http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2562.pdf

Media

Part of Co można znaleźć w szafie? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2

extracted text
Co można znaleźć w szafie?
Światy równolegle „Kronik narnijskich" C. S. Lewisa
(cz. II)
Marek Oziewicz
Przejścia wolicjonalne to przejścia łagodne, podczas
których bohaterowie dokładnie wiedzą, co się dzieje i w każ­
dej chwili mogą zawrócić do swojego świata. Określenie
'wolicjonalne' nie oznacza jednak, że dzieci mogą przenikać
do Narni (lub innego świata równoległego), kiedy tylko chcą.
Możliwość przejścia otwiera się przed nimi wyłącznie dzięki
magii, która rządzi się swoimi prawami (prawami Aslana),
a nie wolą bohaterów. Wszystkie przejścia opisane w Lwie,
czarownicy i starej szafie, a także wejście oraz wyjście Julii
i Eustachego do krainy Aslana (a pośrednio też do świata Na­
rni) w Srebrnym krześle są właśnie przejściami tego rodzaju.
Po części tego rodzaju przejściem jest również opisane w Sre­
brnym krześle wyjście czwórki dzieci z Narni przez drzwi,
które zbudował na łące Asian. Doskonałą ilustrację przejścia
wolicjonalnego stanowi pierwsze wejście Łucji do Narni: jest
ono łagodne, przyjemne i prawdziwe (choć zadziwiające dla
bohaterki w równym stopniu jak dla czytelników).
Dzieci wchodzą do pokoju, w którym nie ma nic oprócz
pustej butelki z bladoniebieskiego szkła i dużej, starej szafy
z lustrem w drzwiach. Gdy jednak pozostali opuszczają po­
kój, nie znajdując w nim nic ciekawego, Łucja pozostaje
w tyle. Przez głowę przebiega jej bowiem myśl, że mogłaby
sprawdzić, co znajduje się w szafie, choć jednocześnie jest
prawie pewna, że drzwi szafy będą zamknięte. Pierwszą nie­
spodzianką jest fakt, że drzwi otwierają się z łatwością. Dru­
gą - że szafa pełna jest wielkich futrzanych płaszczy, a „dla
Łucji nie było nic milszego niż zapach i dotyk futer". Owa
szafa okazuje się tajemnym przejściem do fantastycznego
świata Narni. Przejście to jest bardzo płynne i łagodne. To­
warzyszą mu same przyjemne wrażenia. Łucja nie zastanawia
się nad sytuacją, nie boi się - a właściwie powinna, bowiem
zostaje sama w pustym pokoju i , co więcej, ma przed sobą
ciemną czeluść wielkiej, starej szafy (a taka sytuacja zwykle
wyzwala w dziecku strach) - ani też nie reaguje emocjonal­
nie. Jej wrażenia są wrażeniami czysto zmysłowymi, przez co
także i czytelnik może odnieść je do siebie. Stanowią bo­
wiem domenę jego bezpośredniego doświadczenia, a przez
to nadają realności temu, co przydarza się Łucji. Gdy dziew­
czynka z rozkoszą wtula się w miękkie futra, odkrywa, że z
tyłu znajduje się kolejny szereg płaszczy. Wchodzi więc głę­
biej, a ponieważ otaczają ciemność, wysuwa przed siebie rę­
ce, aby nie uderzyć głową w tył szafy. Trzecią niespodzianką,
jaka wówczas spotyka Łucję, jest fakt, że szafa nie ma tylnej
ścianki. Po przejściu kilku kolejnych kroków dziewczynka
odkrywa, że znajduje się w ośnieżonym lesie w środku nocy.
47

48

Opisane przez Lewisa stopniowe i prawie niezauważalne
przejście świata rzeczywistego w fantastyczny świat baśni
jest zadziwiająco sugestywne. Nawet najbardziej racjonalny
czytelnik nie może zarzucić przesadności autorowi, gdy pisze
on:

Następnie zauważyła, że coś skrzypi pod jej nogami. „To
chyba kulki naftaliny" - pomyślała i schyliła się, chcąc namacać
je ręką. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczu­
ła coś miękkiego, sypkiego i zimnego. „To bardzo dziwne" - po­
wiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa.
Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer,
a napotkały coś twardego i szorstkiego, a nawet kłującego.
- Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! - wykrzyknę­
ła i nagle zauważyła jakieś światło. I to wcale nie kilkanaście
centymetrów przed sobą, tam, gdzie powinna być tylna ściana
szafy, lecz w oddali. W chwilę później zdała sobie sprawę, że stoi
pośrodku lasu, jest noc, pod nogami ma najprawdziwszy śnieg,
którego płatki wirują w powietrzu.
49

Wrażenia Łucji są takie same jak wrażenia każdego inne­
go człowieka postawionego w jej sytuacji. Dzięki temu świat
Narni zyskuje realność - inną może niż realność znanego
nam świata - ale równorzędną ontologicznie. Lewis osiąga
ten efekt dzięki gradacji wrażeń zmysłowych polegającej na
stopniowym zaniku bodźców wyznaczających rzeczywistość
angielską, z równoczesnym stopniowym potęgowaniem się
bodźców wyznaczających rzeczywistość narnijską. Jedna
rzeczywistość zostaje zastąpiona przez drugą. Stojąc przed
szafą, Łucja jest w Anglii; stojąc w lesie jest już w Narni.
Przestrzeń pomiędzy drzwiami szafy a narnijskim lasem to
swego rodzaju wrota czasu i styk dwóch światów.
Na czym polega zastosowana przez Lewisa (może nawet
nieświadomie) gradacja wrażeń zmysłowych? Filozofie
Wschodu utrzymują, że istnieje pięć żywiołów wyznaczają­
cych dla nas byt otaczającego nas materialnego świata: eter,
powietrze, ogień, woda i ziemia. Żywioły te przenikają się
nawzajem, ponieważ każdy kolejny jest subtelniejszy od po­
przedniego. I tak „najgęstszym", tzn. najbardziej material­
nym, żywiołem jest ziemia, która charakteryzuje się pięcioma
atrybutami: dotykiem, smakiem, kształtem, zapachem
i dźwiękiem. Następna jest woda, charakteryzująca się już
tylko czterema atrybutami: smakiem, kształtem, zapachem
oraz dźwiękiem. Potem ogień, charakteryzujący się kształ­
tem, zapachem i dźwiękiem. Powietrze ma zaledwie dwa
atrybuty: zapach i dźwięk, a eter tylko jeden: dźwięk. Żywio­
ły te odpowiadają poszczególnym zmysłom i ich funkcjom.
Eter - zmysłowi słuchu, powietrze - zmysłowi zapachu,
ogień - zmysłowi wzroku, woda - zmysłowi smaku, a ziemia
- zmysłowi dotyku.
Lewis w pewien sposób musiał być świadomy takiego po­
strzegania świata, bowiem jest ono zadziwiająco podobne
do średniowiecznej koncepcji natury, z którą - jak wynika
z jego prac - w dużej mierze się zgadzał. W opracowaniu za­
tytułowanym Odrzucony obraz - wprowadzenie do literatury
średniowiecznej i renesansowej (Lewis był ekspertem w tej
dziedzinie) bardzo logicznie bronił on średniowiecznej kon­
cepcji żywiołów. Według średniowiecznego obrazu wszech50

91

świata materia posiada sympatie i antypatie, a krańcowo róż­
ne odczucia sympatii i antypatii materii odnajdujemy w czte­
rech wielkich przeciwieństwach: gorącym i zimnym oraz mo­
krym i suchym. Nie istnieją one jednak w naszym świecie ja­
ko odrębne byty, lecz wyłącznie w kombinacjach. Łączą się,
tworząc cztery żywioły. Połączenie gorącego i suchego two­
rzy ogień; gorącego i wilgotnego - powietrze; zimnego i wil­
gotnego - wodę; a zimnego i suchego - ziemię. Lewis doda­
je, że filozofowie średniowiecza zgadzali się odnośnie do ist­
nienia piątego żywiołu (kwintesencji wszystkich pozosta­
łych), zwanego eterem, ale według ich koncepcji, znajduje się
on dopiero ponad księżycem i śmiertelnicy nie dysponują
żadnym jego doświadczeniem. W świecie podksiężycowym czyli w sensu stricto przyrodzie - cztery żywioły usytuowa­
ły się w swych naturalnych miejscach. Ziemia, najcięższa, za­
jęła pozycję na dole w środku. Na niej leży lżejsza woda; po­
nad nimi jeszcze lżejsze powietrze, a najlżejszy z żywiołów,
ogień, uniósł się na górną granicę tego, co określamy mianem
przyrody, i tworzy własną sferę tuż pod sferą księżyca.
Podobnie jak mędrcy Wschodu, myśliciele średniowiecz­
ni identyfikowali żywioły z cechami natury ludzkiej oraz po­
szczególnymi zmysłami. Taka koncepcja zakłada oczywiście
swoistą gradację subtelności zmysłów i wrażeń zmysłowych.
Najsubtelniejszym wrażeniem zmysłowym, jakie możemy
odbierać, będzie, w takim ujęciu, dźwięk. Następne są odpo­
wiednio: zapach, kształt, smak i w końcu dotyk. Jak zatem
w świetle takiej koncepcji wygląda przejście Łucji do Narni?
Otwierając szafę, dziewczynka widzi rząd futer. Tak więc im­
puls popychający ją do wejścia do środka pochodzi od zmy­
słu wzroku, a zaraz potem - gdy zaczyna tulić się do płaszczy
i wchodzić głębiej - od zmysłu dotyku. Jednocześnie ogarnia
ją zapach futra. Następnie, Łucja zostaje otoczona ciemno­
ścią, ale jej zmysły powonienia, słuchu i dotyku są napięte do
granic możliwości. Zanik rzeczywistości angielskiej rozpo­
czyna impuls pochodzący od zmysłu wzroku, a kończy im­
puls zmysłu dotyku - będące odpowiednio trzecim i piątym
stopniem w gradacji subtelności wrażeń zmysłowych. Wraże­
nia te są mocno związane z materialnością i takie też jest ży­
cie w Anglii (w przeciwieństwie do Narni, która choć jest
konkretna i dotykalna, przepełniona jest magią).
51

Wejście do świata Narni rozpoczyna się od poczucia prze­
strzeni: „'To musi być wprost ogromna szafa' - pomyślała
[Łucja]". Wrażenie to jest wyjątkowo subtelne. Przestrzeń
kojarzy nam się z wolnością, a na poziomie dźwięku - z ci­
szą. Cisza z kolei jest tłem, na którym pojawiają się i w
którym nikną wszelkie dźwięki. Jest początkiem i końcem.
W przypadku Lwa, czarownicy i starej szafy jest początkiem
fantastycznego świata Nami i końcem zwykłego świata An­
glii. Tak więc magia zaczyna przenikać Łucję i czytelnika od
najsubtelniejszych poziomów percepcji zmysłowej, od
dźwięku: po wrażeniu przestrzeni Łucja zaczyna słyszeć
chrupanie pod stopami. Zastanawiając się, co może być tego
powodem, schyla się i czuje rękoma coś sypkiego i zimnego.
Nie wie jeszcze, że jest to śnieg. Robi jeszcze jeden krok da­
lej i wrażenia zmysłowe, związane ze zmysłem dotyku, za­
czynają się potęgować - jest nimi właściwie otoczona. Łucja
nie wie, że są to drzewa. Przedzierając się dalej, czuje kłucie
i drapanie na rękach, na twarzy, na nogach i na całym ciele.
Chwilę później widzi w oddali słabe światło.
52

53

Jak zatem widać, wrażenia zmysłowe Łucji, wciąganej
przez magię do świata Narni, rozpoczynają się od najsubtel­
niejszych poziomów - związanych z dźwiękiem - i prawie na­
tychmiast dopełniają się wrażeniami najmniej subtelnego
92

zmysłu - dotyku. Gdy zaś dziewczynka zaczyna dostrzegać
otoczenie, odbiera już Narnię wszystkimi pięcioma zmysłami.
W twórczości Lewisa nader ważną funkcję odgrywa
zmysł wzroku i związane z nim wrażenia. Według skali, ja­
ką się posługujemy, wzrok jest zmysłem wyznaczającym gra­
nicę między subtelniejszymi wrażeniami (dźwiękiem i zapa­
chem) a mniej subtelnymi (smakiem i dotykiem). Przez to
pełni rolę nośnika innych wrażeń zmysłowych. Śledząc wy­
darzenia w domu profesora, a następnie w Narni, czytelnik
(a w dużej mierze także bohaterowie książki) polega najbar­
dziej właśnie na zmyśle wzroku. To dzięki niemu możemy
odbierać w wyobraźni obrazy, jakie zarysowuje przed nami
autor. Nasz odbiór Nami, jak i otaczającej nas codzienności,
w znacznej mierze opiera się na wzroku. Nic zatem dziwne­
go, że to właśnie wrażenia związane ze wzrokiem wyznacza­
ją moment przeniknięcia do Nami. Tak jest w przypadku
wszystkich przejść wolicjonalnych. Np. przejście Edmunda
wygląda następująco:
Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi, [...] potem za­
czął machać rękami w ciemności, szukając siostry. [...] Poczuł
też, że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. I wtedy zobaczył świa­
tło. [...] Podążył ku światłu, pewien, że to otwarte drzwi szafy.
Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła
garderoby, stwierdził nagle, że wychodzi z cienia jakiegoś gęste­
go, jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu.
54

Podobnie jak pierwsze przejście całej czwórki do Narni:
Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podło­
dze, ciężko dysząc. [...]
- Coś mnie uwiera w plecy - odezwał się Piotr.
- A czy to nie jest przypadkiem zimne? - zapytała Zuzanna.
- Rzeczywiście, jest zimne i - o psia kostka! - mokre! Oj, to
jest coraz bardziej mokre! - I zerwał się na równe nogi.
- Chodźcie, wyłazimy stąd - powiedział Edmund. - Już po­
szli.
- Ooooch! - krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali, co
się stało.
- Siedzę pod jakimś drzewem - odpowiedziała Zuzanna. - 1 ,
popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło, o tam!
- O holender, masz rację! - zawołał Piotr. - I popatrzcie tu
- i tu! - Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ
my przecież jesteśmy w lesie Łucji!
I nie mylił się. Cała czwórka stała teraz, mrugając oczami,
w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze
na wieszakach - przed nimi pokryte śniegiem drzewa.
55

Jeżeli poszczególne dzieci zaczynają dostrzegać otaczają­
cy je las dopiero po chwili, choć przecież w Narni jest środek
dnia, oznacza to, że ich postrzeganie nie jest od początku wy­
raźne. Można powiedzieć, że „wyostrza" się ono stopniowo
na rzeczywistość świata równoległego. „Przebudzenie"
w Nami jest łagodne. Sekwencja: jasne postrzeganie, ciem­
ność i niepewność, jasne postrzeganie, kojarzy się z zamknię­
ciem i otworzeniem oczu - tak zwykle robimy sobie niespo­
dzianki. Zamykamy oczy i gdy je po chwili otwieramy, znaj­
dujemy przed sobą coś, czego przed chwilą nie było i co zwy­
kle sprawia nam wielką przyjemność. Sekwencja taka przy­
wołuje także inne przyjemne skojarzenia związane z magią
(jak np. nagłe pojawienie się czegoś, pozornie znikąd). Łatwo
zauważyć, że rzeczywistość angielska „znika" w chwili, gdy
Łucja (lub inne dzieci) wchodzi do szafy i ogarnia ją ciem­
ność, a rzeczywistość narnijska „pojawia się", gdy Łucja
(lub inne dzieci) dostrzega przed sobą światło i zaczyna roz­
różniać otaczające ją drzewa. Podobna sekwencja zachodzi
w przypadku innych przejść wolicjonalnych. Określenia „zni­
kanie" i „pojawianie się" użyte są w cudzysłowie, bowiem

nie da się wyraźnie rozgraniczyć ani chwili, ani miejsca,
w których jeden świat przechodzi w drugi. Jak zatem widać,
przejścia wolicjonalne są naprawdę łagodne i przyjemne. Są
łagodne przez to, że nie wywołują żadnych nieprzyjemnych
doznań cielesnych, jak np. zawroty głowy czy jakikolwiek
ból, które pojawiają się podczas przejść niewolicjonalnych
i łagodne przez to, że trudno jest właściwie stwierdzić, kiedy
bohater opuszcza swój świat i znajduje się w innym.
Kolejną cechą przejścia wolicjonalnego jest prawdziwość.
Postulat ten pojawił się już jako jedna z cech świata równole­
głego. W jaki sposób zostaje on zrealizowany podczas pierw­
szego przejścia Łucji? Otóż Narnia jest faktem, całkiem odręb­
ną rzeczywistością, i choć wszystkie zmysły Łucji nie zosta­
wiają jej cienia wątpliwości, że naprawdę jest w lesie (choć
właściwie jest w domu), że naprawdę jest zima (choć właści­
wie jest późne lato 1940 roku) i że naprawdę jest środek nocy
(choć właściwie jest środek dnia), jej umysł nie potrafi tego za­
akceptować ani zrozumieć. Na szczęście Łucja jest zaledwie
kilkuletnią dziewczynką i choć czuje się niepewnie, nie jest
zdana jedynie na swą racjonalność. Gdyby tak było, Narnia by­
łaby niemożliwa. W Kronikach narnijskich Lewis wielokrot­
nie i na różne sposoby podkreślał pogląd, że człowiek zaskle­
piony w ciasnych ramach racjonalności i opierający się wszy­
stkiemu, czego nie potrafi wyjaśnić za pomocą umysłu, nie
może przeniknąć do świata magii, ani jej doświadczyć. Nie­
wielką gwarancją bezpieczeństwa dla Łucji jest to, że gdy się
odwraca, widzi pomiędzy pniami drzew otwarte drzwi szafy
i część pokoju. Wie, że w pokoju, w którym stoi szafa, wciąż
jest dzień i nic nie zakłóciło znanej jej rzeczywistości angiel­
skiej, tzn. nie uległa ona żadnej magicznej przemianie. Ta
„kładka" ku znajomej rzeczywistości spełnia tu dwie role. Po
pierwsze napawa Łucję odwagą potrzebną do wejścia do no­
wego świata („Gdyby coś było nie w porządku, zawsze mogę
wrócić - uspokajała się") i utwierdzają, że nie postradała zmy­
słów, lecz po prostu znalazła się w tajemniczej krainie, czego
każdy z nas gdzieś w głębi pragnie. Po drugie, upewnia czytel­
nika - który dzieli przecież z Łucją zdumienie i wątpliwości
odnośnie do tego, czy to, czego jest świadkiem, dzieje się na­
prawdę - że Narnia jest jak najbardziej realna.
We wszystkich następnych książkach tego cyklu rzeczywi­
stość narnijska (i rzeczywistość wszystkich innych światów)
nigdy nie pozostawia cienia wątpliwości. Nie jest zamglona,
odległa ani wyśniona. Nie jest traktowana z przymrużeniem
oka, nawet w przypadku tak dziwnych światów jak kraina Łachonogów. Gdy znajdujemy się w Nami, jest ona o wiele bar­
dziej realna niż Anglia. Paul Karkainen utrzymuje, że Lewis
celowo unikał popularnej techniki wprowadzania fantastycz­
nego świata, a mianowicie snu, bowiem gdyby przeniknięcie
do Nami odbywało się w marzeniach sennych, zostałaby ona
zredukowana do indywidualnego, wewnętrznego fenomenu
psychologicznego. Czytelnik mógłby wówczas odczytać Namię jako sugerowany przez autora sposób na ucieczkę od rze­
czywistości, a jak stanowczo twierdzi Karkainen:
56

57

Lewis nie chciał tworzyć takiego wrażenia. Dla niego fanta­
styczny świat [baśni], czy właściwie fantastyczna rzeczywistość,
o której pisał, istniała poza umysłem. [Lewis] właściwie nie
stworzył świata Narni, lecz raczej go odkrył. Świat ten istnieje
bowiem gdzieś [koło nas] i może zostać odkryty przez każdego,
kto wykazuje się wystarczającą wrażliwością.
58

W trakcie lektury Kronik narnijskich nasze poczucie rze­
czywistości jest stabilne, bowiem nawet w wypadku przenie­
sienia akcji utworu do świata równoległego jest on równie

prawdziwy jak Anglia. Punktem odniesienia w tym wzglę­
dzie są dla nas bohaterowie i ich wrażenia.
Chociaż określenie 'przejścia między światami' obejmuje
zarówno wejścia do światów równoległych, jak i powroty do
rzeczywistości angielskiej, wszystkie zamieszczone powyżej
przykłady przejść wolicjonalnych są wejściami, a nie powro­
tami. Nie oznacza to, że przejścia wolicjonalne obejmują
podróże tylko w jedną stronę - jest nim przecież także wyj­
ście czwórki dzieci z Nami w Księciu Kaspianie - wskazuje
to raczej na fakt, że Lewis poświęca znacznie mniej uwagi
przeniesieniom do rzeczywistości angielskiej niż przeniesie­
niom do Narni. Na przykład pierwszy powrót Łucji opisany
jest bardzo krótko:
Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrze­
gła w oddali jasną plamkę, wyglądającą jak odblask dziennego
światła.
- Tak, już widzę drzwi szafy. [...]
Łucja [...] popędziła w stronę plamki dziennego światła mię­
dzy drzewami tak szybko, jak potrafiła. I nagle, zamiast szorst­
kich gałęzi drzew, poczuła na twarzy miękkość futrzanych pła­
szczy, a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami - twardość
drewnianej podłogi, aż raptem zdała sobie sprawę z tego, że wy­
skakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju,
w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. Starannie zamknę­
ła szafę i rozejrzała się wokoło, łapiąc oddech po szybkim biegu.

59

Podobnie lakoniczny jest opis powrotu Łucji i Edmunda:
Tym razem trafili z powrotem bez trudności. Nagle, zamiast
ośnieżonych gałęzi, poczuli na twarzach dotyk miękkiego futra,
a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie.

60

Ignorowanie szczegółów towarzyszących powrotom boha­
terów do rzeczywistości angielskiej wydaje się jednak celo­
wym zabiegiem Lewisa, przynajmniej z jednego względu. Jest
nim czas. O ile bowiem przenikaniu bohaterów do Nami to­
warzyszyło spowolnienie czasu ziemskiego - przez co mogli
oni przeżyć w Nami nawet długie lata - to nigdy w Kromkach
(i w żadnym z opisanych tam światów równoległych) Lewis
nie zatrzymywał upływu czasu całkowicie, nie mówiąc już
o jego cofaniu. To cofnięcie było jednak koniecznością, jeżeli
bohaterowie po długiej wizycie w Nami mieli powrócić do
swojego świata i swojego czasu. Np. w poniższym fragmencie
Lewis sugeruje, że swego rodzaju cofnięcie rzeczywiście za­
chodzi, ale związane z nim szczegóły pomija milczeniem:
Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdą­
żyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków, przypomnieli sobie, że
owa dziwna rzecz nazywa się latarnią, a zanim zrobili drugie
dwadzieścia kroków, zauważyli, że nie przeciskają się już mię­
dzy gałązkami jodeł, lecz między futrzanymi płaszczami.
A w chwilę później wszyscy wysypali się - jedno po drugim przez otwarte drzwi szafy do pustej garderoby i nie byli już
Królami i Królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach,
lecz Piotrem, Zuzanną, Edmundem i Łucją w starych dziecin­
nych ubrankach. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora, kie­
dy wszyscy czworo wskoczyli do szafy, aby się w niej schować. '
6

Choć akceptujemy fakt powrotu dzieci do garderoby w do­
mu profesora, nie wiemy, w jaki sposób zniknęły z nich
królewskie szaty i w jaki sposób zastąpiły je stare, dziecinne
ubranka. Nie wiemy też, ani nawet nie wyobrażamy sobie?
w jaki sposób ich dorosłe ciała powróciły w mgnieniu oka do
swej dziecinnej postaci. Są to szczegóły, które autor postano­
wił świadomie zignorować, bowiem wszelkie fantazje na ich
temat mogłyby zabrzmieć o wiele mniej przekonująco niż mil­
czenie. Z dalszych części Kronik wynika, że dzieci zachowały
93

kto
Ко
sar
sy

Ni.
cz;
ch
cy
Ci
Щ
si{
cz
sz
tu
śc
te
ś\
i
(/
('
st
si
z
n
1(
E
i

w pamięci wszystkie szczegóły swych przygód w Nami - wy­
pływa stąd wniosek, że o ile ich ciała podczas różnych przejść
między światami (i w trakcie pobytu w nich) ulegały transfor­
macji - zmiany te w żaden sposób nie wpływały na ich psychi­
kę, która rozwijała się liniowo podczas wszystkich tych dos'wiadczeii. Czy zatem w ciele dziewięcioletniej Łucji po wyj­
ściu z Nami obecna była dojrzała świadomość osoby w wieku
lat 24? Czy tak samo było w przypadku pozostałych dzieci?
Czy takie doświadczenie nie mogłoby wpłynąć na zachwianie
ich osobowości: straciliby przecież w znacznym stopniu iden­
tyfikację ze swymi co chwila zmieniającymi się ciałami.
Podobne pytania można by mnożyć w nieskończoność.
Lewis musiał być świadomy nierozwiązalnych dylema­
tów, jakie wypływały z faktu cofnięcia czasu bohaterów,
który upłynął dla nich podczas ich pobytu w innym świecie,
bowiem w kolejnych książkach cyklu próbował w jakiś spo­
sób załatać tę logiczną lukę. Na przykład już w drugiej książ­
ce cyklu dzieci wracające z Narni przebierają się uprzednio
w swoje stare ubranka:
62

- Chodźcie - powiedział nagle Piotr do Edmunda i Łucji.
- Nasz czas nadszedł.
- Co masz na myśli? - zapytał Edmund.
- Tędy! - krzyknęła Zuzanna, która sprawiała wrażenie, jak­
by była w coś wtajemniczona. - Tu, między drzewa. Musimy to
zmienić.
- Co zmienić? - zapytała Łucja.
Zmienić ubrania, rzecz jasna - odpowiedziała Zuzanna. - Ale
głupio byśmy w T Y M wyglądali na peronie małej, angielskiej
stacji. [...]
Nie był to dla nich mity powrót, teraz, kiedy już zdjęli
królewskie szaty i mieli na sobie swoje szkolne ubranka (niezbyt
świeże, należy dodać).

v
v

с

63

\

Poza tym, autor konsekwentnie skracał czas pobytu dzie­
ci w Narni w każdej kolejnej książce - zwykle ograniczając
go do okresu od kilku tygodni do kilku miesięcy - przez co
zmiany fizyczne, jakie mogły zajść w ciałach bohaterów, nie
były aż tak znaczące, aby ich powrót do czasoprzestrzeni An­
glii mógł budzić dylematy podobne do dylematów 15-letniego cofnięcia czasowego z Lwa, czarownicy i starej szafy. Ko­
lejnym środkiem, jaki Lewis zastosował w następnych czę­
ściach Kronik w celu uniknięcia niemożliwych do rozstrzy­
gnięcia sprzeczności wynikających z cofnięcia czasu bohate­
rów wchodzących i wychodzących z innych światów przez tę
samą bramę czasu, było zerwanie z ujednoliconym syste­
mem przejść między światami, który wprowadził w pierwszej
i po części utrzymał w drugiej książce cyklu. W Podróży
„Wędrowca do świtu" powrót do Anglii następuje już w
mniej konwencjonalny sposób - przez dziurę w niebie;
w Srebrnym krześle jeszcze inaczej - Narnia zostaje zdmuch­
nięta przez Aslana, a bohaterowie znajdują się w krainie Aslana, skąd wracają do Anglii przez dziurę w murze, prawie tak
jak weszli. W ten sposób uwaga czytelnika koncentruje się
bardziej na przejściu samym w sobie, a nie na towarzyszą­
cych mu mechanizmach - których z reguły, jak automatycz­
nie się zakłada, nie da się opisać słowami. Cudowność tych
przejść staje się jedynym gwarantem ich prawdziwości.
Przejścia niewolicjonalne to przejścia nagłe, zaskakujące,
podczas których bohaterowie nie wiedzą, co się dzieje i nie
mają wpływu na bieg wydarzeń. Przejścia te nie są przyjem­
ne, z reguły wręcz są niebezpieczne. Jakaś niewytłumaczalna
siła wyższa - w tym przypadku oczywiście magia - wyciąga
ich ze znanego świata i nie mają możliwości powrotu do nie­
go, a przynajmniej nie wtedy, gdy są „wyciągani". Przejścia
94

tego typu obejmują przeniesienia nawet wbrew woli bohate­
rów: tak przecież dzieje się z Edmundem w Podróży „ Wę­
drowca do świtu". Najlepszymi przykładami przejść niewolicjonalnych są: „wtrąbienie" czwórki dzieci do Narni w Księ­
ciu Kaspianie oraz porwanie Łucji, Edmunda i Eustachego do
Narni przez falę, która „wychodzi" z obrazu w Podróży „ Wę­
drowca do świtu". Po części tego rodzaju przejściem jest
również pierwsze przeniesienie Poli za sprawą pierścienia do
lasu między światami w Siostrzeńcu czarodzieja oraz prze­
niesienie Julii i Eustachego do Narni za pomocą „wyszarp­
nięcia" z pociągu w Ostatniej bitwie. To ostatnie przejście
jest szczególne, bowiem okazuje się „przeniesieniem osta­
tecznym", z którego nie ma już powrotu (bowiem wszyscy
bohaterowie - nawet ci, którzy nie zostali przeniesieni do Na­
rni - spotykają się za drzwiami stajni w wiecznym świecie
Aslana), natomiast przeniesienie za pomocą pierścienia choć za pierwszym razem niewolicjonalne, bowiem Pola nie
jest świadoma magicznej mocy pierścieni - jest szczególne,
ponieważ od momentu, gdy dzieci poznają cudowne właści­
wości pierścieni, wszystkie następne przejścia z ich zastoso­
waniem stają się wolicjonalne.
Trzy z czterech przejść niewolicjonalnych pojawiających
się w Kronikach to przejścia przeniesienia, a tylko jedno
(w Podróży „ Wędrowca do świtu ") to przejście bezpośrednie.
Stanowi ono doskonałą ilustrację przejścia niewolicjonalnego: jest gwałtowne, niespodziewane, niebezpieczne i praw­
dziwe.
Od ostatniej wizyty dzieci w Narni minął już rok i nasta­
ły wakacje. Piotr przygotowujący się do egzaminów pojechał
do profesora Kirke, Zuzanna z rodzicami wyjechała do Ame­
ryki, a Łucja i Edmund, którzy nie mieli żadnego wyboru,
zostali wysłani do wujostwa.
64

...Zdołali wykraść kilka minut tylko dla siebie. Rozmawiali rzecz jasna - o Narni, o ich własnej, tajemnej krainie. Myślę, że
większość z nas ma taką swoją tajemną krainę, ale dla większo­
ści z nas istnieje ona tylko w wyobraźni. Edmund i Łucja byli
pod tym względem szczęśliwsi, ponieważ ich tajemna kraina ist­
niała naprawdę. Byli już w niej dwukrotnie i nie była to wcale za­
bawa lub sen, lecz najprawdziwsza rzeczywistość. Oczywiście
dostali się tam dzięki Czarom, bo tylko dzięki Czarom można się
dostać do Nami.
65

Siedząc w sypialni Łucji, rodzeństwo przygląda się wiszą­
cemu na przeciwległej ścianie obrazowi przedstawiającemu
żaglowiec płynący niemal wprost na patrzącego. Obraz ten
fascynuje ich i urzeka, bowiem jest według Łucji „bardzo narnijski". Zaledwie jednak Edmund i Łucja zdążyli wymienić
po zdaniu na jego temat, do pokoju wchodzi ich kuzyn - Eu­
stachy Klarencjusz Scrubb - którego oboje nie znoszą. Eusta­
chy włącza się do rozmowy i zaczyna wyśmiewać się z Na­
rni. Gdy jednak Edmund i Łucja ignorują jego docinki, za­
czyna rozmowę na temat obrazu.
- Podoba wam się ten obraz?
[...] Tak, mnie się podoba. Bardzo mi się podoba [rzekła Łucja].
- Straszny kicz - powiedział Eustachy.
- Jak stąd wyjdziesz, nie będziesz musiał na niego patrzyć rzekt Edmund.
- A dlaczego ci się podoba? - zapytał Eustachy Łucję.
- Przede wszystkim dlatego, że okręt wygląda tak, jakby
rzeczywiście płynął. A woda wygląda, jakby rzeczywiście była
mokra. A fale - jakby wznosiły się i opadały.
Naturalnie Eustachy miał na to mnóstwo odpowiedzi, ale nie
powiedział nic, gdyż właśnie w tym momencie spojrzał na fale
i zauważył, że rzeczywiście wyglądają tak, jakby się naprawdę
wznosiły i opadały. [...] Odwrócił się (nieco zielony na twarzy),

a potem spróbował spojrzeć raz jeszcze. A wtedy nie tylko on, ale
również Edmund i Łucja zaczęli wpatrywać się w obraz szeroko
otwartymi oczami.
66

W tym momencie zaczyna działać magia i rozpoczyna się
właściwe przejście. Bez udziału własnej woli, a nawet w przypadku Eustachego - wbrew niej, dzieci zostają wcią­
gnięte do Nami. Lewis pisze:
W to, co zobaczyli, trudno uwierzyć, kiedy się o tym czyta,
ale prawie tak samo trudno było w to uwierzyć, kiedy się to wi­
działo. Obraz ożył. Nie przypominało to wcale kina: kolory były
zbyt prawdziwe i czyste, czuło się też, że wszystko to dzieje się
na zewnątrz. Dziób okrętu opadł ciężko w wodę, a potem wzniósł
się, wzbijając w powietrze masę pienistych bryzgów. Fala prze­
biegła wzdłuż burt i dźwignęła rufę tak wysoko, że po raz pierw­
szy ukazał się na chwilę pokład, a potem znikt, gdy dziób napo­
tkał następną falę. W tej samej chwili leżący koło Edmunda ze­
szyt zafurkotał, uniósł się, poszybował w powietrzu i pacnął
w ścianę. Łucja poczuła, że włosy zawirowały jej wokół twarzy,
jakby nagle powiał silny wiatr. I to był wiatr - wiatr wiejący ku
nim z obrazu. I nagle z wiatrem przypłynęły do nich dźwięki:
chlust przewalających się fal, łomotanie wody w boki okrętu,
trzeszczenie burt, a ponad tym wszystkim potężny, nieustający
ryk wiatru i wody. Lecz dopiero zapach - mocny, słony zapach
przekonał Łucję, że to nie sen.
- Przestańcie! - rozległ się skrzekliwy, pełen strachu i złości
głos Eustachego. - To jakieś wasze głupie sztuczki! Przestańcie!
Bo powiem wszystko Albercie... Aauuuuu!..
Edmund i Łucja byli bardziej oswojeni z dziwnymi przygo­
dami, ale dokładnie w tej samej chwili, gdy Eustachy krzyknął
„Aauuuuu!", i oni wrzasnęli „Aauuuuu!", bo oto wielki, zimny i
słony bałwan chlusnął nagle z ram obrazu pozbawiając ich tchu
Byli przemoczeni do suchej nitki.
- Rozwalę to paskudztwo! - zawołał Eustachy. Ale teraz za­
częło się dziać wiele rzeczy naraz. Eustachy ruszył w kierunku
obrazu, a Edmund, który wiedział coś niecoś o czarach, skoczył
za nim krzycząc, aby nie był głupi i miał się na baczności. Łucja
złapała go za rękę z drugiej strony i została pociągnięta do przo­
du. Jednocześnie albo obraz nagle urósł, albo też oni stali się
mniejsi, dość że kiedy Eustachy podskoczył próbując zerwać go
ze ściany, znalazł się na ramie: przed nim nie było szyby, lecz
prawdziwe morze, a wiatr i fale uderzały wściekle o ramę, jakby
to była przybrzeżna skała. Eustachy zupełnie stracił głowę i zła­
pał się kurczowo kuzynów, którzy wskoczyli na ramę obok nie­
go. Rozległy się krzyki i zaczęła się lekka szamotanina. I właśnie
wtedy, gdy wszystkim się zdawało, że złapali już równowagę,
wyrósł przed nimi wielki, granatowy bałwan, zwalił ich z nóg
i pociągnął prosto w morze. Rozpaczliwy krzyk Eustachego za­
marł nagle, kiedy woda dostała mu się do ust.
67

Jak można zauważyć, trudno byłoby o bardziej sugestyw­
ny opis. Choć całe wydarzenie dzieje się w krótkiej chwili,
relacjonujący je Lewis wtłacza w narrację olbrzymie bogac­
two szczegółów, które normalnie umknęłyby naszej uwagi.
Pozwala to nam na dokładne wychwycenie sekwencji wyda­
rzeń i reakcji, tak jakby odbywały się one w zwolnionym
tempie. Pierwszą rzeczą, jaka podczas analizy tego przejścia
rzuca się w oczy, jest fakt, że przebiega ono całkowicie poza
wolą bohaterów: dzieci nie mają żadnej możliwości wyboru,
czy chcą czy też nie chcą zostać przeniesione do Nami.
Wszystko dzieje się poza nimi. Przejście to - w przeciwień­
stwie do przejść wolicjonalnych, podczas których w punk­
tach styku światów równoległych odrębne rzeczywistości
przenikają się łagodnie i jeden świat przechodzi w drugi pra­
wie niezauważalnie - jest niespodziewane i gwałtowne.
Gwałtowność przejścia niewolicjonalnego polega na tym,
że stabilna, zmysłowa rzeczywistość Anglii zostaje nagle za­
burzona. Zaburzenie to jest wynikiem agresji - nagłego wtar­
gnięcia rzeczywistości innego świata w rzeczywistość Anglii.

Gwałtowność ta wytrąca bohaterów z równowagi - nawet
Łucja i Edmund, którzy przecież mieli już do czynienia z ma­
gią, są całkowicie zaskoczeni i nie wiedzą, co robić. Pierwszą
ich reakcją jest zdumienie i strach. Co więcej, rzeczywistość
narnijska nie tylko zaburza rzeczywistość angielską, lecz
wchłania ją i bohaterów. W przeciwieństwie do sytuacji
z przejść wolicjonalnych, podczas których wchodzący do Na­
mi bohaterowie odwracając się widzieli przejście do swojego
świata, tutaj to połączenie z rzeczywistością Anglii zostaje
całkowicie przerwane. Anglia dosłownie przestaje istnieć, tak
jakby nigdy nie istniała.
Wśród szlochów słychać było od czasu do czasu urywane
zdania [Eustachego]:
- Ja chcę stąd iść - ja chcę wracać - wcale mi się to NIE
PODOBA.
- Chcesz stąd iść? - zapytał Kaspian. - Ale dokąd?
Eustachy podbiegł do burty, jakby się spodziewał zobaczyć
ramę obrazu wiszącą nad wzburzonym oceanem, a może i kawa­
łek sypialni Łucji. Ale zobaczy! tylko granatowe fale zwieńczo­
ne pienistymi grzywami i błękitne niebo stykające się z morzem
na widnokręgu. Może i trudno winić go za to, że się załamał.
68

Choć przejście to jest gwałtowne, a nie łagodne jak przej­
ścia wolicjonalne, można prześledzić je z perspektywy gra­
dacji wrażeń zmysłowych i okazuje się, że zachowuje ono ta­
ką samą ich sekwencję. Przede wszystkim wielką rolę w opi­
sie tego przejścia odgrywa uprzywilejowany u Lewisa zmysł
wzroku. Od chwili gdy dzieci zdają sobie sprawę, że zaczyna
dziać się coś dziwnego, aż do momentu znalezienia się w Na­
mi, wszystkie wrażenia opisywane są obrazami. To właśnie
zmysł wzroku stanowi nośnik poszczególnych innych wrażeń
zmysłowych. Podobnie jak w przypadku przejść wolicjonal­
nych, tak i tu moment przeniknięcia do Nami rozpoczyna się
od najsubtelniejszych wrażeń zmysłowych związanych
z dźwiękiem i poczuciem przestrzeni. Nagle dzieci uświada­
miają sobie fakt, że obraz ożywa, a mówiąc dokładniej: staje
się przestrzenny. Fale wyglądają tak, jakby naprawdę się
wznosiły i opadały, a statek wygląda tak, jakby naprawdę
płynął. Dwuwymiarowy obraz nabiera głębi. To wrażenie
przestrzeni jest pierwszym wyznacznikiem pojawiania się
rzeczywistości narnijskiej i początkiem zaniku angielskiej.
Według skali, jaką się posługujemy, wrażenie przestrzeni po­
wiązane jest ze zmysłem słuchu, a zatem jest najsubtelniej­
szym wrażeniem zmysłowym. Natychmiast też wrażenie
prawdziwości Nami dopełnia się innymi odczuciami zmysło­
wymi: z obrazu wieje ku dzieciom wiatr niosący dźwięki i
zapach (wrażenia na odpowiednio 1. i 2. poziomie subtelno­
ści), a po chwili uderza w nich potężna fala, „wielki, zimny
i słony" bałwan morski (wrażenia smaku i dotyku - będące
odpowiednio 4. i 5. poziomem subtelności wrażeń zmysło­
wych). W tym momencie dzieci odbierają już Narnię pięcio­
ma zmysłami, choć jednocześnie tymi samymi pięcioma
zmysłami odbierają nadal rzeczywistość angielską.
Skoro jednak te dwie rzeczywistości światów równoległych
są zupełnie nieprzystawalne i w pewien sposób się wyklucza­
ją, jedna z nich musi zniknąć, bowiem niemożliwe jest przeby­
wanie w tych dwóch światach jednocześnie. Znika zatem An­
glia. Opisując przejście niewolicjonalne Lewis nie redukował
wyznaczników rzeczywistości angielskiej powoli - tak jak
w przypadku przejść wolicjonalnych. Anglia nie zanika stop­
niowo, jak na przykład wówczas, gdy Łucja wchodzi do Nami
przez szafę. W przypadku przejścia niewolicjonalnego rzeczy­
wistość angielska trwa nie zmieniona aż do momentu, gdy
przenikająca w nią rzeczywistość Nami rozsadza ją od środka.
95

Zniknięcie Anglii nie jest procesem; jest nagłą eksplozją, która
wyznacza moment przejścia bohaterów do Nami.
Przerażony Eustachy, który nie może znieść tego, co się
dzieje, reaguje w jedyny sposób, jaki zna: przemocą. Rzuca
się do przodu, aby zerwać obraz ze ściany i w ten sposób
ustabilizować znaną sobie, choć w tym momencie zachwianą
rzeczywistość świata Anglii. Edmund próbuje go powstrzy­
mać, więc zrywa się z łóżka i łapie go za rękę. W tej samej
chwili przestraszona Łucja chwyta Edmunda za rękę z dru­
giej strony. W ten sposób wszyscy troje zbijają się w szamo­
czącą się gromadkę i nagle - Lewis nie opisuje w jaki spo­
sób, stwierdzając jedynie, że: „albo obraz nagle urósł, albo
też oni stali się mniejsi" - wszyscy troje znajdują się na kra­
wędzi rzeczywistości angielskiej: na ramie obrazu. Nie wie­
my, czy jeszcze w tym momencie widzieli za sobą sypialnię
Łucji, czy też już wówczas rozpłynęła się ona wraz z Anglią.
Wiemy natomiast, że przed sobą ujrzeli prawdziwe morze
i czuli się tak, jakby stali na przybrzeżnej skale. Chwilę
później potężna fala zwaliła ich z nóg i pociągnęła za sobą w
narnijskie morze. Anglia przestała istnieć, a wszystko to wy­
darzyło się w ułamku chwili.
Jak można zauważyć, przejście niewolicjonalne jest cał­
kowicie niespodziewane. Żadne z dzieci nie mogło przygoto­
wać się na taką ewentualność wcześniej. Przeniesienie do Na­
mi - choć w przypadku Edmunda i Łucji na pewno utęsknio­
ne - jest nawet dla nich zaskoczeniem. Natomiast dla Eusta­
chego jest po prostu nie do uwierzenia.
Eustachy zaczął domagać się wysadzenia na ląd, dodając, że
w pierwszym napotkanym porcie „złoży przeciwko nim doniesie­
nie" na ręce Brytyjskiego Konsula [...] W końcu przekonali go
z trudem, że właśnie płyną ile wiatru w żaglach do najbliższego
znanego lądu, i że odesłanie go teraz do Cambridge (gdzie mie­
szka Wuj Harold) jest równie trudne, jak wysianie go na księżyc.

69

Przejście to jest także bezsprzecznie niebezpieczne. Nie
przypomina łagodnego wejścia do Nami przez szafę. Bohate­
rowie nie tylko spadają z wysokości, ale wpadają do rozkoły­
sanego, lodowatego morza. Na szczęście statek jest niedaleko
i marynarze natychmiast zauważają trzy postacie w wodzie.
Kaspian skacze do wody, aby pomóc ich wyciągnąć. Nie­
mniej nawet te kilka chwil przebywania w lodowatej wodzie
stanowi wystarczające niebezpieczeństwo.
Łucja dziękowała Bogu, że w ostatnim letnim semestrze zro­
biła znaczne postępy w pływaniu. Co prawda lepiej by sobie ra­
dziła, gdyby poruszała rękami trochę wolniej, a także gdyby wo­
da nie okazała się tak przeraźliwie zimna, ale i tak utrzymywała
się jakoś na powierzchni. Szybko zrzuciła buty, jak powinien zro­
bić każdy, kto wpadnie w ubraniu do głębokiej wody. Pamiętała
nawet o tym, aby mieć zamknięte usta i otwarte oczy. [...] A po­
tem, jak można się było spodziewać, Eustachy w panice uchwy­
cił się jej kurczowo i woda przykryła im głowy.
Kiedy się wynurzyli, Łucja zobaczyła białą postać skaczącą
z pokładu do morza. Edmund był teraz blisko nich i - przebiera­
jąc szybko nogami w wodzie - zdołał pochwycić ręce wyjącego
dziko Eustachego. A potem ktoś inny, czyja twarz była jej dziw­
nie znajoma, podtrzymał ją z drugiej strony.
70

Na szczęście żaden z bohaterów nie tonie, choć Eustachy
był od tego o krok. Jednak wszyscy okupili przejście do Na­
rni siniakami i przeziębieniem. Z pewnością nie jest to rodzaj
przejścia, które chcieliby w przyszłości powtórzyć, a przynaj­
mniej nie wówczas, gdyby mieli jakąś inną możliwość prze­
niknięcia do Nami. Jednocześnie przejście to - tak jak wszy­
stkie inne, zarówno wolicjonalne, jak i niewolicjonalne - jest
prawdziwe. Nie jest to przygoda wyśniona, ani jakieś wewnę­
96

trzne doświadczenie psychologiczne któregokolwiek z boha­
terów. Narnia jest na wskroś prawdziwa: woda jest mokra,
zimna i głęboka, słońce gorące, wiatr silny i przenikliwy.
Kwestię prawdziwości przejść między światami i prawdzi­
wości światów równoległych omówiliśmy jednak wcześniej
i nie będziemy poświęcać jej tu więcej miejsca. Dość wspo­
mnieć, że postulat prawdziwości dotyczy wszystkich rodza­
jów przejść opisanych przez Lewisa.
Podobnie jak w przypadku innych przejść, także i w przy­
padku tego przejścia można odnaleźć pewne logiczne dyle­
maty, z którymi Lewis sobie nie poradził. Na przykład nie
wiemy, w jakim stanie Eustachy, Edmund i Łucja zastali sy­
pialnię Łucji w domu wujostwa po swoim powrocie. Pamię­
tając o tym, że chwilę przed przeniesieniem do Nami dzieci
zostały zalane w pokoju przez potężną falę - co oznacza, że
do pokoju musiała wlać się ogromna masa słonej wody - za­
stanawiamy się, w jaki sposób Lewis uniknął dostrzeżenia te­
go faktu przez Ciotkę Albertę i Wuja Harolda. Nawet jeżeli
woda natychmiast by wyschła, musiałaby pozostawić ślady
w postaci zacieków i wilgoci. Innym pytaniem, na które au­
tor nie udzielił odpowiedzi, jest mechanika powrotu bohate­
rów przez dziurę w niebie. Niedopowiedzenia te nie ujmują
jednak przejściom niewolicjonalnym ich czaru.
Ciekawą prawidłowością rzucającą się w oczy podczas
analizy przejść niewolicjonalnych jest fakt, że przenoszeni do
innego świata bohaterowie zawsze trzymają się za ręce (lub
w jakiś inny sposób są ze sobą w bezpośrednim kontakcie fi­
zycznym). W ten sposób magia, która wciąga do Nami choć­
by jednego z nich, oddziaływuje automatycznie także na in­
nych. Prawidłowość ta zauważalna jest w opisanym powyżej
przejściu z Podróży „ Wędrowca do świtu", a także w przy­
padku „wtrąbienia" Piotra, Łucji, Zuzanny i Edmunda do Na­
mi w Księciu Kaspianie.
- Uwaga! - krzyknął Edmund. - Złapmy się wszyscy za rę­
ce i trzymajmy mocno razem. Czuję, że to jakieś czary. Prędko!
- Tak! - powiedziała Zuzanna. - Trzymajmy się mocno za
ręce. Och, naprawdę, żeby to już przestało... och!
I nagle bagaże, tawka, peron i cała stacja zniknęły im sprzed
oczu. Trzymając się za ręce i z trudem łapiąc oddech znaleźli
się w jakimś lesie, tak gęstym, że gałęzie wbijały się im w ubra­
nia i trudno było się poruszyć
71

W tym przypadku jednak trzymanie się za ręce jest świa­
dome i ma służyć dodaniu bohaterom otuchy. Poza tym,
przez fizyczny kontakt bohaterowie przenoszą ze sobą do Na­
mi wszystkie te przedmioty, które wówczas mają przy sobie:
drugie śniadania znajdujące się w kieszeniach ich płaszczy,
zapałki, scyzoryki oraz latarkę Edmunda.
Przejście to - podobnie jak inne przejścia niewolicjonalne,
np. wyszarpnięcie Julii i Eustachego z pociągu w Ostatniej
bitwie - charakteryzuje się takimi samymi cechami jak przej­
ście z Podróży „Wędrowca do świtu": odbywa się bez żadne­
go udziału woli bohaterów, jest niespodziewane, gwałtowne,
niebezpieczne (choć może nie tak bardzo jak w przypadku
„lądowania" bohaterów w morzu) i prawdziwe. Jego opis jest
jednak tak krótki, że nie ma w nim miejsca na gradację wra­
żeń zmysłowych. Da się jednak zauważyć, że moment prze­
niknięcia do Nami ponownie wyznaczany jest przez zmysł
wzroku. W jednej chwili bohaterowie znajdują się jeszcze w
Anglii, następnie Anglia znika, a chwilę potem są w Nami nie wiemy, w jaki sposób do tego dochodzi. Wydaje się zatem,
że tempo tego przeniesienia uniemożliwia jakiekolwiek opisy
samego procesu przejścia między światami.
72

Wszystkie przejścia między światami równoległymi opi­
sane w Kronikach mieszczą się jednocześnie w dwóch kate­
goriach: są wolicjonalne lub niewolicjonalne, i są przejściami
bezpośrednimi lub przejściami przeniesienia. Ten drugi
podział dokonany jest w oparciu o sposób, w jaki bohatero­
wie przenikają do świata równoległego. Przejścia bezpośre­
dnie to przejścia, w których przeniknięcie do innego świata
polega na fizycznym przejściu do niego przez punkt styku
dwóch światów, określany mianem cięcia Riemanna, wrót
czasu lub bramy światów. Natomiast przejścia przeniesienia
to te, podczas których bohaterowie uniesieni siłą magii „szy­
bują" w przestrzeni, aby w końcu znaleźć się w innym
świecie.
Przykładami przejść bezpośrednich są wszystkie przejścia
w Lwie, czarownicy i starej szafie, wciągnięcie Łucji, Ed­
munda i Eustachego do Narni przez obraz w Podróży „ Wę­
drowca do świtu" oraz wszystkie przejścia ze Srebrnego
krzesła, kiedy to Julia i Eustachy wchodzą do krainy Aslana
(a pośrednio także i do Nami) przez drzwi prowadzące na
wrzosowisko za szkołą eksperymentalną. Taki sam też jest
ich powrót.
Niektóre cechy przejść bezpośrednich omówiliśmy już
pośrednio, analizując przejścia wolicjonalne (np. pierwsze
przejście Łucji do Narni) i niewolicjonalne (np. wciągnięcie
do Narni Łucji, Edmunda i Eustachego przez falę z obrazu
na ścianie). Dlatego też za przykładowe ilustracje przejść
bezpośrednich posłużą nam epizody, których do tej pory nie
omawialiśmy, a mianowicie przejścia Julii i Eustachego opi­
sane w Srebrnym krześle.
Julia i Eustachy są oboje uczniami szkoły eksperymental­
nej i ofiarami bezkarnego szkolnego gangu, który znęca się
nad słabszymi. Opowieść dzieje się w semestrze jesiennym,
kilka miesięcy po pierwszych odwiedzinach w Narni Eusta­
chego, który bardzo się w jej wyniku zmienił. Zmianę tę za­
uważają wszyscy: szkolny gang, inni uczniowie, nauczyciele
i rodzice.
- Dlaczego tak się zmieniłeś w tym semestrze? - zapytała
w końcu Julia.
- Wiele dziwnych rzeczy spotkało mnie podczas wakacji odrzekł tajemniczo Eustachy.
- Jakich rzeczy?
Eustachy długo nie odpowiadał, aż wreszcie się zdecydował:
[...] - Czy uwierzyłabyś, gdybym ci powiedział, że podczas
tych wakacji byłem poza światem - poza T Y M światem?
- Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli.
- No więc dobrze, nie mówmy o światach. Załóżmy, że po­
wiem ci, że byłem w takim miejscu, w którym zwierzęta mówią
i gdzie są no... czary i smoki, i... no wiesz, różne rzeczy, o
których się czyta w bajkach. - Gdy to powiedział, poczuł się bar­
dzo głupio i poczerwieniał na twarzy.
- Ale jak się tam dostałeś? - zapytała Julia. I ona czuła się
dziwnie zakłopotana.
- W jedyny możliwy sposób: dzięki Magii - odpowiedział
Eustachy prawie szeptem. - Byłem tam z moimi kuzynami. Zo­
staliśmy po prostu porwani. Oni już tam przedtem byli.
73

Choć poprzednio Julia i Eustachy prawie wcale się nie
znali, zbliżyła ich podobna sytuacja: oboje są prześladowani
przez szkolny gang i nienawidzą swojej szkoły. Gdy Eustachy
podzielił się swą przygodą z Julią, zaczęli się zastanawiać,
czy nie istnieje jakiś sposób, dzięki któremu mogliby znaleźć
się w Narni. W końcu postanawiają poprosić o to Aslana. Jed­
nak w momencie, gdy zaczynają uroczyście przyzywać Asla­
na, słyszą głosy kilku osób ze szkolnego gangu i muszą rato­
wać się ucieczką. Wspinają się po rozmokłym zboczu, na

którego szczycie znajduje się mur szkolny i niewielkie drzwi
prowadzące na wrzosowisko. Te drzwi są ich jedyną szansą
ucieczki.
Drzwi były zawsze zamknięte. Zdarzało się jednak w prze­
szłości, że niektórzy zastawali je otwarte. A może zdarzyło się
tak tylko raz - w każdym razie pamięć nawet tego jednego razu
podtrzymywała nadzieję wielu uczniów i kazała im co jakiś czas
próbować. Można sobie wyobrazić, jak wspaniała byłaby to dro­
ga nie zauważonej przez nikogo ucieczki poza teren gimnazjum.
74

Niestety, drzwi i tym razem są zamknięte. Kiedy jednak
zawiedziony Eustachy szarpie się z nimi, nagle otwierają się,
a dzieci - zamiast wyskoczyć przez nie na wrzosowisko - za­
mierają ze zdumienia, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Widzą
bowiem przed sobą coś, czego nigdy by się nie spodziewali.
Spodziewali się zobaczyć szare, porośnięte wrzosem zbocze,
zlewające się na horyzoncie z ponurym, jesiennym niebem. Za­
miast tego, oślepił ich blask słońca wlewający się przez otwarte
drzwi, tak jak światło czerwcowego dnia wlewa się do garażu po
otwarciu bramy. Na trawie lśniły jak diamentowe paciorki krople
deszczu, a na pobrudzonej błotem twarzy Julii błyszczały stru­
myczki pozostawione przez łzy. Blask słońca płynął ze świata,
który z całą pewnością nie wyglądał jak ten świat - nawet jeśli
sądzić tylko po tym, co mogli dotąd zobaczyć. A zobaczyli gład­
ką murawę, gładszą i świeższą niż najwspanialszy trawnik, jaki
Julia w życiu widziała, i błękitne niebo, i - polatujące tu i tam jakieś stworzenia tak jaśniejące i barwne, że mogły być klejnota­
mi lub wielkimi motylami.
Julia od dawna tęskniła za czymś takim, a jednak teraz poczu­
ła lęk. Spojrzała na twarz Scrubba i zobaczyła, że on też się boi.
- No, dalej, Pole, idziemy - powiedział zmienionym głosem.
- A czy będziemy mogli wrócić? Czy to bezpieczne?
W tym momencie usłyszeli za plecami cienki, mściwy glos:
- Posłuchaj no, Pole. Każdy wie, że tu jesteś. Złaź z powro­
tem.
Był to głos Edyty Jackie, nie należącej do gangu, ale będącej
jedną z jego sług i donosicieli.
- Szybko! - krzyknął Scrubb. - Tędy! Daj mi rękę. Nie mo­
żemy się rozdzielić. -1 zanim Julia zdała sobie sprawę z tego, co
się dzieje, złapał ją za rękę i pociągnął za sobą przez drzwi w
murze, poza teren szkoły, poza Anglię, poza cały nasz świat - do
Tamtego Miejsca.
Glos Edyty Jackie urwał się tak nagle, jak głos w radiu, kiedy
się je wyłączy. W tej samej chwili usłyszeli zupełnie inne dźwię­
ki. Wydawały je owe dziwne stworzenia w powietrzu, które teraz
okazały się ptakami. Było to bardziej podobne do muzyki - dość
hałaśliwej i niezbyt melodyjnej - niż do ptasiego śpiewu w na­
szym świecie. A tłem dla tej muzyki była przejmująca cisza.
75

Podobnie jak w Lwie, czarownicy i starej szafie, tak i tu
bramą do innego świata okazują się drzwi. Jednak w tym
przypadku miejsce styku dwóch światów jest jeszcze bardziej
„skondensowane": aby wejść do świata równoległego, wy­
starczy dosłownie jeden krok, a nie tak, jak podczas pierw­
szego wejścia Łucji do Narni - kilka kroków. Granica tych
światów jest bardzo wyraźna. Stanowi ją mur szkoły. Za nim
leży to, co Lewis określił mianem „Tamtego Miejsca". Świa­
ty te w żaden sposób nie zachodzą na siebie. Można powie­
dzieć, że raczej do siebie przylegają. Stojąc przed wejściem,
Julia i Eustachy odbierają Anglię wszystkimi pięcioma zmy­
słami, natomiast ich percepcja świata równoległego ograni­
cza się tylko do wzroku, a i to nawet niewyraźnie. Dzieci nie
potrafią dostrzec ptaków. Widzą jedynie unoszące się w po­
wietrzu kolorowe plamy podobne do motyli. Od strony inne­
go świata nie dobiegają ich żadne dźwięki. Sytuacja zmienia
się diametralnie, gdy przechodzą przez drzwi w murze.
Dźwięki dochodzące ze świata Anglii urywają się, a Eustachy
i Julia zaczynają słyszeć muzykę dziwnych, kolorowych
97

plam, które dopiero wówczas rozpoznają jako ptaki. Choć
Lewis nie zaznacza, tego jasno w książce, można przypu­
szczać, że w momencie, w którym dzieci wchodzą do innego
świata, rzeczywistość Anglii blednie i zanika. Nawet gdyby
Julia i Eustachy odwrócili się, by spojrzeć na Anglię przez
drzwi, ujrzeliby najprawdopodobniej mniej lub bardziej nie­
wyraźny obraz zbocza i szkoły, ale nie dochodziłyby do nich
stamtąd, żadne inne wrażenia zmysłowe, dźwięki ani zapa­
chy. Taki też jest obraz Anglii, którą widzą przed sobą Julia,
Eustachy i Kaspian, gdy kończy się ich czas pobytu w Narni.
I niewiele musieli zrobić kroków, gdy pojawił się przed nimi
mur Eksperymentalnej Szkoły. Asian zaryczał tak, że słońce za­
drżało na niebie, a jakieś dziesięć metrów mura rozpadło się przed
nimi. Spojrzeli przez wyrwę ponad szkolną kolekcję krzewów, aż
na dach gimnazjum. Widniał na tle tego samego ponurego, jesien­
nego nieba, jakie widzieli, gdy zaczęły się ich przygody.
76

Także i w przypadku tego przejścia daje się zauważyć
uprzywilejowana pozycja zmysłu wzroku - to właśnie wzrok
wyznacza pierwszy kontakt z innym światem. Poza tym
pierwszym wrażeniem, jakie dzieci odbierają wchodząc do
tajemniczego ogrodu jest ponownie wrażenie przestrzeni i ci­
szy, stanowiącej tło wszystkich pojawiających się wokół nich
dźwięków. Oznacza to, że pierwsze wrażenia zmysłowe
w świecie równoległym ponownie związane są z najsubtel­
niejszym zmysłem ludzkim: ze słuchem. Wrażenia te łago­
dnie i stopniowo zostają dopełnione wrażeniami płynącymi
z innych zmysłów.
W przypadku przejść bezpośrednich miejsce styku dwóch
światów nie zawsze musi być tak dokładnie określone jak
podczas wejścia Eustachego i Julii do krainy Aslana przez
szkolny mur. Czasami oba światy mogą zachodzić na siebie
i przenikać się łagodnie tak, że precyzyjne określenie, w
którym miejscu jeden się kończy, a drugi zaczyna, nie zawsze
jest możliwe. Niemniej jednak regułą dla przejść bezpośre­
dnich jest to, że światy równoległe znajdują się „fizycznie
blisko", to znaczy przejście między nimi nie wymaga żadnej
podróży ani pokonywania czasoprzestrzeni.
Powrót Julii i Eustachego do Anglii w Srebrnym krześle
odbywa się na tej samej zasadzie jak ich wejście. Wyjątkiem
jest tu jednak fakt, że Asian pozwala Kaspianowi na pięć mi­
nut wejść do świata ludzi razem z dziećmi. W żadnej z po­
przednich książek cyklu narnijskiego nie było wzmianki
o tym, aby jakakolwiek postać ze świata Narni odwiedziła
świat ludzi. Po chwili zastanowienia wydaje się niemal dziw­
ne, że żadna z tych postaci nie chciała choćby na chwilę uj­
rzeć świata, z którego przychodziły dzieci. Na przykład
w Lwie, czarownicy i starej szafie faun odprowadza Łucję do
miejsca, skąd widać już otwarte drzwi szafy, ale nie przycho­
dzi mu do głowy, aby przejść przez nie nawet na parę chwil.
Jednak pragnienie to przychodzi do głowy wskrzeszonemu
Kaspianowi w Srebrnym krześle.
- Panie - rzekł Kaspian. - Od dawna marzyłem o tym, żeby
chociaż rzucić okiem na ICH świat. Czy jest w tym coś złego?
- Nie możesz już chcieć niczego złego, skoro umarłeś, mój
synu - odpowiedział Asian. - Zobaczysz ich świat. Spędzisz
w nim pięć minut ICH czasu. Tyle ci wystarczy, aby uporządko­
wać tam pewne sprawy.
77

Co więcej, nawet Asian częściowo wchodzi do rzeczywi­
stości angielskiej. Kiedy Kaspian i Eustachy okładają płaza­
mi mieczy chłopców ze szkolnego gangu, a Julia młóci batem
dziewczynki, Asian kładzie się na wyrwie w murze plecami
do Anglii i twarzą w stronę swej krainy. Kilka minut później
98

Kaspian wraz z Aslanem wracają do swego świata, a Julia
i Eustachy wślizgują się niepostrzeżenie do szkoły. Niemniej
jednak jest to sytuacja wyjątkowa. Kaspian nie należy już do
świata Narni, bowiem zmarł i został wskrzeszony w krainie
Aslana, natomiast Asian - który, jak Lewis daje nam do zro­
zumienia, jest też stwórcą i panem naszego świata - może
z tego tytułu robić, co zechce: nawet pokazać się na chwilę w
naszym świecie w swojej lwiej postaci.
Podstawowa różnica między przejściami bezpośrednimi
i przejściami przeniesienia polega na tym, że w pierwszym
przypadku światy równoległe przylegają do siebie fizycznie choć oczywiście połączenie między nimi otwiera się tylko na
jakiś czas i jest warunkowane magią - a w drugim światy te
nie są połączone żadnym fizycznym „pomostem".
Przejścia przeniesienia - czyli takie, podczas których bo­
haterowie przenoszeni są w czasie i przestrzeni do świata
równoległego - pojawiają się w Kronikach narnijskich pra­
wie tak samo często jak przejścia bezpośrednie. Takimi przej­
ściami są na przykład: „wtrąbienie" czwórki dzieci do Narni
w Księciu Kaspianie oraz ich powrót do rzeczywistości an­
gielskiej przez Drzwi zbudowane przez Aslana na łące; po­
wrót Łucji, Edmunda i Eustachego przez bramę w niebie
w Podróży „ Wędrowca do świtu "; wszystkie przeniesienia za
pomocą pierścieni (oraz bez nich) opisane w Siostrzeńcu cza­
rodzieja oraz przeniesienie do Narni Julii i Eustachego
w Ostatniej bitwie.
Analizując ten rodzaj przejść, przyjrzymy się szczególnie
opisom podróży w czasoprzestrzeni, zawartym w Siostrzeńcu
czarodzieja, i to z kilku powodów. Po pierwsze, dopiero w tej
książce Lewis wprowadził magiczne przedmioty umożliwia­
jące przemieszczanie się między światami; po drugie, zaryso­
wał w niej ciekawą wizję „między-świata", swego rodzaju
stacji między różnymi światami równoległymi, która pozwa­
la nam objąć umysłem cały proces i mechanikę podróży; a po
trzecie dlatego, że w tej książce cyklu narnijskiego Lewis za­
mieścił największą ilość przeniesień między światami.
Podczas przejść przeniesienia dwa światy, pomiędzy
którymi następuje połączenie, są czasoprzestrzennie (i pod
każdym innym względem) odległe, a zatem trudno jest
w przypadku tego typu przejść mówić o ciągłości wrażeń
zmysłowych przemieszczających się bohaterów. Zwykle czu­
ją się oni „porwani", szybują w przestrzeni (wznoszą się lub
opadają) i nie wiedzą, co się wokół nich dzieje. Następuje za­
burzenie otaczającego ich świata, chwila zamieszania, a po­
tem nagle znajdują się już w innej rzeczywistości. Nie potra­
fimy wówczas określić granicy przenikania się dwóch świa­
tów. Są one zawsze rozdzielone przestrzenią, obszarem „mię­
dzy-świata". Podczas niektórych przejść obszar ten bohatero­
wie pokonują w ułamku chwili - zbyt krótkim czasie, by opi­
sać ich wrażenia towarzyszące przeniesieniu - a podczas in­
nych, trwa to na tyle długo, że możliwy jest jakiś (mniej lub
bardziej dokładny) opis. Poza tym niektóre przejścia dokonu­
ją się za pomocą magicznych przedmiotów (użytych przez
bohaterów pierścieni lub rogu Zuzanny, którym przyzywa ich
Kaspian), a niektóre dzięki czystej Magii, bez udziału żad­
nych magicznych przedmiotów.
Jak zatem widać, przejścia przeniesienia są niejednorod­
ne: w kategorii tej mieści się wiele rozmaitych doświadczeń
przenikania między światami. Przykładem przejścia przenie­
sienia, które odbywa się zbyt szybko, aby Lewis mógł opisać
jakiekolwiek wrażenia zmysłowe bohaterów związane
z przeniknięciem z jednego świata do drugiego, może być
opisany w Siostrzeńcu czarodzieja powrót Digorego, Julii

i Wuja Andrzeja z Narni do Lasu Między Światami, a stam­
tąd do Londynu.
- Nie musicie używać pierścieni, kiedy jestem z wami - roz­
legł się głos Aslana.
Dzieci rozglądały się dookoła mrugając oczami. Bo oto zno­
wu były w Lesie Między Światami. Wuj Andrzej leżał na trawie,
wciąż pogrążony w głębokim śnie. Asian stał między nimi.
- Chodźcie - powiedział Asian. - Czas, byście powrócili do
domu. [...]
W następnej chwili wszyscy troje (Wuj Andrzej już przebudzo­
ny) wpadli na łeb na szyję w hałas, gorąco i zaduch Londynu.
78

Powyższy opis sugeruje, że przejście dokonało się
w ułamku chwili. Było tak szybkie, że sami bohaterowie ze
zdziwieniem nagle uświadomili sobie, że są w innym świe­
cie. Autor w żaden sposób nie mówi nam, w jaki sposób bo­
haterowie dostali się z Nami do Lasu Między Światami.
Równie tajemniczy jest mechanizm ich powrotu do Anglii.
Innym natychmiastowym przejściem przeniesienia, pod­
czas którego Lewis ignoruje szczegóły podróży między świa­
tami, jest przeniknięcie Julii i Eustachego do Nami w Ostat­
niej bitwie. Przejście to dokonało się w rezultacie pojawienia
się przed grupką przyjaciół zjawy, czy mglistego obrazu zroz­
paczonego króla Narni, Tiriana. Zrozumieli oni wówczas, że
dzieje się tam coś niedobrego i tajemnicza postać wzywa ich
na pomoc. Postanowili jakoś dostać się do Nami, ale ponie­
waż nie można tego dokonać samym pragnieniem, odkopali
schowane wiele lat wcześniej magiczne pierścienie, aby po­
służyć się nimi jeszcze raz. Gdy Tirian budzi się w lesie po
swojej wizji (która także była swego rodzaju przejściem mię­
dzy światami), „[pjrawie natychmiast ziemia zatrzęsła się
raz, potem drugi - i oto stało przed nim dwoje dzieci". Jed­
nak przejście to nie dokonało się, wbrew planom, za pomocą
pierścieni. Według słów Eustachego:
79

W dzień później Julia i ja wracaliśmy ze szkoły - tylko my
dwoje chodzimy jeszcze do szkoły, i to do tej samej. Piotr i Ed­
mund mieli się z nami spotkać w umówionym miejscu na drodze
ze szkoły, na stacji, i przekazać nam Pierścienie, bo to my mieli­
śmy przejść do Narni; oni są starsi i nie mogą tu już wrócić. Więc
wsiedliśmy do pociągu - to taka rzecz, którą się w naszym świe­
cie podróżuje: mnóstwo zamkniętych wozów sczepionych razem
- a Profesor, Ciotka Pola i Łucja towarzyszyli nam, bo chcieli­
śmy być jak najdłużej razem. No więc byliśmy razem w pociągu.
I właśnie dojeżdżaliśmy do stacji, na której mieliśmy się spotkać
z Piotrem i Edmundem, ja wyglądałem przez okno, żeby ich zo­
baczyć, gdy nagle nami okropnie szarpnęło, coś zahuczało i w tej
samej chwili znaleźliśmy się w Narni, a ty stałeś przed nami
przywiązany do drzewa.
- A więc w ogóle nie użyliście Pierścieni? - zapytał Tirian.
- Nie, nawet ich nie zobaczyliśmy. Asian uczynił to w swój
własny sposób, bez Pierścieni, jak już nieraz bywało.

go bólu. Nawet się nie przestraszyłem, tylko poczułem... no... ja­
kieś takie podniecenie. I... pamiętam jeszcze coś dziwnego Mia­
łem boleśnie stłuczone kolano, wiecie, ktoś mnie kopnął podczas
gry w rugby. I wtedy poczułem, że to nagle minęło. Poczułem
się bardzo lekko. No i... byliśmy już tutaj.
- Z nami, w pociągu, było bardzo podobnie - rzekł Lord Di­
gory [...]. - Wydaje mi się tylko, że my, to znaczy ja i Pola, po­
czuliśmy się przede wszystkim o wiele bardziej rześcy i rozlu­
źnieni. Wy, młodzi, nie potraficie tego zrozumieć. Po prostu
przestaliśmy czuć się staro.
81

Przyglądając się dwóm powyższym opisom tej samej
w istocie sytuacji przeniesienia (choć bohaterowie zostali prze­
niesieni w różne miejsca i w różnym czasie: Julia i Eustachy do
Narni, a reszta do wiecznej Nami za drzwiami stajni, i to kilka
dni potem), można zauważyć, że wrażenia wszystkich bohate­
rów, jakie zapamiętali z tego przejścia, ograniczają się do ostat­
nich ich odczuć w rzeczywistości angielskiej. Nie ma żadnej
wzmianki o jakichkolwiek wrażeniach, podróży między świa­
tami. Natychmiast po tym, gdy znikają z Anglii, znajdują się
w Nami. Przejście to jest jednak szczególne, bowiem, jak
później autor daje nam do zrozumienia, wszyscy bohaterowie
giną wówczas w katastrofie kolejowej w Anglii i nigdy już
tam nie wracają. Jest to więc nie tyle opis przejścia między
światami równoległymi, ile raczej opis doświadczenia śmierci
i świadomości ciągłości istnienia nawet po śmierci fizycznej
w naszym świecie. Świadomość ta jest tak mocna, że przez
długi czas do bohaterów nie dociera fakt, że umarli.
0 wiele ciekawszą grupę przejść przeniesienia stanowią
przejścia zawierające opisy podróży bohaterów między róż­
nymi światami. W Kronikach narnijskich pierwsze takie
przejście pojawia się w Księciu Kaspianie i opisuje wyjście
dzieci z Nami i ich powrót do rzeczywistości angielskiej:
Aż wreszcie Piotr stanął pierwszy, za nim Zuzanna, która po­
łożyła ręce na jego ramionach, Edmund położył ręce na jej ramio­
nach, Łucja położyła ręce na jego ramionach, pierwszy z Telmarów położył ręce na jej ramionach - i tak, w długim rzędzie, ru­
szyli ku Drzwiom. A potem nadszedł moment, który trudno jest
opisać, ponieważ dzieciom wydawało się, że widzą trzy rzeczy
naraz. Jedną był czarny wylot jaskini, otwierającej się na zieleń
1 błękit jakiejś wyspy na Pacyfiku, na której mieli się już za chwi­
lę znaleźć Telmarowie po przejściu przez Drzwi. Drugą była leśna
polana w Narni, twarze Karłów i zwierząt, przepastne oczy Asla­
na i białe pasma na policzkach borsuka. A trzecią (która nagle po­
chłonęła tamte dwie) była szara, ponura płyta peronu na wiejskiej
stacyjce i ławka z rozłożonymi wokół niej bagażami, na której
wszyscy czworo siedzieli tak, jakby się z niej nigdy nie ruszali.
82

Natomiast w Siostrzeńcu czarodzieja przejść tego rodzaju
jest aż siedem. Jest to pierwsze przejście Digorego do lasu
między światami:

80

Podobne wrażenia mieli przeniesieni jednocześnie do
wiecznej Nami wszyscy pozostali bohaterowie: Piotr i Ed­
mund, którzy stali na peronie, Profesor Digory Kirke, ciotka
Pola oraz Łucja, którzy podróżowali pociągiem. Piotr opisu­
je to w następujący sposób:
Edmund i ja staliśmy na peronie i zobaczyliśmy, jak nadjeż­
dża twój pociąg. Pamiętam, pomyślałem sobie, że bardzo szybko
bierze zakręt przed stacją. [...]
- I co się później stało? - zapytała Julia.
- Cóż, nie tak łatwo to opisać, prawda, Edziu? - powiedział
Wielki Król.
- No, nie bardzo - zgodził się Edmund. - To w ogóle nie
przypominało tego, no wiecie, jak zostaliśmy przeniesieni do Na­
mi poprzednim razem, za pomocą Magii. Usłyszałem okropny
huk i coś jakby mnie z trzaskiem walnęło, ale nie czułem żadne­

Pracownia Wuja Andrzeja nagle znikła. Na moment wszyst­
ko się zamazało, poplątało i zawirowało. A potem Digory zoba­
czył zielone, mgliste światło padające na niego z góry i ciem­
ność przed sobą. Wyglądało na to, że jest zawieszony w jakiejś
przestrzeni; trudno było powiedzieć, czy stoi, czy leży, czy sie­
dzi. Nic go nie dotykało. „Chyba jestem w wodzie - pomyślał
Digory - Albo raczej POD wodą." Ta myśl go przeraziła, ale pra­
wie natychmiast poczuł, że unosi się szybko do góry. A potem je­
go głowa wynurzyła się nagle na powietrze i po chwili wczołgiwał się już na gładki, porośnięty trawą brzeg sadzawki.
83

Przejście próbujące właściwości pierścieni, podczas które­
go Digory i Pola prawie wracają do Londynu, ale zawracają
do Lasu Między Światami tuż przed „lądowaniem" w Anglii:
Włożyli zielone obrączki, wzięli się za ręce i raz jeszcze na
„raz - dwa - trzy!" skoczyli do sadzawki. Tym razem podziałało.
Bardzo mi jest trudno opowiedzieć, co czuli, bo wszystko stało się

99

któ
Ко
sar
Syi
Nii
CZE

cfr
cy
Ci,
my
się
cz<
szc
na

ści
tej
św
i i

&

("
stl
sii

zj
m
к
в
i
w
w
c:
w

В
si
Ji

к
к
d
ś
P
/
fi

niezwykle szybko. Najpierw zobaczyli jaskrawe światła na tle
czarnego nieba. Digory był później przekonany, że widzieli plane­
ty i gwiazdy i przysięgał, że widział z bliska Jowisza; dość blisko,
by rozpoznać jego księżyce. Ale prawie w tej samej chwili poja­
wiły się rzędy dachów i kominów, zobaczyli katedrę Świętego
Pawła i zrozumieli, że patrzą na Londyn, tyle że mogli widzieć
przez ściany wszystkich domów. Zobaczyli postać Wuja Andrze­
ja, najpierw bardzo zamgloną i jakby przezroczystą, lecz gęstnie­
jącą i z każdą sekundą coraz bardziej wyraźną, tak jak w soczew­
ce lunety dostrajanej do odległości. Lecz tuż przedtem, zanim sta­
ła się prawdziwym, żywym człowiekiem, Pola zdążyła zawołać
.Zamiana!". Szybko zamienili obrączki i nasz świat rozwiał się
jak sen, a zielone światło w górze robiło się coraz jaśniejsze i ja­
śniejsze, aż w końcu głowy dzieci wynurzyły się nad powierzch­
nię sadzawki. [...] Próbna wyprawa nie trwała dłużej niż minutę.
84

Przejście Digorego i Poli z Lasu Między Światami do
Charnu:
Opadali z wielką szybkością w dół, najpierw przez ciemność,
potem przez jakąś plątaninę mglistych i wirujących kształtów,
które mogły być prawie wszystkim. Robiło się coraz jaśniej. A
potem nagle poczuli, że stoją na czymś stałym i twardym.
W chwilę później wszystko wyostrzyło się jak w soczewce i mo­
gli zobaczyć, gdzie są.
85

Ich powrót z Charnu wraz z uczepioną nogi Poli Czarow­
nicą Jadis:
Każde wsadziło natychmiast lewą rękę do lewej kieszeni. Nie
musieli zakładać obrączek na palce. Gdy tylko ich dotknęli, cały
ten posępny, martwy świat zniknął im z oczu. Już unosili się w
górę, a ciepłe, zielone światło nad ich głowami zbliżało się coraz
szybciej. [...] A potem ich głowy wystrzeliły ponad powierzchnię
sadzawki. Ogarnął ich słoneczny spokój Lasu Między Światami

U."
Następnie przeniesienie z Lasu Między Światami do Anglii:
Ale gdy tylko skoczyli [do swojej sadzawki], Digory poczuł,
że jakieś mocne i zimne kleszcze złapały go za ucho. A kiedy
opadali w ciemność, a wokół nich zawirowały mgliste kształty
naszego świata, zrozumiał, że Czarownica trzyma go dwoma pal­
cami za ucho [...]. W następnej chwili byli już w pracowni na
poddaszu I . . . ] .
87

Ponowne przejście z Anglii do Lasu Między Światami:
Rozgniewane i przerażone twarze znikły. Rozgniewane
i przerażone głosy ucichły. [...]
- Przecież nie... - zaczął Digory, ale nie skończył, bo ich
głowy wynurzyły się w ciepłej, zielonej poświacie Lasu. A kiedy
wygramolili się z sadzawki, Pola zawołała:
- Och, zobacz! [Oprócz Czarownicy ś]ciągnęliśmy tu rów­
nież tego starego konia! I Pana Ketterleya. I dorożkarza. A to ci
heca!
88

I prawie natychmiastowe przeniesienie całej grupy do Nami:
Koń [...] poczłapał powoli do najbliższej sadzawki i wszedł
do niej, żeby się napić. A z nim - zupełnie bezwiednie - w sa­
dzawce znalazła się reszta podróżników między światami. Digo­
ry wciąż ściskał kurczowo piętę Czarownicy, a Pola trzymała Di­
gorego za rękę. Jedna ręka Dorożkarza spoczywała na szyi konia,
a drugą złapał właśnie Wuj Andrzej, wciąż dygoczący ze strachu.
- Szybko! - powiedziała Pola patrząc Digoremu w oczy.
- Zielone!
I w ten sposób koń nie zdążył zaspokoić swego pragnienia.
Wszyscy zaczęli nagle spadać w ciemność. Koń zarżał, Wuj An­
drzej zaszlochał. [...] Zapanowała cisza. [...]
- To nie jest Cham - rozległ się głos Czarownicy. - To jest
pusty świat. To jest NIC.
I w rzeczy samej, było to najbliższe tego, co czuli. Otaczała
ich taka ciemność, że nie widzieli się nawzajem i nie robiło to
żadnej różnicy, czy miało się oczy otwarte czy zamknięte. Stopa­
mi dotykali czegoś zimnego i płaskiego, co mogło być ziemią,

100

ale na pewno nie trawą czy mchem. Powietrze było chłodne, s u che i nieruchome. '
8

Wspólną cechą wszystkich tych przejść jest towarzyszące
im wrażenie opadania (w ciemność) lub wznoszenia się (ku
światłu). Jedynym zmysłem, który w jakiś sposób wówczas
funkcjonuje, jest zmysł wzroku. Lewis ponownie podkreśla
jego uprzywilejowaną pozycję. Choć bohaterowie nie widzą
żadnych konkretnych kształtów, każde przeniesienie tego typu
jest albo oddalaniem się od światła, albo przybliżaniem się do
niego. Opis taki może sugerować rozmaite skojarzenia, na
przykład z porodem, kiedy to stajemy się częścią tego świata,
lub z doświadczeniami śmierci klinicznej, kiedy na jakiś czas
go opuszczamy, przenosząc się na inne poziomy egzystencji.
Oba te skojarzenia wiążą się w oczywisty sposób z kwestią
podróży między światami - różnymi wymiarami egzystencji.
Poza tym, przejściom przeniesienia towarzyszą także inne
odczucia. Dzieci mogą widzieć kilka rzeczywistości naraz które wydają im się wyraźne na początku, a następnie są
„wchłaniane" przez świat, do którego bohaterowie się prze­
noszą - albo też wszystko zaczyna wirować i zmieniać kształ­
ty; bohaterowie nie wiedzą, czy stoją, czy leżą, czy siedzą. Są
zawieszeni w przestrzeni i nic ich nie dotyka. Świat, do które­
go zmierzają, wyłania się dla ich zmysłów stopniowo: naj­
pierw jako wirujące barwy, rozmyte kontury, a w końcu sta­
bilizuje się jako równoległa rzeczywistość.
Skąd wzięła się idea przedstawiania przeniesienia w inny
wymiar czasoprzestrzenny za pomocą wirowania, zamazania
wrażeń zmysłowych, uczucia poplątania i dezorientacji?
Jak wspomnieliśmy wcześniej, w 1884 r. ukazała się pierw­
sza powieść poruszająca kwestię istnienia różnych wielowy­
miarowych światów zatytułowana Flatiand: A Romance of
Many Dimensions by a Square (Kraina Płaszczaków: Opo­
wieść Pana Kwadrata o wielu wymiarach), która przed 1915
r. doczekała się wielu wydań. Zawarte w niej opisy podróży
głównego bohatera, pana Kwadrata, do krainy przestrzeni by­
ły pierwszymi opisami doświadczeń tego typu i zawierały
fantastyczne opisy wirowania, zmieniających się kształtów
i prawie psychodelicznych doświadczeń bohatera. Nie były
one jednak wymysłem autora - ich siła polegała na tym, że
były matematycznie poprawne.
90

Michio Kaku pisze, że gdyby pan Kwadrat został porwa­
ny ze swego dwuwymiarowego świata do naszego, szybował­
by w powietrzu jak kartka papieru.
Ponieważ jego dwuwymiarowe oczy widzą tylko płaskie ka­
wałki naszego świata, człowiek wyglądałby dla niego wyjątkowo
brzydko i przerażająco. Najpierw mógłby pan Kwadrat zobaczyć
dwa skórzane koła wiszące przed nim (nasze buty). Wznosząc się
dostrzega, że koła zmieniają kolor i stają się szmaciane (nasze
spodnie). Następnie oba koła łączą się w jedno (nasze biodra),
które z kolei dzieli się na trzy koła z tkaniny, ponownie zmienia­
jąc kolor (nasza koszula i ramiona). Gdy kontynuuje swoją
podróż do góry, trzy kola z tkaniny znowu łączą się w jedno
mniejsze koło z ciała (nasza szyja i głowa). W końcu koło z cia­
ła zmienia się w gąszcz włosów i nagle znika, gdy pan Kwadrat
wzlatuje ponad naszą głowę. Dla pana Kwadrata tajemniczy „lu­
dzie" to koszmarne, doprowadzające do szaleństwa, ciągle zmie­
niające się koła ze skóry, tkaniny, ciała i włosów.
Podobnie, gdyby nas wyjęto z trójwymiarowego Wszech­
świata i wysłano do czwartego wymiaru, odkrylibyśmy, że zdro­
wy rozsądek jest bezużyteczny. W czasie podróży w czwartym
wymiarze strzępy materii pojawiałyby się nagle znikąd przed na­
szymi oczyma. Ciągle zmieniałyby kolor, rozmiar i skład, za­
przeczając wszystkim zasadom logiki trójwymiarowego świata.
Znikałyby potem w powietrzu, zastępowane od razu przez inne,
unoszące się obiekty."

podczas których bohaterowie zostają przeniesieni (jeżeli jest
to przejście przeniesienia) lub wchodzą (jeżeli jest to przej­
ście bezpośrednie) do świata równoległego z impulsu własnej
woli. Oznacza to, że przez cały czas są świadomi tego co się
dzieje, a decyzja, czy wejść do świata równoległego czy też
pozostać w swoim, zależy tylko od nich. Przejścia te są ła­
godne i przyjemne.
Przejścia niewolicjonalne to przejścia, podczas których bo­
haterowie zostają wciągnięci do innego świata bez udziału swo­
jej woli albo nawet wbrew niej. Przejścia tego typu, niezależnie
od tego, czy są przejściami bezpośrednimi czy przeniesieniami,
są z reguły gwałtowne, nieprzyjemne i niebezpieczne.
Podział na przejścia bezpośrednie i przeniesienia opiera się
na wzajemnej relacji dwóch światów, między którymi prze­
mieszczają się bohaterowie. Gdy światy te są fizycznie blisko
- przystają do siebie lub zachodzą na siebie - mówimy o przej­
ściach bezpośrednich. Gdy zaś po to, aby dostać się do innego
świata, bohater musi pokonać przestrzeń i czas (bowiem świa­
ty te nie znajdują się w obrębie naszego wszechświata, a zatem
nie są miejscami, do których można dolecieć za pomocą środ­
ków mechanicznych) - mówimy o przejściach przeniesienia.
W przypadku przejść bezpośrednich miejsce styku dwóch
światów czasami jest wyraźne, a czasami światy te przenika­
ją się nawzajem tak, że granica między nimi jest rozmyta.
Niemniej jednak zawsze wówczas pojawia się - dzięki magii
i zwykle tylko na chwilę według ziemskiego czasu - miejsce
połączenia tych dwóch światów. Natomiast w przypadku
przejść przeniesienia nie istnieje miejsce styku dwóch świa­
tów równoległych - bohaterowie dostają się do nich za pomo­
cą magii (czasami przenoszeni bohaterowie muszą posługi­
wać się magicznymi przedmiotami), ale nie rozumieją me­
chanizmu, w jaki do tego dochodzi.

Opisy Abbota posłużyły za wzór kolejnym twórcom wy­
korzystującym motyw podróży w czasie i przestrzeni. Wyko­
rzystał je w swoich książkach Lewis Caroll, Herbert George
Wells, George MacDonald, Edward Lear, Edith Nesbit i wie­
lu innych twórców, między innymi Lewis. Może właśnie
dzięki temu opisane przez niego przejścia przeniesienia wy­
dają się nam tak prawdziwe.
Podsumowując, wydaje się, że zaproponowana powyżej
klasyfikacja opisanych w Kronikach narnijskich C.S. Lewisa
przejść między światami uwzględnia ich główne typy, jak
i indywidualną niepowtarzalność. Klasyfikacja ta oparta zo­
stała na opisach różnych rzeczywistości, które dla celów na­
szej analizy określiliśmy mianem światów równoległych
i światów wtórnych. Zarysowując dwie możliwe perspekty­
wy postrzegania tych światów pokazaliśmy, którą z nich su­
geruje czytelnikowi autor i jakie konsekwencje dla odbioru
Kronik wybór ten za sobą pociąga. Opisaliśmy też, czym
światy równoległe różnią się od światów wtórnych, a następ­
nie skupiliśmy się na analizie tych pierwszych. Przyglądnęli­
śmy się ich cechom charakterystycznym, statusowi oraz cza­
soprzestrzeni - diametralnie różnej od czasoprzestrzeni ota­
czającej nas rzeczywistości. Następnie zlokalizowaliśmy
miejsca styku światów równoległych i staraliśmy się zbadać
mechanikę przenikania bohaterów z jednego do drugiego.
Tak szerokie tło rozważań umożliwiło nam sklasyfikowa­
nie wszystkich pojawiających się w Kronikach przejść mię­
dzy światami według czterech kategorii (w opozycji binar­
nej): przejścia wolicjonalne i niewolicjonalne oraz przejścia
bezpośrednie i przeniesienia. Następnie, na podstawie przy­
kładów z poszczególnych części cyklu narnijskiego, przeana­
lizowaliśmy te cztery kategorie przejść ze szczególnym
uwzględnieniem zastosowanej przez Lewisa techniki gradacji
wrażeń zmysłowych.
Każde przejście między światami mieści się w dwóch ka­
tegoriach jednocześnie. Przejścia wolicjonalne to przejścia,
TYTUŁ KSIĄŻKI

Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Książę Kaspian
Książę Kaspian
Podróż „ Wędrowca do świtu "
Podróż „ Wędrowca do świtu "
Koń i jego chłopiec
Srebrne krzesło

Poniżej zamieszczamy tabelę wszystkich przejść, jakie
pojawiają się w Kronikach narnijskich, wraz z proponowaną
ich klasyfikacją na cztery kategorie.

PRZEJŚCIE
Wejście Łucji do N a m i .

92

wol./bezp.
wol./bezp.

Powrót Łucji z Nami do Anglii.

wol./bezp.

Wejście Edmunda do Nami.
Powrót Edmunda i Łucji do Anglii.

KLASYFIKACJA

93

Wejście Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji do Nami.
Powrót całej czwórki do Anglii.
„Wtrąbienie" Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji do Narni przez Kaspiana.

wol./bezp.
wol./bezp.
wol./bezp.
niewol./przen.

Powrót dzieci z Nami przez wybudowane przez Aslana Drzwi na łące.

wol./przen.

Wciągnięcie Łucji, Edmunda i Eustachego do Narni przez obraz na ścianie.

niewol./bezp.

Powrót dzieci do Anglii przez bramę w niebie.

wol./przen.

Nie zawiera żadnych przejść.
Julia i Eustachy wchodzą do kraju Aslana przez drzwi prowadzące na wrzo­

wol./bezp.

sowisko za szkołą. Stamtąd Asian zdmuchuje ich do Nami.

Srebrne krzesło

Asian zdmuchuje Narnię, a Julia i Eustachy odkrywają, że są na powrót

wol./bezp.

w jego kraju. Stąd powracają do Anglii przez wyrwę w szkolnym murze.

Siostrzeniec czarodzieja

Przeniesienie Digorego do Lasu Między Światami za sprawą magicznego
pierścienia.

Siostrzeniec czarodzieja

niewol./przen.

94

Próbna podróż Digorego i Poli na Ziemię i z powrotem do Lasu Między

wol./przen.

Światami. Dzieci uczą się posługiwać magicznymi pierścieniami.

Siostrzeniec czarodzieja
Siostrzeniec czarodzieja
Siostrzeniec czarodzieja

Przeniesienie Digorego i Poli z Lasu Między Światami do Charnu.

wol./przen.
95

Powrót dzieci z Charnu do Lasu Między Światami wraz z Czarownicą Jadis.

wol.(niewol. )/przen.

Przeniesienie Digorego, Poli i Jadis z Lasu Między Światami do Anglii.

wol.(niewól.)/przen.

101

Siostrzeniec czarodzieja
któ
Ко
san

Siostrzeniec czarodzieja
Siostrzeniec czarodzieja

syi

m

Siostrzeniec czarodzieja

cza
ch\
cy

Ostamia bitwa

Ci,
my
się

Ostamia bitwa

Przeniesienie Digorego, Poli, Jadis, Wuja Andrzeja, dorożkarza i jego konia
z Anglii do Lasu Między Światami.
Przeniesienie całej grupy z Lasu Między Światami do Nami.
Przeniesienie Digorego, Poli i Wuja Andrzeja przez Aslana z Nami do La­
su Między Światami.
Przeniesienie Digorego, Poli i Wuja Andrzeja przez Aslana z Lasu Między
Światami do Anglii.
Julia i Eustachy, przywołani przez króla Tiriana, zostają wyszarpnięci z po­
ciągu do Narni. Stamtąd razem z nim wchodzą do wiecznej Narni.
Piotr, Edmund, Łucja, Profesor Digory Kirke i Ciotka Pola (a także państwo
Pavensie - rodzice Piotra, Edmunda, Zuzanny i Łucji) giną w Anglii w ka­
tastrofie kolejowej i zostają natychmiast przeniesieni do wiecznej Narni.

wol .(niewól. )/przen.
wol. (niewól. )/przen.
wol.(niewol.)/przen.
wol. (niewól. )/przen.
niewol./przen.
niewol./przen.

CZł

szc
PRZYPISY

na
ści

Щ
św
i i


stl
si!

Щ
m
1?
В
i

w
w
c:
W
В
si
Ji

к
к
d
ś

F
/
t

4 7

Szafa ta wprowadza jedną z najważniejszych koncepcji filozofii
Lewisa, często podkreślaną w kolejnych Kronikach narnijskich, a mia­
nowicie, że wnętrze jest większe niż zewnętrze. Karkainen pisze:
„Z zewnątrz szafa wygląda normalnie. Jest przedmiotem znanym nawet
dzieciom [i stąd nie wzbudza ich zainteresowania]. Jednak w środku
Lucja znajduje o wiele więcej, niż mogłaby się spodziewać". Paul Kar­
kainen, Narnia Explored, Fleming H. Revell Company, New Jersey
1979, s. 13
4 8

C . S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa, s. 10
Tamże, s. 10
Koncepcję żywiołów można znaleźć także w filozofii greckiej, za­
tem nie był to wymysł myślicieli średniowiecza, lecz jeden z najstar­
szych elementów filozofii europejskiej.
Lewis dodaje, że tak właśnie średniowieczni tłumaczyli fakt, że pło­
mienie zawsze lecą do góry - zasada instynktu do swego źródła. Jednak
płomienie są widoczne tylko dlatego, że są ogniem zanieczyszczonym.
Ogień jako żywioł tworzący sferę tuż pod sferą księżyca jest czysty i nie­
skalany, stąd jest niewidzialny i całkowicie przezroczysty; C S . Lewis,
The Discarded Image, an Introduction to Medieval and Reneissance Lite­
rature, Cambridge University Press, Cambridge 1967, s. 95-96.
4 9

5 0

5 1

Co ciekawe, rosyjscy kosmonauci, którzy przebywali w przestrzeni
okołoziemskiej przez ponad rok, twierdzą, że patrząc na Ziemię z góry
można dostrzec nieustanne wyładowania elektryczne, do których docho­
dzi nad górnymi warstwami atmosfery. Przypominają one wieczną burzę
i nie są widoczne z Ziemi. Czy zatem średniowieczni filozofowie mówi­
li o tym samym, co w naszym stuleciu zaobserwowali kosmonauci?
5 2

C. S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa, s. 10
Taką samą sekwencję można zauważyć w przypadku innych
przejść wolicjonalnych. Np. Edmund po wejściu do szafy zawołał Łucję,
ale „zauważył, że jego głos brzmi jakoś dziwnie - wcale nie tak, jakby
można tego było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie, ale tak,
jakby znajdował się na dworze"; C . S. Lewis, Lew, czarownica i stara
szafa, s. 24
5 3

"Tamże, s. 25
Tamże, s. 41-42
Może właśnie dlatego Asian konsekwentnie odmawia wejścia do
Narni wszystkim, którzy robią się „za starzy". Może wynika to także
z tego, że w miarę dorastania i pobierania współczesnej edukacji w czło­
wieku zaczyna dominować rozum, przez co pewne poziomy pierwotnej
wrażliwości zamykają się.
5 5

5 6

5 7

Wpływ obrazu mentalnego na naszą percepcję świata ilustruje wie­
le przykładów z Kronik: zacietrzewione karły w Ostatniej bitwie, Jadis
z Charnu, Wuj Andrzej, Eustachy przed nawróceniem, czy dzieci w szko­
le eksperymentalnej.
Paul Karkainen, Narnia Explored, s. 13
C . S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa, s. 20
Tamże, s. 34
Tamże, s. 135
Choć w następnych książkach odszedł od tego i powracające dzie­
ci magicznie pozbywały się strojów narnijskich, pojawiając się w na­
szym świecie ubrane tak, jak go opuściły.
C . S. Lewis, Książę Kaspian, s. 156-157
Chodzi tu oczywiście o przejścia pojawiające się w Kronikach bez­
pośrednio. Autor wymienia też bowiem kilka przejść niewolicjonalnych,
które dokonały się w przeszłości: np. przeniknięcie grupki piratów z wy­
spy na Pacyfiku do Telmaru, czy wyciągnięcie gnomów z Bizmu do Kra­
5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4

102

iny Otchłani przez Czarownicę. Przeniesienia te nie pojawiają się jednak
w Kronikach bezpośrednio.
C. S. Lewis, Podróż „ Wędrowca do świtu", przeł. Andrzej Polkow­
ski, PAX, Warszawa 1985, s. 8-9
"Tamże, s. 10
Tamże, s. 10-12
Tamże, s. 13
Tamże, s. 23
Tamże, s. 12
C . S. Lewis, Książę Kaspian, s. 6
Ale, na przykład, nie przenoszą ławki, na której siedzą.
C. S. Lewis, Srebrne krzesło, przeł. Andrzej Polkowski, PAX, War­
szawa 1987, s. 7
Tamże, s. 10
Tamże, s. 11
Tamże, s. 141
Tamże, s. 140
C. S. Lewis, Siostrzeniec czarodzieja, s. 139
CS. Lewis, Ostatnia bitwa, s. 35. Co ciekawe, jest to chyba jedy­
ny w Kronikach opis przejścia między światami nie postrzeganego z per­
spektywy przenoszonych bohaterów, lecz postronnego świadka znajdują­
cego się w świecie, do którego dzieci zostają przeniesione. Nie wiadomo
dlaczego tuż przed ich pojawieniem się w Narni „zatrzęsła się ziemia" nigdzie indziej w Kronikach nie ma żadnej wzmianki o tym, że takie zja­
wisko towarzyszyło przeniesieniom - ale może akurat w tym przypadku
Lewisowi wydało się, że napisanie „prawie natychmiast pojawiło się
przed nim dwoje dzieci" (bez najmniejszego wyjaśnienia, jak to się stało
i jakie towarzyszyły temu zjawiska) byłoby zbyt lakoniczne. Może wła­
śnie dlatego dodał opis trzęsącej się ziemi? Należy jednak stwierdzić, że
nie znajduje on uzasadnienia z perspektywy całego cyklu.
6 5

6 7

6 8

6 9

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 6

7 7

7 8

1 9

8 0

Tamże, s. 38
Tamże, s. 98
C. S. Lewis, Książę Kaspian, s. 158
C. S. Lewis, Siostrzeniec czarodzieja, s. 26
Tamże, s. 32
Tamże, s. 35
Tamże, s. 53-54
Tamże, s. 55
Tamże, s. 76
Tamże, s. 76-77
Obecnie, w czasach filmów i literatury fantastyczno-naukowej, ni­
kogo z nas nie dziwi - a nawet przyjmujemy to za oczywistość - że
podróż między różnymi wymiarami czasoprzestrzeni przedstawiana jest
jako gra migoczących świateł i wirujących czarnych chmur, ale we
wczesnych latach pięćdziesiątych, kiedy Lewis pisał Kroniki, nie było to
wcale aż tak oczywiste.
8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

9 0

9 1

Michio Kaku, Hiperprzestrzeń,
wszechświaty równoległe, pętle
czasowe i dziesiąty wymiar, s. 87-88
Wszystkie przejścia między światami równoległymi w Lwie, cza­
rownicy i starej szafie odbywają się przez szafę.
Drugie wejście Łucji nie zostało opisane.
Przeniesienie Poli, która nieopatrznie dotknęła magicznego pier­
ścienia, nie zostało opisane.
W przypadku kilku następnych przejść można mówić o przejściach
wolicjonalnych lub niewolicjonalnych, bowiem są one różnie postrzega­
ne z perspektywy poszczególnych bohaterów.
9 2

9 3

9 4

9 5

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.