http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2771.pdf

Media

Part of Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1

extracted text
którzy w ogóle nie pytają, bo nie zamierzają częstować, by nie sprawić
przykrości drugiej osobie. Oto w Murzynowie, częstowany bez
pytania herbatą lub kawą, wzbrania się przed jej wypiciem. Zapytany
dlaczego się wzbrania, odpowiada: - Nie chcę, bo to tak jakbym dług
zaciągnął.
W Afryce czy Azji ludy tamtejsze nigdy cię nie pytają, czy byś się

czego napił. To co mają - bez obłudnego pytania - stawiają ci przed
nosem. Ludy koczownicze, ludy obydwu tych kontynentów, ludy
stepów i pustyń - gdzie woda jest prawdziwym skarbem - to kapłani
ceremonii życzyliwości. Nawet jeśliś niczym sobie nie zasłużył,
filiżankę lub czarkę herbaty otrzymasz podaną dwoma rękami na tacy
albo wstędze błękitnego jedwabiu...

PRZY PISY
' Por. Ludwik Stomma, / : 0 Czyli ludzie jak bogowie, „ K o n l c k s l y " , Rok X L V : 1991, nr 3-4
(214-2155), s. 141-142
Tenże, s. 142
Rozmowa w drodze na Powązki w dniu 23 czerwca 1994 roku
Ludwik Stomma, op. cit., s. 142
Miałem okazję bliżej się tym zabiegom terapeutycznym przyjrzeć w czasie dwuletniego
pobytu w Dakarze, jako stażysta w s ł a w n y m Institut Foundamcnlal d'Afrique Noire.
Charakterystyczne, że obrządki władania sobą przeniknęły do nowoczesnych osiedli Dakaru.Co
jakiś czas w takim osiedlu gromadzą się pod w i e c z ó r ludzie przy piaskownicy. Dlatego przy
piaskownicy, p o n i e w a ż jednym z e l e m e n t ó w zbiorowego transu będzie padanie na piasek
plecami oraz tarzanie się w nim...
' Jacek Olędzki. Gesty nadziei, „ K o n t e k s t y " , Rok X L V : 1991. nr 1 (212), s. 45
W gwarze złodziejskiej sikor = zegarek, wilk = przyrodzenie, glan, glony - buty.
2

3

4

1

P.S. Przez długie lala wielkim mym pragnieniem było, aby etnografowie nic ograniczali się do
analizy cudzych filmów lecz - korzystając ze swej oryginalnej i słabo spopularyzowanej wiedzy
- robili swoje własne. Wreszcie, aby filmujący clnografowie nie ograniczali się do surowych
zapisów, trafiających do a r c h i w ó w muzealnych, ale ż e b y zaistnieli, przede wszystkim
w telewizji. Jeśli się to udawało w latach sześćdziesiątych, dlaczego nic m o g ł o b y nowe,
scmiotyczno-strukturalislycznc, czy fenomenologiczne m y ś l e n i e filmowe zaistnieć w latach
w i ę k s z y c h s w o b ó d i lepszych m o ż l i w o ś c i technicznych? C z y musimy być niewolnikami złych
g u s t ó w i wątpliwych zainteresowań masowego odbiorcy, który w części męskiej - jak
w Murzynowie - interesuje s i ę tylko meczami piłki nożnej, boksem i transmisjami ze świąt? No
i wreszcie d o ż y ł e m chwili satysfakcji i prawdziwej radości. Przyjmij Ludwiku - proszę - słowa
podziękowania i gratulacje za fascynujące, rewelacyjne formalnie i intelektualnie Historie
o historii Brawo!

7

Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi
Ludwik Stomma
Brawo Jacku! - Z jakąż łatwością wywiodłeś bezpośredni związek
między piłką nożną a glanowaniem bliźnich lub biciem syna
młotkiem po głowie (acz w drugim tym przypadku chodzić powinno
raczej, chyba że ojciec trzymał narzędzie chwytnymi palcami
kończyn dolnych, o piłkę ręczną). Nie będę się rewanżował przy­
kładem tatusia, który po obejrzeniu przegranego przez „naszych"
meczu, zrozumiał znikomość swych zachcianek, zrobił rachunek
sumienia i tegoż wieczora, po raz pierwszy od lat wykąpał bobasa
i ucałował żonę. Nie chcę bowiem licytować się w trywialności.
Niepotrzebnie Jacku napracowałeś się nad tak długim tekstem.
Wszystkie jego tezy zawierają się wszakże w dwóch twoich zdaniach:
„Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel, tłumacz literatury współ­
czesnej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża
sobie epizod w scenerii piekła." - Jest tu już wszystko: i deter­
minujące wnioski opozycje i opis.
Zacznijmy od opozycji. Nikogo Jacku nie obchodzi, i wiesz od tym
doskonale, że jest twój przyjaciel tłumaczem z hidi, czy też synem
trenerki. Jeżeli umieszczasz te informacje, to znaczy, że mają
znaczenie. Ciąg logiczny jest tu taki: Przyjaciel wywodzi się ze
środowiska sportowego więc „wie w czym rzecz''. „Wiedząc w czym
rzecz", a więc z pozycji kompetencji uważa mecz piłki za „epizod
w scenerii piekła". Jednocześnie jest człowiekiem wyrafinowanym
(literatura + współczesność i egzotyczne języki), czyli po polsku
mówiąc „kulturalnym". Tu swoją kulturę przeciwstawia (a raczej ty
dając go za przykład przeciwstawiasz), wciąż „wiedząc w czym
rzecz" chamstwu oglądaczy piłki. Ową opozycję prymitywizm
- prawdziwa cywilizacja wzmacnia rozróżnienie ewolucyjne między
neandertalami, którym „ciągoty stadne nie wygasły" (znamiennie
darwinowskie pojęcia: „stado" i „wygasły") a homo sapiensami,
którzy są już na wyższym etapie, a do których należysz ty i tłumacze
literatury hindi. W tym momencie i tak wszystko jest już przesądzone.
Następuje jednak ilustracyjny opis, o tyle tylko nie powalający
przeciwników na kolana, iż: 1. fałszywy, 2. nieuczciwy.:
Ad. 1. a. „Twarde ławki" - na stadionach, które oglądałeś w TV
(wnoszę po cytowanych meczach) nie ma żadnych twardych ławek,
tylko plastikowe, wygodne krzesełka, w droższych rzędach miękko
wyściełane.
b. „Skandując jakieś jedno słowo" - w ten sam sposób można by
o twórcach ludowych: „bazgrząc jakieś bohomazy". Folklor kibiców
to dzisiaj rozbudowany system obejmujący strój, muzykę, rytuał,
muzealnictwo, kolekcjonerstwo, swoistą literaturę etc. etc.
c. „Gwiżdżąc i tupiąc'' - jak wyżej, lecz dodajmy jeszcze, że pobyt
na meczu wiąże się również z konsumpcją (nieraz wielodaniowych
obiadów), występami tancerek, pokazami sztucznych ogni, spot­
kaniami przyjacielskimi etc. etc.

80

Ad. 2. Wszystko to Jacku doskonale widziałeś, pomijanie więc
wszelkich owych aspektów i redukcja interakcji społecznych na
meczu do twojego „opisu" musi być niestety odebrana, jako
naginanie z góry rzeczywistości do twojego a priori. Tym gorzej dla
prawdy.
Zapewnianie, że nie masz pojęcia o przedmiocie swojej pracy,
istotne dla ciebie, gdyż pozwalające ci na dowolnie beztroskie
wrzucanie „faktów" do worków „prymitywizmu" lub „prawdziwej
cywilizacji", jest o tyle smutne, że całkowicie odpowiada prawdzie.
Gest ma też swój kulturowy kontekst, bez znajomości którego ani
rusz. Jeden tylko, jedyny przykład:
Piszesz o Koreańczyku, który nie okazał radości strzeliwszy
Niemcom gola. Otóż strzelił go on przy stanie 0:3, radości
okazywać więc po prostu nie mógł, gdyż w oczach publiczności,
jak i kolegów z drużyny odebrane by to zostało jako defetyzm.
Wystarcza oto 1 :3 do uciechy... W przeciwieństwie do Ciebie
oglądam mecze setkami i NIGDY nie widziałem uciechy po
strzeleniu bramki, która nie zmieniałaby merytorycznie faktu
beznadziejnej sytuacji zespołu (chyba, że w dobroczynnej
pokazówce lub konfrontacji III-ligowca z mistrzem, gdzie tylko
o honor chodzi, a zwycięstwo jest poza najśmielszymi ambic­
jami). Tak więc, co dla ciebie jest „komparatystyczną" ciekawo­
stką wynika najbanalniej z międzynarodowej litery rytuału.
Elementarne mój Watsonie!
A dlaczego jeden tylko przykład? Bo przecież i tak groch o ścianę.
Masz Jacku na to co ci wygodne i niewygodne dwie odrębne miary.
Gdy ja, przez przejęzyczenie, zamiast „plemienny" (gdyż tak! Milla
odtańczył element ZNANEGO tańca) piszę „narodowy" poświęcasz
temu pięć oburzonych akapitów, sugerujących nawet „glanowanie".
Gdy ty natomiast przekręcasz dowolnie słynne nazwisko, rzecz to
śmiechu, a nawet kpiny godne, bo mawiają na cię „Łolejski". Może
i mawiają, ale nie piszą tak w naukowych pracach, bo i siebie by
kompromitowali i nikt by nie zrozumiał.
Ale dość o detalach. Smutne jest jeszcze, że do interpretacji
zjawiska o zasięgu światowym, swoistego signum temporis naszych
czasów, wystarczy delirka chłopa z Murzynowa i paradoks uroczego
skądinąd Ryszarda Ciarki. Doprawdy nie jest dobrym przykładem dla
studentów (może dlatego czytałem na twoich zajęciach gazetę, acz
wtedy nie była to jeszcze - acz doceniam subtelność aluzji - „Trybuna
Ludu") mówienie: nie znam się na sprawie, ale i tak ją rozwikłam, bo
tezę założę z góry, jak żyletką po oczach. Wtedy bowiem zaczynają
nam cywilizację zakładać kosmici, kształt dachów pagód udowadnia
związki Chin ze starożytnym Egiptem, Jezus przeżywa i poprzez
Templariuszy zakłada masonerię...
Być może, tego zanegować nie mogę, świat jawi się wtedy
łatwiejszy. Ale czy to my właśnie mamy sprowadzać do trywialności?

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.