego tu i ówdzie odskoczyła w bok chałupa,
pnąc się nieraz po stoku wzgórza, lub sadowiąc się gdzieś tam pod
lasem. Pola dobrze uprawne, nad rzeką młyn klekoce, kościółek wy­
chyla się z pośród lip starych lub dworzec dziedzica bieleje.
R o p c z y c e dzielą się na miasto i na przedmieścia: Gryfów
z Wolą i Średnie; część Średniego zowie się znów Stawiska. Połu­
dniowo-wschodnia część gruntów miejskich ma ogólną nazwę Sikorki,
a północno-zachodnia to Podsuońce. W tej ostatniej stronie ciągnie
się grunt kościelny Winnica. Część gruntów północno-zachodnich ma
osobne nazwy: Brzeziny, Podgórze, Kopaliny, Dziau, Szubienice, Śre­
dniówki, Lisi&ki, Granice.
Na C h e c h ł a c h są pola: Wątok, Łysa góra, Dziau, Rzycki,
Zmulś,uki, Guębucki, Salwa, Zamek, Granice, Folwark chechelski i Rutki.
Na B r z e z ó w c e pola: Mietlina, Rędziny, Stodoliska, Równik,
Rogówka, Podgórze, Granie, Krostków, Równe pole.
W G l i n i k u role zowią się: Zapole, Wschodnia strona, Jodłowiec, Zachodnia strona; — rola i las: Lipowiec, Jabłonna; -— las:
Pasieki.
Wsi B u d z i s z i N a w s i e mają role, zwane: Nadrzecze, Poddziele, Przygórze, Nowa wieś; — las i rolę zwane: Przycznice; —

(8)

lasy: Kamieniec, Brzyzie, Podliweze, Bania, Liwek; karczmy: Czajówki, Rataj; tudzież Folwark górny.
We W i ś n i o w ej są role: Halicz, Zaplocie, Zarzycze, Dąbie; —
lasy : Bukowy las, Krzaki — i folwark Pochuiaska.
W B r z e z i n a c h : Brzeziny dzielą się: na zasadnie, górnie, podkościelne, średnie i dolne. Każda z tych części ma jeszcze osobne
nazwy. Brzeziny zasadnie zowią się jeszcze Bajem, górne: Górą i Berdechowem, podkościelne zowią Podkościelniakami, średnie Pogwizdowem, dolne Douem. Nadto do Brzezin zasadnich należy jeszcze odległa
cząstka wsi Zalas, do górnych Zagrody, do średnich Bukowina. Fol­
warki Brzezin średnich i dolnych zowią: Sredniza, Dolniza. Las cią­
gnący się długim pasem od południowego wschodu ku północnemu
zachodowi na południowej granicy wsi zowią wielgi las: Część jego
należąca do Brzezin górnych ma jeszcze części zwane: Skaubina góra,
Wawrzkowa góra, Wypaleniska, Paprocie, Wilca skarpa, Place; nale­
żąca zaś' do Brzezin średnich: Rzecki, Król, Bardo, Krzemionki, Lenije. Las na granicy północno-zachodniej zowią Kocia myś (1). Małe
lasy i krzaki rozrzucone dosyć obficie po tej górzystej okolicy noszą
nazwy: Kobyli grzbiet, Nahle, Chlistawica, Kwęcka, Mamionka, Lipie,
Rędziny, Stawiska, Stawki, Cykał, Lemierz, Łęg z ciemną skarpą,
Jedlina, Dębina, Debrza, Djabla skarpa, Lasek, Łosice, Ptaśna. Mają
też nazwy całe pasy pól: Średni dziau, Wielgi dziau, Folwarcyna,
Swięchówka, Sekuuówka, Mynarzówka, Rędziny, Bardyjówka, Sychówka,
Jaworze, Cyb, Bania, Zadróżki, Przygórze, Zabrzezie, Przyśnica, Douy,
Przycka, Pasieka.
Każda rola, las, prawie każda zagroda nosi właściwe sobie
miano w tutejszych wioskach i miasteczkach. Nie podobna mi przecho­
dzić ośmdziesięciu kilku gmin tutejszego powiatu, dlatego ograniczam
się do powyższych przykładów.
Jeżeli tylko dom nie musi być stawiany w mieście w ulicy, to
tak mieszczanin jak wieśniak upatruje pod budowę miejsce suche,
chętniej choćby na niewielkiem wzniesieniu, niż w dole, w pobliżu
wody (studni, stawku lub rzeki), w miejscu otwarłem, na światło
szczególniej południowe wystawionem. Dom ma być frontem ku połu­
dniowej stronie zwrócony bez względu na to, z której strony biegnie
droga. Z tego też” powodu nawet w Ropczycach na ulicy od zachodu
na wschód biegnącej, dawniejsze domy od strony południowej ulicy
były do niej tyłami zwrócone i nie miały ani jednego okna z tej
strony. Dzisiaj wycinają już mieszczanie okna zawsze od strony ulicy,
ażeby ładniej było; ale na wsi stoi chata zawsze frontem do południa.
Na miejscu wybranem pod budowę wbija się w ziemię, tam,
gdzie węgły opierać się będą, cztery grube kloce, zwykle dębowe,
zwane „ ś t a n d e r y , “ a w południowo zachodniej stronie powiatu
„ p e c k i . “ Gdy nie ma odpowiednich kloców, stawia się słupki muro­
wane z kamieni, wyższe lub niższe stosownie do miejscowości. Na słu­
pach tych drewnianych lub z kamienia zakłada się „ p r z y c i e s i e . “

( 9)
Do aktu zakładania przyciesi sprasza gospodarz sąsiadów „na
przyciesie“, aby je „uoblać“, bo gdyby się ich tak nie oblało, to je
obleje deszcz, niepożądany wcale przy rozpoczynaniu budowy. Są­
siadów zaproszonych na miejsce, gdzie ma dom stanąć, częstuje gospo­
darz zamożniejszy piwem, uboższy zaś wódką, chlebem , masłem,
serem, — czem kto może. Wszyscy życzą gospodarzowi, aby mu się
w tym nowym domu dobrze wiodło i wkładają w przyciesie monety
srebrne lub miedziane, wedle zamożności ofiarującego. W tym celu
wyrębuje cieśla żłobek w kształcie krzyża w przyciesi we węgle zwró­
conym w południowo-wschodnią stronę, lub wywierca otwór grubym
świdrem; tam wkładają się pieniądze, aby się grosz trzymał tego
domu i nieco święconego ziela z piołunkiem z wianków i kropi się
święconą wodą. Pieniądze owe i ziele zostają już nazawsze we węgle,
chyba że je cieśle wykradną, co się też nieraz zdarza.
Na przyciesiach wyprowadzają się ściany z belek okrągłych,
przerzynanych, gdy są bardzo grube, zacinając belki na węgły. Śre­
dniej grubości belek- kładą dziewięć do dwunastu, na nich ustawia się
tragarze. Na środkowym tragarzu wycinają litery IH S i rok budowy
domu, a czasem nazwisko fundatora. Na tragarzach wspierają się
krokwie, do których przybija się łaty, to jest cienkie poprzeczne żer­
dzie, a do łat przyszywa się k i c z k i , lub przybija gonty.
Skoro cieśle wzniosą pierwszą krokiew, wieńczą ją choiną ubraną
w kwiaty lub kolorowe papierki, a gospodarz musi się im okupić i dać
na piwo.
Przy dachach słomianych, to jest przy strzechach, szczyt dachu,
czyli najwyższa łata wraz z kiczkami do niej z dwóch stron przymocowanemi, zowie się „ k a l e n i c a “; na niej rozściela się grubą war­
stwę perzu, lub też kładzie się umyślnie w tym celu sporządzane grube
wałki ze słomy z gliną, aby ochronić strych od zaciekania deszczu
lub wciskania się śniegu. W wioskach dalej od miasta położonych
przymocowują kalenice „ w ł ó k a m i , “ t. j. drążkami na krzyż zbitemi,
aby jej wiatry nie zdzierały. Dachy są wysokie, czasem dwa razy wyższe
od zrębu, a z tego powodu mają u szczytu kąt ostry. Niskie dachy
nie podobają się zupełnie; ani wieśniak, ani mieszczanin nie pokryłby
domu takim dachem za żadną cenę. Gdy w mieście ktoś z inteligencyi stawia dom o niskim dachu, to się z niego wyśmiewają i podrwi­
wają.
Gdy budowa domu już ukończona, daje gospodarz na mszę, aby
mu się w nowym domu dobrze wiodło i prosi księdza, aby przyszedł
dom poświęcić. Na to poświęcenie sprasza sąsiadów, sprowadza mu­
zykę, piwo i przekąskę i po odprawieniu zwykłej ceremonii kościel­
nej przez kapłana, puszcza się w tany najpierw sama młodzież, aby
w tym domu było zawsze tak wesoło, jak u młodych.
Wchód do chałupy umieszczony jest w dłuższej ścianie, lecz
nie w samym jej środku Sień idzie na przestrzał i rozdziela dom
na dwie nierówne połowy: większa połowa jest po stronie izby, która
znowu bywa w mieście częściej po prawej stronie, na wsi w Che2

(10)

chłach, Oheninie, Łopuchowej po lewej stronie; idąc dalej ku Brzezi­
nom, widzimy izby znowu z prawej strony sieni.
Stare domy mieszczańskie zwrócone były szczytami do frontu,
jak to widać dotąd na starych domkach w Ropczycach, na przed­
mieściu zwanem „Gryfów.“ W domach mieszczańskich biegła sień: albo
na przestrzał, a po lewej, częściej po prawej jej stronie była izba
od południa, wschodu lub zachodu, stosownie do miejsca w ulicy, w-którem dom stoi, a nigdy od północy, a za izbą z wejściem od sieni
jest komora ; albo też sień nie miała wyjścia z drugiej strony domu,
ale byłuto wyjątkowo. Z drugiej strony sieni nie ma nigdy izby ani
na wsi, ani w mieście. Domy miejskie miały z przodu wystawkę
szerszą lub węższą, na słupach opartą; szczyt prostopadły z desek,
najczęściej u wierzchołka skośno przycięty i gontem pobity. W szczy­
cie bywały okna na strych, a czasem galeryja.
Drzwi prowadzące z dworca do sieni zbite są z desek i zamy­
kają się z zewnątrz na żelazny skobel i kłódkę, a z wnętrza na dre­
wnianą zasuwę, zwaną tu „ z a w o r a . “ Podłoga w sieni ubita z ziemi,
nie zawsze równa; powały nad sienią nie ma po wsiach, w mieście
już bywa najczęściej. W sieni znajduje się drabina, prowadząca na
strych, żarna obok komina lub obok drzwi wiodących do izby, jest
beczka na wodę, ceber z pomyjami, konewka, a naprzeciw drzwi
wchodowych, czasem tuż nad niemi, znajdują się „ g r z ę d y “ dla kur,
to jest kilka poprzecznych belek. Z sieni wyprowadzony bywa komin
do góry; u dołu jest on otwarty i tutaj gotują w lecie.
Drzwiami zbitemi z prostych desek, a otwierającemi się do sieni
wchodzi się do izby. W chałupach dymnych izby są czarne, nie bie­
lone. Po lewej ręce wchodząc drzwiami, widzimy nalepę z kapą; przez
nalepę sięga się do pieca piekarskiego, który ciągnie się wzdłuż tej
samej ściany. Z tyłu między piecem piekarskim a ścianą jest jeszcze
tyle wolnego miejsca, że się tam człowiek wsunąć może; jestto „za­
p i e c e k . “ Tam wsuwa się ławę i miejsce to, podobnie jak nalepa,
służy w nocy do spania, Obok nalepy i pieca piekarskiego stoi piec słu­
żący do ogrzewania izby, zwykle niezgrabny, gruby i szeroki. Ponad pie­
cem piekarskim umieszczone bywają pod powałą drążki na końcach od
tragarzów zapomocą wici przymocowane lub wpuszczone w przeciw­
ległe ściany, na których kładzie się drzewo, aby wyschło, suszą też
tam cebulę, len itp. Drążki te zowią się „p o 1i dn i a," 1j , w Brzezi­
nach „paleń.“ Z boku przy piecu często umieszczony bywa pod powałą
osobno jeszcze jeden drążek, na którym wieszają zdjętą ze. siebie przyodziewkę, używaną „na c o d z i e ń . “ W szczególniejszy sposób budują
tu piece piekarskie. Na podmurowaniu kamiennem lub ceglanem, "tak
wysokiem jak nalepa i dalszym ciągu nalepy umieszcza się „kobylicę,“

l) ” T '



’ ’

p ’’ ’

’'

czenie p o l e d ń i , podaz R o p c z y c i oko-

(11)

złożoną z dziesięcin lub dwunastu kijów raniej więcej półtorametro­
wych, w łuki (w kabłąki) zgiętych, od siebie na szerokość dłoni odle­
głych, a połączonych u dołu dwoma poprzecznemi drążkami. Tę ko­
bylinę oblepiają gliną rozrobioną ze słomą tak* dobrze, aby żadnej
„s zcz a j b o n y “ (szczeliny) nie pozostawić. Na to nakłada się jeszcze
więcej gliny urobionej i ubija ją. Podstawę wewnątrz pieca wysy­
puje się „ s z c z e r u p a m i “ t. j. skorupami z rozbitych garnków, wy­
kłada gliną urobioną w „ b o c h n i a k i “ i wyrównywa rękoma. Teraz
jednak częściej już widzieć można piece piekarskie murowane.
Obok komina na ścianie przy drzwiach wisi solniczka, skrzy­
neczka czworograniasta, niedaleko obok łyżnik z pozatykanemi łyż­
kami i mątewkami.
Z drugiej strony drzwi, po prawej ręce wchodzącego, stoi pod
ścianą niska, biała szafka z półkami, zamykająca się podwójnemi
drzwiczkami; jestto „ s t o l e c , “ służący do przechowywania garnków,
misek, w zimowej porze mleka i różnych do kuchni niezbędnych dro­
bnych przedmiotów. Na s t o l c u opiera się i do ściany przymocowana
jest szafka bez piec i drzwi o trzech lub czterech półkach, na któ­
rych stawia się także garnki, miski, dzbanki, a obok na ścianie na
gwoździkach wiszą porcelanowe lub fajansowe garnuszki w kwiaty,
których używają tylko w wielkie święta na kawę.
Przy drugiej ścianie stoi skrzynia na „ o d ś w i ę t n e c h u s t y “ ;
w niej przechowują też książkę do nabożeństwa, korale i pieniądze,
wogóle rzeczy wartościowe. Obok skrzyni stoi szerokie, białe, czasem
pomalowane na czarno lub rdzawo, łóżko wysłane słomą, płachtą na­
kryte, z pierzyną, na której pokładziono „ z a g uó w k i “ (poduszki)
z „ j a ś k a m i “ (poduszeczkami). Ozem dom zamożniejszy, tem więcej
zagłówków, pokładzionych jedne na drugie, coraz mniejsze, coraz wy­
żej, nieraz aż blisko powały. U bogatszych zobaczysz w łóżkach białe
prześcieradła, czasem haftowane brzegiem, a zagłówki w poszwach
z szerokiemi, szydełkiem robionemi wstawkami. Biedak nie ma ani
pierzyny, ani zagłówków, śpiewa też:
Dyna, moja, dyna!
suomiana pierzyna,
nima to dziwoty,
bo to u siroty.
Pod oknem stoi ława, stół, czasem jeden lub dwa stołki. Ława
biegnie także około pieca. Podłoga ubita z ziemi ma zwykle po wy­
tłaczane dołki, w których zbierają się śmieci i porozlewana woda.
W dymnych chałupach mieszka bydło razem z ludźmi; w tej czę­
ści izby bywa też podłoga z dylów. Pod nalepą siedzą kur^, a króliki,
gdzie mogą, grzebią sobie nory. W jednej ścianie od południa umie­
szczone są dwa okienka, o sześciu szybkach każde, a oddzielone od
siebie tylko słupkiem, zwanym „ p a w r ó t . “ W drugiej ścianie, zwykle
od wschodu lub zachodu, jest jeszcze jedno okienko. Jeżeli w domu

(12)

są dziewczęta, to na oknie chowają parę wazoników lub garnuszków
z kwiatkami; najczęściej spotyka się mirt, rozmaryn, geraniję, fuksyję,
różyczkę, chryzantynę, pelargoniję.;> Nad oknami na całej ścianie, a cza­
sem jeszcze i na dwu~ sąsiednich, porozwieszane są obrazy świętych,
pod samą powałą ukośnie ustawione; za obrazami jest ziele święcone,
palma i gromnica.
Izby mieszczańskie przed kilkudziesięciu laty różniły się nieco
od teraźniejszych. Wchodziło się do nich, jak teraz, ze sieni; po lewej
ręce była nalepa do gotowania, gdyż tak domy stawiano, aby komin
był zawsze w środku budynku jak jest i dzisiaj. Nalepa z cegieł lub
z kamieni na glinie wymurowana, używana była za podstawę, na któ­
rej rozniecano ognisko, używając do tego hubki, krzesiwka i skałki.
Wprost nad nalepą była k a p a , zbiegająca się u ogromnego otworu
kominowego, stojącego pionowo ponad nalepą, a zatykanego workiem
wypchanym słomą, tak zwaną b a b ą . W dalszym ciągu nalepy był
piec piekarski, po prawej stronie ogromny piec kaflowy, do którego
wkładało się ogień i drzewo z sieni pi'zez długą szyję, biegnącą popod na­
lepą. Drzewo i ogień wkładano na długiej drewnianej łopacie, zwanej
„ w i e s ł o , “ a nieraz, gdy się łatwo zapalić w piecu nie chciało (co
się często zdarzało, bo bardzo niezgrabnie było drzewo układać), to
musiano kanałem owym włazić do pieca i rozniecać ogień. Piec roz­
grzewał się powoli, palili też w nim długo i wiele, a po wypaleniu
układano porąbane drzewo w owym kanale prowadzącym od komina
do pieca, aby wyschło do drugiego palenia, a zarazem zatykano tym
sposobem ten otwór, utrudniając ujście ciepłu do komina W zimie
rano wczas rozniecano ogień na nalepie i gotowano jeść dla ludzi
i bydła na dzień cały. Wtedy wyciągano b a b ę z komina, a ponie­
waż komin był szeroki; a dom niski, wszystko ciepło uciekało komi­
nem i w izbie było nieznośnie zimno. Około godziny lOtej zrana koń­
czyło się gotowanie, resztki popiołu i węgli zgartywano w kąt nalepy,
komin zatykano, a każdy teraz dopiero cieszył się, że się izba roz­
grzeje. Jeżeli było tak zimno, że od żaru pozostałego na nalepie nie
mogła się izba rozgrzać, zapalano wtedy dopiero w piecu, palono
w nim blisko dwie godziny, robiło się więc ciepło w mieszkaniu do­
piero około południa.
Oświecano izbę smolnemi szezypami sosnowemi, które umiesz­
czano w ś w i e c a k u . Świeczak byłto przyrząd złożony z blachy
okrągłej, w środku której była dziura, a w niej kratka druciana;
blacha ta przymocowana była za pomocą trzech „ p r ą t k ó w “ żela­
znych do drewnianej obręczy z sita, zwanej „“o b i e c a j “, a do tego
przyprawiony był worek płócienny, który górnym węższym końcem
umocowywało się w okrągłym otworze wyciętym w powale. Kto miał
świecić, kładł szczypy smolne na blachę i zapalał je ; dym uchodził
workiem służącym tu za komin, na strych. Nie ubezpieczało to jednak
zupełnie od dymu rozchodzącego się po izbie z palących się szczyp,
a kopeć czarny osadzał się na ścianach, obrazach i na twarzach ludz­
kich. Nie można też było w żaden sposób świecić w ś w i e c a k u ,

(13)

gdy się paliło na nalepie, bo wydymało płomień ze świecaka i dym
gęsty rozchodził się w zupełności po izbie. W uboższych chałupach
przedmiejskich sporządzano świecak w ten sposób, że zamiast blachy
używano deski wylepionej gliną, a zamiast kominka płóciennego spo­
rządzano inny kominek: otwór wycięty w powale obijano dookoła
prętami tak, że te spuszczały się na dół do izby i tworzyły rodzaj
lejka szerszą podstawą zwróconego ku podłodze. Lejek ten wylepiano
gliną, u niego wieszano u dołu deskę okrągłą także gliną wylepioną,
a na tej paliły się, s mól ¿ki , oświecając izbę w długich zimowych
wieczorach.
Z drugiej strony sieni, a czasem z tej samej strony, co izba,
ale z osobnym wchodem znajduje się k o mor a, oświecana słabo skąpem
światłem wpadającem przez jedyne małe okienko bez szyby. Okienko
to zamyka się od wnętrza na zasuwę, a zwykle też opatrzone jest że­
laznym prętem poprzecznym, niby kratą dla utrudnienia złodziejowi
dostępu do komory. Znajduje się tutaj w skrzyni, albo tylko na drążku
przewieszona o d ś w i ę t n a odzież, tu przechowują sadło, słoninę, sery,
masło, owoce, chleb, zapasy płótna, lnu, w beczkach lub w sąsiekach
zboże, uprząż na konie, narzędzia gospodarskie, wreszcie, po kątach
różne stare r u p i e c i e .
Obok komory znajdują się stajnie na konie, jeżeli je gospodarz
posiada, w mieście zaś stajnia na bydło, gdyż mieszczanie nie miesz­
kają razem z bydłem, lecz przynoszą do izby tylko małe cielęta na dni
kilka, aby się wygrzały, lub sadzają kury na jajach w przetaku pod
łóżkiem, czy też gdzie w kącie. Izba miejska różni się tern jeszcze
od wiejskiej, że w mieście po największej części mają już podłogi
z desek, kuchnie angielskie, zwane „ c y g a n a m i , “ kominy zasuwane
i bielone ściany.
Stodoła nie ma stale oznaczonego miejsca koło domu, byle tylko
była w pobliżu. Stawiają ją czasem równolegle z domem, czasem
z boku pod kątem prostym do chałupy. Ma kształt prostokąta, zwy­
kle wielkości domu mieszkalnego, dzieli się na trzy części, z których
środkowa najmniejsza, zwana b o i s k i e m wylepioną równo ubitą gliną.
Do boiska prowadzą szerokie wrota podwójne na przestrzał. Po oby­
dwu stronach boiska, oddzielone ścianami od niego obie części sto­
doły zwą się „ s ą s i e k a m i . “ Z boiska do sąsieka dostać się mo­
żna czworograniastem oknem, mniej więcej na dwa łokcie długiem
i szerokiem, przez które podają snopy. Wszystkie części w stodole
nie mają powały. Pod okapem stodoły spoczywają często różne sprzęty
gospodarskie, jak drabina, sanie i t. p. a boisko przez lato służy za wo­
zownię. Gdy się wóz wtoczy na boisko, wypychają dyszel na dwór
przez umyślnie w tym celu wycięty otwór we wrotach.
Obok stodoły stoi czasem bróg, składający się z czworogrania­
stego dachu słomianego wspartego na czterech słupach, na których
można go podnosić do góry i na dół opuszczać. W brogu przechowują
siano i owies, gdy się nie mogą w stodole pomieścićA

(14)

Między chałupą a stodołą znajduje się miejsce przeznaczone do
rąbania drzewa, zwane w południowej stronie powiatu „ nat oń.
Bogaci mieszczanie, którzy zapasów swoich nie mogą pomieścić
w komorze znajdującej się w chałupie, stawiają osobny budynek, je ­
żeli tylko można, to przed oknami obok domu, przeznaczony na ten
sam użytek, co komora; jestto „ s ó u.w S ó ł jest drewnianym bu­
dynkiem czworograniastych czasem piętrowym, opatrzony jest podłogą
z desek, światło wpada do wnętrza małem okienkiem bez szyb, zasuwanem z wewnątrz, a opatrzonem w mocną sztabę żelazną. Jeżeli sół
jest piętrowy, to na piętro prowadzą schody, umieszczone z zewnątrz.
Czasem znajduje się obok domu studnia, z której przy pomocy
żórawia ciągną wodę. Studnie kopane spotyka się tu jednak rzadko,
zwykle biorą wodę do picia i wszelakiego użytku z płynącego w po­
bliżu potoka, albo ze źródła wytryskającego z ziemi, które zwykle
oprawiają w wydrążoną kłodę drzewa.
Niedaleko od doinu, a jeżeli miejsce na to zezwala, to przed okna­
mi, znajduje się „ g r u b a , “ służąca do przechowywania ziemniaków.
Jestto dół czworoboczny, na wysokość człowieka głęboki, wykopany
w ziemi. Z jednej strony, naprzeciw okien chałupy, osadzają czworo­
graniaste odrzwia, ledwie łokieć wzdłuż i wszerz mające, wszystko
nakrywają kilkoma deskami, na które sypią wykopaną z dołu ziemię.
Wten sposób „gruba“ przedstawia się jako niewielki kopiec, mający
drzwiczki z desek po jednej stronie. Najchętniej robią g r u b y w po­
chyłości jakiego pagórka, bo wtenczas g r u b a będzie sucha i wejście
do niej z boku jest wygodniejsze. Na przedmieściu S t a w i s k a w Ro­
pczycach, gdzie budynki przypierają do wzgórza, nawet na jego stokach
się mieszczą, znajduje się wiele g r u b , jedna obok drugiej, lub jedna
nad drugą, które właściciel wynajmuje sąsiadom za roczną opłatą. Da­
wniej wszyscy mieszczanie przechowywali znaczniejsze zapasy ziemnia­
ków, które przeznaczone były na wiosenną potrzebę, w g r u b ac h
po za miastem, a właściciel brzegu i owych g r u b pobierał ładne do­
chody z . dzierżawy. Od czasu jednak, gdy złodzieje zaczęli się dobie­
rać do tych ziemniaków, większość właścicieli, albo ma g r u b y koło
domów albo też przechowuje tu ziemniaki w kopcach..
< W kopcach przechowują także buraki. Robią kopiec w ten spo­
sób, że w miejscu równem wbijają kół, czasem do dwóch metrów wy­
soki, stosownie do tego ile ziemniaków chcą w kopcu pomieścić, a za­
tem jak wysoki kopiec usypać. Wokoło kopią niegłęboki rów,, zata­
czając nim koło, w którego środku wbity jest kołek, na. powierzchnię
tego koła sypią tak długo ziemniaki, dopóki nie utworzy się stożek,
sięgający obwodem do wykopanego rowu. Wtedy nakrywają ziemniaki
grubą warstwą równej słomy, kłosami w doł zwróconej, rozpoczynając
tę czynność od obwodu; słomę stykającą się z kołkiem obwięzują około
niego, a wreszcie wszystko nakrywają grubą warstwą ziemi tak, że
tylko wierzchołek kołka i czub słomy około niego z ziemi wygląda.
< Koło domu bywa sad a także przed oknami mały ogródek
w którym sadzą zioła i kwiaty. Pomiędzy temi spostrzegamy

( 15)
„nś, g i ę t k i , “ różę ślazową, georginije, astry, boże drzewko, cyprysek,
józefek, piołunek, barwinek, miętę. Ogródek ten ogrodzony jest plecio­
nym od dołu do góry płotem dookoła, aby go zabezpieczyć od kur.
Chcąc się doń dostać, trzeba przeleźć przez płot, do czego służy
p r z e ł a z ; jestto deska około metra długa, w stosownej wysokości
przez gałęzie płotu przeprowadzona, a po obydwu, stronach wbitemi
w ziemię kołkami podparta. Na tę deskę stawia się nogę, trzymając
się równocześnie dwóch kołków płotu, drugą nogę stawia się po dru­
giej stronie płotu i jesteśmy już w ogródku. Drugi podobny ogródek
znajduje się jeszcze na grządki rozsady (kapusty). >
Tu i owdzie widzieć też można w sadzie lub w osobnym ogródku
kilka pni pszczół, pomieszczonych w prostych stojakach; jednakże
wogóle bardzo mało zajmują się tu pszczelnictwem.

3. Charakterystyka ludu.
Ludność tutejsza zalicza się do mazurskiej a zamieszkuje połu­
dniowo-wschodni zakątek siedzib grupy etnograficznej, graniczącej od
zachodu z Krakowiakami w powiecie bocheńskim, od południa z Gó­
ralami w powiecie myślenickim, limanowskim, nowosądeckim, grybowskim, gorlickim i jasielskim, na wschodzie zaczynającej się mieszać
z Rusinami a z Lisowiakami w powiecie kolbuszowskim i tarno­
brzeskim.
Pod względem fizycznym nie różnią się mieszczanie od okoli­
cznego ludu wiejskiego. Ustawiczny ruch ludności (szczególniej przez
zawieranie małżeństw) z miasta na wieś, z wiosek do miasta wyró­
wnywa cechy zewnętrzne.
Lud jest wzrostu słusznego, więcej niż średniego ; głowa duża,
twarz duża okrągła, ku brodzie nieco przedłużająca się, nos średni
na dół zwieszony, grzbiet nosa prawie równy, czoło wysokie, oczy si­
we lub piwne, usta proporcyjonalne, włosy przeważnie ciemne, gęste;
u wieśniaków długie, podstrzyżone nad karkiem, gęsto na czoło za­
garnięte, a nad czołem niestrzyżone. Mieszczanie noszą krótsze
włosy, spadające kosmykami na czoło. Brody nie noszą; mężczyźni
w mieście i z najbliższych mu wiosek w części golą twarz starannie
i nie noszą żadnego zarostu; inni, jakoteż wieśniacy z dalszych
okolic, noszą wąsy średniej wielkości i w porządku je trzymają. Ko­
biety zwijają włosy w czub z tyłu głowy, na który wkładają czepiec,
z przodu uszu spuszczają loki, właściwie oryginalnie wiązane cząste­
czki włosów, zamiast loków. Dziewczęta czeszą się gładko, splatają
włosy we dwa warkocze, które układają w ósemkę z tyłu głowy. —
Płeć biała opalona od słońca ciemnieje, a czasami przechodzi na
twarzy, na karku, na rękach aż w brunatną barwę. W ogóle lud tutej­
szy jest przystojny i dorodny.

(16)

Usposobienia krewkiego, mieszkaniec tutejszy łatwo się p o l u b i
i po czubi , ale zawzięty nie jest, wytrwałości też nie ma, skory do
tańca i zabawy, przytem wesoły i dowcipny, lubi zebrania gwarne
i liczne przy muzyce i napitku1).
Mieszczanin jest butny, chłopem gardzi, naśmiewa się z niego
i za nic sobie go ma, nazywając c h a m e m , chociaż w rzeczywistości
zaledwie strojem różni się od niego. . . Na ten też temat śpiewa:
A nima to, nima, jako chopii na wsi,
urżnie psu uogona, kapustę "omaści.
Na ropcyckiem polu leży kupa buota,
ropcyckie paninki ze samego zuo ta ;
na chechełskim polu leży kupa gnoju,
chechelskie dziwcęta ze samego uoju.
Cysarzki gościniec bity kaminiami,
gr&nickie chuop4ki śmierdzą pomyjami:
cysarzki gościniec posypany kminkiem,
ropcyckie dziwcęta pachną rozmarynkiem.
Ale też i chłop nie więcej ceni sobie mieszczanina, natrząsa
się z niego, odpowiada więc:
Ropcyckie paninki bardzok się panosą,
kulcyki przy usach, wodę żydom nosa.
Styry mile lasu samy "osicyny,
ni ma ta w Ropcycach pocciwej dziewcyny;
pocciwy dziewcyny, pocciwego chuopca,
śtyry mile lasu samego jauowca.|
Siwy koniu, siwy, nie pijze y wody,
bo se ropcyoanki uobmywauy nogi.

) -----Kowś-le— ufnale,
sewcy — smolidratwa,
a rzeżnicy — kolibyki,
a tkacyki — leniwcyki,
to sam wielga ślachta.

!) Zwrócić tu muszę uwagę na powieści Sewer a (Maciejowskiego),
który mieszkając w Braciejowej w powiecie ropczyckim, nadzwyczaj
wiernie kreśli charakterystykę ludu tutejszego swem pięknem piórem
i uzupełnia tem samem suche opisy etnografa. Jego powieści: „Dla
świętej ziemi" i „Ścieżka przed chatą“ malują pod pewnemi względarni lud tutejszy lepiej, niż same studyja etnograficzne.

(17)

Urzędnicy, nauczyciele, w ogoJe^Ynteligentna część mieszkań­
ców w miasteczku, nieposiadająca własnego domu lub roli, to są u mie­
szczanina „pr z y w ł o k i “, nic niewarte wobec niego, o b y w a t e l a .
Tern obywatelstwem chełpi się też mieszczanin zawsze i wszędzie.
Lud \yiejski wobec p a n ó w (ludzi lepiej odzianych) jest grze­
czny ale nie pokorny. Do panów i księży nie ma w ogóle wiele zau­
fania; do jednostek otyłe, o ile one własnem postępowaniem szlachetnem u ludu szacunek sobie zaskarbią. Wieśniak jest u siebie gościnny,
dla sąsiadów usłużny, do kąta rodzinnego, do ojcowizny ("ojczyzny),
t. j. do własnego kawałka ziemi, bardzo przywiązany; skiby ziemi nie
da sobie zabrać drugiemu, a sprzedaje ją tylko w ostateczności, przy­
ciśnięty długami, z których już wybrnąć nie może.
Tak mieszczanin, jak i chłop żywią niechęć do żyda. W potrzebie
każdy z nich idzie do niego, ale z tern przekonaniem, że go żyd okpi i oszu
ka. Mści się też na nim pogardą, której mu nie szczędzi przy każdej
sposobności, przy każdem zetknięciu się; bez względu na to, czy żyd
jest biedny lub bogaty, czy prostak, czy ucywilizowany — zawsze
jest k a s z t a n e m , p a r c h e m , złodziejem. O żydach krąży tu między
ludem mnóstwo śpiewek, anegdot1), bajek pociesznych, a przy przed­
stawieniach ludowych w jasełkach, żyd występować musi koniecznie
i odgrywa tu mniej więcej rolę błazna.
Arystokracyja pieniężna jest między ludem bardzo wielka. Bo­
gacz,— to wyraz pełen uroku. Bogaczowi wszystko wolno: biednym #
wzgardzić a pracę jego wyzyskać, na niego zepchnąć ciężary gminne
a korzyści wyciągnąć dla siebie. Bogaczowi na wszystkie strony robią ho­
nory: pierwsze miejsce zostawiają mu w kościele, na weselu, wszędzie;
biedny zaś czuje się uszczęśliwionym, jeżeli bogacz przemówi uprzejmie
słów kilka do niego, jeżeli odpowie na jego chrześcijańskie pozdrowienie.
Litości dla biedaków nie ma wiele w sercu bogatych; wspierają oni
„chu do b n e g o “, gdy go potrzebują, lecz darmo nie da bogacz nic,
a przynajmniej nader rzadko, w wyjątkowych razach.
W zwykłych stosunkach życia powszedniego, w dotrzymywaniu
umowy są uczciwi i rzetelni. W pożyciu rodzinnem nie zawsze wzo­
rowi; małżonków łączy razem troska o byt, praca na życie, majątek,
ale rzadko przywiązanie i miłość. Często się tu zdarza, że gospoda­
rzowi umrze żona, a ledwie ciało jej wyniesiono z domu , już bierze
flaszkę i idzie „ z a l e c a ć s i ę “ do drugiej. Obejście się rodziców
z dziećmi, szacunek tych ostatnich dla rodziców wiele, bardzo wiele
pozostawiają także do życzenia.

x)

Opowiadają, np. że w pobliskiej wiosceldo właściciela żyda przyszedł
raz jego własny parobek Kuba, i skłoniwszy mu się nisko, bez ża­
dnego powodu podziękował za służbę, w której mu wcale dobrze było.
Po długiem dopytywaniu się chlebodawcy o przyczynę tak niespodzie­
wanego kroku, Kuba nakoniec odrzekł, skrobiąc się w głowę:
— „E, bo, prose pana, ludzie gadajom, ze u parcha suuze“.
3

Lud ropczycki jest bardzo religijny i pobożny, ale chociaż po­
bożność ta wypływa z jego przekonania, wszelako odnosi się tylko
do zewnętrznych obrzędów, do praktyk religijnych na tych obrzędach
zaczynających się i kończących ale nie do zasad wiary. Uczęszczają
tutaj tłumnie w niedzielę i święta do kościołów na nabożeństwa, słu­
chają kazań, odmawiają wiele modlitw i pacierzy, całują ziemię w św ią­
tyni, odprawiają pielgrzymki do Matki Boskiej Leżajskiej i chodzą do
spowiedzi. Co roku składa lud wiele dobrowolnych datków na eele
religijne, stawia kaplice i krzyże przydrożne, ostatni grosz niesie na
mszę w ofierze i ściśle zachowuje posty.
Wszelako przy tcm wszystkiem wierzy silnie w przeznaczenie,
w czarownice, w różne gusła i czary: siłom i zjawiskom przyrody
przypisuje znaczenie i moc nadprzyrodzoną, wszystkie zajęcia całego
dnia, całego życia swojego reguluje według różnych dobrych i złych
znaków, stosuje się do niezliczonej ilości przesądów.
Uczucie piękna mało jest także u ludu tutejszego rozwinięte, bo
to się mu tylko podoba, co silnie działa na zmysły. Lubi on ota­
czać się przedmiotami pięknemi i to upodobanie jego objawia się
w przyozdabianiu stroju, mieszkań, naczyń i narzędzi, w uroczysto­
ściach rodzinnych i świątecznych, ale pięknem nazwie tylko barwy
żywe i jaskrawe, kształty okrągłe i kuliste, tony wysokie i wrzas­
kliwe.
Skala barw znanych mu nie jest rozległa: oprócz czarnej i białej,
czerwonej i zielonej, siwej, żółtej, burej i szarej,, inne barwy określa
wyrażeniem: „to n i j a k i e “.
Perspektywy w obrazach nie rozumie, stawiając wszystko, co
widzi na obrazie, na pierwszym planie. Kształtów regularnych, syme­
trycznych nie może rozróżnić od krzywych i niezgrabnych — proporcyja części do całości wiele pozostawia jeszcze do życzenia. W ogóle
uczucie piękna u ludu tutejszego jeszcze niewykształcone, a co tu
uchodzi za piękne, podobać nam się nie będzie.
Śpiew i muzyka są ulubione przez mieszkańców Ropczyc ; wszyst­
ko tutaj śpiewa, co żyje. Zbiory też moje śpiewek i pieśni tutejszych
wybiegły daleko poza tysiąc numerów, a do nich ciągle przybywają
pieśni nowe, bo łatwość wierszowania ludowi tutejszemu właściwa, do­
rzuca do dawniejszych co chwila nowe piosnki.
Powali ale ciągle wciska się tu oświata pod strzechy za po­
średnictwem szkół, czytelń, książek i czasopism popularnych, które
ludność chętnie czytuje. D r u k o w a n e nie ma tu jednak takiej po­
wagi, jak gdzie indziej między ludem; tu roztrząsają to, co czytają
i autora krytykują. Co im do smaku me przypada, to wprost odrzu­
cają wyrażając się: „abo to prawda? — bajki.“ — Za pomocą ksią­
żek trudno przeto walczyć z ich przesądami i zabobonami, gdyż
z wiarą w nie każdy się wychował i z mlekiem matki ją wyssał.
Mieszczaninowi, któremu przez kilka lat dostarczałem wielu książek
do czytania i który w istocie wiele czytywał i o tern, co przeczytał, lubił
rozmawiać, wypożyczyłem bardzo przystępnie napisaną książeczkę wy-

(19 )

dawnictwa Promyka (Pruszyńskiego) w Warszawie: „O zjawiskach
napowietrznych“ ; a gdy go po kilku dniach zapytałem o zdanie
co do przeczytanej książeczki, odpowiedział mi: „bardzok uadnie napi­
sane: to filistyn (mądry a dowcipny), co to skomponowń", ale kto wie,
jak to tam jest w górze!“
Chęci jednakże do oświaty nie można odmówić ludowi; spo­
strzegamy też między nim nierzadkie zdolności i talenta tak do pracy
rzemieślniczej, ręcznej, jako też i do pracy umysłowej.
Ropczycanie są bardzo pracowici i oszczędni; szczególniej pod­
nieść tu wypada pracowitość kobiet, na których całe gospodarstwo
domowe spoczywa, a nie rzadko troska o utrzymanie rodziny, — pod­
czas gdy mężczyźni włóczą się z fajkami w ustach i z założonemi rę­
koma po ulicach miasta lub pó rynku, rozmyślając tylko o lekkim
zarobku w handlu.
Kobiety obarczone są ciężką pracą jeszcze i z tego powodu,
że w pojęciu ludu tutejszego kobieta jest pośledniejszem stwo­
rzeniem boskiem , niż mężczyzna. Ona nie ma głosu, gdy mężczyź­
ni radzą o czemś ważniejszem; rzadko kiedy idą razem obok sie­
bie mąż z żoną, ale mężczyzna idzie naprzód, kobieta za nim o parę
kroków, — nie przeszkadza im to prowadzić ze sobą rozmowę. Za­
bić dziewczynę, za mniejszy tu grzech poczytują, niż zabić chłopca.
Naukę dla dziewcząt ograniczyć pragną w ten sposób, aby dziewczyna
nauczyła się tylko czytać, aby mogła modlić się z książki w kościele; pisać
już nie potrzebuje umieć, bo „przecież nie będzie księdzem ani urzędni­
kiem“. Nie chcą nawet, aby ich córki uczyły się robót ręcznych, dowodząc,
że ich dziewczęta nie żydówki, aby chodziły w pończochach, ani panie,
aby szyły; uczyć się więc tego nie potrzebują.
Na zakończenie wspomnieć jeszcze muszę, że lud tutejszy, zwła­
szcza mieszczaństwo, nie poczuwa się do obowiązku spełniania jakich­
kolwiek posług obywatelskich; nie pojmują nawet tych obowiązków,
szukając wszędzie tyłko osobistych korzyści. Najwięcej na tern cierpią
zarządy miasteczek i wsi. gdyż naczelnicy gmin i radni myślą tylko o so­
bie i o tern, . aby publicznym groszem napchać własne kieszenie.
r I mnie też zróbcie radnym“, — prosił pewien Ropezycanin wybor­
ców, — „bo i mnie też żyć potrzeba, a mam żonę i dzieci.“
Dziecko małe do lat 3— 4 zowie się „ p i k “, chłopiec po 4 la­
tach to już jest „ c i u r a “, większy zaś „ c iu r a ś “, aż do lat 15— 16; dziew­
czyna w tym wieku nazywa się tu „dzi ewucha", „ d z i e w u s k a “. Po
16 roku chłopiec jest „ m u d z i a n e m “ (młodzianem), kawalerem ; na wsi
zaś parobczakiem, parobkiem. Dopóki się mężczyzna nie ożeni, a dziewka
nie pójdzie za mąż, mówią im wszyscy „ty", a po ślubie dopiero „wy“,
tak w mieście, jak na wsi.
Powyższe uwagi odnoszą się tak do mieszczan, jak i do wie­
śniaków.

(20)

3. Odzież.
a) Mieszczanie.
Mieszczaństwo tutejsze już po trzykroć zmieniło stroje w ciągu
bieżącego stulecia. Moda, acz nie tak kapryśna, jak gdzie indziej, pa­
nuje i tutaj.
W początkach tego wieku ubierał się mieszczanin strojnie
i bogato i wyglądał poważnie: nosił buty polskie, czarne, wysokie,
sukienne spodnie granatowe do butów, kamizelkę zapinaną na guzki
pod samą szyję, żupan granatowy z guzami, opasywał się szerokim
jedwabnym pasem słuckim, na głowie nosił wysoką walcowatą czapkę
barankową, siwą z granatowem dnem, ozdobioną z lewego boku dwiema
kokardami z niebieskiej wstążeczki; w ręku miał laskę trzcinową ze
srebrną gałką.
Mieszczki nosiły wtenczas na głowach strojne i bogate złotem
tkane „ k a p t u r k i , “ czepeczki, koszule lniane, białe, cienkie z szerokiemi kołnierzami haftowanemi i bufiastemi rękawami, zapinanemi koło dłoni; na koszule kładły gorsety z ciężkiej jedwabnej materyi w kwiaty i spódnice z takiejże samej materyi, sięgające po ko­
stki. Jak daleko zapaska, zwykle cienka, płócienna, biała a hafto­
wana, zakrywała z przodu spódnicę, tak daleko pod zapaską za­
miast kosztownej materyi był wstawiony kawał grubego płótna dla
oszczędności, mający tylko dołem szeroki brzeg z tejże materyi je­
dwabnej, aby tym sposobem zamaskować w zupełności ową oszczę­
dność. Na nogach nosiły pończochy i trzewiki płytkie z takiejże samej
materyi, jak suknia i gorset. Na ramiona zarzucały cieniutki, biały,
z dwóch stron haftowany „ r a ń t u c h “ płócienny, niby szal lub chu­
stkę. W czasie chłędnym wdziewały zamiast rańtucha, sukienne gra­
natowe sukienki, sięgające poniżej kolan z pelerynkami, z tylu od
pasa suto fałdowane, z p o t r z e b a m i z białych lub czarnych sznu­
rów z przodu. Sukienki używane w zimie bywały podbijane lekkiemi
futerkami.
Zamiast żupanów zaczęli później wdziewać mieszczanie „ k a p o t y “,
to jest surduty z szerokimi kołnierzami, a sięgające pierwotnie do
kostek ; później je obcinano stosownie do mody, aż je ukrócili po
kolana. Kapoty były robione także ze sukna granatowego, z przodu
miały dwa szeregi, płaskich, okrągłych guzików czarnych, obciąga­
nych mate ryją jedwabną. Podczas dni słotnych zarzucali na siebie
jeszcze bardzo szerokie płaszcze sukienne, granatowe, z szerokiemi koł­
nierzami i długiemi pelerynami. Buty, pasy i czapki pozostały dawniej­
sze, chociaż kawalerowie ( „ m u d z i á n y “) nosili też wtedy niskie cy­
lindry czarne, u góry szersze. W zimie wdziewano futrzane szuby.
Powoli zaczęło płaszczów, kapot, czapek i pasów ubywać, a wjich
miejsce wprowadziła moda strój kosmopolityczny: bluzy na lato, oberuki na zimę, czapki baranie, „ k a s z k i e t y . “ Mieszczki zaczęły naj­

(21)

pierw zarzucać rańtuchy a przyodziewać się chustkami, jedwabne
trzewiki zastępowano zwykłemi czarnemi, skórzanemi butami; „ k a ­
p t u r k i “ ustąpiły miejsca chustkom (czepkom), przestały mieszczki
nosić „materyjalne“ suknie i gorsety i powoli przyjęły strój okolicz­
nych wieśniaczek.
Dzisiaj w miasteczkach ubierają się ta k :
Mężczyźni noszą koszule białe, perkalowe, rzadziej płócienne
z małemi wykładanemi kołnierzami, kamizelki zapinane pod samą
szyję, spodnie („portki") do butów, opasują je skórzanemi, wąskiemi
paskami, buty z cholewami o niskich obcasach. W lecie wdziewają na
siebie bluzy po kolana długie, w zimie noszą paltoty kupowane na
tandecie. Niektórzy starsi mieszczanie chodzą jeszcze w kapotach
i posiadają starodawne płaszcze. Głowy nakrywają w lecie „ k a s z k i e ­
t a mi " , to jest czapkami sukiennemi, czarnemi, okrągłemi ze skórza­
nemi, czarnemi także i lakierowanemi daszkami. W zimie noszą zwy­
kłe okrągłe baranie czapki czarne. Kapeluszy mało tu używają. Na
wielką uroczystość lubi starszy mieszczanin przywdziewać kapotę
i opasywać się jedwabnym pasem słuckim. Całe ubranie bywa zwykle
z materyi ciemnej. W domu przy robocie chodzą tylko w kamizel­
kach, nie zawdziewająe bluz; w izbie nie zdejmują czapek z głowy.
Kobiety noszą płócienne lub perkalowe białe koszule do pasa
z cieńszego materyjału, od pasa są z grubszego płótna „nadouki."
Kołnierze u koszuli wykładane, szerokie na dwa, lub trzy palce, ręka­
wy równe, długie po dłonie, na guziczki zapinane. Spódnice muszą być
koniecznie szerokie w pięć do sześciu „póuek“ (brytów), nawet biedna
dziewka nie chce nosić spódnicy w cztery półki, bo za wąska; się­
gają one po kostki; na dzień powszedni szyją je z lekkiego barchanu
w białe i czerwone szerokie kraty; od święta noszą spódnice z perkalików, flaneli, batystu obszywane dołem dwa łub trzy razy w około
tasiemką białą lub czarną. Materyje na spódnice bywają jasnej barwy,
wesołej, często czerwonej lub różowej, a nigdy zielone lub żółte. Na
koszule wdziewają staniki, a na nie kaftaniki wolne bez wcięcia, do
bioder sięgające, zwykle czarne, obszywane po brzegach wokoło ręka­
wów i kołnierza tasiemką; na tasiemkach bywają^częstojgęstym pa­
sem naszywane czarne, szklane, drobne paciorki. Na ramiona zarzu­
cają chustki wełniane różnokolorowe. Kobiety wiążą na głowę chustkę,
w dzień powszedni czerwoną, od święta białą, niekiedy^bardzo bo­
gato i oryginalnie haftowaną; chustka ta opasuje do okoła głowę,
z przodu związana w czub płaski, z tyłu ma wypuszczony jeden róg
haftowany. Zawiązywać chustki na głowy umieją tylko specyjalistki;
w Ropczycach np, jest jedna żydówka, która te chustki haftuje i je ­
dna mieszczka, która je pierze i wiąże dla wszystkich^kobiet^w mie­
ście i w najbliższej okolicy, Wiązane chustki chowają do skrzyni,
a wyrazie potrzeby zakładają na głowy, jak Czepki.
Dziewczęta nie noszą chustek na głowach; w największy nawet
mróz id ą |n . p. do kościoła, wystrojone bez żadnego nakrycia na
głowie, ale za to latem i zimą wpinają w warkocze mnóstwo świe­

(22)

żych kwiatów (w zimie kwiaty, lub przynajmniej gałązki roślin wa­
zonowych).
Na szyi zawieszają sute sznury korali, niekiedy wcale poważne
sumy kosztujące; są bogaczki posiadające na szyi korale do 300 złr.
wartości („widać na nich bogaństwo“ ). Spódnice zasłaniają z przodu
zapaskami. Na wesele lub inne większe zabawy biorą kobiety spó­
dnice białe, a czarne kaftaniki. Wkładają też na palce pierścionki
tombakowe, a niekiedy srebrne. Kobiety chodzą w butach, zgrabniej­
szych jednak od butów męskich; coraz częściej widać już teraz
trzewiki.
b) Wieśniacy.
Kobiety wiejskie noszą się tak samo, jak mieszczki, dobierają
tylko na spódnice i chustki jeszcze jaskrawszych a mniej kosztownych materyj. Kołnierze u koszul i obszywki u rękawów noszą biało haftowane
i szersze; zapaski szerokie aż w trzy „półki.“ Zamiast chustek noszą
tu i ówdzie po wsiach białe „rańtuchy“ ; jestto kawał płótna bia­
łego, długi na kilka łokci. Buty mają jarmarczne z grubej skóry.
Mężczyźni noszą „portki“ z grubego szarego płótna, do butów
wkładane. Koszula spięta jest pod szyją mosiężną spinką ze śzklannem oczkiem, albo też związana jest wstążeczką najczęściej czerwoną
lub jakim kolorowym kawałkiem perkalu, — „skrawkiem“; takim samym
też skrawkiem wiążą wąskie mankiety. Koszulę wypuszczają na spodnie,
z czego naśmiewają się mieszczanie, mówiąc, że chłop nosi „firanki.“
Opasują się skórzanym wąskim paskiem, u którego wisi zwykle na
sznurku kozik składany, nazywany „cygankiem.“ Kamizelka sukienna
jasnogranatowa, czasami czarna, z klapami, które można postawić
i zapjać kamizelkę pod szyję; z przodu jest dwa rzędy porcelanowych
białych gtrzików okrągłych z uszkami. Przy robocie nic więcej chłop
nie wdziewa na siebie.
Ody wychodzi w pole w czas chłodniejszy, bierze na siebie jesz­
cze „spancer“; jestto z takiegoż sukna granatowego kaftan z rękawami
tak długi jak kamizelka, a zatem sięgający do bioder, z klapami i z je­
dnym szeregiem guzików. Na to lub. też na samą kamizelkę zawdziewa
„ k a f t a n , “ w niektórych wioskach (Brzezówka) „ t a l e j o m “ zwany.
Jestto płótnianka z szarego domowego płótna robiona, długa poniżej
kolan, wcięta w pasie i mająca od pasa po bokach dwa fałdy, z przodu
zaś rozcięta do samego dołu. Jest ona podszyta jeszcze grubszem płó­
tnem od tego, z którego jest wierzch zrobiony, na plecach i na pier­
siach podwatowana „ p a k u ł a m i , “ t. j. kłakami lnianemi lub konopnemi; kołnierz na 2~—3 palce szeroki, pod samą szyją wycięty,
z wierzchu granatowem a niekiedy czarnem suknem obszyty; u ręka­
wów, które są wąskie, przyszyte są „wyłogi“ lub „łapki“ sukienne,
granatowe lub czarne, zapinające się na haftkę także z jednej strony.
Kołnierz i wyłogi u rękawów można stawiać, albo odwijać: w pierw­
szym razie są białą stroną na wierzch odwrócone, w drugim widać

(23 )
z wierzchu sukno. Cały kaftan jest gęsto bardzo regularnie w kratkę

stembnowany. Kieszeni nie ma, są tylko dziury na nie w owych fał­
dach po bokach. Poły kaftana nazywają tu „ w ą s g a m i . “
W zimie noszą białe kożuchy baranie z szerokiemi kołnierzami
czarnemi, z pod których zwieszają się dwa rzemyczki skórzane z takimiż kutasami. Podczas zimnych dni dżdżystych wdziewają na kożuch
kaftan, aby skórę ochronić od zniszczenia.
Głowy nakrywają w lecie kapeluszami słomianemi własnego wy­
robu. Jestto kapelusz niewysoki, z rondem mniejszem lub większem,
opasany wstążką. Noszą też czapki baranie, czarne z wierzchu, a białe
od spodu, tudzież wełniane całodziane, okrągłe „ ma g i e r y “ białe,
mające w około nad czołem dwa lub trzy szeregi czerwonych lub
niebieskich punktów. Mieszczanie, drwiąc sobie z chłopa, mówią, że
na głowie nosi żarna. Buty z cholewami z grubej skóry jarmarcznego
wyrobu o szerokich, niskich obcasach, które opatrują żelaznemi podkówkami.
Coraz więcej zaczynają się teraz chłopi ubierać w suknie zaku­
pione na tandecie.

4. Pożywienie.
Ponieważ małe zachodzą różnice w pożywieniu między 7 miesz­
czaninem a wieśniakiem, nie będę pisał osobno o pożywieniu jednych
i drugich: wykażę jednak różnicę tam, gdzie zachodzić będzie.
Pożywienie ludu tutejszego składa się z samych tylko potraw
roślinnych, mięso należy do przysmaków, do potraw rzadkich, które
u mieszczanina w niedziele i święta, u bogatego nawet kiedy7 niekie­
dy w powszedni dzień na stół podają, u wieśniaka zaś tylko przy
wielkiem święcie lub na weselu i na chrzcinach. Jeżeli jedzą mięso,
to zawsze gotowane, bo pieczonego i smażonego nie umieją przyrzą­
dzać.
Spis potraw jest dość wielki i rozmaity, tak iż w każdej porze roku
zmienia się lub czemś uzupełnia. Śniadanie nie różni się doborem
potraw od obiadu i wieczerzy, lecz jedynie większą obfitością poży­
wienia i ilością dań podczas obiadu a mniejszą przy śniadaniu i wie­
czerzy.
Zwykle rano gotuje gospodyni jedzenie na dzeiń cały, zosta­
wiając w ciepłym popiele do obiadu garnki z potrawami; wie­
czerzę jedzą w takim razie zimną. Podczas ciężkiej roboty w polu
i pożywienie zastawiają obficiej i gotują je trzy7 razy, a najmniej dwa
razy wśród dnia. Wtedy też przybywa podwieczorek „juzyna“ między
czwartą a piątą po południu, na który dostają robotnicy w polu
chleb ze serem i kwaśne mleko, albo też „ p a p c i a k “, gdy go na obiad
nie jedli.

(24)

Jedzą tu taj:
1 . Ziemniaki gotowane „oraascone“ smażoną słoniną z barsz­
czem, z kwaśnem mlekiem, z banią (dynią) i ze słodkiem mlekiem,
z kapustą, niekiedy z rosołem.
Krając ziemniaki drobno, gotują je na wodzie, wody nie odle­
wają, ale zaprawiają cebulą, pietruszką i marchwią i jedzą w ten spo­
sób przyrządzone „ziemniaki na rzadko“.
Surowe ziemniaki obrane z łup trą na tarle, zarabiają z mąką
i robią kluski, które gotują na mleku; w niektórych miejscowościach
(koło Przecławia) nazywają te kluski „pacafouy “ ,
Obrane z łupy ziemniaki szatkują drobniutko i kiszą w faskach
lub konewkach; jedzą je potem gotowane o m a s z c z o n e słoniną lub
masłem.
2. Kapustę kiszoną jedzą z grochem, z ziemniakami, z kaszą
jęczmienną. Kapustę słodką, krajaną w duże kawałki jedzą z mlekiem;
nadziewają też kapustą pierogi.
3. Marchew krajaną z mlekiem.
4. Banię (dynię) z kluskami i z mlekiem.
5. Kasze takie: „pęcak“ z mlekiem, jaglaną kaszę z marchwią
lub ze śliwkami suszonemi, kaszę jęczmienną także ze śliwkami suszonemi. Na wiliję jedzą barszcz z kaszą jaglaną lub tatarczaną
z grzybami.
6. „ B a s z c “ żytni (nigdy burakowy), w południowych wioskach
powiatu także owsiany „żur“ z czosnkiem, z ziemniakami łub z ka­
szą. Do umyślnie przygotowanego na to garnka sypią grubą mąkę
lub otręby i zalewają je ciepłą wodą, aby zakisły. Na drugi dzień
rano, gdy zakiśnie, zbierają z wierzchu otręby, a płyn zalewają na
wrzącą wodę, rozbiwszy go wprzód dobrze mątewką.
7. „ P a m u ł ę “ (polewka z rozgotowanych owoców) z jabłek lub
ze śliwek jedzą z ziemniakami.
8. Polewkę z serwatki z ziemniakami.
9. „ P a c i a r ę “ — mąkę zasypują na wrzącą wodę, mieszając ró­
wnocześnie mątewką, aby się nie potworzyły kluski — jedzą z mle­
kiem, ze słoniną lub z masłem. Jedzą także z kwaśnem mlekiem pa­
ciarę wystudzoną, co wtedy nazywają „ p a p ci u c h “.
10 . Zacierkę, to jest kluski rękami drobione, gotowane na wo­
dzie, z mlekiem.
1 1 . Krajane kluski z mąki.
12 . Pierogi ze serem, z powidłem lub z kapustą,
13. „ P a l u s z k i “ , kluski małe podługowate (bez maku) na „pośnik“ we wiliję.
14. „Pampuchy“, duże kluski, niby pączki, smażone na oleju
konopnym we wiliję Bożego Narodzenia. Ta potrawa znana jest tyl­
ko w samem mieście w Ropczycach.
15. „ P r a ż u c h y “, mąkę palą w ryneczce na sucho, potem za­
lewają wrzącą wodą.

( 25)
Robiąc zapasy na zimę, kiszą w beczkach kapustę, w mieście
i w pobliskich wioskach szatkowaną; w innych wsiach kiszą kapustę
w główkach. Kiszą też w beczkach rzepę szatkowaną i ziemniaki
(patrz wyżej p. 1 .). Suszą śliwki, jabłka i gruszki zwykle po upie­
czeniu chleba w piekarskich piecach; jeżeli zaś więcej owoców mają do
suszenia, to palą umyślnie na ten cel w piecu piekarskim. Osobne suszar­
nie, wyłącznie do suszenia owoców urządzone, są tutaj nadzwyczaj rzad­
kie. Rzepę obierają, przekrawają na pół lub na cztery części, roz­
sypują w przewiewnem miejscu na strychu i suszą w ten sposób, je­
dząc ją potem w poście z „pęcakiem“. Suszą także grzyby prawdziwe
(borowiki — Boletus edulis).
W lecie kiszą ogórki w garnkach, faskach lub konewkach.
W jesieni robią powidła ze śliw./ Sposób gotowania powidła poda­
jemy poniżej.
Jedzą tutaj bardzo wiele cebuli; dodają ją prawie do każdej potra­
wy i jedzą surową z chlebem. Do chleba, także do kapusty, kisząc ją,
dodają kminku.
Podczas wilii w czasie świąt Bożego Narodzenia jedzą ze wszyst­
kich jarzyn po trochu, aby się wszystko w roku przyszłym darzyło.
Przy weselach lub sutych chrzcinach podają jedzenia wybredniej­
sze; na śniadanie raczą gości kaszą jaglaną z mlekiem, barszczem żytnim
na jajach i na śmietanie, flakami; podają też kawę, herbatę, wódkę
i piwo, co kto chce. Na obiad podają rosół z ziemniakami lub z ry­
żem i jarzynami (cebulą, pietruszką, marchwią), mięso gotowane,
kapustę, placek ze serem (kołacz), chleb, ser suchy. Ten ostatni musi
być koniecznie przy każdera weselu..!
Aby jałowe potrawy „omaścić44, używają mleka, masła, słoniny,
sadła, kości ze szpikiem, a w poście oleju konopnego. Czem starsze
jest masło, słonina i sadło tern lepsze, bo „cujne“ ; chociaż da się go nie­
wiele do potrawy, a już go czuć. Mieszczanie używają o m as t y mniej
c z u j n e j , ale wieśniacy wolą zgorzkniałe masło, dwuletnią słoninę
i sadło, niż wszelkie inne. Mieszczanie ropczyccy, którzy się wszyscy
trudnią biciem trzody chlewnej i handlem słoniną, trzymają umyślnie
dla chłopów sadła po dwa do trzech lat i takie dopiero wywożą na jar­
marki. Toż samo kości świńskie, zawierające szpik, uwiązane na sznur­
ku trzymają za piecem czasem dłużej niż dwa lata, nim je sprzedadzą
wieśniakowi do kapusty.
Przy jedzeniu zachowują pewne zwyczaje. Wszyscy jedzą z je ­
dnej miski, którą stawiają na ławce lub na małym, niskim, umyślnie
do tego celu sporządzonym stoliku; zasiadają naokoło, jedzą bardzo
powoli, przyczem każdy uważa, aby nie sięgnął łyżką do miski częściej,
niż drugi. Kończąc jedzenie, zostawiają na misce zawsze nieco potrawy
dla przyzwoitości „boby bardzok nie pieknie byuo, gdyby ani krzty
j&dua na misce nie uostauo“.

4

(26)

5. Zatrudnienie.
Rolnictwo jest tutaj głównem zatrudnieniem i podstawą utrzy­
mania się. W miasteczkach nie ma rzemieślnika, ani handlarza, któ­
ryby się jedynie z rzemiosła lub handlu mógł utrzymać; każdy upra­
wia bodaj parę zagonów roli, ab mieć na własny użytek ziemniaki,
kapustę i jaką jarzynę.
Ziemia jest wogóle bardzo urodzajna: najlepsza pszenna rola
jest wokoło miasta Ropczyc; niedaleko od północnej strony zaczynają
się ciągnąć piaski, od południa znowu położenie jest górzyste i rola
lichsza.
Sieją tu wiele żyta i pszenicy, mniej jęczmienia i owsa, sadzą
prócz ziemniaków i kapusty wiele jarzyn, a w Ropczycach szczegól­
nie bardzo dużo cebuli. Ropczycanie dostarczają cebuli na kilkanaście
mil wokoło, rozwożą ją po jarmarkach do Sędziszowa, Dębicy, Rze­
szowa, Mielca, Kolbuszowy, Radomyśla, Dąbrowy, Przecławia, Tarno­
wa, a nawet do Przemyśla i Krakowa. W całej okolicy słyną tutejsi
„ceb u d a r z e “ i piękna ich cebula, którą bardzo starannie i troskli­
wie uprawiają. Zagony pod cebulę robią wysokie a ziemię spulchniają
i rozdrabiają prawie rękoma. W Kwietniu sadzą „si e w k ę , “ tj. cebulę
drobną, wyrosłą z nasienia, a w Sierpniu zbierają. Na zagonach między
cebulą sieją marchew, która po sierpniowym zbiorze cebuli, rozrasta
się w ziemi; po brzegach zaś wokoło zagonów sadzą jeszcze fasolę pieszą,
wyzyskując w ten sposób ziemię, o ile się tylko da. Uprawa cebuli
wymaga wiele starannej pracy: w ciągu roku plewią ją parę razy,
wybrawszy zaś z gruntu, obierają z liści, wiążą na warkoczach sło­
mianych w wieńce, lub też rozścielają na przewiewnym" strychu na
słomie i w ten sposób przechowują ją czas dłuższy, nakrywając także
słomą podczas mrozów w zimie. Roczne zbiory cebuli w Ropczycach
wynoszą 3 — 4 tysięcy korcy. W większych rozmiarach uprawiają
też cebulę w sąsiednich wioskach: w Chechłach i w Pietrzejowej,
dawniejszych przedmieściach miasta Ropczyc; w dalszych wsiach
uprawa cebuli ogranicza się tylko do własnej potrzeby, z roli scho­
dzi do ogródka, a jeszcze dalej nie uprawiają jej zupełnie.
Uprawa ziemniaków zajmuje w tych stronach także ważne miej­
sce, bo ziemniaki są głównem pożywieniem ludu tutejszego; gdy się
nie udadzą, to głód zagraża ludności. Sadzą i rozróżniają następujące
odmiany ziemniaków: amerykany, bure, cebulki, chabki, cukry, cygany, gruski, jarówki, kamizelki, krakowiaki czyli krakusy, krowiaki,
majówki, makudry, marmolaki, miemce, paluski, podbucki, pośpiechy,
rogale, rogaliki czyli rożki, ruchauy, snoflaki, szwaby, wuócki, zimówki, zmiarówki.
Groch sadzą: piechotny i tyczny w rozmaitych gatunkach, jakoto:
amerykański, bińuy, boeasty, cukrowy, carny, kamizelce biaue, kaszpiauy, królice uocko, Uazura lub "azęga, "okrągły, pisanka lub piskowy,
polny, ptasek, sady, siarkowy, siekany, srokaty, uokrąguy i piechotny,
śparagowy, wielogroch i wiśniowy.

(27)

Z jarzyn uprawiają tutaj jeszcze kapustę, marchew, pietruszkę,
mak koper, ogórki, czarnuszkę i buraki. Tych ostatnich sadzą wiele
dla cukrowni sędziszowskiej, tudzież na paszę zimową dla bydła.
Chowają wiele bydła; bogatsi gospodarze mają po kilkanaście
sztuk krów i jałowizny. Krowy są piękne i dobrej rasy, a mieszcza­
nie chodzą koło nich szczególniej troskliwie i karmią bardzo dobrze.
Wieśniacy mają bydło lichsze, chociaż nie wszędzie.
Nazwiska dają bydłu od barwy sierci, rzadziej od dnia, w któ­
rym się bydle urodziło, od miejscowości lub od gospodarza, od którego
je kupiono. I tak na woły wołają: biedroń, burek, gniady, krasoń, kwiaInń, uyjsoń — zresztą bardzo mało chowają tu wołów.
Krowy zaś nazywają: bia"a, biauocha, bielawa, biedrawa, bocasta
lub bocula, borkowianka, brzezawa lub brzezula, burocha, ciełicha, cisa
lub cisula, carnó, czyli earnula, cyrwond, dorka, gniada lub gniadula,
goud a , kalina, kanora, kantor, kostór, krasa lub krasula, kropicha,
kwiata czyli kwiatula, kują, "yjsa albo Uyjsula, miedziocha, mrozo­
wi lub mrozula, nakrapiana, piątocha, pytynia, różana, sada lub sadula, siwd i siwula, smoława, śniadawa, sobocha, środocha, srokat& lub srokula, tarocha, tyranś, i tyranka, wieńcula, winocha, wtorocha lub wtorucha.
Koni chowają niebardzo dużo i to liche szkapięta. Każdy gospo­
darz woli dwa lub trzy konie liche, niż jednego dobrego; zdaje mu
się, że to paradniej. Nazywają je: banaśka, biduy, bury, cisawy, deres, gniady, kary, kasztan, uyjsy, mauy, marek, mysaty, polka, sady,
siwy, srokaty, szimel, szpak.
Owiec i kóz nie trzymają, ale za to chowają bardzo wiele trzody
chlewnej. Każdy, chociażby najbiedniejszy, Ropczycanin pragnie konie­
cznie uchować prosiątko; wprawdzie nie na swój użytek, ale na sprze­
daż. Prosię jest tutejszą kasą oszczędności, do której każdy wkłada
drobne oszczędności swoje, pracę swoją, aby potem wziąć razem kil­
kanaście lub kilkadziesiąt guldenów i pokryć wydatki, które gotówką
płacić należy. Jeden chowa prosię, aby sobie sprawie nową przyodziewkę, drugi, aby zapłacić podatki, inny ma uzyskanemi w ten
sposób pieniędzmi dług zaspokoić. We wszystkich miasteczkach w po­
wiecie bywają wielkie jarmarki na trzodę chlewną, a w Ropczycach,
podczas tak zwanych starych jarmarków, które co sześć tygodni się
odbywają, obrót dzienny w handlu trzodą dosięga nierzadko 50 do 60
tysięcy złr.
Przy każdem jakiem takiem gospodarstwie chowają psa; aby go
nazwać, wysilają nieraz swój dowcip, i tak, wołają na psa: bekas,
bielas, bielek, bobek, bosy, broda, bryś, bukiet, burek, cygśm, cukier,
kaniłr, kasztan, kram&rz, krucek, lipek, "ajd&k, uyjsek, misio, mrucek,
mucha, muszka, murdzoń, murga , murtdj, murzyn, murzyk, nijak,
"obal, padol, p"otek, porwij, przewróć, rabuś, rozbój, rozgrej, rozetka,
sirpek, smycek, śtupaj, świst&k, wiernuś, zagrej, zar&z.
Chowają także przy domach koty, króliki, a tu i ówdzie kilka
pni pszczół.

(28)

Przy każdej chałupie na wsi, nawet w mieście przy każdym
domu, gdzie jest tylko miejsce po temu, jest mniejszy lub większy
sad, wreszcie bodaj jedno lub dwa drzewa owocowe. Dawniej musiało
tu kwitnąć sadownictwo, dzisiaj pielęgnują sady, ale nieumiejętnie. Po­
siadają wszelako bardzo wiele odmian owoców, a szczególniej jabłek,
gruszek i śliwek, które tu przytaczam:
J a b ł k a : Bambury, biduówki czyli biauka, biedki, burdki, cytrynówki, cubki, dudki, dziady lub dziadki, dziepurty, guazy, guąbie,
gorzkówki, kalwiny, kogutki, kryślaki, malony, margorzątki , miękisy
albo miękise, miodowniki czyli miodówki, mocniki, uogony, "ogórki,
"okrągliki, papiry, pdchniącki, p"onki, purcle, rajsedki czyli rajskie
ja b k a , renety, rzegotki, siwaki, stodolniki, sztetyny, wanatki, węgierki
lub węgier.sedki, winniki, kwardosuodzie; zającki, żeleźniaki i zimówki.
G r u s z k i : baby, banachy, bery, cebulki, chędzlówki, capie,
gdule, jadwigi, jakóbki, jauówki, jazówki, jedwdbnice, kamionki, ko­
guty, kruehnice, krzyżówki, mącznice, mdrcinki, miodownlce, mątnice,
mrówki, "okręglice, "owsidnki, paluski, panny, podjakóbki, połówki,
próchnice, psidrki, sidrki, suodownice, smóuk i, sypnice, witdrnie
i zielonki.
Ś l i w y : bidue śliwy, damascyny, dymki, kapuuki, kobyuki, krakówki, lubdski, psidrki, renglofy i węgierki.
Miewają tu jeszcze po ogrodach: brzoskwinie , jagody (przez tę
nazwę rozumieją wiśnie, trześnie i czereśnie), orzechy laskowe i wło­
skie, morele, morwy, korcipkę (czeremchę), agrest, porzeczki, maliny,
a nawet wino (winogrona).
Najwięcej owoców używają świeżych, gotują z nich p a m u ł ę ,
lub suszą, o czem wspomniałem, pisząc o żywności. Ze śliw robią wiele
powidła tak dla użytku domowego, jak na handel. Powidła robią
w kotłach miedzianych. Zwykle w małym pagórku z góry wykopują
w ziemi otwór głęboki, zwany „ k o t l i n ą , “ w którym umieszczają
kocioł, nadsztukowany u góry drewnianą „ p r z y c y n ą , “ niby kadzią
bez dna, aby się więcej śliwek zmieściło. Z boku pagórka jest otwór,
sięgający pod kocioł, którym wkładają drzewo i palą. Na jedne
„w a rk ę“ sypią w kocioł 16 do 18 s o l ó w e k , tj. beczek wąskich a wy­
sokich, licząc s o l ó w k ę pół korca śliw. Śliwy sypią n ie ł u p a n e ,
to jest, wraz z pestkami, potem je przecierają na przetakach, aby
pestki oddzielić. Gotowanie trwa 21 do 24 godzin bez przerwy, pod­
czas czego bezustannie w kotle mieszają „ r u r a k a m i , “ to jest drąż­
kami okrągłemi, mającemi u dołu przymocowane poprzeczne klocki,
r u r d k i , aby się powidło nie przypaliło. Wynajętemu do mieszania
robotnikowi płacą zawsze od jednej warki 1 złr. 50 centów. Na trzy
warki spotrzebuje się ćwierć siągi drzewa, lub nieco więcej. Z 16 do
18 solówek śliwek otrzymują mniej więcej „ w i n i ó w k ę “, beczkę z wina,
powidła, to jest 40 garncy.
Lud wiejski nie oddaje się rzemiosłom; na wsi spotyka się
jeszcze najczęściej kowala, który w kuźni przydrożnej kuje konie, na­
prawia zepsute sprzęty rolnicze, s t a l i , to jest ostrzy siekiery i noże,

(29)

s i e k a (niesiekuje, nacina) sierpy i podkuwa buty. Rzadziej spotkać
można szewca lub kołodzieja. Wieśniak sam starczy sobie, jak może :
sam buduje sobie mieszkanie i zabudowania gospodarskie, naprawia
drewniane sprzęty rolnicze i domowe. Pastuchy plotą latem kapelusze
słomiane na własny użytek, ale to już wszystko.
W zimie szczególniej, kiedy roboty w polu ustały, to oprócz krzą­
taniny codziennej koło domu, aby przynieść wody, drzewa nałupać,
u w a r z y ć jeść dla ludzi i bydła, cały czas marnie przechodzi, a dłu­
gie wieczory mijają na spaniu. Dawniej, kiedy w miasteczkach kwitło
tkactwo, kiedy lud używał na odzienie materyj własnego wyrobu, to we
wszystkich wioskach okolicznych przędziono wieczorami i był tu zwy­
czaj, że przędli chłopcy zarówno z dziewczętami. Dzisiaj bardzo rzad­
ko zobaczyć można w polu zagon lnu i rzadko w którym domu przę­
dą. Fabryczne perkaliki i inne liche wyroby wyrugowały już ztąd
płótna domowe.
.'
W całym też powiecie zaledwie w kilku wioskach istnieje jaki
taki przemysł domowy. Mieszkańcy Góry ropczyekiej są murarzami,
latem rozchodzą się za robotą po wszystkich bliższych i dalszych mia­
steczkach i miastach, powracając ną zimę z zarobkiem do domu, cho­
ciaż najczęściej uzbierany grosz dochodzi do bardzo niepokaźnej sumy,
z powodu braku oszczędności i przezorności u murarzy, co znanem
jest tu powszechnie i opiewanem przez lud w następujących wierszach :
Ej, mularze, niedbaliście,
przysuo lato, hulaliście,
przysua jesień,
ręce w kiesęń,
przysua zima,
portek ni ma.
W Czarnej są bednarze, którzy zaopatrują wszystkie targi i ja r­
marki okoliczne w swoje wyroby. W Niwiskaeh mamy garncarzy.
Nie wiele lepiej od przemysłu wiejskiego kwitnie przemysł po mia­
steczkach. W dawnych czasach słynęły one tkactwem, a w najstarszem
i największem miasteczku powiatowem w Ropczycach już od r. 1502
istniał cech. tkacki dobrze zorganizowany i obdarzony przez królów
polskich różnemi przywilejami. Do dziś dnia znajduje się jeszcze około
stu tkaczów w mieście, ale zaledwie kilku ma robotę od czasu do
czasu i to robotę lichą za nędzną zapłatę; inni już dawno warsztaty
swoje po wynosili na strychy, a nawet popalili, jako nieużyteczne
sprzęty. l) Tkactwo upadło tu już na zawsze, upadło w całej okolicy.

l) W „Nowej Reformie“ w r. 1883, Nr. 133 czytamy w korespondencyi
z Ropczyc:
„Dawniej i tu było inaczej — mieszczanie byli zamożni i powo­
dziło im się wcale nie źle. Trudnili się tkactwem i szewstwem. W mie-

(30).

Szewcy wiodą także nędzny żywot. W opinii ludu szewc uchodzi
zawsze za najpodlejszego rzemieślnika i przy każdej nadarzającej się
sposobności wytykają mu to zawsze; np. w następującej śpiewce:
Zabili, zabili krawcyka na uące,
przysuo sześć paniniek, wzięny go na ręce;
zabili, zabili szewca na ulicy,
ni mińu go chto puakać, jaze Świnia kwicy.
Kilku kowali, stolarzy i kołodziei prowadzą swoje rzemiosło,,
gdy jest co do roboty, trudniąc się przytem rolnictwem i handlem
aby jako tako wyżyć.
Głównemi artykułami handlu mieszczan tutejszych są jarzyny,
zwłaszcza cebula, owoce i słonina. Handlem trudnią się wszyscy Ropczycanie, tudzież mieszkańcy dawniejszych przedmieść: Checheł i Pietrzejowej. Cena cebuli, jak twierdzą, trzyma się zawsze równo z ceną
zboża (żyta, pszenicy); w Sierpniu i Wrześniu jest najtańsza, w Listo­
padzie cena się podnosi i ustala już na całą zimę. Żeby wyrobić so­
bie pojęcie o rozmiarze tego handlu, wspomnę, że w roku 1885 wy­*i

ście było około 150 ręcznych warsztatów tkackich i kilkudziesięciu
szewców, innych rzemieślników nie było. Tkacze wyrabiali grube
płótna przydatne na wory i pakunki kupieckie, tudzież robili grube
płótna na domowy użytek, a na zamówienie zaopatrywali w nie oko­
licę. Teraz kupcy na wory i pakunki sprowadzają płótna z fabrycz­
nych warsztatów, bo są tańsze, lud okoliczny nie sieje już lnu i ko­
nopi, a prządki nie dostarczają tkaczom materyjału, bo kobiety wiej­
skie wolą cienki perkalik, w grubej bieliźnie wstydziłyby się już cho­
dzić, wreszcie domowe płótno nie wypada tak tanio jak kupne, a na
trwałość zupełnie nie zważają. Tkacze zaś tutejsi nie umieją i nie
umieli nigdy wyrabiać delikatnych płócien, obrusów, ręczników i t. p.
To więc rzemiosło upadło zupełnie, warsztaty butwieją po strychach
i po komorach, na naukę tkactwa nikt już tutaj nie oddaje synów.
Szewcy stali dawniej także świetnie i do dziś dnia krąży jeszcze u nas
z owych dobrych czasów przysłowie: „szewski gnyp (nóż do krajania
skóry) kraje chlób,“ które wyrażało, że u szewca było wszystkiego
po dostatkiem. Dawniej szewc kupował skórę od rzeźnika, sam ją
wyprawiał i szył z niej buty dratwą bez użycia kołków (Wtedy jesz­
cze kołkowej roboty nie znano). Skóra źle wygarbowana psuła się
bardzo prędko, dratwy w szwach gniły od błota i co trzy miesiące
trzeba było sprawiać nowe buty. Chłop potrzebował butów takich
trzy do czterech par na rok, a szewc zarabiał wtedy na skórze i na
robocie. Dzisiaj skóra jest dobrze wyprawiana, ale szewc musi ją ku­
pić drogo, a do roboty butów używa kołków. Takie obówie wystar­
czy na rok, a kupujący nie chce szewcowi nawet tyle zapłacić za nie,
ile sama skóra kosztuje. Upadło więc tutaj i szewstwo. Nastała nędza,
z której lud tutejszy podźwignąć się nie może, bo nie jest rzutny,
przedsiębiorczy, bo nie wie, co ma robić. Gdyby posiadał jaką taką
oświatę", wydobyłby się z tej biedy, ale skoro jej nie ma, potrzebuje
więc, aby się ktoś mądrzejszy nim zaopiekował i wydźwignął go
z tej toni.“

( 31 )
wożono ztąd w Sierpniu i we Wrześniu około 300 korcy cebuli tygo­
dniowo do wszystkich miast bliższych i dalszych. Największy nawet
biedak pragnie przynajmniej jeden zagon wynająć pod cebulę; uprawia
go troskliwie własnemi rękoma i bodaj do Sędziszowa wywozi jarzy­
nę w Piątek na targ na dwukołowym wózku, aby „szed hangiel“ i aby
coś zarobić. To też gdy przyjdzie na cebulę nieurodzaj, lub gdy bar­
dzo stanieje, to rzeczywiście wiele rodzin traci jedyny sposób do za­
robkowania, a bogatsza Ropczycanka żali się, śpiewając:
O, mój mocny Boże, cebula staniaua.
za co ja se bede korńie sprawiaua.
Oprócz „cebularzy“ znani są w Ropczycach „sadowniki. “ Sąto.
ciż sami mieszczanie, którzy się chwytają tego i owego handlu i za­
robku, aby wyżyć, jak to już wyżej powiedziałem. Skoro d r z e ­
wi n a okwitnie i owoc się zawiąże, rozchodzą się sadownicy po oko­
licy.. prawie w trzechmilowym promieniu i „zakupują sady,“ to jest
owoc na drzewach. Gdy owoc zacznie dojrzewać, idą „ p a t r a a ć “
(doglądać) zakupionych sadów, a jeżeli sam sadownik pilnować nie
może, lub gdy ma sady w kilku miejscach albo miejscowościach, wtedy
najmuje „ p a t r z ą c a “, który ma stróżować i bronić sadu od szkody.
Do zbioru najmuje się w razie potrzeby „ t r z ę s ą c y . “ Otrzęsione
owoce sortują według gatunków, zsypują zwykle w komorach, śpichlerzach, czasem na strychach i rozwożą świeże po targach i jarmarkach.
Ze śliw robią na handel powidła a tylko bardzo niewiele owoców
suszą na sprzedaż.
Trzecim artykułem handlu jest słonina i sadło. Każdy zamożniej­
szy mieszczanin „ b i j e “ wieprze zakupione lub własnego chowu, nasala słoniny i sadła i rozwozi później w bliższe i dalsze okolice na
targi. Są tu także przekupnie, biedni ludzie, którzy, nieposiadając
większej kwoty pieniędzy, zakupują od „większych hanglńrzy“ czyt.o
jarzyny, czy owoce, lub słoninę w niewielkich ilościach, a potem od
sprzedają je na targach w sąsiednich miasteczkach.

6 Język1).
W mowie nie różnią się między sobą tutejsi mieszczanie i wie­
śniacy, Mówią zwykle głośno, krzykliwie i rozwlekle; nie potrafią
l) Dokładne studyjum dyjalektologiczne gwary powiatu ropczyckiego
znajdzie czytelnik w VIII tomie Rozpraw Akad. umiej. Wydziału
filolog, p. n. Gwara Brzezińska w starostwie ropczyckiem przez Ro­
mana Zawilińskiego. Kraków 1880. Takiej gwary używają gdzie nie­
gdzie w powiecie tutejszym, z pewnemi różnicami, na które starałem
się tutaj zwrócić uwagę.

(3 2 )

ująć w kilku krótkich słowach treści rzeczy, zwykle opowiadają, co
widzieli i słyszeli z najdrobniejszemi szczegółami, gestykulując przytem i naśladując głosy mówiących. Ztąd też mowa ich jest bardzo
obrazową. Z drugiej jednak strony, pomimo tej drobiazgowości w opo­
wiadaniu, potrafią nieraz rzecz widzianą, w ogóle uczynione spostrze­
żenie tak trafnie w jednym wyrazie zamknąć, że ten wyraz mówi
tyle, co niekiedy zdań kilka; taki sąd wydać można o większej części
przezwisk i przydomków nadawanych tutaj ludziom.
Wpływ szkoły oddziaływa na poprawienie języka, wprawdzie
bardzo powoli, ale jednak widocznie, poczynając od miasteczek. Ten
powolny wpływ ztąd pochodzi, że chociaż dzieci po kilkoletniej nauce
w szkółkach wiejskich zupełnie poprawnie nauczą się władać książko­
wym językiem, to przecież w domu go nie używają i używać nie mogą,
bo się z nich naśmiewają domownicy, przedrzeźniając i powiadają, że
się w szkole porobili panami, gdyż mówią po pańsku.
Ważniejsze właściwości języka przedstawiam tutaj pokrótce.
¡.Wymawianie.
" Samogłoski.
a ścieśnione wymawia s'ę, jak o, n. p. jo mom loske—ja mam
laskę; jeżeli wyraz zaczyna się od a, to wtedy słychać przed niem
j lub h, n, p. jantek, janioł, jaze (aże), hereśt, hanka, harak; w 2
sing. i plur. imperat. praes. przechodzi na e, ja k : dej, siadej, schowej—-dejcie, siadejcie, schowejcie; przechodzi na u w wyrazie: kużdy,
Junie, obok Jonie, miescun = mieszczanin.
e słychać zamiast o przed spółgłoskami t, d, S, Z, r ? n w 1
sing. i w 3 plur. praes. u czasowników, n. p. biere, gniete, niese —
bierą, gnietą, niesą; także w wyrazach: mietła, pieron, żeniaty, Pie­
ter; e przechodzi na a: bratnal, Walanty, agzamin — na y : żodyn,
cyrwony.
0 na początku wyrazu znajdujące się ma przed sobą głos u;
mówią tu “okno, “oko, “owca; słychać Ó zamiast o w wyrazach: kóń—
konie, dóm, “ogon; słyszymy także: pokazować, wyskakować, “opasować.
1 na początku wyrazu umieszczone przyjmuje j : jidzies, jinny,
jizba; słychać też i: sirota, papir, pozirać.
U zamiast i w wyrazach: ucyniu“, wygodziu“, schylu“ sie—ucyniu“a, wygodziu“a, schyluua sie; zamiast o; kumora; przemienia się,
na e; krechy.
y słychać wyraźnie zamiast e: śtyry, syr, mliko; przechodzi
na e: notareus.
Spółgłoski.
k podwójnego nie ma; jedno przechodzi wtedy na
n. p. letki =
— lekki, miętki — miękki; k przed t brzmi jak eh: nicht = nikt
dochtór = doktor, Wichta = Wikta. Słyszymy też k w wyrazach:
kwa“a = chwała, zukwa"y = zuchwały, kwilą = chwila; tutak, tamok
hajnok. Zamiast k wymawiają oh lub g niekiedy: chrosta == krosta
wielgi = wielki.

( 33 )
Spółgłoski językowe wymawiają przeważnie sycząco, mazurują*
chociaż nie zupełnie i tak mówią: życyć, duszycka, ciężar, leżeć* krzy­
żyk, harendarz, ślochta, grześnik, śniego = z niego, sieci = zleci * lekarztwo, cesarzki.
r znika w przybrance roz, i tak mówią: "ozbirać = rozbierać,
uozerwać = rozerwać, uozdar = rozdarł i t. p.
t przechodzi na k w wyrazie kwardy; na c w wyrazie wszyćko,
ginie w wyrazie paświsko.
d ginie w przyimku la = d la , wele = wedle.
Zamiast dz słychać tylko z w wyrazach: zwon, zwonić, zbanek = dzwon, dzwonić, dzbanek.
Zamiast w mówią j w wyrazach: stajać, wstajać, dostajać = sta­
wać, wstawać, dostawać
przygłos xx: Uujek, Uujenka = wujek, wujenka;
b w wyrazie "ochtaba = oktawa (Bożego Ciała);
W znika niekiedy: stązka = wstążka, schód = wschód, stawej =
wstawaj, pirsy = pierwszy, i w nazwiskach rodowych: Wiśnioski,
Sokołoski = Wiśniowski, Sokołowski.
2. F o r m y .

Mówi się: do dwora, do łasa, do uogroda, prosto z m osta; za­
miast: do domu i w domu, używają: doma, w cloma. Dalej słyszy się:
do kiesenie, z kuchnie, ze syje, do Dębice, dobro siostrę, wielgom
brodę, duugom syje, terd mdmy lepso studnio.
Mówią także: śwarny (dziarski), smyśny (ładny, składny), wilgny,
dokucny, przeciwny, cauki, miauki, wsiowy, wsioski (wiejski), matcyn,
ciotcyn, siostrzyn, dziewcynin, Józków, Stasków, Pośków kot, do nowa,
bez maua, zdawna, zgrubsa, do cysta, po kryjomu, po ciemku, po "omacku.
Stopniując przymiotniki mówią: nawięksy, nagorsy, ndlepsy,
n&grubsy i t. d. tudzież dobreńki, ładnieńki, zamiast bardzo dobry,
bardzo ładny.
Ciekaw.em jest tworzenie trzeciego stopnia niektórych przysłów­
ków za pomocą przyrostka ńko, ńce ; i tak mówi się: prawieńko =
bardzo prawie, prawiusieńko; bardzeńko = bardzo bardzo (najbar­
dziej) n. p. bardzeńko mi tu dobrze; tudzież: dobrzeńce = bardzo do­
brze, prawieńce, bardzeńce, wszędzieńce, ładnieńce, pieknieńce = bardzo
ładnie, pięknie i t. d.
Przy rachowaniu wymieniają najpierw jednostki a potem dzie­
siątki, n.p. jeden dwaścia, dwa dwaścia ( dwadzieścia) i t. d Zamiast
dwieście mówią dwasta. Używają też liczebników podwójnych, jak
we dwój (dwoje), we trój (troje); także: kopią = gromadą, kopą,
n. p. weśli kopią do kościoła.
Co do konjugacyj, zauważyć należy, że mówią tu: jezdem, jezdeś; jes; samy, sąście, są. W Ropczycach i w sąsiednich wioskach
mówią jeszcze: chodżwa, zróbwa, kupwa, chodziwa, robiwa, kupiwa.
W Brzezinach i okolicy słyszeć się daje: nie dajma się, weżma się
do tego. W czasie przyszłym używa się: bede, bedzies, bedzie, be- "

5

(34)

dziemy i t. d., w czasie teraźniejszym zaś: jidemy, gnietemy, kuademy zasnemy, zgarnemy7 kwalemy, wróeemy, siedzemy.
Ciekawsze partykuły są: ka, kaj np. kaj idzies? kaześ byu?
nikej = nigdzie, ki (jaki): kiście djabu" przyniós? kiegoześ licha zrobióu? kiej = kiedy, kieby = żeby, kiela — kilka. — Ni używa się
tu w ten sposób: ni na co = na nic, ni do kogo = do nikogo; ni do
cego = do niczego, ni skim = z nikim, ni w cem = w niczem, niwkiej =
nigdy.
Używane tu są także zaim ki: haw ten, hawta, hawto; hańten,
hańta, hańto; ktosik, cosik, którysik, cyjsik ; i przysłówki: hań,
haw, hawok, hawoj, hańnok, tutak, tamok, kęś, kęsik, gdziesik, skądsik, kaj, nikej, tyła, tak — siak, taki — siaki, w kiej, wszegdy.
Niektóre zwroty mowy.
1 ) Zwykłe powitanie przy spotkaniu się: „Witejcie Junie! jak
sie mńcie?“ — „Nieego, i wy jak nalepi.44
2 ) Odchodząc wieczór: „Miejcie dobrą noc!“ — „Dobronoc!44
3) „uO co ci chodzi?“ — „A ni "o co.“
■4) Jidź Józek, pokuśkej babkę w garze, bo bez nich dostaueś
dzisińk w jopecku juzyne. (Idź Józek, pocałuj babkę w rękę, bo przez
nią dostałeś dzisiaj w garnuszku podwieczorek).
6) uOwoc cyrwiem leci (spada z drzewa owoc przez czerw nadpsuty),
zwaluuo mu guowe (wyrzuty osypały mu głowę),
zleciń" sie gmin gadów (zbiegła się gromada drobiu),
bedzie sie mluuo, ale nie dzisiak (będzie się mełło, ale nie
dzisiaj),
mnie sie jesce szóstka patrzy (należy mi się jeszcze dziesiątak),
przyźeniuu sie do gruntu (niemiał nic, a dostał żonę z gruntem),
zapomnij" na śmierć uo ty robocie (zupełnie zapomniał o tej
robocie),
duchem ide, duchem weź sie do roboty,
duchem mi woda przecieka bez buty (zaraz, natychmiast, ko­
niecznie),
to jes uoszukajstwo bieledniowe (w biały dzień popełnione),
wszyćko robi prędko: trzask, prask i już gotowe —
chodzi po wsi (po żebrach),
Panie Boże zaródżze tyz w dziesięcioro! (przysądzeniu ziemnia­
ków, cebuli, aby się mnożyło).
P r z e k l e ń s t w a tu używane: psiamoc, psiąjucha, psińpara,
psiakrew, psiakrew sobacń, sobacś, dusa, zuakrew, zuachręść, psińkość,
psie ścirwo, zdeb, "odmieniec, "oparowaty — ty stara wygo! ty wiro!
ty przechyro! ty zmńrtwieńcuchu! ty mękalu! -— żebyś s k is ^ , żebyś
zdech(ł), jidż do licha! cy cie licho nada"o! weż go licho! leć do
pieruna! leć do choroby! ty chorobo! te choroby sie tam bijo.
N a z w i s k a r o d o w e w tutejszym powiecie są takie:
Baran, Bąk, Biauek, Biestek, Boboski, Bochynek, Bocąń, Bojor,
Borys, Budzik, Budzis, Buj&k, Bursztyn. Gaja, Charaś, Chędzel, Chmu­

( 35 )
ra ; Cieśla, Ciosek, Cudecki, Curelik, Cysarz. Deposki, Dobrowolski,
Drak, Dryja, Dubńs, Doda, Dunaj, Dutkiewic, Dydo, Dygas, Dygoniewic, Dyrda, Dziedzic, Dzikoski. Feret, Flasza, Folwarski, Frącek,
Frodyma. Grabór, Gńdza"a, Gancarz, Gawlik, Gąsior, Gil, Gleń, Godek,
Gródecki, Gubernat. Halberzki, Hamela, Harmata. Jab"oński, Jagieua,
Jandrejasik, Jandrusiewic, J&nik, Jankiewic, Jantoszes.ki, Jaskó"ka, Ja­
worek, Jeziur, Jiżycki, Jirzyk, Kacór, Kania, Karaś, Kićl&r, Kisiel,
Klimont, Kmiotek, Konsor, Kopała, Kopeć, Kordek, Kosiba, Kosiński,
Kosydar, Kowalik, Kozub, Krajewski, Kramńrz, Król, Krzak, Krzyżański, Książek, Kukla, Kulik, Kurzawa, Kut, Kutkowski, Kutwa,
Kwiatek, Kwiatkoski. Lis, Lita, LitńkN
, Longos, Luksor. Łękaski. M a­
kuch, Mńrciniec, Marecki, Marek, Markucki, Matysek, Matyskiewic,
Mazurkiewic, Mądro, Miroski, Miś, Mordeński, Mrocka, Myzia. Niwa,
Nogieć. "Ogrodnik, "Olech, "Olszeski, "Opielą, "Ozga, "Ochab. Pacocha,
Pająk, Panek, Panocha, Pazdan, Piekarski, Pieprzak, Pietrzyk,
P"ochoski, Pos, Pośko, Pó"mis, Prog"oski, Przywara. Rachfń", Rakocy, Roś, Rataj, Regu"a, Rogoziewic, Różański, Rozkiewic, Rymut. Sarek, Sarnecki, Saroma, Somsiadek, Seku"a, Serwański, Siawajko, Sikiwski, Sikora, Siuba, Ska"ba, Śliwa, Śnigoski, Sobusińk, Soko"oski,
So"ek, Sroka, Stachnik, Stachura, Stalecki, Stanek, Stanisz, Stasik,
Stasioski, Stefański, Stoduś, Strzępa, Strzok, Strzyż, Sulis, Surceński,
Swader, Syd"o, Sych, Scepanek, Scyrek, Szostak, Szpara, Swięch, Tabas, Targoń, Tęcar, Trybulski, Trznadel. Urbanek. Warcho", Wężowic, Wietecha, Wilk, Wierzchoski, Wiśnioski, Wodziński, Wodziś,
Wojnarski, Wróbel. Zach, Zńros"y, Ząbek, Ząbik, Zbylut, Zdzieb"o,
Zieliński, Zielnianka, Ziemiański, Zima, Zuroski, Zygmunt.
Każdy prawie mieszczanin i wieśniak ma tutaj przydomek,
p r z e z w i s k o . Przezwiska te powstały albo z nazwiska i zatrudnie­
nia ojca, albo powstały z powodu jakiegoś charakterystycznego rysu
zewnętrznego lub umysłowego, albo też wreszcie z powodu przypad­
kowego zbiegu okoliczności, w których dana osoba brała udział. Przy­
taczam tutaj jak najskrzętniej zebrane przydomki z Ropczyc i z Brzezin.
W Ropczycach:
Babulka, Baca, Bambura, Barabńsz, Baranina, Bartuś - Polatajko,
Bas, Bószc, Batalion, Bekwas, Bemben, Berski, Betlej, Bezpamięci,
Biron, Brodzki kupiec, Buldok, Burys, Bycek, Bycele, Chepak, Ciamcia, Ciatac, Ciempka, Ciuciukiel, Ciurka, Cwajnos. Depa, Dolemba,
Drechnianka, Duca, Dupeusz, Dzińj, Dziamzia. Finger, Fiutń". gala­
retka, Golhamer, Gros, Grzbiet, Gospodar, Gumiuka, Guzy. Hipaberya.
Jiżycki, Jurka. Zafara, Ka"muk, Kap"oniarz, Kielman, Kluś, Kolibyk,
Konewka, Kriza, Krzywag"ówka, Krzywonos, Kudyś, Kuliszka, Kuśtyk.
Łapa, Langienaze, Liwo, Lula. Machofer, Maciugiel, Mahomet, Maniufa, Marchut, Maślarz, Maśliska, Maziarz, Mikluś, Mrugacka. Nakat,
Nowyrok, Nysac, Nyzia-karasia. "Obecki, "Okietek, "Osmabasza. Pacia
Pakac, Panic, Papirłom, Paracenty, Parpar, Pameli, Pedziń", Peruzka.
Piechotka, Pirgel, Pituch, P"achetka, P"ocha, Podcias, Pośpiech, Prenc,
Prus, Prymkakier, Przybijać, Pyrdac, Pyta. Bazowany, Róg, Rzepka.

(36)

Sakra, Sirpek, Sobiecki, Sobota, Sula, Sursumkorda, Swarce-Jaś, Szmel
ka, Szporna, Szujka, Szydeuko. Talijan, Trymajmie, Tyrol. Walcyk,
Wnętrzności, Worun, Wujek. Żarna.
W Brzezinach:
Bartyzel, Bednarz, Bernadyn, Bida, Birówka, Bobcyk, Bubur,
Bul-Jarzynka. Bziadoś. Filar. Janielak, Jęndras. Konoparty, Korba,
Kowśl, Kramarz, Kucharzyk, Kulpon. Malan, Mazurska, Mękal, Moskal,
Muzyk. "Olejarz. Paleński, Papuga, Pazurnik, Pniak, Polniak, Przysiężnik. Siuś, Sról, Stelmach, Szabelóm. TJuan. Wiater, Wojtasik.
P r z y s ł o w i a są tu, jak wszędzie, w częstem użyciu dla więk­
szej swady w rozmowie. Pomijając przysłowia powszechnie znane, po­
dajemy tu na okaz pewną liczbę mniej pospolitych, lub odznaczają­
cych się trafnością zdania albo dowcipem.
1 . Babko zwónią! — Nie suyse. 17. Księży zbiór

bierze djabu" w wór.
— Babko grają! — Ha! ha!
18. Chto chce furmanić,
Kaj są moje chodacyska?
nie trza drogi ganić.
pode sobie do karcmiska,
19. Lepsze swoje na smole,
bede sobie: hoc! koc!
niźli cudze w rosole.
2. Ckuop, jak dąb, a noga, jak
20. Musi zjeść z pieprzem,
pod kogutem.
chto ni ma z lepszem.
3. Chodzi, jak niesolony Wojtek.
2 1 . Na sankach anielska jazda,
4- Choć nie lunie, to kapnie.
a dj&belski wywrót.
5. Choć pustki w brzuchu,
22. Nie trza g"upich siać,
to kulcyk w uchu.
ino sie z nich śmi&ć.
6. Dobra i mucha,
jak wleci do brzucha.
23. Nie urodzi sowa sokoua, ino
takiego djab"a, jak sama.
7; Dobrze mu sie wiedzie,
24. Nisko mu pod guowe. (Poszedł
jak psu po uobiedzie.
głodny spać).
8. Dogodziuu ci, jak ksiądz Kaśce.
9. 'Dzie się leje,
25. "Od boży dawności.
tam sie dobrze dzieje.
26. Pies psu "ogona nie urwie.
27. Psu, koniowi, strzelbie
10. ?Dzie wszyscy święci w ko­
i dziwce szelmie
ściele, tam nabardzi pusto.
wierzyć nie trza.
1 1 . I króla jak uobirają,
to mu torbę zawiszają.
28. Psy gnać do wody. (Zejść na
12 . Jak cie stać,
nic).
tak cie znać.
29. Robi tak, jak ślepy w karty gra".
13. Jak Nędza Bogu,
30. Siedź w kącie, — uźrą cie.
tak Nędzy Bóg.
31. Sirota, — ma gębę, jak wrota.
14. Jes sie na co ślepera
32. S"one, jak praga.
uokiem popatrzeć.
33. Śmieje sie, jak guupi do syra.
15. Kużdy sobie
34. Staremu za piecem zagrodzić,
marchew skrobie.
młodemu do dzieweyny chodzić.
16. Kogo nie zuapies w komorze, 35. Śtyry bidy na świecie:
guowa boli, jeś sie kce.
tego nie napastuj na dworze.

(37)

36. Stworzuueś mie Panie Boże, boś 41. Wiedzie ma sie,
kciś,u, — a ja żyje, bo musze.
jak cyganowi rola.
37 . Świci sie, jak za lekową dusze. 42. Wyprowadziuu go na dziadków
38. Szarf gaugan! trzymej sie uaty.
"ogród.
39. Szewski gnyp kraje chleb.
43. Zuap&u dziad dziada, cauń parada
40. Tyle md myśli, w guowie,
44. Zby" go psim smędem.
co pies pcheu.

8» Swyczaje i obrzędy świąteczne.

1.

Święta Bożego Narodzenia.

Święta przypadające w końcu Grudnia i w pierwszych dniach
Stycznia, a więc Boże Narodzenie z wiiliją, św. Szczepan, Nowy
rok i Trzech Króli obchodzi lud tutejszy bardzo uroczyście. Przyspo­
sabia się na nie każdy, jak może, każdy wyczekuje ich z upragnie­
niem i zapewnie z powodu wielu zwyczajów i obrzędów w tym czasie
praktykowanych, z powodu wielu przesądów i zabobonów do każdego
z tych dni przywiązanych, mijają one wśród radości i zostawiają
przyjemne po sobie wspomnienie 1).
a)

Wili j a.

Uroczystości rozpoczynają się dnia 24go Grudnia w wiliję Bo­
żego narodzenia, wszędzie pospolicie w i li ją zwaną. Dnia tego wy­
czekują starsi i młodsi, a już wczas rano zrywa się każdy z pościeli,
aby i przez cały rok następny nie zasypiał i bierze się pilnie i ocho­
czo do pracy, bo tak pójdzie mu ona przez wszystkie dni, aż do na­
stępnej wilii. Wogóle wierzą niezłomnie, że co się dnia tego przyda­
rzy, co się stanie, tak się dziać będzie przez cały rok następny; więc
wystrzegają się we wiliję wszystkiego złego, smutku, płaczu, boby się
smucili i płakali przez rok cały: nikt nie chce być chorym, aby nie
chorował często w roku następnym, a dzieci wystrzegają się, aby ich
rodzice w tym dniu nie karali, ani się na nie nie gniewali. Kogo
spotka jakie nieszczęście lub szczęście, to się mu często przydarzać
będzie przez rok cały.*)

*) Wiele przesądów zachowywanych przez lud tutejszy podczas świąt
umieściłem w „Materyjałach etnograficznych z miasta Ropczyc i oko­
licy“ w X tomie „Zbioru wiadom. do antrop. kraj.“ str. 86 — 90.
Tam też odsyłam szanownych czytelników, aby sobie uzupełnili ni­
niejszy obraz świąt, gdyż nie powtarzam tutaj rzeczy w poprzednim
zbiorze umieszczonych, podając jedynie zupełnie nowe lub uzupełnia­
jąc dawniej zebrane.

(3 8 )

Złodzieje tez próbują szczęścia w tym dniu, a służba i sąsiedzi po­
zwalają sobie wykradać coś u innych na żart. I tak: parobcy i dziewki
chowają różne sprzęty gospodarskie i domowe, sąsiedzi wynoszą je pokryjomu do swoich domów, aby pomartwiwszy trochę właściciela,
oddać mu je po dniach kilku i uzyskać wykup w kształcie poczęstunku.
Najczęściej urządzają te kradzieże podczas wieczerzy i po wieczerzy.
Raz wyciągli parobcy wóz z szopy i umieścili go na kalenicy (na
szczycie strzechy); długo szukał go gospodarz i myślał, że mu go na
prawdę złodzieje ukradli, zanim go spostrzegł na wysokości. Zdarza
się często, że sąsiad wyprowadzi wtedy sąsiadowi krowę lub konia
dla żartu.
jW tym dniu nic nie naprawiają, aby się w roku odzież nie
darła. Kto ma przy sobie pieniądze, będzie je miał przez rok cały.
( Gdyby pierwszy obcy człowiek, który wejdzie do domu, był w ko­
żuchu , to wnosi do domu wrzody; aby odwrócić od domu to nie­
szczęście, rzucają za takim w niektórych miejscach (w Czarnej), gdy
wychodzi, cebulą. Uważają na to, aby nikt słabowity nie wszedł do
domu, a szczególniej, aby to niebyła kobieta, bo po takim człowieku
chorują aż do przyszłorocznych świąt.
Wczas rano pieką gospodynie kukiełki i strucle, bo każdy, choćby
najbiedniejszy, musi mieć koniecznie przynajmniej jedne, niewielką;
w domach zamożniejszych pieką strucle wielkie, białe i po kilka,
a biedacy kupują je od piekarzy.
Rano około godziny dziesiątej bierze gospodarz biały opłatek
i łamie się najpierw z żoną, z dziećmi, potem ze sługami, nie wyłą­
czając nikogo i życzy wszystkim szczęścia, zdrowia i doczekania przy­
szłorocznej wilii. Nawzajem łamią się wszyscy między sobą opłatka­
mi i życzą sobie podobnie. Komu zostanie większa część opłatka przy
łamaniu, ten będzie żył dłużej. Kto ma miód, ten smaruje miodem
opłatki do łamania.
Cały dzień poszczą, a raczej suszą, gdyż cały pokarm stanowi
wtedy najczęściej suchy kawałek chleba. Przestrzegają wszakże / aby
nie jeść nic na dworze, bo będzie boleć gardło.
/Uważają na sople u dachu i przepowiadają, że czem większe
wiszą sople, tern większy będzie urodzaj na len i konopie.
Uważają na dnie od wilii aż do Trzech Króli i wróżą z tego
o stanie miesięcy w roku ; jaki jest dzień we wiliję, to taki będzie
Styczeń, jaki dzień w Boże Narodzenie, taki Luty i t. d.
Przed wieczerzą nie wolno kłaść na stole kapelusza, czapki lub
garnka, bo krety sypałyby wielkie kretowiny w tym roku.
Wszyscy wyczekują niecierpliwie wieczerzy, tutaj p o ś n i k i e m
zwanej, bo, chociaż postna, jest ona prawdziwą ucztą dla ludu, na którą
sobie tylko raz w rok pozwala. Już od południa warzy gospodyni
po trochu z każdej potrawy, jakiej w roku używają, nie zapominając
także o specyjałach, wyjątkowo tylko przy pośniku pojawiających się
na stole. I tak, muszą być ziemniaki tłuczone," kapusta kiszona, barszcz
z grzybami, marchew, kasza jaglana, hreczana, jęczmienna, groch

(39)

polny, pierogi z powidłem, s u s z k i (t. j . .suszone gruszki i śliwki)
gotowane, paluszki z ciasta z makiem i p a m p u c h y ; dwie ostatnie
sąto potrawy czysto wilijne. P a m p u c h y robią z mąki pszeni­
cznej na podobieństwo pączków karnawałowych, smażą je w oleju,
posypują cukrem i smarują miodem. Do grochu na miskę wkładają
opłatki.
/Skoro się pokaże pierwsza gwiazda na niebie, lub w czasie po­
chmurnym kiedy się już ściemni, wnosi gospodarz do izby snop żyta,
owsa, wiązkę słomy i siana. Wchodząc mówi: „Niech będzie pochwa­
lony Jezus Krystus!“, a domownicy odpowiadają: „Na wieki wieków.
Amen“. Snopek żyta i owsa kładzie pod stół (gdzieniegdzie stawiają
te snopki w jednym kącie izby), słomę rozściela na izbie, część siana
kładzie na stół i nakrywa obrusem (w braku tego prześcieradłem),
resztę zaś także pod stołem umieszcza. Na nakryciu kładą struclę
i paczkę opłatków.
Przed pośnikiem wszyscy, klęcząc, odmawiają cały pacierz, po­
tem łamią się raz jeszcze opłatkiem i życzą sobie podobnie jak rano,
następnie zasiadają do stołu razem ze sługami; gospodarz siada na
pierwszem miejscu.
Uważają, aby liczba osób p o ś n i k u j ą c y c h była parzysta, a gdy
niema tylu domowników, to zapraszają krewnych, którzy nie mają swojej
bliższej rodziny lub biedniejszych sąsiadów. Gdyby do pośnika zasiadła
nieparzysta liczba osób, to pewnie jedna nie dożyje roku przyszłego.
(Gospodarz żegna każdą potrawę, którą przynoszą, i bierze pierw­
szą łyżkę.' W niektórych domach, zaczynając pośnik, mówią:
Idźze wilcku do pośnicku ;
pódżze dziadku do uobiadku.
(Gdy jedzą kapustę, gospodarz uderza lekko w głowę najbliżej
siedzącego i mówi: „Skuadej sie kapustko, skuadej“ ; to samo robią
i inni domownicy pomiędzy sobą. Kiedy jedzą groch okrągły, po­
ciągają się za włosy, mówiąc: „Wij sie groszku, w ijfe^albo: „Wiąż
sie groszku, wiąż.“ Gospodarz zaś bierze grochu na ły zi^ i wyrzuca­
jąc go za okno, mówi:
„Neści wilcku warzoskę (łyżkę) grosku,
a nie chodź tu do nas, jaz po Nowym rocku.“
Podczas jedzenia kaszy jaglanej, uderzają się po głowach i mó­
w ią: „Kić się proso, kić (rośnij w kity).“ Przy jedzeniu ziemnia­
ków mówią: „Ródźcie sie ziemniacki, ródźcie,“ a przy jedzeniu po­
traw mącznych : „Pleń sie zboże, pleń.“ — Jedząc kapustę, nie na­
leży otrzepywać z niej łyżki, bo na przyszły rok w polu gąsienice
jadłyby kapustę. Przy każdej potrawie potrzeba przynajmniej trzy razy
u j e ś ć chleba; wody się nie pije przy pośniku, boby z g a g a paliła
w gardle.

(40)

Uważają też, czyj cień jest większy i wyrazistszy podczas wie­
czerzy, ten będzie dłużej żył.
Po ukończonym pośniku znowu odmawiają wszyscy cały pacierz,
dziękując Panu Bogu za to, że im pozwolił doczekać dzisiejszej wilii.
Resztę pośnika dają bydłu, tudzież opłatki żółte krowom, aby miały
żółte masło. Kurom zaś dają groch i bób, aby się dobrze niosły.
(Wszystko sprzątają ze stołu, zostawiając tylko na obrusie struclę,
opłatki i nóż aż do świętego Szczepana; dopiero w ten dzień wie­
czorem zdejmuje się i to ze stołu.
[Po pośniku kładzie gospodarz nóż między clileb a struclę na
stole, a wyjmuje go dopiero na drugi dzień po mszy anielskiej i patrzy
z której strony nóż zardzewiał: od chleba, albo od strucli, a z tego
sobie wróży, czy mu żyto lub pszenica więcej w tym roku urodzi.
/Dziewczęta wybiegają po wieczerzy na dwór i krzyczą: „hola,
ha!u, słuchając, z której strony echo idzie, gdyż według ich mniema­
nia, z tej strony dostaną męża.'
/Jeżeli zaś w pobliżu jest rzeka, to biegną dziewczęta do wody
i każda raz sięga do dna rzeki ręką: gdy wyciągnie kawałek skóry,
to się wyda za szewca; jeżeli gwóźdź, to za kowala; jeżeli kawałek
drewna, to dostanie męża stolarza i t. p.
Chuchają też ludzie na dworze na góry i lasy, żeby ich gardła
nie bolały.
W izbie po wieczerzy kolędują wszyscy; jedni przytem robią
z rozrzuconej po podłodze słomy powrósła, drudzy rzucają słomą do
powały, wróżąc przy tern, że czem więcej żdziebeł uczepi się w szpa­
rach desek i tragarzy, tern urodzajniejszy ma być rok przyszły.
/Gdy już narobią dostateczną ilość powróseł, wtedy gospodarz,
lub w zastępstwie jego parobek, bierze siekierę a inny powrósła i idą
z domownikami/ na ogród) Parobek uderza siekierą w drzewo do trze­
ciego razu i mówi: „Zetne cie, bo nie chces rodzić“, a inni prosząc,
odpowiadają: „uoj, nie ścinajcie go tyz, bo uono jesce będzie rodzić“.
Wtedy uzbrojony siekierą, daje się uprosić, a drzewo obwiązują po­
wrósłem. Tak samo robią ze wszystkiemi drzewami owocowemi. Ma to
wywrzeć ten skutek, że drzewa przestraszone zaczną rodzić, obficie.
Kolędują jeszcze wszyscy aż do mszy pasterskiej, niektórzy przy
tern kleją z opłatków „ ś w i a t “ i kościoł, które czasem zawieszają
w domach na nitce u gwoździa u powały. Po mszy pasterskiej kładą
się wszyscy spać n a i z b i e , na słomie rozrzuconej jeszcze przed
p o ś n i k i e m , a słomę tę zostawiają na izbie przez cały dzień Bożego
Narodzenia.
Wierzą tu powszechnie, że o północy bydło rozmawia ze sobą
mową ludzką; a pewien parobek, który wlazł pod żłób, aby usłyszeć
to gadanie, usłyszał, jak woły przemówiły do siebie, że za dni kilka
wywiozą gospodarza na cmentarz. I tak się też stało, bo za kilka
dni umarł gospodarz.
Wierzą również, że o północy kwitnie wtedy leszczyna lecz tejże
samej nocy kwiat jej opada i niknie. Gdyby która dziewczyna dostała

(41)

tego kwiatu, to chłopcy będą za nią przepadać i którego zechce, do­
stanie za męża. Chłopiec, mający kwiat leszczyny, dostanie znów za
żonę dziewczynę, którą zechce. Ktokolwiek zaś taki kwiat posiędzie,
będzie bogaty.
6)

Boże Narodzeni e.

Rano w dzień Bożego Narodzenia do misy z wodą wrzucają
srebrne pieniądze: talary, cwancygiery, albo przynajmniej bieżącą mo­
netę: dziesiątaki, tudzież opłatek i myją się w tej wodzie, aby się
człowieka przez cały rok pieniądze trzymały. W dzień ten wystrzegają
się wszelkich robót, nawet niezbędnych, jedhi drugich nie odwiedzają,
a nawet krewni do krewnych nie przychodzą.

c) Św. Szczepana.

Wczas rano, czasem zaraz po północy, dziewczęta wynoszą z izby
tę słomę, którą jeszcze przed pośnikiem rozrzucono i zamiatają izbę.
Spieszą się z tą czynnością, aby kawalerzy (parobcy) nie zastali izby
niezamiecionej. Ci przychodzą w tym dniu do domów, gdzie są
dziewczęta, bardzo rano, czasem już około drugiej godziny po północy;
umyślnie tak wcześnie, aby zastać izbę niezamiecioną, a skoro za­
staną słomę na podłodze, bierze którykolwiek miotłę z kąta, zamiecie
izbę, to jest wyręczy w tej czynności dziewczynę, a za to musi się
ona okupić, czyli posłać po kwartę wódki. Gdyby się zaś z b d r a ua
(nie miała ochoty kupić napitku), wtedy zabierają jej buty, lub pła­
chtę, poduszkę, chustkę i cokolwiekbądż d o ł a p i ć mogą, niosą do
karczmy, zastawiają u żyda na wódkę, a dziewczyna musi sobie swoją
własność wykupić.
W tym czasie przychodzą także chłopcy już z wódką do upa­
trzonych dziewcząt, z któremi chcieliby się żenić, przynosząc ze sobą
garść słomy na przypadek, gdyby izbę zastali już zamiecioną, tę roz­
rzucają po podłodze, zamiatają potem i po tej czynności dopiero sta­
wiają flaszkę z wódką na stole. Pijatyka i zabawa trwa zwykle do
białego dnia.
Gdzieniegdzie znowu idą dziewki wczas rano do stajni końskiej
do parobków i podczas gdy ci śpią, wynoszą po cichu za nich gnój
z pod koni (gdyż podczas Bożego Narodzenia nikt nie wyrzuca gnoju
ze stajni), a za to zabierają im uździenniee, postronki lub t. p. i każą
sobie to wykupić, t. j. z a f u n d o w a ć wódki .
Rano bierze gospodarz ze stołu siano i czerwone opłatki i daje
koniom. Chłopcy zaś czyto biednych czy bogatych rodziców biegają
po domach po s z c z o d r . d k ach. Skoro wejdą do izby, śpiewają ko­
lędę którąkolwiek z pospolicie znanych, jak: „Anioł pasterzom mó­
wił...“, „Wśród nocnej ciszy...“, „Mizerna cicha...“, potem recytują
6

(42)

.

.

oraeyję *), a po oracyi rzucają owsem na izbę, za co dostają parę
centów, kawałek strucli lub chleba.
Podczas sumy święcą w kościele owies, rzucają go na księdza
i biją się nim formalnie podczas całego nabożeństwa, rzucając sobie
garściami w oczy: chłopcy dziewczętom a dziewczęta chłopcom. Więksi
swywolnicy mieszają do owsa groch i bób, aby rzucając na drugich,
bardziej im dokuczyć. Od tego deszczu owsianego nikt nie jest wolny,
ktokolwiekbądż w tym dniu wejdzie na sumę do kościoła. Nie wszę­
dzie jednakie rzucanie owsem jest w zwyczaju; w Brzezinach n. p.
nie czynią tego, ale natomiast prosto z kościoła idą w pole z poświę­
canym owsem i tam go rozsiewają.
Wieczorem chodzą kawalerowie do dziewcząt z życzeniami, roz­
poczynając odwiedziny od oracyi:
Tysiąc ośmset osiemdziesiątego dziewiątego roku,
jakoto z Boskiego w yroku... i t. d .12)
Potem następuje poczęstunek i zabawa.
W czasie od świętego Szczepana, aż do Trzech Króli wieczorami
chłopcy mali chodzą gromadkami po dwóch, po pięciu popod okna
i tam kolędują, śpiewając znane kolędy, za co znowu zbierają centy,
kawałki strucli lub chleba. Chodzą też począwszy od dnia tego z tu­
roniem i szopką, opisanemi niżej.
W Czarnej, Krzywej i w wioskach okolicznych śpiewają chłopcy
dziewczętom pod oknami w ten dzień następujące k o l ę d y :
1.
M elodyja z C zarnej.

4=1=
Zdawnać to

zdawna

rzy ce ń —k a

puynie

pod

wi

4 = t=
uoj pod

w inem ,

pod z i e - l e —niu — sieńkiem

neń — kiem.

Zd&wnńć to, zdńwna rzyceńka puynie pod winem,
uoj pod winem, pod zieleniusieńkiem wineńkiem.
Na ty rzyceńce cóuenko puynie pod winem,
uoj pod winem, pod zieleniusieńkiem wineńkiem.

1) Oracyje te umieszczone są pod liczbą 1, 2, 3 ...6 na str. 115—117
w X t. Zbioru wiad. do antrop. kraj.
2) Oracyja ta znajduje się na str. 117 w X tomie Zbioru wiad. do
antrop. kraj.

(43)

Na tym có"enku buciki robią Bronisi *),
ej robią, robią i zuotem haftują Bronisi.
Na tym cóuenku kosulke robią Bronisi,
ej robią, robią i zuotem haftują Bronisi,
(Potem robią spodnickę, kaftdnik, gorsecik).
2.

W środku "ogródecka stoi jab"onecka, hej leluja, hej leluja!
Na ty jab"onecce piękny ptdsek śpiwd, hej leluja, hej leluja!
Co skrzydeukiem wionie, to jab"usko s t r z o n i e , hej, i t. d.
Wysua Marysieńka, zbird jab"usieńka, hej i t. d.
A co uzbiraua, tatusiowi daua, hej i t. d.
A co uzbiraua, mamusińce daua, hej i t. d.
(Potem dała: braciskowi, siostrzycce, ciotce i t. d.)
3.
Ej siek"o, siek"o trzech kosiarcyków pod jod"ą,
wysiek"o se r u m i e n n ą Teklusie nadobno.
Kosulka na ni, kieby na pani, ja to dd",
a bom sie w swoji Tekluśi zakocha11, zakocha".
(Potem śpiewają: gorsecik na ni, spodnicka, buciki, kaftanik, kordle...)
Zakochd"em sie w swoji Teklusi serdecnie,
juz nie przestane, jaz ją dostane koniecnie.
4.
Pas"a Marysia cdrne wolaski w jedlinie,
ej w jedlinie, przy zieleniusieńki dolinie,
Kosulki syua, wouki zgubiu"a w jedlinie,
ej w jedlinie, przy zieleniusieńki dolinie.
Jasinek poseu, wo"ków nie nalaz w jedlinie,
ej w jedlinie przy zieleniusieńki dolinie.
(Potem śpiewają: spodnicki nie naldz, fartuska, chustecki, gorsecika itd.)
5.
Przyjechd" do ni pod "okienko, zapukd",
ej wybirej sie nadobnd Marysiu, pójdziewa.
Pójdziewa sobie, moja Marysiu, "oboje,
bedzie nam świciu" jasny miesiącek bez pole.
Tobie sie widzi, moja Marysiu, powoli,
a jd se stoję pod "okineckiem w niewoli.

*) Imię zmienia sie stosownie do tego, komu śpiewają.

(44)

— Pocekejze mie, mój Jasijecku, na kwilę (chwilę),
jaze ja sie w swoje kosulecke ubiere.
Przyjecbal11 do ni pod "okienecko, zapukń",
ej wybirej sie nadobnń Marysiu, pójdziewa...
(Powtarza się tak ustawicznie z bardzo małą odmianą, bo zamiast
koszuli, ubiera się w spódniczkę, chusteczkę, gorsecik, korale i t. d.)
W dzień Św. J a n a e wa n g e l i s t y po Bożem Narodzeniu śpie­
wają znowu dziewczęta chłopcom pod oknami ich domów następu­
jące kolędy:
6.
Hej pode Lwowem, hej pod Krakowem na buonui,
ej wywija tam nadobny Jasiejek na koniu,
sablą wy wiwń, Lwowa dobywa, dobywa;
ej co dać, to dać, zęby lwowianecki dostać.

A cóz ci to dano za te grzecną pannę, hej leluja, hej leluja!
Dano mi sto krówek i drugie jauówek, hej leluja i t. d.
A cóz ci to dano za te grzecną pannę, hej i t. d.
Dano mi sto wouów i drugie bawouów, hej i t. d.
Wszystkie te sześć pieśni śpiewają na nutę wyżej umieszczoną.
7.
W ty stajence jaworowy
stoi konik powodowy,
powodowy uosioduany,
na nim Józuś porąbany.
Przysua matusińka jego,
puace, krzycy, zńuuje go.

uO matusiu nie zńuuj mie,
weź piniążków, wykupze mie.
Jak ze jń cie wykupić mńm
kiedy nie wiem, co za cie dńm
— Sto talarów, sto tysięcy
a może i trochę więcy.

W ty stajence jaworowy
stoi konik powodowy.....
(jak wyżej, tylko zamiast matki przychodzi tatusijek, bracisek, siostrzycka, ciotunia i t. d., na końcu śpiewają i t. d.)
Przysua miluteńkń jego,
pnace, krzycy, zauuje go.
Milusieńka, nie zauuj mie,
weź piniążków, wykupze mie.

Jak ze jń cie wykupić mńm,
kiedy nie wiem, co za cie dam.
—■ Sto talarów i nic więcy.
Milusieńkń wyskocuua,
Józusieńka wykupiu^a.

l) Dalsze wiersze powtarzają się dosłownie tak, jak w X t. Zbioru wiad.
do antrop. kraj. str. 118.

(45 )
8.
Pojedziewa na,, "ów, na "ów, na "owy,
pod ten gaik zielony, mój Stasieńku mój!
Puscej charty ze Smycą,
niech zająca uchwycą, mój Stasieńku mój!
(Powtarza się : niech sobola, sarnę i dziewczynę uchwycą).
d) T u r o ń.

Począwszy od świętego Szczepana aż do Trzech Króli chodzą
chłopcy wieczorami po domach z t u r o n i e m.
Chłopiec udający turonia, schylony w pasie, nakryty kocem lub
kołdrą, trzyma w rękach głowę, na podobieństwo cielęcej wyciosaną
z drzewa z dwoma rogami wystruganemi z kołków. Głowa ta ma
ruchomą dolną szczękę, którą za pociągnięciem sznurka turoń kłapie.
Z wierzchu obita jest głowa suknem lub skórką, w środku pyska jest
czerwone sukno, a zamiast zębów są przybite dwie stare podkowy.
U szyi ma turoń dzwonek.
Jeden chłopak prowadzi turonia, drugi niesie latarkę, a jeżeli
mogą postarać się jeszcze o jakiego skrzypka, w takim razie orszak
jest już skompletowany.
Skoro wejdą z turoniem do izby, śpiewają kolędę: „Anioł pa­
sterzom mówił...“, „W żłobie leży...“, lub podobną, potem prowadzący
turonia przemawia do niego: „Misiu, idż przy witej sie z gospodarzem!“
to znów z gospodynią, a turoń wtedy przybliża się i niby całuje ich
po rękach i kłania się, schylając głowę. Następnie skacze turoń po
izbie w takt do muzyki, jeżeli skrzypek jest, a skoro go nie ma, to
tańczy n a s u c h o ; płata też różne figle: to mu każą którą dziewczy­
nę pocałować, to but jej zdjąć; a wt^dy rozpoczyna się gonitwa po
izbie wśród krzyku i pisku napastowanej, a śmiechu innych widzów.
Przemawiając do turonia, mówią: „Misiu,“ n. p. „Misiu bedzies jńd
chlyh?“ „Misiu, pok"oń sie pieknie!“ — Mówiąc o nim, wyrażają
się: „bydlątko“ ; n. p. „Jakoś sie wam bydlątko "ozbryka"o.“ —
Gdzieniegdzie dają turoniowi zjeść kawałek strucli, placka, a w końcu
kilka centów. Odchodząc z turoniem, żegnają się z gospodarzami:
„"ostajcie z Bogiem — dobranoc wńm — dziękujemy pieknie“.
Czasem śpiewają chłopcy na odchodnem :

a lb o :

bos sie

tu nie

u—rodziuu,

nie bedzies

tu



tak chodziuu.

(46)

Zdaje się, że jestto tylko ostatnia zwrotka z piosnek śpiewywanych dawniej przy turoniu. Pieśni te jednak zupełnie zaginęły i nikt
nie pamięta, aby w Ropczycach obchodzono tę pamiątkę inaczej.
W Witkowicach, wsi sąsiadującej z Ropczycami, wybiera się
z turoniem trzech lub czterech starszych parobków i idą tylko do dwóch,
trzech chałup, zamieszkałych przez ich przyjaciół i dobrze znajomych,
szczególniej też tam, gdzie są dziewczęta na wydaniu. Odśpiewawszy
kolędy i nafiglowawszy się trochę z turoniem, kładą przybory owe na
bok, a potem raczą się napitkiem i jedzeniem i zabawiają się nieraz
późno w noc.
Inaczej znowu obrządek ten odwieczny obchodzą w Czarnej pod
Sędziszowem,
Turoń, b y d l ą t k i e m zwany, w towarzystwie dziada i kilku żoł­
nierzy obchodzi tu domy w czasie m i ę s o p u s t u , to jest w czasie
od Bożego Narodzenia aż do Matki Boskiej gromnicznej. Jest okryty
białą płachtą (w pieśni inaczej) przymocowaną do łba. Łeb ma pysk
długi okryty kudłami (kawałkiem.kożucha!, wewnątrz pyska jest język
długi z ciemnego sukna, a podniebienie dolne i górne z sukna czer­
wonego. Łeb, na którym znajduje się para ócz z czerwonego sukna
i dwa rogi z patyków, jest umocowany na drążku; osoba ukryta pod
wspomnianą płachtą trzyma drążek w jednej ręce,” a drugą ujmuje za
sznurek, poruszający dolną szczęką pyska.
Chłopcy przedstawiający żołnierzy mają płachty zwinięte w wałki
przewiązane na ukos przez ramię.
Żołnierze z dziadem i turoniem, wchodząc w progi domu, śpiewają:
My z turoniem wehodzemy,
bo my ś niego żyjemy;
nas turonik "ubogi
poz"acane ma rogi,

poz"ńeane i usy,
nas turonik nie rusy ;
carną derą nakryty,
ma "ogonek przysyty.

Wszedłszy do domu* przewraca się turoń, a dziad odzywa się
w te słowa:
Przyśliśwa tu do tego domu wysokiego
na sto "okci w górę wyfundowanego,
ciężko dostać sie do niego,
Hu, hu, co to za cha"upa,
zimny mech, a ciep"a cl . . .
Moje bydlątko na ziemie pńd(ł),
bo mu ucyniu" z rajtarady dziad;
ale ja by" więksym dziadem,
bom go "otru" winogradem,
trzysta djab"ów zjad.

(47)

Dejcie mi'garniec pszenice,
to to bydlątko wylece.
A ja lćce i zegnam,
a choć zdechnie, to nie dbam.
Jak to bydlątko zuupie,
to se ślicną pdnienecke kupie.
Jagem w tamten tydzień pieś(ń) zaśpiwa", to sie kaminica "ozwaiu"a w Krakowie, takd by"a, jak popielnik; "obzirdm sie , cy mie
ta elito z pd"ą nic goni.
Kozakowa kobyua
w buty śie "obu"a,
wysua na rynecek,
wzięna bembenecek.
Na tym bembenecku śtyry panny tdney; ropucha na końcu miana
synów "osimndście, córek dziewjetndście.
Suuzuaem u księdza wikarego
wys"uzu"em se "ogierka "yjsego.
Jagem na niego siada",
to mie dupą zjdda";
jagem na niego wo"a": ciecka, ciecka !
to sie mu sypafla z pod "ogona siecka;
jagem go wyrżną11 rzemieniem,
to sie zesr.. siemieniem.
S"uzu"em 11 gdowy,
pasa"ęm trzy krowy;
jak sie mi zaeeny gzić,
jd im zatkd" cdpką rzyć;
jak sie mi jedna "ozbryka"a,
pe"ną mi eapke nasr...
Ide ko"o morzd, widzid"em dwa psy : jeden taki bia"y, jak śnig,
a jeden taki, jak mliko. Jednegom hukną" w "eb, drugiego w g"owe
jeden wpdd w rzyke, a drugi we wodę.
Ide bez pole, ch"opek "orze,
ja mówię : „Szczęść Boże!“
— „Dej Panie Boże!
Witejcie dziadyeku!“
— „ Bóg zap"ać gospoddrzycku.“
„Kce sie wdm jeść?“
— »"Oj kce, kce.“
„Idźcie do babiska,
Dd wdm chleba i syrzyska.“
Ja posed do babiska. Babisko
wyszcyzy"o na mnie pyscysko.
Ja wzion babisko, wyrzną"em "o piec,
wyleci o" z ni malowany ch"opiec,

( 48 )
a z tego chuopca
ni bardu; ni "owca,
z tego barana
miiko i śmietana ,
a z ty śmietany
kośció" murowany 1).
Do tego kościo"a nie kcieli ludkowie chodzić,
kdzali sie na s"omianych powrózkach wodzić;
s"omiane sie powrózki pourywa"y,
ludkowie z kościo"a pouciekali,
a jedna babulka "osta"a,
we środku kośció"ka sie scyka"a, scykaua.
Ide jd se ko"o stępy,
naldzem se chlib pocęty,
ide jesce dali,
naldzem se tyz i ea"y,
ide jesce dali,
nalazem se grajcarecek,
tom se to kupili" "obarzanecek pośledni ;
tom to zjad z tern chlebusiem
i zjadem sobie z b u s i e m( ? )
Naostatek po krótkiej pauzie śpiewają następujące przekręcone
G o d z i n k i 12).
Witej kubku śklany
wódką nalywauy,
chto sie na dzień upiu",
dali na dzień g"upi.
Witej koniu uyjsy
i pirog z placakiem,
zimiaki z "upami,
z nowym żeleźniakiem.
Witej koniu "yjsy z zieloną kulbaką,
fajecka z cybuchem i rożek z tabaką.
Matusiu, matusiu, Margola tu by"a,
"apa się i gej) pośliznę"a, d . . . se rozbiu"a.
Siwd kobylina na przylinę (?) wys"a,
da"a z d . . . "ognia, zajęna sie Wis"a.
Wis"a sie zajęna, brzegi "ogorza"y,
spalone scupaki do łasa bieża"y.
"Opa"ka z piórami na dno utonę"a,
sikłra z motyką na wirzch wyp"ynę"a.
Sikira z motyką z jednego żelaz"a,
jagbyś mi nie da"a, toby ci "oblaz"a.
1) Porównaj : tom X Zbiór wiad. do antrop. kraj. str. 119.
2) Na nutę Godzinek do Matki Boskiej.

(4 9 )

Kaj sie to ten podzia", co "chodziu" z toporem,
kijdnką się uopasywa", podpird" sie worem.
Po odśpiewaniu godzinek rozpoczyna tun ń figle: skoki, pląsy,
wreszcie na odchodnem śpiewają:
My z turoniem chodzemy,
bo my śniego żywiemy.
Pódź turoniu do domu,
nie zastępuj nikomu,
boś sie tu nie uchowa",
nie bedzies tu nocowa";
uchowd"eś sie w chauupie,
Stary babie przy d ---e) S z o p k ą .
Szopka jest zbudowana z dwoma wieżami, dach ma wyklejony
kłosami, a wewnątrz figurki, lub w braku tychże obrazki przedstawia­
jące Matkę Boską z dzieciątkiem Jezus, św. Józefa, wołu i osła w głębi.
Z przodu pokazują się figurki pastuszków przynoszących dary, a ukryty
za szopką chłopiec za ukazaniem się każdej nowej figurki recytuje
jej rolę odpowiednim głosem. Najprzód wchodzi
Węgier: Węgier kusy z "olijkami, z prolijkami do szopy przybywa,
"olijku dobywd — Segem leden mantana, sem prinosi to 1d
Pana spreszni "olejki.
Mazur: Hojze moja, do "oboja i do pisca"ecki, do ty dziecinecki;
zagrejmy Mu wdzięcnie mi"o, by sie z nami uciesy"o ma"e dzie­
ciątko 1).
Szewc: I jd tyz przychodzę szewiec "ubogi, przynose trzewicki na
Twoje nogi.
Józef: Idź prec szewce, Jezus twych trzewicków niechce, bo śmierdzą
dziegciem 2).
Żyd: A Mojsie wziąwsy piepsiu i safranów, psyprawia ld panów,
a ten Lejzur z bika "ozór bardzok t"usty w kieseń wraziu" na
po sabasie.
Jacek i J a n : Jacko na siebie zająca k"adzie, tego, co wcora zastrzelu"
w sadzie. — Jan gumó"ki porwd" z pó"ki, niosą w paradzie.
Kuba i W ojtek: Ci sie "opóźnili, co sie wcora za "by wodzili. Te
dwa ch"opy po pó" kopy jajec rozbili.
— Hej, pamiętdcie kumie, jageście mi z kieliska wypili; dzisia
sie będziemy za "by wodzili.
Żyd i żydówka: Posed Mojsie do sko"y, wzion sobie bublije, a rabin
sie za nim modli i mówi kazanie. Przybiega do domu, z radości
w drzwi upddd. Sura przybiega, za brodę dźwiga. „Wstań lu\) Podobny ustęp znajduje się w kolędzie kantyczkowej: „Do nóg
Twoich“. 2) Ustęp ten wyjęty z kolędy: „Przy onej dolinie“...
7

(50)

bińciu do góry, dńm ci z portkiem do dziury. Ci ma, cima, cima
zyry, graj, sie tańcy aufszpiciri. A ja se pani uod Bukowiny,
a mój mąż za mną z butelki winy; cima, cima, cima zyry, grńj,
sie tańcy aufszpiciri.
Kasia i J a ś : Szelma Kasia bvua, śtyry wouy przepiuua. — Hej Ka­
siu, Jasiu, nie pamiętejmy se tego, zaśpiwejmy krakowiaka wesouego. Na zielony uące, pasuy sie zające, kciaua Kasia Jasia,
daua trzy tysiące. Korale przedaua, suknie zastawiuua; kciaua
Kasia Jasia za śtyry tysiące.
Król Heród: Jestem królem i panem, centro cauego świata, a w cauy
Jeuropie nie najdzie nademnie drugiego brata. (Do śmierci, która
się zbliża:) Stój nędzo, hamuj twoje zuości, dam ci zuotą purpurę,
nakryj swoje kości! x).
Djabeł'. Hej bracie, bracie, wielki potentacie, tyś gnębiu" niewiniątka
moje, ja bede gnębiu11 w piekle dusze twoje. (Śmierć ucina He­
rodowi głowę, a djabeł popycha go widłami, wołając): Tak, śtupej do piekła.
Czarownica i djabeł: Co ty tu robis stara carownico? Chodź teraz
robić masuo ze mną. — (Czarownica): Neści syra, neści masua,
zęby ci sie gęba pasua. — (D jabeł): Nie chce syra, nie chce
masua, śtupej do piekua stara carownico.
Dziadek i babka: Napiuu sie dziaduś ciepuego piwka, sanuje 12), babusie kouo kominka. Babula rada rąckami kiesce: Sanujze dzia­
dulu babule jesce.
Prosi dziadek uo cwancygierka
bo mu sie zdarua na guowie magierka.
Potem śpiewają chłopcy kolędę: „Przybieżeli do Betlejem pa­
s te rz e ...“ A w końcu dziękują za kolędę temi słowy:
Wiwat, wiwat, juz idziemy,
za kolędę dziękujemy;
bez Narodzenie Jezusa,
bedzie w niebie Pańska dusa.

2. Nowy Rok.
W dzień Nowego Roku chodzą znowu po kolędzie dzieci, teraz
także i dziewczęta; oracyje mówią inne, niż na św. Szczepan 3) tudzież
nie rzucają owsem, zresztą chodzenie to po szczodrakach niczem się
nie różni od poprzednich. Wieczorem przychodzą także z kolędą ka­
walerowie do dziewcząt.

1) Ten ustęp jest w „Królu Herodzie“.
2) Szanuje, znaczy tu rękami za szyję obejmuje, ściska i całuje.
3) Patrz: Zbiór wiad. do antrop. kraj! t. X, str. 117.

(51)

3. Święto Trzech Króli.
W dzień ten święcą Indzie w kościele mirę, kadzidło, kredę,
jałowiec, bursztyn i siarkę; w Czarnej wkładają do tego jeszcze opła­
tek. Przyszedłszy do domu, wypisują święconą kredą na każdych
drzwiach pierwsze litery nazwisk trzech króli: K f M f B, albo:
1 K 8 M 8 B 9. Kadzidła tego używają jako lekarstwa dla bydła
i dla ludzi. Jeżeli kogo bolą zęby lub gardło, jeżeli ma guzy na szyi,
to się okadza święconem kadzidłem.
"Wieczorem chodzą chłopcy z „ G w i a z d ą “, z „ K r ó l e m Her o d e m “ i z „ Ma r y j k ą “ *)•
a) G w i a z d a .

Na pierścieniu drewnianym wziętym z przetaka, a zwanym
“o b i e c a j wycinają sześć czworobocznych dosyć dużych otworów;
w rogach każdego z tych otworów przymocowują pręciki długie:
cztery takie pręciki nad jednym czworobocznym otworem umieszczone
i u góry związane tworzą jeden róg gwiazdy. Takich rogów ma
gwiazda sześć, a każdy oklejony jest kolorowym, przeświecającym
papierem zwykle żółtym lub czerwonym. Jedno okrągłe dno gwiazdy
naklejone jest białym zatłuszczonym papierem, na którym jest obraz
przedstawiający Trzech Króli w Betlejem. Wewnątrz umieszczają
świeczkę, która oświetla całą gwiazdę, umieszczoną na wysokim drążku
w taki sposób, że się może w około obracać.
Z gwiazdą chodzą chłopcy popod okna i tam śpiewają kolędy.
Kończą zaś śpiewy zawsze takiem pożegnaniem:

H K~ 11
trP\ Ti

ó/j . S^ W
J. . .zP zj
m] J
®

A

1 .. L«• » rA *
O'>, 1 _
| w
| —J
l—:1
----u--:--- U

1. i 2. D o—bry

wieczór,

szczo—dry

w ieczór

P a —nu

3. D o—bry

w ie—cór,

sco—dry

wiecór

i

_ il ii
lm o et ¡¿do
1
n H h r ^ ------------- i— j—i
0
f? u
r r • * -.I
-W
V V
J= t=— t

3o

D o—bro



ca — u y —mu

|

-j .
* '

_
--

.... -

" ■”

1
-1

dzie—jo — wi.
do—mo — wi.

W roku 1886 byli u mnie ropczyccy chłopcy z przedstawieniem
Króla Heroda.1

1) Na przedstawieniu „Ma r yj ki “ byłem także, nie mogłem jednak tego
przedstawienia spisać, i dlatego go tu nie podaję.

( 52)
b) Król Herod.
Jestto przedstawienie ludowe , w kfórem bierze udział trzynastu chłopców.
Osoby:
Król Herod; — Trzej królowie; — Dwóch ministrów; — Żyd
rabin; — Feldmarszałek; — Święty Józef; — Anioł; — Śmierć; —
Dwóch djabłów.
S e e na

1.

Król Herod.
(Siedzi przed zasłona na stołku w pośrodku, obok niego stoi dwóch mi­
nistrów, trzymając wyciągnięte płaszcze nad głową króla na krzyż końcami
złożone. Heród ma na sobie *dość duży płaszcz z żółtego damisu z peleryną
czerwoną; płaszcz i peleryna obszyte są frendzlami. Na głowie ma tekturową
koronę królewską, wy klejoną papierem pozłacanym, a w lęku trzyma takimźe
papierem oklejoną laseczkę, t. j. berło; przy boku ma krótki nóż, zrobiony
z drzewa w czarnej papierowej pochwie podobny do tego jaki noszą austryaccy
kanonierzy. — Ministrowie mają ułańskie mundury zwykle wypożyczone od
urlopników (czerwone spodnie i siwe kurtki), na głowach noszą ułańskie
czaka tekturowe, a przy boku długie pałasze).
Król Heród (wstaje)
Jam jest król Heród, mam trzy części świata,
na moje zawouanie
niech feldmarsau stanie! (siada).
S c e n a 2.
Feldm arsm Ł

(Feldmarszałek wchodzi, ma na sobie kurtkę ułańską siwą, spodnie czarne,
hełm straży ogniowej, na piersiach medale, przez biodra przepasany pas
czerwony, przez ramię na ukos pas czarny, na którym wisi pałasz).
Stawam przed tobą najaśnijsy panie
i na twój rozkaz wszyćko sie stać może.
Heród .

Idźcie do Betlejem, a przyprowadźcie mi tu żyda rabina,
zdrajcy syna.
FeldmarsgaŁ
(odwraca się do ministrów i rozkazuje im):
Idźcie do Betlejem, a przyprowadźcie żyda rabina, zdrajcy syna,
aby sie stawiu" zaraz pod nakazaniem króla najaśnijsego.
(obaj ministrowie odchodzą).

Heród siedzi na stołku, jak w scenie 2, a feldmarszał przy nim stoi. — Za­
słona dochodzi tylko do pół pokoju, w drugiej połowie pokoju w tyle
widzimy teraz, niby na drugiej scenie, żyda ubranego w chałat, na głowie
ma czapkę szabasówkę, brodę długą z konopi, pod pachą gruba księgę,
w ręce laskę. Do'niegoto przychodzą ministrowie, a jeden mówi:
Minister 1.
Żydzie rabinie, zdrajcy synie,
más sie stawić przed króla Heroda.
Żyd (spluwa trzy razy)
Zacoś mi go wcora nie powiedziáu?
byubym sobie zupán pserobiu", buty psenicowá".
Neści z kawáukiem wódki, z kieliskiem chlyb,
a powidz, ze mnie w domu nima. — (szuka wódki i chleba).
Minister I (tupie nogą)
Ale zydzie rabinie, zdrajcy synie
más sie stawić przed króla Heroda!
Żyd (znowu spluwa trzy razy)
Zacoś mi go wcora nie powiedziáu?
byubym sobie zupán pserobiu", buty psenicowáu.
Neści z kawáukiem wódki, z kieliskiem chlyb,
a powidz, ze mnie w domu ni ma.
Minister I (krzyczy głośno)
Ale zydzie rabinie, zdrajcy synie,
más sie stawić przed króla Heroda!
Zyd .

Zaráz, zaráz, zaráz.
(Idą przed Heroda),
Scena

4.

Król Heród, feldmarszał, żyd, dwaj ministrowie.
Żyd.
Kázáu mie jaśnie król zawouać,
I cóz bedzie prorokować?

(54)

Herod.
Żydzie rabinie, zdrajcy synie,
gdzie sie Bóg rodzi ?
Życl.
Ny, wielmożny panie królu? — bób? Moja matka miaua jus tsy
garce bobu.
Herod.
Nie o to się, zdrajcy synie, pytam, tylko gdzie się Bóg rodzi?
Żyd.
Buk, wielmożny panie jest w lesie.
Feldmarszał (doskakuje do żyda, uderza go szabla przez plecy).
Ale żydzie rabinie, zdrajcy synie,
gdzie sie Pan Bóg rodzi ?
Żyd.
Pan Bóg?! Pan Bóg sie rodzi w Betlejem na sianku w wielkich
mizeryjach.
(odchodzi).

S c e n a 5.
Ci sami — Pokazuje się nad zasłony iaśniejąca gwiazda, wchodzą trzej kró­
lowie i śpiewają,. — Trzej królowie mają *na głowach tekturowe korony,
w rękach krótkie drewniane berła, napierśniki duże tekturowe, wszystko
wyklejane pozłacanym papierem. Murzyn ma na twarzy zasłonę z czarnego
muślinu, a koronę niską, z przodu w zęby wycinaną, z tyłu głowy tyłko
wąski pasek.
Trzej królowie (razem śpiewają).
Trzej królowie jadą
Za gwiazdą z paradą,
Dają dary: mirę, zuoto,
A sami sie ścielą w buoto
Panu pod nogi.
Herod.
Dobry wiecór panowie, cego żądacie?
Co ten króleski mundur oznaca, co go na sobie roście?
Trzej królowie (razem).
My jesteśmy trzej królowie, monarchowie,
kstauceni, uceni,
idziemy sukać, gdzie jes prawe narodzone dzicie.

(55)

Her ód
Kiedy jesteście trzej królowie, monarchowie,
kształceni, uceni,
zaśpiwajciez mi trzy razy: Boga chwalcie!
Trzej królowie (razem śpiewają,).
Bracia Pana chwalcie, \ ,,
.
pieśni mu śpiwajcie
( (trzy razy'}
Herod (wskazując na jednego z nich).
A co ty za jeden jesteś ?
Król Kasper.
Jam jes król Kacper, idę sukać prawe narodzone dzicie.
Herod.
A ty c&rny co za jeden jesteś ?
Król Baltazar.
Jk nie jestem c&rny, mnie wszyćkie narody znają,
jk jestem król Baltazar uod wschodniego kraju.
Herod.
Kiedy ty jesteś król Baltazar uod wschodniego kraju, podejze
mi prawą rękę.
Król Baltazar.
Ja tobie, królu Herodzie, ręki nie podaje,
bo w tobie wiary nie uznaje. (Trzej królowie odchodzą).
Scena

6.

Heród, feldmarszał, dwaj ministrowie.
Her ód (do siebie).
Ach biada, biada, wiary nie uznają, (odwraca się do ministrów).
Idźcie do Betlejem wycinajcie trzy tysiącie dziatek , a nawet memu
synaczkowi guówki nie folgujcie. (Ministrowie odchodzą).
Scena

7.

Heród i feldmarszał. — Św. Józef wchodzi, a za nim trzej królowie przyby­
wający; stają przed Herodem twarzami zwróceni do publiczności. Św. Józef
ma czarny, stary kapelusz na głowie, stary płaszcz przepasany paskiem
św. Franciszka, na szyi różaniec, brodę siwą, długą, w ręce puszkę do
zbierania pieniędzy od publiczności. Trzej królowie mają zamiast tarcz zło­
cistych na piersiach pasy przez ramię; murzyn ma króciutką spódniczkę
zszywaną z białych i czerwonych wąskich kawałeczków idących z*góry na dół.

(.56)

Trze) królowie (razem).
0 ; Józefie!
Józef.
Cego chcecie ?
Trzej królowie (j. w.)
Gdzie się Pan Jezus narodziu"?
Józef.
W Betlejem, w Betlejem, w Betlejem.
Trzej królowie (j. w.)
O, Józefie!
Józef.
Cego chcecie ?
Trzej króloioie.
Chto Pana Jezusa od widza"?
Józef.
Królowie, królowie, królowie!
Trzej królowie.
O, Józefie!
Józef.
Cegóz chcecie?
Trzej królowie.
Chtóz Pana Jezusa powija"?
Józef.
Maryja, Maryja, Maryja!
Trzej króloioie.
O, Józefie!
Józef.
Cegóz chcecie?
Trzej królowie.
Chto Pana Jezusa prześladowa"?
Józef (potrącając Heroda w ramię puszką).
Król Herod, król Herod, król Herod.
(Feldmarszał potrąca Józefa tak silnie w tył, że się wywraca, Wychodzą
trzej królowie i św. Jozef, a wchodzą dwaj ministrowie niosąc na szablach
dwie dynie, mające przedstawiać główki dziecięce).

(57 )

Scena

8.

Heród, feldmarszał, dwaj ministrowie.
Ministrowie (rzucają główki na ziemię).
Tu más królu Herodzie dwie guówki dzieciątek betlejemskich na
znak, abyś wiedziáu, ze są wycięte dziatki betlejemskie.
(śpiewają:)
Król Heród sie zafrasowáu?
dziatki wybić kázáu.
O Herodzie okrutniku, cóz za przycyna,
ześ swego syna
nielitościwie zabić dáu,
coś za wyrok miáu.
(Oddają Herodowi ukłon szablami i stają po bokach, jak w 1.)
Scena

9.

Oiż sami — Anioł wchodzi. Ma on na sobie długą białą koszulę, na czole
czarną przepaskę z końcami zwieszonemi w tył, także czarną wstążkę na
skos przez ramię i takąż wstążką przepasany jest w pasie; przyprawione ma
skrzydła z tektury wyklejane papierem srebrnym i białym.
Anioł.
Kdzółeś królu wybić do szcętu betlejemskie dzieci,
a nie wiedziałeś, że tobie samemu guowa z karku śleci (odchodzi).
Scena

10 .

Heród, feldmarszał, dwaj ministrowie i śmierć przychodzi z djabłem. — Djabeł
staje z tyłu króla a śmierć z przodu. Śmierć ma białe majtki, biały kaftanik
takąż szlafmycę, na piersiach na kaftaniku ponaszywane są na poprzek czarne
taśmy, naśladujące niby przestrzeń między żebrami w szkielecie; w ręce
trzyma krótką kosę drewnianą wyklejoną posrebrzanym papierem. — Djabeł
ma twarz czarno zasmarowaną, na głowie czapkę z rogami, na szyi duży
łańcuch, spodnie czarne szerokie i kaftan, a z tyłu ma przyszyty sukienny
ogon; w ręce trzyma widły. — Jeżeli na scenie występuje drugi djabeł, to
siedzi zawsze w izbie przy piecu.
Śmierć.
Jak sie más królu Herodzie? Hamuj swoje zuości.
Heród.
Dńm ci zuotą purpurę, nakryj swoje kości, abo cie na tron wywyżse, a bedzies tak wu&dać, jak ja, bez te casy.

(5 8 )

Śmierć.
Ja w purpurach nie chodziuua i chodzić nie bede,
a królom guowy ścinałam i ścinać je bede.
Djabeł (po cichu do Heroda).
Ty guupi, uona cie ma zguadzić z tego świata; — przebij sie
sóm, ja wezne duse, a uona nie bedzie mieć nic. (Wyskakuje naprzód
i wita się ze śmiercią). Jak sie mas siostro, pocóześ ty tu przysua?
Śmierć.
Po króla niezbożnego. A ty po co?
Djabeł.
Po duse jego. (staje przed królem i śpiewa)
A jń djabuu z uyjsy góry,
bede zdzirńu z króla skóry
na pasy. (Śmierć odchodzi).
Scena

11.

Ciż sami — bez śmierci.
Herod (wstaje i bierze miecz w rękę)
Ach, biada, biada mnie Herodowi,
utrapionemu wielce królowi! — (przebija się i pada. — Wtedy
przybiega drugi djabeł i wraz z pierwszym wynoszą Heroda).
Scena

12 .

Feldmarszał — dwaj ministrowie.
FeldmarszaŁ
Bracia, co m&my robić tu na tym świecie? Pana my swego stra­
cili, wziun djabuu jedne duse, niech weźnie jesce trzy. Przebijmy sie
i zgińmy z tego światu.
(Przebijają się wszyscy trzej i padają — wbiegają obaj djabli i po jednemu
wynoszą ich ze sceny, potem wracają).
Dwaj djabli (razem)
Hu, hu, hu, chto w tym domu tryumfuje,
niech kolędę daje!
(Wychodzi wtedy św. Józef z puszką i zbiera pieniądze od widzów. —
Anieli zaś poza zasłoną śpiewają: „Gloria, gloria, in excelsis Deo!w po trzy­
kroć, a w końcu trzej królowie także poza zasłoną śpiewają jakąkolwiek
kolędę).

(5 9 )

W Górze ropczyckiej Kr ól He r od bywa cokolwiek inaczej przed­
stawiany.
Siedmiu chłopców przebranych podobnie, jak w poprzednim przed­
stawieniu, wyobrażają króla Heroda, trzech ministrów, śmierć, anioła
i djabła. Gdy weszli do izby, odzywa się
M inister:
Ach, jakńż nńs dosua smutnń godzina,
ze sie narodziuua przedwiecnń dziecina ;
król Herod sie zaturbowa"
i wszyćko wojsko zgotowń".
Ale gdy król Heród na swój tron zasiędzie,
wtencńs to wszyćko jinacy bedzie;
jak dawni bywń"o, niech i teraz bedzie,
prose państwa "o krzesuo, na chtórem król Heród zasiędzie.
(Podają mu krzesło, które on ustawia na środku izby, naprzeciw widzów,
a król Heród zasiada na niem, niby na tronie i mówi:)
Ber od:

Jezdem królem i panem, cauy mi świat ho"duje,
niebo i ziemia moc moje cuje,
nawet w antypedyji i podziemne kraje,
to wszyćko w mych króleskich rękach pozostaje;
czcą mie uontabelowie (?) i różni panowie,
suowem jednem, niezlicony mój świat "okiem.
(Przychodzi przed króla jeden z ministrów i mówi:)

Minister :

Nńjaśniejsy królu, ca"y świat ci ho"dujący,
co s"ychać, w ty rebeliji juz ciebie za króla nie mający,
dzisiś narodzonemu w ciele szcup"em sie k"aniający,
Juz ciebie królu za pana ni mają,
bo ma"ą dziecinę za Boga uznają.

Herod:

I cóz sie za ty rebeliji w mem królestwie staje,
ze mi żadne państwo honoru nie "oddaje?
Idź do ty rebeliji i wywiedz sie
i powiedz rebelinom, ze w ty samy rzecy szyja(?)
(Drugi minister nadchodzi i opowiada:)

M inister:

Przychodzę i przynose nowinę,
ale twą królu smutną godzinę:
bo sie Bóg narodziu" z nieba wysokiego
i Jego czci ziemia i świat wielbi Jego.
Juz ciebie królu za pana ni mają,
bo ma"ą dziecinę za Boga uznają.

(60)

Herod:

Idź! jeszce ma"a dziecina ma nademną panować,
ca"em światem i ziemią machiną kierować?
Ucuje dziś potęgę dni moich, panowych!
Zuy hetmanie, bądź z wojskiem gotowy.

Minister L Najaśnijszy królu, cliocińzby twego
strzedz; by tez (jakby) i swego,
skuadamy ci na twe uobrone
ręce podprzysięźone,
a pod twe ber"o serca poświęcone.
Minister 2. Nójaśnijsy królu chocińz marsza (Marsa) z nieba wysokiego
ściąg&sz na potwierdzenie honoru twojego,
"odwńżnem sercem wespóu uderzymy,
królu, twy suawy dzisia sie pomścimy!
Minister 3. Najaśnijsy królu, jesce i na mnie "oręze nie zamarzmy,
bo na twoje boje
są gotowe zbroje,
aby cie nie "odstąpić, chociażby nawet zejść do piekie" nogą.
Herod:

Teraz żounirstwo moj.e pokóż mi przysięgę swoje,
z"óźcie pa"asze i zbroje, niechaj sie nie boje;
zuóźcie broń, pauasze i miece,
a dajcie "odpór piekielny paszce.
Kwńle wase serca "odwagą nape"nione,
wase serca \k mnie poświęcone:
idźcież teraz w kraj, wszyćkie dzieci wycinejcie!
Żadnego Boga! Wszyćkich dostarcejcie!
(Ministrowie odchodzą a zjawia się anioł).

A n io ł:

Kazń"eś królu wyciąć do szcętu betlejemskie dzieci,
ale ty nie wieś, ze tobie samemu g"owa z karku śleci;
nie potraiis trafić Boga,
prędzej cie trafi śmierć sroga.
(Powracają wszyscy ministrowie, odzywa się jeden:)

Minister:

Najaśnijsy królu, juz my doś twy woli ueynili,
bo my do szcętu betlejemskie dzieci wycieni,
nawet twojich w"ńsnych synów my wycięni,
abyśmy sie królu twą "aską szcycili.

Herod:

Nie darmo, nie darmo ta gwiazda tak jasno świeciu"a;
bo "ona "o tej rebeliji w Betlejem świadcu"a
ze i ta rebelija moc moje ucuje,
poznń, co nakazuje.

(61)

A nioł:

Darmo sie, królu, swą pychą wynosis,
świat ci ho"duje, panem sie być nosis,
darmo twą ręką na niewinne dzieci
godzis, korona prędzy twoja z guowy śleci.

M inister:

Najaśnijsy królu i cóz ci ma być do tego,
wszak ty na uobrone masz doś wojska gotowego,
wszagże my ci podprzysięgli.
ze cie będziemy sczegli.
Otóż ci daje ten mieć, tern miecem pokonasz kużdego
z królów, a do ty rebeliji wysy"ńm siebie samego.

Herod:

Dziękuje ci za twój mieć mie podupaduemu,
ale żebyś nie byu zabójcą mie lub sobie samemu.
Herlńrz (Morfeusz) mi w uocy zajrza", sen mie jakoś morzy,
Chtoś w mem królestwie i państwie wasi (?);
lec ja teraz zasypiam, wy przy mojem boku "ustawajcie,
gdyby co z"ego paduo, to mie zawouejcie.

(opiera się o poręcz krzesła i usypia, ministrowie stają z mieczami dobytemi
obok niego . Anioł, śmierć i djabeł stają z tyłu śpiącego i szeptają mu do ucha:)
A n io ł:

"Oj; patrzałem duugo,
za twą ciężką zgubą;
choć korona
zuotem (w)zniesiona
lec alternata
przyplata.

(niezrozumiałe!)

D jabeł:

Królu Herodzie, weź noża, przebij sie!
Królu Herodzie, "obudź sie, przebij sie!
Królu Herodzie, "obudź sie, weź noża, przebij sie!
Weź noża "ostrego,
wbij do boku swego.

Her ód:

(budzi się): Ach, jakież mie we śnie strachy napadają,
jakoby one trędy znać dają (?),
lec jń te wole raśm ucuć "od kogo jinnego,
lepi niech ucuje "od siebie samego.

Śmierć:

(staje przed nim):
swoje z"ości!

Htród:

Dam ci z"otą purpurę, nakryj swoje kości,
a jak nie, to cie każe na swój tron wsadzić,
żebyś mie nie kcia"a z tego świata zdradzić, (do siebie:)
Juz trudna molegna (maligna?) dziś na mnie nadchodzi,
chtoś w mem królestwie i państwie szkodzi,
lec ja sie nie dńm z mego miejsca rusyć,
chociażbym mia" w piekle pokutować. (przebija się mieczem).

Jak sie mas, królu Herodzie? Hamuj

( 62)
Hu, hu, hu ! a chtóz tu pocyna w tem domu tryjumfowaó?
Nie kciń"by uon z nami w piekle pokutować!
Chodź bracie, weź duse i cia"o,
aby z nami razem w piekle pokutowauo.

Djabeł:

(Przybiega drugi diabeł i razem wynoszę, Heroda.)
Mmi ster:

Zgasua nam kapela, bankiety, wesela,
zginą11 pan uczciwiec, "ochota (?)
piek"o nie zamkninte, "otwarte są ta wrota,
zginó" pan, zginę i ja, gińmy wszyscy bracia wrńz.
(Ministrowie odchodzą, a djabeł wraca.)

Śm ierć:

Nie tyś mie zwyciężu",
cie zwyciężu"a,
bom na twojem karku kosę po"oż"a.

Djabeł:

Idź prec, ty sucho kostyro! Wszyćkich ludzi pożeras,
a i tak brzucha ni mas. (oboje odchodzą).

Przed odejściem, po otrzymaniu jakiego datku, wszyscy biorący
udział w przedstawieniu śpiewają:
Wiwat, wiwat, już jidziemy,
za kolędę dziękujemy!

4.

Matki Boskiej Gromnicznej1) (2 lutego).

W dzień ten święcą ludzie gromnice. Bogatszy ma większą
świecę woskową, uboższy mniejszą, a kogo nie stać na świecę woskową,
kupuje stearynową. Gromnicę ubierają gałązką świerczyny i opasują
wstążką. Każdy stara się zapaloną świecę przynieść do domu, a komu
się to uda, wypala płomieniem gromnicy w domu krzyż na tragarzu,
bo wtedy piorun w dom ten nie uderzy. Potem świecę gaszą a dym
unoszący się z knota, wdychają w siebie, aby gardło nie bolało. Gro­
mnicę zapalają podczas nadchodzącej burzy, aby oddalić pioruny; za­
palają ją także przy konających.
Gdyby w dniu tym było niebo pogodne, to wiosna nie tak
prędko nastąpi, gdyż chociażby nawet mróz był tęgi i niedźwiedź
wyszedł, aby budę swą rozwalić, zobaczywszy jednak cień swój, prze­
straszony chowa się napowrót.

5.

Św. Błażeja (3 lutego).

Z jabłek w tym dniu święconych zdejmują łupinę i suszą ją,
przechowując w taki sposób jako środek lekarski. Suche te łupiny
rzucają w razie potrzeby na ogień i dymem z nich kadzą gardła. Ma
to być bardzo pomocne przeciw bólowi gardła.*)
*) Patrz: Zbiór wiad. do antrop. kraj. t. X, str. 89, 1. 80 do 82.

(6 3 )

6, Sw. Agaty (5 lutego).
Święcą w tym dniu sól, chleb i wodę. Jeżeli gdzie wszczął się
pożar, to chcąc ogień skierować w stronę przeciwną domu swojego,
kropią w tę stronę wodą lub rzucają solą święconą w dzień świętej
Agaty, — a ogień się odwróci.

7.

Ostatki — Bekusy.

W ostatni wtorek zapustny chłopcy i dziewczęta, mniejsi i więksi,
c h o d z ą po b e k u s a c h . Bekusami nazywają się ci, którzy się prze­
bierają, wdziewając na twarz m a s z c z k ę zrobioną z papieru, w któ­
rym powycinano otwory na oczy i na usta, nos jest też z papieru
w stosowny otwór wklejony, a policzki i brwi pomalowane.
Bekusy te chodzą po ulicach i strasznie d z i w a k u j ą (wyprawiają
figle), a za nimi biegnie z g ua j a (zgraja) dzieci i podrostków. Wstę­
pują do domów, a ponieważ wielu zamyka drzwi przed ich natręctwem
i błaznowaniem, naprzykrzają się pod oknami, prosząc zmienionym
głosem (aby uniknąć poznania), czasem zastosowanym do stroju, o j a j a ,
lub inny jaki datek. Skoro się gdzie do domu dostaną, kradną często,
co mogą, szczególniej zaś jaja.
Między bekusami musi być dziad, żyd, turek, baba, panna, dru­
ciarz, cygan, djabeł i śmierć; czasem też widzieć można całe wesele
żandarmów, sekwestratora, wreszcie chłopa na koniu.
D z i a d ma na sobie kożuch, stary kapelusz, maskę, u pasa
różaniec z ziemniaków, a w ręku k a c a u ę (bat pleciony ze słomy).
Gdy wejdzie do domu, mówi najprzód taki pacierz:
uOjce nas, *)
na bimbas 5
z bimbasa
do łasa,
a z łasa do gdowy,
pńsem ta trzy krowy.
Jak mi się te krowy zaceny gzić,
ujadua mie cńrnń Świnia w r ż . ..
Dostauem zapuatę,
bez tyuek uopatę.
J& babą uo piec,
a z tego pieca wyleciń" malowany chuopiec.1

1) Pacierze te, jakie mówi w Ropczycach dziad-bekus zbliżają się w wielu
miejscach do oracyi, odmawianej w Czarnej przez dziada prowadzą­
cego turonia. Patrz str. 46—48

A z tego chuopca
bardn i uowca,
z tego barana 1)
mliko i śmietana,
a z ty śmietany
kośeióu murowany,
a w tym kościele Judas kota zamot&u,
kot garnuski wychrobota" (wytłukł) 2)
Dzie ten kot?
W lesie.
Dzie ten las?
Sp&luu sie.
Dzie to spalenisko?
Woda zabraua.
Dzie ta woda?
Wypiuu ją dąb.
Dzie ten dąb?
Kow&l go ścian.
Dzie ten kow&l?
Umar.
Dzie go pochowali?
Pod progiem,
zazwonili mu baranim rogiem.
Jak go puakali?
Mrau! Mrau !
Szedem se bez niebo,
cielątko mi zabieguo.
— Ty cielątko, nie tu hoc,
bo
nie spau cauą noc,
bo mi dziwki nie. dauy,
uo kury mie posądzauy.
Zęby ja tak z góry spad,
jak jó, im te kury krad.
Poszedem do pana Soutyskiego,
dau mi konia guuchego.
Wouam na niego: ciecka, ciecka!
a tu mu sie z tyuu wali siecka.
Stduo ubogie chuopisko,
zdjonem mu z guowy capcysko
i zatkduem koniowi dupisko.

) Patrz: Zbioru wiad. do antrop. kraj. t. X str. 119.
') Wzmianka tu jest o koci e, wyprawianym w Ropczycach w Wielka
środę. ob. niżej str. 68.

(65)

Hojna, hojna,
pod Krakowem wojna,
trzech króli zabili,
zńmeeek uodbili
Królowa puakaua,
dzicie powijaua,
wuozuua go w piecyk —
piesek woua hecyk (?).
A ty piesku nie rus stopka
mego chuopka.
Wójtowa kobyua
w buty sie obuua,
poszua na rynecek
kupić bębenecek.
Na bębenku bębni,
trzysta dziwek tańcy
i dwudziestu chuopów.
Jeden uostńu księdzem,
siad se na zielonym moście,
Przysed sie do niego wilk spowiadać,
zada11 mu pokute,
wbiuu mu żelazną uobręc na d . . . ,
a wilk, co skocy, to brzęcy
w zelazny "obręcy.
Byuem przy wojsku takim wielgim panem,
nawet nad kurami byuem kapitanem,
ni miauem sabliny, ani żadnej zbroje,
jaz krew uoblywaua paznoty (paznokcie) moje.
Wyszedem se na wieś, a tam kur gromada,
j i szczylam ze szczelby, a baba nie radd,
wyleciaua do mnie z pocioskiem, 1)
az se pysk rozdarua takim wielgim wrzaskiem.
Nie każdy dziad mówi cały ten pacierz, bo nie każdy go umie
od początku do końca; wielu odmawia tylko różne jego części. Gdy
dziada do izby nie wpuszczą, klepie swój pacierz pod oknami lub w sieni.
B a b a ma maskę na twarzy, spódnicę, chustkę, a w ręku ko­
szyk na jaja.
Ż y d wdziewa na siebie szubę, na głowę szabasówkę, na twarz
maskę (jak wszyscy), przyprawia sobie brodę i icki ze lnu, lub ko­
nopi, pod pachą trzyma torbę lub worek; czasem wypycha sobie garb
l) Puciosek jestto półkrążek umocowany pod kątem prostym na drążku,
służący do wygrzebywania ognia z pieca piekarskiego.

9

(6 6 )

na plecach. Wszedłszy do domu, mówi do gospodyni, naśladując
akcent żydowski:
Moja gospodyni krasna
tego domu wuasnń,
wlyżcie na wyrek (łóżko),
zdymcie sórek;
wlyżcie na faskę,
zdymcie kieubaskę;
wlyżcie na póuke,
zdymcie gumóuke;
wlyżcie na beckę,
zdymcie torbeckę;
moja gospodyni wuasna *).
T u r e k ubiera się tak: z jednej spódnicy robi sobie spodnie,
a na wierzch wdziewa drugą po kolana krótką, głowę owija chustką,
niby zawojem a w ręce trzyma trzcinę lub szablę.
P a n n y mają tylko maski na twarzach; przychodzą do domu,
witają się z domownikami, potem tańczą. Niektórzy zostawiają je
u siebie na obi&d, jeżeli przyjdą w południe.
Dr uc i a r z nosi kapelusz, płaszcz, spodnie wąskie, włosy przypra­
wia sobie długie, idzie ulicą i woła: „Dajcie garnki drutować\u Gdy
go kto zawoła do domu i da mu zły garnek do naprawy, druciarz
obejrzy go i rzuca na ziemię, potem chodzi po izbie i szuka jaj.
Cy g a n z c y g a n k ą w ciemnych maskach, udają,,że umieją wróżyć i zamawiać różne choroby, mówią ze sobą po cygańsku, tańczą
ze sobą, wreszcie proszą o jaja lub o pieniądze.
D j a b e ł i ś m i e r ć prowadzą się pod boki. Djabeł ma maskę
czarną z oczyma dużemi, nos duży, krzywy, spodnie opięte czerwone
i czerwoną bluzę; w ręce trzyma widły. Śmierć ma białą spódnicę,
katanę i maskę, a w ręce kosę. Oboje tańczą ze sobą, i każdego, kto
tylko jest w domu, biorą do tańca.
W o r s z a k u w e s e l n y m są państwo młodzi, drużba, młodziany
i muzykanci. Drużba ma stary cylinder na głowie; wszyscy mają na
sobie „"oberoki“, kapelusze, a przy boku przypięty kwiatek. Skoro
wejdą do domu, skrzypek gra, a wszyscy tańczą.
Ż a n d a r m prowadzi skutego z ł o d z i ej a i w izbie coś zapisuje,
niby skradzione rzeczy. Ma na sobie kapelusz, płaszcz i drewnianą
strzelbę; złodziej jest w podartym płaszczu i dźwiga tłumok, ze skradzionemi rzeczami.
S e k w e s t r a n t i p o l i c y j a n t chodzą po domach i zapisują
pierzyny, zńguówki, krowy, konie i inne rzeczy.
*) Wszystkie oracyje tu umieszczone (pacierze) mówią także bekusy we
wsiach okolicznych, całe lub pojedyncze ich ustępy.

(67)

Wreszcie jedzie c h ł o p na k o n i u .

Głowa i szyja konia wy­
w której są dwie dziury,
aby chłop mógł przez nie nogi włożyć, a cały koń obszyty jest
płachtą. €hłop ma trąbę, jedzie gościńcem i trąbi, zatrzymując się tu
i ówdzie przed oknami, aby dostać jaki datek.
W ostatni wtorek zapustny, rok w rok podają uczniowie nauczy­
cielom, albo na tablicy piszą taki tradycyjny wierszyk:
strugana jest z drewna, brzuch z opałki,

Wszyscy piją, wszyscy jedzą,
a uczniowie w szkole siedzą;
niech się Pan Nauczyciel zlituje
i szkołę nam daruje.
W okolicznych wioskach przebierają się także chłopcy w za­
pustny wtorek; najpowszechniej w użyciu jest dziad i baba, żyd gar­
baty, cygan i druciarz.

8.

Popielec.

Popielec zowią tutaj w s t ę p n ą ś r o d ą . Gdyby kto we wstępną
środę gotował rosół, to zleci kominem wstępna środa i rozbije garnek.
Jeżeli komu spadnie garnek zawieszony na gwoździu na ścianie
bez widocznej przyczyny, to mówią, że wstępna środa garnki tłucze.
Nikt wszelako nie umiał, mi określić, jak sobie wyobrażają tę rozbi­
jającą garnki wstępną środę 1).
Jeżeli w ten dzień ciepło i ładnie, to wkrótce będzie wiosna.
Opowiadają sobie w Ropczycach, że gdyby kto raniutko we
wstępną środę lub w środopościu, jeżeli jest mróz, wyszedł nago na
Zymrozową (nazwisko rodzinne) górkę, toby dostał czerwone buciki.

9.

Kwietnia, czyli palmowa niedziela.

W tę niedzielę święcą palmy, t. j. gałązki wierzbowe z kotkami
i wiechy z trzciny.
Podczas święcenia palmy, nie należy jej trzymać do góry w ko­
ściele, boby się krowy gziły na pastwisku w lecie.
Wróciwszy z kościoła połykają kotki święconej wierzby, aby
się uchronić od bólu g ard ła*2).
Gdy pierwszy ras na wiosnę wyganiają bydło na paszę, ude­
rzają po trzykroć krowę święconą palmą, bo gdyby ją poganiali kijem,
toby uschła.

*) Opowiadano mi, że przed kilkudziesięciu laty, gdy się jakaś zabawa
w zapustny wtorek odbywała i przeciągnęła się do północy, wtedy
jeden z biesiadników przebrany za kobietę z miotłą w ręce, przedsta­
wiając wstępną środę, wszedł, aby tańczących rozpędzić..
2) Obacz ks. Siarkowski; Mater. do etnogr. lud. polskiego w t. IX Zbioru
wiad. do antrop. krajowej str. 23.

(6 8 )

Palmy święcone stawiają w oknach, gdy się zbliża burza w lecie; ma to odegnać burzę i chronić od uderzenia piorunu.
W lecie zatykają palmę w ziemię w polu między kapustą, aby
tej ostatniej gąski (gąsienice) nie jadły.
W niedzielę palmową święcą też oliwę.

10.

Wielkanoc.

Obrzędy wielkanocne rozpoczynają się w Wielką środę.
W W i e l k ą ś r o d ę odbywa się „ K o t “, zabawa doroczna
chłopców. — Zbierają oni kilka garnków, zwykle wykradłszy je tu i
ówdzie, wiążą je drutem lub sznurkiem ze sobą, a do jednego z nich
sypią popiół, wkładają kota i zawiązują; wreszcie wszystko to wieszają
na drzewie po południu niedaleko głównych drzwi kościelnych. Po
skończonej szarej jutrzni, wyłazi jeden z chłopców na parkan kościelny
lub drzewo, a sięgnąwszy ręką, zrzuca garnki wraz z kotem na ziemię.
Garnki się tłuką, a kot przestraszony upadkiem, stukiem i klekotaniem
k u a , p o t ó w (kołatawek drewnianych, używanych przez chłopców
w wielkim tygodniu) ucieka, a tłum dzieci goni go z krzykiem.
W W i e l k i c z w a r t e k przygotowują chłopcy „ J u d a s z a “.
Jestto bałwan ze słomy, płótnem obszyty, mający kształt czło­
wieka. Bałwana tego po południu przed jutrznią wieszają na drzewie
na cmentarzu obok kościoła. Po ukończeniu jutrzni odcinają go,
a jeden z chłopców porywa za powróz i wlecze J u d a s z a po ziemi,
inni zaś uzbrojeni w potężne kije pędzą za nim, bijąc niemiłosiernie
bałwana. Tak wśród wrzasku, śmiechu, uciechy i licznych widzów
obiegają całe miasto i ulice, aż z Judasza tylko strzępy pozostaną,
które następnie topią w rzece. A wszystko to czynią niby przez zemstę
za zdradę Judasza.
Ponieważ obrządek ten jego uczestnikom przywodził zawsze na
pamięć żydów, którzy Chrystusa zamordowali, dawał on przeto w dal­
szym ciągu podnietę do bitek z żydami, które czasami dochodziły do
niepokojących rozmiarów. Z tych powodów starostwo zakazało surowo
obchodzić Judasza, a nawet kilku biorących udział w tych wybrykach,
ukarało aresztem. Odtąd zaprzestano tej zabawy; a ponieważ upłynęło
już lat kilka bez Judasza, więc prawdopodobnie ślad jego w Ropczy­
cach zaginie na zawsze.
Odmiennie nieco opisuje p. Roman Zawiliński obchód Judasza
w Brzezinach. Kilku chłopców umawia się, znoszą rozmaite szmaty,
a zeszywszy je razem wypychają sianenr na kształt dwurocznego dziecka,
i odziewają koszulą. W Wielką środę i czwartek trzymają tego
J u d d s z a w ławce kościelnej okręconego w płachtę i w tej ławce nie
wolno nikomu siedzieć, tylko tym chłopakom. W Wielki piątek na
jutrznię przywożą tego Judasza na „ t a r a p a c i e “, podobnej do „tńk ó w a (taczki) i trzymają go pod chórem. Gdy się jutrznia skończy,
obwożą go na tarapacie trzy razy po za wielkim ołtarzem, a potem wy­

(6 9 )

wiózłszy na cmentarz kościelny, rozdzierają na kawałki i wyrzucają
na drzewo koło kościoła stojące, albo wracając do domu, rzucają
żydom do sieni.
W W i e l k i ' p i ą t e k kto o północy umyje sobie twarz w rzece,
temu piegi zginą. Wtedy też objeżdżają czarownice kościół trzy razy
na łopatach od chleba, jadąc w tył, aby miały szczęście do nabiału.
W W i e l k ą s o b o t ę rano podczas mszy palą pod murern ko­
ścielnym ogień z gałązek tarniny, ówdzie z gałązek gruszy, a węgle
rzucają do wody, którą wraz z cierniami (gałązkami tarniny) święcą
w tym dniu w kościele. Jeżeli przy święceniu stłukło się wiele dzbanków
i flaszek, to będzie rok mokry. Ten, co do domu wodę święconą przy­
niesie, skrapia nią dom cały dokoła, potem ludzi i bydło. Ciernie
święcone wtykają w rolę, aby ją ochronić od gradu.
Przed południem przygotowują gospodynie ś w i ę c o n e , a po
południu znoszą na pewne miejsca, do niektórych domów, gdzie je
ksiądz poświęca. Na to ś w i ę c o n e przynoszą zwykle jaja gotowane,
słoninę, kiełbasę, chrzan, ocet, sól, masło, chleb i placek. Po wsiach
przynoszą ludzie te potrawy do kościoła, aby je ksiądz poświęcił. Gdy
kobieta przyniesie ś w i ę c o n e z kościoła, obchodzi z niem dom swój
dookoła, zanim do niego wejdzie, aby doczekała drugiego święconego.
W N i e d z i e l ę W i e l k a n o c n ą nie można się czesać, bo ktoby
się czesał, temu po śmierci nigdy włosy nie zgniją w grobie, a to uwa­
żane bywa za karę boską. Nie wolno też w dniu tym zamiatać izby,
ani nawozu wyrzucać ze stajni; słomą nie podpala się w piecu, ani
też wieczorem nie świeci się w izbie, boby się w polu ś n i e c i ł a
pszenica.
Wczas rano w Wielką niedzielę dzwonią na rezurekcyję, Kto
w tym dniu postawi nogę na progu kościelnym b a b i n c a , gdy pier­
wszy raz uderzono w dzwon zwołujący ludzi do kościoła na nabożeń­
stwo, a idąc zwykłym krokiem aż do następnego progu drzwi wiodą­
cych do nawy głównej, naliczy ile razy uderzy serce dzwonu, tyle lat
będzie jeszcze żył.
Powróciwszy do domu po rezurekcyi, jedzą święcone, rozpoczy­
nając od jajka, którem się dzielą tak, jak opłatkami na Boże Na­
rodzenie.
Skorupy z jaj święconych wyrzucają na drogę albo na dach, aby
się kury dobrze niosły i nie gdakały za długo. Kości ze święconego
mięsa wtykają do roli, aby wyginęły w niej k r u c k i (turhoć podja­
dek), gdy tam były; a jeżeli ich nie było, to pewnie się nie pokażą..
Gdyby żydowskie święta wielkanocne przypadały razem z katolickiemi albo też przed niemi, to nie godzi się katolikowi jeść żydow­
skiej macy przed święconem.
Na obiad w Wielką niedzielę jedzą barszcz ze święconem, a gdy
co z tego barszczu zostanie, to wylewają pod płot, ażeby w tern miejscu
wyrosła m a r o n k a (maruna).
W d r u g i e ś w i ę t o W i e l k a n o c y , t. j. w Poniedziałek, Wiel­
kanocny, po nieszporach robią z jaj pisanki, czyli pi ski i powtarzają

(70)

to każdej niedzieli aż do Zielonych Świątek. W niektórych tylko domach
mieszczańskich pi ski przygotowują do święcenia przed Wielką sobotą;
w wielu domach natomiast pisek nie urządzają wcale. Po wsiach zaś
przeciwnie, piszą jaja wszędzie.
Piszą je, jak powiadają, na tę pamiątkę, że gdy Piłat nie mógł
się namyślić, aby Chrystusa na śmierć skazać, żydzi wszelkimi sposo­
bami starali się wpłynąć na niego, przekupić go, by go tylko skłonić
do wydania wyroku śmierci. Między różnemi zabiegami, jakie czynili,
nie zapomnieli zjednać Piłata dla swoich zamiarów za pośrednictwem
własnych jego dzieci, i w tym celu malowali jaja i przynosili je
w podarunku dzieciom Piłatowym, aby popierały sprawę żydów u ojca.
(Krzywa).
«
Przygotowywaniem pisek zajmują się kobiety i dziewczęta, a te
ostatnie schodzą się w tym celu zwykle po kilka do jednego domu;
chłopcy też przychodzą za dziewczętami i tak wśród śmiechu, żartów,
dowcipów każda przygotowywuje piski dla siebie, dla dzieci czy to
własnego rodzeństwa, czy też dla sąsiadów i przyjaciół (krewnych).
Na piski wybierają n aj okrągłej sze jaja, topią wosk przy ogniu,
a w roztopionym maczają główkę szpilki i woskiem tym przy pomocy
szpilki piszą po skorupie surowego jaja. Kreski tak robione są z po­
czątku szersze, następnie węższe, cieńsze. Chcąc zaś otrzymać kreski
jednostajnej grubości sporządzają sobie maleńkie lejki blaszane, na­
pełniają je płynnym woskiem a wosk przelewając się przez wąziutki
otwór lejeczka, osiada na jaju jako równomiernie szeroka kreska.
Skoro wosk na jaju stężeje, wkładają jaje takie do garnuszka .zimnej
wody zaprawionej farbą i w farbie tej je gotują. Po ugotowaniu jaja
wyjmują, wosk ze skorupki zdejmują, a wtedy okazuje się jaje za­
barwione tam, gdzie skorupa nie była pokryta woskiem, miejsca zaś,
które były pod woskiem, pozostając białe tworzą deseń na jaju.
Do farbowania jaj używają tutaj najczęściej trzasek bryzelii,
w których jaja gotują, aby otrzymać barwę brunatną, ciemno-brunatną
a nawet prawie czarną. Gotują je także we wierzchnich, czerwona­
wych łupinach cebuli, co nadaje jajom barwę rudo-czerwoną,— tudzież
w liściach żyta; a nakładłszy tych liści wiele do garnuszka przy ma­
łej ilości wody barwi jaje na zielonkowato - szaro. Aby zaś otrzymać
żółtawą barwę jaja, wkładają do wody, w której się jaje ma gotować,
pękające już pączki kwiatu knieei błotnej (Galika palustris) ) albo za­
puszczają wodę sokiem wyciśniętym z tych pączków.
W przygotowanej farbie, w której się jaja mają gotować, nie
należy się przeglądać, boby się piski nie udały, nie umalowałyby się
ładnie. Piski tutejsze mają barwę jednostajną: albo ciemno-brunatną,
albo rudo-czerwoną, lub szaro - zieloną a na tern tle występuje biały
rysunek.
Rysunki, jakie widziałem na piskach, dadzą się sprowadzić do
sześciu wzorów głównych, które znowu przez połączenia, przez różne
upiększające dodatki tworzą wiele odmian. Przejdziemy je kolejno.

(71)

Najczęściej piszą jaja w gwiazdy (w kółka), które składają się
najmniej z dziesięciu promieni; wszelako zaliczają się do ładnych,
dopiero liczące wyżej dwudziestu promieni (widywałem gwiazdy nawet
o 29 promieniach). Promienie rysują od obwodu do środka szpilką,
na obwodzie więc są grubsze, ku środkowi cieńsze, w środku nie
zawsze się schodzą, bo czasem zajmuje środek kropka jedna lub kilka
(aż do ośmiu). Gwiazdy owe rozmieszczone są na jaju w ten sposób,
że na każdym szczycie jaja jest jedna, a na obwodzie jest ich trzy
większe, albo cztery mniejsze jednakiej wielkości. Dla ozdoby otaczają
niekiedy kółka te kropkami, lub też gwiazdy na szczytach obwodzą
kołem, od którego niby frendzle idą mniejsze kreseczki w około; to
znowu gwiazdy będące na obwodzie jaja odgraniczają prostopadłemi
szlakami złożonemi z kropek lub kreseezek, zakońezonemi trzema
kreskami, które są ustawione na kształt kurzej stopy. Rysują także
takie k u r z e s t o p k i (zwane również k u r z e p i z d y 1}) w kątach
wolnych pomiędzy gwiazdami, a rysunki owe składają się z trzech
do siedmiu kresek, ustawionych wachlarzowato. Jeżeli gwiazdy połą­
czone są ze sobą trzema lub czterema poprzecznemi kreskami, to
wtedy rysunek nosi nazwę g w i a z d y n a d s t a w i a n e .
Drugim wzorem do pisania jaj są tak zwane p a l my , czyli
rózgi; rysują wtedy także gwiazdy na szczytach jaja a na obwodzie
tylko umieszczają palmy, które powstają z prostopadłej kreski, biegną­
cej od jednej gwiazdy do drugiej i z promieni rozchodzących się
w prawo i w lewo od tej kreski w liczbie 13-stu do 17-stu na każdej
stronie. Wykończona palma ma podobieństwo do gałązki jodłowej.
Palm bywa trzy lub cztery na obwodzie jaja, czasami bywają też od­
dzielone od siebie prostopadłemi szlakami złożonemi z kreseezek, po­
dobnie jak na piskach w gwiazdy.
Z połączenia gwiazd z rózgami powstaje kilka nowych rysunków
na jajach, i tak: umieszczają na przemiany gwiazdę i palmę na obwo­
dzie koła, wtedy bywa dwie, trzy lub cztery rózgi i tyleż gwiazd
w około, czyli obwód jaja rozdzielony jest na cztery, sześć lub ośm
części. To znowu całe jaje w około przepasane jest rózgą lub kreską
ząbkowaną, na szczytach są gwiazdy; od przepaski środkowej ku
gwiazdom biegnie na każdej połowie jaja po pięć rózg, a między
niemi znajduje się tyleż gwiazdek, lub kurzych stopek.
Zamiast palm rysują też d r a b i n k i o 9— 11 szczeblach, a wten­
czas mówią, że jaje pisane jest w d r a b i n k i .
Piszą także jaja w ł a ń c u s z k i . Każdą taką piskę rozdziela
środkiem biegnący dookoła pas, na dwie połówki ; pas ów jestto albo
jedna linija obsadzana z dwóch stron czy to kropkami, czy małemi
łukami w kształcie haftowanych ząbków — albo też dwie równoległe1

1) Kurze pizdy nazywa sie tu trzmielina pospolita (Evonymus europeus),
której owoc z trzech lub czterech komórek złożony, daje wzór do
rysunku.

(72)

linije ozdobione podobnie jak powyżej opisano, a między temi dwiema
linijami znajdują się kółeczka (bywa ich niekiedy do 9-ciu) naprzemian z trójkącikami, powstałemi z trzech kropek każdy, to znowu
biegną zęby duże z prostych kresek łączących jedne linije równoległą
z drugą, a wtedy powstają między owemi równoległemi obwodami
trójkąty (do 10-ciu), które w środku wzdłuż boków wysadzają krop­
kami. Niekiedy opasują jaje trzy linije równoległe a między niemi znaj­
duje się sześć kwadratów tak umieszczonych, że środkowa linija jest
ich przekątnią; kwadraty zaś owe wypełnione są gęsto kropkami.
Albo też po obu stronach środkiem biegnącej ozdobionej linii rysują
pięć albo dwa łukowate niby haftem wydziergane zęby, upiększone
kropkami lub małemi ząbkami. Na każdym szczycie jaja znajdują się
linije spiralne, mające po półtrzecia, trzy, pSłczwarta, cztery, półpięta
i półszosta skrętów. Takich linij spiralnych bywa na szczycie jaja
dwie, a wtedy łączą się ze sobą i tworzą niejako 8 , bywa ich też
trzy, lub cztery obok siebie leżących, lecz niełączących się ze sobą,
to znowu w środku leży jedna linija spiralna a w około niej trzy lub
cztery inne.
Piątym wzorem na piskach tutejszych jest linija spiralna w dzie­
więciu skrętach, obiegająca całe jaje od jednego wierzchołka do dru­
giego, a złożona z małych haczyków, których na jednem jaju nali­
czyłem 169, a każdy rysowany jest osobnem pociągnięciem szpilki
umaczanej w roztopionym wosku. Takie jaja nazywają się także w ł a ń ­
cuszki pisane.
Wreszcie widzieć można jaja opasane środkiem linija złożoną
z kropek, którą przecinają w czterech punktach dwie inne linije krzywe,
także z kropek, obiegające całe jajo dookoła a przechodzące przez
oba jego wierzchołki; w środku zaś każdego z ośmiu pól w ten sposób
powstałych, jest kropka lub gwiazdka.
W niektórych wioskach podpisują się na jajach, umieszczając
podpis w miejscu jednej gwiazdy lub palmy, albo też piszą tylko po­
czątkową literę imienia tej osoby, dla której przeznaczona piska,
a wtedy literę tę rysują w kąciku między gwiazdami lub palmami.
Z powyższego opisu rysunków na jajach łatwo sobie wyobrazić
można, ile to cierpliwości i czasu potrzeba na wykończenie jednej
piski; a w jednym domu robią ich kilka, niekiedy kilkanaście.
Piski te przechowują dla ozdoby tak długo, aż dopóki jaje nie
ulegnie zgniliźnie, lub go dzieci nie potłuką. W Ropczycach i na Chechłach trzymają je do lata, a gdy w lecie gąsienice obsiędą kapustę,
wtedy skorupki z pisek tłuką i sypią w rzędy po pod główki kapusty,
aby gąsienice wygubić.
Ani w Ropczycach, ani w pobliskich wsiach okolicznych nie
znają zupełnie śmigusu, i w żadnym dniu w roku nie oblewają się
nigdy wodą. Zwyczaj ten pojawia się dopiero w południowo-zachodniej
stronie powiatu.

(7 3 )

11. Zielone Św iątki1).
Zielonych Świątek nie obchodzą już tak uroczyście, jak święta
Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Tylko bogatsi pieką placki. Każdy
stroi swój dom zielonością 5 na podwórzu przede drzwiami ustawiają
we dwa rzędy gałęzie brzozowe, a podłogę w izbie ścielą s a s y 11 ą
(tatarakiem), po którą w Sobotę po południu biegają dzieci na bagna.
Zieloność ta trwa przez oba dni Świątek.
W pierwszy dzień Zielonych Świątek święcą w Ropczycach
wodę, a w Czarnej kwiaty róży.

12. Boże Ciało.*2)
Na Boże Ciało robią wianki małe, przeważnie z rozehodnika,
lecz także i z innych ziół, jak z józefku, ostu, łopuchu, bożego
drzewka, k o p ę m i k u (kopytnika), przywrotnika. Wianuszki te wie­
szają koło ołtarza lub noszą ze sobą podczas procesy! przez całą
oktawę, a ósmego dnia je święcą. Używają ich potem do kadzenia
bydła przy różnych chorobach. Niektóre okoliczne dwory pobożne robią
małe cztery wianeezki z rozehodnika, w te wianeczki wplatają kar­
teczki (w każdy wianek jedne) z czterema ewangielami, jakie ksiądz
czyta podczas procesyji, następnie proszą proboszcza, aby te cztery
wianuszki wisiały na monstrancyi przez całą oktawę Bożego Ciała.
Potem kładą je po jednemu na czterech rogach pola, aby chroniły za­
siewów od gradobicia.
Skoro ksiądz odchodzi od ołtarza, przy którym ewangielę od­
czytał, obłamują gałązki z brzózek zdobiących ołtarz i gałązki te wty­
kają w role, aby wszystko lepiej rosło (Czarna), aby odwrócić grad
od pola (Ropczyce), aby gąsienice nie jadły kapusty (Góra Ropczycka).
f

IB. $w. Jana Chrzciciela (24 czerwca).
W dzień ten zatykają w strzechy bylicę i łopuch wielki.
Studnie czyszczą, bo woda będzie dobra.
Związują cybuchy (liście) czosnku, a cebulę drepczą na zagonie,
aby w ziemię nie rosły.

14. Nawiedzenie Matki Boskiej (2 lipca).
W dzień ten święcą w Ropczycach kwiat róży. Święconą tę
różę moczą we wodzie, przyrządzając w taki sposób wodę różaną,
którą przemywają oczy, gdy kogo bolą. Jeżeli zaś kto ma r ó ż ę w twa*) Obacz Ks. Si a r kows ki . Materyjały do etnogr. z okolic Pińczowa —
w IX t. Zbioru wiad. do antrop. kraj. str. 25.
2) Obacz: S. U dziela. Materyjały etnogr. z Ropczyc w X t. Zbioru wiad.
do antrop. kraj. str. 89 i 90 — także ks. Si a r ko wski : Materyjały
etngr. z okolic Pińczowa w IX t. Zbioru wiad. do antr. kraj. str. 25.
10

( U )

rzy lub w innej części ciała, to kwiat święconej róży sypią na wę­
giel żarzący się i okadzają chorą część ciała, wierząc, że to nieza­
wodnie pomaga.
f

15. Sw. Anny (6 lipca).
Święcą rutę i ostróżkę. Ruty i ostróżki święconej używają za
lekarstwo na bolące oczy; ruty także na ból zębów.
f

16. Sw. Wawrzyńca (10 sierpnia).
Święcą w tym dniu masło, którego potem używają do smarowa­
nia, gdy się kto potłucze, gdy kogo bolą r ę c e ^ nogi lub krzyże i t. p.

17. Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia).
Lud w tym dniu święci ziele, w którego skład wchodzić ma
każda trawka, każdy kwiatek i ziółko; gdyż wedle powszechnego mnie­
mania, najmniejsza nawet trawka woła w tym czasie do człowieka:
„bierz mnie i święć mnie, ja ci się mogę także na co przydać44. Lud
pokładając w tern mocną wiarę, zbiera wszystkie zioła i trawy, składa
je w snopy, wiąże i święci w kościele 1). Do wiązania ziela używają
często powódka (lejca z prawej ręki), aby djabeł nie wodził kiedy
po nocy furmana z końmi (aby furman nie błądził).
Oprócz ziela wiążą także na ten dzień wieńce. W domu, gdzie
ma być wieniec, jest zwykle młoda dziewczyna, która się sporządze­
niem tegoż zajmuje. Ona dobiera sobie trzy inne dziewczęta i w ty­
dzień przed świętem rozchodzą się wszystkie po sąsiednich domach
za zbieraniem różnych kwiaiów i wstążek. We wigiliją święta wiją
wieniec, a tern kieruje starsza kobieta, którą to umie. Bierze ona
dwie obręcze na krzyż złożone i do góry wygięte i końce ich przy­
mocowuje do trzeciej obręczy, zgjętej w koło, które służy za podstawę.
Dziewczęta składają pszenicę w małe wiązki, a ona układa je, przy­
wiązując do każdej obręczy, aż wszystkie trzy dokoła gęsto pokryje.
Wieniec taki ma kształt półkuli. Przytem śpiewają:
L

Wij sie pszenicko, wij
i dobrze uobręc k ry j!
Wy także splatejcie
i mnie tu dodejcie
pszenicki wciąż.*)

*) Między zielem widzieć można: koper, miętę pieprzową, bylicę, ma­
tecznik, wrotycz, orzechy laskowe, groch spoiny, przytulię, marunkę,
boże drzewko, józefek, szałwię, s t r z a ł k i , d ź wi g u n i o wy korzeń(?)

(75)

Niech kużda z was
rwie kwiaty w cas,
na drążki splatejcie
i mnie tu dodejcie
do wieńca wciąż.

Bukiety złóz
z pseślicnych róz;
wstążkami uhiezcie
i mnie tu donieście
do wieńca wciąż.
2.

u0 j plecie sie juz nas wieniec, uoj plecie,
ale terńz bardzok źle jes na świecie.
Dać pszenickę, bo juz stary nie stauo,
także kwiatów, także stązek za mauo.
Idźcież druzki między ludzi po kwiecie,
bo sie juz nas piękny wieniec wnet splecie.
Kiedy pszenicą pokryją obręcze, wtedy biorą „drążki“ (pręty) i te na jednym końcu ubierają kwiatami, jabłkami i orzechami złoconemi,
a po bokach zawieszają różnobarwne wstążki. Drążki tak ubrane ustawiają pionowo na obręczy stanowiącej podstawę, jeden obok drugiego.
Między nie wchodzą inne mniejsze drążki, również ubrane i pomalo­
wane zwykle na siwo.
„Wieńcowiny“ sprawiają we dworze, na plebanii i u bogatszych
gospodarzy.
W Brzezinach ten, u którego mają wić wieniec, sprasza czterech
„swatów“ i cztery „drużcki“. Druzki znoszą jaja, orzechy i jabłka,
a „swacia“ składają się na wódkę i przy wiciu wieńca oblewają go
wódką i częstują się.
We święto wiozą wieniec do kościoła na czterokonnym wozie,
na którym w około siedzą postrojone druzki z kwiatami we wło­
sach; konie są też ubrane zielenią, a parobek wsiada niekiedy na konia
i jadąc, głośno strzela z bata. Dziewczęta śpiewają przez drogę:

3.
Wiozą wieniec do kościoua w paradzie,
druzeki przy nim, pani swaźka na zadzie
Wieje wietrzyk uod zachodu na wieniec,
niech go zdymie do kościoła muodziniec.
Druzeki także zliźcie z woza do wieńca
i prowadźcie do kościoua muodzińcń.
Przed kościołem zdejmują go z wozu i jeden z młodych niesie
go na ramionach, głowę wsadziwszy wewnątrz, a prowadzą go cztery
druźki. „S w a ż k a “, która i tu jest także, idzie za nimi. Wracając
z kościoła, gdy się już zbliżają do domu, śpiewają:
4.
W Ropczycach.

Mńm wieniec, mńm,
komu go dńm?

Mam wieniec ruciany,
dam ci go kochany,

(76)

dam ci go dam.
M&m wieniec, mam,
komu go dam?

Mam wieniec z barwinku,
dam ci go Jasinku,
dam ci go dam.

Dojeżdżając do plebanii, śpiewają w Ropczycach:
5.
U księdza proboszca przed sienią
cyrwienią sie jabłusecka i wiśnie,
przys"yśmy tu z wieńcem umyśnie.
U księdza proboszca gęsty sad,
nie przeleci go tam lady pta?k,
a ksiądz wikary nieborak,
idzie do księdza proboszca na "obińd.
Juz-ci my na bramie,
"otwórzcie nam nase panie
do księdza proboszca do sieni,
zęby nam wieniec przyjęni.
Księże proboszcu sprńwże nam wieńcyny,
bo my ci robimy "od wiosny do zimy,
nasa pani, dejze po śklńnecce wina,
bo my ci robimy calusieńkie żniwa.
6.
W B rzezinach.

Mńm jń wieniec, mńm,
komu ja go dam?
Mam ja wieniec pszenicany,
nas jegomość poświęcany,
dam j k mu go, dńm.
Mam ja wieniec, mam,
komu jń go dam?
Mam ja wieniec pszenicny,
nas jegomość prześlicny,
dam jń mu go, dam.

Niesiemy plon,
jegomości plon —
i zęby sie plonowa"o
i sto korcy wydawa",
jegomości plon:
7.

Jadąc z kościoła do dworu, śpiewają w Kozodrzy:
Kochać pana, kochać, bo pan da pieniędzy,
a ch"opa nie kochać, bo ch"op żyje w nędzy;
kochać pana kochać, kochać kozodzkiego (z Kozodrzy),
ma pńn piękną panią i panu nicego.
U nasego pana biń"y komin widać,
ma pan kucharecke, pono ma ją wydać,
kucharecke wydać, fornali wyżenić,
ma se nasa pani celadke "odmienić.

(77)

"Otwórz ze nam pani dziedziniec, dziedziniec,
sto"ecki, "awecki pod wieniec, pod wieniec;
"otwórz-że nam pani te wrota, te wrota,
sto"ecki, "awecki ze z"ota, ze z"ota:
widzi pan, widzi pan, ze s"onecko w kole,
pozwól nam postawić wiennsek na stole
Po nieszporach rozpoczyna się zabawa i tańce przy muzyce na
boisku w stodole lub na dziedzińcu, —'jeżeli jest odpowiedni do tego, —
i trwa nieraz późno w noc przy jakim takim napitku i poczęstunku.
Przy tej zabawie śpiewają:
8.
W K ozodrzy.

U nasego pana są mosty, są mosty,
a u "ostroskiego (z Ostrowa) stoją same "osty;
u nasego pana "okna malowane,
a u "ostroskiego s"omą zatykane.
U nasego pana pszenica, pszenica,
a u "ostroskiego r u m n i k i mietlica;
u nasego pana pszenicka sie kole,
a u "ostroskiego wszyćka jest w stodole.
Nas pan sieje żyto, a "ostroski proso,
nas pńn chodzi w butach, a "ostroski boso.
Goniu"eś nds panie po polu, po polu,
a teraz nńs prośis do balu, do balu;
goniu"ci nas panie i twój karbownicek,
a teraz nam sprawias piękny wyżynecek:
goniu"ci nńs panie po polu z lasecka,
a terńz n&s częstujes dobrą gorzń"ecką;
goniu"ci nas panie po polu z "obuskiem,
a teraz nam stawi&s piwo ze dzbanuskiem.
U nasego pana rózń sie rozwija,
ma pan piękną panią, jak bia"a lelija
U nasego pana zielony podwórzec,
chto u niego s"uzy, md bia"ą keszule,
bo nas pan jes dobry, wyp"aca zas"uge.
U nasego pana zielone firanki,
nima pana w domu, posed do kucharki;
u nasego pana wienusek z tatarki
Pana w domu nima, posed do safarki
Z mitręgi nas wienusek, z mitręgi,
"obieca"a nam pani na wstęgi, na wstęgi.
U nasego pana zielony ganecek,
ma pan piękną panią, ta jak fijo"ecek.
A juści my wygra"y,
bo my "oziminę panu zubra"y,

a witkoski jesce nie wygrd",
bo ani pó" "oziminy nie zebrd".
Uźy"y my nieboracki, uży"y,
a zacem my ten wienusek uwiu"y,
uży"y my nieboracki nie wiele,
jeździ"y my do Krakowa po ziele;
nie jeden my "ogródecek przelaz"y,
a zacem my rozmajeron nalazutty,
nie jedno my pasmo nici wysnu"y,
a zacem my ten wienusek uwiu"y.
Piękny wieniec mdm, swatkowie. cyrwone jabka,
uzy"a ja doś frasunku i moja matka;
piękny wieniec mdm swatkowie, piekne "orzechy,
nie mia"am ja z was swatkowie źddny pociechy.

8a
w B rzezinach.

Mam jd wieniec, mdm,
Komu ja go dam?
Mam jd wieniec pszenicany,
nas pan dobry i kochany,
ddm ja mu go, ddm.
U nasego pana zielony podwórzec,
jes ta panna na wydaniu, ma piniędzy korzec.
Korca ich ta nima, skądby ich nabra"a,
ale pó" korca md, dzieby jich podzia"a.
U nasego pana zielona pod"oga,
stolik malowany, jak u Pana Boga.
S"uzu"em u pana, s"uzu"em u księdza,
mid"em podkówecki z samego mosiędza.
Jagem s"użu" przy dworze,
przy francuskiem mendorze,
wys"użu"em dziewcynke
w siedmiu latach Kasinkę.
Pojechałem na wojaż,
wojowałem siedem ldt,
przyjecha"em przed wrota;
„Moja Kasiu, puś mie t a !“
Wys"a jedna w zieleni;
„Twoja Kasia juz w ziemi !“
Wys"a druga w ża"obie:
„Twoja Kasia juz w grobie!“
Pojechałem na smentarz
I co prędzym z konia ślaz.
Chto to chodzi po grobie?
„Ja Kasieńko do ciebie.“
„Jesceś mi ty nie przysiąg
Jesce ich ta mas tysiąc,“

(79)

W Ropczycach na w i e ń c o w i n y sporządzają także rózgę we­
selną z jabłek, orzechów złoconych i kwiatów i do tejto rózgi odnoszą
się śpiewane przy zabawie następujące piosnki:
9.
Niejedne ja wisienecke przygięna,
zacem ja taki rogal urznęna;
niejeden jń "ogródecek przelazua,
nicem jń takie kwiatki nalazua 5
niejeden ja kuębek nici wysnuua,
zacem j k taką rózgę uwiuua.
Mam rózgę mam
Komuż ją dńm?
Mam rózgę z barwinka,
dńm ci jejmościnku,
dam ci ją dam.
Przy takich śpiewach i zabawie kończą się wieńcowiny niekiedy
późno w nocy.
Wymłóconą pszenicą z wieńca obsiewa gospodarz na drugi rok
pierwszy zagon, aby mu się dobrze udała.
Ponieważ do wieńca wybierają tylko najpiękniejsze kłosy psze­
niczne ze snopków, to w ten sposób rujnują dziewki gospodarzowi kopę
snopków a czasem i więcej, jeżeli wieniec ma być wielki; dlatego
gospodarze niechętnie pozwalają teraz na urządzanie wieńców, a dzie­
wczęta i parobcy, aby je mieć, kradną drugim pszenicę z pola.

18. Dzień zaduszny (2 listopada).
Jestto jedyny dzień w roku, w którym^ dusze zmarłych przy­
chodzą na ten świat o północy. Idą one do kd&ęioła i tam się modlą.
Niejeden już widział o dwunastej w nocy dusze spieszące do kościoła.

19. Wigilija św. Katarzyny (24 listopada).
Odłamaną w ten dzień gałązkę wiśni lub trześni wstawiają do
wody i wodę tę codziennie odmieniają, aż do Bożego Narodzenia, na
Boże Narodzenie gałązka wiśni lub trześni zakwitnie.

20. W igilija św. Jędrzeja (29 listopada).
Wieczorem w wigiliję św. Jędrzeja odłamują kilka pręcików
z miotły i przez taką rózeczkę leją na wodę roztopiony wosk. Co się
uleje, to trzymają do światła i z kształtu cienia wysnuwają różne
wróżby, wzywając przytem pomocy św. Andrzeja słowami:
Św. Andrzeju daj znać,
co się ze mną będzie dziać.

(Niedźwiada).

(80)

Dziewczęta przynoszą do izby narączko drew i liczą, jeżeli polan
jest do pary, to się wydadzą tego roku 1).
Rzucają też trzewik przez głowę ku drzwiom: jeżeli upadnie
podeszwą na podłogę i skierowany ku drzwiom, to właściciel lub
właścicielka jego wyjdą w tym roku z domu (albo umrą, albo wyjadą,
dziewczyna się wyda i t. p .); jeżeli trzewik upadnie podeszwą do góry,
to właściciel jego będzie chory w tym roku.
Puszczają też igły na wodę w naczyniu (Niedźwiada): a czyja
igła pierwej utonie, ten pierwej umrze. Gdy chłopiec i dziewczyna
razem puszczą igły na wodę, a te igły skierują się ku sobie, to
oboje się pobiorą. Aby igła pływała, kładą ją ostrożnie na wodę
(przytem naczynie musi być aż po wierzch japełuione) i tak, żeby
ucho nie leżało płasko na wodzie i żeby go woda nie napełniła.

9. Obrzędy domowe.
1. Chrzest.
Nowonarodzone dziecko kąpie b a b k a (akuszerka), powija i ryc h t u j e do chrztu, gdy tymczasem ojciec poszedł prosić w kumy.
Wkrótce też nadchodzą k m o t r o w i e , bo chrzest odbywa się zwykle
w kilka godzin po urodzinach. Babka bierze dziecko na rękę i zdąża
wraz z ojcem i kumami ku kościołowi. Uważać jednak należy, aby
przypadkiem nie podawać dziecka chrzestnym przez okno, gdy się do
kościoła wybierają, boby chorowało często w życiu. Babka też nie powinna
go nieść na lewej ręce, boby było m a j k u t e m ; a w drodze chrzestni
rodzice nie powinni odlewać naturalnej wody, boby dziecko po nocach
ryby łowiło. Natomiast powinni się wśród drogi wiele śmiać i mówić,
aby dziecko było wesołe i śmiałe.
Skoro dziecko przy chrzcie w kościele płacze, to będzie miało
dobry głos i będzie się chować; przeciwnie, jeżeli się zachowuje spo­
kojnie i cicho, to niedługo pożyje. Kumowie starają się po chrzcie przy
ołtarzu, ale tak, aby tego nikt nie widział, otrzeć dziecku twarzyczkę
kościelnym ręcznikiem, aby w życiu nie miało „ b o l e n i a “. Ochrzczone
dziecko obnoszą w około wielkiego ołtarza, a za ołtarzem powinien
się kum z kumą pocałować; wyszedłszy zaś ztamtąd oddają dziecko
babce, która je znowu odnosi do domu.
Wróciwszy z kościoła, odłam uje chrzestna matka gałązkę z wiśni
i uderza nią dziecko trzy razy, aby było dobre. Następnie kładą je *)

*) ob: S . U d z i e l a Materyjały do etnogr. Ropczyc w X t. Zbioru
wiad. do antrop. kraj. str. 87, 1. 43.

(81)

na pierzynie i nie rozpowijają zaraz, żeby w życiu n ie l e c i a ł a
z niego prędko przyodziewka, to jest aby się c h u s t y (ubranie) na
nim prędko nie darły; rozpowije zaś dziecko chrzestna matka, zaczy­
nając od nóg, aby prędko chodziło.
Dla babki wkładają kumowie do wanienki, w której się dziecko
kąpie pieniądze „niby za to, że to dziecko przyniosła“.
Na chrzcinach raczą się wesoło, jedzą i piją nieraz aż do dru­
giego dnia. Czasami, ale bardzo rzadko, tańczą przy muzyce. Z piosnek
okolicznościowych znam tylko jedne:
Kumy mńm, kumy mam,
cóz im ddm, cóz im dam?
Dam im gorzauecki,
pijcie se kumecki.
Kobiecie nie wolno wychodzić z domu do sześciu tygodni przed
wywodem, bo w przeciwnym razie będzie podpadać różnym dolegli­
wościom.

2. W e s e l e .
Skoro chłopcu minie lat dwadzieścia, a dziewczynie szesnaście
lub siedmnaście, zaczynają „ o j c o w i e “ (rodzice) i krewni myśleć o ich
małżeństwie i oglądają się za żoną dla tamtego, a za mężem dla tej.
Główną rolę przy wyborze przyszłej małżonki odgrywa majątek.
Chociażby dziewczyna była ładną i bogobojnie wychowaną, to cóż z tego,
jeżeli majątku ani „krzty“ nie ma; syn g o s p o d a r s k i musi się do
ma j ą t k u p r z y że nić, więc dziadówki nie weźmie; również i dziewczyna
z majątkiem nie pójdzie za biedaka, chociażby to był dobry rze­
mieślnik i pracowity człowiek. Bardzo rzadko dzieje się inaczej. Uwa­
żają wprawdzie także na przymioty młodych, ale to na drugiem miej­
scu, a dopiero na trzecim planie są uczucia, które najczęściej rozwijają
się dopiero po ślubie, a przyzwyczajenie się do siebie łączy stadło
małżeńskie.
Młodzi poznają się ze sobą przy pracy w polu, idąc do kościoła
w święto i wracając z powrotem do domu, na niedzielnych zabawach
w karczmie przy muzyce, na weselach i na jarmarkach. Dotychczas
jeszcze przy wyborze małżonków „ojcowie“ najczęściej decydują, uwa­
żając za najodpowiedniejszych na zięcia lub synowę tych, co posiadają
majątek, przytem są pracowici i nie rozrzutni.
Wesele wiejskie i miejskie nie wiele się różnią między sobą,
oba jednakże tracą coraz więcej z każdym rokiem dawną świetność
swoję, czas weselny skraca się, dawniejsze zwyczaje zacierają się
i giną. Główną przyczyną tej zmiany jest wzrastające ubóstwo między
ludem i wzrastająca wartość grosza; wreszcie jakiś zdrowszy rozsądek,
który nie jednemu radzi, aby owe sto do dwustu złotych reńskich,

11

które dawniej na uczty weselne wydać trzeba było, zostawić raczej
„młodym“ na pierwsze potrzeby zagospodarowania się.
a)

Wes el e wi ej s k i e .

Skoro upatrzą już dziewczynę dla chłopca, uo b s y ua j ą r o d z i ­
c ó w tejże b ez l u d z i , aby w y m i a r k o w a ć , czy d a d z ą c ó r k ę
za n i e g o i jak ją w y w i ń n u j ą . Wysyłają mianowicie jakiego star­
szego gospodarza (czasem kobietę) do rodziców dziewczyny, a ten
przy pogadance mimochodem bada, czyby wydali dziewczynę za tego
chłopaka i ileby dali za nią. Jeżeli poseł dobrą wieść przyniesie, je­
żeli przeznaczone wiano odpowiada wymaganiom kawalera i jego ro­
dziców, udaje się on sam z owym gospodarzem, gdzieniegdzie ze
swymi oj ca mi , wieczorem do rodziców dziewczyny z kilkoma flaszkami
wódki lub wina i to nazywają iść w z a l o t y , albo w p o s e l i n y ,
lub " o g a d z i n y .
Wszedłszy do izby i pochwaliwszy Pana Boga, zapytawszy się
0 zdrowie gospodarzy i o nowiny, niekiedy po długiem próżnem ga­
daniu i ociąganiu się, zapytuje gospodarz towarzyszący młodemu, czy
nie mają w domu źrebicy, albo też jałówki na sprzedaż, bo chcieliby
kupić. Rodzice odpowiadają, że jest i proszą gości siedzieć. Wtedy
swat dobywa flaszkę i kieliszek, albo też o niego prosi i przepija
do ojca; kolej krąży w koło przy pogadance, aż wypróżnią przynie­
siony napitek.
Na zalotach młody funduje napitek, a rodzice dziewczyny prze­
kąskę ; odbywa się to wieczorem i przeciąga się pijatyka nieraz do rana.
Obecni są tylko najbliżsi krewni, a czasem sami rodzice i młodzi.
Wśród pijatyki omawia się przyszłe małżeństwo, a szczególniej nastę­
puje ugoda, ile wiana dają rodzice pannie. Prawdziwy to targ: młody
1 ojcowie jego chcą jak najwięcej wytargować, zaś rodzice dziewczyny
chcą dać jak najmniej, zwłaszcza też skoro mają jeszcze więcej dzieci.
Nieraz ugoda nie przychodzi do skutku w pierwszym dniu, więc się
zaloty ponawiają na drugi dzień i trzeci; a gdyby się te rokowania
zerwały, wtedy młody liczy sobie koszta wydane na napitek i żąda
ich zwrotu od rodziców dziewczyny. Ci odsyłają mu s t r a t n e i umowa
zostaje zerwaną.
W Brzezinach, opowiada p. R. Zawiliński, u o g a d z i n y odbybywają się w następujący sposób:
Po zwykłem powitaniu:
— Niech będzie pochwalony Jezus Krystus!
— Na wieki, Amen.
— Witejcież do nas. Coście ta suychali?
— J i ,— my nic nowego, wszyćko stara bieda; wy co prędzy?
— A i my nie wierna nic nowego i t. p. i po długich nieraz
korowodach, ociąganiu się, chociaż obie strony wiedzą dobrze cel tych
odwiedzin, chwyta miody ojca lub matkę młodej za nogi i prosi o kie­

(8 3 )

liszek, wyjmując z kieszeni „graniówkę“. Równocześnie gospodarz
towarzyszący młodemu, zagaja rzecz właściwą.
— Ej, nie wiecie po co my tu przyszli. Nie pytacie sie nas?
— A coby my sie ta wśs pytali ?— odpowiada ojciec lub matka—
wyście nie dzieci, m&cie na sobie pasy, toście dorosuy lud.
— Ano, przyślimy po wasę N (wymienia imię),
Ojciec wtedy odpowiada, że nie wie, czy ona się zgodzi na tę
propozycyję; aby przeto u źródła zasięgnąć wiadomości, wołają dzie­
wczynę. Ta zaś uciekła gdzieś po za chałupę i nie chce przyjść; wreszcie
przychodzi, na pytania nie odpowiada, ale albo się w kąt kryje albo
za matkę, wreszcie pozostawia do rozstrzygnięcia rodzicom („zdaje się
na "ojców“). Ci naturalnie zgadzają się, a zapiwszy tę sprawę, przyczem młody pije do młodej po trzykroć, uradzają o czasie wesela.
Potem dają na " o p o w i e d z ! księdzu proboszczowi i idą do
niego n a k a t e c h i z , czyli n a p a c i e r z e ; młoda przynosi wtedy
księdzu jaki podarunek: gęś, kurę, biedna przynajmniej jaj parę,
a ksiądz bada czy znają główne zasady wiary. Między drugą a trzecią
zapowiedzią obierają d r u ż b ę to jest starostę wesela, s w a s z k ę
(starościnę), zmawiają s w a t ó w (drużbów) i drużki, a czem bogatsze
wesele, tern więcej jest swatów i drużek; drużbę i swaszkę wybierają
z pomiędzy zamożniejszych gospodarzy.
Na dwa dni przed ślubem, który się najczęściej odbywa w po­
niedziałek lub we wtorek, spraszają krewnych i znajomych na wesele.
Koło Ropczyc spraszają już we czwartek przed trzecią zapowiedzią.
Wtenczas drużba z panem młodym, w niektórych zaś wioskach tylko dwaj
s w a c i a, siadają wieczorem na konie i jadą spraszać na wesele, śpie­
wając przez drogę:
1.

"Oj, jak ci j k pojadę na wesele prosić,
"oj, musis mie ty, musis siwy koniu nosić,
"oj, siaaej-ze, siadej na konika rysia,
"oj, jak ci sie co stanie, powidz na forysia.
A moja Wichtusiu, j& jadę do ciebie,
jageś mi sie zaspa"a, "obudzę j k ciebie;
"o jageś mi zaspa"a choć na jedno "ocko,
"o ja "obudzę ciebie moja kochanecko.
"Oj puk, puk w "okinecko,
"otwórz paninecko.
— "Oj puk, puk nie "otworze,
zaprę i za"oże.
Kto przed swoim domem usłyszy takie śpiewanie, otwiera drzwi
i wpuszcza p r o s z a k ó w do izby. Gdzieniegdzie spodziewając się
p r o s z a k ó w , zamykają drzwi i okna i gaszą światło, a swatowie
śpiewając pod oknami muszą się dopiero dobijać, aby ich do wnętrza

(84)

domu wpuszczono. Wszedłszy do izby d r u ż b a odzywa się w te słowa:
„Niech bedzie pokwálony Jezus Krystus!“
— „Na wieki“— odpowiada gospodarz— „witamy waszeci pana
drużbę z panem m"odym“.
Na to drużba wygłasza następującą oracyę:
2.
Chechły.
Podcas nocy ciemny
jes gość nieprzyjemny,
ale upraszają pán "ociec i pani matka,
pán muody i pani swaszka,
abyście nie gardzili,
dom ich nawidzili,
na te krzekrzewie (cietrzewie),
co latają po drzewie,
na te "abędzie,
co siadają na grzędzie,
na te listecki
co sie skuadają w kupecki,
na wouu paśnego,
na wieprza kármnego,
na páre zajęcy,
bedzie tam i więcy;
na piecywo chleba,
bo i tego trzeba,
na spust piwa,
na becke wina;
na dzień wtorkowy.
A zaprásám na h a r e n d e (do karczmy),
bo tam i já bede.
Przyniście „ p a c u “ (zawiniątko),
to wás bede racuu,
przyniście w kieseni,
to wás ujrzę i w sieni,
przyniście pod pazuchami,
wyjdę po wás ze skrzypcami i z basami.
Oracya we wsi Gnojnicy jest nieco odmienną i brzmi tak:
3.
Podcas nocy ciemny
taki gość nieprzyjemny;
strzecha niska,
mróz nogi áciská,
krótkie kożuski,
zimno w paluski.
Ale tak, nie ta k :
uprása pán "ociec z panią matką

(85)

na dzień poniedziaukowy,
byście nami nie gardzili,
nas dom nawidzili;
żebyście nńm pomogli zjeść, spić,
i do góry podskocyć.
Upr&szś, ten muody z panią matką
na spust wódki, na becke piwa,
na piecywo chleba,
na koguta eńrnego,
na wouu kńrmnego,
na stuke jeleniowo,
na baranie kisecki,
na śrybne "yzecki;
na te kwiki,
co ryją trawniki,
na te cietrzewie,
co latają po drzewie,
na te kuropatwy,
co mają nosy, jak uopaty,
na te zidrnecka,
co sie sypie do garnecka;
zreśtą co Bóg zdarzy,
a kuchdrz uwarzy.
Żebyście ndm pomogli zjeść, spić,
z nami się uweselić,
do góry podskocyć
i uod swacika
na konika,
i uod druzecki
na posuuzecki.
A przydżcie ta na harende,
bo j k tam bede,
przyniście se dobry pacuu,
to wds kużdy bedzie racuu,
przyniście co dobrego w kieseni,
to wds pocuje jesce w sieni.
Po takiej oracyi zaproszeni częstują wódką drużbę i pana mło­
dego, którzy jadą potem dalej i przed każdym domem powtarzają te
same śpiewy, w każdym domu recytuje drużba tę samą orącyę, aż
objadą wszystkich, kogo zamierzyli zaprosić na wesele.
W niektórych wioskach południowo-zachodniej części powiatu
wychodzi już z użycia zapraszanie na wesele w powyżej opisany spo­
sób. Obecnie we wigiliją ślubu chodzi pan młody z muzyką w wieczór
i noc całą i zatrzymując się przed oknami ty ch , których pragnie na
wesele zapr sić „"odgrywa im na dobranoc“, gdzieniegdzie znowu
powtórnie na „dobrydzień“, a każdy któremu taką serenadę urzą­

(86)

dzono, jest już tem samem zaproszony na wesele. Na „dobranoc“
śpiewają:
4.
uOj dobra nocka
ko"o pónocka,
"oj dobrze spać, dobrze spać;
jechali goście
do jegomoście,
"oj trzaby wstać, trzaby wstać.
5.
A jak ci po mnie przyjadą, ja za piecem sięde,
będą myśleć, że ja p"ace, a ja rada bede;
będą mówić pani matka: „Jesce ji nie bierzcie“ —
a jd bede pozira"a: „Jak ndprędzy weźcie“.
6.

Pannie młodej też śpiewają na „dobranoc“ :
Hej dobrd nocka
ko"o pónocka,
Hej, ale na pó" z p"acem,
po"ozu"bym se
swoje g"owisie,
ale ni mam na cym.
A po"óz-ze sie
mój Jasijecku
u konisia na grzywie.
A wold"by jd,
moja Marysiu,
u ciebie na pierzynie.
Rozlecia"y sie
siwe go"ębie,
hej po polu, po polu,

Paszczyna.

pozganiajze ich,
moja Marysiu,
hej do domu, do domu.
Pozgania"am ich,
pozwo"ywa"am
i wszyćkie są, wszyćkie są;
jeżli nie wierzys
mój Jasijecku,
hej zrachuj sam, zrachuj sdm.
Rozlecia"y sie
siwe go"ębie,
hej po dębie, po dębie;
a pozna"ci ją,
swoje Marysie,
hej po gębie, po gębie.
7.

Łopuchow a.

*) porówn.: Ks. W e . S i a r k o w s k i — Materyjały i t. d. — Zbiór Wiad. do
Antr. kraj. t. IV. pieśń 60. także: 0. K o l b e r o . Lud. IV. str. 8
VI. str. 111 .

(87)

Przyjechauo trzech dragonów z wojny,
szukali se kwatery spokojny;
jak naleźli kwatere spokojną,
pytali sie "o dziewcyne strojną.
Jesce ji ta nie widzieli w polu,
wybiraua pszenieke z kąkolu.
A trzebaby tych dragonów pos"ać
zęby chcieli ty dziewcyny dostać.
Bierzewa cie uod uojca, "od matki,
żebyś miaua wszelakie dostatki,
żebyś miaua krowę, jauowice;
żebyś miaua turecko spódnice,
żebyś miaua (s)krzypecki do graniń,
żebyś miaua nóżki do sk&kania,
żebyś mia"a krowę i z cielęciem,
żebyś mia"a kolibke z dziecięciem.
W poniedziałek rano zjeżdżają się ś w a c i ń z panem młodym
konno do drużby, który ich przyjmuje śniadaniem, racząc spyrką,
kiełbasą i napitkiem. Po tej gościnie jadą wszyscy parami wraz z dru­
żbą i z muzyką na takąż zabawę do s w a s z k i ; tam zastają już drużki,
piją, jedzą, puszczają się w tany i śpiewają:

8

.

A u nasy pani swaszki przed sienią
cyrwienią się jabuusecka, ęerwienią.
Cyrwienią się jab"usecka i wiśnie,
przyjechali do swaszcusie umyśnie;
cyrwieńcie sie jabłusecka, cyrwieńcie sie,
a wy "Okonianie (z Okonina) wszyscy "ożeńcie sie.
9.
A cemuz to tak rano?
Swaszcusia nie ubrana,
wcora sysecki piekua,
nierycho sobie leg"a.

Marysia rani wstaua,
podwórze umiata"a,
spodziewaua sie gości
Jasiejka jegomości.

Swaszka częstuje wszystkich wódką i kołaczem przy śpiewach :
10.

Swaszka j k se, swaszka,
pod zńpaską flaszka;
swaszko, mi mówicie,
bo flaszka widzicie.

(8 8 )

.

11

Mam kouac, mam,
komu go dńm?
Dńm ja go ty szwaszce,
co stoi przy flaszce,
dam jń go dńm.
12

Swaszka kouńe kraje,
w puac sie ji udaje,
bo ji żńl;

.

drużba kouac krusy,
trzęsą sie mu usy,
boby jad.
13.

A dokoua kouacyku, dokoua,
niechże bedzie pani swaszka wesouń.
Jeżeli zaś swaszka przyjmuje za skąpo, to jej śpiewają
14.
A nasa swaszczusia z bukowego lasu,
nie piekua kouńca, bo ni miaua casu.
15.
uOd swaszki do swaszki, dej pani piwa!
Kumora zamkięta, klucyków nima.
Przy tańcu śpiewają:
16.
Ja sobie swaszczusia, ja sobie pani,
ja sobie tańcuje z kawalirami.
Ja sobie swaszcusia, ja sobie e c - k i e c ,
przedauam krasule, kupiuuam bocule,
za reste cypiec.

17 .
U nasy swaszcusi zielonń podłoga,
stolik malowany, jak u Pana Boga.18
18.
Przyleciauy dwa gouębie, siaduy na dębie,
ma swaszcusia śtyry drużki no jednym zębie;

(8 9 )

przyleciauy dwa gouębie, siaduy na buku,
mń pani muoda śtyry druzki uo jednym uchu.
19.
Nas p&n drużba dobry, ja mu dobrze życe,
uon se w domu siedzi, a my na muzyce.
20.

21.

Tańcowałby drużba,
ale ciasnń izba,
trzeba piec rozwalić,
a izby nadstawić.

A u nasy pani swaszki
trzeba rano wstać;
śtyry konie opueować
i dziewcyne uszanować
i sam sie ubrać.

Wreszcie zbliża się już czas, aby się wybrać do panny młodej,
to też śpiewają:
22 .

Swaszcuniu moja, pódź do kościoua,
Nie pode, nie pode, bom byna wcora.
23.
■&
Wesele sie końcy, drugie sie zacyna,
nasza pani swaszka tego nie wytrzymń.
Swacia, pan młody i drużba siadają na konie, a swaszka, drużki
i muzyka na wielki wóz drabiniasty, zaprzężony w cztery konie. Jeżeli
wesele bogatsze, to jadą we dwa wozy. Drużki siadając, śpiewają:
24.
Siadej drużbusiu, siadej drużbusiu na konisia karego,
jak ci sie nie zdaje wyprowadź se innego.
Siadej swaszcusiu na wóz, siadej swaszcusiu na wóz,
zuoty rąbecek zauóz, zuoty rąbecek zauóz:
siadej swaszcusiu, siadej swaszcusiu, a juz ci cas, juz ci cas,
zauóz spódnice i zapaśnice i zuoty pas, zuoty pas.
Na drodze, prowadzącej do domu panny młodej, robią dla wes e l n i k ó w rodzaj myta: wiążą powrósło w poprzek przez drogę w tej
wysokości, aby zwykły koń chłopski ani podleść pod nie, ani też
przeskoczyć nie mógł, a na środku powrósła wieszają garnek z po­
piołem. Swatowie, jadący konno przed muzyką i kobietami, starają się
(oczywiście śmielsi tylko) w całym pędzie koni rozerwać te powrósło.
12

(90)

Atoli bardzo rzadko się to udajp, bo stojący przy powróśle chłopi,
kobiety i dzieci wrzawą i kijami bronią koniom przystępu. Często też
zdarza się, że mniej dobry swat-jeżdziec, przypuściwszy szarżę na owe
powrósło, gdy koń spłoszony nagle się wstrzyma pod nim, spada przez
głowę koniowi i w błocie się „ z b a d u r ń “ (zwala) ku wielkiej uciesze
zgromadzonych. Wreszcie rozbijają garnek pełen popiołu, przestraszone
konie uciekają, a swaty dążą nieraz do domostwa panny młodej
boczną jaką drożyną. Tymczasem, gdy konni rycerze nie mogli zdobyć
drogi przebojem, nadjeżdża wóz z muzyką i kobietami, którym już
nie stawiają takich przeszkód. To też parobek powożący, wsypawszy
koniom po dobrym bacie, w galopie rozrywa powrósło i przejeżdża
zwy ciężko.
Wóz zatrzymuje się przed domem, muzykanci stają pod oknami
i grają, a tymczasem wychodzi gospodarz i gospodyni, witają przy­
byłych, częstują wszystkich wódką i zapraszają do izby. Wychodzi
też i panna młoda, wita gości a drużki śpiewają do niej:
25.
A wyjdź-ze moja Wichtuś, wyjdż-ze,
a pocóz tu przyjechali ci ludzie;
a wyjdź-ze moja Wichtuś za progi,
a uchyć-ze panią swaszke za nogi.
%
Wtedy panna młoda wita swaszke i razem wszyscy wchodzą
do izby.
W Brzezinach spostrzegamy pewne zmiany w obrządkach zacho­
wywanych podczas przybycia drużyny weselnej do panny młodej.
Łańcuch zrobiony z powróseł słomianych przeprowadzają tu przed
samym domem panny młodej od płotu do ściany, albo do jednego
z drzew owocowych stojących najbliżej chałupy; nazywają to „ ha­
n i e b n ą (to jest wielką) w a r t ą “. Kiedy weselni od swaszki nadeszli,
domownicy młodej, usłychawszy hałas, wychodzą i pytają nadeszłych:
— Skądeście wy?
— A my stąd a stąd (wymieniają jakieś miejsca). Sukńmy sarny
cauką noc, nie mogemy ji najść.
— A my nie wiemy, coście wy za jed n i, mozeście wy jakie
zbiegce.
— A my dobrzy ludzie, mamy tu zaświadcenie.— Wtedy jeden
ze swatów czyta na kawałku jakiego papieru ad hoc przygotowanego:
26.
A dzie tu ten stary Jńn, co pod borem uorywau,
kijankom sie uopasawau, nitkom sie podpira11;
na piecu studnie miau, cerpau ją przetakiem..,.
i t. d. znany pow szech n ie sz e re g n iem ożliw ych rzeczy.

(91)

Po przeczytaniu tego ojciec młodej chwyta papier i rzuca go na
bok, przychodzący rozbijają wiszący na powróśle garnek z popiołem,
rozrywają łańcuch i wchodzą do izby. Panna młoda z drużkami udaje
się do komory, inni goście zasiadają w izbie na ławach i za stołem.
Swacia wyprowadzają z komory po jednej z dziewcząt i przy wypro­
wadzeniu każdej pytają młodego:
— Niech bedzie pokwdlony Jezus Krystus! Panie muody, cy ci
się tez ta nadd?
Pan młody odpowiada: „Przyjmuję, ale nie dziękuję“. Wypro­
wadziwszy wszystkie dziewczęta z komory, prowadzą na ostatku
„ b a b k ę b ud g a l n ą “ (żebraczkę) z kądzielą a za nią pannę młodą
z r ó z g ą w e s e l n ą . Babka młodego wyściska, muzyka gra i śpiewają:
27.
Jidzie widnek, jidzie z komory do izby,
ustąpcie sie ludzie, zęby ni miau ciżby,
Wiuua se dziewcyna widnki
z drobny rutki równianki,
tocuua ich po stołe
"ojcu, matce na żale.
Młodego pytają się znowu, cy mu s i e ta n a d a ; on przyj­
muje pannę młodą tymi słowy: „przyjmuję i dziękuję“ i obróci się
z nią kilka razy w koło.
Młoda oddaje „ r ó z g ę “ drużbie, przyczem śpiewają:
28.
Nie jedne jd sztukę lasu uobesua,
nirnem taki rogdlicek nalazua;
nie jeden jd krygiouecek (wierzchołek) przygięna,
nimem taki rogalicek ucięna;
nie jeden jd kuębek nici wysnuua,
nimem taki rogalicek uwiuua.
„Rózga“, o której mowa, zrobiona jest w ten sposób: Z deszczułki wycinają krążek, mający około dwóch decymetrów średnicy;
w środku jego i u brzegów w czterech miejscach wycinają otwory,
w które wtykają laski; laska środkowa jest dłuższa od czterech in­
nych i przechodzi przez deszczułkę na drugą stronę, tworząc tym spo­
sobem rękojeść, służącą do trzymania r ó z g i . Na owe pięć lasek
nabija się piękne jabłka dobierane, których na okazałą rózgę wychodzi
około kopy; w te pięć jabłek, co są u szczytu, wbija sie małe ko­
łeczki wraz z znajdującemi się na nich laskowemi, złoconemi orze­
chami ; każde jabłko szczytowe zdobią pięcioma takiemi orzechami sy­
metrycznie rozstawionemi, a nadto na środku u wierzchołka r ó z g i

(90)

Atoli bardzo rzadko się to udaje, bo stojący przy powróśle chłopi,
kobiety i dzieci wrzawą i kijami bronią koniom przystępu. Często też
zdarza się, że mniej dobry swat-jeżdziec, przypuściwszy szarżę na owe
powrósło, gdy koń spłoszony nagle się wstrzyma pod nim, spada przez
głowę koniowi i w błocie się „ z b a d u r ń “ (zwala) ku wielkiej uciesze
zgromadzonych. Wreszcie rozbijają garnek pełen popiołu, przestraszone
konie uciekają, a swaty dążą nieraz do domostwa panny młodej
boczną jaką drożyną. Tymczasem, gdy konni rycerze nie mogli zdobyć
drogi przebojem, nadjeżdża wóz z muzyką i kobietami, którym już
nie stawiają takich przeszkód. To też parobek powożący, wsypawszy
koniom po dobrym bacie, w galopie rozrywa powrósło i przejeżdża
zwycięzko.
Wóz zatrzymuje się przed domem, muzykanci stają pod oknami
i grają, a tymczasem wychodzi gospodarz i gospodyni, witają przy­
byłych, częstują wszystkich wódką i zapraszają do izby. Wychodzi
też i panna młoda, wita gości a drużki śpiewają do niej:
25.
A wyjdź-ze moja Wichtuś, wyjdż-ze,
a pocóz tu przyjechali ci ludzie;
a wyjdź-ze moja Wichtuś za progi,
a uchyć-ze panią swaszke za nogi.
%
Wtedy panna młoda wita swaszke i razem wszyscy wchodzą
do izby.
W Brzezinach spostrzegamy pewne zmiany w obrządkach zacho­
wywanych podczas przybycia drużyny weselnej do panny młodej.
Łańcuch zrobiony z powróseł słomianych przeprowadzają tu przed
samym domem panny młodej od płotu do ściany, albo do jednego
z drzew owocowych stojących najbliżej chałupy; nazywają to „ ha­
n i e b n ą (to jest wielką) w a r t ą “. Kiedy weselni od swaszki nadeszli,
domownicy młodej, usłychawszy hałas, wychodzą i pytają nadeszłych:
— Skądeście wy?
— A my stąd a stąd (wymieniają jakieś miejsca). Sukamy sarny
cauką noc, nie mogemy ji najść.
— A my nie wiemy, coście wy za jedni, mozeście wy jakie
zbiegce.
— A my dobrzy ludzie, mamy tu zaświadcenie.— Wtedy jeden
ze swatów czyta na kawałku jakiego papieru ad hoc przygotowanego:
26.
A dzie tu ten stary Jńn, co pod borem uorywau,
kijankom sie uopasawau, nitkom sie podpirau;
na piecu studnie miau, cerpau ją przetakiem....
i t. d. znany pow szech n ie sz e re g n iem ożliw ych rzeczy .

(91)

Po przeczytaniu tego ojciec młodej chwyta papier i rzuca go na
bok, przychodzący rozbijają wiszący na powróśle garnek z popiołem,
rozrywają łańcuch i wchodzą do izby. Panna młoda z drużkami udaje
się do komory, inni goście zasiadają w izbie na ławach i za stołem.
Swacia wyprowadzają z komory po jednej z dziewcząt i przy wypro­
wadzeniu każdej pytają młodego:
— Niech bedzie pokwdlony Jezus Krystus! Panie muody, cy ci
się tez ta nadd?
Pan młody odpowiada: „Przyjmuję, ale nie dziękuję“. Wypro­
wadziwszy wszystkie dziewczęta z komory, prowadzą na ostatku
„ b a b k ę b " d g a l n ą “ (żebraczkę) z kądzielą a za nią pannę młodą
z r ó z g ą w e s e l n ą . Babka młodego wyściska, muzyka gra i śpiewają:
27.
Jidzie widnek, jidzie z komory do izby,
ustąpcie sie ludzie, zęby ni miau ciżby.
Wiuua se dziewcyna widnki
z drobny rutki równianki,
tocuua ich po stole
"ojcu, matce na żale.
Młodego pytają się znowu, cy mu s i e ta n a d a ; on przyj­
muje pannę młodą tymi słowy: „przyjmuję i dziękuję“ i obróci się
z nią kilka razy w koło.
Młoda oddaje „ r ó z g ę “ drużbie, przyczem śpiewają:
28.
Nie jedne jd sztukę lasu "obes"a,
nimem taki rogdłicek nalaz"a;
nie jeden jd krygio"ecek (wierzchołek) przygięna,
nimem taki rogalieek ucięna;
nie jeden jd k"ębek nici wysnu"a,
nimem taki rogalieek uwiu"a.
„Rózga“, o której mowa, zrobiona jest w ten sposób: Z deszczułki wycinają krążek, mający około dwóch decymetrów średnicy;
w środku jego i u brzegów w czterech miejscach wycinają otwory,
w które wtykają laski; laska środkowa jest dłuższa od czterech in­
nych i przechodzi przez deszczułkę na drugą stronę, tworząc tym spo­
sobem rękojeść, służącą do trzymania r ó z g i . Na owe pięć lasek
nabija się piękne jabłka dobierane, których na okazałą rózgę wychodzi
około kopy; w te pięć jabłek, co są u szczytu, wbija sie małe ko­
łeczki wraz z znajdującemi się na nich laskowemi, złoconemi orze­
chami ; każde jabłko szczytowe zdobią pięcioma takiemi orzechami sy­
metrycznie rozstawionemi, a nadto na środku u wierzchołka r ó z g i

(92)

umieszczają bukiet ze sztucznych kwiatów. Nadto jeszcze ubierają
rózgę kwiatami naturalnemi, pstremi piórami, czasem wieszają także
jaja.
Następnie kładą na stole trzy bochenki chleba i ser suchy i na
tern wiążą młodym ręce; ona chce mieć rękę na wierzchu, aby n a d
c h ł o p e m p r z e w o d z i ł a i on także, aż w końcu młody zwycięży.
Z jednego bochenka odkroją część skrajną; takąż z drugiego, jedne
dadzą pannie młodej, drugą młodemu; potem p r z y l e p k i te posolą,
złożą razem „przytulą do kupy, zęby sie muodzi tak kochali“, wreszcie
dają dziadom przy kościele. Trzeci chleb krają na kawałki, które
swaszka wraz z orzechami i s z y s z k a m i rzuca między nagroma­
dzone ciekawe obce dzieci. Swaszka ma nieraz parę garncy „sys e k “. Są to niby duże kluski z białego ciasta pieczone, twarde
i mają po cztery, sześć do ośmiu rogów. Swaszka, jadąc w or­
szaku weselnym do kościoła, rzuca każdemu, kogo spotka po kilka
„ s z y s z e k “.
Po „ r ę k o w i n a c h “ proszą młodzi ojców o błogosławieństwo,
chwytając ich za nogi: „Pobuogosuawcie mnie tyz do kościoua bożego,
do stanu maużeńskiego“. Ojcowie żegnają ich krzyżem świętym a drużki
śpiewają:
29.

Z K rzyw y.

uOj potoc sie, potoc ruciany wianecku, uoj po stole, po stole
do pana uojca, do pani matki, uoj po żale, po żńle.
Przeproś mamusie, przeproś tatusia, cauą rodzinecke,
da ci Pan Jezus, Matka Nńświętsza scęśliwą godzinecke.
Sierocie dodają:
Kogóż przeprosić mamy,
Skoro matusie ni mamy.
Wesele sprawić trzeba, niech ci go dzie sprawią,
do kościoua buogosuawią.
30.
Z izby dziewcyno, z izby,
nie rób matusi ciżby.
Dosiem sie ji narobiuua,
w wińneeku sie naehodziuua,
chlebusiam sie najadua,
jazem nod niego zbladua.
31.

Z Checheł.

uOj przeproś uojca, uoj przeproś matkę, uoj wszyćką rodzinę,
da ci Pan Jezus, Matka Naświętsza, uoj scęśliwą godzinę.

Sierocie dodają:
Jakże ich przeprosić mam,
kiej uojca, matki ni mńm 5
przydźcie rodzice z nieba,
przeprosić mi wńs trzeba.
32.

Paszczyny.

Cemu nie puaces Marysiu?
Hej kamienne serce más,
mamusia puace, a tatuś krzycy,
a ty na to nic nie dbás.
Przeproś mamusie, przeproś tatusia
i cauą rodzinecke,
dá ci Pán Jezus, Nńświętsd Panna
scęśliwą godzinecke,
33.
Z Margosinego wińnka
leciauy pstrósie piórka,
chtóz ci je zbirać bedzie,
kiedy Jasiejka nie będzie?
Przyjedzie Jasio z Rusi,
piórka pozbirać musi.
34.
Z izby Marysiu, z izby
nie rób mamuni ciżby,
dosyć-eś sie tu nabyua,
wianków-eś sie nawiuua,
tdcauaś je po stole,
uojcu, matce na ż&le.
Z sieni wianecku, z sieni,
bedzies miau tam przestrzeni,
z progu wianecku, z progu,
podziękuj Panu Bogu.
35 .

Zabirej sie Maryś z nami,
Nie zaliwej sie uzami;
do kościoua bożego,
do stanu maużeńskiego.
Lesie mój, losie, rozwijej-ze sie,
n&dobna dziewcyno zabirej-ze sie.
Syrze mój, syrze, sus-ze mi sie scyrze;
wszyćko to na jesień, na Jasiową kieseń.

z Brzezin.

Bez progi, moje dziwce, bez progi,
uchyć se mamusinke za nogi.
"Obeźryj sie moje dziwce za sobom,
jak to puaee rodzinecka ża lobom.
Przeproś se dziewcyno "ojca, matkę i cauą rodzinecke,
żebyś se uprosiuna scęśliwą godzinecke.
Młoda śpiewa:
36.
uOj powiadaliście, żem zu& byua,
a teraz mie puacecie,
niech-ze sie "ojcu, matce serce kraje,
po co mie za mąz daje.
37.

Z Łopuchowej.

Do kościoua jedźwa.
Hanusie se weźwa,
do kościoua świętego,
do stanu maużeńskiego,
do stuuy poświącany,
mój Jasiejku kochany.
38.
A wychodź pani m"oda za progi,
a uchyć-ze panią matkę za nogi.
Wychodząc z domu śpiewają:
39.

Z B rzezin.

A u nasy pani matki przed sienią
cyrwienią sie jabuusecka, cyrwienią; —
cyrwienią sie jabuusecka i wiśnie,
przyjechali po Marysie umyśnie.
40.

Z Paszczyny

Juz wszyscy posiadali, ino Marysia nie kce,
Wyjdź-ze mamuniu do ni, pobuogos"awze ją jesce
41.
Nie p"ać Maryś, nie puac,
nie bierze cie smark&c,
bierze cie uroda,
chuopiec, jak jagoda.

(9 5 )
42.

Zielony uorzesieńku, zost&ń przy domeńku,
pocies uojca, matkę i cauo rodzineńke.
43.
Urównej Boże,
moje podwórze,
żeby było równiusieńko;
przyprowadź Panie
moje kochanie
w poniedziauek raniusieóko.
Rozleciauy się
siwe gouębie,
uoj po rosie, po rosie,

po eemześ pozn&u,
Józio Teklusie,
uoj po guosie, po guosie.
Rozleciauy sie
siwe gouębie,
uoj po dębie, po dębie,
po eemześ poznś/1
Józio Teklusie.
uoj po gębie, po gębie.

Zanim drużyna weselna wyjdzie z domu, włazi na wóz (w Łopuchowej) kobieta, zwykle jakaś wyrobnica, przebrana za czarownicę,
w kożuchu obróconym włosem do wierzchu i uporczywie przędzie kądziel. Orszak wychodzi z domu, a spostrzegłszy czarownicę na wozie,
stara się ją wszelkimi sposobami skłonić do ustąpienia, swacia nawet
okładają ją harapnikami; gdy wreszcie nic nie pomaga, muszą się jej
okupić. Wtedy zeskakuje czarownica i wiąże uprzędzioną garstkę z tyłu
u wozu. Jeżeli czarownicą jest „ c i ę t a b a b a “, to bardzo pocieszny
dyskurs prowadzi z nacierającymi na nią weselnikami.
Drużyna weselna szykuje się w ten sposób: Naprzód jedzie na
koniach dwóch swatów, z których jeden „ r ó z g o w y “, czyli „ p a l ­
m o w y “ trzyma rózgę; po nich jadą w parze drużba i pan młody
a za nimi dwaj drudzy swacia, — następnie idzie wóz przepełniony
z panną młodą, ze swaszką, z drużkami i z muzyką. Swacia harcują
na koniach i strzelają z pistoletów, muzyka gra, a drużki i swacia
naprzemian śpiewają, jadąc do kościoła:
44.
Torem swatkowie, torem,
jest ta ściżka za dworem,
a chtóz ci ją torowó,u
Jaś do Hanusie wędrow4u,
45.
Śtyry konie
w magazouie
wszyćkie srokate,
a ma Kasia
śtyry swaty,
wszyćkie bogate.

46.
Jechauo wesele
bez pole
steryma rządkami,
swatkowie
z zieloną rózecką
pod bielusieniecką chustecką.

(9 6 )

47.
Suonecko sie ćmiu"o, ziemia sie pada"a,
jak moja dziewcyna do ślubn jechaua.
48.
Pomauu woźnico, poma"u,
żebyś nńs nie wywalu11 do wauu ;
jagbyś nas wywalu",
tobyś ndm panią m"odą wywalu".
Koleją ty woźnicą, koleją,
niechże sie ludzie z nńs nie śmieją; .
coś ty woźnico zlepiu",
ze ci kó"ecka skrzypią.
49.
Juz my tutak nade wsią, nade wsią,
wybirej se mój Jasiejku nńlepsą.
Kata ja se juz wybiere, wybiere,
Skoro ja juz z Marysieńką ślub biere.
50.
Nima chmury, chmurecki,
wody pe"ne drózecki,
co Marysia nap"aka"a,
Jak do ślubu jecha"a.
51.
Pisa"a listy do "organisty,
hej pisa"a, pisa"a;
przed Panem Jezusem i przed Matką Boską
przysięgę sk"ada"a.
52.
Jechali bez pola,
z"dmń"o sie dwa ko"a,
jedno przednie, drugie zadnie,
swaszcusia nam z woza spadnie.
53.
Juz pomijńwa "organistowe ściany,
jedzie wesele Teklusie bryzowany.

(9 7 )
54.

Piękną rózgę mas swaciku, piękny roboty,
"obiecd" mi nastarsy swńt cyrwony z"oty, —
dadana, —- cyrwony zuoty.
Nie bedzie to tak: dadana,— nie bedzie to tak,
urośnie tu drużbusiowi broda, jak przetak.—
dadana, — broda jak przetak.
55.
Jechauo wesele bez żyto,
nalazuo wilce lelito;
a swatkowie powiadają: zjedzwa to ;
a druzecki powiadają: strzelwa to.
W kościele państwo młodzi przystępują do spowiedzi, słuchają
mszy świętej, poczem organista odśpiewuje: „Veni creator“ i ksiądz
daje ślub.— Jeżeli podczas ślubu świecą się jasno świece, znaczy to,
że się nowemu stadłu będzie dobrze powodziło; gdyby zaś świeca
zgasła, to po czyjej stronie zdarzył się ten przypadek, ten z państwa
młodych pierwej umrze.
W tym samym porządku, jak przybyli, powracają wszyscy
z kościoła, śpiewając:
56.
Podziękujwa Panu Bogu,
wzięliśwa ślub kwaua Bogu,
podziękuj wa po trzy razy,
wzięliśwa ślub przed "obrazy.
57.
Ej, dzie sie nam pani muoda podziaua,
w kościele nam za "ontarzem zosta"a,
a wykręćcie sie swatkowie do koua,
wyprowadźcie panią muodą z kościoua.
58.
"Oj moja dziewcyno, tyś moja, tyś moja,
bom cię wyprowadziu" za rącke z kościo"a.
Zwykle na jakim mostku zastępują chłopcy drogę orszakowi
weselnemu, który musi się im opłacić; za uzyskane pieniądze piją
potem za zdrowie państwa młodych. Po ślubie udają się państwo
młodzi do proboszcza z kołaczem, a niekiedy i do dworów. Z kościoła
udaje się orszak weselny do karczmy, a zbliżając się do niej, śpiewają :
13

(98)
59.

A wystawcie harendńrku póu stouu,
zęby se pAn drużba nie zawdlau żupdna;
a wystawcie harendarko stolnice,
zęby se pani swaszka nie zwńlaua spódnice;
a wystawcie harendńrko "awecki,
będą siedzieć druzecki;
a wystawcie harendarko kąciki,
będą stauy swaciki.
W karczmie tańczą, jedzą i piją nieraz cały dzień i noc, sto­
sownie do zamożności wesela, a skoro już zamierzają wracać do
domu, śpiewają:
60.
Do dom swatkowie, do dom, bo juz cas, —
wyjedliście harend&rce z becki kwas.
Kapusteście ji wyjedli
do guówecki do jeany.
61.
Pódżwa do dom, pódżwa do dom,
tatuś zabiu11 królika; —
lepsy królik, lepśy królik,
niźli w karcmie muzyka.
62.
Wiwat swatkowie, wiwat,
nie zapociliście piwa,
gorzńueckeście nie zapuacili,
boście sie na ni upili.
Teraz wszakże bardzo rzadko udają się z kościoła do karczmy,
a w niektórych wioskach księża potrafili już zupełnie usunąć ten zgubny
zwyczaj; udają się więc z kościoła prosto do domu swaszki i tu się
zabawiają przez pierwszy dzień wesela. Są to „ s w a s z c y n y O Swaszka
uracza gości, obnosząc wódkę i kołacz na przekąskę; wszyscy bawią
się i tańczą, śpiewając pieśni o swaszce, które przytoczyliśmy wyżej,
a także następujące:
63.
A coz to tu za wesele,
co go ino dzień,
swaszcusia sie przycuniuua
na cany tydzień.

A cóż to tu za wesele,
co go nie suychać,
ani jaduo, ani piu^o,
ni może dychać.

(9 9 )

64.
A u nase swaszeusie, swaszczycki,
stoi ta śtyry stogi pszenicki,
trzebaby ta muocka dobrego,
zęby wymuóciuu do kuósecka jednego.
65.
Tajcowńuby drużba,
ale ciasnń jizba;
niech idzie do sieni,
bedzie mu przestrzeni.
66 .

Śtyry konie na wygonie, wszyćkie siwiuteńkie,
ma pani muoda śtyry druzki, wszyćkie Uadniusieńkie.
Na „swaszcynach“ fundują napitek wspólnie, a mianowicie, każdy
swat, drużba i swaszka kupują po pół kwarty wódki. Po śniadaniu,
na którem też oprócz wódki i kołacza ser suchy ważną odgrywa rolę,
drużba zarządza tańce, które podczas ciepłej pory roku, gdy izba za
szczupła, odbywają się w stodole na boisku. Dwaj swacia z rózgą, trzy­
mając za końce chustkę, wychodzą najpierwsi i po pod chustkę się
przekręcają; za nimi w taki sam sposób przechodzi drużba ze swaszką,
potem z gośćmi weselnymi, aż do dwudziestu czterech par. Nareszcie
kłania się drużba wszystkim czapką i zachęca do zabawy słowami:
„Swątkowie prosęu i puszcza się w tany pierwszy, a za nim inni.
Po drużbie tańczy starszy swat w pierwszej parze, a obiegłszy izbę
dokoła, częstuje wódką wszystkich tańczących; kolejno tańczą wszyscy
swacia w pierwszej parze, goszcząc się w podobny sposób. Tańczą tak
do późnej nocy, aż w końcu wszyscy zmęczeni, kładą się gdzie kto może,
aby się przespać i aby na drugi dzień tańczyć tu jeszcze do południa.
Koło południa cały orszak weselny udaje się do domu panny
młodej. Ojciec jej wychodzi na spotkanie z flaszką przed dom i zaprasza,
a swaszka śpiewa:
67.

Z Brzezin.

A wyjdze do nas, a przywitejze n&s, pod śliwy, pod śliwy,
bo pod twojem kochaneckiem koń siwy, koń siwy.
A wyjdze do nas, a przywitejze nńs pod scepy, pod scepy,
bo pod twojem kochaneckiem koń ślepy, koń ślepy.
A wyjdze do nńs, a przywitejze nas, pod sady, pod sady,
bo pod twojem kochaneckiem koń gniady, koń gniady.
A wyjdze do nas, a przywitejze n&s pod gruski, pod gruski,
przywitejze swaszcusie i druzki.

( 100 )
68 .
Za"ozyli nam wrota
sabelką ze z"ota,
przyj edzie Jasiejek z Rusi
"od"ozyć wrotka musi.

Z K rzywy.

Ej radziście ta gościom,
radzi, cy nie radzi,
mś,cie ich ta kouo ścian,
stać nam ta nie zawadzi.
69.

Z Paszczyny.

Cyście radzi, cy nie radzi tym gościom,
a niechże sie nie tu"ają kouo ści&n.
Jageście n&m radzi "otwórzcie,
a jageście nie radzi za"óżcie.
70.

Z Łopuchow y.

A cyście nam tu radzi, nie radzi,
Bo sie nas tu ca"a banda prowadzi;
a jageście n&m radzi "otwórzcie,
jageście n&m nie radzi, za"ózcie.
Swacia śpiewają w Brzezinach:
71.
A cyście nam ta radzi, nie radzi,
bo sie nś,s tu wielgd kompanijó, prowadzi,
a bo nas ta nie wielgd dwanaście,
przecie se n&m usiąść każcie.
Drużki odpowiadają na to:
72.
A są tu u pani m"ody "awecki,
to se posiędą druzecki;
a są tu u pani m"ody aawcyska,
to se posiędą swaciska.
Skoro wejdą do izby, raczą ich gospodarze napitkiem i prze­
kąską, poczem swacia idą spraszać sąsiadów i inne osoby. Naprzeciwko
sproszonych gości wychodzą rodzice panny młodej i pan młody z mu­
zyką i poczęstunkiem, wprowadzają ich do mieszkania, tam ich pogoszczą, a potem prowadzą wszystkich dla zabawy na boisko. Goście
w tym dniu przynoszą zwykle ze sobą napitek. Podczas zabawy mię­
dzy innemi piosnkami, które się powtarzają, śpiewają także:
73.
Wesele, wesele, ale nie kużdymu,
ino pani m"ody i panu muodymu.

( 101 )
74 .
O wesele, o wesele, o weselina,
uciescie sie wszyscy ludzie, caua rodzina.
76.

75.
Uciesce sie ludzie
w ty wójtowy budzie;
jak sie uciesyeie,
to ją rozwalicie.

Swatem ci ja, swatem
na weselu na tern ;
na drugiem nie bede,
bo sie żeniuu bede.
77.

Trzy nocki my zmitrężyli,
ni my jedli, ni my pili.
78.
Oj wesele Kaśki nasy, Maćka nasego,
a jak ci sie nie podoba, nie chodź za niego.
79.
O wesele, o wesele, ale maluśkie,
ale uono Panu Bogu bedzie miluśkie.
80.
Jesce nie do dom swatkowie, jesce nie do dom,
jesce kura nie zawrzaua, surowy ogon.
81.
Wesele, wesele, ]k se pani muod&,
wolno mi pogadać z kim mi się podoba;
wolno mi pogddać, wolno mi sie napić,
ino mi nie wolno wianecka utracić.
82.
Na ropcyckiem polu rośnie tatarecka,
Jasiek i Marysia, to uadn& parecka.
83.
Do nas swatkowie, do nas,
earne "oceńka u nas,
bo my je farbowauy.
— Dziezeście farbę brauy?
Kupowany my w mieście,
dauy my za nie dwieście.

( 102 )
Żartując śpiewają:
84.
Prosili nńs na wesele, jak na jakie dziwy,
panna muoda jak jagoda, a pan muody krzywy;
pani muoda w piecu siadń,
a pan muody mysy jadL
85.
Wesele sie końcy,
mamunia nie tśńcy;
nie bedzie wiedziaua,
ze córkę wydaua,
Wieczór dają gościom ś n i a d a n i e , to jest raczą ich barszczem
i kołaczem, przyczem piją, dopiero później w nocy zastawiają uobi&d.
Składa się on z takich dań: groch z rosołem, mięso z kapustą,
karpiele (brukiew), kasza z flakami, które muszą być ua weselu ko­
niecznie i kasza jaglana. Państwo młodzi nie jedzą mięsa, boby się
im b y d uo ni e d a r z y uo. Podczas obiadu śpiewają:
86.

Chechły.

Gruba kapusta Wichtusiu, gruba kapusta:
cemuś rano nie wstajaua,
kapusty nie ukrajaua?
grubd kapusta.
uOstecki w kasie Wichtusiu, uostecki w kasie:
cemuś rano nie wstajaua,
kasę nie wyuopouaua?
poddwiwa sie (podławimy się).
87.

Paszczyna.

Kapusta nie dobrń, nima na ni sadua,
powiedziaua kucharecka, ze sucka zjadua.
Kapusta nie dobra, bo nima spyrki,
powiedziaua kucharecka, ze zjaduy dziwki.
Zimińki nie dobre, bo wcora skrobane,
i rosóu nie dobry, bo z wirchu zbirane.
Pirogów nima, dzie sie podziauy,
wlazuy koty do pieca i porozdzirauy.
Przy końcu obiadu:
88.

C hechły.

A cóz to tu za kuchńrz byu, co mięso warzu11,
co nalepsą przyprawecke pod komin wraziu".

(1 0 3 )

Po cóz n&s tu za ten stolik wsadzili,
kiedy my tu śkl&nki piwa nie pili,
ani my tu skórki ekleba nie jaduy,
po co my tu za ten stolik zasiaduy.
8 9»

K rzyw a.

A podziękujmy naprzód Panu Bogu
i gospodarzowi i gospodyni za uobiód,
ze sie nam tu na tym stoliku smacnie zjad.
Po cóz my tu za ten stolik zasiedli,
kiedy my tu skibki ekleba nie jedli,
ani my tu śkldnki piwa nie pili,
a cóz my tu za tym stouem robili.
A byuy tu na tym stoliku piecenie,
zabrali je panowie swatkowie w kiesenie,
uO kucharzu, uo kucMrzu, cóześ n&m uwarzuu,
co n&lepsą pieconecke pod nalepeś wraziu".
Po obiedzie:
90.

Paszczyna.

A wy druzecki swoje "yzecki pomyjcie,
a wy swatkowie swoje talyże uobliźcie.
91.

K rzyw a.

Nie raźnyś ty marsauecku, nie raźny,
druzecki ci za stolikiem zamarzuy,
wykręć-ze sie marsauecku do koua,
a wyprowadź te drużynę z za stoua.
Gdy się obiad kończy, panna młoda ucieka i kryje się, a ko­
biety gaszą wszystkie światła, aby jej ucieczkę ułatwić i zastępują
swatom drogę, którzy ją chcą ścigać natychmiast. Podczas gdy panna
młoda się kryje, drużki śpiewają:
92.
Paszczyna.
Do jamy mysko, do jamy,
a ty kocurku za nam i;
do jamy myska uciekua,
bo sie kocurka przelękua.

98.
B rzeziny.
Wysua, wysua kawula z łasa,
wyjadua, wyjadua stajanie prosa.
A dzie uona? — W stodole,
patrzy dziurką na pole.
Łopuchow a.

H3■JL Oi J " M
*
'SLU 4

U —cie—kua mi

~~§~
W

S

J— ■
-p 1

-J

J

nie—bo — ra — cek

ii

i—
.'r~
- 4-

p rzep ić—recka

w proso,

^ ^ 1T S
i
9 -.-r
Ł _j
I
-1r
[

1

=1



bo — so.

:
:: 1

- j-f* -4f 4 4-----9
a

ja

.

za

n ią

-

-

3

(1 0 4 )

Uciekua nam przepiórecka w proso,
a ja za nią nieborńcek boso,
trzebaby sie pani matki spytać,
cy pozwoli przepiórecke chytać.
— A chytejcie swatkowie, chytąjcie,
jino sie ji piórek nie tykej ci e,
żebyście się bardzok nie gniwali,
co zginęuo, do rącek uoddali.
Ostatnie cztery wiersze, śpiewają w różnych wioskach inaczej
i tak :
B rzeziuy.

Chytej-ze se przepiórecke, chytej
jino sie ji piórecek nie tykej.
— A jakby ja przepiórecke chytd",
żebym sie ji piórecek nie tykd"?
Chechły.

A chytejze mój Franusiu chytej,
jino sie ji piórecek nie tykej,
chytej-ze ją nizy zapasecki,
wprow&dź-ze ją do ty kómórecki.
Paszczyna.

Zauóz-ze se mój Jasiejku siei,
sama ci sie przepiórecka chyci.
Swacia tymczasem przyprowadzają odszukaną pannę młodą, lub
przynoszą ją , albo przywożą w opałce na taczkach, lub na kolcach
i oddają swaszce, która z młodą i ze starszymi kobietami udaje się
do komory i tam przystępuje do aktu czepin. Przez ten czas swacia
po za domem strzelają na wiwat z pistoletów, a drużki, stanąwszy
u drzwi komory w sieni, śpiewają:
95.
Pukejcie, pukejcie do ty nowy budki,
niech nam ta "otworzą, niech nam dadzą wódki,
my nie chcewa wódki, ino okowity,
jino nńm nie róbcie z Hanusie kobity.
96.
W ty kómórecce, w ty nowy,
cesa"a Marysieńka len bia"y,
jak ci go wycesaua, tak spletła,
i zaraz do Jasiejka uciekła.

(1 0 5 )
97.

1 . Dzieześ ty żelezie,

2. Wylazua ci w wi&necku,

kiej cło nńs wylezies;
wylazua ci, jak lalka,
bedzie potem jak babka.

bedzie potem w cypecku,
wylazua ci w rucianym,
bedzie potem w nicianym,
98.

Zakwituy, zakwituy na scepie jabka,
zacepcie Hanusie, kńzaua matka.
Zakwituy, zakwituy na trześni jagody,
zacepcie Hanusie, kńzńu nńm pan muody.
Zakwituy, zakwituy na śliwie śliwki,
zacepcie Hanusie, kazauy dziwki.
99.
Zakukaua kukuuecka na ro li,
zacepciez mi Hanusieńke powoli;
zakukaua kukunecka na między,
zacepciez mi Hanusieńke cemprędzy;
zakukaua kukuuecka na śliwie,
zacepciez mi Hanusieńke scęśliwie;
zakukaua kukuuecka na kouku,
zacepciez mi Hanusieńke na stouku.

100

.

Na ulicy krowa rycy niepodojonń;
siedzi Kasia kouo Jasia niezacepiona.
101 .

Jak cie będą eepić, poźryj do powauy,
zęby twoje dzieci cńrne nocy miauy.
102.

Zakukaua kukuuecka na buku,
krzywoście ją zacepili na uchu;
inoście ją spaskudzili,
a przecie sie Boga bójcie,
cypcyska ji naprostujcie.
Zakuka"a kukuuecka na kole,
krzywoście ją zacepili na cole;
zakukaua kukuuecka na grusce,
powidz-ze mój Jasiejku, cy mi uadnie w chusce,
zakukaua kukuuecka na śliwie,
zacepze sie moja Maryś scęśliwie.
14

(

106 )
103.

Z Krzywy.

Juz ci cas, juz ci cas poprzestać,
moja Maryś, moja Maryś bryzo wać,
stązeeki, śpilecki, dejze se je matusieńce pochować.
Na kouek, na kouek wianku ruciany,
na guowe, na guowe cepcu niciany.
Zakukaua kukuuecka na lesie,
cosik Jasiu Teklusieńce przyniesie,
przyniesie ji śtyry cepce, albo sześć,
wybirejse Teklusieńku, chtóry chces.
A cyześ ty Teklusieńku we skrzyni,
wkiejze n^m tez te guówecke wyscynis;
a cyześ ty Teklusieńku w żelazie,
wkiejze nam ty Teklusieńku wylazies.
104.

i

i

Łopuch owy.

~4r n ś - j Żebyś ty

chm ie—lu

na

ty —cki

i
byś

ty

z p a —n i—nek

uiew iast.

Żebyś ty chmielu na tycki nie Ińz,
nie robiuubyś ty z paninek niewińst,
uoj chmielu nieboże,
niech ci Pńn Bóg dopomoże,
uoj chmielu nieboże.
uOj chmielu, chmielu, ty wielkie ziele,
nie bedzie bez ciebie żńdne wesele
uoj chmielu nieboże,
co na dóu, to ku górze
uoj chmielu nieboże.
uOj chmielu, chmielu, ty rozbójniku,
zdradziłeś Wichtusie na pasterniku,
uoj chmielu nieboże,
co na dóu, to ku górze,
noj chmielu nieboże.
uoj chmielu, chmielu, ty wielkie liście,
wzięniście Wichtusie zacepiliście,
uoj chmielu nieboże,
niech ci Pan Bóg dopomoże,
uoj chmielu nieboże.

laz,

nie

robiuu —

(1 0 7 )

105.
Piuuybyście, piuuy, pijanice piuuy,
inoście Marysie krzywo zacepiuuy;
niech ta bedzie krzywo, niech będzie pochyuo,
ale Jasiejkowi bedzie bardzok miuo.
106.
Nie ddmy, nie d&my dziewcyny cłPopcu,
aże nam przyniesie gorzauecki w skopcu.
Nie d&my, nie damy chuopcu dziewcyne,
póki nie wyniesie z komory pierzynę.
107.
. a _. tt

ff..

w -

K -

r

^



1.
2.

C e—pi — li
Z a —c e p —cie

.
P

J

K

S
a

fs
a

>

T* -

j

9

g o —rza — u e — cki
g o —r z a — ue — cki

9

tu
tu

pa—nią m uo—dą,
p a—n ią muo —d ą.

_

.

...

. ___________

■t
-h
•- h
—1--------1--------1-----ce—pi — li.
za—cep — cie,

. _

h ------- hV ------- fVr— -

i
dwa
śte —ry

g ar—ce
g a r—ce

wi — pi — li.
w y—ch lej—cie.

Cepili tu panią muodą, cepili,
śtyry garce gorzśPecki wypili.

Zacepcie tu panią muodą, zacepcie,
śtyry garce gorzauecki wy chlej cie.
108.

A zdymcie ją z tego krzesła przecie,
bo ją cypiec do ziemi przygniecie.
Po czepinacb wprowadzają pannę młodą w czepcu do izby
i śpiewają:
z Łopucho wy.

110 .

Zakwitny, zakwituy w maju żyta,
juz Hanusia nie paninka, ino kobita.

(1 0 8 )

111 .
A mój Jasiejecku, co n&m ty d&s za to,
cośmy ci zrobili kobitę na lato.
Panna młoda śpiewa:
112 .

Dziękuje ci matko, żeś mie wychowaua,
za to nie dziękuje, w niewoleś mie daua.
Następnie drużba bierze panią młodą do tańca, a przetańczywszy
z nią w koło, oddaje panu młodemu. Ten chce tańczyć, ale młoda
kuleje. Zdziwiony, że ze zdrową się ożenił, a ma kalekę, pyta, co
się stało. Odpowiadają mu, że panna młoda zdrowa, na dowód czego
tańczy z nią drużba znowu, a taniec idzie gładko 5 jednakże gdy pannę
odda młodemu, ta powtórnie utyka na nogę. To się powtarza do trze­
ciego razu, nie bez dowcipnych i wesołych żarcików. .Wreszcie wy­
szukują z pomiędzy siebie doktora, który wziąwszy młodą za nogę
i naśladując głosem po trzykroć trzask zestawianych kości, jakby jej
wytkniętą nogę w stawy wprowadzał, uzdrawia młodą.
Czasem stroi się doktor w kożuch do góry włosem wywrócony,
opasuje się powrósłem, na głowę wkłada czapkę, wywróconą na wierzch
podszewką, czerni sobie twarz, a zamiast fajki bierze do ust stosowny
kawałek kija; tak ustrojony przystępuje do operacyi nogi. Jeżeli doktor
jest dowcipny, do łez rozśmiesza zgromadzonych. Widziałem taką scenę
w Straszęcinie pod Dębicą.
Potem tańczy młoda z panem młodym, a drużki śpiewają:
113.
Ną tamty stronie kwitnie tatarecka,
Marysia i Jasiek to uadná párecka;
uadná to párecka, uadne dwoje ludzi,
jak Marysia zaśnie, Jasiek ją "obudzi.
114.
Kwáluueá sie Jasiu, ze más majintności,
más te burnusine, co przykrywa kości;
kwalu"eś sie Jasiu, ze más maue lata:
wąsy, jak pocioski, broda jak u capa;
kwáluueá sie Jasiu, ze más dużo bydua,
a w twoi stajince same motowidua;
kwáluneé sie Jasiu, ze wás ino dwoje;
w kużdym kątku po dziciątku a za piecem troje;
kwáluueá sie Jasiu, że más dużo kacek:
jak Marysia zajechaua, to w popiele placek;

(1 0 9 )

kwáluueá sie Jasiu, ze ty más pauace:
a w twojem burdelu same podpirace;
kwaluueś sie Jasiu, ze más dużo gęsi:
a jagem ta zajechaua, podziały sie dziesi;
kwaluueś sie Jasiu, że más bydua dużo:
krowine bez rogów, kobylinę guzo;
kwáluues sie Jasiu, ze más dużo świni:
jak Marysia zasua, same mietuy w sieni.
Kwáluues sie Jasiu, ze ty más pauace,
zasua já do ciebie, same podpirace;
kwáluues sie Jasiu, że más podusecki,
zasua já do ciebie, posuáueá mi siecki.
Opuściwszy młodego, tańczy panna młoda kolejno z każdym, kto
tylko jest w izbie, tak z mężczyznami, jak z kobietami,— a każdy
kładzie jej na tackę po kilka lub kilkanaście groszy. Podczas tych
tanów śpiewają ciągle.
Panna młoda śpiewa do matki męża po odtańczeniu z nią:
115.
Między brzegami mętnń woda chodzi,
żadnń ta synowa matce nie dogodzi.
— Ląż-ze se synowa, bo ci sie juz drzymie,
przeleż-se sie, przeleż na moi pierzynie.
— Wstńń-ze juz synowa, boś sie juz wyspaua,
wydój-ze te krowy, coś jicb nazganiaua.
— Wiedziauaś ty matko, ze ja krów ni miaua,
pocóześ ty do mnie sama przysyuaua.
— Stul-ze pysk synowa nie "otwirej gęby,
bo chyce kaminia, wybije ci zęby.
— Jesceś mi ty matko chleba nie dawaHa,
żebyś mi kaminiem zęby wybijaua.
Zęby ji synowń zuote kwiaty szyua,
to i tak nie przyznń, ze ji co robiuua.
Drużki:
116.
Nie kciauaś Marysia chleba pszenicnego,
a tera "ugryzies żelazua kwardego;
nie bedzies Marysiu w cebrze wody nosić,
bo ji bedzies miaua pod uocami dosyć;
nie bedzies Marysiu drzewek sama rąbać,
bo sie będą same bez plecenta uńmać.
Kobiety:
117.
uadnie ci Marysiu, "adnie ci jes w chusce,
ino jń sie uo to gniwam, ze ci nie druzce.

( 110 )
Młoda:
1 18.

Wolałabym byduo pńsńć, wo"ać: da, dana!
aniżeli cćpca szukać kużdego rana.
Młoda i drużki:
119.
Wianecku ruciany juześ sie mi zminiu",
juz sie mi nie bedzies na g"owie zielenin".
Pod "awe, pod uawe wianecku ruciany,
na g"owe, na guowe cepecku niciany.
Pouozys ty bryzowanie uoj na stole, na stole,
weżmies-ze ty dziciątecko uoj w podole, w podole.
Wesele, wesele, juz to po weselu,
schowej se wi&nusek w "ogrodecku w zielu;
schowej-ze go w zielu, przykryjze pokrzywką,
choćbyś sto lat żyua, juz nie bedzies dziwką.
Drużki:

120 .
Nie kciana Hanusia, co ji dawali,
wolaua Jasiejka za dwa talary;
nie kcia"a Hanusia kromecki cbleba,
wolaua Jasiejka, bo go ji trzeba.
u0 moja Hanusiu kompaniuuaś z nami,
a teraz nie bedzies ino z kobitami.
Kobiety:
121 .

Nauc-ze sie "gać Wichtusiu, nauc-ze sie "gać,
wyprowadź go w cystę pole,
uciekej mu ku stodole,
"obiecej mu dać.
Gdy już panna młoda z każdym przetańczy, przenosi sie całe
towarzystwo na boisko, jeżeli izba jest za ciasna i tam zabawa trwa
do rana. Skoro się goście mają rozchodzić do domu, młoda żegna
ich, śpiewając:
122 .

Dziękuje wam moi ludzie, co mi s"uzycie,
jak ja bede gospodynią, to mie użrycie.
Dziękuje wam moje kąty
i nńlepa i piec piąty,
chto was lepiu" bedzie,
skoro mie nie bedzie.

( 111 )
Dziękuję wám moje progi,
co chodziuuy moje nogi,
chto tu chodziu" bedzie,
jak mie tu nie bedzie.
W Brzezinach odbywają się cepiny nieco inaczej:
Gdy panna młoda od obiadu ucieknie, muzyka gra a swacia
z drużbą szukają młodej, która się zwykle kryje w komorze. Swacia
przyprowadzają drużbie różne baby i dziewki, pytając się go, czy ta
jest panną młodą, ale on obróci się z każdą trzy razy do koła, uderzy
w „ p ń l e ń “ laską, dziewczynę lub kobietę puści, wołając: „Kochani
swatko wie, starejcie sie, bo to nie wygodne“. Niekiedy przyprowa­
dzają mu jeszcze chłopa odzianego po kobiecemu, ten z drużbą puszcza
się w zapasy i wynosi go do sieni; inni krzyczą wtedy: „Drużbę
nam ukradli!“ Wreszcie przyprowadzają pannę młodą, ale ona po trzy­
kroć ucieka, aż wreszcie sadzają ją przemocą na środku izby na
małym stołku, który zwykle służy do dojenia krów. Druźki śpiewają:
12B.

A moja Marysiu przestań się bryzować
stązecki, śpilecki dej mamusi schować.
Jak cie będą cepić poźryj do powauy,
coby twoje dzieci cńrne uocy miauy ;
jak cie będą cepić, pożryj do tragńrza,
żebyś wychowaua syna na cesarza.
Hec, kiec, moje dziwce, hec, kiec,
wińnecek na kouecek, a na guówke cepiec.
Panna młoda kopie stołek nogami i nie chce usiąść; kiedy już
usiędzie, to zakładany jej przez swaszkę czepiec zrzuca do trzeciego razu,
a młody kładzie jej go na czoło; wtedy młoda rzuca mu czepiec
w oczy, wreszcie chowa pod kolana, a dopiero kiedy młody go wy­
najdzie, swaszka pannę młodą czepi. Ta zaś śpiewa:
Niescęśliwa godzinecka na świecie,
a chtóz mi ten ślicny warkoc rozplecie.
Skoro swaszka zaczepi pannę młodą, mówi a potem śpiewa:
— Jes <jouek w guowie, starejcie sie, cobyście go zarównali.
125.
Dawejcie śrybuo,
zęby sie ji wieduo byduo,
a chto nimá miedzi,
A chto scyry,
to niech w chaupie siedzi.
Niech dá i papiry;

( 112 )
Zbierają dla młodej pieniądze, a drużki śpiewają razem z ko­
bietami :
126.
Niemiuo mamusieóce, niemiuo,
bo sie ji dziciątecko zminiuo ;
jesee bedzie mamusieńce niemili,
kiedy bedzie w kolibecce: li! li! li!
Nie damy, nie damy dziewcyny chuopcu,
póki n&m nie przyniesie gorzauecki w skopcu ;
nie widać, nie widać z gorzduką chłopca,
posed se do rzeki wymywać skopca.
Muody, muody, dej gorzki wody,
a uona ci za to swoi wygody.
Wylazua, wylazua z pod ndlepy żabka,
z nasy pani muody zrobiuua sie babka;
wyłaz, wyłaz z pod n&lepy racuś,
z nasego muodego ost&u ino kwacuś.
Młoda śpiewa:
127.
Pouozyli dziciątecko na śliwie,
zacep-ze sie moja Maryś scęśliwie.
Pije do młodej, która mu po trzykroć zalewa oczy wódką,
a inni śmieją się z niego, że płacze. Znowu śpiewają:
128.
Zakukaua kukunecka w fuzyji,
zacepili kochanecke, suuzy ji;
zakukaua kukuuecka na l&sce,
a cóz ci juz moje dziwce po swaszce.
W dalszych ośmiu wierszach powtarza się to samo, ale zamiast
„na l a s c e “, śpiewają: „na wirzbie“, „na wacie“, „na grusce“, „na
scypku“, — a zamiast „po swaszce“, dodają „po drużbie“, „po swa­
cie“, „po drużce“, „po skrzypku“. Młoda śpiewa:
129.
Zakukaua kukuuecka na buku,
krzywoście mie zacepili na uchu;
zakukaua kukunecka na lesie,
a co mi ta mój Jasiejek przyniesie?
Młody:
130.
Śtyry cepce, śtyry cepce, abp. seść,
zacep-ze sie moja Maryś w chtóry chces.

(1 1 3 )

Młoda:
131.

W ty komorze, w ty kómorze, w ty nowy,
cesaua se pani muodń len bińuy,
cesaua se len biauy i wuosy:
wydajes mie moja matko z rozkosy,
wy daj es mie moja matko na rolą,
bede jadua kapuścine jauową.
A weźcie mie z tego stouka weźcie,
bo mi cepiec bardzo guowe gniecie,
a weźcie mie z tego stonka zaraz,
zęby sie mi mój wianeeek nalaz.
Drużki:
132.
Tańcowaua pani muoda śmiele,
wypaduo ji z podouecka ziele,
a to ziele wiele kosztowauo,
śtyry wouki z obory wygnauo.
Jedna pńra w harende wydanń,
druga para dziewcynie na wiano.
Turbuje sie moja mama, turbuje,
ze ci nimń Iń Marysie krasule;
nie turbuj się moja mamo, nie frasuj,
bo to stoi w stajenecce sześć krasul.
133.
Posuo dziewce po wodę,
wzięuo z sobą urodę
i zielony zban ;
rozbiu" ji go pan.
„Moje dzićwce nie puac-ze,
jś, ci ten zbńn zapuace,
chustecke ci dam“.
W dziewięciu następnych zwrotkach pan ofiaruje z kolei dzie­
wczęciu „korale“, „gorsecik“, „koszulkę“, „fartusek“, „ciżemki“, „świnińrza“, „fornala“, „lokaja“, a w końcu powiada: „i sam ci sie dam“.
Swaszka i kobiety:
134.
Przyjechali gubernaci (liweranci) z Berna
pytali sie, po cemu ta weuna.
Po dukacie, chtórń nietykana,
po grajcara, chtóra pomyrchanA.
15

( 114 )
Piej, hej, nieboga,
uciec ni mogua
z kądzieliną swoją.
Młoda odpowiada :
135.
Já ze swoją kądzieliną między progi,
a za moją kądzieliną dziad ubogi;
já ze swoją kądzieliną pod koryto,
nalazuam se śtyry bite, dobre i to;
já ze swoją kądzieliną do kościoua,
a za moją kądzieliną caua szkoua.
136.
Kwaluueś sie chłopce, ze más muode lata:
wąsy jak poeioski, broda jak u capa;
kwaluueś sie chnopce, ze ty más pauace,
skorom já ta zasua, same podpirace;
kwáluueá sie chuopce, ze más budynecki,*
skorom já ta zasua, same spruchniáuecki.
Potem młody śpiewa z matką lub ze swaszką: „Uciekua mi przepiórecka w proso...“
Po czepinach wychodzą znowu do tańca na boisko. Skrzypek
odwraca skrzypce i gra na ich stronie przeciwnej, co nie wydaje ża­
dnego głosu, odzywa się więc do pani młodej:
— „Coś sie mi pani muoda stało, ze mi skrzypce nie kcą grać!“—
a gra dopiero wtedy, gdy mu . młoda da parę groszy albo wstążkę.
Wtenczas to młoda tańczy z każdym dobrze, tylko z młodym kuleje;
śpiewają mu na to :
137.
A dzieześ ty chuopce swoje uocka podzián,
coś se ty takie kulásisko nobráu.
Owa komedya powtarza się trzy razy, wreszcie jeden ze
swatów łamie nad młodą kij i powiada: „ze sie naprawiuua szwankowna noga“. Wtedy młody długo jeszcze tańczy, tak zwaną spu­
ściznę“.
Swacia i drużki rozchodzą się po czepinach, inni nadedniem.
Dnia trzeciego bawią się jeszcze starsi pijatyką.
W pierwszą niedzielę po weselu zgromadzają się znów wszyscy
w domu rodziców panny młodej i odbywają się „poprawiny“ ; czasem
także bawią się na „przenosinach“ panny młodej na nowe gospo­
darstwo.
Jeżeli się młody ożenił już nie z panną, to śpiewa sobie:

( 115 )
138..

uOżeniuu ci jń sie, nożeniuu, ożeniu11,
ale nie z paninką, Boże mój, Boże mój ;
prawda ci to, prawda, prawda doskonauo,
ze dzie wody dużo, pocciwości mauo.
Goście weselni ubierają się, jak kto może; każdy wdziewa na
siebie to, co ma najporządniejszego. Swacia tylko starają się, aby
ubiór ich wszystkich był podobny; szczególnie lubią się ubierać w ciemne,
czarne płaszcze, a każdemu z nich powiewa przywiązana w dziurce
od guzika czerwona, perkalowa chustka. Nakładają też na głowy
jednakie czarne, barankowe czapki z bukietem sztucznych kwiatków.
Drużki odznaczają się tern tylko, że wpinają sobie we włosy bukiety
ze sztucznych kwiatów, albo też wkładają na głowę całe wieńce, „gierlandy“ z takichże kwiatów robione. Panna młoda miewa na głowie
wianek z rozmarynu, czasem z mirtu, a pan młody nosi bukiet przy
czapce i chustkę u guzika, podobnie jak swacia.
b)

Wesele

mi ej s k i e.

Mieszczańskie wesela bywają p r o s z o n e i n i e p r o s z o n e . We­
sele p r o s z o n e jest bogatsze i wystawniejsze; spraszają na nie prawie
całe miasto, dlatego kosztuje bardzo wiele; to też tylko bogatsi od­
prawiają takie wesela, ale zdarza się to obecnie bardzo rzadko. Oprócz
większej liczby gości i swatów, zwanych^w mieście „ m u d z i a n a m i “
(młodzianami), oprócz większej wystawności w jadle i napitku, nie różni
się obrzędami wesele p r o s z o n e od nieproszonego, jeno uroczystszem
zaproszeniem.
Z r ę k o w i n y. Skoro na z a l o t a c h strona majątkowa została
pomyślnie załatwiona i okazało się przytem, że dziewczyna mń s er ce do
z a l o t n i k a , wtedy odbywają się z re k o wi ny. Obierają na to dzień
czwartkowy. Na tę uroczystość spraszają więcej gości (stosownie do
zamożności), pan młody kupuje piwo i wódkę, w domu panny młodej
w a r z ą s p y r k ę , pieką chleb, gotują h a r b a t e , stawiają ser i masło.
Sam akt z r ę k o w i n odbywa się w ten sposób, że kładą na stole
bochenek chleba i ser cały, z jednej strony stołu panna, z drugiej
kawaler podają sobie ręce, które im wiążą chustką ponad chlebem
i serem. Podczas gdy dziewczyna podała prawą rękę do wiązania,
lewą trzyma z a p a s k ę za końce, a kawaler wolną lewą ręką wrzuca
jej do podonka podarunek, składający się z kilku lub kilkunastu sztuk
srebrnej monety t. j, cwancygierów lub talarków. Potem piją młodzi na
swoje zdrowie po trzykroć do siebie, piją też i inni obecni za ich
zdrowie i zabawa przeciąga się do późnej nocy.
Z a p o w i e d z i . W sobotę idą do proboszcza dać na zapowiedzi,
przyczem było we zwyczaju dawniej, że czytając zapowiedzi dodawał

(1 1 6 )

proboszcz przed nazwiskiem kawalera i panny tytuł: „sławetny“, „sła­
wetna“ i za to kazał sobie płacić osobno. Ja raz tylko jeszcze w roku
1883 słyszałem taką zapowiedź, ale tytuły te były już wyszły ze zwy­
czaju tak dalece, źe wówczas śmiano się w mieście z tej zapowiedzi.
Bp r o s i ny. Na dwa dni przed ślubem, popołudniu zbierają się
„mudzi&ny“ u drużby, skąd mają iść zapraszać na wesele po przeznaczonych
domach. Wieczorem drużba w kapocie polskiej, granatowej, opasany
pasem słuckim jedwabnym, różnokolorowym, z laską wstążkami przy­
braną idzie naprzód, a za nim postępują m u d z i a n y , których jest
zwykle dwunastu. Dawniej m u d z i a n y poprzybierani byli także w ka­
poty i opasani pasami słuckimi, a na głowach mieli wysokie, walco­
watego kształtu barankowe, siwe czapki, z niebieskimi kokardami po
bokach. Później drużba jeszcze strój ów zachował, a dzisiaj niema
starych czapek i pasów, kapoty jeszcze pozostały ale w mniejszości.
Każdy więc ubiera s ię , jak może. Wszedłszy w dom, prosi drużba
słowami:
Podcas nocy ciemny
jes gość nieprzyjemny i t. d.
Jeżeli gdzie są dziewczęta, to m u d z i ń n y dodają:
— „Z uniżeniem Państwa uo pannę prosimy“.
W ten sposób spraszają wszystkie wyznaczone domy i na tern
schodzi im często noc cała, gdyż w niektórych miejscach bywają go­
ścinnie przyjmowani. Kiedy zaś wszystkie domy sproszą, idą na ostatku
do panny młodej i tu zabawiają najdłużej. Po zabawie i wesołych
śpiewach odchodzą m u d z i a n y od panny młodej do drużby i u niego
nocują, a rano po śniadaniu rozchodzą się do swoich domów.
D r u ż y n a . W przeddzień ślubu, t. j. w poniedziałek rano, zbierają
się znowu m u d z i a n y u pana drużby, a ten rozsyła ich spraszać
dziewczęta, z któremi przychodzą do mieszkania panny młodej. Na­
stępnie idą wszyscy do kościoła na mszę świętą, odprawianą na intencyę państwa młodych, którzy się przede mszą spowiadają, a podczas
mszy przyjmują Komunię świętą. Po nabożeństwie powracają m u­
d z i a n y i drużki do domu panny młodej i jedzą wszyscy u niej obiad,
a następnie rozpoczynają tańce, które trwają całą noc i to nazywa
się d r u ż y n a , d r u z c y n y , dlatego, że bawią się tylko sami młodzi,
to jest drużki i mudzińny.
Śl ub. Przed południem we wtorek sprowadzają m u d z i d n y
zaproszonych gości. Każdy wchodzący bywa witany muzyką, która
przed próg wychodzi; każdy też gość musi coś „ s k r z y p k o m “ włożyć
do basów. Goście tańcują i bawią się. Gdy się zaś wszyscy zgromadzą,
wtedy m u d z i a n y z drużbą i z muzyką idą po swaszkę i przypro­
wadzają ją ze śpiewaniem i graniem. Swaszka miewa na głowie staro­
dawny złoty kapturek. Tańce ustają a goście gotują się do ślubu.

V;f|
(1 1 7 )

Panna młoda cala w bieli5 z wieńcem rozmarynowym na główne staje
z panem młodym w pośrodku izby, a w kolo rodzice ich, drużki,
mudziany i reszta osób zaproszonych. Jeden ze starszych młodzianów,
których jest dwóch, tak zwany p o d d r u ż b i , recytuje oracyę do pań­
stwa młodych, do ich rodziców i do wszystkich zebranych, a jeżeli
ten jej nie umie, to wyręcza go drużba lub ktokolwiek z gości i prze­
mawia temi słowy:
„S"awetni zgromadzeni goście, chtórzy tu jesteście, prose na
moment casu la uspokojenia, by temu państwu mnodemu koronę po­
winszowania "oddać.
Niech bedzie pokwalony Jezus Krystus!
Witam was suawetni "obywatele i "obywatelki miasta tutejsego,
witam was spo"em bracia i siostry i wszyćkich, chtórzyście sie tak
licnie zgromadzili; dziękuję wam w imieniu pana m"odego i panny
m"ody za wase fatygi i kroki, chtórycheście "odza"owali na tak licne
zgromadzenie wesela dzisiejsego. Wiwat!
Cóz więc pożądanego być może w ty kwili,
jak godność la mnie, żeście sie państwo tutńk zgromadzili.
Zgromadzeni goście i wy państwo m"odzi,
niech mi sie do wńs dziś przemówić godzi:
dziś sie spe"niu"o życenie pospolity chęci,
chtóre namiestnik Boga w kościele poświęci;
wasa zaś statecność już wypróbowana,
bedzie w księgi wpisana nawyższego Pana.
Zaiści (?) sie dusa "okiem na momentach świętych,
a klejnot, chtóry dziś pozyskacie, niech bedzie pamiętny;
bo klejnot, chtóry wy dziś zyskńcie,
przewyższy dobra królów w z"oty szacie.
Otóż wam państwo m"odzi trza wiedzieć te prawa,
pod chtóre was "obowiązek wiecysty poddawń:
w szanowność panno m"oda trza ci sie sposobić,
abyś sobie mog"a męża na mi"ość zarobić;
i "owsem sie "okazywać w "obycajach mi"ą,
w domu męża spomńgać mi"ością i si"ą. — Wiwat!
Stanąwszy ja w gronie z wami, to jes zamiarem mojem,
gdy widzę tak piękną pannę z ulubieńcem swojem,
widząc go uprzejmie stojącego,
lec z żalem spoglądającego,
bo "obejrzawsy się doko"a nie widzi tu rodziców będących,
bo w grobie spoczywających. — Wiwat! 1).
Ale zwracam sie w mowie do państwa domu tego,
chtórzyście są g"ową wesela dzisiejsego
l) Powyższe cztery wiersze mówi się tylko wtedy, gdy które z państwa
młodych już niema rodziców.

(1 1 8 )

w mowie i w imienin, za co sk"adám dzięki;
niech wám Pán Bóg zapuac-i za wszyćko, co z wasy ręki.
Dziękuję naprzód wám ndukochańsi rodzice,
chtórzyście nás wychowali, jak w oku źrynice*
niech wás buogosuawi hojna Boga ręka,
przed chtórym stworzenie na kolanach kleká.
Muodszym b"ogos"awrieństwa swego udzielajcie,
"ostatek dni swoich mile przepedzájeie. — Wiwat!
Dziękuje ci "ojee, tyś "od Boga dany,
za twoje dobrodziejswa padám az do nóg kochanych.—Wiwat!
Dziękuje ci matko, tyś nademną bola"a,
i za te piersi, coś mie wykarmiu"a. — Wiwat!
Dziękuje i tobie, s"awetny panie drużba,
jakáz mi"á i przyjemna jes nám twoja s"uzba;
dziękuje ci imieniem państwa m"odego,
niech ci Pán Bóg zap"aci, co s"uzys z serca tak uprzejmego. —Wiwat!
Dziękuje i tobie pani, aspani swaszce,
chtórá s"uzys nasy "asee;
s"uzys ty zy cl iwie rękami i nogami
i radabyś uweselić tak zacne wesele ca"emi si"ami.— Wiwat!
Dziękuje wám szanowni kawalirowie,
bo mój wieniec kwitnący po ráz "ostatni jest na moi g"owie.— Wiwat!
Dziękuje i wám panny moi kompanije,
bo já na swojem miejscu pozostawiam ino kwiat lelije.— Wiwat!
Juz tuták d"uzy nie będziemy zabáwiali,
ani tyz d"uzy gádali.
Nie zabáwiajmyz d"uzy, idźmy "ącyć páre,
niech jedno drugiemu zaprzysięze wiarę;
zgromadzeni goście do wychodu wstejcie,
panowie kapelanciá trzykroć wiwant grejcie.
Prose mi zagrać marsa weso"ego,
aby to państwo m"ode mog"o iść do aktu świętego 1).
Po tej oracyi, która się wszystkim zgromadzonym zawsze bardzo
podoba, błogosławią rodzice państwa młodych, a cały orszak z muzyką
na czele wyrusza do kościoła, zwykle po południu lub wieczorem.
Pannę młodą prowadzą dwaj poddrużbi, a pana młodego dwie starsze
drużki; za nimi idzie drużba ze swaszką, potem niektóre drużki, młodziani i goście weselni.
Po ślubie zaczynają się tańce, a drużba ze swaszką prowadzi
pierwszy taniec, p o l o n é s , śpiewając:

l) Oracya ta bardzo jest odmienna od umieszczonej na str. 120 w t. X.
Zbioru wiadoin, do Antrop. kraj.

(1 1 9 )

Już sńm nie wiem, co mam cynie,
cy wędrować, cy sie żenić;
na wędrówce nóżki bolą,
a żenić sie na niedolą i t. d. 1).
Później następują inne tańce, jak krakowiaki, polki, mazury
i t. p. Tańce te jednak są wszystkie jednostajne: czy muzyka zagra
polkę, czy krakowiaka, zawsze tancerze obracają się jednako w koło,
na tempo cztery, regularnie, miarowo i niezbyt żywo tańcząc polkę.
Tańczą wszyscy tak równo, jak wyuczeni artyści w balecie, jak tań­
czące maryjonetki, korbą w ruch wprawione. Życia w tańcu nie wiele,
monotonność przeplata tylko śpiew lub wrzaskliwe: „hu! ha! hiiiP*
Czasem uderzy który z młodszych podkówką o ziemię, kapelusz na­
sunie na ucho i to junak.
C ze p i n y . O godzinie dwunastej w nocy odbywa się w domu
panny młodej obiad dla wszystkich gości weselnych. Na taki obiad
dają pieczeń, flaki, kapustę i chleb, a piją piwo i wino. .Każdy też
z gości dostaje po kawałku placka weselnego, który może sobie zabrać
do domu. Po obiedzie kładą chleb, placki, masło i ser na stołach
i następują czepiny panny młodej, która kryje się wtedy pod stół
lub pod ławę, a swaszka zaczyna śpiew:
Uciekua nśm przepiórecka w proso i t. d.
Panna młoda jest jeszcze ukryta, więc znowu śpiewają:
Lepi byuo nie tańcować i piwka nie pić,
lepi byuo w wianku chodzić, niźli sie cepić;
boś ty przódzi rano wstała, warkocyk spletua,
terńz musis kużde rano poszukać cepca.
Teraz panna młoda wychodzi z ukrycia i swaszka ją czepi,
kładąc jej związaną chustkę na głowę. Następnie tańcuje młoda ze
swaszką i ta ją oddaje panu młodemu. Z nim tańcząc, udaje, że ku­
leje; oddaje ją więc tenże drużbie do tańca. Powtarza się to trzy
razy ; drużki tymczasem śpiewają. Przy wesołych piosnkach trwają
tańce aż do rana i na tern kończy się właściwe wesele.
P o p r a w i n y . W pierwszą niedzielę po weselu wieczorem od­
bywa się zakończenie wesela czyli poprawin}7, na które zapraszają
tylko niektórych. Poprawiny odbywają się bez muzyki, a zebrani
goście jedzą tylko i piją.
1) patrz str. 124 t. X. Zbioru wiad. do Antrop. kraj.

( 120 )
Między potrawami weselnymi tak na wsi, jak w mieście, musi
być mięso, clileb, ser suchy, flaki, a między napitkami wódka, czasem
piwo, herbata i kawa. Oprócz chleba pieką k o ł a c z i s z y s z k i , o któ­
rych już wspominaliśmy. Kołacz jestto placek okrągły ze serem; bywa
ich kilka, stosownie do liczby zgromadzić się mających gości; w nie­
których wioskach stroją kołacze jabłkami, orzechami laskowemi, a nawet
bukietami ze sztucznych kwiatów. W takim razie trzy, pięć lub siedm
jabłek ładnych, osadzonych na krótkich kołeczkach wtykają w kołacz,
w każde zaś jabłko wbijają po trzy kołeczki, mające na drugim końcu
złocone laskowe orzechy. W pośrodku kołacza umieszcza się bukiet.
Na weselu miejskim proszonem kołacz winien się składać z dwu­
nastu placków prostokątnych, na sobie ułożonych; na wierzchu wty­
kają także jabłka, orzechy i kwiaty; niekiedy nawet osadzą w środku
wystrojoną lalkę.

3.

P o g r z e b 1).

Śmierć nie zabiera nikogo niespodziewanie, różne znaki nadzwy­
czajne lub niespodziewane poprzedzają jej przybycie. Wycie psa przed
progiem lub przed oknami, huczenie sowy na kominie lub koło okien,
zakrakanie kruka nad człowiekiem przepowiada bliską śmierć. Jeżeli
bez widocznej przyczyny obraz spadnie ze ściany, zegar stanie, świeca
zgaśnie, a jest ktoś chory w domu, to z pewnością umrze.
Niezawodnemi przepowiedniami śmierci są także następujące:
Jeżeli gospodarz cały ogród dookoła ogrodzi sztachetami w jednym roku,
to wnet umrze. — Gdyby opuścił przez omyłkę jeden zagon podczas
siewu, gdyby owocowe drzewo rodzące ściął, to pewnie przyszłego
roku nie doczeka. — Gdy kto jest ciężko chory, a coś do okna lub
do drzwi zastuka, albo przypadkiem drzwi się same otworzą, miotła,
koło drzwi stojąca, upadnie, niby bez powodu; ach, wtenczas to już
trwoga w domu, bo to śmierć idzie po chorego.
Jeżeli się śmierć pokaże choremu, to umrze wkrótce; jeżeli zaś zdro­
wemu, to ten będzie żył długo. Wielu jest takich, którzy utrzymują, że
śmierć widzieli. Pewna baba szła w nocy przez ławę na rzece i ujrzała
wysoką panię w białej sukni, która nie mogła przejść przez rzekę
i prosiła, aby ją przeprowadziła. Baba wzięła panią w bieli za rękę
i przeprowadziła na drugą stronę rzeki, a tej samej nocy umarła sługa
u niedalekiego gospodarza.
Chłop, który nocą wracał z młocki do domu, ujrzał z przera­
żeniem nad brzegiem rzeki, przez którą miał przechodzić, wysoką
panię w bieli. Ta pani rzekła do niego: „Nie bój się, ino mie przenieś
na drugą stronę“. — Skoro ją przeniósł, przyrzekła mu, że będzie
o nim pamiętać.
l)

oh : S. Udziela — Materyjały etnogr. z Ropczyc — w X. fc. Zbiór
wiad. do Ąutrop. kraj. str. 92—93 i 113.

( 121 )
Ratunek chorego jest jeszcze bardzo mały, prawie żaden, i to nietylko po wsiach okolicznych, lecz nawet w mieście. Obojętność tak
wielka pochodzi ze zbytniej wiary w przeznaczenie. „Co ta Pńn Bóg
przeznacy“, — powiadają zawsze, — „to ta nikogo nie minie. Jak
md być zdrów, to i bez pomocy ludzki wyniedd się (przyjdzie do
zdrowia), a jak mu Pdn Bóg przeznacu11 śmierć, to na nic wszelaki
starunek“.
Gdy już niebezpieczeństwo zagraża życiu, wołają księdza. Jeżeli
konie zaprzężone do wózka, na którym ksiądz przyjechał do chorego,
a stojące przed domem grzebią ziemię kopytami, to choremu grób
kopią, a więc umrze. Również pewną przepowiednią śmierci jest,
jeżeli po odejściu księdza od chorego dym ze zgaszonej świecy unosi
się ku drzwiom.
Przy łóżku chorego, który ma umrzeć, śmierć staje w głowach 5
jeżeli zaś śmierć stoi w nogach, to chory wyzdrowieje.
Następuje konanie. Jeżeli człowieka za życia djabli się trzymały,
jeżeli z djabłami miewał do czynienia, to niema on lekkiego skonania.
W takim razie biorą z pod niego zaguówki (poduszki), zdejmują pie­
rzynę, a kładą go na gołej, równej słomie i przykrywają czemś lekkiem.
Jeżeli dom pokryty jest strzechą, to wydzierają z niej kiczkę (snopek
słomy ze strzechy), znajdującą się ponad głównem oknem domu i kładą
ją pod głowę pasującego się ze śmiercią. Poduszki i pierzyny zdej­
mują z konającego dlatego, bo może w nich znajdują się przypadkiem
k u r z e p i ó r a , a one to bywają powodem długiego konania. To też
do poduszek nie dają tu nigdy piór kurzych. Jeżeli i to nie pomaga,
to umierającego skrapiają święconą wodą i modlą się za nim, aby go
złe duchy opuściły. Przy konającym palą gromnicę. Komu umierający
przed samą śmiercią poda rękę, na tego przechodzi wszystka wiedza
nieboszczyka.
Człowiek umarł; w tej chwili w trzeciej chałupie kogut skrzy­
dłami zatrzepocze, a kto spojrzy po trzykroć za piec, to śmierć zobaczy.
Zaraz też w izbie zatrzymują zegar, zwierciadło odwracają, aby się
umarły w niem nie przeglądał, z łóżek zdejmują pierzyny i poduszki,
aby się tam nie ukryła dusza. Trupa zaraz myją i ubierają. Jeżeli
ma oczy nie przymknięte, to kładą na nie czworaki miedziane lub małe
kamyczki. Komu się oczy po śmierci nie przymykają, ten wypatrzy
kogoś z domowych za sobą, t.j. ktoś jeszcze ma umrzeć wkrótce. Jeżeli
usta się nie zamykają, to podwięzują chustkę pod brodę. Na umarłego
wdziewają nowe ubranie: mężczyźnie w Ropczycach dają koszulę, spo­
dnie, kamizelkę, buty i czapkę pod pachę. W Górze Ropczyckiej czapki
umarłemu nie dają, a na nogi wdziewają meszty (płytkie buty). W Czarnej
wkładają na nogi szkarpetki robione z bawełny lub uszyte z płótna. Żaden
krewny nie powinien nic koło u m r z y k a robić, boby mu później ręce
cierpły i nie mógłby pracować. Potem wkładają umarłego do trumny,
dając mu pod głowę wióry, słomę zaś, na której leżał, palą. Trumnę
stawiają na środku izby i otaczają światłem, a wieko opierają o ścianę

* 16

( 122 )
obok drzwi przed domem. Na umarłego nie patrzy się przez okno,
boby człowieka wypatrzył.
Na trzeci dzień wynoszą umarłego z domu. Często ktoś ma
wtedy przemowę do żałobnego orszaku.
P. Zawiliński podaje przemowę z Brzezin, jak następuje:
„W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Rac przyść
Duchu święty i napeuń serca wiernych, chtórzy się zgromadzili na
wyprowadzenie święty pamięci zmaruego Jana z domu docesności do
domu wiecności. — Witńm was wszyćkich zgromadzonych, chtórzyście
sie tu ześli na to miejsce i do tego domu na ten akt smutny "oglą­
dać zw"oki zmar"ego Jana, brata nasego. Dziękuje wńm jego imieniem
ja mizerny c"owiek za to kwalebne krześcijńńskie zgromadzenie przy
tern "ostatniem wyprowadzeniu tego zmar"ego Jńna. — Zycu"bym so­
bie wńm zgromadzonem przed"ozyć, jakie macie prowadzić życie spo­
kojne wed"ug przykńzaniń boskiego. Pismo święte mówi: kochaj Pana
Boga twego a bliźniego twego jako siebie samego.“
Dalej powołując się na „ w a n i e l i j ę “ i „pńeierz“ codzienny,
prosi zgromadzonych, aby przebaczyli nieboszczykowi jego winy; dzię­
kuje, że przyszli mu oddać ostatnią posługę, zaleca im, aby pokutowali
za grzechy i kończy część pierwszą przemowy wezwaniem „uo jedno
Ojcenas i jedno Zdrowaś“. W części drugiej mówca wskazuje na
marność zbiorów doczesnych, a ważność dobrych uczynków, żegna po­
zostałą rodzinę i jeszcze raz przeprasza w imieniu zmarłego.
Niosąc trumnę uderzają nią trzy razy o próg sieni, co ma
znaczyć, że nieboszczyk żegna swój dom; wtedy też wszyscy obecni
dotykają się rękami trumny (w Czarnej), żegnając się tym sposobem
z umarłym. W domu, z którego umrzyka wynoszą, zamykają izby,
komorę, stajnie, słowem wszystko, gdy idą na pogrzeb (Ropczyce);
w niektórych zaś wsiach (Czarna, Krzywa) otwierają wszystkie drzwi,
aby się gospodarstwo n i ;e p r z e w i o d ł o , to jest, żeby nie poszło za
nieboszczykiem, albo też, aby dusza nie została w domu.
W kościele obracają umarłego nogami do wielkiego ołtarza, prze­
ciwnie zaś księdza, nogami ku wielkim drzwiom. Ksiądz nie śpiewa
w kościele przy umarłym całych wi l i j , ale najwięcej trzy części
(czwarte), bo gdyby ksiądz odśpiewał całe wilije, toby umarły wstał.
Ksiądz w Lubzinie miał parobka,— opowiadają, —- którego bardzo
lubił, a gdy ten umarł, sprawił mu ksiądz bardzo wspaniały pogrzeb,
ale tylko trzy części wilij mu odśpiewał, mówiąc, że przy czwartej
części powstałby umarły.
Do samej bramy cmentarnej dusza trzyma się jeszcze w czło­
wieku, dlatego też i zwłoki jego są lżejsze; a dopiero, gdy trumnę
wnoszą na cmentarz, dusza opuszcza ciało i wtedy trumna staje się cięższą
(Krzywa). Gdy umarłego spuszczą do grobu, każdy, nie wyjmując
krewnych, rzuca po garstce ziemi na trumnę.
W Krzywej nie czynią tego krewni nieboszczyka, utrzymując,
że to szkodzi. Skoro wrócą z pogrzebu, częstują się napitkiem krewni

(1 2 3 )

zmarłego, jednakże nie czynią tego we wszystkich miejscowościach.
(W Czarnej i Krzywej nie).
Na grobie stawiają krzyż i zasadzają kwiatki lub drzewa.
Utrzymują tutaj, że jeżeli przewożą ciało nieboszczyka z jednej
parafii do drugiej, to przez ile wsi je przewieźli, w tylu wsiach będą
grady tego roku. Inni dodają, że aż przez siedm lat ściąga się gra­
dobicia, przewożąc nieboszczyka za d r u g i e d z w o n y .
Aby powieszonego przyprowadzić do życia, gdy się go odetnie,
trzeba go bić dobrze powrozem od dzwonu (t. j. tym, który wisi przy
dzwonie i służy do ciągnienia podczas dzwonienia), a ożyje.

10.

Zwyczaje i obrzędy rolnicze.

1. Ż n i w a .
O niektórych zwyczajach i obrzędach rolniczych wspominałem
już poprzednio, opisując zwyczaje świąteczne; na tern więc miejscu wy­
pada mi tylko uzupełnić je nieco.
Skoro się żniwa zbliżają, przynoszą do kowala sierpy, aby je
n a s i ę kał , (to jest z jednej strony ostrze sierpa ma drobno ponacinać,
a z drugiej naostrzyć). Na pierwszym sierpie, który kowal bierze do
roboty, wyznacza on krzyż, a potem go dopiero sieka.
Żeńcy wychodzą pierwszy raz w pole wśród śpiewów, śmie­
chu i wesołej rozmowy. Ta dziewczyna, która pierwsza uchwyci
garść zboża w rękę i zeźnie je sierpem, robi z tej garstki powrósło
i otacza niem nogi właściciela łanu, jeżeli jest obecny na polu, ten zaś
musi się jej wykupić, to jest rzucić coś na wódkę lub na piwo.
Kiedy zeżną pszenicę, robią z niej mały snopek, wiążą go u dołu
i u góry, ubierają polnemi kwiatami, a z dołu obcinają równo cały
snopek sierpem. Żeniec, który przy robocie był pierwszy, to jest
h e r s z n i k , niesie go z pola do domu a wszyscy postępują za nim
wśród śpiewów:
1.

A juz my tez wygrali,
bo my wszyćką "oziminę zebrali;
zebraliśmy pszenicke i żytko,
a do resty i wszyćko.
A wyźryjze gospodarzu na pole,
juz ci sie tam "ozimina nie chwieje;

( 124 )
a wyźryjze gospodarzu za wrota,
niesiewa ci tu wińnusek ze zuota.
A powidzze gospodyni gospodarzowi,
niech idzie "otworzyć wrota temu wieńcowi.
2

.

A jaz my tez wygrali,
bo my wszyćką "oziminę zebrali;
a u Scyrka leniwi,
bo mają żnąć jesce dwie niwy.
4.
Mkm wieniec, mńm,
komuz go dńm? —
M&m wieniec pszenicny,
diłm pani dziedzicny,
dńm ci ji dńm.

3.
Idzie z pola wieniec,
niesie go m"odziniec,
poprose m"odzińca,
pożycy mi wieńca.

Żniwa rozpoczynają tutaj w pierwszych dniach lipca, a przy­
słowie gospodarskie z tych stron mówi, że „na świętą Margorzatę
(13 lipca) kopa zawsze w polu stanie“. Do żniw przychodzą żeńcy
także ze sąsiednich wsi powiatu jasielskiego; gromadki tych robotni»
ków zowią b a n d o r a m i . W niektórych wioskach urządzają „ t ł u k ę “.
Czasem nawet mniej zamożny gospodarz, jeżeli tylko jest łubiany we
wsi, ogłasza, że da t"uke pewnego dnia, a robotnicy już po dziennej
pracy zamiast wracać do domu idą na oznaczone pole i tam po
skromnej przekąsce, a najczęściej tylko uczęstowani wódką żną przy
śpiewie do północy, a muzyka przygrywa i dodaje sił do pracy. Po
robocie nieraz kilka par puszcza się jeszcze w tany po zagonach i wszyscy
wśród śpiewów i śmiechów wracają spracowani do domu, nie otrzy­
mawszy za tę nadprogramową robotę nic więcej nad kieliszek lub dwa
wódki i nasłuchawszy się muzyki.

11.

Wierzenia, przesądy, gusła, czary i t. p . *)

1.
a)

O człowieku.

Wy c h o wa n i e

dzi eci .

1. Nie należy kąpać dzieci w piątki i niedziele podczas sumy.
2. Gdy matka kąpie małe dziecko, bierze ośródkę chleba, zawija
w szmatkę i maczając w kąpieli, naciera nią dziecku czoło, abyl
l) Wszystkie prawie pochodzą z Ropczyc; z innych zaś miejscowości
zaznaczone są: B = Brzezówka, Ch^Chechły, Cz = Czarna, Gn = Gnoj­
nica, Ł = Łopuszna, P == Pietrzejowa.

(1 2 5 )

nie porastały włosy na niem i po bokach twarzy, aby chłopiec, gdy
dorośnie, nie miał bokobrodów (u mieszczan).
3. Jeżeli dziecko jest chude, to dają do kąpieli garść słomy
jęczmiennej i w tej kąpieli kąpią je trzy razy, codzień po jednej
kąpieli; a w lecie, gdy jest bardzo gorąco i woda mogłaby się za­
śmierdzieć, to przynajmniej dwa razy kąpią dziecko w tej samej
kąpieli.
4. Bardzo dobrze jest kąpać dziecko w leszczynowych liściach,
bo czy się kiedy w życiu skaleczy, czy zachoruje, to wszystko będzie
mu mniej szkodzić, bo stanie się wytrzymalszym.
5. Nie należy dziecka małego karmić w kąpieli, bo gdy dorósłszy
będzie się kiedy kąpać w rzece, to utonie.
6. Gdy się dziecko wykąpie, nie trzeba wylewać kąpieli na dwór
wieczorem po z a c h o d z i e słońca, bo to źle: dziecko będzie się z a ­
c h o d z i ć (zajdzie się od płaczu), ale należy wylewać wodę z kąpieli
na miejsce słońcem oświecone, na trawnik, a najlepiej tam, gdzie
często i dużo ludzie chodzą, a d z i e c k o b ę d z i e s i ę z a b i e r a ć
(będzie tyć).
7. Toż samo nie trzeba wynosić pieluch na dwór po zachodzie
słońca, a przed zachodem słońca należy je z pola zbierać, gdy się
tam suszyły, bo dziecko, któreby na nich spało lub leżało, będzie się
zanosić w płaczu.
8. Dziecko wtedy rośnie, gdy śp i; dlatego dziecko małe musi
spać długo.
9. Nie trzeba kołysać próżnej kołyski, boby dziecko nie spało.
10. Gdy kto obcy wejdzie do izby, nie wolno mu się nawet
dotknąć kołyski, boby dziecku spanie (sen) odebrał; natomiast po­
winien chociażby na małą chwilkę usiąść, aby dzieci w domu dobrze
spały.
11. Dziecko należy odłączać od piersi: albo n a j a g o d y (na
wiosnę), albo n a k o p k i (w jesieni), nigdy zaś w lecie; albowiem
w czerwcu nawet kur nie sadza się na jajach, a dziecko w tym czasie
odłączone piszczałoby ciągle, jak kura.
12 . Jeżeli kobiecie umrze dziecko, które jeszcze ssało, to matka
traci pokarm natychmiast; dlatego też mamką może być kobieta tylko
ta, której własne dziecko żyje.
Gn.
13. Nie trzeba dziecka strzydz pierwszy raz przedtem, nim się
nauczy mówić, boby ciężko mówiło (nie mogłoby się łatwo nauczyć
mówić).
14. Nie należy też dziecka całować w j ń d uo (w usta), boby
długo nie mówiło.
15. Pan Jezus chciał, aby dzieci zaraz po narodzeniu biegały
o własnej sile, jak kurczęta i jednej kobiecie, która trzymała niemowlę
przy piersiach, powiedział: „Przerzuć dziecko bez puot!w — A ona:
„Jagzebym tez takie maliństwo, chtóre kocham, mogua przerzucać bez
puot ? przeeiezby mu sie co stauo ? “ — i nie usłuchała Pana Jezusa.

(1 2 6 )

Wtedy Pan Jezus powiedział: „Gdybyś była tak zrobiła, jagem ci
kazńu, byuoby twoje dziecko chodziuuo zarńz i wszyćlde dzieci na
świecie umiałyby juz biegać zarńz po urodzeniu, ale ześ raie nie us"uchaua, bedzies nosić dziecko bez rok cauki“.
16. Gdy dziecko pocznie ziewać częściej, to matka spluwa trzy razy,
aby zegnać z dziecka uroki, które go napadają.
17. Na noc należy dziecko tak układać do spania, aby je raies i ą c e k ni e " obl e c ia u, to jest, aby światło księżyca na nie nie
padało; bo jak światło księżyca przeniknie dziecko, to będzie ono
paskudzić zielono.
18. Dziecka małego nie trzeba nigdy podawać przez okno, bo
to źle.
b) Małżeństwo, nowe gospodarstwo.

19. Gdy kto jedząc śpiewa, to bedzie miał głupia żonę (męża).
Ch.
20. Gdy się kto przenosi na mieszkanie z domu do domu, lub
do innej miejscowości, w ogóle na inne nowe gospodarstwo, to nie powi­
nien brać ze sobą kury, bo będzie grzebał i grzebał (pracował) jak ta
kura, a niczego się tam nie dogrzebie.
P.
cj

Dni w roku, ś w i ę t a .

21 . Kto kichnie w wigilię Bożego Narodzenia, ten będzie żył

długo.
22. Jaka pogoda jest w zapustną niedzielę, taka będzie i na
Wielkanoc.
d) Ż y c i e c o d z i e n n e .

23. Ktoby w piątek tańcował, temu nogi uschną.
24. Nie należy zamiatać izby wieczorem, bo się kogoś (gościa)
z domu wymiata.
25. Gdy ma kto czkawkę, to go w tej chwili ktoś wspomina.26789
26. Kogo lewa dłoń swędzi, ten będzie się z kimś witał, a kogo
prawa, ten będzie rachował pieniądze.
27. Gdy kto je na wiosnę coś nowego (nowaliję), nowe ziemniaki,
groch lub c.oś podobnego, tego pociągają za uszy.
28. Jeżeli w którym roku biją dużo zwierząt, t. j. gdy dużo
świń, bydła i drobiu przeznaczają na rzeź, wróży to wojnę, bo się
wiele krwi rozlewa.
29. Jeżeli rznąc drób lub jakie bydlę, ktoś je pożałuje, to za­
rżnięte zwierzę długo jeszcze żyć będzie; nie trzeba więc żałować
zabijanego zwierzęcia, aby się długo nie męczyło.

(1 2 7 )

BO. Taki człowiek, który kogoś spalił, niema cienia.
31. Po wyjęciu chleba z pieca piekarskiego należy wrzucić do
pieca jeszcze trzy kawałki drzewa na spalenie, a będzie to duszom
w czyscu na ochłodę,
ej Po ś mi e r c i .

32. Zawiązanego powrósła, nie wolno palić, ani na gnój wyrzucać,
bo we węźle pokutuje dusza; należy tedy najpierw węzeł rozwiązać
i duszyczkę uwolnić.
33. Jeżeli dziecko raz już odłączone od piersi, ssie na drugi
zawód , to wtedy ma dwa serca i dwie dusze *).
f)

H y g i j e n a.

34. Nie trzeba nigdy przynosić do domu samej jednej ryby, bo
się chorobę przynosi.
35. Nie należy się kąpać wtedy, jak w kościelne dzwony dzwonią,
bo kąpiącego się może wąż ukąsić.
36. Gdy pierwszy raz w roku grzmi, trzeba koziołki raagać, to
będą włosy rosły.
37. Po wyjęciu chleba z pieca piekarskiego, obmywają go zimną
wodą; a kto się potem tą wodą obmyje, będzie taki rumiany, jak
chleb.
g)

M e d y c y n a .

38. Jeżeli kobiecie, karmiącej dziecko, porobią się w piersi
stwardnienia, gruczoły lub wrzody, to aby pierś wyleczyć, należy: 1 ) go­
tować korzeń łopuchu (Łapa.major) w mleku i tą papką pierś bolącą
okładać; albo 2) przykładać na szmatkach urynę, albo 3) przykładać
bułkę gotowaną z szafranem.
39. Skoro kobieta, która miała kiedy żywego kreta w ręce, ręką
tą pokreśli lekko po bolącej piersi (jak wyżej), to gruczoły, stwar­
dnienia lub wrzody, powstałe z pokarmu, rozejdą się.
40. Gdy dziecko małe ma konwulsye (wielką chorobę), to kładzie
je matka podczas napadu na ziemię, przykrywa nieckami, obsypuje
trzy razy dookoła makiem i siada na tych nieckach do góry dnem od­
wróconych; a gdy za chwilę wstanie i wyjmie dziecko z pod niecek,
to już jest zdrowe.
41. Inne matki zdejmują koszulkę z podobnież chorego dziecka
i zawieszają na figurze przydrożnej, a dziecko wyzdrowieje.
42. Jeżeli kto zostanie porażony tak, że albo mowę straci, albo
wyrazy miesza i niewłaściwych używa do oznaczenia różnych rzeczy,
J) Należy sprostować 1. 162 Ma ter. etnogr. Ropcz.

(1 2 8 )

należy wziąć iłu z takiego źródła, które ś m i e r c i ni e w i d z i a ł o ,
to jest z takiego, które nie jest w pobliżu domostwa, i skąd żadnego
mieszkania ludzkiego, chociażby najdalej okiem sięgnąć, nie da się spostrzedz i tym iłem okładać głowę (czoło) choremu.
43. Kto ma febrę ("ograskę), powinien wypić tyle serwatki, aby
go ruszyło, a febra zginie.
Ch.
44. Kto ma brodawki na rękach, powinien w kościele podczas
podniesienia posypać je trzy razy piaskiem,, a zginą mu.
Ch.
45. Aby miejsce oparzone zagoić, przykładają: 1 ) sadło królicze;
albo 2) miód przaśny; 3) świeże łajno krowie; albo 4) posypują
miejsce oparzone mąką i solą i przypiekają do ognia; albo wreszcie
5) posypują ranę popiołem z upalonych kłosów słomy żytniej.
46. Gdy się kto sparzy, uchwyciwszy np. gorący garnek za ucho,
to go przestanie boleć, jeżeli się natychmiast uchwyci za własne
ucho.
* 47. Uroki z m y w a j ą w Ropczycach w ten sposób: na wodę rzu­
cają trzy żarzące się węgle; wodę tę, w której węgle pływają, podają
choremu do ust, ten ją trzy razy do ust bierze i napowrót do tego
samego naczynia wypuszcza; potem obmywają choremu tą wodą czoło
i oczy, piersi i ręce powyżej dłoni (na pulsach). Zanim jednakże zaczną
chorego zmywać, wbijają nóż do kąta obok drzwi w ziemię, a wyj­
mują go dopiero później po ukończeniu całej operacyi. Wodę z wę­
glami wylewają.
48. Nie można wiedzieć, kto ma oczy u r o c z e (zadające uroki);
aby więc mimo woli nie zadać komu uroków, n. p. dziecku, gdy się
na nie popatrzymy, trzeba pierwej popatrzeć na powałę, a potem na
dziecko.
49. Uroki zadać można wzrokiem także każdemu zwierzęciu.
P.

2.

O przyrodzie.
a) Zwierzęta.

50. B o c i a n . Na którem drzewie gnieździ się bocian, w to drzewo
nigdy piorun nie uderzy.
51. Wracając na wiosnę z ciepłych krajów, jeżeli się bocian
spuści najpierw na pole obsiane żytem, to w tym roku będzie ćwierć
żyta po jednym reńskim (żyto będzie tanie); jeżeli usiędą na polu
dwa naraz bociany, to ćwierć żjta będzie po dwa reńskie (będzie
żyto drogie).
52. Kto zabije bociana, to go spotka pożar, albo wylew wody.
Cz.
53. By d ł o . Wypędzając bydło pierwszy raz na paszę na wio­
snę, należy to uczynić w poniedziałek, a nie w żaden inny dzień,

(1 2 9 )

nigdy zaś w piątek, — albowiem bydle pierwszy raz wypędzone na
paszę, powinno się paść cały tydzień, od poniedziałku do niedzieli;—
inaczej może mu się stać coś złego.
54. Gdy się bydle w polu bardzo gzi, to będzie deszcz.
55. Skoro bydlę zachoruje, można zażegnywać chorobę wczas
rano, przed wschodem słońca, kiedy jeszcze nie pobudziły się ptaki.
56. Jeżeli krowom mającym tak długie ogony, że walają je
w gnoju, ogony te postrzydz trzeba, to należy uciętą sierć włożyć za
drabinę przy żłobie; gdyby się zaś sierć tę gdzie wyrzuciło, to krowy
utracą mleko.
57. Gdy krowy nie chcą dawać mleka, to trzeba wywiercieć
w żłobie dziurkę i włożyć tam sierci bydlęcej, a krowa obficie doić
się będzie.
Cz.
58. Gdy bydlę kupione przyprowadzą pierwszy raz do domu,
trzeba czemprędzej począć coś jeść, aby i bydlę brało się chciwie do
jedzenia w tym nowym domu.
59. Gdy bydlę pierwszy raz wprowadzają do domu, to wszyscy
domownicy powinni się na bok usunąć, aby bydlę weszło pierwsze.
60. Gdy się prowadzi na powrozie krowę, świnię lub inne zwierzę
domowe, nie wolno wtedy przez powróz przełazić, boby bydlę nie rosło.
Jeżeli się komu wydarzy przypadkiem, że powróz przekroczy, to musi
napowrót tą samą drogą t. j. przez powróz, wrócić się, a wtedy
poprzednie przejście nie sprowadzi złych skutków.
61. C h o m i k nazywa się tu psem, pieskiem ziemnym; gdy go
kto zabije, to będzie się jeszcze ruszał i drgał do północy.
62. Chomikiem zabitym i ususzonym okadza się bydło, gdy ma
chorobę w pysku lub w nogach, a to pomoże i bydlę wyzdrowieje.
63. J a s k ó ł k i blisko nad wodą latające, przepowiadają deszcz,
latające wysoko w powietrzu, wróżą pogodę.
64. Koń. Gdy kto przejdzie przez powróz, na którym są konie
uwiązane, dostanie na nogach o d b i t ó w.
65. Jeżeli koń parska, gdy się na nim jedzie na jarmark lub gdziekolwiekbądź w jakim interesie, to zapowiada szczęście i pomyślne
załatwienie sprawy.
66. K o n i k p o l n y nosi Pana Jezusa.

67. K o t . Gdy się kot w zimie na kuchni p a r z y (wygrzewa),
to będzie mróz.
68. Kr e t . Jeżeli kret ryje przed oknami, to umrze ktoś w tym
domu, bo kret już mu sypie mogiłę.

69. K o m a r . Gdy komary latają w kupie, to będzie deszcz, je­
żeli latają długo w wieczór, to długi czas potrwa pogoda.
17

(130)

70. K r ó l i k , gdy się myje, przepowiada słotę.
71. K u k u ł k a kukająca w sadzie, przepowiada deszcz; gdy zaś
kuka w polu, to pogodę wróży.
72. Ku r a . Nie należy jaj sadzić pod kurę w czerwcu.
73. Podkładając jaja pod kurę, trzeba oczy przymknąć, ażeby
i jastrząb nie widział tych kurcząt, które z nich się wylęgną.
74. Gdy się kura z ad z i w uj e, to jest podniesie głowę do góry
i zawoła nagle a prędko: toko! toko! tokol, — to wtedy widzi
ona śmierć.
75. Jeżeli w domu kara pieje, to s k o g u c i a ł a .
76. Zły to znak, jeżeli kura pieje; w takim wypadku biorą ją
jedną ręką za głowę a drugą za nogi i długością jej wymierzają izbę
od okien aż do progu; jeżeli wypadnie na progu głowa kury, to jej
głowę ucinają, jeżeli wypadnie ogon, to ucinają ogon.
77. Ł a s k a . Gdyby ją żeńcy napastowali, to napluje im do
wody, a ktoby taką wodę wypił, ten umrze. To też skoro żeńcy spo­
strzegą łaskę w polu, natychmiast wylewają wodę z dzbanków, oba­
wiając, że tam już może łaska napluła.
78. Ma i k skoro da maści, trzeba nią posmarować ręce, a nie
będzie skóra padała.
79. N i e t o p e r z . Gdy w lecie wieczorem gacki bardzo się
kręcą, to przepowiadają pogodę nazajutrz.
80. P a j ą k na kim usiędzie, temu wróży, że wkrótce otrzyma
podarunek.
81. Paw, gdy „się d r z e “ (wrzeszczy), przepowiada deszcz.
82. P c h ł a , gdy wylezie komu na prawą rękę, wróży mu otrzy­
manie listu.
83. Jeżeli pchły zawzięcie dokuczają, to będzie wkrótce
deszcz.
84. Pi es . Komu pies przebiegnie drogę, to mu się sprawa,
dla której wyszedł z domu, nie powiedzie.
85. P o d j a d e k nazywany tu jest k r u c z k i e m . Jeżeli gnój
z pod bydła się wyrzuca po zachodzie słońca, to na tern polu, na które
ów gnój wywiozą, namnoży się dużo kruczków.
86. Gdy się kości z mięsa oświeconego na Wielkanoc powtyka
do roli, to kruczki w tej roli nie pokażą się, a jeżeli w niej były,
to wyginą.
87. R y b y gdy pływają pod powierzchnią wody, wróżą deszcz.

(1 3 1 )

88. Ś w i n i a ,

gdy komu drogę przebieży, ten się z pijakiem

spotka.
89. Wą ż . Jeżeli gdzie koło domu czuć się daje zapach piżma,
to powiadają, że wąż się poruszył i że będzie deszcz.
90. Wr o n a . Gdy wrona nad kim zakracze, to pluć nie trzeba,
bo zły duch zbierze plwociny; inni zaś mówią, że należy splunąć, aby
odwrócić nieszczęście.
91. Ś w i e r s z c z . W którym domu ś w i r k świerczy, temu
szczęście przynosi.
92. Gdyby kto przeszkadzał ćwirkać świrkowi, temu on do
jedzenia wskoczy.
93. Żaba. Gdy duża żaba pełza ku domowi, to powiadają, że to cza­
rownica idzie. Wogóle każdą większą żabę, ropuchę pełzającą po ziemi
mają za czarownicę, omijają ją zdaleka i nawołują dzieci, aby się do
niej nie zbliżały, bo może zaczarować.
94. Jeżeli po ścierniach pokazuje się dużo żab, to następny rok
będzie dobry.
b)

R o ś l i n y .

95. B ez c z a r n y rośnie w polu na pagóreczkach i lekkich
wzniesieniach. W bzie siedzi g o ś c i e c ; to też ktoby bez ściął, to
mu gościec połamie ręce i nogi.—Jeżeli się bez wytnie, to w około tego
miejsca nie będzie się nic rodzić.— Kijem bzowym nie wolno uderzyć
krowy, boby uschła.
96. B o r ó w k a . Plamy z borówek na bieliźnie lub ubraniu nie
zginą od prania dopóty, aż same borówki nie zginą w lesie.
97. B r a t k i p o l n e nazywają w Gnojnicy s i r o t k a mi, a w Krzy­
wej g a r d ł o w k a m i i w tej ostatniej wsi używają ich przeciw bolowi
gardła w ten sposób, że świeże kwiatki wraz z korzeniem i liśćmi
wypłókane w zimnej wodzie, gotują i odwarem tym letnim płóczą
gardło, gdy boli.
98. G r o c h . Gdy kto znajdzie na drodze ziarnko grochu, po­
winien je podnieść i wziąć ze sobą, inaczej oglądnie się za nim groch
siedm razy.
Ch.
99. G ł ó g k r z y ż o w y (?) na czyim gruncie rośnie, w ten grunt
piorun nie uderzy.
100. K a k t u s . Liście kaktusu tłuką i z wodą je piją, jako le­
karstwo na uo g r a z k ę (febrę).
101. K a p u s t a , Jeżeli której zimy kapusta w beczkach bardzo
zakiśnie, to na drugi rok w polu kapusta się nie uda.

(1 3 2 )

102 . Ko ko c z k a albo K io k o c z k a (Staphylea pinnata). Kije
z kłokoczki święcą na Trzech Króli, na Matkę Boską Zielną i w dzień
Wniebowstąpienia Pańskiego.— Gdy się krowa ma ocielić, albo też zaraz
po ocieleniu kadzą ją ziołami, do których dorzucają trzaskę zestruganą ze święconego kija kłokoczki. — Gdy bydło wypędzają pierwszy
raz na paszę, to je poganiają tym poświęcanym kijem; ale nie wolno
bydlęcia kłokoczką uderzyć, boby uschło. — Gdy gospodarz ma siać
zboże, to tym kijem znaczy naprzód krzyż na roli. Robią też z kło­
koczki laski do maślnicy, aby się prędko masło zrobiło.— W ogóle laska
kłokoczkowa ma nieocenioną wartość dla wieśniaka, to też wszelkimi
sposobami stara się takową posiadać; a ponieważ drzewa kłokoczkowe
niezbyt często się tu przytrafiają, przeto dobrze za takie kije płacą;
jeden chłop daleko chodził za kłokoczką i zapłacił za jeden kij trzy­
dzieści centów, uszczęśliwiony, że go może posiadać.
Krzywa.

103. K on i cz. Kto znajdzie wśród koniczu listek o czterech lub
pięciu płatkach, ten będzie miał szczęście.
104. Ł u s z c z (Dzwoniec większy, szelęźnik — Bhinanthus lub
A-ledorolophus major). Temu, kto ma ł u s z c z k ę na oku, trzepią po
oku kwiatem łuszczu i następnie pyłek ten, jaki z kwiatu otrzepano,
rozcierają palcem po oku, aby łuszczkę zgubić.
Krzywa.
105. M a r u n k a . Gdy kto ma kolki, smaruje się marunką.
106. Os e t , aby w polu wygubić, trzeba go wyciąć w wigilię
świętego Jana (23 czerwca), a spalić w wigilię świętego Piotra i Pawła
(28 czerwca).
107. P s z e n i c a .
zaśnieci.

Ktoby spalił starą miotłę, temu się pszenica

108. Z i e m n i a k i . Gdy sadzą ziemniaki, trzeba się bić i po
zagonach wywracać, aby się ziemniaki udały i duże były.
109. Nie trzeba się dziwić, gdy kwiatek, warzywo, drzewko,
i w ogóle jakakolwiek roślina ładnie rośnie, boby uschła.
c) M i n e r a ł y .
110 . K a m i e ń u r a ż n y (czerwono-ceglasty, ciężki,’— gatunek
rudy żelaznej) utarty z winem piją na uśmierzenie kolek.

d) M e t e o r o l o g i i a.
1 1 1 . Gdy wiatr kręci w kółko kurzem po drodze, to wi e ­
t r z y ć a leci.
112. Jaka jest pogoda w ostatki, taka będzie na święta wielka­
nocne.

(1 3 3 )

113. Jeżeli w pierwszy piątek po nowiu pada deszcz, to cały
miesiąc będzie dżdżysty, jeżeli zaś ten piątek jest pogodny, to będzie
pogoda przez cały miesiąc.
114. Gdy słońce wieczorem zachodzi za chmurę, to na drugi dzień
będzie deszcz.
115. Jak się o g i e ń j a r z y (żarzą się węgle) w piecu wieczorem, to nazajutrz będzie pogoda, a gdy ogień prędko gaśnie, to będzie
deszcz.
116. Gdy się kamienie z n o j ą (pocą), to będzie deszcz.
117. Gdy się wieczorem błyska a nie grzmi, to nazajutrz będzie
pogoda.
118. Jeżeli w lecie woda w rzece jest dobrze ciepła, to będzie
deszcz.
119. Gdy jest zima mroźna, to lato będzie gorące.
120. Jeżeli w zimie śnieg nie zasypie pni w około drzew, ale
pozostawia dołki wokoła nich, to na przyszły rok, będzie urodzaj na
ziemniaki.
121. Jeżeli deszcz pada, podczas gdy słońce świeci, to będzie
p r z e r a z a na zboże.
122 . Skoro nadciąga burza i gradu obawiać się trzeba, to wynosi
kobieta na dwór sito, które z wianem do domu wniosła i wraz z ło­
patą służącą do wsadzania chleba i żarnami ustawia przed domem,
a grad pewnie nie będzie padał, jeżeli tylko sprzęty te wyniesiono
na dwór zawczasu, nim grad zaczął padać.
123. Jeżeli piorun uderzy w wodę, to woda przez dwa tygodnie
będzie mętna, brudna w całej rzece lub stawie.

e) A s t r o n o m ij a.

124. Mówią, że na miesiączku klęczy święty Jerzy i gra.1)
125. Gwiazdy Plejady zowią tu b a b k i ; Orion, to k o s i a r z e Po nich lud oznacza godziny w pogodne noce. Pewien wieśniak
mówił mi: „Pamiętam, gdy byłem małem dzieckiem, to w zimie matka
budzili czeladź: „wstawejcie, bo juz kosiarze przyśli, są nad stodołą,—■
godzina cwartś,“.
126. Skoro się pokaże księżyc po nowiu, witają go temi słowy:
Zawitej miesiącku nowy!
Zęby nas nie bolauy krzyze, ani guowy;
tobie kouo i korona,
a nam zdrowie i fortuna.*)

*) Porów. L: 401 i 402 w Mater. etnogr.

(1 3 4 )
f)

Wróżby i przysłowia gospodarskie.

127. M a r z e c nawet z jałowej krowy może cielę wymrozić,
t. j. mogą być tak wielkie mrozy.
128.

Po świętym Mateuszu,
nie trza chodzić w kapeluszu.

3. Czarownice i złe duchy.
Czarownice.

a)

129. Kobiety umiejące zamawiać lub czarować, trzymają swoję
wiedzę w tajemnicy i nie chcą wyjawiać jej nikomu, gdyż te zama­
wiania i czary utraciłyby przez to swoją moc cudowną. Tylko na
łożu śmiertelnem przelewają swą wiedzę i władzę na innych, albo
wtedy, gdy sami nie chcą się już trudnić czarodziejską sztuką.
b)

T o p ! e c.

130. Chodzi nieraz po mieście, skupując różne rzeczy, za które
płaci srebrnemi pieniędzmi, ale te pieniądze zamieniają się później
w końskie łajna.
c)

Płanetnik.

131. Z wiosną nieraz, gdy lody zaczęły puszczać na Wielopólce
i śnieg nagle tajał, wzbierała ta rzeczka bardzo, a rozlewając się sze­
roko, czyniła groźne spustoszenia. Kry, które woda niosła po jej opadaniu,
osiadały często tu i owdzie na polu, w ogrodzie, przy drodze, przy
brzegu, wogóle w tych miejscach, któremi płynęła wezbrana rzeka.
Jeżeli kry te, osadzone na ciepłej ziemi, przy sprzyjającym ciepłym
wietrze bardzo prędko stajały, czasem przez noc jedne, to wtedy ludzie,
nie umiejąc sobie wytłómaczyć tego zjawiska, powiadali, że kry te za­
brali płanetnicy na grad, a zatem będą w tym roku grady.
d)

I n k I u z.

132. Kto chce mieć i n k l u z a , któryby na zawołanie był na
jego usługi, musi przez dziewięć dni nosić kurze jaje pod pachą;
z tego jaja wylęgnie się inkluz. Pewnemu chłopu, który w łatwy spo­
sób chciał przyjść do pieniędzy, poradzono w Górze Ropczyckiej, aby
się "w powyższy sposób postarał o inkluza. Chłop już przez sześć dni
nosił jaje pod pachą, ale go wreszcie taki zdjął strach z powodu, iż
zamierza z djabłem wchodzić w konszachty, że jaje cisnął i poszedł
wyspowiadać się do kościoła ze swojego postępku.

(1 3 5 )

4.

Różne wierzenia i czary.

133. Jeżeli pieniądze przez zakopanie lub w inny jaki sposób
dostały się do ziemi, to nocami p r z e p a l a j ą si ę. Wtedy w tern
miejscu widać ogień, jak gdyby w nocy pastuchy paliły, ale ogień ten
żadnego śladu nie zostawia po sobie na ziemi. Jednej nocy widział
gospodarz, jak z górki na dół toczyła się beczka ognista i w jego
ogrodzie rozbiła się o gruszę. Na drugi dzień oglądał to miejsce, ale
nie spostrzegł tam żadnego śladu.
134. Jeżeli ktoś pragnie sprowadzić śmierć na drugiego, to bierze
kawałek szmaty z koszuli swego nieprzyjaciela i kładzie pod głowę
pierwszemu lepszemu nieboszczykowi, j a k i się n a wi n i e , a niezadługo
właściciel owej koszuli, z której była szmata, umrze.
R.
135. Cholerę z jednej miejscowości można przerzucić do drugiej,
jeżeli powróz używany do spuszczania trumien do grobów rzuci się
do innej wsi, w której jeszcze nie było cliolery; wtedy tam się ona
p rz e n ie s ie .

B obrow a — Nagon.

12. G r y.
I.

jaworowe

drzewo.

Dwoje dzieci trzyma za końce chustkę i wywija nią w ten spo­
sób, jak się to czyni ze sznurkiem, przygotowanym do przeskakiwania.
Inne dzieci chwytają się jedno drugiego za pasy i podbiegają pod
chustkę, podczas gdy dwoje pierwszych, kręcąc nią, woła: „Jawor,
jawor, jaworowe drzewo, wszyćkich dzieci przepuscamy, jino jedno
"ostawiamy!“ — Przy ostatnich słowach odcinają chustką ostatnie
dziecko z podbiegającego szeregu. Powtarza się to tak długo, dopóki
wszystkie dzieci po jednemu nie zostaną z łańcucha poodłączane. Na­
stępnie ci, którzy trzymali chustkę, umawiają się między sobą, że jedno
będzie aniołem, a drugie djabłem. Dzieci, nie wiedząc o tej decyzyi,
przyłączają się w połowie do jednego, a w połowie do drugiego. Skoro
już rozdział nastąpił, oznajmia się, kto jest djabłem, a ten wśród
śmiechu i krzyku rozpędza i goni swoją gromadkę, bijąc, kogo
napadnie.
2.

Wąż .

Chłopcy stają jeden za drugim, chwytają się za pasy i trzymają
mocno, aby się nie puścić podczas gonitwy. Ten, który jest na ostatku,
ucieka, a pierwszy go chwyta. Gdy go złapie, to się wszyscy prze­
wracają na złapanego i duszą go na ziemi; jeżeli go zaś nie złapie,
to tego duszą, co był na przodzie, a potem obierają innego naczelnika.

(1 3 6 )
3.

Ptaszki.

Wybierają dzieci z pomiędzy siebie jednego k r ó l a i drugiego,
którego nazywają S t a r a mać. Inni siadają na ziemi i przykrywają
się płachtą albo workiem. Król nadaje dzieciom imiona ptaków, a gdy
tę czynność ukończy, daje znak S t a r e j m a c i , aby się zbliżyła.
Stara mać siada na kij niby na konia, objeżdża wokoło gromadkę
dzieci, a zbliżywszy się do króla, puka mu w głowę członkiem palca.
Król się p y ta:
— „A chto tam ?“
— „Anioł z nieba“ — odpowiada Stara mać.
— „Cego potrzebuj es ?“
— „Ptaka“.
— „Jakiego?“
Mać wymienia jakiego ptaka; jeżeli nie zgadnie, to znów objeżdża
wokoło i zaczyna jak wyżej. Gdy zgadnie, wtedy to dziecko, które
nosi imię żądanego ptaka, wychodzi z pod płachty. Jeżeli zaś wybór
padnie na króla, bo i ten ma nazwisko ptaka, wtedy obierają nowego
króla. Te dzieci, których nazwy ptaków M ać odgadnie, biegają za
nią i nazywają się psy. Jeżeli M ać wywołała już wszystkie dzieci,
a nazwy króla nie odgadła, to król zostaje wtedy maci ą .
4.

G ą s k i . 1)

Podaję tutaj drugą odmianę rozmowy, jaką prowadzi wi l k
i g ą s i o r przy zabawie w gąski. Gąsior pyta:
— Na co ten douek? — Na uogieniasek — odpowiada wilk.
— Na co ten "ogieniasek ? —- Wódkę warzyć.
— Na co ta wódka? — Talerzyki myć.
— Na co te talerzyki? — Gąski krajać.
— A dzie jich mas? -— U ciebie za pasem.
Wtedy wilk wstaje, a gąsior pyta:
— Kces mie póu? ;— Nie kce.
— Kces mie eauego? — Nie kce.
— Jino co kces? — Gąski twoje.
Potem łapie gąski.
5.

F a n t y.

Jako kary za fanty zebrane, wyznaczają także między innemi:
i) pocałować ziemię, 2 ) przynieść trzy razy w ustach wody ze rzeki
i wylać sędziemu pod nogami; 3) przejść przez żelazny most. Wtedy
wszystkie dzieci szykują się parami, zwracają twarzami do siebie
i biorą za ręce; osądzony musi przebiedz popod wszystkie ręce, pod­
czas gdy dzieci uderzają go po plecach. 4) Pieprz tłuc; wtedy skazany
siada na ziemi i wyciąga nogi równo przed siebie a drugi bierze go
pod pachy, podnosi nieco w górę i uderza o ziemię, co się kilkakroć
powtarza.*)
*) por. Mater. etnogr.
-o—

— o-

13.

Pieśni.

I. Powszedni e męskie.

a) Z ż y c i a p o w s z e d n i e g o .
1.

Szumi woda, szumi, po kamieniach wali,
Suychać dobre w świecie, a zue jeszcze dali.

2.

Stoi boża męka niedaleko wioski
Ludzie opuszconi są w opiece boski.

3.
Nie trącej, nie trącej, konisia we wozie,
Bo on ci nie powi, cy ciągnąć ni może.

(1 3 8 )
4.

-v

fnP ri

- s. p d
m 9

A

i J _ P P
n dj *
0

r
9

przesta— wej

na

swojem,

od

j

•• T*
d

d

id

cudze — go

.

i

o!

1
1Ji

za — sie,

1 . A przestawej na swojem, od cudzego zasie,

A bo na cudzy łące konia nie napasie.
2. A przestawej na swojem, nie żądej cudzego,
Wielgi to "obowiązek, jak skrzywdzis bliźniego.
5.
Puynie woda puynie, po kamieniach mrucy,
Chto nie umi robić, bida go naucy.
G.
Rachować, rachować, wprzód zlicyć jak schować,
Kto sie licyć leni, ma puótno w kieszeni.
7.
A Boże mój, a Boże mój, jak to w świecie idzie,
Jeden md wszyćkiego dosyć, drugi żyje w bidzie.
8.

"Orze Waluś, "orze, w polu na ugorze,
Chto szcyrze pracuje, Bóg mu dopomoże.
S"uży Waluś na wsi, nie kce jiś do miasta,
Bo na mijscu kamień to mechem porasta.
9.
Tu góra, tu góra na konisia mego,
Tu góra, tu góra i na mnie samego.
10 .

Jak ja se pojadę z góry na paradę,
Bede rocek paradował, już tu nie przyjadę.
11 .

1 . Mojd rodzinecka

2.

Brata mi zabili
W kalinowym lesie,
Siostra utoną"a,
Wodecka ją niesie.

i
”1

— 1 ,
i
d iJ

Marnie wyginą"a,
Brata mi zabili,
Siostra utoną"a
12 .
H rf—+ « T- i r----------r
— i T l■- 11
w
/j
i
¿r - ' d
łiiit t
Ja

ci

l
J

l 1r h
1 r i11 r ¡i
~
I-- W

9 J

se chuopcy—na z końca

9

i

d

uO — ko—mi—na,

- _ _ w _ ___ t _ _ L __|_____ p n ą 1_-■

___p J

! J
\ 9

J

Pd

J __ CT__

J
9

a *i
&

Al spo — do — ba—

( 139)
J"Y~
L 71
rrrT
IM i

q

l

,1 1

\

1J

J3

.J

ua

mi

sie

!r

;

JjN &

u — bo — ga

—-1
!
J
1 J 1 40

1

_I

J 0

1
*1
1 ___

9

1

"
--

...

_

.

J

I

d ziew cy — na.

33.
Ja do łasa nie pojadę,
Bo ja mauy chuopcyna,
Zabiuuaby mie sośnina,
Puakauaby dziewcyna.
14,
Uwiąże konika w lesie u patyka,
Pode sie zalicać dziewcynie u stryka (u stryja).
Uwiąże konika w lesie u jawora,
Pode sie zalicać dziewcynie ze dwora.
15.
Byubym za forysia, żeby nie Marysia,
Marysia mi broni, nie da mi do koni.
16.

2. Jak ]k pode z tego pola,
Wstąpię ja sobie do dwora,
Do swoji miły Polusie,
Żeby mi dała gębusie.

Na

p a ń sk im

u

ii

^ -----rg-^
IT
# K
v
Ml 1
1 ó*o------ffT \
a
2P i r Jp —

£

17.

go— rze

--^
-t3® taP a
*& g--v
' , TT• • U•0
p a — ro — be — cek

w -K) ¿r -f* 1r zfvj ^ :: J
rJf iL - T
fl—k
p—P5
1 1 p i f * i r wi s1 0
J1
sejz
• £s *
nie

ś n ią — dał

da

da— na,

jeszce

d zisia j

nie

&
9

1
_Ji _. if*
J ^.~J
J •
0
0
L-----------J—
J

u o —rze,

zp
,
*49 J 1i
śniad ał.

jeszce

d zisia j

(1 4 0 )

2. Dziewcyno kochanie

Wynieś mu śniadanie,
A do niego nie gadAj — dadana
A do niego nie gdcl&j.
3. Ona nie s"ucha"a,
Do niego gada"a:
— Ile, Jasiu, koszul masz — dadana,
Ile, Jasiu, koszul masz?
4. Dwa "achy stargane
I to niewyprane;
Jagże o mnie, Kasiu, dbasz — dadana,
Jagże o mnie, Kasiu, dbasz?
18.
_ i
:
i __jj L
i—
:. _i —
_j
_ -:
...- IP
-K □
-T 9% IP
J .L
f
J 0 (_
i
_
—J
L*-------€L--J *— =1

=
t ^
..im
j4L.
^a __ fs -K-.il

Jr' ^
#•

uOj nie chodź ko — uo

wo—zu ,

nie

trzym ej

sie

:

k o —ua.

1 . "Oj nie chodź ko"o wozu, nie trzymej sie ko"a,

A nie chodź do dzieweyny, niech cie sama wo"a.
2. "Oj nie chodź ko"o wozu, nie trzymej sie "osi

A nie chodź do dzieweyny, niech cie sama prosi.
19.
1. Ja konisia poju",
2. Ja sobie zaśpiwa"
Na zielony "ące,
"Ona wodę bra"a,
Ja sobie zaśpiwa",
"Ona zap"aka"a:
"Ona zap"aka"a.
"O, moje tysiące!
3. Ja sobie zaśpiwa":
"Oj że, ina "oj że;
"Ona zap"aka"a:
Mój ty mocny Boże!

20 .
Powiadają ludzie, że ja konie wódziu",
J& se nocka w nockę do dzieweyny chodziu".
21.
0
ił ....
V ił
A T * TT
rvSu17
4ri

•>
*

J

1

J

9

|

9

n

Ar TMiT/


rr
Tl

1
J

A

i

j . .J& .

g1

4p .

ja

ze

Lwowa,

*

|!K

i J

K'
f1

j

9

m

®

Na

Po—do — lu

J0

0

A
&

|
1

J a — de

z y
JL

N

9(53

-

i

¡3
9

1

m
9

kcia —uem

1

^
h
T■ J
pI . i

1
T
&
J
L
0
K u —la — wą
p o —tań — co — wać,

1---- a9

n

01

h

9

>

,
JH
0

mi

gra — ją,
I - I
T

I

0

^
d a -ją .

i

2.

Mój Boże, mój Boże,
Co mi po kulawy,
A ni może sie prze-iść
Od "awy do uawy.
22.

Letki jd se, letki, bo ciężko nie robie,
Sięde na konisia, spaceruje sobie.
23.
Cy jd nie parobek, cy nie umie robić,
Umie popoganiać i puugiem chodzić.
24.
Kouo góry "ora", na konisie wonau:
Wio kary, wio kary, boć to kouo góry.
25.
Chuopcy my se ckuopcy, ale nie parobcy,
Parobcy bedziewa, jaze porośniewa.
Chuopcy my se chuopcy, jednego my pana
Każewa se zagrać do samego rana.
Chuopcy my se chuopcy, oba my parobcy
Zonmirze bedziewa, na wojnę pódziewa.
26.
Jak ja bede w polu uorau
We skuady, we skuady,
Kolce mi sie pottamauy,
Puug suaby, puug suaby.
27.
Nie bede jd siecki rzeza11,
Boć ja dzisidk nie wiecerzd",
Jutro wstanę raniuteńko,
Urzne siecki drobniuteńko.
28.
Dana moja dana, "ojcyzna kochand,
Ale ta ojcyzna
przedand, przedand.
albo:
A jd do "ojcyzny, "ojcyzna przedana.
') Ojczyzna = ojcowizna.

29.

Dana, mojà dana, nie kcą konie siana,
Wolauyby siecke, parobek dziwecke.
Dana mojâ dana, nie kcą konie siana,
I wouy go nie chcą ino po niem drepcą.
Dana mojâ dana, nie kcą konie siana,
Nie chcą i obroku, bida tego roku.
30.
Nie boje sie pana, ani jego dzieci,
"Odrobi"em dwa dni, "odrobię i trzeci.
Nie boje sie pana, ani ekonoma,
uOdrobiuem pańskie, bede siedzià" doma.
Nie boje sie pana, ani jegomości,
uOdrobinem wszyćkie pańskie powinności.
31.
Ćhodziuem po świecie, wiem ci jâ, co bida,
Zastawi"em câpke w Krakowie u żyda.
32.
Ja se chuopiec mazowiecki,
Zrobię worek, zrobię niecki,
Zrobię niecki, zrobię kolca,
Nie bede sie radzi" "ojca.
33.
Tylum, tylum, trzàski zbirâm
Na wóz k"ade, dali jade.'
34.
Parobecek w polu, poganiàc poganiâ,
Ale "oni kiepsko "orzą, nie jedli éniàdanià.
35.
Wyjecha"em w pole, ni ma nic, ni ma nic,
Ino kochanecka chodzi ko"o granic.
36.
Wyjecha"em w pole, pszenicka sie kole,
Wyjecha"em dali, pszenicka sie wali.
37.
Wyjecha"em w pole, jak na polowanie,
Zabi"em zająca, bedzie na śniadanie.

(1 4 3 )

38.
Kazali mi na groch, jń nazbirś," kulek,
_Bede sie midi bronić, jak pojedzie Turek.
Turek na granicy, szabla mu sie świci,
A brońcie sie chuopcy, bo was uokalicy.
Turka sie nie boje, bo mam szable swoje,
Sięde na konisia, pojadę na wojnę.
39.
Tatuniu, mamuniu, kupcie mi tutoniu,
Zakurzę fajecke, pojadę do domu.
40.
u0dmień-że mi "odmień, bój sie Pana Boga,
Bo mi sie zuamaua pod konisiem noga.
41.
Jń ciiuopiee mazurek, mój konicek turek,
Cńpecka magierka, dżiewcyna węgierka.
42.
^
_ \J
JL
fm

N _T J J
,
- _J1 _a1, 9J 4-1 M
9 -_J _J* - ś . □9J .J. , i1 i
ą J-9
L---------— J — 9

o

A nie spo —dziwa—uem sie
uOj a—lem sie spodziwał

lmo
f*’' 1
^

f''

9

|
:

2do
fy

r

9j S -i0 9

a wty kar —ćmie tań—co—w a ć , --------------------ta na w o j _______________nie wo—jo w ać!

43.
A moje konisie w stawie wodę piją;
Kiej mie nie zabili, to mnie nie zabiją
Kiej mie nie zabili, pókil wojna byua,
To mie nie zabiją, kiedy sie skońcyła.
Kiej mie nie zabili na wojnie dragany,
To mie nie zabiją w Stobierny gaugany.
44.
Myśleliście kmiecie, że mnie przeweżniecie
Jń konisia przedam, wńm sie, kmiecie, nie dńm.
45.
Ide ja se międzą, piesek na mnie szceka,
Nie szcekej ty piesku, bo cie bida ceka.
46.
Ni mam nic, ni mńm nic, ino grajcarzyne,
Trza mi na konisia, trza mi na dziewcyne.

(1 4 4 )
47.

Trzy lata dziewcynie, myśli o pierzynie,
Śtyry lata chuopcu, popogania uojcu.
48.
A tyła to, tyła, użytku mojego,
Użyje, napije u tatusia swego.
A tyła to, tyła, ty rozkoszy moji,
Użyje, napije u matusie swoji.
U matusie swoji, u tatusia swego,
Jak }& sie napije, co komu dotego,
49.
A jagem jecba" ze Lwowa, ze Lwowa,
Zgineua mi od konisia podkowa.
Żeby mi ją grzecne panny znalazuy,
Kupiuubym jem pieścionecek żelazny.
A żeby mi ją nalazua sirota,
Kupiubym ji pieścionecek ze zuota.
50.
1.

Suonecko wysoko,
Śniadania nie widać;
Cy sie pogniwali,
Cy ni mają co dać.

2. Jak sie pogniwali,

To niech sie przeproszą,
Niechże mi śni&danie
Na pole wynoszą.
51.

1 . Ja se parobecek,

2. J& se parobecek,
Przyznacie mi tego,
Na boisku muóce,
Dziesięć kolusecek
Jedne stronę przytre,
U pasika mego.
Na drugą przewrócę.
3. Gospodyni kw&li,
Że parobek żwawy,
Wymuóei, przewróci,
Jesce bij&k prawy.

52.
Chuopiec jó, se, chuopiec, krakoski ndtury,
Jak ci mi zagrają, wyskoce do góry.
53.
Chudobnom sie rodziuu, clmdobuo sie nosze,
Choć ni mam piniążków, nikogo nie proszę.

(1 4 5 )

54.
Włosy mi sie kręcą, zńaey mi się księstwo,
Taką mam naturę, szanowałbym *) cęsto.
K opernicki. P ieśni g. b. str. 26.

55.
Na górecce wywiauo,
Bo sie go ta nie siauo,
Na dolinie wymokuo,
Bo sie go ta nie wlekuo.
56.

“JL
V- ”» 0
O r "
1r
h i1 i—
JH ~m gęj 1
I ^r, p
j
\y]T Fi m

9 9 1\ 9J d 9
K

|

-

.

Cy — li wou—k i,
Ze — by mi
sie

9

j

oy
te

-

nie w ou—k i,
gó — re —- cki

l 1 I1
k
p Jj' Ji J1 I\ ^—
- - *=5 —

A — by
o — ra — uy,
za — zie—le — nia — u y .

Cyli wouki, cy nie wouki, aby uorauy,
Zęby mi sie te górecki zazieleniany.
57.
Jadę uod Krakowa zuamauem dwa koua,
Zuamauem i trzecie, przyjechauem przecie.
58.
Zaświć-że księżycu na rogu stodouy,
Niech se wyrachuje piniążki za wouy.
59.
Na pole mie wygnali,
Śniadania mi nie dali,
Ani wcora, ani dziś,
Ale jutro musi być.
b) O k o n i u .
60.
Wio koniu, wio koniu
Dam ci tatarcanki,
Zawieź-że mie, zawieź
Do ty muynarcanki.
61.
Nie dum&j konisiu, nie dumaj, nie dumdj,
Przepujnoueś Wisue, przepujniesz i Dundj.1
1) Szanować, uszanować =2 objąć za szyję.

J

(1 4 6 )
62.

A ty konisiu ciesiu, jd sie tobom cieszu",
A jagem na cie sia< a", tyś guowine zwiesiu".
63.
1 . Konie moje, konie

Wouy moje, wouy
Coście mi wyjaduy
Siano ze stodony.

1. Siano ze stodouy
I "owies z kumory
Konie moje, konie
Wo"y moje wo"y.

64.
Konie moje konie
"O cem wy robicie?
"O ty gaści siana,
Co ją w nocy zjicie.
65.
Ty konisiu ciesiu dodejże mi rady,
Gdzie ja sie "obrócę, to niek sie nie smucę.
66.

Dana moja, dana — dej koniowi siana,
Dejże mu i wody, niek stoi do rana.
67.
Jak jd jechd" z Widnia, mia"em konia sim la;
Podkówecki pod nim ze szcyrego śryb"a.
68 .

Usta" koniś, ustd", co ndjlepi jiźdza",
Usta"a koby"a, co najlepsza by"a.
69.
Jadę ja se jadę, ino ziemia dudni,
Napoje konisia w cymbrowany studni.
70.
A moje konisie w polu są, w polu są
Chtóż mi po nie pódzie? — Ja se sdm, ja se sam
71.
Wszyćkie konie dobre, najlepszy mój kasztan
Przepujną" bez Wis"e, kopytami trzasną".

(1 4 7 )
72.
-7 6 - % o
JL- 11 o
n
v>J/
4

-h
J

9
A
A

-f*
!

4

ja
co

,
...
J

9

, :
I

śJ

i

j

9

-J

“i“

-¡s

.

-

:r

!
N J
,
0
J
J
9m -----------9----*'_J

se
sam, ja se sam
k o —n iś
nie w y—ji ,

k o —n i — sia
W y—s ie —ke

-1 -

ś

_~

-0

n a — pa — sam.
s e ------------- k o - s o m .

I. K opernicki. Pieśni górali besk. str. 9.

73
A moje konisie wszyćkie pdrą byuy
Tylmo mi dziewcyny w polu nie zabiuy.
74.
Cy j& zcarowany, cy mój koniś siwy,
Przepujną" bez Wisue, nie zamac&ł grzywy.
75.
Konisiu, konisiu, dzieś podzia" podkowy?
Zostawiuuem w lesie, dziewcyna ich niesie.
Ty konisiu kary, dzieś podzi&H kantary?
Boć mie "omówiuły stobierzkie landary.
76.
Wiśta koniu kary, wio dali, wio dali,
Boć n&m w Opuchowy dziewcyny nie dali.
77.
Nic ni mam, nic ni m&m; ino lice w gaści,
I konisie jedne i to jedny maści.
c)

O dzi ewczętach.
78.

1 . Jagem jechau z Widnia,

Wstąpi ouem do fary,
Opuchoskie dziwki
Mie cynią ochfiary.
2. Nie patrzą na książki,
Ani na koronki,
Ino sie pytają, (zmawiają)
Do chtóry synk&rki.
3. Przysuy do synk&rki:
— Dajcie n&m gorzauki,
Nie duugo sie bawcie,
Dwie kwarty postawcie.

4. Nie wiela jich byuo,
Tylko jino śtyry
Wszyćkie po pu-kwarty
Gorzauki wypiuuy.
5. Przysua córka do dom
Guowa sie ji (jej) chwieje.
— A moja córusiu,
Co sie z tobom dzieje?
6. — A mojś, matusiu,
J& w kościele byua.
— A moja córusiu,
Tyś gorzauke piła.

_Ii

(1 4 8 )

7. Zabraua sie matka,
9. Przyślą matka do dom,
Posua do synkńrki:
Bierze sie do kija.
— Eżli tu mś, córka
— A moja matusiu,
Nie piuua gorzauki?
Nie będziesz mie biuua.
8. — Nie wiela jich byuo,
10; Byuo mie matusiu
Tylko jino śtyry,
Za muodości bijać,
Wszyćkie po pu-kwarty
Byuo mie nie ucyć
Gorz4nki wypiuuy.
Z uzarami pijać.
11 . Z uzarami pijać,
Z madziarami tńńca.
— A moja matusiu
Teraz nima końca.
79.
Cem dali w gęstwinę, prościjsza dębina;
Cem dali od ludzi, poćciwsza dziewcyna.
80.
Chodziuua po lejsie, borowinę jadua,
Chciaua być cerwieńsą, jesce bardzi zbladua.
Chodziuua po lejsie, nie umywaua sie,
Dawaua gębusie, nie zawstydaua sie.
Chodziuua po polu, szukaua kąkolu,
Nalazua jednego la Jasieńka swego.
81.
Szua panienka po lejsie, po lejsie,
Ja sie pytam, co niesie, co niesie.
Niese ci ja we fartuszku zająca
Za pótora tysiąca, tysiąca.
82.
u01a moja, uola, ciężko kouo pola,
Nie orze, nie sieje kochanecka moja.
u01a moja uola, kouo Wielopola
W samem Wielopolu kochanecka moja.
83.
—G— H „
V>U */d ń
uOj
Ta

4 w
V
ni
za





H--- - n
,

ma
cer



r -J J
w.

f

i

to, ni — ma,
ci
-— wo — ne ja b — ko,

1--:- #
a
a

-ś,

J" •

ja — — ko
dziewcy — ne

-

(1 4 9 )
r

t f jpL f/TS
___ ®

r—
&

lT - i

.... ¿9M

K

.

i

#

0

*
na m aj—d a —nie
------------------________________ do—s ta —nie.
e

1

"Oj ni ma ci to, ni ma, a jako na majdanie
Ta za cerwone jabko, a dziewcyne dostanie.
84.
Lata przepiórecka kouo "ogródecka,
Jaka pani matka, taka i córecka.
85.

S ia —no gra

o — w ieś w ią —

h
f—

_ frr\

• ■- -

ty —dzień

le

.



A

po

ty

r o — bo — cie

-ś )
j
....._1......
«
JJ
_
.
.. _______
L---------------------------- 1---------------------------------------------------------------------------------------

j s 9
3

w

ba — ua,
za — ua,



za — ua.

Dejźe ji spokój, niech sie wyleży,
A bedzie robiuua, jak sie n&leży.
86

,
2. Ni m&m ja konisia,
Ani siodeuecka,
Utonie, utonie
Moj& kochanecka.

1 . A na tamty stronie

Kochanecka tonie,
Żebym midł konisia,
Pojechałbym po nie.
87.

Skrzypecki, dudecki, to dziwcęta lubią,
A przez te skrzypecki swoje zdrowie gubią.

88 .
Dzie ty jedziesz "opalony?
Do Krakowa szukać żony.
Niedaleko ta szukajcie,
U kramarza sie spytajcie.
Jes ta dziwka na wydaniu,
Wielgie wiano dają za nią.
Śtyry mysy, śtyry koty,
Piąty piesek do roboty.

( 150 )
89.
Puakaua dziewcvna trzy godziny w sieni,
Że ji kochanecka na wojenke wzieni.
90.
1 . Już to nie panienka,

2.

Już to nie pr&wdziw&,
Idzie do kościoua
Wienusek zakrywd.

Przysną do kościoua,
W kościele obrazy,
Raz pożry na "obrdz,
Na cł^opca dwa razy.

91.
Nie pojadę do ni, niech sie sama wiece,
Chustecki nie daua, woda ze mnie ciece.
Nie pojadę do ni, nimam śtyrecb koni,
Parą nie pojadę, co mi kaci po ni.
92.
Prawdę ptaszek gadd, co na śliwce siadd,
Już ta nie poćciwa, co ze dwoma gadd.
93.
Sua dziewcyna miedzą, komary ją jedzą,
Zdjena chustkę z głowy, ogania komary.
94.
Kouo lasu sua, tabakę niesua,
Jaki taki: dej tabaki! — Tabaka wyszua.
95.
1 . Jd swoji Marysi

2 . A u mnie gościna

Z pieprzem cielęcina,
I placek jauowy,
Bo nie doje krowy.

To se kupie konie.
Bedzie przyiżdźaua
Na gościnę do mnie.
96.

Nimdm nic, nimam nic, woda mi zabraua,
Ino mi dziewcyna na lądzie zuostaua.
97.
Co mi po ty wodzie, co idzie na kouo?
Co mi po dziewcynie, kiedy niewesoua?
Co mi po ty wodzie, co na kouo idzie?
Co mi po dziewcynie, skoro mie uodydzie?
98.
Jd jadę z Podold, złdmał mi sie dyszel,
Żałują mie panny, żem na bidę przysed.

(1 5 1 )
99.
W
W
1 j
—y—
o----------------— q
i i9 J-h 7 ~
W _
-d? jr A--9
ifT_*S iłA K P yP W. 1 ..- _ly J J,jV^.._P
J]i iL py 9 d®f _J'
a 9 \L
lj
4 ^
^ « -L#----------o—- I4 ---------- 5

Że—by nie by—uo

p an n y

L u d w i—ki,

T oby

nie

b y —uo w k arcm ie m u z y —k i.

1. Żeby nie byuo panny Ludwiki,
Toby nie było w karcmie muzyki.
2. Panna Ludwika rącke podana,
Różnego walca wyskakowaua.
100 .

Za górą,' za górą, s&m nie wiem za chtórą
Kazały przychodzić, 8&m nie wiem co robić.
101 .

102 .

Jeszcem nie widział taki takowy/
Żeby chodziuua w sukni makowy,
W sukni makowy, biduy "obrąbek,
Nasza Marysia kieby gouąbek.
103.
"Ojźe dana, uojże jinó,,
Lepszś, Kaśka niż Maryna,
Kaśka uprać, Kaśka uszyć,
Marynie sie nie kce ruszyć.
104.
Wyszua na górecke, na bid"y kamycek,
Trzasua nóżka uw nożke, "ozpruł sie trzewicek.
105.
Dziewiąta godzina na zygarze bije,
Już to nie panienka, co z chuopcami pije.

( 152)
106.

Jak to uadnie, jak to suuśnie,
Kiej kawalir z panną uśnie.
Pościele idu, przykryje go,
Lęże przy nim, zagrzeje go.
107.
Pod zielonym dębem tam Jasiu stoji se,
Wywija chustecką, na listecku pisę.
Wywija chustecką, na listecku pisę —
Niedarmo dziewcyua dziciątko kouyse.
Kouysze, kouysze i zacyna puakać:
— Abo mi widnek wróć, abo mi go zapuać.
— Wianka ci nie wrócę, puacić ci nie myślę,
Sięde na konisia, pojadę za Wisue.
— Jak pojedziesz z Wisuy, nie jedź mi tu tędy,
Bo mi wydrabujesz rozmaronek z grzędy.
Bo mi wydrabujesz i konisiem zdrepcesz —
Dawnijeś mie kochau, a teraz mie nie kcesz.
108 .

Cysarzkim gościńcem zoumirz masiruje,
Uźraua Hanusia, rąeki zanamuje.
Nie smuć sie Hanusiu, nie zauamuj rącek,
Choć zoumirz pojedzie, zostanie ci bącek.
Jagże ni mdm puakać i rąk zauamować,
Zostanie mi bącek, cem go bede chować?
d)

Do d z i e w c z ą t .
109.

Nie poziraj na mnie, jak nie pódziesz za mnie.
Pozirdj na tego, co pódziesz za niego;
1 10 .

Stoji dąb nad wodą, listecki sie kwieją,
Wydej sie Wichtusiu, bo sie ludzie śmieją.
111 .

Koniki u rzyki, wouki u jeziora —
Chodź dziewcyno do dom, nie cekaj wiecora,
Stoji w polu gruszka, listki sie ji kwieją,
Chodź Marysiu do dom, bo sie z ciebie śmieją.

(1 6 3 )

112 .
Dziewcyno z Morawy más bucik dziurawy,
Dejże szewcu gęby, to ci go naprawi.
113.
Moje dziwce kochające
Chodźwa "oba na zające.
A já tobie chyce uaske,
Dám piniędzy na zapaskę.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. s tr. 24.

114.
Moja siekirecka, coś mi sie stępiuna —
Coś ty nagada"a, bodaj prawda byua.
115.
Kasiu mojó, Kasiu, nie chodź po zślasiu,
Bo cie nocka zajdzie, chtóż cie potem najdzie.
Kasiu moja, Kasiu, nie chodź po z&lasiu,
Nie zbiraj kwiatecków, nie truj parobeeków.
Kasiu moja, Kasiu, nie chodź po zalasiu,
Nie szukdj Wojtusia, bo ci sie uobiesiuu.
Kasiu moja, Kasiu, nie chodź po z&lasiu,
Zalasie nie twoje, tyś kochanie moje.
116.
Heluś moj&, Heluś, kupże mi kapelusz;
A ja tobie za to chustecke na lato.
117.
Puyną gąski, pnyną, już są za wikliną
Nie turbuj 'sie Hanuś, będziesz gospodynią.
118.
P u k iem do ciebie, nie kciauaś "otworzyć,
Musiauem głowine na progu po"ożyć.
Pukś,"em do "okna, puka"em do ściany,
Nie kcia"aś "otworzyć — Boże mój kochany!
Puka"em do ściany, do "okienka twego,
Nie kcia"aś "otworzyć, boś miała jinszego.

(1 5 4 )

Pukauem do "okna, puka"em do dźwirzy,
Nie kcia"aś "otworzyć, boś mia"a zo"nirzy.
119.
Nie by"o, nie by"o, Maryś w tobie dobra,
Jageś mi pos"a"a, to mie bolą ziobra.
120.

Bywd"em tu, bywa", już nie bede bywa",
Boś mie "omówiu"a, żem sie nie "omywa".
121 .

Wolny ja se, wolny, nima wolnijszego,
Szukaj se dziewcyno, nademnie lepszego.
122 .

Moje dziwce, moje lube,
Kochałbym cie, aleś grube,
A tyś gruba jak przycirek,
Ja nie łubie takich dziwek.
I . K o p ern ick i. P ieśn i gór. b. str. 24.

123.
W stawie woda po kolana
Do samego dna.
Nie będziesz mie Maryś mia"a,
Boś mie niegodna.
124.
Maryś moja, Maryś, cego za mną "azisz?
Do"azisz sie cego, bedzie ci żdl tego.
125.
Myśla"aś dziewcyno, że jd o cie szald",
A jd o konisia, że mi okulawid".
126.
1 . Śtyry "od rana dziewcyno, śtyry "od rana,

Jak mi nie ddsz gębusieńki, pode do pana.
2. Jak mi pdn sprawy nie zrobi, pode do pani,
Pani ci ta każe "orznąc plecy rózgami.
127.
Maryś moja, Maryś, pojedziewa na Ryś,
Z Rusi na Podole, kupie ci korale.

(1 5 5 )
128.

1 . A ćy mi to byua

2. Koszulina zgrzebni

Wojenka potrzebni?
Trzy grajcary na sól,
Koszulina zgrzebna.

Trzy roki nieprand:
Wypierz mi ją, wypierz,
Dziewczyno kochani.
129.

Biją mie Malanie1) dziewcyno nie dej mie,
Nie dej mie skalicyć, bo mie musisz licyć.
130.
Karola, Karola, nie kochdj kaprala,
KocMj gimajnego, prędzy będziesz jego.
131.
Dejże mi, dejże mi, coś mi uobiecaua:
Cerwone jabuuszko, zieloneś mi daua.
132.
Darmo moja, darmo, nie będziesz mie miaua,
Darmoś se wianecek utracić kazaua.
133.
Nie szalej dziewcyno, cemu będziesz szaleć?
Jezdes doś maluśka, jeszce będziesz maleć.
134.
Wista koniu, wiśta, nie przestępuj dyśla —
J& do cie nie chodziu", a tyś do mnie przyszna.
135.
A moja dziewcyno nie pojadę po cie (do cie)
Boby mi konisie utonęły w buocie.
136.
Dziewcyno z Podola co ci za niewola?
Masz chuopca uadnego, samaś nic godnego.
137.
Jak ci mnie rąbali, krew ze mnie kapana;
Cemużeś mnie panno, wtedy nie puakaua?
138.
Nie powiadej na mnie, na konisia mego,
Powidz-że Marysiu na kogo innego.
‘) Z Małej, wioska pod Ropczycami.

(1 5 6 )
139.
-ir
iilZ

,

o

i

j

i

-i

-r----- :---- :— H— h — i - i& 4
S


4
uO j—ze j i —na
P rzyjm ij—że mie

Q

~

K asiu m o—ja ,
za ko—siarza,

i
J

&

1
J

&

-

n ie—sie—co —na
będziesz m ia—u a

.
J-

J

i
é

@

uącka twoja,
gospo—darza.

140.
1. Maryś mojá, Maryś,
Cóżeś za Marysia,
Coś mi nie podaua
Rącki na konisia.

2. Podejże mi rącke
Bez zieloną "ącke,
I ja tobie poddm,
Jak pojadę do dom.
Siarkow ski Np. 315.

141.
Wisi capka na kouecku,
Fiórecko za nią.
Już ty moja Kasieniecko
Nie będziesz panią.
142.
Dziewiąta godzina bije na zygdrze,
Pamiętaj dziewcyno, że cie Pan Bóg skarżę.
143.
Cérwone jabuuszko w kieszeni mám,
Proś Boga dziewcyno, to ci go dám.
144.
Darmo moja, darmo, z"ama"o sie jarzmo,
Zuamaua sie nóżka Polusie u łóżka.
145.
Poszedbym do wojska, boby mi s"uży"o,
Inoby mi "o cie Marysiu chodziu"o.
146.
1 . Jak ja se pojadę,

Nie bedzie mie widać,
Będziesz mie dziewcyno
"Okienkiem wyzirać.

2. Będziesz mie wyzirać
"Okienkiem w komorze,
Dzie ja sie "obrócę —A mój mocny Boże!
147.

1. A moja Marysiu
Ślicny korálisiu,
Wola"by já ciebie,
Jak páre konisiów.

2.

Bo páre konisiów
To bez dzień przepije,
Ciebie sie Marysiu
Do śmierci nabije.

(1 5 ?)

148.
Dejże mi gębusie, pókiś u matusie,
Nie dasz mi ji potem, jak będziesz za chuopem.
149.
Dziewcyno kochanie, u ciebie śniddanie,
U ciebie juzyna x), boś dobra dziewcyna.
150.
Dziewcyna kochani, do kogoś podani,
Cy do brata mego, cy do mnie samego ?
151.
Nie smuć sie dziewcyno, kiej jd sie nie smucę,
Ca"ki świat "objadę, do cie sie powrócę.
152.
Cegoś ty Maryśka nie zamietła jizby?
Przydzie Wojtek z pola, powala se ciżmy.
153.
Nie chodź ko"o wody, nie rób panu szkody,
Nie zrywaj kwidtecków, bo będą jagody.
Nie choć kouo wody, byś nie utonęua,
Bybyś nam Marysiu żdlu narobiuua.
154.
Jak ci ja pojadę trzy mile za Rzeszów,
Ty będziesz puakaua, ja sie bede cieszu".
Jak ci ja pojadę z panami, z panami,
Będziesz wyzira"a za nami, za nami.
155.
A dalijże wouku, cdrnd ziemia w dołku,
Carna, nie "orana, dziewcyno kochana.
156.
Moja Kasiu puś mie ta,
Bom zapomnid" kaszkieta,
A jakiego drogiego?
Trzy talary za niego.

!) Podwieczorek.
21

(1 5 8 )
157.

Cy ciebie, Kasieńko, rozmaronek kole?
Uciekej, uciekej z wianeckicm na pole.
158.
Moje dziwce dej piniędzy,
Ozenie sie z tobą prędzy.
Cyli prędzy, cy nie prędzy,
Moje dziwce, dej piniędzy.
I . K opernick i. P ieśn i g. b. str. 23.

1 . Pojadę, pojadę,

Nie bedzie mie rocek
Będziesz wyglądaua
W każdy wiecorecek.

2. W każdy wiecorecek,
W każdziusieńkie rano.
Będziesz wyglądaua
Dziewcyno kochanń.
160.

Kochńuem cie, Kasiu, nakochduem cie sie,
Już więcy nie bede, nie spodziewej mie sie.
161.
Ide ja se, ide, uokna twoje mijńm,
Niech cie kaci wezmą z twoją famieliją.
162.
uOjże jina, uojźe, zgubiuuaś, szukdjże,
Zgubiunaś na roli, szukńjże powoli.
163.
Na krakowskim moście konisie stanęuy,
Weż dziewcyno drąga, podżwignij za niemi.
164.
Moje dziwce nie bałamuć,
Jak nie umie to mie nauc.
165.
Utoniesz dziewcyno, choć wody nie bedzie,
Chto cie poratuje skoro mie nie bedzie.
166.
u0j moja dziewcyno, powiedzże mi prńwde,
W chtóry ja cie, w chtóry kómórecce najdę.
167.
Powidz-że mi, powidz, coś mi miaua pedzieć,
Bo jś, twoje myśli powinienem wiedzieć.

Powidz-że mi, powidz, suówecko bez ludzi,
Niech sie mój konicek do ciebie nie trudzi.
168.
Bodaj cie, dziewcyno, kordle uopaduy,
Coś mie uomówiu"a, że jd nie jes "adny.
169.
1 . Bodaj cie, dziewcyno,

2.

Po krzdkach narosiu"
.1 wódki nanosiu",

Siwy konik nosiu",
Co jd sie za tobom
Po krzdkach narosiu".

Bodajże cie, bodaj,
Siwy konik nosiuu.
170.

1 . Idzie woda, idzie,
u0 d lądu do lądu;

2. Nauc sie pic chleba,

Kamieniem obracać —
Musisz sie ty Maryś
Do mamy powracdć.

Nauc sie Marysiu
Maminego rządu.
171.

— A moja dziewcyno, koćhauby ja ciebie,
Żebyś nie puszcaua dwordków do siebie.
— Jagże jich nie puszcać, kiedy pieknie proszą,
u0 d uokienkd do "okienka podarunki noszą.
172.
— A mojd dziewcyno, powidz-że mi, powidz,
W którą niedzidueeke damy na "opowidź?
— W jedna niedziduecke na "opowidź ddmy,
W drugą niedziduecke to se pogaddmy.
173.
— Pocekej mie, Kasiu, z tamty strony lasu,
— Pocekauabym cie, ale ni mdm casu.
174.
— Kasieńko Dyrdzidnka, kaj mojd puócianka?
— W sieni na kouecku, Jasiu kochanecku.
175.
— Co ty masz, co ty masz pod zapaseczką?
— Chyciu"am zająca pod sosineeką.
— Jageś go chyciuua, kiej ci uciekdł?
— Woud"am truś, truś, truś, on mie pocekdł.

(1 6 0 )

176.
— A daliże, dali jeszce,
Da"aś gęby, dej że jeszce.
— Daüam gęby dworákowi,
Nie dám tobie "ajdákowi.
177.
— "Ojżeć jina, uojże jeszce,
Dałaś gęb}7, dejże jeszce.
— Dałam panu, nie dám Tobie,
Mász piniążki, kupże sobie.
178.
— Cegóż stojis, cegóż dumász
Kasieńko moja?
— Tego, tego, Jasienecku,
Nie bede twoja.
179.
— A mojá dziewcyno, mám cie "o co prosić,
Żebyś dozwolu"a swoji łącki kosić.
— Oj nie, nie dozwolę, pokoszę se sama,
Na moji "ącynie śtyry kopy siana.
180.
— Żeniłbym się z tobą, bo mi sie nadajesz
Ludzie mi cie ganią, że nierycho wstajesz.
— Idź ty, głupi Jasiu, nie suuchej tych ludzi,
Já se rano wstanę, jak mie chto "obudzi.
181.
— Stąpnij że se, Kasiu, nóżką,
Są piniążki pod podnożką.
— Stąpiuuabym, rozsuuabym,
Wybiu"byś mie, płaka"abym.
182.
. n
u

u
JL vh vK ooo
-fm

h éJ

9J

I
W

n

•J

j

J
1.

r JJę z-. Hh r - H 9 1
M
- 2 - ------

Z ie—lo — n a

ls 0

cy—no

■-h
T* . 4 Zm5

hh

s J1
fS JS

é

r u t—ka,

1. -n1

ze mną w świat.

żóu — ty

kw iat,

' JlS ' 0
J
9

>

9J

-“I
i
1

W ędruj dziew —

. ■ __
U
1- - - - - - - - - - - - - - - - -- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - — 3

2. Jagże j& mogę

3.

Wędrować,
Ludzie sie będą
Dziwować.

I tak śie ludzie
Dziwują,
Skoro dziwcęta
Wędrują.

183.
— Wszyćkie rybki wysuy, ino karaś zuostau,
Proś Boga, dziewcyno, żebym ci sie dostó,".
— Prosiuuam ja Boga, ni moguam uprosić,
Musisz ty, Michauku, karabinek nosić.
184.
— Wysoki z^mecek, jeszce wyższd skana;
Powidz mi, dziewcyno, cy mie będziesz kciaua?
— Kciauaby ja, kciaua, ale nie takiego,
Żeby byu urodny, wzrostu wysokiego.
— Nie patrz ty, dziewcyno, urody cuowieka,
I wiosna jest pieknd, a przecie ucieka.
e) O o ż e n k u .

185.
Chybaby nie byuo suońca i miesiąca,
Żebym se nie wybrd" dziewcyny z tysiąca.
186.
A Boże mój wiecny, daj mi żonkę z dziećmy,
Nie bede pracowau, bede rozkazowa".
187.
Nawróć, kędy jedziesz, darmo sie zawiedziesz,
Dziewcyny nie dadzą, sam se ji nie weźniesz.
I. K opernicki. Pieśni górali b. str. 26.

188.
J śl do łasa nie pojadę, drzewa rąbał nie bede
Chto sie żeni, niech sie żeni, j& sie żeniu" nie bede.
189.
Ropcyce, Ropcyce, na dole stojicie,
Nie bede sie żeniu", jaż sie podwyższycie.
190.
Mówiua mi matka: kup se synu konia.
Ja ji odpowiedział: pilnijsza mi żona.

(1 6 2 )

191.
1 . Matuś moja, matuś,

2. Dajcież mi eórecke,
D&jcie mi ją zar&z,
Boć ja gorzd"ecki
Na drodze nie nalńz.

Mojd matko droga,
Dajcie mi cdrecke,
Bo mi sie podoba.

192.
Żeby ja mi&ł trzysta ryński,
Dost&"by ja panny miejski.
A jś, ni mam i szeląga,
Musze se wziąś ze wsi drąga.
193.
Nie bede sie źeniu11, nie bede sie spieszu",
Bede sie zalicau, bede panny cieszu11.
Nie bede sie żeniuu, bo mi żonki nie trza,
Wole se uchować na to miejsce wieprza.
Nie bede sie żeniuł, j»ź mi sto l&t minie,
Bede sobie szukał dobry gospodynie.
Dobry gospodynie, co sie dobrze rządzi,
Do kościoła drogi nie wi, do karćmy nie zbuądzi.
194.
A ja widzia" wilka, co se wyskakowń",
Pewnie żony ni miń", co sie nie frasowń".
195.
Wykręć-że się siwy koniu tyuem do domu,
Nie powiadej "ojcu, matce, żem sie ożeniuu.
196.
Słonecko zachodzi, niebo sie cerwieni,
Szcęśliwy ten chuopiec chtóry sie nie żeni.
197.
W kalinowym lesie naniós sojek jajek,
By"bym sie "ożeni", narobili bajek.
198.
Sioduej konia, sioduej, pojedziewa pod gaj,
Pod gaj, pod gaine, po uadną dziew cynę.
199.
Z Podoba, z Podola mojń żonka bedzie,
J& zajadę do ni, "ona kadzie! przędzie.

(1 6 3 )

f) Żonat y.
200 .
Jużby jń byu księdzem brńuem poświącanie,
Kaci mie zanieśli do dziwki do stajnie.
201 .

( Jużem sie ożeniuu, już na wieki amen,
? Jużem sie utopiu", jak we wodzie kamień.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. s tr. 27,

202 .
Zono moja, żono, nie gotuj mi suono,
Suono mi gotujesz, pono mie otrujesz.
203.
Koszulina na mnie, kieby na cyganie,
A na moji żonce, gdyby na ślachciance.
204.
f)

1

-laź 4fd

9___

J

J


J ._ |
Jm - . ¡3

J J
__ s9

O — że — n iu — uem sie z to — bą,
A
po — no
cie dziew cy — no,

A
A

1 fc
•• 2p Ii l 4
9 IT
na
o —

bi —
dy —

de,
de,

w

i

Jp m i , i
. ii
0 i* *0 » *1
J
na
bi — de,
o — d y — de.

205.
Hs T _| _|
.
I
n
i I
^ o i 9 9 . •
# _a _ j. 9 J| - JI JJ . - -1
Q
9
f?n
h
m
lS)J 4 •
A

mój Bo

-— że, mój Bo—że,

po

co ja

K
,
Pi Ił
h S1 1^- : JN _p
rv
/ a11 . 9J 4T
J" *•
4
9 J _
Ji__j__ .
rm
__J
inz
rocku

n i—ma,

św iat m i sie

od



sie

J1

m ieniuu.

206.
uOżeniuem sie po świętym Janie,
Żona mi umarła, już leży w jamie.
Zlituj sie Panie i nad ji duszą
Jak sie zlitowń* kotek nad myszą.
207.
Ożeniuem sie na Bukowinie,
Dali mi wiano: pótory świnie,
Pójory świnie, pótory krowy,
Jesce do tego stówkę gotowy.

-i

żeniuu?

, Ji 4i
4-\ 44 9J
&

A

jeszce

1
J

( 164 )
2 08 .
Dwa razym 8ie żeniu", trzeci raz sie boje,
Bo mnie P&n Bóg skard" za te pirszą moje.
209.

210 .

A powidz ta moji, niech konia napoji,
Niech go weźmie na uzdecke, niech sie go nie boji.
211 .

Dopirom sie dorozumiś,", co Hanusi trzeba,
Dzieciątecku kolibecki, a piastunce chleba.
212 .

Nie poziraj na mnie, kiedyś mie nie kciaua,
Ja sie już ożeniuu, tyś sie nie wydaua.
213.
Jak ja sie zalicA", buty wiksowane,
Skorom sie ożeniu", kurpiele uatane.
214.
Jak j& sie zalicdł na Podolu Hance,
To mi gotowaua kluski na śmietance
Skorom sie ożeniu", to mi odmieniu"a
Kluseczki na wodzie, nawet nie solu"a.
Skorom sie ożeniu", wszyćko odmieniu"a,
Kapusta ja"owa, baszcu nie cyniu"a.
Jagem sie zalicd", onucki mi pra"a,
Jagem sie ożeniu", koszule nie kcia"a.

II.

Powszedni e ni ewi eści e.

a) Z ż y c i a%* o d z i e n n e g o .
1.

1 . Kalina, malina

2. Anim malowani,

Różą przebijana;
Powiadają ludzie,
Ze ja malowana.

Anim sznurowany
Tylkom u matusi
Dobrze wychowana.
2.

Kąpaua mie mama w balii,
Ażeby mie chuopcy lubili;
Kąpaua mie mama we wodzie,
Żebym byua uadn& w urodzie;
Kąpaua mie mama na nieckach,
Żebym byua "adna dziwecka.
3.
W nasym “ogródecku zakwituy ndm banie,
A ja se dziewcyna, jako malowanie.
4.
Dana moja, dana, kocham kapitana,
Z wiecora majora, a na dodniu pana.
5.
Chuopcy mi się dopytują, co j k za jedna,
A ja sobie kmiecia córka, jeszce wójtowna.
6.

Kukuuecka kuka, we mnie serce puk&;
Już to nie kawalir, co bogaty szuka.
Bogata smarkaty usmarkó, sie, chliśnie,
A j& se panienka jak w sadecku wiśnie.
7.
Jedwabna chustecka, wyszywane kraje;
Ino mi sie chuopiec z Glenika nadaje.
8.

Swici miesiąc, świci, i gwiazdecek siedem ;
W cauym "Okoninie nauadnijsy jeden.
9.
W Krakowie, we Lwowie świci sie krzyżycek;
Chtóry chuopiec uadny, bedzie mój mężycek.
22

(1 6 2 )
10.

Nie uw4ż&j na to, chodziem ja piegata,
Jak mi lata miną, i piegi mi zginą.
11.

Dzież ja sie podzieje, jak sie zestarzeje,
Siądę na krzykopie *), pewnie sie utopie.
12.

Cyrwone jagody padają do wody,
Powiadają ludzie, że ni mam urody.
Szkoda myj urody, szkoda mego zrostu,
Przyjdzie sie utopić z wysokiego mostu.
13.
1 . Świci miesiąc, świci,

Gwiazdy pomagają,
Niedobrzy ci ludzie,
Co na mnie gadają.
2. Gadają, gadają,

Bodej pogadali,
Bodejże sie sami
Tego docekali.
3. Ludzie moi, ludzie,
Co wy do mnie macie?
Już to siódmy rocek,
Jak o mnie gdd&cie.

4. Już to siódmy rocek,
Już na ósmy idzie —
Gadejcież, gadejcież,
Cóż wam z tego przydzie ?
5. Urosua, urosua
Na podwórzu "olsza;
Powiadają ludzie,
Źe ja jes nagorsza,
6. Bodejże ta "olsza

U ziemie ugniuua,
Toby ja se jeszce
Nagorszd nie byua.
14.

Naświętsza Panienko, pociesz-że mnie pociesz,
Bo mnie nie pocieszy matka ani uociec.
"Ociec nie pocieszy, matka nie potemu,
Ja se sierotecka, zastąpię kużdemu.
Naświętszd Panienko w cudownym "obrazie,
Pociesz-że mnie, pociesz, pociesz w kużdym razie.
Naświętsza Panienko, Ty matusiu moja,
Pociesz-że mnie, pociesz, jeźli wol& Twojś.l

l) Przykopie.

(1 6 3 )
15.
------------------- ^ — j-----I f r i

3
i = f
L----------- £ — 1 1. A mój m ocny
B o—że,
S tą—p i—uam na
k a —m ień,
r

r

s

J

H

uj &
d
P
zmi
roz

£ *



i 9H &

uui sie n a
pad sie po




de
de

=|
mną,,
m ną.

1. A mój mocny Boże, zmiuuj sie nademną,
Stąpiuam na kamień, rozpad sie podemną,
2. Stąpiuam na drugi, rozpad sie jak duugi,
Stąpiuam na trzeci, sam podemną leci.
16.

A

po d —p i—ra



cie ścia — ny,

B o —że

mój

ko



cha



ny.

“Oj siroty, siroty, dużo was na świecie,
A ni ojca, ni matki, kaj sie podziejecie.
Oj siroty, siroty, z twardego kamienia,
A bodejsie sirotom ziemia uotworzyua.
A ziemia uotworzyua, niebo uchyliuo,
Ażeby tych sirotek na świecie nie byuo.
17.
A ja se sirotecka, uboga, uboga
Oj, ni ojca, ni matki, nikogo, nikogo.
18.
Jedzie Jaś, jedzie Jaś, mija moje wrota,
Dzie jń sie podzieję nieszcęsna sirota.
Sirota po ojcu, większa po macierzy,
Chto sirota nie był, sirocie nie wierzy.
19.
Wszyćko mi to jedno, jak puakać tak śpiwać,
Ni miauam rozkoszy, nie trza sie spodziewać.
Spiwńm j k se, śpiwam, choć rozkoszy ni mam
Niech se te dumają, co rozkosze mają.

J

(1 6 4 )
20.

Świci miesiąc świci, gwiazdy pomagają,
Niescęśni ci ludzie, co uo mnie gadają.
21.
rrm

—/«-

n
tyś

n

£Ł

j

n ie

Pol — ka

.a

.

s


do

roz —po r



ka.

r

i —

er-

M5

gi

®

W

co

mi

cliuop—cy

*

l


-

mi
p * s ,_

*

*

o



ta — la

1

'
- h
h.
1
"
0
3 *
0 - 3
-----------------------^ ------------------------------------

^
^

J
=

Bo w rozpor — ku

- h y ----------------f s ---------j - ------H --------- - i — ^ ---------- J k

J
*

się — gej

:

n a —d a—w a — li.

22.

A mojó, bratowa c&rne zaguówki ma,
Nie wypierze se ich, bo sie z wodą gniwa.
A moja bratowa, przeproście te wodę,
Bo ja na z&guówki pozirać ni mogę.
A moja bratowó,, com ci brata da.ua,
Jeszceś mi za niego nie podziękowaua.
— Pockej ty bratowa, ja ci podziękuje,
Ino twego brata przódzi wypróbuje.
23.
Turecka spódnica nigdy nie zbiednieje,
Wyniś ją na suońce, jeszce zcerwienieje.
24.
1 . Dziwują się ludzie, że ni mam korali,

Bo mojd matusia nie sieje na roli.
2 . Dziwują sie ludzie, że ni mam spódnicy,

Bo moja matusia nie sieje pszenicy.
3. Dziwują się ludzie, że ni m&m katanki,
Bo moja matusia nie sieje tatarki.
25.
1 . Od Wisuy, od Wisuy, jedzie mój n^milszy

Przywióz mi chustecke, co kwi&tek, to inszy.



ry,

2. Jak ci mi ją przywióz, tak ci mi ją daje,
Chustecka jedwabna, pozłacane kraje.
3. Pozuacane kraje, chustecka jedwabna
Taki w Łopuchowy ni md i tu żadna.
4. Ni md i tu kmietka, ani zagrodnica,
Jd ich mam piętnaście, chodziem komornica.
26.
1 . Gąsecki, gąsecki,

Nie mąćcie wodecki,
Bo jd se wypiere
La Kasi chustecki.

2. Jak ja ji wypiere,
To i wyprasuje,
Jak ci ji zaniese,
To mi podziękuje.
27.

1 . Pdli mi sie, pali,

Pali mi sie, pali,
Stążka u warkoca,
Powiadają ludzie,
Że to od bogaca.

Stążka u kordli,
Od Jasieńka jedna,
Druga od forndli.
28.

A jd sobie krakowianka,
Mam spodnicke po kolanka,
Zdpasecke we dwa zwoje,
Robota mnie w ręce kole.
29.
U moji mamunie maue uokienecko,
Md córeeke uadną, kieby jabuszecko.
U moji mamunie, u moji kochany,
uóżecko wysuane, stolik malowany.
30.
Turbuje sie mama, iże muodo poszua,
Wojtuś bedzie robiu11, Zosia bedzie rosua.
31.
Lala gąski, lala, nie mąćcie wodecki,
Bo my nie wyprauy Jasiowi chustecki.
Choć my nie wyprauy, ale wypierzewa,
Na drugą niedziele Jasia przybierzewa.

(1 6 6 )
32.

Na góreccem staua, rozmaronek siaua,
Pytaua sie mama, do kogom sie śmi&ua.
Śmiauam sie do Jasia, śmiduam sie do Stasia,
Do Kuby nie bede, do tego "atasia.
33.
Tup, tup, po podnodze, nie po gouy ziemi,
Miauam kochanecka, kaci mi go wzieni.

1 . Spodobauy mi sie

U Magdusi stroje,
Bede Boga prosić,
Zęby byuy moje.

34.
2. Jak nie będą moje
Bodej sie spaluuy,
Żeby uocka moje
Na nie nie patrzuuy.
35.

Kowalu M&rcinie, zróbże mi kuotecke,
Bede se zamykać jedwabną chustecke.
36.
U Kulśsa w sieni stokroć się zieleni,
Co mi po stokroci, kiej Polusie wzieni.
Choć Polusie wzieni, to Zosia zostaua,
Nie bedzie sie Zosia już tak przybiraua.
37.
1. Jasiu banamucie
Nie drepc mi po rucie,
Ostre podkówki m&sz,
Rutę mi pościn&sz.

3. A moja córusiu
Dzieżes ty chodziua,
Żeś se tak wi&necek
W wodzie urosiua.

2. Moja matusieńka

4. A moja mamuniu,
Ja nic nie zgrzyszyua,
Inom z kochaneckiem
Słówko pomówiua.

Raniuteńko wstaua,
Jasiowe podkówki
Po rosie poznaua.

38.
Z tamty strony dworka zieleni sie trawka,
Pasie tam panienka prześlicnego pudwka. (pawia).
Wyciena go kijem, wyciena niechcący
Polecić puawicuś do łasa krzycący,
Puakaua dziewcyna, miaua cego puakać,
Ucik ji pu&wicuś, ni mogua go zuapać.

Ugnij sie dziewcyno do samego pasa,
Zabigej puawkowi od cyrnego łasa.
Choćbym sie ugiena i po same szyje,
To już mój puawicuś w eyrnym lesie zginie.
39.
Leciauy gąsecki z wysoki górecki;
Zbirej Kasiu piórka, będą poduszecki.
Nie bede zbiraua, bo mi mama daua
Styry poduszecki, piątą obiecaua.
40.
Bili mie matusia kalinowym kijem,
Żebym nie g&daua z krzesny matki synem.
Bili mie matusia, a mie nie bolauo,
Kazali mi puakać, a mie sie nie kcia^o.
41.
A mojd matusiu, chowejcie mie gładko
Od niedziele do niedziele, jak cyrwone jabko.
Cyrwone jabuszko chowają do skrzynie,
A mie matusieńko, chowej pod pierzynę.
42.
Nie bój sie mamuniu uo syna, uo syna,
Bo ci go nie weźmie w podouek dziewcyna.
43.
Bedzie w Mielcu jarmark, a w Dębice drugi,
Przedej matko syna, uspokój se duugi.
44.
Na zielony uące listecek bieleje,
Wydej matko córkę, bo ci ta zmarnieje.

b) O c h ł o p c a c h i do c h ł o p c a .
45.
Jedzie Krakowiacek po krakoskim buoniu,
W cyrwony c^pecce, na cisawym koniu.

(1 6 8 )
46.

1 . Siedzib na porębie,

2. Gouębia nie zabiu",

Bo wysoko siedzib,
Dziewcyny nie zdradziu",
Bo "o ni nie wiedziń".

Szcylń" na go"ębie,
Kciń" gouębia zabić
I dziewcyne zdradzić,

O. K olberg. K ud. S eryja TI. str. 205.

46.
Koniki poprzeda", uzdecki pogubiu",
Za tą kochanecką, eo se ją polubiuu.
47.
1 . Dana mojń, dana,

Pod kopecką siana
Zdlotników siedmi,
Ja sie tylko sama.

2. Zalicali mi sie,
Jś sie jino śmiń"a,
Takich zalotników
Bez przetak przesila.
48.

Jedzie Jaś, jedzie Jaś, pod gore gościńcem,
Wiezie mi ta, wiezie, pudeuecko z wińcem.
49.
Poszed Jacuś na jarmaćtiś,
Kupiuu sitko i przetacuś.
Ani sitka ni przetacka,
A bodajże tego Jacka.
50.
Tego lata, ty jesieni
Już sie Maciek nie "ożeni.
Bo "on przelńz takie cary,
Co nie wartń baby stary,
Ani dziwki, ani gdowy,
Bo "on złodzij dubeltowy.
51.
"Ociec umar, a syn z"osta",
Syn po "ojcu fajkę dostń"
I sakiewkę z piniądzami :
Przehula" ją z dziwcętami
Do grejcara, do centelki *)
Nimia" za co wziąś Anielki,l

l) Centla, centelka = pół centa.

52.
Śtyry godzineeki prosiuu kochanecki
Żeby kochanecka daua koniom sieeki.
53.
Jedzie Kuba z Krosna, broda mu uobrosua,
Szkoda ty dziewcyny, co za niego poszua.
54.
A siedzi ta na kościele piękny muodzieniec,
Przyleciana kuku"ecka, wije mu wieniec.
55.
Poszuy gęsi na stawiska,
Najaduy się rząsy:
Idzie Wojtuś do Kasieńki,
Podkrącń se wąsy.
56.
Jedzie Jaś, jedzie Jaś, jedzie popłakuje,
Idzie dyszcyk, idzie, idzie, pokrapuje.
Nie jedź, Jasiu, nie jedź, nie jedź, nie popuakuj,
Nie idź, dyszcu, nie idź, nie idź, nie pokrapuj.
57.
Poluj Jasiu, poluj, jak ja polowaua,
Używej rozkoszy, jak ja używaua.
58.
Nie jedź, Jasiu, nie jedź, bo ta wielga woda,
Konisia utopisz, ciebie bedzie szkoda.
— Nieraz ci ja, nieraz, bez te rzycke przelńz,
Jeszczem nie utoną", chybaby ta terńz.
59.
Jedziesz, Jasiu, jedziesz, sńm nie wiesz do kogo.
— Do ciebie, dziewcyno, do ciebie niebogo.
60 .

Zielona trńwka i jawor -—
Dzieżeś sie, Jasiu, zabawiu"?
— Zabawiu"em sie u Zosie,
Pasie konisie na rosie.
61 .

Jasiu mój jedyny, przynieś mi leszczyny,
Przynieś mi orzecha, to moja pociecha.
23

( 170)

62.

Jasiu Kowdliku, co ci po koniku?
Dzie go będziesz pasd"? W zielonym gajiku?
Jasiu Kowdliku, co ci po koniku?
Stajenecki ni masz, sdm sie poniewirdsz.
63.
1 . Musieliście chłopcy

W Krakowie nie bywać,
Co wy nie umicie
Po krdkosku śpiwać.

2. A ja se w Krakowie
Co tygodnia bywam,
Jak umie, tak umie,
Po krakosku spiwam.
K onopka Np. 56.

64.

S iarkow ski Np, 399.

65.
Dwordcy, dwordcy, powiem jd wdm w "ocy,
Huldeie, pijacie po całuski nocy.
Dwordcy, dwordcy, wieldzyście panowie,
Nie dacie sie "ostać widnkowi na g"owie.
66 .

Dzie ty jedziesz Jasiu? — Do Krakowa Kasiu
Nie kupuj mi widnka, bo ja nie ślachcidnka.
Kupźe mi rąbecek i parę chustecek
I pieścionek z"oty krdkoski roboty.
67.
A pojedzieśz? — Pojadę. — Weźże mie ze sobom,
A bede podcina"a konisia za tobom.
68.

Jasieńku, Jasieńku, marne twoje życie,
Żeby mie nie by"o porąbaliby cie.
69.
Dziedzice, Dziedzice, marnie wyginiecie,
Do samy Warsidwy karćmy nie miniecie,

(1 7 1 )

70.
Chuopcy moje, chuopcy, jeszceście nie wszyszczy,
Jeszce ni ma tego, co dziewcyna jego.
71.
W lesie na sosience na krygiouku jagua —
Nie bierz tyj dziewcyny, boby cie zajadua.
72.
1 . O ld Boga chnopcy

Ni mogę spać w nocy
Trzebaby mi ziela
Przyuozyć na ocy.

2. Trzebaby mi ziela,
Ziela zielonego,
Żeby ja dospaua
Do dnia do biauego.
73.

Leśnicy, leśnicy, pilnuj sobie lasu,
Nie chodź do dziewcyny, skoro ni mdsz casu.
74.
Niejedna, niejedna, ganązącka w gaju,
I tyś-to niejeden na świecie ultaju.
75.
Puyną gąski puyną, już są za smentarzem,
Nie turbuj sie Jasiu, bedzies gospodarzem.
76.
A na uące kuąces na stawisku manna,
Jakiś ty kawalir, takd i jd panna.
77.
Nie pode jd za cie, jużem ci pedziana,
Boby mojd skóra na boncie *) wisiaua.
78.
Nie kochej się we mnie ty "okoóski bębnie,
Bo cie kopne nogą i pódziesz uodemnie.
79.
Leci woda, leci, na dole sie kręci,
Poszuabym za ciebie, ale ni mdm chęci.
80.
Nie zalicaj mi sie, bo jd jeszcze muodd,
Światam nie użyua, matusia mi nie dd.l
l) Bont, bunt = belka spajająca krokiew na dachu.

( 172 )
81 .
Pamiętej Jasieńku, zdradzi ciebie żona,
Za rok, za pótora opuścisz ramiona.
c) O w i e ń c u .
82.
- t h

o

frP \

h

-ri

1

-r

9

l

i

*
j — ^ — |------------ T t *
* - *
'■ # d
9
J
!
i
J J*
tr — ^
____
9
9

1
9
------------------9—±---------------------j

Że—by

dau

P an

J e — zus

Że— by

ja

se

je sz— c

r - W -------------- :--------------- j------- i----- n
T C
r
J
a- ■ ■ »
t 0
.9.
— i
:

w w iane — cku

u



W n

i
e

C

__

" i- * —

m ar



1 . Żeby dau Pan Jezus

I ta świętń Anna,
Żeby ja se jeszce
W wianecku umarua.
2. Chłopcy by mie nieśli,

Kapela by graua,
Tatuś by żanowau,
Matusia puakaua.



ta

św ię — ta

An

J

na,

_
n
1-------------------------------------------------------- - J

na.

3. Lepi ponó umrzyć,
Niżeli sie wydać;
uadni wieniuszkowi,
Jak go z grobu widać,
4. uadnie wieniuszkowi,
Miuo Panu Bogu,
Chuopcy by mie nieśli
W wieniuszku do grobu.

83.
Jeszcze jń se panna;
Kwitnie mi wianecek,
Jak na morzu piana.

-

------------------------------------------------------------

5. Chnopcy by mie nieśli,
Kapela by graua,
Tatuś i matusia
Nad grobem truchlaua.

1 . Dana moja dana



i
&

2. Jak na morzu piana,
Jak na stawie ćcina —
Jeszce ja se jeszce
Poćciwd dziewcyna.

3. Poćciwd dziewcyna
Poćciwego rodu,
Jeszcem nie zrobiuua
Nikomu zawodu.
84.
Nie bede j k piuua z ty studzienki wody,
Boby mi uopadny z wieniuszka jagody.

(1 7 3 )

85.
Nie sieje jd rutki jino barwinecek,
Może mi sie przydd kiedy na widnecek.
86.

Dziwują sie ludzie, dziwują panowie,
Cemu jd nie nosze widnecka na głowie.
87.
uOj gddają ludzie, przegadali djdbua,
Jd we wianku chodzę, boć to mojd prdwda.
88 .

nOd Krakowa woldrz mój widnecek naldz,
A mój wolarzyku "oddej mi go zardz.
89.
Boże ci dej zdrowie
Widnecku na guowie,
Pókil bede żyua
Do cie bede piuua.

1. Pożryj-no Jasieńku
Na wysoką wieżą,
Jak to mój widnecek
Sześci końmi wieżą.

90.
2.

Wieżą ci go, wieżą,
Ni mogą go uwieść;
Moja maud gnówka
Musiała go uniść.

91.
1. Zblad widnek, zblad widnek
I jd sama zbladu,
Wianek uod suonecka,
Mnie robota zjadua.
2. Widnek uod suonecka,

Bom go nie przykryua,
Mnie robota zjadua,
Bom sie narobiuua.
92.
Nie żdl mi urody, nie urodnam byua,
Ino mi wianka żdl, com go utraciuua.
93.
Nie sieje jd rutki, bo mi sie nie rodzi,
Nie chodzę we widnku, bo mi sie nie godzi.

(1 7 4 )
94.

1 . Tocy mi sie, tocy

2 . Jeden poszed na tdrg,

Widnek po ulicy —
Kaj sie popodzieli
Moj i zalotnicy?

Drugi na zające,
Trzeci pasie wouy
Na zielony uące.
O. Kolberg. L ud. S eryja I I I . str. 258.

95.
Widnecku ruciany, jużeś mi sie zmieniuu,
Już mi sie nie będziesz na g"ówce rumieniu".
S iarkow ski Nr. 144.

Wianecku ruciany, jużeś mi nieca"y
Ndjpieknijsze kwiaty z ciebie wylecia"y;
I. K opernicki. P ieśni gór. b. str. 41.

96.
-jb

fc -fr
1.

~ ir

CQ.
-sq z

i
f7
v

0

^ -------My—śla—uaś

I


4

s _____

po

d ziew cy — no,

a

wo — de,

0

i

do

T
9

i

^

j

studnie

żem

1F
1r
I

i
j



ci

Ł
9

i h
3 •

ci

w ia — n ek

i
i —

,
-3

i
d=

u —k räd ,

*

Cho—dziuuaś
i

i

=|— d

u — päd.

2. Siągejże go, siągej, prawą rącką do dna,

Dostaniesz wieniuszka, iżeliś go godnd.
3. Dostauam wieniuszka, ale nie ca"ego,
Śtyry rumioniuszki wylecia"y ś niego.
97.
1 . A moja dziewcy no,

Co ci by"o po tern?
Utraciu"aś widnek
Przeplatany z"otem.

N Ti
i —t A

4. Siągejże go, siągej,
Prawą rącką do dna,
Dostaniesz wieniuszka
Iżeliś go godna.

2. Przeplatany z"otem,
Różnymi kwiatkami,
Utraciu"aś wianek
Między ch"opakami.

5. Siąga"a, dosta"a,
Ale już nie ca"y,
Śtyry ga"ązecki
Ś niego wylecia"y.

3. Anim nie straciu"a,
Anim nie sprzeda"a,
Updd mi do studnie,
Jagern wode bra"a.

6. Moje Okonianki

Dejcież mi rutecki,
Niechże se dowije
Śtyry ga"ązecki.

J
J

7. Choćby my ci dauy
Cauy "ogródecek,
To już nie dowijesz
Śtyrech gauązecek.
98.
1 . Ubrdu sie pieknie, przyjecha* do mnie

Pod malowany ganek,
Prosi mie pieknie, prosi mie pieknie
uO mój ruciany widnek.
2. Jd guupid byua, widnegem daua,
Nie radziuuam sie matki,
Tylkom zważaua na jego urodę,
Ze to parobek guadki.
3. Jeszce nie świta, mama się pytd:
— Dzieżeś wieniuszek podziana?
— Oj mamo, mamo, uoj mamo, mamo,
Jasieńkowim go daua.
4. Wezne jd siatki, pode na kwidtki
Do uogródecka mego,
Bede urywaua, bede próbowaua
Widnecka rucianego.
5. uOj różo, różo, cemu nie kwitniesz,
Com jd cie wcora sadziuua?
Ty marnotrawnico, ty marnotrawnico,
Cóżeś z wianeckiem zrobiuua?!
99.
Kasiu mojd, Kasiu, gdzieś wianek podziaua?
— Sprzedauam go na sól, bom soli ni miaua.
100 .

1 . Puakaua dziewcyna

W ty nowy kómorze;
Zielony gorsecik
Obstać ji ni może.

2. Nie puae, Maryś, nie pu

Pan Bóg ci uodpuści,
Pódziesz do krawcyka,
To ci go rozpuści.

3. Jagże ni mam puakać,
Kiej ludzie gadają,
Że muode dziwcęta
Gorset rozpuszcają.

(1 7 6 )

101 .
1 . Jak ci jd se pode

2. A witej że panno,

Tam, gdzie mie nie znają,
To ci mie ta może
Panną przywitają.

Witej panienecko,
A dzieżeś podzia"a
Swoje dziciątecko?

3. Ja go ta schowaua
W sadecku pod wiśnią,
Może sie ta może
O niem nie domyślą.
d) O z a m ę ś c i u.
102 .

u0 moja mamuniu, przyszed do mnie pirszy,

A ten pirszy pisze wirszy, nie pode za niego.
u0 mojd mamuniu, przyszed do mnie drugi,

A ten drugi md nos duugi, nie pode za niego.
"O mojd mamuniu, przyszed do mnie trzeci,
A ten trzeci bije dzieci, nie póde za niego.
u0 moja mamuniu, przyszed do mnie cwarty,
A ten cwarty to "obdarty, nie póde za niego.
u0 moja mamuniu, przyszed do mnie piąty,
A ten piąty, to jest skąpy, nie póde za niego,
u0 mojd mamuniu, przyszed do mnie szósty,
A ten szósty nieposuuszny, nie póde za niego.
"O moja mamuniu, przysed do mnie siódmy,
A ten siódmy, jest "ob"udny, nie póde za niego.
UQ moja mamuniu, przysed do mnie "ósmy,
A ten "ósmy ch"op pos"uszny, to póde za niego!
103.
1 . Dana, moja, dana,

2. Bo ta panu trzeba,

Nie póde za pana,
Ino za takiego
Jaka i ja sama.

Lanych poduszecek,
Ja sobie pościele
Grzebny fartuszecek.
104.

Dana moja, dana, ni mdm ci jd wiana,
"Ocka jak tdreeki, wydam ci sie sama.
105.
Ja se sirotecka w drobnych pacioreckach,
Niech sie te wydają, co kordle mają.

(1 7 7 )
106.

Wysokó, górecka, jeszce wyższą widać,
toObiecó,u mie tatuś za dworacka wydać.
107.
Jak j k se urosnę, póde za starostę,
Starosta mie nie kce: Rośnij Maryś jeszce.
108.
Turbują sie ludzie, że sie nie wydaje,
Jó, sie nie turbuje, na Boga sie zdaje.
109.
1 . A mojó, matusiu,

2 . Nie daleko córuś,

Ino bez zógony,
Bez jarą pszenicke,
Bez gajik zielony.

A mojó, matecko,
Nie dój że mie, nie dój
uOd siebie dalecko.
110 .
1 . Kuku"ecka kukó

2 . Mamusieńka wyszua,

Za stodouą w życie,
Mojó mamusieńko
Już mie nie uźrycie.
3.

Rącki za^ómana:
Dzieżeś mojó Maryś,
Com cie wychowaua?

Com cie wychowana
Swojemi piersiami.
Dzie ja sie "obrócę,
Zaleje sie "zami.
111 .

1 . Mojó mamusieńko

2 . Bo jó nie cyranka,

Nie dój mie za wodę,
Bo jó nie cyranka,
Przepujnąć ni mogę.

Ani nie kacusia,
Przepujnąć ni mogę
Do swego Józusia.
112 .

Nie kce, nie łubie,
Za kowala nie póde,
Bo to kowal bije muotem,
Nie kce żyć z takim knopotem.
113.
Matuś moja, matusina,
Nie dójże mie za Rusina,
Jak mie wydósz za Rusina,
Nie bede ja piuua wina.
24

(1 7 8 )
114.

A
A

nie
p ó —de,
bo — by m ie

nie pó — de,
p o - w i e — s iu ł

za
za

p sa
ueb

za
u

Ru — si
ko — m i

A nie póde, nie pode, za psa za muldrza,
A boby mie powiesili" za ueb u tragarza.
115.
Kukuuecka kukś, na wójtowy roli,
Nie póde za Jasia, bo mie g"ówka boli.
albo: chtóż mie przyniewoli?
Kuku"ecka kukś, na wójtowy miedzy,
Nie póde za Jasia, bo nima piniędzy.
116.
1 . "Obiecał mi Waluś

2. Nie kce ja Walusia,

Zielony kapelusz,
Stążecke do niego,
Żebym byua jego.

Ani kapelusza,
Ni stążecki jego
Nie póde za niego.
117.

Rąbajcie mie, siekajcie mie,
Za starego nie dajcie mie
U starego siwd broda,
Jk dziewczyna jak jagoda.
Poradzę ja siwy brodzie,
Namoce ją w zimny wodzie,
Bedzie mokua, bedzie gniua,
A jó, bede, jak&m byna.
118.
1 . A moj& matusiu

Wydajże mie za mąż,
Ino mi korali
Penną szyje nawiąż.

2. Jak ni mdsz kor&li,
Nawiąż-że mi guogu,
Będą ludzie mówić:
Bogatego rodu.

3. Jak ni m&sz korali,
Przypnijże mi róże,
Będą ludzie mówić,
Że korale duże.




na/
na.

(1 7 9 )
119.

1 . A moji mamuniu

2. Z grabiami do siana,

Wydej mie za pana,
Żebym nie chodziuua
Z grabiami do siana.

Z widiami do gnoju,
Bede se chodziuua
Z kuchnie do pokoju.
120 .

Nie dejże mie mamo, jino mie obiecuj,
Napije się rano, napije sie wiecór
W każdziusieńkie rano, w każdziusieńki wiecór,
Nie dejże mie mamo, jino mie obiecuj
W każdziusieńki wiecór, w każdziusieńkie rano,
Będziesz powiadana: Darmo chłopcy, darmo.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. str, 43.

121 .
1 . A mojń matusieńko

2. Choć ci jń malusieńki

Wydejże mie, wydej,
A choć j i malusieńki,
Toć sie mie nie wstydej.

I drobni i drobni,
A bedzie uona ze mnie
Gosponyni dobri.

122 .
Kalina, malina, na kalinie liście,
Wychowaj mie matuś, daj mie organiście.
123.
n .............. | ......... it
V
9
JL
A
9
4

tfW

\yT7

n

J

!

w

r

m

___ v [j____ \r

«•



f i |i ___ #.J

9 ___ #

j

G dzie sło — ne —
A
gdzie
ua —




cko
d na

za — cho — dzi,
p a — nien — ka,

a
a

= Ł ^ = t= ±
m
p ta — szki

1% — gną
chuop — cy

c ią — gną.

124.

Poniedziauek, wtorek, środa, cwirtek, piątek,
Tam sie chuopcy garną, dzie cują mijątek.
125.

uOjże ino, już nie bedzie dobrze,
Chtóregom kochana, nie bede go miana.

tam
tam

sie
sie

126.

Zieloni rutka, janowiec,
Lepszy kawalir, jak gdowiec.
Bo gdowiec bedzie wymawia,
Że lepszą tamte pirszą midtt.
A dzieci będą puakauy,
Bodej macochy nie znauy.
.

127.

Z tamty strony wody
Jedzie chłopiec muody,
Żeby mi go dali,
Pościuuabym środy.

Pościuuabym środy,
Pościłabym piątki,
Żeby mi go dali
Na Zielone świątki.
128.

Nie póde jd za mąż tego roku jeszce,
uadnycb chłopców ni ma, brzyćkiego jd nie kce.
I. K o p ern ick i. P ieśn i gór. b. str. 43.

129.

Cdrne uocy, cdrne, gdy sie zćjdą siwe,
To takie maużeóstwo, to bywd szcęsliwe.
130.

1 . A wy mojd mamusieńko, co wy mi robicie?

Daliście mie do kldstora, takie maue dzicie.
2. Jd w kldstorach nie bywaua i bywać nie bede,

Kochauam sie w kawalirach i kochać sie bede.
131.

Nie tak, nie tak nie jinacy,
nadny sie mi chuopdk znacy.
"adny, uadny, jak jagoda,
Tojto doda., tojto doda.
132.

Sieje mi sie, sieje, w ogródecku ziele,
Na polu pszenica na moje wesele.
e) Z a m ę ż n a .

133.
Na polu pnidk,
Na pnidku krzdk,
Na rzćce uawecka.
Cekdj mie dziwecko,
Cekdj mie rok.

Cekałam cie,
Dockanam sie,
Pijdka, *ajddka.
uObiesia, złodzieja,
Mdsz dziwecko, mdsz.

134.
Kumo moja, kumo, powiedzcie kumowi,
Niech sie nie zalicd memu podo"kowi.
135.
Kumy mam, kumy mdm, kumy w ko"o siebie,
N&lepszd kumecka od wschodu s"onecka.
136.
Żeby mnie nie by"o,
Toby koniś nie j&d,
J& se rano wsta"a,
Koniowim jeść daua.
137.
Żeby jó, se by"a za lir&cka poszua,
uOn by byu lirowd", j& by lirke nies"a.
138.
Daliście mie, dali, za kogoście kcieli,
Bedziecie mie pnakać, jino po niedzieli;
Daliście mie, dali, za takiego lenia,
Robić mu sie nie kce, uciekd do cienia.
Daliście mie, dali, za takiego "os"a,
Przecie by jó, by"a za lepszego poszua.
139.
Żeby j& se by "a u matusie duuży,
Toby jś, chodziuua, jak kwiatecek róży,
Jak kwiatecek róży, jak siwa lelijd,
Wyszua na górecke, wiater ją "owija.*
*Owiwej, "owiwej wietrze pouudniowy,
Wywiwej) wywiwej smutne myśli z g"owy.
Myśli moje, myśli, pocóżeście przysz"y?
Przyszny my tu na p"ac, "ojcu, matce na p"ac.
140.
1 . Żeby j& se, żeby

Za dworacka posz"a,
Nicbym nie robiu"a,
Ros"aby j &, ros"a.

2. Za dwor&ckam posz"a
Robić-em musia"a,
Żeby ja se by"a
Dwordcka nie znaua.

(1 8 2 )
141.

Pókil jd se byua u matki, u "ojca,
To jd przeskocu"a wszyćkie śtyry kolca.
Terdz jd se jezdem u swego mi"ego
Ni mogę przeskocyć progu mizernego.
142.

Skdzd"eś mie Panie, sama nie wiem za co,
Dd"eś mi takiego, co bardzok ladaco.
143.

Żebym jd wiedziaua, jak sie bede miaua,
By"abym Jasieńku na cie nie poźra"a.
144.

A puace jd, p"ace Jasienecku na cie
I sama na siebie, żem poszua za ciebie.
A puacą uocka, p"acą, nie "obeschną nigdy,
Bo one ni miauy u matusie krzywdy.
145.

1 . A moja matusiu

2. Mieliście studzienkę

Nie chować mie byuo,
Mieliście studzienkę,
Utopić mie byuo.

W polu "ogrodzoną,
Utopić mie byuo
Matusiu rodzond.
146.

Daliście mie, dali, za góry, za lasy,
Żebym nie chodziuua do komory waszy.
Do komory waszy, do izdebki waszy
Daliście mnie, dali, za góry, za lasy.
147.

Gdzie sie popodziauy, co pieknie śpiwa"y?
Powydawauy sie, pozapominauy.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. str. 45.

148.

Jasiu mój, Jasiu mój, ja se Jasieńkowa,
Jaś mi nic nie rzece, jd mu ani suowa.
149.

Powiadają ludzie, że jd jest na bidzie,
Jd se na wygodzie, jak rybka we wodzie.

( 1* 8 )
150.

Nie pode jd do dom, jaźe pobieleje,
Jaś mie binu nie bedzie, jino mie "odzieje.
Nie pode jd do dom, jaz bedzie świta"o,
Ni mam maleńkiego, nie bedzie p"aka"o.
151.
Sama jd se, sama Jasia polubiu"a,
Jak mie bijd" bedzie, co bede robiu"a?
152.
1. Już to miną" rocek,
Jak mie bola" bocek,
Tyś to Jasiu winien,
Boś mie wyrżną" kijem.

2. Nie bijźe mie nie bij,
Bo mie bedzie boleć —
Ino mie uszanuj,
To ja bede woleć.
153.

— W polu ber, w polu ber, a za stodo"ą proso,
Kup mi, Jasiu, butki, ta niech nie chodzę boso.
U mamuniem by"a, a bosom nie chodziu"a,
Jagem jedne zdar"a, ta drugie mi kupiu"a.
— Kupiu"em ci butki, a nie chcia"aś w nich chodzić
A mój mocny Boże, "oj trudno ci dogodzić.
154.
A moja dziewcyno nie zdradzę jd ciebie,
Żebym nogi z"amd", jak pode "od ciebie.
I wyjechd" w pole na rozstajnie drogi,
Zardz z"amd" szyje, konik pod nim nogi.
Wszyćko jd ci, wszyćko, na przestrogi daje,
Żebyś sie ty nie kocha"a w kawalirskim stdnie,
Bo kawalir bez sumienia Boga sie nie boji,
Tu cie ściskd i szanuje, na zdradzie ci stoji.

(1 8 4 )

Nad kołyską.
155.
n 1*
'' T V”
«1
T tf
rf-TT
frTS
a
5nz
4

i

_
I,
J
*

A

kouysz

i

n J*
JrV tf
VM7
i
----J-----------'9

N
n



j
#


,
q
J—

1

A

>
p

,



że

sie,

N


N


0

niech—że

,

cie,

I


!

kouysz,

a

ko — lib — ko

J
tf

J
-J



0

JI


d

n

2


j

niechże

0

0

..

J
J

-

d


J*

ta

Par i

i
d ____w

J

p

Je



,
_|

/Ts

fy

—I.

- 1

0

9

9

|

0

. p

9

li — po — wa,

=

_

IP
!

_P
1

zus

u — cho—wa.

0

dJ

cie,

fy

0

_|

_L

9A

90

I

I

_J
1

J

156.
w 3+ o
i t ^ 4Al
vnr

9!

,

J
n
A

n
y
#
11
ffP\
: \ mz

J
S•

r

"

i

kouysz



że

J
j
#

O

1

0T

________
1
J
d9n
*

a

ja

80

T'
2

9

i

9

9p

sie,

kouysz,

.

d9

—bie

i
nH
f

____ ,
rj

9

i
H
w

ta

ko—li

''

i -1
- # - ji'" ..

J
J

*"

p ó —de,

a

Jp

J
J
«9 . •9-

b e —cko

z lip —k i,

h.

0_ ____dp

gdzie



n

!

mi

9
.

r

J

J

g ra—ją

i

_

,
__L

i
|

sk rzy p k i.

157.
=1
r-ft-trr-Tf
------- ^ — |------------------ ~1
Jf
‘ P ił
9 •
.0
J
p
-- J
r
h S ż ---------- ± -----------------— j

Oj

r-6" 1? i,
fA
T
ffTS.
1

“[*
i#• a>
A

lu —lej — że

mi

"j
k 'r . i
i• • u. T
J 5 -0 - 9

stu —lisz

car — ne

#

c P - r & = t

0 __ I i

L
L
1

lulej,

#•

a

h r~ j'

= =□ 2 ■ _i Jr v I J.r- -■
i
J
¿i
U

carne

uo — cka

J5 -1

, ,

h

------------------ #_*LJ

uocka,

To

śpijże

do

. 0

stu —lej —

i -M

9

p ó —no — cka.

158.

159.
_o_
u
_i ■ i _«i__ r _J__
t_ j
-V
/L- 1 "k iio\ __ A _-i*
1*
w J
m
-SjZ
^
J
E j!

^ n n k
JD ! . JLJj Ji

f 9

J a — siu mo — je
u — śnij uo — dy



dzi
de



i

. JN P
!S Il N
d 0* d-!
•. - 9.


ć i e
cie.

________________
uO — dy—de cie

i
_J

(1 8 5 )

w po—le,

J a —siu

d zi—cie

mo



je .

160.

Uśnij-że mi, uśnij, abo mi urośnij,
Może mi sie przyddsz, cielątecek wygnać.
Może mi sie przydać cielątecek wygnać,
Cielątecek cworo, rośnij Jasiu sporo.
161.

Lulu, Jasiu, lulu, któż cie bedzie tulu"?
Utuli cie mama, abo i jd sama.

III.

Mi ł osne.
1.

Chtórędy, chtórędy, droga bez poręby,
Bo mi Polusieńka "obieca"a gęby.
2.

Jak ci ja se chynę, za las po dziewcyne,
Jak mi ji nie dadzą, to jd marnie zginę.
A ginę jd ginę, marnie bez dziewcyne,
Dziewcyna bezemnie, bo sie kocha we mnie.
3.
Coby to nie by"o s"ońca i miesiąca,
Żebym se nie wybrd" dziewcyny z tysiąca.
4.

Bola"y mnie nóżki, chodzić na "orzeski,
Skoro do Marysie, podgoi"y mi sie.
5.
Wola"by ja, wola", te górecke skopać,
Niżeli dziewcyne za szyje ukochać.
Te górecke skopie i pode do domu,
Dziewcyne ukochdm, dostanie sie komu.

6.
Siwy koń, siwy koń podkowy mi gubi,
Ja dziewcyne kocham, ona mie nie lubi.
25

( 186 )
7.

Jużem by" za wodą z tą dziewczyną m"odą,
Jak sie wziena smucić, musia"em sie wrócić.
8.

Furmdn ci jd, furmdn, furmanka mi s"uży,
Żeby nie Marysia, furmaniu"bym d"uży.
9.

Jeszcem nie tańcowd", dopiro zacyndm,
Dopomóż mi Boże z tą m"odą dziewcyną.
10.
z .
T

......
J
cT T
...
TE

J

Szu—m iau
S
h

r

,

J

i

i:

í9

-------------------:
Do
cie — bie

f

I 'J

la — sek,

szum iau,

w

K
í# “

=t
J
9

1j

j

«

‘:

^

N

J '

J _

g a—uą,z — k i

l

.
:

I
a•

sie

:

I
-CJ
J

k w iau y ,

=£ _ H
J
:F i
'
_ dCJ1 1
r
a
9
\ ... 9
* - - - -------- --------- J\ -------------------- : -------------- : :
u o —cka
mi
sie
śm ia—uy.
l

&

dziew —cy—no

.
-f

11

A mojd dziewcyno, moje ż"ote serce,
Jak jd cie nie widzę, robić mi sie nie kce.
12 .

Tyrdm jd sie tyrdm, jak na "ące siano,
Wszyćko to bez ciebie, Maryniu kochand.
13.

Nie smuć sie dziewcyno, kiej jd sie nie smucę,
W ko"o świat "objadę, do cię sie powrócę.
14.

A moja Polusiu, żebym cie nie kocha",
Tobym se konisiów do ciebie nie mdchd".
15.

Kamień na kamieniu, jeszce jeden na nim,
Wypisz se Marysiu swoje imię na nim*
16.

Jd se "ogrodnicek, kwiatecki se sadze,
Chtórd panna "adnd, to ją "odprowadzę*

(1 8 7 )
17.

Padd dyszcyk, pdda, na podwórzu ślisko,
A jd na to nie dbdm, do dziewcyny blisko.
18.

1 . Wysokie mi tatuś

2. Wezne siekirecki,

Zapory porobiuu,
Jagże ja se bede
Do dziewcyny chodziu11.

Pozbijam kouecki,
Jagem chodziu", tak i bede
Do swy kochanecki.
19.

/

Juzem byu, jużem by11 po kolana w,niebie,
Jeszcem sie powróciu" dziewcyno do ciebie.

20 .
Źdlno mi cie żdlno, mojd Maryś, żalno,
Bo cie moje ocy nie widziauy dawno.
21 .

uOd Krakowa jadę od mego tatusia,
Dejże Maryś gęby, kazali matusia.
22 .

Poluś moja, Poluś, nie dauaś mi doróś,
Poglądauaś na mnie, jako na latoróś(l).
23.

Jak ci jd se krzyknę, w sadecku nad wodą,
To ci sie Polusiu dorazu spodobdm.
24,

Poglądej dziewcyno na wysokie drzewo,
Jeżeliś ty uadnd, to i mnie nicego.
25.

1 . A mojd dziewcyno,

2. Nie stoję o wiano,

Ni o jakie dary,
Tylko o cie Maryś,
Żeby mi cie dali.

Moje sto tysięcy,
Żeby mi cie dali,
Nie kciduby ja więcy.
26.

1 . A mojd dziewcyno,

2. Dejże mi chustecke

Moje pociesynie,
Dejże mi chustecke
Do moji kiesynie.

Coś ją sama §zyua.
Dzie jd sie obrócę,
Bodzie mie cieszyła.

(1 8 8 )

27.
Dziewcyno kochdm cie, nikomu nie ddm cie,
Wezne cie do domu, nie ddm cie nikomu.
28.
Kochejcie mnie panny, boć jd ch"opiec "adny,
Zrostu wysokiego, na gębie nicego.
29.
1 . A mojd Marysiu pódź ze mną za morze,

Bo cie moje serce "opuścić ni może.
2. Serce uopuściuo, a myśli ni mogą;

Przydzie sie zagubić dziewcyno za tobą.
30.
Wiaderecko po wodę, wiaderecko z wodą,
Ni mogę sie nacieszyć, moja Maryś, z tobą.
31.
1 . Kiedym se szed od swój i dziewcyny

Od swoji jedyny,
Miesiąc świciu" wysoko — mój Boże!
Miesiąc świciu" wysoko,
A tyś za mną prędko pozira"a,
Gy jd uszed daleko.
2. Nie uszedem troje staj on w pole,

Troje staj on w pole,
A tyś na mnie wouana — mój Boże!
A tyś na mnie wouaua:
Powróć-że sie moje pocieszynie,
Cemżem cie rozgniwaua?
3. Rozgniwa"aś ci mie, ty mojd dziewcyno,
Ty mojd jedynd,
Sama nie wisz ldcego — mój Boże!
Kiedym se sta" pod twojem "okienkiem,
Toś ty mia"a jinnego.
32.
Rozlecia"y mi sie siwe go"ębisie
Po rosie, po rosie,
Pozndm ci jd se swoją dziewcyne
Po g"osie, po g"osie.

(1 8 9 )

Rozleciany mi sie siwe gouębisie
Po dębie, po dębie;
Poznam ci jd se swoją dziewcyne
Po gębie, po gębie.
Rozleciauy mi sie siwe gouębisie
Po wrzosach, po wrzosach;
Pozn&m ci j k se swoją dziewcyne
Po wuosach, po wuosach.
Rozleciauy mi sie siwe gouębisie
Po nocach, po nocach;
Pozn&m ci
se swoją dziewcyne
Po uocach, po uocach.
Rozleciauy mi sie siwe gonębisie
Po wodzie, po wodzie;
Poznam ci j k se swoją dziewcyne
Po "adny urodzie.
Rozleciauy mi sie siwe gouębisie
Po grządkach, po grządkach;
Poznam ci jś, se swoją dziewcyne
Po uadnych porządkach.
33.
u01a moja nola, mijają sie pola,
My sie nie miniewa, kochanecko moja.
34.
Żebym j& tak Boga koch&u
Hej, dziewcyno, jak ciebie,
Tobym zostśd Synem Bożym
I królow&ubym w niebie.
35.

"1JLr S
^ ó^—s
9

i9

*9 - - 9

Trum, trum, trum,
Przeskocuu — bym

iC-ir **

fr \

-r*
.1
#•

9

r

r . fI " j

le — go — mi — j o, (?)
i
uor — ga — ny

-fv
j - --Mr**i
{§ - *
-SJ

9

9

J

do

ko — cha — ny.

-m

3—-¿“i
Ji

prze — sko — cuu—bym
do
Wi — ktu — sie

^J
#•

J

3

1

m
9

p le — ba — n i — ja

:



-

(1 9 0 )

36.
W polu ja se w polu, nie przy gorzauecce,
Ni md chto powiedzieć moji kochanecce.
37.
Świci miesiąc, świci, gwidzdy pomagają,
Jeszce moje uocy kochania nie znają.
38.
1 . Żeby to ten nie żyu, żeby nie światowd11,

Chtóry to kochanie na świecie sfundowa".
2. Nicht to nie sfundowdu, ino Ty sdm Boże,
Bo sie bez kochanid nicht "obyść ni może.
39.
Bolauo mnie serce, bolauo, bolauo,
Jak ni miauo boleć — musiauo, musiano.
40.
Mdm ci jd takiego gouąbka siwego,
Pośle jd go, pośle do kochanka mego.
Idźże, mój gonąbku, bez pole przezpiecnie,
Pozdrów-że mi, pozdrów, kochanka serdecnie.
Niechże mi napisze literami w zuocie,
Cy chory, cy zdrowy, cy nie jest w kuopocie.
I jdby mu napisaua, ale mie noc zaszua,
Papiru nie stauo, świcka mi zagasua.
41.
A Boże, mój Boże, a Panie, mój Panie,
Z chtóry mi sie strony kochanek dostanie.
42.
1 . Co jd wiem, co jd wiem, nicht nie bedzie wiedzid",

Co mi kochanecek wcora uopowiedzidu.
2. A pedzid" mi, pedzidu, na drożynie w lejsie,

Ze drugi jesieni ze mną sie ożeni.
43.
Choć jd se nie uadnd, uadnegobym rada,
Jak pożrę na niego, jakbym se pojadna.
44.
Mdm ci jd, mam ci jd, kawalira w świecie,
Choć jd go nie widzę, myślę o nim przecie.

45.

1 . Śpiwam jd se, śpiwam

2. Tu w Ropcyeach ni mdm

I dumam i dumdm,
Ze ja tu w Ropcyeach
Kawalira ni mdm.

Ale w Chechuach mil być
Dejże mi go, Panie,
Do siebie przywdbić.
46.

Hej, hej, mocny Boże
Drobny dysze padd,
A już ci mój kochaneeek
Do mnie nie gadd.
47.
Rozligdj sie guosie po górach, po lejsie,
Do mego kochanka, co koniki pasie.
Idź guosie po rosie prosto ku dworowi,
Powidz dobrdnocke memu Jasieńkowi.
48.
Jak jd bede krzykać, pódzie w gore mój guos,
Usuyszysz Jasieńku, ale mie nie pozndsz.
49.
Żeby wds tu bytio piętnaście, szesndście,
To was wszyćkich kochdm, ino sie nie swarzcie.
50.
1 . Jedzie Jaś, jedzie Jaś,

2 . Nie wiwej, nie wiwej,

Jd go już poznaua,
Wywijd chustecką,
Co jd mu ją daua.

Chustecką po puocie,
Użry uociec, matka,
Bedziewa w kuopocie.
51.

, A mój ty Jasieńku, musisz ty co umieć,
i Że jd se ni mogę uo tobie zapomnieć.
52.
A wysokd jodeuecka
Przeudmana wpóu,
Na wysokich podkówećkach
Kochaneeek mój.
5B.
A ja Jasia kochdm, a jd Jasia lubię,
Jak Jasia nie widzę, tylmo sie nie zgubie.

(1 9 2 )

54.
"Oj żeby j& mia"a "okienko w komorze,
Tobym wyzira"a, kaj mój Wojtuś "orze.
"Oj żeby ja mia"a "okienecko w ścianie,
Tobym pozira"a na moje kochanie.
55.
Żeby ja wiedzia"a, dzie mój kochanecek
Tobym mu wynies"a w koszycku gruszecek.
56.
Szyrokie dalekie Jasieńkowo pole,
Ni mogą go przeźryć siwe "ocka moje.
57.
Siwe "ocka m&wa, "oboje sie zndwa,
Siwe jako niebo, cóż komu do tego.
58.
Siekali, rąbali, go"ąbka siwego,
Ja sobie myśla"a, że Jasieńka mego.
59.
Nie pukej do ściany, bo ściana wyleci,
Pukej do "okienka, to cie puszcą dzieci.
Nie pukej do ściany, nie "otworzy ściana,
Pukej do okienka, "otworze ci sama.
60 .

61.
Cemużeś nie przyszed, jak miesiącek zeszed,
By"byś sie zabawiu" i do domu poszed.
62.
Świci miesiąc, świci, i gwi&zdecek kiela,
Kochejcie mie ch"opcy, bo dzisi&k niedziela.

A mój Jasieniecku, w chtóryjeś ty stronie,
Mijże Boga w sercu, nie zapomnij o mnie.
1 . Poszuabym za ciebie,

2. Jedni mi cie ganią,

Bo mi sie podobasz,
Ludzie mi cie ganią,
Żeś ty nie gospoddrz

Drudzy mi cie brzydzą
Moja uocka puacą,
Kiedy cie nie widzą.
65.

Urwaua sie strona, urwa"a,
Z kim sie bede, Jasiu, kochaua?
Urwa"a sie strona we dwoje,
Kochejmy sie, Jasiu, "oboje.

66 .
Kukd kuku"ecka w lesie u potoku —
Cekej mie Jasieńku do roku, do roku.
67.
Do ty, Jasiu, do ty, co md pieścień zuoty,
Nie do ty smarkule, co ni md koszule.
Bo sie na bogaty śrybuo zuoto świci,
A na mnie sirotce koszulina z nici.
68 .

Ciągną sie promienie, od góry do ziemie;
Kochdm cie, Jasieńku, cóżeś za stworzenie?
69.
Wio koniu, wio koniu, wio koniu kasztanku;
Pieknd luberyja na mojim kochanku.
Piękna luberyjd i guziki zuote —
Kochauam cie Jasiu, jeszce mdm "ochotę.
70.
Jedzie Jaś, jedzie Jaś, mija moje wrotka
Cdpecki nie zdymie, bo jd jest sirotka.
A nawróć-że, nawróć-że, abo nie nawracej,
Abo mi ty, Jasieńku, guówki nie zawracej.
71.
Z ty górecki na te przeskakuje srocka;
Kochdm cie Jasieńku, bo masz cyrne uocka.
26

(1 9 4 )

72 .
Sieje mi sie, sieje, w uogrddecku ziele,
Ziele w "ogródeeku Id ciebie Jasiecku.

IV.

Wesel ne. .

1.

Jest ta w polu studzienecka,
A w sadecku dwie,
Dawali ndm Kasienecke
Ludziom nie sobie.
Hej, żdl nam ji bedzie,
Jak ci nam ją wezną ludzie,
Nie nasza bedzie.
Jest ta w polu studzienecka
"Ocembrowona,
A już ci nasza Kasieńka
Zarękowand.
Hej, żdl nam ji bedzie,
Jak ci ndm ją wezną ludzie,
Nie nasza bedzie.
2.

3,
“ th

JL ,

\y ]7

\>. t

.o
,
1 U *>
4- •

,
!S
ff S

9

. ■ ti— N -f* i I
n
! J
! . 1I

1I

Sze—dem ko —uo m uyna,
J e s t zuo—ta w irzbi—na,

J


k
N

|>

n
N

J

h.
N?
T 5 T 1
.b = d , _ s —

T rze—ba—by

w aryaur.
~ y — b 1 -Q - N
S N .
rm
r *
J
u
J
-S p

g_J- •

nr“ito
L. i
fcf * i

i

1
d

I

71 11
A *

"I

1
J

w y—r^ —b ać.

i
“h — h
i
^

“f* "
^
.
-

rc
J
*

“h
@

&

¡|

-r
_-...

K
p

I t+ J

ti
hs

(1 9 5 )

1 . Szedem kono muyna,

5. Straciunem se dukńt,
I tegom nie ukrńd
I tak mi ji nie kcą dać.
Dadzą mi ją dadzą itd.

Jest zuota wirzbina,
Trzebaby ją wyrąbać.
Jest ci tam dziewcyna
Z cyrnemi ocyma
Kieby mi ją kcieli dać.
Dadzą mi ją dadzą,
Ino sie naradzą,
Ino trzeba pocekać.

6. Straciuuem se konie,

Co chodziuuy w bronie,
I tak mi ji nie kcą dać.
Dadzą mi ją, dadzą itd.

2. Straciuuem se szeląg,
Jazem sie go przeląk
I tak mi ji nie kcą dać.
Dadzą mi ją dadzą itd.

7. Byu na święty Marek
W Dębicy jarmarek,
Przywiedua ją sama mać
Na bińuym Uycaku.
— Neści ją smycńku —
A jń ji też nie kce brać.

3. Straciuuem se grajcńr,
Tylmom nie owarca11
I tak mi ji nie kcą dać.
Dadzą mi ją, dadzą itd.

8. J śl jadę na źrebcu,

uOna stoji w cepcu,
Weź-że se ją, weź terńz.
Nie dauaś mi przódy,
Gdym chodziu" do budy
Ter&z se ją w wodę wraź.

4. Straciuuem se ceski,
Widzi Bóg niebieski,
I tak mi ji nie kcą dać.
Dadzą mi ją dadzą itd.

K onopka N r. 35.

4.

Jag — by

D o — s ta u —by

ja

od

mi

chto

ko — nie

pa — na.

5.
Na prawo, na lewo j& se grać kdzaua,
Trzym grajcary zauożuua, bede tajcowana.
6.

Cyj& to dziewcyna stoji u komina?
To dziewcyna z końca, wezne ją do tańca.

p o r—w au,

(1 9 6 )

7.
Wcora byuo noga w nogę,
Dzisid z pieca zliść ni mogę.
8.

Hulej, hulej, pókiś muody,
Bo na starość nie ddsz rady.
9.
nOj grejcież mi, grejcie, moje zuote strony,
Niech sie jd uciesze^ pókil ni mam żony*
10 .

Mięsopuście krótki, zdarem sobie butki,
Sponiewirauem sie, nie ucieszuuem sie.
11.
2. A nasza swaszcusia

1 . A nasza swaszcusia

Dziesik wouki pasua,
Pod krzdckiem z kozdckiem
Nocka ci ją zaszua.

Lasem przyjechaua,
Baua sie suonecka,
By nie nogorzaua.

12 .
2. Dziecko ji pnakauo,

1 . A nasza swaszcusia

Z bukowego lasu
Nie napiekua kouacykow,
Bo ni miaua casu.

Prosie ji kwicauo,
Powiem wdm po prawdzie,
Że sie ji nie kciauoo

13.
W polu “ogródecek, w polu malowany,
Chtóż go ta malowa11? — Jasieniek kochany.
A w tym "ogródecku połowę gwoździki;
Zaprzęgej, Jasień ku, cisawe koniki.
Jagże je zaprzęgać, kiedy sie cukają?
A uadny dziewcynie w kościele ślub dają.
Zaprzęgnę jd konie, pojadę jd za nią,
Jeszce sie przypatrzę, cy ji "adnie panią.
nadnie ji ta, uadnie, między panienkami,
Eźli miesiąckowi między gwidzdeckami.
14.
-HEb _ «
JL_ ó
vrrTr ir 4\

•" •J
¡o

,
N

-f*
!

d

i— 4 - :
J .. 4..


u O j—że
i — no
D ro—b n y l i — stek

d fc
— ;— d— :
J_u 14 - J1
LJzS
9 __2
J
LŁJZ-------------- ---------------- ]
na

s to —k ro —ci,

n

-h

^*

-N

9i if, sii
•T 9

.

n
¡ii 3
f 9

mo — cny Bo—że,
na
ja —w o — rze,

~r
4 _ 4
1j
J
Z . f ---------------- 3

sa — ma

K a—sia

-

rw

ślub

.1h
n
?1

H
^W

4—

9

A

d ro b n ij—szy

=p

q

q_-----

za—p u a — ci.

i

-,

(1 9 7 )

15.
Dobronocka kouo póunocka
Kouo twoji ściany,
QOtwóź-że nńm, przywitej nńs,
Bośmy jino sami.
16.
Wynieś-że n&m panie muody
Gorzaliny dzban,
Niechże my sie nie tyramy
Kouo twoich ścian.
17.
1 . Prosili nńs na wesele, na baranie kiszki,

A jń guupi, poszcelony, nie wzionem se uyzki.
2. Prosili nńs na wesele i zabili kacke,

Sami zjedli dobre mięso, a nńm dali sracke.
3.

Prosili nńs na wesele i zabili kurę,
Sami zjedli dobre mięso, a nam dali dziurę.
O. K olb e rg .

18.
Z do*u do góry, Jasieńku,
Z douu do góry,
A pożryjże na trzewicki,
Cyli masz chtóry.
A pożryjże na trzewicki,
Poźryj na uoba,
A pożryjże na Marysie,
Jakd uosoba.
19.
Jechau sobie chuopńk z Krakowa do Lwowa,
Wzion sobie Hanusie jak z nieba anioua.

20 .
Cyrwone jabuszko wisi ha jabuonce,
Urwij go, Jasieńku, dej go swoji żonce.
21 .

Siadej, siadej Kasiu kochanie,
Bo już koniki pozaprzągane,
Śtyry konie stoją w wozie,
Puakanie ci nie pomoże.

(1 9 8 )

Jagże }k z wami bede siada"a,
Kiedym sie z matką nie pożegna"a.
Bywaj zdrowś, miua matko,
Byuam u cie "adnś,, g"adkś,,
Terś,z nie bede, terś,z nie bede.
Siadej, siadej, Kasiu kochanie itd.
Jagże jś, z wami bede siadaua,
Kiedym sie z ojcem nie pożegna"a.
Bywaj zdrowy, miuy uojce,
Pasa"am ci konie, "owce,
Terśz nie bede, ter&z nie bede.
. Siadej, siadej, Kasiu kochanie itd.
Jagże jś, z wami bede siada"a,
Kiedym sie z bratem nie pożegna"a.
Bywaj zdrowy mi"y bracie,
Nier&zem dosta"a od cie,
Teraz nie bede, ter&z nie bede.
Siadej siadej, Kasiu kochanie itd.
Jagże jś z wami będę siada"a,
Kiedym sie z siostrą nie pożegna"a.
Bywaj zdrowi mi"d siostro,
By"aś lś, mnie nieraz "ostrd,
Terdz nie będziesz, terśz nie będziesz.
22.

Miś,"eś coś, nie "opatrzu"eś
In oś wzią",
Kulawe, "ogawe, nic z tego
Nie będziesz miś,".
23.
Dopirom cie wcora pojon, jużeś kalika,
Zaprzągajcie śtyry konie po curelika.
Dopirom cie wcora pojon, jużeś kalika,
Straciu"em se śtyry wo"y na curelika.
24.
^ F -S -3 -

^

S ia—dua

m ucha

r—--------K----1----- 1—
H ---0 ---- 0 --- f
---- N---H
p— 4 -----------------na

k o —n o —piu,

f

ł

-i

u o —trze — pa — ua

d ---- 1--- 7~
kw iat.

(1 9 9 )

n
! i

_0—S---- ^ -----J—1—I-d—i
M —

PT
—= rt^

J- . :

1 # * = —&T----------------

: ^

= * —:

Siad"a mucha na konopiu,
"Otrzepa"a kwiat.
— Cemużeś mi Polusieńko
Zawiąza"a świat?
—- Nie jś, ci go zawiąza"a,
Zawiąza" ci ksiądz,
Kiedym ci sie spodoba" a,
Musia"eś mie wziąś.
25.
A na moście trawa rośnie, konie ją jedzą —
A do moi Polusieńki drogi nie wiedzą — dadana.
Drogi nie wiedzą.
26.
W lesie grzyby, w stawie ryby, w gaju "orzechy,
Nie będziesz ty Poluś mia"a ze mnie pociechy.
27.
0
jtJT O
/

5

'•

«i

#

#
r
b

£
r
ja ___ b

A
A Ił
-ti- s
-a r"fe i

.

t *

d


it
fl *
f

jesz — ce
^
d


i
^

r—


j*
0
fc

n

raz,
.

«

Roz—w e—s e — le

-

-y
rv

e

0— i n — ^j — "i

0

0 ------ eJ

-+

je sz —ce

o — bró —ce

d()

_iw_
n
0

9

raz

^
—i^ _j
!
!
* ____i?

Po — lu — sień—ke,

_L
T
4I

N
v

.J S
9

V ■J -j

ko

-j

-



ua,

—------ 1----------------...
j
_i.
J
J
J_
~ — s — .. - 0 .
J ..... —

niech be—dzie

28.
Hej świć, świć, jak masz świcić,
Bo ni mogę panny chycić.
Hej świć świć na kominie,
Bo mi panna w t&jcu zginie.
29.
Zagrśjże mi mazura, mazura,
Boć jś, kogut, nie kura, nie kura.
Jak jś, pode za ścianę, za ścianę,
To se kury dostane, dostane.
30.
Śmiele ch"opcy śmiele
Boć to w karcmie, nie w kościele.

.

we



s o — ua.

(2 0 0 )

31.
n01a uola kouo pola, kouo przyciesi,
Nie wydaua matka córki, niek ją objesi.
32.
Żeby nóżki nie bola*y,
Podskocuubym do powaby.
Ale nóżki bolą, bolą
Do powauy nie wydolą.
33.
Ty maluśki, jś, wysocki,
uOd ciebie mie bolą boćki.
34.
Siedziaua na moście, puakana żauośnie
Warkoc ji uszcygli, już ji nie urośnie.
35.
Dziewcyno jedyna, cemu popakujesz ?
Rucianego wianka nie rycho żauujesz?
36.
A nasza Polusiu kompaniuuaś z nami,
A teraz nie będziesz jino z kobitami.
37.
A w polu na gruszce ki- ta kaduk kruszce?
Przypatrz sie Jasieńku jak Polusi w chusce.3940
38.

39.
Przeleciaua sowa kouo Sokouowa;
Nikogo (nicyja) Polusia, jino Jasieńkowa.
40.
Nie kciana Polusia kapr&Ia bitego,
Wolaua Jasieńka kędziorowatego.

(2 0 1 )

41.
Z góry, z góry konisiu bury
Przebirńj nóżkami po drodze,
Serce sie kraje, w puac sie udaje
Polusi niebodze.
42.
Siadśj na wóz, warkoc zauóż,
Wianek sobie weż,
Ażebyś go nie puakaua
Bez caluśką wieś.
43.
Z góry, z góry, konisiu bury
Przebirój nóżkami —
Ukochaj Wojtusiu swoją Marysieńkę
"Obiema rąckami.
44.
A na moście trńwa rośnie,
A pod mostem śldz;
Prosiuua mie pani matka
Żebym z konia źlaz.
A jd tego nie ucynie,
Bo sie boje o cupryne,
Bom ta już byu raz.
I. K opernieki. P ieśni 1. p. str. 371.

45.
A na moście trawa rośnie, konie ją jedzą,
U Marysie poseiiny, ludzie nie wiedzą.
46.
Ja wyjechd" w pole "orać
Sama tarnina —
Żśdna mi sie nie podoba
Ino Maryna.
Jedna z miasta, drugd ze wsi,
Trzecid ze młyna — dadana
Trzecia ze młyna.
47.
uOj choćbym sie "ożeniu",
Choćbym rdd, choćbym rdd,
Ksiądz bjr ślubu nie dau
Dziewcyna nima lńt.
27

(202)
48.

A moja Marysiu, tyś moja, tyś moja,
Bom cie wyprowadziu" za rącke z kościoua.

49.
n 1+ łt
. N^
M
*
/L łTvn
i' n* - «T
5 T'
#j * *
frT
C
\
^
\5tt:
1.
2.

N-d S □

d
9

Leciau. sobie ptaszek
Bez zielo—ny la —sek,

3.

9

*
9

, jr1r—J* H
J9N H
J1 4r. J1
„ 1.L
l ..... . 9. A JJ

P iórka na n im

brzęca—uy.

Leciau sobm pt&szek
Bez zielony lasek
Piórka na nim brzęcauy.
Nie biere cie na rok,
Ani na pótora,
Ino na wiek, na cauy.
50.
Trawka na wodzie, Polusiu,
Trawka na wodzie
Trzy latam sie przypatrowa"
1 woji urodzie.
51.
Dau ci mi Pan Jezus śtyry konie i wóz,
Żebym se Polusie do swych granic przywióz.
52.
Ide ja se, ide z rozkoszy na bidę,
Jak mi bida bedzie, do matusie przyde.
53.
Pijcież chuopcy wódkę, bo ja za mąż ide,
Przedaje se rozkosz, kupuje se bidę.
54.
Nicego mi nie żal, jino jedny rzecy,
Tego warkocyka, co przykrywa plecy.
Nicego mi nie źdl. nicego nie puace,
Tego warkocyka, co se go utracę.
55.
Nie pode, nie pode do kościoua z tobom,
Pókil mi nie powisz, że ci sie podob&m.

(2 0 3 )

56.
Szanuj-że mie, szanuj za widnecek za mój,
I jd ciebie bede za zieloną wstęgę.
57.
Wędruje, wędruję gwidzdecka po niebie —I jd powędruje Jasieńku do ciebie.
58.
Widziaueś ty księże i pdn “organista,
Że jd we widnecku do kościo"a przyszua.
59.
Anielskie pozdrowienie *).
To anielskie pozdrowienie na ca"y świat "oświcenie.
00 za jasna gwiazda by"a, co ca"y świat "oświci"a?
Nie jasnato gwiazda byua, ino Panienka Maryja.
Szua po świecie a p"aka"a, Pana Jezusa szuka"a.
1 nalaz"a Apostoli: — Cemużeście nie wesoli?
— A myźmyto nie weseli, bożmy Boga nie widzieli,
Jaż we cwartek przy wiecerzy, jak nam dawd" swy wiecerzy,
Swoji wiecerzy ndm dawa", krwią ndświętszą nds napawd"
„Jedzcie, pijcie, pożywejcie, wnet sie ze mną rozstaniecie“.
Żydowie sie dowiedzieli, prędko koniem przybieżeli,
Na krzyżu go krzyżowali, żóucią, "octem napawali.
Matka sta"a, a p"aka"a, krew na nie z krzyża kapa"a.
Cicho Matko, co Boże dej, bo pódziewa w niebieski raj,
Z tego raju do jinnego, do królestwa niebieskiego.
Pozdrowiejmy, wykwdlejmy Pannę Przendjświętszą,
Niech nds broni i zac"oni "od wszyćkiego z"ego
Jezus Krystus, nasz Zbawiciel i ta Matka Jego.
A powstańcie, a podziękujcie Panu Jezusowi,
Najświętszy Pannie i gospodarzowi
Za obidd,
A co sie ndm tu z ca"em weselem
Smacnie zjdd.l
60.
— ± 1 1 /af
ym . i
1
H
9
rAVv]7
fe HF....................
h i
i
K o - ż u —sek
Ca—p e —cka

J.*' _1

' • ^i

ba — ra — n i,
z p ió — ra — m i,

U
U

il

-N
j

1j ...

J

pa — s i — ka
b u — ci.— ka

r------;------------- -------¡ta
“r n
1 *L-5—— j — J-— #—
ko — lu —sze—cki.
p o d —kó — we—cki,

l) Pieśń tę śpiewają na weselach i poprawinach po spożyciu wspólnej
wiecerzy.

(2 0 4 )

-1---- 1-«—

m

Cliu—ste —cka

T=F

g --------- li— W— o

z kw ia—ta — mi,

c h u —ste—cka

z k w ia ta — mi.

61.

•+-

i

. i'

k

i

=t=tl=?l=j!±ZZ£

+-•+- +

,

r*5

i

F=^=T=fc3t=zi:

m
r

i



d. c.

*— I*-

- E F - F Ę f —

-


£

*

f- f

t

h \~. = E T ? = f - f c |
U h

62.

63.
Mazur.

i= J=

F^
i

=
i

M
*



J

^

-

^

n
N

:
:

4
J
-s ? ___ w

t= p = t= t * »
|E E E S £

: ------- -— e - p . — * - i - —
:
H
£ - &
- £ =

F
f
-------------------£4_

(2 0 5 )

r jL
rrr^
tS Ż

n

^ i H
N
Ę

-ft

& &

?
C

f i
l = t

--i

n

,
h

-

f 1f ,* - ¡ r - f
* • P
L (_ |_ . . U
1 JL
---- ‘
1

L J L

1

>

L
1

®- * — ---------- -

- # r v ----------i - J —

L

L
W

i_ . . ię -----—ę ---- 1— -ę----n:
| = j M n rt Jzr ti r ^ r
LXl)Z-------u*-«
>•*

!e, _ 9
1
k

L
1

J
l ^
it F

^----

a

f r
|= p

l

#
H

£Jzr

a « ę
1
I
f
L
#
—^
t s t
P

- ------ ygp^.
--------1--------1------ę.----. ------ J ---- 1J
L-----------------------------^ s |------

r
-

c -p——

r‘j=r ? f-Ł -f- ■
- 1--1---1
--i-b*

:§p-

J2Z3L

::=TS p*i r ::
-!:-*• b- h J

*
&

1
h -

J0 1-J
0

11

i
_Jd__ - i9

A. _

ia - iar -

65.

i~flo 1 1J J • J=|. : ■-1
- r - r1— i
^ 4 ^4 T- -iT
JL_ o__
~TJ-lP
r - i i1r —=-n
r r N1-1^
r#ni
i ^•
1VM7 4A
-«-i
. L -.
H fc
: S —
V> \ J

z T ^ - J
0
..._. •
3

-d
4

z

_J

4—
m

jfl1
v

J

n
__

w •

V.

0

i
i

i

i i

0i - J 1 _j 1
w

/

W o j a c k i e.
1.

iJS--------1^ p JN
Ię—1■
- 0a
0
»m 0

"N
0
9

! '1
hJ
i i1rr
I 0 ’ a tA
1

Na

Skrzyszoskiem ,

uO stro



J

s•

d/LZ
fc i17 nu oa r -J
• ~ n_ d _
rm
-W
■,
1.

rHH
u -'
ET , fi
: 7 TV--- M <1
S4 i . 1 T na

na

skiem ,

p “P
d

Na

I--- fS-----JS---- N-----fs—1 J
jN
# 1iL- 0
0
__ 0
JL

uO — stroskiem

Skrzyszoskiem ,

J

J

swem

w ojskiem ,

0

Sto — ji

cy — sarz

ze

0

h"-H

0

i


sto — ii

cy — sarz

ze

swem

woj



skiem .

2 . Stoji, stoji, wizeruje,

Wiela wojska potrzebuje.
3. Muodsża siostra miaua brata,
Wyprawiuua na trzy lata,
4. W prawą rąckę szable daua
I konisia osioduaua.
5. Nie wyszuo to rok, pótora,
Już się wojsko garnie z pola.
6 . Muodsza siostra zobacuna,
“Okieneckiem wyskocuua.
7. — Zawitejcie wy panowie,
Daleko ta brat na wojnie?
8. — Niedaleko, w cystern polu
Skuoniua g"ówke na ramieniu.
9. Koniś jego wele niego
Grzebie nóżką, żauuje go.
10 . Grzebie nóżką po kolana,
Chce pochować swego pana.
11. — Pókil pan mój na mnie siadńu,
To j& gouy owies jadńu.
12 . Ter&z ni mam siecki, suomy,
Rozedrą mie kruki, wrony.
13. Kruki, wrony przybywejcie, (rozdzirejcie)
Mego pana spominejcie.
S iarkow ski:

M ateryjały do etnografii lu d u polskiego z okolicy K ielc. Cz. I II. .Nr. 5.

2.

Na Wysoki jedli ptaszkowie śpiwają,
Mojego Jasieńka do wojny szukają.
— Wychodź, Jasiu, wychodź, już koń uosioduany.
Przy cem mie uostawisz, Jasieńku kochany?
— u0stawie cie przy Tym, co mieszkń na niebie,
Za rok za pótora wrócę sie do ciebie.
Wyszła na górecke, tam ułani jadą.
— Z pod mego Jasieńka konisia prowadzą,
Prowadzą, prowadzą, żałobą nadkryty —
Pewnie mój Jasieniek na wojnie zabity.
— Nie pnac Kasiu, nie puac, nie puac Jasia swego,
Jedzje nas tu tysiąc, wybierz se jednego.
— Żeby was jechauo tysiąc tysiącamy,
Nie bedzie takiego, jak mój Jaś kochany.
Foszua do kościoua, klęknąua za dźwiami,
Co poźry na obraz, zaleje sie uzami.

(2 0 7 )

Przypatrzcie sie panny i wy stare panie,
Jakie-to, takieto zounierskie kochanie.
3.
W polu stać, w polu stać i w polu nocować,
Choćby byuo co zjeść, ni ma cizie zgotować.
Matko moja, matko, coś mie wychowaua,
Jaki-źeś sie ze mnie pociechy dockaua?
Dockauaś sie smutku, dockauaś frasunku,
Ter&z mie prowadzą, jak psa na postronku.
Przystępuje śmiele, śmiele przystępuje,
A P&n Bóg nademną kulami rychtuje.
Nie boje sie kuli i żadnych plejzerów,
Ino j& sie boje rzeszoskich dochtorów.
Rzeszoskie dochtory, "ostre cyzoryki,
Ręce rozżynają, jak jakie rzeźniki.
Ręce rozzynają, a kul dobywają,
A mnie zranionego do śpitala dają.
Idzie dochtór rano rany "opatrować,
A ksiądz idzie za niem dusze na śmierć wouać.
Matko mojd, matko, mój różany kwiecie,
Już sie nie uźrywa jaż na tamtym świecie.
Jaż na tamtym świecie w Józefa dolinie
Tam my sie uźrywa uo jedny godzinie.
4.

u0j na ty uące, na ty zielony
Leży ta zounirz straśnie zraniony.
Przyszua do niego kochanka jego
I pyta sie go, co mu takiego.
Ej ty kochanko, ty prec "odemnie,
Bo moje serce umira we moje.

(2 0 8 )

Przysed do niego i uociec jego
I pyta sie go, co mu takiego.
Ej ty tatuniu ty prec uodemnie,
Bo moje serce urn irá we mnie.
Przyszła do niego i matka jego itd.
5- ł)
W ty stajence jaworowy
Stoi koniś powodowy,
Powodowy, uosioduany,
Jedzie Pietruś porąbany,
Pisze listy do tatunia:
Mój tatuniu, wykup*że mie.
Jagże já cie wykupić mám,
Kiedy nie wiem, co za cię dać.
Mój tatuniu nie ndjwięcy,
Sto talarów, sto tysięcy,
Wole já cie synu nie znać,
Niż za cie sto talarów dać.
Pisze listy do mamunie:
Moja mamo, wykup-że mie.
Jagże já cie wykupić mám,
Kiedy nie wiem, co za cię dać. itd.
Pisze listy do braciszka, siostruni,
dziadunia, babuni, itd.
Pisze listy do swy miuy ;
Moja miuá wykup-że mie.
Jagże já cie wykupić mám,
Kiedy nie wiem, co za cie dać.
Mojá miuá nie nájwięcy,
Sto talarów, sto tysięcy.
Jego miuá wyskocuua,
Sto talarów rorzuciuua
I Pietrusia wykupiuna
I do siebie przytuluua.
6.

Ta świtnicka brama pieknie malowana
Stoi ta dziewcyna straśnie strapiona — tudrata
Stoi ta dziewcyna straśnie strapioná.

) Patrz str. 44. Zb. Wiad. do Antrop. kraj. Dz. III. T. XIV.

(2 0 9 )

Żeby j& był wiedziś,", że ty tutdj stoisz,
Nie byuby ja przyst&u do ty lóngwery — tudrata
Nie byuby j& przysta" do ty langwery.
Boć to te l&ngwery, to prześlicne wojsko,
Suomiane galaty *) kożuch kuduaty — tudrata
Suomiane galaty, kożuch kuduaty.
Jak miue langwery i masirowali,
Zamiast patrent&sżów drutu nabrali — tudrata
Zamiast patrentasżów drutu nabrali.
Chuopcy wouy gnali, tak sie dziwowali,
Skąd wyście langwery drutu nabrali — tudrata
Skąd wyście langwery drutu nabrali?
A wy guupie chuopy, co sie dziwujecie,
My nie są żoumirze, jino druciarze — tudrata
My nie są żoumirze, jino druciarze.
Przyjecha11 jednor&u, garcki podrutowa11,
Jak maue, tak wielgie, po grajcarze brau — tudrata
Jak maue, tak wielgie, po grajcarze br4u.
Przyjechś,11 jednora", żuru nagotowa",
Ubogich ldngwerów żurem ratowa" — tudrata
Ubogich ldngwerów żurem ratowau.
Przyjecha11 kapitan na kulawy szkapie,
Chustecka w kieszeni, z nosa mu kapie — tudruta
Chustecka w kieszeni, z nosa mu kapie.
7.
Wino, wino, wino cyrwone,
A chtóż ciebie bedzie pijau,
Jak ja bede szablą wijśu?
Wino, wino, wino cyrwone,
uąka, "ąka, uąka zielona
A chtóż ciebie bedzie kosiuu,
Jak ja bede szable nosiuu?
uąka, uąka, uąka zieloni.

l) Galaty = spodnie.
28

(2 1 0 )

Pole, pole, pole szyrokie,
A chtóż ciebie bedzie ordu,
Jak jd bede masirowau ?
Pole, pole, pole szyrokie.
Zyto, żyto, żyto wysokie,
A chtóż ciebie bedzie zezau,
Jak ja bede w polu leżau?
Zyto, żyto, żyto wysokie.
Żono, żono, żono kochand,
A chtóż bedzie z tobą spdu,
Jak ja bede w ldgrze stau?
Zono, żono, żono kochand.
Dzieci, dzieci, dzieci kochane,
A chtóż o was bedzie dbau,
Jak ja bede w glidzie stau?
Dzieci, dzieci, dzieci kochane.
8.
rH
r t

1 V- \J

■n K~2

4

@

0

®

li

Zi

&

J a na wojnę, z wojny do dom,
Pow idz—że mi, moja m i -u a ,

:dŁ & ,
ffts.

d

-s d 1 : 4
«•

A ce—kauam
I —że sie ty

J

J
0

“f*
J
¿

4

J

J

4

T*
J
4

J

h.
n

¡S _j ¿ j r-- N;-- j------------ ri 1 t
i
d0 l4 i J l Ji
4
iM
\ 4
1 1
1
9
4 \L J
-J

ce—ka—ua, ce —kaua,
wrócisz z w oje—n e - c k i

|

*1
-I
3

¡j

a tyś sie nie wy—d a —ua,
na ko — gó-żeś ce —ka—ua?

mój Ja sie ń k u n a
i weźmiesz mie do

Tą chustecke, coś mi daua,
To ją za siufece l) mam,
Żebyś se ty nie myślaua,
Że ja uo cie, panno, dbam.
I ten pieścień, coś mi darowaua,
Ja go nosiu11 nie bede,
Cisnę ja go na środek Dunaju,
Sam na wojnę pojadę.
W Houomujcu na frajplacu,
Jak ja bede w glidzie stau,
Będziesz sie ty dzi\yowaua,
Jak ja bede fechtowa".
*) Schuhfetze.

—K
J


cie—-bie.
sie—bie.

-i,

r
K

• i1
."1
J

(211)

Bystrń woda wziena kamień z sobom,
Zaniesua go do kraju,
A jń ciebie nigdy nie opuszce,
Ty nieszcęsny hultaju.
9.

N—{•

H—!*h
~W ~

- J L

k

m

9

ci

ja

:

■ =r< ą

ua

d-

if

^

^

:

w ojen—Le

po — j a —de,

W ezne

ja

se

LU

Jak

:
1

1

szablę.

k a —r a —b i—nek

1 . Jak ci ja se na wojenke pojadę,

Wezne ja se karabinek i szable.
2. A jak ci mie na wojence zabiją,
To ci mie ta chojinecką przykryją.
3. Będą na mnie kruki, wrony krakauy,
Będą za mną pacienecki puakauy.
4. A wy moje panienecki nie puaccie,
Ino za mnie kwaterecki zapuaćcie.
5. A my z tobą, Jasienecku, nie piuy,
By my za cie kwaterecki puaciuy.
Slarkow ski N. 44.

10 .
ZSZ _o
J L
ffyS
*
-Ih Ł

^

r

A sto—ji ta
A chodź ty ta

J.

- fH
l - h ° i?
&

i

w po —iu
m o—ja

lip — ka
mi — ua

bardzo
do my

zie—lo —
k a —sar —

j

-d

ta
ta

1

pod nią, pan — na
po — rz ą —de — cek,

-

- ■# ^

S traśnie
J a k to

B ia —uy rąb ek
K u ż—dy żounirz

.
2
Bo
Bo

1

* fe
uj. J ■- '1N -fc -j

,,
Ji
*

“f r “ 1 i
P
1 g,! J0

w rę —ku ma,
r y —śtunk ma,

:

r

s•

^

rff?
&

M -

1

®

uO —cka so—bie
K a—ra —bin w rę
h
T

^9~ ®
***

1
ji m i—uy
na w oj—ne,

na -- m i—le j—szy
d a —le — ką,
na

-

|S
m

h
2

l
o

na,
n ie,

n
7j.

s tra —pio — na.
ta
ua — dnie.

•J #I, dN i 1
l •
-

- W

r\
V
_ JL
r/TT
\3 7

-

*

H- ! !
l>,N ]N £ i
v w _- fi„ S.N
% S ■---- ¿5V----------- 1------ 1---— #—i— #------ )ą-----'
1

A
sto—ji
J a — ki to

--G-

k

**

1.
2.

zsz
t #

^ 2__ *: -iff
S- 5 *..

2

,,
8



ku

:
r 2 . ..

ma - s i—ro — wać
ma - s i—ro — wać

uo - ci — ra
trz y —ma,


ma.
m a.

(212)

11 .
1 . Szua sobie dziewcyna zieloną dąbrowom,

Nalazua Jasieńka z porąbaną gnowom.
2. Jak ci go nalazua, tak go ukochaua,
Jedwabną cbustecką guówke mu związaua.
3. Żeby ja wiedziaua, że mi sie mńsz dostać,

Toby ja wolaua po dochtorów posuać.
4. Już jadą, już jadą, jadą dochtorowie,
Smarują Jasieńka maściami po guowie.
5. Dochtór nie pomoże, nie pomogą m&ści,
Porąbana guowa, porąbane kości.
6. Już ci go7 już ci go do kościoua niesą

Jego panienecke sześci końmi wieżą.
7. Już ci go, już ci go w grobie ukuadają
Jego panienecke ziemią przysypiają.
12 .

1 . Nie bedzie, nie bedzie

2. Bedzie sie rozliwać

Rodzina wiedziaua,
Kaj sie moja krewka
Bedzie rozliwaua.

W polu na ugorze,
Nicht nie bedzie wiedzińu
Mój ty mocny Boże!
13.

Cyli na górecce, cyli na dolinie,
Kaj mie kulka trafi, tam mie śmierć nie minie.
14.
Zabiuu mie kanim ier, ale nia w ty stronie,
Żeby żadna panna nie wiedziaua uo mnie.
15.
Wojenka, wojenka, uo, to wielga pani,
Bo to na wojenke chuopcy wybirani.
16.
Jagem byu maluśki, nie znaliście mie,
Skibecki chleba nie daliście nie;
Terazeście mie poznali,
Na wojenkeście mie dali,
Bóg wam zapuać,

(2 1 3 )

17.
Cysdrzu, cysarzu, nie werbuj nas więcy,
Bo nas matki p"acą, jaże ziemia jęcy.
I. K opernicki. P ieśni górali b. str. 90.

18.
W kalinowym lesie zoumirz konia pasie,
Szablą tr&we kosi i koniowi nosi.

.

19.
Kowal konia kuje, jś, se gwer pucuje,
Kowal konia "oku", j& se gwer utopiuu.

20 .
Dobry cysarz, dobry, bo nam daje torby,
A do torby ehleba — masirować trzeba.
21.

1 . Szcęśliwa tś, matka,

Co ma syna księdzem,
A ta nieszcęśliwa,
Co go mś, zoumirzem.

2. Bo to ksiądz nie żyje
Ino wykrętami,
Zo"mirz masiruje,
Zaliwa sie uzami.
22 .

Jeszce mie matusia na ręku nosiu"a,
Już mi sie przy boku szabelka świoiuua.
I. K opernicki. Pieśni gór. b. str. 91.

23.
"Oddali, "oddali Jasieńka do konia,
Dali mu szabelka, toć to jego żona.
Dobrzeście zrobili, coście mie oddali,
Jś, se bede panem, a wy ga"ganami,
I. K opernicki, tamże.

24.
Ch"opiec ci ja, ch"opiec, wychowa" mie "ociec
Wychowali ludzie — zo"mirz ze mnie bedzie.
Ch"opiec ci ja, ch"opiec, wychowś," mie "ociec,
Wychowa"a matka, cysdrz do "ostatka.
25.
Zo"mirze, zo"mirze, coście za zo"mirze,
Co wy nie s"użycie cysarzowi szcyrze.

(2 1 4 )
26.

Uuany, uuany, malowane dzieci,
Nie jedna panienka za wami poleci.
Uuany, uuany, malowane dzieci,
Chtóry z wami zacnie, to uoknem wyleci.
Uuany, unany, uadne konie mńcie,
Przystanę ja do was, jednego mi dacie.
27.
Uuan ci jń, uuan, na wojnie sie bronie,
Sięde na konisia, jako wicher gonie.
28.
Mój konicek trzęsie sie,
Na wojnę mie poniesie,
A moja matusia
Napuace sie.
29.
A dalijże, dalij, bo już pojedziewa,
Ino se konisia wyrejterujewa.
30.
1 . A moja mamuniu

2 . A moja mamuniu

Nie bij mie, nie bij mie,
Bo mie wojenecka
Nie minie, nie minie.

Nie bij mie bez plecy,
Bo to wojenecka
Niesuychane rzecy.

31.
Cieszyua sie matka synami, synami,
Nie ciesz sie matusiu, będą zoumirzami.
32.
Moja kochanecko
Oysarzkim gościńcem
Nie zauamuj rącek,
Zoumirz masiruje,
Boć ja sie powrócę
Jego kochanecka
Cekaj na mnie rocek.
Rącki zauńmuje.3
Chybabym tyż, chyba
Rozumu nimiaua,
Żeby jń na ciebie
Do rocku cekaua.
33.
Panie kapitanie nie mów mi nic zuego,
Kabot uopucuje, nie potrza nowego.

(2 1 5 )
34.

Jak jń by" żo"mirzem, to konnym, to konnym,
Jeździuuem na koniu "ogromnym, "ogromnym.
Jak ja by" zo"mirzem, to jń mia" tysiące,
Przerzucś,"em w kuferecku, jak świcące s"ońce.
35.
W kot"y, w bębny uderzyli,
Na wojenke zatrąbili.
Hej, hej, hejże ha
Na wojenke zatrąbili.
Trzeba zo"mirza szanować,
Chleba, soli nie ża"ować.
Hej, hej, hejże ha,
Chleba, soli nie ża"ować.
Chociaż zo"mirz nieubrany
Przecie jidzie między pany.
Hej. hej, hejże ha,
Przecie jidzie między pany.
Zo"mirz koszuli nie pierze,
Bo gotową z p"otu bierze.
Hej, hej, hejże ha,
Bo gotową z p"otu bierze.
36.
1 . Cysarzkim gościńcem

2. Nie p"ac ty dziewcyno,

Zo"mirz masiruje,
Użra"a dziewcyna,
Rącki za"amuje.

Kiej jd sie nie smucę,
Ca"y świat "objadę,
Do cie sie powrócę.
37.

1 . Jak ci jd pojadę

Na wojenke śmia"o,
"Oddam Bogu dusze,
Cysarzowi cia"o.
3.

2. "Odddrn Bogu dusze,

Niech ta pokutuje,
Cysarzowi cia"o,
Niech se ugotuje.

"Oddam Bogu dusze,
Cysarzowi kości,
Za to, co mi nie da"
We wsi spokojności.

(2 1 6 )

38.
Bedzie wojna bedzie — chto na nią pojedzie
Niejedna matusia syna puakac bedzie.
39.
Dobrze na wojence; chto Boga uprosi,
Zoumirze szcylają, Pdn Bóg kule nosi.
I. K opernicki. P ieśn i gór. b. str. 93.

40.
Cysarzki karabin ma wdge, ma wagę,
Jd mauy chuopcyna uniść go ni mogę.
41.
Cysarzki gościniec kamieniami bity,
Nie byubym zonmirzem, żeby nie kobity.
42.
Wolny jd se wolny, niby ptaszek polny,
Bięde na konisia, pojadę do wojny.
43.
Dali chuopcy werbujcie sie,
Bo ndm cysdrz torby niesie.
Cyli niesie, cy nie niesie,
Dali chuopcy werbujcie sie.
Dali cbuopcy, nie wiele wds,
Przydzie cysdrz, zabierze wds,
Zabierze was do stolice,
Już sie chuopcy nie wrócicie.
44.
Poszedem do wojska,
Jeszce tatuś żyli,
Przyszedem uod wojska,
Już w ziemi przygnili.

2. Pożrę na tę uawke,
Kaj tatuś siedzieli,
Moje serce puace -—
Cyjeż sie weseli?
45.

Już mie śtyry razy na wojenke brali,
Jeszce mie ni razu nie rewidowali.
46.
Dzisia sie ucieszmy, dziś godzina nasza,
Jutro raniusieńko wstawaj do pałasza.

(2 1 7 )
47.

Nie smuć sie, werbuj sie, przystań do uzarów,
Dostaniesz konisia i páre ’talarów.
48.
Wystawili cłiuopcy piersi
Jak kamienne mury,
A Prusacy nieborńcy
Biją do nich z góry.
49.
W Tarnowiem przysięga", źeniu" sie nie bede,
Szabla mojś, żona, jak na konia sięde.
50.
Cieszcie sie panienki, jedziewa z wojenki
Listy nam wydali, żenić się kdzali.
Cieszcie sie panienki, jedziewa z wojenki
Cysńrz nas uzwolniu", żenić sie dozwolu".
51.
Zo"mirecka jidzie, żenić sie nie dadzą,
Niech se panie matki córki wyprzedadzą.
52.
Cysarzu, cysarzu, nśjaśnijszy panie,
Da"eś mi trzewiki, nas... bym ci na nie.
53.
Jech&"em bez miasto, muzyka mi graua,
Capka mi się trzęs"a, panienka p"aka"a.
54.
Godzinecke śpiwam, godzinecke p"ace,
Trzecią godzinecke konisia kulbace.
55.
Ja sie w Polsce rodziu" i za Polskę ginę,
Kochem polską szable i polską rodzinę.
56.
Jak ci mie "oddali, związali mie w powróz,
Nastarszy braciszek na kolej mie "odwióz.
29

( 218 )
57.

2. Poźryj mi na ko"mirz,
Poźryj na "ostrogi,
Jaki ci jd jezdem,
U cysarza drogi.

1. Zoumirz ci jd, zoumirz,
Mojd matuś zo"mirz,
A jak mi nie wierzysz,
Poźryj mi na ko"mirz.

58.
Żeby sie spaliuy tdrnowskie papiry,
Żeby się ckuopcęta po lasach nie kryuy.
59,
2. Dostaniecie pochwane

1 . A miuy tatuniu

Nic ta nie ździwiejcie,
Skoroście go wychowali,
Na wojdcka dejcie.

"Od cysarza pana,
Żeście wychowali
Pięknego uuana.
60.

\
HH i
- J tr'" •>

fi

VT7

,
J

^
a

i9

i-

~

p**

i

° J Ś -4 -

N
=
j
J

J

J

:

9

±

i

i

t

^----

uOj w zieui
A
bywej



cnie do
cie mi

n - -H
V___9
0

!

"
-----'

w oj—ska,
z d ry —we,

A
Ta

-

,
.i
I

ja k p ta — szka z k ia —te —cki,
m o—je
p a —nie — n e—cki.

61 .

Do Berna, chuopcy, do Berna,
Pisaua po was królewna.
"Obieca"a wdm szable dać,
Żebyście poszli wojować.
62.
2. uOj mój tatuleńku,
Tatuś na mnie wouau:
Nie wrócę, nie wrócę
Wróć sie synu do dom,
Szabla moja żona,
Boć ja cie wychowd".
Już ji nie porzucę
albo: Jaźe sie przy wojsku
Wojenki nauce.

1 . Jagem masirowd",

63.
Nie wrócę, nie wrócę, kiedy mie "oddali,
Sięde na konisia i pojadę dali.
64 1).
Wold"by ja cepem buchać,
Jak na wojnie szablą dmuchać.
Wola"by ja baszc, kapustę,
Jak na wojnie kury t"uste.
*) Por* piosnkę 38 na str. 128 Zb. Wiad. do Antrop. kr. Dz. III. tom. X.

(2 1 9 )

Wolduby jd kosą kosić,
Jak przy wojsku szable nosić.
Wolałby jś, baraninę,
Jak przy wojsku tuustą świnie.
65.
1. Dziękuje ci matko, żeś mie wychowana,
Za to nie dziękuje, żeś mie ty uoddaua.
2 . Żeś mie ty uoddaua w cysarzowe ręce;

Przypatrz-że sie na mnie, w jaki jd to męce.
66 .
r JL
y— o
tT- !: — j - j
F(T\

9 9

s

¡- ¿
‘ -9
¿ - i4- ]
9-¿
9-v

Fi

1

1.

Jagem
je — chau z Wie—li—cki,
Spodni — cki
m i b rz ą —k a—uy,

1





9 9
b rz ą —ka — uy
pa — nien—k i

t* 9
S v*~i
^ *

-

J
9

9-

mi sp o d n i — cki.
mie puaka — uy.

2. Cego wy mnić puacecie? — wy moje nie bedziecie,

Ja se jadę do wojny, do szabelki do zbrojny.
67.
Żeby mie tu mieli porąbać, posiekać,
To sie wole bronić, niżeli uciekać.
68 .

Ropcyce, Ropcyce, na dole stojicie,
Nie jedny dziewcynie serce zakrwawicie.

VI.

Pasterskie.

1.

A dejże mi Boże na ugory wygnać,
Byduo bedzie chodzić, a ja bede śpiwać.
2.
A mój krzesny uojce, sprzeddj śtyry wólce
Piątą jauowice, kup mi na spódnice.
3.
Z góry jedź, z góry jedź, z góry pojedziewa,
Na zielony nące konia napasiewa.

-i
.. II
J

Na zielony "ące, na malutki nocy
Napasę konisia, nicht mie nie zobdcy.
4.
Na "odwrót, na "odwrót, puść konia na "ogród,
Jest ta trawa i smycka, napasiesz se konicka.
1. Za las s"ortce, za las,
Za las kalinowy,
Pad"a zimnd rosa
Na kwiatek różowy.

2. Pad"a rosa pad"a
Na kwiatecek, na dwa
Na trzeci ni może,
A mój mocny Boże!

Mój koniś w "olszynie, "on mi ta nie zginie,
Wilcy go nie zjedzą, bo "o nim nie wiedzą.
I. K opernicki. P ieśn i gór. b. s tr. 86.

7.
"Owce moje, "owce, niech was pasie, chto chce,
Jd was pas(ł) nie bede, bo sie żeniuł bede.
8.

Rozwijdj sie bucku, w lesie pomalućku,
Jak sie ty rozwiniesz, ca"y las przykryjesz.
9.
Zagonie ja do dom, mdm ta kluski z wodom,
Kasę z pomyjami, — jedzcie sobie sami.
10.

Kup mi butki, kup mi pas,
Bede z tobą wo"ki pds(ł),
Ani butków, ani pasa,
Puszce wo"ki do łasa.
11 .

"Oj śpiwdm ja se, śpiwam, weso"ośei nimam,
Smutne moje serce, bo sie poniewirdm.
12 ,

Wygonie na pole, bede heluka"a,
Bede sobie sama byde"ko wo"a"a.
13.
Wygonie jd w pole, to wesele moje,
Jak wrócę do domu, smutne serce moje.

( 221 )
14.
Holala, holala, wilcek gęsi niesie
I gubi i gubi piórecka po lesie.
15.
Srokula, bocula nie daua mi mlika
Jak ci ją napasę, dA mi go do kasze.
16.
Z tamty stron )7 rzeki Idtają cyżyki,
Jak lAtać nimają, kiedy krzydua mają.
17.
Hejże dana, moja dana,
SpiwAm sobie już uod rana,
A "od rana do wiecora,
Zamknięta w domu "obora.
18.
A mojA bratowa krasę krowy chowA,
Co krasula ryknie, to bratowA krzyknie.
19.
A jA księdzu byd"o pasę,
"ObiecA" mi ksiądz kie"base:
Jak "obiecA", tak musi dać,
Bo sie księdzu nie patrzy "gać.
O, Kolberg, L ud, S eryja II. str. 232,

20.

1 . W polu by "a gruszka,

Nie rodziu"a gruszek
Li Stecki "opad"y,
Krygio"ecek 1*) usech.

2. Listecki "opad"y,
Boć je "oberwali,
Krygio"ecek usech,
Boć go uuAmali. ,
21 .

W olszynie jA wo"ki pas"a,
W olszynie mie nocka zasz"a,
W olszynie mie matka zbiu"a,
Żem ji wo"ki zagubiu"a.

*) Wierzchołek.

( 222 )
22 .
hF-fc-3— f - i ~i1 t

-h." i j i
• -J ■
— -• H*
-

0

n ie

A

p o — go

nie ja

k ró w — k i,

A

na

uyjse

gór — k i.

da

te



d

A

boć m i

go — sposień— ka,

gó — m u u k i.

1 . A pogonie j& krówki

A na te uyjse górki
A boć mi gosposieńka
A nie daua gómunki.

2 . A nie daua gómuuki
A ani uyżki masua,
A ja sie rozgniewaua
Ta krówem nie napasła
23.

Lala gąski, lala, na głęboką wodę
Wyjaduyście rybki, wypijcie i wodę.
24.
Pasę j& se, pasę, troje bydeuecka,
Jedna krówka, druga krówka, trzecia ja uówecka.
25.
Moje byde^ecko nie narobi szkody,
Pódzie do jeziora, napije sie wody.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. str. 9.

26.
Idż byduo do domu, nie padej nikomu,
Nie padej kucharce, żeś byuo w tatarce.
27.
Idzie dyszcyk, jidzie uod rana, do rana,
Bedzie trawa rosua, bedzie po kolana.
28.
Pad& dyszcyk, pada, niech ziemie pomocy,
Niech sie mój warkoeyk po plecach roztocy.
29.
Jeżli sie gniwacie, że ]k brzyćko śpiw&m,
Śpiwejcie se sami,
sie nie rozgniwam.
30.
Z tamty strony rzycki pasie dziaduś bycki,
Rusy dziaduś brodą, to sie bycki bodą.

:

(2 2 3 )
31.

Siostry moje, siostry, wszyćkie za mąż posz"y,
Jacy ja zostaua, com byduo p&saua,
32.
Pogonie )k wo"ki
Na zielone donki
Będą mi je chnopcy paś,
A jd bede spaua,
Pókil bede kciaua
Jaże przydzie do dom gnać.
I. Kopernicki. Pieśni gór. b. str. 87.

33.
Nie bede j k pasua tych wouecków z Jas"a,
Boby mie przeboduy, do dom bym nie zaszua.
34.
"Ola moja uola, jidą wouki z pola,
Idzie i cielisia, goni ją Marysia.
35.
Żeby j& to mia"a, co mi mama daua
Krówkę i jauówke i roli po“ówke!
36.
1 . Cieliś moja, cieliś

2. Tyś sie nie najadła

Ranom cie wygnaua;
Tyś sie nie najad"a,
Ja sie nie wyspa"a.

W poln na ugorze,
Ja sie nie wyspana
Z Jasieńkiem w komorze.
37.

Nie bede ja pasua za "yżecke masua,
Za kromecke chleba byd"u śpiwać trzeba.
38.
Nie bede ja pasua, w polu bede stś,“a; (spaua)
W gaiku zielonym nie bede sie baua.
39.
Nie bede j k pasna w ty drobny "olszynie,
Bobym ta zginęła, nie naleźliby mie.

(2 2 4 )
40.

Kdzali rai pani matka
Kury paś,
Kury wlazuy na pszenice,
A jd, w p"ac.
41.

Lala gąski lala, nie bede was miaua,
Bo mi was mamusia chować nie kazaua.
42.

Da"eś Boże dyszca, dajże i pogody,
Żeby drobne rybki wypujneuy z wody.
43.

Cieliś moja, cieliś, kiej mi sie "ocielisz?
"Ociele sie rano, Marysi na wiano.
Cieliś moja cieliś, kiej mi sie "ocielisz?
"Ociele sie w zimie przy go"y drabinie.
Cieliś moja cieliś, kiej mi sie "ocielisz?
"Ociele sie w mięsopusty, bedzie ciele do kapusty.
44.

Bez las, bez porębę siwą krówkę gna"a,
Sama bielusieńka, cymę "ocka mia"a.
Do boru, do boru cielątka gna"a,
Wybity, wyszyty ko"mirzyk mia"a.
45.

Ch"opcy my se, ch"opcy, "obydwa, "obydwa,
Jeden do konisiów, a drugi do byd"a.
46.

1 . Pasa"a ja byd"o

2 . Nie bede pasa"a

Ni byd"a ni śwyni,
Już drugi jesieni
Bede gospodyni.

W lesie u potoku,
Nie bede już więcy
Ino tego roku.
47.

Z pola byd"o, z pola, ja pastyrka twoja,
Ja pastyrka dzisid, jutro bedzie insza.

(2 2 5 )

48.
Moje bydeuecko nie pójdzie daleeko,
Bo j& nie pastyrka, jino jeszce dziecko.
49.
Cugiem byduo, cugiem jidź jedno za drugiem,
Jak sie nacugujesz, do dom powędrujesz.
50.
Moje bydeuecko drobnego nasienia
Bedzie źa^wa^o mojego pasienia.
51.
1 . Zielond dąbrowo

2. Krówek nie pasaua,

Bodajeś zgorzana,
Żeby ja po tobie
Krówek nie pdsana.

Cieląt nie ganiaua,
Zielona dąbrowo
Bodajeś zgorzała.
52.

uO ld Boga, dyszcyk jidzie,
Cielisieńka nie przydzie,
Cielisieńka rozkoszna
Za woukami w las poszua.
53.
Już suonecko zaszuo za góry, za lasy,
Już sie uocka moje bydenka napasuy.
54.
Mamuniu, tatuniu, cy j& to nie wasza,
Co mnie wyganiacie z bydeukiem do łasa.
55.
1. Snonecko sie kryje
Za las kalinowy;
Mamusia mnie woua:
Goń do domu krowy.

2. Jśl nie us"uchaua,

Krówem nie pognaua,
Za to mi matusia
Gómuuki nie daua.
56.

"Olu moja uolu, — Są konisie w polu,
U0buwej trzewicki, — Biegej po konicki.
30

(2 2 6 )
57.

1 . A miana ja miana

2. A mój Jasieniecku

Nie bij mi jich bardzo,
Bo to guupie i kulawe,
Nie wi, dzie polazuo.

Śtyry go“ębice,
Poszuy mi, poszuy mi
W Jasiowo pszenice.

I. K operniekt. P ieśni gór. b. str. 87.

58.
rn?
rrm
tsaz

J-

j - L
9

A

nie

^\

D ru — ga



1

J
*


sie

je

#5„ 9Jfs




dna,

pod — nie

1

*J

. ..

nie — je — dna



0i

-J

9J '

ga — uą. — ze —

sie.

59.
"Ocielu^a mi sie krowa na końcu lasu,
Nie pode jś po to ciele, bo ni m&m casu.
60.
Dody moje, dody, niedaleko gody,
Pode do matusie, jak rybka do wody.
61.
Idą gody, jidą, bedzie żślu dosyć,
Sama gosposieńka bedzie wodę nosić.
62.
A dejże mi Boże ten rocek przesuużyć,
To bede uciekać, jaż sie bedzie kurzyć.
63.
Zieleń mi sie, zieleń, zielonń pasmugo,
Jak mie tu niedawno, tak raie tu nie długo.
64.
S^użu^m u księdza dwan&ście miesięcy,
Niech mie Pan Bóg broni! nie bede już więcy.

(2'27)

65.
"Ola moja, uola, buty u kow&la,
Chtóż mi jich "okuje, kiej kowal choruje.
66 .

Cego to, eego to, ci Malanie l) mali
Na wysoką gore kamienie dźwigali?
67.
— Skąd ty jedziesz Jasiu? — Z Rachela(?)
Co mi wieziesz, Jasiu, z wesela?
— Karbowane butki, z"oty pas,
Nie bede ja z tobą wo"ków pas(ł).
68.

Dyna mojd dyna, gniwś, sie rodzina,
Gniwają sie wszyścy przyjaciele bliscy.
69.
Gdzie sie podzia"y mego pana dobra?
Wilcy konia zjedli, za stodo"ą ziobra.
70.
Mojś, gospodyni ma"ó chleba daje,
Idzie do komory, trzy godziny kraje.
Ukroju"a. chleba jak dębowy listek,
Jeszce mi sie pyta, cy j& zjad"a wszystek.
— Jageś go nie zjad"a, po"óż go na stole,
Pojedzie gospodarz, weźnie go na pole.
Ja go po"uźu"a w sieni nade dźwiami,
Co na niego pożrę, "obleje sie "zami.
71.
Powiadają ludzie, że na s"użbie dobrze,
Na s"uźbie sie trza narobić, jaż sie skóra podrze.
Podrze sie na nogach, podrze sie na rękach,
Przypatrzcie sie ludzie, w jakich jó, to mękach.
72.
Żebym ja se mia"a soko"owe krzyd"a,
Nie pasa"aby j& po tern polu byd"a.
Żebym jd se mia"a soko"owe uocy,
Polecia"aby ja do matusie w nocy.

Wieśniacy z Mały, wioski pod Ropczycami.

(2 2 8 )

73.
Bolana mie g"owa, bola"a, bola"a,
Jak ni mia"a boleć, musia"a, musia"a.
74.
Nie na to jd śpiwdm, żebyście suyszeli,
Ale na to samo, niech sie świat weszeli.
75 1).
Dodo mojd, dodo, ściga"o mnie bobo,
Chodziuuo po krzakach w cerwonych chodokach.
Dodo mojd, dodo, ścigauo mnie bobo
W biauym kapelusie mówinuo : nie bój sie.
76.
uOba my se, "oba, nie bójwa sie boba,
Bo bobo maluśkie, zbijewa go "oba.
77.
Wisi jabko, wisi, pono upaś myśli
Żeby to upad"o, zjad"oby sie zjad"o.
78.
Z ty górecki na te przybiu" kowdl "ate,
Przybiu" ci ją "adnie, już ci nie odpadnie.
79.
A dali-że, dali, bo sie góra wali,
Bedziewa widzieli, jila sie uwali.
80.
n0j w lesie, w lesie, s"ońce jarzące,
Pasie ta Polusia wo"ki na "ące.
Przysed ci do ni "adniuśki ślachcic,
Zacon ji wo"ki do łasa straszyć.
A mój ślachcicu nie strasz mi wo"ków,
Uwije ja ci widnek z fijo"ków.
Nie tak z fijo"ków, jak z majeronu,
Nie strasz mi ślachcicu wo"ków do domu.

l) Porównaj liczbę 76 i 77 Zb. Wiad, do Antr. kraj. Dz, III, T. X. str. 133.

(2 2 9 )

VII.

Pijackie.
1.

Gorzáuecka jako "oléj,
Zegnauaby chuopa z roli.
2.

1 . Bida mi, bida mi, poradzę já bidzie,

Pode do karcmiska: Dawáj wódki żydzie!
2. Dawáj wódki żydzie, napisz se na ścianie,
Jak cie kaci wezną, pisanie "ostanie.
3.
Tyndyryndy Maciuś, kajś podziá" kobiáuke?
W cymże bede nosiu" krupy na gorzáuke?
4.
Napijwa sie kumy, skorośwa sie zeszuy,
To my zapttaciwa, jak Pan Bóg dá wiesny.
5.
Napij sie Jasieńku, jino "obycajnie,
By ci nie ukradli konisia ze stajnie.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. str. 97.

6.

Nie wiele wśs byuo, jino śtyrech braci,
Co jeden napije, to drugi zapuaci.
7.
Jak jń sie napije lada kady lęge,
Pod puotem, na p"ocie poćciwym se bede.
8.

Świci mi sie karcma za moje piniążki,
Wcoram przepiu" grajcar, a dziś dwa selążki.
9.
Napiuuem sie, napiu", bede baby topiu",
Utopie i swoje, jak sie Boga boje.
I. K opernicki. P ieśni gór. b. str. 97.

10.

Furman ci j&, furman, z końca bata żyje,
Co we dnie zarobię, to w nocy przepije.

(2 3 0 )

11 .
Pije j i se, pije, w karcmie na dolinie
Pódź-że Poluś do mnie, napijesz sie przy mnie.
12 .

Dobrd gorzalina u żyda, u Icka —
Jak przydzie zapuacić, pódzie i cielicka.
13.
Opiuu jd sie opiuu, ni mogę se radzić,
Musisz mie dziewcyno do dom uodprowadzić.
14.
Wypije, wypije, gorzduki porcyje,
Uchyce, uchyce, dziewcyne za szyje.
15.
Wypije, wypije, gorzauecke cyje,
Swoji nie kdże dać, bo mnie na nią nie stać.
16.
A pali mie, pdli wszyćko pod piersiami,
Dejże mi Polusiu wódki z gwoździkami.
17.
A bracie mój, bracie, wiem jd cosik na cie,
Ale ci nie powiem, jaż sie lepi dowiem.
A bracie mój bracie szubienicka na cie
Siedem kwaterecków zapuaciuuem za cię.
Siedem kwaterecków i siedem kieliszków,
A bracie mój, bracie, rodzony braciszku.
I. K opernicki. P ieśn i gór. b. str. 7.

18.
Pijesz Jasiu pijesz uod rana do rana,
Konisie ci stoją w gnoju po kolana.
19.
Tyś sie Jasiu uopiuu, ja sie nie "opiuua,
Tyś konisia przeddł, jd go wykupiuua.

20 .
1 . Jak ci jd se umrę,

Schowejcie mie w mieście,
Gorzduke z baryuką
Nademną powieście.

2. Jak ci jd se wstanę,

Baryuke dostane,
Gorzauke wypije,
Baryuke rozbije.

3.

Będą sie ta ludzie
Straśnie dziwowali,
Co ta za pijńka
W mieście pochowali.
21.

Powiadali ludzie, że Jasia zabili,
A Jaś jeszce żyje, gorzń"eckę pije.
22 .

Jń se w karcmie pije,
Pńn "Okoński jedzie,
Abo mi daruje,
Abo mie biuu bedzie.

2. Jak mie biuu nie bedzie,

Ino mi daruje,
To ja mu ta za to
Konia "opucuje.
23.

Chuopcy urlopnicy piją w kamienicy,
Piją rozlewają, bo piniążki mają.
24.
Nie pij Jasiu, nie pij, będziesz sie mia" lepi,
Nie pij gorza"ecki, będą sukienecki.
Nie pij Jasiu, nie pij, będziesz sie miń" lepi,
Nie pij ty i piwka, bedzie przyodziwka.
Nie pij Jasiu, nie pij, nie będziesz pijany,
Nie chodź do dziewcyny, nie będziesz kńrany.
25.
Pijesz Jasiu, pijesz, uo konisia nie dbńsz,
Siecki mu nie urżniesz, "obroku mu nie dńsz.
26.
Pije ja se, pije, i żona, i żona,
Ni w polu roboty, ni w doma, ni w doma.
27.
Muzyka mi gra"a, muzyka śpiwa"a,
Muzyka piniążki z kieszeni wybra"a.
28.
Zagrej mi skrzypecku, jak ci jd se każe,
Piniąźków ci nie ddm, jino ci pokaże.
Zagrej mi skrzypecku na jedwabny stronie,
To jd ci zap"ace, jak ukradnę konie.

Zagrej mi skrzypecku, jak j k ci zaśpiwdm,
To se potańcuje, choć piniędzy nimńm.
Zagrej mi skrzypecku na cienki, na cienki,
Niech se wytańcuje stobieszkie (ze Stobierny) panienki.
29.
Dyna mojd dyna, w karcmie wódki nim a;
Daj dziewcyno dutka, bedzie w karcmie wódka.
30.
Jń s woj i dziewcynie
Szcele w ueb,
Nie bedzie chorować,
Umrze wnet.
31.
J& se ch"opiec z końca, lń świata j k żyje,
Co we dnie zarobię, to bez noc przepije.
32.
Ja se ch"opiec gibki, nie boje sie bitki,
Chto sie bitki boji, ten za dźwiami stoi.
33.
Dali ch"opcy, dali, bo Wojtek tańcuje,,
Wisi bat na ścianie, to wds pocęstuje.
34.
W stodole świta, w brogu dzień,
Posz"a Kasieńka po "ogień.
Nie tak po ogień chodziuua,
Ino Jasieńka budziu"a.
Wstań że Jasieńku, umyj sie,
Wisi chustecka, utrzyj sie,
Śniadńnecko mńsz na "awee,
I gorzń"ecke we flasce.
35.
Tyś parobek, j k parobek,
Chodźwa "oba na zarobek.
Zarobiwa, przepijewa,
Pa"kami sie wybijewa.
36.
Gorza"ki mi sie kce, gorzń"ki mi dejcie,
Gorzd"ki mi dejcie, dziewcyny szukejcie.

(2 » 3 )
37.

Wybije mie ktosik, abo jâ kogosik,
Bo sie na myj guowie cupryna podnosi.
38.
Cyj to chuopiec w nowy càpce?
Chyćcie za ueb i utopcie.
39.
Dana moja dana, siekirecką pana,
A panią toporem, niek nie rządzą dworem.
40.
Dana moja dana, siedzi Jaś w kajdanach,
Puście mie do niego, boć jà żonka jego.
41.
Maryś moja, Maryś, poniedzia"ek to dziś,
Pouóż kądzio"eeke, pódź na gorza"ecke.
42.
1. Byuo śtyreck braci,
Kochali sie wcale,
Wystawili brow&r
Na wysoki skale.

2 . Jeden wódkę pdlu",

A drugi szynkowi,
Trzeci gr&" na krzypcach,
A cwdrty basowa".
O. K olberg. P ieśni 1. p. s tr. 334.

43.
Bywa" ci on bywa"
Na jarmarku w Brzysku,
Konia przedd", wódki kupiu",
Przyj echa" na pysku.
44.
Chto pije, to żyje — elito szanuje, to zdrów,
Moja kochanecko, pozdrów-że mnie, pozdrów.
45.
Wódko moja, wódko, ni mia"em cie pijać,
Alem se pomyślą", co ta bede zbijać.
46.
Dziwują sie ludzie, za co ja se pije —Za bid"ą leszcyne, za grabowe kije.
31

Gorzś,uecko zuota, ja cie proszę uo to,
Jak jó, sie upije, nie szcylaj mie w buoto.
Gorzduecko zuot&, proszę cie "askawie,
Jak jd sie uopije, pouóż mie na uawie.

VIII.

Żartobliwe.

ffi4



uOj

sta — ry­

-J t

: = !- = = !=
0 —
^ i—

KT U
1
V

Ł

0



& --------

ja

se

sta — ry,

ja
&

f
A

nie

chcą

mie

J

:

dziw



m
k a — ca — li

-•.• -JI

&

- 48

____ SL.

.\LU.

------- 1---------

tq :

cę — ta,

H

II

H$ H “Ti— p=r ą- t0 - H
i i
ti

U

1.

n ę ł),

po — go —nie

^
*•

-dS &J
-----

a

-f!
aJ

i


cie



lę — ta.

I S P»«*,
r-$~rb—M i —rn ‘ “| "S*i ' i ' uj®r
_________

m

1

-----------------* =

f/TS- r>

r 9 - ń > ...~ \ j r. - *
V
*



.

J ... &

&-------------

S

j hi

-

9

Mm

.

---------------------------------------- ----------

* - * - .

— Ir 1 - J1^
1 d

-

— ^==“1—

v_

9

i— —
9

r

Staremu, staremu za piecem zagrodzić,
Muodemu, muodemu do dziewcyny chodzić.
Staremu, staremu cyrwone jabuszko,
Muodemu, muodemu dziewcyne na nóżko.
2.

Lesiak ci ja lesiak, na zimem nic nie si&u,
Na lato nie bede i lesi&kiem bede.*

‘) Kacalina = powrózek ze słomy ukręcony.

i

J

(2 3 5 )

3.

Chasdu ci j&, chasó,", jagem wouki pasś,"
Nie jednem dziewcyne pod miedzom rozpasa".
4.
Dobrze mi p&n zrobiu", co mi skore uobiuu,
Ja se bede leża", a p&n bedzie robiu11.
5.
Siekali, rąbali, ja na piecu leżdł,
Skoro jeś dawali, ja pirszy przybieżdu.
6.
A mój "ociec świdrygd"
Siedmi synów wyśmiga",
I ja tyż ta syn jego
Wyśmigduem jednego.
7.

i

r r
A --- a •
Oy—li
Cy—li

ja
ja

_T J



w pie—cu
u —
nie
spo — d o -

t o

cy — li w k o —m i
ża — dny dziew cy

8.

uOj danaż moja dana,
Suknia po kolana
A portecki
Po kostecki
Danaż moj& dana.
9.

1 . Nikt mi to nie winien,

Ino wójt, wójtowd,
Co mie uodesuali
Siedzieć do Krakowa.

2. Żeby dau Pan Jezus
Żebym sie powróciu"
Bede wójtem uorau
Wójtową zawnócuu.

ZZŹI
nie,
nie.

(2 3 6 )
10.

Dwordk ci ja, dwordk, bede psami "ora"
Kotami zaw"ócu", bom sie tego ucu".
11.

Jak ja umrę, co mi ddcie?
Koszuline, bid"e gacie,
Proboszcowi krasę bycki,
Bo sie modli za duszycki.
"Organiście krasę ciele,
Bo "on zagrd choć w kościele,
Gróbarzowi tabak z rogiem,
Co mie schowd z Panem Bogiem.
12 .

y«T^S vk, ¿i£*
1.

1^p s9r sJ

9J

ij

Be — de

se

p i — sau

ja

j1 1 1L *Jp S1
I
do

~\— 3 J j1r -p
w
J 9-p
m- 9 9 '
1JL
9
i

Rzy—m u,

cy

mi

2. Bede jd se pisał do miasta,

Cy mi wolno kochać niewiastę.
"Oj wolno mi, wolno, coby nie,
Za niewiastę grzychu nie ma, nie.134
13.
Ksiądz mi zakazowi", żebym nie szanowa"
Bia"ychgłów.
Ja szanować musze, liczyć swoją dusze,
A bede zdrów.
14.
1 . Dobrze temu, dobrze,

Co śtyry konie md,
Ale temu lepi,
Co śtyry baby md.

2. Jedna mu pościele,
Druga mu gęby da,
Trzecid go "odzieje,
Cwdrtd mu sie przydd.

wol—no

(2 3 7 )
15.

Jak sie kuma z kumą zydzie,
Kieliszkiem sie nie uobydzie.
16.
1 . Stara baba, chuop muody

Jedzie na ni do wody,
A uod wody po siano
Wywaluua kolano.
2 . Stara baba, a w wieńcu

Siadua se przy muodzieńcu
I wyszcyniuua zęby,
A neści muody gęby.
O. K olberg. L ud. Seryja TT. str. 224.

17.
Jedna baba drugi babie
Uwięziuua w d . . .-. grabie.
Jedna ciągnie, druga wrzeszcy,
"Oszcepisko w d . . . . trzeszcy.
18.
Tadrń, moja tadra, piua baba z wiadra
Wybiuua se zęby, cymże bedzie jadua.
19.
Nima ci to, nima, jak na Witkowicach,
Tak matka, jak córka piera w rękawicach.

20 .
1 . Śli dziadusiowie

Na Karwaryją,
N&leźli babkę,
Szanowali ją.

2. Babka sie cieszy,
Rąckami kleszce 5
A mój dziadusiu
Szanujże mie jeszce.
21 .

1 . Neści babko jabko,

2. Babko jabko zjadua,

Uproś Pana Boga,
Zęby moja dusza
Poszua do Jezusa.

Boga nie prosiu"a,
Bodajże sie byua
Jabkiem udowiuua.
22.

Dziwują sie ludzie, za co dziady piją,
Za krupy, za kasze — torbami sie biją.

(2 3 8 )
23.

Poszed dziaduś do Warszawy na kolacyją,
Wyjedna" se, wyjednó," se piękną stancyją.
Jak go wzieni przyjaciele na piwko prosić,
Tak on sie wzion z famieliją w gore wynosić.
Myśleliście moje ludzie, że ja ch"op prosty,
A ta moi przyjaciele same starosty.
Mój braciszek najmuodszy pobożnie żyje
Chleba prosi, pa"ke nosi, pa"ką psy bije.
Moja mama, mamusińka to już nie żyje,
Pies na nią wyje, o! da da, pies na nią wyje.
24.
Ni ma ci to, ni ma, jako chuopu na wsi,
Utnie psu "ogona, kapustę "omaści.
25.
Nie wiecie, nie wiecie, co staremu ścielą,
Śtyry kije pod bok, piątym go "odzieją.
26.
U mazura w piecu dziura,
Pod nalepą dżwicki,
Kupiu" mazur mazurecce
Cerwone trzewicki.
27.
Mazury, Mazury, po śtyrech do dziury,
Kusinów po sześci, jaże dziura trzeszcy.
28.

1.

?

Na

p ie—cu

u o —rau,

ży — to

siau,

uO — n a

p ua —

Ł
1
d— i — i- S -N
i
.
___
1
i
'^
i
: 0 - J L «1— qi---------------------------------------------------- h
k a — ua,

uon

sie

śm iau.

2. Oegoż ty p"aeesz, kobito?

Bedzie pszenicka i żyto.
J, Iio p ern ick i, P ieśni g. b. str. 58.

(2 3 9 )
29.

Liru, liru, na badylu,
Nie potrzeba smycka;
Nie podskakuj, stara babo,
Boś ty nie cielicka.
30.
Kowalu, kowńlu, uokujże mi d . ..
To jak sie przewrócę, to se ji nie stuuke.
31.
1 . Suonecko sie kryje

Za góry, za Jasuo;
Kowńl babę bije,
Bo mu zjadua masuo.

3.

Nie tak mi żony ż&l,
Jak mi klusek nudno,
Nie zjadbym jich dzisiak,
Schowałbym na jutro.

2. Kowalu, kowńlu
Zona ci umarua,
Cy sie ji kaduk stau,
Wcora kluski zarua.

4. Nie zjńdbym jich jutro,
Schowałbym na wtorek,
Nie zjadbym we wtorek,
Schowałbym we wtorek.
32.

Kowalu Marcinie, goń na pole świnie,
Gońże jich ulicą, niech ci już nie kwicą.
33.
Q0 co sie, uo co sie mnynarka turbuje?
Woda ji naniesie, kamień napytluje.
Nima ci to, nima, jako muynarcykom,
Idą jem piniądze, jako woda rzykom.
34.
Wędrowali szewcy z Ropcyc do Dębice,
Jeden ukrńd capke, drugi rękawice.
Wędrowali szewcy bez miasteczko Kraków
Jeden ukrad kiszkę, drugi garnek flaków.
35.
Szewcyku, szewcyku, wielgi rzemieśniku
Zróbże mi trzewicki z wouowego ryku.
36.
Mazury, mazury, schodźcie sie do nieba,
Bo zimiaków ni ma, to was nie potrzeba.

(2 4 0 )

37.
Mazur mazurecce niecnotę wyrządziu",
W kapustę jij nas . . . , dziwkę uoporządziuu.
38.
Cygany, cygany, z"e mdcie sukmany,
Wiater bez nie wieje — cygany zuodzieje.
39.
Kowdlu, kowdlu, nie ldtej po polu
Nie ldtej po nocy, wybijesz se uocy.
Kowdlu, kowdlu nie latej po polu,
Nie sia"eś pszenice, nie szukej kąkolu.
Kowdlu, kowdlu, dydbelska "odnoga,
Narobiu"eś gwoździ na samego Boga.
40.
Kowale — ufnale,
Szewcy — smolidratwa,
A rzeźnicy —- kobylicy,
A tkacyki — leniwcyki:
To są wielga ślachta,
41.
Szewcyku, szewcyku
Pana Boga nie zndsz
Nad cholewą pdcirz mówisz
Kopytem sie żegnasz.
42.
Cy ta matka oszala"a,
Co za szewca córkę daua?
Bo za szewcem tyła zysku,
Co przyciągnie skóry w pysku.
43.
Wyszed se gospoddrz na "oborę rano,
Naldz ci "on, nalaz swy kozy kolano.
Ko"afa mani ciuciu, mazura mani dziara
Hopsasa wykryntasa śtundurundu dana.
Moja gospodyni, powiem ci nowinę,
Ze ndm zjedli wilcy "ostatnią Kozinę.
Ko"ota mani ciuciu itd.

(2 4 1 )

A mój gospodarzu nie daruj jem tego,
Chyba sie idź skarżyć do wilka starszego.
Ko"ata mani ciuciu itd.
A jakże jich poznać, kiej wszyscy jednacy?
Chtóry na cie krzywo poźry, ten kozę zapuaci.
Ko"ata mani ciuciu itd.
Jak gospodarz uswyszáu te wielgo namowę,
Wyskocu11 na drzewo, z"amá" sobie nogę.
Kouata mani ciuciu, mazura mani dziara,
Hopsasa wykryntasa śtundurundu dana.
44.
Za co księdzu, za co liberante wzięto?
Za to, co szanowá" w urocyste święto.
Nie trza księdzu, nie trza liberanty wrócić,
Ino mu trza kázaé na bojisku muócić.
Trzeba mu wyrzucić choć z pótory kopki,
Niech se ksiądz "obije co nświększe snopki.
45.

46.
Nikomu sie nie dziwują,
Ino "organiście,
Uwiązd" se kloc u karku,
L&t&" po kapuście.
47.
Matusia mie zarzeza"a,
A tatuś mie zj&d,
Siostrzycka mie pochowa"a
W malinowy krzak.
48.
Zabiu" tatuś kurę, rzueiu" ją na górę,
Matusia ją kleszce: „wstań-że cipuś jeszce“«
32

(2 4 2 )

49.
Nasza matka, tarapatka,
Lubi dzieci bić,
A nasz "ociec, dobry ch"opiec,
Nie mówi nam nic.
50.
Hosa, hosa,
Zimna rosa,
Bedzie jutro mróz;
Dobre kluski
Bez pietruski,
Jino mas"a wuóz.
51.
Zaszedem do Chorzelowa nierycho z wieczora,
4Tam mie "organista przyjon za kantora;
By"em tam bez tydzień jeden, nuta sie zdawa"a,
Ale mie jakoś "odprawiu", żona mu kdza"a.
Przyszedem do Rzęsowa, do bedndrza jednego,
Bednarz becke pobiją", pyta sie: „Skądeście“.
— I ja tyż bednarcyk i majstra dobrego,
Zęby mie chto przyjon, robiu"bym u niego.
— A róbcież wy u mnie, to jd wdm zap"ace,
Ale tak trza pukać, jak i jd ko"ace.
Poszedem do "Ocieki, bo mi by"o blisko,
Kupiu"em za z"oty srogie kobylisko
I jechd"em na niem, jako na rumaku,
Mid"em dziewięć dziwek wt"ocone w t"umaku.
Przyiżdzdm do karćmy, kupcy mie witają,
Za trzy dziwki jino grajcarek mi dają.
I zamiast zarobku, to bym jeszce straciu",
Bo jd jedne w drugą po grajcara p"aciu".
Przyszedem do Sensowa *), do rzeżnika jednego,
Alem sobie pomyśld", nie bede u niego.
Rzeźnik mi kazd" wo"u zabić, skórę z niego sprawić,
A jd widz na górę z dziwkami sie bawić.
Przyszedem do Ropcyc, do piekarza jednego,
Zwd" sie Pituch Kacper, a mid" żonę ślepą,
(Chleb dostajdł z pieca i wybiuł ji oko)
Kdzała mi w dzizce misić i placka mi da"a,
Ale mi sie tabaka do ciasta sypa"a.l
l) Sędziszowa.

•(2 4 3 )

Ona z"apiu"a wieślisko *), zastępuje uode dźwi,
A jd cby"ckiem ko"o ni, bądźcie zdrowd gospodyni,
Żegndm sie z wami.
O Ż ydach.
52.

—1

r® ----------------------------------9 9 _'
9
Szua ży—dów —ka

— B—

d

rrPS
vqŻ

r
a

żyd

za

n ią ,

do

r 0 mh -mN N N
p
i ^r
—---------- -- --------------

bó — źn i—ce,

nie—sua

świ — ce

i

ta — b li—ce,

— j ---------------------(----------------------- •- - 0
J
..
9
9
9
A

żyd

za

nią.

Szua żydówka do bóżnice,
Niesna ? świce i tablice.
Żyd za nią, żyd za nią.
Żydówka sie uobeźraua
Świdry midry pokdza"a.
Żyd staną", żyd staną".
53.
Już suonecko zasz"o, już sie siabas skońcu",
"Odzieje sie w grochowianke, bede z wami tańcu".
54.
By" se go zidek ubogo,
Co mid" sklepik bardzok drogo.
Wsistkiego tam naskupowd",
Do sklepiku napakowd".
Aj, waj, bum!
Mia" tam tutuniu dwa packi,
Pótora "uta tabacki
I fajecke mid" glinianą
I cybuszek mid" s"omianą.
Aj, waj, bum!
Z"odzieje sie podkopali,
I co bu"o zrabowali.

Łopata do wsadzania chleba.

K

1

(2 4 4 )

— Jak moja Sura sie dowi,
Co ona go na to powi?
Aj, waj, bum !
Przódzi buuo wsistko dosyć,
Nie trza buuo chleba prosić,
A terdz trza wanderować,
uOd wsi do wsi masierować.
Aj, waj, bum!
55.
Dydy moje, dydy, wyzdycha”y zydy,
Żeby i żydówki, nie by"oby bidy.
56.
Aj waj, aj waj, już, już, już,
Jedzie żydów peuny wóz,
"Ozwora sie zudmaua,
Śwynia żydów zechlaua.
57.
W Krakowie na rynku prosiuua sie śwynia,
Miaua trzy świnecki, cwdrtego rabina.
58.
Jes tam góra i górecka
I Janklowd żydówecka.
A jd jadę, koń mi zdychd,
A jd za nim wóz popycbdm.
Cóż jd pocne, żyd ubogi,
Siana nima, "owies drogi.
59.
Żydoski "ocielec nie mauy, nie duży,
Wyldz na bóżnice, fajecke se kurzy.
I, K opernicki. P ieśn i g ó r. b. str, 43.

60.
Żydówecka Mauysia
Miaua żydka Lejbisia,
W"ożu"a go w pokrzywy,
Ach, mój Lej bis nie żywy.
61.
Żydoski "ocielec wygnd" wo"ki do dnia
Stara Żydowica przynies"a mu "ognia.
Żydoski "ocielcu, wouki ci latają,
Stara Żydowico, bo trdwy nimają.

(2 4 5 )
62.

Zydoskiego cielca zuapali w kapuście
Przyleciauy żydy: puście ndm go, puście!
63.
Żydoski "ocielec najad sie pamuuy,
Wyszed na górecke, targdu sie za buuy.
O dziewczętach.
64.
fd

i

uO — p u —cho—skie
Bie — rze h y —cel

dziw —cę — ta,
w szyćkie do—brze
na
stry — c e k ---------------------------------

-fiś z

m
albo :

E

&

p ro —w a—dzi
i
w rzu—ca

do
do

W i — suy.
W i — suy.

65.
A w granicach na polu jest dużo konieu —
"Opuchoskie dziwcęta mają po ślachcicu.
A w granicach na polu jest dużo powoju —
"Okoniańskie dziwcęta mają po zuodzieju.

66 .
Cyja to dziewcyna stoi przy kominie?
Wysokiego zrostu, md wieniuszek z uostu.
Cyja to dziewcyna, co w cerwony krajce?
Kręci sie po izbie, pewnie sie i s .. . kce.
67.
Zagnduem sie jaż na Chechny,
Wróciuna mie gęś.
Wole jedne "Okonianke,
Jak Chechlanek pięć.
"Okonianka, jako lalka
Chodzi jak pani,
A Chechlanka, jak cyganka
Każdy ją gani.

wy — szuy

(2 4 6 )
68.

2 góry goście jadą,

Ja na żonę krzyce,
uOna zamiast gaci
Daje mi spódnice.
Wuażą goście do dom
Jk strapiony srodze,
Żona stoi w gaciach,
JA w spódnicy chodzę,
69.
Tańcowa"a Margorzecka,
Tańcowa" i Grzegorz,
"On ją kopnął w d . . . nogą,
Ona mówi: — Cegóż?
A cegóż ty nie tańcujesz
W ty cerwony sukni?
— A jagże ja mdm tańcować,
Kiej mi d . . . st"ukli.
70.
Ponies"a dziewcyna pszenicke do m"yna,
Ale nie zasta"a m"ynarza Mńrcina.
M"ynarzu Mńrcinie, Mńrcinie m"yndrzu,
Cyli mi ty zmielesz pszenicke "od razu?
Jeżeli kcesz na raz, to ci zmiele zar&z,
Jeźli chcesz pytlować, musisz zanocować.
I m"ynńrz^ sie bierze zwykle ko"o pytla,
Jaże na m"ynarzu popęka"a kitla.
Wzion ci ją za rącki, wzion ją między wory,
Jaże na m"yndrzu popęka"y pory.
I m"yndrz sie bierze zwykle ko"o kosza,
Jaże na dziewcyne wystąpiu"a rosa.
71.
1 . W "Opuchowy dziwek

Jak na śliwce śliwek
Kńza"y se zrobić
Pięćdziesiąt kolibek»

2. Piędziesiąt kolibek,

Dwieście powojników,
Będą ko"ysa"y
"Opuchowskich byków.

72.
Pogna"a Jewka byd"o
Do łasa na kadzid"o.
Nie pogonie, bom sama,
Bo sie boje Jadama.

Jadam stój i za k“odą
I ruszd na nią brodą.
Nie bójże sie mie Jewko,
Boć jd zielone drzewko.
73.
1 . Siekirecka tonie,

2. Chodzili panewie,

Toporzysko brodzi,
Powidz mi dziewcyno,
Chto do ciebie chodzi?

Chodzili księżowie,
Terdz nie postoją
Spitalni dziadowie.
74.

A te Krakowianki same wymyślanki,
Nie kcą chleba, sera, jino obarzanki.
75.
W “Opuchowy grają, do Niedźwiady suychać,
Kciauy Niedźwiedzianki uod źdlu wyzdychać.
76.
Chodź Kaśka tańcować, boś daua piroga,
Ty Maryna nie chodź, bo cie boli noga.
77.
Idzie dysze, idzie dysze, pono bedzie rosa,
Cemu se dziewcyno nie ucirdsz nosa?
78.
Myślauaś dziewcyno, że ja uo cie stoję —
Jd cie dziesik nosze i rodzinę twoje.
79.
1 . Żebyś ty dziewcyno

2. Ale ty dziewcyno

Kalwaryją mia“a,
Tobyś ją przepiuua,
I przetańcowaua.

Kalwaryje ni mdsz,
To jij nie przepijesz
I nie przetańcujesz.
O. Kolberg. Lud. Seryja II. 210.

80.
Siwy koń podemną, siadaj Kasiu ze mną,
Uchyć sie “ogona, będziesz mojd żona.
81.
1 . Przelecid“ gouąbek

Bez zielony dąbek,
Poźrd" do Marysie,
Jaki ta porządek.

2. Śwynie w piecu ryją,

A psy gdrki myją,
Talirze pod uawą
Zarosuy murawą.

(2 4 8 )
82.

Niech ta bedzie, jak kce, kupie buty Kajsce,
Kupie i Marynie, bo pasaua śwynie.
83.
Kaśka i Maryna to są przyjaciele —
Kaśka miaua Jaśka, a Maryna ciele.
84.
Jś, jadę z Podola,
Dziwki na mnie wyrca,
Jedna wyr, drug& wyr,
Wyjadny mi z torby syr.
85.
Mój Boże, mój Boże, z temi dziweętami,
Jedna z kolibecką, drugś, z niecuukami.
86 .

Idzie woda, idzie skarpami, miedzami;
Dają mi dziewcyne z krzywemi zębami.
87.
Dawaua mi matka trzy tysiące wiana,
Nie kce ji córecki ma krzywe kolana.
88

.

Hosa, hosa, zimna rosa,
Bedzie jutro mróz,
Wszyśkie dziwki wywisz&my
Na jeden powróz.
89.
Na krakoskim moście tam sie wilcy biją,
Użrauy dziewcyne, jaż sie w jamę kryją.
90.
"Okonianka jedna miaua chuopca z drewna,
A dziewcyne z wosku, chodzi po krakosku.
"Okonianka jedna miaua chuopca z drewna,
Powojnicek z uycek, chuopdk jako bycek.
91.
Krakowiacek Jacek, d&n dziewcynie placek
Ona jemu gęb}7, wybiuua mu zęby.

( 249 )
92.
Pytana sie matka córy:
Cy tańcowa" z tobom chtóry?
A tańcowi" stary Kiecka
uOd ndlepy do przypiecka.
Pytaua sie matka córy:
Cy tańcowd" z tobom chtóry?
Nie tańcowd" ani ż&den,
Zabiram sie, jide do dom.
O chłopcach.
93.
Dolina, dolina, na dolinie śliwy —
Wszyszczy chuopcy uadni, jino Wojtek krzywy.
94.
u01a, uola, kouo pola, kouo bucika,
Wychowaua matka syna, kieby wieprz&ka.
95.
W polu, w polu, na bobownisku
Szanowa", nie umi&", dostd" po pysku.
96.
1 . Rycy wóu, rycy wóu,

2. Nie ryc wole, nie ryc,

Jeszcze sie wylenisz,
Nie p"ac Jasiu, nie puac,
Jeszce sie "ożenisz.

Że sie nie wyleniuu,
P"ace Jaś, p"acę Jaś,
Że sie nie "ożeniu".

S iarkow ski Nr. 219.
I. K opernicki. Pieśni gór. b. str. 26.
O. Kolberg. Pieśni lu d u p. str. 367.

97.
Cemuźeś sie nie "ożeniu"
Wojtusiu?
Ciele brodę mi uobjaduo
Tatusiu.
Cemużeś sie nie "ożeniu"
Wojtulu?
Ciele brodę mi "objad"o
Matulu.
38

(2 5 0 )
98.

Wisi worek, wisi, pod zielonym gajem,
Chto go ta zawiesiu"? Wałek z Miko"ajem.
99.
Furmanie, furmanie, dzieżeś podzia" lice?
Przed&"em je, panie, zap"aciu"em dziwce.
100 .

Swici miesiąc, świci, w Krakowie na zamku,
Granatowy fracek na mojem kochanku,
Granatowy fracek, z lakierkami buty -—
Terńźnijsze ckuopcy same ba"amuty.
101 .
1 . Miauam ci jk mia"a

2. Póde ja, pode ja

Maleńkiego szwagra,
Wraziuam go do kuferka,
Myszka mi go zjad"a.

Te myszkę zaskarżyć,
Na co "ona mń mi
Do kuferka w"azić?

102.

Zęby ja wiedzia"a, źe póde za pana,
Tobym se uwiu"a wianecek ze siana.
Żeby ja wiedzia"a, źe póde za gdowca,
Tobym se uwiu"a wianecek z ja"owca.
Siarkowski Nr. 228.

103.
J L

ffPv

v

-JL r

.

v

*
ri

JP

m

m

Cóż

ja

«

P

fs

9

j

9

S

N

9

p o —cne

S

9

N
#i

!N

w

1L
1\ - 0p
j

u — tra — p io —na

r&

1
r

¿O

1
'

1i

.\

N

9

&
r

!

r

i

r

9

. L
_Xl|Z------f f T \.

_o

uoj z tym dziadem ,

»

p
r

..

J
z tym

i'
K
___dj

.
0

L ... L

P\ p

[
t
r
L _JL _ ___ L

r\

i
J

d zia—dem .

1
L

.

-1
f

f

L _ 1 .....
LailBBJ_

S

:1
-i

_

Cóż jś, pocne utrapionń "oj z tym dziadem z tym dziadem
Trzy razy mie na dzień bije, a wszyćko przed "obiadem.
Żeby by"o po "obiedzie, niechby by"o, jak kcia"o —
By"abym mu przebacu"a — ale mi sie jeść kcia"o.

-• i
n□
J

(2 5 1 )
104.

1 . Dzieś ty byua Maryś,

Jak chuopów dawali?
Nierychom se przyszua,
Starego mi dali.
2. Niedalekom byua,
Ino za krzykopą,
Starego mi dali,
Starego )k kocham.

3. Starego mi dali,
Starego jd wole,
Do łasa nie pdde,
Brodom se zapale.
4. Starego mi dali,
Szanować go musze,
Zmiuujze sie Boże,
Wymźe z dziada dusze.

5. Jak sie nie zmiuujesz,
To jd sie zmiuuje,
Wezne noża kapuśnego,
Poderzne mu szyje.
105.
Umar stary, umar, już leży na deszce,
Ręce znosi, Boga prosi, szanow&uby jeszce.
106.
2. Zaprzęgniesz gąsiora
I gąskę sioduatą,
"O bogatą żonę,
Przywieziesz, przywieziesz
Teraz sie postardj,
Hanusie bogatą.3
Cem pojedziesz po nie.

1 . Staraueś sie Jasiu,

3. Gąsior bedzie gęgś,"
I gąska gęga“a,
Bedzie se Hanusia
W paradzie jechaua.
107.
Józusiu, Józusiu, wielgi wymyśniku,
Powiesiuueś sukę w lejsie na rzómyku.
108.
uOżeń sie Wojtusiu, bo ci trzeba żony —
Bedzie ci chodziuna do łasa na wrony.
"Ożeń sie Wojtusiu, bo ci trzeba baby —Bedzie ci chodziuua do łasa na żaby.
I. K opernicki. Pieśni gór. b. str. 52.

109.
Przyszed Kuba, staną" w sieni,
A dziwki mu capke wzieny —
Cicho Kuba, nie puac Kuba,
Bo sie nśjdzie twojś zguba.

(2 5 2 )

O zwi er zęt ach.
11 0 .

Kogutku, kogutku, nie chodź po “ogródku,
Podrepcesz leliją, panny cie zabiją.
Jak mie zabijecie, kaj mie pochowacie?
Na środku smentdrza, gdzie panny siadacie.
111.

Za“ożu“ sie sokó“ z koniem na wybiegi,
Sokó“ md dwa krzydua, a koń śtyry nogi.
Sokó“ lecid“ lasem, przysińd -sobie casem,
Koniś lecte“ drogą, cupnął sobie nogą.

112.
Biedzi ptaszek w stodole,
Pozird se na póle,
Cy sie żytko zieleni,
Co se poste“ w jesieni.
113.
Powiadana wrona wronie,
— Nie chodź po pszenicy,
Bo ta wyjdzie ch“op z palicą,
To cie “okalicy.
114.

115.

Kuku"ecka kukd, “ojca matki szukd,
“Ociec matka w ziemi, kuk&jże nad niemi.
116.

W kalinowym lesie sójka jdjka niesie,
Kalina “opad“a, sojka jdjka zjad“a.

Leci ptaszek, leci, "odleciA" se dzieci,
Leć ptaszku bez pole, tam są dzieci twoje.
Leci ptaszek leci, "odleciś," se dzieci,
Przeleciał bez morze, wrócić sie ni może.
118.

Becy baran, becy, bo go bolą plecy,
Boć go baranica pokąsała w nocy.
119.

Tańcowaua liska na środku "owsiska,
Przyszed do ni zając: — Dejźe leśiu pyska.
120.
Na zielony "ące pasie pies zające —
Co sie zając ruszy, to go pies za uszy.
121 .

Lecid" pies bez "owies, suka bez tatarkę,
Pan mu d&" na żup&n, ipani na katankę.
122 .

Tańcowa"a ryba z rakiem,
A pietruszka z pastyrnakiem.
Cebula sie dziwowa"a,
Że pietruszka tańcowa"a.
Cebulecko, nic dziwuj sie,
Weź marchewkę, potaócuj se.
123.

Kómdr "ącke siece, liska podgrabuje,
Zając kopę kopi, muszka udreptuje.
124.

Dadana, dadana
Porwś," wilk barana,
Kostecki "ośtawiu",
Przed panem postawił.
125.

U naszego szwagra stajnia sie zapad"a,
Krowa mu sie ocielu"a, suka ciele zjad"a.

(254)
126.

Dyna moja dyna "opiu"a sie śwynia,
Kogut "apy z"dmau, kot na Spyrce skona".
127,
Styry mile za Warszawkom,
"Ożyniu" sie wróbel z kawkom.
Wszyćkie ptaki zaprosili,
A o sowie zapomnieli.
Jak sie sowa dowiedziaua,
Sześci końmi przyjechaua.
Siadua sobie na przypiecku,
Kazaua grać po miemiecku,
Siad"a sobie na drabinie,
Kaza"a grać po "acinie.
Jeden wróbel wzion ją w tdniec
Wytrąciu" ji jeden palec.
A ty wróblu, "oszarpańce
Wytrącisz mi wszyćkie palce.
128.
Posz"a kura do paproci,
Wypapraua troje dzieci —
To jich wszyćkie md.
Jedno orze na ugorze,
Drugie poganid.
Trzecie siedzi na kamyku,
Trzyma krzypce na rzemyku (lub: dudki)
Panu Bogu gra.
I jdbym tyż gra",
Żebym krzypce mia".
Pójdę ja se do "ogrojca,
Bede prosiu" pana "ojca,
To mi dudki (krzypce) da,
Bede i ja grd".
129.
W polu na ugorze skowronecek "orze
Sikorka poganid — mój ty mocny Boże!
W polu na ugorze skowronecek "orze
Sikorka pogania, wo"d do śniadania.

(255)
130.

Kura ciele ma — matusiu
Kura ciele md.
A jeszce jd nie swysza"a,
Żeby kura ciele miana.
Md, matusiu, md.
Sowa i dudek — matusiu
Sowa i dudek
Wyd"uba"y w piecu dziurę
Niby kadubek — dadana,
Niby kadubek.
Sowa na gaju — matusiu
Sowa na gaju,
A sowięta niebożęta
Na samym kraju — dadana
Na samym kraju.
Koza w "ogrodzie — matusiu
Koza w "ogrodzie.
Nie pode ja po kapustę,
Bo mie pobodzie -— dadana,
Bo mie pobodzie.

IX.

Du m y.
1.

H i
1.



i

Z ta m —ty

strony

H B-r---------- 1—i
r
- it y
~] 1Ó ^
f 1 1 I:sUi----9-------- JL•—J ---- -^--W----J ---1
H ej, hej

m o—cny

"

je — sio — re — cka

Bo - - że.

.N ^
ja



ja — i

&

pa — no — w ie,

1
, -' 1 ----------H-— L---—
p a — no

2. Mówi jeden do drugiego, dziewcyna tonie
Hej, hej ! mocny Boże, dziewcyna tonie itd.
2.
Stoji u wody ch"opcyna m"ody
Powstań, powstań dziwce moje,
Dej koniom wody.

Jagże ja mńm wstać, koniom wody dać,
Kiej mi matuś zakdza"a,
Żebym z tobą nie gada"a,
Trza się matki bać.
Matki sie nie bój, siadej na koń mój,
Pojed ziewa w "obce kraje,
Są tu piekne "obycaje,
Malowany dwór.
Wyj echńu w pole, krzykną" na konie,
"Obeźryj sie, mojń Maryś,
Wszyćko to twoje.
Wszyćko to twoje, co jest na wozie,
A kiej jń se zapomnia"a
Wi&nka w komorze.
Sprawie jń tobie cepiec z per"ami,
Ustrój isz sie, mojń Maryś,
Będziesz jak pani.
Bez wieś jechali, ludzie p"akali,
A cóż to tu za dziewcyna,
A cóż to tu za jedyna
Jedzie z panami?
3.
— Cóż ci to dziwecko,
Co p"acesz na ocko?
— Idź ty psie, nie śmij sie,
Za mój to wieniuszek
Boże zemścij sie.
— Neści grajcdr mojń,
Być to prńwda by"a.
— Graj cór to ma" o to,
Ja sie pode skarżyć
Do pana "o to.
— Pana sie nie boje,
"O ciebie nie stoję,
Grajcara ci nie dńm,
"O cie, Kasiu, nie dbńm.
— "Oj dasz, dasz,
I wińnek zap"acisz
I karę "otrzymńsz
I "aske stracisz.

(257)
4.
H P . O
o
AL
E
A
Ł
\ M7 **

i

fs

9 .

Na

i

P

4

1\ i "

9

Po —d o —la

1

i

9

\

1L

■r - J

i

* if

J

&

biauy kam ień,

a1.

S

j
*« J
i w
i

P o—d o —lanka

r 9H

JfA

**

siedzi

4

)r
A

.
i

na niem ,
i t. d.

5.
"Oj by® ci tu Legar, Legar, Legartowic,
Nie umia" nic robić, jino panny zwodzić.
Uwiód ci on, uwiód, Kasie, Kasieniecke,
u0 d ojca, uod matki, tylko jedynacke.
Uwiód, ci ją, uwiód, w pouowice lasu:
— Cóż bedziewa robić, powidz~że mi Kasiu:
— Co to bań takiego na ty carny roli,
Cy kupka kamieni, cyli kupka soli?
— Jaby ci powiedzie®, jino sie nie lękaj,
Mojich dziewięć żonek, ty Kasiu dziesiąta.
Legar Legartowic sukienkę zdymuje,
Nadobni Kasieńka szabelke Uaduje.
— Nie "aduj, Kasieńko, ty "ostry szablice,
Bo se pokalicysz te nadobne ręce.
Kasia nic nie dba"a, szabelke wyjęna
I Legarcikowi guowine uciena.
-— A siadejźe, siadej na konisia mego,
Ino nie dojiżdzej do dworu mojego.
Kasia nic nie dba"a, do dworu jecha"a.
Legartowa siostra w "okienecku sta"a.
— A mojń mamuniu, nowina gotowń,
Już jń brata ni m&m, jedzie nńm bratowa.
A mojń mamuniu, nowina nńm s"ynie,
Już po mojem bracie, a po twojem synie.
6.
0

| Ji
U n

o
o

1

h

----------- 4

v

W y —je — cha—uem w po — le

j yr r

VMi


n jl

i,
J

G

H ej, hej

h.
..


i
|~ j '
4 * J- J -

|

.

^

9

m o—cny

j

r^ i

Bo

,
.□

j



że

9

&

■ i
4 -1°

uo — rać,

H
®------ 9

je —szcze

h.
J

J

je —szcze

J

J

nie

byu

nie

ii
r
JL

i

byu

i

i
A

t

\

dzień.

Wyjecha"em w pole "orać, jeszce nie by" dzień,
Naldzem se plewiarecke, co se plew"a len.
34

’i -k
7 t
* 1 ~

dzióń,

i
A

r.

i
8
i
j|

(258)

*

— Pieknie plewisz len, dziewcyno, pieknie plewisz len,
Jak mi nie dśsz na koszule, uwiede cie, wiem.
Musisz moją być, dziewcyno, musisz moją być.
— Jś za pana pość nie pode, nie umie robić.
— A jś jestem karbownicek z nowego dwora,
Nauce cie panno robić, jest to rzec dobrś.
— Ja za pana pość nie pode, bo pan w karty grasz.
— I ja ciebie panno nie kce, cśrne nogi mśsz.
— Jś se pójdę do Dunaja, umyje nogi,
Paneś przegrał sto dukatów, będziesz ubogi.
— Ckodziem przegrał sto dukatów, i to nie wiele,
Tyś se guowy nie cesała śtyry niedziele.
— A pójdę jś, do swy ciotki, pożyce szcotki,
A tyś poszed na harende, przepiułeś portki.
— A jeszce jś k . .. szelmo na portki nie piuł,
A na twoji głowie gnoju, jakby nalepiuł.
A co tobie jest do tego, do moji głowy?
Osioduaj se sobie konia i jedź do gdowy.
— Kiej jś sie w gdowach nie kochśm, w żądny mężatce,
Pirsze moje zakochanie w tobie lampartce.
7.
Tth.O
>L
d

d

1.

Pod

F$=
-m

....

jd

d

d

je — dnym

i

A

W

e

1 # J" "
1 *
Pan — ny

P od
:'
....

se

.

S
9

T
±

-

ga — i — kiem

śpi — wa — ją ,

rn X "

-i



^

j

~d

Suo — wi — kl

r
-T
H-- X-----j -P
> 1: i
i 1
'--- j
9.
ff-- ę~\- &----*— -- d -- *-- d --

i i i
-------— d —

-iż -

d

d r a —gim

’T ' - h.
f.. 0 2
W
ff ~
ga — da — ją .

2. Gśdają se wszyćko

uO jedny, "o jedny
Szelmie Cysarzownie
Nadobny, nadobny.

"if
A

ga — i



k iem

_

5. Wszyćkie Krakowianki
Schodźcie sie do lądu,
A ta* szelma Cysśrzówna
Do sądu do sądu.

3. Szelma Cysarzowna
Zgrzyszyua, zgrzyszyua,
Miaua dziciątecko,
W Dunaj go wrzuciua.

6. Wszyćkie Krakowianki

4. A tylko ryb arze,
Co ryby chytali,
I to maue dzieciątecko
Do saka zuapali.

7. Moje Krakowianki
Przecie mie nie zjicie,
Wywieźcie mie w cyrne pole
I tam mie spalicie.

W wianecku rucianym,
A ta szelma Cysarzowna
W cypecku nicianym.

1


(259)

8. Bedzie ci ta ze mnie

G&stecka popio“u,
To go rozsiejecie
Po tem cyrnem polu.
9. Urośnie ta ze mnie
Kalina, malina,
Bedzie mnie puakaua
A ca“& rodzina.

10. Urośnie ta ze mnie
Rozy kwiat, róży kwiat,
Bedzie mie ta puakau
Ca“y świat, ca“y świat.
11. Naświętszd Panienko
Ratujże mnie, ratuj,
Niechże j k nie ginę
Marnie z tego światu.
8.

1 u1?1["-V k
1reenfrv> * -ąr
ri

_jy.
l\J
P* lfS
I U
•J » °

ij1 J


T' - Jn
(0

K ą—p a —ua

sie

K undu— le ń -k a

i i
9\ -*il

:

1¡_ =1
rJ1
po



1‘ ^f ..L. iI
_=
Sj A
A *1
J


-N i
ESP #

dzie,

J H \ -h ft. i i* ’
7 r - --------_J
-dff _y^|- 0
I - - 3i 1 '
JL • # 9 •• __ L—(gj— c—JL- * 1 * " Pusz —ca—ua
se
d z i— cią, — te —cko
po
wo — dzie.
Siedzib ci jeden m“ynarcyk na schodzie
Chyciu" ci to dziciątecko na wodzie.
— “Oj dzicie, dzicie maluśkie mam cie\ znać,
A ta bidnd Kunduleńka twojd mać.
W niedziele we wszyćkie dzwony dzwonili,
Wszyćkie panienki doko“a zwodzili itd,
9.

W ogródku go schowa“a,
Drobny rutki nasiaua itd.
K olenda.

Z tamty strony gajika
Zieleni sie tr&wka;
Tam pastyrze pasą wo“y
Jedzą kasze z g4rka.

(2 6 0 )

Przyj ech d" tam janio",
Tak jim "opowiedzia":
— Narodzin" sie J. Krystus,
Żeby każdy wiedz id".
Jedzie tam po b"oniu
Na cisawym koniu,
A ja za nim z pięknym g"osem,
Żebym go dogoniu".
Koń nożecką tu pa,
Bo drożyny szukd?
Siedzi sowa na jedlinie
I ta pieknie kuka.
Kukunecka "od radości
Na fujarze gra"a.
A sikorka niedźwiedziowi
"apy po"ama"a.
Tak sobie śpiwali
Kolędnicy m ali:
Żebyście nam na rądecke
Kolendecke dali.
A jak ndm nie dacie,
Wielgi cud pozndcie,
A wszystko wdm wytłucewa,
Co wy w szopie mdcie.



>-

LUD POLSKI
w p o w ie c ie R o p c z y o k im

w Galicyi.
Opisał
S e w e r y n U d z ie la ,
Członek Komisyi antropologicznej Akademii Umiejętności.
------------ ^ ------------

część iii.
14.
1.

Powieści i bajki.

O c ó r c e , c o s i e c h c i a " a w y d a ć z a a n i o n a.

Jedni "ojcowie mieli córkę, chtóra powiedziana , ze jaz przydzie
aniou z nieba, to sie wyda za niego. Gdy tak mawia"a, djabu" usłyszś," i powiedziś," drugim djab"om, zęby pourzynali bocianom skrzyd"a
i przysyli sobie i nabrali w becke wina i wrzucili do studni. Gdy
przyśli do ni, powiedzieli, że "oni są anionami, a gdy "ona, ta dziewcyna,
nie kcia"a wierzyć, to pok&zali ji piniądze, a jeden poszed i przyniós
ze studni wina. Po"opijali się "oni i powiedzieli, że na trzeci dzień,
jak "ojcowie wyńdą "o pónocy na dwór, to uźrą jasność, jak "ona,
ta córka, bedzie wstępowa"a do nieba. Gdy ją wzieni, jeden z nich
ukrad cli"opu wiązkę s"omy i zaniós do łasa. Na trzecią noc wzięni
j ą , te dziewcyne, w kupę mrówek wsadzili, wiązkę s"omy wy"ozyli
85

(262)

na drzewo, a none przywiązali do tego drzewa i zapalili te wiązkę
s"omy, a "ojcowie myśleli, ze "ona pos"a do nieba. Na drugi dzień
rano ch"op szed do lasu i użra" ją przywiązaną i myślą", ze sie
śmieje, bo zęby wyscyniu"a. Opowiedzia" to ji "ojcom; pośli do lasu,
wybrali dó" i pochowali ją. I tak sie wyda"a za anio"a.
Opowiedział Stanisław Majka.

2.

(C zarna).

"O s z c ę śc i u.

By"o dwóch braci: jeden bidny, drugi bogaty. Tak zona tego
bogatego prosiu"a swego męża, zęby temu bidnemu zasia" pole swojem
zbożem; tak "on tak zrobiu". Jaz rdz wychodzi ten bogaty w pole a tu
coś znosi zboże z pomięci bidnego na pole bogatego. „Co ty robis
i co ty jezdeś?“ — pytd sie. — Jd jezdem twoje szcęście, a twój
brat ni ma szcęścia, jaz w ty a w ty wsi w karcmie“. — Tak "opo­
wiedzia" to brat temu i pojechali tam i ugodzili się z panem. Wybrd"
sie nareście ze swego domu ten bidny, ale sobie zapomnid" gdrcka
żelaznego. Tak sie po niego wróciu", a tam by"a jego bida; zabra"
"on ją , a jak jecha" ko"o studni, wrzuciu" ją tam. Jak zajechd" na
miejsce, pdn dd" mu na trzy lata darmo mieszkanie i tak dali sie mu
juz dobrze wied"o.
(Brzeziny).

3.

“O ś m i e r c i .

Jedna baba chorowaa bardzo, tak ji ch"op pose" do miasta ku­
pić ji wina, pięknego chleba, a temcasem śmierć przys"a po babę
i stanę"a ji w g"owach. Baba patrzy i mówi: „"O moje piekne cosi,
jakie tyz ty piekne "oćka mas! Przydź Urbanku, przydź, przynieś
gościowi pić (bo ji ch"opu by"o Urbanek). A śmierć mówi: „Urban
przydzie, ciebie nie zastanie“. — A "ona znowu: ;,"0 moje piekne
cosi, jakie tyz ty piekne rącki m ds! Przydź Urbanku, przydź, przy­
nieś gościowi pić". — A śmierć znowu tak pedziaa, jak pirwy. A baba
zna": ,,"0 moje piekne cosi, jakie tyz ty piekne ząbki mds! Przydź
Urbanku, przydź, przynieś gościowi pić“. —- A śmierć krzyk"a, ze
Urban przydzie, ciebie nie zastanie, skocu"a do ni i udusiu"a ją i juz
ji Urbdn nie zastd".
(Brzeziny).

4.

"O k s i ę d z u , c o g o d j a b 1 i n i e ś l i d o R z y m u .

We wsi Warzycach (?) by" taki ksiądz, co robiu" z djdb"em,
co ckeia", dzie sie kaza", tam go zanieśli. Raz zwo"a" djab"ów i ka-

(263)

za* sie zanieść do Rzymu, tak djdbli wzięli dźwi "od kościoła Warzyckiego, wsadzili na nie księdza i wio z niem het do Rzymu. Jak
przylecieli niedaleko lassa, to sie go pytali: „Jak clices plesacu,
cy bez konopie, cy ponad konopie“. To jes, cy bez las, cy ponad las,
a uon powiedzid": „Po nad konopie“. — Bo jagby byli jechali bez
las, toby go byli zabili. A uon sie po to kdzd" nieść do Rzymu, bo
sie djdbu" przebra" za pannę i posed do Papieża, zęby go skusili".
Tak ten ksiądz siedzia" pod lipą przy kościele i s"ysa", jak kruki se
gdda"y, ze zęby elito wiedzia", ze dzisid "Ociec święty zgrzesy a po­
sed do Rzymu i da" ty pannie w pysk, toby sie rozlać maziom, bo
to jes djabu", a "ona go skusi dzisiA koniecnie. Tak ten sie ksiądz
zaraz kdza" tam nieść zęby "obronić Papieża przed pokusą. Wsed do
pokoju Papieża, uwalu" te pannę w pysk i rozldć sie maziom, a djdbli
te dźwi "ostawili, a "od rzymskiego kóścioć wzięli i przynieśli go
(księdza) do Warzyc, i dotychcds sam te dźwi ze Rzymu przy kościele
we Warzycach.
(Brzeziny i Ropczyce).

5.

"O M a r y s i s i ó r o t c e .

Jeden ch"op "ożeniu" sie i mieli jedno dziecko. Matka zachoro­
w a ć i umar"a. Gdy się drugi rdz "ożeniu", macocha raia"a córkę i te
sirote bardzok biu"a, robić ji k d z a ć , a swoji kdzać d"ugo leżeć.
"Ociec powiedzid" ty sirocie, ze w lesie jes cha"pa, w chtóry nicht nie
mieszka; "ona pos"a z "ojcem do ty cha"py, a gdy mid" wracać, dziewcyna p"aka"a i powiedzia"a, ze jak bedzie wraca", to zęby "amd" ga"ęzie, to bedzie trzaskać i bedzie ji weseli. Po "odyściu "ojca przyse"
djdbu" i mówi j i : Zbirej sie prędko, to bede z tobom tańcu"“. — "Ona
mu k azać, coby ji przyniós chusty i piniędzy. "On ji przyniós w skrzyni
pe"no chust i piniędzy, potem ji przyniós wody na przetaku; "ona sie
um yć i mia" śnią tańcyć, ale juz przysć ta godzina i "odwióz ją do
"ojca i m iąć pe"no piniędzy i chust.
Macose by"o zazdrość, ze to ji córka ni md nic, k azać ji pość
do ty cha"py. Gdy "ona zasć, przysed do ni djabu" i powiedzid":
„Zbirej sie prędko, bede z tobom tańcu"“. "Ona mu d a ć przetak, co­
by ji przyniós wody; "on ji przyniós, um yć sie, u b r a ć ; "on tańcu"
śnią — jak zacon wywijać, zacon nią bić po ścianach; jaz ji "eb
rozbili" i w"ozu" na wóz i "odwióz do matki. Matka ją u źrać i ząw o ć ć : „Jak "ona sie to śmieje44. Bo ji djabu" wyszcyzu" zęby. Gdy
przysć i uźrać, ze córka zabitd, pom yślać: „Choć córka zabiid, to
bede m iąć piniądze, chtóre djabu" przyniós“. Ale gdy "otworzuć
skrzynie, a tu pe"no żmij i padalców. Baba sie przelękć i uciek"a
i nim iać ani córki, ani piniędzy.
O pow iedział Stanisław M ajka.

(C zarna).

(264)

6.

u0 m ą d r e m c h u o p i e.

Jeden ch“op chodzinu do dwora na zárobek. Pán mu kázáu
brać krzykope (przykopę = fosę) guęboką w “ogrodzie i uon bra"
i natrafiu" na kociouek i byuo w tem kocio“ku peuno piniędzy. Wziąu
go, ledwie wytowarzu" ze ziemie, przykry“ ziemią, zęby niclit nie
uzrá" i do wiecora bráu fose. Pán mu zap"aciu" za dzień, a “on przyseu do cba“py i mówi do swoji baby: „Powiedzia“byra ci cosi, żebyś
i ty nikomu nie pedzia“a “. A “ona pedzia“a, ze nie powić. Kázá“ sie
ji ubrać w nápiekniejse chusty, “on se wzią“ kropác (szmatę na
kiju uwiązaną) i pośli. Jak juz byli niedaleko, wzią“ ten kropác, namocu" w gnojówce i zacon babę chlastać, a "ona mówi: „Taka po­
goda, gwiazdy świecą, a taki dése jidzie.“ — A ch“op mówi: „To ty
nie wićs, ze jak pogoda, to taki dése śmierdzący jidzie?“ — I pośli,
wzięni na nosid"a ten kocio“ek i ponieśli do cłia“p y ; powiedziá“ ji,
zęby nikomu nie gáda“a. Na drugi dzień przys“a do ni kumoska
i mówi ji: „Żebyście nikomu nie gadali, powiedzia“abym wám pod
sekretem cosik. Mój ch“op to naláz w pańskiem “ogrodzie kocio“ek z piniądzmi“. — A ta kumoska mówi: „Nie powiem nikomu, nie“. — Ino
przys“a do cha“py, zaraz “opedzia"a tak, ze sie to wnetki dotrzęs“o
do pana. A jesce jak śli z tem kocio"kiem z “ogrodu, tak sie świciu“o wjedny cha“pie: baba sie pyta ch“o p a: „Na co sie ta świeci?“ —
A “on ji gádá: „A juści tamty nocy temu ch“opu z"odzieje ukradli
spérki, teráz siedzi i pilnuje piniędzy“. — Jidą dali ko“o "owcami,
a “owce beea"y, “ona sie go pytá : „Co to tak zabeca“o ?“ — A “on
ji mówi: „A juści pana djábli bierą i celádka p“ace“. — I jak sie
do pana “o tem kocio“ku donies"o, tak pán pos“o" po tego ch“opa
i mówi mu: „Piniądześ naláz, “oddej jieh“. — A ch"op pedziá", ze
nie naláz. Tak go pán skardzu", stanęli “oboje do prawa, ch"op sie nie
przyznaje, tak sie pytają baby, a “ona mówi, ze naláz wtedy, jak
śmierdzący dése sed, jaü sie u ch"opa świciu“o, co mu z"odzieje spyrkę
wzięni, co piniędzy pilnowá“, jak celadź p"aka“a, jak pana djábli brali.
Tak pán mówi: „Dése śmierdzący nie sed, eh“op piniądzy nie pilnowTá", mnie djábli nie brali“. — Tak babie wypálili dziesięć buków
i wyścigali do cha“py a ch“op piniądze z kocio"kiem miá".
(Brzeziny).

7.

0 h " o p i w ą z.

Jeden ch“op by" ubogi, nié miâ" cem palić tak zaprząg krowę
i bycka i pojeeba" do lassa po drzewo. Jak jeclia", zastąpiu" mu na
drodze waz, tak ten cheia" go “ominąć, zjecha" do fosy, przytrzymâ",
zęby sie nie wywalu“o i “ominą" go. Tak waz staną" i powiedzia":
„Za to, ześ mie “ominą", powiem ci cosi. Jak bedzies jecha", bedzie
tam lipka, a na ty lipce będą mia"y wróble prawo, a ty bedzies ro-

(265)

zumiA", co uoni będą mówili, jak jich wójt bedzie sądziu". Jak przydzies do domu, wyprzęgnies, zona da krowie i byckowi jeś, ale krowie
da lepi jeś. Tak bycek i krowa będą się przemawiać i ty sie z tego
bedzies śmid", tak żona sie ciebie bedzie pytać, cego sie ty śmiejes,
a ty ji powieś, co ja ci rnówiu" i uo co sie krowa i bycek przema­
wiali. I ty ji powieś, ze ci waz powiedzie", żebyś umar, jakbyś to
rzek a uona na ciebie bedzie koniecnie nalegać, ze choćbyś i umar,
to ji musis powiedzieć. I powis ji, i zachorujes, tak żona ci przynie­
sie równy suumy, legnies i kazes sobie zawouać kur, i kogut ci rozperswaduje i wstanies z równy s"omy i babę wybijes“ . •— Przyjecha"
chuop do chaupy, wyprząg, i daua zona krowie lepi jeś a byckowi
gorzy; a bycek mówi do krowy: „Jednako my robili, to my powinni
jednako jeś“. — To ten cliuop rozumia", co "oni mówili i uśmicha11
sie. Zona sie go pytaua : „Z cego sie ty śmiejes“. —- I przez nalć'
ganię zony powiedzia" ji wszyćko i zaehorowa". Jak juz na równy
suomie lezą", przysed do przytomności i kaza" sobie zawouać kur; jak
kury wesuy, kogut sed na "ostatku, staną" w progu i mówi: A to, to,
to, to! ja jich mam siedm a poradzę jem, a ty jedny babie szelmie
nie poradzis? Weź powroza ch"opie, namoc we wodzie, a wybij dobrze
babie plecy“. — Tak "on tak zrobiu"; babie plecy wycharata", bo mu
tak kogut rozperswadowa". I piesek wylś,z z pod stó"a i powiedzid"
mu: „Taką bidę mas, a ja na piniądzach leże". — Pośli "oba pod
stó", piesek troskę "odkopa", a do reśty ch"op i nalaz ma"y kocio"ek
z piniądzmi. Za te piniądze kupiu" sobie konie, juz krową i byckiem
nie robiu". Kupiu" zboża ld siebie i la koni i przy"odziewkę. A za to
mu waz "o wszyćkiem powiedzia" i "o piniądzach, ze mu na zdradzie
nie sta" i nie zabiu" go.
(Brzeziny).

8.

"O d j â b l e i ca r ó w n i c y .

Jednemu mynarzowi psu" zawsze djâbu" jaz. Co zastawili", to mu
djâbu" popsu" i nić móg mleć, bo wody nie by"o. Tak przys"a jedna babka
do tego mynarza i rnynarz ji mówi: „Daubym wam korzec mąki, że­
byście mi co poradzili na to, zęby mi djâbu" tego jazu nie psu"“. —
A "ona pedzia"a: „Poradzę“. — I kaza"a mu se sprawić nowy p"ug
żelazny, kolca, chomonta z postronkami, uzdy, lice i bat i wszyćko
żelazne. Jak to wszyćko m"ynarz sprawiu", wzię"a ta baba wszyćko,
poryktowaua i zawo"a"a : „Wychodź!“ — Jak ten djâbu" wysed , zaprzągnę"& go, wjecha"a z niem we wyręby i pniaki, dzie sie nazywa
pasternik i "ora"a niem do samego po"dnia. W po"udnie sama pos"a
do m"yjna na "obiad, a jego "ostawiu"a zaprzągniętego. Jak sta", sed
ko"o niego ch"op z ga"ązkami z lassa, bo by" bidny, nié mià" za co
kupić, tak se nazbiera" na nâracko. Djâbu" mówi do niego: „Żebyś
sie ty zaprzągną" i ciągną" za mnie, to byś ty ga"ązków nie nosiu",

(266)

bobym ci da" dużo pieniędzy, cobyś se kupiu" pola“. — I chuop myśli
i pedzia": „Zaprzągne sie“. — Tak djabu" wyldz, cbuopa zaprzągną"
a sdm polecia" w siano, dzie dziewki grdba"y, kości se prosto wa"7 bo
go ta baba batem zelaznem ąokropnie zerznęua. A ta baba byua carownica. Jak przysua z "obiadu, zacę"a tem ch"opem "orać. Ch"op pró­
buje pociągnąć, ani nie rusy; jak baba zacnie batem "ok"adać, a ch"op
sie prosi, krzyczy gwd"tu, a "ona mówi: „Cegoś do po"udnia tak nie
krzyca"? A nie bedzies więcy jazu psu"?“ — A ch"op mówi: „"O juz
tez nie bede, ani sie raz w to miejsce nie pokdze“. — A djabu" lezd" w sianie i tala" sie, śmia" sie z tego, ze sie ch"op prosiu". Wzię"a
baba cb"opa wyprzągnę"a,. sama pos"a do m"yjna, a djabu" wstd" ze
siana i mówi do ch"opa: „Chodź do lassa“. A jak zaśli do lassa,
djabu" dd" mu dużo pieniędzy i juz po ga"ązki do lassa nie chodziu",
djabu" juz jazu nie psu", a babie mynarz da" korzec mąki.
(Brzeziny),

9.

"O m ą d r e m c h " o p i e j e s c e.

Se" ch"op do lassa na "yka na powrozy i spotkd" sie z djab"em.
Djdbu" sie go pyta: „Dzie ty jidzies?“ — A "on: „Jide, bede ko­
nary "am&V bede djdb"ów wiesa"“. — A djabu" go prosi, zęby choć
jego nie "obiesiu", a ch"op mówi: „Dej mi te cdpke pieniędzy, to cie
nie "obiese“. — A djabu" mówi: „Jdbym ci da" takich cdpek dziesięć,
żebyś mnie nie "obiesiu"“. —- Tak ch"op wykópa" w ziemi do"ek, w"ozu" capke, a w capce dziurę zrobiu"; tak djabu" nosiu", jaz nasypa"
pe"no pieniędzy i ch"op djdb"ów nie wiesd" i nie by" powroźnikiem.
Jak djabu" zased do piek"a, pytają się go jinni djdbli: „Dzieś tyła
pieniędzy podzid"?“ —: „Dd"em ch"opu, zęby nas nie wiesał“. A "oni
mówią: „Jakiś ty g"upi, nas jes tyle, a ch"op jeden, zęby my sie dali
"obiesić: jidź po pieniądze, niech "oddd“. — Tak pose" do ch"opa
wo"ać "o pieniądze, a ch"op mówi: „Mara dwóch dziadków w kapuście,
jak mi jich dogonis, to ci pieniądze "oddam. Tak pośli "oba do ka­
pusty i ch"op wo"a : „Dziadkowie wśtajcie!“ — Ji dziadkowie wt nogi
i djabu" gna" jednego trochy, drugiego trocliy i żadnego nie dognd",
bo to by"y zające. Nie wzią" pieniędzy, bo jich nie dogna" i posed do
piek"a i tam powiedzia": „Nie przyniózem pieniędzy, bom dziadków
nie dogna", takie by"y stareókie, siwe“ . — I zna" mu kazali po pie­
niądze; przyse", wzią" ch"opa do lassa, i mówi "o pieniądze“, a ch"op
mówi: „Chtóry bardzi gwiźnie, tego będą pieniądze“. — Djdbu" gwizną", jaz ga"ęzie lecia"y z jod"ów, ji drugi raz sie drzewa "dma"y,
a jak trzeci rdz, to jaz sie z korzeniami wywraca"y drzewa i ch"op
mówi: „Zawiąż sobie "ocy, bo jak gwiznę to jaz ci "oko wyskocy“. —
Djabu" sobie zawiąza" "ocy, a ch"op wzion z pod kaftana zelazną pd"ke
i uwalu" go raz, a jak go drugi raz nakry", to mu "oko wyskocu"o i po­
wiedzia": „Nie chce trzeci rdz, bobyś mie zabiu"“ — i polecia". Kdzd"

(26?)

mu ch"op przynieść zápór üod piek"a, tak przyniós. Djdbu" mówi:
„Chtóry wyży wystrzeli, tego będą pieniądze.“ — I wystrzelił", nie byuo
go d"ugo widać. I wziąu ehuop do ręki i wouá: „Bartek, Bartek,
más ten zápór, narób mi podków, bo to dobre żelaz"o“. — A djábuu
wo"d: „Nie wyciskuj zapora, bo jagbyś mi wycisną", a kowál wziąu,
nić mid"bym cem piekua zauozyć, to mi djábli uciekną“. Ji wzią" mu
zápór i mówi: „Chtóremu z kamienia woda pódzie, tego będą pie­
niądze“. ■— I wzią" kamień w rękę, ścisną", i woda mu ciek"a. Tak
miá" ch"op zną" sćr, ścisną" i woda mu ciek"a. Tak widzid", ze ch"opa
nie pokoná, tak ucićk do piek"a.
(Brzeziny).

10 .

O p u a n e t n i k u.

Szed bez wieś podróżny, a by" to p"anetnik, co to jak sie po­
patrzy na chmury, juz wie, co bedzie. Ze sie ściemnia"o dobrze na
dworze, wstąpiu" do jedny cha"py i prosiu", zęby go na noclig przyjęni. Ale sie ch"opu urodziu"o dziecko i nie kcid" tego p"anetnika
przyjąć, że ni md miejsca, bo baba leży a dziecko sie drze. — P"anetnik powiedzid", że sie choć na dworze prześpi i zostd". Pytali sie
gospoddrze tego podróżnego, bo nie wiedzieli, że by" p"anetnik, co
bedzie z tego dziecka, co się im urodziu"o. "On poźrd" na chmury
i powiedzid", że sie ch"opak bedzie chowd" zdrowo, bedzie mądry
i dobry, ale kiej mu bedzie dwadzieścia lat, to sie bedzie kcia" koniecnie powiesić. Gospodarz go prosiu", tego p"anetnika, żeby co na
to poradziu". A on powiedzid": „"Od malińkości przyucdjcie dziecko,
zęby co zacnie robić, powiedzia"o najpierw „z Bożą pomocą“, to sie
nie powiesi.
Ch"opdk chowa" sie "adnie, rós(l) zdrowo, rodzice go kochali
bardzo, bo by" jedynak; a zawsze gdda": „Z Bożą pomocą urąbić
wam drzewa — z Bożą pomocą pode kosić — z Bożą pomocą po­
gonie byd"o“. — Gdy mid" ldt dwadzieścia, zacą" myśleć "o tem, zęby
sie powiesić. Jednego dnia gddd do "ojca: „Tatuniu, z Bożą pomocą
pode do lasu i z Bożą pomocą urąbie drzewa“, — a kcia" sie tam
w lesie powiesić. "Ociec to pomiarkowa" i gddd: Pocobyś ta szed,
pódzies kiedy jindzi“, — i nie kcia" mu pozwolić. Ale "on sie na
piera" bardzok i "ociec mu pozwolu" iść do łasa, a sam poszed za nim
i skru" sie za drzewo i patrza". Ch"opak widz na drzewo, zadzierzgną"
sie, zęby sie powiesić, ale ze powiedzid", „z Bożą pomocą“, zardz rymną" na ziemię. Wyłaz znowu na drzewo i znowu spad i tak ze dwa­
dzieścia razy. "Ociec sie patrzu" z poza drzewa, co to bedzie, az sie
mu źdl zrobiu"o syna, ze sie tak t"uce, wysed i nie dd" mu sie juz
wiesać. Pośli do domu, a potem sie juz ch"opak nigdy nie wiesa".
O pow iedziała A nna Z aw iszanka.

(Ropczyce).

(268)

11.

O p " a n e t n i k u (inna).

WrAcA" chuop z jarmaku do domu i przechodziu11 w nocy bez
las, a by"o to w Jipcu. Uszed juz spory kawa", gdy pocuu wielgie
zimno. Zdziwili" sie, skąd sie w lipcu wzięno takie zimno. Wtedy
spostrzeg zdaleka "ogień, a gdy sie przybliżu" do tego "ognia, widzia",
ze byno tam kilku ch"opów. Przeląk sie bardzok, ale jak sie lepi
popatrzu", pomiarkowA" po gębach i po przyodziewce, że to jacyś porząmni ludzie. Poszed blizy, zęby sie "ogrzać przy "ogniu, bo jesce
bardzi zimno mu dokuca"o. Ludzie, co siedzieli przy "ognisku byli to
p"anetnicy, którzy zamrozili staw w lesie, a potem mieli lód zabrać
na grAd. Skoro ch"opa uźreli, spytali sie: „Co ty za jed en ?“ — „Jezdem gospodarz ze wsi ty a ty“ — i powiedziA", skąd jest. — „A cóz
tu robis w nocy w lesie ?“ — „Ide z miasta z jarm aku, ale zmArzem
strasecnie bez drogę; pozwólcie mi sie "ogrzAć przy "ogniu“. — Wtedy
zobAcu", ze niedaleko "ognia staw zamarz ca"y i "od niego cuć by"o
takie wielgie zimno. Zdziwili" sie i spyta" sie: „Co sie to sta"o, ze
w lipcu staw zamArz?“ — Wtedy powiedzieli mu te ch"opy, że "oni
są p"anetniki, że stAw zamrozili, bo im jutro trzeba lodu na grad,
który w sąsiedni wsi wszyćko w polu zniscy. Ch"op sie zląk, bo on
by" z ty wsi, z p"acem zacon ich prosić, tych p"anetników, coby
"oscędzili jego pole, bo ma kilkoro dzieci, a ni mia"by ich cem wy­
żywić, skoro by mu grad wyt"uk zboże jeszce niezebrane z pola. Wtedy
p"anetnicy zlitowali sie nad niem, i "obiecali mu, ze go zachowają
"od nieszcęścia, zęby tylko naznacu" swoje pole, wyniós tam brony,
gdy juz s"ońee dobrze przypiekać bedzie, a carne chmury zacną nad­
ciągać. Zęby ino "o tern nikomu nic nie gadA". Uradowany ch"op pociek prędko do domu i nie mówiąc nic nikomu, zrobiu" na drugi dzień
tak, jak mu p"anetnicy kAzali. Po po"udniu powietrze by"o parne, nareście nadciąg"y chmury gradowe, grad strasćcny zacon sypać i wyt"uk
wszyćko w polu, w oa"y wsi; ino pole tego ch"opa "osta"o. — Jak to
zobAcyli gospodarze, myśleli ze "on jes carownikiem i ze "on sprowadziu" grAd na wieś i zaprowadzili go do sędziego. Ch"op "opowiedziA" tam dopiero wszyćko, co sie sta"o i dopiero go sędzia puści u".
O pow iedział Józef W iśniow ski.

12 .

(Ropczyce).

uO b a b i e c - a r o w n i c y .

Jedni rodzice mieli dwoje dzieci: córce by"o Kasia, a cb"opcu
Karol i mieli babkę. Ich "ojcowie byli bardzok bogaci. Potem "ojco­
wie zachorowali i umarli. Ta babka kcia"a zgubić te dzieci i powiedzia"a raz Karolkowi: „Jes taki piękny "ogród, idż do tego "ogrodu,
a urwij ten kwiat, to sie "o trzy mile będą zjezdzać goście. "On szed
i właz do takiego dziadka, chtóry mia" po pas brodę, a ten dziadek
spytA" sie go: „Dzie idzies?“ — "On odpowiedzią", ze idzie do "ogrodu
po taki kwiAt, co sie ludzie będą "o trzy mile do niego zjezdzali.

(2 6 9 )

A ten dziadek sie zapytA1: „Wiós ty, cym jes twoja babka?“ — K a­
rolek “odpowiedzią": „Nie wiem“. — „Twoja babka jes carownica,
"ona kce, coby cie zgubić i "onaby zargarnęna ten m ajątek; ale jak
pódzies do tego "ogrodu, to sie juz nie wrócis, bo "ona cie zamieni
w kamień“. — "On "odpowiedzid", ze pódzie i ten dziadek dd" mu
pręcik i mówiu", ze jak pódzie i urwie ten kwiat, to niech sie nic nie
"obzywd i niech nie dd do siebie przystąpić, bo go bedzie carownica
gnać. Gdy zasze" do "ogrodu, urwą" kwiat i posze", a w tern wys"a
carownica i wo"d na niego, ze mu "adnijsy urwie; ale "on sze", nie
"oglądd" sie i biu" patykiem "od lewice. Gdy przysze" do dziadka
"odda" mu patyk i posze" do domu, a carownica jesce przody zas"a.
Mówió"a mu: „Toś ty przysze", jd myśla"a, ze ty nie wrócis“. — Gdy
posadziu" ten kwiat, to sie "o trzy mile zjezdzali goście.
Potćm mu rzek"a: „Idź do tego "ogrodu, a na s"upie bedzie le­
zą" taki k"ębek, a gdy go weźnies, to bedzies mid" taką muzykę, ze
sie "o trzy mile będą goście zjezdzali“. — "On posze" do tego dziad­
ka, a ten dziadak mid" juz po kolana brodę. Dziadek mu dd" pręcik
i kazd" mu tak samo robić, jak za piórsym razem. Gdy przyniós
ten k"ębek, a jak roz"ozu", to muzyka gra"a, ze sie "o trzy mile lu­
dzie zjezdzali.
Potem kaza"a mu pość do tego "ogrodu, zęby uchwyciu" kanarka.
"On zaszed do tego dziadka, a ten dziadek mu tak powiedzia": „Nie
chodź, bo sie juz nie wrócis“. — Ale Karolek posze" i kcid" go zła­
pać tego kanarka, ale "on skocu" wyży i carownica zawo"a"a: „Cekej !“ —
"On sie "obeżrd", przemówiu" i std" sie kamieniem. Ta carownica sie
uciesu"a i kaza"a Kasi pość do tego "ogrodu po kanarka. "Ona pos"a
do dziadka i p"aka"a; ale "on ji dd" pręcik i rzek ji: „Jak zajdzies,
to z"ap tego kandrka i chtóry jesce kamień nie porós mechem, to go
weź za rękę i uderz tym pręcikiem“. — Gdy zasz"a z"apa"a tego ka­
narka i uderzu"a pręcikiem w ten kamień i wsta" Karolek, zap"aka"
sie i poszed do tego dziadka, temu dziadkowi podziękowa" i posze"
do domu. Ten kwidtek pedzid": „Ja rósem (rosłem) w ogrodzie, ta
carownica mie zacarowa"a i jd sie tu dosta"“. — Muzyka, ten k"ębek,
gadd: „My ślimy na wesele grać, a "ona nas zacarowa"a w k"ębek“. —
Mówiu" kanarek, ze "on śpiewa" w "ogródku, a "ona go zacarowa"a.
I rzekli: „Co ji za to zrobić?“ — A "ona, sama carownica myśla"a,
ze to Karolkowir rzek"a, zęby śtyry sągi drzewa podpdlić i spalić.
A ludzie ją tak spalili, jak sobie "osądziu"a.
I tak żyli "oboje d"ugo scęśliwie, brat ze siostrą.
O pow iedział S tanisław M ajka.

13.

"O t r z e c h

(Czarna).

królewicach.

Jeden król mid" trzech synów, dwóch mądrych a jeden ndm"odszy g"upi. Ndstarsy kcid", zęby po "ojcu jemu sie dosta"o królestwo.
36

(270)

Wtedy król zwo"a" sejm, chtóremu dać królestwo, cy nśstarsemu, cy
średniemu, cy nam"odsemu. Panowie uradzili, coby dać królestwo nśnPodsemu, bo ten nśstarsy jes mądry, to sobie prędzy poradzi na
świeeie. Ale nastarsy nie kcia" na to przystać, ino pedziśu¿(powie­
dział): „Pojedziemy we świat, chtóry nśJepsy przywiezie "ojćti poda­
runek, ten dostanie królestwo“. — Wszyscy bracia sie na tó=-%odzili
i wybrali sie wszyscy trzech w podróż. Uradzili sobie, ze gdy" przyjedzie chtóry nśpierw do łasa, co jes niedaleko domu, to bedzie ćeka"
na drugich.
Nastarsy pojecha" w jedne stronę, muodsy w średnio, n nam"odsy
w trzecio stronę. Nam"odsy jechś" w jedne stronę i jecha", jaz przyjecha" na jedne uąke, a przy ty uące byu st&w. Puściu" konia na
uąke, a sam uźra" w tym stawie konika zuotego ; skocuu na tego ko­
nika, a ten konik puściu" sie przez wodę i przyjecha" do ciemny
jaskinie i tam uon śldz, ten syn nś,m"odsy. Gdy zacon macać po ścia­
nach, namaca", że tutak są mury. Dopiro użrau dziurkę uod zamku
i poznś,", ze jes pokój. Poszed do tego pokoju i uźrś," drugi pokój;
poszed do tego drugiego, a tam byuo wszyćko do jedzenia na śnia­
danie. Pojś,d sobie, — prźysuo pouudnie, byuo na "obiśd tak samo, jak
i na śniadanie. Przysed wiecór, mia" wieczerzą i poszed spać. W nocy,
gdy spa", s"ysza", ze mysy lecą z wielgiem pisceniem i przys"y do
niego i jak go zaceny gryź, jaz z tego bólu usnąu. Rano wstd", a chocidź go w nocy gryzuy myszy, z tego juz znaku ni miś". Mia" juz
wodę sie umyć — urny11 sie; ręcnikiem sie utar i znowu na stole
miś," śniadanie. Gdy sobie pojad, przys"a do niego myska i tak pro­
sili*», żeby jesce bez dwie nocy tak cierpią", bo w drugi nocy jeszce
bardzi bedzie cierpiś", a w trzeci jeszce bardzi, niz w drugi. "On ji
przyrzek, że bedzie. Przys"o po"udnie, mia" "obiśd, potem i wiecze­
rzę. Przysed wiecór, posed spać, a w nocy przys"y mysy z takiem
pisceniem, jak i przedtem. Przys"y do niego, jak go zaceny gryź, to
ma"o co cia"a "ostawiu"y, jaz z tego bólu usnąn. — Wstś" rano i zebrś" sie i mia" wodę i ręcnik, utar sie. Potem miś," śniadanie, a gdy
sobie pojdd , przys"a do niego takś panna, co ji po pas by"o panny,
a "od pasa mysa i prosiu"a go, żeby jesce te noc cierpią", bo jesce
bardzi bedzie cierpią", niz w drugi nocy. "On ji przyrzek, ze bedzie.
Potem mia" "obiad i wieczerzę jak i przedtem. — Przysed wiecór
i znowu poszed spać. Gdy potem przys"y mysy, jak go zaceny jeść,
to nawet kostecki poroznosiu"y. Przys"o rano wsta" i znowu ani znaku
ni mia" na ciele. Potem sie urny" i znowu mia" śniadanie, a gdy so­
bie pośniśda", przys"a do niego panna i rzek"a: „Przyda tu panowie,
będą ci sie k"aniać, dziękować, żeś ich wybawiu"; ty sie nic nie "obzywej, bobyś nśs zakląn na siedem lśt. "Ociec kśzś" wam: chtóry przy­
niesie piekniejsy podarunek, ten "osiędzie królestwo. Ja ci dam nśparztek i w niem bedzie sześdziesiąt "okci d"ugośći a "okieć syrokości
p"ótna; ale nie pokazuj tamtym braciom, boby cie mogli zabić. Nakup
p"ótna i wieź to w podarunku "ojcu. Jak ci sie będą pytać, na co ci
sie to przyda, to powieś, ze "ojcu lś wojska“. — I da"a mu naparztek

(2 7 1 )

zuoty wysadzany brylantami. Potem przyśli panowie, kuaniali mu sie,
ale uon sie tylko popatrzu" na nich i nic nie rzek. Nareście pojechd",
nakupiu" p"ótna i jecha" do dom.
W lesie juz cekali go bracid bez dwa dni. Gdy przyjecha", py­
tali sie go, na co sie "ojcu przyda to puótno, a uon rzek: „La wojska“.
Tamci pojechali naprzód i powiedzieli "ojcu, co mu wiezie. "Ociec na
wstyd kdzd" to puótno rozdać między ubogich. Potem panowie ura­
dzili, że ndstarsemu md być dane królestwo; ale ten namłodszy wyjąn
naparztek i rzek: „Ja nie taki podarunek mam ld “ojca“ — i wy­
ciągną"* p"ótno z ndparztka, chtórego by“o sześdziesiąt “okci d“ugości
a "okieć* syrokości. Wsżyscy uradzili wtedy, ze nam"odsemu królestwo
mdlsie dostać. ; '
Ale ndstarsy nie przysta", ale kcid" jesce rdz zęby pojechali po
podarunki. Wybrali sie więc jesce rdz i pojechali, kużdy w swojo
stronę. Nam"odsy pojechd“ prosto tam, dzie by“ przedtem. Gdy zajecha" tam, da“a mu ta panna tabakierkę z“oto, wysadzano brylantami
i pedzia“a: „W ty
tabakierce jes pies ma“y, ale tyło poradzi co
i wielgi. Nie pokazuj im, swojem braciom, boby ci moglico na z“ość
zrobić, ino nakup psów a jak cie sie będą pytać, na co sie "ojcu przy­
dadzą, to powidz, ze bedzie mid" na polowanie.
"On pojecha", nakupiu" psów i gna" do dom. Gdy sie go pytali,
co "ojcu bedzie po nich, "on im "odpowiedzią": „Bedzie mid" na po­
lowanie“. — Starsy i m"odsy pojechali do "ojca i uwiadomili go, co
wiezie ndm"odsy. "Ociec kazd" psy rozprusyć, bo sie wstydd" za
tego g"upiego. Dopiro wszyscy uradzili, ze nastarsemu ma być kró­
lestwo. Ale ndm"odsy gada: „Ja tu lepsy mam podarunek la "ojca“ —
i wyjąn tabakierko. — „Tutak jes pies, chtóry choć jes ma"y, tyło
poradzi, co wielgi“. — Gdy "ociec "otworzu" tabakierkę, wybig piesek
maleńki, chtóry sie std" wielgi. Wszyscy uradzili, ze ndm"odsemu md
sie dostać królestwo.
Nastarsy rzek wtedy: „Pojedziemy po żony, chtóry napiekniejsą
żonę przywiezie, ten "osiędzie królestwo“. Wybrali sie po żony. Ndm"odsy pojechd" prosto tam, dzie i pirwy. Gdy zajechd", rzek"a ta
panna: „Tera jd bede twoją żoną, ale jedź do miasta, tam jes ży­
dówka, wodziarka, weż ją i powidz, ze to bedzie twoja żona. Ja za
tobą pojadę, a jak bede niedaleko miasta, ddm znać z harmaty“.
Gdy zajecha" do dom, "ociec kdzd" wygnać te żydówkę. Gdy juz
ta . panna by"a niedaleko miasta, wysczelili z harmaty. "Ociec siezląk:
„Synu, tyś na mnie nieprzyjació" sprowadziu"!“ — Nam"odsy powiedzia": „"Ojce, jd żadnych nieprzyjació" nie sprowadziu"“. — Skoro
patrzą, a tu jedzie naprzód powóz, a za niem s"uzba i wojsko. Do­
piro wys"a jego żona i "opowiedzia"a wszyćko i na końcu doda"a:
„"On nie potrzebuje wasego królestwa, bo md swoje“.
Potem sie pożenili i żyli ze sobą.
O pow iedział M ichał K lam ut.

(Góra Ropczycka).

(2 7 2 )

14.

Takd

powiastka.

Jednego wiecora pas"o sie śtyry konie na polu, a przy nich
chodziu"o ma"e źrybię. Wilk przysed z pobliskiego lasu i kcian sobie
wziąś źrybiątko. Gdy żrybie postrzeguo wilka, uciek"o pomiędzy ko­
nie, a gdy kcid" wilk przystąpić, konie dobrze zadniemi nogami bi"y
a ze by"y kute, podkowy im sie buyskauy, wilk tego sie bd" bardzok
i żrybiątka wziąś w żaden sposób ni móg. A ze byu wiecór pogodny
i miesiąc pieknie świcin", nikogo przy koniach nie by"o, zęby wilka
"odpędzić. — Nadchodzi parobek i przypatruje sie, ze konie cegoś
sie boją, ale wilka nie widzid". Pozbirdu konie i do domu pojechd"
a źrybiątko uod koni nie ustąpiu"o, ino pomiędzy niemi do domu sz"o.
Wilka to zgoiwa"o, ze ni móg wziąś źrybięcia; umyślu" sobie, zakraś
sie do stajni, a tam juz bedzie móg zjeś żrybie. I jak zamyśld", tak
tez zrobiu". Gdy parobek do stajnie konie wprowadziu", wilk wkrdd
sie i pod ż"obem sie dobrze ukru". Parobek zapar dobrze drzwi "od
stajnie i poszed na wiecerzą. Po kwili wyszed i kcid" iś spać, ale
gdy przyszed do drzwi stajnianych, s"yszy, ze konie charcą i nogami
mocno biją. Powracd nazad do domu i mówi: „Coś takiego, gdym
jechd" z pola, koniom ni mógem dać rady, co sie cegoś bd"y, a żry­
bie z pomiędzy nich, ani nie ustąpiu"o; terdz tak cegoś charcą i t"uką
sie, ze jaz sie boje pość do stajnie“. — Gospoddrz pomiarkowd", ze
to coś niedobrego, zaświciu" świce w latarni, a wchodząc do stajnie
drzwi za sobą zapar, a wzion sobie dobrego bucdka. Szukd, co to
jes i patrzy, a tu pod z"obem leży wilk. Jak go tez pochwyci za
"ogon, biu" tez to bucakiem, a to biu" w porządku i wilk juz sie
zdaje nieżywy. Gdy "on widzi to, ze wilk nieżywy, wyrzucd go na
dwór, a sdm szuka, cy ni ma drugiego. Ale choć ch"op by" dosyć ro­
zumny, na tern sie "oszukd", bo wilk nie by" zabity, zebrś," "ostatek
si" swoich i do łasą poszed.
Wy włók sie do łasa i spotkd" sie ze lwem, chtóry go zapyta",
dokąd jidzie. Wilk "odpowiadzid": „Jide we świat“. — Lew rzek:
„Pódź, pódziemy "oba“. — Gdy "oba śli, napotkali po drodze niedź­
wiedzia, chtórego także lew zapyta", dokąd jidzie. "On "odrzek: „Jide
we świat“. — „No to pódź, pódziemy wszyscy“. — I tak jidą wszyscy
trzech, jaz napotykają dzikiego wieprza. Lew zapytd" go, dokąd jidzie ;
"on "odrzek: „Jide we świat“. — „Pódżmy razem“. — I tak sobie
śli, jaz przyśli na jedne dolinę, na chtóry by"y piekne buki. Tu sobie
usiedli i tak lew mówi: „Będziemy pokazywać stuki, jaką chto znó,“.
Napićrw lew pochwyciu" buka i wydar go z korzeniami; potem po­
szed wieprz dziki; tak sie mocno przysadziu", ze wyry" buka z ko­
rzeniami. Potem poszed niedźwiedź, widz na buka "dmd" ga"ęzie i rzucd" na nizinę tak mocno, jaz wszyscy z niziny pouciekali. Dali(ej)
mówiu" lew: „No, wilku, pokaz ty jaką śtuke!“ — Wilk mówiu"
"agodnie: „"O, panie lwie, widzid" jd ta dobrą śtuke, bo gdym sobie
chcid" wziąś źrybiątko, widzem do stajnie, jak przyszed gospodarz

(273)

z jakimś instrumentem, jak mie tćz to pochwyci za "ogon, to biu"
i biu", ani nie szczylA", ani nie nabija", ino biu" i biu". Gdym by"
ma"o żywy, wyrzueiu" mną za dźwi, jakby psem i ledwo sie pozbira"em i w to mićjsce ledwom doszed“. — Ciekawy lew zapytd" wilka:
„A znAsz, ty wilku, tego gospodarza?“ — "O znam dobrze: tylko we
środę to "on tu pódzie na jarm ak“. — „No, to mnie go pokAżesz,
żebym sie jA śniem popróbowa"“. — Wilk "odskocu" w bok i "odrzek:
„Niech mie Pan Bóg broni, śniem sie wiecy spotykać, bo spewnością
juz więcybym na święcie nie ży"“. — Lew rzek: „No, to mi go
tylko z daleka pokaż“. — Wilk na to przysta".
Na drugi dzień wypadA" jarmak w mieście. Wilk wyrychtowA"
sobie dobrą kryjówkę, gdy pódzie znajomy ch"op, zęby go móg po­
kazać, a sam co prędzy sie ukryć. I tak sobie siedzą. Ludzie jidą na
jarm ak, gonią byd"o, konie i świnie, nareśeie idzie i ten gospodarz.
Wilk przyskocu" do lwa i rzek : „"Oto ten“, — a sam, myk! do kry­
jówki, zęby sie śniem nie widzi A". Lew wyszed na drogę i tak mówi:
„S"uchej ch"opie, s"yszA"em, ześ barz mocny, to sie będziemy "oba
próbować“. — Gospodarz popatrzu", widzi silnego lwa, niedźwiedzia
i dzikiego wieprza i tak mówi do lwa: Hę, jakże ja sie mogę z tobą
próbować, kiedy ze sobą jinstrumentów ni mam. Ale zacekej , jaz sie
powrócę z jarmarku, przyniese jinstrumenta, wtedy będziemy sie pró­
bować. — Lew, niedźwiedź i dzik "ostali w lesie, a gospodarz po­
szed na jarmak i przemyśli wA" nad tym, jagby te trzy zwierzęta
wziąś na swój użytek. Nie d"ugo zabawiu" na jarm arku, tylko powracA i zastaje wszyćkich trzech siedzących i tak mówi do lwa: „No,
teraz musis mi pos"ać jednego z tych po jinstrumenta, a jak przy­
niesie, to sie będziemy próbować“. —- „A chtóregoz ci pos"ać?“ —
zapytA" lew. „Wieprz silny, ale nie zgrabny ; niedźwiedzia — ten
z ch"opa pochc dzi, to "on przyniesie“. — „Dobrze, niech jidzie niedź­
wiedź“. — I podli sobie "oba. Gdy przyśli do domu, gospodarz mia"
kamień "oparty "o stajnie, chtóry sobie przywióz w zimie na mostek,
pokAza" go niedźwiedziowi i kAza" mu go niś do lasu, a sam poszed
na "obidd. Niedźwiedź poszed do kaminia i próbowa" wszelkimi spo­
sobami wziąś, ale ze kamiń m>a" kilka cetnArów, niemożna by"o
uniś go. Poszed do gospodarza i tak mówi: „Gospodarzu, jA ni mogę
go uniś“. — Gospodarz uśmichną" sie. „He, ty go nie uniesies, a jagze
ja bede sie biu" niem !“ — „No, to pódźcie na mnie zadżwignąć, bo
ja w plecach mocny, to go poniese“. — Gospodarz zawo"A" na pa­
robka, wzięni sobie drągów, niedźwiedź przystawiu" pleców i prze­
wrócili na niego kamiń, ze juz więcy nie ziwną".
Gospodarz zapAlu" sobie fajkę, wzion sobie za pazuchę kie"base,
lAske do ręki i dalize do łasa. Zachodzi do łasa, lew cikawie pytA,
dzie niedźwiedź z jinstrumentami. Gospodarz rzek: „A lezie ta, jak
wypuk"y i chto wie, wkiedy przy dzie“, — a sam siad sobie na pniAku, wydobu" kie^ase i zajAd A. Lew sie mu przypatruje i smak go
zbira skosztować; prosi gospodarza, zęby mu dA". GospodArz da" mu
kawa"ecek, Zjod i bardzok mu sie dobre widzi; pyta sie, z cego to

(274)

jes takie dobre. Gospodarz wsk&zć“ mu na dzika i mówi : „Zabij go,
to j k ci tu takich narobię“. — Lew poszed, uderzu“ mocno dzika
i zabiu“ ; gospodarz wzion sie do roboty, a gdy zacon rozpruwać, lew
zobacu“ tuustą spyrke, udar pazurami i zjś,d. Gospodarz dali(ej) ze
go w “eb: „To ty nie pocekas, jaz ci przyrządzę kiełbasy, udzieje,
zapale, upieke; — wtedy bedzies jad"- — „“O, ja nie wytrzymam" —
rzek lew — „jeźli kces, to mie uwiąż". — Gospodarz posed do c h i ­
pów, co rąbali sagi, wzion sikiry, ucion dwie brzózki, zrobili11 silny
klin i 1 aza“ panu lwowi stanąć przy buku, przykręciu“ go mocno,
a potem wbiuu klin za plecy, a gdy klina dobiu“ , dalize lwa w “eb.
Lew borucy, a wilk wylatuje ze swoji kryjówki i krzycy: „Alem ci
powiadaj ze bije i bije, ani nie szczyld, ani nie nabija, ino bije i bi­
je !“ — Wilk ueik w las, gospodarz pos“a“ po furkę i zabrś,“ dzika
i lwa do swojego domu. Sprawiu“ bardzok piękną zabawę, a ze jes
mojem śwagrem i mnie zaprosiu“. “O byno tam co jeś i pić; jeżeli
nie wierzycie, to “opaczcie w gębie, jesce mam mokro.
O powiedział Stanisław Sulisz.

15.

Testament

(Ropczyce).

i c i é k a w o ś.

Pewien bogaty “obywatel starością pochylony i bliski śmierci tak
sie uobezwáu do swojego syna : „S“uchej synu, widzis, ze já juz jezdem
bardzok stary, a przy tćm i chory, jidź, zawo“ej dwóch somsiadów,
a já zrobię testament, jak sie más “obrządzać“. — Syn zdziwiony tern
słowem “ojca, tak sie go pyta: „Jakież wy bedziecie robili, rozporzą­
dzenie, przecież sám jeden jezdem, majątek, jaki jes, nie bedzie ni­
komu jinnemu, tylko mnie i po cóz tu mám wouać kogo“. — Ale
“ociec “odrzék: „Já żądám przy dwóch ludziach robić rozporządzenie,
a ty sie moi woli ni mozes sprzeciwiać: jidz mi zaráz po somsiadów“. —
Widząc syn, ze “ociec kóniecnie żądá rozpoi^dzeniá, poszed i przyprowadziu“ dwóch somsiadów, z wielgom ciekawością, jakie tez to
bedzie rozporządzenie. Somsiedzi zachodzą w dom, ów starusek uprzej­
mie jich powita“, siąś sobie jim rozkázá“, a po kwilowem pogodaniu
śnimi, w te suowa sie “obzywá: „Majątek, chtóry mnie Páa Bóg dán,
po moji śmierci do ciebie, synu, należy, ino- ci daje napomnienie,
chtóre más rzetelnie wykonać po moji śmierci, gdy majątek mój juz
“odbierzes. Żebyś sobie pamintá“ dobrze s“owa moje: Pirse, panu piniędzy nie poźycaj; drugie, do karćmy w dobry przyodziwie nie chodź;
trzecie, żonie sekretu nie wyjawiej; cwárte, wychowańca nie chowej.
Na tćm się moje rozporządzenie zakońcuuo“.
W kiełka dni potem rozporządzeniu umar starusek. Pogrzeb by '1
bogaty, bo tćż i by“o z cego, bo tez tam “osta“o majątku i piniędzy
co nie miara. Po “odprawionym pogrzebie, ześli sie somsiedzi, jak
zwycáj bywá, ażeby sie napić i zapomnieć “o zmártwieniu a tagze
pociesyć zmartwionego syna, Franciska. I tak sobie popijają i coráz
rzetelni mowy prowadzą, jaz wreście przychodzi do tego, zęby trza

(276)

Franciskowi żonę *obrać i tak sobie radzą: Franus, zeń sie, bo más
wielgi majątek i sám sobie rady nie das; "ożeń sie z Kasią“* — Ale
Franus coś powiedział ze nie kce. „No to sie zeń z Wichtusiaí¿. —
Na to Franus z uśmichem przystá11 i prosiu* swoich somsiadów, zęby
mu dopomogli. W kiełka dni zaceni uoko*o zeniacki nasego Franusia
chodzić i w krótkim casie stauo sie, ze Franus posed na záloty. Za
kilka tygodni byuo juz po weselu i Wichtusia sprowadziuua się na
nowe gospodarstwo i żyją sobie jak para gouębi w dostatkach, chtóre
pozostauy po *ojcu.
W kiełka dni po weselu zaprosiu* m*odych dziedzic na dosyć
piękną ' zdbawę, a podcas zabawy poprosiu* jich , zęby jemu na ro­
botników, cyli na żniwa pozycyli tysiąc reńskich, z tą umową, ze
w krótkim casie, po zbiorach jem zwróci. Po dosyć piękny zábawie
i dobrem winie podchmieleni m*odzi a majętni Franciskowie nie O d­
mówili pánu i zaraz mu wylicyli tysiąc zOtyeh; zapomnieli testamentu
uojcoskiego przy pięknych zabawach. Ale pán dziedzic dobrze uo tern
pamintáu, bo téz uo tém wiedziá*.
Upuywany w młodości dni jich uprzejmie, bo jem téz i nic nie
'brakowano. Jednego poniedziałku pojechá* Francisek do miastecka,
a skoro wrácá* nazád do domu, postrzég na rowie dzicie jak p*akauo.
Zál mu sie zrobiuO, uopatrzyu to dzicie, "obezrá* sie do koua, nie byuo
nikogo nigdzie, więc nie byuo jurnego sposobu, jak tylko wziąś dzie­
cinę do domu, co też i uczyniu*. Przywidz do domu dzicie a by*to
piękny synek, chtóry miá* przy sobie napis taki: „Dzicie to jes
*okrzcone, a imię jego jes Ján“. — Cóz robić? Trudno sié dowiedzieć
uo matce dzicięcia, musieli go chować; zapomnieli znowu testamentu
"ojcoskiego.
I cóz sie dzieje dali? Zaprásaja nasych gospodárzy muodych na
wesele. Ubrali sie dosyć piéknie i nie wiem, co sie stauo, ze jakiś
kuopot przyprowadziu* do tego, ze na Franusiu caukiem przy*odziewkę
podarli. Dopiero wtedy przypomniá* sobie testament uojcoski i zacęno mu do guowy przychodzić, ze żle zrobiu*, ze panu piniędzy pożycu*. Ale cóz tu robić? Dziedzic nie na d*ugo pożycuu piniędzy, ale
jakoś i cas uchodzi, a tu *o piniądzach nic nie wspomina. Trzaby sie
dopominać swoji należytości.
Francisek jidzie do pana dopominać sie uo swoje tysiąc reńskich,
bo téz to piękny majątecek i gdy juz do pana posed, jakoś,go tam
nie bardzo i przywitali. Ale cóz tam *o to, pomyślą* Francisek, já
tu mám swoje do cyniéniá, to sobie tego bede pilnowá*, wy tu do
mnie i nawet nie gadejcie, a piniądze uoddać trzeba. I zacyná z pa­
nem rozmowę. Po krótkiem pogadaniu *opowiadá Francisek dziedzi­
cowi, ze na cas krótki jino piniędzy pożycu*, a tu juz kiełka miesięcy,
a pán no tem nie spominá. Dziedzic uśmicha* sie i w śpasy te mowę
uobracáu, ale Franuś gniwem rozebrany tak powiadá: „Já tu nie prżyszed na figle jino po piniądze i prose mi uoddać“.
Na te s*owa pán gniwem uniesiony, zacon krzyceć: „Ty durniu, cy já piniędzy
u ciebie pożycauem ! ty uotrze, dawáneá mnie ty piniądze jakie na pre-

(276)’

cent! Ty ga"ganie! Da"eś mnie moje piniądze, bo ttociec twój z moich
dóbr nazbird", bo "on mnie wszędzie wypas i wydar i wykrdd i z tego
zrobiu11 majątek, a umierając, nakaza" ci, żebyś mi "odda", a ty posuuszny rozkazom "ojcoskim "oddd"eś mi to, co prawo nakazuje; piniądze, chtóre sie do mnie ndleza"y, da"eś mi, co to dobrze ucyniu"eś. Więcy ni ma co do gadania; bądź pan Francisek zdrów.
Wysed z domu pańskiego i nie wiedzia" co sobie mia" pocąć,
tak mu sie przykro zrobiu"o na sercu; przyszed do domu ze zgryzotą
i zmartwieniem. Przypom nij sobie testament święty pamięci "ojca.
Ciekawd żona ciekawie sie pytd przyczyny, cegoby tak by11 smutny.
Zafrasowany Francisek wszystek smutek ji "opowiedzia" dok"adnie
i do"ącu", że J a k mi Bóg mi"y, tego panu nie podaruje z pewnością! —
Przy tern uopowiedziau zonie ca"y testament "ojca swojego i to, ze trzy
suowa sie wype"ni"y, a na cwarte cekd" bede, chtórego sie docekdm
z pewnością. Cóz tu robić, przemyśliwd Francisek, bo tez i prawda, ze pinię­
dzy panu przecie szkoda darować; chociaż ma uon jesce dosyć piniędzy,
ma"o to u niego znacy, ale i pomsta panu. Wnet umyślą" zrobić.
Mid" dziedzic jedynego, trzyletniego syna, ehtóry byu pociechą ca"ego
dworu i ca"y wsi. Po kiełku dniach uchw ycij Francisek tego syna,
a ze nie by" jesce tak rozumny, bo przecie m"odem dziecięciem, "odwióz go do Krakowa, tam uod niego dobrze zap"aciu", zęby go ćwicyli religiji , jak żyć po krześcijańsku i po nadejściu lat, jak naj­
częściej do szkouy posyuali, wicht pański i przyodziw pańską, wszyćko
na koszt Franciska dawali. Po umówieniu sie zapłacili11 znacną sumę
piniędzy i sńm prędko do domu powróciuu z ciekawością, co t i spy­
chać we dworze. Żona nie wiedziaua nic uo tem , dzie uon jeździli",
a gdy powróciuu, ciekawie mu "opowiadana, ze Pdn Bóg nasego pana
skńra" za nasze piniądze, bo mu syn zginą". Szukają go na wszelkie
sposoby i pomiędzy ludźmi i w stawie i w rzece, ale wszyćko za
darmo, jak ni ma, tak ni ma; cy go jaki źwirz porw7a", cy co. Francisek nic na to nie rzek, ino g"ową p o ru sj i porayślń" sobie: „Za
mój tysiąc reńskich i ty sie pomńrtw "o swojego syna, jak jd sie
mdrtwie "o piniądze; po tern sie pokdze, co sie z tern stanie“.
Ciekawy testamentu "ojcoskiego, ze sie juz przekond", co mu
powiedzia": panu piniędzy nie pożycaj, do karćmy nie chodź w dobry
przy"odziwie. Ale "on md bardzok dobro zonę, choćby ji i sekret &yjawiu", to "ona by nie pedzia"a nikomu. Ale tak mówi stare przys"owie: „U kobiety d"ugie w"osy a krótki rozum“, trzaby sie koniecnie przekonać, cy to bedzie prdwda. Ale ze żona by"a przy na­
dziei, ni móg ji nic podobnego powiedzieć, bo gdyby sie coś mogli
z tego pok"opotać, toby i dziecko takie by"o do k"opotów przychylne,
abo gdyby sie cego przelękła, gdyby ji coś takiego powiedzid", toby
i dziecko by "o bojące. Gdy żona Franciska już dobrze wyzdrowia"a,
a roboty gruntowe jesienne juz by"y pokońcone, pojechd" Francisek
do Krakowa, aby "odwidzić pańskiego syna, "o chtórym zawiadywa",
jak gdyby "o w"asnym synie i nic sie na tern nie zawiód, bo gdy
zajechd" wiele mid" pociechy. Widzia", jak dziecina wychowuje sie po

(277)

krześcijańsku i przekoná“ sie, ze trafiu“ śniem do bardzo dobrych lu­
dzi, chtórzy dzicie to juz uod ma“ego dzicięcia do nauki sprawiali,
a “on sie tez brá“ dobrze do ni. Wtedy nie żałując swoich starań,
jesce więcy na jego utrzymanie na“ożu“#
Na dworze pana ino smutek panuje, bo téz i wyobrázcie sobie,
po stracie jedynego syna, a i to nie wiedzieli dzie, to musiano być
serce zakrwawione. A tu jak zginą11, tak zginą11, jak gdyby w ziemie
wpád, ani śladu zádnego po sobie nie “ostawiu“. Francisek powróciu“
z Krakowa dosyć wesóu, ale sobie spomniá“ téstamént “ojca swojego,
w chtórym mu powiedziáu, zęby żonie sekretu nie powiadá“. A ze
miá“ zamiar wiełgi żonie wyznać, co zrobiu“, a przekoná“ sie poprzód,
ze suowa testamentu sie sprawdzają, to tez “opar g“owę “o stó“ i za­
mysłu11 sie, coby żonie powiedzieć. “Ona widzia“a go tak zafrasowa­
nego i kcia“a go jako rozweselić, abo téz uo jego zmartwieniu sie do­
wiedzieć; náléga“a na niego, cegó má być tak zmártwiony; „Przecie
jezdeś dzięki Bogu zdrowy, masz majątku dosyć, mász pięknego i zdro­
wego syna i cegóz cie widzę tak zafrasowanego; mnie to bardzok
mártwi, co tobie brakuje, bo chociaż byś sie miá“ martwić “o piniądze, co ci u pana przepaduy, to przecież i tak más jinnych dosyć i uo
cóz sie tak más martwić, powidz mi“. Po kwilce tak się do ni “obzywá: „Mám já zmartwienie i zgryzotę sumienia, ale bez téstamént
“ojca mojego, tobie tego “oznajmić ni mogę“. — Zona rozcikawioná,
jaki sekret má, co “ony “oznajmić nie kce, tém bardzi mu przedsta­
wia: „Przecie żyjemy spokojnie , a choćby i co takiego by "o, to já
cie nie zdradzę przecie; já ci jezdem wierna, a ty sie nie bój, bo
gdy ty más zmartwienie, to sie tez i já martwię; powidz mi“. — Na
te prożbe tak sie mąz “obzywá do swoji zony wierny: „Dziwis sie;
zem zmártwiony i jagze sie nie mártwié. Uwáz sobie, jakie zmártwienie mają dziedzice “o swojego jedynego syna, chtóry jem zginą“. Já
to tego syna pochwyciu“, a zęby sie pomścić za moje piniądze, kamiń
u syje uwiązá“em i w stawie tam w jedny gęstwinie utopiu“em“. —
Zona przeraziu“a sie tą mową, zosta“a jak gdyby nieżywa nijako zalęknięta, gdy s“ysza“a takie s“owa mordercę męża swojego. Ale za
kwilę sie “ocknę“a , jak gdyby ze snu i tak mówi: „Jak mia“eś su­
mienie tako zbrodnie pope“nić, cóz ci by“o winno to tak piékne dzie­
cię; co “ojcowie tego zrobili, ze ci piniądze zaparli, to “ono na to
nie zas“użu“o, żebyś go ze światu zgubiu“. Dresc mie przechodzi na
samo spomnienie, ze i nasemu dzicięciu to samo chtoś zrobi, bo jes
napisane: „jaką miarą mierzys, taką ci “omierzone bedzie“. — A nie
kcąc niejako dali jemu zmartwienia zadawać, poprzestała mowy ty
i “o cym innym mówić pocęna tak, że mąż ji niby sie troche rozweselu“ i dali ze swoją żoną rozmáwiá“, nie podając po sobie, ze to,
co ji powiedziá", by“y s“owa fá“sywe, bo téz i syn pański nie by“
utopiony.
I tak mijają dni i tygodnie, miesiące i lata, a nasym Frańciskom
wszyćko dobrze sie powodzi. Docekali sie téz i drugiego syna i có*
recki, a jes też i wychowaniec, a trzeba i na synka pańskiego znacną
37

sumkę nakładać. Więc myśli Francisek, jaki sposób zrobić, zęby syna
panu przywrócić, wychowańca z domu wypędzić i prAwdy s“ów nojca
sie przekonać, co mu w testamencie zdA“: zęby wychowańca nie trzy­
ma“ i żonie sekretu nie powiedziA“. uOn juz powiedzia“ sekret przed
kilku laty, a przecież żona dobrA i trzeźwA, jego nie zdrAdzA, bo
w dobrem scęściu wszyćko dobrze jidzie i miuość i zgoda i posłu­
szeństwo. Ale to wnet bedzie jinacy.
Pewnego razu pojechA“ Francisek do Krakowa, zęby zwidzie
syna pańskiego. W krótkim casie powróciu“ nazad, ale jakoś zagniwany na swoje żonę i zacyna ji wymyślać: to, nie tamto, tak dalece,
ze żona przys“a do z“ości i dalize na niego: „A cóz tobie sie sta“o,
gdziez tam ty (tej) z“ości dobiras, co ty chces "odemnie?“ — I z tego
do tego — jak to mówią — cbap jedno drugiego! Dalize i Francisek
do żony, dalize ją kijem po plecach. A żona zrywa sie na męża, da­
lize za uby sie wodzić 5 gwant, krzyk ! Żona Franciska leci wprost do
dworu, “ozdartA, “ozcochranA, zemści męża na cym świat stoi, “odpowiadA jesce na drodze: „Pocekej-no, juz mie ty drugi raz biu“
nie bedzies, boś ty syna pańskiego utopiu“. Zaraz jide panu powie­
dzieć!“ — I co zamyśla“a, to i zrobiu“a. Zachodzi do dworu zdysanA
i “oscochranA i jeszce w progu krzycy: „Panie, mąż mój syna pań­
skiego w stawie utopili“ !“ — Pan wypytA“ sie ji dok“adnie i ala-ze!
po pana Franciska, bierz go, kuj, wsadzej do więzienia, wyciągej pro­
tokóły. I wykAza“o sie, ze prawdziwie pope“niu“ te zbrodnie; zosta“
zasądzony na powiesenie we swojem mieście. Wychodzi wyrok jego
śmierci, ale “on sie nic nie turbuje. Przychodzi do wisania. U nas kata
ni ma, chtóż go bedzie wisA“? Pan każe chtóremu ze s“ugów, — za­
dy n tego zrobić nie kce. Az powiadA pan: „Chto go powiesi, dostanie
sto z“otych!w —- Gdy tylko wypowiedzią“ „sto z“otych“, występuje
wyęhowaniec Franciska i mówi: „Ja go bede wisA“. — Tedy Fran­
cisek dokona“ sie wszyćkich s“ów uojca, chtóre rau przy testamencie
dA“. By“o tez i narodu dużo, chtórych ten ucynek wychowańca mocno
zdziwiu", ze za dobro swego “opiekuna, dobrocyńce i prawie “ojca tak
sie mu wypnaca, ze zadyn na piniądze sie nie kciwi, chociAz i ze
s“ugów dziedzica. A wychowaniec jego kciwi sie: myśli sobie, ze za
te piniądze juz bedzie móg sprawić majątek, a nie potrzebować chleba
jeś Franciskowego. Wtem Francisek juz ni może d“uzy cekać, bo mu
śmierć grozi, tak sie “obzywA: „Wszyćko, co starzy “ojcowie synom
na przestrogę dają, mają to ściśle wype“niać. Ja,nie s“ucbA“em, co
mi “ociec przy śmierci powiedziA“, tom sie wszyćkiego dokona“. Panie
dziedzic, jeżeli bedzie mój tysiąc z“otych, to i syn pański bedzie“. —
S“owa te pana bardzok zadziwiu“y, gdy us“yszA“ ze syn jego bedzie
i cikawie pytA sie Franciska: „Co to ma znacyć — co “on powie­
dziA“ — „ze syn mój bedzie?“ — Franciszek “odrzek: „Nie jes to
zAdyn śpasik, jino wyraźną prawdę panu mowie, ze jeżli pan moje
tysiąc z“otych “odda, to ja także syna panu “oddam“. — Pan dzie­
dzic jak gdyby ze snu kwardego zbudzony, ni móg zrozumieć tego,
zęby syn jeszce ży“. Nareście upamiętA“ sie i rzek: „S“uchej mój

(279)

somsiedzie, jeżli to prńwda, co ty mówis, nie tylko ze życie bedzies
miń" darowane, ale też i twoje piniądze ci zwrócę z procentem“. —
Zarńz zostń" "odwo"any wyrok śmierci po ty mowie. Francisek z pa­
nem zarńz do Krakowa pojechali i zastali syna pieknie wychowanego
i dobrze wyuconego.
B)"a tez radość we dworze u pana niewypowiedziana, gdy przywióz tak mądrego syna. Ależ to sprawili" i wesele "ogromne po znale­
zieniu syna swe,go. Zaprosiu" dosyć państwa i wszyćkich somsiadów,
a by"o tam co jeś i pić, ze ni mogę wszyćkiego wypowiedzieć. Mu­
zyka gra"a, ze kużdy, chocińz w kącie, to skńkń" bez jeden dzień
i noc. Na drugi dzień jesce my sie poschodzili na te tak piękną za­
bawę, ale cóz, kiedy muzykanciń juz "odjechali. Ale to fracha, kiedy
by"o co jeś i pić, co i wcora, tośmy sobie tylko śpiwali po dobrem
winie, bo sie tez i g"owa zakwiń"a dobrze, bo tez i szampańskie by"o
wino i to tak i śpasy i mowy różne my wyprawiali, la tego ze by"a
wielgń uciecha państwu. Pńn dziedzic by" niepojincie wesó" i tak mówi:
„Chtoby z wńs potrafiu" to zrobić, zęby mówió" nieprńwde, a zęby ja
sie dziś na niego zgniwń", tego będą te piniądze“ — i po"ozu" na
stole pięćset z"otych: „Ino sobie wymńwińm, ze co bedzie gńdń", zęby
nie by"o prawdy“. — Na taką cikawoś pana, a co bardzi, ze pinią­
dze by"y po"ozone na stole, wystąpiu" Józef i tak mówi:
Wielmożny Panie, i ja tez by"em na s"uzbie u dobrego pana;
wielgi ni miń"em roboty, jino rano musiń"em być w pcelniku (pszczelniku = pasiece), gdy pco"y wychodziu"y, żebym jieh zrachowń", a wiecór gdy powrńca"y tak samo musiń"em zrachować i zapisać i panu
mojimu rachunek zdać codziennie, ile byuo pcó" w robocie. I to tak
trwa"o bez cas nijaki. Az tu jednego wiecora rachuję pco"y, a gdy
wrńca"y z pola — pokńza"o sie, ze jedny brakuje! Cóz mńm robić?
Do pana nie posedem tego "oznajmić, tyłkom sie wybra" w drogę sukać zgubiony pco"y. I tak jide dzień i drugi, nigdzie nie widać, jaz
na trzeci dzień zasedem pod Wis"e. Zdń mi sie poźryć, bo to by"o
juz wiecorem, jinom pod zorze postrzeg, ze za Wis"ą moje pco"e śtyry
wilki siepio. Cóz jń miń" pocąc? Wis"a g"ębokń, nie przejdzie w bród,
przewozu ni ma, p"ywać nie umie, a tu by trza koniecnie pco"e "obronić "od wilków. I tak chodzę i myślę; jaz nareście nie by"o jinnego sposobu, uchwyciu"em sie za g"owe, rzuciu"em sobą na drugą
stronę Wis"y. Ależ tom leciń" daleko! Gdym upńd, upńdem w pińsek
po same ramiona. Cóz robić? Nie wylaze bom g"ęboko. Posedem do
ch"opa, pozycu"em nopaty, "odkopń"em sie i dopirom wylńz i posedem
ratować moi zgubiony pco"y. Ale ze mi na tern wszyćkiem d"ugo
zes"o, gdym zapędzili" do wilków, juz ją zjad"y, jinom jem "odebrń"
z ni śtyry funty. Zebra"em to we worek, za"ozu" na ramie i ide dali
i tak myślę, co teraz zrobić. Nareście patrzę, a tam pod lasem stoi
drabina do samego nieba. Pośpieszu"em sie co prędzy i wylńzem do
nieba. "Oj nacbodżiu"em sie tam po ca"ym niebie, co mi sie podo­
bać, ale ze cas by" powrócić do swoji s"uzby, przyszedem w to
miejsce, dziem wlńz, a tu drabiny ni ma. Cóz tu robić? Chodzę po

(280)

niebie, jaz wreście napotkałem w kącie plewy jęcmienne, ukręciu“em
powrós“o, uwiązń“em i dopirom sie spuścili11. Ale mi brakTro. Tak wy­
łazem, urwa“em u góry, a u do“um nadśtukowa“, ale mi jesce kawduek brak“o, musiń“em sie puścić i “ogromniem sie pot“u k , zem tu
ledwo przysed to “opowiedzieć.
Pdn zacikawiony tym, zapytń“ Józefa: „Kiedyś ty by“ w niebie,
powidz mi tez, cyś tam widziń“ mojego “ojca“ . — „u0 j, widzid“em
mi“ościwy panie, pasd tam świnie, a nawet cdpki ni mid“, jazem mu
swoji dd“ i terdz sam przez.cdpki tu u pana siedze“. -— Zgniwa“o to
mocno pana tak, ze z“ością uniesiony nasego Józefa mocno w twdrz
uderzu“ i rzek: „Ty durniu, mój “ociec tu mid“ wszyćkiego zadoś,
a tamby mid“ świnie p aś'i twoji eapki żądać, przecie my mu tam
cdpke dobrą, nową dali !“ — Józef uradowany, pochwyciu“ piniądze
ze sto“u i mówiu“ dali: „Ponieważ to wszyćko, co ja mówiu“em nie
by“o prawdą, a pdn sie zgniwd“, piniądze moje“. — „Brawo!“ —krzyknęlimy wszyscy i dalize na nowo zabawę prowadzić. Ale ze juz
piwa brakowa“o, a pdn spomnid“ sobie swoje urnowe gniwu, zardz kdzd“ zaprzęgać do wozu i do Góry ropcycki po piwo jechać. Ch“op
prędko sie wróciu“ i piliśmy co niemiara, bo tez i by“o na co, gdy
sie wszyćko spe“niu“o co by“o żądane.
Po zabawie pan z Franciskiem pieknie sie rozstali i żyją sobie,
jak somsiedzi.
O powiedział A n to n i Sulisz.

16.

Powiastka

“o Bernadynie

(Ropczyce),

i piękny

Apolijće.

W pewny wsi mieszkd“ zamożny pdn, chtóry posiadd“ wiele fol­
warków i spania“y dwór. Na jego pociechę nie da“ mu Pan Bóg ino
jedne córecke, chtóry dd“ imię na krzcie Apolonija. Dziecina ros"a
w piescotach, jaz do casu kiedy ją zaceni do sko“y na naukę posy“ać.
W tern dworze państwo utrzymywali wiele s“ugów, a między niemi
by“ stary pasterz > chtóry za swoje dobre i cnotliwe pasenie juz “od
m“odości swoi przy dworze za znacną dosyć ornaryją s“użu“. Pasterz
mia“ jedynego syna, Bernadyna; dziecina juz “od powicid wzrdstd“
w mądrości “od Boga jemu udzielony. Gdy mieli po siedem lat, tak
Apolejka jak tez i Bernadyn pośli do szkó“ki. Bernadyn “od maleń­
kiego mądrością Boską “obdarzony i w skolny nauce nadzwycajnie
pojmowd“ i Apolejce w naukach bardzo dużo dopomagń“. I tak up“ywa“y lata, dzieci do szko“y chodziu“y, w naukach sobie dopomagali
i klasy rok rocnie dok“adnie końcyli, a przy tem bardzok sie m ie ­
wali, jagby dzieci jednego “ojca. Chodziu“ cęsto Bernadyn do dworu
i naucu“ sie bardzok dobrze grać na klawikurcie , z cego ucieche ca“emu dworowi sprawiń“. Sprzeciwiali sie przyjaciele i poceni podmńwiać państwo, zęby Bernadyn z Apolejką razem do szko“y nie cho­
dziu“, bo to mia“o być “obrazą jich hónoru, ze córka tak zacnego

(281)

państwa ze synem pod"ego pastórza jes w takiem zachowaniu. Pdn by"
ciekawy jak sie dzieci zachowują, gdy jidą do szkouy i ze szko"y,
pos"uchd" nieco swoji rodziny i wychodziu" cęsto na drogę, chtórą
dzieci chodziu"y, ukrywa" sie i dostrzega" cęsto, ze dzieci po drodze
usiada"y, a Bernadyn Apolejke ucu" zadań, co mia"a przeznacone
w szkole do ucenid. Pociesa"o go to, ze Bernadyn córkę jego tak
pieknie ucy, to tez zapomnid" na namowy swoji rodziny, do wyżsych
szkó" tak Apolejke jak i Berna dyna "oddd" na naukę. Ale z"ość
i zdzdrość rodzeństwa owego państwa przeciwko dobremu i ucciwemu
Bernadynowi, ze pochodziu" z rodu nędznego, wymyśla"y, jagby zro­
bić podstęp, zęby ch"opiec nie wykszta"ciu" sie na c"owieka mądrego.
To też poburzali i gadali: ,,"0 nas honor chodzi, gdy syna pasterzowego ze szkó" nie weźniecie, to późni Bernadyn zami"uje sie z wasą
Apolejką tak dalece, ze nie podobna jićh bedzie późni "od"ącyć, a by"oby to nasym wstydem, gdyby syn pasterza zażądd" córki jedyny za
zonę, coby sie i stad musia"ow. — Umyśla"o państwo, zęby Bernadyn
więcy do szko"y nie chodziu", bo byli pewni, ze jak dzieci dojdą do
lat swojich z tak wielgiego zami"owania "od dziecieństwa, nimozndby
jich by"o roz"ącyć, a bez to musieliby swój honor stracić i swoją je­
dyną córkę za żonę synowi pasterza dać Posy"d pan po starego p a­
sterza. Stawiu" sie pasterz stary przed pana; a pdn mówi: „S"uchej
pasterzu, do dnia dzisiejszego nak"add"em na twojego syna w szko"ach, ale "od tego casu d"uzy nak"add" nie bede i zapowiadam ci jak
ndsurowi(ej), żebyś syna swojego natychmiast do domu wzion“ . — P a­
sterz pok"oniu" sie nisko, podziękowd" państwu za jich do tych casów
staranie oko"o swojego syna i do domu "odeszed, zebra" sie i poszed
do swojego syna z tą nowiną i w te sie s"owa do niego "obezwa":
„S"uchej synu, pan mie tu przysy"a, żebyś zard dziś do domu posed,
bo juz na ciebie więcy nak"add" nie bedzie, a nawet i do szko"y dali
chodzić ci nie pozwald“. — „Dobrze" — "odrzek Bernadyn — „na
mój stan mam ty nauki juz i trochę za dużo“. — I zaraz ze szko"y
natychmiast wystąpin" i do domu z "ojcem poszed. Ale Ąpolejka nie
wiedzia"a dnia tego, co sie sta"o, ze Bernadyn juz nie chodzi do
szko"y; na drugi dzień nie md ji chto juz uczyć i bardzok zafrasowand siedzi w szkole, a wcale nie wić, dzie jes Bernadyn. Na trzeci
dzień już nieco i zdrowia traci ze zmartwienid, a dnia cwdrtego tak
zachorowa"a mocno, ze musia"a do domu "odjechać. Nowe zmdrtwienie rodzicom "o jedyną swą córkę. Rodzice sprowadzają dochtorów
z dalekich stro n , ale nic nie pomdgd, choroba sie powiększa cordz
hardzi, dochtorzy ni mogą wybadać ty s"abości i byli juz nie pewni
ji życid. Ni może wstrzymać Bernadyn z wielgi mi"ości ku Apolejce,
przychodzi do dworu, żeby "odwidzić swoją mi"ą ucennice i nieco ją
pociesyć. Ale cóz sie dzieje? Gdy Bernadyn tylko za próg pokojowy
przestąpiu", Apolejce lepi sie zrobiu"o, ucu"a sie silniejsą, wstaje co
prędzy z "óżka, witd i ca"uje mi"ego sobie Bernadyna, a po krótki
rozmowie ze sobą zupe"nie do zdrowid przys"a. Ca"d famileja mówiuna spo"em, ze to widocne zamiuowanie, gdy tylko użra"a syna pa-

(2 8 2 )

stćrza, zdrowa wstana. I myślą dali, coby z tęm zrobić, zęby to za­
nitowanie roz“ąoyć, bo to przecie nie honor, zęby córka takiego za­
możnego pana syna pasterza dworskiego mi“owa“a. Cóz tu począć?
Ni ma jinnego sposobu, jak tylko syna pasterzowego wypędzić z ty
“okolicy, zęby sie nigdy nie widzieli i posyła po starego pasterza. Pa­
sterz pos“uszny panu natychmiast do niego przychodzi z ciekawości
co mu pńn nowego powie. Pan w te s“owa do niego sie “obezwa“ :
„S“uchej pasterzu, córka moja jedyna Apolejka zami“owa“a sfe w twojem synie, Bernadynie. Ni ma jinnego sposobu, jak tylko ten: zęby
te miłość rozerwać, syn twój musi wystąpić stąd i pość tam dzie za
granice, aby sie tu więcy nie pokazywa““. — “Ociec “oznajmiu“ s“owa pańskie synowi, jaki mu rozkaz wyda“, a Bernadyn tak sie “obezwa“ : „Dobrze, kochany “ojce, ja na to przystanę, co pan rozkazuje,
jino jidżcie do pana i tak mu powidżcie: Pos“uszny syn mój, rozka­
zom pańskim, jednak do pótyl nie ustąpi z rodzinnego kraju, do pókil
pan nie dń mu na drogę piniędzy, ile zażąda i zaświadcynie, wszędzie
puść, w urzędzie wyrobić wolność“. — Pasterz poszed do pana i “oznajmiu“ mu, co jego syn mu rozkazń“, na co pan z wielgą chęcią
przystń“ i Bernadynowi do siebie przyść rozkńzń“. Jak “ociec Bernadyna powrócili“ do domu, oznajmiu“ synowi z wielgą boleścią serca,
ze: „Pńn na wszyćko przystaje i do siebie ci pość rozkazuje, abyś
tylko “opuściu“ kraj rodzinny i zostawiu“ zmartwionego “ojca, chtóry
z wielgiem smutkiem ze swojem najukochańsem, jedynem synem, roz­
stać sie muse i ze za“ością przepędzać “ostatek dni moji starości, ze
zd“ością wielgą i nader niepojętą“. — Bernadyn “obezwń“ śie do
stroskanego “ojca, w te s“owa: „Nie mńrtwcie sie, drogi “ojce, bo cho­
ciaż tnie pńn z rodzinnego wygoni kraju, jednak mie Pńn Bóg ze
swoji święty nie wypuści “opieki; mńm ja na to “od Boga udzielone
nauki, ze chocińz i za granicą daleką święty Stróż Anio“ bedzie mi
przewodnikiem, a “aska nńwyźszego Boga wesprze mie“. — Po ty
mowie poszed Bernadyn prosto do dworu; pńn przywitń“ go i tak sie
“obezwń“ : „S“uchej Bernadynie, posy“a“em cie do szko“y z moją córką,
chtóra sie w tobie tak bardzok zakocha“a, ze przez ciebie mog“aby
i umrzeć, gdy ciebie nie widzi. Ni ma terńz jinny rady, jak tylko ta,
żebyś ty ten kraj rodzinny “opuściu“, a tam dzie w inne kraje posed ;
a na żądanie twoje, co ci potrzebne do podróży, wszyćko ci dńm“. —
Bernadyn wyznaczu“ sobie znaczną ilość piniędzy, na co pan z ochotą
przystń“, a po trzech dniach juz rnia“ na wędrówkę sie puścić. Gdy
sie “o tern smutnem wypadku Apolejka dowiedziała, umyśla“a sie
z niem pożegnać, co tez i w skrytości ucyniu“a , napominając Bernadyna, zęby w trzeci wsi na nią zacekń“, zęby sie tam po raz “ostatni
ze sobą na zawsze rozstali. Po ty rozmowie Apolejki z Bernadynem,
powróciu“a do dworu i przemyśliwa“a nad tem, coby Bernadynowi dać
na podarunek. Kdza“a zrobić z“oty sygnet z napisem: Bernadyn i Apo­
lejka, przysposobiu“a sobie znacną ilość piniędzy, zęby sie na próżno
nie rozstawali z rai“em ji i tak bardzo kochającem Bernadynem. Po
up“ywie trzech dni juz pńn przygotowa“, co by“o potrzeba do drogi,

(283)

a Bernadyn pożegna* starego "ojca, “opuścili* rodzinny kraj i miejsce
swego wychowania i do trzeci wsi, umówionego miejsca powędrowł,
dzie na Apolejke z uciechą "oczekiwł, zęby sie z nią juz na zawsze
rozstać, co sie tez i tak sta"o. Gdy przybyua Apolejka, przywiez"a ze
sobą znaeną iloś piniędzy i z"oty sygnet z napisem: „Bernadyn i Apo­
lejka“ co mu zaróz na w"asność wszyćko "odda"a. Jakie tam byuo jieh
rozstanie sie ze sobą, to przecie nie wstaniem tego "objaśnić, tylko
to rozumieć trza, ze ze smutkiem ze sobą sie rozstali. Apolejka po­
w ró c iła do swój ich rodziców, zaś Bernadyn powędrowa" w świat
daleki.
W ędrow ł z zakrwawionem sercem, a sóm nie w iedził dokąd
i po co. Ale w jego myśli nie przechodziło, zęby "on móg sie więcy
zobacyć jako wędrowny z ulubioną jego Apolejka. I tak mija"y jego
wędrówki godziny, dnie, tygodnie i miesiące jaz nareście umyślu" so­
bie "odprawić pielgrzymkę do Rzymu, co tez i u ey n ił i bardzok
w duugiem casie do Rzymu sie d o stł, dzie sobie wynajon gospodę,
coby po duugi swoji wędrówce wypocon, a późni tak pięknemu miastu,
a co bardzi kościo"om spaniauem sie n ap atrzł. Wypocąwsy sobie,
uda" sie do spania"ego miasta, ale zdziw ił sie zaraz bardzo, gdy zob a c ł przy spania"em kościele zło b e. Zdziwiony Bernadyn, coby miana
znacyć ta z ło b a , powraca do swoji gospody i w te sie suowa "obzywa:
„Wyśedem do miasta, zęby sie napatrzyć jego piękności, a nabardzi
pięknościom kościo"ów; bardzok mi to jes ciekawem, co przy tern tam
tak pieknem kościele jes jak&ś zło b a i z pośpiechem wracam, coby
mi pńn o b jaśn ił te z ło b e “. — Pan gospodzki w te sie s"owa do
niego "obzywa: „Przycyna ty żło b y jes ta, ze przed kilku dniami
umar naserau najdostojniejsemu papieżowi "organista i juz kilka dni
papież musi "odprawiać mse świętą cichą, bo zadyn "organista nie
potrafi zagrać i tak d"ugo bedzie ta z ło b a , jaz sie wynajdzie "orga­
nista, chtóry potrafi grać“. — Bernadyn uradowany w duchu panu
gospodzkiemu żadnego s"owa na to nie powiedzia", na drugi dzień
rano ubra" sie i poszed prosto do tego kościo"a. Ale b ł sie, chociaż
by" dobrze ćwicony grać, schow ł sie za miechy, a gdy papież ze
msą świętą wyszed, pocą" Bernadyn bardzok pieknie grać na "orga­
nach, co przecie papiża bardzok dziw iło i m y ślł podcas msy święty,
ze nieboszcyk w s tł zmartwy. Po skońceniu mszy święty, papież idzie
na chór, szukać tak dobrego "organisty, ale Bernadyn' b ł sie, ze żle
gra", schow ł sie i nie d ł sie widzieć. To samo d z iło sie i dnia
drugiego. Jaz na trzeci dzień papiż postaw ił warte, chtórd jego wyp a tr z ła , dzie sie schow ł. Po skońceniu msy święty papież idzie
prosto do warty i pytó: „Cy widzieliście "organistę, chtóry g r ł ?“ —
Zo"mirze "odrzekli: „Widzieliśmy rłodzieńca, chtóry wyszed ta z tych
miechów i tam sie nazad schowa"“. — Papiż posed poma"u ku mie­
chom, spostrzeg tego m"odzieńca, chtóry z bojażni ni móg s"owa wy­
mówić. Papież rzćk do niego "agodnym g"osem: „Wyjdź, nie bój sie,
bo nie z woli swoji tuś jes, jino z woli Boga nawyzsego i nóświętsy
Panny Maryi; wszyćkiem Pdn Bóg rządzi, jednego mnie "organistę

(284)

wzion , drugiego mi przys"d" z nieznanego kraju**. — Bernadyn wyszed ulęknięty, uca"ow ł papieżowi ręce, pocem zaprowadził go do
swojego mieszkania i po dosyć d"ugiem pogadaniu za "organistę go
przy sobie "ostawiu".
Po smutnem pożegnaniu sie z Bernadymem Apolejka wzrasla"a
u swojich rodziców w piescotacb na przystojną i bardzok piękną dzie­
wice. Gdy juz do lat dos"a, ni mog"a przy rodzicach d"uży "ostać
z tego nawięcy powodu, ze bardzok by"a pieknń, a co więkse ze by"a
jedyną córką. Posy"ali tez i z daleka i z blizsza panowie swatów,
zęby Apolejke za żonę dostać mogli, ale Apolejka nie wypuściu"a
Bernadyna ze swojego serca, nie zapomnia"a mi"ości, chtórą juz "od
dzieciństwa ku sobie "okazywali. "Odmawia"a bez nijaki cas kuźdymu
swy ręki i nie kcia"a za mąż puść: jaz nareście przysy"ń zamożnego
państwa bardzo urodziwy m"odzian do piękny Apolejki swatów, cyby
nie zechcia"a być żoną jego. A ze i ten m"odzian by" jedynem synem,
to tez tak rodzice Apolejki, jak tez i ca"ń ji rodzina namńwia"y i pro­
simy, zęby Apolejka "odda"a rękę tak urodziwemu m"odzieńcowi, sy­
nowi bogatego państwa, chtórzy w pobliski wiosce mieszkali, na co
wreście z przymusu przyzwolu"a.
Bernadyn by" bardzok dobrze wyucony grać, ale nie tak ze
swoji nauki, jak z woli Boga nńwyższego, chtóry mu udzielu" i Naświętsś, Panna Maryja jemu dopomaga"a do tego. Papież polubiu" go
i "ostawiu" przy sobie "organistą, a ze by" bardzo przystojnym m"odzieńcem, u z y sk ł u papieża wielgą "aske, ze tak by" u niego powa­
żany, jak gdyby by" bratem jego rodnym. Pewnego po"udnia wyszed
sobie papież i Bernadyn na spacer do "ogrodu, a gdy Bernadyn by"
znużony, bo by" dzień gorący, leg sobie w cieniu drzewa "orzechowego
i dobrze sobie zasną". Wtem przyszed do niego sen, ze jego mi"ń
Apolejka wychodzi za mąż i we śnie wiele mówiu". Przy niem na ten
cas by" papież; po przebudzeniu sie ze snu, z a p y tł sie go papićz,
co sie mu tak ciekawego śni"o. Bernadyn "opowiedzia" mu wszyćko,
jak z Apolejką chodziu" do szko"y, jak sie "oboje ucyli i jak sie za­
nitowali w póżnijsych latach; a ze "ona jes córką zamożnego państwa,
rodzice ji la ty mi"ości mnie z domu wypędzili, zęby późni j k sie
z nią nie m u sił "ożenić. A ja , syn pasterza dworskiego, rozkńzom
pańskim sie nie sprzeciwiłem, na jego rozkńz jaz tu przywędrowałem,
za co Bogu dziękuje i Matce Naświętsy, za tak dobrą s"użbe — pok"oniwsy sie nisko — tu dostłem . Terńz mi sie, śni"o, ze ja tam
by"em, a Apolejka juz jidzie za mąż — i "obojemy sie bardzok mile
witali, a "ona "od ż ło śc i, ze jidzie za jinnego zemgla"a, >a my sie ji
dokrzysić ni mogli; w tern śnie bardzok mocowłem sie tern. Papież
wys"uchł jego "opowiadania i po namyśle zapyta" sie, cyby nie k c i ł
jechać do swoji rodziny, a jeżliby by"o można, zęby i Apolejke ze
sobą do Rzymu przywióz. Po takiem radośnein przemówieniu papieża
wielgd by"a radoś Bernadyna, ze sie bedzie móg zobńcyć z mi"ą Apo­
lejką, a jeżeli bedzie moznń i do Rzymu ze sobą ją zabrać, jako do­
bry "organista i śnią sie "ożenić. Papież d ł mu świadectwo skąd jes

(285)

i dokąd jedzie, dati urn parokonny powóz i dużo piniędzy. Bernadyn
wyjechd" w radości niepojęty, przejeżdża" góry i lasy, zęby jak naśpieszni dostś," sie do rodzinnego kraju. Przyby" wreście do swojich
"okolic dobrze znanych, a "o dwie mile w odleg"em miastecku od dworu
umyślą" wypocąć. Gdy do gospody zajechś,", w chtóry to gospodzie nie
mieszka" żyd, jino katolik, ciekawie sie wypytywa", cyby gospodzki
co nie s"ysza", jak sie powodzi dworowi, cy żyje córka Apolejka i cy
juz za mąż wys"a. Zdziwiony gospodzki tern zapytaniem gościa, wprzód
go ciekawoś bierze i pyta sie: „Skąd waćpan jezdeś, ze tak ten dwór,
jak i córkę Apolejke znasz?“ — Na to zapytanie Bernadyn "objaśnia"
mu ca"o rzecz, ze "on jes synem pasterza dworskiego i ze z powodu
zami"owania sie z Apolejka musia" w cudze jechać kraje. „TeiAz "osta"em "organistą w Rzymie, a miń"em sen, ze Apolejka za mąż jidzie;
bez ten- sen uzyska"em "od papieża pozwoleństwo, zęby zwidzie swój
kraj i dowiedzieć sie "o mi"ej mnie Apolejce“. — Po tych s"owach
"obczwń" sie gospodzki: „Co wiem "o tern dworze i Apolejce, to zarńz
i panu "opowiem, bo Apolejka dzisiA juz wychodzi za mąz za jedy­
nego i urodziwego m"odzieńca z pobliskiego dworu“, — Bernadyn
bardzok sie przestrasza" i zasmuciu", podziękowa" gospodzkiemu za
wiadomoś, jaką mu "opowiedziń", wyp"aciu", co sie mu nalcza"o, a sam
spiesznie do swojego miasta rodzinnego jeclia" i przemyśli wś,",. jakiemby sposobem i "on na tern weselu móg być. Dosyć spiesznie jechń,"
Bernadyn, zęby móg, jak nap red zy przybyć, co tez i w krótkiem
bardzo casie przyjeeha" do miasta i wynajon sobie gospodę dobrze
znaną. To państwo na wesele mia"o być zaproszone, a ze "on by"
jako charakterny i bogaty pan, to gdy po państwo na wesele przy­
byli i Bernadyna ze sobą zaprosili, na co "on z wielgą "ochotą ze­
zwolił" i razem0na wesele pojecha". — "O, by"o tez tam wesele, we­
sele! i ja tam by"em: wina, piwa i rozmaitych rosolisów by"o dostat­
kiem, a jedzenia co niemiara, ze jesce mam język mokry "od jedzenia
i piciń, a nogi mie tez bolą "od tańca. A bo tez tam by"a i piękni
muzyka, ze ni można by"o posiedzieć ino tańcyć. Ale cóz, kiedy nasa
panna m"od&, ani jednego nie pozwoli tańca, jino cegoś smutna i za­
p asan a, chociaż ma urodziwego m"odzieńca za męża, a co ji brakuje,
tego nie wiem. Jaz nareście przybyli i państwo, z chtóremi by" i Ber­
nadyn, ale juz wyros"y i z dawnych lat niewidziany; nicht go nie
pozna", jino jako pńn bogaty zarówno by" do wesela przyjenty. Mu­
zyka gra pieknie, a i Bernadyn ni może dosiedzieć, chociaż ma co
jeś i pić dostatkiem i puszea sie do tańca i prosi panny m"ody do
t&ńca, a Apolejka tak gada: „Z kim nie pode, to nie, ale z panem
"obcym póś musze, bo sie nie nśJezy wędrownym gardzić. I tak sobie
tańcują z dńwna zami"owani ze sobą: nie wie Apolejka z kiem "ona
tańcuje, dopiero w casie tańcowania Bernadyn zręcnym sposobem
w"ożu" sygnet na ji palec, chtóry to sygnet "od ni na pamiątkę przed
kilku laty dosta", a na chtórym by"o napisane: Bernadyn i Apolejka.
Cikawa Apolejka jaki sygnet jes na ji palcu, po ukońconym tańcu
biegnie z pośpiechem do trzeciego pokoju, zęby zobńcyć ten sygnet,
38

(286)

zamyka za sobą drzwi i cikawie pozirA na sygnet i widzi wyryte i
Bernadyn i Apolejka. Z wielgiego przerażenia pad"a na poduoge i zemglaua. Przy zabawie weselny myśmy pili i tańcyli , nie wiedzieliśmy
laeego panna m"oda w pokoju sie zamknęua , może śpi. "Otworzyliśmy
dźwi pokojowe gwń"townie., eóz widzomy? "Oto nasa panna m"oda po
kilku godzinach w rndćści życie skońcuua. Ustaua muzyka, żk\ wielgi
ściska kużdego za serce, ze mauo kużdy nie upadnie uod źńlu, a jaki
smutek byu rodzicom i ji młodemu, to mi juz siu brakuje do "opo­
wiedzenia, "o tern mówiu" juz nie.bede. Pogrzeb, nie potrzeba wńm
"opowiadać, jaki rodzice swoji jodyny córce sprawili; by"o tam pań­
stwa i ch"opów co niemiara, a kużdy podarunki przynoś u" meboszce
pannie m"ody, jino Bernadyn ni ma ji co podarować. Jidą śnią do
kościo", a "on ji nie podarowa" nic. Przechodzą ko"o "ogrodu, naten(as "ogrodnik rozmaryn przeradza" i wyrzuciu" za mur na drogę jeden
krzak suchego rozmarynu. Napotka" Bernadyn ten suchy rozmaryn
i wzion go i umyślu" Apolejce jako pamiątkę na wiecnoś podarować
i posadziu" go w nogach Apolejki. Juz zanieśli ją do kośeioć i po­
chowali ją tam w kościele za wielgim "ontarzem na wiecny spocynek.
Bernadyn z żalem i ze smutkiem wybra" sie do swoji s"użby bez po­
żegnania, sirota; stary jego "ociec juz przed dwoma rokami przeniós
się do wiecności, matka "od dńwna juz umar"a, Apolejke juz pocho­
wali. "Odjeżdża przez pożegnania samotnie i jedzie śpiesznie prosto
do Rzymu. Papież przyją" go, jako dobrego, uczciwego i cnotliwego
"organistę, rozmawia" z Bernadynem "o tern wypadku Apolejki, roz­
mawia" "o weselu, "o śmierci i smutnem pogrzebie i "o wszyćkiem.
Rozmaryn, co go Bernadyn posadziu" w nogach Apolejki, nie
usech, ale sie przyjon i rós jak nńroskosni, a po roku drugiera i trzeciem rozrós sie tak dalece, ze przeszkadza" przy "odprawianiu msy
święty. Cóz śnieni zrobić? Trza go "oberznąć! Przychodzą "oberznąć,
ale dziw nies"yo.hany ! daje się s"yszeć g"os: „Tyś mie tu nie sadziu",
to mie i zżyna" nie będzies!“ — I nie "osta" bynamni rozmaryn
uszkodzony. Donosą te nowinę księdzu proboszcowi, co nawet wiary
jem nie daje, zabirń sie, jidzie do kościo"a srodze zgniwany, nie dówier a s"owom , chtóre s"ysza", ze sie rozmaryn zerznąć nie dń. Przy­
chodzi do "ontarza, chyta ze z"ością i kee zeżynać, ale dziw! gdy
s"ysy: „T}ś mie tu nie sadziu", ty mie nie bedzies zżyna"! — I 11110
sA" "odyś ksiądz proboszc i nie uszkodziu" nic rozmarynu. Pozosta­
wili riR rilsany rozmaryn jesce jeden rok i tak dalece rozpuściu" swoje
konary, ze ca"kira i msza święnta przy tern "ontarzu sie nie "odpra­
w iać. Coz tu pocąc, przemyśliwa ksiądz pmboszc, jaz nareście umyślń" i pisa" do przewielebnego biskupa swoji dyeeezye "o taki nies"ychany nowinie. Przewielebny ksiądz biskup przecyta" list i przeznacuu dzi-ń uroczystości la parafije, na cbtórą urocystość i ksiądz
biskup ze swojemi księżami przy by", na tak wielgie i nigdy nie s"ychane dziwy. Zdziwienie wielgie przedstawiu"o sie księdzu ’ biskupowi,
gdy wszed do kościo"a, jako tez i księża, ehtórzy śniem przyjechali,
gdy sie przypatrzyli tak dziwmie wyrośniętemu rozmarynowi. B yć

tez tam dosyć kzięży z pobliskich parafij, a ludzi niezlicona licba
przybyto z cikawością, co sie stanie z tem rozmarynem. Po “odpra­
wionych nabożeństwach ksiądz biskup przystąpiu“ do "ontarza i pomodlu“ sie, a księża zabierają sie ko“o rozmarynu, zęby go zeżnąć
i przystęp do “ontarza zrobić. Ale znowu słyszą te same s“owa: „W y­
ście mie tu nie sadzili, to mie i zżynać nie bedziecie; kto mie tu
posadziu“, to mie ten i zżynać bedzie!“ — I teraz musieli tak ksiądz
biskup, jako tez i jinsi księża “odyść, a rozmaryn pozostń“ w zupe“ności nietknięty. Ześli sie na rade do księdza preboszca wszyscy
księżń i biskup i myślą nad tem, coby z tem rozmarynem zrobić,
a po dosyć duugi naradzie, wymówili, zęby do papieża uo takiem
wielgiem zdarzeniu pisać, co tćz i zaraz ucynili, list napisali i pa­
pieżowi pos“ali z prośbą uo pomoc, bo ani księżń, ani biskup, ani
gorące mod“y do Boga temu poradzić ni mogą. Gdy papież list
"otrzymń“, dowiedzia“ sie, ze to w ty parafii, z chtó.ry Bernadyn jes,
a dowiedzia“ sie i “o tem , ze ten rozmaryn byu bez nieznajomego
jem pana jako podarunek la nieboszcki w nogach posadzony i ze sie
tak dalece rozróś, ze ni możnń msy święty przy “ontńrzu “odprawiać
i ze sie nie dń nikomu zerznąć, jino temu chto go posadziu“, dorozumia“ sie zarńz, ze to Bernadyn posadziu“, zawo“a“ go do siebie
i tak mówiu“ do niego: „Bernadynie, żle zrobiu“eś, gdyś by“ w rodzinnem mieście, posadziu“eś rozmaryn w nogach nieboszcki twoji
dawny ulubiony; rozmaryn ten tak sie rozrós, ze teraz juz i msza
święta przy tym “ontarzu sie nie “odprawiń. A ze nikomu sie zerznąć
nie dń, jino temu chto go posadziu“, musis jechać i “ontarz uwolnić.
Bernadyn “odrzek: „Nie jest to moja wina, bo kużdy jaki taki po­
darunek nieboszce dawa“, a jń ni mia“em co dać, chociaż suchy roz­
maryn w ji nogach postawiu“emt£. — Przygotowa“ sie Bernadyn w po­
dróż, a papież wystara“ sie la niego “o dobre zaświadcynie, zęby by“
wszędzie wolny, da“ mu dużo piniędzy i da“ mu książecke i tak sie
do niego “obezwa“ : „S“uchej Bernadynie, gdy przydzies do tego kościo“a, mas tu te książecke, jidż klęknij przy rozmarynie zardz, po­
módl sie z ty książecki, a potem ten rozmaryn zerznij “, — Bernadyn
podziękowd“ papieżowi za wszyćko serdecnie i wybrd“ sie w podróż
do rodzinnego miasta. Jedzie i mija góry i lasy, wsie i miasta , juz
nareście przybywa do swojego dobrze mu znanego miasta rodzinnego
i tam sobie wynajon gospodę, zęby sobie móg wypocząć. Na drugi
dzień raniutko jidzie Bernadyn do kościo“a , prosto do wielkiego “on­
tarza, a ludzie myślą: „Po co ten pdn jidzie tam, tam nic ni ma,
tam nie dojdzie, bo jes zarośnięte, tam sie nie nie “odprawia, poco
"on tam jidzie, tam dzieś za “onta.rzki. — Przebija sie bez konary
rozmarynowe, nareście klęka, wyjmuje książecke do modlitwy i mo­
dli sie. P atrzą. “o cudo! ten wielgi rozmaryn zaeynd schnąć w ocaeh
ludzkich, pocyna sie dzieś podziwać; jim sie d“uzy ten pńn modli,
tem corńz mni rozmarynu widać ko“o “ontarza , jaz nareście i ca“kiom
niknie. Dają znać księdzu proboszcowi, ale ten pan jesce sie modli,
a tu juz ni ma rozmarynu. Przychodzi i ksiądz proboszc, nic mu nie

(288)

przeszkadza, rozmarynu ni ma, "ontarz ca"kiem "odkryty- - ale cego
"on sie ta jesce modli? Pńn klęey i modli sie ze swóji ksiąźecki jaz
nareście do końca swoji "ostatni modlitwy, a tu, "o cudo! wieko
z trumny spadń, Apolejka wstaje, chytają sie za syje i całują serdecnie i p"acą z radości. Widzi to wszyćko ksiądz proboszc, ale jem
nic nie przeszkadza, jaz nareście wychodzą na stopnie "ontdrza, klę­
kają "oboje i modlą sie. Ksiądz proboszc widzi to jich modlenie, do
tego "ontarza ze mszą świętą wyszed, potem jich do siebie na plebaniją po skońconem nabożeństwie zaprosiu", zęby sie co uo tern wy­
wiedzieć. Ale ten pan nic mu nie powiedzia", jino na póżniejsy cas
to "ociągną". Ze Apolejka bez lat kiełka juz w trumnie leza"a, przy­
branie ji juz by"o zepsute, to tez udń" sie pńn do dworu "odleguego "od
miasta z prożbą taką, ze nalńz sirote , ze "on jes z dalekiego kraju
„uprasam pńństwa "o jaką przy"oaziwe la n i; życu"bym sobie; dzisiejsego wiecora na plebanii u księdza miejscowego jaki balik sprawić,
na chtóry to i wielmożnego państwa mam zamiar zaprosić, a niepo­
dobna, zęby tak w krótkiem casie lń ni suknie porobić“. — Pani na
te s"owa tak sie "obzywa: „Kochany panie, mam j k tu sukni dosyć,
chtóre mnie jino zmartwienie sprawiają, gdy jich zobace; niech sobie
jich pan zabierze“. — Bernadyn przybrń" Apolejkę bardzok w piekne
suknie i dobrze pasowne, bo by"y na nią robione; w ten sam wiecór
sprawiu" na plebanii bal, na chtóry zaprosiu" wiele państwa, a i ro­
dziców Apolejki, chtórzy jeszce nic nie wiedzieli, co sie w kościele
sta"o. Zesz"o sie też państwa dosyć dużo , przybyli i rodzice Apolejki,
a "ona by"a schowana w "osobnem pokoju, a gdy sie juz goście ze^
śli, nieznajomy im pan takie daje zagadki, przy chtórych to by"
i ksiądz proboszc "obecny: „Drodzy państwo, prose mi to "odpowie­
dzieć, co ja "od państwa żądam: Pewien ogrodnik przesadzń" rozma­
ryn, gdy spostrzeg, ze ma jeden suchy, wyrzuciu" go za mur "ogro­
dowy, ale drugi "ogrodnik ten suchy rozmaryn wziąn i posadziu" go
w swojem "ogrodzie, a ten mu nadzwycaj pieknie rośnie i z tego ci
dwaj "ogrodnicy mają preces : pirsy mówi, ze jes jego, bo "on wzion
suchy na drodze i jemu sie przyjon , drugi mówi, ze jes jego , bo
z jego "ogrodu pochodzi. Prose państwa "osądzić te sprawę, do kogo
ten rozmaryn ma należeć: cy do pirsego, cy do drugiego?“ — Pań­
stwo jednog"ośnie "odpowiedzia"o: „Rozmaryn ten należy na wszelki
sposób do pirsego“. — „Jesce mam jedno państwu "oznajmić do roz­
sądku: Pewien pan "oźeniu" sie bardzok z piękną panną; na niescęście zara po ślubie umar"a, sprawili ji pogrzeb i pochowali — drugi
pńn te pannę po kiełku latach skrzysiu" ze snu grobowego; więc do
chtórego "ona należy, cy do pirsego, cy do drugiego?“ — Państwo
zaś "odpowiedzia"o: „Panna ta należy do drugiego“. — Po ty uchwale
wszyćkich "obecnych jakoteż i księdza proboszca miejscowego, Bornadyn w te sie s"owa "obezwa": „To wszyćko, co do państwa i do
księdza proboszca mówiu"ein, wszyćko to mnie samego sie tycy:
Rozmaryn, chtóry w kościele by" tak rozkosny, ze ca"y "ontarz za­
k ry c i nikomu sie zerwać nie dś", ja wzionem go na drodze suchy

(2 8 9 )

i posadziu"em go, więc tez i do mnie nalezń",
bo go tez i jń zry­
wałem. Ale i Apolejka, chtóra umarua zarńz po ślubie, ja ją skrzysiuuem , to tez i "ona do mnie należy“. — I wyprowadziu" pieknie
wystrojoną Apolejke do zaprosonych gości, chtórzy sie w nią wpatry­
wali, bo przecież po up"ywie pięci lat nie tak uatwo by"o ją można
poznać, ale ze rodzice córkę swoje dorazu poznali, ksiądz proboszc
ten dziw niesuyckany potwierdziu", a zatem wszyscy uznali, ze Apolejka temu panu sie należy za żonę. Bernadyn uobjaśniuu cauą "okolicność, jak sie rzec mia"a, jak sie uod dzieciństwa miuowali i z ja ­
kiego powodu uona umarua.
— "O, byuo tez tam wtedywesele jesce
nie takie, jak pirse, bo tez i ja na tem drugiem weselu by"em. Pirse
wesele byuo jak zwycajne wesela bywają i wprędce smutek sprawiuuo,
ale drugie wesele! Jaką mia" radoś Bernadyn, jaką mia"a radoś Apolejka, gdy sie dowiedziała o swojem miuem Bernadynie, co uon dlń
ni ucyniu", jaką radoś mia"a ca"a rodzina Apolejki i spouem wszyścy
tam zaproseni, a rodzice Apolejki?! P"akali za swoją córką jedyną
juz pięć lńt po stracie tak ulubionego i jedynego, jicb serca pociechy,
a tu dziś widzą ją zdrową, piękną jak róże. By"o tez tam tedy we­
sele i radoś nie do wypowiedzenia bez kilka dni; wtedy to by"a mu­
zyka prawdziwi ! Po wszyćkich z&bawach i uciechach musiał sie Ber
nadyn wybierać do dawny swoji suużby do Rzymu a A polej ka śniem.
Zabrali dosyć znacne wiano, pożegnali sie z rodzicami i wszyćkiemi znajomemi i wybrali sie w drogę daleką. Jechali dzień i drugi
i trzeci i tak ujechali spory kawa" drogi, jaz nareście spominń sobie
Bernadyn, ze sobie zapomina" swojego zaświadcyniń u rodziców Apo­
lejki. Co tu pocąc? Nie byuo jinnego sposobu jino taki, ze zmuszony
byu Bernadyn wynająć gospodę la Apolejki, a sam sie powrócić. I tak
tez zrobiu". Poszed do jednego gospodzkiego i zgodziu" jeden pokoik
na drugiem piętrze i tak mu powiedzia": „Pozostawiam tu te pannę
z tą umową, ze jile dni bede bawiu", tyle dukatów panu zap"ace“. —
Bernadyn powróciu" sie po swoje zaświadcynie, zaś Apolejka zosta"a
u tego gospodzkiego i mieszka"a sobie na piętrze w osobnem pokoiku.
Tymcasem zacem Bernadyn powróciu", przejezdza"o wojsko bez to
miasto, dzie Apolejka mieszka"a. Natencas Apolejka cesa"a sobie w"osy,
a mia"a tez i piękny wTarkoc i stała sobie w oknie. Postrzeg ją uro­
dziwy kapitan bardzok piękny, chtóry sie Apolejce bardzok spodoba",
a jemu tez Apolejka jesce bardzi. Kazał zaraz wojsku wypocąć, a sam
do gospodarza domu tego pcsed i wywiadował sie ciekawie, coby to
by"a za panna, chtóra tam w tem pokoju na górze sie znajduje, bo
„mam zamiar śnią cos pomówić“. — Gospodarz "opowiedział mu
wszyćko jak rzec by"a, ale kapitan prosiu" go, zęby mu pozwolu"
śnią pomówić ze jes jemu dobrze znanń. Gospodarz na zapytanie Apo­
lejki, chtóra mu "oznajmiu"a, ze chce z kapitanem pomówić, zaraz ka­
pitanowi pość tam pozwolu". Po krótkiem pogadaniu Apolejki z kapi­
tanem zawezwali do siebie i gospodarza, chtóremu kapitan "oznajmiu",
ze te pannę chce ze sobą wziąś. Gospodarz powiedzia", ze tego wTzadyn sposób nie pozwoli, bo pan zgodziu" sie śniem, zęby mu ją do-

(290)

trzyrnś,11, jaz do powrotu jego i "obieca" dać dziennie jednego dukóta.
Apolejka piniądze mia"a pozostawione, to tez nic eićkawego nie by"o
gospodarzowi dobrze zap"acić, aby jino z pięknym i m"odym kapitanem
pojechać a Bernadyna stracić na zawsze. Gospodarz nie wiedzió", co
ma robić, bo mu żal nie dotrzymać s"owa piersemu, ale cóz, kiedy
i kapitón, jak tez i Apolejka piekne mu za to dają piniądze. Nareście
wzion piniądze, Apolejke z kapitanem puściu", a potem myśló", jók
tamtemu panu ma powiedzieć. — Tak pieknie zrobiu"a Apolejka z taki
dawny mi"ośei "od samego dziecieństwa z Bernadynem. Prawdę mówi
stare przys"owie, ze psu, koniowi, sczelbie i dziwce szelmie wierzyć
nie trza, bo tez tak i Apolejka zrobiu"a. Jak sie mówi : "O ty dobry
pies, nie ukąsi; ale go taka najdzie natura, ze i swojego skalecy pana.
Albo też: " 0 , ten koń nie kopie, nie trza sie go bóć; — i to nie
prawda, bo jakaś z"oś najdzie na niego i samego pana nietylko no­
gami, ale i zębami pokąsa. Albo też i sczelbie; prędko kurek spadnie
i wyszczeli. Apolejka prędko zapomnia"a mi"ość ku Bernadynowi, gdy
zobócu"a urodziwego kapitana. — Powrócą Bernadyn ze swojem zaświadcyniem, wita go gospodarz, i zaróz "opowiadó mu k"amstwo,
jak nie by"o i mówi w te s"owa: „Kochany panie, gdyś pón "odjechó" i "ostawia" tu te pannę piękną tam w swoji wynajenty stancyji,
gdy wojsko przejezdza"o, "obstąpili mnie i powiedzieli, ze ta panna
jes z ich rodzieństwa. Na zapytanie sie panny, to samo powiedzia"a;
ja nie kció"ein tego wierzyć, ani tez przyzwolić. Kapitón mnie zapowiedzió", ze bez z"oś ją wziąś musi, jak ji dobrowolnie nie wydóm.
Panna ta za pomieszkanie mnie wyp"aciu"a i z kapitanem pojecha"a“. —Jak Bernadyn us"y$za" te s"owa, nie wiedzió", co sie śniem dzieje,
co ma z tem zrobić i pyta sie gospodarza, chtóry regiment przejezdzó",
co mu tez zara i powiedzia". Bernadyn poznó" zaróz, ze to by"a
zdrada, nie namyśliwó sie d"ugo, przedaje konie i wóz, chtóremi jecha", przedaje wszyćko co jino mia" niepotrzebnego, nie pozostawia
sobie jino trochy przy"odziwy i "odchodzi z tego miasta juz nie wo­
zem, jino jak biedny wędrowny. Jidzie, jidzie i przystaje do wojska,
do tego samego regimentu, dzie jego by"a Apolejka i s"uży przy
wojsku. Jako dobry c"owiek i ucony wychodzi wprędce na frajtra, ale
"o Apolejce nic nie wie, ni może ji nigdy użryć, ni może sie nigdzie
"o ni dowiedzieć. Ale tez i Apolejka wcale "o niem zapomnia"a i juz
ji z myśli wys"o, dzie "on sie "obracó, jak sie mu powodzi, z taki
mi"ości wielgi. Bernadyn s"uzy przy wojsku, jak jego "obowiązek
wojskowy wymaga", trzyma sie, co do niego nóleża"o i la tego tez
bardzok w krótkim casie "ośta" kaprólem i dosta" sie pod tego kapi­
tana, u chtórego by"a jego Apolejka. Nie w d"ugim casie spostrzegó
Apolejka, ze to Bernadyn jest kaprólem i do razu go pozna"a. Zmart­
wienie wielgie ją "opanowa"o, sama nie wie, eo ma robić, przychodzą
ji do pamięci dawne casy, zarazem przychodzi do ni i zemsta na nie­
winnego Bernadyna i mówi do kapitana, ze kapral ten jes ji dawny
ulubiony, i doda"a, ze jeźli jego ze światu nie zgubis, to ja sie zgu­
bić muse, a śniem więcy gadać nie kce, ani go tez widzieć. Kapitón

(2 9 1 )

pociesza" j ą , jak móg, ale przecie Bernadyna tak bez przycyny ze
świata zgubić ni może, trza szukać przycyny, zęby go na śmierć
"osądzić Nareście umyślA" kapitan i sprawia bal la wszyćkich ka­
prali i firerów, zaprasA i Bernadyna, chtóry nie w i, co na niego
sczeże. Balują sie tez to, bAlują, jedzą i piją, ale kapitan myśli, coby
zrobić, zęby Bernadyna zdradzić. Nareście przychodzi kapitan do
jednego starego kaprala i mówi do niego, zęby jego z"oty zegarek
Bernadynowi do kiesenie wsuną". Stary kapral "odpowiedzią": „Nie eyń
drugiemu, co tobie nie mi"o“. — Poszed "od niego kapitan, a poszed
do drugiego m"ndszego, chtóry mu te same da" "odpowidź; jaz na­
reście mówi trzeciemu dobremu pijusowi, chtóry zarA na to przysta"
i Bernadynowi zegarek z"oty do kiesenie wsuną", uo cym Bernadyn
nic nie wiedzia". Po skońcony zabawie, kapitan ze z"ością tak sie
"obzywa: „Moji panowie, sprawiu"em wAm zabawę, ale chtóryś z po­
między wAs mnie znoty zegarek ukrAd, niechże mnie go zarA "odda“. —
Wszyscy "obecni nie cująo sie do tego, żAdyn nie suka" ko"o siebie
i nie wiedzieli, ze to by"a zdrada. Nareście kapitan każe szukać temu
kapralowi, chtóry go schowa"; "on zaraz bierze sie i szuka ko"o
jednego, drugiego i trzeciego, jaz nareście szuka i ko"o Bernadyna
i najduje ten z"oty zegarek. Strach zdjon wielgi Bernadyna, kapitan
"oddaje go pod warte i wtrąca do więzienia, pisze do rejimentu "o
taki kradzieży, i "o to sie stara, zęby Bernadyn by" stracony, a po
przeprowadzony rozprawie niewinnego Bernadyna na śmierć, cyli po
prostu na szubienice zasądzili.
Gdy Bernadyna juz na śmierć "osądzdi, wypuścili go z wiezie­
nia, zęby ty rozkoszy tego świata móg użyć bez trzy dni. Zegnali
sie śnim jego kamrAci, ale kużdego to dziwi, ze Bernadyn taki wesó", jagby ten, chtóry mA "od wojska występować, a do swoji rodziny
powracać. Przychodzi do niego i stary kapral, "opowiadA mu rozmajite
rzecy, ale ten nic sie nie lęka, jino w te s"owa mówi do niego: „Bez
nijaki cas żyliśmy "oba spokojnie i w zgodzie przy stanie wojskowym,
a ze taki wyrok śmierci na mnie zapad i temu sie sprzeciwiać ni
można, bo taka jes wola Boga nAwyższego ; jino mam do ciebie, jako
do dobrego kamrata prożbe, chtórą sie spodziwam, ze mnie tego nie
"odmówis. "O to cie prose, gdy ja bede powiesony, a potem "odcięty,
zrób mie "ostatnią przys"uge: mas te książecke, przydź do mnie i te
modlitwę zmów za moją dusą, a ja za tobą do Boga sie.tam bede
modlu" za te ma"ą przys"uge Stary kapral poprzysiąg to Bernadynowi
dokonać, pożegna" sie śniem i "ocleszed. Przeminę"o trzy dni i nadcho­
dzi dzień śmierci niewinnego Bernadyna: wychodzi pod szubienice
dosyć wojska i starsyzny, wychodzi i Apolejka, zęby po raz "ostatni
zobaeyć dobrego ji Bernadyna, chtóry bez nią ze światu schodzi, wy­
chodzi i Bernadyn pod szubienice i widzi po raz "ostatni swoją mi"ą
Apolejke, chtóry juz tak dAwno nie widzia". Ale nie d"ugo jego
patrzenia, bo w okamgnieniu stryćek na jego karku życie mu "odbira. Staje sie radoś ‘ Apolejce, ze juz nie bedzie raia"a na "ocach
swojich, co ji sumienie trapiu"o i wstyd, ze sie ni mog"a pokazać,

(292)

zęby ji Bernadyn nie spostrzeg i bonom nie splamiuu. Przysed cas,
ze Bernadyna "odcieni: jidzie stary kaprdl do jego cia"a, klękd przy
jego ciele martwem, "otwira książecke i modli sie. Po ukcńcony mo­
dlitwie Bernadyn wstaje, dziękuje serdecznie swojemu towarzysowi za
wyratowanie, "odbirś "od niego książecke, żegna sie śniem i wędruje
w jinne kraje. "O by"a tez radość kapitanowi i Apolejce, ze sie po­
zbyli juz na zawsze Bernadyna, a Bernadyn wędruje i sam nie wie
dzie. Zamierzś do Rzymu sie dostać i mija wsie i miasta przechodzi
góry i lasy, jaz nareśeie zachodzi do miasta, dzie mieszka monarcha.
Widzi miasta żś,"obą pokryte, carne chorągwie powystawiane. Cikawoś
zbird Bernadyna, .coby to by"a za żś,"oba i te chorągwie ża"obne, co
powiwają prawie na kuźdy kamienicy. Gospodarz "obezwa" sie w te
s"owa: „Za"oba, mój panie, wielga jes, bo nasemu najaśnijsemu Panu
dnia wcorajsego umar"a jedynś córka, to i ca"kie miasto wielga ma
ża"obea. .— Bernad>n pyt& jesce gospodarza: „Cy wolno tam pość
i "opatrzyć?“ — 'Na co gospodarz "odpowiedzi^" że kuźdemu tam
jes wstęp wolny, bo prencyzna juz by"a doros"a, to chto przydzie,
ten i za ji duse sie pomodlić może. Zabird sie tez i Bernadyn, jidzie
do cesarskiego pa"acu, widzi m"odą dziewice ustrojoną w bogate
suknie, jak gdyby do ślubu, klęka przy ji martwem ciele, wymuje
książocke i modli sie. Po skońcony modlitwie, ta pieknie ustrojond
dziewica urodziwd wstaje, po wielgich boleściach, w chtórych życie
zakońeu"a wstaje zdrowd, weso"a i nie wie nic, co sie śnią dzia"o.
Rozchodzi sie ta wielgd nowina po cesarskim dworze, zbiegają sie,
chto jino jes tam, biegną prędko rodzice, widzą swoje jedyną, uko­
chaną jich sercu eórecke, jak róże rozwijająco sie, piękną, ustrojoną
jak do ślubu, zdrową, jak gdyby przedtem nie chorowa"a; chytają
ją w "objęcia swoje, ca"ują i p"aczą z radości. Dowiadują sie o przycyne tego, co jem tez "objaśnili, co sie sta"o. Bierą ze sobą i biednego
Bernadyna do "osobny sali z ciekawości śnim pomówić. "O, bo tez tam
by"a i ciekawoś, "o bo tez tam by"a i radoś, "o bo tez tam by"o i wesele.
Kapitan, ten co Bernadyna zg"adziu", wysy"a starego kaprdla
i drugiego, chtóry nie kcia" zegarka wsunąć, zęby jego cia"o pocho­
wali, a stary kapral dobrze wiedzid", ze ni ma cia"a Bernadynowego.
Z ochotą poszed pod szubienice, zachodzą ci dwa kaprale, a ze ka­
pral m"odsy nic nie wiedzia", gdy przyśii, nie naleźli cia".a Bernadynowego, bardzok go to mocno zdziwiu"o. Ale po kwili stary kapral
"opowiedzia" drugiemu ca"e zdarzynie, a tak "oba pośli i zameldowali
kapitanowi, ze cia"o Bernadyna g"ęboko w ziemi zakopali, co tez ka­
pitana, a jesce bardzi Apolejke cieszu"o, ze dokona"a, co sie ji podo­
b a ć , a tych kaprali nazwali ze z"ości grubdrzami. Kapitan nie tak
.postępuje z kapralem, chtóry zdrddziu" niewinnego Bernadyna, bo
w kilku dniach dosta" rangę i "osta" tirem a późni felfebrem za jego
fa"szywe pos"uszeństwo.
U króla bdl nies"ychany i radoś; nazjezdza"o sie tam dosyć
książąt nawet i monarchów z "obcych krajów i radzą, coby z tern
zrobić. Jaz nareśeie uradzili, zęby prencyzna by"a żoną tego Berna-

dyna i jak uradzili, tak sie tóz i sta"o. Po kilku dniach "ożeniu" sie
Bernadyn z prencyzną: tto byuo tćz tam wesele, bo i jd ta byuem,
byuo tam co jeś i pić, jeźli nie wierzycie to paczcie, cy ni m k
w gębie mokro. Juz Bernadyn jes prencem spaniauem, ale spomind
sobie "o dawny Apolejce i myśli, jagby ji cnoty wyndgrodzić. Natychmidst posyuo pismo po rejiment, przy chtórem byu ten kapitdn,
żeby na przeznaeony dzień przed niego sie stawili. Zdziwienie wielgie
wszyćki starszyżnie, co by to miauo znaeyć, taki prędki rozkdz , ale
s"uzba nakazuje, trza masierować. Wybird sie co prędzy cauki rejiment
ze wszyćkiem, co jes, i masieruje we dnie, a i w nocy, jaz nareście
stają na przeznaconem miejscu. Wyjeżdża na koniu urodziwy prenc
i wydaje befel, zęby kużdy, chtóry md żonę stanęli w jednem rzędzie,
chtórzy mają kochanki w drugiem rzędzie, a chtórzy ni mają ani żony,
ani kochanki w trzeciem rzędzie. I uporządkowali sie na ten rozkdz
w porządek, a potem jedzie prenc i wizyteruje. Przyjezdzd tez i przed
tego kapitana, poznaje tych dwóch kaprali, chtórzy juz swojego kapralstwa nie s"usznie sie pozbyli, poznaje dali i trzeciego, chtóry juz
jes felfebrem i pytd sie kapitana, skądby tak piókną midu kochankę.
Kapitdn "odpowiedzią", ze sobie ją w pewnem mieście ulubiu11, a ze
uona jes sirotą, ze sobą ją wzion. I prowadzi go przed starego zo"mirza i pytd sie: „Ile Idt suuzys przy wojsku? — Zo"mirz "odrzek
z pokorą: „Dwanaście ldt moj i s"użby“. — I pytd dali kapitana, lacego temu zoumirzowi jaki godności kapralski, lub tez wyży nie wyrobiu". Kapitdn "odrzek: „Żle sie sprawuje“. — Przyprowadziu" go
do drugiego, to samo "odpowiedzią". Nareście prowadzi go do tego
felfebra i pytd sie go: „Ile ldt s"użys przy wojsku?“ — Felfeber "odpowiedzid" z dumą: „Sześ ldt“. — I pytd kapitana, Idcego taki god­
ności dostąpiu". Kapitan "odrzek: „Dobrze sie bardzok sprawuje i wdrt
tego“. — Prenc nic więcy nie rnówiu", kaza" wojsku jechać na swoje
miejsce, a na drugi dzień wydd" wyrok, zęby ten kapitdn na jedny,
Apolejka na drugi, a felfeber na trzeci subienicy byli powieseni, co
tez zardz by"o wykonane.
Wtedy "odpuaciu"o sie kuźdymu: Apolejce, kapitanowi, felfebrowi,
jak mówi stare przys"owie: Jaką miarą mierzys, taką ci bedzie "od­
mierzane.
O pow iedział A ntoni Sulisz.

(Ropczyce).

17.

nO w i l k u .

Rdz przysed wilk do świętego Miko"aja, bo święty Miko"dj
rozrządza wilkami i powiedzid" m u, ze bardzo guodny. Święty Miko"dj powiedzia": „Idź, pódzie ta ch"op bez las, to go zjes ! A święty
Miko"dj zawdy grozi wilkom, zęby ludzi nie jad"y. Wilk posed w las
i chodziu" po drozysku, patrzy/ idzie ch"op i tak wilk mówi do niego:
„Chuopie, jd cie zjem!“ — Ch"op zaś mówi: „ E , dej spokój, ja
jezdem chudy, cobyś ta na mnie mia"“. — „Ale muse cie zjeś“ —
mówi wilk. Ch"op znowu mówi: „Ale sie nie my "em dziś, pozwól mi,
39 _

(294)

niech sie umyję , to mie juz zjes“. Chttop posed do skarpy niby
sie umyć, a temcasem urżną" sobie dobrą 1dge i idzie do wilka
i mówi: „Dej mi sie terdz "ogona utrzyć“. — Ch"op wziąn wilka za
"ogon, "okręciu" ko"o ręki, a drugą tak rzną", ze wilka ledwo ży­
wego puściu". Wilk ledwo sie zawlók do świętego Miko"aja. Święty
Miko"aj zapyta" sie go: „Cyś zjad tego ch"opa?“ — A wilk mu
mówi: „Ej, dzie ta, ch"opskie mięso "ogromnie kwaśne“.
O pow iedział Józef Świerk.

(Łopuchowa.)

18.

L i s k a i w i 1 k.

Rdz spotkd" wilk liske i kcia" ją zjeś. A liska sie go prosiu"a,
ze "ona taka ma"d, zęby ni mia" co jeś i powiedzia"a mu, ze idzie
na wesele, zęby "on śniom posed, bo tamok jes dużo ko"acy, to mu
dd. I ten wilk posed śniom na to wesele. Zaśli tam a liska kaza"a
mu stdó na polu, to mu wyniesie tych ko"aców. Wilk staną" na
dworcu, a liska pos"a na to wesele i namówiu"a ludzi, zęby wilka
wybili. Ludzie wilka tak zbili, ze ledwie z nogi na nogę przestąpywd", a liska wyskocu"a cemprędzy do lasu, wlaz"a do jamy i patrzy"a na wilka, jak sed. Wilk ją uźrd" i powiedzia": „Aleś mi ta
da"a ko"aców, da"a!“ — A liska mu powiedzia"a: "Oj, przyjdcielu
mój, jd ledwie zem sama uciek"a!“
O pow iedziała Jadw iga K ędzior.

19.

P in

Jezus

(Ocieka.)

i święty

Piotr.

Pewnego razu szed Pdn Jezus ze świętem Piotrem i nadszed
jich wiecór. A by"y dwie cha"py : jedna bogata a drugd biednd, w bo­
gaty by"o bardzok dużo zboźd, a w biedny jino wiązecka s"omy. Pdn
Jezus wszed do bogaty jizby i mówiu": „Niech bedzie pokwalony Je­
zus Krysius!“ -— A to byli dziadkowie ■
— i mówiu" "o nocleg. Ale
"odpowiedzia"a ta gospodyni: „Ni mam ani "odrobiny s"omy“. — I Pdn
Jezus poszed ze świętem Piotrem i zaszed do ty biedny cha"py i mó­
wiu" tagże "o nocleg. Ta biedna kobieta, wzięna te wiązecke s"omy
i rozes"a"a na ziemi i mówiu"a: „Lążcie se moji dziadkowie“. Ni
mia"a jem co dać je ś, ale mia"a placek upiecony, co leża" w popiele,
to jim da"a. Ci dziadkowie przenocowali sie, podziękowali za nocleg
i pośli. Na drugi dzień ta bogata gospodyni ni mia"a ani zidrnecka
w kómorze, a ta biednd mia"a pe"no kómore. Ta bogata zachodzi do
kómory7 a tam nima ani ziarnecka. Skarzu"a ją do sądu, ze ji wybra"a, wiecór z komory. Ta bićdna kobieta wymawia"a sie, ze nie
bra"a, jino byli dziadkowie, przenocowa"a jich i na drugi dzień mia"a
pe"ną kómore.
O pow iedział J a n Ochab.

(Ocieka.)

(2 9 5 )

20. nO d u s y.

Razu jednego b y ć w karcmie wesele. Dziwka i parobek zbirali
sie na niego; parobek sie juz ubrń", a dziwka jesce nie, uon mia"
i ś , a dziwka mówiuaa, coby ją poceka", to pódą "oboje. Parobek
mia" cekać, ale ni móg sie ji docekać i poszed sńm; dziwka posprzą­
t a ć i posua za niem. Idzie bez smętńrz wiecór, a dusa przy grobie
siedzi. Dziwka myśla"a, ze to parobek i urnęna te duse i pow iedziać:
„Tageś prędko posed a jesce tu siedzis i strasys mie i m yślis, ze
cie sie boje“, — i posua do karćmy. Zachodzi, a tu parobek tńńcy ;
dziwka sie przelękła, poleciać do księdza i powiedzia"a mu wszyćko.
Ksiądz k&za" ji pokazać w chtórem miejscu, a "ona nie chcia"a, bo
sie bń"a. Ale księzd wzieni ją między siebie i pos"a śnimi i zas"a
na ten grób. Ziemia sie ji rozstąpiuć i wpad"a do tego grobu a księża
pośli do domu.
O pow iedziała K atarzyna M ichałek.

21.

(Ocieka.)

W i s i e 1 k k.

Razu jednego wesele jech ać "od ślubu do karćmy, a wisielńk
wisia" przy drodze. Swat jeden śl&z z woza, poszed do wisieldka i ze
śpasu powiedziń" : „Prosiwa pana wisielaka na wesele“. — Ale wisielńk "odrzek: „Przyde jń t a , przyde“. — Ten sw&t sie przeląk,
wróciu" sie do księdza i wszyćko mu powiedziń". A ksiądz mu na to
„ze "on tam przydzie, ten wisiel&k przed pónockiem "o jedynasty
godzinie, usiędzie na rogu sto"u, a ty żebyś wystąpiu" zaraz z tańca
i żebyś piuu nńpiersy kielisek do niego dotąd, jaż sńm przestanie
pić“. Ten swat przysed nazad do karćmy i tńńcu". I przys"a jedynństa godzina a ten wisielak przysed i sidd na rogu sto"u. Ten swat
wystąpiu" zaraz z tańca i piu" ndpierw do niego jaz do trzeciego
razu, jaz przestń" pić juz sńm wisielńk. Wtedy urną" pięścią w stó"
tak , ze jaz mu ręka przes"a na drugo stronę, bo przepału" ręką
sto" i powiedzia" ten wisielak temu swatu: „Żebyś tak więcy nie robiu",
ale cie chtoś naucu" dobrze“, — i posed ten wisieldk tam , dzie wisiń", a swat "ostd" jesce w karcmie i tńńcu".
O pow iedziała Jadw iga K ędzioi\

22 .

nO k w i e c i e

(Ocieka.)

paproci.

Ghto pódzie do łasa w wilije świętego Jana a nńjdzie kwiat
paproci, to trza zrobić k o ć święconą kredą i na klęckach te paproć
zerwać, a bedzie mia" "okropne skarby, ale nie trzeba nikomu "o tem
gńdać, boby ten cćwiek w ziemie sie zapad.
Jeden parobek wybra" sie po ten kwiat paproci a jak zaszed do
łasa zaraz nalńz ten kwiat, ale usną" i przespś," i rano poszed do

(2 9 6 )

domu. Na drugi rok wybra" sie znowu, ale znowu usną" i nic juz
nie naldz. Dopiero na trzeci rok poszed, ale juz nie usną", naldz
kwiat paproci, zerwd" go i szed sobie a różności sie mu przed uocy
pokazywauy i znowu ginę"y. Jak uszed z pięćdziesiąt mil, nadyba"
pa"ac z canem gospodarztwem, ale tam nikogo nie by"o i tam sobie
żyu duugie lata. Ale go zawdy sumienie gryz"o , bo jego rodzice byli
bardzok bidni, a "on takie mid" bogaństwa.
Raz wybrd" sie jechać do "ojców. Różności sie mu przed uocy
pokazywauy, ni móg zwyciężyć i wróciu" sie nazad do domu. Dwa
razy sie wybird", ale sie zawdy wraca“; trzeci raz "odwazu" sie na
wszyćko, co sie mu stanie, to stanie. Przysed do "ojców, "opytd"
sie “o wszyćko, ale sie nie przyzna", ze «on jes jich synem i znowu
wróciu" do domu. Wybrd" sie jesce rdz i juz postanowili" jem dać
piniędzy; przyby" i "opowiedzia" jem wszyćko, ze nalaz kwiat pa­
proci, ze md "ogromne bogaństwa, ale sie mu z nikiem nie wolno
podzielić. Matka powiedzia"a mu coś do serca i da" ji pieniędzy. Jak
ji tylko dd", zardz sie zapad w ziemie, a matce piniądze zniknę"y.
O pow iedział Józef Św ierk.

23.

(Łopuchowa.)

“O p o d r ó ż n y m .

Jeden podróżny szed we świat i wstąpiu" do domu, w chtórem
by"o dwa pokoje a nikogo w nich nie by"o. "On sie ba" w tern domu
poszed do drugiego pokoju za piec i siedzia", a nawet spa". "O dwundsty godzinie przyśli djabli i mówili: „Jakdś tu dusa jes!“ — szu­
kali i naleźli go za piecem, ale mu nic jesce nie mówili. Potem kcieli
wszyścy tajcować, a zdden z nich nie kcia" grać. Kdzali ch"opu grać,
ale "on sie wymawia", ze nie umie. Ale djdbli wymogli na nim, zęby
grd", dali mu skrzypce a "on jino smyckiem rusd", bo nie umid"
grać , a "oni wszyścy tajcowali. Jak sie zbliza"o rano, djabli sie roz­
chodzili, a ćh"opu ni mieli co za granie dać. "On nic nie kcid", ale
djdbli wparli w niego te skrzypce i buty, co jak w nich zrobiu" krok,
to trzy mile, a na skrzypcach jak zagrd", to ca"y świat tajcowa".
Opróc tego dali mu jesce sczelbe, co jak ś ni sczelu", to zabiu" ptaka,
abo tam co , choćby nddali by" "od niego.
Idzie sobie z tern wszyćkiem, a jakiś pdn jedzie w powozie
bardzok pięknymi końmi. W powietrzu lecid" bardzok ślicny ptdk,
a ten pdn widzia", ze ten podróżny midn sczelbe, to go prosiu", coby
mu tego ptaka zastrzelu", to mu dd za to konie z powozem. Podróżny
przysta" na to , ale kdza" mu, z^jby sdm poszed po tego ptaka, jak
wpadnie w tdrnie. Wpdd ptdk w tdrnie a pdn poszed po niego i rausia" wleź w sdm środek tarni. Podróżny zacon grać na skrzypkach,
a pdn w tarniach pocon tajcować i ca"kiem sie pokalicu".
Podróżnego mieli powiesić i juz przyjechali "oprawcy, takie kąty,
a "on, jak go mieli wisać, prosiu", coby mu pozwolili jesce . przed
śmiercią zagrać na skrzypcach i "obuć buty. "Oni pozwolili m u; po-

(2 9 7 )

drózny zacon grać , a wszyćko, co tylko byuo tajco w a ł, a ten pńn,
zęby nie tajcowd", to kńzń“ sie "aj cuchami przywiązać do s ł p a , ale
i tak z tem suupem tajcowń“. A ten pńn tak mówiu": „A ja mówiu“,
nie dejcie mu! A ja mów.iu“, nie dejcie mu!“ — Jak przestń“ grać,
“oni mieli go powiesić, ale uon zrobiuu krok na trzy mile i nigdy
go nie zuapali.
O pow iedział Józef Świerk.

(Łopuchowa.)

24. nO b i ó d n y

mat ce.

Jedna matka m ia ł pasierbice i w łsn ą córkę a te córkę zawdy
lepi kochaua. Byua zaś bardzok biednń i nawet “ognia w domu ni
m ia ł. U ź r a ł , jak sie w lesie p a lu ł i p o s ł ł pasierbice po “ogień.
Gdy pasierbica przysua do łasa, uźraua , ze to pdlili janiouowie. Po­
w iedział jem: „Dzień dobry!“ — i “oni “odpowiedzieli j i : „Dzień
dobry!“ Potem kńzali ji powiedzieć wszyćkie miesiące; “ona powie­
d z ia ł. Dali ji “ognia i kazali dzieś na "osobnem miejscu w polu po­
rozrzucać. “Ona ten “ogień porzucał i sta“y sie ji budynki, b y d ł
i ca“e gospodarztwo. —- Matka, gdy sie dowiedział “o tem, p o s ł ł
znowu po “ogień swoję w łsn ą córkę. Anieli kazali ji także powie­
dzieć miesiące; “ona pow iedział ze śpasami: „Styceń, luty, marzecskwarzec, kwiecień-plecień i t. d. — Anieli dali ji “ognia i kazali ji
także porzucać dziebądź w domu. “Ona porzucał i wszyćko sie jem
sp d lu ł. — Tak to jes zazdrosnym ludziom.
O pow iedział Józef Świerk.

25.

(Łopuchowa.)

“O s t a r y m

wojńku.

Jeden stary wojak w ysłzu“ przy wojsku trzy kapitulaeyje, to
jes s“uzu“ na trzy zawody po “osiem lat. By“ “on przy wojsku tam­
borem. Jak juz w y słzu “ dwadzieścia śtyry Ińt, nie kcia“ “odyść “od
wojska jino kcia“ s łz y ć przy wojsku do śmierci. “Oficerowie kcieli
sie go już koniecnie pozbyć, bo jnż by“ niedobry do bębnienia, ale
“on nie kcia“ ustąpić. Juz mu hy“o na staroś dobrze, bo bra“ “od
cesarza pensyją za krzyze. Nareście sprzykrzył się mu juz i przy
wojsku i postanowili" “odyść, ale zażądń“, coby mu dali bęben na
drogę. “Oficerowie jino tego kcieli, coby sie go pozbyć, kazali mu
w magazonie wyszukać stary bęben i dali mu. — Ten naciągną“ bę­
ben , bo to by“ bęben staroświecki, kiedy to naciągali go śnurami,
zabębniu“ i posed. Idzie, idzie polami, napotkń“ dziadka, chtóry
klecą“ i prosiu" go ł jałiuzne. Wojńk da" mu śtyry centy, a dzia­
dek da“ mu zi to karty i powiedzia" mu, ze mu sie te karty bar­
dzok przydadzą. Idzie dali, spotka" znowu drugiego dziadka — a to
by“ ten s&m dziadek, chtóry go także prosiu" “o jałnużnę. Tambor

(298)

dá* mu znowu śtyry centy, a ten dziadek dáu mu za to torbę i po
wiedziá* mu, ze ta torba bardzok mu bedzie potrzebná. Idzie znowu
dali i spotyka takiego samego dziadka i ten prosiu* go uo jaumuzne.
Tambor dáu mu kawáuek cbleba, bo miá* przy sobie póu bochenka.
Dziadek dá* mu zaś taką fajkę, cbtórá sie zawdy pálu*a przez tyto­
niu, jak tylko patyckiem przyświecili*. Idzie, idzie, tak zas*a go juz
noc. Na bębnie ciągle bębnili*, ludzie sie przestrasali, bo myśleli, ze
bedzie wojna. Jak tak juz jidzie kawa" wiecór, natrafiu* na dwór,
chtóry budowali. Przychodzi do tego dwora i prosi *o nocleg karbownika; ten mu mówi, ze *on do tego ni má nic. Prosi znowu rzońcy,
ten mu kázá* pość do samego pana. Państwo wtedy wyjeżdżali do
jinny wsi. Pań wypytá* sie tambora *o wszyćko, ten mu *odpowiedziáu *o cauy swoji s*uzbie przy wojsku i uo swojem powodzeniu. Pán
*oświadcu*, ze chętnie by go przenocowá*, ale w tern nowem dworze
są djábii, cy co, bo co w dzień wymurują, to coś w nocy “ozwali
i powiedziá* mu pán, ze zaprzestanie dalsy budowy, bo tu nawet coś
strasy i kuzdy boji sie tu nocować. — „Já sie nie bede bá*“ — powiedziáu woják — „i przekonám sie co to są za strachy“. — „Dobrze“ —
powiedziá* mu pán i kázá* mu przyniś wszelakiego jád*a, a sám zaráz
*odjechá*. Wojákowi przynieśli s*udzy pożywienie, światło i dali mu
ten pokój, dzie nábardzi strasu*o. Woják zaświciu* sobie, pożywiu*
sie, bęben i torbę powiesiu* na ścianie, karty roz*ozu* na stole, fajkę
sobie zapału* i siedzi przy stole. Gdy nadchodzi dwunástá godzina,
us*ysá* różne trzaski i g*os: „Bo jid e!“ — „Jezeliś z*e, to sieknie
pokazuj, a jageś dobre, to śleć kominem“ — *odpowiedziá* woják.
W ty kwili siecią* strasny djábu* kóminem i staną* przed wojakiem
i stoji a nic nie mówi. Woják piérsy przemówiu*: „Co más stać darmo,
chodź, siadej i grejmy w karty“. ----Djábu" siád i grają, ale djábu*
wszyćko przegrywá. Wtem znowu spychać g*os: „Cegóz tam tak siedzis? Zrobiu*eś juz porządek, cy nie?“ — Gdy sie jinni djábii ni
mogli na tego djáb*a docekać, przylecia*o jich coś dziesięciu, a wojak
jich znowu do kárt zawo*á* i tak wszyśey grają, ale woják zawdy
wygrywá. Nareście przylatuje sám lucyper i jego zaprosiu* woják do
kart, ale i *on przegrywá. Gdy juz mija*a dwunástá godzina, djábii
rozgniwali sie, ze wszyćko przegrali i brali sie do wojaka, zęby mu
*eb ukręcić. Wtedy woják krzykną*: „Torba, roz*óz sie i zamknij
jich! Zaráz torba wszyćkich w siebie zamknę*a i powiesiu*a sie na
ścianie. Woják posiedziá* jesce chwile, by*o juz cicho, zabębniu* so­
bie, jesce, a po tern posed spać. Na drugi dzień rano, przyjézdzá pán
i bardzok sie dziwi, ze mury nie porozwálane. Wchodzi do pokoju,
co w niem nocowá* stary woják, widzi na stole karty i masa piniędzy, a woják śpi i chrapi. Pán cichuteńko wysed i nakázá* s*użbie,
coby na palcach chodziu*a, zęby nie *obudzić wojaka. Teraz pan przemyśliwa* nad tern, jakby wynagrodzić tego wojáka, bo może na zawsze
djáb*ów *odpędziu*. Gdy woják wstá*: pán poszed do niego, a woják
mu *o wszyćkiem *opowiedziá*. Pán mu *okropnie dziękowń* i pytá*
sie go, co za to żądá, ale woják powiedziá* ze nic, jino sobie kázá*

przyprowadzić choć ze dwundstu kowali z kowad"ami i z wielkiemi
m"otami. Pdn kazd" pozwo"uwać z pobliskich wiosek kowali i gdy ko­
wale poprzychodzili, zdjąn wojdk torbę ze ściany z djab"ami, po"ozu"
ją na kowadle i kaza" bić kowalom. Panu zaś powiedzie, ze w ni są
ci djabli, co mury rozwdlali. Kowdle bili "okropnie m"otami, a djabli
"ogromnie krzyceli i wyrzekali sie, ze juz nigdy nie zajrzą nawet do
tego domu. Gdy "od bicia m"otami wyrobiuua sie dziurka w torbie,
djdbli pouciekali. "Od tego casu juz djdbli murów nie rozwalali i nie
by"o juz nigdy żadnych strachów w tem dworze. Pan da" za to wo­
jakowi dużo piniędzy i kcid" mu dać kawa" gruntu na wieki, ale wójdk gruntu nie przyjąn. Kcid" mu dać pannę za żonę, także nie przyjąn, jino zabrd" sobie piniędzy uod pana, posed do swojich i ży" do
późny starości we wygodach, bo mia" dużo piniędzy, więc mu nic nie
zabrakło.
O pow iedział J ó zef Św ierk.

26.

"O b i e d n y

(Łopuchowa).

d z i e w cynkę.

Jedna dziewcyna biednd, chtórd zawdy jino s"uzu"a i ze suuzby
źywiuua nawet swoje matkę, s"ysza"a rdz, jak sobie dzićwki "opowia­
d a j , ze gdyby dziwka pos"a "o pónocku t"uc pęcdk, toby posed do
ni djabu" i zaprosiu"by ją do tdńca; ale gdyby dziwka powiedzia"a
mu, ze ni ma pięknych chust, toby ji wszyćko przyniós. Dziewcyna
nie wierzu"a temu i kcia"a sie przekonać, cy to prdwda. Wzięna przed
pónockiem jęcmienia, wsypa"a do stępy i t"uce. Przed samą dwunastą
godziną, przychodzi do ni bardzok pieknie ubrany pan i mówi: „Prosę
panny w taniec“. — Dziewcyna mu zaś "odpowiedzia"a: „Kiedy ni
mdm "adnych spodnie“. — Zardz poszed djdbu" i przyniós masę
spodnie. Dziewcyna na"ob"ucu"a na siebie kilka spodnie a djdbu"
zardz ją wo"d" do tdńca; ale dziewcyna powiedzia"a, ze ni ma
katanek "adnych. Djdbu" znowu posed i przyniós kilkaset kata­
nek. Teraz znowu mówi mu dziewcyna, ze ni md butów. Djabu"
posed i przyniós więcy jak dwadzieścia pdr butów. Dziewcyna znowu
mu mówi, ze ni ma chustek. Djdbu" posed i znowu naniós ji chustek
wielgich i ma"ych. Na "ostatku kdza"a mu sobie przyniś piniędzy.
Poszed djabu" i przyniós ji na plecach w kotle bardzok dużo pinię­
dzy. Nareście kdza"a mu przyniś sobie wachlarz. Djabu" posed i juz
nie wróciu", bo póuoc minę"a i kogut zapia". "Ona wszyćko zabra"a
i by"a "od tego casu bogatd, nic ji nie brakuwa"o.
Gdy sie "o tem dowiedzia"a sąsiadka, córka bogatego somsiada
i ji matka, bardzok ji zdzdrościuj. I matka wyprawiu"a swoję córkę
w nocy pęedk t"uc. Córka t"uce, przychodzi znów pdn i zaprasd ją
do tańca. "Ona zaś mówi: „Ni mdm "adnych spodnie, "adnych butów,
"adnych chustek, katanek, piniędzy“, — wszyćko powiedzia"a na rdz.
Djabu" posed i wszyćko ji "od razu przyniós. "Ona sie ustróju"a
i pos"a z djab"em ^tańcyć. Djabu" zardz ji "eb urwd", "ostawiu",
a cia"o z dusą porwd". Matka ni mog"a sie docekać na nią, przy-

(äöo)
chodzi i znalazca śni jino g“owe.
zdzdrośną.

Zardz pozna"a, ze nie trzeba być

O powiedział Józef Świerk.

27.

(Łopuchowa).

nO t r z e c h c a r o w n i c a c h ,

By" jeden dwór, a w tem dworze mieszkd" pdn. Mid" uon syna,
chtórego mu pożar wieprz, bo ten pdn lubiu" chować dużo świni. Pdn
namówiuu pastucha do tych świni, ale uone zawdy uciekauy i ni móg
jich pozganiać. Uprzykrzy"a mu sie ta s"uzba i uodsed. Rdz wysed
sobie pan na pole i uźrd" zoumirza, chtóry szed bardzok smutny, bo
ni mid" nic na sobie proc koszuli i gaci. Pdn ulitowa" sie nad niem
i nająn go na snuzbe do pasienia świni. Gdy jednego dnia wygna"
świnie, dd" mu pdn chleba i s"oniny do torby. Świnie uciekauy mu;
uon ni móg zą niemi lecieć i cisną" torbę i wszyćko ze siebie, a lecia" dali za niemi. Świnie przylecia"y pod jedne gore i tam usiad"y,
a "on jich wtedy dogoniu". Wieprz tak sie do niego "obzywd: „Wyjdź
na te gore i stój, mas sable, a my gdy te bramę "odryjemy i wyńdzie śni carownica, to dotąd śnią walc, jaz ci dd kluce "od bramy,
a ty ji potem "eb zetnies“. — Gdy świnie wyry"y bramę , wys"a ca­
rownica i zacęna sie śnim k"ócić, po co tu przysed. Pastuch ji po­
wiedzia", zęby mu da"a kluce uod bramy, ale "ona mu nie kcia"a dać.
Ale jak "on wystąpiu" do ni ze sablą, "odda"a mu kluce, a "on ji
zardz "eb ścion. Pastuch "odemkną" bramę i użra" zaraz bardzok
piekne miasto. Zardz wys"a naprzeciw niego panna i da"a mu śrybne
jabko. Gdy wysed z miasta, powiedzia" mu wieprz, zęby nic "o tem
panu nie mówiu", jaz za siedem dni.
Na drugi dzień znów mu świnie uciekauy i dogoniu" jich dopiro przy drugi górze; tam tak samo sie sta"o, jak przy pirsy, jino
panna z tego drugiego miasta da"a mu z"ute jabko, a carownićy, chtóra
tu by"a także ścion "eb. Na trzeci dzień znów świnie uciek"y a pastuch
dogna" jich dopiero pod trzecią górą. Tu tak sie sta"o* jak przy pirsy
i przy drugi górze, ale tu da"a mu panna dyjamentowe jabko. Więc
ten pastuch zabiu" juz trzy carownice i "odkry" trzy miasta.
Gdy powróciu" do swego pana, wtedy przyśli pos"owie po pana
na bal. Pan wo"d" ze sobą pastucha, ale "on nie kcid" jiś. Gdy pan
"odjechd", powiedzia" mu wieprz, coby sie ubrd" i pojechd". Pastuch
ubrd" sie, sidd na tego wieprza i zajecha" jescę pirwy, niz jego pdn.
Gdy pdn przyjechd", użrd" go, ni móg go poznać, ale mu sie zdawa"o,
ze podobny do jego pastucha "od świni. Pastuch ten ciągle tajcowd"
z m"odsą córką swego pana. Starsd zaś gniwa"a sie, ze śnią nie tań­
cuje. Gdy nazdd pdn wyjeżdża" z córkami, kcia" go ze sobą wziąś,
bo panu powiedzid", ze i "on jedzie w te samą stronę, ale "on nie
kcid" śnimi jechać. Dopiro gdy pan "odjecha", pastuch siad na wieprza
i przyjecha", zaźrd", cy "on jes. Tak na bdl jechali trzy razy. Za
trzeciem razem dopiro go poznali nd bdlu. Nazdd znów kcid" go pdn

(3 0 1 )

wziąś ze sobą, ale "on nie pojechd11 śnira i powiedzia" mu, ze uon
pirwy zajedzie. Znowu siad na wieprza i pirwy do domu przyj echd".
Wieprz powiedzia" teraz pastuchowi, zęby go zabiu" poma"u, bo
w nim jes syn jego pana. Pastuch zrobiu" tak i wysed z wieprza
syn pana i wszyćko mu "opowiedzia", co sie śnim dzid"o, co robiu"
ten pastuch, ze nodkruu trzy miasta, ze zabiu11 trzy earownice i ze jego
bez to "ocalu". Pdn kcia" wynagrodzić pastucha za to wszyćko, da"
mu te ndm"odsą córkę za żonę i darowa" mu te trzy miasta. Tak to
z pastucha zrobiu" sie wielgi pan.
O pow iedział Józef Św ierk.

28.

(Łopuehowa).

"0 t r z e c h k r ó l e w n a c h .

Jeden król mid" trzy córki: jedna z nich jad"a zawdy "obidd
"o godzinie dwunasty, druga "o drugi, a trzecia "o trzeci, a kazdd mu­
s i a ł po "obiedzie godzinę po ganku śpacyrować. Rdz gdy ndstarsd
królewna zjad"a "obiad i śpacyrowa"a po ganku, djabu" sie kręciu"
ko"o ganku i porwd" ją i zaprowadziu" do swego mieszkania. Tu dd"
ji siedem klucy "od siedmi pokojów; do kuzdego pokoju wolno ji by"o
chodzić, tylko do jednego nie, ale ji nie powiedzia" do chtórego. Potym
przywiąza" ji do szyje jabko. Jak wes"a do jednego pokoju, by"o tam
bar.dzok dużo sczelb, pistoletów; w drugiem pokoju by"o masa siekir;
w trzecim becki, konewki, cebrzyki, a na klocach leza"y topory;
w cwdrtem pokoju by"y kad"uby z ludzi; w piatem by"y g"owy ludz­
kie pozawisane na ścianach; w jednem mieskali a w siódmem — a do
tego ji nie by"o wolno — by"y "ogromne becki. "Ona zażra"a do jedny
becki i uźra"a w ni pe"no krwie, ale jak zazira"a, jabko ji wpad"o do
ty krwie, ale go z"apa"a. "Otar"a to jabko ze krwie, ale jedna skaza
"osta"a i nie puściu"a sie. Djabu" potym przysed i kaza" ji "obiad
przyryktować, ale nicem zasidd do "obiadu, kaza" ji pokazać jabko.
Jak uźra" te skazę, powiedzia" ji: „Po twojem życiu“. — Jesce trzy
razy kazd" ji tam chodzić i kuzdy raz jabko ji wpdda"o i kuzdą rażą
przy bywa "a jedna plama na jabku. Jak trzeci raz przys"a i "on "opatrzu" i by"o trzy skazy, wzion i ucion ji g"owe i zawiesiu" razem
z kad"ubem na ścianie w innem pokoju.
Potem posed znowu do zdmku króleskiego i znowu drug& kró­
lewna chodziu"a po ganku i "on ją porw&" i tak samo sie śniom
sta"o, jak z pirsą, a kad"ub i g"owe zawiesiu" na ścianie przy tamty.
Potem posed po trzecią królewnę, z"apa" ją tagze na ganku
i zaniós ją do swego mieskania, da" ji te same siedem klucy i tak
samo ji powiedzia", jak i siostrom. Królewna ta wes"a pirsy rdz do
tego pokoju, dzie by"y becki z krwią, "ona zażra"a do becki, ale ji
jabko nie wpad"o. Djabu" "opatrzu" jabko, a, jak uźra", ze nima na
niem skazy, powiedzia" ji: „Bedzies moją zoną, ale musis iść jesce
trzy razy do tego pokoju“. — "Ona chodziu"a do tego pokoju bez
trzy razy, ale ji nigdy jabko nie wpad"o i "osta"a jego zoną.
*

40

(3 0 2 ).

Raz s"atia jego "ózko i nalaz"a carną maść w "ózku. Gdy dj4bu" przysed do domu, pytaua sie go tak: „Powidz mi, mój kochany
mężu, na co to ta maść?“ — Djńbu" ji nie kcia" powiedzieć, ale jak
go zacęna prosić, powiedzie ji, ze na to, jak tą maścią posmaruje
kadnub trupa i guowe, a potem przy"ozy sie g"owe do kaduuba, to trup
"ożyje. Potem prosiu"a go, coby i dń" te maść, ale zaledwie ji dń".
Raz chodziu"a po pokojach i pozna"a swoje siostry i bardzok
sie rozpuakaua. Potem wróciuua do pokoju swego i powiedzia"a do
męża: „Mój mężu, mój "ociec teraz bardzok bidny, ani ni ma'cem
suugów zapuacić, ani sie cem pożywić; ja naładuje pakę piniędzy,
a ty zaniesies i postawis na gńnku“. — Djabu" posed w nocy znowu
za ludźmi, a królewna pos"a do tego pokoju, dzie by"y trupy ji sióstr,
posmarowaua nastarsą tą maścią, przy"ozu"a g"owe do kadłuba i siostra
zarńz "ozy"a. Wszyćko ty siostrze "opowiedziana i powiedziaua ji tagze:
„Jak cie djńbu" zaniesie na gńnek, to krzyc: tato! tato! chodź do
mnie!“ — Zaraz potem zapakowaua siostrę do paki, a na drugi dzień
zaniós ją djabu" z paką na ganek i u cik , coby go kto nie użra".
Królewna jak juz zmiarkowa"a, ze juz jes na ganku, zacęna wo"ać na
"ojca; wszyscy sie zbiegli i zanieśli ją do pokoju i ciesyli sie bardzok
niom. "Ona wszyćko jem "opowiedzia"a, ale "o siostrach nic, bo sama
nie wiedzia"a, bo sie ji nńm"odsa siostra nie da"a poznać, a trupa
średni siostry nie widzia"a, bo to by"o do dnia po ciemku.
Na drugi dzień znowu mu mówi: „Jutro zaniesies drugą pakę
piniędzy, bo to "ojcu nie wystarcy"o“. — W nocy zrobiu"a tak samo
z drugą siostrą, jak z pirsą, a djńbu" znowu ją zaniós do zamku
w pace. Gdy djńbu" powróciu", królewna tak mówi do niego: „Ko­
chany mężu, jutro bede bardzok chora i bede leżeć, prose cie, żebyś
mnie nic nie rusd" i do mnie nie mówili", ale na"aduje kufer pinię­
dzy, to jutro zaniesies znowu mojemu "ojcu, bo sie mi śniu"o, ze mu
znowu piniędzy brakuje“. — Djńbu" przyrzek ji to zrobić i zarńz po­
sed za ludźmi. "Ona zaś temcasem ula"a pannę z cukru i nala"a do
środka soku malinowego, zebj7 ta panna by"a rumiana i po"ozu"a ją
w "ózku i poprzykrywa"a ją pierzynami, sama zaś zapakowa"a sie do
kufra i ze środka sie zamk"a.
Djabu" przysed rano, jak tylko "otworzu" drzwi, zarńz z"apń"
ten kufer i niós na gńnek. Bardzok sie fem kufrem zmordowa" i mó­
wi sobie: „Juz to "ostatni rdz te piniądze nose“. — Zaniós i znowu
postawili" na gńnku a sam ucik. Królewna sobie sama kufer "otworzu"a i wes"a i do zamku, to wszyscy "ogromnie śie ciesyli i wypra­
wiali bale; "ona dopiero wszyćko jem "opowiedzia"a, jak wybawiu"a
siostry i siebie.
Gdy djńbu" powróciu" do domu, przysed do "ózka i użrń" zonę,
te pannę z cukru, bardzok bladą i pyta sie: „Cegoś ty zono takń
blada?“ Potem zwiesiu" sie do ni i poca"owa" ją. Jakoś po poca"owaniu zdawa"a sie mu s"odk& i zacon ją znowu ca"ować, jaz ją cac­
kiem wyca"owa". Potem zacęna sie krew śni lać, ten sok z malin,
a "on mówi: „Co jń swoją zonę zjad?“ Potem skostowń" ty krwie —

(303)

dobrń sie mu widzia"a i wszyćko wypiuu. I tak to stracili11 wszyćkie
trzy królewny.
O pow iedział Józef Świerk.

nO g u u p i e m

(Łopuchowa).

Ma c i u s i u .

Jedno mi"żeństwo mia"o trzech synów: dwóch mądrych a jednego
g"upiego, a ten g"upi nazywń" sie Maciuś. Ten Maciuś byu bardzok
scyry (szczodry); jak przysed ubogi, a nie by"o jego "ojców, to co
jino byuo w domu, to dń" ubogiemu. "Ojcowie i bracia bardzok go
nie cierpieli, bo jem wszyćko w ydawł, a nic nie robiu", jino na piecu
siedzia".
Jak widziń" Maciuś, ze wszyscy na niego żli, wybrń" sie w świat,
dzie go "ocy poniosą. Matka da"a mu na drogę trzy dukaty i ka­
wa" ek chleba. Idzie, idzie bez góry i lasy i napotkń" dwóch djńłów ,
co sie bili "ogromnie i rozbroju" ich. Djńbli polubieli go za to i "obiecali mu to wynagrodzić. Idzie dali, u ź r ł kopiec z mrockami (mrów­
kami) rozgarniony — z"ozu" to na jedno miejsce. Idzie jesce dali,
uźra" na brzegu morza wielgą rybę, chtóra juz prawie zdycha"a
bez wody i te rybę w rzucił w morze. Idzie dali bez las, spotkń"
c ł o p a , co niós w worku psa utopić. Maciuś prosiu" go, coby temu
psu darowa" życie, ale "on nie kciń" w zńdyn sposób, ale gdy mu
Maciuś dń" dwa dukńty, wypuściu" psa na świat. Pies ten nie"opuściu"
Maciusia, jino cięgiem sed za niem. Jidzie jesce dali, uźrń" ch"opa, co
niós kota we worku utopić i tego kota kupiu" za tego dukńta, co
jesce mii" jednego. Teraz leciń" za niem i pies i kot. Idą wszyscy
bez las a piesek "odlecia" kaw łek. "od Maciusia i zacon grzebać zie­
mie. Maciuś przyblizu" sie do niego, a piesek wygrzebń" pierścień.
Maciuś wzion ten pierścień i "obtar go i w ty chwili sta"o sie przed
niem rozmate jedzenie. Posilili sie wszyscy, bo ten pierścień miń" tako
w"asność, co jak go potar i co sobie pomyśli", to mu sie zarńz sta"o.
Gdy Maciuś przysed do jedny wsi, dowiedziń" sie, ze za mo­
rzem prowadzi królowa wojnę i "og"osiła, ze chto ji pomoże te wojnę
wygrać, to sie śnią "ożeni. Maciuś potar pierścień, zęby sie mu sta"
bez morze most i zaraz mu sie sta"; posed z pieskiem i z kotkiem
bez morze, posed na wojnę i te wojnę wygrń" i ta królowi zapro­
s i ł a go zaraz do siebie. Ale nie kcia"a sie za niego wydać, jaz ji
trzy rzecy zrobi. Napierw kaza"a mu z morza przyniść napiekniejsą
per"e. "On posed nad morze i uźra" zaraz te samą rybę i "ona zarńz w yrzuciła ze siebie bardzok wielgą i ślicną per"e. Maciuś wzion
te per"e i zaniós królowy, a ta per"a bardzok sie ji spodoba"a. Potem
kaza"a zmisać korzec prosa bia"ego z korcem prosa cyrwonego i zęby
."on to nazńd przebrń" bez noc. Maciuś zaniós to proso do tych mrocek w lesie, co jem zgarną" kopiec na jedno miejsce i zarńz mu "od"ącu"y proso bia"e "od cyrwonego. Królowa myśla"a sobie: „Juz muse
być jego, bo "on wszyćko zrobi“, —- ale w ym yślła jesce jedne rzec,

(304)

zęby ji przyniós z piekua napiekniejsą róże. Maciuś posed do p iek ć
a na warcie przed piekuem stńli ci sami djabli, co jich to rozbroniu11;
"oni go zarńz poznali i posed jeden z nich do piekua i przyniós napićkniejsą róże. Drugi przyniós mu tagze Cńrnego cyrnidć, zęby sie
"osmolu", coby królowa wierzuć, ze uon byu w piekle. Przyniós Ma­
ciuś te róże królowy i teraz juz musiaua sie za niego wydać. "Odprawiuuo sie wnet wesele a "on potem "opowiedzia" ji wszyćko uo sobie,
ze "on chćpski syn i uo pierścieniu.
Raz siedzieli sobie "oboje: uon drzyma", a uona go jisk ać. Jak
dobrze zasną", "ona pomaleńku zdjęna mu ten pierścień, jemu posma­
row ać maścią pod nosem i tak zasną", ze nic nie cu", choćby go chto
rąbń". Terńz k azać go "odniś za morze i wsadzić na wysoką wieże.
Tam żywili go tylko chlebem i wodą. Piesek i kotek zosta"y u kró­
lewny i wszyćko widzia"y, co sie z jich panem sta ć . Rńz mówi pie­
sek do kotka: „Musis jakoś ukraś ten pierścień królowy i zawieziemy
go nasemu panu do wieży“. — Kotek nimóg w zńdyn sposób pierście­
nia porwać, ale posed do mys i powiedzia" jem: „Jak mi pierścienia
nie przyniesiecie, to was wszyćkie wyzjńdńm“. — Pani, ta królowi,
w dzień nosiu"a pierścień na palcu, a na noc k"ad"a go do gęby.
Kilka mys pos"o w nocy do królowy na "ózko i zacęny ji po gę­
bie mytlać "ogonami, królowe to "echta"o i "otworzu"a gębę, a pierścień
ji wyleciń". Myski zar&z porwa"y pierścień i zanies"y go kotkowi.
Piesek i kotek wybrali sie pokryjomn z pierścieniem do swojego
pana. Piesek kazi" kotkowi siąś na siebie i pierścień kńza" mu trzy­
mać w pysku i tak p"yńęli. Gdy juz byli na środku morzń, spytń"
sie piesek kotka: „Mas pierścień?“ — Kotek mówi: „Mam“. —
W ty chwili wypad kotkowi pierścień w morze, ale nic nie powie­
dzia" pieskowi, bo sie go bi". Gdy przep"ynęli morze, dopiro kotek
powiedziń" pieskowi, ze mu pierścień utoną" w morzu. Chodzą sobie
kotek i piesek kó"o morzń i użreli wielgą rybę, te samą, co ją Ma­
ciuś wrzuciu" do morzń z brzegu i ta ryba zarńz wyrzueiuć ze siebie
pierścień ten sdm. Kotek wzion pierścień i pośli pod wieże; kotek
zacon sie drapać po murze i ledwie sie wydrapa", m iaća" k o ć swego
pana i wpuściu" mu pierścień do ręki. Maciuś nie wierzu", zęby to
by" jego pierścień, ale potar go i zaraz już by" na dole z kotkiem
przy piesku.
Niezadćgo znowu wyda" jakiś król ty samy królowy, zonie
Maciusia wojnę. Maciuś znowu potar pierścień, przesed bez morze
i posed na wojnę i wygrń". Królowa znowu zaprńsać tego pana, co
ji pomóg wojnę wygrać. Gdy Maciuś przyjechń" do ji zamku, zarńz
go poznać i "ogromnie sie przestrasuć, bo m yślać, ze ją zabije za
to wszyćko, co mu zrobiuć; ale "on ji wszyćko darowa". Królowa
mu przyrzekć, ze bedzie śniem zyć w zgodzie. Maciuś ćbją" królestwo
i żyli "odtąd dćgie lata w zgodzie ze sobą.
O pow iedział Józef Świerk.

(Łopuchom a)4

(305)

30.

"0 K u b i e .

W jedny wsi byu bidny ch"op, a m iá"jednego syna, Kubę. Ráz
wróciu" syn z wesela i záluu sie przed "ojcem, ze zádná dzieweyna
nie kce śnim tajcować, tylko tajcują dziwki ze synami rzeźników i zacon prosić "ojca, zęby mu dá" krowę, to pódzie we świat i bedzie sie
ucu" rzeżnictwa. Z pocątku nie kciá" mu "ociec dać ty krowy, bo jino
miá" jedne, ale syn nie dá" mu nigdy spokoju, tak mu "ociec musiá"
dać te krowę.
Wybráu sie teráz w świat; wzion sobie sikiére, nóż rzeźnicki
i te krowę i posed. Przysed do lasa, uwiazá" krowę u drzewa i miá"
ją juz zabić, zęby sie naucu" tego rzeżnictwa. Ale temcasem nadsed
pán ze sczelbą i z trzema psami i tak sie go pytá: „Co ty c"owieku
bedzies z tą krową robiu"?“ — Ten wszyćkie zamiary mu "opowiedziá". Pán mu wtedy mówi: „Dej mi c"owieku te krowę, to já ci
dám te sczelbe i te trzy psy, tak más po świzem powietrzu chodzić
rok i sześ niedziel, to potem zrobis szcęście; ale bez ten ćas musis
być zawdy na świzem powietrzu i "o psach más pamiętać, cobyś jich
nie straciu", bo ci będą potrzebne“. — Ten chopák przystá" na to
i roześli sie. Pies jeden nazywá" sie: Pocuj, drugi Chybki, a trzeci
Mocny.
Chodziu" Kuba z temi psami rok i pięć niedziel, jesce miá"
chodzić jedne niedziele: w ostatniem dniu szósty niedzieli idzie, idzie
lasem i napotká" spania"y pa"ac i wstępuje do tego pa"acu, zęby sie
pożywić, bo by" bardzok g"odny, a tak samo i psy. Gdy wsed do
pa"acu, nie zastá" nikogo, jino starą babę. Prosili" ji, coby mu da"a
jaki posi"ek; baba nic mu nie kcia"a dać; "on wziąn sie do ni "ostro
i coś tam zryktowa"a i daje mu na misce. Kuba kázá" psu, chtóry
sie nazywa" Pocuj, powąchać. Pocuj powącha" i babę sarpną" za
spódnice, to znacy"o, ze ta potrawa by"a zatrutá. Kuba wtedy krzykną"
na babę i powiedziá" ji, ze jak nie z"aduje co dobrego i niezepsutego,
to ją psom káze rozszarpać. "Ona zlęk"a sie i z"adowa"a jinsą po­
trawę. Pocuj powachá", ale ji juz nie sarpá", to znacu"o, ze ta po­
trawa nie by"a zatrutá. Jakób sie pozywiu" i dá" tagze psom i juz
má wychodzić, a tu wchodzi dwunastu zbójców i zatrzymują go. Py­
tają sie ty baby, swoji gospodynie, a "ona jim wszyćko opowiedzia"a
i kázali Kubie siąś, dźwi zamknąć, a sami zasiedli do wiecerzy. Po
wiecerzy wychodzi z za sto"a jeden zbój i mówi: ,,Já mu tu zaráz
sprawie za te wiecerzę, co sobie gospodyni kázá" przemocą zrobić!“ —
Skoro jino wysed z zá sto"u, Mocny skocu" do niego, chwycili" go
za kark i "odrazu udusiu". Wychodzi drugi zbój, trzeci i jedynásty,
a mocny wszyćkich wydusiu". "Ostá" jino jeden zbój , ten bardzok
prosiu" tego Kuby, coby jemu życie darową" i zaprásá" go do siebie
do sto"u, zęby jesce co zjád i napiu" sie wina. Kuba posed, usiád
przy stole, a psy "obstąpiu"y zbója i tak śnim popija" wino jaz sie
dobrze upiu". Kiedy zbój widziá", ze "on jes pijany, tak mówi do
niego: „Przedej mi te psy, a dám ci furę zuota “9 — Kuba z"akomiu"

(306)

sie na z"oto i przędą" mu te psy. Zbój zarńz wzion Mocnego na
"ajcuch, zaprowadziu" go do drugiego pokoju i tam go zamkną", a te
drugie dwa psy zamkną" w jinnem pokoju. Skoro sie tylko z psami
uspokoju", przychodzi do Kuby z "ogromnem nożem i mówi: „Teraz
duwej syje, juz po twojim życiu!“ — Kuba juz nimiń" nijaki po­
mocy, juz wiedzia", ze go w ty chwili spotka śmierć, ale przypominń
sobie, ze mu ten pńn mówiu", co mu da" psy, ze musi być zawdy na
świzem powietrzu, to sie mu nigdy nic nie stanie, prosi tyz tego
zbója, coby mu przed śmiercią pozwolu" wyjść jesce choć raz na
świźe powietrze. Zbój nie kcia" mu tego pozwolić, ale ten go straśnie
prosili" i pozwolu". Jak ten by" juz na dworze, zawo"a": „Mocny,
mocny, ni ma cie?“ — Mocny urwń" sie z "aj cuch a, prze"amś," dźwi
i przyleciń" na dwór, z"apa" zbója za syje i "odrazu go zadusili".
Potem wsed z Mocnem do pokojów i kńza" mu babę zadusić.
"Odemkną" do jinnych pokoji i tam by"a panna, chtórą zbójcy
jednemu hrabiemu wykradli. Jakób zabra" bardzo dużo piniędzy, a "od
panny dowiedzia" sie skąd jes i zarńz powozem ją "odes"a", a s&m
kció" z tern domem zbójeckim porządek zrobić.
Gdy panna jecha"a do domu z fornalem, spotka"a na drodze
"oficera. "Oficer ją prosiu", coby go wzięna ze sobą; "ona wzięna go
do powozu, w powozie "opowiedzia"a mu wszyćko, co się śnią sta"o.
Powiedzia"a mu tagze, ze za wdzięcność, ze ją "od zbójców wybawiu",
"obieca"a "ostać jego zoną. "Oficer zara zastrzelu" furmana i p rz y s ­
zli" rewulwer pannie do piersi, zęby przysięg"a, ze powi przed "ojcem,
co "on ją wybawiu". "Ona powiedzia"a mu, ze nic nie powi, ani tak,
ani tak. Gdy przyjechali do pa"aću, "on zaraz powiedzia" ji rodzicom,
ze "on ją wybawiu", a rodzice k&zali zaraz, coby sie śniom "ozeniu".
Za trzy dni mia"o nastąpić wesele, w gazetach "og"osili wszyćko, ze
naleziona córka hrabiego wydaje sie za wybawcę.
Prawdziwy wybawca dowiedziń" sie tagze i zaraz wys"a" psa
Chybkiego z listem, coby sie z weselem strzymali. Na trzeci dzień
przyjizdzń sam do pa"acu, a tu juz wszyćko przygotowane do ślubu
i "odbywa sie uczta. Zasiad z gośćmi, ta panna zara go pozna"a.
Goście prowadzili różne rozmowy, a "ociec panny takń da" zagadkę:
„Coby temu zrobić, ehto jes "ogromnem k"amcą?“ — A ten "oficer
mówi: „Rozedrzyć go na dwoje“, — 1 tak mu zrobili.
Kuba prawdziwy wybawca, "ozeniu" sie z tą panną i żyli d"ugie
lata scęśliwie.
O pow iedział Józef Świerk.

31. "O j e d n e m

(Łopuchowa).

zbóju.

By"o trzech synów ; jeden nńm"odsy nie znń" nijaki roboty, jino
kcia" dobrze jeś. Matka ni mog"a go nasycić i kaza"a mu jiś na s"uzbe.
"On posed do zbójców w las gęsty i tam sie zgodziu" na s"uzbe. Py­
tali sie go, cy s"uzbe dobrze bedzie prowadziu", a "on przysta" na to,

(807)

że dobrze bedzie prowadziu*. Kázali mu wtedy jiś na drogę, ehtórá
wied"a do miasta i powiedzieli mu: „Bedzie ta s"a kobieta cięzebna,
weź ją i zabij i poebowej, na tym grobie lédz i s"uchej to sie dowis,
jak d"ugo bedzies zy11 na świecie“. — "On tak zrobiu" i s"ysá" jak
dziecko w grobie w o Y o : „Zemścij sie niewinny matki m oji!“ —
A z nieba g"os “odpowiedzią": „Zemsce sie jaz za dwadzieścia trzy
lata“. — I posed do domu. Pyta" sie go gospodarz, jak bedzie s"uzu" d"go, a "on "odpowiedzią", ze dwadzieścia trzy lata. — I s"uzu";
zabiu" "ośmiu ludzi, dwóch żydów i uprzykrzy"a mu sie ta s"uzba,
ucik i posed w świat. — Zased do jednego gospodárza bogatego
i pyta" sie go ten gospodarz, cego szuka: „S"uzby“. — Pytá" sie go:
„Cy bedzies s"uzu" u mnie?“ — "Odpowiedziá": „Dobrze, bede s"uzu"“. — By"o to w mieście u burmistrza, to niby u wójta. Miá" "on
jedne córkę jedyuácke i ten parobek sie ś nią "ozeniu" i by" dobrem
gospodárzem, a potem jak gospodarz umar, "on "ostá" tym burmiszczem
i by" dobrem burmiszczem.
Temcasem przys"y te lata, chtóre miá" "obiecane na grobie i zachorowá" bardzo i zakcia"o mu sie jeś cielęcy g"ówki i mówiu": „Zo­
no kochaná, prose cie, żebyś mi przynies"a cielęcy g"ówki, tobym
"ozdrowiá"“. — "Ona sie bardzok gniwa"a, bo mia"a dosyć wszyćkiego,
mięsiwa bydlęcego, świńskiego. Ale "on sie zgniwá", lá cego nie. kce
us"uchać. Tak "ona pos"a zgniwaná do rzeżnika i przynies"a pod
przykryciem, zęby nicht nie widziá", te cielęcą g"ówke i po"ozu"a ją
w przysionku. — W tern za nią wpadają polieyjanie: „Co sie sta"o,
panie burmiszczu, za miastem leży kobita bez g"owy, a u pana burmiszcza g"owa w przysionku i ślad "od ni do sionki? W tern razie
"on sie zerwá" z "ózka na nogi i myśli sobie i przypomina swoje
zbytki, jakie przody prowadziu" i przyzná" sie jem "o wszyćkiem.
A "oni sie go pytają: „Co se za to rachujes?“ — A "on "odpowie­
dziá"; „Śmierć“. — Miá" śtyry konie w stajni i dwóch parobków,
kázali ubrać te konie w chomonta, wyprowadzić na dziedziniec i przy­
wiązać jedne páre u jedny nogi, a drugą u drugi i rozsarpać w po­
wietrzu za to wszyćko.
O pow iedziała A nna O chab.

32.

"O d w u n a s t u

(O cieka).

zbójcach.

Jeden kupiec mid" jedne córkę i "osiem sklepów w mieście.
Zbójcy poznali te córkę i bardzok sie im spodoba"a, myśleli cięgiem
nad tern, jagby te córkę porwać. Zaganiali sie do sklepów, niby coś
kupić, ale nigdy samy ni mogli zastać. Jedną rażą przyśli i zastali
jam z rodzicami: jeden ze zbójców udd", ze jes wielgiem hrabią i kcid",
coby mu ją dali za zonę. Rodzice nie kcieli ji dać w zadyn sposób,
ale jak zbójcy zaceni nalegać, dali ją wreście. Powóz zajeeha", a zbójcy
zabrali ją i pojechali i zawieźli ją do swojego domu. Ale tu wszyśey
kcieli nią rządzić, a "ona jem powiedzia"a, ze pos"a za jednego nie

(BOB)
za wszyćkich, „to nie wszyscy mdcie mną rządzić“. — Zbójców to
rozgniwa“o i powiedzieli ji: „Juz po twojem życiu! Co kces, cy zęby
cie w“ozyć do becki nabity śpilkami, cy zęby cie żywcem ugotować?“ —
“Ona powiedziana jem, ze woli, jak ją ugotują. Kazali ji przyniś trzy
razy na siebie wody, a sami wyśli na kradziż i za ludźmi.
Jak zbójcy powracali, schowa“a sie pod “ózko; zbójcy przypro­
wadzili panią bardzok pieknie ubraną a “ona to wszyćko z podnóżka
widziana. Zaraz te panią porąbali na kawauki, a palec z pierścionkiem
zuotem wpdd pod “ózko, a uona wzięna i schowa“a. Jeden ze zbój­
ców kcia“ sukać pierścionka, ale jinni krzyknęli: „Ni ma casu, chodź­
my po reśte!“
Zbójcy pośli a “ona przynies“a raz wody, drugi rdz i trzeci rdz
jak pos“a, ubra“a w lesie krzak w chusty, co by“a ubrana, konewki
postawiu“a przy krzaku, a sama w nogi. Usna juz ćwierć mili — drogę
wiedziaua , bo jak ją wieźli z domu, to drogę posypywana kasą —
spotkana chuopa, co wióz snopki i prosiuua go, zęby ją skrun w snopki,
bo ją zbójcy gonią. Chuop nie kcia“, ale jak go zacęna prosić i la­
mencie, zawiązd“ ją w snopek i ponozun na samem spodzie pod snop­
kami. Zbójcy go dopędzili i kdzali mu wszyćkie snopki z woza zdymać, cy nie skru“ dziewcyny i powiedzieli m u, ze jak ji w wozie ni
ma, to dpstanie dużo piniędzy, ale jak jes, to go zabiją. Ch“op zdymowa“ wszyćkie snopki, jino jeden “osta" i juz mu zbójcy nie kdzali
tego snopka zdymować, bo mówili: „E, dej spokój, tam ji juz ni ma“.
Zbójcy “odeśli, a chuop pojechdn do domu ze snopkami, a potem ją
uodwióz do miasta do “ojców.
Córka n0p0wiedziana wszyćko rodzicom, a “oni cieszyli sie jino
z tego, ze przy życiu u0stana i wyprawili “ogromny bal. Na ten bal
.zaprosili bardzok dużo panów a te panowie poprzebirali sie za panie
i każdy midu pod sukniami szable. Na ten bal przyśli tagze i ci
zbójcy, poprzebirani za wielgich panów. Gdy sie uobidd końcu“, przynies“a ta panna, co juz by“a wydana za zbójcę, co zbójom uciek“a,
na talerzu palec z pierścieniem z ty pani, chtórą zbójcy porozcinali,
gdy “ona jesce by“a u nich i by"a schowana pod “ózkiem. Zbójcy
poceni uciekać, a ci przebrani panowie powymowali sable i wszyćkich
zbójców pozabijali.
O pow iedział Józef Świerk.

(Ło puchowa).

88.

B ź d z i o s e k.

Jedna baba ni mia“a dzieci a mia“a chd“upe i gront i ni mia“a
komu dać tego grontu po śmierci. Rdz s“a drogą i turbowa“a sie
i spotka“a babkę. Babka rzek“a : „Cego sie turbujecie?“ — A “ona
“odpowiada: „Mdm pole, a ni mam go komu “ostawić po śmierci“. —
A babka na to: „T“uccie (tłuczcie) bez siedem dni kasę, to bedziecie
mieli cb“opca, a ten ch“opiec bedzie sie nazywd“ Bzdziosek“. — Ta
baba us“ucha“a i t“uk“a siedem dni te kasę, a siódmy dzień wyłaz ze

(309)

stępy malutki jak palec chłpacek i pytd sie matki: „Dzie jes ta­
ta ? “ — Matka łd p o w iad d : „Tata jes za rzeką na zarobku“. —
A matka piekua chleb; ten Bzdziosek mówi: „Mamuniu, upieccie tatu­
niowi podpłm yk, to zaniese“. — A matka “odpow iedział: „Dziecko,
dziebyś ty posed bez rzekę“. — Ale "on “odpowiedzid“ ze przejdzie
i posed. Przysed juz do rzeki i myśli: „Po cem tu przejść?“ — Ale
po“ozu" podpuomyk na wodzie i przejechd“. Zased do “ojca, dd“ mu
i mówi: „Tatuniu jedzcie podpłm yk“. — “Ociec wyjąn z koszycka
i zjdd. Jidzie “od “ojca i przysed nazdd do rzeki, chodzi ko"o rzeki
i m yśli: „Po cem przejść?“ — Staną“ na koszycku i przejecha". Zaszed do domu i mówi matce: „Mamuniu, dejcie mi koszycka, póde na
grzyby“. — Matka mu “odpowiedział:. „Dziecko, nie chodź, bo tam
są zbóje, to by cie zabili“. —- Ale “on posed; zased do lasu, nazbira" juz grzybów i jidzie do domu i spotka“y go zbóje. Ale “on
użrd“ grzyba wielgiego i widz pod niego, a zbóje go nie widzia"y,
sukali go wszędzie, ale nie naleźli go i pośli. “On wyldz z pod
grzyba i posed do domu. A "ociec wtedy “ora", a “on widz do ucha
wolego i w o łu ciągle. "Onego s“yseli zbóje, bo stdli w lesie, przyśli
i mówili: „Dzie “on je s? “ — A “ociec mówi, ze jes w uchu wolem
i da" jem "ociec tego Bzdzioska. Wtencds by" wiecór, idą, a tam dzie
śli by"y cha“py. A ten Bzdziosek by" szatdn, widz scajboną (szczeliną)
do komory i wo“d": „Haw jes chleb, bedziecie brać!“ — A “oni mó­
wią: „Dej wszyćko, co jino jes“. -— “On znowu wo"d: „Haw jes ser,
bedziecie brać!“ — A “oni gddają: „Dej co jino jes!“ — Gospodyni
s"y sał, ze chtosik chodzi po komorze i w y sł ze świcą. Zbóje uciekli,
a ten Bzdziosek skru" sie w scajbone. "Ona chodzi ko“o scajbony,
a ten wo“d: „Nie zdrepecie mie!“ -— Potem ta gospodyni p o s ł spać,
a “on posed do "ojca i by" zawdy.
O pow iedział J a n O chab.

34.

(O cieka).

“O m a “ e m c h " o p k u.

Z łdzieje idą sobie bez las; jeden z nich przydepta" grzyb niekcący nogą i w ty kwili us"yseli wszyścy krzyk. Patrzą, a z pod
grzyba w y łz i ma“y chłpcyk. “Oni sie go pytają: „Coś ty je st? “ -—
"On jem "odpowiadd: „To samo, co i wy“. — „My złdzieje". —
„To ja tagze z łd z ij“. — „Chodź z nami, kiedyś z łd z ij“. —- „Do­
brze“ -— "odpowiedzid" ma“y ch łp iec, ta i posed śnimi. Z łdzieje
bardzok sie ciesyli, ze chtórędy bądź wsadzą go do komory, a "on
jera bedzie wydawd". Gdy przyśli do kómory jednego gospoddrza i "obejrżeli wszędzie a ni mogli znałeś zddnego “otworu więksego "opróc
"okienka, jakie zwykle bywa przy komorach, wsadzili tam tego ma"ego ch łp k a. "On macd po kómorze i mówi do nich bez “okienko:
„Jes tu jakaś deska“. — „Dej ją“ — powiedzieli złdzieje. By“ to
po“eć słn in y . „Jes tu znowu dużo powrozów“ . — „Dej“ — powie­
dzieli znowu złdzieje. By"y to znowu k iełasy . Tak jem wrszyćko, co
41

(3 1 0 )

tylko móg powydawd". "Oni, z"odzieje Mli sie go, zęby jięh potem
nie wyda11, to i zabili to "okienko, a uon zostd" w komorze. Gdy ch"opek posezeg, ze go zuodzieje tak na dudka wyryktowali, stana" sobie
przy dźwiach komory i zacon miauceć jak kot. W komorze spaua
matka z córką, to j e s , gospodyni tego domu ze swoją córką. Gdj
matka usuysaua, ze tak het miaucy, kaza"a córce, coby go puściu"a
na pole, boby móg suonine, albo kieubase popsuć. Córka posna, pu­
ś c iła tego kota na pole. Cliuopek jak zacon ścigać z"odzieji, dopędziu" jich, ale z"odzieje zawdy sie bali, cob}' uon jieh nie wyda" i za­
bili go w becke a sami uciekli. Chuopek myślą", ze juz terdz zg"odu
umrze w ty becce, ale przypomnid" sobie, ze ma przy sobie syd"o.
Jak wzion d"ubać, wiercić tern syd"em, wydubd" ma"ą dziurę, ale
jesce ni móg wyjść. Nagle zjawiu" sie przy becce wilk ; chłopek uźrd"
go tą dziurą i juz dali nie duba", bo sie bd", coby go wilk nie zjad.
Jak sie wilk wykręca" ko"o ty becki, bo w ni cu" c"owieka, niekcący
właz mu "ogon do ty dziury. Ch"opek chwyciu" za "ogon, wciągną"
jesce lepi do dziury, przybiu" syd"em do becki, a koniec "okręciu"
ko"o ręki i trzymd z ca"y si"y. Wilk przestrasony jak sie puści z becką,
to used może jaką mile. Nareście udcrzu"a sie becka "o pnidk i rozbiu"a sie. Wilk ucik, a ch"opek sturbowany ale wyszed z becki ca"y
i zdrowy.
Opowiedział Józef Św ierk.

35.

I.

(Łopuchowa).

"O d w ó c h

braciach.

By"o dwóch braci; jeden z nich starsy by" bardzok bogaty,
a m"odsy bardzok biedny. Bogaty biednemu bratu nic nie kcia" dać.
Raz przysed do niego i prosili" go, coby mu dd" ćwierć pszenicy.
Bogaty brat powiedzia" mu: „Dej sobie "oko wyd"ubać, to ci dam“. —*
Ten bićdak dd" sobie "oko wyd"ubać i dosta" ćwierć pszenicy. Gdy
mu pszenica wys"a, znowu przysed do brata i prosi go, coby go
cem "opatrzu". Ten przyrzek mu znowu ćwierć pszenicy, jak da sobie
drugie "oko wyd"ubać. Biedak, chtóry zawdy g"ód cierpią", przysta"
na to. Potem kazd" sie bratu zaprowadzić pod figurę i tam zebra".
Kuzdy przechodzień litowa" sie nad niem i dawa" mu pieniądze, tak,
ze za kilka dni mia" kilkadziesiąt reńskich. Bogaty brat znowu mu
tego zdzdrościu", zęby sie nie zbogaciu". Wzion go za rękę i powie­
dzia" mu, ze go zaprowadzi w lepse miejsce, a zaprowadziu" go pod
subienice. Zebrze tam i zebrze, ale nic-ht mu nic nie dd", bo tamtędy
nicht nie przechodziu". Siedzi ca"ą noc pod subienicą i zas"a go noc.
W nocy przylecia"o trzech djdb"ów, ale go nie widzieli i tak do siebie
mówili: „W mieście pobliskiem nie mają wody, bo źród"o uciek"o,
a to Id tego, bo jak przeganiali świnie ko"o studni, wpad"a do studnie
niecystoś świńska. Zęby miescany vviedzia"y i to wyjęni, zardzby woda
by"aCi. — Drugi djabu" znowu mówi: „W bliski wsi umar"a bogata
pani, ale nie wie rodzina, co zrobić, zęby "ona "oży"a“. — Dwa dru­

(311)

gie djdb"y nie wiedzia"y coby robić i pytają sie: „Coby to zrobić?
Coby to zrobić? Mów!“ — nOn jem zaś tak mówi: „W stajni pod
dylami jes tam żaba ropucha, zęby ją dostali i porozdzirali, a nią
"ob"ozyli umar"ą, toby zardz "oży"a“. — Trzeci djabu" mówi: „W tern
mieście jes dwóch braci; bogaty bidnemu wyd"ubdu "ocy, zęby "on
wiedzia" a "o pónocku potar sobie uocy rosą, toby sie mu "ocy na­
prawiłby i zarazby przejrzą"“. 13jab 1i juz wnet uciekli, bo nadcho­
d z iła póunoc. Ten biedak dobrze wszyćko zapam ięta; nie wiedzia"
"on, kiedy to bedzie pónnoc, to zawdy mdcza" rękę w rosie i prze­
ciera" "ocy. Gdy nadesz"a. pó"noc a "on sobie wtedy przetar "ocy rosą,
zaraz przeźrd". Na drugi dzień rano posed do miasta i "og"osiu", ze
"on wodę zardz wyprowadzi. Wycyściu" studnie i zardz woda wytrysnę"a i dobrze miasta ca"ego nie zala"a. Potem "opad"a co prawie
i nigdy juz źród"o nie uciek"o. Za to dosta" "od mieszcdn kiełka ty­
sięcy. Potem posed do dwora, dzie umar"a, pani, zrobiu" tak, jak "opowiadali djabli i "ożywiu" panią, a za to dostd" tagze coś dwadzieścia
tysięcy. Potem kupiu" sobie wieś, "ozeniu" sie i by" wielgiem panem.
Brat mu tego bardzok zazdrościli", "opytywd" sie, jak "on to ze
wszyćkiem postępowa", bo kcid" i "on zostać takiera panem. Wydubd"
sobie sam "ocy i kaza" sie zaprowadzić pod te samą subienice, ale
bólu ni móg wytrzymać i zakońcu" życie pod subienicą.
O pow iedział Józef Świerk.

36.

II.

(Łopuchowa).

"O d w ó c h

b r a t a c h.

By"o dwóch braci: jeden starsy, drugi m"odsy. "Oba byli "oze
nieni. Starsy mia" dużo spyrki. Pewmego razu" m"odsy brat zachorowa" i wys"a" zonę do starsego brata po sp3rrke. Brat nie kcid" dać
spyrki i przeklina", ale da" kawd"eceK i kdza" mu śnią jiś do djab"ów.
M"odsego brata żona przys"a storn spyrką i powiedzia"a, ch"opu, ze
brat kaza" mu stą spyrką jiś do djab"ów. "On kaza" dzie po"ozyć te
spyrke, to jak wyzdrowieje, to pódzie śniom do djab"ów. Gdy wyzdrowid" wzion te spyrke, sed i dosed do nich. Ci byli w bramie i pytali
sie go: „Po co ty tu jidzies?“ — "On "odpowiedzią": „Niese wam
spyrke chlać“. — "Oni mu gadają: „Idź tam do tego, co jes na "ajcuclm, a jak mu dds, namagej sie "o baranka; "on ta ma takiego,
jak sie mu kdze trząś, to "on sie bedzie trząś i dużo piniędzy bedzie
lecia"o“.
— Brat
posed do
niego i da" mute spyrke; djabu" zjdd
te spyrke, a brat
wo"a, zęby mu da"
baranka.Djabu" mu da" baran
a brat go wzion i sed. I sie go pytają: „No, dosta"eś baranka?“ —
"On powiedzia", ze dosta". — „Idź do dom , jino żebyś nikej nie
w"aziu"ić. — "On sed i sed i go nogi zabola"y i widz do karćmy;
zydy gospoju"y wódką i kdza"y mu jiś
spać. "On leg i spa"
a zydy wzięny baranka i kaza"y mu sie trząś; baranek sie trząś
i dużo piniędzy lecia"o. Zydy piniądze wzięny i baranka po"ozu"y.
Brat sie "obudziu", wzion baranka i sed do dom. Zased do dom
a zona p"aęe z dziećmi, a "on gada: „Nie p"accie? bedziewa mieli co

(312)

je ś“. — Wzion p"achte, po“ozu", a na p"achcie baranka i powiedzid":
„Baranku, trząś sie!“ — Baranek trząś sie , ale nie lecia“y piniądze.
Wzion baranka i posed do djdb“ów; gdy dosed do bramy i sie go
pytają: „Tageś zachowa* nasą naukę!“ — Ale “on sie wymdwid“, ze
go nogi bola“y. I kdzali mu, zęby prosiu“ go, zęby mu dd" “obrus.
“On posed i prosiu“ djdb“a “o uobrus. Djabu“ mu da* "obrus i sed.
I sie go pytają: Dostd“eś “obrus? — A “on powiedzia": „Dosta"em“. —
“Oni mu powiedzieli: „Idż do dom, jino nikej nie w“aż“. — “On jidzie,
jidzie, a zydy wylecia“y do niego i wzięny go do karćmy i spoju“y
go wódką i kdza“y mu lądz; “on se leg. Zydy wzięny “obrus i kdza“y mu sie roz“ozyć. “Obrus sie roz“ozu“ i w tera “obrusie by“o dużo
jedzenia i picid. Zydy da“y mu swój “obrus a brat sie “obudziu“,
wzion “obrus, posed do dom, “obrus po“ozu“ na stole i powiedzid“ :
„“Obrus, “otwórz sie!“ — Ale “obrus sie nie “otworzu“. — Wzion ten
“obrus, posed śnim do djab“ów. Ci go pytają: „Tageś zachowa“ nasą
naukę?“ — A “on sie wymawia“, ze go zydy wzięny. I powiedzieli
mu, ze „“on ta md kobia“ke, to go proś, zęby ci dd““. “On posed
i prosiu“ go, zęby mu dd“ kobid“ke. Djdbu“ mu dd“ kobid"ke i sed.
Ci sie go pytają: „No, dostd“eś kobia“ke. „“On “odpówiedzid“, ze dosta". “Oni mu powiedzieli: „Teraz mozes jiś do karćmy“. —- “On po­
sed do karćmy, zydy go spoju“y i kdza“y mu jiś spać. “On poszed
sp ać, ale nie spdu, jino tak udawd“. Zydy wzięny kobid“ke, a uon
skocu“ i powiedzid": „Pd“ki z kobid"ki!“ — Pd“ki wylecia“y z kobid“ki, juz tak pra“y żydów, zydy juz tak p“acą, prosa go, ze mu juz
to wszyćko “oddadzą, jaz ten brat zawo“a“ : „Pd“ki do kobid“ki!“ Pd“ki
wlecia“y do kobid“ki, zydy “odda“y mu to w^szyćko, co mu wzięny i dopiro
posed do dom. Swoje zonę pos"d“ do brata po ćwierć, zona pos“a po ćwierć
a brat sie ji pytd: „Co bedzie brat mierzą“ ?“ —- “Ona powiedzia“a,
ze piniądze bedzie mierzą“. Brat starsy wziąn ćwierć, “oblepili“ we
smo“e i dd". Brat m"odsy zmierzd" te piniądze, ale sie dużo "oblepiu"o. Brat starsy zdzdrościu" mu, wzion nabra" spyrki, zaprząg konie
śtyry i pojechd" do piekua, ale w bramie zawadziu" i tam stoji. M"odsy
brat wyprawiu" swoje zonę po ludzi; ludzie przyśli i bdlowali sie,
a starsy w bramie piekielny stoji.
Opowiedział Józef Bartoszek.

37.

III.

(Ocieka).

"O d w ó c h

braciach.

Jeden by" bardzo bogaty, a drugi bardzo biedny. Ten biedny
mid" jino "osio"ka i woziu" niem drzewo z łasa i tak zardbia" sobie
na życie. Razu jednego pojechd" do łasa i uźra" dwunastu zbójów.
Bd" sie, coby go nie zabili i uwiążą" "os"a u drzewa, a sdm wyldz
na sdm krygo"ek (wierzchołek) sosny i patrzu" za zbójcami, chtórzy nieśli
śtyry wory pieniędzy. Gdy przyśli do jedny górki, kopną" jeden w ziemie
i mówi: „Dyjamencie “otwórz sie!“ — Zardz “otworzu“y sie dźwi
i weśii wszyscy pod ziemie, a dżwi sie za niemi zaparuy. Ten biedny

(313)

brat siedzid“ ciągle jesce na drzewie i patrzu“ co sie stanie. “Oni
pierwy przęśli z bliska jego “osio“ka i nie uźreli go. Po kwili wyśli
z tych lochów ze ziemie i pośli dzieś w las. G y juz nie byuo po
nich ani s“ychu-dychu, zldz ch“op do swojego uosiouka i zajechd“ niem
pod te gore. Staną11 w tem samem miejscu, dzie uoni i mówi: „Dyjamencie, “otwórz sie!“
Dźwi sie “otworzu“y, a “on wsed do tych
lochów. By“o tam bardzo dużo worów pieniędzy: wzion coś śtyry wory,
dźwi za sobą zapar i powióz piniądze do domu.
Zona jego, jak tylko uźra“a tyle pićniędzy, zemgla“a z radości;
ale kdzd“ ji “od swego brata bogatego pozycyć ćwierci, jino coby nie
mówiu“a na co. Gdy mówin“a swagrowi “o ćwierć, “on sie ji pytd:
„Cóz bedziecie mierzali, kiedy niradcie nic?“ — A ze by“ bardzok
ciekawy, co będą mierzali, nasmarowa“ dno smo“ą, coby “ona nie wi­
d z ia ł. Gdy wymierzali te pieniądze, “odnieść nazdd ćwierć, ale nie
posżczeg“a z radości, ze sie do dna ćwierci przylepili“ jeden pieniądz.
Gdy swagier “odebra“ ćwierć i uźrd“ przylepiony pieniądz, pyta sie J i :
„Cózeście mierzali?“ — A “ona mówi: „Mój ch“op kupiu“ jęcmienia
i uderzaliśmy, cy dobrd miara jes, cy go zyd nie “osukd“w’ — „Nie
prdwda, uderzaliście pieniądze, bo sie tu nawet jesce poprzylepia“y,
“o widzis!“ — Gdy mu bratowd nie powiedzia“a, skąd wzięni tyle
pieniędzy, co jaz ćwiercią mierzali, posed zara do brata i jak go zacon nudzić, prosić, coby mu powiedzid“, tak mu “o wszyćkiem “opowiedzid“.
Na drugi dzień wyćdowd“ sobie wóz, zaprzągną“ dobre konie
i pojechd“ do tego lasu. Jak przyjechd“ do ty górki, mówi: „Dyjamencie “otwórz sie!“ — “Otworzu“y sie dźwi, a “on właz do tych
lochów, tam uźrd“ bardzo dużo worów z piniądzmi, wzion jeden wór
na plecy i kce wyniść, ale mu sie dźwi w zadyn sposób nie kcą “otworzyć. Nie zad“ugo nadeśli zbójcy, zaraz z“apali go i rozcięni na
śtyry kawd“ki ; kuzdy kawd“ek zawiesili na jinsy ścianie. Gdy zona
ni mog“ći sie męża docekać, pos“a do swagra, coby ją do lasu do tego
miejsca zaprowadziu“ i “on ją zaprowadziu“. Gdy przyśli, nie by"o
zbójców. Weśli do tych lochów i zaraz uźreli rozciętego na śtyry kawd“ki męża. Zardz wzięni te kawa“ki i zanieśli do domu. Na końcu
wsi mieskd“ krawiec; “ona pos“a do krawca, a krawiec ji nie znd“,
coby posed śnią, to dobrze zap“aci. Ale bez drogę zawiąza“a mu
“ocy, zęby nie widzid“, do chtórego domu jidzie. Gdy przyszed “od­
wiązać. mu “ocy i kaza“a mu cia“o pozesywać. Krawiec pozesywd"
to cia“o i kaza“ sobie dobrze zapćcić a potem “odsed. Ale w dro­
dze, gdy powrdea“ i mia“ zawiązane “ocy, jino go przewodnik prowadziu“, uźreli go zbójcy i juz za nim śledzili. — Ty nocy siedzid“
“on bardzok d“ugo, to rachowd“ piniądze, to znów sy“ kaftdny. Jeden
ze zbójców przysed za nim jaz pod jego dom i patrzu“ w nocy do
niego bez “okno, co “on robi i zaraz sie wszyćkiego domyślu“. Wsed
do niego do domu i wypytywd“ sie go, dzie by“, bo widzid“ ręce
trochę u niego pokrwawione. Krawiec nie kcid“ powiedzieć, ale gdy
zbójca dd“ mu dużo pieniędzy, powiedzid“ mu, co robiu“. Terdz kcid“

(314)

zbójca, coby go krawiec do tego domu zaprowadzić. Krawiec znowu
nie kciA“ i mówić prawdziwie, ze nie wić dobrze, dzie to jes, bo
mu uocy zawiązali, jak sed. Ale zbójca dau mu znowu pieniędzy
i prosić go, zęby mu mni-więcy pokAzA“. Krawiec jak miarkowĆ,
tak mu pokaza“, ale mu dobrze pokazA“, choć sam nie wiedziA“, cy
to z pewnością w tern domu. Zbójca posed do dżwi tego domu i napisĆ na dźwiach kó“ko kredą, zęby nazajucz poznĆ chtóry to dom
i “odsed do łasa do swojich. Dziewka, jak sposzczegna to kó“ko, dorayślća sie cegoś z“ego, więc to zaraz zmaza“a a na jinsych dźwiach
ponapisywaua. Gdy zbójcy na drugą noc przyśli poprzebierani za
dziadów i widzieli na kiełku dźwiach kónk a, myśleli sobie, ze jich
spólnik kce wydać, latego jesce tego samego dnia zabili go. A ze
juz wiedzieli ze spólnika "o tern krawcu, póśli znowu do niego, za­
pocili mu dobrze, a “on jem znowu ten dom pokazA“. Jeden ze .zbój­
ców przebrĆ sie za dziada i gdy przechodzić ko“o ściany tego domu,
napisĆ krzyzyk węglem dzieś tam na węgle. Dziewka tego krzyżyka
nie uźraua.
Na drugą noc przyjechA“ pAn na dwa wozy: na jednem wozie
miA" dwanaście becek, na drugiem sAm przyjechA“ i miaa przy sobie
jedne becke, a w ni “olej. PrzyjechĆ do tego domu, dzie byu ten
ćowiek, chtórego na śtyry cęści rozcięni, kAza“ pozdymować wszyćkie
becki z woza i po“ozyć na podwórze. Wsed ten pan do domu i pro­
s ić , coby go przenocowali, mówiu", ze wiezie w beckach Olej na
jarmak. Gospodyni przystaua na to, a ten pAn by11 to zbój, a w kuzcly
becce siedzia“ jeden zbój, w jedny jino miA11 olej. Ten pan siedziA“
wiecór w domu i z gospodynią rozmAwia“. Dziewka temcasem upuściuua
z becki wielgi garnek Oleju i gotowaua go. Jak przechodzića ko“o
jinnych becek i trącića chtórą, to sie z becki pyta“o : „Cy juz?“ —
“Ona zaraz sie zmiarkowa"a i mówi: „Jesce nie“. — Zaraz ta dziwka
poznaua, ze to byli zbójcy i byliby wszyćkich w domu pozabijali. Gdy
jej Olej zawrza“, wzięna z garkiem i sua do kuzdy becki i trącaua
ją. Jak sie zbój spyta“, cy juz i wystawić do otworu pysk, to Ona
mu Olejem wrzącem zala“a i juz byO po nim. Tak wszyćkich wydusića. Potem przys“a do domu, a miaua przy sobie zbójecki nóz,
co znalaz“a na wozie. Ten nóz w O zća za pas pod gorset i siedzi.
Ten zbój, niby to pAn, zaprosić ją do tańca, bo by“ tam taki ch“opiec, co urniA“ grać. “Ona pos“a śnim tajcować. Zaraz ją strach przesed, bo wiedzia“a, co Onby wszyćkim w domu zrobić. W ty chwili
wyjęna swój nóz i wpakowa“a mu w piersi, a zbój zaraz upad na
ziemie nieżywy. Gdy to wszyścy uźreli pocęni na nią krzyceć, co
“ona zrobića, ze takiego pana zabiu“a. Ale “ona jem zarńz o wszyćkiem “opowiedzia“a i jesce ji za to dziękowali. “O tern wszyćkiem do­
nieśli do sądu. Sąd zabra“ z łasa z tych lochów pieniądze, da" po“owe tym, co to wszyćko “odkryli i tych zbójców wymordowali. “Od
tego casu ludzie nie lękali sie juz zbójców.
O pow iedział Jó zef Świerk.

(Łopucho wa).

(3 1 5 )

38.

u0

„mi l i m “

W o j t k u .

Mili Wojtek miś," bardzok pięknego konia. Tego konia kupiu"
u niego zyd i da" mu sto papićrków. Zyd spyta" sie Wojtka: „Co ten
koń zre?“ — A uon mu powiedziś", ze konie i "owies. Mili Wojtek
zaraz sie "ozeniu", żydowi zaś koń zdech, bo mu dś" na noc bardzok
dużo “owsa i siana. Zyd przysed do Wojtka i mówi: Mili Wojtku,
coś mi go narobiu", koń mi zdech!“ — „Jidź guupi zydzie, jś mśm
strśpienie, bo mi zona umarua. Ale wieś co, zydzie, jś to mśm taki
muotek, co jak nim umartego zwale, to zarśz wstanie“. — Zona na
rozkaz Wojtka po"ozu"a sie i lezaua, jagby mśrtwś. — „Przypacz sie,
zydzie!“ — Wojtek posed do zony, do drugi jizby, a żydowi kśzś"
suucbać w piersy jizbie. Staną" Wojtek przy gnowie zony i tak mówi:
„Za wolą Bożą, a mocą moją zono wstań!“ — Tak mówiu" do trze­
ciego razu, a po trzeciem razie, uderzu" ją m"otkiem niby w g"owe,
a "on uderzu" w "awke i zona wsta"a. Zyd bardzok prosiu" Wojtka,
coby mu ten m"otek przedś": „Nu, jile kces za niego?“ — „Sto reń­
skich“. — Zyd wyjon sto reńskich i dś" mu. — Niezad"ugo umar"a
w mieście hrabina. Zyd, jak sie jino dowiedziś", posed zarśz i "og"osiu", ze ją zaraz "ożywi. Przysed do pa"acu z m"otkiem i kśzś" z tego
pokoju, dzie by"o cia"o hrabiny wyjść wszyćkiem. Gdy wyśli, zyd sta­
ną" u guowy hrabinie i mówi: Z wolą moją i z wolą twoją wstawej!“ —
Tak powiedziś" trzy razy, potem uderzu" hrabinę tak silnie m"otkiem,
ze g"owe roztrzaska", ale hrabina nie wstś"a. Przestrasony zyd zemglś". Do tego hrabia go zaskarzu" i zostś" zasądzony na kilka Iśt
więzienia. Tak to mili Wojtek wyryktowś" żyda.
O pow iedział Józef Świerk.

39.

Taka

(Łopuchowa).

przypowiastka.

Jeden starzec miś" sto lśt i u swego syna by" na wyżywieniu
i na wychowku. Ale sobie ten syn krzywdziu" z tern starem "ojcem,
ze mu nic nie robi, jino sie bawi z ma"emi dziećmi, — i mówi syn
temu staremu "ojcu: „Daję wam jeś za darmo, bo nic nie robicie: to
juz chociaż weźcie tablice, idźcie do sko"y i bedziecie sie ucyć“ . —
I tak "ociec zrobiu". Wzion tablice pod pazuchę i idzie do sko"y. Jaz
spotykś na drodze, co jedzie powóz śtyrema końmi, zwykle jako za
tern powozem by" kuferecek przypięty. Na tyneśs "oderwś" sie ten
kuferecek "od tego powozu i spad na ziemie. Starusek wzion ten ku­
ferecek, wróciu" sie do domu i "odda" synowi. Syn "odemkną", a tam
w tym kuferecku by"o dużo piniędzy. — Wysed starzec na dwrór,
a tu jedzie na koniu lokśj , staną" przed tern starym i pyta sie go,
czy nie znalaz kuferka. Starusek powiedzia": „Znalśzem kuferecek
z piniądzmi, jagem sed do sko"y“. —- Lokaj przyglądną" sie mu,
ze "on taki stary i mówi; „Dawno to juz by"o, mój starusku, kiejś

ty do sko"y chodziu", ale mnie terńz kuferek zginą"“ — i pojechń"
go sukać dali.
O pow iedziała K atarzyna W ójcicka.

40.

Jak

g nupi

(Ocieka).

sprzeda

krowę.

Byuo dwóch braci, jeden guupi a drugi mądry; gnupi siedziń"
w popiele a mądry byu "ożeniony. Mądry miś," temu guupiemu dać
krowę. Pewnego razu guupi woudn na brata mądrego, zęby mu dń"
krowę, to pódzie do miasta i sprzedń i "ożeni sie. Brat mądry dń"
mu te krowę a guupi sed śnią do miasta. A wtedy by" wiater, soska
(sosna) pisca"a, uon myślś", ze kupi te krowę i przysed do ty soski
i gadń: „Kupis se, kupis?“ A soska piscy; a uon gddd: „D&s trzyś J),
dńs?“ — Soska piscy: „Jutro das trzyś, jutro dds trzyś?“ i uwiązń"
te krowę u ty soski i posed do dom. Na drugi dzień idzie do ty
soski i wo"ń, zęby mu daua trzyś. A soska juz nie pisca"a, bo nie
byno wiatru; ten brat guupi gadń: „Toś wcora gńda"a, ze mi dńs
trzyś!“ — A soska mu nie "oddaje nic. — Posed do dom, wzion
sikire i posed do ty soski i ścinó ją. A tu straśnie dużo leci piniędzy
z ty soski i ten g"upi gadń: „To cegoześ mi nie da"a tych pinię­
dzy?“ — I naz&d przylepiń" te trzaski, co "odlecia"y, jak rąbń", ale
juz ni móg przylepić. Posed do księdza i prosiu" "o wo"y, albo "o
konie; a ksiądz pytń sie go, co bedzie robiu" końmi? A "on powiedziń", ze sprzedś," krowę sosee i ścią" ją, a w ni by"o dużo piniędzy
i bedzie woziu" te piniądze. Ksiądz mu da" koni i pojechń" po pinią­
dze; wzion te piniądze i jedzie. A ksiądz sie przebra" za dziada
i idzie. Ten brat g"upi wzion kapelusz piniędzy, dń" mu i gńdń":
„Nę trzyś*“. — Ten dzińd wzion te trzyś, zakopń" w ziemie a za kawń"ecek znowu idzie. G"upi myślń", ze to jinsy dzińd, wzion kapelusz
piniędzy i dń" mu i gńda": „Nę trzyś“. — Ten dzińd wzion pinią­
dze, zakopń" w ziemię, a za kawa"ecek znowu jidzie ża niem. Ten sie
zgniwa", urną" w "eb tego dziada i zabiu" i pojechń" do dom.
O pow iedział Józef Bartoszek.

41.

(Ocieka).

"O f u r m a n i e .

Furmńn jedzie z towarami, a drogą samem środkiem jidzie zyd.
Furmńn wo"a: „Żydzie z drogi!“ — Zyd zaś nic sie nie ustępuje.
Krzycy furmón i krzycy, a zyd nie ustępuje. Furmana juz z"ość zebra"a, podcią" konie i wjechś" na żyda. Żyda wóz poturbowa", ale
wstń" i jidzie do sądu i prosi "o termin, zęby zarńz jutro by" i wszyćko

!) Ucząc dzieci mówić, lud tutejszy używa wyrazu t r z y ś , który ozna­
cza p i e n i ą d z , p i e n i ą d z e .

( 3 17 )

sędziemu "opowiedzij", jak sie sta"o, ale wszyćko co mówiu", by"o
kuamstwo. Na drugi dzień przysed furmjn do sądu a żyda jesce nie
byno. Sędzia spytń" sie o wszyćko furmana, a ten mu prjwde "opo*
wiedzid", jak sie stauo. Jak sędzia wszyćkiego wys"uchd", tak mówi
do fu rm a n a „ P a m ię te j, jak ci sie co bede pytd", to nic nie "odpowiadej, a jak cie sie spytdm, Idcegoś tego żyda przejechd", to powidz,
ze nic nie pamiętds“. — Gdy zyd przysed, stanęli "obydwa z furma­
nem przed sędzią, kdzd" sędzia furmanowi "opowiadać, jak sie sta"o.
Furmdn nic nie mówiuu. Potem zapytd" sie go: „Ld cegoś tego żyda
przejechd"?“ — Ch"op mówi: „Jd nic nie pamiętdm“. — Zyd rozgniwd" sie, ze ch"op nie mówi i krzykną": „Ty psidkrew, toś za­
pomnij", jageś sie dar(ł) na mnie: „Hop! z drogi!“ — Terdz sędzia
przekond" sie, ze zyd umyśnie tak zrobiu", zęby go furmdn przejechd"
i potem mu za to zap"aciu", tak kazd" żyda na kilka miesięcy za
"osukajstwo wsadzić do hereśtu.
O pow iedział Józef Św ierk.

(Łopuchowa).

42

S

P

I

S

R

Z

E

C

Z

Y

.

S tro n a

Słowo wstępne ........................................................................ ....
1. Kraj ............................................. ... ............................... v . •
2. Siedziby . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3. Charakterystyka ludu ...................................................................
4. Odzież
a) Mieszczanie ...................................
b) Wieśniacy . . . . . . . . . . . . . . . .
5. Pożywienie ..................................................................................... •
6. Zatrudnienie . . . . . . . . . .
7. J ę z y k ..................................
.
8. Zwyczaje i obrzędy świąteczne
1) Święta Bożego Narodzenia
a) W ilija ...........................................................................
b) Boże Narodzenie
...............................
c) Św. S zczepan............................................................ .
d) Turoń .
e) S z o p k a ................................................
2) Nowy R o k ...............................
3) Święto Trzech Króli
a) G w ia z d a ...................... ................................................
b) Król Herod
. . ..................................................... .
4) Matki Boskiej Gromnicznej . ....................................
5) Św. B ł a ż e j a ..............................
. . . . . . . . .
6) Św. Agaty .......................
. . . . . . . . . . .
7) Ostatki — Behusy . . . . . . . . . . . . .
8) Popielec .................................................
9) Kwietnia czyli Palmowa Niedziela . . . . . . . .
10) Wielkanoc ...................................................................- .
11) Zielone Świątki .................................................
12) Boże Ciało .............................................................................

1
3
7
15
20
22
23
26
31
37
41
41
45
49
50
51
52
62
62
63
63
67
67
68
73
73

(320)
Strona

13) Św. Jana Chrzciciela . . ...........................
73
14) Narodzenie Matki Boskiej
.............................................
73
15) Św. Anny .............................................................................
74
16) Św. W awrzyńca.....................................................................
74
17) Matki Boskiej Zielnej ......................................................
74
18) Dzień Zaduszny............................... .... ...............................
79
19) Wigilia św. K a ta rz y n y ...........................
79
20) Wigilia św. Jędrzeja
...................................
79
9. Obrzędy domowe
1) Chrzest . . . • ....................................................................
80
2) Wesele . . . . .................................................
81
a) Wesele w iejsk ie......................
82
b) Wesele m iejsk ie............................................................... 115
3) Pogrzeb . . . . 1................. .... .....................................120
10. Zwyczaje i obrzędy rolnicze
Żniwa ..........................................................
123
11. Wierzenia, przesądy, gusła, czary i t. p.
1) 0 człowieku
a) Wychowanie d z i e c i ...........................
124
b) Małżeństwo, nowe gospodarstwo . . . .
. . . 126
c) Dni w roku, ś w i ę t a ...........................
126
d) Życie codzienne............................................................... 126
e) Po śmierci . . . .
.................................... * . . ' 127
f) Higijena ....................................
127
g) M e d y c y n a ............................... .... ............................... 127
2) 0 przyrodzie
a) Zwierzęta ..........................................................
128
b) Rośliny .............................................
131
c) M inerały.................................................................... 132
d) Meteorologia . . . . . . . . . . . . . .
132
. e) Astronomia
...............................
133
f) Wróżby i przysłowia gospodarskie . . . . . . 134
3) Czarownice i złe duchy
a) Czarownice, b) Toplec, c) Płanetnik, d) Inkluz . 134
4) Różne wierzenia i czary ...........................................................135
12. Gry
1) Jaworowe drzewo, 2) Wąż, 3) Ptaszki, 4) Gąski,
5) Fanty
.........................
.. . . . 135
13. Pieśni
I. Powszednie męskie
a) Z życia powszedniego. . . . . . . . .
. 137
b) O koniu .................................................
145
c) O dziewczętach . . . . . . . .......................147
d) Do dziewcząt . . . ...............................
152
e) O o ż e n k u ................................................................... 161
f) Ż o n a t y ...................... .... ............................... ... . . 163

(321)
S trona

II. Powszednie niewieście
a) Z życia codziennego......................................................165
b) O chłopcach i do chłopca......................
171
c) O wieńcu
....................................................................... 176
d) O zamęźciu .
180
e) Zamężna
................................................
184
f) Nad k o ł y s k ą ................................................................... 188
III. M iłosne......................................
189
IV. W e s e l n e .........................................................
198
V.
W o ja c k ie .....................................................
209
VI. P astersk ie........................... . . . ................................ .
223
VII. Pijackie
..................................................................................... 233
VIII. Żartobliwe ..................................................................................238
O Ż y d a c h ..........................
247
O d z ie w c z ę ta c h ................................................................... 249
O chłopcach
........................................................................253
O zw ierzętach....................................................................... 256
IX. D u m y .................................................................................. 259
K o l e n d a .................................... .... . . .......................263
14. Powieści i b a j k i .................. ...............................
.................. 261
1) O córce, co się nie chciała wydać za anioła
. . . 261
2) O szczęściu . . .......................................................... . 262
3) O ś m i e r c i ......................
262
4) O księdzu, co go dyablinieśli do Rzymu . . . . .
262
5) O Marysi sierotce
............................................
263
6) O mądrym chłopie .......................................................... 264
7) Chłop i w ą ż ...................................
264
8) O dyable i czarow nicy.................................................. 265
9) O mądrym chłopie j e s z c z e ......................................... 266
10) O płanetniku . ........................................ ....
. . 267
11) O płanetniku ( i n n a ) ......................................................... 268
12) O babie cz a ro w n ic y .....................................................
268
13) O trzech królewiczach
....................................269
14) Taka powiastka . . . . . . . . . . . . . . .
272
15) Testament i ciekaw ość..................................................274
16) Powiastka o Bernadyniei pięknej Apolejce . . . .
280
17) O w ilk u ..........................
293
18) Liszka i wilk
........................................................................294
19) Pan Jezus i święty Piotr
................................................. 294
20) O d u s z y ...................................
T9'
21) W isielak..............................................................
295
22) O kwiecie paproci
..........................
295
23) O podróżnym
. ............................................
296
. 24) O biednej m a t c e ..........................
297
25) O starym w o ja k u ...............................
297
26) O biednej dziew czynie...................................
299

(3 2 2 )
,

Strona

27) O trzech czarownicach
.................. 3W
28) O trzech królewnach .
.............................................. 301
29) O głupim Maciusiu .
.................. .......................... 303
30) O Kubie
.............................................
305
31) O jednym zbóju
. ....................................
306
32) O dwunastu z b ó j c a c h ...............................................
33) B zdzioszek.................................................................................308
34) O małym c h ło p k u ...............................
. . . . .
309
35) I. O dwóch braciach ...........................................................310
36) II. O dwóch bratach
...................................................... 311
37) III. O dwóch braciach ...........................................
38) O „milim“ Wojtku ...........................
. 315
39) Taka przypow iastka......................
• 315
40) Jak głupi sprzedał krowę
........................................ • 316
41) O f u r m a n i e ............................... .......................... .... • • 316

307

312

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.