http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2892.pdf

Media

Part of "Słońce od strachu nagłego zemdleje... " / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

extracted text
Aleksander

ALEKSANDER

Jackowski

• „SLONCŁ U U S I K A L H U NAUŁtuu ztMULtjt...

dowiskach miejskich, wśród ludzi wykształconych na¬
dal wielką estymą cieszą się wróżki, horoskopy, medy­
cyna niekonwencjonalna. Kiedy strach zagląda w oczy,
pomocy szuka się wszędzie. W bombardowanym Lor,
dynie dziesiątki tysięcy ludzi szukało pociechy u wró-1
żek, podobnie w okupowanej Warszawie. Nie inaczej
było w Rosji, a także - co dobrze pamiętam - w wojsku
Berlinga. Niemal w każdym baraku-ziemiance organi¬
zowano seanse spirytystyczne, ciężkie dtewniane stoły
unosiły wysoko nogi i tłukły nimi w podłogę, podając
na naszą prośbę datę zakończenia wojny. Zawsze się
myliły, choć słusznie wieściły klęskę Hitlera.

JACKOWSKI

„Słońce od strachu
nagłego zemdleje... "
Apokalipsa według
Józefa Chelmowskiego
(...) Słońce od strachu nagiego zemdleje,
Księżyc twarz krwawą posoką zaleje,
Gwiazdy z przestrachu chorobą szkaradną
Z nieba rzucone, na ziemię wpadną. (...)
Bartłomiej Zimorowiec, Sielanka

piąta

c

hyba nigdy ostrzeżenia Apokalipsy nie były tak
realne jak teraz. Zatrute wody, skażone powie¬
trze, wojny, okrucieństwa, epidemie. Żyjemy
jak na krawędzi wulkanu, ale nie chcemy myśleć
iak na
o tym, że kiedyś wybuchnie. Nie możemy myśleć, bro­
ni nas instynkt samozachowawczy, ratuje przed neuro­
zami, depresją. Pozwala żyć normalnie.
Oswajamy lęk na wiele sposobów. Oglądamy horro­
ry, by małym lękiem osłonić się przed dużym. Boimy się
na niby, żeby się nie bać naprawdę. Ponieważ trzeba
żyć, kochać, wychowywać dzieci, zachować psychiczną
odporność. Przed kilkoma laty widziałem w Japonii
wieśniaków uprawiających swe poletko tuż obok krate¬
ru wulkanu, który co kilkadziesiąt lat wybuchał. A l e
oni nie chcieli, nie mogli o tym myśleć, oswajali więc
strach modłami z niezrozumiałym dla mnie rytuałem.
Etnologowie to wiedzą: o „Złym" nie mówi się wprost.
Między lękiem a wolą życia pojawia się forma: eufemi­
zmy nazywania złego, obrzęd, rytuał, teatr. Psychika
jednostek i zbiorowości tworzy różnorodne wentyle
bezpieczeństwa. Dzięki n i m możemy strawić okrucień¬
stwa oglądane bez liku w telewizji, nie przejmować się
za długo strasznymi infotmacjami w gazecie. Rok dwu­
tysięczny dodał do katalogu lęków dodatkową pozycję
- symbolikę daty Może po raz pierwszy w dziejach zo­
stała ona wsparta świadomością zagrożeń totalnej za­
głady totalnego niebezpieczeństwa W każdej szczeli­
nie życia Przypomina się chińskie przekleństwo — bę­
dziesz uciekał a nie będziesz wiedział kto cie eoni lak
z sennego KosziiiarLi«
Upowszechnienie nauki, podniesienie poziomu wy­
kształcenia nie uwolniły nas od zachowań irracjonal­
nych. Wydawałoby się, żyjemy w stuleciu, które można
nazwać stuleciem postępu, rozwoju nauki. I co? W śro­

Groźbę Apokalipsy wykorzystuje się też do celów re­
klamowych. O t o jedno z pism publikuje w związku
z 5-majową koniunkcją planet taką „prognozę pogo-1
dy": „Na powierzchnię Ziemi wypłynie magma o tem­
peraturze 1000 stopni, czyniąc nasz świat wulkanicz-!
nym. Dojdzie do tego apokaliptyczna, pięciomiesięczna
wojna, o której przypomina trzecia przepowiednia fa­
timska. Ogień i płomień uderzą z nieba. Wody oceanu
będą parować. Piana wzbije się wysoko w górę, pokry­
wając wszystko śmiercionośną pokrywą. W ciągu kilku
godzin zginą miliony ludzi".
' Rok 2000 przywitano ogromną ilością sztucznych
ogni. Radością, ale i strachem. Obawiano się „buntu"
komputerów i wynikłych z tego komplikacji (syndrom
„Ucznia czarnoksiężnika"), szczęśliwie skończyło się na
niewielkich kłopotach. Jednak dla wielu ludzi, zwłasz­
cza poddanych dyktatowi sekt, rok ten ma znaczenie
szczególne, oczekiwania na koniec świata. W imię Bo­
ga czy proroka dokonano już wielu aktów samozagłady.
' N i e może dziwić, że temat Apokalipsy, Sądu Osta­
tecznego spotkał się z oddźwiękiem środowiska arty­
stycznego. Stał się wyzwaniem prowokującym do
określenia stanowiska wobec najważniejszych proble­
mów egzystencjalnych. Stał się pretekstem dla róż­
nych działań plastycznych. Grono znanych krytyków
i artystów doświadczonych w organizacji wielkich wy- i
staw (np. Jesteśmy, Ars Erotica) zaproponowało pro­
gram tyle kosztowny, co ambitny, intetesujący po­
znawczo. Temat Sądu Ostatecznego potraktowano ja­
ko test pozwalający przekonać się, jak go interpretują
wybitni artyści, zarówno polscy, jak i z innych krajów,
a nawet kontynentów. Jakie wzbudzi w nich refleksje,
skojarzenia? Metaforyczne, symboliczne, w dialogu
z tradycją? Jaką?
1

[

Jednak skala kosztów przerosła możliwości sponso­
rów. Państwa.'.. Trzeba było ograniczyć się do kilku
wystaw w stołecznych galeriach. Dwie wydały mi się
szczególnie interesujące - obie zresztą złożone z prac
powstałych niezależnie od hasła organizatorów. Jacek,
Sempoliński w galerii Akademii Sztuk Pięknych n
a
Targowej przedstawił obrazy bardzo osobiste, ekspre­
syjne, niełatwe w odbiorze. W „Kordegardzie" pokaa-1

506

Aleksander Jackowski * „SŁOŃCE OD

STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

Ł c y k l dziel niedawno zmarłego Jana Lebensteina;
l i n . ilustracje do Miłoszowych przekładów ApokaŁ y . O ile obrazy Sempolińskiego są jego wyznaniem
lary, żarliwe, pozbawione kokieterii, oszczędne w forl i e - Lebenstein nawiązuje do średniowiecznej retoL i , przedstawia własną wizję Aniołów, bestii apoka­
liptycznych. Jest świetny. Jego ryciny wpisują się
• krag tradycji wyznaczonej przez Dürera, Altdarfera,

Łiinewalda.
i Sempoliński zmaga się ze sobą i rozlicza. Lebenstein
loponuje widzom wizję postaci z tekstu, który ilustrul i w którym - pełniąc zadanie użytkowe - jest wciąż
jiierny sobie. A l e zachowuje wobec tekstu dystans.
i Tego dystansu nie ma w twórczości artystów nieproIsjonalnych (ludowych, naiwnych, nawiedzonych),
Itórzy Janowe proroctwa pojmują dosłownie, traktują
liebie jak narzędzie, którym posłużył się Bóg. O n przez
iiich przemawia, ostrzega, grozi, tak jak to czynił, po•ugując się świętym Janem. Ta bliska relacja z Panem
logiem wyróżnia ich, pozwala znosić ziemskie upokoŁenia, sytuować się wyżej od innych ludzi. Tak więc
pdmund Monsiel, przerażony wojną, okupacją, ukryty
Iw pokoiku na strychu rysuje na małych kartkach paIpieru straszliwe wizje. W i e , że wyraża wolę Boga, więc
H ostrzega
przed karą za zło dziejące się na ziemi. Jest jak
prorok wieszczący zagładę, bezbronny, nieszczęsny wö­
lke wojen okrucieństwa łamania praw boskich. W je|»rysunkach tysiące oczu śledzi dolę człowieczą patrz!
|-ostrzega Bóg wszystko widzi A b y przesłanie było ja1
rysunek uzupełnia na odwrocie stosownym ko
Lntarzem.
Drugi przykład - Nikifor. Malując, niemal od po­
czątku realizuje swoisty program terapeutyczny. Stojąc
u boku popa w cerkwi czy kościele, wskazuje na złoIczyńców, tych, których poznał w życiu i którzy go najprawdę czy tylko w jego przeświadczeniu skrzywdzili •piekarza, sprzedawczynię wędlin. Atrybuty ich winy
1 umieszcza we wnętrzu świątyni, rozkłada bochenki,
•wiesza pęta kiełbasy - by każdy wiedział, kto i za co zoIstaje skazany na piekielne męki. O n sam oskatża, ka¬
Iplan zaś wtrąca złych do loży potępieńców, smażących
•się w ogniu piekielnym. Najważniejszym motywem
[prac Nikifora jest sprawiedliwość, wiara, że zło zostanie
Ipo śmieici ukarane, ciężki los na ziemi wynagrodzony
iwniebie. Także jego, ziemskiego biedaka, który w ima*ginowanych obrazach jawi się jako biskup, malarz, męIdrzec czytający święte księgi, grający na skrzypcach,
i Trzeci wymieniony przeze mnie twórca to ludowy
[naiwny teolog filozof malarz i rzeźbiarz — Józef Cheł
jmowski z Brus (Kaszuby) Człowiek nieprzeciętny
[o wielkiej ciekawości świata i wyobraźni W swych do|ciekaniach na temat życia nie mógł pominąć ApokaŁsv wg św Jana Zetknięcie się z nią nadało sens
•«™rldrn
) dotychczasowym zainteresowaniom.
2

3

Józef Chełmowski przy Maszynie do łapania Żywiołów.
Fot. Piotr Cielecki, Tomasz Siemiński

Ujrzał w niej najważniejsze przesłanie Boga. Kwinte­
sencję zainteresowań religią, filozofią, astronomią,
dziejami świata. Jest bowiem nie tylko, a może i nie ty­
le, „twórcą ludowym", ile człowiekiem o wielkiej wy­
obraźni i ciekawości. W swoim środowisku - fenome­
nem.
N i m więc wspomnę o Panoramie Apokalipsy,
chciałbym przybliżyć czytelnikowi osobę autora. Oto
podstawowe fakty z życiorysu:
Urodził się 26 lutego 1934 r. we wsi Brusy w Borach
Tucholskich i mieszka tam do dziś. Ojciec gospodarzył
na ziemi, był też murarzem, zdunem, cieślą, kowalem
i stolarzem. Miał dwie córki i trzech synów. W życio­
rysie napisanym na moją prośbę podaje: „Przy ojcu ro­
biłem sobie różne zabawki w drzewie, niektóre cieka­
we. O d roku 1940 rozpocząłem niemiecką szkołę aż do
frontu 1945. Po wojnie w 1948 roku ukończyłem niby
siódmą klasę polską. Innego nie mam wykształcenia".
Pracował na kolei, w hufcach „Służby Polsce" na Ślą­
sku. W wojsku służył w jednostce łączności. Kontakt
z urządzeniami radiotechnicznymi okazał się ważny
dla jego zainteresowań i realizacji. Później wykonywał
różne prace, prowadził gospodarstwo i nie miał czasu
na „prywatne" zainteresowania. Dopiero w 1970 r.,
pracując jako stróż w miejscowej przetwórni Las"
miał wiele wolnego czasu i wtedy zajął się rzeźbieniem,
a później i malowaniem W t y m też czasie zbierał
w swojej wsi i w okolicy pamiątki i wszystko co pozwa­
lało przywołać obraz przeszłości a więc opowieści
wiersze podania
Ożenił się z Kaszubką. M a dwie córki, jedna została
w Brusach, druga wyszła za Kurda i mieszka w Szwecji.

507

Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

szane siłą wiatru i spływającą do naczyń wodą z rynny
domu. Jest to Maszynach łapania żywiołów, jak określa
to urządzenie jego konstruktor. Koło maszyny o średni­
cy ponad 2 metrów porusza stojącą nieopodal figurę
tracza piłującego drewno." N a d wejściem do ptacowni
znajduje się zegat słoneczny. W pracowni dziesiątki
sprzętów, warsztat tkacki, kołowrotki, cepy, narzędzia,
instrumenty muzyczne własnej konstrukcji. Rozpoczęte
rzeźby i obrazy. N a ścianach oleodruki, kopia obrazu
Salvadore'a Dali. Setki różnych „śmieci" - niemieckie
tablice informacyjne, wypchany bocian itp. W ogrodzie
wielkie rzeźbione i malowane ule, najczęściej o twa­
rzach diabłów. N a werandzie domu „witraż", zlożny
z dziesiątek małych szybek, na których Chełmowski na­
malował scenki rodzajowe i pejzażowe. „Pod dachem
zawieszony jest obraz składający się z trzech części, pod
tytułem Natura = deum. Obraz pełen symboli, «nadrealny» przesycony fantastyczną roślinnością Jest to wi­
zualna realizacja wyznawanej i podkreślanej przez Chełmowskiego idei o tożsamości Boga i natury (przyrody)
Inne obrazy to kilkanaście małych form z wiernie na­
malowanymi starymi chałupami z najbliższej okolicy
N a odwrocie każdego obrazu podane imię i nazwisko
4

Apokalipsa Św. Jana, rozdz. 7
1.

Potem widziałem czterech aniołów stojących na

czterech

krańcach ziemi, powstrzymujących cztery wiatry ziemi, aby nie
wial wiatr na ziemię ani na morze, ani na żadne drzewo.
2.

Widziałem też innego

anioła wstępującego o d

wschodu

słońca, który miał pieczęć Boga żywego i który zawołał głosem
donośnym na czterech aniołów, którym zezwolono wyrządzić
szkodę ziemi i morzu, mówiąc:
3.

N i e wyrządźcie szkody ani ziemi, ani morzu, ani drzewom,
dopóki nie opatrzymy pieczęcią sług Boga naszego na czołach
ich.
(Biblia Warszawska)

Sprawiło to, że zainteresował się kurdyjskim językiem
i opracowuje słownik polsko-kurdyjski. Posługuje się
w tym celu słownikiem kurdyjsko-angielskim i angiel¬
sko-polskim. Opracował już kilkanaście tysięcy haseł.
O zainteresowaniach świadczy wygląd jego domu
i obejścia. Przed bramą zbudował na kopcu z kamieni
kilkumetrową kapliczkę ze scenami z najnowszej histo­
rii Polski. N a szczycie umieścił anioła z rozpostartymi
skrzydłami. Pod n i m znajduje się wizerunek słońca
w koronie, krążącego nad kulą ziemską. Podpis: Anno
1989 i Deo Gratias, niżej Trzeci upadek i Anno Domini
1981-82, na tle napisu Quo Deus Avertat Chrystus
upadający pod krzyżem. N a d n i m „zomowiec" z pałką
w ręku. Dolne piętro kapliczki to Matka Boska trzyma­
jąca białego orła. N a d jej głową dwa anioły, po bokach
rzeźby przedstawiające papieża i pryma, s a Polski. U do­
łu motyw dekoracyjny: kaszubski tulipan. Przy kaplicz­
ce rzeźby dwóch modlących się aniołów.
Dalej znajdujemy w obejściu model wiattaka, wóz,
drewnianą kurę na plocie, płaskorzeźby, rzeźby, m.in. fi­
gura mężczyzny dmącego w blaszaną tubę. „Przy naroż­
niku budynku mieszkalnego wznosi się ogromne koło ze
skrzydełkami w środku i naczyniami na obwodzie, poru­

właściciela chałuov oraz nazwa wsi z którei ona oocho
j - -p
, T'
ńralir

-

mówi

Chełmowski N a tynku namalował obraz^pod tytułem
'
Y\
A wyrazem żywo siecz asze e po \Y/'teAniem,
ę ący
nego na aszubac m i u, opowia ającego o wa ce aszu DOW u DOJr^iu. KITO la j an.a n r c^oDie s iv te^o1 i onaci LO KO
lekcja rzeźb twotcow ludowych z Raszub, gabloty ze
zbiorem starych monet i banknotów.
Opis ten daje pewne pojęcie o szerokości zaintereso­
wań i pasjach artysty. Zważmy przy tym, iż obok rzeź­
bienia i malowania pisze różne „traktaty", wyrażające
poglądy na życie, komentujące zachowania ludzi. Rzeź­
by opatruje napisami, często wierszowanymi komenta­
rzami. Dotyczą filozoficznych przemyśleń autota, istot­
nych dla ztozumienia przesłania kompozycji. Obok
polskich umieszcza napisy kaszubskie, a także w języ­
kach niemieckim, łacińskim, arabskim i kurdyjskim
(pisane alfabetem łacińskim). Jak podaje w swym ży­
ciorysie „interesuje mnie wszystko, alchemia, astrono­
mia, geografia, technika, wynalazczość, filozofia,
pszczelarstwo, ludowe teksty, opowieści, porzekadła".
Tomasz Siemiński zauważa iż zainteresowania swe
traktuje Chełmowski bardzo poważnie, rzec by można
naukowo". Chce rozwiązać wszelkie tajemnice
ulepszyć stare i twotzyć nowe wynalazki polemizować
z naukowymi poglądami uzupełniać je lub obalać Po­
lemizuje z Kopernikiem Platonem pisze np iż' Nic
nie jest dokończone dla mnie sama tablica Mendelejewa nie tą co powinna"
5

Ważne' są dla niego wydarzenia z przeszłości i terazniejszości. Daje temu wyraz w rzeźbach i w towarzyszą-

Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

tych im tekstach (m.in. takich jak Wrzesień 1939, Kak Solidarność). Przemawia językiem Starego i Nowe| o Testamentu, Apokalipsy, Księgi Daniela i Księgi
Ezechiela. Kompiluje czytane teksty, poucza, ostrzega.
I Oto napis na rzeźbie Znak Czasu:
8

Synu człowieczy
Co widzisz:
Widzę zamęt na wschodzie
walą się tam starożytne
gmachy, stare świątynie
w proch się rozsypują. (...)
Widzę: Tumany prochu
wdali, jako się we wszystkich
kierunkach rozchodzą,
ścierają, mieszają i zbijają. (...)

6

i Jesteśmy już w kręgu wizji Apokalipsy. Fascynują
one szczególnie Chełmowskiego, czemu daje wyraz za­
równo w dziele malarskim, jak też i w pisanych tek­
stach, zwłaszcza w Apokalipsie dzisiaj jutro oraz Teoloocznej Przyszłości Ludzkości Świata, a także w dziele,
które traktuje jako sumę swych przemyśleń - Tajemni­
ce świata, światów. (Złożył je w bydgoskim D o m u K u l ­
tury, licząc na to, że zostanie wydane).

Apokalipsa Sw. Jana, rozdz. 14
1. I widziałem, a oto Baranek stał na górze Syjon, a z n i m sto
czterdzieści cztery tysiące tych, którzy mieli wypisane jego
imię na czole i imię jego Ojca.

W tzeźbie przedstawia postać lub wydarzenie w taki
sposób, jak to się widzi w pomnikach. A więc z czytel­
nym atrybutem (Kopernik - astrolabium). Komentarz
pisemny poucza tych, którym sama rzeźba nie daje wy­
li starczającej informacji. „Szukam w niej [rzeźbie] tych

2.

I usłyszałem głos z nieba jakby szum wielu wód i jakby łoskot
potężnego grzmotu; a glos, który usłyszałem, brzmiał jak
dźwięki harfiarzy, grających na swoich harfach.
(Biblia Warszawska)

ii ludzi świata, co powiedzieli za swojego życia, jak Tere­
sa z Kalkuty, Olaf Palmę, Luis Pastor, Goethe, Scheler

dla mnie to jest wydatek bez dochodu, czy mnie to jest
potrzebne, przyjdą niby rozkaz jakby od Boga i maluję".

| [Schiller?], w ogóle poeci. Ja i c h szukam i odtwarzam
tę prawdę, choć jest i c h [prawd] kilka, wybieram jed­
ną...". Rzeźba ujmuje więc temat w jednym ujęciu, jed­
nej syntezie. T a m jednak, gdzie trzeba dodać tok myśli,
działań, posługuje się Chełmowski pędzlem. Dodatko­
wo zaś, by efekt wizualizacji, jak w Apokalipsie, nie bu­
dził wątpliwości, pisze na obrazie lakoniczny komen­
tarz oraz swe traktaty. Oglądając dzieło artysty, powin­
niśmy więc zważać nie tylko na jego formę ale i

„Apokalipsa" Chełmowskiego jest dziełem wyjątko­
wym. Chełmowski przekłada tekst Św. Jana na język
obrazów, opatrując każdą scenę kolejnym numerem
wersu i skrótową informacją, co w sobie zawiera.
W ciągu trzech lat (1992-1994) namalował 6 zwojów,
każdy od 6 do 10 metrów długości. Złożone razem two­
rzą obraz liczący ponad 55 metrów długości, o wysoko­
ści ok. 70 c m .

| warte w n i m przesłanie, sposób wizualnego zinterpreto­
wania tekstu
Malowanie Apokalipsy rozpoczął w 1992 r. Rok póź­
niej zawiadamiał mnie: „Pyta Pan, co robię, otóż jest zi­
ma, zimno w moim warsztacie więc maluję w domu d u ­
ży obraz, taką panoramę «Apokalips», ściśle wg pisma
św. Jana z przełożenia Cz. Miłosza z greckiego, które le­
piej oddaje to widzenie. Jest już tego 15 m długości,
szef. 0,70 cm, cała teologia dla ludzkości, chyba dojdzie
do 50 m lecz to (...) kosztuje, nie mam na to pieniędzy
(...) ile to poszło [na farby] białka, jaj, twarogu (...) zni­
kąd pieniędzy (...) robię domowymi środkami. (...) Jest
pytanie dla kogo to maluję: chyba nie dam odpowiedzi,

8

Kluczem do rozumienia tekstu Apokalipsy jest dla
Chełmowskiego przeświadczenie o znaczeniu w niej
liczb-symboli. Liczby są utajonym językiem, szyfrem.
Usiłuje pojąć i c h znaczenie, ale interpretuje je często
błędnie, nie wiedząc, że np. w przedstawionym baran­
ku symboliczna jest zarówno liczba oczu ( = wiedza, wi­
dzenie), jak i rogów ( = moc).
Aby dać choć niewielkie pojęcie o tym, jak transponuje tekst na obraz malarski, zacytuję (za T . Siemiń­
skim) dwa przykłady:
I. Tekst (wg Biblii Tysiąclecia): 16,10-11
A piąty wylał swą czaszę na tron Bestii
i w jej królestwie nastały ciemności,

509
J

Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

a ludzie z bólu gryźli języki
i Bogu nieba bluźnili za bóle swoje i wrzody,
ale od czynów swoich się nie odwrócili.
Komentarz Chelmowskiego na płótnie Panoramy:
Piąty anioł wylał czaszę na tron bestii,
i bluźnić będą z swych wrzodów cielesnych.

w swym zachowaniu, utracą kulturę miłosną. Zacho­
wując się jakby był z teorii Darwina pochodzenia czło­
wieka z gatunku małpy, a jest to teoria nie do przyjęcia
(...). Pan Bóg wypuści swój gniew za przebraną miarkę
światu. Dzisiaj człowiek czuje się jak nauczyciel tego
świata, a nie uczniem. (...) Bóg w apokalipsie mówi: Ci,
co nie splamią imienia, szat jego, są gotowi oglądać
któlestwo moje, i n n i będą zapieczętowani na tysiąc lat,
i n n i pójdą na spalenie, wieczny ogień. (...)"
10

Scena przedstawia unoszącego się anioła, wylewające­
go z dzbana krew na siedzącego na ziemi potwora
z łbem byka. Poniżej, obok siedzącej na krześle kobie­
ty, stoi mężczyzna polewający jej ranę na ręku płynem
z butelki.
II. Tekst: 16,12
A szósty wylał swą czaszę na rzekę wielką, na Eufrat.
A wyschła jej woda, by dla królów ze wschodu Słońca
droga stanęła otworem.
Chełmowski:
Szósty anioł wylał czaszę na rzekę Eufrates
i wysycha woda, aby przygotować drogę dla królów ze
wschodu.
Scena przedstawia idących „ze wschodu" trzech królów
w koronach. Powyżej wijąca się rzeka, której początek
ginie w paszczy „wężosmoka". N a d nimi unosi się anioł
z naczyniem (czaszą).
9

Koniec świata nadchodzi, martwi się Chełmowski.
Karę poprzedzają znaki opisane w Apokalipsie Św. Ja­
na. Należy je odnaleźć w naszej rzeczywistości i uczynić
wszystko, co możliwe, by opóźnić nadejście zapowiada­
nych plag. „Człowiek sam szykuje swoją zgubę - ko­
mentuje dzieło - atmosfera ziemska nie ma dzisiaj swe­
go procentowego składu powietrza, duży ubytek azotu,
który ciągle się pobiera z powietrza do produkcji nawo­
zu azotowego, nadmiar jodu, sodu i innych, przez elek­
trolizy dużo wodoru przedostaje się do górnych warstw
atmosfery, tworząc ją coraz grubszą, co wpływa n.3. p O '
godę całego globu ziemskiego (...) brak czystego powiettza (...) nie ma przyszłości świata w codzienności,
w mylitarii obrony, agresji (...) czy tak Stwórca chciał?
za daleko posunął się człowiek, skutki tego są w apoka­
lipsie ( ) świat staje się ponury smutny ten czas ( )
Apokaliptyczna wizja ludzi zboczonych seksualnie
obejmuje szersze kręgi Dlaczego tak się dzieje? ( )
Człowiek zaczął używać przeróżne perfumy do styczno­
ści z inną osobą niby na piękny zapach ale jest sztucz­
ny który niweluje moc do przyjaźni dwu stron niby
plusa i minusa i brakuje tej eksplozji życia natura
człowieka w zmyśle węchu ten niwelowany sztucznie
chemicznie otganizm zmusza do rozładunku i gubi się

Co nam grozi? „Ziemia w wielu miejscach będzie na­
wiedzona trzęsieniami i pochłonie mnóstwo żywych lu­
dzi. Wiele miast i twierdz warownych zaginie, te bu­
dowle dopełnią spustoszenia (...). Morze huczeć będzie
i rozwścieklone uderzy na brzegi, chłonąc ludzi i okrę­
ty. Nastanie głód (...) Pan wypuści swój gniew i nikt
nie ostanie się ptzed tak wielkim złem, grzechem wo­
bec natury jej Stwórcy, czeka was bicz żelazny i kielich
goryczy gniewu Pańskiego. Bóg zlepiony jest w naturze,
tam go szukajcie, jeżeli jej zrobicie krzywdę, jakobyście
mnie uczynili (...) Ukażą się liczne i straszliwe znaki na
niebie, Słońce się zaciemni i błyszczeć będzie
no Liczne gwiazdy zaczną spadać na znak zguby wiel­
kiej liczby ludzi, będzie to kara tej ziemi, lecz nie kara
dla wszechświata, gdyż ten jest bez grzechu, on nie jest
we władaniu człowieka. Ziemia przez kary Boskie nie
zginie kara jest dla ludzi ( ) N a koniec zaistnieje No­
we Niebo i Nowa Ziemia Bóg będzie wśród ludzi
1 OLi" O każdą łzę ( ) "
7

W zamierzeniu Chełmowskiego dostrzec ttzeba nie
tylko porażenie treścią Janowych wizji, nie tylko - po­
sługując się określeniem Jacka Olędzkiego - wrażli­
wość mirakulatną i głęboko zakorzenionymi w chłop­
skiej tradycji wyobrażeniami Straszliwej Trąby Sądu
Ostatecznego i innych tego rodzaju druków, ale też i za­
mysł człowieka, który nie chce swej wiedzy zattzymać
tylko dla siebie, ale wie, że musi ją przekazać innym.
Dlatego ostrzega, ukazując prawdy, które wyczytał
i pojął. „Objawienie spisania treści apokalipsy dwa ty­
siące lat temu, dzisiaj staje się rzeczywistą Karą Bożą.
Do zrozumienia do tej pory było niemożliwe, dzisiaj jest
rzeczywistość, tylko wszystkie kąty [które] nienastąpiły
będą w miarę czasu następować."
12

Pisze tak, jak mówi, rzeźbi, maluje - gorączkowo,
w napięciu. Opuszcza słowa, posługuje się skrótem,
spieszy się, tyle ma ptzecież do powiedzenia! Pisze więc
o tym, k i m jest człowiek, którego Bóg stworzył. Na nim
koncentruje swą uwagę. Opisuje zmysły, dostrzega ich
pięć, a w innym miejscu siedem, ważne, że za nadrzęd­
ny uznaje zmysł sumienia. T o w sumieniu, w duszy, za­
pisane zostają dobre i złe uczynki. Sumienie daje czło­
wiekowi busolę w postępowaniu. Wskazuje, co złe, a co
dobre, w czym zawinił wobec drugiego człowieka i wo­
bec natury, w której objawia się Bóg. A l e nim dojdzie
do sytuacji nieodwracalnej - Bóg osttzega znakami na

Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

| niebie i ziemi. „Upomina przez zjawy nocne, które poawiają się w czasie snu i dzisiaj się różnią od tych praIjców, przykładowo: mora nocna przychodziła przez
itwór klucza w drzwiach, dochodziła i dusiła człowieka
•po przestaniu był wymęczony. Dzisiaj n i k t nie narzeiana taką zjawę, natomiast są inne zjawy, ciągle dla
puczenia od zła, groźne, z innego świata z ludźmi któ­
rzy odeszli z diabłami spotkania, lecz spotkania z Bo­
jem z aniołami niema, jest jakaś tajemnica, zmysł sumenia ostrzega ciało."
13

Chełmowski zestawia i interpretuje fakty, wiąże je ze
•sobą, tworząc swój obraz świata. Jedno „ale" - jego wie¬
Ka jest przypadkowa, fragmentaryczna. Zna wiele fakfcw, liczb (np. odległości Ziemi od planet). WypowiaIda się z pewnością siebie, którą mu daje znajomość
Lidu poszczególnych faktów, imponująca otoczeniu
•gościom odwiedzającym jego dom. W i e , jak na swą
Kondycję wiele, to też nie waha się generalizować, policzać. Nie wie jednak tego, co najważniejsze - tego,
iczego nie wie. Nie zdaje sobie sprawy z ułomności po•jadanych informacji. Dyskutuje z naukowymi teoria|ą nie dostrzegając śmieszności sytuacji, nie wyprowa­
dzany z błędu przez usłużnych chwalców podziwiaj ą[cych jego prace (często mierne). A l e to już dotyczy
Iszerszego problemu, zmistyfikowanego stosunku do
Itzw sztuki ludowej do twórców Utwierdza to ChełLwskiego w poczuciu racji co sprawia iż wypowiada
•się autorytatywnie bez wahań T o jest ten typ ludzi
aktorzy na wysokich stanowiskach w państwie bywają
•szczególnie groźni łącząc dyletantyzm z apodyktycznoIścią Na szczęście Chełmowski tylko rzeźbi i maluje do
•tego przede wszystkim dla siebie Jest w n i m rys człoIwieka przekonanego o D o s i a d a n e j orawdzie żyiaceso
Łorzeświadczeniu i ż musi
nrawde głosić światu
'uytając teksty Uhełmowskiego, odnajduję w nich tę

l' li " t

tvk

••

1 w

k

Widzę tu także inny aspekt - patrzymy na wielu tzw.
twórców ludowych jak na Janków Muzykantów. Cieszy
i bawi nas naiwność ich rzeźb czy obrazków, konwen­
cjonalna koturnowość wierszy. Czy jednak byliby dla
nas równie zabawni, mając dostęp do wiedzy, szkół,
zwłaszcza ponadpodstawowych? Kiedy myślę o tym, że
obecnie mniej niż 1 procent młodzieży wiejskiej dostaje
się na wyższe uczelnie, odechciewa m i się cieszyć z ich
naiwnych tzeźb czy malunków.
Podziwiam Chełmowskiego za jego zainteresowania,
za tyle różnych pasji, za trud i inwencję w stworzeniu
Panoramy Apokalipsy, ale myślę też o tym, k i m mógł­
by być, mając prawidłowy dostęp do wiedzy. Z naiwno­
ści śmiać się przykro... A jest przecież nie tylko rzeźbia­
rzem, malarzem (w t y m i na szkle), lecz także - jak po­
daje całkiem serio jego biograf - filozofem, wynalazcą,
konstruktorem, astronomem. Przy tym „Dużo rozmyśla
o otaczającym go świecie. Próbuje zgłębić «odwieczne»
tajemnice: życia i śmierci człowieka i wszechświata,
przyrody i Boga".

u

jariwosc, ę poety ę,
orą znam z e ury roznyc
uam es ow nadsy- anyc
o organizacji swia owyc .
JNiemal we wszystkich dostrzegało się erudycję, logikę
itoku wywodu i wibrację emocjonalną, która kazała aujtorowi dzielić się swoimi ostrzeżeniami ze światem, l e
•proroctwa, odezwy manifesty tworzą specyficzny gatur
P
°g

™ e ) człowiek
iateprzeciętnie wrażliwy, porażony złem. Człowiek ktoIremu zwalono na barki odpowiedzialność za losy Ziemi
i ludzkości.
I Rozmawiając z Chełmowskim, zastanawiałem się,
I b n mógłby być, otrzymawszy przyzwoite wykształceI
takie, które pozwala spojrzeć samokrytycznie na
łebie. Czy wrodzona bystrość, ciekawość świata po­
soliłyby mu zrealizować się w konkretnej dziedzinie?
fest zdolny, pracowity, żądny wiedzy. Tacy jak on two­
rzą niekiedy fascynujące teorie, odkrywają nowe pertektywy, ale często gubi ich niecierpliwość.
e

l s t e m o l

r a r 1 1

u

d l o z a

l c n

l s t

e

511

14

Przypisy
Cyt.

za „Gazetą Wyborczą", 22-24.04.2000 r., s. 16

Edmund

Monsiel.

druga, pod red. Zbigniewa C h l e w i ­

Odsłona

skiego, Płock 1997. Aleksander Jackowski, Edmund
[w:]

Sztuka zwana naiwną,

A.

Jackowski, Nikifor

Monsieł

Warszawa 1995, s. 130-131

[ w : ] Sztuka zwana naiwną.

Warszawa

1995, s. 138-141
Posługuję się t u opisem zawartym w książce Tomasza Siemiń­
skiego, Józef Chełmowski,

portret artysty i człowieka.

Bytów 1955,

s. 3. Co prawda zapamiętałem te same informacje, ale lektura
książki sprawiła, że m a m w pamięci tam zawarte sformułowa­
nia,

wolę więc przytoczyć je dosłownie. Książka p. Siemińskie­

go z wielką sympatią kreśli portret Chełmowskiego. A u t o r o w i
dziękuję za nadesłany do redakcji wybór rozdziałów z najważ­
niejszego tekstu artysty powstałego w latach 1989-1991, pt.
Tajemnice świata,

światów.

Z listu do mnie, 1.02.1993 r.
Cyt.

za T . Siemiński, op. cit., s. 9

J. Chełmowski, list z 1.02.1993 r.
Panoramę kupiło M u z e u m Zachodnio-Kaszubskie w Bytowie.
Pokazano ją k i l k a razy, ostatnio w 1996 r. w Bydgoszczy na
Ogólnopolskim Konkursie Malarskim i m . Teofila O c i e p k i oraz
w Warszawie (Dwie ApokaUpsy, C e n t r u m Sztuki Współczesnej,
1999 r.) oraz w Lublanie (Anioły i demony w sztuce polskich ar­
1998, Slovenski Etno-

tystów ludowych Muchy i Chełmowskiego,

grafski M u z e j ) . O Chełmowskim i Panoramie powstały Elmy
Bernarda Ziółkowskiego Tajemnice Świata i Jadwigi Nowakow­
skiej To wszystko jest po drodze, TV!,

1998

T . Siemiński, op. cit, s. 15
J. Chełmowski, Apokalipsa

dzisiaj jutro,

rękopis z listopada

1996 r., ksero.
J. Chełmowski, Teologiczna

przyszłość

ludzkości

świata,

1994,

broszura powielana z rękopisu, s. 9-11. N a ostatniej strome eg­
zemplarza Chełmowski dodał: Uzupełnienie obrazu: Panoramy
Apokalipsy.
J. Chełmowski, Apokalipsa dzisiaj jutro, op. cit., pierwsze zdanie.
J. Chełmowski, Apokalipsa dzisiaj jutro, op. cit., s. 2
T . Siemiński, op. cit., s. 1

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.