http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5185.pdf

Media

Part of Fitzcarraldo/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)

extracted text
Borys Malkin jest etnografem i entomologiem, podróżnikiem i fotografem,
naukowcem i kolekcjonerem. Przez ponad czterdzieści lat (1953-1 994) intensywnie podróżował,
gromadząc na zlecenie muzeów i uniwersytetów kolekcje etnograficzne i entomologiczne.
Stworzył zbiory obiektów etnograficznych liczące około 15 000 egzemplarzy.
Badał kultury 42 różnych społeczności Ameryki Południowej. Na 40 000 klisz fotograficznych
utrwalił sceny z życia tubylców obu Ameryk oraz nakręcił kilkanaście filmów dokumentalnych.
Jest jednym z ostatnich dwudziestowiecznych kolekcjonerów działających w Ameryce Południowej.
Jego badania mają szczególną wartość, ponieważ pracował w trakcie wielkich przemian kulturowych,
które nieodwracalnie zmieniły charakter tubylczych społeczności.
W Polsce jego zbiory etnograficzne można oglądać w muzeach
w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie i Szczecinie.

Z Borysem Malkinem rozmawia Artur Karwat

49

Panie Borysie, kiedy czytałem
Pana
biografię,
przypomniała
mi się historia o pewnym szama­
nie Nawaho. Był on skarbnicę
wiedzy swojego
płemiema,
znał mnóstwo
rozbudowanych, wie­
lowątkowych
mitów,
rytuały i pieśni. Pytany
o wybór swego następcy, stwierdził, że nie sposób
już znaleźć odpowiedniego ucznia zdolnego to
wszystko zapamiętać. Pamięć i pewna
wrażliwość
zabijane sę przez inny rodzaj wiedzy - szkolny.
Pan często zmieniał gimnazja i nie był Pan pry­
musem. Ale sędzęcpo
Pana osięgnięciach,
szkoła
nie zdołała zatrzeć w Panu prawdziwej pasji.

do nich szczególnie predestynowany z powodu
znajomości przyrody i etnografii, choć nikt po­
czątkowo nie chciał prowadzić takich badań.
Przeniosłem się do Minneapolis. Tam zaczęła
się moja czterdziestoletnia podróż.

Nigdy nie zależało mi na zbieraniu stopni. Je­
żeli jednak mnie coś zainteresowało, to dostawa­
łem dobre oceny. Na ogół było jednak inaczej.
A co Pana interesowało

najbardziej?

Podróże. Namiętnie oglądałem i przeryso­
wywałem mapy, na których Polska była zawsze
większa n i ż w rzeczywistości. Dyrektor mojego
gimnazjum dostrzegł także moje wyjątkowe za­
interesowanie przyrodą i podsuwał mi do czyta­
nia odpowiednią literaturę. Wtedy też zacząłem
zbierać i kolekcjonować owady.
Skupił się Pan bezkompromisowo na kilku rze­
czach, które interesowały
Pana najbardziej, i po­
płynął Pan przez życie wiedziony pasję. Skęd ona
się wzięła? Czy to zasługa wychowania, rodzi­
ny?
Robię to, co lubię. W mojej rodzinie nikt nie
miał tak egzotycznych zainteresowań. Mój oj­
ciec swego czasu dużo fotografował, ale można
powiedzieć, że pierwszym mistrzem był mój
nauczyciel Tennenbaum - to on zaraził mnie
miłością do owadów. Dużo później znalazłem
poparcie dla swoich zainteresowań etnozoologicznych na uczelni w USA. Wydawałem się

W)

PD08

BARBARZYŃCA

Nim jednakzaczęłPan
pracować jako
wykładow­
ca w Minneapolis, spędził Pan rok zachodniej
Afryce.
w

Do Afryki wybrałem się z moim przyjacielem
z Nigerii, którego poznałem w Londynie. Zbie­
rałem owady i robiłem zdjęcia.
Potem podróżował

Pan po zachodnich Stanach.

Pracowałem wtedy na uniwersytecie w sta­
nie Waszyngton. Miałem być inkubatorem dla
świeżo wyklutych magistrów i zostać na uczelni.
Wolałem jednak podróżować. Mojej pani pro­
fesor powiedziałem, że nie znoszę zimna, więc
muszę podróżować. Przemierzaliśmy Góry Ska­
liste. Przede wszystkim skupiliśmy się na wulka­
nicznych Górach Kaskadowych zamieszkałych
przez białych osadników i tubylców. Raczej nie
odwiedzaliśmy indiańskich rezerwatów. To była
wyprawa przyrodnicza - zbieraliśmy owady.
Jeździliśmy ambulansem z demobilu. Mieli­
śmy duże zniżki na benzynę jako pracownicy
uniwersytetu. Potem dostałem grant z mojego
zakładu na pierwsze poważne badania etnogra­
ficzne. Udałem się do Indian Seri mieszkających
na Półwyspie Kalifornijskim w Meksyku.
Był Pan wtedy niedoświadczonym
Jak Pan sobie radził?

naukowcem.

Było to prostsze, bo nie spodziewałem się,
że ci Indianie będą mnie kochać. Zdarzało się,
że ktoś był niezadowolony, nie chciał rozma­
wiać. Wtedy ja odpowiadałem tym samym - nie

Wywiad

50
chcesz, nie musisz. Mieliśmy takich kolegów,
którzy prowadzili fatalne badania w terenie.
Gdy któryś z Indian, w ich mniemaniu, źle się
zachował, od razu tracili ducha. Mnie to nie
ruszało. Miałem j u ż w końcu za sobą jakiś etap
w wojsku.

w skrzyniach i podzielone, aby można było je
racjonować. Często wracałem też do tych sa­
mych plemion, ponieważ zaprzyjaźniałem się
z Indianami. Wtedy oni prosili mnie, żebym
przywiózł jakieś konkretne rzeczy, najczęściej
broń i haczyki na ryby. Oni, w zamian, dostar­
czali m i eksponaty. Prowadziłem po części han­
del wymienny.

Tutaj Borys Malkin zamilkł na chwilę, przy­
mknął oczy i powiedział: Listen you guys! Re¬
member, you are in the army now. We will make Pana mieszkanie nie przypomina muzeum, choć
you a grown up man. You play bali with us, we można by się tego spodziewać.
play bali with you.
Nie zbierałem eksponatów dla siebie, robiłem
prezenty innym.
We wszystkich armiach świata mówię to samo.
Tak. Poza tym pracowałem wcześniej w naj­
większej stoczni w Stanach. Po tej pracy i po
służbie w wojsku nie miałem problemów z ba­
daniami w terenie. Byłem też starszy i bardziej
doświadczony od moich kolegów.
W jaki sposób organizował

Pan swoje

podróże?

Nawiązywałem kontakt i współpracowałem
z rozmaitymi instytucjami. Szczególnie czę­
sto wyjeżdżałem na zlecenie Muzeum Historii
Naturalnej w Chicago, bo przyjaźniłem się tam
z kustoszem. Wybierałem teren i plemię, któ­
re mnie interesowało. Sugerowałem miejsce,
w które chcę pojechać. Dostawałem fundusze
i udawałem się w teren. To zawsze odbywało się
w ten sposób. Bardzo rzadko narzucano mi - za
moją zgodą oczywiście - inne plemię niż to, któ­
re ja miałem w głowie.
Podróżował
Pan zawsze z ogromnym
wracał Pan ze zbiorami. Jak to wyglądało
ny technicznej?

bagażem,
od stro­

Dlaczego dziś niewielu ludzi poświęca
się tak
drobiazgowemu i pracochłonnemu
kolekcjoner­
stwu?
Istnieją nadmierne ułatwienia. Można dalej
jeździć, ale wszystkie potrzebne elementy zała­
twia się na odległość, bez wysiłku. Zmienia się
charakter takiej pracy.
Czy może Pan powiedzieć
kiem pracowitym?

o sobie, że jest

człowie­

Jak to możliwe, skoro z taty sumiennością
rannością przez tyle lat jeździł Pan po
i kolekcjonował?
Jak to inaczej nazwać?

i sta­
świecie

Nie.

Jestem leniwy.
Przez czterdzieści
owadowi

lat zebrał

Pan milion sztuk

Owady są małe i bardzo liczne.
Wynajmowałem ludzi i płaciłem za transport.
Wszystkie zbiory przywoziłem do laboratorium
w zakładzie. Sprzęt, żywność były zapakowane

Do tego ogromne zbiory etnograficzne wśród lu­
dów, których część zdążyła już do tejpory zniknąć.

BARBARZYŃCA

nn

Z Borysem Malkinem rozmawia Artur Karwat

51

Tak, to prawda, zniknęły one albo zamieniły
się w lumpenproletariat dżungli. O Indianach
mówi się, że są cywilizowani, kiedy noszą na
sobie cuchnący i postrzępiony podkoszulek. Oni
w większości pragną czerpać z osiągnięć naszej
cywilizacji, nie chcą być izolowani.

odpowiada angielski charakter. Drugie to Sao
Paulo,

Czy kiedykolwiek był Pan

turystę?

Rzeczywiście,
to dwa zupełnie nieprzystające
siebie miejsca. Wiem również, że jest Pan
snikiem opery. Kolejne
przeciwieństwo?

do
miło-

Opera i podróże, wbrew pozorom, nie są od
siebie tak odlegle. Muzyka to też podróż.

W najprostszym rozumieniu tego słowa - nie.
Czy jest Pan niespełnionym
Dziś coraz łatwiej jest podróżować,
ale mam wra­
żenie, że coraz mniej rozumiemy miejsca i ludzi,
do których się udajemy. Czy zgodzi się Pan, ze jest
to jakiś paradoks?
Tak. Pomiędzy turystą a tubylcem wytwarza
się przepaść wynikająca z samej sytuacji. W zor­
ganizowanej grupie zaczynamy bardziej inte­
resować się sobą n i ż otoczeniem. Z tym wiąże
się moja krytyczna ocena Margaret Mead, która
uważała, że trzeba badać, podróżując grupami,
żeby obserwacjami wzajemnie zapładniać swoje
umysły. Ja wolę podróżować sam, bo wtedy za­
mieniam się w słuch i wzrok.
Widział Pan wiele ciekawych miejsc. Jeśli
mógłby
Pan wybrać, to gdzie chciałby Pan mieszkać?
Mam dwa ulubione miejsca, kompletnie
przeciwstawne. Jedno to Anglia, pomimo mo­
jej niechęci do wilgotnego zimna. Bardzo mi

{]{){]) P D 0 8

BARBARZYŃCA

śpiewakiem?

Kiedy mieszkałem przed wojną w Polsce,
dochodziły nas słuchy, że mamy krewną, która
zrobiła fenomenalną karierę w Ameryce. Trak­
towałem to jako plotkę, ale kiedy się tam zjawi­
łem, niebawem poznałem tę niezwykłą osobę.
Była śpiewaczką operową. Kocham m u z y k ę ,
więc bardzo często spotykaliśmy się na przed­
stawieniach, na które mnie zapraszała. Mówiła,
że mam dobry głos, zaproponowała mi grant
i studia muzyczne. Miałem zostać tenorem li¬
rycznym. Kto wie, kim byłbym dzisiaj ? Ale od­
mówiłem, jakoś mi to nie odpowiadało, wolałem
podróżować...
Przypomina mi to historię Herzoga i jego film
Fitzcarraldo. Może występowałby
Pan w operze
w Manaus, w środku
dżungli?
Odwiedziłem kiedyś to miejsce, ale wątpię, że
mógłbym tam śpiewać.

52

Wywiad

19 1 7 - r o d z i się w Witebsku, na terenie dzisiejszej Biatorusi
19 I 8 - jego rodzina przenosi się do Warszawy
1938 - w y j e ż d ż a do Nowego Jorku
1941 - uczęszcza do szkoty zawodowej w Oregonie
1941 - University of Oregon
1942 - otrzymuje obywatelstwo a m e r y k a ń s k i e
1942 - rozpoczyna czteroletnią stuzbę w o j s k o w ą na terenie Australii i Oceanii
1946-University of Oregon
1947 - Londyn, University College
1948 - w y j e ż d ż a na rok do Afryki
1949 - University of Washington
1952 - p o d r ó ż u j e po zachodnich stanach USA
1953 - rozpoczyna badania w ś r ó d Indian Sen i 40-letnią p o d r ó ż
1957 - otrzymuje stanowisko w y k ł a d o w c y w University of Minnesota
1994 - prowadzi badania w Paragwaju
W 2007 roku ukazała się książka Odchodzący

świat, d o k u m e n t u j ą c a p o d r ó ż e Borysa Malkina.

BARBARZYŃCA

E(1E| PD08

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.