http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5867.pdf
Media
Part of Hasior przypomniany/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2
- extracted text
-
160-161 Jackowski.ps - 8/31/2006 11:06 AM
ALEKSANDER JACKOWSKI
Hasior przypomniany
D
awniej czas wydawało się biegł wolniej, wydarze
nia rysowały się ostrzej, pamięć trwała dłużej.
A teraz? Ledwie ktoś umrze, zapominamy o nim,
chyba, że utrwali jego nazwiska podręcznik szkolny.
Ilość faktów, o których się ciągle dowiadujemy jest
taka, że wydarzenia nowe natychmiast spychają daw
ne w niepamięć. Hasior odszedł niedawno, ale pamięć
o nim gaśnie. W zbiorach muzeów trudno znaleźć je
go prace. Dlatego tak ważna jest książka Hasior. Opo
wieść na dwa glosy Hanny Kirchner. Ukazała się
w 2005 r. równocześnie z wystawą, jaką zorganizowa
ło warszawskie Muzeum Narodowe. Piękna to książka.
Autorka wzruszająco pisze, że Hasior był dla niej waż
ną postacią przez trzydzieści lat. Dla niej, znakomitej
wydawczyni Zofii Nałkowskiej, zafascynowanej Janu
szem Korczakiem, Leopoldem Buczkowskim. Hasioro
wi imponowała ta przyjaźń, w listach utrzymuje wymy
śloną żartobliwie figurę dialogów prostaczka (ale ge
nialnego!) z pełną uroku Damą, ważną postacią naszej
nauki. Listy Hasiora świadczą o stanie emocjonalnym
artysty i o czasie, w którym działał. O konfliktach
z władzą i problemach związanych z niezrozumieniem
jego prac przez publiczność. To niezrozumienie wiąże
się z nowatorstwem artysty, z niechęcią odbiorcy zro
zumienia innych racji, niż te do których przywykł.
W istocie, jak z piosenkami, ogółowi podoba się to, co
przypomina rzeczy już znane. Piękne jest to, co się po
wszechnie podoba. A Hasior był inny. Osobny, jakby
powiedział Miron Białoszewski. Wiedział co chce osią
gnąć, a słowa Hanny Kirchner potwierdzały słuszność
jego wyborów. To ważne mieć obok siebie krytyka
przyjaciela, któremu można ufać, który towarzyszy ar
tyście w jego poszukiwaniach. Książka jest osobliwą
formą dialogu, interesującego dla każdego kto się in
teresuje sztuką Hasiora, ale i piękna jako opowieść
o przyjaźni, emocjach. Dziś, gdy możemy już spojrzeć
na twórczość Hasiora z pewnej perspektywy wyraźnie
się rysuje jego odrębność, zakorzenienie w estetyce
prowincji, gra z elementami kiczu, światem tradycji lu
dowych. Hasior jest romantyczny, ironiczny, polski,
jak mało kto z współczesnych artystów. Tylko on
umiał dostrzec i pokazać w klimacie prowincjonalnej
sztuki potrzebę piękna, autentycznych przeżyć. Wyra
zić je w sposób twórczy, dojrzały i zawsze w jakimś
stopniu szkicowy. N a granicy happeningu.
Hasiora poznałem w 1961 roku, zachwycił mnie
i moich kolegów w Instytucie Sztuki PAN wystawą
w Teatrze Żydowskim, śmiałym nawiązaniem do folk
loru przedmieścia, poezją najczystszej wody, pozwala
jącej kojarzyć ze sobą przedmioty najbardziej trywial
ne. To była rewelacja i to w tym samym czasie, kiedy
zaczynał swą karierę na Zachodzie Rauschenberg
i Lichtenstein. Poszliśmy do Antoniego Łyżwańskiego,
który w KC zajmował się sztuką (był malarzem, profe
sorem A SP i przyzwoitym człowiekiem), z propozycją,
by wysłać Hasiora na Biennale do Wenecji. Co wy? zdziwił się. Nie! co by powiedzieli towarzysze radziec
cy? Pojechał więc śmiertelnie nudny Eibisch, a szansa
na sukces przepadła.
Hasior miał wyobraźnię, chciał stworzyć w Czorsz
tynie pierwszy na świecie pomnik grający. Wiatr miał
poruszać żelazne organy, wydobywać dźwięki. Przyjął
więc chętnie propozycję władzy pomnika „ku czci
wiernych synów ojczyzny poległych w walce o utrwa
lenie władzy ludowej na Podhalu”. Dla mnie, mówił,
to pomnik tych, którzy ginęli zaplątani w tryby histo
rii, ale Podhale tego wyjaśnienia nie przyjęło, pomnik
jest niszczony, organy nie grają, z karabinów wyrwano
bagnety, mur upstrzono obrzydliwymi napisami. O dzi
wo, także źle przyjęto pomnik w Koszalinie „tym, któ
rzy walczyli o polskość i wolność Pomorza”. Padały za
rzuty koniunkturalizmu itp. Bolało to artystę, los rzeź-
160
Wnętrze galerii Hasiora
160-161 Jackowski.ps - 8/31/2006 11:06 AM
Aleksander Jackowski • HASIOR PRZYPOMNIANY
biarza w PRL był trudny. Poza portretami komunisty
bohatera, jedynym tematem akceptowanym było
uczczenie ofiar wojny, ale ile takich pomników dało
się postawić? Pomnik ku czci AK-owców (czwórkami
szli do nieba) Hasior wykonał niemal w szkicu, jak za
bawkę, żołnierzyki w szklanym stożku. Oburzenie bu
dziły rzeźby, ale też i sztandary, jednych, że parodiują
kościelne feretrony, drugich, że do nich nawiązują. Do
tego, po latach starań, otrzymał od władz w Zakopa
nem budynek na galerię. On, bezsprzecznie najcie
kawszy, najwybitniejszy artysta w tamtym środowisku.
Rozległy się protesty, dlaczego on? N a domiar złego na
wernisaż przybył Jerzy Urban, rzecznik rządu. Hasior
nic nie miał do tego, przyjść mógł każdy - ale gorzko
zapłacił za tego Urbana, i za otrzymaną galerię. A jest
to miejsce doprawdy niezwykłe, porażające - lustra,
sztandary, rzeźby, projekty pomników. No, i wówczas
na pięterku urzędował sam Hasior. Mag, czarownik,
twórca tej galerii dzieł, które tworzył ze wszystkiego,
z kosy, tkaniny, zegarków, lalek, śrubek, goździków,
ozdób metalowych z trumny. Trzy razy obwoziłem po
kraju grupy artystów z Francji, Niemiec, Związku Ra
dzieckiego. Pokazywałem Treblinkę, najbardziej przej
mujące mauzoleum, jakie znam, rzeźby Stanisława Za
gajewskiego w Muzeum Okręgowym we Włocławku
(ołtarze niezwykłe, każące myśleć o Gandhim) i Gale
rię Hasiora w Zakopanem. Widziałem wrażenie, jakie
wywoływały te miejsca. W Zakopanem nie góry, bo
goście widzieli większe, ale Hasior. W niepodobnej do
niczego drewnianej szopie, z bileterkami szepcącymi ze
czcią: mistrz odpoczywa!, mistrz na państwa czeka!
Była tam niezwykła atmosfera. Płonące świece, lustra,
projekty pomników, portrety w szklanych bańkach,
niezwykle podobne (Tadzio Brzozowski!), kicze przy
wrócone sztuce.
Jakie znaczenie ma inscenizacja można się było
przekonać teraz, na wystawie. To już nie było widowi
sko olśniewające widzów. Obrazy grzecznie wisiały, już
bez emocji odkrywania nowych wrażeń, nawet sztan
dary, spowite dymem w pewnym momencie wydały się
szare, nieprawdziwe.
Zniknęła magia para teatralnych działań Hasiora,
która podobnie jak u Kantora w jego przedstawie
niach tworzyła nastrój, temperaturę odbioru. Bez
ognia, płomieni trawiących eksponaty, bez dymu, eks
plozji żywiołów, bez Twórcy, który nimi dyrygował, wi
dowiska te straciły wiele ze swej energii. Zresztą nie
tylko one. Pamiętam odsłonięcie Rydwanów,
w szwedzkiej Sódertalje, kiedy potężne kadłuby koni
rzucały się w przestrzeń spowite ogniem i dymem. Te
raz, gdy je widziałem, były już tylko figurami w pejza
żu, szare, pozbawione energii. Nawet nie wiem, czy
potrzebne.
Wielka jest magia teatru, widowisk, bez niej dzieła
Hasiora tracą wiele ze swej wartości. Fantastyczna
zdolność postrzegania rzeczy, łatwość tworzenia coraz
Hanna Kirchner, fot z lat 60.
to nowych kombinacji, układów, spięć, a także dow
cip, obecny w niemal wszystkich dziełach sytuuje je
bliżej świata zabawy niż artystycznego dyskursu. Nietrwałość, jednorazowość, szkicowość wszędzie są wi
doczne, nie skrywane przez autora. „Wszystko, co ro
bię w skali kameralnej jest trenowaniem wyobraźni,
podtrzymywaniem odwagi, aby kiedyś odpowiedzieć
na społeczne zamówienie” - pisał. Stąd te rewelacyjne
szkice pomników - których nie mógł postawić w tam
tych latach. Ale nie tylko te czynniki ważyły na decy
zji, nazwijmy to - szkiców. Jego wyobraźnia gorejąca,
twórcza kazała mu ciągle myśleć, działać, nie dbając
o precyzję wypowiedzi, o trwałość dzieła. Napisał:
„W twórczości najważniejszy jest pomysł. Najważniej
szą rzeczą we wszystkich pracach jest ich wewnętrzna
treść. Nie dbam o ich trwałość. To są formy laborato
ryjne i nie muszę do nich przykładać zbyt wielkiej wa
gi. Ale - dodał - chciałbym także tworzyć rzeczy trwa
łe: pomniki”.
Wiemy jednak, jak wiele się z tym wiązało kompli
kacji, dwuznacznych sytuacji.
Wiele dzieł, pomysłów, pozostało w stanie szkicu.
Tylko fotografie mogą je ocalić, zasugerować wygląd
pomnika w przestrzeni, pokazać, jak mógłby wyglądać,
gdyby Hasiorowi dano go zrealizować. Dlatego nie za
chwyca mnie strona wizualna książki Hanny Kirch
ner. Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy miało niezwy
kłą szansę wydania pięknej książki, prezentującej arty
stę, miało świetny, kompetentny tekst i ilustracje. Ale
ich realizacja w druku martwi, ilustracje niewyraźne,
byle jak zestawione, tandetnie uzupełnione "plastycz
ną inwencją”. Szkoda...
Zachęcam do przeczytania i uważnego przejrzenia
książki. Warta jest tego.
161
