http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5865.pdf
Media
Part of Opowieść o Hasiorze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2
- extracted text
-
156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM
DANUTA WRÓBLEWSKA
Opowieść o Hasiorze
R
zeźbiarze mają życie częściej gwałtowne aniże
li spokojne. Są mniej pokorni, więcej samotni
i porywczy. Są odmieńcami. Czy to borykanie
się z kamieniem, odlewami, ciężarem warsztatu, czy
też większa niż u innych zależność od zamawiającego
powodują, że są oni wojownikami. Stwarzają byty
przestrzenne sąsiadujące z człowiekiem lub go przera
stające, mają więc poczucie wpływania na świat fi
zyczny. Nieodwołalność decyzji w realizacjach i zwią
zany z tym stopień napięcia kończą się podobnie, jak
to bywa w przyrodzie: rozładowaniem-burzą. Opowia
da się o nich, jak o Dunikowskim, całe legendy, z któ
rych jednak sporo jest prawdą. Nie wiemy, jak było
pierwotnie, w dawnych czasach tworzenia katedr,
jednak warsztat, jego uwikłania i dynamika zawsze
były te same. Uwaga dla inności rzeźbiarskiego tem
peramentu zaczęła się na dobre od Michała Anioła.
Toteż o rzeźbie, życiu i mozole jej twórców chętnie
czyta się monografie czy powieści.
W polskiej biografistyce, stosunkowo zresztą ubo
giej, jeśli chodzi o sztuki piękne, ten temat jest jednak
na dalekim planie. Rzeźba jako przegląd form jest nie
często podejmowana i nie budzi szczególnych emocji.
Podobnie twórczość rzeźbiarska pojedynczych arty
stów. Dzieje się tak może i dlatego, że u nas raczej
uświęca ona zamówienie, aniżeli podrażnia oko, jest
solenna i mniej prowokuje przestrzeń. Toteż za praw
dziwą niespodziankę trzeba przyjąć rzecz o Hasiorze
pióra Hanny Kirchner, skądinąd znawczyni i anality
ka słowa literackiego. To jest książka dla każdego czy
telnika zainteresowanego człowiekiem-twórcą. Bar
dzo dobrze, że portret (głównie psychologiczny) tego
rzeźbiarza naszkicowała osoba stojąca z boku, nie za
rażona ścisłym profesjonalizmem, za to wrażliwa
i współczulna życiu z bagażem talentu.
Choć książka została przez autorkę nazwana opo
wieścią na dwa głosy, to jej zawartość jest w pewien
sposób polifoniczna. Hanna Kirchner pisze o zawiłych
dziejach swojej przyjaźni z Hasiorem od pierwszej wi
zyty w zakopiańskiej pracowni po jego czas ostatni. Są
to wspominania niewolne od sentymentu, swobodne
i szczere, czasem - dla porównania lub wyjaśnień skokowo mieszające lata. Skrupulatnie wyliczają zda
rzenia, ale i czyta się w nich także o szaleństwie wy
obraźni, śledzi wzloty i upadki artysty, podlicza jego
triumfy i jego sprawy przegrane. Czuje się żar samospalania w sztuce, ale obok dostrzega również wódkę,
przestrzeń banału i fałszu, a także niełatwy charakter
artysty, który był tłem wielu powikłań. Tę przejmują
cą relację rytmicznie przerywa głos samego Hasiora
z jego listów do Kirchner, kiedy, jak w dzienniku, do-
156
156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM
D anuta Wróblewska • OPOWIEŚĆ O HASIORZE
nosił o wszystkim, co uznawał za ważne. Pisał krótko,
raczej dawał sygnały, niż opisał zdarzenia, i owe wol
ne od gadulstwa kartki były - obok rozmów tych
dwojga - wglądem w jego życie. Ciekawy jest ton tych
zapisków. Wobec autorki Hasior zachowywał zawsze
pełen atencji dystans, równocześnie mając ją za cel
zwierzeń i zawierzeń. Nawet te najzwięźlejsze mają
swoją dramaturgię i kierunek. Odgaduje się, że
„Wielka Miła Wspaniała Pani” była mu oparciem
w ciemnych chwilach, ale też i to, że wiedział, iż to
ona poniesie jego sławę dalej. W jakiś sposób na to li
czył. Poza czcią dla adresatki za dobrodziejstwo uwa
gi dla jego osoby Hasior, sam słowotwórczy i bystry,
przez tę korespondencję jak gdyby wspinał się powy
żej wszystkiego, co go otaczało. Przyjaźń z badaczką,
przypieczętowana ciepłą korespondencją, wyraźnie go
wyróżniała, może nawet dopingowała.
Są w książce jeszcze teksty drukowane przez
Kirchner w czasopismach artystycznych i literackich.
Pisane w zachwycie, trochę ponadczasowo, dla po
tomnych, dawały szeroką i bardzo literacką egzegezę
tej sztuki i jej korzeni.
W opinii piszącej spotykały się tutaj wczesny nadrealizm, gest ekspresjonisty, cząstki cywilizacyjnego
śmietnika, ale przede wszystkim - duch sztuki sakral
nej, elementarz dewocyjny, chłopska wyobraźnia lu
dowa. Był przecież Jankiem Muzykantem spod Nowe
go Sącza (jak siebie nazywał), z tą strefą rodzinnie po
łączonym. Zanim na taką swobodną heterogeniczność
przyszła w świecie moda, on już taki był. Wobec jej
częstego niezrozumienia, teksty Hanny Kirchner sta
wały mu się tarczą obronną. Wzięte z progu obrzędo
wości, teatru i magii kolaże Hasiora, wzbogacane
0 dźwięk, ogień i wodę, były - jak pisała autorka tych
tekstów - zmierzeniem się ze sztuką totalną. Ich me
taforyczna rzeczywistość przyjmowała do swego leksy
konu strzępy dzisiejszego i przeszłego świata, kulturę
1 naturę, żart i patetykę formy, nadając temu zazębia
niu ślad filozoficznej refleksji. Trzeba było sporej wraż
liwości, by tę zawartość oddać. Kirchner to zrobiła.
Te teksty są operacją monumentalizowania arty
sty, jest więc tak, jakby szkła, chorągwie, metafizycz
ne pejzaże i ironiczne kukły Hasiora znalazły sąsiedz
two spiżu słowa. Zestawienie bliskiego planu przyjaź
ni ze skalą wielkiej sceny to ciekawy zabieg.
Trzy wątki splatają się jak w warkoczu, warunkują
siebie i siebie uzupełniają. Każdy z nich zamyka inną
emocję. Najważniejszy jest pierwszy. Wspominanie
przyjaciela, który odszedł, jest wspominaniem gorącz
ki młodości, powrotem do historii jakby wyjętej z kart
dawnej powieści, przeżywanej do tego w świetle sztuki-kapryśnicy, przemiennie poetyckiej, ironicznej i tra
gicznej. Świadomość tragiczna, ona chyba była u H a
siora najsilniejsza. I ją tropiła Kirchner pod kamufla
żem formy, pod płaszczem ironii, groteską, zabawnymi
połączeniami rekwizytów. I to ona do uważnego widza,
jakim była biografistka, przemawiała najsilniej.
W swojej książce Hanna Kirchner na nowo wpa
truje się w osobę, której inność ją interesuje. A może
pod jej pociągającym pretekstem wpatruje się przede
wszystkim w tajemnicę sztuki - czegoś nie do końca
zrozumiałego, nieprzydatnego i jednocześnie olśniewa
jącego. Widzi, jak burzy ona życie i w pewnej mierze je
wynagradza, jak zagarnia w nim wszystkie siły. Jak, po
pychając człowieka w górę, w tym życiu jest naczelna.
Wniebowzięcie
157
