http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1707.pdf
Media
Part of Recenzje, przeglądy wydawnictw / LUD 1982 t.66
- extracted text
-
IV. RECENZJE, PRZEGLĄDY WYDAWNICTW
Lud, t. 66, 198Z
Desmond Morris, The Human ZOO. Dell Publishing
- Octolbe.r U176, New Y<lTk, 5>5. 2,04.
Co., Inc. Fifth
Dell PrirALng
Krcmika'rski obo'wiązek na'ka:zuje pr,zeds,tawiić wydalną wprawdzie 12 lat temu,
lecz dotąd niestely ni,eznaną polskiemu c:z)'itel'nikowi książkę Desmonda M,:>rr.isa.
Brytyjski zoolog, antropolog, biolog i iilozof średniego pokolenia znany jest w Polsce przed wszystkim
jako autor przetłumaczonego
przed laty na język polski bes'tse1lera Naga małpa. Dwie inne joego prace - Manwatching.
A FieLd Guide
to Human Behavior
(1977) oraz Gestures. Their Origin and Distribution
(1979) omówi·olne zostały w innym miej.s.ClIl. Kolej więc teraz na słów kilka o The Human
ZOO.
Podobnie jak Naga małpa, jest to książka przeznaczona dla szerokiego grona
c.zy:telf!Jków. Ju~ w momencie pierwszego wydaJnia (1.969) c:ieSiZyła s.ię nie mnJejszą popularno·ścią niż w.s·.po·mniamaNaga małpa, toteż battlzo szY'biko uznana' zoslała za klasyczną pozycjt; anglosaskiej literatury
z gatunku "non-fiction", doczekała się kilku wydań kieszonkowych i entuzjastyc:my,ch recenzji w prasie światowej. "Des.mo,nd MOI1I1isjak z:wylcle znak·om.ity, dowcipny i prowokujący"
- pisał
"Boston Herald Traveller". WtóT'Ował mu krytyk piszący· dla ,.The NelW York
T,imes": "C .. ) bardzi<ej ambitna i zmuszająca do refleksji niż N aga małpa, niezwykle abso,rbuj'l'ca i wnikliwa (... )".
O czym lraktuje omawiana praca i stąd j·ej tytuł - The Human ZOO? Tyrt;uł
zr-odził się z reflek;sji nad popu.la·r.ną angielską przenośnią "concrete jUlngle" (bctonowa dżungla); odpo,wiednik polskiej "betonowej pus'tyni". "W normaInyc.h warunka'clh - p:i'SJzeMorra's - żyją'c we właśeilwym sobie' śroooiWisku natural,nym dzikie zwierzęta nie okaleczają si~, nie uprawiają
samogwałtu, nie atakują własnego
potoJns,tw.a, ni'e miewają wrzodów na żołądku, nie zostalją fel)'is;zysJI.ami;nie cioerpią
na otyłość i nie łączą się w pary z przedstawicielami
własnej płci, ani też nie
popełniają morderstw (... ). Zwieflzę zamk:ruięt,e w klatce w ogrodzie wologilCznym
daje dowody wszysitkioch wyż·ej wS'pomnia.nych nieprawidłolWości, któr.e tak dOIbrze
2lrJamy z ohsemolTacj'ipr.zedistaw,ideJi na:S1Jegowłasnego gatunku. Nie jest w,ięc miaSito bell,onorwą dżunglą, lecz ogrodem za,olo,głoznym pl'zeznaczonym dla homo ,;apiens" (s.. 11).
Treść oma,wianej ksiąiŻ.ki Z31wa.l1tazosltala w siedmi.u ro;zdziała.ch i poprzedzającym je krótkim ws<tępie, lciór,e skłaidająsię
na ,.historię wSlpókzet3ne:go crz.łolWj·eka, his,tor'ię, kltóra jeslt nilclzy;minnym jak OIpolwieŚociąozmaganiach gatunku ludzki'ego ze skultkami po'Slę;pu naui\{JOwego,teohnkznego
i cywilizacyjne.go".
Omówiwszy po krót<Cewydarzenia i procesy, które dOPu-olwald,ziłyczłolWieka na
l Tomasz
Goban-Klas,
Porozumiewanie.
się bez słów. "Przekazy
i Opinie",
No 2, 1980, s. 155 - '158; Elżbieta Goździak, "Lud" t. 65, 11981,s. 302 - 304.
320
Recenzje
obecny stopień,I:D!Z>;'Zo.ju.i w:y~czyly
war~T1!q) spolectne,; \v jakich przyszło mu
żyć, przeprowa:cfz1i Móri:iś - szczegółową
analizę zarówno tych wzorów zachowań
człO'wieka, k,tóre umo,Ż!liwiły, mu przYlstosowanie :;,ię do życia w 1udiik,im ZOO, jak
i ty,c,h, które zako,ńczyły się niepowodzeniem,
W centrum uwagi a,utora pozostaje
pr:r.ez cały czas na.pięci-e istniejące
pomiędzy biologicznym
i kultu,wwym
dZl'21d.zlC'tJwem rodzaju lu,d:zkiego, ujawniające
się w próbach zaspo,kojenia
pod:siawol\vych
potrzeb
i dążeń człowieka;
chęc.i domin,acji i osią.~nięcia mo,ż1i.wie nahvyższego
statusu społecznego, dążeniu do osiągnięcia satysfakcji
seksualnej,
potrzebie' obrony s,iebie saml'go, swojej rodziny i plemienia, którego j,e5't członkiem, PO't.rzeby te
s<) podstawową
częścią naszego dziedzictwa
biologicz,nego, nie ma w nich nie
;sztucznego lub nienatUralnego.
]\,ilorris nie kaze się nam ich wstydzić, bądź je
ukrywać. P:róbuje jedynie wskazać na cen<: jaką musimy płacić, aby je za'spokuie
.,Mężczyzna dążący za ws'zelką cenę do osi,)gnil:cia wysokiego statUS~1 spole::7:1eg(l.
staje się mimo woli niewolnikiem
zjawiska
mimikry
(upodobnienie
się zwierzęcia "bezbronnego"
do gatunku
"uzbrojonego"
~ przyp. E. GJ. i w konse:.;:wenqi
zaniedbuje
rodzinę. Sytuacja
taka zmusza jego partnerkę
do przej,ęcia na siebie
luli ojca. Podjęcie takiego kroku stwarza szkodliwą dla psychiki dzieci atmosferę
w domu, któlra m'(lż'e z kolei łatwo WYP<lCZYĆ
ich WhllSmj toż::;::mnść ~e~ci.ualne1.
Dziecko spostrzega bowiem, że ojciec utracił pr;,;ywódczą rolę w rodzinie. Fakt, że
poświęCił ją na korżyść dominującej
pozycji na zewnątrz rodziny, nie ma prakty'<:z;D,icż<:dnogo lub niewielkie
z.na.czenie dLt malego dziecka (. .. J. Naiwe,t :ita,rS7.e
dz:i~'ci, któ,r'2 znajq reguły gry i s.zC'zyc::} się G3iągni~ciam.i
ojt:a, uWC:lżają Je za m>
nimal!1ą rekom.pe!1swtę b.raku jego <l,ktywnego Gddziaływ~nia na ie'l życic'_ Punlim;,
.:·1)snącego ciągle znaczenia
w świecie zewm;trznym,
ojciec może btwo
~tać ~ię
p.rzedmiotem żar'tbw wias,rlcj rodzi;lY.
Ta.ki cbró;t rzeczy ics,{ niezro)::Llmiały dla na.;zego bolu:tera,
rzlonka";'..lpE'f-p~cTr1ienia. JD.kic to, prz.(-::~ic7. prZl't:;'tJ"zegał
\vszystkicl1
reguł, a coś tu Di':: gr',Ci
\Vy:rn~~'sallia ludzkie,6o ZOO są ni·C'z,wy~..::le
o-;<rut::c. 1'\.100 pOrlo·:.:irny po.r':~~<:f~i prL~;i·~Y"\\·~~my rOlZctz.:l.rc~~...vł1:r!ie,
a·lbo \vyg.fy·vv8.my
i tr~citny
ko.ntro,lt; nad WL1.';<~·1<1
r0Jzii;~~.
CD gorsza, możemy i przegrać,
i uhacić panowanie
nad rodziną"
(s. 59 - 60).
t
(;;u.p~tą
był':".iby
?vice'ris nie
plóbuje
je-:J:i.:',i.c \v;;kaz,a(.
je~:l:n.ak
że
istnieją
Z.':~11icćprav,1dz.;wq naturę
;~~~.:l'1\V
tyn1
S:ugefO\Vi::.ć,abyśn1y
kl'Lyczeć:
"Cofnij
róż'ne
się,
spos,oby
;;'ra,c.zy bior'łcych
\Vyd~ijt.~·iic pGlrnó-c)}
pc"i'i,nr:i~rny,
g~:'\Vac W grze z życoiern.
.7,~,s.tksi:);~I"l M.órri 'i p:;zycją
,l
siG
zatrzyrnali
zmierzasz
gfy
i jeśli
ku
;Lylko
w lliej udział
przynJ.jn1nicj
v,;
na;:;zyrn
katastrofie!".
l·Oz.\v,·\i~J
SLlra
PQlt.L-d'i;~ny lc-picj
(The
od
IIurno.n
CZ:I.SU du
siG
l...::l>
ZOO
;;';)
cz..a~u,
\vY-,
n:iewąl,pliwie bardzo int'cH;,.;uj,tC<\ i frapując,,!, Cóż
hunach
cZ:.lsopisma
etnograJ-irzncgo,
sku,ru
':>~·L·':'-,~~::ir;.\V2..rlC
są \V r:i~-j z~lchowania
ludZi~ie
vvidzianc oC'zyrna z.oolo·,~~a? Odi;>o,\viel:/.i na to pytJnie
są przym:.jmniej
dwie. Po piel'w~ze, uprawiana
przez Morris::.
dz;edzina -- etnologia ~ jest w moim odczuciu niezwykle płodna poznawczo dla
had"iń a,ntropol~gic?nych.
Analiz'ując bowiem wrodzone
zachowania
różnorodnych
g'l'~U.L;';ÓW zw;ierzęcych (w tym człolwiekaJ wyjaśr;ić moż.emy. przynajmniej
d~) pewtHego
stopnia, skłonności do określonego typu zachowa!l. Od]:Jowiada wiQc na często
\vpr;:nvdz.ie s'LJ.\vian·e przez etnografó-vv lecz z re~uly poz:Yci1;,nvionebez odiJ~}'""iedzi,
pyt,mic "Dlac,wgo?".
Po drugie, The Human ZOO jest dOL,kC]I{l:t1ym
prąkładem
sWć)iste'go s-tylu pilS.,Y,'stwa nauk'OIwego: bardzo potoezy;;tego,
p(~pularyzJtor.;kil"go
i przecie w.>lzy:;tk;im interes'ująeego.
Jest on wynikiem
określonego
~po:.mbu uprawiemia nieuki wbścr.wcgo
uczonym
ang'] (}"as.kim, który podkreśla
bardzo silnie
,'poleczną funk'cj;; nauki.
EL:bieta Goździak
jC':;i~::'lk
uZ;.-l:suldnia
Jej
OlYłÓ'\ivienie
na
321
Recenzje
Adam Paluch,
Naukowej"
Obszary
kulturowe
i Oceania, kultnry
Wydawnictwo Uniwersytetu
Aus:ralia
Wrocław -
wydane
z okazji Sesji
i dziś", 1-2 XII 1979 r.,
ss. 44+2.
PacYfiku,
Materiały
tradycyjne
wczoraj
Wrocławskiego,
Podtytuł wskazuje na sprawozdanie z sesji naukowej, na co jednak broszura
jest za mała. Poza Adamem Paluchem w bros·2Jurze występuje
jesLlicze na:z..wisko
allli',orskie: Maria Wr,ońs.ka.
W artykule "Zróżnicowanie kulturowe Australii i Oceanii" podana Jest chronologia zaludnienia Oc-eanii, która zasługuje na uwagę. Czytamy np., że ok. r.3500
pne pojaIWiła się w Indonezji ku~tu'ra ok1rągły,ch toporów (s. 17}, k;1:órą nny:wa się
też Protomolajami. Był to lud rolniczy budujący łodzie (Wilhelm G. Solheim, New
Light on the Forgetten
Past, "National GeogT3phic", Mar.ch 1971, s. 339). Z plastyki
można wnos1ić, że były to łodzi,e t r2JCirrlOlWe,
które nadaiWały się jednak da żeglugi
oceanicznej.
W artykule MaTii W,rońskiej "Nusanrtara" czytamy, że ludność austronezyjska
pojawiła się ..;; III - II tysiącleciu pne (s. 22), co jest niezgodne z deklareją reda,kto,ra tomu na silr. 18, który łąiczy ekspulllisję austvonezyj:ską z epoką brązu
w latach 1500- 700 pne. Osobiście uważam, że krył się za tym chiński handel malaj'Slką cyną, i· że Austmnezyjczycy
budowali pirogi bojoiwe, które zepchnęły łodzie
trZJcinoiWe do oonządku pogrzebOIwego i rejsów mOnSlunowych (Juliusz P:r<llwdzi.c,
Lódź "Ra" zatonęła, "Ty'godnik Powszechny", 17 VIII 1969 r.), Powstanie gałęzi pol-inezyj'skiej w rodzinie ausrtronezyjsk.1ej pTzypi9uje się 'l1aitomiasrt wpływolwi meksykańskiego
języka nahua
(Tadeusz Milewski, Pochodzenie
ludności
Ameryki
Przedkolumbijskiej
w odbiciu językowym,
"Etnografia Polska" X, 1966, s. 278) i Sesja
winna rozwar'Lyć czy miąlo to jakiś związek z pojawieniem się ku1rtury megalityc.zll(j na Tonga i Mar'kizach, skąd zaczęła się ekspansja
polinezyjska.
Juliusz
Ingehorg
Sachsen
Prawdzie
Weber-KeUermarrm, Zu-r Interethnik.
Donauschwaben,
Siebenbu.rger
Nachbarn,
Suhrkamp Verlag, Frankfurt
am Main 1978, S·S. 399.
'Und ihre
Wbrew ternu, co mogły by sugerować dane bibliograficzne, nie jest to pozycja
au;tol'.5lka, lecz rodzalj antnllpO'logii problemowej. Składają się na nią te.ksty ponad
:W autorów poczynając od schyłku XIX w., problemowo
skomponowane
i opatrzone komentarzami wiążącymi. Zagadnienia ojczyzny li obczyzny, swoich i obcych
~ ich sqsiedztlwa, a zwłaszcza ZJmian kul'tiU'TYłudowej w wu,runkalch zamie.srz:kLwarua na pograni'czach etni,oznych i w obcym moczeniu stanowią zakres problemowy
pracy. ZakI'es przedmiotowy obejmuje na,tOlmiaJstprawie wyłą'C1Zniehi's:torię i kulturę niemi€!ckcilc:hskupisk na'rodowośd-o.wy,ch w JugosłalWii, na Węgnz.ech i w Rumunii (SiadJmi:ogród). W ten sposób dzieje i znaczenie k;ultJurawe niemieckkh
grup
na'rodOlW-ościowych rOZJWa<żanesą w warurrJ~ch całkorwi,cie poZJbaWiionyc:hkon,1rowersji o zasię,g terytorium
etnicznego, kontrowersji
właściwych
obszarom pograniciZnYlffi,a całkowicie bez.przedunió'towYlch w syrtualcji oczy,wisi.ego al1ochltoni:zmu.
KODlse!k:wencjąta:kiego ujęcia jest mo>żliwość szerokiej dokumenlt:acj:i kuTturotwó-r<:lŻej mli omalwd:anych niemieckiiCh sk'llpis,k pI"lZyr6WlIlOlCzesnymuniknięciu
podejrzeń o nacjonaListyczny aneksjonizm.
21
"Lud"
-
tom 66
322
Recenzje
Zestawione w recenzoiwanym tomie teksty ułożone są w s.zeSCJUrozdiLi::lłach.
Wstęp obejmuje kilka ogólnych uwag o swojskości i obcości w warunkach Europy
P0judn.iowo-ws,chodniej.
Dalej prz,eo,slta,wione są teksty
po,święcOll1e współżyciu
grup clnucznych na tym ohs·za.rze bezpośrednio
przed l wojną ś,wia<t<JIWą,
a następnie teksty międzywojenne, w tym i hitlerowskie, określone jako "ideologizacja
pojęcia wysp językmvycl1" (Pojęci,e SprachinseL
ozna.cza zn3Jne z teo,rii narodu pojęcie g'flWpy języ'kowej, ale za.mieS'zJkującej w zwaI1tym skupisku przesil.rzennym).
C;zJWa I1tydział przedSlt'aJWia rO;zJważall1lia
na temart związkó<w om.8.lwianej problematyki z badaJll,iami nad "wypędwnymii" podjętymi po II wojnie świartOlWej,Dopiero
po tym rOiLd:ziale na'Stępuje fOzd,ział pr,z,edlS<talWiającyro7JWażaniia kryty.czne dotyczące różnych "ideoJ.ogiazmy,ch" ujęć problema1yki
i postulaty
jej rehLtywizacji.
Tom koń,czy oibs'l.erny, Oibejmują'cy bJ'ilsko poł'owę książ'kii dział złożony z teks,tów,
których celem jest przedstawienie
różnych przykładów
badaJl stosunków interetnicznych
i ograniczenia
uprzedzeń narodowych.
Wśród autorów tekstów w,iekszość stanowią Niemcy związani urodzeniem i pJ:acą z omawianymi terytor,iami;
jClS<t
teL. dwóch autorów węgierskkh, rumuJlski i słoweJlski.
Lektu'ra 'lej ksiązki je.s.t z pewnością interesują,ca i zapladniająca,
c,hoć t'rudno
byłoby o jakąś jednoznaczną
ocenę. Pozytywne wrażenie sprawiają
komentarze,
starające
się przedstawić
krytycznie
elementy niemieckiej
megalomanii
narodowej, względnie próby rozciągania na niemieckie elementy kultury znaczenia przeslanki ogÓ'lnónaTOOQ1W,egO,
czy nawcl pań'SltIWOiwego
stanu posiadania. Gdy w ana,]i:t.ie zawarstwień historycznych zabrakło takich składników jak najazdy, rzezie i rabunki, j-esteśmy sikłOllmiz całym zainrt.eres·Qlwaniem i zf.OrzJUmieniemwnikać w znaczenie rozróżnienie
pomiędzy
pry'Warjmą ojczyzną
(Heianat)
pomiędzy
obcymi,
a ideololgi'aZną oj.czyzną natrodu (Vater:Land).
lnteresując~
są próby zestalwieJl.
a nalWet redukcji róŻln,ic narodowości.Qlwych do różnk społecznych, ekonomicznych
itp. Cenne wydaje s,ię również zwrócenie uwagi na SytU<lICję,w któTej świadomość
narorloiwa grupy naTo<dolwo'ściowejw obcym otoczeniu ks:zitaitować siG zaczyna już
w wa'flunkalch zamieszkania pOIza krajem rodzinnym i nieomal jedno.cześ,n~e z narastaniem
ślWiadornoś'Ci MrOldowej teg.o na'l"oo-u.,wśród którego żyć im wypadło.
Ciągle jednaik nie mo'ma 'oprzeć się wrażeniu, że te same amal:izy byłyby ,)dbieraneinaczej,
gdyby na opisywanych terytoriach infiltracja państwowości niemiecki,ej 'wy;pnze<llzała inflitrację narooolW'o,ściawą i że taka ,odmienna recepcja byłaby
w pełni usprawiedliwiona.
Dlatego, ,gdy tekSty zahaczają o problemy ziem czeskicIli słoJWalClcich,ailbo polsiki'eh ziem za,chodnich - slta,ją s'iG o wiele mniej przekO'l1ywająoo.
Mimo woli odbiorca z naszego kręgu kulturowego za'czyna stawiać sobie pytanie, jakie przy;c,zyny legły u podłoż.a faktu, że miJmo tak bogaltej i owocnej wymiany ku'ltur,olW.ej, jakiej tu nie s.z:czędzono 'dQ~Ulmenta'cji, więkiszo'ść opisy,wany.ch
9ty'ków narod,olW'o§ciowyc'h zrodziło po,waźne kO'nflikly, me tylko UprizedZJcnia. Na
pyta'nie t'o właściJwie nie znajdujemy
ud:polwi('ld,z,iw tek.śde książk,i. Czy jedna.k
nie mówi o czymś sam sposób, w jaki została skomponowana?
Zwróćmy uwagę, że dla więkSiZości auilo,rów punktem wyjśda
rO[llwa:i..ali.
jest
bardziej nien'liecko,ść kOlloniSltÓlw(i to na:wet mimo tego·, ż'e samookTeślają się oni
~nicznic jako Sals,i, clzy Sllwabi), niż na.r,odowość ludnośd, wśród której żyją. Ba,rdziej Ziwr·aJCasię ulWa,gę na utrzymywa,nie s.ię odrębności gro'p niemieckich, n,iż na
stoJpień i zakres ich alS)'imila:cji do orto'cZienia,bardziej na układ oidnielsien,ia two.I1ZOny przez niemiecką ojczyznę ideologiczną, niż na objawy .integracji w osobną grupę narodowościową
poza własnym narodem. Autorom w dalszym ciągu nie wydaje się być bliską teza o tym, że emigranci posiadający
poprawne możliwości
l'Q7Jwoju na własnym terytorium
etni·cznym i w ramach własnej paJlst;woiwości
l
323
Recenzje
muscZą zagranicą wybierać pomiędzy po,wrotem do kraju a zgodą na asymilację,
)J:ie jeSit to takie oczYIWi'Stew wypadku ugruPQlwania zaimieslzkałego wśród obcych
od wi'elu pokoleń, a~e i wteldy pełtne przyjęcie możliwości ekspansji
n arotdOiW
ej
przy ponlOCYprzesq,c,ze(pólwnie wy:daije się możliwe.
W sumie jednak ot,rcZY1maHśmyksiąż'kę inspirującą,
a wiele sposobów analizy
rodzaju,
zakTesu i efek'tów wcZajemnych wpływów
kulturotWych wartych
jest
ó-lzcZiegółnejUJWalgi.
Krzysztof
Zofia Staszczak, Pogranicze
polsko-niemieckie
Poznań 1978, UniweI1Sytet im. Adama Mickiewicza
na nr 8, ss. 161.
jako
Kwaśniewski
pogranicze
etnograficzne"
w POZlI1aniu. Ser,ia Et,nograrficz-
Kierunek zainteresowań
badawczych
Zofii Stasz1czak wyznaczyła
jej
pierwsza publika,cja, wydana w 1964 roiku w Instytuc,ie Śląskim w Opolu, a miano"Nicie Ślqska forma obrzędu Marzanny
i Gaika na tle porównawczym.
Już wówczas drogą drobi<llzgOowejanalizy poszczególnyc'h cech obrzędu usta,lała elemen'ty
typowe dla obrzędoV\\oś'ci słowial1skiej. A spralwa nie była taka pro.sta, skoro zwyczaj obnoszenia i niS'ZJozeTIiiakukły symbohzującej
zimę-śmierć
oraz chodzenia
z zielonym drzewkiem sięga rodowodem czasów pogal1skich, gdy obejmował swym
zalSięgiem pra,wie całą Europę. Wyróżnienie więc cech tYPolwyC:h clila obrzędowośiCi
słowial1skiej wym3Jgało żmudnych badal1 pO'równawlczych. Kontynuując
je pr:zez
lata zbierała Zofia Staszczak kolejne etnograficzne przesłanki do wyznaczenia pogranicza etnogJ'aficznego, publikując wyniki swych badal1 w czasopismach specjalistycznych. I oto atrzyma1iśmy OIWO'C
tej pra,cy, monograf,ię pt. Pogranicze polsko-niemieckie
jako
pogranicze
etnograficzne.
Kolejne przesuniQcia granicy
zalchodniej pal1s!1Jwa pals,kiego, determinujące
między innymi burzilrwe dzieje spcłec'znoścoi zamieslikującej
d3Jwne ziemie pias'to,wskie, nasilająca się z wiekami walka żywiołu polskiego i niemieckiego (od naturalnej asymilacji do przymusowej germanizacji) - oto .główne zawiska wyznaczające
specyfikę pogranicza polsko-niemieckiego.
"Istotną cechą każdego pogranicza jest
to - stwierdza Zofia Staszczak - że stanowi on obszar k o n f r o n t a c j i i p r z em i e s z c z e n i <l: różn,ych zjawisk (... ) Gra:nrce, w rezljl<tacie 5wo'jeg o przebiegu,
wyznaczają pogranicza (jako sfery znajdujące się w ich sąs,iedZitlwie), aile nie warunkują
ic'h pow'5itania". A zatem usta,lenie o'wyc.h czynni'kÓiw, k,tóre decydują
opoIWstaniu .po,graIlli!c,zyetnic'zmych, s:talje się jednym z celów m:J:rlJograrfii.
Jak udowadnia autorka, pos~użenieiiię
jednym tylko kry,terium
(terytorium
narodowego, języka, wyznania lub świadomości odrębno'ści narodowej) przy określeniu specyfiki pogranicza
pols'ko-niemieckieg.o
nie oddalje całej złożonośc,i tej
problematyk.i. Co więcej, często może prowadzić do mylących wnios~kÓ'w. Cechy
pogranicza wynikają z kOinkreltnej, hiJstorY'cznej rela,cji is,tn:iejącej po',między ugrupowaniami <-"1;niJClznymi,
i dlatego dopiero zastos'owanie kryterium
odrębnoścI kultury po:zwala w pełni na 'do:kładne określenie po,granicza etnic.Zinego.
W warunkach
nieustannego
zagrożenia, w jakim znajdowała
się społeczność
polska na ziemiach pograniocza, istot'nymi elementami spajają'cymi "prócz wspólnoty
mowy, była. wspólnolta oby,czajów, skodyfikolwana
w prawie zwyciza'jolwym oraz
siła tradycji". I z drugiej strony za'cytujmy da:lej: "Im ba'rdziej his,to'ryc.zny
i
21*
324
Recenzje
proces relalcj'i między narodctmi zwracał s.ię przeciwko danemu narodowi, tym
głębiej należy poszukiwać jego sąecy:fiki". Kiedy więc POIszczególne elementy kultury tracą swą naturalność
spójności, gdy d)"wersja kulturowa
wypiera każdy
z osobna, a j.c·h no'siciele w wCiwnętrznym rozdarciu nie są w stanie świadomitt
identyfikOlwać się z nimi jako elemeI:tami rodz.imej, nar{~dowej tradycji - w6w.
clZa'Sw pełni wskazana jest oddzielna anailiza tych elementów, a ich rekonstruk.
cja daje obraz elementarnego podłoża kulturowego, na którym dana wspólnota narodowa wyrasta. Można by w przenośni powiedzieć, iż Zofia Staszczak stara się,
poprzez sumienną analizę zjawisk etnograficznych,
dokopać się do arche elementów polskiej kultury etnicznej na ziemiach pogranicza pobko-niemiec'kiego.
Wiele miejsca w swej pra'cy poświQca Zofia Stas:zczak pl'Oblematyce po,granicza jako pnzedmioJto!wi badań e'tnografLeznyc'h. Ta dyskusyjno-,teoretyc:zna
częśĆ'
monografii zawiera bardzo wartościowy przegląd stanowisk teoretycznych, a napisana została w' ujęciu polemic:znym. Omawiając kontrowersje, jakie wzbudza zagadnienie pogranicza kulturowego,
o czym wiąże się między innymi rozbieżny
sposób rozumienia i interpretowania
granic kulturowy,ch, autorka wyznacza zagadnienia, które w tym kręgu tematycznym
powinny zostać na pO/wrót dokładnie
przealllaJi;zclwanC'. Bonadto śledząc technikę
przedstawiania
zjawisk kU1lturowYlch
na mapie podejmuje się przedstawienia w praktyce badawczej sposobu jej realizacji
z podziwu godną precyzją i udo.wadnia, że "można zjalwiska kultury, talk si;)ecyficzne i trudne do karto,grafie.znego przedstawien.ia, sprowadzić do t3.kiego ujęcia,
by mogło ono dostarczyć stosunkowo najwięcej danych do rekonstrukcj.i pogranjjcza".
Ąutor'ka
wykorzystuje
do tego celu dane z atlasu etnolgrafi.c:wcgo At!l!S der
które zebrane zostały w latach 1930 - 1935 (druk: 1936 - 1939,
1958 - 1965). Grupuje
ona po'S:zczególl)-ezjawis:ka kul,tu.ry w cztery zespoły (zwyc.zaje rodz~n:ne, z:wyczaje doroc:zne, niektóre wienzenia Graz niektóre elementy kultury maiterialnej), by na pods,tawie sporządzonych map i s:zerokicih badań porównawczych wszystkich jednostkach
elementów określić je etnicznie. I tym sposobem dane zebrane przez autoTQw A't'la:s'Upo to, by nie wykazywać odrębności kulturowej obszarów położonych na ws,chód od Łaby, naniesione na mapy według
nowych jednostek typologiczny,ch, niosą w punktowyah zagęszczeniach nowe zupełnie treści. Wys1ta,nezy siPojnzeć na mapę nr 38, na której za,znaczo,no nasiilenie
ilościowe występowania elementów kultury związanych z tradycjami słowiańskimi.
Zanim jednak pow:s1.ała owa osrtartnia mapa, wcześniej autorka przeanalizowała drobia!lJgowo i sumiennie wszystkie jednolsikowe el em enrty kulrtury w wymienionych czterech zespołach. Odrębność kulturowa Śląska wyraźnie zarysowała
się w za'kresie zwycizajów pogrzebowych
Graz obrzędów rodzinnych związanych
z weselem. Z kolei z'WY'czaj chodzenia w okresie Godniich Świąt orszaków pf'zebierańców
zaznaJczył się na obszarach położo'nych na wschód od Łaby (zresztą
.1f1iemieckie zalkalzy administraicyjne tępiły ów zwyczaj na Śląsku, Wanmi-i i Mazurach). Albo demoniczny utopiec, którego r,odowód polski potwieI'dzili również uczeni niemieccy. Lub forma kołyski, w której usypiano noworodka, czy tei. instrume.nty, na któryrch grały kapele ludolwe. Po cóż mnożyć przykłady. Ta partia monograd'ii sianiowi niezwykle pOlSjO'llrującąlekiturę. Bo też materiał
PQlTównarwc.zy,
lkJtórym operuje Zof,ia 8taSizC'Ziak,jes't imponują1cy.
iPodejimu:jąlc się w zakońlczeniu pra'cy próby rekonstrukcjli etnogra.fitcznego pogranicza poilsko-niemieckielgo, wskazuje auto'l'ka obszary PoLski Zae:hodniej i Pół1I1OCnejna który,ch występują wyratne
różnice pomiędzy tradyrcyjną pollską kulturą ludorwą a trady'cyjną ludową kulturą niemiecką oraz obszary szczególnie nasycone tradycjami polskimi i słowiańskimi. I choć 'suma owych elementów kultudeutschen
Volkskunde,
325
Recenzje
ry typowych dla tradycji slowiańsbej
i elementów o rodowodLZie ogólnoe'Uro'Pej~
skim w propor,cj,i do "alterna:ty,wny,ch elementów kultury właś'c1i:wydh dla ludności
pogranicza etniClznego" może dać - zgodnie z przyjętym w nauce po,jęciem tzw.
miernik integracji - to jednak nada mu auto,rka nowe pojęc.ie "miernika trag~c:znego roidarcia".
J'anina
Ma,rcin Kula, Polonia
brazylijska,
Warszawa
Hajduk-Nijakowska
1981, ss. 231
Prac a Polonii brazylijskiej
ukazało się już sporo. Pisali a niej historycy;
wiele mamy też relacji, na ogól mało pogłębionych, a charakterze
reportażowym,
czy pubLicystycznym. Ukazały się także pamiętniki emigrantów z Brazylii i te zaliczyć należy do materiału
najbardziej
interesującego.
Jest
pewnego
rodzaju
przypadkiem, że w krótk,im odstępie czasu wznowiono reportaż Z. Unilowskiego
Zboże w· dżungli
i wydano lokującą się, zdaniem autora, na pograniczu socjologii
i his,tqrii pracę Marcina Kuli. Przypominam
powieść-reportaż
Unił01wskiego z tego
w:zględu, iż przyjęta została niegdyś (1,936 r.) jako paszklwil na Polonię brazylijską, a raczej na działalozy pololnijnych. Książka Kuli również łatwo mimo jej solidnego i nauko,wClgo charakteru
może być pomówiona o podobny wydźw·ięk. Zarówno jednak w pierwo,zym jak i w drugim przy,pad,ku chodzi raczej o próbę zburzenia pewnego stereotypu myślenia a brazylijskiej
Polonii, myślenia ukształtowanego w po,lskiej publlcystyce i po częś<ci także w nauce od co nalj'mniej począ·tku
n,tsze:go wieku.
Marcin Kula kreśłi losy i przedstawia dokonania emigrantów polskich w Bra:,y!i'i bez rnj'TIniej.szeogo sentymentu. Przede wszystkim stara się f,QIZJbić
mit o ich
dziejuwej, ku1.turortwó,rczej roli w dziejach Bra.zy1ii. Czyni to, trzeba przynać, bez
skrupułów, z zacięciem publicystycznym,
tyleż żarliwie, co i miejscami mozolnie.
Twierdzi m. in., że nie byli emigranci ani tak l.icZJnijak się przypuszcza (w sumie
nie więcej niż 400 tys. ludzi), ani ich wkład w rozwój kultury brazylijskiej
nie
n;o;~c być uznany za liczący si~ (nawet jeśli chodzi o kulturę rolną). Ich - często
sła:wiony - upór i wytrwałość, to ra,czej pIlzcja,w tępoty umysłowej i nieumiejętności wykorzystania
nOlwylch wa,runków. Inne cechy Polonii brazylijskiej,
ja.k
np. silna inrt,egracja grupowa, znaczenie życ.ia rodzil'lnego, religijnOIść itd., to pochodne zakol1zenionego w jej umyslolwości izolacjonizmu, obskurantYZJmu, k1s,eno1obii itd. itd. Ocena taka jest, jak łatwo stwierdzić, bardzo rÓżna od tej, do jakiej
przynwyczaili naiS piszący dotychczas o Polonii brazylijskiej
au'torozy.
Nie sposób zaprzeczyć, że migrujące z ziem polskich pod koniec XIX wieku
masy chłopsk.ie, za wyjątki,em może chłopów z terenu Wielkopols,ki, to w więk5ZOŚ2i a:nalfabcci; ludzie, których horyzonty ży.c.iowe ograniczały się na ogól do spraw
własnej wsi czy parafii, a świadomość klasowa do nienawiści do dziedzicó,w (jakże
dobrze liamiętano wtedy. jeszcze pańszczyznę w Galicji czy Króle&tw,i'4!). Pytanie
jedna,k hrzmi: czy, uWzjgIędniając niski puła1p startu, osiągnięcia - w szerokim
rozumieniu spraw zarówno mateDialny,eh jak i świadomości można, kwitować
w sposób zaprezentolwa,ny p~z.ez Ma'I'C'ina Kulę? Czy obraz emigrantów
polskich
w Brazylii jako zbiorowość biernych analfabetów, którzy potrafili jedynie harować
oślepieni szczęściem posiadania ziemi, dawali się wszystkim oSZJukiwać i nie wyI
'326
Recenzje
ka,zyw.;l.li żaidny,c.h dążeń do zmiany statusu spo.łocz,nego, żadnych zdolności poza
rolniczymi (a i te na poziome najprymitywniejszym)
i żadnej elastyczności, jest
prawdziwy? Mam pOIważne Wąibpl~woś,c.i.Wyda.je mi się, a wraż'enie takie opieram
także na faktach z lek:.tury pracy KuE, że pozbawiona wSIparcia inteligencji masd
chłopskich emigrantów
przeżywała
w Brazylii bardzo istotne i symptomatyczne
tumany. Kształtow.ała soię mim'lO'wide jej świadomość zarówno kl:1sowa jak i narodo,wa, nikła przecież w momende opuszez·e-nia kraju. Koniec koń'Ców, cokollwiek
o' nich powied7Jieć złego, ukształto.wały
się w Brazylii polskie orga,n,i'za,cje Kulturalno-społeczne,
polskie szkolnictwo, polska prasa itd. Czy były to skutki dzialań jakichś sił z zewnątrz, czy raczej właśnie oznaki ewoluow.ania i wzrostu świadomości saaTIy.C'he-m~gra.ntów? Autor niewiele o tym pisze.
Odnoszę wrażenie, że wielka 'Wliooza Marcina Ku.li o dzieja1c:h zb.iorv,wości polonijnej w Brazylii, w.iedza oparta o dokumenty urzędowe, przesłoniła mu socjolv'g'ię tej gru,py. Brakuje
mi w jego rozważaniac.h próby naszkicowania
zmiall
sw,iadomości emigrantó'w, nie uwieI1zę bowiem - co zdaje się autor sugcro1wać ,że świadomość ta przez sto prawie lat pozostała niezmieniona, niemal pańszczyźniana. Aby uzasadnić podej'rzenie Polonii brazylijskiej
o zachowawczość, izolacjo,n~m, ks'enofohię, nieumiejętność
oI1g.anizowan-ia się, a przede ws,zys-tkm tępctę
umysłolwą, należałoby poslul.yć s.ię czy.mś bardziej pI'zekony;wującym ni), cytatam,
publicystycznymi
bądź stereotypem
Polaka, funkcjonującym
we wrogich mu, po.;;'iadających s,prZE"C1zme
inleresy zbior·()wościach.
Wolałbym zamiast tego przeczytać pogłębione studium przemian jakim podlegała zbiorowość chłopska w Bra.zylii, z-bio'rawość będąca w ogromnej przewadzl:
produktem tra,d)'cyjnej kultury ludowej. Jeśli przemiany te w istocie nast<;powały
powoli i z oporami, czemu nie moźna się dziwić, to przyczyny tego faktu leżały
nie tam, gdzie autor zadaje się ich poszukiwać,
nie w przysłowiowGj niemal
bierności i za!chmva:wC!Zościc·hłopa. Tkwiły one z jednej shony w tl'walości i w
pewnym sensie także atrak,cyjnośc.i etosu tradycyjnej
chłopskiej kultury. z drugiej zaś strony wynikały z nieist:1.ienia lub slabego o.ctdz·ialy'.vania tych ba,dż~ó\\
),a nowym miejscu osiedlenia,
które miałyby
moc prz:ehmywania
kulturowej
izolacj,i i z<l<chowawczo,ści. Odnoszę wrażenie, wbrew au,torowi, że postawa pol ..
skiej emigracji
w Brazylii była najbardziej
z jej punktu widzenia racjonalna,
it negaty.wne
skutki z niej wypływajLlce były wynikió_'m zjawisk, n'l któTe chlap:
nie mieli i nie mogli mieć źadnego wpływu. "Gdybanie"
oraz porównywania
polsk.iej emi·gracj-i z cmig:-acjCl, wło'ską, niDl'nieck'l i japot'Jską u \V~lżam z.a W}'·
rafinowaną
zabawę w momencie, gdy nasza wiedza o świadomości polskiego emigranta kształ'towąna
jest w o,parciu o nikle i mało wiarygodne
ź~ódła.
Praca Marci'ha Kuli nie jest, niestety, pracą z pogranicza etn(\l:(rafii. socjo.logii i historii. Pionierska w wykorzystaniu
pewnych dotąd nieznanych źródeł hi"t()~yczny'ch, o socjol.ogi<; się z-aJed,wie ociera, igne:ruje zupełnie ctnografi<;. .Jest
to o tyle dziwne, że przedmiotem
rozprawy
jest zbiorowość chłopska. Chłop;
pl)lscy przybyws.zy do Braizylii ze wsi jeszcze w wielu cechac,h feudałnej,
nie
przestali być chłopami, Zbiorowości, jakie tu s'twonzyli pod pownymi względami
przypominały
struk.turę
społeczną zbiorowości,
jakie ()puśC'ili, pod innymi były
o nich z~sadn.iczo ró,żne. Do jakiego sitopnia owo' podobicI1.silwo prze~z.ka<dzal()
integracji
zbiorowości, do jakiego zaś stopnia wyłamywanie
się z narzuconych
przez charakter
bagaż,u kulturowego
mo.gło sprzyjać' procesowi
wląc:zania si:.;
c.hłops.kiej zbiowwości
poc'hadzenia polskiego w Brazyhi do żyeia kraju, który
przecież też się dopiel'o kształtował, przeohodząc skomplik,o,wanc przemi,wy z tworu mało zinteg,rolwaJlego w nowoczesne państwo. Boję s.ię, że praca Kuli nic zbli;i.a nas do odpowiedzi na posta,wione pytania.
Recenzje
327
Jasnym dla mnie jest, że naJeży wal:czyć z mitami w nauce. Także z mi'tem
o jakiejś s2Jczególnej roli ku!tul'ot,wópczej poilskiej emigracji chłopskiej, z pr.z.eceni.a;ni,em jego rw,i, jego wkładu w dzieje i gO'spodarkę kraju do'ce1olWego. Jednakże waLka z mitami nie mo,że poJegać na twonzeniu nOlwych, jeden sierooty\p nie
powinien zastępować innego .. Chodzi rac,zej o wYJwa;żenie racji, o próbę obiektywnego spojrzenia, spojrzenia bez zaślepienia ale i bez prób totalnej i nieumotywowanej weryfikacji doiychc.zasCJIwy>c:h
sqdów.
Praca obejmuje okres jedynie do roku 1945. Kto i ki·cdy napisze rzecz a Poionii bra~ylijS'kiej takiej, jaką jest obecnie? Sądzę, że powinno to być studium tenmowe, w Idórym historia nie 2JdominOlwałaby socjologii i eitnografij. Na takie
pra{:e, rzeczywiśde
wykorzys.tujące
metody kilku pokrewnych
dyscyphn,
do dziś
bezskutecz.nie cz:ekamy.
Ryszard
,Jan Grunyński.
gracyjne
trzech
Społeczność
polska
we F'mncji
pokoleń, Wansza,wa 1981, ss. 31:3.
1918 - 1978.
Kantor
Problemy
inte-
Badania polonijne, jak się wydaje, weszły w ostatnim dziesięcioleciu
w dośc
~stotną faZl(;. Zgromadzony
u,pnzednio do'ść nawet b~aty
materiał
szczegółowy
nje dawał obrazu złożonośc,i i zakresu problematyki
poło'nijnej. Brak syntetycznych ujęć pnw(}dował, że Polonia niejednokrotnie
jawiła się w odenwaniu
od
'kontekstu życia społeczeńst.wa dominu1jącego, bardziej na zalsad<zie reportażowych
uniesień. (Polacy sq wszędziel), niż w rzeczowej ana1i·z.ie jej miejs'ca i roli w po~zezególnyc.h kraja,ch. Obecne badania i publikacje
wskazują,
że istniejąca
potr.zeba ujęć całościowych
zyskuj-e prioryteit, Ukazują się prace 2nali:zujące prze.Iliany całych zbioro~vości po,lonijnych, w szcI'okim kontekśc,ic, ba1zujące na znaC7.Tlymma:teriale st:lty",tycznym i ankietowym,
Doskonałym przy:,Ja,dem korzysiny,ch przemian w badaniae:h Polonii je:,t prezen,towana praca . .Jan Gruszy(]iski daje niezwykle
ambitną
próbę opisu zmiany
po] Sikiej zbiorowo'ści we Francji,
po;słUlguj'lc się, jako podsiaiWl1!wą kategori'l,
po.i<;<:icmintegracji. lnteresujćl go trzy pokolenia emigran.tów, obejm:uje tym samym
o'kres ostatnich 60 lal,
Ba;dania polonij.ne maj'l tę je'>zc.zc wła,ściwość, że każde dokonanie
szczegółowe (np. an'aliza zbiOT{)'WO'ŚCi
. po,lon:ijnej we Francji)
daje nie tylko cenny
m<\terial poznawazy, ale także a może przede wszystkim
z uwagi na wieloletnie z:.lniedbania - posuwa naprzód teorię. Tak jest i z pracą Gruszyńs,kiego
.lej po,znawcze walory
docenią bez wątpienia
specjaliści
od zagadnień
francuskiej Polonii, jest ona bowiem przez bogact\yo wykorzystanego
materiału
statys'tycz.nego, trafność
uogólnieł'l, prz'enikhwo'ść
sta.·w.ianych pytail i uzyskiwanych
odp()wiedzi, a także 7. po:wo!du zajęc'ia s,ię pnzez autora
pewnymi
problemami
,dotychcz.as nic porus1zanymi (np. emigracja
tzw, dorobko.wa), czymś wyj'ltknwy:n wśród dzieł po~więconych tej polskiej zbiorowości
poz'a granic,ami kraju
,Ja chciałbym zwrócić uwagę na jej walory ogólniejsze, walory, które czynią j'-!
wzorem dla wszelkich badań polonijnych znacznych liczebnie grup,
Sądzę, że niezwykle trafnym było przyjęcie założenia, iż przedmiotem
globalny<:h, odnoszących Soię do dużych pr.zcdziałÓ:w czasów analiz, nie jest zjawisko
asymilacji,
lecz integracji.
Przez to pojęcie rozumie autor "wielopłaszczyznowy
proces, dzi<:ki któremu imigr,a.nci połs.cy i osoby pochodzenia
polsk'ieg.o wchodzą
stopniowo w różne dziedziny życia nowego kraju osiedlenia, przyjmując
istniejące
\Ii nim wartości
i jednoczesnie wzboga'cają go w warlosci wyniesi'Clne z własnego
328
"
Recenzje
kraju".
Jes1em przekonany,
że tak rozumiana integracja
stanowti pojęci<YWą kategorię na tyle S'z-eroką, by pmy jej porno.cy można byIo Olpisać ws:zelkie interakcje między zbiorowo'ścią polonijną, a środowiskami
kraju, w którym przys,~lo
jej żyć; z drugiej strony zaś na tyle precyzyjną i na tyle ograniczoną, by odebrać
pracom naukowym pewien wszystkoizm i ów nieco drażniący eligijny ton, gdy
traktują o asymilacji.
J. Gruszyński,
s131Wiając pytania o stopień integracji Polaków ze społeczenSltwe.m francuskim,
pis'ze S'zero:ko i ze znalwsobwem o zag.adnieniach ekonomicznych (akrtywnoś,ci zawodowej, a.wansie społeczno-zawodowym,
warunk.ach socjaino-byto:wych itd.) trzech pokoleń errugra n1Óiw. Nie ogra,n~cza się jcdna'k do tych
problemów - tak przec-ież ooszernY'clh - rOlz5zer.zając analizę o· p.rocesy integracyjne na obszarze po:lityki, kultury, religii, cz.y osobowo9ci jedno~tki. Na wiciu
stronach
sta,ra się zarysOfWać s'tereotyp Polaka i Francuza,
postępujący
proces
idel1ltyf,ikacji Polonii z narodem francuskim
(w więc w pewnym sensie prw:es
przełamywarua
siereoty.pu). Niezwykle
istotne są tu uwa,gi o w z a j e m fi y m
przenikaniu
wzorÓIW kulturowych
obu tych s,po'łeczności. Już te awagi w pełni
u'za:sadniają po:dkreśl€nie inte.gracyj,n€go, nie asymilacyjne~o
charakteru
przystDsowywania się społeczności po;IO'nijnej do spoleczeI'lstwa francuskiego.
Wjele miejsca poświęcił aulor zagadnieniom
integracji
samej Polo-nii frd.!lcus>kiej, atakiże
przejalwom więzi jej z Krajem. Ta.kże tu przytex'zone przez niego fakty i ich analiza obalają wiele mitów i płytkich, koniunkturalnych
sądów,
jakie od pewnego czasu po,l<JUtowalyw pracac'h o francuskiej
Polonii, czy Pol'lllii
w ogóle.
Niezwy'kłe cenne wydają się konkluzje autonł na temat: ·integra.cj:J - utrzymanie po'lskoś.ci. Jak wiadomo, niek1ó,re środo,wiska emigracyjne - nie tylko we
Francji - broniły się przed integracją
widząc w niej grożbę urtraty tO'lsamości
narodowej
i kulturalnej
zbiorowości polonijnych.
Autor uważa, że właśnie integracja przynieść może wielkie korzyści sprawie narodowej,
nie izolując jednocześnie czlonków zhi of1ow;nś
ci poló,nijnych od społec.zeilsi-wa, w którym żyją. P"ł9knść we Francji nie zniknie - jak urważali niektórzy działacze i badacze - za
ł'O- 20 la,t, a jedynie pl1zybierze inne fOTmy, być może zna'e,znie cenniejsze dla
samej Polonii i dla Polski, dla jej interesów.
Praca J. Grusz.yńsk.iego ma charakter
socjologic'z:ny, stąd też płyną jej nieliC'zne zresZltą ograniczenia.
Być może jedna.k, DiWO pal2'zu,cie pewnego nie.dosytu,
jakie od czasu do c:zasu na,r;zuca się podczas lektury, wynika z dokonanyc:h pr~ez
autora
skrótów pierwortnego tekstu,
te'zy doktorskiej
przedstatWionej kilka lat
temu na Sorbonie.
Niedosyt, o którym wspomniale-,m, polega na braku ro.zS'Zerzonej a'nali<z:y postaw religijnych
Polaków we Franc-j,i, zwłas,zcza w tych ich przejawach.
które
nie znajdują
analo/gii wśród posta,w F-rancuzów. Autor zbyt ogólnie wSlpo,mina
o różnicach w sferze świadomości obu społeczności i nie czyni wysiłku, by je
zrozumieć w świettle plebejskiej
tradycji kultury
przeważającej
większośc'i emigrantów, ZWłaszcza z okresu międzywojennego.
Trwałość pewnych postaw i zachowań ZJdaje się zna,jdować wyUumaczenie jedynie w tej sferze. Zdaje się także,
że wiele prohlemóiw przeds;ta'wionych w pracy zy~kałoby na glqbi i jasnoś.ci,
gdyby autnr 'znała'zł miejs.ce na próbę Qlkr,eślenia etOiSu emigrantów
i zmian etosu w pOiSzc:zegó]nyiC'h
śI'odorwiskach.
Oczywiście, nie można oCen1iać autora za to, czego nie napisał. Z tego WYCiągnąć można wnioski dla innych dyscyplin badawc-zych, których udział w tak szerokicch baJdaniacJ1, jak badania
pwcesów integ;ra,cyjnych zbior·olwoś·ci polonijnych,
329
Recenzje
może je znacznie pogłębić. Mam tu na myśli także etnografię, Móra ma jak
9ądz.ę wielką rolę do odegrania w da1szydh badaniach
polonijn)'lch, nie tyl!ko
we Francji. l ta'ką także ,reflekcję wysnuć można z niezwyokle inspirują<:ej, wręcz
wzorowej prGlcy Jana Gruszyńskiego.
Ryszard
Tadeusz
Dworecki SVD, Zmagania
polonijne
Warszawa 1'9<30, ss. 840, il. 46.
w
Brazylii.
Kantor
T. 1. Polscy
wer,biści
WOO - 19/8,
Polscy werbiści pojaw.ili s'iC; w Brazylii w 1900 roku .. Dziś, po w'ielu l a.ta,ch,
Tadeusz Dworec.ki, czło.nek tego zgrom'adizenia, kreśli na łamach mOIImmentalnej
pracy dzieje "zma,gaJi. duS'Zpa's.ter·shch", tym samym' dając nie.zJwykle intere"ujący przy·cJZynek do dziejów Polonii brazylijskiej .. Jest to dzieło, które jak pisze sam autor - "włącza siG w aktuałny
nurt badań po.]onijnyc'h a nalWe't poszerza je, zajmując siG po:.s,tawami religijnymi,
w ich ZJwią:zka'ch z pos'taiWą narod ()'W'\ o.raz duszpasterst:wem
polonijnym".
Bez wątpienia
za,kres pracy i jcj
liczne walory w pełni usprawiedliwiają
te słowa. choć skłaniają
także do potraktowania jej z surowością należną dziełom naukowym.
Werbiści, jak w.iadomo, to misyjny zakon, ZgrClmadzen'ie 'Slolwa BO'żego (Societas Verbi Divini) założone w Steyl (Holandia) w 1875 roku. Za/kon ten wielce
zaslu.żył siC; dla [()'Zwoju światowej
etnologii (vide szkoła wiedeńska
W.ilhelma
Schmidta). Opanowany by! od początku pl'zez żywioł niemiecki, co miało duże znaczenie dla recepcji działałności misjonarzy w polonijnych
zbiorowościach w Brazylii. Pierwsi werbiści pojawili się w -Brazylii w 1895 roku, w roku 1900 zaś
- jak wspomniano - ro'zpo,częl,i tam działah::ość pienwsi zakonnicy pochodzący
z lcrenów WieLkopoIski, PomoI1ZClczy Śląs;ka, jedno:zna'cznie przyznający
siG do
polskości. Od tego roku do 1978 pracowało w Brazylii 78 werbistów
z Polski
J
Brazylijczyków polskiego pochodzenia. O ich działalności dowiedzieć się możemy
ze zgromadzonych
w pracy
dokumentów:
listów,
pamiętników,
fragmentów
pra,c drukowanych
w p01o.nijnej i krajowej pra.sie, a także z komentarzy
au;torsklch. ;\lic da siG jednak zaprzeczyć, że zgromadzony tu niezwykle bo'ga'1;y i sarn
w sobie cenny materiał,
niejedno'kro:tn.ie skłania do wniolskó·w, podważających
zasadność komentarzy
i tez Tadeusza Dworeckiego, lub -. cozdal1za
się czę·ściej
- budzi niedosyt.
Autor, chcąc u,wypuklić i podkreślić rolę w enbistÓiw, kreśli dzieje ich mi'sji
na bardzo ,zero:kim tle życia bra:zylij.skiej Polonii. To jes.t, O'czYIW,iśoCie,
założenie
jak najsluszniejsze.
Niestety, nie za.wStze idzie z tym w parze o1:Jiektyw:itzJm.Pujawia siC; ta'kże pewna skłonność do glmy'f,ika-eji po,c,zynail zakonu w niezgodzie z obiektywnymi fa'kta:mi.
PiSiząc o trudności,1Jch na jakie natrafili werbiści w poC'ząltk()lwej fa'zic swej
d.zia!alno-ści (oe:zytylko wtedy?) twier:dzi Dwo.recki, iż wynikały
one z pewnych
an'tagoniJzmów d:zielnicc,wych i niec'hęci Po10ni:i do nierniec.kicgo żyw.ioro, z k!tórym cZGŚć pnzynajmniej
werhistów była utnżsamiana.
2;':::blem ten jest na tyle
skompl.ikowany i szero!ki, że wY'ma:gał chyba dOlkladniejslZego wyjaśnienia,
zakładając, iż pracG będą czytali również niezbyt' zorientowani
w dzieja:ch Polonii
bra,zyłijsk'icj czytelnicy.
Brakło mi szerSiZego naświetlenia
dziej~w osadni'c:twa
polskiego w Brazylii, osadnictwa
od zarania będącego w konflikcie
z preferowanym, prężnyom żywiołem niemieckim.
Bez wyjaśnienia
ty;ch slpra,w, np. fo-
330
Recenzje
rUlWania przez braJzylijs.ki kIcI' Niemców, nie :;pl~sób zrowmiec w pełni ()wY'ch trudności, na jakie werbiści śląscy, pomoI;scy, czy wielkopolscy - nie rzadko słabo
mówiący po polsku - natTalfia'1'L
Jest bez wąI1:pienia wielką zaslu:gą autora, że nie ukrywa
podziałów wsród
Polorui brazyJ'ijs;kiej, podziałów w iJs-totny sposó'b w;pł)'lwa·jący;ch na wyrai.ny niekiedy brak powodzenia
akcji inicjowany;ch
przez werbisltÓlw. Rozdarcie t·o jednak dzieli aut,oT do,ść sch0matycznie
na nUl't clJ2liałań społecznych i narodowych
o zabarwieniu
klerykalny;m
("tzw. klerykalnym"
zgodnie ze słowami Dworeckiego) i are1.igijny. Nie trzeba dodaJwać, po czyjej stronie jest jego sympatia. Konsekwencje
konfliktów
m.iędzy. POls.zClzególnymi orientacjami
(np. w szkolnic.tw.ie
rpoJonijnym w Brazy1'ii) były niezwykle
is;to,tne, brzemienne
w skutki dla całej
zbioTOIWOŚ.c:i,
dla pro'~es'U jej integracji
i integracji
ze społeczell'sltwem Bra'zyli.;
Wy;daje mi się, że wielkim brakiem pra,cy jC5t pominit;cie pewny'ch pr{)blemów
z tego za'kresu, zbyt mec'haniic:zne ich interpretowanie.
Anahza pOSotaw i konfliktów wśród Polo-nli b.razylijs'k'iej została w pracy zarys,olwana pOlwier:zchownie L,
niestety, po prosJtu nieobiekity'wnie. Czy np. is:totnie "switowcy", tj. działacze polonijni zgrupowani
wokół antyklerykalnego
pisma "Świt", byli jak wynika
z dość tendencyjnie
przytoczonych
przez autora dokumentów
- pieniaczami, zap~łtl'!zo'nymi we własne interesy?
A pnzelCież łatwo zr'o'Zumieć, że ek:;pan"ywna
działalno,ść kleru w tym także a może przede wszYSit'kim werbistów me
wszystkim
ko'ja,rzyła siG jedno.zna,c:znie z interesem
narodowym,
inaczej przez
poszczególne ugrupowania
rozumianym.
PoQdkreślam jednak z nadskiem,
ż'e "bolga-ctwo przytoczonych
prZ'L'Z'lutora dokumentów
s,pra'wia, iż czytelnik ma na ogół możJiwość wyjscia poza pochopne
niejednokrotnie
i 2Jgoła .,juhi,leus,zolwe" kon:sta:tacje pracy. Stąd też główny W,llor pracy leży, moim zdaniem, w jej do1kumentacyjnej
zawar,tośc,i, nic w odautorskich komentarza,ch.
To kO'lTIlpendium, gdzie z Pc.zo.ru bez ładu i s'"bdu zgroJTIL1dw'I1oinfo-rma.cje o niem,al ws:zy:sitkk.h przejawach
ży;cia. Polo·nii bralZylij",kieJ.
w tym także i taki-ch, o który-oh' nie dowiedzieliśmy
siG z dotychczas wydólf)ych
p.rac (np. przemiany
ob.r:z.C;dolwo,śeireligij'nej,
pewny{:h 1'orm i.ycia rodzinnegu
itd,), jest kopalnią
informacji
dla bact'aczy polonijnych.
Jednakże
zgromadzone
materiały
służyć mają podkreśleniu
ogromnej
r(}li werbistów
w kształtowaniu
o'chranianiu
i utrzymywaniu
po!s:koś'Ci wśród em.igrantó,w i ich po,tomków, I tu
mamy pewne wąt:pliwo,ści. Nie co do samej roli werbiS:.ó.w, bo i:;;tot:lie l~de'g,ral:
ją, lecz do jej stopnia. Tu oceny autD,ra wydają się - nawet w swictle materiałów przez niego przytoczonych
- PI4esadne. Metoda powiGkszania własnych zasług przez pomniejszanie
zasług cudzych nie jest najlepsza. 'Wielkość dokonalI
wC'rbisltów w Brazylii zdaje się wedle autoTa wynikać także 7. Taklu nicości do-'
kona{l innyeh: działaC'zy, or,ganizacji, prasy, wreszc.ie innych k:;ięży nieowerbal i:;tów,
ie jest to prawdą i nie stuży zakonowi, klóremu s:woj,) książką Dwo,reck,
chciał wystawić swoisty pomnik. Czy można np. plOZy
jąć tezę, że nieliczni werbiści wpłynGli decydująco
na integracjG Polonii brazylijskiej,
pi'wd idl przybyciem skłóconej i roz,bi:tej? Przesada wacenie
dokonaó werbis,tÓiw nie ma uzasadn.ienia w przyto'ezonym materiale
i w poważny :;po'sób (ybniża w,utuść tej mi:1w
W'szysiko niezwykle inteTesuj'lcej
i pożytecznej
pi·acy, pracy, która jL'dn,rk mu"
byc czytan.a z dużym krytycyzmem
i ostrożnością,
Ryszard
Kantor
331
Recenzje
.Jerzy S. Łątka,
il. 54.
Adampol
-
poLska
wieś
nad
Bosforem,
Kraków
198ł, ss. 203.
Mało jest Polalków, .którzy nigdy nie słyszeli () Adam,polu, polskiej wsi w TUTCji.
Mało jest niestety również i takich, ~tórzy wiedzą o niej coś więcej. D7)ię!ki pasji
kriikowskie-go dziennikarza,
z wyks~zjtałcenia 'etno1grafa i orientalisty,
lkzba 'tych,
którzy pogh;bią swoje wiadomości o Adampo1u za\pewne znaczni·e· wzrośnie.
Ks,ią'żka Łątki jest b.ardzo udanym połączeniem
spra'wnej roboty reporterskiej z wnikliwością godną zawO'dowego h is,to'ryka. Znaj,dujemy w niej wyczel'pują'cą hisiorit: Adampola opartą na mało znanych, po części zupełnie nieznanych,
żródł<lch archiwalnych
oraz barwny
obraz wsi z początków la:t siedemdzies,iątych. Zgrabna konstrukcja książki, żywy i barwny język a także walory naukowe
powodują, że jest ona dobrym przykładem popularyzacji
tematYiki polonijnej, bez
uproszczeń i naiwności, do których niestety z.dążyli przyzwyczaić nas dziennikarze
Adampol, osada powstała w l'S'b2 roku z iniocjatY'wy MióChała C~a.jk()fWskieg,-,
(Sadyka Paszy) i przy poparciu księcia Adama Jerzego
Czartoryskiego,
któremu z,w,lldzi(;cza naZ\'v'q, była tworem politycznym
i jej dzieje śC'iśle wiążą siG
z dziejami pols:kiej emigracji
po:l.i!ty,cznej. Wa,lka dyplom3'tY'C1zna prwdSltarwi'C'iell
monarchistycznego
skrzydła emigracji polskiej z cesarskimi wpływami w słabnącej już wtedy Turcj.i, to niezwykle illieresujący
i do dziś niezbyt dobr,ze znany
epi.wd dziejów. Adampol, k,lóry powstał na terenie misji lazarys,tów jako osad:;..
gd.zie-gromadziĆ sit: mieli rozpro·sze-ni po Tur.c:ji uciekinierzy z caI'skich wojsk, rychło (}to,c~zonyw.stal iege-n.dą. W jej ~wietlc była... to oaza po-ls.){c1ści,"kęs O}C'zy.lny" na obczyźnie. Jak zwykle,. co dobitnie ukazuje Łątka, legendy YI nikłym
stopniu odz:wierciedlają rzcc.zywi6tość. Adampol .nigdy nie odegrał roli do jakiej
przeznaozyli go założyciele. Nigdy nie stal się baz;, militarno-polityczną
do w,dki
z carsk:1 Rosj'l.
AdC!mpol, jako twór pewnej koncepcji, dość fantaslyc'znej,
militarnn-politycznej nic sp'elO1il zadania .. Zapewne. legenda Ad:lmpola - wyma.ga to jednak docl"t'kowych bacl;ul - mia1a pewne zna.czenie dla społeczct1sLwa poJs.kiego w o.kresie zabOTów. W sumie jednak nie byłoby doprawdy. o czym wspominać, gdyby nie
dalsze dzieje lej osa,dy, upo-rczywe utrzymywanie
"ie; jej po1s.kiego charakteru
dco
dni obecnych, mimo wszelkich nie sprzyjających temu okoliczn():~c.i.
Piel1wsi osadnicy Adampola nic byli bynajmniej
wylącznie Polakami.
Znaleźli się wśród nich także mniej lub bardziej spolszczeni Kozacy oraz przedstawiciele Słowian Południowych.
Polski żywioł Adampola pochodził z rozmaitych
stron byłej Rzeczypospolitej;
przeważał zaś tu element drobnoszlachecki.
Wszyscy osadnicy miel i za sobą chlubne lata w służbie wojennej. Uczes:tnicy powstali, ofiary carskich i pruslki.c.h j}Dześladowcul osiedlając ~ię w Adampo.lu traktowali pobyt jako jeszcze jeden postój w nie.kollczącej się ka.mpanii wojennej.
kampanii, która miała przynieść Polsce wyzwolenie. V/ielu, choć nie wszyscy, pozos'taIi w Adam.pnlu na zawsze.
Nie może dziwić przywiązanie,
niemal
fa,natyczne, pierwszych
osadników
polskości, we wszclkich jej pl;r,ejawa,c1h. Drugie po:koJenie zrodzone niekiedy
juz ze z;wi<jzków mie.';.zanych Pola:ków z kobie.tami innych nacj.i (Or.miank.i, Ru'Sinki, Greczynki, TUfC,zynki itd.) - w dalszym ciągu !vu1ty;wO'w.ałopols,kość osady.
osady zagubionej w morzu tureckiego etnikum, wrogiego giaurom.
Podkreśla się cZGsto po.lskoŚć AdampoJa i ich potomków. Nikt jednak dotąd
nie zadał sobie py~ania, co owa polskość o'znacza w sferze kuJtu.fY,· nie w sferze
deklaracji patriotycznych.
Otóż, jak łatwo s.ię zo'rientować, od samego początku
musiał istnieć w ;'\dampolu swoisty konglomerat
kulturowy,
z czasem st"piony
332
Recenzje
w jedno w swoi$ly twór będący czymś nader oryginalnym
i niepowlarzalnym. OsadniJcy po~hodzący z no:zmai:lych reg,ionów Polski, różniący się poc:ho-'
dzeniem społecznym i tradycjami
kultuTowymi, utworzyli i przekazali swoim potomkom pewien w;zór polSikości kultury i języka, wzór, jak się wydaje z faktu
jego trwałości, nader atrakcyjny.
Jerzy S. Łąt:ka postuluje - choć on sam uważa, że jest już na to zbyt późno na s.ze:roiką ~kalę zakrojone
badania
etnografic'zne
potomków Polaków
w Adampolu, dziś ws,i o nazwie Polonezkoy. Pr:zepoo1wad'ZJOnedizi,esięć c,zy dwadzieścia lat temu dałyby bez wątpienia
pasjonujące
rewltaty
wzbogacając naszą wiedzę o mechanizmach
tworzenia się i funkcjonowania
polskich zbiorowości na obczyźnie, ich odpolrno,śd i podatności na procesy adaptacyjne.
Adampol
był wsią nietYJPolWą; pows,tal jako bwór pOi),j,tyc'zny,jego mieszkań'cy to omigranci
polityczni a nie zarobkowi, w pr,zew.ad:z.e drobna szlachta a nie chłopi. A jednak
nie sposób traktować dziejów i kultury Adampola w oderwaniu od dziejów polskiej Polonii w ogóle.
Niestety, d:z.i·św Po,lonezkoy polskość zanilka, wieś s.tala się modnym letniskiem, jej stali mies'zkań'cy ni'kną wśród rzesz pr:z.y.byszów. Czy jest jcs·z.cze czas
na podjęcie etnograficznych
badaJl? Książ'ka Jerzego S. Łątki zdaje się przec.ząoo odpowiadać na to pytanie; jesil swoistym epitafium dla polskiej wsi nad
Bosforem, WISi, której dzieje legenda i rzeczyw.istość - warte są chwili zadumy i wieoznej pamięci.
Rysza rd Kan.tor
Ks. Krystian
Traczyk SVD, Kościelne
Lublin 1980, ss, XIII, 90.
zbiory
misyjno-etnograficzne
UJ
Polsce,
Powszechnie
znane jest zaangażowanie
misjollaJ"zy chrześcijal\;k,ic:h na pOlU
nau,k lu dozna1wezych. Oni to są często pierwszymi
przedist.:llwic'ielami euro'pcjskiej cywili'za'cji stykającymi
s:ię z odmiennymi
kultLlTCl.mi.Charaktc'r
i-ch pracy
wyma,ga intensy.w.nego rOlzpOiZna'wa
O'ia rzeczywistości kU!tuToiwej ewa'ngel izo'wanych
społeazeń.siw. P<Ychoidną wspomnianych
zainteresolwail są znanI' lns·tytuty cinologicz:ne i mi'S1jo~'olgjczne. Wystal'c'Zy wspomnieć
dorobek
naukoIwy ks. proJ,
W. Schmidta i Instyiu't:u Anihropos. Stos-unkolwo najproG;1;slzym.lec:z zarazem bardzo efektownym, rezultatem naukowych zainteresowań
misjonarzy są muzea i wySltawy misyjno-etnograf.iczme.
Już w lata-c.h dwudzic:s.tych XX wiL'!ku ks. prof.
W. Schmidt był organizatorem,
a następnie dyrektorem PaJ):ie,;,kicgo Muzeum Misyjno-Etno:grafi;cz;neg;o. Ideę ks. prof. W. Sc:hmidta ukazania pr<.\;cymisyjnej w jej
:-ea1iac:h kuUtUrc1wych podjęto w,kTótce w całej Europie. Na terenie Polski ro,zJWijała
się ona z róż.nym nasileniem.
RecenzolWa,ne s,tudium pOIwstało jako praca magislers:ka werbislly k!s.. Krystiana Trac.zy:ka. Promooorem pracy był ks. doc. dr hab. H. Wojtyslko, a opublikowano
ją (mała poligrafia) nakładem
Katolickiego
Uniwersytetu
Lubelskieg,o. Ks. Krystian Traczyk omawia swoisty rodzaj kolekcjonerstwa
.ściśle związany z działal-
Recenzje
333
niscią misyjną. Zbiory elnogrJJficzno--misyjne
nie prz.edsitawiają jedynie kulJtury
ludów ewange'li:ZJowalny<:h- były,by wó,wczas zbiorem ścisle etnografioznyrrn, lec.z
urkazują ponadto specyii.kę pracy misyj,nej (np.: eks.ponaty przyrodnicze, fotografie,
listy itd.}. Tak pojęte ko1ecjone.rs.t.wo i wystawiennictIWo etnog-ra:fiozno-mi'Syjne jest
istotnym fragmentem
szerokiego zakresu działań, mających
na celu upowszechnienie idei misyjnej.
W ostatnich latach ukazało się szereg opracowań
dotyczący,c:h problematyki
kolekcjonerstwa
misyjno-.etlnografiezmego. Koncentrowały
s.iG one głównie na c,haraMerystY'ce wybranych koleikcj'i. Praca ks. K. Traczyka jest pierWIszą próbą synlet)'czmego ujQcia tematu 1. Autolr staw'ia sobie za zadanie, odnalezienie i omĆJ.wienie śladów działalności kolekcjonersko-wystawienni<:zej
w tym zakresie, w Połsce
po 1918 roku.
RO:ZprillWapodzielona została na trzy części (ro:zdziały). Dwie pienw.sze mają
charakter
history,czmy, trzecia zaś s,tanowi specyficzny
pTzew~dnik m€itody:czny
Rozdział pierwszy, obok wpr,owadzenia ukazującego tło rozwoju idei misyjnej, przedstawia wyka!z wla·ści'Cieli i zawartości zbiorów oraz głównych organ~zato!rów wysta,w czasowych w okresie dwudziestoilecia między;wojennego. Omórwiono tam rÓwnież lo;s, jaki spotkał zbiory misyjno-ctnografitczne
podczas ostat.niej woj.ny światowej. ROZJdział drugi dotyczy okresu powojennego
(1945 - 1977). Ks. K. Traczyk
przedstawia pokrótce w3runki, które wpłynęły na zaha'mawanie, a nwstępnie rOiZWÓj kolekiejoinensitwa misyjno-elnogra;fk'znego.
Ohok lakonicznej
ogólnej charakterystyki zbiorów powojennych auto,r zamieszc:za dwa wykazy k0<lekcji. Pierrwszy obejmujący przede ws'zystkim zbiory zgromadzeń zakonny.ch, zawiera: nazwę posialdacza. adres, s.posĆJ.bwyst<llwiania oraz przybliżoną liczbę ekisponatów. D.rugi wykaz charalk"teryxuje bardziej
szczegółowo pO!s<zczególinezbioTY z ulW'2Jględm.ieniem
niektóry,ch kole[\:lCji pTY'wa;1;ny.eh.Oba podano w kolejnośc.i alfabetycznej;
pier-wlsz)'
wedlug nazwy zgI1oma!dzenia, dI'Ug'i według miejscowości, w krtórej znajdują
się
zbiory. W J1o'1Jd:zi.a.le
tym zaprezentowano
również najważniejsze
wY'staJwy stał€ i czasowe or.ganizo.wane na bazie zhiorów po·wojemnyc.h. Om-atni ro.z.dział tra'k;1;uje o obC'cnym stani.e opracowania
kościelnych
zbirorĆJ.wmisyj,no-etnografic-,zny'ch w Polosce.
Wo.bec strwieJ1d;z;onychpoważnych urchybień w spo.sobie przec:how)'1Wania i opracowywania lJb!ioró'w aurtor zamieszcza opartą nadoŚlWiaJd·czeniarh
Gab~netów
Misyjno-EtnlQogra:filCznych Wyż's:zego Seminarium
Du,c:hownego Księży WerhiJSilów
w Pieniężn.ie, proiPaz.ycję organiza:cj.i zbiorów misyjno-etmo·graif:i.c:znych. Do tego
fragmentu pracy naJWią'7JUjązamies1Jozone w aneksie wzory: kamy ka:talogu naukowego eks,pon<lJtu et.nografi1cznego OTaz karty kaita].ogu naukoweg,o ekSlponatu przyrodniczego:. C ało,ści dopełr;Jia boga.ta biblio,grafia oraz spisy informatorów
i niepublikowan)'lc,h żródeł.
Prezento,wa,na pra,ca ma chalrak"ter dobrze udokumentowanego
zestaMliemia hi"t ory'c.ZJno-il1lformalcyjnego. Spełnia również funkcję pmaidni:ka metodyK:znego. Za2ma.czyć jednalk nalec):y, ~ż uzupełnienia wymagałaby
problemaityka okresu międzywojeIllnego. Na'leżałoby ponadto rOZlSzerzyć dane o zawa,!1tości pOSiZc'zególny1Ciłl
kolekcji (dokłardnie =ĆJiwiono jedynie zbiór Księży W,ertbistów w Pieniężnie).
1 Bogaty
materiał fakrtografLczny ks. K. Traczyk zebrał na poosila'wie ankiet
rozesłanych do ponad 70 prrzedstawic.ieli zakonów i zgromadzeń zakonnych, mogących posiadać kolekcje etnograficzno-misyjne.
Dane doty·czące okresu międzywojennego autor czerpał z katolick~h
czasopism misyjnych. Jedynie z kilkoma ZJI1aczniejszymi zbiorami autor zapoznał się osobiście.
/
"
334
Recenzje
POidsumowując - praca ks. K. Tra'czy!ka wypełnia lukę imform3Jcyjną szczególnie odczuwaną przez etnografów i muzealników, misjonarzom zaś dopomóc może
w odpo,w,iednim opra,cowaniu zbio,rów i o,rga:nizowaniu wystaw.
Ryszard
Ro,nald Blythe, Akenjield.
kład Ewy Fiszer.
Portret
wsi angielskiej,
Vorbricll
WaI'Slzawa 1979, :>s.:318,prze-
Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza zaoferowała nam, zgodnie ze :>woją tradycją
wydawniczą książkę, której problematyka skupiona jest wokół zagadnień wiejskich.
Praca R. Blythe'a jest próbą dynamicznego przedstawienia
zmieniających się sto,un:ków społec:zJno-~olspodarczyeh wsi angielskiej w drugim ćwierćwieczu XX wieku. Trzeba na wsltęjpie zaznalCizyć, że jest to ks'iążka nietypowa, Qls,c'y1ujemiędzy
:nzetelnym repCJlr'tażem a naukową monografią ~si. Ta jakby dwubiegunol~ość dodaje jej slpecyf1Ciznego charakteru,
niespotykanego
w praca'ch stricte naukowy'ch,
objalwiając.ego się dużą przystępnością
tek,stu, pozb3lwionego całej apatratury nauKowej: metodolog.ii, terminololgii i pnzypisów. Z kolei przy,stępność pl'ezento.'wane<go
tu tekis,tu nie jest U'za!leżmiona tylko od nies,toso.wania alparatury nauko,wej, ale
,ównież w dużym stlopniu od umiejętności pisarskich autora książki
Aut,or w POldZJiękowaniu wY1rażając wdzięczmość wSlzystkim przyjadolom
i sąsiadom z Suffolk, których życzliwość umożliwiła mu napisanie tej pracy uważa, że
jes't to "siPra'wozdanie a tym, jak wyglą,dało życie we wfi w Ealst Anglii na począ.tku drugiej pO~OIwyd:wudzie:>tego stulecia". Dalej dodaje, że "ws.zys'tkie fakty
dotyczą,ce życia go'spodarczego i społecznego Aikeniield są pralwdzi,wymi falldami
dotyc.zą,cymi jednej z w,si w:>c.hodniego Suffal'k, zmianie u1egła tylrko nalzwa wsi
i nazwiska wieśniaków (w słowie wstępnym Ernest Bryll napisał ". .. książka jest
przecież zJbiorem opowieśc.i a ludziiaich z kilku osad" nie podając źródła tej infOlr:malcji).
Kons,trukcja ksiąźki nie stanowi jakiegoś novum - kiedy rozpatrujemy ją pod
kątem 0lp1su einoigraficzmego, to nawiązuje ona w 7'arysie do tradycyjnego ,modelu
etnog,rafic:zne1j monoigrafH miejscowości. Nie znajdziemy tutaj podziału na kulturę
materia:1ną, społeczmą i duchową (Uim~słową), a w rama,cih tych kolejnych opisów
POIszc,zególnydh wytwmÓlw kulturowych
ul:>tawionych w pewne grupy, 'tak ja:k to
ma miejsce w trardycyjlnym modelu. ZnajdZliemy natomiast op1sy form życia technieZJno-go:>po:d:a'rczeg,ooraz życia spałec:mego miesZlkańcó,w Arkenfield, obrazujące
gWwny zrąb alktYWlnośC'itej grupy spo'łecznej.
Książka slkłada się z dwóch części. W części pierwszej za'warte są trzy krótkie
,o7Jdziały "wprolWadzające",
gdzie autor podaje l1czfuę mieszJkairców Akenfield
z la,t 1931 i 1.961; op1suje kS!ztałt i zabudowę wS'i, dość dolkładnie olp~suje kons'brukcje
budynIków, od najlsltaI"czych z połowy piętnasItego wieku po najnowsze mur~wan€;
zabudowania z c:ZJenwonej cegły z XIX i XX wieku, zamies'ZClza wyka',z mieszkańców wsi w celu doikonania za,rysu schematu zawodÓiw mieszkańców Akerufield;
na ko6cu za'miesZJcza tabelę ze spisem katalst'ralmym za rok 19,3'6i 1r966przedstawiającą niezwylkłe ZJmiany w strukturze upraw i pogłowia zwierząt na 1355 akrach
ziemi.
\
335
Recenzje
Najciekaw:szy zrąb ~siąŻJki i podsta.wowy zarazem two:rzy druga jej część, składająoa się z dwudziestu razd",iałów. Opisy fOI'm życia lechini<czno-gOispodarcz;ego
występują,ce w Akenfield zalwar:te są w rO!lidziałach Oimawiającyah pracę: parobków, I'zemieśln~ków, farmerów,
robotników
rolnych, ogrodników, kowala, koŁodzieja, stlrzecharza, rymarza, owczarza, oracza i in.; zaś życie spo~elczno-Ik:Uilturowe
w rOZid:ziałachpoświęconych: religii, szkoQe i dz;wonmiJkom. ObI'a:ml życia s'połeczno-kulturalnego
nie znajdziemy tylko w wymienionYich rozdziałach, różmorodne
jego elementy znajdują się niemal w każdym rozdziale, w taki sposób rozsiane
są iniorma,cje o organi"'alcjach lokalnych i pona:dlokalnych, w których mieS'zkaócy
wsi biolrą czynny udział (Związek RobOitn~ków RO'lny,ch, Gwardia Obywa:telska, Koło Stowarzyszenia Kobiet, Muzeum Wiejskich Obyczajów), o stosunkach rodzinnych,
sąsiedzb,c'h, a zwyczajach panujący,ch w Akenfield, o aspiracja;ch jej mieS'z~aó"
ców itd.
Na uwagę za;s,ługuje falkt, że twórcami książki "Akenfield. Portret WIsi ang)ielskiej" są jej mieslikalky. Autor pr:zedst'alwiając czytelnikoiwi obraz tej wsi,
dokonuje tego ustami mies!ikaóców Akenfield. Wszylstkie obszairy aiktywnośc-i ludz:<;iej (gospodarcze, społec:zne, kulturaline), jakie w niej spotylkamy, są prezen:tO'wa.ne
pnzez ludzi, któlrzy w tych kręga1ch działają. Autor, w celu zebrania tego ma:teriału,
przeprowadził tematycznie zorientowane terenowe badania etnograficzne,
w których skupił uiwagę na przeprowadzeniu
jalk największej iloś'Ci wYJWiatdówz miesz:<;,\!1camibadanej spo,łec'1Znośd. "Na moje nie koóczące się pytania odpowiadano
zawsze i cierpliwie i uprzejmie, a ukryte za słynną małomównością ludzi z Suffolk
ciepło sprawiło, że moje liiczne wiJzyty w chatach i na farmach Pozo!s'taną dla mnie
niezapomnianym
wspomnieniem". Niewątpliwym
ułatwieniem
w przeprowadzaniu
oadaó przez autora było jego po'chadzenie; otóż R. Blythe uwdzi! się w 19,22 r.
w Acton w hrabstwie Suffollk i mies:zkał w Ea's,t Anglii Ido roku ]:9155.
Warto jeszcze Taz podkreślić, że wypowiedzi mies:zJkaócó'w wsi zamieszczone
IV książ'ce nie ()Igran~ozają się tylko
do wąsIkiej, indyw1dualnej specjaliza,cjii za,wodowej tych ludz:i, lec\Z również za:wieDają informacje
z ży'Cia całej społec:zności
lokalnej, mÓlWią o przyjaźmia,ch i antypatiach,
o su!k,cesach i niepolwodzenia'ch,
'1 przyczynach
emi,gracji do Afry1ki i Australii, o starej Wisi angieLskiej (o któręj
respondenci mówią z własnego doświadczenia) i o tej, w któ!rej żyj.ą obecnie.
Książka za'wiera bogaty materiał opisolwy i faktograficzny,
dlat'ego też chnałbym ją polelCić tym wszy1stkim, którzy interesują się histo,rią, drogami rOZJwojowy"
mi i stanem obecnym wsi angie],s,kicj (1967) nie tylko pod kątem fUln!k,cjonolwania
gospo,dariki wiejskiej, ale leż pod kątem uwzglr;dmiającym obs'zar społecZJny i kulturowy tej problematyrkli.
Andrzej
Pirinski
Kraj.
Etnografski,
folklarni
ezikowi
prouczwanija,
Lipski
Sofia
1980,
ss. 68&.
Pod reda,k~ją W. Chadżinikołowa, M. Welcwej, G. Georgijelwa i. D. Todorowa
Bułgarska Akademia Nauk wydała omawianą pracę. Jest to pierwsza monografia
poświęcona duchowej i materialnej kulturze ludowej ziem macedoóskich, wchodzących w skład Bułgalrii.
Materiały zbierano na podstawie ankiet, wypełniany'ch przez osoby, do których
zwracali się pracownicy na'Ulkowi prowadzący badania terenowe, bądź też bezpo-
336
Recenzje
średnio od informatorów - bajarzy i pieśniarzy ludowych. KO'fzystano także i z maLeriałów arI1c<h~walIflYc'h.
'()kręg ten pOIsiada 263 wioski, a badania p. wprowadzono
w 26. W zespoł,ach bad<JJWlczych uC'z-estniClZY!-o14 pracolwnikó!w Insty;tutu Etn()graf.i'cznego i Muzeów Bułgarii, Okręgowego Muzeut1l1 Historycznego
w Błagojewgradzie, a ta!1cie inJn,i ~ecja1iści.
Bad3lniia terenowe trwały 3 lata (1'!J7i2. - 1974). Zebrany materiał obejmuje 6112 Sitron tekstu, 1566 zdjęć oraz 1181rysunków.
Warto
za'ZJnaczyć, że tego rodzaju monograJfie rzadko wkazują się w krajach Słowian południowy,ch.
Ljuba Makawajew,a i Anton Ma'ljaw są au'torami rysu histor)'lcznego i demografiClznego Macedcmii PirińJ~kiej (s. 7 - 28) o powierzchni
6502 km2 i ludnośCi
3175:1'5 osób według spisu z 1974 roku. MOŻlna mieć do autorów prciensję,
że
rdzenną ludność macedońJs:ką traktują jaJko bu łga'flską. Podają oni, że 1% to Turcy,
kUk.adZ"iesiąt ty,sięcy "sturczeni
Bułgarzy"
(s. 25) a znikome grupy etniczne
Greków i Wołochów, które zamieszkiwały
tu dawniej już od początku XX w.
zanikły.
Główny ciężar ault/oTzy kładą na zmiallly socjologiczne ludności. Tak np. do
9 IX 1944 r. było tu 4 tys. robot!ników przern)'isłofWy.ch, a obecnie liczba 'La zwiększyła się 20-krotnie. Ponadto Cliekwwe są informacje
dotyczące lud.no\Śd miejskiej
i wiejskiej. W 1946 r. jedynie 23,7% ludn()ści mies'zkało w miastach, a obecnie
odsetek ten wynOlsi 46,90/0('s. 27).
De:teHna MO'skowa pisze o życiu społecznym (s. 31 - 46), a prawo obyczajowe
rOZlpatruje oddziel.nie (s. 47 - 63). Cieik<JJwesą informacje o formaoh pomocy wzajemnej i pra'cy koleik,tyWiI1ej,która na pewno przetrwała
tu od zamierzchłych
cza·
SÓIW.Taka zres:ztą W!s:półjpraca ZJnama jest i wśród po,z;as"tałych narodów sł{)/\viańs,~·i'Ch.W Macedonii Pi,nń:S!kiej padc.za's żni1w, siandko'sÓ!W i młócki jedem p'>maga
drugiemu, ale is:tnieje również pomoc udzielana chłopOt1l1,od który.ch nie jest wymagana re/kompensata.
S.zlczegóilJnePO!pularną formę pOiIDOCYud~ieła się przy budowie chat wiejskich. Także przy zabijaniu świń chłopi udzielają sobie wzajemnej
pOiIDocy, kitóra ma c.haI~akter zwyczajowy, jak zresztą i w po'zostałych regiona'c'h
Malcedolll.ii. Pcr'lzyza:bi.janiu świń biorą udział sąsiedzi i kirewni i akc)a ta traktow;n,a jel~t jaklO śiWięto i na:zywa się "wesele wieprzOIwe", gdyż towa:rzy,szy jej zabawa z j'ardłem i napojami.
P()Iw;s,zechJn'ieudzielana jest pamo'c w okresie wesel. Krewni i są'siedzi pomagają rod2li;eot1l1mhJldużeńJców przyna.szą'c bezpłatnie dreWlllo na opał, fas'01ę, mąkę,
cuk.ier, ryż i to niezależnie od zam'ożnoŚic,i radziJców mlooożeńców. W darze przynoszą także owce, bąd~ też inne zwierzęta domowe. Kobiety natomiast pomagają
w pf'Z)'Ig.o.tOW)'IWaniu
po,sagu pa'nny mlod,ej,.
Wlęks:zość wios'ek teg.o o.hszwru proOlwa,chzi
żyde zamknlięte. Rzadko kontaktują
się chłopi sąsiednich wsi. Odwiedzają
się wzajemnie jedynie podczas świąt, od·
pustów czy wesel. Wśród górali kontakty te są bardzieJ ograniczone, nawet dziewczy;ny wyldawa:ne są za mąż w tej samej wiosae, by nie na,ru:szyć stary'Ch sto's'l,mkÓlw rodolwyoh.
Orygina'Ine i bogate są zaJboibony i wierzenia Iudowe dotY'c.zące epidemii zwierząt domowych, bowiem hodowla bydła, a zwłaszcza owiec, jest tu ba,rdzo rozwinięta. Moskwa padaje m. in., że ~dy panuje jakaś epiJdemia wśród zwierząt, mieszkańcy wsi "składają ofiarę" z wołu, pieką go na granicy z sąsiednią wioską a pieczeń 9poży;wają. Lud. wierzy, że epidemię można zaham01Wać jeśli na granicy z sąsiednią w~ią rozpali się ogJni:sko a przez gralnicę pTzejdizie :11Wi'em;ylIIa
albo jeżeli
wstawi się do czarnej chustki mąkę i sól i rzuci na pola sąsiednich wsi. Wówczas,
wedłu.g wierzeń lu:dowydh, epidemia "opuszcza wioslkę i przenosi się na sąsiednią" ~s. 45).,
Recenzje
337
Omaw.iając rodzinę autorka zaznacza, iż jeszcze w XIX w. istniała tu !:zw.
nJd7lina patl'Larcha:l!l1Ja,a do nas:zych czasów za·chowała się stara tradycja, według
k:tórej syinolwa zdejmuje buty teściowi, polewa mu wodę do my.cia i kłania mu się,
gdy ten kładzie się spać. Postępuje tak długo, n]m nie spadnie na polu pierwszy
{)Okps ścięlego zboża. Wów;cz'as synowa kłania się trzy razy "snopowI", a już przestaje klamiać się teściowi es. 48).
Wdowa, jeżeli nie posiada dzieci, może ponownie wyjść za mąż ale dopiero po
trzech lat.aoh od śmierci męża, bOiwiem tyle cZJasu trwają obrzędy pogJ:1zebowe
i ?.aloba. Jeśli natomiast wdowa posiada dzieci, to wówczas zazwyczaj nie wychodZJiza mąż i zost.aje u teściów.
O pra'cach rolnych piszą Nikolaj Koleworaz
Snwana Błalgojewa (IS. 67 - 129).
Tę część kultury materialnej
trady,cyjnie autorzy dzielą na podstawowe zajęcia
chłopa, takie jak - uprawa zbóż, ryżu, winorośli, sadownictwo, hodowla owiec,
kÓiZ,by.dla, koni, tr:wdy c:hlewnej, ptactwa domowego oraz na zajęcia pobO'C'Zlne2lbiera;ctwo pijawek, giI'zybów, ziół leezniczYIch: ryboławst:wo, myśliJwiStlWo,pSlZicueJarstwo, hodmVl1a jedwa:bniJków, a ta'kż·e u;pr:a.wianie talciJch profesji j.aJk: dr:wals.two,
wikliniaI'stlWo, stolClJrsbwo, bednamtwo, rymaJlstwo, gal1ncarst:wo, kOiwaJist;wo, złatmctwo. ROZldiZi'al
ten jest bogato ilus,twwany.
Ilija Moskow oraz Emil Cankow z kolei piszą o budownictwie wiejskim (s. 130- 206). Domy są wszędzie piętrowe a podwórko jest ogrodzone murem. Da'ch pokryty j€iSt dac,hówlkami lub plytkami kamiennymi. Każdy dom pOls1iadaspiżarnię 'tzw.
"kilar", "kela:r", g.dzie pnzeohowywamesą
pnzynządizOille na zimę ser, kJmona
kapusta, ogól'ki, papryki, bakłażany oraz wino, gorika "rakija", owoce i przetwory owaleowe i win o'g)1"·o:no1w
e. Z hcznych iluiS!racj:i wildać, że chłop z tej części Mac,edoDliizwraca s'ZJczególną uwagę na oz;dobę sufitów z desek. KaŻIdy dom ma bramę
i werandę.
•
Marina Czerkezotwa zajmuje się tJkadwem (s. 207 - 25i9) a o st,roja'eh ludowych
pilslZe Ma'ria Welewa (,g. 260 - 346). Lidia Radewa nal1Jo:mia,gtrojmuje się problematyką wyży:iWienia ludności tego obszał"u (s. 347 - 367). Należy zaznaczyć, że dzięki
waJf1wnilmmk!l·imat)'lC'lJnyms!ZJczegó1!nierozwłin-ięta jest tu uprawa j'arzy,n, t:rUlskawek, arburzó;w i melonów, k.tóre dojnzew,ają wcześniej niż w inn)'ICh regiona.cih Bułgarii. Także oeIlillYIffiartylkulem spożY1w,ezymsą kas·ZJtany ,jadalne zwłaJSlzC'za.
w wioskach leżąlcylch na z:bo·ca.a'chgóry Bela:sica. Do jadłos'p]sU luldinoślC'iod połowy XliX w.
po.za tra:dY'cy,jn)"mi - fasolą, grochem, soczewką, włącChony :wsrt.ał i ryż, który jest
tu u.praJwiaJny. Dla biednego ehlCJiP3faJsola, papryka, ser, mlek·Q i wyJr'OIbymączne
(wIszelkiego rodiza'j'll kaszy, pier.ogi) są podi&tawową potrawą. Jak pisze Radewa
smamwanie ch[eba masłem nie j.es! tu znane (;s.' 35'7). C.ielka\we je's't przeehorwy,wani'e mleka t7JW. "samokisz" lub "sbirano mleko". Mleko to w jeSieni s:taJwia się
do na,czyn.ia ~ni'aJnego i do w.iosny staje się gęste. PJ'zec.hawluje się mleko taIcie
po ugotowaniu i dodaniu so,l1. Takie ml,ek,o j.est nastlWnlie rO'~eWlalne do dużych
naczyń glinian)'lCih. Po k!iJlku dniach staje się ono gęste i przeMOlwywane jest do
w5!elki.ch palstów. Po;w,s,zechnie zna!n)'lm s,posobem przecholWYlWania na dłużSJzy okres
mleka jest tzw. "proczur" czyli pJ1zec'how)'Iwanie św}eź.ego mleka w uprawi,onej
owczej skórze. Talkie mleko trrzY'mają z;aZJw)'lczajpastenze. Ludlno·ść wiejsika konsumuje także dużo mięsa - wieprzowinę lJimą i wiosną, lalem baraninę" a jeS1ieIlJi.ą
wołowinę i d'rób. Uitarła się tradY'C'j'a, jak i w pozoiS'talYlch ca.ęściach Ma1cedonii,
a także i u są,gi,edlniJchnar·odów slowiań:S1ldch, że każdy dom z niZin przygotlQ,wU'je
co roku 100- 150 litrów wina oraz 50 litrów gorzałki 'z własnych winnic. W g6rslkich wioiSkacih zaś lu:diność pędzi śliwowicę, gdyż tam nlie mają winniJc, a wino
klupują w s.klelPa<:h(pędlzenie gO'l"ZJa,łkIi
u Słiowian połiudniowy,ch nie jest zalkazane).
Herbatę na;1;'Omi.aJst
piją jedynie chor:zy (s. 3ul).
22 "Lud"
-
tom 66
338
Recenzje
Dość 'bogato reprezentowana
jest duchowa kultura ludowa (s. 379 - 622). Rorzdział ten dz.ielii się na kiil!k.a podr,o'z;dlziałów. I:wal!1kzika Georgijerwa i Rajna Dr.ażewa piszą a obyczajach i obrzędach rodzinnych (s. 379 - 421), tj. o narodzinach.
weselnych i pro,gnzeborwyl()h.Dziec'i są bogactwem. Rodz:ke w.olą jednak mieć syna,
gdyż wiąże się z nim "kontynua'cja rodu", a za wieke ruies'ZClZęśli.wyd1
uważa się
rodciców bezdiz:ietJnych, kiórzy wedłUlg ludu "pO'kutują za P'Opełnione grzechy". Niepłodną kobietę lud ok.reśla rMmymi obr,aźliwymi ep~etami - jałow,a, jałó'wka i in.
Ciężarną koibietę naltomia'st otacz<iją troiSkliwą opieką. Nie po'ziwalają jej wykony~
wać dężkiich pra'c.. S.zef·olko r-oZlprzesrtl1z'eniiO'ne
są wier,zenia, że brzemienna kobieta
jeśli chce mieć lekk,i poród, to nie p()(wiJma "siedzieć na prolgu", "na belce", "na
związanym worku". Nie powinna przecinać drogę wo,łom, stać przy drZlwiach domu,
a także nie może wtitać i ŻJegmaćgości, nawet i własnego męża. Lud wierzy, że
kohiet·a ciężtaJma jeś'E chc,e, by jej dziecko ur,odzilo się żyrvve, to nie pO\winna
przekracrzać powr.ozu, chomąta, krzyżować nó·g gdy siedzi itp. Aby dziecko było
mrowe, oiężal1na ruie porwiinna chodzić na pog,rzeby, nie może siedrz.ieć na korycie,
~dyż "dzieclw ur,oidz:isię ga'I1bate", także nie wypada, by piła wodę z d7Jb'anka, bo
"dziecko będzie miało duże usta". Także nie może ciężarna kraść, ponieważ znak
sklrladzianego przedmhJltu poj,a1wUsię na ciele noworod'ka, talk 5O,mo nie powinna
jeść skJrzy1dełlka uigotOiWall1ej,kury, gdyż "u.rodzi g~uchonierne dziedko". Takie
i wiele i.nny;ch wie11ZJeńświadC'zy jalk duże znaczenie pnzyrwiązuje się do dzie:c·ka.
Istnieje także sporo magicZlnych działań, np. ciężar·na może pójść na pogrzeb
zmarłej osoby krewnej ale musi na małym palcu zawiązać czerw:oną nitkę; jeśli
u'kradl1lie OWOIC
z cudzego sadu, t·o musi ręką dot'knąć ZliemiG. Jako środki odpędzające wlslZellk'i'eg'oro1dzaju zła ciężarna mu's,i zaWlsze mieć w kieszeni ząbek
czosnku, paciorek koluru niebiestkiego i czasami kawałek kadzidła. Jak i w innych
regJiona,cih M3Jcedonoiii tu lud UlWaża, że oięża'rna kobieta będ2Jie mi,ała lekki peród jeśli ro~uŚit::i włosy, rozepnie guziki swego ubrania. D<JIk<JnYiWane
są tahe
różne działania magi<:zne, np. Zldejmuje się nitki z wrzeciona, rozwiąz·uje się pełne
wo:rik/i,a jeśai porad jeslt cięż;ki to w,ienzą, że o tym, że kOlbieta jest ciężalrl1J3wie
wiele osób, co jest niedopuszczall!1e,gdyż
narodziny są tajemnicą. Lud ponadto
wierzy, że jeś!l!i OItJworzys!ię drZJwi to dziedko Ulradzi się bez tr'udu. Jeżeli w czasie po,r,odu w domu rodząc.ej są obce kobiety, to każda z nich poidiChod21ii lekko
uderza ją w kTZyż chU'steczJką, a jeś.~i są mężc,zyźni talkże lelkko uderzają ją paskiem lub czapką. Obcy'ch nie wypuszcza się z domu dopóty, dopóki nie ur,oozi się
d:ci,eclko. AkJuiszerka U'cina pępOlW'inę stier-pern, kJtóry jest pOIpnednio na'g"rZewany
w ogniu i czelka aż wy1styignie. Pępe'k .na,wtią·zuje czenwoną llJi'tlką jedwabną.
Zaraz po urodzeniu noworodek jest przez akuszerkę kąpany. Do wody dają różne
ziól!ro, białko i źóbtiko jajka, a także dodają gwóroz lub dzwonek, aby "dzieoko było
zdrrorwe" lub też dają sl1ebrną m'one'tę" "żeby naw;QTode'k miał cZy1stą cerę". W niektórych wsiach, jak podają autorzy, '-do wody dodają mleko i kwiaty bzu, żeby
"dzie'cik,o było U'I'OdCZJiJwe"
(.Sl. 382). Wodę pienwlszej kąpieli wylewa się w oborze. Po
'ką:pielli now'OlPod'kawy.cierają salą, by miało ,,mooną skórę". D.rodzone dzieci w ni,edZliele lub św'.ięita są według ludu sZlczęś1/i.we.Za s2'Jczęśitiwydzień uważa się C2'Jwarteik" a ~dlZlieindlZliej poniedziałek, ja'IGlmlwiek panuje p11Ze/kooonie,że d:zi.eoko Ulrodzone w piOiruiedzil3łekzostanie siwotą. we wltor€!k będzie choro,Jjlfuwe.,a w sobatę
będzie miało sny i będzie "rozlnawiało ze zmarłymi". Lud wierzy, że urodzeni wiosną są szczęś'liwi, la.tem - bogaci, a jesienią - syci. Los i szczęście dziecka także
są uzależnione od fazy księżyca kiedy się urodziło. Jeśli urodziło się w nowiu, to
będzie szczęślliiw,e:SZlczególne Zlna,czenie oICldajesię nowOlfodikow,i
.. k,tórego maitlm po~
wiła z czep'kiem. C'ze:pek ten chowa się jako cenny slkarb. J eśl.i. lctoś idz'ie do
W'Oj;sika,to zaszywa;ją mu do u!br.a'nW kawałek czepka, by "nie c,hlWytała go kula".
Recenzje
339
Także chowana jest pępowrna, gdyż lud wierzy, że gdy u:rDisną dzieci będą żyly
z matką, nie wyjdą za mąż w iJnnej W1Sli,będą zdrowe i ~dą
się kochały. Jak
wspominają Georgijewa i Drażewa, po I w,ojnie światowej nisk.tóre małJki rzu~ały
pępowiny do podiwór'1m s'Zik:oly,żeby iC'h "dzieci były na'llczycielarrnti.i w ogóle wyks:zJtaI'con
ymi ludźmi" (IS. 3'83).
Ciekawe jest wierzenie !rudowe dotyczące pokarmu poło1Ż.nicy.T.rzec'iego dnia
po pOiI'odlzJie
teśaLQIWlł
idzie z syno'wą do wiejlskiej studlnii, młoda ma'bka bierze i wy. lewa wodę mÓIWlią:c:"Tak jalk C'ieik1niewoda niech cielknie i moje m1eko". Jeieli
będzie chodlzić do pra'cy w ciągu 40 dni po urodzerou, to muLSliW1facać do domu
przed zmlieIf'ZJC'hem.,
gdyż w prz€lCiwoI1Y1ffi
wypadku moż,e zCliStać"sjpOily.wa,jące lwlację Lst'oty nadprzyrodzone tzw. judy i wów.czas może zalChOl'OIWaĆ
i umrzeć". Położnica uważana jest przez te 40 dni za osobę "nieczy'stą", dlatego nie powinna
g0101\vaći gnieść cialsto na chleb. Ponadto nie może ona paitTzeć na zasiane pole,
chodzić na wesela, orlwiiedz.ać inne os'oby, pOoI1iew:aż
może im zasik<Jd7Jić.J a(k wszędzie w Macedonii i tu położ,n.i;cę o.dwiedlZiająkuewne i przynOlSzą naleś<nikii, owoce,
jajka itp. A'j{'lJlSzerlkawypieka chleb obrzędowy, który łamie nad głOlWą noworod!k.a. Każda z kobiet lamie z tego bochenka i mówi: ".niech dzieclko I\)śnie, założy rodzinę i doczeka się starości, wnucząt i prawnucząt". Do 40 dni po urod:reaiu dzJiecka nie zolstaJwia się pieluszki na podwórku po z&Cihod:ZJie
sloń~a, nie su,szy
,ię ich na dzjJkiej ró.ży, gdyż tam "prz~byw3'ją iJs.'toty nadiPI'zy;rodZOln
e". Jeśli
położnica wYJClho·dzJi
na d,wór nawet na krótko, to przy dz:iec'ku zo'siawia miQll:łę,
która chroni od zł~h duchów. Gdy pierwszy raz no,worodelk jest karmiony piersią, to dają mu pra.wą pierś, "żeby nie był mańkutem", a nard głOlwą maJtlki tJDzymają
sito, do którego dają kawałek chleba i jakiś owoc, bo w ten sposób dziecko zawsze
będzie sy:te. C~sto pieI1wszą karmiącą osobą jest nie mat.ka noworOldlka, lecz jak.a'ś
inna połQIŻJDloca,
aile zalW!szepilnuiją, by była to osoba spdkojna, łagodna, ży=1'i:wa,
dobroduslJl1ia, gJdYJŻ"prrekafŻe Olna te ce:c-hy i nowof1od1kowi". DZieci taikich kobiet
uważane są za krewne i gdy urosną nie mogą się pobierać, gdyż są "mlecznym
rodzeńst:wem".
Ludność wierzy, że w trzecim dntu po u.mdzeniu się dziecka zj3lwi'ają się trzy
niewidz.i.alne koJ:)ie1ytZJW."narelczmicy" względrrie "na:resznky" czy ,,IfI3czenky". Siadają do noworodka lub zatrzymują się na progu i określają ile ma żyć noworodek,
z kim się ożeni lub za kOlgo wyjdzie za mąż, jalk będz:ie żyć itp. Decydujący jest
glos trzeciej z ty·ch istot nadprzyrodzonych
i to co ona powie, nikt nie moźe zmienić. W nieiktóryc!h wsiach, aby te trzy kobiety były łaskawe zostawia się naikryty
sltól.
Interesujące są wi,erzenia związane z pieI1W!szymkroc·zkiem dziecika. Zos,tawlia
się na stoJe ró,zne przedmieot;y i co dotmie piemvtszy raz, to bęiooie miało otdipOlwieidnti zawód i talk !'liP. Jeśli noworodelk dot'k:ni·e sieikierę będ.me oieŚ1lą, jeśli pieniąidz
- będzie CJZło;wielkiem
bogJatym., jeśli igłę - wybierze ZJaJwódkraw'ca, jeieli ołówek
- to będzie nauczycielem itp. Odstawianie od piersi też związane jest z wieloma
obrzędami i wieflZeruami. Jeżeli zacamie ssać po'wrt:ómlie,t·o w.ierzą, że będzie miało
drugi raz wesele 'bądź tetż takie dzieci będą "złodziejami" lub "hajdukami". Pierwszy ząbek dziec'ka maJtka wy.cier>a screhrną m'<:me'tąOlralZgotuje psrzeniocę lu'b kulmrryd.zę. WYI1Wame piel1w1sz.egomlec'ZI1ego zęba ta'ue jest ZJW'iąw:nez bog.a,tymi
OIbmędamli. Ząibelk W1kła:da się w kaw.alek chleba i rZluca się na daiC'h prey tym
mówi się: "Masz wrono kości\lny ząb, daj nam Zelazny". Dzieciko strzyże się, gdy
wkończy rok Ścię1,e włoski chowają w śc:i:a,nielub kładą na drzeM'lOowocowe, które
da'je potem obfite owoce. Lud wierzy, ż.e jeśli włOlSó;wty:cih nie s.chOlW,asli.ę, a zabiorą je ptasiki dQ sweg,o glnia'zda, to wówczas takiemu dZJi.ecku gro;zi przez całe
życie ból głowy. Gdy chłopak po raz pierwszy idzie do lasu rąbać dTlZewa, matka
340
Recenzje
rozdaje z tego drzewa kllem sąs'iardlkam, aby synowi szla dobrze robota. Także
pierwlszy bochenek chleba upieczony przez dziewczynę rozdają trzem sąsiadkom, by
zaws,ze miała go pod dalstatkiem. Rórwnież z pierwszej nitki, kJtórą upl1zędła dziewczyna, kawa1ek rzruca się do rzeki, ażeby "przędzenie szło jej jak woda", gdzie
indziej rzucają ten k,awałek do ogni'a, by dziewJczyna "zapalała się do pracy".
.
Bar,wne i bogate są także obrzędy, zwyczaje i oby;cz:aje weselne. Średni wiek
dziecw'cząt, które wy'c:hodzą za mąż j,esi 1<6- 22 lat, a chlolpców 18 - 25. El'iednJikawalerowie oraz ci, którzy uczą się jakiegoś zawodu lub pracują jako emigranci, żenią się w wieiku 25 - 30 lat. grzed zarę'czynami młodzież nie spoltyka slię. Kawaler;
za pośrednLc'uwem cioteollnej sio:stry wy.syl,a wybrance bu'kieJt kiwialtów, chwstec:ZJkę
lub grzebi,eń. Jeśli dziewc'zyna pI1zyjmlie je, to zna'czy, że zgadza się na zalręczy;ny.
Potem chlopak oznajmia ,swoim rodzicom, którą dziewczynę wybrał-.
Do końca XIX w. dziewczynę wybierali rodzice chłolPcra, lecz zalWlszemusieli
się zgodZ1ićmlodzi (IS.391). W przestąpnym ro'ku nie są zaJwierane lIWliązki malżeńskie, gdyż "jeden z malżonków będzie wdio,wlcemlub wdową". Sta,ra'ją s'ię, by wesele
odbyło się gdy jes,t nó,w, bo tyliko wó,w:czas para małżeńs'ka mOrŻebyć szczęśHwa.
Centralnymi
pOlstarcialmiobrzędów weselny,ch poza palrą mlodo'żeń,cÓ'w, są kum, kuma, młodszy brat pana mlodego oraz jego siostry, a także rodZlice panny młodej
i pana młodego. W poniedziałek, tj. 6 dni przed udzieleniem ślubu, rO:ZJpoczynają
się główne obrzędy weselne. Kobiety wsi przynoszą do domu pana młodego jabłka,
orzechy włolslkie i zboże jako pomo.c. W tym dniu przesiewają zboże, a jednocześruie
-huśtają teśreiOlwą trzy razy i tańc,zą dio'okoła zboża, Móre wysypują na mali,ach.
Z tego lIboża mielą mąkę, z któr'ej w p'iątek lub sol::mtę wypiekają
chleb wesdny
oraz bochny obI1zędolwe. W nowiu księżyca w czw,a:rtelk lub piątelk przygoito,wują
flagę weselną, którą oZldabiają bliU'SZ1CiZem
owiniętym czerwolnY1minićmi, któ'rych się
nie związuje. Na maszcie fl,3Jgi wbija się jabłko. Flagę po uidiieleniu przez popa
śLubu niszczą w cerikwi sta,rając się, by tego nie Wl1dzieli młodożeńcy. Bluszcz
wieszają na drzewie owocowym 1ub chowają do pOS,3Jgupanny mł:odej, jabłko
natomiast dają młodej paiI1ze lub jedzą go goście. Malslzt flagi weselnej wylklo'r'zys"tują do koły:s'ki pier'W15'ZegodZliecka, a czel1wone nitJki pJ1zechowuje slię jako środelk leczmic:zy,.W sobotę wiecillOlrempanina młoda żegna się ze s,W10'1m'i
koleżankami,
a w rl!i.edzielę rano golą pallia młodego. Włolsy z jego brody Clholwają, gdyż panuje
prrlieikonanie, że może ktoś ZI101bićmagię, a wodę po goleniu wy'lewają na krzak
róży. W tym czals'ie w domu palnJDy młodej czeszą ją i ubierają
spolkrelwlnione
niewiarSty. Potem oI1szalk weseLny pa,na młodego wy;rusza do domu panny młodej.
Prized jego bramą J10dzina panny młodej sta:wi,a belkę i swatów pUls:ZJczajądo środka cLopielrogdy kum zapła,c'i (:s. 402). Panna młoda gł(l{Węma na,klrytą czerwonym
płó,tnem, a w nielki1;órych WIsiach Ma,cedonii Pirińskiej talkże nalkrY'wają i gło,wE:
pana młodego. Ubieraniu panny młodej towarzyszą działania magiczne, np. ważą
jej śJ.ubne ubrarl!i.e i umiesZiczają naid kadzi,dłem. Sta,rają się, by gdy pan młody
przybywa do dmu panny młodej nie patrzyli ~ohie przy pieI1Wlszymsportlk,aniu prosto w oczy, a gdy potem dochodzi do spotkania on wręcza jej jabłko i pieniądze,
a ona daje mu do ust cukierek, żeby ich życie było słodkie. Najpierw pannie młodej zakładają but na prawą nogę, do którego dają proso lub pieniądze, następnie
ojciec dziewlc1zyny nakrywa gł'owy młodożeńców białym ręczmilkiem, a nad nimi
;,vylewa wlino, żeby byli szczęśliwi.
Balrdzo dlram,aty:czne jest l1o;zst:aniep3Jnny młodej z dom,em rodzków. Ona nie
"po,winna p3lt,rzeć na wY'wożony pOlsa,g.Odprowadza ją młodszy bradszelk i przelka"zuje szwagrowi. Ojdec
pomalga jej, by dosiadła
konia, atY'm ,czasem rodzice
r2Jucają na nią owies i inne zboże. Kiedy orszak weselny udaje się do cerkwi, zdejmują but panny młodej, nalewa'ją do niego wodE: i szwagier daje jej się napić
Recenzje
341
trzy razy. ZatIliechanie tego obyczaju przynosi suszę. Przy udzieleniu ślubu przez
popa w cerkwi nie są obecni rodzice panny młodej, a gdy ona zbliża się do domu
pana młodego wy,lewają przed nią wodę, a teściowa ściele białe płótno, na którym
jest biała i czerwona nitka i gdy panna młoda przejdzie, teściowa zbiera te ni1lki,
by nciJk.tnie mógł "Z:robić ma:gii" jej synolwej-. P,oltem, gdy panna mło,da prze'kr,acza
próg wraz z teściową, smaruje drzwi miodem i maJSłem a także obie sma,rują także
i swoje wargi, by "były śłodkie". Panna młoda wchodzi do domu, a jej teściowa
podaje jej trzy bO'cheniki o'raz dwa dzball1ki z WlO!dą.Wodę synQl\'ła :ws'ta,wia przy
kominku i pl1Zędzie. na przęśhcy, m;jes'Za ogień i miol1Ją z;;mialta izbę.
Podczas obiadu pall1na młoda i pan mło-dy w towalI',zyst,wie ni€\parzy:stej liczby
gości przebywają w odidzielnej izbie i nie jedzą mięsa, a tyJJko pierogU, któTe przygotowaŁa 'teśe;iolWa.
.
Bogate są talkże ohrzGdy związane z pierwszą n{)cą poślubną mlodożeńców oraz
wierzenia i obyc'zaje tOIWla,rzyszące;j:m przez pienwszy rok ży1Cdamałżeńslkiego.
lwaniczka Gergijewa i Rajna Drażewa piszą również o obrzędach pogrzebowych, które przetrwały po dziś dzień w tym regioJllie, za!chowująic, jal'« i u po'zostałych Słowian południowych, wiele a'rchaic'ZDylch elementów po,g.ańisiki'c,h,w których dom'inują magia i zabobony (s. 411 - 421).
Rajna Dl1aŻeWlapin,e także o obrzędach świąteczny'ch (s. 4i2J2- 456) mają{:ylch
czysto chara'klter agra,rny. SZlczegó1nie bogate są zWJ'czaje i obycza:je o,raz obrzędy
kolędnicze i noworoczne o charakterze
świeckim, dążące do zapewnienia
bogatYich plonÓiw i dobT,o,byl1;ugo,spoda'rzy.. Słusznie zauważa aut o'rka , że OIbc,hody świąt
kalendarzowych odzwierciedlają
doświadczenia i obserwacje prostego ludu zjawisk
przyrody, zmiaJn pór moku i charak.teru prac po'lowych i hodQlwli zJWierząt dom{)wych. Jednocześnie obrzędy' związane z obchodami świąt kalendarzowych
uj,aJWJliają
ich śdsły ZJWliązekz kulturą materialną
- strojem ludowym, przy.J1ZądzaIlliem potraw itp. Niektóre 5'ta<re pogańiskie ZJwy.czaje i obyczaje ora,z obrzędy nie wstały
naruszone po dziś dziell, chociaż wiele pod wpływem nowy,ch warn.mków życia srpolecZJno-elkono,miczmegopo 9 IX 1'944 r. dolkonało swego żywota.
Bardzo ciekawe są materiały pooane przez Iwanj.czkę Georgijewą, dotyczące
światopo'g1ądu ludu - kos:mog,rafii i geografii, zja wilsik atmosferyoznylCh, meteO'l'ologii ludoJWej związa'nej z porami roku, flory i fauny o.ra'Z wlier.zeń demonodogicz- ~
ny.ch i miJt.'odolgicZJny:ch
(,!;. 457 - 477). SPOTOz tY'Ch wierzeń s;potlkać można u po~o'Stałych Słowian bałkańskich, a także u wschodnich i zachodnich, co wiąże się, z fakbm, i.e lUld nrie mógł w dale'kiej przeszłości wy11uffia-czyć wie1e zja,wis'k przY'rody.
Warto może odno,t'OIwaćniektóre wierzenia związane z kosmogonią. Otóż mies.zkańlCY
M6lcec! oni i P iri ń,sJkiej wie'rzą, iż niebo pokrywa ZJiemię jak na'kryde i tam gdZlie
"przylega do nie, jest koniec świata" (s. 458). Według legendy ludowej, gdy pojawi
się księżyc na niebie i zobaczy go ezłow,ie.k, t.o nie może on patrzeć na człoiWieka
lub spojrzeć na drzewo, gdyż ta!ki człQwiek o ile jest kawalerem
nie ożeni się,
a drzewo wys,chinie. W takim wypadku zoba'czywszy księżyc należy skierować wzro:k
ku ziemi i dotknąć portfela, który tJ'm sposobem będzie pełny przez cały miesiąc.
Noworozpoczętą pracę należy zaczynać gdy jest nów księżyca, natomiast
kiedy
księżyc "ubywa" są lecz\)ne choroby. Lud wierzy, że c!zarown:ice poi'rafią ściągnąć
kJs.iężycna ziemię (s. 459).
Sporo kiI'ążących legond jest związanych z tęczą. Poja,wienie się tęczy na niebie oznacza, że przesianlie padać i "nie będzie potopu" (s, 462). Z tęc~ wiąże się
także prognozowanie pogody - jeśli tęcza jest na zachodzie, to zacznie padać, a jeżeli na wschodzie - nalS.tąpi rozpo,go:dzenie. Czerwony kalOT tęczy kO'j.ar.zysię z winem, zielony z trawą, żóŁty ze zbożem lub kukurydzą. W za1eino'ŚiC.i00 szero'kości
jednegQ z tJ'Clh koil,oróiWtęczy lud odg'aduje, które z upraIW da dobry urodzaj -
342
Recenzje
wtiJrmice, łą.kIi eLy zboię. W.edłiwg innej legendy, jeden z zak'Ończeń łuku tę<'zy zawsze jest za'!llurlZooy w r'zece, jezi'Drze lub moflZu i pije w.odę"zło~ym
k:ie'liJchem'·.
Jeśli jal!demuś czł<J,wi'e!kowiuda się za:brać ten kielich, lo wówczas będzie najsZJc;z;ęśliwszą osobą na św.iecie. Inne wierzenie głosi, że przejście pod tęczą grozi śmiertelnik·owi automatycznie zmianę płci (s. 462).
Dość bogate i ba11Wlnesą w.ier:zenria w du,chy, diabły, dem<Jny i irune nadprzyrodzone siły. P<Jwszechnie stasowana jest medycyna ludowa,' o c.zym pisze Lilija
Radewa (s. 478 - 488).
Osobny wWlział zajmuje w tej monografii folklor, któ,ry w tym regionie jest
szczególnie bogaty i wciąż jeszcze' żywy. Kostadin Dinczew daje ogólny przegląd
dort;Y'Clhc.zaJSowcg'O
s1'alnu badań i omawiako.Jejno
hryJkę ludową - pieśni obrzęd:owe., mi~y,czne. ballady, reil:i:gijno-legelllda.fll1e,tekJsty pieśniome o stos'unka0h międZYiludzkich, poŚiW'ięccmepracy, milosne, folJkloJ' d'ZJiecię-cy,pieśrui epickie, hajduClkie.
hist.o['ycrzmo-reiW'olucyj:ne oraz partyzanc,kie (s. 491 - 539). Autm omawia dość pobieżni'e ten niewy'czer.pa:ny Slkalrbkultury duchorwej nie da,jąc naiwet żadnych da,ny'ch
bibliograficzn:J.:ch cytowanych f.ragmentów, czego nie można powiedzieć o Ewgenii
Milcewej, która zajęła siG pnuzą ludową (.s. 540 - 560) i zadba·la o zao.p.a~,rzenie analizowanych telk:stÓ!wod!powJedn.im.i m CltrrY'cZJk.ami.
Material ten tym baJr.dZJiej esl cenny, gdyż został zebrany podczas badań terenowy·ch (w latach 1972 - 1974).
Ilija Manolew przedstawił
bogaty fol'klOif muzyCl'Jny (s. 561 - 622) p~s'iadający
wJele orygilna~ny'ch cec,h. Omawia ort metrykę i rytmikę. Daje talk,że !luty melodJi
159 p'ieśni ludowy.ch śpiewClJny'ch bez akoll1iPaniamcntu instrumcn~óow muzycznych
oraz 11 wyikooywanyc:h z. o.rkiieSitrąludową.
IWalll Konew zajął się charalkterystyką
gwar, które z.achowaly wiele <Irchaiezny;ch cecrh (s. 625 - 64'7').
Zakońrc:zerne nie wybiega poza ramy mono~rafii (s. 648 - 652). Podana jest bogata bibliogTrad'ia (.s. 653 - 662) prac ogŁaszanych dru,kiem oraz archiwaln)'lch (s. 662- 664). Indelk:s opracorwany przez .A.m:nęGeO'r-gij.ewą, Marię Galanową oraz SwetłG
Bog.dano,wą (s. 667 - 58'5) zamyka tę ciekawą pra,cę.
Omawiana monografia jest k'opalnią wia:domości, bogato i:lu'st·row.aU1akololfowymi i c,lar,no-bi1ałymi i'lustra,cjami. Jes.t cenną le'kturą dla etnografów i fo~klo['ys~ów,
pomalgającą zapoznać się z oryginalną i egzotyczną kulturą ludorw.ą tej częś'Ci Macedonii. Służy jednocześnie jako źródło do prac porównawczych,
gdyż pozwala bowiem oc:I:kryć odrębne jak też i wspólne wc'hy z ościennymi naa'Odami.·
Kole Simiczijew
Blasius Niawika: Die TJ:a.ch der Sorben 'um Nochten. Gerhard Apelt, Alb.recht
Lange: Die Tracht der Sorben um KUtten. Bautzen: Volkseigener Verlag DomOIWina
1979, 120 s. 83 iI. przypisy. Sorbische Volkstrachten.
5 Bd., H. 5. (Druga karta tyt.
w jęz. gÓrIl1o'lużyrak:im.Teikist ,w jęz. niemieckim igó'l'nolużyckim)
Zasłużone wydawnictwo
"Ludowe nakładnictwo
Domowina" Budysin (Volkseigener Verlag Domowina, Bautzen) wydaje od roku 1954 tomy z serii "SCiI'bske
na'rodne orasty" (,soT'!)i'.>cheVoJikstlralcht-en),w!Clhodzące w Iskład atlasu socbołużyckich strojów ludolwych. Piąty i asrŁ.aItnitom wspomnianej ser,ii zo·s.tal poświęcony
strojom lu:dowym, 'które już zanikły i ,podziel<ouy na sześć odrębnych zeszy'tów
Oma:wń.any tU/taj .zeszylt ,piąty :zawiera diwa następujące
po sobiie opracowan'ia .gór-
Recenzje
343
nołużyclciJc:h S!lrojów ludowyc·h zokoJk
WQchoz (niam. Nochten) i KUe'tnoho (KJ.itten), na północ od Budzisrz.yna. Miej'scowości te zamieszkałe były przez ludność
wyznania ewangeHckiego, noszącą strój ludowy do ostatnich
dziesięcioleci XIX
wieku.
UkŁad ca'łoo'ci jest jasny i przejrzYls:ty" a ;po<szczegó,1ne'rowdziały pierws,zego
opracowania zostały poświęcone: 1 - omówieniu położenia miejscowości i warunkóiW ekonolm~czno-sO'cjaanYlch by~u łUldności Q:raz· olcNIie ż'ródeł do opisus!t<roju.
2 - h3Jsłowemu omówieniu wszyst.kJkh częśc'i Istrolju ik"ob'ieckiego, 3 ogólnemu
opi:sowi i5tJ'ojów kobiecych: a wyjściowych i roboczych dziewcząt oraz mł·odszych i sta:I'5'zYIClh
kobiQt w 'różnych ~poo"3Jch
roku, b - obrzędowych tj. kościelny,c.h.
taneczny'ch, w e9eUiny:ch,chir,zestnylch i Żiałobnych', 4 - bard:zo skróconemu ze wz,glę.du na braJk ż·ródeł opis·o.m stJr.ojów ,dzieC'ięcyc.h i mę'silu,oh, 5 - omówieniu materiałów, .sposobów wykona;nia li przechowywarriaoc!.zieźy,
6 - zdobnictwu, 7 rO:Łwojowi ubiu.ru, 8 - xoQIli'sttroju w żYlciu 'gl'U>pyIWłej:s'kiej. Na uwagę zasługuje
7.Cl5"ta·wien!ie
IW języku górnołużyckim
ważniejszy;ch olkTe$].eń elemeni!:ó,w st;wju ludo,wego or,az i'ch ,o,bja$n~ienliew języku niemie'ckim.
DDUlgicopI'a,cowanie o sVroju z Kletinoho (Kllitten) jelst krÓ!tsze i zawiera mniej
To'zdZ:iałó,w,gdyż o;puSlzczonoopis warunków elk.onomiczno-soicj.aqnyeh, jaik ['ólWnież
omówienie maieTllałów, s;polsobÓiwwyko'Ua;nia i pTzelch.QlWywania odzie:i.y oraz jej
roui w ży.ciu gnu.py wiejskiej.
Mated,ał :ilustracyj'ny celoowo wyodrębn!iono, dru!kując g.o na do.hrym papierze
kJredOlwym. Wyfkorzysi3Jno tutaj główinie czarno-białe fotQgrafie Z;felko.nstruowanego
stTojU z o'koliJc Woc'hoz ,(Nochten), dając do.datk'OWooparę dohrych fologa-ami k'olor·owyc'h, dos'kO'naile :prezenitJu.jącY'ch{).dmia.ny tego ~roju.. Zamies':uczoll1e reproduik,cje
dziewiętnastowiecZJnych rysunków i fotografii posłużyły do opisu niezrekonstruo..va,negoIstiroju z K,letno.ho '(KUtten).
Lepsze nIi:i.'w 'poprzednich .tomach opracowanie ,graficz,ne i technika druka'rs'ka
oraz 'zwiększenie liczby bar:wny;ch fol:o.graJH nie .re'kampet1JSlIją niestety Zlmn:iejszenia formatu zeszytów z 44 do 22X19 cm, co sprawiło, że ważne dla badaczy szcze,góly.stały .się mn'ie'i ozyttelne.
Chcąc właśo~wieoc'enić walory omawiillnej tutaj publikacji - ItJrzeba się za.~anowić jakłm 'celom może i 'Pow~nien islużyć atlaJs ::'lt:ro,jówludOlwy;ch. Będą to :po
pierwsze cele popularno-naukowe,
które zeszyt piąty serii "Serbske nar,odne d.rasty"
osiąga w pelni, a nawet pf'zekracza znacznie przewidziane dla takiej publikacji ramy.
Drugim 7. celów moiLe być 'opracowanie "ko.stiumu" ludowego dla potrzeb estradowy,ch. W .i;rutere.s.ują'cym lI1a·s zeszycie są dobre foto.g.rafie zrElkons,tTiuow,a1nego
stonoju, lecz br<1Jkwyikrujó:w a pr;z)'lna j:mniej zwymiarowanych
krojów i WLOTÓW
zdobniczych oraz opisów sposobów wykonania
poszczególnych
elementów
ubioru
uniemożliwia poprawne jego odtworzenie.
Trzeci i o'st.a.tni cel .POIwinien być naukowo-dokumentacyjny.
Zast.rzegają.c, :i.eatla.s .strojów ludolWych inie musi Ispełniać równocześnie wszyls'tkkh tych zamierzeń - trzeba jednak zauważyć, żc przygot,o,wany z takim nakładem pracy zeszyt
ma jedna;k pewne !bra'ki w tym O'Slt.atn]mzakres,ic. Podjęcie tTlIdu Tekonstru~cji
stroju ludowt.~go, .ktDry 7.3Jnikłow badanych okolicach, zasługuje na uznanie. W pracy rue znajdujcmy
jod,nale WlZmianiki, ikrt:óre z prezel1itOlwanych części stroju 'są
ryryginallne, a które ,rek(ms'truoQwane, nie dowiadujemy
.się też jaka byla metoda
Tek'Onstru:kcji poszczególnych elementów:. KO<l1!i.ecmewydaje .się ws'kazamie ŹTódła
.rek:orJIStm:k'cjifragmeniuodt!Wlor:zo:nego oraz miej:sca ·przechowyrwa;ni.a i .metryki fragmentu au,1eniy,czneg'0.Powo!.ywa.nie 'SIlęna bezimienny>ch mf,o.rmato:rów bez odsłył<lnia .choćby do ma.ter·iałów :niep'ubE~kowanyc'h >t3Jkżeni-e jest przelkony:wujące.
Szkoda róWlIliC'L;, że autorzy opracowańr.ie
uwyputkUli bardzie:j z,n3lczen1a re-
344
Recenzje
likto.wych słow.iańSkIi·CJhe:lemenitów ubioru, które wClhodzą w ~d
.pewnych zastawów 's1;iwjów, zwłas:zcZJa !ty;pu ,obrzędOlwego,. Są to dla przykładu żaIobne"plachty"
z białego płatiI1.a I1Jnli
an ego" ozdobione ,pryrriityrwinym haftem krzyiŻylkowym. Wydaje
się !baJcie, iż baro'zo· l\lrr:o'Zma'ic'oneli rozbudiowa'ne w k,o\biecych lSitrojadl z \Wochoz
i KJletnoOho'nalkrylCiia·głowy zalsłl\l'gują 'na jeszc'ze dokłaidin'iejrszy OIPis z anaJlizy Ity:powylCJhmotyrwÓiWi techn'ilk ha.fciaI1skliiah:lub 'innydh 'zdobień, podiami·erm'ZlwymialI"olwanegolcroju
itlP. Przylstlrój .gro.wy jest rw :tych ubioralclh elemen·tem rz.naczącym, gdyż
głównie on dlm-eśla fwnlk'Cję svroju (np. strój kO'kielny, weseLny, ·cł1JI'zast.ny)a niekiedy przY'naleiŻność do pewnej grupy wieku (dziiewczęta - sta'J1szc kobiety) i stan
cYlW'i1nynOlSlicielelk(panny - mężatki) ..
Mocmą sitlfoną !pie.I'WISzegooOpraoowania ,jes.t opis w;anu,nkó.w ekioHomiczno-łSpołecznych, w których żyli nosicicle stroju z okolic Wocł1Joz. Na uwagę zasługują
też ChaTa,K,terystyilciu'błiolTó,w,uiSzeregowany.ch IW zależności od 'i'oh obandw ZiróŻl!lioowany,ch fU1n!kcj'i:od sk'r,Oimnej odzieży robo.czej do najowoobnie.jszego 1.>1;.rotiu
we,;.elnego.
Ubiery i stroje ludowe zaprezentowane
w wydawnictwie
"Serbske
na rodne
masty" lSą 'ruieZifWyIkJ!e
:interc:sują,cym doikuornen't-em odTębności kullj;ury Serbołużyczam. Slo,wa ipOdzięlkolWan'ia nałeżąsięWltęc
etnografom
i Teda'ktorom "Irushturta
za serbski ludospyt w Budysijne" (lnstitut' fur Sorbische Volksforschung
in Bautzen) za podjęci>e li kOol1sekwen"tne reaE1zowanie trudnych
i mo.zal.nyc.h pr,ac badawczych oraz wydawniczych
związanych z publikacją
kolejnych tomów i zeszytów.
Zofia
Grodecka
Blasius Nawka: Die Tracht der ewangelischen
Sorben des Bautzener
LaruJes.
Bautzen: VIQIJ.k!sergenerVerll:ag DOm'owi.na 1i979, 146, IS. 95 il. pr'l.yp1sy. SOlrbiJsche
Volks1:'!"a,chiten.5.. Ed, H, 6. (Dru,ga !karota 1:yt. w jęz. gÓIT"fiolu'ŻylClldlm.
Telkst w jęz.
niemieclk1m :igórnobużydkm)
Ostatni jlUż zes.zyt tomu !piątego z serii "Serbske na.l'odne dra.sty" {SoiJ"lbi:sche
Volkstrachten)
zawiera studi:um zani:kłych w końcu ubiegłego stulecia strojÓ\W ludowy z obszaru około 35 parafii ewangelickich,
poIożonych na terenie i w okolicach miasta Budziszyna. Mieszkańcami
tego obszaru byli w polow,ie dziewiętnasItego wie!ku ;pralwie wyłącZJnie SeI1bobu,żY'czanie.
W omawi.anym .twta.j opracowaniu
z·achowano anall,ogic.zny jaik w poprzednim
zes.zY'cie wkla.d treś.c~ li lj;yt'Uły p'OIszczegóŁny,ch roZ)dzialÓiWo,ak również slorwniczek,
w języ!ku gómołużys'kim,
waŻd1iejlsz)'iah części Sltrojó,w z objasnieniami
w języku
niemieckim. Opuszczono tylko rozdział o zdobnictwie a dodano dwa inne poświęcone 'QlpisolWibadanego ISotlJ"oju
IW la1:alch ,pięódziasiątY'clh XIX wieku olI"az ·anali·ZIie
różnych oczynmilków.,lkJtóTe wpłynęły na wy,gląd i r·o'?Jwój :tegQ pię'kJnego ubioru 'ludOWego.
Szata grafk=,
teclhruilka :reproduk,cjli i fo:rmat są 'identyczne w obu zaszy;tach,
nie ma więc IpiOItrreiby,pOlnownego i:ch omówienia. Trzeba jednalk Iraz jesZicze podkreślić celowość zamieszczania barwnych lub czarno-białych
fotografii osób w kompl et nylch stł.'!"o'jalch,a me ,kolorowych p1au'sz, !których -twórcy IlIi'e pot.rafią :z.wykJ.e
oddać !Wiernie wSlzystkkh ISz'czegółów .i propoJ"Cji Istroju lliudiowego.
Ro'Zsze·rzen; ~ zaJk.resu temaityczneg{) 'i dOldalni'e peWlnyeh T·owziałów do opraCQ-
345
Recenzje
wania o s'tJwjaJOh ewalngelickich SoobobuiŻyczan z dkoLic Bu,d21i'szYlnaWlPlynęło bardzo d()da~lnio na jego wa[ito'ść. !Poważnie ,wzwsła też iW Istosunku do poprzednich
ze5zytów liczba 'wy/korzysta,nych źródeł. Zaletą opr.aaowania j'es,t tPonaldto olsadzenie
badanego 'stroju w /konkretnym Ś;rodowU1sku,czas'ie 'i \wall'ullUkach,~po.łec'Zj[1o-elkon'omfuczmy.ch.ZasłiUJguje Ito na pold!k,reślenie, gdy.i; niektórzy ibada'cze 'Poprzestają tydko
na opisie \sameg,o 1S1IHlIju
i jego S'zc7Jególów, c'o' nie po'zwa1a 'na właśc~wą .aJrualizę
ubioru jaJko 7Jj3IWiJS/k:a
Ilrultuwwe!go. Z,wraca uwagę wszeC'his;ttronno'ść dociekań autora inad Jróżnym'i cZJ'lTl:nLk.amli,
\które wpłynęły na ,ro7JWój, formę i zasltOlSOl\V,anrie
badanego Istrnju, z uwzględnlieniem
podst.awowej p.ra,wdy, że ubió.r !LudolWYnie
jes,t t;wo,rem stałym, lec,z podi>egający;m ciągłY'm zmialIJom pod wpływem ·oddzLaly- ..
wań zc1Mnę:t.rznyJch.ROZJdzialy opiSlUjące, na podstaJWie 'przek'aiZów histolry;cznj'1eh,
wygląd .tego 'Stro'ju w pewnych etapach rozwojowy;ch (l,a(ta 1700, 1'700, 1'800, t8.15,
11840)są wlaś.ciwym do,pełnlien'iem cennego opr.ac·owa'ltia.
Przechodząc do szczegółowego omówienia recenz:owa~ego zeszytu lTIJuszępo·wtórzyć niektóre uwagi zawarte w recencji poprzedniego,
a szc>zególnie podkreśtić
podjęcie trudu rekonstrukcji
str>aju, który zanikł.
Ze wcstępu do,wiaci'ujemy .się, ż·e do IOdtwoTZenias,tro,ju ewa'I11geilickich Ser!)o'J·!użyczan z Budziszyna li jego okolic poslużyły 'l'óWlnieżodnalezio:ne w tereln1e komplety i fragmenty ubioru oraz zbiory dwóch muzeów. Przy prezentacji na wspólczesnYich foJtogra;fia:ch talk 'kooffipletó'w jak oj fragmentów
tego SI1Jrtoj.u
po,żądane bylj'1by jednaJ!';:linfonnaoje, pozwalające na u:ciO'ku'men1·Olw.aJne
o·j'różn'ienie częś,cIi()'ryginalnych od zre.k.()'rtsltruo<wa;nych.Dla badaC'za lnie jest też ·cbojętne miej's.ce prz.echowy·w.an;ia I()ryg.inalnYich <fr,agme11Jtó.wstmju i i>ch metryka,
j,ak terż żródła .rekonstrukcji poz'Ostałych fragmentów,
np. określony CJksponat muzealny,
przekaz
ikonO'graHczny itp.
Interesujący i Ifzuicający duŻ'o śW'iart;1a,na sytuację żydową Inosicieli stroju jest
opis ucisku narodolweg)o Serbołu'ży,czan i ISPY'chania ·jch do roH proletaria!uu, lecz
narzuca się od ra'liU pytanie, jakie znaczenie. miał strój ludowy w utI1Zyrnaniu
i utrwaleniu ich odrębności narodowej?
Na pytanie to' nie otrzymujemy
niestety
wyczerpującej odpolWied,zi.
OmólWie:1ie poszczególnych części i odmian stroju zasłu.guje na wys.oką oc om;
badacza, mająceg,o ułatwioną ,pracę przez .wprowadzeni·e 'Odsyła,czy z op.isu ·ogólnego do poprzedzającego
go opisu szczegółowego. Specjalis,tów, zajmujących
się
strojem ludowym zainteresowałyby
jednak obszerniejsze opisy technik hafciarskich
i 'chara:k'tery::>tyc.zny'ch motywów zdo<bn:iczych, ja.ko 'c·e~lo:we'uzlwpebn·iem.ietaik oWitego matieriału ilustracyjnego,
dlatego szkoda, że w opracowaniu opuszcz·ono rozd7Ji.ało :lJd.ohniiCltw'ie.
Reasumując, omawiany tutaj zeszyt reprezentuje
najwyższy poziom wśród znanych TIam tomów serii "Serbskie narodne drasty". Decyduje o nim szczegółowo udokumeil1.to'warna.ana~.iza środowis,ka, w3'l'unków i etapów roz;wojowj'1ch sJl.,roju. jalk też
oh£ito'ść ma,ter,iału i[us'tTa:cyjnego i wy'ko'rzy:s·tanych ~ródeł oraz precyzyjne
opisy
części ,i komrplletów /Stroju.
Zoji;a Grodecka
346
Recenzje
Małgorza.ta Maij, Ludowe obrzędy weselne w Polsce. Marteriały bib1iograiikzne.
Centrum I.:OifoTlmaicj'i
iNaU!kowej !pf'obilemu węzłowego H.l Wyidawnictwa Uniwersy.tetu ,W,rodaJW;s1~iego,
WroiCław 1980, ,ss. 40.
Pomimo, Ż€ l.iteratura z :!Jak'resu polskiej odrębności weselnej jest obszerna
i różnorodna, do niedarwna jednak nie dys~onowaliśmy
j.ej zestawieniem bibliograficznym. Dlatego z saty'sf.akcją odnotowujemy
fakt
ukazania się Ludowych
obrzędów
weselnych
Małgorzaty Maj. Pozycja ta powstała w ramach prac naukowo-bardalwczych problemu węzłowego 11.1 "Polska 'kulit,U!ra.narodowa, jcj tendencje 'ro7Jw,oljoweli lPeI1cepc}a" ko.o'JJdynowanych przez Urniwemsyt et Wrocławski.
Wydana zaś została techniką małej poligra1'ii jako druk do wewnętrznego użytku.
Publ1kacj,a 'M. Malj 'ma chaifakter bibliografii problemowej. Ten typ zes'tawień
bibliogmafic,zny'ch nie 'ma zby't bogatego dorobku w ,powojennej Po,lsce. MOż,n3 tu
wspomnieć dla przykładu
o Materiałach
do bibliogiTafii
polskiej
sztuki
ludowej
(1950 - 52) l. ChmieIińskiej
oraz Bibliografii
historii
kultury
ludowej
Karpat.
Materiały
do bibliografii
polskiej.
Recenzowana bilblio,gr,a:fia za,w'iera 341 pozycji 'poda,ny'ch w porządku alfabetycznym. Obejmuje prace, :kitóre ukazały ,się o,dpolowy XIX widku do chwili obecnej niemalże. Zalwli'era publ,ika;cje 5ialmodzie1ne, artylkuły z dzieł zbio.r·olw)lch maz
CZ<łisopi'sm
'i Iserii o chalra1kiterze pJJzede wszys,t'k,i,metnograficznym.
Już sama autorlka we ws,tępie zwxódła uwa·gę na ito, 'że nie w,s'Zy:>tlkiepo,zy,cje
związa:ne z weselem :wstały uję'te. Jedną z przyczyn takiego 'stanu rzeczy było
['obo'cze potrakto,wanie
,niniiejlszego zestawienia
z. możliIwością uzupe!nieni,a i dopracolwan~a go. Dlatego ,więc byłoby cLohnze zastanowić siG w toku ewentualnych
dail:szych prac 'nad 'Wprolwad:zeniem rzeczolwego podzia'łu wewmę.tf'zJneg-odo owej
bibliolg.rafii, co ,niezmiern1ie uł<l!t,wiloby lkiorzy!s.tanie z 'tego ź.ródła, .a jednocześnie
podik.reś:lliŁobyważność niel~tórych pozycji z jednej strony, azwróciłoiby uwagę na
dru:go['zędność czy 'PTzyczy'rukaIJJsiki
:charakter il1lI1ychpublrkacjJ
z drugiej stJ:oII1Y.
NaJElŻYsądzić, że zarówno uzupełnienie 'bra1ków, jaki
zwrócenie uwagi na sposób
zaprezen't'owani.a zg.romad7JOnej bibliograf H będzie miało miejsce w przCfwidy,wanym
przez M. Maj slZlczegółOlwymdo.pra'co,wa,niu niniejszego zestawienia. Bezsprzecznym
poz06taje jedna1k sam !fakt OipU'b1i'~owa'niategoż oprac'Qlwania, które w nie małym
stopnJu wYlPełn'ilo luikli na etnogiraficznym rynku bibliJografkznym.
Irena
D. N. Goberman,
Iskusstvo
Gucu~ov,
Kabat
Mo,skwa 1980, 'ss. 52 il.
Wydawnictwo
"Sovetskij
Hudoznik"
wydało
interesującą
pracę
poświęconą
sztu'ce ludoiWej HucułÓiW. M,imo że ,nie ma ona charaikteru 'naullmwego, zasłulguje
!la
ba,czniej'szą ulwagę ,po,l:slkiego czytelnika.
Ujmuje ona w lSynte'tyczny ,sposób
całą sztukę [lUdową tej gru'py li wobec braku 1'iteratu.ry powojennej 'w tym wkresie stanowi dobry materiał faktograficzny.
Największym
walorem tej książki
jest jej cZGŚć ilu:str.alcyj,na s'kładają.ca 'Się z 204 zdjęć, w dużej cZGolciImlorolWych
Na wSltę,pie 'k.siążki pnzedsta;wliona jest mapa HiuculsZlczyzny z zazmaczeruiem
najwa'Żmiej!Szy1cihmiej,sc'O'wośd. AU'tOT oma,wiając ,sztukę !ludową Hucułów s'kuJ)ia
się głównie na rzeźbie w drewnie i snycerce, garncarstwie,
włókiennictwie, ma-
Recenz;e
347
1arstwie, mosiężnictwie, sztuce obrzędowej oraz a.rchitekturze. Obok krótkiej cha·
rakterystyki tych działów sztuki omawia on najważniejszych
współczesnych i dawny.oh :Ł!wÓU'có,w
łfucui1s7Jcyzny, taldc·h jaik: Junij i Wasyl S21k'l"ybJalkOlwie,
JIUif'i,ji Semen Ko.rpaniukowie, Aleksy BaJClmunski, Ivan 'i Pliatr Baranow,s'cy. M~mo wieillU
za,lm ja/kie 'ta pr<lloa posiada, jest w niej Ikirka lIli,eśoisłości. JIUri.na W1stępie Goberman definiując termin Hucułowie twierdzi, że jest to "nieduża grupa etniczna
Ukra,ińc6w" (,s. 5). Bardz.iej moŻ/na ;by :się ,przy.chylić do stwJerdzenia, że je:st to
u!k1raińSlkagrulPa e.tmoglI<lJiczn.a,.gdyż grUipa etnkzna nai\vet n'ajmniejlSza :nie może
sit; zawierać w ~,nnC'j gru'p'ie eLnkzmej. Kolejna nieścisłość, to piso,waia .n=wislka
ga'nn'carza BachmiI1Sikie.go. Gobe:rman podaje pisownię Bachmatju'k dodając jednocześnic, że podp~sYlwHł &ię "także jak·o Bae'hmiI1lsoki(.5. 26). W części i!1ustiraJcyjnej
zamieszcza on jednocześnie zdjęcia przedstawiające
dzban wyłvonany przez Bachmińskiego. Widać tam wyraźnie początek nazwiska Bathm ... pisanego alfabetem łacińskim. Wiadomo je.dno.cześnie, że na pracach podpisanych alfabetem cyrylicznym widniało nazwisko Bachmartjuk. Jest to o tyle normalne, że wśród Hucułów żyli i pracOiWaili,ludzie pOII:sikiejlll.airoDdo:wości,
do Iktó,rych ,należy wlaśni'e zaHozyć Ba'chmińskiego i Piotra Napa z Kut, którego jednak Goberman w swej pracy nie wymienia. Te drobne uwagi nie obniżają jednak wartości po,znawczych tej pracy.
Na końcu książki zostały umieszczone: spis ważniejszych miejscowości Huculszczyzny, spis skrótów użytych w tekście (odnoszą się one do muzeów, których
eksp(ma,ty 'zo.s'tały zarpreze.ntowa;ne w pra,cy), 'spus :Husrtr,:llcj'i.oraz blliblograf~a. Bra·
kuje jedna:k w tym aneksie ind(~k.,,:;unazwisk, przede wszystkim
twórców ludowych.
Mariusz
FOLKLORYT
I
NARODNITE
TRADICll
KULTURA,
SOFIA
W
SYWREMENNATA
Baumann
NAClONALNA
197'0, ;s;s.222.
Omawiana książka zawiera referaty wygłoszone na II Sympozjum Folkloru
Bulgars1k.iego, 'któlfe odbyło się w dn;j.a,ch 9-10 maja 1973 r. w m~e~cie Bałcz.YJk,
Tematyka referatów dotyczyła obecnego stanu fołkloru bułgarskiego.
Todor Iw. ŻiwtkoQlW
Islk-upiłIs:woją uwagę lila cieka:wym zagadn,ieoni'll, a mia,nowicie Ina 'WJs'półczesnej follklory;sty;ce .bułgamkiej. Zaz.na'2za ,on, iż .follklo.rystyika bułgars,ka z.ajmuje slię współc:zesny.m ll"oZlwojemprocesu twór,czoścli lludowelj, natomia5l1:
nie ma żadnych prac o jej roli społecznej. Aut'or ,podkreśla, że folkLor wywiera
duży wpływ na nową kulturę Bułgarii, która zachowała wiele archaicznych
elementów. Dopaltruje 'się o.n moim. obecności twóDczośd ludowej we W1Spókzesrr:tej
ku),tUlrze nalrodowej ikraju. Podaje, że na fe:stiwalu :pieśni li tań'ców ludolwyc,h,
któ,ry odbył się w mieś,cie Ko;prYWl3ity,ca"w 1'9'71 r., wzięło ud.ział 60 t)'lSli.ęcywylk,oll.aWCÓWi 'wi,dzó,w. O P(~Im'laJrności poezji oj melod:i'i ludow'ej w Bulga1rii św,i,ad.czy
fakt, jak podaje Żiwkow, istnienia kilkudziesięciu
zawodowych zespołów folklorystycznych li że pfOlg'ra:m!teleWizyjny tn<lISYc'O'TlY
jest pieśn'1ami ludowymi. Aulto·r uważa za autentyczny także foLklor prezentowany
przez owe zespoły zawod.owe.
Stefana Stojkowa pisze o rozwoju i współczesnym
stanie bułgarskiej
pie~lll
1udo.we'j. Poopiora (lina słuswą tezę" że i w naszy.ch 'cz.a.s·achwśród ludu żyje wiele
wa:ri,antów i 'l11IO'tY:VVÓIW,
j<lk'ie istniały 'ponad Isto lat temu. Udow:o,dtnHy to zresz.tą
348
Recenzje
badaJIlia te'renOlWe rplrzeproiwadzo.ne ,po II wojnie światowej nie tymko na ziemiach
Bułgarii, lecz i w Jugosławii. Na przykład pieśni weselne emigrantów z Tracji
osiadłych w Besarabii i Dobrudży nie uległy zmianie w ostatnich 150 latach. Autorka jednak zaznacza, ze zanika powoli obrzędowa i obyczajowa pieśń ludowa,
a tailde - hajducka, historycZll1a, mityczna, ballada oraz pieśń o treści społeczned.
,WsIPółczesny stan bułga'rskiej prozy ludowe jest tematem
rozważań Rosicy
Angełowej-Georgijewej.
Autorka twierdzi, że niektóre rodzaje bajek już w ostatJnkh 40 la,ta;ch zall1li'kły, n atom'i<llsrt nadal żyją IUitwo,ry ,o zwier,zęta'.ch 'i ,nowele.
Prozaiczne UJtiwOlI"Y
ludowe jednak, Ikltó,re za'chOiwały 'się dotąd, l'Jmicniły Stwoje 'trady'Cyjne formy. Baij!ti fa'nrt'aISttyc.znenp. oporw'iaJda rs'ię :dziś w BułgLłJniilwyłącznic
dzieC'i'om, inM<JUTI!ilalS!t
!legendy ZJWiązane z topo.nimią 'fla,da:l żyją 'w ni()ZJTiienionej
fO'1"mie, a legendy ·0 IPO!srtalciach'i ,wydarzeniach
hi'storyC'z.nych żyją co praJWd'J
w&ód ludu, locz w wciąż z.mieniających się rwersjac·h. TalkaZJres.z.tą jest tendencjatych
ut,worów [ucto,wych i 'll 'pozoist:ałych narodów ibałkańJS'kich, gdzie dOlffi'inuje
problematyka
spo,łecLJn:a a treści Irea1i<sty,cznej. Angelow'u-Geolrg,iijewa pcd:krreśla
Zlmiany, ja~ie w;spółczerSlny bajarz wprowadza do znanych iwąitlków podają:c przykład o powstaniu świata. Bajarz bułgarski unika już dawnych biblijnych pojęć,
co .autQlrlkanazyrw,a ,,.moderniiza·cją". J€lst to iW)'lnik dąż'ei! do 7,l.iJkrwidiowa'niabst:r,akcyjnych pojęć i dopasowanie dawnej treści bajek do wiarygodności.
Podaje ona
t a!kże, że 7Jmn'iejsza ISię liczba ,bajarzy młodrszego i śrec!Jniego po,ko.lenia, ponieważ
w osta,1Jnic'h 3U-40 ~ata.ch uległa zmialflJie ku-1tUlr.aludowa, a co 'za tym idzie, zmienia się również i skład odbiorców iinforma:toTów.
Jak i u pozostałych Słowian,
tak samo 'i w Bułgarii, najbardZ1iej Q1dpmlllena .zmialny 'są utWiory ofurukc'ji zabawQlwej 'i wychowawczej.
Na 'podst:a:wie ,właJsny,oh obserwa~cji ,i ba,dai! terenowych
autorka podaje, że nie tylko zmienia się treść, lecz taIcie i język bułgarskiej prazy
ludowej - wpro:wa.dzome są wyrazy, jalGich przedtemchtop
,nie 'u'żYlwał 'i nie '1'0zu'lThiał. Ten gatunek 1.wÓ1"czoś·ciJludowej żyje 'nadal w regionach oddalonych od
oś.ro.d.kó,w rprzeroysłowytch, gdZie jesz,cze tra,dy'cyjiDla ,ku'ltwra ,ludowa zachowuje
swoje funkcje.
Kryte,ri,a współczesności w folklorze słowiańskim ,roz.pa,truje Nalt'arlia Silumadu
z Kijowa. Po,wołują'c się na badaczy k:r.aj6wsłowiaI1l3kich dochodzi ona do wniosiw, że sporo wątlków żyje 'nadal wŚTód narodów słowillM:k,j'ch iprzy równoległym
powstawaniu
nowych utworów. Twórczość ludowa, według niej, nie zanika na
ziemia,ch gdzie tradycje isą bogate, 'w U"e'gUo,na1ch,
gdzie fol'k'lor poda:w.any jest prileróbkoan, a więc 'gjdzie .jest on a.ktuailizowany, oraz na obszarJlc'h, gd'z.ie pow,stają
nowe u,two:ry.. Do D1aj,odpo:l'niej'Szychurtworów ludowych z,alicza ona pieśi! łudową.
wymienia np. ukraińJskie kołomyjki .i biał'O'nus'klie przyśpiewki,
ros yj:sJ1-(ii
e, ukrainskie czastuszki,
monostroficzne
teksty pieśniowe istniejące
na ziemiach Rosji,
Ukraimy ,Białorusi, Jugosławii i Polski.
Ten sam tem.a't p.orusza również 7Jnany follklOlryS!ta rosyj:Slkii, BO'ry,s P;utiłow.
lecz olgranuc.za slięon jedynie Ido te:renów Rosyjskiej SRR zaz.nacZJa,j
ąc, .iż obser'"vuje się przelk!sz.takenie ·g,taryc.h :tra!Cly.cj'i,które IW zmientiOO1ejfo:runi'e na.biera:ją nowych funkcji artystyczno-estetycznych
(np. populanne trad:l:'cyjne wesela, obrzędy
kahndanzo,we).. iPUltiłow podkre~la IPrzeniJkanie folkllOrru do IWSipólczes;nej kultury
rosyjskiej i to przez różne kanały sztuki zawodowej (np. wpływ twórczości ludowej na literaturę,
teatr, symfoniczną, operową i kameralną
muzykę i kino). Za
waJŻine zadanie dlla !f'1okłorystów radzieek.uc:h uważa 001 badania nald 'regula'rnością
i ItendClI1Jcjąroowoj!U foliklaru t'nadY'cyjnego z 'Uwzględnieni'ero .prawidłowoŚci 60cjailnego i ikutbur.alliI1'O-bytOlWego
uo.zwoju k:ra!j.u.
Zagadnie.ntie W1s,p6łC'zesny-chga.tunlków f,o]klorys;ty:czmy-ch Czechosłowacji
po,ru-
Recenzje
349
sza Bohwslav Benes z Brna. O roli 1'ra'dylcyjnej kuH'U'ry iludowetj iW .życiu ws;półczesnym NRD 'Pi=e Hamnan Schrobach zaznaczajqc, iż wątki z XV i XVI w.,
które cieszyły się dużą popularlIlością, obecnie nie są już popularne wśród młodzieży llIiemieckie,j.
Nicżyją'CIa już Bułga.l1ka, T.atja1na Kolewa, zajęła !Się obycza6ami i oibcr-zędami
ludowymi. Podkreśla
lana cechy hii!stO/fY1czme
i etniczne
uby,czajów za>z.nacmjąc,
że nie są one tY'lko środkiem 'Przekazania wCl'rtośoi Ikulturowych, lecz i elemeDJt.em
kwltury. J~o
takie, obyczaje i obnędy
są lIliena:pisaną historią Qlsią·gmJięćduchowych minionych
epok dając możliwośc.i rekonstrukcji
poszczególnych
okresów
rozwoju społeczeńisJtwa. Ponadto w ob}'czajach ·i obrzędac·h 'ludo'wy,ch, Iwedłu.g 'autoriki, zawanta jest fu.rukcja określanych -sY'So1emów
soc,jalnych.
Znany muzyokoilog bu~ga'nski, Todo.T Dżidż.ew, p~sze a wspóŁczes'nych fOlrmach
folkloru muzycznego. Zwraca on uwagę na dy.ferencjację pieŚini ludnwy.ch., które
zatracily już swoje pienwotne zmaczenie. Część ,pieśni i :trańocó!'w
odchodzi z !I'epertuaI'u, gdyż zostaje zHkwidowa'ny ich pralMy.czny zw:iązelkz żydem ludu. P.odkreśla przy tym, iż popula:ryzacja melooii ludowej przez artystów, radio i telewizję przyczY'nia s.ię do zachowania pewnych iIltwo.rów,a /taikże duży jest w tym
wkład 'szkoły oraz chęć młodzieży do opanowania g)ry lI1a u,nstrumentach ludowych.
Podobnym zagadni€'Iliem zajmuje się llija Manołow, który radio i telewbję lliważa
za ;naj:baHiziej au,torytatywnein:sty;tucje
wku.ltywow;aJn~u
twó'nc;wścJ ludowej.
Ludv~k KUl1C rpi'sze o muzeach illJst'Tumenta,lnej muzyki ,ludowej w Czechosłowacji, a Was'iłka Kuzananowa porusza obecny stan bułga,rskich bajek fantastyczny.ch. Z ImJei iRa,dost Iwanowa 'p~S'ze -o obrzędowych
pieśniach :wese1Jny,ch przy
roZJsta:niu IPa'nny młodej .z domem rodzicólw. AutOiJika zaznacza, ,iż ,cho'Cia,ż wiele
z {)hrzędowy~.h pieŚini weselnY'ch już =~kło,
jednaik Ita grupa wlCliąż jeJSz:cze jeslf;
żywa. Wymienia ona, że podobne pieśni istnieją u Rosjan, pominęła jednak ościenne narody słO\wiańoslde,,gdzie po,dobne utwory jes21cze nie zo·sltały wYiPa:r:terz rytuału weselnego.
Przysłowia i IPrzypowieś'Ci po,chodzenia litewgkiego 1stniejące w fo~k1olfZe bułg.a:!'s,k'im2lwracają uwa'gę Iwona KojnalkOiwa.
Osobny rozdział poświęcono :tolklor-owi okręgu Dobrudży. Autorzy kilku ciekawych artykułów przedstawili tradycje ludowe ziem, które długie lata znajdowały
s·ię pod pwnow ani em Ru1munii. <O gatunkach
i rodzajach, o 'ich !I"ozwoju i obecnym imanie [()IloklOI'lU
D.OJbnUldży,pisze Del,czo TodorO'W. Wyunlienia on pieśni k.ailenda:I1wwo-obrzędowe, weselne, hajdU'dklie, batllady oraz IPieŚini () lS.t·o~unK.alch
międzyludzkich, które nadal cieszą się wśród ludności dużą popularlIlością. Córka nieżyjącego Wasyla Stoina - Elena Stoina - ·pisze a rollklorze muzycznym Dobrudży,
k:tÓTY,po,siada od!I'ę,bne, specyficzne ·.cechy. Anna 'Iaijewa naltomiaiSt za:jmuje się
tańlcarni ludowymi lPod1kreślają.c orYlgLnalność ty,ch, kitóre wykollly\'Mane są po.dozas świąt kailenda!I'wwo-·obr21ędowych.
O niektórY\Clh W1spóllnY1ch
i ,odrębny,ch cechaich muzy!ki Iludowej Bulga:rów z Besalrahii i DobI'udży pis!ze N.~kolaj Kaufma:n, a Miohaił Bukureszlijew
przed-s<taJwia
sylwetkę śpiewacrz!ki ludowej Wasilii Wylczewej, od której w latach 1961 - 1969
zapisa,no 901 pieśni ludowych. Uirodziła :się :ana 120 maj,a :11906 r. 'We JWlsiKalipet'rowoo okręgu Silistm i jest WJluczJką hajduka Kara.tenasa, opiewanego w licznych
bulga1r.sckkh pieśnJiaeh iludowyc·h. Repertu·a'f owej ,pieśniarki iLUldowej Gikł!aid'asię
wyłączmie z pieśni liryc:mych. Wykonywane przez nią pieśni nadawane są przez
radio Sofii, wydano także płytę gramof-onową z jej nagraniami.
O iZWy,c,zajach iQlbyczaja.ch
DobrudiŻy p~sze M~ta
Wasillerwa, a Gal1ka
M:i'c:ha'jlowa porU!sza nielkltó:re specyfLciZJnecechy materialnej
ikuiltU'ry 1Ju,dowej tego
obszaru. Autorka podaje, że kultura materialna
tej bogatej rÓW1I1inyBułgarii nie
350
Recenzje
odbielgalJa od pOZAllStałychreg'i()!J1ówJkira.ju, Do końca XIX w. np. bud<JWano na wili
lepianikti paIm-y1e kukuJryldJziany.mi łody;gami. Chlo.p oral pJ'ymiltyIW,nylmdf6W1111ia'Ilym
radIem, krt:óre rabU sam. Do :lat 30~c'h lliłJS'zego's.tul€ICia młócono końJmi przy 'POmocy trybul um oraz walu drewnialIlego oCzykamiennego. Kobieta przędła na przęślJi.cy, a IStr,oije l.udowe :zJachowały wiele elementów sięga.jącyoehgolę'hoko
;wstecz.
Z biegiem cZaJsu jedna!k kultura
materialna
rozwija,la s,ię .szybkim tempem.
Poza wspomnianymi
artykułami
zawarto w omawianej książce
tailde kilka
pnac .pośw,ięco,ny,ch r'egiona,lnemu iollkloro'Wli :iJnny,ch okręgów lkirajlu. Geo-rgi Danozew !liP. pi'sze oistnieją,cych
jesZJcze IW okręgu Elena pieśni hajdUid~kh. Pmównuje on za;pilsy M:i<cha'iłaAnnaudowa lZ 119113 'roku (M. A'nnaudow, FoLklor ot ELensko,
,.sboflniik za naw<i'nli Uillo.twouenijoa", t. XXVII, Soi.ia 19'13) z odpOlwiednilk.ami,kttóre
odkrył po II wojnie światowej i dochodzi do wniosku, że ich treść w zasadzie nie
u'ległazmiaruie.
Anczo :KaŁojanow podaje z ;kolei nowe da'ne o trady,cjli epi.c'~iej Ina
terenach ws'Chodniej Bułgarii. Wa'rto zaznaczyć, iż w XIX w i na początku XX w.
zbiera'cze nie z.anotowaJ1i tu bOihaterslk<ichpieślJJiepkkLch, gdyż talk'ich ltTady·cji tutaj
nie było.
KostadLn DilJJClZew·zajmuje się ibr.adylcjam i folrkl,ory;sty,crzmymiMacedonii Ririńskiej. Współoczesny stan prozy ludowej w ok'ręgu Bła,gojewgrad Macedonii Pirińslkied jes,t pI'zedi!1'1l1oJtem
Y,oZlważailEWigeniu Micewej. Au,torlka poda,je, że wśród informatorów ludowych utworów prozaicznych są uczniowie oraz staruszkowie w wieku 80 lat. U tych ostatnich
n ie ma już wiary w siły nadprzyrodzone
i z tego
powodu daiWna :treść ,nielkJtó.rylchut'worów ,zQostala dopa:sow,a'na odo wspókze.snego
świa,tOlPo'gl1ąidu
TOrzlwoitniętego
już naT.odu.
Ostami Ja,rty1kuł Eleny Ktolewej "przyn~si wieJle cielkawy,ch inJonma.cji o orygin.a1JnYlcho;bY'czaja,c,hli wie:rzeni.a'Oh luidowych okręgu Płowo iw, związanych z :ttka;ctwem. Lud wJerzy np., że jeśli asn<JW,a!Często się ,plącze, to a'lbo tk<lJCZlIka
Wlsdadła
do krosna w złą godzinę, albo na krosn·o patrzyły złe oczy. Uważa się, że zamężna
kobieta nie lpQ'WlinnazdejffiOlWat zm·oona ut'kanepłÓlbno we wtar'ek, .gdyż wlsta,nie
wdową, a w tym dniu jeśli za'istnieje potrzeba uciąć utkane płótno, to witnna zrobić t,o pa.nienka.
Zawarte w omawianej książce prace s, krótkie i porus,zają co prawda zagadnienia delkawe, ~ecz l!1Iiedają wYlczerpują,cej odpowiedzi na wiele pytań, :które
nurtują współczesnych
badaczy folkloru slowiańs:kiego. Poza nieHcznymi przypadkami brak scZ.enszejkOlmpaTatylSty1k:ilIlie ty~ko vi pOTównaniu z .kulturą ludową sąsiedl1kh 'llJaTodó
•w:,
. ale .nawet i ,z tąz
Po!zOlstałych regionów 'kraju. Takie po.równanie 'Pomo;gł~y u,sitail.:ić;ty.powo Tdzenne .ut'wory ludowe, jak też prześledzić icll
powiązani'e z lo:dipowiedn:iikami u po:uo.stały·ch Słowian i il1JiesŁo'Woiań·s'kich
na:r·oclÓiW
Pólwylspu BałJkańlSkiego.
KoLe Simiczijew
.T. Hajdu;k-N~j,a:kQoWlska,Temat
Opole 1980, ss. 243.
śpiqcego
wojska
w
foLk~orze
poLskim.
Próba
typoLogii,
Seryjne wyda'w.nLctlwo, ja'kimi są .,Zeszyty Naukowe ,WyriJszej Szkoły Pedagogic=ej w Opoilu", IWLbogadło iSięo cenną pozycję :z. ,d'z;ioolziI11.Y
.genolo,giJi f,oIJJlclo1'Ystycznej. Stanowi ją omawia;na tu praca J. Hajduk-Nijakows'kiej.
Dopowiedzmy
od .rum to, :co :z.atu:sww<1łbłąd kOlfektOltski, iż rozpr,aJWa ckltytC'Zytypollogii pQł-
Recenzje
351
s k i e g o !Po d a n i a J u d o w e g o. Jest to bowiem pierwsze lIla naszym gruncie
tak śmiałe i IS<zeroko'Problem ujmują'ce z.amierzenie. Od iwielu już :lalt f,o~kloryś-ei
pod'kireślają korrlieazno.ść ,pod:jęcia 1S"Z'ClZ.egółtO'wych
badań nad char.alkitery,stytką gatun/ków ustnej rprozy {ludowej, które poza wydrrkowymi
stulCliJami - nie d!oC"Le'kałysię jeszcze pogłębi{)'Ilych opra'cowań. W kontekście
dJOciekań genealogicznych z za!kresu foliklmu wyjąte'k stanowi ba'jika, pOT. dOity,chcz.al:>ocv\'e
wypowiedzi
na temat jej cech 'k'OrlJsty;tuty;wnych J. Krzyż.anowskiego, D. Simonidesczy
H. Kapełuś.
Podanie ludowe w połączeniu z opowieścią wspomnieniową
i wierzeniową oraz
legendą, po raz pie1"lWSzydoC"Zekało się tak szczegółowego. og,lądu na,UJkowego. Jak
autorlka rrozprawy podkifeśla 'we "W'Stępi'e", przyczym zanied!ban'ia badań należy
u,pat'rywać w specylt1i:c.zmym,tj. ewolu,cyjnym funkcjonąwaniu
PQdania w świadom06ci społecznej. PunJktem wyjścia dla ,rozw,ażań Hajduik-Nijalk!oWlskiej nt. określenia galtunkowego .podania stają s'ię ;reiile'ksje zwiąlJane (L opolWi,eścią wsrpomrrieniową. DoJoortując przeglądu i intere:prretacji europejskiego stanu badań nad tą formą gatunkową, pc}.Lslkafo,lok:lory,styka dochodzi do wniOlsku, iż opowieść wspomnieniowa, funkcjonując
,w danej :S(połecznOiŚci,stosul1lk:OIWokró,tlko, stano'wi
bazę,
w opralfciu o którą rrodzi się nawy giatulIle:k trady;cyjnej Iprrozy folkllOrys;ty'czmej, tzn.
podanie lub a;neg,dota. W p.ierw,szym 'I'ozd2liale, ,poprzez anaJ1zę cech dYlstynkttywnych opowieści z życia, dochodzi autorka do zjawiska transformacji
gatunkowej,
które umożl'iwia jej nau'kowy ogląd podania.
W !konsekwencji II i III rozdział po,śWlięcone 2JOIsbająproiblematyce podania
w świadomości ll1au:'kowej fO'I:kl.o.rys'tó,w.Rozpat'rzenie doty;chcz1alSQlwyrchsitalnlOwi-sk
badawczych prwz Hajduk-Nijatk:ow,ską nie ,staje ,się ;su1crhym wyUczeniem !falkitów,
ale jest iwórczy.m i kons'tru'ktyw:nym IQP.isem jej 'wła'snego 'stano,wltslka w tej
kwe:sltiL
Polskie koncepcje określające
podanie ludowe zdefiniowane
przez Z. ŁempLck.iego i J. St. BYlS4tiran.iJa
wydają s'ię aUitorce zbyt jednostronne
i ruiewySltar-cz.ają-ce. EIk,spono'waIIlY,przez Łempi,dkiego dynamizm II"02Jwoju podania tpod:.:zas jeg-o
l1s1megopnzek,a.zu stanowi dla niej 'zbyt wąlskie 'spojrzenie na całoks'z.tał:t stpecy.LLki
tego gatunku. Podobnie skąpym w swej wymowie jest - Iwełdug Hajdulk-Nijakaws'kiej - aspekt hi-slorryczno.ści i ldkalności podania wysuwamy przez Bystronia.'
Szczegótowla 'l'nalii:za badail 's'kupionych wokół podania pnawaidzi aUltorrikę do spostrzeżenia, ri:e doitychcza-s glr.anic,a między podaniem
a legendą była stoswn:lmwo
płynna. Przede wtSzysi'kim bralk konsekwencji
w pojmowaniu
,ty,C'h io,I"m galtulltkowych daje się zauważ.yć w zbi,O["ach:tekstÓiw ludowych. W zw,iąZ:ku z tym uważa
ona, że ,,'klopo,ty z .rio.zdzieleniem legendy od .podania utrzymurją się talk długo, jak
dł'Ulgo temat będl:zJiejednym rich 'wyróŻlni'kiem" {s. 5:5). Auito,I'k.a połem:izuje jed.nocześnie z próbami określeń opowieści wierzeniowy-eh powiSltałych na gruncie europejskim. Wnit<JJsek,Ik.tóry wysuwa s~'ę z ;tego przegląd.u \Stanu badań, jrolt jednozn:aczny: za wy.róż.'IJ:ilkgatul]kawy nie może ,służyć temat lub eJement wiarygodno'ści. Przyznaje ona rację tym sformułowaniom
badaczy, w krtórych na plan pierwszy
wy,sunię:t-o problem iun:kcdi p.elnionej ,przez ten ga'bunek. '
Brak jednoznacznej
interpretacji
teoretycznej
nt. podania mobHzuje ją do
USltaIenia kryteriów, poz,wa:1ających O'kreśl,ić zespół ,cech wYTó~niającyc'h ten ga~tunek spośród innych. Posłużyła się w tym celu metodą typologiczną, czyli na prezenta,cję .formy podania zbażyły się w połą'czeniu z ewolucyjnązmiemo'ścią
zjatwi,ska piOlwtarza:ją'ce s,ię Of,al. f.aIMy wielookrotnie dQstrzeżone,. Jednoczoonie dla pebnego
kształtu podania ujęła jego fUJU'kcjo.nowarrie w hist,o.rycznYID, IO'gólno!kuU:u.rowym
i ;polity=ym
!kontekście JSytua'cyjnym. AnaJ.iizę tYiPologiczną Pf,zeprowadziła
na
wybranym mater~ale podall'1io:wym. prze:1ronywując-a mcxtYiw:ują'Cjeglo zaSitos'Ow<IDie.
352
Recenzje
A wybraŁa n.ajbia.rdtzied 'popular,ny ,wą,tek w folklorze pols'kiln, tzw. "typo,wy"
przykład podaJnia., tj. T 8256 - Rycerze śpiący, któ'ry w PoLskiej bajce Ludowej
w układzie
systematycznym
J. KJrzyża.no'w.S'kiego.reprzEll1ltlOwanyjest przez 50 zapisów. Au torika, dokonując d1ronologlcznej
klalsyfikacji :teg'Q tematu, uzyskała aż
15q wensjli, z 'k~órych najstansza pochodzi z 1,aIt20. mimiolnego stulecia, na1jpóźniejsza
zaś z 119,76r. Z aJnalizy "tereno,wej"zebira,nego
ma,teniału wyni1ka, że wątek ten
największą
żYWJotlD'OŚć
posiada ,na Śląisku 1(54 teksty ISpO'śród 'WJszYls,t!kich
zapisów,
por. 'rólwnież dołą.czoną dlo :książ:ki mapę nr 1).
Wybór tematu Irycerzy śpiących dla zamierzeń badawczych Hiajdwk-Nijakowskiejoka'zał
Slię niezwykle trofny, ponJiewa'ż umożliwił jej 'interpre:talcję nauko.wą
relacji bajka podanie iopOiwieść 'wierzeniowa
podanie. Bo:wiem p'JIS,zczególIDe teksty w zależności od formy przekazu funkcjonują
w postaci badań hiI
storycZJny,ch, wierzeniowych
bądź bajek. A zatem w niemal naturalny :sposób wyznalczająone
refleksję na temat Irodzących się różnic gatunkowych,
wzC\jemnych
wpływów i za1leżlfiośd Oirlaz zachodzącego między nimi zjawiska transfo:r.macji.
ROizdzia~ V p.racy staJnolwi alnaliza tYIPO'loglczna przekazów, Tealizo.wana przez
autorkę w dwóch zasadniczych grupach: l. Fabulanna konkretyzacja
tematu śpiącego wojska, !L. "UhisltoTYCZJDienie"temaJ1;u śpiącego wojs'ka. iPoids<ta,wątalkiego podziału stały się dwa różne sposoby f'O~klorystycz.ne konkretyzacji
tego wątku. Bowiem jedna grupa opowiadań transmitowana
jest w przekazie uSJtnym jako prezentaca pfizebiegu niezwykłe go wydarzenia,
druga nat.omiast posiada formę relacji
z histarrii
Charakterystyka
tematu śpiącego wojska, której precyzję wZlmacniają odpowiednie tabele, doprowadza młodą folklorystkę
do końcowych wniosków, których
celem jest typologiczne określenie ist'oty gatunkO'wej podania ludowego. W rezultacie wymienia ona trzy czynniki, będące podstawą transformacji
gatunków fO'lkJorysty'cZlnych, ,a to: lsy,tuację, w j,a'kiej dochodz.i do TeaJ.izJacji przekazu f'Oll:k'lory'stycznego, wpływ narmiora
na ,ostateczmy :ks:ztałrt utworu f<Y~kll:OifystY1cznegoi
,rolę, jaka
przypada ISłuc,haczo'ffi-odbiOric,om:te'kistu fol1kilory,stycznego. Równocześnie uważa, iż
os1Jateczny cel, km Iktó,remu winnyZJmier,zać jednos;lJkOlwe anahzy konkretnych
sytu,alcj'i wypowieidlli nlammtoll1a,to próba :ty;pologii sytua1cjii foJkiJOIroitwÓ1l'czy;ch.
P.odkreślając IllaśZJnaczenie 'narrato'ra w ,istnieniu I1teratury ludO\wej wyróżmia c'mery
tY1PYjego parstaiwy I('idemy;fiilmcji, względnej a'kiceptacjli, idy,stansu 'i nega'cji). WliIadomo, iż w ustnym przekazie tiradylcji f,ollkJOIry,s'tycznejiJstnieje śdsła W1spółzałeżność jej nosiciela z odbiorcą, jednocześnie potencjalnym
narra'torem. Autorka wyrÓ1Ż.lDia
Wlięc odpowiednie typy pOlsltawy ,odbim,ców (1dentyfi'kaIClji, Wlzględnej ak'ceptaiCji 'i dy1sltlansu), k,tó,re ,decydują o :spoiSobie fUDlkcj.()Inowani,a!treści fo~kłoTysty,czny,ch.
W pierwlszylch tlaltach pracy Zlbiera!dkiej badacze patrzylli na ma:teriały terenowe jako przede wszystkim wytwory anonimowe i kolektywne, a zapominali, jak
Wliellki jest 'W niich 'wkład 'iJndYlwidula!lnych wykonawców.
W miniemym stuleciu,
a także na po>C'zą1JkulDaszegowieku, 'Zlbieracze pojmowali no,siciella U!stnej tlrady:cji
jako przekaziciela
spuścizny wcześniejszych
pokoleń i nie zauwa'żali jego aktywnego wpływu Dla sam p~zekaz. Ta'kie 'spojrzenie na utwór f'Oltk'loTy,stty,c,Zlny
zostaje
WlspMcześnie posźer1zo:ne o 'Clały kOln:tek:st :społeczny, jalki oddzJiaŁUljena namat'OO1a,
a więc środowisko, z jakiego pochodzi, o zawód, zaintmesowania,
wreszcie o sytua.cję, w j,a'kiej jest !fealizowalna jego 'wylpowiedźaraz
o diane na ,temat odhio:ncóiW.
W,spółiczeSina fotlikllorystyka, korzystając
z o:siągniięć rnJauk społecznych, coraz mocniej eksponuje znalclZenie jednostkowych
nOlsicieJi follklO'ru, ich odbioT'Ców oraz
sytualcj,i przelkalZlU ustnej ,litem'tury Judtowej. l właśnie zaliJntteresOlW'aniJa
Hajdulk-Nijakowslkiej
ISą świadecttwem n01w,atonsikiego i głębokiego sporzejnia
na u:twoo:
353
Recenzje
ludowy i ClałokJsz.talt'czy:n.ników, które de.cydują {) jego i:stnieniu, 'fO'ZpowszechIllianiu'
i pO!pU'larno,śd.
W ko.nsekwencji autorka dokonuje typologii tematu spiącego wojska, funkcjonującego w trzech postaciach, tzn. jako opowieści przygodowych,
dokumentacyjn)"Ch J hi,storY'cznyc:h (IS. 226), pod'kTeŚ'la,ją~c,że po.d·s:tawo,wą pr.zyczyną po:j.awienia
się podania jest jego f u nik <: j a s p o ł e c z na. Fo1k10rystyika postu,]!Uje utrzymanie doty.chczasorwe,g-o po.c!JziaŁu,prozy ludowej
na dwie ka.Ł.egoQ'ie: ,o charrukterze
bajkowym i lniebruj:koM'ym. Do tej astJa,tniej grupy 'zalicza również podanie, 'k.tóre
- według niej - !posiada wyróżniający
go zespół cech, tj. aktualność,
prawdziwość i upo!staci'owamie ar:ty.styczne (poetytka).
P.raC'a Hajd U1k-N.ija'kowslkiej jest pierwszą na ,naszym gru.ncie próbą odmiennej lClnalizy te.k,stu fo11k1{)rY'~tycz:nego.Bo:wiem teoretYicznemu
określeniu
pojęcia
p()dania tow'Clirzy!~zy'IllG"wametoda badaw'cza, Iktórejpod'stawą
jest typologiczny
punkt widzenia. Au,torka IW konsekwentny
i 'rzeczo'wy sposób skO'nlkJretyzowała
własne pos:tu1aty nietradycyjnego
oglądu naukowego pno'zy ludowej, która funkcjonuje w 'Obiegu społecznym
nrazupełnie
inny.ch za,sadac'h niż literatura
pisana.
Wobec takiego założenia zrywa onazl1teraturozna'wczą
anahzą, po,s,tulując nową
formę ba,daiJ, której św,iJadectwem je:>t niniejsza 'ro1Jpr,a,wa.
W podsumowaniu
folklorystka
zastrzega
się, że przed:>ta1wiona interpretacja
podania
jaiko gatun'ku folklorystyc1Jnego
wymaga
jeszcze dodatkowych
'UJs:taleil
teoretycznych.
Mamy nadzieję, podobnie jak autorka
książki, iż dalsze badania
pr(lwa.dzone w 'zakresie genologii folkl,ocr·ys-ty·cznej pO'Z.lwol:-j
d-oikladnie ustalić wszelkie prawidł'owości funJkc'jonawania podania w falkl'l-rze.
Teresa
..Laografia",
t. 31, Athene
Smo!ińska
1976 - 1'978,·s·s.464.
Seria "Laografia",
odpowiednik
naszego "Ludu", jest organem Towarzystwa
Fallklorystyc.Zlnegn Grecj,i. Na lamach .tego roczni'ka u<kazuje się 'SpO'fO ciekawy'ch
pr,ac związany,ch z duchową i ma,teri.alną Ikulturą Grecji. Omawiany t'om poświęcony jes,~ zmarłemu
22 paźd:zierni:kJa W7'6 '1'. ,redakit-o.rowi nacze'lnemu, 'ZJnanemu
etnografowi,
profesorowi Uniwer'sytetu
Ateńskiego, akademikowi
Georgiosowi Megasowi. O życiu i dOIl'o,bikunau,kowym Megasa pisze M. Mera'k'lis ('s,. 3 - 14). W'spomina on o pier'W'szy'ch krO'kach tego uCZlnia .:'Iikolasa PoLitisa, który po ukończeniu
studiów Dla UniwelI1sytelciie Ateńskim i po odbytej 'specjali1J3!cji w Niemczech piast,ował -różne furukcje - do 1936 .ro'ku .był'na.u-czycielem na prowincji, w Atena'ch,
nas.tępnie w latalc,h ];936- 11955 dyrek,torem Arch~wum Fol:klOlrysty'czne<go G'reckiej
Alkademii Naulk. W :tym czasie wykŁadał na u.n~wer,sytecie AteiJstkim wybr,ane zagad.ruienia z fol'k10,rystY'ki 'i etnogra£ii. Od Toku 1947 był .ruad'zwYiCzajnym, a od
1'952 If. ZlwyczajnynTIprod'esorem UniwCftsy-tetu Ateń'skiego. Od 1960rDIku był pU'z.eW'oonkzącym Greokiego TowarzY'stwa F.ol:klorysty.cznego., a .reda:kto-rem 6eTii "La(l~a1ia" od ł952 .r. Na członkJa Akademii Nau'k Grecji wyhran.o 'go w ł970 'T., ,kiedy
oQchodzil r.:;woOe77 urodziny.
Meraklis wspomina o dorobku naukowym
Georgiosa Megasa (215 prac) oraz
pisze o je-g'O pracy orgClinizacyj.nej, a,lbowiem z jego incja.tywy zebrano o'lbrzymi
23 "Lud"
-
tom 66
354
Recenzj~
materiał literatury
ludowej i etnograficzny
w różnych regionach Grecji. Niestety
aU!tOlrarrt:y'kułu nie plisze nic <o poo'c'a/ch porównawczych
aikademika Megasa, k.1;óry
luhował się' w omawianiu pewny,ch ·gatunkówi
rodzajów grecikiej tlWól'Cwści ~udowej w porównaniu
z odpowiednikami
sąsiednich narodów słowiańskich. Prace
te cechuje ,slkrajny ma'c}olna1'izmi subiektywizm.
Meg1aJSnie przyznaw,ał ż;ldnej samorodno.9ci i 'orYlgli!1lalnoślCi·epice ludowej Słow,ian południowych,
;1 wszystko
co
stworzyła
muza ludowa tych narodów przYiP.isywał wpłYlWom gofeck~m. Motywy
z cyklu Króle'wi'cza MaI1ka według niego były Zlapożyczo.ne rz cyklu greckiego
o Dige!l1isie A'kI'J~tals.ie.RJamy tych zapożyczeń przez i'O.LklOlrsłowiański z greckiej
t wórc'zooŚc
i ludowej widział on 'wszę.dzie, co oczywiśC'ie je!Sotabsurdem. p.r;;yznawlał
tyLko jedno!kJie:runlkowy TU'ch wędroW!l1)'c:h motywów, któ'ryc,h bazą było Grecja,
a !!1igdy !I1ie choiał pTZyijąĆ do' wia'domości, że wymiJa,na dóbr ,kultu.ry ludolWej ma
wydeptane
d,wgi p;rtowadzą'ce 1Z po'ZoISotaly,ch'kmjów bałlmńlslkk.h ta'kże do Grecji.
Mega,s nie znał języków Isłowiańsklch i do swoic'h ,prac korzYistał nie z ory.ginaJ!nylch ludowych ieksrtó,w s,łowliańslkiJch; lecz z :nielicznYlch i.ch przeikł.ldów namne
języ;kieunoJPcjlSiki'e.
Następny autor, Dimitrios Ilkonomidis (s. 29 - 42), zajmuje się bajkami i bajarzami greekrmi. iPJ's:zeon, że .krąg bajaTzy .kupczy .się, a je3ZJcze u Slchy!JkuXX wickiu byli oni 'Chętnie ~aiPTas'zaJni,by opowiadać bajki po mia'stach i wsi.aoch. Bajk;ami
i:n,teres()IW.aliIsię rybacy, iSlklepi'kame, młynarze, 'szewcy i inni orzemieślnicy. Chętnie
słuchali ich także pasterze. Lud grecki cenił ich, a niektórzy z bajarzy mieli wyjątkowy :talent do 'Opow.iad:alnia bajek, .baś,ni, legend i iJnnych ut,worów ludo,wych.
Autor nawiązuje
do dawnych tradycji
bajarzy
greckich, jakich nie brakowało
w staroży.tnej Heilladzie i w Bizancjum, gdzie w tym ostatnim im·perium lbajki
traktowano jako 'kolysanlki.
StefanO's Imelos (s.. 167 - 1'/13) 7laJjmuje się zagadnieniem
klasyfikacji
legend
greckich. Na ten temat, jak wiadomo, nie tylko w Grecji, lecz i wśq'ód inl1ych badaiCiZyzdaniJa sią .podzielo.ne, wygłaszane są róż'ne .poglądy. Nieiktó.ny główny ciężar kładą na mitologię, historię i religię inni skupiają swą uwagę na meteorologii, geologii, kosmogonii, archeoIogii i demonologii. Klasyfikacja
ta jednak uzależniona jest od treś'cli ut:worów, gdyż legendy u ]łoszczegó.Jny'ch Inarodów są rÓŻne,
w zale'.tnO'Śiciod t1ak.iichlub innych warunków,
w jaki'ch Tozwijala si<; ich kul~ura
łud:owa li narodowa.
PiO'naditow 'O!ffiaJWianymtomie są a'r.ty1kuly dotyczące innych zagadnień ludowej
kultuTY duchowej i materaal.nej Grecji. Elew.teriO's Marinelis np. pi:sze l) obrzędach
narodzinowych,
weselnych i pogrzebowych w m. Suli (s. 174 - ,194), analizując towarzylszące ty;m ·obrzędom pieśni oJudowe. Au:tor ogra,nicza się jedy;nie do wą~kiego
ohszaru geog,raf'i-czmego ,i nie UisHuje dokonać pmównań z odpowiedniika:miinny.ch
regiOiIlów kmju, nie mówią'c już o SŁowiana,ch, którzy w zasadzie ,nigdy nie goszczą w pracach etnografów i folklorystów greckich. Pandehs Kawakopulos
(s. 253-·
- 271) pisze o trzech starych
melodiach tanecznych z wyspy Krety, które posiadają swoje odrębne cechy, ·nie 'spotykane w innych :regionach G!fećji.
Z !ku1tury mateT'ialnej ;zwracają uwagę rozprawy T. K.os,taJkisa pt. RoUlOi!Ctwo
w Caik<onii (s. 34 - 150), G. Papacharałamposa
pt. Naczynia gospodarstwa
domowego
Cypru (s. 151 - 166), Ciasto i wypieki
chleba pióra Nikolaosa D.iJmi,tru (s. 219 - 234);
Popi Mina ZJa'jmude si'ę medY'cyną ludową EHmbu ,na wY'spie KalPpatOls (s. 24,6- 252), a WaLter PUlc,hner daje ::!lnaHtyczną bibliografię' greckiego tealtru kukiełko·weg,o (s. 294 - 3'24).
Zestaw zawalrty.ch mJa,teruałów aż prosi o szeIlsze .spoj.rzeni'e na pOiru.szJamezagadnieruia rOlZsz:erzając ik!rąg pOZla wąskimi g.ranioami regionów i kraju. lN'·i
est et y
w Grecji nie ma jeszcze takiej inicjatywy, jaką od dawna reprezentują
badacze Ju-
355
Recenzje
gosławii i Bułgarii, gdzie Illa łamach czasopism "Narodn<J Stvaralastvo-Folklor";
"Makedo,n~ki F,ollMor" ii "Bytlgalr,s'ki Folklor" donlinują pralce pOlró,Wlnarwc,ze,
trraktujące za:gadnienia związane lnie tylko z kulturą ludowąwłalSnego
Iknaju, lecz i z kulturą :Iudową 'WlS'zYls.1.'kirch
'na,wdów bałkaJ'ls:ki'ch, Talkowej ery w greckiej nau'ce jeszcze nie ma,
Kole
ZdZJtsła,wZwożmia1k, Kalendarze,
KAW Warszawa
Simiczijew
1981, '135 ss.
Nasz 'chrześcij1ań>s:ki!kalendalrz poc'ho,dzi od k.alendar.za egipsikiego, a egipski ord
kalendarza ichłopskiego: od wylewu .do wylewu Nilu, gdyż iZJIlaki~odtia'ku ozma,czały
początkowo 'cyk'! prac rro'lni'czych, ja'k u Słowian. WyjąJtlkowość SYI1iusza IW 'kialendanu egipskim polegała zaś na tym, że słoneczny wschód tej gwiazdy zbiegał się
statystycznie z PO'CozątkiemwyrJewu Nilu na wy,s,o:kości Memfi.s, gdzie iara:on Menes
zbudował sioolricę zjedinO'czOlne:goEgiptu wedługkaJendarza
memfidóego
w T.
2937 pne (K. Mi'challwwski, Nie tylko piramidy,
W-wa 1966, s. 59). Cechą łączącą
kalendarz egipski z kalendarzem
Majów np. był HJ'k schematyczny
o 360 dflliach,
al€ dwuznacznością
jest j,uż stwierdzenie,
że "Dekretem
z KalI1ap{)'S pole,cił on
[P;tolemeusz nI] Coo4 lata dorzucać do 360 dni nie 5 ,(jak ,to czyniloino rOd czasu g,dy
bóg Tot wygrał je od Chonsu), lecz 6 dni" (s. 44). Ptolemeusz III wprowadził po
pcr-05tUrok przestępny, który przy:jął dla kalenda'rza ,rzymskiego Jutliulsz Cezar, a by
wodzowie r,zymscy wiedzieli kiedy wytgrywa.ją bitwy.
Ludy <rolnicze ,wolały posługiJW'<lć'się kailendarzem
słOll1ccZJnym,kiÓiry ,określał
cytkl weget'ailywny, a Judy pas:tersk1iecyklemk1siężycowym;
i kalendarz
kisiężycowy w ,mlflliczej Mezo,potamii był przeja;wempolitycZJnej
dominalcji noma.dZJkich
zdobywców, ,do ,ktÓirych należeli przodkowie biblijnych
Zydów. Aui,or nie ro'ZTóżnia tego, gdyż jest gorliwym uczniem pana Ludwrka Zajdlera, który kiedyś zaproponował mi listoWInie uwzgl'ędlfliel1lie mych "m-aterilałów telk!st'olwych" w nOlWym
wydaniu Dziejów Zegara (list. z datą 29 VIII 71), ale nie zrobił tego - ze szkodą
dl'a popularyzato'rskiej
pra'cy ZdZJisława Zwoźniaka.
Juliusz
E.
G,. Kar.piń'sika, Bibliografia
etnografii
polskiej
za
lata
PJI"awdzic
1970 - 1975,
WI'ocław
1980, ss, 430.
WyCZUWr.ljąc zapoi'TZebow.a'Tlie środowiska
etnogr.af'i-c:megona
prace typu bij
b1Ji:ng;raficznegrO,G. E. KaI'lpir1,g,kapodję~a się tTUrdneg;o ,zadania zestawieni,a publikJalCjietnograficlZnych za lata 1970 - 75 <3.457 tyitułów). W zamierzeniu auto,r'ki I()rraz
zespołu, z którym ws.półpracuje, jest przygotowanie l1.a!k.żepnz~ądu
pi.śmiennictWla
et:nograrfi1czmClgo
za 'la,ta 1.960 - 7\0.
OmCIlWi'anapralca ma charalk1eu: bilb1iografili bież<j!cej i jest w prostej ,tinii !kontynuacją tego ,ty'pu o,pu,ac,owań z dkrresu międzywojennego
i POW,(}j
CjI1n
ego. Podsta.wę do tego ty\pu proc dał F. G:awełek <Jrbejmując laJta 11800 - HIll() (7,200 tytułów),
~.
356
Recenzje
a następnie J. S. By:st'roń, !którego h~bliograrf'ia ma 'chararkter krytyczny
i dotyczy
lat 1<1),10- 27 (1'7{)0 tylułów). WokreStie międzyw;o,jennym prace ile i1wntymu'U'je'również K. Moszyński (lata 1925 - 37), którego opracowanie
zamyka cykl bibliografii
bieżącyc,h, Plfzedstalw,iający'c,h dorobek po ls:kiego p.iśmiennict wa etnogI1a1'icznego.
Bieżące bhblio'gT!afie w okres.ie powDjennym iU'1J9pirowaneprzez ,redakcję "Ludu"
i pu:blikOlWane iW 'tym {:za'sOlpiśmie przygotowalli: 1. BaTio'wa (za pak 1947 - 3184 tytułów), R. BitJtiner-Szewczy'kowa (za lata 11945 - 54 - 332.8 ,tytułów) oraz B. G<1win
(za lata 1955 - 60, 3346 :tytułćxw).
I wła,śnie do tych tradycj:i nalwiązuje omawimlla biiblioglrafia, a zwlaszcza do
pracy B. Gawina IW mluesie
U'~ładu Y.1asyfi>kacyj'nego, :k:tÓlry po zmodyfi:ko,wallliu
został wyik'o.rzySti·a.ny.
Bibliografia
E. G. Karpińskiej
została podzielona
na 6 głównych
działów:
1 - o cha·r,akter·ze ogóllnym, skupił :pra'ce biJibliogna,fiozn-e,imdeksy, aulasy, słowniki,
encyklopediie,
'recenzje cza50phsrm po:}skich i obc)"ch za:wie.rającyrch 'interc>sujący
materiał;
2 zawiera prace z ,z,aJk,resu,teo,rii kultury
i metodoJ'o,gii; 3 - grupuje
publikacje
doty'czące historii i olrganizacji etnografii
w Plolsce i za granicą; 4 zes:tawia dorobek w zakresie muzea,llnlic.t.wa pol~kiego i obce.go; 5 -- najohszer,niejszy dział dotyczący po.zyoj'i z .zakresu etnografii
Poi1s.ki; obfity ma,te-riał tam zamieszcwny· został uporządkowany
w poddziałach:
opracowania monograf.iczne, kultura matePia~nla, ,społeczna i du'c'howa, 'Przeobraż'eniJa zachodzące na wsi w .okresie
powojennym
{w tym takż·e pamiętnikarstwo),
Polacy poza granicami
kraju Draz
obce g.rupy etniezne w Polsce; 6 -ostatni
dział zestawia publli!kG,cje zwią:z:ane
z etJnorgrafią świa:ta, któr,e U"·o·z.dzi
el ono· .na podd2Jiały doty'czące poszczególnych kont)"nentó<w; i talk w ma,tari,ala'ch z za/k,resu etnlYg'rafii Europy wyodrębniono
"Slowi3.iIl" (turtaj WYlSZczegó~nli,onow.5zy.stkie ludy słowiań,sikie) oraz "Kraje poza'słoWiiańskiie", IW :który'ch z kolei ,zesia,wion.o prace ze IWizg'lędu Ina tr.adycyjny trójdzielny układ !kultury; podobnie.S:kllasyfUkowano
materiał
poświęcony po'ZO'stałym
kontynenlom.
MiJmo że bibHografi,a swoim układem IW za'sradzie nawiązuje do u,kładu zaS.trOs<owanego przez B. Gawina, to !iĘ,tlllieją jednak mi.ędzy 'I1imi pewne różnice. W jakim kierunku zaznaczyły się one? Otóż dział I nie uległ zasadniczym przemianom,
został tyl,ko pOIszerzony :0 takie k.a,tegOlrie źródeł, jaik: at1a'sy, słO'Winiki, encyklopedie 'o:raz czas,opllsrn.a zagralnil:czne recenZ<;Jiwane w F~lsce. W dzia.le II za,trzyma,no
w tytule
metodolo'gię, ale zrezygnowano
z metodylki, lecz dodano teol1'ię ikultury
(co autorka uzasadnia następująco:
"oddzielenie teorii i metodologi okazało się tru·dne w 'rea,Liza'cjli ze wzgólędÓiw merytoryoznyich").
Utrzymano
dział do,tyc'zący his,to,rii etnorgmfii, 'co jest w pełni uza.sadnirolne. Dział 'na'stępny Zlwiązany z muzea'lnktiwem został znac.ZJnie r,o?)szerzony li ,pogłębiony. PTo'Wadząc dalsze po.równania
z ukha.dem hjb~iogrr-,a.fiiB. Gawina można ZJau,ważyć,że dWia kołejne działy zo.sta,ły
połąc.zone pr.zez autorkę w pumkcie 5 jako "E'1Jno'grai.ia Polski" . .Materiały dotyczące etno~rafii
pozalpoh;:k,iej z.os.tały zgrupowane
w pum'kcie 6 za'ty:iulowanym
,.Etno.grafiJa świata", który wzbito na wiele podpun1któw. Zaś dział doty'czą'cy pogr,all1'icza etnografii i inlnych dys.cyplin nie z.nalazł miej's.e.rt z modyfiiko,wanym Ulkładzie "Bibbo'g:raJ'ii".
Pomimo że zaprezentowana
wersja kla'syHkacji biblio~rafii
jest bog.atsw, znacznie pogłębionla i ,posóZerzona w stosu,nku do systema'tyz.a'cji B. GalWina, to jednak
nie wydaje się oona bardziej :ezylelna" przejrzY'.stai
operatywn.a, mimo zast,o'sow<l:nego 'llaiwet ,systemu dóZiesiętnego. Wydaje 'Się, że ten ostami zabieg zadziałał wprost
przeci'wnlie. Niie możma tutaj nie zwrócić uwagi na ?)a:st'O'sowany dru'k (odstę,py,
czdo'nka), ,k:tóry to ,chyba w znacz:ny:m stopniu ,spowodował vla.nie i nieczyteliność
uk1adu .k1a'Syn1mlCyjrne.go.Pewną ,wątpLiwość budzi także włą:Cozenie ·d'o spisu tr-eści
357
Recenzje
tłumaczenia angielskiego., 'któ:re wydłużyło ,niepobrzebnie tekst, a po,llJadt·o utrudnia
'NzrokOlWe opanlO'wanie go, Przecież dwa niezalleimeslPi,sy treści m.oglyby z powod2Jeniem ist:n~eć 'oihalksiebie '(tak j\a!kiwStęp),
J cieli 'chodzi o ik.w.aliiJikację publikacji
do pO'SZiCzegÓllnychdzi'ałólW, to zOlStał.a
ona przeprowadzona
starannie, chociaż nie wyczerpująco,
a ponadto nie ws'zystkie
pozycje zostały uwzględnione
(doty'czy to głównie recenzji). Nie do uniknięcia są
pewne usterki techniczne, stąd dwu'krotnie podawane są te same pozycje w pełnym
zapisie, chociaż w przypadku powtórki powinien zostać zastosowany skrócony opis
wielokrotny i nawias (por. pozycje 352 i 1149; 163 i 2846).
Najbardziej chyba jednak rkOlnt'TCJlwer:sy,jną
SPI13Jwąw lI'ecenzolwanej pra1cy jest
kwestia dobo'ru lLt·eraitury IZ po'~raJl!icza etllogl'a:fliii innyc,h pak.rewnylC:h dy.s\cypl~n.
We wstępie podano wprawdzie,
że: "W niniejszej pracy zalfejestrowan:> prawie
wszy'st!kie pols1kie ,prace etnograficzne
jak >również waż'niej.s'Ze pmce z diZiedZlin
po,krewnych, po,ru5zające problematykę
teoretylcz'ną", .aile poza s,t.WlieI1dzeniem, że
są to "ważne" prace, nie wiemy właściWlie .ni'c ·0 kryteria.ch ich doboll"u, A jest
rzeczą oczywi.stą, ż·e w 'tego rodzaju sytuacjach
wymagane jest ucto,kulllentOlw,wnie
i uza,sl3dnienie Ikryteriów doboru m alteria'łó w. I w ,tym miejs'cu na'leżałoiby :takiże
żałować, 'że zrezygnowano z osobnego działu dotyczącego pogranicza nauk. Wynikiem tego przemieszania
i nie graniczenia doboru literatury
jest fakt, że pozycje
np. iS,briete 'socjarogic7lI1e egz)'!s'tują na równi z etnograitc:zmymi, a w podtpu·nJkcie
przeobrażeń zachodzących na wsii w P'ol:sce LuidoQ.weJjI1iawet dominują, czeig'o ,IlIie
należy uznać za właściwe w bibliografii o ch3!rakte~ze etnogr.adiilcznym.
Dodatkowo 'rLa 'Uwagę 'Zasługują :z.amieSiZczoneIW "Bibliografii"
ii:ndeiksy: oQISObowy i geQigI1afioczno-e:tIlogralfii.o:zJny.
Ten 'o!s.tatt.nijest ba'I1dw istotną i cenną pOlllO'Cą
w ,pcysługiwaniu IsiG bibliografią, ,a dodatkowo jest nowością w sto,sunku do pracy
B. Ga'wi1na,.Ałe nawet i tu uszły oUwa,dze odrębne błędy techniczJI1e, np. pozy!cja
2919 - indeks 'Os'Obowy sugeruje podwójne aut·o,r.s'two; ito .samo dotyczy pozycji 77;
natomua,st jeżeli chodzi 10 IndekJs geQlgiraficzno-etnogIiafi-ezny, to warto z;wródć U:wlagę, że np. Łerrikowie ,nie są '[,egionem -etIl1O'graficznym, a ,grupą etnicZil1ą, może zatem lepiej był'oby 'napi>sać Łemkows'zczy'ZiI1a (termin pr,zyjęty rw literatune),
albo
we wstępie 0'0 indek'su wyjla,śnić, że wprowadzono
poidział niie tylko na .regiony
gecygra.hc2Jno-etncygrafi·cz.ne,",!le wyodrębniono
też nielctóre .g:ru.py (dotyczy to także
~alszubów, BOll'olwiJaików
Tucholski,ch ,i Kl'ajniaków Złotol\Viskkh).
Kończąc oma,wiŁa,nie BibLiogrofVi
etnografii
polsloiej
za lata 1970 - 75 wypada
podk'reślić. że bardzo waŻl!1ym wyodo3ll'zeniemjest sam fe;kjt jej u'kaza'nlia się. Jeżeli
zes/pół łódzJki ,zdoła zrealizow.ać 'zapowiedziane ·również bibHografieza
lata 1960 - 65
i 1005·- 70, t'o wówczas 'skul1:eczrue zó;s'tanie wypełniO'na luka, jaka powstała 'MI tym
:z:akuesiew etnogra.fii pol'Skiej.
Irena
Kabat
